IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Klasa do Obrony Przed Czarną Magią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17 ... 24 ... 33  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Cze 11 2010, 15:12

First topic message reminder :


Klasa OPCM

W tej średniej wielkości klasie znajdującej się na pierwszym piętrze, od lat odbywają się zajęcia z Obrony Przed Czarną Magią. Ze względu na średnie wymiary pomieszczenia, dwa rzędy ławek są stosunkowo blisko siebie ustawione. Nie jest to najlepiej oświetlona klasa. Jednak ściany zdobią różne lampy dające nieco jasności. W rogu pomieszczenia, nieopodal biurka nauczyciela, znajduje się gablota na której można znaleźć wiele nieco poniszczonych już książek dotyczących OPCM.

Opis zadań z OWuTeMów:
 



Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Sob Wrz 06 2014, 17:35, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Sro Paź 16 2013, 23:07

Oliver Watson był ostatnią osobą, której nauczyciel powinien dziś oczekiwać w tej klasie, ale jednak! Jednak drodzy państwo, oto on - najlepszy student na roku, który po prostu nie zdał, aby pokazać swoją zajebistość młodszym rocznikom, przybywa na OPCM. I wcale się nie spodziewa, że zamiast bić przed nim pokłony ktoś podpali koleżankę Bloodworth. Och gdyby Oliver wiedział, że Is w takiej potrzebie będzie to by pewnie wziąłby ze sobą mugolską gaśnicę, żeby było efektowniej, a to że ta przez pomyłkę zawierałaby benzynę, to już zupełnie inna bajka.
Ale tak, to niczego nieświadomy, popierdzielał sobie przez zamek z przepięknym plecaczkiem, w którym była pustka... Nie no. Przesada. Była tam kanapka, którą zwinął rano z kuchni, gdyż zaspał na super wspólne śniadanie. I oto wchodzi do klasy... A tam taka akcja!
Buchnął śmiechem. Wszak ostatnio rzadko się zdarzało, aby coś tak poprawiło mu humor. Od razu podbił do Grigorego, którego wcale przecież nie znał jakoś dobrze, ale pacnął go po plecach w geście zaziomkowania się na zawsze.
- Bardzo dobrze. Baby trzeba trzymać krótko. - Poradził mu jakby sam miał w tym doświadczenie i w ogóle to był super przewspaniały.
Potem omiótł klasę wzorkiem i zapewniam, że padłby na kolana, gdyby nie to, że mógł przytrzymać się ławki Bloodworth... Tak. Watson był bardzo podatny na urok wili, i kiedy tylko zobaczył Fontaine to jakby wszystkie światła zgasły, a nad nią zawisły reflektory. Mogłaby coś reklamować... Np. szampon do włosów... Tak. Kojarzyła mu się z reklamą i tekstem: "spójrz moje włosy wypełniają jakby pęcherzyki powietrza!". Zdecydowanie by się do niej przysiadł gdyby nie siedział obok niej jakiś zły Ślizgon. Oj nie dobry... Watson by go przesadził, ale źle mu z oczu patrzyło, jakby zabił co najmniej osiemset jednorożców. Zła karma.
Dlatego Oliverek usiadł tuż za Fontaine, aby powdychać sobie jej zapaszek i oto oderwał chwilę wzrok od jej ponętnych pleców, aby przywitać się z resztą gryffońskich ziomeczków.
- Ej ziomeczkowie, Ari?! Ona jest prawdziwa? - Ostatnie zdanie wysyczał prawie tak jakby szeptał modlitwy szalone. W gruncie rzeczy zaczął się zastanawiać czy to oby nie jest początek lekcji,a  nauczyciel zaraz wpadnie i powie: "hehe, jesteście zaczarowani".
I Oliver właściwie chciał ją dotknąć, ale ledwo się powstrzymał. Wszak był dżentelmenem i najpierw powinien zapytać czy mógłby ją dziabnąć palcem, ewentualnie cokolwiek. Może by go nie pogryzła!

CHARLIE MÓWIŁ, ŻE SIĘ SPÓŹNI.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Czw Paź 17 2013, 09:31

Kolejny dzień, a co za tym szło kolejne lekcje i jak nigdy Gabriel sumiennie na nie szedł. Doprawdy w ostatnim czasie zaczął chodzić na wszystkie lekcje i mniej imprezować ktoś, by powiedział, że chłopak się zmienił na lepsze, dorósł, dojrzał i takie tam. Nie to nie była prawda. Po pierwsze na lekcjach było całkiem ciekawie a i profesorowie dzięki Lunarnym przestali powtarzać wiecznie to samo a przeszli na bardziej ciekawe tematy oraz zaklęcia a przecież Gabriel, który umiał sporo nie umiał wszystkiego po za tym może zarobi kilka punktów dla swego domu? Byle, by nie zrobił czegoś głupiego. Oczywiście chodziły plotki o jego związku z Dainą o tym, że zerwał z Chiarą (chociaż, ile osób tyle wersji) i tak dalej. Czemu ludzie tak bardzo lubili plotkować? Nie mógł tego do końca zrozumieć, zwłaszcza że każda nowa plotka odbiegała coraz bardziej od rzeczywistości a niekiedy sam Gabriel był zaszokowany i zastanawiał się czy naprawdę byłby zdolny do takiego zachowania jakie przestawiają o, nim w plotkach. Jasne, że było zabawnie o nich posłuchać, ale naprawdę, gdyby ktoś potrafił otworzyć oczy to zobaczyłby co tak naprawdę się dzieje tuż pod ich nosem z tym, że ci co potrafią otworzyć oczy i patrzeć po za mgłę iluzji tak naprawdę mają to gdzieś zbyt zajęci bardziej przyziemnymi sprawami także działania Gabriela były nadal w ukryciu całkowicie bezpieczne w jego głowie. Oczywiście nie miał żadnego szatańskiego planu zawładnięcia światem! To było przereklamowane i nudne planował coś większego i zabawniejszego, ale wszystko w swoim czasie, o ile wcześniej mu się to nie znudzi i nie porzuci swego planu.
Tak czy inaczej, Gabriel wszedł do Sali, gdzie miała się odbywać kolejna lekcja jak zwykle nie wiedząc nawet jaka. Usiadł w wolnym miejscu nie zwracając zbytniej uwagi na to, co się dzieje zamiast tego wyciągnął książkę i zaczął czytać.
Naprawdę? Poważnie? Serio? On czytał?
Coś dziwnego się z, nim działo, a może go kosmici porwali i podmienili? Przez niego zaczynam wierzyć w takie spiskowe teorie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Sofia, Bułgaria
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 765
Dodatkowo : szukający
  Liczba postów : 682
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6588-tanner-chapman
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6591-tannerowe#185457
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6592-sowka-tannera#185458
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7242-tanner-chapman




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Czw Paź 17 2013, 13:52

Dzisiejszy dzień możemy uznać za święto - Tanner Chapman zawitał na lekcję. Cóż to się stało? Tak właściwie, nie wiedział dlaczego się tu znalazł. Nic się nie zmieniło w jego życiu, jednak postanowił jakimś cudem dotrzeć na dzisiejszą lekcję. Szok? I to jaki wielki! Uśmiechnął się lekko, zastanawiając się, po co tu przyszedł. Gdy wszedł do klasy, odrobinę spóźniony, był zaskoczony ilością osób, która pojawiła się na zajęciach. Było ich naprawdę sporo! Dla niego jednak nie była to dobra nowina, wolał lekcje w małym gronie, bez tłoku.
Wszedł zrezygnowany do klasy, lekko trzaskając drzwiami. Całkowicie przez przypadek. Nie miał pojęcia, że w klasie jest otwarte okno, co spowodowało lekki przeciąg. Zajął miejsce maksymalnie oddalone od innych uczestników. Nie miał ochoty na rozmowę z kimkolwiek, skoro już przyszedł na lekcje, co nie zdarzało się często, warto było coś z niej wynieść, oprócz kolejnej pracy domowej do odrobienia. Wyciągnął z torby pergamin i pióro, a z kieszeni szaty swoją różdżkę, kładąc wszystko na ławce przed sobą. Miał nadzieję, że dzisiejsze zajęcia nie okażą się tylko pustą teorią, ale czymś innym, ciekawszym.
Przekręcił lekko głowę, aby zobaczyć czy jest tu ktoś znajomy, jednak oprócz dwóch chłopaków, których kojarzył z Pokoju Wspólnego, nie znalazł nikogo. Cóż, lepiej dla niego.
Czekał, aż lekcja się rozpocznie, odpisując na list. Od kogo? Sam nie wiedział. Dostał go dzisiaj rano, jednak nie było na nim żadnego nadawcy. Trudno. Miał nadzieję, że sowa, którą został dostarczony będzie wiedziała, gdzie ma wrócić. Może to od kogoś z Bułgarii? Dopóki nie odpisze, nie będzie miał szansy dowiedzieć się, kto zaszczycił go wiadomością. Westchnął ciężko, pochylając się nad pergaminem i całkowicie odcinając od świata. Jego ręka szybko przesuwała się po pergaminie, drukując kolejne słowa i zdania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 150
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5325-charlie-brown
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5331-relacje-czarliego-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5326-charlie-brown




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Czw Paź 17 2013, 16:22

Brown wyskoczył ze swojego gabinetu, machając różdżką, by zamknąć drzwi i zbiegł po schodach. Jego lekcja zaczęła się już dawno, a on sam utknął w Ministerstwie Magii, mając przed sobą długą kolejkę do dyrektora Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Kiedy w końcu załatwił to, co miał zrobić, wskoczył do kominka, by pognać do klasy obrony przed czarną magią. Biegł już ostatnim korytarzem, mijając zaskoczonego ducha Grubego Mnicha, zatrzymał się przed klasą, pozwolił sobie złapać oddech i szybko wkroczył do sali, zamykając z trzaskiem drzwi. Idąc w stronę biurka celował kolejno w okna, aby zasłonić je granatowymi zasłonami. W klasie zrobiło się ciemniej, światło dawały jedynie dwa wielkie żyrandole i kilkanaście świec na ścianach. Stanął pod tablicą, omiótł wzrokiem klasę i zwęził oczy, przyglądając się przybyłym. Było tu kilku Ślizgonów i Gryfonów, najwyraźniej Krukoni i Puchoni postanowili olać jego lekcję. No nic, czas rozpocząć, Brown.
-Witam przybyłych na kolejnej lekcji obrony przed czarną magią - powiedział głośno, starając się uciszyć gwar panujący w klasie. -Od razu przepraszam za to duże spóźnienie, ale pewne sprawy mnie zatrzymały i nie byłem w stanie dotrzeć na czas.
Zagryzł wargę zniesmaczony, po czym podszedł do ściany, zdjął ze skrzyń grube płótno i wysunął pięć z nich na środek klasy. Wyprostował się, przyglądając zebranym i kontynuował monolog.
-Cieszy mnie Wasza obecność, ubolewam jedynie, że widzę tylko jedną ze stron, która pretenduje do zdobycia Pucharu Domów - powiedział z błyskiem w oku, patrząc na Gryfonów. Puchar dla Ślizgonów i tak był już przegrany, toteż musiał się opowiedzieć za którąś ze stron - wypadło na Gryffindor.
-W związku z szerzącymi się ostatnio atakami Lunarnych powinniśmy w jakimkolwiek stopniu umieć się bronić. Nie mówię tutaj o rzuceniu czaru Protego i nie wyobrażam sobie, że ktoś w mojej klasie nie potrafi rzucać zaklęcia tarczy. W mojej opinii - kontynuował, chodząc pomiędzy ławkami i przypatrując się każdemu - obrona konieczna wymaga od nas użycia siły, którą dysponuje przeciwnik. Nie zgadzam się z ludźmi, którzy nie chcą używać rodzajów magii, którymi gardzą, nawet w obliczu patrzącej im w oczy śmierci. Dziś - powiedział, podchodząc do skrzynek - zamierzam wykorzystać umiejętności bogina, aby postawić Was w obliczu zagrożenia. Na wstępie mówię, nie chcemy dziś oglądać węży, pająków i innych waszych fobii: chcę, byście wyobrazili sobie wilkołaka i spróbowali go pokonać. Cały czas będę kontrolował sytuację, toteż nie martwcie się o swoje bezpieczeństwo. Spróbujecie pokonać monstrum, używając całej swojej wiedzy, nie zezwalam jedynie na rzucanie zaklęć niewybaczalnych i tych, których obszar działania przekracza dwa metry. Pamiętajcie tylko, że kiedy bogin przyjmie postać wilkołaka, będzie bardzo odporny na wszelakie zaklęcia. Rzecz jasna nie chodzi o to, by pokonać go czarem Riddikulus, tylko spróbować sprytem i wiedzą poskromić wilkołaka. Ostrzegam, że zwyciężenie wilkołaka czarami oszałamiającymi i tak dalej jest możliwe tylko przy pomocy kilku czarodziejów, Wy musicie znaleźć słabe punkty potwora i użyć odpowiednich czarów, by go osłabić. Mamy 5 boginów, będziecie pracować w parach, jeżeli ktoś takowej nie ma, zaczyna sam, być może ktoś jeszcze nas odwiedzi. Podwińcie rękawy i do boju, młodzieży - powiedział na zakończenie i zaprosił ich gestem na środek sali. Taka lekcja wydawała mu się dużo lepsza niż sam wykład o wilkołakach, jego samego ciekawiło, jakie będą jej efekty, toteż stanął pod ścianą i zaczął obserwować poczynania uczniów.
-Pan Morph i panna Bloodworth biorą pierwszego bogina. Panny Windsor i Levittoux zajmują drugiego... panno Fontaine, zapraszam do pana Watsona, bierzcie trzeciego bogina. Orlov i Deceiver, wy pracujecie z czwartą skrzynią, a... panie Lacroix, proszę wziąć ostatnią skrzynię i dołączyć do Chapmana. Jeśli ktoś przyjdzie, dołączy do losowej grupy. Startujcie!
Rozluźnił się, zaciekawiony reakcją na taki podział i zagwizdał przeciągle. Zapowiadało się na długą lekcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4302
  Liczba postów : 1821
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Czw Paź 17 2013, 20:41

Isolde uśmiechnęła się lekko, widząc Charlotte, ale ten grymas równie szybko zgasł, jak się pojawił. Wzruszyła lekko ramionami, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
- Mnie nie pytaj, byłam pewna, że się spóźniłam, a tu proszę...- rozłożyła bezradnie ręce, po czym westchnęła. Obrzuciła obojętnym spojrzeniem Ari, która nawet się z nią nie przywitała, co prawdę mówiąc nieszczególnie Isolde obchodziło.
Uśmiechnęła się do Grigoriego, do którego miała dosyć osobliwy stosunek, biorąc pod uwagę, że ciągle bawił się ogniem, co bardzo denerwowało Bloodworth. Ale poza tym nic do niego nie miała, ot, kolega z domu i tyle. Zajęła się znów obserwowaniem jesiennego krajobrazu i zastanawianiem się, dlaczego nic nie idzie po jej myśli. Ciekawa sprawa, skąd wzięło się to nagłe ciepło, ślizgające się po jej barkach. Z zamyślenia wyrwało ją nerwowe zachowanie Orlova, odwróciła się do niego i uniosła pytająco brwi. Nagle poczuła swąd i z przerażeniem uzmysłowiła sobie, że to ona się pali. Krzyknęła i poderwała się na równe nogi, próbując wyplątać z tego cholernego, płonącego szalika, co nie przeszkadzało jej zabić Griga wzrokiem.
- Lotta, zrób coś!- syknęła, blada z przerażenia, próbując się ugasić, co nie było takie proste, biorąc pod uwagę, że płonęły jej plecy.- Orlov! Prosiłam cię! Prosiłam! Cholera! Miałeś się przy mnie nie bawić ogniem!- warknęła zduszonym głosem, kiedy sytuacja została jako tako opanowana. Na domiar złego na horyzoncie pojawił się Watson, który zaczął się zaśmiewać w głos i rzucił jakiś kretyński komentarz, za który miała ochotę go strzelić w zęby.
- Zamknij się, Watson, albo uciszę cię na dobre- wysyczała z furią, próbując doprowadzić się do porządku. Kiedy oparł się o jej ławkę, wpatrując się w wilę, Isolde bezceremonialnie popchnęła jego rękę, tak że stracił równowagę. Mała zemsta, ale satysfakcja ogromna.
Prawdę mówiąc czuła się tak nieszczęśliwa, przerażona i wściekła, że miała ochotę uciec, zaszyć się w swoim mieszkanku, pić gorącą herbatę i żalić się na niegodziwość świata swojej małej, kochanej Juno. Świat był zdecydowanie nieprzyjaznym miejscem, a Is odczuła to dziś z całą mocą.
W końcu nauczyciel raczył się pojawić. Bloodworth przyjęła to z pewnym rozczarowaniem, bo tym samym odciął jej drogę ucieczki. Zacisnęła usta w wąską kreskę i splotła ramiona na piersi, zastanawiając się, kogo bardziej w tej chwili ma ochotę udusić- Orlova czy Watsona? Jednak Watson nie miał sobie równych. Nikt nie zasłużył na jej nienawiść bardziej niż on. A potem jeszcze nauczyciel przydzielił jej jako partnera Morpha, którego darzyła nieprzezwyciężoną niechęcią. Te głupie pomysły, że Gryfonów i Ślizgonów da się pogodzić, każąc im wykonywać wspólnie zadania. Podeszła do Uthera z niezbyt przyjazną miną- skoro już próbował ją ugasić, szkoda że trafił w biedną Lottę. Upatrywała w tym typowo ślizgońskiej złośliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 50
Dodatkowo : teleportacja, wężoustość
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6788-uther-morph
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6790-twoj-bol-to-moja-przyjemnosc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6791-poczta-uthera




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Czw Paź 17 2013, 20:58

Wysłuchał słów nauczyciela nie okazując żadnych emocji. On i Isolde? Zerknął w jej kierunku i tylko uniósł prawą brew. To będzie zaiste interesujące. Dziwiła go jej słabość. Gdyby ktoś podpalił mu ubranie nie powstrzymywałby się przed rzuceniem nawet tych zaklęć, które mogłyby spowodować poważne obrażenia cielesne. Czemu zaś ona podeszła do tego w taki uległy sposób? Uśmiechnął się skrycie. Nie jego sprawa.
- Isolde - powiedział uprzejmym tonem widząc jak podchodzi do niego, i wstał - Niezwykle mi przykro z tego, co ci się przydarzyło - Wzniósł nieco swą różdzkę - Próbowałem pomóc, ale każdemu zdarzają się pomyłki. Jeżeli byś chciała, pewnego dnia mógłbym pomóc w... - zmrużył oczy obdarzając dziewczynę dwuznacznym spojrzeniem - Wyrównaniu rachunków. Niektórzy są tacy niedojrzali - ostatnie zdanie wypowiedział odpowiednio głośno, aby go usłyszano.
Ciekawiło go czy czerwona zgodziłaby się na tę jakże niemoralną propozycję. Czy miała w sobie wystarczająco dużo żądzy zemsty, by przyjąć propozycję kogoś tak nielubianego jak on? Jeżeli tak to na pewno byłoby to intrygujące.
- Zajmijmy się tym boginem, dobrze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 276
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6513-charlotte-mayfire-windsor
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7784-this-charlotte-is-not-a-harlot
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6527-charlie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7783-charlotte-windsor#216552




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Czw Paź 17 2013, 21:40

Och, ależ oczywiście, że flagi Gryffindoru wiszące w całej Wielkiej Sali nie były głównym powodem, dla którego Lotta tak zawzięcie walczyła o punkty! Satysfakcja z wygranej płynęła dopiero wtedy, kiedy nienawistne spojrzenia Ślizgonów, zrezygnowane twarze Puchonów i pełne zazdrości prychnięcia Krukonów otaczały ją ze wszystkich stron, a ona mogła dumnym krokiem iść przed siebie, z wysoko uniesioną głową śmiać się z ich beznadziejnych starań. To ta okropna pycha, którą - niestety - charakteryzowała się Charlotte, pchała ją wiecznie naprzód. Aby być lepszym, większym, wspanialszym od wszystkich. Oczywiście nie był to ten typ pychy, który kazał ludziom zostawiać przyjaciół w potrzebie, albo też wbijać innym nóż w plecy. Typ, którym charakteryzowała się nasza bohaterka był typowo arystokratyczny, chociaż zmodyfikowało go częste przebywanie wśród zwyczajnych, szarych obywateli. Co oczywiście nie zmienia faktu, że dążyła do perfekcji praktycznie w znakomitej większości rzeczy. Bo na byciu mistrzynią eliksirów jakoś niespecjalnie jej zależało, wiecie?
Kiedy do sali wparowała Arienne, Charlie momentalnie zwróciła głowę w jej stronę i uśmiechnęła się szeroko, przybijając jej ich specjalną piątkę, którą wymyśliły na poczekaniu podczas jednej z wspólnych przygód. Aż dziwne, że obie tak dobrze zapamiętały zupełnie przypadkowe powitanie, stwierdzając, że będzie idealnym symbolem ich ziomkostwa.
- Siema siema, aż dziwne, nie? - odparła, przyjmując na twarzy wyraz przeogromnego, sztucznego zdziwienia, chociaż tak na dobrą sprawę to wcale nie interesowały jej perypetie nauczyciela, któremu mogło się nawet zapomnieć o zajęciach. Nieskończenie większą uwagę przykuła następna dziewczyna, która postanowiła przyjść do sali. Jej wilowy urok (chociaż o jego istnieniu Windsorówna nie miała zielonego pojęcia) sprawił, że ciemnobrązowe oczy powędrowały za otoczoną przewspaniałymi blond włosami buzią, która niedługo potem zniknęła w burzy loków, bowiem jej właścicielka usadowiła się w oburzająco niedogodnej dla obserwatorki pozycji. Dziewiętnastolatka wgapiała się jeszcze w tył jej głowy przez dobrych kilkanaście minut, krzywiąc się niezmiernie na to, że nie może więcej obserwować tych zadziwiająco miłych dla oka rysów. Nawet nie pamiętała o swojej Natalce, w której się przecież rzekomo zakochała! Co te wile robią ze wspaniałymi, szczęśliwymi związkami!
Z dziwacznego zamyślenia wyrwał ją zupełnie niespodziewany kontakt z wodą, przez który aż podskoczyła na miejscu. Potrząsnąwszy kilkukrotnie głową, dziewczyna rozejrzała się dookoła, a ogarnąwszy, że to brutalne wybudzenie było winą znienawidzonego przez siebie Uthera, ściągnęła usta w niemalże niewidoczną linię, dłonie zacisnęła w pięści i już miała rzucać na niego jakieś ohydne zaklęcie, kiedy dotarło do niej wołanie Is. Szatynka obróciła powoli głowę, zupełnie zbita z tropu i dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, że dziewczyna płonie. A konkretniej jej szal, który przecież był taki ładny. Ale to nieważne, ważne jest to że Brytyjka podniosła się i próbowała utrzymać przyjaciółkę w miejscu.
- Stój spokojnie... Isolde... Na Merlina, Is, stójże w miejscu! - zawołała wreszcie, łapiąc ją mocno za ramię i trzymając tak, aby panikara wreszcie przestała się miotać. Potem rzuciła porządne Aquamenti,  pokazując przygłupiemu Ślizgonowi jak się celuje, a kiedy już pozbyła się płomienia z pleców przyjaciółki, wysuszyła zarówno jej plecy, jak i siebie całą specjalnym zaklęciem pamiętanym z ostatniej lekcji Magii Żywiołów. Chwała niech będzie Bell, która postanowiła je wtedy zademonstrować!
- Grig, ty to jednak cepem jesteś, wiesz? - rzuciła do Rosjanina, spoglądając na niego z politowaniem - A ty, Watson, uważaj na język, bo niedługo nie będziesz miał czym kłapać! - dodała w tym samym momencie, w którym do sali wpadł nauczyciel. "Rychło w czas" - pomyślała i wróciła na swoje miejsce, ciągle uspokajając ją to gestami, to jakimiś szeptami.
Kiedy Brown wytłumaczył całą koncepcję zajęć, przy okazji przydzielając pary, Lots uśmiechnęła się zawadiacko do Arienne i wstała, podchodząc do wskazanej skrzyni.
- To co, Levi, dasz sobie radę z wilczurem? - spytała prowokacyjnie, mając na celu rozbudzenie w Arienne jakiejś porządnej ambicji, dzięki której razem mogłyby zdobyć co najmniej pięćset punktów. Podczas jednego wieczoru.
Tak bardzo wykonalne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4302
  Liczba postów : 1821
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Paź 18 2013, 20:33

Isolde była bliska łez i gdyby nie Charlie, która opanowała sytuację, chyba zupełnie straciłaby nad sobą kontrolę. Jeśli czegoś NAPRAWDĘ się bała, to właśnie ognia. Nie cierpiała tego żywiołu, podobnie jak ludzi, którzy się z nim utożsamiali. No dobrze, to pewna przesada- dogadać się mogła właściwie z każdym (oprócz większości Ślizgonów i tego paskudnego Watsona, którego najchętniej obdarłaby ze skóry albo rwała końmi), ale ogniste temperamenty nie były jej pokrewnymi duszami, stanowczo nie.
- Dziękuję...- wymruczała, opierając głowę na ramieniu Lotty i zaciskając zęby, żeby się nie rozpłakać. Miała stanowczo dosyć emocji, dosyć wrażeń. Chciała odrobiny spokoju, a tymczasem jej ukochany szaliczek spłonął do połowy, mundurek też nie był w najlepszym stanie, a jej psychika dosłownie w strzępach. Miała ochotę wyjść, trzaskając głośno drzwiami, ewentualnie trzasnąć jeszcze Olivera w pysk, ale oczywiście nie zrobiła niczego takiego. Tak rzadko robiła to, na co naprawdę miała ochotę...
Kiedy Uther złożył jej tę dziwną propozycję, z trudem powstrzymała się przed wzdrygnięciem. To było takie... ohydne, ociekające bezdusznością i wszystkim, czego nienawidziła w Ślizgonach. Nie była specjalnie mściwa, chyba że chodziło o Watsona, ale przecież oprócz przemocy psychicznej, nie stosowała wobec niego żadnej formy agresji. Na Orlova była zła, ale wiedziała, że nie zrobił tego specjalnie tylko z głupoty i że za dwa dni nie będzie miała już większych pretensji. Po prostu dopilnuje, żeby nigdy, ale to nigdy nie siedział za nią na żadnej lekcji.
- Dziękuję, ale nie będzie takiej potrzeby. Poza tym swoje rachunki wyrównuję sama- powiedziała chłodno, obrzucając go niechętnym spojrzeniem. Obrzydliwe. Że też tacy ludzie w ogóle się rodzą. Przygryzła policzki od środka, żeby powstrzymać grymas niesmaku.- To chyba najlepszy pomysł- mruknęła, podchodząc do jednej ze skrzyń. Mruknęła cicho zaklęcie, czując, że jej palce nieznacznie drżą. Dobrze wiedziała, co zaraz zobaczy i już czuła lodowatą bryłę w żołądku. I tak było. Jej oczom ukazał się wysoki, brodaty mężczyzna o twarzy pooranej drobnymi zmarszczkami, szedł w jej kierunku, uśmiechając się pogodnie, kiedy nagle zgiął się w pół i krzyknął, jego twarz wykrzywił grymas niewyobrażalnego bólu, a Isolde dobrze wiedziała, że to Cruciatus. Krew, wszędzie krew. Isolde zacisnęła zęby, koncentrując się na wilkołaku. To tylko gra jej wyobraźni, to tylko bogin, to tylko... tak, wilkołak. Wilkołak byłby znacznie gorszy, myśl o nim, myśl. I rzeczywiście. Kiedy otworzyła oczy, stał przed nią w całej okazałości. Poczuła suchość w ustach, ale język nie odmówił jej posłuszeństwa.
- Obscuro - zawołała, a oczy przeciwnika zakryła opaska, której w żaden sposób nie mógł zdjąć. Odsunęła się na bezpieczną odległość, czując buzującą w żyłach adrenalinę.- Teraz ty, Morph!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Paź 18 2013, 20:34

Ależ co ta Isolda próbowała mówić. On niedobry? Do tego Szarlota, którą podpatrywał w młodszych klasach i zobaczył, że nosiła całkiem nieładne kapciuszki. Oj niefajnie, niefajnie. Ale nie o obuwiu dziewczyny będziemy rozmawiać. Choć o tym zapewne warto pogawędzić w szerszym gronie przy imprezce zakrapianej alkoholem. Oliver pewnie rzuciłby się chętnie w przepychanki słowne gdyby nie słodka nimfa nie zajęła miejsca przed nim. Był pewien, że chciała go w ten sposób zachęcić do wyznania miłości i wielu innych rzeczy... Oj. I on nie miałby nic przeciwko, żeby go zachęcała do tych innych rzeczy, które mogliby robić sami... Gdy już nikt nie będzie patrzył. Bo Wy - niegrzeczne dzieciaki, chciałybyście chłonąć takie widoki, ale bardzo mi przykro. Nie ma. Abonament podrożał. Nie ma co się pchać z oczyskami tam gdzie zamknięte.
Oliver był teraz zajęty opracowywaniem planu tego, jak wyznać jej miłość. Wreszcie stwierdził, że powinien chyba najpierw ją zaprosić na randkę. W ogóle nie przyjął do wiadomości faktu, że dziewczyna mogłaby spróbować odmówić. Wszak w jej dłoniach spoczywało teraz oliverowe serce i z pewnością nie powinna nim ciskać o podłogę, a raczej utulić do snu... Tak jak teraz to robiła swoim widokiem.
Watson musiał się zastanowić czy kiedykolwiek ją widział w szkole... Może zrozumiałby, że to naczelny prefekt Slytherinu, gdyby nie fakt, że w szkole był praktycznie gościem. Dopiero teraz wgryzał się na nowo w środowisko... A tu takie piękne osobistości. Normalnie miłość jego życia.
Nieznacznie przesunął ławkę w prawo ignorując to, że zapewne robi zamieszanie... Potem przesunął się z ławeczką do przodu, tak że wyrównał ją z tą koło kochanej, przepięknej, anielskiej - Effy. Uśmiechnął się do dziewczyny zachęcająco wierząc teraz na wszystkich bogów, że jest prawdziwa. A nawet jeśli coś się by nie zgrywało to kogo to obchodzi w takiej pięknej chwili?! No nikogo. Matka jego dzieciaków siedziała obok niego, a zatem jakie problemy są na tym świecie? Głód? Niewola? Wojny? Porozmawiajmy lepiej o ich małżeństwie czy coś.
A zatem patrzył na Ślizgonkę i patrzył, jakby wokół zniknął cały świat. Nauczyciel jakby czuł, że to przeznaczenie przydzielił ich razem do pary. Oliver od razu cały w skowronkach uśmiechnął się szeroko:
- To co zrobimy z naszym boginkiem? - Spytał Watson pieszcząc każdą sylabę zdania, wszak w ten sposób podrywało się dzisiaj wile! Hehs!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 50
Dodatkowo : teleportacja, wężoustość
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6788-uther-morph
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6790-twoj-bol-to-moja-przyjemnosc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6791-poczta-uthera




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Paź 18 2013, 21:26

Zrobił smutną minę i pstryknął palcami w trzon różdżki.
- Wielka szkoda - mruknął niepocieszony. Nie liczył na wiele, ale zawsze gdzieś w głębi tlił się słaby płomyk nadziei. W końcu ona umiera ostatnia, czyż nie? Jednak w końcu dziewczyna była czerwoną. Honorową, uczciwą, miłą, dobrą, bla, bla, bla, ilość bezwartościowych pochwalnych epitetów mogłaby mnożyć się w nieskończoność. Takich ludzi nie lubił. Bardzo.
Ruszył za Isolde. Podeszli do skrzyni. Zawsze zastanawiał się czego tak naprawdę się obawiał. Myśląc o tym nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Żadna istota nie wzbudzała w nim panicznego lęku, żadna osoba czy wydarzenie. Jaką więc postać mógłby przybrać bogin, by urealnić jego obawy? Czy takie miał? Oh, z pewnością. Każdy człowiek czegoś się boi, choć nie zawsze zdaje sobie z tego sprawy. Prawdopodobnie należał właśnie do takich osób. Śmierć...to chyba jej bał się najbardziej, bowiem cóż następuje po niej? Pustka. Koniec. Nicość. Świadomość utraty wszystkiego paraliżowała go.
Kiedy Isolde rzuciła swoje zaklęcie i krzyknęła do niego, skupił energię magiczną, kierując różdżkę wprost na bogina.
- Cistam Dolorum! - wypowiedział magiczne słowa, a za sprawą czaru wilkołak stracił dech w piersi i osłabł, padając na jedno kolano, lecz wciąż zachowując siły. Specjalnie osłabił efekt, ponieważ mieli działać w grupie. Posłał Isolde zmysłowe spojrzenie, wykonując dłonią zapraszający gest.
- Twa kolej.


Ostatnio zmieniony przez Uther Morph dnia Sob Paź 19 2013, 01:32, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pią Paź 18 2013, 22:08

Potrzebowała krótkiej chwili, by wrócić myślami do rzeczy nieco bardziej dotyczących czasów obecnych, a co za tym idzie, mających być dla niej najważniejszymi. Ocenki, trzeba pracować nad świadectwem, jeśli rzeczywiście chce dorwać przyjemną posadkę w ministerstwie, a pewnego złotego dnia, stanąć na czele tego instytutu, zarzucając czarodziejski świat swymi, zapewne doskonałymi, rządami.
Fontaine siedziała grzecznie w swej ławce, leniwie przekręcając metalowe bransoletki, zdobiące  jej nadgarstki i rozważając bardzo ważne kwestie, kiedy to w końcu pojawił się nauczyciel, przekazując im parę informacji i wyznaczając zadanie na dzisiejszy dzień. Wszystko ostatnio kręciło się wokół wilkołaków. Z chęcią dowiedziałaby się czegoś więcej na ich temat. Jakie były ich motywy, czego tu w ogóle szukali? Była na tyle pochłonięta, obecnie zastanawianiem się, czy wile mogą się stać wilkołakami, i czy wówczas będą harpiołakami, że nawet nie poczuła na sobie spojrzenia kolegi z następnej ławki. Chociaż ten, zapewne bardzo namiętnie się w nią wpatrywał. I dopiero lekko podskoczyła, zupełnie zaskoczona, gdy jej ławka z dwuosobowej stała się trzyosobową. Zamrugała bardzo gwałtownie, pytająco pierw spoglądając na chłopaka, a później na nauczyciela. Już myślała, że umknęło jej, iż mają pracować w trójkach, kiedy profesor dopiero zaczął rozdzielać pary. Poprawiła elegancko włosy, czekając na swoje nazwisko, a gdy usłyszała, że przydzielono ją do jakiegoś Olivera, już chciała się rozejrzeć za takowym, kiedy odezwał się do niej nowy towarzysz.
- Jesteś jasnowidzem? - Zapytała unoszą brwi i kompletnie przy tym nie rozumiejąc, co ten chłopak od paru minut w ogóle robi koło niej, i czemu mówi tak powoli i na boga, czemu tak się w nią wpatruje. Nie czekając na odpowiedź podniosła się z krzesła, powoli ruszając w stronę skrzynek z boginami.
- Może wilkołaka też da się trochę otępić samym wyglądem? - Zapytała, obracając się w stronę Olivera i posyłając mu bardzo uroczy uśmiech. Oczywiście nie mówiła poważnie z tym otępianiem wyglądem, raczej stanowiło to aluzję do tego, jak zachowywał się jej nowy znajomy. Ostatecznie jednak Eff nie zamierzała sprawdzać tej teorii, a po prostu wyciągnąć i różdżkę, i już przystąpią do obrony, rzucić skuteczny urok. No właśnie, tylko w sumie co najlepiej działało przeciwko tego typu stworzeniom?
- Somnolento Obducto - Chwilę później, gdy włochaty stwór już stał naprzeciw niej, rzuciła to zaklęcie, pięknie w niego trafiając. Było idealnie wywarzone, bez niepotrzebnego zamieszania, ledwo widzialną mgłą, sprawnie uśpiła swego niebezpiecznego przeciwnika, by ten, niczym dziecko przed nią padł. Bardzo brzydkie, ogromne i przerażające dziecko. - Szybko, szybko, teraz go dobij, bo to zaklęcie raczej nie będzie długotrwałe na takiego potwora - powiedziała podbiegając bliżej Olivera i lekko go popychając rączkami, by ten podszedł bliżej i zabił tego wilkołaka, czy uczynił z nim cokolwiek. I by ona bezpiecznie się znalazła za nim, a on jak coś, by był tym pierwszym pod ręką. Idealnie.

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 46
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4219-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4224-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4220-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7195-grigori-orlov




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Sob Paź 19 2013, 01:12

Boże, naprawdę, co za zamieszanie wszyscy narobili. Orlov już chciał spokojnie ugasić Isolde, a ta zerwała się jak oparzona (hehe) i zaczęła wykonywać dziwne ruchy, przez które nie mógł nic zrobić. Nie wiedział czy bardziej go zdziwiło to, że nie pozwala mu się po prostu ugasić, a mógłby to zrobić nawet jej nie mocząc, bo to przecież władca ognia, czy może wytrącający go z równowagi Oliver, najwyraźniej gratulujący mu podpalenia swojej znajomej, czy Ślizgon, który wcelował źle różdżką, mocząc całkowicie Lottę. Nie wiedział co za bardzo powinien zrobić podczas dziwnego tańca dwóch dziewczyn, więc jedynie zerwał się z miejsca, najpierw gotów do pomocy, a teraz odrobinę skołowany. W końcu wszyscy się w miarę uspokoili i zaczęli na niego krzyczeć. Wielkie nieba, cóż on zrobił, przecież to nie Orlov właśnie odprawiał dzikie harce, zamiast opanować sytuację jak człowiek. Wzruszył wiec ramionami, ostatecznie chowając różdżkę i siadając sobie z powrotem w ławce.
- Niepotrzebnie się tak spinałaś, narobiłaś awantury, zamiast pozwolić się ugasić – powiedział na początku w ramach przeprosin, zerkając w kierunku Olivera, który najwyraźniej był niezwykle podatny na uroki Effie i właśnie niemalże do niej pełznął. Odwrócił wzrok dopiero kiedy Lotta nazwała go cepem, prychnął niezadowolony i pokręcił głową.
- Nie zrobiłem tego specjalnie – oznajmił jeszcze bardziej niż wcześniej uwydatniając swój rosyjski akcencik przez lekkie oburzenie. – Ale już nie będę Isolde, wybacz – dodał w końcu do poszkodowanej, kiedy nauczyciel postanowił się zjawić. Grigori gapił się w okno niezadowolony z braku ognia, którym mógłby się bawić, ale jeszcze znowu podpaliłby biedną Is, czy coś, to byłoby kiepsko. Ocknął się dopiero kiedy usłyszał swoje nazwisko w zestawieniu z Deceiver. Spojrzał na dziewczynę, która najwyraźniej jak on zmieniła fryzurę, hehs. Ostatnio była jego (dość irytującym) przewodnikiem podczas turnieju trój/czwórmagicznego. Pewnie Orlov doskonale pamiętał jak to tam było, ale ja nie do końca, więc pomińmy te wspomnienia. Grig wstał z miejsca i zaczął obserwować co robią inni, by zorientować się o co chodzi.
- No dobra – mruknął do LSD i beztrosko otworzył skrzynię do walki z boginem.
Tylko, trochę smutne, ale był zupełnie nie skupiony na tym, by stwór wyglądał jak wilkołak. Przejęty lekko sytuacją z Isolde i wytrącony z równowagi przez omamy z przeszłości (patrz: jego była i bardzo dawno niewidziana Lunarie), praktycznie zupełnie nie pomyślał o tym, że musi zrobić coś z tym, żeby nie był to jego zwykły bogin. Ach ten Orlov. W każdym razie z jego skrzyni, zamiast wilkołaka wyszła sobie paląca się Effie Fontaine. Effie – bogin krzyczała w niebogłosy, wijąc się na ziemi, a jej ciało właśnie było paskudnie zwęglane i zniekształcane. Grig patrzył się przez chwilę na tę scenę, próbując myśleć o wilkołaku, nie o palącej się dziewczynie i powtarzając sobie w myślach, że jest beznadziejny jeśli chodzi o lekcje, nigdy się już na nich nie pojawi. Trochę reperując jego sytuację, Orlov miał niemalże żadne pojęcie o tych całych Lunarnych i nigdy nie interesował się wyglądem wilkołaka (pewnie nie widział go nigdzie indziej niż w podręcznikach, czy coś). Dlatego jego udawany strach najwyraźniej średnio wzruszył bogina.
- Przepraszam – mruknął do wszystkich co mieli wielkie szczęście zobaczyć zwęgloną Effkę, a bogin najwyraźniej w końcu postanowił się ogarnąć i zamienić w to co powinien, a naprzeciwko Rosjanina nareszcie stał obleśny wilkołak.
Całe szczęście ten nieprzyjemny wypadek przy pracy trwał zaledwie parę sekund, więc może nie wszyscy ogarnęli co tak krzyczało.
- Firehutchcath - mruknął Orlov, wykorzystując swoje dymne zaklęcia do skonstruowaniu ognistej klatki wokół wilkołaka, który pewnie trochę się poparzył i niespecjalnie mógł urządzać sobie przechadzki po sali. Cofnął się parę kroków i popatrzył pytająco na LSD, uznając, że to jej pora na zrobienie czegoś z wilkołakiem. Albo przynajmniej nie pójdzie jej tak źle jak mu na początku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 150
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5325-charlie-brown
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5331-relacje-czarliego-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5326-charlie-brown




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Sob Paź 19 2013, 10:16

Charlie zaczął przechadzać się po klasie, oglądając, jak sobie radzą uczniowie. Niektórzy dopiero zaczynali, inni już stali z różdżkami przy skrzyniach. Sam trzymał swoją w pogotowiu, w razie czego mając zamiar opanować sytuację. Gdyby to od niego zależało, wypożyczył by na użytek szkoły jakiegoś wilkołaka z Azkabanu, a nie bawić w bogina. Przechodził obok Morpha i Bloodworth, kiedy poczuł swąd spalenizny. Skrzywił się i spojrzał na to, co robią - nie zobaczył jednak ognia, tylko klęczącego wilkołaka.
-Bloodworth podoba mi się Twój pomysł... Morph, świetna robota. Spróbujcie go teraz wykończyć, ale z łaski swojej pozostawcie go przy życiu, przyda mi się na kolejną lekcję. - Przyjrzał się obojgu uważnie i wreszcie znalazł źródło smrodu spalenizny. Dziewczyna miała przypalone ubranie. Uniósł brew, patrząc na nią pytająco; może zrobiła coś głupiego i zaczęła się palić ze wstydu? Machnął różdżką, przywracając jej ubraniu normalny wygląd i poszedł dalej. Podszedł do kolejnego Gryfona, który właśnie uwolnił bogina. Zaczął się śmiać, zobaczywszy jaką postać przybrał. Effie Fontaine miała najwyraźniej w tej klasie kilku adoratorów, bo inny Gryfon wpatrywał się w nią już jak ciele w malowane wrota. Przypadkowo przydzielił jej tego chłopaka, wcale nie zrobił tego celowo! Kiedyś czytał w aktach dziewczyny, że jest w jakiejś tam części wilą (teraz już nie wiedział w jakiej części) i zastanowił się nad urokiem rozsiewanym przez wile. Na niego nie działał, ale to raczej zrozumiałe... Za to ciekawe co byłoby, gdyby spotkał jakiegoś wila! Idź sobie, Brown, idź, ogarniaj to, co się dzieje. Odwrócił głowę, widząc ognistą klatę i kiwnął chłopakowi głową z uznaniem. Odwrócił się i poszedł w kierunku katedry, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. Odnotował w notesie obecnych, zapisał komu już teraz mógł przydzielać punkty i czekał, aż reszta zacznie walkę. Podejrzewał, że ta lekcja to i tak nie pomoże im w rzeczywistości, wszystko robili na luzie. Może następną lekcję powinien przeprowadzić na inferiusach? O, to byłby świetny pomysł! Trzeba tylko znaleźć jakiegoś inferiusa, albo siedlisko inferiusów i przeprowadzić tam lekcję! Świeeetny pomysł Brown, znajdź teraz inferiusy i dostań pozwolenie na przeprowadzenie tam lekcji. Good luck & have fun.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4302
  Liczba postów : 1821
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Sob Paź 19 2013, 11:27

Pochwała nauczyciela bardzo poprawiła Isolde nastrój, już nawet nie boczyła się na Charlie'go, że przydzielił jej jako partnera tego zdemoralizowanego Ślizgona. Uśmiechnęła się z wdzięcznością, gdy Brown przywrócił jej ubraniu poprzedni wygląd, i skoncentrowała na zadaniu. Wykończyć, ale nie zabić, tak? Zmarszczyła lekko brwi, szukając w głowie odpowiedniego zaklęcia, które odebrałoby boginowi resztkę sił i wepchnęło go z powrotem do skrzyni. Nie miała zbyt dużo czasu, bo wilkołak zaczął się powoli gramolić w jej kierunku, więc wycelowała w niego różdżką.
- Fraxinus ignis- mruknęła bez specjalnego przekonania. No cóż, to tylko bogin, prawda? W dodatku miała go nie zabijać, więc może najrozsądniejszym wyjściem było trzaśnięcie go ognistym biczem, odebranie resztek sił, co też zrobiła. Wilkołak zawył przeraźliwie, a Isolde poczuła zimny dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa, kiedy stwór runął jak długi na ziemię. Jego pazurzaste łapy znalazły się jakieś półtora metra od stóp Bloodworth, która wzdrygnęła się mimowolnie. Odrażające. Dla pewności dorzuciła jeszcze Petrificus totalus, po czym za pomocą zaklęcia przeniosła bogina do skrzyni, którą zamknęła jednym, zdecydowanym kopniakiem. Dmuchnęła na kosmyk włosów, który właził jej do oczu i spojrzała na Uthera, mając szczerą nadzieję, że los oszczędzi jej spotkań z tym osobnikiem, budzącym w niej nieprzezwyciężony wstręt.
- No to już- oświadczyła, wzruszając lekko ramionami.- Dzięki za współpracę- dodała, choć kosztowało ją to sporo wysiłku. Wróciła na swoje miejsce przy oknie, obserwując, jak radzi sobie reszta studentów. Wygląda na to, że ona i Morph jako pierwsi uporali się ze swoim wilkołakiem, coś takiego!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 23
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 50
Dodatkowo : teleportacja, wężoustość
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6788-uther-morph
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6790-twoj-bol-to-moja-przyjemnosc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6791-poczta-uthera




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Sob Paź 19 2013, 19:38

Prychnął pod nosem i schował różdżkę. Te zajęcia były banalne. Nawet pochwała nauczyciela nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Cóż to za osiągnięcie pokonać bogina? Dzieci w trzeciej klasie się tym zajmują, a nie studenci.
- Przyjemność po mojej stronie - odpowiedział lodowato i odwrócił się na pięcie, odchodząc od Isolde. Minął pozostałe grupki obserwując czy ktokolwiek posługuje się interesującymi czarami. Zawiódł się. Nic interesującego. Zajęcia okazały się nad wyraz nudne. Zresztą nie był tym wcale zdziwiony. Nauczyciele w tej szkole stali się słabi. To nie to, co opowiadała mu jego matka. Więcej można byłoby nauczyć się samemu z księgi. Uczniowie w tych murach to sami debile. Dostrzegł to wiele lat temu poprzez liczne obserwacje. Może nadszedł czas wrócić do rodzinnych stron? Może w domu udałoby mu się znaleźć jakieś wskazówki odnośnie prac jego ojca?
Obrzucił wszystkich znudzonym spojrzeniem. Wykonał zadanie i postanowił odejść. Bez pożegnania szybkim krokiem opuścił pomieszczenie, trzaskając za sobą drzwiami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Nie Paź 20 2013, 14:33

Oliver kompletnie nie wiedział gdzie się znajduje i z kim. Bowiem jedynym wyznacznikiem tego, że jest między ludźmi była ta piękna kobieta, która postanowiła nawet do niego przemówić. Jego rozmarzone oczęta obejmowały ją wzrokiem tak czule, jak matka może przytulać do siebie niemowlaka. Oczywiście, że przytuliłby ją gdyby tego chciała. Jedno słowo, a on się nią zaopiekuje. Nie wiedział kiedy zbudził się w nim ten macierzyński instynkt, ale w sumie miał w tym swój interes. Piękne kobiety to przecież jego domena... A ona była piękna. Byłaby perłą pośród nich wszystkich. Jakkolwiek to nie brzmiało. Mógłby na nią patrzeć godzinami ze świadomością, że jej widok nigdy mu się nie znudzi. Tak. Był kochliwy... Szczególnie w tej chwili. Jednak dziewczyna chyba nie chciała zostać jego kochanką, partnerką czy czymkolwiek innym, bo podniosła się z miejsca, aby przystąpić do wyznaczonego im zadania. Och. Z pewnością była mądra. Miała bogate wnętrze. A przecież w dzisiejszych czasach to bardzo ważne, żeby mieć bogate wnętrze. Prawda? Wszyscy przecież mówią, że najważniejsza jest osobowość. Oliver przecież nie będzie odstawał od grupy, więc zaraz przyjął założenie, że charakter ma równie piękny jak wygląd... Och. Tylko w ramki złote wstawić dziewczę i powiesić na ścianie. Cóż... Chyba jednak nie miałby serca robić takich rzeczy.
Ale wreszcie nadszedł moment, kiedy ta znów do niego przemówiła, a on znowu jej nie odpowiedział powoli dobywając różdżki zza paska od spodni. Cóż. Miał ją. W sensie różdżkę, a za bardzo nie wiedział co z nią zrobić. Wszak bogin to widmo. A skoro to widmo... To właściwie co on najlepszego mógł zrobić? Nawet krzesłem walnąć nie wypada.
Zanim się obejrzał Eff już go uspała, albo zrobiła z nim coś innego. Ciekawe co takiego... On nie za bardzo znał się na zaklęciach i w ogóle, więc chyba zrodził się pewien problem. Co on robi na drugim roku studiów? Właśnie w tym momencie chciał się odwrócić i wyjść z klasy, ale zdał sobie sprawę, że jest tu jego magnes i nie może jej odmówić swojego towarzystwa.
Uśmiechnął się odrobinę odważniej. Jakby wiedział co chce zrobić (nie miał pojęcia). Cóż...
- Diminuendo - mruknął niepewien tego co za chwile może się stać. Przecież, przecież... On teraz strzelał przypadkowymi zaklęciami, których znaczenie gdzieś tam kojarzył, ale niekoniecznie poprawnie.
Po chwili wszyscy mogli zaobserwować jak ich uśpiony bogin zmniejsza się... I teraz wyglądał jak śmieszna maskotka. I co teraz? Był maleńki, a zatem można by było go zamknąć w słoiku. Ale słoika nigdzie nie było. W sumie to zabawne trzymać takiego wilkołaka w słoiku. Ciekawe!
- Orbis... - Dodał, spodziewając się tym razem poprawnie, że ich małą zabaweczkę otoczą świetliste pęta.
Oliver taki mądry. Wow, wow, wow. Eff daj buziaka! Wow wow.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Hrabstwo Dorset
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://czarodzieje.my-rpg.com/t24-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t619-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t253-effie-fontaine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7168-effie-fontaine#204310




Administrator






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Nie Paź 20 2013, 20:21

Na kilka sekund Fontaine zapomniała o oddychaniu.
Do jej uszu dobiegł jej własny krzyk, bynajmniej nie pochodzący z jej gardła, choć dla upewnienia, przyłożyła do niego dłoń. Wodzona tym osobliwym doświadczeniem, gwałtownie odwróciła się w stronę, z której dźwięk ten pochodził. Zakręciło się jej w głowie, gdy dostrzegła bardzo wierne, swoje odbicie pożerane przez ogromne, palące płomienie. Zapomniała w ogóle, że jest na zajęciach, że Oliver walczy z wilkołakiem. Zupełnie osłupiona patrzyła na swoją wersję ginącą w okropnym bólu, czując, że sama jest blada jak ściana. Nie była wielce strachliwa wobec ognia, jednak widok siebie samego doszczętnie ginącego w rozszalałych płomieniach, każdego by ruszył. Zrobiła zaledwie mały jeden krok w tamtym kierunku, by dostrzec autora tego zaklęcia. Dopiero w tej chwili dotarło do niej, że to bogin, żywy obraz czyichś największych obaw. Obaw Griga. Patrzyła na niego, czując tylko swoje szaleńczo bijące serce i milion myśli, pytań, wniosków, wątpliwości pędzących przez jej myśli. Co na Slytherina, działo się tego dnia w tej sali? Dlaczego w ogóle czuła, jakby coś działo się, w ogóle istniało, między nimi? Zakończyli burzliwie swoją znajomość jakieś dwa lata temu, a jedyne co wiedziała teraz absolutnie, to to, że nie powiedzieli sobie naprawdę wielu rzeczy. Wielu, bardzo ważnych rzeczy.

Nim Grig przystąpił do ekspresowego zniszczenia tego bogina, Fontaine już się obróciła, nieprzytomnym wzrokiem szukając profesora. Nim do niego dotarła, wpadła jeszcze na swojego partnera od bogina.
- Świetnie, dasz sobie dalej radę beze mnie - poklepała go po ramieniu, posyłając dość miły uśmiech i ani nie przeciągając rozmowy z nim, podeszła do nauczyciela. - Cudowna lekcja, niestety muszę się zwolnić, pierwszaki czekają, aż zaprowadzę ich do klasy na wieży - powiedziała jedynie, pierwsze co przyszło jej na myśl i nie czekając na jakiekolwiek słowa, w ekspresowym tempie zniknęła za drzwiami. Fontaine naprawdę wyglądała jakby zobaczyła ducha, wiązało się to co prawda z czymś zupełnie innym, ale nie zamierzała nikomu niczego tłumaczyć. Przeżyła turniej trójmagiczny, widok sztucznego wilkołaka nie był jej straszny. Grigori Orlov najwyraźniej jednak był.
Atmosfera w klasie stała się zbyt napięta. Sama czuła się roztrzęsiona. Obraz siebie spalonej, na dodatek jako obawa Orlova burzyły jej pogląd, iż dawno stali się sobie obojętni. Prawdę powiedziawszy, gdyby Fontaine spotkała go w innych okolicznościach z demonem pod taką postacią, założyłaby, że jest to jego życzenie, a nie obawa. Tylko, że bogin nie spełniał czyichś fantazji, a szukał w umyśle przeciwnika tego, czym mógł go przerazić. Dodatkowo przeraził i ją.
Nieznośny dreszcz kolejny raz przebiegł jej po plecach. Zostawiła klasę za sobą, uznając, że to najlepszy moment na przerwę z papierosem. Odpalenie fajki, zapach dymu, przyniósł ze sobą obraz szalonego piromana, który wciąż, wciąż, wciąż wzbudzał w niej tak mocne emocje.
Och Orlov, czemu w ogóle tu wróciłeś i czemu stąd wyjechałeś?

______________________

time is on my side
Go ahead, go ahead and light up the town. And baby, do everything your heart desires. Remember, I'll always be around. And I know, I know. Like I told you so many times before. You're gonna come back, baby. 'Cause I know You're gonna come back knocking. Yeah, knocking right on my door.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Nie Paź 20 2013, 21:16

- Cześć i tobie - powiedziała, przekrzywiając głowę i spoglądając na mrukliwego Orlova. Nie mieli czasu na wspominki, no jasne, ale mógł się chociaż przywitać ze swoją fantastyczną przewodniczką z turnieju, skoro tyle lat się nie widzieli!
Kiedy Grigori otworzył skrzynię, jasne stało się, że po prostu coś innego - ktoś inny - bardzo zaprzątał mu myśli. Lunarie z zainteresowaniem obserwowała Effie Fontaine wyłażącą ze skrzyni, całą w płomieniach, wijącą się w przedśmiertnej agonii. Zerknęła na żywą wersję Ślizgonki, tej której skóra szczęśliwie nie zwęgla się i nie odpada płatami. Była, co niezbyt zaskakujące, w ciężkim szoku.
Spojrzała znów na Orlova, który jakoś zaradził tej sytuacji i zmienił bogina w wilkołaka.
- Ładnie - rzekła cicho, kołysząc się na palcach i sięgając do kieszeni szortów. Chyba nie wzięła różdżki. Wzruszyła ramionami i spojrzała na bogina, któremu Rosjanin nie odpuszczał i dalej dewastował go żywiołem ognia. Nie wiedziała, co jest między tą dwójką, ostatnio widziała ich razem na balu, kiedy to Grig postanowił przyłożyć Borisowi w twarz, a LSD opatrywała tygrysa w łazience. Tak to zakończył się traumatyczny rok w Hogwarcie i rozpoczęły cudowne wakacje z Borisem u boku, zakłócone tylko chwilowo przez jej własną śmierć w Nowej Zelandii.
Rozpamiętywała dawne czasy, niemal czuła na języku smak truskawkowo-bananowego szejka, który zamówili razem w knajpie o ścianach poczerwieniałych od palącego słońca, kiedy przypomniała sobie, że jest na lekcji i to najwyraźniej jej kolej, bo ognista klatka wokół wilkołaka zaczynała się rozpływać. Musiała przecież mieć ze sobą różdżkę, kojarzyła, że odpalała nią wcześniej papierosa na korytarzu. Może jej wypadła? Może postanowiła ją złamać i już o tym nie pamiętała? Może zjadł ją ten wielki, brzydki wilkołak, który biegł właśnie w jej stronę, rozszerzając paszczę i rycząc na nią wściekle?
- Immobilus - powiedziała śpiewnie, wyciągając patyk trzymający platynowe włosy w luźnym koku i kierując go w stronę bogina. Zaklęcie spowolniło kreaturę znajdującą się dosłownie o cale od Lunarie. Widziała z bliska ślinę spływającą w zwolnionym tempie z ostrych kłów. Odsunęła się o krok, chcąc uniknąć wymazania się płynami fizjologicznymi nieprawdziwego wilkołaka. Zastanawiała się chwilę, co teraz zrobić, po czym bardzo wyraźnie się podekscytowała. Wycelowała różdżką w swoją drugą rękę:
- Pars Immutare.
Jej ręką wydłużyła się, zniknęły palce i dłoń, wszystko złączyło się w niezwykle ostry miecz wykonany z metalicznej materii. LSD niemal przyklasnęła, prawie zapomniawszy, że odcięłaby sobie w ten sposób drugą rękę. Z zafascynowaniem spojrzała na swoją nową, śmiercionośną broń i z perlistym śmiechem zamachnęła się. Wilkołak dalej był karykaturalnie spowolniony, nawet jego ryk brzmiał na kilka tonów niższy i rozciągnięty przez poprzednie zaklęcie. Gryfonka zamachnęła się tak mocno, że planowana dekapitacja udała się w bardzo spektakularnym stylu. Dalej znajdujący się pod wpływem Immobilus wilkołak stracił swój obrzydliwy łeb, ale każdy mógł obserwować ten proces w zwolnionym tempie. Ręka LSD przeszła przez tkankę jak masło, z lekkim trudem złamała kość przebrnęła przez resztę bez większych problemów. Istota uporania się z tym tak łatwo leżała jednak zapewne w naśladowczej naturze bogina, prawdziwego wilkołaka mogłaby w ten sposób mocno zranić, ale na pewno nie pozbawić głowy jednym zamachem. Krew bryznęła ze ściętej szyi, strugi unosiły się do góry powoli i bardzo poetycko, tak że każdy mógł odsunąć się w porę z pola rażenia. Lunarie znajdowała się jednak zbyt blisko, odeszła więc od zwłok bezgłowego wilkołaka-bogina ociekając jego krwią i uśmiechając się radośnie.
Nie uniknęła zatem wymazania się jego płynami fizjologicznymi, ale za to spełniła marzenie z dzieciństwa. No, a przynajmniej od momentu, kiedy obejrzała ten fantastyczny mugolski film o mutantach.
Ssij to, Wolverine.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : St. Petersburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 46
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4219-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4224-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4220-grigori-orlov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7195-grigori-orlov




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pon Paź 21 2013, 00:40

Serio to była jakaś najdziwniejsza lekcja na świecie. Na palącą się na środku sali Effie niewiele osób zwróciło uwagę, a nauczyciel się wręcz uśmiechnął widząc swoją zwęglającą się uczennice. W każdym razie to całkiem dobrze, że mieli taką odporność na takie rzeczy. W końcu odważył się unieść wzrok i spojrzeć na Effie, która właśnie podbiegała do nauczyciela mówiąc coś szybko i wypadając bardzo szybko z klasy. No świetnie. Co miał jej powiedzieć? To nie tak, że wciąż cię kocham, Effie, po prostu bogin zaraz zamieniłby się w Clarę i wszystkie osoby, które były jakoś tam ważne. Tylko akurat teraz myślałem bardziej o tobie, dlatego to ty. Dobra, nawet w jego głowie to brzmiało wyjątkowo idiotycznie. Jak tłumaczenie się niezdecydowanego głąba, którym był. Pozwolił więc Fontaine uciec, nie mówiąc ani słowa, żeby wszystko ułożyła sobie w myślach tak jak chciała. A co on czuł? Grig nie chciał o tym myśleć, chował swoje uczucia gdzieś bardzo głęboko, wsadzając to do worka przeszłości, którego nie chciał rozgrzebywać w żaden sposób. Chciała, żeby wjechał, więc to zrobił, co sobie często skrupulatnie powtarzał. Ale widocznie jego podświadomość wciąż działała przeciw niemu, tworząc harpie z ognia i Effie- boginy. Grig kiwnął głową w nieokreślonym geście, kiedy nauczyciel jakoś docenił jego super ognistą klatkę, odrobinę się przebudzając. Już uznał, że po prostu jednak pójdzie za wilą, ale nagle zorientował się, że jego partnerka do pracy zrobiła sobie miecz zamiast dłoni.
- Co ty robisz? – zapytał z uniesionymi brwiami i szybko dostał odpowiedź na swoje pytanie, kiedy ta ze śmiechem ucieła głowę wilkołakowi. Całkowicie zszkowoany Rosjanin odrobinę za późno pomyślał o tym, że powinien się usunąć z pola rażenia, więc odrobinę krwi polało się na jego rękaw i dopiero wtedy cofnął się parę kroków. Z lekko rozchylonymi ustami i szeroko otwartymi oczami, odwrócił powoli głowę w stronę nauczyciela.
- Nasz wilkołak... jest chyba zdecydowanie najbardziej unieszkodiwiony- zauważył miło Orlov do nauczyciela, uśmiechając się krzywo, jakby ten żarcik mógł poprawić wizję tego okropnego przedstawienia zafundowanego przez LSD. Przełknął powoli ślinę,  uznając, że może przypadkiem zaraz zwymiotować , czy coś, odwracając też szybko wzrok od bezgłowego wilkołaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 20
Skąd : Cambridge
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 346
  Liczba postów : 542
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6136-arianne-rose-levittoux
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6149-relacje-a-zaryzykujesz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6150-belzebub
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7179-arienne-levittoux#204370




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pon Paź 21 2013, 13:36

Dobra, to pomijając wkroczenie do sali każdego z osobna (w końcu wiadomo, że z ziomeczkami się witała, a innych olewała), zauroczenie większości przez zjawiskową Fontein, którą Ari raczej nie polubi, podpaleniem Isoldy (na Merlina, jak to się stało, że nie mam z nią relacji?) to lekcja, jak lekcja. Nawet humorzasty przylazł, dzieląc wszystkich oprócz Windors i Levittoux na idiotyczne pary i rzucając jakieś polecenie związane z boginem. Co to do jasnej cholery jest bogin? To pytanie pewnie niedługo zostanie rozwiązane. Gorzej jednak z tym całym wilkołakiem... To może pies na szczudłach? W sumie to Ari nie wiedziała jak wygląda wilkołak, zawsze unikała takiego syfu uznając, że nie będzie się mieszać w globalne gówno (oczywiście pomijając fakt, że miała przyjaciółkę wilkołaka, która nigdy jej o swoim 'uzdolnieniu' nie powiedziała). NO TO TEN... POZDRO DLA NAUCZYCIELA. Ari oczywiście słysząc polecenie już sobie zdawała sprawę jak beznadziejnie jej pójdzie. Miała zdobywać punkty dla domu, a wyjdzie, że przez jej ignorancje tylko wszyscy stracą, hehs. Ostatnia nadzieja w Lottcie, która z cała swoją tak przez ciebie starannie opisaną pychą mogła uratować sytuacje.
- Ej stara o czym on pi***doli? - Spytała z wyrazem twarzy typu 'Are you fuckin kidding me?', który niestety często pojawiał się na jej twarzy w czasie lekcji. Dalej nie wiedziała jak to się do cholery jasnej dzieje... Z roku na rok jej wiedza na temat magii powiększała się tylko o nowe dodatki do alkoholi, ewentualnie o nowe dobre utwory do coverowania w czasie wolnym. Gdyby nie to, że piwo mugoli jest gorsze od kremowego, pewnie by już dawno z tej szkoły uciekła (namawiają na to oczywiście wszystkich swoich ziomali). W sumie dopóki by nie używała magii szansa na jej odnalezienie w drugim świecie byłaby nikła, a przynajmniej miałaby takie wrażenie, bo co to mogło być ten cholerny namiar?
W kocu jednak wstała, idąc w stronę, gdzie miały się znajdować owe boginy. Zamiast jednak się za nie zabrać, wolała poprawiać fryzurę.
- To co w rezultacie robimy? Bogin brzmi mi na jakieś cholersto, a wilkołak na naczytanie się za dużo artykułów o upadku Hogwartu - Choć nie wiedziała jak wyglądają te psoludzie to jednak słyszała, że wszystkie media od czasu do czasu trąbiły, że one zniszczą całą szkołę. Na pewno stało za tym jakieś bogate dziecko srające się na widok przemocy nie wykonywanej magią. No bo wilkołak to go avadą nie walnie, tylko będzie rozszarpywał, pożerał czy coś innego, w końcu kto wie co je to cholerstwo.
Charlotta na pewno jest zachwycona, że może współpracować z tak fantastyczną czarownicą jak Ari! Plan wygląda tak... Jak bogin nie przestraszy się zaklęcia, to pokażemy mu Levittoux bez makijażu i od razu ucieknie. POMYSŁOWA JA.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 150
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5325-charlie-brown
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5331-relacje-czarliego-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5326-charlie-brown




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Czw Paź 24 2013, 19:10

Charlie spojrzał na zegarek. Było już dość późno i powinien wypuścić ich na następną lekcję. Machnął różdżką, a wszystkie boginy zmieniły się z trzaskiem w pająki i pomknęły ku swoim kufrom. Było już chyba dość na dzień dzisiejszy, biorąc pod uwagę fakt, że jeden bogin zmienił się w zwęglone zwłoki, jeden z prefektów jego domu wyszedł z lekcji, a znaleźli się też studenci, którzy nie wiedzieli czym jest bogin. i nawet nie otworzyli kufrów. Tak, to był dobry moment na zakończenie zajęć. Machnął różdżką jeszcze raz, a kufry podsunęły się same pod ścianę.
-Wszyscy obecni zarabiają po 25 punktów dla swojego domu, za obecność i aktywność na zajęciach. To koniec zajęć, dziękuję wszystkim za przybycie, do zobaczenia!
Otworzył drzwi i pozwolił wszystkim wyjść. Został jeszcze chwilę, by przywrócić klasę do porządku, posprzątać krew i poustawiać stoliki. W końcu wyszedł, zamknął salę i poszedł prosto korytarzem, nie oglądając się za siebie.

[z/t dla wszystkich]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 399
  Liczba postów : 443
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6942-faye-grey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8001-ale-ze-jak-to-nie-chcesz#223967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8018-napisz-do-mnie-chociaz-ty-3#224585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8002-faye-grey#224012




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Nie Lis 24 2013, 03:41

Wstała z łóżka i podeszła do kufra. Otworzyła go i wyjęła notatki z Obrony Przed Czarną Magią. Włożyła Je do torby, wzięła z szafki różdżkę, zawiesiła torbę na ramieniu i wyszła z dormitorium. Udała się w stronę wyjścia na korytarz, gdy się na nim znalazła od razu popędziła na pierwsze piętro gdzie znajdowała się klasa od OPCM. Po kilku minutach zatrzymała się przed drewnianymi drzwiami, pchnęła je lekko a one od razu ustąpiły. Weszła do ciemnej klasy i zamknęła za sobą drzwi. W klasie panował półmrok. Rozejrzała się po klasie, ale nikogo tu nie było. Hmm, dziwne umówiła się tu z profesorem Brown 'em. Miał dać jej kilka dodatkowych lekcji, gdyż nie radziła sobie z kilkoma rzeczami. Może tylko się spóźni parę minut. Profesor Brown był bardzo miły i pomocny, prawie w ogóle nie odmawiał gdy Go ktoś o coś prosił. Faye bardzo go lubiła, był jednym z najlepszych nauczycieli, w dodatku był opiekunem Ślizgonów. Podeszła do jednej z ławek i położyła torbę na blacie. Usiadła na krześle i westchnęła cichutko czekając na profesora. Wyjęła z torby pergaminy z notatkami i zaczęła je lustrować wzrokiem. Czytała powoli rozmyślając nad tym co właśnie czyta. Spojrzała kątem oka na drzwi klasy, ale nikt się w nich nie pojawił. Westchnęła cichutko i wróciła do przeglądania notatek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Pon Kwi 14 2014, 23:12

Komnata tonęła w mroku, wypełniona ciężką korzenną wonią kadzideł trwogi, zaś płonące w kilku miejscach na kandelabrach świece mroku, rozlewały swą atramentową czerń. Nikt nie dojrzy dalej niż czubek swej wyciągniętej ręki. W komnacie ukryte są trzy niewielkie szkatułki zawierające wyjątkowo złośliwe boginy, które jednak w momencie ich zwyciężenia natychmiast znikają w ich wnętrzu.  

Stał przed salą oraz zgromadzonymi:
- Przed wami próba odwagi, musicie zwyciężyć trzy próby, najpierw musicie je znaleźć, ostrzegam was jednak czyńcie to rozważnie i prędko. Gdyż z każdą chwilą czuć będziecie większą trwogę. życzę powodzenia śmiałkom.- rzekł spokojnie wpuszczając pojedynczo do środka uczniów.

zasady:

rzucasz kośćmi na zasadzie

  • RZUT NA ZNALEZIENIE BOGINA (RZB)
    wynik parzysty sukces
    nieparzysty porażka
    rzucasz pojedynczą kością aż nie osiągniesz sukcesu, za każdy rzut nieudany wykonujesz rzut na panikę
  • RZUT NA POKONANIE BOGINA (RPB)
    parzyste sukces
    nieparzyste porażka
    rzucasz pojedynczą kością aż nie osiągniesz sukcesu, za każdy rzut nieudany wykonujesz rzut na panikę
    możesz poprawić rzuty na zasadzie 1 przerzut za każde 5 pkt w kuferku przy każdym boginie liczone są oddzielnie. Udany przerzut niweluje potrzebę rzutu na panikę.
  • RZUT NA PANIKĘ (RP) wykonujesz przy każdej porażce w rzutach na zasadzie jeden rzut na panikę za każdą kość z wynikiem negatywnym
    wyniki rozpatrujemy na zasadzie że gdy rzucasz pierwszy raz musisz uzyskać wynik jak poniżej, natomiast jeśli musisz rzucić już po raz drugi to trudność wzrasta jak poniżej.
    za pierwszym razem wynik pozytywny to 2,3,4,5,6
    za drugim razem pozytywny to 2,3,4,5
    za trzecim 3,4,5
    za czwartym 3,4
    za piątym i każdym kolejnym 4
    masz dwa życia w przypadku tych rzutów dopiero gdy nie po wiedzie ci się drugi rzut na panikęopuszczasz klasę na wybrany przez siebie sposób z powodu strachu.
    W klasie znajdują się 3 boginy musisz je znaleźć i pokonać, wtedy kończysz zadanie.



kolejność rzutów
RZB ->ewentualne RP -> RPB ->ew.RP
po pokonaniu pierwszego szukasz kolejnego itd aż nie pokonasz wszystkich trzech, lub nie oblejesz dwóch rzutów na panikę w tym przypadku otrzymujesz.
za każdego bogina 5 pkt dla domu
za 0 bogina 0 pkt do kuferka
za 1-2 boginów 1pkt do kuferka
za 3 boginy 2 pkt do kuferka


Instrukcja jest niezrozumiała, gracze którzy chcą wziąć udział w lekcji mają zagwozdkę i wspólnymi siłami wszyscy próbują zrozumieć o co chodzi. Bardzo bym prosiła o rozbudowanie tych zasad oraz o poszerzenie zasad o interpunkcje, bo być może to jest przyczyną, że pewne zdania brzmią nielogicznie.


Ostatnio zmieniony przez Aleksander Brendan dnia Wto Kwi 15 2014, 13:30, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1304
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7393-katniss-johnson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7396-niezrozumiana-przez-nikogo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7406-tutaj-katniss-johnson-zostaw-wiadomosc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7405-katniss-johnson




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Wto Kwi 15 2014, 07:51

Katniss weszła do ciemnej klasy i już wiedziała, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. Bardzo polegała na swoim wzroku, a na tej lekcji raczej z niego nie skorzysta. Gdy usłyszała, co mają zrobić, wzdrygnęła się. Boginy, znowu.. Nie lubiła tych stworzeń. Nie mogła jednak od razu stchórzyć, zwłaszcza, że nauczyciel już wołał ją, by przyszła i wykonała zadanie.
Od początku była to porażka. Katniss najpierw nie mogła znaleźć bogina (5), później spanikowała (1), podniosła się jednak na duchu i w końcu znalazła pierwszego przeciwnika (6). Nie udało jej się go pokonać w dwóch pierwszych próbach (1 +za punkty z kuferka również 1), dopiero za trzecim razem wywołała dobre wspomnienie i pokonała go (4). W międzyczasie miała atak paniki, jednakże przezwyciężyła go, myśląc o swoim nienarodzonym jeszcze braciszku lub siostrzyczce (6). Drugiego bogina dziewczyna również nie mogła znaleźć (1). Przezwyciężyła strach (4) i ponowiła poszukiwania z marnym skutkiem (1). W końcu dziewczyna spanikowała (1) i zawołała nauczyciela.
Dzisiejsza lekcja była ponad siły dziewczyny, która pokonała tylko jednego na trzech przeciwników. Wciąż jeszcze przestraszona wyszła z klasy, trzaskając drzwiami.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 256
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2228-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2229-lsd-kokaina-heroina-lsd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2230-lunarie-s-deceiver
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7745-lunarie-s-deceiver#215456




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa do Obrony Przed Czarną Magią   Wto Kwi 15 2014, 12:58

Lekcja nie zapowiadała się zbyt radośnie, ale czego można oczekiwać po Brendanie? Gdy Lunarie weszła do klasy, od razu uderzył ją swąd palących się kadzideł trwogi. Adrenalina od razu podskoczyła Gryfonce, serce roztętniło się szybkim rytmem, a dłonie zaczęły lekko drżeć. Wymuszony syntetycznie strach odczuwała nieco inaczej od prawdziwego, lecz przez chwilę i tak doceniała go ze względu na wyostrzone zmysły... które na niewiele jej się chyba zdały, bo całą wieczność spędziła na poszukiwaniu szkatułki z pierwszym boginem.
Gdy w końcu ją znalazła i wyzwoliła mechanizm otwierający pudełko, ze środka wyleciała potężna ćma. LSD krzyknęła, czyniąc krok w tył i nieomal upadając na ziemię. Obrzydliwy trzepot monstrualnych skrzydeł nocnego motyla, gruby furkot i rozsypujący się wokół pył był absolutnie przerażający dla osoby z mottefobią.
- Riddikulus! - krzyknęła, nim ćma zdążyła na nią wlecieć, choć i tak musnęła ją swymi potwornymi skrzydłami po ciele, wzbudzając w niej niekontrolowane dreszcze. Nie spostrzegła, w co zamienił się bogin, bo nieprzenikniona ciemność dalej panowała w pomieszczeniu.
Nie miała jak ochłonąć po tym spotkaniu, bowiem kadzidła trwogi utrzymywały poziom jej strachu dość wysoko. Drugiego bogina dopadła dość szybko, lecz tym razem ze środka nie wyfrunęła ćma. Usłyszała cichy tupot małych stóp. Potem płacz, szloch małego chłopca.
- Mamo - jęczał. - Mamo. Dlaczego mnie zostawiłaś?
Potem trzask, jakby dorosła dłoń silnie uderzyła dziecko na odlew. Potem kolejny dźwięk, jakby głuchego kopnięcia. Stłumiony płacz syna Lunarie nasilił się jeszcze bardziej. A ona stała, nieruchoma, nieprzytomna niemal z przerażenia tym, co słyszy.
- Mamo, to twoja wina - wrzasnął chłopiec, krztusząc się najpewniej własną krwią.
LSD miała dość. Rzuciła się do najbliższej ściany, lecz nie mogła znaleźć drzwi. Dopiero, gdy krzyknęła, że mają ją stąd kurwa wypuścić, otworzono jej drzwi.
Blada jak pergamin, obejmująca się własnymi ramionami i drżąca, wypadła z klasy. Rzuciła wściekłe spojrzenie Aleksowi i zniknęła za rogiem korytarza, mając zamiar zachlać tak, by zapomnieć.

15 kostek ktorych nie chce mi sie wymieniac, znalazlam i pokonalam jednego bogina, pozniej spanikowalam przez 2 oblane rzuty kostkami paniki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Klasa do Obrony Przed Czarną Magią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 33Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17 ... 24 ... 33  Next

 Similar topics

-
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Gabinet prof. Obrony Przed Czarną Magią
» Pusta Klasa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
-