IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Góry za wioską

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Góry za wioską   Wto Sty 11 2011, 17:29

First topic message reminder :


Góry za wioską
Aby dostać się do gór za Hogsmeade, trzeba przejść w dalszą część wioski, gdzie domów jest znacznie mniej, a ścieżka kręci się o wiele bardziej niż droga główna. Idąc do przodu łatwo dostrzec, że zmierza się w stronę wzniesienia górującego nad Hogsmeade. Dochodząc do zakrętu trzeba go minąć, po czym staje się na końcu drogi. Umieszczona jest tam barierka. Po jej minięciu zmierza się do podnóża góry, pokrytego drobnymi kamieniami i głazami. Stąd już jest trudniej, bowiem należy wspinać się krętą, kamienną ścieżką, co jest męczącym zadaniem. Mimo tego warto tu przybyć, ze względu na ładne widoki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Thessaloniki, Grecja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 169
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 286
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5224-aglaia-chara-gavrilidis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5226-aga
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5227-sowa-aglaii




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Nie Maj 05 2013, 22:52

Aglaia za nic nie chciała wykasować tego zdjęcia. Sam zachęcał ją do robienia zdjęć ludziom. Po za tym, jej aparat był bardzo starego typy i na kliszę. Był to zdecydowanie aparat czarodziejów, a nie takie cyforwe mugoli.
- Nie da się - powiedziała Aglaia szczerze. - On na kliszę jest i zdjęcia się wywołuje. Ma już swoje lata i co najwyżej można zdjęcie podrzeć jak się wywoła kisze. A ja nie mam jej jeszcze całej zapełnionej.
Aga nie chciała się usprawiedliwiać. Powiedziała Cohenowi tylko szczerą prawdę. Po za tym przecież czarodzieje nie mieli takich zabawek jak mugole.
- Ale skoro chcesz, to jak je tylko wywołam to oddam ci to zdjęcie.
Gryfonka miała nadzieję, że to wystarczy. Nie chciała ryzykować utraty przyjaciela przez jedno zdjęcie, chociaż zżerała ją ciekawość, jak będzie wyglądać.
- Pomysłów brak - zakomunikowała.
Uniosła głowę do góry, ale jak na złość chmur nie ma. Nie było i raczej dzisiaj już chyba nie będzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Hiszpania, Saragossa
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 35
  Liczba postów : 84




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Wto Maj 07 2013, 21:33

No tak, dla takiego mało obcykanego w elektronice mugoli czarodzieja, jakim był Cohen, to rzeczywiście wyczyn prawie niemożliwy. Zrozumieć te wszystkie przyciski i w ogóle, nawet nie rozpoznał, że to coś może być magiczne i wywoływać zdjęcia za pomocą czarów. Tez porównanie sobie znalazł, ale cóż, głupi potrafi być jeszcze głupszy, gdy chce się wykazać odrobiną mądrości. Jak zwykle, nie udało mu się przechytrzyć umysł Aglai i to co w nim siedzi, wiec skończył na podpieraniu głowy ręką i wkurzaniu się cicho pod nosem. Serio, nic ostatnio nie idzie po jego myśli, jakby ktoś rzucił na niego zły urok. Niedługo zacznie się chować przed otaczającym go światem, bo stwierdzi, iż gdzie nie pójdzie, to sieje zło i zniszczenie.
Niczym zły potwór w mandze. Tak, bo uwielbiał je czytać i miał na ich punkcie kompletnego świra. Wycelowałem idealnie.
Ale powróćmy na ziemię.
- Czy muszę zostać tu mózgiem operacji? Wszystko zwalasz na mnie, ale chcesz by przyszłemu przeciwnikowi coś się stało. A co, jeśli mi coś się przekręci w głowie i wyjdzie formułka nie ta? Uratujesz mnie? - Spojrzał na nią maślanym wzorkiem, podpierając już obydwoma rękoma głowę, bo wygodniej. - Nie, ty musisz, bo inaczej się już do ciebie w ogóle nie odezwę. A teraz co, idziemy dalej, czy..?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Thessaloniki, Grecja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 169
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 286
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5224-aglaia-chara-gavrilidis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5226-aga
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5227-sowa-aglaii




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Wto Maj 07 2013, 22:05

- Nie chcesz wspomóc niewiasty w potrzebie? - Spytała Aglaia spoglądając na Cohena. Trzeba było mu przyznać, że chłopak miał w sobie jakiś urok. - Uratuję cię. Nie bój żaby.
W umyśle Agi pojawiło się pytanie jakby zareagował Ioannis, gdyby mu zakomunikowała, że ma chłopaka?
Oczywiście na razie nie planowała zmiany stanu cywilnego, ale nie mogła się powstrzymać. Najstarszy brat zawsze, jej zdaniem, był nieco przeczulony na punkcie Agi.
A nie powinie. Przecież sam się spotykał z dziewczyną. Wracając do tematu, Aglaię naprawdę ciekawiło jakby Ioannis zareagował?
- W sumie możemy iść dalej - powiedziała Aga.
Na chmury nie miała już, co liczyć. Dlatego też postanowiła na jakiś czas dać sobie spokój z bieganiem za obłokami.
Teraz powinna raczej skupić się na czymś innym. Na przykład cieszeniem się piękną pogodą i wiosną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Hiszpania, Saragossa
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 35
  Liczba postów : 84




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Wto Maj 07 2013, 23:14

Aż mu się zachciało odpowiedzieć ; Nie boję się żadnych żab, bo jestę wściekłym bocianem, który wszystkie zeżre ', ale odciągnął go od tego głupiego pomysłu fakt, iż jest niezwykle chory psychicznie. Nie każdy przecież musiał rozumieć jego zawiłych rozmów z samym sobą i dziwnymi porównaniami, a tym bardziej odzywkami, suchymi, bo suchymi, sam Ames by nie istniał bez swoich wywodów, więc musiała to znieść.
Odnoście planowanego uszkodzenia ciał przeciwnika Hogwratu w tych zawodach, to na serio musiał się zastanowić. Żarty żartami, ale chciał, by Aga była szczęśliwa, że wygrała, a tutaj z drugiej znowuż dopadały go wyrzuty sumienia, ponieważ gra rzeczywiście no, nie byłaby fair. Okłamałby przyjaciółkę, co nie godziło się z jedną zasada w jego pokręconym kodeksie. Co by nie postanowił to i tak by źle wyszedł. Jak nie pójdzie kibicować Blair i jej drużynie, nie będzie w stanie pozyskać jeszcze trochę jej zaufania, właściwie nie wiedział czego jeszcze chce od tej dziewczyny, ale też trudna sytuacja. Z Aglaią ten sam schemat, ale przynależność inna, no i jakby nie patrzeć to zdrada z tej czy z tej strony. Ubaw po pachy w wymyślaniu rozwiązania gwarantowany.
- No to idymy.. gdzieś tam, s stronę słońca, pod słońce, byle blisko, żebym mógł cię w razie czego złapać - Odparł prędko i wstał, ruszając za dziewczęciem w górę, ale tak, by sobie żadnego siniaka czy zadrapania nie zrobić. - Wspomogę cię, jak w ogóle wpadnę na jakiś nikczemny plan. Narazie to dupa zimna. Coś mało kreatywna jesteś ostatnio, coś się dzieje? - Nie martwił się, on domagał się odpowiedzi, najlepiej natychmiast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Thessaloniki, Grecja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 169
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 286
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5224-aglaia-chara-gavrilidis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5226-aga
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5227-sowa-aglaii




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Wto Maj 07 2013, 23:32

- A jakby tak namówić Irytka, żeby komuś z przeciwnej drużyny coś zrobił? - Ożywiła się Aga stając w miejscu.
Fakt nie przepadała za tym poltergeistem ale przynajmniej nikt nie miałby pretensji, że zawodnicza gospodarzy zrobiła coś rywalowi.
- Na inne duchy raczej liczyć nie można - mówiła Aglaia w sumie nie wiadomo, czy do Cohena czy do siebie samej. - Albo kogoś jakoś zwabić pod wierzę bijącą? Do Zakazanego Lasu raczej nie pójdą.
Gavrilidis ruszyła powoli przed siebie nawijając kosmyk włosów na palce.
Włączyło jej się intensywne myślenie, ale jak na razie Irytek i bijąca wierzba to wszystko, co wymyśliła.
Kto by przypuszczał, że Gryfoni knują takie niecne palny. Prawie jak Ślzgoni. Ale Aglaia chciała mocno wygrać ten Puchar. Wystarczy jej, że przegrali szkolny. I to właśnie ze Ślizgonami.
Taka hańba.
- I kto tu jest mało kreatywny - wypaliła nieco z opóźnieniem Aglaia Chara odwracając się i wskazując na przyjaciela wyciągniętym palcem.
Aglaia bywała dziwna. Miała czasami swój świat, kiedy to jej ciało pozostawało na miejscu, ale duch, umysł czy coś tam jeszcze wędrował gdzie indziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Hiszpania, Saragossa
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 35
  Liczba postów : 84




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Sro Maj 08 2013, 01:05

No właśnie, hańba, ze przegrali ze Ślizgonami, na dodatek jeśli ma dojść teraz do rozgrywek w kłidiczu z nowymi, przyjezdnymi uczniami, to w sumie czemu by nie wywinąć czegoś, bo anuż się uda, ale no, dalej zawracał mu głowę mus kibicowania tej, a drugiej, także narazie to było i wyłącznie zastanawianie się, czy warto. Najzwyczajniej w świecie mógłby opuścić mecze, ale to równałoby się z jeszcze gorszym wyjściem, czyli zmierzenie się z babskim gniewem i chęcią zemsty, czego Ames w żadnych swoim przyszłym nawet życiu nie chciałby się zmierzyć. Te krzyki, rękoczyny, co często przypominało pewnie wymachiwanie w jakiś dziwny rytm piosenki i milion pięćset sto dziewięćset przekleństw krzyżówek, bo gdy się nie myśli, a jest się wkurzonym, to potem takie ze złości kulfony słowne wychodzą. Innymi słowy, podziękowałby i postał z boku.
- Co ja mało kreatywny, poza tym, jeśli już poprosisz te małe... - Zatrzymał się, pokazując rękoma jakie to skrzaty potrafią być okropne i go na tyle czasami wkurzyć, ze dostaje istnego szału - te małe ohydne stworzonka, to będą chciały coś w zamian, a popatrz na mnie. Całkiem za darmochę, więc odpada. Myśl dalej, geniuszu - Zaniósł się śmiechem, trzymając się potem za brzuch bo go przez to rozbolał, nie wspominając o policzkach. Nie drwił ani nie wątpił w jej umiejętności kreatywnego myślenia, ale cóż, przyłapaliby skrzata, ten by ich wydał chętnie za brudną skarpetę czy inny kawałek ubrania, a potem siedzieli by w kozie do końca szkoły.
- I do zakazanego nam nie wolno, tak? Poza tym, nie dla mnie ciemności, wiesz przecież jak nikt inny - No tak, bał się jak cholera mroku i tego, co może się w nim kryć. A znając życie, to pewnie coś by się czaiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Thessaloniki, Grecja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 169
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 286
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5224-aglaia-chara-gavrilidis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5226-aga
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5227-sowa-aglaii




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Sro Maj 08 2013, 20:00

- Nie mówiłam nic o skrzatach - zaprotestowała Aglaia ruszając powoli przed siebie.
Splotła ręce za plecami jeszcze bardziej się prostując. Mama ganiała ją w dzieciństwie, żeby się nie garbiła. Ciężko się było od tego odzwyczaić, dlatego też pani Gavrilidis wyrobiła w córce nawyk chodzenia z rękoma splecionymi za plecami.
- Porzućmy na razie ten temat uszkodzeń. I tak na poczekaniu nie wymyślę nic sensowego, a ty i tak na razie mnie w tym nie wspomagasz. Dlatego też cieszymy się i radujmy piękną pogodą.
Dziewczyna nie była zadowolona, że nic nie wymyśliła. A tak liczyła na pomoc przyjaciela. No, cóż. Będzie jeszcze może na to czas. Teraz zajmie się czymś ciekawszym.
- Jak będzie mecz - zaczęła nadal wędrując przed siebie - to zrobisz taki wielki transparent z napisem w stylu "Hogwart do boju"? - Zapytała.
Duch walki Agi był wielki. A szczególnie po przegranej w szkolnych rozrywkach. I to jeszcze ze Ślizgonami. Dlatego też bardzo, ale to bardzo mocno chciała wygrać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Sob Lut 08 2014, 19:00

Ten spacer... Ten strach... Ta samotność... Ta ciemność... Dość późna pora dnia, a Mathilde założyła cieplejszą kurtkę i po prostu wyszła. Tak bardzo się bała, że znów coś się stanie, że pęknie, że padnie. Kolejne słowa jak kolce, kolejne plotki... Każdy zmysł wyostrzony na smutek. Nie miała siły temu stawiać czoła, choć obiecywała sobie, że będzie inaczej. Przerastało ją to. Gdyby tylko wiedziała, że powrót do Kopenhagi i zakopanie się w kocach coś pomoże zrobiłaby to... Ale zranionego serca nie da się wyjąć i odłożyć tutaj na półkę, żeby gdzie indziej kupić sobie nowe. Miała jedno... A może i o jedno za dużo? O ile łatwiej było ludziom, którzy nic nie czuli, którzy nie byli zmuszeni do tego by opiekować się innymi. Szmaragdowe oczy Mathilde otoczone były sinymi śladami, głównie dlatego, że nie spała. Pierwsze noce od swojego powrotu spędziła skupiona nad milionem zdjęć, zapisek, śladów, które przywiozła na dobry znak, na nowe życie... I nic nie znalazła. A potem kolejny list, kolejne słowa. Zaczynała się bać. Zaciskała pięści, bo nie miała gdzie, ani do kogo uciec. Rodzice? Była ciężarem, bała się dołożyć kilka kamyczków do opcji opiekowania się nią, co ją irytowało niesamowicie, że ciągle jest tą niewinną Tillie, nad którą wszyscy się litują.
Tak bardzo zagubiona, a jeszcze bardziej przestraszona faktem, że jej imię zbyt dobrze do niej pasuje, ze nazwisko przykleja się do niej niezmiernie, a fakt, że jest bliźniaczką koli jeszcze bardziej niż zwykle. I w tym jednym momencie, kiedy spacerowała za Hogsmeade zaczęła iść w stronę gór po prostu płacząc. Zaprawdę brakowało już jej sił... Nie chciała płakać z powodu Kaia, ani z powodu śmierci Veronique. Wszak to już było. Wszak on już ją zostawił, on nie płakał, on już nie kłamał. Zniknął tak samo jak każde jego słowo. Mówił, że nie zostawi, że wszystko będzie w porządku. Rzeczywistość inna... Zostawił i nic nie było w porządku. Natomiast Veronique? Granica narastała pomimo tego, że dziewczyny nie było wśród żywych. Math tęskniła za siostrą, ale teraz tylko pod jednym względem. Oddałaby jej swoje życie, by zabrała od Math ten cały ból, strach, nierozwiązane zagadki. Ten cały bagaż. To zemsta? Mathilde przesunęła zimnymi dłońmi, bo śniegu, gdy tylko ukucnęła na chwilę by go trochę nabrać w dłoń. Zamknęła oczy szukając szczęścia w tej jednej chwili... Jak przykro się jej zrobiło, gdy to się nie powiodło, gdy było jeszcze ciężej niż sekundę temu, gdy wiedziała, że nawet jeśli wróci teraz do domu będzie on pusty, albo kolejna sowa... Samotność, obelgi, ciemność, oskarżenia, głupie plotki.
Bała się jak nigdy, bała się bo to przerastało jej drobne życie, które tliło się w tym drobnym ciele. Nie była tak drapieżna jak Kai, ani matka jego dziecka. Nie była tak dzielna jak Romeo, tak zabawna jak Feliks, tak kokieteryjna jak zmarła siostra. Była ucieleśnieniem wszystkiego, co rzeczywiście powinno zsunąć się z klifu.
Powoli podniosła się z ziemi przykładając dłoń do ust, żeby zahamować nadchodzący szloch, który rozrywał każdy mięsień. Była zbyt słaba...
Oni chcieli wziąć od niej życie. Może faktycznie już czas? Może Bóg dał jej szansę? Żeby się pożegnać? Żeby odejść inaczej niż siostra? Nie wiedziała. Miała kilka pytań, nie było nikogo kto zaszczyciłby ją spojrzeniem. Zeszła na drugi plan, jeśli nie na dziesiąty. I spadała na następne niepewna tego, co się może wydarzyć.
Po prostu była bezradna wobec tych wydarzeń, po prostu gdzieś tam w jej środku pękało serce. Który to już raz? Ile zostało tego kruszcu? Czy wystarczy jeszcze na pompowanie krwi? Bo może w istocie to powinna być jego jedyna funkcja?
Rozproszyła się wobec tego kim była, a za kogo ją uważano.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Sob Lut 08 2014, 19:18

Wiesz jak to jest stracić coś na czym Ci tak długo zależało, a potem po prostu szukasz zemsty, bo nie wiesz jak poskładać pewne kwestie w swoim jakże żałosnym życiu?
Wiesz jak to jest mieć coś, co jest intensywne, przesiąknięte miliardem emocji, a w ferworze wydarzeń, które nie powinny mieć miejsca tracić to nazbyt szybko?
Ona wiedziała. Miała pełną świadomość co oznaczało być słabym, smutnym, sentymentalnym. I wielu pewnie mogło powiedzieć ze spokojem, że dziewczę nadaję się do kosza. Ewentualnie do Slytherinu, ale to przecież to ten sam kurwidołek więc co za różnica?
Slytherin, niby taki potężny dom, a tak naprawdę była tam wylęgarnia nic nie znaczących zer, do których Szafir nie miała za grosz szacunku. Nic nie miało większego sensu w tych istotach, które ewidentnie dążyły do autodestrukcji. To było smutne. Fenomenalnie smutne. Przecież Spark nie chciała poznawać słabych ludzi, bo tych należało zabijać, ale ona dawała im wybór.
„Witaj Skarbie, jesteś w Sali Samobójców. Wybieraj czy chcesz żyć, czy też odejść w chwale…” Żałosne, doprawdy! Oni wierzyli w to, że Sapphire jest zła, że jest śmiercią, że niszczy. Nie, wcale nie. Ona pokazywała ludziom słabości, nad którymi nie umieli panować, ale to było nawet zabawne, kiedy tak się bawili. Kiedy udawali, że nic ich nie rusza, i wystarczyło spenetrować ich umysł. Wystarczyło się zabawić wspomnieniami, a tańczyli tak jak Spark im grała. Czyż to nie cudowne? Mieć pod sobą tych, którzy co dzień zakładali maski i zgrywali silnych, niezależnych, a w głębi duszy byli nic nie wartymi śmieciami.
I właśnie dzisiaj, Sapphire musiała uspokoić swoje rozkołatane serce. Właśnie teraz musiała zrozumieć, że to wszystko co się działo nie miało większego sensu, a jedyne co miało sens, to, to że ferie nieszczególnie się udały. Wiadomo, może coś wyszło lepiej, ewentualnie coś wyszło gorzej. Jaki to miało sens, skoro to zaliczyło się do przeszłości, a przeszłość nie miała przecież żadnego sensu i była bez wartościowa? Tak samo jak Lemon, która zniszczyła w swojej bliźniaczce coś pięknego. Coś niesamowitego. Coś… Co było żywe, a teraz? Żywy trup, wyprany z emocji, uczuć i czegoś na kształt empatii. Nie, nie posiadała takich cech. Dla niej liczyła się tylko inteligencja, zawziętość i potęga umysłu, nad którym można w tak łatwy sposób panować.
Uśmiechnęła się szerzej gdy ujrzała małą, niewinną istotkę. Czy to nie ta Kanadyjka z której teraz szydzono w Hogwarcie? Być może nie, Szafir nie interesowały plotki, wbrew pozorom ubolewała nad słabością tej istoty, ale właśnie może teraz… Niczym anioł została postawiona na drodze Villadsen by móc podnieść ją? By pomóc narodzić się na nowo, niczym feniks z popiołów? Wystarczyło tylko słowo.
Wystarczyło tylko poprosić.
-Taka smutna… Co jest przyczyną Twej jakże… Miernej postawy? Nie powinnaś płakać. – Powiedziała obojętnym głosem. Tak bardzo nieobecnym jakby ona sama była nic nie znaczącym trupem. Jakby sama była śmiercią, a przecież była tu. Żyła. I właśnie tak było. Sapphire żyła i dawała szansę komuś kto upadł i nie wie jak wstać. Mathilde czy potrafisz z tego skorzystać?
-Ach, tak… Ja Cię znam. Ja wiem kim jesteś… - Uśmiechnęła się dopiero teraz i spojrzała na dziewczynę w taki sposób jakby miała ochotę pozbawić ją życia. Jakby chciała ją gołymi rękami udusić, jakby chciała… Właśnie, czego Szafir mogła chcieć? Jedynie się zabawić, bo ona sama była znużona głupotą ludzką. Była zmęczona tym co tak bardzo ją obrzydzało. Dziwisz się, że ktoś taki jak Spark miała dość? Nie. W jej życiu nie było fascynacji, a Villadsen mogła jej to dać, przecież od tej istoty wręcz biło emocjami, których Szafir nie umiała pojąć, wszak nigdy aż tak mocnie nie kochała, nie czuła bólu. Cierpiała, ale na innej płaszczyźnie.
-Zatem… Co jest przyczyną Twój łez? Nie kłam. Nie lubię kłamstwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Sob Lut 08 2014, 20:10

Każdy miał przywilej przeżywania swojego życia nieco inaczej ktoś by go postrzegał. To była swoista nagroda, ale i katorga, bo wbrew pozorom ludzie uwielbiali wzory, gdzie nie musieli się zbytnio męczyć. W życiu nawet to, że zachowałbyś się tak samo jak dana osoba i otrzymywał te same wyniki to nie dasz rady przeżyć tego samego, możesz uczestniczyć w pewnej części przedstawienia jednak nie będzie w tym żadnej magii, uniesienia. Niczego. To Twoje życie. Budujesz je. Myślę, że to tu zagubiła się Mathilde. Nie potrafiła wyodrębnić swojego życia spośród siatki, którą na nią narzucono. Może gdyby nie była bliźniaczką jednojajową byłoby nieco inaczej, Kai nie podjąłby żałosnej próby pocałowania jej, którą ona odparła śmiechem, a potem wszystko nie poszłoby o sto mil za daleko. I nie mogła tego cofnąć. Czuła na sobie bat. Bo gdyby ona nie żyła, to może sytuacja miałaby się inaczej. Może ludzie również by płakali, ale wszystko byłoby inaczej... A teraz, co? Teraz czym była? Denerwowała się, bo nie potrafiła wygrzebać się ze stosiku problemów. Narastał w niej po prostu ból, bo nie mogła w jakiś sposób odkopać w tym wszystkim siebie. Czuła się naprawdę źle... Ale teraz. Teraz było jeszcze gorzej.
Gdy jednak pojawiła się owa dziewczyna Mathilde dzielnie otarła łzy z twarzy i złożyła usta w linijkę, jak mugolski harcerz na zbiórce. Popatrzyła na nią nieco zagubiona, szukała zaczepki, szukała czego? Math wcisnęła piąstkę w kieszeń kurtki i utkwiła wzrok w ziemi zapominając na chwilę o Bożym świecie. Zdecydowanie dobrze i lepiej. Tak uspokajała emocje. Bowiem nie mogła sobie pozwolić na łzy przy kimś, kto przekazałby to dalej, aż w końcu zasięgłoby to... No właśnie? Kogo by to tknęło. Był to powód, dla którego Math odważyła się podnieść znów wzrok i westchnąć krótko. Korzystając z rady Raphaela, co do nie kłamania, ale wymijania się z wyznaniami rzuciła:
- To nie jest Twoja sprawa. - Wzrosła w niej dojrzałość, chęć uchronienia myśli, chęć skrycia się gdzieś dalej niż w łóżku. Gdzieś po drugiej stronie, ale z możliwością powrotu gdy uda się jej naładować akumulatory. Boże, potrzebowała opoki, ostoi, a w zamian dostawała co raz cięższe ciosy w plecy. Może wszyscy mieli rację. Może była dzieckiem, które wciąż potrzebowało opieki pomimo tego, że miało inne zdanie na ten temat, a wszystkim, którym znudziło się niańczenie Titi, po prostu znikali hen daleko niechętni jej, niechętni jej pożegnaniom, słowom.
Fakt, była słaba. Nie trzeba było jej w tym specjalnie uświadamiać. Na jej miejscu już wszyscy by się pozbierali, listy zgłosili, albo wyśmiali. Ale Mathilde się bała, że jeśli się zdradzi nazajutrz zawisną w całym zamku, ozdobią wszystko, nawet grób siostry, aż w końcu jej.
A skoro był to czas pożegnań, to nie chciała go zmarnować. To byłoby zbyt lekkomyślne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Nie Lut 09 2014, 17:13

Szafir nie miała tego przywileju. To za nią zdecydowana gdy jeszcze była dzieckiem. Kobietą młodą, nieświadomą tego co mogło przynieść życie. Miała jedynie marzenia. Potrafiła tańczyć, realizować się w tym, a mimo to los spłatał jej psikusa. Zabawne? Nie, raczej nie. Raczej smutne i przykre, bo osoba, w której pokładała niemal wszystkie nadzieje, nagle w tak łatwy sposób się odwróciła i po prostu odeszła. Zostawiając po sobie smutek, żal, wspomnienie i chorobę. Jednak teraz przecież Sparks była zdrowa. Nic jej nie groziło. Nic nie było przyczyną tego, że cokolwiek się dzieje, prawda? Właśnie, to jest kwestia nawet tego, że ona już po prostu nie ryzykowała, bo nie było w tym sensu. Lepiej było poczekać. Poczekać na odpowiedni moment by się po prostu zemścić. Na siostrze. Na tym frajerze, który ją zranił, i na kimś kto był z nim tak bardzo powiązany. A wiecie kto by tym oczkiem w głowie kutasa z Australii? Nie kto inny jak nasza słodka Mathilde.
Uśmiechnęła się szerzej na słowa dziewczyny, bo przecież wszyscy mieli świadomość dlaczego ta dziewczyna tak bardzo była przybita. Facet kutas, który nie potrafił się bzykać. Zabawne. Cholernie zabawne, że jedna gryffonka potrafiła rozwalić wielkie love story – zupełnie tego nieświadoma, ale akurat jest to piękna baza do tego by zniszczyć dziewczynie życie. Ale czy chciała się aż tak mścic? Raczej nie. Chciała jej tylko pokazac błędy, które powinna jak najszybciej zniwelować. Nie mogła pozwolić, niektórym wejść sobie na głowę, czyż nie? No dalej, Mathilde… Wiesz, że nie możesz teraz upaść. Podnies się. Natychmiast. Wstań. Ty pieprzony słabeuszu. Ty tchórzu.
Ty nędzne zero.
-No jasne, lepiej idź sobie do kąta i płacz, bo tyle potrafisz. Ukochany chłopak, który zrobił dzieciaka innej. Smutne, ale przynajmniej wszyscy mają świadomość, że Australia lubi ruchać i nie liczyć się z uczuciami innych. To mi coś nawet przypomina! – Uśmiechnęła się szyderczo, a po chwili podeszła nieco bliżej perłowowłosej dziewczyny. Nie mogła spuścić z niej szafirowych tęczówek, które ją wręcz świdrowały na wskroś. Sapphire miała świadomość, że dziewczyna upadnie i to szybciej niż można się spodziewać.
-Gdzie ten cudowny Young, który tak walczył o swoją piękność? Gdzie ci przyjaciele co życie by za Ciebie oddali? Jesteś naiwna. Nie masz nikogo, do kogo się możesz zwrócić. Gdzie jest Romeo? Gdzie jest Felix? Zostałaś sama… - Mówiła głosem tak bardzo przesiąkniętym jadem. Głosem tak podłym, że przy normalnej sytuacji mogłaby być jednym z lepszych oprawców. Ale zaraz. Przecież to była normalna sytuacja!
-Zostałaś sama…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Nie Lut 09 2014, 21:47

Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że Titi miała świadomość tego, co potrafiła Australia, a czego nie potrafiła... Wiedziała, że Romeo nie raz miał milion problemów z kobietami, których zwyczajnie nie rozumiał, a sama Mathilde mogła mu niewiele pomóc, bo nie była taka jak pozostałe dziewczyny łaknące zbliżeń seksualnych za byle grosz, za byle pocałunek. Nigdy nie nastawiała się na to, bo głęboko wierzyła, że jeśli być z kimś tak blisko to tylko z osobą, którą się kocha. A że jej w przypadku padło na byłego jej siostry, to przecież los przypadku i gra innych zdarzeń, ale zdecydowanie nie była to niczyja wina... Tylko, że jeszcze wtedy nie miała świadomości tego, jak szybko się to wszystko rozsypie i zniknie. Bowiem gdyby było tylko rozsypane na milion małych kawałków, można by spróbować choć część schować do kieszeni na pamiątkę, a tak właściwie w tej sytuacji kompletnie nie wiedziała, co mogłaby zrobić, bo Kai nic jej nie zostawił. Może dlatego, że Math nigdy o nic nie prosiła. Nie zależało jej na symbolach, całą nadzieję pokładała w słodkiej obecności. W niczym więcej. I była naiwna, i była słaba. Z niektórymi rzeczami nie dane jej było walczyć... A teraz to wszystko takie zbyt bliskie. Milczała, bo tak wypadało, bo nie wiedziała ile wie o niej dziewczyna, której nie pamiętała nawet z twarzy. Jednak gdyby tylko znała jej myśli sprostowałaby co nieco, że wcale już nie chodziło o samego Kaia. Nie... Mathilde zebrała się w sobie, by pożegnać się z chłopakiem, który nie dał jej szansy zrobić tego w oczy, bo zawsze zachowywał się niepoważnie... Zatem napisała list. List prosty, ale długi. Jak na nią. Chodziło o tego nowego dręczycielka, który jakby zza rękawa wyciągał kolejne obelgi, zgadywanki, wręcz zamykał ją w schemacie zgorszenia. Nie miała na to zbyt wiele sił, żeby wszystko unieść i schować. To wszystko powoli opuszczało jej organizm w postaci łez, w postaci większej ilości snu, choć z samym zaśnięciem zawsze miała problemy. Szczególnie teraz... A ta dziewczyna? Kim była, że pozwalała sobie grzebać w głowie perłowłosej? Czy była autorką listów? Math kompletnie nie wiedziała czego się łapać, topiła się w tym, co się działo w niej i obok niej. Tak naprawdę... Powoli wariowała w tych słowach, które były złe. Zwyczajnie niedobre.
- Nie wiesz nic o Kaiu, nie wiesz nic o tej dziewczynie i nie wiesz nic, co miałoby jakikolwiek sens. Nie wiesz! - Rzuciła z desperacją szukając czegokolwiek, czego mogłaby się przytrzymać choć przez kilka sekund tej rozmowy, która była dość toksycznym doświadczeniem.
- Nie przyszło Ci nigdy do głowy, że niektórzy nie potrzebują szukać tabunu osób, które by im współczuły tylko wolą niektóre rzeczy zatrzymać dla siebie? - Rzuciła nieco zirytowana, bo choć nie miała już sił to nie wyobrażała sobie momentu, w którym krzyczy: "pomóżcie mi" i to wcale nie było lękiem, że nikt nie przyjdzie. To była po prostu mizerna próba udowodnienia wszystkim, że da sobie radę sama... Bez opieki, bez kogoś kto ciągle ją zamykał w swoich ramionach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Wto Lut 11 2014, 19:32

Taka głupia. Taka naiwna. Sparks miała nieodparte wrażenie, że dziewczyna nie ma pojęcia co się dzieje wokół niej. Jaka jednak była prawda? Nie miała pojęcia. Nie chciała w to brnąć. Patrzyła na kogoś kto jest zagubiony. Na kogoś kto wierzył, że życie może się poukładać w taki sposób jak sobie wymarzy, ale przecież nie było takiej możliwości. Nic już nie będzie takie jak kiedyś, a Szafir miała tego świadomość. Zdawała sobie sprawę, że nic nie będzie tak jak było wcześniej. Jej życie też nie układało się tak jak powinno, ale to właśnie teraz, ona pociągała za sznurki. Teraz to ona decydowała. Teraz to ona mogła podjąć decyzję i powiedzieć, że coś jest dobre, ewentualnie coś jest złe. Czego jednak oczekiwała od kolejnego dnia? Ekscytacji. Adrenaliny. Inspiracji.
Nie dostawała tego. Tęskniła za tym tak cholernie. Ludzie przewijali się przez jej życie, a to sprawiało, że chciała wracać do pewnych wspomnień. Chociażby brat tej idiotki, która teraz patrzyła na krukonkę jak na nawiedzoną wiedźmę. Jednak ona wspominała Romea. Pamiętała o Twycrossie, który był jej tak bliski, a Merlin mi świadkiem, że tęskniła. To była jedna z niewielu person w jej życiu, które miały dla niej jakąkolwiek wartość. Zaraz potem możemy dojrzeć w niej tęsknotę za… No właśnie – za kim? Za chłopakiem z Kanady, który sprawił, że na chwilę zapomniała o tym kim jest? Za chłopakiem, z którym wielokrotnie w trakcie najgorszych kłótni kończyła na biurku, w łóżku, na podłodze, bądź gdziekolwiek gdzie właśnie się kłócili? I nie myślała wtedy o Wilku. Nie myślała wtedy o nikim kto został w Londynie, a ona… Ona wtedy tkwiła chora i rozbita za oceanem i to było piękne. Nie musiała myśleć. Martwić się. Przejmować. To samo mogła poradzić Mathilde.
-Nie wiem nic? – Wzruszyła teatralnie ramionami, a po chwili spojrzała jeszcze ran Australijkę zastanawiając się dlaczego tak bardzo cierpi. Co ta miłość robiła z ludźmi! Czy naprawdę osobniki, które tyle odczuwały były tak głupie, że na własne życzenie dawały się krzywdzić? To naprawdę… Głupie.
-Jest ojcem. Ma córkę. A ona? Ćpunka. Cudowna rodzinka. Pasowałabyś do nich. Nie proponowali Ci tego byś została matką chrzestną? To byłoby rozkoszne! Tak samo jak ten durny ślizgon… Zostałby ojcem chrzestnym. Ciekawe jak to jest… - Zastanowiła się przez moment, drapiąc delikatnie paznokciami po policzku, niby to myślała, niby to analizowała, ale tak naprawdę wiedziała co chce powiedzieć. Miała świadomość, ale może lepiej by było gdyby teraz zamilkła. Chociaż jeśli ktoś nie znał Sapphire Sparks mógł tępo wierzyć, że dziewczyna odpuści. Ci, którzy ją znali mieli świadomość, że to był dopiero początek tej jakże perwersyjnej gierki.
-Pomyśl Villadsen. Może naprawdę powinnaś się do nich zgłosić. Mogliby Ci podrzucać dzieciaka, czy sama nie chciałaś w przyszłości urodzić Youngowi dziecka? A gdzie Twój braciszek? Uch, znów pewnie woli spędzać czas z jakąś tutejszą panienką niż przejmować się jakże… Nijaką i nic nie wartą siostrzyczką. Ach, Romeo… Romeo… Czemuż Ty jesteś Romeo… Wybacz, nie ta bajka! – Wywróciła oczami, a po chwili podeszła do australijki jeszcze bliżej, cały czas wbijając w nią wzrok. Musiała mieć pewność, że dziewczyna jest słaba. Nic więcej nie miało znaczenia. Nie teraz.
-Ty natomiast uwielbiasz obarczać innych swoją osobą, bo nie poradziłabyś sobie z byle bzdetom. Jesteś zbyt słaba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Sro Lut 12 2014, 23:49

Słaba, zaspana, artystyczna, niewinna, dziecinna, uśmiechnięta, wrażliwa, czuła, troskliwa, kochana, altruistyczna, sympatyczna, przyjacielska, wygadana, roztargniona, niedojrzała, lojalna, potulna, beztroska, wytrwała, w gorącej wodzie kąpana, delikatna, wielkoduszna, przyjazna, energiczna, twórcza, impulsywna, sentymentalna, strachliwa, uczuciowa, wierna. Słaba, choć wielu zaprzeczało. Mówisz na nią dzieciak, ona nawet nie zaprzecza. Zaspana, bo uwielbia leżeć godzinami w łóżku szukając w poduszce najpiękniejszych snów. Artystyczna, bo tworzy świat, nie żyje w nim, lecz barwi go akwarelami o zapachu różanym. Niewinna, bo gdy kłamstwo ją dusi jedyne, co robi to szuka furtki do prawdy, do lekkości, która o tym zapomni. Dziecinna, bo sam widzisz jak to jest, gdy ma zbyt wielkie serce opatulone słodkością. Uśmiechnięta, bo to wszystko czym chciałaby obdarować ludzi... Iluzją, że wszystko jest w porządku. Wrażliwa, bo na każdy ból gotowa jest zainterweniować nie spodziewając się tego, co dalej może się stać. Czuła... Z pewną dozą nieufności podchodzi do dotyku, reakcji międzyludzkich, lecz nad każdym rozwodzi się przez dłuższy moment badając, co może mu sprawić przyjemność. Troskliwa, możesz mieć pewność, że w jej dłoniach nie spadnie Ci włos z głowy, choćby miała za to przepłacić życiem. Kochana... Kochana, bo odda Ci wszystko, tak bowiem pojmuje przyjaźń i miłość. Przyjacielska... Zaparzy herbaty, wszystko jej opowiesz. Altruistyczna - wszyscy tylko nie ona. Sympatyczna - bo przedstawi Ci swoje imię w kilku tonacjach, a potem nauczy Cię je wypowiadać po francusku. Wygadana - bo potrafi składać ze słów piękne, bukietowe opowieści. Roztargniona, bo nigdy nie jest do końca pewna, która jest godzina. Niedojrzała... Bo nie widzi w niczym problemu dopóki to nie zrzuci jej ze schodów. Lojalna, bo nie wyobraża sobie karmić kogoś kłamstwami. Potulna, bo zgodna Ci wybaczyć. Beztroska, bo oczy dziecka pozwalają widzieć więcej. Wytrwała... Uprze się i tak wyjdzie na jej. W gorącej wodzie kąpana, bo raz postanowione po prostu ma się spełnić. Delikatna... Szukająca tej ulotności w każdej rzeczy. Wielkoduszna, odda Ci serce, a w zamian nic nie weźmie. Przyjazna, bo nie toksyczna. Energiczna, bo nie wyobraża sobie tkwić w miejscu. Twórcza... Z niczego zrobi wszystko. Impulsywna... Nagłe decyzje to jej specjalność. Sentymentalna... Miałeś piękny uśmiech podczas waszego pierwszego spotkania! Strachliwa, gotowa na dźwięk każdego lęku wskoczyć pod koc. Uczuciowa, bo ślepo brnąca w relacje, które kolą ją za bardzo. Wierna, choć wmawiasz jej, że jest inaczej... A jednak... Nic niewarta.
Stojąc tu czuła jak załamuje się pod ciężarem własnego ciała, powoli przechodził przez nią dreszcz prawdy. Szum wspomnień, zasłyszanych opowieści płynął przez mathildowy umysł układając się w najsmutniejszą historię, którą dane Ci było kiedykolwiek usłyszeć... I straciła dystans, pękła ostatnia bariera, ale łzy nie nadeszły. Patrzyła pusto w Szafira, który używał słów jak sztyletów pewny tego, że może nimi przebić wszystko. Przebiła... Jednak nie mogła roztrzaskać uczucia, którym darzyła każdą z osób pojawiających się w jej życiu. Bo swoich uczuć była pewna... Pewna tego, że gdyby musiała oddać serce, duszę czy zaprzedać się diabłu dla ocalenia życia kogokolwiek... Zrobiłaby to bez mrugnięcia okiem. Nie potrzebowała do tego swojej beznadziejności, w której ją utwierdzano. Ona wiedziała... Wiedziała, że nie jest już istotna, że upada powoli pomiędzy tym, co się działo. Może miałaby szansę gdyby nie fakt, że były listy... Że była taka Sapphire, że były myśli... Że powinna ocalić wszystko, co ma by zapakować to i oddać... Oddać ostatnie pokłady troski dla ocalenia innych, ale nie siebie. Jakimś pokrętnym rozumowaniem dotarła do miejsca, gdzie zauważyła ogromnego potwora człapiącego ku niej w czarnej sukni opiętej na galaretowatym ciele... Zasuwał za sobą zasłony na wszystkich oknach na świat... I następowała ciemność. Nadchodził stały zmierzch. A na imię mu dane było Samotność towarzyszyła mu wierna kochanka - Ciemność. Przenikały się żarliwie w pożądaniu zżarcia wszystkiego. I w ten sposób Math osunęła się na pokrywę śniegową słysząc jakby zza ściany Sapphire zbyt dumną. Odpływała z niej energia, odpływała z niej nadzieja. Pojawiały się lęki gotowe uświadomić ją jeszcze bardziej w tym jak niska była...
Umarł cały... Magiczny pył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Sob Lut 15 2014, 20:38

Emocje są dla ludzi, którzy uwielbiają niszczyć swoje życie. Są dla tych, którzy są tak piekielnie słabi. Sapphire nie cierpiała czuć czegoś co mogło w pełni pokrzyżować jej plany. A teraz? Teraz coś mogło się zmienić, dlatego nie mogła pozwolić na to, że jej gospodarka zostanie w pełni zaburzona. Nie chciała tego. Nie mogła do tego dopuścić. Zbyt abstrakcyjnie i zbyt nierealne, czyż nie? No właśnie. Dochodzimy do momentu, w którym Szafir z całą pewnością może stwierdzić, że nie chce mieć nic wspólnego z kimś takim jak… Jack Reyes. On był w stanie zburzyć wszystko na co pracowała przez ostatni rok. Wyzbyła się wszelkich uczuć. Wyzbyła się sentymentalności. Wyzbyła się tego co ją skrzywdziło, a Mathilde? Mathilde nadal tkwiła w martwym punkcie tak jak kilkanaście miesięcy temu właśnie Sparks. Kiedy to jej siostra z taką łatwością zburzyła jej karierę baletnicy. Kiedy to chłopak, którego tak bardzo kochała zostawił ją bez słowa wyjaśnienia, a uczucia wyśmiał, bo tak było łatwiej. I potem zjawił się Kanadyjczyk, który sprawiał, że Szafir zapominała o wszystkim, ale on też ją oszukał. Wszyscy ją oszukali, a ona? Czy oszukała kogoś? Tak, jedną osobę.
Kiedy przyjaźń z Twycrossem uległa diametralnej zmianie. Jednak do tej pory coś ją z nim łączyło. Sentymentalny tatuaż… I gdyby tylko miał świadomość, że to co się między nimi wydarzyło, gdy mieli po czternaście lat miało dla niej jakieś znaczenie to pewnie inaczej by spojrzał na dziewczyną, którą była w tym momencie.
Wbijała szafirowe oczy w Villadsen mając nadzieję, że ta w stanie. Nie lubiła ludzi słabych i takich, których jest łatwo złamać, a przecież właśnie to robiła w tej chwili, czyż nie? Dokładnie to robiła! Szafir nie musiała się nawet wysilać kiedy to różdżką wycelowała w dziewczynę, tak bliską upadku. Świdrowała ją tęczówkami, a mimo to nie mogła spodziewać się czegoś innego niż płacz i lament.
-Kocham Cię… Mathilde Villadsen, kocham Cie! – Wspomnienie było tak bliskie, a zarazem tak dalekie. Obraza Kaia Younga mógł w tym momencie rozbijać się w głowie perłowowłosej istoty.
-Kai, jesteś dla mnie najważniejszy! – Odpowiedziała z równym entuzjazmem puchonka, a Szafir? Szafir wywróciła tylko oczami, bo sama kiedyś używała takich słów, a teraz stroniła od nich jak najbardziej.
Pokręciła głową, a po chwili weszła jeszcze głębiej i to co zobaczyła było tym co chciała widzieć. I nie musiała długo czekać, trwało to raptem kilka chwil.
- „Veronique...! - zaprotestował, zwracając się w jej stronę. Sam nie wiedział czemu to słowo padło z jego ust. Wspomnienia. Pomówienia. Co się dzieje? Co jest? - Nie no to bez sensu, tu nie ma miejsca dla nikogo. Nie powinno Cię dzisiaj tutaj być...- burknął pod nosem, zbierając w końcu słowa do kupy. Zwracał się do Mattie czy do Very?”
-Jesteś taka głupia Villadsen. On Cię przecież nie kocha, gdyby tak było nie zrobiłby Ci tego. Kto to Veronique? – Mimo, że Szafir była ciekawa to dała odetchnąć Dunce, nie mogła sprawić by dziewczyna się złamała zbyt szybko. Wbrew pozorom Sparks chciała jej pomóc pokazując to wszystko co było dla niej raniące i tylko dzięki tym wspomnieniem Math miała szansę stanąć na nogi, o ile obejrzy wszystkie sytuacji z boku… Nie mogła tkwić w gównie, które ją zabija. Szafir nie chciała jej zabić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Sob Lut 15 2014, 21:40

Odbierzesz jej wiarę, tylko wtedy jeśli ją zabijesz.
Taka była prawda, ona do śmierci będzie w każdym widziała coś pięknego, coś niepowtarzalnego, co można wielbić, wznosić ponad chmury, bowiem masz coś, czego nikt inny na tym świecie nie posiada. To nie jest wada, że tego nie widzisz. Gdybyś mógł to zobaczyć, byłbyś zbyt zadufanym w sobie kamieniem szlachetnym, diamentem, który wyznaczyłby zbyt wysoką cenę dla innych. Rozumiesz, prawda? Dlatego mamy kompleksy, by odkrycie piękna w nas należało do innych. To wtedy jest najbardziej lśniące. Najlepsze. Takie oto piękno Mathilde znalazła w Kaiu. Nie wierzyła, aby ktokolwiek je jeszcze zobaczył biorąc pod uwagę jego mamę, tatę... Czy brata, z którym nie miał dobrego kontaktu. Byli ślepi, a i nakarmili go uczuciem, że rzeczywiście nic nie znaczy. Tak samo jej zmarła siostra, ona nosiła w sobie pewnego rodzaju odmienność, która pozwalała być jej bliźniaczką, ale tylko fizycznie. I Mathilde inaczej pojmowała siostrę niż wszyscy, może dlatego że była częścią układanki i Bóg nie pozwalał jej na to patrzeć.
Teraz upadła pomiędzy wspomnieniami odszukując dłońmi swoją twarz, którą zakryła, bo pobladła bardziej niż zwykle, nie mogła złapać oddechu, w tych obrazach, w tych krzykliwych słowach nie było czegoś naturalnego. Powolnego przekładania stron, to był jak piorun, który rozbijał wszystko i nakazywał patrzeć. Patrz, bowiem to jest twój ostatni moment! Zatem patrzyła na twarz Kaia przeradzającą się w Veronique i odwrotnie. Potem widziała siebie w jego ramionach i sieczka od nowa. Kocham Cię. - nie, nie kochasz mnie - sprostowała teraźniejsza Mathilde. Bo gdyby ją kochał, gdyby choć przez chwilę znał te dwa słowa znałby ich znaczenie, a ona nie leżałaby tutaj teraz przed Krukonką i nie dryfowałaby pomiędzy sieczką łez i krzykiem, który blokował możność oddychania.Tak bardzo zła. Odrzuciła dłonie od twarzy, a przez jej szmaragdowe oczy przebiła się złość. Wróciła na moment, mogła zobaczyć swojego oprawcę, ale nie potrafiła odpowiedzieć na zadane pytanie. Przecież teraz zdawała sobie sprawę z najgorszych momentów swojego życia, które cięły się jak zaraza upadając co raz głębiej. On, ona, ono, cholerne ono. Bo tyle z nich wyszło.
Mathilde płakała, bo na tyle mogła sobie pozwolić. Na nic więcej. Żadne słowa nie przechodziły jej przez gardło, żaden krzyk, żadna pomsta do nieba. Gdyby mogła umrzeć wybrałaby ten moment. Jednak nie miała odwagi poprosić, aby ta ją zabiła. Samobójcy byli tchórzami, a ona nie chciała być tchórzem. Jeśli miałaby umrzeć to nie swojej ingerencji. Ona dostała życie, które powinna chronić, a nie wystawiać je na próby i na kuszenie szatana. Nawet natura mogłaby pomóc jej zamarznąć tutaj, gdyby tylko Szafir odszedł. Mimo jej intencji...
- To ktoś, kim nigdy nie będę. - Wycharczała czując każdą z łez, każdy ból i mróz.
Zrób więcej... Pokaż jej więcej.
Jezu jak przeszłość boli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Nie Lut 16 2014, 23:40

Słyszysz to kapanie? Nie? Usłysz je. Posłuchaj. Chodź. Chodź bliżej. Chodź do mnie. Właśnie tutaj. Właśnie teraz. Wiem, że się boisz, ale wiem, że z drugiej strony chcesz. Jesteś taki chory. Jesteś tak bardzo chory i psychodeliczny, a to mnie zarzucisz, że jestem wariatką, która rozkurwia wszystkim dookoła życie. Nie. Ja nie jestem chora. Jestem nadzieją na nowe jutro. Jestem czymś co możesz dostać. Wiesz, nie jestem jebaną psychopatką, którą możesz zdobyć kilkoma żałosnymi słowami. Nie jestestwem kimś kto zna takie pojęcia jak litość. Współczucie. Empatia. Nie jestem empatyczna. Mogę jedynie patrzeć na Twój upadek, który jest bliższy bądź dalszy. Zastanawiasz się dlaczego tego chcę? To proste. Karmę się słabościami. Karmię się bólem psychicznym. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie tylko ja cierpiałam. Wierzę w to, że są też inni, którzy cierpią potworne katusze jak ja. Mam tego świadomość. Mam świadomość, że to co robię jest słuszne. Jestem Twoim wybawcą. Mogę być Twoim pieprzonym Bogiem, który wykradnie Cię z ramion śmierci. Szepnij tylko słowo. Powiedz, że naprawdę tego chcesz…
Myślisz, że to mówiła? Chciałbyś wiedzieć czy użyła słów bądź też próbowała się wtopić w Twój umysł? Nie powiem Ci. Musisz mieć świadomość, że pewne kwestie życia będą nas nurtować wiecznie, ale mogę podpowiedzieć coś, a wiem, że tego chcesz. To co piszę jest dla Ciebie chlebem powszednim, a dla Sparks ta sytuacja jest życiodajnym źródełkiem. Przeżywa orgazm. Jęczy pod falami podniecenia, który zalewają jej umysł. Villadsen cierpi, a Szafir może patrzeć na upadek Australijki. Tak bardzo piękne uczucie, które wypełnia każdy fragment jej zmęczonego ciała. Oddech krukonki, który perłowo włosa dziewczyna mogła czuć na swoim karku. Sapphire próbowała ją osaczyć. Próbowała czegoś nadzwyczaj… Przebiegłego. Była sprytna. Wiedziała, że to co robi jest właściwie bo zamyka Mathilde w klatce, z której nie ma ucieczki. Sieje w jej umyśle zamęt. Sieje coś na wzór… Psychodelicznego obrazu końca. Finał tej historii jednak nie jest wszystkim dobrze znany.
Słyszysz to kapanie? Usłysz je. Posłuchaj. Ktoś tu idzie. Idzie żeby Cię zabrać, ale nie znajdą Ciebie. Nikt mi Ciebie nie zabierze moja słodka. Nie pozwolę im Cię zabrać. Nie możesz teraz stchórzyć. Nie możesz uciec kiedy dopełnia się Twoje przeznaczenie. Powinnaś mi zaufać. Przecież wiesz, że to co robię jest słuszne. Masz świadomość, że to co podsuwa Ci Twój umysł jest właściwe. Wiesz, że to wszystko to prawda. Dlaczego udajesz, że tylko wymyślam te wspomnienia? Dlaczego uważasz, że podsuwam Ci coś co się nigdy nie wydarzyło? Nie bój się. Pozwól mi. Pozwól mi wejść jeszcze głębiej.
Słyszysz to kapanie? Usłysz je. Posłuchaj. Wiem, że tego chcesz. Chciałabyś się podnieść, ale nie potrafisz. Słyszysz teraz kroki. Znowu kroki. Są bliżej, coraz bliżej. Mamy mało czasu. Musisz uwierzyć. Musisz zaufać. Musisz zrozumieć, że dasz radę. Nie jesteś słaba. Gdybyś była, zapewne pomogłabym Ci teraz spaść. Mogłabym Cię rzucić w ta przepaść, bo przecież o to chodzi. Ona też spadła, prawda? Twoja siostra spadła z klifu. Nie widziałaś tego, ale masz świadomość, że Kai wolał byś to Ty wpadła, a ja teraz mogę odtworzyć każde wspomnienie byś zdała sobie sprawę, że zawsze byłaś drugą. To takie piękne. Jak się z tym czujesz? Z tą świadomością, że nie masz dla niego znaczenia? Co z tego, że mówił „kocham Cię”? Wiesz, że to wierutne kłamstwa. On kochał tylko Veronique, która już nie żyje, a Ty jesteś jedynie martwą kopią swojej siostry. Popatrz na nią. Popatrz jak się uśmiecha. Widzisz to? Ja już tak. Widzę ją i jest dla mnie namacalna, dla Ciebie też? Powiedz, że też… Czujesz ją. Jej ciepły oddech. Widzisz jak całuje się z Kaiem. I nagle… Pustka. Czarny obraz, bo nie chcę Cię stresować. Nie chcę byś cierpiała. Ty już cierpisz, nie potrzebuję więcej, chociaż… Powinnam pokusić się o jeszcze jeden obraz. Chcesz? Powiedz, że chcesz. Wiem, że chcesz. Chcesz.
Słyszysz to kapanie? Usłysz je. Posłuchaj. Nikogo już tu nie ma. Jesteśmy same, a Ty oglądasz to co Ci podsuwam. Widzisz każdy fragment swojego marnego życia jakby to był film. Siostra. Ojciec. Bracia. Ukochany. Poczuj mój oddech na swoim karku. Poczuj, że to co się dzieje, dzieje się naprawdę. Nie jestem senną marą. Nie jestem koszmarem, choć próbujesz go ze mnie zrobić. Jestem Twoim wybawcą. Jestem Twoim pieprzonym Bogiem.
Słyszysz to kapanie? Usłysz je. Posłuchaj. Znów ktoś przyszedł. Kai. Veronique. Peter. Oni wszyscy tutaj są. Patrzą na Ciebie i mówią, że jesteś ich słodkim pączuszkiem. To takie urocze, obraz przykładnej rodziny. Pamiętasz ich, ale masz wrażenie, że kłamią. Young kłamał, przecież nie mógł pokochać takiego słabeusza jak Ty. Naprawdę wierzysz, że to jego… Kocham Cię – jest prawdziwe? Przykro mi. Musisz zrozumieć, że gdy to mówił myślał o Twojej siostrze. Nawet użył jej imienia. Pamiętasz? Pamiętasz jak z Ciebie zadrwił? A ojciec? Kochany tatuś, który próbował Ci pomóc, ale Ty odtrąciłaś go. Odtrąciłaś go, bo chciał dać nauczkę Youngowi. Wierzysz w to, że ten imbecyl do Ciebie wróci? On ma dziecko. Ma dziecko. Dziecko. Musisz mieć świadomość, że zawsze byłaś druga. Marna podróbka swojej bliźniaczki. To Ty powinnaś umrzeć. Nie ona.
Słyszysz to kapanie? Usłysz je. Posłuchaj. Nikogo już nie ma.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 25
  Liczba postów : 21
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6999-gilbert-romeo-villadsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7037-daj-mi-natchnienie-chce-zapisac-twe-wspomnienie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7038-fabian




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Wto Lut 18 2014, 21:57

Zawsze miała dla niego czas. Zawsze miał na kogo liczyć. Zawsze potrafiła wysłuchać. On ostatnio wcale nie miał dla niej czasu. Może przeżywał swoje własne katastrofy, a może wręcz przeciwnie, wcale ich przeżywać nie chciał. W końcu było o jedno ziarenko w czarce za dużo. Każdy przecież ma jakiś próg wytrzymałości. Czasami mamy ochotę znaleźć się w równoległym świecie żeby choć na chwilę móc poudawać kogoś innego. Żyć życiem, które wcale do nas nie należy. Ile razy zdarzyło Ci się udawać kogoś innego niż tym kim jesteś? Miał wyobraźnię. Potrafił każdego opisać tysiącem słów, a co za tym szło był mistrzem tworzenia. Wymyśliłby Cię od nowa gdyby taka potrzeba zaszła. Lubił myśleć. Wyobrażać sobie. Poznawać każdy szczegół Twojego życia żeby móc zmienić jeden niby nieistotny element żeby cała układanka przestała mieć sens. Było mu z tym źle. Przecież już za pierwszym razem zobaczył, że coś jest z nią nie tak. To spojrzenie. Jego nie dało się oszukać. Czytał w niej jak w otwartej księdze, a jednak coś przeoczył. Twierdząc, że to ma związek z tym pajacem Youngiem próbował oszukać samego siebie? Teraz czuł, że wcale nie był lepszy od niego. Głupie myśli. Chore akcje przewijały się przez jego głowę. Jak mógł być taki ślepy!
Dzisiaj miał wiele rzeczy na głowie. Jak zawsze. Trzeba było uzupełnić braki w butelkach whiskey, bo bez tego przecież nie mógł tworzyć. Od dawna nie potrafił. Coś jakby zawsze mu umykało. Jakaś iskierka, która się pojawiała zupełnie nagle i tak samo szybko gasła. Na stoliku, przyklejony gdzieś do śladu po szklance leżał liścik. Tak właściwie to mały skrawek pergaminu, na którym było tylko kilka słów. Idzie tam gdzie historia się zaczęła? Cholera Titi co Ty odpierdalasz?
Długo to nie trwało, kiedy odnalazł kurtkę, którą w pośpiechu narzucił na siebie. W międzyczasie odpalił papierosa, ale po kilku zaciągnięciach się zrezygnował. Czas go gonił. Był na tyle zdenerwowany, że dopiero po kilku krokach uświadomił sobie, że przecież wystarczy się teleportować. Nigdy nie zrozumie kobiet. Gilbert ogarnij się. Pyk i już go nie ma.
Nie lubił tego robić. Momentalnie robiło mu się niedobrze. Kiedy pojawił się u podnóża wzgórza, złapał się za brzuch i przez chwilę stał, uspokajając targające nim torsje. Stosunkowo niedaleko majaczyły dwie postaci, chociaż z tej odległości wyglądały jak matka z dzieckiem, pokazująca mu krajobraz, czy coś w tym stylu. Nie wiedział kim jest ta druga osoba, ale niezależnie od odległości ten perłowy kolor włosów rozpoznałby wszędzie. Zdecydowanym krokiem w dosłownie chwilę znalazł się przy tej dwójce i na powrót niedobrze mu się zrobiło, widząc swoją siostrę w tej pozycji. Nie to jednak było głównym powodem. Ten, stał sobie beztrosko, szepcząc jego ukochanej kruszynce do ucha jakieś podłe rzeczy.
Zazwyczaj dobrze się obchodził z kobietami. Tak jak to robią dżentelmeni, mimo że nigdy nim nie był. Jednak dobre wychowanie sprawiło, że z manierami nie miał problemu. To wszystko jednak oddaliło się gdzieś na drugi plan, kiedy najważniejszą osobę w swoim życiu widział niemożliwie cierpiącą. Nie pozwoli na to. Jebać maniery. Jebać kobiety. Jebać Cię Szafir. Na potwierdzenie tych słów, w kilka sekund znalazł się przy ciemnowłosej dziewczynie, odruchowo łapiąc w garść jej włosy i wyginając ją w łuk, tak że teraz jego usta znajdowały się przy jej uchu.
- TY PO-PIE-PRZOOOONA SUKO! Możesz mi szybko wyjaśnić co Ty w tej chwili odpierdalasz?!- wydarł się jej do ucha, z całą pewnością przyprawiając o szumy uszne, jakie zazwyczaj się ma po koncertach, stojąc za blisko sprzętu nagłaśniającego. I dobrze. To nie była kobieta. Jeszcze nie wiedział co zrobiła, ale doprowadzając jego siostrę do tego stanu, mogła być jedynie potworem. No bo nawet głupi, widząc tą scenę nie zastanawiałby się czy przypadkiem może Sparks była tutaj dobrą duszą i tylko pocieszała Villadsen. Poza tym on zawsze wiedział, że coś z nią nie tak. Ale to już inna historia. W tym momencie był z siebie cholernie dumny, że zakończyła się tak krótkim epizodem.
- Titi, skarbie... - jego głos nieco zelżał. Nawet nie wiedział co powiedzieć. Czuł się winny. To wszystko przez niego. Może... Może gdyby wykazał więcej zainteresowania... Nawet nie miał pojęcia co tutaj zaszło. Dlaczego jego siostra jest na klęczkach, cała zapłakana i co to miał być w ogóle za list. Nie przeżyłby gdyby kolejna z sióstr tak szybko go opuściła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Czw Lut 20 2014, 20:10

Pękła już dawno. Kilka rzeczy jej nie wyszło. Innych kilka wypadło z rąk, gdy wbiegła po schodach do Ciebie... Do Ciebie by Ci pomóc, może służyć dobrą radą, uśmiechem wplecionym w porcelanową twarzyczkę z różowymi rumieńcami. Ale nawet Math wiedziała, że nie można całe życie walczyć. Iść ku Tobie, gdy tak naprawdę szukasz co raz bardziej wymyślnych ścieżek by się uwolnić.
Powiedz coś, bo się poddaję i rezygnuję z Ciebie...
To w jej głowie zabrzmiało, kiedy dziewczyna brnęła przez zaułki jej naiwności i źle posegregowanych wspomnień. Powiedz coś, bo zrezygnuje na pewno, chociaż Cię kocham. Powiedz coś, bo mam dość. Powiedz, że mnie kochasz. Powiedz to. Boże nie wyobrażasz sobie jakie to ważne... I nie powiedział, a ona zrezygnowała... Jeszcze jedno mrugnięcie powiek i Sparks mogła zobaczyć coś innego. Oto szesnastoletnia Mathilde Villadsen stała u szczytu schodów trzymając się mocno barierki w domu obserwując siostrę z góry... Tak oto widziała swoje lustrzane odbicie, które wyrywało się z peterowych ramion, które wręcz krzyczały, by jedna z córek przestała wariować i wyjaśniła pochodzenie szalonych zachowań. Mathilde nie lubiła agresji w tej postaci, więc tylko zamknęła oczy wycofując się do tyłu słysząc tylko przedzierające się: "Ale ja bardzo go kocham". Jeszcze nie wiedziała, że pod tym samym adresem umieści te same słowa w milionach tonacji. Taka zagubiona... Kolejne wspomnienie i siedziała na piasku skąpana w promieniach popołudniowego słońca patrząc z boku na Veronique, która wydawała się zabsorbowana podręcznikiem do Historii Magii. Jednak wystarczył jeden moment, żeby oderwała się od niego... Zobaczyła go. Kaia, którego tak bardzo mocno kochała. Może za mocno... I już do niego szła porzucając bliźniaczkę i myśl, że jutro ma przecież ważny sprawdzian. I jakiś czas później, w tym samym słońcu, cieple... Math była tu sama, a po chwili czuła delikatny dotyk dłoni Kaia na nagich plecach. Nie musiała się odwracać. Tylko on mógł jej dotykać w ten sposób.. Tylko on mógł ją zapewnić o tym, że jutro znów wszystko będzie żyło tak samo jak wczoraj. Pomimo wielkiej tragedii rozrysowującej się w historii tej szkoły. Mathilde odsunęła od siebie te myśli ściskając jego rękę i sprowadzając na piasek, aby po chwili ułożyć głowę na kaiowym ramieniu... Lecz zanim znów padło kocham Cię, Sparks szła dalej. Znów była Veronique, która opowiadała Mathilde o przepięknym balu, o jakiś sukienkach. Tilli wiedziała, że ją uwielbia... Ekscytowała się w specyficzny sposób, ni z tego ni z owego podeszła do siostry, by przytulić się do niej beztrosko, a w ten idylliczny obrazek zaraz wplotły się słowa... Kocham Cię. I znów. Dwa słowa o różnej tonacji znaczeń. Wisiały w niej niczym lampiony, tak ważne by otulić sentymentalnym blaskiem wszelkie zakochane pary. Chciała dobrze. Nie chciała cierpieć. Ale wiedziała, że musi dać odejść wszystkim, których czas w jej życiu już minął. Kai, Veronique... Veronique, Kai.  To przecież była przeszłość... I jeśli się już z tym pożegnała... Sparks mogła obejrzeć to życie niczym trailer najnudniejszej historii, niczym trailer czegoś, co nie zdążyło się dobrze zacząć, a już upadło z hukiem.
Przez szmaragdowe oczy przebijały się teraz łzy... Ten gwałtowny proces obmywał policzki i rozmywał tusz. Nie miała siły wstać, zamknąć umysłu. A Sparks nieustępliwie wertowała ją dalej.
Przykro mi, że nie mogłam do was dotrzeć - słowa z kolejnego wspomnienia. Mathilde malowała siedząc w pracowni w domu. Powoli nakładała kolejne warstwy farb na płótno. Na nikogo nie czekała. Wszelkie kolory wydawała się być smutne, nieżywe, więdnące. Żegnała się z każdym. Każdego określała kolorem i koniec z końców wychodziła z tego abstrakcja. Och witaj życie...
Po chwili jednak Math wytoczyła właśnie ten obraz jako ostatni widoczek dla Sparks zamykając w tym wszystkim wspomnienia. Wszystko, co kochała, co zdążyła oblubić  i musnąć swoim dotykiem. Teraz stanowiło mur... Choć słaba powoli zamykała się w tym małej malowance... Kocham Cię... przebiło się przez jej głowę ostatni raz, ale tak zniekształcone i sztuczne, że Math wiedziała, ze to jej chora podświadomość, która nie zna nadawcy, ani adresata... Nagle jednak odczuła ulgę, zbiegła bariera, zbiegł ból przebijający ją na wskroś. Nie docierały do niej dźwięki zewnętrzne. Rozsypana leżała w śniegu kłębiąc się w tej papce jak płatek, który wtapia się w całość. Mogłaby stanowić część tej dekoracji... Była integralna, opuszczona, samotna... Zbolała, przebita wszystkim, co było dobre, bo zgorzkniało.
I nie wiedziała, że jest tu Gilbert, że znów ktoś ją ochroni, że znów ktoś okaże się zbawieniem... Że znów. To ktoś, a nie ona. I była słaba... Otworzyła się sama, wypływał z niej ból. Powoli otworzyła oczy nie widząc nic...
Przykro mi, że nie mogłam do Ciebie dotrzeć. Przecież podążyłabym wszędzie za Tobą. Powiedz coś, bo rezygnuję z Ciebie i to z Tobą się żegnam.


[ztx3]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Montreal/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 397
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 338
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7376-sunny-m-grimes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9197-dawno-dawno-temu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7378-sunny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7379-sunny-m-grimes




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Nie Mar 23 2014, 17:20

Przez całą drogę zagadywała Vienne wymyślonymi na poczekaniu strategiami, które podobno wymyślił Lazare. Nie widziała jej na ostatnim treningu, więc tym łatwiej było jej ją wkopać. Zwłaszcza że była w miarę wiarygodną osobą na takie informacje, zważywszy na jej popis podczas ferii w Lynwood. Rozgromiła wszystkich z niewiarygodną łatwością, zyskując tym samym w oczach trenera.
Doskonale wiedziała, dokąd idą, ale wolała wciąż paplać, odwracając uwagę koleżanki, która z pewnością nie byłaby zadowolona z tak długiego spaceru, zważywszy na to, że zaczęło się ściemniać.
W pewnym momencie zatrzymała się, rozglądając wokoło, jakby była zdziwiona tym, że znalazły się w okolicy gór.
- Ale daleko zaszłyśmy, wybacz – mruknęła. – Chyba powinnyśmy wracać, bo…. Słyszałaś?!
Nie wiedziała, czy Vienne jej uwierzy, zważywszy na to, że nic nie było słychać, ale właściwie Sunny od zawsze wydawała się wszystkim dziwna, więc kto wie. Miała tylko nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z jej planem i zaraz na dobre pozbędzie się wszelkich problemów.
- Pójdę sprawdzić, co to – mruknęła, wyciągając różdżkę i weszła za jakąś ogromną skałę. Szybko sięgnęła do kieszeni po lusterko i skupiając się najlepiej jak mogła, zmieniła swój wygląd na ten należący do jakiejś rudej Krukonki, którą minęła w drodze do oranżerii. Już za późno na takie bajery, ale może jeśli Vienne zobaczy, że zaatakował ją „ktoś inny”, Sunny nie wpadnie w kłopoty. Zawsze mogła zmienić się w Watsonównę, ale po co. Zwłaszcza że Lunarni raczej nie interesowaliby się kimś mugolskiego pochodzenia.
Wyskoczyła zza skały, celując różdżką prosto w Vienne i wypowiedziała zaklęcie, modląc się w duchu, aby poskutkowało.
- Petrificus Totallus
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Ottawa, Kanada
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 73
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 89
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5521-vienne-de-sauveterre
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5522-sowa-vi




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Sro Mar 26 2014, 19:00

Vienne pogubiła się już całkowicie w tym, co Sunny jej opowiadała. Naprawdę nie wiedziała już, co myśleć, ale szła za koleżanką i w sumie nie wiele ją to obchodziło. Dawno już nie wychodziła z zamku i nawet dobrze zrobiło jej taki spacer.
Jednym uchem słuchała całkowicie pogrążając się w swoim świecie. Może i Sunny miała jakieś dobre pomysły i w sumie Vienne była przekonana, że pochodzą one od trenera. Ale się wyłączyła. Zdarzało jej się to coraz częściej i coraz mniej była tego świadoma. Robiła to automatycznie.
- Co?
Vienne gwałtownie przystanęła, kiedy Grimes zrobiła to samo. Po chwili dotarł do niej sens słów koleżanki. Możliwe, że coś faktycznie gdzieś tam było słychać, ale jak zostało wspomniane, Vienne wyłączyła się całkowicie.
- Poczekam - rzuciła i przystanęła rozglądając się dookoła.
W tych okolicach jeszcze nie była. Nawet tu ładnie, uznała, ale bez jakiegoś specjalnego entuzjazmu czy optymizmu. Nigdy nie była wielką fanką przyrody. Obracała się głownie na salonach i mieście.
Gdy tak stała i czekała, aż Sunny zechce wrócić, niespodziewanie, blondynka została zaatakowana. Na swoje nieszczęście, Vienne nie zdążyła sięgnąć ani po różdżkę, ani zrobić uniku. Zaklęcie trafiło ją całkowicie ją paraliżując.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28754
  Liczba postów : 34371
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Nie Maj 04 2014, 21:03

Stał tu zakapturzony. Głupie bachory, ile miał na nie czekać. Ile mogły iść, jak bardzo by się spóźniały gdyby tylko pokarał ich crucio? Tak należało zrobić. Takie kary należało umieścić w zamku, bo to jedyna słuszna kara. Bardzo dobrze. Niech cierpią głupie dzieci, które nie znają się na zegarku i w ogóle są straszne. W ogóle co to za sytuacja, że nagle okazuje się, że on musi tutaj stać? I to nic, że był maj i pachniała saska kępa, czy jak to tam leciało. Ale pomimo wszystko było mu jakoś zimno. Przestąpił na kulawą nogę, ale zaraz tego pożałował. Wyciągnął różdżkę przed siebie na wypadek gdyby trzeba któreś dziecko zaatakować i tyle z tego było. Czekał. Miał przygotowane pieniądze. Gardzili? To umrą.

Każdy kto tu przyniesie składniki zebrane na lekcji otrzyma 20 galeonów. Automatycznie robicie zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 669
Dodatkowo : ściągająca, bogini
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9159-ava-venus-erskin-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9161-ave
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9162-zloz-swoja-ofiare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9163-ava-erskine




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Czw Wrz 25 2014, 07:40

Ava nie chciała się po raz kolejny spóźnić na lekcję. Bała się znowu straty punktów, które mogły zaowocować szlabanem. Na ten na pewno będzie musiała przeczytać już Historię Hogwartu. Chyba powinna znaleźć jakiegoś przystojniaczka, bo nie wierzyła, że sama nie zaśnie przy tym tomisku. Zastanawiała się, dlaczego tym razem zajęcia mają się odbyć w terenie. Z racji tego, że zaczęła się jesień, ubrała się nieco cieplej i oplotła szczelnie szyję apaszką. Po ostatniej przechadzce w stroju bogini do Hogsmeade tak się przeziębiła, że teraz wolała się ugotować w czymś niźli znów czuć zimno. Kupione okulary trzymała w jednej z kieszeni. Gdy znalazła miejsce, w którym miała odbyć się lekcja, skrzyżowała nogi i czekała na początek. Ciekawe, co przyniesie dzisiaj dzień. Lanie wody poziom hard.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Brazylia
Galeony : 339
Dodatkowo : Opiekun Ravenclawu, Animag (Pantera), Zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 426
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3552-marco-ramirez




Specjalny






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Czw Wrz 25 2014, 11:34

Profesor Ramirez siedział na barierce, za którą rozciągała się droga w górę szczytu i czekał na swoich uczniów, którzy dzisiaj mieli odbyć lekcję zaklęć w terenie. Uznał, że przyda im się taka miła odmiana, a chociaż sądził, że jego lekcja będzie dość prosta, to chociaż miał nadzieję, że jego podopieczni się rozerwą. W końcu kto nie lubi od czasu do czasu posiać demolki? W miarę jak rosła grupka studentów, Marco zdawał się być coraz bardziej odprężony. Dobrze, im więcej osób tym ciekawiej. W pewnym momencie zeskoczył z barierki i uśmiechnął się lekko do zebranych.
- Witajcie, dzisiaj jak widać mamy małą lekcję w terenie. Czy wszyscy zakupili okulary ochronne? - zapytał i rozejrzał się po zgromadzonych, monitorując unoszone przez co poniektórych egzemplarze. - Świetnie, jednak jeśli ktoś o swoich zapomniał, nie będzie mógł wziąć udziału w zajęciach. Niech nawet nie próbuje się przemknąć, bo dzisiejsze zajęcia będą niebezpieczne. Widzicie to pasmo górskie, o tam?
Spytał, wskazując różdżką na góry nieopodal.
- Są niestabilne i nadają się do kontrolowanego wyburzenia, a wy właśnie tym się dzisiaj zajmiecie. Nie martwcie się o to, że zrzucicie skały na Hogsmeade. Na dole rzuciłem specjalną barierę, jednak musicie uważać, żeby nie zrobić krzywdy sobie, gdyż dziś korzystamy z zaklęcia bombarda, dającego dość nieprzewidywalne efekty, gdy czarodziej nie panuje nad swoją mocą. Chodźcie za mną, a gdy zbliżymy się do gór, ustawcie się w rzędzie i po kolei wyburzajcie fragmenty skały. Nie zapomnijcie założyć okularów ochronnych!

Osoby mające powyżej 15p w kuferku z zaklęć nie muszą rzucać kostkami - zakładają, że wszystko im się udało.
Rzuc kostka:
1 i 5 - ojej, zdecydowanie nie o to chodzi w korzystaniu z zaklęcia Bombarda. Wysadziłeś zupełnie inną skałę, niż ta, którą wskazał Ci profesor Ramirez, sprawiając, że co najmniej połowa stojących najbliżej uczniów doznała małego zawału. Marco pouczył Cię krótko o skutkach zbytniego rozochocenia myśli, a Tobie nie pozostało nic, jak tylko w zawstydzeniu obserwować zmagania reszty.
2 - trzy, dwa jeden i… bum? Sposób, w jaki machnąłeś różdżką spowodował, że nie stało się absolutnie nic. Ponowiłeś próbę i znowu spotkałeś się z kategoryczną odmową współpracy ze strony magii. Przechodzący obok Ciebie profesor jedynie uniósł brew pytająco, ale nie zatrzymywał się na dłużej, kontynuując krążenie między uczniami. Możesz rzucić ponownie kostką, ale jeśli nie uda Ci się poprawnie rzucić zaklęcia, twój dom straci 5 punktów za Twoje rozkojarzenie na zajęciach.
3 - przyszła kolej na Ciebie i rozentuzjazmowany spróbowałeś rzucić zaklęcie, jednakże wykonałeś różdżką tak skomplikowany i gwałtowny ruch, że ta… wypadła Ci z ręki. Mało tego, odleciała prosto w ziejącą nieopodal dziurę, spadając gdzieś na łąki. Zdaje się, że musisz kupić sobie nową i w następnej części zajęć na pewno nie weźmiesz udziału.
4 i 6 - brawo! Rzucona przez Ciebie bombarda była wzorowa! Ramirez z uznaniem kiwnął głową, mrucząc pod nosem „pięć punktów”, do domowej rywalizacji oczywiście.

Każdy uczeń, który zapląta się na zaklęcia zostaje odesłany z powrotem do Hogwartu. Lekcja jest tylko, dla studentów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Re: Góry za wioską   Czw Wrz 25 2014, 12:21

Kolejna lekcja, której nie mógł przegapić Leonardo. Chociaż miał już kompletnie dość pojawiania się na każdej lekcji, to musiał się zmobilizować. Czekało go jeszcze tyle zadań w Złotym Sfinksie, a przed nim trzy lata studiów, które miał zamiar ukończyć z jak najwyższym wynikiem. Zależało mu na dobrych ocenach, to fakt, ale o wiele bardziej chciał poszerzać zakres swojej wiedzy. Uśmiechnął się lekko na przywitanie do profesora Ramireza i zajął jedno z miejsc, czekając na rozpoczęcie się lekcji. Okulary ochronne, które mieli zakupić ściskał kurczowo w dłoni. Kosztowały aż dwadzieścia galeonów! Dla Gryfona był to majątek. Podniósł je niechętnie do góry, gdy padło pytanie czy nie zapomnieli ich ze sobą zabrać. Gdy profesor skończył swój monolog, Leonardo prawie od razu zabrał się za rzucanie zaklęcia. Poszedł za profesorem i założywszy na twarz okulary ochronne, wypowiedział formułę zaklęcia.
- Bombarda! - jak zwykle coś poszło nie tak. Konkretnie? Leonardo wysadził nie tą skałę, w którą celował, tak, że kilka osób stojących najbliżej niego podskoczyło z przerażeniem. Rzucił im przepraszające spojrzenie i odszukał wzrokiem nauczyciela, który już zmierzał w jego stronę, żeby jeszcze raz wytłumaczyć mu całą procedurę. Przeprosił go cicho i obiecał sobie w duchu następnym razem skupić się o wiele bardziej niż teraz.

Kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Góry za wioską

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-