IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Górski strumyk

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Górski strumyk   Wto Sty 11 2011, 17:52

First topic message reminder :


Górski strumyk
Chodząc po górach można się natknąć na strumyk, płynący między skałami. Od późnej wiosny do wczesnej jesieni woda jest przyjemnie orzeźwiająca, w połowie roku zimna. Niekiedy można dostrzec małe wodospady, jednak trzeba odpowiednio trafić. Jest ich stosunkowo niedużo, ale w połączeniu z pobliską roślinnością wyglądają bardzo urokliwie. Co nie znaczy, że wskazanie jest wpadanie do nich. To kończy się niemal zawsze źle. W okolicy strumyka można znaleźć wiele niezbyt często występujących roślin, będących składnikami przeróżnych eliksirów. Może więc warto czasami udać się na poszukiwania?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Czw Maj 12 2011, 15:11

Po odczytaniu notatki, na której była zawarta informacja, gdzie ma się udać, wzbiła się na pegazie w powietrze. Tym razem musiała polecieć dalej, w miejsce zupełnie inne od tych które dotychczas pokonywała. Czyżby zbliżała się do końca tego etapu? Zdecydowanie nie miałaby nic przeciwko! Wszakże już wystarczająco nabiegała się po budynkach, właściwie miała nadzieje, że teren się nie zmieni. Jednakże ku jej niezadowoleniu czekało ją zwiedzanie górskich terenów. Effie mocno trzymając się grzbietu pegaza w myślach modliła się, by jak najszybciej dolecieć do owego punktu. Myśl o tym, że mogłaby się zsunąć na grzbiecie zwierzaka i zlecieć z takiej wysokości wydawała się jej średnio ciekawa. Po chwili zaczął się jej oczom ukazywać górski teren, teraz musiała tam tylko wypatrzeć strumyk, co początkowo wcale nie było takie proste. Po chwili krążenia nad okolicznymi terenami, wreszcie udało się jej wypatrzyć po drugiej stronie jakiś wodospad i spory strumień. Automatycznie nakazała pegazowi, by ten zaczął się zniżać. Już po chwili blondynka spokojnie wylądowała w pobliżu wody.
Pegaz zajął się skubaniem trawy, natomiast Ślizgonka musiała odnaleźć tutaj swoją porwaną osobę. Początkowo zaczęła się rozglądać po różnych drzewach, skałach i tym podobnych miejscach, mając nadzieję, że ten ktoś gdzieś tam czeka. Jednakże nieodparcie miała wrażenie, że tego kogoś musi znaleźć gdzieś w wodzie. Aby się tego przekonać, podeszła w stronę strumyku i zatrzymała się tuż przy jego brzegu. Nachyliła się ostrożnie i wpatrując się w taflę wody starała się dostrzec tam kogoś dla niej bliskiego.
Nagle z wody wyskoczyło jakieś stworzenie i nim panna Fontaine jakkolwiek zdążyła zareagować, pociągnęło ją mocno za rękę. Z ust zupełnie zaskoczonej dziewczyny wydobył się tylko przerażony krzyk. Z całej siły szarpnęła dłonią i wyrwała się z uścisku owego stworzenia. W efekcie tego działania zachwiała się i wylądowała na trawie.
Łapiąc oddech wpatrywała się w ponownie spokojną taflę wody, zastanawiając się co takiego właśnie się wydarzyło. Najwyraźniej w wodzie grasowały jakieś trytony i może syreny, które miały jej uniemożliwić odzyskanie osoby po którą przyszła. Tym pewniejszym było, że ten ktoś jest gdzieś w wodzie.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Maj 13 2011, 00:18

Effie po upadku na ziemię przez chwilę wpatrywała się w taflę wody zastanawiając się, co takiego ma teraz uczynić. Jedno było pewne, musiała wypatrzeć osobę, którą miała stąd uratować. Powoli podniosła się z ziemi uważając by nie podejść zbyt blisko do brzegu strumienia. Co prawda stąd nie widziała trytonów, ale przeczuwała, że czekają tylko na jakieś jej potknięcie. Cały czas przed jej oczami znajdował się spory wodospad, w pewnym momencie zaczęła mu się dokładniej przyglądać i wodzie wokół niego. Wtem dostrzegła cos dziwnego. Bowiem za wodą w spadającym strumieniu, była przekonana, że widzi rude włosy. Tak, to musiała być Bell! Automatycznie tak zaciekawiona tym odkryciem i posiadając ogromną chęć przekonania się, czy się nie myli, zaczęła stopniowo podchodzić nieco bliżej. Miała przeczucie, że tam właśnie znajduje się najwyraźniej jej siostra. Być może się myliła, jednakże i tak musiała spróbować dotrzeć do tego miejsca i przekonać się na własne oczy. Przeczucie jej podpowiadało, że ma rację. I zupełnie nie istotne było w tej chwili to, że była kompletnie beznadziejna z wróżbiarstwa, przepowiadania przyszłości i kierowania się intuicją.
Nie zwlekając wyciągnęła z kieszeni swoją różdżkę i skierowała ją na strumień dookoła.
- Glacius – wypowiedziała, dzięki czemu woda zaczęła stopniowo zamarzać. Zaklęcie nie było na tyle silne, by objęło cała wodę, jednakże powierzchnia w okręgu trzech metrów wyglądała stabilnie. Dziewczyna postanowiła, że wejdzie na lód, a następnie rzuci zaklęcie na dalszą część wody, tak tworząc lodowisko po którym będzie mogła przejść. Ciągle trzymając różdżkę w lewej ręce ostrożnie weszła na strumień, spoglądając, czy czasem któreś ze stworzeń nie próbuje się do niej przedostać. Widząc, że pod wodą jest o dziwo stosunkowo spokojnie, dziewczyna zaczęła pokonywać kolejne kroki.
Niespodziewanie jakiś z trytonów z całej siły uderzył w lód, najwyraźniej próbując się przez niego przebić. Co prawda ten był na tyle gruby, iż nie udało się go rozbić, jednakże i tak miało to swoje skutki. W związku z nagłym przerażeniem, Effie poślizgnęła się na tafli i z całej siły przywaliła w lód. Jedyne co teraz czuła to okropny ból w głowie. Przetoczyła się po lodzie trzymając się za głowę, coś mamrocząc pod nosem, do tego przeklinając słowami, których nie warto cytować i ze złości mając ochotę jeszcze zacząć kopać ten przeklęty lód. Głowa jej wręcz pękała. Jak szybko zauważyła, gdy spojrzała na swoją dłoń, miała na niej nieco krwi. Całe szczęście nie w jakiejś wielkiej ilości, jednakże zawsze. Położyła się na zimnym lodzie łapiąc oddech i zastanawiając się, co do cholery ma teraz zrobić.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Maj 13 2011, 15:14

Blondynka przez chwilę leżała na lodzie jednocześnie czując piekący ból w głowie, a jednocześnie starając się wymyślić jak przejdzie do wodospadu. Obawiała się, że w każdej chwili trytony mogą próbować ponownie zaatakować. Dlatego też starając się tego bardziej nie opóźniać, ostrożnie podniosła się na nogi. Nieco zakręciło się jej w głowie, aczkolwiek złapała równowagę. Uniosła różdżkę celując w siebie, by wypowiedzieć zaklęcie.
- Aresto Momentum – rzekła, a za sprawą owego czaru, znalazła się na niewidzialnych noszach. Unosiła się około metra nad taflą lodu, teraz pozostawało jej przedostać się do wodospadu. Dlatego też ponownie kierując na siebie różdżkę zastanowiła się nad kolejnym zaklęciem.
- Locomotor - i już po chwili Effie na niewidzialnych noszach zaczęła sunąc w obranym kierunku. Cały czas nerwowo rozglądała się za trytonami, które to co chwila podpływały bliżej powierzchni. Jednakże dziewczyna za sprawą Locomotor nakierowała nosze tak, by były odpowiednio wysoko. Najwyraźniej zadziałało, bowiem owe wodne stworzenia, nie próbowały nawet wyskakiwać z wody.
Po paru minutach blondynka dotarła do skały przy wodospadzie, widziała przez spadającą taflę, że za nią po pierwsze jest spora jaskinia, po drugie, musi tam być właśnie Bell. Dlatego też wzięła głęboki wdech i nakierowała nosze na wodospad.
- Cholera jasna! – Krzyknęła kiedy tylko przeprowadziła się przez tą spadającą wodę. Obecnie była cała mokra, na dodatek trzęsła się z zimna, bowiem bliższe spotkanie z tą woda, wcale nie było takie przyjemne. Dzięki zaklęciu Finito przerwała unoszenie się na noszach. Kiedy opadła na ziemię, dostrzegła, że nieopodal jest związana jakimiś łańcuchami jej siostra. Wyglądała na zupełnie nieprzytomną, już wiedziała, że będzie musiała ją rozbudzić eliksirem. Szybko wstała na równe nogi, początkowo chciała się wysuszyć zaklęciem, ale wiedziała, że zaraz ponownie będą musiały przedostać się przez wodną ścianę. Pierw wyciągnęła z kieszeni fiolkę z eliksirem. Całe szczęście jego temperatura nie była już wysoka, spokojnie mogła go podać Bell. Dlatego też odkręciła buteleczkę i spróbowała wlać płyn siostrze do ust. Co z tego, że jedna trzecia się rozlała! Miała nadzieję, że i tak zadziała. Z rękoma klejącymi od mikstury, zaczęła przegrzebywać kieszenie, by znaleźć kluczyk. Po chwili poszukiwań wyciągnęła go i zaczęła szukać kłódki na łańcuchach, które otaczały Bell. Gdy tylko ją znalazła, zaczęła się mocować z zardzewiałym łańcuchem. W końcu kłódka ustąpiła w tej ciężkiej walce, a Effie przeszła do rozplątywania siostry. Gdy tylko łańcuchy stały się luźniejsze, Bell zaczęła się przechylać na nią. Ciągle bowiem eliksir nie obudził jej, zapewne winą tego było to, że nie podała jej całej dawki. Tak czy owak, niebawem powinien zacząć działać.
Kiedy więzy całkowicie puściły, a Bell automatycznie na nią opadła, Effie szybko wyciągnęła różdżkę i rzuciła kolejne Aresto Momentum, dzięki którym obie znalazły się na noszach. Jeszcze tylko Locomotor i zaczęły sunąc ku wyjściu. Kolejne spotkanie z zimną woda, która je oblała Effie przyjęła tylko z pewnym cichym przekleństwem. Tak czy owak, nie miała czasu rozprawiać nad temperaturą wody, bowiem musiała uważać, aby trytony nie zaczęły do nich ponownie skakać. Leciały na odpowiedniej wysokości, a owe wodne stworzenia, kręciły się gdzieś przy powierzchni. Całe szczęście, jednak zaniechały wyskakiwania i próbowania ściągnąć ich pod wodę.
Po niedługim czasie dziewczyny bezpiecznie dotarły na brzeg, Effie zakończyła uroki dzięki zaklęciu Finito. Skierowała jeszcze na nie różdżki i wypowiedziała „Silverto”, dzięki któremu zaraz pozbyły się wilgoci na ubraniach. Blondynka zauważyła, że jej siostra zaczyna odzyskiwać przytomności i budzi się ze snu. Pegaz natomiast ciągle kręcił się w pobliżu i skubał sobie trawę, kiedy je dostrzegł, powoli poszedł w ich kierunku. Effie pierw pomogła półprzytomnej siostrze wdrapać się na jego grzbiet, a następnie sama na niego weszła.
- No to kierunek Hogwart – powiedziała do zwierzaka, a ten zaraz wzbił się w powietrze. Kiedy tylko oderwały się od ziemi, do panny Fontaine coś dotarło…
- Zaraz, zaraz. O Slytherinie, właśnie przeszłam drugi etap! – Krzyknęła uradowana, a przy tym entuzjazmie, aż puściła się pegaza. Automatycznie zachwiała się do tyłu i o mało nie poleciała, ale w ostatniej chwili chwyciła się go ponownie. No tak, tak jeszcze brakowałoby aby na koniec spadła z tego latającego konia. Tak czy owak nie ostudziło to jej entuzjazmu. Właściwie miała ochotę aż zacząć śpiewać z radości, że jakimś cudem przeszła ten etap i obyło się bez przymusowego pobytu w szpitalu. Gdyby jeszcze wiedziała, że jest pierwsza!
Tak czy owak, jak tylko się dowie, pewnym jest, że z tej okazji na pewno ostro poimprezuje.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 21
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pon Maj 16 2011, 20:54

Pamiętaj, że ja ZAWSZE mam rację. Nawet, gdy jej nie mam, hy hy. No i spójrz! Kolejna rzecz, która ich łączy – dzień bez żelków jest dniem straconym. Ach, ja ci mówię. Oni się cudownie dobrali.
Uciec? Spokojnie, ona bojaźliwa nie jest. W końcu Gryfonka, prawda? Chociaż Tiara bardzo często popełnia pomyłki, jednak chyba nie w tym przypadku. Przecież każda inna osoba na jej miejscu już dawno by uciekła, zamiast czekać, aż coś albo ktoś wyjdzie z tych krzaków, czyż nie? Ale, ale, nie będę smęcić!
No niby mamy, ale wiesz, teraz chyba zbankrutuje, bo rzekomo kupują tam biedacy. Cóż, nie ma to jak wpływ mediów na życie mieszkańców takiej prowincji! Ale spoko luz, gites majonez, ja na to nie pozwolę, bo jestem niczym super hiroł! A cegły pożyczę, bo z naszej szkoły się sporo sypie. Dobra, taki niewinny żarcik. Ale zawsze mogę skądś skombinować, nie?!
To z pewnością wina Endrju. Co za nikczemnik! Żeby dziewczyna przez niego się rumieniła! W S T Y D! Kath, a czy ty przypadkiem nie byłaś feministką od półtora roku? Co tam jęczysz? Że chwilowo przestałaś? Co? Dlaczego? Aaa, rozumiem. Dobra, nic mu nie powiem. Może jak uśmiechniesz się równie słodko to chłopak zrozumie. Ale chwileczkę! Tak nagle?! OKEJ. Nie tłumacz się. Wszyscy wiedzą, że to przez jakże przystojnego.. tak, tak. Kaktusa. Bo ten to jest płci męskiej, nie?
- Nic nie poprawi mi humoru - mruknęła ponuro. O nie, tak z dnia na dzień na pewno się nic nie zmieni. Kathleen potrzebuje czasu. I tyle. - No jasne, że nazywam! - oburzyła się. No ona by nie nazywała!? Już dawno by jej się wszystkie pomyliły. - No chłop, chłop.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin
Galeony : 157
Dodatkowo : +200% do zajebistości!
  Liczba postów : 392




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Wto Maj 17 2011, 16:37

Dobrze, dobrze. Zawsze masz rację. Zakodowane. Wprost stworzeni dla siebie, ot co! Przez to całe gadanie o żelkach nabrałam na nie ochoty… ale to zaraz. Post sam się nie napisze.
Każdy ma jakieś granice możliwości. Wierz mi, że już nie jeden Gryfon uciekł, gdy poznał ciemną stronę mocy Endrju. Ale tamci, to byli pomyleńcy, hyhy. Bez obrazy dla Domu Gryffindora i jego członków. Racja. W tych lasach zapewne kryje się nie jeden zboczeniec czy potwór. Ale na szczęście Puchon się do nich nie zalicza.
Oj, kłamią. Biedacy nie kupują w Biedronce, w każdym razie nie tylko oni. To jest miejsce pełne luksusów i spełnienia marzeń, czego oczywiście nie zabraniam ludziom z niższych sfer, skądże. Oł je! Żelkowy super hiroł na tropie szatańskich mediów! Idealny nagłówek na gazetkę. Opanuję tym świat dziennikarski! Cegły ważna rzecz, szkoła podobno także, nie będę zła i nie pozwolę na odbieranie takiej placówce cegieł. Choć… jeśli masz parę na zbyciu to chętnie przyjmę. Wiadomo, jak się mieszka na zadupiu, to trzeba mieć coś do obrony! Yorka mi poskąpili, to cegły muszą wystarczyć.
On bardzo przeprasza, ale nie miał niecnych zamiarów! To wyszło tak naturalnie. Nie jego wina, że jego kapelusz ośmiela kobiety. Potem na niego nakrzyczy. W imię Kath!
Ależ on chętnie posłucha, co dziewczyna ma do powiedzenia! Niech nie będzie wiśnią i powie to na głos, no. Nie, żeby lubił plotkować, ale nowinek nigdy nie za wiele.
Niby od niechcenia zrobił krok naprzód i usiadł na trawie wcale nie tak bardzo daleko od swojej towarzyszki, przyglądając jej się spod ronda kapelutka. Stop! Nie jej… kaktusowi. A przynajmniej tak mi szepce do ucha to chłopaczysko.
- Yhym… szkoda – pokiwał smutno głową, zastanawiając się, czy aby jednak choć trochę jej humoru nie poprawił.
- Okej, okej… po prostu jestem zdziwiony tym faktem – uniósł ręce w geście poddania, uśmiechając się pod nosem. – Daj mu na imię Żelek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 21
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pon Maj 23 2011, 20:48

Szybko załapałaś. Innym zajęło to kilka miesięcy. Jestem pełna podziwu!
Dobrze wiedzieć, że Kath nie jest pomyleńcem, bo nie uciekła od Canavana. No i skąd wiesz, że Andrew nie jest zboczeńcem, co? To w końcu facet, a to zdradliwe świnie są. Przynajmniej ci w moim otoczeniu. Zresztą, każdy z nas ma swojego potwora. Jedni mniejszego, drudzy większego...
Łohoho, chcesz zostań dziennikarką? Ambitnie, bardzo ambitnie. Jednak mam nadzieję, że mnie jakoś brzydko nie obsmarujesz w artykule, hm? A jeśli tak to zajomię ci tego gps'a i CIĘ ZNAJDĘ! Bój się, mwahaha!
Oj tam, oj tam, dyrektor nie musi o niczym wiedzieć. Ma tyle ważnych spotkań, papierków do wypełnienia, że ło jejku, szkoda gadać. Sądzę, że nawet by się nie zorientował. I wiesz, mogę ci również pożyczyć żółwia. Co prawda to nie jest ten z bajki Wojownicze żółwie ninja, a zwyczajny Franek. Jeśli jednak dojdzie co do czego to potrafi pokazać pazurki. Ząbki w sumie też, hy hy.
Pfff, będzie wiśnią. Zresztą, Andrew też nią jest, bo szepcze w towarzystwie, a tak nie wolno.
- Nie teraz - dodała szybko, coby chłopak nie pomyślał, że wiecznie taka przymulona jest. Dodatkowo uśmiechnęła się delikatnie, patrząc na niego czarnymi oczętami.
Ojej, Żelek. Żelek. Żelek. Żelek. Kocham Żelka. Mam kaktusa Żelka. Żelek... - Pięknie - skomentowała cicho. Była pod wrażeniem jego inwencji twórczej. - Pięknie - powtórzyła, przenosząc wzrok na nowy nabytek. - Będzie stał na honorowym miejscu - poinformowała. Żelek. Żelek. Żelek... - Musisz mi pokazać swoją kolekcję. Dużo ich masz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin
Galeony : 157
Dodatkowo : +200% do zajebistości!
  Liczba postów : 392




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Sro Maj 25 2011, 20:00

Dziękuję, dziękuję. Czasami mam przebłyski jakiejś tam inteligencji. Rzadko, ale jednak.
Oj, po prostu przeczuwam, że to całkiem spoko koleś. Może i są zdradliwe, ale jego otacza aura autentyczności, wierz mi. Oczywiście wtedy, kiedy nie kłamie, co zdarza się dość często, ale zazwyczaj chodzi o błahe sprawy, więc nie jest aż taki zły, jakby się mogło wydawać.
Yy… właściwie to nie, ale mogę co nieco napomknąć jakiejś redaktorce albo coś. Spokojnie, dopóki będziesz grzeczna, to o niczym złym nikt się nie dowie, ot co. Oj nie! Gps to mój ziomek i on cię poprowadzi źle, o ile go nie przekupisz jakimś super, hiper głosem, którym będzie mógł potem szpanować. Aczkolwiek odczuwam pewien lęk przed tobą, tego nie ukryję. Nie jest on, co prawda, spowodowany tym, o czym ty myślisz, ale ci…
Właściwie to racja, dyrektor wszak ma tyle spraw na głowie! Papiery, sekretarki, papiery i… sekretarki. Ach, nieważne! Zaraz wyjdzie, że mój dyrektor to jakiś erotoman. A nim nie jest… chyba.
Oj tam, wojownicze żółwie ninja to ja mam, na co dzień razem z siostrą. Kolejny żółw to byłby już tłok. A Franek to zapewne zacny chłop, a takich nigdy nie za wiele! Stworzymy niezłą paczkę Franio spółka z.o.o... brzmi profesjonalnie, prawda?
A Andrzej z wiśniami nie rozmawia i w takim razie zaraz sobie pójdzie i tyle go Kath będzie widziała. Teraz ty się bój, Buhahaha!
- Od początku to wiedziałem – Pff. Przecież przy nim nie można być smutnym. I w głębi duszy wiedział, że tak to właśnie jest. Że teraz nie jest aż tak strasznie przygnębiona. Również uśmiechnął się do niej, żeby przypadkiem nie pomyślała, że jest jakimś gburem. – Nie wiem czemu, ale skojarzyło mi się z tobą. Poza tym… strasznie kocham żelki. – Uśmiechnął się do siebie, zastanawiając się, co on tu za bzdury gada. Uśmiech rozszerzył się, kiedy usłyszał o honorze, jakiego dostąpi jego zacny obywatel. Znaczy już… już nie jego. Ale przynajmniej trafił w dobre ręce. – Jasne, chętnie ci je później pokażę. Pod warunkiem, że i ja będę mógł zobaczyć twoje. Zależy, co rozumiesz przez „dużo”. – Uniósł dwa razy brwi do góry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 21
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pon Maj 30 2011, 21:49

Przy mnie każdy jest mądry, hy hy. No bo wiesz, wystarczy zobaczyć mnie w akcji na fizyce jak idealnie improwizuję "ależ oczywiście, proszę pani, ja to wszystko rozumiem. Tak, tak, pracę domową odrabiałam sama", a już człowiek uważa się za Einsteina!
Przeczucia mylą, moja droga. No dajmy na przykład.. o, pogodę! Czaisz? Byłam już ładnie, piękne wyszykowana na wyjście na dwór, wychodzę z klatki, a tam.. DESZCZ. Zaskoczył mnie, żul jeden. Ale okej, wracamy do Kath i Endrju, bo za bardzo odbiegłyśmy od głównego tematu, jakim jest spotkanie tych dwojga!
Ależ ja jestem bardzo grzeczna! Tak mówi Bakłażan vel Samara z Ringu vel Wer. Jednak to chyba dlatego, że nie widzi, co robię w szkole. Poza tym, nieładnie to tak brzydko opisywać ludzi w gazecie, no. Pamiętaj o tym, bo.. PRZEKUPIĘ TWÓJ GPS GŁOSEM NERGALA. Tyle będziesz miała. Znajdę cię, Bóg wie co zrobię i na co ci to, hm? Nie myśl sobie, że cwaniakuję, bo ja to nie pan woźny.
O jaaa *tutaj wklejamy wuba*. Franio spółka z.o.o. brzmi naprawdę genialnie! Aż lecę owego Franciszka o tym poinformować. Ale dobra, to zaraz, bo nam się wątek przedawni, niestety. I nie, to absolutnie nie moja wina. Przecież odpisuję w terminie, więc proszę nie mieć tu do mnie pretensji!
- O Zeusie! - wykrzyknęła uradowana imię swojego głównego boga. - No chyba żartujesz. TEŻ LUBISZ ŻELKI? - spytała, wpatrując się w niego błyszczącymi z emocji oczami. Dawno nie rozmawiała z osobą, która jest aż tak podobna do niej. Nie wszędzie spotyka się uroczych facetów lubiących kaktusy i żelki, nie? I tak, w dobre ręce trafił, w dobre. U Leen każdej kolczastej roślince będzie dobrze. Kiedyś nawet próbowała je do snu przytulać, ale było to nieco męczące, zwłaszcza wyciąganie wszystkich kolców.
Zaśmiała się (po raz kolejny!!!) na widok tańczących brwi Puchona. Ktokolwiek to robił - zawsze ją tym rozbawiał. Prawie jak miś Boguś z Sezonu na misia, hy hy. - Będziesz mógł - powiedziała, delikatnie głaszcząc Żelka. - No dużo to dużo, Andrew. Nie wiem, dwadzieścia minimum - przygryzła wargę, próbując policzyć swoje pociechy. Rufin, Aleks, Waluś.. Ach, do diabła z matematyką! PO PROSTU DUŻO.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin
Galeony : 157
Dodatkowo : +200% do zajebistości!
  Liczba postów : 392




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Nie Cze 05 2011, 17:57

Bez przesady, bez przesady… nie możesz być głupsza od mojego kumpla, który pogubił się we własnych zeznaniach podczas pytania z biologii. „A więc… to będzie… plamka. A niee… moment… plamka jest ślepa, więc nie może mieć receptorów. A więc to na pewno nie plamka! Teraz tylko… co to może być…”. Ach, takie sytuacje pamięta się do końca życia. I ten cudowny face palm nauczycielki.
Ach, co za wiśnia z tego deszczu… jak on tak może bezkarnie padać? Chociaż ja tam uwielbiam chodzić sobie po wsi, kiedy inni chowają się w domach, bo boją się roztopić cukrzaki jedne. Okej, okej… wróćmy do tej dwójki, wróćmy.
Oj tam od razu nieładnie. Czasami trzeba coś lub kogoś poświęcić, żeby coś zyskać. Lajw is brutal, kopas w dupas and ful of zasadzkas. AHA! MAM CIĘ! Mój gps ma już głos Nergala. Dostał go na gwiazdkę, haha. Więc bać się nie muszę i zapominam, o czym to mi mówiłaś… ależ ja jestem nikczemna. Masz coś do woźnych? Ja oprócz tego, że uważam ich za lekkich przychlastów, to nie. Bo wiesz. Gdyby nie oni, to nie odzyskałabym swoich rzeczy z szafki, a tam jest niezła kolekcja.
No wiem, wiem… w końcu ja to wymyślałam, prawda? Czy ja coś mówię? Człowiek na chwilę zamilknie i od razu osądzają go o najgorsze. Należysz zapewne do paczki dresów, którzy denerwują się bez przyczyny. Znam takiego jednego… do dziś ma mi za złe, że wylałam na jego komórkę sok. Nie moja wina, że położył ją na mojej ławce. Co za palant. Owy chłopak nie jest takim realnym dresem, bo nie siedziałabym tu, gdzie siedzę, ale i tak źle mu się z oczu patrzy. Od razu chcesz mu oddać swój telefon… brrr…
Wzdrygnął się, kiedy usłyszał ten okrzyk radości. Spojrzał na nią z ukosa, zastanawiając się, o co jej chodzi, ale ta zaraz mu to wytłumaczyła, więc na jego ustach ponownie pojawił się uśmiech.
- Nie. Nie żartuję. UWIELBIAM ŻELKI. – Zaśmiał się cicho, wpatrując się w piękne, błyszczące z przejęcia oczka Kath. Ach, czyżby spotkał swojego Andrzeja w spódnicy? Jakże byłoby cudownie! Mogliby razem hodować kaktusy, zajadać żelki i hasać po łąkach to tu, to tam.
- W takim razie dużo. – Uśmiechnął się szeroko. Aż tu nagle… zaczęło lać! Cóż za zło siedzi w matce naturze, że przerwała im taką miłą konwersację! Ach, szkoda gadać. Przyciągnął opiekuńczo pannę Ogrodnik do siebie i jak prawdziwy dżentelmen zdjął kurtkę, by ochronić ich przed tymi nikczemnymi kroplami. I tak oto skończyło się to spotkanie tej dwójki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Mediolan, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 169
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 514




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Czw Sie 18 2011, 23:57

Quentina Joselia F. postanowiła dziś iść...yyy...tak w ogóle to sama nie wiem gdzie ma iść, bo po pierwsze muszę jakoś tego posta zacząć, po drugie musi być z sensem (choć nie będzie), a po trzecie dziewczyna musi coś robić. A więc może zacznę jeszcze raz. Quentina J. Fennly postanowiła iść...na ryby? Boże, że by być jeszcze głupszym niż jest się? Ano zapomniałam, przecież Quenia, blondynka, mądra, bardzo mądra blondynka. Ale pomijając to głupie zdanie. Wszak dziewczyna nie miała jakiegokolwiek sprzętu, ale jak to inni mówią, ALE CO TAM. Weźmie się jakiś patyk, rozpruje się trochę nici od swetra, poszuka się jakiegoś robala i jest git. I uwierzcie mi Quen tak zrobiła. Ale zanim do zrobiła najpierw musiała tam dojść, sprawdzić teren czy aby komuś nie przeszkadza i inne tego typu rzeczy. A więc i dotarła i jak wcześniej wspomniałam robiła po kolei te rzeczy. Kiedy już się przygotowała do wieczornego wędkowania usiadła na bógwiejakim kamieniu i ,,łowiła" ryby przy czym gapiąc się w jezioro jakby było jakąś czarną dziurą czy coś w tym stylu.

trochę dupny ten post :<
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 94
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Sie 19 2011, 00:22

Natomiast Lavrenty przeszukiwał akuratnie okolicę w poszukiwaniu nadobnych niewiast, które mógłby ratować z opresji, ba, nie pogardziłby nawet jakimś młodym, śliczniutkim paniczem, który potrzebowałby jego pomocy... Dziwnym trafem zawędrował aż nad strumyk. Najwyraźniej okropnie się nad czymś zamyślił i zanim zdążył się zorientować, był już nad wodą. Sprawiło to, że skrzywił się jeno potwornie, jednak... Zaraz, zaraz! A kogóż to dostrzegły nad brzegiem jego piękne oczy? Toż to anioł najprawdziwszy. Jej włosy przywodziły na myśl łany zbóż targane letnim wiatrem, w oczach można było się utopić już za pierwszym spojrzeniem, usta... z tymi ustami chciał robić tylko jedno. Tak, to najprawdziwsza Quentine Joselie Fennly, dziewczyna, którą ubóstwia pod każdym względem... no, może nie licząc tego co ma w główce, ale przecież Lavrenty i tak gotów jest ślubować jej miłość i wierność na wieki wieków. Westchnął uśmiechając się mimowolnie i dopiero teraz zaczął zastanawiać się co też dziewczyna wyprawia z badylem nad rzeką... W charakterystyczny dla siebie sposób odgarnął do tyłu włosy, po czym pewnym krokiem ruszył w kierunku dziewczyny. Gdy był już blisko przystanął w miejscu chowając za sobą dłonie, pochylił się nad dziewczęciem i rzucił.
- A co Ty tu robisz?

Mam nadzieję, że to jest nasz początek, a nie się wpieprzam xd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Mediolan, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 169
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 514




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Sie 19 2011, 00:46

Ależ wędkowanie nieprofesjonalnym sprzętem jest takie wciągające. Trzyma się patyk z zawiązanym czymś i czeka się czy może jakaś rybka przypłynie. A gdyby tak przypłynęła to by nazwała Bógwieco i swojego Bógwieco trzymała w akwarium z miski, karmiłaby skórkami od chleba no i oczywiście chodziłaby z nim na spacer, ale to musiała by jakoś ustalić. Ach! Te marzenia ściętej głowy, są po prostu takie wzruszające. Powinno się nagrać o tym jakiś film czy coś tam. Ale ogólnie mówiąc wędkowanie to dobre hobby, aby zabić czas przy tak pięknym wieczorze. Księżyc, gwizdy i Quentina łowiąca ryby. Niezapomniane chwile. Ale zaraz, zaraz. Chyba nie była tu sama. Ktoś coś do niej powiedział. Dziewczyna ogólnie nie poznaje osób po głosie, więc po prostu kieruje swoje ,,boskie" oczęta na tą właśnie osobę. O to ten Lavrencośtam. Ale fajne. Dziewczyna jak zwykle musiała rzucić minę coś w stylu ,,A wiesz, że..."
-Hej Lavrele, Lavreno, Laverncośtam - tak, Quenia ma problemy z wymówieniem jakiegokolwiek trudnego imienia bądź nazwiska, choć z drugiej strony sama Quenia miała trudne imię. No cóz, rozumu czy czegoś tam się nie wybiera.
-Wiesz, ostatnio jakoś wzięła mnie chęć na wędkowanie? Chcesz, ze mną powędkować? Będzie fajnie. Tylko poczekaj znajdę Ci patyk. - i dziewczyna wstała po czym skierowała się ku poszukiwaniom patyka. Po jakiś 5-ciu minutach znalazła. Uła! Zaszalała! Znalazła patyk i to nawet ładny patyk. Jeszcze tylko jakieś obrzydlistwo z ziemi i kawałek jakiegoś materiału czy coś. Podała kijek chłopakowi.
-Wiesz, tylko musisz skombinować jakiegoś robala no i jakąś nić. - ach! ale ta Quentina jest mądra. Zawsze musi się pochwalić mądrością. To jej atut. Po chwili znów usiadła na kamieniu i powróciła do wędkowania.


tak tak, tutaj piszemy xd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 94
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Sie 19 2011, 01:00

Patrzył na nią z lekko rozchylonymi ustami i kiwał delikatnie głową za każdym razem, gdy próbowała wymówić jego imię. Miał ochotę pacnąć się otwartą dłonią w czoło, kiedy jej się nie udało, ale szybko wybaczył jej to zapominalstwo. Bo jakże by się mógł gniewać na tak boską istotkę?
- Lavrenty. - poprawił ją uśmiechając się delikatnie.
- Wędkowanie? Podobno to strasznie nudne, ja nigdy nie próbowałem, ale czemu nie? Może i będzie fajnie... - wzruszył delikatnie ramionami przysiadając na ziemi obok dziewczyny. Skrzyżował nogi zaciskając palce na kostkach. Jakoś nie miał ochoty na siedzenie z kijem nad wodą, ale przecież sam postanowił, że musi trochę bardziej zbliżyć się do Queni, a jeśli ona wymagała od niego wędkowania, to będzie wędkował. Ba, do samego rana jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Przyznać muszę szczerze, że gdyby dziewczyna zechciała by łowił te ryby póki jakiejś nie złowi, tak by właśnie postąpił. Odwrócił się coby obserwować dziewczę jak szuka patyka, a kiedy wreszcie podała mu kijek wyszczerzył do niej zęby.
- Dzięki. - rzucił i odkaszlnął przyciskając dłoń zaciśniętą w pięść do ust.
- Nić, nić... - mruczał rozglądając się dookoła. Niestety jedynym sznurkiem, jaki przychodził mu na myśl, była sznurówka z jego ukochanych długich butów! I oczywiście poświęci ją dla cudownej Queni, a jakże. Odłożył na moment badyla i wyciągnął nogę rozwiązując but. Chwilę potrwało zanim wyjął sznurówkę, ale już zaraz miał ją przywiązaną do patyka. Z robakiem nie było problemu... to znaczy ze znalezieniem, bo zanim owad zadyndał na "wędce" minęło trochę czasu, a i Lavrenty nieźle się namęczył. Ponownie skrzyżował nogi trzymając kijek w obydwóch dłoniach. Wpatrzony był jednak w dziewczynę.
- Ile zwykle czeka się aż coś złapie? - zapytał przekrzywiając głowę na bok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Mediolan, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 169
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 514




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Sie 19 2011, 01:39

Od dziś Quenia pockochała wędkowanie, a jeszcze bardziej pokocha, kiedy złowi rybkę i nazwie ją Bógwieco jej życie na wieczność się zmieni (tak dokładniej to zmieni się na jakiś tydzień i znajdzie nowy cel). Ach! Pamięta, kiedy to tatuś zabrał na ryby i złowił dość potężną rybę (tak mniej więcej wielkości odkurzacza), że mała, podniecona Quentina J. Fennly zabrała ją ze sobą (skąd ona miała tyle siły żeby wziąć taką rybę, może red-bull?) i zaciągnęła ją do wanny. Hehe to były czasy, ale powracając do...teraz.
-Ojej, dzięki. Wiesz, akurat miałam już Cibie się zapytać, czy aby masz jakiś sznurek. - wyszczerzyła się do jakby chciała oddać swoje żeby. Hehe, ciekawe co by było gdyby Quentina miała protezę, a tu nagle bum,wypada a Lavrenty dostałby palpitacji serca. Ach! Jakie to słodkie! Tak gapić się na tą przecudną kobitkę (jestem skromna, fak jea!).
-Hmmm, sama nie wiem,ale wiesz co, jak złowimy rybę...? - i tu zaczęła myśleć. Tak moi drodzy! Quentina Joselia Fennly zaczęła myśleć! Sama nie wie co zrobią jak złowią ryby? A może zrobią ognisko, zjedzą ryby, przekopią się w strumyku i będą podziwiać piękne gwiazdy na niebie i opowiadać sobie jakieś historyjki. O mój bosze! To by się nadawało do jakiegoś filmu z Quenią i Lavrentym w roli głównej.
-Lavrenty, czemu morze martwe jest martwe? - i tu zaczyna się seria pytań z cyklu ,,odpowiedz Queni na pytanie". Bomba!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 94
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Sie 19 2011, 17:58

- Co będzie jak złowimy rybę? - zapytał. On sam nie wiedział co takiego może się wówczas wydarzyć, chociaż w zasadzie nawet nie liczył na to, że jakakolwiek łuskowata da się złapać na sznurówkę. No, ale dziwne rzeczy się czasem działy... Ha, gdyby rzeczywiście rozpalili ognisko, najedli się, kąpali i przez całą podziwiali gwiazdy marzenia Lavrentego zostałyby wreszcie spełnione. Ile on by za to dał! Wszystko! Tak, mogę zaryzykować takie stwierdzenie. Już zaczął rozmyślać nad jakimiś dziwacznymi sprawami zerkając przy okazji w niebo, kiedy do jego uszu dotarło pytanie dziewczyny. Przeniósł na nią spojrzenie unosząc obie brwi.
- Dlaczego? Bo nie jest żywe... - rzucił wzruszając ramionami, ale zaraz rozejrzał się dookoła.
- Powiem Ci dlaczego, ale musisz mi obiecać, że nikomu nie powtórzysz tej historii... - rzekł szeptem nieco zbliżając się do dziewczyny, po czym zaczął swą opowieść przy okazji poruszając wędką w jedną i drugą stronę. Sznurówka przecinała wodę zostawiając na moment długi ślad, by zaraz znowu robak zatopił się w cieczy.
- Dawno, dawno temu morze, które nazywa się teraz Martwym było bardzo żywe. Najbardziej żywe na świecie. Falowało, sztormowało, wszystko i nikt nie mógł go okiełznać. Nikt nie przepłynął nigdy tego morza. I wtedy pojawił się pewien czarownik, bardzo pewny siebie, stwierdził, że na pewno uda mu się przepłynąć całą wodę. Wszyscy go wyśmiali, ale on rzucił na morze czar, który sprawił, że ucichło na wieki, przestało falować, tylko gładka, niczym nie zmącona tafla odbijała promienie słoneczne. Ba, żadne żywe stworzenie nie mogło mieszkać w tym morzu, mewy nad nim nie latały i dlatego zostało nazwane Morzem Martwym. - kiwnął głową na potwierdzenie swoich słów. Ponownie wpatrzył się w dziewczynę uśmiechając przy tym delikatnie. No piękną sobie wymyślił historyjkę, pytanie tylko, czy Quenia w nią uwierzy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Mediolan, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 169
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 514




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Sie 19 2011, 18:50

Dziewczyna cały czas się zastanawiała co będzie kiedy złowią rybę. Otóż pierwszą opcją było to, żeby przygarnąć ją i nazwać ją Bógwieco, lecz nie będzie jej zdradzać z Bówieco, bo przecież ma swoją ukochaną Ave świnkę morską, którą wychowała na prawdziwą fankę country. W tym czasie uczy ją grać na bandżo. Druga opcja, też jest fajna, lecz trochę ryzykowna dla Queni. Czemu? Otóż za dużo ma znajomych kolegów, którzy sami wiecie co, czego chcą. A może Lavrenty taki nie jest? A może on chce jej podwędzić bandżo i sprzedać na czarnym rynku. A może przerobić Ave na szynkę? Bosze, co mi przychodzi do głowy. Przecież Lavrenty nie wygląda na rzeźnika. Prędzej na szefa zakładu pogrzebowego. Łojezu, jeszuszmaria co ja pisze. Chyba zaczynam wczuwać się w Quentine Joselie F.
-Obiecuję tylko ,proszę pooowiedz - powiedziała gryffonowi co ma zrobić, po czym zaczęła się na niego gapić ja w obrazek. Słuchała zawzięcie co opowiada Lavrenty. Usta miała otworzone i jednocześnie kiwała głową. To co mówił, było fascynujące. Z czasem i nawet obgryzała paznokcie. Tak wiem, ohydne, ale czy wy też czasem tak nie robicie w ważnych sprawach? Czy tylko ja i Quenia tak robimy? Łokurde, zaczynam się do niej upodabniać, więc się ogarniam.
-Fascynujące - tylko jednym słowem mogła to wszystko skomentować. Cały czas gapiła się na gryffona. No, to się teraz nazywa niezręczna cisza, że z tego wszystkiego puściła patyk. Po chwili Quenia się ocknęła po czym poczuła, że w dłoniach nie trzyma patyka. Popatrzyła na jezioro i zobaczyła, że patyk zaraz odpłynie na środek jeziora. W gruncie, rzeczy powinna po niego iść, no ale z drugiej strony co zrobi z mokrymi ubraniami. No nic trzeba się poświęcić, przecież ona chce zjeść kolację!
-Czekaj! Zaraz wrócę - oznajmiła chłopakowi i kierowała się ku jeziora za ,,wędką". Pewnie powinna poszukać drugiego badyla, ale ten drugi nie będzie tak powtarzalny jak ten poprzedni. Z resztą darujmy jej, jest blondynką. Nie mądrą blondynką. Nie mądrą a zarazem śliczną blondynką. Ach, ale ja się robię skromna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 94
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Sie 19 2011, 19:03

No, może i przypominał nieco grabarza z tą swoją bladą cerą, z tymi całymi cieniami pod oczami i wiecznie zakatarzonym nosem, ale bez przesady! Lavrenty nie skrzywdziłby nawet muchy... no chyba, że ta mucha uprzednio skrzywdziłaby jego brata. Bo jeżeli o Gideona chodziło, doprawdy gryfon był zdolny do wszystkiego. Słysząc jej słowa uśmiechnął się lekko. Najwyraźniej jej się podobało, a to znaczyło, że krok po kroku plan Lavrentego działa i już niedługo stanie wraz z Quenią przed ołtarzem. Na tę myśl ponownie wyszczerzył zęby. Nie przerwał tej niezręcznej ciszy, wszak zbyt był zaaferowany swymi myślami, by cokolwiek mówić. I tedy do jego uszu dotarły kolejne słowa dziewczyny. Nagle wszystkie jego plany pękły jak bańka mydlana, która wpada czasem do oczu i ocknął się mrugając kilka razy.
- Co? - rzucił tylko z wyjątkowo głupią miną, po czym wbił spojrzenie dziewczynę. Co też ona wyprawiała? Lavrenty odłożył swój patyk wbijając go w miększy kawałek ziemi i powstał rozglądając się za Quenią. Otworzył szeroko usta i pacnął się otwartą dłonią w czoło, po czym ruszył za nią.
- Co Ty właściwie robisz? - rzucił zatrzymując się w bezpiecznej odległości od wody. Aż mu ciarki po plecach przeszły, pewnie była strasznie zimna i choroba murowana. Chociaż z drugiej strony co by mu tam zależało, skoro i tak był wiecznie przeziębiony? Jak na potwierdzenie tego faktu z kieszeni spodni wyciągnął chusteczkę w kolorowe kwiaty i wysmarkał się w nią odwracając tyłem do dziewczyny, po czym szmatkę ponownie wepchnął do kieszeni i ponownie się odwrócił, coby dalej obserwować poczynania blondyneczki.
- Hej, a może po prostu weź mój kij... wędkę, albo zrobimy Ci drugą, hę? - zapytał splatając z przodu palce obu dłoni. Niby nie chciał żeby tam właziła i mokła, ale z drugiej strony bardzo chętnie poobserwowałby Quentine w kąpieli... ah, jakież potworne myśli go nachodzą! Nie powinien wyobrażać sobie takich rzeczy przed ślubem!...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Mediolan, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 169
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 514




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Sie 19 2011, 21:34

No dobra, może trochę przesadziłam z tym grabarzem, ale przecież jak to inni mówią ,,wygląd się nie liczy" ,a sama Quenia wygląda jak jakaś Jolka ze sklepu, która stoi przy kasie (Jeżeli to czyta jakakolwiek Jolka, to bardzo przepraszam). Haha, plan Laverntego jest niecny, tajny, hehe. Ciekawie jakby to wyglądało. Oczywiście Quentina ma bardzo wyrafinowany gust i prędzej proponowałaby, alby ich ślub odbył się w stodole, a wesel w kurniku przy czym gra muzyka country. Chociaż, nie! To by bardziej pasowało do Spencera Mak Gówno. I z resztą oni założyli TYLKO zespół. Chociaż popatrzeć na to z drugiej strony...Quentine Joselie McGovney? Eh niech będą jeszcze przyjaciółmi. A co do Lavrentego, to cóż? Pewnie pomyślę stereotypowo, ale ślub pewnie odbyłby się na Syberii. Lub w Las Vegas, chociaż po tygodniu Quentina dopiero by się zorientowała, że wzięli ślub. Quentine Joselie Miedwiediew. Nie! Na razie nie! Niech nadal będzie Fennlyjową i żyła w spokoju i harmonii wraz se swoją Ave. Usłyszała pewne wypowiedzi chłopaka po czym odwróciła się do niego. A masz Ci los! Ma teraz całe mokre buty wraz ze stopami. W dodatku woda była zimna. Ach! Jak dobrze, że Lavrenty coś w ogóle powiedział. Quenia zwyczajnie pokiwała głową i poszła znów by usiąść na kamieniu. Zdjęła mokre buty wraz ze skarpetkami i położyła je aby się wysuszyły. Tak wiem, powinna użyć różdżki ,ale uważam, że suszenie w normalny sposób także jest fascynujące. Oraz fascynuje Quentinkę. A chłopak nie musi wyręczać się za nią.
-Hmmm, wiesz co, nie chce mi się łowić. Nie złapię ryby i w ogóle głodna nie jestem. Lepiej podziwiajmy to piękne jezioro, które stoi przed naszymi oczyma - rzekła po czym pokazała ręką jezioro. W sumie fajnie tak jest posiedzieć nad jeziorkiem z nawet fajnym kolesiem. A tak w ogóle ciekawe co tam u Spencerka, dawno się do niej nie odzywał. Może z jakaś krową romansuje? Jeżeli tak, to...niech sobie romansuje. Co tam! Jak szaleć to szaleć. Quenia także może poromansować. Nawet i ze swoją świnką morską lub bógwieco. A tak w ogóle to chcę przypomnieć, że ten post był pisany pod wpływem całej zjedzonej paczki krówek, gdzie po nich dostaję totalnego świra. Na serio!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 94
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Sie 19 2011, 22:05

Tymczasem Lavrenty cały czas obserwował poczynania Queni i... podobała mu się jeszcze bardziej! Była taka odważna i poświęcała się wyższym celom, takim jak ratowanie swojej jedynej, niepowtarzalnej wędki, którą uprzednio własnoręcznie zrobiła, była taka pomysłowa i sprytna i... w ogóle. Ah, jakże można się nią nie ekscytować? Wszak to spełnienie marzeń! Pewno powstała z morskiej piany niczym Afrodyta! Ba, mogłaby się równać z grecką boginią i Lavrenty z pewnością byłby za swoją ukochaną Quenią, nawet jeśli groziłaby mu klątwa z rąk tej drugiej!... Znowu wpadło mu do głowy stado dziwacznych myśli i już zaczęło się zadomawiać w jego umyśle, kiedy ponownie się ocknął mrugając kilka raz i opuszczając wzrok na dziewczynę. To zadziwiające, jak często będąc przy niej rozmyślał o wszelkich dziwactwach... Zajął swe poprzednie miejsce wbijając spojrzenie w dziewczę, a kiedy zobaczył, że ta zdejmuje buty i skarpety spojrzał na swoje nogi.
- Nie zimno Ci? Może chcesz moje buty? - zapytał przekrzywiając głowę na bok. Zaiste bywał słodki z niego chłopaczek, pomocny i troskliwy, po prostu aż się chciało głaskać i przytulać. Zerknął w kierunku jeziora.
- Dużo bardziej wolę podziwiać piękną kob... ar... - ugryzł się w język. Jak on mógł mówić takie rzeczy swojemu aniołeczkowi?! Nie powinien prawić jej takich komplementów na takim poziomie ich znajomości! Jeszcze sobie pomyśli, że on chce ją tylko wykorzystać i cały jego misternie stworzony plan legnie w gruzach! Miał nadzieję, że Quenia nie zwróciła uwagi na jego słowa, więc dodał szybko uśmiechając się trochę nerwowo i wbijając wzrok w taflę wody.
- Rzeczywiście bardzo piękne jezioro. Pewnie dużo ryb tam sobie pływa i w ogóle. Jedzą sobie glony, planktony i inne fajne rzeczy. Może nawet jest tu jakiś potwór... - rzucił wskazując ręką jezioro, po czym kątem oka spojrzał na blondynkę przygryzając przy tym lekko dolną wargę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Mediolan, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 169
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 514




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Pią Sie 19 2011, 23:36

No ba! Jak tu nie rozważać dziwacznych myśli przy Quentinie. Sama jest popierdolcem i wiem co to mieć dziwne myśli. Nawet przy Lavrentym myślała w ogóle o czymś totalnie głupim. A mianowicie czemu w nocy się śpi skoro jest tak piękna, czemu nosi się buty, czemu nie jest obowiązkowe strzyżenie włosów na rekruta. W ogóle co ja pierdole? Ach, no ale powróćmy do teraz. Quenia zaczęła coś nie coś podejrzewać, co do w jaki sposób patrzy na nią Lavrenty. Wszak, prawie każdy chłopak na nią patrzy, ale gryffon dostrzegł, że dziewczyna ma bose nogi.
-Nie no co ty. Dam radę. Nie musisz dawać mi butów - rzekła do chłopaka bardzo roześmianym głosem. Rzeczywiście! Lavrenty był taki kochany i słodki, że aż łezka kręci się przy oku, a w tym zdaniu nie było ani grama ironii. Na serio!!!. Naprawdę był kochany i z czasem Quentina Joselia F. miała ochotę go przytulić. Bądź co bądź, ale Quentina to naprawdę otwarta dziewczyna i nawet z byle jakiego powodu może przytulić, kopnąć, walnąć, pocałować itp. A dzięki temu jest się poznawalnym.
-Kobar?! - popatrzyła na chłopaka swoim wzorkiem w stylu ,,Ale o co chodzi" po czym puknęła się w czoło i sobie coś przypomniała. Ach! I znów zacznie się opowiadanie z cyklu ,,Ona Ci co opowie", i może tak gadać i gadać do rana. No chyba, że Lavrenty tak będzie miał tego dość, że przymknie jej twarz, wrzuci do rzeki lub bógwieco (wiem, używam często tego kreślenia, ale za bardzo je kocham).
Kiedy tak Lavrenty nawijał o jeziorku dziewczyna przez chwilę zamknęła oczy i chciała to sobie wyobrazić. Oczywiście co jest w jeziorku. Rybki, glony, planktony i...potwór?! Od razu Quenia się ocknęła, popatrzyła na chłopaka i wymamrotała coś pod nosem coś w podobnie ,,serio". Hmmm, może to z obawy, ze strachu? A może on ją tak podpuszczał, że ta się do niego przytuliła? Bosze, o czym ja myślę.! No ale jak na to popatrzeć z drugiej strony, byłoby nawet fajnie. Po chwili przpomniało jej się, że chłopak powiedział słowo, które od razu skojarzyło się z danym przedmiotem. ogólnie to jak ktoś powie bezsensowne słowo ona jak nic przekręci jedno lub kilka słów, a z czasem i doda kolka literek i mam gotowe słowo. A ona, rzeczywiście ułożyła oryginalne słowo.
-Wiesz, że Kobar kojarzy mi się z kombajnem? Weź po prostu kombajny są takie zajebiste, że sama chciałam takiego mieć i ujeżdżać na nim i ogóle kombajn... - i tak cały czas nawijała. Lavrency, powodzenia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 94
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Sob Sie 20 2011, 13:40

- Jaki kobar? - rzucił zanim zorientował się o co w ogóle chodzi dziewczynie. Mimowolnie jego usta wykrzywił delikatny uśmiech, a gdy zaczęła gadać i gadać o rzeczach, o których w zasadzie nie miał pojęcia, nie zostało mu nic innego jak słuchanie. W zasadzie, może powiedzieć, że temat kombajnów przelatywał przez niego jak woda przez kran. Wszystkie jej słowa wlatywały do jego głowy jednym uchem, a wylatywały drugim i wtedy chłopak wpadł na świetny pomysł! Dlaczego by nie poopowiadać jej jeszcze trochę historii? Tym razem straszniejszych, coby mu się rzuciła w ramiona? Oparł jej dłoń na kolanie, tym gestem chcąc sprawić, by choć na moment przestała mówić, a kiedy tak się stało, od razu zabrał rękę.
- Kobar to nie kombajn. Kobar to potwór zamieszkujący to jezioro. Dlatego lepiej tam nie wchodzić... - rzekł konspiracyjnym szeptem przysuwając się do blondyneczki i zerkając kątem oka w kierunku wody.
- Jest wielki jak... stodoła... - chyba jedne porównanie, które przyszło mu do głowy, bardzo trafne swoją drogą, wszak co innego mogłaby sobie tak łatwo wyobrazić, jeśli nie stodołę? - ...ma długą szyję i cały pokryty jest łuskami. Przypomina trochę jaszczurkę pomieszaną z żyrafą i rybą... no bo ma płetwy. Tak przynajmniej mówią Ci, co go widzieli... o ile przeżyli to spotkanie. - mówił to wszystko z wielką powagą i takim przekonaniem, jakby sam wierzył w te wszystkie bajeczki. Na potwierdzenie swych słów pokiwał nawet głową i ponownie zerknął w kierunku spokojnego jeziora. Za spokojnego jak na dom okropnego, przerażającego potwora.
- Nie złapaliśmy żadnej ryby, bo pewnie większość zjadł... mieliśmy szczęście, że sam potwór nie złapał się na nasze wędki...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Mediolan, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 169
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 514




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Sob Sie 20 2011, 20:55

Hehe, kobar! Uwaga Państwo! Od dziś na rynek wchodzi ,,kobar". Jedyny i najcudowniejszy kombajn tego czasu.! Nazwa została wymyślona przez samego Lavrentego Miedwiediewa, lecz to Quentina Joselia Fennly rozsławiła to piękne słowo. Ale, żarty na bok. Kiedy Quenia dowiedziała się, że kobar to nie kombajn, zrobił przez chwilę minę coś w stylu ,,myślę" po czym podrapała się w głowę, a przy okazji poprawiła swoje piękne złotowłosy. I znów zaczęła się gapić na Lavrentego tyle, że nie jak w obrazek, tylko jak w telewizor, kiedy to przyjeżdżała do domu i wraz z całą rodzinką (prawie, bo mama przesiadywała w kuchni oglądając wenezuelskie seriale) oglądała ,,Trudne Sprawy" lub ,,Dlaczego Ja". W dodatku siedząc na bujanym fotelu obok kominka, przy czym jedząc orzeszki ziemne z Tesco. Jest wielki ja stodoła!!! Dziewczyna wyropaliła swoje gały oczne, jakby zaraz miały jej odpaść, po czym przełknęła ślinę. Cały czas z wielką ciekawością słuchała co mówi chłopak. Dziewczyna cała zbladła. Nie wiedziała co robić. Zczęła (jak każda rasowa blondynka) panikować, mimo, że to była zmyślona historia, ale ona o tym nie wie, więc.
-O mój Boże i co my tu teraz robimy?! Powinniśmy uciekać! Nie zaraz! Oni powinni to miejsce zagrodzić czymś. I jak to wpłynie na moje życie?! Co będzie, kiedy ten potwór nas pożrę. Nie będę na 18-tych urodzinach mojej siostry, nigdy nie polecę na Hawaje do Honolulu, nigdy nie wyjdę za mąż, nigdy nie wyjadę na miesiąc miodowy do Nowej Zelandii, by tam uczyć mise koale gry na bandżo, nigdy nie założę sukni ślubnej w kratkę koloru bordowego, nie będę miała hucznego wesela w oborze i co najgorsze nigdy przenigdy nie zamieszkam na jakiejś odludnej wsi, hodując buraki cukrowe oraz marchew - i w tym momencie dziewczyna zaczęła histeryzować jak niby nikt. Tak zaczęła to przeżywać, że w każdej chwili mogła zamknąć się w sobie i co gorsze obciąć włosy! Quentina popatrzyła na jezioro, otarła swoje łzy lecz i tak na nic to nie dało bo nadal beczała po czym skuliła się i zaczęła beczeć do kolana. Po chwili znów spojrzała na jezioro, a następnie na Lavrentego po czym znów skuliła się jakby dostała skrętu brzucha i zaczęła ryczeć do kolana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 94
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Nie Sie 21 2011, 00:15

Panika dziewczyny sprawiła, że wybałuszył gały. Nie takiej reakcji się spodziewał, ale jak to mówią "ile sobie naważyłeś piwa tyle musisz wypić", czy jakoś tak... Na szczęście Lavrenty nie miał nigdy problemów z piciem jakiegokolwiek alkoholu, można nawet stwierdzić, że piwo wchodziło mu całkiem gładko.
- Spokojnie, woda jest spokojna, nie ma się czego bać. Kobar pewnie śpi... bo on pewnie ma tam taką małą, przytulną grotę, w której sobie sypia... - rzekł przekrzywiając głowę na bok i zerkając na jezioro. O tak, to bardzo prawdopodobne, że wyimaginowany potwór ma swoją wyimaginowaną grotę, w której aktualnie śpi snem wyimaginowanym. Gryfon opał dziewczynie dłoń na ramieniu chcąc jej tym gestem dodać otuchy. Uśmiechnął się nawet ciepło wbijając w blondynkę spojrzenie.
- Zresztą dopóki jesteś tu zemną, nic Ci nie grozi, tak się składa, że mój pra, pra, pra, pra, pra dziad ukatrupił kiedyś jednego potwora, a skoro płynie we mnie jego krew, to znaczy, że też dałbym radę. - zapewnił kiwając przy tym łepetyną i robiąc całkiem poważną minę. Skoro w potwora uwierzyła, czemu miałaby mieć wątpliwości w stosunku do przodka Miedwiediewa? Przynajmniej w mniemaniu chłopaka kolejną jego bajeczkę powinna przyswoić równie gładko jak poprzednie.
- Jeśli chcesz możemy wracać do zamku. Robi się chłodno, a Ty nie masz butów, choroba murowana. - ponownie kilkukrotnie kiwnął łbem, po czym sam powstał i wyciągnął ku dziewczynie rękę. Zmierzył ją spojrzeniem marszcząc przy tym brwi.
- Oho... buty pewnie nadal mokre, a boso nie będzie się miło szło, muszę wziąć Cię na ręce. - i choć mógłby machnąć różdżką, wizja niesienia Panny Fennly wydała się Lavrentemu bardzo przyjemna. Oh, a jakże będzie mu dziękować!... no, przynajmniej on liczył na podziękowania. I by wyglądać bardziej męsko i jak istny książę z bajki uśmiechnął się palcami lewej dłoni przeczesując włosy i tym samym odgarniając je do tyłu. Zaiste pięknie by to wyglądało w zwolnionym tempie, bo normalnie nie sprawiało jakiegoś wyjątkowo niesamowitego wrażenia, w zasadzie w ogóle nie sprawiało wrażenia i pewnie rozhisteryzowanej blondyneczce umknęło...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Skąd : Mediolan, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 169
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 514




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Nie Sie 21 2011, 22:25

Ciekawa jestem jaką to miał na myśli reakcję pan Lavrenty Miedwiediew? Przecież to Quentina Joselia F. Największy popierdolec na świecie i największa sierota losu. No dobra, przesadziłam. Może nie, aż taka wielka, ale jest. Wiadomo, że przy takich sytuacjach trza się przytulić pocałować w czoło i te inne sprawy. Wszak wspominałam w wcześniejszym poście, że Quenia nie wstydzi się pokazywać uczuć, lecz była tak wstrząśnięta tą wiadomością, że nie wiedziała co robić. Więc się rozbeczała, jak każdy histeryk. Kiedy powiedział, że nic jej się nie stanie nagle dziewczyna zaczęła na niego patrzeć jak na jakieś bóstwo. Choć z drugiej strony miała pewnego chłopaka, którego naprawdę kochała, a on ją także, jednakże nie są ze sobą. A gdyby to wiedział Levrenty to by pewnie odwrócił się od Queni i w ogóle robił jej świństwa. A co do tego tajemniczego to wątpię. Kiedy zaproponował Queni powrót do zamku ta bezapelacyjnie się zgodziła.Ależ ten Chłopak był kochany. Oparł swoją rękę na ramieniu pokazjuąc tym, że na prawdę troszczy się o nią. No i mamy teraz tą słodką scenę, kiedy to nasza Quenia wymiękła i wtuliła się w chłopaka mówiąc po cichu coś po włosku.
-A jak mnie nie udźwigniesz? Wiesz jak nie jestem, aż taka chuda jak ty i na pewno ważę więcej, niż widzisz. Ale jeżeli chcesz to nie mam nic przeciwko - rzuciła chłopakowi bardzo troskliwy uśmiech, bo przecież taki chuderlak przypominający prezesa zakładu pogrzebowego, może nie udźwignąć ,,Jolki". Chociaż po chwili się rozmyśliła po czym rzekła.
-Ale, wiesz co. Jak chcesz wrócić sam to możesz ja poczekam jak mi wyschną buty. Nie chcę Ciebie nadwyrężać. - i w taki oto sposób Quenia wytłumaczyła chłopakowi i znów zaczęła się gapić w jezioro. A może ten cały Kobar jej nie zaatakuje? A może ten Kobar to całkiem spoko gość? Cóż nie wiemy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 94
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267




Gracz






PisanieTemat: Re: Górski strumyk   Nie Sie 21 2011, 22:37

Wręcz się rozpłynął, kiedy się w niego wtuliła, matulu, ile on na to czekał! Jego ideał, aniołeczek, bogini wreszcie znalazła się w wątłych ramionach swego rycerza! Pogładził ją po plecach. Nie wiedział co tam mamrotała, wszak włoskiego nie znał, ba, nigdy wcześniej nie miał do czynienia z tym językiem.
- Pff... - rzucił, słysząc słowa dziewczyny. - Oczywiście, że Cię udźwignę. Nawet nie wiesz, ile w tych rękach jest siły! - pokiwał łepetyną unosząc ręce i napinając mięśnie... których nie miał. Nosz cholera, taka okazja nie mogła się zmarnować! Najwyżej przez kolejnych kilka dni nie ruszy się z pokoju i będzie odchorowywał.
- Nie, nie, nie... - pomachał łapami przed swoją twarzą słysząc jej kolejne słowa.
- Chyba nie myślisz, że zostawię Cię tu z Kobarem. Silniejszy ze mnie facet niż może się wydawać. Jakby to wyglądało, gdyby zostawił Cię tu samą, daj spokój... Wskakuj na plecy, będzie nam wygodniej. - rzucił kiwając łbem i odwrócił się do niej tyłem uginając lekko kolana, coby było jej wygodniej wejść. Miał tylko nadzieję, że nie walnie pyskiem w glebę gdy tylko poczuje ciężar, więc zacisnął zęby i cierpliwie czekał. W życiu nie zostawiłby swojego ideału na pastwę potwora, zmyślonego co prawda, ale zawsze!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Górski strumyk

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Szlak górski
» Strumyk w środku lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-