IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Łazienka Jęczącej Marty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4962
  Liczba postów : 4428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Łazienka Jęczącej Marty   Pią 11 Cze - 17:27

First topic message reminder :


Lazienka Jeczacej Marty
Czasem można tu spotkać jakiegoś zabłąkanego ucznia, łazienka jednak nie cieszy się zbytnią popularnością, z prostego powodu - zamieszkuje ją wyjątkowo płaczliwy duch - Jęcząca Marta. Na jednej z umywalek dostrzec można mały rysunek węża, dzięki któremu, jak głosi legenda, można otworzyć przejście do Komnaty Tajemnic.




Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Sob 6 Wrz - 17:53, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 150
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5325-charlie-brown
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5331-relacje-czarliego-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5326-charlie-brown




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie 20 Paź - 16:40

Charlie przyjrzał mu się ze zdziwieniem na twarzy, ale nie odpowiedział nic na komentarz o butach; dla niego ubrania to ubrania, często zdarzało mu się postępować zgodnie z zasadą 'raz noszone, wyrzucone!' i nie żywił jakichś szczególnych uczuć do konkretnych ubrań... no tak, ale to może tylko on był takim dziwakiem?
Na wzmiankę o nauczycielach rozdziawił usta, nie wiedząc do czego chłopak pije, kiedy uświadomił sobie, że macanie kranów to naprawdę duże dziwactwo i co poniektórzy, tutaj wspomniał Averego i mimowolnie zacisnął usta ze złości, puściliby ploty, że męskie członki mu nie wystarczają i szuka teraz czegoś twardszego. Skupił się na badaniu znaleziska, ale teraz był w kropce. Nie znał języka wężów, toteż zaczął zastanawiać się jak wielki huk może zrobić próba złamania zaklęcia Salazara Slytherina.

-No cóż, właśnie nie jestem i w tym problem... nie znasz kogoś wężoustego pewnie, prawda? Jeśli nie, to chyba pokuszę się o spróbowanie przełamania zaklęcia, ale boję się, że wysadzę w powietrze korytarz - mruknął bardziej do siebie, czując dotyk profesora na skórze. Uśmiechnął się w duchu wiedząc, jak się takie rzeczy w jego życiu kończą i posmyrał dłoń mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Kill Devil Hills, Anglia
Galeony : 40
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6811-wolfgang-vermonth-atwood-hansavritson#193905
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6812-wolfa#193907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6822-wolfgang-vermonth-atwood-hansavritson




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Pon 21 Paź - 19:03

Czyżby kolejny dowód mogący dołączyć do teczki z dokumentacją o jego rzekomej chorobie? Ostatnio coraz więcej osób wmawiało mu, iż jest nienormalny. Może wreszcie czas zacząć w to wierzyć...
Staczasz się Gang. Zaczęło interesować Cię zdanie innych...
Och, Hansavritson'owi przemknął przez głowę nieistotny fakt- gdyby odnaleźli rzekomo nieistniejąca komnatę, a na dodatek Charlie urządziłby w niej lekcje... Wzbudzili by nie małą sensacje, a reakcje poszczególnych uczniów i co bardziej... hmm... stosownych nauczycieli... Zakończmy może w tym momencie, przecież nie mamy na celu obrażenia żadnej osobistości. Chyba.
Wolf głośno westchnął. No tak, oczywiście... Czemu, do diaska, znowuż o niej pomyślał?
-Nie znam. Zazwyczaj to jacyś członkowie Slytherinu.- w głosie Wolfganga dało się wyczuć pewną kpinę. Nie ukrywajmy- Brown z całą pewnością zdawał sobie sprawę, jednak najwyraźniej miał jakiś powód by nie wysuwać żadnej kandydatury.- Wiesz... Korytarz to nic takiego, gorzej z nami.- mruknął zabawnie ściszając głos.- Pewnie nikt nawet nie zauważy.- wyszczerzył się jak głupi. No zgoda, głupi akurat był naprawdę.
Ach, niecne profesorki... Już próbują? To nieco ryzykowne. Mimo wszelkich wątpliwości Wolf wcale nie odsunął się od mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 150
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5325-charlie-brown
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5331-relacje-czarliego-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5326-charlie-brown




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Wto 22 Paź - 18:23

Charlie obawiał się tylko, że przeciwzaklęcia Slytherina odbiją jego czary i zabiją ich obu. Nie, to był zdecydowanie zły plan, kiedyś znajdzie jakiegoś wężoustego ucznia, który w zamian za drobną przysługę z jego strony wyświadczy mu tę przyjemność i otworzy wejście do Komnaty. Z drugiej strony, w ostateczności będzie mógł zbadać, jakie czary obronne chronią wejścia i dopiero wtedy spróbować je przełamać. Na chwilę obecną mógł tylko stać i głupio wpatrywać się w szmaragdowe oko węża, czekając aż mrugnie, zapraszając go do środka. Wątpił też, czy jeśli zapuka do umywalki, to otworzy mu lokaj Slytherina i zaprosi do tajemnej komnaty swego pana.
-Taa, ale głupio byłoby pytać każdego, czy rozmawia z wężami. Ostatecznie umiejętność ta źle się kojarzy i nikt by się pewnie do tego nie przyznał - mruknął. -Swoją drogą, pewnie pomyśleliby, że Brown porwał Hansavritson i gwałci go w jakiejś jaskini w Skandynawii - dodał sarkastycznie, przypominając sobie, że jego orientacja budziła tutaj wiele kontrowersji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Kill Devil Hills, Anglia
Galeony : 40
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6811-wolfgang-vermonth-atwood-hansavritson#193905
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6812-wolfa#193907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6822-wolfgang-vermonth-atwood-hansavritson




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sob 26 Paź - 10:13

/Wybacz, że dopiero teraz. ;c/

Oczywiście żadnej możliwości nie jesteśmy w stanie wykluczyć. Pewnie niewiele osób ubolewałoby nad ich śmiercią... Właściwie to jest nawet smutne. Znaczy... pewnie dla kogoś normalnego byłoby to smutne. Cóż, płaczu tutaj nie ujrzycie. Reakcja Wężoustych była nie do przewidzenia. Było wiele opcji- począwszy od śmiechu skończywszy na zwyczajnym zaprzeczeniu tego daru. Mimo wszystko- jeżeli mężczyźni chcą wejść do domniemanej komnaty, muszą zwrócić się do kogoś obdarowanego. Zapewne sami sobie nie poradzą. Z kolei Wolf nie miał najmniejszego zamiar sterczeć w miejscu i wyglądać tak... jak Charlie. Uśmiechnął się do profesora i powiedział:
-Znasz uczniów Slytherinu, pytaj tylko tych po których możesz spodziewać się pomocy.- wzruszył ramionami. Jego wypowiedź w żadnym stopniu nie była błyskotliwa i on zdawał sobie z tego faktu sprawę.- Zapewne nie byłoby to takie straszne jak brzmi.- zaśmiał się cicho. Sugerował wiele, cóż, po to żył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 150
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5325-charlie-brown
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5331-relacje-czarliego-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5326-charlie-brown




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sob 26 Paź - 11:28

-Uczniowie ze Slytherinu raczej nie są osobami skorymi do pomocy... A wężouści to pewnie wcielenie chamstwa i arogancji, więc musiałbym chyba wszystkim na obiedzie dolać veritaserum, albo grzebać każdemu w umyśle - powiedział, krzywiąc się z niezadowolenia. Inwigilacja całego domu raczej nie wchodziła w rachubę, uczniów jest za dużo, poza tym nie miał pewności, czy w Hogwarcie ktoś wężousty w ogóle się znajduje. Porwał się z motyką na słońce, ale halo, raz się żyje. Wyciągnął różdżkę i odsunął się, ciągnąc za sobą Wolfanga. YOLO, Brown, najwyżej oboje zginiecie. Może Slytherin tylko ukrył komnatę, nie zabezpieczając jej innymi czarami - a jeśli tak, to należało to sprawdzić. Mruknął 'Protego', chcąc w razie czego osłonić się przed wysadzonymi odłamkami. Wycelował różdżkę w kran i wypowiedział w myślach 'Confringo!'; odruchowo zamknął oczy, oczekując lecącego pyłu i kawałków zlewu, ale zaklęcie spowodowało jedynie kilka pęknięć, przez które zaczęła się lać woda. Rzucił zaklęcie jeszcze raz, ale nie wciąż nie powodowało większych szkód. Zezłoszczony usiadł na ziemi, wpatrując się w kolegę.
-No i po heroicznym badaniu Komnaty.
Przyglądał się Wolfangowi, czekając na jakąś reakcję. Nagle przypomniał sobie, że za moment jest zebranie, jeśli się tam nie zjawi, Hampson go zrzuci ze szczytu wieży astronomicznej!
-O matko, zaraz jest zebranie! Tobie też radzę przyjść - krzyknął, zerwał się z miejsca i wybiegł z łazienki. Miał nadzieję, że się nie spóźni, bo go powieszą w lochach i obedrą ze skóry, ehe.


[spoczi ; D z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 399
  Liczba postów : 443
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6942-faye-grey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8001-ale-ze-jak-to-nie-chcesz#223967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8018-napisz-do-mnie-chociaz-ty-3#224585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8002-faye-grey#224012




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie 20 Kwi - 20:52

Znalezienie szkicownika i ołówków zajęło jej około 15 minut. Przeszukała całe dormitorium lecz nie mogła znaleźć swoich rzeczy. Lekko podenerwowana stanęła na środku pokoju i syczała ze złości.
Kręcąc głową na boki złapała swoją torbę, różdżkę i wyszła z dormitorium. Udała się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Rozejrzała się po nim i dostrzegła na szafce swój szkicownik. Pisnęła uradowana, podbiegła do szafki złapała go i otworzyła. W środku znajdował się jej ołówek. Odetchnęła z ulgą i schowała zeszyt wraz z ołówkiem do torby. Różdżkę wsunęła do kieszeni i ruszyła do drzwi wyjściowych. Po drodze kątem oka zerknęła na zegarek. Nagle zatrzymała się w miejscu i palnęła się drobną dłonią w czoło.
-Tak Faye, jesteś głupia. A podręcznik do eliksirów? Miałaś się uczyć. - wymamrotała sama do siebie. Westchnęła głęboko i wróciła się po gruby podręcznik do eliksirów. Włożyła go do torby i wyszła z dormitorium. Ruszyła pędem przez korytarz w jakieś ustronne miejsce.
Po około 10 minutach znalazła się w łazience jęczącej Marty. Zatrzymała się koło umywalki, powoli rozejrzała się i powoli usiadła pod ścianą. Wyjęła z torby podręcznik do eliksirów i zaczęła go studiować. W końcu spokój przerwały czyjeś kroki. Odłożyła książkę na bok i spojrzała w stronę drzwi czekając na kto się w nich pojawi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Minneapolis w st.Minnesota(USA) szkoła w Salem
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 147
  Liczba postów : 96
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8113-silas-clark
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8115-czekoladowe-szalenstwo#225688
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8116-silesowa-poczta#225689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8117-silas-clark#225700




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie 20 Kwi - 21:08

Silas po skończonej uczcie samotnie przemierzał Hogwarcie korytarze by jakoś dostać się do Wieży Ravenclaw. Nie był tam jeszcze, a że zazwyczaj był osoba która sama musiała do wszystkiego dotrzeć własnymi siłami to nikogo na razie nie pytał o zdanie tylko parł przed siebie nie zwracając uwagi na to, że każdy odwracał się za nim. Czyżby aż tak przyciągał uwagę innych uczniów? No a może sprawiał to sam fakt, że był tutaj nowy a w dodatku bardzo inteligentny, bo brał przecież udział w "Złotym sfinksie". To zobowiązywało. Nagle coś go podkusiło by pchnąć drzwi które właśnie minął więc tak właśnie zrobił. Sądził, że to tutaj znajdzie męską toaletę, jednakże bardzo się pomylił w tym przypadku. Dostrzegł, że na posadzce siedzi jakaś dziewczyna. Przyjrzał jej się bliżej i od razu dzięki swojej spostrzegawczości dostrzegł, że to jest ta dziewczyna co mu się przyglądała w Wielkiej Sali.
-To ty mi się przyglądałaś w Wielkiej Sali. Mam rację?- zapytał od razu przez moment zapominając o tym, że powinien najpierw przeprosić za to że znalazł się w damskiej toalecie. Szybko jednak sobie o tym przypomniał.
-Przepraszam, tu jest tyle pomieszczeń. Zupełnie inne rozmieszczenie niż w Salem- wyjaśnił przepraszającym tonem. Jego uwadze nie uszedł też fakt, że dziewczyna uczyła się eliksirów, a że miał dobry wzrok to od razu zauważył stronę z tytułem: anidotum na eliksir miłosny. Uniósł wyżej brwi.
-Eliksiry miłosne nie zawsze bywają skuteczne, najlepiej wcale ich nie stosować, potem nie musimy robić na to antidotum- powiedział po czym uśmiechnął się lekko dostrzegalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 399
  Liczba postów : 443
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6942-faye-grey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8001-ale-ze-jak-to-nie-chcesz#223967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8018-napisz-do-mnie-chociaz-ty-3#224585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8002-faye-grey#224012




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie 20 Kwi - 21:23

Kiedy ujrzała czarnoskórego chłopaka od razu przypomniała sobie, że to Silas. Otworzyła szerzej oczy i przyglądała mu się uważnie przez chwilę.
- Tak.. To ja. - odpowiedziała drżącym głosem. Przez chwilę wpatrywała się w niego uważnie. Nie widziała jak ma z nim rozmawiać. Była przerażona, nie widziała jak się zachować. Nie miała pojęcia, czy Silas wiedział, że jest jej bratem, spojrzała na niego kątem oka, speszona.
- Nic się nie stało, każdy może się pomylić, szczególnie, że jest z innej szkoły. - powiedziała spokojnie po czym wbiła wzrok w książkę. Nie potrafiła spojrzeć na niego normalnie z obawy przed tym, że chłopak zacznie na nią zaraz krzyczeć. Odgarnęła kosmyk rudych włosów z policzka i wsadziła go za ucho. Kiedy wspomniał o eliksirze, spojrzała na niego ze zdziwieniem, unosząc lekko brwi do góry.
- No tak, po co komu eliksir miłosny? Może dlatego, żeby nie był samotny.. - powiedziała ironicznym tonem, kręcąc delikatnie głową na boki. Ponownie wbiła wzrok w książkę i próbowała skupić się na nauce. Nie potrafiła jednak, gdyż ciągle zerkała na chłopaka swoimi czekoladowymi tęczówkami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Minneapolis w st.Minnesota(USA) szkoła w Salem
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 147
  Liczba postów : 96
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8113-silas-clark
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8115-czekoladowe-szalenstwo#225688
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8116-silesowa-poczta#225689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8117-silas-clark#225700




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie 20 Kwi - 21:53

Silas nie wiedział, że dziewczyna jest jego przyrodnią siostrą. Gdyby o tym wiedział to pewnie zachowałby się inaczej. Nie musiała się też bać, że ten zaraz na nią nawrzeszczy bo przecież nie miał powodów do tego by podnosić głos. Bardzo, naprawdę bardzo rzadko zdarzało mu się podnieść głos i nakrzyczeć na kogoś.
-Przepraszam, gdzie moje maniery. Jestem Silas Clark, uczeń ostatniej klasy w Salem. Przyjechałem na projekt ze specjalizacji eliksiry. Dyrektor stwierdził, że z moimi osiągnięciami nie ma innej opcji bym tutaj nie przyjechał. Każde wakacje spędzam na różnych konferencjach naukowych i koloniach alchemicznych, stąd taka wiedza- wyjaśnił uśmiechając się lekko. Silas miał taki problem, że jak już zaczynał coś mówić to był wręcz niczym otwarta księga z której można wyczytać dosłownie wszystko, niestety. Był też bardzo rozmowną osobą. Podał jej swoją dłoń w ramach powitania.
-Samotność? Powiem ci, że oszukiwanie drugiej osoby, że nas kocha poprzez dolewanie jej do wszystkiego napoju miłosnego na dłuższą metę się nie opłaca. Nie można nikogo zmusić do tego by nas kochał. Czasem też eliksiry miłosne mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc. Osoba może pokochać na przykład nie tą osobę, którą chcieliśmy by pokochała. Przedawkowanie też poważnie szkodzi- powiedział po czym przerwał na moment.
-Przepraszam, pewnie już zacząłem cię zanudzać. Gdy słyszę słowo eliksiry to jestem chory i nie mówię o niczym innym jak tylko o nich. Może to dlatego że właśnie z nich moja wiedza jest tak rozbudowana- zaśmiał się odrobinę nerwowo.
- Powiedz mi, dlaczego mi się tak przyglądałaś w Wielkiej Sali?- spojrzał na nią wnikliwym spojrzeniem czekoladowych oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Cambridge, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 399
  Liczba postów : 443
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6942-faye-grey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8001-ale-ze-jak-to-nie-chcesz#223967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8018-napisz-do-mnie-chociaz-ty-3#224585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8002-faye-grey#224012




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Wto 22 Kwi - 14:35

Wpatrywała się w niego uważnie swoimi czekoladowymi oczkami. Kiedy chłopak się przedstawił westchnęła cichutko i przygryzła dolną wargę delikatnie ząbkami.
-Faye Grey. -przedstawiła się nie spuszczając wzroku z chłopaka. Uścisnęła niepewnie jego wyciągniętą dłoń i pospiesznie wróciła do wpatrywania się w podręcznik do eliksirów. Po części Silas miał rację, a po części nie. 
-Zgadzam się z tobą po części. Jeśli człowiek jest tak bardzo samotny, że już nie wytrzymuje nie myśli logicznie. Myśli tylko o tym, żeby mieć kogoś bliskiego kogoś kto go pokocha takiego jakim jest. Kogoś kto nie będzie chciał go zmienić. -zaczęła mówić spokojnym i opanowanym tonem. Spojrzała na Silasa czekoladowymi tęczówkami. Westchnęła bezgłośnie i odłożyła podręcznik na posadzkę. Wstała i podeszła do umywalki, oparła się o nią dłońmi i spojrzała w swoje odbicie lustra. 
-Każdy potrzebuje kogoś bliskiego bo inaczej zwariuje. Niestety niektórzy ludzie nie mają takiego szczęścia i są samotni. W sumie jak by dobrze to przemyśleć to Eliksir Miłosny na krótki czas jest dobry. -skończyła mówić i westchnęła cichutko. Spojrzała na odbicie Silasa w lustrze przed którym stała. To była dość ciekawa wymiana zdań i Faye już zapomniała o jej zmartwieniach związanych z chłopakiem. Spojrzała na niego kątem oka słysząc jego słowa.
-Nie no, nie ma problemu. Nie przepraszaj. -powiedziała spokojnie i uśmiechnęła się delikatnie. Słysząc jednak kolejne słowa chłopaka znieruchomiała. 
-Nie wiem, tak po prostu. -wyjąkała cichutko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Minneapolis w st.Minnesota(USA) szkoła w Salem
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 147
  Liczba postów : 96
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8113-silas-clark
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8115-czekoladowe-szalenstwo#225688
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8116-silesowa-poczta#225689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8117-silas-clark#225700




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Wto 22 Kwi - 15:45

Chłopak stanął za nią gdy stała tak przy umywalce. Praktycznie stał za jej plecami, ale w odbiciu lustrzanym Faye doskonale widziała jego twarz. Nagle zastanowiło go nazwisko, którym się przedstawiła.
-Mój ojciec ma na nazwisko Grey, ale w Berlinie pewnie wielu jest o takim nazwisku. Nie znam się, jestem z Minneapolis- powiedział wzruszając odruchowo ramionami i posyłając do odbicia w lustrze lekki uśmiech.
-Człowiek nigdy nie jest aż tak samotny, że przestaje logicznie myśleć. Od trzynastego roku życia odkąd zmarła moja mama nie miałem domu rodzinnego. Nadal myślę logicznie mimo iż nie mam rodziny. Raczej trzymam się z dala od ludzi. Zbytnie przywiązanie do człowieka może nas bardziej zranić aniżeli jego brak. Tak jest kiedy umiera ci ktoś bardzo bliski. Miałaś taką sytuację Faye?- zapytał spokojnym tonem, tym razem bez uśmiechu na twarzy. Założył tylko ręce na torsie.
-Ja żeby nie zwariować skupiłem się na nauce i kontaktach z ludźmi tylko czysto naukowych, wtedy nigdy nie cierpiałem. Nawet nie musiałem znać czegoś takiego jak rodzinny dom, kominek, własny pokój czy też huśtawka w ogrodzie i wspólnie spędzone święta z rodziną. To skończyło się w wieku dwunastych świąt bożego narodzenia. Nie muszę do tego wracać, ani nikomu też nie wypominam, że ma lepiej a ja gorzej - powiedział nadal spokojnym tonem, o dziwo nawet się przy tym nie trząsł, chociaż tyle emocji w jednej chwili się przez niego przewinęło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Moravská Třebová, Czechy
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 279
  Liczba postów : 186
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8143-jaroslava-pharrell-priborsky#226287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8153-jarka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8154-sowka-jaroslavy#226352
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8152-jaroslava-pharrell-priborsky#226350




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Wto 29 Kwi - 22:53

/ ja zrobię tylko szybko zadanie i zmykam/

Od znalezienia kuferka minęły dwa dni. Postanowiła spokojnie przespać noc po pracowitym dniu, nazajutrz skupiając się na następnej wskazówce. Nie była na taka prosta. Trochę jej zajęło rozszyfrowanie jej, następnie zaplanowanie polowania na ducha. Nie miała jeszcze okazji poznać Praweibezgłowego Nicka, jedynie o nim słyszała. Podobno był nawet sympatyczny, no ale trudno, zadanie to zadanie. Postanowiła mimo to najpierw z nim porozmawiać, co poskutkowało złamanym nosem. Trudno, jeżeli nie da się po dobroci, to Jaroslava będzie walczyć. Po krótkiej wizycie w skrzydle szpitalnym Jaro jednak musiała przełożyć pościg za duchem na następny dzień. Dzisiaj, od rana szukała Nicka, w końcu dostrzegając go na korytarzu. Rzuciła Arresto Momentum, lecz cel był za daleko, więc zaklęcie zadziałało nie do końca poprawnie. Jarka rzuciła się w pościg za niedoszłą zdobyczą, jednak duch okazał się sprytniejszy. Sapiąc i dysząc z bezsilności przycapnęła na ławce, szykując następny plan. Następne pół dnia ganiała za duchem próbując wszystkiego. W końcu, po tych wszystkich próbach, dogoniła go w łazience. Wpadła tam, nie zauważając prawie pary stojącej przy umywalce. Będąc w amoku rzuciła zaklęcie, którym spętała w liny Nicka i umieściła w skrzynce. Oddychając głęboko i uśmiechając się triumfująco, wzięła skrzynkę pod pachę, ukłoniła się parze przy lustrze i dostojnym krokiem opuściła łazienkę.
zt, druga próba, drugi etap, 4 i 5, potem 4.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Szwecja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 783
  Liczba postów : 589
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8353-gittan-svensson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8359-stworzmy-historie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8360-gittan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8361-gittan-svensson




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie 18 Maj - 13:31

Gittan w tym tygodniu była pasmem nieszczęść. Gdy chciała zdobyć składniki na eliksir leczniczy, musiała ją przyłapać nauczycielka. Gdy chciała podkolorować wszystkie atuty pustej klasy, później zwanej ruchalnią, to skończyła bez połowy sukienki z oparzeniami. Wszystko piekło ją i swędziało, nie mogła usiedzieć na miejscu. Nie pomyślałaby, że wchodząc do ruchalni, skończy w taki sposób. Mogła wracać bez ubrań, ale jednak wolała wiedzieć, gdzie się znajdują. A one po prostu zostały spalone. Po rozmowie z Anastazją, prędko pobiegła do dormitorium, aby się przebrać. Musiała wybrać luźne ubrania, które nie będą dodatkowo drażnić ran. Sukienka okazała się idealna. Biegiem wręcz skierowała się do Skrzydła Szpitalnego, rozglądając się po pomieszczeniu. Szkoda, że nie przebrała się za kogoś, pielęgniarka wtedy by jej nie poznała. Tak jak pisała w liście poszła zagadać pielęgniarkę, a potem przez przypadek zrzuciła kogoś z łóżka tak, że ten zaczął się wydzierać. Zyskała trochę czasu, więc prędko weszła do pokoju pielęgniarki, zabierając zarówno eliksir jak i maść na poparzenia. Gittan, będziesz smażyła się w piekle. Ze zdobytymi przedmiotami wyślizgnęła się ze Skrzydła Szpitalnego. Ponownie biegła, aby jak najszybciej zdjąć ubrania, wysmarować się maścią i wypić paskudny eliksir. Chyba pierwszy raz w życiu nie gubiła się w Hogwarcie. Dotarła prosto do Łazienki Jęczącej Marty. Szybko zdjęła ubrania, zostając w samej bieliźnie. Z torebki wydostała eliksir, który wypiła jednym haustem. Ulga, niech przyjdzie ulga! Maść zaczęła wklepywać w skórę brzucha, tam najbardziej ją piekło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Czw 22 Maj - 16:37

Casper miał zły dzień, miesiąc, rok? Nieważne. Cokolwiek brał w dłonie topiło się w nich natychmiastwo. Jednak był doskonałym aktorem. Tak doskonałym, że wszyscy sądzili, że wrócił dawny Villiers, gdy gdzieś rozdzierała się z płaczem jego córka. Jedyna osoba, dla której powinien zachować ambicje, radość, życie, a zdychał codziennie co raz szybciej i czuł oddech śmierci na swojej skórze, także nie raz się zastanawiał czy gdyby nie Nathaniel, to czy nadal by tu żył... Pewnie nie. Pewnie by leżał gdzieś pod bramami piekieł i gnił. Toż taką wizję dla niego przewidywała większość ludzi w zamku. Szedł teraz do łazienki, do której wezwała go Gittan i w sumie to próbował nastawić się pozytywnie na to spotkanie przez wzgląd na to, że rzeczywiście należało wrócić do prawidłowego wieku i przestać być bardzo dorosłym. Dusił się w tym stroju. Umierał, zdychał... Wpisz sobie co chcesz. Ciskał się wewnątrz częstując siebie wyzwiskami, które zazwyczaj rzucali w niego ludzie. Teraz ich nie potrzebował by zmieszać się z błotem. Poprawił szybkim ruchem tshirt po czym pchnął pewnym ruchem drzwi od łazienki a widząc ją prawie w negliżu zatrzasnął je z wielkim hukiem, po czym podszedł bliżej uśmiechając się nieznacznie. Choć jakaś męska część jego mózgu rozpoczynała wycieczkę wzrokową po jej jędrnym ciele, to właściwie teraz chciał zapytać co się stało. On się martwił? On interesował się kimś poza czubkiem swojego nosa? Co powiedziałaby na to Mini i Summer gdyby już umiała mówić?
- Kto ci to kurwa mać zrobił? - Spytał chłodno jakby czując, że drży mu ręka chcąca sprawić czy oparzenia są prawdziwe. Może gdyby był uzdrowicielem nie czułby żadnych oporów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Szwecja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 783
  Liczba postów : 589
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8353-gittan-svensson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8359-stworzmy-historie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8360-gittan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8361-gittan-svensson




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Czw 22 Maj - 16:53

Jeśli cokolwiek się dotykał ulegało stopnieniu, to niech lepiej nie dotyka Gittan. Ta wydawała się płonąć żywym ogniem. Marzyła, aby jej skóra okazała się tylko ubraniem. Chciała ją zdjąć, podważyć i zrolować jak każdą maskę, a następnie gdzieś odrzucić. Nie mogła nikomu powiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Po pierwsze należała do zbyt lojalnych ludzi. Nie potrafiła wsypać kogoś tylko dla własnej satysfakcji. Wyszła z założenia, że świat magii i czarodziejstwa nie pozwoli jej na żadne blizny. Po drugie, opowiedzenie komuś o tej sytuacji, znaczyłoby pokazanie swojej słabości. Tak, Gittan była beznadziejna z praktycznej magii. Pewnie dlatego nie wyszedł jej żaden rytuał czarownic z Salem, o które została posądzona przez jedną z nauczycielek. Czy tak szalenie drobna dziewczyna mogłaby stanowić zagrożenie dla innych ludzi? Nie była mściwa ani złośliwa. Pragnęła wiedzy, która miała ją złapać w swoje szpony i nigdy nie puścić.
Teraz wklepując maść w skórę, czuła jak łzy się zbierają w kącikach oczu. Może nie była aż tak silna? Przygryzła wargę, walczyła ze sobą, żeby się nie poddała i jak mała dziewczyna nie poszła na skargę do pani pielęgniarki. Cichy huk wybił Gittan z rozmyślań. Prędko podniosła sukienkę, żeby zasłonić swoje ciało. Gdy zobaczyła Caspera, odetchnęła z ulgą. Materiał znów wylądował na podłodze, a ona powróciła do mozolnego zajęcia naprawiania własnego ciała od bolesnych zaczerwień.
- Nie przyzwyczaj się - odpowiedziała od razu, kiedy zaczął iść w jej kierunku. Obserwowała jak rany się zasklepiają, a ona czuła w końcu upragnioną ulgę. Oceniała sytuację. Czy mogła po prostu wskoczyć do lodowatej wody? Poklepała miejsce obok siebie.
- Maść na szczęście nie śmierdzi, chyba bym tego nie zniosła. Uznajmy, że wy ślizgoni machacie różdżką na prawo i lewo. - wzięła głęboki wdech. Czuła, że powinna pozwolić mu patrzeć na swoje ciało, na tatuaże i wymagać od niego zbyt wiele. Podała mu maść.
- Lędźwie, błagam, pali - jęknęła, zgarniając włosy na jedną stronę, zasłaniając sobie tym samym biust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Pią 23 Maj - 21:38

No cóż, pewnie według miliona milionów religii skóra była w jakiś sposób kostiumem, którzy był według starców szpecony kolejnymi malunkami zupełnie bezsensu. Ale Casper był tak nieporządny, że chętnie szpecił skórę co raz goszcząc na niej nowe tatuaże. Bez znaczenia? Czy to powinno Cię interesować? Podobno powinieneś wtykać nos tylko w swoje sprawy. Nie robisz tego. Wolisz cudze. Czyżbyś prosił się o mały wpierdol? Nieważne. Nie naprostuje się całego społeczeństwa, pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Jak np. tego że pomimo tego, że znaleźli się tu w takich okolicznościach, to obserwował idealne kształty jej ciała i uśmiechał się doń słodko, jakby nigdy nie zrobił nic złego, ale teraz w jego głowie rodził się plan. Oczywiście, że przyjął od niej maść i puścił mimo uszu uwagę o Ślizgonach, bo oprócz tego że wedle kanonów mieli być obłudni i przebiegli oraz tego, że mieli zielone szaty, to tutaj cała wiedza Caspra się kończyła. Przecież nigdy nie wbijał do biblioteki po coś więcej jak tylko wybrania sobie panny do zaliczenia, albo do przyjrzenia się nowej bibliotekarce, która zawsze go zawodziła niekształtnymi cyckami. Gittan natomiast miała ładne piersi... Powiedziałby jej. Ale wolałby dotknąć. Zaznaczyć je dotykiem, a potem musnąć ustami jedną i drugą. Nie pozwalała mu. Wskazała miejsce, do którego miał mieć dostęp. To mało. Kurewsko za mało, kto rozbierał ją kilkakrotnie wzrokiem na korytarzu, a teraz stała tu przed nim naga, a on nawet nie mógł pocieszyć się tym, co mu podsuwała pod nosem. Siłą nie mógł. Siła była kurewsko pojebana. Lepiej było grzecznie, flirtem, grą w którą chcieliby pograć oboje. Dlatego przykląkł za nią dotykając palcami pokrytymi maścią wskazanego miejsca i powoli wklepywał specyfik wzrok skupiając na pośladkach.
- Wiesz, gdybyś powiedziała... Pocałuj mnie w dupę. To myślę, że nie miałbym nic przeciwko... Tylko że o ile tu bym zaczął, to skończyłbym na zupełnie czymś innym. - Rzucił luźno, bo przecież nie widział zupełnie nic złego w tej uwadze, nawet pewnie pojmował ją jako swego rodzaju komplement.
- Poza tym... Mogłabyś w tym stroju Ewy zawsze się ze mną spotykać, choć nie wiem jak długo mogłabyś wystawiać mnie na pokuszenie... Pewnie okazałbym się człowiekiem słabej wiary i z chęcią przeszedł do rzeczy. - Mruczał sobie teraz już odkładając maść na bok by znów patrzeć jej w twarz, ale bezczelnie składając wzrok na piersiach. Bo właściwie to było seksowne i przyciągające jak magnes.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Szwecja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 783
  Liczba postów : 589
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8353-gittan-svensson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8359-stworzmy-historie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8360-gittan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8361-gittan-svensson




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sob 24 Maj - 17:54

Ludzie często na swoją twarz przybierali maskę, chowali swoje prawdziwe oblicze, żeby nie dać się skrzywdzić. Nigdy nie pytała swoich rodziców, co myślą o tatuażach. Wedle prawa nie była pełnoletnia i nie mogłaby sobie nawet przekuć pępka. Wszyscy wiemy, że wiele rzeczy można obejść. Chciała skryć to, jaka jest delikatna i jak łatwo można ją skrzywdzić. Wolała, żeby inni uważali ją za wariatkę niż myśleli, że jest słaba. Słabość była wielką wadą. Nie potrafiła o nich mówić. Gittan zrobi wszystko, aby jednak z nich nie wyszła na jaw. Szukała ludzi, którzy to rozumieją. Chociaż o Casperze chodziły okropne plotki, jego tatuaże okłamywały Gittan, że mogła mu zaufać. A co jeśli tylko on potrafiłby ją zrozumieć? Wiedziała, że takie zachowanie ślizgona nie wzięło się od pomysłu w nudny poniedziałek. Nie chciał zmieniać swojego życia, bo tak. Musiało to coś spowodować. Może przeżył tyle samo, co Svensson albo nawet i więcej? Gittan w deszczowej Wielkiej Brytanii chciała znaleźć osobę, przy której będzie mogła zrzucić maskę.
Zerknęła na uda. Rany prawie już zniknęły, ta maść była obłędna. Musiała podziękować za to Silvarovej. Bez niej męczyłaby się pewnie z nimi ponad pół roku. Albo i mniej jakby się przekonała do Skrzydła Szpitalnego. Gdy przejął maść, przymknęła oczy, czekając na ten moment ulgi. Nie wdziała, jak Casper pożera ją wzorkiem. Nie pomyślałaby nawet o tym. Nie założyła ani seksownej bielizny ani szczerze mówiąc nie wyglądała na kogoś, na kim można zawiesić oko. Wszystko przez to poparzenia. Gdy dotknął skóry, z ust Gittan wydobył się jęk. Zgarbiła się, otulając dłońmi kolana, aby miał lepszy dostęp.
- Tak mi dobrze, rób mi tak - jęknęła ponownie, czując olbrzymią ulgę. Czy ta maść nie była najlepszym wynalazkiem na świecie? Miała wrażenie, że to połączenie dłoni Caspera i magicznego specyfiku dawało jej niesamowite, nieznane jeszcze doznania. Nie chciała, aby przerywał, ale przecież zaraz skończą się oparzone miejsca, a ona prędko założy spaloną sukienkę. Musiała w czymś dojść do dormitorium.
- Aż tak łatwo dasz mi się wykorzystać?- spytała. Musiała to gdzieś zapisać. Gdyby miała ochotę na lody w nocy, wyśle list Villiersowi, a on wtedy na miotle przyleci pod okno w wieży Krukonów i z uśmiechem poda jej pudełko. Idealna wizja. Gittan kompletnie nie myślała tak jak starsze osoby. Nie skojarzyła, do czego może posunąć się Casper i może zaoferować. Nie wiedziała, czym jest seks i nie była pewna, czy jako uczennica szóstej klasy powinna mieć już jakieś doświadczenia. Nie czując już dotyku Caspera na swoich plecach, ścisnęło ją coś w żołądku. Dlaczego tak szybko poradził sobie z oparzeniami?
- Dziękuję - mruknęła, prostując się. Zaczesała włosy na plecy, odsłaniając piersi. Zastanawiała się przez chwilę, czy powinna zakładać postrzępioną sukienkę czy lepiej było zostać w bieliźnie. Zaśmiała się.
- Abym była w stroju Ewy, musiałbyś mnie pozbawić bielizny. Jestem pewna, że bóg pomimo Twoich słabości da ci odkupienie, chyba tak to sie mówi - ostatnie wtrącenie dodała niedbale, wzruszając ramionami. Czując wzrok Caspera na swoich piersiach, pokręciła głową. Wyciągnęła dłoń, aby unieść jego podróbek chociaż o kilka centymetrów.
- Idę o zakład, że masz bardzo słabą wolę, nie wytrzymałbyś ze mną w stroju Ewy ani godziny - odpowiedziała. Nie zdawała sobie sprawy, że uruchomiła najprawdopodobniej wyobraźnie Caspera i teraz działała na najwyższych obrotach. Chrząknęła, wyciągając nogi i opierając się dłońmi o ziemię. Tak, w tej pozycji idealnie mógł podziwiać piersi.
- Nie uważasz, że to niesprawiedliwie, że jestem prawie naga, widzisz z bliska moje tatuaże, a ja widzę jedynie twoją szatę? Napraw to, Villiers
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sro 28 Maj - 17:32

Ile przeszedł Villiers? Gdybyśmy musieli rozpocząć tę opowieść to pewnie oparlibyśmy się najpierw o nieciekawą sytuację w domu, śmierć matki, o siostrę która była zbytnią buntowniczką... Pewnie opowiedziałby Ci coś o tej dziwce Cassandrze, która nie dość że z nim zaciążyła to po urodzeniu syna znowu popadła w anoreksję, a gdy tylko Casper powiedział jej że jest głupia, tępa i nienormalna, to go wyrzuciła. Potem ciężko było o kontakt z pociechą, a gdy na horyzoncie pojawiła się Watson, a cały świat się gdzieś tam jebał mu pod stopami, to nie miał nic przeciwko aby ją przelecieć. Okazało się jednak, że nie tylko on wpadł na ten pomysł. Pomimo tego, że użył zabezpieczenia okazał się ponownie ojcem. A jego wspaniały przyjaciel? Czymże był jak nie tylko zwykłą szmatą, którą można by przetrzeć podłogę? Albo i tej szkoda na wypadek gdyby uległa zniszczeniu... To była chora historia, której nie opowiada się od razu na przywitanie, bo jeszcze trzeba doliczyc do tego nieprzespane noce. Śmierć Cassandry, która zabiła też syna... Trzeba też pamiętać o tym, że Casper również chciał umrzeć, bo uważał, że jedynym słusznym rozwiązaniem będzie to jeśli odnajdzie syna nawet po drugiej stronie. I gdyby nie Briggs pewnie teraz by gu to nie było... Jeszcze te próby, gdy wyciągał Coco z klubu, doprowadzając do porządku. Nie był ideałem, ale swego czasu dziewczyna mogła na niego liczyć i wiedziała, że gdyby coś się działo to Casper pomoże. Potem jednak znów zaczęło się sypać i w końcu odebrał jej dziecko. Summer należała teraz do niego. Choć "należała" to złe określenie. Pewnie siedziała teraz z babcią w ogrodzie w rodzinnym domu... Przecież już zaczynała stawiać pierwsze kroki. Śmiesznie bujała się gdy szła parę kroków ciągnąć za sobą róg ulubionego koca... A Casper był tutaj, by smarować maścią nagą dziewczynę. I pomimo tej całej historii nie chciał rezygnować z siebie, z życia które mógłby wieść. Próbował to pogodzić, bo jeszcze gdzieś tam istniała szansa. Nie należało jej unicestwiać, tylko pielęgnować. Wygrać walkę.
- Wiesz, że przejebałaś sobie sprawę? - Rzucił luźno i odrzucił maść w kąt, bo przecież nie wpadł mu do głowy pomysł, żeby zwyczajnie ją odłożyć. Zatem sięgnął za skrawki swojej koszulki, którą z siebie ściągnął by również odrzucić ją na bok, a teraz podejść do niej pozostawiając pomiędzy nimi dystans kilku centymetrów gdy zerkał na nią z góry. Dłoń mimowolnie powędrowała na jej ramię, by teraz przebiec w dół krótki odcinek. Pochylił się nieznacznie nad nią, by na jej ustach złożyć drobny pocałunek.
- Możesz nawet dotknąć. Dziś promocja. - Szepnął jej do ucha tym razem dotykając kruczoczarnych pasm jej włosów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Szwecja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 783
  Liczba postów : 589
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8353-gittan-svensson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8359-stworzmy-historie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8360-gittan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8361-gittan-svensson




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sro 28 Maj - 19:18

Z życiorysu Villiersa można napisać niesamowity scenariusz na film. Chętnie by na taki wybrała się do kina, a potem ryczałaby, zajadając się popcornem. A może nawet spróbowałaby czekolady? Gittan chciałaby mu kiedyś pokazać swoje życie. Chociaż była jeszcze młoda, a jej problemy życiowe nie miały nic wspólnego z seksem i dziećmi, chciałaby go przenieść świat w mugoli. Pragnęła mu pokazać, jak uczyli ją kontroli. Doskonale pamiętała wieczory, gdy ściągała balety i pierwsze co miała pod ręką to wodę utlenioną oraz plastry. Stopy od za dużej ilości treningów były zmasakrowane. Często na drugi dzień nie mogła chodzić w normalnych tenisówkach, ale zakładała po raz kolejny baletki, odliczając do ośmiu, powtarzała kolejne podstawowe figury baletowe przy drążku. Jej problemy były niczym w porównaniu z Casperem. Svensson chciała zastąpić matkę, pomimo tego, że nigdy nie dosięgała jej nawet do pięt. Nie chciała go wypytywać o przeszłość. Nie pytała, dlaczego jest zepsuty i dlaczego tyle kobiet pragnie być nazwana "zdobycz Villiersa". Gittan nie mówiła o "nich" na prawo i lewo. W zasadzie ukrywała to, że w ogóle zna kapitana drużyny Slytherinu. A może chciała go zachować tylko dla siebie? Czy zdziwiłby się jakby powiedziała, że tak naprawdę ma gdzieś to jak wygląda nago i czy jest naprawdę tak dobry? Musiała zobaczyć jego tatuaże, dotknąć konturów, śledzić cienie i wyobrazić sobie jak igła pieściła niegdyś skórę, którą teraz muskała opuszkami palców. Wątpię, aby Gittan w ogóle wiedziała o dziecku Villiersa. Rozmowa o przeszłości sprawiała zbyt wiele bólu, a Svensson wolała nie pytać. Wierzyła, że gdy będzie jej potrzebował, to wówczas do niej napisze. Była zbyt lojalna, aby zostawić kogoś na lodzie. Miała wrażenie jakby teraz stała z demonem, wodzącym ją na pokuszenie. Kilka szans, kilka kart, z których musiała wybrać tylko jedną. To ona decydowała o duszy i o odkupieniu Svensson. Parsknęła śmiechem, gdy rzucił maścią w kąt.
- Ej, ona mi się jeszcze przyda, ładnie ją przynieś - skomentowała, nie ruszając się kompletnie z podłogi. Poszkodowana mogła być leniwa. Zaraz ściągnął koszulkę, a Gittan zaparło dech w piersiach. Pewnie kilka razy widziała ludzi z dormitorium, chodzących z nagim torsem, ale oni nie mieli tatuaży. Musiała je dotknąć, zbadać kontur, cień. Gdy była mała, myślała, że tatuaże to taka wierzchnia warstwa skóry, którą można zdjąć i zbadać jakiś sekret. Nie zauważyła kiedy, Casper zaczął się pochylać. Nie potraktowała tego na poważnie, bo dłonią dotykała krawędzi czaszki, którą miał na ramieniu. Musnęła te kropelki krwi, zastanawiając się przez chwile, czy skóra w tym miejscu miałaby metaliczny posmak. Nie było jej dane długo rozkoszować się jednym tatuażem, bo zaraz na swoich ustach poczuła coś ciepłego. Zdębiała. Czy tak miał wyglądać pierwszy pocałunek? Przygryzła wargę, próbując zatuszować swoje zdezorientowanie.
- Mówiłam, nie wytrzymałeś pięciu minut, a wciąż nie jestem w stroju Ewy, co wygrałam? - spytała bezczelnie. Musnęła palcami krzyż, który miał wytatuowany na mostku. Nie przypuszczała, że Casper może być wierzący. A może to jakiś symbol? Przejechała opuszkiem palca od mostka aż po zapięcie spodni Villiersa.
- Masz mało tu tatuaży, ale ta jaskółka... - przeniosła dłoń prosto na szyję chłopaka. Nachyliła się, aby lekko musnąć miejsce ustami. Potem mocniej je przygryzła - Smakuje wolnością
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Pią 30 Maj - 16:37

Pewnie by się wycofał gdyby wiedział. Gdyby wiedział, że jest złodziejem jej pierwszego pocałunku. Wydawała mu się być dziewczyną przebierającą w faceta, w seksie, w pocałunkach które dla niego przestały znaczyć coś szczególnego. Tak jak seks pozostawał teraz tylko seksem. Nie potrzebował doszukiwania się głębszych uczuć, bo takie nie istniały. Mógłby ją tu teraz przelecieć, ale bez podawania historii życia na tacy, bez obiecywania ze jutro się zobaczą. Po raz enty nie popełni tego blędu. Wszystko było w takich momentach złe. Z jednej strony pragniesz kogoś, czyjejś bliskości i ciepła akurat tego ciała. Rozpatrujesz jakie linie twoje palce mogłyby zarysować na klatce piersiowej tego osobnika, jednak nie zdobędziesz się na to bo to o krok za dużo. Usmiechasz się za to dwuznacznie rozbierając ją wzrokiem. Casper miał ten komfort, że nie musiał uruchamiać wyobraźni. Gittan oddziaływała na zmysły. Przebrnął dłonią od jej szyi po biust i zatrzymawszy jednak dłoń przy włosach odsunął kosmyki włosów na plecy gdy ona próbowała opowiedzieć sobie historię jego tatuaży. Nie przeszkadzał jej, może dlatego że nie miał do powiedzenia nic ciekawego jesli chodziło o każdą dziarę. To nie było złe, a raczej po prostu nowe. Nie uśmiechało mu się teraz dzielenie się wspomnieniami o igle. Po męsku strawił tylko pierwszy tatuaż, przez wzgląd na to że kolejne powstały dość szybko to często korzystał z leków przeciwbólowych, które w jakiś sposób ułatwiały mu przejście przez niemiły proces.
- Wiesz... Pozwoliłbym Ci zjeść tą jaskółką, ale wniosek masz dobry. Jestem wolny, ale mogę sprawić, że oboje będziemy dość zajęci przynajmniej przez najbliższe pół godziny. Co o tym sądzisz? A może nie powinienem Cię pytać o zdanie tylko po prostu zrobić to na co mam ochotę? Co sądzisz? Mów Gittan. - Tu pochylił się nad nią, aby przygryźć płatek jej ucha i zwyczajnie przyciągnąć do siebie by zamknąć w dość zdecydowanym uścisku, jakby to że przesiąknie jego zapachem coś zmieni. Co zmieni? Przecież nie zmusi,ale przekona. Nie istnieje płot, którego nie mógłby przeskoczyć.
- A ta maść? Wiesz, są inne rzeczy których mogłabyś żądać. - Mruknął nieco niezadowolony, że dziewczyna jest tak mało konkretna i zaoferowana zupełnie czymś innym. Konflikt interesów drodzy państwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Szwecja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 783
  Liczba postów : 589
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8353-gittan-svensson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8359-stworzmy-historie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8360-gittan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8361-gittan-svensson




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Pią 30 Maj - 20:16

Gittan "pierwszego pocałunku" nie traktowała sentymentalnie. Nie lubiła rozmawiać o uczuciach. Wolała o nich myśleć, lecz nie rozkładała ich na czynniki pierwsze. Skupiała się na gdybaniu. A co byłoby gdyby naprawdę skusiła się na strój Ewy w obecności Villiersa? Svensson miała zdecydowanie inne podejście. Każdej chwili nadawała szczególną wartość, lecz nie myślała o żadnym związku ani ograniczeniach. Gittan była ptakiem, nie mogłaby żyć w klatce. Wieczorami, gdy rozmyślała o minionym dniu, miała wrażenie, że należy do tego grona osób, które są kalekami uczuciowymi. Nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek powiedziała do kogoś: kocham cię. Lubiła, gdy ludzie skradali momenty, wspomnienia. Chciała, aby każdy z nich miał w głowie obraz Gittan, która jest wyjątkowa tylko dla niego. Nie zakładała żadnej maski, pokazywała swoje prawdziwe oblicza, na tyle, ile ufała danemu osobnikowi. Nie potrafiła składać obietnic ani dbać o ludzi. Svensson chciała się bawić, bo tak naprawdę w głowie żyła w czasach czarownic z Salem. Uzależniała się od ludzi, tak jak oni potrafili uzależnić się od narkotyków. Wciągała ich duszę, prosto do żył przyjmowała ich kłamstwa, majaczenia, a w śluzówki wmasowywała wspomnienia. Również Svensson do swoich rysunków na ciele nie przywiązywała wagi. Tatuowała to, co jej się podobało. Kochała ból, to muskanie igły o skórę napiętą i podrażnioną od wcześniejszych ukuć. Był za blisko, oszołamiając swoim zapachem. Miała miliony myśli na sekundę. Szukała ucieczki od szczelnych ramion, które poznawały je ciało jak nikt nigdy wcześniej.
- A na co masz ochotę, Villiers? - spytała, ledwie poruszając ustami. Nie mogła się przez niego skupić. Jej ciało krzyczało o więcej pocałunków o zakazanych smaku, o nieznane doznania, które pewnie zapamięta na całe życie. Coś ją trzymało od środka. Czuła każdy centymetr jego klatki piersiowej, nawet ułożyła głowę gdzieś tam w okolicy serca, sprawdzić czy bije szybciej. Dlaczego chciała być seksowna, chociaż nie wiedziała, co to znaczy? Zaczęła zasypywać lekkimi muśnięciami okolice mostka Caspera. Aby dosięgnąć wyżej, musiałaby stanąć na palcach, a Villiers trzymał ją w swoich ramionach niczym największą kruszynę świata. A co byłoby gdyby powiedziała Casperowi, że pragnie dziewicy? Czy byłby zdziwiony czy przerażony? Zamyśliła się teatralnie.
- Mogę z ciebie zrobić niewolnika? - spytała, siląc się na poważny ton.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sob 28 Lut - 12:39

Od dłuższego czasu czuła się jakby tylko lunatykowała. Wstawała rano i z obojętnością ubierała się w pierwsze lepsze ubrania wyciągnięte z szafy. Wszyscy jej przyjaciele się porozjeżdżali akurat wtedy, gdy najbardziej ich potrzebowała. Próbowała sama poradzić sobie z problemami, przenosząc na papier demony ostatnich zdarzeń. Sama już nie wiedziała ile pustych kartek zapełniły te nieprzyjemne wspomnienia, bo zaczęła po prostu czuć się z tym lepiej. Jakby mogła odgrodzić się od wszystkiego i wyrzucić z myśli kreski pozostawione na płótnie. Wszystkie starannie chowała pod łóżkiem, niczym potwory straszące dzieci w bajkach. Z pewnością nigdy nie poprosiłaby o takie przeżycia, gdyby brakowało jej weny. Włóczyła się niedawno po szkole z Montym i wtedy prawie nie padła z zaskoczenia. Sówka przyniosła jej list od Dany, która wróciła do Hogwartu. W końcu będzie mogła wyrzucić z siebie to wszystko i postarać się wrócić do normy. Na razie jednak odpuściła sobie ostatnie godziny zajęć i zaszyła się w jednej z opuszczonych klas. Nikogo z pewnością nie zdziwi, iż pochylona siedziała nad kolejnymi rysunkami. Tym razem postawiła na farby, bez namysły nanosząc kolejne odcienie. Po skończeniu obejrzała całą pracę swoim krytycznym okiem i tylko westchnęła cicho. Przynajmniej jak sprzeda na pchlim targu to zwróci jej się za farby. W końcu musiała zacząć się ich pozbywać w jakiś sposób, bo jeszcze trochę i jej mieszkanie zamieni się w jeden wielki śmietnik. Schowała suchy już malunek do torby i po raz ostatni rozejrzała się po pomieszczeniu. Dopiero upewniwszy się, że niczego nie zapomniała, udała się na fascynujące poszukiwania łazienki. W końcu pobrudziła się farbami aż do samych łokci i znając jej szczęście, w którymś momencie przetarła kolorową dłonią po policzku. Dlatego starała się przemknąć niezauważona do najbliższej umywalki i doprowadzić się do porządku. Łazienka Jęczącej Marty wydawała się idealnym wyborem, nikt nie będzie jej przeszkadzał. Udało jej się nawet trafić na ten moment, w którym wcześniej wspomniana Marta nie kręciła się gdzieś w pobliżu. Spokojnie rzuciła swoją torbę z rzeczami koło jednej z kabin i bez pośpiechu skręciła ku umywalkom. Przez chwilę nie była pewna, czy któraś z nich w ogóle zadziała. Na twarzy Sereny zawitał delikatny uśmiech, gdy po odkręceniu kurka popłynęła woda. Powoli zamoczyła dłonie w zimnym strumieniu i tylko przyglądała się jak rozmywa barwne plamy na jej rękach. Uniosła delikatnie wzrok na kran znajdujący się obok i zaskoczona dostrzegła na nim rysunek małego węża. Niby słyszała jakieś legendy o tej całej Komnacie, ale żeby od razu w nie wierzyć? Bardzo możliwe, że jakiś wielce zabawny uczeń wyrył to na nim, by biedacy naiwnie próbowali się do niej dostać. Uśmiechnęła się tylko pod nosem, wyobrażając sobie jak zaraz otwierają się przed nią wrota prowadzące w przerażającą ciemność. Na razie podziękowałaby za taką atrakcję i umilenie dnia kolejnymi kłopotami. Wiadomo, w tarapaty najlepiej wpada się z przyjaciółmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sob 28 Lut - 13:23

Raphael krążył po zamku, próbując uporządkować w głowie zarys historii, która zaczęła kiełkować całkowicie spontanicznie i bez najmniejszego wysiłku z jego strony. Lubił ten stan, kiedy strzępki myśli i obrazów zaczynały się ze sobą splatać, tworząc szkic czegoś, co prosiło się o wypełnienie treścią. Splecione z tyłu dłonie i wzrok utkwiony w nieokreślonym punkcie, wiecznie rozczochrana czupryna i krzywo zapięta koszula. Oto cały Raphael w swoim artystycznym szale, czy raczej na chwilę przed nim. Marszczył brwi i mówił coś do siebie cichutko, smakując słowa, całe wyrażenia, próbując, czy ich brzmienie odpowiada ich znaczeniu, czy układają się w delikatne wzory, czy harmonizują, czy... W takich chwilach niemalże zapominał o oddychaniu, serce biło mu niepokojąco szybko, bo czuł, bo wiedział, że rozwiązanie idealne, historia idealna powoli się kształtuje w jego umyśle, tylko potrzebuje czasu. Był niecierpliwy. Wiedział, że powinien zostawić tę myśl, pozwolić jej rozwijać się własnym tempem w jego podświadomości, ale świadomość, że piękna opowieść jest na wyciągnięcie dłoni nie pozwalała mu odpuścić.
Nagle z zadumy wyrwał go szaleńczy chichot. Zdrętwiał, zdając sobie sprawę, co to oznacza. Irytek Raphael od zawsze zaliczał się do grona jego ulubionych ofiar, choć nie wiedział, czym sobie na to zasłużył. Poltergeist był źródłem jego utrapienia i mimo że robił, co mógł, by go unikać, rzadko mu się to udawało. Zaczął nerwowo szukać swojej różdżki, mając przykre przeświadczenie, że to i tak nic nie da, bo nigdy nie był mistrzem w magicznych pojedynkach ze złośliwymi duchami. Prawdę mówiąc w innych też nie, a różdżkę najwyraźniej zostawił w swoim mieszkaniu. Irytek rzucił czymś w jego stronę, a de Nevers w ostatniej chwili zdołał przykucnąć i uniknąć ciosu. Puchar (który posłużył poltergeistowi za pocisk) brzęknął o ścianę, a Raphael doszedł do wniosku, że trzeba uciekać. Z doświadczenia wiedział, że jego szanse są minimalne, ale lepsze to niż oberwać w głowę częścią zastawy, więc rzucił się do ucieczki, starając się ignorować wrzaski Irytka i srebrne talerze gwiżdżące mu koło uszu. Widząc uchylone drzwi, niewiele myśląc, rzucił się w ich stronę i wpadł z impetem do pomieszczenia. Potrzebował chociaż chwili oddechu i mimo że nie miał wątpliwości, że Irytek zaraz go odnajdzie, poczuł ulgę. Kłuło go w boku, a przed oczami latały ciemne plamy, nie mógł złapać oddechu i miał wrażenie, że zaraz się przewróci. Poltergeist zachichotał piekielnie i Raphael usłyszał kliknięcie zamka. Natychmiast zapomniał o zmęczeniu i chwycił za klamkę, próbując otworzyć drzwi. Nic z tego. Ledwo żywy z wyczerpania i strachu oparł czoło o drzwi i jęknął, co wprawiło Irytka w doskonały nastrój, bo zaczął fałszywie wyśpiewywać:

Głupi Francuz w kiblu siedzi,
Zanim wyjdzie - się nabiedzi.
Siedzi w damskiej toalecie,
Zaraz wszyscy się dowiecie!
Siedzi ze swą rudą byłą,
Pewnie skończy się niemiło!


Ostatnie linijki poważnie zaniepokoiły Raphaela. Odwrócił się powoli i z zakłopotaniem zauważył Serenę, wpatrującą się w niego w osłupieniu. Na twarzy miała kolorowe plamki i smugi i wyglądała tak ślicznie, że biedny de Nevers poczuł się najbardziej nieszczęśliwą istotą na tej planecie.
- Bonjour... ja... przepraszam, nie wiedziałem, dokąd biegnę i... zdaje się, że Irytek nas tu zamknął. Miło cię widzieć, chociaż okoliczności są dosyć... niezręczne. Pardon - wykrztusił, nadal nie mogąc złapać oddechu i zastanawiając się, czy poltergeist celowo go zagonił do toalety, wiedząc, że jest tu Serena, czy po prostu ma potwornego pecha. Obie wersje wydawały się bardzo prawdopodobne.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sob 28 Lut - 18:37

Oderwała swoje myśli od legend o Komnacie Tajemnic i wszystkim co się kryło w jej wnętrzu. Serena za często się rozpraszała i na przykład z krótkiego wypadu do biblioteki po najpotrzebniejsze książki robiły jej się kilkugodzinne marsze pomiędzy półkami. Ludzie często nie zwracają na szczegóły otaczającego ich świata, a Fluvius od razu wpadły one w oko. Z jednej strony można nazwać to darem, a z drugiej utrapieniem. Kiedyś wyleci za to z pracy, albo zrobi sobie jakąś krzywdę. Przeniosła spojrzenie na swoje już lekko zaczerwienione od zimnej wody ręce i wolnymi ruchami pocierała nimi o siebie by zetrzeć resztki farb.
Omal nie podskoczyła, gdy do łazienki wbiegła jakaś postać. Przez chwilę przez jej głowę przemknęły najczarniejsze scenariusze, by ostatecznie zatrzymać się przy Marcie. Głupi pomysł, ona nie weszłaby przez drzwi... taka strata czasu. Odwróciła się w stronę hałasu i przez chwilę nie mogła uwierzyć własnym oczom. Pierwsze co zobaczyła i na czym postanowiła się skupić, była dobrze znana ciemna czupryna.  Czemu akurat on? Westchnęła starając się wyrwać z zaskoczenia, które u niej zawitało. Z tylu osób, które mogłaby obstawiać, że tutaj spotka; nie brałaby go pod uwagę. W pierwszym odruchu chciała zebrać z podłogi swoje rzeczy i szybko skierować się w stronę wyjścia, unikając z nim kontaktu wzrokowego. Stała przed nim powoli trawiąc co przed chwilą powiedział. Znowu los zaśmiał się złośliwie jej w twarz!
- Ah... cześć, właściwie ja tylko... nic się nie stało.  Dobrze się czujesz? - dobrze pamiętała jego francuski akcent, który akurat teraz sprawił, że chciała odwrócić wzrok i powoli się wycofać. Tyle już razy się mijali na korytarzach, a ona nadal jakoś nie potrafiła się zmusić do normalnej rozmowy. Przyjrzała mu się niepewnie z obawą, że zaraz zejdzie jej tutaj na jakiś zawał. Dobrze pamiętała jak kończyły się 'przypadkowe' spotkania Irytka. Przez pierwsze lata nauki nie należały one do przyjemnych, gdy z porwaną pracą domową musiałeś spóźniony wejść na zajęcia. Potem jakoś nauczyła się z nim w pewnej części radzić, lub przynajmniej zgrabnie unikać go w drodze na ważne spotkania. Czasami naprawdę mógł zrobić komuś krzywdę i dlatego automatycznie zapytała o to Raphaela.
Dopiero, gdy się w miarę uspokoiła przypomniała sobie po co tu właściwie przyszła.  Prawie w popłochu odwróciła się w stronę umywalki i ledwo powstrzymała się by nie nabrać wody w dłonie i zanurzyć w niej twarzy. Za to dość niepewnymi ruchami zmyła smugi farb z twarzy, błagając w myślach by nie zauważył, że wyglądała jakby przed chwilą walczyła z pełnymi kolorowych farb wiadrami. To się nazywa idealne wyczucie czasu na takie spotkanie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sob 28 Lut - 20:28

Nie rozmawiali tyle czasu, że Raphael niemal nie pamiętał jak miło brzmi jej głos. Gdyby nie fakt, że sytuacja była co najmniej niezręczna i kłopotliwa, on spocony, zdyszany i ledwie żywy, a ona umazana farbami (co tylko dodawało jej uroku!) i najwyraźniej zestresowana, prawdopodobnie by się ucieszył. Nigdy nie próbował odnowić z nią znajomości; nie dlatego że nie chciał, ale wiedział, że ich rozstanie było równie bolesne dla obojga, a Serena widocznie potrzebowała czasu, by przejść nad tym do porządku dziennego. Cóż, on też go potrzebował, ale nie musiało się to wiązać z brakiem jakichkolwiek kontaktów, choćby wymiany uśmiechów na korytarzu. Nie wiedział, co się u niej działo przez ten czas, czy kogoś miała, czy była sama. Nie wiedział nawet, czy darzy go szczerą nienawiścią, czy ma do niego po prostu żal. Z tym rudym uroczym stworzeniem nigdy niczego nie mógł być pewien.
Kiedy o tym myślał, zaczynał mieć wątpliwości, czy jego uczucie do Gigi (która potraktowała go okrutnie i zdradziecko, zakładając się, że zdoła zdobyć jego serce) nie wynikało w dużej mierze z faktu, że była podobna do Sereny. Podobna, a jednocześnie inna. Roztrząsanie tego w tej chwili nie miało sensu, Raphael nie był pewien, czy nie wypluje płuc, bo trzeba pamiętać, że nigdy nie miał zbyt dobrej kondycji, a ucieczka przed Irytkiem wymagała od niego nadludzkiego wręcz wysiłku. Gdy spytała go o samopoczucie, przywołał na usta coś, co w jego mniemaniu miało być uspakajającym uśmiechem, ale pewnie bardziej przypominało rozpaczliwy grymas.
- Rzu-rzucał we mnie... jakąś srebrną... zastawą. Ale nie trafił ani... razu - wysapał, osuwając się powoli na chłodną posadzkę i opierając głowę o drzwi. W tej chwili fakt, że tarasował wyjście i tak nie miał znaczenia, bo nie miał różdżki, którą mógłby otworzyć zamek. - Nic mi... nie będzie. Merci - dodał po chwili, uspokoiwszy odrobinę oddech i trzymając się za bok, w którym coś okropnie go kłuło. Nie pamiętał, kiedy ostatnio tak gnał i w duchu obiecał sobie, że jest to ostatni raz. Chyba że znów trafi na tego przeklętego poltergeista.
Obserwował ją z prawdziwą przyjemnością podszytą pewną melancholią. Przez pewien czas byli naprawdę szczęśliwi. Zastanawiał się, czy Serena nadal pachnie wiśniami. Ostrożnie pociągnął nosem, mając nadzieję, że dziewczyna tego nie zauważy, ale z tej odległości nie mógł nic wyczuć. Pamiętał romantyczne wieczory, kiedy liczył piegi na jej buzi i nie mógł się zdecydować, czy te połączone powinien liczyć jako kilka plamek, czy jako jedną dużą. Pamiętał ciepło jej warg i łagodny wyraz oczu. A teraz unikała jego wzroku, jakby... jakby byli sobie zupełnie obcy. Wiedział, że zawinił, jednak jego wina była mniejsza niż Serena przypuszczała. Może po prostu do siebie nie pasowali? Patrzył na nią swoimi łagodnymi, aksamitnymi oczami, czując jednocześnie niemądre ciepło i żal łaskoczące w serce, gdy pospiesznie próbowała zmyć z twarzy kolorowe smugi. A przecież wyglądała z nimi tak ślicznie! Nie rozumiał, dlaczego próbuje to przed nim ukryć, przecież tyle razy znaczył jej nagą skórę kolorowymi liniami, łącząc piegi, tworząc maleńkie rysuneczki, które uzasadniał jakąś piękną historią. Byli sobie tak bliscy, kiedyś wydawało się, że świat zawęził się do nich dwojga i nic innego nie miało znaczenia.
A potem zaczęły się kłótnie, wyrzuty, jego próby zmienienia się, mimo że nie rozumiał, dlaczego Serena ma mu za złe to naginanie prawdy, koloryzowanie rzeczywistości. Dla niego było to tak naturalne i niewinne, że nie mógł pojąć, dlaczego Fluvius uważa to za coś złego, nagannego. Cóż, teraz nie było sensu się nad tym zastanawiać. Teraz to wszystko należało do przeszłości, którą zamknęli z trzaskiem i do której nie wracali.
- Masz może różdżkę...? Ja swoją gdzieś zostawiłem, a... nie podejmę się wyważenia drzwi ramieniem - powiedział pozornie lekko, nerwowym gestem burząc swoją i tak niesforną czuprynę, i marząc, żeby stąd uciec, nie dręczyć Sereny swoją osobą i nie rozpamiętywać tego wszystkiego, co stracili.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Łazienka Jęczącej Marty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14  Next

 Similar topics

-
» Łazienka Jęczącej Marty
» Łazienka Chłopców
» Łazienka Prefektów
» Duża Łazienka
» Łazienki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
drugie pietro
 :: 
łazienka jęczącej marty
-