IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Opuszczona Kuźnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 569




Gracz






PisanieTemat: Opuszczona Kuźnia   Pon Mar 28 2011, 13:22

First topic message reminder :


Opuszczona kuźnia
Kuźnia znajduje się pośród ruin opuszczonej osady, ukrytej pośród okolicznych wzgórz porośniętych gęstym lasem. Ciężko tu trafić, a na nieostrożnego wędrowca czeka wiele pułapek, jak nagłe spadki terenu i liczne rozpadliny ukryte wśród chaszczy. Czasem wiatr, przelatując przez szczeliny w kamieniach, zdaje się szeptać i jęczeć, co daje upiorne wrażenie, że miejsce jest nawiedzone. Nieopodal płynie strumień, a na prawo od niego stoją resztki domu kowala, gdzie pomiędzy głazami i przegniłymi belkami, znaleźć można porozrzucane przybory kowalskie. Zarówno piec, kowadło jak i narzędzia wciąż nadają się do użytku, dzięki czarom, którymi obłożył je poprzedni właściciel. Nie wiadomo do kogo należało to miejsce, ani dlaczego zostało opuszczone. Ponoć nocą, blask bijący z kuźni oraz widmowy odgłos młota uderzającego o stal, któremu towarzyszą liczne upiorne szepty rozchodzące się po osadzie, straszą pechowych podróżnych którzy zapuścili się w jej kierunku.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.




Ostatnio zmieniony przez Nataniel Kruk dnia Pon Mar 28 2011, 14:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Skąd : Japonia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 52
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6672-sunako-nakahara
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6674-sunako-nakahara
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6676-erni#188461




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Sob Wrz 07 2013, 23:14

-Nie hołota. Moi rodzice są Aurorami i do hołoty nie należą.- Tak był fakt. Raczej o dzieciach które wychowały się w rodzinie Aurorów na pewno nie można było powiedzieć, że należały do hołoty. Ale Gryfonka przez to, że była czystej krwi, albo, że miała rodziców na wysokim stanowisku na pewno nie sprawiało to, że czuła się jakoś specjalnie lepsza. Szczególnie kiedy sama o sobie miała naprawdę złe zdanie. Po prostu nie uważała siebie za kogoś pięknego, idealnego i w ogóle. Co z resztą było widać. W końcu czy osoba o wysokiej samoocenie zachowywała się w ten sposób. Na pewno nie. Sunako wolała się ukryć gdzieś w jakiejś norze i miała głęboko gdzieś to czy ludzie to akceptują czy nie. Po prostu to co ją spotkało sprawiło, że wolała towarzystwo jedynej osoby która najlepiej ją zrozumie. Czyli ona sama.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Sob Wrz 07 2013, 23:38

Gabriel zmarszczył brwi i patrzył się na nią zastanawiając się nad czymś bardzo głęboko.
- Doprawdy? – Zapytał z powątpieniem wciąż nie zdejmując z niej wzroku. – To doprawdy zadziwiające patrząc na twą ubogą kulturę językową. Może jesteś czarną owca w rodzinie, a może cała wasza rodzina lubi upodabniać się do plebsu? – Zapytał wciąż panując nad swymi emocjami, przez co zdawał się być zimny jak to ktoś nazwał niczym marmurowy posąg. Tak on zawsze widział siebie wyżej od innych a tym bardziej wyżej od tych pomieszanych i co gorsza tych szlamowatych. Nie miał poglądów takich jak czarny pan, ale naprawdę mocno go wkurzało, że, byle szlama mogła, chociaż porównywać się do kogoś takiego jak on. Ha! Niedoczekanie! Zresztą wyssał z mlekiem matki, lub raczej przeniósł to w genach tą jego nienawiść do mugoli i szlam, ale to już inna kwestia.
Każdego spotyka coś złego w życiu jedni się z tego podnoszą inni nie. Jedni się z tym godzą inni nie. Gdyby dziewczyna miała pojęcie, z czym musiał mierzyć się Gabriel zapewne zmieniłaby swój tok myślenia, lecz to nie był konkurs, kto wycierpiał więcej w życiu, bo cierpienie i ból jest jedno inne są tylko okoliczności, w jakich je doznajemy to wszystko.
- A, więc, skoro już wiemy, że tli się w tobie ten ogień zwany życiem to może zaprzestaniesz robić z siebie tą szarą myszkę i w końcu przestaniesz się chować przed wszystkimi? – Zapytał ją wciąż się na nią patrząc tym badającym wręcz przeszywającym spojrzeniem. – Jaki sens jest ukrywania się przed światem? Przecież świat przez to się nie zmieni to chyba już rozumiesz prawda? – Jaki sens w tym wszystkim widział Gabriel? Chwilowo żadnego po prostu czekał na jej reakcję, bo jak na razie dziewczyna nie potrafiła mu zaprezentować niczego godnego uwagi, chociaż fakt, iż w końcu zaczęła gadać normalnie już można było brać, jako jakiś połowiczny sukces prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Skąd : Japonia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 52
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6672-sunako-nakahara
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6674-sunako-nakahara
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6676-erni#188461




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Nie Wrz 08 2013, 00:19

Kiedy się uspokoiła i zeszli na jej temat szybko założyła kaptur na głowę odwróciła się do chłopaka plecami i usiadła na ziemi.
- N.n.n.n..nie- No i znowu zaczęło się to jak Gabierl określił "jąkanie". Wystarczy aby się uspokoiła i ponownie wróciła stara Sunako-chan.
-J.j.j.j.jeżeli lud..ludzie nie a.aaa.akceptują tw.w.w.twojego "Ja" to po co w ogóle je pokazywać- Wybełkotała i zaczęła ponownie stykać ze sobą poszczególne palce. Przy tej czynności zaczęła kołysać się delikatnie w przód i w tył. Nie można od niej oczekiwać, że tak nagle się zmieni. Było to nie możliwe. Za bardzo wciągnęła się w ten swój świat mroku w którym było bezpiecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Nie Wrz 08 2013, 00:37

Gabriel patrzył się na to wszystko z bardzo dziwną i nietypową jak dla niego mina.
- Ja chyba zaraz oszaleje. – Mruknął sam do siebie. Chyba faktycznie trzeba było ją wcześniej znokautować lub udusić i tak, by było szybciej, skuteczniej i bezproblemowo. A tak męczył się nadal z nią, chociaż na dobrą sprawę wcale nie musiał. – „Nie”? To jest cała twoja odpowiedź? – Zapytał nie ruszając się z miejsca i kręcąc z niedowierzaniem na dziewczynę, by w końcu przy niej kucnąć i spojrzeć się na nią.
- Ludzie nie akceptują? – Zapytał z drwiną i zaczął się cicho śmiać. – Ja, na co dzień spotykam się z nieakceptacją ludu i jak widać nie zaszywam się i nie skrywam. Ludzie nigdy nie będą akceptować nikogo, kto wybiega spoza ich społecznej normy, bo, jeżeli jesteś inna niż wszyscy to należy cię zgnoić i albo się do nich przyłączysz albo cię zniszczą. Ja, na co dzień się z tym spotykam i mam gdzieś opinię matołów, którzy nie potrafią spojrzeć na otaczający nas świat z szerszej perspektywy. Poddanie się presji wcale niczego nie rozwiązuje. – Gabriel westchnął zrezygnowany sam nie wiedząc, co chciał tym wszystkim osiągnąć i odsunął się od dziewczyny. To był przegrany przypadek, który lada moment skończy, jako trup, który chwilę wcześniej skoczył z wieży podłamany na duchu z braku wiary w siebie. A może dziewczyna znajdzie w sobie tą siłę, by przeżyć i udowodnić, iż potrafi godnie żyć? Póki, co na to się nie zanosi.
-, Jeżeli sama siebie nie jesteś w stanie zaakceptować to, jak mają to uczynić inni? Jeżeli wciąż się martwisz tym, co, kto powie to, jak masz żyć? Ja mam to wszystko gdzieś, bo to moje życie i żyje dla siebie. Doceniam te osoby, które potrafią mnie takim zaakceptować i nie starają się zmienić bardziej niż to konieczne, bo chyba zapomniałaś o jednej podstawowej rzeczy. – Ostatnie słowa powiedział już spokojniejszym tonem patrząc się na dziewczynę z tą swoją ukrytą siłą i zmuszając ją, by i ona spojrzała na niego. W końcu każdy się spojrzy w ten kierunek, jeśli poczuje na sobie kogoś intensywny wzrok to po prostu była cecha ludzka. Chyba, że ona nie była człowiekiem? – W życiu nie patrzy się na osoby wytykane, lecz na te, które wytykają, bo to właśnie one mają jakieś ukryte kompleksy. – Powiedział stanowczym tonem. A co, jeśli nic nie działa? Po prostu sobie pójdzie, bo nie zamierzał tutaj marnować całego dnia dla osoby, która nie jest w stanie spojrzeć na świat, inaczej niż jej to wmówiono.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Skąd : Japonia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 52
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6672-sunako-nakahara
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6674-sunako-nakahara
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6676-erni#188461




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Nie Wrz 08 2013, 00:55

-Dla..d..dlatego ja .n...n.n.nie wytykam nikogo. W.w.w.Wolę aby na m.mm.mnie nie pa..pat..patrzyli- Może i była ciężkim przypadkiem. Też się ciężko z nią rozmawiało i ona sobie doskonale zdawała z tego sprawę. Z drugiej jednak strony nie ma co od niej oczekiwać tego, że tak nagle się zmieni. To było po prostu nie możliwe. Nikt nie zmieniał się w przeciągu kilku dni. Chociaż sporo racji ten chłopak też miał. Nawet jej rodzice często mówili, że "jeżeli ludzie nie akceptują tego "Ja" które pokazuje może poszuka tego "Ja" które ona polubi". Na chwilę obecną nie znalazła jeszcze tego. Nie czuła się dobrze w tym ciele które miała teraz.
-N.n.n.n.nawet jeżeli, ja z.z.zaa.zaakceptuję siebie inni nadal tego nie zrobią - Nie była gotowa na zmiany. To jeszcze nie ten czas i nie ten moment. Może kiedyś się zmieni, ale nie teraz i nie dzisiaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Nie Wrz 08 2013, 01:23

Gabriel westchnął wyraźnie już poirytowany i machnął ręką.
- A idź do diabła i pozdrów ode mnie Lucyfera. Nie dociera do ciebie nic z tego, co mówię? Martwisz się o opinie innych ludzi a i tak nie zdołasz sprawić, by cię zaakceptowali, jeśli po pierwsze nie akceptujesz siebie po drugie nie grasz według ich zasad. Ludzie powinni robić wszystko byś to ty ich zaakceptowała nie na odwrót! Co za idiota ci wmówił, że ma być inaczej? – Gabriel wyprostował, się niczym drapieżnik gotowy do skoku i popatrzył z góry na dziewczynę. – Zasada w życiu jest prosta. Albo walczysz o swoje albo patrzysz jak ktoś inny to robi i przestaje być twoje. Rozumiesz? Albo zacznij żyć albo idź się zabij i skończ marnować tlen, który innym bardziej się przyda niż tobie. – Powiedział na odchodnym. Gabriel już ją spisał na straty i szczerze o niej już w tym momencie zapomniał. Miał gdzieś, co dziewczyna sobie pomyśli i zrobi, bo, jeśli woli patrzeć na opinię innych ludzi to wiecznie będzie w cudzej skórze, lecz nigdy nie swojej. Nie powinna ubiegać się i akceptację innych ludzi, lecz powinna akceptować siebie samą. Lecz czy jej to przetłumaczysz? Człowieku zapomni…
Gabriel wyszedł nie patrząc nawet na dziewczynę i zniknął gdzieś daleko. No początek dnia niezbyt najlepszy, ale może jeszcze coś lepszego się dzisiaj zdarzy? Jak to mówią wszystko się może zdarzyć prawda? Jednakże, jeśli jeszcze raz spotka dziewczynę to naprawdę następnym razem nie zawaha się na niej użyć R.K.O i posłać ją spać…

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Skąd : Japonia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 52
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6672-sunako-nakahara
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6674-sunako-nakahara
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6676-erni#188461




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Nie Wrz 08 2013, 01:28

Sunako powoli dźwignęła się z ziemi i jak gdyby nic zaczęła sobie spokojnie oglądać to wspaniałe opuszczone miejsce. Oczywiście słowa chłopaka huczały jej w głowie, jednak nie dawała tego po sobie poznać. Z szczególnie, że nie miał racji. Nie wiedziała ile czasu spędziła w tym miejscu. Pewnie dużo. Znalazła wiele cudownych rzeczy którymi mogła by udekorować swój pokój w domu. Obiecała sobie, że wróci tutaj kiedy z plecakiem i spakuje te wszystkie skarby. W pewnym momencie przypomniało się jej coś. Zapomniała kompletnie o lekcji która już trwała. Jak dobrze pójdzie możne zdąży na koniec. Tak więc zaczęła iść w miarę szybko w stronę zamku i zniknęła
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Sob Sty 04 2014, 13:34

Od paru dni, śnieg prószył coraz mniej, zatem mogłoby się zdawać, iż w dniu wyprawy w poszukiwaniu yeti, ogłaszanej od przeszło dwóch tygodni, czarodzieje nie będą musieli się przedzierać przez śniegi. Mimo to, tajemniczy organizator i tak kazał uczestnikom uzbroić się w ciepłe kurtki i śniegowce, śpiwory i termosy, bowiem w górach nigdy nic nie wiadomo! Cóż się właśnie tyczy organizatora, był on rumianym jegomościem w podeszłym wieku, na którym kurtka z logo biura podróży CZARODZIEJSKIE WYPRWAY (błąd w wyrazie na kurtce wynika z tego, iż szwaczka była dyslektyczką i zanim zorientowano się, iż na kurtce jest błąd, zostały one rozesłane już do wszystkich pracowników biura, które - niestety - nie miało wystarczająco galeonów na poprawę kurtek.) Co rusz wycierał pot z czoła aksamitną chusteczką i spoglądał na zegarek, nie mogąc się doczekać przybycia uczestników. Miał szczerą nadzieję, iż nauczyciele faktycznie ogłosili w klasach, że wyprawa rozpoczyna się dzisiaj, a zbiórka jest w opuszczonej kuźni w okolicach Hogsmeade. Warto też dodać, iż biuro tak naprawdę chyliło się ku upadkowi, a wyprawa w poszukiwaniu yeti, organizowana po raz pierwszy, zdecydowanie nie była przeznaczona dla bądź co bądź niedoświadczonych czarodziei. Jednakże, skoro była to jedyna deska ratunku, biuro zainwestowało w nowe broszury, gdzie zamiast czerwonego, wytłuszczonego napisu pod ofertą wycieczki NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ, teraz widniał napis "dla wszystkich poszukiwaczy przygód, RODZINNA WYCIECZKA : ))"
Rumiany człowiek, o wdzięcznym, okrągłym i jakże pasującym doń imieniu Bob, w pulchnej łapce dzierżył dość wymiętą listę z imionami i nazwiskami uczestników, którzy zostali już przez niego podzieleni na drużyny, tak dla lepszej organizacji. Trzymał też dokładnie pięć mapek z wytycznymi i wskazówkami oraz suchy prowiant i parę pakunków dla każdego uczestnika, w którym znalazły się wyżej wymienione, błękitne kurtki z błędem, termosy z logo nieszczęsnego podróży, oczywiście wypełnione herbatką oraz zestaw składający się z firmowej czapki, rękawiczek i szalika.
Szczerze mówiąc, Bob miał bardzo, bardzo mieszane uczucia. Cieszył się, że nie będzie towarzyszył śmiałkom w tej całej wyprawie.
W końcu yeti to nie przelewki. 
OTO LISTA BOBA, która wisi też przed wejściem do kuźni:
DRUZYNA 1
- Dexter Vanberg
- Isolde Bloodworth
- Grigori Orlov
- Jim Axel Liddle
DRUZYNA 2
- Lunarie S. Deceiver
- Nathaniel Valsandst
- Ambroge Friday
- Raphael de Nevers
DRUZYNA 3
- Daenerys Nymira Anderson
- Ryan Kingston
- Laura Blaise
- Tanner Chapman
DRUZYNA 4
- Arthur L. Follet
- Sarah El. Pauths
- Thomas A. Hill
- Rex Champion
DRUZYNA 5
- Caleb Loudshoot
- Curtis Juvinall
- Cesaire Weatherly
- Georgina De Nevers


Czas na zbieranie się tutaj macie do jutra, później ruszamy. Spóźnialscy mogą oczywiście dołączyć na dalszych etapach wycieczki, ale prosiłabym, aby koledzy z ich drużyn uwzględnili, że nieobecni jednak są i ewentualnie w milczeniu włóczą się za nimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4302
  Liczba postów : 1821
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Sob Sty 04 2014, 15:13

Isolde stawiła się na miejscu jako... pierwsza? Właściwie nic dziwnego, przecież wszyscy wiedzą, że panna Bloodworth, to prefekt idealny, osoba punktualna, odpowiedzialna i tak dalej, która od czasu do czasu lubi poczuć dreszczyk emocji, spowodowany jakąś szaloną i niebezpieczną wyprawą. Wycieczka do Rumunii była naprawdę fantastyczna, Is wspominała ją z dużą przyjemnością, więc kiedy tylko się dowiedziała o wyprawie w poszukiwanie człowieka śniegu po prostu MUSIAŁA się zgłosić. W dodatku Caleb również się wybierał, więc może będą razem w drużynie! Tak dawno nie mieli okazji, żeby spokojnie porozmawiać, a Is stanowczo potrzebowała wsparcia, szczególnie po tym, co zaszło między nią a Vanbergiem... a raczej co nie zaszło, choć mogło.
Cały czas próbowała zrozumieć, co strzeliło jej do głowy, skąd ta irracjonalna chęć pocałowania Dextera, której uległa. W dodatku nie wycofała się tak szybko, jak powinna. Przecież te namiętne pocałunki i wzajemne obłapianie było bardzo jednoznaczne i gdyby nie jakiś przebłysk rozsądku, który przywołał ją do porządku, z pewnością skończyliby w łóżku, a może nawet nie, może zostaliby w korytarzu, oddając się przyjemnościom, na które oboje mieli chęć. Sama myśl o Vanbergu doprowadzała ją do rozstroju nerwowego. Jak mogła postąpić tak idiotycznie? Zadręczała się tym wspomnieniem, nie mogąc zaprzeczyć, że to ona zrobiła ten pierwszy, nieprzemyślany krok, to ona dała się ponieść emocjom, a jednocześnie nie potrafiła w pełni żałować swojego postępku jako takiego, bo sprawił jej prawdziwą przyjemność. Gdyby odrzeć ten incydent z całej... hm, ideologicznej otoczki i zostawić same doznania zmysłowe, byłoby to cudowne wspomnienie. Ale Isolde nie potrafiła się nim rozkoszować, bo nie powinna była tego robić. To przecież Vanberg, którego styl życia potępiała, a była gotowa paść mu w ramiona i oddać się jak byle puszczalska panienka. To jakiś koszmar.
Jak we śnie przywitała się z okrągłym jegomościem, który najwyraźniej organizował całą wyprawę, ciągle roztrząsając kwestię swojego nieopanowania i jakoś nie mogąc się uwolnić od tych męczących myśli. Nawet się nie zorientowała, kiedy facet wepchnął jej w ramiona puchówkę, termos, rękawice i jeszcze kilka innych przydatnych przedmiotów. Usiadła sobie grzecznie na jakiejś ławeczce czy czymś w tym rodzaju i czekała.
Jakoś nie przyszło jej do głowy, żeby sprawdzić listę wiszącą przy wejściu do kuźni, czego już za chwilę gorzko pożałuje... Biedna Isolde!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Sob Sty 04 2014, 16:16

Jej życie zakręcało w różnych, przedziwnych kierunkach i zaprowadzało ją w najbardziej niespodziewane miejsca, także coś musiało ostatnio pójść zupełnie nie tak, skoro pojawiała się znów częściej w Hogwarcie, a na dodatek nawet angażowała się już drugi raz w organizowane przez szkołę wydarzenia.
Przebywała w Anglii już od kilku dni i uświadomiła sobie, że nie są to już ciepłe kraje i czas skończyć z popierdalaniem w szortach po śniegu.
Ubrała się zatem ciepło i zupełnie normalnie. Sama nie miała bowiem żadnych zimowych rzeczy i zabrała jakieś z dormitorium, w którym sypiała. Ale chyba nie było to jej własne, skoro mieściło się w lochach.
C'est la vie!
Na głowie miała wielką czapkę z reniferowymi rogami. Jej jelenie alterego już od dawna nie czuło się tak mile połechtane drobnym akcentem estetycznym w ubiorze.
Przybyła na wyznaczone miejsce dość wcześnie, ogrzewając sobie dłonie termosem pełnym gorącej herbaty z prądem. Uśmiechała się lekko i przeskakiwała wdzięcznie kamienie i inne przeszkody na swej drodze, wzorowy jelonek.
Widząc jedynie parę osób w docelowym punkcie, zaczęła zastanawiać się, czy dobrze odczytała notkę. Rozwiała swoje wątpliwości, podszedłszy do wywieszonej listy. Musiała niemalże dotknąć nosem kartki, by zdołać je przeczytać. Zapomniała bowiem soczewek.
- Pierdolony Vanberg - mruknęła cicho, widząc jego nazwisko na liście. (toprzedhogsmeade,uznajmy!) Pokręciła głową i zmarszczyła nos, na którym, wyjątkowo, widać było wszystkie piegi. Nie kłopotała się dziś z żadnym makijażem, policzki miała zaróżowione od zimna, rzęsy niewysmarowane grubą warstwą tuszu, usta niepociągnięte szminką, a nawet brwi miała jaśniejsze niż zazwyczaj. Wyglądała pięć lat młodziej i o siedem ciężkich narkotyków zdrowiej.
Westchnęła z ulgą, widząc, że nie jest w drużynie z Vanbergiem. Nie znała natomiast nikogo z własnej. Uśmiechnęła się lekko do dziewczyny stojącej nieopodal.
- Zadziwiający stosunek mężczyzn do kobiet widnieje na tych listach - uznała. Faktycznie, większość imion i nazwisk sugerowała osobniki płci brzydkiej, ale pozory mogły ją zmylić. Chciała zwrócić się do okrągłego niziołka z pytaniem, czy jest z jej drużyny, ale obawiała się odpowiedzi twierdzącej, więc nie ryzykowała. Na razie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 197
  Liczba postów : 153
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6704-arthur-louis-follett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6706-moze-chcesz-troche-arthurka#189648
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6705-alf-a#189647
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7339-arthur-l-follett#206447




Moderator






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Sob Sty 04 2014, 16:42

Po posprzątaniu mieszkania zdemolowanego przez sylwestra, trzeba było się jakoś odstresować. Bo przecież nie ukrywajmy był tam straszny chaos, a Arth wcale do tych porządnickich nie należał. Choć zawsze dało się w tym dostrzec spore plusy! W końcu Percival zawsze zakładał, że to młodszy brat doprowadzić do dziadka do ruiny. Co się okazało, nawet na takiego najgorszego nie wyszedł. Nie mniej jednak Artur miał ciągle wrażenie, że Percival w głębi siebie ma do niego o to wszystko żal. W końcu to on jest tym bardziej 'popularnym' z rodzeństwa. A może to po prostu znowu wszystko wina tej ślizgońskiej paniusi? Młodszy Follett w końcu widział kiedy jego braciszek jest szczęśliwy. Teraz ewidentnie nie był. Ach! To wszystko nie na jego pozytywną rozkminę!
Tak więc trzeba było się do tego wszystkiego oderwać, a pójście na imprezę byłoby swego rodzaju hipokryzją. Wypad do śnieżnej krainy? Yeti? A czemu nie ziom! Przecież taka okazja nie zdarza się dwa razy. Trzeba brać z życia, kuć żelazo puki gorące. Bo jeszcze życie przeleci nam pomiędzy palcami. I co wtedy? Zero inspiracji. Wiadomo przecież, to co piękne daje nie tylko siłę, ale też nowe pomysły. To było potrzebne ziomeczkowi z kanady. Tak, już od dawna nic spod jego ręki nie wyszło. Żadna ziomalska grafa, dźwięk z gitary. No po prostu nic. Podejrzewał o to jakieś przeklęte fatum. Bo przecież jakby to inaczej określić? I to nawet w tym przypadku nie ja mu zgotowałam ten los. Smuteczek
Zabrał więc wszystkie przydatne rzeczy na wyprawę, jakieś rękawiczki, inne pierdoły, termos z herbatą i wyszedł na miejsce spotkania. Spodziewał się nie spotkać tam nowych ziomali, potencjalne osoby, które wniosły by do jego życia coś wiecej niż kolejne imię do zapamiętania. W końcu każdy dzień można zacząć z czystą kartą. A pod koniec zapełnić ją wielkim napisem "I LOVE MY LIFE" czy coś w tym guście.
Na miejscu zbiórki już ktoś był. Nie znał jednak nikogo, normalnie jakby dopiero co się urodził. - Siemaneczko!- Powiedział, a raczej prawie wykrzyczał w bardzo pozytywny sposób, by każdy usłyszał. W sumie to nawet nie patrzył na to z kim ma być w grupie, więc nie za bardzo wiedział co ma robić. Aaaa... Tam trudno. Życie pokaże! Tak, nie może być źle!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Sob Sty 04 2014, 17:18

Kiedy Tanner poznał termin wycieczki w poszukiwaniu Yeti, nie mógł przestać o niej myśleć. Właściwie, nie mógł myśleć o niczym innym. Chłopak był tak rozgorączkowany, że przez kilka dni latał dookoła, nie odzywając się praktycznie do nikogo i czekając tylko na ten dzień. Właściwie, nie miał żadnego wyraźnego powodu, dla którego miałby być tak podekscytowany. Może oprócz tego, że w dzieciństwie rodzice zawsze opowiadali mu na dobranoc jakąś historyjkę z Yeti, żeby przestrzec go przed złem tego świata. Nie więc nic dziwnego w tym, że chce przekonać się czy jego potwór z dziecinnych lat faktycznie istnieje i robi te wszystkie straszne rzeczy, o których opowiadali mu rodzice. Uśmiechał się do siebie pod nosem cały czas, szykując ciepłe rzeczy, termos z gorącą herbatą, plecak pełen jedzenia podwędzonego z Wielkiej Sali, śpiwory i wiele, wiele innych, przydatnych rzeczy na taką oto malutką wyprawę w góry. Podśpiewując pod nosem, ubrany w ciepłą, zimową, grubą kurtkę, z wielkim plecakiem na plecach ruszył w stronę opuszczonej kuźni w Hogsmeade, gdzie miała się rozpocząć ich wspaniała przygoda. Gdy do niej dotarł, zatrzymał się przed kartką, wisząca prawie na samych drzwiach. Uczniowie Hogwartu zostali podzieleni na kilka drużyn. Przeczytał nazwiska swoich towarzyszy kilkakrotnie, starając się je zapamiętać, żeby nie popełnić później żadnej gafy, witając się z nimi. Daenerys Nymira Anderson, Ryan Kingston, Laura Blaise, Daenerys Nymira Anderson, Ryan Kingston, Laura Blaise... Daenerys, Ryan, Laura. Kiedy uznał, że wie już wszystko, wszedł do kuźni, z ciekawością rozglądając się po niej i szukając osób, do których pasowałyby te imiona. Żadnej z nich nie kojarzył, co trochę utrudniało sprawę. Zaczął rozglądać się także za Angven, nie mogąc sobie przypomnieć czy dziewczyna wspominała coś o tym, że bierze udział w poszukiwaniu Yeti.
Po kilku rundkach zrobionych dookoła po kuźni, stanął wreszcie w miejscu, ściągnął z plecak i położył go obok siebie na podłodze. W środku było już kilka osób, jednak nikogo z jego znajomych. Cóż, mówi się trudno. Może będzie to także okres, w którym odrobinę się wyciszy, zatopi w swoich potrzebach i pragnieniach, nie będzie musiał z nikim rozmawiać i tłumaczyć się dlaczego ma dzisiaj taki zły humor, co wcale nie jest przecież jakąś wielką nowością. Zaśmiał się pod nosem na ten natłok myśli, którego jeszcze przed sekundą chciał się pozbyć. Jednak złość, która gromadziła się w nim od kilku dni, po wygranym co prawda meczu Quidditcha, zaczęła z niego uchodzić. Na pierwszy plan wysunęła się tylko ta wspaniała wyprawa, która miała się już niedługo rozpocząć. Tak więc do dzieła, drodzy przyjaciele!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Leeds
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 235
Dodatkowo : obrońca
  Liczba postów : 254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7081-jim-axel-liddle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7083-zolwiki-i-takie-tam#201975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7082-poczta-jima-liddle-a#201973
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7289-jim-axel-liddle#205952




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Sob Sty 04 2014, 22:54

Wyprawa w poszukiwaniu yeti? Owszem, czemu nie! Jim gdy usłyszał ogłoszenie dotyczące właśnie takiej wyprawy miał mieszane uczucia. Wielokrotnie zastanawiał się czy oby na pewno to dobry pomysł. ,,Zapisać się?'' czy może ,,nie zapisać się?'' Właśnie takie pytania zadawał sam sobie.  Właściwie to chyba nigdy nie wierzył w istnienie tego człowieka lodu. Oczywiście miał tą świadomość, że nie wszyscy mają takie zdanie na ten temat. Ale tak właściwie to kto ma rację? I właśnie chyba to przekonało Jima do zapisania się na tą wycieczkę. Zrobił to dosłownie w ostatniej chwili i przez jakiś dziwił się, że jeszcze go gdzieś tam wcisnęli. Wkrótce od nauczycieli dowiedział się kiedy zaczyna się wyprawa, gdzie zbiórka i co powinni zabrać. Uwaga, uwaga! O dziwo nie mógł się doczekać kiedy nadejdzie ten dzień. To dziwne, bo przecież nie był jakoś pozytywnie nastawiony. Eh, już mniejsza o to.
Chyba wypada wspomnieć co działo się w ostatnich dniach u pana Liddle'a. Chociaż właściwie to nic szczególnego, ale skoro już zaczęłam to nie będę kasować, o! Jak wiecie ostatnio był Sylwester. Imprezka niezła. Jim obowiązkowo się na nią wybrał. Świetna zabawa i w ogóle. No tylko, że gdy rano się obudził to głowa mu pękała. Teraz się dziwi, że żyje do tej pory. Ten dzień był okropny, prawie się nie ruszał. Nigdzie nie wychodził. Nie miał siły no i chęci. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ma te swoje reguły ''alkohol w umiarze'', a tym razem ostro przesadził. No może to nawet ma jakieś plusy. Przynajmniej się trochę zabawił, ale tak jak już wspomniałam- ranek nie należał do przyjemnych. Z racji, że właściwie niewiele pamiętał uznał iż dobrze się bawił. Bo przecież nawet jeśli by się źle bawił to by nie pamiętał, co nie? Albo może i by pamiętał, bo by nie pił? Teraz to już jest dosyć trudne, więc zakończę temat Sylwestra!
Zgodnie z prośbą zabrał wszystko co potrzebne. Ubrał się oczywiście ciepło i wygodnie. Tak więc tym razem nie założył żadnej muszki, krawatu czy czegoś w tym typie. Czarne spodnie, jakiś T-Shirt, ciepła bluza z kapturem no i kurtka. Na głowie widniała czarna czapka krasnal. Zapewne wiecie jak wygląda. W końcu dotarł do wyznaczonego miejsca. Tuż przed wejściem ujrzał listę osób. Zaczął ją śledzić palcem i długo nie musiał szukać swojego nazwiska, bowiem był w pierwszej drużynie. Przeczytał imiona i nazwiska osób, które należały do jego drużyny. Niestety... chyba żadnej z nich nie znał. Wzruszył ramionami. Przecież co za problem poznać kogoś nowego!
Zajął się pozostałymi nazwiskami. Na szczęście, że znał kilka osób. Chodzi do Hogwartu kilka dobrych lat, więc to byłoby głupie gdyby nikogo, absolutnie nikogo chociaż nie kojarzył. Wszedł do środka i ujrzał kilka osób. Uśmiechnął się i uniósł dłoń.
-Witam serdecznie. -Powiedział głośno do znajdujących się w pobliżu osóbek.
Zapowiada się miła wyprawa. Chyba...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Nie Sty 05 2014, 01:39

Yeti. To one w ogóle istnieją? Kto wie? On na pewno. Ale w sumie, żyjemy w świecie magii, prawda? Mamy Wilkołaki (przeklęte psy), Smoki, Jednorożce, więc dlaczego Wielka Stopa, albo Człowiek Śniegu mieliby nie istnieć? - Pieprzona dyskryminacja istot magicznych – pomyślał, idąc w miejsce spotkania, komentując tym samym własne rozmyślenia na temat istnienia tego potwora. A w ogóle, kto powiedział, że Yeti jest bestią? Może jest inteligentnym facetem, takim misiowatym, całym pokrytym futrem i w ogóle, co to popija herbatę, Whisky i zawsze poczęstuje jakimś dobrym papierosem. Bułgarskim na przykład. Bułgarskie papierosy były takie dobre. No, ale zostawmy to.
Piątek, który na tę wyprawę zabrał na dobą sprawę mały plecak z prowiantem, kawą, której specjalnie nie podgrzewał bo przecież znał odpowiednie zaklęcie, no i oczywiście „Niezbędnik Fridaya” – ołówek oraz swój ukochany szkicownik, zjawił się w miejscu spotkania. Zatem kilka osób już tam było. No fajnie, fajnie. Im więcej tym lepiej. – Dzień dobry wszystkim. – powiedział z uśmiechem, dołączając do grupy. – Państwo też szukają Yeti? – spytał, wyciągając papierosa, którego natychmiast odpalił. Zanim ktokolwiek też zdążył mu odpowiedzieć jakiś niewysoki jegomość wręczył mu co potrzebne. Przede wszystkim mapkę i jakąś listę. Na to przyjdzie czas. Dostał kurtkę. I to taką fajną, z błędem w nazwie. Ale fajne. Więc kurtki z błędem w nazwie to taki nowy mainstream, tak? Ciekawie, ciekawie. Szybko jednak wrócił do tej papierowej części podarunku, bo chyba ona była ważniejsza. – Co my tu mamy? – spytał sam siebie, rozkładając mapę. Popatrzył na nią chwilę, uważnie przyglądając. Zasadniczo, patrząc na nią, miał w głowie jeden komentarz – AHA- Tyle w temacie. Prawda, nie bardzo ogarniał o co chodziło z tymi wszystkimi liniami, znaczkami etc., ale widział ciekawy pomysł na jakiś obrazek. W zasadzie, ciekawą mozaikę. Tym się jednak zajmie po powrocie do domu, bo pora poznać swoich towarzyszy przyszłych.
Wzrok przerzucił więc na listę, szukając swojego nazwiska. Wyczytał też po cichu te należące do pozostałych osób w grupie, z nadzieją, że ktoś go usłyszy (w sumie to mówił na tyle głośno, by osoby zainteresowane wiedziały, że o nich mowa), podejdzie, przywita się i dalej niezwykle ciekawa i budująca rozmowa się potoczy. Gdy skończył, wyrzucił papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Nie Sty 05 2014, 03:51

Gdy tak sobie stała spokojnie, kołysząc się na stopach obutych w śniegowce i uśmiechała się do przybywających towarzyszy, któryś z nich wypowiedział na głos jej imię i nazwisko.
Podniosła lekko głowę, jakby zaalarmowana tym dźwiękiem. Przetworzyła go kilkakrotnie w głowie; dawno już nie słyszała swojego imienia i nazwiska, nie skrótu, nie jakiejś ksywki. Swoje własne, urzędowe istnienie. Zastrzygłaby uszami, gdyby potrafiła. Jak prawdziwy jeleń.
Przez kilka chwil stała nieruchomo, z zastygłą w jednym pytaniu myślą.
Nie wiedziała wciąż, jak jej ośmioletni syn jej ma na imię, jak wpisano by go na listę obecności.
Stłumiła ciężkie, rodzące się w sercu westchnienie. Skierowała swe kroki w kierunku źródła głosu wypowiadającego jej imię. Dopiero, gdy zmniejszyła odległość między nimi do stosownego minimum i twarz chłopaka przestała być rozmazaną, różnobarwną plamą, rozpoznała w nim kompana z baru karaoke. Śpiewała nawet z nim parę piosenek, ale gdy zbawczy skręt przestał wywierać na niej wrażenie, zastępy chichoczących dziewcząt zaczęły nieco ją drażnić i zmyła się bez zbędnych pożegnań.
Zajrzała przez jego ramię, nurkując nosem w mapie. Naprawdę nie powinna była zapominać soczewek. - Śliczne - oceniła mapę, najwyraźniej doceniając jej wartość artystyczną. - Gdzie idziemy? Daleko?
Podniosła wzrok na nieznanego jej Krukona. Wskazała palcem na swoje nazwisko widniejące na trzymanej przez niego liście.
- To ja - oznajmiła. - Siemanko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Nie Sty 05 2014, 11:54

Georgina ignorując wszystkich i każdego z osobna śmiała się głośno siedząc w barze i popijając ognistą whiskey ze znajomymi, gdy ktoś trącił ją w ramie i stwierdził, że przecież miała iść, że przecież wycieczka, że przecież sama mówiła, że chce... Georgina automatycznie spojrzała na tego kogoś, jak na wariata, który chciałby ją zaprosić do zoo na pierwszą randkę. Machnęła głową na znak, że rozumie, choć nadal doszukiwała się oznak szalonego zachowania w tym człowieku. Jednak po dłuższych oględzinach faktycznie przyznała mu rację, gdyż rzeczywiście zapisała się na taką wycieczkę, bo chciała wszystkim pokazać, że jest zorganizowana... Nie była. Nie potrafiła, ale o tym nikt nie musiał wiedzieć! Zupełnie nikt!
Zatem podniosła się zbyt energicznie od stolika, bo miała wrażenie, że cały świat wiruje specjalnie dla niej i unosi ją powoli, choć w istocie ktoś ją teraz prowadził do wieszaków, aby ubrać ją w kurteczkę, a blond włosy odrzucić do tyłu. Blond piękno, pijana piękno. Czemu wszyscy muszą na to patrzeć?
Zatem szła ulicą śmiejąc się do wszystkich z dłońmi wetkniętymi w kieszenie kurtki. Już nawet kilka razy minęła kuźnie, jakby ignorując to, że rzeczywiście miała się tam stawić. Pociągały ją kolorowe wystawy sklepowe, których częścią chciała się stać, jednakże nic nie wskazywało na to, by ktoś spełnił jej marzenie... Gdy jednak stało się jej bardziej zimno, to pchnęła drzwi od kuźni i wsunęła się do środka przyglądając się twarzom ludzi, który wydawały się jej teraz jakby powykrzywiane. Może w whiskey był nie tylko alkohol? Przełknąwszy z trudem ślinę podeszła do miejsca, które było najbardziej oblegane... Jednakże nie doczytała się kto był na liście, bo zaraz runęła na najbliższe krzesełko zamykając oczy... W istocie, to ona już by tu zasnęła... Choć ktoś rzucił w nią zaraz pakunkami cudownego biura podróżnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
  Liczba postów : 695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7043-laura-blaise#200970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7046-laura#200988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7047-laurowe-listy#200989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7166-laura-blaise#204304




Administrator






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Nie Sty 05 2014, 15:27

Tak bardzo nie mogła doczekać się poszukiwań Yeti!! Oczywiście, jej logiczna część stanowczo sprzeciwiała się bzdurom mówiącym, że śniegowy człowiek mógłby istnieć, ale tak dużo ludzi w Hogwarcie opowiadało o tej wycieczce, ogłoszenia wisiały w co najmniej kilku miejscach, że aż się zapisała. No i Caleb też miał być, czy to nie wspaniale? On zawsze robił takie fajne, szalone rzeczy i Laura czas mu nawet trochę zazdrościła, więc skoro wycieczka była promowana w całej szkole, nie widziała najmniejszych przeciwwskazań, aby do niej dołączyć. Spakowała się bardzo skrupulatnie, dzień wcześniej wypożyczyła książkę "Zaklęciami na Zimę" i spisała kilka tych najprzydatniejszych i przećwiczyła niektóre z nich, w końcu skoro idą w góry, nie wiadomo co może się przydać, a wolała polegać bardziej na sobie niż na przewodnikach, którzy przecież nie zadbają o wszystkich uczestników. A co jeśli naprawdę spotkają Yeti? Nie, żeby uważał to za możliwe... ale... jeśli? Wolała być bezpieczna.
Przyszła do kuźni, dostała od Boba plecak z tymi wszystkimi fajnymi rzeczami, ale nim jeszcze go otworzyła, podeszła do wiszącej listy i przez chwilę szukała swojego nazwiska i osób, które miały być z nią w grupie. Tanner Chapman. Stał tam, widziała go, podeszła więc do niego, uśmiechają się na powitanie.
- Chyba jesteśmy razem w grupie - powiedziała, nie była pewna czy chłopak ją kojarzy, czy zna jej imię, w końcu nie była kapitanem Znikaczy jak on. Przycupnęła na krzesełku obok i otworzyła pakunek, który dopiero co dostała. - Po co kazali nam brać termosy z herbatą i to wszystko jak dali nam to samo... - zaczęła narzekać, jejku, jaki brak organizacji. I co ona zrobili z dwoma parami kurtek, termosów i wszystkiego? Wyciągnęła firmową kurtkę z napisem. - CZARODZIEJSKIE WYPRWAY - przeczytała na głos i zaśmiała się. - Bardzo profesjonalnie. Myślisz, że naprawdę znajdziemy yeti? - spytała ślizgona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 46
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4219-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4224-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4220-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7195-grigori-orlov




Moderator






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Nie Sty 05 2014, 21:40

Grig ze swoim super ziomkiem z dorma, Dexterem Vanbergiem również postanowili wybrać się na niesamowitą wycieczkę. W końcu muzyk nie mógł sobie odpuścić, a ponieważ Merlin, jego stały kompan do wypraw, był niedysponowany Orlov zaproponował swoją skromną osobę do towarzystwa. Na dodatek był bardzo przydatnym kumplem, bo po wysłaniu listu do rodziców, ci wysłali synowi oraz jego przyjacielowi po dwie pary śniegowców, śpiworów oraz termosów. Niestety nie były to rzeczy w najlepszym stanie. A możliwe, że Dex miał nawet jeszcze gorsze rzeczy, biorąc pod uwagę, że Orlov pewnie zostawił dla siebie lepsze. Więc ich rosyjski ciuszki, na razie przezornie schowane, z pewnością doskonale się spiszą na wyprawie.
Ubrany w zimowe buty, wąski spodnie, ciepłą brązową kurtę i ogromną, rosyjską czapę, zakrywającą niesforne włosy, Orlov szedł sobie na zbiórkę wspólnie z Vanbergiem, oczywiście paląc sobie bez krępacji papierosa po drodze. Co jakiś czas rozprostowywał zziębnięte palce, przekładając szluga z ręki do ręki. Pewnie gadał sobie ze swoim ziomkiem, podchodząc do listy, gdzie od razu zobaczył swoje nazwisko obok Vanberga i zadowolony z rozwoju sytuacji poklepał przyjaciela po ramieniu.
- Jesteśmy z twoją dziewczyną – zauważył Rosjanin pukając palcem w nazwisko Isolde, bo pewnie wiedział co nieco jakie tam mieli obecne relacje z Vanbergiem. Uśmiechnął się krzywo do Gryfona. – Nie mam pojęcia kim jest Jim Axel Liddle – dodał i rozejrzał się dookoła jakby ten ktoś miał może napisane na czole imię i nazwisko, ale niestety nikogo takie nie znalazł, za to przyuważył siedzącą nieopodal Isolde, więc, raźnym krokiem skierował się w stronę ich jedynej koleżanki z drużyny. Usiadł obok niej, zaciągając się w większości już wypalonym fajkiem. – Masz drużynę marzeń- oznajmił jej, bo w końcu na pewno każdy chciałby być w grupie z osobą, która cię pociąga, chociaż tego nie chcesz i gościem, który wcześniej cię podpalił. Cudownie.
Wszyscy dostali pakunki i Rosjanin zaczął przeglądać rzeczy z papierosem między wargami. Pokręcił jedynie głową na beznadziejne kurtki ze złym napisem, zajmując się bardziej czapkami, które uprzejmie postanowił założyć na głowę Isolde i Dexa, nie przejmując się czy jakiejś przypadkiem nie mają. Sam niestety miał zbyt dużą czapeczkę, by móc założyć firmową, ale w zamian obwiązał się lekko szalikiem. Teraz byli prawdziwą drużyną!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1236
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6002-cesaire-bernard-weatherly#171006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6003-cezar-i-jego-rzymianie#171018
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6010-cezarowa-sowa#171255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7381-cesaire-weatherly#207517




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Pon Sty 06 2014, 01:08

Weatherly naprawdę nie miał zielonego pojęcia kiedy dokładnie i właściwie dlaczego zgłosił się dobrowolnie na wycieczkę szkolną. Poszukiwanie yeti. W Hogsmeade? No cóż, czego się nie robi, by oderwać się od swoich problemów chociaż na jakiś czas! Co najmniej od świąt Cezar chodził jeszcze bardziej milczący niż zazwyczaj, o ile to w ogóle możliwe. Wszystkie sprawy, mniejsze czy większe, zarówno te z kilku ostatnich dni, jak i z kilku miesięcy, nawarstwiały się i zbierały się niczym gęste, czarne chmury. Trochę bez przekonania wygrzebał się rano z łóżka i ruszył na umówione miejsce zbiórki, gdzie zbierali się już powoli wycieczkowicze. Kilka twarzy nawet kojarzył, ale żadnej nie poświęcił zbyt wiele uwagi. Zanim podszedł do śmiesznego pyzatego Rumuna, żeby się dowiedzieć, z kim jest w grupie, zauważył jednak Arthura, chyba jedyną osobę, którą faktycznie tu znał.
- Siema, Follett. Podobno waszych sylwestrowych gości poniósł melanż, aż żałuję, że mnie nie było. – rzekł do Kanadyjczyka, przypominając sobie wszystkie szalone historie, które były dość ochoczo powtarzane przez wszystkich znudzonych życiem szkolnych plotkarzy. Weatherly nie miał pojęcia co skłoniło braci Follett do podjęcia się organizowania wcale nie kameralnego sylwestra, ale nie wnikał za bardzo w temat, tylko dobił się w końcu do Boba, sprawdził listę i odebrał swój zestaw bojowy.
- Och jak awangardowo, świetnie. – stwierdził, podziwiając jakże udany napis na otrzymanej kurtce, którą obejrzał, kiedy już stanął w miejscu przeznaczonym dla grupy piątej, po czym założył jeszcze uroczą czapkę, szalik i rękawiczki. Wtedy właśnie dostrzegł wyglądającą na wyjątkowo wyczerpaną blondynkę, którą pamiętał z jednego z ostatnich melanży, kiedy to była kompletnie zalana i kiwała się niebezpiecznie na wszystkie strony. Teraz, szczerze powiedziawszy, nie wyglądała o wiele lepiej.
- Rozgrzewanie się alkoholem to tragiczny pomysł. – oznajmił, szturchając lekko dziewczynę w ramię, by sprawdzić czy już nie zasnęła, albo co gorsza, nie zamarzła. Wyglądało na to, że byli w jednej grupie, to doprawdy super się składało, bo przecież kiedy się już spotka yeti (o ile w ogóle), to najlepszą opcją jest zajebać go pijacką czkawką, a później potknąć się o własną nogę, wpaść w zaspę i zostać tam do roztopów. Zapowiada się interesująca wyprawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Pon Sty 06 2014, 10:18

Stał tak sobie, sam, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu znajomej twarzyczki lub też kogoś życzliwego, kto zechce dotrzymać mu towarzystwa. Nagle do kuźni weszła idealna osoba - panna de Nevers, bo co to by była za impreza bez niej, prawda? I mimo tego, że Tanner także w plecaku niósł butelkę ognistej, to dziewczyna wyglądała tak, jakby już dawno ją wypiła. Lekko się chwiała, coś tam bełkotała pod nosem, śmiejąc się do każdego. Zabawne, że zawsze muszą spotykać się akurat w takiej sytuacji.
- Georgina, wszystko w porządku? Jeszcze nie wytrzeźwiałaś od naszego ostatniego spotkania? - krzyknął do niej przez całą kuźnię, aż kilka osób spojrzało na niego z rozbawieniem, a później przeniosło wzrok na osóbkę, do której Tanner krzyczał. Uśmiechnął się pod nosem, zastanawiając się, co też zrobi dziewczyna, gdy zorientuje się, że Chapman nie powiedział tego ani cicho, ani dyskretnie. Uwielbiał być złośliwy, z powodem, bez powodu, co to za różnica kiedy i w jaki sposób? Droczenie się z dziewczynami było jego ulubioną rozrywką, z reguły. Wzruszył więc tylko ramionami i stał dalej, obserwując otoczenie, gdy nagle podeszła do niego jakaś dziewczyna, twierdząc, że są razem w grupie.
- Laura, prawda? - uśmiechnął się słodko, jak to tylko faceci, którzy chcą kogoś uwieść potrafią. Właściwie, tylko to imię z jego listy wyglądało mu na damskie, więc strzelił bez zastanowienia. Gorzej, jeśli dziewczyna nazywa się jakoś inaczej. No trudno, najwyżej sprostuje jego drobną pomyłeczkę. - Moim zdaniem, prawidłowo, że kazali nam się zaopatrzyć we wszystko podwójnie. Chociaż oprócz tego, nie powiem, że dołożyłem od siebie jeszcze jedną butelkę - zaśmiał się pod nosem, mając nadzieję, że dziewczyna zorientuje się o jakiej butelce mówi i będzie chętna wypić ją razem z nim. Bo co to za frajda pić samemu? Dobra, głupie pytanie, jasne, że chociaż malutka jest. Przekrzywił więc tylko głowę, obserwując swoją towarzyszkę z grupy z lekkim uśmiechem. - Mam taką nadzieję! Po to się tutaj wybrałem, prawda? - mrugnął do niej wesoło, uśmiechając się pod nosem. Co jak co, ale Tanner naprawdę miał nadzieję, że uda mu się znaleźć Yeti. Chciał, żeby jego obraz stał się dla niego rzeczywisty. Cóż, skoro ostatnio widział już renifery świętego Mikołaja i samego Mikołaja, to może jednak nie wszystkie opowiastki są zmyślone i w każdej jest chociaż jedno, malutkie ziarenko prawdy? A nawet, jeśli nie znajdą Yeti, miał nadzieję, że zintegruje się ze swoimi kolegami z grupy, szczególnie z tą Ślizgonką, która stała przed nim. Była całkiem ładniutka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Coffs Harbour, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 213
  Liczba postów : 492
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6488-curtis-laura-juvinall?highlight=Curtis+Juvinall
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6490-zapraszam-bo-inaczej-john-po-was-przyjdzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6489-jakub-zjem-twoja-okreznice




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Pon Sty 06 2014, 10:30

Curtis przybyła chyba jako jedna z ostatnich i szczerze mówiąc, nie była w najlepszym humorze (hehs nowość). Nie miała ze sobą ani termosu, ani śpiworu, jedynie kurtka, czarna i puchowa, jako tako nadawała się na tego rodzaju wyprawy. Jednakże, jak się okazało, otrzymali od organizatora dodatkowy ekwipunek, dlatego spokojnie mogła odetchnąć i skupić się poszukiwaniu yeti, który, miała nadzieję, okaże się bestią żądną krwi, żywiącą się ludzkimi kończynami i chociaż oczywiście wszystkim uda się przed nią uciec, to może człowiek śniegu jednak zostawi nóżkę lub rączkę jednego z uczestników dla siebie? Cudowny motyw opowiadania.
Curtis jeszcze nie wiedziała do kogo będzie ta nóżka lub rączka należeć, ale podejrzewała, że mogłaby wybrać jakiegoś kandydata, jeśli nie już, to w trakcie wycieczki.
Tymczasem jednak zerknęła na liste i Z PRAWDZIWYM ZDZIWIENIEM dostrzegła, że jest w drużynie z Calebem! I Cezarkiem. I jakąś laską, której nazwisko było łudząco podobne do nazwiska Rahpaela. Przypadek? Gdzieś dostrzegła Cezara, który już z kimś rozmawiał i podeszła do niego, przywitawszy się skinieniem głowy. Uważnie obserwowała innych, najprawdopodobniej kalkulując komu rączka lub nóżka nie będzie AŻ tak potrzebna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28747
  Liczba postów : 34251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Pon Sty 06 2014, 10:40

Kiedy wszyscy już się zebrali, Bob podjął się szalonej próby wyjaśnienia treści mapek i każdej z drużyn rozdał po jednej kopercie, gdzie, jak wyjaśnił, znajdowały się wskazówki co do trasy (dla każdej drużyny inne!), wszakże on nie zamierzał iść z nimi! Jedynie spotkać się już w punkcie docelowym.
Objaśnił, iż każdą wskazówkę należy przeczytać dopiero wtedy, gdy warunki poprzedniej będą już spełnione - nie było możliwości oszustwa, bowiem kartki były zaczarowane tak, że będąc dopiero w danej, wymaganej lokacji, można było odczytać, gdzie udać się dalej! Bob kazał przeczytać pierwszą wskazówkę -wszyscy uczniowie mieli się udać do lasu w pobliżu Hogsmeade (gdzie zaraz pojawi się post MG)

ENJOY i pamiętajcie, że zapisane postacie, które nie pojawiły się na zbiórce, mogą dołączyć na ewentualnie dalszym etapie wycieczki, jednak wolałabym, żeby w takim wypadku, ktoś uwzględnił w swoich postach, że ta postać faktycznie gdzieś jest i nie pojawia się znikąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4302
  Liczba postów : 1821
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Pon Sty 06 2014, 10:46

Isolde w odpowiedzi na uwagę Lunarie uśmiechnęła się lekko, rozkładając bezradnie dłonie. Kojarzyła ją z widzenia, ale zdaje się, że nigdy nie zamieniły nawet kilku zdań. Powiedzmy, że tryb życia i usposobienie obu Gryfonek były skrajnie różne, co nie sprzyjało zacieśnianiu kontaktów między nimi.
- Wygląda na to, że to jednak panowie są poszukiwaczami przygód -skwitowała.
Przybycie jednego z reprezentantów Kanady (a może jednak Australii), który najwyraźniej był niezwykle pozytywnie nastawiony do życia, poprawiło jej trochę nastrój. Skinęła mu z uśmiechem głową, ciesząc się w duchu, że niektórzy są takimi entuzjastami, to zawsze budziło w niej jakieś cieplejsze uczucia. W ogóle miała szczerą nadzieję, że niedługo na horyzoncie zamajaczy jej Caleb, bo tak bardzo chciała z nim pogadać, albo chociaż wymienić jakieś krzepiące uściski. To, że się spóźniał nie było niczym dziwnym, w końcu Cal, to Cal, on zawsze ma jakieś przygody, albo jest zbyt szalony, żeby zebrać wszystkie zdarzenia do kupy i się ogarnąć. Na pewno zaraz przybiegnie, cały w uśmiechach i opowie jej, co u niego słychać i...
Nie. Niestety, Caleb się nie pojawił. Zamiast niego dojrzała charakterystyczne, bardzo szczupłe sylwetki dwóch Gryfonów, na których to widok mina jej zrzedła. Nie no, do Orlova nic nie miała, chociaż w jego obecności zachowywała wzmożoną czujność, jako że już dwa razy udało mu się ją podpalić, ale Vanberga nie chciała widzieć na oczy. Spuściła więc głowę, mając nadzieję, że jakoś się jej upiecze, modląc się, żeby zjawił się ktoś znajomy, z kim mogłaby pogadać, tworząc jednocześnie "zasłonę dymną" i unikając w ten sposób kontaktu z Dexterem. Szczęście Griga, że nie słyszała tej uwagi o dziewczynie Vanberga, bo chyba by go zamordowała.
Najgorsze było to rozdarcie. Bo na samą myśl o tamtym wieczorze Isolde czuła, że na jej twarz wypływa gorący rumieniec, ale oprócz zmysłów, wszystko się w niej buntowało. Nie, nie, nie. To było niezgodne z jej zasadami, ale nawet nie o to chodziło. Gdyby doszło między nimi do czegoś większego (a i tak się trochę zagalopowała), to chyba straciłaby do siebie cały szacunek, bo nie miała zamiaru być kolejną panienką, którą wielki Vanberg zaciągnąłby do łóżka (w sumie to ona zaczęła, ale to przecież detal). Isolde miała tę potrzebę bycia absolutnie wyjątkową, jedyną, cudowną, adorowaną, a rozdawanie się na prawo i lewo, szczególnie osobom, które następnego dnia wylądowałyby w takiej samej sytuacji z kimś zupełnie innym, nie tylko nie było w jej stylu, ale dodatkowo boleśnie zraniłoby jej dumę.
- Słucham...? - spytała słabo, wpatrując się w Orlova, który zjawił się obok niej, i zupełnie nie rozumiejąc sensu jego wypowiedzi. Nie, to byłoby zbyt koszmarne. Los nie mógł być dla niej aż tak okrutny... prawda? Podniosła się i z pozornie obojętną miną podeszła do listy, którą wcześniej, jakże nierozsądnie, zignorowała. Rzeczywiście, jej nazwisko sąsiadowała z trzema innymi, z czego dwa były boleśnie znajome. Odwróciła się w stronę dwóch Gryfonów, marszcząc brwi i czując, że zaraz wybuchnie histerycznym śmiechem albo płaczem. - To jakiś żart? Mało śmieszny - powiedziała z irytacją, unikając wzroku Dextera i czując, że jej delikatne, smukłe dłonie zaciskając się gwałtownie w pięści. Podeszła do Orlova i w przypływie złości odebrała mu papierosa. - Jak już musisz się truć, to przynajmniej mnie odpuść, lubię moje płuca i mój zapach - fuknęła, mając wrażenie, że to jakiś złośliwy żarcik losu, którego ofiarą padła po raz kolejny. Dopiero po dłuższej chwili odważyła się spojrzeć na Dextera, po raz kolejny nakładając swoją lodowatą maskę, co było o tyle głupie, że po tamtym wieczorze Vanberg doskonale wiedział, jaka jest tak naprawdę. - Rozumiem, że... w zaistniałej sytuacji nasza umowa zostaje... zawieszona - powiedziała bardzo oficjalnym tonem, starając się nie myśleć o ustach prefekta i o tym, jak bardzo go nienawidzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 291
Dodatkowo : animag (wilk)
  Liczba postów : 572
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6998-sarah-pauths
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7006-no-to-co-witajcie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7004-poczta-sary-pauths
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7163-sarah-el-pauths#204296




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Pon Sty 06 2014, 11:06

Poszukiwanie Yeti? Czemu nie! Przecież jak wiadomo fascynuje się zwierzętami magicznymi, ale czy to jest zwierzę? mogły by padać różne sugestię, ale żadnej nie uwierzę jak nie zobaczę na swoje oczy owej bestii. Niestety tak mam, przecież jak ktoś mi powie gówno prawdę i będę żyć w tym zakłamaniu i kurwa okaże się to był stek bzdur to bym chyba go zajebała. Nie no ludzie! Jak można! Nie widziałeś nie mów! Jasne i proste po co zmyślać? Tak właściwie to zastanawiałam się często czy się zapisać czy nie. Wyprawa może być ciężka, męcząca i przecież to Yeti, a nie puszek! Przecież mamy do czynienia z wielkim "człowiekiem śniegu" tak? Właśnie jeśli to "człowiek śniegu" czy to oznacza że to człowiek? Że też pochodzi od małp jak wszyscy (niektórym zostało ich zachowanie heh) tylko rozwijał się inaczej? Eh i właśnie te pytania padały by przez parę następnych miesięcy jak bym się nie zapisała. Dobrze że to zrobiłam. Fiu... Właściwie to przybyłam tam jako jedna z ostatnich, ale to nie moja wina że niestety moja głowa jest teraz wszędzie! Przecież mam też swoje sprawy prawda? prawda. Jestem zajęta wszystkim i niczym. To jest bardzo trudne. W końcu jednak dotarłam do miejsca w którym mieliśmy się spotkać. No parę osób już było nie powiem. Wzięłam przedmioty od instruktora i kiedy zobaczyłam kurtkę przewróciłam oczami Co za sieroty! Wyszyć czegoś nie umieją!, pomyślałam. Że muszę to założyć, heh przynajmniej było w moim rozmiarze. Wzięłam do ręki listę i patrzyłam z kim jestem w grupie. Leciałam palcem w dół.
Hn...DRUZYNA 4
Arthur L. Follet
O wreszcie ja
Thomas A. Hill
Rex Champion

Taa, czyli byłam jedyną laską tak? Fajnie... Hah dobra wytrzymam, jak się zmęczę to poniosą mi rzeczy. Hahahahaha, zaśmiałam się w myślach. Chyba oni się zmęczą. Nie no Thomas pewnie nie, on też uwielbia zwierzęta magiczne i ma do tego podejście takie samo jak ja. No dobra czekałam, czekałam i czekałam. Rozejrzałam się i zauważyłam Arthura ale Thomasa i Rexa nigdzie. Trudno, pewnie się spóźnią. Podparłam się o coś zimnego sama nie wiem o co. Obserwowałam ich wszystkich z daleka, nie jak maniak ale za bardzo nie chciałam żeby ktoś za kim nie przepadam do mnie teraz zagadywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
  Liczba postów : 695
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7043-laura-blaise#200970
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7046-laura#200988
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7047-laurowe-listy#200989
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7166-laura-blaise#204304




Administrator






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kuźnia   Wto Sty 07 2014, 00:01

- Tak, to ja - odwzajemniła uśmiech, chociaż może jej nie był taki co uwodzi kogokolwiek. Była pod wrażeniem, że zna jej imię, do głowy jej nie wpadło, że to dzięki liście. Ona sama już dawno nie pamiętała kto tam z nimi miał być. Ach, dobrze będzie pożyć chociaż trochę w słodkiej niewiedzy, że Tanner Chapman wie, że ona istnieje i nawet zna imię. - Hmm... no może. Masz rację - oznajmiła entuzjastycznie i wyjęła wszystkie firmowe ubrania z pakunku, układając je na krześle, aby rozpoznać co jest co. Po czym zdjęła swoją kurtkę, zmniejszyła ją zaklęciem i wcisnęła do plecaka. Teraz mogła bez problemu założyć tą wycieczkową. W końcu jak już się bawić, to bawić, prawda? Trzeba było wczuć się w klimat wyprawy najlepiej jak się dało. - O... to chyba będzie wesoło - wyszczerzyła się, zakładając międzyczasie czapkę, rękawiczki, szyję owijając nowym szalikiem.
Coraz bardziej nie mogła doczekać się początku poszukiwań, więc kiedy Bob zaczął rozdawać koperty, ochoczo ją wzięła, rozpakowała i przez chwilę studiowała to co było w środku. Powiedzmy, że pozostał dwie osoby grupy międzyczasie dołączyły. Rzeczywiście, na razie nic tam nie było, ale Bob powiedział, żeby poszli do lasu. Więc ruszyli!

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Opuszczona Kuźnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Opuszczona Kapliczka
» Opuszczona stacja kolejowa
» Opuszczona radziecka baza
» Opuszczona Kuźnia
» Opuszczona klasa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-