IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wschodni brzeg jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 180
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 402




Gracz






PisanieTemat: Wschodni brzeg jeziora   Czw Kwi 28 2011, 19:51

First topic message reminder :


Wschodni brzeg jeziora


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Czw Maj 30 2013, 19:32

Dziewczyna spojrzała na niego kątem oka. A więc jednak nie była aż taką gapą! Miała prawo go nie zauważyć. Zresztą dużo ludzi pojawiło się w Hogwarcie przez jej rok nieobecności. Dużo się zmieniło, a to był tyko i wyłącznie rok…
Zmieniając temat. Kiedy opowiadał o jego podróżach słuchała z uwagą. Ręką zataczała koła, a potem słowa – sfinks, chimera.
- Miałeś takie pasjonujące życie… ciekawe, intrygujące… dlaczego z niego zrezygnowałeś? – spytała odwracając się do niego i siadając tym razem wygodnie na ziemi – Ja od zawsze chciałam zwiedzić świat, zobaczyć wszystkie niesamowite, piękne rzeczy na tym świecie, jednak nie miałam okazji.
Ściągnęła buty i zanurzyła nogi w wodzie. Spojrzała w niebo i po chwili dodała.
- Opowiedz jeszcze gdzie byłeś, jak tam było, co widziałeś niezwykłego, proszę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 983
Dodatkowo : teleportacja, animagia (szary niedźwiedź)
  Liczba postów : 318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5538-clement-appius-wellington
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5564-clement-wellington?highlight=clement
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5548-puchacz-clementa?highlight=puchacz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7851-clement-a-wellington




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Czw Maj 30 2013, 20:33

- Widzisz... po śmierci mojego brata wszystko się posypało. To była akcja w Norwegii, nie zdążył się teleportować i...- Clement urwał, zaciskając mocno pięści i spuszczając na chwilę wzrok. To bolało, to cholernie bolało, nigdy się z tym nie pogodzi, zawsze będzie go prześladowało wspomnienie zwęglonych zwłok brata. Jednak kontynuował nieco zmienionym głosem, wpatrując się w wodę- drobne falki mąciły jej gładką powierzchnię.- Przez jakiś czas prowadziłem najbardziej ryzykowne badania, na jakie udało mi się załapać. Ale nic nie robiło na mnie już wrażenia. Byłem wypalony od środka, pusty, jałowy. I nadal jestem. Dawniej by mnie zachwyciły te noce nad Morzem Śródziemnym, wtedy czułem doskonałą obojętność. Więc trudno mi powiedzieć, jakie to wszystko było. Dla mnie to był chleb powszedni. Udawało mi się nawet rozwiązywać zagadki sfinksów, dlatego jestem tutaj teraz- wzruszył lekko ramionami i spojrzał na Nikolę. Nie wiedział, skąd mu się wzięła ta potrzeba mówienia, ale nagle zaczął się otwierać, co bardzo go zdziwiło. Może doszedł do momentu, kiedy nie można już dłużej tłumić w sobie takich rzeczy, kiedy trzeba je wyrzucić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Czw Maj 30 2013, 20:51

Słuchała go z uwagą. Wstała i nie odrywając wzroku od tafli wody powiedziała.
- Nie musiałeś tego mówić… tego wszystkiego – wydukała i odwróciła się w jego stronę – nie rozumiem tego… dlaczego się poddałeś? Każde życie się kiedyś kończy, a jeżeli będziemy się zachowywać tak jakby skończył się świat wraz ze śmiercią danej osoby, to zapewne jej dusza będzie niepocieszona, że zmarnowaliśmy sobie życie na coś takiego. – dziewczyna przegryzła wargę i zacisnęła pięści. Opuściła głowę i kosmyki włosów spadły jej na twarze zasłaniając oczy.
- Wiem jak się czujesz… sama zmarnowałam część swojego życia na takie zachowanie. Na niedostrzeganie szczęścia, piękna. To wszystko było… trudne. Ale dałam radę… sama… ale dałam radę! – nie podnosiła głowy zrobiła krok do tyłu, jakby chcąc się od niego odseparować – Prawdę mówiąc nie rozumiem Cię… opłakujesz śmierć brata, a jednak nic nie chcesz z tym zrobić. Sądzisz, że byłby zadowolony, że zadręczasz się tym w taki właśnie sposób? – jej głos stawał się ostry, coraz bardziej oschły – Nie sądzę… Ja wiem… wiem, że trudne jest wyjść z obłędu rozpaczy, tęsknoty, poczucia winy. Wiem, że trudno jest zapomnieć… ale nie musisz tego robić. Wystarczy, że będziesz żył jak kiedyś, dla tej osoby, żeby była ona szczęśliwa, żeby nie sprawiać jej przykrości, że przez jej śmierć niszczymy sobie życie. – jej głos drżał. Dlaczego tak bardzo chciała go ochrzanić? Może nie mogła patrzeć na to jak wygląda jego życie, albo nie mogła znieść myśli, że dusza jego brata mogła nie odnaleźć spokoju przez jego, można powiedzieć samolubne myślenie.
Dziewczyna czując na policzkach mokrą ciecz zrobiła kolejny krok do tyłu, jednak nie skończyło się to dobrze. Zapomniała, że za nią właśnie jest jezioro. Po chwili wynurzyła się kaszląc. Chociaż był plus tego nurkowania, nie było dzięki temu widać, że płakała. Spojrzała na gajowego i uśmiechnęła się zakłopotana.
- Przepraszam… poniosło mnie. Zresztą jak widać dostałam już karę – zaśmiała się niepewnie i wyszła z wody – mam nadzieję, że nie jesteś zły, za to co powiedziałam… a powiedziałam o wiele za dużo – dzisiejszego dnia z jej ust wyszło dużo ostrych słów, z czego nie była zadowolona. Jednak, część jej czuła w sercu ulgę… nie chciała, żeby pan Dąbek niszczył sobie życie, tak jak ona… bo tego nie da się odwrócić… a bynajmniej trudno jest dowiedzieć się jakim człowiekiem by się było, gdyby nie to rozpaczanie nad sobą, nad zmarłym…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 983
Dodatkowo : teleportacja, animagia (szary niedźwiedź)
  Liczba postów : 318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5538-clement-appius-wellington
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5564-clement-wellington?highlight=clement
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5548-puchacz-clementa?highlight=puchacz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7851-clement-a-wellington




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Czw Maj 30 2013, 21:08

Zacisnął mocno pięści i powieki, słuchając jej słów. Był zły, czuł jak złość rozsadza go od środka, z trudem nad sobą panował. Nie po to jej to wszystko powiedział, żeby słuchać reprymend i pouczeń! Chciał po prostu... powiedzieć. Rozumiał, że ona również doznała bólu straty, ale nie chciał tego wszystkiego słuchać! Nie patrzył jej w oczy, wciąż siedział na brzegu, wbijając wzrok w piasek i licząc w myślach do dziesięciu. Bał się, że straci panowanie nad sobą.
Nie odezwał się do niej ani słowem, nawet kiedy wpadła do jeziora, nawet kiedy zaczęła go jakby przepraszać. W milczeniu wstał i narzucił na jej ramiona swoją kurtkę. Nikola zupełnie pod nią zniknęła, wyglądała przezabawnie, ale Clementowi wcale nie było do śmiechu. Powoli skinął głową, jednak nie miał siły się uśmiechnąć. Żałował, że jej to wszystko powiedział. Znowu zamknął się w swojej twardej skorupie i niewielka była szansa, że z niej wyjdzie... Nikola znała go zbyt słabo, by wiedzieć, że tak to się skończy.
- Powinnaś się przebrać- stwierdził sucho, unikając jej wzroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Czw Maj 30 2013, 21:28

Wiedziała, że przesadziła, jednak nie żałowała swoich słów. Nie powiedziała tego wszystkiego, żeby go pouczać, nie powiedziała tego wszystkiego, żeby pokazać swoją wyższość, powiedziała to wszystko dlatego, że się martwiła.
- Przepraszam – wydukała wlepiając w ziemie spojrzenie. Całkowicie zignorowała jego informacje o tym żeby się przebrała – powiedziałam to wszystko… ponieważ nie chce żebyś skończył… skończył… nie chciałam cię pouczać – powiedziała. Usiadła na ziemi i przyciągnęła nogi do klatki piersiowej. Wpatrywała się w tafle wody pustym wzrokiem.
- Jeżeli byłeś zły… mogłeś uderzyć… – dopowiedziała po chwili – … pewnie już zauważyłeś… ale ja również kogoś straciłam… – spojrzała na niego kątem oka. Może nie miał ochoty teraz tego wszystkiego słuchać, ale… wspomnienie za wspomnienie… - Moja matka została zamordowana, na moich oczach kiedy miała pięć lat. Szczerze mówiąc, gdybym nie była z nią w tamtym momencie pewnie by nadal żyła… Dla pięcioletniego dziecka taki widok, strata matki i poczucie winy były najgorszą karą jaką można było dostać. – dziewczyna na chwilę zamilkła – Jednak… to nie było końcem… mój ojciec obwiniał mnie o to wszystko… i dawał mi to jasno do zrozumienia… Chciał, żebym zginęła, bądź nigdy się nie narodziła. To było… okropne. Nie dostrzegałam piękna, wszystko było nijakie, nic nie miało sensu… ja… nie chciałam żyć – ostatnie słowa wyszeptała jakby do siebie, jednak były wyraźne i słyszalne – Pomyśl… sześcioletnie dziecko, które chce się zabić… niezły motyw, nie? Jednak nie musiałam robić tego sama, ojciec mnie chciał wyręczyć… na szczęście uratował mnie dziadek… Nienawidziłam go za to… że mnie uratował… nie chciałam nic jeść, nie chciałam pić, chciałam cierpieć… tak bardzo jak cierpiał mój ojciec, moja matka… – nagle się zatrzymała, dopiero teraz odwróciła się w stronę Clement’a – tego dnia śniła mi się mama… płakała… płakała nad tym że jej śmierć sprawiła coś takiego, że jej śmierć zniszczyła mnie. – dziewczyna uśmiechnęła się do siebie – Wiem… jak bardzo cierpisz… wiem jak trudne jest to wszystko… ale… ja po prostu nie chce, żebyś tak cierpiał, nie chce żeby ktokolwiek tak cierpiał. Jeżeli chcesz możesz mnie nienawidzić, możesz mną gardzić, jeżeli to sprawi, że będziesz się czuł lepiej, to będę wtedy szczęśliwa… ponieważ nie będziesz musiał odczuwać tego… – w końcu zamilkła. Ostatnio za dużo mówiła. Następnym razem ugryzie się w język.
- No cóż… – wydukała wstając z ziemi. Ściągnęła płaszcz i podała ją Panu Dąbkowi – …nie chce psuć Ci humoru… więc lepiej już pójdę. Mimo wszystko cieszę się z tego spotkania – dodała uśmiechając się do niego smutno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 983
Dodatkowo : teleportacja, animagia (szary niedźwiedź)
  Liczba postów : 318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5538-clement-appius-wellington
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5564-clement-wellington?highlight=clement
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5548-puchacz-clementa?highlight=puchacz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7851-clement-a-wellington




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Czw Maj 30 2013, 21:45

Odetchnął głęboko, czując, jak cała złość się ulatnia, pozostawiając tylko smutek. Spojrzał na dziewczynę i potrząsnął głową, na powrót okrywając ją swoją kurtką. Więc to tak...
Nagle poczuł wstyd- jeśli ona będąc dzieckiem doznała czegoś tak potwornego i dała radę się z tego wydźwignąć, nie mogąc liczyć na wsparcie ojca, który ją znienawidził... to jakiś obłęd, koszmar, w którym żyła przez tyle lat. Patrzył na nią w milczeniu- to wychodziło mu najlepiej, prawda? Milczenie... jak długo milczał? Od śmierci Todda minęły trzy lata... Wierzył dziewczynie, wierzył, że naprawdę mówi to wszystko z troski, ale to nie mogło nic dać. Przecież on to wszystko wiedział... w teorii. W praktyce w każdej chwili czuł nieznośną pustkę, czasem miał wrażenie, że Todd siedzi tuż obok, podnosił głowę, licząc, że napotka wzrok brata- jednak była tam tylko pusta przestrzeń.
Niepewnym gestem położył dłonie na jej ramionach i zajrzał w oczy.
- Możesz nie mówić głupstw? Nie gardzę Tobą, nie znienawidzę Cię. To po prostu boli. To wszystko- powiedział cicho Clement, patrząc na nią z powagą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Czw Maj 30 2013, 21:57

Widocznie zdziwiła się reakcją mężczyzny. Nie każdy tak szybko dałby radę się uspokoić i olać coś co go zabolało. Kiedy złapał ją za ramiona spojrzała na niego zakłopotana. Zarumieniła się i no cóż… nie wiedziała co zrobić. Po chwili uśmiechnęła się do niego delikatnie i z uczuciem.
- Wiesz… – zaczęła śmiejąc się już w duchu – …gdybyś nie był kimś w rodzaju nauczyciela to bym cię przytuliła! – po tych słowach pokazała mu język i zaśmiała się pod nosem. Kiedy wróciła do normalnego stanu dodała – Wiem, że to boli, ale człowiek jest silny… na tyle, że może przezwyciężyć cierpienie. A zawsze lżej jest to zrobić z kimś. Musisz tylko znaleźć osobę, która będzie Cię wspierać i pokazywać piękno tego świata… to wszystko…
Po tych wszystkich słowach zaśmiała się w duchu. Znowu gada dziwne rzeczy. Powinna czasami się zamknąć i pozwolić się rozwijać sprawą swoim własnym rytmem, bo za niedługo może coś zepsuć.
- Mo… mo… mo… apsik – jej wypowiedź została przerwana cichym kichnięciem.
Będę chora… znowu!
- Może przejdziemy do jakiegoś pomieszczenia, gdzieś gdzie będzie cieplej?
Jeżeli chodzi o jej matkę, to czuła tak samo, że stoi gdzieś obok, że czuwa nad nią, że spogląda na nią… to właśnie ją motywowało do tego, żeby pokazać swojej matce, że to nie jej wina, że jej śmierć może i ją przytłoczyła, ale nie zniszczyła jej duszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 983
Dodatkowo : teleportacja, animagia (szary niedźwiedź)
  Liczba postów : 318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5538-clement-appius-wellington
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5564-clement-wellington?highlight=clement
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5548-puchacz-clementa?highlight=puchacz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7851-clement-a-wellington




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Czw Maj 30 2013, 22:09

Spojrzał na nią z troską i pokręcił lekko głową. Oczywiście, to wszystko miało sens, tylko nie w jego przypadku. Nie znalazł nikogo, kto by go rozumiał na tyle, by mógł stworzyć... związek? Cholera, chyba po raz pierwszy od wielu lat taka myśl w ogóle mu zaświtała. Słysząc jej słowa dotyczące przytulenia, drgnął zaskoczony, po czym uśmiechnął się łagodnie.
- Nie musisz się tym przejmować, ale... no. Rzeczywiście, lepiej poszukać jakiegoś suchego i ciepłego miejsca. Wspominałaś, że Twój organizm do najsilniejszych nie należy... Myślisz, że pójście do mojej chatki będzie bardzo niewłaściwe?- zapytał, patrząc na nią z lekkim rozbawieniem.- Tam jest i ciepło, i sucho, i mogę poczęstować Cię herbatą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Czw Maj 30 2013, 22:15

Wpatrywała się w niego z szerokim uśmiechem.
- No tak… masz świetną pamięć. Pewnie jesteś z niej zadowolony – powiedziała otulając się w końcu jego płaszczem. Czemu tak nagle się zimno zrobiło no!
- Skoro masz herbatę to mogę wpaść – zaśmiała się. Dziewczyna otworzyła się już całkowicie przed panem Wellington’em. Gratuluje panu. Jest pan pierwszą osobą, która tego doświadczyła, no drugą… jej dziadek był pierwszy.
W końcu ruszyła z nim w stronę chatki.

[z\t]x2
(Zaczniesz? <3)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5880-cassiopea-macaulay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5881-cassie#167783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6590-cassie#185436




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Nie Cze 16 2013, 13:11

za bardzo zmęczona aby walczyć
będę po prostu leżeć właśnie tu

Życie jest krótkie, a dni przemijają tak szybko. Nad czasem nie da się zapanować, nikt nie jest w stanie go poskromić, ujarzmić. A on? Kpi sobie z nas na każdym kroku, bo o ile dni zlatywały Cassie z ogromną prędkością, to noce dłużyły się niemiłosiernie. Księżyc w towarzystwie gwiazd lśnił centralnie nad zamkiem, wkradał się do dormitorium i otulał uczniów swym srebrem. Dlaczego nikt nie zwracał uwagi na jego piękno, pochłonięty mocnym snem, leżąc wygodnie w ramionach Morfeusza?
Bezsenność. Cass nie mogła odpłynąć, a wierzcie mi, bardzo tego chciała. Nie fascynował jej już widok za oknem, zwłaszcza, gdy wybiła czwarta nad ranem. Do pomieszczenia wtargnęły złe duchy, widma latały jej nad głową, złowrogie cienie uśmiechały się do niej ze wszystkich stron. Przerażona wtuliła twarz mocniej w poduszkę, błagając, aby Głosy dały jej spokój. Z niecierpliwością i pojedynczymi łzami w oczach wyczekiwała poranka, który w końcu nadszedł. Po dwudziestu, stu latach. Przybył wraz ze Słońcem, które zniszczyło nocne widma swymi promieniami. Przybył wraz z Florence.
Macaulay stwierdziła, że schroni się na zewnątrz, pod jej ukochanym drzewem usadowionym we wschodniej części jeziora; jej osobistą ostoją. Siedziała spokojnie, błądząc wzrokiem po błoniach, kiedy zdała sobie sprawę z własnej samotności.Czując, że rozpada się na miliony malutkich kawałeczków wyciągnęła kawałek pergaminu i intensywnie rozmyślała, czy w jej życiu istnieje osoba, do której mogłaby napisać. Nie mogła dłużej udawać. Potrzebowała kogoś. Kogoś, komu będzie mogła opowiedzieć o swoich koszmarach.
jednak flo nie mogła przy niej być. już nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Portugalia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 28
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5883-rocaille-tacito
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5893-rocaille#168147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5894-rocco-v-tacito#168162




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Nie Cze 16 2013, 15:10

Z dnia na dzień czuł coraz większą swobodę i wolność, bo już oczami wyobraźni widział ukochaną Portugalię. Sypiący się dom z ciepłym uściskiem matki. Chłód Oceanu Atlantyckiego. Nawet tęsknił za ostrzałem spojrzeń ciekawskich turystów zgromadzonych na plaży. Każdy dzień zbliżał go do końca roku szkolnego. Pech chciał, że nie zdał - rok dłużej w Hogwarcie. I nie chodziło tu o szkołę. O ludzi. Burzyli spokój, bacznie obserwowali, pozbawiali prywatności. I skradali chwile samotności, tak skrupulatnie gromadzone w szufladzie 'najcenniejsze'.
W duszy Rocco szalała burza. Istne apogeum i armagedon. Dlatego długo się nie zastanawiał - wypadł z zamku w asyście czarnego kota i skierował się w stronę swojego osobistego azylu. Drzewo i woda. Hogwarckie jezioro w niczym nie przypominało oceanu, jaki widział przez okno w domu rodzinnym, ale dawało mu namiastkę Portugalii. Szedł krokiem pewnym, ale jego poza wskazywała tylko na jedno - obojętność względem całego świata. W ostatniej chwili zauważył drobną istotę siedzącą na Jego miejscu. Postanowił zignorować parę błękitnych oczy, w których kryło się szaleństwo.
A co, jeśli to ja? Może mnie nie rozpoznałeś?
Wziął głęboki oddech i usiadł niedaleko dziewczyny. Przyjrzał jej się odrobinę dłużej niż wypadało, ale doszedł do nieciekawego wniosku - nie znał jej. Jedynie słyszał plotki, które krążyły po szkole o owej intrygującej istocie. 
- Nie przeszkadza ci..? - upewnił się. Że tu jestem. Że mam czarnego kota. Że mącę spokój. Że kiedyś wszystko się zmieni. Oczywiście, że jej przeszkadzało. Doskonale to widział w jej spojrzeniu. W palcach zaciśniętych w pięść. W zastygłych rysach twarzy i braku jakichkolwiek emocji. Pustka to idealny dowód na negatywny odbiór. Ewentualnie zadziwiająco.. pozytywny. Skierował wzrok na wodę. Zdecydowanie siadanie obok niej nie było dobrym pomysłem. Mógł zignorować, chociaż raz dać sobie spokój. Ale to nie w stylu Rocaille'a.
Słońce zaszło wieki temu i nie potrafi wzejść o zwyczajowej porze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5880-cassiopea-macaulay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5881-cassie#167783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6590-cassie#185436




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Nie Cze 16 2013, 15:34

a niebo znów na głowę spada mi.
i nadziei coraz mniej na słońce.


Nie wchodź tu. Wstęp wzbroniony. Odejdź, póki możesz. W moim sercu jest pusto, zimno. Nie ma tutaj nic.
Ucieczka.
Siedziała spokojnie na plaży, wsłuchując się w szum morza i przesypując między palcami gorący, złocisty piasek, który harmonijnie łączył się z wodą morską. A fale były coraz bliżej, pozwalały cieszyć jej tęczówki swym lekkim tańcem. Kolejna przyniosła ze sobą pięknego, egzotycznego ptaka o hipnotyzujących, zielono-szarych oczach i morskim upierzeniu. Dar od Posejdona.
nie przeszkadza ci..?
nie, nie. florrie mówiła, że przy pięknie trzeba trwać, a wtedy jego cząstka na nas spłynie.
Powrót. Wi-taj-cie, zie-mia-nie! Co tu robisz, nieznajomy?
Cassie zacisnęła palce w pięść i omiotła pustym spojrzeniem nowo przybyłego. Czuła się nieswojo. Jednak wolała być sama, mimo że chwilę temu cierpiała na kompletny brak towarzystwa. Czemu ktoś zawsze musi zniszczyć jej piękne... zamiary? Bo nie plany. Ona nie planowała. Odwróciła szybko wzrok, czując, że policzki palą ją purpurą. Ukradkowo, z pewną dozą nieśmiałości spoglądała w stronę nieznajomego. Mała dziewczynka w wiosennym wianeczku
przerwij tę ciszę, cass
- Chcesz wiedzieć, kim jestem? - wyszeptała, próbując opanować drżenie rąk. - Nie pytaj mnie. Nie powiem ci, bo... sama nie wiem. Ale mówią na mnie Cassie. - dodała, spotykając jego zielono-szare tęczówki. Urzeczona ich pięknem zapragnęła zostać w nich na dłużej, choć przecież nie mogła. I wtedy jej uwagę zwrócił ciemny kształt obok nieznajomego. Czarny kot. Powinna zemdleć na miejscu, stracić przytomność, poczuć, jak popada w błogą, aczkolwiek nieco przerażającą nicość. Mimo to... o dziwo, nie poczuła na swoich ramionach lodowatych dłoni, które powinny ją unieruchomić, sparaliżować. Nawet jeżeli chciała mieć przed sobą coś całkowicie innego (a najlepiej zieloną, obezwładniającą swym czarem łąkę), to nie czuła zupełnie nic. Zero strachu, zero lęku. Może odrobina zdezorientowania. - Kim jesteś? - spytała, szczerze zaintrygowana.
powiedz, bo potrafisz sprawić, że me lęki chowają się głęboko.
gdzieś w zakamarkach zmęczonego umysłu.


Ostatnio zmieniony przez Cassiopea Macaulay dnia Nie Cze 16 2013, 16:36, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Portugalia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 28
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5883-rocaille-tacito
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5893-rocaille#168147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5894-rocco-v-tacito#168162




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Nie Cze 16 2013, 16:04

Przekrzywił delikatnie głowę, ale nie spojrzał na dziewczynę. Słuchał jej, owszem, ale bał się napotkać niebieskie koraliki, które z łatwością mogły teraz obciąć mu piękne długie skrzydła. Nie chciał. Ani tego, ani jej, ani niczego związanego z ogólnym zamieszaniem w głowie. Wystarczyła samotność. Ona była jedyną i najbardziej idealną towarzyszką.  
- Mylisz się myśląc, że chcę cię poznać - tu i teraz. Zielone od glonów fale napotkały błękitny ocean, który nagle pękł, bez żadnej zapowiedzi. Zalał go, dosłownie. Cudowna barwa, identyczna jak woda, w której kąpał się każdego lata w dzieciństwie. Oczywiście, że chcę wiedzieć kim jesteś. Jak mogłaś się pomylić, wodna istoto, która ZNIKĄD spłukała wszystkie moje nadzieje i porządek? Chaos, wielki ogromny chaos.  Pospiesznie odwrócił wzrok, kierując go na wiernego Carlito. Wystarczyło ledwo zauważalne zgięcie palca wskazującego, a kocur już wygodnie siedział na kolanach Tacito, który z niemałą rozkoszą drapał go za uchem. Nad jeziorem słychać było tylko ciche mruczenie i przyspieszone oddechy dwójki. - Ale i tak miło mi cię poznać, Cassie - dodał, wbrew własnej woli. Nie, wcale nie miło. - Cassie - powtórzył, 'smakując' jej urocze, równie egzotyczne imię. - Cassie, Cassie, Cassie... - szept, gorszy od krzyku.  Jestem kimś znacznie gorszym niż myślisz. My name is Nobody. Znasz Nikogo? Nie? To już znasz.  - Rocco.  Po prostu. To mówi tak wiele. Tylko imię. Nic więcej. Rocco - i przecież mógł jej opowiedzieć o wariacji matki, zbytniej kreatywności. Szaleństwie w chwili wyboru imienia dla swojego pierworodnego. Rocaille - rokoko. Cześć, jestem rokoko. Cześć, jestem Rocaille. Cześć. Albo i żegnaj. - Ale tak naprawdę sam też nic nie wiem, Cass - ledwo otwierał usta. Słowa te z niego wypłynęły bez niczyjej pomocy, były przede wszystkim źródłem kłopotów. Wyczuł je w chwili, gdy zobaczył tę bladą twarz rozświetloną przez niespełnione marzenia. Cass, Cass, Cassie, Cass, Cassie, Cassi, Cass, Cas, Ca, C... Za dużo myślenia. Odgarnął niebieską grzywkę z czoła i oparł nogi o duży kamień naprzeciw, tuż obok jej kościstych ściśniętych kolan. Drżała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5880-cassiopea-macaulay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5881-cassie#167783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6590-cassie#185436




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Nie Cze 16 2013, 16:15

Bardzo często wydaje nam się, że dość dobrze znamy świat, który nas otacza. Bo przecież poznać to znaczy dotknąć, powąchać, posmakować, przyjrzeć się dokładnie. Myślimy sobie: rękę dam sobie uciąć, że niebo jest niebieskie. Przecież to jasne jak słońce. A potem pewnego dnia ktoś nam mówi z całą stanowczością, że wcale nie. Oczywiście, że tak, upieramy się. Lazurowe jak ocean. Kobaltowe jak paw królewski. Błękitne jak skóra płetwala. Ktoś kręci przecząco głową, patrząc na nas z politowaniem, a w tle dostrzegasz innych, którzy robią to samo. Biedna istoto. Wszystkie te rzeczy, które wymieniłaś, wcale nie są niebieskie, tylko zielone.
Przez całe życie myliłaś kolory.
A może wcale ich nie poznałaś? Gdyby Cass miała opisać Rocco barwami... To właśnie kierowałaby się kolorem jego tęczówek, gdyż jedyne co w tej chwili siedziało jej w głowie, to owa zieleń wymieszana ze szczerym srebrem. Poza tym, ani go nie dotknęła, ani jakoś specjalnie długo mu się nie przyglądała (a przynajmniej miała taką nadzieję!), więc nie ma co tu mówić o jakiejkolwiek wiedzy o tej specyficznej istocie, która w tej chwili bezceremonialnie oparła nogi tuż obok jej kolan. Bliskość. Mały dystans między danymi obiektami, czy też niezwykła więź między ludźmi?
- Czuję, że jesteś kimś wyjątkowym.
Podciągnęła kolana pod brodę i objęła je rękami, splatając palce swych dłoni, a tym samym powiększyła fizyczny dystans między nimi. Nie miała odwagi spojrzeć w jego stronę, więc wmawiała sobie, że po prostu straszliwie boi się czarnego kota, który ukazał jej się teraz w całej swej okazałości. - Chciałabym wiedzieć, kim jestem. - wyszeptała, spuszczając głowę w dół. Idiotka.
tak naprawdę chciałabym wiedzieć, kim TY jesteś, bo nosisz tak charakterystyczne i unikalne imię
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Portugalia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 28
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5883-rocaille-tacito
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5893-rocaille#168147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5894-rocco-v-tacito#168162




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Nie Cze 16 2013, 16:29

Nic nie jest znane. Jesteśmy ślepymi dziećmi, takimi niewinnymi. Upośledzone przedszkole z chorą psychicznie przedszkolanką, która wie o wiele mniej niż my sami. Niebo nigdy nie jest niebieskie. To granat, róż, odcienie żółci i czerwieni, fiolet, szare horyzonty i złota kula co rusz ustępująca miejsca srebrnym punkcikom, które nadają firmamentowi zupełnie innej barwy.  W takim razie gdyby Rocco musiałby opisać tę cudowną istotę nazwaną Cassie to w zasadzie nie potrafiłby tego zrobić. Paleta, na której rozsmarowuje się przeróżne farbki nie oddałaby tego, co widział Ślizgon. Ciepły beż zmieszany z kolorem oceanu o godzinie trzynastej każdego dnia latem w Portugalii wraz z odcieniem piasku na gorącej pustyni i rubinowego wina w owalnym kieliszku.  Sparaliżowany przeniósł na nią wzrok, próbując zgnieść ją ciężarem własnych tęczówek, niestety nie umiał. Była zbyt delikatna, inna w pozytywnym tego słowa znaczeniu, taka.. swoja. W środku cały się trząsł z niepewności i STRACHU, bo przenigdy nie był aż tak szczery z obcą osobą. Matka nie przyzwyczajała go do komplementów, raczej oboje ich unikali.
- Dziewczyno o starożytnym imieniu, wyjątkowość nie zależy od egzotycznej nazwy człowieka - złagodził siłę spojrzenia. Po usłyszeniu jej pytania zmrużył oczy i usiadł tuż obok, patrząc jej prosto w oczy. - Więc ci powiem.  
Czy to było coś w rodzaju obietnicy? Może. Zależy od interpretacji. Wszystko nam się śni, ja tobie, a ty mi.
Więc może skoro to sen to warto.. zaszaleć?  Pstryknął cicho palcem, a Carlito wskoczył pomiędzy nich, co od razu równało się ze strachem wyraźnie wymalowanym na twarzy Macaulay. - Jesteś kimś o imieniu Cassie. Kimś, kto panicznie boi się mojego kota. Kimś, kto uważa przypadkowo poznanego człowieka za kogoś wyjątkowego. Kimś, kto jest KIMŚ.
Dziewczyno o starożytnym imieniu. Dlaczego tak strachliwie patrzysz na życie i żyjesz marzeniami zamiast żyć życiem? Prawdziwym życiem. Gwiazdkę z nieba tanio ci sprzedam, dziewczyno o starożyt...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 21
  Liczba postów : 19
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5880-cassiopea-macaulay
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5881-cassie#167783
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6590-cassie#185436




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Nie Cze 16 2013, 16:43

Jak się okazuje, całe życie można spakować do jednej walizki podróżnej. Jest to możliwe gdy się dokładnie zastanowimy, czego tak naprawdę potrzebujemy i po chwili już z łatwością rezygnujemy z podręcznego kalendarza codziennych zajęć, odrzucamy na bok niedokończoną pracę. W walizce robi się miejsce na cieplutką, flanelową koszulę nocną, idealną na deszczowe, chłodne noce. Zostawia się wisiorek od mamy i pierwszy prezent od malutkiej siostrzyczki w postaci kamyczka w kształcie serca. Gdzieś da się też wcisnąć nieco sfatygowaną powieść w miękkiej okładce, towarzyszkę pierwszej przyjaźni. Co się wtedy okazuje? Że ważne są nie te rzeczy, które nagromadziliśmy przez wszystkie lata, ale te, które z łatwością możemy zabrać ze sobą. Wyjątkowość nie zależy od egzotycznej nazwy człowieka. Cassie wyjmuje z kieszeni swych spodni kamyk od Flo i niespokojnie obraca go w dłoniach.
- Dlatego też nie przedstawiłam ci się jako Cassiopea, Rocco. - po raz pierwszy wymówiła jego imię, delektując się każdym z pięciu elementów z osobna. Jego zapach wdarł się do jej ciała, pragnęła nim przesiąknąć na wieki, a na końcu zmienić się w morską pianę. Momentalnie przed jej oczami pojawiła się Florence, która powiedziała jej kiedyś, że woń każdego człowieka jest niepowtarzalna, jak wzór płatka śniegu.
powiedz mi, powiedz moje lęki i fobie
Czarny kot, niczym wielki, potężny mur gwałtownie stanął między nimi, odpychając Cass gwałtownie do tyłu, byle jak najdalej uciec od tego stworzenia. Próbowała opanować drżenie rąk i uspokoić przyspieszone bicie swego serca. - Nie musiałeś tego robić. - powiedziała z wyrzutem. Skoro wiedział, że się boi, to po cholerę ją straszy? Poczuła się... oszukana? Rozczarowana? - Dzięki, ale każdy jest kimś, Rocco. Poza tym... Niewiele o mnie wiesz. - warknęła, nim zdążyła się opanować. Zupełnie znikąd na horyzoncie pojawił się rudy kot, jakby wiedział, że jego właścicielka jest w potrzebie. Umieścił się wygodnie na kolanach Cass, tuląc swój mały łebek do jej piersi. - Rue. - szepnęła, drapiąc zwierzę za uchem. - Jak widzisz... Nie boję się wszystkich kotów. Nie jest też tak, że boję się tylko twojego. Czerń, Rocco. Czarna otchłań, która może nas pochłonąć w najmniej spodziewanym momencie. - sprecyzowała, siląc się na uprzejmy ton. Wciąż nie spoglądała mu w oczy, bo zdawała sobie sprawę, że wtedy cała złość z niej wyparuje. A wtedy podda się mocy intensywnej zieleni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Portugalia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 28
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5883-rocaille-tacito
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5893-rocaille#168147
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5894-rocco-v-tacito#168162




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Nie Cze 16 2013, 21:54

ludzie chcą usłyszeć wieści złe
Śmierć jest śmiercią, a nie kolorem. Istny cyrk wytworzony w ich głowach. Fatalne widowisko z tandetnymi klaunami, które atakują publiczność swoim szaleńczym śmiechem. To jest śmierć. Jej idealny plan? Zniszczyć wszystko, wesoło dryfować na linie, igrając z losem.
Słuchając jej, przelewał wodę między palcami, starając się to jakoś ogarnąć. Ale tak naprawdę żyli w innych światach.
- A co, jeśli nie potrafię kochać, Cass? - spytał, z przerażeniem spoglądając na dziewczynę. I dopiero wtedy, gdy utopił się w jej lazurowych tęczówkach, jak grom z jasnego nieba uderzył w niego sens tych wszystkich aluzji ubranych w skąpe słodkie słowa. Osobna przeszłość, wspólna przyszłość. Ale co z teraźniejszością? Postawiła ich na jednej drodze. Już teraz w tym opasłym tomie życia napisano czarnym atramentem jedno palące słowo - Cassie.
- Czas dzieli się na wczoraj, dziś i jutro. W klepsydrze przesypuje się złoty piach, bezlitośnie zamykając bramę do wczoraj. Co wybieramy, dziewczyno o starożytnym imieniu, dziś czy jutro?
Uświadomił sobie, że tych dwóch dni nie da się połączyć. Że tak naprawdę wszystko z nich kpi. f a n t a z j a.
Imaginacja trwała nadal, a Rocco czuł obecność ciał niebieskich oraz meteorytów, niebezpiecznie latających wokół planet. Znajdowali się w kosmosie. Śnili, milczeli długi czas, biegli po mlecznej drodze. Zrywali kosmiczne mlecze, a gwiezdny pył oświetlał ich twarze.
- Musimy być, a nie bywać.
Możesz milczeć sobie. Możesz bać się mojego kota. Możesz żyć wśród marzeń i możesz nie lubić soczystych wiśni. Ale nie możesz się wycofać. Za późno na odwrót.
Ale zanim Rocco wrócił ze świata marzeń, wyobraźni i niespełnionych ambicji, Cass już nie było. Uciekła z pierwszym oddechem wiatru, zostawiając po sobie maleńki srebrny pierścionek, który zsunął się z jej bladego palca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Sob Kwi 05 2014, 20:17

Mandy nie zdążyła nacieszyć się zabawą, ani nie zdołała się dobrze rozejrzeć po przygotowanych atrakcjach, które mogłaby skrytykować, więc jedyne co jej zostało to półuśmiech do kogoś, kto ją mijał i szedł zbyt blisko, żeby mogła mu odmówić. Odmówić komuś, kto ją skrzywdził i uświadomił w tym, że wcale nie jest wyjątkowa, a ponadto nie zasługuje na nic więcej jak tylko obelgi i ból. Zatem z każdym krokiem Lyons'a ku niej spinała się co raz bardziej, czując jak narasta w niej to uczucie, gdy nie będzie wiedziała co zrobić, co powiedzieć. Właśnie zaczęła analizować czy był w stanie dostrzec jej flirt z Rasheed'em, w końcu jednak stanęli oko w oko. MMS wywróciła oczami nawet nie zwracając początkowo uwagi na to, jak rządnie zareagował zmuszając ją do opuszczenia imprezy. Fakt. Ruszyła zanim. Jednak tylko po to, by uświadomić w tym, że nie interesuje ją dalsza znajomość z Gryffonem i powinien wiedzieć, że na kolejne "idziemy" zareaguje krzykiem i wyciągnięciem różdżki. Wszak czas rozstania to bardzo ważny czas.
Jednak w pewnym momencie przestała dbać oto dokąd idą i dlaczego idą oraz oto ile trwa już ich wędrówka, w końcu jednak Gryffon się zatrzymał. Co prawda tyłem do niej, jednak i ona w tym momencie zaprzestała poruszania się tylko po to by wsunąć dłonie do tylnych kieszeni spodni.
- No i co? Przyszliśmy. To wszystko? Mogę wracać z powrotem? Czy Pan i Władca zamierza uczynić mnie swoim workiem treningowym na resztę wieczoru? Wybacz, ale nie tylko Ty jesteś zainteresowany moim towarzystwem. Przecież stać Cię na kogoś ciekawszego. Wszak jestem tylko podróbką. Odkąd ktoś taki jak Ty zniża się do tego poziomu, co? - Rzucała powolnie składając słowa w jadowitą całość, która z pewnością w jakiś tam sposób nie działała zbyt dobrze na układ nerwowy Lyons'a, aczkolwiek nie o tym teraz. Prawda? Nie wiadomo przecież ile czasu jej pozostawiał i ile było w tym wolności, ile kpin. W rzeczywistości nie chciała, by uderzył ją po raz kolejny. W rzeczywistości się bała, chciała się schować. A jednak nie mogła. Nie mogła właśnie przez to, że uznał ją za podróbkę, że tak ją nazwał. Nie mogła się przecież poddawać. Nie pierwszy raz sobie obiecała, że będzie walczyć do końca. Może to odpowiedni czas, by po prostu w to uwierzyć i wreszcie to spełnić? Uśmiechnąwszy się wykpiwająco czekała.
- Tak Cię boli, że spałam z Angelusem? Myślisz, że możesz mieć mnie na własność, ale Ty tym samym nie będziesz mój? Wybacz, nie jestem prywatną dziwką. - Rzuciła głośno, aż echo poniosło te słowa.
- Radź sobie sam. Znajdź sobie inną ofiarę losu, bo ja nią nie będę. - I tym samym odwróciła się by odejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Sob Kwi 05 2014, 20:45

Ciągnął ją za sobą, narzucając takie tempo, że z pewnością musiała mieć problemy z nadążeniem. Chciał ją stamtąd zabrać, z dala od tego tłumu i tych kretynów, którzy nic sobie nie robili z tego, że oto brutalne życie nadchodziło, a Lyons spotkał Saunders. Nie chciał jej robić przedstawień przy ludziach, nawet jeśli ona nie miała kłopotów z tym, aby upublicznić ich prywatne sprawy, posuwając się nawet do kłamstwa i do siania plotki. Chciał by nie czuła się skrępowana przez spojrzenia innych, a że dopiero co siedział sobie spokojnie i się relaksował to mógł się na to zdobyć i pozwolić jej na to, aby go poniżała i starała się zdenerwować, co zresztą wcale nie szło jej tak opornie. Chociaż to może była jego sprawka? Wszak Seth nigdy nie był oazą spokoju, która w niezmąconej niczym upartości trwała w swych zaciekłych, bezgranicznych pokładach cierpliwości. Był gwałtowny i porywczy, biorąc chwilę tak poważnie, jak nikt inny i ustosunkowując się do tego co podsuwał mu los tak błyskawicznie, że fakt, że nie wyciągnął Mandy na rękach był dziwnie podejrzany. W sumie przez sekundę miał nawet na to ochotę. Tak wziąć ją w ramiona i przerzucić sobie przez rękę niczym worek kartofli, ale czy ona na to zasługiwała? Z każdym kolejnym jej słowem, miał coraz większe poczucie, że jednak tak było. Odbierał to co mówiła jak osobisty policzek, już nawet mniej się przejmując tym, co mówiła wcześniej, aspirując do jego rzekomo niskiego gustu, ironizując, podsycając płomień nienawiści, bo i to przecież niezbyt na niego działało w tej chwili. Teraz wystarczyło jedynie to, aby wspomniała o tym zakichanym blond pedałku. Nie trzeba było długo czekać na to, aby odwrócił się w jej stronę, zaciskając dłonie w pięści wywołując tym samym falę poruszających się pod ubraniem mięśni, wyprężonych, gotowych do zadawania bólu i powodowania krzywdy. Za to potem popełniła kolejny błąd. Odwróciła się, chciała odejść, zlekceważyła go, a Morfeusza się nie ignoruje.
- Stój tu, kurwa - warknął, a gdyby to była kreskówka to jak nic para buchnęłaby mu teraz uszami, taki był zdenerwowany. Nie poprzestał jednak na słowach, bo i w ruch poszły ręce. Jednym susem doskoczył do niej i odwrócił w swoją stronę, miażdżąc nadgarstki w bolesnym uścisku lewej dłoni. Jego oczy były rozpalone emocjami. Gniewem. Bólem. Stratą. Chorobliwą zazdrością. To już była mgiełka aberracji, zaślepiająca zdrowy tok rozumowania.
- Nigdy więcej nie pierdol o tym zafajdanym padalcu - syknął, jak zwykle wkładając w swoją wypowiedź wiele barwnych i kulturalnych epitetów. Uniósł dłoń i wziął zamach. Czyżby znowu chciał ją skrzywdzić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Sob Kwi 05 2014, 22:28

Związek. To zbyt wiele dla niego, prawda? Nie może jej tego dać, bo boi się, bo może się tym brzydzi. Dlaczego? Czy związek z Saunders był niewłaściwy? Co to wszystko miało znaczyć? Znów odrzucenie, niezrozumienie. Od tamtego dnia często wieczorem siedziała przed lustrem szukając w sobie wad, powodów dla których on jej nie chce. Myślała jeszcze o Scarlett, ale przecież siostra jej wyjaśniła, że Seth blefował. Nie miała powodów dla których powinna podważać jej zdanie. Powinna jej ufać. Zatem robiła to ucząc się tego na nowo, bo rzadko dawała komuś coś na tyle, by tego nie zniszczył. Zawierzyła Ślizgonce, lecz to nie pozwoliło jej na to by beztrosko brnęła ku temu, by siebie zaakceptować. Zastanawiała się dlaczego Gryffon ją odrzucił, czy przeszkadzała mu może jej diastema, albo zamyślone spojrzenie, chore ambicje, a może wciąż chodziło o wygląd? W czym była błędna na tyle, co pozwoliło mu na tak diaboliczne zachowanie wobec niej? Uśmiechnąwszy się sama do siebie, gdy zdecydowała się odejść czuła się wygraną. Czuła, że udowodniła mu, że nie może tego wszystkiego robić, lecz gdy usłyszała jego głos nie znoszący sprzeciwu, gdzieś tam ta pewność siebie zadrżała. Na moment wbiła ją w ziemię, bo przecież nie znalazła w sobie siły by zacząć biec... Kto wie, może do tej czynności powinna się uciec. W końcu jednak poczuła jego uścisk na jej nadgarstkach i odwróciła się widząc jak się zamachuje, wyrwała mu rękę z uścisku próbując się zasłonić, uchylić, próbowała zrobić cokolwiek. Zacisnęła również oczy i przygryzła dolną wargę gotowa na przyjęcie tego ciosu, ale świadoma też tego, że po tej chwili nie może mu pozwolić na dalsze znęcanie się nad nią i będzie musiała stąd uciec. Hen daleko, zanim ktokolwiek ją zobaczy, znajdzie w opłakanym stanie. Pomimo tego, że była wdzięczna Charlie, to wszystko nie powinno było się wydarzyć.
- Nie! - Rzuciła gdzieś pomiędzy czekając na ten cios. Wszak to niewielka chwila może zmieszczona w jednej sekundzie. Kto by ich tam wiedział. Kto wie, jak Seth odmierzał czas między uderzeniem, a nie zmierzeniem się z losem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Sob Kwi 05 2014, 22:58

Nie wiedział czemu tak bardzo starał się uciec od tego, czego przecież pragnął. W gruncie rzeczy przez wiele lat było mu wszystko jedno czy posiadał partnerkę czy nie, wszak zawsze i tak wracał do tej jednej, jedynej kobiety, z którą łączyły go najbliższe relacje. Jednakże jego nie dało się uwiązać. Lubił czuć swobodę i tę możliwość, że może sobie wyjść i nakłonić którąś do seksu, jeśli tylko będzie chętna, bądź nawet nie, wszak niejednokrotnie można się było przekonać, że w niektórych sprawach nie potrzebował zgody drugiej strony. Za to teraz… teraz bardzo bolała go urażona duma i to, że dowiedział się o wszystkim właśnie od Margaret, a nie od Mandy. Może gdyby dała mu do zrozumienia, że wciąż jest dla niej najważniejszy, że pragnie aby trwał tylko przy niej to byłby gotów zmierzyć się z tym, że to kiedyś on ją skrzywdził i zdecydowanie nie powinien teraz odrzucać tej szansy, nawet jeśli pojawiła się tak niespodziewanie i zarazem tak gwałtownie zmieniła jego uczucia.
Był gotów znowu zadawać jej ból, krzywdzić i nienawidzić, byleby tylko nieco ulżyć bestii, która zamieszkiwała jego serce i umysł. Był dziwnym człowiekiem, prostym i skomplikowanym zarazem. Jeśli nie potrafił sobie z czymś poradzić to reagował agresją i irracjonalną wściekłością, której przecież ciężko było mu się potem pozbyć. Boże, to okropne, ale znając Setha, to MMS naprawdę miała szczęście, że tylko ją popychał i uderzał z otwartej dłoni. Wszak był eks bokserem i miał wystarczająco dużo siły żeby połamać ją bez najmniejszego trudu. On jednak chciał ją upokorzyć i zmusić do poddaństwa, reszta całej tej otoczki nie miała dla niego znaczenia, a teraz… chciał po prostu rozładować emocje. Szkoda, że wybierał zawsze tę bardziej destrukcyjną formę, zadając ból nie tylko tej delikatnej, ślicznej Saunders, ale i samemu sobie.
Teraz się zamierzył, znowu chcąc ją zranić, uderzyć, upewnić w strachu i poczuciu własnej beznadziejności, kiedy to nagle jej reakcja się zmieniła. Nie była już dumna i wyniosła, a skuliła się w sobie, osłaniając rękami, co otrzeźwiło go tak jak jeszcze nigdy wcześniej. Z wrażenia niemalże wypuścił ją w rąk, opamiętując się jednak w czas. Jak mógł jej to robić? Czemu był takim potworem by krzywdzić jedyną kobietę, na której mu kiedykolwiek w życiu zależało. Ona nie była jedynie obiektem seksualnej fantazji, a to w przypadku Morfeusza zdarzało się rzadko. Ślepy kretyn!
- Mandy - jęknął, sam zdziwiony żałosnością swojego głosu, a potem puścił jej nadgarstki by przytulić ją do swojej szerokiej piersi i delikatnie jak jeszcze nigdy wcześniej pogładzić po włosach oraz zapewnić o tym jak bardzo ją przeprasza. Żałował tego, naprawdę tego żałował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Sob Kwi 05 2014, 23:13

Chcę czy nie chcę? Mandy nie miała pojęcia, kiedy to wszystko stało się taki skomplikowane. Miała tylko siedemnaście lat. Może jej życie nie było takie tragiczne, jak jej koleżanki Watson, jednak zdecydowanie wolałaby aby wszystko było jeszcze prostsze. A może nie tyle co prostsze, co zwyczajnie bardziej przyjazne. Bała się go. Bała się, że cios będzie potężniejszy, że zada jej ból, a ona bólu nie znosiła. To ją osłabiało, sprawiało, że czuła się gorzej i jeszcze gorzej. Ileż to można? Zatem oczekiwała, że po raz kolejny zaleje ją fala bólu i będzie to ich ostatnie spotkanie. Przecież właśnie teraz postanowiła, że znów ucieknie. Pieprzyć to. Pieprzyć szkołę. - krzyczały jej oszalałe myśli, gdy tylko próbowała odnaleźć jeden powód, który mógłby ją tu teraz zatrzymać. Potrzebowała ewakuacji, dobrej ucieczki, która ją uratuje. Czasem jest na to tylko jeden sposób. Może jej sposobem było wieczne znikanie i nikt nie powinien mieć jej tego za złe. Jeśli uciekała tylko po to by się ratować, to była w tym doza jakiegoś wytłumaczenia. Jednak nagle zamiast z bólem zderzyła się z tym, że przygarnął ją do siebie, a całe spięcie opuściło go jakby za pomocą czarodziejskiej różdżki. MMS nie zastanawiała się zbyt długo, tylko zwyczajnie objęła go ramionami jakby odnajdując swoje miejsce w tym uścisku, choć zapewne Bóg jej świadkiem i racjonalne myślenie, że powinna uciec. Czmychnąć jak najdalej. Po prostu uciec od tej destrukcyjnej relacji, ale nie. Ona wolała się w niego wtulić słuchając bicia jego serca, bo przecież zapadła cisza. Bała się tego przerywać, ze stanie się coś co przywróci ich do sytuacji sprzed kilkunastu sekund, a może kilkudziesięciu... Zgubiła rachubę w tym jak długo tkwili w swoich pozach.
- Seth... - Zadarła nieśmiało głowę do góry próbując odnaleźć jego spojrzenie, choć właściwie obawiała się tego wszystkiego... Zbyt mocno przestraszona. - Nie spałam z nim. - Rzuciła krótko jakby wyrzucając do kosza lęk z tym, że znów go rozjuszy. Cóż... Czasem trzeba zaryzykować, a ona chyba chciała też żeby wiedział, aby to kłamstwo nigdy nie stało się już powodem nienawiści między nimi.
- Nie spałam z nim. - Powtórzyła i tym razem zacisnęła powieki ściskając w pięści dłonie na jego plecach, które powzięły też do środka materiał jego koszulki. Choć nie mogła konkurować z jego siłą głęboko wierzyła, że to może choć na chwilę uprzytomni go do tego, by jednak jej nie bił, by jednak znalazł inne ujście emocji, by jednak to wszystko wróciło do normy. Słaba to sytuacja, w której ona nie potrafiła się odnaleźć, jednakże opuściła jedną rękę wspinając się gdzieś tam do jego twarzy, by przebiec palcami po mocno zarysowanej szczęce.
- Nie rób tego więcej, proszę. - I gdy to mówiła głos jej drżał. Obawiała się od niej odejść, obawiała się przy nim zostać, w ogóle być, mówić. Ale im bardziej cisza wstępowała między nich, tym więcej niedomówień było gotowych tu zamieszkać i właśnie na to nie mogła pozwolić ani jemu, ani sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Sob Kwi 05 2014, 23:48

Zaczął myśleć, kalkulować i rozważać. Tych kilku rzeczy nie robił od tak dawna, że można by powoli sądzić, że wpadał w bardzo nieprzyjemny stan, w którym działało się bez jakiegokolwiek zastanowienia. To było groźne, nie dla niego, bo o siebie się nie martwił. Był niczym czarny kot, zawsze spadający na cztery łapy, a przebiegając komuś drogę potrafił zasiać ziarno niepokoju prowadzące do katastrofy. Tyle lat nie robił nic poza dążeniem do doskonałości, idealnego stanu ducha, w którym wreszcie uda mu się odnaleźć ukojenie, ale potem wszystko wróciło, w dodatku z taką siłą, że wręcz zwalało go z nóg. Kiedy ostatnim razem ją tak obejmował i czule tulił do piersi? Chował nos w jej jasnych włosach, chcąc aby zapomniała jak wiele krzywd jej wyrządził, jak bardzo ją naznaczył swoją psychozą, odchyłem, aberracją.
Cofnął twarz od jej głowy, przesuwając gestem tak niepozornym i czułym wzdłuż jej kruchej twarzy, że aż wzruszenie mogłoby chwycić tych wrażliwszych. Nie patrzył już na nią z gniewem czy niechęcią, którymi przecież raczył ją od kilku dni, kiedy to tylko szukał powodu aby znów ją upokorzyć. Nie. Teraz obdarzał ją spojrzeniem przeznaczonym dla jego sióstr. Czyżby dlatego zatrzymał wtedy rękę? Przypomniała mu się Flora ze zdartym kolanem, która płakała, starając się zatrzymać krew barwiącą jej nowe spodnie, a może wspomniał Echo, której kiedyś przełamał na pół ulubiony flet? W obu tych przypadkach działa im się krzywda, a mimo że czasem reagowali różnie, bardziej lub mniej podobnie do siebie to jednak nigdy nie zrobiłby im krzywdy. Czy miał więc prawo do tego aby ją bić?
Jej słowa przepełniły czarę, jednak nie było to naczynie wypełnione goryczą, a smutkiem i żalem, przechodzącym teraz w zatrważająco szybkim tempie w namiętność.
- Przestań - szepnął, odwracając wzrok, aby nie dostrzegła, że pojawiła się w nim krzywda. Tak, bardzo go raniła tym rzekomym seksem z Angelusem, ale nie chciał żeby to wiedziała, bo i mogłaby to kiedyś jeszcze wykorzystać, tak jak on wciąż powracając do tematu. Po prostu się pochylił i pocałował ją w czoło, westchnąwszy lekko i dłońmi obejmując jej kruche ramiona, jakby na nowo ucząc się jej ciała, które ostatnio tak często szarpał.
- Nie będę… - obiecał jej, chociaż przez chwilę niemalże zadrżał mu głos. Nie mógł jej tego przyrzec, ale wiedział, że będzie chciał dotrzymać tego słowa. Nie zasłużyła na to, nikt nie zasługiwał na przemoc. Jego dłonie odnalazły dłonie na jej biodra, a Seth bez pardonu podniósł ją, umieszczając w swoich ramionach, przytulając do siebie, chłonąc bliskość, a ostatecznie sięgając nawet do jej szyi. Powiódł po niej nosem, wypuszczając ciężko powietrze, zupełnie tak jakby nie mógł czegoś opanować. Tylko cóż to mogło być? Smutek? Żałość? Podniecenie?
Ucałował jej ciało, naznaczał małymi błogosławieństwami i obietnicami poprawy, dowodami miłości i oddania i wtedy jego gardło opuściły słowa, które leżały mu na wątrobie od tak dawna.
- Nie opuszczaj mnie znowu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Nie Kwi 06 2014, 00:08

Mandy nie wykorzystałaby tego przeciwko niemu... Nie umiałaby robić niczego innego jak tylko mówić o tym głośno, może krzyczałaby, ale na nic by się to zdało. Nie miała do tego siły, wszak to on był silniejszy. Potrafił na niej wyegzekwować wiele rzeczy, których nikt inny nie dostawał. Wedle tych życzeń stawała się posłuszna, znosiła ból... Była w tym pewna swoista naturalność, ale i choroba. Jak mogła nie uciec, nie powiedzieć o tym wszystkim, co by okazali jej wsparcie? Najwidoczniej mogła. Bo gdzieś tam w niej tliła się w niej nadzieja, że może za siódmą rzeką i kolejnym niebem, on przeprosi ją tłumacząc swoje zachowanie, przysięgając, że od tej pory wszystko będzie inne. Oprócz tego, że wstydziła się tego, że krzywdził ją, a przecież miała być silna i niezwyciężona. I gdy tak o tym myślała, a on powolnie ją obejmował smakując jej w wolniejszym tempie niż ostatnio, ona rozpływała się w tym dotyku, za którym tak bardzo tęskniła. Tęskniła za dobrym Sethem, który będzie wiedział jak o nią zadbać, jak przytulić by nie stała się jej krzywda. To duże rzeczy, jednak gdy tylko uniósł ją do góry, to ścisło objęła go nogami i wtuliła się w niego jak przysłowiowa małpka czując, jak dopiero teraz do jej oczu dopływają łzy, które posłusznie zaczęły wypływać z jej oczu by teraz wystąpić na policzkach... Łkała zagryzając dolną wargę, by nie czynić zbyt wiele hałasu. Czuła jego dosadny zapach perfum, opiekę, coś nowego, coś co pozwalało jej wyrzucić z siebie wszystkie lęki. Nie miała siły już z tym walczyć, rozpadała się teraz przed nim będąc wdzięczną za okazaną łaskę w postaci tego przytulenia. Gubiła się w tym wszystkim nie będąc pewną dlaczego nie może się im po prostu ułożyć. Dlaczego zawsze w ich historii znajduje się ktoś, kto wkracza pomiędzy nich i jest w stanie ich rozdzielić powodując powstanie labiryntu, którego przejście kosztuje ich zdecydowanie więcej czasu... Gubiła się, bo bardzo chciała uczynić go kimś, kogo obecność nie będzie tylko formalnością, albo pustym jestestwem bez żadnego znaczenia. To na swój sposób powodowało konsternacje, nie mogła tego przeskoczyć, bo pomimo tego, że teraz trzymał ją na rękach zapewniając tym samym o tym, że może na nim polegać to wciąż się bała. Może dlatego płakała.
- Ja... - Zaczęła powoli gdy tylko usłyszała to co powiedział, lecz jeszcze raz dała szansę dobiec tej informacji do jej krukońskiego mózgu. - Ja nie chcę Seth. Nie chcę Cię opuszczać. Po prostu daj mi powód, bym tego nie robiła... Po prostu też mnie nie zostawiaj i nie mów mi tej okropnej rzeczy. - Rzuciła czując, że może zbyt wiele od niego wymaga, że może ta "okropna rzecz" może stanowić kartę przetargową o wszystko. Jednak czym ta sytuacja nie była może jak jedyną ich szczerą rozmową, jakimś pokrętnym zawarciem umowy? Wszystkim, ale nie sztucznością? To dobre, to dobre nowe uczucie. Bierzcie i patrzcie na to wszyscy, że oni choć zepsuci... To jeszcze potrafią. Czasem nawet najgorszym należy się szansa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   Nie Kwi 06 2014, 10:41

Miał mętlik w głowie. To tak banalnie powiedziane, ale i jednocześnie idealnie odwzorowujące to, czym w tej chwili były jego myśli. Znowu był to chaos. Dziki i nieposkromiony. Ciekawe czy on kiedykolwiek potrafił zastanawiać się nad czymś w spokoju. Biorąc szklankę gorącej herbaty i siadając w fotelu przy kominku, rozważając wszystko na chłodno, starając się znaleźć w tym wszystkim logikę. To było mało prawdopodobne, wszak jego życiem rządziły pragnienia i pokusy, a w związku z tym chwila była najważniejsza. Nie rozumiał co się z nim działo, a gdyby był do tego zdolny to może zacząłby się obawiać. Nie tylko siebie, swoich brutalnych reakcji, tego braku empatii, ale tego, że Mandy naprawdę może od niego odejść. Nie chciał tego, tyle rozumiał, a to, że ją uderzył, nie raz i nie dwa sprawiało, że czuł się okropnie, ale co do tego można było mieć wątpliwości. Dlaczego? To jest w gruncie rzeczy proste. Widzicie, nie pozwalał jej odejść, szantażował ją wspomnieniami, wszak wciąż w odmętach jego głowy odbijał się obraz zapłakanej Krukonki. Potem z kolei zmuszał ją siłą do tego aby nie ośmielała się uciekać, aby wiedziała, że to on tu rządzi oraz, iż byłby w stanie skrzywdzić ją jeszcze bardziej gdyby tylko mu się sprzeciwiła. Taki był, gdy emocje przejmowały nad nim kontrolę. Wypracowany wcześniej spokój topniał z każdą sekundą, a jego dyssocjalna osobowość sekowała ich oboje. To nie powinno mieć więcej miejsca.
Chłonął ciepłotę jej kruchego ciała, a potem wtulał nos w zagłębienie jej szyi, owiewał gorącym oddechem ucho, wciągał w nozdrza upajający zapach perfum oraz jej skóry i nie rozumiał co się z nim działo. Miał już dziewiętnaście lat i pomyślałby kto, że nadal nie potrafi pogodzić się z tym kim był, a już tym bardziej zmieniać tego właśnie dla Mandy. Zaczynał rozumieć swoje myśli, galopujące nieprzerwanym strumieniem przez jego czaszkę, wirujące bezładnie, a które teraz koncentrowały się na jednym. Kochał ją. Nie wiedział czy to znowu nie oszustwo, coś co podsunęła mu jego wyobraźnia, tak jak wtedy, gdy zdradził jedną Saunders z drugą Saunders. Wtedy nie wiedział co czuje do której. Były zewnętrznie identyczne, a on nie rozróżniał prawdy od kłamstwa, więc naprawdę wtedy wierzył w to, że kocha i Scarlett. Rozstali się z Mandy, a SMS również zniknęła, a on wtedy zrozumiał. Było jednak zbyt późno, bo zniknęła z jego życia, powracając dopiero teraz i znowu wywracając je do góry nogami. Czy to było oszustwo czy autentyczne wrażenie? Zgodność z rzeczywistością jeszcze nigdy nie była dla niego aż taką zagadką, ale nie zagłębiał się w to, wypowiadając pierwsze słowa, co do których był pewien.
- Tęskniłem - wydusił z siebie, sunąc dłonią wzdłuż jej pleców, a drugą z nich wciąż podtrzymując ją na wysokości pośladków. Czy to, że łaknął jej obecności było wystarczającym powodem, aby z nim została, aby znowu nie uciekała? Nie wiedział, ale chciał aby mu znowu zaufała, aby zapomniała o tym jak ją skrzywdził. Czy to jednak było możliwe?
- Wiesz co… - zaczął wsuwając teraz rękę pod górną część jej odzieży, sunąc nią wzdłuż jej kręgosłupa - to wróciło.
Jakże prosty sposób na powiedzenie jej okropnych rzeczy. Brawo Seth.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Wschodni brzeg jeziora   

Powrót do góry Go down
 

Wschodni brzeg jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Brzeg jeziora
» Zachodni brzeg jeziora
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Prawy brzeg rzeki
» Jezioro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-