IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Brzeg jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15, 16  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Brzeg jeziora   Sob Sty 29 2011, 13:06

First topic message reminder :


Brzeg jeziora

Jest to miejsce całkiem oddalone od tych, które latem są oblegane, choć czasami ktoś się tu przypałęta. Nieraz stanowi pewnego rodzaju samotnię, szczególnie zimą, kiedy jezioro pokryte jest lodem i przychodzi tu jeszcze mniej osób niż wiosną. Główną atrakcją są tu pieńki wbite w dno, wystające ponad powierzchnię wody. Trzeba przyznać, że jest ich całkiem sporo, a trzymają się na swoich miejscach wyjątkowo dobrze. Najwyraźniej ktoś umieścił je tam zaklęciem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Czw Paź 30 2014, 23:45

On właściwie też nie pływał znakomicie, ale dawał radę. Do tego ucieczka przed trytonem i przymusowa walka o najmniejszy oddech były sporą motywacją do szybszego przebierania nogami i skrócenia męki. W tej chwili starał się jednak o tym nie myśleć, skoro miał już możliwość normalnego oddychania. I wcale nie mówił tak od razu, wbrew pozorom on też potrzebował chwili, żeby dojść do siebie!
- Więc po co tam właziłaś? - zapytał zrezygnowany, kręcąc głową, akurat wtedy gdy zmusiła go do opadnięcia w dół. Na szczęście wcale taki ciężki nie był. Ot, tylko wysoki! Poruszył lekko głową, przypadkowo smyrając ją nosem po szyi. Przez zapach jeziora i tak przebijał się zapach Iry. Z tym że w tej chwili skupiał się bardziej na tym, że jest zimno, cholernie zimno. Ostatnia gorączka nie była taka zła, a jeśli ta miała być mniej poważna (miejmy nadzieję), nie zamierzał narzekać. Podniósł się niezgrabnie, okrutnie pozwalając chłodnemu powiewowi dotrzeć tam, gdzie wcześniej było złudnie ciepło.
- Silverto - mruknął cicho pod nosem, słuchając jej wywodu na temat różdżek. Uśmiechnął się do swoich myśli, które podpowiadały mu, że może jednak powinien zająć się różdżkarstwem. Byłoby prościej. Suszenie zajęło chwilę i niestety nie było ciepłe, więc zanim wziął się za ogrzewanie wybawionej z opresji damy, sam wysuszył swoje ciuszki. - Ollivander zbija na tobie fortunę - skomentował. - Accio różdżka - dodał jeszcze, kierując swoją w stronę jeziora, a zguba zaraz trafiła do jego dłoni. - Ale nie używaj jej jeszcze. Mokra będzie słabo działać - zmyślił perfidnie, dokładając do tego oczywiście swój uśmieszek i nie przyprawiając tym sobie ani trochę wiarygodności. Bo jego różdżka, choć mokra, działała nadzwyczaj dobrze. (Rozdział XVI - Archibald i jego sprawna różdżka) Obydwie odłożył i wziął się za, znany im już, sposób na ogrzewanie, do którego nie potrzebował żadnych pomocy. Pomógł Irce usiąść, sam też usadowił się na płaszczu i objął ją, dłońmi lekko rozmasowując plecy. Fovere tym razem użył niewerbalnie, ale łapki miał ciepłe.
- Możesz kurować się w moim łóżku, ostatnio nieźle ci szło - wrócił do tematu choroby. - Idziemy na herbatę? Mieszkanie, kuchnia, gabinet, możesz sobie wybrać - powiedział, taki łaskawy! - Bo zakładam, ze do jeziora nie będziesz wracać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 35
Skąd : Węgry
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5345
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 437
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7471-irina-magyar#210102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7483-ira-magyar#210284
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7482-ira-magyar#210282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7484-ira-magyar#210285




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Pią Paź 31 2014, 21:44

—Artefakt — rzuciła głosem tak naturalnym jakby to było całkiem oczywiste, tak jak poranna kawa. Przecież ludzie normalnie wchodzą prawie już w zimie do jeziora, żeby złowić sobie artefakty. Jakże by mogło być inaczej? Archibald jednak nie musiał być zdziwiony, odkąd zauważył, ze egzystowanie z Irą cieszyło się własnymi zasadami. Ona miała swój świat, a on ten świat powoli zaczynał chyba ogarniać. Ba! Udało jej się go w ten swój światek wkręcić, czy tego chciał czy nie. Bo spójrzmy prawdzie w oczy, choć jeszcze nie wiedział, bo teraz już wie, ale właśnie brał udział w jej przygodzie życia w poszukiwaniu artefaktów. I ponieśli fiasko. Jak mogli ponieść fiasko?
— Ułowimy o następnym razem. — pocieszyła siebie, nie wiadomo dlaczego zakładając, ze będzie następny raz i Archibald będzie chciał w tym brać udział. Wydało jej się prawidłową koleją rzeczy, ze tak się stanie. Kto nie chciały wyławiać artefaktów? Patrzyła sobie na niego, kiedy tak spokojnie czarował. Robił to tak… jakby to było całkiem proste. Nie było w tym żadnych skomplikowanych formuł i rzeczy, które nigdy nie wychodziły. Tak… łatwo mu to przychodziło. Jak jej przyswajanie historii i zgłębianie tajników najbardziej ukrywanej wiedzy, jak i nauka dawno wymarłych języków. Ale czy jego umiejętności nie były jakoś bardziej praktyczne. Spuściła wzrok z jego oczu do rąk, którymi nią ogrzewał, a potem spojrzała na swoją odzyskaną różdżkę.
— Może też spróbuję? Będzie szybciej… — w tym przypadku jej „próbować” brzmiało niemal jak groźba. Zaśmiała się chwilę potem, bo ostatecznie nie chciała narobić żadnych większych szkód. Drgnęła tylko… Bo miała wrażenie, że tam gdzie nie dotykają jej jego dłonie, przechodzi ją zimny dreszcz. Zerknęła na niego poważnie i cofnęła jego ręce od swojego ciała gwałtownie. Coś właśnie zajmowało jej myśli. Zanim zdążył spytać, co ona właściwie robi, zrzuciła z siebie koszulkę, pozostając w staniku. Dopiero później wyjaśniło się dlaczego. Jej mięśnie znów zatrzepotały jej ciałem, bo jak teraz zdawała sobie już z tego sprawę, to nie dreszcze kontrastu między jej zimnymi łopatkami, a jego cieplutkimi palcami ją ogarniały. To coś obślizgłego pełzało jej pod koszulką. Choć powinna się wierzgać i miotać, jak typowa kobieta, zamiast tego zamarła na chwilę, próbując zlokalizować problem, a chwilę potem właśnie pozbyła się go razem ze swoją podartą koszulą i wrzuciła ją do wody.
— Przepraszam, ze przerwę, ale… to coś chyba mnie użarło. Spójrz.
Bardzo naturalnie, z niezwykłą swoboda jak na kogoś, kto właśnie pozostał w przemoczonym biustonoszu, odwróciła się do niego tyłem, spoglądając na niego przez ramię.
— Mam coś tam?
Ale rozproszył jej uwagę wspomnieniem o herbacie, aż podskoczyła, siadając przodem do niego. Bardziej instynktownie niż z zamiaru, złapała za jego płaszcz, opatulając się nim. Bo było zimno i też podświadomie gdzieś zauważyła, ze mogła dzielić jego koncentrację między to co mówiła, a jak wyglądała. Ostatecznie był facetem. Chyba, ze wcale go takie rzeczy nie interesowały jak odsłonięte, śniade ciałko Iriny. Nawiasem mówiąc, trochę pogryzione, ale chyba nie dała mu czasu tego dobrze zweryfikować.
— Herbata z rumem, tak! Gabinet brzmi dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Nie Lis 02 2014, 20:13

- Artefakt - powtórzył dokładnie takim tonem, jakby właśnie pił poranną kawę, patrząc na Irę uważnie, ale w tym spojrzeniu kryło się już całkowite zrozumienie. Właściwie mógł się domyślić, że czegoś tam szukała. Zastanawiał się, czy prosić o więcej szczegółów, czy raczej darować sobie wnikanie, bo wiązało się to z długą opowieścią. Tak przynajmniej założył, znając ją już trochę. Przerwała jednak jego wahania, informując o wznowieniu akcji w przyszłości. Roześmiał się krótko.
- Zimą, przykładowo - zasugerował. - Następnym razem poczekaj na lądzie - doradził jeszcze, zanim zajął się serią zaklęć. Możliwość wyłowienia dopuszczał, podejrzewając po prostu, że nie da mu spokoju. Pytanie o artefakt odłożył jednak na później. Mimo wszystko, Magyar zaaferowana swoim światem była fascynującym obiektem obserwacji! Posłał jej ostrzegawcze spojrzenie, dając do zrozumienia, że jego umiejętności są wystarczające na ich dwójkę. Podpalone spodnie i biustonosze były im zupełnie zbędne.
Choć zapytać nie zdążył, uniesienie brwi ze zdumienia wyszło mu popisowo. Zamrugał, jeszcze przez moment rejestrując co się dzieje (tak właśnie go zaskoczyła, wybijając z rytmu czarowania!), dopiero chwilę przed odrzuceniem koszuli do wody zauważając insekta, który śmiał użreć Irę. Odzyskał rezon, ogarniając swoje szalone instynkty, które jasno podpowiadały mu, że powinni właśnie wylądować na tej zimnej trawie. W jego aktualnych wyobrażeniach przypominała bardziej pościel niż trawę.
- Hm? Pokaż - mruknął, akurat kiedy się odwracała. Przyłożył do jej pleców swoje palce, z rozbawieniem zauważając ogromny kontrast pomiędzy cerami. Jego skóra wydawała się przeraźliwie blada, ale kto by się przejmował. Przejechał opuszkami po paciorkach jej kręgosłupa - zaczynając od karku, a kończąc tam, gdzie natrafił na zapięcie jej biustonosza. I może właśnie to był ten impuls, skoro Blythe nawet nie zdążył wtrącić swojego "tak, zupełnie niepotrzebne zapięcie".
- Świetnie - wstał i podał jej dłoń, żeby mogła podnieść się z trawy. Rozejrzał się, zastanawiając się chwilę jak załatwić ciepłą herbatę od razu. Pewnie ciągle był rozkojarzony faktem, że pod jego płaszczem skrywa się bardzo niewielka ilość odzienia. W każdym razie wpadł na świetny pomysł. Nawet jeśli sam mógł tę przeklętą herbatę zaparzyć. Who cares!
- Expecto patronum - burknął pod nosem i poprosił pięknie swojego dostojnego patronusa o dwie ciepłe herbaty i rum za dwadzieścia minut w jego gabinecie. Srebrzysta meduza pomknęła w kierunku zamku, żeby przekazać (super ważne i nie cierpiące zwłoki) zamówienie skrzatom.
- Skąd wytrzasnęłaś ten artefakt w jeziorze? - zapytał, przerzucając wzrok ze swoich rąk, pokrytych już gęsią skórką, na Irę.

/zt x2
<3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 40
  Liczba postów : 34
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10031-ainslee-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10044-ainslee
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10045-kleofas-sowa-ainslee#279888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10046-ainslee-gordon




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Wto Gru 23 2014, 22:30

Ainslee miała miliony innych miejsc do przesiadywania w zamku. Dormitorium, biblioteka, parapety na korytarzach, kuchnia. Wszędzie cisza i spokój. Sama nie wiedziała, co ją podkusiło do włożenia granatowego płaszczyka, czarnych nauszników i szalika w barwach domu. Na drobne ręce nałożyła jeszcze rękawiczki z przyjemnego materiału, po czym wzięła pod pachę książkę i wyszła z zamku. Szła przez śnieg, bystrym spojrzeniem podziwiając krajobraz. Mimo że było zimno, nadal było... pięknie. Śnieg, pokrywający wszystko dookoła śliczną bielą, był cudowny. Przez chwilę znowu miała ochotę jedynie mieć na rękach rękawiczki i bawić się w najlepsze razem z rodzeństwem i tatą w ogrodzie ich sporej posiadłości, gdzie mogliby obrzucać się śnieżkami bez końca. Nawet z tą ladacznicą Tiffany. Zaśmiała się cicho, wyobrażając ją sobie teraz ścierającą stoliki w Trzech Miotłach.
Sama nie wiedziała, kiedy znalazła się przy jeziorze. Usiadła sobie na jednym z pni wystających ponad taflę wody. Miała nadzieję, że lód się nie załamie i będzie mogła przeczytać książkę do końca... W samotności. Ciszy i samotności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 18
  Liczba postów : 9




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Wto Gru 23 2014, 23:07

Zimno. Ta ambitna myśl krążyła w głowie Chay jak szalona, bo przecież to takie odkrycie na miarę czarodzieja dwudziestego pierwszego wieku. Blondynka zwróciła oczy ku niebu i jeszcze bardziej owinęła się szalikiem z herbem swojego domu. Był taki nie twarzowy. Żółty. Taki brzydki kolor. Chay miała zwyczaj nosić go jedynie w tak mroźne dni jak ten właśnie. Zawijała się nim tak mocno, że widać jej było wyłącznie oczy. Nie trudno zgadnąć, że ta pora roku nie należał do jej ulubionych. Czemu, więc wyszła z zamku? Ciepłego zamku. W tym momencie sama nie potrafiła tego w żaden sensowny sposób wyjaśnić. Wcześniej siedzenie nad książkami kolejny dzień z rzędu w Pokoju Wspólnym i odrabianie lekcji wydawał się jej taki nużący, a wręcz gotowa była przysiąc, że z jej głowy aż się dymi od tego nadmiaru wiedzy, więc spacer jest wręcz niezbędny. Na swoją obronę może powiedzieć jedynie, iż w zamku spędziła przeszło trzy doby i... przecież nie może tam być aż tak bardzo zimno! Okazało się, że było (w ocenie Chay) jakieś milion stopni poniżej zera. Abbott, co jak co, ale w masochizmie wprawia się gdzieś od siódmego roku życia (bo jak inaczej nazwać sprzątanie i uczenie się, kiedy nawet matka tego od ciebie nie oczekuje), więc dzięki silnej woli udało dotrzeć się puchonce nad brzeg jeziora. Bijmy brawo.
Całkowity brak jakiejkolwiek formy życia na terenach wokół zamku nie zdziwił Chay tak bardzo (znaczy kiedy Chay siedziała w ciepłym zamku), jak dostrzeżenie właśnie w tym momencie znalezienie śladu życia właśnie w postaci uczennicy z sylwetki dość znajomej, siedzącej sobie na pniu. A fe! Kolejna masochistka.
- Czee--eee-śśś-ćć Ains - wymamrotała, szczękając przy tym zębami. Znaczy... w umyśle puchonki zabrzmiało to jak zwyczajne radosne powitanie na widok przyjaciółki. Zresztą kosztowało ją to tyle wysiłku, a usta to jej chyba zamarzły, nie żartuję, kiedy odsłoniła je na chwilę, by się przywitać. Tak przez szalik to niekulturalnie. Podobno. Także... chodzi o to, że Ains powinna to docenić i zabrać przyjaciółkę na coś ciepłego, dobrego. Tak właściwie to Abbott jeszcze dzisiaj nic nie jadła. Nie, żeby była głodna, jednakże ktoś mądry kiedyś powiedział, że raz dziennie to przynajmniej jeść się powinno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 40
  Liczba postów : 34
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10031-ainslee-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10044-ainslee
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10045-kleofas-sowa-ainslee#279888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10046-ainslee-gordon




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Sro Gru 24 2014, 14:08

Czy Ainslee było zimno? Nie... Raczej nie. Lubiła zimę. Lubiła patrzeć na wirujące w powietrzu płatki śniegu, lubiła słyszeć przyjemne skrzypienie śniegu pod trzewikami. Zima nie kojarzyła jej się z zimnem - dla niej zima do był czas świąt, rodziny, RODZINNYCH BITEW NA ŚNIEŻKI, suszenia włosów i skarpetek przy kominku, jedzenia ciastek prosto z blachy i popijania ich mlekiem. Tak, Ainslee zdecydowanie lubiła zimę. Zresztą, wracając na chwilę do tematu zimna - miała bardzo cieplutki płaszczyk i bardzo ciepłe buty, które tydzień temu przysłała jej mama. Zastanawiała się, jak mają się rodzice... Czy wszystko jest okej i takie tam bzdety. Już niedługo będą święta, więc będzie mogła wrócić do domu, gdzie znowu będzie zamykać się w pokoju, żeby nie słyszeć kłótni Tiffany i Scotta. Albo będzie pomagać mamie piec ciasteczka.
Czytała właśnie fragment, w którym panna Leopoldyna miała powiedzieć głośne TAK w odpowiedzi na oświadczyny Konstantego, gdy ktoś jej przeszkodził. Wyprostowała się, słysząc czyjeś szczękanie zębami. Zagięła róg strony (nie miała z tym problemu, robiła tak z każdą książką, nawet z tą w bibliotece - powieście ją za to!!!!!), po czym wstała i odwróciła się. Stała na lodzie... niezbyt bezpiecznie. Uśmiechnęła się na widok Chayenne, jej kochanej Puchosi. Wyglądała na bardzo zziębniętą. Czemu szła aż tutaj, skoro w zamku było tak ciepło i przytulnie?
- Hej - odpowiedziała Ainslee, trzymając książkę pod pachą. - Co tu robisz? Zaraz wytrzęsiesz z siebie całe ciepło...
Przekręciła oczami. Hmm... Chay zawsze zmuszała ją do życia i odrywała ją od książek. Przeklęte stworzenie. Kochane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 18
  Liczba postów : 9




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Sro Gru 24 2014, 15:12

Zima to bardzo piękna pora roku. Chay zgadzała się z tym stwierdzeniem w stu procentach. W szczególności latem chętnie potwierdzała tą tezę. Przy cieple bijącym od płonącego ognia w kominku też się jej to zdarzało. Pięknie też prezentowała się na jej płótnie. Lub też na jej siatkówce, kiedy spoglądała na zimowy krajobraz zza szyby okna. Pora ta miała swój niepowtarzalny urok, była jedyna w swoim rodzaju. Zwłaszcza tutaj w Hogwarcie. Trudno jej zawsze przychodziło żegnanie się i wyjazd stąd do domu na święta. Wolałaby spędzić je tutaj. Z przyjaciółmi. Z magią. Nawet z nauczycielami i tą setką zasad, których należy przestrzegać. Ten okres zbliżał się jednak nieubłaganie, więc może dlatego właśnie tak trudno jej było się dzisiaj oprzeć wyjściu na zewnątrz. W końcu zaczęła się zastanawiać, że przecież nikt nie lubi ubierać tych stert ubrań na siebie i kiedy jest mu zimno, czemu więc czarodzieje (żyjący już tak długo przecież) nie wymyślili czegoś użytecznego, żeby zimno tak nie doskwierało? Swetry, czapki, szaliki czy rękawiczki to nawet mugole wymyślili. Chay pokręciła głową nieco rozdrażniona.
- Poszłłłam się przeeejść - wystękała szybko, unosząc głowę znad szalika i chowając ją tam z powrotem. Wyglądała w tym momencie co najmniej żałośnie. I powoli dziewczę zaczynała sobie z tego zdawać sprawę. Weź się w garść, c'nie! Spojrzała na książkę przyjaciółki. - Na Merlina! Uwielbiam tę książkę! Biedny Sergiusz! - próbowała jakoś zamazać złe pierwsze wrażenie i zaczęła mówić, co jej ślina na język przyniosła. Zaraz też się w tenże język ugryzła, bo przecież mówienie bez myślenia nigdy dobrze się nie kończy. Spojrzała w stronę zamku - był tak daleko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 40
  Liczba postów : 34
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10031-ainslee-gordon
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10044-ainslee
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10045-kleofas-sowa-ainslee#279888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10046-ainslee-gordon




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Czw Gru 25 2014, 15:20

Ainslee lubiła wracać do domu na święta - jedne pamiętała szczególnie dobrze. Było to po pierwszym semestrze w czwartej klasie, kiedy rodzice pozwolili zaprosić Chayenne na ferie świąteczne do posiadłości Gordonów. Panna Gordon osobiście bardzo wszystko przeżywała, mimo że znała Chay już od czterech lat (i znała panienkę Abbot tak samo dobrze, jak ona Ainslee) - chciała, żeby wszystko przebiegało wedle jej myśli i żeby było dopięte na ostatni guzik. Spały w jednym pokoju, w śpiworach ułożonych przy kominku, wlepiając spojrzenia w tańczące kosmyki ognia i snując długie rozmowy na temat Hogwartu. A pewnej nocy zachomikowały z kuchni słoik domowych ciasteczek pani Gordon i butelkę mleka - nie trzeba chyba mówić, co robiły do świtu? Po ciasteczkach zostały jedynie okruszki. Aha, i nie wspominajmy o ostatnim dniu pobytu dziewcząt w domu Gordonów... GDZIE SĄ MOJE SKARPETKI?! było głównym pytaniem przez cały dzień. Nie dodawajmy, że pani Gordon, mistrzyni prania, po prostu je skurczyła.
- Chay, wyglądasz jak słodki bałwanek - zaśmiała się Ainslee, podchodząc do przyjaciółki i przytulając ją. Zaczęła pocierać dłonią odzianą w zgrabną rękawiczkę jej ramię. - Zaraz zamarzniesz i twój duch będzie mnie straszył do końca pobytu w Hogwarcie. A potem będziesz straszyć niewinne pierwszoklasistki pragnące odrobiny spokoju na błoniach... Mam rację? Prawda, że mam? Chodź, pójdziemy do zamku, bo aż mi się smutno robi, jak na ciebie patrzę.
Pokręciła głową i westchnęła, a potem pociągnęła przyjaciółkę za szalik i zaczęła brodzić w śniegu. Widziała jej tęskne spojrzenie w stronę zamku. Zbliżała się pora obiadu i Ainslee zdążyła już zgłodnieć.
- Czytam tę książkę już chyba setny raz, słowo daję! I masz rację... biedny Sergiusz. Leopoldyna tak perfidnie go odrzuciła, prawda? Na dodatek Konstanty to taki gbur! Jednak zakończenie ma słodkie - odparła Ainslee, posyłając w stronę przyjaciółki zadumany uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Czw Lut 26 2015, 17:59

Nie był pewien, co go ugryzło, skąd ta nagła, gwałtowna potrzeba, żeby wyjść poza swoje mieszkanie, oderwać się od papierowych postaci i ich zmyślonych problemów. Może tak jak pisał w liście - zbyt dużo czasu spędzał sam, wyrażając własne wątpliwości i rozczarowania zgrabnymi słowami i tkwiąc w miejscu, nie mogąc się ruszyć ani na krok z punktu, w którym utknął. Nigdy nie był zbyt dobry w grze, którą niektórzy nazywali "prawdziwym życiem". Wolał kreować, wymyślać historie i uczucia niż je przeżywać, wolał być scenarzystą i reżyserem, niekoniecznie zaś aktorem. Poza swoimi słowami gubił się, plątał, popełniał błędy, których nie mógł wykreślić. Nie panował nad prawdziwym życiem, myśl, że ktoś bawi się jego uczuciami i losem w taki sam sposób, jak on ze swoimi fikcyjnymi bohaterami, napawała go czymś w rodzaju lęku, sprawiała, że czuł się rozpaczliwie mały i bezradny. Przerastały go najprostsze czynności - nie potrafił nawet ugotować jajka ani uprasować koszuli. Jego mankiety były wiecznie uwalane atramentem, kołnierzyki niewyprasowane, a guziki źle zapięte. Notorycznie nosił skarpetki nie do pary i nie był w stanie nawet określić, jaki mamy miesiąc. Oczywiście, mniej więcej wiedział, że to okolice maja lub grudnia, ale cała reszta była wielką niewiadomą. Nie potrafił utrzymać przy sobie żadnej kobiety, która byłaby tego warta. Nie potrafił okiełznać własnych uczuć, co do tej pory nigdy mu się nie zdarzało, bo traktował tak zwaną "rzeczywistość" z przymrużeniem oka. Niefortunne zauroczenie Gigi okazało się katastrofą, bo Raphaelowi nagle zaczęło zależeć. Może powinien był wtedy wyjechać do Paryża, odetchnąć oparami sztuki, alkoholu i papierosów, przypomnieć sobie ideę krótkotrwałych przyjemności bez wyrzutów i bez oczekiwań, ale nie potrafił tego zrobić. Potem niespodziewanie jego przyjaźń do Tillie przerodziła się w coś innego... Pasmo niepowodzeń. Więc rzucił się w wir pracy, pisania. Wydawca pytał o kolejne opowiadania, a Raphael pisał z pasją, wkładając w usta swoich postaci wszystkie słowa, których nigdy nie wypowiedział, kreując sytuacje, w których nigdy się nie znalazł, bo nie dostał szansy.
Potem ochłonął i zaczął pisać o kimś zupełnie innym, o postaciach, które nie miały z nim nic wspólnego, bo najwyraźniej odzyskał psychiczną równowagę.
A tej nocy z jakiegoś powodu wyłonił się z odmętów fikcji i poczuł tęsknotę za bliskością drugiej osoby. Kierując się tylko i wyłącznie impulsem, co zdarzało mu się stanowczo zbyt często, nakreślił list do Neptune.
Teraz przechadzał się powoli brzegiem jeziora na swoich długich, chudych nogach, czekając na Neptune i wpatrując się w jasną tarczę księżyca. Noc była taka piękna, a Raphaelowi do głowy nie przyszło, że prawdopodobnie nie powinno go tutaj być i namawianie Leighton na taką nocną eskapadę może mieć przykre konsekwencje. Jak już to było wspomniane de Nevers nie należał do ludzi stąpających twardo po ziemi. Taki jego urok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Sob Lut 28 2015, 20:23

Naptune nie potrafiła usiedzieć w miejscu. W sumie, może i potrafiła, ale nie chciała. Życie było zbyt krótkie i zbyt nieprzewidywalne, by siedzieć w domu i z niego nie korzystać. Trzeba było robić własnie kompletnie na odwrót. Gdy tylko się dało ruszać swoje cztery litery i odkrywać, poznawać. Co prawda w jej przypadku utrudniała to Pene. Chociaż z początku jej obecność była pomocna, wręcz pożądana nawet, później zmieniły się w meczące wizyty, które nie przynosiły nic dobrego. A nawet poza nie przynoszeniem niczego dobrego przynosiły rzeczy złe. Tuna uwielbiała adrenaliną, ale to, do czego namawiała ją Pene, było zdecydowanie poza zakresem normalnego logicznego myślenia. Dobrze, że chociaż teraz miała trochę spokoju.
List od Raphaela odrobinę ją zdziwił. Nie widzieli się ostatnio i nie mieli też okazji do rozmowy, jednak stosunki między nimi zawsze pozostawały takie samo, mimo długiej czasowo rozłąki. Lubiła to, wracać do miejsca, w którym skończyli, nie czuć się dziwnie przy sobie, a wręcz przeciwnie swobodnie. Przebywanie z Raphem było łatwe i przyjemne, dlatego też nie wiele zastanawiała się nad tym, co odpisać.
Chwilę później już zarzucała na ramiona ubrania i po cichu wymykała się z dormitorium. Zamek przemknęła w tempie błyskawicy, na szczęście nie wpadając na żadnego z profesorów. Błonia pokonała biegiem i już z daleka widziała rysując się w świetle księżyca sylwetkę swojego przyjaciela. W końcu dobiegła do niego i zatrzymała się u jego boku lekko zdyszana. Policzki świeciły jej na różowo, choć w blasku księżyca było to praktycznie nie do zauważania. Uśmiechnęła się lekko i swoje spojrzenie skierowała na świecący na niebie obiekt.
-Udało Ci się odpowiedzieć na jakieś znaczące pytanie? - zapytała na sam początek. Zawsze lubiła słuchać tego, co chodzi mu po głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Sob Lut 28 2015, 20:51

Uśmiechnął się, widząc jej zarumienioną buzię i różowe włosy w blasku księżyca. Pochylił się i delikatnie ucałował ją w policzek, zastanawiając się, czy dobrze zrobił, wywabiając ją z zamku o tak nieprzyzwoitej porze.
- Nie. Obawiam się, że na większość pytań, które zadaję, po prostu nie ma odpowiedzi. Mogę je wymyślać do końca życia, a i tak nie będę niczego pewien - powiedział łagodnie, odgarniając z jej twarzy włosy, po czym ruszył spokojnym krokiem, oddychając głęboko zapachem nocy. Spojrzał kątem oka na Neptune, zastanawiając się, jak dawno jej nie widział. Nie miało to większego znaczenia, przynajmniej w tym sensie, że nie miał wrażenia, by się od siebie oddalili. Zawsze tak było i napawało go to niezwykłym spokojem. Świadomość, że mimo upływu czasu pewne rzeczy pozostają niezmienne.
- Czy... kiedy ostatnio cię widziałem, nie miałaś innego koloru włosów? - spytał mimochodem, uśmiechając się do niej i lekkim ruchem nawijając na palec różowy pukiel. - Ładnie ci, przypominasz mi kwiat wiśni - powiedział w zadumie, po czym umilkł na chwilę, jakby zapadając się na powrót we własnej wyobraźni. - Alors... Co u ciebie słychać? U ciebie i twojej cudownie licznej rodziny? Tak dawno cię nie widziałem... Nie mam pojęcia o niczym, co dla ciebie ważne, nieważne, radosne i smutne... Tak mi przykro, Neptune. Mam nadzieję, że nie uznałaś tego za obojętność, to po prostu... ja. Moje nieznośne odrealnienie, jak mawiają niektórzy, oburzający egocentryzm, jak mawiają inni, lub nieuleczalne marzycielstwo, jak mawiają ci przychylnie do mnie nastawieni - wyznał z rozbrajająco bezradnym uśmiechem, przystając i patrząc na nią z uwagą, jakby chciał sprawdzić, czy przez ten czas jakoś się zmieniła. Nie licząc koloru włosów, oczywiście.
Nie lubił tego w sobie. Nie był wobec siebie bezkrytyczny, dostrzegał własne wady i próbował z nimi walczyć, ale rzadko odnosił na tym polu sukcesy. Zdawał sobie sprawę, że nie jest dobrym przyjacielem, bo chociaż stara się pomóc, kiedy ktoś go o to prosi, nie potrafi pielęgnować znajomości, bo co jakiś czas zapada się po ziemię, rzuca w wir pisania i umiera dla świata. Doskonale zdawał sobie sprawę z niewłaściwości takiego postępowania, ale nie potrafił nic z tym zrobić. W okresach artystycznego szału nie dostrzegał nikogo i niczego, pochłonięty bez reszty tworzeniem, przelewaniem wszystkich pomysłów na papier, zanim rozpłyną się w niepamięci. Nie. Nie był dobrym przyjacielem, mimo że starał się to zmienić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Nie Mar 01 2015, 14:23

Nie powinien zastanawiać się nad tym czy dobrze zrobił. Jeśli zrobiłby źle Tuna pewnie by nie wyszła, a dla niej, odrobina adrenaliny zawsze sprawiała, że organizm lepiej funkcjonował i inne takie bajery. Pozwoliła się ucałować w policzek, bo w sumie dlaczego miałaby nie pozwolić? Byli przyjaciółmi, a zresztą miękkie usta chłopaka tylko lekko muskały jej policzek nie zostawiając wielkiej obślizgłej plamy śliny, a co za tym idzie, ten rodzaj powitania był nawet przyjemny.
-Nie zgadzam się. - powiedziała spokojnie pozwalając by odgarnął jej włosy, gdy ruszył ruszyła razem z nim. - Nie ma pytań, bez odpowiedzi. - dodała jeszcze przekonana o swojej racji. Wiedziała, że się nie myli, czuła to, ale gdyby chłopak poprosił ją o jakiś dowód pewnie otworzyła by kilka razy usta jak karp łapiący powietrza gdy wyjmie się go z wody i w końcu nie powiedziałaby nic.
-Niebieski zrobił się nudny - odpowiedziała mu, wzruszając lekko ramionami. Owszem, miała niebieskiego włosy jeszcze jakiś czas temu, ale ona i jej niespokojna dusza tak po prostu nie mogły wytrzymać z jednym kolorem tak długo. Pewnego dnia po prostu obudziła się i czuła wielką potrzebę zmienienia koloru swoich włosów. Nie czekając więc dłużej pod wpływem chwili zrobił to, wybierając tym razem różowy. Wielu ludzi nie zareagowało przychylnie, uznawali, że lepiej jej było w niebieskim. Co to za stwierdzenie w ogóle. Lepiej jej było w tym, w czym ona się czuła lepiej, a nie w tym, co uważała reszta.
-Daj spokój Raph, wiem jak to jest zapomnieć o całym świecie. - i naprawdę wiedziała, sama nie raz i nie dwa zapominała o bożym świecie gdy brała się za malowanie czego dużego, albo czegoś wiele dla niej znaczącego. Mogła wtedy nie jeść i nie spać, a żadna inna persona nie była dla niej tak mocno znacząca jak to, co pojawiało się na płótnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Nie Mar 01 2015, 15:15

Niektóre przyzwyczajenia trudno wykorzenić. Jednym z nich było dwukrotne całowanie przyjaciół na powitanie w policzek, co we Francji było czymś zupełnie naturalnym, zarówno wśród mężczyzn, jak i wśród kobiet. W Anglii ograniczył się do jednego pocałunku i tylko z przedstawicielkami płci pięknej. Anglicy byli jak na jego gust dość zimni, ale żyjąc od tylu lat w tym kraju, zdążył do tego przywyknąć. Zachował francuski akcent nie dlatego, że nie potrafił mówić inaczej, ale raczej z przekory, chęci podkreślenia swojego pochodzenia i faktu, że jest z niego dumny.
Uśmiechnął się lekko, słysząc pewność w głosie Neptune.
- A zgodzisz się ze mną, jeśli powiem, że nie ma jednej odpowiedzi i musimy zdecydować, którą uznamy za prawdziwą? - spytał łagodnie, patrząc na nią i zastanawiając się, ile odcieni może mieć prawda widziana przez Neptune.
- A mnie jaki kolor by pasował? - zaśmiał się cicho, nie mogąc sobie wyobrazić siebie z kolorowymi włosami. Był przyzwyczajony do siebie w takiej wersji, głównie czarno-biało-brązowej, z niewielkimi wariacjami. Nigdy nie przywiązywał specjalnej wagi do swojego wyglądu, ale chyba nigdy by się nie zdecydował na tatuaż, farbowane włosy ani nic w tym rodzaju. To po prostu do niego nie pasowało.
- To dobrze. To dobrze, że wiesz i nie masz mi za złe - odetchnął z wyraźną ulgą, po czym z kieszeni znoszonego płaszcza wyciągnął piersiówkę i podał ją Neptune. - Noce są jeszcze chłodne, pomyślałem, że może przyda się coś na rozgrzewkę. Uważaj, dosyć mocne - dodał szybko. - A teraz opowiedz mi, co u ciebie, ma petite.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Wto Mar 03 2015, 15:12

Tuna nigdy nie zastanawiała się nad tym jak się wita i żegna. Czasem wciskała komuś na polik siarczystego buziaka, innym razem lekko muskała jego policzek, czasem nie robiła nic, a czasem rzucała mu ramiona na szyję. Nie miała specjalnego kodu, komu co zaserwować. U niej wszystko zależało od chwili i chęci, jakie w danej chwili przez nią przemawiały. Nie uważała, by to, jak się wita z kimkolwiek miało jakiś sens, choć to założenie było prawdopodobnie błędne.
-Zgodzę się. - odpowiedziała, przytakując jeszcze na potwierdzenie swoich słów, nie poprzestała jednak tylko na tym i dodała. - Sądzę jednak, że to, jaka odpowiedź zostanie wybrana zależy już od poszczególnej jednostki.
Teraz skończyła i naprawdę myślała tak, jak powiedziała. To kto coś myślał było nie raz różnego od tego, co ona sama myślała. Także wątpiła, że jej założenie było błędne. Wręcz przeciwnie, sądziła, że było jak najbardziej prawdziwe. Tyle ile ludzi chodziło po ziemi, tyle było możliwości różnych odpowiedzi i różnych dróg, które dla siebie wybierali.
-Myślę, że ten, który nosisz obecnie spełnia swoje zadanie idealnie. - odpowiedziała mu, spoglądając na niego z uśmiechem. Nie wyobrażała go sobie jako blondyna. Pewnie wyglądałby dziwnie i nie jak on. Ona zmieniała kolor włosów, taka już była, on raczej stonowany idealnie prezentował się w tej wersji siebie. Chętnie wzięła od niego piersiówkę i pociągnęła z niej. Przełknęła krzywiąc się lekko. Otarła dłonią usta i wypuściła powietrze. Miał rację, alkohol raczej nie należał do tych najłagodniejszych, ale przyjemnie rozgrzał jej ciało od środka.
-Obawiam się, że moja opowieść nie przyniesie niczego więcej niż nudy i długich ziewów. - stwierdziła wzruszając lekko ramionami. Ostatnimi czasy jej życie toczyło się wolno i raczej bez jakiś większych fajerwerków. - u ciebie jakieś szalone nowości? - zapytała jeszcze, bo w sumie interesowało ją, co też ciekawego chłopak porabiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Sro Mar 04 2015, 20:48

Raphael zamyślił się głęboko, nad jej słowami, niepewny, czy może się z nią zgodzić. Zagadnienie prawdy było zbyt skomplikowane i miało zbyt duży wpływ na jego życie w przeszłości, by teraz mógł się nim po prostu nie przejmować, traktować je lekko albo obstawać przy jakiejś teorii ze zwykłego uporu. W zadumie wyciągnął paczkę papierosów i podsunął ją Tunie, jak zwykle nie pamiętając, czy pali, czy też nie. Palenie nocą, kiedy powietrze było tak cudownie chłodne i orzeźwiające, a niebo ciemne i usiane gwiazdami, miało w sobie coś magicznego, coś, czemu Raphael nigdy nie potrafił się oprzeć. Inna sprawa, że był nałogowym palaczem, choć tak naprawdę, po prostu lubił to robić i nie miał najmniejszej ochoty rzucać. Odpalił papierosa od różdżki, a jeśli Neptune wzięła papierosa, to podał i jej ogień, po czym schował paczkę do kieszeni i zaciągnął się głęboko dymem, ważąc słowa.
- Myślisz, że naprawdę trzeba wybierać którąkolwiek z odpowiedzi? Może wystarczy być świadomym ich istnienia? Może nie trzeba się w żaden sposób deklarować - mruknął, ale bez wielkiego przekonania, sam głęboko się zastanawiając nad tym zagadnieniem i dochodząc wreszcie do wniosku, że to chyba nie jest najszczęśliwszy temat. Nie w tej chwili.
Roześmiał się cicho, przesuwając dłonią po swojej niesfornej, wiecznie zmierzwionej czuprynie.
- Tak, chyba rzeczywiście zostanę przy tym kolorze. Jakoś do niego przywykłem - przyznał, po czym wypuścił z ust obłoczek dymu. Uśmiechnął się kątem ust, widząc, jak się krzywi. Nie był wielkim miłośnikiem alkoholu, ale tego wieczoru taki sposób na rozgrzewkę wydawał się zupełnie niezły.
- Nie wierzę, żebyś potrafiła prowadzić nudne życie - skwitował, ale nie naciskał, bo skoro, jak twierdziła, nie miała nic do powiedzenia, nie miał zamiaru jej przymuszać. Wzruszył lekko ramionami. - No cóż, u mnie właściwie niewiele się zmieniło. Piszę po nocach, szukam inspiracji, upijam się cudzymi słowami... Można powiedzieć, że utrzymuję swój status quo - podsumował, po czym upił łyk z piersiówki i przymknął na moment oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Sob Mar 07 2015, 21:22

Lubiła spotkania z Raphaelem, bo był wielofunkyjny. Mogła z nim pożartować, ale mogła też rozmawiać na tematy, na których przeciętny człowiek nie chciał, ale nie umiał się skupiać. Oni, jako artyści spędzali nad swoimi rozważaniami wieli chwil, czasem dni a nawet i tygodni. I fakt, że zajmowali się czym innym w ogóle nie kłócił się z tym, że tematy ich rozważań były różne.
Pokręciła lekko głową, gdy chłopak podsunął jej pod nos papierosy. Miała rzucić, wiedziała że miała. Czuła, że powinna. Ale było silniejsze od niej. Sięgnęła po papierosa i odpaliła od różdżki Ralpha. Kiedyś słyszała, jak jakaś czarodziejska psycholożka mówiła w radiu, że to nieuniknione, że artyści popadają w nałogi. Są wrażliwsi, dostrzegają więcej, odczuwają mocniej, dlatego też znajdują jakieś ujście, które pomaga im się jakoś zmierzyć z nadwagą tych emocji i wiedzy. Niestety, często też zakrawa to na inne sprawy. Może własnie nieumiejętność radzenia sobie z rzeczywistością, sprawiła, że Tunie zaczęła pojawiąc się Pene? Cholera wie. Zaciągnęła się papierosem i przzez chwilę milczała zastanawiając się na do odpowiedzią.
-Wydaje mi się, że prędzej czy później każdy musi się w jakiś sposób określić. Nie deklarowanie wyboru byłoby chyba życiem na pół gwizdka, nie sądzisz? - zapytała, choć było to bardziej spekulowanie niż rzeczywista odpowiedź. Nie bała się przy nim powiedzieć, co myśli, choć nie zawsze miała rację, wiedziała jednak, że jeśli jej nie ma, a przyjaciel wie lepiej, to ją poprawi.
-To dobry wybór. - odpowiedziała z uśmiechem, na temat jego włosów. Jakoś nie widziała go w innej kombinacji kolorsytycznej niż w tej w której się obecnie prezentował. Choć światło księżyca sprawiało, że jego włosy nabrały lekko niebieskiego odciennia w miejscu, które dosięgało światło księżyca.
-Zrobiłam cykl prac na Syberii. - wyznała w końcu, jakoś nie lubiła się chwalić swoimi osiągnięciami. -Jak idzie pisanie? - zapytała wiedząc, że każdy artysta czasem ma jedną wielką czarną dziurę w głowie i jej zdarzały się takie dni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1573
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1504
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Sob Paź 10 2015, 18:33

Stała boso na mokry piasku, pozwalając wodzie obmywać co chwilę swoje stopy. Na początku wzdrygnęła się czując ten zimn dotyk, ale szybko się przyzwyczaiła i niewiele czasu minęło, a tafla sięgała jej do kolan mocząc, zbyt obcisłe aby je tak wysoko podciągnąć, spodnie.
Obecność wody uspokajała, a Daisy potrzebowała jasności umysłu. Wiedziała jak niektórzy z bractwa twierdzą, że powinna bardziej zajmować się swoim przedmiotami i odkrywać jego moc. Tymczasem ona jakby się tego wystrzegała, chociaż pokłute i bolące palce nie pozwala przestać myśleć o tym ani na chwilę.
Wyjęła ostrożnie igłę z kieszeni, uważając aby znowu się nie pokłóć. Ale czy jedna rana więcej miała znaczenie? Czasem przemknęło jej przez głowę, aby pójść do zamkowej pielęgniarki, ale ostatecznie nigdy tego nie zrobiła. Jeśli uczniowie zadawali tyle pytań, to jak wścibska musiała być pielęgniarka? Nie, wolała się nie narażać na kolejne przesłuchania.
Wcale nie bała się, że przez uwagę artefakt może znaleźć się w wodzie. Coś tak małego niezwykle łatwo byłoby zgubić... ale wtedy przynajmniej miałaby wytłumaczenie. Najchętniej wyrzuciłaby igłę... gdyby tylko tak nie kusiła. A Daisy wpatrywała się w nią często, mając nadzieję, że to pomoże jej w odkryciu właściwości. I być może tak się stało, bo po pewnym czasie nie czuła już tak przemożnej chęci nakłuwania palców, kiedy tylko sięgnęła do kieszeni. Ale co z tego, jeśli pamiątki wciąż zostawały.
Wyszła powoli z jeziora, szukając stopami po piasku. Teraz znowu poczuła różnicę temperatury. Usiadła na pobliskim pieńku, aby móc spokojnie powpatrywać się w wodę. Mimo wszystko... czuła, że jednak już nieco lepiej radzi sobie z artefaktem niż na początku. Postanowiła, że w niedługim czasie odwiedzi bibliotekę, żeby dowiedzieć się o nim jeszcze więcej.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Australia, Sydney
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1083
  Liczba postów : 333
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11763-hope-h-crowe#315635
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11768-miej-nadzieje-na#315740
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11770-nienawidz-mnie-a-zarazem-kochaj#315743
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11769-hope-h-crowe#315742




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Sob Paź 24 2015, 23:57

Dla Hope ten dzień był tragiczny i nudny. Nie wiedziała już co ma ze sobą zrobić. Było  dość późno więc postanowiła wyjść na spacer. Miała nadzieje,  że  nikogo nie spotka po drodze. Ubrała na siebie zwiewna białą sukienkę i wzięła butelkę ognistej, ktora schowała  do niedużej torebeczki. Wrzucila tam również paczkę  papierosów. Wyszła z pokoju  i udala sie przed siebie pustym korytarzem. Minęło około 15 może 20 minut zanim trafiła nad brzeg jeziora. Rozejrzała się dookoła i odetchnela z ulga. Nikogo tu nie było. Położyła torebkę pod drzewem i wyjęła z niej butelkę ognistej. Odkrecila i napila sie duzego łyka.
-Teraz mogę sie odprężyć. -powiedziała sama do siebie i zdjela buty po czym powoli zbliżyła sie do wody. Zaczela zanzac sie ciraz glebiej az do pasa. Woda była dosc ciepla. Ponownie napila sie łyka  i wbiła wzrok w gwiezdziste niebo. Przez jej głowę przelatywalo milion niepotrzebnych myśli.  Odgarnela kasztanowe kosmyki wlosow z policzkow. Kolejne lyki i butelka zaczela powoli sie oprozniac a Hope zaczynalo szumiec w glowie. Oczy zaczely jej blyszczec jak iskierki. No tak juz sporo wypiła wiec troche się wstawila. Nic nie mogla na to poradzic, bo lubila to. Lubila alkohol i nikt nic na to nie poradzi. Upila kolejny łyk z butelki i westchnęła cichutko. Zaczela nucic jakas melodyjke z dziecinstwa. Gdy byla jeszcze mala mama spiewala jej sliczna kolysanke. Odwrocila sie przodem do plazy i zrobila malenki kroczek by wyjsc z wody. Wtedy zauwazyla jakas postac stojącą w cieniu drzewa. Hope otworzyła szerzej oczy i wbila duze brązowe oczy w owa postac.
-Podnieca Cię podgladanie niewinnych dziewczynek?-spytala gdy zauwazyla że to chłopak. To bylo dość dziwne, ale zabawne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 368
  Liczba postów : 207
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11217-haeil-yong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11240-haeil-i-jego-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11241-mr-alien#303044
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11242-haeil-yong#303048




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Nie Paź 25 2015, 16:56

Spacerował. Po prostu. Nie miał ochoty na siedzenie w dormie, było tam jakoś za gorąco. Miał taką potrzebę pójścia gdzieś samotnie, pomyślenia o swoim życiu, o przyszłości. Zbliżała się zima a co za tym idzie, przerwa świąteczna, podczas której miał razem z Morticią odwiedzić swoją rodzinę. Niby listownie jego mama wykazała wielką aprobatę tym, że w końcu kogoś sobie znalazł, jednak martwiło go to, czy razem z ojcem zaakceptują to, że jego dziewczyna jest Gryfonką, która nie ma stuprocentowej czystości krwi. Uznał jednak, że nawet jeśli będą mieli jakieś zastrzeżenia odnośnie jego wyboru, po prostu to zignoruje.
Gdy dotarł nad brzeg jeziora zauważył dziewczynę ze swojego dormu, studentkę zapewne. Stała w wodzie i piła jakiś alkohol. Zatrzymał się przy drzewie, głównie ze zwykłej ostrożności - co jeśli jest już mocno pod wpływem, zapragnie popływać i nie dajcie bogowie, zacznie się topić? Wzruszył ramionami opierając się plecami o drzewo. I wtedy odwróciła się w jego stronę i odezwała się do niego.
- Stanie na widoku nazywasz podglądaniem? - mruknął obojętnym tonem. - Jakbyś się utopiła bo stwierdziłbym, że będzie lepiej jeśli sobie pójdę, to miałbym potem same kłopoty. Mniejsze zło wybrałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Australia, Sydney
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1083
  Liczba postów : 333
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11763-hope-h-crowe#315635
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11768-miej-nadzieje-na#315740
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11770-nienawidz-mnie-a-zarazem-kochaj#315743
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11769-hope-h-crowe#315742




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Nie Paź 25 2015, 17:18

Słysząc słowa chlopaka stwierdziła, ze jest to Ślizgon. Uśmiechnęła sie delikatnie i skierowala sie chwiejnym krokiem do brzegu. Podeszla do torebki, ktora lezala obok nogi chlopaka.
-Juz mi sie podobasz.-stwierdzila i podala mu butelke alkoholu zachecajac tym samym by sie napil.
-Zrelaksuj sie skarbie.-powiedziala po czym poprawila mokra sukienke, ktora podwinela jej sie do gory i przykleila do wilgotnego ciala. Zerknela na chlopaka i wyjela z toeebki papierosy. Podsunela mu paczke zastanawiajac sie czy pali.
-A wiec jestes slizgonem, pewnie uczniem. -dodala spokojnie. Odpalila swojego papierosa i zaciagnela sie. Ta mokra sukienka zaczela ja denerwowac. Czula sie jak by miala na sobie druga skore, ktora sie do niej przyczepila i nie chciala odczepic. Wypuscila dym z ust i zerknela na chlopaka. Odgarnela wlosy z policzkow i wziela od niego butelke alkoholu. Upila spory lyk i oddala mu ja. Byla juz dosc mocno wstawiona, ale nie platal jej sie język. Cale szczęście.
-Jestem Hope. -przedstawila sie i poslala chlopakowi perskie oczko. Ciekawe co on robil tak późno nad jeziorem. Hope zmruzyla delikatnie oczka i ponownie zaciagnela sie papierosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 368
  Liczba postów : 207
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11217-haeil-yong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11240-haeil-i-jego-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11241-mr-alien#303044
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11242-haeil-yong#303048




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Nie Paź 25 2015, 22:06

Gdy dosłownie wcisnęła mu w dłonie butelkę z alkoholem zerknął na dziewczynę lekko unosząc brew. Wziął niewielki łyk ognistej po czym oddał butelkę przysłuchując się jej słowom. Skarbie? Czy ona właśnie próbuje ze mną flirtować? Pokręcił przecząco głową, gdy podsunęła mu papierosy. Co jak co, ale tego się nie czepiał. Na flirt też jakoś nie miał ochoty głównie przez to, że był w związku i co najważniejsze, czuł się z Morticią szczęśliwy. W innych okolicznościach pewnie wykorzystałby okazję i chciałby nawiązać jakiś silniejszy kontakt, a teraz... No cóż, najwyżej mogliby zostać przyjaciółmi, nic więcej.
- Haeil - przedstawił się z lekkim uśmiechem. - Co robisz tutaj o tak późnej porze?
Swoją drogą, przecież można było wywnioskować że Ślizgonka przyszła tu głównie po to, żeby się napić, a on swoją obecnością być może zniweczył jej plany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Australia, Sydney
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1083
  Liczba postów : 333
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11763-hope-h-crowe#315635
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11768-miej-nadzieje-na#315740
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11770-nienawidz-mnie-a-zarazem-kochaj#315743
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11769-hope-h-crowe#315742




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Nie Paź 25 2015, 22:20

Hmm, cos jej sie wydawalo ze to bedzie bardzo trudny orzech do zgryzienia. Musiala się bardziej postarac by go zainteresować swoja osoba. Wziela od niego butelke ognistej i upila maly lyczek. Dopalila papierosa i spojrzala na Ślizgona.
-Haeil, zapamietam.-powiedziała usmiechajac sie zadziornie. No ta sukienka ja bardzo denerwowala. Miala jej strasznie dość. Najchetniej by ja zdjela, ale jak widac chlopakowi by sie to nie spodobalo. Chociaż może..
Spojrzala na niego brązowymi teczowkami i westchnela cichutko. Przez chwile goraczkowo zastanawiala sie co by tu, gdy nagle zadal pytanie.
-Cierpie na bezsennosc, w dodatku miałam nadzieje ze spotkam tutaj takiego przystojniaka jak ty.-odpowiedziala spokojnie i usmiechnela sie zadziornie. Odgarnela kosmyki kasztanowych wlosow z policzkow. Zbliżyła sie do niego i zaczela wpatrywać sie w jego tęczówki. Ponownie podala mu butelke alkoholu. Uśmiechnęła sie delikatnie ponownie do chlopaka.
-Może usiadziemy?-zaproponowala zerkajac na niego katem oczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 160
  Liczba postów : 124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11903-brandon-carter-filney
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11916-brandona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11917-sowka-brandona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11918-brandon-carter-filney#319921




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Pon Lis 30 2015, 19:51

/nikt nie pisze od ponad miesiąca to zajmuję, zaraz po rozgrywce na korytarzu na IV piętrze/
(@Eric U. Moore - wzywam Cię)
Brandon najpierw udał się do klasy gdzie zaniósł książki. Następnie postanowił udać się do dormitorium skąd wyjął dwie butelki kremowego piwa, zaczarował je odpowiednim zaklęciem tak żeby nikt nich nie zobaczył i schował pod płaszczem, który także postanowił założyć ze względu na to, że na dworze było już trochę chłodno. Kiedy się przygotował, udał się nad jezioro gdzie miał się spotkać z Eric'em. Miał nadzieję, że ten przystojny student z Salem nie zgubi się po drodze, w Hogwarcie bardzo łatwo było się zgubić, naprawdę. W pierwszej klasie Brandon notorycznie się spóźniał, bo okazało się, że korytarz przeniósł się w zupełnie inne miejsce. Kiedyś też utknął na Wielkich Schodach kiedy nagle jeden stopień po prostu zniknął. Noga mu się zaklinowała i spędził tak godzinę póki nie pomógł mu jeden prefekt. Na szczęście nie odjęto mu punktów za spóźnienie na zajęcia, profesor zrozumiał oczywiście sytuację.
Od jeziora było trochę chłodniej niż w rzeczywistości, opatulił się lepiej swoim szalikiem w kolorze Ravenclaw'u i usiadł na trawie. Obok za to postawił butelki kremowego piwa, z którego zdjął już zaklęcie maskujące. Wpatrywał się niecierpliwie w stronę zamku spoglądając za panem Moore mając nadzieję, że ten za chwilę się pojawi. Lubił spędzać z nim czas. Nie znali się długo ale zdołał się w nim już mocno zauroczyć. Miło by było gdyby ta relacja się jakoś rozwinęła. Chociaż kto wie, może Eric pozostanie jedynie niespełnionym marzeniem Brandona? To byłoby nieco... przykre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Los Angeles, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
  Liczba postów : 123
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11847-eric-u-moore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11887-ericowe-relacje#319258
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11888-poczta-erica#319259




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Pon Lis 30 2015, 20:05

//Zaraz po spotkaniu z Brandonem na korytarzu.
Na sczęście Brandona chłopak nie natrafił na nikogo po drodzę, dlatego był w miarę punktualny. Poszedł jedynie po jakiś ubiór, ażeby nie zamarznąć. Na dworze nie było bajkowo, ale Eric'owi nigdy nie przeszkadzała pogoda. Pogoda jest zmienna prawie jak on dlatego to co się dzieje na zewnątrz wcale go nie dziwi.
Spóźnił się może z dziesięć minut, ponieważ pewna znajoma zapytała się czy nie widział gdzieś tam czegoś. Nie... Ci ludzie go dobijają. Dziewczyna zna go jedynie z imienia, chociaż nawet nie miał pojęcia skąd, bo z tego co pamiętał wcale jej się nie przedstawiał, a pyta go o jakieś inne znajome i to w dodatku jej. Dowiedział się jedynie, że to gryfonka i tyle. A skąd mógł znać wszystkie gryfonki z imienia. Owszem, mimo iż krótko tu jest to opinia o słynnym podrywaczu poszła na całą szkołę, ale bez przesady, że będzie znał każdą dziewczynę w szkole. Chłopak stara się ustabilizować i coraz to mniej dziewczyn przewija się przez jego ramiona.
Hogwart co prawda był ogromny, ale w miarę szybko opanował sytuację zarzucając szary szal dookoła szyi udał się na błonia gdzie od razu zauważył dopiero co siadającą sylwetkę Brandona. Przyśpieszył kroku i za parę chwil siedział już u jego boku.
- Tak po prostu je wyniosłeś czy użyłeś jakiegoś zaklęcia? - zapytał rozglądając się. On tam się niczego nie bał, bo przecież przyjezdnemu i to w dodatku studentowi chyba nic takiego nie zrobią, ale nie chciał ażeby Brandon na tym w jakimś stopniu ucierpiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 160
  Liczba postów : 124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11903-brandon-carter-filney
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11916-brandona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11917-sowka-brandona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11918-brandon-carter-filney#319921




Gracz






PisanieTemat: Re: Brzeg jeziora   Pon Lis 30 2015, 20:19

Ucieszył się kiedy tylko zobaczył zbliżającego się Eric'a. Przyjrzał mu się dokładniej. Jego twarz nieco poczerwieniała kiedy tylko pomyślał o tym jak świetnie wygląda ten mężczyzna. Ostatni raz go tak wzięło po pierwszym pocałunku. Zresztą z tamtym chłopakiem spędził trochę czasu jako para, szkoda, że im nie wyszło. Chciałby żeby coś było między nim a tym studentem. Chociaż przecież Eric nie musi podzielać poglądów Brandona co do mężczyzn oraz odczuwania pociągu seksualno-emocjonalnego do tej samej płci. Mimo wszystko Brandon chciał się zakochać, znów poczuć się tak świetnie, spędzać czas z kimś kogo kocha lub chociaż w kimś w kim jest zauroczony. Oczywiście nie był mocno zakochany w Eric'u. Raczej to było mocniejsze zauroczenie, które Brandon starał się nieco powstrzymywać aby nie musieć za bardzo cierpieć w razie odrzucenia.
- Oczywiście, że użyłem zaklęcia. Chociaż sam nie wiem jak to było co do piwa kremowego. W sumie czasami na jakiś imprezach je dają. Wiem, że nie można pić Ognistej na terenie Hogwartu, to na pewno. Trzymaj. - Powiedział chłopak po czym stuknął końcem różdżki o kapsel, który ot tak nagle sam z siebie wyleciał gdzieś wysoko. Tak samo otworzył sobie butelkę tego piwa i pociągnął spory łyk. Wzdrygnął się czując chłód przenikający trochę przez jego czarny płaszczyk.
- Cholera, mógłby być już śnieg, nie lubię za bardzo później jesieni, wszystko jest takie zgniłe. W sumie lato jest fajne, czasami sobie pływam w tym jeziorze z krakenem. - Rozpoczął jakiś temat. Chciał żeby Eric go trochę poznał. Z drugiej strony, chciał poznać też Erica.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Brzeg jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 16Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15, 16  Next

 Similar topics

-
» Brzeg jeziora
» Zachodni brzeg jeziora
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Prawy brzeg rzeki
» Jezioro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-