IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Gwiezdna Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Gwiezdna Sala   Wto Maj 24 2011, 17:06

First topic message reminder :


Gwiezdna sala
To z pewnością jedno z najciekawszych miejsc w Hogwarcie. Jednakże, aby odkryć do czego tak naprawdę jest przeznaczone, potrzebne są dwie osoby.
Stańcie pod tą najjaśniejszą gwiazdą. Złapcie się za rękę. Teraz ponownie popatrz w niebo. Jakie jest?
To zależy od tego, w jakich relacjach są dane osoby. Wrogowie? Niebo momentalnie robi się czarne, gwiazdy znikają, a co chwila przeszywa je kilka jaskrawych błyskawic.
Słychać szalejącą w waszych sercach burzę.
Miłość? Lazurowe sklepienie upstrzone pojedynczymi obłoczkami o różowym kolorze w kształcie serca.
Odkryliście tę tajemnicę. Pamiętajcie o tym, aby nikomu jej nie zdradzić. A, zastanówcie się również nad tym, co zobaczyliście. Firmament nigdy nie kłamie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sro Mar 05 2014, 20:48

Nostalgia. W ten stan wprowadził go tydzień spędzony w skrzydle szpitalnym, gdzie przez cały czas mógł się jedynie wpatrywać w sufit. Nie mógł się poruszyć ani wypowiedzieć choćby jednego słowa. Czuł, że przez ten czas utracił część siebie, która siedziała sobie gdzieś w podświadomości i tylko oczekiwała możliwości wydostania się na zewnątrz. Potrzebował silnego bodźca, który pozwoli mu powrócić do normalności. Do tego przydałaby się Echo, ale pewnie wędrowała gdzieś teraz ze swoimi Duchami. Mimo wszystko istniało więcej osób, które potrafiły mocno na niego wpłynąć. I jedną z tych osób była Jeanette Villeneuve. Już nie potrafił się doczekać, kiedy w końcu ją ujrzy. Jednak dobrze, że udało mu się pojawić w tym miejscu jako pierwszemu. Nie mógłby znieść myśli, że dama została zmuszona do czekania na niego.
Rozglądał się po Gwiezdnej Sali niemal maślanymi oczami, rozkoszując widokiem sklepienia, które przywodziło mu na myśl to w Wielkiej Sali. Jednak zupełnie nic się nie działo, bo – jak napisano w Historii Hogwartu – to miejsce najlepiej odwiedzać parami, bo dopiero wtedy niebo nad głowami przybyszy ożywa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Czw Mar 06 2014, 20:50

Jeanette była nieco zmęczona cyrkiem, w którym ostatnio występowała. Życie pod namiotem na pewno miało swoje zalety i momentami bywało ciekawsze niż zwyczajne, pospolite mieszkanie w domu, lecz po jakimś czasie stawało się zwyczajnie uciążliwe. Cieszyła się więc, że może wrócić do Hogwartu, nie klepiąc przy tym biedy. Zarobiła swoje zasłużone pieniążki i była usatysfakcjonowana z zarobku. Czego chcieć więcej? Otóż odpowiedź była jasna, prosta i oczywista - ludzi. Choć jej życie składało się w siedemdziesięciu procentach z udawania i hipokryzji, miała w nim ludzi, potrafiących wyciągnąć z niej to, co rzeczywiście było najlepsze. Pomimo przybierania masy pozorów, przez które wydawała się istotką miłą, dobroduszną i przeuroczo niewinną, prawda wyglądała nieco inaczej. Dla własnej satysfakcji potrafiła posunąć się do działań nieuczciwych i bardzo podstępnych. Potrafiła klnąć w myślach na osobę, której w tym samym momencie prawiła komplementy. Potrafiła naprowadzić sytuację na tor, który sprzyjał wyłącznie jej. W pewien sposób była empatyczna - potrafiła rozpoznać emocje człowieka i wiedziała, co powinna zrobić. Cóż jednak z empatii, kiedy wykorzystywała ją, aby dobrnąć do celu?
Jednak Nickodem zaliczał się do niewielkiej grupy ludzi, których nie miała ochoty wykorzystać. Był Inspiracją i nie mogła zaprzeczyć, zwłaszcza przed sobą, że zżyła się z nim niesamowicie. Był pozytywem i wyróżniał się z tłumu, miał pasję oraz coś sprawiającego, że nie mogła go minąć obojętnie. Jeanette była nim zafascynowała i nie miała większej ochoty na ukrywanie tego faktu. Gdyby budowała sobie wizerunek zimnej suki, pewnie powiedziałaby co innego. Grała jednak na odwrót, tuszując swoją podłą naturę. Logicznie szukała sojuszników, których mogła wystawić.
Gwiezdna Sala była świetnym pomysłem, skłaniającym Villeneuve do małych przemyśleń na temat tego, czy miała coś sugerować. Znała przeznaczenie tego pomieszczenia i wiedziała, jak się zachowuje, dlatego zazwyczaj unikała umawiania się akurat w nim. Prawdziwe relacje wolała zostawić dla siebie, jednak z Hamilltonem nie musiała się martwić. Niebo nie miało szans na przybranie czarnego koloru.
Nie mogła powstrzymać się przed upiększeniem nieco swego wizerunku, zanim wyszła na spotkanie. Usta musnęła błyszczykiem, włosy upięła w luźny kok, podkreśliła lekko oczy, wybrała nawet jedną ze swoich ulubionych bluzek, którą dopasowała do szarych rurek. Tak też pojawiła się na miejscu, spodziewając się, że Krukon będzie już w sali. Uchyliła drzwi i zajrzała do środka.
- Hej - przywitała się z uśmiechem, gdy już upewniła się, że dotarł. Podeszła do niego i, zupełnie naturalnie, a tak przynajmniej jej się wydawało, przytuliła się, głowę składając na obojczyku chłopaka i muskając jego szyję nosem. Znajomy zapach mile połechtał zmysły. - Kopę lat, mój drogi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Czw Mar 06 2014, 21:40

Cyrk zawsze kojarzył się Nickodemowi z trupą, która podróżowała wozami po świecie, rozstawiając swoje namioty w wielkich miastach. Naciągali tam bogatych mieszkańców, którzy pragnęli widowiska, zbierali pożywienie i uciekali w popłochu, aby dotrzeć gdzieś indziej. Grupka indywiduów, przyciągających swoją niezwykłością. Może jeśli Krukonowi nie wyjdą żadne z jego życiowych planów, dołączy do cyrku Jeanette? O ile w ogóle go przyjmą. Mógłby prowadzić spektakle, bo raczej nie miał talentów do magicznych sztuczek… No chyba że omamialiby mugoli. Wtedy każdy czarodziej miał szansę, nawet bawiąc się zwykłymi kartami.
Na pierwszy rzut oka można by śmiało powiedzieć, że to snob, który przywykł do luksusów, jednakże prawda była inna. Podróż po Europie nauczyła go, jak radzić sobie w ciężkich warunkach. Przeważnie spali u nowopoznanych ludzi, chcąc zaoszczędzić na hotelach. Dzięki temu znalazł przyjaciół na całym kontynencie, ale też dowiedział się, jak mieszkali nawet ci najbiedniejsi. Co nie zmienia faktu, że nigdy nie stronił od bogatych wnętrz, jak choćby te w jego rodzinnym domu. Jeśli naprawdę myślał o życiu w namiocie, musiał od tego odejść. A wsparciem dla niego mogła być właśnie Jeanette.
Nawet nie wiedział, jak bardzo się za nią stęsknił, póki nie dostał od niej listownej odpowiedzi. Martwił się, czy aby nie stała jej się krzywda przez tę całą groszopryszczkę, ale skoro miała się tutaj za chwilę znaleźć, to najwyraźniej była w doskonałym stanie. Gdyby działo się inaczej, pewnie dostrzegłby ją gdzieś w izolatce, która odcisnęła na nim ogromne piętno. Ale stała się też inspiracją do pokazania innym bólu, cierpienia i samotności pomimo otoczenia ludzi. Izolacja była najgorszym, co mogło spotkać człowieka, nawet jeśli chodziło tylko o durną chorobę zakaźną.
Uśmiechnął się, gdy tylko ją dostrzegł, a już po chwili dziewczyna przytulała się do niego. Otoczył ją ramionami, nie chcąc wypuszczać z tego objęcia.
- Stęskniłem się – przyznał się przed nią. Mógł jeszcze dodać jakiś wyszukany komplement, jak to zwykle robił w towarzystwie swoich muz, ale po co? Na to jeszcze przyjdzie czas, a w tym momencie wolał, by największą wagę miały te dwa słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pią Mar 07 2014, 20:56

Cyrk był cudowny. Zbiór utalentowanych ludzi, pragnących pokazać światu swoje ponadprzeciętne umiejętności. Jeanette, choć teraz przyzwyczajona do codzienności i rzeczywistości cyrkowej, wciąż podziwiała swoich kompanów, oglądając ich występy z zapartym tchem. Nie lubiła się przywiązywać. Zazwyczaj szybko wybywała z danej trupy, szukając kolejnej, a potem następnej. Miała odpowiednie kontakty i nie było większych problemów ze zmianą miejsca. Wyróżniała się ze wszystkich ścisłych grup, podróżujących razem. Zwiedzała różne kraje, potrafiąc jednego dnia wystąpić we Francji, kolejnego w Rumunii. Świat był wielki i ciekawy, a Villeneuve nie potrafiła poddać się nudzie i popadać w rutynę, jeśli chodziło o występy. Potrzebowała nowych planów, gdyż powtarzanie jednego układu męczyło ją i stawało się nieatrakcyjnym zajęciem.
Wspólny cyrk byłby zaś świetnym pomysłem. Mogłaby zmieniać swoje układy co występ, mając Nickodema za dyrektora. Mogłaby planować i wymyślać, co muszą zrobić inni. Mogłaby słuchać i obserwować Krukona w tej czarującej, artystycznej odsłonie. Mogłaby mieć go na wyciągnięcie ręki.
Ostatnimi czasy była bardzo pochłonięta swoimi zajęciami, musiała nadrobić zaległości i działać aktywnie w Lunarnych, aby zaoszczędzić sobie problemów w postaci Sheraziego, siedzącego na karku. Na całe szczęście nie zaraziła się groszopryszczką. List od Hamilltona był ulgą i wytchnieniem w tym wszystkim. Chętnie zrobiła sobie przerwę. Czuła przyjemne ciepło jego ciała, towarzyszące miłemu uczuciu. Właściwie zawsze traktowała go jak przyjaciela, zupełnie prawdziwego. Nie miała ochoty go oszukiwać, potrafiła mu współczuć, krótko mówiąc - darzyła sympatią. Dopiero od niedawna zaczęła nurtować ją pewna kwestia. Co bowiem byłoby, gdyby spróbowali czegoś nowego? Natura Jeanette podpowiadała jej, że mogłoby być bardzo przyjemnie. Była przeogromnie ciekawa. Pierwszy stopień do piekła zaliczony!
- Mów do mnie, opowiedz mi coś - poprosiła, muskając nosem szyję Krukona w tym geście zaznaczając odpowiedź głoszącą "ja też", zanim odsunęła się od niego, na niedużą odległość. Usiadła na podłodze, pociągając go za sobą. Tylko pięknych słów brakowało jej w tej chwili do absolutnego rozluźnienia i szczęścia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pią Mar 07 2014, 22:14

Wspólny cyrk to najznamienitszy pomysł, na jaki mogli wpaść. Może nawet lepszy od ministrowania, ponieważ spędzenie życia za biurkiem nie do końca było tym, co pociągało Nickodema. Ale lubił rządzić, piąć się po szczeblach kariery i dążyć do władzy. A dyrektorowanie pod namiotem również mogło mu to dać. Omamialiby mugoli, pokazując najprawdziwszą magię, choć oni byliby przekonani o tym, że mają do czynienia z doskonale wyćwiczonymi sztuczkami. Wcisnęliby na arenę animagów, udających wytresowane lwy i tygrysy. Z niewielką pomocą eliksirów powstałaby kobieta z brodą i akrobatka tak wygimnastykowana, że zawiązałaby się w supeł. Ta wizja naprawdę by mu się spodobała. I ten wielki cylinder a’la Abraham Lincoln, który mógłby ubierać, wychodząc na wstępie na środek cyrkowej areny, by przywitać gości. Wędrowaliby po świecie, co ziściłoby kolejne jego marzenie o podróżach. A z wykwalifikowanymi w transmutacji czarodziejami zaoszczędziliby na klatkach dla zwierząt, bo ludziom o wiele łatwiej jest się poruszać. Czarodziejski cyrk, to naprawdę coś… magicznego.
Nickodem nie miał takich problemów, jak Jeanette. Od potyczek Lunarnych z Argenami trzymał się z daleka. Wolał nie wtrącać się w coś, co według niego nie miało najmniejszego sensu. I tak ci pierwsi byli bez szans, bo nie sądził, aby mniejsza liczebnie grupa poradziła sobie z większością czarodziejskiego świata. Takie prawo dżungli i tyle. Choć zapewne zmieniłby zdanie, gdyby był świadomy tego, że obecna tutaj dziewczyna należała do tego wrogiego ugrupowania. No ale jakby się mógł tego spodziewać, patrząc na nią? Przecież wydawała mu się tak delikatna i niewinna, że nie mógłby w niej postrzegać żądnej krwi istoty. Dla niego była rozkwitającym kwiatem, czekającym na impuls, który sprawi, że rozchyli swoje płatki, ukazując całe piękno. Chociaż pączki też miewały swój urok, zwłaszcza wiosną, kiedy zza drzew wychylało radośnie słońce, ogrzewając twarze spacerowiczów.
Już otwierał usta, by się odezwać, gdy Jeanette pociągnęła go na podłogę. No tak, nie mogli przecież stać tu przez cały dzień. Chociaż Nick nie pogardziłby masą poduszek rozłożonych tuż pod nimi niczym w orientalnym namiocie. A gdyby tak znalazły się w ich cyrkowym? Luksusowe występy dla chętnie płacących im ludzi. Nie żeby był łasy na pieniądze, których od zawsze miał pod dostatkiem, ale ta wizja i tak coraz bardziej do niego pasowała.
- Dajesz mi tak wiele możliwości, a ja mam w czym przebierać, że nie wiem, na co mógłbym się zdecydować – przyznał, spoglądając na nią. Tak dawno jej nie widział, że musiał nacieszyć oczy jej widokiem. Po chwili jednak ponownie zwrócił wzrok na niebo tuż nad nimi. – Chciałbym, żeby było prawdziwe. To prawdziwa rozkosz przejść się pod gwiazdami, gdy spoglądają na ciebie z nieba i masz wrażenie, że to mityczni bogowie bacznie obserwują twoje poczynania.
Och, chyba znalazł sobie temat do rozmyślań. Jak zwykle zresztą, bo taki już był Nickodem, że wystarczyła pojedyncza myśl, by stworzyć całą historię. Czerpał inspirację ze wszystkiego, raz udało mu się nawet ze znaku drogowego, pomazanego przez ulicznych chuliganów.
- Ponoć tam jest zapisana historia całego świata od początku dziejów – odparł, wskazując na niebo. – Magia natury, mój piękny kwiecie, która mam nadzieję umieści tam kiedyś i nas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sob Mar 08 2014, 00:09

Jeanette nie była w stanie kojarzyć Nickodema z żądzą władzy, jakkolwiek poważnie by to nie brzmiało. Szybciej przypisałaby taką cechę sobie, znając swoją tendencję do wykorzystywania. Słowa krytyki wypowiadane przez Krukona kojarzyły się jej raczej z dążeniem do doskonałości, co wydawało jej się logiczne i prawidłowe, pewnie dlatego, że sama pragnęła być absolutnie najlepsza w tym, co robiła. Choć nie była tak szalona, aby aspirować na stanowisko Ministra Magii! O wiele chętniej zobaczyłaby na tym stołku Nicka, który sprawdziłby się lepiej, wiedziałby co należy robić i podejmował mądre decyzje.
Wizja czarodziejskiego cyrku, gdyby była przedstawiona Żanetce, na pewno podbiłaby jej serce. Taki stan rzeczy całkowicie by jej odpowiadał, choć wtedy na pewno zmieniłby się cały zamysł, jaki do tej pory przybierała. Raczej nie wychylała się z magią pośród mugoli. Sam fakt, że inni akrobaci, połykacze ognia, treserzy i cała reszta związana z cyrkowym namiotem nie posiadali mocy magicznej, nieco utrudniał zatuszowanie machania różdżką na prawo i lewo, jeśli chciało się urozmaicić występ o dodatkowe atrakcje, mogące zaskoczyć mugoli. Dlatego polegała jedynie na własnym ciele, które pielęgnowała codziennymi ćwiczeniami. Od czasu do czasu wspomagała się jakimiś zaklęciem przed występem, co by zapobiec ciężkiej kontuzji. Przyjmijmy, że niewiele brakowało, aby potrafiła zwijać się w supeł!
Jeanette podchodziła do Lunarnych dosyć sceptycznie, choć z biegiem czasu przyjęła częściowo całą ideologię, jaką narzucał im Farid. Nie była temu człowiekowi oddana bez reszty. Byłoby ciężko, zważając na jego charakter, wyraźnie wyznaczający surowe granice, których przekroczenie było karane bezwzględnie. Mogła zyskać jego przychylność, a następnego dnia, wykonując jeden zły krok, stracić głowę. Tak więc w ugrupowaniu udzielała się dla własnej satysfakcji. Potrafiła się w nim odnaleźć i miała okazję do konkretniejszego wykorzystania mocnych cech swojego charakteru. Niezbyt chętnie dopuszczała do siebie myśl, że prędzej czy później może dostać zadanie uśmiercenia kogoś. Mimo wszystko nie była aż tak zepsuta i skalana złem, aby machnąć ręką i lekkim, wesołym tonem zaśpiewać "Avada Kedavra". Co więcej, skrupulatnie odpychała myśl, że owym "kimś" mógł być ktoś znajomy. Tak więc bywały momenty, w których czuła, że coś w końcu przerośnie jej możliwości.
Nie odrywała od niego wzroku, dzieląc to samo uczucie. Lubiła wracać po czasie rozłąki, bo wtedy wszystko było "bardziej i więcej". Nie widząc go przez długi czas zdążyła zapomnieć o szczegółach, które teraz mogła sobie przypomnieć. Nie słysząc głosu, mogła rozkoszować się pięknymi słowami podwójnie. Przerwana tęsknota była dobrą nagrodą, bo zapewniała wiele szczęścia. Jeanette słuchała więc, w pewnym momencie położyła się też na chłodnej podłodze, aby móc patrzeć w gwiazdy, o których opowiadał. Astronomia zawsze ją fascynowała, lecz nie zainteresowała się nią od strony mitologii.
- Na niebie jest tak wiele treści, że nie sposób ją podsumować - rzuciła, stwierdzając oczywistość. - Niebo niedługo powinno być czyste. Myślę, że sama Rowena Ravenclaw nie miałaby nic przeciwko, gdybyśmy wtedy wybyli na spacer - zasugerowała, kompletnie oczarowana wizją spaceru w świetle księżyca. Błahe i romantyczne w najprostszy ze sposobów, jednak nie tak to pojmowała. Z Hamilltonem taka przechadzka nie mogła być nieoryginalna.
- Opowiesz mi o bóstwach? - zapytała. Mogłaby wypożyczyć książkę z biblioteki i poczytać o nich, jednak czym była książka, w porównaniu do magicznych słów Krukona? Dobierał porównania i przenośnie lekko i bardzo trafnie. - Mogę zgadywać, który obiekt opisujesz - zaproponowała, aby za chwilę dodać jeszcze jedną, istotną rzecz. - Jeśli chcemy trafić na mapy nieba, musimy wiedzieć, co trzeba zrobić.
Choć może lepiej, aby nie dali wydziobać sobie wątrób żadnym sokołom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie Mar 09 2014, 13:29

O, czyli wychodziło na to, że Nickodem Hamillton miał już potencjalnych wyborców na stanowisko ministra. Ale to jednak i tak za mało, by miał rządzić całą częścią czarodziejskiego świata. Poza tym trudno mu będzie o szacunek czystokrwistych rodów, skoro sam pochodził od mugoli. Nadal nie miał pojęcia o wielu otaczających go sprawach, nie słyszał o mnóstwie miejsc i ludzi. Ale jeszcze zdąży to wszystko poznać, czyż nie? I zasłużyć sobie na to, aby być poważanym również wśród arystokratów.
Najwyżej Jeanette mu trochę pomoże, wykorzystując swoje znajomości z Lunarnymi, choć na to raczej marne szanse, bo jeśliby wygrali, to zapewne wyeliminowaliby i jego, jako tego, który zacząłby się wtrącać i nie był godzien życia wśród czarodziejów. Chociaż nie ma czym się martwić, póki chłopak żył w błogiej nieświadomości, karmiąc się wizją utopijnej przyszłości.
Patrzenie na śmierć byłoby dla Nickodema traumatycznym przeżyciem, a co dopiero spoglądanie na człowieka, który ginąłby z jego własnej ręki. Dlatego wolał trzymać się od całej tej wojny z daleka. Był tchórzem, który nie przebolałby spoglądania, jak giną nie tylko jego przyjaciele, ale również wrogowie. Dla niego wszystko powinno mieć ustalony porządek i wszyscy muszą mieć takie same szanse na rozwój, który jednak nie zagrażał życia pozostałych. Dążenie po trupach do celu to tylko powiedzenie, którego nie powinno się spełniać w jego dosłownym znaczeniu.
Rozłąka tylko po to, by później czerpać z czyjegoś towarzystwa, to nawet całkiem dobry pomysł. Był jednak trudny do wykorzystania w praktyce, bo jeśli odnalazło się z kimś wspólny język, chciało się go mieć przy sobie w każdej chwili, na wyciągnięcie ręki. Ale jednak… Teraz mogli cieszyć się sobą jeszcze bardziej niż w momentach, gdy widywali się codziennie podczas lekcji.
- Bo niebo jest jedną wielką księgą, która nigdy nie zostanie dokończona – powiedział. – A spacer w blasku księżyca w towarzystwie tak uroczej damy będzie najdoskonalszym ziszczeniem pragnień.
Może to i błahe, ale jednak każdy dzień był inny, tak jak i noc. Nawet wychodząc setki razy mogliby dostrzegać w tym coś nowego i zaskakującego. Zwłaszcza że księżyc miał swoje fazy i wędrował po niebie w kawałkach, czasem pojawiając się w całości, a innym razem znikając zupełnie. Jednak zawsze powracał i ukazywał swoje piękno w różnych stadiach.
- Na bóstwa czasem składają się całe konstelacje, które Grekom przypominały ich władców – zaczął, rozglądając się po niebie. – Ale widzę syna Zeusa, wielkiego pogromcę zmory o wężowych włosach i oczach niczym bazyliszka. Niedaleko Perseusza jest też jego żona, najjaśniejsza Andromeda, którą zdołał ocalić przed potworem morskim, Ketosem. Stwór ten miał ukarać matkę Andromedy, Kasjopeję, za jej pychę i złudzenie, iż była piękniejsza od cudownych nimf, będących inspiracją wielu poematów i obrazów. Tuż obok niej znajduje się również jej mąż, Cefeusz. To wielki, lecz bezwzględny władca, który był gotów wydać własne dziecko na śmierć, pomimo możliwości przebłagania bogów.
Przerwał na moment, pozwalając dziewczynie odnaleźć postaci, o których opowiadał. Tę historię znał najlepiej ze wszystkich, dlatego zaczął właśnie od niej. Nie musiał przypominać sobie niczego z książek, gdyż mógł mówić od razu i bez ani jednego zająknięcia się.
- Mówiłem, że gwiazdy spisują całe historie – dodał po chwili. Mógł jej jeszcze opowiedzieć o Afodydzie i Atenie, które mu przypominała, o Aresie, Hermesie czy Posejdonie, ale przecież znajdą się inne okazje do tego. – A my jeszcze się dowiemy, jak możemy tam trafić. Zawsze znajdzie się jakiś sposób.
Uśmiechnął się do niej i położył tuż obok niej, po czym chwycił jej dłoń. Gwiazdy zaczęły znikać, całkowicie zmieniając widok nad nimi.
- Teraz twoja kolej, żeby mi coś opowiedzieć – stwierdził, nie puszczając jej ręki, by niebo nad nimi nie rozpłynęło się, pozwalając na nowo powrócić gwiazdom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pon Mar 10 2014, 16:25

Podejrzewam, że w Hogwarcie spokojnie zebrałby już sporo swoich zwolenników. Z samego kółka teatralnego nazbierałoby się kilka głosów, następne zaś zdobyłby wśród znajomych, znajomych znajomych, rodziny znajomych, drzewko rozgałęziało się na wszelkie strony! W każdym razie, głos Żanetki miał całkowicie pewny! Pewnie pomogłaby mu, choć Lunarni nie byli najlepszym ugrupowaniem do tego typu spraw. Niepotrzebnie naraziłaby tylko jego życie, wspominając cokolwiek o Nickodemie Hamilltonie. Farid zdawał się wiedzieć wszystko o wszystkich, na pewno znał też czystość krwi Krukona. Nie daj Merlinie dowiedziałby się o jego planach. Sherazi na każdy przejaw przejęcia władzy reagował dosyć... cóż, brutalnie? Zdecydowanie nie ucieszyłby się, słysząc że Jeanette postanowiła zbierać zwolenników Nicka wśród Lunarnych. Jego szeregi były tylko jego, a do tego zasadzał się na posadkę Ministra Magii. Villeneuve akurat w tej kwestii zachowywała swoje zdanie dla siebie, bowiem wiedziała, że za jego wygłoszenie zginęłaby w losowych okolicznościach. Mogłaby zawisnąć na żyrandolu w miejscu zebrać, ku przestrodze, co by nikt więcej nie śmiał dopuścić się zdrady wobec mistrza. Wracając jednak do konkretów. Jeanette nie sądziła, aby zmiana Ministra Magii na Farida wyszła na dobre. Mogła być w jego ugrupowaniu, jednak nie odznaczała się głupotą i wiedziała, że jego rządy byłyby dosyć specyficzne. Czarodzieje nie mieliby z nim łatwego życia. Ona sama, choć akurat miałaby wygodnie, na pewno nie byłaby zadowolona z takiego stanu rzeczy.
Jak na ironię, Krukonka miała przed sobą mężczyznę, którego mogłaby wykorzystać z dziecinną łatwością. Dla niej śmierć nie była tak przerażająca, choć nie mogłaby bez emocji puścić na nią przyjaciół i obserwować ich męki. Przywykła do zadań, które były stawiane, niejako dostosowała się do całej grozy. Ale to wciąż było za mało. A Nickodema, choćby nawet chciała, nie umiała wykorzystać. Zaskakujący był jeden fakt - nie odczuwała z tego powodu słabości, choć ta niewątpliwie gdzieś się tu kryła. Pozostawało liczyć na to, że Farid tej słabości nie zna.
Jeanette nie znała dobrze nieba pod względem mitologicznym, mugolskim, lecz odnajdywanie konstelacji szło jej świetnie. Przerzucała wzrok na kolejne postaci, obejmując wzrokiem ich kształty, wyznaczane przez gwiazdy. Widziała Mirfaka w Perseuszu, Sirah w Andromedzie, Szedar i Caph w Kasjopei. Inne spojrzenie na znajome niebo było odświeżające. Tym bardziej, że leżała obok Hamilltona, którego głos bez wątpienia miał na to wpływ. Uśmiechnęła się, czując jak jego dłoń przykrywa jej palce. Niebo ruszyło się i powlekło dziwną, niezidentyfikowaną barwą. Wyglądało nieco jak mieszanka różu i zwyczajnego granatu, kierującego róż w stronę fioletu. Na tle ciemniejszych partii migotały jeszcze gwiazdy, nie do końca zakryte przez "nowy" nieboskłon. Jeanette poczuła, jak przyspiesza jej serce, widok był absolutnie oszałamiający, choć nierealny. Prawdziwe niebo nigdy nie ukazałoby się w takiej odsłonie. Zinterpretowała tą zmianę na swój sposób, w zasadzie trafnie. To, co ich łączyło nie było miłością, ale odbiegało też od czysto przyjacielskiej relacji.
- Gdybym mogła wytańczyć słowa, byłoby o niebo łatwiej - zaczęła, zadowolona z faktu, że jej ręka wciąż jest trzymana. Było zbyt przyjemnie, żeby to przerywać. Położyła się więc, aby móc patrzeć w niebo, które towarzyszyło im. Byli tylko oni, i właśnie to niebo.
- Nie znam mitologii zbyt dobrze, z tym już się zdradziłam. Wiem tylko, że gdybym miała wybór, chciałabym być Plejadą. Zostały zamienione w gwiazdy i wyglądają zjawiskowo. Może to powierzchowne, ale czy nie dba się o swój wizerunek, kiedy jest się już na niebie? W końcu obserwują cię miliony innych gwiazd, galaktyk, nawet dwójka ludzi, zamknięta w gwiezdnej sali - mówiła wolno, wyciągając na chwilę wolną rękę w górę.
Podparła się na łokciu, unosząc nieco, aby móc nachylić się nad Nickodemem.
- Czy gdybym była plejadą, dajmy na to - Elektrą, czy byłbyś Orionem? - zapytała. Wiedziała, że w tej historii pojawia się jeszcze Merope, którą Orion chciał poślubić. Nie pasowała jej jednak ta postać. W tym przypadku wolała być prześladowana!

//ZUPEŁNIE PRZYPADKOWY DOBÓR GWIAZD XD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Wto Mar 11 2014, 17:47

Gdyby Farid Sherazi o czymkolwiek się dowiedział, z pewnością skomplikowałby życie Jeanette. Ale póki co najwyraźniej nie był niczego świadom, więc pozostawało żywić nadzieję, że ta sytuacja nigdy się nie zmieni. Przecież Nickodem nie wybaczyłby sobie, gdyby dowiedział się, że przez niego Krukonce groziłoby niebezpieczeństwo ze strony pokręconego nauczyciela ze zbyt wysokim mniemaniem o samym sobie. Ale nie o nim teraz pora, bo to w tym momencie nieistotna dla nas postać.
Chłopak mógł się tylko cieszyć z tego, że w jakiś sposób dokształcał przyjaciółkę w wiedzy, z którą dotąd nie miała do czynienia. On mitologię znał na pamięć, fascynowała go i właściwie kierowała jego życiem. Sprawiła, że spędził ogromną ilość czasu na zwiedzaniu samej Grecji i Włoch, przez co wraz z ciotką i Malcolmem byli zmuszeni skrócić nieco dalszy ciąg ich wycieczki po Europie. Był jednak szczęśliwy, że mógł zasmakować tego w najlepszy z możliwych sposobów – poznając wszystko u źródła, w miejscu, w którym narodziły się te legendy.
Wpatrywał się z zachwytem w widok nad nimi, żałując, że samymi oczami nie mógł przenieść go na płótno. Ciężko mu będzie odwzorować coś tak pięknego, zwłaszcza że nie miał wielkiego talentu do malarstwa. Ewentualnie mógł poprosić o pomoc Echo czy Mathilde, jednak czy możliwe, by bezbłędnie stworzyły farbami to, co utkwiło mu w głowie? Gdyby przeniósł swoje myśli do ich głów…
- Musisz nauczyć się operować nie tylko ciałem, ale także słowami – powiedział, choć z chęcią popatrzyłby, jak dziewczyna się porusza. W tańcu opis nieba wyglądałby niezwykle ujmująco i z pewnością inaczej niż wychodząc z ust.
Słuchał jej z zainteresowaniem. Sam nie wpadłby na coś takiego, choć był znany z najróżniejszych pomysłów. Spodobało mu się jednak jej spojrzenie na Plejady.
Również podparł się na łokciu, spoglądając jej w oczy. Były niebieskie jak wody Posejdona, a jednocześnie przypominały mu błękit letniego nieba tuż nad morzem. Tak jakby tworzyły widok podobny do tego w gwiazdach.
- A czy to nie jest tak, że już nim jestem? – Zapytał, uśmiechając się zadziornie. Można to uznać choćby po tym, że uganiał się za swoimi muzami, które nie zawsze miały ochotę na jego towarzystwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Wto Mar 11 2014, 20:54

Mógłby ją edukować częściej, pewnie nie miałaby nic przeciwko! Jeanette znała się tylko na przedmiotach powiązanych z wróżbiarstwem, zafascynowana przyszłością, oraz na zaklęciach. Dziedziny, w których była potrzebna wiedza z zakresu mugoli raczej nie były jej mocną stroną. Często zapominała o istotnych szczegółach i skupiała się na magii, do której była przyzwyczajona. Choć ciekawe historie zapadały jej w pamięć bardzo szybko. Te opowiadane przez Hamilltona szczególnie. Mitologia pasowała do niego. Nawet Krukonka wiedziała, że jest tematem wielu dzieł literackich i plastycznych. Historie te były inspirujące i miały swój specyficzny klimat, którego na próżno szukało się gdzie indziej. Może przez powiązania z gwiazdami, a może nie - nie miało to większego znaczenia. Ważne, że były interesujące i hipnotyzujące. Można było się tylko domyślać i snuć rozmyślania na temat dokładniejszego życia kolejnych bohaterów. Bogowie greccy byli wyraziści i charakterystyczni. Tacy też chcieli być artyści. Tacy chcieli być oni. Dlatego nic dziwnego, że porównywali się do cudownych postaci.
Uśmiech Hamilltona wywołał w niej coś, czego jeszcze przy nim nie czuła. Niebo drgnęło, zapewne czując iskrę, przeskakującą między ich splecionymi dłońmi. Odwzajemniła uśmiech, unosząc lekko brew.
- Mówisz? - zapytała retorycznie, przybliżając się bez krępacji. Dystans został zmniejszony do stopnia, w którym bezproblemowo mogła musnąć jego usta swoimi. Merlinie, mogłaby przysiąc, że był dla niej stworzony. Już przy niewinnym, bardzo krótkim pocałunku poczuła dreszcz. Przymknęła więc oczy i musnęła nos Nickodema swoim, omiatając ciepłym oddechem jego policzek. Dłonią musnęła szyję chłopaka, aby ostatecznie oprzeć dłoń gdzieś przy obojczyku.
- Skoro tak... Cudownie być Plejadą - szepnęła. Miała ochotę zawstydzić gwiazdy ich wspólnym blaskiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Wto Mar 11 2014, 21:42

Najwyraźniej chcieli zepsuć niebo, skoro zmieniało się coraz bardziej, nie do końca wiedząc, co począć ze swoimi elementami. Drgało, rozjaśniając się do barw przywodzących na myśl wschód słońca w mroźny poranek, by po chwili znów na moment wrzucić w ten róż oblicza greckiego bóstwa w postaci maleńkich, migoczących punkcików. Śmiesznie wyglądałoby „zepsucie nieba” w ich kartotekach. Ale czy iluzję, która jest stworzona do zmian, można pozbawić mocy?
- Plejady uciekały przed Orionem – wyszeptał w odpowiedzi, ponawiając pocałunek. On nie pozwoli zniknąć Elektrze, choć w przeciwieństwie do mitologicznej nimfy, ta jego była bardziej uległa myśliwemu.
Objął ją w talii, a drugą dłoń wplótł w długie włosy dziewczyny, utrudniając jej tym samym ucieczkę, gdyby jednak chciała zabawić się w Plejadę. Gdyby gwiazdy na niebie rzeczywiście były bogami, pewnie Afrodyta wzdychałaby z rozkoszy, a Hera nakazałaby Zeusowi trafić ich piorunem za to, że mącili w niebiosach, będących jej własnością. Ale jeśli całe pomieszczenie żyło wraz z nimi, to chyba było idealne miejsce na to spotkanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sro Mar 12 2014, 00:08

Zepsucie nieba zapowiadało się całkiem ciekawie. Najbardziej intrygujące było to, jak wiele postaci mogło przybrać. Ponoć nie było dwóch takich samych momentów, pocałunków i tak dalej, więc niebo też mogło się do tego zaliczać. Ha, z nimi zaliczało się niewątpliwie. Przy każdym kolejnym dotyku Jeanette czuła zgoła coś innego niż przy poprzednim, co przyprawiało niebo o istne wariacje; razem z dziwnym ładunkiem, który sobie przekazywali, niebo migotało. I choć był to widok zjawiskowy, niebanalny oraz wyjątkowy, nic nie można było poradzić na to, że dziewczyna zajęła swoje myśli czymś innym. W zasadzie kimś, bo Nickodem skutecznie spychał niebo na drugi plan, gdzie nie było już tak ważne. Czyli wszystko szło zgodnie z planem - powoli stawali się główną atrakcją. Oni, w przeciwieństwie do gwiazd, mogli jeszcze tańczyć. Mogli być blisko, podczas gdy gwiazdy, choć oddalone od siebie na odległość paznokcia, jeśli patrzeć z ziemskiej perspektywy, nie były w stanie złączyć się w żaden sposób. A Jeanette chciała dla niego tańczyć, właśnie teraz, choćby miała paść z wycieńczenia. Uśmiechnęła się sprytnie, słysząc jego słowa. Po pocałunku (szalone niebo rzecz jasna zareagowało) przyłożyła dwa palce do jego ust. Szybko stwierdziła, że woli stykać z nimi swoje usta, palce nie dawały tylu emocji. Mogła być też szyja, pewnie nie spotkałby się z protestem.
- A my, z tego co pamiętam, szukamy sposobu na dotarcie między gwiazdy - odpowiedziała, przesuwając rękę po jego szyi, żeby zatrzymać ją przy uchu, do którego właśnie szeptała. - Tabu może zaciekawić bóstwa, inne spojrzenie na starą historię - mówiła dalej, nie zamierzając jeszcze uciekać. Przyjemne mrowienie rozchodziło się cudnie w miejscach, gdzie czuła dotyk Nickodema. - Nie narzekaj i łap Plejadę, dopóki widownia jest zainteresowana - zakończyła, sugerując, że obecne położenie całkowicie jej pasuje. No proszę, jak ta tęsknota potrafiła się rozwinąd! Swoją drogą, nie zamierzała być tak uległa zbyt długo, ale nie ona była w tym towarzystwie facetem.
Zadziwiająco dobrze przyjmowało jej się pocałunki od kogoś, z kim zawsze utrzymywała przyjacielskie stosunki. Gdyby miała analizować przyczynę, pewnie stwierdziłaby, że ciągnęło ich do siebie od dawna, ale pragnienie sprytnie maskowało się pod całą resztą. Teraz jednak nie myślała nad tym. Wplotła swoją dłoń w jego włosy, musnęła wargami płatek ucha i ochoczo wróciła do miękkich ust, których dotyk był teraz spełnieniem największych marzeń. Serce waliło jej nieopisanie szybko, nakazując pogłębić pocałunek. Normalna para przyjaciół pewnie przerwałaby w tym momencie, zauważając, że coś jest nie tak. Ale właściwie, to co było nie tak? Było idealnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sro Mar 12 2014, 18:29

Zazwyczaj to ludzie podświadomie dostosowywali swoje samopoczucie do warunków panujących wokół nich. A w tym pomieszczeniu działo się na odwrót i to ono ukazywało ich emocje w swój własny, wyjątkowy sposób. Gwiezdna Sala była naprawdę warta uwagi i Nickodem chyba będzie do niej zaglądał częściej, zwłaszcza że widoki pod sufitem zmieniałyby się w zależności od tego, z kim zjawiałby się w tym miejscu.
Miał ochotę jęknąć ze smutku, gdy przyłożyła mu palce do ust, ale nie chciał dawać Jeanette tej sytuacji, że w jakiś sposób nad nim panowała. To on powinien tutaj być łowcą, a nie ona. W końcu sama uznała go za Oriona, a siebie za Elektrę.
- Są różne sposoby na dotarcie między gwiazdy – odpowiedział jej. – Trzeba tylko wybrać najlepszy.
Mitologiczna, pośmiertna chwała za czyny go nie interesowała. Wolał oglądać te małe punkciki, czuć je jeszcze za życia. Najlepiej w tym momencie i całkiem dobrze im szło. Nie bez powodu w mugolskich kreskówkach przy pocałunkach pojawiają się iskry i gwiazdki, prawda?
- Mam tylko nadzieję, że ta widownia nie zejdzie do aktorów.
Wiedział, że tak się nie stanie, ale nie chciał, by ktokolwiek im przerywał – nawet jeśli to wyimaginowane bóstwa, niby spoglądające na nich z nieba. Chociaż teraz już się ukryli, najwyraźniej zawstydzeni i zniesmaczeni, bo gwiazdy przerodziły się w fioletowo-różowe sklepienie, co rusz starające się opanować swoje elementy. Bawili się tym niebem, znęcając się nad nim i nie pozwalając mu na chociażby chwilę spokoju. Byleby tylko Hera naprawdę nie chciała się na nich mścić. Lecz czy to ważne?
Zazwyczaj przyjaciele utrzymywali między sobą granice, lecz skoro oni je przekroczyli, niemal całkowicie zacierając, to czy można tu było mówić o takich stosunkach? Poza tym tej dwójki zdecydowanie nie było można uznać za normalną. Odstawali od reszty uczniów Hogwartu na niemal każdym tle, ale ani trochę im to nie szkodziło. Nickodem czasem miał wrażenie, że wręcz pomagało, bo ludzie nie izolowali się od niego tylko lubili spędzać z nim czas. A przecież bywał naprawdę irytujący i zarozumiały, a jakiekolwiek pozytywne uczucia wykazywał wyłącznie w stosunku do swoich muz. I lepiej, żeby nie wiedział, że Jeanette wcale nie chciała być uległa. Załamałby się biedaczek, że nie może dominować i przyzwala na to kobiecie… Chociaż pięknej nimfie powinien na to pozwolić.
Pchnął ją delikatnie, by leżała na posadzce i przekręcił się, by znaleźć się tuż nad nią. Teraz tym bardziej Plejada mu się nie wywinie. Całował ją coraz natarczywiej, smakując ust, których nie spodziewał się nigdy poznać. A mimo to sytuacja wcale go nie zaskakiwała. Tak, jakby już idąc tu, czuł, jak to się może skończyć. Jego usta odsunęły się od jej, by skierować się niżej, na szyję i muskać ją delikatnie, drażniąc dziewczynie zmysły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Czw Mar 13 2014, 19:58

Miła odmiana, kiedy coś przystosowuje się do ciebie. Sprawa mogłaby tak wyglądać z czasem, który jakoś nigdy nie miał ochoty podporządkować się niczyjej woli i gnał jak szalony, nie pozwalając ogarnąć wszystkiego, co się planowało (zero powiązań z marnowaniem czasu na czaro). Także niebo, będące całkowicie zależne od Nickodema i Jeanette, było naprawdę niesamowitym zjawiskiem. Choć Villeneuve nie dziwiło ani nie zaskakiwało tak bardzo, jak większość mugolskich wynalazków. Była przyzwyczajona do takich zjawisk, tym bardziej w Hogwarcie, w którym można je było znaleźć na każdym kroku.
- Rozumiem. Musimy poznać wiele sposobów - wtrąciła gdzieś między pocałunkami, uśmiechając się zadziornie. Z czegoś przecież musieli wybierać, a Elektra absolutnie nie zamierzała protestować, uwięziona przez swojego Oriona. Z tą różnicą, że ona pośmiertną chwałę zdobyłaby bardzo chętnie. Liczyło się tu i teraz, ale przyszłość miała wielkie znaczenie. Takie tam zboczenie, zamiłowanie do wróżbiarstwa robiło swoje. Zresztą, znalezienie się na mapie nieba było jednym z najlepszych sposobów na uwiecznienie chwały. Pamiętałyby o niej miliony, podziwiając z Ziemi majestat i piękno.
Na wzmiankę o zejściu do aktorstwa nie odpowiedziała, skutecznie uciszona pocałunkiem, choć uśmiech wciąż czaił się w kącikach jej ust. Gdyby bóstwa zamierzały im przeszkadzać, zawsze znalazłby się plan ucieczki. Opcji było mnóstwo, ale Jeanette nawet przez myśl nie przeszło, aby je teraz rozpatrywać. Obrót spraw zadowolił ją, czuła napływ fali gorąca, rozchodzącej się po całym ciele i wprawiającej ją w dziwny stan, którego od dawna nie miała okazji czuć. Choć, jakby nie patrzeć, nie czuła go jeszcze nigdy. Przyciągała do siebie Nickodema, subtelnymi ruchami dłońmi, wodząc po jego karki i ramionach. Zacisnęła palce na przegubie jego ręki, gdy poczuła oddech na szyi. Odchyliła głowę do tyłu, poddając się wpływowi, jaki wywierał na zmysłach. Czuła go zupełnie inaczej niż dotychczas i odczuwała zaskoczenie. Nigdy nawet nie śmiała przypuszczać, że wyląduje pod nim, raczona dotykiem miękkich ust, pod niecodziennym niebem. Gdyby ktoś ją o to zapytał, nie miałaby pojęcia, jak mogłaby się czuć i jak wyglądałoby taka sytuacja. Jednak znajdując się w niej, z dziecinną łatwością mogła powiedzieć jedno.
- Puść mnie - westchnęła, wczuwając się w rolę Plejady. Zrobiła to zupełnie celowo, chcąc nakłonić Hamilltona do kontynuacji, dając mu pole do popisu, choć słowa mówiły co innego. Z premedytacją pchała go w rolę, którą sama wymyśliła.
Przesunęła nogą po ścieżce, prowadzącej od jego stopy do kolana, dłonie zaś przeniosła na tors, niezbyt mocno odpychając go od siebie.
- Nie możesz - stwierdziła, śmiejąc się w duchu. Teatr był taki zabawny, mówiło się rzeczy zupełnie odwrotne, niezgodne z prawdą. Jeanette znała się na tym, grając swoją rolę całe życie, więc zapewne jako Elektra wypadała dosyć przekonująco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pią Mar 14 2014, 20:09

Czas to zjawisko niezwykle pomocne, choć człowiek mógł się poczuć szczęśliwym dopiero wtedy, gdy przestawał zwracać na niego uwagę. Nic dziwnego, że dzieciństwo uważa się za jeden z najlepszych okresów życia, skoro żaden maluch nie przejmuje się zegarem i korzysta z chwili bez myśli o konsekwencjach. Tak właśnie poczuł się Nickodem, gdy zyskał szansę wyruszenia w podróż z ciotką i kuzynem. Przestali przejmować się czymkolwiek, co dotąd nie pozwalało im przesypiać nocy i zniknęli na kilka lat, poznając nowe miejsca i ludzi, jak gdyby żyli ponad prawami współczesnego świata. Przekroczyli barierę tego, co zostało wcześniej ustalone i rezygnując z dotychczasowych przyzwyczajeń zasmakowali czegoś zupełnie nowego. A gdyby tak teraz miał wyruszyć w kolejną podróż, tym razem po całym świecie, wyruszyłby nie zważając na nic. I zabrałby Jeanette, by razem z nim mogła podziwiać wszelkie tajemnice, jakie kryły przed nimi inne kultury.
Hamillton nigdy nie rozumiał wróżbiarstwa i zamiłowania ludzi do poznawania tego, co ich czeka. Czy nie lepiej było pracować na wszystko, nie wiedząc, czego się można spodziewać? Znając swój los człowiek mógł zrezygnować z wielu spraw i przez swój błąd utracić szansę na coś, co mogło się pojawić między wierszami. Choć mawiają, że nie można wpływać na to, co nas czeka, on zawzięcie wierzył w to, że ludzie – jeśli naprawdę się postarają – są w stanie zrobić na złość przeznaczeniu i dokonać wielu czynów, których się po nich nie spodziewano.
Z ciekawości pewnie będziemy pracować nad tym tak długo, aż poznamy wszystkie – odpowiedział jej, gdy nadarzyła się okazja. Pocałunki utrudniały mu mówienie, ale dla nich mógł zrezygnować z tej przyjemności. Pomimo tylu niewypowiedzianych jeszcze słów, czuł, że zdoła poczekać na inną chwilę, by się nimi podzielić z dziewczyną. A może spisze je na kartce w piękny sposób i podeśle ukradkiem podczas jednej z nudniejszych lekcji? Byłoby to jakieś umilenie czasu, choć nie mogło się to ani trochę równać z chwilą, którą spędzali razem w tym pomieszczeniu.
Mimo że z pozoru wydaje się, że nie można opisać uczuć, zawsze znajdzie się na to jakiś sposób. Małymi krokami, reakcja po reakcji, smak, zapach, dotyk, niecodzienne myśli… To wszystko tworzy nasze uczucia, choć nie zawsze jesteśmy do końca świadomi tego, co oznaczają. Należy jednak interpretować, bo tylko to sprawi, że w końcu poznamy siebie i swoje spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Nickodem nigdy nie miał problemu z opisywaniem swojego stanu. Być może większość życia spędzona na trenowaniu operowania słowem nauczyła go tego, w jaki sposób działać na słuchacza. Świadomość, że każde wypowiedziane zdanie jest w stanie pobudzić drugiego człowieka napędzała go do tego, by robić to w odpowiedni sposób.
Zaśmiał się krótko, gdy usłyszał reakcję godną Plejady. Mógł się spodziewać tego, że Jeanette w końcu nie powstrzyma się przed odgrywaniem swej roli. Przecież nie bez powodu porównanie do tych postaci narodziło się w jej głowie, czyż nie? Teraz on musiał wcielić się w Oriona, choć to nie sprawi mu najmniejszej trudności, ponieważ czuł niemal jak on. Chciał mieć Elektrę wyłącznie dla siebie i nie pozwolić jej uciec.
Nie mogę tego zrobić, moja gwiazdko z nieba – powiedział, znów uśmiechając się do niej w ten zadziorny, łobuzerski sposób. Jakżeby śmiał wypuszczać ją teraz z objęć, skoro sama do niego przyszła? Bawiło go niezmiernie to, jak Krukonka odgrywała swoją rolę, a on sam niczym beocki myśliwy starał się jej nie utracić. Tak, jakby miała rozpłynąć niczym mgła się pod wpływem jego dotyku. Powrócił ustami do jej ust, a gdy go odepchnęła, znów się zaśmiał. – Ja wszystko mogę, droga Plejado – uznał wojowniczym tonem niczym Orion, którego odgrywał.
Znów się do niej przysunął, choć wiedział, że wykorzysta swoją zwinność, by po raz kolejny spróbować mu uciec. Wodził dłońmi po jej ciele, delikatnie niczym puch, muskając jak wiatr, a po chwili z zaskoczenia objął ją mocno, jakby chciał uwięzić dziewczynę w uścisku swoich rąk. Wpił się w jej usta, znów ich smakując, jak gdyby wkrótce i one miały zniknąć. Ale przecież byli tu nadal oboje i wszystko było tak niewiarygodne, że aż trudno uwierzyć, że to ich rzeczywistość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sob Mar 15 2014, 20:37

Jeanette pewnie nie miałaby nic przeciwko takiej podróży. Jej życie w dużej mierze koncentrowało się na szukaniu nowych doznań i niesamowitych wrażeń. Nigdy nie było za wiele, zawsze potrzebowała czegoś nowego. Nowych widoków, przemyśleń, nawet obiekty swoich westchnień zmieniała często. Nie mogła nic poradzić na to, że szybko się nudziła. Zapewne nie trafiała na mężczyzn gustujących w zmienności i ciągłym ruchu. Leanne nienawidziła stania w miejscu. Unikała tego jak ognia (chociaż właściwie, czy unikała ognia? Niekoniecznie) i ryzykowała. Ryzykowała życie, będąc w ugrupowaniu Lunarnych, ryzykowała utratę przyjaciela, pogłębiając właśnie ich stosunki. Stała na krawędzi, starając się utrzymać równowagę. Trzeba jednak pamiętać, że miała to we krwi. Równowagą, balansem, akrobacją władała zgrabnie. Żonglowała zręcznie ryzykiem, nie przejmując się tym, że nawet najlepszym piłki wypadały z rąk. Podczas występu nie było miejsca, na przejmowanie się takimi rzeczami.
Wróżbiarstwo, w oczach Jeanette, było jednym z najwspanialszych darów. W jej detektywistycznej stronie, brnącej w tajemnice i rozwiązywanie rozlicznych zagadek, było oddzielne miejsce na przyszłość. Poznanie, nawet w najmniejszym stopniu, przyszłych zdarzeń, było ułatwieniem i pomocą. Krukonka szanowała jednak wiedzę, nabywaną przy wróżbiarstwie. Nie lekceważyła jej potęgi, jak robili to niektórzy. Miała świadomość, że przyszłość da się zmienić. I była zadowolona, że chciał poznawać z nią nowe sposoby na znalezienie się wśród gwiazd. Stwierdziła, że tu nie musi dodawać nic więcej i może spokojnie oddać się odbieraniu kolejnych pocałunków, będących miłą alternatywą dla słów. Okazji do rozmawiania miało pojawić się jeszcze wiele.
Do opisywania uczuć trzeba było mieć talent, a Nickodem posiadał go bezsprzecznie. Był to jeden z powodów przyciągających do niego Jeanette, choć ona sama nie starała się precyzować, dlaczego ich relacje przybierają taki obrót. Nigdy nie analizowała zbytnio, nie pytała, dlaczego potrafią dogadywać się tak dobrze. Tak po prostu było. Umiał oddziaływać na nią w wyjątkowy sposób, swoimi trafnymi komentarzami, ujętymi w niebanalny sposób. Potrafił wyzwolić w niej ochotę do tańca, był inspiracją, z którą przychodziły nowe pomysły. Był świeżym powietrzem, którego po dłuższym czasie zaczynało brakować. Teraz zabrakło wybitnie i Villeneuve nabierała go głęboko. Zachłannie, bo chciała poczuć to co zawsze, lecz w wielokrotności. Pod istną nieskończonością kosmosu, chciała poznać nieznane.
Jako Jeanette, chciała Nickodema. Jako Plejada, chciała uciec od Oriona. Musiała więc wybrać działanie pośrednie.
Drażnił ją coraz intensywniej. Uśmiechem, dotykiem, zapachem, a do tego głosem, którym wypowiadał wszystkie urywki zdań, mogących być zastąpionymi pocałunkami. Rzeczywiście, mógł wszystko, teraz najchętniej pozbyłaby się tylko tej niepotrzebnej sterty ubrań, która na nich zalegała. Mitologiczne postaci miały przecież tak boskie ciała, że szkoda było je chować. Więc, skoro Orion zamierzał drażnić się w ten sposób, Elektra musiała uknuć jakiś spisek. Potrzebowała intrygi, żeby zaaranżować swoją ucieczkę. Już z przyspieszonym oddechem, czując delikatny dotyk, zadziwiająco subtelny i wyjątkowy jak na myśliwego (choć strzelanie z łuku było subtelne, nie wiem więc czemu się dziwiła), Jeanette postanowiła odpłacić pięknym za nadobne. Dłonie wsunęła zgrabnie pod zawadzający materiał, aby ułatwić sobie dostęp do ciała, którego pragnęła. Pewnym ruchem przesunęła ręce wyżej, prowadząc paznokciami po torsie Nickodema, nie darując sobie także spojrzenia w oczy chłopaka. Nie było już tak niewinne, jak zazwyczaj.
Zapewne przez tę intrygę została uwięziona jeszcze bardziej. Po chwili uległego przyjmowania pocałunków zręcznie obróciła sytuację, jakimś cudem przebijając się na wierzch, tworząc małą szamotaninę. Tym razem, praktycznie siedząc na Hamilltonie, opierając kolana o zimną posadzkę, to ona uśmiechała się zadziornie. Udało jej się pozbyć pierwszej części ubrania Nickodema, dzięki czemu mogła bez problemu dotykać jego torsu. Zacisnęła palce na ramieniu Krukona i nachyliła się, racząc chłopaka dwoma krótkimi pocałunkami, a potem zerwała się, przetaczając zgrabnie na bok. Była blisko, więc mógł ją złapać bez problemu. Teoretycznie, bo w praktyce sprawa wyglądała nieco inaczej.
- Plejady bywają kapryśne - stwierdziła cicho. Niebo, choć dalej nie wyglądało na spokojne, rozlewało się nad nimi fioletem. Nie było zbyt jasno, więc zmysły wyostrzały się idealnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie Mar 16 2014, 17:55

Cyrkowcy zazwyczaj żyli ryzykiem. Wspinali się na wysokości kilku metrów, by przejść się po linie lub zeskoczyć do szklanki z wodą, zadawali się z groźnymi zwierzętami jak dzikie koty czy słonie, które mogły ich zmiażdżyć jednym krokiem. A jednocześnie pomimo tylu niebezpieczeństw zachowywali spokój ducha i radość z życia. Tak, jakby emocje ani trochę ich nie dotyczyły. Być może nauczyli się je chować głęboko w sobie, ale czy to teraz istotne? Póki co nie zakładali własnej grupy i w najbliższym czasie raczej tego nie zrobią, mimo że w przyszłym roku podobno mieli skończyć Hogwart. Nie wiadomo jednak, jak potoczą się ich losy, chociaż patrząc na wiek Hamilltona i Villeneuve, w końcu powinni opuścić te mury. Albo przynajmniej powrócić tu w zupełnie innych rolach. Przyszłość była im jednak nieznana. Chyba że naprawdę zapragną jej poznać to mogą się udać do profesor Glaber na małą sesje tarota. Jednak Nickodem wolał, aby to, co czekało go w przyszłości, nadal pozostawało tajemnicą i niespełnionymi jeszcze snami.
A jednym z takich snów stała się właśnie Jeanette. Mieli spotkać się w Gwiezdnej Sali jako para przyjaciół, rozmawiać, śmiać się i podziwiać razem magiczne sklepienie, podczas gdy wszystko przeinaczyło się tak, że teraz raczyli się pocałunkami, podczas gdy niebo nad nimi szalało. Wrzało niczym wody oceanów podczas sztormów, choć jego barwy wydawały się przyjemne, a niebezpieczeństwo ani trochę im nie groziło. Jedyne, w czym mogli utonąć, to ich własne odczucia i przyjemność, jaką czerpali z wzajemnej bliskości.
Jeanette bawiła się nim. Sprawiła, że z myśliwego zaczął zmieniać się w ofiarę, która poddawała się jej dotykowi, choć w głębi ducha czuł, że nie powinien jej na to pozwolić. Jego Plejada była przebiegła, radziła sobie doskonale, odnajdując słaby punkt Oriona i wykorzystując go przeciwko niemu. A on jej na to pozwalał, rozkoszując się dotykiem dziewczyny. Dał jej przewagę, przez co nie dość, że mu się wywinęła, to jeszcze utracił przez nią koszulkę. Już chciał się jej odpłacić pięknym za nadobne, gdy przekręciła się na bok, odsuwając od niego.
Oparł się na łokciu, a drugą rękę wyciągnął, by pogładzić ją po policzku.
- Lecz ty jeszcze nie wygrałaś – odpowiedział jej z uśmiechem, patrząc głęboko w oczy, jakby jej spojrzenie miało go wciągnąć i zachować na zawsze. A potem doskoczył do niej, popychając na plecy, by po raz kolejny mogła bawić się w zdobycz, która stara się wywinąć swemu łowcy. Całował ją niemal do utraty tchu, a ich usta i języki poruszały się w tańcu namiętności, jak jeszcze nigdy dotąd. Wodził dłońmi po jej ciele, by ostatecznie wyrównać rachunki i pozbawić ją koszulki. Czuł jej ciało przy swoim, napawając się tym dotykiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pon Mar 17 2014, 08:13

Ten opis idealnie pasował do Jeanette. Dziewczyna nigdy się nad tym nie zastanawiała, ale może właśnie dlatego akrobacja szła jej tak dobrze? Chowana pod kloszem, oddzielona od ludzi, wśród swoich zajęć dodatkowych, wypełniających cały wolny czas, wykształciła dwie różne wersje - pod publikę i dla siebie. Nie potrafiła zmienić się na tyle, aby przyjąć sztucznie wykreowane cechy jako zupełnie naturalne. Umiała zachować rozsądek w strachu, potrafiła tłumić emocje w sobie, aby na zewnątrz wciąż pozostawać spokojną, pogodną osobą. Cel życiowy? Nie dać się zdemaskować. Utrzymać pozory. Bawić się ludźmi, którzy nic nie podejrzewali. Oszukiwać publiczność i nie ukazywać strachu, który zdarzało jej się odczuwać, gdy noga omsknęła się niespodziewanie. Jeanette do tej pory nie poznała swojej przyszłości, wybiegającej aż tak w przyszłość. Na dłuższą metę wcale nie chciała wiedzieć, jak mogłaby skończyć za kilka lat, jej ambitne podejście do wróżbiarstwa sięgało okresów krótszych niż pół roku, dających się przewidzieć. Reszta była tak niepewna, że ciężko było dowiedzieć się czegokolwiek. Nie planowała jednak, jak będzie wyglądało jej życie po ukończeniu Hogwartu. Z jednej strony mogła wciąż występować, z drugiej - miałaby ukończone studia, a ten fakt szkoda byłoby zmarnować.
Była w swoim żywiole, gdy mogła się droczyć. Chciała go kusić i prowokować, zupełnie zatracając sens użytego wcześniej porównania. Lubiła naginać rzeczywistość i podporządkowywać ją swojej woli. Zmieniała rolę Plejady. Elektra, pozornie uciekająca od Oriona, wcale nie chciała ciągnąć pogoni w nieskończoność. Chciała być złapana. Dlatego poddała się spojrzeniu, odwzajemniając je i przeistaczając uśmiech w coraz bardziej prowokacyjny.
- Jeszcze - odpowiedziała, zanim dała się złapać. Jęknęła, lądując na podłodze. Ręce szybko zajęły się kreśleniem niewidzialnych znaków na jego ciele, drżąc lekko pod wpływem podniecenia, zalewającego jej drobne ciało. - Pokaż mi - wtrąciła, wzdychając mu prosto do ucha, rękę wplątując we włosy Nickodema. - jak polujesz - zakończyła, znów pomiędzy pocałunkami. Popełnił ten sam błąd co wcześniej, dając jej krótki moment na wydobycie z objęć. Tym razem nie uciekła.
- Zabawa kiedyś się kończy. Zmuszasz mnie do zmiany roli - stwierdziła, obdarzając go jeszcze kilkoma pocałunkami, udając, że sama przygwożdża do ziemi jego ciało. Złudzenie, bo był od niej silniejszy, ale na tyle dobre, że zdążyła zejść nieco niżej, uwalniając jego dłonie, które wcześniej przytrzymywała przy ziemi. Chciała go pamiętać, znać jego ciało, poznawać je, choć było jej dziwnie prędko. Przyłożyła dłonie do jego policzków, aby za chwilę poprowadzić je na ramiona, ustami zostawiając ślady na szyi. Nie mogła się oprzeć przed ozdobieniem jego szyi, tuż przy obojczyku, malinką, jeszcze zanim postanowiła dobrać się do spodni Nickodema. O dziwo, choć dłonie były zbyt rozemocjonowane, udało jej się rozprawić z upartym rozporkiem!
- Powinnam zostać myśliwym? - zapytała, wracając do jego ust, zgrabnie siadając na jego brzuchu. Nie lubiła zbyt długo bawić się w dominowanie, nie dziś, nie teraz. Miała nadzieję, że swój sprytny cel, jakim było doprowadzenie PRZYJACIELA na skraj wytrzymałości, udało jej się przybliżyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sro Mar 19 2014, 20:56

W przeciwieństwie do dziewczyny, choć Nickodem był wyśmienitym aktorem, nie krył się zazwyczaj za żadną maską. W swoje role wchodził jedynie na scenie, by znów stać się sobą po zejściu z niej. Nie lubił udawać przed ludźmi, których mijał na co dzień, choć to mogłoby mu na wiele pozwolić, ułatwić mnóstwo spraw. Nie chciał, by odbierano go jako kłamcę, a wszelkie problemy chciał załatwiać będąc szczerym nie tylko z samym sobą, ale również z otaczającymi go przyjaciółmi i mniej istotnymi znajomymi. Lecz czy nie był kłamcą, skrywając w sobie najróżniejsze tajemnice? Choć na pierwszy rzut oka wydawał się otwartą księgą, posiadał sekrety, których nigdy nikomu nie wyjawił. Nie potrafił o tym mówić, być może było mu wstyd albo sądził, że nikt mu nie uwierzy. To, że pozwalał im się gnieździć w sobie nie ułatwiało sprawy, ale cóż mógł począć? Nie będzie przecież opowiadał o sobie na prawo i lewo, zwłaszcza że nikt nigdy nie pytał. Czy w ogóle znalazłaby się w Hogwarcie osoba, która znała prawdziwego Nickodema? Bez tej teatralnej i poetyckiej otoczki? Wiele osób kojarzyło go wyłącznie z pięknych słów, którymi dzielił się z całym otoczeniem, lecz czy ktokolwiek kiedykolwiek zastanawiał się, czy te spostrzeżenia były zgodne z prawdą? A może po prostu chciał używać skomplikowanych określeń lub poszukiwał rymów w przypadkowych słowach? Tę zagadkę będzie w stanie rozwiązać tylko prawdziwy Sherlock Holmes, który zbliży się do Hamilltona na tyle, aby ten mu zaufał i ukazał swoje prawdziwe wnętrze. I dowiedzieć się, dlaczego miał takie, a nie inne spojrzenie na świat. Przecież nie zawsze patrzył na wszystko w ten sposób, w jaki robił to teraz… Więc jednak krył się za maską? Chyba sam niewiele o sobie wiedział, bo jednocześnie ukazując prawdę, pozostawał w kłamstwie. W każdym bądź razie chyba był trochę jak Jeanette, szybko się nudząc i zmieniając partnerów jak rękawiczki. Skoro sam był niegdyś potraktowany jak kolejna para przestarzałych okryć na dłonie, to czy prawdziwe uczucie istniało?  To tylko chwilowe zadurzenie, sprawiające, że człowiek czuł się szczęśliwy przez krótki moment, by po jakimś czasie powrócić do codzienności. A jeśli tym razem będzie inaczej? Nigdy nic nie wiadomo, a Nickodem nie chciał wnikać w przyszłość. I co z tego, że nadal uczęszczał na wróżbiarstwo? Robił to tylko i wyłącznie ze względu na dobre prowadzące tych zajęć. Z Afrą przyjaźnił się od dawna i gdyby się nie pojawiał na jej lekcjach, z pewnością by mu nie wybaczyła. Profesor Glaber podziwiał za jej stosunek do uczniów i do przedmiotu oraz oryginalne podejście. Nawet najbardziej znienawidzony przedmiot można pokochać dzięki nauczycielom. W to akurat wierzył bezwzględnie.
A Jeanette najwidoczniej miała swoje własne spojrzenie na postaci z mitologii. A własne interpretacje tym bardziej przypadły do gustu Krukonowi. Gdyby Plejada przez cały czas mu uciekała, to wszystko wyglądałoby bardziej na gwałt niż na obustronny pociąg. A w ten sposób przynajmniej uświadamiała go, że ona także chciała czegoś więcej. I że nigdy nie powinien obsadzać jej w roli ofiary, ponieważ przeinaczy cały spektakl na swój sposób, by ostatecznie zostać myśliwym. Gdyby miała grać Czerwonego Kapturka, to pewnie zakatowałaby złego wilka siekierą. A jako Królewna Śnieżka wepchnęłaby jabłko siłą do ust swej macochy. Tak, Jeanette była twarda, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie, bo przecież w każdej osobie krył się strach, maskowany ze wszystkich sił, by nie wydobył się na zewnątrz.
Była zbyt pewna siebie, ale jego bawiło to, jak z ofiary chciała przeistoczyć się w myśliwego. Wciąż zdawało mu się, że lubiła dominować, rządzić, ale przecież nie mogła tego robić przez cały czas. Może i była silną dziewczyną, ale ktoś w końcu musiał uświadomić jej, że nie mogła droczyć się z każdym. A już zwłaszcza nie z nim, niezależnie od tego, jak bardzo go to podniecało.
Gdy go dotykała, przez jego ciało przechodziły przyjemne dreszcze. Chciał więcej, chciał mieć Jeanette tylko dla siebie najlepiej w nieskończoność. Nigdy nie sądził, że którakolwiek z przyjaciółek mogłaby go doprowadzić do takiego stanu. Ale czy w ogóle mógł ją teraz nazywać przyjaciółką? W tym momencie to chyba coś więcej niż przyjaźń. Po raz pierwszy w życiu gubił się we własnych odczuciach i nawet mu to nie przeszkadzało. Po co zastanawiać się nad określeniami, skoro najistotniejsza była osoba, którą miał teraz przy sobie?
- To rola dla ciebie – powiedział, wędrując palcami po jej brzuchu. – Ale nie w tym spektaklu.
Delikatnie zepchnął ją z siebie, by wykluczyć jej dominującą rolę i przekręcił się, by znów się do niej zbliżyć. Droczyli się ze sobą dość długo, jak gdyby chcieli wzajemnie doprowadzić się na skraj wytrzymałości, a Jeanette była w tym zadaniu wyjątkową mistrzynią. Najwidoczniej potrafiła bez problemu przejrzeć Nickodema, który znów całował ją bez opamiętania, jednocześnie starając się pozbawić ją spodni, by po chwili pozostała w samej bieliźnie.
Jego dłonie zawędrowały do zapięcia stanika, siłując się z nim dość topornie. To powinno działać na magię, a nie… Złośliwość rzeczy martwych!

/nie bij za długość, to i tak połowa tego, co miała być
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pią Mar 21 2014, 20:57

+18

Najwidoczniej miał życie, które przyzwyczaiło go do obcowania z ludźmi, do przystosowania się do społeczeństwa i nauczyło kontaktów z innymi. Jeanette była chowana praktycznie pod kloszem, nie miała zbyt wielu okazji do zapoznania się z zasadami, jakie panowały wśród jej rówieśników. Znała zasady, wiedziała jak zachowywać się kulturalnie, zdawała sobie sprawę z rzeczy oczywistych - między innymi z tego, że ludzie wolą dogadywać się z osobami otwartymi i takimi, które nie narzekają bez przerwy. Uznała więc, że powinna się dostosować i dostosowała się, próbując wypaść jak najlepiej. Ostatecznie wyszło jej to dobrze, a nie znając innego sposobu na życie, żyła swoim, częściowo udawanym.
Jeanette nie mogłaby jednak porównać swoich partnerów do rękawiczek. Jej związki zazwyczaj były bardzo szczere, dziewczyna za każdym razem była prawie pewna, że jest zakochana. Zniechęcały ją wady, uwidaczniające się z każdym kolejnym spotkaniem, aż w końcu wszystko wypalało się, a na drodze pojawiał się ktoś inny. Ten cykl powtarzał się niezbyt regularnie, ale zawsze pozostawał ten sam.
Gwałtu tu zdecydowanie nie chcieli. Ich, niejako artystyczne, gry wstępne oddawały były dobrym odzwierciedleniem dziwnej fascynacji, która ujawniła się prawie momentalnie, budowana już od jakiegoś czasu. Szybko można było zauważyć, że daleko im od pospolitych scenariuszy, gdzie kobieta była brutalnie wykorzystywana. Jeanette raczej nie opierała się zbytnio i nie myślała o konsekwencjach. Dało się inaczej, przebywając w towarzystwie takiego Myśliwego? Orion nie dorastał mu do pięt, skoro nie umiał oczarować swoich Plejad. Wychodzili poza schematy.
Krukonka pomogła mu w pozbywaniu się własnych spodni. Warto jednak wspomnieć, że szło im to niezbyt sprawnie, przez co Jeanette nie mogła powstrzymać śmiechu. Potem jednak, po tej chwilowej przerwie na pozbywanie się całkowicie niepotrzebnych ciuchów, wróciła do Nickodema jeszcze chętniej, w krótkich przerwach badając ustami jego ciało. Ostatecznie znalazła się pod nim, z uśmiechem sprawdzając, jak dobrze radzi sobie z jej stanikiem. Zaśmiała się krótko i podniosła się, wyginając w idealny łuk, aby ułatwić mu zadanie. Jedną rękę zarzuciła na jego plecy, drugą poprowadziła na jego dłoń, aby zgrabnym ruchem rozpiąć upierdliwy biustonosz. Westchnęła do jego ucha opadła, dając mu całkowitą kontrolę nad sytuacją. Ona swoje szanse już wykorzystała, teraz miał swoją, upragnioną, kolej na dominację. Wcale taka władcza nie była, bądź co bądź, kobieta! Była dla niego, cała, i czekała na poezję, tym razem bez konkretnych słów. Na te wersy zarezerwowane były westchnięcia i rozkosz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie Mar 23 2014, 18:21

+18

Nickodem mógłby śmiało nazwać życie Jeanette jedną wielką grą. Chociaż czy tym nie były egzystencje wszystkich ludzi na świecie? Każdy był aktorem własnego spektaklu, w którym zmieniały się scenografie, rekwizyty i przede wszystkim osoby, z którymi się obcuje. Teatr. Nieświadomie tworzyli sztukę, która była tak nieprzewidywalna, ponieważ odgrywana bez scenariusza. I dlatego większość słów, uczuć czy mimika wydawały się tak szczere i płynące z serca. Aktorzy nie byli przygotowani do odgrywania danych sytuacji i musieli ukazywać prawdziwych siebie. Ich słabości były wyciągane na sam środek sceny, pozwalając innym na zobaczenie się w pełnej okazałości. Tylko ci bardziej doświadczeni w występach wiedzieli już, jak się kryć. Jak nie dać się ogołocić z nakrycia, jakim było przystosowanie do otoczenia.
Czy Hamillton był kiedykolwiek zakochany? Tak. I to nie raz. Zazwyczaj jednak te osoby tłamsiły jego uczucia i deptały butami, jakby to były jakieś szkodniki. Tylko sztuka go doceniała, racząc coraz większą weną twórczą i pozwalając na to, by mógł ją pielęgnować nie tylko w sobie, ale również w innych. To jedyna prawdziwa i wzajemna miłość, która go dotknęła i której chciał pożądać do końca swoich dni. Fascynacje innymi ludźmi czy otoczeniem były chwilowe, a sztuka trwała przy nim od początku i z pewnością nie zamierzała go opuścić w najbliższym czasie.
Schematy istniały dla ludzi ograniczonych. Należało korzystać z tego, co zostało już dane, lecz w rozważny sposób. Poza tym czy mitologia nie była najlepszym, po co mogli sięgnąć w tym momencie? Przepełniona do granic możliwości pięknem i pożądaniem, lecz również brutalnością, której postanowili się z niej wyzbyć. Po co używać siły, skoro delikatność o wiele łatwiej łączyła się z cechami dawnych wierzeń? Fauny i nimfy, Orion i Plejady… To wszystko było tak bardzo przesiąknięte erotyką, że sama Afrodyta pobłogosławiłaby ich za ten wybór.
Jeanette była tak piękna i tak pociągająca, a on dostrzegł to dopiero teraz, wcześniej naprawdę traktując ją jak przyjaciółkę. W tym momencie mogła stać się jego najważniejszą muzą. Mógł pisać dla niej poematy, malować obrazy i grać muzykę tak piękną, że pobudzałaby zmysły niemal tak mocno, jak dotyk i pocałunki. Tego dnia zdobyła jego serce, które mogła uwięzić w ciasnej klatce, by mieć go tylko dla siebie. I najwidoczniej działo się to z wzajemnością, bo oto była przy nim, w tym momencie już całkiem naga, a on mógł się upić samym zapachem jej ciała.
Spojrzał jej w oczy, znów o mało w nich nie tonąc, by po chwili zacząć kolejną wędrówkę ust po jej ciele. Całował jej szyję, ramiona, piersi, drażniąc je językiem, by usłyszeć muzykę dla swych uszu, jaką były westchnienia Jeanette. Dotarł do jej brzucha i brnął dalej, by przerwać w ekstremalnym miejscu, chcąc trochę zdenerwować dziewczynę. Znów spojrzał jej w oczy, posyłając najpiękniejszy uśmiech, na jaki było go stać, a po chwili połączyli się w jedno, by wspólnie poznać tajniki największej rozkoszy.

sorka, że tak długo, ale jestem głupia i nie wpadłam na to, że jak mi odpiszesz, to dalszy ciąg postu nie będzie pasował i będę musiała go zmienić. brawo nieogarnięta ja
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pon Mar 24 2014, 20:07

+18

Ten teatr różnił się od spektaklu jedną, najważniejszą rzeczą. Aktorzy nie musieli starać się potwornie, aby zyskać nieco wiarygodności i odegrać dobrze rolę. Nie musieli, bo reakcje zazwyczaj były instynktowne i zależne od charakteru, dopasowane do przebytych doświadczeń i adekwatne do relacji z innymi. Niektórzy jednak, tak jak Jeanette, odgrywali rolę w roli życia. Teatr w teatrze, spektakl w spektaklu, kolejny raz, perfekcyjnie. Prawie jak incepcja!
Tu i teraz nie musieli już udawać. Zdjęli maski, przybierane starannie i skrupulatnie. Pozwolili wszystkiemu płynąć, nie martwiąc się przeszłością. Liczyli się oni, dwójka Krukonów, zaskoczona swoją bliskością albo tak późnym jej nadejściem. Liczyło się niebo, roztaczające się nad nimi. Owszem, liczyło się, bo odegrało swoją rolę w ich przedstawieniu. Było Początkiem, chwyconym z obydwu stron. Pomogło im, podsyłając migoczące gwiazdy i mitologiczne powiązania. Napisało im część scenariusza i obsadziło w nowych rolach, idealnych na ten wieczór. Podsunęło główną ideę i pozwoliło na przełamanie barier, których sami nie widzieli. Mogli poznawać nowe cuda, dotychczas odgrodzone przeszkodami, jakie sami sobie wyznaczali. Nieumyślnie. I w ten sposób wszystko przyszło naturalnie, bez pośpiechu, w najbardziej wyważonej metodzie.
Teraz była zakochana i mogła być jego Sztuką, jeśli tylko tego chciał. Teraz chciała zająć miejsce tego, co kochał, co było najważniejsze, co trwało przy nim zawsze. Chciała by podziwiał ją i pieścił, chciała zabrać tę chwilę z jego życia, aby mogli dzielić ją wspólnie. Zapomniała o Plejadach i Orionie, o złości Zeusa i zazdrości Afrodyty. Byli teraz tym wszystkim, więc nie musieli przejmować się odgrywaniem ról.
Był Chaosem, siejącym w niej zupełne spustoszenie. Zmysły wzięły górę i podporządkowały sobie myśli Krukonki, gnające przeraźliwie szybko, ale dziwnym trafem łączące się w jednym punkcie - Nickodemie. Wodziła dłońmi po jego ciele, badając je opuszkami palców i dotykiem ust. Nie była w stanie leżeć nieruchomo, gdy czuła na swojej skórze kolejne pocałunki, pobudzające nerwy i przygotowujące ją na to, na co czekali oboje. Wplotła palce we włosy Krukona, ciągnąc je lekko. Przygryzła dolną wargę, patrząc mu w oczy, zanim posłusznie rozchyliła nogi. Poczuła go, jak jeszcze nigdy i przyjęła pchnięcie z jękiem. Zamknęła powieki, oddychając wspólnym powietrzem. Wszystko nagle wstało się wspólne.
Niebo drgnęło, błyskając wściekle czerwoną barwą. Zaznaczyło kontury ciał, a Jeanette podziwiała Nickodema, unosząc lekko biodra i poddając się ruchom chłopaka. Właściwie mężczyzny.
- Nick... - jęknęła, nie mogąc się nadziwić, że może jest w stanie czuć jeszcze więcej i mocniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sro Mar 26 2014, 21:36

+ 18

Na początku było Niebo. Gdyby sami mieli spisać wspólną mitologią, z pewnością zaczęłaby się od tych słów. Krążyłaby między gwiazdami, dawnymi herosami i najśmielszymi gestami, którymi można ukazać uczucia względem drugiej osoby. Byłaby zaskakująca i być może trzymająca w napięciu. Nieprzewidywalność odegrałaby tu kluczową rolę, bo kto by się domyślił, że para przyjaciół może skończyć tak, jak to było w ich przypadku? No dobrze, może to i częsty scenariusz, ale jednak oni dwoje są naprawdę specyficzni.
I w tej mitologii, być może, Jeanette byłaby określona właśnie Sztuką, by nie korzystać z dosłowności. Tak, to wyśmienity pomysł, pozwalający im obojgu spełnić się w tworzeniu czegoś pięknego, co rozpoczęło się od migoczących punkcików nad nimi. Zaczęli od gwiazd i chcieli wśród nich skończyć. Początek końca i koniec początku. Dlaczego ludzie nie doceniali tego cudu natury, który widywali każdego dnia i każdej nocy, zwłaszcza że mógł się on przyczynić do wielu szczęśliwych chwil?
A już zwłaszcza do istnej symfonii zmysłów, która zaszła między nimi, nadając ich relacji nowego znaczenia. I nic się w tym momencie nie liczyło poza tym, że przeżywali to wszystko wspólnie. Każdy oddech, dotyk czy pocałunek Jeanette należał do Nicka, tak jak jego do niej. Połączyły ich westchnienia i szeptem wypowiadane własne imiona.

jestem tak zmęczona i zestresowana, że mi nie wyszło, przepraszam. będzie lepiej ;_;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Nottingham, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3574-jeannette-leanne-villeneuve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3580-circus#108992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3578-poczta-jeannette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7719-jeanette-leanne-villeneuve#214305




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sro Kwi 02 2014, 21:16

+18

Sztuką mogłaby być nazywana zawsze. Szczerze powiedziawszy - schlebiałoby jej to. Pewnie nie uniknęłoby się fałszywej skromności, odgrywanej odruchowo i bez zająknięcia, wspieranej odpowiednią gestykulacją, spuszczeniem powiek, nieśmiałym uśmiechem, ale równocześnie czymś w stylu zrozumienia, minimalnego, lecz obecnego. Zaś ich specyficzność mogła być jedynie atutem, zarówno w zwykłym życiu, pozornie szarym i przeciętnym, jak i w mitologii, którą tworzyli.
W ich tańcu, choć Jeanette oponowałaby słysząc takie określenie, które było zbyt mdłe na opisanie jej uczuć, znajdowała coś nieznanego, hipnotyzującego. Zachłannie korzystała z danej chwili, zostawiając na ciele Nickodema ślady po swoich paznokciach. Była pod nim, jęcząc w mieszance emocji, których ilość zdawała się rosnąć z każdą sekundą. Najlepszym dowodem było, jak zwykle, Niebo. Uśmiechnęła się do Krukona i do Nieba, czując coś, co szło do niej nieubłaganie. Chciała tego. W końcu jednak, zgrabnie i zręcznie, zmieniła pozycję. Nie była to nawet kwestia dominacji, ale zwykła potrzeba odczucia i zapewnienia przyjemności. Uraczyła chłopaka serią pocałunków, błądzących w okolicach szyi, gdy siedziała na nim. Potem zaś ruszyła, poruszając biodrami najlepiej, jak potrafiła. A pewnie potrafiła nieźle, skoro od małego była uczona, jak manipulować swoim ciałem. Odchyliła głowę do tyłu, opierając się dłońmi o tors Hamilltona. Teraz czuła się Sztuką. Przedstawienie podobało jej się niesamowicie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Oxford, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 171
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 368
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7685-nickodem-hamillton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9146-naczelny-fanatyk-sztuki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7690-prosze-o-list-drogi-watsonie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7691-nickodem-hamillton




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pią Kwi 11 2014, 18:27

+18

Sztuka. Na samą myśl o zwracaniu się tak do Jeanette mogły ogarnąć go dreszcze podniecenia. Przecież dawała tyle emocji, była odważna, piękna. Była abstrakcją, nie mającą zbyt wiele wspólnego z szarą i ponurą rzeczywistością. Idealnie odzwierciedlała usposobienie Krukonki, oddając wszystkie jej najlepsze cechy. A poza tym była naprawdę wyjątkowa i pomimo wielu zauroczeń, pozostawała jedyną miłością w życiu Nickodema.
Mitologia. Historia, którą samodzielnie stworzyli w przeciągu naprawdę krótkiego czasu. Coś, co zmieni bieg wydarzeń ich żyć i na zawsze zapisze się w ich własnych gwiazdozbiorach, mając ogromny wpływ na kształt wzorów wypisanych na niebie.
Niebo. Metafora uczuć, które przechodziły przez nich niczym iskry, rozjaśniające sklepienie nad nimi. Mieniące się barwami, wyśpiewujące niemą pieśń o dwóch sercach kilka metrów niżej.
I taniec, będący w czymś pięknym, ale jednocześnie nieosiągalnym dla Nickodema. Nie mógł być więc określeniem tego, co między nimi zachodziło, bo to okazało się najprawdziwsze na świecie, choć wciąż wydające jedynie fikcją w ich głowach. Gdyby jednak było wytworem wyobraźni, nie pozwalałoby im czuć wszystkiego tak mocno i nie zapamiętywaliby tego do końca swoich dni. Nie wiedział więc, jak to nazwać, a tym bardziej jakiego użyć słowa do określenia swojej własnej roli w tym wszystkim. Nad tym jednak mógł się zastanawiać podczas bezsennych nocy, które zazwyczaj poświęcał na tworzenie kolejnych sztuk teatralnych.
Sprawy nabrały nieco innego obrotu, a on nie protestował, pozwalając Jeanette na zmiany. Przecież była Sztuką niezależną, a zarazem Pierwszą Muzą. A muzy bywały kapryśne, zwłaszcza jeśli chodziło o tworzenie kolejnych arcydzieł.
No właśnie! Arcydzieło. W końcu znalazł to słowo, doskonale zastępujące taniec i o wiele bardziej pasujące do sztuki, antyku czy nieba.
Jeanette malująca się na tle magicznego nieba. Piękniejszego widoku chyba nie mógł sobie wyobrazić, a jednak doczekał się go, mogąc już bez wątpienia przyznać, że do szaleństwa zostały doprowadzone wszystkie jego zmysły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   

Powrót do góry Go down
 

Gwiezdna Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
drugie pietro
-