IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Las w pobliżu Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Sty 09 2011, 18:06

First topic message reminder :


Las w pobliżu Hogsmeade
Miejsce powszechnie znane wśród mieszkańców wioski, jednak niezbyt często odwiedzane, w szczególności przez uczniów, traktujących ten las jako teren nieznany i niezbadany. Na pozór nie ma tu nic specjalnego, jednak chcący i zdeterminowani, mogą zawędrować wgłąb mini puszczy, gdzie wprost roi się od życia. Nie umiera ono nawet zimą - zawsze znajdzie się jakieś stworzenie, niekiedy przyjazne. Nie znaczy to jednak, że można beztrosko przemierzać ścieżki, gdyż istnieją tu także zwierzęta niebezpieczne. Jak w każdym podobnym miejscu należy uważać, aby nie zejść z ledwo widocznych dróżek, aby trafić z powrotem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Cardiff
Galeony : -5
  Liczba postów : 212




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon Sty 31 2011, 19:10

Ty ididioto! ty debilu! nie teraz, nie teraz. Planowal w koncu jej to wyznac, ale moze w innym dniu. Kiedy bylby w koncu na to gotowy, a teraz nie jest. Stalo sie. Musial jej w koncu odpowiedziec, ale nie potrafil nic z siebie wydusic. W dodatku serce bilo mu jak szalone i przeszkadzalo w koncentracji.
-Jja... j-j-... j-ja...
Zaczal sie jakac przez natlok emocji i dziwne napiecie. Dalej chlopie, dasz sobie rade. Co w tym trudnego? Zawzial sie w sobie i nabral powietrza do ust, ktore po chwili wypuscil ze swistem. Przyplyw odwagi, poczul, ze musi, ze nadeszla odpowiednia chwila.
-Kocham cie.
Powiedzial to najczulej jak tylko potrafil.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Galeony : 516
  Liczba postów : 552




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon Sty 31 2011, 19:23

Gdy chłopak zaczął się jąkać, była pewna, że się jednak nie przesłyszała.
Jane stała jak słup soli. Jeszcze nigdy nie była tak zdezorientowana.
TAK!!- krzyczała jedna cześć jej umysłu.
Nie!!- darła się druga.
Serce waliło Jane jak opętane. Nie miała pojęcia, jak się zachować. Nie miała zielonego pojęcia. I co teraz ? To za wcześnie. Ona jeszcze sama nie wiedziała co czuje. To zdecydowanie za wcześnie...
Wzięła głęboki oddech. Zachowaj spokój. Zachowaj spokój. Jej serce powoli się uspakajało, była już w stanie cokolwiek powiedzieć, ale w tej chwili chłopak zwalił ją z nóg słowami : "Kocham cie". Serce Jane wywinęło koziołki, a wcześniejsze mrowienie w brzuchu przerodziło się w dziwne łaskotanie. Motylki w brzuchu. A sądziła, że to tylko bujda.
Jane powoli podeszła bliżej, tak, że dzieliło ich kilka centymetrów. Zapomniała o tym, jak jej zimno. Zapomniała o wszystkim. W uszach nadal brzmiały jej słowa Daniela. Chłopak musiał usłyszeć, jak szubko wali jej serce.
- J...-miała zamiar odpowiedzieć "Jak ciebie też" ale nie mogła. Sama jeszcze nie wiedziała, czy coś z tego będzie. Jane była... wielkiej rozsypce. Była przekonana, że mu sie nie podoba. Nie przygotowała się psychicznie
- Jak długo ?- spytała zamiast tego. Nie znali się przecież długo. Kiedy zdążył się w niej zakochać ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Cardiff
Galeony : -5
  Liczba postów : 212




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon Sty 31 2011, 19:37

Daniel czekal na jej reakcje. Wygladala na spanikowana i odrobine niezdecydowana. To wlasnie rozwialo w nim wszelaka nadzieje, ze kocha ja, ale z wzajemnoscia. Zaczal sie czuc troche zle. Glowa go rozbolala, a checi do zycia zniknely (Ale nie chcial sie od razu zabijac! bron boze) Zacisnal piesci. Jej pytanie go dobilo, i w dodatku nie bylo tym co chcial uslyszec. Byl juz pewny, ze nic do niego nie czuje po prostu nie chce mu tego powiedziec i go zranic. Zacisnal zeby.
-Cholera Jane! Ja Ci wyznaje milosc, a ty mnie pytasz jak dlugo cie kocham. Czy jest to wazne!? nie owijaj w bawelne i powiedz prosto z mostu, ze nie zywisz do mnie tego samego co ja do ciebie.
Nie chcial krzyczec, ale emocje daly za wygrana. Wlasciwie zwykle byl spokojnym chlopakiem, ale jego wybuch musial swiadczyc o tym, ze wiele dla niego znaczy.
Spyscil wzrok przygotowujac sie na najgorsze. Czyli "nie".
-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Galeony : 516
  Liczba postów : 552




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon Sty 31 2011, 19:44

Gdy chłopak zaczął krzyczeć, nie wytrzymała. Z jej oczu poleciało kilka łez. Wcale nie zamierzała mówić „nie” ! Po prostu ją zaskoczył. Ale przecież mu teraz tego nie powie. Był na nią zły...Ba, wściekły! A ona nie mogła znieść tego, że zaczął krzyczeć. Od razu przypomniała sobie krzyki jej ojca, gdy źle się sprawowała.
Faktycznie, zachowała się głupio. Zadała głupie pytanie. Spanikowała!
Każdemu się zdarza. A akurat ona była w tym prawdziwą mistrzynią.
Z jej oczu znów poleciało kilka łez. Nie chciała płakać. Same się pchały do oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Cardiff
Galeony : -5
  Liczba postów : 212




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon Sty 31 2011, 21:10

Przez dluzszy czas staral sie utrzymywac surowa mine, ale jej zaplakane oczy i ciche chlipanie nie dawaly mu spokoju.
-Prosze, Jane nie placz, prosze.
Serce mu sie na prawde krajalo. Nie wiedzial co o tym myslec, byl calkowicie bezradny. Przytulil ja i pozwolil wyplakac sie w piers.
-No juz.
Puscil ja i odsunal sie.
-Zostawie Ciebie teraz sama, przemysl wszystko i chyba wiesz gdzie mnie znalezc. Gdy juz podejmiesz decyzje, poinformuj mnie o niej prosze.
Podszedl do niej i zlozyl lekki pocalunek w zaczerwieniony policzek.
-Kortke mozesz na razie sobie zostawic. Wiem, ze trafisz do zamku, jestes madra.
Odwrocil sie i odszedl z rekami w kieszeniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Galeony : 516
  Liczba postów : 552




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon Sty 31 2011, 21:24

Patrzyła w jego zagniewane oczy i nie mogła powstrzymać płaczu. Czemu się tak zachowała ? Jak ostatnia idiotka. Po chwili jego mina zelżała.
-Prosze, Jane nie placz, prosze. -usłyszała. Po chwili podszedł do niej i mocno ją przytulił. Była mu za to ogromnie wdzięczna. Wtuliła się w jego pierś i starała się uspokoić chlipanie. I w tedy postanowiła posłuchać Elliott. Nie mogła bać się szczęścia. Prawda była taka, że bardzo go pragnęła, ale gdy tylko przychodziło, chowała się.
Chłopak ją puścił i odsunął się.
Jane patrzyła w jego błękitne oczy, starając się skupić na tym co mówił. Po chwili nachylił się nad nią i złożył na jej zaczerwienionym i mokrym od łez policzku delikatny pocałunek.
W Jane coś eksplodowało. Czuła się tak, jakby właśnie wygrała milion na loterii.
Wciąż miała na sobie jego kurtkę. Już miała mu ją oddać, ale zapewnił ją, że nie trzeba. Odwrócił się i odszedł.
- Daniel !- krzyknęła za nim łamiącym się głosem. W zasadzie to próbowała krzyknąć. Od płaczu zaschło jej w gardle do tego stopnia, że sama ledwo się usłyszała. A Daniel był już daleko.
Owinęła się szczelnie jego kurtką, i pochlipując ruszyła w stronę zamku. I znów wszystko schrzaniła. Jak zwykle....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Salem.
Galeony : 151
  Liczba postów : 154




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Lut 05 2011, 20:24

Zoey siedziała w zamku znudzona. Nie miała co robić. Nie miała z kim porozmawiać. Nuda wręcz zżerała ją żywcem. Postanowiła przejść się na spacer. Udała się do Hogsmeade. Spacerowała w śniegu pomiędzy uliczkami, rozmyślając o tym, co ona tutaj robi. Powinna wrócić do domu, pomagać chorej matkę zamiast studiować. Powinna wspierać Susie i tatę, zamiast włóczyć się ulicami.
Skręciła w jakąś ulicę, i nawet nie wiedziała jak, zaznała się w lesie. Mimo, że była pewna, że nie zaszła daleko, nie widziała ulicy. Nagle usłyszała, że za nią ktoś jest. Odwróciła się, ale nikogo nie dostrzegła. Ciągle czuła na sobie czyjeś spojrzenie.
- Jest tu kto ?-spytała przerażona. Zgubiła się. Zgubiła się w lesie. Brawo panno Morris! I co teraz ? Zoey była na siebie zła. Ba, wściekła. Jak mogła się zgubić ? I to w lesie ? Boże, mogła mieć tylko nadzieje, że ktoś ją znajdzie. Ktoś kto nie będzie chciał jej zabić, ogłuszyć czy..yyy... zabić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Lut 05 2011, 21:31

Co ona tu właściwie robiła? A tak. Miała poćwiczyć. Ale w sumie... nic z tego nie wyszło. Dlaczegóż to? Otóż panna Redbird zrobiła tylko kilka najprostszych ćwiczeń, rzuciła kilka zaklęć i wykonała kilka ruchów nożem, po czym usiadła na jakimś drzewie i zaczęła rozmyślać. O czym? Wyrzucała sobie, że przyszła tu sama. Wprawdzie była przygotowana na wszelkie ataki ze strony wampira, który od pewnego czasu nawiedzał te okolice, ale przyszła tu sama i do tego nikogo nie poinformowała o tym fakcie. Zwyczajnie zapomniała. Ale trudno się dziwić... obudziła się nieprzytomna wręcz w środku dnia, nie wiedząc co i jak. Dopiero później zorientowała się, że to przez balowanie z Morgane. Tak więc obudziła się po południu. Było za wcześnie na kolację, za późno na obiad. Zadania domowe zrobione, książki przeczytane. Postanowiła, że uda się gdzieś poćwiczyć. I ni stąd ni zowąd znalazła się tutaj.
Do jej uszu dobiegł jakiś przerażony krzyk. Z różdżką i nożem w pogotowiu, ruszyła w stronę, z której jej zdaniem pochodził ów dźwięk. Westchnęła z ulgą, kiedy ujrzała jakąś dziewczynę. Dopiero kiedy podeszła bliżej i zobaczyła kolorowe pasemka owej osóbki, zorientowała się kto to.
- Cześć Zoey. Przepraszam, że cię wystraszyłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Salem.
Galeony : 151
  Liczba postów : 154




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Lut 08 2011, 15:22

Zoey szybko odwróciła się, gdy usłyszała, że za nią ktoś jest. Już miała rzucać odpowiednie zaklęcie, gdy rozpoznała tę rudą czuprynę. To przecież… ta,no…. Ellif ? Elmet? Taa, jasne, może od razu Almette !
- Cześć – powiedziała – N..nie przestraszyłaś mnie. Ty mnie przeraziłaś. Co ty tu robisz ? I po co ci nóż ?!
I w tym, jakże nieodpowiednim momencie przypomniało jej się imię dziewczyny. Elliott! Zoiś spojrzała na nóż i różdżkę w ręce dziewczyny. Kim ona była, żeby od tak chodzić sobie po lesie z nożem w ręku?
Zoey schowała różdżkę. Spojrzała dziewczynie w twarz. I nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki naszło ją pytanie. Ile ona ma lat? Nie była dzieckiem, ale za to na pełnoletnią też nie wyglądała.
Jednak nic nie mówiła. Była ciekawa odpowiedzi dziewczyny.


//Sorry, że dopiero teraz. Nie zauważyłam tego postu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Lut 08 2011, 16:20

Powędrowała oczami za wzrokiem dziewczyny. No tak, nóż w jej ręce nie robił dobrego wrażenia. Zamknęła go i wsunęła w but. Różdżkę włożyła do kieszeni.
-Co ty tu robisz ? I po co ci nóż ?!
No właśnie. Dobre pytanie. I co tu odpowiedzieć? Prawdę, Elliott, prawdę.
- Cóż... przyszłam trochę poćwiczyć. Las to najbardziej odpowiednie miejsce, jakie znam. Jest mało ludzi i panuje spokój. Nóż... eee... mam go zawsze w pogotowiu. Nie do końca ufam różdżkom. Poza tym... tu nie jest najbezpieczniej. Wierz mi.
Przypomniała sobie sytuację z jaskini. Matko! Przecież po okolicy grasuje wampir, a ona siedzi sobie jak gdyby nigdy nic w lesie. Cudownie.
- A ty? Mało osób zapuszcza się w te okolice i to o tej porze. - Zaczęło się robić ciemno. No nie... już po niej. - Może... hmm... pójdziemy gdzieś, gdzie jest więcej ludzi?
Nie chciała wyjść na tchórza, ale kurde... zdrowy rozsądek też czasem się przydaje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Salem.
Galeony : 151
  Liczba postów : 154




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Lut 08 2011, 16:37

Zoey zmarszczyła brwi, ale nic jej do tego. W końcu, niech robi co chce. Chyba ma dość oleju w głowie.
- Elliott, czy ty się przypadkiem czegoś nie boisz ?-spytała podejrzliwie.
Dziewczyna zachowywała się dziwnie. Przed chwilą zapewniała ją, że tu jest bezpiecznie, a teraz nagle chciała iść do ludzi ? W liściach znów coś zatrzeszczało, ale Zoey nie zwróciła na to uwagi. W końcu, według Ell było tu bezpiecznie. Na wszelki wypadek znów wyjęła różdżkę. Wolała dmuchać na zimne, niż się oparzyć.
Panna Morris, ostrożnie rozejrzała się. Nic nie dostrzegła, ale sokolego wzroku to ona nie miała. Spojrzała na Elliott. Dziewczyna chyba nic nie słyszała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Lut 08 2011, 16:51

Czy ona się czegoś boi? Nie... raczej nie. Chociaż z drugiej strony wolała uniknąć ponownego spotkania z wampirem. Nie chciała skończyć jako sucharek.
- Em... nie o to chodzi, że się boję. Po prostu... Niedawno miałam bliskie spotkanie z wampirem i wolałabym uniknąć kolejnego.
Uśmiechnęła się do Zoey. Trzask. Spięła wszystkie mięśnie i dyskretnie rozejrzała się dookoła. Pewnie znowu jej głupia wyobraźnia podsyła jej jakieś dziwne obrazy.
Spojrzała na studentkę wyczekująco.
- Idziemy czy nie? - Spytała beztrosko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Salem.
Galeony : 151
  Liczba postów : 154




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Lut 08 2011, 16:59

Wampir.
Zoiś wmimowolnie zdrygnęła się. Ona sama doskonale pamiętała, swoje pierwsze ( i oby ostatnie) spotkanie z wampirem. Była jeszcze w tedy niedoświadczoną czarodziejką, więc o obronie nie było mowy. Na szczęście, zanim wampir zrobił jej krzywdę zjawił się starszy od niej o dwa lata przyjaciel, który pomógł naszej biednej Zoiś.
Tak, tak, niezwykła historia. Niestety nasza bohaterka straciła kontakt z owym przyjacielem, tuż po ukończeniu Salem. A szkoda. Bardzo go lubiła...
- Jasne, chodźmy. Tylko ja nie bardzo wiem, gdzie tu można iść więc… zdaję się na ciebie – powiedziała, uśmiechając się do Elliott. Nie chciała tu zostać ani sekundy dłużej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Lut 08 2011, 17:12

Odetchnęła z ulgą. Lubiła lasy, ale tylko wtedy, kiedy było jasno. Chyba, że była w większej grupie lub chociażby w dwójkę. Prawda, była tutaj Zoey, ale dzisiaj nie uśmiechało się do niej spotkanie z niebezpieczeństwem. Każdy ma taki dzień, w którym marzy tylko o tym, żeby walnąć się na ziemię i leżeć, leżeć, leżeć. Ona miała go właśnie dziś. I nie miała ochoty zmieniać tego na siłę.
- Jasne, nie martw się. Wioska jest... tam. - Pokazała kierunek ręką i ruszyła przed siebie. Spojrzała do tyłu, upewniając się, że dziewczyna idzie za nią. Po dłuższej chwili wyciągnęła różdżkę i szepnęła "Lumos". Teraz przynajmniej coś widziała.
- Zaraz będziemy wśród ludzi.

// Wybierz sobie jakieś miejsce i tam napisz Very Happy//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 43
  Liczba postów : 153




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Lut 19 2011, 23:41

Cóż, tu jeszcze nie był. Właściwie nawet nie miał pojęcia, co znajduje się poza Hogsmeade - w ogóle rzadko kiedy bywał i tam. Tym razem zboczył ze ścieżki - tak jakoś wyszło - i szedł, nie rozglądając się. Nie zauważył, kiedy znalazł się w lesie; po prostu podniósł głowę w idealnym momencie, by uniknąć zderzenia z drzewem. Hm. Super. Drzewo.
Brandon zerknął przed siebie. Drzew było więcej. tak, to był zdecydowanie las.
Spojrzał za siebie przez ramię i również zobaczył drzewa. Jakimś trafem kluczył jak miedzy nimi zamyślony, a teraz nie miał pojęcia, jak trafić z powrotem.
Świetnie, genialnie wręcz. Może po kilku godzinach chodzenia bez celu ktoś go znajdzie. Jeżeli nie, zawsze może wystrzelić snop iskier w niebo - może ktoś zauważy, pomyśli, że to impreza(?) i stwierdzi, że mu się nudzi, więc zechce udać się w jego stronę i uratować mu życie.
Brandon podrapał się w głowę; jeszcze nigdy nie był w sytuacji, w której kompletnie nie wiedziałby, co robić, a teraz potrafił tylko stać, patrząc na te wszystkie drzewa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Oxford, Blue Boar Street 6
Galeony : -3
  Liczba postów : 243




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Lut 19 2011, 23:56

- W podskokach poprzez las do babci spieszy Kapturek, uśmiecha się cały czas... - nuciła sobie Misz, by z czasem jej głos odbijał się od pni drzew i rozchodził po lesie. Zaraz, gdzie to ona wędrowała? Aaaa, tak, do cukierni. Potrzebowała dużo ciastek, których ostatnimi czasu w kuchni brakło. Ale czemu jest w lesie? Najpierw goniła ptaszki, które sama wyczarowała zaklęciem Avis, a potem zaczęła śpiewać i udawać Kapturka... Ma koszyczek... brakuje czerwonego stroju! Przydałoby się zaklęcie, którego oczywiście nie pamięta. Tak, Krukonka była pewna, że to wina dzisiejszego śniadania (ona już widziała, jak ten Krukon z siódmej klasy jej coś dosypywał do kakaa! Jak go spotka, to na pewno dowie się cóż to za specyfik. Był naprawdę skuteczny i przydatny, a jak. - ... uśmiecha się cały czas do słonka i do chmurek czerwony Kapturek wesoły Kapturek pozdrawia cały świat! - kontynuowała swoją jakże piękną piosenkę, by umilić życie nie tylko sobie, a i innym, przebywającym w lasku. Wszystko byłoby wspaniale gdyby nie... gleba!
- Aj! Uj! Ej! Oj! - wyartykułowała, nim wylądowała z nosem w śniegu. Co to miało być? Polowanie na czarownice? Jęknęła, nim się podniosła, cała w białym puchu. Dodatkowo jej twarz stawała się czerwona z zimna. Jednakże najgorszy z tego wszystkiego był brak koszyka!
Otrzepała się, poszukując zaginionej rzeczy, a jej wzrok zatrzymał się na czyiś butach. A czyich? Brandona! Sprawcy jej sklerozy!
- Hej! Czego mi dosypałeś do kakaa dziś? - mruknęła, klękając i krocząc tak przez las.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 43
  Liczba postów : 153




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Lut 20 2011, 00:09

Może mu się przesłyszało, ze słyszy ten dziwaczny śpiew. Tak, to pewnie był pierwszy stopień fiksacji. Nawet nie zauważył, kiedy zaczął panikować. Cóż, nigdy nie panikował, więc nie wiedział, jak to wygląda. Ale z pewnością nie tak jak na filmach, bo w sumie był spokojny; pewnie panikowała jego podświadomość, co objawiało się tym, że słyszał... piosenkę o czerwonym kapturku?
Hm, panika bardzo różni się od tej na filmach.
Ale chwilę później Brandon nie był już taki pewien, czy to była wina rzekomej paniki, bo zobaczył dziewczynę zmierzającą w jego stronę w podskokach. Cóż. Miał wprawdzie nadzieję, że ktoś go poratuje i zaprowadzi z powrotem do Hogwartu, ale miał nadzieję, że to będzie ktoś o zdrowych zmysłach i sprawnym umyśle. A tutaj trafił mu się niedoszły czerwony kapturek.
Może jakoś przeżyjemy, pomyślał Brandon, z powątpiewaniem patrząc, jak Michelle(?) się wywraca. Był zbyt zdumiony, by pomóc jej się podnieść. To pewnie ta panika go zmroziła.
- Czego dosypałem ci do kakaa? - powtórzył powoli, marszcząc brwi. Hę? Cóż, faktycznie zdawało się, że Misz dziś rano piła coś oprócz kakaa, ale Branon nie pamiętał, by brał w tym udział. Zwłaszcza gdyby wiedział, że to ona ma być jego, hm, wybawicielką. - A co miałbym ci dosypać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Oxford, Blue Boar Street 6
Galeony : -3
  Liczba postów : 243




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Lut 20 2011, 01:40

Kiedy tak patrzyła na Krukona i patrzyła, i przewiercała go wzrokiem, i znowu patrzyła i tak przez baaardzo długą chwilę, miała wrażenie, że ten dostał drgawek. Drgawki? Zaraz, mamuś jej kiedyś coś mówiła o drgawkach...
- Kochanie, jak ktoś przy tobie zacznie się trząść i będzie miał rozbiegany wzrok uważaj, to objaw padaczki! Jak najszybciej go połóż na ziemi z nogami niżej niż reszta ciała! - zabrzmiał jej głos matki. Coś chyba przekręciła, ale to pikuś. Sama przecież dobrze wie, jak postępować z ludźmi. Ma się ten talent psychologiczny. Hm, powinna chyba wziąć lekcje u Daisy, która jest mistrzynią rozmów z ludźmi.
Natychmiast doczłapała go chłopaka, złapała go za nogawki spodni i BUM! na ziemię z nim! Już nawet zapomniała o zaginionym koszyku. Jak najszybciej wykopała rękoma dołek pod nogami Brandona, by po chwili je tam włożyć i przysypać puchem. No, załatwione. Teraz powinna unieruchomić ręce, by się nie wiercił... Ale jak? Koszyk! Że też go zgubiła. Ale spoko. Jeszcze zaklęcie przywołujące zna. Wyciągnęła różdżkę i mamrocząc "Accio koszyk", złapała poszukiwaną rzecz, mocując do niej prowizorycznie ręce pana Cofflera i i zaczepiając całość o gałąź drzewa. Akcja uratować Brandona zakończona sukcesem! Teraz czekać, aż atak minie.
- No właśnie oto pytam. Przez tą twoją miksturę tracę pamięć! - jęknęła w odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 569




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw Lut 24 2011, 20:40

Las, pierwotna siła pełna tajemnic i mrocznych zagadek... Tak to tu ludzie żyli i łowili swe zdobycze. Także to tu zamierzałem dokonać ostatniego aktu związanego z kradzieżą. Coś czułem że tracę czas i muszę się śpieszyć. Przeczucia nigdy mnie nie zawodziły więc postanowiłem natychmiast przystąpić do dzieła. Na miejsce dogodne wybrałem małą dolinkę osłoniętą skałami nie opodal pobliskich gór. Rozstawiłem trójnóg a na nim powiesiłem niewielki kociołek.
- Ferula. Czar rozpalił magiczny płomień który podsyciłem podtrzymując zaklęcie.
Po kolej wkładałem drogocenne starożytne puchary do kotła który skradłem uprzednio z pracowni eliksirów. Ach w niecałą godzinę wciąż podsycając czar i nagrzewając złoto podziwiałem jakże pięknie wyglądające płynne złoto we wnętrzu rozgrzanego do czerwoności gara. Już miałem wrzucić ostatni z pucharów gdy nagle moją uwagę przykuł inny detal jego wykonania. Osz do diabła. Przedmiot był co najmniej młodszy o kilka stuleci od tamtych lecz ktoś widocznie przestawił go w inną część wystawy. No to mam przechlapane pomyślałem. jeśli w szkole żyją przodkowie tego kolesia, który to zdobył pewnie będą łkali zemsty.
Zapakowałem szybko puchar z powrotem do torby i schłodziłem złoto w kotle i czarem Tergo oddzieliłem je od ołowianego naczynia.
Trzeba znikać posprzątałem dolinkę i z głośnym trzaskiem teleportacji pojawiłem się w Londynie ...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1248-colin-fitzgerald#33270




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Maj 07 2011, 20:09

Ten dzień zapowiadał się doprawdy cudownie, to znaczy, o ile można czuć się cudownie ze złamanym serduszkiem (to takie drrramatyczne, nieprawdaż?); no, mimo wszystko musiało być naprawdę spoko, skoro zdecydował się na tak heroiczny wyczyn, jakim była wycieczka aż do Hogsmeade. Biorąc pod uwagę fakt, że ostatnimi czasy ruszał się najwyżej piętro w górę lub w dół, rzeczywiście był to czyn godny podziwu, owacji na leżąco i takich tam. Ale do rzeczy! Jego wypad był naprawdę fascynujący i na tyle interesujący, na ile interesujące może być łażenie po miasteczku bez konkretnego celu i bez pieniędzy, które, nawiasem mówiąc, chyba mu się skończyły, i powinien zacząć się tym martwić, ale jakoś nie zarejestrował tego faktu. Spacerował zatem tu i tam (nie samotnie; zabrał ze sobą Wuba, który ostatnimi czasy był jego jedynym i najzacniejszym towarzyszem) z nadzieją, że nie spotka nikogo na tyle znajomego, by był zmuszony do uroczej pogawędki z nim, i nawet nie zauważył, kiedy zawędrował aż poza główną ulicę i znalazł się w pobliżu lasu.
Tata mówił, żeby nie wchodzić do lasu po zmroku, samotnie i bez GPS'a, mówiła to tez ciotka Pela, wójek Józek (ten ze Świebodzina; bo, jakby ktos jeszcze nie wiedział, Colin ma polskie korzenie!), w ogóle powtarzali mu to wszyscy, i doskonale to wiedział. Na pewno by tam nie wlazł, gdyby nie fakt, że Wub był hardkorem i postanowił zeskoczyć z cudownych ramion swojego właściciela i wesoło pohasać w kierunku krzaków.
Na nic było wołanie, prośby i groźby - fretka nagle ogłuchła i dalej pędziła przed siebie. Chcąc nie chcąc, Kolin, klnąc siarczyście pod nosem, udał się za nią, by przekonać skurczybyka do powrotu. Był właśnie na etapie wykorzystywania momentu, w którym Wub się zatrzymał, i usiłownaia pociągnięcia go za ogon, gdy stało się coś absolutnie dramatycznego! Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zdążył zarejestrować połowy faktów. Najważniejszymi jednak były te, że został przez kogoś obezwładniony i w dodatku zakneblowany (!!! oburzające, chociaż słuszne, bo w ramach odwetu mógłby zacząć śpiewać Lubelski Full, i oprawcy zrobiłoby się niewesoło), a następnie wciągnięty gdzieś w głąb lasu - nawet próby uratowania go przez Wuba spełzły na niczym!
Nawet już nie usiłował się wyrywać, bo to było zupełnie bez sensu; po chwili poczuł, że trzymający go uścisk nie jest już tak silny, ale jego radość była bardzo krótka, gdyż okazało się, że jest przywiązywany do drzewa. No heloooł ŁOTEFAK w ogóle? Byłby się jakoś oburzał, ale knebel skutecznie mu to uniemożliwiał - stracił też ochotę na jakiekolwiek komentarze, gdy jakby znikąd pojawiły się centaury. Ojoj. Niedobrze.
Czekał na jakieś słowa z ich strony, jednak te tylko wpatrywały się w niego średnio przyjaznym wzrokiem; doprawdy, rozkosznie. Gdyby chociaż wiedział, co takiego przeskrobał, może byłoby mu chociaż trochę lepiej, jednak, niestety, musiał trwać w uroczej niewiedzy. Nawet nie mógł wzywać pomocy, cóż to w ogóle za porwanie!
Wreszcie, po jakiejś minucie, może dwóch, które trwały około dziesięciu lat, jeden z centaurów pozbawił go knebla (fuj!) i, jakimś cudem wbiajając się w przerwę między odetchnęciem, a słowotokiem, zmusił go do wypicia podejrzanego eliksiru. Nie zdążył się nawet zastanowić nad jego działaniem, bo już po chwili zamknął oczy i nie otworzył.
(Spoko, nie umarł. Tylko zasnął. Chyba.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Maj 14 2011, 16:11

Ah, najgorsze miał już za sobą; przeszedł przez te wszystkie, cholerne przeszkody, galaretkę, dzikie ubrania, miluśne zwierzaczki w Menażerii (aaah, szkoda, że tamten pajączek nie chciał z nim iść), no i nawet tego głupiego zombie-bogina udało mu się pokonać! Aaaaaw, był z siebie dumny, jak nigdy! I oczywiście, oczywiście wiedział, że nie wygra, bo to było więcej niż oczywiste. Stracił za dużo czasu, mdlejąc i opierniczając się we wrzeszczącej chacie, podczas gdy Efi Fontejn i męscy reprezentanci nie robili sobie przerw na Kit Keta. No cóóóż, nie wygrał, ale właśnie leciał na swoim podniebnym żmijoptaku do jakiegoś lasu w pobliżu Hogsmeade, gdzie miał uratować ważnego dla siebie ktośka. Miło, co nie?
No dobra, zatem teraz następuje moment, kiedy w świetle glorii, chwały i promieni słonecznych (no, dobra, jesteśmy w lesie, więc światło słoneczne nie bardzo tu docierało, no ale ćś), Alfred obniża swój lot, a potem ląduje bezpiecznie z Dżoelosławem na plecach. A, oczywiście wszystko to odbywało się w zwolnionym tempie, przy akompaniamencie ‘We are the champions’ puszczanego przez wielce mrocznego DJ’a , dobrze wszystkim znanego z lochów. Dobra, już pomińmy fakt, że Garsąą nie wygrał tego zadania, oj tam, oj tam. Ten song był na cześć tego, że taki ćwok jak on w ogóle przeżył i dotarł aż do tego etapu, aaach.
Huh, zatem wylądowali już gdzieś, nie wiadomo konkretnie, gdzie. W jakimś lesie, tyle wiedział. Zeskoczył z Alfreda, który zaparkował swój zgrabny łuskowaty kuper gdzieś na mchu pod wielce wysokim drzewem.
Hym, to teraz trzeba było znaleźć ważnego ktośka to uratowania, więc Francuz zaczął rozglądać się wokoło. Ojej! Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że a) owszem, jakaś nieprzytomna blond postać leży sobie na ziemi, przykuta łańcuchami do drzewa, b) owym ktośkiem nie jest Colette, tylko Colin (wtf?! Jakim cudem Colin?) no i c) przed owym nieprzytomnym ktośkiem Colinem, znaczy się, stały dwa, zupełnie nietajnie patrzące na Joela centaury, uaaał.
- Bonjur. Ja jestem po tego typka – powiedział do koniowatych, wskazując podbródkiem na Colinosława. Następnie raźnym krokiem ruszył w stronę dwóch parzystokopytnych, bo sądził, że go przepuszczą, a tu małe zdziwko, bo te nawet nie ruszyły. No i tak niefajnie na niego spojrzały, ojej.
- Dobra, słuchajcie, mi też nie jest na rękę go ratować, no ale nie wypada tak wracać samemu, rozumiecie? – No i to też nie podziałało. Faktycznie były wrażliwe, waleczne i te inne sprawy.
- Ej, to może się wymienimy, co? Ja wam zostawię Alfreda, a wy mi oddacie Fitzgeralda, hm? – spytał, chociaż i tak był pewien, że i to nie przekona centaurów.
No i żmijoptak i wierny kompan Joelosława nie był zachwycony, że jego nowy francuski przyjaciel chce go wymienić za jakiegoś marnego Puchona, co skwitował głośnym i przeciągłym prychniecio-syknięciem. W sumie Garconowi to też się nie uśmiechało, no bo jak to tak, na piechotę mają wracać do samego Hogwartu? No, jedna dobra rzecz to to, że po drodze mógłby gdzieś Colina 'zgubić' , no ale dobra, powiedzmy, że wcale nie snuł takich planów, bo fanki byłego, aczkolwiek w jakimś stopniu związku Colina i Joelosława będą nieźle się bulwersować (pozdrawiam Gab). Dobra, to powiedzmy, że jednak nie może się wymienić z centaurami, bo jest zbyt zmęczony, żeby dotrzeć stąd do samego Hogwartu za pomocą własnych nóg. Z Alfrdem zawsze raźniej, hle hłe.
- Dobra, nieważne – mruknął zrezygnowany, po kilkuminutowych bezsensownym targowaniu się z centaurami.
Ostatecznie wyciągnął różdżkę i zanim te wielkie mięśniaki z kopytami zdążyły zrobić na niego centaurową szarżę, zaklęciem ‘Bubbleforce’ zamknął ich w wielkich bańkach. Fak je, chrzanić prawa zwierząt, chciał do domu.
Teraz tylko podbiegł do leżącego na ziemi Colinosława, klękając przy nim. Musiał przetrząsnąć wszystkie kieszenie błękitnego dresiku, bo klucz i eliksir zawieruszyły się gdzieś w mega bałaganie z papierków po różowych Orbitach. No ale anyway, bo w końcu je znalazł, rozpracował zamek kluczem, wyswobadzając blondasa, no i podając mu ten eliksir, żeby się ocknął. Potem usiadł z tyłkiem na mchu, czekając, aż ten blond typek w końcu się obudzi, no i będą mogli wrócić do zamku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1248-colin-fitzgerald#33270




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Maj 14 2011, 20:20

Teraz pewnie powinnam opisać to, jakie to Kolin znosił męki, czekając na swojego wybawiciela, o którym, nawiasem mówiąc, nie wiedział. Jak paskudnie dłużył mu się czas i jak bardzo chciał już znaleźć się w zamku; jak przerażające były pilnujące go centaury i jak strasznym torturom go poddawały, a wszystko to po to, by wpędzić Joela w poczucie winy i żeby zaczął żałować, że tak się grzebał, zamiast gnać na Albercie jak dziki (lub też jak Efi Fontejn, w sumie na jedno wychodzi)!
Niestety, nie mogę tego zrobić, bo wcale się nie męczył, nie bał, nie nudził, nic go nie bolało i w ogóle nie wiedział o bożym świecie, bo zapadł w swój cudowny sen, o którym również nic nie powiem, bo nic się w nim nie działo – tym razem żadnych różowych jednorożców, kucyków, pegazów hasających po tęczy i tak dalej, wybaczcie. Tym razem po prostu zapadła ciemność w której sobie egzystował, nieświadom tego, gdzie jest, co robi i ile czasu upływa; nieświadom niczego.
Wydawało mu się nawet, że dopiero co zamknął swoje cudne oczęta, a już musi je otwierać, bo ktoś lub coś (zdecydowanie bardziej coś, gdyby to był homo sapiens, z pewnością zrobiłby to mniej brutalnie, a ten typek oblał mu cudowny tiszercik w kolorze szary melanż jakimś paskudnym płynem, pffff) podał mu eliksir, który sprawił, że wrócił do życia. Szczerze mówiąc, chwilę rozważał udawanie, że dalej śpi, z nadzieją, że ten ktoś sobie pójdzie, ale niestety, po chwili doszedł do wniosku, że powinien stawić czoło oprawcy! Tym bardziej, że może się okazać, że owy ktosiek ma zamiar uratować go z rąk złych, śmierdzących centaurów. Tak!
Zdecydowanym ruchem otworzył oczy (brawo!!!) i ujrzał siedzącego na mchu nieprzystojnego, nieprzyjaznego typka w beznadziejnie wieśniackim dresie. Łotefak? Tego się nie spodziewał; to miał być albo jednooki ogr z wielką maczugą, chcący rozwalić go na miazgę albo przystojny książę na białym koniu/ośle/kozie/krowie/czymkolwiek, ale na pewno nie na paskudnym żmijoptaku. Zresztą, jaki pan, taki kram, więc nie ma się co dziwić, że przyleciał na takiej szkaradzie!
Gdy już powstrzymał pierwszy odruch, jakim było rzucenie się na niego (oczywiście z pięściami, nie z radości i ulgi, bo przecież był tak bardzo rozgoryczony i rozczarowany), wstał i otrzepał z grubsza swoje odzienie; niestety nie był to dresik, ale tak czy siak, uwalił się fragmentami ściółki leśnej czy Merlin wie, czego tam.
- Merci za uwolnienie – powiedział UPRZEJMIE, szpanując nie tylko znajomością języków obcych, ale także wykwintnymi manierami itp. itd., ahhh – Jednak wciąż podtrzymuję, że jesteś leszczem i najlepiej spadaj stąd – dodał jeszcze, po czym odwrócił się i, wymijając Alfreda czy tam Alberta, i kierując się przed siebie, to znaczy w stronę zupełnie przeciwną niż Hogsmeade i zamek, no ale cóż. Ważne, by znaleźć się jak najdalej od tamtego typka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Maj 14 2011, 21:18

Brawo, Fitzgerald, ty pajacu, kalesonie i kilofie, naprawdę się wysiliłeś z tym podziękowaniem, w ogóle, gratulacje!
No ale zacznijmy może od tego, że to, iż trafił mu się paskudny żmijoptak (Albert nie był wcale, kurfa, paskudny!) to nie była jego wina, bo też wolałby sobie gnać jak dziki, czyli Efi Fontajnn, na mięciuśkim i przyjemniutkim pegazie, niczym jednorożcem po tęczy! Nie, dobra, wcale tak nie myślał. Jeszcze Alfred usłyszy i zrobi mu się przykro, ojojoj. Zacznę jeszcze raz:
Joel był wysoce uradowany, iż to właśnie razem ze swym dzielnym wierzchowcem żmijoptakiem Alfredem mógł przemierzać te nieprzejednane tereny, szybować nim hen, hen, daleko i w górę wysoko, a jeśli chodzi o reprezentacyjność, to robili konkurencję prefektce Hogwartu i jej pegazusowi pegazowi. A jak Colin sobie marzy się książę na ośle/krowie/mule/whatever, to najwidoczniej musi przestać być taką czepialską o wszystko bździągwą, o. Jak w ogóle ktoś miał z nim wytrzymać, skoro zrzędził jak te wszystkie babki na ławce pod blokiem? Phi, niech sobie nie myśli. Garsąą mu powiedział, że nie ma zamiaru go znosić i tak będzie.
A wracając do akcji, to ten Fitzgerald (łaa, jedziemy dalej nazwiskami, to buduje klimacik niechęci, co nie?) w końcu łaskawie się obudził, no i w miarę ogarnął. Mówię w miarę, bo Dżoel śmiał twierdzić, że nawet w rozdartym dresie, po zmaganiach z galaretką i boginem w zakurzonym domu wyglądał lepiej niż ten blond bubek, który tylko sobie spał w lesie, a był w gorszej rozsypce, ha! I nieee, Dżoel wcale, ale to wcale nie gapił się na tyłek Colinosława, kiedy ten otrzepywał sobie spodnie z mchu, czy tam innego diabelstwa. Anyway.
- Il n'y a pas de quoi - mruknął ze skrzywioną (i mega głupią) miną w odpowiedzi za 'podziękowanie' jego eks chłopaka. - Ja natomiast dalej sądzę, ze jesteś głupi i niezdecydowany jak ten głumochłon, czego dajesz właśnie przykład, idąc w cholerę nie wiadomo gdzie.
Biec za tym kalesonem nie będzie, o nie. Co jedna nie zmieniało faktu, że jakoś musiał nawrócić Colina, żeby tak nie wędrował i wędrował, bo jeszcze się zgubi (do czego jak najbardziej był zdolny), no i wszyscy pomyślą, że Dżoeloslaw specjalnie go w tym lesie zostawił. Dobra, wprawdzie raz mu coś takiego przez myśl przeszło, no ale oj tam, oj tam, ćś, nikt nie musi wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1248-colin-fitzgerald#33270




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Maj 15 2011, 11:55

Boże, Garcon, strasznie jesteś czepialski i w ogóle nie doceniasz, że ci podziękował, w dodatku zarzucając profesjonalną francuszczyzną, podczas gdy mógłby nie powiedzieć nic i po prostu sobie pójść, albo jeszcze zacząć obwiniać cię o to, że to twoja wina, że go tu zaciągnęli. Bo to była twoja wina; gdyby nie cały ten twój debilny turniej (tak!!! skojarzył fakty!!!), mógłby sobie teraz siedzieć luzacko na trybunach i kibicować Efi Fontejn, Grzegorzowi Orłowskiemu, Stefanowi i Różowemu, czyli wszystkim jego faworytom! Miałby też wielki transparent GIŃ, JOEL i skandowałby to hasło za każdym razem, gdy wchodziłbyś w zasięg jego wzroku. A tak to co? Teraz musi gnić w tym lesie razem z tobą, co jest znacznie gorszą karą niż bycie przywiązanym do drzewa i pilnowanym przez centaury.
Skoro nie ma zamiaru go znosić, to świetnie, po prostu perfekcyjnie, bo Kolin również nie będzie znosił Garcona (fak je, też cisnę niechętnie po nazwisku!), a gdzie tam. Nie, żeby chciał, a nawet gdyby chciał, to i tak by nie mógł go znieść, bo znoszenie go jest nie do zniesienia… czy jakoś tak. Trochę się zaplątał we własnych dywagacjach, dlatego też jego mina nie była lepsza od krzywizny Garcona, zatem razem musieli wyglądać naprawdę cudownie. Ale mniejsza o to, bo po chwili znów zaczął patrzeć w miarę rozumnie, patrząc na Francuza (teraz jedziemy narodowościami, a co!) spojrzeniem jelonka nindży, który tym razem sam ma zamiar kogoś skopać – nauki Ver nie poszły w las, moi drodzy!
Baj de łej, pragnę wspomnieć, iż wcale nie wyglądał tak źle, jak go widział ten typek w paskudnym dresie, nie dość, że rozdartym, to jeszcze w beznadziejnym kolorze podkreślającym cudowny odcień jego tęczówek, a w dodatku był uwalony czymś, co przypominało galaretkę. Fuj! Jakby nie mógł się umyć przed spotkaniem z nim, no doprawdy, poczuł się wręcz zlekceważony! Ot, co! On przynajmniej miał na sobie szlachetne plamy z błota i liście we włosach, co nadawało mu wygląd króla lasu, leśnej nimfy albo czegoś w tym stylu, a nie frajera w zmaltretowanym kawałku ortalionu. Pff!
- DOBRZE WIEM GDZIE IDĘ – odkrzyknął mu, po czym, zrobiwszy jeszcze kilka kroków w stronę głębi lasu doszedł do wniosku, że może faktycznie pomylił kierunek, wszak geograf z niego żaden. W związku z tym zawrócił i, wymijając Alberta po raz kolejny, ruszył w drugą stronę – I nie zawracam dlatego, że mi kazałeś. Zmieniłem zdanie – burknął, patrząc na Garcona, a nie, jak powinien, pod nogi, co sprawiło, że potknął się o korzeń i wylądował na ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw Maj 19 2011, 20:45

O jeżu, jeżu, jeżuuuuuuuuuuuu! Ja już nawet nie będę przypominać, kto swoją czepialskością wywołał jakiś czas temu kłótnię w skrzydle szpitalnym, czepiając się właśnie o niewiadomo jak błahy pierdół, no i ostatecznie doprowadził do zakończenia tak wspaniałego związku (który owszem, pomimo wielu wad i zbyt szybkiego startu był, kurfa, wielce wspaniały!). Nie, nie będę o tym wspominać, bo po co, skoro to takie OCZYWISTE. I na pewno nie był to Garsąąą, nie. Ja wiem, że był debilem, ćwokiem, kilofem, bubkiem, nosił znalezione po kilku tygodniach koszulki, no i był apodyjakimśtam egoistą, no ale czepiać się, to się nie czepiał, więc tym razem na niego winy się nie zwali.
A jeśli już przy czepialskości jesteśmy, to się czepnę i powiem, że francuszczyzna Colinosława była tak samo profesjonalna, jak ta Manuelka i jego 'GARKĄ'. Zatem, korzystając z okazji, serdecznie pozdrawiam Kolinosławowego nauczyciela języka francuskiego. Chociaż, zapewne Joeosław stwierdziłby, że to nie wina nauczyciela, bo on sam nie wytrzymałby z takim głumochłonem, jak Colin, ot co. No, ale anyway, bo Garsąą nie ma tu nic do gadania, a akcja na polance stoi w miejscu, więc let's back there.
Dżoelosław gapił się tak na swojego eks (zauważcie to podkreślenie eeeeks) chłopaka, który to najpierw zrobił supergłupią minę niezorientowanej żaby, a zaraz potem dawał popis swojego orientacji w terenie, gubiąc się, rzecz jasna. No, może nie tak od razu się zgubił, ale jak tylko zrobił krok w głąb lasu, to zaraz potem zrobił dwa w tył. Zupełnie nie wiedzieć czemu! No dobra, wiedzieć (?). Raz, że już na starcie stracił orientację, gdzie jest, a dwa, to zapewne się cykał, bo kto wie, co może czaić się w takiej mrocznej puszczy! Taaak, to na pewno o to chodziło.
Och! A tak poza tematem, to straszny ignorant z tego Francuza! Jak on w ogóle śmiał pędzić tu z Albertem na łeb na szyję, żeby ratować Colina przed pewną zgubą w lesie? Przecież najpierw podlecieć do zamku, wypachnić się Calvinem Kleinem, przywdziać w garniak albo chociaż czyste jeansy i dopiero wtedy - oczywiście uprzednio odstawiwszy Alfreda na myjnię - ewentualnie ratować Colinosława. No naprawdę! Że też on był taki nieogarnięty i wcześniej o tym nie pomyślał, mhmm.
- Jaaaaaasne - mruknął sceptycznie i stwierdziwszy, że gapienie się na nieogarniętego Colina jest dość zabawne, oparł się barkiem o jakieś drzewo.
A kiedy Fitzgerald glebznął się na ziemię (co jest zupełnie zrozumiałe, bo kto patrzyłby pod nogi, kiedy ma się takiego Dżoelosława przed sobą?!), Francuz musiał jakoś stłumić ręką parsknięcie śmiechem. Nie, żeby śmiał się z Colinosława, bo ten był taką sierotą, no ale jaki przy tym sieroctwie był rozczulający, awwww. Nie, wróć! Nic nie będzie rozczulane, a Garsąą musi wziąć się w garść.
- Możesz po prostu ulokować swój zgrab... tyłek na Albercie, no i dać mi dostarczyć cię do zamku, gdzie będziesz mógł odstawiać sobie scenki i fochać się ile tylko sobie chcesz? - spytał w końcu zirytowany, podchodząc to Colinosława i wyciągając dłoń w jego stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Las w pobliżu Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Droga do Hogsmeade
» Stacja kolejowa w Hogsmeade
» Cukiernia w Hogsmeade
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island
» Stacja kolejowa Hogsmeade

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-