IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Las w pobliżu Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Sty 09 2011, 18:06

First topic message reminder :


Las w pobliżu Hogsmeade
Miejsce powszechnie znane wśród mieszkańców wioski, jednak niezbyt często odwiedzane, w szczególności przez uczniów, traktujących ten las jako teren nieznany i niezbadany. Na pozór nie ma tu nic specjalnego, jednak chcący i zdeterminowani, mogą zawędrować wgłąb mini puszczy, gdzie wprost roi się od życia. Nie umiera ono nawet zimą - zawsze znajdzie się jakieś stworzenie, niekiedy przyjazne. Nie znaczy to jednak, że można beztrosko przemierzać ścieżki, gdyż istnieją tu także zwierzęta niebezpieczne. Jak w każdym podobnym miejscu należy uważać, aby nie zejść z ledwo widocznych dróżek, aby trafić z powrotem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Maj 11 2014, 23:25

Było przyjemnie. Zupełnie nie tak przyjemnie, jak przy przyjacielu. W pewnym momencie się tego wystraszyła, ale potem uznała, że może nie warto z tym walczyć? Gdzieś podświadomie rozum podpowiadał jej, że będzie źle. Że pójdzie o krok za daleko i będzie żałować. Jak zawsze. Rozpaczać, budząc wszystkich w dormitorium swym bólem. Zawsze robiła źle. Mając do wyboru dwie drogi, zawsze skręcała w tą złą. Nie rozumiała dlaczego miała takiego pecha do wyborów. Może była zbyt naiwna? Może rozpaczliwe szukanie uczucia było zbyt rozpaczliwe? Nie miała pojęcia. Poddawała się temu, co się tu działo. Było miło. Odprężająco i relaksująco. Nikt ich nie widział, nikt niczego nie chciał. W tym momencie byli odcięci od świata. Pragnący spokoju. Ciągłe stanie w blasku fleszy też bywa męczące. Dlatego raz po raz masowała ramiona Rasheeda, myśląc, że może rzeczywiście mogłaby tak robić częściej. Czy by tego chciał? Na pewno. W końcu wszyscy ślizgoni byli okropnymi egoistami. Nie różnili się od siebie w tej kwestii. Nie wiedziała jednak, iż on chciałby dla niej takiej pracy na pełen etat. I niekoniecznie chciałby, aby wyjeżdżała. Takie są minusy skrywania wszystkiego sobie. Ale nie od dziś wiadomo, że wszystko ma swoje wady i zalety. Każdy robi jak uważa.
Na jego prośbę spojrzała na niego zaskoczona. Opowiedzieć o sobie? W jakim sensie? Zamrugała gwałtownie, nie mogąc ukryć swojego zmieszania i zszokowania jednocześnie. Dopiero po chwili się uśmiechęła, tuszując wszystkie emocje, jakie przed chwilą wypłynęły na wierzch. Przy nim ciężej było jej cokolwiek ukrywać. To było dziwne. Ale podobno tak działa drugi człowiek, kiedy jest ci bliski. Na swój pokrętny sposób chłopak był dla niej ważny. Tylko nie zawsze to sobie uświadamiała w odpowiednim momencie. Zazwyczaj po fakcie, ale było już za późno. Tęskniła za nim kiedy wyjechała. Ale uznała, że ma już nowe życie. Próbowała je budować z Watsonem. Nie wyszło. I to nie tak, że jak trwoga to do Sharkera. Po prostu czasem nie umiała przepraszać, albo robiła to w inny sposób, może nie do końca jasny i klarowny. Ale starała się. A to było dla niej tak nietypowe, że aż absurdalne. Ona? Ona robiła coś dla innych, myślała o innych? Niesłychane.
- Znasz mnie, Rash. Nie od dziś. Co mogłabym o sobie jeszcze powiedzieć? - spytała, instynktownie odrzucając ten temat do kosza. Odpowiedź brzmi jednak dużo. Nikt o niej nie wiedział zbyt wiele. Karmiła ludzi złudzeniami, powierzchownością. Nikt nie dotarł do wnętrza, a jeżeli już, to w końcu i tak się wycofywał. A ona? Ona kurczowo trzymała się ironii, egoizmu i złośliwości, czując, że to ostatnia deska ratunku. Gdyby była inna, czy w ogóle doszliby do tego momentu w swej znajomości? Bardzo wątpliwe. I nieważne, że pewnie chodziło o jej historię. Jej historia jest znana... prawie nikomu. Nie miała pojęcia, czy to dobrze. Ale tak po prostu było.
Słuchała go potem uważnie, raz po raz kiwając smutno głową. Kochała Wielką Brytanię. I to by było na tyle z różnic ich dzielących podczad tego wywodu. Nienawidziła Francji. Była paskudna i zniszczyła jej życie. To Wielka Brytania dała jej dach nad głową, schronienie. Nieważne, że przy okazji masę bólu. Ale to była jej ostoja. Gdyby nie Francja... teraz z pewnością byłoby dobrze. W to wierzyła Saunders. Czy wierzyła w siostrę? Nie wiedziała. Bała się, że znów zniknie, zostawiając ją z burdelem w życiu i burdelem w sercu. Nie wiedziała jak się przed tym uchronić. Dlatego wciąż stała na niepewnym gruncie. Ale skinęła głową, że tak, w sumie tak. Chyba tak. A może nie? To nie miało znaczenia. Nie w tym momencie.
- Beznadziejnie. Widać, że na rodzinę nigdy nie można liczyć. Wszyscy to zakłamani, egoistyczni chuje. A potem ludzie dziwią się, że jesteśmy ich idealną kopią. A niby kim mamy być, skoro z takimi ludźmi spotykamy się na co dzień, ba, nawet z nimi żyjemy? To nie ma sensu - powiedziała w końcu. Nie wiedząc nawet, kiedy poczuła złość na jego rodzinę, na życie, na wszystkich wokół.
- Nie musisz być sam. Wiesz o tym? - spytała na koniec, tym razem to ona posłała mu znaczące spojrzenie. Jedna ręka wciąż masowała jego ramię, druga zaś powędrowała do jego policzka, który musnęła delikatnie. Ponownie się uśmiechnęła, co też było w tym wszystkim zaskakujące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Maj 13 2014, 01:50

Zmrużył oczy, co upodobniło go do jakiegoś drapieżnego zwierzęcia. Rzekłabym nawet, że byłby to raczej dziki kot, niż rekin, który przecież mimo swojej niechlubnej sławy wabiony był jedynie zapachem krwi. Z kotowatymi było dużo bardziej jak z nim, bo i były bardzo nieprzewidywalne. Z jednej strony chadzały własnymi ścieżkami, a z drugiej potrafiły bardzo się przywiązywać i okazywać współczucie, a nie tylko egoizm. Kto wie ile z takiego normalnego kota miał w sobie on? Nikt nie znał go na tyle dobrze, aby móc nad tym gdybać, bo zawsze widziało się jedynie jedną stronę medalu, podczas gdy druga była ukryta na wieczność. Mimo wszystko, z pewnością nie na darmo jego patronusem był ocelot, ale o tym też chyba nikt nie wiedział. Tylko Ci, którzy zobaczyliby go trenującego zaklęcie opiekuna mogliby to odkryć, bo i Rasheed nie rzucał go nigdy wtedy, gdy naprawdę potrzebował. Dziwne? Bardzo, ale raczej bardziej żałosne. Cóż, tak jednak wyglądało jego życie. Rodzinna trauma, która przekształciła się w strach do grobowej deski. Potem jeszcze ta sprawa z Watson… czy gdyby mógł powtórzyć tamto spotkanie, to czy zrobiłby to? Skatowałby ją ponownie, niemalże do nieprzytomności?
Patrząc na SMS, jego wspomnienia ożywały. Znowu widział w niej Mandy, którą rozbierał w przedziale. Muskał jej piersi, szeptał słowa wprost do ucha, a potem sięgał po coś więcej, gdy ostatecznie połączyli się we wspólnym akcie. Nieważne ile razy by się nie starał, to było po prostu zbyt silne, a teraz, gdy siedziała na jego kolanach, odstrojona i zdecydowanie przykuwająca uwagę na innej płaszczyźnie niż koleżeńska, ciężko było mu się skupić na czymś mniej seksualnym. Nie powiedziałby jej tego. Nigdy. Porównywanie ze sobą dwóch odrębnych istnień było okrutne i zdawał sobie z tego sprawę. To zupełnie tak, jakby ktoś przywoływał Malcolma i jego, uważając ich za swoje idealne kopie, chociaż przecież tak nie było. Mogli być podobni pod pewnymi względami, jednakże naprawdę wiele ich dzieliło. Jakżeby więc mógł dalej tak spoglądać na Scarlett? Ach, widzicie, pewne elementy męskiej budowy ciała, niezbyt przejmowały się cholernym, zdrowym rozsądkiem, żyjąc własnym życiem za każdym razem, kiedy tylko złapały odpowiedni trop.
Rozbawiła go swoją odpowiedzią, co skończyło się na tym, że uśmiechnął się przekornie.
- Wiesz o co mi chodziło - rzekł, dając jej do zrozumienia, że chce ją lepiej poznać. Nie tak powierzchownie, jak tylko można, gdy w grę wchodzi zawieranie nietrwałych znajomości, a głębiej i lepiej, jednak nie chciał na nią naciskać. Każda dusza skrywa swój mroczny sekret i wszystkie mają do tego prawo. Sharker nie zamierzał zakłócać tego prawa do istnienia, dlatego jedynie wzruszył krótko masowanymi ramionami, dając jej możliwość na całkowite odrzucenie tego tematu i… w sumie to byłoby na tyle, jeśli chodzi o mówienie o sobie, bo chociażby miałby umierać z ciekawości, to nie zamierzał wywierać żadnej presji. To było nieuczciwe, zwłaszcza, że przecież się przyjaźnili.
Uśmiechnął się cynicznie, śmiejąc się pojedynczo i tym samym przyznając jej całkowitą rację.
- Taaak. - mruknął przeciągle, czując się bardzo dziwnie z tym, jak idealnie podsumowała całe jego życie -Widzisz, dopóki ludzie się dziwią to jest chociaż ciekawie. Kiedy już zaczynają się cieszyć z dobrze wykonanej roboty, zaczynają się prawdziwe schody.
I godziny kłótni. Nie widział jeszcze świat takiej sytuacji, aby dwa bardzo podobne istnienia nie pokłóciły się ani razu. To się brało z całą pewnością stąd, że sami siebie nie jesteśmy w stanie znieść na dłuższą metę, dlatego często dawka podwójna bywała… zabójcza.
- Ach, tak? Proponujesz mi kogoś konkretnego? - węszył w tym wszystkim podstęp. Nie wiedział czemu, ale w takich chwilach jak ta, na myśl przychodził mu Casper i jego super pierdolenie o „zapinaniu”. Teorie spiskowe podpowiadały mu, że to może być jakiś okropny żart i zaraz dostanie od Saunders w ryj za to, że postąpi zgodnie z instynktem, który swoją drogą na tym polu miał więcej niż rozwinięty. Hehs, jednakże break the meta i niech się dzieje co chce.
Pomknął dłońmi po jej boku, sunąc nimi ku górze, aż wreszcie natrafił na jej łopatki. Naparł na nie delikatnie, zmuszając tym samym SMS do przychylenia się ku niemu, do zmniejszenia dystansu, na tak niewielki, aby mógł oprzeć się czołem o jej czoło i tym samym przerwać przyjemny masaż.
- Dobrze to robisz. - szepnął, a jego wargi niemalże ocierały się o jej, owiewając usta ciepłym oddechem - Może masz ochotę na rewanż?
Niekoniecznie miał teraz na myśli masaż, a Scarlett musiała dobrze o tym wiedzieć. Nic jednak więcej nie zrobił, dając jej możliwość ostatecznej decyzji o tym czy zaraz go od siebie odepchnie (albo raczej sama się cofnie, bo jego głowa przylegała do zagłówka) czy będzie kontynuowała tę zawiłą grę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Maj 20 2014, 14:08

Może to dobrze, że nie wypowiadał swych myśli na głos. Jasne, wiedziała, że on i Mandy... mieli swoje epizody. Nigdy jej to nie przeszkadzało, w końcu Rasheed był zawsze "tylko" najlepszym kumplem. To zastanawiające, że nigdy nie patrzyła na niego w inny sposób. To musiało więc być coś wyjątkowego, nieważne, jak bardzo oboje by się zapierali, że wcale tak nie jest. Zresztą, spójrzmy prawdzie w oczy - dwójka ślizgonów, wężoustych... jaka szansa na to była? Znikoma. A jednak. Siedzą tutaj, rozmawiają, ocierając się o inne szczeble znajomości, które wcześniej były nie tyle, co niedostępne, co niezauważalne. Teraz? Teraz, gdyby zaczął ją porównywać z siostrą, to pomijając irytację z powodu kolejnej próby zrobienia z nich jednej osoby, to po prostu chyba po raz pierwszy poczułaby się trochę zazdrosna. Nigdy nie chciała być jak MMS. Zawsze chciała mieć to, co ona. A to była subtelna różnica. Czy z tego powodu chciała teraz Sharkera? Nie. Tak naprawdę przecież nawet o niej nie myślała w tej chwili. Byli tylko oni. W samochodzie, pośrodku lasu, w jakichś krzakach w Hogsmeade. Nie liczyło się nic więcej. Tylko to, co mówili, co robili. Jej zielone tęczówki leniwie obserwowały każdy ruch ślizgona, a uszy słuchały tego, co mówił. Skrupulatnie ignorowała wszystkie słowa wydobywające się z jego gardła, czekając na to, co się wydarzy. Co znów przyniesie jej los. Pytanie tylko, czy to brnęło ku lepszej wersji życia, czy jednak niekoniecznie?
Nie mniej Saunders nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała rozpaczliwie łapać wszystkiego, co mogło mieć jakąś przyszłość. Dać jej nadzieję na lepsze jutro. Cokolwiek. Pragnęła uczuć, choć ich strzępków. Zawsze je zbierała. Ochłapy emocji, które wytwarzały się pomiędzy nią, a kolejnym mężczyzną, z którym spała. Dziwka? Cóż, może tak. Ale jej zawsze brakowało miłości. I na tym polegał problem. Seks ją do niej zbliżal. Choć na chwilę, choć na jedną noc. Choć tyle mogła dostać od życia. A może? Może kiedyś, te wszystkie fragmenty scalą się w jedno, porządne uczucie, które ją uszczęśliwi w najgorszym momencie jej egzystencji? Nie wiedziała. Ale kolekcjonowała je na zaś. Jak gdyby próba udawania, że można być kochanym, była jedynym celem w jej życiu. Gubiła się w tym wszystkim. Ale wciąż brnęła do przodu. Próby samobójcze skończyły się na etapie Bennetta i miała nadzieję, że już nigdy do tego nie dopuści.
Tymczasem zaś oddychała szybciej, będąc tak blisko chłopaka, czując jego ciepły oddech na sobie i jego usta tak blisko jej. Jednym, delikatnym ruchem zetknęła je razem. Pocałunek był naprawdę subtelny, jak gdyby muśnięcie motylich skrzydeł, ale dla niej za bardzo naszpikowany tymi emocjami, od których próbowała uciec. I w rzeczywistości stał się punktem zapalnym, bombą, dla tego, co miało nadejść, co miało się zerwać z łańcuchów i nie zostać powstrzymanym. Jakże naiwnie, prawda?
- Ja nigdy nie miałam rodziców - zaczęła, składając na wargach Rasheeda kolejny pocałunek. - Wendy, matka Mandy, puściła się z jakimś Francuzem na wakacjach i tak powstałyśmy. Niby John miał być ojcem, bo tak mu mówiła, ale potem ulotniła się wraz z moją siostrą do Francji - kontynuowała, znów go całując. - Więc ona miała rodzinę, ja zostałam z Johnem i jego paskudną matką, która mnie nienawidziła i znęcała się nade mną przy każdej możliwej okazji. Musiałam się przed nią bronić. Ale wiesz co? Kiedyś ją zabiję. Nie wiem jeszcze jak, bo nie chcę przez nią trafić do Azkabanu, ale musi mi za to wszystko zapłacić - ostatnie zdania szepnęła mu do ucha po wężowemu, a potem uśmiechnęła się, muskając wargami najpierw jego płatek, a potem policzek.
- Nie jestem mściwa. Potrzebuję tylko trochę uczucia. Może być ten ochłap w postaci seksu. Chcesz mnie kochać, Rash? Przez jedną noc choćby? - spytała już normalnie, trzymając swoją twarz blisko jego twarzy, patrząc mu w oczy. Cóż, teraz była jego kolej na to, aby się zdecydować. Zagrali w grę prawda czy wyzwanie. Prawdę odbębnili, teraz kolej na wyzwanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Maj 20 2014, 15:13

+18

Czuł na sobie jej przyspieszony oddech, a potem już nie miał zbyt wiele okazji do wypróbowania jak działa logiczne myślenie. Jak to się działo, że gdy już do czegoś dochodziło to facet w dużej mierze tracił zdolność analizy sytuacji? Musnęła jego usta, podejmując pierwszą decyzję, która miała pociągnąć za sobą następną, a on nie zamierzał z tym walczyć. Nie było ważne to, że zawsze byli jedynie przyjaciółmi, bo Rasheed tak naprawdę nigdy nie klasyfikował ludzi, którymi się otaczał w ten jeden, konkretny sposób, aby dać sobie wiele okazji do różnorodnych interpretacji. Teraz, dzięki temu zabiegowi, nie miał nawet przez chwilę wrażenia, że może robią niewłaściwie. To, że to mógłby być koniec ich znajomości nawet przez myśl mu nie przeszło, bo przecież dla niego to była jedynie zwyczajna pieszczota. Ulotna przyjemność, która tak czy siak zaraz by zniknęła, pozostawiając po sobie jedynie blade wspomnienie, nieporównywalne z rzeczywistością. Poddał się obecnej chwili, z jednej strony jej słuchając, a z drugiej oddając pocałunki i po prostu będąc, trwając. Zarówno chłonąc przyjemność, jak i ją oddając, delikatnie wodząc paznokciami po jej plecach. Więc o to z nimi chodziło. Wbrew wszystkiemu uśmiechnął się, jednak nie radośnie ani też nie złośliwie. Był to wyraz tak pełny zimnego wyrachowania, że na pewno jego następne słowa nie mogły być przyjazne. No i nie były.
- Pomogę Ci. - syknął w wężomowie, wypuszczając spod swoich palców jej plecy, aby zsunąć dłonie na jej pośladki, które ścisnął zaczepnie.
- Ja jestem mściwy. Jeśli będzie to jedynie jedna noc, będę mścił się przez wiele następnych. Miej to na uwadze. - pogroził jej czy może swoiście zachęcał ją do dalszych zbliżeń? No dalej, interpretuj to jak chcesz, bo w gruncie rzeczy kolejna decyzja zapadła, a i ona miała ciągnąć za sobą następne. Tak działało życie. Było swoistym domkiem z kart lub kawałkami domina, gdzie wystarczyło strącić jeden klocek, aby cała konstrukcja upadła, popychając za sobą kolejne wydarzenia. Nie myślał teraz o tym czy będzie miał kaca moralnego z tego powodu, bo i przecież do tego trzeba było mieć jakiś kręgosłup moralny, prawda? Tak się składało, że dość często udowadniał, że takowego nie miał w ogóle.
Wsunął palce pod jej ubranie, muskając swoimi palcami jej nagą skórę i po prostu bezceremonialnie unosząc jej okrycie, aby móc podziwiać jej nienaganną sylwetkę. Niemniej jednak zaprzeczał wszystkiemu ruchami swoich ust, bo zamiast odsunąć się i oglądać, on wolał przysunąć do niej nos i złożyć na jej wargach pocałunek, całkowicie wyprany z niewinności i delikatności. Był agresywny, żądający, zupełnie tak jakby tym samym dawał jej do zrozumienia, że od tej decyzji nie ma już odwrotu. Czy to dobrze? Niedługo się zapewne przekonają. Zaczepił palcami o linię jej stanika i gdy dotarł do piersi, nie kłopotał się z rozpinaniem go, a po prostu uniósł go do góry, gdzieś po drodze rozdzielając ich wargi, aby wodzić nimi wzdłuż jej szyi, aż do miejsca, które właśnie sobie odblokował. Owiał jej sutki gorącym oddechem, a potem jeden zbadał językiem, dopiero teraz rozpinając niepotrzebną w jego mniemaniu bieliznę, aby odrzucić ją na kierownicę. Nie koncentrował się jednak zbyt długo na tej partii jej ciała, bo dość szybko się odsunął, poświęcając im wcześniej chwilkę, aby po prostu chwycić piersi w dłonie, a wargi pozostawić do czegoś innego. Lubił krążyć po ciele bez ładu i składu, dlatego być może znowu wrócił na górę, aby ukąsić ją delikatnie w szyję oraz złożyć dziesiątki pocałunków, jednocześnie wciąż delikatnie masując rękoma i nie chcąc sprawić jej niepotrzebnego bólu. Dobrze byłoby gdyby mimo wszystko oboje zapamiętali dobrze ten moment, co w jego przypadku na pewno się zdarzy. W końcu zbliżenie w samochodzie było czymś, czego wcześniej nie doświadczył, a na pewno wiązało się to z zaspokajaniem jego potrzeby intymnych zdarzeń w miejscach publicznych. Lecz czy i Scarlett nie miała z tym problemu? Pomyślałby kto, że znają się tyle czasu, a wciąż nie wiedzą o sobie niektórych rzeczy. Nadszedł czas na ponowne poznanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Maj 20 2014, 16:20

+18
Zawsze szufladkowała ludzi. Na tych zajebistych i na całą resztę marnego pospólstwa. Zawsze umieszczała ich w ramach jakiegoś schematu. Tak było prościej połapać się w tym, kim dana osoba dla niej była. Przyjacielem, kochankiem, znajomym, idiotą? Etykiety wiele ułatwiały. Dlatego coś ją tknęło po kolejnych pocałunkach. Tak, zwierzyli się sobie niczym przyjaciele. Ale co dalej? Co oni teraz robią? Miała sporo wątpliwości, ale instynkt działał dalej. Pragnął tego, do czego zmierzali. Oddychała szybciej, czując narastającą ekscytację. Wielki, czerwony napis "alarm" spychała do podświadomości, ignorując jego treść. Chciała tego. Chciała być blisko Sharkera i do tego brnęła. Nie martwiąc się o to, co im to przyniesie. Co on o tym sądzi. Czy to nie zrujnuje ich przyjaźni. Oczywiście, że tego nie chciała. Był jedną z... dwóch? trzech? osób, które są dla niej tak bardzo ważne. Ale wiedziała jednocześnie, że jeżeli będzie chciał się wycofać, to tak właśnie będzie. Nic z tym nie zobi. To przecież Rasheed. Podejmujący decyzje w zależności od sytuacji, jak dany wiatr zawieje i czy będzie mu się to opłacać. W jednej chwili mogła być pewna, że będzie go mieć na zawsze, by za chwilę patrzeć na jego plecy, jak odchodzi. Ona w sumie nie była lepsza. W końcu ostatnio to ona go zostawiła, praktycznie bez słów wyjaśnień. Może chciała im dać wszystkim do zrozumienia (pewnie głównie Mandy), że nie może być zawsze na ich zawołanie? Że nie można jej przestawiać z kąta w kąt, bo ona zawsze będzie na miejscu, aby po nią sięgnąć? Że czasem też potrzebuje zniknąć, zostawić wszystko za sobą i się zresetować? Możliwe. W każdym razie... to na pewno będzie dosyć popaprana zajomość. W końcu do tego brnęli.
Uśmiechnęła się ponownie, kiedy powiedział, że jej pomoże. To był jakiś dowód wsparcia, na który tak bardzo czekała. Albo raczej który chciała otrzymać. Pocałowała go więc jeszcze raz w podziękowaniu, tym razem nieco dłużej i zdecydowanie intensywniej. W końcu Scarlett doskonale wie, jak okazywać swą wdzięczność. I tak robiła właśnie teraz. Czując, że nakręca się jeszcze bardziej, szczególnie po jego kolejnych słowach. Jak ona je zinterpretowała? To pozostawimy w sferze domysłów, jednak na tyle dla chłopaka dobrze, że gotowa była w jednej chwili rozebrać i jego i siebie, aby móc się delektować ich zbliżeniem. Zatracać się w tym huraganie emocji, który teraz w rozrywał każdą komórkę jej ciała, nastawiając się na jedno. Chyba jej zachowanie mówiło więcej niż tysiąc słów, a nawet więcej, niż mugolskie Rafaello. I jej czyny ewidentnie świadczyły o tym, że wszelakie wątpliwości i wyrzuty sumienia odeszły gdzieś w kąt, chwilowe zapomnienie. Teraz liczyła się tylko ta chwila. Oni. Razem. Ich splecione ciała w samochodzie. Zaczęła coraz głośniej wydychać powietrze, czując, jak przechodzi po jej organizmie kolejna fala przyjemności. Te pocałunki na jej ciele przyprawiły ją o gęsią skórkę i ciężko było to ukryć. Swoje ręce trzymała na jego ramionach, zaciskając dłonie, jak gdyby wciąż chciała je masować. Odchyliła się lekko do tyłu, dając ślizgonowi większe pole do manewru. Jęknęła cicho, czując przyjemny dotyk na swych piersiach. W końcu zaczęła więc zdzierać z Rasheeda odzież wierzchnią, czyli kurtkę i koszulkę, czy co tam miał na sobie, bo nie pamiętam. I odrzuciła to na siedzenie obok. W każdym razie jego tors był teraz nagusieńki, dzięki czemu mogła wędrować po nim dłońmi, ustami zahaczając o szyję i obojczyki chłopaka, tak jakby w ramach rewanżu za to, co działo się z nią przed chwilą. Branie jest fajne, ale przecież dawanie także, jakkolwiek dziwnie nie brzmi to w tej sytuacji! Chciała, aby im obojgu było przyjemnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Maj 20 2014, 19:14

+18

Magiczny przycisk dotyczący myślenia wyłączył się już kilka minut temu, a czerwony napis „Off” zwisł w jego wyobraźni na kilka chwil przed tym, zanim sięgnął do jej ciała. Nie powinien tego robić, ale miał to tak głęboko w poważaniu, jak tylko można mieć, postanawiając dzisiaj pierdolić wszystko, a już zwłaszcza jakiekolwiek ostrzeżenia. Zawsze robił to co chciał i nic nie miało się teraz zmienić, wszak był ogromnym egoistą, a skoro Scarlett dawała mu możliwość tego, aby mógł sięgnąć do jej ud i rozewrzeć je gwałtownie, a potem pieprzyć się z nią w samochodzie to… no przecież nie będzie oponował. Carpe diem i tyle. Zresztą na pewno nie był jedyną osobą w tym samochodzie, która miała takie podejście, prawda? Gdyby było inaczej, to zapewne już nie siedziałaby na nim, a jej stanik nie spoczywałby na kierownicy, bo ściskałaby ją dłońmi, odwożąc ich z powrotem do miasta… ewentualnie odwożąc siebie, a jego wypierdalając ze środka na zbity pysk.
Cóż miał mówić, cóż miał robić?
Muskał jej piersi dłońmi, drażniąc je zaczepnie i bawiąc się sutkami, które powstały jak na jego rozkaz. Gdyby ktoś mu powiedział, że kiedyś będzie dotykał Scarlett Saunders po biuście, to zapewne wyśmiałby go i kazał się pierdolić. Dokąd ten świat zmierzał? Czyż teraz nie kierował nim czysty hedonizm, tak ostatnio popularny, ale i z kolei tak nieodłączny, gdy wypowiadało się jego imię? Za każdym razem wisiał w powietrzu niczym niewypowiedziana obelga lub pochwała. Jego wargi składały pocałunki, kąsały i dawały, jednocześnie biorąc i dając mu odczuć po chwili odwet, gdy jego odzienie wierzchnie od pasa w górę poszło się pierdolić pod jej dotykiem. Potem przez chwilę brał, dając jej możliwość do tego aby składać na nim pocałunki i muskać palcami, jednocześnie czując, że zdradziecki organizm nie pozostawia mu już zbyt wiele miejsca w spodniach. Wymusił na niej złączenie się wargami, aby pocałować ją krótko, ale wręcz obiecująco i podniósł się z miejsca, podtrzymując ją w ramionach, aby odwrócić ich miejsca, sadzając Scarlett na siedzeniu. Kiedy opuszczał jej ciało, ścisnął jej pośladki, zahaczając palcami o krawędź jej… spodni? Też nie pamiętam co miała na sobie, w każdym razie zostało to zdjęte razem z bielizną. Nie lubił się patyczkować, uważając, że dostęp do nagiego ciała daje dużo więcej możliwości. Zbliżył się ponownie, kradnąc jej kolejne pocałunki, a rękoma buszując znowu w okolicy jej nóg. Tym razem dotykał uda po wewnętrznej ich stronie, niby przypadkowymi ruchami muskając jej miejsce intymne, aby zaraz wracać na biodra, a potem jeszcze wyżej ku pozostawionemu przez chwilę samemu sobie biustowi. Pieścił całe jej ciało, starając się nie zapominać o najważniejszych, taktycznych punktach, aby w pewnej chwili chwycić ją za kark i na moment unieruchomić, aby pocałunek stał się żywszy, bardziej namiętny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sro Maj 21 2014, 11:28

+18
Ryzyko nieodłącznym elementem życia. Chciała zaryzykować, postawić wszystko na jedną kartę. Czy to oznacza, że jej decyzja była słuszna? Nie miała pojęcia. Co więcej, dowie się o tym zapewne dopiero po tym wszystkim, co będzie miało tu miejsce. Nie wcześniej. Gdyby mogła przewidywać skutki tych zdarzeń, czy towarzyszyłaby temu zabawa? Dreszcz emocji, niepewności, ciekawości tego, co będzie dalej? Co się stanie, gdy przekroczy kolejną granicę? Jasne, że nie. Dryfowała pomiędzy tym, co powinna, a tym, co chciała. Rozum wykrzykiwał kolejne ostrzeżenia, ale ona już go nie słuchała. Chciała naiwnie wierzyć, że tym razem może dostanie coś więcej. A jedyne, co mogło na nią czekać, to tylko większy ochłap miłości. Niby o tym wiedziała, niby ostrzeżenia były realne i klarowne, ale zdrowy rozsądek rozbił się o brzeg pragnienia odczuwania. Tak. Chciała czuć. Coś. Cokolwiek. Mocniej, bardziej, intensywniej. Wplatała ręce w jego włosy, całowała go namiętnie, jak gdyby mieli zaraz zostać pochłonięci przez czarną dziurę, kontinuum czasoprzestrzenne, albo jakiegoś potwora. Wszystko jedno. Obraz dookoła rozmazał się, wyostrzyły się zmysły, doznania i odczucia. To był piękny stan. Nieporównywalny z czymkolwiek innym. Chwila relaksu, odpoczynku od tego, co czaiło się poza ich puszką zwaną samochodem. Tu był inny świat, inna rzeczywistość. Na moment. Ulotną chwilę. Którą próbowała złapać. Tak było dobrze.
Czerpała niesamowitą przyjemność z dotyku jego dłoni na jej sutkach, więc jej oddech stawał się coraz głośniejszy, a ona co rusz przygryzała wargę, próbując się nieco uspokoić. Pomimo, iż atmosfera zrobiła się gorąca już dosyć dawno temu. Nie mniej nie myślała o tym, że najpewniej po raz kolejny pakuje się w to samo bagno, co wcześniej i w które miała się już nigdy więcej nie pakować. To nieistotne. Najistotniejszy był ten taniec między nimi, bliskość, która zdawała się nie mieć końca. Drapieżne pocałunki wyznaczające ścieżki na ich ciałach, które znaczyli naprzemiennie. Kiedy ona nasyciła się swoją wygraną, dawała mu to samo w zamian. Moża ich posądzić o wspaniałą współpracę i niesamowite zgranie. Ale w końcu wiedzieli, czego chcą i do czego zmierzają. Jednocześnie wiedząc, że nie ma już od tego ucieczki. Albo po prostu jej nie chcieli, bo wszystko zabrnęło już za daleko.
Zamiana miejsc ją nieco zaskoczyła, ale ostatecznie uznała, że Rasheed raczej zawsze był dominującym typem, więc w tej materii nie powinno być inaczej. Uśmiechnęła się lekko do niego, bez żalu patrząc na swoje ciuchy odrzucane gdzieś w kąt. Była już zupełnie naga, tylko jej partner miał na sobie wciąż za dużo ubrań. Jednak zanim udało jej się sięgnąć do jego spodni, ten zaczął pieścić jej uda, biodra, piersi i całe ciało. Wzdychała raz po raz, najpierw przejeżdżając lekko paznokciami po jego torsie, barkach i plecach, całując go namiętnie. W końcu udało jej się zapanować nad sobą i swoim organizmem na tyle, by rozpiąć spodnie Sharkera i zjechać nimi wraz z bokserkami w dół. Nie może być przecież jedyną nagą osobą tutaj!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sro Maj 21 2014, 13:46

+18

Pchałby ją. Znaczy popychałby ją w tę czarną dziurę, a może i nawet chciał wcisnąć ją w oślizgłe łapy szaleństwa, byleby tylko te chwile, które razem przeżywały stawały się realne, a nie tak dziwne jak sądził, że są. Tak, uważał je za co najmniej niecodzienne, ale dzięki temu tylko zyskiwały na wartości, sprawiając, że miał ochotę sięgać po więcej. Smakować jej ciała wargami, językiem i dłońmi, pomykającymi po nim w odgórnie narzuconym, rozgorączkowanym tempie, które miało doprowadzić ją do jednego - do gotowości. Miały rozpalać zmysły i owiewać umysł mgłą, przyćmiewając wszelkie wyrzuty sumienia czy ostrzeżenia i w gruncie rzeczy ten element zostawał idealnie spełniony. Widział i czuł jak reaguje jej ciało, a jego również dopasowywało się do jej działań, sprawiając, że w samochodzie było teraz zdecydowanie zbyt gorąco, wręcz duszno. Przez sekundę nawet przyszło mu do głowy to, żeby uchylić okno i poczuć na plecach chłodny powiew powietrza. Boże, jego to straszliwie podniecało. Ta świadomość, że ktoś zaraz może ich nakryć i zobaczyć nagich na sobie. Szelest liści tuż przy uchu, czy miękkość trawy pod kolanami, gdy rozszerzał uda swojej partnerki lub partnera, zależy jak leży i ten chłód, który sprawiał, że miał ochotę więcej się ruszać, intensywniej pieścić, aby nie pozwolić im na zmarznięcie. Nie wiedział czy to co teraz robią skończy się na jednej, przypadkowej inicjacji, czy być może zabrną dalej, na pole pełne wzajemnych korzyści i niespodziewanych uniesień, dających spełnienie na długo, ale mimo wszystko już planował dalsze spotkania. Może udałoby mu się wyciągnąć ją gdzieś na zewnątrz w deszcz? Krótkie zaklęcie utrwalające makijaż i nie musiałaby się martwić o to, że podkreślenie jej urody z niej spłynie, a on wtedy mógłby ją może zachęcić do zbliżenia w samym środku ulewy? To go kręciło, tak samo jak uprawianie miłości na wysokości, a konkretniej na szczycie wieży astronomicznej. Dałaby się przyprzeć do muru i wziąć na stojąco jak Mandy na ścianie przedziału Londyn - Hogsmeade? Mieli tyle rzeczy do sprawdzenia, tyle odruchów do poznania, że aż nie wiadomo było od czego zacząć. Chciałoby się wszystko wziąć na raz, aby doznanie było intensywniejsze, aby żar tego spotkania nie opadł, raz po raz odnawiając się, gdy tylko wplecie dłoń w jej włosy i podrażni kark kilkoma zwinnymi ruchami, lecz tak nie było można. Musieli wszystko sobie dawkować, dokładnie tak, jak teraz wydzielali sobie pieszczoty na dane części ciała, aż wreszcie oboje zostali nadzy, zupełnie tak jak i na świat przyszli, a on korzystając z rozłączenia ich warg, ukąsił Scarlett w szyję, muskając palcami jej wejście, aby zaraz gwałtownie rozszerzyć rękoma jej uda i unosząc je, jednocześnie opierając na sobie ciężar jej ciała. Ułożył jej nogi na swoich barkach, aby zaraz nakierować członka w odpowiednie miejsce i jednym, płynnym ruchem wejść w nią z cichym sykiem, który mógł być jakimś szwedzkim słowem wypowiedzianym w wężomowie. Dał im chwilę, aby przyjemne dreszcze zdążyły rozejść się wzdłuż kręgosłupa, a potem poprawił ją sobie w ramionach i ponownie sięgając po jej grzeszne wargi, rozpoczął wyścig po spełnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sro Maj 21 2014, 14:26

+18
Nie było miejsca na czułości. Wszystko się działo w jakimś dziwnym pośpiechu, ogólnym rozgorączkowaniu. Ale ten chaos uniesień był wspaniały. Mogłaby się w niego zaplątywać już zawsze. Jednak w takich przypadkach to nie zależy tylko od niej. Byli równoległymi bytami, myślącymi i czującymi, podejmującymi decyzje. Cały ten gorąc panujący tutaj jej nie przeszkadzał. Ulatniał się do skóry, która teraz była rozgrzana. Do policzków delikatnie zarumienionych. Gdzieś uchodził w eter, pragnąc kolejnych dotyków i pocałunków. Być może uchylenie okna by pomogło, a być może poczułaby, że jednak świat zewnętrzny ich dopadł. Był intruzem, który wszedłby swoimi buciorami w tą rzeczywistość, którą sobie teraz wykreowali. Nie myślała o tym, co jest poza samochodem. Zupełnie. Gdyby wiedziała o pomyśle seksu w deszcz, przecież nie oponowałaby. To byłoby na swój sposób ekscytujące, a zmiany w makijażu czy w fryzurze nie są warte tych wszystkich uległości. One są na pierwszym miejscu, choć powierzchownie na to nie wygląda, zważywszy uwielbienie Scarlett do swego piękna. I perfekcji. Są takie rzeczy w życiu, które zmieniają nas nie do poznania, a nasze przekonania obracają się o sto osiemdziesiąt stopni. Ona też miała duszę ryzykantki, gdyby jednak nie, to nie robiliby teraz tego, co właśnie się między nimi działo. Przyspieszone oddechy, ekscytacja i niecierpliwość związana z tym, co oboje chcieli osiągnąć. Wzajemne spełnienie, bliskość ciał i odreagowanie wszystkiego, co nimi do tej pory rządziło. Teraz było to pożądanie i pragnienie samo w sobie. Drugiej osoby, jej ciała, duszy. Zagarnięcie wszystkiego dla siebie, ale też oddanie jej tego samego na poczet tego jednego popołudnia, nocy. A może będzie ich więcej? Tego nie wiedział nikt, w powietrzu mogło się unosić jedynie domniemanie co do przyszłości tej dwójki. Co na swój sposób również było zastanawiające, nie do końca dopowiedziane.
Najpierw jęknęła cicho czując ugryzienie na swojej szyi, a potem jego dłonie pomiędzy jej udami, które posłusznie dała sobie rozchylić, czekając na moment kulminacyjny tego, do czego brnęli. Ułożyła się wygodnie, aby nogi zarzucone na ramiona Rasheeda spoczywały na nich bez żadnych niedogodnień, a potem jęknęła ponownie, czując jego przyrodzenie w sobie. To zaowocowało kolejną falą przyjemności rozpływającą się po ciele w postaci delikatnych dreszczy. Wypchnęła biodra do przodu, chcąc zintensyfikować swe dozniania, a potem poruszała nimi w rytm, jaki sobie wyznaczyli. Wyścig, jak to wyścig, spowodował szybką gonitwę okraszoną odgłosami zadowolenia oraz fotela, na którym wszystko się działo w coraz intensywniejszym tempie. Całowała Sharkera, sięgając rękoma do jego ciała tam, gdzie sięgnąć była w stanie, zaciskając na nim dłonie, jak gdyby zaraz miała spaść z tej szalonej karuzeli i rozbić się na milion kawałków podyktowanych niesamowitym zadowoleniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sro Maj 21 2014, 15:52

+18

Jego świadomość rozpływała się wraz z każdą sekundą, pozwalając mu na zupełne zatracenie się w obecnej chwili. Nie miało zupełnie znaczenia to, że to była Scarlett, bo i czemu miałby się tym teraz przejmować? Trzymał ją w swoich ramionach, składał pocałunki na rozgrzanej skórze i wciągał w nozdrza ostry zapach seksu, jaki rozniósł się po samochodzie, zupełnie gubiąc gdzieś po drodze rozum i poddając się wewnętrznemu instynktowi. Trzymał ją mocno przy sobie, z zadowoleniem przyjmując jej ruchy bioder, które ułatwiały mu nieco poruszanie się w niej, chociaż tak naprawdę wcale nie potrzebował tego wsparcia. Myślicie, że w Quidditcha gra się tylko dlatego aby nie przytyć? Oj nie, wszystko przecież koncentrowało się na utrzymaniu odpowiedniej kondycji fizycznej. Eheheh, no widzicie, Sharker nie na darmo był właśnie pałkarzem. Często miał okazję do ćwiczenia ramion, dlatego nie ma co się dziwić, że przytrzymanie drobnej blondyneczki nie sprawiało mu problemów i operacje w takiej pozycji sprawiały jedynie większą radość. Mógł się zmęczyć podczas dawania im obojgu przyjemności, a więc lista zalet rosła, sprawiając, że każdy kolejny pocałunek był intensywniej odczuwany, a każdy ruch idealnie wymierzony.
Każdy głośniejszy oddech ginął w płucach, pomagając utrzymać przytomność w obezwładniającym gorącu, a każdy dźwięk, który wyrywał się z ust dziewczyny sprawiał, że krew coraz intensywniej w nim wrzała, sprawiając, że ich taniec stawał się coraz gwałtowniejszy, coraz bardziej dziki i goniący jedynie do orgazmu, który miał ich oboje wcisnąć w fotel. Tylko jak się zachowają już po? Kiedy osiągną szczytowanie i on opadnie na nią ze zmęczeniem. Na pewno ją obejmie i pocałuje, lecz jakie słowa padną dalej? Oczyszczą się i ubiorą, ale czy zapadnie milczenie, czy może rozwinie się konwersacja? Przyjemna bądź nieprzyjemna? Najwyraźniej zaraz miało się wszystko rozwinąć i tak na dobrą sprawę okazać, bo jego ruchy były coraz bardziej chaotyczne, pocałunki coraz bardziej chciwe, aż wreszcie całkowicie ustały, gdy podtrzymywał ją jedynie jedną ręką, a palce drugiej wplótł w jej gęste włosy. Pociągnął je nieco zaczepnie, by zaraz oboje mogli skończyć w przeciągu zaledwie kilkudziesięciu sekund od siebie, gdzie w jego przypadku na pewno pomógł mu jej krzyk, jaki z pewnością wyrwał się z jej warg po osiągnięciu orgazmu. Wypuścił powietrze z cichym świstem, zupełnie tak, jakby przez całą tą gonitwę wstrzymywał je uparcie, a potem westchnął, wysuwając się z niej powoli i rozluźniając uścisk palców, aby zaraz chwycić ją delikatnie i znowu zamienić miejsca, sadzając się na fotelu, a ją na swoich kolanach. Przytulił ją, mknąć palcami po jej krzyżu i masując go delikatnie, odprężająco, aby mogła się rozluźnić i odpocząć. Nic nie mówił, bo i nie czuł takiej potrzeby, dając im na razie moment na uspokojenie oddechów, gdzieś w między czasie składając na jej czole pocałunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sro Maj 21 2014, 21:21

+18
Cóż, SMS pomimo tego, iż grała w quidditcha, nie miała kondycji. Pałkarzem także nie była jakimś rewelacyjnym. Ciężko było stwierdzić nawet, aby miała do tego jakiś talent. A pomimo to podczas seksu potrafiła nagle zrobić naprawdę wiele, jak gdyby była jakąś cholerną sportsmenką. Zabawne. Widocznie praktyka czyni mistrza. Dlatego bez względu na umiejętności Rasheeda i jego kondycję, nie była raczej osobą, która była bierna podczas kochania się z drugą osobą. Zazwyczaj to ona lubiła dominować, lecz w przypadku tej oto dwójki to chłopak miał silniejszy charakter, więc po prostu wspomagała go ruchem bioder, ściskaniem jego ciała oraz jękami, które wydobywały się z jej gardła, coraz głośniejsze, z każdą sekundą. Nic dziwnego, w końcu zatapiali się w sobie, w tej niesamowitej przyjemności, która otaczała ich dookoła, a także wylewała się z ich ciał każdymi porami i komórkami. Czuła się trochę jakby za moment miała stracić przytomność, ale przecież nic takiego nie miało nastąpić. Zamiast tego gonitwa nagle się zatrzymała, wyginając Scarlett w łuk na tyle, na ile pozwalała jej na to swoboda ruchów, lekkie szarpnięcie włosów dodało tylko jeszcze więcej pikanterii do całej tej sceny, a krzyk zwiastujący osiągnięcie pełnego spełnienia wypełnił zakamarki samochodu, zapewne też przedostając się trochę do świata zewnętrznego. Oddychała ciężko, niesamowicie szybko, mrugając gwałtownie i próbując uspokoić galopujące bicie serca. Tak. To było zdecydowanie niesamowite.
Nawet nie zarejestrowała momentu, w którym Sharker ponownie posadził ją sobie na kolanach, a ona mogła wtulić w niego swoje nagie ciało. Zmrużyła na moment oczy, czując pocałunek na swoim czole, a potem ułożyła głowę na jego ramieniu, dysząc mimo wszystko coraz spokojniej. Jeździła palcami po bokach jego torsu, bo tylko tam teraz miała dostęp, bo przecież chłopak miał za sobą oparcie fotela. Odczucie pełnego zadowolenia rozpływało się z każdą chwilą, a zamiast niego na pierwszy plan pchały się niewygodne pytania, wątpliwości i myśli, które chciały zaburzyć jej spokój. Trochę więc desperacko uniosła głowę, zaczynając całować ślizgona po szyi, ramionach i obojczykach, nie chcąc jeszcze pozwolić na to, aby ta chwila miała zniknąć, a po niej miało zostać jedynie puste, rozmyte wspomnienie. Nie miała pojęcia, co na to Rash, ale przecież póki co jeszcze jej nie uciekał, więc po prostu go całowała.
- Chcesz teraz uciec? Czy dałeś już mi wystarczająco dużo miłości jak na jeden wieczór? Jak myślisz? - szeptała, nie przerywając swoich czynności, jak gdyby to mogło go przekonać do tego, że nie, wcale nie. A przecież to nic nie znaczyło, prawda? Och, biedna Saunders, pogubiona w tym walniętym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sro Maj 21 2014, 22:48

Łapał oddech, a jednocześnie chwytał ulotny moment, który właśnie trwał, nieubłaganie mając zniszczyć ich przyjemność, jaką przecież dopiero co odczuwali, zaspokajając tym samym jedną z bardziej przyziemnych potrzeb. Ona chciała miłości, a on mógł jej ją dać, co prawda nie taką wymarzoną, jaką zapewne chciałaby się cieszyć, ale dobrze było zacząć od takiej namiastki, chociaż w jego przypadku mogło się też na takich ochłapach zakończyć. W każdym razie dzisiaj była tylko jego, a on był tylko jej. Spletli się w uścisku i dochodząc razem do spełnienia na sekundę złączyli się w jednym, identycznym pragnieniu, które sprawiło, że teraz musieli gdybać nad tym co dalej. Nie chciał się nad tym zastanawiać, a Scarlett jakby wyczuła jego niechęć do rozsypywania w proch tego momentu, lub sama miała podobne odczucia, bo poczęła obsypywać go pocałunkami, których on nie mógł oddać, ze względu na to, że nie chciał jej przerywać. Lubił brać, więc i na to jej pozwolił, rozluźniając się całkowicie i masując jej krzyż, a gdy już skończył, umiejscowił szczupłe, długie palce pianisty na jej wąskiej talii, mknąć nimi lekko ku górze, aby znowu móc dotknąć jej piersi. To był chyba ten element kobiecej budowy, który fascynował go najbardziej i za którym zawsze tęsknił podczas zbliżenia z mężczyzną, dlatego nadarzającą się okazję do zabawienia się nim postanowił wykorzystać jak najlepiej mógł.
- Nigdzie się nie wybieram. - stwierdził, gdy już zadała swoje pytanie, odsuwając jedną dłoń i przytrzymując nią jej podbródek w taki sposób, aby spojrzała mu w oczy. - Bierz póki można Scarlett, wszak nie wiadomą jest czy i jutro będzie nam dane powtórzyć dzisiejsze wyczyny, chociaż przyznam się, że byłoby szkoda, gdybyś teraz wyślizgnęła się na zawsze z mych ramion.
Kiedy skończył mówić, zbliżył się, ponownie kradnąc jej pocałunek, który jednak nie był już tak gwałtowny i żądający, a spokojny, może nawet w pewnym sensie czuły? Dziwnie to słowo brzmiało w kontekście Sharkera, ale wszystko jest możliwe! Nie ulegało wątpliwości to, że on nie chciał tracić tego, co teraz wytworzyło się między nimi, a to wszystko z egoizmu. Nie zastanawiał się nad tym czy ona czuje potrzebę zwykłej, ludzkiej bliskości, a przecież musiała, skoro zgodziła się na uprawianie z nim seksu, czy też czegoś głębszego. Kochania nie tyle fizycznego co emocjonalnego, bo przecież tego absolutnie nie mógłby jej dać, a przynajmniej tak sądził. Kochał już raz, ale nie potrafił zatracić się w tym uczuciu, niszcząc je w sobie jak zarazę, jaka trawiła ciało, sprawiając, że cały kościec kruszył się przy najlżejszym dotyku i stracił tę osobę na własne życzenie, mimo, że była w stanie poświęcić mu wiele. Może to właśnie o to chodziło? Tyle razy zdobywał, że gdy już sięgnął po ostateczne, zaciskał brutalnie palce na sercu i miażdżył je w jednym, szybkim ruchu, jakby to była jakaś świetna i zabawna nowa gra lub swoiste zawody.
Nie żałował, ba, z wyrachowaniem zamierzał dążyć do powtórki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw Maj 22 2014, 00:51

Nic dwa razy się nie zdarza. Nie ma dwóch tych samych dni, czy tych samych pocałunków. Coś w tym było, jednak Scarlett uparcie nie chciała się do tego przyznać. Nie chciała mieć świadomości, że piękne chwile nigdy się nie powtórzą. Ta świadomość była zbyt łamiąca, szczególnie w tej chwili, kiedy wszystko mieszało się ze zdrowym rozsądkiem, choć nie powinno. Uczucia są tym, co sieją w naszych organizmach zamęt, w naszych życiach chaos, w kontaktach międzyludzkich huragan. Ale to było jednocześnie tym, co wszyscy kochają, bo nadają jakiś smak szarej egzystencji i zdecydowanie nie pozwalają się człowiekowi nudzić. I ona tego pragnęła. Tej jakiejś dziwnej destabilizacji, choć miała świadomość, że przemeblowanie może być gruntowne i może nigdy się nie odbudować. Teraz i tak już było na to za późno, bowiem oboje przekroczyli granicę i nie dadzą rady cofnąć czasu, zakładając, że oboje by tego chcieli. To się już zdarzyło, od tego nie ma ucieczki. Czy Saunders chciała uciekać? Przecież była idealnym tchórzem. Większość ślizgonów nimi była. Jednak w tym aspekcie chciała zmierzyć się z prawdą, choć... nie chciała czynić tego teraz. Teraz Rasheed był za blisko, w dodatku naprawdę nie wyglądał na takiego, który chciałby teraz uciec. Co ją nieco pocieszyło.
Gdzieś pomiędzy pocałunkami odciskającymi się na jego skórze, rzeczywiście uniosła głowę do góry, patrząc w jego oczy. Lecz gdy poczuła jego dłonie na swoich piersiach, zmrużyła w zadowoleniu powieki, na nowo delikatnie je rozchylając, kiedy mówił. I to, co powiedział, było swoistą zachętą do tego, że Sharker może być ulotny niczym puch dmuchawców, dlatego nie mogła pozwolić mu teraz odejść. Nie chciałaby mieć świadomości, że mogła spędzić z nim więcej czasu, a tymczasem pozwoliła mu odejść gdzieś daleko. Przytrzymała go więc nieco kurczowo, odwzajemniając czuły pocałunek, który rzeczywiście tak naprawdę do niego nie pasował. Lecz teraz, kiedy zbyt silne pożądanie minęło, naprawdę pragnęła kolejnych ochłapów miłości, zanim ślizgon zmiażdży jej serce jednym ruchem. Przysunęła się do niego tak blisko, jak tylko mogła, całując go żarliwie, mocno trzymając jego głowę, gdzie we włosy wplatała swoje dłonie.
- W takim razie zamawiam cię na dziś, ten jeden raz możesz ulec, bo potem znikniesz jak zawsze, prawda? - wyrzuciła z siebie potok słów, kiedy oderwała się na chwilę od ust chłopaka, lecz po tym do nich wróciła, jak gdyby jego odpowiedź nie miała większego znaczenia, choć miała. Ale nie zamierzała tego nikomu okazywać, nie zamierzała się uzewnętrzniać do granic możliwości. Jedynie trochę, uważając, że to, co się tutaj stało i to, co wypowiedziały ich języki, zostanie między nimi, w samochodzie, no tutaj po prostu. Mogli więc nawet sobie przyrzekać miłość do grobowej deski, gdyby chcieli, ale przecież jak stąd wyjdą, nie będzie miało to żadnego znaczenia czy pokrycia w rzeczywistości. To było piękne i zgubne zarazem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5653
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja, pałkarz, kapitan
  Liczba postów : 2597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7093-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7094-rekinowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7096-rasheed-sharker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw Maj 22 2014, 01:52

Cóż miał robić, jak jej odmówić? Czy potrafiłby to zrobić? Odkryła przed nim kilka kart, naznaczając ich spotkanie potrzebą bliskości, a czy on zamierzał rezygnować z oferowanej mu szansy? Nie był jeszcze takim idiotą, aby to robić. Chciwy nowych doznań, zapatrzony w przyjemność, nawet nie zastanawiał się więcej nad tym czy w ten sposób zniszczą swoją przyjaźń, bo czy w sumie tak się dało? Wiecie, zerwać znajomość, która miała tak silne podwaliny, bo przespali się ze sobą? Raz, może dwa lub więcej, to bez znaczenia. Nie potrafiłby tak, chociaż to często się tak kończyło. Wcześniej czy później któraś strona ulegała, porwana przez chwilę, bądź omotana alkoholem, a potem pojawiał się żal. Niewypowiedziana potrzeba cofnięcia czasu, chociaż zazwyczaj działało to w drugą stronę, nie z jego inicjacji. Jak wiadomo jeden wyjątek był, ale wyjątki jedynie potwierdzają regułę. Może teraz miał pojawić się kolejny? Może mieli szansę na to, aby po prostu przerobić kwaśność obecnej sytuacji w lemoniadę, za pomocą zwyczajnego cukru? Potrafił spijać z jej warg coś lepszego niż miód, niż najpyszniejsza ambrozja i zamierzał jej dawać to samo, a ludzie? Ludzie niech się pierdolą.
Roześmiał się dźwięcznie, robiąc na chwilę przerwę od pocałunków.
- Ostatnim razem to Ty zniknęłaś. - wyrzucił jej ponownie, uśmiechając się złośliwie i to była w gruncie rzeczy jego odpowiedź. Więc wszystko zależało od niej, tak? Zdaje się, że powinno jej być to na rękę. Która kobieta nie lubiła rządzić? Takiej jeszcze chyba świat nie widział, a przynajmniej on takowej nie spotkał. Nieważne jednak ilu instrukcji by nie rozdały, bądź ile oporu postawiły, zawsze wszystko grało tak samo. Głośno i seksownie, gdy cały opór był tłamszony i stapiany w nicość.
Wtedy też dał jej ten dzień, ten pakiet ulotnych chwil, których z taką zaciętością się chwytała, bo był na tyle wielkim hedonistą, że po prostu nie mógł się powstrzymać. Egoizm tak zawładnął jego motywacjami, że dodatkowo wymusił na niej następne spotkanie, kiedy to dając jej zaczepnego klapsa, zażądał, aby częściej nosiła seksowną bieliznę. Wszak nie było wiadomo, kiedy następnym razem zagarnie ją do siebie, aby sprawdzić czy dostosowuje się do jego zaleceń. Dalej, Scarlett, bądź grzeczną diablicą.

[ztx2]

Wiesz, gdzie możesz pisać c:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pią Wrz 26 2014, 10:08

Tydzień z powodu rozłąki zapewne był ciężki zarówno dla Isolde jak i dla Zachariasza. Dwójka zakochanych najpewniej nie chciałaby się rozstawać, ale w ich życie, dorosłe życie, wkradły się już obowiązki, których nie mogli zaniedbać jak rozhisteryzowane nastolatki. Każdy dzień roboczy tygodnia dłużył się Zachariaszowi, a kawa przestawała smakować. Czekał wieczorami na list od Isolde, żeby się złamała, bo on już był gotowy, aby lecieć do kamienicy numer dwadzieścia trzy. Przygryzał wargi, wbijał pięści w poduszkę i krzyczał. Z tęsknoty, smutku i samotności. Nigdy się tak nie czuł. Każdego dnia sprawdzał, czy sowa nie przyniosła zawiadomienie o śmierci Zoi bądź podpisaniu przez nią papierów rozwodowych. Chociaż poprosił swoich znajomych o pomoc w poszukiwaniach, wszystko szło na marne. Już dawno zgłosił sprawę do Ministerstwa Magii i figuruje tam jej nazwisko w zaginionych osobach, ale to wciąż nie dawało mu upragnionej wolności. Właśnie na tym polegały małżeństwa z przymusu. One nie miały prawa istnieć.
Gdy wybił upragniony piątek, Zachariasz dość szybko zamknął "Antykwariat". Wrócił do Hogsmeade i zabrał z domu najpotrzebniejsze rzeczy. Chciał zaskoczyć Isolde. Jeśli mieli tylko dla siebie weekendy, to każdy z nich powinien być wyjątkowy. Nie dał rady sam tego wszystkiego zanieść, chociaż większość rzeczy było już zaczarowanych w namiocie, to mimo wszystko był on ciężki i niewygodny do noszenia. Torba lewitowała tuż za nim, gdy zmierzał w stronę Lasu. Miał dokładnie cztery godziny na rozłożenie wszystkiego. Dość głęboko wszedł między drzewa i krzewy. Nigdy nie był za specjalnie blisko z naturą, ale przez tyle lat zdążył odkryć wyjątkowe miejsce. Namiot został rozłożony za pomocą czarów. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że jest zwykłym, małym schronieniem przeciwko deszczowi dla skauta. Nic bardziej mylnego! Na początku wypadałoby opowiedzieć, co znajduje się na zewnątrz. Tuż obok wejścia piętrzyły się kawałki drewna, które czekały tylko na podpalenie. Tylna ściana namiotu była przezroczysta, a przed nią znajdował się pojemnik z paszą dla sarenek. Zwierzątka podchodziły do karmnika, kiedy tylko czuły się pewnie. Właśnie to odpowiadało za wyjątkowość tego miejsca. Gdy wchodziło się do środka namiotu, było czuć goździki oraz resztę przypraw potrzebnych do piernika. Po lewej stronie znajdowała się magiczna kuchnia, a na jej blacie piętrzyły się najpotrzebniejsze składniki, o których Zachariasz dowiedział się w bibliotece. Na wprost znajdowało się łóżko z przezroczystą ścianą tylko od wewnętrznej strony, tak że zwierzątka znajdujące się na zewnątrz namiotu nie widziały, co się dzieje w środku. Na prawo oddzielona niewielką zasłonką, na której co chwilkę pojawiały się krople deszczu, znajdowała się łazienka. Pewnie wielu się by zastanawiało, jak tam doprowadzono wodę, ale przecież jesteśmy w świecie magii! Zachariasz uwielbiał właśnie taką pogodę. Jesienną, wyjątkową, obfitującą w kolory i zapach cynamonu, dyni oraz imbiru. Gdy rozsiadł się wygodnie na łóżku, przywołał swoją sowę, której przekazał list dla Isolde oraz zaczarowany naszyjnik pełniący funkcję świstoklika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Wrz 28 2014, 14:22

Jej też nie było łatwo. Nie sądziła, że w tak krótkim czasie zdąży się uzależnić od Zachariasza, od jego miłości, od bliskości, która ich rozpalała i przywracała spokój. Wiele razy sięgała po pióro, by napisać, że jednak czeka na niego, żeby przyszedł, ale potem jej wzrok padał na stos książek i niezapisane rolki pergaminu. I rzeczywiście, sięgała po pióro, ale tylko po to, by znów wynotowywać jakieś informacje, zaciskając przy tym boleśnie usta i starając się nie myśleć o Zachariaszu, za którym tak bardzo tęskniła. Ale miała silną wolę i równie silne poczucie obowiązku. Bała się zostawiać wszystko na ostatnią chwilę, zresztą jeśli chciała być z Zachariaszem, jeśli planowali razem przyszłość, to ich związek nie mógł polegać na rzucaniu wszystkiego i skoncentrowaniu się tylko na dniu dzisiejszym, na miłości, która przyszła zupełnie niespodziewanie i wywróciła ich życie do góry nogami. Jeśli mieli dzielić przyszłość, to tym bardziej powinna myśleć o swojej własnej przyszłości. Jeśli mieli być partnerami, Isolde nie mogła czuć się gorzej wykształcona od niego, jej ambicje nigdy by nie pozwoliły na jakiekolwiek poczucie zależności od mężczyzny. Inne niż to uczuciowe. Poza tym dozowanie sobie miłości jest rozsądne, przynajmniej tego zdania była Isolde, a jeśli nawet nie była, to próbowała się o tym przekonać, wpatrując się tępo w okno i zastanawiając, co porabia jej ukochany.
Piątek był dniem wybawienia i oczekiwała go z niecierpliwością, a kiedy otrzymała list od Zachariasza, na jej ustach pojawił się promienny uśmiech. Poprawiła szybko makijaż, ubrała się w dopasowane, ciemne dżinsy podkreślające jej zgrabne nogi i miłą krągłość bioder, szmaragdową bluzkę z długim rękawem, a na wierzch narzuciła czarny sweter, wciągnęła jeszcze ocieplane trampki, po czym ujęła w palce dołączony do listu naszyjnik i zamknęła oczy, gdy gwałtownie nią szarpnęło, a świat dookoła zawirował. Znalazła się przed jakimś namiocikiem, na który tak naprawdę nie zwróciła większej uwagi, bo na widok Zachariasza poczuła uderzenie gorąca i odniosła wrażenie, że w jej głowie i sercu eksplodowały tysiące fajerwerków. Bez słowa podeszła do niego, oplotła ramionami i pocałowała gorąco w usta, wdychając zachłannie zapach jego ciała. Nie mogła się powstrzymać przed składaniem kolejnych pocałunków na jego wargach, jakby dopiero teraz w pełni zrozumiała, jak potwornie, jak straszliwie i nieznośne za nim tęskniła. Zamruczała cichutko, gładząc jego kark i zastanawiając się, jak wytrzymała tyle dni bez niego. Niesamowite. Była pełna uznania sama dla siebie za tak niespotykaną siłę woli. W końcu odsunęła się o krok i spojrzała na niego z uśmiechem, zarumieniona i promieniejąca szczęściem. A potem jej wzrok padł na namiocik. Uniosła leciutko brwi i bez słowa wsunęła się do środka.
Nie spodziewała się czegoś takiego. Otworzyła szeroko oczy, patrząc to na łóżko, to na magiczną kuchnię, to na łóżko i nie wiedząc, co powiedzieć. Odwróciła się szybko do Zachariasza i pokręciła powoli głową, nie panując nad niemądrym uśmiechem rozlewającym się po jej twarzy.
- Jesteś. Absolutnie. Niesamowity. Uwielbiam cię - szepnęła, wodząc opuszkami palców po jego szczęce i kończąc na podbródku, który nadal uważała za skończoną doskonałość. - Okropnie tęskniłam - westchnęła, opierając głowę na jego ramieniu.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sro Paź 01 2014, 18:22

Zachariasz bał się, że miłość już nigdy nie przyjdzie. Minęła już trzydziestka, a on wciąż tkwił u boku kobiety, którą nienawidził. Chociaż już od paru miesięcy nie miał kompletnie wieści od Zoi, nie mógł nazwać siebie wolnym człowiekiem. Cierpiał każdego wieczoru, wzdychając do Isolde, która wówczas była niedostępna. Samotność wkradała się do kieliszka jednego, drugiego i trzeciego, a whisky kończyła się nieubłaganie. A potem przyszła, ona, pani Miłość, zupełnie z zaskoczenia jakby się nie spodziewał, nie dowierzał. Marzenia się spełniły, a Zachariasz każdego dnia budził się i sprawdzał, czy jest jakaś cząstka Isolde w mieszkaniu jak listy czy może to wszystko to wymysł jego wyobraźni. Otwierał oczy i zamykał, zdając sobie sprawę, że nie śni. A piątek był co raz bliżej znów będzie mógł chwycić Isolde w swoje ramiona, zatracić się w kobiecym zapachu, ucałować miękką skórę. Zachariasz nie pozwoliłby dziewczynie rzucić studia na ostatnim roku albo zdać dyplom tylko po to, aby mieć papier. Bloodworth była ambitna i nie mogła tego zmienić przez mężczyznę, z którym się związała. Zachariasz mógł ją nawet zmuszać, ale przede wszystkim ustalił zasadę: w tygodniu pracujesz, a w weekend jesteś tylko moja. To pozwoli im zachować jakikolwiek rozsądek. Oczywiście, że najchętniej nie wychodziłby z łóżka, jadł codziennie omlety, pił najlepszą kawę i przytulał się do drobnego ciała.
Sowa wróciła szybciej niż myślał. W końcu miała naprawdę niewielką odległość do pokonania. Dał jej smakołyka, głaszcząc tuż nad dzióbkiem. Czekał, ale wiedział, że Isolde nie będzie się grzebać. Była tak samo stęskniona jak on. Wyszedł przed namiot tylko po to, aby zapalić. Nie wiedział, czy zostaną tu na cały weekend, ale już wziął spory zapas papierosów. Nie przychodziło mu do głowy, że Isolde będzie kazała mu rzucić. Nie wchodziło to w grę. Ktoś powiedział, że papieros tuż po jest najlepszym zakończeniem stosunku. I właśnie temu człowiekowi Romek powinien postawić paczkę swoich najlepszych. A wtedy usłyszał trzask, porzucił papierosa na ziemię, zgniótł go stopą. I już była przed nim, już w jego ramionach. Przytulił Isolde mocno do siebie, ujął pośladki i za nie podniósł ku górze. Nie musiał czekać długo aż Bloodworth otuliła nogami jego biodra. Całował ją zachłannie jak gówniarz, który tylko znalazł możliwość, gdy nauczyciel nie patrzy i ściągnął swoją dziewczynę w ciemny zakamarek szkoły. Oni nie musieli się kryć. Byli dorośli, a i tak nie potrafili się od siebie oderwać. Wszedł z nią do namiotu, aby schronili się przed zimnem. Klepnął w tyłek i delikatnie odstawił na ziemię. Ucałował palce Isolde, uśmiechając się po chwili.
- Tylko nie myśl, że skoro tak tęskniłaś, to odpuszczę Ci piernik - pogłaskał ją po plecach, a potem przytulił z powrotem do siebie. Czy można chorować, tęskniąc? Bo Zachariasz myślał, że jeszcze kilka minut temu bolała go głowa, mięśnie były spięte. A teraz... jak ręką odjął. Może miłość to też lek na Parkinsona?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw Paź 02 2014, 21:00

Pisnęła, gdy podniósł ją w ten sposób i namiętnie pocałował. Oplotła nogami jego biodra, mrucząc cicho i oddają każdy pocałunek. Po jej ciele rozlała się fala ciepła, a przyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa niebezpiecznie skracając oddech. Merlinie, dlaczego, dlaczego on tak na nią działał? Prawdę mówiąc miała ochotę popchnąć go na łóżko, ściągnąć z niego te wszystkie ubrania, które tak bardzo jej przeszkadzały, i oddać się zachłannej miłości, ale przecież nie zrobi tego, bo... bo może lepiej by było, żeby tym razem, to Zachariasz zdecydował, kiedy będą się kochać. W Is ciągle odzywały się słabe echa jej wrodzonej skrytości i nieśmiałości i mimo że pierwszy wspólny raz mieli już za sobą, to wciąż nie potrafiła tak zupełnie otwarcie mówić o swoich potrzebach. Poza tym, co tu dużo mówić, nie chciała wyjść na nimfomankę. Mimo że usta Zachariasza doprowadzały ją do obłędu, podobnie jak dotyk jego palców, zaciśniętych na jej pośladkach i zapach papierosów, którego nie lubiła, ale w połączeniu z ciepłym zapachem skóry jej mężczyzny, stawał się bardziej znośny. Co prawda ten pocałunek nieco stracił na jakości, jako że Is czuła głównie smak papierosów, ale nad tym jeszcze popracuje. Pewnie nie przekona Zacha, żeby rzucił palenie, ale może przynajmniej wynegocjuje, żeby jej nie całował tuż po wypaleniu papierosa. Okropność.
Zabawne, dopiero przy nim w pełni czuła swoją młodość. I wcale nie dlatego, że był od niej sporo starszy. Po prostu nie musiała się hamować, ukrywać, powściągać emocji, przestawała się bać, że zrobi coś niewłaściwego albo palnie coś niepodobnego do niej. Nie czuła skrępowania, nie wstydziła się być sobą, choć nad pewnymi rzeczami musiała jeszcze trochę popracować. Wiedziała, że Zachariasz w pełni ją akceptuje, że zna ją jak mało kto i że nie obudzi się pewnego dnia, zastanawiając się, co robi z kobietą, którą do tej pory uważał za kogoś zupełnie innego.
- No wiesz?! - fuknęła, kiedy klepnął ją w pośladek, ale w jej głosie irytacja walczyła o lepsze z pewną zalotnością. Z jednej strony zawsze odbierała takie poklepywanie po tylnej części ciała za przejaw... dominacji i przywłaszczenia sobie kobiety, a z drugiej strony było to szalenie miłe i na swój sposób nawet ekscytujące. Kiedy ją objął, bezczelnie przesunęła dłonie na jego pośladki i zacisnęła na nich palce, uśmiechając się pod nosem.
- Nawet mi to do głowy nie przyszło... ale wiesz, mamy dla siebie cały weekend. Dzielnie pracowałam przez cały tydzień, żeby mieć mnóstwo czasu tylko dla ciebie... - zamruczała mu zmysłowo do ucha, wtulając się w niego mocniej, chcąc czuć jego bliskość jeszcze wyraźniej. Merlinie, mąciło się jej w głowie, miała jakieś zaburzenia osobowości, przy Zachariaszu stawała się mistrzynią dwuznaczności i erotycznych aluzji. - A ty? Tęskniłeś za mną chociaż troszeczkę? - uśmiechnęła się delikatnie, splatając dłonie na jego karku i przekrzywiając głowę tak, że jasne loki opadły jej na jedno oko i policzek. - Wiesz, kiedy myślę o swojej przyszłości, nie wyobrażam sobie, że mogłoby cię tam nie być. Powinieneś zawsze być ze mną. Od zawsze. Dzięki tobie nareszcie... nareszcie przestałam walczyć sama ze sobą - dodała cicho, tym razem poważnym tonem, po czym uśmiechnęła się. - No, mniejsza z tym. To co? Piernik?

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Paź 04 2014, 12:47

We wszystkich pocałunkach, muśnięciach skóry Isolde mogła poczuć tęsknotę. Teraz właśnie przeklinał w myślach ich pomysł o spotykaniu się tylko w weekendy. Miało to sens, gdy Zachariasz co chwilę wyjeżdżał zagranicę, ale teraz gdy miał dodatkowego pracownika mógł wysyłać go na spotkania, a sam dopracowywać szczegóły w biurze. Jednak nie robił tego zbyt często. Przesiadywanie w okolicy, w której mogła pojawić się Isolde, wywoływało autentyczny ból fizyczny. Był pewien, że sporo schudł jak na tygodniową rozłąkę. Już nawet kawa mu nie smakowała! Wyglądał przez niewielkie okienko u siebie w sypialni, spoglądając czy Isolde wraca z zajęć a może chciałaby do niego wpaść i stoi pod kamienicą? Pragnął, tak bardzo tego pragnął przejść dosłownie kilka metrów zapukać do niej do drzwi, prosząc o dosłownie piętnaście minut. Samotność wkradła się w jego życie od poniedziałku do piątku, a Zachariasz walczył ze swoimi słabościami, bo gdyby tylko mógł zamieszkałby z Isolde i nie wypuszczał jej ze swoich objęć. Wiedział, że to toksyczne, ale chciał złapać miłość, która dopiero zapukała do jego życia. Rzeczywiście prośby o rzucenie palenia mogą zostać potraktowanie w sposób ignorancki. Zachariasz uważał to za jedyną przyjemność, która mu została, więc Isolde musiałaby mu pokazać, jak szybko pozbywać się negatywnych emocji za pomocą czegoś innego.
Smirnov rodził się na nowo. Czuł się ponownie młody, chociaż ten okres zakończył, gdy minęło trzydzieści lat, od kiedy się urodził. Mógł znów szaleć, pozwalać sobie na o wiele więcej niż codzienne chodzenie do pracy, picia hektolitrów kawy i palenia kilku paczek dziennie. Jego życie teraz nabrało kolorów. Smakował usta Isolde nawet wtedy, kiedy nie oplatała już nogami jego bioder. Klepnięcie w tyłek w mniemaniu Smirnova było po prostu zaczepką. A pośladki u kobiety były jedną z najseksowniejszych części ciała. Jak nastolatek tylko wystawił język, nie mając zamiaru pytać o pozwolenie czy też przepraszać. Niedługo po tym Isolde znów była w jego objęciach i zachowywała się wyjątkowo bezczelnie! Zaczął całować jej szyję, zarys szczęki, a następnie przygryzł płatek ucha.
- Bloodworth, jeszcze jedna taka zagrywka, a będę się z tobą kochał na tym blacie - pogroził, a może nawet obiecał? Aby podkreślić znaczenie swojej wypowiedzi, złapał Isolde w talii tak jakby nic prawie nie ważyła i przeniósł dziewczynę o te kilka kroków do magicznej kuchni. Nie posadził ją na blacie, a przycisnął do szafki, prędko odnajdując usta.
- Absolutnie nie tęskniłem - rzekł ze śmiechem, bo przecież było widać, że mężczyzna prawie z językiem na wierzchu patrzył na swoją kobietę. Gdyby tylko się nie powstrzymywał, to naprawdę zrzuciłby z niej ciuchy już na wejściu. A oni nie musieli się spieszyć. Mieli cały weekend przed sobą. Będą znów delektować się swoją bliskością, czerpać z tego jak najwięcej się da. Złączył ich dłonie razem, aby Isolde nie próbowała już swoich sztuczek.
- To skoro tak widzisz, to mogę liczyć na pannę Bloodworth na balu założycieli Hogwartu? - spytał dziwnie drżącym głosem jakby co najmniej proponował jej małżeństwo i od razu trójkę dzieci. Nawet przejechał opuszkiem po palcu serdecznym Isolde, na którym mógłby się znajdować pierścionek zaręczynowy i obrączka. Chciał jej powiedzieć, że jak tylko skończy naukę, to powinni zamieszkać razem, że nie potrafi bez niej żyć już każdego dnia, ale miał wrażenie, że to wszystko będzie za dużo. Pocałował czubek nosa Isolde.
- Gdy tylko skończysz szkołę, wiele się zmieni. Możesz już zacząć myśleć o wymarzonym domku - a jednak to powiedział. Odsunął się od niej, ugryzł się w język. Założył włosy Isolde za ucho, kiedy tylko zasłoniły oko. Pogłaskał się po brzuchu, chcąc odwrócić uwagę od tego, co przed chwilą powiedział.
- Tak, nic nie jadłem, a ciasto na pusty żołądek to idealny pomysł!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Paź 04 2014, 20:33

Wychodzi na to, że Zachariasz raz po raz ustalał zasady, których przestrzeganie stawało się dla niego katorgą. Dla niej też, ale nie ona wymyślała te wszystkie obostrzenia, jak czekanie z ich pierwszym razem, czy widywanie się wyłącznie w weekendy. Smirnov po raz kolejny strzelił sobie w kolano, chcąc dobrze dla nich obojga, a w ostatecznym rozrachunku robiąc im krzywdę. Is powoli zaczynała dochodzić do wniosku, że musi być mniej spolegliwa i wybijać mu te niemądre pomysły z głowy, bo nie wynika z nich nic dobrego. A jeśli nie wybijać, to przynajmniej modyfikować tak, by stawały się mniej szkodliwe.
Nie sądziła, że tak szybko się uzależni. Że samotność będzie doprowadzać ją do szału, a książki, w których przecież do tej pory uwielbiała tonąć, stracą w jej oczach i zostaną uznane winnymi rozdzielenia jej z Zachariaszem na tyle długich dni. Miała ochotę rzucić to wszystko w diabły i pobiec do niego, zapominając, że jej mężczyzna nie mieszka sam, tylko z pewną ponętną blondynką, która niestety nie nazywa się Isolde Bloodworth. Już nawet nie chodziło o zazdrość i lęk, że Freya okaże się bardziej atrakcyjna niż ona - po prostu uważała, że to niesprawiedliwe, że skoro ona nie mieszka z Zachariaszem, to nie wyklucza to możliwości mieszkania z kimkolwiek innym. Zwłaszcza płci żeńskiej.
Mruczała cicho, gdy jego ciepłe usta przesuwały się leniwie po jej szyi, linii szczęki. Zadrżała, kiedy przygryzł płatek jej ucha. Roześmiała się, słysząc jego słowa i potrząsnęła głową.
- Jeśli to miała być pogróżka, to możesz być pewien, że na pewno się nie... - nie dokończyła, bo w tym momencie Zachariasz ją uniósł i przycisnął do szafki kuchennej, doprowadzając Is do wrzenia. Co w jego przypadku nie było niczym trudnym. Sama jego obecność przyprawiała ją o szybsze bicie serca, a każde muśnięcie jego dłoni mąciło jej w głowie. Pocałowała go namiętnie, jednocześnie powtarzając sobie, że ma się opanować, bo nie muszą od razu wylądować w łóżku. Ani na blacie. Ani nigdzie indziej w jednoznacznej sytuacji, bo przecież bycie razem nie sprowadza się do seksu. A może jednak nie miała racji...? Ciepło promieniejące z podbrzusza obejmowało coraz większe obszary jej ciała i Is wcale nie była pewna, czy muszą być tacy zasadniczy.
Dopiero słowo "bal" odrobinę ją otrzeźwiło. Spojrzała na niego z zaskoczeniem i otworzyła usta, po czym znowu je zamknęła i znów otworzyła. Przez głowę Is przemykało mnóstwo myśli, różnych "za" i "przeciw" - świadomość, że z pewnością staną się sensacją balu nieszczególnie się jej uśmiechała, stanowczo wolałaby zostać z Zachariaszem w mieszkaniu albo namiocie, albo gdziekolwiek, gdzie byliby tylko we dwoje...
Ale najwyraźniej bardzo mu na tym zależało. Wydawał się taki przejęty, jakby był to jego pierwszy bal i jakby po raz pierwszy prosił dziewczynę, by została jego parą. No cóż, rzeczywiście, już nikt nie mógłby mieć wątpliwości, że są razem. Ale Is to nie obchodziło. Skoro Zach chce iść z nią na bal... dobrze. Pójdą razem.
- Uprzedzam, że nie najlepiej tańczę. Właściwie to... bardzo nieszczególnie. Wręcz... beznadziejnie - wyznała, uciekając wzrokiem, by w końcu spojrzeć Zachariaszowi w oczy, nie wiedząc, jak zareaguje na tę druzgoczącą wiadomość. No bo co to za bal z kimś, kto nie potrafi przyzwoicie tańczyć? Chyba miał dzień wprawiania Is w zdumienie, bo kolejne słowa były równie nieoczekiwane. Acz znacznie przyjemniejsze. Chyba sam się nie spodziewał, że powie coś takiego, bo nagle odsunął się od Isolde, jakby zakłopotany.
- J-jak wiele...? - spytała zduszonym głosem, wzruszona i dziwnie zdenerwowana, czując, że nagle zaczęły drżeć jej ręce. Wymarzony domek? Ich domek? Przygryzła usta, próbując się nie rozpłakać jak idiotka i mając wrażenie, że serce jej pęknie z nadmiaru uczuć.
- Schudłeś - stwierdziła z niepokojem, starając się powrócić do względnej równowagi i patrząc na niego z troską. - Nie jesteś chory? Chyba powinnam się tobą zaopiekować... - szepnęła mu do ucha, splatając dłonie na jego karku i zastanawiając się, jak można kogoś tak bardzo kochać.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Paź 05 2014, 22:04

Na tym polegała dorosłość. Niekoniecznie musimy zgadzać się z decyzjami, które podejmujemy teraz, ale mając na uwadze wykształcenie Isolde, nie mógł myśleć swoimi potrzebami bliskości. Chciał pić z Isolde poranną kawę, myć przy niej zęby i przeklinać po rosyjsku, że jest spóźniony. Jednak wykształcenie panny Bloodworth było najważniejsze, więc będzie musiał odłożyć swoje plany, marzenia i prośby na wakacje, kiedy to Isolde otrzyma dyplom. Nie chciał być jakimś rasowym męczennikiem, ale jeśli daliby się ponieść miłości, obydwoje nie wywiązaliby się ze swoich obowiązków.
Klienci widzieli zmianę w zachowaniu Zachariasza i nie wierzyli mu, że to po prostu miłość. Był rozdrażniony, gdy nie mógł chociaż wymienić kilku sów. Ta niewiedza doprowadzała go do szału. Musiał nauczyć się takiego dystansu. Nie potrafił nasycić się Isolde. Miał wrażenie, że jest jego powietrzem, jedzeniem, papierosami i wodą. Wszystko bez niej nie miało kolorów, było szare, brzydkie i nieprzyjemne. Nie istniały eliksiry, które dodawały życiu barw. Chciałby nawet łykać tabletki, zabijające tęsknotę i upór. Wtedy mógłby do Isolde zapukać, powiedzieć, że wpadł na beznadziejny pomysł i niech anulują teraz idiotyczne zasady. Teraz, zaraz, bo mogą spędzić cudownie każdą chwilę. Obowiązki dawały górę, właśnie tak robili dorośli ludzie. Kochali się, dawkując sobie przyjemności jakby byli na odwyku i ktoś zmniejszał im odpowiednie dawki, aby całkowicie przerwali uzależnienie. Nie wiedzieli, że to wprowadza ich w jeszcze większe bagno. Czekają tylko na kolejną dawkę, która da im szczęście. Tak było z Zachariaszem, czekał tylko na weekend. Mruczenie Isolde spowodowało u Zachariasza lekki, przyjemny dreszcz.
- To nie była groźba, a obietnica - odpowiedział surowo, stojąc już przy blacie. Dłonie ułożył na biodrach kobiety, przesuwając je wolno, rozważnie do talii i piersi. Kciuk oraz reszta palców ledwo dosięgały zarysu piersi tak, że w każdej chwili Zachariasz mógł zacisnąć dłoń, ale też wycofać ją z powrotem na talię lub biodra. Drażnił się z nią, to było oczywiste.
- A jak myślisz, po co jest muzyka? Zawsze możesz mieć długą sukienkę, stać na moich stopach i mocno się przytulać - poradził, przypominając sobie jak małe dziewczynki tańczyły ze swoimi ojcami podczas uroczystości, kiedy on musiał się odważyć i poprosić jedną z nich o wyjątkowy taniec. Uciekał wtedy do toalety. Nie dawał rady, cały się trząsł ze złości, bo dlaczego miałby robić to z dziewczyną? Jeszcze gdy miał pięć, dziesięć lat "to" miało inne brzmienie. Gardził tym, a teraz dałby wszystko, aby spędzić tak intymną chwilę jak taniec z Isolde. Chciał ośmielić ją właśnie tu, w ich prywatnym namiocie, kiedy nikt inny nie patrzył.
- A kiedy uznasz, że są to dla ciebie tortury, to zawsze możemy opić się pączek bez alkoholu - puścił oczko, pokazując jej tym samym, iż nic na siłę. Dla Zachariasza liczył się komfort kobiety niźli spełnianie ogólno przyjętych wymagań jak to, że na balu się tańczy. Równie dobrze można się upić, najeść albo podpalić wszystkie zasłony. Zaśmiał się, gładząc Isolde policzek.
- Jeśli po otrzymaniu dyplomu nie zamieszkamy razem, to będę bardzo tobą zawiedziony i nawet napisze podanie do twojej matki o poparcie w tej sprawie - zaśmiał się, całując ją lekko w miejsce, które jeszcze niedawno gładził. Odsunął się od Isolde jeszcze na krok, dając jej dostęp do całego blatu. Zachariasz w kuchni nie czuł się za pewnie. Potrafił robić kawę, kanapkę i jakieś rosyjskie przysmaki, które nauczył się, podglądając służbę.
- Byłem chory, już nie jestem - rzekł, nie zdając sobie sprawy, że właśnie powiedział Isolde, iż jest lekiem na wszystkie jego smutki. - Pokaż mi, jak robisz piernika, jestem głodny, nakarm mnie - jęknął jak małe dziecko, które nie może doczekać się posiłku. Miała rację, schudł, bo Zachariasz nigdy nie dbał o jedzenie. Nie lubił gotować. Na pewno Freya też o niego dbała, aby nie tylko światło było w lodówce, ale gdy wracało się do domu późną nocą i wstawało kilka minut po dwunastej, dzień wyglądał zupełnie inaczej. Czasem szybki kebab w londyńskiej budce brzmiał bardziej po domowemu niż kanapki zjedzone samotnie na kanapie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Paź 07 2014, 22:24

Nie potrafiła już bez niego funkcjonować i prawdę mówiąc każdego dnia budziła się z nadzieją, że oto nadszedł ten wymarzony piątek, tylko po to, by stwierdzić, że niestety, będzie musiała jeszcze trochę poczekać. Miała ochotę napisać do niego sowę, że nie, nie, nie, nie wytrzyma już dłużej, poza tym niezależnie od tego, czy są razem, czy osobno, i tak nie jest w stanie myśleć o niczym innym. Może z czasem nauczy się ignorować jego obecność na tyle, by móc się uczyć, czy robić cokolwiek innego, niezwiązanego z osobą Zachariasza. Powinna już zacząć. Powinna... Nienawidziła tego wszystkiego, ale nie pisała listów. Przynajmniej nie tyle, ile by chciała, zdając sobie sprawę, że już w chwili, kiedy wypuszcza sowę z rąk, zaczyna wpatrywać się w przestrzeń, licząc, że za moment, za sekundę dostanie odpowiedź, że papier będzie jeszcze pachniał Zachariaszem, może atrament nie zdąży jeszcze dobrze wyschnąć... To takie idiotyczne - mieszkali tak blisko, na tej samej ulicy, dosłownie kilka numerów dalej, a dręczyli się wzajemnie swoją nieobecnością... W imię nauki i takich tam zimnych rzeczy, które nie miały za grosz zrozumienia dla ich uczucia.
- Tak właśnie to odebrałam... a wiesz, że obietnic należy dotrzymywać...? - szepnęła prowokująco, nie wierząc, że naprawdę to mówi, choć na dobrą sprawę od pewnego czasu dość często zdarzało się jej mówić rzeczy, o które nigdy by się nie podejrzewała. Wychodziła z niej kusicielka, którą nigdy nie była, ale nie mogła powiedzieć, by ta metamorfoza była szczególnie przykra. Zadrżała pod jego dotykiem, przymykając na moment oczy i mając ochotę go zamordować, bo znów grał na jej pożądaniu, i jednocześnie ozłocić, bo było to cudowne napięcie. Napięcie, które w żaden sposób nie wiązało się z poczuciem zagrożenia. Zabawne, ale dzięki Zachariaszowi zaczęła naprawdę lubić swoje ciało, a szczególnie piersi, które wydawały się idealnie wpasowywać w jego dłonie. Nie były ledwie widocznymi wypukłościami, ale nikt nie nazwałby jej hojnie obdarzoną przez naturę. Nieduże, ale pełne, wypełniały miseczkę z dłoni Smirnova, pozwalając się wygodnie objąć palcami. Zwykle. Ale nie teraz, bo teraz ten zły człowiek po prostu bawił się jej pożądaniem i tęsknotą.
- Nie mam pięciu lat - mruknęła z rozbawieniem, ale w głębi duszy czuła ulgę, że potraktował to tak lekko. - Poza tym obawiam się, że nie zniósłbyś mojego tańczenia na twoich stopach. Nie jestem kruszynką. Ale jakoś to rozwiążemy. A na pewno uwzględnię przytulanie - roześmiała się cicho, patrząc na niego z czułością.
- O? Widzę, że moja mama stała się najwyższą instancją? - pokręciła z rozbawieniem głową, po czym odrobinę spoważniała. - Wiesz, że o niczym bardziej nie marzę... Swoją drogą, rozmawiałam z moim tatą... - zawiesiła głos, ciekawa reakcji Smirnova.
- Co ci było? Dlaczego mi nie napisałeś? Przecież rzuciłabym te bzdury i przybiegła do ciebie! - powiedziała z przejęciem, oglądając go uważnie i kompletnie zapominając, że to on lepiej się zna na leczeniu. - Dobrze! Już! Już cię karmię! - zawołała, sprawnie wyciągając miskę, przeglądając wszystkie potrzebne składniki i podwijając rękawy. Wsypała mąkę, sodę, kakao, wbiła jajka, delikatnie odpychając Zacha biodrem, bo mimo że starał się zrobić jej więcej miejsca, Is przywykła, że nikt nie stoi obok, kiedy ona gotuje.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pią Paź 10 2014, 20:29

Właśnie dlatego powinna zrozumieć, że Freya nie jest dla niego atrakcyjna. Była wspaniałym człowiekiem, wyjątkową przyjaciółką, która być może wiedziała o wiele więcej od Isolde, ale nie poznała Zachariasza z "tej strony". To nie o niej myślał przed sen tak długim, aby odgonił wszystkie wspomnienia dnia. Przyjaciele z biegiem czasu, kiedy ta relacja była wystawiana na przeróżne próby, stają się aseksualni. Zachariasz nie raz, nie dwa pocałował Freyę. Nie był prawiczkiem, a w szkole aż słynął ze swoich podbojów. Jednak nie chodziło o same zdobycze, ilość partnerek seksualnych. Najważniejsze było to, co czuje się w środku. Zachariasz był wrażliwy nie tylko na piękno zewnętrzne, ale i wewnętrzne. Isolde oczarowała go, rozkochała do tego stopnia, że żarzył się w nim malutki ogień i buchał płomieniem, gdy tylko ją widział. Mechanizm miłości, tęsknoty, rozpaczy spowodowanej bólem samotności w poniedziałkowe, wtorkowe, środowe, czwartkowe wieczory były na tyle ciekawe, uzależniające, że Zachariasz trząsł się, gdy wpadał w tak zwany niebyt. Gdy budziło się piątkowe słoneczko, a do popołudnia zostało tyle jeszcze godzin. Złapał biodra Isolde tak nagle. Nie wiedział, czy to ostrzeżenie z jego strony czy chce przystąpić do dalszej akcji.
- Najpierw zrób mi jedzenie, kobieto, a potem osądzaj mnie o niedotrzymywanie obietnic - rzucił oskarżycielsko, bo już dość długo jęczał o ten piernik, a nic się jeszcze nie robiło. Żołądek zakręcił się już w wielki supeł i chińską ósemkę, a potem zrobił jeszcze kilka salt. Torturowała go tym spojrzeniem, szeptaniem prosto do ust, ucha i w ogóle zniżaniem głosu tak, że przechodziły go gorące dreszcze po wszystkich kręgach zaczynając od lędźwi, kończąc na karku. Ta część właśnie była najbardziej rozgrzana na jego ciele. To był słaby punkt. Przez dotykanie i całowanie drżał, jęczał. Tam się pierwszy pocił, czuł wyziębienie. Za każdym razem, gdy paznokcie stykały się ze skórą na karku, Zachariasz miał ochotę przymknąć oczy i powiedzieć, aby zapomniała o tym pierniku. Przecież są ważniejsze rzeczy do robienia niż jedzenie.
- Kobiet o wiek się nie pyta, a to jest twój ostatni bal, taniec mi pani obiecała, ja sobie zapamiętam - oczywiście, że Isolde tego nie powiedziała. Zachariasz chciał ją trochę wkręcić. On też słuchał zupełnie innej muzyki niż pewnie będzie dostępna na balu. Kochał jazz, Nowy Orlean, blues i ten saksofon. Wtedy to dopiero zamykał oczy, oddając się szaleństwu. Zaśmiał się, obejmując Isolde od tyłu, gdy zaczęła mieszać jakieś składniki w misce.
- Tylko jak byś mnie do tego zmusiła, wolałem nie mówić jej o planach na bal, bo gdybym usłyszał "Zachariaszu, ja też byłam młoda", to zapadłbym się pod ziemię. - odpowiedział z lekką ironią. Nie rozumiał, dlaczego większość ludzi myśli, że w jego wieku nie wypada się już bawić. Był dobrym tancerzem i potrafił się dobrze bawić. Czasami było ciężko bez alkoholu, gdy świetny humor przypominał bardziej Rów Mariacki. Ograniczał ruchy biednej Isolde, ale nie przejmował się tym. Przecież i z wtulonym Zachariaszem będzie potrafiła zrobić piernika.
- I co z tej rozmowy wyniknęło? - spytał, nie bardzo rozumiejąc, do czego dąży Bloodworth. Powinien się obawiać tego, że otrzymuje z nim kontakty? Przecież chciała pójść w jego ślady, zostać aurorem. Chyba głód wyssał mu wszystkie możliwości logicznego myślenia.
- Tęskniłem po prostu, więc rzucenie wszystkiego i biegnięcie do mnie jest najgłupszym pomysłem - pocałował ją w policzek i przestał przytulać. Pozwolił jej działać, a gdy pojawiła się jakaś płynna masa, to prędko wsadził do niej palec i spróbował. Jedzenie surowego ciasta zawsze kojarzyło się z dzieciństwem, szkoda, że Zachariasz próbował je po raz pierwszy. Oczywiście, że ta lekka aluzja ze strony Isolde nie została zrozumiana ze strony Rosjanina i ten nie ruszył się ani na krok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Paź 11 2014, 22:17

Mimo wszystko Is nie była zachwycona faktem, że Zachariasz dzielił mieszkanie z inną kobietą, która nie była jego matką, siostrą, babcią ani ciotką. Oczywiście, nie podejrzewała go o jakieś nadmiernie bliskie kontakty z Freyą, ufała mu pod tym względem całkowicie (pod każdym innym też, choć chyba niesłusznie), ale potrafiła pogodzić się z myślą, że to TAMTA z nim mieszka, podczas gdy Zachariasz był jej, Isolde, i to z nią powinien dzielić każdą chwilę.
Starała się nie myśleć o jego przeszłości, nie zastanawiać się, ile kobiet miał przed nią, ale czasem, kiedy leżała w łóżku, wpatrując się w sufit i tęskniąc za nim, zaczynała się zastanawiać. Miał nad nią przewagę, o ile można określić to w ten sposób, dziesięciu lat. Dziesięć lat więcej doświadczenia, poza tym był niezwykle pociągającym facetem i Isolde nie łudziła się, że nie wykorzystywał tego do maksimum. Ich pierwszy, i jak dotąd jedyny, raz był cudowny. Nigdy nie doświadczyła czegoś podobnego, bo choć tamta noc z Vanbergiem była niesamowita, to nie było w tym miłości, ale po wszystkim ogarnęły ją wątpliwości - czy go nie rozczarowała pod jakimś względem? Bała się, że mimo że niewątpliwie ją kochał i nie patrzył na nią tylko przez pryzmat fizyczności, to w którymś momencie mógł ją porównać do którejś ze swoich wcześniejszych kochanek, które miały większe doświadczenie w tych sprawach. Sama polegała głównie na swoim instynkcie, bo jeśli nie liczyć Dextera (a nie należy go liczyć, bo jedna noc raczej nie wywróciła jej życia erotycznego do góry nogami, tyle tylko że dodała jej pewności siebie), to przed Zachariaszem jej jedynym kochankiem był Marcel, równie niedoświadczony jak ona sama i tak nieśmiały, że nie mogło być mowy o jakimkolwiek rozwijaniu swoich umiejętności w kwestiach łóżkowych. Takie myśli doprowadzały ją do rozpaczy, starała je od siebie odpychać, ale niestety należała do osób, które rozkładały każdy niewielki problem na części pierwsze, przez co urastał do straszliwych rozmiarów, odbierając jej chęć do walki. Większe problemy nie były poddawane tej operacji, dlatego mogła sobie z nimi poradzić. Żelazna logika, prawda?
Pisnęła, gdy złapał ją za biodra, czując kolejną falę gorąca obejmującą jej ciało. Oblizała nerwowo wargi i skinęła głową, złoszcząc się na niego w duchu, że jej nie uprzedził, że jest głodny - przecież raz dwa przygotowałaby mu obiad, ale nie - wymyślił sobie ten piernik i tym miała go nakarmić. Mężczyźni! Nie wiem, czy Is w pełni zdawała sobie sprawę, że kark Zachariasza jest tak wrażliwym miejscem, ale z pewnością jeszcze nieraz to wykorzysta przeciwko niemu.
- Ostatni bal... brzmi okropnie, jakbym stała nad grobem - wzdrygnęła się, po czym odchyliła głowę, by pocałować go lekko w policzek. - Kiedy ci obiecywałam? - spytała zdezorientowana, niepewna, czy faktycznie czegoś takiego nie palnęła, bo przy Zachariaszu przestawała nad sobą panować.
- Na pewno by ci tak nie powiedziała, to nie w jej stylu - roześmiała się Is, myśląc sobie, że gdyby Zach znał jej matkę z tej strony, z której znała ją ona sama, to mógłby się bardzo zdziwić. Ailla mimo pewnej zasadniczości na polu zawodowym, nikomu nie odmawiała młodości, dopóki czuł się młodo, a Smirnov przecież nie był zgrzybiałym starcem.
Przez chwilę nie rozumiała jego pytania, a raczej intonacji. Zupełnie obojętnej. Zmarszczyła lekko brwi, nie mogąc tego rozpracować, po czym uśmiechnęła się lekko.
- Rozmawiałam z nim o nas. O mnie i o tobie - uściśliła z rozbawieniem, próbując jakoś w miarę sprawnie poradzić sobie z mieszaniem i dokładaniem składników, mimo przyklejonego do jej pleców Zachariasza, który miał fatalne wyczucie chwili, a raczej był po prostu bardzo zmęczony. - Trochę się zdziwił. Trzy razy pytał, czy dobrze zrozumiał, że chodzi o ciebie - zachichotała, przypominając sobie dezorientację ojca, który zupełnie nie mógł sobie wyobrazić, że jego mała córeczka związała się z facetem, który od tylu lat do spółki z jego żoną doprowadzał go do stanu używalności po kolejnych akcjach.
- Oj... ja też tęskniłam. Nie wiem, czy nie robimy głupio, tak się katując... - mruknęła, po czym trzepnęła go po palcach, które oczywiście musiał włożyć do ciasta. - Zach, to są surowe jajka! Nie rób tak! Poza tym musisz się zdecydować - albo jedzenie, albo mizianie, bo to się w tym momencie wyklucza - powiedziała stanowczo, choć wcale nie miała ochoty się od niego odklejać. Sięgnęła po płynny miód i zawahała się. Włożyła palec do środka i zanurzyła go w słodkiej, lepkiej substancji, po czym wysmarowała nim wargi Zachariasza i złożyła na nich krótki pocałunek, śmiejąc się cicho.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sro Paź 15 2014, 06:54

Czasem do warunków, jakie nam daje życie, trzeba się przyzwyczaić. Nie możemy wciąż żądać o więcej i mieć skwaszoną minę. Zachariasz gdyby pokierował się zazdrością, mógłby powiedzieć, że nie chce, aby Isolde studiowała. Tam tyle młodych, przystojnych i na pewno zdolnych facetów kręciło się wokół jego kobiety. Gdy na początku spędzało się za sobą za dużo czasu, można było się już w pewnej chwili zacząć dusić. Zagradzali się wtedy niebezpieczną klatką miłości, nie chcąc nikogo do niej dopuścić. Zapominali o przyjaciołach, rodzinie, bo ich szczęście było tak absorbujące, że po co się nim dzielić?
A czy ilość kobiet, która widziała Zachariasza półnagiego bądź nawet nagiego była taka ważna? Seks nie należał do najintymniejszych zajęć. Czasem był tylko zwierzęcy, znaleźć, spuścić ciśnienie i życzyć miłego życia. Nie liczył się ani wiek ani doświadczenie seksualne. Trzydziestolatek mógł się po raz pierwszy zakochać, chociaż w jego życiu seksualnym pojawiło się o wiele więcej panienek. Czasami umiejętności seksualne brały się tylko i wyłącznie z intuicji, a nie doświadczenia. Zdecydowanie niepotrzebnie o tym myślała, bo w łóżku, gdy dwójka się kocha, nie powinny wkradać się osoby trzecie. Każda z kobiet, która zabrała mu kilka chwil z życia, była po prostu piękna. Zachariasz był wręcz uczulony na piękno, gdy je widział, tracił zupełnie rozum. Nie były aż tak istotne. Ich uroda, pewnie tak. A w dodatku Rosjanin zaliczał się do tych... romantyków. Jak śmiałby zdradzić kogoś, kto stał się najważniejszą osobą w jego życiu? Chociaż Isolde na razie nie miała tego prawa wiedzieć, ale sporo się gimantyskował, żeby być z nią legalnie, a w dodatku stać się ojcem dzieci, o których marzyła. Mógł nawet własnymi rękami, a raczej różdżką układać cegły ich wspólnego domu. Ich miłość była jak ambrozja i nektar, powróciła Zachariasza do życia i dała mu nadzieję. Chociaż choroba nie umożliwiała mu dalszej pracy jako uzdrowiciela i musiał zając się swoim znienawidzonym przemytem, nie stał się zgorzkniały, niezadowolony. Miał Isolde, to ona była powodem do wstania z łóżka i uśmiechania się do nieznajomych.
Zastanawiał się, czy zabraniać jej oblizywać wargi. Prowokowała go tak, że zaraz zapomni o swoim głodzie, a zacznie rozbierać biedną dziewczynę, która się stęskniła tak samo jak on. Nie miałaby z czego na razie przygotować obiad chyba, a skoro obiecała mu zrobić ciasto, to niech robi! Zachariasz chciał poczuć klimat świąt. Dla niego wiązał się z balem moskiewskiej szlachty, gdzie większość z nich kończyła pod stołem i zachowywali się jak zwierzęta, a dla dzieci nie było żadnych atrakcji i nikt się nimi nie przejmował. Szlachetnie urodzone osoby mogły się nawet przy nim pieprzyć, a Zachariasz uciekał po całym zamku, szukając jakiekolwiek schronienia. Po tym incydencie nawet nie wychodził z pokoju, a matka i ojciec tego nie zauważali. Przez pierwszą godzinę go szukali, ale potem za bardzo posmakowała im wódka oraz wykwintne potrawy. To były dla niego święta, nie piernik i ciepło bijące z kominka.
- Dobra, nie obiecywałaś, ale nie chcę, abyś potem żałowała, styl wiktoriański jest wdzięczny, myślałem, że umrzesz z zachwytu jak o to zapytam - spojrzał nieco zaskoczony na Isolde, ale mimo wszystko nastawił policzek. Chciał się poświęcić, być nawet na językach, aby Bloodworth klasy dyplomowej nie zapamiętała tylko jako naukę ze sterty książek, pisanie pracy nie pasującej nigdy promotorowi i posiadać dylematy w cyklu: pójść spać czy dodać trochę teorii?
- Cóż, obraz twojej mamy z pracy na pewno zaćmi jej osobę teraz. - podrapał się po brodzie nieco zmieszany. Nie potrafił sobie wyobrazić pojechać do państwa Bloodworth na obiadek, pomóc przy magicznym aucie, porąbać drewno albo udzielić pomocy jak na uzdrowiciela przystało. Trochę bał się przebywać przy mamie Isolde, bo mogła zauważyć pierwsze objawy choroby i spytać się córki: czy ty naprawdę myślisz, że jest wart zachodu? Zaśmiał się, gdy zaczęła opowiadać o swoim tacie. Zdecydowanie mu ulżyło.
- Myślałem, że miałaś pogawędkę o związkach w klasie maturalnej, małżeństwie, dzieciach i reszcie trudnych tematów, ale jeśli był tylko zdziwiony i mam nadzieję pozytywnie, to nawet powiedziałbym, że było to do przewidzenia - dodał z uśmiechem, wciąż obejmując od tyłu Isolde. Już nie drażnił jej tymi swoimi łapkami, po prostu się przytulał. Jeszcze będzie miał czas, aby się do niej dobrać!
- Nauka na pierwszym miejscu, Isolde, i tak się ledwo z nią wyrabiasz, a przy mnie podobno nie potrafisz się uczyć, tak? - spytał, a odpowiedź była oczywista. W końcu sama zawarła ją w liście. Proponował wspólną naukę, bo tęsknił. Zawsze mogła przecież przyjść się pouczyć, Zachariasz zająłby się papierami, a gdyby obydwoje skończyli zajęliby się sobą. Tyle, że na początku ich związku, to było naprawdę niemożliwe. Nie potrafili się sobą nasycić jak mieliby się skupić na czymś innym? Oblizał palec z wielkim uśmiechem.
- Co z tego, że surowe, są pyszne - skwitował z miną rozwścieczonego dziecka. Uniósł ręce do góry, odklejając się od Isolde. Lekko skrzywiony odszedł o krok w bok, oparł się o blat i patrzył tylko, jak Isolde odwróci wzrok, aby po raz kolejny podjeść trochę ciasta.
- Jedzenie i mizianie się nie wyklucza z naszego doświadczenia - burknął, zakładając ręce na piersi. Już chciał odejść od Isolde, usiąść na kanapie i czekać jak pan na swoje jedzenie. Isolde właśnie potwierdziła, że można jeść i się miziać, ale gdy Zachariasz poczuł na swoich ustach lepką maść, zmarszczył nos. Przyciągnął do siebie kobietę, pogłębiając pocałunek, bo ani miligrama miodu nie powinno być na jego ustach i nie puści Isolde dopóki nie zniknie.
- Jesteś małą zołzą - skomentował pod nosem. Raz dawała mu sygnały, że ma najlepiej sobie iść i nie przeszkadzać jej, a z drugiej rozgrzewała na wstępie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Las w pobliżu Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Droga do Hogsmeade
» Stacja kolejowa w Hogsmeade
» Cukiernia w Hogsmeade
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island
» Stacja kolejowa Hogsmeade

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-