IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz na I piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Korytarz na I piętrze   Pią Cze 11 2010, 17:18

First topic message reminder :


Korytarz na I pietrze
Korytarz na pierwszym piętrze jest chyba najbardziej oświetlony ze wszystkich. Wszystko dzięki ogromnym oknom przez które wpada światło słoneczne, a także jasnym, niemalże żółtym ścianom. Na samym końcu znajdują się spore drzwi wykonane z ciemnego drewna. Prowadzą do Skrzydła Szpitalnego, miejsca przez uczniów dość często, mimo ze niechętnie, odwiedzanego.



Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Sob Wrz 06 2014, 17:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Wto Lis 12 2013, 15:36

Życie nie bywało sprawiedliwe. Choć Mathilde miała dobre serce i chciała każdemu pomóc, to odnosiła wrażenie, że czasem jest dla niej po prostu za późno. To ostatni wieczór sprawił, że doszła do wniosku, że nie powinna chować urazy do Raphaela. Ostatni wieczór, który spędziła przy pianinie oglądając stare zdjęcia. Była szczęśliwa z Kaim, ale może to już przeszłość? Kto wie jakie fotografie będą czekać na nią w samotny wieczór przy kieliszku wina. Może to będzie ktoś zupełnie inny od Kaia uśmiechnięty od ucha do ucha, jakby wygrał maskotkę w mugolskim konkursie? To wszystko było do wzięcia. Tillie chciała się wznieść powyżej chmur, żeby zobaczyć chociaż drogowskaz czy zawsze ktoś przy niej będzie. Była odważna na tyle, aby powiedzieć, że nie boi się ciemności, lecz jeśli chodziło o lęki to najgorzej się bała, że zostanie sama... Nie będzie nikogo i co wtedy? Z trudem przełknęła ślinę zastanawiając się przez chwilę czy gdy będzie sama to wszystko się skończy. Czy taka samotność to dobre miejsce na to, by znów przebaczyć i przeprosić za swoje błędy.
Przygryzła dolną wargę z niepokojem przymrużając również oczęta. Może przez tą chwilę straciła kilka raphaelowych słów, których zwykle słuchała z takim skupieniem. Wszak była zakochana w jego sposobie mówienia, opisywania wszystkiego. A kiedy był już zmartwiony jak teraz to zawsze na jego twarzy wymalowywało się takie współczucie dla drugiej osoby, że aż chciałeś zeskoczyć z tego parapetu, żeby mu zaproponować wspólny spacer do Miodowego Królestwa. Tillie zapewne by to zrobiła gdyby nie fakt, że czekało ją jeszcze kilka lekcji, na których dziś zamierzała się pojawić. Zaliczyć sprawdziany i jeszcze poczytać w bibliotece kilka rzeczy z Historii Magii. Musiała czymś zająć czas, bo oprócz siedzenia w domu nie zostało jej nic. Uśmiechnęła się smutno i zastanowieniem. Raphael zasługiwał na miłość, niezależnie od tego jakie obawy mu towarzyszyły.
- Jeśli Grace Cię skrzywdzi to okaże się po prostu głupią jędzą bez uczuć. Uwierz mi, że ludzi bez uczuć najlepiej poznać po oczach. W nich zazwyczaj się czai cały misterny plan. Choć myślę, że ona to powinna najpierw Cię przeprosić... A przeprosiny powinny trwać do końca świata! - Zarządziła głosem nieznoszącym sprzeciwu. No przecież miała rację! Wszak kto inny jak nie ona - Mathilde Villadsen, dziewczyna, która dla Raphaelowej wybranki z chęcią zaprojektuje suknie ślubną i sprawdzi czy wszystko pasuje!
- Mną się nie przejmuj, to tylko ja. Chciałam zostać tutaj i dokończyć studia, ale może powinnam wrócić po Mistrzostwach do Kopenhagi i pomóc mamie w prowadzeniu firmy, wszak jest projektantką. Coś z sobą zrobię, potem zaplanuję czas, żeby odwiedzić Cię w Paryżu. - Rozmarzyła się przez moment widząc się w jednym z tych miejsc, gdzie doskonale widać panoramę pięknego miasta, które dla Tillie stanowiło świątynie.
- Poza tym zostało mi jeszcze dużo czasu, żeby to wszystko zaplanować. - Tutaj mrugnęła do niego uśmiechając się nieco śmielej. - Takie dziewczyny jak ja? Raph pamiętaj, że całe życie szukamy swojego zaprzeczenia by idealnie wyczuć swoje słabości i wypełnić. - Rzeczywiście tak było, wystarczyło spojrzeć na nią i na Younga. Daleko nie trzeba było szukać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Wto Lis 12 2013, 17:52

Wrażliwość rzadko jest nagradzana. Mimo że większość ludzi uważa ją za coś dobrego, ba, pożądanego, to na uznaniu zazwyczaj się kończy. To ci bezduszni, nieliczący się z nikim i niczym, gruboskórni i prozaiczni mają się najlepiej - nie dręczą ich wyrzuty sumienia, wątpliwości ani nieuzasadniona niczym tęsknota. Bywają rozpaczliwie krótkowzroczni i ograniczeni, ale za to spokojni i szczęśliwi.
Raphael ostatnio prawie w ogóle nie spał. Właściwie nigdy nie przywiązywał specjalnej wagi do snu, ale jeśli miał do wyboru spędzić noc na pisaniu i rano przypominać lunatyka lub darować sobie pisanie i raz w życiu porządnie się wyspać, zawsze wybierał to pierwsze. Z tym że ostatnio bezsenność nie była spowodowana wyłącznie koniecznością tworzenia. Większość nocy spędzał, siedząc na parapecie dormitorium i wyglądając przez okno. Obserwował gwiazdy, które niezmiennie przypominały mu o Grace. Tęsknił za nią. Brakowało mu jej roziskrzonych oczu, ciepłych ust i rudych włosów, które spływały miękką falą na jej ramiona albo łaskotały go w nos, kiedy tańczyli. Miękkości ciała i delikatnego zapachu perfum, które odbierały mu klarowność myślenia. Chciał przyciągnąć ją do siebie, zachłannie pocałować w usta, mieć ją całą dla siebie, oddychać jej zapachem, sycić się jej ciepłem. Być. Blisko.
Na wyciągnięcie ramion.
Zazwyczaj Raphael potrafił być sam, czasami po prostu nie dostrzegał ludzi, pogrążony we własnych rozmyślaniach, zajęty tworzeniem kolejnej historii. Ale ostatnio coś się zmieniło, Gigi ściągnęła go na ziemię, nie pozwalała się oderwać od rzeczywistości, nie w takim stopniu, jak zazwyczaj. I dlatego potrzebował prawdziwych przyjaciół, prawdziwej bliskości. Dlatego potrzebował Tillie. Miał poczucie, że znalazł się w zupełnie innym świecie, świecie, którego reguł nie tworzy, nie rozumie. Potrzebował kogoś, kto wskaże mu drogę, poprowadzi, a jeśli nawet nie, to będzie trzymał za rękę i nie pozwoli się zgubić w plątaninie ścieżek i myśli.
- Nie wiem, co czai się w oczach Grace, Tillie. Ja sam mam na nich łuski, jestem ślepy, a serce okłamuje samo siebie, sycąc się jakąś irracjonalną nadzieją. Nie mogę wierzyć ani swoim oczom, ani swojemu sercu. Mogę wierzyć tylko jej, która już raz mnie oszukała... Ale wiesz, ona ma w oczach radość, niczym niepohamowaną radość życia, nie sądziłem, że iskry mogą być niebieskie, ale tak właśnie jest. W spojrzeniu ma błękitne iskierki, które rozświetlają całą twarz. Mon Dieu, tak bardzo bym chciał, by była to jedna z historii, które zostawiają na twarzy uśmiech, a nie łzy...- westchnął cicho, po czym uśmiechnął się do Mattie. Niezwykłe, jak bardzo mu pomogła kilkoma zdaniami, jak zdołała uciszyć szalejące w nim uczucia, wątpliwości...
- Och, Tillie, jak mam się tobą nie przejmować? - spytał prawie z irytacją, unosząc ciemne brwi i splatając ramiona na piersi. - Paryż? C'est magnifique, ale nie musisz go uwzględniać w planach. Nie rób planów, Tillie, bo to zabija całą radość z życia, z poddawania się jego łagodnemu falowaniu, niesie tylko rozczarowania, kiedy los decyduje inaczej i nie pozwala ci osiągnąć celu. Dążenia lepiej zawieszać w przestrzeni, byś mogła je złapać, kiedy przyjdzie na to właściwy czas. Nie określony. Ale właściwy - powiedział łagodnie. Och, on nigdy nie planował. Nie czuł takiej potrzeby. Życie było jak morze, które wraz z przypływem wyrzucało na brzeg fascynujące drobiazgi, których nigdy się nie spodziewał. Walka z przypływem nie miała przecież sensu, warunkowały go fazy księżyca, więc Raphael po prostu czerpał z biegu zdarzeń to, co piękne, a starał się pomijać to, co niepożądane. Do tej pory właśnie to czyniło go szczęśliwym.
- Tak, takie dziewczyny, jak ty. Ulotne, delikatne, mające w sobie poezję... Gigi jej nie ma, ona jest czystą radością, euforią, żywiołem, którego nie umiem opanować. Napiszę dla ciebie historię. O seledynowej wróżce, która mieszkała w kwiecie hibiskusa i latała na kolibrze - powiedział znienacka. Czasem trudno było powiedzieć, skąd brały się niektóre pomysły Raphaela, jakimi ścieżkami biegły jego myśli, ale to chyba stanowiło o jego uroku, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Wto Lis 12 2013, 20:53

Skłamałabym gdybym powiedziała, że Mattie też nie spała... Nie traciła nocy. Wolała spać i uciec od problemów, choć gdzieś w nocy ganiały ją koszmary. Budziła się sama, dłonią szukała po drugiej stronie łóżka Kaiego do którego zwykle przytulała się gdy się bała jeżeli ówcześniej poprosiła go, żeby z nią został. Ale teraz napotykała tylko zimne prześcieradło, co wcale nie zachęcało do tego, by wesoło korzystać życia. Wtedy zwykle zbiegła po schodach na dół do kuchni, gdzie zapalała ulubioną lampkę i szukała herbaty, której mogła się napić i na chwilę zająć myśli tym, kiedy ją zaparzyła. Choć był to problem drugorzędny to jednak przez zamroczony umysł potrafiła się tym zainteresować na kilka minut. A potem wracała spać, zwykle w jej organizmie krążyły już jakieś leki nasenne by wytrwać do rana. Nie mogła jeszcze zarywać kolejnych nocy wgrywając sobie tematy, że coś krąży w domu, albo dzieje się coś więcej gdzie właściwie nic nie było. Takie tam oczywiste rzeczy, które dzieją się gdy człowiek sam jest w domu. Różne rzeczy wtedy nawiedzają umysł, najlepiej je powstrzymać, pozbyć się ich. Wszak umysł trzeba opanować.
Tak zatem wyglądały jej noce. Tylko tak... Nie komplikowała spraw nad tym, aby poświęcać się rozmyślaniom jak przypadkiem wpaść na Kaiego, raczej nauczyła się wytyczać sobie ścieżki jak go omijać. Była w tym mistrzem, gdyż znała jego plan na pamięć, a na zajęcia, które mieli razem nie przychodziła. Zabawne, trudne? Dziecinne? Kogo to właściwie obchodzi. Do pewnych spraw trzeba dorosnąć, zaakceptować je takimi jakimi są. I wyjątkowość miała tu najmniej do powiedzenia. Bo choć Raphael twierdził, że jest w niej coś artystycznego, to ona w to szczerze zwątpiła skoro tymczasowo nie mogła nawet myśleć nowego wzoru na sweterek, który miała zrobić sobie na zimę. Nasza zdolna Mathilde...
- Być może nie powinnam tego planować, racja. Nie mniej jednak zawsze trzeba mieć w kieszeni jakiś szkic, pomysł! - Tak sobie przypomniała na wypadek gdyby próbowała o tym zapomnieć przy szyciu kolejnej kreacji. Bez planu i wymiarów modelki nie mogła nic zrobić. Takie tam ciężkie życie artysty.
- Doceniasz ją. To dobrze. To znaczy, że pomimo tego co się stało jeszcze ją znasz i potrafisz kochać, a to bardzo wiele znaczy jeśli chodzi o tego typu relacje. Czasem trzeba kilka razy się sparzyć, ale nie po to, aby nabrać doświadczenia, ale przyzwyczaić się do temperatury. Spróbuj. Wszystko będzie dobrze. Obiecuję. - Powiedziała cicho z drobnym uśmiechem, który przemknął jak kot przez szmaragdowe oczy. Potrafiła dawać ludziom nadzieję, a śmiech potrafił poprawić humor... Tak jakby oprócz tego, że została czarodziejką dostała jeszcze dwa dodatkowe dary, które zanikały u ludzi w dzisiejszych czasach.
- Och, koniecznie napisz. Już kupiłam specjalny notatnik, do którego wklejam opowiadania, które mi czasem serwujesz! Te o perłach też sobie zapisałam! - Przypomniała sobie, że faktycznie poświęciła cały wieczór na scalenie historii, którą oboje stworzyli na dachu. I nie robiła tego, aby kiedyś zarobić miliony galeonów na Raphaelowym nazwisku, które niewątpliwie będzie sławne! Robiła to dla siebie, aby nie zapomnieć tak cudownych i kojących słów wskazujące na to, że jest lepszy świat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 798
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 918
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Sro Lis 13 2013, 21:20

Raphael niestety należał do tej drugiej grupy - ludzi, którzy ze zmartwienia nie mogli ani spać, ani jeść, dręczeni jakimiś koszmarami, wewnętrznymi głosami, które nie chciały umilknąć nawet na chwilę, by pozwolić nieszczęśnikowi zapaść się w kojącą nieświadomość, w sen, który leczył ciało i duszę. Jedyne, co wydawało się w jego sytuacji pocieszające to fakt, że mieszkał w dormitorium. Słysząc spokojne oddechy swoich współlokatorów, Raphael czuł swego rodzaju ulgę. Było w tym coś kojącego, choć de Nevers nie potrafił dokładnie powiedzieć, z czego to wynikało. W końcu zasypiał, leżąc na wznak, podłożywszy ręce pod głowę, nie przejmując się faktem, że szybko marzły. Lubił, kiedy włoski na przedramionach stawały dęba, chociaż zmarznięte stopy były najgorszą rzeczą na świecie. Ot, takie dziwactwo.
Nie, w unikaniu Kaiego nie było nic dziwnego ani dziecinnego. To właściwie najrozsądniejsze, co mogła w tej sytuacji zrobić, skoro nie chcieli sobie dać drugiej szansy, nie teraz. Unikanie bólu, który nie jest konieczny, który nic nie wnosi, który nic nie daje, jest czymś zupełnie naturalnym, wręcz zdrowym. Raphael też nie dążył do spotkania z Grace, wiedząc, że sam jej widok rozkrwawiłby mu serce. Teraz co prawda miało się to zmienić, ale tylko dlatego, że podjęli taką decyzję, że chcieli spróbować rozplątać to, co Gigi namotała. Jest zasadnicza różnica między byciem człowiekiem kreatywnym, a twórczym. Kreatywnym można być na zawołanie, pstryknięcie palców, ale twórca, prawdziwy artysta jest jednocześnie niewolnikiem swojej duszy. A jeśli Tillie była nieszczęśliwa, jeśli nie osiągnęła wewnętrznej harmonii, a wręcz przeciwnie - jej spokój ducha został zniszczony, jeśli spała sama, budziła się sama i czuła niekompletna, to nie mogła tworzyć. Byłoby to po prostu niemożliwością.
- Na szkice mogę się ostatecznie zgodzić - zezwolił łaskawie Raphael, rozumiejąc, że nie wszyscy mają taką lekkość bytu jak on, że Mattie może potrzebować jakiegoś punktu zaczepienia, oparcia.
Chyba właśnie to tak w niej uwielbiał. Była urocza i dobra, miała w sobie tyle światła, że Raphael przez samo przebywanie z nią czuł się jakby bliższy osiągnięcia wewnętrznej harmonii. Wszystko stawało się prostsze, jaśniejsze i bardziej niewinne. Naprawdę uważał, że Tillie jest jakimś wcieleniem bajkowej wróżki, dobrej wróżki, która małym księżniczkom rozdaje zalety, obdarza je szczęściem, rozumem, urodą, dobrym sercem... Uśmiechnął się do niej serdecznie i na chwilę przytulił do siebie. Zbierała jego opowiadania? Poczuł ciepło rozlewające się gdzieś w okolicach serca, po czym delikatnym gestem przeczesał jej perłowe włosy i odsunął ją od siebie, bojąc się, że ta chwila bliskości znów będzie miała jakieś przykre dla nich obojga konsekwencje. W tej chwili zdał sobie sprawę, że musi biec na zielarstwo- nauczycielka nie przepadała za nim, bo często robił głupstwa wynikające z jego notorycznego roztargnienia.
- Dziękuję, Tillie. Pisz do mnie albo wybierzmy się dokądś któregoś dnia. I wiesz. Zawsze możesz do mnie wpaść. Albo ja do ciebie. Gdybyś tylko chciała i potrzebowała. Bądź dzielna, wróżko -poprosił po chwili milczenia, po czym delikatnie ścisnął jej drobną rączkę i posłał jej ostatni uśmiech. Chwilę potem Mattie mogła już tylko widzieć jego niesforną czuprynę górującą nad głowami innych uczniów.

z/t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 50
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7063-cara-richmann#201397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7064-relacje-cary
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7065-cersei-sowka-cary#201402




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Czw Gru 26 2013, 13:52

Cara biegła szybko przez korytarz, trzymając książki. Znowu zaspała na lekcje! Na szczęście, mało osób przebywało na korytarzach. Przynajmniej dzisiaj nie musiała urządzać sobie toru przeszkód. W ciągu paru dni zaspała na lekcje już trzy razy... W następnym tygodniu miała występować w filharmonii i do późna ćwiczyła grę na skrzypcach. Koleżankom dzielącym pokój z Rachmann to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie - błagały ją po każdym skończonym utworze, żeby zagrała coś jeszcze. Na wspomnienie o tym, na jej bladej, niewyspanej buzi pojawił się uśmiech.

Nagle w pewnym momencie z jej rąk wypadły wszystkie książki oraz notes z notatkami. Kartki poleciały we wszystkie strony, a Cara klnąc pod nosem zbierała je nerwowo. Włożyła wszystko do zeszytu i zaczęła podnosić podręczniki. Jednego brakowało! Na szczęście, obserwatorem tej niezręcznej sytuacji był jedynie Puchon, stojący gdzieś dalej i przyglądający się z widocznym rozbawieniem. Cara jednak nie zwróciła na niego uwagi. Łzy napłynęły jej do oczu i zaczęła badać wzrokiem cały korytarz- nigdzie go nie było.
- No gdzie on jest! - Wykrzyczała, szlochając i podniosła stojący stolik, nakryty obrusem. Tam również nie było książki. Jak się mama dowie, że zgubiła tak drogą i nową książkę to ją zabije!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Bruksela
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 217
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6542-thomas-alexander-hill
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9384-jak-to-dobrze#261043
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6552-thomas-alexander-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Czw Gru 26 2013, 14:10

Co za głupi dzień. Było za zimno, zbyt wietrznie, za bardzo padało, wskutek czego latanie odpadało. Dobra, nie oszukujmy się, można byłoby polatać, nawet pewnie nie miałby większych oporów, gdyby nie fakt, że już ostatnio jedną złamał. No, a w sumie ta nowa, obecna jest tak naprawdę prezentem na święta. Jak dobrze, że choć dziadkowie o nim pamiętali. To nie tak, że rodzicielka zapomniała – po prostu nie podzielała jego pasji, a zwłaszcza po ostatnim wypadku.
Tak więc, zły, wkurzony, na cały świat, przechadzał się bez celu po Hogwarcie. Zły, bo nie mógł sobie polatać, zamek był już w sumie pusty, a on musiał tu siedzieć. Wspaniale. Bo ktoś tu miał problem, żeby został u dziadków parę dni dłużej i wrócił jak reszta uczniów. Nie, no to przecież byłaby obraza majestatu. No, ale wszystko miało swoje plusy. Przynajmniej miał mnóstwo czasu, żeby wykręcić jakiś „numer” swoim kolegom z dormitorium, w ramach zemsty i prezentu na gwiazdkę. Tak, już nawet wiedział, jak jednego ukarać. Tak się złożyło nieszczęśliwe, że niemiłosiernie się pożarli przed samymi świętami. Poszło oczywiście o znajomość zaklęć. Cóż, chłopak będzie miał okazję sprawdzić swoje umiejętności w praktyce.
Uśmiech nie znikał z jego twarzy. Wręcz przeciwnie, bardziej się rozszerzył, bowiem zobaczył człowieka. CZŁOWIEKA! I NIE NAUCZYCIELA, ALBO INNEGO PRACOWNIKA! CZŁOWIEKA! Ucznia. Zatem nie był tu sam. Niestety ów człowiek, konkretnie dziewczyna, gdzieś się spieszył. No i nie należał, a właściwie należała, do świetnego grona osób nie potykających się w biegu o własne nogi.
- Tu jestem. – powiedział, podchodząc do dziewczyny, w rękach trzymając kilka zeszytów, należących do tej panny. Widać, coś zgubiła. I to cennego, sądząc po łzach. Swoją drogą, dziwna była. Znaczy jego zdaniem, bo kto normalny ryje przez święta, zamiast odpoczywać? On sam to lubił, ale bez przesady. W końcu we wszystkim trzeba znać umiar.
-Ale pewnie nie mnie szukałaś. Mniejsza z tym. Jesteś cała? – spytał, uśmiechając się do niej ciepło. Naprawdę, nie chciał, żeby płakała. Wręcz odczuwał wewnętrzny przymus, żeby jakoś temu zaradzić. No przecież nikt nie może być smutny w święta. Taka hipokryzja..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 50
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7063-cara-richmann#201397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7064-relacje-cary
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7065-cersei-sowka-cary#201402




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Czw Gru 26 2013, 14:25

Nauka i skrzypce były całym życiem dziewczyny. Kochała grać na tym instrumencie i czytać o zastosowaniach eliksirów do późnej nocy! Wiele osób dziwiło jej zachowanie i podejście do nauki, no ale nie od dziś wiadomo, że Cara do normalnych raczej nie należy. Już kilka dni temu Profesor wybaczył jej spóźnienie, ale zaznaczył przy tym, że to ostatni raz! Ha, jak widać nie ostatni! Cara była bardzo żywiołową osobą, która zawsze stawia na swoim. Nie ma w Hogwarcie takiego nauczyciela, do którego by nie pyskowała. W tym roku chciała pokazać się z tej lepszej strony. Niestety przez ciągłe spóźnianie raczej nie będzie w oczach nauczycieli wzorem.

Puchon, którego wcześniej ignorowała, odezwał się do niej. Natychmiast na niego spojrzała i chciała go zripostować, ale zauważyła, że w rękach trzymał jej podręcznik i parę zeszytów. Nerwowo spojrzała na swój "zbiór" i dopiero teraz dostrzegła, że paru zeszytów również brakowało. Wstała, otrzepała spódnicę z kurzu i uśmiechnęła się w jego stronę. Wyciągnęła rękę, aby wziąć rzeczy i kiedy doszła do wniosku, że niczego nie brakuje, postanowiła podziękować chłopakowi za pomoc.
- Dziękuję. - Wymawiając ten zwrot posłała mu szeroki i słodki uśmiech.
- Ja jestem cała i moje podręczniki chyba też. - Mówiła, badając stan jej podręczników i zeszytów.
- Jestem Cara. - Dodała po chwili, a uśmiech z jej twarzy nie znikał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28748
  Liczba postów : 34321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Czw Gru 26 2013, 14:32

Szalejąca w północnej Anglii śnieżyca z każdą minutą coraz bardziej się nasilała. Wychodzenie w taką pogodę byłoby czystą głupotą. Jak się zaraz okazać miało, nawet siedzenie w zamku wcale nie było wiele bezpieczniejsze. Kiedy dwójka uczniów znajdujących się na pierwszym piętrze w najlepsze się poznawała, wiatr z coraz większą siłą dudnił w okna. W pewnym momencie podmuch był na tyle gwałtowny, że jedno z dużych okien szeroko się otworzyło, a do środka (wprost na uczniów!) powiał okropnie chłodny wiatr, przysypując ich grubymi płatami śniegu. Na piętrze zrobiło się wprost lodowato, wszakże na zewnątrz było aż minus piętnaście stopni. Gwałtowny wicher uderzał tak mocno, że w pojedynkę na pewno nikomu nie uda się zamknąć tego okna. Jeśli zaś zbyt długo zostaną przy otwartym... przeziębienie gwarantowane!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Bruksela
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 217
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6542-thomas-alexander-hill
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9384-jak-to-dobrze#261043
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6552-thomas-alexander-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Czw Gru 26 2013, 15:54

Jak mawia klasyk „Kobieta zmienną jest”. Przed oczami młodego Hilla stała właśnie żywa egzemplifikacja tej tezy. No, bo jak inaczej wyjaśnić jej zachowanie? Przed chwilą płakała, a teraz po łzach ani śladu, uśmiech od ucha do ucha i w ogóle. Chociaż to bardzo dobrze. Cieszył się, bo to w końcu jego zasługa, nie udawajmy. I nie chełpmy się tym przez następny tydzień, nie wypominajmy przy kolejnej okazji, ale pamiętajmy. Notabene, uśmiech dziewczęcia był bardzo ładny.
Przynajmniej zdaniem Thomasa, który był nim wręcz zachwycony. Mogłaby się tak do niego uśmiechać całymi dniami, coś czuł. No i było w nim coś takiego, co i jemu nakazywało się uśmiechać.
- Nie.. Nie ma za co. – odparł, bohaterskim tonem. Taki już był.. nigdy nie odmawiał pomocy. Zwłaszcza kobietom. Im nigdy, przenigdy. No, więc to chyba było oczywiste, że damie w opresji trzeba było pomóc z tej opresji wyjść. To, tak mówię, jakby ktoś szukał w jego zachowaniu jakiś dodatkowych motywów, o których zapewne sam zainteresowany nie miał większego pojęcia.
- Mam nadzieję, że to tego szukałaś – rzucił, oddając jej książki. – No i.. cieszę się, że jesteś cała. – dodał po krótkiej chwili, co by było wiadome, iż jej stan zdrowia również nie jest mu obojętny. Gdzież tam. W sumie fajna dziewczyna. Tylko wyglądała na z lekka na kujonkę. Znaczy.. to jego zdanie. W sumie, nauka to dobra rzecz. Chyba nikt nie lubi nic nie wiedzieć z poprzedniego wykładu. Bo nie być zielonym na obecnym, to już rzecz tylko wybranych. Niektórych, tych którym na zależało na pogłębianiu swojej wiedzy. Nie tyle na ocenach, co świadomości własnej wiedzy i satysfakcji, że się tą wiedzę zdobyło.
- Thomas. Thomas Alexander. – przedstawił się, lekko kłaniając, nieco zdezorientowany jej ciągłym, nieznikającym uśmiechem. Miał coś na twarzy? Nie, chyba nie. A może jednak.. Jasna cholera, no teraz nie sprawdzi, bo jak? Merlinie, no. Przecież był czysty, pachnący. Brał prysznic rano, zęby też umył, zatem.. NO TAK! JAK ON MÓGŁ NA TO NIE WPAŚĆ? PO PROSTU SPODOBAŁ SIĘ DZIEWCZYNIE! Przecież to było takie oczywiste. No tak. Głupi Thomas. Głupi, oj głupi. Nie wpaść na to od razu. Gdzie on miał głowę? Zapewne zostawił ją w dormitorium.
- Zatem, gdzie lecisz? Wydaje mi się, że biblioteki są zamknięte.. – nie skończył, przerwało mu bowiem świeżo otwarte okno. Wspaniale. Szkoła magii i czarodziejstwa, a nikt nie pomyślał, żeby jakoś za pomocą właśnie magii i czarodziejstwa dodatkowo uszczelnić okna. Nie, no po co. Ale dobra, nie ma co narzekać. – Żyjesz? – zapytał, strząsając ze swojej czupryny bujnej resztki śniegu. Jak widać, dziewczyna też się z tym prawie uporała. No i była cała.
Puchon wyciągnął swoją różdżkę, wykonał właściwy ruch ręką, po czym głośno i wyraźnie powiedział magiczną formułę. – Colloportus – i okno zamknęło się, lecz jak widać potęga natury była dużo potężniejsza, bowiem na powrót zostało otwarte. Dobra, nie było sensu z tym walczyć. Zaraz znajdą jakiegoś nauczyciela, on sobie z tym poradzi raz, dwa. A póki co musieli zmienić miejsce pogaduszek, z powodu panującego mrozu. Nie czekając zatem na odpowiedź i pozwolenie, Thomas złapał dziewczynę za rękę, rzucając krótkie przepraszam i wyprowadzając z korytarza. Po prawdzie, zmierzała w inną stronę, ale gdziekolwiek szła, chyba nie chciała iść tam cała przemarznięta i przemoczona od śniegu, który nie mógł być tym wspaniałym, lepiącym się śniegiem ,tylko jego totalnym przeciwieństwem – białą, lepką papą.
Po chwili oboje zniknęli, a Hill zaprowadził dziewczynę do podziemi, tamtejszej kuchni, w celu przygotowania dla obojga gorącej herbaty. Szybko jednak przypomniał sobie o dużo ciekawszym miejscu, zwanym nie bez kozery Herbacianym Rajem. Tak, to było idealne miejsce i nie tak wszystkim znane, zatem dziewczynie na pewno się spodoba. A nawet jeśli nie, to zabłyśnie przed nowopoznaną panną znajomością takich miejsc.

z/t
proponuje tutaj - http://czarodzieje.my-rpg.com/t5370-herbaciany-raj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 50
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7063-cara-richmann#201397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7064-relacje-cary
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7065-cersei-sowka-cary#201402




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Pią Gru 27 2013, 15:38

Stała tak przez chwilę, uśmiechając się wesoło do Puchona. Spodobał jej się i to bardzo! Był strasznie słodki i uroczy. Cieszyła się, że dzisiaj postanowiła pójść na te zajęcia.
- Tak, szukałam, dziękuję. - Powiedziała z nutą rozbawienia w głosie.
- Czemu miałabym nie być cała? - Zapytała ze zdziwieniem. Owszem, była niezdarną osobą fakt, ale nie aż tak! To nic, że raz biegnąc przez podwórko skręciła kostkę, biegnąc za pociągiem rozdarła sobie spódnicę, goniąc jedną z Gryfonek poślizgnęła się, a potem przez dwa tygodnie bolały ją plecy. Ale nie była niezdarą! Przez chwilę czekała, aż chłopak się przedstawi. Coś długo się zastanawiał. Czyżby Cara go onieśmielała?
-Ach, Thomas! Śliczne imię. - Odparła w końcu z zachwytem. Znała wiele Thomasów, a wszyscy byli naprawdę świetnymi osobami! Może z tym również się zaprzyjaźni?

Usłyszała kolejne pytanie, ale tym razem nie zdążyła odpowiedzieć, bo nieznośna natura zdążyła im przerwać. Tak bardzo nienawidziła zimy! Zawsze pochmurno, zimno i tyle śniegu! Często bywała przeziębiona z powodu tych śnieżyc. A teraz jak na złość okno z hukiem otworzyło się i zostali zasypani masą śniegu. Natychmiast otrzepała się z tej białej brei i kichnęła przy tym porządnie.
- Tak żyję, ale jest mi zimno. - Odparła, kichając ponownie. Puchon próbował zaklęciem zamknąć okno - niestety natura okazała się silniejsza. Cara pokręciła głową, tuląc przy tym do siebie szatę i już miała zaproponować inne wyjście, kiedy chłopak złapał ją i zaczął prowadzić. Gdziekolwiek to było, zapewne nie miał zamiaru pójść z nią na zajęcia. Jęknęła cicho, ale z każdym krokiem robiło jej się coraz cieplej. Nie wiedziała, czy to z powodu Puchona, czy dlatego, że zbliżali się do całkiem przytulnego miejsca. Zapach herbaty unosił się w powietrzu, ale Cara nadal nie wiedziała, gdzie ją prowadzi.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 40
  Liczba postów : 393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Pon Sty 13 2014, 19:38

Przecież wszystko było takie cudowne! Poniedziałkowy wieczór, porywisty wiatr, szalona ulewa, która skutecznie uziemiała wszystkich w zamku, samotne włóczenie się w tę i we w tę, brak sensownego pomysłu na spędzenie tego czasu, kiedy nie mogło się zasnąć, uczniowskie obowiązki zostały już wypełnione, a leżenie plackiem na łóżku i gapienie się w sufit przestało bawić, a wręcz przeciwnie -zaczęło wpędzać w przerażenie. Bo takie tkwienie w bezruchu z kompletnie wyczyszczonym umysłem, bez śladu choćby jednej natrętnej myśli, było czymś podchodzącym pod nienormalność i chorobę.
Przynajmniej według Nevy. Tak, właśnie ta drobna Ślizgonka kpiła sobie teraz z tego wszystkiego, przechodząc kolejny korytarz szkoły. I chociaż powodów do narzekań było całe multum, co już doskonale wiesz, jej humor bynajmniej nie był taki najgorszy. Dobra, jakoś wybitnie szczęśliwa to ona dzisiaj nie była, ale zdołowana także nie. Jej nastrój określiłabym jako zadumany. Brzmi pięknie prawda? Szalenie artystycznie. No cóż, nawet takim realistom zdarza się od czasu do czasu odpłynąć gdzieś w świat rozważań i pofilozofować.
Korytarz na pierwszym piętrze chwilowo stał się przystankiem Drayton, która to zatrzymała się przy pierwszym  z brzegu olbrzymim oknie i podchodząc blisko, przyłożyła czoło do chłodnej szyby. Deszcz bębnił o nią, zostawiając kolejne, coraz to bardziej rozmyte ślady, a brunetka patrzyła gdzieś w dal na obecnie całkiem posępny krajobraz. Ciekawe, jak było w Petersburgu. Pewnie pochmurno i chłodno, stwierdziła w myślach, a na jej usta wpłynął nikły uśmiech. Czyżby czaiła się w nim pewna doza tęsknoty? Możliwe. W takie dni, jak ten, chciałaby znaleźć się w rodzinnych stronach, ubrać ciepłą kurtkę i wyjść z ojcem do lasu na polowanie. Wróciliby zapewne przemoczeni i zmarznięci, ale.. cholera, to było takie satysfakcjonujące! Nie ma to jak czas spędzony na świeżym powietrzu, długie tropienie, wypatrywanie, towarzyszące temu przyciszone rozmowy i żarty ojca, po których musiała zakrywać usta dłonią, by nie przepędzić zdecydowanie zbyt głośnym śmiechem zwierzyny...  Jak nostalgicznie, Drayton. Opanuj się.
Przymknęła oczy, by na chwilę odpocząć od nieprzyjemnego widoku za oknem, ale jakieś szmery sprowadziły ją na ziemię. Oho, chyba nie tylko ona włóczyła się po zamku i odwiedziła właśnie ten korytarz. Nieco ożywiona, odwróciła się twarzą do źródła hałasów. Może potrzebowała towarzystwa? Właściwie zamierzała pobyć sama ze sobą, dlatego nie pisała do znajomych i nie ściągnęła nikogo, co by tkwił u jej boku, ale ostatecznie samotność była przereklamowana. Ktoś. Obojętnie kto, ale ktoś, ktokolwiek mógł być lekiem na jej przymulenie, dlaczego nie. Założyła więc ramiona w oczekiwaniu na postać, która stanowiła jej potencjalne wybawienie z tych sentymentalnych, ckliwych wspomnień. I pewnie także od tych niechcianych i złych, jakie usilnie hamowała praktycznie każdego dnia.
- Ogarnij się. - szepnęła sama do siebie, karcąco. Ostatnio emocje wymykały jej się spod kontroli. To znaczy, częściej, niż normalnie, jak to przewidywał charakter. Nie wiedziała do końca, z jakiego powodu, ale radziła sobie. Potrafiła to powstrzymać. Wrócić do startu, cokolwiek miało to oznaczać. I teraz też musiała to zrobić. Bo przecież z przygnębieniem nie było jej do twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Sro Sty 15 2014, 15:30

Właściwie to było już późno, a on dopiero skończył swoją rozmowę z Howardem Foresterem na temat tego, że chyba ostatnio przesadza z urywaniem się z zajęć. Nie tylko Oliver zrozumiał, że pod słowem "ostatnio" kryją się tygodnie, kiedy nie dawał znaku życia dryfując gdzieś daleko, a tak naprawdę przecież był w Rosji... Wszyscy to rozumieli, najpierw miała go naprawić Afra Corvin, a teraz co? Już Forester? Watson darzył staruszka szacunkiem jednakże nie będzie przecież mu opowiadał o swoich problemach. Wszak co kogo obchodzi, że jedna z sióstr Watson kogoś zabiła, a druga była w ciąży z... I tu pojawiają się schody, bo Oliver nie wiedział z kim jego siedemnastoletnia siostra spodziewała się dziecka, jednak był pełen nadziei, że w żaden sposób nie skończy gdzieś za klubem w kartonach. Gdzieś tam, bo choć CoCo utrzymywała, że jej brat się nią nie interesuje to jakaś pokrętna logika Olivera zahaczała o życie rudej. Cokolwiek to miało znaczyć... A teraz tak naprawdę przecież przeżywał swój własny koniec świata. Przecież dopiero gdy postanowił rzucić Juno kilka miłych słów, to ona nawet nie odpisała... A przecież bardziej to zrobił dla niej niż dla siebie. Ot tak sobie, bo ktoś mu powiedział, że w tym wieku powinien mieć coś i kogoś na start, a on i Juno pasowali do siebie, więc nie przeszkadzała mu ona, więc chciał coś naprawić, ale nie miał odwagi by nią patrzeć, by do niej mówić. Szczególnie po tym jak się zbłaźnił. Od dłuższego czasu był czysty, musiał być. Wyznaczone dawki leków, albo podawały mu panie z Munga, albo szkolna pielęgniarka. Nie było w tym nic fajnego... Ciągle patrzyły na niego jak na osła, a on kompletnie nie wiedział, co miałby zrobić, żeby przestały tak go traktować. Dlatego milcząc liczył na to, że kiedyś się skończy to ciągłe upokarzanie. W końcu jak długo można chodzić do szpitala w bluzie z kapturem, co by nikt go nie rozpoznał... Choć listy Scarlett świadczyły o tym, że jego kamuflaż był marny. Do tego tamta wizyta Juno i wreszcie wczorajsza poczta, gdzie Gryffonka zaszczyciła go swoją pisaniną... Jak mógł być tak głupi by wierzyć, że znaczy więcej od Vanberga, albo że w ogóle coś znaczy? Przymknąwszy powieki po spotkaniu z Howardem, uderzył pięścią w ścianę czując jak ta puchnie w momencie, choć właściwie tej agresji nie było końca. Ta jedno uderzenie i rozchodzący się ból przecież wcale nie zapłaciły za wszystko co się stało... Zatem gdy zdał sobie sprawę, że to "poświęcenie' nie było potrzebne zaczął iść szybko po korytarzu, aby znaleźć coś przeciwbólowego. I umknął z niego cały rozsądek, który jeszcze szeptał mu, że nie może brać żadnych tabletek, a pojawiła się żądza, która mówiła, że dziś na tabletkach się nie skończy.
Prawie biegł... Do dawnego życia.
Choć na jego drodze ktoś stał. Znał tą dziewczynę. Zatrzymał się nagle na korytarzu mierząc ją wzrokiem, pewien, że ona zaraz zniknie. Przecież często widział rzeczy, które nie istniały.
- Neva? Daj mi coś przeciwbólowego. - Rzucił niezobowiązująco wciskając zbolałą rękę w kieszeń choć zaraz tego pożałował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 40
  Liczba postów : 393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Nie Sty 19 2014, 19:30

To był Watson. Rozkojarzony, wyraźnie czymś poddenerwowany Watson. Właściwie to Neva nie znała go za dobrze. Stykali się ze sobą od czasu do czasu, co jednak nie owocowało żadnym większym kontaktem poza wymianą kilku zdań. Kiedyś coś od niego wzięła, ale tylko raz. Nie była wielbicielką dragów, wiedziała, jakie spustoszenie sieją i jak bardzo potrafią zniszczyć człowiekowi życie. Aż tak autodestrukcyjna nie była.
Słyszała wiele plotek o rodzinie chłopaka i o nim samym. Nie przepadała wybitnie za tą paplaniną, ale siłą rzeczy pewne pogłoski po prostu do niej docierały. Niemożliwością było zamknięcie się na wszystkie niepożądane informacje, kiedy mieszkało się w olbrzymim zamku wypełnionym ludźmi. Toteż obiło jej się o uszy o ciąży rudej dziewczyny, całym zamieszaniu z tym związanym, o lekomanii tego tutaj pana... Tak, czy siak, nie zamierzała niczego analizować i oceniać, no ale zgodzisz się chyba - różowego życia to oni raczej nie mieli. Cóż, tak to już bywa. Jeden ma gorzej, żeby drugi mógł mieć lepiej.  Chociaż w gruncie rzeczy każdy człowiek posiada jakieś swoje problemy, demony. Pytanie tylko, jak wielkie i czy potrafi sobie z nimi poradzić. No właśnie, a czy ona potrafiła? Była przekonana, że tak. Wprawdzie zdarzało jej się popadać w lekką apatię, momentami była strasznie nieuważna, miewała stany lękowe. Aczkolwiek zwalała to zawsze na stres, zmęczenie albo typowo kobiece humorki. Nie widziała w tym jeszcze żadnego głębszego sensu, tej drugiej, dość nieciekawej strony medalu. A może i widziała, tylko okłamywała samą siebie, że to wszystko jest jak najbardziej normalne i typowe? Ciężko ocenić. Ludzki umysł jest zawiły, a co dopiero umysł Drayton. To dosłownie labirynt.
Neva spojrzała uważnie na Olivera, delikatnie mrużąc oczy. Dziwnie jej się przypatrywał. Z niepewnością? Tak, to chyba było to. I jeszcze ta prośba, czy może bardziej polecenie.
- Sorry, dzisiaj wyjątkowo nie jestem apteką.
Odpowiedziała sarkastycznie, unosząc brew do góry. To jego zachowanie, ten pośpiech.. Może powinna być trochę milsza? Nie wyglądał, jakby był w nastroju do jakichkolwiek gierek, czy żartów. W sumie sama nie była pewna, co ją to obchodzi, ale postanowiła włączyć trochę empatii.
- A co jest? – spojrzała na niego uważniej. Nie widziała niczego, co wymagało by natychmiastowej interwencji i uśmierzenia bólu. Chociaż..
- Pokaż. – zażądała i nie zwlekając, sama sięgnęła po jego dłoń, którą przed chwilą upchał w kieszeni finalizując to drobnym, szybkim skrzywieniem. Starała się być delikatna. Mógł się na nią wkurzyć, że tak sobie pozwalała i prawdopodobnie to zrobi, ale miała to gdzieś. Skoro ją zaczepił, automatycznie przypisała sobie prawo do podobnych czynów.
Jego dłoń nie wyglądała za pięknie. Była opuchnięta i zaczerwieniona. Ale bez tragedii.
- Biłeś się z kimś? Prosty okład w zupełności wystarczy. Albo jakieś zaklęcie. Ja go nie rzucę, bo mniemam, że chciałbyś jeszcze trochę skorzystać z tej ręki. – no tak, była beznadziejna w zaklęciach leczniczych. Pewnie przypadkiem odcięłaby mu kilka palców. Albo coś więcej, grr.
Domyślała się, że pewnie nie odczuwał bardzo mocnego bólu, a po prostu chciał coś wziąć. Chyba, że zbyt pochopnie wyciągnęła wnioski. Ale ufała swojej bystrości. Powiązanie faktów nie było trudne.
Źle trafiłeś, Watson.
Popatrzyła mu w tęczówki. Tym razem bardzo intensywnie, głęboko, jak gdyby chciała dotrzeć aż do jego podświadomości. I pewnie on oleje to, co ma mu do powiedzenia. W końcu co mogło go obchodzić zdanie pierwszej lepszej znajomej. Jednak ona musiała spróbować.
- Nie potrzebujesz tego. Nie.
Intensywność tego spojrzenia mówiła sama za siebie. Nie trzeba było tutaj nic już dodać. Dała mu czysty, wyraźny znak, że wie. A przynajmniej sądzi, że wie co mu chodzi po głowie. Twój ruch, złotko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Wto Sty 21 2014, 16:02

Oliver już po raz kolejny od miesiąca, znów, dzisiejszej nocy przebudził się nagle, jakby ktoś przyłożył do jego skóry palące się łuczywo. I możecie być pewni, że to uczucie nie należało do najprzyjemniejszych. W śnie siedział na brzegu łóżka, a na stoliku w pokoju leżała gama towarów, których on chciałby rozłożyć mnóstwo w swoim organizmie, poupychać na zapas, co by tylko wylądować znów na bezpiecznej granicy obłędu. W tym jednym momencie zapomniał o rodzinie, o Juno. Sny nałogowca prześladowały go. Odczuwał tylko skrajne emocje, a w jego przypadku to był ból i strach. Ból zatrzymywał go przy zdrowych zmysłach, gdy antybiotyki przestawały działać. Jak teraz, gdy musiał zniszczyć dłoń, by znów poczuć cokolwiek, by zmusić kogoś, by go pożałował i wręczył leki. Bo to największa nagroda dla takiego lekomaniaka jak on. Nie był spokojny. Jego wzrok był rozbiegany, szukał wyjścia. A jednocześnie nie wiedział od której potrzeby powinien zacząć, czy od bliskości której mu brakowało czy od odnalezienia spokoju w duszy... Czy co? No właśnie, co miał dziewiętnastoletni chłopak, który kompletnie nie wie, w którą stronę ma wyjść. Był już dobry w pływaniu w trzeźwości gdy udaje wariata, a udawanie przenosiło się powoli na to kim był. I choć magia była skuteczniejsza w leczeniu uzależnień to miał wrażenie, że potrafi równie dobrze ogłupić. Gdyby ktoś wetknął w kogoś "obliviate" i pozbawił go bagażu wspomnień, to wcale nie znaczy, że przestałby brać instynktownie by tego szukał na tym korytarzu, dłoń byłaby tak samo stłuczona, a Neva tak samo zaczepiona. I dialog byłby ten sam, nawet gdyby nie wiedział, że nazywa się Watson... Może wtedy życie nie wydawałoby mu się tak głupim pasmem zmartwień.
Przebiegł wzrokiem po jej twarzy. Była delikatna, skupiona, piękna, ale krzycząca. Znacząco kontrastowała z ciemnym korytarzem. I chciał jej dotknąć, aby przekonać się o tym czy jest prawdziwa. Jednakże nie wyciągnął zdrowej ręki do przodu, gdyż kiedy ujęła tą chorą przeszedł go dreszcz. Jeden z pierwszych, kiedy ktoś dotykał go przypadkiem, nieznacząco, bez zobowiązań, a jednak tak, że nie potrafił odpuścić wzroku z tej osoby. Był uzależniony od używek, był uzależniony od drugiego człowieka. Nie mógł teraz być sam, choć desperacko potrzebował przeciwbólowych. Zignorował jej uwagę o kilku zaklęciach. Jeśli usunie ból, to nie usunie potrzeby wzięcia czegokolwiek. Ona tego nie rozumiała? Chciała go zatrzymać? Grać w dziwną grę? Na ile mógłby jej pozwolić?
- Nie wiesz czego potrzebuję. - rzucił luźno, bezczelnie, na tyle głośno by mogła zrozumieć, że temat na wpół jest skończony. - Nie... Znaczy biłem się. - Wzruszył ramionami. Chciał powiedzieć prawdę. Dopiero kilka chwil później złapał się na tym, że samookaleczenia się będą brane pod uwagę jako kolejna dysfunkcja na liście jego życia. Nie chciał kolejnej. Dopóki można jeszcze kłamać, tuszować. Chciał to robić, bo było to zdrowszym wyborem.
- Daj mi coś przeciwbólowego. - Ponowił prośbę bez względu na to czy była apteką czy mieszkała obok apteki czy przechodziła obok gdy szła do Hogwartu. Nieważne.
Daj mu to. To jedna z wielu rzeczy, o które poprosi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 40
  Liczba postów : 393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Sro Sty 22 2014, 17:20

To nie było optymistyczne podejście. Ale trudno o takie, kiedy życie wali Ci się w praktycznie każdej możliwej sferze. Neva nie wiedziała z czym Watson się borykał, co go spotkało, jak bardzo cierpiał. Nie miała bladego pojęcia. I nie rozumiała, jakim cudem byle jaka tabletka może przywrócić wewnętrzny ład. A przynajmniej stworzyć takie pozory. Na dobrą sprawę, nigdy nie posiadała nałogu. Nawet fajki, które tak lubiła palić, potrafiła z dnia na dzień odłożyć, zrobić sobie przerwę, choćby i roczną. Nie dręczył jej wówczas głód nikotynowy, nie ciągnęło jej do tego. Może to kwestia siły charakteru, a może jakieś biologiczne uwarunkowania? Nie wiadomo. Niektórzy po prostu tak mają.
Chociaż Drayton musiała przyznać, że było w jej życiu coś, co działało na nią uzależniająco. Adrenalina. Szybsze bicie serca, poczucie zagrożenia, a jednocześnie myśl, że nie jesteś niczym ograniczony, dziwny rodzaj siły wynikający z tego tytułu.. Tak, to sprawiało jej przyjemność. Ktoś z rodziny powiedział kiedyś, że Neva stoi jedną nogą w grobie i czerpie z tego chorą satysfakcję. Machnęła wtedy ręką i stwierdziła, że zatroskany członek familii wyolbrzymia, po czym w nocy znów wymknęła się z domu, by wziąć udział w wyścigach. Nikt nie jest idealny, co? Powoli zaczynam wierzyć, że każdy człowiek ma jakiś nałóg. Tylko mniej lub bardziej niebezpieczny.
Zdaniem brunetki, Oliver wybrał sobie jedną z najgorszych rozrywek. Aczkolwiek pomimo braku podobnych doświadczeń i wiedzy na temat tak silnego pragnienia, wciąż potrafiła domyślać się i obserwować. I wiedziała, że nosi on w sobie duży ból, bo widziała jego oczy. Nie bez powodu nazywamy je oknami duszy. Wystarczyło na niego spojrzeć, by osądzić, że coś tu jest zdecydowanie nie tak, że wyniszcza się, bądź wyniszczał, dzień po dniu, a teraz ponosi konsekwencje. Wyraźnie szukał ucieczki, chciał się wyrwać, ale nigdzie nie zauważył ku temu dobrej drogi. Więc postanowił powrócić na starą, dobrze znaną..  A może Neva była w błędzie, doszukując się czegoś, czego nie było i źle interpretując widok przed sobą? Same pytania. Tak, czy siak, spostrzegawczość to cenna cecha. Dość brutalnie potraktowana i zapomniana w tym szybkim, zabieganym świecie.
Drayton zamrugała, chwilowo zakłócając kontakt wzrokowy. Nie stracił on jednak ani trochę na swojej.. płomienności? Czy tak to można było nazwać? Sama nie wiem. Co nie zmienia faktu, że gdyby ktoś trzeci przybył teraz na ten korytarz, mógłby znaleźć się w dość krępującej sytuacji, bo ta scena rozgrywająca się koło okna była za bardzo intensywna, absurdalna, dziwna.. Po prostu za bardzo. Za prostym dialogiem kryło się coś głębszego, niemal namacalnego. I to sprawiało, że brunetka poczuła się otumaniona, jakby przed chwilą wzięła jakieś prochy.
- Masz rację, nie wiem. Więc oświeć mnie. – odrzekła, nieco zirytowana. Denerwował ją sposób, w jaki teraz na nią wpływał, ta jego dziwaczna aura, to wszystko.. Miała ochotę dotknąć go, przyciągnąć, zaradzić coś tej sytuacji, a równocześnie potrząsnąć nim lub dać mu w twarz. Tak sprzeczne emocje.
- Nie mam. Dotarło?
A teraz mógł już iść. Przecież i tak to zrobi, prawda? Szukał leków, nie towarzystwa. Przymknęła powieki, jak gdyby oczekiwała, że gdy je podniesie, jego nie będzie. I naprawdę nie ogarniała, dlaczego jest jej tak ciężko z tą myślą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Sro Sty 22 2014, 18:42

Oliver miał zły dzień, miesiąc, rok... Cholera jasna. A tak właściwie to... Czymże to wszystko było? Niczym. Niestety, a i stety warunkiem jego istnienia byli ludzie. Nie umiał być sam, nie akceptował samotności, uwielbiał się śmiać, stroić żarty, brać, latać, unosić się zdecydowanie wyżej niż ty odważyłbyś się pójść. Zawisnąć przy chmurach. Największe marzenie daleko wyjęte z normalności. Zaburzeń milion. Nie chciałbyś żadnego z nich posiadać w swojej osobowości. Oliver nie potrzebował jednak współczucia. Nie, nie chciał też, aby ktoś go słuchał. Odcinał się od uczuć ludzkich. Jego siostra napisała mu list, a przecież on nadal spoczywał na blacie, na którym Watson go położyła. Bo Oliver nie sprzątał tam nawet nieważne było to, że sprzątanie ograniczałoby się do machnięcia różdżką. Łatwo się denerwował. Jego organizm był wątły. Był zbyt szczupły jak na budowę swojego ciała, praktycznie nie istniał. Leczenie w magicznym świecie było skupione na zupełnie innych kwestiach. Miał żyć w normalnym świecie, lecz jeśli nie stawiłby się do szpitala raz dziennie, albo raz na dwa dni, to znaleźliby go tylko po to by spisać go na straty. Tam zmuszony był rozmawiać z psychologami, którzy uczyli go współczucia, nie takiego, że "och żal mi cię". Uczyli go współczucia na podłożu "to jest ciepłe, to poczujecie razem". Nie do końca rozumiał jakimi schematami rządzi się ten świat, jednak próbował iść powoli do przodu, choć już przez ten czas dostał kilka razy w twarz. Teraz źle się czuł. Bardzo źle. Nie chciał widzieć nikogo, kto wiedziałby, że to on, ten ćpun. Wolał się ukryć, ale Neva nie chciała mu pomóc. Nie chciała dać leków, choć jak Oliver się przekonał, stałym ekwipunkiem kobiety była paczka leków przeciwbólowych na wypadek dostania okresu. I to było dosłownie wszystko... Jedna... No dobra. Dwie tabletki. Dwie kapsułki, dwie malutkie kapsułki, których powierzchnia nie była zbyt wielka, objętość znikoma, ale byłyby dobroczynne dla niego. Na chwilę ukoiłyby chorą potrzebę wzięcia czegokolwiek, choć bólem zajęłyby się jak ostatnie, o ile w ogóle. Przyłożył zsiniałą dłoń do czoła. Odgarnął z niego włosy. Z trudem wytrzymał ból rozprostowywania palców, lecz to nie przeszkodziło mu, żeby przygwoździć Ślizgonkę do ściany... Uczyli go współczuć. Jak ją zatem zmusić do tego, aby wiedziała, co on czuje, na chwilę zrozumiała sytuację ze strony opętanego szaleńca, a potem wróciła do siebie? Czy to w ogóle było możliwe? Wszak była obca.
Odgarnął część włosów z jej twarzy przez moment łapiąc się na tym, że doszukuje się w niej podobieństwa z Juno. Nie była blondynką. Miała inne imię, nazwisko. Inny kolor oczu. Inny kontur ust. Jak to możliwe, że tyle zapamiętał? Może pewne rzeczy już sobie wmówił, a może cała Primrose była dla niego jak litania, którą zbyt często przykładał sobie w głowie do myśli, które chciały brać i krzywdzić wszystko. Mimo to zdrową dłonią przejechał po policzku Nevy, aby zaraz wpić się w jej usta bez pytania. Gotowy na przyjęcie siarczystego policzka. Gotów na wszystko. Nie spodziewałby się więcej, gdyby nie to, ze wiedział, że Neva może coś mu dać. I to może było nawet lepsze od wyżej oczekiwanych tabletek?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 40
  Liczba postów : 393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Pią Sty 24 2014, 16:52

Otworzyła oczy i.. niespodzianka, wciąż tu był. Milczący, zamyślony. I chociaż z jednej strony wolałaby żeby gdzieś już zniknął, bo jego obecność zdawała się przytłaczać ją i wywoływać bardzo mieszane odczucia, to i tak w pewien sposób doznała ulgi. Cholernie idiotyczne zważając, że praktycznie w ogóle się nie znali. Ale byli do siebie podobni, przynajmniej pod jednym względem – ona też potrzebowała drugiego człowieka. Chociaż tak często odpychała od siebie osoby, które były skłonne i zdolne do zagrzania miejsca w jej sercu, oddzielała się od nich grubym murem i udawała, że przecież jest taka niezależna od niczego, nie potrzebuje nikogo przy swoim boku, to jednak gdzieś tam głęboko w środku samej siebie bała się samotnego losu. Pragnęła mieć pewność, że kiedy tylko tego zapragnie, ktoś zjawi się i będzie gotów przesiedzieć z nią godzinę, dwie, dobę. A gdy już zacznie potrzebować dystansu, odejdzie bez pretensji. Absurd goni absurd. Czy w ogóle była możliwa taka relacja? Oto jest pytanie.
Nie okłamała go. Naprawdę nie trzymała niczego przy sobie. Nie miała w zwyczaju być przygotowaną na każdą ewentualność. Zresztą, jak na taką drobinkę próg bólu posiadała naprawdę wysoki. Nie wiedziała, z czego to wynikało, może z genów. Na ogół bardzo dobrze radziła sobie z fizycznym cierpieniem. Łzy były ostatecznością. Niechcianą, słoną cieczą, jaka wypływała z jej oczu w podbramkowych sytuacjach, gdy nawet nie miała nad tym panowania. Zazwyczaj w podobnych chwilach po prostu wyłączała się i przestawała myśleć na temat tego, co czuje. Potrafiła odciąć się od męki, skupić na czymś innym. I tak pomniejszała swój ból. Pozazdrościć takiej umiejętności.
Aczkolwiek teraz nie miało już to żadnego znaczenia, w sensie to, czy miała te tabletki, czy też nie. Przekaz najwyraźniej dotarł do studenta, więc cel został osiągnięty. Przez chwilę Drayton naprawdę nie wiedziała, co teraz się wydarzy. Chwilowo zastygł w ruchach, co dla niej zdawało się ciągnąć długimi minutami. Mógł dostać szału. Uderzyć ją, wściec się. Albo odejść jak najdalej, korzystając z jeszcze dostępnej ku temu okazji. I kiedy tak rozważała różne opcje, Oliver przystąpił do działania.  Zderzenie z twardą ścianą nie było przyjemne. Jej kręgosłup mógłby to potwierdzić, gdyby tylko umiał. Zaskoczył ją. Do tego stopnia, że nie była w stanie nic powiedzieć. Ani zrobić. Po prostu wpatrywała się w niego, wciąż z nierozwiązaną zagadką pod hasłem co-dalej. I w momencie, kiedy on doszukiwał się czegoś w jej twarzy, ona zrozumiała. Nic jej nie groziło. Nic, z czym nie mogłaby sobie poradzić, co sprawiłoby jej krzywdę. Dotyk jego dłoni na jej policzku był zaskakująco delikatny, chłodny. A później nastąpił agresywny atak. Jego usta, jej usta, pocałunek. Nie protestowała. Luźno objęła jego szyję i jakoś tak automatycznie przyciągnęła go bliżej. Poddała się temu, odpowiadając z równą mocą i pogłębiając to, co zaczął. Było namiętnie. Zupełnie, jakby w ten sposób próbowali coś sobie wytłumaczyć, przekazać. Może nawet przelać na tą drugą osobę wszystko to, co kłębiło się w ich głowach. Przyjemna alternatywa dla dialogu.
Przygryzła jego wargę. Mogło zaboleć, chyba nawet chciała, żeby tak było. Jej dłonie spłynęły po jego ramionach na klatkę piersiową. I wyczuwając pod jedną z dłoni bicie serca Watsona, oprzytomniała, doznając silnie opóźnionej reakcji. Gwałtownie oderwała się od niego. Odepchnęła go, jednak na nic nieznaczący dystans długości połowy ramienia. Szał, no no.
Nie powiedziała ani słowa. Po prostu spojrzała na niego, oczekując, aż to on coś z siebie wykrztusi. Albo zainicjuje. Slytherinie, nie wiedziała czego chce. Obyś Ty wiedział, Watson.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Sob Sty 25 2014, 14:41

Kochać czy być kochanym... Nie. Nie będziemy o tym teraz rozmawiać. Był głodny wszystkiego. Był gotów teraz napchać się jakimikolwiek wrażeniami, co by tylko oczyścić umysł, zabrać go od desperackiej potrzeby wrzucenia w siebie leków. Ogarnęła go furia z powodu niemocy, która była jak na złość wszędzie... Jak na złość. Bo nie pragnął jej choćby była najseksowniejszą kobietą na świecie i używała wobec niego najbardziej kuszącego języka, który żądałby od niego namiętności. Nie pragnąłby jej. Bo wypalała w nim całą zgromadzoną dobroć, której i tak było niewiele. Może mniej niż kocich łez. A czy ktoś widział płaczącego kota? Już teraz budzi się zatem przerażenie, że może do końca przebity nicością jest już po prostu żyjącym istnieniem, lecz nic poza tym sobą nie reprezentuje. Wszak zniszczył już wszystko i wszystkich jak nieuświadomione dziecko, które nadal dążyło do... Do niczego konkretnego. Dziecko miało swoje potrzeby, należało mu je zaspokajać, niczego więcej nie potrafiło. Podobnie było z Oliverem. Wiedział kiedy jest głodny, kiedy chce mu się pić, kiedy potrzebuje drugiej osoby, czyjejś uwagi aż wreszcie leków. Kiedy? Przymknąwszy powieki prowadził zdrową dłoń po jej talii, smakował jej ust. Dotykał jej tak, jakby to ona była lekiem przeciwbólowym, którego potrzebował. Delikatnie, acz natarczywie. Stanowczo acz uważając, aby nie połknąć jej za szybko. Aby wciąż miał wrażenie, że jest obok niego. I była. Gdy odepchnęła go od siebie on również milczał. Czarne oczy świdrowały ją jakby wzrokiem jednocześnie będąc zupełnie gdzie indziej, bo trudno było teraz mówić o tym, że wiedział, że stoi przed nim Neva, że on sam wie, iż nazywa się Oliver, a pomiędzy nimi jest tylko kilkanaście centymetrów dystansu, których nie musisz pokonywać mugolskim samochodem, ani rower... Wystarczy jedynie pochylić się bliżej ku sobie i znów byliby razem. Przyłożył dłoń do jej ramienia wspinając się do szyi dziewczyny, jakby teraz zamierzał zbadać jej puls. A czy właśnie oto chodziło? Ucałował ją w policzek przytulając ją do siebie jakby była najdelikatniejsza, choć właściwie chciał jej teraz spróbować na setkę sposób jeszcze nie miał odwagi po to sięgnąć. Nie pozwoliła mu... Odrzuciła go. Zbyt często spotykał się z odrzuceniem, by teraz gwałtownością sięgnąć po wszystko, co byłoby mu potrzebne. Acz na ile ten zdrowy rozsądek obejmie jego męki?
Znów musnął ją w szyję, znów przebiegł spuchniętą ręką po biodrze i czuł ból i czuł jej bliskość. Czuł na razie te dwie rzeczy i choć możliwe, że jego oczy stały się teraz z powodu tego bólu nieco szkliste, to nic nie wskazywało na to by zrezygnował z tej bliskości. Nie teraz. Nawet nie wiedział jak bardzo tego potrzebował...
Skradł jej pocałunek, znów dłuższy, zanim oddalił się o te kilkanaście centymetrów jakby zastanawiał się czy ona daje mu na to przyzwolenie. Dotknął jej włosów, były puszyste, układały się w subtelne fale... Przeniósł je na prawie ramię Nevy.
- Bardzo lubię Twoje włosy. - Rzucił luźno, choć o wiele bardziej chciał powiedzieć "bardzo dobrze jest mi Ciebie całować, zróbmy coś więcej. Nawet tutaj".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 21
Skąd : Petersburg, Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 40
  Liczba postów : 393
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6781-neva-r-drayton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6784-come-as-you-are
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6785-nevowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7201-neva-ruby-drayton




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Nie Sty 26 2014, 03:35

Tylko to przeciągłe spojrzenie. Spotkanie czarnych i piwnych tęczówek. Tylko to dla niej się teraz liczyło. Bo nic innego nie miało w tym momencie większego znaczenia. W jej głowie zagościła całkiem przyjemna pustka. Miło było od czasu do czasu wyzbyć się miliona natrętnych myśli, które kłębiły się, przeplatały i zagracały każdy choćby najmniejszy zakamarek jej świadomości. Nie nastąpiła żadna konsternacja, a jedynie duży, niczym niezmącony spokój. Z opanowaniem i czystym umysłem patrzyła w jego oczy, już nie doszukując się w nich emocji. Bo nie była pewna, czy  rzeczywiście chciała je poznać. Zdecydowanie wolała po prostu zagłębić się w tę czerń, utonąć w niej i przepaść.
Wciąż dotykał jej ciała. I nie przeszkadzało jej to. W zasadzie to przeszkadzałoby, gdyby tego nie robił. Kiedy zawędrował ku jej szyi, przymknęła powieki. To było bardzo czułe miejsce. Jedno z wrażliwszych, jakie posiadała. Nie umiała pozostać obojętną na coś takiego. I znał się na rzeczy, skoro to przeciw niej wykorzystał. Kąciki jej ust nieznacznie uniosły się ku górze w reakcji na jego dalsze czyny. Nikt nigdy tak subtelnie się z nią nie obchodził. Postępował z Drayton tak, jak gdyby zaraz miała rozsypać się w jego rękach i zniknąć. To było… nowe. W pewien sposób elektryzujące, a nawet rozkoszne. Całus w policzek, przytulenie, muśnięcie szyi. Bliskość w najczystszej, pełnej postaci. I skoro już mowa o kotach, Oliver przypominał Nevie jednego z nich. Tą subtelnością ruchów. Zupełnie jak jej sierściuch Romeo, który generalnie przez większość czasu miał ją gdzieś, ale każdej nocy wdzierał się jej do łóżka i układał blisko, delikatnie ocierając łebkiem o ciało właścicielki. Dopuszczając się tego porównania, nie mogła powstrzymać parsknięcia śmiechem. Nie było sensu tłumaczyć Watsonowi tego, co przed chwilą wpadło jej do głowy. To było kompletnie nieistotne. I poronione, ale to już inna sprawa.
Nevy, o dziwo, nawet nie przejął fakt, że student zignorował to drobne odrzucenie na nikły dystans. Że nie przerwał tego, co zaczął, chociaż odepchnęła go. Dlaczego? Potrzebowała tego kontaktu. Równie mocno, co on. Postanowiła to przed chwilą ukrócić, ponieważ poczuła się niepewnie. Nie lubiła być zależną. A w tym momencie była zależna od jego obecności, od dotyku jego skóry, warg. To było chore. Czyli jak najbardziej w ich stylu, prawda? Znowu ją całował, a ona nie protestowała. Otworzyła oczy, kiedy się oddalił. Słysząc to, co powiedział, pokręciła głową z dziwnym uśmiechem na ustach.  Ale lubię Twoje włosy, glany, cienkie papierosy..
- Bardzo lubię Twoją twarz. – zrewanżowała się, patrząc na niego ciekawie. Sięgnęła ręką po nadgarstek jego zdrowej ręki i przyciągnęła Olivera do siebie, zaraz jedną dłoń umiejscawiając na jego ramieniu, a drugą na policzku, po którym lekko, powoli błądziła. Jakby chciała zapamiętać każdy szczegół. I tak wodziła opuszkami palców po jego twarzy, przechodząc przez czoło i kończąc na ustach.
- I blizny. – wyszeptała w jego wargi, po czym złączyła je ze swoimi. Długo, seksownie, zachłannie. Chciała więcej. Potrzebowała więcej. Musnęła jego obojczyk, by po chwili znów powrócić na usta. Były miękkie i ciepłe. Gdyby wypowiedział na głos to, co chciał, niewykluczone, że jej odpowiedź brzmiałaby „tak”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Nie Sty 26 2014, 11:38

Tu, blisko, jakby za blisko, acz dobrze. Bądźmy tu, gdy oboje możemy tu być. Choć gdyby coś nam tego zabraniało to przecież możemy nadal trwać w tym wszystkim. Oliver powoli zwiedzał jej ciało, faktycznie nie robił tego nachalnie, jakby chciał ją tu rozebrać i wykorzystać. Napawał się tym powoli, jakby kolejnym buchem papierosowym, choć warto wiedzieć, że nie znosił palić... A jedynie mógł to podziwiać gdzieś na zdjęciach. Uśmiechnął się do niej, gdy odpowiedziała mu komplementem. To było miłe. Nikt dawno nie powiedział mu czegoś miłego i to zdecydowanie lepiej wpłynęło teraz na jego samopoczucie, choć trzeba przyznać, że w psychopatycznych tęczówkach nie czaił się głód komplementów, a raczej wciąż ten podstawowy... Lekowy, zastępowany teraz stopniowo przez nią. Jakby na ten wieczór mogła zostać tym lekiem, którego on potrzebował... Zostań lekiem na cały mój ból. - kto by pomyślał, że słowa artysty z piosenki będą teraz tak odpowiednie, tak pasujące... I mógłby jej to powiedzieć na głos, ale jeszcze nie. Jeszcze nie chciał nadawać jej roli na ten wieczór. Uniósł jej dłoń do swoich ust, aby musnąć ją delikatnie, jakby dopiero się poznawali według starych obyczajów. Następnie wspiął się tymi muśnięciami za nadgarstek, aż w końcu powoli ją do siebie przyciągnął pozwalając zapoznać się jej z zapachem tańszej wody kolońskiej i ze swoim ciałem, które było zbyt chude jak na tą budowę. Przebrnął dłonią przez burzę włosów dziewczyny całując ją w czubek głowy, jakby dopiero co godzili się po kłótni, jakby ona faktycznie znała się z nim na tym polu o wiele dłużej, a teraz oboje zmęczeni sobą kończyli... Choć może dopiero zaczynali, ale szli od końca? Zabawne z jaką zażartością mogą się spotkać na początku. Popatrzył na nią skupiony, doszukiwał się czegoś w jej twarz i widział to, choć nie potrafił nadać temu nazwy.
Przyłożył wargi do jej ust i przez moment zatopił się w kolejnym pocałunku uciekając od takich środków jak komunikacja werbalna. Sprawnie usadził ją na szkolnym parapecie, by teraz wtulić się w jej ciało, a i oprzeć się o nie tak, by słyszeć bicie jej serca, choć ciężko było tego dokonać przy przyspieszonym oddechu, które atakowało teraz go z każdej strony wybijając szybsze bicie krwi, która wręcz pędziła przez żyły będąc pompowaną w serce i znowu i znowu.
Jak to już ktoś powiedział to mógłby być dzień reszty jego życia.
Nie myślał o tym, że mógłby tak się stęsknić za drugim człowiekiem.

[zt x2] jesteś na feriach? to możemy się tam ustawić na wątek?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28748
  Liczba postów : 34321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Sro Mar 19 2014, 19:07

Wydawać by się mogło, że to kolejny spokojny poranek w Hogwarcie, podczas którego uczniowie spieszą na śniadanie do Wielkiej Sali. Pierwsze wrażenie bywa jednak mylne i w ten oto sposób uwagę biegnącego ile sił w nogach na swój pierwszy posiłek Evana przykuły hałasy. Rozejrzał się niespokojnie, zastanawiając, skąd dochodzi ów dźwięk i spostrzegł, że to jedna ze stojących zbroi zachowuje się dość… niecodziennie. Chłopak był tak zajęty próbą odgadnięcia zjawiska, że nawet nie spostrzegł, iż obok niego pojawiła się Kendra, również zainteresowana owymi dźwiękami. Wspólnie zastanawiali się nad tym wszystkim, lecz żadne z nich nie wpadło na to, co zaproponowała im akurat przechodząca tamtędy Phoenix – by zajrzeli do środka. Przystając na to ochoczo, wszyscy troje zbliżyli się do zbroi i otworzyli ją.

W tym momencie pierwsza osoba rzuca kostką, a wynik decyduje o dalszym przebiegu wydarzenia:
1,3 – W środku ktoś umieścił worek łajnobomb, które pod Waszym dotykiem wybuchają, paskudząc nie tylko Was, ale również wszystko wokół. Lepiej uprzątnąć to przed przyjściem woźnego, ponieważ będzie naprawdę wściekły, gdy zauważy bałagan.
2,5 – Znaleźliście sowę, którą najwidoczniej zamknęły w zbroi jakieś urwisy. Ptak jest ranny – ma problem ze skrzydłem. Musicie mu pomóc lub poprosić o wsparcie kogoś bardziej doświadczonego.
4,6 – Gdy tylko otwieracie zbroję, ze środka wylatuje gryzące frisbee, które natychmiast Was atakuje. Musicie jakoś unicestwić złośliwego przeciwnika i uleczyć rany, które na Was zostawił, ponieważ ślady zębów odciśnięte na dłoniach każdego z Was nie będzie przyjemną pamiątką.


Powodzenia!

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 23
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 33
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7790-evan-lynd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7809-jak-to-nie-chcesz-przeciez-chcesz-kazdy-chce#217144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7818-evana#217571




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Sro Mar 19 2014, 20:15

Evan zaraz po tym jak zwlekł się z łóżka i po tym jak się ubrał znowu się położył. Nie miał za dużo siły woli i musiał się znowu położyć. Jednak po chwili wstał i zszedł na śniadanie. Mimo, że wolałby cały czas leżeć w łóżku to cóż, nie ma tak dobrze. Skierował swoje kroki w w stronę Wielkiej Sali jednak po chwili zatrzymał się słysząc jakieś hałasy. Zmarszczył brwi i rozejrzał się dookoła. Podszedł do stojącej obok zbroi i nachylił się w jej stronę. To w niej coś było. Po chwili obok niego pojawiła się jakaś dziewczyna, której raczej nie znał albo znał tylko jej nie pamiętał. Po kolejnej chwili kolejna dziewczyna zaproponowała aby zajrzeli o środka. To był dobry pomysł i aż dziwne, że oni sami na to nie wpadli. Zajrzeli do środka i zobaczyli tam sowę. Evan uniósł zdziwiony brwi i włożył ręce do środka zbroi aby ją wyjąć. Rozejrzał się po twarzach dziewczyn z sową na rękach po czym przeniósł wzrok na ptaka. Dotknął lekko palcem jej skrzydła, z którym widocznie coś było zrobione.
- Znacie się na tym? -zapytał podnosząc wzrok. On osobiście nie widział co w takim przypadku robić i jego zdaniem najlepiej by było jakby zanieśli do kogoś te sowę ale jeżeli dziewczyny się na tym znały to pozwalał im się teraz wykazać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Skąd : Suneshine Coast, Australia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 235
  Liczba postów : 396
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7771-kendra-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7778-zaczep-mnie-porozmawiaj-moze-sie-nie-bedziemy-lubic#216474
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7812-napisz-przyslij-prezent-wyjca-nawet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8120-kendra-young#227637




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Czw Mar 20 2014, 18:00

Od pierwszego dnia w Hogwarcie polubiła Wielką Salę i jej monumentalność. Te wszystkie tematyczne przystrojenia, o których słyszała będąc jeszcze w Australii. Wiele czytała o Anglii, jej historii, mieszkańcach, jak również o Hogs i Hogwarcie. Niespodzianki nie należą do jej ulubionych, dlatego wolała wiedzieć coś o nowym miejscu, gdzie spędzi spory kawał czasu. Z tego też względu nie potrzebowała oprowadzenia po przybyciu, bo zaznajomiła się z rozmieszczeniem zamku, zanim zdążyła przekroczyć jego próg.
Kroczyła korytarzem przez pierwsze piętro, zmierzając na śniadanie. Dość ochoczo. Lubiła jeść, nigdy nie liczyła sobie kalorii, nie miała nigdy problemów ze zbędnymi kilogramami. Ah Lexie, Ty i te Twoje świetne geny. Niejedna przez to pozazdrościłaby Ci, że nie jesteś jej rodzicielką. Kednra jednak nigdy nie patrzyła na matkę przez takowy pryzmat. Bardziej przez taki, że na matkę to ona nadawała się sporadycznie, choć przecież niczego nie można było jej zarzucić. Smutne, bardzo smutne.
Wracając do kroczącej Young. Nawet się nie obejrzała, a stała przy jakimś Puchonie i przyglądała się hałasującej zbroi, trzymając rękę na różdżce spoczywającej w kieszeni. Poszumiało, pochuczało, zaskrzypiało, aż obok pojawiła się kolejna osoba proponująca sprawdzenie co jest w środku. Chłopak, jako, że odważny i w ogóle, zajrzał w głąb zbroi i wyciągnął z niej sowę. Małą, zranioną sóweczkę, która była mniej przestraszona niżeli cała trójka.
- Daj, ja spróbuję.. - sięgnęła po różdżkę do kieszeni i zmrużyła oczy, przywołując w myślach formułę zaklęcia. Znała je dobrze, uwielbiała zaklęcia.
- Ferula - powiedziała powoli, wykręcając kilka razy nadgarstkiem i machając końcem różdżki nad skrzydłem zranionego ptaka. Czekając co się wydarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 15
  Liczba postów : 9
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9942-elijah-knottley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9948-elijah#277265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9945-elijah-knottley




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Sro Lis 26 2014, 15:09

Mam nadzieję znaleźć się gdzieś sam. I to nie tak sam, jak w dormutorium, gdzie zaraz może ktoś wkroczyć, ale zupełnie sam. Gdzieś, gdzie będę miał pewność, że nikt tej wspaniałej samotności nie zepsuje. Takim miejscem był rzadko odwiedzany korytarz, na którym znalazłem się zaraz po śniadaniu w pewną sobotę. Dzień, jak co dzień. Odpoczynek od lekcji. Od wszystkiego. Ale nie umiałbym odpocząć w pokoju wspólnym pełnym wybuchów śmiechu i biegających wszędzie dzieciaków. Potrzebuję ciszy, dlatego znajduję się tutaj, w półmroku, zupełnie sam ze swoimi myślami. Opieram się plecami o chłodny mur i wbijał wzrok w przeciwległą ścianę. Myślę o tym, jak ostatnio nic się nie dzieje. Jaką mam pustkę w głowie i jak żyję tylko od rana do wieczora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Skąd : Dover
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 20
  Liczba postów : 11
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9944-wednesday-ainsworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9947-sroda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9952-wednesday#277298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9951-wednesday-ainsworth#277297




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na I piętrze   Sro Lis 26 2014, 21:58

Ten korytarz, jak i wiele innych, były oblegane cały czas w czasie lekcji. Teraz, wszyscy ucichli, schowali się w swoich dormitoriach, robią jeszcze prace domowe, śmieją się. Hałasują. A ja? Ja kocham korytarze o tej porze. Można szepnąć "lumos" i czytać, czytać, czytać. Albo zaszyć się w mroku korytarza i rozmyślać. Tak tez zrobiłam dzisiaj, dopóki nie przerwało mi pojawienie się jakiejś osoby. Chłopak oparł się o chłodny mur i zaczyna intensywnie przyglądać się ścianie. Jest niewysoki, Ślizgon. Cicho się poruszam i bardziej opieram plecami o ścianę. Zwykle inni uczniowie kompletnie mnie nie interesują, ale ten tutaj chyba tak samo jak ja uciekł od zgiełku w dormitorium. Nie odzywam się, ani nie wstaję, to fascynujące tak na niego patrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Korytarz na I piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz na VII piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Tajemniczy korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
-