IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sala Wejściowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 17 ... 29, 30, 31
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Sala Wejściowa   Pią 11 Cze - 2:48

First topic message reminder :


Sala Wejsciowa

Wchodząc głównym wejściem do zamku, pojawia się w tym miejscu. Stąd można dostać się do wszystkich innych innych części Hogwartu, jak Wielkiej Sali, schodów oraz podziemi. Sklepienie jest tak wysoko, że niemal niemożliwe jest jego zobaczenie. Jest to miejsce spotkań uczniów, szczególnie gdy są z innych domów. Pierwszego września panuje zazwyczaj straszny tłum, gdy wszyscy cisną się do Wielkiej Sali.



Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Sob 6 Wrz - 18:18, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 45
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13885-lew-sevcik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13892-lew-sevcik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13891-lew-sevcik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13890-lew-sevcik




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Sro 4 Sty - 19:07

Moja droga pani, trudno stwierdzić, czy właśnie przybyła do ciebie pomoc, czy zapowiedź jeszcze większych kłopotów. Ale pojawiam się ja, czy to dobrze, czy to źle. Młodzik wciąż, głupi szczeniak. Czyżby? Przekonajmy się.
Wracam z Wielkiej Sali, gdzie zdarza mi się przebywać pomiędzy zajęciami, gardząc zwyczajnością krukońskiego pokoju wspólnego i woląc zza zasłony rzęs obserwować nieświadomych ludzi. Niosę pod pachą kilka książek, mocno przekraczających poziom wiedzy podstawowej, siodmioletniej edukacji magicznej. Jedna z nich mówi bardzo dokładnie o pewnym rzadkim typie eliksirów, kolejna jest biografią Nicolasa Flamela, a trzecia, najcieńsza prezentuje pracę na temat długoterminowych konsekwecji buntów goblinów. Mam na sobie szatę, swój standardowy szkolny strój, czarny, pozbawiony ozdób, tylko na piersi mam zwykły herb swojego domu, a pod szyją lekko wyróżnia się ciemnoniebieski krawat. Trzeba przy tym przyznać, że prezentuję się cholernie dobrze.
Długimi nogami robię równie długie kroki, nie rozglądając się dookoła. Tonę we własnych myślach, dokładnie analizując ostatnią lekcję eliksirów, na której pan Blythe poruszył jeden bardzo interesujący mnie temat i żałując, że nie zaczepiłem go po lekcji, by spytać o jakieś dodatkowe lektury. Obiecuję sobie, że zrobię to, kiedy następnym razem go spotkam, kiedy… coś każe mi spojrzeć pod nogi. Niejasne przeczucie, a może podpowiedź mojej podświadomości. Coś w każdym razie gwałtownie kieruje moim spojrzeniem pionowo w dół, chroniąc mnie przed wdepnięciem w…
Dziewczyna, na oko tylko odrobinę ode mnie starsza, zupełnie nowa, niezużyta, leży na ziemi. Kto wyrzucił taką dobrą dziewczynę?, głupio przechodzi mi przez myśl. Przez chwilę tylko jej się przyglądam, zastanawiając, jak mogło dojść do tego, że to ciemnowłose dziewczę znalazło się w tak niefortunnym położeniu? Wpatruję się przez jakiś czas w zastygłą bez emocji, ładną twarz. Różdżkę z kieszeni wyciągam powoli, oszczędnym ruchem, na twarzy nie mając żadnego wyrazu. Nie jestem szczególnie zaskoczony i na takiego nie wyglądam. W zasadzie, to nie wyglądam, jakbym właśnie znalazł spetryfikowaną studentkę na ziemi. Raczej, jakby różowa guma do żucia przyczepiła mi się do buta i przyjęła bardzo dziwny kształt.
- Finite. - mówię zwięźle, ale nie z litości, czy współczucia. Kieruje mną wyłącznie ciekawość i jakaś okrutna satysfakcja. Mrużę zielone oczy, wpatrując się w nią. Czekam cierpliwie na reakcję. Cofam się o krok, by widzieć ją z lepszej perspektywy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Argentyna/Dolina Godryka
Galeony : 438
  Liczba postów : 381
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13824-vittoria-sanchez-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13829-diabelek-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13831-fafel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13833-vittoria-findabir




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Sro 4 Sty - 19:25

/O.O Ludzie ludzie ale zamieszanie/

W jej głowie miała właśnie się rozpętać najbardziej pikantna historia na świecie, w której to w roli głównej grała właśnie ona i prawdopodobnie jakiś facet. Nie zdążyła jednak go zobaczyć. Może szkoda? Czasem człowiekowi trudno jest skonkretyzować czego się tak na prawdę chce. Sny natomiast są po to, by mówić prawdę i uświadamiać prawdziwe potrzeby, prawdziwe pragnienia. Zobaczenie kto też wszedłby w jej wizji przez drzwi łazienki mogłoby wiele uświadomić w jej życiu. Może otworzyć jakieś nowe drogi? Nie dowiemy się już tego, ponieważ zaklęcie Finite wyrwał ją zarówno ze snu, jak i ze stanu petryfikacji.
W pierwszej chwili miała wrażenie, że przez cały ten czas gdy nie mogła się ruszać również nie oddychała. Wzięła więc głęboki, głośny oddech by zaraz potem zdać sobie sprawę, że to zaklęcie nie ma aż takich skutków. Szczerze mówiąc pierwszy raz w życiu znalazła się w takim położeniu. Nigdy nie uprawiała magii na korytarzach Hogwratu i... Dobra, nie raz rzuciła w kogoś zaklęcie, również to. Po prostu sama nigdy nim nie oberwała! Nie miała nawet szans na obronę, a gdyby nie ten chłopak to mogła tu leżeć do samego rana. A właśnie, przecież nie była tu sama.
Uniosła wzrok chcąc się przyjrzeć temu, który to szwenda się o tej porze o korytarzach. Chwilę później poczęła zbierać się z ziemi aż w końcu ponownie była w bardziej odpowiednim dla siebie położeniu. Dopiero wtedy się odezwała.
- Wielkie dzięki mój Bohaterze - Odezwała się z nieukrywaną wdzięcznością i sympatią w głosie. W międzyczasie otrzepała z kurzu swoje ubranie. Potem znów wróciła spojrzeniem swoich ciemno-niebieskich oczu na twarz chłopaka. Znała go? Może. Kojarzyła, to na pewno. Pewnie z lekcji, co oznaczało że między nimi jest bardzo niewielka różnica wieku, lub nawet żadna. Skoro jej pomógł to nie jest też raczej ślizgonem (ostatnio ciągle na nich trafiała, same dupki!), więc pozostały dwa domy. Właściwie, to nie wiem po co jej ta informacja. Ot jak zwykle wielkie zamieszanie w jej głowie, gdy to nie mogła na dłużej złapać żadnej myśli.
-Mogę Ci się jakoś odwdzięczyć? - Zagaiła od razu. Nie do końca wierzyła w bezinteresowną pomoc i nie chciała mieć u nikogo długu. Ludzie zwykli wykorzystywać takie rzeczy niemal tak bardzo, jak jej wielką otwartość w stosunku do ludzi. Uh... Gdyby mniej gadała może nie zmarzłaby na tym pieprzonym korytarzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 45
  Liczba postów : 14
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13885-lew-sevcik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13892-lew-sevcik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13891-lew-sevcik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13890-lew-sevcik




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Czw 5 Sty - 9:29

Muszę przyznać, że czegoś innego się spodziewałem. Ale tak to już czasem jest, kiedy spodziewasz się po ludziach dużo więcej, niż są w stanie ci zaoferować. Ale czy to rzeczywiście źle, że ma się o nich dobre zdanie? Pewnie nie najgorzej, ale te gorzkie rozczarowania…
Nie trzeba być ślizgonem, by nie być sympatyczną trajkotką. Osobiście uważam uprzedzenia ze względu na dom za co najmniej prymitywne i ograniczające. Bo co, będąc Krukonem nie mogę nienawidzić szlam i innych mieszańców? Tak oczywiście nie jest, Krzywię się, kiedy słyszę, jak określa mnie świeżo ożywiona dziewczyna. Bohater? Bohaterem jest Superman, czy Batman, ja jestem tylko przypadkowym przechodniem, który znał zajęcie, jakie należy rzucić, by anulować rzucone przez kogoś zaklęcie. To nie jest bohaterstwo. Nie podoba mi się ani ton głosu, jakim dziewczyna to mówi, ani wyraz jej twarzy.
Przez jakiś czas nie odpowiadam, zastanawiając się nad odpowiedzią. Daję sobie chwilę na włożenie książek do burej torby, wiszącej swobodnie na moim ramieniu. Dziewczyna ma przy tym okazję obserwować moje długie, szczupłe, choć nieco umięśnione ręce, z których opadły szerokie rękawy i nic nie chroni ich przed chłodem nocnego powietrza. Teraz, kiedy nie mam już książek do trzymania, nie bardzo mam co zrobić z rękami, więc jedną z nich wkładam do kieszeni szaty, a druga luźno zwisa wzdłuż mojego ciała.
- Jak możesz mi się odwdzięczyć? - powtarzam z niesmakiem marszcząc, brwi. Wzruszam ramionami. Mam wielką ochotę odwrócić się i odejść, ale hamuję w sobie tę chęć, mając nadzieję, że z tej rozmowy może jeszcze wyniknie coś ciekawego. Zanim się odezwę, podnoszę na nią wzrok, a moich oczach płonie ogień.
- A co myślałaś, że powiem? “Och, chodź ze mną na kawę”? - mówię, okrutnie naśladując jej ton pełen sympatii. Inna sprawa, że naprawdę nie rozumiem, jakiej odpowiedzi się spodziewała, co chciała usłyszeć. Przez chwilę próbuję sobie wyobrazić jej minę, kiedy mówię coś tak chamskiego, jak “Zrobisz mi loda i będziemy kwita.” Lubię czasem obserwować reakcje ludzi na tak szokujące słowa. Rzecz jasna czegoś takiego nie powiem, z różnych powodów, choćby dlatego, że nie chcę by mnie dotykała, albo że nie chcę być postrzegany, jako cham i szowinista.
- Jak to się stało, że wylądowałaś na ziemi w środku nocy? - pytam wprost, podnosząc wzrok żeby spojrzeć jej prosto w oczy. Banalne, niebieskie, zwyczajne oczy. Jeśli chce, może uznać, że powiedzenie prawdy jest formą spłacenia długu, ja nie będę jej tego podpowiadał. Niech ruszy głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Argentyna/Dolina Godryka
Galeony : 438
  Liczba postów : 381
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13824-vittoria-sanchez-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13829-diabelek-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13831-fafel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13833-vittoria-findabir




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Czw 5 Sty - 16:41

I nie czytając w jego myślach mogła stwierdzić od razu, że chłopak jest gburem. Po jego minie  zorientowała się, że kompletnie nie zna się na żartach, a ów mino Bohatera raczej nie przylgnie do niego na stałe. Co innego, gdyby był sympatyczny i ucieszył się z tego, że mógł komuś pomóc. Ten natomiast wydawał się zachowywać tak, jakby przećwiczył zaklęcie "Finite" i mało obchodziło go jakie ciągnie to za sobą konsekwencje. Ot po prostu jakaś dziewczyna leży, wstaje i jeszcze śmie się do niego odzywać. Nic więc dziwnego, że odrobinę przygasła z tym swoim wielkim entuzjazmem. To tak, jakby żarówka, która zazwyczaj świeci bardzo jasno teraz zaczęła migotać będąc chwilę przed wypaleniem. Całe szczęście jednak, że do tego nigdy nie dojdzie. Titi nie dało się trwale uspokoić, a tym bardziej opanować. Wystarczył jeden bodziec by znów okazałą swoje wielkie roztrzepanie.
W niepokojącej i nieodpowiadającej jej ciszy obserwowała, jak ten pakuje swoje rzeczy. Jakby TO było właśnie najważniejszą rzeczą na świecie w tym momencie. Uniosła brew trochę zaskoczona tym, że poświęcił temu całą swoją uwagę. Dla niej to było niepojęte, bo potrafiła na raz złapać milion srok za ogon.
-O to właśnie zapytałam - Skomentowała nie wiedząc jaki był sens papugowania jej. Normalne pytanie, co w nim takie nadzwyczajnego? Ot po prostu chciała zrewanżować mu się za pomoc, jakiej jej udzielił. Kolejne zdanie wypowiedziane przez niego tym bardziej pogłębiło opinie Gbura. Chyba jednak to będzie ksywka, która przylepi się do chłopaka w jej encyklopedii znajomych. Świetnie pasowała.
-Z takim podejściem raczej nikt by z tobą nie poszedł na kawę - Stwierdziła z naturalną dla siebie szczerością -Nie to nie, tylko nie wymyślaj sobie, że wiszę Ci jakąś przysługę - Jej pozytywność zmieniła się momentalnie w coś odwrotnego. Zrobiła się stanowcza i dość ostra. Zdecydowanie zniknęła ta miła dziewczyna, którą odpetryfikował chwilę temu. Na własne życzenie. Źle reagowała na osoby jego pokroju.
-Prosta sprawa. Zadarłam z osobą, której brakuje piątej klepki - Odpowiedziała mimo wszystko zgodnie z prawdą. Banalne? Wskaż mi drugą osobę na świecie, której oczy są praktycznie granatowe. To jedyna rzecz, która bardzo podkreślała jej indywidualność... Oj, raczej się nie polubią. Nie ma takiej opcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 726
  Liczba postów : 774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Nie 3 Wrz - 21:26

Kiedy miało się świadomość, że po raz ostatni przeżywa się rozpoczynającą rok ucztę w wielkiej sali, kiedy wiedziało się, że za kilka miesięcy cała znana mu rzeczywistość zupełnie się zmieni, trudno było nie zacząć tego wszystkiego doceniać dwa razy mocniej. Ezra chciał, żeby to był dobry rok, żeby mógł go wspominać jako swój najlepszy. Plany i ambicje miał duże - skupi się na nauce, nie będzie urządzał pyskówek i już z całą pewnością nie będzie rozkręcał żadnych dram z byłymi dziewczynami.
Posiedzenie przy stole Krukonów dało mu takie poczucie stabilizacji - Ezra w zasadzie bardzo cenił te podziały, bo miał to własne, szczególne miejsce, gdzie przynależał. Mimo wszystko wyczuwało się te drobne różnice w charakterach wychowanków poszczególnych domów. Ezra Krukonów zawsze cenił sobie najmocniej.
W pewien sposób to było dla niego dziwne, że teraz, po uczcie, nie wracał ze wszystkimi do dormitorium. Z roku na rok było tam oczywiście coraz mniej studentów, a teraz i on się oderwał. Nie żałował jednak swojej decyzji i z wielką niecierpliwością przestępował z nogi na nogę, oczekując na swojego chłopaka, który musiał spełnić zaszczytny obowiązek prefekta i zaprowadzić pierwszorocznych do dormitoriów.
Ze znudzeniem zaczął przypatrywać się obrazom wiszącym na ścianach, nie zwracając szczególnej uwagi na ostatnich uczniów wychodzących z Wielkiej Sali. Jak Leonardo przyjdzie to i tak nie da się Ezrze przegapić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 564
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Pon 4 Wrz - 0:39

Bridget po wakacjach w Grecji w ogóle nie czuła się wypoczęta, wręcz czuła się zirytowana tym wszystkim, co się stało. Na dobrą sprawę nie działo się nic szczególnego, ale kilka wydarzeń poważnie zatrzęsło jej światem. Przede wszystkim wydarzenia z balu (wiem, że to nie Grecja, ale niestety nie da się tego pominąć) wciąż były bardzo żywe w jej pamięci, a oddziaływały one na wiele innych, późniejszych już spraw, jak chociażby plotki w Obserwatorze. Szczęście w nieszczęściu, wizbook Bridget zaginął i tak naprawdę do tej pory dziewczyna nie wiedziała, czy smaży się gdzieś na plaży, czy może pływa w morzu, bowiem próbując przywołać go na wyspie nie była w stanie rzucić zwykłego Accio. Problemy z magią ogólnie dały jej się we znaki, nie tylko w codziennych sytuacjach, ale także podczas meczu, w którym mogła równie dobrze stracić życie, gdyby nie Theo i jego bohaterska postawa, a także niezwykły łut szczęścia.
Ostatecznie przyszło jej wrócić do szkoły, by zacząć pierwszy rok studiów, który w planach i marzeniach Bridget miał być jej najlepszym, pozbawionym trosk i zmartwień. Czas ten chciała poświęcić nauce, odnawianiu zaniedbanych znajomości, a także samorozwojowi. Innymi słowy miała piękną wizję!
Uczta na rozpoczęcie roku minęła jako tako, Tiara wygłosiła naprawdę przedziwną pieśń i Bridget nieco się zmartwiła końcowym komunikatem. Jakie niebezpieczeństwa? Co się miało dziać? Pogrążyła się w rozmowie z koleżankami z roku, które z wielką pasją opowiadały o swoich greckich przygodach i jakoś tak wyrzuciła poprzednie zmartwienia z głowy. Na moment dosiadł się do niej Theo i wspólnie stwierdzili, że pójdą tej nocy do Hogsmeade na mieszkanie Lotty, gdzie Bridget miała zamiar nieco pomieszkiwać w tym roku szkolnym. Poza tym miał być chyba William, więc mieliby okazję napić się w czwórkę kremowego piwa i odpocząć przed pierwszym dniem nauki. Dziewczynie pozostało tylko odprowadzić do dormitoriów pierwszorocznych, wobec czego wyprowadziła ich z sali razem z Melody, umawiając się wcześniej na spotkanie w sali wejściowej.
Theo miał jednak znacznie dłuższą drogę do przebycia niż Bridget, w związku z czym Puchonka zjawiła się w sali jako pierwsza. Niestety nie była w niej jedyna. Na widok Ezry jej serce zabiło mocniej w przypływie uczuć (nienawistnych oczywiście), a jej oczy zwęziły się, gdy posłała mu gniewne spojrzenie. Może i powinna już skończyć z całą tą szopką i zapomnieć o wypadku z balu, jednak nie była w stanie. Jej pamiętliwość często bolała ją samą... Przeszła obok niego z dumnie wypiętą piersią, na której widniała odznaka prefekta, po czym skierowała się do malutkiej ławeczki wciśniętej dziwnie w zacieniony kąt sali. Usiadła i pogrążyła się w myślach, ukradkiem zerkając na Krukona i zastanawiając się, na kogo może czekać. Bo chyba czekał tak jak ona, zgadza się?

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 844
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1051
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Pon 4 Wrz - 1:05

W temacie tej świadomości, którą miał Ezra, to Leo miał ją już w zeszłym roku - niestety zjebał i teraz robił sobie powtórkę z rozrywki, zachrzaniając na "czwarty" rok studiów. Nie miał w sumie co narzekać, bo znał materiał i powinno mu pójść o wiele lepiej. Problem w tym, że gdyby faktycznie znał materiał, to by go tutaj nie było, nie? Ostatnio pozwolił sobie na totalną rozpustę w temacie nauki i teraz trzeba było sprzątać. Na szczęście chęci miał tragicznie dużo, zapał znalazł się jakiś szalony i nieokiełznany, także chłopak był na dobrej drodze. Znaczy, raczej go lepiej nie szukać od razu w bibliotece, bo to dalej ten sam głupiutki i nadpobudliwy Leoś...
Ale miał odznakę prefekta! Znowu. Rzecz w tym, że nabrała dla niego nowej wartości i stała się symbolem tej jego motywacji. Nie mógł znowu przynieść zawody dyrkowi, ani ogólnie samemu sobie. Niczym feniks powstał z popiołu własnych porażek, gotów przyjąć na klatę każdą niedogodność związaną z ogromem nauki. Błyszcząca odznaka dawała również dodatkowe obowiązki, a jednym z nich było straszenie pierwszoroczniaków. Wraz z Fire musiał zaprowadzić nowych uczniów do Pokoju Wspólnego Gryffindoru i opowiedzieć im bajeczkę, jaki to wpierdol dostaną, jeśli będą rozrabiać. Chyba całkiem uwierzyli, ale Vin-Eurico to nie zdziwiło, bo z taką posturą miewał niezłą siłę przebicia. W każdym razie, jak już lwiątka zostały zapakowane do łóżek (znaczy, nie sprawdzał tego, trzasnął drzwiami dormitorium i tyle. Niech się sami zawijają w burritos entuzjazmu), to w końcu mógł wyjść. To jest, czekało go popitalanie po tych wszystkich schodkach, z których niektóre przecież lubiły złośliwie znikać. Gdyby nie był takim energicznym ptysiem i gdyby nie kochał Ezry tak mocno, to chyba by się na to wszystko nie zgodził. I po cholerę brał dokładkę tamtego ciasta? I weź teraz spalaj te kalorie...
Z jakiegoś głupiego, niezrozumiałego powodu postanowił ostatnie kondygnacje pokonać truchcikiem, toteż do sali wejściowej wkroczył radośnie zziajany. Odszukał szybko spojrzeniem swoją miłość i podbił do niego, odpinając odznakę teatralnym gestem.
- Wolność! - Ucieszył się, korzystając z tego, że w sumie to ludzi tutaj zbyt wielu nie widział. Wszyscy pozawijali się już do łóżek. - Powiem ci, słońce, że nie wiem czy zostawianie Gryfoniaków z Fire to dobry pomysł. Ale cholera, padam z nóg... a wolałbym to robić przed tobą - wyszczerzył się, niewinnie się przysuwając i, w formie zaczepki, poprawił mu krawat.
A gdyby jeszcze wiedział, że kawałek dalej siedziała sobie Bridget!

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 726
  Liczba postów : 774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Pon 4 Wrz - 1:40

Wiedział, że jak na razie wszystko było zbyt piękne. Znaczy, przepowiednia tiary nie była. Zakłóceniom magii też w sumie daleko było do ideału. Ruth wyjechała na drugi koniec świata, a Fire ewidentnie nie darzyła go zbyt dużą sympatią. Wiele rzeczy mogło pójść lepiej, ale mimo to Ezra miał naprawdę dobry humor i nawet to czekanie go nie niecierpliwiło. Na dobre rzeczy warto było czekać, prawda? Krukon nie wiedział jeszcze, że z ogromnym utęsknieniem czekał na moment, który podpisze na nim wyrok śmierci.
Ezra kompletnie nie spodziewał się ujrzeć Bridget w sytuacji sam na sam. Nie teraz, kiedy takie dobre postanowienie sobie znalazł, no trochę litości! Podejrzewał, że w jednym momencie z twarzy musiał zacząć przypominać jelenia złapanego w blask reflektorów. Ta nienawiść zawarta w spojrzeniu Bridget była jasnym sygnałem, żeby lepiej brał nogi za pas... Tyle że nie mógł, bo jaśnie pan Vin-Eurico zdecydowanie się nie spieszył. Swoją drogą, to było niesprawiedliwe, że niektórzy musieli lecieć aż na samą górę po schodach do dormitorium. (Przynajmniej wiadomo wychowankowie którego domu mieli najlepiej zrobione mięśnie pośladkowe...)
W każdym razie, Ezra zdążył już wewnętrznie umrzeć, potem zmartwychwstać, bo Puchonka po prostu go ominęła, a potem znowu umrzeć, kiedy okazało się, że dziewczyna usiadła sobie na ławeczce, ewidentnie nie mając zamiaru się ulotnić. Czyżby też na kogoś czekała? Bo raczej nie chodziło o przyjemność posyłania Ezrze nienawistnych i pełnych gniewu spojrzeń.
Zastanawiał się, czy może nie powinien jakoś do niej zagadać, ale jakoś tak nic nie brzmiało dostatecznie neutralnie. ("Hej, Bri. Dalej się gniewasz za to podtopienie?") Jego moralny dylemat został rozwiązany przez głośne tupanie na schodach, które brzmiało jak przejście słoniątka. To mógł być tylko Leo.
Jak to się jednak mówi, nie chwal dnia przed zachodem słońca. Jeśli Ezra liczył, że Leo raz w życiu zachowa się taktowanie i poczeka aż faktycznie będą sami... Och Clarke, trzeba sobie powtórzyć matematykę, bo się przeliczyłeś.
- Przede mną? Nie bądź, aż tak zdesperowany, kolego - odparł z naciskiem na ostatnie słowo, nieznacznie kręcąc głową i oczami "strzelając" w stronę zaciemnionego miejsca, mając nadzieję, że chłopak załapie. I że do Bridget nie dotarły jego słowa. Ezrze naprawdę zaczynało się podobać jego życie, wychodził na prostą i w ogóle. To niesprawiedliwe, że taka sytuacja zaistniała. Ezra już wolałaby codziennie mieć dodatkowe lekcje z wróżbiarstwa i eliksirów, a to była naprawdę mocna deklaracja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 564
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Pon 4 Wrz - 2:01

No tak się składa, że Ezra był zdecydowanie ostatnią osobą, na którą chciałaby się natknąć sam na sam w pierwszy wieczór po przyjeździe do Hogwartu. Już nawet profesor Raynott byłaby bardziej znośna, mimo że Bridget odczuwała przed nią teraz niemały strach, wręcz porównywalny do tego, który czuła przed Craine. Niestety los bywa okrutny, a ten panienki Hudson miał wyjątkowo czarne poczucie humoru. Gdyby mogła to sama by się szybko ulotniła z sali wejściowej, jednak obiecała Theo, że na niego poczeka, a wolała się nie włóczyć po okolicy i liczyć na to, że sam ją znajdzie, bo jeszcze uzna, że go wystawiła do wiatru i dopiero będzie dramat. Nie zamierzała podejmować rozmowy, naprawdę nie chciała się mieszać do życia Ezry już w ogóle, na pewno nie po tym, co jej zrobił. Nie chciała znać tego człowieka i gdy tylko było to możliwe, unikała go jak ognia. Życie pisało jednak różne scenariusze, a tych dwoje bardzo często grywało w tych samych scenach...
Usiadła na ławeczce i pogrążyła się w myślach, nie dając praktycznie żadnego znaku życia i prawdopodobnie pozostając niezauważoną dla większości przechodzących osób ze względu na ciemne szaty szkolne i burzę brązowych włosów opadających na twarz. Nie chciała zerkać na Krukona, ale mimo wszystko jej wzrok podążał w jego kierunku, a w głowie dziewczyny pojawiały się myśli, czy też na kogoś czeka, a jeśli tak to na kogo i w jakim celu.
Ona również usłyszała to dudnienie po schodach, lecz zorientowała się, że kroki należały do Leonardo dopiero kiedy pojawił się on w sali wejściowej. Nie połączyła tych dwojga od razu, w pierwszej sekundzie myślała, że Leo był jednym z licznych jak do tej pory przechodniów, którzy wędrowali w swoje strony, krzyżując swoje drogi w tym miejscu. Okazało się jednak, że bardzo się pomyliła co do tego osądu, bowiem Gryfon ewidentnie był osobą, na którą czekał Ezra i poznała to nie tylko po zachowaniu Vin-Eurico, lecz także po jakiejś takiej... Dziwnej nerwowości ze strony Ezry.
Słowa olbrzyma sprawiły, że usta Bridget otworzyły się w niemym okrzyku. Słońce? Wiele w życiu słyszała, ale żeby jeden chłopak drugiego nazywał słońcem... W dodatku takim tonem, z tym spojrzeniem, o Merlinie... Dziewczyna zamrugała gwałtownie, dalsze słowa chłopaka straciły sens w jej uszach. Na kolana?! Jakie znowuż kolana?! Bridget aż się wyprostowała, wpatrując się w tę dwójkę szeroko otwartymi oczami wielkości spodków, a w głowie miała jedną wielką gonitwę myśli. Jej podświadomość nieustannie powtarzała: "To prawda, to prawda, to prawda..."
- To prawda - wypaliła bezwiednie, na tyle głośno, by ją usłyszeli. Przez ułamek sekundy nie wiedziała, że cokolwiek powiedziała, bo była w tak ogromnym szoku, że dopiero skierowane w jej stronę spojrzenia obu chłopaków przywróciły jej świadomość. Już nie było odwrotu. Wstała z ławki i zrobiła kilka kroków w ich stronę, lustrując każdego z nich badawczym spojrzeniem. Usta jej drżały, ręce tak samo. - To prawda? Jesteście razem, tak? - zapytała głosem nieco twardszym niż na początku, oczekując szczerej odpowiedzi od Ezry. Nie od Leonardo, tylko właśnie od niego. - Odpowiedz, Clarke, bez owijania w bawełnę - dodała, gdy dostrzegła jego minę. W tej chwili nie znosiła sprzeciwu...

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 844
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1051
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Pon 4 Wrz - 2:30

Relacje z byłymi dziewczynami Leo miał całkiem różnorodne. Jedne go nienawidziły, inne uważały za przyjaciela... mógł prowadzić wściekłe dyskusje, mógł wyjechać na Malediwy. Doskonale rozumiał, że wszystko mogło się nieprzyjemnie zaplątać. Oczywiście ułatwieniem było to, że do żadnej nie pałał niczym więcej, jak tylko sympatią. One mogły być zadurzone, on jedynie poddawał się odrobinie uroku, a potem wszystko kończył... no, w ten lub inny sposób. Nie chciał wtrącać się w relację Ezry z Bridget. Nigdy nie poznał dokładnej historii, nie był przy nich kiedy przechodzili te drobne kryzysy. Nie było czym się chwalić, nie? Zresztą na chwilę obecną, to nawet nie chciał znać szczegółów. Wolał nie zastanawiać się nad tym, jak to jemu chłopakowi było z kimś innym - no i widział przecież, że sprawa była pogmatwana. Po co się stresować i zastanawiać, czy relacja tej dwójki dobiegła końca?
Oczywiście, dostrzegł dziwne zachowanie Krukona za późno. Od razu jednak zaczął uważniej mu się przyglądać i nawet cofał już dłonie, gdy dotarły do niego tak tragicznie bolesne i głupie słowa. Leo automatycznie się spiął i wyprostował, mając wrażenie, że dostał solidny cios prosto w splot słoneczny. Początkowo myślał, że się przesłyszał, ale nie. Clarke wyraźnie go obraził tak lekceważącymi słowami, a na koniec dodał jeszcze to znienawidzone przez Gryfona "kolego". Leo mimowolnie zerknął w stronę, którą to chłopak tak usilnie mu pokazywał - na widok Bridget wcale nie złagodniał.
Sądził, że Puchonka wie o ich związku. Większość ludzi brała ich za pewnik od czasów pierwszego wpisu Obserwatora, tego o balu. Późniejsze wydanie utwierdziło Hogwartczyków w przekonaniu, że Leo i Ezra faktycznie się spotykają. Nawet się jakoś panicznie nie ukrywali! Darowali sobie obściskiwanie się w miejscach publicznych, ale kurde. Nie robili z tego wielkiej tajemnicy.
A może jednak robili?
Leonardo nie rozumiał motywu swojego partnera i patrzył na niego ze szczerym oburzeniem. Zapomniał o jakimś zawodzie czy bólu, bo zwyczajnie go to zirytowało. Merlinie, ta gryfońska duma... Znowu poczuł się jak jakiś głupi kochanek (za pierwszym razem miał taki moment, gdy został zepchnięty z łóżka - tamtą sytuację był w stanie nawet zrozumieć), którego istnienie lepiej zachować w sekrecie. Drgnął lekko, bo Bridget postanowiła się odezwać i wymagała od Ezry całkiem prostej odpowiedzi. Czyli nie wiedziała, no dobra, trudno. To nie było żadne usprawiedliwienie, bo Clarke nie powinien mieć problemu z uświadomieniem jej. Wypadałoby być szczerym, nie? Ostatecznie prawda wyjdzie na jaw, a ze strony Puchonki należało im się zrozumienie. O ile wcześniej była z Ezrą blisko, teraz powinna mieć chyba większe zmartwienia niż jego nowe sprawy sercowe.
Nie odezwał się słowem, czekając na odpowiedź Krukona i mając nadzieję, że nie pogorszy swojej sytuacji. Z drugiej strony, już i tak był oburzony...
No proszę, czyli jednak da się go szybko zgasić!

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 726
  Liczba postów : 774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Pon 4 Wrz - 12:20

Każdy, kto chociaż trochę znał Ezrę, wiedział, że daleko mu do altruisty. Zdarzały się sytuacje, kiedy Clarke bardzo chętnie wstawiał się za kogoś, przyjmując na siebie winę i negatywne emocje. Trzeba było jednak zrozumieć, że Ezra czasem czuł potrzebę ochronienia samego siebie, nie zważając przy tym, czy odprysk nie uderzy w kogoś innego. Krukon nie chciał ranić Leo, bo przecież wcale się go nie wstydził. Po prostu spanikował i było to pierwsze, co przyszło mu do głowy. Bridget w tym jednym momencie jawiła się jako trochę większe potencjalne zagrożenie i Ezra był gotowy, by je zneutralizować kosztem urażenia Leo.
Starał się zignorować natychmiastową zmianę w jego postawie i pojawiające się z tego powodu wyrzuty sumienia. Tak naprawdę chciał po prostu ruszyć w kierunku wyjścia, licząc, że Gryfon mimo oburzenia podąży za nim, ale słowa, które wymsknęły się Bridget wbiły go w podłogę. Odwrócił się twarzą do dziewczyny z jakąś taką zbolałą miną. Właśnie tego chciał uniknąć. Ezra nie wiedział, że do Bridget nie dotarło żadne potwierdzenie teorii Obserwatora, a to jeszcze bardziej pogarszało sprawę. Nie sądził, by dziewczyna była przygotowana na taką informację i na pewno nie przekazaną w tak dosadny sposób. Ezra mógłby jej powiedzieć, jeśli było to to, czego chciał Leo, ale w o wiele delikatniejszy sposób. Choćby przez wzgląd na to, ze kiedyś byli razem. Ezra całkowicie już akceptował to, że Bridget była z Theo, ale gdyby nagle stał się świadkiem jakiejś intymniejszej wymiany zdań czy nawet samych insynuacji... No nie. Sama świadomość to jedno, ale bycie świadkiem? Najzwyczajniej w świecie nie chciał tego słyszeć.
Ale stało się. Ezra nie winił o nic Leo, bo przecież Gryfon nie mógł mieć pojęcia, że Bridget czai się po kątach, ale miał nadzieję, że chłopak nie będzie się teraz wtrącał. Clarke nie wytrzymałby chyba teraz pretensji z obu stron.
Przez chwilę milczał, obserwując jak ręce Puchonki drżą. Ze złości? Z powstrzymywanego ataku histerii? Z powstrzymywanego ataku pięści? Nie wiedział, jakiej reakcji może się po niej spodziewać, za to chciał, żeby ona wiedziała, że nie zamierza z nią walczyć. W przeciwieństwie do twardej mimiki Bridget, Ezra wyglądał łagodnie, niemal potulnie, gdy powoli kiwał głową.
- Tak. Tak, jesteśmy razem - potwierdził miękko, badawczo obserwując każdą reakcję i emocję pojawiającą się na twarzy Bridget. - Jakoś od połowy Grecji - dodał jeszcze, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. Nie, nie wyrzucał jej związku z Theo, podczas gdy sam w jakimś był. Chciał, żeby wiedziała, że nie był aż takim hipokrytą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 564
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Wto 5 Wrz - 0:36

Na pewno nie była gotowa na taki obrót spraw. Plotki obserwatora to jedno, a faktyczne podsłuchanie takiej rozmowy swojego byłego chłopaka... Z byłym chłopakiem swojej siostry, o Merlinie, toż to tragedia! W ogóle jak to się mogło stać? Z tego co pamiętała Ezra niespecjalnie za Leonardo przepadał, a tu taka niespodzianka, "słoneczka" się znalazły... Dziewczyna nie wiedziała, czy pragnie poznać odpowiedź na zadane przez siebie pytanie, ponieważ już doskonale wiedziała, jak będzie ona brzmiała. Po cichu liczyła, że Ezra skłamie, że zełga jak pies i wyprze się wszystkiego, by ona sama mogła wyprzeć tę wiadomość ze świadomości. Niestety nic nie wskazywało na to, że chłopak nie powie prawdy. Upór Bridget i ta mina nieznosząca sprzeciwu chyba ostatecznie złamały wszelkie wewnętrzny próby obrony Krukona, ponadto wyczekujące i lekko urażone spojrzenie Leonardo na pewno zrobiły swoje.
Powiedział to.
Przyznał jej rację.
W jednej chwili Bridget poczuła, jakby dostała silnej migreny, a jednocześnie jakby jej serce robiło się coraz cięższe i powoli osuwało się w dół, przebijając po drodze wszystkie napotkane organy w jej ciele. Autentycznie poczuła ból w związku z tą wiadomością i cierpienie to objawiło się bardzo wyraźnie na jej twarzy. Usta wygięły się w grymasie, oczy posmutniały w sekundę, zęby zacisnęły się. Ręce drżały jeszcze bardziej, lecz całe jej ciało ogarnęła jakaś niemoc. Jak to było możliwe?
- Co? - wydusiła z siebie, przenosząc wzrok z Ezry na Leonardo i z powrotem, nie mogąc w to wszystko uwierzyć. Jakim cudem? W jaki sposób tych dwoje stworzyło... związek? Jej klatka piersiowa unosiła się w górę coraz szybciej, a na twarzy emocje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Zaskoczenie - że przypuszczenia Obserwatora okazały się prawdą. Żal - że dowiedziała się dopiero teraz. Gorycz - że jednak znalazł kogoś innego. Zazdrość - że to Leonardo okazał się być jego wybrankiem. Poczucie winy - przecież nie powinna o tym myśleć, kiedy miała Theo. Smutek - bo wszystko to złamało jej serce. Niedowierzanie - przecież Ezra nie mógłby związać się z chłopakiem, to nie było możliwe. Złość - bo może sobie z niej żartowali? - Od połowy Grecji? - powtórzyła pytającym tonem, unosząc brwi wysoko w górę. Jej myśli biegły teraz szaleńczo przeróżnymi torami. - Chcesz mi powiedzieć, że od ponad miesiąca jesteś w związku z chłopakiem? - dodała jeszcze, wciąż nie mogąc dopuścić tego do świadomości. Nie pojmowała, jak to się mogło stać, jak to w ogóle możliwe, że jej były chłopak ulokował swoje uczucia w innym facecie? Teraz czuła wyłącznie złość, to musiał być jakiś żart, to nie mogła być prawda. Oni kłamią. - Ezra, no co Ty, przecież... Przecież Ty wolisz dziewczyny. Nabijasz się ze mnie, prawda? Znowu to robisz, żartujesz - powiedziała, parskając nieco nerwowym, krótkim śmiechem, a w jej głosie pobrzmiewała prawdziwa desperacja.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 844
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1051
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Wto 5 Wrz - 0:52

Dobrze wiedzieć, że Leo stał się przy Bri mniej istotny ("groźny"?). Chłopak był wyraźnie spięty i zdenerwowany, nawet nie próbując ukryć swojego niezadowolenia. Nie odzywał się jednak ani słowem, czekając na odpowiedź Ezry. Jednocześnie starał się nie wybuchnąć, bo jego najdrobniejszy gest doprowadzał Gryfona do szału. Tak łagodniał przy Hudsonównie, stawał się taki potulny i grzeczniutki. Jej nie chciał urazić, przy niej chodził na paluszkach, kajał się. Z Leo sobie żartował i niejednokrotnie przyprawiał go o mniej przyjemną palpitację serca, a dodatkowo przed chwilą nazwał go "kolegą" i kompletnie zbagatelizował łączące ich uczucie, nie chcąc urazić BYŁEJ partnerki.
Zapewne ciężko to zrozumieć, ale w gruncie rzeczy szkoda mu było Puchonki, bo do niej ogólnie nic nie miał. Dodatkowo w jego oczach była bardziej siostrą Lotty niż byłą Ezry - tak ją poznał i tak zapamiętał. Nie chciał zatem, aby bliska jego przyjaciółce osoba cierpiała. Gdyby wiedział o jej obecności, w życiu by się nie pokusił na tak bezczelne słowa. Naciskałby na poinformowanie jej, ale w bardziej spokojny sposób. Nie był jakimś niewychowanym chamem.
Leonardo odwrócił głowę, kiedy Clarke potaknął, jak gdyby mu ktoś trzymał nóż przy gardle. Miał ochotę sobie stąd pójść. Nie czuł się potrzebny, dodatkowo zaczynało nim telepać ze złości. Ezra za bardzo zmieniał się przy poszczególnych ludziach. Poza tym, chcąc nie chcąc, Vin-Eurico postrzegał Bridget jako pewnego rodzaju zagrożenie. Patrząc na zachowanie Ezry? Słusznie. Wyglądał, jakby miał zaraz paść na kolana i błagać Puchonkę o wybaczenie.
"Przecież ty wolisz dziewczyny" - te słowa rozbrzmiały w głowie Leo jakoś dwa razy głośniej. Zacisnął mocniej szczękę, mając wrażenie, że jak tak dalej pójdzie, to pokruszy sobie zęby. Na Merlina, mógłby po prostu wrócić na górę, do dormitorium Gryfonów. Wpakowałby się do tego łóżka, w którym sypiał od lat, a rano powiedziałby Fire, że żartował w kwestii tego mieszkania, bo ogólnie to woli zostać w Hogwarcie. To nie byłoby trudne.
Trudne było za to milczenie, podczas gdy miał okazję w jednym miejscu wszystko z siebie wyrzucić - jak idiotycznie zachowywał się jego chłopak i jak histerycznie reagowała jego była. Nie mogli mieć nawet chwili wytchnienia, nie?

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 726
  Liczba postów : 774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Wto 5 Wrz - 21:28

Na początku Ezra faktycznie nie przepadał za Leonardo, co i tak było dosyć łagodnym określeniem. Trzeba jednak zauważyć, że ten stan rzeczy minął dosyć szybko, zmieniając się w wyraźne koleżeństwo. Chociaż dla postronnego obserwatora mogło to nie być aż tak oczywiste, bo chamskie odzywki Ezra kierował do Leo w każdym okresie ich znajomości. Poza tym, że teraz z Vin-Eurico wymieniali pocałunki, a nie ciosy, z powierzchownej strony Ezry aż tak wiele się nie zmieniło.
Ciało Ezry chciało zareagować automatycznie na smutek w oczach Bridget i wyraźne cierpienie odbijające się na jej twarzy. Wydawało mu się, że histeria, która ogarniała Bri mogła przybrać tylko dwie formy: chęć okładania go pięściami albo potrzebę jakiegokolwiek kontaktu z drugim człowiekiem. Wiadomo przecież, że najlepszym lekarstwem był dotyk - Clarke poczuł jak zadrżała mu ręka, gdy pomyślał, że mógłby uspokajająco przyciągnąć do siebie Bridget, nieważne jak bardzo Puchonka go nienawidziła. Nie mógł tego jednak zrobić przez wzgląd na dwie tak ważne dla niego osoby. Każdy taki ciepły gest tylko utrudniał dziewczynie pogodzenie się z sytuacją, a musiał pamiętać, że Bri była jego przeszłością. Nie można było przekładać przeszłości nad przyszłość, prawda?
- I to w szczęśliwym. Przepraszam, że dowiedziałaś się w ten sposób, nie chciałem... - zawahał się na moment, starając się w całej swojej prawie nieujawniającej się empatii dobrać odpowiednie słowa. - Słyszałem, że nie masz teraz najlepszego okresu i nie chciałem ci znowu wchodzić w drogę. Za to przepraszam.
Bridget zdecydowanie była jedną z osób, które Ezra przepraszał najczęściej odkąd ich związek się rozpadł. Tak naprawdę inne osoby rzadko mogły usłyszeć tak szczere poczucie winy pojawiające się w jego głosie. Ale Bridget zawsze była wyjątkowa.
Zerknął kątem oka na Leonardo, który w milczeniu przyjmował wszystko, co tu się działo. Ezra nie wiedziałby, czy potrafiłby zachować taki spokój - było to jednak warte zapamiętania i wspomnienia w momencie następnej... kryzysowej sytuacji z Fire.
- Bridget, uwierz mi, nigdy nie żartowałbym z czegoś takiego... To, że wcześniej spotykałem się z dziewczynami nie przekreśla tego, że mogę być zainteresowany jednym, konkretnym chłopakiem, tak samo przecież jak to, że Theo wcześniej był z chłopakiem nie znaczy, że z tobą jest na żarty - odparł na insynuację, że to wszystko jest tylko jakimś żartem stworzonym do skrzywdzenia Bridget. Myśli Puchonki zaczynały być irracjonalne - zupełnie jakby wyobrażała sobie, że każde działanie Ezry kręci się tylko wokół jej osoby. Oczywiście, Clarke w ogólnym podsumowaniu wciąż wolał dziewczyny. Gdyby hipotetycznie rozstał się z Leo, nie szukałby pocieszenia w żadnym chłopaku, co to to nie.
W swojej wypowiedzi odwołał się do Theo, delikatnie przypominając dziewczynie, że hej, sama jest teraz w związku i nie ma prawa czuć zazdrości ani smutku. Puchonka chciała, żeby jej były już nigdy nie znalazł szczęścia w niczyich innych ramionach? Bo jeśli tak, było to wyjątkowo zawistne i podłe podejście. Pomijając to, że jej własny chłopak był biseksualny i raczej nie byłby zadowolony słysząc te jawne przejawy jej braku tolerancji.
A potem do głowy przyszła mu głupia myśl, dlaczego takie rzeczy przychodzą jej do głowy. Była to tylko hipoteza i to zupełnie nieracjonalna... Ale czy zachowanie Bridget miało teraz jakikolwiek związek z rozsądkiem?
- Jeśli martwisz się, że byłaś dla mnie jakąś przykrywką orientacji, to nie, zapewniam cię, że nie. To dla mnie też jest nowe. I dla Leonardo. Wszystko, co do ciebie czułem i teraz czuję do niego, jest całkowicie autentyczne.
Zaczynali rozmawiać, jakby Leonardo zupełnie tu nie było, ale Ezra nie miał tego w intencji. Nie wiedział, jak to inaczej ubrać w słowa i wyszło, co wyszło. Tym bardziej, że Gryfon kompletnie się nie wtrącał - ciężko go było traktować jak faktycznego uczestnika tej konfrontacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 564
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Sro 6 Wrz - 2:03

Dla obserwatora, którym była Bridget, nic nie było jasne poza tym, że słowa chłopaka dosłownie wbijały ją w ziemię i sprawiały, że wręcz zapomniała, jak się nazywa, bo jej mózg wywaliło z systemu. Ezra przepraszał, że dowiedziała się w taki sposób o jego nowym związku z chłopakiem? W dodatku o szczęśliwym związku? Przecież ludzie nie schodzili się ot tak, musieli się wcześniej jakoś poznawać, musieli również jakoś wpaść na pomysł, że coś ich do siebie ciągnie i mogą to być głębsze uczucia. Oznaczałoby to, że taki stan rzeczy ciągnie się nieco dłużej niż tylko od połowy Grecji, skoro ten czas Ezra określił jako początek samego związku. Wobec tego już od dawna ci chłopcy potajemnie żywili do siebie uczucia? Sytuacja, w której Ezra orientuje się, że chce być w związku z Leonardo była dla Bridget tak abstrakcyjna, że jedyne co jej pozostało to wgapianie się w niego swoimi wielkimi jak spodki oczami i milczenie. Jeszcze chwilę temu miała wiele słów, przygotowanych na tę okazję zdań, które chciała wyrzucić mu w twarz, lecz w tej chwili wszystko to wyparowało, zostawiając dziewczynę z pustką w głowie. Przecież w tym czasie Ezra zdążył się wielokrotnie zabawić jej uczuciami, nie wspominając już nawet o balu końcoworocznym, na którym podobno całował się z Leo... Aż ją przeszedł dreszcz na samą myśl, a usta zacisnęły się w cienką linię.
- Więc obserwator miał rację co do związku, a co do pocałunku? Na balu? - zapytała, wbijając w niego świdrujące spojrzenie. - Bo w takim razie ja nie rozumiem, dlaczego wciąż ze mną igrasz, Clarke. Dlaczego cały ten czas mieszałeś mi w głowie i dlaczego zaatakowałeś mnie i Theo na balu, skoro tak doskonale układałeś sobie ten szczęśliwy związek - wypaliła w końcu, nie starając się już ukryć żadnej z buzujących w niej emocji. W tym momencie dusiła ich w sobie zbyt wiele. Prawdziwy pech, że znajdowały ujście dopiero teraz, w takiej sytuacji i w tego typu rozmowie. Prychnęła wściekle na uwagę o gorszym okresie. - Cały ten rok był jednym wielkim gorszym okresem i dobrze wiesz, że dołożyłeś do tego nie trzy grosze, a z dziesięć - odparła. - I szczerze powiedziawszy mam Cię już dość. Ciebie i tego wszystkiego, co ze mną robisz. Tyle razy wyciągałam do Ciebie rękę, że zwyczajnie znudziło mi się czekanie, aż szanowny pan Clarke przejrzy na oczy i zobaczy, że zależy mi tej znajomości, którą on nieustannie niszczy - powiedziała, siląc się na spokój, lecz głos jej drżał. Miała już serdecznie dość całej tej szopki, a skoro zmęczenie całym tym cyrkiem dopadło nawet ją samą, to coś musiało być na rzeczy. Zerknęła na Leonardo i po jego mimice wyczytała, że sam niespecjalnie jest zadowolony całą tą sytuacją i zachowaniem Ezry. Bridget też go nie rozumiała, w ogóle nic już nie rozumiała, bo cały jej świat stracił sens w tej krótkiej chwili, a stan ten mógł się najwyraźniej pogłębić, bo po ostatnich słowach Ezry Bridget czuła, że może upaść na podłogę. - Kłamiesz - wypaliła bez zastanowienia, negując z miejsca jego stwierdzenie o jakimś byłym chłopaku Theo. To nie mogła być prawda, Krukon nic jej nie powiedział, więc skąd niby Ezra miałby o tym wiedzieć? Łgał w żywe oczy, na pewno. Bridget nie uwierzy, że Theo przetrzymałby taką informację dla siebie przez cały ten czas, tym bardziej że sam doskonale wiedział, jak przedstawiały się sprawy sercowe Bridget przez przynajmniej dwa lata wstecz. I nie zrozumcie mnie źle, ona wcale nie myślała irracjonalnie - myślała schematem, którego on sam ją wyuczył, najpierw dając nadzieję, a później zrównując z ziemią; podsycając ciekawość, by następnie zgasić tę iskierkę w zarodku; wyciągając rękę na zgodę, by następnie zapomnieć o jej istnieniu. Żaden inny człowiek nie sprawiał, że musiała uruchamiać wszystkie neurony naraz, by wymyślić każdy możliwy scenariusz i chociaż częściowo przygotować się na wszelkie ewentualności. A jednak zawsze znalazło się coś, czego nie przewidziała - ten moment nadszedł teraz. Wiadomość o byłym jej obecnego chłopaka, przekazana jej przez byłego chłopaka, który aktualnie za swojego chłopaka miał byłego partnera jej siostry... No po prostu zmiotło ją to z nóg. - Nie chcę słuchać jakichś bajeczek o Theo. I tak nie zrozumiem, jak to się stało.
Myśli goniły w jej głowie jak szalone i trzeba przyznać, że Ezra słusznie wysnuł wniosek, co mogło się jej tam kołatać. Bridget istotnie zaczęła zastanawiać się nad tym, czy jej związek z Ezrą nie stanowił przykrywki dla niego samego, by nikt się nie zorientował o jego niespotykanych skłonnościach. Wypadłoby nieźle, skoro sama Bridget do tej pory mu nie wierzyła w całą tą historię. Coś w jego zapewnieniach jednak zakuło ją prosto w serce. Spojrzała na niego zbolałym wzrokiem i na chwilę przymknęła oczy, próbując powstrzymać potok łez, który się do nich cisnął.
- Wytłumacz mi, czemu ja Ci nie wierzę? - zadała mu pytanie retoryczne, przekrzywiając głowę i mocno walcząc z mięśniami mimicznymi, by nie wykrzywiały jej buzi w płaczliwym grymasie. - Nie wierzę Ci, Ezra. W ani jedno słowo - oznajmiła mu jeszcze. - Nie mów już nigdy o tym, że coś do mnie czułeś, bo w to też nie wierzę. Jeśli tak traktujesz ludzi, których darzyłeś jakimiś uczuciami, to szczerze współczuję Leonardo. Pewnie któregoś dnia znudzi Ci się wytykanie i szeptanie po kątach, wtedy stwierdzisz, że już Ci się nie chce i zaproponujesz mu przyjaźń, jak mi, a potem i to spieprzysz, a wiesz dlaczego? Bo jesteś złym człowiekiem, Ezra. Jesteś manipulantem i nie masz skrupułów ani sumienia, nie dbasz o ludzi i masz ich w dupie, póki czegoś nie potrzebujesz. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo zabiegałam o tą pieprzoną przyjaźń, jak wiele poświęciłam, ile dumy i szacunku do samej siebie musiałam się wyzbyć, by w ogóle zdobyć się na wszystkie te wcześniejsze rozmowy, a nawet tego nie uszanowałeś, bo jak widać wciąż nic dla Ciebie nie znaczę. Jak dużo razy zamierzasz mnie jeszcze przepraszać? - Słowa wylewały się z niej bez końca, a ona sama straciła rachubę czasu, a także kontrolę nad samą sobą, bowiem ręce trzęsły jej się bez opamiętania, tak samo wargi, a z oczu spływały pojedyncze łzy. - Nienawidzę Cię - wyszeptała na koniec. Wciąż wbijała w niego świdrujące spojrzenie tych ciemnych jak noc oczu. Odsunęła się dwa kroki do tyłu, patrząc na niego niemal z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy. Brzydziła się go, całej tej sytuacji i wszystkiego, co się teraz stało.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 844
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1051
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Sro 6 Wrz - 15:35

Nie chciał być zazdrosny, nie o przeszłość Ezry. Przecież poniekąd widział, że chłopakowi zależy na Bri, ale nie w ten sposób, który mógłby mu zaszkodzić. Pomimo tej świadomości miał wrażenie, że zaraz wybuchnie, pozbędzie się Puchonki i zabierze swojego chłopaka ze sobą. Na szczęście dalej stał jak kołek i przysłuchiwał się tej wymianie zdań.
- Nie obwiniaj go za wszystko - wtrącił nagle, tak automatycznie, że sam po chwili się zorientował co zrobił. Tak pięknie szło mu trzymanie się z boku... Leo chyba po prostu lubił dodatkowo utrudniać sprawy. Prawda jednak była taka, że te wszystkie pocałunki wychodziły z jego inicjatywy. To on pokazywał się Ezrze z mniej przyjacielskiej, a bardziej uczuciowej strony. To on o niego zabiegał, to on się pogubił w emocjach, to on się zakochał. Clarke oczywiście do niczego nie był zmuszany i mógł odrzucić Leo - początkowo nawet to robił! Gdyby nie zachowanie Gryfona, pewnie w ogóle nie wpadłby na pomysł związku homoseksualnego.
Vin-Eurico nie rozumiał problemu. Dalej był poddenerwowany i teraz każde słowo Bridget jeszcze bardziej go podjudzało. Wsunął dłonie w kieszenie spodni, gdzie mógł je zacisnąć w pięści. Merlinie, co za dramaty! Hudsonówna zachowywała się, jakby Ezra ją zdradził (Leo się zna na temacie), podczas gdy on po prostu przestał rozpamiętywać w kółko jedną sprawę z przeszłości. Dziewczyna mogłaby posiąść tę umiejętność, serio. Spotykała się przecież z tym Krukonem, który...
Który najwyraźniej był biseksualny, o czym wiedział Ezra, a Bridget nie. Leo zerknął na swojego chłopaka, zastanawiając się, czy to nie jest jakaś słaba chamska odzywka. Clarke nie wyglądał na zirytowanego i nie miał tego bezczelnego błysku w oku - nie, dalej kurewsko potulny baranek. Leo przypomniał sobie o swojej złości. Zadrżał niespokojnie, kiedy Krukon wspomniał o "przykrywce". Och, chciałby. Byłoby łatwiej.
Odwrócił się akurat, żeby żadne z nich nie widziało jego rozżalonej miny (chociaż i tak byli zajęci sobą, po co się przejmował?). W tej samej chwili Puchonka zaczęła wszystko z siebie wyrzucać i, cholera, padło przy tym imię Gryfona.
- Przestań - wyrwało mu się, zaskakująco cicho i żałośnie. Przeraziły go jej słowa - brzmiały okrutnie realistycznie, jak gdyby przepowiadała im przyszłość. Leonardo jednak miał w swoim umyśle (albo raczej w sercu?) ogromny mur, przez który nie przepuszczał tych insynuacji. Zrobiło mu się słabo i chciał usiąść, albo najlepiej po prostu się przewrócić. Pod autobus, o! (Przeklęci czarodzieje. Wolał autobus od hipogryfa, dobra?) Gryfon nie wiedział, czy to naiwność, czy jakaś dobra intuicja. Nie nazwałby Ezry złym człowiekiem i nie wierzył, że chłopak mógłby go tak potraktować. Oburzyło go własne zmartwienie, sekunda zawahania i paniki - jaki z niego hipokryta! Na tej samej zasadzie Clarke mógł obawiać się, że zostanie potraktowany jak poprzednia partnerka Leo... cóż, poznał Courtney.
- Przestań robić z niego jakiegoś potwora - miał dość. Miał dość przepraszającego Ezry i wielkich zapłakanych oczu Bridget. Miał dość w ogóle całej tej chorej sytuacji, w którą został wplątany zupełnie przez przypadek. Miał dość tego, że sam się przejmuje, chociaż go to wszystko dotyczy najmniej. - Ludzie popełniają błędy, wiesz? Można czasem wybaczyć i zapomnieć, a nie wracać do tematu przy każdej możliwej okazji i czepiać się, że komuś się w końcu życie poukładało - w głosie Leo słychać było zniecierpliwienie i po prostu złość, którą niestety kierował trochę za bardzo w stronę Bridget. Nie krzyczał i nie ciskał się, ale nie był w stanie już stać w miejscu i tylko słuchać. Na Ezrę dalej był zły, ale to było teraz mało istotne.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Sro 6 Wrz - 16:25

Hogwart podobał się Theośkowi coraz bardziej. Ostatecznie udało mu się zaklimatyzować z tym miejscem i prawdę mówiąc, nie wyobrażał sobie jakiegokolwiek wyjazdu. Całe życie spędził na walizkach i teraz mógł odsapnąć w cudownym krukońskim dormitorium. Co więcej, znalazł tu nie tylko przyjaciela, ale i miłość! Obie te relacje niestety trochę się komplikowały. William przekierowywał teraz właściwie całą swoją uwagę na Lottę, poza tym był ogólnie dość specyficzną osobą. Bridget z kolei... No, to dopiero niezwykła dziewczyna! Ciągnęło ich do siebie i Evermore był pewny, że nie działa to tylko w jedną stronę. Nawet informacja o jego zdolności hipnozy nie popsuła ich relacji. Skoro tajemnicza, podejrzana umiejętność pozwalająca na kontrolowanie czyjegoś zachowania nie stanęła między nimi, to co mogłoby to zrobić?
Ezra Clarke, razem z artykułami Obserwatora, plotkami i ogólnie mnóstwem innych pierdół, które wyprowadzały Puchonkę z równowagi. Theo już jakiś czas temu doszedł do wniosku, że sam nic do chłopaka nie ma, ale biorąc pod uwagę swój związek nie mógł być taki łagodny. Martwił się i nie chciał zostawić Hudson samej nawet na chwilę - nie skomentowała ani słowem ostatniego wpisu szkolnego plotkarza, w którym przecież związek Ezry został tak ładnie nagłośniony. Theo nie dopytywał, mając nadzieję, że przeczytała i uznała, że to w żaden sposób jej nie dotyczy.
Oczywiście, mylił się. Dotarło to do niego już na schodach, kiedy prawie dotarł do sali wejściowej - usłyszał głosy i, o zgrozo, udało mu się je rozpoznać. Przyspieszył momentalnie i dotarł do celu w chwili, w której nowy partner Ezry skończył robić za psa obronnego adwokata. Jak się okazało, sytuacja była o wiele bardziej poważna. Wszyscy wyglądali na złych albo smutnych, a po policzkach Bridget ściekały łzy. Theo przysunął się bliżej i wyciągnął rękę, żeby ją do siebie zagarnąć i przytulić.
- Hej, hej, co się dzieje? - Spytał, czule patrząc na brunetkę. Ezra znowu coś spieprzył? Zachował się jak na balu? Przecież już miał Leo, nie powinien robić kolejnych scen zazdrości! Chłopak mimowolnie zerknął w stronę Clarke'a ze sporą dozą nieufności, czekając na solidne wyjaśnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 726
  Liczba postów : 774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Sro 6 Wrz - 23:02

To, co się tu działo przechodziło jakiekolwiek pojmowanie Ezry. Nie wiedział już kompletnie jak powinien się zachować, żeby bardziej nie rozsierdzić Bridget. Miał wrażenie, że tak naprawdę nie jest istotne, co powie czy co zrobi, bo Hudson zaraz dopisze sobie do tego własną ideologię i wykorzysta przeciwko niemu. Powiedział prawdę? Był takim złym człowiekiem, jak mógł doprowadzić ją do takiego stanu szoku i histerii? Skłamałby? Wyzwałaby go od najgorszych, bo przecież wiedziała, co słyszała. Próbował być miły? Jak w ogóle śmiał? Ale gdyby pozwolił sobie na chociaż jedna chamską odzywkę? Ohohoh, cały Hogwart by się o tym dowiedział. 
Ezra potarł ze zmęczeniem twarz, słuchając kolejnych wyrzutów Bridget. I jak on miał się z tego wybronić? Wiedział, że dziewczyna miała rację w wielu kwestiach, ale nie godził się na zrzucanie całej winy na niego. Nie tylko on robił złe rzeczy.
- Też, pocałunek też, ale wtedy nie traktowaliśmy tego poważnie - zaczynał czuć się jak na jakimś wywiadzie. Doskonale wiedział, że nie musiał nic Bridget tłumaczyć, bo przecież to już nie była jej sprawa. To była tylko jego dobra wola, że jeszcze jej tu nie zostawił i tak cierpliwie dawał jej się na sobie wyżyć. - Bridget, nie będę się już więcej tłumaczył, skoro i tak w nic mi nie wierzysz. Zauważ jednak, że robisz to samo. Ty wyciągasz rękę? Tobie zależy? To ja pierwszy się do ciebie odezwałem, bardzo chciałem, żebyśmy mieli dobry kontakt, a ty przejaw koleżeństwa od razu wzięłaś za próbę odbudowania związku - przypomniał jej, jak łatwo było jej przeinaczyć fakty, mimo że Ezra bardzo jasno wyraził się w swoich intencjach. - Potem akcja z Izzy. Nastawiłaś Ruth przeciwko mnie. - To był dla niego jeden z najgorszych okresów, kiedy przyjaciółka była na niego zła za nieodpowiednie traktowanie Bridget. Zawsze winny był on, ale nikt nie zwracał uwagi, że Puchonka zwyczajnie w świecie nie chciała mieć z nim dobrych relacji. - Za każdym razem, kiedy byłem miły, ty robiłaś sobie tylko jakąś nadzieję. Potem pomyślałem, hej, może to będzie łatwiejsze, jeśli mnie znielubisz. Nie jestem dumny z wielu słów, Bridget, ale nie igram sobie z tobą. Wiesz dlaczego? Bo ja sam czuję się jakbym nie mógł wydostać się z jakiegoś cholernego labiryntu. Cokolwiek zrobię, jest źle. Mnie też to męczy.
To było niesprawiedliwe, że był tak przez nią oceniany. To było niesprawiedliwe, że tak łatwo potrafiła wyprzeć z pamięci jego wizerunek, który miała podczas związku. Ezra nic nie udawał, teraz po prostu był zagubiony w tych wszystkich silnych emocjach. Nigdy nie miał wzoru, nie miał idealnej rodziny, która mogłaby go wesprzeć i przywrócić do pionu w odpowiednim momencie... Miał za to Leonardo, który mimo wszystko się za nim wstawił. Gryfon pewnie nawet o tym nie wiedział, ale to dla Ezry miało ogromną wartość. Pokazywało mu, że jednak w kimś ma oparcie, nawet gdy wyciągane na światło dzienne były jego mało chlubne uczynki.
- Nie wiem, co we mnie wstąpiło na tym basenie. Chyba po prostu byłem zły i zazdrosny. Tak jak ty jesteś zazdrosna i rozżalona i pewnie pełna urazy w tym momencie. Z jakiegokolwiek innego powodu w ogóle byś dociekała? Dlaczego cię to obchodzi? - Co istotne, Ezra nie podnosił głosu, cały czas zachowując stonowany i nieco chłodny ton głosu. Łatwiej było mu utrzymać pozorną obojętność - gdyby raz puścił wodze emocji, mógłby już ich ponownie nie spętać.
Nie zdołał jednak zamaskować zaskoczenia zarzutem o kłamstwo. Wyjątkowo przecież Ezra silił się na pełną szczerość, taką oczyszczającą.
- Czekaj, ty nie...? Ale... kurwa - przeklął, odrobinkę panikując. To nie tak, że Theo jakoś się obnosił ze swoją orientacją, ale Ezra miał wrażenie, że jednak tego nie ukrywał i ktoś taki jak Bridget po prostu powinien wiedzieć. Nie spodziewał się, że może tym zaszokować Puchonkę... ale cóż, jednak. Ezra miał dryg do mówienia niepotrzebnych rzeczy.
To był jednak gwóźdź do trumny dla Bridget. Widocznie to jedno napomknięcie wyzwoliło w niej wszystkie te negatywne uczucia, które zdecydowały się wreszcie wypowiedzieć same za siebie. Bridget nie przebierała w słowach, a każde następne mocniej ściągały Ezrę ku ziemi. 
- Przestań - powiedział niemal równocześnie z Leo, nie mogąc po prostu słuchać tych wszystkich nieprawdziwych rzeczy. - Dostałem nauczkę, Bridget. Nie zrobię tego. Po prostu... przestań. - Ezra spojrzał rozpaczliwie na Leonardo, bojąc się, że chłopak potraktuje słowa Bridget zbyt poważnie i po prostu teraz odejdzie, mając dosyć tego, jak wiele nieodkrytych, ciemnych momentów jeszcze kryło się w życiu Ezry.
Ezra nawet nie potrafił się bronić, przejęty tym bólem w klatce piersiowej, który odbierał mu wszystkie siły, rozum i chęci do życia. I oto było, pierwszy raz, kiedy jego oczy zwyczajnie się zaszkliły, a on nie był w stanie nad tym zapanować. Odwrócił na moment głowę, starając się zebrać w sobie. To było żenujące.
Kiedy więc Krukonowi zabrakło słów, to Leo musiał zawalczyć trochę za niego. Ezra sam zaśmiał się ponuro, kiedy chłopak wspomniał o "popełnianiu błędów". Z tej perspektywy całe życie Ezry wydawało się być jedną, wielką pomyłką.
- Nie proszę cię już nawet o wybaczenie... - sprostował więc wypowiedź Vin-Eurico. - Po prostu daj mi spokój. Daj sobie spokój.
A potem, jakby ich tu jeszcze było mało, do rozmowy wciął się nie kto inny jak Evermore. Ezra jednak odetchnął z ulgą, bo Theo zdecydowanie miał na Bridget dobry wpływ i jeśli ktoś mógł ją opanować to właśnie on.
- Bridget się dowiedziała - powiedział tylko, nie mając już siły na kolejne monologi. Był pewny, że Theo domyśli się, o czym konkretnie i wysunie odpowiedni wniosek: tym razem to nie była wina Ezry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 564
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Czw 7 Wrz - 0:53

Bridget wiecznie czuła się niezrozumiana, a to wszystko przecież nie było aż takie trudne do pojęcia i Ezra najwyraźniej nie był aż tak bystry, na jakiego wyglądał, a do Ravenclawu dostał się tylko dlatego, że dobrze mu w niebieskim. Patrzyła na niego z tak ogromnym nierozumieniem, że jej twarz spokojnie mogłaby widnieć obok równie rozumnych podobizn trolli. No przecież on się chyba zgrywał...
- A byłbyś tak chętny do przyjaźni, gdybym to ja złamała Ci serce? Pomyślałeś kiedyś, że potrzebowałam czasu na oswojenie się z sytuacją, kiedy to z dnia na dzień zerwałeś ze mną bez żadnego konkretnego powodu? Najlepiej uznać, że Hudson jest pieprznięta i ma nie po kolei w głowie - uniosła się, nie kryjąc zdenerwowania. Nie wiedziała, jakim prawem w ogóle wypominał jej w tej chwili przy Leonardo, że ciężko jej było się pogodzić z zerwaniem dobrze zapowiadającego się związku. - Nigdy nie próbowałam nastawić Ruth przeciwko Tobie i nawet nie wiedziałam, że coś takiego miało miejsce. Jakbyś nie zauważył, raczej nie utrzymywałam z nią kontaktu - skomentowała wzmiankę o Wittenberg, krzyżując ręce na piersi. Istotnie nie miała z nią nic wspólnego, Krukonkę obserwowała jedynie z odległości, a ten jeden raz, kiedy udało im się porozmawiać w cztery oczy miał miejsce właśnie po tym incydencie z wężoustą Ślizgonka. Skąd Bridget miała wiedzieć, że Ruth się za nią wstawi, że jakkolwiek będzie zła na Ezrę? - Przyznaję, początek był trudny i było w nim dużo mojej winy, ale cholera, Ezra, rozmawialiśmy dokładnie... cztery miesiące temu? W bibliotece. Podaliśmy sobie ręce. I wiesz, kiedy rozmawialiśmy? Na lekcji jak nas przydzielono do pary i nawet wtedy nie byłeś skłonny do kontaktu. Od dawna nie proszę się o twoją uwagę, a i tak mnie zaatakowałeś. Dobra, mniejsza, widzę, że oboje mamy tego dość, więc może faktycznie będzie lepiej, jak o sobie zapomnimy i pójdziemy w swoje strony, bo ja nie mam zamiaru przeżywać po raz kolejny dramatów z Tobą w roli głównej. To nie teatr, Ezra - powiedziała na koniec, ocierając samotnie ściekającą po policzku łzę.
Zbyt dużo emocji znalazło ujście w tej samej chwili, obecnie czuła się wypruta i zupełnie zdewastowana. Nie wiedziała, co mogłaby jeszcze do tego dodać. Wybuchła, powiedziała nieco za dużo, ale nie żałowała. Nie zamierzała się wzbraniać przed gorzkimi słowami, których tak wiele usłyszała już pod swoim adresem. Zawsze czuła się przegrana w tych kłótniach, nigdy nie czuła, że powiedziała wystarczająco, że wyczerpała temat. Dopiero teraz, kiedy ujrzała na twarzy Ezry ten ból, który sama czuła w sercu tak długi czas, poczuła się w pewien sposób spełniona. Odegrała się, w końcu jej się udało dotrzeć do niego. Aż prosił, by przestała - oboje prosili. A Bridget o dziwo uśmiechnęła się. Delikatnie i nieznacznie, ale jednak.
- No, Leonardo, Ty chyba wiesz wszystko o błędach ludzkich, prawda? - odcięła się, nie mogąc już znieść tego pseudo obrońcy. Może i był wielką kupą mięcha, ale w głowie miał tyle co nic i doskonale było widać, że wstawia się za Ezrą ślepo i bez rozeznania w całej sytuacji. - Ciebie akurat nikt nie pytał o zdanie. Zaraz sam się zorientujesz, że jesteś pionkiem w grze Życie Ezry Clarke'a - dodała, chociaż tę kwestię mogła już sobie odpuścić. Odczuwała jednak niemą satysfakcję, gdy zasiewała ziarno strachu w jego głowie i sercu - doskonale to widziała, jego twarz już kilka razy zdradziła się z tymi myślami.
- Teraz wiesz jak to jest - rzekła głucho. - Nic od Ciebie nie chcę. Nawet znać Cię nie chcę - dodała. Przytaknęła, gdy powiedział, by dała mu spokój - już naprawdę nie miała zamiaru bawić się w te gierki. Mając na względzie własne zdrowie psychiczne wolała się od niego odsunąć. Gdy złość opadła, czuła wyłącznie smutek i to on sprawił, że prawie zaszlochała, odwracając głowę i kryjąc twarz w dłoni, próbując jednocześnie zetrzeć rękawem kilka kolejnych łez, które wydostały się na wolność.
W tej samej chwili rozległy się kroki kolejnej osoby, którą okazał się być Theo. Bridget spojrzała na niego czerwonymi oczami i nie wiedziała, czy zdobyła się na jakikolwiek uśmiech, a sądząc po komentarzu Ezry nie zdobyła się na niego. W tej chwili już nic nie było pewne. Chodziło mu o związek z Leonardo, czy może o jakieś fakty z przeszłości Theo, o których jeszcze nie słyszała?
- Ciekawe historie, może też chcesz posłuchać? A nie, zapomniałam, Ty pewnie wiesz już wszystko ze szczegółami, tacy z was przyjaciele - No nie mogła się powstrzymać od kąśliwego komentarza. Może coś wisiało w powietrzu? Dlaczego w Bridget wstąpił taki potwór nie wiedział nikt, nawet ona sama, bo ostatecznie wydawała się zaskoczona własnym komentarzem. Na sekundę zakryła usta dłonią, po czym spojrzała na Theo dziwnym wzrokiem, na poły przepraszającym, na poły zrezygnowanym, po czym pokręciła głową i powiedziała jedynie: - Chcę do Lotty.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 844
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1051
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Czw 7 Wrz - 1:21

Doskonale, oficjalnie wplątał się w dramaty przebijające jego własne. Leo miewał różne głupie dyskusje i kłótnie ze swoimi byłymi - nic dziwnego, biorąc pod uwagę jego karygodne zaufania. Ostatecznie z niektórymi udawało mu się pogodzić, z innymi urywał kontakt. Sytuacje typu afera z Courtney na basenie nie zdarzały się prawie nigdy, ponieważ Gryfon nie lubił psuć humoru ani sobie, ani żadnej biednej istotce. Jak widać, Ezra i Bridget mieli problem z przerwaniem i jak już się kłócili, to po całości. Ich monologi zaczynały się robić przyciężkie i chyba oboje robili się coraz bardziej zmęczeni. Leo dalej pozostawał w głównej mierze obserwatorem... no, może robił jeszcze za jakieś mentalne wsparcie dla Krukona? Chociaż nie, trochę w to wątpił. Pewnie przez niego wszyscy czuli się dodatkowo skrępowani. Ponadto stanowił świetną tarczę strzelniczą dla Bri. Łatwo było na chwilę przekierować złość na kogoś innego, prawda? Mało rozsądny Gryfon stanowił perfekcyjny cel!
- Oczywiście. To może posłuchaj bardziej doświadczonego, co? - Dorzucił, jakoś tak nie mogąc tego zostawić bez słowa. Chciała wchodzić w dyskusje? Doskonale. Vin-Eurico wiedział, że jest głupim naiwniakiem i nie patrzy na Ezrę obiektywnie. Dostrzegł to w gruncie rzeczy dopiero podczas pamiętnych afer z Fire, kiedy nie był w stanie Krukona po prostu usprawiedliwić. Mimo wszystko gotów był w zaistniałej sytuacji stać za nim murem. Miał się zamknąć, poważnie, nie chciał robić sobie w Hudsonównie wroga (trochę późno o tym chyba myślał)... O ile jej okrutny półuśmiech mógł jakoś zignorować, o tyle spojrzenie Clarke'a zupełnie wyprowadziło go z równowagi. Było w nim tyle bólu i niepokoju, że serce Leo chyba rozpadło się na parę części. Nie wpadł nawet na to, że chłopak mógł się obawiać, że Gryfon go zostawi - nie mógłby tego zrobić. Był na niego zły, słowa Ezry solidnie go dotknęły, ale i tak tutaj stał, prawda? To chyba o czymś świadczyło... - Całe szczęście, że umiem sam się odezwać, nie czekając na specjalne pozwolenie. Może nie dyktuj mi już co się stanie z moim życiem, a co nie? - Nie miała prawa tak sobie z nim pogrywać. Najwyraźniej nauczyła się czegoś od swojego byłego chłopaka - manipulanta!
Nie spodziewał się kolejnej osoby wpadającej w ten bałagan, ale Theo nie wyglądał na szczególnie groźnego. Leo uniósł z zaskoczeniem brew, słysząc jak Bridget odzywa się do swojego... no, do Evermore'a. Proszę, jaka święta! "Jak zrobić z siebie ofiarę" autorstwa Bridget Hudson, rozdział I - "Wystarczy kilka łez".
Zerknął na Ezrę, szukając jakby oficjalnego zapewnienia, że to koniec i mogą sobie stąd pójść. Na Merlina, nie tak miał wyglądać pierwszy wieczór nowego roku szkolnego.

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Czw 7 Wrz - 1:46

Theo nie musiał robić sobie spaceru do dormitorium Ravenclaw. Nie był prefektem i nie ciążył na nim obowiązek pilnowania młodych uczniaków. Poszedł tam tylko dlatego, że Bridget miała na chwilę zniknąć w części zamku przeznaczonej jedynie dla Puchonów, a on nie chciał siedzieć sam i bez sensu czekać. Postanowił zatem pomóc przyjacielowi. A gdyby tak William zatrzymał go w wieży trochę dłużej? Albo gdyby Evermore w ogóle został tutaj i zaczekał na Bridget? Może udałoby mu się zapobiec tej całej aferze, jaka została rozpętana w sali wejściowej...
Trochę go zatkało, kiedy usłyszał tak nieprzyjemne słowa wylatujące z ust dziewczyny. Zawsze wydawała mu się taka bezbronna i delikatna, a tu proszę jaka diablica. Niestety Theo na daną chwilę był koszmarnie zagubiony i nie miał pojęcia co się dokładnie dzieje, dlatego nawet porządnie nie zareagował. Zerkał to na jedno, to na drugie (gubiąc gdzieś po drodze Leo, bo stał tam chyba tylko dla ozdoby), aż w końcu sam został wepchnięty w centrum uwagi. Jego próba przytulenia została, krótko mówiąc, kompletnie zignorowana. Skoro Bridget nie chciała mówić konkretów, to byli tu również inni - Ezra w kilku słowach zobrazował sytuację. Teraz Włoch mógł sobie poukładać w głowie zdarzenia z uroczego wieczoru. Bridget się dowiedziała i najwyraźniej wyplątała się jakaś dyskusja. Pewnie miała żal, albo była w szoku... Tego chłopak dalej nie potrafił zrozumieć. Miał z tym problemy już od pierwszych plotek Obserwatora, także nawet nie zaprzątnął sobie głowy szczegółami. Mózg pracował mu na najwyższych obrotach, gdy chciał sobie wszystko przeanalizować. Leo bronił swojego chłopaka, Ezra pewnie powiedział coś niemiłego, Bridget histeryzowała i, ostatecznie, po prostu płakała.
Ale żeby wyżywać się na nim?
- Przepraszam? - Rzucił zaskakująco łagodnym tonem, nie chcąc irytować się na Puchonkę. Chyba niezbyt rozumiał, jaki cel miały jej złośliwości. W gruncie rzeczy wiedział, że jego pozytywne relacje z drugim Krukonem będą powodem jakichś nieporozumień. Domyślał się, że pannę Hudson może to nieźle denerwować... Lubił jednak myśleć, że jest wolnym człowiekiem i ma prawo podejmować własne decyzje. Nie skomentował już w żaden sposób tamtej wypowiedzi, na zmieszane spojrzenie dziewczyny odpowiadając miną wykazującą odrobinę nagany. - W takim razie po prostu chodźmy. - Tym razem sam zagarnął do siebie ciemnowłosą. Zanim zaczął prowadzić Bri do wyjścia, posłał Ezrze jeszcze jedno spojrzenie, ale tym razem o wiele spokojniejsze. Czuł przecież, że nikt tutaj jakoś szczególnie nie zawinił... Zresztą liczyło się to, że kłótnia została zakończona. Theo był całkiem pewny, że poradzi sobie z uspokojeniem Bridget, ale do tego muszą znaleźć trochę ciszy i spokoju, najlepiej w mieszkaniu w Hogsmeade.

/zt dla Theo i Bri
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 726
  Liczba postów : 774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Czw 7 Wrz - 22:03

Do zbyt wielu rzeczy Bridget podchodziła przesadnie emocjonalnie. Pod wpływem uczuć bardzo łatwo zmieniała perspektywę, jakby zapominając o swoich wcześniejszych decyzjach i dopasowując aktualną sytuację pod siebie, byle zawsze być "tą skrzywdzoną".
- Nie zerwałem z tobą brutalnie, nie wysłałem ci sowy, że cię nie chcę. Rozmawialiśmy i oboje stwierdziliśmy, że nie było innej opcji. Wsparłaś moje słowa, jak możesz więc mówić, że złamałem ci serce i jeszcze nie dałem potem czasu na oswojenie się z nową sytuacją? Nie rozmawialiśmy kilka miesięcy, Bridget. Taki pierwszy prawdziwy kontakt, sam na sam, mieliśmy... bo ja wiem, w lutym? - zirytował się, doskonale pamiętając to spotkanie pod tablicą ogłoszeń, kiedy tak przyjacielsko droczyli się w kwestii zdolności rysowniczych Bridget. Kompletnie nic nie zapowiadało wtedy, że wszystko w ich relacji tak źle się potoczy. A dlaczego wspominał o tym przy Leo? Dlatego, że Puchonka robiła to samo względem jego. Nie odciągnęła go, by porozmawiać w cztery oczy, a w dodatku sama kierowała do Gryfona niesprawiedliwe słowa. Czy naprawdę wymagała, żeby Ezra zachowywał w takiej sytuacji cholerną dyskrecję i tylko pozwalał się obrażać?
- Wiesz, dlaczego do tej pory o tym nie wiedziałaś? Bo ja nie robiłem ci wyrzutów o każdą jedną głupotę. Nieważne czy chciałaś, czy nie. Zrobiłaś to i nigdy nie usłyszałaś ani jednego złego słowa w tym temacie, a możesz sobie tylko wyobrazić jak trudne to dla mnie było.
Ezra wiedział, że Bridget raczej konkurowała z Ruth i przez długi czas nie mogła nawet na nią patrzeć, a potem co zrobiła? Pierwszą rzeczą było wypaplanie Wittenberg wszystkiego. Jakby po prostu panicznie potrzebowała zainteresowania i współczucia.
- A co, miałem za tobą latać jak głupi? Też mogłaś się odezwać i tego nie zrobiłaś. Kiedy masz jakieś osobiste problemy, utrzymywanie towarzyskich kontaktów to ostatnie o czym myślisz, no wybacz. - Ale podobnie, mimo że był w tamtym momencie mało rozmowny, nie zachowywał się ani odpychająco, ani nieprzyjemnie. Chyba po tak długim związku, Bridget posiadała umiejętność odczytywania przynajmniej powierzchownie jego emocji, a wtedy ewidentnie widać było po nim, że to nie o nią chodzi.
Ezra miał wrażenie, że już zaczyna się powtarzać. Wbrew pozorom on na prawdę nie lubił się kłócić, a oglądanie raz za razem tak zapłakanej i załamanej Bridget po prostu było ponad jego wytrzymałość. A ona masochistycznie zawsze wracała po kolejną dawkę, choć wydawało się, że już wszystko zostało powiedziane. Ezra dopiero teraz jednak zrozumiał, że Puchonka potrzebowała dopełnić jednego celu - skrzywdzić go równie mocno. Bridget nazwała go złym człowiekiem? Najwyraźniej wcale nie różnili się tak bardzo.
- Nie odzywaj się do niego w ten sposób. Jesteś na mnie zła? Świetnie. Ale nie wyżywaj się na bogu ducha winnych ludziach. Poczujesz się lepiej, kiedy ściągniesz kogoś innego do ziemi? Satysfakcjonuje cię to? - Pierwszy raz podczas całej rozmowy jego głos przybrał trochę bardziej agresywny ton. Nie miała prawa się w ten sposób wypowiadać i doskonale o tym wiedziała. Miał nadzieję, że jeszcze dopadną ją za to wyrzuty sumienia.
Obawiał się, że Theo będzie na niego zły, że będzie go obwiniał o całą tę sytuację... W końcu zależało mu na pozytywnych relacjach z drugim Krukonem, który zwyczajnie był niesamowitą osobą. Kamień spadł mu z serca, gdy chłopak na niego spojrzał, a jego wzrok pozbawiony był złości. Ezra wypuścił z płuc całe powietrze, przez chwilę stojąc jeszcze w bezruchu, dopóki Theo i Bridget nie zniknęli. Dopiero potem niepewnie spojrzał na Leo.
- Jeśli chcesz coś dodać to proszę, zrób to teraz. Miejmy to za sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 844
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1051
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   Czw 7 Wrz - 22:57

O ile początkowo Leo czuł się zupełnie nie na miejscu, teraz przestało mu to przeszkadzać. Faktycznie dziwnie było słuchać tak o czyichś prywatnych sprawach. Bridget była przeszłością Ezry, a Leo teraźniejszością - i, Merlinie dopomóż, przyszłością. Gryfon zawsze podziwiał swojego chłopaka, który nie chciał poznawać zbędnych szczegółów. Nigdy nie prosił o dokładniejsze wyjaśnienie sytuacji z Courtney, nie dopytywał "czemu", nie chciał nawet usłyszeć od Fire o głupich pijackich wybrykach. Zupełnie odcinał minione tematy i chciał skoncentrować się na tym, co dla niego istotne - czyli na tym, co go dotyczyło. Leo niestety bywał zbyt ciekawski i zastanawiał się, czy Clarke po prostu tego nie ukrywa. Może w środku umierał ze zniecierpliwienia, czekając aż wytłumaczenia same się pojawią? W każdym razie, Vin-Eurico normalnie pewnie by nie pytał o zajścia z Bri, ale skoro już był świadkiem takiej kłótni... Zresztą, dziewczyna pierwsza go do tego wciągnęła. Świetnie mu szło milczenie do momentu, gdy zaczęła mu wróżyć przyszłość.
Nie znał za bardzo tego Krukona, ale najwyraźniej był bohaterem dnia. Szkoda, że nie pojawił się trochę wcześniej, bo chyba kojąco wpływał na Hudson. Najpierw na niego naskoczyła, potem zalana łzami oświadczyła, że chce sobie iść. Leonardo pozostało nic innego jak tylko cieszyć się, że Theo uznał jej życzenie za warte spełnienia. Zaplótł ręce na klatce piersiowej, odprowadzając ich spojrzeniem. Drgnął dopiero na słowa swojego chłopaka, czując jak uchodzą z niego negatywne emocje. Niestety to niepewne spojrzenie Clarke'a nie należało do szczególnie pomocnych.
- Tak szczerze, to nie mam ochoty rozmawiać. - Potrzebował chwili, żeby podjąć taką decyzję. Trochę za bardzo było mu szkoda Ezry, którego właśnie obrzuciła oskarżeniami Bridget. Nie miał serca urządzać mu teraz kolejnej sceny... Zresztą, sam był zmęczony i nie miał ochoty na przepychanki słowne. Jakiś cichy głosik mu podpowiadał, że to i tak niewiele by dało. - Idziemy? - Nie czekając na odpowiedź ruszył do wyjścia. Nie miał pojęcia, że w gruncie rzeczy idą w tym samym kierunku co Bridget i Theo, a ostatecznie wylądują ściana w ścianę. Na szczęście zniknęli już z pola widzenia i Aleja Amortencji zdawała się być idealną oazą.

/zt x2

______________________

Leonardo O. Vin-Eurico
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sala Wejściowa   

Powrót do góry Go down
 

Sala Wejściowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 31 z 31Idź do strony : Previous  1 ... 17 ... 29, 30, 31

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Brama wejściowa
» Brama wejściowa [Podwórze]
» Brama wejściowa
» Sala lustrzana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Parter
-