IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Nad Jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 15 ... 26  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 355




Gracz






PisanieTemat: Nad Jeziorem   Nie Gru 05 2010, 16:27

First topic message reminder :


Nad Jeziorem


W samym centrum błoni rozciąga się ogromne jezioro. Uczniowie często tu przychodzą, szczególnie w gorętsze dni, gdy chłodna woda jest wprost idealnym sposobem by choć odrobinę się ochłodzić. Jest to również idealne miejsce, by przy cichym plusku małych fal obijających się o brzeg, odrobić lekcje, bądź poczytać książkę. Czasem można zaobserwować tu ogromną kałamarnicę, leniwie przebierającą swoimi mackami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Norwegia/Londyn
Galeony : -30
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 759




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Nie Sty 02 2011, 15:07

Miała rację, chłopak był interesujący. Z każdym kolejnym krokiem obserwowała zmiany zachodzące w jego pastwie. Z kamiennej rzeźby zmieniał się w istotę z krwi i kości, czarne włosy lśniły niepokojącym blaskiem a zielone oczy dodatkowo potęgowały wrażenie czegoś niebezpiecznego. Właśnie ta lekko wyczuwalna aura mogła zaniepokoić Jane, teraz idącą na równi z nią. W młodszej krukonce dało się wyczuć jednak pewnego rodzaju skrępowanie .Czyżby się go naprawdę bała? Był wyższy od niej, niewiele to prawda ale dawało jej to możliwość patrzeniami prosto w oczy. Pod warstwą czarnego ubrania skrywało się pewnie smukłe, wysportowane ciało, zawsze gotowe do skoku. Nie! Jakie jej też myśli chodzą po głowie, przez chwile oczyma wyobraźnie widziała czarnego wilka z płonącymi w świetle księżyca ślepiami. Był niebezpieczny, był bardzo niebezpieczny… ale właśnie to ją do niego przyciągało. Był inny ,tajemniczy i nieodgadnięty. Te spojrzenie, pełne głębokiej fascynacji i czegoś jeszcze… Takie intensywne wciągające ją coraz głębiej w świat tajemnic. Ten chłodny ale równocześnie pełen jakieś delikatności głos… o matko, chyba przepadłam. Ale zaraz , zaraz co on właściwie mówi? Oderwała oczy do nieznajomego i spojrzała na swoją towarzyszkę. Było zimno , to prawda, ale taki delikatny rumieniec podszyty dziwną bladością nie może być wynikiem mrozu. Instynktownie wyczuła, że ta dwójka już się kiedyś spotkała. Tylko, że Jane to spotkanie mogło nie do końca przypaść do gustu. Nie zastanawiając się ani chwil chwyciła dziewczynę za rękę by dodać jej otuchy i uśmiechnęła się uspokajająco. Widząc, że powoli opada z niej napięcie spojrzała prosto w oczy ślizgonowi. Mogła to uczynić bez skrępowania, ale ręki być może świeżo zdobytej przyjaciółki nie puściła . Nie tym razem. Teraz postara się by budowane na tak kruchym gruncie relacje między ludźmi jakim jest przypadkowe spotkanie nie rozsypały się w pył. Zbyt wiele osób w ten sposób już straciła.

- Jesteś tutaj nowy, prawda? Och, ale wybacz mi mój nietakt nazywam się Sigrid Weisen, naprawdę miło mi Pana poznać , mam nadzieję, że moje pytanie na samym początku nie uraziło Pana zbytnio. Nie taki w każdym razie był mój zamiar i dziękuję za komplement. Kocham skrzypce i nigdy nie umiem się długo powstrzymywać aby coś zagrać.
Uśmiechnęła się promiennie, ale po chwili w oczach pojawiły się lodowate iskierki . Zawsze mówiła to, co myśli. Teraz po tak miłym zachowaniu z jego strony stosunku do niej przychodzi czas na krótkie odbicie piłeczki za uwagę w stosunku do Jane.
- Widzę również ,że miał Pan okazję poznać moją przyjaciółkę. Ufam ,że było to spotkanie równie przyjemne jak nasze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Galeony : 516
  Liczba postów : 552




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Nie Sty 02 2011, 18:33

Dziewczyna nie dała po sobie poznać, jak bardzo jest zszokowana. Owszem, teraz przypomniała sobie tego chłopaka. To dlatego miała co do niego złe przeczucia....to ten uczeń który uważał, że Jane się go boi. Nagle ogranęła ją dziwna ochota by go wyśmiać. Powstrzymała się jednak z trudem, bo nie chciała by Sigrid pomyślała, że jest wariatką. Zwłaszcza, że przed chwilą dziewczyna chwyciła ją za ręke, by najwyraźniej dodać jej otuchy. Zamiast tego uśmiechnęła się słodko do chłopaka.
- Owszem -odparła, nie zwracając uwagi na kpinę w jego głosie i uśmiechu- Ale się nie przedstawiłam. Przynajmniej nie oficjalnie -dodała, przcież w czasie rozmowy już kilka razy padło jej imię- Nazywam się Jane Stivenson.
Zaraz pożałowała, że jednak przedstawiła się "oficjalnie". Boże...przecież on był ze Slytherinu ! A co jeśli słyszał o jej rodzinie ? Jeśli domyśli się, że to ona została tą czarodziejką, która zdradziła swój ród, nie dostając się do Slytherinu ? Jeśli wie o jej problemach ?
Wzdrygnęła się w duchu, ale nadal przesłodko się uśmiechała. Odgarnęła rude włosy i spojrzała mu w oczy. Nie chciała dawać chłopakowi satyafakcji, którą najwyraźniej dała mu w podziemiach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Norwegia/Londyn
Galeony : -30
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 759




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pon Sty 03 2011, 15:59

Ciekawiej, coraz ciekawiej… Nie przeczę Jane mnie zaskoczyła, ale to dobrze. Lubię gdy się mnie zaskakuje. Chłopak wyglądał na lekko zbitego z tropu, naprawdę dobrze udaje. Odebrał doskonałe przeszkolenie w etykiecie, rzadko mam okazję spotkać kogoś takiego. Popatrzyłam się w niebo, według słońca już od piętnastu minut powinnam być w jednym z tajnych przejść do Hogsmeade . Jeśli mam kupić sowę przed zamknięciem menażerii powinnam się naprawdę pośpieszyć. Bez zastanowienia puściłam rękę Jane i pochyliwszy się cmoknęłam ją w policzek .
-Wybacz, muszę coś załatwić. Mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj porozmawiamy. Jak nie to życzę udanego wieczoru.
Popatrzyłam się na chłopaka, w jego oczach znowu zalśniło coś na kształt ciekawości… A zresztą, niech trochę pomyśli i bez zażenowania dotknęłam swoimi ustami i jego policzka.
- Naprawdę miło było poznać. Mam nadzieję, że następnym razem poznam twoje imię.
Teatralny szept do ucha...Wystarczy. Uśmiechnęłam się promiennie i nie zwracając zbytnio uwagi na dwie lekko oszołomione postacie odwróciłam się, zacisnęłam rękę mocniej na pokrowcu i pobiegłam do zamku. Jestem niespokojnym duchem, zawsze robię to, na co mam aktualnie ochotę . Takie zachowanie wpisane jest w obraz moich przodków, a przez nich i we mnie. Mój spokój to tylko powłoka, we mnie drzemie ogień. I tylko czarny pałasz łopotał na wietrze…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 569




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Wto Sty 04 2011, 12:00

No proszę.. zbiła go z tropu niemal całkowicie. Sam nie pamiętał kiedy ostatnio mu się to zdarzyło lecz było to z pewnością dziwne uczucie. Poczuł jak w gardle coś narasta w krótki warkot będący wyrazem jego frustracji lecz stłumił go szybko... tak dziewczyna fascynowała go coraz bardziej.
-Panno Jane wybaczy panienka lecz również mam kilka zajęć, ... do rychłego zobaczenia, oby w równie miłych okolicznościach. Przez ułamek sekundy patrzał na nią jak na małe dość słodkie egzotyczne małe zwierzątko lecz spojrzenie było tak krótkie iż niemal nie do zauważenia dla zwykłego człowieka. Z lekkim ukłonem oddalił się w stronę zamku obiecując sobie dowiedzieć się gdzie mieszkają e tym zamku krukoni...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 21
Skąd : Londyn.
Galeony : 516
  Liczba postów : 552




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Wto Sty 04 2011, 15:49

Jane odprowadziła dziewczyne wzrokiem i uśmiechnęła się do chłopaka. Nadal nie znała jego imienia, ale jakoś będzie musiała to przeżyć.
- Mam nadzieje, że się jeszcze kiedyś spotkamy-odparła spokojnie, nadal się uśmiechając odwróciła się i ruszyła z stronę zamku, zaklinając los by już nigdy więcej nie spotkać tego chłopaka. Miał w sobie coś takiego.... dziwnego. Jakby był kimś zupełnie innym.
Dziwny -powtórzyła w myslach, wchodząc do zamiku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Wiek : 26
Skąd : ślask
Galeony : -36
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Wto Sty 04 2011, 23:54

idąc z zamku w stronę jeziora minął Nataniela mrugając do niego szybko 2 razy prawą powieką, po czym spokojnym krokiem szedł dalej, gdy w zasięgu wzroku pojawiła się
płomienno-ruda dziewczyna, na chwile zamarł po czym się uśmiechnął i skierował w jej kierunku. podchodząc rozejrzał się dyskretnie dookoła i z kocią zręcznością pokłonił się.
-Pani ostatnio gdy próbowałem coś nam przerwało - uśmiechnął się zuchwało
bacznie przyglądając się jej włosom wyciągnął dłoń przed siebie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Galeony : -34
  Liczba postów : 249




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pią Sty 07 2011, 18:35

Z ogromnym zdziwieniem obserwowała Manuela, który zapewne sprawdzał swą kondycję fizyczną. Nie posądzała przyjaciela o takie myśli. Toż to oczywiste, że należy do pięknych i młodych! Zwłaszcza jego czarne loki - były urocze.
- Tak, coraz lepiej nam wychodzi wymawianie zdań - uśmiechnęła się. No, chciała ironicznie, ale wyszło jak wyszło - radośnie.
Dobrze, że panna Brodeur nic nie wiedziała o chęci romansowania. Przecież są tylko przyjaciółmi, nic poza tym, prawda ? Choć Marlene bardzo łatwo oddawała swoje serce, to nigdy, przenigdy nie myślała o flircie z Manuelem. Jakby to wyglądało ? No i w dodatku nie miała zamiaru niszczyć kariery przez głupi artykuł w gazecie.
- Och - jęknęła. Nie lubiła się żalić, ale panicz Rosado zawsze potrafił ją uspokoić. - Wyobraź sobie, że zostałam tutaj sama! Walker poszła i zostawiła mnie - poskarżyła. Chciała się wtulić w jego ramiona i poczuć bezpiecznie, ale... Zrezygnowała dla własnego dobra. W końcu ma misję i nie może się rozkleić. Trzeba nauczyć Manuelka normalnego życia. Bez narkotyków, papierosów i alkoholu. Używki są do dupy, o!
Jak ma mu to wmówić ? Może baty ? Dawniej zawsze pomagały. Jeden problem: bicie frienda nie należy do zabawnych czynności. Nawet jeśli chodzi o jego zdrowie. Ewentualnie wtedy, gdy zacznie się do ciebie dobierać, albo spróbuje wmówić, że to on ma rację. Tylko i wyłącznie w takiej sytuacji użyje przemocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 26
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pią Sty 07 2011, 19:42

No tak, jasne, jasne, on w ogóle był cały fantastyczny - niestety nie damy się nabrać na taką wazelinę, o nie! Wszyscy doskonale pamiętamy, jak jeszcze przed chwilą na niego narzekała, nazywając dziwnym Meksykaninem i martwiąc się o swoją reputację, która według niej pogorszyłaby się po wyjściu na jaw faktu, jak bardzo za nim szaleje, o. Tak więc potrzeba dużo więcej niż jakaś tam wzmianka o jego uroku, by przekonać autentycznie zbulwersowaną autorkę owego posta, iż wszystko jest w porządku!
Oj, zatem gdyby jego nikczemne pragnienie wyszło na jaw, nie spotkałoby się z aprobatą Marlenki? Jaka szkoda, doprawdy, jestem pewna, że gdyby nie była tak na nie, z pewnością by nie pożałowała! Ale w porządku, w porządku. To tylko jedna mała, chwilowa myśl, nic wielkiego, niedługo w ogóle zapomni, że dopuszczał do siebie taką możliwość. Poza tym, po jakiejkolwiek sytuacji chociaż zahaczającej o romansowanie ich przyjaźń pewnie ległaby w gruzach, a tego żadne z nich nie chciało. Bo chociaż panna Brodeur w kółko mu smęciła o tym, że ma rzucić wszystkie swoje nałogi, przestać cieszyć się z życia i ulepszać je wszelkimi możliwymi używkami, bla bla bla, to i tak był do niej okropnie przywiązany i nie zniósłby, gdyby któregoś dnia zabrakło tego moralizowania.
- Walker? – powtórzył, bo nie skojarzył, o kogo chodzi; zresztą, ogólnie miał problem z pamiętaniem imion i nazwisk, lepiej szło mu kojarzenie twarzy – Walker… Aara, Walker! Nie przejmuj się tą… cudowną osobą, i doceń fakt, że zamiast niej masz mnie.
O, jak już sobie przypomniał, to aż nazbyt dobrze kojarzył wspomnianą osobę i jakże urocze relacje, jakie ich łączyły. Brr, bynajmniej nie darzyli się zbyt ciepłymi uczuciami, szczególnie, że ona uciekała na jego widok! Ale czy to jego wina, że wspomniana wyżej panna Walker jest zimna jak paczka mrożonego groszku? Nie. No właśnie, niech spada. O. I w dodatku była tak nikczemna, że opuściła jego cudowną Marlenkę; bulwersujące.
Doprawdy, szkoda, że jednak nie zdecydowała się na zażycie nieco poczucia bezpieczeństwa, bo zapewne gdyby się w niego wtuliła, obojgu zrobiłoby się dużo cieplej i w ogóle przyjemniej; poza tym, było już ciemno i żaden dziennikarz nie byłby w stanie ich dojrzeć. Ale konspiracja! No, ale nie będziemy jej na siłę zmuszać.
Gdy zapadła cisza, Manuel napotkał spojrzenie dziewczyny i zauważył w nim bardzo dobrze mu znaną determinację, upór i coś jeszcze, co mówiło mu, że powinien teraz się wycofać i odejść – tak by zapewne zrobił, gdyby nie fakt, że tak dawno się nie widzieli i mimo wszystko musiał nadrobić choć jedną, moralizatorską rozmową tenże okres czasu.
- Dobra – westchnął, po czym machnął ręką w zapraszającym geście – Zacznij ględzić.
Wiedział, że zrobi to tak czy siak, a im prędzej zacznie, tym szybciej skończy i będą mogli pogadać o czymś przyjemniejszym, a nie o tym, jak beznadziejnie przedstawia się przyszłość Manuela, jak bardzo niszczy sobie życie i truje swój i tak już kompletnie zrujnowany organizm, jednocześnie czyniąc spustoszenie w mózgu. Ach. Nędzny jego los!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Galeony : -34
  Liczba postów : 249




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Sob Sty 08 2011, 21:49

Owszem, był dziwnym Meksykaninem, ale w oczach fotoreportera! Więc nie zarzucajmy Marlene, że nie kocha (na swój sposób) Manuela i uważa go za nieładną istotkę. Wielka obraza, o. I Brodeur tak prędko nie wybaczy, ha! Słodka zemsta musi być.
Owszem, szkoda. Jednak po co psuć przyjaźń ? I tak zawaliła połowę fantastycznych więzi, jakie łączyły ją z niektórymi. Wszystko przez karierę, którą uważa za najważniejszą. Przez nią nawet zapomniała o swej detektywistycznej naturze i na chwilę przymknęła oko na czające się wkoło zagadki. Właśnie, może Manuelek będzie chciał ich poszukać ? Przecież wszyscy tak narzekają na nudę, zamiast ruszyć tłusty zadek i poszukać przygody! Ona czai się tuż za rogiem. Aby ją złapać wystarczy mieć talent - taki jak Marlene.
Ach, więc i on ma na pieńku z Ashlee! Ta istota, jak wyjawiła Lene, kocha się bawić facetami. I co ? Teraz się zmienia. Mięknie. Ale nie ukazuje swej słabości w przeciwieństwie do niej. Tak, jesteś słaba. Nie dajesz sobie rady z własnym życiem. Niszczysz je na własne życzenie, idiotko. Te pesymistyczne myśli pojawiły się w jej głowie nie wiadomo skąd. I wstrząsnęły nią. Bo niby jak się wyniszcza ? Wariujesz, Brodeur. Tyle.
- Tak, doceniam to - uśmiechnęła się. Po chwili jednak zmienił się on w grymas. No heloł, jak Manuel może mówić coś o ględzeniu ?! Przecież ona stara się mu pomóc. P O M Ó C! To chyba jest coś, prawda ?
- MANUEL! - popatrzyła na niego z niemałym wyrzutem. - Czy ty naprawdę jesteś aż tak ślepy ? Nie widzisz, że się marnujesz ? TO NIE JEST GLĘDZENIE! - krzyknęła i tupnęła nogą, aby było bardziej widowiskowo. Teraz było jej obojętne czy ktoś nie czai się za liśćmi, ważniejsze było uratowanie Manuelka. Jej przyjaciela.
- Jesteś idiotą - dodała po chwili. Odwróciła się plecami do niego, aby ukryć swą porażkę. Kolejną. Jednak uparcie próbowała, bo może kiedyś się uda ? Rzuci wszystkie nałogi dla niej ? Dla swojej przyjaciółki, moralizatorki, pięknej istoty ? Byłoby to bardzo piękne i niegłupie, przede wszystkim.
Nadzieja matką głupich. Ale warto ją mieć. Pozwala nam przetrzymać najgorsze dni lub małe porażki, tak jak teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 26
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Sob Sty 08 2011, 22:34

No dobrze, już dobrze. Wybaczamy, ponieważ wszyscy dobrze wiedzą o tym, jak bardzo serduszko panny Brodeur kocha Rosadowskiego, możemy zatem uznać nasz jakże widowiskowy foch z przytupem i półobrotem za oficjalnie zakończony i zająć się dalszą częścią tego jakże fascynującego spotkania nad jeziorem. Ach!
Detektywistyczna natura, szukanie zagadek, Manuel… huehehehe, nie, wybaczcie, ale to wszystko jakoś nie trzyma się kupy, bardzo mi przykro. Jednak mimo wszystko, szukanie jakiejkolwiek detektywistycznej przygody w towarzystwie najbardziej roztargnionego człowieka na świecie jest z góry skazane na niepowodzenie, niestety. Z nim jednak można szukać innych rozrywek, takich jak na przykład upicie się w pubie i zdemolowanie czegoś – bardzo zacnie, nieprawdaż? No, ale jeśli o niego chodzi, jest w stanie się poświęcić i zająć nieco inną formą przygód, tak, wszystko mu było jedno, byle tylko mógł pobyć w zacniutkim towarzystwie Marlenosławy.
Myślę, że ten oto dziwny Meksykanin miał na pieńku z wyżej wspomnianą panną W. w nieco inny sposób niż Marlenka, zatem zapewne gdyby chcieli ją teraz wspólnie poobgadywać, nie mogliby zestawić swoich doświadczeń z nią w jedną całość. Hum. No chyba, że jego przyjaciółka również próbowała zaciągnąć Ashlee do łóżka, co skończyło się klęską i, hm wywołało wzajemną niechęć i oziębiło kontakty. W sumie, nigdy nie wiadomo.
Nie wydawał się szczególnie poruszony, kiedy podniosła głos, w dodatku wykrzykując jego imię, choć musiał przyznać, że widowiskowe tupnięcie nogą znacznie spotęgowało dramatyczny efekt. Milczał, czekając, aż skończy się bulwersować (robiła to zawsze, przy każdej okazji, więc wiedział, czego się spodziewać). O dziwo, jej wykładzik nawet nie przypominał znanych mu monologów i był zaskakująco mało obfity. A może dopiero się rozkręcała? Tak, to na pewno to. Początek. Westchnął, zrezygnowany i podjął swoje zwyczajne próby dyskutowania tudzież tłumaczenia jej błędu, który popełnia, wmawiając mu, że się marnuje i w ogóle, czeka go straszna śmierć już niedługo.
- Kochanie, problem w tej konwersacji polega na tym, że wciąż nie dostrzegasz pewnego szczegółu, jakim jest to, że niczego nie marnuję, czuję się świetnie, a moja przyszłość kreśli przede mną bardzo zacne perspektywy.
Gdy się odwróciła, Rosadowski z całym entuzjazmem przytulił się do jej pleców, co było z początku dość trudne, jednak po chwili stwierdził, że całkiem komfortowe i nawet było mu cieplej. Ha!
- Wiem, wiem, ale jest mi naprawdę dobrze z tym idiotyzmem – odparł z nadzieją, że chociaż raz jego argumenty poskutkują i przekona dziewczynę, ze nie jest z nim aż tak źle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Wiek : 26
Skąd : ślask
Galeony : -36
  Liczba postów : 97




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Wto Sty 11 2011, 10:07

-Finito - czar który okrył Szymona niewidzialnością został przerwany, rozejrzał się dookoła, tworząc sobie ochronę -Salvio Hexia - Szymon powoli zaczął się rozglądać za Natanielem, ciągle zachodząc w głowę o co mu chodzi i czego ten pajac chce. Cóż trudno ale tym razem będę ostrożny.-Homenum Revelio - jeżeli się ukrył to go znajdzie... a teraz spokojnie będę czekał, wszystko dlatego ze Szymon wyczuł obecność ludzi w okolicach jeziora, a raczej w miejscu gdzie już jest woda,
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -21
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 211




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Nie Sty 16 2011, 11:02

Przeklęte sowy robiły Amayi na złość. Jak nie wysyłały listów za późno, to w ogóle tego nie robiły. Tak czy owak, dziewczyna wybrała się nad jezioro, gdzie miał już na nią czekać Wilkie, a przynajmniej tak sobie ubzdurała zaraz po odebraniu poczty. Niestety na miejscu nie dostrzegła Wilka, toteż postanowiła poczekać na niego jeszcze chwilę, siadając sobie wygodnie pod drzewem i patrząc na jezioro z wielkim zaintrygowaniem. Tak, tak, to zawsze było jej ulubione miejsce na błoniach. Gdzieś niedaleko chodziły grona studentów i pozostałych uczniów, więc Am uśmiechała się do każdej znanej osoby, jakby znalazła sobie ciekawe zajęcie na zabicie czasu do przybycia Twycrossa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Galeony : 164
  Liczba postów : 182




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pią Sty 21 2011, 22:13

Nie pytajcie nawet co Dimitri robił tu w środku nocy, bo prawdopodobnie zapytany o powód dla którego właśnie kroczył ku błonią, odparłby, że nie ma pojęcia. Po prostu nie mógł spać i tu powód był już znany każdemu kto miał okazję być wtajemniczony w ostatnie tygodnie jego życia. Wszystkie sprawy związane z utratą pamięci Tamary czy choćby jej zdradą przytłoczyły go na tyle, że kładąc się wieczorem do łóżka miał świadomość, że nie zmruży oka przez całą noc. Leżał przed kilka godzin próbując odbiegać myślami jak najdalej od problemów dręczących go w ów chwili, lecz one jak na złość wiernie przy nim pozostawały. Wiedząc, że bezczynność tylko podsyca je do niszczących działań w jego głowie podniósł się z łóżka i wkładając na siebie pierwsze lepsze rzeczy chroniące przed chłodem opuścił sypialnie, a następnie zamek. Zimne powietrze było przyjemnie orzeźwiające, a wiatr kojący dlatego też nie zrezygnował z nocnego spaceru, a wręcz przeciwnie brnął dalej w głąb błoni. Dotarł aż nad jezioro przy którym postanowił się zatrzymać. Zachęcony został taflą pokrytą lodem która uroczo mieniła się w świetle księżyca, a nad brzegiem której przysiadł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Petersburg
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 556
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1486-tamara-markowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1496p45-tamara-markowa#212459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2938-tamara-markowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7613-tamara-markowa#212364




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Sob Sty 22 2011, 21:42

W tę rozgwieżdżoną noc nad jeziorem pojawiła się postać, która wyglądała, jakby była ze snu. Te porównanie było w jej przypadku adekwatne do rzeczywistości, bowiem panna Markowa, bo to właśnie ona znalazła się w tym miejscu, znajdowała się w stanie snu, choć może na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Sama jej postać wyglądała dziwacznie - nie miała na sobie zadnego zwierzchniego ubrania, żadnej kurtki, czy płaszcza ani też czegokolwiek, co mogłoby ją ochronić przed zimnem. Była ubrana tak, by chodzić po wnętrzach zamku, w których panowała temperatura pokojowa, ale nie, by chodzić po błoniach w mroźną noc. Można by sie zastanawiać, czy była szalona? Nie. Jak już było wspomniane wcześniej, śniła. Nie była świadoma tego co robi, choć wyglądało, jakby doskonale wiedziała, gdzie idzie. Tak, Tamara była lunatyczką. Więc, jeśli śniła, to dlaczego była w ubraniach? Otóż, czytała do późna książkę i zasnęła w fotelu, a potem zaczęła śnić. Ten sen był tak głęboki, że zaczęła sama wykonywać to, co działo się we śnie. Oczy miała otwarte, ale one nie widziały jeziora skutego lodem, a jezioro podczas lata. Zieloną trawę zamiast śniegu. I nie czuła panujacego na zewnątrz zimna
Tamara przyszła nad jezioro, które pięknie mieniło się w świetle zachodzącego słońca. Było już tak ciepło za dnia, że nawet późnym wieczorem woda była ciepła, idealna do kąpieli. Ta chwilę zastanawiałą się, czy wejść do wody.
Tamara dosyć zręcznie omijała wszelkie przeszkody, choć ich nie widziała. Nie widziała Dimitrija, który siedział nad brzegiem.
Po chwili zastanowienia postanowiła wejść do wody, zdejmując tylko buty, ale nie ubranie. W sumie, chciała się tylko chwilę zamoczyć, więc ubrania nie przeszkadzałyby jej, tak uznała. Więc zdjęła buty, po czym zaczęła wchodzić do wody.
Tamara zrobiła ruch, jakby zdejmowała swoje klapki, po czym zaczęła wchodzić na zamarxnietą taflę lodu.
Wchodziła do wody coraz dalej, rozkoszując się ciepłem wody i atmosferą chwili. Żałowała tylko, że jej chłopaka nie było przy niej. Wchodziła tak coraz dalej, aż musiała zacząć pływać, bo nie czuła już dna. I, w pewnym momencie, gdy wypłynęła już dosyć daleko, złapał ją tak wielki skurcz, że nie mogła się ruszyć, nie potrafiła wypłynąć i stanąć nogą na gruncie. Próbowała, ale nagle ogarnął ją strach i traciłą powietrze. Aż w końcu straciła przytomność i zaczęła opadać na dno.
Szła coraz dalej po tafli, wykonując ruchy, jakby pływała i nagle tafla pod nią pękła i dziewczyna wpadła do wody. Zaczęła się topić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Wiek : 25
Galeony : 164
  Liczba postów : 182




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Nie Sty 23 2011, 12:08

Właściwie na ziemi przebywał już dość długo by dokuczyło mu zimno ziemi, która wraz z wiatrem i ujemną temperaturą skutecznie uprzykrzały mu wizytę nad jeziorem. Były i plusy owej sytuacji. Zziębnięte dłonie i prawdopodobnie odmrożone stopy, a na pewno prawy pośladek skutecznie odwracały jego uwagę od wszelakich niepożądanych rzeczy. Planował nawet wstać z zimnego podłoża, lecz nawet nie miał na to ochoty. Wolał marznąć na zewnątrz i narzekać na pogodę niż siedzieć w ciepłym zamku i przeklinać niefart w życiu. Żałował tylko, że nie miał przy sobie czegoś mocniejszego na rozgrzanie, bo pewien był, że jeden łyk jakiegokolwiek alkoholu i chłód przestałby go interesować. Tak też postanowił zrobić. Wstać, odwiedzić zamek tylko po to by trafić do swojej sypialni, zabrać jakiś procentowy napój i wrócić. Już nawet wstał by jak najprędzej tam trafić, ale jak to zwykle bywa coś mu przeszkodziło.
Dokładniej była to postać kobiety, pomimo zimna odziana tylko w rzeczy, które z pewnością nie nadawały się na tą porę roku. Trochę czasu zajęło mu zanim zrozumiał, że ku wodzie skutej lodem kroczy nikt inny jak Tamara. W pierwszej chwili miał coś do niej krzyknąć, ale ona minęła go jakby nie zauważyła jego obecności. Nawet przez myśl mu przeszło, że to jakiś głupi żart, ale widząc jak ściąga buty na myśl przyszło mu tylko, że prawdopodobnie śni na jawie. No i całe to pływanie byłoby nawet zabawne gdyby nagle lód się pod nią nie załamał. Stał osłupiały obserwując całe to zjawisko no, ale wreszcie uświadomił sobie, że jak jej nie pomorze to się dziewczyna utopi. Rzucił się biegiem ku jej postaci zrzucając po drodze buty ze stóp. Był o wiele mniej delikatny wchodząc na taflę dlatego też lód załamał się po kilku sekundach, ale to ułatwiło zadanie bo mógł swobodnie płynąć ku Tamarze nie czując nawet zimna, choć to prawdopodobnie zasługa adrenaliny. Zanurkował i mało delikatnie wyszarpnął dziewczynę spod wody z ramię by po chwili holować ją do brzegu.
- Tamara, Tamara ? - Potrząsał nią gdy już znaleźli się na brzegu. Nie pozostawało nic innego jak zanieść ją do skrzydła szpitalnego, ale najpierw, z racji iż był w miarę ogarnięty, o dziwo, rozpoczął całą tą akcję pobudzania jej i sprawdzania czy oddycha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Petersburg
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 556
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1486-tamara-markowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1496p45-tamara-markowa#212459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2938-tamara-markowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7613-tamara-markowa#212364




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Nie Sty 23 2011, 21:14

Nie, jej zachowanie nie było głupim żartem, robionym po to by kogoś nabrać, nie. Ta dziewczyna po prostu robiła w świecie rzeczywistym to, co robiła we śnie. Tak, cierpiała na somnabulizm, zwany potocznie lunatykowaniem. I moze byłoby to zabawne, gdyby nie to, że w tym momencie to spowodowało, iż jej zdrowie, a przede wszystkim życie było zagrożone. Przecież ona mogła tu utonąć i, gdyby akurat nie było w tym miejscu Dimitria, to nikt by jej nie uratował. Umarłaby w wodnej toni, a jej ciało zostałoby pod wodą na zawsze albo ewentualnie wypłynęłoby, gdyby lód roztopił się. Choć raczej ta pierwsza możliwość była bardziej rpawdopodobna. Nikt nie wiedziałby, co się z nią stało. Pomyślano by może na początku, że wyjechała, a potem może uznano by ją za zaginioną, a w tym czasie wodne stworzenia spożywałyby jej rozkładające się w jeziorze ciało. Z czasem zapomniano by o niej i nikt nie próbowałby już jej odnaleźć.
Dlatego szczęściem Tamary było, że był ktoś akurat w tym czasie nad jeziorem i jeszcze większe szczęście, że był to akurat jej, jeszcze, chłopak, który nie zawahał się wyjść jej na ratunek. Bo tu, w tym momencie, liczyły się minuty, sekundy. Chwila zawahania i mogłoby już być za późno.
Tamara, nieprzytomna, nie czuła wcale, gdy wyciągana była z wody. Jej oczy, które wyglądały, jakby były ze szkła, rzucały puste spojrzenie na przestrzeń przed nimi. A potem, w wyniku gwałtownych ruchów wykonywanych przez chłopaka zamknęły się, jakby miały już nigdy się nie podnieść. Dziewczyna, pomimo wołania Rosjanina nadal pozostawała nieprzytomna. Aczkolwiek można byłoby mówić o jakiejś poprawie, bo w rezultacie resuscytacji prowadzonej przez niego odzyskała oddech, choć ten był jeszcze płytki i można było wyczuć już u Tamary puls, choć jeszcze bardzo słaby. Mimo wszystko, wymagała nadal pomocy lekarza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Galeony : -34
  Liczba postów : 249




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pon Lut 14 2011, 21:54

A niby jakie zacne perspektywy mogą się przed nim kreślić ? Siedząc na melinie i wstrzykiwać sobie coś do żył bądź wciągać biały proszek ? Naprawdę, genialny pomysł, Manuelku! I co jeszcze ? Żebrząc o pieniądze ? Dałaby mu, z pewnością. Nie opuściłaby go. Choć... Jeśli już wręczyłaby mu banknoty to tylko z myślą o tym, że pójdzie zapłacić za swój odwyk. Jak widać - nie warto karmić się fałszywymi złudzeniami.
Poczuła, że Rosado przytula się do niej, a raczej jej pięknych pleców. Już się chciała wyrwać, kiedy poczuła, że tak jest znacznie cieplej. Cóż, życia trzeba sobie ułatwiać, a nie utrudniać, więc zmieniła pozycję na wygodniejszą. Wtuliła swoją malutką główkę w jego silne i niezwykle męskie ramiona. Tak bardzo nie chciała go stracić! Tak.. tak go kochała. Nie umiała nawet myśleć o nim, jako trupie. I tak codziennie musiała widywać w najmniej oczekiwanych momentach swoją babcię. Kochaną, pachnącą babunię.
Taak, wcześniej, jeszcze przed jej śmiercią wyjeżdżała do niej na wakacje wraz ze swoją siostrą Leną. Babcia Brodeur zawsze wiedziała jak poprawić siostrom humor i na samo powitanie wmuszała w nie kawałek szarlotki. Codziennie rano gotowała im kiełbaski bądź omlety. Cóż, ale napiszmy coś więcej o Lenie. Autorytet Marlene, również modelka. Obecnie opiekująca się swoim małym synkiem. Samotne matki mają naprawdę ciężko...
Ale wróćmy do babci, bo nie wspomniałam o niej przypadkowo, no nie ? Więc... Babcia chciała we wszystkim dogodzić wnuczkom. Nie była tą zwyczajną babcią, która chodzi o laseczce i nie umie wsadzić sobie sztucznej szczęki do gęby. Pani Brodeur to energiczna, pełna zapału kobieta, która ma mnóstwo pomysłów na minutę i uwaga, wszystkie je realizuje. Tak bardzo umiłowała sobie Marlene i Lenę, że robiła wszystko, aby modelki były radosne i uśmiechnięte. Wtedy nie było nawet mowy o anoreksji czy innych chorobach związanych z jedzeniem. Po prostu była istna sielanka, którą brutalnie zakończyła sama babcia. Zmarło się staruszce. Za długo pracowała w ogrodzie podczas największego upału. Przemęczyła się kobiecina i tak oto siostry zostały same, mając tylko siebie. Całe to wydarzenie tylko poprawiło ich relacje. Stały się sobie naprawdę bliskie.
Hm, pewnie się dziwisz, drogi Manuelu, dlaczego to piszę ? Otóż po to, abyś wiedział, jak Marlenka cierpi. Już sama myśl o śmierci wprawia ją w stan depresyjny. Dobrze jednak, że trafiła jej się taka babcia, która zamiast w Boga to wierzyła w mitologię grecką. Chciała delikatnie namówić wnuków (tym razem wszystkich) do tego samego. Marlene było babci szkoda, więc udawała, że czci Zeusa i innych tam bożków. Jednak.. Najbardziej spodobała jej się historia Hadesu. Świata Umarłych. Tylko ta opowieść sprawiła, że coraz bardziej zatapiała się w nierzeczywisty świat. Może właśnie dlatego ma teraz takie skoki ? Raz jest w świecie marzeń, a raz na jawie. Pokochała pana, do którego przychodzili wszyscy zmarli. Nie przeszkadzało jej to, że połowa uważała tamto miejsce za najgorsze. Najważniejsze, że babcia opowiedziała jej prawdę. Jak tam naprawdę jest, a raczej jak to sobie wszystko wyobraża. Jej babunia była naprawdę mądra.
Chwilunia, jak to mu jest dobrze z idiotyzmem ? Czy on naprawdę chce być postrzegany przez otoczenie jako idiota, kretyn i debil ? Więcej epitetów nie wymienię, bo się pan Rosado jeszcze obrazi.
- Manuel, jest mi tak dobrze, gdy jesteś przy mnie. Obiecaj, że nie opuścisz mnie. Proszę - powiedziała ni stąd, ni z owąd. Wspominając otoczenie, modelka stwierdziła w myślach, że w jego objęciach jest o wiele cieplej. Musi go poprosić, aby został on jej prywatnym kocem. Albo grzejnikiem. Cóż, mniejsza o to. Ma ją po prostu grzać. Gdy tak siedzieli sobie razem na śniegu, wtuleni w siebie, wpatrujący się w zamarzniętą taflę jeziora oraz ptaszki, które latały wśród drzew, Marlene poczuła ogromną chęć wyznać Rosadowskiemu o błędzie, jaki kiedyś popełniła. Swoją drogą, skąd zimą ptaki ? Hm, nie zawracajmy sobie nimi głowy. Pewnie jakieś zimowe gatunki, mhm.
- MUSZĘ ci coś powiedzieć - rzekła. I powoli, z cieknącymi łzami po policzkach opowiedziała mu feralny wieczór.
Szła drogą i nie zwracała uwagi na otoczenie. Najzwyczajniej w świecie się zamyśliła. Komentowała po cichu modelki na plakatach. Tej sterczą kości. O, a ta ma za duży nos! Pff, a tamta ma pryszcza na dupie nosie. Chciała przejść przez ulicę. Zapomniała o tym, że w tamtym mieście istnieje coś takiego jak sygnalizacja świetlna. Przeszła na czerwonym świetle. Usłyszała tylko huk, gdyż zderzyły się dwa samochody. Przez nią. Stanęła jak wryta. Po chwili zaczęła uciekać. Odnalazła matkę, która ze strachem wymazała pamięć świadkom. Nigdy nie udowodniono jej winy. Jak się potem dowiedziała - zginął mugol. Ojciec. Mąż. Szanowany obywatel. Przyjaciel. Osoba, która miała marzenia. I ona nic nie mogła na to poradzić...
- Ja.. nie przywrócę mu życia już nigdy. Temu biednemu maluszkowi nie zastąpię ojca. Jestem mordercą, słyszysz ? - szeptała. Nerwowo połykała łzy. Nie miała pojęcia jak on na to zareaguje. Nie chciała go do siebie zrazić. Wręcz przeciwnie - uświadomić jak reaguje na śmierć. Od razu są włączone wyrzuty sumienia. Tak by było w jego przypadku. Nie zdołałaby przekupić Hadesa obolami. Zadręczałaby się, że przecież wiedziała, a nie pomogła. Zawaliła. Straciła kolejną osobę z własnej winy.
- Proszę cię, rzuć narkotyki. Pomogę ci. Spróbuję... Spróbuję nawet zjeść codziennie jogurt. No, ale nic poza tym. Jeśli chcesz umrzeć to ja... Ja też chcę. Ale z miłości.
I to prawda. Chciała. Bo kochała dwóch mężczyzn i nie umiała się zdecydować którego bardziej. Dimisia czy Pierre'a ? Zostanie lesbijką i będzie dobrze, do cholery. Za dużo się działo w jej życiu. - Świat wypadł mi z moich rąk - pożaliła się. - Nie dostałam jak na razie żadnej propozycji sesji. Jestem po prostu załamana. Wypaliłam się ? Moja uroda przestała się podobać projektantom i ludziom ? Ja mam dopiero dziewiętnaście lat, Manuel! Nie zostanę chyba bez roboty w tym wieku, prawda ? Powiedz mi, że nie - dodała błagalnie. Tak bardzo potrzebowała jego wsparcia. Był jej przyjacielem, a to już chyba coś oznacza, no nie ?
Teraz to ryczała na całego. Kropelki spływały po jej zmizerniałej twarzy, a raczej jej cieniu. Z dnia na dzień znikała. Zapadała się w sobie. Miała tylko skórę, która trzymała się na kościach. Kruchych i słabych. Pozbawionych wapnia!
Podsumowując co tu powypisywałam. Marlenka prosi Manuela, aby ten nie zatruwał się narkotykami, tęskni za babcią, opowiedziała mu o wypadku, zadeklarowała się nawet, że zje jeden jogurt dziennie, aby mu pomóc w ciężkiej walce rzucania (maryśki). Bardzo pomocna dziewczynka, która ma własne problemy i których nie potrafi rozwiązać. Po prostu potrzebuje innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pon Lut 21 2011, 22:38

- Okej. Chyba się przyzwyczaję do tracenia bliskich – jej oczy wołały by nie drążyć tego tematu, uszanowałem jej decyzję, ale oczywiście nie mogłem jej uwierzyć, sam straciłem nie jedną bliską osobę w swoim krótkim życiu i do takiej straty nie da się przyzwyczaić.
Spokojnie ruszyłem z dziewczynami, przysłuchując się rozmowie którą prowadziły podczas spaceru, nie pozwoliłem by Jane nas jeszcze opuściła z Margaret będziemy mieli wiele czasu dla nas dwojga, a nasza wspólna znajoma potrzebowała bliskości innych. Nie utrzymam jej z byt długo przy nas, ale chciałem by dotarła z nami przynajmniej do celu. Spojrzałem na dziewczęta.
- Miłe miejsce jak się nazywa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Republika Czeczeńska
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1507




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pon Lut 21 2011, 22:44

Gdy znaleźli się nad jeziorem Margaret przystanęła, obróciła się wokół własnej osi i usiadła z głuchym odgłosem na śniegu. ubrana była tylko w sweter. Było jej cholernie zimno, co uwielbiała. Wciągnęła mocno powietrze przez nos, rozejrzała dookoła. Teraz jezioro było zamarznięte.
- To jest nasze jezioro. - Uśmiechnęła się. poklepała wolne miejsca obok siebie i mrugnęła do Yavana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pon Lut 21 2011, 22:51

Nie mógł uwierzyć dziewczyna nic sobie nie robiła z otaczającego nas zimna, cóż przecież nie mógł zignorować zaproszenia. Usiadł koło niej.
- Nie jest ci zimno? Może chcesz kurtkę? - zaproponowałem mugolską o dwa rozmiary za dużą którą właśnie miałem na sobie - jest coś co mnie intryguje... - rozpocząłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Republika Czeczeńska
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1507




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pon Lut 21 2011, 22:56

Margaret z błyskiem w oku patrzyła jak Yavan przy niej siada.
- Nie, dziękuję. - Opowiedziała na propozycję pożyczenia jej kurtki. Lubiła czuć zimno. Wciągnęła głęboko powietrze jeszcze raz.
- Jest coś co mnie intryguje... - Uśmiechnęła się pod nosem.
- Słucham. - Spojrzała z lekkim uśmieszkiem w jego zdrowe oko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pon Lut 21 2011, 23:04

- Ty Margaret – odwzajemniłem spojrzenie, powili zbliżyłem rękę ku jej twarzy, głaszcząc jej policzek – chcę cię poznać, co lubisz, a czego nie, co cię smuci, a co rozwesela – powoli zbliżyłem moje wargi do jej ust i pocałowałem je namiętnie – jesteś piękna – wyszeptałem jej do ucha – chciałbym też byś i mnie poznała, ale prawda nie jest łatwa, ani miła – odsunąłem się wdychając zimne powietrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Republika Czeczeńska
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1507




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pon Lut 21 2011, 23:21

Patrzyła na niego i tylko uśmiechnęła się gdy zobaczyła,że zamierza ją pocałować. Oczywiście odwzajemniła pocałunek, gładząc go po ramieniu. Niestety miał kurtkę i pewnie niczego nie poczuł.
- Wiesz.. Ja też tego pragnę. - Westchnęła. - Nie dbam o to, jaka jest prawda na twój temat. Jesteś dla mnie na razie priorytetową osobą w życiu.
Tak było. Chciała przynajmniej, żeby tak było. Chciała też, żeby był jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pon Lut 21 2011, 23:35

Oczywiście, że wątpliwości istniały, co gdyby...ale w tej chwili one nie miały dla mnie żadnego znaczenia. Zauważyłem jej dotyk, ale nie byłem w stanie tego poczuć, co mnie irytowało. Wstałem ściągając kurtkę, położyłem ją dokładnie za nią niedbałym ruchem, następnie zdjąłem temblak i odrzuciłem go w śnieg. Tajemniczo uśmiechnąłem się do niej, chłonąc każdy jej ruchu zastanawiałem się jaka będzie je reakcja. Zbliżyłem się do niej szybko zmuszając Margaret by położyła się na kurtce, delikatnie przeczesałem jej włosy i bawiąc się jej kosmykami wyszeptałem.
- A więc zagrajmy w grę, jest bardzo prosta, zadajemy sobie po jednym pytaniu i odpowiadamy zgodnie z prawdą – pocałowałem kilka razy jej szyję – zgoda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Republika Czeczeńska
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1507




Gracz






PisanieTemat: Re: Nad Jeziorem   Pon Lut 21 2011, 23:39

Gryfonka była cholernie zaskoczona, ale w pełni ufała chłopakowi i tylko patrzyła co robi. W efekcie znalazła się na jego kurtce, a on prawie na niej. Uśmiechnęła się łobuzersko.
- Bardzo zgoda. - Zamruczała, wyginając się jak kotka, gdy on pieścił ją pocałunkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Nad Jeziorem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 26Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 15 ... 26  Next

 Similar topics

-
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Chatka nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Nad Jeziorem
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-