IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Kawiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Kawiarnia   Wto Cze 07 2011, 16:01


Kawiarnia


Okolica ta może się także pochwalić paroma urokliwymi kawiarniami. Jedna z nich, najbardziej popularna mieści się w samym centrum owego miasteczka Twizel. Miejsce to urządzone jest w sposób dość elegancki, gdzie przeważają odcienie czerwieni i bieli. To właśnie tutaj podają najlepszą kawę w mieście. Ale nie tylko to, bowiem można tu także dostać wielosmakowe lody, oraz wyśmienite ciasta. Kawiarnia posiada stoliki zarówno przed budynkiem, jak i wewnątrz, gdzie niezmiennie unosi się aromat kawy, wanilii i cynamonu.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Cze 23 2011, 20:06

Ach, cóż to był za cudowny dzień! Połowa jego w jakiejś dziwnej kapsule, a potem cudowne chwile w pokoju z Lunarie. Do tego egzotyczny klimat, zakurwiście gorące powietrze, dziwaczni ludzie i bajeczne krajobrazy. Żyć nie umierać! A do tego Boris niczym nastolatek z high school wziął sobie jelonka za rączkę (ach, czyż to zdanie nie brzmi absurdalnie?) i uśmiechał się do mijanych ludzi. No dobra, załóżmy, że nie sprawiał wrażenie debila, HEHE.
Kilku też pytali o drogę do owego miasteczka i kawiarni. W zasadzie tygrysek miał nadzieję zjeść coś porządnego, ale nie znalazł żadnej restauracji. A jedzenie w ośrodku to żadna przyjemność, tak by the way. No nic, szkoda.
Po drodze gawędzili sobie z Lunką, podziwiając niektórych osobników, ale raczej skupiając się na krajobrazie wokół i aby dotrzeć we właściwe miejsce.
W końcu ich oczom ukazała się owa miejscówka, dookoła unosił się zapach kawy, wanilii i cynamonu, no i było tak gorąco, że zasiedli sobie na zewnątrz. Ha, może trochę się opalą przy okazji. Boże, opalony tygrys, to brzmi koszmarnie. Ale co tam!
Po gentlemeńsku odsunął dziewczynie krzesło, by samemu udać się po karty i tak sobie zasiedli przy jednym ze stolików, wertując menu. Oj, chyba się zasłodzą!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Cze 23 2011, 20:20

No, było tak luzacko, że spacerując machali sobie łapkami, a Luna z równie wielką ciekawością co Boris obserwowała miasteczko. Było niewielkie, acz tak urokliwe, że aż nie chciało się wierzyć. I nawet tutaj zachowany został cywilizacyjny schemat - przechodząc z ośrodka do miasteczka, najpierw mijali spalone słońcem domy mieszkańców o ścianach w interesującym, popalonym, czerwonawym kolorze, a dopiero potem weszli na zalane słońcem niewielkie uliczki, bulwary pełne śmiechu. Dygnęła teatralnie, niczym panienka z dobrego domu, jak uczył ją Barnaba, gdy Borys odsunął jej krzesełko. Zatrzepotała rzęsami jak pierwszorzędna kokietka, parsknęła śmiechem już zgoła niekokieteryjnym i zasiadła wygodnie na plecionym, wiklinowym fotelu, zasłoniła ręką oczy i westchnęła.
- Jezu, jest tak cudnie, że aż wyczekuję jakiegoś trzęsienia ziemi czy innego fajowego obrotu spraw, żeby wszechświat przypomniał, jakim jest dupkiem - powiedziała pół żartem pół serio. Ale w tej chwili nie wyobrażała sobie, żeby ta euforia miała minąć. Może po prostu skręt był za mocny?
Wzięła w dłonie kartę i przebiegła po niej wzrokiem.
- Wzięłabym jakiś krwisty stek, ale widzę, że nie ma mięsnych ciasteczek - powiedziała, wydąwszy usta w podkówkę. - Oks, ja wezmę-ę-ę... - Przesunęła palcem po karcie, wczytując się w nazwę wybranego przez siebie specjału. - Puchar Truskawkowej Rozkoszy. Brzmi bardziej niż obiecująco, hehehe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Cze 23 2011, 20:50

Wszystko tutaj miało swój niepowtarzalny klimat. W ogóle miał wrażenie, jakby wdarł się do samego serca jakiejś tajemnicy. I mimo, iż miasto było typowo mugolskie, miał wrażenie, że w każdym zakamarku kryje się coś tajemniczego. Coś, co wzywa do odkrycia. Ale z drugiej strony... może to było działanie skręta? A nie jego przypuszczenia? To byłoby nawet lepsze, przynajmniej wiadomo by było, że jest normalny. Ale i tak nie jest. Nieważne.
Roześmiał się na ten dyg, czy jakkolwiek to się odmienia, a potem wlepił w nią zaciekawiony, acz nieco mętny i podejrzany wzrok, ale co tam. Przyglądał się jej rzęsom, jej uśmiechowi, każdemu ruchowi, znowu. Tak, to było naprawdę dziwne, że nie mógł się na nią napatrzeć. Nawet teraz, kiedy przyszli po coś innego w zasadzie. Jednak skupił się na tym, co mówi, a jego uśmiech zniknął z twarzy.
- Ja wyczekuję co najwyżej jakiegoś towarzystwa. Jak będzie trzęsienie ziemi, czy coś w tym rodzaju, to wkurwię się na wszechświat i pogrożę mu pięścią za psucie cudownych wakacji - odparł spokojnie, acz nieco poważniej niż ona. Naprawdę miał już dosyć nieciekawych niespodzianek, zawirowań i mętliku. Oczywiście, o negatywnym zabarwieniu. Bo na pozytywy ostatnio tak bezceremonialnie czekał.
Mimo wszystko nie był przygnębiony, nie mógłby, nie po tym, co wypalili w pokoju. Dlatego szybko znów się uśmiechnął, nie wytrzymując poddania się tej pokusie i powrócił wzrokiem do karty.
Przeczytał chyba wszystkie pozycje, oczywiście nie mogąc się na nic zdecydować. Więc siedział tak dłużą chwilę, kontemplując nad tym, jakby od tego miało zależeć jego życie.
- Dobra, wezmę Banana Split! - zakrzyknął w końcu entuzjastycznie, jakby odkrył nowy pierwiastek czy coś tam. Tak, podejmowanie decyzji nie jest jego mocną stroną, dlatego nie dziwmy się jego dumie, kiedy się w końcu na coś zdecydował. Fuck yeah.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Cze 23 2011, 21:03

- Mhmm, ktoś z Hog mógłby wpaść - uznała z lekkim rozkojarzeniem spowodowanym tygrysim spojrzeniem i jego lekkim uśmiechem. Rzuciła mu łobuzerskie spojrzenie i chwilowo zakryła się kartą, złośliwa zołza. A potem wychynęła znad niej, słysząc słowa Borysa.
- Oj - rzekła tylko, nachylając się przez niewielki stolik i ucałowała go w policzek. - Nie zepsuje. Spróbowałby tylko. Przecież wie, że ty masz pazury, ja mam poroże... daj spokój, jesteśmy dla niego groźnymi przeciwnikami. Nie tknie nas nawet.
Chwilowo, może pod wpływem skręta, wierzyła w to święcie i głęboko. Okręciła sobie jednego z jego loczków wokół palca, gdy nadeszła jasnowłosa kelnerka i wzięła od nich zamówienia. Uśmiechnęła się do nich zniewalająco, po czym odeszła, kręcąc zgrabnie biodrami. LSD spojrzała na Boriska i mrugnęła do niego porozumiewawczo, uśmiechając się.
- Siódemka - oceniła beztrosko, teraz biorąc do ręki niezapaloną świeczkę ze stolika. Zabrano jej kartę i nie miała czym się bawić, a włosy tygrysa były jednak wysoko i musiała trzymać ręce wyżej, co wcale się jej nie podobało. Przerzucała zatem małą świeczkę z dłoni do dłoni i zerknęła na ulicę. Po bulwarze przebiegła właśnie trójka dzieci, najwyraźniej rodzeństwa. Uśmiechnęła się niby do siebie, niby do nich, patrząc na około jedenastoletnie bliźniaczki o brudnych buziach.
- Chodź! - zawołały głośno, śmiejąc się. Na chwilę stanęły i zaraz dołączył do nich na oko sześcioletni chłopiec na rowerku. Język wytknął na zewnątrz z przejęcia, bo starał się pedałować jak najszybciej na swoim szalonym czterokołowcu. Uśmiech Lunarie powiększył się jeszcze bardziej, by zaraz serce drgnęło, a kąciki ust opadły.
Zaślepiła się więc w nieciekawej świeczce, a dopiero w chwilę później spojrzała na Borysa.
- Szczęśliwe dzieciaki są brudne - wygłosiła swą mądrość, a lekki, chociaż nieco mizerniejszy uśmiech powrócił na twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Cze 23 2011, 21:24

Uśmiechnął się szerzej, ale kiedy ten nikczemny jelonek zakrył się kartą, rzucił w nią gniewnym spojrzeniem (odda?!). Niestety, jako, że go nie widziała, nie mogła też dostrzec jego wzroku, co było naprawdę demobilizujące. Ale spokojnie, Boris rozchmurzył się w mgnieniu oka, w ułamku sekundy twarz znów pokryła się łagodnością.
Czuł się naprawdę doceniany, szczególnie, kiedy poczuł jej ciepłe wargi na swoim policzku, choć było to raczej spowodowane jego wyrzutami, aniżeli jakimiś zasługami. Ale nieważne, nieważne, obojętnie, z jakiego powodu to robi, sprawia tygrysowi przyjemność, ot co.
- Właśnie, twoje poroże jest naprawdę imponujące. Szczególnie, kiedy mieni się kolorami tęczy. To takie... magiczne. Bajkowe. Byłabyś świetnym reniferem - zażartował na koniec i zachichotał cicho, bo chyba tylko on teraz wiedział, co sobie wyobraził. Ale to będzie jego słodka tajemnica. Tak infantylna, że aż cukierkowa. Aż zgubił właściwy wątek.
Tak, po tej kąpieli nie mógł ułożyć włosów, dlatego uformowały się one w nieznośne spiralki, które go szczerze irytowały, ale nie dał tego po sobie poznać. Wykonał jedynie nieznaczny, dziwaczny ruch ręką, kiedy ta zaczęła się nimi bawić, a jakaś ładna kelnerka odebrała ich zamówienie. Patrzył na nią krótką chwilę, po czym wbił zdziwiony wzrok w Lunarie.
- Siódemka? Aż tak ci się podoba? - spytał nieprzytomnie, bo ciężko dziś trybił. No dobra, niby jak zawsze, ale te słońce, wakacje i motylki w brzuchu (oraz wypalony skręt), działały na niego rozleniwiająco.
A potem obserwował ruchy jelonka, wodząc po chwili za nią wzrokiem i uśmiechnął się do owych dzieci. Przypomniało mu się jego dzieciństwo, stare, dobre czasy, choć wcale nie w tak znowu rewelacyjnych warunkach. Choć trzeba przyznać, że i tak lepszych, niż przeciętnie w tamtych czasach w Rosji.
- Faktycznie. Moje dzieci też będą chodzić brudne - odparł po chwili, z jakąś dziwną melancholią, jakby nie wiadomo co się stało, a to przecież tylko dzieci. I zdanie wyrwane z kontekstu brzmiało naprawdę głupio. Będą chodzić brudne? Nie będziesz o nie dbać, Borisie? Ależ skąd. Nie wiedział dlaczego, ale czuł, że rodzicielstwo to będzie wspaniały okres. Ale jeszcze nie teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Cze 23 2011, 21:43

Nie umiała rzucać gniewnych spojrzeń Borysowi, jeszcze nie! Kto wie, kiedy zacznie w niego rzucać talerzami albo innymi przedmiotami. Na razie rzuciła na niego jedynie okiem. Rzuciła okiem. Wyrwała sobie jednym, sprawnym ruchem gałkę oczną i wycelowała prosto w jego nos. Jej pusty oczodół wkrótce wypełnił się krwią, a ona padła w cierpiętniczych konwulsjach bólu na ziemię. Wtedy nadbiegła jasnowłosa kelnerka i zaczęła krzyczeć, klękając nad nią razem z Borysem, podnieśli spojrzenia, które się spotkały... I ich spojrzenia zawędrowały aż na Bahamy, gdzie osiedliły się i mają teraz gromadkę wzrokowych dzieci.
Skręt podsuwał jej doprawdy interesujące wizje. Potrząsnęła więc nagle głową, wprawiając w ruch włosy, jakby z końcówek kosmyków mogła strząsnąć te obrazy.
- Wiem, cholera... teraz nie będę mogła się zdecydować, czy będę reniferem czy magicznym elfem świętego mikołaja. Ty będziesz pewnie jego tygrysowym bodyguardem, a on zakocha się w tobie przez te białe ząbki.
Tak swoją drogą, to jej włosy również nieznośnie się skręciły po ich prysznicu, ale nie przejmowała się tym. Była na wakacjach. W ogóle niektórzy mogliby jej nie poznać w tych niesfornych kosmykach, bez makijażu, który ujawniał piegi wokół nosa (a te polubiła z kolei dzięki Boryskowi), w całkiem dziewczęcej sukience. Wakacje! Jedyne, co w sobie poprawiała to podkład nakładany na zgięcia ramion, które wciąż ujawniały siniaki i wielokrotne ślady po wkłuciach. Ostatnio było ich mniej, wraz z lekkim ograniczeniem ćpania albo przerzuceniem się w większości na snuffanie.
- Siódemka to nie rewelacja - rzekła, gdy siódemka znów przyszła do nich, wręczyła Boryskowi puchar wypełniony po brzegi bananowym specjałem, a LSD otrzymała bajeczny, truskawkowy koktajl. Wszystko to przyozdobione owocem założonym na brzeg szklanki, słomkami zakręconymi w szalone spirale i kolorową parasolką. - Ty na przykład jesteś dziewiątką - dodała, uśmiechając się niecnie. Hihihi, niedobra żartownisia.
Uśmiechnęła się subtelnie, słysząc uwagę o dzieciach. Pokiwała głową, oplatając palcami zimny puchar. Przez twarz przebiegł jej ledwo dostrzegalny cień. Jej dziecko na pewno nie chodzi brudne. Nigdy. Barnaba był skrajnym pedantem, ograniczał jej kiedyś wszystko to, co składało się na beztroskę dzieciństwa. Miała cholerną nadzieję, że odpuszcza nieco jej synowi. Że daje mu poczuć, jak to jest być szczęśliwym dzieciakiem. Spuściła na chwilę wzrok, powstrzymała westchnienie, które chciało wyrwać się z piersi. Uniosła puchar, a wraz z nim uniosła też ponownie spojrzenie, rozmigotane chwilowym rozkojarzeniem.
- Za brudne dzieci - wzniosła patetyczny toast, uśmiech znów rozświetlił twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Cze 23 2011, 23:27

To doprawdy rozkoszna wizja. Zostałaby uroczym cyklopem, jak Leela z Futuramy. On mógłby też sobie wyrwać jedno oko i rzucić nim na kogoś, co by Lunarie nie była samotna w swej krzywdzie. I wtedy stanowiliby idealną parkę zwierzęcych cyklopów. Aww, naprawdę rozkoszne wymysły.
Zaśmiał się cicho, acz naprawdę szczerze na jej słowa. Wszystkie te rozmyślania były tak absurdalne, że aż zabawne i w pewien sposób ciekawe. Przechylił głowę lekko na bok przyglądając się jej badawczo, z kompletnym rozbawieniem.
- Jaka szkoda, że nie odwzajemnię jego uczuć, nie? Zawsze lubiłem dramaty. W ogóle jaki ze mnie badass, tyle serc złamałem! - stwierdził w żarcie. Hm... chyba jakieś... eeee... jedno? Właśnie owego świętego mikołaja? Och, cóż za imponująca liczba, Boris Lavrov! Panie z kółka gospodyń wiejskich będą pod wrażeniem.
On tam zawsze się przejmował swoją fryzurą. Jak chyba niczym w życiu, heheh. I te loczki wnerwiały go okrutnie. Ale skoro innym się podobały, to postanowił je tolerować. Z kolei Luni w tej fryzurze, prawie bez makijażu, w sukience... wyglądała naprawdę cudownie. Pewnie dlatego nie mógł się napatrzeć!
- No wiesz, zależy dla kogo - odparł nieco nieprzytomnie, bo wciąż trochę był zbity z pantałyku, a potem uśmiechnął się do kelnerki i podziękował za zamówienie, przenosząc wzrok na jelonka. Zmrużył groźnie oczy.
- Ach tak? - spytał z ogromnym oburzeniem, oczywiście udawanym, po czym nabrał lodów na łyżeczkę, by te wylądowały na nosie LSD. - No, teraz mogę spaść w rankingu, ale przynajmniej masz ku temu powód, aby mnie tak degradować - zaśmiał się diabolicznie, rytmicznie poruszając brwiami. Rany, on był stuknięty.
Ostatecznie postanowił jednak wznieść ten dziwny toast, dlatego uniósł zimny puchar. Rozległo się ciche stuknięcie szkła, a potem dźwięk opadania naczynia na stół, w końcu Boris zanurzył łyżeczkę w lodzie i sam go spróbował. No, całkiem dobry. Aż miał ochotę dziecinnie zamachać nóżkami pod stołem, ale jeszcze by kopnął Lunarie i byłoby nieciekawie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Pią Cze 24 2011, 23:12

Zaśmiała się cicho na wieść o złamaniu mikołajowego serca, ale zaraz spoważniała i w końcu rzuciła mu gniewne spojrzenie. A nawet więcej niż gniewne, przepełnione gorącą furią i żądzą mordu!
- Nikt nie będzie krzywdził świętego mikołaja na mojej zmianie, Lavrov - rzekła złowieszczo, mrużąc cwaniacko oczy i wyciągając z diabeł wie skąd (zapewne z szatańskiego wynalazku, jakim jest torebka!) parę okularów przeciwsłonecznych. Założyła je na nos nonszalanckim ruchem i spojrzała filmowo w dal. Brakowało tylko donośnego YEAAAAAH nad panoramą nowozelandzkiego miasteczka o zachodzie słońca!
Ale Borysek zepsuł całe to misternie tworzone wrażenie, celując w jej nos lodami bananowymi. Spojrzała na niego jeszcze gniewniej, wyrabiając się najwyraźniej już w tego typu spojrzeniach.
- Ach tak? - powtórzyła po nim, a to nigdy nie sugeruje niczego dobrego. Nigdy. Przybiła z nim toaścik z szatańskim uśmiechem na ustach i ognikami w lazurowych oczkach, a potem porcja Truskawkowej Rozkoszy wylądowała na jego czole. Ku jej rozpaczy, nie trafiła w kosmyka luzacko spoczywającego na tygrysim czole i ignorującego cały świat zewnętrzny. Tak swoją drogą, LSD kochała te niesforne, borysowe pukle. Ale teraz nie zajmowała się podziwianiem jego osoby, bo i tak robiła to nazbyt często, tylko nabrała powietrza w płuca, by zaśmiać się jeszcze diaboliczniej niż on. Niestety, z marnym skutkiem. Jednak jej jelenie płuca, chociaż znacznie obfitsze w tych rejonach (hehshehs), równie spalone rakiem, nie mogły przepchnąć przez tchawicę tak złowieszczego rechotu. W jej przypadku był to raczej chichot chochlika. Pokazała mu więc język, palcem zebrała bananowe lody z czubka nosa i wsunęła palec do ust, by oblizać go z zimnej masy.
- Z nas też są brudne dzieci - stwierdziła beztrosko, machając nogami. Sama nie miała żadnych dylematów moralnych z tym związanych. Ba, nawet z dwa razy kopnęła lekko Boryska i uśmiechała się wtedy niewinnie i bezczelnie jednocześnie, nie zaprzestając tejże czynności. - Musimy zrobić coś szalonego - zadecydowała po chwili, nabierając na łyżeczkę lody i tym razem nie strzelając już nimi w Borysa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 307
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Czw Cze 30 2011, 18:56

Zaśmiał się razem z nią, ale potem spoważniał, widząc jej jakże nikczemne spojrzenie, które przyprawiało go o dreszcze na jego tygrysiej sierści! Nie wiem jak to możliwe, ale może lepiej nie zagłębiajmy się w temat.
Zmrużył za to gniewnie oczy, ściągając przy tym nieznacznie brwi i marszcząc czoło.
- Och, zapewne tylko ty możesz krzywdzić niewinnych mikołajów? Nic z tego Luni, teraz moja kolej! - odparł buntowniczo i dla lepszego efektu założył ręce na piersi i spojrzał w bok, niczym sfochowane tygrysiątko, tym samym nie patrząc z uznaniem, jak bije na głowię Horatio Cane w swojej pozie z okularami, ot co.
Jednak nie trwało to długo, bowiem po chwili powiedziała coś równie nikczemnego, a on poczuł zimno na czole. A więc tak się bawimy?!
Zgarnął cudo z czoła, tak na szybko, by ostatecznie rozpętać jedzeniową wojnę, połączoną z jakże "przypadkowymi" kopnięciami pod stołem, śmiechem i ogólną dezorganizacją tego miejsca. Aż kilku tubylców spojrzało na nich ze zdziwieniem i rozbawieniem jednocześnie.
- Teraz to dopiero jesteśmy brudni - zaśmiał się ochryple, mierząc swoją koszulkę wzrokiem. Tak, teraz na niej widniały malownicze plamy po deserze. Ale Lunarie nie prezentowała się pod tym względem lepiej!
Nie mniej jednak słodkości na jej dekolcie wywołały inny skutek, aniżeli swobodne żartowanie sobie pod parasolem. Dlatego zostawił na stoliku pieniądze za ich posiłek, a potem pociągnął za sobą dziewczynę w kierunku... hm, gdzieś poza miasteczkiem. Ostatecznie doszli do wodospadu, by się umyć i... a, nie, to zostawię pod zasłoną milczenia, hihi. Ale i tak było pięknie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Francja, Marsylia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -1
  Liczba postów : 61




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 18:28

Lorcan i kawiarnie, taki rzadki i dziwny widok zarazem. Ruszył się z domku, gdzie uprzednio pięknie powykładał swoje rzeczy w szafce tuż przy drzwiach, bo okno jakoś mu nie odpowiadało. Nawet w samolocie siedział nieco wystraszony od strony stewardess, które swoją drogą były niczego sobie. Heh, w końcu nie byłby sobą, gdyby nie zaczął któraś bezczelnie zaczepiać. Na parwdę mu zależało na tym, aby pięknie dojść do tego lokalu bez zadnych skaz na mózgu, ale nic na to nie mógł poradzić: chyba się zgubił, bo ta nie wyglądała, jak na ulotce. POkręcił nosem ze zdenerwowania i okręcił wkoło, gapiąc się na mapę.
Dobra, mniejsza. Wszedł i zajął miejsce gdzieś przy dużym oknie, z widokiem na centrum miasteczka, po czym zaczął siąpić przez słomkę colę w litrowej szklance, zamówioną chwilę po ogarnięciu wnętrza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Holandia
Galeony : 3
  Liczba postów : 39




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 18:42

Liska za to się nudziła. Łaziła najpierw w okół domku, a potem stwierdziła, ze czas pozwiedzać miasteczko, tak żeby potem nie wyjść że przyjeżdża i siedzi całe dnie w pokoju. Chodziła sobie więc po ulicach bawiąc się jednym z wielu naszyjników na szyi. Rozmyślała nad tym całym wyjazdem, stwierdzając że mogła jechać jednak do Holandii do rodziców. Tam przynajmniej wszystko i wszystkich znała, a przynajmniej tych co musiała. Tutaj przerażało ja nieco to, że jest taki natłok ludzi w jednym miejscu. W pewnym momencie zauważyła jakąś kawiarenkę i postanowiła wejść i sobie coś kupić. Zaraz po wejściu rozejrzała się nie zauważając zbyt wiele osob. Zamówiła sobie kawałek ciasta czekoladowo-truskawkowego i białą dużą kawę. Kiedy wszystko dostała usiadła przy stoliku niedaleko chłopaka który przyssał się do coli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Francja, Marsylia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -1
  Liczba postów : 61




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 19:10

Przyssał to mało powiedziane. Jednym tchem wszystko wypił, po czym zaczął się pięknie zastanawiać, czy nie zamówić drugiej. Potem stwierdził jednak, że byłoby to głupie, bo chyba by nie wytrzymał z łazienką, a kto jak kto, ale on miał manię na punkcie czystości. Nie będzie po prostu szczał byle gdzie. Ani to higieniczne, ani śmieszne! To się nazywa choroba, a chłopak ma pecha, bo jest nieuleczalna. Dobrze, że zabrał ze sobą własne serwetki. Chyba by spanikował, dotykając rękoma klamki od drzwi wejściowych. Ale to był szczegół, który jakoś mu szybko przeszedł, gdy dzwoneczki nad owymi drzwiami zabrzęczały głośno, oznajmiając innym, że kolejna ofiara kawiarni właśnie przybyła.
Powiódł swoim wzrokiem za dziewczyną, która następnie usiadła niedaleko i uśmiechnął się pod nosem.
- Biedulka. Sama w.. wielkim mieście? - Zapytał, podpierając sobie głowę ręką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Holandia
Galeony : 3
  Liczba postów : 39




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 19:17

Takie choroby to chyba tylko psychiatrzy sa w stanie wyleczyć jeżeli już. Chociaż gdyby tak się dlużej nad tym zastanowić to fakt, taka choroba była nieuleczalna. Troche przykro ze względu na daną osobe, z drugiej jednak strony to zawsze zabawnie wyglądało jak zamiast normalnie chwycić klamkę to oni przez chusteczki chwytają. Ale dobra, nie śmiejemy się z cudzego nieszczęścia. Nie dość że to nie ladnie to jeszcze wredne, a Lisette nie była tego typu osobą.
Uniosła zdziwiona głowę kiedy usłyszała głos chłopaka. Przez chwile na niego patrzyła zastanawiając się czy to aby na pewno do niej, jednak Lorcan patrzył wprost na nią to nie mogło być do kogoś innego. Uśmiechnęła się lekko i oblizała widelec.
- Sama jak widać. – odparła patrząc znacząco na wolne krzesło naprzeciwko niej. Gdyby Piwka się gdzies nie zgubiła to by tu z nia przyszła, ale jako że siostra się zawieruszyła to łaziła sama. Tez nie miała zbyt wielu znajomych, wolała mniejszy krąg przyjaciół ale bardziej zaufany. Przynajmniej tak sobie wmawiała, bo tak serio to po prostu była zbyt… zagubiona, tak to chyba odpowiednie slowo, aby zdobywać nie wiadomo jaką ilość przyjaciół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Francja, Marsylia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -1
  Liczba postów : 61




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 19:53

Właśnie, wrednym dziewczęciem raczej z wyglądu nie była, wiec byłoby niedobrze dla niego. Dbał o swój imidż i nie chciał, aby cokolwiek, albo ktokolwiek ze swoimi podejrzeniami zaczął go psuć. Mniej więcej. Pewnie byłoby niegrzeczne z jego strony, gdyby się tak odrazu przysiadł, ale z drugiej strony, krzyczenie do siebie było na dłuższą metę nagannym zachowaniem, dlatego wolał najpierw zapytać, niż się wpraszać. Wspominaliśmy o dobrym wychowaniu i traktowaniu kobiet w iście szarmancki sposób.
- A nie będziesz zła, jeśli się przysiądę? Mnie także olano, że się tak wyrażę, więc mógłbym dotrzymać ci towarzystwa. Byle jaki chyba nie jestem, nie? - Wyszczerzył się wręcz lubieżnie, po czym spojrzał w swoja szklankę i zawołał prędko kelnerkę, prosząc o kolejną cole. Phi, najwyżej będzie śmigać do domku w trybie natychmiastowym. Ten napój był niczym w porównaniu do innych, soczków nie soczków, i tym podobnych. Straszne owoce i warzywa. Nie wiedział, jak przeżył bez tego wszystkiego, aż do dzisiaj, ale cieszył się dosyć ładnym zdrowiem, więc chyba było ogólnie w porządku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Holandia
Galeony : 3
  Liczba postów : 39




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 20:39

Nie miała zamiaru psuć mu imidżu, wiec nie musiał się jej bać w tej kwestii. Czy ja wiem czy takie niegrzeczne, tak naprawdę typowe zachowanie, a Lise nie miałaby nic przeciwko. Zapomniała wziąźć swoją książkę z pokoju i teraz siedziała sobie nawet bez żadnej rozrywki. Widzac jego uśmiech zaczęła się na nowo bawić swoim naszyjnikiem na którym była zawieszona metalowa kokardka, z zielonymi błyszczącymi szkiełkami. Zawsze tak robiła kiedy zaczynała się chociaż troce denerwować.
- Pewnie, siadaj. Nie, byle jaki nie jesteś, a mi się towarzystwo przyda. – powiedziała z lekkim uśmiechem na ustach. Zerknela tylko na kelnerkę która miała podać chłopakowi picie i wróciła do niego spojrzeniem. Wzięła kawę do rak i upiła kolejne łyki. Najwyżej zrobia sobie wyścigi do domku do toalety, bo jak tak dalej pójdzie i jej pęcherz się odezwie. Niby mogła się załatwić w kawiarni, ale nie lubiła publicznych toalet, zawsze miała wrazenie że ktoś osikał klapę albo napluł na papier. Różne chore scenariusze pojawiały jej się w głowie na taki temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Francja, Marsylia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -1
  Liczba postów : 61




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 21:03

Poczekał jeszcze chwilę, może kilka minut, aż zamówienie zostanie zrealizowane ponownie i z uśmiechem na ustach poszedł dosiąść się do dziewczyny, która łohoho, wyglądała teraz na nieco starszą od niego. Jednak zdecydowanie się tym nie przejął. Pewnie o jakiś rok, a on zaczyna z tymi swoimi standardami latać wzrokiem po każdej, jaką napotka. Wstydź się Lecouit, co ty wyprawiasz, mały niedouczony gówniarzu. Pierwsze, co zrobił to zanurzył ponownie słomkę w coli i upił, aby odświeżyć umysł. Następnie spoglądając ze stoickim spokojem na nią, zniżył oczy na wysokość jej piersi, a raczej naszyjnika, którego tak dziwnie zaczęła 'miętolić'. Żadne inne określenie na ten widok mu nie przychodziło. Przywołał się do porządku odchrząknięciem.
- Lorcan jestem, miło mi - Podał jej rękę ze słomką w ustach, jak to zwykle wyglądała, kiedy się komuś przedstawiał. Zawsze i wszędzie, Coca Cola. - Co robisz w Nowej Zelandii, co? Wakacje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Holandia
Galeony : 3
  Liczba postów : 39




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 21:09

Pewnie gdzieś koło roku była starsza od niego, może nawet więcej. Lise jednak tez się tym nie przejęła, bo i po co? Milości nie szukala, a kumplować można się z każdym w każdym wieku tak naprawdę. Wystarczyło się dobrać charakterami. Serio był zboczony, skoro tylko takie określenia mu przychodziły do głowy. A ona wcale nie „miętoliła” tego łańcuszka tylko się nim bawiła. To ją uspokajało no i było zdrowsze od palenia, które ponoć uspokaja większość jej znajomych.
- Lisette, mi także miło. – uścisnęła lekko jego dlon i zaraz ją zabrała by dobrac się do reszty swojego ciastka. - Taa, wakacje ze szkołą. – odparła z uśmiechem na ustach nie wiedzac ile tak naprawdę mu może powiedzieć. A cholera wie czy to nie jakiś tubylec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Francja, Marsylia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -1
  Liczba postów : 61




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 21:27

Tak, dobrze, że uspokajała swoje nerwy za pomocą tego czegoś, niż by zaczęła przy nim bezczelnie popalać. Nie, żeby był jakimś wybrednym chłopczykiem, który z dobrego domu wyniósł same najlepsze wychowanie, poniekąd do grzecznych stanowczo nie należał, ale papierosy.. oistatnio odstawił. Wolał nie mieć szarych płuc, kiedy Ojczulkowi się zachce jechać z nim do lekarza na rutynowe badania. Odwrócił na moment twarz w stronę okna, po czym przeniósł na dziewczynę.
- Ze szkołą? witam w klubie: niesprawiedliwość rodziców. Tylko dziwne mają u mnie dobieranie uczniów do pokoi. Koedukacyjne. Jakby nie wiedzieli, że mogą się nawzajem pozabijać, czy co tam innego. - Na prawdę mu się śmiać chciało, ilekroć widział swój pokój i osobę, która z nim go dzieliła. Ethelyn znał od dzieciaka i nie mógł wręcz uwierzyć, ze dali ją do tego samego, co Lecouit. Zrezygnowany łaził cały czas naburmuszony, aż do teraz. Przejaśniał, gadając z zupełnie nową osobą. Spojrzał na blondynkę[?xd] ze smakiem zajadającą ciastko przed sobą na talerzyku. Nie, Lorcan. Żadnych słodyczy, jesteś na diecie. A wiadomo, że jak się dorwie, to nie ma stop. Jest tylko ''daj, nie zabieraj i spierdzielaj'. - Widzę, że ci wyjątkowo smakuje jedzenie mug.. znaczy tutaj w kawiarni. - Fakt, on sam nie wiedział, czy jest czarownicą, czy nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Holandia
Galeony : 3
  Liczba postów : 39




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 21:57

Ah, to dobrze, że Lisette nigdy nie miała w ustach papierosa. Nie żeby była jakas inna czy coś, ale palenie nigdy jej nie kręciło i nawet nie próbowała popalać jak niektórzy na imprezach. Nie chciała śmierdzieć, no i znając jej szczęście by się mega szybko uzależniła od tego świństwa. Jakoś też ceny papierosów ją nie zachęcały, więc ogólnie była z siebie bardzo dumna. I dobrze, że je odstawił, chociaż kiedy się rzuca palenie ponoć się tyje. Gruby Lorcan?
- Tak, a we wrześniu się okaże że połowa tych dziewcząt będzie w ciąży. – powiedziała wywracając oczami. Chyba mówili o tej samej szkole i tej samej wycieczce. Cóż, to nawet fajnie przynajmniej pozna wreszcie kogoś w miare normalne, a przynajmniej miała taka nadzieję. Ona z kolei w pokoju miała dziewczynę której nigdy nie widziała na oczy i nie zamieniła z nią słowa. Nie miała pojęcia jak przetrwa te wakacje. Tak jakby nie mogły jej ulokować z siostra, albo z kimś z kim się przyjaźni. Eh, zycie. Na szczęście jednak nie trafił jej się żaden nauczyciel, bo o tym też słyszała. Ale serio, ta szkoła była bardzo dziwna skoro tak przydzielała do pokoi.
Usmiechnęła się pod nosem słysząc jego przejęzyczenie.
- Mugole mają niektóre dobre produkty. – powiedziała unosząc na niego wzrok. - Chcesz trochę? – zapytała podsuwając mu nieco talerzyk. Ah ta jej miłośc do świata, czasem to było aż nazbyt męczące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Francja, Marsylia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -1
  Liczba postów : 61




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Wto Lip 05 2011, 22:08

Trafienie na nauczyciela w poko0ju, Boże. Także o tym słyszał[ ciekawe skąd XD]. Nie mógłby wytrzymać z nadgorliwym belfrem, układającym swoje t shirty i spodnie w istnie równiutką kosteczkę i tego typu inne rzeczy, które szczególnie nie podobały się Lorcanowi. Mimo, ze był spokojnym chłopakiem, to posiadał te odchyły od normy i niektóre cechy, wyróżniające go z tłumu. Ach, biedna ta, która doznała takiego bólu spędzenia wakacji w NZ z takim człowiekiem.
- No właśnie. Wystarczy, że sobie popiją i już zaciążona. Oczywiście, ja tam siebie zamierzam pilnować, z głową w pieluchach mi nie do twarzy. Hm, wiec mówimy o tej samej szkole. Świetnie - Uniósł kąciki swoich ust nieco w górę, bo na widok podsuwanego pod jego nos ciastka, jego poliki zrobiły się dziwnie wypukłe i zarumieniły, spalając typową cegłę. - Nie, dzięki. Jedz, jedz, bo ci fundnę jeszcze jedną, jak tak dobrze ci idzie. - Uśmiechnął się szelmowsko i znowu upił coli ze szklanki. Sprawianie większej przyjemności ludziom było czymś fajnym w życiu Lecouita. A już w ogóle poznawanie ich za pomocą swoich atutów, których chłopakowi nie brakowało. Nie, to nie jeszcze czas na podrywanie koleżanki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Holandia
Galeony : 3
  Liczba postów : 39




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Lip 06 2011, 17:04

On już tam myśli o nadgorliwym nauczycielu, ale samo przebywanie z nauczycielem w jednym pokoju było straszne! Ani to zaprosić znajomych już nie mówiąc o chłopaku. Nie, nie wyobrazała sobie tego i nawet nie chciała dopuszczać do siebie myśli, ze moglaby tak źle trafić. Przy okazji tez kondolencje dla tych którzy trafili na nauczycieli do pokoi.
- Dlatego właśnie się cieszę, ze nie spałam jeszcze nigdy z mężczyzną. – powiedziała z dumnym uśmiechem na ustach. Zaraz potem się zaczerwieniła i zrobila wielkie oczy. Tak, dotarlo do niej co powiedziała i nie była z tego zbyt zadowolona. Przygryzła warge, mając nadzieje że nie zostanie wyśmiana. Niestety jednak ukazała się jej największa wada, najpierw mówi a potem myśli. - Lepiej nie, nie chce przytyć. – powiedziała apropo ciastka, majac nadzieje że ten temat odciągnie ich od jej poprzedniej gafy. Pewnie gdyby jeszcze raz zaproponował jej ciastko to by się już tak nie opierała. Bardzo lubiła słodycze, a tez nie tyla w szybkim tempie więc niby mogła sobie pzowolić. Jednak latoooo trzeba się odchudzać. I z ta myślą zjadła do końca czakoladowo-truskawkową słodycz. Ambitnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Francja, Marsylia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -1
  Liczba postów : 61




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Lip 06 2011, 18:22

Lorcan nie wiedział w tej chwili czy ma się śmiać, czy płakać. Cóż, podążył wzrokiem za jej rosnącym rumieńcem na polikach, ostatecznie stwierdzając, że to nawet dobrze, że coś takiego powiedziała. Nie jest żadnym zboczeńcem, czyhającym tylko na dziewicze łoże, ale to w większości świadczyło o tym, iż jest z nim szczera. Lecouit nie ukrywał nigdy faktu , że woli gorzką prawdę niż słodkie kłamstwo, niby dla dobra ogółu. Pf, pierdolenie o Chopinie. Ha, już o niej coś wiedział. Zapowiadał się fajny dzień.
- Uznam, że tego nie słyszałem..Dla naszego dobra! - Podrapał się po karku nieco zmieszany, udając wielce zmieszanego jej wyznaniem. Jej niespodziewane poczucie humoru, wyjawiające się w najmniej oczekiwanym momencie, było całkiem urocze, więc puścił to mimo uszu. Aczkolwiek, taki zapominalski nie był, także między innymi będzie ją za to mógł rozkosznie poznać. Zajął się na moment sobą i c o l ą. Nie potrafił przestać się nią delektować, a już zwłaszcza przy Lisette.
- Więc.. może wyjdziemy gdzieś do centrum? Robi się tłoczno tutaj. Przyciągasz uwagę męskiej reprezentacji Nowej Zelandii. Oho, chyba będę zazdrosny! - Roześmiał się, proponując brunetce/blondynce, ach te dzisiejsze dziewoje!, rozwiązane problemu tej uprzedniej ciszy. Jak będą zajęci obgadywaniem innych, idąc ulicą, może każde z nich się rozluźni i w końcu jakoś rozmowy zaczną mieć sens. Co, oczywiście nie przeczyło tej w kawiarni! Lorcan miał wiele przyjaciół, ale spędzanie czasu z tą oto tutaj było całkiem niezłym pomysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Holandia
Galeony : 3
  Liczba postów : 39




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Lip 06 2011, 19:03

Dobrze, że nie zrobił nic z tych rzeczy. Liska pewnie by uciekła od niego z płaczem i nigdy więcej by się do niego nie odezwała. Cóż, jeżeli chodzi o takie rzeczy to momentami była jak typowa nastolatka z zaburzeniami emocjonalnymi i tyle. Ano jest z nim szczera, jakoś nie potrafiła nigdy za dobrze kłamać, więc nawet gdyby chciała to by szybko się połapał że coś jest nie tak. No wiedział i to nawet dosyć dużo już w tym momencie, a przecież dzień się jeszcze nie skończył! Zapewne do końca rozmowy wygada się z paroma innymi tego typu rzeczami, ale cóz, taki urok Lisette.
- Dziękuję. – powiedziała z nieśmiałym uśmiechem. Ah, jak dobrze że nie jest jednym z tych mężczyzn któby ją wyśmiał, albo od razu polował na jej dziewictwo. Może była staroświecka, ale potrzebowała czegoś więcej niż dwóch słów żeby iśc z kimś do łóżka. W ich czasach to ponoć było coś nienormalnego, ale jakoś się tym nie przejmowała. Była dumna z tego, że nie puściła się z kims po pijaku i koniec.
- Dobra, chodźmy, pozwiedzamy trochę. – powiedziała wstając z krzesła. Rozejrzala się po kawiarni, ale oczywiście nie zauwazyla żeby jakiś chłopak się na nią patrzył w wiadomy sposób. Z tym, że Liska też była ślepa na tego typu rzeczy. - Bądx, czasem to dobrze robi na człowieka. – dodała po chwili zakładając orebkę na ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Skąd : Francja, Marsylia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -1
  Liczba postów : 61




Gracz






PisanieTemat: Re: Kawiarnia   Sro Lip 06 2011, 19:16

Wstał za nią z krzesła i położył równowartość ich zamówienia, bo oczywiście musiał za nich zapłacić. Nie dałby dziewczynie czegokolwiek wyłożyć, nawet za siebie! Czysty honor, poza tym tak chyba wypadało, a Lorcan przykładem niewychowania rodzinnego aż tak nie był. Uśmiechnął się jeszcze do niej po czym grzecznie wsunął mebel pod stół. Dziwny, nie? No.[lubię tego używać xd] Chłopak wsadził do kieszeni swój portfel, po czym puścił ja przodem, aby w końcu wyjść z tej kawiarni.
- Ej.. a gdzie idziemy? Mają chyba jakiś klub, no nie? W razie czego? - Odpowiedział, zastanawiając się to aż nadgorliwie. Nowa Zelandia.. praktycznie nic nie wiedział o tym kraju, takze pogląd na temat miasta wyrabiał mu się co chwilę na nowo. Raz ludzie byli mili, potem można było dostać dosłownie kurwicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Kawiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Kawiarnia Solace
» Kawiarnia Lacciato
» Kawiarnia
» Kolorowa Kawiarnia
» Kawiarnia 'Petit Appetite'

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Nowa Zelandia
 :: 
Miasteczko
-