IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Skąd : Palermo, Italia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 701
Dodatkowo : Wilkołactwo
  Liczba postów : 545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2688-fabiano-francesco-martello
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6689-no-chodz-wilczku-kici-kici#189311
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2698-poczta-fabiana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8636-martello




Gracz






PisanieTemat: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Pią Paź 07 2011, 18:10


Ukryta, zarosnieta łaczka niedaleko cieplarni
Niedaleko cieplarni numer trzy znajduje się chroniona specjalnymi zaklęciami, niedostępna dla uczniów, zarośnięta łączka. Rośnie na niej  około dziesięciu okazów metraelli, trochę innych okazów i zwykłych roślin. W głąb łączki, pośród wysokich traw wiedzie wąska wydeptana ścieżka, na końcu której znajduje się mały placyk z pieńkami do siedzenia i skrzynią do przechowywania srebrnych sztyletów.
Na czas specjalnej lekcji, która zaczyna się przed północą zaklęcia zostają zdejmowane, tak, aby uczniowie mogli to miejsce znaleźć.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Pią Mar 28 2014, 08:23

Nie ogarniał tej całej dziwnej sytuacji. Dlaczego Sparks chciała się z nim spotkać. Był niemalże pewien, iż nie chodzi o samą bransoletkę, która teraz spoczywała w kieszeni jego skórzanej kurtki. Zastanawiał się, po co to wszystko. Przecież wyraźnie nie chciała go znać i mieć z nim nic do czynienia. On sam zresztą nie zastanowił się jeszcze co zrobić z tym, co widział w jej umyśle. Kołatało mu się w głowie wiele, głównie te dywagacje obejmowały same brutalne rozwiązania, które uznawał jednak za bardzo drastyczne i starał się je odrzucić w niepamięć. Nie było jednak łatwo. Szczególnie, iż strasznie żałował, że nie wiedział o tym wszystkim wcześniej. Może wtedy cała ich relacja potoczyłaby się zupełnie inaczej. Poniekąd miał teraz asa w rękawie - czemu on miałby jej ufać, skoro ona nie ufa jemu? Po raz kolejny zresztą. Nie powinna była się dziwić tej sytuacji. I tak długo wytrzymał. Sądząc, iż nie będzie ingerował w jej prywatność. Odzierać z intymności, pozostawiać bezbronną względem jego umiejętności legilimencji. Naprawdę cały czas czekał, aż otworzy się przed nim dobrowolnie. W końcu minęło już trochę czasu. Ale... nie. Był tylko naiwniakiem.
Zwlekł się rano z łóżka, by trochę pobiegać i poćwiczyć. Ostatecznie zajęło mu to jakąś godzinę... dłużej niż planował. Więc do mieszkania wpadł w gorączkowym szale, aby szybko wziąć prysznic, umyć zęby i ubrać się w coś. Nie zjadł niczego, tak samo się nie ogolił. Nie miał na to czasu, bo w końcu obiecał w liście, iż zjawi się niebawem. W każdym razie, kiedy stał jeszcze w przedpokoju, ubrał na siebie kurtkę, a wtedy do niej wsadził świecidełko tak bardzo potrzebne Sapphire do życia. Ubrał buty i już po chwili mógł się teleportować do Hogsmeade, skąd szedł szybkim krokiem w stronę Hogwartu i umówionego miejsca na spotkanie. Rozglądał się cały czas po drodze, czy nie widzi przypadkiem jakiejś znajomej gęby, krukonki chociażby. Niestety, kiedy dotarł na miejsce, okazało się, iż przybył pierwszy. Nic nowego. Wzruszył ramionami i chciał przejść na łączkę za cieplarnią, jednak nie było mu to dane. Jakieś zaklęcie skutecznie powstrzymywało go przed wdarciem się na teren tego miejsca. Zniecierpliwiony mruknął coś pod nosem i stanął gdzieś pomiędzy tą trawą a cieplarnią. Miał ochotę zapalić. Jednak nie chciał, usilnie walczył z nałogiem, choć już go nosiło, bo kręcił się w miejscu. Ostatecznie wyciągnął z drugiej kieszeni kurtki gumy balonowe Drooblego i zaczął intensywnie żuć w oczekiwaniu na dziewczynę. Następnie ręce wsadził w kieszeni, ściskając uproczywie bransoletkę, której właścicielka robiła sobie chyba z niego jaja.
Nic nowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Sob Mar 29 2014, 00:38

Dlaczego sypiesz sól na nasze rany?
Po co to wszystko się wydarzyło, skoro teraz jesteśmy najgorszymi wrogami. Nie tak. Nie tak to wszystko miało się poukładać. Nie rozumiem. Nie chcę. Nie potrafię.
Nie masz do mnie żadnych praw.
Sapph nie miała pojęcia po co pisała te listy do Jacka. Mógł sobie w tyłek wsadzić to srebrne coś, co niby było dla niej ważne. To był pretekst, ale widać, że nazbyt złudny. Wszystko. Wszystko było tak kurewsko złudne. Jednak spokojnie. Nie zrobi mu przecież scen. Wierność jest nudna. Może kiedyś się uda, może przyjdzie na to czas. Odpowiedni czas, żeby poukładać to co dla nich było abstrakcyjnie nienormalne. Potrafili oddać siebie do związku, który zapewni im to co było kiedyś? Teraz już chyba nie. Zbyt wiele się wydarzyło. On miał świadomość jaki sekret nosiła w sobie. Wiedział o tym, że jest chora, a przecież nie powinien. Nie miał prawa mieć świadomości, że ona, Sapphire Sparks jest anorektyczką. I co z tą wiedzą miał zamiar zrobić? Śmieszne. Jej nie mógł oszukać. To nie pierwszy raz gdy nawzajem weszli sobie w życie z butami, i zostawiali masę błota. Nie pytając o zdanie, jednak ta wierność, która między nimi kiedyś była – była nudna. Jak nie ona, będzie przecież inna. I to nie będzie wcale jego wina. Może on nie wie jak to powiedzieć, ale dobrze… Niech się nie martwi, ona zrobi to za niego.
I tak o to, gotowa na spotkanie z Reyesem ruszyła… W miarę żwawo w stronę cieplarni, w których się umówili. Nie była wystrojona jak za pierwszym razem po tak długiej przerwie. Włosy wiły się na jej plecach i okalały bladą twarz. Oczy podkreślone czarną kredką, a usta lekko czerwienią. Wszystko idealnie do siebie pasowało, a ta moc makijażu i czerń jej włosów abstrakcyjnie nie pasowała do bieli sukienki, która opinała jej szczupłe ciało. Skórzana kurtka zaburzała tą niewinność, a ona sama sprawiała wrażenie jakby była nierealna i nie pasująca do tej bajki. Jednak przyszła.
Przyszła w umówione miejsce by go zobaczyć. By odzyskać coś co należy do niej. Merlinie i miej ją w opiece, bo przysięgam, że za siebie nie ręczy.
-Myślałeś, że mnie znasz? Wierzyłeś w to, że masz przy sobie kogoś kto nie jest niczym skalany... Słusznie. Też bym tak myślała. Jakaś pierdolona psychopatka, która bezczelnie weszła Ci w życiu... Umysł... We wszystko, na co nie wyraziłeś zgody. Nie Ty jeden. Chce tylko odzyskać bransoletkę... - Rzuciła dopiero po chwili, gdy wypatrzyła go wzrokiem i zbliżyła się na tyle bezpieczną odległość, że bez problemu mógł ją usłyszeć. Bez problemu mógł dostrzec jej kościste ciało, które aktualnie nie było aż tak chude jak te dwa lata temu. Nie byli w stanie dojść do happy endu. Wszystko przed nimi. Życie jednak zna już odpowiedź, ale czy nie ciekawiej będzie gdy nic im o sobie nie powie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Nie Mar 30 2014, 00:47

Czemu ona to robiła? Czemu dawała nadzieję, by potem ją brutalnie odebrać? Nie rozumiał. Nie rozumiał po co chciała się z nim spotkać. Serio ta bransoletka była dla niej aż tak cenna? Mogła wysłać do niego swojego chłopaka, aby od niego ją odebrał. Nie musiała się tu fatygować. Stanęła tak daleko, jak gdyby miał się co najmniej na nią rzucić. Spoglądał na nią zdezorientowany jej zachowaniem. Nie rozumiał, o co jej chodziło. Dlaczego się tak na niego fochała. Czyżby poczuła, jak to niefajnie, kiedy ktoś zagląda ci w umysł? Cóż, najwidoczniej byli kwita. Teraz zapewne to ona nie będzie się do niego odzywać przez rok, o ile nie dłużej. Lecz w tym momencie nie dbał o to. Chciał... chciał chyba jedynie zrozumieć. By podała mu jakieś sensowne argumenty na zaistniałą sytuację. Bo nie wierzył, że to on wszystko spierdolił. Wiedział, że oboje mają w to równy wkład. Ale miał wrażenie, że to tylko on obrywa. A ona udaje ofiarę. Dobrze, racja. Była pod wpływem amortencji. Ale czy to oznacza, że już nic do niego nie czuła prócz nienawiści? Naprawdę? Cóż, chyba przekona się o tym dopiero po akcji z Lunarnymi. Póki co błądził po omacku.
Wpatrywał się w nią i słuchał tego, co mówi. Z każdym słowem czuł, jak mocniej zaciska pięści ukryte w kieszeniach. Wiecie, na co paradoksalnie miał teraz ochotę? Aby ją objąć. Najmocniej jak się dało. Aby mogła poczuć, że przecież jest obok i może na niego liczyć. Nawet, jeśli trzeba będzie wszystkich pozabijać. Zrobiłby to dla niej. Tylko, że ona nim gardziła. Przyszła tu, dając mu to wyraźnie odczuć. Jej spojrzenie, postawa, słowa... czuł, jak powoli dopada go bezsilność i jak jednocześnie pragnąłby nią potrząsnąć, aby zauważyła, że tu jest. Jest dla niej. I że nie musi go tak usilnie odpychać. Chyba, że jednak... że tamten dawał jej więcej szczęścia.
- Widzę, że chcesz się pożegnać. Dobrze, Sparks. Zaraz ci ją oddam. Na zakończenie powiem tylko, że niepotrzebnie mnie odrzucasz. Dobrze wiesz, że mógłbym zrobić co byś tylko chciała. Dobrze wiesz, że nie jestem zadowolony z tego, co zrobiłem i ostatecznie z tego, co tam zobaczyłem. Nie jestem fagasem bez uczuć, powinnaś to wiedzieć. Ale może znów się pomyliłem. Bo co my w sumie o sobie wiemy? Nic. Każde z nas boi się powiedzieć, co się wydarzyło zanim się poznaliśmy. Ja też nie jestem święty i nieskalany. Tak to już bywa. Ale chcesz mnie ukarać za to, że ośmieliłem się to wszystko wreszcie przełamać. Dobrze. Mam tylko nadzieję, że będziesz zadowolona z rezultatów swoich czynów i decyzji. I że ten frajer, w którym pokładasz wszelkie nadzieje i tak biegniesz do niego z wielką chęcią, sprosta twoim wymaganiom. I że będzie kiedykolwiek dla ciebie kimś, kim ja dla ciebie byłem. Bo jeżeli nie, to wymieniłaś siekierkę na kijek i nie powinnaś uprawiać hazardu. Bądź szczęśliwa, cokolwiek ma to znaczyć - wygłosił swoją tyradę, nie ruszając się jednak z miejsca. Za to wyciągnął przed siebie rękę ze świecidełkiem własności Sapphire. - Masz, weź ją i krzyż na drogę - dodał na koniec, patrząc na nią wyczekująco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Nie Mar 30 2014, 13:51

Nie była obojętna. Nie chciała by tak ją odbierał, ale bała się. Wiecie jak to jest… Ufasz komuś. Jesteś mu oddany. Ta osoba jednak podejmuje decyzje o tym by Cię zdradzić. By zrobić coś wbrew sobie, depcząc wszystko, bo tak było prościej. Ona nigdy nie była w stanie zrozumieć, dlaczego Jack Reyes z taką łatwością, na krótką – ulotną chwilę zapomniał o tym wszystkim. O tym co było między nimi. Nie umiała tego pojąć, choć bardzo chciała, a żal był emocją względną. Mogła mieć żal o wszystko co się wydarzyło, jednak niemiała żalu o to co z nią zrobił w mieszkaniu. Ona sama wymierzyłaby sobie dużą gorszą karę, za to że oskarżyła go o gwałt. Nie panowała nad sobą. Nie miała świadomości tego, że coś co działo się pomiędzy nimi, było nadzwyczaj intensywne. Nie rozumiała tego. Tych emocji. Przecież słynęła z nadzwyczajnej obojętności. A on? On robił z nią wszystko co chciał.
Jednak teraz stała tutaj teraz, w białej sukience i skórzanej kurtce. Niewinna. Niepewna. A mimo to z ogromnym ciężarem na barkach bólu i cierpienia, które mu zadała – stała tu. Przed nim. Dla niego. Próbując zrozumieć wszystko co było abstrakcyjne i niemożliwe do okiełznania. Sapph chciała. Chciała do niego podejść. Przytulić. Powiedzieć, że wie, że on nie chciał. Że ma świadomość, że zasłużyła. Jednak nie mogła. Coś ją zablokowało. Za każdym razem gdy jej zarzucał niewierność miała ochotę ciskać gromami, i być może faktycznie – dopiero akcja z salonu, sprawi że którekolwiek z nich zrozumie to co miało być między nimi. Była gotowa oddać za niego życie? Bez względu na to jaką krzywdę by jej wyrządził. Jej serce było zniewolone, i należało do niego, bez względu na to czy kiedykolwiek jeszcze rozłoży przed kimś innym nogi. Jest typową dziwką? To Twoja interpretacja.
-Reyes… - Zaczęła mówić powoli, i zrobiła dwa kroki w przód w jego stronę, cały czas świdrując go szafirowymi oczami. Coś ją pchało ku niemu. Nie mogła stanąć ani się zatrzymać. Po prostu chciała tego, by stał tutaj. Patrzył na nią. Chciała by to wszystko działo się automatycznie, i żeby pchnięci ku sobie byli przez uczucia, jakie względem siebie żywili.
-Gdybyś tylko powiedział, że mnie chcesz… Gdybyś zrozumiał, że… Nie pamiętam tamtej nocy. To nie tak, że nie chcę. Jestem uzależniona od Twojej osoby. Twojego umysłu. Rozmów. Dotyku… Pocałunków… - I tu wyciągnęła dłoń przed siebie, by dotknąć jego policzka, zaraz potem opuszki palców przesunąć na Reyesowe wargi.
-To wszystko jest trudne. Chciałam Cię zobaczyć, bo chciałam widzieć jak bardzo mnie nienawidzisz. Chciałam mieć tego świadomość. Nie rozumiem Jack. Nie potrafię. Czemu się tak oddaliliśmy od siebie. Dlaczego sobie mnie po prostu nie weźmiesz, tylko masz pretensje o osobę, która notorycznie znika. Między nami nie ma uczuć. Tylko jedna osoba potrafi wywołać we mnie jakiekolwiek emocje. Idąc od pożądania, a kończąc na nienawiści. Zahaczając o miłosne wyznania i strach. Mógłbyś zrobić ze mną wszystko. Przecież wiesz, że należę do Ciebie… - Wyszeptała w końcu po chwili, wlepiając w niego intensywne, szafirowe tęczówki. Nie mogła opanować chęci pocałowania go, ale zaskoczę Was. Nie zrobiła tego. Po prostu w dłoń ujęła bransoletkę, którą chciał jej oddać, a ona musiała ją odzyskać. Bez względu na to, co o niej myśli. Bez względu na to czego od niej oczekuje. Powiedziała wszystko, co na ten moment było stosowne.
-To bransoletka mojej mamy, dlatego chciałam żebyś mi ją oddał osobiście, ale widzę, że jedyne czym potrafisz ciskać, to gromy nienawiści. W porządku… - Wzięła głębszy oddech, a po chwili odwróciła się na pięcie. Chciała odejść, ale nadal tkwiła w jednym miejscu. Nie wiedziała czego może się spodziewać. Nie wiedziała na co powinna liczyć.
Jack… Jeśli chcesz, zatrzymaj mnie. Jeśli nie, to… Poczekam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Wto Kwi 01 2014, 12:31

Nigdy nie zapomniał. Nawet, gdy próbował prowadzić normalne życie. Nawet, gdy próbował udawać, iż Sparks w nim nie ma. To, że nie dotykał bezpośrednio jej ciała nie oznaczało, że jej nie ma. Była w jego myślach i o zgrozo, sercu. Nie potrafił jej wyrzucić, zresztą nigdy nie zamierzał. To, co się stało pomiędzy nimi to zapewne wina ich obojga. On władował się w tarapaty, które wymagały od niego zbliżenia się do innej kobiety, ona władowała mu się w umysł bez pozwolenia. I dokładnie wtedy to się wszystko rozpadło. A on? Nie mógł jej błagać o to, aby została. W końcu uraziła jego dumę, którą mężczyźni mieli wyjątkowo wrażliwą. Nie potrafił jej przebaczyć, choć usilnie zajmował się swoim życiem. Nie potrafił też zapomnieć. Zbyt wiele ich łączyło, aby ten wspólny czas przekreślić grubą linią za jednym zamachem, nie oglądając się na nic. Może i nie wyznawał zasady, aby wgapiać się przesadnie w przeszłość, ale nawet, gdy nie chciał, to w tym przypadku najzwyczajniej nie umiał. I sądził, że teraz już będzie dobrze. Może niekoniecznie padną sobie w ramiona bez wyrzutów do siebie na temat tego, co było, a nie jest. Ale myślał, że poukładają to sobie jakoś lepiej. Jakoś będą chcieli. Ale ona była pod wpływem amortencji. Więc wszystko szlag trafił, bo tak naprawdę go już nie chciała. A przynajmniej tak sądził, dopóki się nie odezwała.
Stał, słuchając tego, co mówi. Miał wrażenie, jak gdyby komunikacja między nimi nie działała poprawnie. Jak gdyby mieli jakieś defekty, których żadne nie potrafiło bądź nie chciało naprawić. On nie był dobry w mówieniu. W zwierzaniu się. Ale przy niej zawsze to jakoś szło. Lepiej, bądź gorzej, ale nauczyła go otwierać gębę i mówić coś. Cokolwiek co mu zalega na duszy. Wiedziała, jak do niego podejść, jak trącić odpowiednią strunę. I nawet, gdy wtedy wybuchał w złości, to miała pewność, że wreszcie się czegoś od niego dowie. Bo nie jest takim markotnym gburem jak na początku, który tylko milczy i obserwuje, nawet słucha, ale nie daje nic w zamian. Choć prawda jest taka, że lubił brać, szczególnie to, co uważał za swoje. Z dawaniem było zupełnie inaczej. Chyba bał się, iż od tego zbiednieje. Nie chciał być biedny. Nie lubił tego stanu. Nie tylko, jeżeli chodzi o kwestie materialne. Duchowe także.
- Kłamiesz. Albo po prostu nie jesteś świadoma. Pewnie znów nałykałaś się jakiejś amortencji. Na Merlina, nic już nie wiem - rzucił, łapiąc się za włosy, kiedy Sapphire wzięła od nirgo bransoletkę. Nie miał pojęcia, co o tym wszystkim sądzić. Bał się znów popełnić ten sam błąd. Nie chciał krzyków dziewczyny, oskarżeń o gwałty, o obdzieranie jej z intymności. Przecież był tylko kulą u nogi. Przecież go tak bardzo nienawidziła. Dlaczego więc mówiła coś o miłości? To nie miało sensu. Nic nie miało sensu. Mógłby ją sobie tak po prostu wziąć, tak, mógłby. Ale potem musiałby co chwilę mierzyć się z potworem niezadowolenia, bólu i poczucia krzywdy, które by w niej narosło. Bo przecież krzyczała. Wtedy, w mieszkaniu. Nie chciała go znać. Nic nie chciała. To była jedna, wielka męka. Czemu teraz niby mówi inaczej? To jakiś podstęp. Może manipulacja? Dlaczego nie ma w nim większych pokładów asertywności? Bogowie...
- Nie wiem już, co jest prawdą co nie. Widziałem w twoim umyśle rzeczy, przed którymi powinienem był cię chronić. I widziałem, że nie chciałaś tego, co niedawno zaszło. Nie mogę popełnić znów tego samego błędu. Muszę żyć z tym, co jest teraz. Nie mogę ci teraz uwierzyć, nie chcę, abyś następnego dnia znów miała do mnie o coś pretensje, bo to się dzieje w tym momencie bez twojej wiedzy. Nie - mówił, autentycznie się w tym wszystkim gubiąc. Był zgubiony. Oboje byli. W sobie nawzajem, w przestrzeni z dala od siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Salentil de Las Bodegas, Hiszpania / Hogsmeade, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1224
Dodatkowo : Legilimencja i Oklumencja,
  Liczba postów : 445
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7286-sapphire-t-sparks
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7288-szafirowe-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7290-pisz-mi-dobrze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7598-sapphire-sparks#212191




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Wto Kwi 01 2014, 20:43

Wiedziała, że to moment, w którym powinna odejść. Mimo całego sentymentu, smutku. Mimo wszystkiego do czego ją zmusił w tej chwili – powinna zniknąć. Bez cyrków. Wyrzutów. Awantur. Bez tego co było tak bardzo zbędne. Dlaczego nie potrafili rozmawiać? Złość w nich wzbierała, gdy przypominały się momenty, w których ktoś inny dotykał ich ciał? Zazdrość, że to innych pieprzyli, myśląc o imionach tych, których kochali? Cóż za hipokryzja, ale to przecież właśnie tego pragnęli. Siebie nawzajem, nie potrafiąc sobie tego dać. Woleli uciekać. Woleli znikać. Woleli wszystkiego spróbować, ale nie tego co właściwe. Nie tego co dla nich dobre.
Stała więc tutaj i słuchała jego wywodu myśląc nad tym dlaczego taki jest. Czy to naprawdę amortencja wszystko zmieniła? Tak. Dzięki temu stracili siebie nawzajem. To dość naiwne. Sądziła, że mogłaby uratować i jego, i siebie gdyby tylko powiedział, że chce. Dlaczego tego nie mówił? Reyes, no powiedz to. Kurwa. Powiedz to. Jack… Dlaczego… Milczysz…
Kłamstwo. Słodkie, niewinne kłamstewko, które nawet w kilku procentach, rzeczonym kłamstwem nie było. Co najwyżej, można było ją określać jako psychicznie chorą wariatkę, która szuka asekuracji. Nie. Nie było tak. Ona nie chciała tej asekuracji, bo była abstrakcyjnie głupia i niepoważna. Wolała ingerować w to co dla niego było zabawne, a dla niej… Śmiertelnie prawdziwe. Miała przeczucie. Wierzyła, że coś jest nie tak. Miała wrażenie, że to co się dzieje między nimi, prowadzi do jakiejś abstrakcyjnej - dziwnej sytuacji, z którą nie potrafi dać sobie rady, ale przecież wcale tak nie było. Sapph czuła ten wewnętrzny płomień, który rozrywał jej duszę na drobne kawałeczki, czyniąc w jej życiu spustoszenie.
-Dobrze. Dobrze. Dobrze, Jack. Skoro twierdzisz, że kłamię… W porządku. – Powiedziała bez przekonania. Mówiła to nawet bardziej do siebie niż do niego, zwłaszcza, że czuła jak od chłopaka bije zimnem i obojętnością, a tego znieść nie potrafiła. To smutne. Kurewsko smutne. Odwróciła jedynie twarz lekko w bok, by spojrzeć na niego kątem oka.
-Żegnaj Jack… - Wyszeptała, a po chwili pospiesznie zaczęła przebierać nogami, co by jak najszybciej zniknąć z jego pola widzenia. Nie mogło dojść do żadnej awantury. Nigdy więcej. Na zawsze razem. Wszędzie osobno.


/zt. x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Szwecja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 783
  Liczba postów : 589
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8353-gittan-svensson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8359-stworzmy-historie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8360-gittan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8361-gittan-svensson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Sro Maj 21 2014, 18:32

Gittan absolutnie nie potrafiła uczyć się w bibliotece. Nie mogła znieść jak ktoś śmiał się do rozpuku, zbyt głośno przewracał kartki albo obgadywał wszystkich po kolei. Biblioteka miała stanowić pomieszczenie idealne do nauki. Gittan z każdym kolejnym dniem spędzanym w Hogwarcie, miała jeszcze większą ochotę, aby napisać do dyrektora o specjalne pokoje do nauki. Codziennie by z nich korzystała! Od jakiegoś czasu czuła, że zaniedbuje Starożytne Runy. Z książkami w torbie szukała miejsce, w którym mogłaby spokojnie poczytać. Gdy się uczyła, miała alergie na ludzi. Nie chciała słyszeć ich głosu, oddychania, mlaskania. Na szczęście w końcu zniknęły ślady poparzenia. Skóra wciąż była wrażliwa, więc najmniejsza zmiana pogody albo przechodzenie z loch do wieży ją piekła. Oczywiście nie poszła do Skrzydła Szpitalnego. Nie wiedziała, czy Pielęgniarka, która doskonale widziała jak wyglądają oparzenia od Czyrakobulw, jest na tyle naiwna, aby nie zadawać niewygodnych pytań. Maść lecznica od opiekunki Slytherinu okazała się bardzo pomocna. Codziennie, wręcz kilka razy dziennie, sparowała ciało, żeby poczuć ulgę.
Skierowała się do cieplarni. Pomyślała, że tam nikt nie chodzi, jeśli nie ma lekcji Zielarstwa. Będzie mogła się skupić na swoim ulubionym przedmiocie. Potknęła się o własne nogi i nagle znalazła się na ukrytej łączce. Świetnie! Idealne miejsce dla niej! Małymi stópkami ugniatała trawę, na której chciała się rozłożyć. Zajęło jej to dłuższą chwilę. W końcu usiadła w lekkim rozkroku, rozkładając po kolei książki. Musiała wszystko sobie ułożyć tak, aby się nie wysilać, szukając odpowiedniego tematu. Wyjęła rolkę pergaminu, na której zaczęła robić notatki. Stopą machała na boki, czując niesamowitą ulgę. Czy cisza może być aż tak kojąca?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7864-alec-r-walkin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7868-alec-r-walkin




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Pią Maj 23 2014, 17:41

Szum panujący w szkole, na korytarzach, w sypialniach i salach zupełnie nie przeszkadzał Alecowi. Nawykł do niego już dawno, bywając kilka razy w miesiącu na meczach Australijskiej Ligii czy innych związanych z Quidditchem wydarzeniach. Lubił kiedy wokół niego wiele się działo, a nauka w takich warunkach nie była problemem, bo zawsze potrafił się odciąć od otaczających go dźwięków, zapachów i obrazów.
Nie przeszkadzało mu to jednak w zawieraniu znajomości w każdych warunkach i chociaż nikt nie sądził, że można poznać Walkina przy nauce, kilka osób poznało go w okolicznościach typowo edukacyjnych. Taką osoba była chociażby Gittan, którą wypatrzył na horyzoncie.
Nie spieszył się tak naprawdę. Dzisiaj szukał spokoju i dostał jego chwilę, która miała mu wystarczyć na kolejny okres imprez, nauki i spotkań ze znajomymi. Usiadł wśród wysokiej trawy obok przyjaciółki.
- Cześć, młoda - przywitał się, obejmując ją jednym ramieniem, jednocześnie rozczochrując jej ciemne włosy wolną dłonią. - Chyba zagrozili Ci oblaniem roku, skoro nagle przysiadłaś do książek. Szósta klasa taka trudna, co?
Mimo że kpił, w jego głosie nie było zupełnie ironii. Był człowiekiem niemalże wyzbytym sarkazmu i ostrości wobec innych ludzi, jeśli tylko nie zaszli mu za skórę, a to też nie było łatwe. W zasadzie wielu ludzi za nim nie przepadało, mając go za idiotę, ale on zupełnie się tym nie przejmował, uważając, że marnowanie energii na ludzi, z którymi i tak nie spędza czasu nie ma sensu. Od nigdy nie miało.
Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Palił z rzadka, nie jak Casta, na zabicie stresu i emocji, aby móc zachować spokój, ale dla rozluźnienia. W całości dla niego. Pomachał jej papierosami przed oczami. Nie znosił czarodziejskich papierosów, w odróżnieniu od alkoholu. Magiczny tytoń miał różne właściwości, które nieszczególnie mu się podobały, a podczas swoich eskapad po Londynie natrafił na wiele mugolskich papierosów. Aktualnie przywiózł z domu paczkę złotych Malboro, odpowiednich dla okazjonalnego palacza jak on.
- Chcesz? Bo wyglądasz jakbyś nie paliła od co najmniej kilku minut.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Szwecja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 783
  Liczba postów : 589
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8353-gittan-svensson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8359-stworzmy-historie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8360-gittan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8361-gittan-svensson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Sob Maj 24 2014, 17:16

Dla niektórych hałas był zbawienny, dla innych stanowił największą przeszkodę do skupienia się. Nie mogła robić kilka rzeczy na raz. To kobiety podobno były wielofunkcyjne, ale Gittan wolała zrobić coś od a do z. Chciała stać się perfekcyjna. Tego nauczył ją balet albo była najlepsza albo nie startowała w życiu. Nie mogłaby mówić wtedy o swoich pasjach ani być dumna ze swoich osiągnięć. Aby żyć, trzeba oddychać pełną piersią. Nie wolno chwytać się wszystkiego, Gittan musiała być dobra tylko w jednej rzeczy, dlatego zrezygnowała z baletu.
Svensson jeszcze większe problemy ze skupieniem się, gdy Alec nakrywał ją z książkami i zaczął pytać, czego się uczy. Podobała się jej zawsze ta kpina, lekkoduszne podejście. Miała wrażenie jakby Alec był wolny od zmartwień. Niczym się nie przejmował, niczego nie potrzebował od życia. Uniosła głowę, słysząc znajomy głos. Uśmiechnęła się, od razu zakładając pióro za ucho, końcówką umoczoną w atramencie do góry. Promienie słońca padały na skórę pokrytą tatuażami, dodatkowo powodując na policzkach Gittan rumieńce. Ściągnęła sweter zanim chłopak zdążył przy niej usiąść. Automatycznie chwyciła książkę, znajdującą się między nogami, odkładając ją na bok. Zmarszczyła brwi, gdy zaczął czochrać idealnie ułożoną grzywkę. Chciała się obronić, więc jedyne na co wpadła, to prędko wdrapała się na niego, szukając jakiś łaskotek.
- A czy za wyśmiewanie się z młodszych nie powinieneś dostać jakieś paskudnej kary? - spytała. Nie wiedziała, czy na ciele Aleca znajdują się jakiekolwiek łaskotki, ale nic nie traciła próbując. Spódniczka nieznacznie podsunęła się ku górze, gdy tak siedziała na chłopaku. Prędko próbowała obciągnąć materiał, ale nie dawała rady. Zeszła z chłopaka, a następnie związała włosy w niezgrabnego koka. Spojrzała na opakowanie papierosów. Gittan była za młoda, aby palić. Nigdy jej się to nie zdarzyło.
- Na Merlina, skąd je dorwałeś? Przecież to mugolskie papierosy - odpowiedziała zdziwiona. Chciała dodać, że na pewno jej matka je paliła. Nie, nie mogła się nagle zacząć zwierzać. - Nie, dzięki, nie lubię smaku papierosów - kłamała gładko. Jasne, skąd mogła wiedzieć, jak nigdy nie paliła? Mogło zabrzmieć to dwuznacznie, w końcu, kto wie, czy nie będą się całować?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 56
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7864-alec-r-walkin
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7868-alec-r-walkin




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Czw Maj 29 2014, 20:37

Czy człowiekowi, który powoduje wokół siebie tyle zamieszania mogło w ogóle cokolwiek przeszkadzać? Może, gdyby w ogóle zwracał na to uwagę. No i Alecowi daleko było do perfekcjonizmu. Nie odwalał wszystkiego byle jak, ale też nieszczególnie się przykładał, jeśli na czymś mu nie zależało. Szkoda mu było czasy i pracy, jaką musiałby w to włożyć. Był leniem, nie zapominajmy o tym.
Alec westchnął, czując jak Gittan się na niego wdrapuje.
- Dziecko drogie, co ty robisz? - zapytał, uśmiechając się pobłażliwie. - Jestem facetem z krwi i kości, nie posiadam czegoś takiego jak łaskotki.
Zaczął się jednak śmiać, słysząc jej pytanie, które padło zamiast powitania, pytania o dzień, czy czegokolwiek innego, co ludzie zwykle mówili, kiedy widzieli kogoś po raz pierwszy tego dnia.
- Spróbuj mi ją wymierzyć, kruszyno, jeśli bardzo tego chcesz - zripostował, jednym ruchem ściągając ją ze swoich pleców i przygwożdżając ją jej własnymi plecami do miękkiej, gęstej trawy. Patrzył na nią ni to rozbawiony, ni chłodny, ni zainteresowany nią z góry, a jego wargi wygięły się łagodnie w uśmiechu, który zdecydowanie mógłby zostać uznany za uwodzicielski.
- Mieszkam w Londynie, tam naprawdę nie mam problemu, żeby wejść do mugolskiego sklepu i coś kupić. Ale muszę się z nimi kryć, bo jeszcze rodzina uzna mnie za zdrajcę krwi. - Wywrócił oczami, wkładając papierosa między wargi i zaczął nim poruszać, robiąc przy tym miny.
- Nigdy nie mów, że czegoś nie lubisz, bo zawsze możesz się przekonać - pouczył ją pogodnie, odpalając używkę. Położył się na plecach i zapatrzył w niebo, jasne i błękitne, dokładnie takiego odcienia, jakiego były oczy jego pierwszej dziewczyny. Wcześniej nie lubił niebieskich oczu, uznając je za pospolite i nieciekawe, a teraz przez wspomnienia były jego ulubionymi. Tak analogicznie do papierosów, których nie lubiła Gittan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Szwecja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 783
  Liczba postów : 589
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8353-gittan-svensson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8359-stworzmy-historie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8360-gittan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8361-gittan-svensson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni   Pią Maj 30 2014, 19:36

Gittan często miała wrażenie, że przy Alecu otoczenie przestawało istnieć. Chłopak posiadał urok, ale trącał on trochę narcyzmem. Imponował jej wiedzą o Historii Magii i łatwością nawiązywania kontaktów. Svensson wielokrotnie oskarżała siebie za tę pasję nauki. Zadawała sobie pytania, a potem chociażby się waliło i paliło, musiała znaleźć odpowiedzi. Zaniedbywała ludzi, bo tak było łatwiej. Ambicja absorbowała Gittan do tego stopnia, że potrafiła wyliczać, ile potrzebuje snu, aby móc funkcjonować, a jednocześnie przerobić po raz kolejny dany okres z historii, który obfitował w starożytne runy i klątwy. Być może była nudna, ale na swój sposób niesamowicie tajemnicza. Głową żyła w innych czasach, zastanawiając się, jak to było kiedyś. Czy wtedy też znałaby się z kimś takim jak Alec? Czy mogłaby go dotknąć, łaskotać i śmiać się publicznie?
- Jesteś pewien, że nie posiadasz żadnych słabości? Cielesnych słabości? - spytała, patrząc mu bezczelnie w oczy. Opuszkiem palca przejechała po zarysie szczęki chłopaka, a następnie zatrzymała się na brodzie. Już chciała dotknąć jego usta, już mogłaby je poczuć, a potem... Tyle scenariuszy w głowie, tyle myśli! A nagle znalazła się pod ciężarem Walkina.
- Wykorzystujesz swoją siłę, to niesprawiedliwie, było mi tam wygodnie, już nie mów, że jestem taka ciężka, że nagle postanowiłeś zmienić pozycję - jęknęła niezadowolona, czując chłód ziemi przebijający się przez skórę. Wzięła głęboki oddech, czując się przy nim jak mała dziewczynka. Nagle została zamknięta w klatce jego szczelnych ramion. Ten moment nie trwał długo. Kiedy ponownie usłyszała, jak w Hogwarcie podchodzi się do mugoli, trochę zrobiło się jej smutno. Ile razy już została nazwana "szlamą"? Nie wiedziała, czy to prawda czy może ma jakieś korzenie magicznych rodzin. Podobno talent do magii niekoniecznie dziedziczy się po rodzicach.
- Wiele rzeczy przed nimi ukrywasz? - spytała, obracając się na bok, aby móc na niego patrzeć. Zaczęła bawić się włosami chłopaka, oczekując jakieś wspaniałej historii. Miał ją czegoś uczyć, mógł się wykazać.
- Być może polubiłabym palenie, gdybym paliła ciągle po studencku - odpowiedziała zamyślona. Cierpki smak pomimo "pocałunków" by nie przeminął, ale połączyłaby przyjemne z pożytecznym.
- Nie wiem, jaka kara byłaby dla Ciebie odpowiednia, jeszcze na Merlina mogłaby się okazać nagrodą - dodała po chwili, wracając do tematu wyśmiewania się z młodszych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni
» Góry niedaleko Clover
» Ukryty Pub niedaleko wieży
» Różdżki
» Ukryta ławeczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
cieplarnie
-