IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ulica Główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14
AutorWiadomość


Gość












PisanieTemat: Ulica Główna   Pon Cze 21 2010, 19:06

First topic message reminder :


Ulica Głowna

Szeroka ulica biegnąca przez całą długość czarodziejskiej wioski, oświetlana po zmroku przez stojące na poboczach latarnie. Z okazji różnych świąt często ustawiane są tu stragany jarmarczne, ozdoby lub rzeźby, często odbywają się tu również konkursy lub loterie.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Nowy Jork, Stany Zjednoczone
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14064-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14068-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14067-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14066-anthony-edison




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Pią Lut 10 2017, 02:51

Stałem tuż obok dziewczyny z dłońmi wsadzonymi do ciepłej kurtki. Było zimno. Potworny mróz skutecznie zniechęcał mnie do słodkości. Właściwie to ochota na babeczki przeszła mi jeszcze w drodze do Hogs. Nic nie stało jednak na przeszkodzie, by spędzić ten czas tutaj nieco inaczej. Spojrzałem kątem oka na dziewczynę. Skoro miałem towarzyszyć jej podczas zakupów, wolałem to zrobić na samym końcu. Wydawało mi się to dużo prostsze, niż trzaskanie się po lokalach z klatką i kotem.
-Najpierw coś zjedzmy. Proponuje jednak coś cieplejszego od babeczek. – uniosłem delikatnie jedna brew. Nieco skrzywiłem się i zerknąłem na Krukonke. Chyba trochę nie do końca wiedziałem jak zareaguje na zmianę dania.
-Myślę, że tak będzie sensowniej. Przed powrotem do zamku, załatwimy sprawę z kotem. – uśmiechnąłem się w jej stronę i rozejrzałem dookoła. Jakby się tak zastanowić, to chyba dosyć dawno mnie tutaj nie było. Ostatnim razem, byłem tu chyba gdy miałem nietrafioną rozmowę o pracę. Nic na silę. Chciałem robić coś ciekawego, a nie łapać się każdej możliwej okazji. Było to dosyć głupie podejście, bo przez to ledwo udawało mi się wiązać koniec z końcem, ale jak widać jeszcze dawałem rade.
-Jakaś ulubiona knajpa? Ja stawiam. Jeśli chcesz, będziesz mogła zapłacić za deser. – westchnąłem cicho. Skoro już miałem zabrać dziewczynę do jakiejś restauracji na mieście, wolałem to zrobić jak porządny facet. Nie chciałem, by czuła się jakoś oszukana przeze mnie. W końcu naszym pierwotnym celem były babeczki, więc pomyślałem, że zaproponowanie jej kupna deseru, będzie uczciwym układem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Okolice Londynu
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 196
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13651-sydney-evangelina-torres
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13655-sydney-evangelina-torres
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13656-sydney-evangelina-torres#363223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13654-sydney-evangelina-torres




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Pią Lut 10 2017, 11:09

Trochę zdziwiona patrzyła na wszystkich kulących się z zimna ludzi. Ona nigdy nie odczuwała chłodu tak dotkliwie. Może było to spowodowane słabym krążeniem? Sama nie wiedziała. W każdym razie widok uciekających przed mrozem ludzi bawił ją niesamowicie, choć starała się tego nie okazywać.
- Jak chcesz - powiedziała, wzruszając ramionami, nadal się rozglądając. W sumie to nawet nie wiedziała, czy jest tu cukiernia. - Mi to wi... jest obojętne - dokończyła trochę inaczej niż planowała, ale nawet się nie skrzywiła. W sumie coraz lepiej radziła sobie z panowaniem nad słownictwem. Może jednak nie jest z nią tak źle jak to wszyscy sądzili.
- Bez kota stąd nie wyjdę - oświadczyła całkiem poważnie. Nie po to przez tyle czasu oszczędzała i nie kupiła nawet paczki fajek, aby teraz zrezygnować z futrzaka. A jak Syd się na coś uprze, to nie ma innego wyjścia. A teraz uparła się na kota, więc musiała odejść z Hogs z kotem. Nawet, jeśli chłopakowi by to nie pasowało, to poszłaby po zwierza sama.
- W sumie to nie za bardzo wiem, co i gdzie tu jest, więc ulubionej knajpy też nie mam - powiedziała, spoglądając na towarzysza. Nie w jej stylu były wypady do barów żeby coś zjeść. Wolała odkładać kasę na... coś bardziej pożytecznego. - A ty? Masz jakąś ulubioną miejscówę? - zapytała, milczeniem pomijając póki co kwestię płacenia. To jeszcze się ustali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Nowy Jork, Stany Zjednoczone
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14064-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14068-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14067-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14066-anthony-edison




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Pią Lut 10 2017, 21:51

Brak większego entuzjazmu ze strony Sydney, był na swój sposób trochę przerażający. Biła od niej dziwna aura, która z pewnością odstraszała jakiś ludzi. Przebijała się pomiędzy słowami i wyraźnie mówiła – równie dobrze możesz się utopić. Miałem lekkie dreszcze. Nie wiem czy to za sprawą zimna czy jej.
-Wisi? – spytałem, a raczej dokończyłem to co chciała powiedzieć. Uśmiechnąłem się delikatnie, śmiech stłumiłem w sobie. Nie chciałem, by kryła się ze swoim wulgarnym językiem. W sumie samo „wisi” nie było jakimś strasznym słowem. Przekleństwa ani trochę mi nie przeszkadzały. Sam nie byłem święty i zdarzało mi się ich używać. Co prawda starałem się z tym zachowywać umiar. Zgodnie z zasadą, co za dużo to nie zdrowo. Wiadomo jednak jak to jest. Czasem coś się wymsknie.
-Spoko, rozumiem to. – wzruszyłem lekko ramionami. Skoro zadeklarowałem się, że pójdę z nią, nie miałem teraz zamiaru się z tego wycofywać. Właściwie to wizyta w sklepie ze zwierzętami była mi na ręka. W końcu miałem okazje dostać w swoje ręce wymarzoną papugę. Głupio byłoby nie skorzystać.
-To może po prostu wybierzesz jakiś lokal. – nie przepadałem zbytnio za Hogs. Było to ładne miasteczko, ale jego mieszkańcy nieco mnie przerażali. Wydawali się chyba trochę opętani, czy cos w tym stylu. Miało to też swoje dobre strony, bo nie miałem jakiś nielubianych sklepów. Wszystkie były na równi.
-Zdecydowanie nie. – odparłem zgodnie z prawdą, zatajając przy tym moje zdanie o Hogsmeade.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Okolice Londynu
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 196
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13651-sydney-evangelina-torres
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13655-sydney-evangelina-torres
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13656-sydney-evangelina-torres#363223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13654-sydney-evangelina-torres




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Pią Lut 10 2017, 23:27

Sydney zawsze była oszczędna w uczuciach. Nie było z tym większych problemów, ponieważ większość tych pozytywnych była jej raczej obca i niezrozumiała. Jednak teraz zaczęła odczuwać coś na kształt radości. W końcu będzie miała kota! Ta niby niepozorna myśl sprawiła, że na twarzy Syd w pewnej chwili pojawiło się coś na kształt uśmiechu. Zniekształconego, ale jednak.
- Tak, wisi - odpowiedziała, mając ochotę się roześmiać. Nie wiedziała, czy ktoś dosypał jej czegoś do jedzenia, czy może coś było w powietrzu, ale czuła się jak na lekkim haju. Gdy pomyślała o tym, jak bardzo grzeczna się zrobiła, naprawdę miała ochotę głośno się śmiać. Jednak zamiast tego ograniczyła się do krótkiego parsknięcia śmiechem. Unikanie przekleństw i dziwnych zwrotów aż za bardzo weszło jej w nawyk.
- To może być twój pierwszy krok w stronę akceptacji kotów - zauważyła, unosząc wymownie brew. Nie rozumiała jak można nie lubić tych wrednych i niezależnych bestyjek. Przecież one były kochane!
- Ymm... Może to coś z Miotłami w nazwie? - zasugerowała. Była tu nie raz, ale zazwyczaj tylko po to, aby kupić jakieś fajki. Nie zwracała większej uwagi na nazwy lokali ani na to, co można w nich dostać. Jak widać nie było to najlepsze rozwiązanie. Nie wiedziała praktycznie nic o miejscu, w którym w roku szkolnym miała jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym.
Pokiwała głową ze zrozumieniem. Sama przecież prawie wcale nie znała tej wioski, więc co się dziwić, że ktoś inny też nie za wiele wiedział o tym miejscu? Zdarza się i już. Po krótkim namyśle ruszyła wzdłuż ulicy. W końcu przecież muszą się ruszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Nowy Jork, Stany Zjednoczone
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 117
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14064-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14068-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14067-anthony-edison
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14066-anthony-edison




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Nie Lut 12 2017, 23:21

Zaśmiałem się lekko widząc, niewielki uśmiech na twarzy dziewczyny. Był dosyć uroczy, ale raczej nie mogłem tego powiedzieć. Raczej nie spodobałoby się jej to za bardzo. Uśmiechnąłem się za to w jej kierunku, a gdy cicho parsknęła wyraźnie tłumiąc w sobie śmiech, spojrzałem na nią nieco zaskoczony.
-Co to było? – spytałem z teatralnym zaskoczeniem na twarzy. Od uśmiechu policzki mnie lekko rozbolały, więc szybko się uspokoiłem. Przybrałem nieco poważniejszy wyraz twarzy. Dłonie schowałem w kieszeniach kurtki. Jakieś papierki przewalały mi się między palcami.
-To nie tak, że ich nie lubię. Po prostu nie przepadam za nimi. Są lepsze zwierzaki. Dajmy na to papugi. Nie uważasz, że papugi są boskie. Są piękne, potrafią nauczyć się kilku słów i można bawić się z nimi jak każdym innym pupilem. – chyba nieco mnie poniosło, ale nic dziwnego. Uwielbiałem papugi bardziej niż jakiekolwiek ze zwierząt.
-A znasz coś takiego? – spytałem, nie kojarząc zbyt wielu knajp w Hogs z nazwy. Skoro już i tak miałem do pomocy Sydney to byłem gotów powierzyć jej zarówno wybór lokalu, jak i plan na nasz wspólny dzień. Chyba mogłem tak powiedzieć, bo raczej nie prędko zapowiadało się, że się rozstaniem. Byłem prawie pewien, że wspólnie wrócimy do zamku.

[z/t] x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 84
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15011-doris-o-l-lanceley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15028-znajomi-doll#399892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15027-poczta-doll#399889
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15026-doris-o-l-lanceley#399886




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Czw Sie 31 2017, 16:03

Chociaż chodzi po ulicach nikt go nie widzi... Doris Ophelia Lucy Lanceley zrobiła krok do przodu i przystanęła. Zatrzymała się na chwilę, aby celebrować tą chwilę. Moment, w którym lekki wiatr powiał w jej twarz. Jej oczy obserwowały coś, cokolwiek co by powietrze wpędziło w ruch. Poruszenie świadczyło o życiu. Wszechświat nadal biegł do przodu, po mimo, że stała. Że ona Doris Ophelia Lucy Lanceley zatrzymała czas! Niepotrzebny nikomu mógłby równie dobrze zniknąć. W tej chwili znajdowała się gdzieś obok. W wymiarze innego istnienia, melancholii i koncentracji na teraz.
- Puff! - Szepnęła, wysadzając w ten sposób połowę świata, który jawił się przed nią. Niestety to tylko jej wyobraźnia. Niestety to tylko jej świat. Świat, w którym była zamknięta, jak słowik w klatce.
Ruszyła na nowo do przodu, jakby nigdy nic. Znowu zalał ją ocean myśli. Przeróżnych. Krok do przodu. Co się stanie, jak zrobię dwa kroki w tył?
- Puff! - Rude kosmyki wpadły na jej usta i przylepiły się do warg. Prawą dłonią schowała je za ucho. Nic ciekawego się nie działo. Nic ciekawego nie miało się dziać. Zegar tykał. Wdech i wydech. Ciepłe powietrze. Oblizała suche usta. Napiłaby się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro Wrz 06 2017, 19:16

To były ostatnie podrygi słoneczka i ciepła i Caro starała się tym cieszyć jak tylko potrafiła. Dużo spacerowała i dużo dumała nad życiem. W szczególności nad tym jak tym razem będzie w Hogwarcie i czy w końcu zacznie trawić te miejsce czy też znienawidzi tak jak ostatnio. Najgorsze jest to, że kilka jej znajomych odeszło i teraz to już nie miała pojęcia z kim będzie się zadawać. Ciężkie te życie przyjezdnego.
Po dłuższym spacerze w oddali dostrzegła Doris zawieszoną gdzieś pomiędzy czasoprzestrzenią. Uśmiechnęła się do siebie myśląc, że w sumie jak zawsze i niezwłocznie udała się w jej kierunku.
-Siema rudzielcu - powiedziała rozbawiona, zachodząc ją od tyłu, dała dziewczynie buziaka na przywitanie i zaraz wyjęła z torby i zademonstrowała dobrą butelkę Smoczej Krwi. Nie ma to jak wejście z hukiem, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 84
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15011-doris-o-l-lanceley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15028-znajomi-doll#399892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15027-poczta-doll#399889
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15026-doris-o-l-lanceley#399886




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Nie Wrz 10 2017, 15:25

Słońce miało jeszcze wzejść jak zwykle. Powoli dostarczało coraz mniej ciepła. Doll to się nie podobało. Cholera jasna! Nienawidziła zimy. Przygnębiała ją. Jesień była podobna do swojej mroźnej koleżanki. Doris również wychodziła i przemieszczała się, gdzie tylko się dało. Obecnie to było Hogsmeade.
Hogwartu również nie trawiła, jak jej koleżanka Caro. Nawet szkoły magii są do dupy, zwłaszcza, że nie znałeś nigdy innego życia. Doll od zawsze mieszkała w Doline Godryka i chodziła po magicznych dzielnicach. Co do ludzi to można uznać ich za znośnych, a nawet "okey". Taka Caroline Carrier należała do "okey". I jak na zawołanie zjawiła się właśnie ona.
- Na Merlina, weź mnie nie strasz. - Za nim dostała buziaka na przywitanie, drgnęła zaskoczona, a może to było w trakcie. Jej zmysły przetwarzały kto ją miał czelność zaskoczyć. - Siema. - Rudzielce trzymają się razem. Obserwowała co tam ta wyciąga z torby.
- Ty czytasz mi w myślach. - Uśmiechnęła się do ślizgonki. Ta dziewczyna zawsze potrafiła ją zaskoczyć poza tym nigdy tego nie ukrywała. Może taki jest urok wychowanków domu Salazara Slytherina?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 408
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Wto Wrz 26 2017, 11:24

| przed festiwalem

Szedł niskim, niepełnym korytarzem budynków - ich ściany, rozciągające się wzdłuż głównej ścieżki, wydawały się niemal przylegać do siebie, zlewały się w całokształcie jaskrawych, rzucających się w oczy szyldów oraz malowanych na ich drugim planie sylwetek przechodniów. Główna ulica zasilała się pomniejszymi jak rzeka wąskimi szlakami dopływów napędzających jej własny pęd, własny rytm nieprzemijalny razem z upływem czasu - tak tutaj, wioska zawsze obfitowała w ludzi najczęściej zdążających odpocząć w którymś z przystępnych lokali; całe szczęście, nie była to pora najczęściej wybierana przez uczniów - dzięki temu mógł delektować się swoją przechadzką; nie opłacało mu się powracać w obręb ukochanego Londynu, nawet, jeśli teleportacja mogłaby sprawnie rozwiązać największy kłopot.
Miał ochotę się zaśmiać - pomyśleć, że jeszcze niedawno łudził się na spędzenie wolnego czasu w sposób odmienny od samotności. Łudził, próbował - czy zakładał podwójną porażkę wręcz bijącą od zgrabnie nakreślonego pisma dostarczonych doń listów? Jedna część była pewna; a wszystkie zgodnie pozostawały świadome, że to nie koniec prób wyważenia tych drzwi, których widok zamknięcia automatycznie powodował reakcję działalności na przekór wszelkim niedogodnościom. Szedł tak, oblepiony przez pajęczynę myśli, które starannie prządł umysł, szedł - lecz do czasu, kiedy konkretny bodziec zadziałał niczym gwałtowny podmuch niszczącej srebrzyste nici wichury. Oprzytomniał od razu.
I wtedy - miał ochotę zaśmiać się po raz drugi. Cholerna ironia losu, naprawdę; uśmiech wyrósł na jego twarzy, piął się niczym roślinność nasycona odżywczym deszczem dostrzeżenia konkretnej osoby, której nie w sposób było przeoczyć nawet w kotłującym się tłumie ściśniętych i obojętnych twarzy.
- Zagrajmy w grę - podszedł, nadal nie rezygnując z lekkiego, ironicznego uśmiechu, to wszystko było ironią, zabawą (na pewno?) - znajdź odpowiednią wymówkę lub pozwól mojej osobie dotrzymać ci towarzystwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 39
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 124
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15103-selma-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15109-szelma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15110-markiz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15105-selma-budowa#402351




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Pią Wrz 29 2017, 01:05

Samotne spacery były koniecznym wyborem wynikającym z chęci poznania okolicznych atrakcji, zaś niekoniecznie ludzi - lubiła własne towarzystwo, przedkładając je często nad innych. W pojedynkę mogła w pełni skupić się na poznawaniu nowego miejsca; wszystkie zmysły skierować na nieznane otoczenie, nie zaburzając przekazu wymuszonym przejęciem drugą osobą, wdzierającą się w uporządkowany świat półwili swoimi spostrzeżeniami. Oczywiście istniały nieliczne przypadki, których obecność sprawiała Selmie przyjemność, jednak niektóre były w tym momencie wyjątkowo niepożądane, zaś jeszcze inne
przeterminowane.
Feniksowy zadrgał pomiędzy palcami, kiedy wyjmowała papieros spomiędzy warg w akcie uprzejmego powitania; na tym się ono zakończyło, gdyż nienowa obcesowość mężczyzny odwodziła od wylewnych pozdrowień.
- Nie muszę szukać wymówki - zauważyła z nutą rozbawienia w głosie i kpiącą iskrą w oku. Mogła odejść, pozostawić go na środku ulicy, bez skrupułów i wyrzutów sumienia, jak upierdliwego znajomego - a on nie mógłby zrobić z tym absolutnie nic. Zdawał sobie sprawę, że była do tego zdolna? Bogini kaprysu, zmienna humoreska, nie miała zamiaru tłumaczyć się nikomu i niczemu, tworzyć iluzji jedynie w celu poprawienia mu humoru. Mogła po prostu wzgardzić jego towarzystwem.
Zrób to, Selmo.
Ćmiła powoli papierosa, przymrużając lekko jasne oczy, rozważając jakby - dołączyć do dwóch odmów listownych kolejną, boleśniejszą w swym realizmie?, przyznać musiała jednakże sama przed sobą, iż odrzucanie pergaminów z nakreślonymi pewną ręką literami, choć w swym sentymencie trudne, było łatwiejszym zadaniem niż odwrócenie się od ich autora. Sama jego obecność pragnęła sprowokować trudne do opanowania drżenie; usta jakoś nerwowo zaciskały, dłonie wymagały jakby większej kontroli. Pamiętała, jak opuszkami palców pokonywała całe mile, poznając każdy szczegół męskiego ciała, pamiętała objęcia i pocałunki.
Teraz stali jak para dawnych znajomych, nie bardzo wiedzących czy coś jeszcze ich łączy.
(Czyżby?)
- Możesz mnie oprowadzić - wypowiedziała wreszcie powoli, jakby niechętnie, choć - zgodnie ze zwyczajem - bez zabarwienia, nieomal obojętnie. Nie wiedziała, co powinna w Hogsmeade zobaczyć, gdzie pójść na początku swojego pobytu w Hogwarcie. Czy on wiedział?
Czy wiedział c o k o l w i e k?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 408
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Pią Wrz 29 2017, 22:08

Hosgmeade ze swoją różnorodnością lokali i sklepów stanowiło niebywałą pokusę - nic dziwnego, że każdy, udający się w jego obręb potrafił łatwo wpaść w krąg zagarniętej uwagi, gdzie czas przepływał niepostrzeżenie przez palce, a znikąd - przysięgałby, znikąd - turkus wystroju kopuły nieba stawał się nagle ciemny i wysadzany gwiazdami, zaś dookoła mrugały światła latarni oraz żółtawy blask świec, uderzający z okien budynków.
Jemu pozostawało czekać.
- To byłoby wówczas niegrzeczne - nadmienił niewinnie, choć obydwoje byli doskonale świadomi, że rzeczywista decyzja leżała zawsze w jej rękach. Za jej zgodą byli w stanie grać około dekady temu, dzielić się dwuznacznością płynącą w słowach, za jej zgodą potrafili wynieść się ponad powierzchowną znajomość pełną wyuczonych w społeczeństwie frazesów. Uniósł brew, kątem oka doglądając ospałych ruchów mgiełki tytoniu. Wciąż czekał, albo na potwierdzenie albo na dalszą odmowę.
- Nie zakładałem inaczej - oznajmił, ożywiając się później i równie płynnie przechodząc w rolę przewodnika po miejscowości; jak gdyby byli wyłącznie znajomymi z pracy, jakby był niepozornym kolegą przybliżającym okolicznych terenów, jakie sam zdołał poznać. Nie spieszył się, pozwalał sekundom powoli upadać, widokowi powoli się zmieniać przy snuciu nienatarczywych, a jednak nadających rytm ich spotkaniu kroków. - Sam nie mam olbrzymiej wiedzy, ale rok dla niektórych rzeczy okazał się w zupełności wystarczać.
Nigdy nie utożsamiał się zbytnio z Hogwartem - różnił się ową cechą od większości innych nauczycieli, którzy również wychowywali się w owych murach, którzy niegdyś - nosili barwy określonego domu, przeżywali w tym otoczeniu słodycz pierwszych sukcesów a także gorycz porażek.
- Miodowe Królestwo. Bodajże najsłynniejsza z tutejszych cukierni - powiedział, kiedy minęli szyld na określonej z kamienic. - Dalej można zobaczyć Pub pod trzema miotłami, jak zresztą i herbaciarnię. Wiele osób uważa ją za romantyczną - dodał niby niezobowiązująco stwierdzając fakt a niby w kpiącym żarcie, bo rzeczywiście - aż roiło się tam od zakochanych studentów i uczniów, szczególnie w najczęściej odwiedzanych przez ich grupy porach. - Nie brakuje też restauracji. - O której wspomniałem w pierwszym wysłanym liście. Naprawdę, wpasowywał się w swoją funkcję, obecnie nie zdradzając niczego ponadto - jak gdyby sam spacer był czymś samym w sobie, pozbawionym szczególnych emocji, które to oczywiście wciąż w nim wzbudzała - dlatego tak bardzo chciał.
W i e d z i a ł a, że nie robi nic bez powodu.
- W Hogsmeade otworzyli niedawno park. Mają oprócz tego podobno przeklęty dom… Wrzeszcząca Chata, tak myślę - zawiesił na chwilę głos, usiłując wydobyć z odmętów pamięci nazwę. Po chwili przystanął, dopiero teraz racząc ją zainteresowanym spojrzeniem.
- Znalazłaś już coś dla siebie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 39
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 124
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15103-selma-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15109-szelma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15110-markiz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15105-selma-budowa#402351




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sob Wrz 30 2017, 00:28

Nawet niezwykle bystry obserwator miałby trudność w odnalezieniu czegokolwiek podejrzanego w zachowaniu tej dwójki. Ot, nauczyciele, połączeni z pewnością stosunkowo niedługim stażem w Hogwarcie - on z pewnością doskonale wie, co odczuwa nowa pani profesor i pragnie jej pomóc, ona zaś z chęcią zapoznaje się z otoczeniem szkoły. Może znają się ze studiów? Może kiedyś już się spotkali? Niewykluczone.
Różnorodne, gdzieniegdzie przybrudzone barwy budynków przepływały plamami przed jej oczami, krzywe litery na szyldach układały się w jakże fantazyjne i oryginalne nazwy poszczególnych przybytków. Szli ramię w ramię, poufało-obojętnie, jak pewni siebie turyści.
Szli donikąd.
Jak zawsze.
Notowała w pamięci architekturę poszczególnych budynków wraz z podanym przeznaczeniem. Wycieczka krajoznawcza prowadzona przez Bergmanna nie była wydarzeniem porywającym; dopasowywał się doskonale do nakładanej dla otoczenia maski uprzejmego znajomego, współgrał idealnie z wybraną rolą, wyszkolony jeszcze publicznymi spotkaniami z nią w roli jego mecenasa. Układ był przejrzysty, logiczny wobec faktu jej stanu cywilnego i burzenia zasad współpracy. Mąż jednak zmarł, Bergmann poczuł nauczycielskiego powołanie.
Układ zaś pozostał - nieubłagany, bezlitosny, niepodważalny.
- Mam nadzieję, że nie rozważasz kariery przewodnika - zauważyła wreszcie z nieco złośliwym rozbawieniem, podsumowując krótką wycieczkę wzdłuż głównej ulicy miasteczka. Po prawej sklepy, po lewej jadłodajnie, zasadniczo całe niemal Hogsmeade streścić można było w słodyczach i napojach, często wysokoprocentowych, z nielicznymi wyjątkami w postaci parku czy przeklętego domu. Może kiedyś w jej oczach na samo wspomnienie możliwej przygody zajaśniałyby energetyzujące iskry, jednak w tym momencie Wrzeszcząca Chata zdawała się nie wzbudzać przesadnego zainteresowania profesor Fairwyn.
- Najwyraźniej nic nie tracę, oddając się pracy w swoim gabinecie. - Nie była w stanie się powstrzymać; nie umiała zatrzeć goryczy, która tkwiła w niej upartą zadrą pomimo upływu lat. Chciała sprawdzić, czy uczucie wciąż tli się po tylu latach, chciała pożegnać go jak starego znajomego z którym nie ma się już nic wspólnego, chciała zignorować, zapominając o jego istnieniu, chciała...
zbyt wiele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 408
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Nie Paź 01 2017, 22:10

Zrozumiał. Z każdą chwilą r o z u m i a ł na nowo - bezużyteczność gry, którą wszak doskonale znała; i wcześniej pozbawionej nienaturalnej skazy, o gładkim, przekonującym głosie. Chłód grasujący w pomiędzy szeregami budynków, stał nagle się bardziej wyraźny, wszystko stało się znacznie bardziej wyraźne - jakby przeliczał, sekunda po następującej sekundzie, głoska po głosce chcące go przeszyć słowo, jadowite, zdawałoby się - dążące do odtrącenia. Wpatrywał się więc, przez moment - wpatrywał się, jakby trwał w przekonaniu, że w niej została zawarta wszelka odpowiedź, w jej beznamiętnej ekspresji, w oziębłej stałości przekonań spowodowanych odległą kłótnią - odległą pozornie, bo przecież jej widmo prześladowało ich po dziś dzień, tak, jego również, naznaczyło na zawsze, o czym ona (jeszcze?) nie miała pojęcia. Zapłacił tę cenę.
Nie odejdzie.
Znajomy zapach tytoniu wciąż krążył w powietrzu jak eteryczne ptactwo, intensywny aromat wsiąkał w materiał płuc niczym w gąbkę, ledwie powstrzymując pokusę ofiarowania im odrobiny tej przyjemności, tym razem ze strony własnej. Obrzucił krótkim spojrzeniem niebo - malujące się w otoczeniu chmur gwiazdy, jej fascynację, lśniącą oraz niezmienną w obliczu zmieniającego się świata. Zapomniała. Trwała uparcie przy jednym - zmieniła się? Czy i on uległ zmianom?
Nie chciał doświadczać tego samego; wiedział, że owym razem będzie inaczej. Musiało być; o, z jaką chęcią rozdrapałby choćby siłą własnych paznokci tę zamarzniętą skorupę, za którą obecnie skrywała się jej rzeczywista postać, ciepła oraz bijąca życiem.
Wiedział, że tam się znajduje. Musiała być.
- …a czy zyskujesz? - pytanie zawisło niezobowiązująco w powietrzu, gdy był świadomy, że oto na szachownicy spotkania pozostał mu ledwie jeden decydujący manewr - a przede wszystkim w jej oczach powinien być to manewr klęski. Chciał próby, chciał to doświadczyć
chciał jej.
- Zawsze istnieje możliwość zmiany opinii - dodał jakiś czas później; pozbawiony pośpiechu, w równie powolnych krokach przeciął dzielący ich dystans. Ten dystans przestawał już być stosowny, ten dystans wydawał się być zbyt bliski?
- Przekonajmy się - wypowiedział raz jeszcze znamienne słowa, muskając przez moment grzbiet kobiecej dłoni w oczekiwaniu na mającą nastać odpowiedź - tak, jak mówiłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 39
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 124
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15103-selma-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15109-szelma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15110-markiz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15105-selma-budowa#402351




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Nie Paź 01 2017, 22:50

Wiedziała, że nie odpuści.
Wiedziała, że pomimo wszelkich przemian zachodzących nieuchronnie we wszechświecie, upór Daniela Bergmanna był absolutnie i niepodważalnie n i e z m i e n n y, jak jedna ze stałych, obok stałej kosmologicznej. W jasnych oczach dostrzegać można było przechodzące płynnie punkty, jednak determinacja stanowiła ich swoistą bazę. Pamiętała ilość przeciwności i porażek, które pojawiały się na każdym kroku, wspominała własną początkową niepewność działań uderzających w etykę zawodową i obowiązki żony, wyliczyć mogłaby wszystkie przeciw, nieubłaganie podważane, krok po kroku przełamywane, wdzierające się w najdrobniejsze szczeliny pękającej skorupy. Tym razem była uważniejsza, a utworzona bariera doskonalsza, czego dowodem były minione lata od kiedy znów oddzieliła się od świata lodowym murem. Ale on miał doświadczenie.
Wiedziała, że to nie koniec.
Nie była w stanie na niego początkowo spojrzeć, uparcie wbijając wzrok w mijane fasady budynków; skrupulatnie ukrywała wszelkie emocje, maskując każdą słabość.
Szczególnie tę największą.
- Co jeśli - zaczęła obojętnie, pokrywając melodyjny alt rzadko spotykaną szorstkością - co jeśli okaże się, że z niektórymi rzeczami po prostu trzeba się pogodzić? - Nie udało się. Ton, początkowo obojętny, przekształcił się bez jej woli w szept, urwane brzmienie żalu i skargi; po raz pierwszy jej głos zyskał nutę ludzką, więc umilkła zaraz, nie kontynuując tematu, a niechcianie złagodniałe spojrzenie oczu o dziwnie ciepłym odcieniu skierowała ku niebu, w stronę jakże odległych i bliskich jej zarazem gwiazd. Czy takie było jej przeznaczenie? Okrutne fatum? Dążyć ku nieuchwytnemu? Marzyć, by choć przez chwilę ziściło się pragnienie złamania reguł bezlitośnie rządzących światem?
Zupełnie niekontrolowanie i impulsywnie odwzajemnić wyśniony chwilę wcześniej dotyk?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 408
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro Paź 04 2017, 16:24

Delektował się tym momentem - szybkim upływem sekund zamkniętych we wspólny, epizodyczny kokon; powierzał się mieszaninie krążących po jego ciele emocji, które omal nie rozrywały od środka wszelkich chroniących tkanek. Tak bardzo egoistycznie chciał, aby była o b o k, aby skierowała spojrzenie - nie w gwiazdy, odległe i nieistotne konstelacje pojawiające się w regularnym cyklu na niebie, rozsypane kryształki - tylko na niego, na nich, przeciwnie do gwiazd niezwykle ulotnych i zmiennych, pełnych nieprzewidywalności w obrębie swych dążeń. Tak bardzo egoistycznie pragnął mieć ją dla siebie - tylko i wyłącznie, z samego faktu dążenia, aby podburzać mury więżących w danym momencie reguł, zagarnąć ciało i duszę na nowo, jak wcześniej, ponad dziesięć lat temu - kiedy wszelkie inne ograniczenia opadły, tumany niepewności zniknęły, odsłaniając zupełnie przejrzystą wizję. Być może jego nieodpowiedzialne dążenie - wcześniej a także teraz, potworna analogia zamiarów grzechów powinny pozostać w istocie niewybaczalne, ale nie lękał się tego; nie, kiedy w pobliżu znajdowała się określona, odbierająca mu zdrowy rozsądek sylwetka. Przejmujące zakłócenie dystansu, zerwanie tej wcześniejszej bariery obecnie zaczynało przyprawiać o duszność, kiedy pod warstwą lodu napotkał kolejną warstwę - niepewności, warstwę zdradliwego zwątpienia, które czyhało, prężyło swe gibkie ciało do skoku niczym najprawdziwszy drapieżnik.
Przecież…
- To nie byłoby do nas podobne - odpowiedział od razu, nawet uśmiechając się lekko - z tą charakterystyczną pogardą wobec wszystkich wartości, których sam nie uznawał; ponieważ układał zasady wedle własnego, pokrzywionego kręgosłupa moralności - i oni mieli budować wszystko od nowa, wszystko na własnych regułach, nie poddać się żadnej z presji. Zmrużył na chwilę oczy; oddychał powoli, strumień oziębłego powietrza przenikał tunelami dróg oddechowych powoli, aczkolwiek wysycając do granic przestrzenie sprężystego miąższu płuc.  
- Nic nie zdołało wygasnąć - dodał, równie cichym i ciepłym, jakby pozbawionym g r y szeptem; chociaż w rzeczywistości mógł szeptać jak wąż, mógł w rzeczywistości zwodzić subtelnym tonem. Do czego naprawdę dążył? Co czuł?
Nie miał pojęcia.
Musiał.
Dopiero teraz ponownie wyostrzył swój wzrok, lądujący na jej postaci - czy pójdą dalej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 39
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 124
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15103-selma-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15109-szelma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15110-markiz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15105-selma-budowa#402351




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Czw Paź 05 2017, 00:29

Chciała wierzyć.
Wiedział o tym doskonale; musiał zdawać sobie sprawę ze skrytego pod lodową powłoką strzeżonego pilnie ziarna złudnej nadziei, tak kpiąco odbiegającego od kreowanej dla otoczenia maski. Stąpała twardo po ziemi, spojrzeniem sięgała ku gwiazdom, a jednocześnie tkwiła w niej irracjonalna potrzeba złamania reguł rządzących światem, stałych określeń jego osoby. Mylił się, sądząc, że pewna zmiana postępowania wpłynęłaby negatywnie na jej zainteresowanie -
ale nie dawał nawet szansy tego udowodnić.
Chciała wierzyć; a jednocześnie nie mogła pozbyć się posmaku goryczy po nieudanych próbach sprzed lat dziesięciu, odbierającej spokojny oddech pustki po jego odejściu, gdy zrozumiała bezcelowość pragnień i działań. Po czaszce obijała się bez końca jedna myśl, prosty przekaz - skończy się tak samo jak wtedy.
B o l e ś n i e.
- Jeśli pewne metody nie działają - sączyła cicho, spokojniej niż chwilę wcześniej, lecz wciąż odmiennie od charakterystycznego nieprzeniknienia emocjonalnego tonu - należy je zmienić. - Nie wiedziała, czy był gotowy na zmianę zasad gry, czy zdolny był podporządkować się warunkom pod jakimi gotowa była podjąć to szaleńcze przedstawienie po raz kolejny (w oczekiwaniu na następne sparzenie i gorycz). Wątpiła.
Spojrzenie jasnych oczu o barwie niejednoznaczności oderwało się wreszcie od jaśniejących na nieboskłonie punktów i zwróciło w stronę rozmówcy, obdarzając mieszaniną badawczej obserwacji i niedookreślonych emocji, zdradzających cieniem dawnej uczuciowości pozostający we wnętrzu ogień. Nie umiała ukryć tej niemej prośby; daj mi powód do ponownego zaufania błędnym pragnieniom.
- Nie chcę popełniać już starych błędów.
Jedynie nowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 408
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Pią Paź 06 2017, 00:43

Balansował pomiędzy biegunem prawdy a kłamstwem, pomiędzy jawnym oszustwem a ukrywaną, wzniosłą ideą powrotu, utworzenia na powrót scalonych części, opadłych niegdyś po rozerwaniu wśród kakofonii krzyków, rzucanych przekleństw oraz spokoju upadającego na ziemię jak maska, niczym szykowna fasada odsłaniająca szerzące się pod swą powierzchnią zepsucie, rozpadająca się nieuchronnie lawiną pełnego zirytowania impulsu. Nie zastanawiał się, dlaczego tak pragnie zgody, dlaczego tak zdaje się jej potrzebować - czy jest to wyłącznie egoistyczna zachcianka - i nie zadawał samemu sobie sformułowanych w ów sposób pytań (bał się? prawdziwie jaśniejącej odpowiedzi słabości?); w jednym zaś mówił prawdę - to nie wygasło, to nie zginęło, nie pogrążało się w mdłej agonii niczym zanikający ogarek, lepka masa roztopionego wosku. To wciąż w nim tkwiło, ciągle nie potrafiło zaznać spokoju, domagało się swoich racji, wrzeszczało spod wszystkich osłon podświadomości, ze swego głębokiego więzienia wprawiało w drżenie fundamenty umysłu. Dlatego kluczył. Dlatego zmierzał, dlatego - już sam jej widok był nieuchronnym podpisaniem wyroku, być może rechoczącej złowieszczo ironii  
ale to nie miało znaczenia.
- Mogę zawierzyć się nowym - odparł po chwili jakby pełen przekonań. Nie miałby nic przeciwko oddaniu inicjatywy, jej ruchu - nowym zasadom - na pozór; wszak trudno byłoby go zatrzymać, trudno przejąć kontrolę (sam nad sobą sprawował ją wyłącznie formalnie), nad tą okropną tendencją wobec pozostawania zaledwie pośród ludzi przechodniem - pojawiającym się, to znikającym wedle własnego uznania. Nie myślał jednakże o tym, lecz było to oczywiste - nawet, jeśli się zgadzał, część rzeczy zwyczajnie nie mogła się zmienić. Wiesz o tym, Selmo?
Niezwykle trudno się pozbyć niektórych, zakorzenionych silnie nawyków. (Definicji samego siebie? Krnąbrności, egoizmu, nieodpowiedzialnego podejścia. Całej, nabrzmiewającej hałdy defektów - albo cech, w które to wpisywała się niezależność. Niezależność, którą on kochał oraz z powodu której potrafili go cenić inni.)
- Ale istnieje tylko jedna metoda - dodał jeszcze, korzystając ze stosunkowo drobnej ilości wciśniętych pomiędzy nich centymetrów, ze sposobności niepodnoszenia głosu, w swych właściwościach brzmiącego jakby subtelnie oraz nienatarczywie, zarazem - z niezaprzeczalną pewnością. - T e r a z.
Jedna, jedyna. Po prostu - zacząć. Dowiedzieć się.
Spróbować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 39
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 124
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15103-selma-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15109-szelma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15110-markiz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15105-selma-budowa#402351




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Nie Paź 08 2017, 23:40

Złudne nadzieje mamiły możliwością zmiany, uparcie zaprzeczając zdolnościom poznawczym i chłodnemu rozsądkowi krytycznie spoglądającemu na wiarę w niemożliwe. Ł a m a ł a się; żałośnie i nieodpowiedzialnie, podważając budowane od długich lat i wywalczone samodyscypliną cechy, jej asertywność na wzór bańki mydlanej pryskała pod wpływem krótkiego dotyku. Ile czasu było potrzeba, ile wymienionych spojrzeń, by niemal dekada poszła w zapomnienie, a wzniosłe ideały niezależności runęły?
Nie, Bergmann, wiesz, że to bezsensowne.
Usta zaciskały się w wąską linię, spojrzenie błądziło pomiędzy parą lodowatych - choć mogły patrzeć na nią z ciepłem, wiedziała to - oczu, zahaczyło o miękkie usta, by spłoszoną nerwowością oderwać się znowu i pobiec ku gwiazdom. Opuszki smukłych palców nerwowo pocierały się w kieszeniach, wyrażając tę niemą niepewność. Wciąż nie była przekonana. Chciała, nie chcąc zarazem, i absolutnie nie można byłoby mieć do niej po tym wszystkim pretensji; kolejne próby były aż nadto wymagające, a ta obecna stanowiła test ewaluacyjny minionych lat.
Przecież wiedział, czego oczekuje. Do czego będzie dążyć.
Więc d l a c z e g o?
Oboje byli naiwni.
- Umiałbyś wchodzić drzwiami zamiast oknem? - Tak niewiele i wiele zarazem. Cichy szept przecinał coraz bardziej skracający się dystans w zamierającym ruchu; określające spacer kroki ustały, zatrzymując ich w milczeniu wieczornego miasteczka. Chłód odstraszał mieszkańców od wyjścia na zewnątrz - choć nie przeszkadzał przecież Islandce, nawet ona nie miała w zamiarze przebywać tu o tak późnej porze.
Mieszanina barw intensywniała, wymuszając konkretną odpowiedź, której przecież nie miał zamiaru udzielić - wówczas musiałby zrezygnować lub złożyć formę obietnicy.
Niezdolny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Berlin/Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 408
Dodatkowo : animag (kruk)
  Liczba postów : 255
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15091-daniel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15099-krebs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro Paź 11 2017, 12:17

Stał się obecnie więźniem własnego autorstwa pułapki, w której chciał opleść ją lepkimi nićmi gier słownych, zwodzących do podążania przezeń obraną drogą. Chciał, by uległa, aby przystała na propozycję i zapomniała o kłębiących się niczym zszarzałe chmury pamiątkach przeszłości, wyrytych głęboko dłutem w materiale pamięci. Sam - jak zawsze - nie miał w zamiarze dążyć do czynów zdolnych zbyt bardzo skrępować jego manewry; zresztą, nie wiedział, w jakim konkretnie kierunku pragnie prowadzić swe kroki - wiedział jedynie że c h c e, aby towarzyszyła mu obok. Jej słowa wydawały się tak niedorzeczne jak adekwatne, nieomal nie zbijając mężczyzny z tropu, nieomal nie zmuszając do wykwitnięcia osobliwego uśmieszku; ale zarazem rozumiał kryjący się pod niestabilnymi głoskami przekaz.
- Korzystam z różnych sposobów - nie omieszkał się jednak wpierw odpowiedzieć, bowiem zawsze lawirował, selekcjonował wszystkie możliwe drogi - nawet te, w których należało posiadać sporą cierpliwość tudzież determinację, które wiły się niczym węże, zdolne nieodwracalnie zatracić w obrębie swoich zakrętów.
- Następnym razem ujrzysz mnie w swoich drzwiach - obiecał (?), odmieniony, poważny, zniżając ton do równie cichego jak wcześniej szeptu, nadającego głębokiej barwie lekki charakter pomruku. Rozumiał. Pamiętał te chwile, w których wystawiała ich na próbę moralność - on jednak, właściwie ujmując jej nie miał, jego moralny kręgosłup wywijał się gibko w zależności od własnych dążeń, uginał się niezmiernie posłusznie niczym pęd delikatnej rośliny targanej przez tchnienia wiatru.
- W końcu - dodał - nie musimy już nic ukrywać. - Nic nie będzie już takie jak przedtem. Nic nigdy nie było - czas płynął, świat płynął, płynęło wszystko, prąd dni, tygodni, miesięcy szlifował sylwetki, tak jak szlifuje kamienie nieustannie biegnąca rzeka.
- Jest dosyć późno. - Nachylił się na sam koniec, wypuszczając ten przekaz niemalże wprost do jej ucha. - Odprowadzę cię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 39
Skąd : Islandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 124
Dodatkowo : Półwila
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15103-selma-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15109-szelma
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15110-markiz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15105-selma-budowa#402351




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Nie Paź 15 2017, 21:12

Nie odpowiedziała już na te słowa, nie czuła potrzeby; nie umiała wyrazić w pełni ani zapuszczającej swe korzenie wątpliwości, ani zawiłości pragnień i oczekiwań, jakie mimowolnie pragnęła przed nim stawiać - zdając sobie zarazem sprawę z zupełnego bezsensu takiego postępowania, gdy druga jednostka była tak odmienna, tak wymykająca się regułom i ograniczeniom, jak to tylko możliwe.
Czy mieli szansę?
Na usta nasuwało się jedynie ironiczne czas pokaże, choć odpowiedź zdawała się być oczywista - a jednak na propozycję skinęła twierdząco głową, powstrzymując od ujęcia męskiego ramienia, lecz pozostając w tej niezobowiązująco poufałej bliskości towarzyszenia do murów zamku.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Bradford
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 43
  Liczba postów : 49
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15122-carmen-lowell#402975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15129-ziomki-i-poziomki-carmen#402984
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15128-sowa-carmen#402983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15123-carmen-lowell#402971




Gracz






PisanieTemat: Re: Ulica Główna   Sro Paź 18 2017, 15:47

Nic tak nie poprawia humoru dziewczynie jak małe zakupy. Nawet te najmniejsze, czyli nabycie nowego pióra, bo w poprzednim zaczynała zdzierać się już końcówka sprawiały, że Carmen choć przez chwilę nie myślała o niczym innym jak to, że zaraz wyjdzie z Hogsmeade z czymś pachnącym nowością. Ubierając się w ciepły, szary płaszczyk sięgający kolan usiłowała skupić się na tym jednym, konkretnym celu. Nic jednak nie mogła poradzić na to, że wciąż i wciąż jej myśli zaprzątało pewne zmartwienie. Pióro było tylko wymówką, tak naprawdę wcale go nie potrzebowała, mając w kufrze pod łóżkiem zapakowany dodatkowy tuzin na zapas. Chciała po prostu nie wracać wciąż myślami do pewnej osoby, o której na nieszczęście nie wiedziała obecnie nic.
Z festiwalu Max wrócił ze złamaną nogą. Tak bardzo przeraziło to Carmen, że choć nie spytała o to głośno przeczuwała, że Blackburn był tam z przyjacielem i że owemu przyjacielowi również mogło się coś stać. Nie chciała zawracać nikomu głowy swoimi obawami, wydałoby się wtedy, że jej na kimkolwiek zależy, co było niedopuszczalne. Nie miała jednak okazji nigdzie Caspara spotkać, toteż po prostu gryzła się sama z sobą mając nadzieję, że jej myśli okażą się błędne, a przeczucia - fałszywym alarmem.
Wycieczką do Hogsmeade chciała po prostu zająć czymś umysł. Miała już dość kłębiących się w głowie myśli. Nikt jej na tym na szczęście nie przyłapał, ale ukradkiem sprawdziła pacjentów skrzydła szpitalnego po czym z ulgą stwierdziła, że żaden nie był Whitley’em.
Była na siebie wściekła, że tak dała się zauroczyć. Do tej pory żyło się jej tak zwyczajnie spokojnie, nie przejmując się nikim innym poza sobą. Teraz, przez jakieś głupie dziecinne miłostki myślała o Casparze przy śniadaniu, na lekcjach a nawet przed snem. Masakra.
Mogła wtedy nie rozmawiać z Maxem. Gdyby nie on, nie przyznałaby się przed samą sobą, że wpadła po uszy. Najpewniej wciąż żyłaby w przeświadczeniu, że Krukon jest tylko irytującym błaznem a ona go po prostu musi tolerować.
Stanęła przed sklepem, zadając sobie pytanie, czy jest sens w ogóle do niego wchodzić. Niepotrzebnie tu przychodziła, ale przynajmniej zrobiła sobie spacer w ten piękny, jesienny dzień. Mogłaby poczytać książkę, ale próbowała to zrobić już rano i nic - nie udało się jej skupić na poszczególnych słowach, a zdała sobie z tego sprawę gdy przyłapała się na tym, że po raz piąty czyta to samo zdanie. Ciężkie jest życie dziewczyny, naprawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Ulica Główna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 14 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

 Similar topics

-
» Główna ulica
» Ulica Główna
» Kawiarenka Starbucks - Ulica Nankińska
» Główna ulica Madrytu
» Główna ulica

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-