IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zakazany Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 25, 26, 27  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Zakazany Las   Sro Cze 16 2010, 23:18

First topic message reminder :


Zakazany Las

Nielegalny – niezlecony przez nauczyciela – pobyt tutaj może być karany szlabanem i minusowymi punktami dla Domu (automatycznie wyrażasz w tym temacie zgodę na ingerencję Mistrza Gry).

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28930
  Liczba postów : 36799
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Sob Maj 13 2017, 22:58

Dzisiejsza noc była nadzwyczaj przyjemna, niebo było bezchmurne, księżyc oświetlał błonie i korony drzew Zakazanego Lasu.
I czy nie był to idealny czas, aby spotkać się na otwartej przestrzeni z przyjacielem?
Tak właśnie zrobiła Harriette Wykeham, która cicha i szybka jak wydra, wydostała się z zamku, gdzie zauważyła na swoim horyzoncie samotną sylwetkę, którą był nie kto inny jak Lysander S. Zakrzewski , który czekał pod lasem na ową dziewczynę.
Po co chcieli się tu spotkać? Tylko oni to wiedzieli i co najistotniejsze, było to surowo wzbronione i karalne.
Lecz panna Wykeham nigdy nie spodziewałaby się, że była śledzona. Maddie Armstrong niesłyszalnie stąpała kilka metrów za Gryfonką, ewidentnie podążając jej krokiem.
Na miejscu, Lysander z Harriette ruszyli w głąb Zakazanego Lasu. Spieszyli się, lecz chyba zapomnieli o środkach ostrożności, gdyż nawet nie odwrócili się, na wypadek nieproszonego gościa. A przydałoby się, prawda?
Maddie nie opuszczała ich ani na krok, byli cały czas w granicy jej wzroku, zaś ona chowała się w każdej możliwej sytuacji za drzewami.
Dopiero jak byli już głęboko w lesie stało się coś nieoczekiwanego. Maddie podsłuchując rozmowy dwójki Gryfonów, potknęła się o coś. Śledzeni słyszeli to i przybiegli w miejsce odgłosu z podniesionymi różdżkami. Na pewno byli zaskoczeni widząc jakąś uczennicę, którą może kojarzyli, a obok leżało coś, co spowodowało wypadek Ślizgonki.
Na pewno nie spodziewali się martwej Akromantuli. I na pewno nie leżała tu długo, gdyż nie zaczęła się jeszcze rozkładać. Była małej wielkości, pół metrów rozpiętości. W tej chwili nikt chyba nie myślał o tym co robiła tu Armstrong, gdyż coś owinęło się wokół ręki Harriette i ścisnęło, tak że opuściła różdżkę. Ta zaś zniknęła w gąszczu cierni i innych krzaków. Czy uda się tej trójce znaleźć magiczną gałązkę? Cóż, jest szansa, że znajdą tylko jedną część różdżki, która strzaskała się pod wpływem ścisku tajemniczej istoty.
Usłyszeli też pewien odgłos z tyłu. Czy to aby na pewno był dobry czas na wycieczkę?
/zaczyna ktokolwiek z was - bawcie się dobrze!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1609
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Wto Paź 03 2017, 23:36

Coś wisiało w powietrzu. Nie było już w Hogwarcie ucznia, który nie czułby się choć odrobinę zaniepokojony wszystkimi wydarzeniami. Najwyraźniej w zamku nawet na kilka lat nie mógł zapanować spokój. Zabranie dwóch profesorów przez Ministerstwo Magii tylko podsyciło napiętą atmosferę i sprawiło, że jeszcze więcej ludzi szeptało po kątach. Zadawano mnóstwo pytań, ale nikt nie znał na nie odpowiedzi. Nawet Fire. Starała się żyć z dala od tego, próbując zapomnieć o ataku wilkołaka i wypadkach, które nie powinny mieć miejsca w zwykłej szkole. Myśli zapełniała swoimi pasjami, a mimo, że ograniczyła wypady na szalone imprezy wcale nie rezygnowała ze spotkań ze znajomymi. Podświadomie zaczynała martwić się o przyjaciół, którym groziło niebezpieczeństwo. A czy myślała o samej sobie? Bynajmniej.
Słońce miało pojawić się na niebie dopiero za jakiś czas, a subtelny półmrok sprawiał, że błonia wydawały się ponure i szare. Przebiegła obok fontanny, a grupa wron wzbiła się w powietrze z głośnym krakaniem. Nie zwróciła na to uwagi, kontrolując perfekcyjnie swój oddech, wpuszczając i wypuszczając zimne powietrze do płuc. Nie czuła odrętwienia w nogach, mimo że biegła już od dłuższego czasu. Mogłaby wyjść nawet w środku nocy - okrągły, jasny księżyc świecił mocno. Większość uczniów bała się pełni i tego, co mogła ze sobą przynieść. Nie tylko Pober w Hogwarcie była wilkołakiem. Blaithin zwolniła nieco, żeby Connard mógł ją dogonić na swoich błyszczących, przezroczystych skrzydełkach. Dopiero drugi czy trzeci raz pozwoliła mu oddalić się tak daleko od względnie bezpiecznego dormitorium i bardzo mu się podobało. Fire starała się pilnować elfa, ale przypominał quidditchowego znicza. Jasnowłosa wzięła głębszy oddech i wznowiła bieg, opuszczając teren zamku i kierując się na otwartą, pustą przestrzeń. Miała przy sobie tylko różdżkę i butelkę z wodą, wypitą do połowy. Zdecydowała, że pobiegnie w stronę Zakazanego Lasu, utrzymując odpowiedni dystans i wróci.
- Nie tak daleko - upomniała Connarda, gdy ten wypruł naprzód, pozostawiając za sobą lśniący pyłek. Fire myślała, że za chwilę przyleci z powrotem i będą mogli wrócić, ale w końcu zatrzymała się i popatrzyła na linię ciemnych drzew. Zdawały się jeszcze mroczniejsze, gdy spowijał je półmrok, a liście zdążyły spaść i odsłonić pomarszczone, czarne konary. Fire przetarła czoło nadgarstkiem i zmrużyła oczy, starając się wypatrzeć elfa. - Connard, kurwa!
Zobaczyła, że znalazł się zdecydowanie zbyt blisko Zakazanego Lasu i zaklęła, wznawiając bieg, żeby przemówić mu do rozumu. To było czystym samobójstwem. Kiedy jednak przebiegła kilkanaście metrów nadal widziała tylko ślad po stworzeniu. Dlaczego nie słuchał? Blaithin wahała się krótko - nie mogła pozwolić mu tam zostać. Naciągnęła kaptur czerwonej bluzy na głowę i przekroczyła linię drzew, wołając cichutko imię elfa. Wyciągnęła natychmiast różdżkę, nie oświetlając sobie drogi, bo to mogło przyciągnąć zbyt wiele uwagi. Musiała liczyć na swój wzrok i czujność.

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Sro Paź 04 2017, 00:02

Nikt nie doceniał magii pełni tak mocno jak Mefistofeles. Zmęczony po całych dniach nieznośnego pobolewania różnych części ciała z utęsknieniem wyczekiwał tej nocy, podczas której w końcu odpocznie. Nie był przestraszonym wilkołakiem, który najchętniej zamknąłby się w klatce i przeczekał te kilka godzin. Potrzebował otwartej przestrzeni, potrzebował w końcu zmienić się w prawdziwego siebie. Nie przeszkadzało mu wcale picie wywaru tojadowego - przyzwyczaił się do paskudnego smaku, a zapamiętywanie wilkołaczych wędrówek sprawiało mu wiele przyjemności. Pilnowano go teraz jeszcze bardziej, niż normalnie. Pielęgniarka czekała, aż cała czarka zostanie wypita, a przed zachodem słońca tego fantastycznego dnia odprowadzała go w odpowiednie miejsce. Czekała, aż zniknie w Zakazanym Lesie i odchodziła dopiero wtedy, kiedy zniknął w krzakach, a powietrze przeszył jego pierwszy krzyk. Miała czas, aby wymknąć się z lasu przed jego pełną przemianą. Mefisto nie wiedział, czy rzucane są na ten teren jakieś zaklęcia, czy może same drzwi zamku zostają zamknięte na tę jedną noc w miesiącu. Nigdy nie próbował wyjść poza linię drzew, czując się dobrze w leśnej gęstwinie. Był sobą.
Nie było przyjemniejszego uczucia niż to towarzyszące właśnie podczas pobytu w wilczej skórze. Nox napawał się każdym krokiem, pozwalając aby ziemia rozpryskiwała się we wszystkie strony w kontakcie z jego ostrymi pazurami. Nie wył, pamiętając o swojej samotności. Zwykle biegał z rodziną, teraz od kilku miesięcy nie miał u swojego boku nikogo. Zdany był zatem na samego siebie, ale czy kiedykolwiek mu to przeszkadzało?
Minuty powoli zlewały się w godziny i Mefistofeles sam nie zorientował się, że niedługo wzejdzie słońce. Nie czuł jeszcze pierwszych promyków na swoim futrze, czuł się zatem pewny i niezwyciężony. Pamiętał, jak w poprzednim roku spotkał profesor Pober i dowiedział się, że to ona, dopiero nad ranem. Jakimś cudem wcale na siebie tak często nie wpadali - chociaż nie było to takie dziwne, bo przecież Ślizgon wyjeżdżał do rodziny, na prawdziwe pustkowie. Teraz był sam, w opustoszałym lesie... Do którego ktoś wszedł.
Specyficzny zapach uderzył go w nozdrza i Mefistofeles cały zadrżał, wspinając się na tylne kończyny. Zakręciło mu się w głowie z zachwytu i zacisnął mocniej szczęki, powtarzając sobie, że nie. Nie pójdzie w tamtą stronę, nie sprawdzi kto to. Kochał swoją zwierzęcą naturę, kochał każdy aspekt posiadania daru likantropii, ale nie zamierzał popełniać teraz takich błędów, jakimi było zbliżanie się do ludzi. Dopiero co aresztowano Pober, a on sam był pod obserwacją już od skazania ojca... ale i tak biegł, zwabiony w tę przeklętą pułapkę. Co chwilę zwalniał, podpierał się o drzewo - raz nawet zawył słabo, cichutko, chcąc się trochę uspokoić. Usiłował wysilić swój ludzki umysł, ale nawet eliksir tojadowy nie mógł pozwolić mu zapomnieć o tym dzikim pragnieniu. Chciał dopasować zapach do osoby i modlił się, żeby to jakoś pomogło mu się opanować. Był już blisko gdy zorientował się, co to za część lasu.
Dlaczego szła w tę stronę?
Błyskawicznie okrążył swoją nieszczęsną ofiarę, którą teraz doskonale widział. Nie spuszczał wzroku z zakapturzonej postaci w czerwieni, przedzierając się między gałęziami. Dał jej się usłyszeć, specjalnie zwalniając i mocniej uderzając łapą w ziemię. Na myśl o tym, jakie przerażenie może jej towarzyszyć, zawarczał ostrzegawczo. Wysunął się do przodu, stając na jej drodze. Nie mogła tam prosto, tam było jeszcze bardziej niebezpiecznie. Sam Mefisto nie lubił zagłębiać się w tę część Zakazanego Lasu, wychwytując pomiędzy szumem wiatru charakterystyczny klekot ogromnych pająków.
Zbliżył się jeszcze bardziej i teraz musiała go widzieć doskonale, w całej okazałości. Zależało mu na tym, żeby się cofnęła - warknął głośniej, szczerząc przy tym kły. Nie bał się jej różdżki... Nie mógł, nie teraz, kiedy toczył ze sobą wewnętrzną walkę. Resztkami sił powstrzymywał się od skoku, wbijając w ziemię pazury. Przysuwał się jednak coraz bardziej, całkiem mimowolnie. Wmawiał sobie, że kontroluje własne ruchy, że celowo podchodzi, aby ona musiała się cofnąć. Wcale nie chciał zaatakować, nie chciał zatopić kłów w jej miękkim ciele, nie chciał poczuć cierpkiej krwi rozlewającej się po podniebieniu, nie chciał czuć jej strachu, nie chciał usłyszeć jej krzyku...
Po prostu uciekaj.
Nie miał pewności, czy nie pobiegnie za nią.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1609
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Sro Paź 04 2017, 00:26

Blaithin naprawdę zdawała sobie sprawę z tego, jak wielkim idiotyzmem jest to co robi. Właśnie to był główny problem Szkotki. Wiedziała, że pewne rzeczy są głupie, ale tak czy siak je robiła. Nie zdobyłaby się na odwrócenie i wrócenie do zamku, jak gdyby nigdy nic. To był jej przyjaciel, zdążyła się z nim zżyć na tyle, że zabierała go prawie wszędzie, a dokuczanie i złośliwości elfa stały się ważnym elementem dnia Fire. Jak miała wytrzymać bez tego wkurzającego gnojka?
Dreszcz przemknął po kręgosłupie dziewczyny, sprawiając że zacisnęła mocniej palce na różdżce (istniała duża szansa, że w ogóle jej nie posłucha i będzie bezbronna, wspaniale) i odwróciła się, jakby spodziewając za sobą jakiegoś potwora. To wiatr tak przeciągle wył czy coś innego? Rozszerzone źrenice dziewczyny zajmowały niemal całe błękitne tęczówki, chcąc chłonąc jak najwięcej ze swojego otoczenia. Wszystko jednak zasłaniały cienie, wcale nie nieruchome, a wręcz przeciwnie. O mało co nie zaatakowała konaru, który poruszył się przez silniejszy podmuch wiatru i lekko zaskrzypiał. Innym razem sowa sprawiła, że serce Fire na moment stanęło. Nie mogła nazwać swoich odczuć strachem, ale naprawdę silnym niepokojem, a chęć zawrócenia stale rosła. Najgorsza była świadomość, że coś na nią cały czas patrzy. Była obserwowana i miała ochotę pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia. Nie znała na tyle dobrze Zakazanego Lasu, żeby orientować się, gdzie dokładnie się znajduje. Pamiętała mniej więcej drogę, tak żeby potrafić wrócić, ale Connard gdzieś przepadł. Zginie za durnego elfa. Nie tak powinna się kończyć historia Fire...
Próbowała polegać na swoich zmysłach. Stąpała twardo po ziemi upstrzonej igłami i mokrymi od deszczu liśćmi, starając się wyczuć drżenie podłoża, jeśli coś miało biec w jej stronę. Pilnowała się jaśniejszych miejsc, gdzie docierał blask bardzo bladego świtu, który powoli docierał do lasu. Wyrównywała drżący oddech, wiedząc, że w każdej chwili może być zmuszona do rzucenia zaklęcia. Usłyszała to coś, zidentyfikowała go jako coś dużego, warczącego i z pewnością zdolnego do rozszarpania jej na strzępy. Stanęła naprzeciwko, zbierając w sobie pokłady całej odwagi i śmiałości, jakie tylko miała. Wyciągnęła rękę z różdżką, nieruchomiejąc w oczekiwaniu na jakieś działanie ze strony stworzenia.
Postać o przygarbionych plecach i gęstym futrze, szczerząca kły w jej kierunku nie mogła być niczym innym, tylko wilkołakiem. Ale którym? Był większy niż Pober, ale zdawał się mniej opętany szałem i chęcią mordowania. Przez moment Blaithin widziała oczy nauczycielki, kiedy była przemienione - nie było w nich żadnego śladu człowieczeństwa. Skoro ten osobnik nie atakował Szkotki najwyraźniej musiał wypić eliksir tojadowy. Co jeśli... natknęła się na Curtisa? Nigdy by jej nie skrzywdził, zwłaszcza w stanie świadomości. Ale co jeśli dziwaczne zakłócenia sprawiały, że wilkołaki bardziej niż zwykle pragnęły mięsa? Fire zmusiła się do uniesienia wysoko podbródka i niepokazania po sobie, że serce wali jej jak młotem, dudniąc w klatce piersiowej. Wyzywające spojrzenie dziewczyny zdawało się mówić jasno i wyraźnie "No chodź, spróbuj mnie tknąć", co zakrawało o prawdziwe szaleństwo. Czuła, że właśnie popełnia prawdopodobnie największy błąd w życiu i całkiem możliwe, że ostatni...
Powoli uniosła but, żeby zrobić krok w tył, ale zatrzymała go w powietrzu po czym cofnęła do miejsca, w którym stała. Nie zamierzała się cofać, nigdy więcej przed absolutnie nikim. Sama aż się prosiła o to, żeby wilkołak w końcu zaatakował, zdenerwowany uporem drobnej, niskiej Gryfonki. Przełknęła ślinę, mając nikłą nadzieję na to, że to bestia stwierdzi, że nie warto zawracać sobie czarodziejką głowy i po prostu odejdzie. Zresztą... jeśli ten ktoś wypił eliksir tojadowy to dlaczego w ogóle się zbliżał?

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Sro Paź 04 2017, 00:57

Bez wywaru tojadowego byłby po prostu bestią pragnącą zaspokoić każdą błahą zachciankę. Mefisto doskonale wiedział, jak przebiegałoby to spotkanie, gdyby nie pojono go odpowiednim eliksirem. Początek byłby całkiem podobny - pokręciłby się dookoła, warknął w jednym miejscu, potem w drugim. Może przebiegłby nieco bliżej, wytrącając dziewczynę z równowagi? Z pewnością ostatecznie pokazałby jej się cały, wydając z siebie wściekły warkot. Nie zbliżałby się tak powoli i ostrożnie, tylko wykonałby jeden precyzyjny skok. Wbiłby zęby w jej kark zanim jeszcze jej drobne ciało uderzyłoby o chłodną ziemię.
Szło mu zaskakująco dobrze. Serce waliło w klatce piersiowej i mięśnie drżały, kiedy tak się powstrzymywał. Tego właśnie nie lubił - chciał czuć wolność, którą dawało mu ciało wilkołaka. Nie chciał ze sobą walczyć, nie chciał się zastanawiać nad tym, co powinien zrobić. Zakapturzona postać go prowokowała. Gdzieś z tyłu głowy zaczynał rozpoznawać jej zapach, a z każdym krokiem lepiej ją widział. Czym sobie Gryffindor zasłużył na takich prefektów?
Nie cofała się. Może jednak Godryk nie przewracał się w grobie. Mefisto z kolei coraz bardziej się niecierpliwił, dodatkowo znajdowali się w wyjątkowo niekomfortowym położeniu. Koncentrował się tak bardzo na tym, aby nie zaatakować Fire, że nie zauważyłby jakiegokolwiek innego zagrożenia. Dziewczyna zawędrowała zbyt głęboko, a on nie mógł jej pozwolić na pójście dalej. Już widział te powikłania, które mogły nastąpić - miał dziwne przeczucie, że cała wina za jej głupotę spadłaby na niego. Upór jasnowłosej sprawił, że ostatecznie Mefistofeles stanął tuż przed nią. Gardłowy odgłos, który stale z siebie wydobywał, teraz zaginął w przerażającej ciszy. Wilkołak pochylił się i oparł na przednich łapach, patrząc dziewczynie prosto w oczy. Bała się, musiała się bać. Największy szaleniec chciałby uciec. Mimo wszystko krystaliczne tęczówki wyglądały tak prowokująco... Świetnie udawała, może nawet udawało jej się oszukać samą siebie? Ślizgon powoli opuścił głowę. Zmuszony był do wykonywania ruchów majestatycznie i płynnie, aby nie dać się ponieść żadnej pokusie. Chciał ją jedynie potrącić łbem, popchnąć do tyłu - dać jawny sygnał, że musi się odsunąć. Ostatecznie jednak Mefisto nie był osobą delikatną, a sekunda, w której zainicjował kontakt cielesny, przesądziła sprawę. Wyczuł bicie jej serca i zupełnie go to odurzyło. Ślina naciekła mu do paszczy gdy odepchnął ją mocniej, niż planował. Zaraz później opadł na nią, zatapiając łapy w wilgotnym mchu. Kłapnął szczękami tuż przy jej uchu i w tej pozycji zastygł. Z nosem przy szyi Dearówny, przymkniętymi ślepiami i bolesną potrzebą mordu rozrywającą od środka.
Gdyby miał zmieniacz czasu, najprawdopodobniej zapętliłby się w okresie jednej nocy. Pierwszy dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa Noxa i ten już wiedział, co to oznacza. Zupełnie stracił kontrolę nad samym sobą. Pierwszy trzask łamanych kości nie zrobił na nim wrażenia, przy drugim niemal zgiął się w pół, dalej leżąc na biednej Gryfonce. Fale bólu nim wstrząsały i mogło to wyglądać na niebezpieczny atak - ale spokojnie, towarzyszyło mu to co miesiąc. Mefisto przesunął się nieco w bok i zaskomlał głucho, mając wrażenie, że na jego ciało wylany został przeraźliwie piekący kwas. W akompaniamencie własnego wycia i przekształcających się tkanek powoli zaczął wracać do ludzkiego wcielenia. Mimowolnie oparł jedną łapę na ramieniu Blaithin i przesunął po nim, ostatecznie zaciskając palce na materiale czerwonej bluzy. Trzymał ją dalej wtedy, kiedy skomlenie przemieniło się w jęki i zamarło na zduszonym krzyku. Wraz z pierwszymi przebłyskami promieni słonecznych otulił go nieprzyjemny chłód i niepokój - już nie był potężną bestią, przed którą chowali się mieszkańcy Zakazanego Lasu.
Dyszał ciężko, próbując odnaleźć w sobie siłę, aby wstać lub chociaż podnieść głowę. Rany na prawym przedramieniu tak precyzyjnie nacięte ostrzem scyzoryka minimalnie się otworzyły i kilka czerwonych kropel zabarwiło wytatuowaną skórę chłopaka, z kolei lewe przedramię w całej swojej okazałości prezentowało się jeszcze gorzej - bez śladu krwi, za to z dwiema bliznami po ugryzieniach, z różnych odstępów czasowych.
- Co ty tutaj robisz? - Wykrztusił cicho, nie patrząc jej w twarz i dalej nie mogąc się ruszyć. Potrzebował chwili.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1609
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Sro Paź 04 2017, 01:35

Zdawało się, że w ciągu tych kilku (a może kilkunastu?) sekund Blaithin zapomniała kompletnie, po co w ogóle wlazła do tego Lasu. Liczyło się tylko to, żeby dalej patrzyła w te ciemne, bezdenne oczy wilkołaka, przekonując zarówno siebie, jak i jego, że się nie boi. Nie było tu miejsca na dumę z tego, że panowała nad własnym strachem i zachowywała zimną krew w obliczu autentycznego zagrożenia. Udowadniała tylko, jak bardzo szalona jest, gdy ewidentnie prowokuje bestię do zrobienia jej krzywdy. W pamięci Fire nadal pozostały obrazy tego, jak Pober rzuca się na Clarke'a, rozdzierając wcześniej innej osobie plecy pazurami, pozostałymi miotając jak szmacianymi lalkami. To było tak cholernie oczywiste, że nie ma żadnych szans na obronę, a mimo to unosiła tę przeklętą różdżkę, jakby kawałek gałązki miał ją ochronić. Blaithin wydawała się wierzyć, że sama jej odwaga zdoła ją ocalić, co było niczym więcej jak głupotą. Napięte mięśnie po świeżym biegu bolały, ale tkwiła nieruchomo.
Przyszła tylko po to, żeby odnaleźć elfa i powiedziałaby mu to, gdyby była pewna, że w ogóle zrozumie. Wilkołak mógł pójść swobodnie w swoją stronę, a Fire w swoją i sytuacja skończyłaby się dobrze. Tymczasem on również się nie wycofywał, a wręcz przeciwnie - Szkotka nie mogła uwierzyć, że jeszcze bardziej się zbliża. Co miała zrobić? Wykorzystać zaskoczenie i uderzyć z błyskawicznego zaklęcia oślepiającego? Zacząć nawiązywać z nim jakiś kontakt, przekazać mu swoje intencje? Zamiast tego pozostawała bierna, a drobna kropelka potu spłynęła po jej skroni.
Mogła odejść tylko z Connardem i z pewnością, że nie rzuci się na nią, gdy tylko odwróci się tyłem. Przysunęła różdżkę do siebie, nie chcąc, żeby stwór mógł ją wyrwać zębami. Był tak blisko, że wyraźnie wyczuwała bijący od wilkołaka zapach futra i ziemi. Zachowywał się niemalże spokojnie, co jednocześnie dziwiło Szkotkę, ale też zaczynało ją fascynować. Nigdy nie będzie miała okazji znaleźć się obok któregoś tak blisko, zaledwie na wyciągnięcie ręki. Mogłaby go nawet pogłaskać, chociaż w niczym nie przypominał udomowionego psidwaka. W następnej sekundzie Fire została odepchnięta, a z jej ust zdążyło się wydobyć tylko "Conju..." zanim straciła dech, uderzając plecami o zimną ziemię, jak worek ziemniaków. Oszołomienie trwało krótko - zacisnęła dłonie na, jak jej się zdawało ramionach wilkołaka, próbując go z siebie zrzucić. Siła dziewczyny nie mogła się równać z siłą likantropa, przez co zapewne nawet nie poczuł, gdy zaczęła się rzucać i kopać, gdzie tylko się dało. Wiedziała, że musi zrobić wszystko, żeby mu uciec, a różdżka zdawała się zupełnie nieprzydatna, zresztą zdążyła ją gdzieś stracić. Nie miała pojęcia, co robić, więc instynktownie biła, szarpała, a nawet chciała gryźć. Gorący oddech, który czuła na szyi doprowadzał Fire do obłędu i niszczył ostatnie logiczne myśli. Zacisnęła mocno powieki pewna, że zaraz wbije kły w jej tętnicę, a ciepły strumień krwi zabarwi wszystko dookoła. Walka nagle straciła cały sens, a ostatnie sekundy życia wolała poświęcić na myśli o tych, których kochała w ostatnim przebłysku świadomości.
O dziwo, śmierć nie nadchodziła, a Blaithin oddychając ciężko otworzyła powoli oczy i dostrzegła tuż nad sobą potężne ciało wilkołaka, który najwyraźniej przechodził przemianę. W głowie Szkotki dudniła pulsująca dziko krew, a serce chciało wyrwać się z klatki piersiowej. Ludzi, którzy przeżyli taką sytuację dało się z pewnością zliczyć na palcach. Znieruchomiała, widząc, jak napastnik zgina się przez okropny ból. W każdej chwili nadal mógł zacisnąć łapę na gardle jasnowłosej, żeby je rozerwać. Popatrzyła w bok na swoją różdżkę, którą upuściła w czasie szamotaniny. Skorzystała z tego, że wilkołak nieco się przesunął, żeby wyciągnąć ramię, ale jęknęła głucho, gdy poczuła, jak przydusza je łapa. Łapa, która zaraz zmieniła się w rękę. Fire nie mogła oderwać wzroku od tego, co się działo. Powoli włosy znikały, a koście przekształcały się tak, że ciało przypominało coraz bardziej ludzkie. Towarzyszyło temu cierpienie, które doskonale wyczuwała.
Nigdy nie będzie potrafiła tego zapomnieć.
Dłonie nadal opierała o klatkę piersiową chłopaka, trzymając go na dystans. Brakowało jej powietrza, przestrzeni, oddechu i chwili na uspokojenie się po tym wszystkim. Miała gdzieś, czy go to boli czy nie - złapała Mefisto za ramiona i pchnęła mocno, zwalając go z siebie na bok z trudem. Zabrała swoją różdżkę i przyłożyła ją do szyi Ślizgona, niemalże wbijając jej koniec w jego krtań. Z niezadowoleniem zauważyła, że w ogóle nie może zapanować nad tym, jak bardzo trzęsą jej się ręce. Wiele Fire kosztowało, żeby nie zwracać uwagi na to, że Mefisto nie ma na sobie kompletnie nic. I wygląda przeraźliwie źle po świeżym powrocie do swojego ludzkiego ciała.
- Nie... nie twój interes. - głos miała słaby, więc odchrząknęła. Myśli galopowały przez umysł Gryfonki, próbując nadążyć za tym, że prawie zginęła, a wilkołak okazał się akurat tym chłopakiem. W końcu wbiła wzrok w Noxa i zadała pytanie ostrzejszym tonem, pochylając się nad nim blisko, bliżej niż zdecydowałaby się w normalnych warunkach. - Czy ty chciałeś mnie zabić, do cholery?

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Sro Paź 04 2017, 01:55

Prawda była taka, że Mefisto nie mógł sobie wyobrazić, jak czuła się Blaithin. Sam nie miał zbyt wielu doświadczeń z tej "drugiej strony". Zaatakowany został dwa razy - najpierw jako dziecko, kiedy sam niezbyt wiedział, co się dzieje. Wypierał to wspomnienie zawstydzony tym, jak okropnie się wtedy bał. Nie miał pojęcia, że ta gigantyczna bestia to jego ojciec, że obezwładniający ból to tylko przedsmak najpiękniejszych chwil jego życia. Później mu dziękował... A za drugim razem wcale mu strach nie towarzyszył. Odepchnięcie Pober nie było przemyślanym czynem, ale liczyło się to, że żaden idiota (ekhem, Clarke) nie został obdarzony likantropią. Mefistofeles miał bardzo specyficzne podejście do życia i w większości sytuacji nawet nie chciał go kończyć... W tamtej chwili czuł się zaszczycony tym, że potwór planował wbić kły w jego gardło. Mógł również w końcu poczuć sierść wilkołaka pod palcami i spojrzeć mu prosto w oczy. Inni pewnie chodzili zestresowani i straumatyzowani, a Mefisto? On się cieszył jak głupi, że doświadczył czegoś tak niesamowitego. Pani profesor również chętnie by podziękował.
Fire musiała mieć do tego wszystkiego inne podejście. Dla niej draśnięcie kłem mogło oznaczać koniec dotychczasowego życia. Nie wiedziała jak to jest zmieniać się podczas każdej pełni, jak to jest czuć na sobie spojrzenia tych wszystkich "lepszych" czarodziejów. Nox już przywyknął, radził sobie z tym o wiele lepiej niż większość likantropów. Nie potrafił niestety uwierzyć w to, że przypadkowa osoba również do tego dojdzie. Nie, kiedy on wychowywał się z rosnącym poczuciem własnej wartości. Budował całe życie wokół tego jednego aspektu, jakim było wilkołactwo.
To musiało wyglądać strasznie. Wyginające się kości, przeraźliwy trzask, a w dodatku nieustające jęki wydobywające się spomiędzy zaciśniętych szczęk chłopaka. Zdawało mu się, że klatka piersiowa płonie pod wpływem bólu od łagodnego unoszenia, które wymuszało oddychanie - łatwo sobie zatem wyobrazić jak zareagował, kiedy został nagle gwałtownie odepchnięty. Sapnął głośno, zwijając się jeszcze bardziej. Oparł czoło o chłodną ziemię, zbierając się w sobie. Fizycznie zaczynał się dostosowywać, psychicznie dalej cierpiał. Chciał wrócić do beztroskiego biegania po lesie.
Mruknął coś niezrozumiale, w ogóle nie zwracając uwagi na przytkniętą do jego gardła różdżkę. W końcu udało mu się spojrzeć na Fire i uśmiech rozjaśnił jego zmęczone oblicze.
- Och, tak. - Kolejny dreszcz nim wstrząsnął, ale ten oznaczał jedynie przyjemne wspomnienie. - Nie wiesz jak bardzo... - dodał z utęsknieniem, a wzrok mimowolnie zjechał mu z twarzy Gryfonki. Przesunął nim po jej zgrabnym ciele, pozwalając aby uśmiech mu się poszerzył. Jej upór zakrawał o głupotę, to fakt... Miał w sobie jednak coś godnego podziwu. Mefisto nie mógł stwierdzić, czy dziewczyna zachowywała się odważnie, kiedy tak stała przed prawdziwą bestią. Może to strach ją sparaliżował? Tak czy inaczej, wyglądało to imponująco. - Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo mnie teraz pociągasz - poinformował ją bezczelnie, po czym zaśmiał się z wyraźnym zmęczeniem. Wskazał na jej różdżkę, podpierając się lekko na przedramionach. Dalej wszystko go bolało, a świeżo zasklepione rany nie wyglądały najlepiej. - Zamierzasz dokończyć swoje zaklęcie i mnie oślepić, czy może sobie darujesz? Bo ja szczerze powiedziawszy wolałbym przeskoczyć do tej części, kiedy mi dziękujesz.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1609
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Nie Paź 08 2017, 17:15

Wniosek był prosty: to, czego uczono ich o wilkołakach na OPCM i sposobach obrony przed nimi nijak miało się do rzeczywistości. Zachowywać spokój? Dobre sobie... Fire chyba powoli wyczerpywała limit tego niecodziennego szczęścia przy bliskim spotkaniu z tymi stworzeniami. Patrząc w oczy Mefisto, kiedy był w swoim drugim ciele nie widziała tkwiącego tam człowieka. Wstrząsnęło to dziewczyną mocno, podobnie jak każda przeżyta przed paroma chwilami sekunda, ale starała się ze wszystkich sił, żeby Nox nie mógł tego zauważyć. Z jednej strony bardzo chciała unieruchomić chłopaka i uciszyć magią, z drugiej wolała nie ryzykować w środku Zakazanego Lasu, gdzie nieudane zaklęcia mogły wzbudzić zainteresowanie reszty mieszkańców. Nawet nie chciała myśleć, co by się stało, gdyby została ugryziona. Chyba strzeliłaby go Avadą na miejscu.
Fire miała nadzieję, że będzie mogła wymusić na nim chociaż trochę pokory, ale najwyraźniej tego człowieka nie dało się przestraszyć. Próbowała opanować to, że ręka trzymająca różdżkę drży jej nerwowo, przez co zapewne sprawiała mu jeszcze większy dyskomfort. Mimo to wilkołak musiał wyczuć (w końcu właściwie między nimi były tylko ubrania Szkotki...), jak dreszcz przemknął po kręgosłupie Blaithin. Po tym, jak otaksował ją spojrzeniem i jak mrukliwie się wypowiadał, nagle doznała wrażenia, że nie tylko on jest nagi. To było tak bardzo oczywiste, że zdążył już przejąć kontrolę nad sytuacją, a Fire nie umiała nawet udawać, że w ogóle jej to nie rusza.
- Przestań - wyrzuciła, nie mogąc wprost znieść palącego wzroku chłopaka, przez który policzki ogarnęło jej gorąco. Odruchowo się trochę skuliła. - Cofam to pytanie. - Przed chwilą Nox przeżywał takie katusze, a teraz potrafił znów być tak... wyszczekany. W głowie jasnowłosej powstał mętlik. Bardzo chciała zmazać mu to zadowolenie z twarzy porządnym uderzeniem, a jeszcze bardziej sprawić, żeby prosił o odpuszczenie. Jednak to był Mefistofeles Nox, przy nim czuła się tragicznie bezsilna. Nawet gdyby chciała zadać Ślizgonowi ból, spodobałoby mu się. Jak walczyć z kimś, kto chętnie przyjmuje na siebie cierpienie?
Odsunęła się nieco, machinalnie przesuwając wzrokiem po mięśniach Ślizgona skrytych pod licznymi tatuażami i bliznami. Większości symboli nie rozpoznawała, za to blizny wydawały jej się bardziej znajome. Sama miała ich sporo, a najświeższe nadal potrafiły przypominać o bólu. Blaithin nie chciała dawać mu się tak łatwo rozproszyć ani zmieszać, więc skupiła uwagę na kolejnych słowach chłopaka zanim powracać wzrokiem do jego ciała.
- Dziękujesz? - powtórzyła, patrząc na niego ze wzburzeniem. O czym on do cholery mówił? - Ja wolałabym przeskoczyć do tej części, kiedy przepraszasz za to rzucenie się na mnie i tłumaczysz czemu nie zostawiłeś mnie w spokoju. Wiem, co robię, Nox.
Podkreśliła stanowczo ostatnie zdanie. Naprawdę uważał, że za cokolwiek powinna być mu wdzięczna? Niedoczekanie. Nie opuściła całkowicie różdżki, ale przynajmniej nie wbijała jej już w gardło Ślizgona. Mrużyła wrogo oczy, kompletnie nie wiedząc już, czy mogła dalej spodziewać się jakiegokolwiek zagrożenia.
- Nie musisz się o mnie troszczyć - dodała cynicznie. - Jeśli coś ma mnie tu zeżreć to naprawdę nie... - chciała dodać "twoja sprawa", ale wtedy zrozumiała, że rzeczywiście mógłby zostać pociągnięty do odpowiedzialności. Pełnia, zaginiona uczennica w Zakazanym Lesie... Nie tylko Mefisto mógłby mieć problem, ale każdy inny wilkołak w Hogwarcie. Zupełnie o tym nie myślała, kiedy przekraczała linię drzew w poszukiwaniach elfa. Z drugiej strony nie miała pojęcia, że zajdzie aż tak daleko. Sama już straciła nieco orientację i pewnie tylko Mefisto wiedział, gdzie dokładnie się znajdują i jak stąd w ogóle wyjść.
- No tak. Martwisz się o swój tyłek. - stwierdziła sucho.

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Galeony : 8
  Liczba postów : 50
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15199-poczta-profesora-swanna#405513




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 25 2018, 20:25

Ajax Swann uwielbiał wyzwania. Nie podobało mu się kompletnie prowadzenie nudnych lekcji, na których czytało się podręczniki i robiło bezsensowne notatki. Wiedział, że wiedzę najłatwiej przyswaja się poprzez praktykę, w szczególności kiedy w grę wchodziły emocje. Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami nie była prostym przedmiotem, ale nauczyciel spoglądając na grupę uczniów szukał w nich choćby odrobiny zapału. Nie chciał cofać się z materiałem i po raz setny opowiadać klasie czym są gumochłony. Nie ukrywał zatem, że ta lekcja będzie specyficzna, niebezpieczna i mogą na nią przyjść jedynie studenci. Zastrzegł przy tym, że amatorzy nie byli mile widziani.
Zjawił się na skraju Zakazanego Lasu kilkanaście minut przed północą, jako pierwszy. Nie miał zbyt dużego ekwipunku - czekając na uczniów pozapalał lampy naftowe, które zabrał z Hogwartu. Dzięki naniesionym na nie zaklęciom płomienie nie powinny zgasnąć i były o wiele bardziej skuteczne niż Lumos, które w obecnych czasach potrafiło bardzo rozczarować. Swannowi wyjątkowo przeszkadzały zakłócenia magiczne, bowiem przez nie miał stanowczo większy problem ze szwankującym głosem.
- Cieszę się, że przynajmniej niektórym zależy na ONMS na tyle, że odpuszczają sobie słodki sen - rzucił na powitanie, a kącik jest ust drgnął w czymś przypominającym uśmiech. Profesor spojrzał po twarzach zebranej przed nim ekipy, a następnie zatarł ręce z zapałem. Pogoda była wyjątkowo łaskawa, bowiem z nieba nie spadła już ani jedna śnieżynka, a temperatura utrzymywała się na równiutkim zerze. - Mam nadzieję, że wszyscy mają różdżki i przynajmniej trochę rozumu w głowie. Wyjaśnię teraz jakie będzie wasze zadanie i będzie to ostatnia okazja, żeby wrócić do zamku. - Odczekał parę sekund. - Podzielicie się w pary, a następnie w takich konfiguracjach wejdziecie do Zakazanego Lasu. Waszym zadaniem jest, oczywiście, znalezienie jakiejś lunaballi, obserwacja i przygotowanie opisu dostrzeżonych zachowań. Wszystkie pary chcę zobaczyć tutaj, na skraju lasu, o wschodzie słońca. - Zaczekał aż wszyscy się podobierają, a następnie podał jednej osobie z każdej pary lampę. Rozdał również notesy z kilkoma wskazówkami, na co głównie zwrócić uwagę. - Nie oddalacie się od swojej pary, pracujecie wspólnie i tak również będę was oceniał. Nie ma co panikować, jesteście dorośli i doskonale sobie poradzicie. Macie to zapisane w notesach, ale przypominam o istnieniu zaklęcia czterech stron świata - za żadne skarby nie kierujecie się do wschodniej części lasu. Dla ułatwienia zaznaczyłem granicę, możecie znaleźć krzyżyki wyryte na niektórych drzewach. Tej bariery nie przekraczacie. W razie problemów sugeruję zaklęcie Perriculum, a w przypadku kłopotów związanych z zakłóceniami magicznymi... Cóż. Próbujcie do skutku. - Nagadał się jak nigdy, a głos załamywał mu się coraz częściej. Ostatecznie Swannowi pozostało poczekać na ewentualne pytania, ale studenci byli, jego zdaniem, gotowi do drogi.

Swann wymyślił nietypową lekcję, ale spokojnie - raczej nie musicie się spodziewać ataków wściekłych wilkołaków. Sam cały czas będzie patrolował las i żadne race czy wołania o pomoc nie umkną jego uwadze. Proszę o zaznaczenie, kto w jakiej parze chce pracować - jeśli nie chcecie fabularnie się tak dobrać, to możecie założyć, że Swann was przydzielił. Mimo to wszyscy przychodzą już dobrani! Pojedynczych osób nie przyjmuję!
Każda osoba z pary musi rzucić kostką! Ich wyniki sumujecie. Dodatkowo każde 5 punktów kuferkowych z ONMS (licząc wzięte przedmioty punktowane) to możliwość dodania jednego punkcika do wyniku pary. Każde 10 pkt z Zaklęć (NIE licząc przedmiotów - wyjątek to różdżki Fairwynów) to możliwość dodania jednego punkcika do wyniku pary.

Wyniki:
 


Myślałeś, że to tyle? Jest haczyk! Rzuć indywidualnie kością, aby zobaczyć co jeszcze spotkało twoją postać podczas tych całonocnych zajęć!:
 


Kod:
<zg>Jestem w parze z:</zg> @"Nick"
<zg>W kuferku z ONMS punktów mam:</zg> X + za przedmioty (jeśli masz)
<zg>W kuferku z Zaklęć mam:</zg> XX
<zg>Wypadła mi kostka:</zg> XXX
<zg>Moja kostka i moje punkty dodatkowe dają łącznie:</zg> tu wpisz podliczoną wartość
<zg>Wraz z partnerem mamy wynik:</zg> tu druga osoba z pary wpisuje wynik końcowy
<zg>Moje wydarzenie losowe ma numer:</zg> XXXX


Możecie pisać tyle postów, ile tylko chcecie. Za minimum 2 uwzględniające wyniki kostek, można otrzymać 2pkt z ONMS. Większa ilość postów zostanie pewnie nagrodzona punktami dla domu.
Pytania i wątpliwości do @Leonardo O. Vin-Eurico, a najlepiej na GG 1807569.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 913
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1329
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 25 2018, 22:23

Ominięcie ONMS nie wchodziło w grę, szczególnie po tak zachęcającej zapowiedzi. Leo spodobało się automatycznie zarówno przychodzenie pod Zakazany Las w nocy, jak i obietnica odrobiny niebezpieczeństwa... Jak gdyby pożar w klubie i zabandażowane przedramię kryjące poparzenia II stopnia to było za mało! Niezbyt pasowało mu jedynie to, że akurat była pełnia - wierzył jednak, że Swann nie wpadnie na pomysł hasania z wilkołakami. Na to z pewnością nie zaciągnąłby Ezry. Miał pewne domysły czym się zajmą... Pociągnął zatem Krukona na jakże romantyczny spacer, z Hogsmeade aż na tereny Hogwartu. Miał nadzieję, że jego chłopak nie rozchoruje się znowu, skoro dopiero co odzyskał zdrowie; nie było jednak sensu w chowaniu się w mieszkaniu. Nie, kiedy mieli mieć zapewnioną tego typu rozrywkę.
Dotarli jako jedni z pierwszych, musieli zatem chwilę zaczekać. Vin-Eurico z zainteresowaniem wysłuchał nauczyciela i dobrze trafił, podejrzewając obserwację lunaballi. Szturchnął jedynie z rozbawieniem Ezrę, kiedy Swann wspomniał o posiadaniu jakiegoś rozumu... Czy to znaczy, że powinien zawrócić? Był wyjątkowo podekscytowany i najchętniej od razu wlazłby do Zakazanego Lasu. Grzecznie wysłuchał wszystkich informacji, chwytając Ezrę mocno za rękę (jeśli Clarke liczył na dobranie sobie innej pary, to miał takie szczęście, jak Leo na Działalności Artystycznej). Drugą poprawił zawieszony na szyi amulet uroborosa, który trochę zaplątał się we frędzle gryfońskiego szalika. Zaraz wygoda zeszła na drugi plan, bo wziął lampę, a jemu zostawił notes. Przebierał niecierpliwie nogami, aż w końcu dostali pozwolenie na zagłębienie się w leśnej gęstwinie.
- Ale super, nie? - Rzucił jedynie, nawet nie próbując powstrzymać swoich entuzjastycznych kroków. Nie miał pojęcia po co wziął łańcuch scamandera, z perspektywy czasu wydawał mu się trochę zbędny - przynajmniej wciśnięty do kieszeni nie podzwaniał przy każdym kroku. To mogłoby zniwelować szansę chłopaków na uzyskanie dobrej oceny. - Jedno muszę przyznać - Swann ma zajebiste pomysły... - A Leo wciąż pozostawał wierny profesor Pober i żałował tego, jak sprawy z nią się potoczyły. Kwestia tego, że nowy nauczyciel nie został oficjalnie skreślony. Wywlekanie tematu wilkołaków nie było dobrym pomysłem... Nie teraz, kiedy stracili z oczu inne pary i zostali zdani sami na siebie, a Swann nie wyjaśnił co aktualnie robili zarażeni likantropią uczniowie Hogwartu. Gryfon miał jedynie nadzieję, że byli daleko.


Jestem w parze z: @Ezra T. Clarke
W kuferku z ONMS punktów mam: 33 +1 za amulet +2 za łańcuch
W kuferku z Zaklęć mam: 13
Wypadła mi kostka: 5
Moja kostka i moje punkty dodatkowe dają łącznie: 8+5=13
Wraz z partnerem mamy wynik: jeszcze nie mamy
Moje wydarzenie losowe ma numer: 6 i 6

______________________

I AM A FIGHTER AND I


I AIN'T GOIN' STOP.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1609
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 25 2018, 22:47

Fire nie opuszczała gryząca świadomość, że zdecydowanie zbyt długo siedzi zamknięta w domu. Ignorując wszelkie sowy, które prędzej czy później poddawały się w dziobaniu okna pokoju w Dolinie Godryka, mając gdzieś cierpliwie rosnące stosy notatek i podręczników, nie traktowała jak powietrze tylko jednej osoby, która zdawała się dalej pamiętać o schorowanej, złej i smutnej Gryfonce. Tickle przypominała Blaithin o jedzeniu i piciu, i to jej należy się zasługa tego, że Gryfonka przeżyła bite dwa tygodnie w stanie, którego przytomnym nazywać się nie powinno. Mało też z niego pamiętała, bo głównie spała, kaszlała i przewracała się  z boku na bok. Takie były skutki upartego odmawiania leczenia, kiedy w końcu złamała się przy groźbach o zawiadomieniu magomedyków. I poprawiło jej się tak, że wygrzebała się z pościeli.
Przede wszystkim czuła, że zmarnowała dużo czasu, a to wprawiało ją w jeszcze gorszy humor. Ale poza tym żadna tęsknota dziewczynie nie dolegała. Izolacja od świata raz na jakiś czas stała się w jej przypadku koniecznością. Oczywiście, na żaden ONMS Blaithin nie miała zamiaru iść, ciężko było stwierdzić, czy zdecydowałaby się nawet na eliksiry. Dopiero usłyszawszy o tym, że lekcja ma odbywać się północą w pełni w Zakazanym Lesie - nieco uśpione dotychczas receptory dziewczyny odpowiedzialne za zainteresowanie wszystkim, co niebezpieczne i nieodpowiedzialne, gwałtownie się obudziły. Wysmarkała się i ubrała najcieplej jak tylko mogła, dziwnie czując się w grubej kurtce i szaliku odkrywającym jedynie błękitne oczy Gryfonki. Pomysł nauczyciela wydawał się Fire tak kosmicznie absurdalny, że tylko czekała aż stanie się coś złego. Może nie do końca powtórka akcji z Pober, ale wypuszczanie zgrai dorosłych, ale za grosz dojrzałych ludzi do lasu zwiastowało kłopoty. I to w pełnię, kiedy magia się nasilała, a aktualnie magia była bardzo niestabilna.
Miała szczęście, bo noc nie zapowiadała się wyjątkowo mroźnie. Pociągając systematycznie nosem, doczłapała się na skraj zakazanego lasu. Chcąc nie chcąc myślała o ostatnim razie, kiedy weszła między te drzewa. Stanęła daleko od Swanna, nie chcąc, żeby zauważył oznaki, że wcale nie wyszła jeszcze z choroby. Lepiej jakby od razu powiedział "Waszym zadaniem jest przeżycie aż do świtu". Odruchowo ogarnęła spojrzeniem innych uczniów, podświadomie wypatrując wytatuowanego Ślizgona, po czym podeszła do @Bianca Zakrzewski.
- Hej, Zakrzewski - powiedziała niewyraźnie przez szalik, który zaraz ściągnęła w dół. Wątpiła, żeby ćwierćwila często pałętała się po tym lesie i zdecydowanie wolała w razie czego być obok. Fire pozwoliła, żeby to Bianca potrzymała lampę naftową, sama zaś przejrzała notes. Jakoś tak odruchowo uznała, że będą razem pracować.
- Nadal masz tęczowe włosy. - zauważyła niezbyt bystro. Dziwnie rozmawiało się po tak długim czasie, kiedy nie widziała żadnej innej twarzy. Zacisnęła palce na różdżce, kiedy w końcu mogły wejść głębiej. - To wiesz coś o tych całych lunaballach?
Mrukliwy, cichy ton ginął na tle dużo głośniejszych głosów innych. Musiały się oddalić od tej zgrai, żeby mieć szansę cokolwiek znaleźć. Blaithin obserwowała całe otoczenie i powstrzymywała chęć kaszlu, przypłacając to drobnymi trudnościami w łapaniu oddechu.

Jestem w parze z: @Bianca Zakrzewski
W kuferku z ONMS punktów mam: 12
W kuferku z Zaklęć mam: 25
Wypadła mi kostka: 6
Moja kostka i moje punkty dodatkowe dają łącznie: 10
Wraz z partnerem mamy wynik: 16
Moje wydarzenie losowe ma numer: 6,6

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 668
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 411
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 25 2018, 23:42

Bianca ostatnimi czasy miewała kłopoty ze snem. Nie miała pojęcia czym to było spowodowane. Być może wypijaniem hektolitrów kawy, żeby mieć w nocy czas na malowanie wszystkich zamówień bez ciążących powiek ku dołowi. Miała jednak wrażenie, że chodziło o coś zupełnie innego, ale nie zamierzała kierować się do lekarza. Tych Bianca nie lubiła szczególnie, mając nieprzyjemne wspomnienia z dziecięcych lat, kiedy nieudolni magomedycy próbowali ją leczyć, jak można się domyślić bez najmniejszego skutku. Dlatego wmawiała sobie, że to zupełnie normalne i czasami każdy ma taki okres w swoim życiu. Z tego też powodu postanowiła pojawić się na lekcji ONMS. Nie była przekonana o słuszności swojej decyzji, w szczególności, że osobiście znała się tylko na psach, w końcu miała dwa w domu. W każdym razie powlokła się do Zakazanego Lasu, coraz bardziej wątpiąc w ten pomysł.
- Fire! – powiedziała nieco zbyt głośno, zważywszy na otaczającą wszystkich ciszę, przerywaną zaledwie odgłosami nocy, jej głos zdawał się być nie na miejscu. – Jak się czujesz? Lepiej? – zapytała już trochę ciszej.
Nie mogła ukrywać, że martwiła się o swoją przyjaciółkę. Była nieobecna przez długi okres czasu, a na listy nie odpisywała. Dlatego Bianca poczuła się zdumiona widokiem Dearówny, w środku nocy w lesie, po przebytej, jak mniemała, ciężkiej chorobie. Zaczęła się zastanawiać, czy to na pewno było odpowiedzialne i rozsądne, ale nie chciała już tego roztrząsać. Wysłuchała co mówił nauczyciel, próbując przekonać samą siebie, że powinna zgodnie z wskazówką wrócić do zamku, ale kiedy postanowiła, że tak naprawdę powinna zrobić, było już za późno i została rzucona na głęboką wodę w las, którego prawie w ogóle nie znała, w czasie pełni. Doprawdy zapowiadała się fantastyczna noc.
- Tak, nie miałam okazji wrócić do swojego naturalnego koloru. – wzruszyła ramionami na wzmiankę o swoich tęczowych włosach, w gruncie rzeczy przyzwyczaiła się do tego i poniekąd polubiła. – Tylko tyle, że są nieśmiałe i opuszczają norę tylko na czas pełni księżyca. Coś jeszcze było z ich kupą, ale nie pamiętam czy była toksyczna, czy miała zbawienny wpływ. – odparła.
Nagle ni stąd ni zowąd spadło na nią jakieś przerośnięte rude stworzenie. Zawsze wiedziała, że rude jest wredne, ale nie sądziła, że w środku nocy pomarańczowy kot zacznie ją atakować. Zaczęła się nawet zastanawiać czy kuguchar zwyczajnie nie wyczuł od niej psów, ale nie maiła na to zbyt wiele czasu. Dużo bardziej była zajęta, nieudolnymi próbami zrzucenia z siebie zwierzęcia, które zostawiało na jej rękach zadrapania. Miała na sobie termiczną kurtkę, która utrzymywała ciepło, ale nie można było powiedzieć, że była gruba, toteż nie za bardzo chroniła ją przed ostrymi pazurami przerośniętego kota. W całym tym amoku, skierowała się trochę za bardzo na wschód, a już na pewno zupełnie straciła orientację w terenie. Wydawało się, że Fire również nie była jeszcze w swojej najlepszej formie, więc niemal oczywiste było, że w gruncie rzeczy się nieco zgubiły. Nauczyciel wspominał coś o krzyżykach na drzewach? Niby jak Bianca miała je zobaczyć tocząc zażartą walkę w kupą sierści? Kiedy w końcu zrzuciła z siebie to całe futro, zupełnie zapomniała o bezwzględnym zakazie zbliżania się do wschodniej granicy. Miała inny problem na głowie, a małe ranki piekły ją niemiłosiernie. Definitywnie wolała psy.

Jestem w parze z: @Blaithin ''Fire'' A. Dear
W kuferku z ONMS punktów mam: 3
W kuferku z Zaklęć mam: 6
Wypadła mi kostka: 6
Moja kostka i moje punkty dodatkowe dają łącznie: 6
Wraz z partnerem mamy wynik: 16
Moje wydarzenie losowe ma numer: 4

______________________

 
Bianca Zakrzewski

Maluje się tylko po to, aby oszukać oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Czw Sty 25 2018, 23:50

Mef nie przyszedł na lekcję i jego post odnosi się tylko do @Blaithin ''Fire'' A. Dear i @Bianca Zakrzewski, które zawędrowały trochę zbyt głęboko w las.

Prawdę mówiąc niezbyt uwierzył Blanc, kiedy wspomniała o planach profesora Swanna. Wyjaśniło to jednak, czemu tego miesiąca aż tak dokładnie pilnowała wszystkich dawek eliksiru tojadowego. Ciężko było po prostu przyjąć do świadomości, że nauczyciel zamierzał podsunąć mu pod nos najpyszniejsze kąski i poprosić, aby nikogo nie ugryzł. W gruncie rzeczy Mefisto sam sobie nie ufał i dlatego doskonale wiedział, że posłusznie nie przekroczy granicy odcinającej wschodnią część lasu od reszty. Domyślał się, że sam zapach przynęty rozsianej po znajomym terenie będzie drażnił go aż do samego świtu. Pocieszające było to, że Swann zapowiedział się na północ, a Ślizgon poddał się przemianie znacznie wcześniej; miał czas, aby rozprostować kości w krótkiej przebieżce po każdym skrawku leśnego terenu. Od poprzedniej pełni minął niecały miesiąc - Mefistofeles potrafił napawać się zjawiskiem niebieskiego księżyca. Wydawało mu się, że ma jeszcze więcej energii, wybija się w potężnych skokach jeszcze dalej, a ziemia rozpryskuje się na wszystkie strony, rozryta ostrymi pazurami. Nie wiedział, kiedy magiczna północ w końcu wybiła. Zdyszany i zachwycony po prostu opierał się o jedno z drzew, gdy wraz z powiewem wiatru dotarła do niego fala ekscytujących zapachów. Pierwszy raz od dawna czuł się tak odprężony, tak bardzo na swoim miejscu. Poprzedniej pełni ludzka świadomość przytłoczyła go do tego stopnia, że wciąż był zmęczony, ot, psychicznie. Zamarł w bezruchu na dłużej, niż planował, ale musiał zwalczyć pokusę zawrócenia bardziej na skraj lasu. Tam byli grzeczni studenci, zafascynowani zachowaniem lunaballi...
Nie zarejestrował momentu, w którym zbliżył się do ustalonej przez Swanna granicy. Profesor idealnie wyznaczył dystans, odcinając wyraźnymi śladami bardziej niebezpieczne rejony Zakazanego Lasu. Wilkołak pochylił się nieco, opadając ciężko na cztery łapy. Obiecał sobie i zamierzał tego dopilnować, a jednak... Zdusił skowyt, rozpoznając zapach, który już kiedyś o mały włos nie wyprowadził go z równowagi, gdy znajdował się w wilczej postaci. Słysząc kroki zniknął pomiędzy gęstymi krzakami, wbijając pazury pomiędzy korzenie i zaciskając szczęki tak mocno, jak tylko mógł. Oczywiście, jeśli tylko ktoś miał wleźć za daleko, to byłaby to właśnie Fire. W towarzystwie szamoczącej się z czymś innej dziewczyny, której Noxowi nie udało się zbyt szybko rozpoznać.
Wyszedł spomiędzy krzaków, kiedy go minęły - miał po prostu odbiec czym prędzej, ale w tej samej chwili rozpoznał Gryfonkę od farb, a także wyjątkowo poddenerwowanego kuguchara. Wilkołak warknął ostrzegawczo i błyskawicznie wykorzystał okazję, w której kocię oderwało się od swojej ofiary. Skoczył do przodu, o mały włos nie zahaczając ramieniem o Fire; zatrzymał się tuż przed nimi, zaciskając szczęki na tułowiu dzikiego kota w dziwnie pierwotnym odruchu, którego nie udało mu się powstrzymać. Skomlenie pomarańczowego stworzenia przecięło ciężką atmosferę wiszącą w powietrzu, ale Mefisto wcale nie pastwił się nad zwierzakiem zbyt długo. Odrzucił je niczym szmacianą lalkę, bez żadnej refleksji. Powiódł spojrzeniem od Bianci na Fire i z powrotem, czując jak wzdłuż kręgosłupa przebiegają go dreszcze ekscytacji. Och, pysk cały miał w ciepłej krwi nieszczęsnego kota, a jednak nie było to ani odrobinę satysfakcjonujące...

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1609
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Pią Sty 26 2018, 00:43

Fire złowiła w tonie przyjaciółki zmartwienie i bynajmniej jej to nie cieszyło.
- Wystarczająco. - odparła tonem ucinającym dalszą dyskusję na ten temat. Normalnie zapewne odpowiedziałaby, że po prostu "w porządku", ale kłamanie nie przechodziło Fire przez i tak obolałe gardło. Czuła, że może poważnie nadwyrężyć swoje dopiero leczące się ciało przez całą noc w zimnym lesie. Bynajmniej nie zamierzała być balastem dla Bianci. Też nie wyglądała specjalnie dobrze, Fire przemknęło przez myśl, że ma niewielkie cienie pod oczami.
- Ja miałam. - wtrąciła tylko co do włosów, wyplątując z szalika rudy warkocz i odrzucając na plecy. Tak jaskrawe włosy Bianci mogły zwracać niechcianą uwagę, ale nie wspominała o tym na głos. - Zawsze chodzi o kupę. - dodała żartobliwie, krzywiąc się zaraz, bo zabolało ją gardło. Szły już jakiś czas, więc były same w cichym, ciemnym lesie. Fire nie zmniejszyła dzielącej Gryfonki odległości.
- Nie lubię pełni księżyca. - stwierdziła nagle, rozglądając się po najbliższych wzgórzach. Wychodziło na to, że nie miały nawet wskazówki jak te lunaballe wyglądają. Fire myślała tylko o jakichś powłóczystych postaciach, ale zanim zdążyła się nad tym zastanowić, Bianca została zaatakowana. Blaithin próbowała pomóc w strzepnięciu agresywnego kota, ale gdyby spróbowała zaklęciem, mogła trafić ćwierćwilę. Zrobiło się takie zamieszanie, że rudowłosa zaczęła spodziewać się, że coś ich usłyszy. No i chyba pokręciły drogę. Fire nadgoniła Biancę, która zrzuciła z siebie kota, a ten niebawem wylądował w kłach wilkołaka. Skok tak masywnej postaci niemal przewrócił dziewczynę, która przez chwilę nie wiedziała, czy to już czas strzelać zaklęciami, czy jeszcze nie. Widziała już wilkołaka w swojej zwierzęcej formie, a ten zdawał się zadziwiająco podobny. Nawet ułożenie blizn pasowało - ta, którą zrobiła mu Pober, jak i te po festiwalu.
- Nox... - mimowolnie podniosła głos, zapominając o zakazie krzyczenia w Zakazanym Lesie, ale ten gwałtownie załamał się i Fire zgięła się wpół, kaszląc mocno. Splunęła na pokrytą śniegiem ściółkę i wyprostowała się z wyraźnym trudem. Opanowała trzęsące się mięśnie, nie zwracając uwagi na brutalną scenę z kugucharem. - Odsuń się.
Powiedziała już spokojniej, mierząc go nieprzychylnym, chłodnym wzrokiem. Nie, nie miała powodów, żeby traktować go inaczej niż wroga, w dodatku niebezpiecznego. Z krwią na pysku. Nawet nie zerknęła w stronę porzuconego kuguchara. Może byłaby zdecydowanie bardziej lekkomyślna, gdyby była sama, jak ostatnio, ale teraz myślała głównie o Biance.
-  Żyjesz? - zapytała, nie odwracając w stronę dziewczyny głowy, ale ściągając z ramienia ostrożnie torbę. Miała nadzieję, że widok wilkołaka nie zszokował Zakrzewskiej na tyle, żeby straciła rozsądek. Albo, żeby zechciała uciekać. - Wzięłam wodę, lepiej przemyj te zadrapania. To Nox, Ślizgon z X roku, powinien być na tyle przytomny, że nic nam nie zrobi, ale zachowaj spokój. Jest strasznie drażliwy.
Nadal celowała w pysk wilkołaka, pamiętając o tym, że przez magię mogły dziać się dziwne rzeczy. Blaithin nie byłaby specjalnie zdziwiona, gdyby nagle uderzył go szał na tyle silny, że zaatakowałby je bez mrugnięcia okiem. Odkaszlnęła, poprawiając szalik i mając nadzieję, że jakoś się porozumieją albo po prostu zniknie gdzieś w drzewach. Różdżka wręcz zachęcała do użycia jednego z zaklęć, które Dear znała, ale skutecznie zgasiła to pragnienie. Gdzieś w głębi ulżyło jej, że to nie jakiś inny wilkołak postanowił stanąć na ich drodze. W tamtej chwili Fire kompletnie zapomniała o jakiejś lekcji Swanna.
- Musiałyśmy zejść z drogi. Kurwa.

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 673
  Liczba postów : 254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14191-isilia-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14251-isilia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14253-isilia-smith#376344
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14205-isilia-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Pią Sty 26 2018, 12:54

Lekcja z ONMS i to jeszcze w Zakazanym Lesie? Brzmi świetnie. I niebezpiecznie, ale pod opieką nauczyciela raczej nic nie powinno im się stać. Oczywiste było, że nie mogło jej zabraknąć na tej eskapadzie. Specjalnie nawet położyła się wieczorem wcześniej spać, aby jakoś móc funkcjonować o tej nieludzkiej porze. Co jak co, ale nie chciała przypadkiem wpakować się w kłopoty w lesie przez to, że nie będzie wystarczająco wypoczęta. Idąc w wyznaczone miejsce zbiórki, poluzowała zawiązany na szyi szalik w barwach domu. Nie dość, że wcześniej za mocno go zasupłała, to w dodatku zaczynało jej się robić przez to gorąco. Mimo, że była zima, to temperatura nie była wcale taka niska i nie zapowiadało się na opady śniegu, czy inne zjawiska atmosferyczne. Cieszyła się, że nie założyła na siebie najgrubszego swetra jaki posiadała. Szalik zawsze mogła zdjąć, natomiast gorzej by było ze swetrem... Dotarła wreszcie na skraj Zakazanego Lasu, gdzie zebrani byli pozostali studenci i nauczyciel. Szybko znalazła wzrokiem @Miglė Hitchcock i skierowała się w jej stronę. Gdy była za nią, wyciągnęła ręce i złapała ją pod boczki, a następnie zaczęła ją łaskotać. Jeśli dziewczyna nie miała łaskotek, to mówi się trudno, ale jeśli tak - to Is spodziewała się wszystkiego. Uderzenia, podeptania nóg, odepchnęcia do tyłu, nawet krzyku. W takiej sytuacji zresztą pewnie sama zachowałaby się podobnie.
- Spokojnie, to tylko ja. - zaśmiała się i stanęła obok koleżanki, zaprzestając łaskotek. Nie liczyła na zemstę, gdyż znała Krukonkę na tyle że wiedziała, że ta nie jest skora do odgrywania się na ludziach. Chociaż kto tam wie, ludzie czasem bywają nieobliczalni, tak jak na przykład ona jeszcze przed chwilą. Cierpliwie wysłuchała słów nauczyciela i wzięła od niego notes dając tym samym do zrozumienia towarzyszce, że ma wziąć lampę. Nie spytała wcześniej, czy chce być z nią w parze - skoro i tak już odnalazły się spośród reszty, to po co kombinować? Tak było łatwiej a poza tym gdyby Migle miała coś przeciwko, to już by szukała partnera.
- Jak myślisz, damy radę? - zagadnęła z lekko kpiącym uśmieszkiem błąkającym się po jej twarzy. Mają spędzić noc w lesie, szukając lunaballi, obserwując je i zapisując swoje spostrzeżenia. Nic trudnego, nieprawdaż? Jasne, jeśli tylko znajdzie się to stworzonko. I przypadkiem nie zabłądzi do wschodniej części lasu. Niby na niektórych drzewach były wyryte krzyżyki i mogli użyć zaklęcia czterech stron świata, ale kto by o tym pamiętał cały czas? W każdym razie - noc zapowiadała się ciekawie! Skinęła głową na Migle i ruszyła przed siebie, aby zagłębić się w ciemność panującą w puszczy.

Jestem w parze z: @Miglė Hitchcock
W kuferku z ONMS punktów mam: 14
W kuferku z Zaklęć mam: 25
Wypadła mi kostka: 2
Moja kostka i moje punkty dodatkowe dają łącznie: 2+4=6
Wraz z partnerem mamy wynik: soon
Moje wydarzenie losowe ma numer: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palanga, Litwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 33
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14743-migle-vaidilute-hitchcock
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14758-migle-vaidilute-hitchcock
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14757-migle-vaidilute-hitchcock
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14753-migle-vaidilute-hitchcock




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Pią Sty 26 2018, 17:11

Miglė nie była zachwycona wizją lekcji w Zakazanym Lesie, a już z pewnością nie podczas pełni. Przecież tu mogły być wilkołaki! Krukonka lubiła się wysypiać, przez co zajęcia o tej porze odrzucały ją jeszcze mocniej. Ostatecznie stwierdziła, że pewnie będzie ciekawie, a ona pożałuje, że nie poszła. Pogoda, która niedawno dawała się uczniom we znaki, uspokoiła się trochę, więc przynajmniej widoczność była całkiem niezła. Ubrała się dość ciepło, więc rozwinęła szalik i tylko powiesiła go sobie na ramionach.
Bez problemu znalazła studentów, bowiem nawet ona, mimo braku spostrzegawczości, raczej nie potrafiłaby ominąć wzrokiem tak sporej grupy osób. Usilnie starała się wypatrzeć kogoś znajomego, by nie zostać przydzieloną do losowej pary. Można jednak powiedzieć, że to Krukonka została "odnaleziona".
Czując czyjeś ręce na swoim boku, pisnęła cicho i odruchowo wierzgnęła łokciem w tył. Odwróciła się, by spojrzeć, kto śmiał ją łaskotać. Zobaczyła uśmiechniętą od ucha do ucha Isilię, która chyba nawet nie poczuła, że oberwała łokciem. Miglė przewróciła oczami, ale niemal od razu spojrzała na koleżankę nieco przychylniej.
- Na Merlina, Is, nie łaskocz mnie tak bez zapowiedzi - mruknęła cicho, wywołując na twarzy Gryfonki jeszcze szerszy uśmiech. - Na zawał zejdę i tyle będzie.
Miglė dopiero po kilku sekundach zrozumiała, że ta cisza nie wzięła się znikąd, po prostu nauczyciel zaczął wyjaśniać, na czym miało polegać ich dzisiejsze zadanie. Bez słowa protestu przyjęła lampę od Isilii, a Gryfonka wybrała, że będzie notować to, co zobaczą.
Jeśli w ogóle coś zobaczymy - pomyślała Krukonka bez większego entuzjazmu.
- Pewnie, że damy - odpowiedziała koleżance niezbyt zgodnie z prawdą, jednak nie widziała potrzeby psucia jej humoru. - Przecież mam ciebie, nieustraszoną uczennicę domu lwa, co może pójść nie tak.
Gdyby Miglė mówiła trochę szczerzej, na pewno znalazłaby kilka rzeczy, które definitywnie mogły pójść nie tak. Zaczęła nawet zastanawiać się nad powiedzeniu o swoich wątpliwościach Is, jednak dziewczyna nie dała jej wyboru, idąc już w głąb lasu. Krukonka, chcąc nie chcąc, podążyła za koleżanką, trzymając różdżkę w pogotowiu przez cały czas.


Jestem w parze z: @Isilia Smith
W kuferku z ONMS punktów mam: aż 1
W kuferku z Zaklęć mam: 10
Wypadła mi kostka: 2
Moja kostka i moje punkty dodatkowe dają łącznie: 2+1=3
Wraz z partnerem mamy wynik: 9
Moje wydarzenie losowe ma numer: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 668
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 411
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14415-pianki-bianci#381731
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14416-bianca#381732
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Sob Sty 27 2018, 19:21

Bianca nie sądziła, że jej włosy mogą przyciągnąć czyjąś uwagę, no bo czyją? Skoro Swann postanowił zrobić lekcję w lesie, w nocy, w czasie pełni, to chyba upewnił się, że wszystko będzie idealnie grało? Tak jej się przynajmniej wydawało, to nadal była szkoła, a nie zabezpieczenie terenu byłoby skrajnie nieodpowiedzialne. Może i Zakrzewski sama nie była najbardziej odpowiedzialną osobą świata i nie powinna nikogo pouczać (no może czasami swojego brata), ale nie była też nauczycielem. Mimo swojej pewności, że profesor zadbał o ich bezpieczeństwo, ona bynajmniej bezpiecznie się nie czuła. Patrzyła tylko przed siebie, nie spoglądając na boki, obawiając się, że zobaczy coś czego chciałaby uniknąć. Ciemny las przyprawiał ją o dreszcze, nie za często w nim bywała.
- Ja też nie przepadam za pełnią. – przyznała.
Może gdyby nie wiązała się z wilkołakami i innymi niebezpiecznymi stworzeniami gryfonka inaczej podchodziłaby do rzeczy. Teraz jednak, świadoma ile zagrożeń mogło to ze sobą przynieść, miała mieszane uczucia co do pełni, tym bardziej, że to była druga w tym miesiącu, co Biance wydawało się sporą anomalią.
Atak zwierzęcia zupełnie wyprowadził ją z równowagi. Nawet jeżeli to był zwykły kuguchar, który przecież sam w sobie nie był niebywale groźny to okoliczności, otoczenie i przede wszystkim element zaskoczenia sprawiły, że Bianca poczuła swoją duszę na ramieniu. Kiedy zrzuciła rude futro na ziemię, musiała oprzeć się rękoma na udach i zrobić parę głębokich wdechów, żeby się uspokoić. Nie była wprawdzie strachliwa, że bała się własnego cienia, ale zupełnie nie spodziewała się czegoś takiego.
- Mówiłam już jak bardzo nienawidzę kotów? – mruknęła, a po chwili usłyszała, że Fire wypowiada trzy słowa przerywane kaszlem.
Bianca podniosła się do pionu i spojrzała w tym samym kierunku, w którym patrzyła jej przyjaciółka. Jej oczy znacznie się powiększyły, kiedy dostrzegła wilkołaka. Prawdę mówiąc, oprócz czytania o nich nigdy nie miała do czynienia z tymi stworzeniami pod wilczą postacią. Krew na pysku nie była jednak atutem i sprawiła, że Biance zrobiło się niedobrze. Nie przepadała za widokiem krwi, a szczególnie za zapachem – mdliło ją.
Po chwili dotarło do niej, że Blaithin do niej mówiła. Usłyszała nazwisko chłopaka i zmarszczyła brwi. To ten chłopak, który najbardziej ucierpiał po wybuchu jej farby. Przemknęło jej przez myśl, że szkoda, że to nie czerwona farba kapie z jego pyska. Wtedy Bianca popełniła błąd i spojrzała, na odrzucone przez Noxa zwierzę, to samo, które ją wcześniej zaatakowało.
- Na słodką brodę mojej zmarłej matki. – jęknęła, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo pokręciła to zdanie.
Bianca szybko stwierdziła, że przyjście na tę lekcję też było błędem. Doszła jednak do wniosku, że przy ostatnim spotkaniu z chłopakiem nie był wcale znowu taki zły, miała nadzieję, że chociaż miał swoją ludzką świadomość, ale przecież ona nie miała pojęcia jak to jest. Ani, że chłopak raczej rozumiał co mówiła.
- A jakby mu rzucić patyk to pobiegnie jak pies? – spytała Fire.

______________________

 
Bianca Zakrzewski

Maluje się tylko po to, aby oszukać oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Sob Sty 27 2018, 20:05

Najsmutniejsze w tym wszystkim chyba było to, że Mefisto uwielbiał koty. Na równi z psami, nijak nie rozróżniał, a w dodatku teraz był szczęśliwym właścicielem białej kulki pełnej energii, która bardzo pomagała mu w niezbyt ciekawych momentach. Nie wiedział jeszcze, jak bardzo będzie rano żałował decyzji o zaatakowaniu rudego kuguchara. W gruncie rzeczy nawet teraz, z przebłyskami intensywniejszych myśli, nie był w stanie zorientować się co nim kierowało. Stworzenie odbierało jego zdobycz? Atakowało akurat dziewczęta, które darzył (nie)znacznie większą sympatią, niż inne? Jako wilkołak raczej nie bronił ludzi - choć warto wspomnieć, że pannie Dear raz już pomógł.
Była bezczelna. Drgnął niespokojnie, kiedy wypowiedziała jego nazwisko, ale dopiero splunięcie zmotywowało go do stanięcia na dwóch tylnych łapach. Był od nich o wiele wyższy, spoglądał zatem w dół, sapiąc ciężko na widok różdżki. Nie wiedziały jak ciężko było mu zablokować wszystkie mięśnie swojego ciała, aby nie wykonać potężnego skoku; kazała mu się odsunąć, jakby był pieskiem salonowym.
"Nic nam nie zrobi". Cztery proste słowa rozbrzmiały w głowie wilkołaka, doprowadzając go już teraz do szału. Nie stracił świadomości - upojony idealną dawką wywaru tojadowego doskonale rozumował, a zatem bez problemu dostrzegał, że te dziewczyny to największe idiotki, jakie spotkał w całym swoim życiu. Fire celowała w niego dalej różdżką, tak głupio dumna. Nie pamiętała, że jest słabiutką (chorą?) osiemnastolatką, zmarzniętą i niedoświadczoną? Nie nasłuchała się już opowieści, jak to walkę z jednym likantropem toczyło zwykle kilku profesjonalistów, dorosłych i obeznanych w najbardziej skomplikowanych dziedzinach magii? Mefisto mógł zamierać, kiedy czuł czubek czarnego patyka na swoim ludzkim gardle. Teraz? Teraz miał ochotę wybuchnąć śmiechem.
Szlag go faktycznie trafił zaraz po słowach Blaithin, ale debilna uwaga Bianci również swoje wniosła. Nox był szybki, nieludzko szybki, zatem z dziecinną łatwością wytrącił różdżkę z rąk rudej Gryfonki, mocnym uderzeniem być może raniąc lekko jej nadgarstek. Nie zatrzymał się, wbrew jej "rozkazom" podchodząc bliżej, odpychając ją całym sobą. O Zakrzewski zahaczył barkiem, nie dbając czy upadnie na ziemię, czy też uderzy o drzewo. Złość przyćmiła go do tego stopnia, że kłapnął zębami tuż przy twarzy Fire - ją przyciskał łapą do ziemi, dygocząc. Powinny się bać. Żadne przejawy świadomości nie robiły z niego potulnego pupila. W szczególności teraz, kiedy kłem zahaczył o jej szalik...
Odsunął się dopiero po chwili, chociaż złość nie zelżała. Mefisto nie potrafił zrozumieć, jakim cudem Swann tak zadbał o bezpieczeństwo, a te dwie dziewczyny nie potrafiły zastosować się do wskazówek. Sam uwielbiał łamać zakazy, oczywiście, ale był na tyle rozsądny, aby nie pchać się na terytorium akromantul czy też centaurów. Dla nich lista rozszerzała się jeszcze o wilkołaki. Rozrył pazurami ziemię przy ramieniu Fire, odchodząc ostatecznie i odnajdując spojrzeniem ciemną różdżkę, ginącą pod pobliskim krzakiem. Chciały, żeby aportował? Niech będzie. Pochwycił czarodziejski patyk w zęby, powstrzymując się z trudem od zaciśnięcia szczęk. Zaszczycił swoje niedoszłe ofiary jeszcze jednym spojrzeniem, zanim podążył na wschód, bezbłędnie posługując się zmysłem węchu.
Zaczekał przy pierwszym drzewie oznaczonym literą X i to u jego korzeni upuścił cenną własność Fire. Wiedział, że nie da rady przejść dalej, że najprawdopodobniej sparzy się gdy tylko dotknie zeschniętych liści; potrzeba zaciśnięcia kłów na czyimś ciele doprowadzała go do szaleństwa, Ślizgon zatem bez zastanowienia pochwycił własne ramię i pozwolił, aby krew zalała mu podniebienie. Z jego gardła nie wydobył się ani jeden pisk, kiedy zaczął odsuwać się coraz bardziej, zostawiając krwawe ślady i walcząc z barierą mentalną.
Idźcie na zachód, do cholery.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1609
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1597
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Sob Sty 27 2018, 22:49

Nawet, gdyby eskortowało ich dziesięciu wyćwiczonych czarodziejów, Blaithin nie czułaby się swobodnie w tym lesie. Po prostu wiedziała, że na innych polegać nie można i najlepiej ufać wyłącznie własnym umiejętnościom. Wierzyła w to, że w razie zagrożenia ochroni przynajmniej Biancę. Kot był właściwie niczym w porównaniu do tego, co jeszcze kryło się w Zakazanym Lesie. Nawet Fire nie za wiele wiedziała o kryjących się w ciemnościach potwornościach. Uznała, że Zakrzewski podobnie. Nie wiedziała, czy jest przerażona, bo nie spuszczała wzroku z Mefisto, ale jej słowa przynajmniej potwierdziły, że nie zemdlała ze strachu. Gryfonka czuła narastającą adrenalinę, która rozgrzewała przemęczony chorobą organizm.
- Co... - sarknęła w stronę Bianci po tym dziwnym pytaniu, ale to drobne rozproszenie wystarczyło, żeby wilkołak zdążył zaatakować. Poczuła ból w nadgarstku zanim upadła na ziemię i jęknęła krótko z bólu, jaki rozlał się w kości ogonowej. Nie było czasu na przemyślenia, bo straciła swoją broń. Kopnęła więc Mefisto, próbując celować w brzuch, ale ostatecznie nie wiedziała, czy cokolwiek poczuł. Zamarła, bo dyszący oddech wilkołaka skutecznie odebrał Fire władzę nad swoimi mięśniami. Miała wrażenie, że serce wyskoczy jej z piersi albo gorzej - że Nox wyrwie je zębami. Odsunęła się pospiesznie, zapominając o szaliku, który wyplątał się i upadł gdzieś obok. Pojebało go?!
- Nie! - zaprotestowała, podnosząc się i patrząc z drobną paniką na swoją różdżkę. Przez jedno uderzenie serca myślała już, że ją po prostu roztrzaska. Nawet nie chciała myśleć o tym, co by mu wtedy zrobiła... Wiele razy przekraczał granice, a Dear drażniło to coraz bardziej. Nie miał już żadnych taryf ulgowych, żadnych okoliczności łagodzących. Fire nie odczuwała wdzięczności za ratunek w szklarniach, a wręcz przeciwnie. Za każdym razem, kiedy myślała o tamtych chwilach, ogarniała ją nieuzasadniona irytacja.
- No sukinsyn, ukradł mi ją! - spróbowała od razu pobiec za oddalającymi się uderzeniami łap, ale nogi miała jak z waty. Nie obejrzała się za Biancą, podążyła do drzewa wolniejszym tempem. Okrążyła wilkołaka, żeby jak najszybciej podnieść różdżkę i wytrzeć o kurtkę.
- Goń się, Nox - wydusiła. Odkąd kłapnął zębami tuż przy jej twarzy miała wrażenie, że, gdy tylko dotknie swojego policzka odkryje ziejącą dziurę. Wolała więc tego nie robić. Żołądek Fire przewrócił się do góry nogami, a ból głowy, który nagle po kilku dniach powrócił, sprawił, że usiadła ciężko na ziemi usłanej śniegiem, biorąc głęboki oddech. Pieprzony psychopata, obślinił jej różdżkę! Mimo tego, że kawałek drewna był w opłakanym stanie i tak Blaithin trzymała go blisko. Miała wrażenie, że przy okazji sama wymaże się krwią, ale obrzydzenie czuła głównie w stronę Noxa, który właśnie gryzł swoje własne ramię. Szkoda, że nie dosięgniesz własnego gardła.
- Zaraz zwymiotuję. - stwierdziła zaskakująco wyraźnie, wbrew swoim słowom patrząc na wilkołaka z całkiem przytomnym i niezmąconym gniewem. Gdzie się podziały resztki rozsądku? To one trzymały Fire w miejscu. Kontrolowała się, choć wiele ją to kosztowało. Jej różdżki po prostu się nie dotykało. Teraz był odpowiedni moment, żeby Bianca zabrała rudowłosą i przypomniała im o zadaniu. Bądź co bądź, trwała lekcja i miały lunaballe do odnalezienia.
- Chodźmy stąd. - mruknęła rudowłosa, wstając i po krótkiej orientacji, którą ułatwił Nox, wiedziała już w jakim kierunku powinny iść. I jak Merlina kocham, jeśli tylko zamierzał znów skoczyć w stronę dziewczyn, zamierzała trzepnąć go zaklęciem na uspokojenie.

______________________


We drink the poison our minds pour for us and wonder


why we feel so sick
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 673
  Liczba postów : 254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14191-isilia-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14251-isilia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14253-isilia-smith#376344
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14205-isilia-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Nie Sty 28 2018, 17:56

Obejrzała się przez ramię i rzuciła:
- Oj, żebyś się przypadkiem nie zdziwiła, kiedy będziesz musiała ratować nam tyłki. - wyszczerzyła się w stronę Migle, a następnie ponownie odwróciła, tym razem w stronę lasu. Nie szła szybko, żeby nie oddalić się zbytnio od koleżanki i żeby ta mogła spokojnie zrównać z nią krok. Jedyne, czego teraz by potrzebowały to oddzielić się. Gdy tylko zagłębiły się trochę w las, schowała notesik do kieszeni kurtki. Wolała mieć wolne ręce, żeby w razie czego móc szybko interweniować, a z tym przedmiotem to raczej by się nie udało. W dodatku co innego, gdyby mogły się tym w razie czego bronić. Zdecydowanie w lepszej sytuacji była Migle, której lampa mogła posłużyć jako potencjalna broń. Tak czy siak, Is zawsze mogła jeszcze wspomóc się różdżką (i ryzykować, że będzie jeszcze gorzej, jeśli zakłócenia staną się przeszkodą nie do przebycia). Wszystko szło świetnie do pewnego momentu. Wystarczyło na chwilę odwrócić głowę gdzieś w bok, żeby stanąć w złym miejscu. Oh, i to jak bardzo złym!
- Co do cholery! - zaskoczona podniosła głos, kiedy zaczęła tracić równowagę. Nawet nie zdążyła zobaczyć, co było tego powodem, bo wleciała prosto w jakiś krzak. Odruchowo zamknęła oczy, gdy zaczęła zapadać się między gałązkami i listkami, które boleśnie ją drapały. Najgorsze jednak było to, że nie mogła zrobić nic, żeby jakoś wyplątać się z tych chaszczy - po prostu musiała spaść na ziemię i dopiero wtedy się pozbierać. Nie trwało to zresztą długo i już po kilkunastu sekundach dźwigała się na nogi. Otrzepała się i odczepiła pojedyncze listki z ubrania tam, gdzie sięgnęła. - Mogłabyś zdjąć ze mnie pozostałe paprochy? - spytała Migle i podeszła do niej, a następnie odwróciła się tyłem, tym samym dając jej do zrozumienia, że mówiła o plecach i włosach. A jeśli chodziło o te drugie nie wątpiła, że było sporo do wyjmowania. Ranki spowodowane upadkiem piekły ją piekielnie, w dodatku wyglądało na to, że w tamtym miejscu musiała rosnąć jeszcze pokrzywa... Już nawet nie zastanawiała się jakim cudem gałązki przedarły się przez jej ubrania. Chciała teraz pozbyć się tego cholernego uczucia swędzenia i pieczenia. A najchętniej to wróciłaby do zamku, do swojego wygodnego i ciepłego łóżka. Powodowana ciekawością powiodła wzrokiem w to niefortunne miejsce, w którym to wszystko się zaczęło.
- Moje szczęście chyba nie istnieje. - warknęła wściekła gdy rozpoznała powód swojego nieszczęśliwego wypadku. Kupa. Wielka, rozpłaszczona już teraz kupa na dróżce, która teraz zdawała się z niej kpić. Bardziej niż oczywiste było to, że prawy but Isilii po tym jakże bliskim spotkaniem z odchodami jakiegoś zwierzęcia w najlepszym stanie nie jest. I właśnie wtedy zdała sobie sprawę, że upadając mogła złamać różdżkę. Z przerażeniem wypisanym na twarzy sięgnęła do lewego boku i wyciągnęła magiczny patyk. Obejrzała ją szczegółowo i dopiero mogła odetchnąć z ulgą. Była cała.
- Dobra, trzeba się pozbyć tej niespodzianki. - powiedziała złośliwie i w myślach wypowiedziała "Chłoszczyść", wykonując przy tym ruch dłonią. Tym razem szczęście choć trochę się do niej uśmiechnęło i zaklęcie zadziałało jak należy. Mogła podziwiać swój prawy but w lepszym stanie niż lewy, ale najważniejsze było to, że pozbyła się z niego pozostałości zwierzęcych odchodów i nieprzyjemnego zapachu.
- Chyba czas przejrzeć ten notes od Swanna. - westchnęła i sięgnęła ręką do kieszeni kurtki, z której wyciągnęła zaszycik i otworzyła go na pierwszej stronie. Przebiegła wzrokiem po zapisanych instrukcjach i bez słowa podała go Migle, żeby również ona zapoznała się z widniejącymi w nim wskazówkami. - I musimy znaleźć jakąś lunaballę, bo jak tak dalej pójdzie, to nie będziemy miały nic.

Chłoszczyść:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 476
  Liczba postów : 1000
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Nie Sty 28 2018, 19:19

Miał niewielką nadzieję, że profesor Swann nieco przystopuje z ekstremalnymi pomysłami na zajęciach z ONMS. To był moment w roku, kiedy Krukona zadowoliłaby jakaś mniej wymagająca forma lekcji, a już na pewno taka, która nie wymagała spędzania długiego czasu na zimnie. Nie dość, że ścieżki w niektórych miejscach dalej były mocno oblodzone, to w dodatku dopiero co Ezra pozbył się Lebetiusa. Nie miał najmniejszego zamiaru dać się znowu zakopać pod koce!
Zapowiedź profesora Swanna spowodowała w nim wewnętrzne rozdarcie, silnie oddziałując na słabość Clarke'a do tak kreatywnego podejścia do tematyki. W obecnej sytuacji - a właściwie nawet kiedy wszyscy byli dosyć pewni magii - niewielu nauczycieli zdecydowałoby się wejść wraz z dzieciakami do Zakazanego Lasu w pełnię, a co dopiero wpuścić ich tam jedynie w dwuosobowych grupkach. Nieważne jak poważne środki ostrożności zostały podjęte, to było najzwyczajniej w świecie głupie. Ezry nie trzeba było zatem wcale długo przekonywać; w życiu nie posłałby tam swojego chłopaka samotnie, w dodatku tracąc tak emocjonujące zajęcia.
Przewrócił oczami na szturchnięcie przez Leo, ukrywając mały uśmiech. Całe szczęście, że Ezra posiadał tylko rozsądku, że można go było podzielić na nich dwóch. Nie powiedziałby, że Gryfon grzecznie słuchał wskazówek ze względu na ekscytację, która go pochłaniała.
- Ja robię notatki, bo piszę... staranniej - zastrzegł sobie, dobierając określenie z kręgu "ładniej", "czytelniej" i "wyraźniej", kiedy Leonardo brał lampę. Poprawił sobie szalik, którym był zawinięty niemal pod nos i w przeciwieństwie do Leo stawiał uważniejsze kroki. Chciał czy nie, Leo musiał się dostosować do jego tempa, w innym wypadku zapewne truchtem przemierzaliby ten las.
- Ano, właściwie nie sądziłem, że będę miał kiedyś szansę spotkać Lunaballę, a już na pewno nie z polecenia nauczyciela. Myślisz, że uda nam się ich nie spłoszyć? - Z każdym stworzeniem trzeba było się obchodzić ostrożnie i czasem nawet najbardziej prozaiczny odgłos mógł być odebrany negatywnie.
Nocą Zakazany Las był straszny. Kiedy szli w milczeniu, łatwo było zatracić się w ciszy; w niewyraźnych świstach wiatru ścigających się pomiędzy nagimi drzewami, w skrzypieniu śniegu pod butami, w łatwych do przeoczenia dźwiękach zimowych mieszkańców lasu. Krajobraz zdawał się być wręcz zatrzymany w czasie i nawet jeśli gdzieś po drugiej stronie lasu grasowali uczniowie pod władzą księżyca w pełni, to Clarke zupełnie o tym nie myślał.
Prychnięcie pochodzące z krzaków wydało się wręcz surrealistyczne. Jego serce zdążyło zabić dwukrotnie, kiedy przerośnięta, ruda bestia rzuciła się na niego z pazurami. Twardy notatnik posłużył mu za broń, którym bezskutecznie próbował odgonić kuguchara. Nic to jednak nie pomogło - jego ubrania ozdobione zostały w stylowe dziury. Podobnie jak jego skóra w czerwone ranki. Jeden z pazurów przeorał mu policzek dwa centymetry pod okiem. Nie wiedział za jaką sprawą stworzenie zostawiło go tak nagle, jak go zaatakowało, umykając prędko ponownie w krzaki.

Jestem w parze z: @Leonardo O. Vin-Eurico
W kuferku z ONMS punktów mam: 21
W kuferku z Zaklęć mam: 20
Wypadła mi kostka: 5
Moja kostka i moje punkty dodatkowe dają łącznie: 11
Wraz z partnerem mamy wynik: 24
Moje wydarzenie losowe ma numer: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 913
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1329
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Nie Sty 28 2018, 19:55

Nie było co dyskutować odnośnie notatek - Leo jedynie roześmiał się szczerze, ciągnąc chłopaka do przodu i rzeczywiście zostawiając mu ten notes. Prawdę powiedziawszy w ogóle nie brał pod uwagę, że to on mógłby się tym zająć. Nie chodziło o lenistwo, a faktycznie o tę staranność, której odrobinkę mogło mu brakować. Zwolnił grzecznie, przenosząc część swojej nieograniczonej energii na utrzymywanie lampy tak, żeby widzieli chociaż trochę gdzie idą.
- No raczej. Jesteśmy mistrzami dyskrecji i subtelności - zauważył, unosząc nieco lampę i obdarzając chłopaka jeszcze szerszym spojrzeniem. Gdzieś w całej tej ekscytacji ukryta była troska i zmartwienie - chyba nikt nie mógł tak bezrefleksyjnie cieszyć się z łażenia po lesie, który nie bez powodu nazwany był Zakazanym. Dodatkowo jako towarzystwo miał osobę, na której bardzo mu zależało; Gryfon świadomie podjął tę decyzję, woląc przynajmniej wmawiać sobie, że będąc obok może na coś się przydać. Musieli wejść chociaż trochę głębiej, bowiem nikt nie spodziewał się spotkać lunaballi na błoniach... Vin-Eurico szybko przekonał się, że jego towarzystwo nie jest zbyt pomocne, bo nim się zorientował, Ezra został zaatakowany. Leo drgnął niespokojnie, słysząc dziwny odgłos i tak, przez jego głowę przemknęła wizja rozwścieczonego wilkołaka, albo jakieś zagubionego gryfa (dobra, nie zastanawiał się zbyt dokładnie, chodziło o jakiegoś potwora). Zanim zidentyfikował rudą kulkę futra jako kuguchara, poczuł znajomy dreszcz. Lampa wylądowała na ziemi, gdy chłopak przybrał swoją animagiczną formę, w sposób niezbyt kontrolowany. Nie był pewien czy może to jego niedźwiedzia postać przestraszyła stworzenie, czy też nie - nie powstrzymał ostrzegawczego warknięcia. Kuguchar przemknął mu pomiędzy łapami, zahaczając ledwie zauważalnie pazurem o jedną z nich. Leonardo mógł być wielkim miśkiem, ale i tak nie był szczególnie groźny; cofnął się odruchowo, żeby przypadkiem zwierzaka nie zdeptać. Wystarczył ten jeden nieprzemyślany ruch, aby stanął na ukrytej w cieniu kępie podejrzanie szeleszczącej trawy.
- Joder! - Wyrzucił z siebie trochę za głośno, niż powinien, zaraz do tego prostego przekleństwa dodając jeszcze całą wiązankę. Błyskawiczne przybranie ludzkiej sylwetki wywołane zostało ostrym bólem atakującym wszystkie cztery łapy; kiedy stał jako człowiek, pieczenie czuł jedynie na stopach i kostkach. Odskoczył czym prędzej w bok, podnosząc lampę poranioną dłonią i spoglądając na brzytwotrawę, którą posilił swoją krwią. - No do cholery jasnej... - westchnął, potrząsając lekko dłońmi, ozdobionymi ślicznymi, równiutkimi rozcięciami, które nieprzyjemnie go piekły. Na szczęście nie były zbyt głębokie... Zerknął na Krukona, przemykając spojrzeniem po jego zniszczonych ubraniach i zatrzymując się na rance pod okiem. Zacmokał cicho z dezaprobatą, ale na szczęście nie wpadł mu do głowy ryzykowny pomysł używania zaklęć leczniczych. - No widzisz? Najgorsze, mam nadzieję, już za nami! - A potem potknął się o własne nogi, bowiem jego ciało uznało, że nie, fajniej jest być misiem. Parsknął ciężko, przynajmniej w grubym futrze nie martwiąc się o mróz.

______________________

I AM A FIGHTER AND I


I AIN'T GOIN' STOP.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 476
  Liczba postów : 1000
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Nie Sty 28 2018, 21:13

- Tak... Jeden z nas ma to nawet we krwi - odparował, puszczając mu z rozbawieniem oczko. To zdanie, nieważne czy interpretowane ironicznie (i jako złośliwość) czy dosłownie, zachowywało swoją prawdziwość. Przeniósł wzrok na drogę przed nimi, nie bojąc się podążyć jej tropem. Pewien dyskomfort musiał się pojawiać w związku z tym, że byli rozumnymi i uświadomionymi uczniami. To nie był lasek przy osiedlowym placu zabaw i nieważne jak pięknych pozornych obrazów można było się doszukać, to nie było bezpieczne miejsce. Mimo to Ezra nie powiedziałby, że się czegoś obawiał i na pewno nie potrzebował, by Leonardo wybierał go na swoją parę z myślą, że inaczej by się martwił. Wierzył, że każdy z nich poradziłby sobie równie dobrze w innych kombinacjach. Z perspektywy, gdyby miał ich zaatakować wilkołak, Leo i tak na wiele by się nie przydał. Martwienie się było zatem zupełnie niepotrzebne i zajmowało miejsce myślom skoncentrowanym na wykonaniu zadania i czerpaniu z tego przyjemności.
W pierwszym momencie, kiedy kuguchar postanowił go zostawić, Ezra pomyślał, że obrał sobie na cel Gryfona. Gardłowe warknięcie utwierdziło go jednak w przekonaniu, że nic z tych rzeczy. Dotknął rany na policzku, a wąski odcisk krwi został na jego dłoni. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Leonardo zrobił krok w tył, następując na nienaturalnie szeleszczącą trawę.
- Oj - Spojrzał zszokowany na chłopaka, którego ogarnęła gwałtowna przemiana w drugą stronę. To wszystko działo się odrobinkę zbyt szybko i Ezra potrzebował chwili, aby połapać się, skąd wzięły się ranki na rękach Gryfona. Dopiero oświetlenie rośliny dało mu pełną wiedzę o sytuacji. - Daj mi to. - Bez ceregieli odebrał Leo lampę, aby zapewne długo nieoczyszczony przedmiot nie stykał się ze świeżymi rozcięciami. Zaraz jednak się zaśmiał, choć zdarzenie nie należało chyba do szczególnie zabawnych.
- To dosyć optymistyczne założenie, skoro dopiero co tu weszliśmy - zauważył dla przeciwwagi do chłopaka. To był nie tylko pech, to był pech zmasowany. Pytanie brzmiało, czy skoro nieszczęścia lubiły chodzić parami, liczyło się to na nich oboje czy każdego czekała jeszcze jakaś niespodzianka.
Albo tylko na Ezrę. Do Leo dotarła bardzo szybko, ponownie (i chyba bez woli) zamieniając go w animagiczną formę. Och Merlinie, w ten sposób szukać lunaballi mogli całą noc.
- Słaby z ciebie miś obronny, skoro przy próbie sobie samemu robisz więcej szkody. - Postawił lampę na ziemi, ciesząc się, że zabrał ją nim Leo drugi raz rzucił nią o podłoże. "Nie powinna zgasnąć" zaczynało być za małym zapewnieniem. Położył rękę na niedźwiedzim czole, lekko drapiąc go po głowie. - Usiądź, Leoś. Uspokajamy się i panujemy nad sobą, tak? Dopiero potem idziemy dalej.
Niedźwiedzia forma Leo nie tylko odstraszałaby potencjalne zagrożenie, ale i istotki warte spotkania. Poza tym, Ezra nie chciał, żeby Gryfon rozrażał i brudził sobie rozcięcia poprzez poruszanie się na czterech łapkach.
Byli mistrzami dyskrecji, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 913
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1329
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Nie Sty 28 2018, 21:40

Martwienie się było rzeczą naturalną i nic nie potrafiło tego wyeliminować. Leo cieszył się przecież z towarzystwa Ezry nie tylko dlatego, że mógł go "ochraniać". Te niespokojne szepty z tyłu głowy wspominały również o Biance i Fire, które widział zagłębiające się w las. Denerwował się też o samego siebie, był tylko człowiekiem... Zakazany Las posiadał kiepską reputację i nawet szalony optymizm Gryfona nie potrafił wiele w tej kwestii działać. Cóż, mimo wszystko przemierzali właśnie jakże niebezpieczne tereny! Co więcej, zamiast gigantycznych bestii rodem z piekła, ich wrogiem okazał się być przerośnięty, głupi kot. Brzytwotrawa zdawała się być jedynie dodatkiem, przez który Leo wyszedł na bardzo, bardzo nieostrożnego misia.
- Dlatego powiedziałem "mam nadzieję" - całkiem się ucieszył, kiedy lampa przestała podrażniać jego ranki. Oczywiście nie miał pojęcia, że zaraz pomysł z przysuwaniem się do Ezry będzie wybitnie idiotyczny; jako niedźwiedź lepiej było zachowywać dystans, albo cholernie uważać. Przysiadł na ziemi, sapiąc ciężko na trafną (ale jakże bezczelną!) uwagę Krukona odnośnie jego zdolności obronnych. Trącił go lekko nosem, korzystając z tego, że nawet siedząc wcale nie musiał wyciągać się do góry, aby chłopakowi było wygodnie go, cóż, pogłaskać. Łatwo było tak gadać o uspokajaniu się... Vin-Eurico w pełni pochłonęły nowe bodźce docierające do niego pod tą postacią. Odwrócił nieco głowę, rozglądając się i z zachwytem stwierdzając, że widzi lepiej, niż się tego spodziewał; niedźwiedzie niby nie miały jakoś mocno rozwiniętego tego zmysłu, a jednak wykazywały się sporą aktywnością właśnie w nocy. Zapachy oszałamiały Gryfona, przez co na chwilę niemal zapomniał o towarzystwie Ezry - drgnął niespokojnie, spoglądając na niego. Coś bardzo zachęcająco pachniało na północ od nich, ale to równie dobrze mógł być kwiatek...
Szkoda, że nikt nie podzielił się informacją, jak pachną lunaballe.
Wstał, wyczuwając pomiędzy tymi różnymi zapachami nutę czekolady, dymu nikotynowego i czegoś jeszcze, co po prostu odróżniało Fire od innych wielbicieli słodkich Wizz-Wizzów. Jakikolwiek trop błyskawicznie uciekł z wiatrem, a Leo dalej tkwił w miejscu, niezbyt wiedząc co zrobić. Miał się uspokoić? Podniósł się powoli na tylne łapy, prostując dumnie i wyciągając w górę, tylko po to, aby zaraz utracić trochę tej swojej masywnej, niedźwiedziej sylwetki, na rzecz ludzkiej.
- Czy ty mnie nazwałeś Leosiem? - Przygryzł wewnętrzną stronę policzka, próbując powstrzymać się od śmiechu. Przyciągnął Ezrę do siebie i pochylił się jednocześnie, aby móc cmoknąć go czule w usta. - Swoją drogą, tam coś fajnie pachnie. Myślisz, że akromantule mogą fajnie pachnieć? - Niestety, w Grecji jego węch był jeszcze beznadziejnie ludzki, toteż nie mógł opierać się na tamtym doświadczeniu z przerośniętymi pająkami.

______________________

I AM A FIGHTER AND I


I AIN'T GOIN' STOP.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 476
  Liczba postów : 1000
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Zakazany Las   Pon Sty 29 2018, 01:07

Niedźwiedzia forma Leonardo działała na nieszczęście odwrotnie niż powinna; Clarke jeszcze bardziej lgnął do tego miękkiego futerka, do słodkiej, trochę gapowatej mordki, do ogromnych jak jego twarz łapek i długich jak noże pazurków. Aspekt ostrożności u Krukona odchodził na drugi plan, skoro sam Leo niezwykle się pilnował. Kiedy indziej Ezra miał okazję wygłaskać i wyprzytulać prawdziwego misia?
Dołączył drugą rękę, zaczynając drapać go pod brodą, w sposób podobny jak uwielbiała Chione. To właściwie było odrobinę niepokojące, że w momencie przemiany zaczynał traktować Vin-Eurico jak domowego pupila; głaskał go, drapał, a nawet nie wpadłby w zdumienie, gdyby Leo z jakiegoś powodu go polizał.
Z rozbawieniem obserwował jak nos Gryfona zaczął się poruszać pod wpływem tysiąca zapachów, które poukrywane były w różnych zakątkach lasu. Ezra nawet sobie nie wyobrażał, jak bardzo zmysły Leo musiały w tym momencie szaleć. Odsunął się, by zaaferowany niedźwiadek mógł na spokojnie wszystko wybadać, nawet jeśli kosztowało ich to czas. Był jednak pod wrażeniem tego, jak sprawnie Leo zaczynał przechodzić przemiany, bo nim się obejrzał zamiast futrzaka stał obok niego Leo w swojej najlepszej wersji.
- Może? Dlaczego miałbym nazywać milusiego misia "Leonardo"? To zbyt poważne. Nie przyzwyczajaj się. I nie patrz tak na mnie - zaśmiał się, pstrykając go w nos, nie protestując jednak małemu cmoknięciu. (Wszystko, żeby to głupie zadowolenie chłopaka zniknęło.)
- Mmm... Akromantule? Kojarzą mi się raczej z zapachem strachu. Jesteś pewny, że nie wyczułeś jakiejś niedźwiedzicy? - Szturchnął go ramieniem, zaraz podnosząc lampę. Droga na północ i tak wydawała się być sensownym wyborem, a na pewno nie gorszym niż pójście na wschód. Było mu wszystko jedno. - I tak musimy się ruszyć, więc sprawdźmy ten trop. Jeśli to jakiś wabik i zginiemy, to bierzesz na siebie odpowiedzialność.
Tym razem to Ezra ruszył jako pierwszy, przecierając im ścieżkę. W związku z tym, że miał zajęte obie ręce, liczył, że Leo chociaż przygotuje sobie różdżkę i przy następnym ataku potwornego kota, zwyczajnie go znokautuje.
- Swoją drogą, jak zamieniasz się w misia i jesteś w takim zimowym krajobrazie, czujesz się jakoś gorzej? Czujesz, że cholerka, czas do jamy? - zagaił, cały czas uważnie wypatrując jakichś oznak życia Lunaballi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Zakazany Las   

Powrót do góry Go down
 

Zakazany Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 26 z 27Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 25, 26, 27  Next

 Similar topics

-
» Zakazany Las

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
zakazany las
-