IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Gwiezdna Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Gwiezdna Sala   Wto 24 Maj - 17:06

First topic message reminder :


Gwiezdna sala
To z pewnością jedno z najciekawszych miejsc w Hogwarcie. Jednakże, aby odkryć do czego tak naprawdę jest przeznaczone, potrzebne są dwie osoby.
Stańcie pod tą najjaśniejszą gwiazdą. Złapcie się za rękę. Teraz ponownie popatrz w niebo. Jakie jest?
To zależy od tego, w jakich relacjach są dane osoby. Wrogowie? Niebo momentalnie robi się czarne, gwiazdy znikają, a co chwila przeszywa je kilka jaskrawych błyskawic.
Słychać szalejącą w waszych sercach burzę.
Miłość? Lazurowe sklepienie upstrzone pojedynczymi obłoczkami o różowym kolorze w kształcie serca.
Odkryliście tę tajemnicę. Pamiętajcie o tym, aby nikomu jej nie zdradzić. A, zastanówcie się również nad tym, co zobaczyliście. Firmament nigdy nie kłamie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Tokio
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 121
  Liczba postów : 161




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sro 23 Maj - 16:46

- Wiem, wiem, że musisz się witać ze mną zawsze, kiedy mnie widzisz. Ale to nic strasznego. To tylko znaczy, że albo mnie kochasz, albo jesteś chory psychicznie. A można się wyleczyć i z tego i z tego więc nie jest źle – Odpowiedziała również w końcu wpadając w ton nasycony nutką sarkazmu, chociaż nadal w większości znajdowało się tam przesadne dobro i zbyt dużo serdeczności jak na słowa, które miały być obraźliwe. No, ale jak mówiłam takie zazwyczaj bardziej denerwują i dlatego stosowała tę metodę od zarania dziejów.
- Ależ oczywiście, że ja mam lepiej – Skomentowała pomijając poprzednią uwagę na temat tego, że głupi ma zawsze szczęście. Bo w końcu farta miała i to jakże pokaźnego, co nie znaczy, że jest głupia oczywiście. To raczej Ivciu... W końcu to ogromne szczęście, że jeszcze go dzisiaj nie pobiła za te wszystkie tępe i bezsensowne komentarze.
- Rzutki! Ale to genialny pomysł! Mogłam o tym pomyśleć, zanim twoja twarz znalazła się na tarczy do rzucania siekierą... - Niby to zamyśliła się nagle jakby naprawdę zastanawiała się nad tym jak mogła nie pomyśleć o rzutkach. Tak naprawdę miała parę jego zdjęć. Nie robiła ich ona, tylko któraś z koleżanek w momencie, kiedy ze sobą wojowali. Trzymała je nawet w albumie.
- Hm? - „Spytała” spoglądając na niego zaskoczona. Pytanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 21
Skąd : Agen, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 201
  Liczba postów : 216




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sro 23 Maj - 21:05

Kiedy wspomniała o tym że mogą ją kochać wyglądałem jakbym zjadł cytrynę...nie to mała pomyłka ja przecież lubię cytryny! W sumie to przepadam za ostrym, kwaśnym i gorzkim jedzeniem, a rzadko toleruję słodkie przysmaki, więc jednak wyglądałem jakbym zjadł coś bardzo, ale to bardzo słodkiego!
- To już wolę być chory psychicznie...tylko mi niemów że ty chcesz mnie leczyć?! - to ostatnie wręcz wykrzyczałem, gdyby ta dziewucha zaczęła mnie leczyć z czegokolwiek zapewne bym oszalał lub jeszcze gorzej. Moim jedynym komentarzem na to że właśnie „ona ma lepiej” było prychnięcie. Jeszcze czego!
- Schlebiasz mi tym, ale dość szybko muszą kończyć ci się moje zdjęcia jeśli rzucasz w nie siekierami. - powiedziałem całkiem miło, wręcz naśladowałem gryfonkę. Ten jej ulubiony ton! Tak słodki i miły że aż....no mdli mnie od niego! No, ale to wszystko zostawiamy za sobą i pora na moje pytanie, miałem nadzieję że dziewczyna będzie w stanie odpowiedzieć mi na nie. To była jedna z niewielu, jak nie jedyna dziedzina w której polegałem na zdaniu „przyjaciółki”.
- Szukam sposobu na wzmocnienie eliksiru zapachowego, ale nie poprzez zwiększenie stężenia. Masz jakiś pomysł?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Tokio
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 121
  Liczba postów : 161




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Czw 24 Maj - 21:05

W sumie, to ona też bardzo lubi kwaśne jedzenie. Do tego jeszcze mocno doprawione. Ale nie pogardzi tabliczką czekolady, która niestety kobietą idzie w tyłek, więc musi sobie czasem odpuścić i... Ludzie, o czym ja właściwie pisze? Te luźne wspominki autorki na temat wyglądu nie mają nic wspólnego z Van, ponieważ ona widzi w sobie zbyt dużą ilość idealności by mieć jakiekolwiek kompleksy czy by hamować się przy spożywaniu niektórych posiłków... Niech ją Ivek weźmie na lody!
- Coś ty. Nie mam zamiaru cię leczyć. Pewnie po to musiałabym cię dotknąć, a taka wywłoka nie zasługuje nawet na to, żebym ją dźgnęła patykiem – Odpowiedziała jak zwykle nie zostawiając na nim nawet suchej nitki i mając zamiar doprowadzić go do momentu, kiedy będzie tak zły, że aż zaczną po sobie krzyczeć, czy coś. Chociaż może dla niej nie do końca było to dobre, bo gdyby kłótnia wybuchłaby na poważnie, to pewnie popłakałaby się ukazując słabość, której przecież nie chciała ujawniać w żadnym wypadku.
- Nom, niestety. Więc chyba faktycznie przerzucę się na rzutki. Albo może szpilkami? To by było coś! - Wymyśliła jakże genialny plan zastanawiając się, czy ma gdzieś styropian, żeby móc swobodnie rzucać ostrym metalem chroniąc ścianę. Ale to zastanawianie się odłożyła na potem słysząc z jakim to problemem boryka się Ivek.
- Myślisz znowu nad tatuażami? Może spróbuj dodać odrobinę eliksiru wzmacniającego? Właśnie! Mam dla ciebie pomysł. Może wymyślisz tatuaże, które zmieniałyby kolor w zależności od stanu emocjonalnego osoby, która go ma? Wiesz chyba nie? Czarny złość, żółty wesołość, zielony spokój, czerwony zauroczenie! To by było niezłe, ne? Ne? Kyaaa ale jestem mądra ne Ivek? - Boje się tej dziewczyny. Przed chwilą go gnoiła a teraz co? Zachowuje się wobec niego jakby był co najmniej jej najlepszym przyjacielem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 21
Skąd : Agen, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 201
  Liczba postów : 216




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Czw 24 Maj - 22:52

Odetchnąłem swobodniej kiedy wspomniała że nie zamierza mnie uzdrawiać...no co? To zdecydowanie byłoby niebezpieczne i jak ją znam starałaby się mi dopiec z całych sił! Trudno bym to znosił o ile by mi się to udało, z gryfonką byłem w stanie wytrzymać może z piętnaście minut w większym gronie dłużej...czasami ktoś był w stanie mnie uspokoić. Ale to się zdarzało bardzo rzadko zazwyczaj obrywało się osobą które próbowały nas rozdzielić.
- To co powiedziałaś bardzo mnie cieszy, w dodatku nie zamierzasz mnie dotykać, a to mi bardzo odpowiada. - powiedziałem całkiem zadowolony z przebiegu tego właśnie tematu, ale i tak słowa dostały odpowiedni mundurek jadu by odpowiednio wyglądały. To jakoś naturalnie wychodziło w jej obecności...
- Szpilki? Tylko jeśli chcesz używać do tego magii, jakoś sobie nie wyobrażam rzucania szpilkami. Ale nie bronię zawsze możesz się pomęczyć mi to tylko sprawi przyjemność. - to była szczera prawda...niech się biedulka pomęczy przecież zasłużyła męcząc mnie tymi słodkościami padającymi z jej ust! Zadziwiające, ale zbyt często pojawiają mi się wahania nastroju przy tej dziewczynie, przed chwilą byłem wręcz zadowolony, a teraz prawie bym na nią krzyczał. Ale na szczęście zmienił się temat, na taki który zdecydowanie mnie interesował. Z powagą i spokojem wysłuchałem co miała do powiedzenia....wiedziałem by zapytać o to właśnie tą konkretną gryfonkę. Miała sporo racji i do tego jej pomysł był nazbyt interesujący! W dodatku powiedziała to w taki sposób że nie mogłem powstrzymać rozbawienia i całkiem naturalny uśmiech pojawił się na moich ustach. Oczywiście postarałem się by jak najszybciej znikł, ale i tak mógł zostać zauważony. Cholera! Szybko skupiłem się na eliksirach...pomogło.
- Musze przyznać że to niezły pomysł z tym eliksirem wzmocnienia...mógłbym go także użyć do magicznej farby by tatuaże były żywotniejsze. - zacząłem chodzić tam i z powrotem, zdarzało mi się to kiedy nad czymś głęboko myślałem. Jakoś nie potrafiłem w takich chwilach. - Odpowiednie proporcje i odjęcie jednego składnika z farby pomogłoby temu. Dobra kilka eksperymentów i powinno się udać! - nagle podniosłem głos...no przecież znalazłem rozwiązanie! Gwałtownie położyłem dłonie na ramionach Van i z wręcz szalonym błyskiem w oku powiedziałem.
- Dzięki....a co do tego pomysłu ze zmieniającymi kolorami...to będzie trudno i to jak cholera, ale...to jest warte zachodu! W przeciągu tygodnia dwóch skończę ten projekt i dzięki tobie mam następny! Tak zdecydowanie się nim zajmę....- dopiero po tych słowach zauważyłem że stoję przed NIĄ! I w dodatku podziękowałem jej...w taki sposób! Puściłem dziewczynę i odszedłem na bezpieczną odległość, czyli ze dwa metry na oko. Na mojej twarzy pojawił się podobny grymas do tego który zrobiłem jakiś czas temu....ten z tymi bardzo słodkimi przysmakami.
- Pomogłaś mi, więc możesz poprosić o coś w zamian...tylko nie przesadź! - nie byłem z tego zadowolony, ale nie lubiłem od tak zaciągać długów u innych, a my przecież nie byliśmy przyjaciółmi...trudno mi było to wszystko powiedzieć, a ostatnie słowa wymówiłem takim tonem że jak wymyśli coś....sama powinna wiedzieć co! To się wścieknę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Tokio
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 121
  Liczba postów : 161




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pią 25 Maj - 18:26

Droczenie, droczeniem się, ale w końcu trzeba było przejść do poważnych tematów. Dlatego już nic nie mówiła na temat tego jak bardzo go nie lubi, jak chce zrobić krzywdę jemu, czy jego zdjęciom. Przecież w tej chwili zajmowali się tatuażami! Sama nigdy nie zrobiłaby sobie takiego – bo to przecież boli i w ogóle miała chyba za słabe nerwy na to. Widząc igłę od razu uciekłaby w popłochu i nigdy by już nie wróciła do takiego mugolskiego salonu. Co innego, jeśli się w końcu dowie jak zrobić bezbolesny tatuaż, który schodzi, kiedy się tego chce. To może by się skusiła? Zrobiłaby sobie takiego dużego węża biegnącego przez całe jej ramię. Po tygodniu po prostu zmyłoby go Terego. Musi podpytać Ivka.
- Widzisz, jaka jestem genialna?! Powinieneś mnie sławić na kolanach! Jestem zajebista! - Krzyknęła nadal zachwycając się tym, co razem stworzyli. Kto by pomyślał, że te osoby, które się aż tak „nie lubią” stworzą razem tak wyniosłą idee, która zmieni świat tatuażu. Była pewna, że pomoże mu w tym wszystkim.
Przewróciła oczami, kiedy się odsunął, ale... Chwila, spękał! Zwiał! HA! HA! PUNKT DLA NIEJ! 4576 do 4575 dla Corin! Chyba tyle było, prawda? Nie pomyliła się w liczeniu, ne? W każdym razie... HA! Dobrze ci tak olśniewająca maszkaro! Ha! Teraz się będzie cieszyć i podniecać do końca dnia, chociaż na głos tego nie powie, bo pewnie chłopak wtedy będzie chciał wyrównać wynik. Niech na razie nie wie, że przegrywa.
- O wszystko mogę poprosić? - Spytała unosząc brew zadowolona i czekając na jednoznaczną odpowiedź. W jej głowie pojawiały się najczarniejsze myśli. Oj kochanie, ona ma naprawdę nienormalne i głupie pomysły. Roszpunki tak mają, wiesz? W każdym razie siedziała i zastanawiała się tworząc najczarniejsze scenariusze.

/Nie mam wenki jak ty XD/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 21
Skąd : Agen, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 201
  Liczba postów : 216




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pią 25 Maj - 19:38

Ta dziewczyna naprawdę jest głośna! Choć w sumie wolę jak jest tak uśmiechnięta i wręcz krzyczy niż mówi tym słodziutkim tonem. Tylko żeby nie przesadziła z tymi peonami na swoją cześć, bo będę musiał ją sprowadzić na ziemię. Byłoby to oczywiście całkiem przyjemne, ale zapewne doczekałoby się kąśliwej lub słodkiej odpowiedzi, a po co miałem sobie psuć tą niewątpliwie miłą chwilę w jej towarzystwie. Niech się dziecko nacieszy....w sumie czy to takie dziecko? Raczej nie...powiedzmy że młoda kobieta...hmmm.... Ràvette.. Ràvka, Ràv? Czemu by nie to nawet fajnie brzmi! Tak jakoś przyszło mi to słowo na myśl, nawet się nie zdenerwowałem kiedy zauważyłem oznaki triumfu w oczach gryfonki. Ale kiedy usłyszałem pytanie niby niewinnie wypowiedziane, podszedłem tak by dokładnie mogła spojrzeć mi w oczy. I powiedziałem groźnie.
- Są pewne granice, ale jakbym miał je wszystkie wymienić nie starczyło by mi dnia. Dlatego uznajmy że moja odpowiedź brzmi „TAK”, ale uważaj o co prosisz Ràvette. - w moim głosie czuć było groźbę, jeśli coś wykombinuje nie odpowiedniego to zobaczy co to znaczy wściekły Yves! Teraz tylko wystarczy poczekać aż wypowie to swoje życzenie, lepiej tylko by mnie nie myliła z jakąś złotą rybką.
- Więc o co poprosisz? Już się nie mogę doczekać. - powiedziałem dość pogodnym i lekkim tonem. Nawet lekko się schyliłem by nasze oczy były na tej samej wysokości. - uznajmy że dzisiaj jest dzień dobroci dla Ràvki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Tokio
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 121
  Liczba postów : 161




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sob 26 Maj - 10:41

No faktycznie lepiej, jak biega i się drze głośniej niż syreny alarmowe mugolskiej straży pożarnej, niż żeby albo była taka spokojna i słodziutka, albo cicha i nieśmiała jak to miała w momencie, kiedy przekroczyła mury Hogwartu. Trochę tej nieśmiałości jej jeszcze pozostało, ale zdecydowanie nie w kontaktach z tym oto chłopakiem. On nie zasługiwał na to, by zbyt często widywać jej „dobrą stronę mocy”. Wystarczy, że podsunęła mu niezwykle dobry pomysł. Choć to i jej dodawało chwały i sławy, bo przecież istnieją prawa autorskie nie? Niby on taką farbę stworzy, ale przecież bez jej pomysłu projekt byłby niczym! Więc ma prawo żądać braw i fajerwerek na jej cześć!
Dziecko w ciele młodej kobiety powinnyśmy powiedzieć. No, ale co jej się dziwić, skoro wychowała się do teraz będąc traktowaną jako pięciolatka, na co przykładem jest jej wciąż ogromnie różowy pokój z miśkami i lalkami w Japonii. Szkoda gadać. Nadopiekuńczość matki naprawdę zawsze będzie krzywdzić dziecko.
- Chcę – Zaczęła w ogóle nie przejmując się jego groźnym tonem, a samej przyjmując chytry wyraz twarzy – Żebyś... Przeleciał się po Hogwarcie w samych bokserkach krzycząc, jak bardzo mnie kochasz... - Powiedziała dopiero po chwili rozumiejąc, że zaczął do niej mówić jakoś inaczej. Rav? Jak krukona? Dlaczego akurat tak? Przecież mało miała z tego domu...
- Czemu Ravka? - Spytała przechylając głowę w bok i wpatrując się głęboko w niego. W każdym razie nie mogła się doczekać agresywnej miny chłopaka kiedy to usłyszał chwilkę wcześniej co go czeka. Mogła poprosić o co chce, prawda? A ona ma ochotę ośmieszyć go przed całą szkołą. Tak, to tak. Nie zaprzeczył. Aż się chce zrobić: „Muahhaha”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 21
Skąd : Agen, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 201
  Liczba postów : 216




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie 27 Maj - 9:40

Pochwyciłem pyskatą dziewuchę za rękę i posłałem na ścianę. Z wielką przyjemnością przyglądałem się jak uderza o nią, może nie użyłem wielkiej siły, ale i tak powinna to odczuć...szczególnie że była taka krucha... Nie martw się Ràvette to jeszcze nie koniec...zanim otrząsnęła się zupełnie z zaistniałej sytuacji moja dłoń wylądowała z impetem na ścianie tuż przy jej głowie, od tak by zwrócić uwagę dziewczyny. Zbliżyłem się i z sykiem wypowiadałem następujące słowa przepełnione gniewem jakiego nie czułem od dawna.
- Ty...szalona dziewucho! Jeśli myśli że to zro...- w tej właśnie chwili olśniło mnie! Nagle cała moja złość gdzieś umknęła, a na moich ustach pojawił się złośliwy i nieodgadniony uśmiech, nawet moje oczy były rozbawione choć skrywały podstęp który przed chwilą pojawił się w moim umyśle. Już spokojnie i wręcz miło kontynuowałem.
- Dobrze...wypowiedziałaś swoje życzenie i spełnię je. Ale pozwól że ci coś powiem...zmarnowałaś je...- ostatnie dwa słowa zostały wypowiedziane szeptem z tak wielką czułością że nawet mnie to zaskoczyło!...zrobiłem krok w tył i z nadal z miłym uśmiechem na twarzy spoglądałem na Ràvke czekając na to jak będzie po tym wszystkim wyglądała. Na wszelki wypadek przygotowałem różdżkę....
- A czemu nie? - odpowiedziałem na wcześniej zadane pytanie, a mój uśmiech pogłębił się kiedy przypomniałem sobie jak koślawo wypowiedziała ową ksywkę. - Początkowo miałem wymyślić coś obraźliwego, ale...cóż jak powiedziałem zmarnowałaś swoje życzenie, więc nie muszę ci tego tłumaczyć, prawda? - powiedziałem z przekąsem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Tokio
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 121
  Liczba postów : 161




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie 27 Maj - 15:24

Spodziewała się dosłownie każdej reakcji, ale to? Całkowicie ją zaskoczył. Kiedy złapał ją zamrugała zaskoczona. Miała zamiar się obronić – nawet już dobrze wiedziała jak to zrobić, by zrobić mu małą krzywdę, a jednocześni go od siebie odsunąć, ale nie mogła zareagować tak szybko, jak on nią uderzył o ścianę. Wprawdzie nadal plan mogłaby spełnić ale... Jeju. W tym momencie nie zdziwię się, jeśli Ivek będzie zaskoczony. Bowiem zamiast na niego nakrzyczeć, to po prostu spoglądała w jego twarz. Jej oczy trzęsły się, ale nie ze strachu, a wręcz przeciwnie – z zachwytu. Kiedy uderzył dłonią obok jej głowy jej całe ciało drgnęło. A jej wzrok znowu się zmienił. Przez chwilę obserwowała tego chłopaka tak, jakby był co najmniej boskim stworzeniem. Od zawsze była słodką dziewczynką, która wymagała dominacji nad nią. I choć puchon różnił się o przedstawicieli ze swojego domu, to nadal uważała go za ciotę. Kto by pomyślał, że w jednym momencie tak idealnie trafi w jej gust? Kiedy się zbliżył sama przez chwilę zachowała się tak, jakby i ona chciała się znaleźć bliżej Yvesa, ale szybko się opamiętała znów opierając głowę o ścianę.
Jeszcze bardziej zaskoczyła ją jego nagła zmiana.
- Czego innego miałabym chcieć? Nie miała możliwości zmarnować swojego życzenia, ponieważ to było jedyne, co przyszło mi do głowy i czego tak właściwie bym od ciebie chciała. Z czymkolwiek innym poradziłabym sobie sama... - Odpowiedziała cicho. Zdawało się, że obecnie jej słowa i jej reakcja jest nieśmiała. To tak, jakby cofnęła się do momentu, kiedy to przekroczyła mury Hogwartu i z zawstydzenia nie mogła wykrztusić słowa. Jej policzki lekko się zaróżowiły.
- Nie nie musisz. I tak mnie to nie interesuje – Odwróciła twarz w bok zastanawiając się, czy słychać jak jej strasznie serce wali jeszcze od momentu tego zderzenia ze ścianą. Gdyby się nie zachował potem tak miło, to ta sytuacja byłaby idealna. Nie, gdyby ją pocałował zaraz o uderzeniu to... AAA FUJ! O czym ona myśli! Przecież to IVEK!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 21
Skąd : Agen, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 201
  Liczba postów : 216




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pon 28 Maj - 0:39

Na mojej twarzy nie było widać żadnego zdziwienia, choć oczy przez pewien czas wręcz krzyczały że nie dowierzam reakcji dziewczyny. Spodziewałem się kopania, drapania, uderzenia w twarz...do tego jeszcze kilku innych opcji włączając w to użycie magii. Ale nic takiego się nie stało! Do tego te jej spojrzenie..było całkiem jednoznaczne tylko jakoś nie potrafiłem w to uwierzyć! To było niemożliwe! Choć chyba się myliłem szczególnie jak usłyszałem głos Ràvette...czyżbym wyczuwał nieśmiałość? W dodatku mówiła cicho. Ona! Wiecznie głośna i wyzywająca...zdecydowanie jej usta nie zamykały się, ale teraz ledwo się rozchylały. Całe to zachowanie dziewczyny zaczynało mnie drażnić było dziwne i całkowicie nie pojęte. Niech cholera ją porwie! Chociaż lepiej gdyby to mnie porwała....bo zdecydowanie dziwne pomysły mi przychodzą do głowy. Tylko czemu są takie kuszące? Jak ona mnie irytowała! Dobra koniec z tym sama tego chciała...
- Wiesz....nie wiedziałem co z tobą zrobić....ale chyba już wiem....- byłem pewny siebie i część moich zahamować puściła, więc nie miałem żadnych problemów z tym co miało nastąpić za chwilę. Stałem się szorstki, wszystko co mówiłem było wypowiadane z chłodem i dystansem....rzadko można było coś takiego zauważyć, szczególnie u mnie. Ale przecież nie nadaremno się mnie obawiano w mojej poprzedniej szkole i w sumie nie tylko w niej, sporo się wtedy nauczyłem...szczególnie jak być sukinsynem. Nie ceregieląc się pochwyciłem bródkę Ràvki i obróciłem jej śliczną główkę w moją stronę tak by mogła spojrzeć w moje oczy. Gdyby szukała w nich rozbawienia, sympatii czy czegokolwiek dobrego i miłego to rozczarowałaby się w przedbiegach. Byłem zimny i w pewnym sensie oddalony, a w moim ciele szalała furia.
- Mam krzyczeć jak cię kocham?...Mam lepszy pomysł od słów lepsze są czyny...- po tych słowach pocałowałem gryfonkę, nie było w tym ani krzty delikatności choć pasji, złości i czegoś jeszcze aż za wiele...brałem jej wargi tak jak chciałem lekko się nimi bawiąc, a mój język przezwyciężył jej nikłą barierę i zaczął grasować w środku jej ust. Kiedy uznałem że najwyższa pora zakończyć, odsuwając się na pożegnanie choć niezbyt mocno to jednak nadgryzłem dolną wargę dziewczyny. Taka mała pamiątka okraszona bólem.
- A teraz wybacz idę spełnić twoje życzenie. - chłodne przewiercające spojrzenie było ostatnią rzeczą którą uraczyłem Ràvette, po tym wyszedłem nieśpiesznie. Kiedy znalazłem się za zamkniętymi drzwiami wszystko co się nagromadziło we mnie dało o sobie znać, uderzyłem najsilniej jak mogłem w drewno które oddzielało mnie i tą cholerną idiotkę! Byłem wściekły na samego siebie...odszedłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Tokio
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 121
  Liczba postów : 161




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pon 28 Maj - 18:19

Wszystko potoczyło się strasznie szybko. On zaskoczony, ona chwilowo uciszona i wręcz taka słodziutka – tylko się zaopiekować, przytulić albo pocałować, co Yves zrobił już dosłownie po chwili. No dobra, tego to już się w ogóle nie spodziewała. Takie pocałunki... To była zdecydowanie jej bajka! Dlatego nawet, jeśli jej myśli wzbraniały się przed tym jak cholera, to odwzajemniła mu ten pocałunek i pieszcząc językiem jego podniebienie trwała tak dopóki to on się nie odsunął jako pierwszy. Pozwoliła mu więc wyjść, a dopiero kiedy drzwi się zamknęły osunęła się po ścianie płytko oddychając i czując nagle osłabienie. Zadrżała jeszcze mocno gdy uderzył o ścianę. Sama wszyła stąd dopiero pół godziny później. Wpierw musiała odgonić niepożądane myśli, nadzieje i … cichutko krzyczące pragnienia.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
  Liczba postów : 360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2141-bellatrix-lennox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6597-bellatrix-wraca-do-czarowania-po-12984687346-raz




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Czw 7 Cze - 13:52

Była wściekła. Znów nie wyszło. Tak bardzo się starała. Nie znosiła gdy coś jej nie wychodziło. I znów miała największą ochotę łyknąć tabletkę, żeby ją zamuliło. Ale już nie brała. Lekarz nie pozwalał. Może zobaczył że jej to tak bardzo pomaga? Na pewno! Na pewno i chciał zrobić jej na złość jak wszyscy. O nie znów popada w paranoje.
Bo to wszystko było dużo bardziej skomplikowane niż by się komukolwiek wydawało. Ona nie dawała sobie już rady. I znów myślała żaeby się zabić. Złapała fazę "Nikt mnie nie kocha, nikt mnie chcę", i tylko się w tym utwierdzała. Czekała, usilnie czekała na kogoś kto powie "Jesteś dla mnie najważniejsza" przytuli mocno. Tak szukała miłości. Albo chociaż seksu. Nie żeby złapała ją jakaś chcica, czy coś. Nie nic z tych rzeczy. Potrzebowała dowodu na to że jeszcze komuś jest potrzebna. Że nie ma powodu żeby się zabijać.
Kurcze, Gwiezdna Sala nie była najlepszym miejscem. W końcu tak łatwo można tu wyłożyć uczucia na tacę. Ale w sumie gryfonce było to obojętne. Musiała się gdzieś zaszyć, ukryć przed całym złem tego świata. Weszła wiec do środka, nie domykając drzwi, usiadła w kącie. Podciągnęła kolana pod brodę, schowała między nimi głowę. I nie pytajcie dlaczego, zaczęła płakać. Chyba czekała na kogoś kto ją "uratuje"...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Milford Haven, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 121
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3269-marione-lou-shelley#101861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3271-brak-fajnej-nazwy#101880
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3272-marione-shelley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9099-marione-shelley#254994




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Czw 7 Cze - 20:00

Marianek kujonek nasz był ostatnio w dobrym humorze ,iż ponieważ musiał uczyć się teraz częściej i bardziej intensywnie z powodu zbliżających się egzaminów. Można takie się domyślić, że teraz, gdy człapie się korytarzem drugiego piętra tego pięknego zamku w łapkach nie ma tylko swoich zadań do odrobienia, ale także i tych osobników, którzy w mniej lub bardziej agresywny sposób narzuciły odrabianie takowych Krukonowi.
W tak dobrym nastroju był oczywiście nie tylko z powodu wkuwania. Była także TAMARA. No ale tym razem nie o tym, wybaczcie. (wiem, że piszę nie w smak wielbicielom tej jakże uroczej parki, no ale)
Hogwarcka Matka Teresa postanowiła przebić rutynę i nie zaszywać się w czytelni, czy dormitorium. Postanowiła poszukać sobie jakiegoś fajnego miejsca, gdzie mógłby rozłożyć się z tymi wszystkimi papierzyskami i zatonąć w nich na kilka godzin. Awwww. Cudownie.
Na chybił-trafił wybrał drzwi gwiezdnej sali. Przekraczając jej próg magicznie nie zauważył mazgającej się Gryfonki, gdyż zajęty był szukaniem stolika i krzesła. Poszwendał się trochę, w końcu znalazł. Nie mam pojęcia jak to się stało, że Marione Shelley ślepota jedna nie miał pojęcia, że nie jest sam w pomieszczeniu.
Dostrzegłszy upragnione meble, rozłożył manatki, rozsiadł się wygodnie i pomrukując, zabrał się do pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
  Liczba postów : 360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2141-bellatrix-lennox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6597-bellatrix-wraca-do-czarowania-po-12984687346-raz




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pią 8 Cze - 16:19

Może i użalanie się nad sobą nie jest najlepszą formą terapii, ale Bellatrix miała to gdzieś. Chciała umrzeć, już teraz now!
Prawie położyła się na dnie rozpaczy. Całkiem dobrze jej szło, gdy pojawił się bliżej nieokreślony osobnik. Potem jakiś bardziej znany się nie stał, ale co tam. Może i go znała, ale za nic nie mogła sobie teraz przypomnieć skąd. Gdy usłyszała jak wchodzi wzdrygnęła się wyciągnęła różdżkę i wytarła rozmazany tusz z twarzy. Musiała wyglądać dość makabrycznie, bo dziś rano coś ją naszło i dość mocno się umalowała. Najwidoczniej jednak w tych swoich okularkach nie zauważył Gryfonki w kącie. Nie pytajcie skąd wzięła się w niej ochotę żeby chłopaka nastraszyć, tak jak on to zrobił przed chwilą. Bezszelestnie (czyt. jak zwiadowca), wstała i na palcach (czyt. dalej jak zwiadowca) podeszła do chłopaka, i nagle opierając dłonie o blat stołu, przybliżyła swoją twarz do jego mówiąc głosem w którym nie mam pojęcia skąd pojawiła się masa irytacji. A nie jednak wiem! w końcu przeszkodził jej w zabiciu się:
-Ładnie to tak straszyć ludzi? I przeszkadzać im w zabijaniu się - na sam koniec szepnęła lumos do swojej różdżki żeby oświetlić i lepiej widzieć twarz jak wywnioskowała po stercie książek na stole- Krukona. W końcu tylko oni się tyle uczą co nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Milford Haven, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 121
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3269-marione-lou-shelley#101861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3271-brak-fajnej-nazwy#101880
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3272-marione-shelley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9099-marione-shelley#254994




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pią 8 Cze - 16:41

Hehe pewnie nie zauważyłaś, że autorką tego posta była jakże przez wszystkich uwielbiana Fabianowa (którą oczywiście pozdrawiamy). Niestety nie będę się za bardzo rozpisywać, bowiem za półtora godziny (czujesz to?!) rozpocznie się mecz między Polską, a Grecją. Tak więc będę niedostępna przez jakieś cudowne 90 minut. Oczywiście z przerwą na siusiu, ale to nie ważne. Chociaż ważne, gdyż potrzeby fizjologiczne są tak potrzebne w naszym życiu, ale o tym w następnym poście.
Chłopak był tak przejęty nauką, że nie raczył zauważyć mazgającej się gryffonki w kącie. Chciał spokojnie spędzić ten jakże pięknie zapowiadający się wieczór odrabiając lekcję i tym samym poszerzać swoją wiedzę. Rozłożył swoje manatki, siadł i zaczął przeglądać pewien zeszyt, który dostał od jakiegoś ucznia. No proszę, proszę to był zeszyt Kevina - jego jakże ukochanego oraz najlepszego przyjaciela. Wiadomo, że Marianek ma bardzo dobre serce, toteż odrobi mu lekcje. Otworzył zeszyt i zaczął coś w nim pisać. Jednakże pewna mazgająca się osoba przestraszyła kurkona.
-Boże kobieto nie strasz tak ludzi. Ach lepiej by było gdybyś nieco ogarnęła twarz. W sensie brudna jesteś. - przerażony wstał z krzesła po czym poprawił swoje jakże zajebiste okularki (NERDY PLEBSIE!) i ponownie zajął miejsce.
-Gdybym był na twoim miejscu nie zabijałbym się. Świat jest przecież taki piękny. Może i nie idealny, ale jednak coś w nim przeuroczego jest. No ale to twój wybór. Jak chcesz się zabijać to nie przy mnie. Nie chce być jakimś naocznym świadkiem samobójstwa. Chyba, że ruszę swoje piękne cztery literki i wyjdę. Co wybierasz? - rzekł. Nie będę już się rozpisywała zbytnio,. gdyż pewna mucha w moim pokoju przeszkadza. Trzeba ją zabić hehee!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
  Liczba postów : 360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2141-bellatrix-lennox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6597-bellatrix-wraca-do-czarowania-po-12984687346-raz




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie 10 Cze - 12:43

Z nauką jest jak z niedopieczoną pizzą. Chce się po niej rzygać. No może nie za każdym razem, ale po zbyt dużej dawce a i owszem. Bellatrix co nieco o tym wiedziała, ale o tym to kiedy indziej.
Nie pytajcie czemu gryfonka chciała sie z tym chłopakiem droczyć. Bo chyba nie ma racjonalnej odpowiedzi. Gdy usłyszała wspomnienie o swojej twarzy, uśmiechnęła się nieco złowieszczo i powiedziała z należytą powagą:
-Teraz taka moda, ale jak widzę kujony za nią nie nadarzają- ah, te wredny akcent. Ale to nie jej wina że chłopak wpadł w ten moment gdy miała doła. Life is brutal, baby!
Ale, ale wredności Lennox ciąg dalszy! Sięgnął swoją dłonią do twarzy krukona i ściągnęła mu okulary, tudzież nerdy, jak kto woli, i założyła je na swój zgrabny nosek:
- A teraz coś widzisz?- zaśmiała się nieco szaleńczo. Mogłaby jeszcze odtańczyć jakiś wariacki taniec ale po co, skoro ten kujonek pewnie i tak nic by nie zobaczył.
Swoim tekstem o zabijaniu się to już w ogóle zaszalał! Dziewczyna nawet parsknęła śmiechem. Co on mógł o tym wiedzieć? Na 100% nie, skoro gadał takie głupoty. Spojrzała na niego swoimi nienaturalnie dużymi oczami poprzez szkła nerdów i powiedziała nadal bardzo rozbawiona:
-Co ty możesz o tym wiedzieć co? Czy było ci kiedykolwiek tak źle że nie miałeś siły ruszyć palcem z tego smutku???- ojoj, Bellatrix znów zaczyna szaleć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Milford Haven, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 121
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 267
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3269-marione-lou-shelley#101861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3271-brak-fajnej-nazwy#101880
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3272-marione-shelley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9099-marione-shelley#254994




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie 10 Cze - 13:06

Spokojnie, spokojnie przy lekkim nadmiarze nauki Marionkowi nic się nie stanie. Ba! Będzie w nawet lepszym nastroju, kiedy to ruszy swoją mózgownicą. A słyszałaś takie przysłowie ,,nauka nie idzie w las tylko w nas"? Pewnie tak, bo każdy rodzic swemu dziecku wmawia to jakże bardzo ważne zadanie do osiemnastki. A co potem? Wolność, która pachnie rachunkami, pustą lodówką oraz niedopranymi skarpetkami walających się po malutkim mieszkanku w jednej z obleśnych kamienic. Tak mili państwa to jest wolność. Oczywiście nie musi to każdego spotkać, bowiem inni mogę mieć inne plany co do swojego życia jak na przykład wczesne zamążpójście, adopcja bądź nawet doznać błogosławieństwa i kierować się drogą duchową. Aczkolwiek wiedzmy, że każdy jakie ułoży sobie życie powinien być z tego dumny, bo przecież to on sam je ułożył, a in ni tylko po prostu dawali wskazówki. Jesteśmy kowalami własnego życia (czy jak to tam się mówi. najwidoczniej autorka tego postu nie zna się na przysłowiach). Ach i bym zapomniała! Obiecałam, krótki wykład na temat potrzeb fizjologicznych. Załatwianie spraw, które znajdują się bardzo blisko pachwiny są bardzo i to bardzo ważne! Bo cóż by się działo, gdyby ludzie nie mogli załatwiać tych jakże ważnych spraw. Na szczęście Matka Natura obdarzyła nas potężną mocą, która nos dźwięczną nazwę ,,załatwianie się", bądź po prostu ,,siusiu". Tak więc tyle mam do powiedzenia na temat tej sprawy. Nie będę już więcej się o tym rozpisywać, bowiem jem kanapkę z serem, a uwierzcie mi to nie jest przyjemne, kiedy opisuje się proces wydalania podczas, gdy ja konsumuję posiłek. Który oczywiście także zostanie wydalony.
Boże, chłopak chyb nigdy do końca nie zrozumie kobiet. Aż dziw, że w ogóle ma dziewczynę, ale o tym nieco później. Chciał już coś powiedzieć, jednakże gryffonka zabrała jego NERDY! Eh, no co on ma teraz robić? Kłócić się z nią nie będzie. Zostanie jedynie tylko to, kiedy dziewczyna się trochę uspokoi. Już miał nadzieję, że skończy, jednakże ta nie dawała za wygraną. Krukon spokojnie siedział na krześle czekając, aż Lennox da sobie spokój z tym całym modleniem się przed Marianem, wróci do swojego kąta i tam będzie dalej ryczeć, zaś on powróci do nauki. W sumie cała ta sytuacja wydawała się bardzo śmieszna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
  Liczba postów : 360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2141-bellatrix-lennox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6597-bellatrix-wraca-do-czarowania-po-12984687346-raz




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie 10 Cze - 15:21

O nie! Nie będziemy tak lekceważyć Bellatrix Lennox! Ona sobie na to nie pozwoli. Nie dość że ten cały krukon zakłócił jej spokój, to jeszcze teraz bezczelnie ją olewa patrząc za tej swojej może i zajebiaszczej grzywy. Co to to nie. Dziewczyna aż się spociła z tej złości. Ale jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubańczyką. Dziewczyna nadal w wielkim szoku i obrazie majestatu, walnęła pięścią w stół, po czym go wywróciła go prosto na chłopaka i wyszła z sali wraz z jego okularami. A ma za swoje. Niech ją teraz ślepy szuka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Petersburg
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 556
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1486-tamara-markowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1496p45-tamara-markowa#212459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2938-tamara-markowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7613-tamara-markowa#212364




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie 10 Cze - 22:19

Nie mogąc zignorować potrzeby zobaczenia się z Marione'em, postanowiła tę potrzebę zaspokoić. Uznała, że pisanie listu i czekanie na odpowiedź może nie odnieść oczekiwanego przez nią rezultatu. Dlatego też nie traciła na to czasu, tylko postanowiła sama się wybrać do wieży Ravenclawu. Trochę jej zajęła droga, bo szła aż z dormitorium Hufflepuffu! Jednak, gdy tam już dotarła, to wykorzystując trochę swoje przywileje prefekta, dowiedziała się, że Shelley wybył stamtąd jakiś czas wcześniej. A też nie dowiedziała się dokładnie, gdzie mógł się udać. Dlatego znowu musiała pytać przechodzące po korytarzach osoby, aż w końcu otrzymała informację, że chłopak znajdował się w Gwiezdnej Sali. Udała się tam więc tak szybko, jak tylko mogła.
W końcu dotarła do tego pomieszczenia. Niestety, ale nie minęła się z Bellatrix, a szkoda, może zabrałaby jej nerdy Marianka! Tamara weszła do środka i nawet nie zwróciła uwagi na sufit, bo przestraszył ją widok, jaki zastała. Przewrócony stół, a obok Marione, który nie miał swoich okularów.
- Co tu się stało? - zapytała.
A potem szybko podeszła do Shelleya, by sprawdzić, czy nic mu się nie stało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 347
  Liczba postów : 456




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sob 22 Gru - 17:11

Sebastian cały czas niósł Cassandrę na rękach. Nie odzywał się słowem rozmyślając nad wydarzeniami z ostatnich chwil. Kiedy już praktycznie byli na miejscu w końcu zadał to pytanie.
- O co poszło? – Zapytał spokojnie wchodząc do gwiezdnej Sali. Nie miał pojęcia jakie sekrety ma to pomieszczenie nigdy nie przebywał tutaj z kimś. Zawsze siedział samotnie wpatrując się w gwiazdy. Położył Cassandre na poduszkach (załóżmy, że tam są) plecami do niego i zaczął delikatnie masować jej obolałe ciało. Oczywiście, że mógł użyć takiego zaklęcia jak na przykład Episkey, lecz nie chciał. Woli złagodzić jej ciało swoimi delikatnymi ruchami a masować potrafił!
- Jeżeli Elenka ma trochę oliwy w głowie to zostawi cię w spokoju. – Powiedział szeptem głosym miękkim i delikatnym nie zaprzestając swego masażu. No cóż sam masaż przecież to nie zbrodnia prawda? Nawet, jeśli to akurat on jest osobą, która masuję! Właściwe polubił masaże przez Chiarę, która nie jednokrotnie go masowała. Odkrył w, tedy, że ciało jak i umysł staje się niezwykle rozluźnione i wolne. Szybko nauczył się tej sztuki, by móc ją wykorzystywać na osobach, dla których warto dla tego też nie wiele osób ma pojęcie o jego skrywanych talentach. Jak na przykład gra na fortepianie. Nie wiele osób nawet przypuszczało, że jest gentlemanem! Właściwie zawsze był kojarzony od tej mrocznej natury ściśle powiązany z domem węża. A to przecież pozory! Przy Cass nie wiedzieć czemu pokazał się od innej strony, lecz w danej chwili mu to nie przeszkadzało. Chyba, że ona wolała, gdy był zimnym draniem, które zdaje się nie posiadać uczuć i honoru.

Zajęte dla Cass Jess na owcy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sob 22 Gru - 18:38

Gdyby Cassandra usłyszała, co Sebastian powiedział do Elenki, to śmiało moglibyśmy zacząć się zastanawiać, czy koniec świata nie powinien wydarzyć się właśnie dziś. Gdzie ona miała potencjał? Jaką władzę? Czy nie powinna zachowywać się bardziej gryfońsko? Taka postawa z cyklu "oddam Ci wszystkie swoje muffinki tylko uśmiechnij się i bądź moim przyjacielem" byłaby milej widziana niż "jestem panią świata" i udawanie, że jest zła do szpiku kości, a tak naprawdę jest bardzo wrażliwa i skrzywdzona. Stąd, dobrze, że Lancasterówna tego nie słyszała. Mogłaby zacząć gardzić (!) Sebastianem za to, ile ma dobroci w swoim sercu. Slytherin zdecydowanie nie byłby dumny.
- Jak Ci nie ucieknę? CO TY NA MERLINA ROBISZ! POSTAW MNIE DO DIASKA! JESTEM CIĘŻKA! - wrzasnęła, dopiero po chwili zauważając jakiego wielkiego węża ma Sebastian i jak mocno ją to przeraża. Miał za długi język, który dryfował w powietrzu, a na kłach połyskiwał lekko jad. Biorąc pod uwagę, jak silne było zwierzę, to prędko mogło zabić Elenkę, a po chwili Cassandrę i zrobić to w może 30 sekund. To niewiarygodny sposób na teściową. Wystarczy mieć węża, który wspaniałomyślnie napluje jej do zupy. Boże, o czym ja piszę.
Unikanie kontaktów ze ślizgonami miało stanowić fundament jej terapii. Oczywiście nie potrafiłaby odejść ot tak od mężczyzny - "przygody", która może załatwić trochę szaleństwa. Mocno trzymała się karku chłopaka, nieświadomie wbijając w niego paznokcie. Cassandra nawet zamknęła oczy, wtulając się w Sebastiana, piszcząc cicho "masz mnie teraz odłożyć delikatnie na posadzkę".
Gdy weszli na jakiegoś pomieszczenia, dziewczyna zaczęła rozglądać się jakby nie była pewna, czy jeszcze jest w zamku, czy są bezpieczni i o co chodzi. Zwłaszcza że naprawdę wolała uniknąć kontaktu z kimś bliskim, aby nie tłumaczyć się z bandaży, z wychudzonego ciała i opowiadać, co tam słychać. Delikatnie ułożyła się na poduszkach, zabierając jedną z nich pod głowę.
- O całe życie, nie cierpię jej. Tyle ile pracy narobiła mi w Ministerstwie... Wyobraź sobie, że torturowała małą sarenkę, a potem ją zabiła! Zabiła zwierzę do cholery! - Lancasterówna wierzyła przecież, że to ludzie są okropni. Dbają tylko o swój interes, żyjąc jakby byli panami świata. A prawda jest taka, że gdyby nie zwierzęta, prawdopodobnie umarliby z głodu. A ona bez emocji zabiła, zrobiła to pewnie jeszcze tysiąc razy i w ogóle jest tragicznym człowiekiem. Zapewne gdyby nie to, że Cassandra była wtedy na czymś w rodzaju okresie próbnym kuratora, to wsadziliby ją do tego Azkabanu i byłoby wszystko w porządku! Zamruczała, gdy tylko poczuła dotyk Sebastiana na swoich plecach. Ciepło automatycznie rozeszło się po obolałych mięśniach, a ona znów przymknęła oczy i nawet przestała być zła na Sebastiana, że ośmielił się wziąć ją na ręce.
- Słońce, ona nie ma żadnego oleju w głowie i nigdy mieć nie będzie. - odpowiedziała lekko znudzona całą sprawą z dzieckiem z domu lwa. Jednak oprzytomniała na chwilę, zdając sobie sprawię, że masaż składa się z dotykania jej ciała, z którego kompletnie nie była zadowolona i że na trzeźwo po prostu nie daje się dotykać. W końcu, kto chciałby poznawać miękkość skóry czy tam jej smakować? Dlatego obróciła się tak, że leżała na plecach i podparła dłonią głowę.
- Dlaczego uważasz, że to coś ma jakikolwiek potencjał? Żaden z niej czarny pan!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 347
  Liczba postów : 456




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Sob 22 Gru - 19:06

Wszystko było ładnie pięknie i kompletnie cacy! Brakowało jeszcze świecy, kolacji i wina i mamy normalnie „Modę na owce odcinek 38789” No, ale niestety wszystko, co dobre musi minąć i trzeba zrobić się poważnym. Jaka szkoda! No, ale poklei.
Sebastian masował jej ciało i naprawdę guzik go obchodziło jak wyglądała. Tak zapewne zaraz usłyszę, że faceci, którzy nie patrzą na wygląd nie istnieją i takie tam. Owszem, Sebastian patrzył na wygląd, jeśli chciał kogoś zaciągnąć do łóżka znaleźć swoją wybrankę serca aż do rana. Ale, jeśli jest się mu bliską osobą to można być nawet brzydszym i biedniejszym niż skrzat domowy a on i tak będzie zachowywał się tak samo. No, ale i tak pewnie nikt, by mu w to nie uwierzył, zwłaszcza że jest z domu węża. Z całą pewnością Salazar nie pochwalał jego zachowania. Obrońca Puchonek, Gryfonek i gnębi większość osób z płci męskiej od domu Salazara. Właściwie dosyć często myśli nad tym, że powinien trafić do Ravenclawu, a nie Slytherinu, ale najwidoczniej tiara przydziału miała kaca i tyle! Z drugiej strony przed tiarą nie można nic ukryć tak jak przed ludźmi. Sebastian zachowywał się zupełnie, inaczej niż w Dumstrangu. Gdyby ktokolwiek zobaczył moment, w którym jego ciemne a zarazem to prawdziwe „ja” wychodzi to możliwe, że przestałby uczęszczać do tej szkoły. Sebastian nie jest taki, że chodzi i udowadnia wszystkim jaki jest to zły i świetny w pojedynkach. Że posiada dar mówienia z wężami a jego wąż to maszyna do zabijania. Właściwie to się wstydzi, a raczej brzydzi sam siebie i tego kim, czy też czym jest. Codziennie musi zmagać się z widokiem okrutnego człowieka w lustrze, które jest jego odbiciem, walczyć z duszącymi go łzami i ochotą na zwymiotowanie. Jest bardzo rozstrojony psychicznie i emocjonalnie, chociaż nigdy nikt nie przypuszczał nawet, ile nosi w sobie smutku, żalu, tęsknoty i bólu. Sam sobie nie pozwala na chwilę słabości. I to wszystko wlane w jednego człowieka.
W końcu Cass odwróciła się gwałtownie i chcą czy nie napotkała jego wzrok.
- Aż tak źle masuję? – Zapytał, by po chwili lekko się uśmiechnąć. – Każdy ma w sobie potencjał do bycia świetnym w czymś. Niektórym ludziom po prostu trzeba to uzmysłowić. A, skoro Elenka nie ma oleju w głowię… - Urwał na chwilę, by się położyć i spojrzeć na gwiazdy. Cóż mógł powiedzieć? Że ją zniszczy lub wyeliminuję? No takie słowa chyba była dosyć delikatne, aczkolwiek na miejscu.
- Nigdy nie będzie drugiego Czarnego Pana. Będzie ktoś albo słabszy albo potężniejszy. Klony w tym świecie nie mają prawa bytu i są skazane na porażkę. – Stwierdził wciąż patrząc na nocne niebo, chociaż wiedział ze to jedynie zwyczajny czar. – A, więc co się z tobą działo jak cię nie było? – Zapytał przenosząc na nią swoje spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie 23 Gru - 11:40

Wszystko, co jest ładne i pięknie, nigdy nie będzie istnieć. W końcu to nie bajka ani jakieś forum rpg, żeby wszystko działo się po naszej myśli, no duuuude. Sama kolacją i winem bym naprawdę nie pogardziła, ale jednak to Cassandra, więc wszystko co zawiera puste kalorie jest "złe". Ale, ale! Że też postanowiła się zmienić, nie narzekać na swoje życie, być bardziej otwarta na ludzi i troszkę bardzo asertywna, to możemy zmienić bieg wydarzeń!
Kobiety nie wierzą w coś takiego jak "wygląd nie jest ważny, mała". Jakby nie był istotny, to nie zagłębialibyście się w to całe porno, nie mieli ulubionej "aktorki" i nie oglądali się na ulicy za krótką spódniczką. Gdyby wygląd nie był ważny, w psychiatrii i psychologii nie istniałyby takie pojęcia jak "anoreksja", "bulimia", "niska samoocena", "depresja" czy nawet "kłamca". Nie mówiąc o tym, że chirurgia plastyczna przestałaby się kompletnie rozwijać i upadłaby jako coś na co nie ma popytu.
Nie wiem, czy "wybranka serca" dobrze pasuję do ofiary do łóżka do samego rana, ale uznam, że skoro są na poduszkach, które można uznać za jakąś formę legowiska, to Cassandra była tenże wybranką! Wracając jednak do dotyku chłopaka, to palił on ciało dziewczyny. Każda kość prawie że wyginała się, aby poczuć przyjemne ciepło ludzkiej skóry. Niewątpliwe to było coś niezapomnianego. Wciąż miała przymknięte powieki, delektując się chwilą dopóki oprzytomniała, że nie powinno coś takiego mieć miejsce. Co jeśli ona - samotna, smutna, zdesperowana i taka nieposkładana - rzuciłaby się na kolejnego ślizgona, zaczynając go całować? Przecież byli czymś w rodzaju przyjaciół, oui? To przez niego, ach ci ślizgoni, miała bałagan w głowie, bo był osobą, której kompletnie nie była pewna. Kim była dla niego przyjaciółką, znajomą, kochanką, wielbicielką muzyki i natury? Wszystko było pieprzoną niewiadomą, co niestety podniecało.
- Właśnie za dobrze masujesz - odparła, uśmiechając się ciepło. Naprawdę dalsza pieszczota mogłaby się źle skończyć, a dokładniej mówiąc na rozbieraniu Sebastiana i wielkich wyrzutach sumienia oraz jeszcze większym "kim my do cholery jesteśmy dla siebie?!". Dotknęła opuszkami palców policzka chłopaka, ale ta chwila była tak elektryzująca, że cofnęła dłoń i przygryzła dolną wargę, spuszczając wzrok. Naprawdę chciała się wziąć w garść, opowiedzieć historię swojego życia i dlaczego tak bardzo nienawidzi Elenki. Jednak po co znów miałaby roztrząsać jak bardzo żałosna się stała? Powinna wstać z łóżka rano i powiedzieć sobie, że jeśli nie potrafi się nawet zabić, to musi zacząć po prostu żyć. A w zamian za to, leży ze ślizgonem na poduszkach, patrzy w gwiazdy i modli się, aby już go nie dotknąć. Jednak po tym co zrobiła Cassandra, a mianowicie przysunęła się do Sebastiana i ułożyła mu głowę na torsie, opuszkami gładząc wystający obojczyk, można śmiało sądzić, że ma bardzo słabą silną wolę jeśli chodzi o mężczyzn. Może czas zacząć sobie wyobrażać, że są babeczkami, w których jest tona kalorii? To by na pewno pomogło!
- Michaelis, ona jest skończona, jeśli nie nauczy się pokory, to nic nie osiągnie, a ja chętnie będę przyglądać się jak powoli upada na dno - w tej wypowiedzi było nieco satysfakcji i egoizmu, szczypta dosłownie. Życzyła jej źle, ale przecież tak własnie miała z wrogami. Za przyjaciół oddałaby rękę, a przeciwnikowi odcięłaby ją. Aż uniosła wzrok, aby zastanowić się, która gwiazda jest tym jej Aniołem Stróżem. Kto pozwala się Cassandrze Elizabeth Lancaster tak staczać?
- To tu to tam, to tu to teraz, różnie bywało, nic godnego opowiadania - dodała, zastanawiając się, czy powinna wspomnieć o roku, a dokładnie o ponownym wylądowaniu w szpitalu, walki z anoreksją czy może o znów odwiedzeniu szpitala (przecież z niego wracała aż bum się spotkali) i próbie samobójczej czy może winna mu opowiedzieć historię z cyklu "byłam mężatka, porwali mi ukochanego, poroniłam i właśnie chyba dlatego znów mam anoreksję". Wszystkie informację, które powinny się znajdować na stronach z tytułem "drogi pamiętniku" uznała, że warto pominąć.
- A Ty w czym jesteś Czarnym Panem? - spytała, nie mając oczywiście na myśli muzyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 347
  Liczba postów : 456




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Nie 23 Gru - 16:57

Sebastian zamknął oczy i przytulił Cassandre delikatnie masując jej ramię. Od taki nawyk i całkowicie nic nie winnego! Chociaż nie miałby za złe, gdyby dała się ponieś emocją nie dla tego, że później nic, by nie było jak z każdą inną. Cassandra nie była dla niego pierwszą lepsza, to była podstawa ich znajomości zapoczątkowana jeszcze w jego rodzinnym państwie. To przecież właśnie tam się spotkali i tam się, że tak powiem dogadali. Tam Cassandra odkryła jeden z najbardziej pilnowanych sekretów Sebastiana, chociaż nie bardzo mroczne w przeciwieństwie do innych. Nie chodziło o to, że się wstydził, ale nie lubił się wywyższać, a wiedział, że co jak co, ale grać na fortepianie i gitarze, to potrafił. Potrafił także komponować nowe melodie i to naprawdę wspaniałe, chociaż bardzo smutne. Właściwie kiedyś było, to jego życiową idea. Dawać koncerty grając na tym szlachetnym instrumencie jakim jest fortepian, ale to były młodzieńcze świata, zanim musiał się zmierzyć z nienawiścią tego świata. W towarzystwie takich dziewczyn jak ta Puchonka żałował swojego życia. Żałował, że nie jest godny, by, chociaż się o nią starać. Znał swoje miejsce na świecie i nigdy nie marzył o niczym więcej, chociaż czasami naprawdę powinien. Gdyby potrafił uwierzyć w siebie i swoją dobrą naturę może jego życie zaczęło się układać, inaczej. A przede wszystkim następne wydarzenia, które będą już niedługo miejsce w jego życiu wydarzenia, które spowodują rozłam wszystkiego co Sebastian budował i obudzenie natury którą tyak usilnie starał się uśpić. A, to nigdy nie jest ani dobry początkiem ani dobrym koniec. Nie jest dobrą zapowiedzią tego co może się wydarzyć, ale nie uprzedzajmy faktów!
- Gdybym dobrze masował, to byś nie uciekła. – Stwierdził uśmiechając się. Wiele osób się dziwiło jak Sebastian się może tak zachowywać wobec innych. Nie był typowym ślizgonem, a raczej pasował zdecydowanie do innego domu. Nic nie mógł poradzić na, to w jakim domu jest jedyne co mu pozostawało, to zmierzyć się z uprzedzeniem co do niego, lecz już dawno dał sobie z tym spokój. Na jego temat jest tyle plotek , że już sam nie nadąża co, z kim i jak. Jest znienawidzony w gronie chłopców, którzy nie umieją przejąć kontroli nad swoim życiem, a dla takich nie ma nic do powiedzenia. Można go nie lubić i nic wam nie powie nawet, gdy się go uderzy, ale, jeśli nie lubicie go z czystej zazdrości, bo on ma czegoś czego wy nie potraficie zdobyć, to wybaczcie, ale pozostaję jedynie pogarda. Śmieszni są ludzie, którzy, by oddali swoje życie, by mieć jego. Chcesz za niego przeżyć życie, czy za niego się urodzić ja na twoim miejscu, to wolałbym w, to nie wchodzić. Jego życie nie jest beztroskie i usłane różami w towarzystwie pięknych kobiet, tak jak, to widzą ludzi i, tak jak, to pokazuje Sebastian. W jego życiu jest wiele bólu, smutku i cierpienia i nie jedna osoba nie wytrzymała, by psychicznie ciśnienia i skoczyła w zwierzy mając dosyć. Może okrutna, ale, za to szczera prawda.
- Rób wszystko, ale nie mów mi po nazwisku. – Mruknął bez gniewu, ale naprawdę nie lubił swojego rodowego nazwiska. Nazwiska tak ważnego i obdarzonego mroczną aurą. Nazwiska, które tak wiele znaczy w jego państwie w końcu, to jego wujo praktycznie zarządza całym państwa. To jego rodzina, czy też raczej jego potomek o tym nazwisko rozpoczął ród wężoustych. Jednak nie cierpiał, a raczej nienawidził tego nazwiska i ludzi z tym nazwiskiem nie wyłączając w tym siebie. Ludzi z manią wyższości i z tym co wielkie. Jego rodzina chyba ma jakieś dziwne kompleksje na temat wielkości. Dobrze, że on nie miał tego problemu, bo to, by oznaczało, że..
- Została ostrzeżona, jeśli mnie nie posłucha, to następnym razem nie skończy się z kilkoma połamanymi kośćmi. – Odpowiedział i otworzył w oczy. Szkoda, by było niszczyć Elenkę którą można, by było do woli wykorzystać i manipulować, ale, jeśli nie pozostawi mu wyboru, to i tak nie zapłacze na jej pogrzebie. Zresztą, czy jest ktoś, kto zapłaczę? – Teraz oszukujesz mnie, czy siebie? – Zapytał dla pewności. Wiedział ze kłamię, ale nie wymagał prawdy. Jeśli nie chciała mogła nie mówić, ale kłamać także nie musiała w końcu sama za pewne nie chciała, by Sebastian ją okłamywał. Bo przecież on nigdy nie kłamał! Mijał się z prawda czasem długim łukiem, ale nigdy nie kłamał!
- Ja? No cóż niech pomyślę.. – Na chwilę zamilknął tylko po, to by się uśmiechnąć. – Do perfekcji umiem wkurzać inne osoby i wytwarzać o sobie nowe plotki tylko tym, że wyjdę z dormitorium. No i jestem całkiem niezły z Magii żywiołów. – Powiedział nadal się uśmiechając. O tym, że jest świetny w czarnej magii chyba lepiej nie było wspominać. Zresztą nie miał takich kompleksów, że stanie się drugim czarnym panem, czy coś. On jedynie zamierzał spełnić swój plan, a potem mu już wszystko jedno. Tylko spalić Bułgarię nic więcej potem może zgnić w Azkabanie lub zostać zabity. Jak już mówiłem on doskonale wiedział ze, to podróż w jedną stronę i świadomie z uśmiechem na ustach kupił bilet..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Re: Gwiezdna Sala   Pon 24 Gru - 13:04

To przytulenie znaczyło tak wiele. Chciała po prostu, aby ta chwila trwała troszkę dłużej niż powinna. Poczuła się jak za dawnych czasów, gdy zamiast niezdefiniowanych związków miała męskiego przyjaciela, któremu mogła wejść pod kołdrę, zasnąć w ramionach i obudzić się przez dźgnięciem łokciem między żebra. Tak, tego jej właśnie brakowało! Zapomniała nawet, że Sebastian zalicza się do grupy "nie wiem, jaką mamy relację". W zasadzie dlaczego nie mogli po prostu gapić się niebo, tulić i nie myśleć o bólu istnienia, pieczeniu nadgarstków czy o lekko odczuwalnym głodzie. Bo Cassandra zaczęła niestety go czuć dzięki karmieniu dożylnemu, ale pierwszy raz miała ochotę kogoś poprosić o kanapkę, z masłem, z szynką i pomidorem, a wszystko posypane koperkiem. Nie wiedziała, czy fakt, iż poznała Zielonego w Bułgarii był aż tak znaczący. W końcu była tam z Williamem, w zasadzie usłyszała tylko jak gra. Wtedy poczuła, że ten człowiek, prawdopodobnie mugol, który w dodatku jest dupkiem, jest niesamowicie wyjątkowy. Sama przecież prawie całe swoje życie poświęciła lekcjom na fortepianie, aby dążyć do perfekcyjności. Uderzać o klawisze opuszkami palców, czuć muzykę w sercu, siedzieć prosto, słyszeć rytm, który odbijał się lekko na skórze dłoni, ale ona nie potrafiła tak jak Sebastian. Siadała, grała, lecz nie było w tym wszystkim magii. Potrafiła wystukać etiudy i utwory wielkich wirtuozów, ale to były tylko nuty. Rytm na raz, na dwa, na trzy i pauza. Odbębnienie tego, co napisane. Nie dawała nic od siebie, ponieważ nigdy nie potrafiła wejść w tak intymną relację z fortepianem. Cassandra oddała się jedzeniu, Sebastian - muzyce. I to było o tyle wspaniałe, że każdego razu gdy miała możliwość zobaczyć go przy instrumencie, czuła się jakby podglądała go w najintymniejszej chwili życia jakby opuszczał swoją maskę dumstrangowego człowieka i tylko na chwilkę odbierał wszystko zmysłami. Dlaczego uważał, że nie jest godny Puchonki? Z takim nazwiskiem jej rodzina nie dość, że skakałaby z radości, to pewnie zapłaciłaby za zabranie "hańby", a tu na myśli mam rozwód i wielkie zatracenie się we własnej beznadziei.
- Gdybyś dobrze masował, a tak właśnie jest, to bym uciekła, bojąc się, co mogę zrobić pod wpływem Twojego dotyku. - rzekła bez ogródek, zdając już sobie sprawę, co samotność potrafi zrobić z człowiekiem. Jak ten głupi cep przywiązuje się on do każdego, kto da mu troszeczkę ciepła i zainteresowania. O ile wiedziała, że Sebastian jej nie wykorzysta i nie zawiedzie, nie powinna tak szybko czuć się swobodnie przy człowieku, który elektryzujący ma dotyk i potrafi samą muzyką rozebrać do naga. Nie słyszała o nim plotek, bowiem po prostu się w nie nie zagłębiała. Po co? Jeśli chciałaby dowiedzieć się o jego życiu erotycznym, po prostu spytałaby. Zazdrość innych była genialnym komplementem!
- Wszystko? - spytała z lekkim uśmiechem, zastanawiając się, czy Sebastian jej AŻ tak ufa. Przecież mogłaby go torturować, zabrać w jakieś mało legalne miejsce, nafaszerować narkotykami, urządzić wojnę w kisielu, nie daj boże pocałować, a potem zostawić na pastwę losu! Nie wiedziała, dlaczego osoba o tak znanym i niewątpliwie ważnym nazwisku może się jego wstydzić. To szlachta wymyśliła słynne powiedzenie "Bond. James Bond". Chciała od razu skreślić rozmówce, bo nie jest on godzien obecności Bonda. W dzisiejszych czasach dzięki temu można było wiele rzeczy załatwić, zwłaszcza jeśli rodzina maczała palce w czarnej magii. W końcu to Cass trafiała do Munga, w którym zawsze było miejsce i miała prywatną salę i mogła wybrzydzać sobie, czy chce iść na grupową terapię czy jednak woli zostać i pisać paskudne listy do swoich przyjaciół. Powinien bardziej je docenić, zwłaszcza że dzięki jego rodzinie mogła kilka rzeczy zrobić w Bułgarii. Wdrapała się na niego, nie jęcząc już, że jest ciężka i że pewnie go zgniecie. Po prostu chciała usłyszeć jak bije mu serduszko. Ręce położyła na jego torsie, na razie siedząc okrakiem. W końcu znów poruszył sprawę Elenki.
- Temu dziecku groził Azkaban i uwierz mi, że swoje kosteczki potrafi naprawić. Jeśli będzie łaskawa, to nie naskarży na Ciebie dyrektorowi. - odpowiedziała lekko znudzona. Bo Marionowa była tak naprawdę taką stajnią Augiasza i nic nie dało się z nią zrobić. Oprócz ubicia, spalenia na stosie, a następnie wyrwanie jej kart historii oraz wrzucenie do wywaru żywej śmierci. Przejechała dłońmi do po torsie chłopaka, zatrzymując je na ramionach. Właśnie, kogo okłamywała? Oczywiście, że nikogo! Nie chciało jej się jednak opowiadać po raz kolejny tej samej historii i usłyszeć to samo. Kciukiem przejechała po zarysie kości żuchwy i uśmiechnęła się lekko.
- Och, Sebastianie, nikogo. Dlaczego akurat tu nas zabrałeś? - spytała z lekkim, ledwo słyszalnym właściwie wyrzutem. Wszystko co jej tu przeszkadzało to brak fortepianu. I o ile miał elektryzujący dotyk oraz magiczny głos, to nadal nie było to instrumentu.
- Z jakich plotek słyniesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Gwiezdna Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
drugie pietro
-