IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Muzeum Madame Royce

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Muzeum Madame Royce   Sro Lip 27 2011, 13:17

First topic message reminder :


Muzeum Madame Royce


Witaj w Magicznym Muzeum Figur Woskowych Madame Royce!
Jest to miejsce, w którym znajdziesz wiele sław czarodziejskiego świata. Mówisz, że w Londynie można też znaleźć podobne, mugolskie muzeum? Owszem, jednak jestem pewien, iż będziesz zachwycony tym miejscem. Tutaj figury potrafią się ruszać i ustawić odpowiednio do zdjęcia. Jeśli masz swój aparat - proszę bardzo, korzystaj do woli. Jeśli jednak takowego nie posiadasz, możesz nabyć go w wypożyczalni. Wywołanie 15 ruchomych zdjęć kosztuje galeona. Chyba, że wolisz opcję nieruchomą, wtedy zapłacisz tyle samo, ale za 30 odbitek.
Wejdź i rozejrzyj się po salach. Są podzielone tematycznie. W pierwszej czekają na Ciebie gwiazdy Quidditcha. Miejsce bardzo obszerne, w końcu trzeba zmieścić tu składy wszystkich drużyn! Oczywiście tych sławniejszych. Chcesz pamiątkę z całą drużyną, czy może z konkretnym zawodnikiem? Ustawią się odpowiednio, o to się nie martw! Przejdźmy dalej. Widzisz swojego idola? Z pewnością zauważysz kogoś, kto pojawił się na okładce czasopisma! Jesteśmy w sali muzycznej. Naciesz oczy, czarodzieju! Możesz obfotografować pół pomieszczenia. W kolejnej sali ukażą Ci się postacie historyczne. Super fotka z Voldemortem? Nie ma sprawy! Harry Potter także się uśmiecha. A może jakiś sławny goblin? Przejdźmy dalej, skoro już się napatrzyłeś. Tu z kolei coś, dla fanów teatru. Znani aktorzy już pozują do zdjęć. A dalej? Mnóstwo innych! Postaci z książek, wampiry, wilkołaki... Czego tu nie ma? Z pewnością znajdziesz coś dla siebie!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : -3
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Nie Lis 05 2017, 16:00

Na twarzy rudzielca pojawił się uśmiech na poły zaskoczony, na poły zadowolony, słysząc odpowiedź Doriena, który dobitnie wręcz podkreślił, że przyszedł razem z Beatrice. Nie kojarzył, by podczas rozmowy z nim czy z nią wyszło na jaw, że żyją w związku małżeńskim z kimkolwiek. Nie dopatrzył się również obrączki na palcu szefa, ale nie zamierzał drążyć tematu. Teraz ludzie byli bardzo wyzwoleni, często sami porzucali obrączki po ślubie i im to nie przeszkadzało. Kimże był Claude, żeby wnikać w te sprawy? Nikim ważnym, a już na pewno nie szukał w tej sytuacji własnego interesu. Jedynie zaśmiał się nieco zakłopotany, że w ogóle poruszył tę kwestię.
- Cudownie, doprawdy cudownie, wspaniale - przyznał, przytakując głową. - Ja przyszedłem sam. Niestety. Lub stety, tego nie wiem. Ale fajnie, że spotkałem znajome twarze - powiedział jeszcze, obdarzając oboje szerokim uśmiechem.
Nie dane im jednak było rozejrzeć się wspólnie po pierwszej sali, bowiem zostali poproszeni o zebranie się pod drzwiami prowadzącymi do tej drugiej, w której czekała ponoć rzecz nigdy wcześniej niestworzona. Claude był podekscytowany od samego wejścia. Iluzja wywarła na nim niezwykłe wrażenie. Obserwował z zainteresowaniem na wszechobecne rozbłyski zaklęć. przez chwilę nawet wychylił się przez barierki, jakby chciał z bliska dostrzec poszczególne malutkie postacie na trójwymiarowej mapce zamkowych błoń. Ostatecznie cofnął się jednak, powracając do swoich towarzyszy.
- Robi wrażenie, co nie? - powiedział i aż mu się oczy zaświeciły. - To musi być naprawdę trudna magia, skoordynować to wszystko i tak dalej - zaczął, ale nie skończył, bowiem przerwał mu głośny trzask. Claude odwrócił się i z przerażeniem spojrzał na rosnące nad iluzją macki, które zaczęły po kolei ściągać ludzi z balkonu. Osoby jedna po drugiej ginęły w iluzji, stając się jej częścią i tym samym uczestnikami dziejących się w niej wydarzeń. Miał wrażenie, że stanęło mu serce, a otrzeźwił go dopiero krzyk stojącego obok Doriena.
- Tak, tak, masz rację! Fi... - Zanim jednak zdążył wypowiedzieć do końca formułę zaklęcia, z iluzji wystrzeliła macka w kierunku jego ręki, wytrącając mu różdżkę. - Na gacie Merlina - powiedział, po czym rzucił się, by zabrać z podłogi toczącą się różdżkę, zanim skończy marnie pochłonięta przez iluzję.

kostka: 1

@Beatrice L. O. O. Dear @Ezra T. Clarke @Julia Heikkonen @Neva Ruby Drayton został wam tydzień na odpowiedź!

______________________


Claude Faulkner
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 311
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 176
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Nie Lis 05 2017, 22:08

Gdy Claude do nich podszedł, pierwsza myśl Beatrice była taka, że widział jak urwała nos postaci i przyszedł to skomentować. Już miała szukać jakiejś logicznej wymówki, kiedy usłyszała jego słowa a propos ewentualnego powiązania jej i Doriena. W pierwszym odruchu chciała momentalnie zaprotestować, ale pomyślała, że jeszcze przez chwilę można ciągnąć ten teatr.
- Oh, to nie wspomniałam Ci wcześniej o moim przystojniaku? - powiedziała, uśmiechając się zalotnie w kierunku Doriena i całując go w policzek. Dopiero w momencie, gdy zobaczyła konsternację na twarzy Clauda, wybuchnęła śmiechem. - Dorien to mój brat. - dodała po chwili dla sprostowania.
A wtedy poszli w kierunku kolejnej sali, która robiła jeszcze większe wrażenie niż poprzednia. Beatrice zaniemówiła, gdy ujrzała bitwę o hogwart tak realną. Aż nazbyt realną. Chwila, w której ludzie po prostu zaczęli być wciągani do środka wydarzenia, miała jej się śnić po nocach.
-Yvonne! - krzyknęła i podbiegła w kierunku barierki próbując jeszcze uratować przyjaciółkę. Ale było już za późno. Jedyne co Beatrice mogła w tej chwili zrobić, to rzucić zaklęcie razem z wszystkimi, którzy pozostali na górze. Chwiejnie wyciągnęła różdżkę i wymierzyła ją wprost w zdarzenie, które znajdowało się pod nimi. -Finite - zdążyła tylko powiedzieć, ale w momencie, gdy te słowa wydostały się z jej ust, macka wystrzeliła prosto w jej kierunku wyrywając różdżkę z dłoni dziewczyny. - Szlag by to! - krzyknęła. Nie miała pojęcia w jaki sposób może ją odzyskać, więc tylko podbiegła bliżej krawędzi, aby spróbować jeszcze ją sięgnąć. W końcu bez różdżki była bezbronna.

Kostki: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3505
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 943
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7262-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7263-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7264-julia-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Wto Lis 07 2017, 22:55

Taka już właśnie była, bezpośrednia. Poza tym chciała to już mieć za sobą, przeciąganie tej rozmowy nie wiadomo ile nie miało sensu. Jednak dopiero wtedy kiedy zaginęła w prezentowanej wystawie uświadomiła sobie, że to nie jest dobre miejsce na takie pogadanki. Powinni pójść do jakiejś kawiarni lub po prostu usiąść na jakimś odludziu, gdzie nic by ich nie rozproszyło i gadać, nie przeszkadzałby im żaden wodzirej, gadające rzeźby czy inni ludzie. Teraz było już po wszystkim, zaczęli rozmawiać i wypadałoby ten temat zakończyć, przejść dalej, zaniechać kontaktu lub go rozwijać. Zaśmiała się krótko w odpowiedzi na jego rozbawienie, mimo tego, że może nie do końca rozumiała co go tak rozbawiło - Jeśli byłaby przedstawiona w ciekawy sposób może dałoby się coś wycisnąć i z tego - wyraziła swoją opinię na temat gumochłonów, póki co nie zamierzając dodawać niczego więcej. W końcu nie przyszła tu tylko dlatego żeby z nim pogadać i zamierzała jeszcze trochę pozwiedzać, spojrzała ukradkiem na rzeźbę Pottera, jednak wciąż bardziej ciekawiła ją ta 'zła' strona. Po dementorach nadszedł czas na śmierciożerców, mimowolnie przypomnieli jej się Lunarni, kiedyś też była tą złą, ale to były stare dzieje. Teraz zapewne nie wybrałaby żadnej ze stron, nie chcąc mieszać się w tego typu konflikty. Przez dłuższy czas przyglądała się w zamyśleniu jednemu ze śmierciożerców przypominając sobie te wydarzenia, mała bitewka z Argenami zdecydowanie nie była miłym wspomnieniem, ale mimo wszystko należała do ciekawych przeżyć.
Nawet nie zauważyła, że kolega był tuż obok niej, tak więc lekko drgnęła słysząc, że nagle ktoś do niej mówi, szybko przeniosła na niego wzrok, póki co odrzucając swoje wspominki. Być może zauważył to, że trochę ją przestraszył, ale było jej wszystko jedno - Niestety, ale mieszkam w Hogsmeade, więc zapewne nie będę cię kojarzyła - skwitowała jego wypowiedź, faktycznie uznając ją za lekkie przechwałki, jego rodzina była znana? Okej, nie robi to na niej wrażenia, westchnęła, mając nadzieję, że nie zamierza tego ciągnąć - Julia Heikkonen - odpowiedziała na jego przedstawienie się jednocześnie wyciągając rękę w jego stronę, tak się robiło przy przedstawianiu się, prawda?
- Co chciałeś uzyskać z tygrysa? Domyślam się, że rdzenie z kotów nie są zbyt popularne? - zapytała ze zwykłej ciekawości. Jeśli tacy ludzie panoszą się teraz po okolicy to nie jest już bezpieczna, to było niepokojące, zdecydowanie musiała nad tym pomyśleć po spotkaniu - Zamknąłbyś mnie w klatce, a potem po prostu zabił? W takim razie dobrze, że trafiłam akurat na ciebie - zaśmiała się, w żadnym wypadku nie chcąc go urazić tymi słowami, mogły zabrzmieć jak wyśmianie jego braku doświadczenia. Po prostu ciekawiło ją jak postępuje się z upolowanymi zwierzętami, może przy okazji dowiedziałaby się czego się wystrzegać. Miała nadzieję, że nikt nie usłyszał o czym rozmawiają, specjalnie nie mówiła zbyt głośno, ale było tu naprawdę dużo ludzi. Niestety póki co to by było na tyle z rozmowy, znów przerwał im autor wystawy, odwróciła się w jego stronę, chcąc wysłuchać co ma do powiedzenia. Iluzja bitwy? Tak, to to co tygryski lubią najbardziej, ruszyła za nim nie mogąc się doczekać następnej atrakcji. Stanęła tuż obok niego, odgarniając kosmyk włosów, który zaburzał jej światopogląd, za ucho. O cholera, to dopiero jest coś - pomyślała widząc wszystkie szczegóły jak dla dłoni, Harrison się postarał. Chciałaby mieć coś takiego w domu, nie jakiś zwykły obrazek. Stała jak zamurowana, powoli ogarniając każdy szczegół z początku nie zauważając, że dzieje się coś niedobrego. Nagle Riley zniknął po tym jak zawołał jakąś dziewczynę, chciała go zawołać, jednak tylko otworzyła usta, sekundę później je zamykając. No dobra, ale co tu się właśnie odpierdala? Zdecydowanie miała już dość takich akcji po tym co działo się na festiwalu, dopiero co tu wróciła, a już działy się jakieś dziwne rzeczy. Macki, wciągająca iluzja, znikający uczestnicy wystawy, a potem jakiś chłopak, który skoczył... O nie, dziękuję za taką imprezę, nie pisała się na to, ale przecież nie mogła tak po prostu wyjść, chociażby ze względu na znajomego. Nie pozwoliła na to, żeby początkowy strach ją opanował, zrobiła krok w tył, jednak już chwilę później nabrała odwagi i sugerując się postępowaniem innych wyciągnęła różdżkę i rzuciła Finite. Wyglądało na to, że zaklęcie było udane, ale co dalej?

6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 712
  Liczba postów : 749
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13332-ezra-thomas-clarke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13335-relki-ezry
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13336-eureka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Sro Lis 08 2017, 22:45

Czasami warto było podjąć ryzyko śmieszności - jak przekonała się Marceline, Ezra na tę bez wątpienia odrobinę niedorzeczną prośbę nie zareagował negatywnie. Nawet gdyby zmuszony został do odmowy, nie wyśmiałby dziewczyny, która przełamała swoją niepewność. Wbrew pozorom Clarke był wyrozumiały i lubił, kiedy ludzie zwracali się do niego o pomoc. Skoro mógł coś zrobić dla Krukonki, nie widział przeciwwskazań.
- Była więcej niż jedna? - tym razem to on został zaskoczony. Spojrzał z zaciekawieniem na Marceline, zastanawiając się, czy powodem przeprowadzki była praca rodziców, czy może za wszystkim kryła się jakaś interesująca historia. - Miałem na myśli Beauxbatons. Wnioskowałem po akcencie - wytłumaczył, posyłając jej zachęcający uśmiech. Clarke w głębi serca zawsze marzył, żeby chociaż trochę czasu pobyć właśnie w Beauxbatons, które jawiło mu się jako miejsce przesycone artyzmem, jakby każdy kamień echem opowiadał historie i oddawał pomysły potrzebne do artystycznego spełnienia.
- W porządku, nie musisz teraz. To będzie dobry pretekst do kolejnego spotkania, nie sądzisz? - podsunął jej uspokajająco, odpowiadając na to ufne spojrzenie lekkim skinieniem i łagodnym uniesieniem kącika ust. Nie było się co spieszyć, w końcu mieli czas.
Nie spodziewał się, że przejście do kolejnej sali wiązać się będzie z takimi skutkami. Po raz kolejny magia wymknęła się spod kontroli, czyniąc szkody na masowym wydarzeniu kulturowym. Dlaczego nikt się tym jeszcze nie zajął?
- Uwierz, gdybym wiedział, poszlibyśmy do kawiarni. Finite - powiedział wyraźnie, skupiając się na tym, by jak najszybciej pomóc przypadkowo wciągniętym w iluzję. Nawet sobie nie wyobrażał jak dziwne i po prostu przerażające - zapewne łatwo można było zapomnieć, że nie w taki sposób wyglądała rzeczywistość - musiało być to przeżycie.

kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Wrington, Somerset
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1099
  Liczba postów : 225
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12102-haydn-thomas-locke
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12106-haydn-thomas-locke#325226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12105-jolly-roger#325221
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12104-haydn-thomas-locke




Moderator






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Czw Lis 09 2017, 03:17

Bał się duchów przeszłości. Co pewien czas nękały go w snach, te związane z danym miejscem, z okresem czasu lub konkretną datą. Rozlewem krwi, straszliwą zbrodnią. Były też inne, trzymające się emocji – uporu, straty, zemsty. Albo miłości. Im bardziej próbował zostawić dawne życie za sobą, wspomnienia uderzały ze wzmożoną siłą. Te duchy nigdy nie odchodzą.
Najświeższą męczącą go sprawą była oczywiście Saoirse. Kobieta, która przed kilkoma laty doszczętnie zniszczyła mu życie, a potem wróciła, i to dwukrotnie, by upewnić się, że nic z niego nie zostało. W trakcie kilku ostatnich tygodni ich związku, kiedy tak desperacko próbowali ratować tę konającą w męczarniach relację, powoli docierało do niego, że to nie ma sensu. Starannie pielęgnowane uczucie nie wytrzymało napięcia powodowanego rozbieżnością ambicji. Smutek, rozpacz, upiorne ciemne barwy spowijające niewielką przestrzeń ponad antykwariatem.
Winą obarczał siebie, choć niewątpliwie współodpowiedzialność nosiła na barkach jego była narzeczona. Nie dopytywał już, czy dręczyła go w ramach odwetu, czy po prostu stała się aż tak niezdecydowana. Azalia była przebiśniegiem w trakcie nieskończonej zimy. I nadszedł wstyd, że w ogóle śmiał spojrzeć na tak młode dziewczę, okazał zainteresowanie i przepadł raz, potem drugi. Czy tęsknił za kobietą z przeszłości? Zaprzeczając skłamałby. Była tylko duchem, żyjącym w jego pamięci. Nie posiadał się z radości, gdy dostał jeszcze jedną szansę od młodej, już nie studentki, a wysoko aspirującej pani magomedyk i zobowiązał się do opowiedzenia jej o całej swojej przeszłości.

- Mnie nie można pokonać. Wydajcie mi Harry’ego Pottera, a nikomu nie stanie się krzywda.

Słowa, które zapamięta do końca życia. Wysoki, zimny, przenikliwy głos, często prześladujący go w sennych koszmarach. Początek maja ’98, roku tragicznego dla uczniów Hogwartu, przyniósł śmierć i zniszczenie, a człowiek, a może raczej demon, który obiecywał ład, w końcu został pokonany. Haydn doskonale rozumiał swą hipokryzję – przystawał z tymi próbującymi przywrócić dawne porządki, wykluczyć splugawionych brudnych mieszańców, a jednocześnie troszczył się o platoniczne uczucie wobec jasnobrązowych loków, za którymi podążał do szkolnej biblioteki. Uczniowie mający ponad siedemnaście lat dostali zgodę na pozostanie w zamku i udział w walce.
Wieść o wystawie dotyczącej tamtych wydarzeń obiegła środowisko artystów w bardzo szybkim tempie. Kilkakrotnie przekładana data w końcu zdobyła status oficjalnej, a Haydn nie mógł się zdecydować, czy powinien wybrać wyzwanie i stawić czoła swoim lękom, czy już nigdy więcej nie sięgać pamięcią tamtych dni. Uznał, że warto. Przemęczy się, może odchoruje znów spaczoną psychikę, ale prawdopodobnie nie będzie miał lepszej okazji na spełnienie części  obietnicy dotyczącej swej zawiłej historii. Pokaże Azalii przez co przeszedł, jak wyglądał ten horror, gdy w obrębie szkolnych murów leżały trupy, a Voldemort nawoływał by wydać mu Pottera.
Przed wejściem do muzeum obawiał się już tylko tego, że malarską wystawą zainteresuje się jego była narzeczona. Na szczęście nie widział jej nigdzie przed wejściem. Bardzo chciał skupić całą swą uwagę na Azalii, ale gdy tylko zobaczył, jak jakiś krytyk wymądrza się pod dużym obrazem, przystanął by posłuchać tego co ma do powiedzenia. Być może ten człowiek miał pojęcie o sztuce, ale omawianie dośpiewanych sobie metafor, kiedy płótno przedstawiało realne wydarzenia, było wręcz nie na miejscu. Haydn nawet nie chciał się wtrącać, nie było sensu wcinać się w ścianę bezsensownych słów. Szkoda mu tylko było tego młodego chłopaka, który padł ofiarą znawcy sztuki. Obejrzenie pierwszej sali zajęło zwiedzającym około dwudziestu – dwudziestu pięciu minut. Tak mu się przynajmniej wydawało. Razem z Azalią przyjrzeli się wszystkim postaciom (przyznał się do tragicznego zauroczenia główną bohaterką wystawy), opowiedział jej w skrócie o przebiegu głównych wydarzeń uwiecznionych na obrazach, ale też nie czuł się zmieszany, gdy wspomniał o prześladującej go przez ostatnie trzydzieści lat traumie. Empatia i wrażliwość tej ślicznej dziewczyny dodawała mu sił i odwagi, czuł bijące od niej ciepło i wsparcie. Kolejne pomieszczenie wzbudzało ogromne pokłady ekscytacji. Rozentuzjazmowana grupa przelała się z jednego pomieszczenia do drugiego, a że stali tuż przy drzwiach, wpełzli nieomalże jako pierwsi. Ogromna iluzja, bo tak autor nazwał swoje dzieło, wyglądała niesamowicie. Haydn nie widział czegoś takiego w całym swoim życiu, choć niewykluczone, że artysta wzorował się na mugolskich wynalazkach. Równie niespodziewanie pojawiły się kłopoty. Problemów z magią był świadomy już chyba każdy szanujący się czarodziej i nie zrzucał winy na swą różdżkę, która 'nagle się zepsuła'. Swoją drogą – ciekawe ile Fairwynowie zarobili na wyciągających tego typu wniosek. Iluzja ożyła, tym razem praktycznie dosłownie. Panika, uniesione głosy, zupełny brak organizacji ucieczki nie wpłynęły dobrze na rozwój sytuacji. Kilka osób dosłownie wpadło do obrazu, stając się jego częścią. Haydn i Azalia, stojący najbliżej barierek podzielili ten los.
Upadł na twarde, kamienne podłoże. Harrison naprawdę się postarał odwzorowując otoczenie zamku. Ciemnowłosy odetchnął głęboko zanim otworzył oczy, zupełnie nie wiedząc, czego się spodziewać. Czuł ból po upadku, stłuczone kolana i piekące, otarte z naskórka dłonie. Słyszał krzyki, biegnących ludzi i ciskane zaklęcia. Wiedział, że wpadł w obraz. Nie cofnął się w czasie, to praktycznie niemożliwe. Ale 'nieznane' może równie dobrze oznaczać 'niebezpieczne'. Bardziej niż o siebie martwił się o dziewczynę, którą przyprowadził do muzeum. Nie miał pojęcia, czy wpadła tuż za nim, czy może udało jej się uskoczyć. Żywił ogromne nadzieje, że uszła cało. Rozejrzenie się wokół nie wchodziło w grę, niestety. Gdy już postanowił unieść powieki, zobaczył tylko pochylającą się nad nim postać w długiej, czarnej szacie i równie ciemnej pelerynie, w dodatku z zasłoniętą twarzą. Postać mężczyzny nie wydawała się mieć pokojowych zamiarów. Wyciągnięta różdżka skierowana w stronę Haydna, do tego napięta postawa i twarz schowana za maską, której ornamenty tak dobrze znał…
Śmierci z rąk martwego od trzydziestu lat ojca  nie przepowiedział mu żaden duch.



Kostki: pierwsza sala 3 i 2, druga sala 6.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : -5
  Liczba postów : 305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12002-azalia-aristow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12007-ktore-oblicze-chcesz-poznac#322907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12005-sowa-freyr
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12006-azalia-aristow#322905




Gracz






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Czw Lis 09 2017, 20:37

Ostatni okres jaki przeszła znacznie podbudował Azalię. W końcu zaczęła twardo stąpać po ziemi i panować nad swoimi emocjami. Warto było dać sobie szansę i się nie poddać, do dzisiaj jest wdzięczna temu, że na jakiś czas postanowiła wrócić do rodzinnego domu i odetchnąć.
Wróciła do Londynu pewniejsza siebie i odważniejsza z myślą, że teraz już może być tylko lepiej. Zaczęła od rozpoczęcia kariery w Świętym Mungu, dzięki czemu nie miała dużo czasu na rozmyślanie o przeszłości. Właściwie to prawie w ogóle nie dysponowała wolnym czasem, zwykle była zbyt zmęczona by gdziekolwiek wychodzić. Zdarzyło jej się raz, a poza tym wiedzie życie w pojedynkę pisząc od czasu do czasu listy do rodziny czy dawnych znajomych.
Jej oczy zabłysnęły kiedy jeden z ważniejszych duchów przeszłości zapragnął wziąć ją ze sobą na wystawę Bitwy o Hogwart. Nie raz i nie dwa wspominała mężczyznę, od którego otrzymała najpiękniejsze wiersze na świecie. Znała je na pamięć, tak często je czytała, ale nie sądziła, że jeszcze będzie dane im się spotkać. Nigdy nie zapomni tego widoku na jednej z imprez, już nawet nie pamiętała czyja, ale… Haydn i towarzysząca mu kobieta.
Wiedząc jak wielką wagę może stawiać ta wystawa dla Haydna, że chciała się skupiać tylko i wyłącznie na tym. Dla niej były to tylko strony podręczników od historii, za którą nie przepadała. Do tego wydarzenia dotyczące tak właściwie obcego kraju nie sprawiały w niej wielkiego zainteresowania. Co prawda gdyby Voldemort nie przegrał wszystko przebiegłoby inaczej. Ta wystawa zmieniła jej podejście, całkiem inny obraz tych wydarzeń. Wszystko wydawało się tak prawdziwe, a do tego obecność Haydna tuż obok i to jak o tym opowiadał. Słuchała go i podziwiała wszystko jak zaklęta.
Była zafascynowana i jednocześnie współczuła tego co musiał przeżyć. Jednak nie mówiła wiele, uważała, że do tego nie musiała używać słów jeśli jej twarz wyrażała wystarczająco dużo.
Tak wiele pracy w to włożono, tak wiele szczegółów. W pewnym momencie poczuła się niekomfortowo, kiedy musiała poprosić Haydna o powtórzenie, gdyż jej uszy bardziej zagłuszył olbrzym. Jeszcze by pomyślał, że jej to nie interesuje, ale zwróciła uwagę na ogromną figurę, która chyba w kwestii wydawanych dźwięków mogłaby być odrobinkę mniej realna.
Gdy zaproszono ich do drugiej Sali nie spodziewała się, aż takiego przedsięwzięcia. Dziwnym było, że jak przyglądała się widowisku, iluzji cały czas myślała jaką rolę w tym wszystkim odegrał Haydn. Będąc tak blisko miała ochotę coś zrobić, ale czary zaczęły chyba ponownie zawodzić. Raczej wciągnięcie ludzi w iluzję nie było planowane. Niestety ona i Haydn, również padli ofiarą tego niepowodzenia. Spadła na twardą ziemię z zamkniętymi oczami, czuła piekące obtarcia i zmarszczyła czoło. To nie mogło się dziać naprawdę. Żeby iluzja była tak realna i odczuła nawet ból. Naprawdę się o to postarano. Otworzyła oczy i nad jej głową błyskały jedynie światła wydobywane z różdżek. Chciała wiedzieć co i jak, jakim cudem, gdzie jest Haydn, i nie mogła powiedzieć, że była teraz bezpieczna. Mogła tylko podnieść tułów opierając się rękoma bo jej nos i różdżkę Śmierciożercy dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Skupiła wzrok na jej czubku i zamarła, była teraz w prawdziwej pułapce.
-Haydn – dlaczego akurat to było jej ostatnia myśl, do tego wypowiedziana na głos, przed tym jak jej cały widok został zasłonięty bez zielony rozbłysk. I co dalej?

Kostka: 1 i 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28782
  Liczba postów : 34947
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Nie Lis 12 2017, 18:21




KONIEC


Skutki magicznych zakłóceń kotłujących się nad Londynem były nieprzewidziane i chyba żaden z obecnych na wystawie czarodziejów nie spodziewał się takiego rozwoju wydarzeń. Przecież wszystko zapowiadało się tak interesująco i zupełnie bezpiecznie, prawda? Czyżby to wina samego Harrisona, który niezupełnie przetestował możliwości swojej iluzji? Czy może był to wyłącznie nieszczęśliwy wypadek? Te i wiele innych pytań kłębiło się w głowach zaatakowanych przez iluzję. Mnóstwo obecnych zareagowało w błyskawiczny sposób, od razu wyciągając różdżki i rzucając w kierunku szalejącej magii zaklęcia, niektórzy z lepszym, inni z gorszym skutkiem. Kilka różdżek śmignęło w powietrzu, gdy magiczna macka uderzyła w nie z impetem.
Autor natomiast stał z boku zupełnie nie wiedząc, co zrobić. Jego dzieło, jego praca, nad którą spędził ostatnie lata okazała się być jednym wielkim niewypałem. Z przerażeniem obserwował, jak jego iluzja wciągała coraz to nowe ofiary, wśród nich garstkę naprawdę młodych ludzi. Już wtedy wiedział, że będzie miał poważne kłopoty z tego tytułu... Chyba nikt nie zauważył, że w którymś momencie gdzieś na uboczu rozległ się głośny trzask, po którym już próżno było szukać Harrisona w muzeum.
W zdecydowanie gorszej sytuacji znajdowali się Ci, których iluzja objęła swoimi ramionami. Wpadając do niej i stając się jej częścią, czarodzieje musieli zmierzyć się z wojennymi realiami. @Maevis Harper oraz @Yvonne Nancy Horan miały tego pecha, że spadając uszkodziły nie tylko swoje ręce, ale także różdżki, które zdawały się rozpaść w drobny maczek na równie mocno zniszczonym bruku. Zmierzenie się z otaczającą je "rzeczywistością" musiało być ciężkie, kiedy odebrano im możliwość obrony przed latającymi wokół zaklęciami. Niektóre z zielonych smug niestety spotkały się z ciałami obecnymi jeszcze chwilę temu na balkonie. Ten tragiczny los spotkał rozczochranego blondyna, który zdawałoby się sam zanurkował wgłąb iluzji. Jeden ze śmierciożerców szybko ukrócił iluzoryczny żywot @Hurry Sinclair. W innej części mostu to samo stało się z @Azalia Aristow oraz @Haydn Thomas Locke, którego przypadek był niespotykanie niefortunny - różdżka, która wycelowała w środek jego twarzy należała do skrytego za maską śmierciożercy ojca mężczyzny. Pod drzwi zamku natomiast trafiła trójka studentów z Hogwartu, zderzając się niemal z postacią znanego w historii, najokrutniejszego wilkołaka, Fenrira Greybacka. Piękną @Bianca Zakrzewski sparaliżował strach, natomiast @Blaithin ''Fire'' A. Dear zawładnęła brawura, bowiem zaczęła ciskać w jego kierunku zaklęcie za zaklęciem. @Riley Fairwyn z kolei wybrał ucieczkę, zostawiając obie panie na pastwę wilkołaka i jego zakrwawionych zębów. Wszystko mogło skończyć się tragicznie, gdyby nie fakt, że...

No właśnie, to była iluzja.
Masowo rzucone zaklęcie było na tyle mocne, że magiczne przedstawienie Hogwartu nie mogło wytrzymać tej presji. Rozległ się głośny huk, magiczne macki zniknęły, a cała iluzja zadrgała, zaiskrzyła się, po czym niczym dym rozmyła się w powietrzu. Wszyscy stali w miejscu i przez moment słychać było jedynie chór przyspieszonych serc. Kustosz z przerażeniem runął w kierunku barierki, która ponownie zmaterializowała się na krawędzi balkonu i niemal przekoziołkował przez nią, opierając o nią cały ciężar swojego pękatego brzucha.
- Na gacie Merlina, czy wszystko z wami w porządku? - wykrzyknął niezbyt kulturalnie, widząc leżących na chłodnej posadzce ludzi. Wyglądało na to, że nikomu nic się nie stało, a przynajmniej nic poważnego. Osoby, które spotkały się z rozbłyskiem zielonego światła były nieco skołowane i zdawały się dochodzić do siebie po utracie przytomności. Ci, którzy spotkali wilkołaka, byli roztrzęsieni, ale cali i zdrowi. Utracone wcześniej różdżki toczyły się w całości po podłodze, nie wykazując żadnych oznak złamania. Kustosz machnął kilka razy swoją, a chwilę później na miejscu pojawiła się grupa magomedyków, by pomóc poszkodowanym. Na miejsce również stawili się amnezjatorzy z Katastrof, obdarzając @Dorien E. A. Dear skinieniem głowy oraz prosząc, by rzucił razem z nimi okiem na sprawę.
- Nie wiemy, co tu się stało, więc jako świadek mógłbyś nam coś opowiedzieć. Aurorzy w tej chwili poszukują Harrisona. Skurczybyk spieprzył stąd tak szybko, jak tylko zaczęło się  dziać źle - skwitował łysiejący mężczyzna o krzaczastych brwiach, jeden z pracowników Departamentu. Po chwili dostrzegł stojącego nieopodal @Claude Faulkner. - Faulkner, gdzie twoja różdżka? - parsknął w jego kierunku, obdarzając go zdegustowanym spojrzeniem. Nie czekając na odpowiedź zabrali się do roboty.

Cała reszta z pewnością długo wspominała wydarzenia tego dnia, kiedy zwyczajna, długo wyczekiwana wystawa stała się tak niebezpieczna. Zdawało się, że wszyscy zadawali sobie jedno pytanie - czy problemy z magią kiedyś się skończą? A jeśli nie, kiedy zaatakują ponownie?



Bardzo wszystkim dziękuję za udział w evencie! Nie wiem jak wy, ale ja bawiłam się świetnie :)
Osiągnęliście wynik punktowy 41, co oznacza powodzenie w opanowaniu iluzji - gratulacje!
W przypadku tego posta czas na odpowiedź i zrobienie dla siebie [zt] to również 2 tygodnie (do 26.11). Specjalnie nie robiłam tego  za was, dając wam możliwość odniesienia się do wydarzeń z perspektywy postaci.
Podsumowując: nikomu nie stała się krzywda fizyczna. Avada sprawiła, że trafiona osoba po prostu zemdlała. Nie doszło do faktycznego pogryzienia przez wilkołaka, a bolące ręce oraz złamane różdżki również mogą pójść w niepamięć. Każdym poszkodowanym zajęli się magomedycy.
Punkty za udział rozdam dziś lub jutro, za odniesienie się do wydarzeń w 1 oraz 2 sali każdy uczestnik eventu dostaje 2 punkty do dowolnej umiejętności kuferkowej.

Jeszcze raz dziękuję i mam nadzieję, że niedługo widzimy się na kolejnym evencie! I love you

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 688
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15093-riley-t-fairwyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15161-maverick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Wto Lis 14 2017, 12:17

Nie zwróciłem uwagi na lęk pojawiający się w oczach Julii. Nie do końca wiedziałem skąd się wziął i nie zamierzałem tego dociekać. Po prostu lekko zmarszczyłem brwi, za sekundę ponownie rozluźniając mięśnie twarzy. Po jej westchnieniu, natychmiast domyśliłem się w czym rzeczy. Uśmiechnąłem się krzywo, czując jak zaczyna przepełniać mnie nie duma do mojego dziedzictwa, a najczystsza gorycz. Jak to się stało, że matka aż tak obrzydziła mi moje własne nazwisko?
- Moja rodzina ma sklep z różdżkami w Dolinie Godryka, tylko tyle chciałem powiedzieć. - Sprostowałem, nawet nie licząc na to, że będzie kojarzyła mnie jako mnie. Byłem tylko jednym z kilku sprzedawców w rodzinnym sklepie, a skoro Heikkonen mieszkała w Hogsmeade, tym bardziej pewnie nie miała powodów, aby u nas bywać. Popatrzyłem na jej wyciągniętą dłoń, czując irracjonalną niechęć przed uściśnięciem jej palców. Dotyk nigdy nie był czymś, do czego chciałbym dążyć w codziennych kontaktach, więc musiała minąć sekunda albo dwie nim zdecydowałem się na pochwycenie jej palców. Zrobiłem to pospiesznie i wyraźnie niechętnie, więc pewnie odbierze to personalnie. Moja twarz na pewno nie pomogła jej w ocenie mojego nastawienia. Malowało się na niej jedynie bliżej nieokreślone zmieszanie. Jej pytanie nie pomogło mi w przywróceniu neutralnego wyrazu na moją twarz. - Chyba po prostu uznałem, że tygrys w Wielkiej Brytanii nie jest normalnym zjawiskiem i na pewno musi to być jakaś magiczna odmiana. - Spróbowałem wyjaśnić swoje postępowanie, chociaż miałem świadomość jak mętne musi się ono wydawać komuś, kto oberwał ode mnie zaklęciami po nogach. Jej słowa wywołały we mnie drgnięcie. Iskierka irytacji rozbłysła w moich oczach, gdy naprawdę uznałem jej wypowiedź za zniewagę. Powstrzymałem się przed skrzywieniem warg w grymasie złości, zamiast tego stawiając na ironiczny wyraz. - Tak, cóż za szczęście. - Zakpiłem, powstrzymując się od dodania czegoś jeszcze. Nie czułem się sobą, gdy tak odzywałem się do innych, ale jej komentarz naprawdę nie był przyjemny. Nie wiedziałem co mam jeszcze dodać, skoro póki co jeszcze otrząsałem się niemiłego wrażenia po jej słowach, więc po prostu przeszliśmy do następnej sali. Całe szczęście, że cała ta sytuacja ostatecznie dość szybko została opanowana. Było to raczej dzieło czystego przypadku, ale to wystarczyło mi bym odetchnął z ulgą. Dźwignąłem się z posadzki, czując jak szaleńczo drżą mi ręce i jak serce nerwowo podryguje. Nigdy więcej nie chce być świadkiem czegoś podobnego. Miałem serdecznie dosyć wszystkich wilkołaków. Wizja profesor Pober w mojej głowie zaczynała powoli się wypaczać. Zaczynałem dostrzegać w niej nie tylko genialnego pedagoga, ale także tę dziką bestię, prawdziwego mordercę zdolnego do wszystkiego. Nienawidziłem się za to skojarzenie, ale jeszcze bardziej zaczynałem nienawidzić ich. Dobrze, że nie zdarzyło się nic więcej. Nie chciałbym utwierdzić się w swojej niechęci już dzisiaj, jeszcze skończyłoby się to tak, jak w przypadku smoków. Nie szukałem Julii, a zresztą, nawet nie widziałem jej w tym tłumie. Po prostu wyszedłem na ulicę, starając się uspokoić rozdygotane kolana. W tłumie mignęła mi gdzieś zgrabna sylwetka @Selma Fairwyn, ale jej tym bardziej nie chciałem przeszkadzać. Świadomość, że mogła mnie potem zrugać za przekradanie się na wystawy dla dorosłych pomogła mi w podjęciu tej decyzji. Zmyłem się z muzeum jak najprędzej, plując sobie w brodę, że jeszcze nie zdałem egzaminu na teleportację. Chociaż, gdy tak obserwowałem codziennie zakłócenia magii, mógłbym raczej powiedzieć, że to dobrze iż tak się stało. Jeszcze coś podkusiłoby mnie do skorzystania z niej teraz i w nadmiarze emocji radośnie rozszczepiłoby mnie na kilka części.

[zt]

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love  what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 291
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12426-yvonne-nancy-horan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12444-yvonkowo#333459
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12443-pocztowy-paddy#333452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12442-yvonne-nancy-horan




Gracz






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Wto Lis 14 2017, 16:26

Nie wiedziała co za chwile mogło ja spotkać. Zniszczona różdżka to wystarczający problem bo co zrobi gdyby ktoś nagle w nią wycelował i rzucił zaklęcie? Naprawdę znalazła się w dość patowej sytuacji bo stała się bezbronna gdyby ta cała sytuacja miała trwać dłużej. Rozglądała się tylko i liczyła na to, że żadna z tych postaci, co prawda wytworzonych przez magię, nie zwróci na nią uwagi i najlepiej jakby mogła gdzieś czmychnąć i się schować.
Za to pojawiające się dziwne błyski i jakby pęknięcia w przestrzeni spowodowały u niej ulgę. O ile to była pomoc, bo jeśli to ten gorszy scenariusz, że stanie się coś jeszcze... i to wcale nie pokrzepiającego. Była cała spięta, a oddech głęboki. Co jeśli to były jej ostatni oddechy w życiu? Nagle wszystko się rozpadło, rozmyło jakkolwiek to nazwać. Zniknęło jak kłębek dymu.
-O matko - odetchnęła z ulgą, ale to nie był koniec. Bo pozostała sprawa jej różdżki. Kiedy się poruszyła coś kopnęła i usłyszała charakterystyczny dźwięk toczenia się. Gdy spojrzała na podłogę od razu rozpoznała swoją różdżkę i to w całości! Pobiegła za nią i chwyciła w dłonie jakby to było nowo narodzone dziecko wymagające wielkiej ostrożności - Całe szczęście - palcami sprawdzała czy faktycznie jest cała, bez żadnych uszczerbków. Wtedy ujrzała kilkanaście metrów dalej @Haydn Thomas Locke w towarzystwie młodej blondyneczki. Poznałaby go na kilometr, a że tak dawno go nie widziała. Pomyślała czy się nie przywitać, jednak zatrzymało się na tym, że przez chwilę przyglądała się temu, ich zachowaniu, ale co innego było teraz ważniejsze. Pojawili się Amnezjatorzy i magomedycy. Była na tyle zirytowana, że nie obawiała się dopowiedzenia czegoś do siebie. Dlatego nie onieśmieliła się podejść do Doriena i Claude'a oraz pozostałych pracowników Ministerstwa
-Niech ten mały się cieszy, że to była stu procentowa iluzja. Gdyby straty były większe to srogo by za to zapłacił, kilka osób oberwało w nos Avadą i co by wtedy powiedział? Dobrze, powiedziałam swoje, ja mam wolne - uniosła ręce do góry na znak, że to już nie jej zadanie i opuściła je. Musiała narobić troszkę chaosu, aż samo się prosiło. Zdążyła zapomnieć o tym, że się obtarła od upadku i ma poharatane lekko dłonie, emocje zrobiły swoje - No i przede wszystkim dziękuję za pomoc, myślałam, że po moim kochanym dziecku, a teraz wybaczcie, ale muszę się zająć przyszłą szwagierką. Do zobaczenia moi panowie - westchnęła jeszcze raz. Od razu było jej lepiej kiedy coś powiedziała, ale najważniejsze... musiała pokazać się @Clary Fajfer, że nic jej nie jest i wyjść stąd jak najszybciej oraz pocieszyć się jakimś ciastkiem czy czymś innym. Za dużo dziwnych wrażeń jak na jeden dzień, zwłaszcza, że miała okazję do przedstawienia typowej siebie, w kilku miejscach na raz i z kilkoma humorkami. Tornado nie kobieta.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : -3
  Liczba postów : 114
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Wto Lis 14 2017, 22:29

Wszystko działo się tak szybko, że Claude nawet nie zorientował się dokładnie, kiedy i jak jego różdżka została wytrącona mu z ręki przez iskrzącą się magiczną mackę. Mając na względzie chęć ochrony zdrowia i życia obecnych, gdy został rozbrojony czuł wyłącznie palące poczucie winy i wstyd. Rzucenie finite, jak zrobiło to kilkadziesiąt innych czarodziejów wokół nie było dla niego problemem, a mimo to sprawę zawalił. Odkąd pamiętał los podtykał mu świnie pod nogi i najwyraźniej nie zamierzał przestać ani mu odpuścić. Na jego twarz wpełzły czerwone plamy, przemieszane z bladymi oznakami przerażenia. Rzucił się za swoją różdżką, żeby przypadkiem nie spadła z balkonu ani nie została wciągnięta, ani żeby nie trafiła pod buty któregoś z czarodziejów. Odzyskał ją... Kiedy już wszystko było w porządku. Ściskał w pięści różdżkę aż zbielały mu kłykcie. Spojrzał na Doriena na poły przestraszonym, na poły przepraszającym wzrokiem. Chciał się wytłumaczyć, że to nie jego wina, że dostał macką i tak naprawdę chciał pomóc, ale czuł, że mijałoby się to z celem i tak naprawdę wyłącznie by się ośmieszył w oczach Deara. Spuścił głowę z rezygnacją.
Na miejscu zjawiło się Ministerstwo. Claude dostał poważnego szczękościsku, gdy jeden z urzędników zwrócił się do niego z nutą kpiny w głosie. Poproszono Doriena, by pomógł w sprawie, jego natomiast zignorowano. Prześledził wzrokiem, w którym kierunku zmierzają mężczyźni, po czym odetchnął głęboko. Nie może tak łatwo rezygnować.
Poszedł za nimi.

/zt

______________________


Claude Faulkner
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 27
  Liczba postów : 62
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15225-maevis-bella-harper#406534
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15232-moje-zabawki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15233-agencja-towarzyska-mae
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15230-maevis-bella-harper




Moderator






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Sro Lis 15 2017, 20:12

Sytuacja była naprawdę poważna. Co tu się właściwie zadziało? Moja różdżka była bezużyteczna, a wokół mnie latały smugi tysiąca zaklęć. Nie wiedziałam, co robić. Czy lecieć innym na ratunek? Przecież nie miałam nawet, jak im pomóc. Nie mogłam pomóc samej sobie. Ręka bolała mnie okropnie. Wydawało mi się, że jest nawet złamana. Nie mogłam już dłużej czekać na pomoc. Nie mogłam tak bezczynnie siedzieć, bo zaraz dostałabym zaklęciem. Podniosłam się na kolana i zaczęłam raczkować w kierunku dużego głazu, który był w pobliżu. Musiałam się przecież gdzieś schować. Pięści nie obroniłyby mnie przed Avadą Kedavrą. Wydarzenia, które działy się wokół mnie były przerażające. Przełknęłam ślinę, oparłam się o głaz i zamknęłam oczy. Powtarzałam sobie w duchu, że to nie dzieje się naprawdę. Nie może. Kiedy otworzyłam oczy, znalazłam się z powrotem w muzeum. Siedziałam na ziemi, za barierkami. Odetchnęłam z ulgą. Rozejrzałam się wokół. Słyszałam ciężkie oddechy i widziałam przerażone miny. Komuś udało się jednak zapanować nad tą, jak się okazało, iluzją. Z radością podniosłam moją różdżkę z ziemi. Oparłam się ramionami o kolana i siedziałam tak chwilę, uspokajając oddech. Następnie podniosłam się z ziemi, wcisnęłam różdżkę w tylną kieszeń i wyszłam z muzeum.

z/t

______________________


Maevis "mae" Harper

Tam gdzie Anioły
mają skrzydła
u Ciebie dwie blizny
dla mnie
przeze mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 311
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 176
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Muzeum Madame Royce   Sro Lis 15 2017, 22:11

Wszystko działo się tak szybko, że Beatrice nawet nie próbowała doskonale orientować się w sytuacji. Najważniejsze w tej chwili było dla niej odzyskanie różdżki, która niestety, ale wszystko na to wskazywało, miała zostać przez dziewczynę utracona. W momencie, gdy Bea rzuciła się do przodu aby ją złapać, zadziałało zaklęcie Finite, które rzuciło kilkanaście osób na raz. To spowodowało, że cała ta nieszczęsna iluzja zniknęła. I równocześnie było przyczyną spektakularnego potknięcia się przez dziewczynę. Niewiele brakowało, a z pewnością wylądowałaby twarzą na posadzce.
Beatrice rozejrzała się dookoła próbując zorientować się w całej sytuacji. Widziała, że niektórzy byli nieprzytomni, niektórzy zszokowani ale większość była cała i zdrowa. To z pewnością sprawiło, że dziewczyna poczuła się znacznie lepiej. Spojrzała na Doriena, który stał z pewnością siebie aż kipiącą z jego postaci. Przeniosła wzrok na Clauda, który zdecydowanie nie był już tak pewny siebie jak jej brat. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
Przybycie pracowników Ministerstwa Magii mogło oznaczać tylko to, że cała sytuacja została zażegnana. I dobrze. Nikomu nie była potrzebna większa panika.
-Ja już pójdę, pewnie macie teraz bardzo dużo roboty związanej z tymi wydarzeniami. - powiedziała, dotykając delikatnie ramienia swojego brata. -Mam nadzieję, że rozwiążecie tą sprawę i poradzicie sobie z tymi zdarzeniami. - to powiedziawszy schowała różdżkę i ruszyła w stronę wyjścia. Gdy tylko pokonała kilkanaście kroków, deportowała się z głośnym trzaskiem. Gdzie? Byle dalej od tego miejsca. By móc chociaż na chwilę odpocząć.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Muzeum Madame Royce

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Muzeum Madame Royce
» Sklep Madame Malkin
» Madame Hydra
» Opuszczone muzeum
» Madame Malkin - szaty na wszystkie okazje

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
-