IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Łazienka Jęczącej Marty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4962
  Liczba postów : 4428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Łazienka Jęczącej Marty   Pią Cze 11 2010, 17:27

First topic message reminder :


Lazienka Jeczacej Marty
Czasem można tu spotkać jakiegoś zabłąkanego ucznia, łazienka jednak nie cieszy się zbytnią popularnością, z prostego powodu - zamieszkuje ją wyjątkowo płaczliwy duch - Jęcząca Marta. Na jednej z umywalek dostrzec można mały rysunek węża, dzięki któremu, jak głosi legenda, można otworzyć przejście do Komnaty Tajemnic.




Ostatnio zmieniony przez Bell Rodwick dnia Sob Wrz 06 2014, 17:53, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sob Lut 28 2015, 22:51

Ostrożnie odsunęła się od zlewu, gdy w końcu uporała się z plamami na swoim ciele. Zakręciła kran i z braku lepszego ręcznika wytarła dłonie w spodnie. Odwróciła się ku Francuzowi i spojrzała na niego zamyślona. W jej myślach samo pojawiło się pytanie, czemu wcześniej do niego nie podeszła. Przecież  nie chciała naprawdę urywać tamtą ostatnią kłótnią z nim kontaktu. Problem tkwił w tym, że gdy tylko go widziała wszystko, co mogła powiedzieć wydawało się nieodpowiednie. Jakby mogła tylko pogorszyć obecną sytuację i jeszcze ich obydwoje bardziej poróżnić. Nie chciała mieć go za wroga, więc też automatycznie na początku go unikała. Serena nie miała jakiejś niechęci przed patrzeniem mu w oczy, tylko bardziej bała się swojej reakcji. Nikt nigdy nie udzielił jej rady jak postępować w takich sytuacjach. W końcu wszystko wydarzyło się prawie z dnia na dzień. Mogła cieszyć się jego obecnością i bliskością, by nazajutrz stracić to wszystko i tylko unikać go w szkolnych murach.
- Oh, to dobrze... ale ktoś powinien w końcu coś z nim zrobić... - westchnęła ciężko i założyła ręce piersiach opierając się lekko o brzeg umywalki. Na wszelki wypadek przyjrzała mu się, czy aby na pewno nie ma wbitego jakiegoś noża w ramię. Akurat ucieszył ją fakt, że nie dostał niczym z tej pewnie ślicznej srebrnej zastawy.
Kąciki ust Sereny delikatnie się uniosły widząc jego uśmiech. Czego by krukonka nie dała za to by choć trochę rozluźnić atmosferę. Przecież dobrze pamiętała jak łatwo przebywało się w jego obecności. Nie musiała się wysilać by być kimś innym, a tylko sobą. Może właśnie to nie wystarczyło? Nie zmienia to faktu, że lubiła bawić się jego włosami rozmyślając o tym, jak powinna je namalować. Leżąc obok niego nie chciała zawracać sobie głowy innymi sprawami, bo wtedy mało co miało znaczenie oprócz Raphaela. Jeszcze to jak strasznie rozpraszał ją na lekcjach tylko tym, że siedział obok niej. Wspominanie tego wcale nie należało do prostych i trochę czuła się tak, jakby nie miała już do tego prawa. Za późno zrozumiała wiele spraw i jak w każdej takiej sytuacji, poniosła za to nauczkę. Potrząsnęła lekko głową, by odrzucić od siebie te myśli. Wydała z siebie coś, co miało zabrzmieć jak śmiech, słysząc jego komentarz o wywarzaniu drzwi. Z jej marnym wzrostem z pewnością wyszłoby to o wiele gorzej.
- Różdżka? A tak... już po nią idę. - odsunęła włosy z twarzy i z dziwnym uczuciem ruszyła w stronę torby. Chciałoby nazwać to ulgą, ponieważ uwolni ich i nie będą skazani na swoją obecność. Z drugiej strony w głębi duszy liczyła, że przynajmniej przy ich pierwszej rozmowie, po zerwaniu będzie zachowywać się odrobinę swobodniej. Niby nie była na nią gotowa, a jednak skończyła się tak szybko. Schyliła się po torbę i przez dobrą minutę przeszukiwała jej wszystkie zakamarki.
- Na Merlina... - wydusiła cicho pod nosem i czując jak zdenerwowanie ponownie w niej wzrasta, wywaliła na ziemię calutką jej zawartość. Przynajmniej dobrze pozakręcała tubki, które nie pobrudziły podłogi. Kucnęła z niedowierzaniem spoglądając na rzeczy leżące przed nią. W głowie powtarzała sobie, że to nie może być możliwe. Od prawie roku nie ruszała się nigdzie bez swojej różdżki, a ta nawet w nocy leżała przy jej łóżku!  Po tym co ją spotkało z Lunarnymi, nie umiałaby inaczej poczuć się bezpiecznie. To dawało jej pewność i odpędzało zmartwienia, a teraz okazało się, że zapomniała o tak ważnej rzeczy. Serena powoli odwróciła się do Raphaela, który nadal siedział przy drzwiach.
- Chyba mamy lekki problem - wydusiła z siebie, starając się wpaść na jakieś cudowne rozwiązanie. Raczej stanie przy drzwiach i nawoływanie przechodzących ludzi, nie zaliczało się do pomysłów, którymi mogłoby się podzielić. Gdzie jest Marta, jak w końcu okazałaby się pomocna?  Fluvius skierowała ku niemu przepraszające spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie Mar 01 2015, 12:39

Brakowało mu słów. To dziwne uczucie, szczególnie dla Raphaela, który zazwyczaj żonglował słowami z wprawą i wdziękiem, budując nimi atmosferę czy historię. Tym razem nie wiedział, co powiedzieć, czując, że oddziela ich od siebie jakby szklana tafla żalu i niezrozumienia. Nagle zdał sobie sprawę, jak bardzo za nią tęsknił, ile ciepłych, dobrych wspomnień się z nią wiąże, ale padło zbyt wiele słów, które udowodniły im obojgu, że ich związek jest niemożliwy, bo można było do tego wrócić.
Była jego pierwszą i ostatnią dziewczyną, tak na poważnie. Miał ochotę jej to powiedzieć, ale nie był aż tak niemądry, by swoim zwyczajem ulec temu impulsowi. Po ich rozstaniu nigdy nie udało mu się z nikim związać, z jednej strony dlatego, że albo nie chciał, albo nie mógł liczyć na wzajemność, ale również dlatego, że zdał sobie sprawę, że nie nadaje się na partnera, będąc zbyt pochłoniętym swoim fikcyjnym światem, by spełnić oczekiwania drugiej osoby, być dla niej wsparciem, stałym punktem. Nie można mu było zaufać.
Widząc delikatny uśmiech Sereny, poczuł dziwną ulgę. Może nie będzie tak źle. Może to przypadkowe, niefortunne spotkanie coś zmieni, może umożliwi im zrobienie kolejnego kroku, nawiązanie jakichkolwiek stosunków. Przecież tak dobrze się rozumieli. To znaczy... pod pewnymi względami. Właściwie była jedyną kobietą, z którą naprawdę się kochał. Ta myśl była smutna, przeraźliwie smutna i Raphael poczuł dziwny ucisk w piersi, patrząc na Serenę, śliczną, niepewną i zakłopotaną Serenę, jedyną dziewczynę, której oddał całego siebie i która odpłaciła mu tym samym. Nigdy potem nie doświadczył takiej bliskości, leniwych poranków, kiedy leżeli wtuleni w siebie, wygadując romantyczne, słodkie głupstewka, rozkoszując się swoim dotykiem i mając wrażenie, że są cudownie młodzi i mają przed sobą całe życie. Nigdy potem nie przechadzał się korytarzami Hogwartu, trzymając kogoś za rękę.
Patrzył w zadumie, jak przeszukuje swoją torbę, mając przykre wrażenie, że to spotkanie powinno wyglądać zupełnie inaczej. Z jednej strony czuł się niezręcznie i źle, zwłaszcza że widział skrępowanie Sereny, ale z drugiej chciał w jakiś sposób wygładzić ich wspomnienia, sprawić, by nie myślała o nim z żalem czy niechęcią, o ile to w ogóle było możliwe. Jego ciemne, aksamitne oczy marzyciela, które zwykle robiły piorunujące wrażenie na co bardziej wrażliwych przedstawicielkach płci pięknej, takich, które niekoniecznie gustowały w dobrze zbudowanych zawodnikach drużyny quidditcha, zasnuły się mgiełką melancholii. Różdżka Sereny wybawi ich z tej kłopotliwej sytuacji, rozejdą się każde w swoją stronę i pewnie już nigdy nie wymienią nawet uśmiechów. Szkoda.
- Problem...? - powtórzył bezmyślnie, wyrwany z zadumy, i przez chwilę patrzył na nią, nie rozumiejąc, co Serena chce przez to powiedzieć. Kiedy dotarła do niego prawda, poczuł, że ręce zaczynają mu lekko drżeć. Niedobry objaw. - Masz na myśli, że... och, mon Dieu... Tak mi przykro, Sereno - wypowiedzenie jej imienia sprawiło mu zaskakująco dużo przyjemność, mimo okoliczności i autentycznej nerwowości, jaką zaczął odczuwać. - Wygląda na to, że przeze mnie utknęliśmy tu... na pewien czas - powiedział ostrożnie, czując, że nagle zaschło mu w gardle. O zgrozo, nie tak sobie wyobrażał ich pojednanie. Uwięzieni w damskiej toalecie i skazani na swoje towarzystwo, dopóki ktoś ich nie uwolni. Przygryzł nerwowo wargę i splótł dłonie na karku, zastanawiając się, co robić. Nigdy nie był zbyt dobry w znajdywaniu rozwiązań.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie Mar 01 2015, 15:32

Bezradnie zabrała się za upychanie porozwalanych rzeczy do torebki, za smutkiem patrząc na każdą rzecz, która nie wyglądała jak jej różdżka. Mama zawsze powtarzała jej, że przez swoje chodzenie z głową w chmurach, wpakuje się kiedyś w kłopoty. Prawie słyszała jej głos mówiący, iż mogła choć raz wziąć jej słowa do serca. Szkoda, że teraz nie miała możliwości by dostać od niej pomocną radę do obecnej łazienkowej pułapki. Podniosła się, nie widząc sensu nad modleniem się przed własną torbą i liczeniem na cud. Rozejrzała się po łazience, szukając wzrokiem jakiegoś szczegółu, który poprowadzi ją do 'ratunku' z tej opresji. Kabiny raczej nimi nie były, bo w końcu nie działały jak te toalety robiące za przejście do Ministerstwa Magii. Nawet nie chciała sobie wyobrażać jak desperacko wyglądałoby wchodzenie do jednego z nich i pociągnięcie za spłuczkę. Koleje rzuciły jej się okna, które też nie kusiły do próby ucieczki. Wyjście tamtą stroną skończyłoby się bardziej nieprzyjemnie, niż czekanie na nadejście pomocy... obojętnie jakie to będzie dla nich krępujące. Włamania się do tej całej (może nawet nieistniejącej) Komnaty Tajemnic nawet nie brała pod uwagę, bardzo niemądra opcja.
Po wyczerpaniu wszelkich pomysłów, co nie trwało wcale tak długo , postanowiła usiąść i jakoś to przeczekać. Dlatego też, delikatnie zajęła miejsce naprzeciwko Raphaela, opierając się plecami o umywalki. Nawet nie chciało jej się szukać sobie innego miejsca w tej łazience. To już byłoby strasznie dziecinne i głupie, nawet na nią i to jak do teraz starała się go unikać.  
- Każdego mógł tutaj zagonić, akurat tym się nie przejmuj - wzruszyła ramionami i uniosła spojrzenie słysząc swoje imię.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę jak dawno na niego nie patrzyła. Nie chodzi tu zwykłe gapienie się jak ciele w malowane wrota. Tylko to jak starała się nie dostrzegać w nim żadnych szczegółów, które składały się na jego osobę. Jego rysów twarzy, spojrzenia, tego jak siedział, poruszał się po korytarzach i wymawianych po francusku słowach. To wszystko co tyle razy próbowała uchwycić na swoich wielu rysunkach, które teraz leżały gdzieś schowane na dnie różnych pudeł. Po zerwaniu nie miała po prostu siły ich wyrzucić, a podarowanie ich chłopakowi też nie wydawało się rozsądną opcją. Ostatecznie czekały na czas, w którym w końcu ich los zostanie osądzony. Zamyśliła się nad tym, z jakim trudem przychodziło jej nie patrzenie na niego w ten sposób. Jakby wyłączała wtedy swoją artystyczną część duszy i spoglądała tylko jak zwykły wyjadacz chleba. W pewnym sensie o wiele łatwiej było go mijać na korytarzach, gdy wtapiało się puchona w resztę otoczenia. Bez wspomnień, które tylko mogły za bardzo mieszać jej w głowie. W końcu nie należało do prostych czynności, zachowanie względnej obojętności do kogoś, kto znaczył dla Sereny tak dużo... a w wielu aspektach uchodził za pierwszą osobę w jej życiu.
- Myślisz, że znajdą nas przed ciszą nocną? - właściwie nie wiedziała, jakie mogłaby zadać pytanie. Co u Ciebie? Nie, to chyba nie zostałoby by zbyt dobrze przyjęte. Nawet jeśli ciekawiło ją w jakimś stopniu, co u niego działo się przez tyle czasu. Cichutko liczyła, że jest tam gdzieś szczęśliwy i żyje spełniając się jako artysta, którego kiedyś dobrze znała.   Nawet teraz zastanawiając się nad tym aspektem... stwierdziła, że łatwiej żyłoby się jej z obrazem Raphaela chodzącego z jakąś ładniutką panną po szkole, niż samotnie przemierzającego korytarze. W życiu Serena nie należała do tego rodzaju byłych, które chciały by druga osoba cierpiała mocniej od nich. Jakie to bezduszne! Zaczęła skubać nitkę wystającą z jej sweterka, by zająć czymś ręce i nie siedzieć jak biedna sierotka. Czemu wcześniej nie postarała się by to wszystko jakoś ułożyć? Strach czasami wymusza na nas zachowania, których byśmy po sobie się nie spodziewali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie Mar 01 2015, 18:13

Raphael z miejsca się poddał, a przynajmniej tak mogło to wyglądać, kiedy siedział bez ruchu, wpatrując się w jakiś punkt, ewentualnie w Serenę i raczej snując filozoficzne rozważania niż podchodząc do problemu praktycznie. Nie mieli różdżki. Akurat ta łazienka była raczej rzadko odwiedzana ze względu na swoją dosyć męczącą lokatorkę. Ze wszystkich osób, na które mógł trafić w tym zamku, musiał trafić akurat na Serenę, co czyniło tę sytuację jeszcze bardziej skomplikowaną. Musiał uważać na słowa, musiał je ważyć z niezwykłą ostrożnością, by nie dotknąć czegoś bolesnego, choć na dobrą sprawę już sam fakt ich fizycznej bliskości i zamknięcia w czterech ścianach przywoływał wspomnienia. Ucieczki przez okno nawet nie rozważał - był świadomy swoich ograniczeń i fatalnej koordynacji. Spadłby i połamał wszystkie kości. Zupełnie bez sensu. Z ulgą pomyślał, że Serena zna go na tyle, że nie będzie oczekiwała od niego ani popisów siły, ani zręczności, wiedząc, że to niewłaściwy adres. Jeśli uwolni ich jakiś nauczyciel, woźny albo nadgorliwy prefekt będą mieli pewnie spore nieprzyjemności. Przynajmniej na początku, bo kto zagwarantuje, że Irytek nie zamknął ich podczas romantycznej schadzki? No, może nieszczególnie romantycznej, ale celowej? Nie miał zamiaru dzielić się tymi niewesołymi rozmyślaniami z Sereną, zresztą nie miał pojęcia, co mógłby jej powiedzieć, jak rozpocząć rozmowę.
Uśmiechnął się łagodnie, kiedy usiadła naprzeciwko, mimo że w jego duszy toczyła się bitwa, szalał huragan nienazwanych emocji, a ręce musiał zapleść na piersi, żeby dziewczyna nie dostrzegła ich lekkiego drżenia.
- Ale zagonił mnie. Zastanawiam się, czy wiedział, że tu jesteś. A zresztą... - poczuł, że wkracza na grząski grunt, co nie było najlepszym pomysłem, zwłaszcza jeśli mieli spędzić tu najbliższe kilka godzin tylko we dwoje.
Nie wiedział o tych rysunkach. Nawet nie przyszło mu do głowy, że mogłaby zachować cokolwiek, co miało z nim związek. On sam zamykał ją w swoich opowiadaniach. Drobiazgi - piegi, wyraz oczu, cechy charakteru czy inną pozornie nieistotną rzecz, którą w niej dostrzegał. Nikt, nawet osoba dobrze znająca Serenę nie domyśliłaby się, że większość bohaterek Raphaela ma z nią coś wspólnego, jednak on o tym wiedział. Oczywiście, zmieniał je, ubierał w nowe historie, nowe cechy, ale nie mógł się powstrzymać, by nie nadać im rysu Sereny, nawet jeśli nie robił tego wprost. Czasami widząc opisywaną przez siebie postać oczyma duszy, zdawał sobie sprawę, że ma ona uśmiech krukonki, albo zaczesuje włosy w ten sposób, trzyma tak samo ołówek, albo pachnie jak ona. Czasami nawet tego nie opisywał, czasami zachowywał to dla siebie, tę świadomość, że niemal w każdym jego opowiadaniu znajduje się odrobina Sereny.
A teraz była tak odległa, obca, mimo że rozpoznawał te gesty, a gdy znalazła się bliżej niego, wyczuł delikatny zapach wiśni. Nie miał do niej żadnych praw i było to dziwne, bo przecież był czas, kiedy należeli do siebie, uzupełniali... Ona była formą, on był treścią. A teraz te dwie rzeczy były od siebie oderwane. Nie potrzebowali siebie. Już nie. Przynajmniej wszystko na to wskazywało.
- Miejmy nadzieję... Jeśli nie znajdą nas za... za jakiś czas, będziemy musieli zacząć krzyczeć - westchnął cicho, obejmując ramionami kolana i patrząc na nią łagodnie. Wyglądała jak mała, zagubiona dziewczynka, skubiąc sweterek i najwyraźniej próbując uczynić tę sytuację nieco mniej niezręczną. Trudne zadanie. Zastanawiał się, czy kogoś ma. Nigdy nie był na bieżąco ze szkolnymi plotkami, ale miał nadzieję, że jest jej dobrze. Wiedział, że on sam nie mógł dać jej szczęścia, na które zasługiwała, i miał nadzieję, że znalazła kogoś, na kim mogłaby polegać bardziej niż na nim. - Co malowałaś? Jeśli to nie tajemnica... - odezwał się po dłuższej chwili milczenia, mając nadzieję, że nie uzna tego za wścibstwo. Na dobrą sprawę był to jeden z nielicznych neutralnych tematów, jakie mógł poruszyć.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie Mar 01 2015, 23:50

Nawet nie przyszło jej na myśl, jak mogą zostać odebrani zamknięci w damskiej toalecie, do której w dodatku mało kto się zapuszcza. Jeszcze pewnie bardziej by zestresowała się tym faktem i zaczęła dziwnie zachowywać.  Za to przez chwilę rozważyła jego słowa o tym całym przypadku zatrzaśnięcia w jednym pomieszczeniu. Czy Irytek był aż tak perfidny, by posunąć się do takiej złośliwości i skazać na siebie ludzi, którzy czują się teraz tak mało swobodnie? To brzmi dość sensownie… ale skąd on wiedział w ogóle co ich kiedyś, jak i teraz łączyło? Czemu w tym zamku nie można dostać choć odrobiny prywatności.
-Raphael… czy to by coś zmieniło? - westchnęła i ledwo powstrzymała się od uniesienia dłoni ku górze. Naprawdę teraz nie miało to zbytniego znaczenia, a on zresztą i tak nie chciałby o tym rozmawiać. Gdyby zagonił kogoś innego pewnie nie zostałaby tak brutalnie rzucona na głęboką wodę ze swoimi nerwami i emocjami… ale nadal przed nią malowałby się chwile spędzone w tej biednej łazience.  Trochę smutne, że do tego pierwszego kroku musiał ich popchnąć złośliwy duch pałętający się po szkole. Jeśli odważyłaby się naprawić przynajmniej w jakimś stopniu ich stosunki do siebie wcześniej, może nie siedzieliby tu jak ofiary straszliwie śmiesznego kawału. Albo nie męczyłaby go tak obecnością, oszczędzając przed z pewnością nerwową sytuacją.  Oczywiście, że chciała mijając go gdziekolwiek móc normalnie przywitać się i zapytać jak leci życie. Łatwo założyć po rozstaniu radosne ‘zostańmy przyjaciółmi’, a trudniej tego dokonać.  To samo z założenia nie mogło zostać nazwane łatwą sprawą… tak dużo o sobie wiedzieli i takimi raniącymi słowami pożegnali się przy tej ostatniej rozmowie. Co za ironia! Ona też nie zdawała sobie sprawy z tego, że podkrada jej cechy i wplata w swoje postacie. Nigdy by nawet nie zakładała by ktoś chciałby to w ogóle robić. Jedyny wierszyk jaki kiedykolwiek dostała, to taki żartujący z jej piegów w pierwszych latach nauki. Z czego akurat nie cieszyła się tak bardzo, a autora wpisała od razu na swoją wymyśloną czarną listę. To zazwyczaj ona potajemnie przenosiła na papier cudze cechy i sylwetki.
- Obyśmy nie musieli zedrzeć gardeł tak, by jutro szkoła miała o czym rozmawiać… - pokręciła głową, zrzucając tym samym rude pasma na twarz. Odgarniając je dotyku postarała się odgonić wizję plotkującej szkoły o głupim żarcie Irytka.
Przez ciszę, która zapadła zaczęła zastanawiać, jak szybko oddalili się od siebie w tym czasie… a jak długo musiałaby ponownie budować z kimś taką relację. Właściwie czy udało jej się tego ostatnio dokonać z kimś? Jasne, miała grupkę przyjaciół, za którymi skoczyłaby w ogień… ale niekoniecznie zaliczyłaby ich do aż takich uczuć. Słaby z niej materiał na dziewczynę. Za bardzo plątała się ze swoimi uczuciami i goniła za nieosiągalnymi emocjami. Trudno było dzielić się z kimś życiem, sememu nawet do końca nie wiedząc czego się oczekuje.
- Co ja… tajemnica? Ah, nic takiego… - wyrzuciła z siebie starając się by nie zauważył jak zaskoczył ją tym pytaniem.
Przez spory moment zastanawiała się co powinna zrobić. Nie wszystkim pokazywała swoje prace, a tym bardziej te, które mogły nieść za sobą jakąś historię. Kiedyś gdy oglądał jej obrazy, bardzo liczyła się z jego zdaniem i oceną. Teraz szarpała się z sprzecznymi emocjami przed podjęciem ostatecznej decyzji. W końcu zdecydowała podzielić się z Raphaelem swoim ostatnim malunkiem. Ostatnio zaczęła malować dość symbolicznie, więc mało kto potrafił odgadnąć co tak naprawdę kierowało nią w chwili malowania. Ludzie albo nie chcieli, albo nie umieli patrzeć tak jak ona. Co dość często zaliczało się do plusów jej innego postrzegania świata. Sięgnęła ku torbie, powoli wyjmując rysunek. Szybko zerknęła na przedstawiony na nim ciemny pusty pokój, oświetlany tylko przez mocne szmaragdowe światło bijące od świetlików latających po pomieszczeniu. Nie zaliczyłaby go do jej ulubionych tworów, bo za bardzo zmuszał odbiorcę do poznania historii autora. Z drugiej strony nie przepadała za dziełami, które wręcz biły przesłaniem po oczach. Zero wysiłku. Przygryzając lekko wargę, nachyliła się ku Francuzowi wyciągając rękę ze swoim ostatnim obrazem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Pon Mar 02 2015, 22:39

Skwitował jej komentarz o zdzieraniu gardeł lekkim uśmiechem, po czym zamyślił się głęboko. Tak długo za nią tęsknił, nie mogąc ani się zbliżyć, ani zapomnieć, bo padło między nimi zbyt wiele słów, a teraz, kiedy nareszcie mieli okazję porozmawiać, nie wynikało to z ich wewnętrznej przemiany, dojrzenia do nawiązania normalnych stosunków, tylko ze złośliwości Irytka. Ironia losu. Nerwowo potarł o siebie palce prawej dłoni, jak zawsze, kiedy miał ochotę zapalić. Serena często śmiała się z tego odruchu, pamiętał, jak mówiła, że można czytać z niego jak z otwartej księgi, mimo że odgadnięcie, jakimi ścieżkami biegną jego myśli, było właściwie niemożliwe. Ot, taki paradoks, który czynił przebywanie z nim dość ciekawym doświadczeniem. Odetchnął głęboko, czując, że przez jego głowę przelatują strzępki wspomnień, zarówno tych dobrych, jak i złych, i że jego wewnętrzny spokój, zwykle niemal niemożliwy do naruszenia, drży w posadach. Kiedy mijał ją na korytarzu, czuł przelotny smutek, jednak nigdy dłużej się nad nim nie zastanawiał, spychał go na dalszy plan, zajęty obmyślaniem nowych opowieści, które rekompensowały mu wszystko, co w rzeczywistości się nie udało. Nigdy nie należał do odważnych ludzi, nigdy nie udawał, że jest inaczej. Nie szukał konfliktów w żadnej postaci, nie umiał się bić i nie był nadmiernie dumny, pod warunkiem, że nie chodziło o jego twórczość. Był łagodny i spolegliwy, nie chował długo urazy, nie zgrywał bohatera i zwykle był dokładnie tym, na kogo wyglądał - nieprzytomnym marzycielem, który nie radzi sobie z prawdziwym życiem, prawdziwymi problemami i uczuciami, a jedyne, nad czym ma rzeczywistą władzę, są słowa.
Może powinien wcześniej przerwać to milczenie, spróbować wykonać jakiś gest, ale widział, że Serena tego nie chce, unika nawet jego spojrzenia, a podczas lekcji siedzi tak daleko od niego, jak tylko to możliwe. Rozumiał to i szanował, mimo że wcale tego nie chciał. Zresztą, do tanga trzeba dwojga, a do poprawnych stosunków woli obu stron. Oboje byli w równym stopniu winni lub niewinni, zależy jak na to spojrzeć, zależy, czy doszukiwać się tu złej woli, czy po prostu niedopasowania i braku zrozumienia. Raphael zawsze uważał, że wszystko jest względne i dlatego świat jest tak fascynującym miejscem. Serena nie podzielała tego poglądu, zdawała się wierzyć w prawdę absolutną. Na swój sposób to piękne, że poróżniły ich tak poważne sprawy natury filozoficznej, a nie zdrada czy wypalenie uczuć. Może daje to nawet pewną nadzieję. Taką malutką.
Wygląda na to, że oboje byli tak samo nieporadni, gdy chodziło o związki. Artyści często nie sprawdzają się w zwykłych relacjach międzyludzkich, zbyt skupieni na sobie, by zmusić się do kompromisów. Tak było w przypadku Raphaela i najwyraźniej dotyczyło również Sereny, czemu na dobrą sprawę nie należy się dziwić - dwoje artystów to bardzo skomplikowana sytuacja.
Nie wiedział, czy nie posunął się za daleko, ale jeśli było coś, co jeszcze w jakiś sposób ich łączyło, to była to sztuka. Zawsze podziwiał jej talent i umiejętność skondensowania uczuć, których czasami on nie potrafił nawet nazwać w obrazie. Sięgała głębiej niż on, do jakichś podskórnych, nieuświadomionych pragnień, lęków i myśl, budziła wrażenie, które wymykało się z ram pojęć. Kiedy podała mu swoją pracę, poczuł niepewność, choć sam nie wiedział, z czego to wynikało.
Patrzył w milczeniu, analizując własne uczucia i obraz Sereny, z którego bił niepokój i samotność. Nie wiedział, czy właśnie to chciała osiągnąć, czy nie ulega nastrojowi chwili, ale właśnie tak to odbierał. Widział, że jej styl ewoluował, ale jego istota pozostała ta sama. Rozpoznałby te pociągnięcia pędzla na końcu świata.
- Mon Dieu... Ile w nim smutku - powiedział cicho, jakby do siebie, nie odrywając wzroku od jej obrazu i wolną ręką niecierpliwie odrzucając niesforne włosy opadające mu na czoło. - Jest w nim tyle... samotności, pustki, a te świetliki... one wcale nie wydają się rozjaśniać mroku, przeciwnie, pozwalają go sobie uzmysłowić. Jakby przebłyski światła ukazywały, czym jest ciemność. Że jest ich przeciwieństwem - mówił w charakterystyczny dla siebie sposób, z gwałtownością i precyzją jednocześnie, jakby nie mógł wytrzymać naporu słów, uczuć i myśli, które kotłowały mu się w głowie. - Jest piękny, ale... ale budzi we mnie niepokój - szepnął, unosząc głowę i patrząc jej w oczy, jakby zapomniał, że znajdują się w damskiej toalecie, że ich bliskość to tylko wspomnienie. Miał wrażenie, że cofnęli się w czasie, że znów dzielą się swoją sztuką i utwierdzają w przekonaniu, że nikt nie rozumie ich tak dobrze, jak ta druga osoba.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Wto Mar 03 2015, 10:33

Czas leczy rany, czy jest to tylko wymysł zdesperowanych ludzi potrzebujących takiej myśli? Serena czuła, że tylko te przebyte w nadziei naprawy chwile, tak naprawdę ich tylko jeszcze Było jej łzej, gdy okazało się, iż patrząc mu prosto oczy potrafiła o tym mówić. Zrozumienie sztuki będące pomiędzy nimi najwyraźniej nie zostało zniszczone przez łączące ich złe wspomnienia.ardziej od siebie oddalały. Jakby nie było właściwego i bezbolesnego rozwiązania całej tej sytuacji. Czasami przy innych sprawach jej smutki kiedyś odchodziły... bo po prostu przestawało jej zależeć. Niepowodzenia powoli stawały się odległe i śmiesznie nieistotne dla dalszego życia. Jednak jak mogłaby tak łatwo odpuścić wszystkie uczucia do drugiej osoby? W tym rzecz, że nie potrafiła obudzić się z myślą, iż to całe było tylko głupiutkim młodzieńczym błędem. Kolejnym hipokrytą, który rzuca na wiatr kłamliwe zapewnienia o swoim przywiązaniu. Jakaś część niej żałowała, że nie wynaleziono mikstury na odtrącenie tych czystych i prawdziwych emocji, które żywiła do Raphaela. Jakie istnienie w tym świecie stałoby się proste, a jednak okazałoby się tylko tchórzliwą ucieczką.
Przekrzywiła lekko głowę, dyskretnie obserwując zachowanie chłopaka. Tak dobrze znała te ruchy, aż zaczęła się zastanawiać czy ich ostatnia kłótnia nie wydarzyła się wczoraj. Gdyby ktoś zapytał, czy pamięta jeszcze coś szczególnego z jego osoby... zaprzeczyłaby natychmiastowo, chcąc tym przekonać do tego samą siebie. Czułą, że potrafiłaby odgadnąć, w których miejscach pod jego koszulą chowają się pieprzyki. Na to wspomnienie musiała przymknąć na parę sekund oczy, by nie zalać się rumieńcem. Każdy detal się liczył i utrwalał się w jej artystycznej pamięci. Zarazem każdy z osobna sprawiał jej smutek, gdy tylko natykała się na niego w swoim umyśle.
Zawsze zaskakiwało ją to jak jej mama świetnie dogaduje się z Josephem. Przez tyle lat ich związek poddawany został milionem prób, a nadal niezmiennie trwali przy sobie. Tyle ich różniło, że kłótnie powinny być u nich na porządku dziennym. Dobrze widziała jak różnie podchodzą do wielu spraw, a wciąż potrafią to pogodzić. Czemu im to się udawało? Ile pokory i cierpliwości musieli w sobie mieć, by stworzyć tak udany związek? W końcu jej matkę z pewnością można było nazwać artystką, a potrafiła postawić go wyżej niż własną twórczość. Nawet względem córki zdarzało jej się dokonywać takich poświęceń, które pewnie Serenie przychodziłyby z trudem. Czy właśnie tutaj leżał problem związku z Raphaelem? Za szybko odpuścili, nie próbując spojrzeć na ten znaczący aspekt oczami drugiej osoby? Tyle pytań pozostawało jeszcze bez odpowiedzi, że tylko mogłaby zgadywać czemu sprawy akurat tak się potoczyły. To smutne jak łatwo można było postrzegać ją za hipokrytkę. Próbowała patrzeć na świat w różny sposób, by na każdym kroku odkrywać nowe znaczenie i piękno... ale nadal wierzyła w jedną prawdę. Niczym naiwne dziecko chciała bez problemu móc odróżnić dobro od zła, chociaż to wydawało się niemożliwe. Znała tyle odcieni szarości, a nieustannie trzymała się zasady kłamstwa lub prawdy.
Uważnie śledziła każdy jego ruch, przesunięcie spojrzenia czując dziwny ucisk w klatce piersiowej. Nie zdawała sobie sprawy, iż nawet na moment wstrzymała oddech. Jeśli istniało grono osób, których opinie traktowała prawie na równi ze swoimi, to on z pewnością się do nich zaliczał. Kto w końcu nie zrozumie drugiego artysty, jak artysta? W tym właśnie teraz powstał pewien problem, a Serena poczuła się odsłonięta ze swoimi wszystkimi emocjami i przeżyciami. Zapomniała z jaką łatwością odczytywał jej kreski pozostawione na płótnie czy papierze. Przez chwilę ogarnęła ją ochota by samemu odgarnąć spadające mu na czoło włosy i szybciej usłyszeć co myśli. Przez to tylko podciągnęła kolana do piersi, opierając brodę na jednym z nich.
- Zawsze umiałeś nadzwyczajnie opisywać to co widzą oczy... - wyszeptała słysząc jego odpowiedź. Serena nigdy nie potrafiła tak trafnie ubierać swoich uczuć w słowa, a tylko przelewać szalejące w niej na emocje na papier. Nawet sama nie zdawała sobie sprawy co właściwie przedstawiła na obrazie. Rozmawiając o sztuce, jakby odrzuciła początkowe skrępowanie na bok. W tej przestrzeni nie potrafiła wymijająco odpowiadać na pytania.
- Czasami... czerpanie inspiracji z takich emocji pozwala się od nich w jakimś stopniu uwolnić - wyjaśniła nie chcąc mydlić mu oczu jakimiś głupimi wymówkami na temat jej uczuć.Było jej łzej, gdy okazało się, iż patrząc mu prosto oczy potrafiła o tym mówić. Zrozumienie sztuki będące pomiędzy nimi najwyraźniej nie zostało zniszczone przez łączące ich złe wspomnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Wto Mar 03 2015, 14:39

Rany mogą się częściowo zabliźnić. Można też przywyknąć do bólu, ale czasem wystarczy drobiazg, by odżył, uderzył z niespodziewanym okrucieństwem. W przypadku takich wrażliwców jak ich dwoje, całkowite zapomnienie i wytrząśnięcie z siebie okruchów uczuć wydawało się niemożliwe, bo tracąc siebie wzajemnie, każde z nich utraciło też część siebie. Ich relacja była zbyt złożona, zbyt głęboka i nieprzypadkowa, by mogli po prostu ją skreślić, zrzucić swoje zranienie na karb młodości i braku doświadczenia w budowaniu związku. Przy Serenie Raphael miał to rzadkie uczucie, że ktoś go rozumie. Zazwyczaj postrzegano go jako indywidualistę, jeśli nie samotnika, który po prostu nie potrzebuje zrozumienia, zamknięty w świecie własnej wyobraźni, której nie musi uzasadniać. A jednak Fluvius go rozumiała. Widział to w jej oczach, czuł w każdym uśmiechu i poważnym skinieniu głowy, kiedy tłumaczył jej zawiłe ścieżki, jakimi chadzały jego myśli. Dawali sobie przestrzeń, jakiej oboje potrzebowali dla swojej sztuki, ale jednocześnie była między nimi bliskość, której Raphael nigdy wcześniej ani nigdy później nie doświadczył.
Pewnej wiedzy nie można po prostu wypchnąć z pamięci, podobnie jak pewnych uczuć. Znali wszystkie zakamarki swoich dusz, znali każdy centymetr skóry, galaktyki piegów i pieprzyków, potrafili odczytywać mowę ciała... To było krępujące, bo przypominało, że ci obcy sobie ludzie, byli kiedyś najbliżsi.
Nigdy nie uważał jej za hipokrytkę - po prostu nie rozumiał, jak ktoś operujący barwą może wierzyć, że świat został namalowany bielą i czernią. Jej podejście uważał za bardzo idealistyczne, może do pewnego stopnia naiwne, ale kim był, by oceniać jej sposób postrzegania rzeczywistości? Problemem okazał się on sam, jego sposób widzenia świata, tendencja do dostrzegania półtonów, podkreślania czegoś grubą kreską albo zacierania niedociągnięć. Czasem starał się nasycać kolory rzeczywistości - dla niego nie było to oszustwo, a jedynie... jedynie sposób na ubarwienie świata i wypuszczenie tworów jego wyobraźni na wolność, poza kartkę papieru. Mówiąc "kocham" niczego nie ubarwiał, mówiąc "jesteś najważniejszą istotą w moim życiu" mówił dokładnie to, co uważał za prawdę, więc w swoim pojęciu był wobec niej uczciwy. A że czasami wymyślał ludziom życiorysy, a do własnego spóźnienia na randkę mieszał siłę wyższą lub nieistniejącą osobę... cóż, po prostu cierpiał na rozbuchaną wyobraźnię.
Być może zobaczył zbyt wiele. Być może niechcący zmusił ją do pokazania czegoś bardzo intymnego, odsłonienia się przed nim, mimo że nie miał do tego żadnego prawa. Przez chwilę czuł lęk - że Serena poczuje się osaczona, a sytuacja stanie się jeszcze bardziej krępująca dla nich obojga (o ile to w ogóle możliwe). Uśmiechnął się do niej nieśmiało, słysząc ten komplement i widząc, że mimo wszystko wybrał najlepszy temat z możliwych. Zwrócił jej obrazek i podobnie jak ona oplótł swoje wystające, chude kolana ramionami.
- A ty zawsze umiałaś nadzwyczajnie pokazać to, czego nie można opisać słowami - odpowiedział równie cicho, czując dziwny ucisk na klatkę piersiową, jakby słowo "zawsze" pozwoliło im ostrożnie nawiązać do przeszłości, nie robiąc tego wprost, a jedynie delikatnie akcentując ich dawną zażyłość.
Skinął poważnie głową, rozumiejąc, co ma na myśli.
- To trochę tak jak... jak nazywanie emocji albo malowanie ich portretu. Ujawnianie ich tożsamości. Kiedy ich nie rozumiemy, nie wiemy, czym są, mają nad nami większą władzę. Jest taki mugolski, niemiecki dramat... "Faust", gdzie diabeł nie zdradza swojego imienia, bo ten, który pozna jego imię, będzie miał nad nim władzę. Wydaje mi się, że to tak było, ale mogłem coś pomieszać - dodał w zadumie, opierając policzek na kolanie i tym razem zupełnie otwarcie patrząc w oczy Sereny i zastanawiając się, dlaczego jej obraz odbijał smutek i samotność. Chciał, żeby była szczęśliwa, ale najwidoczniej nie była. Przynajmniej nie w chwili, gdy malowała ten obraz.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sro Mar 04 2015, 12:45

Czym właściwie byłby świat bez cierpienia? Ile to wspaniałych dzieł zrodziło się dzięki zranionym sercom artystów. Stracenie nawet tej cząstki siebie, która sprawiała nam tyle bólu, wydawała się jeszcze gorsza. Bez smutku i rozczarowania nie potrafilibyśmy docenić jak silnym uczuciem jest miłość, czy nawet szczęście. Czując to wszystko po jego utracie, wiedziała ile tak naprawdę dla niej znaczył. Czasami nie musiała nic mówić, a czuła, że umie odczytać to z jej samego spojrzenia. Ktoś kiedyś je powiedział, że oczy są zwierciadłem duszy. Może właśnie dlatego tak trudno było jej patrzeć w jego i nie starać się odgadnąć jego myśli. Doszukiwać się w nich emocji i innych trudnych dla Sereny do nazwania aspektów jego osoby.
W tym własnie tamta ich relacja była czymś niezwykłym. Pomimo przestrzeni, która ich dzieliła, gdy zajęci byli swoim światem wypełnionym sztuką.... łączyła ich więź pomagająca odnaleźć ponowną drogę do siebie, gdy tego zapragną. Z jednej strony posiadała tak bardzo cenioną wolność, a z drugiej zaś oparcie wpierające w trudnych chwilach... jak i dzielące się tymi szczęśliwymi. Trudno na nowo było zbudować z kimś tak piękne zrozumienie, aż za szybko z tego rezygnowała nie czując się na siłach by tego dokonać. Jakąś rolę w tym całym zamieszaniu pełnił z pewnością też strach przed ponowną utratą kogoś tak bliskiego. Chociaż podświadomie wiedziała, że nie pojawił się nikt z kim by tak samo współgrała w życiu jak z Raphaelem.
Oczywiście zdawała sobie sprawę z prawdziwości jego uczuć i wiedziała, że tak samo działało w drugą stronę. Tylko z czasem jego barwne pomijanie się z prawdę zaczęło ją powoli dobijać. Zaczęła się obawiać, że w którymś momencie te wymyślona postacie staną się tak ważne, że nie będzie już potrzebna jak kiedyś. Nigdy nie wymagałaby postawienia siebie wyżej od tego co kochał robić, ale też pragnęła nie znajdować się na szarym końcu hierarchii. To trochę głupie, patrząc na to jak dużo dla siebie wzajemnie znaczyli. Po zerwaniu sama też zaczęła się zastanawiać, czemu nagle odezwał się w niej ten niepokój.
Uśmiechnęła się smutno odbierając od niego swój obraz. Nie do końca chciała by ktoś niepotrzebnie rozmyślał o jej problemach. Przynajmniej na tej płaszczyźnie mogli swobodniej rozmawiać i nie czuć takiego skrępowania tym co łączyło ich kiedyś.
-Ale jednak komuś udało się przejąć nad nim władzę? Pomogło mu coś przez to osiągnąć? - zapytała nie ukrywając swojego zaciekawienia. Nie znała zbyt wielu mugolskich książek, a tylko te, które przynosił do domu Joseph. Za to dobrze pamiętała, jak lubiła wsłuchiwać się w głos Raphaela w trakcie jego jakiejś opowieści. Oddawał jej zdaniem nawet czasem więcej emocji, niż sam tekst płynący z jego ust.
- Wiesz, wtedy może powinnam... zacząć rozmyślać nad jego imieniem. - zaśmiała się cicho nie odwracając od niego wzroku. Jak ona tęskniła za tymi rozmowami nawiązującymi nawet do na pozór błahych tematów. Nawet jeśli teraz wszystko tylko dawało naiwną nadzieję na poprawienie ich obecnej relacji, by po uwolnieniu nic się nie zmieniło... to w głębi duszy czerpała przyjemność z tej rozmowy i jego obecności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sro Mar 04 2015, 22:01

Oczywiście, bez kontrastów świat w ogóle by nie istniał. Nie można sobie wyobrazić życia, będącego nieustannym szczęściem, bo nie potrafilibyśmy go docenić. Raphael uważał, że przeplatanie pasm pogody ducha niteczkami smutku jest jedyną słuszną filozofią życiową, choć oczywiście nie ma się na to żadnego wpływu, a przynajmniej w mniejszym stopniu, niż by się chciało. Patrząc na nią, czuł, że wzbierają w nim uczucia, o których, jak sądził, zapomniał. Nie sądził, by kogoś potrzebował, wydawał się samowystarczalny, zamknięty we własnym świecie, a dwa bolesne zranienia, jakich doświadczył w przeciągu roku, tylko go utwierdziły w tym przekonaniu. Jednak czytając błyski w oczach Sereny, przypominał sobie ten przedziwny splot dusz, ciał i umysłów, którego zaznał tylko raz, tylko z nią i który prawdopodobnie nigdy więcej się nie powtórzy. Mieli ten odruch czytania w swoich spojrzeniach, mowie ciała, drgnieniach ust, które przypominały im o wszystkim, co stracili przez własną niedojrzałość.
Rozumieli się niemal pod każdym względem, ale to "niemal" okazało się istotniejsze, niż mogłoby się wydawać. Oboje rozumieli potrzebę tworzenia i nie byli zazdrośni o czas, jaki ta druga osoba spędzała sam na sam ze swoimi słowami czy pędzlami. Uzupełniali się, inspirowali i dzielili wszystkim, co wydawało się dobrą wróżbą na przyszłość. Raphael nigdy wcześniej ani nigdy potem nie spotkał dziewczyny, która byłaby w stanie wybaczyć mu to wieczne roztargnienie, mylenie dat i faktów. Jedyne, czego nie potrafiła mu wybaczyć, to naginanie rzeczywistości, nieco mniej niewinne niż zwykłe zapominalstwo, ale przecież niecelowe i wynikające tylko i wyłącznie z jego bujnej wyobraźni, która zawsze pracowała na najwyższych obrotach i po prostu czasami wkradała się również do codzienności. Serena była jego kotwicą, sprawiała, że widział sens we wracaniu do "prawdziwego świata". Czasami czuł się jak żeglarz, który, mimo że ciągnęły go dalekie krainy i niezwykłe podróże, wracał do bezpiecznego portu, znanego i mało interesującego, wiedząc, że na czeka tam na niego ukochana kobieta. Jednak było to za mało. Szkoda, że nigdy nie zrozumiał istoty jej lęku, że nie wiedział, dlaczego uważała jego drobne kłamstewka za coś złego. Nie wiem, czy nie powiedziała mu wprost, że boi się, że pewnego dnia jego wymyśleni bohaterowie zepchną ją w cień, czy też Raphael tego nie rozumiał, a może powód był jeszcze inny, ale krukonka zawsze miała w jego życiu zupełnie wyjątkowe miejsce i tak, jak niektóre postaci rozpływały się w niepamięci, tak ona nigdy do końca nie opuściła jego serca ani wspomnień.
Zamyślił się głęboko, próbując sobie przypomnieć tę historię i czując, jak skrawki różnych opowieści tłuką się w jego głowie. Z namaszczeniem przesunął dłonią po swoich włosach, wpatrując się w nieokreślony punkt na ścianie, jakby to mogło mu pomóc.
- Widzisz, to tak naprawdę tylko ciekawostka, to, co mówiłem o imieniu, bo na pytanie, kim jest, diabeł odpowiada "tej siły cząstką drobną, co zawsze złego chce i zawsze sprawia dobro". Sama historia nie jest o tym, ale o zakładzie między Bogiem i diabłem o duszę Fausta, wielkiego uczonego. Mefistofeles, czyli diabeł, twierdzi, że Faust wcale nie służy Bogu, ale Bóg wierzy w Fausta, dlatego zgadza się poddać go próbie. Mefistofeles zawiera pakt ze znudzonym człowiekiem, który zgłębiwszy wiele nauk, doszedł do wniosku, że nadal nic nie wie, o życiu. Nie widzi w nim sensu. Więc diabeł proponuje mu układ - zostanie jego przewodnikiem, pomoże szukać sensu, spełni wszystkie zachcianki, ale w momencie, kiedy Faust osiągnie szczęście, które będzie pragnął zatrzymać i wypowie słowa "trwaj chwilo, jesteś piękna", Mefistofeles odbierze mu duszę - Raphael mówił z właściwym sobie przejęciem, a jego oczy lśniły podnieceniem, kiedy próbował streścić Serenie to wielkie, genialne i przerażające romantyczne dzieło. - Faust czyni wiele zła, ale pod koniec życia również i dobra, podróżuje w czasie, żyje w czasie mitycznym... Widzisz, gdyby Faust wypowiedział te słowa, chciał zatrzymać chwilę, straciłby duszę, bo stagnacja jest przeciwieństwem życia. Bóg to życie, a bezruch to diabeł, który jest duchem negacji, ze swej natury przeciwnikiem wszystkiego, co ma związek z dobrem, a zatem i Bogiem... Nie uważasz, że to piękne? - zamyślił się głęboko z rozmarzonym uśmiechem na ustach, zauroczony głębią tej historii. - Powiem ci tylko, że Faust w końcu wypowiedział te słowa, na łożu śmierci. Jednak nie wypowiedział ich dla siebie, lecz dla ludzkości, którą pokochał, dla której próbował stworzyć państwo idealne. Której dobro stało się dla niego wartością nadrzędną, sensem życia. Dlatego mimo wszystko jego dusza trafiła do nieba - dodał ciszej, dziwnie poruszony. Osoby, którym mógł opowiedzieć tę historię bez poczucia, że je zanudza, mógł policzyć na palcach jednej dłoni, ale to Serena zawsze była jego najbardziej wdzięczną słuchaczką. Tak bardzo mu brakowało jej uważnego spojrzenia i skupienia, które malowało się na jej twarzy, ilekroć coś opowiadał. Spojrzał na nią z przepraszającym uśmiechem, jak zawsze, kiedy dał się ponieść wartkiemu potokowi słów. Przez chwilę miał ochotę ująć jej dłoń, jednak szybko się opanował. Głuptas z niego.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Czw Mar 05 2015, 22:19

Akurat to bardzo możliwe, że nie wspomniała Raphaelowi o swoich obawach. Uogólniła problem licząc, że to wystarczy. Może po prostu się bała, iż uzna ją za dziecinną i zazdrosną? Teraz za dużo w niej szalało sprzecznych emocji, by potrafiła na spokojnie określić powód podjętej przez nią decyzji. To śmieszne jak parę błędów mogło doprowadzić do oddalenia od siebie tak bliskich osób. Inspirował ją jak żadna inna osoba i tym samym pokazywał, że zawsze znajdzie się inna perspektywa do oglądania naszego świata. Odnajdywała przy nim spokój, nawet gdy myślami znajdował się daleko od niej. Wtedy z pewnością odpowiedziałaby, że przy nim jest jej miejsce, które daje jej poczucie zrozumienia... które w jej przypadku nie udawało się tak łatwo zdobyć. Przyjaciele wspierali ją w różnych sprawach i łączyła ich pewnego rodzaju wieź, lecz nigdy tak silna jak ta z Raphaelem.  Myślenie o tym przyprawiało ją o nostalgię, uświadamiając, że prawdopodobnie nie nawiąże z nikim takiej nici porozumienia i wspólnych uczuć jak z nim. Przerażająca myśl, iż coś co budziło w niej tyle dobrych cech, mogłoby już nigdy nie pojawić się w jej życiu. Nie była pewna czy równie mocno przeżywała nagły wyjazd Marione i to ile razy zwodził ją obietnicami powrotu do Anglii. Czuła się zła, opuszczona i samotna, bo w końcu od zawsze traktowali się prawie jak rodzina. Chociaż nawet wtedy nie pozostała w jej sercu pewna pustka, którą kompletnie nie wiedziała jak zapełnić. Dlatego zawsze łudziła się, że czas będzie odpowiednim lekiem. Pozwoli jej bez pewnej tęsknoty wspominać błogie chwile, którymi kiedyś mogła się cieszyć.
Czy to skończyłoby się inaczej, gdyby posiadali już wtedy podobny bagaż doświadczenia do obecnego? Kiedyś bawiło ją stwierdzenie, że do związku czasami trzeba dorosnąć. Serena trochę naiwnie wierzyła wtedy w to, iż sama miłość obojętnie w jakim wieku nas zaskoczy, wytrzyma wszystko. Traktowała swój związek z Raphaelem za coś oczywistego, o którego nie musiała się martwić. Łatwo było tak sądzić, gdy na sam jego widok czuło się, jakby znajdowała się w odpowiednim miejscu i przy odpowiedniej osobie. Nie chciała nic zmieniać w tym co między nimi, a tylko w tym trwać... co oczywiście zakończyło się inaczej. Długo po rozstaniu dochodziło do niej, iż nie ma już możliwości szukania schronienia w jego ramionach. Z wszystkimi problemami, z którymi zwróciłaby się tylko do niego, musiała poradzić sobie sama. Serenie trudno było po spotkaniu takiej osoby w swoim życiu, znowu wrócić do tej niezależności.
Wsłuchiwała się w jego słowa, czując jak towarzyszące chłopakowi uczucia powoli zaczynają się i jej udzielać.Nawet nie zauważyła, iż lekko pochyla się w jego kierunku. Po prostu zachowywała się tak, gdy była czymś pochłonięta. Serena westchnęła głośno, starając dobrze zrozumieć to co usłyszała. Musiała powoli ułożyć to sobie w głowie, by połączyć ze sobą te nowo poznane przez nią fakty historii. Wszystko wydawało się mieć głębsze znaczenie, niż na początku sądziła. Sama nie była wychowana w żadnej wierze, co tylko potęgowało jej zaciekawienie. I jeszcze ten cytat "tej siły cząstką drobną, co zawsze złego chce i zawsze sprawia dobro"! Z diabłem zawsze kojarzyło jej się wszystko o negatywnym znaczeniu, a teraz zaczynała się trochę gubić. Niby przeciwko dobru, a kończy zawsze na jego czynieniu. Czy w takim razie powinno zaliczyć się go do złych? Przygryzła lekko wargę dostrzegając jak się rozmarzył. Zawsze uważała, że wyglądał wtedy tak bardzo rozbrajająco.
- Wysoka cena za wieczne szczęście. To brzmi trochę tak, jakby było trzeba pogodzić się z tym, że wszystko kiedyś przeminie. - błądziła starając zrozumieć w pełni utwór, o którym rozmawiali. Założenie o przeciwieństwie życia do bezruchu i powiązanie tego z wyższymi siłami... brzmiało naprawdę urokliwie. Zastanowiła się przez chwilę ile to pracy i serca pisarze muszą włożyć by tworzyć o takich aspektach istnienia. Pokiwała tylko głową i wyprostowała się, by choć na chwilę zmienić pozycję siedzenia. Przestała liczyć czas spędzony w łazience. Ile mogło minąć od ich zamknięcia? Parę minut czy może dobra godzina?
- Cudowne, że odkrył w sobie taki altruistyczny sens życia. Tak wielkie poświecenie  dla szczęścia osób, które kochamy jest chyba jednym z najpiękniejszych zachowań... przynajmniej moim zdaniem. - ściszyła trochę głos, jakby obawiała się, że jeszcze ktoś inny mógłby to usłyszeć. Miała lekkie wątpliwości do tego, czy opowieść o książce spodobałaby się jej tak samo, gdyby na miejscu Raphaela znalazł się ktoś inny. Potrafił zainteresować ją czymś, co przy pierwszej myśli nie zaciekawiłoby dziewczyny. Przesunęła dłonią po chłodnych kafelkach, przypominając sobie jak odległa była jej pierwsza reakcja na widok chłopaka od tego co teraz czuła.


/wybacz, przez chemię organiczną mam dzisiaj jakąś niemoc w pisaniu :<
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Pią Mar 06 2015, 12:05

Więc może to prawda, że niektórzy ludzie są dla siebie stworzeni, ale po prostu interpretują to w niewłaściwy sposób. Może uważają, że bycie sobie przeznaczonymi rozwiązuje wszystkie problemy, które mogą się pojawić, że jeśli do ich losu mieszają się siły wyższe, to po prostu nie muszą ponosić odpowiedzialności za związek, bo wszystko powinno układać się samo? Może tak było w ich przypadku, bo skoro nigdy nie spotkali kogoś, w czyim towarzystwie czuliby się tak kompletni, bezpieczni i zrozumiani, to być może od zawsze byli sobie pisani, ale zabrakło im doświadczenia, by w pełni zrozumieć istotę związku, konieczność walki z własnymi słabościami i niedoskonałościami? Patrząc na nią, Raphael czuł żal do samego siebie, że nie próbował tego naprawić. Że nie wystawał pod jej oknem późno w noc, recytując wiersze, błagając o wybaczenie czy robiąc cokolwiek innego, co mogłoby naprawić ich relację. Przecież nie był dumny, przecież nie czułby się upokorzony, prosząc najdroższą mu osobę o kolejną szansę. Zawsze wychodził z założenia, że jeśli na czymś naprawdę nam zależy, nie powinniśmy kierować się czymś tak niemądrym jak duma, urażona ambicja czy honor, ale robić wszystko, by osiągnąć to, o czym marzymy. Jednak w przypadku Sereny sytuacja była bardziej złożona, Raphael szanował jej decyzję, mimo że ta łamała mu serce, mimo że świadomość, że utracił swoją bratnią duszę, swoją ukochaną, swoją przyjaciółkę i tak naprawdę jedyną osobę, która znaczyła dla niego tak wiele, nie pozwalała mu spać i zmuszała do pisania z większą intensywnością niż kiedykolwiek wcześniej. Wierzył w wolność wyboru i kierowania własnym życiem, a skoro w życiu Sereny nie było dla niego miejsca, nie chciał jej do niczego zmuszać. Nie chciał się jej naprzykrzać, sądząc, że skoro tak się to potoczyło, to dziewczyna po prostu już go nie chce, nie potrzebuje jego bliskości, słów i kłamstewek. I że powinien się usunąć w cień, przeżywając w samotności swoją tęsknotę.
Oboje działali irracjonalnie, zranieni i zdezorientowani, chyba po raz pierwszy nie rozumiejąc motywów tej drugiej osoby, unikając się i odwracając wzrok. Raphael by o nią walczył, gdyby uważał, że Serena tego chce. Ale nie chciała, nie dawała mu nawet szansy na uchwycenie jej spojrzenia, dlatego uznał, że po prostu powinien zniknąć z jej życia, co też z ciężkim sercem uczynił. Pisał bez przerwy, nieprzytomny i zagubiony, próbując przelać to wszystko na papier, rzadko schodząc na ziemię, bo zabrakło mu osoby, która by czyniła rzeczywistość wartą jego uwagi. Potem wiele rzeczy się zmieniło, dwie nieudane relacje, które nieco go otrzeźwiły, nauczyły oddzielania fantazji od rzeczywistości na tyle, na ile było to w jego przypadku możliwe. Brakowało mu jej zrozumienia, ciepła i czułości. Tęsknił za wspólnym leżeniem w ciemności, kiedy cichutko opowiadał Serenie niezwykłe historie, jednocześnie zapamiętując dłońmi ciepły aksamit jej pleców, wklęsłość brzucha, żebra czające się niepokojąco płytko pod skórą.
Miał poczucie, że cofnęli się w czasie, że dzięki jakimś diabelskim sztuczkom wrócili do punktu, kiedy byli sobie bliżsi niż ktokolwiek, kiedy bez skrępowania odkrywali przed sobą swoje dusze, o ciałach nie wspominając.
Pokiwał entuzjastycznie głową, a niesforne loki znów opadły mu na czoło.
- Tak. Człowiek jest wiecznie nienasycony, ciągle dąży do czegoś doskonalszego, musi podlegać zmianom. Zmieniamy się cały czas. Czasem na lepsze, czasem na gorsze. Nie możemy zatrzymać szczęścia. Poszukujemy sensu. Faust w końcu odnalazł go w próbie stworzenia idealnego państwa, gdzie wszyscy byliby szczęśliwi. Ale po drodze... po drodze zdobył miłość młodziutkiej dziewczyny, uwiódł ją, zhańbił, a potem zabił jej brata, o co ona sama się obwiniała. Była w ciąży, Faust zniknął na jakiś czas, a gdy wrócił Małgorzata była już w więzieniu, skazana na śmierć przez powieszenie za dzieciobójstwo... Mimo że Faust chciał ją uwolnić, dziewczyna odmówiła, chcąc odpokutować za swoje winy. I dzięki temu jej dusza była zbawiona - umilkł na chwilę i rozprostował długie, chude nogi. - Widzisz, w chwili, gdy Małgorzata umarła, Mefistofeles stracił władzę nad Faustem, nie był w stanie nakłonić go już do niczego, musiał wypełniać rozkazy Fausta. Bo ten, utraciwszy miłość Małgorzaty, rozumiejąc, do czego doprowadziło uleganie podszeptom diabła, przestaje go słuchać - chciał dodać coś jeszcze, patrząc na Serenę swoimi łagodnymi oczami, ale zabrakło mu odwagi, więc po prostu umilkł. - Musisz to koniecznie przeczytać. Wiesz, początkowo Mefistofeles przyłącza się do Fausta pod postacią czarnego pudla i zawsze, kiedy takiego widzę, zastanawiam się, czy to aby na pewno zwyczajny pies... - Raphael roześmiał się cicho. Miał ochotę wstać i rozprostować ciało, ale bał się, że zburzy ten nastrój i zerwie nić porozumienia.
- Nie pamiętam, kiedy ostatni raz ktoś słuchał mnie z taką uwagą - powiedział miękko, a jego francuski akcent był jeszcze wyraźniejszy niż zazwyczaj. Jak zawsze, kiedy był czymś poruszony. Najgorsze, że Serena doskonale o tym wiedziała. Nie było dla niej tajemnic, nie kiedy chodziło o Raphaela.


daj spokój, cudnie jest! może teraz jakieś małe przesunięcie akcji?

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sob Mar 07 2015, 03:06

Oczywiście, że go potrzebowała... cała jej dusza, ciało i sztuka. Przez co jej decyzje wydawały się jeszcze bardziej absurdalne. Bała się odepchnięcia przez Raphaela, a przez ten strach go aż straciła. Zawsze w jej życiu znalazłoby się dla niego miejsce, a nawet wręcz nieodwracalnie zostało mu przypisane. To smutne w jaki sposób odebrał jej niepewność. Chciała by jego miejsce było przy niej, gdy podnosiła wzrok znad rysunku, szukała w środku nocy jego bliskości, czy nawet wtedy, jak leniwie leżała gdzieś na błoniach, nie mając ochoty na nic konstruktywnego. Po zakończeniu związku wiedziała, jak beznadziejny błąd popełniła nie starając się bardziej. Skutkiem czego oboje cierpieli, a to dawało jej kolejne powody do wyrzutów sumienia. Nawet jeśli chciała, przechodząc obok niego po prostu podejść i złapać go za rękę, to nie powinna tego robić. Może wystarczająco go zniechęciła swoimi obawami, by zechciał wybaczyć jej brak wcześniejszej walki o ich związek? Miała tylko nadzieję, że szybciej od niej się z tego otrząśnie i znowu w kimś odszuka swoje szczęście. Ale jeśli właśnie istniała tylko taka więź pomiędzy tym dwojgiem, a ona zmarnowała swoją jedyną szansę na tak silne i czyste uczucie? Zawsze wierzyła, że będzie potrafiła walczyć o ważne w jej życiu rzeczy. W którym momencie ta uparta część Sereny postanowiła odsunąć się na bok i pozwolić by tak niefortunnie dla nich się to potoczyło?
Zalało ją dziwne uczucie ciepła, gdy wyraźnie dostrzegła jego entuzjazm. Obojętnie co by wszyscy sobie o niej teraz pomyśleli, chciała zachować tę chwilę... nawet jeśli miałoby to być tylko w jej wspomnieniach. Rozpalała w niej płomyczek nadziei, iż jeszcze potrafią, pomimo zadanych ran w przeszłości dotrzeć choć trochę do siebie. Przekrzywiła lekko głowę wsłuchując się w dalszą część opowieści. Nieznacznie się skrzywiła słysząc o dramacie jaki zdarzył się w życiu Fausta. Akurat znane jej było cierpienie po utracie miłości i o losie, też zrozumiała dopiero wtedy, gdy zniknęła z jej życia. Czy jej obawy można było porównać do tych podszeptów diabła? Podążała za nimi tak naiwnie, jak nigdy dotąd. Szkoda, że nie przestała ich słuchać o wiele wcześniej. Może wtedy udałoby się jej to naprawić i uratować to co zostało z ich więzi? Spuściła wzrok na własne dłonie, orientując się, iż Raphael zamilkł. Takie rozmyślania ponownie spychały ją w stronę tego smutku, który pojawił się, gdy zobaczyła go stojącego w drzwiach łazienki. Pokiwała delikatnie głową, zastanawiając się, jak bardzo musiała się zamyślić. Ostrożnie podniosła spojrzenie na niego, jakby bojąc się co może teraz z niej wyczytać. Pewnie potrafiłby wiele, a nie chciała psuć tego co teraz udało im się nawiązać.
Roześmiała się słysząc jego komentarz o diable wcielającym się w postać pudla. Taki mały szczegół, a ponownie odgonił od niej nieprzyjemne rozważania. Serena uśmiechnęła się szerzej na myśl o nim przyglądającemu się uważnie każdemu napotkanemu psu owej rasy.
- Z pewnością mają w sobie coś demonicznego. Ta ciemna, zadbana sierść zawsze budziła we mnie niepokój. - spróbowała powiedzieć to z jak najlepszą udawaną powagą, co oczywiście wyszło dość kiepsko. Zaczęła się zastanawiać czy autor miał jakiś głębszy zamiar przedstawiając tak diabła. - Jeśli mi ją polecasz, to z pewnością postaram się dla niej znaleźć czas.
Westchnęła cichutko słysząc jak w pewnym sensie podsumował spędzone razem chwile w łazience. Brakowało jej Raphaela, który z takim przejęciem przekazywał jej informacje. Ton jego głosu i akcent dodał jej odrobinę odwagi, na tyle by spojrzeć mu w oczy i powiedzieć głupiutką w ich sytuacji rzecz.
- Nie da się inaczej słuchać tego co mówisz... wiesz, tęskniłam za naszymi rozmowami. - powiedziała prawie jednym tchem wyrzucając z siebie słowa. Dobrą chwilę siedziała wpatrując się w niego, nim dotarło do niej jak bardzo mogła tym namieszać. Dopiero co udało im się znaleźć jakiś bezbolesny temat, a Serenie zachciało się nagle stąpać po kruchym lodzie. Wstrzymała oddech, szukając w myślach sposobu by jakoś to odkręcić. Nie chciała zburzyć tego dość względnego spokoju, który pozwolił im przebywać normalnie (przynajmniej jak na nich) w swoim towarzystwie. Głupia ty!
- Ja chyba... - zaczęła niepewnie, powoli podnosząc się z miejsca. Niestety  zapomniała, że siedzi przy umywalkach. Przez co uderzyła ramieniem o jedną z nich. Automatycznie odsunęła się w od tych złowieszczych przedmiotów, prawie nie depcząc po torbie i ledwo utrzymując równowagę. Powinni puścić jej teraz oklaski, bo takie zdolności do ośmieszania się miała tylko Fluvius. Błagała się w duchu, by nie zaczerwienić ze wstydu. Skąd wpadł jej do głowy ten beznadziejny pomysł ze zmianą miejsca? Teraz nawet nie wiedziała gdzie skierować spojrzenie, więc tylko rozmasowując ramię, stała niczym sierotka bijąc się z własnymi myślami.

jasne, możemy spróbować :")
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie Mar 08 2015, 16:15

Raphael też nie wspomniał o tym epizodzie z życia Fausta  zupełnym przypadkiem. Nie mógł się powstrzymać, a jednocześnie uważał, że to zagranie jest na tyle subtelne, że Serena nie będzie mogła podejrzewać go o naginanie treści dramatu tylko po to, by wpleść aluzję w swoją wypowiedź. Stracili siebie wzajemnie przez podszepty jakiegoś złego ducha, który z powodzeniem zasiał w ich umysłach ziarna wątpliwości - jej co do jego miłości i swojej roli w jego życiu, jemu co do celowości walki o to uczucie. Zabrakło im wiary w siebie i tę drugą osobę, przez co wszystko nagle zaczęło się rozpadać. Może powinni się kierować intuicją zamiast emocjami, snuć rozważania, zadawać sobie pytania o przyszłość. Może nie potrafili sobie zaufać na tyle, by uratować swoje uczucie.
Nie chciał jej zasmucać, ale patrząc na jej śliczną buzię, mając ją na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie tak rozpaczliwie i boleśnie daleko, Raphael nie mógł się powstrzymać. Zresztą ten epizod z życia Fausta był kluczowy dla całej historii, nie mógł go tak po prostu pominąć, wybielić, nie uświadomić Serenie, jak straszne rzeczy miały miejsce przez ufanie podszeptom diabła. Jednak zaduma na jej twarzy i spuszczony wzrok ścisnęły go boleśnie za serce, zupełnie jak dawniej, kiedy przychodziła do niego ze swoimi smutkami, a on był gotów zrobić wszystko, byleby się rozchmurzyła. Zdawał sobie sprawę, że tańczą na krawędzi i że trudno przewidzieć skutki dalszego igrania z dawnymi uczuciami, których wspomnienie okazało się silniejsze i bardziej żywe, niż mogli przypuszczać.
Jej śmiech poruszył jakąś ukrytą strunę w jego sercu, poczuł wzbierające w nim ciepło i czułość, i pewność, że nie pozwoli jej znowu zniknąć ze swojego życia. Nie był pewien, jak ma tego dokonać, nie wiedział, czy ona również tego chce, czy go nie odepchnie, ale była to jedna z tych chwil, gdy jakaś myśl stawała się dla niego tak oczywista, że dominowała nad wszystkimi innymi, być może bardziej racjonalnymi.
- Naprawdę, zawsze się zastanawiałem, dlaczego właśnie pudel. Pewnie to ten smolisty kolor, masz rację - przyznał z rozbrajającym uśmiechem, a w jego łagodnych oczach zamigotały ciepłe iskierki. - Polecam gorąco, ale myślę, że raczej na wakacje, bo to dosyć ciężka lektura... Ale daje do myślenia! - dodał, nie chcąc jej zniechęcić, bo mimo że faktycznie "Faust" nie należał do najłatwiejszych utworów, miał niezwykłą wartość i Raphael nie mógł się nadziwić geniuszowi Goethego.
Słowa Sereny sprawiły, że jego serce fiknęło koziołka, a słowa uwięzły w gardle. Nie wiedział, co powiedzieć, nie spodziewał się, że usłyszy coś takiego. Wyglądało na to, że... że za nim tęskniła, myślała o nim, o nich, o ich rozmowach. Nie skreśliła go tak zupełnie, a przynajmniej nie miała w sobie tyle żalu i złości, by za nim nie tęsknić. Zanim zdążył jakoś zareagować, Serena podniosła się, rozbijając o umywalkę, wyraźnie przerażona własną odwagą. Chciał coś powiedzieć, uspokoić ją, ale był jak pijany, radość uderzyła mu do głowy i mimo że próbował ją okiełznać, na niewiele się to zdało. A kiedy Serena się zachwiała, wyraźnie tracąc równowagę, poderwał się gwałtownie, chcąc ją uchronić przed upadkiem, jednak nie wziął pod uwagę faktu, że siedzi bezpośrednio pod klamką, o którą huknął głową z takim impetem, że aż pociemniało mu w oczach.
- Putain de monde! - jęknął, mimo że przy kobietach starał się nie przeklinać. Niepewnie podniósł się do pionu, widząc czarne i czerwone plamy latające mu przed oczami i nie mogąc ocenić odległości ani złapać równowagi. Zachwiał się i prawie wpadł na Serenę, przyciskając ją do ściany. - Pardon - syknął, oszołomiony uderzeniem i jej bliskością. Była taka drobna i delikatna. Spróbował się od niej odsunąć, mimo że zapach wiśni mącił mu w obolałej głowie. Chciał być blisko, ale wiedział, że nagle wszystko nabrało niebezpiecznego tempa, a on nie mógł poskładać myśli. - A ja... ja... ja tęskniłem za tobą - wyrzucił z siebie nieprzytomnie, po czym znieruchomiał, uświadamiając sobie wagę swoich słów. Odsunął się niepewnie, czepiając się ściany i przyciskając dłoń do rosnącego guza. Jak zwykle nie panował nad własnym życiem. Nie chciał myśleć o reakcji Sereny na jego słowa, na jego bliskość... na to wszystko. Merlinie, był idiotą.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie Mar 08 2015, 21:33

Subtelnie wplótł ich problemy w rozmowę na temat historii Fausta. Kto by pomyślał, że zrobił to specjalnie? W tym wypadku na pewno nie Serena, a przynajmniej nie świadomie. Skutek jego działań i tak zakończył się dość podobnie. Fluvius zaczęła się zastanawiać nad wszystkim co w tamtych nieprzyjemnych chwilach nią kierowało. Nie powinna polegać na własnym strachu, ponieważ on tylko przynosił szkody i kolejne zmartwienia. Nigdy nie nazwałaby się strachliwą, a nawaliła przy najważniejszej osobie w jej życiu. Należało w tym wypadku kierować się tylko i wyłącznie tym co do niego czuła, a wydawało się jedynym pewnikiem w jej poplątanych myślach. Nic przecież nie mogło być od tego ważniejsze, nie w ich związku. Zachowała się jak najzwyklejszy tchórz, pozwalając by zniknął z jej życia. Nie umiałaby teraz jednoznacznie zadecydować czemu nie pozwoliła trwać tamtym chwilą, tracąc pewność swojego miejsca w ich związku.
Teraz odzyskując odwagę udało jej się znowu zniszczyć coś co powoli zaczynali między sobą budować. Czy po tych słowach będzie mogła starać się normalnie przywitać z nim na korytarzu, czy nawet usiąść w jednej ławce na lekcji? Może zbagatelizuje jej słowa i uzna je za zwykły komplement bez żadnej ukrytej głębi? Zachowa jako jedyny z ich dwójki tyle rozsądku by w tak brutalny sposób nie powracać do przeszłości i zignoruje jej słowa? Serena czuła się przytłoczona tymi wszystkimi krążącymi w jej głowie rozważeniami. Ponownie wszystko stało się trudne i zagmatwane, tak bardzo, że nie umiała podjąć decyzji o kolejnym ruchu. A przecież musiała coś zrobić, by choć trochę rozluźnić tą krępującą sytuację.
Niestety nie zdążyła nic takiego dokonać, bo sytuacja przerodziła się w naprawdę coś dziwnego. Fluvius omal nie podskoczyła słysząc uderzenie i jęk Raphaela po francusku. Nie wiedziała, czy dobrze zrozumiała... ale nie było to raczej nic radosnego. Z lekkim przerażeniem dostrzegła jaką lawinę spowodowała swoim zachowaniem. Wszystko działo się tak szybko, że z opóźnieniem doszło do niej to co się przed chwilą zdarzyło. Gdy chłopak zahaczył o nią, zaskoczona nie miała nawet chwili czasu na jakąkolwiek reakcję. Poczuła chłodną ścianę za plecami i dopiero wtedy zorientowała się w jakiej pozycji się znaleźli. Patrzyła mu prosto w oczy, próbując na nowo zacząć myśleć racjonalnie. Nie, kompletnie zgłupiała, a jej w głowie posiadała jeden wielki chaos. Tak dawno nie znajdowali się tak blisko siebie, że powoli zaczynała zapominać jak na nią to działało. Przynajmniej sądziła tak do tej chwili. Pomimo chłodu panującego w całym zamku, czuła się jakby z powrotem znalazła się w upalnych Indiach. Ciepło bijące od ciała Raphaela, który znalazł się w tak niebezpiecznej dla ich uczuć odległości, nie pozwalało się skupić, na niczym innym niż jego obecności. Przyglądała się każdemu jego detalowi, jakby już nigdy ponownie nie miała nadarzyć się taka sytuacja. Jego ciemne loki opadające na czoło... twarz, na  której malowały się podobne emocje do jej własnych. Nie potrafiła wymknąć się bokiem i podążyć za głosem rozsądku. Nie wiedziała ile trwali, stojąc tak blisko siebie w ciszy. Dla Fluvius mogłoby to być nawet godzina, która z drugiej strony miała za mało w sobie minut... jak dla niej. Gdy otworzył usta, a z nich wydobyło się zdanie, którego nawet w swoich co odważniejszych rozmyśleniach by nie założyła. Wstrzymała oddech, powoli analizując jego każde słowo z osobna.
Tęsknił za nią? Wszystko w niej zawirowało, uczucia mieszały się z sobą jak to zawsze robiła z farbami na palecie. Nie potrafiłaby teraz nazwać każdego i umiejętnie oddzielić ich od siebie. Coś w niej radośnie tańczyło, jakby po długim okresie dopiero teraz obudziło się do życia. Zadrżała lekko nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nagle te całe napięcie spowodowane ich bliskością, zostało zmniejszone, ale nadal czuła się jakby przed sekundą co zeszła z karuzeli. Patrzyła nieprzytomnie jak oddala się od niej.
- Raphael... - wyszeptała z ogromną delikatnością i uniosła lekko dłoń, widząc jak trzyma dłoń na głowie. A jak uderzenie poniosło za sobą poważniejsze skutki, niż na początku jej się wydawało? Co ona właściwie wyprawiała, nie mogła tak po prostu zignorować tego co usłyszała. Po prostu nie potrafiła, bez względu na to jak bardzo by się starała. Opuściła powoli rękę, czując jak kręci się jej w głowie od nadmiaru doznań. Z tego przepełnienia najróżniejszymi emocjami, kolejnymi obawami i dziwnymi uczuciami... miała ochotę się najzwyczajniej w świecie rozpłakać, by dać upust temu co nie pozwalało jej normalnie się zachowywać. Szczęście, strach, tęsknota... za dużo wszystkiego w tak krótkim czasie!
- Ja... my...  czemu tak się zachowujemy? - zapytała łamiącym się głosem. Naprawdę nie widziała już sensu w omijaniu ich tematu tabu, dotyczącego uczyć i przeszłości.  Głupie pytanie, głupia nadzieja. Na co właściwie liczyła, że oświeci ją jakąś błyskotliwą odpowiedzią? Chciała znowu poczuć tak blisko jego obecność, lecz nadal nie potrafiła logicznie ułożyć sobie tego w głowie. Cichy głosik podpowiadał jej by uciekła, nie brnęła dalej za swoimi uczuciami. Przecież nie poradzi sobie z tym emocjami? Stała jednak tam gdzie wcześniej, czując, że gdyby nie ściana, nie potrafiłaby utrzymać się na nogach tak łatwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Pon Mar 09 2015, 19:41

Byli tak blisko... Czuł ciepło bijące od jej ciała, intensywny zapach wiśni, który zawsze mu o niej przypominał. Patrzył na jej twarz, starając się skoncentrować i klnąc w duchu, że te czarne plamki muszą latać mu przed oczami akurat w takiej chwili, kiedy mógłby na nowo policzyć wszystkie piegi na jej nosie i policzkach. Zdawał sobie sprawę, że ich bliskość jest niebezpieczna, nie był pewien, czy Serena go nie odepchnie, ale przecież nie zrobił tego celowo. Był taką fajtłapą, że potrafił sobie rozbić głowę nawet o klamkę, można powiedzieć, że przypadek popchnął ich ku sobie. Myśli mieszały mu się nieprzytomnie i splatały ze sobą. Miał ochotę objąć Serenę i przytulić do siebie, żeby mieć pewność, że już mu się nie wymknie - co było oczywiście nonsensem, bo stąpali po bardzo kruchym lodzie, oboje na granicy lekkiej histerii, zszokowani tym, co właśnie miało między nimi miejsce.
Przez jego ciało na przemian przechodziły gorące i zimne dreszcze, rozpaczliwie potrzebował papierosa, choć jeszcze bardziej potrzebował jej. Zdawał sobie sprawę, że te dwa zdania, po jednym na głowę, zachwiały ich kruchą równowagą, sprawiły, że oboje zdradzili więcej niż by chcieli i mogą już tylko brnąć dalej, bo wycofanie się może okazać się jeszcze gorsze. Zostawienie znaków zapytania i niedookreślonych uczuć, które nie pozwoliłyby im już normalnie funkcjonować.
Niemal zapomniał, jak miękko potrafiła wymawiać jego imię. To było dziwne i niezwykle kojące uczucie, które promieniowało od serca i obejmowało całe ciało. Nawet obolałą głowę. Miał wrażenie, że znajduje się w jakiejś innej rzeczywistości, wszystko działo się tak szybko, a jednocześnie tak wolno, rozciągnięte w czasie i przyspieszone nerwowym oddechem.
Słyszał w jej głosie tyle emocji, z którymi nie mogła sobie dać rady, że miał ochotę po prostu zamknąć ją w ramionach i pozwolić, by wybuchnęła płaczem. Sam czuł się przeraźliwie zagubiony, oszołomiony i nagle zrozumiał, że w jakiś sposób ważą się teraz ich losy. Spróbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło to za dobrze, miał wrażenie, że każdy gest ma znaczenie i nie ma tu miejsca na puste uśmiechy. Powoli odgarnął włosy z czoła i zagryzł usta.
Jej pytanie należało do tych trudnych i łatwych zarazem, bo odpowiedź można było znaleźć niemal natychmiast, ale ubranie jej w słowa wymagało odwagi. Nagle doszedł do wniosku, że trudno, że jeśli teraz tego nie powie, to prawdopodobnie nigdy już nie dojdą do tego punktu. Ktoś ich uwolni z tej łazienki, po czym przerażeni własnymi uczuciami rozejdą się każde w swoją stronę, spychając prawdę na dno świadomości. Postanowił raz w życiu wykazać się odwagą, raz w życiu zachować się jak na mężczyznę przystało i podjąć męską decyzję.
- Bo jesteśmy dwojgiem tchórzy - powiedział ochrypłym z emocji głosem, nie mogąc się zdobyć na spojrzenie jej w oczy. Czuł, że Serena jest bliska płaczu, a on sam zacisnął pięści, by opanować drżenie dłoni. - Bo jesteśmy przerażeni, że nadal coś do siebie czujemy. Bo nie chcemy znowu cierpieć. Bo nie wiemy, jakie mogą być konsekwencje. Bo tęsknimy do siebie, ale boimy się zranienia. Bo podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale... - w końcu zdobył się na odwagę i uniósł głowę, by uchwycić jej spojrzenie. - ... ale nie dlatego, że... że to błąd. Tylko dlatego że już napłynęły do niej nowe wody. Wszystko płynie. Wszystko się zmienia. My też. Na Merlina, Sereno! - dodał gwałtownie, patrząc na nią roziskrzonymi oczami, w których odbijały się jednocześnie niepokój, determinacja i wzburzenie. - Byliśmy zbyt dziecinni, to... nasze zachowanie teraz... To dziecinne. Musimy mówić wprost. Może po raz pierwszy. Byłaś i jesteś moją bratnią duszą, zawsze. To się nie zmienia tak po prostu. I przez ten cały czas... nie chciałem ci się narzucać, nie chciałem cię ranić moją obecnością, myślałem, że mnie nienawidzisz, że nie chcesz mnie znać i pewnie tak było, ale skoro... skoro tęskniłaś za rozmowami ze mną, to chyba... twoje uczucia względem mnie nie są aż tak negatywne, prawda? - wyrzucił z siebie gorączkowo, oddychając płytko i kalecząc angielskie słowa francuskim akcentem, choć pewnie nie na tyle, by nie mogła zrozumieć ich sensu. Serce waliło mu jak młotem, a wszystkie mięśnie miał tak napięte, że niemal czuł ból. Wiedział, że mówi nieskładnie, raczej wyrzucając z siebie strzępki myśli niż formułując rozsądną wypowiedź, ale miał nadzieję, że Serena dokładnie zrozumie, co ma na myśli.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Pon Mar 09 2015, 23:42

Czemu w tak ważnej chwili czuła tyle strachu, jakby stała nad przepaścią? Cholernie bała zmierzyć się z obawami i spojrzeć w dół. Od razu jej wyobraźnia tworzyła najgorsze scenariusze, choć nikt nigdy nie powiedział, że akurat tak to się może skończyć. A jeśli przepaść wcale nie jest tak wielka jak strach przed nią, który paraliżuje przed jakimkolwiek działaniem? W tylu sytuacjach udawało jej się z tym zmierzyć, chociaż stan Sereny nie wyglądał zbyt obiecująco w tamtych chwilach. Zawsze jakimś dziwnym cudem upadała jak kot na cztery łapy, znajdując rozwiązanie w najmniej oczekiwanym momencie. Teraz go nie widziała, zdana tylko na tą coraz dziwniejszą rozmowę. Powaga poruszenia tego tematu zaczęła coraz bardziej przytłaczać krukonkę. Jeśli liczyła na nawet udawane przyjacielskie relacje po wyjściu z łazienki, to teraz z pewnością straciła taką możliwość. Chyba bałaby się jeszcze bardziej spojrzeć mu w oczy, wiedząc ile na nowo przed nim odsłoniła siebie. Łatwiej przychodziło udawanie, gdy druga osoba nie zdawała sobie sprawy z twoich uczuć. Wypuściła powietrze z płuc z cichym świstem. Nie spodziewała się aż takiego uderzenia szczerości, a przecież podświadomie dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Przymknęła oczy z myślą, że to najrozsądniejsze co mogłaby w takiej chwili zrobić. Oparła delikatnie głowę o ścianę, wsłuchując się w jego słowa. Oczywiście, że bała się cokolwiek czuć do niego. Jeśli do tego czasu nosiła w sobie ból po rozstaniu, to jak by podziałało na nią kolejne cierpienie spowodowane nieprzemyślanymi decyzjami? Uciekała przed tym w obawie przed swoją bezsilnością i słabością. Powoli uniosła powieki, spoglądając na jego twarz. Musiała zamrugać, by świat znów stał się wyraźny. Jeszcze tylko brakowało tutaj jej łez i tak mieli sporo problemów bez tego.
- Aż tak bardzo się zmieniliśmy by bać siebie nawzajem? Nie potrafić dzielić się własnymi myślami? - wyszeptała z przejęciem. Sama wiedziała, że nie była już tą samą Sereną co wtedy. Na jej duszy pojawiło się tyle nowych blizn, które zmieniły sposób jej patrzenia na świat w różnych jego aspektach. Odbierała uczucia inaczej i tak samo obdarowywała nimi innych. Nawet jeśli nie zamierzała się z tym pogodzić, to nie uciekłaby przed prawdą. Każde zdarzenie kształtowało ją na nowo, ale czy na pewno stała się kimś innym? Może tylko niosła ze sobą większy bagaż doświadczenia? Jeżeli tak wygląda dorastanie, to zdaniem Sereny nie należało do najprzyjemniejszych. A jeśli nie potrafiliby już się dogadać tak jak przedtem? Kto wie czy druga osoba nie rozczaruje ich tym w jaki sposób odcisnęły się na nich problemy. Zadrżała gdy zwrócił się do niej po imieniu. Z każdym kolejnym słowem czuła, że traci oddech. Jak bardzo musiała go zranić by tak zaczął odbierać jej zachowanie? Przyglądała mu się, nie wiedząc co właściwie teraz dzieje się w jej sercu. Wytarła wierzchem dłoni wilgotne oczy. Co musiałaby pomyśleć o nich osoba, która weszłaby teraz do łazienki? Dwójka zagubionych studentów, wyglądająca jakby wcale nie panowała nad sytuacją, która się tam rozgrywała.
- Raphael... jak mogłabym Cię nienawidzić? To jakbym próbowała samą siebie odtrącić. Niczego nigdy tak nie pragnęłam jak twojej obecności. Ja... po prostu się bałam, że nie jestem już wystarczająco potrzebna. Potem nie chciałam ranić Cię jeszcze bardziej i wymagać od Ciebie tego byś mi wybaczył. Nie mów tak... nigdy nie potrafiłabym wyrzucić Cie z mojego serca. Merlinie, ty jesteś przecież jego częścią! To ja tak namieszałam, że ze wstydu nie umiałam Tobie nawet spojrzeć w oczy i powiedzieć jak bardzo nawaliłam. 
Wyrzuciła to co przez tyle czasu dusiła w sobie. Z jednej strony każde tak prawdziwe słowo bolało, a z drugiej dało jej niemałą ulgę. Szczerość zawsze przychodziła jej z taką łatwością, aż dziwne, że trzymała ją do tego czasu. Podpierała się o ścianę, bojąc wykonać jakikolwiek  większy ruch. Nie potrafiła uspokoić oddechu, co z pewnością nie działało korzystnie na jej wypowiedź. Ubieranie swoich uczuć w słowa kompletnie nie było jej działką. Tyle jeszcze chciała mu powiedzieć, jednak nie umiała w myślach ułożyć żadnego sensownego zdania. To zaskakujące jak przy takim natłoku uczuć i tym co przed chwilą usłyszała, jeszcze się trzymała. Schowanie się w ramionach Raphaela kusiło możliwością odrzucenia tej całej walki, która toczyła się w niej. Jednak to wydawało się za bardzo nierealne by to spełnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Wto Mar 10 2015, 14:47

Nie pamiętał, kiedy ostatnio tak bardzo się denerwował. Ledwie był w stanie pozbierać myśli, bo emocje przysłaniały mu wszystko. Czuł się osaczony i zdeterminowany, brakowało mu powietrza i wiedział, że to wszystko byłoby choć odrobinę łatwiejsze, gdyby nie tkwili w tej łazience, zamknięci, pozbawieni drogi ucieczki. Choć może tak było lepiej, bo w innych warunkach nigdy by nie pozwolili dojść swoim uczuciom do głosu, uciekając od siebie nawet wzrokiem. Czuł w sobie przypływ jakiejś straceńczej, rozpaczliwej odwagi, która wydawała się wynikać wyłącznie z tego, że gorzej już być nie mogło, a wycofanie się w tym momencie niczego by nie zmieniło, nie załagodziło. Uderzenie szczerości to dobre określenie, bo w Raphaelu nagle coś wybuchło i nie miał nad tym żadnej kontroli. W końcu miał okazję wypowiedzieć to, co uwierało go przez tyle czasu. I być może była jakaś nadzieja na zmiany.
Byli winni niedopowiedzeń, nieufności i nieumiejętności walki o to, co uważali za cenne. Byli winni w takim samym stopniu i Raphael doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Przesunął dłonią po twarzy w geście zupełnego zagubienia.
- Nie wiem. W którymś miejscu się pogubiliśmy... a może za bardzo wierzyliśmy w to, że rozumiemy się bez słów - powiedział cicho, garbiąc się i wbijając spojrzenie w czubki swoich butów i rozwiązane sznurowadła. - A teraz... teraz nie mamy dość odwagi, by przyznać się do uczuć, bo nie ufamy sobie samym i boimy się, że straciliśmy umiejętność odczytywania wzajemnie swoich intencji i pragnień. A przecież tak nie jest, prawda? - szepnął, unosząc na nią oczy i próbując się uśmiechnąć.
Byli inni, byli starsi, doświadczyli rozczarowań i nie tylko, ale nadal o sobie myśleli, nadal czuli, że są bratnimi duszami, więc może była dla nich jakaś szansa? Nie byli tymi samymi Sereną i Raphaelem, którzy rozstali się w gniewie i łzach dwa lata temu, ale zmieniły się detale. Detale, które być może wtedy urosły do potwornych rozmiarów. Jednak istota ich osobowości pozostała ta sama. Taką przynajmniej trzeba mieć nadzieję. Widząc jej łzy, poczuł bolesny skurcz serca i wykonał niezręczny ruch, jakby chciał ją objąć, jednak powstrzymał się w ostatniej chwili, kierowany dziwnym przeczuciem, że jeśli chcą wyjaśnić sobie wszystko, nie mogą sobie pozwolić na czułość, nie mogą zastąpić niektórych słów fizyczną bliskością. Pewne rzeczy po prostu musiały być wypowiedziane na głos.
Jej wyznanie wprawiło go w takie zdumienie, że przez dłuższą chwilę milczał, nie mogąc zebrać myśli, a co dopiero ubrać je w słowa. Odetchnął głęboko, próbując się opanować, czując, że drżą mu dłonie, więc wepchnął je do kieszeni spodni i spojrzał w sufit. Kiedy w końcu się odezwał, jego głos wibrował emocjami, których sam nie potrafił nazwać.
- Sereno... przez cały ten czas byłem przekonany, że nie chcesz mnie już znać. Jak mogłaś pomyśleć, że nie jesteś mi już potrzebna? To największa bzdura, o jakiej słyszałem - w tej chwili w jego głosie można było usłyszeć gniew i rozczarowanie, ale równocześnie jakąś nieśmiałą, kiełkującą nadzieję. - Jeśli... jeśli kiedykolwiek dałem ci powody, byś tak myślała, a pewnie dałem, choć nigdy w życiu tak nie myślałem, nawet nie przeszło mi przez myśl, że... W każdym razie... masz święte prawo dać mi w twarz. I to byłoby bardziej sprawiedliwe niż dwa lata bez ciebie. Próbowałem... próbowałem jakoś ułożyć sobie życie, z kimś innym, ale nigdy mi się nie udawało, a gdy minął pewien czas od takiego rozczarowania, znów tęskniłem za tobą. Zawsze tęskniłem za tobą - dodał gwałtownie, wplatając palce we włosy i ściskając skronie, zapominając o ogromnym guzie na czubku głowy. Oparł się o ścianę obok niej, oddychając szybko i czując, że kręci mu się w głowie. Nie wiedział, co jeszcze mógłby powiedzieć, czuł się przytłoczony tym wszystkim i nie wiedział, co robić. Nagle uleciały z niego wszystkie siły i mógł tylko liczyć sekundy ciszy, która zapadła między nimi.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sro Mar 11 2015, 09:07

Dziwnie było dawać z siebie tyle szczerości, wiedząc, że popchnął nas do tego tylko przypadek. Ile to rzeczy musiało się na siebie nałożyć by w końcu się na to zdecydowała. Dokładnie zdawała sobie sprawę, że nie miała innego wyjścia, jak doprowadzić to do końca... niezależnie jakie zakończenie tam czekało. Nigdy nie nadarzy się bardziej odpowiednia sytuacja, by znalazła w sobie tyle odwagi. Nawet nie zamierzała się oszukiwać, że mogłaby się w jakiś sposób przygotować do tej rozmowy. To działo się tak szybko, że jej odpowiedzi raczej nie należały do przemyślanych, a przychodziły Serenie bardzo naturalnie.  Wsłuchiwała się w jego wypowiedź z uwagą, starając się niczego nie poplątać przez te wszystkie emocje. Za bardzo wierzyła, że nie musi podawać prawie jak na tacy swoich obaw, by zostały dostrzeżone i zrozumiane. Jak mogła wymagać od kogoś by je odczytał, chociaż naprawdę sama ich w pełni nie pojmowała? Strasznie naiwne zachowanie, ale czego można było wymagać od tak młodych osób. Żadna wcześniejsza sytuacja nie nauczyła jej jak ma radzić sobie z takimi problemami, a większość czekała dopiero na odkrycie.
- Teraz musimy być ze sobą szczerzy, bo jak tego nie wyjaśnimy... myślę, że trudniej będzie nam ruszyć do przodu. - pokiwała powoli głową jakby na potwierdzenie swoich słów i posłała mu smutny uśmiech - Mam nadzieje, że tak nie jest.
Zawsze w głębi duszy liczyła, że nie utracili tej więzi, która łączyła tylko ich dwoje... że kiedyś będą mogli polegać na sobie nawet jako zwykli przyjaciele. Teraz wszystko wydawało się być jeszcze bardziej skomplikowanie, niż na początku myślała. Czuła się lekko zmieszana słuchając o tym skrawku z dwóch lat, który wydarzył się wtedy w jego życiu. Z pewnością od czasu, gdy spotkała Raphaela po raz pierwszy chciała być w jakimś stopniu częścią tego co go otaczało. Właśnie przez strach przed utratą tego, została odsunięta na całe dwa lata... co swoją drogą mogło trwać jeszcze dłużej. Spuściła wzrok na czubki swoich butów, dokładnie jak skarcone dziecko. Jego oburzenie wydawało się w tym momencie takie nierealne, ale w końcu miał do niego prawo. Niekoniecznie krukonka zakładała takie powody, które mogłyby go rozzłościć. Zrobiło się jej odrobinę lepiej, gdy zaprzeczył jej obawom. Powolnym ruchem odgarnęła włosy do tyłu, by choć w jakimś stopniu ukryć swoje zdenerwowanie.
- Nie bądź smieszny, w życiu bym Cię nie uderzyła... wiem jak się zachowałam, ale nie potrafię tego odwrócić. Nawet nie wiem jak określić te da lata osobno... strasznie inaczej. Przed poznaniem Ciebie nie zdawałam sobie sprawy jak można za kimś tęsknić. A nawet nie wspomnę ile przez ten czas podjęłam nieprzemyślanych decyzji, bo mało kto umiał przemówić do rozsądku... Raphael, naprawdę mi przykro, że nie udało Ci się poukładać sobie życia. Ja też za tobą tęskniłam, nadal tęsknię.
Uznała, że warto to dodać. Nie chciałaby by jakaś cząstka jej była zazdrosna o to co wydarzyło się po ich rozstaniu. Nawet jeśli jej uczucia nie do końca zgadzały się z rozsądkiem... tak było lepiej. Szczęście drugiej osoby wydawało się ważniejsze od własnego zmartwienia i takie być powinno. Jeśli chodzi o te 'nieprzemyślane decyzje'... o niektórych wstyd było napomknąć. Z większością nie mogłaby zwrócić się nawet do własnej mamy. Przecież i tak nie chciała puścić jej do Hogwartu przez to całe zamieszanie z Lunarnymi... a przyłączenie się do Argenów? Czyste szaleństwo, osiwiałaby ze stresu! Potem kolejny błąd, jakim było kupienie roślinek o wiadomych zastosowaniach od Slima. Co ją do tego podkusiło? Zdana tylko na siebie za łatwo wplątywała się w najdziwniejsze rzeczy. Przez ciszę jaka po miedzy nimi zapanowała pomiędzy nimi, udało się Serenie choć na chwilę uspokoić oddech.
- Chciałabym znowu móc normalnie z Tobą rozmawiać o wszystkim. Wiesz... tak z taką łatwością jak kiedyś. Myślisz, że moglibyśmy spróbować?
Nie mogłaby wymagać od niego niczego więcej. Jeśli jednak oboje tak za sobą tęsknili... to może przynajmniej z tym powinna wiązać nadzieje? Obojętnie jak bardzo wydawało się to trudne, pragnęła choć cząstki Raphaela w swoim życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Czw Mar 12 2015, 20:23

Kiedy teraz o tym myślał, nie mógł odżałować tych dwóch straconych lat. Jak można w tak głupi sposób stracić coś tak istotnego? Czuł, że wzbiera w nim gorycz i złość, a to naprawdę rzadkie uczucia w przypadku Raphaela. A jednak było jakieś światełko w tunelu. Póki co poddawał się wzburzeniu, zdając sobie sprawę z tego, w jak idiotyczny sposób unieszczęśliwili się na tyle czasu - nie pytając o prawdzie przyczyny, wychodząc z błędnych założeń i wypaczając proste rzeczy. Wystarczyłoby dziesięć minut szczerej rozmowy, takiej jak teraz, by zapobiec dwóm latom ciągłej tęsknoty. Serena mogła być zaskoczona, widząc na twarzy Raphaela tak gwałtowne uczucia, bo przecież zazwyczaj był spokojny i pełen łagodności, ale to wszystko wydawało się go przerastać, wyzwalać w nim emocje, o jakich nie miał pojęcia.
Naprawdę wolałby, żeby go uderzyła. W ostatecznym rozrachunku byłoby to znacznie łatwiejsze do zniesienia - chwila fizycznego bólu zamiast tego psychicznego, rozciągniętego w czasie. Oczywiście nie wyobrażał sobie, by Serena mogła zrobić coś takiego - mimo swojego ognistego temperamentu nie była zdolna do przemocy, przynajmniej nie znał jej od tej strony, ale kiedy teraz rozważał taką ewentualność, naprawdę byłoby to lepsze.
Słuchając jej, spuścił wzrok, zagryzając usta i odrobinę żałując swojego wybuchu. Ale być może było to potrzebne, ta dosłowność i szczerość, nie pozostawiające miejsca na domysły. Nadal nie wyplątał palców ze swoich loków, jakby ściskanie głowy dłońmi pomagało mu nie oszaleć. Miał ochotę nakrzyczeć na Serenę, uświadomić jej, że zmarnowali około siedmiuset trzydziestu dni. SIEDMIUSET TRZYDZIESTU! Ta liczba zaparła mu dech w piersiach, sprawiła, że miał jeszcze większą chęć wybuchnąć gniewem, ale teraz nie miało to najmniejszego sensu. Czasu nie można cofnąć, mimo Raphaelowych teorii na temat względności rzeczywistości i artysty jako demiurga, stwarzającego świat. Ale może tak naprawdę było im to potrzebne, by w pełni zdać sobie sprawę, jak trudno im być osobno? Może gdyby nie to rozstanie, pewnego dnia ich uczucie by się w jakiś sposób wypaliło, przestaliby je doceniać? A może nie byliby pewni? Kto wie. Jeśli jednak teraz, po tak długim czasie rozłąki, nadal coś do siebie czuli, nadal rozumieli w lot swoje intencje i myśli, to... to znaczy... To na pewno coś znaczy!
- Nie wiem, czy powinno być ci przykro, bo ułożenie sobie życia z niewłaściwą osobą jest gorsze od samotności. Przynajmniej dla mnie - powiedział z westchnieniem. Tęskniła za nim. Jego serce znowu fiknęło kozła, ale spróbował jakoś nad nim zapanować.
Jej pytanie go zaskoczyło, choć na dobrą sprawę nie powinno, bo przecież od momentu, kiedy powiedziała, że brakowało jej ich wspólnych rozmów, zmierzali w tym kierunku, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Milczał przez chwilę, nie z chęci trzymania jej w niepewności czy ukarania w tak dziecinny sposób, ale dlatego że musiał pozbierać myśli i zrozumieć to, co w tej chwili czuł. W końcu odchrząknął i spojrzał na nią z powagą, co mogło się Serenie wydać nieco niepokojące.
- Myślę, że chciałbym się z tobą umówić na rendez-vous. Taką z prawdziwego zdarzenia. Chciałbym cię poznać na nowo i chciałabym, żebyś zobaczyła, kim stałem się przez ten czas. Chciałbym, żebyśmy spróbowali poprawić przeszłość na tyle, na ile to możliwe - nie wiedział, skąd w nim tyle odwagi, ale nie mógł się powstrzymać, a skoro pytała go zupełnie szczerze, dawał jej zupełnie szczerą odpowiedź. - Więc... tak. Myślę, że moglibyśmy spróbować. Kiedy już się stąd wydostaniemy - uzupełnił i uśmiechnął się rozbrajająco, mając wrażenie, że całe napięcie nagle z niego spadło. Nawet jeśli mu odmówi, będzie miał świadomość, że zrobił wszystko, co mógł, by ją odzyskać.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Pią Mar 13 2015, 22:19

Dla niej same dwa lata już kojarzyły się z ogromną ilością czasu, a już nie mówiąc o liczbie dni jakie w sobie zawierały. Naprawdę to ponad siedemset poranków wstawania z zmyślą, że gdzieś tam jest jej druga połówka? Wolała nie rozmyślać nad wielkością tego straconego okresu. Chyba wystarczy jej smutków i nieprzyjemnych uczuć, z którymi musiała mierzyć się sama każdego kolejnego dnia. Za to może postaramy się znaleźć choć trochę pozytywne strony tej samotności? Nie oszukujmy się, Serenie nie przychodziło nic takiego do głowy. Mając go przy sobie nie traciła nic, a zarazem zyskiwała tak wiele. Jednak po rozstaniu udało jej się dorosnąć na tle, by dostrzec swoją wcześniejszą niedojrzałość. Z jaką naiwnością podchodziła do życia i łatwości w dzieleniu się uczuciami z drugą osobą.
Z dziwną ciekawością obserwowała zachowanie Raphaela. Może akurat teraz przez to zamieszanie nie należała do najlepszych obserwatorów, ale nie przypomniała sobie takiej jego postawy. Jakaś jego część uległa takiej zmianie przez ten czas, czy po porostu nie dostrzegała u niego wcześniej tych emocji? Przez dobrą chwilę czuła się jakby to ona tym razem odgrywała rolę tej spokojniejszej w relacji Raphael-Serena.
Pokiwała powoli głową na jego słowa. Coś w tym musiało być, bo nieprzypadkowo pojawiała się  u niej niechęć na samą ciągnięcia związku bez jakiejkolwiek przyszłości. A ten tekst "przecież nie musisz za niego od razu wychodzić za mąż"? Lepiej czuła się sama niż z osobą, która po pewnym czasie zaczęłaby ją irytować. Serena wiedziała, że nie umiałaby poświęcić mu tyle czasu, co chciałby owy partner. Sama potrzebowała go więcej dla siebie, a nachalne narzucanie swojej osoby w niczym nie pomagało.
- Chodziło mi bardziej o znalezienie właśnie tej odpowiedniej osoby... ale no właśnie... - przerwała, bo za bardzo zakręciła się we własnej wypowiedzi. A gdyby taką znalazł? Czy ta rozmowa nie byłaby przypadkiem jeszcze dziwniejsza? Skarciła się w głowie, za te z pewnością egoistyczne myśli. Bardziej zestresowała się czekając na kolejną odpowiedź. Przez ciszę jaka zapanowała (bardzo nie ładnie tak trzymać w niepewności takie zdenerwowane dziewczę!) czuła się jeszcze gorzej niż na egzaminie z historii magii, gdzie niemiłosiernie plątały jej  się daty. Co począć, jeśli od razu układała sobie w głowie najgorsze scenariusze?  Jak powinna się zachować, jeśli właśnie układał jak najmilszą wersję odrzucenia jej propozycji? Nie chciała opuszczać wzroku jak Serena sprzed parunastu minut.  Założyła za ucho niesforny kosmyk, licząc w myślach mijające sekundy. Słysząc jego słowa, zalała Serenę fala ciepła idąca od serca. Powstrzymując się od szerokiego uśmiechu, wytrzymała do końca jego wypowiedzi.
- Mam rozumieć, że to zaproszenie Raphaelu? W takim razie możliwe, że bym się na nie zgodziła. Nawet nie wiesz jak nie mogę się doczekać by cię poznać. W dodatku dawno nie dostałam tak interesującej propozycji. - starała się zabrzmieć spokojnie na tyle ile to było możliwe. Chyba kilku tonowy kamień spadł jej z serca, gdy sytuacja znowu stała się tak bardzo przyjemna. Zgryzła lekko wargę, by nie uśmiechać się jak głupia. Przez to zamieszanie i rozbijanie się o rzeczy w pomieszczeniu, całkowicie zapomniała o ich łazienkowym problemie.
- Jestem oburzona, że jeszcze nie wysłali po nas jakiejś ekipy ratunkowej. Nie powinniśmy w końcu czegoś zrobić? - zaśmiała się, powoli odsuwając od ściany. Właściwie zamknięcie tutaj, nie przeszkadzało jej tak bardzo jak na samym początku. Ale ile już mogli tu siedzieć? Godzinę, a może dwie? Nadal miała niemały mętlik w głowie, więc takie problemy jak szlaban pozostawały wciąż na dalszej pozycji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Nie Mar 15 2015, 13:58

On sam również nie pamiętał siebie w takim stanie. Nawet wtedy, gdy pocałował Tillie na dachu i pobił się z Kaim, który to widział, nie podniósł głosu. Właściwie wcale się nie pobił - to określenie zakładałoby wymianę ciosów, czy coś w tym rodzaju, podczas gdy jedyny cios padł ze strony Younga i złamał Raphaelowi nos. Och, zdaje się, że zdarzyło mu się wrzeszczeć i wymyślać tylko raz, kiedy Curtis przerobiła jego opowiadanie, dodając tu i tam nieco krwi, wyprutych flaków i psychopatycznych morderców. Prawdziwe życie rzadko robiło na Raphaelu jakiekolwiek wrażenie, nie mogło go naprawdę dotknąć, bo nie brał go na serio. Ale ta sytuacja była czymś więcej niż wszystko, czego dotychczas doznał, dawała szansę na odmianę losu, odzyskanie czegoś bezcennego, a świadomość, że mogło do tego dojść znacznie wcześnie, gdyby nie ich głupie wątpliwości i mylne interpretacje, doprowadzała go do szału. Raphael i szał inny niż twórczy, coś niesamowitego. W głowie tańczyły mu skrawki opowieści o nim i Serenie, które mogłyby się wydarzyć w ciągu tych dwóch, zmarnowanych lat. To dziwne, rzadko patrzył wstecz, choć i tak częściej niż wprzód, zwykle pochłonięty tworzeniem alternatywnych historii, w których miał wpływ na wszystko.
Rzeczywiście, chyba po raz pierwszy ich role się odwróciły, a de Nevers stracił swoją funkcję balsamu na wszelkie niepokoje duszy Sereny. Jednak jej spokój wcale mu się nie udzielał, jakby żadne czynniki zewnętrzne nie mogły mieć wpływu na jego własną burzę emocji. Kiedy zaczęła tłumaczyć, co miała na myśli, uśmiechnął się kątem ust. Nie mógł znaleźć takiej osoby, podobnie jak ona. Połówki jabłka ze swej definicji są dwie i idealnie do siebie pasują. Trudno znaleźć inne jabłko, którego kolor skórki będzie się zgadzał, podobnie jak wielkość, smak i kilka innych cech.
Roześmiał się ciepło, widząc, że jej twarz powoli się rozpromienia, jakby z każdym jego słowem kolejne małe słoneczko rozświetlało ją od środka. Wykonał coś w rodzaju niezgrabnego ukłonu w ej kierunku, próbując przybrać poważny wyraz twarzy.
- Jak duże są szanse, że jednak je przyjmiesz? Och, bardzo mi pani schlebia, mademoiselle. Ja też nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł się uważniej przyjrzeć pani duszy, sprawdzić, czy nadal znam panią tak dobrze, jak mi się wydawało - powiedział równym, eleganckim tonem, patrząc na nią ciepło i mając ochotę odgarnąć niesforny kosmyk, który przykleił się do kącika jej ust. Wszystko w nim tańczyło, był jak pijany, a cała ta dziwna sytuacja przestała go w ogóle martwić. Uśmiechnął się więc z typową dla siebie beztroską, którą z pewnością natychmiast rozpoznała.
- Prawdopodobnie powinniśmy, ale nie mam pojęcia, co to by mogło być. Wyskakiwanie przez okno odpada, jesteśmy na drugim piętrze, nie mamy mioteł ani różdżek. Wiesz, że nie jestem Herkulesem, nie dam rady wyważyć drzwi... Gdyby nagle jacyś łaskawi greccy bogowie natchnęli mnie nadludzką siłą, mógłbym zachować się prawdziwie po rycersku i wyratować damę z opresji, ale à présent nie jestem w stanie wyratować nawet siebie. Désolé - rozłożył bezradnie ręce, wyglądając na całkowicie pogodzonego z losem, co też było bardzo typowe dla niego. - Ewentualnie możemy spróbować krzyczeć, jednak nie jest to najbardziej eleganckie rozwiązanie - dodał po chwili, obracając w palcach papierosa, którego chwilę wcześniej wyciągnął z kieszeni koszuli. Prawdę mówiąc, mógł tak siedzieć naprawdę długo, dopóki miał przy sobie Serenę. Miał wrażenie, że odzyskał część siebie, część, bez której był w stanie funkcjonować, ale której brak odczuwał bardzo dotkliwie przez cały ten czas.

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Wto Mar 17 2015, 23:25

Serena raczej nie należała do osób, które zachowywały spokój w najróżniejszych sytuacjach. Za szybko emocje brały górę nad jej rozsądkiem i postępowała... tak jak postępowała. Policzyć do dziesięciu i dopiero zastanowić się nad podejmowaniem decyzji? Oh, to byłoby do niej takie niepodobne! W parze do  tego dochodził jeszcze brak większej cierpliwości. Rzadko potrafiła usiedzieć w miejscu dłużej niż to było konieczne, a tylko ciągle gdzieś pędziła. Niestety skutkowało to tym, że dość często paliła przysłowiowe mosty za sobą. Nikt nie musi jej tłumaczyć jakie to głupiutkie zachowanie, sama zdaje sobie z tego dobrze sprawę. Oczywiście pracowała nad tym, nie poddając się na przykład wtedy, gdy krzywo pociągnęła pędzlem tym samym niszcząc cały obraz.
Przyglądała się Raphaelowi jak robi ukłon i przy okazji starała się nie roześmiać. Poprawiła szybko włosy, by wyglądać równie poważnie co on. Udała, że się straszliwie zamyśliła, robiąc w głowie jakieś pokrętne obliczenia. Poprzesuwała wzrokiem po suficie i dopiero po chwili zwróciła swe spojrzenie ponownie na chłopaka.
- Nie jestem pewna, panie de Nevers. To zależy od wielu czynników, ale myślę... że ma pan dość spore szanse. - objęła się ramionami, by za chwilę sięgnąć dłonią do własnego podbródka - Chociaż sama nie wiem...
Posłała mu spojrzenie, w którym tańczyły wesołe iskierki. A tam gadanie! Praktycznie to zgodziła się już na samym początku i nie zamierzała jakoś zmieniać zdania. Jeszcze chyba nie wspominałam, jak dużo zdaniem Sereny dodawały Raphaelowi uroku te wtrącanie francuskich słówek? Jasne, że często nie wszystkie rozumiała. Krukonce zawsze podobały się obce akcenty, wydawały się takie tajemnicze i egzotyczne! Sama jakoś nie mogła się takim pochwalić, chociaż mieszkała poza Anglią do jedenastych urodzin. Czasami brzmiała bardziej jak Amerykanie, a innym razem wychodził jej jakiś dziwny wymieszany akcent. Wywróciła tylko oczami na komentarz o wrzeszczeniu pod drzwiami.  Jakby nie patrzeć, musieliby być naprawdę zdesperowani by zacząć się tak zachowywać. Wtedy to już na pewno szkolne plotkary miałby o czym rozmawiać. Właściwie to samej Serenie nie chciało się jakoś kombinować z ucieczką z tej pułapki. Nie patrząc na początek ich dzisiejszego spotkania, to dobrze się tutaj czuła nawet jako więzień. Merlinie, przecież w końcu dostała możliwość odbudowania ich relacji. Zaskakujące jak odrobina nadziei może poprawić komuś samopoczucie!
- Szkoda, że Irytek nie zamknął nas w jakimś miejscu z ukrytym przejściem... albo chociaż kanapą. Ze wszystkich pomieszczeń padło akurat na łazienkę, która jest nieużywana przez irytującego ducha, a ten musiał gdzieś wybyć. My to mamy jednak pecha... nie przebiegła Ci przypadkiem drogi moja kotka, zanim tutaj wpadłeś?
Zaśmiała się na wspomnienie swojego czarnego futrzaka, który nadal od paru lat nie dostał żadnego imienia. Serena po prostu nie potrafiła się zdecydować na jakieś, więc została do tego czasu bezimienną lub kotką. Z Fluvius to raczej będzie okropna matka, co zrobić. Uśmiechając się szeroko do Raphaela wróciła na wcześniej zajmowane miejsce pod ścianą. Przez moment czułą się jakby nic smutnego się pomiędzy nimi nie wydarzyło i nadal byli tylko tymi niewinnymi duszyczkami.

/wybacz, że tak w kratkę odpisuję, ale trochę mi się nauki uzbierało xd
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 794
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 902
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Moderator






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Pią Mar 20 2015, 12:19

Może właśnie dlatego tak dobrze się uzupełniali, bo Raphael wydawał się być zupełnym przeciwieństwem Sereny, jego cierpliwość przechodziła ludzkie pojęcie, szczególnie kiedy rzucał się w wir pracy. Potrafił pracować wiele godzin bez przerwy, zapominając o głodzie i pragnieniu, koncentrując się wyłącznie na pisaniu, tworzeniu kolejnych postaci, konstruowaniu idealnych dialogów i zmuszenie go do powrotu do rzeczywistości było prawie niemożliwe. Miał tendencję do podejmowania decyzji pod wpływem impulsu, ale nie wynikało to tyle z niecierpliwości, co raczej z poddawania się "nurtowi życia", jak sam to nazywał, i robienia rzeczy, które w danej chwili wydawały mu się doskonałym pomysłem. Nie dotyczyło to jednak słów - z przyczyn dość oczywistych Raphael wierzył w ich moc, nie szastał nimi bez namysłu (nawet kiedy kłamał, robił to z głębokim przekonaniem, w swoim mniemaniu tworząc prawdziwą historię, która po prostu była nieco inna niż ta ogólnie przyjęta do wiadomości), poza tym doskonale wiedział, jak boleśnie mogą zranić. Słowa należało celebrować, używać ich z ostrożnością i namaszczeniem, jeśli tylko było to możliwe.
Delikatnie ujął dłoń Sereny i musnął wargami jej wierzch, nie odrywając wzroku od jej twarzy.
- Rozumiem... a czy mogę zrobić coś, by zwiększyć swoje szanse i nie obawiać się, że pani się rozmyśli, mademoiselle? - spytał z zatroskaną miną, próbując opanować uśmiech cisnący się na usta. - W każdym razie proszę nie trzymać mnie zbyt długo w niepewności... - dodał cicho, mimowolnie przygryzając dolną wargę i czując wyraźnie, że w jego sercu wzbiera kolejna fala czułości. Starał się nie myśleć o jej pełnych, uśmiechniętych wargach, ale było to trudne. Zbyt trudne, zwłaszcza że tkwili tu zamknięci i bezradni, rozmawiali ze sobą po raz pierwszy od dwóch lat, a jego tęsknota przybrała przez ten czas przytłaczające rozmiary. Ale przecież nie mogli się spieszyć i popsuć tego wszystkiego. Wyprostował się i niechętnie puścił jej dłoń. Miał lekkie problemy z oddychaniem i kręciło mu się w głowie. Klasyczne, banalne objawy, które wzbudziły w nim tyle samo radości, co niepokoju.
Raphael zachował ten akcent trochę z przekory i dla podkreślenia faktu, że jest Francuzem, bo podłapanie brytyjskiej wymowy nie zajęło mu dużo czasu, zwłaszcza, że jego rodzice przeprowadzili się do Londynu (tylko po to, by za kilka lat wrócić do Paryża), kiedy był małym chłopcem. Po prostu uważał, że to integralna część jego osobowości, a język francuski jest zbyt piękny, by się od niego odcinać, nawet jeśli w życiu codziennym jest zmuszony używać angielskiego. Taki tam pokrętny sposób myślenia, ale jak widać działał!
- Gdyby zamknął nas w miejscu z ukrytym przejściem, uciekłabyś przede mną. Albo ja przed tobą... I nie mielibyśmy okazji szczerze porozmawiać, odsłonić się przed sobą i odkryć, że przez cały ten czas żyliśmy w świecie iluzji, którą sami dla siebie utkaliśmy z nieuzasadnionych wyobrażeń i przeczuć - zauważył łagodnie, patrząc na nią z uczuciem swoimi marzycielskimi, aksamitnymi oczami. - Uważam, że to zrządzenie losu. Przychylnego losu. Pierwszy raz w życiu coś zawdzięczam Irytkowi. A co do twojej kotki... nie, nie widziałem jej. Nadal jest bezimienna? - roześmiał się cicho, siadając naprzeciwko Sereny i czując bolesną wręcz potrzebę zmniejszenia tego dystansu. - Jest mi tak... lekko na duszy - wyznał po chwili, spuszczając wzrok i przyglądając się swoimi poplamionym tuszem dłoniom. - Ale mimo wszystko musimy się zastanowić, jak stąd wyjść.
Kto by pomyślał, że de Nevers może być tak racjonalny!


Daj spokój, nie ma sprawy! <3

______________________


I put a spell on you 'cause you're mine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : NY, USA / Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 385
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6126-serena-serafina-fluvius
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6129-syrenka#173725
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6128-serena#173722
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7858-serena-serafina-fluvius




Gracz






PisanieTemat: Re: Łazienka Jęczącej Marty   Sob Mar 28 2015, 22:00

Właśnie Serena uwielbiała u niego te cechy, których u siebie nie potrafiłaby znaleźć. Czasami naprawdę było dla niej niepojęte jak można mieć tak duże zapasy cierpliwości. Fluvius zawsze brakowało czasu, jakby ktoś złośliwie przestawiał jej wskazówki w zegarkach. Jednak nawet pomimo tego potrafiła rozkoszować się chwilą, chociaż te tak trudno było uchwycić. Coś co mocno poruszyło Serenę, zatrzymywało jej całą uwagę i skupienie na dłużej. Piękno świata, drobiazgów, zdarzeń... jak i nieliczne osoby. Wtedy mijający czas tracił na znaczeniu, jakby tylko ten moment coś naprawdę wnosił do jej życia. Przygryzła lekko wargę, gdy uniósł jej dłoń i musnął ją swoimi wargami. Dziwne, że nie dostała jeszcze jakiegoś zawału, czy czegoś w tym guście. Jeszcze trochę, a jej serce będzie tak walić, że bez specjalnego sprzętu będzie można je usłyszeć. Nie chciała by puszczał jej rękę, ale sama też nie odważyła przytrzymać na dłużej jego. Wszystko wydawało się tak kruche, że najmniejsze potknięcie mogło to zniszczyć. Normalnie jak te bańki mydlane, które puszczała ze swoim bratem. Podziali ich piękno, ale nawet najmniejsza próba złapania ich... kończyła się tak samo nieprzyjemnie. Prawie uśmiechnęła się na to wspomnienie, które jednak niosło też ze sobą tęsknotę za Montgomerym.
- Kim bym była, gdybym chciała trzymać pana w niepewności? Bez obaw, musiałam tylko trochę poudawać niedostępną. Wie pan, takie kobiety ponoć są bardziej interesujące. - posłała mu szeroki uśmiech, wspominając słowa swojej babci.
Śmieszna sprawa, nazywać kogoś, kto pojawił się tylko raz w twoim życiu,  'babcią' . Niby nie było w tym tylko jej winy, ale czuła się trochę obco siedząc w ostatnie wakacje w jej wielkim i z pewnością wiekowym domu. Do tamtego momentu Serena myślała, że to u niej ciągle używa się magię... ale tam magia aż wylewała się bokami. Nie dziwiła się, że jej mama tak szybko wyfrunęła z tej staromodnej i dość surowej rodziny. Sama z Marione też miała ochotę skrócić u nich swój pobyt, ale jakaś cząstka jej po prostu pragnęła normalnej bliskości z pozory obcą kobietą. Pokiwała powoli głową, musząc przyznać mu rację. Nawet jeśli teraz nie żałowała ich spotkania, to paręnaście minut wcześniej, najchętniej by schowała się gdzieś na drugim końcu zamku. Nigdy nie przepadała za Irytkiem i jego nieznośnymi żartami, jednak ten w zupełności do takich nie należał. Pytanie, czy duch nie przemyślał faktu, iż może to ich pogodzić?
- Racja, nie powinnam narzekać. Jesteś chyba najlepszą osobą, z którą mogłabym zostać uwięziona. Cieszę się, że zostanie ofiarą żartu Irytka pozwoliło nam naprostować parę rzeczy. Mi też jest lżej... nawet nie myślałam, że duszenie tego w sobie tak bardzo się na mnie odbijało. - przez chwilę miała lekki problem z ułożeniem względnie poprawnego zdania, gdyż zapatrzyła się w jego oczy. Najchętniej by nie mrugała z obawy, że zniknie z kolejnym zamknięciem powiek. Przechyliła lekko głowę, zastanawiając się nad usprawiedliwieniem tego okropnego czynu. - Dobieranie imion jest strasznie trudne. Chciałam dać jej z jakiejś powieści... ale jak można się zdecydować na jedno, skoro jest tyle fascynujących bohaterek? - pokręciła głową, zastanawiając się czemu nie dała jej pierwszego lepszego, oklepanego imienia. Inni jakoś potrafili, a Serenie oczywiście coś zawsze musiało przeszkadzać. Rozejrzała się po pomieszczeniu, po cichu licząc, iż wpadnie jej w oczy szczegół, który wcześniej przegapiła.
- Sam zauważyłeś, że nie mamy z byt dużego pola do popisu z ucieczką z łazienki. Za to możemy popuszczać samolociki z wiadomościami, błagającymi o pomoc. Jak rozbitkowie z tych mogolskich filmów.... tylko oni mieli butelki? - z uśmiechem zbliżyła się do Raphaela i delikatnie złapała go za dłoń. Takie dość dziwne i głupiutkie pomysły mogła mieć tylko Fluvius. Ona nawet przy walce na zaklęcia, rzucała jakieś niepospolite w takiej sytuacji. Jeśli jednak nie posiadali innych pomysłów, to przynajmniej zawsze to jakaś opcja spędzenia czasu w zamknięciu. Nie zdążyła jednak zrobić nawet dwóch kroków do przodu, bo po pomieszczeniu rozniósł się odgłos kliknięcia drzwi. Słysząc jęki Marty, która przeniknęła do pomieszczenia, aż gwałtownie stanęła zaskoczona. Właściwie to mieszkanka tej łazienki miała dość podobną reakcję, widząc ich dwójkę. Serena musiała zamrugać kilka razy, by w końcu coś z siebie wydusić.
- Nawet nie wiesz jak bardzo nam pomogłaś - zwróciła się niepewnie do ducha dziewczyny i rzuciła pytające spojrzenie chłopakowi. Czyli to już koniec ich więzienia? Niby mieli spotkać się ponownie, ale żałowała, że Marta nie przyszła trochę później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Łazienka Jęczącej Marty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14  Next

 Similar topics

-
» Łazienka Jęczącej Marty
» Łazienka Chłopców
» Łazienka Prefektów
» Duża Łazienka
» Łazienki

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
drugie pietro
 :: 
łazienka jęczącej marty
-