IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dziedziniec wieży z zegarem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 19 ... 33, 34, 35
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Dziedziniec wieży z zegarem   Pią Cze 11 2010, 02:51

First topic message reminder :


Dziedziniec wiezy z zegarem
Dziedziniec wieży z zegarem wydaje się być jednym z najstarszych miejsc w zamku. Łączy most wiszący z resztą budowli, a również wysoką wieżą zegarową. Na prawie samym szczycie znajduje się ogromny, przeszklony zegar. Można się do niego dostać pokonując wąskimi, drewnianymi schodkami pięć piętr. W środku znajdują się różne mechanizmy a także dzwony; niektóre ogromne, miedziane inne zaś złote. Na środku dziedzińca wybudowana natomiast została niewielka fontanna z czterema gobelinami.



Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Sob Wrz 06 2014, 18:16, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 492
  Liczba postów : 847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Sob Maj 06 2017, 19:55

Biorąc pod uwagę jego okropnie odrzucający ton i bardzo krótką, wręcz opryskliwą odpowiedź powinnam była od razu zaprzestać próby nawiązania kontaktu. To nie było jednak w moim stylu - miałam poczucie, że z każdym da się nawiązać nić porozumienia i należy do tego dążyć, szczególnie, że w moim mniemaniu chłopak wyglądał na wybitnie samotnego - gdy ja na lekcjach siedziałam zazwyczaj otoczona wianuszkiem znajomych, tudzież krewnych on siedział w ławce sam, z nikim nie wymieniając ani słowa. Poza tym sam zachęcił mnie do kontaktu proponując mi jointa.
Poza kilkoma okazjonalnymi skrętami nie zażywałam narkotyków, mimo to gdy chłopak podał mi jointa to zgasiłam swojego papierosa i wzięłam go na moment, po czym powoli zaciągnęłam się nim. Trudno powiedzieć co mną kierowało - czy chęć zintegrowania się z chłopakiem czy zwykła ciekawość. Nie byłam specjalnie podejrzliwa wobec innych ludzi, dlatego raczej nie podejrzewałam go o złe intencje.
- Dzięki - rzuciłam oddając mu skręta.
Zakręciło mi się lekko w głowie - nie byłam przyzwyczajona do działania tego typu substancji dlatego trochę mnie kopnęło, aczkolwiek niemal od razu poczułam się dobrze.
Zażycie narkotyku, nawet w tak małej ilości, jeszcze bardziej pogłębiło moje umiejętności społeczne. Odgarnęłam włosy z czoła i odpaliłam kolejnego papierosa uśmiechając się do chłopaka delikatnie, po czym powiedziałam:
- Jestem Vivien Dear.
Nie dodawałam do mojej wypowiedzi żadnego bezsensownego "a ty?", bo w moim mniemaniu brzmiało to idiotycznie, poza tym uważałam, ze podanie swojego imienia jest naturalną reakcją na przedstawiającą się osobę.

______________________

Not in knowledge is happiness, but in the acquisition of knowledge!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Arkham Asylum
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 359
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14510-damon-isaac-spencer-shyverwretch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14515-i-m-just-playing-my-best-move
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14514-nie-chcesz-do-mnie-pisac#384925
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14513-damon-isaac-spencer-shyverwretch




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Sob Maj 06 2017, 23:32

Często zarzucano mu zły ton, lecz Damon nigdy nie rozumiał w pełni o co każdemu chodzi. Jest to barwa jego głosu, którą on uważa za swoją naturalną, szczerą. Nie będzie specjalnie mówić inaczej. Dlatego wielu nie wytrzymywało z nim, oburzało się po jego słowach i odchodziło. Akurat Shyverwretchowi tęskno nigdy nie było. Nie przywiązywał wielkiej wagi do ludzi. Miał ich często w dupie. Nawet częściej niż często.
Zaciągnął się znów i oddał się pełnej mocy tego skarbu. Czuł się luźniejszy, w głowie lekko mu się kręciło, głównie przez to, że w skręcie była nie tylko marihuana, ale także tytoń. Lubił to połączenie, nie przeszkadzało mu. Po narkotykach zdawał się być inny, nie w wielkiej mierze, ale na pewno był bardziej skory do rozmów. Raz w życiu mu się zdarzyło, że zaczął nawijać zupełnie jak ktoś normalny. Lecz czym była normalność? Czymś schematycznym, nie odchodzącym od przeciętności. Definicja przekonuje do bycia innym, gdyż bycie w tej samej grupie co większość zdaje się być nudna.
Na słowa podziękowania, nie skinął głową, nawet nie zareagował. Patrzył w martwy punkt przed siebie, myśląc trochę o dziewczynie, trochę o reszcie spraw. Jednak wpływ narkotyku sprawił, że w jego głowie uruchomiła się ciekawość, więc spoglądnął na dziewczynę, w dokładnie tym momencie, w którym się przedstawiła. Vivien. Nietypowe imię, lecz nazwisko kojarzył. Nawet ktoś tak odległy jak Damon wiedział kim byli Dearowie. Było ich tak wielu, że czasem się zastanawiał jak rodzice tej rodzinki wciąż mogą i nie mają dość. A skoro nie mają, to czemu się nie zabezpieczą, żeby nie było więcej bachorów? Raczej były to pytania bez odpowiedzi.
Czy teraz on powinien się przedstawić? Czy tak robili ludzie? Czy cisza po jej słowach, może według niej coś oznaczać?
- Damon. - Rzucił krótko i jakby przyglądnął się szczególniej twarzy ślizgonki, a było to trudne ze względu na światło, a raczej jego praktyczny brak.
Już prawie dopalił całego jointa, lecz dla niego już była to wystarczająca dawka. Czuł się... szczęśliwszy? Tak można było to określić.
- Co tu robisz? - Zapytał bez ogródek wyraźnie zainteresowany. Przecież niewielu panoszy się o tej godzinie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 492
  Liczba postów : 847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Nie Maj 07 2017, 14:26

Nie byłam osobą, którą łatwo do siebie zniechęcić dlatego nie odeszłam, jednakże mimo wszystko ten ton dawał mi odrobinę do myślenia - skąd miałam wiedzieć, że to naturalny głos chłopaka? W gruncie rzeczy nie wyglądał na szczególnie przyjaznego i nie za bardzo wiedziałam czy moje towarzystwo aby na pewno mu nie przeszkadza.
Trochę mnie dziwiło, że chłopak patrzy w martwy punkt - to było co najmniej... ekscentryczne? Osobiście zawsze starałam się utrzymywać chociaż w pewnym stopniu kontakt wzrokowy z rozmówcą - zwyczajnie tak mnie wychowano, uważałam, że usilne unikanie czyjegoś wzroku jest niegrzeczne. Chłopak nie był jednak skory do takiego kontaktu, więc nie zamierzałam go do tego zmuszać, mimo to nie byłam w stanie wyzbyć się moich wszystkich przyzwyczajeń, więc zupełnie naturalnie odrzekłam:
- Miło Cię poznać, Damon.
Nie zamierzałam wyciągać w jego stronę dłoni, to nie był odpowiedni moment na tego typu (w moim mniemaniu dość formalne) gesty.
Gdybym słyszała myśli Damona pewnie wybuchnęłabym śmiechem - jasne, było nas całkiem sporo, jednakże większość tej zgrai była moimi kuzynami, nie byliśmy owocem niepohamowanej chuci jednego małżeństwa, a potomkami kilku par o wysokim statusie społecznym. Szkoda, że chłopak podał tylko imię - jeśli był czystej krwi zapewne kojarzyłabym jego nazwisko.
Co do mojego imienia - rodzice nie wybrali go po to, żebym się wyróżniała, w takich rodach jak nasz często nadawało się imiona po przodkach - jedna z moich prababek miała tak na imię, więc jak przypuszczałam - rodzice nazwali mnie tak zupełnie bezmyślnie. Nie byłam szczególnie oczekiwanym dzieckiem - gdy ja i Victor przyszliśmy na świat każde z moich rodziców miało już swojego ulubieńca.
- Wkurwiłam się - odpowiedziałam na jego pytanie. uśmiechając z przekąsem - Czy jest coś lepszego na taki stan niż wypalenie papierosa z dala od chmary hałasujących ludzi?
Nie żebym miała coś do ludzi - wręcz przeciwnie, byłam istotą wybitnie społeczną, co nie zmieniało jednak faktu, że ja również potrzebowałam czasem pobyć sama - z dala od zgiełku i tłumu rozkrzyczanych ludzi. Potrzebowałam odetchnąć i przezwyciężyć złe emocje.

______________________

Not in knowledge is happiness, but in the acquisition of knowledge!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Arkham Asylum
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 359
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14510-damon-isaac-spencer-shyverwretch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14515-i-m-just-playing-my-best-move
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14514-nie-chcesz-do-mnie-pisac#384925
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14513-damon-isaac-spencer-shyverwretch




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Nie Maj 07 2017, 15:57

Akurat nigdy Damon nie miał okazji czuć się zniechęcony zachowaniem kogoś innego. Zwykle to on zniechęcał i to od niego odchodzili. A jego ton faktycznie był specyficzny - większość ludzi nie jest do niego w żadnym stopniu przyzwyczajona i po prostu czuje się źle w towarzystwie Damona.
Kontakt wzrokowy w większości wypadków peszył chłopaka. Nie wiedział jak ma się zachować, ludzie zwykle się uśmiechają, a on nie miał takich reakcji. Rzadko zdarza mu się uśmiechać szczerze, a jeszcze rzadziej bywa szczęśliwym człowiekiem bez narkotyków.
Zaś Shyverwretcha nie wychowywano. Był z czystokrwistej rodziny, ale rodzice bardziej starali się uzyskać dawną pozycję, niżby trudzić się w wychowywaniu syna. Damon może miał im to teraz za złe, ale z drugiej strony czuje w tym pewien aspekt wolności, nie czuł, że coś trzeba zrobić, bo tak wypada. Robił co chce i tak jak mu się podobało.
Miło go poznać? Jedynie się przedstawiliśmy...
- Ciebie również. - Odrzekł szorstko. Przeniósł wzrok na Vivien.
Dobrze, że nie wyciągnęła dłoni, Damon czułby się przy tym źle i sztucznie w takich gestach.
Joint go rozluźnił i czuł się lżej, nawet w towarzystwie dość atrakcyjnej dziewczyny. Zwykle bywa zdenerwowany i zastanawia się, czy powinien coś powiedzieć, czy milczeć. I zostaje przy opcji drugiej.
Jest czystokrwisty, faktycznie, ale jego ród zanikł w tłumie, głównie przez bankructwo i w ogóle jakieś spięcia rodzinne. Damona nigdy to nie interesowało, czysta krew mu tylko przeszkadzała w życiu i jest pewny, że czułby się szczęśliwiej będąc w innej rodzinie.
Geneza imienia Damona była chyba z niczego - nikt w jego rodzinie nie miał tak na imię.
Na słowa dziewczyny niespodziewanie i pierwszy raz tego wieczoru się uśmiechnął i patrząc na dziewczynę, odpowiedział:
- Cóż, pierwszy raz cię tu widzę, więc albo wkurwiasz się w nietypowe godziny, albo rzadko się denerwujesz. - Najdłuższe zdanie dzisiejszego dnia, hit - Zawsze można te chmary unikać. - Zaś Damon, przeciwnie do Vivien miał do ludzi sporo. Był typowo aspołecznym człowiekiem i eliksiry zastępowały mu tą samotność. Nie żeby je usposabiał i rozmawiał z nimi, nie. Po prostu mieszając w garnku czuł się lepiej niżby rozmawiając z jakimś denerwującym człowiekiem, który za wszelką cenę chce od niego czegoś. Zaś dzisiaj było trochę inaczej bo nie czuł tego znużenia, jakie czuje w towarzystwie innych. Wyjątkowo, dzisiaj podchodził do Dearowej neutralnie. Zaś złych emocji, jeśli jest za dużo nie da się przezwyciężyć. Da się z nimi żyć, współgrać w symbiozie, ale nigdy wyleczyć, wytępić. Zawsze zło powraca. Nie ma przed nim ucieczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 492
  Liczba postów : 847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Nie Maj 07 2017, 21:48

Gdy chłopak wypowiedział odrobinę dłuższe zdanie jego głos wydawał się przyjemniejszy - mimo, że ton wskazywał na to, że nie jest zbyt chętny do rozmowy to zdobył się na dłuższą (jak na jego standardy) wypowiedź, co uznałam za dobry omen zwiastujący, że nie muszę jeszcze uciekać.
- Dość trudno wyprowadzić mnie z równowagi - rzuciłam spokojnie - Jestem wględnie spokojna.
Nie za bardzo wiedziałam o czym z nim rozmawiać - wydawał się strasznie tajemniczy i wycofany, z drugiej jednak strony coś mi mówiło, że nie powinnam jeszcze urywać tej rozmowy, poza tym chciałam jeszcze trochę tu zostać i nie za bardzo odpowiadało mi egzystowanie w niezręcznej ciszy. Chcąc poprowadzić rozmowę, a przy okazji dowiedzieć się co nieco w temacie jego zamiłowania do eliksirów zapytałam:
- Jesteś całkiem niezły z eliksirów, nieprawdaż?
Po chwili przypomniało mi się, że chłopak nie jest zbyt rozmowny i prowadzenie small talku raczej nie jest w jego nawyku dlatego postanowiłam odrobinę skonkretyzować moją wypowiedź.
- Widziałam, że bardzo dobrze sobie radzisz.
Sama byłam niezła w eliksirach - chociaż miałam artystycznąduszę i nie planowałam wiązać przyszłości z nauką, to uczyłam się dość pilnie - głównie z powodu moich wybujałych ambicji. Poza tym gdyby nie wypaliło ze śpiewaniem to zawsze mogłam prowadzić biznes rodziców - nie żebym miała na to szczególną ochotę - traktowałam to jako bardzo awaryjną opcję, bo mimo mojego zamiłowania do eliksirów nie miałam ochoty na mieszanie się w interesy. Nie zmienia to jednak faktu, że chętnie pogadałabym moment z kimś kto radzi sobie w tej materii lepiej ode mnie.

______________________

Not in knowledge is happiness, but in the acquisition of knowledge!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Arkham Asylum
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 359
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14510-damon-isaac-spencer-shyverwretch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14515-i-m-just-playing-my-best-move
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14514-nie-chcesz-do-mnie-pisac#384925
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14513-damon-isaac-spencer-shyverwretch




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Pon Maj 08 2017, 06:46

U Damona to nawet nie chodziło o wyprowadzanie z równowagi - ogólnie był niezrównoważony i jeśli jest coś irytującego, chłopak nie ma żadnej bariery zanim się zdenerwuje. Oczywiście są wyjątki, na przykład kiedy tego właśnie oczekują od niego - żeby się zdenerwował. Wtedy siedzi cicho, tak żeby znudzić osoby, które są w jego pobliżu. Czasem czuł się jak zwierzę w stadzie innego gatunku. Jakby nie pasował do ludzi, jakby był kimś innym.
- A jednak jesteś tutaj, ze mną, popalając jointa. - Zauważył, może lekko żartobliwie.
Akurat rozmowa z Damonem to sztuka, którą trzeba opanować. Cierpliwość i lekki dystans. Lekki znaczy duży. Jeśli jest się zakompleksionym, lepiej z nim nie rozmawiać. Jest szczery i nigdy nie będzie kierować się zasadą, żeby powiedzieć coś, co się drugiej osobie spodoba najbardziej. Tyle raze w dzieciństwie był okłamywany, że już kiedyś postawił przed sobą cel, że sam nikogo nie będzie mącić, utrzymywać w błędzie.
Vivien natomiast zrobiła pierwszy, dobry krok. Zauważyła w nim kogoś więcej niż tylko pseudohumanitarnego człowieka, bez żadnych zainteresowań. Zdziwiło go to, że wiedziała o nim to, ludzie zazwyczaj ograniczają się do znajomości swoich zainteresowań, bądź znajomych. Zaś pani Dear wiedziała o nim, lecz on nie wiedział o niej.
Owszem. - Rzucił krótko, po czym przeniósł już bardziej zaciekawiony wzrok na dziewczynę, utrzymując kontakt wzrokowy. Dopiero po chwili go urwał, czując się co najmniej dziwnie. - A ty?
No wiesz, dobrze sobie radzisz?
- Było to pytanie już bardziej ciekawskie i związane z "hobby" Damona. Oczywiście dziewczyna nie mogła wiedzieć, że on najbardziej specjalizuje się w wywarach, które są... specyficzne. Jadowite.
Sam jeszcze nie myślał tak bardzo nad przyszłością. Oczywiście, jest już na pierwszym roku studiów, więc się powinno wiedzieć co chce się robić. On natomiast wiedział tylko o eliksirach, ale czy na pewno będzie wiązać z tym przyszłość? Zawsze pozostanie to jako zabijacz czasu, zawsze będzie kochał zapach gęstych oparów wydzielających się z kociołka. Lecz myślał też nad innymi kierunkami, do których oczywiście musiałby się przygotować - taki Niewymowny z Departamentu Tajemnic nie może wyjść z Hogwartu z zerową wiedzą. Trzeba coś wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 492
  Liczba postów : 847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Wto Maj 09 2017, 00:03

- No cóż, nawet w moim przypadku czasem przelewa się czara goryczy i zdarza mi się wybuchnąć - rzuciłam dość oględnie dając mu tym samym do zrozumienia, że nie ma o czym mówić. Uważałam, że nie ma sensu werbalizować takich drobnostek jak afera z Crainem, brat bliźniak nieradzący sobie z podstawowymi eliksirami czy bezustanna zimna wojna z moimi rodzicami. Irytowało mnie to, doprowadzało do tego, że raz na jakiś czas musiałam wypalić papierosa i się uspokoić, jednakże nie zamierzałam się nad sobą użalać - wiedziałam, że jestem multum ludzi, którzy mają gorzej ode mnie.
Nie byłam osobą zakompleksioną - zdecydowanie, w stu procentach znałam i doceniałam swoją wartość jednakże mimo to rozmowa z chłopakiem sprawiała mi pewną trudność. Był zupełnie inny niż większość napotkanych przeze mnie osób - nawet najbardziej aspołeczne jednostki zmuszały się do prowadzenia small talk by nie trwać w niezręcznej ciszy, Damon miał głęboko w tyłku wszelkie społeczne konwenanse i tego typu zagrania.
Zdziwiło mnie, że na mnie spojrzał i przez dłuższy (jak na standardy tej rozmowy) czas utrzymał ze mną kontakt wzrokowy. Czyżby nie szło mi tak tragicznie jak się spodziewałam? Lekko się do niego uśmiechnęłam - trochę przypadkiem, nie był to celowy gest, a jedynie bardzo spontaniczna reakcja.
Byłam całkiem niezłą obserwatorką - chociaż na co dzień skupiałam się na sobie i swoich bliskich to gdy zauważałam, że ktoś się wyróżnia w jakiejś materii dość szybko to zapamiętywałam, stąd wiedziałam, że Krukon jest dobry w eliksirach.
- Jestem niezła - rzuciłam od niechcenia - Nie jakaś szałowa, na tle roku wypadam dobrze.
Po chwili z lekką ironią dodałam:
- No w porównaniu do mojego brata bliźniaka to jestem wirtuozem.
Trudno było ukryć mi irytację związaną z tym, że Victor jest piekielnie roztrzepany i wszystko robi na odchrzan. Kilka dni temu spędziłam cały wieczór po raz kolejny ratując go przed otrzymaniem Trolla i szczerze powiedziawszy miałam tego odrobinę dosyć. Mój brat był jedną z najbliższych mi osób, ale wieczne ratowanie go z opresji i chronienie przed kompromitacją zaczynało mnie męczyć.

______________________

Not in knowledge is happiness, but in the acquisition of knowledge!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Arkham Asylum
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 359
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14510-damon-isaac-spencer-shyverwretch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14515-i-m-just-playing-my-best-move
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14514-nie-chcesz-do-mnie-pisac#384925
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14513-damon-isaac-spencer-shyverwretch




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Wto Maj 09 2017, 17:57

Westchnął po ostatnim zaciągnięciu jointa i wyrzucił go gdzieś do tyłu. Czuł się jakby wszystko było prostsze, łatwiejsze i szczęśliwsze. Zioło daje mu poczucie szczęścia, którego na trzeźwo praktycznie nie potrafi poczuć.
- Ludzie są jak bomby. Każdy ma jakąś określoną granicę, zegar. Tika, tika i w pewnym czasie wybucha. Lub ktoś się do tego dorzuca i powiedzmy przecina nie ten kabelek co trzeba. Wtedy czas nie ma znaczenia, wybuch jest od razu. - Zupełnie zapomniał, że panna obok to Dear i może zupełnie nie rozumieć o czym on mówi. Sam był z czystokrwistej rodziny, ale jak był młodszy zaciekawiła go mugolska technologia i rozumiał ten przekaz.
Sam zaś zwykle w ogóle tak nie mówił. Dopiero po skręcie miał momenty, że "filozoficznie" przedstawiał każdą swą myśl i raz w życiu udało mu się tym rozśmieszyć dziewczynę. Nie miał tego na celu, nigdy nie ma. Emocje mogą być sztuczne i nieraz się przekonał jak ludzie potrafią nimi manipulować. Dlatego Damon na jakąkolwiek emocję nie odwzajemnia się czymkolwiek podobnym. Wciąż jest sobą. Oczywiście to nie tak, że chłopak nie potrafi być uśmiechnięty. Były momenty w jego życiu, zawsze poza domem, że naprawdę się śmiał.
I tu pojawia się pytanie. Czy on jest zakompleksiony? Nigdy się nie martwił, ani nie przeszkadzał mu jego wygląd. Tak samo jak jego postrzeganie na świat, jego stosunek do ludzi to świadomy wybór i gdyby mu nie żyło mu się z tym lepiej niżby bez tego, zmieniłby to. Dlatego nie widzi w sobie niczego do zmiany.
Spoglądając, zakodował w umyśle jej uśmiech i nawet jemu kąciki ust się lekko podniosły. Nie dlatego, że tak robią ludzie, a dlatego, że uśmiech Vivien mu się spodobał i emanował prawdziwym uczuciem. Nie mocnym, lekko przelotnym, lecz nie sztucznym i to się prawdzie liczyło dla Damona.
Kiwnął głową na jej słowa, próbując przypomnieć sobie ją z lekcji. Może mu coś zostało, jakiś zalążek wspomnienia, w którym są oboje?
Nie. Nic sobie nie przypominał i w ogóle wydawało mu się, że widzi Ślizgonke pierwszy raz w życiu. Nie przeszkadzało mu to w żadnym stopniu, gdyż miał tak na co dzień. Nie miał głowy do zapamiętywania ludzi, z którymi ma zajęcia.
- Nie radzi sobie? Well, każdy ma swoje atuty. - Rzucił tylko rozglądając się po całym dziedzińcu. Było wyjątkowo ciepło jak na taką pogodę, mimo lekkiego wiatru. Nie było mu zimno, więc uznał, że mogą jeszcze sobie posiedzieć, porozmawiać. Chyba że ona chce, wyjść i zamknąć z nim kontakt.
- Zimno Ci? - Zapytał dla pewności, nie chciał by się źle czuła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 492
  Liczba postów : 847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Sro Maj 10 2017, 14:03

Naprawdę nie wiedziałam o czym chłopak mówi, wydawało mi się to strasznie dziwne, ale również fascynujące, więc spojrzałam na niego z nieskrywanym zaciekawieniem i zapytałam:
- Co to jest bomba?
Wydawało mi się, że już kiedyś słyszałam to słowo, ale nie mogłam sobie przypomnieć jakie było jego znaczenie, a to co Damon o tym powiedział niespecjalnie rozjaśniało moje myśli. Czy to było coś mugolskiego? Jakiś rodzaj broni? Nie miałam pojęcia, chociaż mówienie o wybuchu ewidentnie na to wskazywało.
Uśmiechałam się często - nie dlatego, że robiłam to na pokaz (chociaż muszę przyznać, że nawet mi zdarzało się uśmiechać w sytuacjach, w których nie miałam na to ochoty), po prostu byłam naprawdę pogodną osobą. Chociaż mój charakter nie należał do łatwych na co dzień byłam raczej radosna i miła - naprawdę nie dlatego, że robiłam coś na pokaz, to po prostu było moje usposobienie. Mój uśmiech lekko się poszerzył, gdy zobaczyłam, że kąciki jego ust również się podniosły - nie było w moim mniemaniu niczego milszego niż spowodować u kogoś szczery uśmiech - a biorąc pod uwagę jak wycofaną osobą był chłopak mogłam przypuszczać, że nie udawał.
Ja również nie miałam szczególnej pamięci do twarzy, zapamiętywałam jedynie osoby, które w jakimś stopniu się wyróżniały. Damon jako osoba był ledwo dostrzegalny, wycofany, ale na eliksirach zwracał uwagę swoją wiedzą i łatwością w warzeniu wywarów - co robiło na mnie wielkie wrażenie.
- To nie tak, że sobie nie radzi. - rzuciłam z lekką goryczą w głosie - Jest piekielnie roztrzepany i do prawie niczego się nie przykłada.
Mówiłam to z żalem - nie byłam jakoś szczególnie bystra, ale osiągałam niezłe wyniki dzięki mojej ambicji, której zupełnie brakowało Victorowi. Czasem zastanawiałam się jak to się stało, że mój brat trafił do domu węża.
- Nie, jest w porządku - spojrzałam na niego ponownie się uśmiechając - Dzięki, że pytasz

______________________

Not in knowledge is happiness, but in the acquisition of knowledge!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Arkham Asylum
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 359
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14510-damon-isaac-spencer-shyverwretch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14515-i-m-just-playing-my-best-move
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14514-nie-chcesz-do-mnie-pisac#384925
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14513-damon-isaac-spencer-shyverwretch




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Sro Maj 10 2017, 19:58

Po jej słowach zawahał się i popatrzył na nią ze zmarszczonymi brwiami. Dopiero po sekundzie zrozumiał, że ma prawo nie wiedzieć. Odchrząknął i zaczął tłumaczyć:
- Jest to mugolskie urządzenie służące do wielu rzeczy. Pierwotny zamysł to było tworzenie tuneli kolejowych dzięki takim dynamitom, odmianą bomby, ale w przebiegu lat zastosowanie zaczęło się zmieniać i chyba najczęściej używane jest jako broń destrukcyjna. W środku jest proch i podpalasz lont, taki sznureczek i za chwile wybucha. Bądź bomby zegarowe, na których masz ustawiony czas,
po którym wybuchają. To je opisywałem.
- Po tłumaczeniu Damon miał nadzieje, że jakkolwiek wyjaśnił dziewczynie, jednocześnie mówiąc o tym trochę historycznie. Ludzie mogliby się dziwić, że czystokrwisty zna lekko historię o czymś poza tym światem. A dowiedział się to od pewnej dziewczyny, podczas spaceru przez Londyn. Rozmawiał z nią chwilę, ona akurat miała o tym wykład i mimo, że się nie znali, zaczęła mu opowiadać o tym jak Nobel wynalazł dynamit... dużo tego było i nie wszystko Damon zapamiętał, ale pewne rzeczy kojarzył.
Chłopak uśmiechał się prawie nigdy, lecz nie było to spowodowane jakimkolwiek pesymistycznym podejściem do życia. Wszystko miało swoje wytłumaczenie, czasem bardziej zawiłe, a innym razem proste i logiczne. Nie lubił ludzi, głównie z powodu szerzącego się kłamstwa, oszustw. I tym większa irytacja, gdy rozmawia z kimś, kto uważa siebie za kogoś lepszego, na przykład z rodów czystokrwistych i najczęściej z Slytherinu. Gdyby miał to w zwyczaju, wyśmiewałby się z takich ludzi - takie zachowanie można kategoryzować do małoletnich pajaców.
Poprawił się trochę, gdyż siedząc w jednej pozycji zaczynał boleć go tyłek i wstał na chwilę by się rozruszać, lecz odwrócił się w stronę dziewczyny. Założył kaptur i chowając ręce do kieszeni, odpowiedział:
- Cóż, to chyba sobie nie radzi nie przykładając sobie. Ale przynajmniej możesz sobie mówić, że stać go na więcej, chociaż wiadomo, że lepiej nie będzie póki to on nie zmieni swojej postawy. - Powiedział próbując sobie wyobrazić jej brata. Nie znał jego twarzy i nawet się nad nią nie zastanawiał. Bardziej chodziło mu o charakter.
- Nie zmuszaj go. Nie żebym był idealnym bratem i w ogóle znam się na takich sprawach, ale niech już robi co chce. To on będzie później żałować. - Damon był jedynakiem i nie potrafił zrozumieć czegoś jak pragnienie by rodzeństwo było lepsze. Albo żeby się przykładało. Nie potrafił pomagać, to też mogło być czynnikiem wytłumaczalnym to "schorzenie".
Nagle poczuł chęć kolejnego papierosa, więc wyciągnął z kieszeni paczkę. Włożywszy sobie papierosa do ust, przebiegł wzrokiem po dziewczynie, a następnie zapytał:
- Chcesz jeszcze jednego? Mam czekoladowe. - Wyciągnął różdżkę i końcem zapalił papierosa, żeby za sekundę zaciągnąć się i poczuć smak mlecznej czekolady Milka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 492
  Liczba postów : 847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14309-vivien-o-i-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14332-w-odchlani#378419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14330-poczta-void
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Pią Maj 12 2017, 15:25

Spojrzałam na niego z lekko rozdziawioną buzią - zastanawiało mnie skąd chłopak wiedział takie rzeczy. Mugole bywali naprawdę... sprytni? W takich momentach niemal rozumiałam fascynację - mojego brata ich kulturą.
- To coś takiego jak większa Bombarda z opóźnionym działaniem? - zapytałam głupio, starając się za wszelką cenę przełożyć to zjawisko na znany mi świat. Było to dla mnie tak niepojęte, że bez przetłumaczenia tego nie byłam w stanie dojść do ładu.
Sama byłam czystokrwistą dziewczyną z Slytherinu, ale nigdy się z tym nie obnosiłam. Jasne, raczej nie spędzałam czasu z mugolakami, ale nigdy nie wywyższałam się z powodu mojego statusu krwi czy bogactwa. Nie miało do dla mnie żadnego znaczenia.
Również nie lubiłam nieszczerych ludzi, z drugiej jednak strony nie starałam się na siłę szukać w innych złych intencji - wręcz przeciwnie, starałam się znaleźć w ludziach ich dobre strony, docenić ich. Nawet gdy kogoś nie lubiłam to potrafiłam docenić, że z czegoś jest dobry albo że ma jakąś zaletę, której mi brak.
- Do niczego go nie zmuszam - rzuciłam niedbale - Po prostu chciałabym, żeby wiodło mu się jak najlepiej.
Nie ukrywam, że więź z bliźniakiem jest czymś nierozerwalnym, trudnym do zrozumienia dla kogokolwiek kto nie miał bliźniaczego rodzeństwa, a tym bardziej rodzeństwa w ogóle. Gdy Victor otrzymywał kolejnego Trolla z rzeczy, które w moim mniemaniu były co najmniej banalne było mi trochę wstyd. Wiedziałam, że mój brat mógłby osiągać lepsze wyniki.
Wzięłam od niego papierosa i podziękowałam lekkim skinięciem głowy, po czym odpaliłam go różdżką. Faktycznie były dość mocno czekoladowe, przez ich słodki aromat, niemalże nie czułam gorzkiego, papierosowego dymu.

______________________

Not in knowledge is happiness, but in the acquisition of knowledge!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Arkham Asylum
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 359
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14510-damon-isaac-spencer-shyverwretch
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14515-i-m-just-playing-my-best-move
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14514-nie-chcesz-do-mnie-pisac#384925
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14513-damon-isaac-spencer-shyverwretch




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Pon Maj 22 2017, 20:27

Uśmiechnął się niedbale na porównanie Vivien do zaklęcia. Powinien się tego spodziewać i w sumie dobrze, bo czarodziejom najłatwiej sobie skojarzyć świat mugolski z czymś co już znane w tym świecie.
- Tak. Z opóźnionym, wyznaczonym dokładnie przez ciebie. I też mogłabyś jakby... podłożyć powiedzmy trzy bomby w różnych miejscach i w jednym momencie je zdetonować, żeby wybuchły. Tak najczęściej robią terroryści w świecie mugolów... - Skończył i zaciągnął się papierosem, jakby orzeźwić gardło czekoladowym smakiem, który powoli zanikał. Dla Damona łatwo było zrozumieć pewne sprawy o mugolach, gdyż nie miał zamkniętego umysłu na tylko świat taki jaki widzi, jaki rozumie. Jest otwarty na wiele rzeczy, które są dla typowych czystokrwistych niepojęte.
Sam Damon nigdy nie widział potrzeby owijania w bawełnę, nie lubił tego. Bycie szczerym jest jego znakiem rozpoznawczym, zawsze był prawdomówny i nie interesowały go skutki jego słów. Nieraz doprowadził innych do płaczu, złości, desperacji - mówił sobie, że to już jest normalne i go to nie interesuje. Sam w środku czuł się gorzej i musiał sobie dawać z tym radę. Nikt za niego nie zapłacze, ani nikt nie będzie mu współczuć. Ani on nie będzie robił cyrków. Miał dosyć ludzi, dosyć ich kłamstw.
- Będzie mu się wiodło tak jak sam sobie ułoży. Nikt nie może pokładać w nim nadziei większych niż on sam w sobie. Bo chuj z tego wyjdzie. - Pierwszy raz przy niej przeklął, ale nie zwrócił nawet na to uwagi i wziął kolejnego bucha papierosa. Damon nie wiedział, że omawiany chłopak jest jej bliźniakiem, jednak to nie zmienia rzeczy - jak będzie siebie traktować jak śmiecia, nikt z niego królewicza nie zrobi. Wszystko zależy od jego zaangażowania i jeśli już bliźniacza siostra jest lepsza to niech tak zostanie. Na pewno nigdy nie będą sobie równi.
Po już jakimś czasie Damon nie widział sensu w prowadzeniu dalszej tej rozmowy. Nie ze względu na towarzyszkę, lecz ze względu na koniec tematów i po prostu miał już dość dzisiejszego dnia i wszystkiego. Wstał, popatrzył jeszcze na Vivien i na pożegnanie rzekł:
- Ja już idę... Do zobaczenia? - Skończył pytającym tonem, gdyż może kiedyś się jeszcze spotkają w podobnej sytuacji. Oby w ciekawszej, gdyż Damon po godzinie już zasypiał. Odwrócił się od Ślizgonki i wolnym krokiem pomaszerował w stronę zamku.

zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 276
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13398-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13420-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Czw Paź 26 2017, 22:03

Było lepiej; przez ostatnie półtorej miesiąca wzięła się za siebie i teraz w miarę przypominała człowieka, niźli jego wrak. Cera nabrała żywego kolorytu, włosy znowu zaczęły lśnić, chociaż oczy dalej nie błyszczały zdrowym blaskiem takim, jak kiedyś. Bo nawet jeśli czuła się lepiej i udawała, że tak jest, to wciąż miała na uwadze swoje problemy zdrowotne, przez które przez pewien czas leżała w szpitalu. Teraz jednak nie blokowała usilnie swoich wizji, zaś te przestały ją nękać z taką intensywnością jak przed i w trakcie wakacji. Tym razem lekcje ciotki nie poszły na marne. Uczyła się - obiecała jej, ale i tak stroniła od kontaktów z ludźmi. Może dlatego znowu nie wiedziała czy jest w związku? Podejrzewała, że nie, bo relacja między Aleksandrem a nią od zawsze była na tyle zawiła i kończyła się tak samo, że tylko rasowi masochiści wracaliby non stop do siebie. Pomijając to miała wrażenie, że zmieniła się również i z charakteru; ten wcale nie był tak przyjemny w obyciu, jak kiedyś.
Tego wieczora postanowiła przejść się na krótki spacer korytarzami zamku. Na spacery po błoniach było za zimno, a jednym z ulubionych miejsc był dziedziniec w wieży z zegarem. Z tego miejsca mogła bez problemu obserwować dziedziniec i okolice, podsłuchiwać rozmowy i najważniejsze: zaznać chwili ciszy i spokoju. Usiadła na kamiennym parapecie, spierając się plecami o ścianę, a końcem różdżki zaczęła dłubać w murku.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 12
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Czw Paź 26 2017, 22:29

Wiecznie uciekanie było męczące.
Teraz, znów będąc w Hogwarcie, chroniony przez grono pedagogiczne mógł wreszcie odetchnąć. Pewność, że jego tożsamość nie wypłynie, była dla niego czymś wielce kojącym. Drugi rok powtarza tą samą klasę i szczerze powiedziawszy, nie przeszkadzało mu to. W sumie będzie miał pięć lat studiów, gdy reszta miała po trzy – dzięki temu pozna dużo więcej ludzi, prawda?
Ponowne przechadzanie się mrocznymi korytarzami zamku dawały mu przeświadczenie, że jest bezpieczny. Od tak długiego czasu. Mógł ponownie żyć.
Wybrał się na spacer po zamku, w którym nie był od około pół roku. Klasycznie nic się nie zmieniło, ale to nic zaskakującego. To był zamek, zabytek, a zabytki zwykle pozostają niezmienne przez tysiące lat. Szedł tymi samymi korytarzami, tymi samymi skrótami, a jedyne co było dla niego inne, to ludzie, których mijał, przeciskał się przez nich, znacznie przewyższając każdego wzrostem.
Hogwart kojarzył mu się z cierpieniem, bólem po utracie sióstr i ich widokiem przed twarzą. Teraz doświadczał zupełnie inne uczucia i był już dojrzalszy, dorósł do bólu i utraty najbliższych mu osób. Był teraz sam – nie miał matki, sióstr, ani ojca. Blackfyre, ród, który powstał sześć miesięcy temu i był pierwszym jego członkiem. Najnowszy, istniejący czystokrwisty ród w Londynie. Dosyć zabawne dla niego.
Samotność znacząco dawała się we znaki, ale powoli zaczynał się uczyć jak z nią żyć. Przez ostatnie miesiące bycia samemu skupił się na powolnym treningu Quidditcha i też starał się zarabiać jakkolwiek, żeby się nie skończyło, że umrze z głodu, konając w jednej z wielu uliczek w Hogsmeade. Każdego dnia widział Hogwart na horyzoncie i musiał przyznać – tęsknił za nim. W nim miał ludzi, z którymi mógł rozmawiać.
Od lat jednak nie miał dziewczyny, a jedyną osobą najbliższą mu była Andrea. Kontakt urwał się wraz z jego problemami, nie wiedział co u niej, co z jej darem-przekleństwem. Przez ten czas nie miał czasu na myśl o niej. Był wiele razy w problematycznych sytuacjach i wspominki mogły skończyć się tragicznie.
Lecz teraz, będąc w zamku, zaczął się zastanawiać co z nią. Jak się potoczył jej los. I czy zmieniła się znacząco, czy dalej była tą samą dziewczyną, którą pocałował pierwszy raz w Hogsmeade w Alejce z wielkimi drzewami, albo chciał ją zrzucić z mostu podczas jego „odpałów”. Z nią miał najwięcej doświadczeń w tej szkole i był ciekawy. W takich sytuacjach mógłby uwierzyć w coś takiego jak los, bo nigdy by się nie spodziewał, że dziewczyna, o której myślał miała ten sam pomysł co on – wybrać się w jedno z najbardziej wyludnionych miejsc w Hogwarcie, czyli dziedziniec wieży z zegarem. Tutaj można było w spokoju pomyśleć, o ile pogoda nie przeszkadzała ci w tym aż tak bardzo, że zaczęły ci się odmrażać palce u stóp.
Tym razem tak nie było. Było dość znośnie, jak na pogodę w tutejszym klimacie.
Wspinając się na wieżę, nie myślał, że kogoś tu spotka.
Tym bardziej, że była to Andrea.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 276
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13398-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13420-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Czw Paź 26 2017, 22:42

Los bywał zaskakujący, jednak rozmyślanie na temat losu nie leżało w jej gestii. Szczególnie wtedy, gdy to ona pośrednio mogła na niego wpływać, decydować i podejmować decyzje uzależnione od tego, co akurat ujrzała w jednym ze snów, czy półświadomych wizji na środku korytarza szkolnego, kiedy po prostu łapała maksymalne zawieszenie. W ostatnim czasie kierunek jej wizji nieco się zmienił, chociaż dalej w większości się sprawdzały - to jednak wcale nie oznaczało, że była skora do pomocy i ostrzegała ludzi przed potencjalnym niebezpieczeństwem. Już dawno podjęła decyzję, że nie może ingerować w to, co było komuś zapisane i cóż, krótko mówiąc: przykładowo czyjaś śmierć w taki a nie inny sposób była mu po prostu pisana. Co z tego, że mogłaby ją ujrzeć? Nie wiedziała przecież kiedy się wydarzy; dokładnie taka wizja tyczyła się dalej jej siostry. Bo wizje nie miały terminu przydatności, nigdy.
Usłyszała kroki, lecz nie odwróciła się w kierunku ich źródła. Nasłuchiwała, wciąż grzebiąc w parapecie, a kiedy kroki ucichły, ona zaprzestała swojej nieznośnej zabawy.
- Ze wszystkich miejsc w szkole przyszedłeś akurat tutaj? - Chciała sprawić wrażenie, że wie z kim ma do czynienia (przecież była wróżką), chociaż tak naprawdę nie miała pojęcia czy w ogóle użyła poprawnej formy. Ciężkie kroki sugerowały jednak obecność płci przeciwnej, a to, że się odezwała w pewien sposób miało zniechęcić intruza do pozostania tutaj. Wzrok skierowała na niemal pusty już dziedziniec i schody prowadzące na błonia, ze strony których raz po raz pojawiały się coraz to mniejsze grupki uczniów.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 12
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Pią Paź 27 2017, 05:43

Nie odwróciła się, lecz wiedziała.
Daniel mruknął pod nosem coś po niemiecku, tak że dziewczyna go nie słyszała.
Najwidoczniej wywróżyła sobie, że on będzie tutaj i jakaś wskazówka w wizji informowała ją, że to akurat dzień dzisiejszy.
Nie ruszyli się. Wciąż Andrea była odwrócona, zaś atmosfera między nimi robiła się coraz bardziej napięta i gęsta. Też w takich sytuacjach, Daniel zastanawiał się, jakby zareagował na dokładnie taką samą sytuację jeszcze rok temu. Lecz tym razem, wydawało mu się, że ani by nie wybuchnął gniewem, ani też nie zrobiłby niczego, co by podchodziło pod szaleństwo. To jeszcze nie ta pora.
Co do losu, Daniel miał różne do tego podejście, jeśli jest coś takiego, niech sobie będzie, jak nie ma to trudno. Nie roztrząsał tego tematu. Był w sumie tylko ciekawy jakie zdanie ma Ślizgonka, jako osoba widząca od czasu do czasu przyszłość. I czy sobie z tym wreszcie poradziła.
Jej słowa były chłodne, nie wydawały się pełne głębokich uczuć, a raczej odwrotnie - głosy, wydawane z jej ust były niczym wypłukane z jakichkolwiek uczuć.
Wiatr zawiał gwałtowniej mu w twarz i poczuł zimno na całej skórze, powodując gęsią skórkę na rękach. Czasem przeszkadzało mu to, że był teraz bardziej odbiciem samego siebie sprzed tych wielu miesięcy.
No właśnie. Pozostawała kwestia, czy Andrea go w ogóle rozpozna. Kiedy jeszcze widziała go ostatnio, jego postura była poprawna, wysportowana. Teraz zaś, był wychudzony i wyglądał jak szkielet. Miał podkrążone oczy i przedwczesne zmarszczki w niektórych miejscach.
Pora się odezwać.
- A miałem już nadzieje, że to zwykły los sprawił, że się tu spotkaliśmy, a nie te twoje "tanie sztuczki". - Rzekł spokojnym i zimnym wręcz tonem, w którym czuć było nutkę sarkazmu. Patrzył wciąż na nią odwróconą, czekał aż wreszcie spojrzy na niego swoimi wielkimi oczami, które tak bardzo lubił wiele miesięcy temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 276
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13398-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13420-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Pią Paź 27 2017, 09:53

Miała przez moment nieodparte wrażenie, że wpadła na niemowę lub kogoś, kogo jej widok bardzo zaskoczył. I gdy tylko już pozbawiona wszelkiej cierpliwości łaskawie odwróciła wzrok w kierunku intruza, zamilkła, jakby teraz to ona ujrzała dementora. Bez problemu mógł dostrzec konsternację wymalowaną na jej drobnej twarzy, bo przecież nie widzieli się długo - w zasadzie ślad zaginął zarówno po niej, jak i Danielu, już przed wakacjami, a żadne nie kwapiło się do wysłania listu. Nie dziwiło jej to szczególnie: przecież postawiła Niemca w niemiłej sytuacji na pieprzonych feriach zimowych, po których mimo wszystko wróciła do swojego byłego chłopaka, zapominając o jego istnieniu. Zeszła z parapetu, w milczeniu podchodząc do Ślizgona z miną taką, jakby po raz kolejny planowała się na niego rzucić z rękoma.
- Bo sprawił. Mam ambitniejsze wizje, niż przewidywanie sobie na kogo wpadnę w szkole. - Nie uraził jej; od pewnego czasu przestała zwracać uwagę na docinki ze strony otoczenia, w szczególności, że podobno nie była jedynym jasnowidzem w tej szkole. Podejrzewała jednak, że tamci (tamte?) są bardziej normalni, niż ona. Tymczasem nie wiedziała co powiedzieć, bo na jej usta cisnęły się niezbyt miłe słowa. Z drugiej strony zaś nie było chyba powodu, dla którego miałaby teraz traktować go jak swojego wroga: raz jeden, jedyny miała wizję, że stanie mu się coś niedobrego i wnioskując po wyglądzie ta przepowiednia ziściła się dość szybko.
- Co ty tu robisz? - Wlepiwszy błękitne ślepia w twarz chłopaka przyglądnęła mu się, bardzo oceniająco, a potem jakby nigdy nic przytuliła go, obejmując ciasno rękami wokół pasa. Mógł ją odepchnąć, ale gdyby to zrobił to prawdopodobnie poleciałby wraz z nią do tyłu. Nie wiedziała co się z nim działo i jak się zmienił oraz co było tego przyczyną; nie zamierzała póki co o to pytać. Jeśli dalej traktował ją jak wtedy, to zapewne powie jej o tym sam.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 12
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Sob Paź 28 2017, 23:54

Widząc jak się odwraca, jeszcze całkowicie nieświadoma, że to on przywitał ją tego dnia, w pewnym momencie zachciało mu się śmiać. Nie do końca wiedział dlaczego, ale tak się poczuł. Nie zrobił tego jednak, jego twarz nie zmieniła się, a widząc zmieszanie na jej twarzy, uniósł lekko brwi, przegryzając wargę. Nie widzieli się szmat czasu - tu nawet nie chodziło, żeby oboje byli w jakiejś dramie, byli pokłóceni. Mięli trudne sytuacje i nie było okazji, żeby chociażby pomyśleć o ludziach, których znało się w szkole. W pewnych momentach to wszystko schodzi na dalszy plan. Rzadko używał listów, raczej w sytuacjach, w których było to już konieczne.
Do Andrei wysyłanie jakichkolwiek listów mijało się z sensem ich znajomości, jeśli jakikolwiek miała. Co miałby jej wyjaśnić? Co miałby tam napisać? Lepsze dla niego było milczenie, nawet jeśli wydawało się bardziej bolesne. Mogłaby mieć przez niego problemy, a jak widać - miała swoje, więc jeszcze jego by wpakowałyby ją w niezłe gówno.
Widząc każdy jej krok, coś w nim sprawiało, że stawał się coraz bardziej spięty, jakby podświadomie bardzo długo czekał na ten moment spotkania. Zbliżała się, była coraz bliżej, a on nie wiedział co chce zrobić. Tylko zaczęła mówić, z czego okazało się, że jednak to był wypadek... a jednak wcześniejsza odzywka była nadzwyczajnie dziwna.
- Jest coś bardziej ambitnego do przewidywania przyszłości w tej szkole? - Zapytał z lekkim sarkazmem na ustach, ale to była jego mowa powszechna, nie chciał niczym zrazić Ślizgonki, ani też sprawić jej przykrości - po prostu tak już miał, że nasuwały mu się na język same dość cięte odzywki, albo po prostu nie do końca przyjemne dla odbiorcy.
Jeśli byli inni jasnowidzi, to Daniel modliłby się, żeby były różne "kategorie" takich przypadków - gdyby każdy był jak Andrea, ta szkoła zmieniłaby się w psychiatryk.
Daniel nie pamiętał o tej wizji ani wtedy, kiedy wszystko przewidziane się ziściło, ani w momencie, kiedy ze sobą rozmawiali. Faktem było to, że z początku (jeśli nie cały czas) nie brał tych wizji na poważnie. Widział, że były niebezpieczne, a jednocześnie nie był ich pewien.
Jej słowa były niczym brzytwa tnąca gardło, lecz Daniel nie zraził się. Jedynie do głowy wpadło mu masę odzywek i żadna z nich nie była nieironiczna czy niesarkastyczna.
Został otulony jej drobnym, chudym wręcz ciałem, co komicznie wyglądało, zważając na ich różnice wzrostu. Również otulił ją, trzymając dłonie wokół jej talii.
Czuł się dziwnie. Tak dawno nie okazywał jakichkolwiek gestów, że teraz były dla niego niemal nienaturalne. Lecz próbował to ukryć, wciąż stojąc w uścisku z Ślizgonką, w międzyczasie odpowiadając:
- Aktualnie to wtulam się w twoje wręcz anorektyczne ciało, Andrea. Skoro zadajemy sobie tak wspaniałe pytanie, to zapytam cię o to samo: co ty tu robisz, dziewczyno? - Na jego ustach zagościł lekki uśmieszek. Będąc tak blisko niej, wyczuł jej perfumy, które od tylu miesięcy pozostawały niezmienne.
W końcu rozluźnił uścisk i stanął krok od niej, obserwując ją dokładnie.
- Anoreksja u Ciebie to norma, ale wyglądasz dużo lepiej, niż cię zapamiętałem. Rozumiem, że sobie poradziłaś z tym swoim kochanym darem? - Zapytał, czując się zupełnie inaczej. Zmienił się, to prawda, ale czuł, że rozmawiając z nią pewne rzeczy nie zmieniają się.
Sam o sobie nie chciał za bardzo opowiadać, a na pewno nie od razu. Do tego w końcu dojdą - mają bardzo dużo sobie do opowiedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 276
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13398-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13420-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Wto Paź 31 2017, 22:21

Nie skomentowała jego słów; nie miała ochoty na wdawanie się w tego typu dyskusję i kolejne tłumaczenie, że przecież wizje nie były zależne od niej. Nie spodobało jej się też, gdy Daniel się odsunął. Wolała sama to zrobić, niż tak po prostu zostać odstawiona na odległość, ale rozumiała, że być może chłopak nie był gotowy na tak śmiały atak z jej strony. Posłała mu więc wyraźnie niezadowolone spojrzenie, po czym wróciła na swoje miejsce.
- Na to wygląda. W każdym razie jest lepiej, niż poprzednio. Dostałam nauczkę, pogodziłam się z tym, że jestem nienormalna i nic z tym nie zrobię. Co zrobisz jak nic nie zrobisz. - Wzruszywszy ramionami objęła się rękoma dookoła, bo na dziedzińcu było zimno, pomimo ciepłego swetra i płaszcza, który na sobie miała. Zawsze marzła i chyba nie było ani jednego dnia w jesieni, czy zimie, by było inaczej. Chyba, że taki, który spędziła w pełni w łóżku pod kołdrą z kotem i książkami.
- Więc... co słychać? - Zagaiła neutralnie chcąc sprawdzić co Daniel jej powie i czy w ogóle byli w stanie rozmawiać tak jak kiedyś. - Dawno się nie widzieliśmy. - Doskonale wiedziała czemu i uznała, że każde miało swoje własne problemy na głowie, więc nie przejmowało się tym drugim. Ale teraz, kiedy wreszcie stali naprzeciwko siebie zapominała o tym, co niegdyś myślała.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 12
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 455
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   Pią Lis 03 2017, 19:25

Cóż, Daniel nie znał się za bardzo na tym darze i było to dla niego coś mroczniejszego niż czarna magia. Nie chciałby być jasnowidzem i tyle.
Daniel zmienił się - jak kiedyś najchętniej zostałby w uścisku z kobietą, to teraz czuł się strasznie spięty, tak jakby było to coś nienaturalnego i nie pasującego do całej układanki.
Widział jej spojrzenie i mógł ją zrozumieć - ten Daniel, którego znała nigdy by się od niej nie odsunął. Tamten Schweizer, który ją pocałował w dzień ich pierwszego spotkania, tamten, który spędził z nią miłe chwile na błoniach i też tamten, który chciał ją zrzucić z mostu - to wszystko była przeszłość i tej właśnie przeszłości Daniel się bał. Był wręcz przerażony, że to wszystko będzie zupełnie inne, że stare znajomości, a w szczególności znajomość z Andreą nie będzie już taka, jak była kiedyś.
- To dobrze, że to zrozumiałaś. Tacy ludzie jak ty. Jak ja. Nie powinni i nie są normalni. - Zauważył jej ruch, zrozumiał, że jest jej zimno i mógł powiedzieć o sobie to samo. W Anglii nigdy nie było przyjemnie, jeśli chodziło o pogodę, a tym bardziej, gdy zima zbliżała się dużymi krokami. Ale jednak wciąż w podświadomości były zakorzenione stare nawyki chłopaka - ściągnął płaszcz, który miał na sobie i zbliżył się do Ślizgonki, zakładając go na nią.
- Nawet nie chce słyszeć słowa odmowy. - Syknął, zanim w ogóle zdążyła jakkolwiek zareagować. Od razu poczuł chłód, przenikający jego cienką koszulkę, a na jego rękach pojawiła się gęsia skórka, którą chciał jak najbardziej ukryć przed Jeunesse. Nie chciał, by miała dowód, że było mu zimno. Nie miał ją za idiotkę, na pewno wiedziała, że mu zimno... ale to zawsze byłby jakiś pretekst, żeby mu ten płaszcz oddać.
Co u niego słychać? Cóż, od jakiegoś czasu jest dobrze, powoli wracał do życia, takiego jakie powinien mieć każdy normalny nastolatek.
- Co u mnie słychać? Nikt już nie chce mnie za wszelką cenę, a przynajmniej ludzie, którzy mają takie upodobania nie wiedzą gdzie jestem, jak wyglądam... Więc uważam, że u mnie bardzo dobrze się miewa. - Westchnął, ponownie wspominając ich wspólne wspomnienia - dawno. Oby to nie znaczyło, że nie możemy już ze sobą wytrzymać... choć te miesiące temu też bywały momenty, że niemal się pozabijaliśmy.
Nie mieli czasu na wspominki przez ten czas i Daniela w sumie intrygowało, czy z Andreą nie było gorzej, niż to opisywała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Dziedziniec wieży z zegarem   

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec wieży z zegarem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 35 z 35Idź do strony : Previous  1 ... 19 ... 33, 34, 35

 Similar topics

-
» Dziedziniec wieży zegarowej
» Dziedziniec
» Wieża Wiatrów
» Szczyt Wieży
» Wieża Północna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Parter
-