IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Bar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 46
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4219-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4224-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4220-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7195-grigori-orlov




Moderator






PisanieTemat: Bar    Pon Cze 20 2011, 18:03


Bar


Tutaj wiele osób spędza większość życia. Dolewając sobie co raz to więcej alkoholu i zatapiając się w uroczym stanie nieświadomości. Tylko uważaj co zamawiasz! Możliwe, że jeden z tych egzotycznie brzmiących drinków zawiera w sobie sok z robaków, które możesz znaleźć na ścianie w pokoju. Dlatego lepiej najpierw czytaj co zabierają w sobie. Chyba nikt nie chce niespodzianek w stylu wystającej ze szklanki nogi pająka? Samo miejsce jest wyjątkowo przyjemne. Dość odległe od centrum miasta, dzięki czemu oprócz barku w tropikalnym stylu oraz paru stolików, jest dość spore miejsce do tańczenia. Grają tutaj wszystko na życzenie, a najczęściej wesołą muzyczką, prawie jazzową.
Wokół stolików chodzą pół nagie kelnerki i kelnerzy. Wszyscy młodzi, seksowni i piękni. Żyć nie umierać. A po paru kieliszkach nawet właściciel baru wydaje się być chodzącym ideałem, a jego brzuch piwny seksownym ośmiopak.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Pią Cze 24 2011, 00:03

Ubrany w to w czym opuścił pokój czyli czarnych skórzanych spodniach i takież jedwabnej koszuli z czarną rękawicą na prawej ręce i w okularach przeciw słonecznych. Przyszedł do baru napić się Mojito trzeba czymś zacząć wypoczynek a ten drink zawsze go rozluźniał. Podszedł do kontuaru, uśmiechając się do kelnerek które mijał, potem do barmana siadając przy barze.
-Mojito poproszę- zwrócił się do Barmana, chwile potem delektował się chłodnym napojem o silnym aromacie limonki i mięty, które idealnie współgrały z białym rumem, po pierwszym łyku skłoniłem się barmanowi-Idealny drink na początek idealnej chwili
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 180
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 402




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Pią Cze 24 2011, 11:24

Gdy tylko się rozpakowała, postanowiła przejść się gdzieś (postanowienie zostało zachęcone przez Naomi Young szczerym "wynocha, bo zabierasz mi cenne powietrze"). Byle zdala od tej krukoniastej. Wyszła do miasta. Zbyt wiele kawiarni tu nie było, a w tej jedynej już byli studenci, którym niekoniecznie chciała przeszkadzać. Skierowała swe kroki do baru. Uaa, dlaczego ja mam takiego pecha?! W barze ktoś już był i pił coś, co mocno pachniało miętą i jakimś cytrusem. Nie, limonką. Chrzanić studentów. Mogę iść gdzie chcę i robić, to, co chcę. Podeszła do nieznajomego. Musiała pogadać z kimś normalnym. No, w miarę normalnym. Nigdzie nie mogła znaleść Connie, a Daniela nie było, więc musiała poradzić sobie sama.
- Buongiorno. Mogę się przysiąść? Wygonili mnie z pokoju. - powiedziała ze smutkiem do studenta.
- Jeśli przeszkadzam, powiedz. Pójdę sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Pią Cze 24 2011, 13:44

Odwrócił się w jej kierunku patrząc z nad ciemnych okularów.
-Witam oczywiście że możesz-uśmiechnął się szczerze- Nie krępuj się w końcu, nie jesteś już w szkole.
Wskazał jej miejsce obok.
-Jak rozumiem nie miałaś szczęścia do współlokatorki, ja swojej jeszcze nie poznałem więc nie mogę powiedzieć nic na temat mojej. Przy okazji Aleksander, ewentualnie Aleks-skłonił się jej salutując szklanką-napijesz się czegoś
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 180
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 402




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Pią Cze 24 2011, 15:05

- Dzięki - uśmiechnęła się i usiadła na wskazanym stołku.
- Wiesz, jesteś pierwszym studentem który mnie nie wygania ze swojego otoczenia - stwierdziła szczerze - Jestem Eveline, w skrócie Ev. A co do lokatorki, to wolałabym już mieszkać ze stadem węży niż z krukonias... znaczy Naomi Young. A z tego, co słyszałam ty mieszkasz z Connie , 16-letnią Ślizgonką. Z dziewczyną, której moje zachowanie nie doprowadza do utraty cierpliwości - powiedziała z rozbawieniem - Zobaczymy jak będzie z tobą. A co do picia, jestem niepełnoletnia. A jak znam życie, piwa kremowego nie mają. - westchnęła.
- Chyba się trochę się rozgadałam... - powiedziała po chwili spoglądając z przestrachem na Aleksandra. Nie chciała go od razu zniechęcać do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Pią Cze 24 2011, 16:34

Zaśmiałem się, słysząc jej ostatnie zdanie, skończyłem mojito, dając znać barmanowi jeszcze raz to samo.
-Spokojnie po co miałbym odstraszać póki nie będziesz czubkować, co do napojów to się nie martw, poproszę mojito bez rumu dla tej dziewczyny- po chwili odebrawszy dwa drinki w tym jeden bezalkoholowy z parasolką, i słomka- masz nie piwo kremowe ale też powinno Ci smakować, a teraz rozkoszujmy się atmosferą i napojami-uśmiechnął się do niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 180
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 402




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Pią Cze 24 2011, 20:30

- Jak zacznę czubkować to powiedz, bo sama mogę nie zauważyć - stwierdziła. Spojrzała na stojący przed nią drink. Wzięła go do ręki, pociągnęła nosem zapach, kojarzący jej się z ciepłymi dniami w Villa Sforca, kiedy to przesiadywała na ogromnym tarasie bawiąc się z Falconem w "pociągnij mnie za ogon". Ona, z oczywistych powodów była ciągnięta za ubranie. Ogród zawsze wtedy pachniał miętą... Ziemia do Ewki! On cały czas na ciebie patrzy! Pociągnęła łyk ze szklanki. Chłodny drink zalał jej organizm, dając przyjemne orzeźwienie. Delektowała się pysznym smakiem limonki i mięty. Skwitowała to wszystko jednym szczerym...
- Pyszne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Pią Cze 24 2011, 23:18

Jakoś przestałem przejmować się moim strojem, choć wielu z nieukrywaną ciekawością spoglądało na nas, no cóż taka para nie często się zdarza. Arab w tradycyjnym stroju i europejka w modnych, luźnych ubraniach tak to na pewno rzuca się w oczy. Miałem ochotę na wino w towarzystwie Płomyczka i to niezmierną. Kiedy weszliśmy do pomieszczenia przypomniałem sobie że niestety według mugolskich praw nie mogę spożywać alkoholu w miejscach publicznych. Ale nie zamierzałem się wracać z co najmniej trzech powodów, po pierwsze nigdy nie byłem w podobnym miejscu z moją ukochaną, po drugie nie zamierzałem uciekać i po trzecie zauważyłem Aleksandra.
- Patrz kto tu jest. - z rozbawieniem skierowałem słowa do Margaret i wskazałem głową studenta. Następnie poprowadziłem narzeczoną ku znajomemu, kiedy podeszliśmy najpierw skłoniłem się dziewczynie z którą rozmawiał mój znajomy, a następnie odezwałem się do Niego.
- Witaj, przedstawisz nas?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Pią Cze 24 2011, 23:26

Zauważyłem ich z daleka, co jak co ale maskować się potrafi, jeszcze brakuje by przytroczył sobie sztylet u pasa, pokiwałem głową.
-Evelin, pozwól że przedstawię Margaret i Yavan-Wskazałem parkę- Co was tu sprowadza moi drodzy, usiądźcie sobie obok, albo lepiej siądźmy przy tamtym stoliku-wskazał stolik-ale oczywiście wasz wybór-przeszyłem na Arabski-Wszystko gra mam nadzieje, a tak na marginesie załatwił byś sobie normalne mugolskie ciuchy-teraz po rosyjsku-Margaret wręcz promieniejesz, pozdrów wujka odemnie -z powrotym na angielski-To jak Ev przesiadamy się
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Republika Czeczeńska
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1507




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Pią Cze 24 2011, 23:47

Weszli do baru. Dziewczynie strasznie podobało się wnętrze. Poza tym czuła jedzenie, na które miała teraz nieziemską ochotę. Z zachwytu zapachem i widokiem tego miejsca wyrwał ją głos Yavana. Spojrzała w stronę przez niego wskazaną. Uśmiechnęła się szeroko na widok Aleksandra. Tak dawno go nie widziała... Podeszli do stolika przy którym siedział z jakaś dziewczyną.
- Hej. - Rzuciła tylko z uśmiechem. Zaczęła się ceremonia przedstawiania. W końcu nie znali jego towarzyszki. Kiwnęła jej przyjaźnie. Nie słuchała jakoś specjalnie słów Aleksandra, kiedy do jej uszu dobiegł tak dobrze znany rosyjski. - Dziękuję. Pozdrowię go, jak tylko dane mi będzie go spotkać. - Odpowiedziała krótko w swoim ojczystym języku i uśmiechnęła się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Notthingham England
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 7
  Liczba postów : 206




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 12:58

Dwaj nauczyciele wchodząc do baru z chęcią napicia się, poczuli w środku przyjemny chłód. W środku pachniało damskimi perfumami i męskimi wodami po goleniu. W jednym końcu baru unosił się dym papierosowy. Charlie nie patrzył czy ktoś znajomy jest w lokalu. Był nieśmiały, nie znosił patrzeć na ludzi, wiedząc, że go obserwują. Podeszli do lady i przez chwilę czekali na barmana. Charlie trzy razy nacisnął dzwonek, stojący na blacie. Po chwili nadszedł mężczyzna. Młodszy nauczyciel zamówił whisky i uśmiechnął się do swojego towarzysza, mówiąc. - Jak szaleć, to szaleć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 180
Dodatkowo : Metamorfomagia
  Liczba postów : 402




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 15:31

- Cześć wam - powiedziała przyjaźnie do nowoprzybyłych. Gryfonkę już znała z pokoju wspólnego w Hogwarcie, ale Ślizgona widziała pierwszy raz. Aleksander mówił do niego po arabsku, więc jakże logicznym stwierdzeniem Ev pomyślała, że pochodzi gdzieś z Bliskiego Wschodu.
- Hmm... Jakby się zastanowić to przesiadanie się byłoby dobrym pomysłem. Zaczyna tu brakować miejsca - zsiadła ze stołka i popatrzywszy po reszcie powiedziała:
- To co, idziemy? Tamten stolik wygląda molto bello.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 18:11

Dalej z uśmiechem na twarzy, zauważył wchodzących, ocho nie będzie tu ciekawie, atmosfera padnie jak znam życie, a tak pięknie się zapowiadało, tylko jak z stąd wybrnąć. Wziął swój drink i skończył go szybko, spojrzawszy na zegarek, dostał objawienia.
-Przepraszam najmocniej moi drodzy, ale jeśli pamieć mnie na zawodzi mam za chwilę spotkanie i nie mogę go opuścić, więc muszę was opuścić, czego szczerze żałuje-skłoniłem się im z smutną twarzą, sięgnąłem po podstawkę pod szklankę, i wyciągnąwszy pióro napisałem na nim zwięzłe zdanie Polecam widok jeziora, o tej godzinie jest piękny po włosku i podałem go Ev zapłacił zostawiwszy napiwek, i ruszył minąwszy nauczycieli pozdrawiając ich i przepraszając że nie może z nimi teraz porozmawiać. Opuścił spokojnie bar i jego gości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Cheverny
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 15
  Liczba postów : 308
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1166-amelie-de-cheverny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6416-dama-kameliowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6417-poczta-amelii#180366




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 19:02

Tak. Jak zwykle, lepiej do miejsca dopasować się nie mogła – żar lał się z nieba wprost na jej małą czarną, która wspaniale kontrastowała z hawajskimi koszulami, trawiastymi spódniczkami oraz innymi strojami, które w gruncie rzeczy musiały pełnić funkcję jedynie formalną. Morph musiał być z niej dumny – przecież była teraz taaaka alternatywna!
Gdy znudziła się chodzeniem, opadła na najbliższy barowy stolik, i zmierzyła przyjaciela spojrzeniem. Nie potrzebowała czarodziejskiej kuli ani innego veritaserum, aby uprzejmie zwrócić uwagę, że nie była jedynym wrakiem na Sali. Niedobrze. Jak oni w takim wypadku potem trafią do swoich pokojów?
-Dobrze, że już przynajmniej nie uczę w samym Hogwarcie, to by była tragedia, gdyby mój własny uczeń zobaczył jak napruta zwisam z łóżka obok niego. – mruknęła, absolutnie nie mając nic przeciwko mieszkaniu z jakimś uroczym uczniem Hogwartu. To wcale nie będzie dla niej krępujące. Wcale. Jak oni mogli jej przydzielić UCZNIA?
Tak. Tym samym doszła do wniosku, że jest beznadziejnym zmieniaczem tematu. Trudno, przywykła do tego, że czasami boleśnie przekonuje się o tym, iż w wielu materiach nie jest w stanie przewyższyć przeciętnej ameby, ach.
-A co tam u Ciebie, kulawa zdzirko? – rzuciła beztrosko, spoglądając na niego z manierą zawodowego szpiega. Może jednak była geniuszem zła i uciekania od swoich nieprzyjemnych, nowych wieści?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 789
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t947-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t951-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t948-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7897-morpheus-phersu#




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 19:29

Zawsze wiedział, że Amelie jest potajemnie hipsterką, a ciuchów szuka w śmietnikach innych szerokości równikowych, żeby totalnie nie pasować do otoczenia. Po prostu wiedział. Ale sam przedstawiał względnie wakacyjny wygląd. No, może nie do końca, zwykła biała koszula nie jest jednak szczytem ułańskiej fantazji w doborze ciuchów. Ale nieistotne, nieistotne. Mała czarna wyjątkowo ładnie opinała się na jej ciele, hm, mhm.
Dobrze, naprawdę dobrze, że nie widziała go jeszcze z miesiąc temu. Intensywne żarcie, trenowanie miało jednak korzystne efekty. Nie był już szkieletem obleczonym przez skórę. Jedynie oczy pozostały chyba już nieodwracalnie uszkodzone. Lazur tęczówek nie błyszczał łobuzerskimi iskrami, nie jaśniał ognikami rozbawienia. Był dziwnie martwy, wyjałowiony. Ale cała reszta przedstawiała się już całkiem znośnie!
- Czyli przerzucasz się na wykładowcę dla studentów? Good choice. Też to zrobiłem. Ostatnio mantykora rzuciła się na dwójkę moich podopiecznych-kretynów, rozcięła nogę jednemu, a studentce prawie urwało rękę - pochwalił się, marszcząc brwi i wzdychając. - Jestem na najlepszej drodze do otrzymania papierka z wypowiedzeniem.
Usiedli z dala od hogwarckich uczniów i nauczycieli. Angielski akcent wyraźnie przebijał się ponad rozmowami tubylców. Morph czuł się nieco dziwnie, ale hej! Wszak wszyscy byli pełnoletni, hehe. Przejrzał kartę pełną szalonych nazw, zamknął oczy i wycelował palcem w randomowe miejsce. Otworzył oczy i przeczytał nazwę alkoholu, jakim będzie się dziś raczył.
- Kanclerz Hatsipatu! - obwieścił tryumfalnie, zauważając w opisie morderczą mieszankę kilku alkoholi wraz z miętowo-czekoladowym wywarem. Rany, ale będą kolorowe rzygi, hehe. Nie, nie, wróć, Morph nie rzyga. A może i tak. Może jest ukrytym bulimikiem i potrzebuje kogoś, kto powie mu, że ma śliczne, chude nóżki? CZEMU NIKT NIGDY MU TAK NIE MÓWIŁ?
Odchrząknął, spoglądając na Am i czekając, aż i ona wybierze coś dla siebie.
- Wszystko się zmieniło, szalona wywłoko. Ale opowiem ci dopiero po pierwszym toaście. Z tym, że ty opowiesz mi coś pierwsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Cheverny
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 15
  Liczba postów : 308
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1166-amelie-de-cheverny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6416-dama-kameliowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6417-poczta-amelii#180366




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 19:49

Biała koszula z faktu bycia białą koszulą stanowiła nienaganny element stroju w miejscu, w którym temperatury osiągały naprawdę absurdalne wartości. Nie wspominając nawet o ponadczasowości absolutnie-klasycznej-bieli, a także o tym, że nie ma sytuacji, w której biały komuś nie przystoi. No, oczywiście poza jej położeniem, czy ona wspominała już o tym, że jest alternatywna? Trudno, chyba już wystarczająco długo nosiła na swoich ciuchach niewystarczająco szczerą żałobę, huh. Z początku jej smutnozatroskana mina wynikała z tego, że WIDZIAŁA, iż coś z nim było nie tak, choć nie była w stanie powiedzieć, co też tak bardzo ją niepokoiło, potem „na szczęście” dał jej wprost doskonałe alibi. Roześmiała się, jako, że nie wymyśliła żadnego innego zachowania, które było bardziej nieodpowiednie niż to. Bądź co bądź, inaczej nie byłaby tak alternatywna. Spojrzała krzepiąco na przyjaciela i pokiwała głową z politowaniem.
-Kulawa zdzirko, Twoja droga ku wypowiedzeniu zaczęła się wraz z podjęciem pracy. – odrzekła, klepiąc go pociesznie po ramieniu. Tako rzecze kochana Amelia, na którą zawsze, zawsze mógł liczyć! Kto, jeśli nie przyjaciele mógł sprawiedliwie oceniać wszystkie jego przeszłe, teraźniejsze i przyszłe, póki co niedoszłe poczynania? Radośnie wykrzyknął nazwę „czegoś” co skwitowała wzruszaniem ramionami.
-Nie wiem, zamów mi „coś”. Wolę nie wiedzieć co w tym będzie. – Wyjaśniła, nie zagłębiając się w temat bardziej, niż to było konieczne. Wszak mistrzem od mikstur była, w chwilach gdzie widziała nieuchronną konieczność upicia się, wolała nie być świadomą tego, przy udziale jakich składników do tego dojdzie.
-Tak, matka mi umarła, koniec historii. – wydusiła z siebie szybko, odnosząc wrażenie, że sposób w jaki to zrobiła wcale nie uratował sytuacji. Siostro, alkohol, szybko!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 789
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t947-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t951-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t948-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7897-morpheus-phersu#




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 20:09

Gdy zażartowała okrutnie, że jego droga do wypowiedzenia zaczęła się w chwili podjęcia pracy, Morpheus uraczył ją jedną ze swoich bogatszych w emocjonalny przekaz min. I nie chodziło nawet o kurwiki w oczach, to była furia w czystej postaci. Pozwolę sobie ułatwić wam wizualizacją reakcję Morpheusa Phersu:


Ale zaraz jego oblicze rozchmurzyło się i znów złagodniało, po poklepała go po ramieniu. Uśmiechnął się zatem zniewalająco i pokiwał głową, wstając już, by zamówić dla nich podwójnego Kanclerza Hujumuja, czy jakkolwiek to szło.
Matka mi umarła, powiedziała Amelie, Morpheus usiadł znów na miejscu i spojrzał na nią w milczeniu. Zamrugał, widząc, jak jej ruchy stały się niecierpliwe, nerwowe, jak uciekała wzrokiem. Milczeli tak w zrozumieniu przez chwilę, a potem westchnął.
- To ja przyniosę alkohol - powiedział w końcu. Bo nie istniało nic lepszego do wypowiedzenia. Nic. Przecież wiedział. Sam niedawno stracił matkę. Zniknął więc na chwilę, usiadł tym razem obok Amelie, a nie naprzeciwko. Przytulił ją do siebie zaraz po postawieniu szklanek na stolik. Nie zwrócił nawet uwagi na fikuśne rozłożenie warstw alkoholu, mięty i czekolady. Przez odwieczną chęć zapewnienia opieki, chciał teraz sprawić, by przez chwilę poczuła się, hm, inaczej. A potem puścił ją i chwycił szklankę. Wzniósł ją wysoko.
- Za nas, skoro oboje jesteśmy już sierotami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Cheverny
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 15
  Liczba postów : 308
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1166-amelie-de-cheverny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6416-dama-kameliowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6417-poczta-amelii#180366




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 20:39

Am uśmiechała się jeszcze, aż nie ujrzała jak bardzo jego reakcja różniła się od tej, której chciała się spodziewać. Uśmiech spełzał z jej ust powoli, nierównomiernie do gwałtownego przerażenia rozprzestrzeniającego się w jej oczach. Ciężar spadł jej z serca, dopiero gdy zauważyła, że to jednak był fałszywy alarm. Nabrała gwałtownie powietrza i spojrzała w niebo, jakby ciesząc się, że to jeszcze nie jej czas na kończenie swojego słodkiego żywota. Potem zrobiło się jakoś.. no drętwo. Zresztą, jak inaczej mogło się zrobić w takiej sytuacji? Uśmiechnęła się blado, kiwając głową z aprobatą. Tak, to był najlepszy dowód na to, że rozumieli się bez słów. Dziwnie zrobiło się raz jeszcze, gdy ją przytulił. Dziewczyna nagle zadrżała tak konwulsyjnie, że przez moment można było pomyśleć, że czekał ją jakiś atak padaczki czy cokolwiek takiego, były to jednakże błędne twierdzenia. To przez woń papierosów. Przez jego piękne perfumy, przez ciepło jego ciała. Jakoś sama z siebie przytuliła się do niego mocniej, chcąc zagarnąć dla siebie kawałek jego. Pewnie jak dziś (jutro?) będzie stała w łazience dzielonej z jakimś nieznanym jej jak dotąd siedemnastolatkiem, blokując ją skutecznie na coś koło dwóch godzin, nie będzie mogła myśleć o niczym innym, ale to będzie później. Niechętnie oderwała się i nieco nieprzytomnie wysłuchała toastu, wykrzywiając karykaturalnie, swoje słodkie, czarujące usteczka. Oczywiście, toast wzniosła, lecz jej dłoń zachwiała się, Am spojrzała na zdzirkę współczująco.
-Morph, tak bardzo mi przykro.. – szepnęła. Naprawdę było jej przykro, wspominała jego matkę dużo cieplej, niż swoją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 789
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t947-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t951-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t948-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7897-morpheus-phersu#




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 20:55

Nie mógł udawać, że nie zauważył drżenia Amelie. Ale odczytał to jak ulgę spowodowaną wyrzuceniem z siebie tych słów. Poczucie winy, które towarzyszyło jej odczuciom w związku ze śmiercią matki. Bo wydawało mu się, że takowe ma. Że myśli, że nie cierpi wystarczająco. Potwierdziły to przecież jej słowa, znacznie bardziej nasycone faktycznym smutkiem, gdy mówiła o jego matce. Nie pomyślałby nigdy, że to jego własna osoba jest powodem takiej reakcji. Spojrzał na nią z tą typową dla niego czułością. To aż niesamowite, jak wciąż potrafił obdarzać innych troskliwością. Że pomimo podeptania tego przez Cassandrę, wciąż chciał się opiekować. Naiwny Morph.
Pokiwał głową powoli. Zabawne, bo jemu wcale przykro nie było. Nie po tym, co zrobiła, nie po tym, w jaką sytuację wpakowała go swoją śmiercią. Nie. Opróżnili wspólnie szklanki cholernie mocnego drinka. Aż skrzywił się w pierwszej chwili, chociaż w połowie wystąpiła warstwa kojącej mięty, a na samym dnie kołysała się gęsta czekolada, która osłodziła całe doznanie. I jednomyślnie zamówili kolejną kolejkę.
Zapowiadał się długi wieczór.
Pogłaskał Amelie po jedwabistych, jasnych włosach. Strasznie lubił jej włosy. Czuł się jednak niepewnie wraz z każdym dotykiem przeznaczonym dla przyjaciółki. Była jak porcelanowa lalka, śliczna i krucha, przezroczysty ideał o długich, baśniowych włosach. Zawsze wydawało mu się, że dziewczyna idiotycznie musi czuć się w jego towarzystwie, bo Morpheus w każdym aspekcie swojego jestestwa był zaprzeczeniem bajki. Był złym charakterem, który jednak nie potrafi zdziałać wiele, był jednookim kapitanem statku o tubalnym głosie, oddechu pełnym wyziewów whiskey, w ciuchach przesiąkniętych męską wodą toaletową i papierosami.
- Jak to się stało? - zapytał, a gardłowy głos, o ile to było możliwe w jego przypadku, zabrzmiał łagodnie, spokojnie.
s o o t h i n g
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Cheverny
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 15
  Liczba postów : 308
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1166-amelie-de-cheverny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6416-dama-kameliowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6417-poczta-amelii#180366




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 21:31

Oczywiście, że właśnie tak myślała, co więcej, było to odzwierciedlenie jak najbardziej obiektywnej prawdy, nie potrafiła zmusić się do żadnej reakcji, która zabrzmiałaby logicznie w jej położeniu. Czuła się jak potwór, informacja o śmierci jej własnej matki była dla niej mniej warta, niż o śmierci jakiejkolwiek innej, obcej osoby. Jakiejkolwiek. Niepewnie omiotła Morpheusa wzrokiem i natychmiast tego pożałowała. Zebrała w sobie wszystkie siły, w celu opuszczenia swojej (umiarkowanie) radosnej blond-główki. Tak bardzo chciałaby sobie wmówić, że Morpheus był po prostu nędznym sukinsynem, lecz to nieprawda. Nie do wiary, ale był dla niej wszystkim. Z bogatego zbioru chorób, którymi siła twórcza obarczyła ludzi to obsesje i szaleństwa, choroby duszy i umysłu stanowiły najgorsze, najokrutniejsze. Stał się jej obsesją, a ona nie zauważyła, a raczej nie chciała tego zauważyć, być może nawet teraz łudziła się, że jest inaczej. Czuła, że jest przegrana, musiała po prostu odpuścić. I tak nie miała szans. Dlaczego on jej to robił? Morpheusie Persu, dlaczego jesteś dla mnie tak dobry? Wypiła drinka szybciej, niż przewidywała, co niespodziewanie przyniosło jej ulgę – pozorną, ale to zawsze jakaś ulga.
Przymknęła powieki czując, jak palce kulawej zdzirki (nazywanej też jej „marzeniem stulecia”) przesuwały się płynnie po jej srebrzystych włosach. Uniosła swoją dłoń i obejrzała ją z każdej strony, nie mając w zamiarach wytłumaczenia mu swojego osobliwego zachowania. Temat jej przemyśleń był w istocie osobliwy, zastanawiała się bowiem, dlaczego jej dłoń była tak bardzo upośledzona, że nie potrafiłaby wywrzeć na nim wrażenia choć w ćwierci tak intensywnego, jak intensywnie on oddziaływał na nią. I choć cholera jasna pozjadała wszelkie rozumy na świecie, odpowiedź na to pytanie nie była dla niej ani trochę bliższa.
Uśmiechnęła się głupawo, rejestrując dwa powody kreujące idiotyczność jej uśmiechu. Jego głos był, cholera jasna, zbyt cudowny. A odpowiedź na pytanie? Od czego zacząć?
-To był idiotyzm, to całe uciekanie z domu w wieku dwudziestu paru lat. – zauważyła, niezwykle przytomnie jak na nie pierwszej trzeźwości niewiastę. Dla sfinalizowania wrażenia, jakie miała na nim wywołać tą szlachetną i mądrą opinią, puściła Panu Phersu perskie oczko. Uśmiechnęła się jeszcze głupiej, będąc świadomą nagromadzenia tylu literek p w jej patetycznych przemyśleniach.
-Wróciłam, odwiedzić ich. To znaczy, ojciec wcześniej napisał mi, że matka jest chora, ale nikt nie przypuszczał, że to coś poważnego. Jak przyjechałam to w gruncie rzeczy doszłam do wniosku, że to wszystko było sfingowane, aby wreszcie mnie spacyfikować, no wiesz… - wytłumaczyła, jednoznacznie dając do zrozumienia, że nie jest najszczególniej trzeźwa, poprzez użycie wstawki z kategorii „no ten tego, rozumiesz o co mi chodzi”.
-Truła o cholernym małżeństwie przez tydzień, aż wyjechałam do Paryża. Długo tam nie posiedziałam, chciałam ochłonąć, ale tydzień później dostałam wiadomość, że nie żyje. Wróciłam, przekonałam się, że ojciec sadzi, że to moja wina, bo doprowadziłam ją do nerwicy czy coś. Nadmienił, że jej ofiara nie powinna pójść na marne, czy coś. Morph, powiedz mi, jaka, kurde, ofiara? Męczył mnie jeszcze, ale doczekałam do pogrzebu, i zmyłam się stamtąd prosto ze stypy, pojechałam pożyć przez kilka miesięcy po mugolsku, w USA. – wyjaśniła, pomijając zbędne szczegóły. Nagle doszła do wniosku, że jest żałosna. O. Jak zawsze. Jakie to było bystre. Wzruszyła ramionami.
-To naprawdę idiotyczne, pewnie masz gorsze problemy, bo w zasadzie mnie najbardziej męczy to, że ja wcale nie ubolewam nad jej śmiercią. Była starą, sfiksowaną jędzą, która od paru lat bardzo komplikowała mi życie. A jednak czuję się źle z tym, że nie czuję się wystarczająco źle, rozumiesz? To takie bez sensu, widać jak ktoś ma zbyt mało problemów, to robi je sobie na wyrost. – wyjaśniła, próbując sobie znaleźć choćby najgorsze usprawiedliwienie na swoje idiotyczne zachowanie. Na pewno było idiotyczne. Zawsze jej zachowanie było żałosne, idiotyczne, nieodpowiednie. Vivat wysoka samooceno! Opadła na barowy stolik i schowała twarz w dłoniach, pozwalając włosom uroczo rozpłynąć się na blacie.
-To może płynnie zmieńmy temat. – mruknęła, próbując ocalić kulawą zdzirkę od swojego idiotyzmu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Galeony : 46
  Liczba postów : 508




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 22:19

- Nie martw się wszystko w porządku, a co do ubrań to masz rację nawet Margaret wspomniała że sklep to nasz następny przystanek. - odpowiedziałem w ogólnym narzeczu studentowi. Nowo poznana dziewczyna wyglądała na sympatyczną osobę z pozytywnym podejściem do życia. A więc rozmowa powinna być udana, nie miałem ochoty na poważne czy też trudne rozmowy, czułem się wykończony pobytem w rodzimych stronach. Przez ostatni tydzień miałem tyle obowiązków do wykonania i to niekoniecznie tych miłych, że teraz kilka dni spokoju przydałyby mi się. Nawet odłożyłem sprawę Pani Fotograf na dalszy plan, a to o czymś świadczyło. Z chęcią skorzystałbym z zaproszenia Eveline, ale Aleksander wspomniał coś o spotkaniu i napisawszy krótką notkę dla nowo poznanej uczennicy opuścił lokal. Coś było nie tak, trudno powiedzieć czy nas okłamał, ale naprawdę to też nie wyglądało. Stałem się czujny, rozejrzałem się po pomieszczeniu i jedyną osobą która niedawno weszła do baru był pewien mężczyzna którego pozdrowił student na odchodne. Czyżby to miało coś wspólnego z Nim? A może najzwyczajniej powróciła mi wyuczona nieufność i stałe poczucie niebezpieczeństwa wpajane przez moich nauczycieli? Postanowiłem to sprawdzić.
- Znacie mężczyznę który przed chwilą tu wszedł i podszedł do baru? Tego z którym Aleksander się witał?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 789
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t947-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t951-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t948-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7897-morpheus-phersu#




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 23:00

Ciężko uznać, co zrobiłby Morpheus, mając świadomość skali swojego oddziaływania na Amelie. Czy zacząłby unikać jej jak ognia (możliwe), wykorzystał to w niecnych, fizycznych celach (wątpliwe), parsknąłby najpierw śmiechem, by w chwilę później spojrzeć na nią w ciężkim szoku i wymamrotać "naprawdę?" (definitywne!). Dobrze, że zawsze był naprawdę kiepski w odczytywaniu kobiecych zachowań. Po prostu nie wyobrażał sobie możliwości, w której podoba się kobietom. Nawet w Beauxbatons, gdy przecież w badboyu Morphu kochało się sporo dziewcząt, on nie podejrzewał nawet ćwierci z nich o inne uczucia do niego niż obrzydzenie czy neutralność. Wyjątkowo tępa w kwestii sygnałów jednostka. Ale cóż zrobić, każdy ma jakieś kardynalne wady. Dodatkowo, sytuacja z Cass utwierdziła go w przekonaniu, że jeżeli jakimś cudem tak jest, to wszystko jest kłamstwem. Bywa i tak.
Uśmiechnął się do niej blado, gdy puściła mu perskie oczko. Nowa kolejka spoczywała już na stoliku, więc tym razem nieco wolniej raczył się drinkiem, rozpoznając każdą warstwę alkoholu pojedynczo. Sączył go tak, słuchając jej, aż czekolada rozpłynęła się w jego ustach, a kosmyki jej włosów rozsypały się na stole, gdy złożyła głowę na jego powierzchni.
- Wiesz, Am - mruknął cicho, odkładając szklankę na stolik. Ciche brzęknięcie szkła, szelest materiału, gdy Morph westchnął, a koszula napięła się na mięśniach, but zaszurał po posadzce. - Wcale ci się nie dziwię. Może nie powinienem tak o niej mówić, ale nie pamiętam, kiedy twoja matka była dla ciebie matką, a nie tyranką o absurdalnych wymaganiach. Zawsze czyniła cię nieszczęśliwą. Czasami z człowiekiem łączy się tylko biologia, genetyka, wychowanie i jeden dach nad głową. A czasami to wcale nie wystarcza, by dwójka osób nie była dla siebie obca, a pierwszy lepszy człowiek, z którym pogada się w pociągu od serca, jest bliższy i ważniejszy. Jestem potworem, mówiąc to. A może właśnie nie. Może wszyscy tak zapędzili się w konwenanse, smutne oczy i rozpacz po stracie, że nie chcą zrozumieć głębszych motywów stojących za brakiem takich reakcji.
Zamilkł, dłonią odgarnął włosy z jej twarzy, by móc zobaczyć jej oczy. Nachylił się nieznacznie.
- Am, ja też nie tęsknię za Edith.
Puff. Powiedział. Wydusił. Prolog do najtragiczniejszej opowieści jego życia, którą dzielił się z kimkolwiek po raz pierwszy. Nie odtwarzał tego nawet w myślach, biegnąc po whiskey, gdy tylko Ameryka wracała do jego umysłu i zżerała go nieszczęściem. Nikt o tym jeszcze nie wiedział, nikt. Nawet Charles, "najlepszy przyjaciel", który ignorował go sukcesywnie od powrotu Morpha do Hogwartu, nie wpadł do gabinetu na popijawę, a potem wyjechał bez słowa, nie kwapiąc się nawet na zdawkowe pożegnanie. Dzięki, przyjacielu!
Ale wróciła Am. Istota, której tak bezgranicznie ufał. I gdyby tylko wiedział, jak często w jej myślach o sobie przewija się słowo "żałosna", potrząsnąłby nią mocno, nie dowierzając w głupotę tak piekelnie inteligentnej dziewczyny.
- Edith, jak wiesz, była chora. Spędziła w Mungu sporo czasu, oswoiłem się już z myślą o jej śmierci. Ale pewnego dnia dostałem wiadomość, że zniknęła, najzwyczajniej w świecie. Zostawiła tylko kartkę, listę czynności danego dnia. Zapominała o codziennych sprawach, dlatego wypisane były rzeczy w stylu: umyć się, zjeść, iść do łazienki, napić się czegoś, oddychać!!! Ostatnią, nieodhaczoną pozycją było załatwić niedokończone sprawy.
Zaschło mu w gardle, zasłodziło go od czekolady. Skinął ręką w stronę baru, aż półnaga kelnerka przyniosła znów to samo. Nie zwrócił nawet uwagi na jej odzienie, na jej zniewalające ciało. Patrzył w stolik, najpierw obracając w palcach pustą szklankę, potem oplatając dłonią tę pełną i kołysał chwilę alkoholową zawartością. Wypił duszkiem drinka, zostawiając tylko ostatnią, czekoladową warstwę i odchrząknął.
- Wiedziałem, co to znaczy. Wcześniej strasznie majaczyła, miała halucynacje. Wciąż widziała mojego ojca, złorzeczyła na niego, krzyczała, żeby zdychał, chociaż był setki mil od niej, w Ameryce. Z nową, młodziutką żoną na czarodziejskiej farmie. Urocza kobieta, swoją drogą. Więc wyruszyłem do Ameryki, żeby znaleźć Edith, ostrzec ojca. Nie znalazłem jej u nich, ale zostałem u niego na kilka tygodni. Wiesz, uwielbiam tego faceta. Cokolwiek Edith o nim mówiła, potrzebowałem zawsze ojca. I pomimo tych wyborów, które uczynił w życiu...
Machnął ręką, przygryzł wargi. Milczał chwilę, spojrzał na Amelie i zdobył się na blady uśmiech. Za dużo dywagacji.
- W każdym razie, w przeddzień wyjazdu zszedłem na dół, na śniadanie. Samantha robiła niesamowite naleśniki, ale tego dnia już z góry czułem, że totalnie je spaliła. Wszedłem do kuchni. Pierwsza rzecz, to zwęglone, naleśnikowe trupy na patelni, pod którą wciąż syczał ogień. Dym nad sufitem, ciemny i gęsty. Podbiegłem do pieca i zdjąłem patelnię z ognia. A gdy się odwróciłem, zobaczyłem matkę siedzącą na podłodze. Kiwała się na boki, obejmując kolana ramionami. Am, nigdy nie bałem się tak, jak w tamtym momencie. Rzuciłem się do niej, krzycząc, pytając, gdzie jest ojciec, gdzie Samantha. Zasłużyli na to. Jezu Chryste. Miała różdżkę w rękach. Nagle mnie odepchnęła i zaczęła wrzeszczeć, jak jeszcze nigdy. Ciskała zaklęciami wszędzie, rozsadzając pół tej farmy. Wszędzie ogień, jakieś wybuchy, nawet nie sądziłem, że dysponuje jeszcze taką siłą. Musiałem trzy razy rzucić Expelliarmusa. Wiesz jak ze mną jest, w chwilach stresu czasem spierdolę zaklęcie. Spierdoliłem. Zanim mi się udało, rzuciła ostatnie zaklęcie na siebie. Nie chcę mówić ci jakie, powiem jedynie, że nie umiera się od niego tak elegancko, jak od Avady. W sekundę później miałem różdżkę w jej rękach, a przy mnie zjawiła się jakaś popierdolona amerykańska policja. Wykryli użycie dwóch Avad na posesji godzinę wcześniej. Miałem w dłoniach różdżkę Edith, Edith dogasała na posadzce.
Przełknął ślinę. Zamilkł na chwilę. Nie, wciąż nic, wciąż nie spadł ciężar z serca. Rósł z każdą chwilą. Nie powinien jej tego mówić. Ale musiał. Komuś. W końcu. Nie mógł żyć całkowicie sam z wizjami, które niszczyły go jako człowieka.
- Bez procesu wpakowali mnie do więzienia. Czaisz, Am. Poszedłem do paki. Wiedziałem, że w końcu się doigram - spróbował zażartować, ale wyszło gorzej niż mizernie. Wyszło groteskowo. Przesunął dłonią po twarzy i spojrzał na nią znów. W tym świetle widoczne było, jak wyjałowiło się jego niegdyś żywe spojrzenie.
- Więzienie było najgorszym okresem mojego życia. Trzymali mnie tam kilka miesięcy. Traktują cię tam jak zwierzę. Jak podczłowieka. Bawią się w bogów. W międzyczasie brat Cassie przysłał mi list o jej poronieniu. Naszych dzieci.
Wspomnienie o dzieciach sprawiło, że przez chwilę zaszkliły mu się oczy. Wbił wtedy spojrzenie w stolik, zacisnął powieki i mocno rozmasował sobie zatoki, jakby bardzo rozbolała go głowa.
- Czytali go cały czas. Na głos. Wyli, jakby to było niemożebnie zabawnie. Nie wiem, jakie zaklęcia tam stosują. Nie mają dementorów, ale wysysają z ciebie nie tylko szczęście, ale i człowieczeństwo. Wszelki racjonalizm. Napełniają cię strachem i bólem i jedyne czego chcesz, to skulić się w kącie wilgotnego, zimnego pomieszczenia i skonać. Wtedy śmieją się, że jesteś tak słaby, że nie potrafisz nawet umrzeć. Widziałem tych, którzy byli tam latami. Obumarli. Nie wiedziałem, jak to możliwe, że potrafią jeszcze samodzielnie oddychać.
Wziął kilka głębokich oddechów, chwilowa cisza, która zaległa między nimi była cholernie gorzka, cholernie ciężka.
- W końcu jeden ze strażników wziął pod uwagę moje nocne wrzaski, że jestem niewinny. Zbadali znów sprawę. Dopiero wtedy sprawdzili moją różdżkę Priori Incantatem. Wcześniej nie, rozumiesz? Spędziłem kilka miesięcy w koszmarze, bo ci idioci nie rzucili procederowego zaklęcia. Mogłem ich pozwać i wygrać, ale jeżeli musiałbym jeszcze raz stawić się w tym budynku, umarłbym.
Gdzież się podział alkohol. Kelnerko. Chodź tu. Morpheus znów uniósł rękę.
- A potem już jak z płatka. Wróciłem do Hogwartu, okazało się, że Cass w międzyczasie się ze mną rozwiodła. Podobnież myślała, że umarłem. Nie dostawała przecież odpowiedzi. Zerwanie dopełniło wszystkiego, a kobieta, którą kochałem, okazała się...
Nie mógł. Nie potrafił wciąż powiedzieć na nią złego słowa.
- Padło wiele gorzkich słów i zrozumiałem, że nigdy tak naprawdę mnie nie kochała. Że to wszystko było... nie wiem. Nie wiem już nawet. Wyrzuciłem z pamięci tę rozmowę. Padło twoje imię, kilkakrotnie. Obwiniała mnie o uczucia do ciebie, wykręcała się niemożliwie, żyjąc chyba halucynacją własnej niewinności. Rzuciła we mnie obrączką. Powiedziała mi najgorszą rzecz o dzieciach. Uderzyła, wtedy ją popchnąłem. Zakazała mi zbliżać się do siebie. Nie widziałem jej od rozstania ani razu. Wciąż śni mi się jej jagodowy płaszczyk.
Dopiero teraz otworzył oczy i spojrzał na rozmówczynię. Wzrok miał lekko zamglony. Spostrzegł, że ręce cholernie mu drżą, więc zacisnął je z całej siły na kolejnej szklance, którą przyniosła właśnie kelnerka. Pokręcił powoli głową. Wszystko to uderzyło znów w niego, paliło od środka, wyżerało. Powieki go piekły, serce drgało szybciej, usta spierzchły. Trzeba je zmoczyć alkoholem. Odchylił głowę do tyłu i odchrząknął. Gdzieś od części o więzieniu głos strasznie mu zachrypnął.
Zdobył się na karykaturalnie blady uśmiech. Pokręcił teraz głową.
- Jezu Chryste, przepraszam, Amelie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Cheverny
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 15
  Liczba postów : 308
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1166-amelie-de-cheverny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6416-dama-kameliowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6417-poczta-amelii#180366




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 23:42

Taktak, widać ich życia wewnętrzne były pełne głupoty, pustoty i próżności zmuszającej ich do spędzania całych godzin na myśleniu o tym jak bardzo ich głupota jest ważna i istotna dla funkcjonowania wszelkiego zła na świecie. Jak ktoś taki jak kulawa zdzirka, typ słodkiego, wiernego sukinsyna miałby nie robić wrażenia na kobietach/dziewczynach/dziewczynkach (przedział wiekowy zainteresowanych wahał się od kilkudziesięcioletnich nauczycielek wróżbiarstwa do młodocianych pierwszoklasistek)? Musiał być supersamcem do takiego stopnia, że po prostu nie umiał wpadać w gejowski zachwyt nad sobą, tak Amelciu?
Zaczęło się niewinnie. Przyszedł kolejny drink, Amelie przypadkiem spojrzała na jego tors akurat gdy się napiął, spojrzała mimowolnie na jego nogę gdy szurnął butem i ze zdziwieniem przysłuchiwała się jego opinii. Przecież tyle osób miało gorzej. Jak się później dowiedziała on miał DUŻO gorzej, a i tak jej współczuł, naprawdę niepotrzebnie, to ona się nad sobą użalała. Bawiła się nałogowo rurką od drinka oraz innymi kolorowymi udziwnieniami, które wrzucono do niego w ramach ozdóbek, ale podniosła głowę – nie bez jego pomocy, zresztą. A każdy gest, który wykonał, był święty. Plastikowe, chińskie badziewie stopniowo wysmykiwało się jej z palców w miarę tego jak przybliżał się do jej twarzy, schwytanej mocno w jego dłonie. To zabawne, że wtedy poczuła się zaskoczona. Ciężko przez to znaleźć jakieś słowo choć w części kompatybilne z tym, co odczuwała później.
Takie rzeczy działy się tylko w mugolskich filmach. Jak można w skrócie opisać wszystkie jej przeżycia? Tak, porobiła głupie miny. Momentami przestawała oddychać. Nabierała głęboko powietrza, przypadkiem ulatywało a ona dusiła się z szoku i przerażenia, ale tak cicho i spokojnie, że Morpheus zauważyłby to dopiero, jakby padła trupem pod nowozelandzkim, barowym stolikiem. Głupi pomysł.
Odsunęła się odrobinę od baru, spoglądając na niego z niepokojem, zrobiło się jej jakoś słabo. On. Popadał. W. AGONIĘ. W. Jakimścholernymmugolskimwięzieniu. Mniej więcej wtedy, kiedy ona uczyła się obsługiwać iPhone’a i tańczyła do piosenek gagi w „Dance Central”. To zabawne, ale z tego właśnie tytułu zrobiło się jej słabo o wiele bardziej niż wówczas, gdy opowiadał o egzotycznej kuchni jego chorej psychicznie matki. Zbrodnia jego matki. Zapakowanie go do więzienia. Śmierć jego nienarodzonych dzieci, rozstanie z Cassandrą, która okazała się podłą dziwką. Przechyliła głowę czując, że łzy napływające jej do oczu od dobrych kilku minut osiągały taki pułap, że nie mogła ich już dłużej utrzymać pod powiekami, ich ciężar ciągnął je w dół, zgodnie z prawem grawitacji. Żadna sytuacja w jej życiu nie była tak bardzo warta łez jak ta, o której usłyszała.
-Mnie? – wydusiła z siebie głucho, dochodząc do wniosku, że był to wyjątkowo głupi komentarz. Potrząsnęła głową. Cassandra obwiniała niewłaściwą osobę. Boże, to popieprzone.
Nie wiedziała co powiedzieć. Od ostatniego słowa wypowiedzianego przez niego musiało minąć kilka ładnych minut, dopiero wówczas udało się jej wydać z siebie pierwszy, artykułowany dźwięk. Powiedziała coś, co przerosło jej oczekiwania.
-Nienawidzę jagodowego. – tak. Jak nie można powiedzieć niczego mądrego, nie pozostaje nic innego jak powiedzenie czegoś głupiego. Czy trzeba dodawać coś jeszcze? Opamiętała się jakoś i znalazła w sobie tyle odwagi, żeby złapać jego dłonie, zaciśnięte na szklaneczce, pucharku, czymkolwiek. Milczała wpatrując się w jego wyjałowione oczy. I tyle. Jej wzrok mówił znacznie więcej i mądrzej, niż byłaby w stanie wyrazić werbalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 789
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t947-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t951-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t948-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7897-morpheus-phersu#




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Sob Cze 25 2011, 23:55

Gdy zobaczył jej łzy, poczuł się jeszcze gorzej. Bo do tej pory żył w przekonaniu, że jest zobligowany do przeżywania tego samotnie, że musi to robić. Nie należy obarczać ciężarem tej historii kogokolwiek innego, ale właśnie to samodzielne znoszenie jej ciążyło mu ostatnio najbardziej. Świadomość, że gdy umrze jutro, to w chwili pogrzebu nikt nie znałby go jako człowieka, nie znał wydarzeń, które wypaliły radość ze spojrzenia.
Teraz Am wiedziała, teraz jedynie jej płacz na jego pogrzebie wydawałby się słuszny.
nienawidzę jagodowego
Przez tchawicę przepchnął się strumień powietrza, współgrając z KRTANIĄ NIE AORTĄ wydobył z Morpheusa cichy, nieco zachrypły śmiech. Zdobył się na kolejny uśmiech, tym razem cieplejszy. To zresztą nie było trudne. Wspomnienia były już teraz tylko wspomnieniami. A cicha, jazzowa muzyka w nowozelandzkim barze, kolorowe drinki, półnagie kelnerki, ubrana, ale równie zjawiskowa Amelie - to wszystko sprawiało, że czuł się względnie dobrze. Nie było źle. Nie było tragiczne.
- Widzisz, Am, też jestem karaluchem - rzekł, kiwając głową. Uparcie nie chciała wypełnić się alkoholową pustką. Chyba za często pijesz, Morph.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Cheverny
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 15
  Liczba postów : 308
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1166-amelie-de-cheverny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6416-dama-kameliowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6417-poczta-amelii#180366




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar    Nie Cze 26 2011, 00:07

-Zamknij się. - zarządziła subtelnie, zanim udało mu się wypowiedzieć tę absurdalną kwestię. Głupi był, naprawdę. Jak mógł obwiniać się za jej płacz, kretyn. Może powinni pójść na plażę, poprzytulać się czy coś? Nie, to z jej punktu czucia i widzenia byłoby zbyt egoistyczne. Ale ciekawe, czy istniała jeszcze jakaś szansa na to, by uratować ten wieczór. A może wcale się nie popsuł? Przecież tak na logikę, wszystko popsuło się już długo wcześniej.
-Ładną masz koszulę. – zmiana tematu, odsłona 69! Roześmiała się nagle, dochodząc do wniosku, że jednak jest żałosna.
-To znaczy, nie że z Ciebie, naprawdę jest ładna! – wyjaśniła. Właśnie opowiedział jej o tym, że jego matka spaliła jego ojca na patelni, a on, za alkoholowym przeproszeniem, pierdoli coś o karaluchach przy czym ona z oburzeniem kończy temat, aby pierdolić o białej koszuli. Cool story, bro!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Bar

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Nowa Zelandia
 :: 
Miasteczko
-