IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4962
  Liczba postów : 4428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Las   Wto Cze 21 2011, 21:54


Las



Chociaż tak samo gęsty jak Zakazany Las przy Hogwarcie, to znacznie się od niego różni, przede wszystkim tym, że ten jest tropikalny. Żyje tu z pewnością mnóstwo ciekawych, niebezpiecznych, ale też sympatycznych i kolorowych zwierzątek, ale jakich dokładnie, to najlepiej przeczytać w przewodniku zakupionym w Twizel. Jest tu bardzo wilgotno, nie raz można trafić na nieprzyjemne obszary, więc jeśli już się wybiera na wycieczkę do lasu, to najlepiej podążać wydeptaną już ścieżką. Co prawda i wtedy jest ryzyko, więc najbezpieczniej podróżować w grupie. Dróżka prowadzić od samego jeziora, aż do wodospadu, trzeba wspinać się w górę, ale to dość przyjemna wędrówka, tym bardziej, że co jakiś czas dochodzi się do płynącej rzeki. Gdzieś tam po drodze, trochę oddalony od uczęszczanego szlaku, ukryty jest, nieodwiedzany od dawna domek na drzewie.  








Kurs - przemytnik

Kursu na przemytnika i znawcę artefaktów czarnomagiczych. Wymagany przy aplikowaniu o pracę w "Antykwariacie". Po znajomości mentoruje Ci w nim członek rodziny Borginów. Stary Borgin chciałby sprawdzić jak dajesz sobie radę w sytuacjach stresowych. Wręczył Ci szkic pięknej, gotyckiej kolii, informując, że Twoim zadaniem na najbliższy tydzień, jest odnalezienie jej. Miejsce jej ukrycia pozostaje zagadką nawet dla niego. Chce ją jednak mieć tu i teraz, a Twoim zadaniem jest spełnić jego oczekiwania i odnaleźć naszyjnik.

WYMAGANIA:
 


CZĘŚĆ PIERWSZA:
To nie mogło być proste. Borgin wskazał Ci kierunek, w którym powinieneś się udać, ale potrafił określić konkretnego miejsca, dlatego na początku musisz skorzystać z wykrywacza czarnej magii, którego pierwowzór udało Ci się dostać na Śmiertelnym Nokturnie. Twoim zadaniem jest odszukać ślady magicznej kolii i odnaleźć miejsce jej położenia w ciągu trzech dni.

Kości:
 

CZĘŚĆ DRUGA
Odnalazłeś miejsce ukrycia naszyjnika, co wyraźnie wskazywał teraz wykrywacz. Wpatrując się z znak wyżłobiony w korze, doszedłeś do wniosku, że naszyjnik musi być ukryty gdzieś nieopodal. Pod ziemią, a może na drzewie? Stanąłeś naprzeciw symbolu i zacząłeś działać.

Kości:
 


______________________


ocal swoje marzenia

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Irlandia,Newcastle
Galeony : 9
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 109




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Sob Lip 02 2011, 15:52

Pogoda tutaj była o wiele lepsza niż w mojej zacnej miejscowości(co za nowość) James postanowił wybrać się na piesza wycieczkę. Gdy już oswoił się z myślą, że spędzi całe wakacje w miejscu gdzie jedyną rozrywką mogą być mugolskie imprezy i przywykł do piszczących pierwszaków doszedł do wniosku, że trzeba się ruszyć. Tak więc, przywdział na swoje leniwe dupsko jakieś spodnie, czy coś co na pierwszy rzut oka zdawało się nimi być i poszedł. Dreptał sobie między uliczkami przez jakiś czas patrząc to na urocze turystki w skąpych kostiumach pomijając fakt, iż były tępe jak przydrożne kamienie a także poszukiwaczy przygód, czyli gromadki ludzi w średnim wieku wykrzykujących na prawo i lewo wiązanki przekleństw w różnych językach i przypominający mieszanki rambo z Indianą Jonsem. Przy straganach jakaś kobieta zachęcą do kupienia wszystkiego co akurat wpadło w jej ręce włącznie z własną matką, o ile ta by jej nie wyprzedziła. Jedna rzecz łączyła go jednak z tymi co nachalniejszymi sprzedawcami „niby pamiątek” –oni umieli sprzedać wszystko a on potrafił upić się wszystkim, jeśli było trzeba przynajmniej robił takie pory, czasem zdając się zupełnie niezdolnym do powiedzenia czegoś więcej, niż kilku mniej lub bardziej przyjemnych słów na czyjś temat. Jak przystało na panicza Lightwooda skierował się do lasu, czyli miejsca najmniej wskazującego na ludzką działalność, jak dzicz to dzicz. Miał okazje dostrzec wszystkie atuty lasu, kontemplując piękno z drzew, przerywając tylko co chwila by odgonić komary czy co to tam było, bo oczywiście całe okoliczne robactwo uwzięło się na niego i zbliżało w zatrważającym tempie, mimo przeszkód w postaci jego dłoni która z frustracjom tłukła we wszystko co się zbliżyło nie poddawały się jak fanki „Zmierzchu „pędzące po autograf. Przysiadł na jednym z kamieni ignorując nachalną faunę i florę, przymknął oczy pozwalając by promienie słońca omiotły delikatnie jego twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Tennessee
Galeony : 7
Dodatkowo : Animag (Orlica), teleportacja
  Liczba postów : 1104




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Sob Lip 02 2011, 16:51

Hayley chwilami zaczęła się zastanawiać, po co w ogóle pojechała na tę wycieczkę. Z pewnością nie wolała być teraz u babci, kiedy TA data zbliżała się nieubłaganie. Oczywiście, że należało pojawić się w tamtym miejscu chociaż na moment, ale Hay nie potrafiła jeszcze patrzeć na tamtą rzekę, tamtą stajnię... i wiedziała, że Tyron nie ma jej tego za złe, że rozumie.
Mimo, że to był jej wybór, aby pojechać do Nowej Zelandii zamiast Tennessee, napawało ją to nienormalną wręcz jak na Hay frustracją. Odcięła się od świata i to chyba jeszcze bardziej pogarszało jej sytuację, jednak skąd Splendówna mogłaby to wiedzieć? Nie myślała o tym.
Było ciepło, więc Hay wzięła swoje szorty khaki - te z wielkimi kieszeniami - i czarną bokserkę. Zawahała się jednak przed wyjściem i wróciła, by chwycić jeszcze skorzaną kórtkę - po tylu latach nadal była w świetnej kondycji, chociaż widać po niej było jej lata - i obwiązała się nią w pasie.
Kiedy wyszła, obrała pierwszy lepszy kierunek, bo i tak włóczyła się już w każdym z możliwych miejsc. Było jej wszystko jedno. I nawet dobrze się złożyło, że wylądowała w efekcie w lesie, bo szumienie drzew ją odrobinę uspokajało. Zmarszczyła się, kiedy pierwszy komar obrał sobie jej łokieć na cel. Kilka kroków dalej musiała już nieustannie machać rękami, by czuć się bezpiecznie. Nie zauważyła więc wystającego konaru i legła jak długa, nadziewając się na kupę szyszek. Leżała chwilę z twarzą schowaną w kępce mchu, złożecząc na cały świat i w ten sposób nie zauważyła, że właściwie padła komuś do stóp. No, może trochę dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Irlandia,Newcastle
Galeony : 9
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 109




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Sob Lip 02 2011, 18:04

Drzewa delikatnie kołysały się na wietrze jakby w rytm Czajkowskiego. W powietrzu unosił się słodkawy zapach owoców, a słońce łagodnie muskało wszystko swymi promieniami, aż dziw, że nikogo poza nim nie zebrą się na przyjście tutaj. No tak, był jeszcze jedne mały drobiazg, ot robactwo. Na tyle uporczywe by odstraszyć wszystkich chętnych wrażeń. Ten cały atak na jego osobę powoli ustawał, choć w pierwszym wrażenie obiektywny obserwator mógłby stwierdzić, że James uskutecznia próby odtańczenia makareny albo tańca na przywołanie deszczu, oczywiście jeśli pominie chordę komarów które wiernie towarzyszyły jego ruchom. Cisza i spokój, przynajmniej częściowa, a to już jakiś plus. Gwar wyścig szczurów jaki towarzyszył miastom był czasem nie do zniesienia. James pewnie jak każdy czasem miał ochotę tka raz na rok zaszyć się gdzieś, na jakimś pustkowiu i nacieszyć samotnością. Wiele razy odnosił zdarzenie, iż jemu do szczęścia potrzeba nie wiele, a z pewnością nie masa ludzi. Niby człowiek jest istotą społeczną ale on swoje wiedział. Jeśli che się iść z kimś przez rzycie trzeba tej osobie zaufać, wierzyć i tak dalej, a człowiek to człowiek, jedno mówi a drugie robi, więc prawie zawsze jest prawdopodobieństwo zranienia. Dlatego James wolał tego uniknąć i starać się nie wdawać w jakieś poważniejsze relacje z większą częścią społeczeństwa, bo i po co. Po chwili coś przerwał ciszę, dźwięk spadającego ciał gwoli ścisłości. Rozejrzał się a niedaleko niego leżał drobna blondynka. No jak widać nie miała szczęścia do pieszych wycieczek.
-To chyba nie najlepsza pozycja do podziwiania krajobrazu.- zauważył z przekąsem.
No nie można mu mieć tego za złe, on już taki był. Gdy miał okazję nie mógł się powstrzymać od jakiejś uszczypliwej uwagi, to było jak odruch. Mówił co myślał, dlatego nie warto było go czasem pytać o zdanie, powiedziałby ci wszytko bez mrugnięcia okiem, nie ważne czy pytasz o kolor ścian czy o trupa, szczerość, aż do bólu. No, ale nie bądźmy już tacy wredni. James też potrafi zachowywać się jak człowiek no i żeby to udowodnić grzecznie podał pannie nieznajomej rękę. No chyba, że odpowiadał jej leżenie na ubitej ziemi, o gustach się nie dyskutuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Tennessee
Galeony : 7
Dodatkowo : Animag (Orlica), teleportacja
  Liczba postów : 1104




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Sob Lip 02 2011, 23:10

Hayley miała ochotę leżeć tak z twarzą w mchu dopóki nie umrze. Było całkiem wygodnie, pomijając szyszki wbijające się w brzuch, ramię i prawe udo. I ładnie pachniało. Pachniało bardzo ładnie, jak to mech - delikatna woń rosy i ziemi, aż chciało się tak leżeć z twarzą w nim i po prostu wdychać jego zapach. Ale. Właśnie, "ale". Niestety, w chwili obecnej Hayey wcale nie chciała tak leżeć aż do śmierci przez walory tego leżenia. Nie w obecnym stanie swojej psychiki, który, łagodnie mówiąc, nienajlepiej się prezentował. Chciała już nigdy nie wstawać, by móc nie iść w przyszłym roku do ostatniej klasy, by nie musieć już nigdy z nikim rozmawiać, zwłaszcza z rodzicami. Właściwie chciała zniknąć. Zapaść się pod ziemię, przejść na drugą stronę lustra, wspoczyć w króliczą norę, czy co tam jeszcze. Zniknąć.
Dlatego też spojrzenie, które posłała Jamesowi po jego uwadze było szczególnie przesycone mordem (co swoją drogą dość groteskowo wyglądało na bladej i delikatnej twarzyczce Hayley).
- Och, naprawdę? - Przesadzała z ironią, bo jej głos przebrzmiał nią kompletnie, ale James miał pecha spotkać ją w wyjątkowo złym humorze, bo zazwyczaj Hayley mruknęła by coś, odrobinę naburmuszona, pozwoliła pomóc sobie podnieść się z ziemi i rzuciła głupi żarcik. Tym razem żarciki zdecydowanie nie były jej w głowie. Miała ochotę powiedzieć coś jeszcze o tym, że sam powinnien się przekonać, jak wszystko ładnie wygląda na leżąco i pomóc mu w przejściu do pozycji horyzontalnej, ale jej uwagę odwróciła skierowana w jej stronę pomocna dłoń. Spojrzała na nią i przez chwilę już miała zacząć wyciągać swoją, by się wesprzeć, gdy w jej głowie zaświtał wielki neon: "litość, nie dzięki". No tak, Hay nienwidziła litości, a w swoim obecnym stanie ducha ostro przesadzała z odczytyaniem przekazów, tak więc prosty gest, jak pomoc przy wstawaniu, został wpisany do takowej. Zignorowała ją więc i podniosła się sama, nieco się przy tym chwiejąc. Wkrótce stanęła naprzeciwko gryfona, patrząc na niego spodełba, jakby to on podstawił jej nogę. Otrzepała się pobieżnie ze ściółki, ale sporo gałązek pominęła, zwyczajnie nia patrząc na to, co robi. Nawet do twarzy poprzyklejały się jej jakieś paproszki z mchu, a po włosach hasał sobie jakiś robaczek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Irlandia,Newcastle
Galeony : 9
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 109




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Pon Lip 04 2011, 12:23

Drzewa łagodnie kołyszące się na wietrze, zwierzęta szukające pożywienia czy też te uporczywe robale , wszytko stanowiło całość. Ludzie tak nie potrafili., wszystko czego się dotknęli zamieniali tak by pasowało nowym modom czy innym dziwactwom, niczego nie szanowali. A tu? Cykl życia i śmierci, jeśli ktoś się rodził a ktoś umierał, wszytko naturalne nie wymuszone siłą. Takie prawdziwe i czyste. Nie mógł się wręcz nadziwić czemu ma to gdzieś. Kiedyś wystarczyła chwila miejscu tak przesyconym błogością i beztroskom, y się rozpogodził. Wyssał to chyba z mlekiem matki- miłości do wszystkiego co piękne. Ostatnimi czasy zauważył w sobie wiele zdań, potrafił na wszystko patrzyć jakoś tak artystycznie. Widząc roślinę, od razu zastanawiał się Nd kolorami które najlepiej oddałaby ją, osoby które nie czuły zaradnego pociągu do sztuki pień drzewa określiliby jako brązowy, on z kolei potrafił wymienić w głowie kilka a nawet kilkanaście jego odcieni i zdecydować który najlepiej będzie się prezentował. Na wszystko patrzył jak gdyby nie widział lasu, człowieka czy zwierzęcia ale obiekt który zaraz pojawi się na płótnie czy zwykłej kartce. Dzięki temu mógł podejść do wszystkiego trochę inaczej, z dystansem jakby go nie dotyczyło, a to potrafi być bardzo pomocne gdy boimy się, że na sentymentalna część jakoś zwycięży. Tak przynajmniej on sądził, że to zdrowe podejście. Zamiast rozmyślać nad tym, że oczy jakiejś dziewczyny przypominają mu tęczówki jego matki, wolał zastanowić się jak by najlepiej pokazać ich dzikość i tajemniczości, wspomnienia potrafiły sprawić, że czuł się nikim, dlatego starał się zręcznie udawać, że ich nie ma. On prawie zawsze zachowywał się jakby miał zły dzień. Niektórym ludziom tylko czasem zdarza się być nie uprzejmym, podczas gdy on wiecznie została arogancki, sarkastyczny i zgryźliwy, co ważniejsze uważał to za nieodłączną część jego charakteru. Mina blondynki nie zrobiła na nim większego wrażenia, spojrzała na nią pobłażliwym wzrokiem jak na dziecko i przyglądała się jej poczynaniom. Nie mogło mu umknąć, że wstając wyglądała doprawy komicznie. Uśmiechną się kwaśno, nie zareagowała na jej słowa uznawszy, że nie ma po co silić się na jakąś podpowiedź. Ledwo stłumił sobie nagły przypływ śmiechu widząc dziewczynę z tym wszystkim we włosach, na myśl przyszli mu żołnierze ćwiczący jakieś nowe techniki maskowania.
-Urocze..- powiedział szybkim ruchem biorąc tego słodkiego robaczka o którym wspomniałaś i rzucił go w jadowicie zieloną trawę.-Wdać twoi leśni przyjaciele nie chwili się z tobą rozstawać.- drwienie z kogokolwiek było dla niego codziennością, zamiast rozwiać z każdym o pogodzie wolał nawet w zwykłej rozmowie powiedzieć coś co można było łagodnie nazwać nieprzyjemną uwagą
Twarz dziewczyny tylko utwierdziła go w przekonaniu, że nie jest ona zachwycona jego obecnością, wcale się jej nie dziwił. Właściwe to jej reakcja był taka oczywista ,nie spodziewał się innej. Zazwyczaj ludzie właśnie tka reagowali na to co mówił. No bo kto by się nie wkurzył, po tym wszystkim? Powiedzmy, że James ma dziwne poczucie humoru, nawet za bardzo. Na chwile obecną nadinterpretacja jego czynów przez nieznajoma obchodziła go jak zeszłoroczny śnieg, nie znał jej więc wszystko przyjmował od tka po prostu, bez doszukiwania się ukrytego sensu, najzwyczajniej w świecie nie chciało mu się wysilać nawet na jakiekolwiek dłuższe dopowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Tennessee
Galeony : 7
Dodatkowo : Animag (Orlica), teleportacja
  Liczba postów : 1104




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Pon Lip 04 2011, 13:08

Na codzień, w okolicznościach sprzyjających, Hayley kochała las. Kochała wszystko, co naturalne. Zachwycała ją głęboka zieleń liści i trawy, mogła wpatruwać się w nią pod każdym kątem godzinami. Fascynowały ją gwiazdy, konstelacje, księżyc - niebo i wszystko, co odległe. Uwielbiała patrzeć w ogień i dostrzegać w nim eteryczny taniec, niemożliwy do odwzorowania przez człowieka. Żyła że świadomością tego, że człowiek wcale nie jest najpotężniejszą istotą i wcale nie starała się temu przeciwdziałać. Poniekąd ta świadomość i akceptacja wywodziły się z faktu jej animagii. W jakiś sposób dawało jej to możliwość szerszego spojrzenia na świat i zrozumienia. Toteż zrozumiała by Jamesa, gdyby ten zaczął mówić o tym wszystkim. Może nawet to pozwoliłoby jej na to ochłonąć.
Ale nie zanosiło się na to, a Hayley była zamknięta na wszystko, co ją otaczało. Nie widziała subtelnego piękna tego lasu, wszak różniącego się pod wieloma względami od Zakazanego Lasu, w którym znała każde drzewo, nawet mimo tego, że był zakazany. Nie dostrzegała różnorodności barw, nie wyczuwała obecności przemykających za jej plecami zwierząt, znikających w gęstwinie. Była zbyt zajęta swoją bezsilnością i głuchą wściekłością, które wróciły do niej po sześciu latach od zdarzenia, które je powodowały. To były te same powody, dla których większość ludzi na codzień nie dostrzega tego, co oferuje Matka Natura. Na codzień Hayley odgradzała się od wzpomnień i to pozwalało jej zauważać, ale teraz, gdy zbliżał się okres, w którym czas szósty raz wybije ten dzień, w którym runęła jej beztroska, była wobec tej wściekłości i niesionej razem z nią ślepoty bezsilna.
Gdy dostrzegła w jego spojrzeniu pobłażanie, owa złość zasiała na jej ustach asymetryczny uśmieszek zdradzający pogardę dla takiej postawy. Stawianie jej niżej w chierarchii nawet bez zamienienia z nią więcej niż jednego słowa doprowadzało ją do białej gorączki. Nie musiała być pierwsza, ważna dla każdego, nie wszyscy musieli na nią szczególnie zważać. Ale nienawidziła, gdy ktoś stawiał ją na pozycji bezwartościowego dziecka bez wyraźnej przyczyny.
Sapnęła z irytacją, gdy padło jej znienawidzone słowo, w dodatku wybrzmiewające ironią. Odsunęła się o krok, gdy gryfon sięgnął w jej stronę, by wyciągnąć robaczka. Och, łaski bez. Nie przeszkadzało jej towarzystwo tego zwierzątka, a jeśli już, to z pewnością nie na tyle, by być zadowoloną z faktu, że ktoś jej go wyciąga. Gdy robak wylądował już na trawie, przeczesała palcami włosy, wyjmując z nich drobne gałązki i wilgotne od rozy paprochy. Co prawda nie zdołała się pozbyć wszystkiego i nadal wyglądała niczym dziecko lasu, ale niespecjalnie się tym przejmowała.
Jego słowa nie zrobiły na niej specjalnego wrażenia. Uniosła brwi, odpowiadając pobłażaniem na pobłażanie.
- Widać twoi cię zostawili - mruknęła niedbale. - Czyżby nie mogli już znieść twojej obecności?
Drwina nie była w stylu Hayley i zabrzmiała nienaturalnie i nieszczerze w jeustach, co wciąż nie zabierało jej pejoratywnego wydźwięku i złośliwości, głęboko zakorzenionej w jej słowach. Nie, cynizm nie był formą przekazywania negatywnych emocji, którą na codzień stosowała Hay. Ale wcale nie czuła się specjalnie źle, smakując tego rodzaju pogardę, o której zawsze miała mgliste pojęcie. Wręcz przeciwnie, jak najbardziej jej się podobała.
Nie, to nie jego słowa wywoływały jej złość. Ale jak mógł wiedzieć? Gdyby spotkali się w innym czasie, obróciłaby jego słowa w żart, a i jej postawa byłaby inna, bo całkowicie mu przychylna. Wszak Splendówna nie uznawała podziałów i była zdania, że każdy mógłby żywić przyjaźń do każdego, gdyby tylko chciał. A ona chciała. Zazwyczaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Irlandia,Newcastle
Galeony : 9
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 109




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Pon Lip 04 2011, 13:56

Życie może być doprawdy interesujące i nieprzewidywalne zarazem jeśli nie patrzy się na nie przez jakiś pryzmat i nie stroni od nocnych uniesień przy lampce wina. Tak przynajmniej sądził James który swego czasu specjalizował się głównie w tych czynnościach. Jak nie trudno się domyślić nie niosły one za sobą jakichś konkretnych efektów, ale ile dawały przyjemności…to wie tylko Lightwood. Niektóre kobiet wydają się zdumiewająco łatwe, albo po prostu on jest nad wyraz skomplikowany, na ten temat można dyskutować wiele godzin jednak dojście do jakiegokolwiek wniosku jest tak prawdopodobne jak fakt, że chłopka kiedyś zapragnie zostać zakonnikiem. Gdyby nie Hogwart to można by powiedzieć, że życie od pewnego czasu upływało mu tylko i wyłącznie na upijaniu się w klubach, jednak był na tyle praktyczny aby nie zrezygnować z czegoś co czasem było jedynym powodem do wstawania z łóżka mimo kaca. W wakacje skupił się głównie na rysowaniu. Ostatnio nawet pozowała mu pewna niewiasta. Może coś ciekawego wydarzyłoby się między nimi, ale mimo jej starań jakoś nie przypadła mu dopustu, nigdy nie mógł zwalczyć w sobie awersji do przypudrowanych blondyneczek, to wyjątkowo go drażniło, zupełnie jakby same starały się upodobnić do laki Barbie, przez styl ubierani czy całą resztę, żenujące. Tak, więc skończyło się na zrobieniu kilku mniej lub bardziej udanych szkiców owej damy, narcystyczna część Jamesa uważała jednak, że wszystkie są świetne chociażby dlatego, że raczył na nie spojrzeć. Coś w tym jest.. James nie miał łatwego życia, jedyna osoba której ufał bezgranicznie to matka a wraz z jej odejściem życie chłopka w pewnym sensie stało się szare i bez sensu. Zawsze mógł na nią liczyć, mimo problemów, nie tylko zdrowotnych ale też całej masy innych choćby tego jak spłacić podatki na czas od rodzicielki Odegra zawsze emanował bezgraniczna troska. Wolała się poświęcić i zaharowywać przy swym marnym zdrowiu za grosze by zapewnić cokolwiek synowi. James wiedział jak to jest kiedy od progu wita cię chłód źle uszczelnionych okien a wzrokiem jak po mapie śledzisz linie, z tym, że zamiast rzek na mapie to pleśni. Jego pokój przypominał w standardach więzienną celę, łóżko to jakaś stara obdrapana prycza , ściany były białe, to znaczy kiedyś na pewno bo teraz farba odchodziła sporymi płatami i gdzieniegdzie zostawały tylko jej części. Do tego dochodziło jakieś biurko, ze sklejki, czy czegoś takiego, bo stolarka to nie mój konik. Było na tyle niestabilne, że chłopka wolał nie opierać się o nie zamożno co by nie wywołać kolejne szkody na której pokrycie nikt nie miałby pieniędzy. Po wypadku, gdzie zginęła i ona i ojciec, co prawda zaznał luksusów u ciotki, ale on wiedział że pieniądze to nie wszystko, gdy je miał zrozumiał, że zupełnie się nie liczą.
Kiedyś James był inny. Przed wypadkiem, każdy uważał go za dobrego i pomocnego chłopa, tak wtedy był. Jeśli w promieniu kilku metrów była babci chcąca przejść przez ulicę czy kot na drzewie mogli liczyć jego pomoc
-O moich przyjaciół się nie martw, są tam gdzie być powinni. Ale mógłbym zapytać ciebie o to samo. Bo wiesz, to nie ja byłem na tyle zdesperowany by szukać towarzystwa nawet w leśnej ściółce.-powiedział patrząc na nią z ukosa.
Oddałby każde pieniądze za trochę normalności. Nie wiedział która rodzina byłaby dla niego lepsza. W tamtej miał przynajmniej kochającą matkę a tu, bogatą i dziwną ciotkę która brał go wszędzie jakby na pokaz by muc pokazać jaka ona dobrzy, że ma dziecko z sierocińca. James najchętniej zrezygnowałby z luksusów i idealnie zapiętych koszul z dodatkiem drogich spinek do mankietów. Gardził próżnością i takim kiczem. Ciotka czasem potrafiła być miła , ale tracił do niej cąłą sympatię gdy zabierała go na bale charytatywne by zrobić sobie z nim kilka zdjęć opatrując je oczywiście komentarzem „wzięłam go z takich warunków, że szkoda o tym wspominać” co jak co ale lubiła się tym afiszować, dla niej dzień adopcji nie był szczęśliwą nowiną podczas której jej rodzina dopełni się do końca tylko czasem gdzie może zwołać kupę reporterów i pojawić się na pierwszych stronach gazet jako „dobra i kochająca”, zawsze była tylko kasa. To ona wyznaczała wszytko w ich życiu, przyjaciół jako takich jego ciotka nie miała no chyba, że można nazwać tak wspólnika od interesów. To jednak raczej inna para kaloszy. James wiedział że kiedyś to może nastąpić. Odsuwał od siebie ludzi by go nie zranili a tka naprawdę gdzieś w głębi bał się całkowitej izolacji a co za tym idzie samotności. Nie chciał skończyć jako strwożony emeryt który zrzędzi bez przerwy sam w wielkim domu z kasy ciotki. Teraz to zrozumiał ,nigdy się nad tym nie zastanawiał ale wiedział, że pieniądze to nie wszystko. Nie kiedy tracisz przez nie przyjaciół a miłości nigdy nie poznasz. Jaki to ma sens mieć wszytki luksusy świata jeśli nie zasmakuje się uczuć najbliższych ludzkiemu sercu. Widział na pozór zwykłych ludzi. Przeciętnie zarabiali ale byli szczęśliwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Tennessee
Galeony : 7
Dodatkowo : Animag (Orlica), teleportacja
  Liczba postów : 1104




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Pon Lip 04 2011, 14:42

Hayley miała o tyle szczęścia - lecz czy to faktycznie można szczęściem nazwać? - że po swojej stracie nie stała się zimna, chociaż mogłoby się wydawać, że powinna, w końcu to właśnie wtedy postawa wszystkich w jej domu zmieniła się nieodwracalnie. Nie można się temu dziwić, ale Hay przytłaczało to, że w swoim domu czuje się nie na miejscu. A w końcu to ona przeżyła to najgorzej, to ją najbardziej to skrzywdziło. Winiła się za tamto zdarzenie. Gdyby wtedy tam nie poszła... gdyby nie jej chora duma, chcęć bycia taką samą jak on...
Ale nie można gdybać. Oglądanie się za siebie i rozpatrywanie wszystkich biegów wydarzeń nic nie da. Nie przywróci życia. Nie zmyje winy. Nie wymaże pamięci.
Zaśmiała się sztucznie, słysząc jego słowa. I znowu - zupełnie nie pasowało to do niej, jej głos zupełnie nie pasował do tego tonu i tej pustki.
- Moi przyjaciele są właśnie tam - powiedziała z zagadkowym uśmieszkiem, krzyżując ręce na piersi. No proszę. Tak właśnie maskuje się celność uwagi. Gdzie są jej przyjaciele? Ona też zadawała sobie to pytanie. Gdzie? Z którym z nich rozmawiała ostatnio o czym innym, niż pogodzie?
Nie dała po sobie tego poznać, nie zdradziła się niczym - czuła tylko, że wszystko widać w jej spojrzeniu. Gorycz. Nigdy nie potrafiła nic ukrywać - nawet, gdy udało jej się chociaż w połowie, wzrok podawał wszystko jak na tacy. I nic na to nigdy nie potrafiła poradzić, nad czym bardzo ubolewała.

/przepraszam tę jakość, ale jestem trochę skołowana, a nie chciałam przedłużać ;d
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Irlandia,Newcastle
Galeony : 9
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 109




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Wto Lip 05 2011, 11:44


Gryfon wiele razy zadawał sobie pytanie „Co by było gdyby rodzice się uratowali?”. Przez długi czas nie dawało mu to spokoju. Pierwsze tygodnie od ,tego dnia przesiedział w swoim nowym pokoju w jednej z rezydencji ciotki. Zastanawiał się co by powiedziała matka widząc jak kłócił się z ciotką, pewnie spojrzałaby na niego tym karcącym rodzicielskim wzrokiem. Oh, jak on za tym tęsknił. Niegdyś irytowały go pewne zachowania jego rodziców, jak każdy nastolatek wiedział, że rodzą się w nim buntownicze odruch i chciał pokazywać wszystkim, że jest inny, odmawiać gdy go o coś proszono i tak dalej. Jednak gdy wszytko stracił oddałby każde skarby świata za rozmowę z matką czy ojcem. Dopiero teraz to zrozumiał, ale było już a późno. Jego rodzinie i nie wiodło się za dobrze, ale nawet jeśli zabrzmi to dziwnie to cieszył się z tego teraz, gdyby ciotka go wychował stałby się zwykłym rozpuszczonym dzieciakiem, bez odrobiny oleju w głowie. A tak matka i ojciec mieli jak i kiedy wtłoczyć mu trochę rozsądku, szacunku i innych ważnych wartości do głowy. Nikt nie rodzi się z gruntu zły lub dobry. To w jakim towarzystwie się obracamy, czy to jaki wartości wpaja się nam od małego mogą wszystko zmienić, owszem pozostają nawyki i skłonności, te złe i dobre ale nie on o nas decydują tylko my. Wiedział, że rodzicom czy siostrze nie przywróci życia, tak też zaprzestał rozpaczać nad nimi z oczami pełnymi łez. Potrafił płakać, ale nie uważał tego za atut, nie sądził jak niektórzy, że łzy są oznaką słabości, wyśmiałby kogoś kto tak mówi, jednak nie lubił afiszować się uczuciami. Dlatego też nie trawił pogrzebów, nie chodzi o to, że atmosfera była tam taka a nie inna, drażniły go tłumy ludzi zwłaszcza takich którzy udawali uczucia wylewając za nich krokodyle łzy , nie znosił fałszu. Poza tym to było takie ostatecznie. Jeśli był na czyimś pogrzebie to żegnał się z nim i godził z jego śmiercią, a on nigdy sobie tego nie poukłada tak na prawdę a w głowie. Ta strata odcisnęła swe piętno na jego psychice, owszem nie umartwiał się bez przerwy, ale ni zapomniał i nie chciał. Wiedział, że będzie żyć choćby po to by byli z niego dumni.
-No to w takim razie może do nich wrócisz? -zasugerował patrząc znacząco na ziemię i mech w którym uprzednio była zanurzona drobna twarz dziewczyny.
Miał przyjaciół, ale czasem wolał samotność. Nawet im nie ,mówił wszystkiego, wiedział że nie zrozumieją wszystkiego i wcale mu to nie przeszkadzało. Są rzeczy i chwile z którym musimy zmierzyć się sami. Tego co siedzi w jego gawie nie dało się pojąć od tak nawet jemu, więc po co się łudzić, że ludzie nawet tak bliscy zrozumieją i co więcej doradzą. To było niemożliwe.
-Pewnie przerwałem wam jakąś barwna konwersację.-to było raczej stwierdzenie niż pytanie.
Widać coś jednak się kryło za jej słowami, albo chciała by tak myślał. Kto ją tam wie. No ale pan Lightwood nie był w humorze na analizowanie wypowiedzi dziewczyny, nawet jeśli było warto. Wolał z zimna obojętnością obserwować jej poczynania i z łobuzerskim uśmiechem czekając na to co powie. Właściwe nie wiedział czemu ją tak denerwuje jaki ma w tym cel, ale bawiła go ta cała sytuacja. Najpierw opędzał się od chmar komarów i innego paskudztwa a teraz drażni się z drobną blondynką umorusaną ziemią. W jego życiu nigdy nie brakowało dziwnych i ciekawych doświadczeń, nawet teraz na towarzysza rozmów nie mógł sobie wybrać kogoś kto po prostu z zbolałą miną przyjmował by jego słowa, starając się nie pokazać jak go ubodły. Po chwili doszedł jednak do wniosku, że dalsza konwersacja będzie zbyteczna, gdyż dziewczyna ni jak odbiera jego słowa. Nic tu po nim, nie minęło parę chwil a James opuścił las nadal wymachując rękami gdy spostrzegł komara.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Pią Lip 08 2011, 19:00

/INNY CZAS INNA STRONA LASU/

Ruszył przed siebie, w las. Odziany była w płaszcz koloru zieleni, wpasowującym się w otoczenie, użył na sobie eliksiry usuwające jego woń czyniąc go niewytapialnym, korzystając z doświadczenia nabytego w lasach tajgi syberyjskiej, poruszał się równie cicho i zgrabnie jak daniel. Nie pozostawiał za sobą żadnych śladów.
Przedarłszy się przez gęstwinę leśną wkroczył do matecznika, gdy znalazł sobie małą przestrzeń między drzewami począł przygotowywać miejsce na swe tymczasowe leże. Oczyścił miejsce pod namiot z kamieni i gałęzi. Rozłożył namiot w cieniu wysokich drzew i niewielkiej kotlince maskującej jego bytność. Następnie zaczął jeszcze dokładniej przygotowywać jego ukrycie, Wyciągnął z torby paliki służące jako magiczny płot i kotwice pod zaklęcia ochronne wbił je wokół namiotu w ośmiobok, rozpoczął początkowe procedury podniesienia zaklęć ochronnych, na początku zaklęcie tarczy PROTEGO TOTALUM, dodając doń zaklęcia odpychająceEXPULSO uwarunkowane na owady i zwierzęta, dodając doń jeszcze zaklęcie ANEXIETY tym bardziej na istoty żywe. Wzbogacił też okolice w Confundusa mającego zmylić ludzi kręcących się w pobliżu na końcu korzystając z Chamaeleonisum ukrył całość maskując ją zaklęciem kameleona. Zajęło mu to cały dzień i wyczerpało ale na koniec użył jeszcze zaklęcia Fidelus Charm, by ukryć istnienie tej leśnej pracowni w głębi swe duszy. Spokojnie oceniwszy swe dzieło Aportował się w okolice ośrodka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wrington, Somerset
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1098
  Liczba postów : 218
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12102-haydn-thomas-locke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12106-haydn-thomas-locke#325226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12105-jolly-roger#325221
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12104-haydn-thomas-locke




Gracz






PisanieTemat: Re: Las   Nie Kwi 24 2016, 19:10

18.05 2006
Pracował jako sprzedawca w Antykwariacie na Nokturnie. Znał się na literaturze, sam pisał póki co tylko do szuflady. Jego pracodawca, jak się okazało, zajmował się nie tylko książkami. Tak naprawdę to była tylko dobra przykrywka do prania brudnych pieniędzy, pozyskiwanych poprzez nielegalny przemyt. Haydn zawsze był lojalny wobec osób, które niegdyś zdecydowały się mu pomóc. Tak też było z jego pracodawcą – Locke domyślał się, że te przedmioty czy dziwne substancje, po które przychodzą czasem szemrane typy, a czasem wymuskane, piękne i bogate damy, nie są w pełni legalne. Właściciel Antykwariatu zaufał młodszemu pracownikowi na tyle, że postanowił wprowadzić go w resztę – poza książkowym – biznesu.
Zadanie nie było proste – należało odnaleźć naszyjnik. Kilka bardzo drobnych, właściwie nic nie mówiących wskazówek, wykrywacz i las. Droga była strasznie długa, prowadziła dookoła jeziora. A może to tylko jego wina, bo obrał zły kierunek? Ale przecież wykrywacz zadziałał od razu! Albo coś było nie tak z tym sprzętem, albo Haydn pogubił się w trakcie. Miał być w środku lasu, a wylądował na polanie. Słońce już zachodziło. Postanowił odpuścić. Na znalezienie naszyjnika miał trzy dni, a wolał nie ryzykować utratą życia z rąk bądź łap niebezpiecznych kreatur, pojawiających się w lesie nocą.
Drugiego dnia nie było wcale lepiej. Wykrywacz znów zadziałał od razu po ustawieniu, ale kurs zbaczał z wydeptanej ścieżki. Jedyne czego się obawiał, to kleszcze, kiedy przedzierał się przez olbrzymie paprocie i inne, nierzadko kujące, zarośla.  Aż krzyknął, kiedy prawą nogą wpadł w zasadzkę, zastawioną zapewne na leśną zwierzynę. Kostka ewidentnie była skręcona. Cholera, nie ma szans. Użył zaklęć, eliksirów, które wziął tak na wszelki wypadek. Pomimo zastosowanych środków, ból był nie do zniesienia. Wrócił do Londynu, nogę opatrzył specjalista. Stracił drugi dzień. Nie mógł dłużej czekać – postanowił zapłacić komu trzeba, by tylko ukończyć misję.
Trzeci dzień zapowiadał się już dużo lepiej. Dzięki kupionym informacjom Haydn bez problemu odnalazł drzewo, o którym była mowa. Wykrywacz niemal zwariował, oznajmiając, że są na miejscu. Z dziupli mężczyzna wyciągnął płócienny woreczek, a w środku był rzeczony naszyjnik. Udało się!


Pierwszy etap 5,3, opłacone wskazówki
Drugi etap 2.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Nowa Zelandia
-