IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz w lochach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 569




Gracz






PisanieTemat: Korytarz w lochach   Wto Maj 24 2011, 11:57

First topic message reminder :

Zimny kamienny tunel będącą główną arterią  biegnący przez tą głęboko położoną część zamku. Po bokach znajdują się liczne składziki i opuszczone stare klasy, oraz laboratoria. Odbiegające w bok mniejsze korytarze ciągną się niby wąż pod zamkiem skrywając liczne mroczne sekrety ukryte w podziemiach szkoły. Chłód i brak światła prócz nielicznych widmowych pochodni rzucających słabe, blade światło, powoduje dreszcz u większości osób przemierzających te zakamarki.

Krążyłem jak wilk szukając ukrytych komnat kuzyna po lochach. Z moich informacji zajmował on właśnie tą część podziemi przemieniając ją na swoje prywatne komnaty i pracownie. Niezależnie jednak jak się starałem nie potrafiłem zbliżyć się do jego komnat. Silne zaklęcie ochronne blokowało drogę tak iż ilekroć podchodziłem już do jego drzwi traciłem na ułamek sekundy zmysły , odzyskując je kilka metrów od wejścia. Sfrustrowany usiadłem na przeciw zaczarowanych drzwi opierając się o ścianę naprzeciwko. Skoncentrowałem się walcząc z zaklęciem które powoli wgryzało się w mój umysł starałem się zobaczyć wreszcie wyraźnie ukryte drzwi. Mimo jednak moich wysiłków już po chwili gapiłem się dosłownie na kamienną ścianę obok miast na upatrzony świadomie punkt.
Opanowałem złość i odetchnąłem głębiej. Nie pozostało nic innego jak poczekać i napisać wie około godziny wstałem i ruszyłem do wyjścia. list...

Czekałem długo lecz mimo moich pokojowych zamiarów ściana milczała uparcie . Po upływie godziny wstałem i ruszyłem na górę. Gdyby chciał otworzyć już by to zrobił. Ten stary głupiec sam na siebie ściąga zgubę , prawiąc o Honorze a sam nie rozumiejąc jego kanonów... Nic postanowiłem załatwić to po staremu ... Po chwili moje kroki niosły się już po korytarzu szkoły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 272
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13398-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13420-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Pią Lis 11 2016, 12:54

Ostatnimi czasy Angielka alienowała się bardziej, niż zwykle. Nie wiedziała co było powodem, ale nie czuła się specjalnie na siłach, by walczyć ze złym światem i głupimi ludźmi. Jedynymi okolicznościami, w których można było ją ujrzeć była pora na jedzonko, czasami na lekcje i pora na prysznic, choć tu przeważnie przemykała niezauważona po korytarzu i pokoju wspólnym.
Tym razem postanowiła rozprostować kości, dochodząc do wniosku, że Bastet - jej kot - chyba nie jest zbyt zadowolony z tego, że całymi dniami zajmuje jego (tak, była kocim sługą, jak każdy posiadacz kota) łóżko, co zamanifestował drapiąc ją dotkliwie w przedramię. Nie wiedziała, która była godzina, ale jeśli miałaby obstawiać to prawdopodobnie gdzieś w okolicach ciszy nocnej; większość uczniów powoli kierowała się do dormitoriów, niż z nich wychodziła, dlatego też była to dla niej idealna pora na spacer. Owinięta po uszy szalikiem leniwym krokiem przemieszczała się po korytarzach, ostatecznie dochodząc z powrotem do korytarzu w lochach. Było ciemno, a marne źródło światła w lochach wcale nie ułatwiało sprawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : VII
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 90
  Liczba postów : 100




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Sob Lis 12 2016, 13:04

Alexander przez przypadek znalazł Bastet. Nie żeby szukał jakoś specjalnie kota. To kota znajdują jego. Tak jakby przychodziły do niego z całego zamku. Jakby był kocim tatą. Jego tajemna zdolność to kocioustość. Wystarczy, że skupi się, a koty same do niego przychodzą. Hehe. Mniejsza z tym. W każdym razie to nie on był sługą kotów. To koty były sługami Alexandra.
Więc w każdym razie... Szedł sobie korytarzem, trzymając w rękach kota, który mruczał, gdy Alexander drapał, albo głaskał za uchem. Westchnął cicho wsłuchując się w mruczenie kota i uśmiechnął się szeroko, jakby to była najlepsza rzecz pod słońcem. Dziś miał bardzo dobry humor, więc stanął pod ścianą i rozglądał się za przechodzącymi obok niego uczniami.
W końcu jego wzrok spoczął na Andrei. Przechylił lekko głowę w bok, drapiąc jej kota za uchem i pod pyszczkiem. Oczywiście nie wiedział, że ten pupil był jej.
-Hej. Zimno Ci?
Oderwał się od chłodnej ściany i podszedł do niej. Wyglądał niczym ojciec chrzestny ze swoim kotem. Zmierzył ją wzrokiem, uśmiechając się jeszcze szerzej niż poprzednio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 272
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13398-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13420-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Sob Lis 12 2016, 15:06

Nie spodziewała się, że na kogoś tutaj wpadnie, tym bardziej na kogoś, kto trzyma jej kota. Gdy tylko dostrzegła swojego puszka na rękach Alexandra, pierwszą jej reakcją nie było przerażenie na jego widok, a...
- HALE, ODDAWAJ MOJEGO KOTA DO CHOLERY JASNEJ! - krzyk związany z jej pupilkiem. Skąd on go wytrzasnął? I dlaczego ten głupi sierściuch nie spał smacznie na poduszce, gdzie go zostawiła kilka minut temu? Zacisnęła usta w wąską kreskę, posyłając mu pełne nienawiści i chęci mordu spojrzenie. Kot był jej słabym punktem, o ile można to tak nazwać, dlatego każdy kto go dotknął automatycznie stawał się jej wrogiem. W przypadku Alexandra jej nienawiść jedynie pogłębiła się.
- I nie, nie jest mi zimno. Jakbyś nie zauważył mamy prawie zimę a zamek zbudowany jest z kamienia, który raczej nie należy do najcieplejszego materiału budowlanego. Poza tym w tej strefie klimatycznej zazwyczaj jest zimno, nie nauczyli cię tego w Rosji? - prychnęła, na siłę wyciągając mu zwierzę z rąk. Już zapomniała, że ma widoczną na lewej ręce szramę po pazurach czarnego kocura, która wciąż mieniła się lekko jasnoczerwoną krwią. Teraz ważne dla niej było to, żeby Bastet wrócił cały i zdrowy do dormitorium. Przycisnęła zwierzę do siebie i z miną obrażonej księżniczki, ruszyła prosto przed siebie. Chyba nie sądził, że będzie z nim rozmawiać, zwłaszcza po tym co jej ostatnio zrobił.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : VII
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 90
  Liczba postów : 100




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Pon Lis 14 2016, 14:45

Alez on nic jej nie zrobił. To ona zaczęła się z nim droczyć więc nie rozumiem o czym tu w ogóle mowa.Poza tym Alex się zmienił. Wystarczyłoby na niego spojrzeć, żeby to zauważyć, ale jeśli ona wolała widzieć w nim wciąż tego złego, mrocznego faceta to spoko. Jemu to nie przeszkadza.
Posłał jej delikatny uśmiech i wzruszył ramionami jakby mówił jej "no spoko, skoro tak uważasz". Zrobił krok w tył i zagrodził jej drogę.
-Spokojnie. Ten kot sam do mnie przyszedł, nawet nie wiedziałem, ze jest twój.
Powiedział wszystko spokojnie, patrząc na nią i kota, zrobił krok do przodu. Wyciągnął powoli rękę i pochylił się delikatnie do kota, aby go pogłaskać pod pyszczkiem.
-Prawda? Twoja Pani jest chyba trochę przewrażliwiona, prawda Kocie?
Pokiwał głową i wyprostował się z westchnięciem, ale mimo wszystko nadal się uśmiechał. Zdecydowanie miał dziś dobry humor i raczej nic mu go nie zepsuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 272
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13398-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13420-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Wto Lis 15 2016, 12:31

Angielka spojrzała na niego jak na kretyna, odsuwając się do tyłu. O ile przeważnie świetnie szło jej odczytywanie ludzkich emocji i zamiarów, tak Rosjanin stanowił dla niej zagadkę, której nie chciała rozwiązywać. Bała się go - co prawda w minimalnym stopniu, ale jednak - i tego co może znowu zrobić. A może bała się tylko o swojego kota? Sama nie wiedziała, dlatego zacisnęła zęby, zmrużyła oczy i przyglądnęła mu się, gdy głaskał czarną kupkę futra.
- Czego chcesz? - spytała w końcu, nie odwracając wzroku ani nie poruszając się nawet o centymetr. Gdy był tak blisko przyłapała się na dwóch emocjach, które pojawiły się w jej głowie - pocałować albo zabić. No bo z jednej strony chciała go udusić gołymi rękoma, z drugiej był tak przystojny, że mogłaby go oprawić w ramkę i się przyglądać, ale Jeunesse nie należała do normalnych osób. Była sprzecznością, mało, skomplikowaną sprzecznością, której nikt nie umiał odgadnąć, nawet ona. Dla Freuda i wszystkich po nim stanowiłaby świetny obiekt badań i obserwacji.
- Chyba nie sądzisz, że po tym wszystkim będziemy sobie spokojnie popijać herbatkę i rozmawiać - dodała jeszcze, na razie nie wyjawiając, że rozmawiała niedawno z Ruth, która podzielała jej zdanie. Uknuły nawet plan, który prawdopodobnie i tak nie zostanie zrealizowany, a przynajmniej nie w najbliższym czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Rok Nauki : VII
Skąd : Moskwa
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 90
  Liczba postów : 100




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Wto Lis 15 2016, 15:38

Ale Alexander tylko wyprostował się i wsadził dłonie w kieszenie. Czyżby było mu zimno? Albo po prostu nie miał co zrobić z rękoma, więc postanowił je na chwilę unieruchomić. Zrobił krok w tył, patrząc to na kota, to na angielkę. Był zaciekawiony jej zachowaniem. Nie tylko on był tu winny, ale nie chciał się kłócić teraz o to. Jeśli uważała, że tylko jedna strona jest winna to prędzej czy później odbije się to na niej.
-Hmm... Czego chcę? Pokoju na świecie? Czy coś tam takiego. Może też uczuć.
Zrobił dziwną minę i pokiwał głowę jakby w wielkim zadumaniu. Przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą, przestępując tak co chwilę. Wyglądało to jakby chciał ruszyć przed siebie, albo gdzieś uciec. Najwidoczniej energia go rozpierała. Pochylił się w stronę Andrei i mrugnął do niej.
-Możesz wierzyć, lub nie, ale nie mam zamiaru zrobić Ci krzywdy. Twojemu kotu też. Lubię koty.
Stwierdził jak gdyby nigdy nic i zamruczał cicho, biorąc zwierzę od ślizgonki i drapiąc kota za uchem, co najwidoczniej mu się spodobało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Liverpool, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 272
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13398-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13431-andzia-gandzia-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13420-andrea-jeunesse
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13421-andrea-jeunesse




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Wto Lis 15 2016, 15:47

Coś jej tutaj nie pasowało. Nagle był taki spokojny i nie chciał jej zrobić krzywdy? Musiałaby być naprawdę ciemna jak tabaka w rogu, żeby spuścić go teraz z oczu i machnąć na to ręką. Zaczęła nawet podejrzewać, że jakoś dowiedział się o jej rozmowie z Ruth, ale nie było to za bardzo możliwe. Sama Krukonka go unikała i była zbyt uczciwa, żeby się wygadać, więc ją odrzuciła z listy podejrzanych w pierwszej kolejności.
Gdy chłopak dalej sobie śmieszkował, zabierając jej kota w jej oczach pojawiły się dwie zawistne iskierki. NIKT nie miał prawa dotykać JEJ kota, poza nią. Chyba musiała wyryć to sobie na czole albo wykrzyczeć mu prosto w twarz, by oddał jej zwierzaka. Bastet z kolei niewzruszony całą sytuacją siedział spokojnie na rękach Alexandra, mrucząc, mrużąc oczy i wbijając mu delikatnie pazury w rękaw bluzy. To spowodowało, że cała złość przeniosła się na biedne stworzenie.
- Ty głupi futrzaku, akurat jego musiałeś polubić? Żadnego innego chłopaka, tylko akurat JEGO? - prychnęła rozdrażniona, spoglądając na swoją rękę ozdobioną świeżą szramą po pazurach kota. - I jeszcze mnie drapiesz... nie wierzę, po prostu nie wierzę - zgarnęła zwisające luźno kosmyki włosów za uszy, rozglądając się wokół. Prawdopodobnie poza nimi nie było w pobliżu nikogo, w końcu cisza nocna rozpoczynała się za chwilę.
- Oczywiście, że ci nie wierzę. Chciałeś mnie zrzucić z wieży - spojrzała z powrotem nań, przyglądając mu się na tyle uważnie na ile mogła. Ręce zaś skrzyżowała pod biustem. Co miała zrobić? Zostawić mu kota? Nigdy w życiu.
- Co słychać? - spytała więc, siląc się na normalny ton głosu. Wyszło dość dziwnie, jakby ktoś ją przydusił, ale nie przejęła się tym faktem.
Po pewnym czasie wrócili do pokoju wspólnego.

zt oboje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Norfolk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 239
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13884-marcellus-butler
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13897-wojowniczy-ekstrawertyk-ktory-nie-znosi-bezczynnosci#367420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13899-laslie#367422
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13895-marcellus-butler




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Sro Sty 04 2017, 19:16

Godzinę zajęło mu czekanie aż łaskawie zechce się zjawić. Godzinę ukrywania się w cieniu budynku z kapturem głęboko naciągniętym na głowę. Liczył, że zajmie mu to chwilę. W końcu to była tylko jedna sprawa, więc nie ubrał się jakoś ciepło. Oczywiście, gdyby ktoś go o to zapytał, uśmiechnąłby się i w życiu tego nie przyznał, że zmarzł. Godzinę palenia papierosów. Paczka, która nigdy nie była pełna opustoszała pewnie dwadzieścia minut temu. A ten idiota dalej nie był łaskaw się pojawić. Nie nudziło mu się, inteligentni ludzie się nie nudzą, a on wyjątkowo dobrze potrafił zajmować własne myśli. Tylko zazwyczaj zamiast marznącego śniegu towarzyszyła mu przeklęta wilgoć lochów, od której chyba już do śmierci trzeszczeć mu będzie w kościach. Tak, cieszył się z tej odrobiny śniegu spadającego mu na twarz, na ramiona i na, już i tak zaśnieżony, bruk. Jednak to trwało przez pierwszych dziesięć minut. Zwykle jednak rozkoszował się tym siedząc w ciepłej szkole. A nie stał marznąc na śniegu. Jego koszula dawno już całkiem przemokła. Woda ciekła strumykiem po kręgosłupie powodując dreszcze. Miał serdecznie dosyć tego miejsca i człowiek, na którego czekał. Włożył ręce głęboko do kieszeni i wrócił do szkoły. W życiu nie da się tak wrobić ponowie, a to był taki wiarygodny człowiek.
Naparł z całej siły na drzwi, chcąc jak najszybciej znaleźć się w zamku. Tam przynajmniej było odrobinę cieplej. Później prosto do lochów i się przebrać Plan idealny pochwalił się w myślach. Oczywiście nic nie mogło pójść po jego myśli, bo i po co. Lepiej, żeby przemarzł do reszty i się rozchorował. Kiedy tylko wszedł do korytarzu w lochu, zauważył dziewczynę, która nie wyglądała na zbyt ruchliwą. Przed oczami pojawiły mu się obrazy, o których zdecydowanie nie chciał pamiętać. Pewnie to zadecydowało o jego chwili „dobroci”. Chociaż i tak liczył na coś w zamian. Nie byłby sobą, gdyby nic nie chciał.
Podszedł do @Vittoria Findabair i szturchnął nogą, ale nie uzyskał żadnego znaku, że jest świadoma. Zdając się na instynkt, chwycił różdżkę i rzucił zaklęcie, które o dziwo zadziałało. Wyjątkowe szczęście, że zadziałało za pierwszym razem. Wyciągnął rękę w jej stronę, żeby pomóc jej wstać.
Przez chwilę jego myśli zajmowało, co tu się właściwie stało. Co tu się właściwie stało? – zachodził w głowę. Doskonale zdawał sobie sprawę, że każda osoba miała w swoim wnętrzu bestie. Żył z przekonaniem, że ludzie nie rodzą się dobrzy i jest w nich więcej zła, niż dobra i każdy jego przejaw to wygrana walka. Chociaż może to tylko zwierzęce instynkty. Nie wierzyła w idealistyczne wizje, z jakimi spotkał się nie raz. Każdy sam dokonuje wyboru i tylko on jest za niego odpowiedzialny przed swoim sumieniem, jeśli ktoś je posiada. Oczywiście, pozostaje jeszcze strefa wymuszeń i nacisków, ale dla jasności przekazu można je pominąć… Nie wierzył w ludzi wystawianych na piedestał, czystych i wiecznie poprawnych – tacy nie istnieli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Argentyna/Dolina Godryka
Galeony : 438
  Liczba postów : 381
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13824-vittoria-sanchez-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13829-diabelek-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13831-fafel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13833-vittoria-findabir




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Sro Sty 04 2017, 19:48

DRUGI raz w ciągu jednego tygodnia. Drugi raz została spetryfikowana na szkolnym korytarzu. Czy ona do jasnej cholery ma jakiegoś cholernego pecha? Problem może jednak polegać na tym, że znalazła sobie kiepski pomysł na trenowanie zaklęć. Każdy poproszony przez nią o pomoc reagował tak samo - zbywał ją mówiąc, że nie tym razem, że nie potrafi. Wymówki! Jakiś czas temu wpadła więc na inną ideologię - będzie atakować ludzi z zaskoczenia. Ze dwa razy przyniosło to w miarę dobry skutek (dostała wyłącznie szlaban). Tym razem jednak wybrała niewłaściwą osobę. Widząc jakąś dziewczynę przechodzącą lochem wyjęła różdżkę, wycelowała w nią i krzyknęła "Broń się!". Okazała się ślizgonką, która nie do końca miał ochotę na wieczorny pojedynek z młodszą studentką. I tym bardziej nie dało jej się wmówić, że to tylko żarty.
Ślizgonka rzuciła w nią kilkoma zaklęciami, a Titi nawet nie zdążyła zareagować. Dlatego też niezadowolona siedziała pod tą pieprzoną ścianą w tych pieprzonych lochach i kolejny raz czuła jak odmarza jej tyłek! Jakim cudem jeszcze nie jest chora? Chodzi w samym ręczniku po korytarzach, wpada do jeziora, siedzi na ziemi... Nie mam pojęcia, musi mieć nieziemską odporność.
Całe szczęście, że tym razem była świadoma tego, co się wokół niej dzieje. Ostatnio Elliot wpędził ją w erotyczny sen, którego treść męczyła ją do dziś. Tym razem oprawca był trochę łaskawszy - po prostu pozostawił na pastwę losu. Siedziała więc licząc sekundy w myślach. Musiała się na czymś skupić by nie zauważyć, że korytarze w lochach są dużo ciemniejsze o tej porze. Strasznie bała się ciemności. Pewnie gdyby nie przejmowała się tak faktem iż nie może się ruszyć, to by już dawno panikowała. A tak? Starała się oczyścić umysł. Poszukać rozwiązania. Nadeszło samo. Czując nagłe szturchnięcie (nie zauważyła nadchodzącego gościa) natychmiast przeszły jej ciało ciarki. Normalnie by jeszcze pisnęła czy coś, ale szczęka wciąż była twardo zaciśnięta uniemożliwiając jej jakąkolwiek reakcje. A potem? Usłyszała krótkie zaklęcie kończące i nagle jej ciał znów zyskało zdolność ruchu. Tym razem nie spieszyła się zbytnio z ruchem. Najpierw zgięła palce, potem ruszyła stopami. Zara potem zerknęła przed siebie gdzie wyciągnięta była do niej ręka jakiegoś nieznanego jej faceta. Uśmiechnęła się do niego ciepło i skorzystała z pomocy (choć zazwyczaj wolała sobie radzić sama).
- Dzię... Aaa nogi mi ścierpły! - Dopiero przy podnoszeniu się poczuła, jak po całych nogach chodzą jej niewidzialne mrówki sprawiając, że nie mogła na nich ustać. Uparła się więc bez cienia skrępowania o nieznanego sobie ślizgona. Trzymając się jego koszulki spoglądała w stronę swoich kolan i walczyła o to, by rozruszać chwilowo zastane mięśnie. Kiedy była pewna, że nie potrzebuje już podtrzymania odsunęła się od niego i pewnie stanęła na własnych nogach.
- Dziękuję za pomoc dzielny Rycerzu bez konia. Dałbym Ci jakąś chustę na znak mojej wdzięczności, ale nie mam - Powiedziała żartobliwie pozwalając, by wręcz wyciekała z niej pogoda ducha. Zdawała się kompletnie nie przejmować tym, że ktoś zrobił jej "krzywdę". Bardziej skupiła się na tym, by ze stroju który na sobie miała (zwykłe czarne spodnie i jakaś szara koszulka na ramiączkach + botki na obcasie) zrzucić trochę kurzu, który się przylepił podczas tej niecodziennej posiadówki. Dopiero po tych wszystkich drobnych działaniach miała okazję mu się dokładniej przyjrzeć. I to, co zauważyła powiedziała od razu na głos:
- Boże, ale ty jesteś wysoki - Taka już była. Mówiła wszystko, co jej wpadło do głowy. Trudno więc by nie zwróciła otwarcie uwagi na to, że chłopak był jakieś 30 centymetrów wyższy od niej! Wydawało się, że po tym spostrzeżeniu w jej oczach pojawiły się wręcz iskierki - Zabiorę Cię na ślub koleżanki. Będę mogła bez problemu ubrać 15 centymetrowe szpilki! - Zaraz, zaraz. Czy ona właśnie zaprosiła OBCEGO dla siebie chłopaka jako parę na ślub? Jedno jest pewne. Titi potrafi zaskakiwać. I ciężko przy niej się nudzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Norfolk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 239
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13884-marcellus-butler
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13897-wojowniczy-ekstrawertyk-ktory-nie-znosi-bezczynnosci#367420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13899-laslie#367422
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13895-marcellus-butler




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Sro Sty 04 2017, 20:16

Zdecydowanie wyglądała na kogoś, kto pakuje się w kłopoty. Co się ze mną dzieje? warknął na siebie w myślach, kiedy dziewczyna się na nim uwiesiła. Jakby nie miał nic lepszego do roboty, tylko robić komuś za wieszak. Za chciało mu się być bohaterem. Od siedmiu boleści oczywiście, ale to nic nie zmieniało.
- Rycerzu? - próbował się nie zaśmiać. W końcu od rycerza było mu bardzo daleko. - Ciężko jeździć na koniu po szkole. - powiedział konspiracyjnym szeptem. - Podobno jest taki przepis, który tego zabrania i właściwie to po trzykrotnym szlabanie za to, uznałem, że może rzeczywiście taki istnieje. Chociaż może chodziło o to, że wykradłem te konie. - zastanowił się przez chwilę. - Zresztą, kto by to pamiętał? Na przyszłość pamiętaj o chusteczce, to ważny element, jeżeli pragniesz być ratowana. Ja właśnie przez jej brak, już więcej cię nie uratuję. - kontynuował wywód z całą powagą, na jaką było go stać.
Kiedy się odsunęła, przyjrzał się jej uważnie. Musiał przyznać, że była ładna, a jej strój uwydatniał co trzeba. Jednak widząc jej minę, kiedy patrzyła na niego, nie mógł powstrzymać śmiechu. Co prawda nie była pierwszą, która tak reagowała na jego wzrost i zapewne nie ostatnią, nie mniej jednak bardzo to wciąż go bawiło.
- Tak mówią, ale mnie mnie oceniać. - spojrzał na nią z góry. Zawsze się zastanawiał jak to jest być tak niskim. To musiało być wygodne, zwłaszcza przechodząc przez drzwi. Przynajmniej nie musiałby zginać się w pół. Nie mniej jednak wysoki wzrost miał dużo zalet, a główną była możliwość patrzenia na wszystkich z góry. Nawet nie ukrywał, że to robi.Właściwie liczył na to, że to on będzie miał z tej sytuacji jakieś korzyści, więc propozycja dziewczyny zbiła go lekko z pantałyku. Rozważył jednak wszystkie za i przeciw, uznając, że na weselu może być zabawnie. W końcu imprezy nigdy nie mógł odmówić. Uśmiechnął się szelmowsko. - Czemu nie. Jestem pewny, że znajdę miejsce w moim napiętym grafiku. - odpowiedział z szerokim uśmiechem. - Może być fajnie. Pamiętaj, że licznik przysług odlicza. Kiedyś wrócę po spłatę. - powiedział z pełną powagą, jednak napomniał się w myślach i na jego twarz wpełzł ponowny uśmiech. Przebiegł go dreszcz, czym przypomniał sobie o przemoczonych ciuchach. - Jestem Marcel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Argentyna/Dolina Godryka
Galeony : 438
  Liczba postów : 381
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13824-vittoria-sanchez-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13829-diabelek-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13831-fafel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13833-vittoria-findabir




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Sro Sty 04 2017, 20:32

Oj tam kłopoty. Kłopoty, to by były gdyby nikt jej nie uratował. A tak? Ma okazję do zapoznania się z kimś ciekawym, kto najwyraźniej zrozumiał jej poczucie humoru. W pierwszej chwili była z tego powodu  zaskoczona, zaraz jednak bardzo ją to ucieszyło. Jak na razie w całej szkole była tylko jedna osoba, która nadawała pod tym względem na tych samych falach i był to Philip. Najwidoczniej nie tylko on miał tak powalony mózg, a ów facet stojący przed nią również. Tym bardziej pojaśniała, prawie jak jakieś słoneczko.
-Mogę Ci ewentualnie oddać bieliznę zamiast chusteczki Rycerzu, ale jest używana - Wytknęła język w jego stronę - Albo załatwimy testrala. To prawie jak koń tylko nikt go nie widzi - Wolała wyjaśnić na czym polega fenomen tego zwierzaka. Generalnie nie była wielką fanką ONMS, ale przez mieszkanie z fanatyczką zwierząt prowadzącą własną klinikę czegoś się nauczyła. Ona nie widziałaby testrala. Nigdy nie spotkała się z czyjąś śmiercią. I miała nadzieję, że to nigdy nie nadejdzie. Zbyt wiele było osób, na których jej zależało. Co natomiast z Rycerzem? Cóż, przylgnął do niego i tak już zostanie. Z Titi to tak było, że na poczekaniu tworzyła dla kogoś ksywki. Miała już Blondaska, Młodą, Króla Pawia, Księciunia i wiele innych. Teraz dopisała do tego Rycerza.
Oj Titi doskonale wiedziała, że jest ładna. Miała bardzo dużą świadomość swojego ciała, co praktycznie uniemożliwiało jej wstyd. Ludzie różnie na to reagowali. Większość bardzo negatywnie. Ona natomiast miała gdzieś opinie innych. I dlatego ostatnio szła przez cały zamek w ręczniku i z butelką whisky. Ciekawe, kiedy się rozniosą plotki na ten temat.
-Jak idziesz po mieszkaniu to schylasz się, czy kucasz? - Jakby czytała mu w myślach. Dopytała o coś takiego w taki sposób, jakby to była najważniejsza i najbardziej pasjonująca informacja na świecie. A zaraz za tym wypaliła z tą gadką o ślubie. Szczerze mówiąc, to ona go nie pytała o zgodę. Ona mu ZAKOMUNIKOWAŁA, że z nią idzie. Więc nie miał wielkiego wyboru.
-To ja Ci robię przysługę, bo wybierzesz się tam właśnie ze mną - Zgasiła go od razu jednocześnie puszczając do niego oczko. Na prawdę szybko łapała kontakt z ludźmi. Nawet z takimi, którzy na co dzień pozostają skryci -Przystojny jesteś, to ubierzemy Cię jakoś ładnie i będziesz do mnie pasował - Dodała jeszcze zastanawiając się jak zareaguje Ria na fakt iż przyprowadzi kogoś ze sobą. W końcu skoro tak bardzo nie wierzyła w związku, to raczej powinna pójść sama. Żeby żadnemu chłopakowi nie robić nadziei.
- Vittoria. Ale wszyscy mówią na mnie Titi. A ty jesteś mokry - W końcu i to zauważyła, a ten fakt oznaczał, że długo ze sobą nie pogadają. Szczególnie, że ona też wymarzła - Może idź się ogrzać? No nie wiem, w łazienka studencka. Ciepła woda i te sprawy. - Zasugerowała mu robiąc jeden krok w tył i drapiąc się po ramieniu chyba trochę zbyt usilnie. Tatuaż znowu zaczął się przemieszczać, tym razem na brzuch. Swędziała ją cała skóra z tego powodu, ale musiała to jakoś przetrzymać. Nigdy więcej nie zrobi czegoś takiego tanim, podrzędnym salonie. Kto by pomyślał, że nawet magiczny tatuaż można spieprzyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Norfolk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 239
  Liczba postów : 77
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13884-marcellus-butler
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13897-wojowniczy-ekstrawertyk-ktory-nie-znosi-bezczynnosci#367420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13899-laslie#367422
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13895-marcellus-butler




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Sro Sty 04 2017, 21:09

Nie była ślizgonką, to pewne. Kojarzyłby kogoś takiego. Na puchonkę też się nie nadawała. Krukonka? Może. Najbardziej pasował jej gryffindor i własnie tam by ją przypasował. Jednak wydawała mu się naprawdę w porządku. Była równie nienormalna co on.
-Kusząca propozycja. Kiedyś na pewno skorzystam, chociaż nie wiem, do czego byłaby mi potrzebna. Nosić nie będę, chyba, że powieszę nad łóżkiem w formie trofeum. - uśmiechnął się triumfalnie - Ok, tylko pójdę po miecz. - ruszył w stronę dormitorium, ale po dwóch krokach coś sobie uświadomił. - Cholera. Zapomniałem, że to Gryffindor miał miecz, a nie Slytherin. Chyba będę musiał zabrać go jakiemuś Gryfonowi. Masz kogoś godnego polecenia?
Kiedy tylko usłyszał o Testralach, aż go zmroziło, czego naturalnie nie dał po sobie poznać. Po śmierci Laslie zaczął je widzieć. Okazało się, że w tamtym nieszczęsnym lesie było ich całkiem sporo. Pomimo, że były nawet fajne, zwłaszcza te nietoperze skrzydła, to mimo wszystko wolałby ich nie widzieć. - Dosiądziemy je i polecimy w siną, ty powodować kłopoty, a ja je naprawiać. Świetnie, to brzmi prawie jak plan.
Wydawało mu się, że gdzieś słyszał o gryfonce chodzącej w ręczniku. Przeszło mu przez myśl, że dziewczyna chyba byłaby idealną kandydatką, która by się na to odważyła.
- Właściwie to mieszkam w zamku. No wiesz, wysokie sklepienia, żebym nie musiał się schylać. Kiedyś cię zaproszę, pod warunkiem, że zaprosisz mnie do swojej chaty. Zawsze się zastanawiałem jak mieszkają skrzaty. Teraz na poważnie. Miałaś jakiegoś goblina w rodzinie? - spytał żartobliwym tonem, ale nie mógł się powstrzymać od podobnego komentarza.
- Naturalnie mości pani. To będzie dla mnie wielki zaszczyt. - ukłonił się nisko i zaśmiał się pod nosem. Niby taka miała, a jednak ego miała większe niż odległość stąd do księżyca i z powrotem. - Wierzę, że znajdziemy coś, co będzie odpowiadało twoim wymaganiom. W końcu muszę jakoś wyglądać, podczas powrotu do domu. - doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że był przystojny. W końcu korzystał z tego ile tylko mógł. - Wierzę, że nie będę od Ciebie odbiegać, aż tak znacząco. W końcu nie chciałbym sprawiać Ci problemów. - sam nie wierzył w te bzdury, które wygadywał. On i brak problemów? Niemożliwe.
- No dobrze, Karzełku zwany Titi. Widzę, że jesteś niezwykle spostrzegawcza. Jednak coś mnie powstrzymało od dotarcia do celu. Rozważyłem wszystko i uznałem, że mi potowarzyszysz. Też musisz się rozgrzać. W końcu lochy do najcieplejszych nie należą. - wyszczerzył się szeroko. Jej zachowanie zmieniło się, co wydało mu się podejrzane. Krok w tył? Po tym jak wisiała na nim przez dobre pięć minut? To pocieranie ramienia, trochę zbyt uporczywe. Przyjrzał jej się uważnie. - Co tam ukrywasz? spytał wyraźnie zaciekawiony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Argentyna/Dolina Godryka
Galeony : 438
  Liczba postów : 381
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13824-vittoria-sanchez-findabair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13829-diabelek-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13831-fafel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13833-vittoria-findabir




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Sro Sty 04 2017, 21:57

Generalnie, to ta dziewczyna nigdzie nie pasowała. Żeby trafić do ślizgonów brakowało jej ambicji. Do krukonów, chęci do nauki. Do puchonów, pracowitości. Do gryfonów, odwagi. Ostatecznie trafiła do ostatniego z domów prawdopodobnie dlatego, że za prawdziwych przyjaciół skoczyłaby w ogień. Między innymi za kochaną siostrą - nawet jeśli postronni obserwatorzy zarzucali jej, że się nad nią pastwi. Może jej dokuczała, ale czy gdyby jej nie zależałoby to rzuciłaby się w zimną wodę jeziora by umówić ją na randkę? Wątpię.
- Trofeum to by to mogło być jakbyś mnie przeleciał, czy coś - Stwierdziła nie zastanawiając się jak zwykle na tym jak brzmi to, co mówi. Domyślała się jednak, że tego typu facet nie strzeli wielkiego buraka i nie speszy się z powodu tego typu śmiałości. Szczególnie, że przecież cały czas żartowali odkąd pierwszy raz po petryfikacji otworzyła usta
-Spytam kogoś w pokoju wspólnym czy ma może miecz, obiecuję - Zaśmiała się widząc, że ten na prawdę wczuwa się w ich małą gierkę. Przyznała się jednocześnie do swojego domu. Ah, a co do miecza - ona na prawdę zapyta kogoś. A nuż widelec uda się go zdobyć i będzie mogła złapać go na lekcji żeby mu pokazać jaka to jest genialna. Bój się drogi Marcelku, bój się.
-W takim wypadku łapanie testrlów ustalam jako nasz cel na ten tydzień - Niestety nie zauważyła tego, że chłopak miał z ów zwierzętami jakieś przykre wspomnienia. To nie tak, że była niedomyślna - nie trzeba jej było wszystkiego mówić wprost. Po prostu ten świetnie się maskował. Wprawa, prawda?
-No tak, zapomniałam że Rycerze mają zamki. Czy twój się czasem nie nazywa Hogwart? - Sprytny sposób by spytać, czy mieszka na miejscu, czy może ma wynajęty dom lub pokój w innej części świata. Sama mieszkała w Dolinie Godryka. Choć obecnie była ostro wściekła na siostrę, więc na jakiś czas przeniosła się do dormitorium gryfindoru. Męczyła się tam, ale nie miała innego wyjścia. Prędzej sczeźnie słuchając szczebiotania denerwujących lokatorek niż spędzi noc w jednym domu z cholerną pół-wilą, która śmiała próbować ją zahipnotyzować. Jeszcze teraz łapał ją nagły przypływ agresji gdy o tym myślała.
-Nie. Ale moja adopcyjna siostra ma 150 cm wzrostu. Sięgałaby Ci do kostki - Wyobrażenie sobie Alice stojącej przy panu olbrzymie było tak komiczne, że nie powstrzymała śmiechu. Uspokoiła się jednak szybko, bo w końcu możliwe iż chłopak jej jeszcze nigdy nie widział. Koniecznie musi postawić tego małego kurdupelka obok Rycerza! To drugi cel na ten tydzień.
No nie przesadzajmy, aż takiego ego nie miała. Po prostu znała swoją wartość, przez co ciężko było ją jakkolwiek zbesztać czy zdominować. Nawet kiedyś stwierdziły z siostrami, że jeśli znajdzie się facet, który będzie w stanie to zrobić, to Titi mu się od razu oświadczy. Jak na razie jednak jest nadal panną, więc kandydatów brak.
-No już mnie tak nie podrywaj - W ten sposób skomentowała wszystkie jego komplementy -Ja będę pijana, więc musisz jakoś wyglądać podczas odprowadzania mnie - Coś mówiłeś o problemach? Właśnie Ci się dziewczyna przyznała, że prawdopodobnie nie będzie się miarkować z alkoholem, co może się skończyć różnymi wybrykami z jej strony. Spokojnie jednak. Dziewczyna po alkoholu nie zmieniała się zbyt mocno. Po prostu robiła dosłownie WSZYSTKO na co miała ochotę. Puszczały jej ostatnie hamulce. Najgorsze, że na drugi dzień wszystko pamiętała.
-W sumie fakt. Dobra, idziemy się kąpać - I po raz kolejny wyszedł na wierzch jej brak wstydu i wielka otwartość. Tak moi drodzy, właśnie szła do studenckiej łazienki z kimś, kogo poznała 5 minut temu. Po drodze odpowiedziała jeszcze na pytanie odnośnie jej odmiennego zachowania -Pokażę Ci w łazience

z/t x2 - Zaczniesz tutaj? http://czarodzieje.my-rpg.com/t1221p200-lazienka-studencka#367091 Ing face
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1573
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1504
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Sob Mar 25 2017, 22:07

//z sali treningu magicznego

Daisy poszła za Cortezem, chociaż to całej iście do jego matki ani trochę jej się nie podobało. Można było się spodziewać, że tak uwielbia swojego synalka, że ten nie poniesie żadnych konsekwencji za to co zrobił. Nie żeby ona była zbyt nadgorliwa (a może powinna!) ale nie chciała, żeby uszło mu to tak całkiem płazem.
- Łatwiejsza niż zaklęcie lewitacji? Nie wiem jak u was, ale u nas uczy się tego w pierwszej klasie. - Miała ochotę trochę się ponabijać w stylu uczniaków, udając, że nie jest poważną studentką. - Przede mną musiałeś się popisać jakie to umiesz świetne transmutacje robić? - powiedziała z uśmieszkiem. Zaczepiła dłonie kciukami o kieszenie, nie chowając różdżki, bo mogła się jeszcze przydać. Szła za Aleksem trochę jak cień, cały czas go pilnując.
- Gdzie ta twoja mamusia ma gabinet? - zaświergotała niedaleko jego ucha. - Więc boisz się co powie pielęgniarka i myślisz, że w taki sposób ci się upiecze? - spytała, nie pozwalając mu na złudzenia, że na pewno tak nie będzie. Profesor Cortez mogła powiedzieć różne rzeczy, ale na pewno nie miała takiej siły, by powstrzymać Daisy przed zrobieniem tego co słuszne... albo trochę mniej.

______________________



Oh, we are magnificent
The selfish I can't see itself
When it shoots across the fall
It can never be destroyed
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 525
  Liczba postów : 396
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13688-aleksander-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Czw Kwi 06 2017, 11:58

On za to nie był tak do końca pewny tego, że matka mu to podaruje. Pewnie przez miesiąc będzie musiał codziennie szorować kociołki po każdym dniu zajęć, albo wymyśli mu coś jeszcze gorszego.
- No widzisz, ja wolę się wykazać większą pomysłowością niż zatrzymywać na pierwszej klasie - odpowiedział jej równie złośliwie obracając głowę w jej stronę i uśmiechając się szeroko. Był to jednak czysto złośliwy uśmieszek, a nie kpiący jakim to lubił obdarowywać bardzo często innych ludzi.
- Myślę, że są zaklęcia które zaimponowały by ci o wiele bardziej niż przemienienie dziewczyny w ptaka - dodał wzruszając lekko ramionami. Tak właśnie uważał, było wiele cięższych zaklęć, które były w stanie wyrządzić prawdziwą szkodę a nie tylko przemienić w jakieś zwierzę.
- Chociaż nie jestem pewny, że mamy jeszcze jakieś zaklęcia których już nie poznałaś - dodał spoglądając na nią znów przez ramię tym razem bardziej zaciekawiony. Oczywiście sam umiał kilka ciekawych, których raczej nie uczył Hogwart, ba! Zdecydowanie ich nie uczył, ale nie chciał tego dziewczynie jeszcze zdradzać i pozbyć się swoich asów.
- Jest w lochach. No i nie, nie boję się tego. Bo możesz być pewna, że matka nawet mi nie puści tego płazem. Nie ważne co sobie o niej myślicie i o tym, że to moja "mamusia" - zacytował formę którą użyła Daisy i kontynuował dalej:
- Ale Cortezowie podążają swoimi zasadami, a to co zrobiłem bardzo je naruszyło nawet w oczach rodziny, nie wspominając już o szkole. - Nagle zwolnił zrobił krok w bok i w tył. Stanął obok dziewczyny i skinął delikatnie głową na znak by szli dalej.
- Sorki ale nie lubię rozmawiać z kimś kto idzie za mną. Wolę widzieć rozmówcę, albo mieć świadomość, że idzie za mną niż gadać do samego siebie - wytłumaczył bo pewnie ten czyn trochę wystraszył dziewczynę co on w zasadzie chce zrobić. Ale prawdę mówiąc jakby chciał jej coś zrobić to już dawno by to zrobił tak, że by w ogóle nie zarejestrowała tego kiedy dostała drętwotą, przelatującą przez jego szatę prosto w jej ciało. To były ułamki sekundy kiedy jego umysł podrzucał mu kolejne pomysły na pozbycie się ogona, jednak sam odganiał się od nich.
Bowiem co jak co ale z Daisy utrzymywał pozytywne relacje i nie chciał ich psuć w tak bezsensowny sposób.
- No i proszę Cię Daisy, nie uwierzę w to, że ty jesteś święta i nie masz niczego podobnego za uszami. Zwłaszcza kręcąc się z taką paczką jak wcześniej/ta z Salem (albo nadal, nie wiem czy uznać nieobecnych za obecnych xD).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Filadelfia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1573
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1504
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11001-daisy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11218-stokrotka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11249-listy-do-daisy#303189
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11219-daisy-manese




Administrator






PisanieTemat: Re: Korytarz w lochach   Nie Cze 18 2017, 12:47

Wątpiła w sprawiedliwość matki Aleksa, bo nie potrafiła sobie wyobrazić, że jej rodzice przymknęliby oko na niektóre z jej występków. Przynajmniej ojciec, bo znowu jej matka... cóż, sama była w bractwie za czasów szkolnych, więc Daisy mogła się tylko domyślać, co w związku z tym robiła.
Można ukarać za niewinne żarty szorowaniem kociołków, ale takie jednoznaczne znęcanie się nad koleżanką (i prefektem!) wydawało się być idealną przesłanką do natychmiastowego wyrzucenia ze szkoły. Daisy z jakiegoś powodu nie obawiała się, że ślizgon ją zadrętwotuje i zrobi coś, co przed chwilą widziała na własne oczy. Przeczucie? A może zbyt duże mniemanie o własnej osobie, ciężko powiedzieć.
Odwróciła się wolno kiedy ten przystanął, chociaż nagłe ucichnięcie korków rzeczywiście odrobinę ją przestraszyło i kazało się zastanowić co ten kombinuje. Wyglądało na to, że nic specjalnego. Uśmiechnęła się zadowolona, po czym poczekała aż wyrówna kroku i będą mogli iść tak, jak sobie życzył.
- To znaczy jaką? - spytała, starając się nie brzmieć podejrzliwie. Była prawie pewna, że nikt z zewnątrz nie może znać prawdy o bractwie, bo inaczej jego istnienie nie miałoby sensu. Pewnie, na pewno sprawiali jakieś określone wrażenie, bo Amerykanie to jednak Amerykanie (i była dumna, że jest jednym z nich!) i święci nie byli. Jednak większości z nich na pewno bliżej było do aniołków niż Daisy i jej najbliższych, salemowych znajomych.
- Jestem bardzo ciekawa o jakich zaklęciach mówisz, że mogłyby mi zaimponować.
Bezwładne ciało gryfonki leciał obok (chyba, już nie pamiętam) i cudem tylko jeszcze nie natknęli się na żadną żywą duszę, która na pewno byłaby zainteresowana tym widokiem. Miała ochotę się go pozbyć, ale jednocześnie musiała zachowywać się jak odpowiedzialny prefekt. Nie wątpiła, że matka ślizgona w taki czy inny sposób się nim zajmie, ale wizja spędzania tam dłuższego czasu nie była zbyt zachęcająca.
- Zostawmy ją po drzwiami gabinetu, co ty na to? - zaproponowała więc, nie owijając w bawełnę.

______________________



Oh, we are magnificent
The selfish I can't see itself
When it shoots across the fall
It can never be destroyed
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Korytarz w lochach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

 Similar topics

-
» Korytarz w lochach
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Podziemia
-