IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Czytelnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość




Wiek : 26
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Czytelnia   Czw Lip 14 2011, 17:58


Czytelnia
Jeśli masz ochotę przeczytać lub tylko przejrzeć jakąś książkę, a nie chcesz jej wypożyczać, możesz zająć się nią na miejscu. Biblioteka jest bowiem zaopatrzona w przestronne, jasne pomieszczenie zwane czytelnią. Tu możesz zatopić się w jednym z miękkich foteli lub zasiąść przy mahoniowym blacie, by zagłębić się w lekturze wybranego przez ciebie tomu. Pamiętaj jednak, że krążąca czasem po tym pokoju bibliotekarka jest bardzo wyczulona na wszelkie głośne rozmowy lub próby przemycania jedzenia! To miejsce dla nauki i lektury, więc lepiej bądź grzeczny, bo może cię nawet wyprosić.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 216
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 214




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Czw Lip 14 2011, 18:20

Tak, były ciężkie niczym tona waz z żurem, albowiem Nev usilnie chciała się pogodzić, ale jak to ona, no nie umiała, no! I było jej tak smutno, że nawet chamsko gapiła się na nagich kelnerów, ale wcale nie sprawiali na niej takiego wrażenia jak Rastanoe, co przygnębiało ją dodatkowo. Ach, gdzie się podziewa Ewa Drzyzga, która potrafi każdego pocieszyć, no gdzie!
Nieważne, ważne jest to, że obudziła się kolejnego dnia, wkurzona jak zawsze, Manu oczywiście już gdzieś polazł, co ona skwitowała tylko głośnym westchnięciem i udała się do łazienki, aby się oporządzić i w coś ubrać, chociaż nie miała na to ochoty. Już planowała się rozejrzeć za kimś wolnym do popijawy, kiedy w końcu natknęła się na liścik od Rosadowskiego. Z jednej strony się ucieszyła, bo może się wreszcie pogodzą, ale z drugiej bała się, iż Meksykanin powie jej, że to w zasadzie koniec, bo nie może jej już znieść. Doprawdy okropne! Dlatego chwilę się wahała, czy w ogóle się tam zjawiać, ale ostatecznie uznała, że trzeba to wszystko sobie w końcu wyjaśnić! Dlatego z bolącym serduszkiem niczym palenie się pedofila Wojtusia za młodu, teleportowała się pod wskazany adres. Z opóźnieniem, oczywiście.
Chociaż nie była przekonana co do Biblioteki i czytelni, to jednak została mile zaskoczona! Wygląd Rastamanu i ogólnie pomieszczenia, gdzie było tak cudownie kolorowo i w ogóle RASTA, plus smakowity zapach żuru, sprawiło, że Heaven się prawie wzruszyła, naprawdę! Ale mimo wszystko strach ściskał jej gardło, więc jedynie uśmiechnęła się niepewnie, stojąc jak kołek i nie wiedząc co ze sobą począć, naprawdę. Otworzyła kilka razy buzię, by coś powiedzieć, ale no nie mogła, no! Wzruszenie i niepewność odjęły jej mowę, dlatego teraz przypominała uroczą rybkę obijającą się o akwarium, smuteczek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 26
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Czw Lip 14 2011, 18:42

Czas oczekiwania na dziewczynę był doprawdy męką – zdenerwowany Manuel nerwowo krążył po pomieszczeniu, załamywał ręce, stawał przy oknach i wzdychał, poprawiał leżące na stole serwetki przy użyciu linijki i kątomierza, podskakiwał z każdym trzaskiem, wciąż nasłuchując… Nie, żartowałam, tak naprawdę to trochę się zdrzemnął, bo wstał wcześnie i nieźle napracował – otrząsnął się z przyjemnego snu z udziałem tańczących kelnerek (a każda z nich miała twarz Nev, to coś znaczy!) dopiero gdy jego krzesło z hukiem przechyliło się do tyłu, a on spadł na ziemię i potrzaskał sobie tyłeczek, to dopiero smuteczek. I ładny rym.
Pospiesznie wstał, upewnił się, że wszystko ma na swoim miejscu, i wówczas ujrzał, że Nev wchodzi do pomieszczenia! Awwwwwwwwww. Jemu też odebrało mowę, bo tak się ucieszył, że ją widzi, dlatego najpierw rzucił się w jej kierunku z Ing fejsem, a dopiero potem przypomniało mu się, że dopiero mają się pogodzić. Albo… albo to zakończyć. W związku z tym zatrzymał się kilka kroków przed nią i postanowił ująć cały ból w słowa.
- NEV – zdobył się na pierwsze słowo, które teoretycznie przełamało ciszę, a w praktyce niewiele zmieniło – Wiem, że ciągle się na mnie złościsz, i masz do tego prawo, bo byłem naprawdę okropny, ale chciałem cię z całego serduszka przeprosić i… i… i jeśli zechcesz mnie teraz rzucić, to zrozumiem, bo nie jestem godzien, by otworzyć ci puszkę coca-coli, ale jeśli kochasz mnie chociaż w połowie tak bardzo jak ja ciebie i zdecydujesz się na to, by mi wybaczyć, to będę wniebowzięty (HEHE) i przysięgam, że już nigdy na ciebie grubiańsko nie huknę – wyrzucił z siebie niemalże na jednym oddechu, którego prawie mu zabrakło, huhu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 216
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 214




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Czw Lip 14 2011, 19:00

Nev się wystraszyła owym hukiem, kiedy jednak już weszła do pomieszczenia, to wszystko było na swoim miejscu, więc postanowiła już nie wnikać w to zajście, jakiekolwiek by nie było. Jeny, Manu był taki cudowny w tym garniaku, z afro w brokatowe gwiazdeczki i ogólnie tak po prawdzie to miała ochotę rzucić mu się na szyję i błagać o wybaczenie, ale ostatecznie nie musiała, bo... Rastanoe powiedział wszystko za nią, przez co wzruszyła się jeszcze bardziej, aż kilka łez uroniła kącikiem oczu, co było do niej kompletnie niepodobne! Ale dowiesz się może potem czytelniku o co chodziło, hehe.
W każdym razie stała tak jeszcze chwilę jak jakiś głąb, nie wiedząc co zrobić, bo była strasznie tym wszystkim przejęta, w końcu jednak postanowiła wcielić swój pierwotny plan w życie i rzuciła się na szyję biednego Meksykanina, chyba zgniatając mu żebra i takie tam. Jeny, ona się za nim tak strasznie stęskniła, naprawdę!
- Ja też cię przepraszam, byłam niczym pomiot szatana, jak jestem zła to nie wiem co plotę, wybacz mi - powiedziała w końcu, jakże rozpaczliwie, wciąż go ściskając i miętosząc mu ubranie, co za pech! W ogóle jakże dramatycznie się zrobiło! Powinniśmy teraz zrobić coś dla rozluźnienia atmosfery. Tylko nic mi nie przychodzi do głowy. Może... nagle usłyszeli bulgot żuru?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 26
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Czw Lip 14 2011, 19:25

Przez chwilę wystraszył się, że ta cisza to cisza przed burzą i zaraz usłyszy parę ostrych słów których nie powstydziłby się borsuk w czasie rui, a tu proszę… został zmiażdżony. Co z tego, że pewnie przybędzie mu parę nowych siniaków, to był zdecydowanie przyjemny ból satysfakcji i zwycięstwa, które odniósł niemalże bezproblemowo (jeśli pominiemy to spadnięcie z krzesła). Ach!
- Kocham cię bardziej niż pedofil Wojciech dwunastoletnią Anię! – zakrzyknął, może niezbyt poetycko, ale za to znanym tylko Nev tajnym szyfrem, hihi, a następnie przypieczętował swoje słowa cudownym NAMIĘTNYM pocałunkiem. Atmosfera zrobiła się bardziej gorąca niż żur, który niestety nie bulgotał, bo to zepsułoby koncepcję wieczoru. Ale, ale. Manu poprowadził dziewczynę do stolika, a gdy oboje usiedli, otworzył wazę z zupą.
- Nie, żebym cię wykorzystywał, chcę byś dostąpiła zaszczytu – odezwał się uroczyście, podając jej chochlę – CZYŃ HONORY I POLEJ ŻURU! A w międzyczasie strzelimy sobie szampana, a co!
To powiedziawszy, z hukiem otworzył butelkę rasta szampana i rozlał go do szklanek (sorry, kieliszków nie było na stanie), oczywiście polewając sobie przy okazji spodnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 216
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 214




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Czw Lip 14 2011, 20:04

Oj nie, Nevka nie była typem osoby, która milczy przed burzą. Ona od razu z miejsca ciska piorunami i morphfejsami, taki już ma dosyć porywczy charakter (po nikczemnym Riczardzie), także cóż zrobić! Dlatego jeżeli od razu nie rzucała się niczym borsuk w czasie rui, to znaczy, że jest dobrze, naprawdę! Zagrożenia nie ma. No, teoretycznie, ale nieważne.
Faktycznie wyznanie było mało poetyckie, ale naprawdę zrozumiała ten ich hermetyczny szyfr i od razu uśmiechnęła się szeroko, by ostatecznie odwzajemnić namiętny pocałunek. Awwww, była teraz taka szczęśliwa!
- To w takim razie coś nas łączy! - odparła entuzjastycznie, przerzucając potem wzrok to na śliczny, rasta obrus, to na wazę z zupą. Tak się dla niej postarał, aż znów miała ochotę się wzruszyć, ale już bez przesady. Zasiadła obok niego z lekkim podekscytowaniem, kiedy zaproponował jej, aby dostąpiła takiego zaszczytu! Nawet przez chwilę drżała jej ręka z przejęcia, ale po paru chwilach na szczęście wszystko wróciło do normy i spokojnie rozlała wszystko do talerzy.
- Do dna, oby dupa nam nie urosła jak trzydrzwiowa szafa! - zakrzyknęła nieco piracko, nie wiedzieć skąd się to u niej wzięło, ale mniejsza o to. Ważne, że brzmiało naprawdę stylowo i szykownie.
Kiedy jednak wspomniał o szampanie, zbladła wyraźnie i speszyła się nie na żarty. Tak, przebąkiwała coś w myślach o imprezie, ale to były tylko pobożne życzenia, które nie miały dojść do skutku.
- Erm, ja nie chcę, zadowolę się zacnym żurem! - odparła w końcu, kiedy przysunął do niej szklankę z alkoholem i uśmiechnęła się głupkowato, posilając się pierwszą łyżką owego jedzenia, mmm! Musi wysłać podziękowania Irkowi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 26
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pią Lip 15 2011, 11:29

Och, no tak, powinien był o tym pamiętać, ale jakoś mu umknęło. Poza tym, no wiecie, zawsze jest opcja, że dziewczyna specjalnie postanowiła go zwieść, udając zaskoczenie, by potem uderzyć borsuczym lewym sierpowym z zaskoczenia i jeszcze bardziej dotkliwie go zranić! Ale skoro wszystko było w porządku, to jak najbardziej się cieszymy. No, bo kto oprócz nikczemnego Riczarda (i potencjalnych zazdrosnych fanek Manuela) by się nie radował, gdy TAKA PARA postanawia się zejść?
Z równie wielkim przejęciem co ona obserwował tor, którym podążała chochla w jej dłoni, i wstrzymywał oddech za każdym razem, gdy zadrżała mocniej. Bo co to byłaby za strata, gdyby żur się rozlał! Już nie mówię o poplamionym rastaobrusie, a raczej fakcie, że mieliby mniej do zjedzenia, hihi. Zachichotał z uznaniem na jej piracki okrzyk, bo był naprawdę pod wrażeniem jej kreatywności i pirackiego imidżu (może brała tajne lekcje u Bogdana?!) i był nawet gotów wznieść toast miską z zupą, ale po namyśle uznał, że to mogłoby być niebezpieczne dla otoczenia.
Już-już miał wygłaszać mowę na cześć tego, że znowu są razem, gdy Nev chamsko i bezczelnie odmówiła jego szampana.
- No wiesz co - oburzył się i zasmucił jednocześnie, chlip chlip - Z własnym rastachłopakiem się nie napijesz? Przecież to szampan. Z BĄBELKAMI - dodał zachęcająco, lubieżnie unosząc brwi - Chyba się nie boisz, że cię nim spiję i wykorzystam do niecnych czynów?!
W sumie do tego nie musiałby jej upijać, ale oj tam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 216
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 214




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pią Lip 15 2011, 11:55

Nie no nie dziwimy się, wszak mimo wszystko Nevka była trochę nieprzewidywalna, jak by nie patrzeć! Więc w zasadzie to mogłoby tak być, że zmyliła go specjalnie. Dobra, w każdym razie nie ma się nad czym rozwodzić, albowiem finał był zgoła inny i przede wszystkim dużo bardziej optymistyczny, nie trwóżmy się więc! NIE LĘKAJMY SIĘ. Dobra, dostałam głupawki i chciałam ją napisać przez "ó", spoko.
Ej, ej, ale gdzie fani Heaven?! Nie wierzę, że takowych nie ma!
Tak, to było bardzo ważne i odpowiedzialne zadanie, a w ogóle jakie prestiżowe! Panienka Campbell miała wrażenie, że zaraz zjedzie się mugolska telewizja, prezydent przyleci swoim prywatnym samolotem i będą jej z nim robić zdjęcia, a oczywiście przed nimi na podium i czerwonej, satynowej poduszce będzie widnieć waza z żurem. Dlatego nie dziwmy się, że miała taką tremę! W każdym razie wszystko dobrze się skończyło!
Pewka, że brała lekcje u Bogdana, wszak to ich ziom jest! Zawsze służy poradą czy grubiańskim huknięciem!
Wcale nie chamsko i bezczelnie, tylko grzecznie i kulturalnie, ot co!
- Nie no co ty, do tego nie musisz mnie spijać - rzuciła z niepewnym uśmiechem i zaczęła wiercić się niespokojnie na krześle. - Po prostu, no... nie mogę dziś. I jutro. I jeszcze długo - wydukała z siebie. Nie no, ale żeby mu wprost powiedzieć to nie łaska, ech, zawiodłam się na tobie, młoda damo! Rzucisz jakimiś ochłapami informacji i siedzisz zadowolona z siebie! Dobra, nie była zadowolona tylko zmieszana, przerażona i Merlin jeden wie jaka jeszcze, hehe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 26
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pią Lip 15 2011, 15:16

Ach, jak mogłam to przeoczyć! Oczywiście, iż Nev całe tłumy zagorzałych fanów i wielbicieli przeróżnej płci, narodowości i orientacji seksualnej posiada, nie śmiem w to wątpić. Po prostu jest to tak tragiczna wiadomość dla Rastamanu, że postanowiłam ją przeoczyć, by jeszcze dotkliwiej nie ranić jego serduszka i nie dawać kolejnego powodu do zazdrości. A takowych miał dużo, wszak widział, jak codziennie co trzeci mijany przechodzień ogląda się za panienką Campbell, niektórzy to aż ewidentnie się ślinili! Taka z niej dziunia, hihi. Laska na sto dwa! Dobra, zaczynam bredzić.
Pomysł z mugolskim prezydentem, telewizją, dywanem i może jeszcze krótkim koncertem zespołu Jonas Brothers jest naprawdę rozkoszny, aczkolwiek obawiam się, iż zepsułby on intymność chwili i ich prywatność! No wiecie, byli tu sami (okej, z żurem, ale on był swojski ziom, więc wiecie), było romantycznie i te sprawy. Błysk fleszy tylko by ich rozpraszał!
W sumie mógłby teraz wzruszyć ramionami i zająć się żurem, ale zaintrygowała go ta jej niepewność, która przerodziła się nawet w przerażenie. I wierciła się na krześle. Jeśli laska wierci się na krześle to wiedz, że coś się dzieje.
- Ale dlaczego? Coś się stało? – spytał, rzucając jej podwójnie podejrzliwe spojrzenie. Wszak był detektywem Rosadowskim, więc bójcie się! – Masz jakiś problem? Zapisałaś się do Anonimowych Alkoholików? Jesteś ciężko chora? PRZESZŁAŚ NA ISLAM?
Z wrażenia aż wstał, bo wszystko się wyjaśniło.
- RETY, NEVAEH CAMPBELL, CZY PRZESZŁAŚ NA ISLAM I POŚLUBIŁAŚ W SEKRECIE JAKIEGOŚ MUZUŁMANINA?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 216
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 214




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pią Lip 15 2011, 15:37

No właśnie ja też nie wiem jak mogłaś, jestem oburzona! I gotowa byłam Ci wybaczyć, bo tak ładnie opisałaś zaistniałą sytuację, która niewątpliwie miała miejsce, albowiem Nev nie należała do brzydkich dziewczyn, ale to ostatnie zdanie zniweczyło wszystko, więc wiedz, że dąsam się okrutnie!!!
A MOGŁAM TU COŚ PODOBNEGO O MANU NAPISAĆ, ALE NIE TO NIE, skoro mną gardzisz!!!
Tak, to prawda, było bardzo romantycznie i kameralnie, dlatego szkoda byłoby tego psuć. Ale sami rozumiecie, że notowania żuru wzrosły ostatnio bardzo gwałtownie, dlatego zyskał miano celebryty, a cała kula ziemska pragnie mieć z nim zdjęcia, albowiem to wielki prestiż jest. Dlatego nalewanie go chochlą na talerz było właśnie takim zaszczytem, że przybycie prezydenta i reporterów nie powinno ich dziwić.
Ale trudno, sesję zorganizujemy kiedy indziej!
Ach te mądrości Rosadowskiego, ogólnie to się aż poplułam czytając tego posta!!!
Słuchała jego pytań z cierpliwością, ale kiedy wstał i zarzucił czymś tak idiotycznym, to aż jej krew uderzyła do głowy. No jak w ogóle mógł tak pomyśleć, to się w głowie nie mieści!
Dlatego również podniosła się z krzesła, by rzucać w niego spojrzeniem niczym borsuk w rui i tak dalej.
- MANUEL ROSADOWSKI NIE TYM TONEM - huknęła, oczywiście nawet nie w połowie tak szykownie i zacnie jak Meksykanin czy Bogdan, a nawet Młokos, który się uczył od mistrza, ale grunt, że nie było to przyjemne. - DOBRZE, CHCESZ WIEDZIEĆ?! JESTEM Z TOBĄ W CIĄŻY I CO, ZADOWOLONY?! MUSISZ Z TEGO TERAZ TAKĄ AFERĘ ROBIĆ!? - pomińmy drobny fakt, że to ona teraz robiła aferę, ale no zdenerwował ją! I hormony jej buzowały! Wiem czytelniku, że właśnie łapiesz się za głowę albo robisz facepalma, ale trudno, życie to nie bajka, nie podrapie cię po jajkach!!! Boże, naprawdę dostałam głupawki. - Zgłodniałam - rzuciła nagle, spokojnym już tonem i usiadła na miejsce, spożywając cudowną zupę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 26
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pią Lip 15 2011, 16:08

Ach, mam wielką ochotę skomentować jakoś twoje słowa, wyrażające twój gniew i urazę, a także cudowną opowieść o żurze celebrycie, jestem jednak tak pochłonięta dalszą częścią tej wypowiedzi, iż je pominę, by się zbytnio nie rozpraszać. Wspomnę tylko, że jego wniosek o islamie był jak najbardziej trafny i logiczny, wszak Manu to mistrz dedukcji, więc nie ma się co burzyć i grubiańsko hukać (no, ale tak czy siak był pod wrażeniem!), jak to zrobiła Nev. W tym momencie był gotów odpowiedzieć coś równie bojowego, bo dziewczyna wciąż wysyłała mu sprzeczne sygnały, no!
Dopiero jej słowa JESTEM Z TOBĄ W CIĄŻY – dodatkowo wzbogacone deszczem gwiazdkowego konfetti, bo DJ Mariolka akurat wtedy ich nimi obsypała, uroczo z jej strony, prawda? – wszystko wyjaśniły. Wszystko stało się tak jasne, że aż miał ochotę włożyć okulary słoneczne, ale tego nie zrobił, bo był zbyt zajęty doskakiwaniem do Nev, wyjmowaniem jej łyżki z dłoni i porywaniem do tańca. Co z tego, że muzyki nie było! Co z tego, że był jeszcze za głupi i nieodpowiedzialny, by zakładać rodzinę i co z tego, że wcale tego nie planował. Naprawdę się uradował!
- Odstaw ten żur, zacna dziewojo, i pomyśl, jaka to rozkoszna informacja! – zawołał ochoczo – Teraz posłuchaj, skoro będziemy mieć dzieciaczka to wspaniały pretekst, by się stąd wyrwać, wyjechać do Meksyku, zmusić moją rodzinkę by zafundowała nam jakąś szykowną mini-willę, wziąć ślub na plaży i rozpocząć nowe, piękne życie pełne miłości, radości i żuru!
Może i brzmiało nierealnie, ale on naprawdę był gotowy wcielić ten plan w życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 216
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 214




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pią Lip 15 2011, 16:30

Ech, no jak tak można! Ja tu się produkuję z zaawansowanym dąsaniem się, a Ty taki numer odwalasz! Ale dobra, dalsza część posta jest tak zacna, że jestem w stanie się gniewać, co oczywiście nie znaczy, że zapomnę o tym i o tamtym! Taaa i wszystko jasne.
Tak, islam był bardzo logiczny, szczególnie w jej przypadku, tak, tak, mhm. Oczywiście!
Konfetti było doprawdy bardzo rozkoszne, jednak Nev nie zdążyła się nim wzruszyć, bo głód jednak był silniejszy. Cóż za nagły brak romantyzmu, aż nie wiem co powiedzieć!
Nie mniej jednak nie zdążyła się posilić, bowiem ten jakże uroczy wariat porwał ją do tańca. Złość jej minęła równie szybko co się pojawiła, a więc nawet się zaśmiała, kiedy tak się bujali czy nawet nie wiem jak to nazwać! Oczywiście podeptała Manuelka kilka razy, tak aby tradycji stało się zadość. Jednak na jego kolejne słowa mina jej zrzedła.
To znaczy, nie zrozumcie jej źle, to była cudowna perspektywa, ale... tak rzucić teraz wszystko? Szkołę, przyjaciół? W zasadzie niewiele trzymało ją w Wielkiej Brytanii, jak by się nad tym głębiej zastanowić. Ojciec na pewno nie. Felicity w sumie żyje już swoim życiem. Colin nie wie o jej istnieniu. Pozostała kwestia przyjaciół. Samael, Haru... jej najbliższe osoby. Ale z drugiej strony to i tak jak niby miała tu zostać, z dzieckiem? Przecież Riczard by ją zamordował gołymi rękoma.
O NIE, ON SIĘ NIE MOŻE DOWIEDZIEĆ. WYJEŻDŻA.
- Tak, myślę, że to idealny pomysł! - stwierdziła w końcu, entuzjastycznie, choć serduszko ją trochę bolało. No i właśnie, plan mógł nie wypalić, ale kto nie ryzykuje, ten nie ma, prawda? Jakby nie zaryzykowała wtedy nad jeziorem, to teraz pewnie usychałaby z nieszczęśliwej miłości do tego gagatka, a on siedziałby teraz w Meksyku, ale bez niej. Więc trzeba dążyć do spełnienia marzeń moi mili, tako mówię ja, słuchajcie się cioci Anitki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 26
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pią Lip 15 2011, 16:58

Tak, tak, też cię kocham! I doprawdy podziwiam twój zaawansowany foch z przytupem, przyśpiewką i półobrotem, mało kogo stać na takie zaangażowanie przy gniewaniu się. A szczególnie, gdy jest to dąs skierowany w moją stronę, no. Niemniej jednak mam nadzieję, iż moja skrucha i wielki żal za grzechy sprawią, iż jednak zaprzestaniesz gniewu!
Szczerze mówiąc, przez chwilę się bał, że dziewczyna odrzuci jego cudowną propozycję, wyśmieje albo wyzna, że tak naprawdę jest kochanką dyrektora i tylko z nim chce wychować jego uroczego dzieciaczka, ale… tak się nie stało! Przystała na jego plan, jupi jupi jej! W związku z tym wykonał efektowny obrót w rytm nikomu nieznanej muzyki, pocałował ją by przypieczętować ZARĘCZYNY, a potem zajęli się bardziej prozaicznymi czynami, takimi jak jedzenie żuru, planowanie szczegółów swej podróży i tak dalej.
I oto po godzince, no może dwóch, oboje byli już gotowi, by stawić czoła brutalnej rzeczywistości. Machnięciem różdżki sprzątnęli wszystko, co mieli sprzątnąć, wazę po żurze odesłali do Irka, a następnie teleportowali do Nowej Zelandii. Tam informowali o sytuacji i żegnali każdego, kto się nawinął, a potem szybciusio spakowali i, zanim ktokolwiek się obejrzał, powiesili na tablicy ogłoszeń informację o ślubie, by każdy mógł się załapać! Wiecie, spieszyli się bardzo, ponieważ następnego wieczoru jego zacna para wujków Enrique i Glesias (tak! piękna para, czyż nie?) wyjeżdżała do Zakopanego na jakiś międzynarodowy konkurs ważenia żuru, a ponieważ to mugole to nie mogli się ot tak teleportować, a Manu bardzo chciał się z nimi spotkać osobiście, więc wiecie, jak to jest. Trzeba było się sprężać!
Gdy już wszystko było gotowe, odprowadzeni przez tłumy ludzi, którzy akurat się napatoczyli, pomachali im po raz ostatni gestem godnym Miss Polonia, strzelili pamiątkową fotkę i… ruszyli do Meksyku. Tego Meksyku w Meksyku, żeby było jasne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 753
  Liczba postów : 377
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t986-gareth-hampson




Specjalny






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Nie Cze 30 2013, 21:33

Hampson miał pewne sprawy do załatwienia, które nie pozwoliły mu na pozostanie w Hogwarcie. Gdyby jednak odnalazł w sobie tyle siły i postanowił ruszyć w drogę jutro zapewne możliwe byłoby to, że zauważyłby wreszcie główną przyczynę ich kłopotów. Nie od dziś poszukiwał przywódcy Lunarnych. Samozwańczy zwycięzcy irytowali go, a on nie potrafił nic na to poradzić. Uczniowie... Dobrze, że chociaż oni byli bezpiecznie, ale czy to wystarczyło, aby za chwilę nie pojawiły się listy, które zawierać będą skargi rodziców i groźby przeniesienia uczniów? Nigdy tego nie robili. Zwykle zmuszali Hampsona tylko do pisania wielkiego oświadczenia, w którym zawrze wielkie przeprosiny. Tylko tyle mógł zrobić i to go denerwowało. Uczniowie, którzy oberwali znajdują się albo w szpitalu, albo już na wakacjach. Gareth obiecał sobie, że większość z nich tam dostarczy. Przecież smutne by było to gdyby część z nich musiałaby odmówić sobie podróży. A jeśli wywiezie wszystkich tam i nic się nie wydarzy... To znaczy, że oprawcy trzeba będzie szukać pośród pozostałych. Ewentualnie mogliby go przechytrzyć i się ukryć. Jak to zwykle bywało w takich momentach miał wrażenie, że życie płata mu niezłe figle. Lunarni za dużo wiedzieli o nim i to go irytowało. Ech... Nie miał nawet solidnej linii obrony.
Dobrze, że jego kadra nauczycieli była zwarta i gotowa do pracy. Nie mógł się z nimi spotkać w zamku. Nie chciał, aby Lunarni byli świadomi, ze znów wymyślił coś. Nieważne. Postawił na czytelnię w bibliotece narodowej w Londynie. Oczywiście było już grubo po północy, a osoba, która dziś pilnowała dobytku była wieloletnim aurorem. Mieli już jakieś zabezpieczenie i przykrywkę. Wokół paliły się lampy, które migały nieciekawie, jakby za chwilę miały wyzionąć ducha. Hampson przypatrywał się dokumentom, które udało mu się odzyskać z teczek, które leżały głębiej w szafce. Teraz wszystkie kopie i skrawki tego co zostało znajdowało się w banku Gringotta. Ale cóż to teraz... Kiedy już po ptakach.
Przygotowany na nieciekawe opinie o jego zachowaniu nie mógł nic zrobić. Powiedział niby radzie pedagogicznej, że wyrusza na dopełnienie formalności, ale to nie zmienia faktu, że powinien być o krok przed Lunarnymi i wiedzieć, że jego miejsce jest w szkole. Czekając na nauczycieli zaparzył herbatę dla nich wszystkich i teraz siedział w szczycie stołu czekając. Boże, jak to było trudne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Londyn/Dolina Godryka
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5982-jack-hastings#170596
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5983-straszny-jacek#170605
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5984-sowa-jacka#170606




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Nie Cze 30 2013, 21:54

Po otrzymaniu sowy od dyrektora, nie zamierzał jakoś stawiać oporu. Chciał wiedzieć co ma mu, a raczej im, bo nie sądził że to miało być spotkanie jednej osoby z drugą. W każdym bądź razie miał ogromną ochotę dowiedzieć o co chodzi. Pora również była interesująca...północ. Podobno o tej godzinie duchy wychodzą z ukrycia. Czytał coś takiego w jakiejś książce, tytułu dokładnie nie pamiętał, dlatego nie może przytoczyć skąd to wziął. Założył swój garnitur, chciał reprezentować się dziś od najlepszej strony. Nie to żeby w jakiś sposób chciał się podlizać swojemu przełożonemu. Po prostu stwierdził że dzisiejsza sytuacja będzie tego wymagała. Sprawdził jedynie czy ma w kieszeni różdżkę, bo dzisiejsze czasy robią się naprawdę niebezpieczne i ruszył do drzwi wejściowych. Zamek był pusty, zero życia, to dobrze, bo nie chciał nikomu wlepiać szlabanu i niepotrzebnie się spóźnić. Stanął w wejściu do zamku i poprawił krawat. Słychać było tylko trzaśnięcie pozostawione po deportowanej się osobie, które rozeszło się echem po błoniach.
Kolejny trzask i pojawił się przed czytelnią. Dokładnie w jednej z uliczek bocznych, by nie przyciągnąć niepotrzebnej uwagi, kogoś kto mógłby się przechadzać ulicą. Dziwne miejsce na spotkanie, prawdę powiedziawszy, pierwszy raz tutaj był. Znów poprawił krawat i włożył dłonie do kieszeni spodni, gdzie trzymał różdżkę. Wyszedł z bocznej uliczki i rozejrzał się czy nie ma czasem żadnego nieproszonego gościa, który mógłby go śledzić bądź wyglądał podejrzanie. Całe szczęście, widocznie północ była naprawdę godziną duchów, ponieważ nie było tutaj żadnej żywej osoby. Wszedł po kilku stopniach i zatrzymał się na moment przy drzwiach. Zabawne że jeszcze nie tak dawno był wściekły na dyrektora, a dzisiaj już cała złość minęła. Starał się zrozumieć postępowanie profesora, doszedł do wniosku, że na pewno robił wszystko co w jego mocy, by zachować swoim uczniom bezpieczeństwo.
Rozejrzał się raz jeszcze na boki i dopiero wtedy wszedł do czytelni, gdzie zastał dyrektora. Stanął uśmiechając się delikatnie i podszedł bliżej niego, wyciągając rękę by przywitać się ze starszym mężczyzną, zaraz ile on miał lat? Zaśmiał się w duchu i uścisnął dłoń Hampsona.
-Panie dyrektorze... Zwrócił się do niego grzecznie i przysiadł stanął rozglądając się po miejscu. Interesujące, może to miejsce było wybrane z prostego powodu, otóż lunarni, nie będą się spodziewać tego, że ktoś może coś planować w takim miejscu. Przebiegłe...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 45
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 136
Dodatkowo : teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5936-bartolomew-cubbins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5937-bartolomew-cubbins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5938-fobos-puchacz-bartolomewa




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Nie Cze 30 2013, 22:14

Po wydostaniu się z ciemnej Wielkiej Sali na ramieniu Cubbinsa usiadł jego puchacz i zahukał przyjaźnie. Barth uśmiechnął się lekko do zwierzęcia i wyjął pergamin zza jego obrączki. Gdy przeczytał wiadomość lekko go zmroziło. Zastanawiał się co też dyrektor może chcieć od niego. Jednak potem doszedł do wniosku, że chyba nie tylko on dostał taką wiadomość. Widział już paru profesorów, którzy kierowali swoje kroki ku wyjściu z Hogwartu. Podążył więc za nimi. Jednak przedtem podziękował swojemu skrzydlatemu przyjacielowi i dał mu smakołyk, który zawsze miał przy sobie. Fobos zahukał i odleciał a Bartholomew przyśpieszył kroku. Szedł w kierunku drogi do Hogsmade gdzie mógł spokojnie użyć teleportacji. W końcu stwierdził, że nie ma sensu inaczej dostawać się do Londynu. Szedł dość dłuższą chwilkę zanim nie znalazł się za murami zamku i w miejscu gdzie mógł się teleportować. Miał tylko nadzieję, że dyrektor nie będzie ich ganił za nieudolność, bo to co się działo w Wielkiej Sali według Barth’a właśnie pod to podchodziło. No ale cóż teraz nie mógł myśleć o tym co się działo. Oczyścił w miarę umysł i teleportował się do Londynu, a mianowicie do Biblioteki Narodowej. Długo chodził po salach by wreszcie odnaleźć tą właściwą. Wszedł do niej pewnym krokiem zupełnie nie dając po sobie poznać, że się czegoś obawia. Gdy zobaczył Jacka skinął mu głową na powitanie po czym usiadł niedaleko przyjaciela. Po czym zwrócił się do dyrektora.
- Witam panie dyrektorze. Proszę mi powiedzieć dlaczego zwołał pan to spotkanie? – zapytał wyrażając ciekawość. Miał nadzieję, że niedługo dostanie na nie odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1365
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5775-gaja-claudia-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5776-milusinscy-gaji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5777-papierki-profesor-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7188-gaja-claudia-glaber#204389




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Nie Cze 30 2013, 22:30

Wyszła z tego koszmaru w okropnym stanie, nic tylko strach, rozpacz, lament i gmatwanina myśli. Trochę chwiejnym od emocji krokiem doszła do swojego ukochanego obserwatorium. Wiedziała... Gwiazdy jej nie okłamały. Wyczytała już przed bale, że stanie się coś nie dobrego. Tylko dlaczego nie powiedziała o swoich obawach nikomu? Przecież wiedziała, że dyrektor na pewno by jej wysłuchał... Przez to wszystko nie mogła się uspokoić. Wyglądało to jak początek jakieś choroby czy czegoś, choć najgorsze jeszcze nie nastąpiło. Na szczęście nikt się nie uparł by z nią pójść. Nie chciała by ktokolwiek oglądał ją w takim stanie. Musicie więc sobie wyobrazić jej szczęście, gdy w tej "cudownej", balowej sukni wróciła do domy. Szybko... No znaczy na tyle sprawnie, że można to nazwać szybko zdjęła ją z siebie. Nie chciała już teraz nic robić. Nawet podręcznym teleskopem rzuciła gdzieś w kąt. Ciężko upadła na kanapę, chcąc oddać się jedynej rzeczy na jaką ją było stać... Snowi.
Oczywiście, nie dane jej było spokojnie zapaść się w krainę wyobraźni. Gdy tylko zmrużyła oczy jakaś łajza zaczęła pukać w okno. Myślała, że ten okropny hałas minie. Niestety. Z ciężkim sercem wstała, po czym otworzyła to przeklęte okno, mówiąc jakąś niezgrabną wiązankę przekleństw pod nosem. Za oknem nie znajdował się nikt inny jak jej mała, bura, żółtooka sowa. Gaja spojrzała na nią z pewnym wyrzutem, zwierze jednak nie zamierzało się tym przejmować. W sumie to dobrze, przynajmniej jej poczta była bardziej rozgarnięta niż ona. Glaber odebrała list od niej, przy okazji zostając dziabnięta w jeden z pierścionków na ręce. Pogoniła sowę i usiadła na parapecie.
Z początku nie miała zamiaru czytać tego przeklętego listu. Jednak, gdy tylko zobaczyła pieczęć szkoły, coś w środku zmusiło ją do otworzenia pergaminu. Treść była prosta i wyraźna: Biblioteka Narodowa, Londyn, jak najszybciej.  Nauczycielka nie wiedziała co o tym myśleć... Dlatego bardzo zdemotywowana uderzyła się już zwiniętym pergaminem w głowę. Po co ona tam niby? Przecież każdy wiedział, że nie nadaje się do walczenia z siłami zła. Jest ostatnią osobą, która powinna zajmować się obroną szkoły... A jednak kiedyś należała do Gryffindoru, więc może czas ujrzeć w sobie dzielnego wojownika, patriotę, który jest w stanie walczyć o najbliższe jego sercu miejsce? Podeszła szybko do szafy, jakby się przejmowała, że przez to wolne czytanie listu już się spóźniła. Wzięła z niej elegancki komplet ubrań na który narzuciła tylko czarną szatę, by wyglądać odpowiednio do całej sytuacji. Makijaż miała tak beznadziejny jak na balu... No ale cóż, nie ma czasu na poprawianie takich niedoskonałości. Włosy rozpuściła, bo fryzura po drodze rozwaliła jej się dokumentnie. Tak wyglądała... Pociesznie, niewątpliwie nikt się takiego stanu po niej nie spodziewał. Poprawiła ostatnie mankamenty, zapięła wszystko na ostatni guzik i wyszła, głośno trzaskają przy tym drzwiami.
Raz, dwa, trzy... I już przeteleportowała się w wyznaczone miejsce. Oczywiście... Zauważyła, że nie ma jeszcze nauczycieli. Oczekiwała, że dostanie burę za spóźnienie czy coś. A tu nic, życie. Przeszedł przez nią nawet impuls by wyjść, jednak herbata zrobiona przez dyrektora szybko to zmieniła. Bo niby kto by się nie skusił na herbatkę z rąk dyrektora? Wiecie Gaja jest dziwna. Jak pierwszy raz spotkała dyrektora i on podał jej dłoń, to potem miała zamiar jej nie myć przez tydzień. Na szczęście znalazła się przyjaciółka, która na siłę, za pomocą zaklęcia zmoczyła jej łapki. A potem to już samo poszło z utrzymywaniem higieny.
Nic nie mówiąc, usiadła na pierwszym wolnym miejscu, które napotkała. W sumie to było ich jeszcze tyle, że mogła w nich przebierać jak w facetach... Choć tego drugiego zdecydowanie nie chciała. Skinęła w stronę dyrektora, po czym posłała sztuczny uśmiech w głąb sali. Glaber no na prawdę bardzo zabawne!


Ostatnio zmieniony przez Gaja C. Glaber dnia Nie Cze 30 2013, 23:34, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Nie Cze 30 2013, 23:01

Archibald siedział sobie w swoim salonie w Hereford, popijając kulturalnie kawkę i grając na pianinku, kiedy sowa głośno zapukała w szybę, przerywając śliczną melodię. Mężczyzna odwrócił głowę w stronę okna, sięgnął leniwie po różdżkę i machnął nią, aby wpuścić ptaka do środka. Przeczytał list, wywołujący średnio duże zdziwienie, po czym przywołał Accio pergamin i pióro, naskrobał krótką i rzeczową odpowiedź, wstał i niechętnie ruszył się przebrać.
Tego dnia nie miał zbyt dobrego nastroju na spotkania z kadrą pedagogiczną Hogwartu. Wystarczy, że wysyłali go na wakacje z bandą szalonych uczniaków. Jakby nie było innych placówek do kontroli. Chociaż, jakby nie patrzeć, w tej szkole przynajmniej się coś działo, liczył na to, że będzie co obserwować. Sprawa z wilkołakami była mu znana, ale o najnowszych faktach nie wiedział.
Leniwie, już przebrany, wlazł do kominka i za pomocą proszka Fiuu przeniósł się do Londynu. Ze swoim mugolskim parasolem dotarł do czytelni i szybko znalazł się w środku. Spojrzał krótko po obecnych, niektórych znał, innych niekoniecznie (przypuśćmy :'D).
- Archibald Blythe, Ministerstwo Magii - przedstawił się, wykonując płytki ukłon, po czym zajął jedno z wolnych miejsc.
Nie zadawał żadnych pytań, z miejsca uznając to za bezsens, skoro Hampson i tak miał przejść do rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 150
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5325-charlie-brown
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5331-relacje-czarliego-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5326-charlie-brown




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pon Lip 01 2013, 00:17

Brown jako jeden z nielicznych zachowywał dystans do całej sytuacji. Powodem mogło być to, że spóźnił się na ucztę (i wielce nad tym ubolewał, przecież to właśnie jego dom zdobył Puchar), jak również niedostateczne zaznajomienie z tematem. Pomimo tego, że kochał plotkować, nie poruszył nigdy z nikim tematu Lunarnych... a szkoda. Stał właśnie w gabinecie, kiedy w okno zastukała duża brązowa sowa. Zacmokał z niezadowoleniem, nie mając ochoty na korespondencję o tej porze. Szybkim ruchem zdjął list z nóżki sowy i pozwolił jej odlecieć. Biblioteka Narodowa, Londyn, blablabla. Okej, nie uśmiechała mu się żadna nocna eskapada, ale był zaskoczony tym, że dyrektor chciał się z nimi spotkać. W sumie to tylko głupiec mógłby nie domyślić się, że po całej sprawie nie odbędą jakiegoś posiedzenia. Westchnął, wyciągnął z szafy płaszcz i wyszedł na korytarz, kierując kroki w stronę Sali Wejściowej. Zamek opustoszał, ale w powietrzu dało się wyczuć odrobinę strachu i grozy. Tak, Brown, coś co lubisz. Wrota nie były zamknięte, ale to w sumie żadne zaskoczenie. W każdym razie, w jego opinii - powinny być. Nie przystanął jednak, ruszył dalej, w kierunku Hogsmeade. Noc była dość ciepła, bezchmurna - idealna na jakieś namioty, czy coś. Minąwszy dwa uskrzydlone dziki obrócił się w miejscu, a po chwili pojawił się przez dużym gmachem. Upewnił się, że różdżka da się szybko wyciągnąć (a nuż napotka jakiegoś mugola) i wszedł po schodach do wejścia. O dziwo (tak, to było zaskoczenie, wyobrażał sobie, że chociaż mugolskich podejrzeń nie będą chcieli wzbudzać, a tutaj wejście z wyłączonym alarmem, otwarte, blablabla. W sumie, jego to mało interere, idź dalej dupku) łatwo się otworzyły. Wewnątrz zalegał mrok, ale w dalekim końcu korytarza, nad którym widniał napis "CZYTELNIA" jaśniało rażące światło. Skierował swoje kroki w tamtym kierunku, pchnął ciężkie drzwi i poczuł ten cudowny zapach książek. Sztachnął się tym powietrzem i podszedł do stołu, przy którym siedziało już kilka osób. Kiwnął im głową - nie znał ich osobiście, w najbliższym czasie będzie musiał to zmienić - i usiadł obok kobiety, którą kojarzył chyba jako nauczycielkę astronomii. Nie odzywał się, liczył, że dyrektor pierwszy przemówi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 753
  Liczba postów : 377
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t986-gareth-hampson




Specjalny






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pon Lip 01 2013, 17:22

Pomimo tego, że nie wszyscy jeszcze przyszli, a Hampson nie wiedział od czego zacząć, to starał się uśmiechać ciepło do każdego wchodzącego. Jak dobrze, że ich tu miał. Może nie byli idealni i każdy z nich w jakiś sposób odstawał od wzoru nauczyciela... To jednak to była kadra nauczycielska Hogwartu i to się ceni. Żadna szkoła nie mogła się tym poszczycić. Na dzisiejszym zebraniu nie zamierzał tylko ujrzeć Nancy Wright, która ostatnimi czasy miała ciekawsze zajęcia i zbyt blisko spoufalała się z uczniami, jak donosił Obserwator. Ale to nie była zemsta Garetha. Nauczycielka w dniu zakończenia roku szkolnego zwyczajnie opuściła Hogwart. To kiedy wróci pozostawało tajemnicą. Ale przecież nie sposób nie przywitać tych, którzy dziś tutaj dotarli. Oto profesor Hastings. Hampson nie wiedział dokładnie dlaczego się tak wystroił, ale pewnie to wynikało z jego wierzeń czy czegoś takiego. Choć to własnie teraz dyrektor okazał swoje przerażenie... Która wiara nakazuje człowiekowi wstać o północy i ubierać się w garnitur? To pytanie chyba pozostanie bez odpowiedzi. Hampson przywitał się z mężczyzną i zaraz dostrzegł Cubbinsa, który od wejścia już krzyczał jakieś niedorzeczności. No przecież to logiczne było dlaczego się tu dzisiaj spotkali. Po co zadawać te dziecinne pytania? Nie mniej jednak dobre serce dyrektora uśmiechało się dzisiaj żałośnie obkute tym, że to wszystko to jego wina, więc postanowił odpowiedzieć:
- Na pewno zdążył pan zauważyć, że w naszej szkole odbył się masowy atak Lunarnych zatem nie spodziewa się pan, że będziemy dyskutować o nowym kolorze ścian w klasach. - A tego to też sobie dyrektor nie wyobrażał. Całkiem niedawno odwiedziła go dziewczyna, która tłumaczyła, że natychmiast trzeba przerobić wystrój we wszystkich salach, bo przecież nowym krzykiem mody jest tapeta w zielone paski. Kpina. Kpili z niego. To wszystko wina Lunarnych.
A dalej? Dalej to się pojawiła pani Glaber. Ta chyba była w nim zauroczona. Do tego chyba zapomniała spodni z szafy. Boże co za świat.
- Ależ dobry wieczór. Siadajcie. - Rzekł do wszystkich w momencie, kiedy i dotarł Brown. Usadził ich wszystkich i spojrzał na zegarek. Dotarł jeszcze do nich ten pracownik z Ministerstwa, którego Gareth musiał zaprosić na zebranie zgodnie z nowymi wymogami Ministra Magii. Nie ufali mu. Spodziewał się, że nauczyciele też mają już wątpliwości.
- Na początku chciałem przedstawić pana Archibalda, który wyrusza z młodzieżą na wakacje jako wysłannik z Ministerstwa. - Tyle w roli wstępu. Teraz trzeba przejść do poważniejszych spraw.
- Wiecie i to lepiej ode mnie, co się zdarzyło w zamku i do czego nie powinno dojść. Zaniedbaliśmy wszelkie środki bezpieczeństwa. Niepodważalnym faktem jest to, że zło siedzi w uczniach. To pośród nich są wilkołaki. Nie mamy na to wpływu teraz, ale na pewno chcemy mieć w przyszłości. Trudno zmusić uczniów do wypijania eliksiru, który zmusi ich do mówienia tylko prawdy... Lecz jeśli nie będzie wyjścia... Posunę się i do tych środków. - Gareth chyba doszedł do wniosku, że sprawę trzeba załatwić raz, a porządnie, ale szczerze mówiąc obawiał się, że wzbudzi jeszcze większą nieufność.
- Abrienda Odell nie żyje. Dla kogo to nie jest przestroga... To serdecznie współczuję toku myślenia. - Przerwał na chwilę zastanawiając się kim właściwie była ta kobieta w tym całym zamieszaniu. Na pewno kimś silnym, kogo pracę cenił najbardziej, lecz nie żyła. A w takich okolicznościach nie będzie łatwo znaleźć nowej nauczycielki.
- Dziś chciałbym, aby każdy z was powiedział mi swoje podejrzenia... Swoją drogą chciałem też określić rodzaj waszych obowiązków na wakacjach, bo wiem, że część z was tu obecnych wybiera się tam podobnie jak pan Archibald. - Tu powrócił wzrokiem do mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Phoenix
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 107
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5078-prince-scott?highlight=prince
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5080p15-ksiazatkowe?highlight=ksi%C4%85%C5%BC%C4%85tkowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5079-ksiazatkowa?highlight=ksi%C4%85%C5%BC%C4%85tkowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pon Lip 01 2013, 17:33

Jeżeli pytacie co robił pan Scott w czasie kiedy postał cały ten bajzel, który teraz było trzeba sprzątnąć to niestety odpowiedź wcale nie będzie satysfakcjonująca. W czasie pomiędzy romansami z kolejnymi kobietkami, a obdarzaniem swoim towarzystwem Londyńskich pubów nie robił tak naprawdę zupełnie nic. Dobrze słyszeliście. Gdyby nie to, że jakimś cudem wywiązywał się z obowiązków nauczyciela to można by go spokojnie nazwać darmozjadem. On jednak znalazł przedziwny rodzaj symbiozy, w której korzystał ze wszystkiego co było mu dane, a sam w zamian dawał to co zostało mu w głowie. Nie pukajcie się teraz po czole. On naprawdę był inteligenty. Wszak do Ravenclavu w większości chodzą geniusze. To, że miał taką spaczoną osobowość to co innego. Jego prywatna sprawa, w którą się nie mieszajcie. Chyba, że jesteście kobietami to on chętnie oprowadzi was po swoim mieszkaniu i pochwali się nową pościelą, którą niedawno zakupił. Brzmi fajnie? Jak nie to spadówa. Wracając jednak do sedna, w czasie kiedy profesor Odell została trafiona zieloniutką Avadą, a jakiś wilkołak psychol maszerował po sali strasząc uczniów, on siedział sobie w Dziurawym Kotle. Po ostatnich wydarzeniach jakoś ciężko mu było pójść teraz na salę pełną uczniów i uczennic. Zwłaszcza, że te wydarzenia bezposrednio niektórych z nich dotyczyły. Po raz pierwszy był zmęczony romansowaniem i niewinnymi flircikami. Miał ochotę teraz na męskie towarzystwo i kufel piwa. Najlepiej dwa albo nawet siedem. No dobra była tam tez kelnerka, ale halo kobieciny zignorować nie mógł, w dodatku że ładna, to by jeszcze w jakieś kompleksy wpadła, więc łaskawie z nią wymienił parę zdań. Nawet zaoferował pościelenie łóżka... Przyznaje się, spędził noc poza Hogwartem. Chciał tylko odprowadzić ją do domu, ale tak bardzo nalegała żeby został... Kobiecie się nie odmawia przecież. Rano nie musiał nawet się jej tłumaczyć, dlaczego znika, ani angielskiego wyjścia robić bo dostał sowę prosto z Hogwartu. Szkolna pieczęc była przekonująca i działała bardzo motywująco kiedy potwierdzał już któryś raz z kolei, że na pewno do niej zadzwoni. Przeciecież nie był takim chamem żeby traktować kobiety w sam raz na raz. Haha jasne. Nie miał specjalnie daleko do biblioteki, ponieważ dziewuszka mieszkała tylko trzy przecznice dalej, więc spacerkiem pokonał odległość, a kac powoli znikał. Twarz miał nieco zmizerniałą, a włosy potargane, ale i tak był mega seksowny, więc o co tu się rozchodzić. Przeszedł przez główny hol do czytelni, widząc że już kilka osób siedziało. Na jednej z nich jego wzrok spoczął nawet na dłużej. Była to Gaja, ubrana elegancko, ale nie zobowiązująco. Nie dał tego po sobie poznać, ale już zaczął sobie wyobrażać jakby wyglądała bez tego. Ach, jego taktowność. Jedynie błysk w oku, który się na moment pojawił mógł wyglądać dwuznacznie. Na wejściu obdarzył wszystkich subtelnym uśmiechem, który pojawiał się zazwyczaj na jego ustach kiedy z powrotem wchodził w rolę pełnoetatowego nauczyciela. Show must go on. Przedstawienie czas zacząć. Usiadł na krześle, które zaskrzypiało pod jego cięzarem, zupełnie nieświadom tego co się wczoraj działo. Oj niedobrze, niedobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 45
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 136
Dodatkowo : teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 174
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5936-bartolomew-cubbins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5937-bartolomew-cubbins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5938-fobos-puchacz-bartolomewa




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pon Lip 01 2013, 18:15

No to mamy niezły bajzel w szkole. Teraz wypadałoby to jakoś naprawić jednak znalezienie na to recepty proste nie będzie. Barth spojrzał spokojnie na dyrektora i nie miał zbyt tęgiej miny. No cóż odpowiedź na jego pytania nie za bardzo mu się podobała. Zresztą sam był świadkiem tego co działo się na balu i pewnym było, że nie spodobało się to Cubbinsowi. Miał nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto będzie miał jakieś ciekawsze pomysły od jego. Zastanawiał się co powiedzieć i wszystko co mu przychodziło do głowy było głupotą.
- Dziękuję za rozwianie moich wątpliwości dyrektorze. Gdybym wiedział, że obecne spotkanie dotyczyłoby zmieniania koloru w klasach raczej bym się na nim nie stawił. Nie jestem ekspertem od mody. – powiedział by utwierdzić Hampsona w tym, że Barth choć czasem zadawał dziwne pytania potrafił logicznie myśleć. Po czym mężczyzna zamilkł i spojrzał na swoje dłonie. Zdziwił się, że jakimś cudem nie został ranny. Może czuwało nad nim jakieś bóstwo czy też inna cholera, która ochraniała go przed zaklęciami. Gdy tylko zobaczył człowieka z Ministerstwa lekko się skrzywił. Nie mógł zrozumieć po co wysyłają go razem z nimi na wakacje. Przecież oni, nauczyciele, również potrafią niezgorzej bronić uczniów. Naprawdę chciał by go tu nie było. Odgarnął ręką niesforne kosmyki z twarzy, które wyślizgnęły się z jego uczesania. Przywitał jednak Archibalda uprzejmym skinieniem głowy choć wszystko się w nim buntowało przeciw temu mężczyźnie.
- A teraz jeśli chodzi o sprawę Lunarnych. Z tego co zdążyłem się zorientować to nie sposób ich rozpoznać ani wśród naszych uczniów lub też wśród nauczycieli. Sądzę, że trzeba będzie wznowić i zaostrzyć patrole na szkolnych korytarzach i wprowadzić coś ala godzinę policyjną. Powiedzieć uczniom, ze od którejś godziny nie mają prawa chodzić wtedy po korytarzach. Można również wprowadzić coś takiego jak zamknięte drzwi. Będziemy wtedy stuprocentowo pewni, że nikt nie wejdzie do szkoły po określonej godzinie oraz nikt nie wyjdzie ze szkoły. Można również wprowadzić obostrzenia typu  odprowadzanie uczniów przez nauczycieli na zajęcia. Nic innego mi do głowy nie przychodzi. Odradzał bym również wykorzystanie eliksiru prawdy. Uważam to za ostateczność. – powiedział patrząc na swoich kolegów z kadry nauczycielskiej, dyrektora i członka Ministerstwa. Nie wiedział jak jego pomysł zostanie odebrany jednak miał nadzieję, że nie zostanie przez nikogo wyśmiany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1365
Dodatkowo : opiekun Hufflepuffu
  Liczba postów : 456
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5775-gaja-claudia-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5776-milusinscy-gaji
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5777-papierki-profesor-glaber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7188-gaja-claudia-glaber#204389




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pon Lip 01 2013, 18:48

A jak można nie być zauroczonym takim dyrektorem jak Gareth Hampson? W końcu wszyscy znali jego dobre serce. Nie dość, że był naiwny, przez co wiele ciekawych inicjatyw przeszło w tym roku przez Hogwart, to w dodatku zachowywał się tak, jakby wszystkim mówił "Jestem cierpliwy, powiedz mi wszystkie swoje problemy Słoneczko". Oczywiście czasem zastanawiała się, czy dzisiejsza młodzież nie odbiera jakoś nieprzyzwoicie tego zachowania, ona jednak była bardzo mile zaskakiwana przez swojego przełożonego. Jej jak chyba każdemu dyrektor kojarzył się z tyranem trzymającym wszystkich uczniów na sznurkach. Taki obraz wyklarował jej się, gdy po ukończeniu szkoły pojechała na parę mugolskich uczelni, by tam pogłębiać swoją wiedzę o gwiazdach. Gareth nawet w tak trudnych momentach dla wszystkich jak dzisiejszy wieczór, był w stanie wykrzesać z siebie trochę przynoszącego ulgę uśmiechu.
Spojrzała na nauczyciela, który usiadł obok niej. Co dziwne, choć pracuje już w szkole jakiś czas, nie kojarzyła nawet jakiego przedmiotu mógłby nauczać. Ten rok przyniósł jej tyle owych znajomości, ze w sumie cieszyła się, że będzie mogła w spokoju go zakończyć. Miała miliard planów na wakacje, ale po szoku jaki doznała przez śmierć koleżanki z pracy, nie chciało jej się ich po prostu realizować. Teraz najchętniej dalej leżałaby na swojej kanapie w gabinecie z poduszką na głowie. Oczywiście na ten czas sowę to by chyba zabiła, w końcu już widziała jak jej rodzina wysyła miliard listów z serii "Chcielibyśmy cię widzieć na obiedzie rodzinnym w niedziele". Eh... Chyba celem na przyszły rok młodej nauczycielki będzie wyprowadzenie się z rodzinnego gniazdka w Dolinie Godryka. Tylko jak jej rodzice to zniosą? W jaki sposób będzie godzić obowiązki domowe ze szkolnymi? Te pytania to jeszcze daleka przyszłość, będzie czas na ich rozwiązanie.
Gdy Gareth zaczął mówić, nauczycielka ze zdziwieniem rozejrzała się po sali. Czyżby to wszyscy, którzy mają brać udział w tym alarmowym spotkaniu? Z tego co pamiętała grono pedagogiczne było spore, a przynajmniej na tyle duże, by nie pamiętała imion wszystkich jego członków. Najwyraźniej powinna się czuć wybrana czy coś, ale było wręcz przeciwnie. Nie chciała, by dyrektor dawał jej do pilnowania jakiś uczniów. Wszyscy w końcu wiedzieli, że OPCM nie jest Gaji najmocniejszą stroną. Mogła już nawet pójść jako mięso armatnie... Byleby nie musiała ogarniać osób, za które wiedziała, że nie jest w stanie wziąć odpowiedzialności. I jaki z niej nauczyciel? Zdecydowanie, powinna się wstydzić, że kiedyś zamiast latać z różdżką i stawiać wszędzie tarcze czy coś, to wolała spać do południa.
Na wspomnienie o Odell znowu rzucił się smutek na jej śliczną twarz. Na pewno wszyscy jej fani teraz chcieliby ją pocieszyć, zabrać do baru czy coś. Niestety, jak na razie muszą cierpieć, że ich "ulubiona" nauczycielka nie spędza tak dobrze wieczoru, jakby to mogła zrobić z nimi. Choć... Miała nadzieje, że po tak tragicznym fakcie nikomu nie przyjdzie na myśl imprezować. No chyba, ze zorganizują scypę, ale to wtedy nie w porządku, że Glaber nie może tam być!
Jak na razie nie miała zamiaru odpowiadać na pytanie dyrektora. Niby co miała mu powiedzieć? Jedyne co jej przychodziło do głowy, to gadanie o tych złowrogich gwiazdach, które zwiastowały coś niedobrego, jednak komu to teraz jest potrzebne do szczęścia? W dodatku jeden z wcześniej od niej przybyłych nauczycieli tyle mówił, że w sumie ona mogła milczeć. Czasami zastanawiała się skąd się biorą tacy ludzie, którzy zawsze na wszystko znają odpowiedź. Nadgorliwi czy co? Swoja drogą to o czym mówił, wydawało się nauczycielce astronomii choler. W końcu każdy wiedział, że względna godzina chodzenia przez uczniów spać była, a porządku pilnował to woźny, to opiekun domu, to inny nauczyciel pałętający się późnymi porami po zamku. Jaki więc sens jest siać strach w szkole dodatkowymi zakazami? No właśnie... z resztą zakazany owoc smakuje najlepiej, więc tylko wzmoże to nocne wypady uczniów. Eh... W oczach Gai oni wszyscy postradali rozumy, chcąc ograniczać dzisiejszą młodzież.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Londyn/Dolina Godryka
Galeony : 58
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5982-jack-hastings#170596
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5983-straszny-jacek#170605
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5984-sowa-jacka#170606




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pon Lip 01 2013, 20:00

Wreszcie wszyscy się zebrali, nawet ten cały koleś z Ministerstwa Magii, sprawy się mają naprawdę dziwnie, skoro aż tak Minister ingeruje obsadzając w roli nauczycieli kolejnych członków MM. No ale cóż, nawet się nie przejął. Musicie mi wybaczyć, że nie uściśliłem tego, lecz ten garnitur, to taki w którym ludzie chodzą na co dzień. Nie był takim typowo galowym, sztywnym. Ten był szyty na miarę, by wygodnie się w nim chodziło. Więc dlaczego tak się ubrał? Uważał to za stosowne spotykając się w ważnej sprawie z innymi profesorami, a nawet samym dyrektorem. Może to było sztywne zachowanie, ale cóż poradzić. Był po prostu grzeczny, a raczej na takiego chciał wyjść.
Wysłuchał słów dyrektora. No czyli dobrze się spodziewał, nie dość że MM obsadza na stanowiskach nauczycieli pracowników, to jeszcze do chuja ingeruje w sprawy Hogwartu. "Jedzie jako wysłannik Ministerstwa" Zdusił w sobie śmiech udając że się zakrztusił. Nie chodziło o to że miał jakiś problem z Archibaldem, co to to nie. Nie znał go, ale wydawał się miłym i bezproblemowym człowiekiem. Chodziło bardziej, że mógł zostać wysłany po prostu jako nauczyciel do pomocy, a nie wysłannik Ministerstwa...Czy atakował swoją drugą pracę? Nie, ale nie podobało mu się czasem zachowanie samego Ministra, ale to rozmowa na inny czas. -Przepraszam dyrektorze...tu nie chodzi o zaniedbane środki bezpieczeństwa. Lunarni po prostu igrają sobie z nami pod nosem. Na sali było wielu nauczycieli. Nikt nie spodziewał się tego wszystkiego. Nawet pan...nie sądzę żeby głowa Hogwartu spodziewała się że pod koniec roku, na imprezie jaką był bal wszystko potoczy się w ten sposób. Wtrącił się i wyjaśnił to co chodziło mu po głowie. Nikt nie był winny, nie było również zaniedbania z niczyjej strony, bo tego nikt się nie spodziewał. To jest jak grom z jasnego nieba, którego nikt się również nie może spodziewać.
-Barth...godzina policyjna nadal istnieje o godzinie 22 żaden uczeń nie wychodzi ze swojego dormitorium. Więc z tym nie będzie problemu. Tu chodzi o coś innego...Nie sądzę żeby dla członka Lunarnych to stanowiło jakiś problem, bo jeżeli działa w szkole, może nawet jest nauczycielem...to pozostawienie uczniów z nim "odprowadzającym na zajęcia" może się skończyć jeszcze gorzej niż zakładamy. Nie zgodził się z pomysłem, bo jeżeli któryś z członków Lunarnych jest nauczycielem, a na pewno tak będzie, bo Jack nie sądził że uczniowie mogliby wpaść na pomysł z morderstwem. To zupełnie jakby podsuwało się wilkowi owce pod nos. Muszą wymyślić inny plan, jednak na ten moment Hastings miał pustki w głowie. Co by było lepszym pomysłem? Niewątpliwie veritaserum jest jedynym wyjściem. Jednak wątpił w to, żeby nauczyciel eliksirów miał w swoich zapasach na tyle eliksiru by przesłuchać każdego ucznia. -Jesteśmy w kropce panie dyrektorze...nastały mroczne czasy, znów Hogwart jest zagrożony. Powiedział i chciał już coś dodać gdy do sali wszedł Prince, skleił z nim żółwika i widział po nieładzie panującym na głowie, że ta cholera była bez niego na dupeczkach! A to gnom! Chciał wszystko zaskarbić dla siebie i później chwalić się swoimi podbojami, oraz szczycić się, że poderwał więcej panienek niż Jack! Och, niech tylko wyjdą z czytelni, to Jack sobie z nim porozmawia. -Przepraszam...co ja to miałem...ach tak! Veritaserum, dyrektorze nie jest to chyba najmądrzejsze posunięcie, z całym szacunkiem, ale wyobraża sobie pan listy od rodziców którzy by się dowiedzieli o tym wszystkim? Zapytał, chyba że eliksir byłby podany nieświadomej osobie, jednak jemu się nie widziało dolać do każdego uczniowskiego kielicha eliksir, bez wzbudzenia podejrzeń. Ale Jack był jedynie pionkiem, to co postanowi dyrektor to będzie świętość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 150
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5325-charlie-brown
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5331-relacje-czarliego-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5326-charlie-brown




Gracz






PisanieTemat: Re: Czytelnia   Pon Lip 01 2013, 21:34

Browna sytuacja ta zaczęła nieco bawić. Personel Hogwartu najzwyczajniej w świecie zakpił ze spotkania; ucieszył się na myśl, że będzie mógł wytykać ludziom ignorancję i nieodpowiedzialność. Zachował jednak poważną minę, przysłuchując się słowom dyrektora. Owszem, słyszał o śmierci nauczycielki, ale nadal nie znał wielu szczegółów na temat balu. Wiedział jedynie, że ni stąd, ni zowąd, pojawiły się wilkołaki, które zamordowały nauczycielkę i zmasakrowały kilku uczniów. Sam dotarł na miejsce po fakcie, nie miał nawet czasu go zbadać, bo musiał iść do Salonu. Przy drzwiach ujrzał jakiś ruch. Irytowali go spóźnialscy, dlatego ściągnął usta w grymasie niezadowolenia i tylko skinął lalkowatemu nauczycielowi na znak, że go widzi. Uniósł wysoko brwi, słysząc przemówienie człowieka z Ministerstwa. Miał ochotę głośno się roześmiać widząc, że wielu nie rozumie ingerencji władzy w sprawy szkolne. Halo, ludzie, zginęła kobieta, tego się chyba nie da zostawić w spokoju, dodając do tego to, że zginęła od zaklęcia zakazanego. Opuścił wzrok na pusty stół, mając ochotę przerwać te mrzonki. Ci ludzie zachowywali się jak ostatni naiwniacy - wilkołaki atakują pełną salę, a godzina policyjna czy obecność nauczyciela mają powstrzymać ich następnym razem. Zgadzał się jednak z tym, że powinni baczniej zbadać uczniów i nauczycieli. Po przemowie nauczyciela, którego spotkał wcześniej w salonie, wywrócił oczami, wstał i podszedł do okna. Jeżeli dla nich nagięcie przepisów po to, by chronić ludzkie życie jest problemem, to nic tu po nim. Dobra, może czas zabrać głos.
Jeżeli sądzicie, że problem rozwiąże się przez pierdolamento na temat tego, że jesteśmy w czarnej dupie i nie wiemy co robić, to pozdrawiam - wycedził przez zaciśnięte zęby. -Sami robicie z siebie ofiary, prowokując Lunarnych do działania. Rzeczywiście, jeżeli zaczniecie dookoła trąbić, że wlewacie ludziom veritaserum do napoju, to abrakadabra, naprawdę niczego się nie dowiecie i ściągniecie na głowę oburzoną publikę. Na kiego grzyba rozgłaszać to, że prowadzimy jakiekolwiek śledztwo? Jeżeli państwo zamierzali wlewać do każdego pucharu eliksir osobno, to zastanawiam się co ja tu kurwa robię? O ile się nie mylę, da się veritaresum dodać w kuchni, z której chyba wszystko trafia na stoły? Odetchnął, dając upust podirytowaniu i zaczął stukać butem o posadzkę. Jeśli tak bardzo brzydzi was łamanie reguł w imię wyższego dobra, to nie wiem w jakim świecie żyjemy, rozważając wyciągnięcie prawdy jedynie przez eliksir. O ile mam dość wiedzy o tym, gdzie uczę, to jestem przekonany, że w samym Hogwarcie znajdzie się kilka osób, umiejących wykorzystać legilimencję, ze mną na czele - syknął. Tak, ich naiwność była wspaniała. Cześć jak czopka, kurwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Czytelnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Czytelnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
biblioteka
-