IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pub pod trzema miotłami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 19 ... 33, 34, 35
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : 1056
  Liczba postów : 1965




Gracz






PisanieTemat: Pub pod trzema miotłami   Czw Sty 13 2011, 20:58

First topic message reminder :


Pub pod Trzema Miotłami

Niewielkie wnętrze baru zachęca zmarzniętych przechodniów. To właśnie ten pub jest najczęściej odwiedzany przez uczniów Hogwartu. Choć bar zwykle bywa zatłoczony, zawsze znajdziesz tu miejsce dla siebie i nie wykluczone, że spotkasz tu wielu znajomych, a także poznasz nieznajome Ci osoby. Na wystawie widnieją wszelakie smakowite trunki, jednak reguła jest prosta, nie masz siedemnastu lat, musisz się zadowolić piwem kremowym.

Sok Dyniowy
Woda Goździkowa
Piwo kremowe
Dymiące Piwo Simisona
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Grzane wino z korzeniami i koglem−moglem
Ognista Whisky
”Najlepsza Stara Whiskey Campbell'a”  
Wino skrzatów
Wino z czarnego bzu  
Sherry
Rdestowy Miód
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 287
  Liczba postów : 728
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pią Paź 06 2017, 13:29

Niecierpliwiłem się, rozglądając się dookoła i próbując zlokalizować najbliższy mi zegarek, by spojrzeć, która godzina i ile czasu pozostało do umówionego spotkania.
10 minut.
Zastanawiałem się intensywnie nad tym, co w ogóle zamierzałem jej powiedzieć. W mojej pamięci wciąż żywe było wspomnienie z końca wakacji, gdy udałem się do Londynu do mojego ulubionego sklepu z akcesoriami wróżbiarskimi. Chciałem kupić tylko kilka drobiazgów, ale zainteresowały mnie wiszące nieopodal lady amulety, w które to zapatrzyłem się. Przewijałem między palcami barwne kamienie zawieszone na łańcuszkach lub rzemykach, przyglądając się każdemu z nich i rozpracowując minerały, z których były zrobione. Korzystałem z wiedzy zdobytej na kursie czarodziejskiego jubilerstwa, który ukończyłem pod koniec ubiegłego roku szkolnego. Wcześniej nie sądziłem, że mi się przyda aż tak bardzo, ale w tamtym sklepie wiedziałem już, że nie na darmo ślęczałem po nocach, ucząc się o przeróżnych właściwościach kamieni szlachetnych. Wiedziałem już wtedy, że ten fantazyjny amulet wykonany z malachitu nieszczególnie by się sprawdził, jako że przy jednym większym obiciu rozkruszyłby się na kawałeczki. Nie mówię tego, by szykanować działalność wróżki Celine, sam przecież próbowałem swoich sił w tworzeniu amuletów; po prostu miałem satysfakcję, że potrafiłem stwierdzić takie rzeczy! Szczerbaty uśmiech szybko zniknął z mojej twarzy, gdy tylko mój wzrok padł na osobę za ladą. Ona. Znałem ją z widzenia, była z Hogwartu.
I widziała mnie w sklepie wróżbiarskim.
Cudownie.
Nic wtedy nie kupiłem poza tymi kartami, a głupio mi było jak nie wiem. Czułem, jak gorąco wpełza na moją twarz, prawdopodobnie zdobiąc mi skórę czerwonymi plamami. Wyszedłem Wybiegłem najszybciej jak mogłem.
7 minut.
Może się nie zjawi? Może wzgardziła moim osobliwym zaproszeniem? Spooky wróciła do mnie z tą samą kopertą i na dobrą sprawę jedynie ślady rozrywania papieru wskazywały na to, że w ogóle odczytała wiadomość. Obracałem kartkę pięć razy, by mieć pewność, że w żadnym rogu nie kryła się ukryta informacja, że przyjdzie. Nic. Pusto. Sprawdziłem zaklęciem, czy nie napisała tego niewidzialnym atramentem. Również nic. Pozostało mi zdać się na los.
5 minut.
Miałem coraz więcej wątpliwości. Co jeśli najlepszym rozwiązaniem będzie ulotnienie się z pubu? Czy nie powinienem w ogóle poruszać tematu? Może panikowałem bez powodu? Dziewczyna wcale nie musiała się interesować moją osobą... w żaden sposób. Te spojrzenia równie dobrze mogłem sobie wymyślić, wyimaginować, nakręcić samego siebie...
2 minuty
Czy to czas na wstanie?
Nie, przyszła. Spoglądałem nerwowo na każdego kolejnego klienta wchodzącego do pubu, mając nadzieję i jednocześnie modląc się, by nie była to ona. Tym razem, gdy podniosłem głowę znad w połowie opróżnionego kufla kremowego piwa, zobaczyłem jej postać w długim, burgundowym płaszczu prawie do ziemi. Przełknąłem głośno ślinę, czując płynącą we mnie adrenalinę. Co teraz? Dosiadła się, a jej pierwsze słowa nieco zbiły mnie z pantałyku. Zajęło mi dobrych kilka sekund, żeby przyswoić informację, którą mi podała. Parsknąłem śmiechem.
- Sorry, nie sądziłem, że obudziło się w niej takie dzikie zwierzę. Na co dzień jest przyjazna. Trochę dziwna, możliwe, że ma jakiś sowi autyzm... Nie wiem, czy takowy istnieje, ale moja znajoma mówi, że podobno tak, więc... - urwałem, karcąc się w myślach za ten słowotok. Rób tak dalej, Dear, na pewno uda Ci się ją przekonać do trzymania buzi na kłódkę... - Chcesz coś do picia? - zapytałem, mimo że dostrzegłem jej minę, gdy patrzyła w menu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pią Paź 06 2017, 15:37

Odgarnęłam przylepiające się do twarzy mokre strąki i posłałam mu coś na kształt półuśmiechu, który wykwitł na mojej twarzy, gdy Calum zaczął się śmiać. To nieznane mi dotychczas zjawisko - obstawiałam, może błędnie (lecz nie bez powodu - za każdym razem, gdy go widziałam, przywdziewał coś na kształt marsowej miny), że zapewne występuje w przyrodzie tak często jak całkowite zaćmienie Słońca. Dlatego też poczułam się niemalże zaskoczona samym faktem, że Dear potrafi wprawić zardzewiałe trybiki swoich mięśni twarzy w ruch i ustawić je w ten sposób, by kąciki ust utrzymywały się w górze. - Nie wiem, czy istnieje coś takiego, jak sowi autyzm, ale jeśli zidentyfikowane obiekty latające mogą przejawiać skłonności psychopatyczne, to obawiam się, że powinieneś się wybrać ze swoją - jak on ją nazwał? - przyjazną sową do psychologa magicznych stworzeń - albo jakiegoś behawiorysty? Merlin wie, jak to się nazywa; ostatnimi czasy namnożyło się sporo dziwacznych zawodów - pisząc dziwacznych mam na myśli 'dziwacznych nawet jak na standardy czarodziejów' - i dołączać do listów ostrzeżenie, żeby przed zbliżeniem się do jej dzioba skonsultować się ze swoim uzdrowicielem lub eliksirotwórcą… ewentualnie od razu magipsychologiem, bo zły dotyk boli przez całe życie - trauma gwarantowana, nie żałuję, że nie mam swojej sowy… i pewnie przez najbliższy tydzień, zanim nie zapomnę o tym ataku, będę podchodziła z rezerwą nawet do tej poczciwej płomykówki, należącej do babci od wieków i rozsypującej się ze starości (dosłownie, gubi pióra w zastraszającym tempie - a w miejscu, gdzie kiedyś, jak na sowę wieszczek przystało, w ramach niedocenionego przez babcię żartu domalowałam jej trzecie oko, na czubku łebka, niemalże całkiem już wyłysiała).
Ale chyba trochę zboczyłam z tematu - niemniej jednak w tym czasie cały czas go obserwowałam, utwierdzając się w przekonaniu, że nie mam omamów, a on naprawdę zachowuje się tak, jakby moje towarzystwo było dla niego… problemem? Tylko dlaczego w takim razie szukał sposobności, by się ze mną skontaktować?
- Nie… dzięki, niekoniecznie mam ochotę na cokolwiek z tego menu - a herbaty chyba tutaj (o dziwo) nie serwują, więc temat uznałam za zamknięty.
Nie chciałam go pospieszać, ale… mógłby już przejść do rzeczy, bo bez wątpienia nie jestem tutaj tylko po to, by dotrzymać mu towarzystwa podczas procesu sączenia piwa kremowego. Co prawda nie powiedziałam tego na głos, aczkolwiek moje spojrzenie było chyba wystarczająco wymowne.
O co ci tak właściwie chodzi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 287
  Liczba postów : 728
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pią Paź 06 2017, 16:43

Nie spodziewałem się, że zaraz na początku tego spotkania, o którym sama myśl sprawiała, że dostawałem jakiejś poważnej nerwicy, będziemy się śmiać z mojej sowy i jej domniemanego autyzmu. Tym bardziej nie podejrzewałem, że moją pierwszą reakcją będzie śmiech - rzecz, na którą praktycznie nigdy nie byłem w stanie się zdobyć w chwili tak dużego stresu. Coś jednak w jej wyrazie twarzy, może w tym uśmiechu i zupełnie swobodnym żartowaniu o podziobaniu przez Spooky sprawiło, że na moment się rozluźniłem. Przejechałem ręką po twarzy, a ramiona trzęsły mi się od powstrzymywania napadów śmiechu.
- Widzę, że jesteś niezwykle zaznajomiona z procedurami w przypadku identyfikacji obiektów latających z możliwie stwierdzonym skrzywieniem psychicznym. Wynika to z wieloletnich doświadczeń, czy skrycie pasjonujesz się ornitologią? - rzuciłem niezobowiązująco, po czym upiłem łyk kremowego piwa. - Umieszczanie podobnych informacji w liście mogłoby mieć znaczny minus w postaci sowy atakującej, zanim ów list odczytasz, więc niespecjalnie jestem fanem tej opcji. Może faktycznie rozważę konsultację z jakimś ptasim behawiorystą, chociaż nie wiem, czy istnieje ktoś taki... - zastanowiłem się moment, ale szybko doszedłem do wniosku, że musi istnieć jakiś ptasi pasjonat w obrębie tego zamku lub w jakimś bliskim promieniu wokół niego. Zanotowałem w pamięci, by skonsultować się w tej sprawie z Lottą, w końcu ona była znawcą zwierząt i od niej wiedziałem o jakichś badaniach naukowych, które podobno potwierdzały istnienie tego nieszczęsnego autyzmu u sów...
Temat został jednak urwany i między nami zapanowała nieco niezręczna cisza, podczas której dziewczyna prawdopodobnie zastanawiała się, po jakie licho została ściągnięta specjalnie do Hogsmeade (co przekazywała mi dość wymowną miną), a ja główkowałem, od czego zacząć faktyczny temat, by nie wyjść na paranoika i kompletnego idiotę, chociaż tego drugiego chyba i tak nie da mi się uniknąć. Odchrząknąłem krótko, wodząc wzrokiem wkoło, by zobaczyć, czy przypadkiem nikt nie przysłuchuje się naszej rozmowie, po czym zacząłem:
- Ursula... Ursula, tak? - upewniłem się jeszcze, nie chcąc pomylić jej imienia. - Napisałem, bo... Mam do Ciebie pewną sprawę, ale tego się już pewnie domyśliłaś. Chodzi o to, że... Byłaś. Tam. W sklepie. W wakacje - wyrzucałem z siebie po kolei te pojedyncze słowa. Wcale nie nabierałem pewności siebie, mimo że bardzo starałem się wyglądać, jakbym mówił o tym mimochodem. - Chodzi mi głównie o to, że... No, nie ukrywam, nie chciałbym, aby się ktoś o tym dowiedział. Że tam byłem - dodałem, patrząc na nią znacząco. Chciałem, żeby wiedziała, że dyskrecja w tej sprawie bardzo się dla mnie liczy. - Niespecjalnie służyłoby to mojej osobie... I mojemu nazwisku, gdyby ktoś się dowiedział. Mogę zapłacić - zakończyłem, spoglądając na nią wyczekująco i czując, jak napięcie z każdą kolejną sekundą wzrasta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pią Paź 06 2017, 17:47

Odpowiedź w stylu ‘zawsze lubiłam ptaki’ była chyba na tym poziomie żenująco-suchych żartów, że wykluczyłam ją jako pierwszą, choć nie ukrywam, cisnęła mi się na usta.
- Wiem sporo na ten temat z autopsji, więcej nie mogę powiedzieć, bo musiałabym cię poczęstować Obliviate - odparłam śmiertelnie poważnym tonem, zerkając na upijane przez niego piwo i rzuciłam mu pytające spojrzenie, wyciągając rękę w stronę kufla - aczkolwiek niekoniecznie dałam mu wystarczający czas na reakcję, oby nie okazał się jakimś pedantycznym paranoikiem, który brzydzi się dzielenia się z kimś posiłkiem - po czym wypiłam jednego łyka, częstując się kremowym Caluma. Tak samo niedobre, jak zawsze. - Faktycznie, chyba nie powinnam była wyjść od założenia, że ktokolwiek da radę odczytać ostrzeżenie, bo jeśli tylko znajdzie się w pobliżu pazurów, można uznać, że jest już stracony - punkt dla niego za logiczne myślenie, mój mózg chyba został jeszcze w dormitorium, pod trzema kocami i pierzyną.
Odchrząknęłam, poprawiając się na krześle, bo chwilę później mi też zaczęła się udzielać ta nerwowa atmosfera, która niepostrzeżenie się między nas wkradła i zawisła w powietrzu, gęstniejąc.
- Nigdy nie… - weszłam mu w słowo, niemalże zaciskając usta w wąską kreskę; to nie jego wina, nie mógł o tym wiedzieć, ale naprawdę nie przepadałam za pełną wersją mojego imienia, brzmiało tak, jakby stworzono je dla pomarszczonych wiedźm, które całymi dniami siedzą w swoich mieszkaniach ze stadem psidwaków albo kotów - i choć nie wykluczam tak świetlanej przyszłości, to jednak na ten moment… - wystarczy Ulla, po prostu Ulla - dodałam już łagodniej, bo zrobiło mi się głupio, że zareagowałam w ten sposób. W każdym razie nie musiałam upewniać się, jak on ma na imię, bo - dotarło to do mnie dopiero teraz - znałam je, choć przecież nie można mnie posądzić o pamięć do takich detali; przez Hogwart przewijała się cała gromadka trudnych do przeoczenia Dearów, aczkolwiek to właśnie Calum wyróżniał się na ich tle.
W zupełnej ciszy słuchałam tego, co… starał się mi przekazać. A w moich myślach rozszalała się wichura, zalał mnie grad znaków zapytania. Kiedy skończył… ponownie się roześmiałam, bo prawie udało mu się mnie nabrać.
Tylko że… może… on chyba wcale nie żartował?
Nie kryłam zdumienia, które chwilę później ustąpiło mieszance niedowierzania i chyba irytacji. Czy to spotkanie miało się okazać jedynie stratą czasu? Pochyliłam się nad stołem, skracając dzielący nasze twarze dystans. - Byłam. Tam. W sklepie - powtórzyłam za nim, jednocześnie wciąż gorączkowo zastanawiając się, po co ta cała fatyga… naprawdę chodziło mu o to, żebym nikomu nie zdradziła jego mrocznej tajemnicy? -Okej, w galeonach czy naturze? - poczułam się urażona tą propozycją i wydźwiękiem jego słów, pewnie dlatego udzieliłam odpowiedzi na podobnym poziomie. - Zachowujesz się tak, jakbym dała ci czarnomagiczne artefakty spod lady - to wciąż nie mieściło mi się w głowie, odstawiać taką szopkę z powodu zakupu kart do tarota - o ile mi wiadomo sprzedawanie akcesoriów wróżbiarskich jest wciąż legalne i chyba nie zanosi się na zmiany… a jeśli… tak bardzo wstydzisz się tego, że ktokolwiek mógłby zobaczyć twoją zacną osobę w miejscu o, najwidoczniej, wątpliwej renomie, to proponuję skorzystać z sowiej poczty i następnym razem nie szargać swojej reputacji osobistą wizytą, babcia wysyła również paczki. Za odpowiednią dopłatą, ale przecież... możesz zapłacić, prawda? - w końcu w jego świecie chyba wszystko da się kupić. Z pewnością nie brzmiało to przesadnie miło, nie miało tak brzmieć - zdaję sobie sprawę z tego, że wróżbiarstwo nie jest szanowaną nauką, aczkolwiek jeszcze nigdy nie spotkałam się z tego typu zachowaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 287
  Liczba postów : 728
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Sob Paź 07 2017, 21:04

Słysząc jej odpowiedź, uniosłem do góry brew i pozostawiłem ją tam aż do momentu, w którym odłożyła z powrotem mój kufel z kremowym piwem na stół. Przecież zapytałem, czy chce coś pić, gotów byłem nawet postawić jej ten kufel piwa, ale wydawało mi się, że jasno odmówiła.
- Jesteś pewna, że nic nie chcesz? Nawet wody? - zapytałem, wciąż zerkając na nią z nieskrywanym zdumieniem. Nie byłem "pedantycznym paranoikiem", aczkolwiek nie przywykłem do dzielenia się z innymi osobami jedzeniem lub piciem, mimo że było to tak powszechne zachowanie wśród ludzi. Ja zawsze miałem swoje i lubiłem mieć swoje, toteż działania dziewczyny nieco wybiły mnie z rytmu. Zawiesiłem na chwilę spojrzenie na tym nieszczęsnym kuflu, ale ostatecznie machnąłem ręką w myślach.
Przechodząc do istoty problemu nie ukrywam, że czułem się nieco niezręcznie i w pewien sposób głupio. Chciałem przedstawić jej sytuację oraz to, na czym mi zależało w sposób prosty i ubogi w rozległe tłumaczenia, co ostatecznie pozostawiało wiele niedomówień i brzmiało dość absurdalnie. Nie zamierzałem wchodzić w sprawę wszystkich moich relacji rodzinnych oraz tradycji panujących w domu, które mogłyby tłumaczyć moją prośbę, ale niekoniecznie nadawały się do opowiadania zupełnie obcej osobie. Wiedziałem, że może wypaść dziwnie - ba, wręcz wiedziałem, że tak będzie, ale musiałem chociaż spróbować i liczyć na fart, że załapie istotę problemu. Niestety moja wypowiedź została odczytana w zupełnie pokrętny sposób, co chciałem szybko wytłumaczyć. W pierwszej chwili jednak poczułem, jak czerwony rumieniec okala całą moją twarz i pełznie jeszcze niżej po szyi aż na klatkę piersiową, gdy zapytała o sposób płatności. Poczułem się jak kompletny idiota. Rozejrzałem się po okolicznych stolikach, czy wciąż nie wzbudzaliśmy zainteresowania postronnych słuchaczy, po czym nachyliłem się, czując narastającą suchość w gardle.
- Daj spokój, dobrze wiesz, o co mi chodzi - zbyłem jej uszczypliwą uwagę, starając się nie pokazywać, jak bardzo mnie ona obeszła. Niestety wyszło jak wyszło, pąs niewątpliwie zdradzał moje wewnętrzne odczucia w tej sprawie. - Nie, nie, zupełnie źle to rozumiesz. Nie twierdzę, że sklep... twojej babci... - informację tę przyjąłem z lekkim zaskoczeniem, aczkolwiek zanotowałem w głowie, że wróżka Celine posiadała wnuczkę w Hogwarcie. - ...jest wątpliwej renomy. Przeciwnie, ja wprost uwielbiam ten sklep! Tylko chodzi mi o to... Że... No, nie chciałbym, żeby ktoś inny wiedział o mojej... Dużej sympatii do jego asortymentu - powiedziałem bardzo pokrętnie, mieszając się we własnych słowach. Ponownie ugodziła we mnie aspektem pieniężnym, o który sięgnąłem nierozsądnie w geście desperacji, a który teraz obrócił się przeciwko mnie. - Tu już też nie chodzi o pieniądze. Chociaż może chodzić, zależy od tego, czy jakkolwiek wyceniasz swoją dyskrecję - zauważyłem zupełnie poważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Nie Paź 08 2017, 00:38

Wnioskując po jego reakcji, pewnie niespecjalnie spodobało mu się, że dobrałam się do jego piwa, ale cóż, musiał to jakoś przeżyć. Zaprzeczyłam, kręcąc głową - zimna woda mnie nie urządzała, zaczęłabym jeszcze bardziej trząść się z zimna, a wystarczyło mi chyba już to, iż po mojej skórze co chwile przebiegały dreszcze. - Chciałam tylko łyka - nie było sensu kupować całego piwa - bez piany - rzuciłam w ramach wyjaśnienia, każdy ma jakieś dziwactwa, ja nie toleruję piany pod żadną postacią, nie mam pojęcia, dlaczego. Przy okazji dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nie tylko różdżkę i mózg zostawiłam gdzieś na łóżku - tuż obok nich leżał przecież portfel.
Widząc pigmenty czerwieni muskające jego policzek i obserwując, w jaki sposób zaczął się zachowywać, dotarło do mnie, że on naprawdę miał jakąś obsesję na punkcie… utrzymania w tajemnicy faktu, iż zdarza mu się czasem kupić jakieś wróżbiarskie dziwactwa. Robienie z czegoś takiego wielkiego sekretu wydawało mi się absurdalne - bo niby… co miałoby się stać, gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział? Ale tak naprawdę - jakie miałam prawo, żeby go oceniać? Patrzyłam na tę sytuację ze swojej perspektywy, a on był przecież jednym z tych dzieciaków, na których poczynania zawsze zwracało się uwagę ze względu na status nie tyle majątkowy, co społeczny. Ode mnie nikt nie wymagał niczego ponad to, bym była szczęśliwa.
Potrzebowałam chwili, by ochłonąć i powstrzymać się przed wypowiedzeniem kolejnych słów, które cisnęły mi się na usta. Mimowolnie, niczym jego lustrzane odbicie, pochyliłam się w jego stronę - teraz chyba mogliśmy mieć już pewność, iż nikt nie słyszy tej rozmowy. - Nie mam pojęcia, dlaczego aż tak bardzo obawiasz się, że ktokolwiek mógłby się dowiedzieć o twojej wizycie u nas w sklepie, ale bez wątpienia musisz mieć jakiś racjonalny powód - a przynajmniej mam taką nadzieję... Niemniej jednak chyba czułam coś na kształt rozczarowania? Sama nie wiem, czego tak właściwie spodziewałam się po tym spotkaniu, ale bez wątpienia było to coś zgoła innego niż… jego propozycja - przemilczę to, że ponowiłeś swoją… ofertę… może… uznajmy że w ogóle nie zadałeś tego p-pytania? - powracanie do aspektu materialnego jedynie mnie zirytowało; zanim jednak zdążyłam powiedzieć cokolwiek więcej, zrobiło mi się tak zimno, że nie dałam rady powstrzymywać się dłużej przed szczękaniem zębami z zimna. Zrzuciłam z ramion przemoczony płaszcz, ale to wciąż nie rozwiązywało problemu. - S-s-słu-ch-chaj - chciałam jakoś go uspokoić, aczkolwiek w tym momencie wydukanie z siebie kilku zdań zajęłoby mi pewnie całą wieczność. - M-mó-g-głby-byś w-wycza-czar-r-row-w-ać o-g-g-nn-ik? - cokolwiek, co będzie emanowało ciepłem?
Ewentualnie może po prostu przesiądźmy się na miejsca koło kominka?
Fantastycznie, poziom mojej irytacji ponownie podskoczył - tym razem z powodu własnej głupoty. Bez różdżki czułam się jak bez ręki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 287
  Liczba postów : 728
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Nie Paź 08 2017, 14:07

Zdawałem sobie sprawę, jak to musi wyglądać z jej perspektywy. Jakiś dziwny koleś zaprasza ją do Hogsmeade, po czym proponuje pieniądze za milczenie, a cała sprawa dotyczy kupienia kart tarota w sklepie wróżbiarskim w Londynie. Ja wszystko to wiedziałem - wypadło dziwnie, powstało mnóstwo pytań bez odpowiedzi o oboje zdawaliśmy się nie rozumieć nawzajem swoich intencji. Co jednak miałem zrobić? Wygadać jej się, że to dla mnie bardzo ważne, bo jak dowie się o tym ktokolwiek mający kontakt z moją rodziną i odrobinę nieco złej woli, mógłbym zostać definitywnie skreślony z rodowego drzewa Dearów? Miałem brać ją na litość, że jej milczenie będzie dla mnie cenniejsze niż złoto, to jeśli nie ono, to już nigdy nie ujrzę galeona na oczy? Żalić się, że jeśli powie komukolwiek, mogłem liczyć się z mieszkaniem w mojej marnej pracowni w Hogsmeade do końca życia, bo Hogwart zapewniał mi nocleg jeszcze tylko dwa lata? Niby nie brzmi tak źle, ale jeśli zastanowić się nad długoterminowymi skutkami takiego obrotu spraw - miałbym przejebane. Mógłbym stracić znacznie więcej, bo nie tylko rodzinę, dom i dostęp do pokaźnego skarbca rodzinnego, ale także dobre relacje między kuzynostwem i znajomymi, a szkolni plotkarze na pewno podjęliby temat, znęcając się nade mną psychicznie i wypisując o mnie niestworzone rzeczy na łamach tego szmatławca Obserwatora.
Dostrzegałem w jej twarzy lekkie zirytowanie. Sam byłem tak spięty, że gdyby obok nas coś spadło, prawdopodobnie zszedłbym na zawał serca. Patrzyłem na nią uważnie, gdy pochylała się nad stolikiem i zbliżyła swoją twarz do mojej - z trudem powstrzymałem odruch odsunięcia się.
- Mam, mam sporo powodów - wypaliłem, lecz zamilkłem z nietęgą miną, spodziewając się zaraz pytań. Że też nie umiałem trzymać języka za zębami... - Dobra, dobra, tego nie było, nie pytałem - przyznałem szybko i kiedy chciałem przejść dalej, dostrzegłem, że działo się z nią coś złego. Zaczęła się niekontrolowanie trząść i szczękać zębami. Zmarszczyłem brwi, było aż tak zimno? Mój wzrok padł na płaszcz, który z siebie zrzuciła. Cały mokry. Czemu nie wysuszyła się wcześniej? - Nie masz różdżki? - zapytałem ze zdumieniem wymalowanym na twarzy. Co jak co, ale poruszając się po okolicach Hogwartu i Hogsmeade nie wyobrażałem sobie nie mieć ze sobą różdżki, nieważne jak bardzo wadliwa potrafiła być od czasu początków zakłóceń magii. - Słyszałaś o tych wszystkich incydentach? O wilkołaku, o niuchaczach, o grasujących boginach? Nie boisz się chodzić tak... No wiesz, bez niej? - zapytałem szczerze zdziwiony, obracając własną różdżkę w palcach. Skoro jednak prosiła, rzuciłem na nią niewerbalne Fovere, które powinno ją ogrzać.
Tak, w tej oto sposób Calum Dear rozpala dziewczyny...
- Chcesz się przesiąść w cieplejsze miejsce? Przy kominku jest wolny stolik - spytałem, nieświadomie trochę czytając jej w myślach. Możliwe, że to spotkanie nie potrwa dłużej i zaraz się rozejdziemy, ale gdyby jednak chciała napić się kremowego piwa, wolałbym nie testować mich możliwości czarowania. Raz zadziałało, za drugim razem może podpalić jej włosy...


Kostka: 5->4
Punkty w kuferku:
• z zaklęć - 24
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z zaklęć - 2
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z zaklęć - 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Nie Paź 08 2017, 18:22

Przez chwilę po prostu patrzyłam się na niego, lustrując uważnie wzrokiem każde drgnienie strun mięśni jego twarzy. Kiedy rzucił zaklęcie, skinęłam mu głową w podziękowaniu - co prawda wciąż było mi zimno, ale przynajmniej nie miałam już na sobie przemoczonego swetra. Wstałam, żeby przesiąść się na wskazane przez niego miejsce i obróciłam krzesło w stronę paleniska, wyciągając w tamtą stronę trzewiki.
- Dzięki - rzuciłam, kiedy już się do mnie dosiadł, rozedrgane zęby wciąż jeszcze podzwaniały o siebie, ale przynajmniej, gdy zacisnęłam je, dźwięk ustawał, a mi z każdą chwilą robiło się coraz cieplej.
- Zapomniałam o tym spotkaniu, wybiegłam w ostatniej chwili, różdżka musiała zostać w dormitorium - wzruszyłam ramionami, niespecjalnie chcąc tracić czas na tłumaczenie się, cóż, zdarza się, niektórzy mogliby pomyśleć, że w tych czasach to szaleństwo, ale… - dzisiaj nie będę jej potrzebowała - dodałam, zanim zorientowałam się, że pewność, z jaką to powiedziałam, może być zastanawiająca - urwałam więc temat, nie zamierzając się tłumaczyć, że… nie czułam niepokoju. I choć intuicja bywa zawodna, to w moim przypadku niezachwiana pewność, iż ten dzień będzie… spokojny, równie monotonny jak senne, rytmiczne uderzenia kropel deszczu o szybę… cóż, jakkolwiek to nie brzmi, wiedziałam, że dzisiaj nie stanie się nic odbiegającego od normy.
Naciągnęłam rękawy swetra aż na same koniuszki palców; oczy wciąż chłonęły melodię wygrywaną przez płomienie na pięciolinii powietrza - i chyba nawet nie przeszkadzało mi to, że za plecami szemrały dziesiątki ludzkich głosów. W tym konkretnym miejscu czułam się komfortowo.
- Nie przyszłoby mi do głowy, żeby komukolwiek o tym powiedzieć, bo niby po co? I komu? - musiałam wrócić do tego tematu, skoro już mnie tutaj ściągnął; chciałam, żeby przynajmniej ta kwestia się wyjaśniła. Rozejdziemy się za krótszą lub dłuższą chwilę - ale dopiero, kiedy przekonam go, że może mi zaufać. Jeśli to dla niego naprawdę takie ważne…? - Nie zrobiłam tego i nie zamierzam zrobić - mógł mi wierzyć, mógł powątpiewać - to już jego sprawa. - Myślę, że... gdybyś... - urwałam, dopiero teraz odrywając wzrok od paleniska; chyba nie potrzebował moich rad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 287
  Liczba postów : 728
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Wto Paź 10 2017, 00:48

Może nie było to zbyt subtelne zagranie z mojej strony, rzucać jej w twarz zaklęciem niewerbalnym, ale nie miałem czego żałować, skoro było udane i najwyraźniej skuteczne, bowiem po kilku chwilach jej szczęka przestała drgać z tak dużą częstotliwością i dziewczyna mogła w spokoju odetchnąć. Ja sam westchnąłem sobie, w sumie bez większego powodu, po czym upiłem łyk kremowego piwa, prawie opróżniając kufel. W moim umyśle pojawiła się jakaś taka... Dziwna myśl, że powinienem zostawić jeszcze trochę napoju, w razie gdyby chciała się napić ponownie "tylko jednego łyka".
Odprowadziłem wzrokiem jej niewielką postać w kierunku stolika przy kominku, a kilka sekund po niej sam wstałem i podążyłem we wcześniej wskazane miejsce powłóczystym krokiem. Usiadłem naprzeciwko, obrzucając ją badawczym spojrzeniem. Wciąż marzła?
- Nadal Ci zimno? - zapytałem z lekkim niedowierzaniem, że komuś w ogóle może być chłodno w ogrzanym pubie i na dodatek po zaklęciu ogrzewającym, ale skoro nawet bliska obecność kominka nie zadziałała, postanowiłem sięgnąć po inne zaklęcie. Było bardzo nie w moim stylu, czułem się wręcz idiotycznie, gdy roztaczałem nad nami półokrąg, rzucając niewerbalne Bulbae, mające na celu utworzenie bańki zatrzymującej wewnątrz ciepło. Po wszystkim przeniosłem wzrok na nią i uśmiechnąłem się kącikiem ust. - Jak to nie zadziała, to jesteś wyjątkowo beznadziejnym przypadkiem - stwierdziłem, niespecjalnie ważąc słowa.
Słysząc to krótkie "wytłumaczenie", dlaczego nie miała przy sobie różdżki, pokiwałem głową, ale w środku aż mnie skręcało na samą myśl, że ja miałbym kiedyś o różdżce zapomnieć przy wyjściu. Jak w ogóle zapomina się o różdżce? Czy to nie jest pierwsza rzecz, którą bierze się w ręce po obudzeniu i ostatnia, którą odkłada się przed spaniem? Czy nie powinno się jej mieć zawsze przy sobie? Zawsze zadziwiało mnie takie lekkie podejście do sprawy nieposiadania jej lub celowego odchodzenia od używania różdżek w ogóle. Po co?
- Odprowadzę Cię - rzuciłem niezobowiązująco, odczytując jej wypowiedź jako swojego rodzaju sugestię, czy też prośbę, bym to zrobił. I tak wracałem do biblioteki...
Kontynuacja wcześniejszego tematu sprawiła, że zacisnąłem usta w cienką linię. Merlin jeden wiedział, po co miałaby powiedzieć komukolwiek - przecież ja tego nie wiedziałem, co nie? Nawet nie miałem siły myśleć o powodach, które mogłaby mieć. Nie chciałem tłumaczyć jej wszystkich zawiłych konotacji rodzinnych, które posiadałem w Hogwarcie, począwszy od rodzeństwa, przez kuzynów, a kończąc na wujkach/ciociach nauczycielach. Dyskrecja w tej sprawie była dla mnie rzeczą najważniejszą. Poniekąd ucieszyłem się, że wypowiedziała te słowa, że pragnęła mnie uspokoić, jakoby nie miała złych zamiarów wobec mojej osoby.
- Dziękuję - odparłem i uśmiechnąłem się, chyba po raz pierwszy tak zupełnie szczerze, z prawdziwą wdzięcznością. - Gdybym co? - zapytałem jeszcze, ciekawy rozwinięcia myśli.

kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Wto Paź 10 2017, 20:52

Kiedy po raz kolejny sięgnął po różdżkę, rzuciłam mu pytające spojrzenie - lecz chwilę później jakakolwiek odpowiedź była zbędna, wokół nas wytworzyła się niemalże niezauważalna bańka, której błoniasta powłoka rozpływała się w powietrzu, migocząc i drgając, gdy rozbijały się o nią powiewy zimniejszego powietrza, wdzierające się do pubu za każdym razem, kiedy drzwi wejściowe uchylały się po raz kolejny. - Dziękuję - darowałam sobie kurtuazyjne ‘nie trzeba było’ - nie odkryłabym tym stwierdzeniem Ameryki; o ile poprzedni czar rzucił ze względu na to, że zapewne nie wypadało mu odmówić, ten stanowił miły gest dobrej woli albo wzorowy popis wyuczonej (wrodzonej?) szarmancji. Jakkolwiek by nie było, nie mogłam powstrzymać się przed odpowiedzeniem uśmiechem na ten jego. - Zadziałało, ale to wciąż nie wyklucza tego, że mimo wszystko jestem przypadkiem beznadziejnym - na wielu innych życiowych płaszczyznach. Samoświadomość to podstawa; w każdym razie w moim stwierdzeniu trudno było się doszukać powagi - równie dobrze mógł to potraktować jak luźną wypowiedź (z przymrużeniem oka, ewentualnie dwóch).
Aczkolwiek na jego kolejną propozycję… nie wiedziałam, jak mam to rozumieć i zamiast powstrzymać się przed wyartykułowaniem myśli, wypowiedziałam je, być może zbyt pospiesznie oceniając sytuację, a przede wszystkim - jego zamiary. - To akurat zbyteczne, teleportuję się praktycznie pod samą bramę, nie… nie musisz tego robić - tym razem uznałam za stosowne, żeby to zaznaczyć; nie byłam pewna, czy nie wyszedł z tą propozycją, bo potraktował ją jak niematerialne zastępstwo zapłaty za tajemnicę; może nawet sam nie do końca był tego świadomy, może ja ponownie nadinterpretowałam rzeczywistość, może… mam mętlik w głowie. Dlaczego w ogóle się nad tym zastanawiam i rozbijam jego słowa na atomy? - Nie jesteś mi nic winien, nie… - musisz być miły? To zabrzmiałoby idiotycznie; aczkolwiek przez ten dziwny rodzaj napięcia, którym towarzyszył nam od początku, i aurę absurdalnej tajemnicy, uznałam, że Calum pewnie wolałby jak najszybciej zakończyć to spotkanie - widziałam, z jakim trudem wspominał o zakazanym temacie, dlatego założyłam, że odprowadzenie mnie byłoby przesadą, poza tym, naprawdę nie było takiej potrzeby - wolę to powiedzieć jeszcze raz, gdybyś myślał… że moja deklaracja mimo wszystko ma swoją cenę. Dla mnie wiadomy temat jest już skończony. Zapomniałam o twojej wizycie na Pokątnej - dodałam uroczystym tonem, z różdżką na sercu - wyimaginowaną, ale dłoń zacisnęłam tak, jakbym naprawdę trzymała rączkę.
- Rozmawiamy o hipotetycznym przypadku - zaznaczyłam, bo, co oczywiste, trudno dywagować na temat konkretnego, skoro tło rozmywało się, brakowało kontekstu; nie chciałam jednak, by odniósł wrażenie, że snuję jakieś aluzje - nie zamierzałam tego robić, trudno było się zorientować w sytuacji, skoro wiedziałam jedynie, że Calum panicznie boi się, iż może się wydać, że odwiedził sklep z akcesoriami wróżbiarskimi, a jego reputacja zawiśnie na włosku przez taką bzdurę. Aczkolwiek skłoniło mnie to do refleksji, którą niekoniecznie chciałam się dzielić - lecz w tym momencie głupio było się wycofywać. Wpatrzona w ogień, zaczęłam więc brnąć w nieznane - po prostu wydaje mi się, że jeśli ktoś nosi na samym dnie serca jakąś tajemnicę… prędzej czy później zacznie mu ona ciążyć tak bardzo, że na dłuższą metę pozbycie się jej, nawet jeśli równa to się z dowolnie rozumianą demaskacją oraz niechcianymi konsekwencjami, może być lepszym rozwiązaniem niż pozwolenie na to, by zatruwała myśli, doprowadzając do szału i komplikując codzienność. Ale, żeby nie generalizować, znam też ludzi, którzy nie traktują swoich tajemnic jak ciężaru, a może inaczej, nie obawiają się, że te tajemnice naruszą porządek teraźniejszości, obciąża ich jedynie przeszłość - brzemię przeszłości. Znam takich ludzi? Trudno ukryć, jednego od siedemnastu lat.
Sama nie wiem, czemu w ogóle zaczęłam ten temat. To nie była rozmowa, którą przeprowadzało się podczas pierwszego spotkania z (nie)znajomym - więc dlaczego wypowiedzenie tych wszystkich słów przyszło mi z taką łatwością?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 287
  Liczba postów : 728
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14140-golum#373559
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Nie Paź 15 2017, 01:08

Uśmiechnąłem się półgębkiem, gdy powiedziała o tym przypadku beznadziejnym.
- Widzisz, to tak jak ja - powiedziałem, nie mogąc się powstrzymać i nie w porę gryząc się w język - co faktycznie zrobiłem, ugryzłem się i przez to mogłem mieć nieco krzywą minę. Nie dało się jednak ukryć, że doskonale utożsamiałem się z tym tytułem i miałem mnóstwo przykładów, które mogłyby poświadczyć prawdziwość tejże tezy. Miło wiedzieć, że nie ja jeden się z tym borykałem w życiu. Moja sympatia do tej tajemniczej dziewczyny od razu przybrała większy wymiar.
Odmówiła? Cóż, pokiwałem jedynie głową, przyjmując na klatę informację, że nie miała ochoty wracać ze mna do zamku. Z jednej strony rozumiałem, że niespecjalnie mogła chcieć wlec się do Hogwartu z kulą u nogi w mojej postaci, jednak z drugiej uważałem, że było to zachowanie... Co najmniej nierozsądne. Osobiście nie ruszyłbym się teraz nigdzie bez swojej różdżki i bałbym się przemierzać szkolne błonia, na których ostatnimi czasy miało miejsce tak wiele przykrych i strasznych wydarzeń. Od Krukonki bił jednak niezachwiany spokój, którego genezy nie dane mi było poznać. Pewne było jednak to, że czuła się zupełnie dobrze z myślą o samotnym spacerze w przemoczonym płaszczu przez całe błonia aż do wieży Ravenclawu. Westchnąłem krótko, wzruszając ramionami.
- Jak chcesz - odparłem, stwierdziwszy, że przecież nie będę się prosił o pozwolenie, skoro siedząca naprzeciw dziewczyna była tak niezależna i samowystarczalna. - Dzięki - oparłem jeszcze, gdy ostatecznie zamknęła temat, w związku z którym ściągnąłem ją do trzech mioteł.
Słuchając jednak o tym... Hipotetycznym przypadku, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że dziewczyna zbyt celnie uderza w punkty, zupełnie jakby wiedziała, o co w tym wszystkim chodzi. Jej teoretyzowanie sprawiło, że moje brwi ściągnęły się w jednym punkcie, a w moim ciele pojawiło się pewne uczucie dyskomfortu. Zacząłem nieco wiercić się na krześle, która nagle wydało mi się strasznie niewygodne.
- Czasem tajemnice są koniecznością - wypaliłem, czego zaraz pożałowałem. Prawdopodobnie zaszczepiłem w niej ziarno ciekawości i zaraz zacznie dopytywać, co mam na myśli... - Wiesz co... Miło się rozmawiało, ale już muszę lecieć. Wzywają mnie... obowiązki - powiedziałem lekko zmieszany. - Na pewno... - nie chcesz, bym Cię odprowadził? - Jeszcze się kiedyś zobaczymy - dokończyłem. Wstałem, a chwilę po tym bańka wokół nas rozpłynęła się w powietrzu. Poczułem zimny powiew wiatru od strony drzwi i po moich plecach przebiegł dreszcz. Rzuciłem wzrokiem na jej mokry jeszcze płaszcz i pomyślałem, że będzie on słabą ochroną w tą pogodę. Machnąłem ukradkiem różdżką w jego kierunku, niewerbalnie rzucając Silverto, lecz nie zanotowałem żadnej zmiany, a zamiast tego moja różdżka zawibrowała delikatnie. Zakląłem pod nosem, po czym ściągnąłem z siebie swój płaszcz i wcisnąłem jej go w ręce. - Masz, skoro ochronił tak beznadziejny przypadek, jakim jestem, Tobie też pomoże - rzuciłem i uśmiechnąłem się delikatnie. - Mieszkam niedaleko, mną się nie przejmuj. Daj znać... Że dotarłaś - dodałem jeszcze, czując, jak rumieniec wpełza na moją twarz. Następnie odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem opuściłem pub. Gdy tylko drzwi się za mną zamknęły, teleportowałem się z trzaskiem tuż pod kamienicę, w której mieszkałem.

/zt

Tu rzucałam na zaklęcia, wykorzystałam drugi przerzut, ale ta sama kostka
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Sro Paź 18 2017, 20:04

Kiedy on też sklasyfikował się jako przypadek beznadziejny, uśmiechnęłam się do niego w ramach solidarności, po czym zamilkłam na dłuższą chwilę, pozwalając mu przetrawić przede wszystkim moją odmowę (zbyt stanowczą, dopiero teraz dotarło do mnie, że mogłam zabrzmieć dość grubiańsko), a także obietnicę.
Nie uszło mojej uwadze, że każde kolejne słowo hipotetyzowania zdaje się wbijać w niego szpileczki dyskomfortu, więc, kiedy tylko skończyłam swój zbyteczny monolog, zasznurowałam usta, ganiąc się w myślach, że w ogóle wpadłam na ten pomysł i postanowiłam podzielić się z nim moimi przemyśleniami. Nic dziwnego, iż chwilę później ewakuował się czym prędzej, korzystając z pierwszej nadarzającej się okazji.
Wciąż nie odrywałam wzroku od rozkwitających płomieni, nie zauważyłam więc jego prób wysuszenia mojego płaszcza - tak właściwie byłam pewna, że Calum zdążył się już ulotnić, więc kiedy odezwał się ponownie, drgnęłam, zbyt gwałtownie obracając głowę w jego stronę. Bezwiednie wyciągnęłam dłonie po płaszcz, który leciał w moją stronę, dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że nie należy on do mnie - zanim zorientowałam się, co Dear właśnie zrobił, i zdążyłam zaprotestować, jego już nie było. Zniknął tak szybko, jakby się stąd teleportował. - Jak mam…? - jak mam ci go oddać? Jak mam dać znać, że dotarłam, skoro nie zapisałam jego adresu? Pytanie zawisło bez odpowiedzi, a ja zacisnęłam palce na mankietach męskiego płaszcza.

Czasem tajemnice są koniecznością - płomienie zdawały się szemrać jego enigmatyczne słowa, a mi kołowało się w głowie tylko jedno - jakie tajemnice, Dear?
Wpatrywałam się w żar z taką intensywnością, jakby ogień miał rozjaśnić sytuację. Lecz nic takiego się nie stało; siedziałam (opatulona niezapiętym płaszczem) jeszcze przez kilkanaście minut, pozwalając myślom się plątać, nim ostatecznie zerwałam się z krzesła i sama również opuściłam wyjątkowo senne Trzy Miotły.
Nie potrzebowałam różdżki.
zt, dziękuję za grę <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 100
  Liczba postów : 41
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15285-anthony-william-wilder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15306-tony
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15311-kudo#409459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15295-anthony-william-wilder




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub pod trzema miotłami   Pon Paź 30 2017, 17:50

Pub pod trzema miotłami był epicentrum Hogsmade i każdy musiał się z tym zgodzić. Wielu czarodziejów, którzy przemieszczali się po Wielkiej Brytanii i zahaczało o Hogsmade, z całą pewnością musiało słyszeć o tym miejscu i je odwiedzić. W końcu było niedaleko Hogwartu, a o tym to już na pewno każdy słyszał.
Tony miał to szczęście, bądź nie szczęście, pracować w tym miejscu. Praca jaka była, każdy widział. Dla jednych bardzo ciekawa, dla drugich najnudniejsza na świecie. Wilder nie narzekał. Może i ta praca nie była szczytem jego marzeń, ale z całą pewnością była dochodowa. A jemu, jako studentowi, pieniądze były jak najbardziej potrzebne. Bo co z tego, że jego dziadkowie i ojciec mieli pokaźne sumki na swoich kontach bankowych, skoro to nigdy nie należało do niego?
Pewnie właśnie z tego powodu, dzisiejszego dnia Anthony znowu przyszedł do pracy. Wiedział, że skoro jest weekend z pewnością będzie miał więcej roboty niż zazwyczaj. Więcej ludzi do obsłużenia to więcej napiwków. A przynajmniej takie złudne nadzieje posiadał.
Pracę zaczął od tego, co zazwyczaj, czyli od wytarcia wszystkich stolików. Z racji tego, że była dosyć wczesna godzina, nie miał z tym większego problemu. Ponad połowa stolików była jeszcze pusta. Tłumy zaczynały się dopiero ok południa i trwały do późnych godzin nocnych.
Czas mu mijał szybko. Zresztą, tak jak zawsze. Mógł sobie w końcu pozwolić na to, aby pooglądać piękne kobiety, które się tutaj pojawiały zza kontuaru podczas przygotowywania kolejnych drinków i napojów.  Z racji tego, że pracę tą wykonywał od dłuższego czasu, to większość oferowanych w karcie napoi nie stanowiła dla niego większego problemu.
Poza tym, mógł robić coś, co bardzo lubił, czyli rozmawiać z nieznajomymi o błahych i dziwnych rzeczach, a przy dozie szczęścia dostanie kontakt to jednej z piękniejszych klientek pubu. Bo trzeba wam wiedzieć, że Anthony uwielbiał kobiety. I nie, nie traktował ich wyłącznie jako obiekty seksualne. Uwielbiał ich zapach, wygląd, umysł i to, jak niezwykle różniły się od mężczyzn. Nic dziwnego więc, że najwięcej czasu lubił spędzać właśnie w ich towarzystwie.
Dzień mijał jednak szybko. Nim chłopak się spostrzegł, to jego czas pracy zbliżał się ku końcowi. Z nieskrywanym zadowoleniem mógł opuścić Pub pod Trzema Miotłami i udać się w drogę powrotną do hogwartu.  A za kilka dni. Cóż... Znów będzie musiał tutaj wrócić i poddać się tej samej rutynie co zawsze.

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Pub pod trzema miotłami

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 35 z 35Idź do strony : Previous  1 ... 19 ... 33, 34, 35

 Similar topics

-
» Pub pod trzema miotłami
» Pub Pod Trzema Miotłami
» Pub pod trzema miotłami
» Schowek na miotły
» Pub Trzy Miotły

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-