IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Jaskinia w górach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Jaskinia w górach   Wto Sty 11 2011, 17:44

First topic message reminder :


Jaskinia w górach
Góry za wioską są z pewnością ciekawym miejscem i kryją w sobie kilka interesujących lokacji. Jedną z nich jest jaskinia. Wchodząc około pół godziny w odpowiednie miejsce można zauważyć wąską szparę w skałach. Jest odpowiednia do prześliźnięcia się przez nią i stanowi wejście do tego fascynującego miejsca. Jest ono chłodne, mroczne i bardzo ciemne. Z tyłu umieszczony jest sporej wielkości głaz, na którym można usiąść.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście.
1, 5 – udaje Ci się wejść
2, 3, 4, 6 – niestety nie udaje Ci się wejść.
Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Besançon, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 314
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2124-charlotte-de-la-brun#71682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6062-nowe-powiazania-cdlb#172547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6063-szarlotka#172038




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Sro Sie 17 2011, 19:50

Panicznie bała się tego, że to był koniec. Koniec wszystkiego. Od czasu kiedy nareszcie stała się NIECO BARDZIEJ szczęśliwa, zaczęła coraz częściej myśleć na temat swojej egzekucji. Wewnętrznej, jak i zewnętrznej. W końcu nie obyła się wrażenia, iż coś jest z nią nie tak, że powinna zginąć już dawno temu. Z resztą gadanie, że wszystko będzie dobrze nie robiło już na niej żadnego wrażenia, już dawno przestało podnosić na duchu. Już dawno powinna gnić gdzieś zakopana w ziemi, zapomniana przez wszystkich. Dlatego dziwnym wyrwaniem z kilkudniowego osamotnienia był list od NNN. Od razu na niego odpisała. Ba!, od razu chciała zobaczyć przyjaciółkę. Brakowało jej u boku kogoś najbliższego. Tym bardziej, iż od długiego czasu nie spotkała także LSD. Była jej winna przysługę, jeszcze za ten ratunek na wieży, ale słuch po niej zaginął. Jej przyjaciółka dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Naleigh była inna. Charlotte wiedziała, gdzie była. Tęskniła za nią i ogromnie się bała. O nią, nie o siebie. Samotność bywała zgubna, ona wiedziała to najlepiej.
Dlatego też nie czekając na nic, ruszyła szybkim krokiem do Hogsmeade. Droga z pewnością nie była już dla niej tak łatwa, jak kiedyś. Bolały ją wszystkie stawy, ledwo widziała przez napuchnięte od łez oczy. Tak, płakała. Płakała ze szczęścia, smutku, tęsknoty, wszystkiego. Po prostu musiała się wyładować, bo to dawało jej dziwne poczucie wartości i spełnienie. W drżących rękach trzymała pudełko ze strzykawkami i igłami, całkiem nowiusieńkimi, kupionymi niedawno i tylko czekającymi na to, aż zatopi je w swojej skórze. W paczuszce oczywiście znalazło się miejsce na wszelkiego rodzaju narkotyki, dragi, nawet zainwestowała w jakieś dziwne tabletki, które w Zelandii zaoferował jej jakiś facet, z pewnością nie cudzoziemiec. Tęskniła za tym uczuciem błogości i spokoju, który zawsze oferowały jej dragi.
Nareszcie znalazła ją. Starą, dziwną, ciemną jaskinię. Uwielbiała takie miejsca, więc bez żadnego zastanowienia weszła do niej, zapadając się w nicość. Półmrok panujący w niej wcale jej nie przeszkadzał, a wręcz przeciwnie. Dodawał otuchy, uspokajał. Po sekundzie Francuzka odnalazła w niej Naleigh i bez zastanowienia podbiegła do niej, ledwo trzymając się na nogach, po czym przywitała w błogim uścisku, w którym niemal się zatopiła. Z pewnością brakowało jej NNN.
- Nareszcie. - Mruknęła, posyłając jej coś na kształt uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Pon Sie 29 2011, 20:22

Początek szczęścia zawsze jest zarazem jego końcem, prawda? Naleigh coś o tym wiedziała. Ledwo się odtruła, od razu radośnie podreptała, aby wyżebrać od Szarloty prochy. Dopiero co udało jej się wygrać, a już.. przegrała. Straciła wszystko, co możliwe. Zostały jej jedynie wspomnienia i prochy. I teraz liczyła, że to drugie pomoże. Wspaniałomyślnie oddali problemy na kilka krótkich chwil. Bo potem weźmie się znowu. I znowu, i znowu, i znowu. Rutyna dobija swoją.. monotonią. Nawet kogoś takiego jak NNN.
Nie sądziła, aby ktokolwiek martwił się o nią przez ten czas. Była przyzwyczajona już do braku miłości z każdej z możliwych stron. I wcale nie oczekiwała zmian. Nigdy, przenigdy nie chciała na siłę niczego zmieniać. Widocznie tak musiało być i koniec.
Uśmiechnęła się delikatnie, gdy zauważyła Charlotte. Była taka piękna... Kokainowa. Szybko jednak odwróciła wzrok. Nie miała zamiaru się zdradzić z tym, że najbardziej brakowało jej hery, a nie przyjaciółki. U niej, pełnoetatowej ćpunki zawsze na pierwszym miejscu był narkotyk. Dopiero potem przyziemne i ludzkie uczucia. Przecież wmawiała innym, że jest silna i ponad to wszystko. Dragi to tylko hobby. Szkoda, iż już teraz sama momentami w to nie wierzyła.
I wtedy sobie coś przypomniała. Błyskawicznie odkleiła się od Szarloty i zaczęła krążyć po jaskini, zaglądając w każdą możliwą dziurę. Po kilku minutach dała sobie spokój. Zrezygnowana oraz wściekła usiadła obok ukochanej heroinistki.
- Szukałam go. Cholera, chciałam go znaleźć. Schował się - powiedziała oburzona. Dopiero po chwili dotarła do niej straszna prawda. Przynajmniej z jej punktu widzenia. NIE.MA.GO. - Bóg. To jego mi kazali szukać. W psychiatryku zawsze powtarzali: "Szukaj Boga, ćpunko. Tylko on ci pomoże". Ale skoro go tutaj nie ma to w takim razie.. Gdzie jest Bóg? - spytała Charlotte. Była tak sfrustrowana jego brakiem, że nie spostrzegła zdziwienia wymalowanego na bladej i zmęczonej twarzy CDLB. Zresztą, dla niej najistotniejszą sprawą był teraz brak najważniejszej osoby. A mówiąc "Bóg" zapewne nie miała na myśli Stwórcy...
- Nigdzie nie ma Boga - szepnęła, a po chwili zaczęła się histerycznie śmiać.

- Daj mi hery - wydusiła z siebie po kilkunastu minutach. - Nie ma jego, nie ma mnie, daj mi hery, błagam, Charlotte, pozwól być chociaż mi. Bez niego damy sobie radę. DAJ MI HERY - powtórzyła, patrząc błagalnie na przyjaciółkę. Naleigh Nefretete Neglect zwariowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kioto, Japonia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 27
  Liczba postów : 198




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Pią Lis 18 2011, 23:19

Dzisiejszy plan na dziś? Szwędaczka i popijawa. A czemu? Bo Haru nie ma co robić. W zasadzie to ma! Powinna się uczyć, odrabiać lekcje, lubować się w szkolnej szacie oraz przeżywaniem kolejnego dnia związanymi z lekcjami. Ale japonce nic się nie chciało. Nawet otworzyć książkę i przeczytać chociaż jedną literę. Wielki leń przez wielkie W! Choć z drugiej strony na pewno gryfonka obudzi się z ręką w nocniku, kiedy to dojdą SUM-y. Aczkolwiek teraz miała wszystko w dupie i niech świat na nią źle popatrzy, to będzie źle. Bardzo źle!
Humor panny Yamato jakoś tako się nie zmienił. Prościej ujmując nie ma ślizgońskich zmian nastroju, tak więc jest w neutralnym humorze. Można się z nią powygłupiać, a za razem pokłócić. Wzięła ze sobą butelkę ognistej, po czym powędrowała aż do samego Hogsmeade, a dokładniej gdzieś w okolice, a jeszcze dokładniej do jaskini. Co ją ta przyciągnęło? Pewnie ta niesamowita cisza, która inspiruje dziewczynę do kolejnych projektów. Może w tym sezonie zaprojektuje jakąś super bajerancką czapkę z ośmioma bąblami oraz czterema uszami koloru zieleni? A może niebieskie galoty, tak aby komuś było ciepło? W sumie to nie wie jeszcze, ale się dowie za jakiś czas. Sam strój HAru niczym się nie różnił, a to bardzo dziwne. Włożyła na siebie byle jakie, szerokie, poszarpane spodnie, jakąś ciepłą bluzkę z długim rękawem, przeciętne buty i już. Usiadła na jednym z wielkich kamieni w jaskini. Zbadała wzrokiem przestrzeń, która ją otaczała, tym samym pociągnęła łyk ognistej. Łeee, czy jej się zdaje, czy ten alkohol nie robi się już...bez smaku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Południowa Hiszpania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1357




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Pią Lis 18 2011, 23:39

Simonek chciał śnieg! TERAZ! Taki śnieg to by było coś. A nie kurcze balans taki deszcz. W ogóle ostatnio był zły na cały świat. No po za Namisiem, ale to inna historia. Jego obecnym mottem było "PIERDOL STUDIA ZOSTAŃ NINDŻA". Miał dość uczenia się. Nie był od tygodnia na wykładach. I wszystko mu wisiało. Gdzieś tak na wysokości kolan. Więc aby się trochę odwkurzyć i odpocząć poszedł w swoim cudownym niebieskim płaszczyku na spacer. Spacerował dziwnie długo. I wypalił osiem papierosów. Nie był dumny z tego nałogu, no ale cóż... Life is brutal. Czasem trzeba. Jak będzie mu się chciało to rzuci. W którejś tam godzinie, gdy przeszedł cały zamek dookoła tysiąc razy zaszedł do Hogdmeade. a raczej w jego okolice. Chciał być sam. Lubił być sam. Samotność pozwalała myśleć jasno. A najlepiej gdy miało się butelkę czegoś mocniejszego. Tak wiec Simon w między czasie kupił butelkę Sherry. Planował wypić, a potem zamakać się w dormitorium, o! Tak więc zawędrował do jaskini, gdzie miał nadzieje na samotne myślenie. jednak nie wyszło. Bo w jego jaskini już ktoś siedział a dokładnie Harukichi Yamato. Jego zwariowana ex dziewczyna. Walnięta nie zwariowana. Simon już miał się wrócić, gdy uznał ze co mu szkodzi jeszcze bardziej zbzikować. Jak tyle czasu spędzał ze swoją mamą, to Haru nie powinna mu zaszkodzić. Mimo wszystko miał do niej jakiś tam sentyment. Podszedł i zagadał:
-Cześć. Mogę się przysiąść?-uniósł brew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kioto, Japonia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 27
  Liczba postów : 198




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Sob Lis 19 2011, 01:06

Siedziała tak sobie popijając ognistą. Po jaką cholerę ona to gówno kupiła? Nie dość, że jej nie smakuje, jest obrzydliwe to jeszcze wyglądają jak siki pije to. Ona rzeczywiście miała dziś dziwny gust co do trunków i innych rzeczy do picia. I nawet do jedzenia. Przez jakiś czas w ogóle nic nie jadła. Aż dziwne, bo na widok żarcia dostaje głupawi i żre tyle ile się da. A dziś? Taka jakaś markotna, nieswoja. Aż dziwne! Gdyby ktoś zauważył ją w tym stanie na pewno pomyślałby co ta dziewczyna przez ten czas robiła? A może brakuje jej bliższej osoby, drugiej połówki? Od jakiegoś czasu nie widywała się ze swoimi dobrymi znajomymi i nawet nie dzieliła się z nimi swymi nowymi pomysłami na nowe ubrania. Aż dziwne!
Popatrzyła na butelkę ognistej. Od samego patrzenia już jej nie chciało się pić. Nie będzie sobie truła organizmu! Od dziś japonka przechodzi na zdrowy styl życia. Będzie jadła zdrowe warzywka i piła duuużo wody. Lecz te jej rozmyślania przerwał pewien głos. Męski głos. Nawet znany. Gryfonka odwróciła wzrok od butelki na osobę i okazało się, że to był Simon. Dziewczyna na sam jego widok szeroko się uśmiechnęła. To był jej ex, niestety. A teraz jest z Namidą. A szkoda, bo fajny facet niego, no ale serce nie sługa. Przecież Namiś do bff Haru, więc nie może nawet zawracać tym głowy.
-Jasne, siadaj! - rzekła do chłopaka bardzo rozweselonym głosem pokazując mu dłonią całe pomieszczenie gdzie może usiąść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35561
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Sob Lis 19 2011, 01:20

Do tej pory w okolicach Hogsmeade było przede wszystkim bezpiecznie. Las uważano za cichy i uśpiony. Żyły tam niegroźne, a jakże interesujące zwierzęta magiczne, więc bez najmniejszych obaw można było próbować odkryć jego tajemnice. Ale ostatnio naprawdę wiele się zmieniło. Zdaje się, że nikt nie zdawał sobie z tego sprawy, a nawet, jeśli napotkał się na nowych lokatorów – raczej nie wracał stamtąd żywy. Oczywiście, niektórzy przeżyli spotkanie z owymi istotami, aczkolwiek to poważnie odbiło się na ich zdrowiu oraz psychice. Nie mówili nic, przerażeni ewentualnymi konsekwencjami. Zdarzali się też tacy, którzy zdecydowali się ostrzec co poniektóre osoby, ale zostali oni wyśmiani. Mieszkańcy wioski żyli w słodkim przekonaniu, że wszystko jest tak, jak dawniej. Tym bardziej, że przez nieprzychylną pogodę coraz mniej ludzi w ogóle wychodziło poza obręb domów. Nie uśmiechały im się spacery po terenach, które i tak znali, w takim zimnie.
Powracając jednak do owych wyśmianych spacerowiczów… opowiadali oni historię, która mogła zmrozić krew w żyłach nawet najpotężniejszego czarownika. I właśnie chyba z tego powodu nikt w nią nie wierzył. A nie należało jej lekceważyć, bo mimo swojej irracjonalności była ona jak najbardziej prawdziwa. Donna Hilton przerażonym głosem opowiadała o swojej wyprawie w okolice jaskini:
- Tego dnia było dość ciepło, jak na ten okres, więc postanowiłam się trochę przejść. Zawsze lubiłam góry, więc… więc to właśnie tam poszłam. O jaskini nie miałam wcześniej pojęcia, odkryłam ją właśnie tamtego dnia. Już od samego początku coś mi się w niej nie podobało, ale mimo to weszłam do środku. Jaka byłam głupia… naprawdę! Ciekawość to jednak pierwszy stopień do piekła. Przez chwilę nic szczególnego się nie działo. Zaraz potem zobaczyłam na jednej ze ścian jakiś cień. Zdecydowanie za duży na człowieka. Zbyt zwierzęcy. Poza tym słyszałam sapanie. Chciałam z stamtąd wybiec, ale to coś zagrodziło mi drogę Miało ostre zęby i pazury… kończyny zdecydowanie za długie… ja… ja… to powaliło mnie na ziemię i boleśnie udrapnęło nie wiem, jak się wydostałam, chyba rzuciłam na to coś zaklęcie…. Nie wiem, nie pamiętam… to było straszne…
Tym, co napadło na Donnę był wilkołak. I to wcale nie taki zwyczajny, bo owa napaść nastąpiła w środku dnia. Stworzenie nie czuje się jakkolwiek zagrożone, jest w swoim żywiole. Zupełnie jakby robiło wszystko całkowicie świadomie.
Teraz też przebywało w jaskini. Razem z naszymi studentami z Hogwartu. Przesuwało się wzdłuż ścian, w końcu odgradzając ich od wyjścia. To spotkanie z pewnością pozostanie w pamięci tej dwójki na długi, długi czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Południowa Hiszpania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1357




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Sob Lis 19 2011, 22:58

Tak, Haru miała poczucie humoru. I to tak zaraźliwe że aż miło było się zarazić. Harukichi Yamato nie powinna być smutna. Simon mimo że miał dziwaczne doświadczenia z ową osobą, nie życzył jej źle. Wręcz przeciwnie. Niech zostanie sobie tą stylistką Lady Zgagi czy jak jej tam. Niech znajdzie sobie chłopaka. Niech będzie kurza stopa szczęśliwa, i niech ją boska ręka chroni AMEN. Simon lubi jak inni mieli dobre w życiu. Czasme jak widział cudze nieszczęście, to go tka nie fajnie ściskało w serduchu, jakby to była jego winna. Nie znosił swoich wyrzutów sumienia i chwilowego bycia Matką Teresą. Lepiej było być ignorantem. Przynajmniej mniej bolało, o!
Widząc że Ognista nie koniecznie idzie jego Japńskiej znajomej, uśmiechnął się i usiadł obok, podając jej Sherry.:
-Ognista jest przereklamowana nie sądzisz. Co tam u Ciebie, bo chwile się nie widzieliśmy. Jakaś nowa ciekawa ko....- ale nie dokończył. Coś owłosionego i wysokiego prawie na dwa metry mignęło mu gdzieś w przeciwległej stronie jaskini. Na początku wydawało mu się ze mu się wydawało. Usłyszał głuche warczenie. Jego szare tęczówki skierowały się na to coś. Na wilkołaka. Student widział go wiele razy w książkach, jednak nigdy nie zadął sobie trudu przeczytania jak się przed nimi bronić. Instynktownie wstał, i wyciągnął różdżkę szukając odpowiedniego zaklęcia. Cała sytuacja była dziwna. Był środek dnia, a te zwierzaczki raczej o tej porze nie atakowały. Ale stop! Student nie maił czasu żeby jasno myśleć! trzeba było wybrać zaklęcie, i to teraz! Dobrze ze chociaż Haru wykazał się jasności umysły i stanęła za Simonkiem dygocąc jak osika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kioto, Japonia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 27
  Liczba postów : 198




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Pon Lis 21 2011, 15:30

Oczywiście, że Haru ma wielkie poczucie humoru oraz gryfońskie ADHD. Wszyscy (prawie) lubią ją za to. Podobno pod wpływem dobrego humoru dziewczyna ma milion pomysłów na projektowanie, że głowa mała. Aczkolwiek dziś miała dzień odpoczynku więc postanowiła nieco przystopować. Lecz nie na długo, bo dziewczyna ma zamiar reaktywować swą działalność i projektować dla wszystkich. Może nawet coś zaprojektuje dla Simona? Taką śliczną, niebieską czapkę z wielkim bąblem na górze, podpisana jego imieniem. Ale najpierw musiałaby zmierzyć jego głowę, załatwić druty oraz potrzebną wełnę do szycia.
Simona dawno nie widziała. A szkoda. Mimo, że zerwali (to znaczy on z nią zerwał) gryfonka nieco posmutniała, lecz nadal go lubi. Ma w sobie to coś, co przyciąga ją do niego. Nie dość, że wysoki to jeszcze te włosy, wszystko w nim uwielbiała. Lecz on chodzi z jej dobrym przyjacielem, więc te swoje miłośne myśli zostawi dla siebie.
-Zdecydowanie tak! A tak ogólnie nic u mnie się nie dzieje! Same nudy, nie ma żadnych ładnych chłopaków do pogadania i w ogóle pomysły mi się kończą na projektowanie. Tak ostatnio myślałam, żee... - I nagle coś, a dokładnie ktoś przeszkodził ich rozmowę. Był to wilkołak. Dziewczyna cała zesztywniała. W ogóle po jaką cholerę on tu się przywlekł. Przecież jest środek dnia, a on tu sobie wchodzi. Tak czy owak sytuacja jest niebezpieczna. Szybko schowała się za Simonem, który jest baaardzo wysoki po czym zaczęła nerwowo gadać coś po japońsku. Ale zaraz, zaraz. Przecież Haru to z krwi i kości gryfon, który powinien sam bronić wszystkiego i strugać z siebie bohatera. A ona co? Simon sam nie wie co zrobić tylko stoi z patykiem w ręku, a ona schowała się za nim. Po chwili wybiegła na środek, a dokładnie przed krukona i zaczęła machać wysoko rękoma.
-Idź ty diabelska bestio!!! yyyy... bo oberwiesz...kamieniem! - zaczęła wrzeszczeć na cały ,,regulator" cały czas zastanawiając się, czy ona dobrze robi, że zaczęła od tak zgrywać bohatera i chronić Simona, mimo że on jest chłopakiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Południowa Hiszpania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1357




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Pon Lis 21 2011, 15:42

Okey, to co zrobiła Haru było głupie. BARDZO GŁUPIE! Przecież to coś mogło ją zabić, zniszczyć i wgl wszystko! Simon nie mógł na to pozwolić! W końcu był facetem (co tam ze był gejem)i nie mógł narazić Harukirich. Złapał koleżankę i zapędzi w kozi róg pilnując aby nie mogła zrobić kolejnego równie głupiego wyskoku. Przecież teraz to na pewno rozwścieczyła tego włochatego gostka! A tka to by sobie popatrzył i pewnie poszedł. Student wycedził przez zęby do gryfońskiej znajomej:
-Siedź cicho, top może sobie pójdzie. Ale...-zawahał się- na wszelki wypadek wyjmij różdżkę.- I stanął na nieco rozszerzonych noga czekając co sobie zwierzak teraz zrobi. Wiedział ze w kwestii zaklęć obronnych to lepiej żeby na Haru nie liczył, bo tego uczą dopiero w VI klasie. W sumie to chyba nie będzie aż tka źle. No okey, nie oszukujmy się będzie. Przecież towłochatecoś zje ich an podwieczorek. Simon zaczął się bać. Miał całe życie przed sobą! ON NIE CHCE UMIERAĆ!
Wiec właśnie jego mózg zagłuszony takimi myślami zapomniał że zawsze mógłby ich teleportować pod zamek, a tam byli by bezpieczni. Względnie bo względnie, ale to nie jest spotkanie oko w oko z przerośniętym pudlem , no!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28822
  Liczba postów : 35561
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Pon Lis 21 2011, 20:48

Zdaje się, że uczniowie Hogwartu naprawę są tacy głupi, na jakich wyglądają. W tej szkole chyba za mało jest rygoru i przede wszystkim lekcji praktycznych. Stają oko w oko z tak groźnym stworzeniem jak wilkołak i zaczynają się przekrzykiwać i przepychać, kto kogo powinien bronić! No I D I O C I. Niech tylko się cieszą, że to stworzenie całkowicie panowało nad swoim ciałem i umysłem, bo gdyby było inaczej, czyli tak, jak to jest naturalnie, już by nie żyli. Tymczasem osobnik, który dzielił z nimi tą przestrzeń wyglądał na w miarę cywilizowanego, o ile tak można powiedzieć o wilkołaku. Seth Gordon był czterdziestoparoletnim sprzedawcą zwierząt w Hogsmeade. To on sprawował pieczę nad Menażerią po śmierci ojca i to on włączył się do tajemniczej grupy ludzi, którzy dzięki eliksirowi zamieniali się w wilkołaki o każdej porze dnia. Zapytacie, po co? Każdy chciałby to wiedzieć, a zapewne okaże się to dopiero po fakcie dokonanym.
Sapał donośnie, wpatrując się małymi oczkami w dzieciaki i czekając na odpowiedni moment. Nie miał dziś w planach nikogo atakować, pech jednak chciał, że ta dwójka przypałętała się właśnie tutaj. Jak widać, było to ulubione miejsce ponurych stworzeń. Gdyby miał w tym momencie ludzką postać, zapaliłby sobie cygaro, oparłby się o krawędź otworu wejściowego i zacząłby podśpiewywać sobie jakąś piosenkę Fatalnych Jędz. Ale był wilkołakiem. Więc po prostu świdrował ich wzrokiem, analizując w myślach ich zachowanie. Gdyby był na ich miejscu, jak najszybciej rzuciłby na niego jakieś zaklęcie, a nie… groził rzuceniem kamienia. Zaśmiał się chrapowato, unosząc pysk w stronę sklepienia jaskini. Naiwne dzieciaki. Kamień ich nie uratuje, tu potrzeba M A G I I. Kiedy już ustalili plan działania, a przynajmniej na to wyglądało z jego strony, rzucił się w stronę chłopaka, przewracając go na plecy. Prawda jest taka, że był naprawdę dobrze wychowanym człowiekiem, więc pod inną postacią również zachowywał się kulturalnie. Ale w innym przypadku zapewne już by nie żyli, bo żaden szanujący się wilkołak nie poczeka, aż dwójka uczniów wreszcie się ogarnie.
Nie chciał nikogo martwić, ale w jego planie tylko on wychodził z opresji żywy. W końcu nikt nie mógł się dowiedzieć o ich grupie. Zbyt wiele już było wypadków przy pracy. Wilkołaki nie zabijają z natury. On z naturą nie miał wiele wspólnego. Ostry pazur powędrował w kierunku twarzy chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Południowa Hiszpania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 149
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1357




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Wto Lis 22 2011, 09:16

Simon drżał. Tak obrót spraw wcale mu nie pasował. Zaczął w głowie szukać odpowiedniego zaklęcia, najlepiej ogłuszajacego, oszołamiającego, aby zrobić coś z tym przerośnietym pudlem. Jedak jego krukoński mózg był kompletnie oszołomiony. To okropne sapanie, sprawiało że Simon chcąc nie chcąc bał się. Nagle stało się coś do czego nie powinno dojść. Wilkołak rzucił się na niego. Student upadł tak, aby nie udeżyć głową w ziemię. Judo w końcu się na coś przydało. Nadal trzymał różdzkę w dłoni. Pedzony adrenaliną kompletnie o niej zapomniał. Zaczął się szamotać, próbował wstać, kopał. Na oślep, jak osioł. Palący ból na twarzy sprawił że do jego mózgu się otrzeźwił. Jakby ktoś otworyzł wentyl i wpóscił świeżego. listopadowego powietrza. Chłopak czuł że rana jest dość głęboka, i przebiega przynajmniej od czoła do połowy policzka. Wściekły, wcelował różdzkę w brzuch zwierzaka i wychrypiał "Drętwota..." Nie był pewien czy to zaklęcie zadziała na magiczne stworzenie. Najważniejsze w tym momenice było to że ten przerośniety pudel odleciał na dwa metry od Simona, i pozwolił nabrać oddech. Ciepła krew wyciekała z zadrapania. Student żałował że nie potrafi rzucić zaklęcia niewybaczalnego. Nie chcąc żeby coś im się jeszcze stało, i nie pewny swojej drętwoty, załapał Haru za nadgarstek i teleporotował ich, w okolice zamku. Trzeba było fakt ataku wilkołaka komuś zgłosić.
// Haru, napisz następnego posta w Skrzydle Szpitalnym
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 569




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Sro Lis 23 2011, 17:58

Przeczytawszy list pokazany mi przez kuzyna Aleksandra nie czekałem lecz ruszyłem do sowiarni po mojego kruka i niezwłocznie udałem się granicę ziem szkolnych Nim on się ruszy lub inni potwór zdąży już dawno uciec a czas zatrze wszelkie ślady, trzeba było działać.
Niezwłocznie teleportowałem wraz z krukiem w okolicy jaskini i przywarłem natychmiast do ziemi szykując się do walki lub ucieczki. Okolica wydawała się wyludniona i jedynie ślady krwi i szamotaniny świadczyły o odbytej tu ciężkiej walce. Powoli rozglądając się dookoła zacząłem przeszukiwać teren w poszukiwaniu śladów bacznie obserwując wejście do jaskini. Jednocześnie Szelma mój kruk uniósł się w powietrze badając okolic dookoła, gotów ostrzec mnie z powietrza gdyby coś znalazł lub natkną się na ślady lub wilkołaka. Marnie stałem z bronią, po aferze ze smokiem odesłałem lub ukryłem większość broni mugolskej, tak że teraz gdy przydała by się najbardziej nie miałem już naprawdę niemal nic. Pozostała mi jedynie różdżka i nóż z którym nie rozstawałem się nigdy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 704
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1021




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Czw Sie 30 2012, 12:41

Gilbert dziś wyjątkowo potrzebował jednego. A właściwie jednej, jedynej i konkretnej. Szarlotki, swojej ukochanej narzeczonej i w ogóle cudu boskiego na tym ziemskim padole. No chcica chłopaczka znalazła, ostatnio się mijali, jakoś to tak wychodziło. Gilbert widywał chyba częściej przypadkowych uczniów, których imion nie umiał spamiętać i Bruka niż swoją dupeczke, co nie jest dobrym znakiem. Nic dziwnego, że rzucił się na sowiarnie w celu napisania do niej, nie będzie jej przecież szukał po całym zamku. Przynajmniej szybko odpisała, no to jest już jakiś sukces. I oczywiście wybrała niezwykle romantyczne, cudowne i piękne miejsce. Jak to na nich przystało. Ja nie wiem, co oni mają za fart do takich miejscówek. Jak nie jakiś zapuszczony most to ciemnia albo kradziony dom czy Wrzeszcząca Chata. A teraz jaskinia, matko kochana. Gilbert doskonale zdawał sobie sprawę gdzie ona jest. Eh musi się tam specjalnie dla niej wgramolić, ale czego się nie robi dla miłości prawda? Zniósł tą półgodzinną wspinaczkę prawie w milczeniu. Przerywał je tylko falą przekleństw rzucanych pod nosem, ale to jest typowe dla niego, wybaczymy i nie zwracajmy uwagi.
Przecisnął się w końcu przez szparę, jakkolwiek to brzmi i znalazł się w środku jaskini. Wyciągnął swoją super hiper różdżkę, wreszcie użyje jej do czegoś innego niż odpalanie papierosów. Lumos oświetliło mu teren, który błyskawicznie przeleciał wzrokiem szukając swojej ukochanej, która mogła jakimś cudem znaleźć się tu przed nim. No to byłoby po prostu ciekawe zjawisko. A jak nie no to co on mógł, tylko siąść sobie na głazie i zaczekać na Francuzkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Besançon, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 314
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2124-charlotte-de-la-brun#71682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6062-nowe-powiazania-cdlb#172547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6063-szarlotka#172038




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Czw Sie 30 2012, 15:58

No, list Gilberta tak nagle w ciągu dnia i w ogóle bez wyjaśnienia po co, jak to i takie tam oczywiście ją zaskoczył, tak że nawet, dalej w szoku postanowiła mu od razu odpisać, właściwie nie zastanawiając się za bardzo gdzie konkretnie chciałaby go zobaczyć. A jaskinia i tak była strasznie romantyczna porównując inne miejsca w których razem przebywali, no przecież. Jak zawsze cieszyła się na ich spotkanie, zwłaszcza teraz, kiedy rzeczywiście sporo czasu minęło od ich ostatniej rozmowy czy czegokolwiek, biedactwo troszeczkę zatęskniło za swoją wielką miłością, nawet raz czy dwa chciała go pójść poszukać, ale po godzinie bezcelowego włóczenia się po Hogwarcie Francuzka stwierdziła, że to jak szukanie igły w stogu siana, więc po prostu dała sobie z tym spokój i musiała dalej zastanawiać się gdzie on jest i co robi. No i z kim, nie zapominajmy. Zaraz po tym jak wysłała sowę z powrotem do właściciela, sama zaczęła zbierać manatki i szykować się do wyjścia. Nawet tego dnia wyjątkowo zadbała o swój wygląd i włożyła na siebie jakąś tam kiecke, a rozpuszczone blond włoski zamieniła na luźny warkocz. Potem jak zawsze pobiegła do Hogsmeade, i niemal z prędkością Strusia Pędziwiatra znalazła się przed jaskinią.
- Cześć serduszko ty moje najukochańsze! - przywitała swojego ukochanego jak zawsze wesoło i takie tam, a gdy już podchasała do niego bliżej dostał jeszcze całuska w nosek, ojojoojjoj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 704
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1021




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Czw Sie 30 2012, 16:09

Przynajmniej nie musiał czekać specjalnie długo, to był szczyt sukcesu. Zapewne by się zanudził tutaj na śmierć gdyby kazała mu dłużej czekać, no bo naprawdę ile można. W sumie powinien być zdziwiony, że zjawiła się w miare szybko, to do niej takie niepodobne. I jeszcze tak ładnie go powitała, no żyć nie umierać, prawda? I jeszcze tak ładnie wygląda, normalnie jak nie ona. Ale nie ukrywajmy, on też się bardzo postarał, ej. Co z tego, że jak zwykle miał na sobie jakieś stare jeansy, które spadały mu z dupska? Nikt, by się nie spodziewał, że zobaczy szanownego Gilbercika w marynarce. Tak, tak moi mili. Taka po prostu superowa, sto pro męska i elegancka, że jejku. Co z tego, że miał ją rozpiętą, podwinął rękawy do łokci, a z piersi świeciła do wszystkich naszywka przedstawiająca śmiejącą się mordke wokalisty Głodnych Pufków? Co z tego, że pod tą marynarką miał zwykłą koszulkę z wielkim napisem "Ruchałem twoją dziewczynę" ? I tak się bardzo postarał dla swojej ukochanej, no jejku.
Zeskoczył szybko z głazu zostawiając na nim różdżkę żeby im tak dalej wesoło świeciła zakładając, że to tak działa. Przytulił ą mocno do siebie jak zwykle o mało nie gruchocząc gości i nie przewracając ich oboje.
- Skumaj to, że dokładnie rok temu się pokochaliśmy i to był najpiękniejszy dzień świata i jest znowu i sto lat i w ogóle jak ty ślicznie dzisiaj wyglądasz i mam dla ciebie góre prezentów i normalnie tak za tobą tęskniłem, że sobie nie wyobrażasz i do twarzy ci z tym warkoczem, a w ogóle to dużo pieniędzy i orgazmów i wszystkiego czego być chciała czyli właściwie mnie - wyrzucił z siebie te słowa z prędkością karabinu maszynowego następnie wyciągając zza głazu kilka drobiazgów. A co? Ah takie piękne rzeczy! Cała fiolka Felix Felicis, no tak ją kochał i chciał jej szczęścia. Oczywiście super płyta czy na czym tam były Czochrającej Puszki czy jak to się tam odmienia. A na sam koniec superowe kajdanki z panterkowym futerkiem. Ależ miał kuszącą mine jak jej to wręczał to nie do pomyślenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Besançon, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 314
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2124-charlotte-de-la-brun#71682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6062-nowe-powiazania-cdlb#172547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6063-szarlotka#172038




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Czw Sie 30 2012, 21:38

No jak mogłaby trzymać go w niepewności i w ogóle nie wiadomo na jak długo samego, skoro i ona dostawała już szału i wszystkiego z samotności i niewiedzy gdzie podziewa się Gilbert? Oczywiście, że miała zamiar pojawić się jak najszybciej żeby mieli więcej czasu dla siebie i takie tam, a poza tym tak strasznie go kochała i od razu na wejściu musiała mu to udowodnić, żeby się potem przypadkiem nie szwendał z jakimiś innymi dupami czy nie wiadomo kim, żaląc się, że jego własna narzeczona go olewa i nie chce. Nie, w tym nie było ani trochę prawdy. Z resztą, sam student musiał przyznać, że strasznie się dla niego postarała i głupotą byłoby zdradzanie tak cudownej narzeczonej! Szarlotka oczywiście też zauważyła zmianę w ubiorze G, nie dużą, ale zawsze jakąś. W ogóle oboje zajebiście dzisiaj wyglądali, szkoda tylko że nikt ich w tej ciemnej i pustej jaskini nie będzie miał okazji podziwiać, a to pech.
- To niesamowite że to tak szybko minęło i w ogóle czuję się jakby to było wczoraj, przy okazji dziękuję i też tak strasznie tęskniłam że ty sobie tego nie wyobrażasz. Szukałam cię nawet, ale chuj wie gdzie ty wtedy byłeś. I w sumie masz rację, bo wszystko czego chciałam mam w tobie ty moje głupiutkie i najlepsze na świecie zwierzątko - była wzruszona tymi słowami, no aż się jej łezka w oku zakręciła, którą oczywiście od razu strzepała swoim chudziutkim palcem, żeby nie było że płacze. Powstrzymując kolejny atak wzruszenia i wielkiej miłości do Ślizgona obserwowała to co robił, a zobaczywszy co wyciąga zza głazu od razu na jej ustach rozkwitł wesoły uśmiech, który potem, ujrzawszy puchate kajdanki, zamienił się w śmiech. Znowu pojawiła się blisko niego i ująwszy w swoje łapki felixa, zaczęła ochoczo obracać fiolkę w dłoni i bawiąc się nią jak małe dziecko zabawką. Potem objęła swojego ukochanego prawie męża, tym razem starając się jego pozbawić tchu, który w nagrodę dostał jeszcze kilka buziaków; najpierw w policzek, potem w nosek i w końcu w usta, tak na podziękowanie. Taka dobra z niej narzeczona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 704
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1021




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Czw Sie 30 2012, 21:58

No tak, bo przecież to wszystko wina tego ich strasznego romantyzmu. Gdyby byli jak wszystkie normalne pary to teraz szwendaliby się po jakimś ślicznym miejscu w Paryżu albo siedzieliby na melanżu zorganizowanym na część Szarlosi i w ogóle. Ale nie, bo po co. Przecież te dwa pojebańce nie są w stanie zrobić czegokolwiek jak normalna para. Że niby są tacy hipsterscy i niesamowici, a po prostu to dwa debile. Ale właściwie co z tego? To dwa debile, które nie potrafiły bez siebie żyć i to się liczy w tej miłości, a nie brak schematyczności i normalności.
- No ja oczywiście szlajałem się po świecie szukając idealnych prezentów dla ciebie w przerwach odwiedzając z Bruk koncerty Crucio i różne cmentarze. Ale było sponio - no to jest po prostu historia jego życia. A jak pięknie opowiedziana, to po prostu się w głowie nie mieści. Wiadomo już kto będzie opowiadał bajki ich dzieciom, zdecydowanie miał talent do używania pięknych słów do małych rzeczy no i tego typu spraw. Ale przecież Szarlosia wcale nie była taką małą sprawą. Była największą i najważniejszą cośką w całym jego jebanym życiu, no co tu kryć. Może jej to troszeczkę za rzadko mówił, ale taki już był. Zresztą, wiedział że ona doskonale wie jak jest i nie musi jej o tym mówić co chwile. To straciłoby swój urok, o. To jest po prostu genialna wymówka.
Z radością przyjmował kolejne pocałunki, przytulenia i tego typu okazywanie czułości. Co tu kryć, lubił te fazy kiedy po prostu byli misiaczkami i zarzygiwali się tęczą. Gilbercik pociągnął ją za łapkę żeby sobie usiadła gdzieś tam obok niego, co będą stać jak te dwa debile. Spojrzał w te jej ćpuńskie oczy, pogłaskał dłonią po policzku i znowu wyrzucił z siebie dziki słowotok
- A pamiętasz o czym wtedy rozmawialiśmy? Obstawialiśmy ile wytrzymamy w swoim towarzystwie dając sobie dzień i mówiliśmy, że miłość taka w której się oddaje za kogoś życie jest chujowa i że wyobrażasz sobie swoje życie bez używek, gdziekolwiek byle z bliskimi i że nie jestem normalny i że się mną zajmiesz i że umrzesz i że mi sie podobasz, ale to nie takie dziwnie i że jesteś moją suką i że znajdujesz preteksty żeby być blisko mnie, bo jak tylko jestem w pobliżu to nigdy to po tobie ot tak nie spływa i powiedziałem ci że cie kocham cokolwiek to znaczy dla nas i dla świata i ci to wytłumaczyłem, pamiętasz jak? I matko boska krakowska częstochowska to wszystko było w Nowej Zelandii, gdzie to kurwa leży - oczywiście to wszystko wystrzeliło z niego z prędkością znów karabinu maszynowego, no po prostu jak w dobrym pornolu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Besançon, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 314
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 859
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2124-charlotte-de-la-brun#71682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6062-nowe-powiazania-cdlb#172547
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6063-szarlotka#172038




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Czw Sie 30 2012, 23:10

A po co być normalnym? Przecież to do nich kompletnie nie pasuje. Całe te typowe ludzkie miłostki, chodzenie do kina, picie z jednego kubka i dwóch słomek, jedzenie spaghetti z jednego talerza prawie jak w Zakochanym Kundlu to raczej nie dla nich, a nikt o zdrowych zmysłach nie wyobraziłby sobie w takiej scenerii Gilberta i Szarlotkę. Oni oczywiście też nie mieli powodów do marudzenia, najwyraźniej właśnie tak było im dobrze. Mogli spotykać się w dziwnych, patologicznych miejscach i godzinami rozmawiać o pierdołach, między wątkami mówić sobie jak bardzo się kochają, a potem żegnać się i na jakiś czas milczeć, aby znowu powtórzyć spotkanie w innym chorym miejscu z jeszcze większą zażyłością i tęsknotą. Tak to mniej więcej wyglądało.
- Zapomniałeś dodać, że tęskniłeś. - Poprawiła go jeszcze, udając lekko naburmuszoną że zapomniał o tak ważnym fakcie. Ale to nic, generalnie jego odpowiedź ją zadowoliła i nie musiała zbytnio strzelać fochów o to że włóczył się nie wiadomo z kim i gdzie. - Możesz pozdrowić Bruk! - No taka była miła, w sumie z Bruk to tam spoczo, jeszcze mogła wybaczyć mu ziomalenie się z tą Ślizgonką. Gorzej było z takim Dexterem Vanbergiem, z którym nie wiadomo co go w końcu łączy i o co do chuja chodzi. Ale przecież nie będzie mu niczego zabraniać, tym bardziej że sama integruje się z różnymi ludźmi, już nie wspominając że ostatnio jej największym ziomalem jest jego brat.
No jasne, że ona coś tam wiedziała. Znaczy, wiedziała, oczywiście że tak, nie musiał jej o tym cały czas przypominać. Mimo wszystko byłoby jej pewnie wesoło i czułaby się jeszcze bardziej kochana niż jest gdyby raz na jakiś czas powiedziałby jej coś milutkiego. Kobiety potrzebują czegoś takiego, no tak już mają i nic nie poradzisz.
- W sumie dużo się nie zmieniło, co nie? Dalej jest podobnie, tylko że teraz chyba łatwiej jest nam to wszytko mówić, bo przyzwyczailiśmy się do siebie - to było naprawdę takie kochane, że ojejku. Te ich wszystkie wyznania, rozmowy, zakłady, pieszczoty, no wszystko! - no ale teraz już chyba wiesz, co to znaczy dla ciebie i dla świata? - Coś tam z tego wątku pamiętam, i nawet nie muszę sobie aż tak bardzo wszystkiego przypominać. Chociaż w sumie i tak nie będę, heheszki. No już nieważne. Kurwa, na koniec popsułam klimat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 704
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1021




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Pią Sie 31 2012, 14:20

Ja tam ich widzę w scenie na miarę Zakochanego Kundla. Stałoby się dosłownie tak samo. W sensie, nie byłoby to coś ludzkiego i podobnego i bardzo romantycznego. To przecież byłaby normalka gdyby Gilbert próbował się do niej dobrać przez łączenie ich zbyt długą nitką makaronu albo popychałby w jej strone klopsiki nosem w ramach kolejnego podrywu. Tak, to akurat widze idealnie. No po prostu mamy dla nich wymyśloną cudowną randkę życia. Trzeb ateraz tylko znaleźć ślepą uliczkę na zapleczu jakiejś drogiej restauracji i kucharza, który ulituje się nad takimi dwoma kretynami jak ta para i będą mieli jeden z piękniejszych wieczorów w życiu.
- Nie było czasu żeby tęsknić, no co ty. A Bruki to lepiej teraz będę unikać - ah, a już liczył na wielki wybuch zazdrości. Następnym razem nie będzie z nią taki szczery albo po prostu poszlaja się z jakimiś dupeczkami, a nie takimi raperskimi wieśniakami którzy pachną bekonem. Z takimi fejmuchami jak Dexter czy coś, razem sobie pójdą na fanki i będzie super. Swoją drogą nie widział tego kretyna od wieków no, jakoś chyba nie tęsknił. Cóż, teraz to mógł mieć tylko nadzieje, że Bruk nic nie jest po tym jak ja zgubił na cmentarzu. E tam, najwyżej jest w idealnym miejscu, daleko do grobu mieć nie będzie. Zresztą ej, Gilbert i tak był o wiele lepszy od niej. Dobrze, że ona mu nie powiedziała z kim spędza ostatnio czas, bo by go na pewno jasny szlag trafił.
- Przynajmniej wiemy, że możemy siebie znosić bardzo długo - zanim odpowiedział jej na pytanie musiał się chwileczkę zastanowic, wiadomo. Ułożyć myśli i takie tam. Bo chciał zabrzmieć tak pięknie żeby Szarlosia zrobiła aaawww i wspominała te jego słowa przed snem i w ogóle. Znając elokwencje Gilberta, nie ma kurwa szans.
- Dla mnie to znaczy, że na pewno jestem człowiekiem. Były podejrzenia, że gnom ze mnie, a tu prosze, mam uczucia. To, że cie kocham znaczy, że zrobie dla ciebie wszystko, nawet zjem dynie. Że jesteś moim powodem do wstawania co rano punkt południe i takie rzeczy. I w ogóle, że jeśli ktokolwiek chce cie dotknąć to zapierdole na miejscu. I widzisz, nadal oddaje ci cały swój towar. Czyli, że cie kocham - no tak, to wyjaśnienie jego perspektywy, zdecydowanie. Skoro był w stanie dla niej zjeść coś tak przez siebie znienawidzonego jak dynia to po prostu dziewczyna może być pewna, że nigdy w życiu nie trafi na większą miłość, bo taka na świecie zwyczajnie nie istnieje.
- A świat uważa pewnie, że jestem nienormalny oddając się w całości narkomance, bo z wami to nigdy nie wiadomo i pewnie sprzedasz mnie kiedyś za działke, ale jebie mnie to, bo tamten świat już nie jest mój - uśmiechnął się najwyraźniej zadowolony ze swojego tłumaczenia i oczywiście podsumował to przesłodkim pocałunkiem złożonym na jej wargach. Pewka, czemu ma się przejmować światem, w którym kiedyś żył skoro teraz to ta ćpunka jest jego całym światem? Ah, może to dobrze że Gilbert się nie zna na uczuciach, tak prosto mówi o miłości zamiast pierdolić farmazony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Finlandia/Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 94
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 80




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Czw Lis 01 2012, 12:42

Długo zastanawiał się nad tym, gdzie mógłby się spotkać z Charlie. Wiele rzeczy w Hogwarcie i okolicach były im już znane, bo z natury byli ciekawscy, a Olavi jak wiadomo kocha podróżować. Rozmyślanie nad tym tak bardzo go zafrapowało, że nie zmrużył oka przez całą noc. Kiedy jednak spojrzał przez okno na korytarzu na wschodzące słońce i dostrzegł gdzieś hen daleko wzgórze nad Hogsmeade, wiedział już, gdzie się z nią umówić. Napotkał kiedyś podczas wspinaczek tę jaskinię i czasem tu przychodził, zmęczony życiem wśród uczniów szkoły magii. To prawda, było tu nieco klaustrofobicznie, ale o dziwo jemu to nie przeszkadzało. Może to za sprawą widoków, którymi nasycił oczy podczas wędrówki. Mógł wtedy już bez przeszkód wejść do bardzo ciemnej jaskini.
I tak też zrobił, kiedy w końcu zebrał się z dormitorium i zabrał wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy.
Kiedy dotarł na miejsce, przecisnął się przez szczelinę i wyciągnął różdżkę zza paska.
-Lumos maxima - szepnął, a wnętrze groty od razu rozświetliło się znacząco. Zdjął plecak ze swoich barków, a magiczny patyk położył przy ścianie. Wyjął koc, pergamin i mugolski długopis, bo nim pisało się zdecydowanie szybciej. Poza tym branie pióra z kałamarzem na takie wędrówki to był bardzo idiotyczny pomysł. Rozłożył wszystko na pobliskim głazie. Wyjął także małą skrzyneczkę pomniejszoną zaklęciem. Odczarował ją i już po chwili pojawiła się przed nim w całej swej okazałości. Rumowej okazałości, warto dodać. Przyniósł także coś do przekąszenia i wodę w butelkach, tak na wszelki wypadek.
No, to skoro wszystko było już gotowe, to przysiadł w końcu na skale i nabazgrał list do Charlie. Dorysował także mapę, co trwało najdłużej. A potem wyszedł na chwilę z jaskini, aby przywołać sowę i posłać ją do właściwej osoby.
A teraz pozostało tylko czekanie.


Ostatnio zmieniony przez Olavi Viitasalo dnia Czw Lis 01 2012, 19:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 135
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4704-charlene-marigold-watson#138824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4706-hey-will-u-be-my-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4708-sowa-charlie#138841




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Czw Lis 01 2012, 19:31

Miała kaca. Głowa powoli rozłamywała jej się na kilka części, jakby ktoś skrupulatnie uderzał w dłuto ciężkim młotkiem, wywołując po pierwsze nieprzyjemne, bolesne pulsowanie, a po drugie denerwujące brzęczenie w głowie. Owijanie jej poduszką nie pomagało, tak samo jak złożeczenie i zgrzytanie zębami. Była pewna, że zaraz umrze. Była też pewna, że umrze sowa, która zaczęła pukać w jej okno - i to w męczarniach! Niechętnie zmuszając swoje mięśnie do wysiłku, podniosła się i otworzyła okno. Miała zamiar odłożyć list do przeczytania później, ale rozpoznała pismo Olaviego. Dla niego była w stanie wytężyć trochę mózg, chociaż wydawało jej się, że już prawie całkiem wyciekł pęknięciami w czaszce. Odebrała więc sowie list i przepędziła ją, żeby nie kusić swojej sadystycznej kacowej osobowości. Wdrapała się z powrotem na łóżko, ułożyła się wygodnie i dopiero wtedy odczytała go, z niemałym wysiłkiem wyłapując sens słów. Przeszło jej przez myśl, w otoczce dźwięcznych wulgaryzmów, że Viitasalo chyba sobie żartuje, że zostanie i pójdzie spać. Ale jej oczy przykuło słowo "rum", a poza tym to był Olavi, dla niego akurat była w stanie się poświęcić. Wstała więc z westchnieniem i podeszła do kufra, wyciągnęła pierwsze lepsze ubranie, narzuciła je na siebie, a potem wciągnęła na stopy swoje ukochane glany. Ze swoim bagażem w postaci papierośnicy, różdżki i mapy od Olaviego wyszła.
Dotarcie zajęło jej trochę czasu. Nie raz i nie dwa musiała pomóc sobie zaklęciem czterech stron świata, żeby wstąpić na właściwą ścieżkę. Znalazła jaskinię właściwie przypadkiem, przedarłszy się przez jakieś wyjątkowo gęste krzaki. Jej ulubione ażutowe rajstopy trafił szlag, ale przynajmniej wiedziała, gdzie jest. I już z daleka zobaczyła Olaviego. Pomachała mu energicznie; normalnie pewnie podbiegłaby do niego w podskokach, ale tym razem doczłapała do niego. No cóż, energia jej dziś nie rozpierała.
- Olavi! - rzekła zachrypniętym głosem, uśmiechając się do niego szeroko. Gdy była już wystarczająco blisko, uwiesiła mu się na chwilę na szyi, ściskając go mocno na powitanie, a potem uraczyła go szczodrym buziakiem w policzek. - Gdyby nie to, że dawno cię nie widziałam, dostałbyś dzisiaj wpierdol, kamracie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Finlandia/Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 94
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 80




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Czw Lis 01 2012, 22:53

Och, Olavi jednak nie spodziewał się, iż Charlie tak bardzo ostatnio balowała, wszak miał ją za grzeczną, ułożoną dziewczynkę...! No dobra, tak naprawdę to nie miał. Znał ją na wylot, wszak przyjaźnili się od dawna. Nie przeszkadzał mu jednak jej styl bycia, wręcz przeciwnie, to chyba on go tak bardzo w niej urzekł. Do tego stopnia, że był przekonany, iż coś do niej czuje, ale... no, sam fakt, że byli przyjaciółmi hamował go wystarczająco. Jeżeli dodać do tego nieumiejętność założenia trwałego związku z kobietą, to mamy w zasadzie idealne argumenty przeciw ujawnianiu się z uczuciami. Jak rozkosznie! Niby Obserwator wziął swoje plotki z dupy, ale jednak coś było na rzeczy i to było w tym wszystkim najtragiczniejsze.
Siedział na głazie dosyć długo i dłubał długopisem w swojej nodze, jakkolwiek to nie brzmi. Oparł głowę na łokciu i ze znudzoną miną wgapiał się w swoje kończyny. Nie było w nich nic nadzwyczaj interesującego, ale nie miał pomysłu na zabicie czasu. Nie zacznie przecież pić czy jeść bez Charlie. Tak przynajmniej sobie wyobrażał, że tak powinno być, że tak robią ludzie obyci. On niestety wciąż często miał problemy z odróżnianiem co powinien, a czego nie.
Czas mu się dłużył, ale rozumiał, że gryfonka może stracić dłuższą chwilę na dotarcie tutaj. Jednak po jakimś czasie zaczął się martwić, że może gdzieś zabłądziła i powinien jej szukać. Jednak szybko uznał, że na pewno sobie poradzi. Albo może była na jakichś zajęciach i... nie, Watson nie mogła być na żadnych zajęciach.
Jednak kiedy ją w końcu zobaczył, szeroki uśmiech momentalnie pojawił się na jego twarzy. Wyglądała uroczo, jak zawsze. Nawet z tymi podartymi rajstopami. Szczerze mówiąc nie orientował się nawet, czy to tak specjalnie, czy po prostu zniszczyła je przez wędrówkę tutaj.
- Charlie - odparł na jej przywitanie i objął ją mocno w talii, aby ją przytulić. Poczuł miłe ciepło i zapach dziewczyny, który... dobra, wypadałoby się już odkleić. - Uwielbiasz mnie, nie zrobiłabyś tego - powiedział z pełną stanowczością i przekornym uśmiechem na twarzy. Nie zrobiłaby tego, na pewno nie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 135
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4704-charlene-marigold-watson#138824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4706-hey-will-u-be-my-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4708-sowa-charlie#138841




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Pon Lis 05 2012, 23:05

Tak, tego, że Charlie akurat jest na kacu można się spodziewać, ba!, można zakładać, że to raczej prawda. No cóż, ostatnio sobie nie żałowała, to fakt, już nawet sama zauważyła, że być może trochę przesadza z balowaniem, ale co robić, kiedy jest tak dużo osób, którym obiecało się wspólne picie...? Ale nie, tak naprawdę jej pijaństwo wcale nie wynikało z tego, że nie potrafiła wyznaczyć sobie jakichkolwiek granic, raczej z tego, że z pełną świadomością i premedytacją je przekraczała. Na codzień czasami tylko robiła kilka kroków naprzód i była już usatysfakcjonowana, ale bywały okresy, kiedy czuła potrzebę poczucia tego świata za granicami wszystkimi zmysłami. I takim okresem na pewno był czas w i po wakacjach, właściwie dopiero kiedy spadał pierwszy śnieg, była zdolna do w miarę normalnego funkcjonowania, przed tym piła na umór. W końcu alkohol jest od wieków najpopularniejszym środkiem na zapomnienie, nieprawdaż?
Właściwie to gdyby nie odrobina szczęścia, pewnie wkrótce Olavi miałby Charlie na sumieniu! Żeby taką istotę jak ona posyłać z odręczną mapą w jakieś nieznane, górskie, dzikie tereny. Wiadomo przecież, że kobiety nie mają szczególnie dobrej orientacji przestrzennej, Watson wyjątkiem nie była, możnaby nawet użyć jakże obrazowego stwierdzenia, że w chatce gajowego by się zgubiła.
- Jak to nie? - Prychnęła. - Nawet byś nie zauważył, kiedy bym cię znokautowała i zrobiła sobie z ciebie niewolnika!
Uśmiechnęła się szaleńczo, a potem, w dowód swoich słow, uderzyła go lekko pięścią w ramię.
- W liście wspominałeś coś o rumie bodaj! -rzuciła niby to mimochodem. Och tak, najwyższy czas przechodzić do tej najbardziej wyczekiwanej atrakcji spotkania, po co niby owijać w bawełnę. - Jak to szło? - zmarszczyła czoło, by sobie przypomnieć. - Że cośtam, cośtam i to zrobi dobrze morskim opowieściom.
Przez chwilę analizowała swoją wypowiedź, bo coś jej nie pasowało, a potem parsknęła śmiechem, kojarząc sobie wyrażenie "zrobi dobrze". Z nią jednak było coś nie tak, ale cóż zrobić!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Pon Mar 24 2014, 00:14

To było niemożliwe. El.. Się odezwała? Po tym.. po tym jak zniknęła? Nie. Zniknęła. Niby czemu miałaby zniknąć tak nagle. Ukrywać się? Kurwa mać, przed kim? Przecież ona nigdy nie była w konflikcie z prawem. Ona nawet nie paliła! Nie piła! Znaczy się.. no. Miała dość ambiwalentny stosunek do alkoholu, jednak nigdy go nie spożywając. A tu nagle.. taka sowa. Że się ukrywa i w ogóle. Nowy adres, miejsce zamieszkania? Co? Znowu coś jej rodzice? Ostatnio, też zniknęła tak nagle, bo coś w domu. Tragedia. Dlaczego wszystkim coś się zawsze musiało dziać w rodzinach, tylko dom Fridayów był spokojny? W sumie, to nie taka tragedia. Zasadniczo, nawet lepiej, iż rodzinne ognisko piątkowe paliło się bez większych problemów. Ambroży bowiem nie przeżyłby prawdopodobnie tych problemów.
Mniejsza z tym. Sowa. Ona była najważniejsza. Ta sowa. Ten list. Ta wiadomość. Ten charakter pisma.. To musiała być ona. Elsie. „Wciąż jego”.. jak dużo się zmieniło od tamtego czasu? Wróciła Daidree. Zniknęła Daidree.. potem jeszcze Nastka. Dlaczego. Dlaczego, on nigdy nie mógł mieć jednej kobiety? Tak, na dłużej…? Tak, żeby móc w spokoju budować jakąś zwykłą, stabilną emocjonalnie i w ogóle, relacje? Dlaczego większość dziewczyn w jego życiu pojawiała się nagle, dawała mu nadzieję, by potem zniknąć? Kto wie. Może teraz jednak miało być inaczej? W końcu.. chciała się spotkać. Pytanie tylko, co się stało, ze musiała podjąć wszystkie wymienione w liście kroki? Chciał się już dowiedzieć. W jego głowie wręcz roiło się od wszelkich pytań. Niespecjalnie się przygotował na to spotkanie. Miał nadzieję, że fala ciekawości, a także troski, nie przepłoszy Elsie i swobodnie powie mu o wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   Pon Mar 24 2014, 11:41

To smutne. Smutne, że stajesz w życiu nagle przed jakimś wyborem, którego musisz dokonać. Zaufać czy nie zaufać? Zapewne takie myśli krążyły po piątkowej głowie, kiedy odebrał list. Czy to rzeczywiście była Elsie? Czy wszystko się zgadzało? Czy to w ogóle możliwe, iż odezwała się do niego po tak długiej nieobecności? Było masę pytań, zero konkretnych odpowiedzi. Mógł albo to wszystko zignorować, zastanawiając się cały czas czy dobrze postąpił, albo sprawdzić to na własnych oczach. Przekonać się eksperymentalnie. Oba wyjścia niosły ze sobą pewne ryzyko, choć podobno bez niego nie ma zabawy. Czy Ambroge i rzekoma Elsie mieli się teraz bawić? Nie. Zapewne dlatego, iż to nie była prawdziwa Stirling. To była Scarlett, która wpadła w posiadanie szczotki do włosów koleżanki ze Slytherinu. I to zapoczątkowało lawinę późniejszych zdarzeń. Eliksir wielosokowy od Farida, zdobycie różdżki od jakiejś australijskiej przyjezdnej... wszystko zdawało się być dopięte na ostatni guzik. Miała przekonać Friday'a, że dobrze jest być Lunarnym. Dobrze jest stawać po odpowiedniej stronie barykady. Tak dla własnego bezpieczeństwa chociażby.
Szła spokojnie do Hogsmeade, upewniając się co chwilę, czy nikt za nią nie idzie bądź nie jest śledzona. Nie chciałaby, aby cały plan runął. Musiała być czujna. I dopiero u podnóża góry wypiła rzeczony eliksir, aby zamienić się w idealną kopię dawnej ukochanej chłopaka, z którym miała się spotkać. W końcu ta mikstura nie działała wiecznie.
Gdy dotarła na górę, zobaczyła krukona, który stoi tyłem do niej i najpewniej się rozgląda za właśnie jej osobą. Musiała więc wykorzystać ten moment.
- Ascendio - rzuciła spokojnie, patrząc, jak różdżka studenta ląduje w jej dłoni. - Expulso - dodała, a wtedy Piątka odrzuciło na krzesło, które kryło się w głębi jaskini i było specjalnie wcześniej przygotowane. Na tę okazję. Powinien czuć się zaszczycony! - Orbis - zakończyła, patrząc, jak promienie pętają Friday'a dookoła stołka tak, iż nie może się ruszyć. - Lumos maxima - wypowiedziała ostatnie zaklęcie, które pozwoliło mu ujrzeć Elsie we własnej osobie. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie, stwarzając pozory bycia delikatną i potem przybrała dosyć współczujący wyraz twarzy. - Wybacz, Ambroge, że stosuję wobec ciebie takie brutalne środki. Ale widzisz... zbyt wiele osób chciało mnie oszukać i zrobić krzywdę. Nie mogę nikomu ufać - powiedziała, czując, iż naprawdę wierzy w tą tanią bajeczkę, którą wymyśliła dosłownie kilka sekund temu. - I przejdę od razu do rzeczy, bo widzisz... nie mam zbyt wiele czasu. Od tego zależy życie. Nasze życie - podkreśliła, patrząc uważnie w oczy krukona. - Musisz mi pomóc. Zapewne zauważyłeś bądź słyszałeś o grupie wilkołaków, która raz po raz atakowała Hogwart. To nie są przelewki. Musimy... musisz nas wesprzeć w tych działaniach. W przeciwnym razie oboje zginiemy - dodała naprędce, robiąc naprawdę zbolałą minę. Przecież chciała, aby jej uwierzył. Bo... chciała po dobroci. Chciała dać mu szansę. W końcu go lubiła. Nie chciała mu robić krzywdy. Jeżeli jednak przyszpili ją do ściany... no nie będzie miała wyboru. Teraz to on musiał podjąć decyzję. Oby słuszną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Jaskinia w górach   

Powrót do góry Go down
 

Jaskinia w górach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Lodowa jaskinia
» Legion Aion
» Jaskinia Urszuli
» Smocza Jaskinia
» Jaskinia Jormunganda

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-