IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Las w pobliżu Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Sty 09 2011, 18:06

First topic message reminder :


Las w pobliżu Hogsmeade
Miejsce powszechnie znane wśród mieszkańców wioski, jednak niezbyt często odwiedzane, w szczególności przez uczniów, traktujących ten las jako teren nieznany i niezbadany. Na pozór nie ma tu nic specjalnego, jednak chcący i zdeterminowani, mogą zawędrować wgłąb mini puszczy, gdzie wprost roi się od życia. Nie umiera ono nawet zimą - zawsze znajdzie się jakieś stworzenie, niekiedy przyjazne. Nie znaczy to jednak, że można beztrosko przemierzać ścieżki, gdyż istnieją tu także zwierzęta niebezpieczne. Jak w każdym podobnym miejscu należy uważać, aby nie zejść z ledwo widocznych dróżek, aby trafić z powrotem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw Paź 16 2014, 22:43

Dla niego mogło być to oczywiste, ale dla niej niekoniecznie. Chciała być dla niego ideałem, chciała dać mu wszystko - uczucie, dom, siebie samą i miłość fizyczną. Chciała mieć pewność, że ich związek zaspakaja wszelkie jego potrzeby, począwszy od głodu, na czułości skończywszy. Nie chciała znać jego przeszłości, choć może dlatego, że nie przypuszczała, że mógł mieć kiedyś żonę, że są rzeczy, o których powinna wiedzieć. Nie interesowały jej inne kobiety, które pojawiały się w jego życiu, a raczej interesowały, jednocześnie budząc lęk, bo jeśli pod jakimś względem okażą się lepsze od niej i Zachariasz zacznie mieć wątpliwości... Kiedy patrzyła w jego oczy, czuła jego dłonie przesuwające się łapczywie po jej ciele, słuchała głosu przepełnionego miłością, wiedziała, że jest kobietą jego życia, ale kiedy zostawała sama w pustym mieszkaniu, pojawiały się wątpliwości, które tylko on był w stanie rozwiać. Potrzebowała go rozpaczliwie. Nie była stworzona do samotności, a już z pewnością nie wtedy, gdy istniał ktoś, kto wypełniał jej serce po brzegi. Chciała budować z nim swoją przyszłość, mieć z nim dom, dzieci, marzyła, że razem się zestarzeją. Na razie te marzenia były bardzo nieśmiałe, ale mimo wszystko miała odwagę je formułować, a to już dużo.
Dla niej święta były cudownym czasem, zwłaszcza, że jej rodzice jako znani dziwacy i odszczepieńcy w angielskim kręgu arystokracji, nie uznawali żadnych bali ani niczego w tym guście. Nie na Święta. Mieli dla siebie zbyt mało czasu, by marnować go na proszonych obiadach i balach. Chcieli spokoju, rodzinnego ciepła i siebie samych. Is uwielbiała ten czas, kiedy miała ich oboje tylko dla siebie, kiedy nikt nie wypadał z domu, łykając w biegu kawę albo dopinając szatę (zwykle dotyczyło to Cedrica, który nie należał do najlepiej zorganizowanych ludzi na świecie). Święta pachniały piernikiem, choinką i dymem z paleniska. Miała mądrych rodziców, którzy nigdy nie przejmowali się za bardzo konwenansami, uważając, że życie jest zbyt krótkie, by podporządkowywać się zwyczajom, które nic nie wnoszą, a wtłaczają w ramy.
- Przepraszam... - poczuła coś na kształt poczucia winy, że go rozczarowała. Nie chciała być niewdzięczna i grymaśna, ale po prostu najbardziej na świecie lubiła mieć go tylko dla siebie. - Boję się, że jeszcze nieraz cię zaskoczę - uśmiechnęła się leciutko, pocierając nosem o jego szorstki policzek. - Ale masz rację. Lepiej pójść niż żałować, że mnie to ominęło.
Roześmiała się cicho, widząc jego zakłopotaną minę. Tak, dla niej też była to dosyć dziwaczna sytuacja. Nie poinformowała jeszcze mamy o swoim związku z Zachariaszem, woląc najpierw porozmawiać z tatą, przeciągnąć go na swoją stronę i mieć pewność, że w razie czego będzie mogła liczyć na jego poparcie.
- Nie martw się tym za bardzo. Oswoisz się. Zresztą to ze mną się związałeś, a nie z nią - dodała z rozbawieniem. - Pociesz się myślą, że przynajmniej nie będziesz musiał przechodzić przez obiadek zapoznawczy z moimi rodzicami, bo znasz ich całkiem nieźle. Tata też się wydaje zadowolony z tego faktu - mruknęła z uśmiechem, oplatając się jego ramionami i wpasowując w każde wgłębienie i wypukłość jego ciała. Skrzywiła się lekko, kiedy zaczął mówić, że nauka przede wszystkim. Jakby o tym nie wiedziała! A jednak marnowanie młodości, odmawianie sobie przyjemności płynących z miłości, w imię zimnej nauki, wydawało się Isolde grzechem. Za bardzo się do siebie kleili, by normalnie funkcjonować i nie zaniedbywać swoich obowiązków. Westchnęła ciężko.
Naburmuszony Zachariasz był naprawdę przeuroczy i Is nie miała zamiaru mu odpuszczać. Ilekroć dobierał się do ciasta, dostawał po łapach, bo to przecież część rytuału. Musiała osłodzić mu to czekanie... a miód doskonale się do tego nadawał. Pocałunek zaparł jej dech w piersiach. Stopniała w jego ramionach jak wosk i nie miała siły protestować, że ciasto, że to, że tamto... Oddawała każdą pieszczotę, stęskniona i zdesperowana...
- Nieprawda! No... może taką zupełnie malutką... - uśmiechnęła się, po czym przygryzła jego wargę, ale tylko na sekundę. Oparła dłonie na jego piersi i delikatnie odsunęła od siebie, choć naprawdę wiele ją to kosztowało. - Nie. Jak tak dalej pójdzie, to nigdy tego nie skończę... Boże, Zach, przez ciebie staję się erotomanką... Podaj mi kakao i przyprawę do piernika - westchnęła z rezygnacją, ale jej oczy lśniły dziwnym blaskiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Paź 19 2014, 17:44

Ideały są nudne. Wszyscy dążą do jakiegoś celu, który jest nieosiągalny. Każdy robi błędy, czy chce tego czy nie. Nie istnieją ani perfekcyjni ludzie w świecie realnym a nawet rzeczywistym. To charakter człowieka sprawia, że ten jest wyjątkowy. Osobowość zawsze jest jedna i niepowtarzalna. Zachariasz wybrał Isolde spośród tłumu, już była dla niego "ideałem", na który czekał całe życie. Nie musiała mieć świetnej sylwetki, buzi. To co znajdowało się w jej duszy sprawiało, że była idealna. Nie tworzył wyobrażenia w głowie podczas zbliżenia. Kochał ją taką jaka była i nie musiała się zmieniać albo upodabniać do kogoś, kim nie była. Nie potrafił ją do kogokolwiek porównać. Poznawał wiele kobiet: brytyjskich, rosyjskich jak i turystki, do których się nie przywiązywał. Mógł je scharakteryzować w kilku słowach. Wszystkie były piękne, szlachecka aparycja. Sympatyczne, rozwiązłe, odważne, nieśmiałe. W żadnym wypadku nie pojawiło się słowo wyjątkowa. Isolde była Zachariasza. Nazwałby ją: moja, wyjątkowa. A te dwa określenia przy sobie czyniły z panny Bloodworth najważniejszą osobę w życiu Rosjanina.
Wiele ukrywał, bo nie potrafił opowiadać o swoich problemach. Temat świąt był tematem tabu. To co się działo w Rosji, zwykle nie docierało do Wielkiej Brytanii w tej wersji, którą każdy chciałby usłyszeć. Zamknięty kraj na dziennikarzy, ludzi - chyba, że chcesz się z nimi napić wódki. Ukrywało się głód, przemoc i tę rządzę władzy. Nawet szlachta mogła cierpieć na te rzeczy, zwłaszcza ostatnią. Zachariasz krył wiele w sobie, bo za każdym razem, kiedy mówił, gdy mu coś nie pasowało, skórzany pas "pieszczotliwie" drażnił skórę.
- Przemyśl to, nic na siłę, możemy mieć własny bal - uśmiechnął się tu szeroko. Seks, wino i poranna kawa brzmiały idealnie. To było dopiero atrakcyjne. Nie mogli zdobyć punktów do kuferka, ale za to poznać własne ciała? Jak najbardziej! Zachariasz nie obawiał się reakcji rodziców Isolde już po ich pierwszej rozmowie. Obiecała mu się tym nie przejmować. Mogli żyć w ukryciu, ale i po co? Szczęściem trzeba się dzielić z innymi.
- Ale ja się ich nie boję ani obiadków ani ich opinii - uściślił. Nie chciał tylko słuchać o tym, jaką gromadkę dzieciaków powinni mieć i czy wybrali już muzykę na pierwszy taniec. Domyślał się, że to może być dla nich niemały szok, ale z drugiej strony czy szczęście ich córki nie było najważniejsze? A on chciał jej to dać i całego siebie. Obejmował Isolde z wielkim uśmiechem. Zrobił malinkę na kobiecej szyi. Nie wyobrażał sobie tego obiadku. Kto miałby go zrobić? Zachariasz nie miał warunków na przyjmowanie gości. Zwykle witał wszystkich w sklepie, ale z drugiej strony niekoniecznie chciał się zdradzać z tym, że łamie prawo i macza palce w czarnej magii. Gdy już opierał się tak naburmuszony o blat, nie myślał o niczym więcej jak nad sposobem podkradania ciasta. Ciągle dostawał po łapach, co komentował jeszcze gorszym oburzeniem. Zaśmiał się. Nie wiedział, że aż tak mocno działa na Isolde.
- Erotomanką? Nie wierzę, chyba będziesz musiała to udowodnić, Bloodworth - posłusznie sięgnął po kakao, ale dłoń bardzo mu drżała. Nie zdążył przełożyć puszeczki do drugiej dłoni, bo ta przez drgania wyślizgnęła mu się z rąk. Ukucnął i próbował wszystko szybko zebrać, ale parestezję to uniemożliwiały. Wyjął różdżkę, rzucił szybko czystość.
- Przepraszam chyba jeszcze miałem masło na dłoniach, jest jeszcze druga puszka, musi być - mówił z przejęciem, otwierając wszystkie szafki po kolei, chciał zrobić wiele hałasu, żeby nie zauważyła jak jeszcze przed chwilą drżały mu dłonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon Paź 20 2014, 22:25

Własny bal... Isolde uśmiechnęła się lekko i pokiwała głową. Tak, tego właśnie chciała, bo czy tak naprawdę potrzebowali innych? Wolała rozkoszować się tymi krótkimi chwilami, kiedy mogli być razem, wyłącznie w jego obecności, nie dzielić się z nikim, kto mógłby zechcieć z nimi pogawędzić albo zaproponować taniec. Nie chciała się na nic silić, a wiedziała, że czułaby się źle, całując go publicznie... to znaczy, całując go tak namiętnie, jak miała na to ochotę. Nigdy nie lubiła par klejących się do siebie i nie zwracających uwagi na miejsce, w którym się znajdują, choć teraz doskonale rozumiała, że świat zewnętrzny przestawał się liczyć, kiedy miało się obok siebie ukochaną osobę. Nie zdążyła się jeszcze nim nasycić i nie miała ochoty odmawiać sobie przyjemności dotykania go w sposób powszechnie uznawany za nieprzyzwoity albo całowania tak intymnie, że spłonęłaby ze wstydu, gdyby ktoś był świadkiem ich czułości.
- Brzmi znacznie lepiej... Wolę, żeby nasz pierwszy bal był bardziej... nasz - uśmiechnęła się, przesuwając opuszkami palców po jego szyi i wtulając w nią nos. Uwielbiała jego zapach, gdyby mogła go zamknąć we flakoniku, nosiłaby go wszędzie ze sobą, a na przerwach zamykałaby się w łazience, żeby nim odetchnąć.
- No to dobrze. Zwłaszcza, że oni cię lubią. Znaczy... mamie jeszcze nie mówiłam, wiesz, przygotowuję grunt - uśmiechnęła się z lekkim zakłopotaniem. Sama nie wiedziała, dlaczego to odkłada. Może dlatego, że nigdy nie była pewna reakcji matki. Oczywiście, znała Zachariasza - może nawet lepiej niż sama Isolde, co było co najmniej dziwne, a jako że sama wyszła za mężczyznę starszego od siebie o dziesięć lat, nie powinna mieć nic przeciwko takiej różnicy wieku. Nie przypuszczała, by jej rodzice zaczęli planować ich wspólną przyszłość. To znaczy jej i Zachariasza. Nigdy nie łamali jej charakteru, nigdy do niczego nie zmuszali, no chyba, że chodziło o coś naprawdę ważnego, a ona się zaparła. Zawsze rozmawiali, dyskutowali i jakoś dochodzili do porozumienia. Podejrzewała, że mogą się dziwnie czuć, dowiadując się, że ich córka najprawdopodobniej znalazła miłość swojego życia i nie jest to przelotny romans, ale coś naprawdę poważnego. Parsknęła śmiechem, czując jego usta na swojej szyi. Oczywiście, malinka. - Typowy samiec, hm? Znaczysz swój teren? - mruknęła z rozbawieniem, na chwilę odwracając się do niego przodem i całując go leniwie, prawie jakby był to leniwy niedzielny poranek w łóżku. Właściwie do tego zmierzali, ale nie ma co uprzedzać faktów.
- Rozumiem, że chcesz się o tym przekonać empirycznie...? - prychnęła, sprawnie dodając do masy bakalie. Drgnęła, słysząc brzęk puszki, ale nie przejęłaby się tym tak bardzo, gdyby nie zachowanie Zachariasza. Mówił, miotał się po kuchni, szukając rozpaczliwie puszki z kakao, jakby od tego zależało jego życie, a Is stała bez ruchu, marszcząc brwi i czując narastający niepokój.
- Ej, kochanie, spokojnie... - zaczęła łagodnie i chwyciła jego dłoń, próbując trochę uspokoić. Przecież nie stało się nic takiego, nie rozumiała, dlaczego tak bardzo się zdenerwował. I wtedy poczuła, że jego dłoń drży. To było dziwne i Is nie bardzo wiedziała, co się dzieje, ale nagle wszystkie elementy układanki wskoczyły na swoje miejsce. Poczuła, że jej serce ściska się gwałtownie ze strachu. - Zach...? Zach, co się dzieje...? - spytała cicho, patrząc na niego rozszerzonymi źrenicami i modląc się, by były to tylko jej urojenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Paź 26 2014, 13:13

Szkoda, że ich "własny bal" byłby tak ograniczony. Jazz oczywiście przyjemnie pieścił ich uszy, ale wygrałby ich egoizm. Tęsknota ciała, duszy. Zachariasz przez ten tydzień czuł się jak zombie. Czy można się przyzwyczaić do osoby w czasie jednej nocy? Wiedział, że już nie potrafi spać sam. Na szczęście dzielił mieszkanie z Freyą, więc ona jeszcze trochę przywracała smak kawy. Gdy byli razem, świat zewnętrzny już nie istniał. Istniała tylko Isolde. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Zagłębienie w szyi, krągłość bioder i smukłe rysy twarzy doprowadzały go do szaleństwa. Trudno było stać obok i tylko podziwiać. To właśnie robił przez dziesięć lat znajomości, stając się tym samym najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem. Codziennie mógł patrzeć na kobietę, która była dla niego ideałem, ale nie miał prawa jej dotknąć. Wszystko działo się tylko w jego wyobraźni. A ta dość często przekraczała dopuszczalną etykę.
- Bardziej nasz? Chcesz się obściskiwać bez dodatkowych świadków, nono, nie spodziewałem się - zażartował, bo pewnie i na balu trzymaliby się za ręce, patrzyli w oczy i pokazywali światu, że miłość jest wspaniała, jak znajdzie się tą odpowiednią osobę. Jeśli nie polubiłaby tańca, mogłaby się również dać się porwać bardzo imponującym dysputom filozoficznym, politycznym. Tak właśnie odbywało się wszystko w Moskwie. Jeśli nie chciało się uraczyć gości tańcem klasycznym bądź tradycyjnym: rosyjskim, trzeba było dużo czytać i wyrobić sobie własną opinię. Gorzej jeśli ona była wyjątkowa, a wszyscy inni traktowali ją jak bunt albo co gorsza drwinę. Wówczas Zachariasz wolał siedzieć w swoim pokoju, studiując zaklęcia, eliksiry i przede wszystkim uzdrawianie.
- Spokojnie, bardziej bałbym się z Twojej strony wycieczki do Rosji niż reakcji Twojej mamy - puścił oczko Isolde, pokazując jej też, że naprawdę myśli o niej poważnie. Oczywiście najpierw wypadałoby otrzymać rozwód, a potem jechać do rodziców bez ukochanej, przedstawiając na początek wersję: Zoya zaginęła, nie dogadywaliśmy się, nigdy nie będzie z tego kochającej rodziny, ale mam dla was kandydatkę... I w ten sposób zostałby wydziedziczony. Co by musiała zrobić Isolde, aby ją polubili? Być sobą. Zaśmiał się głośno, słysząc o tym zaznaczaniu terenu. A to ktoś jeszcze nie wiedział w Londynie i Hogsmeade, że Isolde była zajęta?
- Nie muszę tego robić, zejdzie do poniedziałku, więc tylko ja to widzę. A jesteś moja, prawda? - spytał, unosząc podbródek Isolde, aby spojrzeć jej w oczy. To był dla niego ważny moment. Czuł się niefajne wobec siebie samego. Wciąż miał żonę, która chociaż w ministerstwie figurowała jako zaginiona, to nadal miał zamkniętą w szufladzie antycznego biurka obrączkę.
- A jak inaczej mam ci uwierzyć? - spytał, drążąc temat. Sięgnął jeszcze po kilka bakalii zanim wylądowały w masie. Naprawdę chodził ostatnio ciągle głodny. Nie miał czasu nic dla siebie ugotować, poza tym nie potrafił. Freya go karmiła czasami, ale nie miała takiego obowiązku. Robiła to z dobrego serduszka. Wtedy potoczyła się cała fala nieszczęść, a Zachariasz przeszukawszy wszystkie szafki nie znalazł już kolejnego pudełka kakao. Oparł się o blat, opanowując swój oddech. Zaciskał ręce na blacie, aby te jak na złość przestały się trząść. Nie pozwolił siebie dotknąć. Wtedy szybko sięgnął do spodni, wyciągnął papierosa. Schylił się po resztkę kakao z puszki.
- Jeśli nie wystarczy, możemy przywołać... - szepnął, chcąc uniknąć tematu, dlaczego wcześniej drżały mu dłonie. Wsunął papierosa między wargi, zastanawiając się, czy może zapalić w namiocie czy jednak powinien wyjść na zewnątrz.
- Nic, nic się nie dzieje, jeszcze nie wiem - to ostatnie dodał prawie niesłyszalnie. W tym ogólnym poruszeniu nie zauważył, gdzie położył swoją różdżkę, więc kręcił się wokół własnej osi, szukając pożądanego przedmiotu, ale oczywiście go nie widział.
- Podpalisz mi? - spytał automatycznie, uznając, że jego żołądek potrzebuje teraz zastrzyku nikotyny i nie będzie szukał różdżki pod dywanem, półkami i Merlin wie, gdzie jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Paź 28 2014, 13:39

- Chcę - powiedziała po prostu, udając, że nie zauważa jego żartobliwego tonu i przyklejając się do niego bezczelnie, delikatnie muskając wargami wrażliwą skórę jego szyi, wdychając zapach jego perfum i czując, że pożądanie promieniuje z podbrzusza, obejmując całe jej ciało i nie pozwalając jej skupić myśli na czymkolwiek innym. Skrzywiła się lekko. Nie lubiła tracić kontroli nad samą sobą i mimo że to uczucie ją uskrzydlało, to zdawała sobie, że na dłuższą metę nie mogliby funkcjonować w taki sposób. Ich własny brak opanowania i powściągliwości doprowadzał do tego, że nie mieli wyboru, musieli wydzielać sobie czas, by ich miłość nie zrujnowała wszystkiego, na co tyle lat pracowali. Gdy opada pierwsza fala zachwytu, gdy człowiek zaczyna myśleć nieco bardziej trzeźwo, nieco bardziej przyszłościowo, świadomość, że zaprzepaścił swoje szanse, bo nie potrafił zachować odrobiny rozsądku, może nagle sprawić, że miłość zmaleje, skurczy się i pozostaną tylko pretensje.
Przełknęła nerwowo ślinę na samą myśl o poznaniu rodziny Zachariasza. O Merlinie, jak bardzo się tego bała! Naprawdę wiózłby ją taki kawał drogi, żeby przestawić swoim rodzicom? Wtuliła się w niego, próbując jakoś zatuszować własne onieśmielenie na samą myśl o takim kroku, choć oczywiście, jeśli chcieli spędzić ze sobą życie, to było nieuniknione, prawda? Błysnęła zębami, gdy spytał, czy jest jego. Przecież to oczywiste. Czy nie widział odpowiedzi na swoje pytanie w każdym jej spojrzeniu, geście i pocałunku? Nigdy nie potrafiła się oddać komuś tak zupełnie, bojąc się, że w ten sposób straci swoją niezależność. Nigdy nie należała do nikogo tak bardzo jak do Zachariasza. Splotła palce na jego karku i spojrzała mu poważnie w oczy.
- Oczywiście, że tak, głuptasie. Jestem twoja i tylko twoja. I ty jesteś mój, prawda? Nie godzę się na dzielenie się tobą z żadną kobietą, pamiętaj o tym - powiedziała cicho, przybliżając twarz do jego twarzy tak, że ich usta niemal się stykały. Zerknęła na jego wargi, po czym odsunęła się kawałek, wiedząc, że jeśli teraz zaczną się całować, to biedny Zachariasz padnie w końcu z głodu.
A potem wszystko się posypało. Is naprawdę nie wiedziała, co się dzieje, nie pozwolił się dotknąć, zachowywał się dziwnie, nie dając żadnych wyjaśnień, nie próbując się usprawiedliwić, tylko wycofując poza jej zasięg. Kakao poszło w diabły, drugiej puszki nie było. Zrezygnowana oparła się biodrami o blat, obserwując spode łba zmagania Smirnova z papierosem.
- Może starczy, ale pewnie będzie niedobre - powiedziała sucho, nagle poirytowana tym wszystkim, zaniepokojona i skołowana. Miała ochotę wyjść, czując, że nie zdoła z niego wydusić prawdy. Bez entuzjazmu wsypała kakao do masy i mruknęła odpowiednie zaklęcie, które wymieszało wszystkie składniki. Uniosła na niego wzrok i zacisnęła usta.
- Równie dobrze mogę wbić gwóźdź do twojej trumny - mruknęła, splatając ramiona na piersi i odwracając się do niego przodem. Nie chciała zabrzmieć tak ostro, ale jeśli coś naprawdę doprowadzało ją do szału, to palenie, a atmosfera była tak napięta, że wystarczyła iskra, by Isolde wybuchła. - Nie proszę cię, żebyś rzucił palenie, bo pewnie i tak mnie nie posłuchasz, ale ty nie proś mnie, żebym ci pomagała puszczać z dymem nasze wspólne życie, dobrze? - fuknęła, nerwowo pocierając dłońmi ramiona i mając wielką ochotę się w niego wtulić, mimo że właśnie prawiła mu morały. Milczała przez moment, a rysy jej twarzy traciły na stanowczości. W końcu spojrzała na niego z troską i westchnęła głęboko, opierając czoło na jego ramieniu. - Martwię się o ciebie, Zachariaszu. Za bardzo cię kocham, żebym mogła zaakceptować wszystko, co robisz i co mówisz. A raczej czego nie mówisz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Lis 02 2014, 08:50

Nie powinna pokazywać mu, jak smakuje miłość. Patrząc na nią, wiedział, że gdy dowie się prawdy o wszystkim, straci ją na wieki. Nie mógłby zaprosić ją na kolację, podarować kwiatów i drogiego pierścionka. To wcale nie załatwiłoby sprawy. Chociaż tak bardzo chciał podarować jej życie, o jakim marzyła. Zarabiał już tyle, że mógł pozwolić sobie na wymarzony dom z ogródkiem. Potrzebna była mu druga połowa aż do śmierci, której będzie czytał na głos książki, pił dobre wino, a ranem herbatę. Mogliby tak żyć aż do znudzenia. Wiedział, że to tylko chwilowe. Chciałby się teraz właśnie rozkoszować bliskością Isolde. Uznał, że to jedyny sposób na poprawienie tego wieczoru tuż po całej niezapowiedzianej parestezji.
- To musimy spełnić to twoje marzenie - powiedział, wyrzucając tego papierosa w kąt. Sama się już do niego kleiła, więc nie miał problemów, aby unieść ją nieznacznie za biodra i przycisnąć do siebie. Przeszedł z nią te kilka kroków do blatu, na którym ją po chwili usadowił. Dłońmi przyjechał po zewnętrznej stronie ud, zatrzymując je na pośladkach. Tym razem już mu nie drżały, co chyba było złośliwością ze strony twórcy.
- Zostawmy te ciasto, zajmijmy się czymś... - urwał na chwilę, aby przybliżyć się jak najbliżej się dało. Zaczął rolować od dołu sweter Isolde aż do jej żeber. Uderzył w każdą z wystających kostek opuszkami palców, przymykając oczy i lekko rozchylając usta. Serce zaczęło bić co raz szybciej, a Zachariasz uświadomił sobie, że znów jak jest problem to woli zająć się fizycznością niż otwarcie o czymś porozmawiać. Czy coś było z nim nie tak? Widział już schemat, od którego nie mógł się uwolnić. A może gdy będzie nagi fizycznie, zdecyduje się być i psychicznie? Sama Isolde zachęcała go do takiej reakcji, gdy ciepło jej ciała drażniło skórę i rozpalało do czerwoności. Nie był pewny, że kiedykolwiek minie ta fala zachwytu, świeżości. Nie zauważył nawet zmieszania Isolde na wspomnienie o moskiewskiej rodzinie. Był zbyt zajęty na razie jeszcze łapczywym całowaniem jej ust. W świecie magii podróż aż do odległej Rosji może zając doprawdy kilka chwil. Matka, gdy się wyprowadzał, podarowała mu świstoklik w postaci rodzinnego sygnetu. Nigdy jeszcze nie użył. Miał wrażenie, że działa tylko w jedną stronę i zostanie w tym paskudnym zamczysku, do której nie chciał już wracać. Nie pamiętał nawet aż tak bardzo rosyjskiego.
- Przekaże innym - zażartował. Wszyscy chyba już jego bliscy wiedzieli, że stracił rozum dla studentki, której mógłby być wykładowcą. Nawet długo się ostatnio nad tym zastanawiał. Mógłby wykładać Magię Leczniczą, ale z drugiej strony wiedział, że jest kiepskim nauczycielem dla tłumu. Potrafił dogadać się z jedną osobą, wymyślając indywidualne zadania, które pozwalały na bardzo duży rozwój. Blythe powinien być z niego dumny! Przestał być nawet głodny, a przynajmniej nie chciał jedzenia. Nie zauważył nawet jak misa z wyrobionym już ciastem zleciała pod wpływem nacisku ich splecionych ciał na podłogę. Zachariasz zachowywał się ze skrajności w skrajność. Póki nie przeszedł mu atak parestezji, nie pozwolił się nawet dotykać, a teraz? Dłońmi przejechał na piersi Isolde, a że ten sweter utrudniał mu do nich dostęp, to prędko go ściągnął. Odłożył na blat obok, nie zastanawiając się, czy może jest tam rozlane mleko, rozsypana mąka albo dzbanek z gorącą herbatą. Teraz już się nic nie liczyło, gdy rządza odcięcia się od własnych niedoskonałości opanowała Zachariasza. Zaśmiał się na to oburzenie Isolde.
- Zabraniając Rosjaninowi palić jest prawie tak samo niedorzeczne jak nakładanie na niego celibatu - szepnął do ucha Bloodworth, którego płatek następnie ucałował - Postaram się nie robić tego przy tobie. - dodał, ale weekend, czyli całe 3 dni, ponad siedemdziesiąt dwie godziny brzmiało już jak najgorsza tortura dla jego żołądka. Zachariasz w niektóre dni leciał przecież na samych fajkach i kawie! Chrząknął, kręcąc głową. To nie tak, że jej nie mówił. Odpowiadał na wszystko, o co pytała. Ani razu nie poruszyła tematu stanu cywilnego, wszak Zachariasz od bardzo dawna żył z Zoją w separacji, więc nawet nie uważał tego jako związek, ani pracy. Ze zdrowiem nie wiedział, co się dzieje. Widział pierwsze objawy choroby Parkinsona, którą sam sobie zdiagnozował, ale musieli to też zrobić profesjonaliści. Był już umówiony, oczywiście w tych dokładnie godzinach, gdy matki Isolde nie było w Szpitalu Świętego Munga, co by nie powiedziała córce, iż ten oto blondas szwenda się po lekarzach. Może jednak był hipokrytą?
- Czego ci nie mówię? Dzielę się z tobą tym, o czym wiem - odsunął się od niej na kilak centymetrów, bo stracił wątek, o co może chodzić. Przecież nie wiedział, co się z nim naprawdę dzieje i padło w jego wypowiedzi sformułowanie: nie wiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Lis 02 2014, 22:06

Nie sądziła, że coś mogłoby ich rozdzielić. Ufała mu ślepo, ale przecież znała go od tylu lat, znała każdy jego gest, każdą minę, potrafiła przewidzieć, jak się uśmiechnie albo jak skrzywi. Nie wiedziała o różnych drobiazgach, ale przez ten czas zdążyła wyrobić sobie zdanie na jego temat. Zdążyła się też w nim zakochać, głupio, beznadziejnie, przynajmniej tak sądziła, dopóki w przypływie jakiejś straceńczej odwagi i chwilowej pewności siebie nie ucałowała kącika jego ust. A potem nastąpiła reakcja łańcuchowa i wszystko potoczyło się zupełnie inaczej niż mogłaby przypuszczać. Odkrywała w nim nowe cechy, poznawała go od zupełnie innej strony - nie był już po prostu jej marzeniem, jej fantazją. Był jej mężczyzną, namacalnym i ciepłym, w którego objęciach mogła zasypiać i budzić się te dwa razy w tygodniu, kiedy przyznawali sobie nieco czasu, próbując nadrobić zaległości. Chciała być tylko z nim, nie wyobrażała sobie żadnego innego mężczyzny, z którym mogłaby spędzić życie. Zachariasz wypełniał jej myśli i serce, nawet kiedy ją denerwował, nie potrafiła się od niego oderwać, nie potrafiła się na niego dąsać. Był tym, którego od zawsze pragnęła, potrzebowała.
Objęła go za szyję i pozwoliła się unieść. Może rzeczywiście powinni się kochać już, teraz, może, kiedy Zachariasz ugasi jej pożądanie, rozładuje napięcie i tęsknotę kumulującą się w podbrzuszu, Isolde przestanie się denerwować, poddawać niedobrym przeczuciom, które psuły jej nastrój. Mruknęła, czując jego dłonie na swoim pośladkach. Patrzyła mu w oczy, wodząc opuszkami palców po jego zmysłowych wargach, jakby próbowała zapamiętać ich wygięcie, gdy się uśmiechał. Był taki przystojny, pociągający i świadomy swojego uroku. Uśmiechnęła się, kapitulując i obejmując nogami jego biodra.
- Jaki ty jesteś okropnie niezdecydowany... - mruknęła łagodnie między pocałunkami, którymi ją zasypał, nie pozwalając niemal złapać tchu. Kochała go takim - namiętnym, czułym, stęsknionym. Nie bała się. Nie bała się, że jej uczucie jest jednostronne, bo widziała, że Smirnov szaleje za nią tak samo, jak ona za nim. I zdawała sobie sprawę z faktu, że ich uczucie dojrzewało przez wiele lat. Pozwalała mu się rozbierać, przymykając oczy i rozkoszując się każdym muśnięciem jego dłoni. Starała się nie myśleć o tym, że najpierw robił raban o jedzenie, by po chwili zupełnie z niego zrezygnować, ba, roznieść kuchnię w drobny mak. Nie rozumiała, skąd ta zmiana. Jeszcze przed chwilą nie pozwalał się dotknąć, a teraz był tak spragniony fizycznej bliskości, że nie zwracał na nic uwagi. Jego pieszczoty sprawiały jej przyjemność, rozpalały, ale nie zagłuszały w pełni myśli i wątpliwości, które lęgły się w jej umyśle.
Fakt, że śmiał się z tego, co ona traktowała śmiertelnie poważnie, bardzo ją zirytował. Chyba nie ma nic gorszego niż ten brak wyczucia, kiedy druga osoba żartuje, a kiedy mówi jak najbardziej serio. Spróbowała się uśmiechnąć, czując ciepło jego oddechu owiewające jej ucho.
- Celibatu od ciebie nie wymagam... zdecydowanie nie - powiedziała łagodnie, czując, że jej pożądanie nieco opadło, że jest za bardzo poirytowana i zaniepokojona, by zająć się miłością. Ciepło w podbrzuszu wciąż pulsowało, ale inne emocje spychały je na dalszy plan.
- Właśnie nie wiem, czego mi nie mówisz - westchnęła, rozplatając nogi i pozwalając im luźno zwisać. Patrzyła na niego badawczo, próbując wyczytać z jego oczu prawdę, ale na niewiele się to zdało. Nie, rozdrapywanie tego nie miało sensu, to głupie i takie kobiece - psuć atmosferę przez coś, czego nawet nie można nazwać. Splotła dłonie na jego karku i przyciągnęła go do siebie. - Nieważne. Pamiętasz? Kiedyś powiedziałeś, że nauczysz mnie seksu... A ja cię nauczę miłości - szepnęła mu do ucha, wdychając chciwie jego zapach i muskając wargami linię jego szczęki, potem delikatnie kąsając szyję i próbując stłumić uczucie niepokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pią Lis 07 2014, 19:13

+18
Nie można było zaprzeczyć, że należał do zacnego grona mężczyzn. Nosił w spodniach co nieco, a i odpowiedzialnością też za specjalnie nie grzeszył. Teraz, gdy w końcu był rozwodnikiem, grał fair wobec Isolde. W końcu mógł się pochwalić wolnością. Gdyby istniał portal społecznościowy, na którym wypadałoby dorosłym publikować takie rzeczy, chętnie ustawiłby status: wolny, ale jednak wciąż zajęty. Może nie powinien raz mieć żonę o nazwisku Smirnov, a raz dziewczynę Bloodworth. Większość oczerniłaby go jako okropnego dupka, który gra na uczuciach młodej, naiwnej dziewczyny. Nie taka była prawda, wiedzieli o tym najbliżsi, ale pewnie gdy Isolde się o wszystkim dowie, dołączy do zacnego grona hejterów. A może nie powinien jej mówić?
Gdy objęła nogami jego biodra, uśmiechnął się od ucha do ucha. Ile w jednym takim geście może być szczęścia? Mężczyźni nie analizowali tęsknoty na czynniki pierwsze. Czasami seks dla nich nie był gestem tęsknoty, raczej nudy, głodu, natłoku obowiązków. Każdy dzień nadawał się do zbliżenia, do idealnego zbliżenia. Nie potrzebowali żadnych górnolotnych pobudek pod tytułem miłość, tęsknota, smutek. Dłoń od razu powędrowała do zapięcia stanika, a zaraz do niej dołączyła druga. Dorosły mężczyzna nie czuł tej zewnętrznej spiny na rozpinanie biustonosza jedną ręką. To było już passe. Położył materiał na blacie, nie chcąc nim jakoś dramatycznie rzucać, bo co innego domagało się teraz uwagi Zachariasza. Wargi przeniósł od razu na sutki Isolde. Tęsknota u Rosjanina przejawiała się w tej zachłanności. Teraz już nic nie było wolne tak jak poprzednio. Nie delektował się momentem, którego dopiero poznawał. Już znał smak, zapach i ciepłotę ciała. Pragnął jej jak najszybciej. Na blacie kuchennym, na podłodze, to nie było istotne.
- Nakarmisz mnie potem, teraz mamy bardzo ważną sprawę, pani Bloodworth, powiedziałbym nagłą, niecierpiącą zwłoki... - szeptał między pocałunkami, zaczesując włosy Isolde do tyłu, co by miał lepszy dostęp do jej twarzy. Mógł całować powieki i kości policzkowe, które teraz na pewno pokryły się rumieńcami. Nie mogła czuć, że to wszystko jest jednostronne. Starał się jej okazywać miłość, na którą zasługiwała. On może niekoniecznie. Obudził się w Zachariaszu jakiś ostatni zmysł romantyka. Tuż po trzydziestce. Czy za późno? Rosjanin tak nie uważał. Każda pora była dobra na miłość, nawet ze studentką. On cały wrzał, rozpalony tym całym podnieceniem, związkiem i wolnością, która na pewno smakowała nieznanym mu jeszcze piernikiem.
- Wiesz czego ci nie mówię? - spytał, odsuwając się zaledwie o milimetry od Isolde. Łapał teraz oddech, patrzył głęboko w oczy i próbował uciszyć tymi zachłannymi pocałunkami żołądek, domagający się chociaż minimalnej dawki nikotyny. Ujął jej twarz w dłonie.
- Tego, jaka jesteś piękna i zdolna, że możesz osiągnąć wszystko, jeśli tylko w to uwierzysz. - czując zmniejszony ucisk wywołany przez rozplatające się nogi Isolde, zmarszczył brwi, a następnie ujął jej uda w dłonie, mocno przyciskając do siebie.
- Naucz mnie wszystkiego, co nazywasz miłością, upij mnie nią - nawiązał do dzieła jednego z anglojęzycznych klasyków, ale nie sądził, żeby ktokolwiek wyłapał tę aluzję. Dłońmi zaczął pieścić jej piersi, całując szyję i zostawiając na niej jeszcze jedną malinkę.
- Myślisz, że kochania da się nauczyć? - spytał szeptem, owiewając ciepłem skórę Isolde. Dłonie przeniósł na zapięcie od jej spodni, które od razu odpiął. Gdy machnął ręką, kominek w środku rozpalił się, przez co mógł ogrzewać ich ciała do czerwoności. Chociaż Zachariasz przypuszczał, że będzie to absolutnie zbędne, wolał się zabezpieczyć.
- Czy tylko w seksie da się ponieść, czy też w miłości? Zrelaksuj się, halo - czubkiem języka przejechał po szyi Isolde, kończąc swój pocałunek na jej ustach. Nie wiedział, czy wyczuwała jakaś tajemnice i dlatego się spięła, czy może nie miała humoru na seks, ale... on dobry psycholog chciał się dowiedzieć wszystkiego, a przede wszystkim zapamiętać kształt jej piersi, smak ust i zrozumieć, co mówi. Ale to dopiero po seksie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Lis 08 2014, 18:16

+ 18

No cóż, może według niego to było fair, ale gdyby Isolde wiedziała o wszystkim, z pewnością nie zgodziłaby się z jego opinią. To nie było fair, to nie było uczciwe, a on sam był ostatnią osobą, której powinna ufać - niby byli razem, ale przecież ukrywał przed nią tyle ważnych spraw. Żonę (co z tego że byłą), bezpłodność, chorobę, fakt, że jest przemytnikiem... Był zupełnie kimś innym niż sądziła i pewnego dnia to odkrycie złamie jej serce, ale nie ma co uprzedzać faktów.
Is potrzebowała tych wszystkich romantycznych głupstw. Owszem, miała temperament, owszem, lubiła seks jako taki, ale dla niej miłość była podstawowym składnikiem tej mieszanki wybuchowej. Nie potrafiłaby chyba funkcjonować w układzie, w którym chodziłoby wyłącznie o aspekt fizyczny, była zbyt niedotykalska, za bardzo ceniła swoją przestrzeń prywatną, by dopuścić do siebie kogoś, do kogo nie żywiła żadnych głębszych uczuć. A Zachariasza potrzebowała rozpaczliwie. Jego miłości, jego dotyku, jego słów i pocałunków. Czuła, że nie potrafi już bez niego funkcjonować, że uzależniła się od niego całkowicie i gdyby miała go stracić, pękłoby jej serce.
Oddychała płytko, pozwalając na wszystko, czując przyjemny dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa i przyciągając Zachariasza do siebie jeszcze mocniej. Zacisnęła zęby, gdy zaczął pieścić jej sutki, starając się zapanować nad jękiem, który cisnął się jej na usta. Była bierna, pozwalała mu na wszystko, nie dając nic w zamian, jeśli nie liczyć faktu, że jej nogi coraz ciaśniej oplatały biodra Zachariasza. Czuła jego pragnienie, które tylko potęgowało jej własne, przyprawiając o szalone bicie serca i zacierając wszystkie myśli. Prawie wszystkie. Oddawała każdy pocałunek, ale tym razem nie próbowała w żaden sposób przejąć inicjatywy. Uśmiechnęła się, gdy mówił o tej niecierpiącej zwłoki sprawie, pozwalając pokrywać swoją twarz setkami pocałunków i rozkoszując się delikatnymi muśnięciami jego palców. Ułożyła dłonie na jego karku, po czym delikatnie wbiła paznokcie w jego skórę i przesunęła w dół. Chwilę potem jej palce zaczęły manipulować przy guzikach koszuli. Chciała jego nagości, chciała znów zachwycić się jego harmonijną budową, czuć ciepło bijące od rozgrzanej skóry, spleść się z nim w jedność.
Skrzywiła się lekko, słysząc jego słowa, bo mimo że sprawiły jej przyjemność, to wcale mu nie wierzyła. To znaczy wierzyła, że tak uważa, ale wykręcanie się od odpowiedzi i obracanie tego w komplement denerwowało jeszcze bardziej niż milczenie. Nie była głupiutką, nieopierzoną smarkulą, którą mógł ugłaskać czułymi słówkami tak po prostu. Nie chciała tego i nie sądziła, że będzie próbował tak banalnych sztuczek. Zmarszczyła na moment brwi, gdy objął jej uda i przycisnął na powrót do siebie. Wolała, kiedy nie mówił, kiedy nie pogrążał się w kolejnych kłamstewkach, które miały rozwiać jej zły nastrój, a jedynie go pogłębiały. Nie mogła się oprzeć jego pieszczotom, mimo że miała ochotę odsunąć go od siebie i poważnie porozmawiać, zamiast uciekać w rozkosz. Przygryzła nerwowo wargę, czując jego pocałunki i ciepło dłoni otulających jej piersi, a potem wędrujących w stronę zapięcia jej spodni. Nie potrafiła podjąć decyzji - jej ciało domagało się Zachariasza, mimo że umysł odpychał go, bo nie zasłużył na przyjemności, skoro coś przed nią ukrywał.
- Nie mogę się zrelaksować, bo mydlisz mi oczy. Naprawdę myślisz, że nie widzę, że coś przede mną ukrywasz i że obracanie tego w komplement mnie udobrucha? - spytała, wtulając twarz w jego szyję i przymykając na chwilę oczy, próbując uspokoić oszalałe serce i jednocześnie rozpinając ostatni guzik jego koszuli. Miękkim ruchem zsunęła ją z ramion Zachariasza, po czym zaczęła delikatnie głaskać jego tors, jakby próbowała przypomnieć sobie każdą krzywiznę jego ciała. Nie była pewna, czy jest bardziej zła, czy rozżalona, ale nad tym wszystkim górowała miłość i pożądanie. Czuła, że przegrywa, ale nie walczyła zbyt zażarcie. Sięgnęła do jego paska i zaczęła rozpinać go na ślepo, wciąż kryjąc twarz w zagłębieniu między jego szyją a obojczykiem. - Skoro nie chcesz mówić, nie mów. Ale nie traktuj mnie jak głupiego podlotka, dobrze? - wyszeptała, zsuwając spodnie z jego bioder.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sob Lis 08 2014, 18:52

Isolde powinna pójść na kurs zadawania pytań. Owszem, interesowała się jego poprzednimi kobietami w życiu, ale odpowiedział jej zgodnie z prawdą: oprócz seksu, nigdy nie czuł miłości. Czy w wymuszonym małżeństwie można coś więcej czuć? Nie powiedział o żonie, bo był to ściśle strzeżony sekret. Ani Zoya ani on nie przyznawali się do siebie publicznie. Pewnie gdyby nie uprawiali seksu, to zdążyłby ją zabić, zakopać, wykopać, spalić i rozsypać prochy do Tamizy. Na pewno musiała wiedzieć, czym zajmuje się Zachariasz. Już dawno zrezygnował z posady uzdrowiciela, a kiedy opowiadał jej o podróżach i załatwianiu interesów, to musiał wspomnieć, o jakie chodzi. Też nie oczerniajmy tak przemytnika, Zachariasz nie chciał zagłady ludzkości, sprowadzał przedmioty, które były unikalne, a nie takie, które niosły śmierć. Jak miał powiedzieć o chorobie, skoro ta nie została zdiagnozowana? Parestezję kończyn, zwłaszcza rąk, a te tylko go nawiedzały, mogły wziąć się zarówno od stresu jak i od alkoholu, który ostatnio pełnił główną rolę w jego życiu przez nijakiego Archibalda. Samo diagnoza nigdy nie jest dobra, a przecież był umówiony do lekarza. Nie popadajmy w jakieś skrajności. "Mówię ci o wszystkim, o czym wiem" było prawdą, a nie rozkładaniem sieci kłamstw.
Jak potrzebowała romantycznych głupstw jak właśnie psuła ten klimat? Daj człowiekowi dłoń, a odgryzie Ci całą rękę. Na wszystkich Merlinów jak dobrze, że nie potrafił czytać w myślach, bo na pewno nieźle by się oburzył! Mówił tu całą prawdę. Zachariasz był najbardziej wrażliwym człowiekiem na piękno, jakiego mogła poznać Bloodworth. Chyba nie słyszała jak broni swojego antycznego biurka! Niech popyta Blythe. Jeszcze nie znała go na tyle, aby tak pochopnie wszystko oceniać. Na szczęście jeszcze wszystko przed nimi i na pewno Isolde zrozumie, że wypowiedziane słowa nie były ani mydleniem oczu ani kłamstwami.
Nie pomagając ani trochę dziewczynie w pozbyciu się swojej koszuli, obserwował jak smukłe palce manewrowały przy małych guziczkach. Poddawał się temu uczuciu, ale zaczynało coś między nimi nie grać. Pomimo tego, że starał się jakoś wyluzować Isolde, ta niespecjalnie była zainteresowana dalszymi pieszczotami. Odrzucił koszulę na bok, pozwalając im na tę chwilę nagości. Odsunął się wtedy od Isolde, oparł się o blat tuż obok niej. Biorąc głęboki wdech.
- Dobrze, może w takim razie zapytasz o to, co cię tak gryzie - zaproponował, próbując unormować oddech. Rzeczywiście dla Isolde ta uczuciowość była najważniejsza. On pewnie dopiero po seksie wykorzystałby ciszę do zadawania pytań oraz rozmowy. Nie pozwolił się jej przytulić, bo był zirytowany. Chciał już dodać, że nie obraca nic w komplementy, bo Isolde po prostu jest piękna, ale tylko przygryzł wargi. Znów pomyślał o papierosach, które leżały na małej szafeczce i aż wołały: zapal mnie, spal mnie, przygryź mnie. Podrapał się po zaroście, kręcąc głową.
- Zadaj konkretne pytanie, a ci odpowiem. - dodał po chwili, unosząc wzrok na dziewczynę. Rozbuchany jeszcze pożądaniem nie potrafił myśleć rozsądnie. Nie martwił się niczym, bo nawet jeśli zapyta o poprzednie związki, to niewiele dla niego zmieni. Może się irytować, urządzić mu wielką awanturę, ale według Smirnova będzie ona niesłuszna. I nie zrozumie niestety Brytyjka, która nie poznała jeszcze kultury rosyjskiej szlachty. Uderzył pięścią o stół.
- Jeszcze raz, Isolde, powiesz mi, że traktuje cię jak głupiego podlotka, a ostrzegam cię, wyjdę stąd obrażony i nawet jak przyjdziesz ubrana najbardziej seksownie na świecie do mojego mieszkania, to nie odpuszczę. Traktuje cię jak równą sobie, jak moją partnerkę i kobietę życia. Komplementy, które ci prawie nie są po to, aby cię zaślepić, tylko jestem w tobie na merlina zakochany i chcę, aby czuła się doceniana, zwłaszcza wtedy kiedy się do niej dobieram - wycedził przez zęby. Miała się przy nim nie wstydzić, chodzić nago po mieszkaniu, prowokować go słownie i wizualnie, ale nie spuszczać głowę i prosić o zgaszenie światła za każdym razem, gdy zacznie zdejmować z dziewczyny ubrania. - Jesteś dla mnie najpiękniejsza, to żadne mamienie, a zwykłe stwierdzenie mężczyzny, który oddałby za ciebie życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4303
  Liczba postów : 1824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Lis 09 2014, 16:07

Może faktycznie nie potrafiła zadawać właściwych pytań, ale nie wyobrażała sobie, by jej życie z Zachariaszem miało być wieczną zgadywanką. Nie chciała wyciskać z niego zeznań - chciała po prostu, by był z nią szczery, by miał do niej zaufanie i dzielił się z nią wszystkimi radościami i zmartwieniami. Kiedy jeszcze nie byli razem, kiedy w duchu wzdychała do niego, nie licząc na nic, ta tajemniczość była niewątpliwą zaletą - dawała jej wyobraźni pole do popisu - ale teraz, kiedy planowali wspólne życie, nie mogła się zgodzić na skrytość, która spędzała jej sen z powiek. To nie tak, że chciała mieć nad nim kontrolę, była zaborcza i nie pozwalała mu mieć prywatnych spraw. Zresztą spędzali razem tylko weekendy, więc przez trzy dni Zachariasz mógł się cieszyć niczym nieskrępowaną wolnością. Po prostu martwiła się o niego, chciała być dla niego wsparciem, niezależnie od wszystkiego. Ona sama odsłoniła się przed nim całkowicie - zarówno fizycznie, jak i psychicznie - i podświadomie oczekiwała tego samego z jego strony.
Zatajanie prawdy jest niewiele lepsze od kłamstwa, bo tak samo wypacza obraz rzeczywistości. Isolde nie wierzyła, że seks może być remedium na wszelkie nieporozumienia w związku. Nie chciała iść do łóżka, zanim wszystko, co między nimi zgrzytało, nie zostanie wyjaśnione. Chciała się z nim kochać, a nie odbywać akt seksualny, mający na celu rozładowanie napięcia. Chciała uprawiać z nim miłość bez żadnych "ale", bez żadnych niewyjaśnionych spraw. Może podchodziła do sprawy zbyt idealistycznie, ale to przecież takie typowe dla niej.
Kiedy się od niej odsunął, poczuła nagły chłód i strach, że tym razem przesadziła, choć tak naprawdę nie poczuwała się do winy, bo to przecież on coś przed nią ukrywał. Sama nie wiedziała, co ją ugryzło - połączenie burzy hormonów szalejącej w jej ciele i zwiastującej, że za kilka dni jej ciało jak co miesiąc stanie się jej najgorszym wrogiem, oraz złych przeczuć związanych z dziwnym zachowaniem Zachariasza zdawało się ją przerastać. Zacisnęła usta i umknęła wzrokiem.
- W takim razie... dlaczego się tak zdenerwowałeś, kiedy upadło ci to nieszczęsne kakao? Dziwnie się zachowujesz i to mnie niepokoi. Zresztą nieważne, jak nie chcesz, to nie mów - powiedziała cicho, po czym wzdrygnęła się, gdy uderzył pięścią w stół. Pomyślała, że jeśli takie zachowania są czymś normalnym na wschodzie, to nawet tamtejsza arystokracja musi być bandą dzikusów. Zaraz skarciła się za taką myśl, ale nie cierpiała tego rodzaju... brutalności, nawet jeśli jedynymi jej ofiarami były meble. Chciała go objąć i ułagodzić ciepłem swojego ciała, jednocześnie żałując swoich słów i mając do niego żal, że w ogóle je sprowokował. Była rozdarta między chęcią obrażenia się na Zachariasza i pragnieniem puszczenia wszystkiego w niepamięć i oddania się miłości. Ujmując rzecz najprościej, sama nie wiedziała, czego tak naprawdę chce, zaplątana w sieć własnych emocji i słów Rosjanina. Splotła ramiona pod piersiami, tym samym unosząc je lekko.
A potem zaczął mówić. Słuchała go w milczeniu, czując, że ma gęsią skórkę, że gniew w jego głosie prawie ją przeraża, ale to, co mówił, wlewało w jej serce tyle ciepła, że nie mogła się na niego długo dąsać. Nawet jeśli w jej mniemaniu na to zasłużył. W oczach Is błysnęły łzy, ale opanowała się szybko i nabrała powietrza, próbując się zebrać w sobie, żeby przerwać to wszystko, żeby jakoś naprawić to, co zepsuli swoim głupim uporem. Bała się, że znów ją odsunie, że nie pozwoli się objąć, ale podeszła do niego nieśmiało i oplotła jego szyję ramionami, po czym przywarła do niego całym ciałem.
- Przepraszam. Martwię się o ciebie, jesteś dla mnie wszystkim i... i po prostu... chciałabym, żebyś zawsze był ze mną szczery. Kocham cię. I kocham, kiedy mi prawisz komplementy. Nie będziesz musiał oddawać za mnie życia. Wystarczy, że je ze mną spędzisz - mruknęła dziwnie wilgotnym głosem, jakby miała się zaraz rozpłakać. - Nie obrażaj się na mnie, proszę. Ostatnio jestem trochę... zdenerwowana i zmęczona - szepnęła mu do ucha, wodząc palcami po jego nagich plecach. Oddychała zapachem jego skóry, jego perfum, chciała, żeby objął ją z całej siły i nie puszczał. Zacisnęła powieki i westchnęła, owiewając oddechem szyję Zachariasza. Nie wiedziała, co mu powiedzieć, więc milczała, chłonąc ciepło jego ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Lis 16 2014, 13:36

Zachariasz nie czuł się najlepiej. Musiał koniecznie zapalić, a rozmowa, a o tym co boli, była nie na miejscu. Nie na tym miały polegać ich weekendy. Kąpał się w morzu własnych tajemnic, znów trzymając papierosa w ręku. Nawet nie wiedział, kiedy go wyciągnął. Drżała mu ręka, ale nie tak jak wtedy. Teraz to było wszystko z nerwów. Jak miał jej powiedzieć, że jest uzdrowicielem i doskonale sobie zdaje sprawę, że umiera? W te ułamki sekundy odnalazł swoje ubrania oraz Isolde. Podał jej, chociaż miał ochotę rzucić nimi prosto w jej twarz. Był tak wściekły na siebie, za ten brak rozsądku, który podpowiedział mu, aby zabrać tę o to dziewczynę na skuterze w magiczne miejsce, które stanowiło ucieczkę przed rzeczywistością. Nie powinien być w związku, on się do tego nie nadawał. Zakładał na siebie schematycznie ubrania, nie patrząc czy to prawa czy lewa strona. Krawatu nawet nie szukał. Spojrzał na Is i od razu poczuł jak treść żołądkowa, w której zapewne mieściła się jedynie tona kawy, podchodzi mu do przełyku, wyżerając powoli tkanki. Zaczął kasłać, dławiąc się własnymi wyrzutami sumienia oraz tajemnicami.
Jak miał na nią spojrzeć i wykazać się profesjonalizmem, którego uczył się u boku matki Isolde przez ponad dziesięć lat? Właśnie teraz powinien mówić o sobie jak o zwykłym pacjencie. Trzymałby jego akta w swoim antycznym biurku, przynajmniej ich kopię, wieczorami pijąc dobrego bourbona i myśląc, jak jeszcze może mu pomóc. Pojawiał się tylko jeden problem. Ten pacjent zaczął igrać ze śmiercią. Z każdym kolejnym rokiem będzie gorzej, przestanie kontrolować swoje kończyny, zacznie się jąkać i garbić. Czy z taką osobą miała właśnie żyć piękna Isolde? Gdy ledwo wejdzie w dorosłość, bo tak owa dopiero zaczynała się po trzydziestce, będzie zbierać na pogrzeb chłopaka lub męża. Nie tak miało wyglądać jej życie. Zapiął ostatnie guziki koszuli, wciąż nic nie mówiąc. Bo jak mówi się o śmierci? W szpitalu to zawsze młodym dawano szansę. Całe życie przed nimi, przekonywali się lekarze, zapisując co raz to kolejne leki i badania. Bawili się dr Hyde i małego króliczka doświadczalnego. Jak umrze, to próbowali go uratować. Ale nie Zachariasza, on zaliczał się do tych beznadziejnych przypadków, którzy mieli się cieszyć ostatkami życia. Zakochaj się, taką radę mu usłyszał, bo miłość podtrzymuje przy życiu. Patrząc w podłogę, na stopy Isolde, uświadomił sobie, jak wielkim jest egoistą. Miłość nie powinna mieć takiego wydźwięku. Beznadziejnie szukał kogoś, kto pokaże mu prawdziwe szczęście, że zmarnował swoje trzydzieści lat po coś. A teraz gdy ta osoba stała naprzeciwko niego, nie potrafił spojrzeć jej w oczy. Drżał na samą myśl, że powinien coś powiedzieć, bo Isolde na to właśnie czekała. To prawda, oddałby za nią życie i najprawdopodobniej umrze z jej imieniem na ustach. Odsunął jeszcze niezapalonego papierosa od warg, unosząc wzrok na nieskazitelną twarzyczkę, którą jeszcze niedawno obejmował dłońmi.
- Mam lekarza w tym tygodniu, o wszystkim cię poinformuje, jak się dowiem - rzekł prawie bezgłośnie. Nie ucieknie przed tym. Świat stał się jego wrogiem, pokazywał mu, że nie może i nie powinien kochać, bo sam i tak niedługo umrze. A Isolde zostanie. Ze zdruzgotaną psychiką. Wsunął papierosa między wargi.
- Muszę się przejść - wiedział, że wszystko zepsuł. Cały ich weekend skończył się fiaskiem, a on tylko zarzucił płaszcz na ramiona, nawet go nie zapinając. Musiał udać się do swojego miejsca i przemyśleć wszystko. Czy warto być aż takim egoistą?
[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Chicago/ Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Sty 11 2015, 13:58

Dzisiaj nie miał się gdzie podziać. Jego myśli szalały, nie znalazły dla siebie miejsca... A jedyne co przyszło mu do głowy aby to zmienić, jest przejście się. Rozchodzenie tego... Gdzieś słyszał, że to działa. A nawet nie wiedział, dlaczego tak jest... Zły dzień? Być może. Bardzo frustrujące, bo Klemens nie miewa takich dni... Nigdy. Wcale.
Wędrował po Londyn'ie, jednak tłum ludzi wcale nie pomagał w tym, że nie potrafił się na niczym skupić. Niezmiernie irytowało go, gdy ktoś strącił go ramieniem czy wpadał na niego, śpiesząc się gdzieś... Uhg.
Dlatego szybko zmienił miejsce swojego położenia. Hogsmeade, tam sobie pójdzie na piwo, może zje coś dobrego. Kto wie, gdzie skończy pod koniec dnia. Nie zamierzał na razie wracać, a nawet nie zamierzał zahaczyć o dom matki, jakby widok jej wcale mu nie pomagał. Nigdy tego nie robił... Bardziej przygnębiał. A po co ma to widzieć? No po co...
Wyciągnął z kieszeni kurtki paczkę fajek i odpalił pierwszego lepszego papierosa. Czas się ogarnąć Klemens, bo co to ma być do kurwy nędzy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : Londyn; Exmouth
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1958
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6401-theodore-timothy-blaise#180050
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6402-teos-and-his-bitches-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6529-pierzozwierz-teoska




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon Sty 12 2015, 17:13

Hogsmeade. Tu bywał rzadko, bardzo rzadko. Teraz zapragnął znów poczuć się czarodziejem. Londyn był super, ale tęskniło się do tego magicznego świata. Mógł mieć magię wokół siebie, gdy tylko chciał. Mógł wyciągnąć różdżkę i rzucić jedno, czy dwa zaklęcia. No i co? Dziesięć czy piętnaście by nawet nie pomogło. Jedynym sposobem na poczucie tego było połażenie po Pokątnej, lub wybranie się do Hogs. Ostatnim razem gdy zapragnął tu wpaść spotkał Lanę i jak szybko wpadł, tak szybko wypadł. Ano.. Dziewczyna zakrzątała jego głowę. Głowę zakrzątały mu również te pieprzone sny i zjawa, wijąca się w nich niczym bogini. Wiedział, że nie są one przypadkiem. Nie pamiętał kim była, ale czuł, że wiele dla niego znaczyła. Może zostało mu wymazane coś z głowy, ale serca nie da się oszukać i wymazać z niego uczuć.
Odwiedził Trzy Miotły, był w Miodowym i w sumie łaził tak sobie po Hogs. Oglądając czarodziei, nastolatków biegających w Hogwardzkich szatach lub bez nich. Zaglądał w sklepowe wystawki, wszedł tu i tam. Nogi zwlokły go gdzieś w pobliże lasu. W sumie wcale nie chciał tu dotrzeć i nie wiedział, dlaczego nie skręcił w inną uliczkę. Mniejsza o większość. Miał już zawracać, już miał odchodzić. Gdy usłyszał czyjeć bełkotanie. Ktoś szedł kilkanaście stóp od niego i mówił sam do siebie. Psioczył i bełkotał na całe zło świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Chicago/ Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pią Sty 16 2015, 17:35

Po prostu nie podchodź z kijem. Taka była rada dla każdego, kto chciałby się pojawić w jego pobliżu. Nie miał humoru a jego burza rudych włosów zdawała się być jeszcze bardziej ognista.
Bo co będzie udawał, że nie jest zirytowany. Nie był typem, który swoje emocje i zdanie chowa na później... Prędzej wykrzykuje je w stronę lasu, waląc przy okazji w najbliższy pień... Bo uczucie uwolnienia jest jednym z tych najlepszych.
To dlaczego teraz chodził w jedną a potem drugą stronę? Nawet nie zdawał sobie sprawy, że gadał pod nosem, jak jakiś opętaniec. Było takie słowo? Nie wiedział, teraz mało go to obchodziło. Niemożność zdecydowanie ani zrozumienia pewnych spraw, nie dawały mu spokoju. Najwidoczniej był to jeden z tych dni, które nie przynoszą nic dobrego. Serio? Będzie zachowywał się jak baba podczas okresu? Będzie gadał na coś, co tak naprawdę wydaje się głupotą... A gdy spojrzy na to za kilka dni, będzie pluł sobie w brodę, że tak naprawdę to nic takiego... A on robił z tego wielkie halo.
Cholera.
Kiedy wyciągał kolejnego papierosa, a dym na moment przysłonił mu widok, jakaś postać pojawiła się na drodze. Nie zauważył jej... Jednak kiedy dym zniknął, unosząc się coraz wyżej. Doskonale poznał posturę mężczyzny i to wiecznie umęczone spojrzenie.... Tak. Wszędzie by go poznał. Nawet w ciemnej dupie.
Dlatego ruszył w jego kierunku. I nie wiesz, czy jego szybki krok to po prostu chęć szybkiego dostania się do przyjaciela, czy chęć zaserwowania mu szybkiego ciosu w szczękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : Londyn; Exmouth
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1958
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6401-theodore-timothy-blaise#180050
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6402-teos-and-his-bitches-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6529-pierzozwierz-teoska




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sro Lut 25 2015, 07:37

Takie pierdolenie o Szopenie. Utknął w jakimś martwym punkcie znowu i potrzebował mocnego bodźca, kopniaka w dupę, by ruszyć dalej. To zdarzało się średnio raz na miesiąc, ale czasami nie było nikogo, kto sprowadziłby go do pionu. Kay się zwinęłam, cholera by to wiedziała gdzie ją wywiało. Plan o nowych salonie legł w gruzach, a tak bardzo potrzebował rozpocząć coś nowego. Stare poczciwe studio chyliło się ku upadkowi, musiał coś zrobić z tym inaczej jego praca wisiała na włosku.
Zawsze w Hogs lepiej mu było zebrać myśli i skupić się na chuj wie czym, więc wybierał się tu co jakiś czas i włóczył bez celu. Ano właśnie. Teraz również tak było. Zapędziło go to na obrzeża Hogs, gdzieś przy starym lesie. Nie spodziewał się tu nikogo, a już na pewno nie jego.
- Klemens Ares Blackburn! - jego donośny głos odbił się echem po lesie. Nie widział go sto lat, wydawało się nawet, że więcej. Jego stary przyjaciel, jego druh, kompan, jego powiernik. Wiele z nim przeżył, więcej jeszcze chciał. Ale życie potoczyło się inaczej, wielkie plany gorzej z realizacją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Skąd : Chicago/ Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 219
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10082-klemens-ares-blackburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10111-to-ten-moze-cos
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10112-klucha




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pią Lut 27 2015, 16:02

Dokładnie. Czasem trzeba się czegoś po prostu uczepić, aby nie było tak idealnie, prawda? Choć sam nie widział w tym sensu... Najmniejszego. Jednak fakt, że wszystko się pierdoli jest całkiem trafny.
Najwidoczniej kopniak w dupę by się przydał, a że w tym momencie nikt nie był godzien nawet dotknąć jego szlacheckiego tyłka. Bywa.
Trzeba zacząć od nowa. Bo chyba nie została im nic innego, prawda? Nie wyobrażał sobie, że będzie stał teraz w miejscu z założonymi rękoma. Poza tym, to Klemens. Carpe diem, i tym podobne.
-Dla przyjaciół.-Powiedział, przystając naprzeciwko niego. Schował dłonie do kieszeni spodni i uśmiechnął się szeroko. Mimo, że miał wielką ochotę mu zdrowo przywalić za tak długi czas milczenia... W końcu się pojawił. Więc jest po sprawie. Teraz przynajmniej będzie mógł mu marudzić a potem oberwać za to, że pozwolił sobie na przysłowny "dołek". Niech to będzie jego zadość uczynienie.
Zaśmiał się i przygarnął go jednym ramieniem, chowając przyjaciela w mocnym uścisku. Przecież Klemcio to taki uczuciowy facet. -Theo!-Odsunął się od mężczyzny i schował ręce do kieszeni spodni. Nie będzie go wypytywał o to gdzie był, z kim, co się stało. Zapewne sam mu kiedyś powie, jak będzie chciał. Unikał zbędnych pytań, które tak naprawdę nic ze sobą nie niosły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28852
  Liczba postów : 35799
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Paź 18 2015, 13:56

Cicho wszędzie. Głucho wszędzie. Co to będzie, co to będzie? Walka na śmierć i życie. Czy jesteś w stanie w nią zagrać? Teraz nie ma odwrotu. Poznałeś tajemnicę Klubu Theri. Nie możesz się już wycofać, skoro zrobiłeś ten pierwszy krok. Albo przyjdziesz i będziesz grać, albo będziesz zwykłym siusiumajtkiem i uciekniesz w popłochu, ściągając na siebie klątwę. To od Ciebie zależy, którą drogą pójdziesz. Miej się na baczności. Las wydaje się opustoszały, a cisza, jaka zapanowała wokół, kiedy tylko przekroczyłeś jego próg, wydaje się być wręcz nienaturalna, a może nawet wywołana zaklęciem. Stąpając cicho docierasz do miejsca, w którym tuż obok siebie rosną trzy wysokie brzozy. Plansza przybita jest strzałą do jednej z nich, a magia klątwy utrzymuje pionki we właściwej pozycji, nie pozwalając im spaść. Tuż pod nią stoją trzy eliksiry, po jednym dla każdego uczestnika. Tak samo jak magiczne notatniki mówiące o tym, którego zaklęcia użyć (musisz posiłkować się spisem zaklęć). Niestety, musicie siedzieć na ziemi, ale może któremuś z was uda się odnaleźć wygodny kawałek mchu? Rzuć kostkami i przekonaj się, co się za moment stanie. Na pewno nic miłego, to mogę zagwarantować. Powodzenia!

Kto pierwszy PRZEKROCZY linię mety - wygrywa. Zasady są tu. Pięć dni niepisania posta skutkuje dyskwalifikacją i klątwą. Liczy się kolejność. W sensie, kto pierwszy, ten lepszy, ale potem musicie się już trzymać wytworzonej kolejki.

UWAGA, PISZMY KRÓTKO, A DYNAMICZNIE!

Pojedynek III

Enzo Halvorsen vs Daisy Manese vs Deven Quayle
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Paź 18 2015, 15:43

Enzo nie znał tej dziwnej gry. Nie bardzo pamiętał też sposób w jaki udało mu się zapisać do „zabawy”, ale najwyraźniej wcześniej uważał to za ciekawy sposób spędzenia wolnego czasu. Teraz? Teraz był raczej ciekaw co mu do głowy strzeliło, kiedy płacił pięćdziesiąt galeonów za taką głupotę, no ale nic. Wychodząc z założenia, że co się stało to się nie odstanie, Halvorsen pojawił się w lesie w pobliżu Hogsmeade, gdzie podobno mieli grać. Jako pierwszy znalazł się przy dziwacznie zawieszonej planszy i przez chwilę badał czy pionek czasem nie spadnie, kiedy przysunie go do pola startowego. Całe szczęście (bądź nie) trzymał się dobrze. Usiadł na korzeniu solidnego drzewa i oczekiwał przybycia innych, a kiedy wreszcie się doczekał, wykonał pierwszy ruch. Cytat, jaki przyszło mu poznać sprawił, że Enzo poczuł się dziwnie. Był bardzo trafny, jeśli przypomnimy sobie jego życie. Zaraz potem spod nóg wystrzeliła mu tentakula, ale okazało się, że wykazał się nie tylko refleksem, ale i znajomością dobrych czarów. Unieszkodliwił rośliny, które szybko obumarły i było już po krzyku.

Kostki: 5 + 3 = 8 | parzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Nie Paź 18 2015, 16:59

Deven doszedł do wniosku, że musiał upaść na głowę, decydując się na dołączenie do tej gry. Nigdy mu się nie przelewało, musiał żyć naprawdę oszczędnie, żeby utrzymać nie tylko siebie, ale i wszystkie swoje zwierzaki - a przecież niektóre z nich były naprawdę bardzo wymagające! Tak czy inaczej był wściekły na siebie i własną głupotę, ale przecież popełnienie takiego głupstwa zdarzało mu się po raz pierwszy i może zasłużył na taką drogą przyjemność? Sam nie wiedział. Wygląda na to, że przyjdzie mu wziąć sobie na głowę jakiś chętnych na korepetycje, bo inaczej długo nie pociągnie.
W lesie poczuł się odrobinę lepiej, w końcu to jego środowisko naturalne. Odetchnął głęboko jego zapachem, po czym podszedł do chłopaka, który najwyraźniej był jego przeciwnikiem w tej grze. Chwilę potem dołączyła do nich jeszcze jakaś przyjezdna. Skoro mieli komplet, mogli zacząć rozgrywkę.
Usłyszał cichutkie łkanie. Zaniepokojony tym odgłosem zaczął szukać jego źródła, aż w końcu znalazł zagrzebane w ziemi rośliny. Niewiele myśląc, wyciągnął jedną z nich z ziemi i doznał szoku. To młoda mandragora, jak mógł się nie zorientować? Na szczęście miał spore doświadczenie, dlatego szybko zasypał ją na powrót ziemią i rzucił zaklęcie uciszające na nią i jej siostry. Koszmar.

5+6=11 | parzysta (4)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1602
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon Paź 19 2015, 00:22

Nie wiem skąd Daisy usłyszała o Therii. Może ktoś złamał regulamin gry i się wygadał, po czym inni zaczęli roznosić plotki?  Na pewno zaintrygowała ją ta tajemnicza gra, która przecież na kilometr śmierdziała czarną magią. Lubiła tę dziedzinę, a i przecież ostatnio zdobywała w niej doświadczenie praktyczne, dzięki swojemu artefaktowi. Wierzyła, że poradzi sobie też z Therią.
Miejsce było dziwne i czuć było w nim mroczną atmosferę. Dopiero idąc na spotkanie pomyślała, że ta gra być może jest o wiele bardziej skomplikowana niż jej się wydaje... Ale już chyba było za późno na odwrót - nawet gdyby chciała. Uśmiechnęła się do obecnych już chłopaków, jednak nie odezwała się ani słowem. Cisza przytłaczała.
Wzdrygnęła się, kiedy podczas kolejki gryfona rozległ się płacz. Co to, jakiś mugolski horror? Kiedy przyszedł jej rzut, na planszy pojawił się ten sam cytat co chwilę wcześniej, Daisy była więc przygotowana na to co się stanie i z łatwością poradziła sobie z tentakulą.  

6+2=8
parzysta

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Pon Paź 19 2015, 01:23

Cisza przerywana jedynie odgłosami wydawanymi przez mandragory, szeptaniem wypowiadanych zaklęć oraz niemalże niedosłyszalnymi  sykami, kiedy dwie różdżki pozbawiły tentakule życia. Enzo nie spodziewał się, że ta gadka o śmierci nie była jakimś dziwnym, wymyślnym żartem, a krzyk mandragory to już zdecydowanie nie przelewki. Zmarszczył brwi, chcąc odnaleźć w sobie odwagę do zignorowania klubu, kiedy tylko otrzyma kolejny list z zaproszeniem do gry. Chociaż kto wie czy będzie musiał. Może po prostu teraz przegra i obędzie się bez prześladowania przez planszę i innych cudownych dodatków? Wykonał kolejny ruch, a cytat, który wyświetliła kopuła wcale mu się nie podobał. Nigdy wcześniej nie znajdował się w takim stanie, aby z bólu zabrakło mu oddechu, a to, że sekundę później na jego ciele pojawiły się bąble, wcale niczego nie ułatwił. Okropnie palące, sprawiały, że w mózg wrzynała mu się okrutna fala bezradności. Różdżka nie reagowała, a Halvorsen uchylił usta, chcąc złapać oddech, który jednak nie nadchodził. Już sądził, że to koniec - udusi się w tym przeklętym lesie, a nieznajomi pewnie nawet nic na to nie poradzą - kiedy wreszcie nadeszło zbawienie. Chłodne, kłujące powietrze dotarło do jego płuc, wręcz raniąc gardło swą obecnością, ale Enzo nie zważał na takie szczegóły. Ten jeden wdech był jak prawdziwy oddech życia. Rozkaszlał się nagle, czując zawroty głowy spowodowane chwilowym brakiem tlenu, a widząc, że bąble nie znikają, zdecydował, że skorzysta z eliksiru, ale jeszcze nie teraz. Przesunął palcem po swojej dłoni. Nic, bezbolesne. Wytrzyma do kolejnej rundy.

Kostki: 4 + 6 = 10 | 18 pole | nieparzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Wto Paź 20 2015, 22:25

Deven wiedział, czym jest melancholia, ale daleki był od rozpaczy, zawsze znajdując sobie jakieś zajęcie albo szukając kontaktu ze swoim duchem opiekuńczym. Starał się wypracować w sobie równowagę i harmonię, ale niektóre rany były zbyt głębokie, by przejść nad nimi do porządku dziennego.
Brzęk trzminorków przywrócił go do rzeczywistości. Żadne zaklęcia nie skutkowały, a żądła trzminorków były trujące. Oczywiście nie śmiertelnie, ale wystarczająco, by każde z użądleń piekielnie bolało. W dodatku natychmiast pogorszył mu się humor i nie przypuszczał, by cokolwiek mogło się w tej kwestii zmienić. No cóż, jakby na sprawę nie patrzeć, nigdy nie był wesołkiem.


1+5=6 (17 pole) | nieparzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1602
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Sro Paź 21 2015, 17:35

Cytat, który się pojawił po jej kolejnym ruchu był dosyć tajemniczy, ale Daisy trochę z rozbawieniem spostrzegła, że jej pionek podąża w ślad za tym krukona... Znowu wiedziała, co zaraz zacznie się dziać. To było całkiem wygodne cały czas iść z kimś i być przygotowanym na skutki gry. Daisy miała już w głowie zaklęcie, więc kiedy tylko okropnie bolące bąble pojawiły się na nogach, poderwała się z pozycji siedzącej i rzuciła sama na siebie zaklęcie. Z ulgą poczuła, że zadziałało. Nie uśmiechało jej się być w takiej samej sytuacji jak przed chwilą chłopak. Widziała po nim, jak ciężko było mu złapać oddech.
Kiedy ta gra stanie się nieco bardziej nieprzewidywalna? Spojrzała na planszę, jakby z wyzwaniem w oczach. Żeby tylko nie postanowiła go podjąć zbyt dosłownie...

6+4=10 -> pole 18
parzysta
hm, Devan, wziąłeś zadanie z pola 6 a nie 17 : P

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Lima, Peru
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 3052
  Liczba postów : 1065
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10538-enzo-corrado-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10540-klusownik-prosto-z-peru
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10539-peruwianska-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10541-enzo-halvorsen




Gracz






PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   Czw Paź 22 2015, 01:01

Enzo zdecydowanie nie spodziewał się tego, co czeka go po wykonaniu kolejnego ruchu. Pionek pomknął dość daleko po planszy, dając mu, być może złudną, nadzieję na szybkie dobrnięcie do końca i zakończenia tego cyrku. Theria nie przypadła mu do gustu. Zdecydowanie bardziej wolałby zająć się grą w eksplodującego durnia. Czemu nie pomyślał o zapisaniu się? To pytanie jeszcze brzęczało mu w głowie w chwili, w której tuż przy planszy wyrosła… wierzba bijąca.
- No serio?! - zdążył tylko zawołać, a ledwo zerwał się z miejsca, wierzba już chwyciła go za kostkę. Z początku podjął się rozpaczliwego ruchu, chwytając się gałęzi pobliskiego drzewa, ale, jak łatwo sobie wyobrazić, na nic się to zdało. Drzewo porwało go w górę, a potem rzuciło nim, jakby był zabawką. Spadł prosto na lewą kostkę, całe szczęście jej nie łamiąc. Nie przeszkadzało mu to jednak w odczuwaniu piekącego bólu, ilekroć tylko próbował odsunąć się jak najdalej od szalonego drzewa. Poczuł pod palcami chłodną, szklaną powierzchnię. Umykając przed gałęziami, natrafił na eliksir leczący, który przygotowali organizatorzy. Nie zastanawiając się długo wypił go, dobrze zdając sobie sprawę jak słabo ucieka się z niesprawną nogą. Tylko co teraz?
- Rzućcie oszałamiacz! - krzyknął do pozostałych, najwyraźniej w przypływie desperacji. Chyba ufał w to, że jeśli połączą siły to wierzba znieruchomieje i niebezpieczeństwo zostanie zażegnane.

Kostki: 6 + 3 = 9 | 27 pole | nieparzysta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Las w pobliżu Hogsmeade   

Powrót do góry Go down
 

Las w pobliżu Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Droga do Hogsmeade
» Stacja kolejowa w Hogsmeade
» Cukiernia w Hogsmeade
» Nabrzeże w pobliżu Hart Island
» Stacja kolejowa Hogsmeade

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-