IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Cmentarz   Sro Lis 02 2011, 10:32


Cmentarz

W miasteczku nie mogło zabraknąć miejsca, w którym mieszkańcy mogą pochować swoich bliskich. Cmentarz ten istnieje w tej okolicy od czasu, gdy czterej założyciele otworzyli Hogwart, a Hogsmeade stało się popularną wioską. Znajdują się tu zarówno te niebywale wiekowe nagrobki, jak i te postawione zupełnie niedawno. Kierując się na północ, można natrafić na kilka imponujących krypt, czy też tajemnicze groby bez nazwisk. W centralnym punkcie cmentarza znajduje się wysoki pomnik upamiętniający założycieli Hogwartu, którzy to byli także odpowiedzialni za budowę tego miejsca.
Zwykle panuje tu tajemnicza aura i nienaganna cisza, którą od czasu do czasu przerywają jedynie kroki osób odwiedzających zmarłych.



   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 704
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1021




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Lis 21 2011, 18:58

Hogwart nigdy nie wydawał mu się zbyt refleksyjnym miejscem. A on zdecydowanie potrzebował spokoju i chwili do namysłu. Zbyt wiele nowości pojawiło się w jego życiu ostatnio, musiał to sobie wszystko poukładać. Nic dziwnego, że wyszedł w środku nocy (przynajmniej jemu się tak wydawało, bo było ciemno, pomijam fakt, że słońce zachodziło koło siedemnastej) nasuwając tylko na siebie szmatki niczym sam Dexter w animacji w poście ponad mną i ruszył hen w nieznane! Powinien wrócić z tej podróży po wielu tygodniach, bogaty w nowe doświadczenia, przekonany co do swoich poglądów, całkowicie odmieniony i gotowy na nowe wyzwania jakie rzuci mu los. No niestety, niezbyt się na to zapowiadało. Nie można mu jednak odmówić tradycyjnego wyjebaństwa.
Co tam, że wszystko było mokre od deszczu, bo przed momentem padało. On wciąż szlajał się w tych samych trampkach włażąc w każdą możliwą kałuże, wcale nie przypadkiem. Co tam, że normalni ludzie biegali już w kurtkach, inni opatulali się szalikami, zima w końcu szła. On wolał zwiedzać ze spodniami opuszczonymi do połowy masztu i bluzką z krótkim rękawem. Co tam, że powinien teraz być w zamku i wreszcie się uczyć, bo jak tak dalej pójdzie to zostanie nieukiem i debilem do końca życia. Po co miał dbać o takie drobiazgi? Miejsce w które się kierował, całkowicie nieświadomie, pokazywało mu, że nie warto martwić się bzdurami, tylko tym co dla nas ważne, bo nigdy nie wiadomo kiedy przyjdzie nasza godzina, ot co.
Sam się zdziwił kiedy zobaczył nagrobki znane mu z cmentarza z Hogsmade. Nie zamierzał jednak iśc nigdzie dalej, skoro tu go serduszko czy inna dziwna część ciała przywiodła. Może to i dobre miejsce? Mroczne na swój sposób, dające do myślenia. A skoro on miał o czym myśleć, to świetnie. Nie ukrywajmy, to była dla niego nowosć. Oczywiście nie mówie o tym, że wcześniej nie myślał. Po prostu się nie zastanawiał, nie przejmował. A teraz, tak po prostu, chciał się przejmować. To samo w sobie było dość zastanawiające, nieprawdaż?
Nie od dziś wiadomo, że Gilbert do osób taktownych nie należy. Wszyscy utwierdzimy się w tym przekonaniu właśnie teraz. Dlaczego? Panicz Slone, jak gdyby nigdy nic, wyłożył się wygodnie na jakimś marmurowym nagrobku, który był odpowiednio szeroki, a przy okazji miał wygodne oparcie. Nie wiedział na kim leży, to nieważne. Tu miał święty spokój. Tu mógł przejechać językiem po bibułce, odpalić różdżką jej koniec, wziąć głęboki wdech spoglądając w delikatnie zachmurzone niebo. Jedyny problem był taki, że nie chciał być teraz sam. Nie chciał mieć też przy sobie tej, która powinna tu być. To chyba niezbyt dobry znak, ale skoro chciał, to musiał poprosić. Na swój sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Lis 21 2011, 20:29

Każda minuta ciągnęła się niemiłosiernie, sekundy były cholernie długie, a przecież ludzie tak narzekali na szybko upływający czas. Czy nie widzieli, nie potrafili się zatrzymać i zaobserwować, że w rzeczywistości jest inaczej? Wieczność, każdy dzień jest wiecznością, po co komu nieśmiertelność, skoro minuty zmieniają swoje stanowiska powolnie? Naleigh nigdy nie pomyślałaby, że ten dzień będzie jej się tak dłużył. Siedziała w swoim drewnianym domu, podłoga już nie była taka ciepła, miękka i kolorowa jak zwykle, po narkotykach. Teraz wszystkie zniszczyły pieprzone zaklęcia Hampsona, a dilerzy odczuwali dziką satysfakcję z głodu ćpunów niemal błagających o biały zbawienny proszek.
Póki co czekała cierpliwie aż jej puchata sowa przyleci z czymś niezbędnym do życia, resztkami sił powstrzymywała się od wywrzaskiwania przekleństw na tempo tego stworzenia. Usychała, potrzebowała hery i chociaż już dawno pogodziła się z tą stroną ćpuńskiej natury, nie potrafiła wybaczyć dyrektorowi, że właśnie teraz przez niego cierpi katusze. Och.
Wstała, ledwo utrzymując się na chudych, bladych i pokaleczonych nogach. Podeszła do szuflady, jeszcze raz sprawdzając jej zawartość, jakby nagle miała się w niej pojawić chociaż kokaina albo jakaś fiolka od Wolfganga. To oczywiste, że nic nie znalazła, ale za to przyszła sowa. Była zbytnio roztrzęsiona, aby zauważyć, że to nie ta, co trzeba. Był list, brak paczuszki. Prychnęła cicho na adresata, ale w zasadzie była po części zadowolona, że nie spędzi tego wieczoru sama.
Wyszła z domu, nie zważając na wołania sąsiadów, babki, dziadka czy Merlin wie kogo. Intuicyjnie kierowała się prosto przed siebie, ta jej nigdy nie zawiodła, zawsze prowadziła do osoby, która jest w równie beznadziejnej sytuacji. Na szczęście po drodze zauważyła sowę i brutalnie wyrwała jej pakunek, nie ma czekania, już za dużo czasu upłynęło. Skręciła w boczną uliczkę i pobłogosławiła w duchu słońce, że zaszło. Bez problemu władowała w siebie towar, nareszcie szczęśliwa, z ogromnym uśmiechem na twarzy.
Cmentarz. I tym razem się nie pomyliła. Choć otępiona fałszywym szczęściem i zadowoleniem trafiła tam, gdzie chciała. Chwiejnym krokiem doszła do Gilberta, który rozłożył się na czyimś grobie. Usiadła na mokrej ziemi, nie zważając na to, że swojej letniej sukienki raczej już nie uratuje. Wpatrywała się w Slone'a, oczekując, że ten coś powie. Cokolwiek. Ona usta miała zasznurowanie samymi pozytywnymi uczuciami. Taa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 704
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1021




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Lis 21 2011, 21:09

W sumie to cmentarz był wyjątkowo zacnym miejscem. Cichy, spokojny, niewiele osób o tej porze się tutaj szlaja. Dośc ciemny, kilka światełek gdzieś w oddali, nic poza tym. Widać on wybrał miejsce gdzie leżą osoby niechciane, dawno zapomniane, może jacyś zwyrodnialcy? W sumie, to dobrze. Sam kiedyś tutaj wyląduje, o ile ktokolwiek będzie łaskaw go pochować. Nie wykluczał możliwości wrzucenia do rowu albo do rzeki i tam gnicia z bezimiennymi. Zawsze była szansa śmierci w miejscu na tyle odosobnionym, że dokładnie tam się umrze i w proch obróci. No i ostateczność, odejście z tego świata przy swej miłości, to przecież takie romantyczne. Darujmy sobie jednak styl Romea i Juli, żadnych samobójstw i niesamowitej udręki przez cierpienie tego drugiego. To już dawno wyszło z mody i właściwie nikt nie chciał się w to bawić. Już przed oczami miał każdą z tych możliwości. Doszedł nawet do momentu rozważania jak to jest po śmierci i w jej trakcie. Czy widać światło? Słlychać jakiś głos? Czy to boli? Gdzie, z kim i za co się trafia? A w sumie co go to obchodzi. Mógł równie dobrze wylądować w Tartarze. Zrobi tam taką rozróbę, że się bogom wszystkiego odechce i wreszcie w piekłach będzie tak jak być powinno. To dopiero będzie jazda. Był pewny, że w życiu nie był na tak doskonałej imprezie i ustawce jaką sobie urządzi tam. Ah, nie mógł się chłopak doczekać. Oczywiście nie chciał tego przyspieszać, nie przesadzajmy. Niech ta jedna rzecz toczy się własnym rytmem w jego życiu.
Kroki słyszał wyraźnie. Coś klapnęło obok niego, oddychało w dość typowym stylu. Łaskawie obrócił głowę wydmuchując dym w stronę blondynki. No tak, przecież on lubi blondynki. Zapewne dlatego wybrał tą z dwóch pozostałych ćpunek. Zreszta, nieważne. Liczyło się to, że tutaj była.
- Myślałem, że ładujesz w jakiejś melinie w pobliżu zamku i będziesz miała wyjebane - Stwierdził rzecz właściwie oczywistą i znów skierował swoje spojrzenie gdzieś na wprost oczekując przyjścia jakiegoś demona czy innej śmierci. No, niestety. Byli tutaj sami. Może to i lepiej? Takie to romantyczne.
- Mogłaś wziąć kilka godzin temu. Jeden trzeźwy umysł, by nie zaszkodził - Spojrzał na jej oczęta, które za jasną cholere nie chciały wyglądać jak patrzałki kogoś kto narkotyków w życiu w dłoniach nie miał. Zresztą, jego też już powoli spokój łapał. Ona miała taki dość... oryginalny stan. Właściwie to Gilbert nie miał pojęcia od jak dawna dziewczyna brała. I w sumie miał na to wyjebane. Nie wiedział nawet od jak dawna bierze Szarlotka, no ludzie kochani. Mógł tylko strzelać, że zrobiły to juz tyle razy, że nie odczuwają dzikiej euforii i schiz jak dzieciarnia, która dopiero zaczyna. Jest czego żałować, to na pewno. Nie wiedział jak sie czuje rasowy ćpun, ale czuł, że on ma lepiej. Może dlatego usiadł na brzegu żeby się do niej przybliżyć? Dlatego opuszkami palców wolnej ręki pogłaskał ją po policzku wyraźnie nad czymś myśląc? Że niby takie wsparcie? Hahaha, jasne. Pewnie liczył, że przed dotyk się zaćpa albo pozna jej fantazje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Lis 22 2011, 13:19

Tak, cmentarz na swój dziwny sposób był intrygujący i fantastyczny, jednak kto jak kto, ale Naleigh unikała ich z jasnego powodu - na jednym z nich leżała jej rodzina, była sierotą, tęskniła, cholernie, ale przecież miała prochy, one skutecznie zastępowały bliskość i ciepełko rodzinne. Heroina matką, a Felix ojcem. Ach ta atmosfera, którą one stwarzają! Gdyby była w miarę trzeźwa z pewnością nie uśmiechałaby się tak szeroko, raczej próbowałaby opanować napad szału, wściekłości, bólu, żalu i co tam się jeszcze odczuwa w takich sytuacjach, mniejsza o to. Była niezrównoważona, psychopatka w każdym calu.
- Władowałam pod Świńskim Łbem, hogwardzkie meliny pozamykane, ćpuni spieprzyli na Alaskę - przewróciła oczami. No wiadomo, Gilbert powinien to wiedzieć najlepiej, nie ćpa się w bramach Hogwartu teraz, gdy Ministerstwo wszystko kontroluje i wysłało własnych nauczycieli. Trzeba dbać o pozory. A to, że NNN nie jeden raz proponowała pod wpływem koki Hampsonowi wypad na ognistą można pominąć, pff, każdemu się zdarza!
Spojrzała na Gilberta z kpiną, no bo chyba mu się daty schrzaniły. Prima aprilis jest pierwszego kwietnia, nie dwudziestego pierwszego listopada. Ona miałaby być czysta, cudowny żart, mhm, jasne, pewnie. Jeszcze tylko brakuje habitu, który przypieczętowałby świętość Neglect.
Spuściła wzrok, gdy Slone przejechał palcem po jej chłodnym policzku. Wszystko miało teraz inny kształt, kolor i fakturę. A Gilbert był posiadaczem niezwykle miękkich palców. Wstała z ziemi i usiadła tuż obok niego, opierając głowę o jego jakże silne i męskie ramię, no cudownie. Przymknęła powieki i cicho westchnęła. - Trzeźwe umysły są przereklamowane - zauważyła, odgarniając niemal białe włosy z czoła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 704
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1021




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Lis 22 2011, 13:39

Właściwie to też ciekawa sprawa do rozważań. Gilbert na pewno powinien zacząć nad tym myśleć. Niestety, miał zbyt wyjebane żeby zacząć się zastanawiać. Nad czym konkretnie? No cóż. Dziewczyna przynajmniej zdawała sobie sprawę, że jest sierotą. Zapewne to trudne, ciężko byłoby mu powiedzieć, ale wiedziała. Czas, miejsce akcji i bohaterowie, wszystko składało się na ładną całośc. Kompletnie inaczej było z paniczem Slone. On nie miał pojęcia jaki jest stan żywota jego rodziny. Co z jego matką? Cholera wie. A tym kto podawał się całe życie za jego ojca? Jakkolwiek mu tam było na imię, no to chłopakowi akurat z głowy wyleicało. Był jeszcze Daniel, jego starszy brat. Też lata faceta nie widział. A co z siostrą? Przecież była w Hogwarcie. Gdzieś. Chyba? Przynajmniej powinna być. Znaczy no takie miał wrażenie. Kto, gdzie, z kim, kiedy, czy, jeszcze i dlaczego? To zbyt skomplikowane pytania jak na rozumek gilbertowski. Kto wie, może właśnie teraz leżał na grobie swojej matki? To troszeczkę chore.
- Świński Łeb powiadasz? Staczasz się eNeNka. Sam felix i tego typu mieszanki nie wystarczą? - Cóż, jemu wystarczały. Tyle, że on nie był rasowym ćpunem i może w tym problem? Nigdy nie miał w sobie za grosz empatii, więc nie próbował nawet postawić się na jej miejscu. Strzelał tylko, że wszystkie jasny szlag trafia od kiedy wprowadzono ten zakaz. Miał nawet chytry plan co do tej sytuacji. Chciał je wszystkie przetrzymać jakiś czas, a potem robic zakłady, czy prędzej wyjdą z nałogu czy zdechną w jakimś ciemnym kącie zamku. Hoho, sam chętnie to rozwazy i obstawi. Na każdego ćpuna osobno. To może być genialny pomysł na biznes. Czyżby coś wreszcie miałoby się udać w życiu Gilberta? Byłoby miło!
- Skąd wiesz? Latasz albo na głodzie albo na haju, nie bywasz trzeźwa. Musisz kiedyś spróbować. Tylko uważaj, bo wtedy trzeba pograć w życie. A to może być dla twojego prostego umysłu zbyt skomplikowane - Stwierdził podsuwając jej pod nos swojego jakże ślicznie zwiniętego skręta. Nie ma to jak namawiać na odstawienie proszków i podsuwać pod nos kolejne, prawda? Nie jego wina, że miał zbyt dobre serduszko i nie mógl patrzeć jak niewiasta cierpi.
- Zawsze zostaje seks - No tak. Po co się czymkolwiek przejmować skoro się można ruchać, prawda? To filozofia życiowa owego ślizgona. Wyjątkowo genialna, skonstruowana właśnie w jego móżdżku.
- A my się już nie możemy pieprzyć - Dodał zanim skierował wzrok na nazwisko widniejące na nagrobku na którym siedzieli. No coś go tknęło. Niestety, nie zobaczył tam żadnego znajomego zlepku liter. A mogłoby być tak zabawnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Lis 22 2011, 14:12

Ale jakby nie patrzeć to chłopak ma spokój, nie musi się denerwować, że coś tam, nie ma matki, ojca, babki, ciotki, no nieważne. W każdym bądź razie złość piękności szkodzi, a więc nie ma co myśleć o kościach po których pełzają robaczki czy inne stworzonka stworzone przez naturę. I tyle się oszczędza - przede wszystkim czas, bo tak chodzić na groby co jakiś czas, płakać, smucić się, lamentować i cholera wie co jeszcze. No i jest święty spokój, można sobie egzystować bez współczujących spojrzeń bądź kondolencji, braterskiego ramienia, w które można się wypłakać i ton chusteczek, którymi ociera się łzy. Ta.
- Felix jest na zastępstwo, zawsze wolałam matkę, ona ma przynajmniej taką ładniutką białą skórę. I jest drobna, chociaż rzekomo trudniejsza w obyciu - mruknęła. Ano trafiał ją szlag, trafiał, bo tak nagle, bez żadnego uprzedzenia uruchomili jakieś zaklęcia, no jeszcze czego, a akurat sobie wesoło hasała przez błonia, aby potem w zacisznym dormitorium władować sobie w żyłę. No co za dyrektor niewychowany, strach się bać co jeszcze przyjdzie mu do tego chorego łba.
Z pewnością plan Gilberta byłby wspaniały, ochy i achy, gdyby nie fakt, że ćpun dla towaru zrobi wszystko, zwłaszcza na głodzie, no wiadomo, a już w tak zaawansowanej fazie z pewnością, nie ma bata. Zresztą, co tu się oszukiwać, żadnego zamykania nie będzie, mwehehe. No.
- Wystarczy spojrzeć na ciebie, Slone. Pierdolisz - wytknęła mu, och, jakże boleśnie. Nie miała zamiaru się sprzeczać, że ma rację, a on bezczelnie kłamie jej w oczy, no wstyd. Powinien się wstydzić za własne zachowanie, a potem ładnie przeprosić, ale nie będzie wymagała od niego takiego wyrzeczenia się gilbertowej natury. Ale skręta wzięła.
- Tylko nie udawaj, że przestrzegasz zasad - powiedziała przeciągle, zaciągając się skrętem. Spojrzała mu w oczy, chcąc się upewnić, że nie zwariował, bo tylko w takim przypadku Gilbert Slone powiedziałby, że nie może się z kimś pieprzyć. No chyba, że naprawdę liczył na prezent od mikołaja, a jak wiadomo, coraz bliżej święta, lalala.


Ostatnio zmieniony przez Naleigh Nefretete Neglect dnia Czw Lis 24 2011, 11:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 704
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1021




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Lis 22 2011, 14:30

W sumie, to byłoby bardzo zabawne. Gilbert tęskniący za kimkolwiek. A co dopiero płaczący i lamentujący, wyklinający zasady życia, że stało się tak, a nie inaczej. A zresztą, już nie posuwajmy się do takich skrajności jak czyjaś śmierć. On w życiu niczego nie żałował i nie tęsknił za żyjącymi kiedy odchodzili. A przynajmniej nigdy się do tego nie przyznawał na poważnie. Z pewnością nie uronił żadnej łzy odkąd skończył się niemowlęcy okres w jego żywocie i przestał ryczeć z każdego powodu jaki mu tylko przyszedł do głowy. W sumie nie był pewny jakie to uczucie. Zdawał sobie sprawe, że łzy są słone, całkiem smaczne, szczególnie na czyimś policzku. I często łatwo pozbyć się powodu smutku. A może to były tylko pozory? Cholera wie, to było zbyt inteligentne i skomplikowane dla prostego, gilbertowego organizmu.
- Po felixie jest dobra faza. I to takie szlachetne, magiczne. I tak niedługo zdechniesz, przeżuć się, co ci szkodzi - Warto próbować w życiu nowych rzeczy, Slone to w pełni popierał i robił. A skoro jej nie zostało zbyt wiele z tej marnej egzystencji jaką prowadziła na ziemskim padole to powinna spróbować na te ostatnie chwile napierdolić się do reszty szczęściem jakie przynosi spożywającemu wspomniany wcześniej eliksir. Kto wie, może to ja w pewien sposób odmieni i pożyje sobie ten miesiąc dłużej nie żałujac, że musi? I to wszystko dzięki ślizgonowi. Wiadomo, on tak wbrew pozorom ma bardzo dobre serduszku i niezwykle chłonny oraz rozwinięty umysł. Po prostu nikt nie chce tego w nim dostrzec, chamy jedne.
- Nie pierdole w tej chwili - Spojrzał wymownie na swój rozporek, który był oczywiście zapięty. Nie ma to jak łapać biedaczkę za słowka. Darujmy sobie jednak żarty i bądźmy poważni choć raz.
- Ja przegrywam na jednym z ostatnich poziomów, z jednym życiem i bez amunicji. Ty możesz wczytać wcześniejszy poziom i lecieć od zera - Też prawda. Gilbert nie był specjalnie zniszczony, nic nie musiał zaczynać od nowa, on po prostu był jaki był i zawsze będzie postępować po swojemu. A jeśli to miałoby się zmienić to przestałby być sobą. Tego, by nie zniósł, nie potrafiłby tak. Co innego Neglect. Nikt się nie rodzi narkomanem i z psychiką ćpuna. Wystarczy zresetować postać, postawić nowy pionek, wczytać stary zapis, jak zwał tak zwał. Zrobić wszystko od nowa, po swojemu. Wystarczy chcieć. Chociaż...racja. Komu, by się kurwa chciało.
- Błagam cie. Ja nie przestrzegam nawet swojej zasady zeby nie przestrzegać zasad. Tak strzeliłem, że nie ty nie chcesz wyruchać swojej pseudo przyjaciółki - Wzruszył ramionami kładąc się na nagrobku, a przy okazji zabierając jej chwilowo możliwość opierania się na nim. Zapewne wygodniej byłoby mu jakby się rozłożył wzdłuż, ale już trudno. W poprzek to też sposób. Łepek swobodnie zwisał mu z drugiej strony i obserwował świat do góry nogami, a same nóżki wciaż opierające się na trawie ruszały się w rytmie piosenki lecącej w głowie Gilberta, lepiej pewnie nie wiedzieć jakiej konkretnie. Chociaż... na pewno świątecznej. Lubił święta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Czw Lis 24 2011, 11:43

Kiedyś musi być ten pierwszy raz, nie? A więc Gilberta czeka jeszcze faza, podczas której przypomną mu się lata i chwile z dzieciństwa, kiedy to płakał, wrzeszczał, klął na Boga i wiele innych ciekawych czynności, które praktykują małe, rozpieszczone bachory. Spokojnie, chłopak ma dopiero dziewiętnaście lat, noł problem, na wszystko przyjdzie czas, nie ma się co martwić, że ominął go okres żałoby, którą przecież przechodzi każdy człowiek. Prędzej czy jak w przypadku Slone'a później.
- Szlachetnego Felixa zostawmy dla bogatych indyków z ministerstwa, którym brak w życiu ekscytujących przygód. Niech chociaż pofantazjują odrobinę po eliksirach. Nam, starym ćpunom, nie należy się coś tak ekskluzywnego. Pozostał nam jakże przydatny wynalazek mugoli, który poza tym dłużej trzyma - no to mu strzeliła wykład. Myślenie Neglect wykraczało poza normę, nie było mowy o rozsądku i zdrowych ideach, psychodelia na całego. A że nie obchodziło ją to, jak postrzegali to inni to już inna sprawa, ich problem. Zresztą, Naleigh Nefretete Neglect z całą pewnością oddałaby wszystko, aby umrzeć prędzej, a tu Ślizgon chce jej życie przedłużać. To doprawdy miłe, ale.. cóż, nie trafił w gust. Pech.
- Nikt nie zdoła mnie wyczyścić wewnętrznie, mój ostatni detoks odbył się kilka miesięcy temu, teraz pozostało mi być w ciągu do końca. Całkiem przyjazna perspektywa, a poziom jeden z najłatwiejszych - odparła. No bo przecież po co męczyć się na tych trudniejszych, skoro można ćpać, mieć względnie dobry humor i opierdalać się na całego dopóki autodestrukcja nie osiągnie maksymalnego poziomu, a stan umysłu przestanie dźwigać własne szaleństwo. Ot co, życie trzeba sobie ułatwiać, a nie jak idiota lecieć pod górkę, mimo wszystko, bo MOŻE kiedyś będzie dobrze.
Jej usta wykrzywiły się w kształtne "o" po ostatniej wypowiedzi Gilberta. Była tak omotana prochami, że zupełnie zapomniała o jakichkolwiek znajomościach, a co dopiero przyjaźniach. Nigdy, gdy znajdowała się w tym stanie, nie przejmowała się tym, co też się stanie, jeśli powróci choć odrobinę trzeźwa do rzeczywistości. Uniosła brew do góry i intensywnie zastanawiała się o kim Slone może mówić, ale bezskutecznie. Wszystko wokół wirowało, miało rozmyte kształty, nie potrafiła skupić się na tej jednej twarzy, kręcącej się w jej myślach jak szalona.
- Jedynymi przyjaciółmi ludźmi marginesu są trzy rzeczy: prochy, alkohol i seks - uświadomiła mu tę jakże ważną rzecz, którą przecież powinien wiedzieć, bo sam się powoli stacza, choć nie tak szybko jak ona, cdlb czy lsd.
Usiadła na samym brzegu nagrobka po turecku i oparła głowę o ręce, a te o kolana. Skoro żywa podpórka wolała leżeć i wczuwać się w świąteczny klimat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 704
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1021




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Czw Lis 24 2011, 17:04

E tam. On nie chciał tego pierwszego razu, przynajmniej nie w tej dziedzinie życia. Dobrze mu było bez emcoji typu tęsknota czy rozpacz. Zresztą, to nie są emocje obecnych czasów, to zdecydowanie nie jest na topie. Ludzie podobni do niego czy nawet do ślizgonki, to oni wypełniają te mroczne statystyki, tak ważne w codziennym życiu. Są wprawdzie marginesem społeczeństwa, ale to wręcz napawa dumą. Gilbert woli nie mieć uczuć po tej stronie świata niż tęsknić po tej przykładnej. Z drugiej strony, nie chciał też zamienić się w damską wersje Naleigh Nefretete Neglect. Nie przeczę, byłoby to dość zabawne, przynajmniej dla niektórych. Na dłuższą metę nie byłoby jednak szans, to przereklamowana sprawa.
- Pierdolisz, wiesz? Ale jak sobie tam wolisz, wstrzykuj proszki czy inne mugolskie cholerstwa kiedy ci tego potrzeba i kombinuj ze zdobywaniem i zażywaniem tego w okolicach zamku. Felixa można przynajmniej napić się w ciepłych murach na imprezie i takie tam - Oczywiście, wygoda przede wszystkim. Jemu nie chciałoby się łazić nie wiadomo gdzie i płacić nie wiadomo ile, nie wiadomo komu, tylko po to żeby mieć odlot. Dajcie spokój. A dobry eliksir nie jest zły. Może kiedyś sam ogarnie jak to się robi i zajmie się tym profesjonalnie robiąc konkurencje naczelnemu dilerowi w szkole? Tak, też w to wątpie, ale nadzieje i plany zawsze trzeba mieć.
- Więc niech ci ziemia lekką będzie - Skoro bez lamentu zgadzała się na śmierć to nie będzie jej jeszcze bardziej złorzeczył. Zabawa na prostym poziomie życia też pewnie może być ekscytująca. Latanie po nim z trucizną we krwi i tracenie co chwile po punkciku życia aż dojdzie się do zera i jebnie się na środku planszy z powodu wspomnianych już trucizn. Przynajmniej to ciekawsza perspektywa i paczenie na śmierć niż zadławienie się z rana kanapką albo zawał w tramwaju w wieku pięćdziesięciu lat, prawda? Podobno, trudno orzec.
- Wiem. Dlatego użyłem określenia PSEUDO przyjaciółka. Można ją uznać za towarzysza niedoli czy coś w tym rodzaju. Ale ładnie wam we trójkę, to fakt - Uśmiechnął się przymykajac oczęta i próbując sobie wyobrazić co byłoby gdyby żadna z nich nie ćpała. No w takim wypadku nie widział między nimi wielkiej i wspaniałej przyjaźni, byłoby strasznie nudno i kto wie, może nawet nigdy by się nie poznały. A tak? Stwarzały bardzo ładny obrazek dla niewprawnego oka i zawsze miały jakieś wsparcie przez empatie czy znajomości we własnych kręgach. Przydatna rzecz.
- Nie martw sie, aż tak głupi nie jestem. Wiem, że Charlotte tak samo kocha ciebie jak i mnie. Wręcz w chuj, można powiedzieć. Ale przyznaj, to wszystko bardzo ładnie brzmi, a nic więcej ci nie pozostało - Otworzył swoje zacne ślepka spoglądając na nią z rozbawieniem. Dobrze, że nie tracił świetnego humoru zastanawiając się czy pieprzenie sie na cmentarzu jest odpowiednio normalne, a przy okazji uświadamiając sobie, że jego jedyna miłość, kompanka tej którą chce przelecieć, ma go w poważaniu, nie w serduszku. I teraz dramatyczna muzyczka, te sprawy, bo się robi wręcz telenowela. Wszyscy płaczemy nad ich losami, tworzymy dramaty, omatkokcchanacosiedziejewszyscywszystkichzdradzaja i.....koniec odcinka. Brawo, brawo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Gru 05 2011, 17:57

No pewnie, jasne, fajnie jest być odrzuconym obywatelem. Pijesz, palić, ćpasz i nie wiadomo co jeszcze i ludzie cię nienawidzą. Boją się. Ale są same plusy, no bo jakże nie inaczej. Optymistą trzeba być. Samotność. A żaden ćpun nie marzy o niczym więcej. Bogate pańcie wraz ze swymi dziećmi omijają cię szerokim łukiem i mają gdzieś co robisz. I bardzo dobrze, jedziemy dalej. Nikt nie wtrąca się w to, co robisz, bo zapewne wystarczy chwila nieuwagi, a już sam siedzisz w rogu meliny ze strzykawką w żyle!!! Strach wyjść z domu, wszędzie dragi, narkomania się szerzy, skandal.
- Hampson da w końcu spokój, hera wróci na salony – odparła święcie przekonana. Nie było innej opcji, dyrektor musiał kiedyś zmądrzeć, przecież nie może być tak, że do końca kariery szkolnej będzie wstrzykiwała pod bramami, no geez. A jak nie to już ona się postara o to, aby cokolwiek się w związku z tą sprawą zmieniło. Bez przesady, zabraniać tego, co najlepsze. Chore. Uczniów trzeba zachęcać!!! Nigdy, przenigdy odbierać im to, co kochają.
Kiwnęła jedynie głową, w celu PODZIĘKOWANIA za tak serdeczne życzenia. Co prawda urodziny miała już dawno temu, ale to nieważne, liczą się intencję, czyż nie? Poza tym, no właśnie, kto by chciał umrzeć, bo poślizgnął się na skórce od banana bądź szlag go trafił? Lepiej zginąć na własne życzenie niż przez czysty przypadek. Wtedy ludzie lepiej o tobą myślą, bez cienia współczucia. „O, patrz, ta to umarła, ćpunka pieprzona, ale cóż, skoro chciała” brzmi znacznie lepiej od „Była taka młoda, prześladował ją zbieg okoliczności”.
Uśmiechnęła się delikatnie, żeby ukryć fakt, iż nie ogarnia. Jaka pseudo przyjaciółka, o czym on mówi? No nieważne, niech sobie mówi co chce, ona go będzie grzecznie słuchała, bo co innego może zrobić? Skoro Gilbert Slone twierdzi, że Naleigh ma jakiś tam przyjaciół to mieć musi, nie ma bata. Tak czy siak nie była w stanie zrozumieć fenomenu tej wypowiedzi, bo jakby nie patrzeć, heroina krążyła w żyłach, wypalała wszystko, co napotykała. A więc i pozytywne uczucia, które w sobie chowała. Peszek. Co tam empatia, wystarczy urok osobisty, a ten z całą pewnością posiadały wszystkie trzy, ehe. Wystarczy żałosne spojrzenie, dwuznaczne pogładzenie się po bliznach na rękach i proszek gości w kieszeni którejś z nich. Trzeba tylko umieć odpowiednio zagrać ból, itepe.
Wzruszyła ramionami. W sumie to tak, nic innego nie miała, ale..
- Czego chcieć więcej? Jest pięknie! – no. Prochy popijamy wódą, szatan siedzi na ramieniu i wesoło dynda nóżkami. Cudowny obraz, nad cmentarzem tęcza, wszyscy są młodzi na wieki wieków. Po co się przejmować, że nie ma się więcej? Ona tam doceniała to, co pozostało i gitara grała. Przecież nie będzie lamentować, iż straciła ciepły obiad w domu, możliwość rozwijania się itd. Po co to komu? Widocznie nie dane było jej życie w dostatku, cóż, inni mają pieniądze, a Naleigh Nefretete złudne szczęście. I wszyscy są zadowoleni.
Przysunęła się do niego tak, że ich twarze dzieliło teraz kilka centymetrów. Takie tam.. zimno, nie? – Sam pomyśl, ta zabawa zwana życiem jest ciekawa. Ja utkwiłam na tym poziomie i dobrze mi z tym – rzekła pewna, że właśnie tak, jest zadowolona. Wmawiajmy sobie dalej, zegar złowrogo tyka, mhm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 704
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1021




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pią Gru 09 2011, 21:38

Oczywiście. To swego rodzaju prestiż. Potem gadają o tobie na mieście. Choćby takie stare babcie co nie mają co zrobić z własnym życiem. Mamroczą pod nosem na twój temat wytykając ci nie wiadomo jakie chore błędy, biadoląc nad stanem dzisiejszej młodzieży, najwyraźniej świecie przekonane, że za ich czasów tego nie było. Tak, jasne. Chciałby. Niestety, prawda jest jaka jest. Znając życie część z takich starowinek to byłe ćpunki albo panienki, które ostro szalały za młody przeciwstawiając się złu i występku. Kurwa, prawie jak jakieś atomówki. Nieźle jest.
- O tak, na pewno. Zrobi mu się was żal i dojdzie do wniosku, że jednak nie wypada tak ranić ćpunów i zezwoli na ładowanie na terenie szkoły - Wywrócił oczętami mimo pewności w głosie co do swoich przewidywań. Cóż, szansa istnieje zawsze. Może i nikła, ale w sumie co z tego? Liczy się, że w ogóle, o. Dyrektor też święty nie jest i nigdy nie był. A może w taki sposób wyladowuje frustracje za to, że za jego czasów w szkole to było zakazane? I sami musieli sie męczyć na nie wiadomo jak chore sposoby, no i wyszło jak wyszło? Cholera takiego wie. Współczujmy mu wszyscy i czekajmy na wiekopomną chwilę, w której odzyska rozum ratując biednych ćpunów.
Gilbert to w ogóle wszystko wiedział i zawsze miał racje. Lepiej od niej znał jej drzewo genealogiczne i cały rozrys jej szanownych przyjaciół, znajomych, byłych czy innych kochanków, bo miłości to się tam wielkiej nie dopatrzył. Oczywiście tej poza heroinową. Z drugiej strony, znalazłby sie. Na upartego. Poszukałby dobrze i na pewno, by się dopatrzył. Znając jego możliwości to za kilka dni mogłaby stawać pod ślubnym kobiercem, bo jakiś facet okazałby się miłościa jej życia. Ewentualnie kobieta, no kwestia gustu. Przyjęłaby to co, by jej na tacy podsunął i niech się cieszy, że ją ktoś w ogóle zechciał, pf.
- Ehe. W chuj pięknie. Szkoda, że nie jesteś taka pozytywna na głodzie - Biedna, mała Naleigh Nefretete Neglect. Cóż, zawsze mogło być gorzej. Niektórzy twierdzą, że jest im chujowo cały czas, nigdy dobrze. A ta ma świetny humor od czasu do czasu. Czy to nie słodkie? Nie pozostało nam nic innego jak dawać jej jak najwięcej takich chwil.
- Nie chcesz sprawdzić czy na innych poziomach też jest ciekawie? - Zapytał, najwyraźniej faktycznie tym faktem zaintrygowany. Zmrużył swoje przepiękne oczęta koloru, którego nie pamiętam, ale co tam. Niebieskie chyba... No, nieważne. Jakoś tak nawet nie mógł się powstrzymać od delikatnego pocałunku, ale cóż w tym złego? To tylko próba przywrócenia jej na ziemie z jej obecnego stanu i chęć ocieplenia w ową mroźną noc!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Skąd : Meksyk
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1994-naleigh-n-neglect#66726
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2030-en-en-en#66737
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1996-naleigh-nefretete-neglect




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Gru 11 2011, 15:44

Swoistego rodzaju sława jest ciekawa i fajna. Jakby nie patrzeć - ludzie o tobie mówią, jesteś znany, nie znikasz tak łatwo z pamięci obojętnie kogo, bo ciągle każdy każdemu tłumaczy czego też nie zrobiłeś, bo tak przecież będzie szybciej. Co z tego, że o połowie ci się nawet nie śniło, to nieważne, po prostu, czujesz bluesa, nadeszła twoja era. I gitara gra, czyż nie? Wszyscy pewnie by chcieli być na miejscu NNN czy chociażby takiego Gilberta. Jest im źle? No nie, wręcz przeciwnie - mają się świetnie, i jak tu nie zazdrościć? Im, siwym staruszkom, pozostało jedynie dokarmianie wnuków, bo takie to wszystko niedożywione teraz i dawanie galeonów na lody, a jakie to już dziecko samo zadecyduje, a wiadomo, że chciałoby się jeszcze czasem gdzieś wybrać, jednak nie te lata, w krzyżu łupie, czoło pokryte zmarszczkami, trzeba chodzić o kulach.. Nevermind.
- Jest miłosierny, wystarczy wysłać delegację z tandetnym bukietem róż, ale póki co nikt nie jest chętny - wzruszyła ramionami, nieco się frustrując takim obrotem sprawy, jednak to bez różnicy. Tak czy siak niedługo go zmienią, a kto by nie chciał zostać dłużej na tak wygodnym stanowisku? Masz swoje biuro, ciepły obiadek, względną władzę i wszystko jest okej. Ale przecież poparcie uczniów do tego trzeba mieć, a wiadomo co przekona trzy czwarte mieszkańców Hogwartu.
Prychnęła cicho, bo przecież nie pojmowała tego, co on mówi. Pozytywne emocje w czasie głodu? Chore i niespełnione nadzieje, poza tym, chyba nikt tak mocno wstawiony jak ona nie chciałby być na głodzie, chyba że już trzeba, da się ewentualnie przeżyć, ale gdzieżby się tam tym teraz przejmować, to i tak nie ma sensu. Egzystencja narkomana składa się tylko z kilku problemów - jak zdobyć prochy i gdzie tym razem wbić igłę. Proste, a jej osobiste tragedie praktycznie niczym się nie różniły od tych statystycznych.
- Może - mruknęła, uśmiechając się delikatnie. Dopiero po chwili do niej dotarło, że Gilbert właśnie ją pocałował, a ona trzyma rękę w jego włosach. Przeczesała mu palcami grzywkę, którą nawiasem mówiąc uwielbiała. - A jeśli mi się na nim tak bardzo spodoba to co? - spytała, wcale nie zawracając sobie tym głowy, bo jakoś tak przypadkiem jej dłoń powędrowała do jego i dziwnym trafem je splotła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Coventry, UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6
  Liczba postów : 30




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Lut 06 2012, 23:03

Livvy weszla przez osniezona furtke cmentarza. Ledwo widoczna sciezka wiodla pod gorke do najokazalszej krypty. Spoczywala w niej czworcza 'najwybitniejszych czarodziejow tamtych czasow', zalozycieli Hogwartu. Pod drzwiami krypty Liv zauwazyla jakas postac. Sadzac po budowie dziewczyne, ale z tej odleglosci ciezko bylo to stwierdzic. Gdy jednak podeszla blizej przekonala sie ze to owszem, dziewczyna. A konkretnie Cornelia, uczennica Gryfindoru. Teraz byla juz na tyle blizko, aby nabrac pewnosci, gduz zobaczyla tatuaz zdobiacy twaz dziewczyny. Liv czasem widywala ja na szkolnych korytazach, ale nigdy nie podeszla, zeby do niej zagadac, a ona tez nie wydawala sie zainteresowana blizsza znajomoscia.
Zdziwila sie wiec troche widzac, ze to wlasnie ona poprosila ja o spotkanie, i to w tak nietypowym miejscu.

Nie opisuje się reakcji drugiej postaci, ani jej słów. To już zależy od drugiego gracza. Ty tylko piszesz co robi i mówi twoja postać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Sierociniec w Londynie
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 69




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Maj 15 2012, 14:26

Kolejny miesiąc. Luke wstał z łózka. To dzisiaj. Jego rocznica. Oczywiście nie minął rok a zaledwie kolejny miesiąc. Za kilka dni rocznica drugiego z nich. Przyjaciele, – Dlaczego odchodzą? Przecież obiecali, że nigdy nie odejdą. A jednak śmierć ich zabrała. Dlaczego?! To było niesprawiedliwe…
Luke zabrał kwiaty, które miał przyszykowane już wczoraj. Ogólnie mentalnie zbierał się już dużo wcześniej by zebrać w sobie odwagę i pójść na cmentarz.
Ubrany w czarne spodnie, czarną koszulę oraz równie czarny płaszcz z kwiatami w ręku wyszedł z zamku. Wyglądał jak arystokrata w najwyższym stopniu. Dumnie wyprostowany z kwiatami w ręku i tą poważną miną oraz stalowym spojrzeniem.
Szedł spokojnym powolnym krokiem. Nie zwracał uwagi na otaczających i mijających go ludzi. Byli oni dla niego bez znaczenia. Nie zwracał uwagi na krople deszczu, które spadały mu na twarz. Można powiedzieć, że cieszył się z deszczu. Deszcz zakrywał jego łzy, które pojawiały się coraz częściej. Z każdym krokiem, który przybliżał go do cmentarza czuł jak w piersi dusi go szloch. Jak tsunami rozpaczy szaleje w jego duszy. Stracił bliskie mu osoby i nie wiedział czy kiedyś zdoła się z tym pogodzić. Patrzył bezradnie jak umierają. Tulił ich do siebie i patrzył jak chodzi z nich życie. I nie pomogły prośby ani groźby. Wszystko się zaczęło od odejścia Corneli. Później wszystkiego się dowiedział. Przestał być ślepy i ufać w jej miłość. Był zabawką, narzędziem do wywołania zazdrości na Draconie. Od samego początku do samego końca go oszukiwała i pewnie śmiała się z niego. Z całej sytuacji był tylko jeden plus. Nigdy nie powiedział jej, że ją kocha. Nigdy tego nikomu nie powiedział i nie zamierzał tego nikomu mówić. Niezależnie od tego, co czuję. To, co mnie cały czas dziwiło to, to, dlaczego on cały czas nosi ten wisiorek, który od niej dostał? Dlaczego nie zerwał go i wyrzucił. Powinien tak zrobić. Lecz zamiast tego nosił go cały czas na szyi. Zawsze, gdy o niej myślał – A myślał często – Naszyjnik stawał się jak by cięższy. Jak by chciał strącić go na samą przepaść?
Luke doszedł do cmentarza a tam nogi same powiodły go do interesujących go nagrobków. Nie było na nich ani imienia ani nazwiska. Lecz on wiedział, że to właśnie TE nagrobki. Nagrobki jego przyjaciół. Złożył na jednym z nich bukiet kwiatów.
Były tam Bratki na znak ze nigdy nie zapomni. Był cyklamen z powodu rezygnacji i rozstania. Było gwoździki czerwone na znak podziwu, bo zawsze ich podziwiał. I wiele innych kwiatów.
Luke ukucnął nad pomnikiem zaś w jego głowię się rozległa się muzyka. Przymknął oczy i w tedy się zaczęło. Łzy same spłynęły po jego policzkach, które niemal natychmiast zostały skryte przez padający deszcz. W głowię się pojawiały się tysiące obrazów związanych z jego przyjaciółmi. Wszystko kończyło się zawsze tak samo – Ich śmiercią.
- Muerte no hacer-ni "dolor" - organizado - o -ni le pus este. Esto es equivocado. Tkie todos ellos dos hechizos y esperanzas y El feliz para la adquisición, vezas se convierte son rush en kiej wiel, llena de encanto agujero y nag-le, come bie, por lo que esa cosa de, bo, igualmente nieo-Jun-kiwa-no, nicze, ya tiene en el medio. – Powiedział sam do siebie a raczej wyszeptał w czysto Hiszpańskim języku. Trzeba powiedzieć, że naprawdę płynnie się posługiwał językiem Hiszpańskim i prawdę mówiąc nie wiem jak się go nauczył, lecz czy to istotne?

Wątek zajęty
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Maj 15 2012, 16:11

Ostatnimi czasy nie wiedziała co ze sobą począć. Po wypadku w zakazanym lesie ostatecznie postanowiła, że nie chce wracać do zamku dopóki nie nauczy się tworzyć eliksir tojadowy. Szukała ksiąg, potem składników. Ale sztuka nie wydawała się być aż tak łatwa. Coraz trudniej było jej się skupić nad tym – powoli zaczynała się poddawać. A dzisiaj kolejne niewłaściwie zmieszane składniki wybuchły na pokój. Ogarnęło ją naprawdę zażenowanie. Klęła na siebie i swój brak umiejętności. To wszystko sprawiło, że postanowiła wyjść. Musiała się przewietrzyć. Narzuciła na siebie na szybko czarne spodnie, męską bluzę i wyszła. Żadne z tych ubrań tak naprawdę nie należało do niej i było trochę za duże. Nic dziwnego, skoro nie było jej w Hogwarcie od dobrych kilku dni. Wszystko pożyczyła od staruszki, która zaopiekowała się nią. Na szczęście trzymała w domu dawne ubrania swojej już dorosłej córki, która nigdy jej nie odwiedzała. Corin czuła się dobrze wiedząc, że nie czerpie z tej kobiety bezinteresownie dobra, a sama może dać jej odrobiny ciepła, pomóc w domu, wykazać troskliwość. Tylko dlatego tam została.
Trampki na przemian dotykały betonu, kiedy szła powoli miastem, potem za nim szukając ustronnego miejsca do namyślań. Wpatrywała się w słońce tak, jakby promienie dotykające jej policzki miały jej w czymś pomóc. Każdy nowy dzień był dla niej jak dar od boga. I przyjmowała go z radością, która dawno już nie gościła w jej życiu. A to wszystko przez to, że ta staruszka opowiedziała jej historię swojego życia. Była niezwykle pouczająca, dała Corin nadzieję na lepsze jutro. A jak nie, to pojutrze. W każdym razie jeszcze będzie doskonale. Była tego pewna. Bo kto wie? Może dzisiaj, kiedy idzie nie do końca zadowolona spotka, kogoś, kto postara się na nowo wszystko odmienić?
Nie wiedziała co ją przywiodła akurat na cmentarz. Mroczne nagrobki, robaki i inne pająki biegające sobie wesoło. Innymi słowem otoczenie zdecydowanie nieciekawe. Ale miało w sobie jakąś tajemniczą aurę. Dlatego też weszła tam powolutku rozglądając się we wszystkie strony. Jakoś nic szczególnego nie rzuciło jej się w oczy. Tylko jakiś chłopak, który najwyraźniej odwiedzał groby. Poza tym pustka. Nie poznała Luke'a. Oczywiste jest to, że nie zapomniała go, ale z czasem jego obraz się zaćmił i nie musiała go poznać szczególnie, kiedy był do niej tyłem. Ale doskonale pamiętała każdą ich przeprawę. Bezbłędnie potrafiła wymienić ich wspólne zdarzenia z przeszłości. Czasem żałowała tego. Że po tak długim okresie bycia parą zrobiła mu taką potworną krzywdę. Ale... Zakochała się. Dracon był w końcu ideałem. A że ów ślizgon nie zapowiadał się być nigdy nikim stałym, nikim więcej niż parter łóżkowy, to nie chciała zostawić Luke'a, który również był jej bliski. No cóż. Wszystko się skończyło w momencie, kiedy Draco powiedział jej, że ją kocha. Wtedy nie miała wątpliwości jak powinna postąpić. I chciała wszystko skończyć ostro, żeby nie było głupich pytań i odzyskiwania. Trochę przesadziła. Szkoda, że go tak zraniła. Ale... Takie życie!... Nie, nie myślała tak. Nie jest potworem. Ale mimo wszystko gdyby drugi raz mogła to przeżyć, to postąpiłaby tak samo.
Szła między grobami oglądając wszystkie nazwiska i imiona. Szukała czegoś, co byłoby dla niej w jakiś sposób znajome. Nudziła się po prostu. Ale gniew, który wcześniej się w niej wzburzył nagle zniknął. A ona tak po prostu chciała robić cokolwiek. Żeby nie siedzieć bezczynnie, nie rozpamiętywać przeszłości i nie planować przyszłych zdarzeń. Już dawno zrozumiała, że to nie ma sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Sierociniec w Londynie
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 69




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Maj 15 2012, 16:37

Wiecie znam pewną dziewczynę. Miała kiedyś ona chłopaka, który zostawił ją dla jej własnego bezpieczeństwa. Kiedy wrócił nie dość, że wypominania i wiecznego NIE zrozumienia nie było końca to na samym końcu podeptała jego uczucia i doprowadziła go do ostateczności…
W tamtym czasie starałem się zrozumieć ów osobę. Mogę nawet powiedzieć, że to zrobiłem a bynajmniej po części. Do momentu, kiedy nie odkryłem, że jest ona hipokrytką i zimną suką. O nie! Nawet mi tutaj proszę nie przeczyć. Jest pewna różnica, kiedy opuszcza się kogoś dla dobra tej drugiej osoby a kiedy to się robi z czystą satysfakcją opowiadając jak to była wspaniale bawić i zwodzić za nos biednego chłopczyka.
Oczywiście, że go nie poznała! Przecież nigdy nie znaczył dla niej więcej niż plusowy miś. Nigdy też pewnie nie zastanowiła się ile cierpienia mu przyniosła. Nigdy nie zapytała jak sobie poradził po śmierci przyjaciół. Nigdy nie wysłała mu sowy jak się czuję. Przecież był tylko zabawką wiec, po co miałaby to robić?
Luke wyciągnął z tylnej kieszeni monetę, która zaczęła obracać się w jego palcu. Mógłby już z stąd iść, lecz nie chciał. Nie wiedział też nic o obecności dziewczyny. Był w swoim świecie w swoich wspomnieniach gdzie wszystko było jeszcze dobrze. Tak jak powinno być zawsze, lecz rzeczywistość bywa inna niż tego pragniemy. Jest bardziej okrutna i znienawidzona przez innych podobnych mu ludzi.
Przyglądał się monecie w milczeniu jednak jego wzrok wskazywał na to, że wcale jej nie widzi. Tak samo jak nie czuł deszczu, który na niego spadał ani kropel łez, który spływały mu po policzkach. Był tutaj jedynie ciałem zaś duszą odleciał gdzieś daleko za horyzont.
To prezent dla ciebie… I pamiętaj, że nigdy cię nie opuszczę….
Usłyszał w swej głowie ciepły i kojący głos. Widział jak jej zgrabna sylwetka wesoło wbiega n lekcje by pokłócić się kolejnym nauczycielem. I nigdy cię nie opuszczę…
- Taaa chyba nigdy ci nie odpuszczę… - Mruknął do siebie nie zdając sobie sprawy ze tak mocno ścisnął monetę aż tak wbiła mu się w skórę. Westchnął i rozluźnił rękę. Moneta znów krążyła po jego palcach. Było tak zawsze, kiedy tylko o niej pomyślał. Tracił równowagę emocjonalną, którą starał się budować każdego dnia na nowo.
Deszcz zaczynał się nasilać i zaczął zacinać mocniej wraz z gwałtowniejszymi podmuchami wiatru. Gdzieś niedaleko słychać było grzmoty błyskawic. Przez chwilę Luke oderwany od swych myśli spojrzał się na niebo. Było ciemno granatowe wręcz czarne. Wiatr potargał mu już do końca włosy.
Luke wstał i przyjrzał się nagrobkowi. Nigdy nie mógł zrozumieć, dlaczego los zabiera tylko tych dobrych i potrzebnych ludzi. Jak by nie mógł zabierać bydlaków, za którymi i tak nikt nie zatęskni. Najsmutniejsze było to, że za kilka dni przyjdzie tutaj odwiedzić drugi nagrobek – Drugiego przyjaciela. Chłopak stracił wszystko, co miał najcenniejsze w przeciągu miesiąca i gdyby nie te kilka twarzy, dla których wciąż warto żyć nie wiadomo czy jego finał nie nastąpiłby znacznie szybciej. Czy także dostał by nagrobek bez imienia i nazwiska? On bardziej, niż kto inny. W końcu, kto miałby się o niego zatroszczyć a raczej o jego nagrobek? Cornelia? Pff kiepski żart!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Maj 15 2012, 17:03

Faktycznie, jest to spora różnica. Nie zaprzeczę temu. I choć w jednym przypadku można znienawidzić, to i w drugim jest się o co denerwować choć zdecydowanie nie tak bardzo, jak przy zabawie czyimiś uczuciami. Niestety są na świecie osoby nieskończenie dobre i żeby całe zło nie zniknęło muszą się też pojawić takie czarne charaktery jak Corin, które oszukują się, że są białe jak śnieg... Chyba w czerwcu.
Znaczył. Naprawdę, zależało jej na nim wiele lat temu. Ale... Był bardziej jak najlepszy przyjaciel niż jak ktoś, kogo można pokochać. Wtedy jeszcze nie rozumiała czym jest miłość i sama wiele razy myślała, że odczuwa to coś do ów Gryffona. Dlatego tak otwarcie to mówiła. Będąc młoda była naprawdę strasznie kochliwa. Potem wszystko się zmieniło. Nie rzuca już takich słów na wiatr, nie daje nikomu nadziei. Żyje tak, jakby następnego dnia miał być jej koniec – tak, by nikt jej nie żałował i nie cierpiał z jej powodu, bo już wiele zła wyrządziła.
Kiedy zaczęło padać coraz mocniej i mocniej nawet się tym nie przejęła. Lubiła deszcz. To tak, jakby ktoś zimnym strumieniem zmywał wszystkie emocje. Każdą maskę po kolei, aż w końcu pozostawiał naturalność. Z drugiej jednak strony za każdym razem, kiedy z nieba spadały ciężkie krople denerwowała się tym, że nie może w tym momencie siedzieć z najlepszym przyjacielem, który bojąc się burzy pewnie w tym momencie kuli się w kącie jak małe dziecko. Spoglądała w niebo obejmując się delikatnie ramionami. Minęła chwila, a już całe jej ubranie było przesiąknięte wodą. Nagle stało się takie okropnie ciężkie. Na jej ciele pojawiła się gęsia skórka. Spojrzała na tego chłopaka obok grobów. On tam nadal stał. Czy nie powinien wracać do domu? Przeziębi się jeszcze. Zrobiła kilka kroczków w jego stronę. Nawet się nie poruszał. Zdawało się, że coś jest z nim nie tak. Wprawdzie słyszała, że coś tam mówił pod nosem, ale pewnie był w jakimś amoku. W końcu kto stoi tak po prostu na deszczu nie szukając schronienia? Ona stała, ale chociaż rozglądała się za jakimś pobliskim drzewem, a ten chłopak... Nic. I... Nawet przez chwilę zdawało się, że on płacze. Czyżby aż tak tęsknił za bliskimi? Hm. Te groby nie wydają się być nowe, wręcz przeciwnie. Więc rany pewnie nie są świeże. Dlaczego więc aż tak to przeżywa?
Podeszła prosto do niego. Położyła szczupłą, o dziwo ciepłą rączkę na jego ramieniu i uchyliła lekko usta.
- Ano... W porządku? Chyba powinieneś iść do domu. Będziesz chory – Skomentowała jego zachowanie troskliwym tonem. Ostatnio chciała się wszystkimi opiekować. Nie wiedziała czy to dla tego, że obudziła się w niej jakaś litość dla świata, czy po prostu chciała spłacić swoje złe grzechy skoro teraz możliwe, że będzie ich popełniać jeszcze więcej. Podczas pełni...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Sierociniec w Londynie
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 69




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Maj 15 2012, 17:36

Porzucony, bo spotkała swój ideał ciekawe czy jest taki sam jak ona. Czy także zdradzał ją a teraz to robi komuś innemu? Tak jak ona jemu, Ramiemu, Finnowi, Jaredowi i Bóg jeden wie, kto jeszcze jest na tej niekończącej się liście. Jedyne, czego nie mogę pojąć to zachowania dziewczyny. Ma przyjaciół i jest kochana. Odtrąca ich od siebie i rani na lewo i prawo. Według mojej oceny powinna zostać sama być może w tedy w końcu zrozumiała by ile w życiu złego zrobiła i ile w życiu dostawała od innych. I jeśli ona nie przestawi mi, że jest chora psychicznie to nic ją w moich oczach nie usprawiedliwi…
Nagrobki nie są stare. Są po prostu biedne! Nikt nie wyłożył pieniędzy, więc pozlepiano kilka nagrobków, które się już wcześniej rozpadły. Ile czasu minęło. Miesiąc, dwa może trzy. A może więcej tylko Luke stracił rachubę czasu. Już sam nie wiedział. Nie wiedział ile czasu nie jest już z Cornelią. Chociaż prawe mówiąc chyba nigdy tak naprawę z nią nie był. To tylko jego złudzenie i wyobrażenie.
Nagle ktoś go chwycił przerywając jego myśli. Był naprawdę nie ostrożny skoro ktoś zdołał podejść do niego tak blisko. Chociaż z drugiej strony z ostrożnością nigdy nie miał zbyt wiele wspólnego. Spojrzał się w oczy osoby, która zdawała się o niego troszczyć. W TE oczy. Wyprostował się i stanął naprzeciw niej.
- Świetnie – Powiedział a raczej wysyczał w odpowiedzi na jej pierwsze pytanie. To prawda, że serce znów biło jak szalone a gdzieś tam tliła się radość, bo znów ją widzi. Jednak Luke nauczył się dusić w sobie te emocje. Stara się ugasić to ognisko. To, co było kiedyś ogniem jest żarem. To, co jest żarem niech zostanie popiołem, bo tak jest lepiej.
Patrząc w jej oczy znów powrócił do tamtych dni. Do tamtej rozmowy. Po wszystkim wrócił do Dormitorium i napisał całą masę wierszy przelewając swoje uczucia na papier. Nie pamiętam ich zbyt dokładnie, chociaż jeden szczególnie zapadł mi w pamięci.
Coś się stało widzę to wyraźnie. Chyba najgorszy sen opuścił wyobraźnie. Jeszcze milczę, chociaż serce krzyczy zaraz zacznę otwierać usta ciszy. Może powiesz mi, co się dzieje z nami. Nie zatrzymam łez karmiłaś mnie kłamstwami. Jest ktoś inny i w nocy był tu. Masz w sobie tyle miłości, że rozdzielasz na kilku. Nie chcę cię już znać lepiej odejdź ode mnie zmarnowałaś to, co przecież było piękne. Starałem się a teraz nie ma ciebie samotny brzeg na białym niebie mam nadzieje, że przyśnisz mi się lepsza. Gdy obudzę się nie będę nic pamiętać. Zostawiam zdjęcie wspólnego jutra. A teraz zjeżdżaj i pozdrów swego kumpla…
Tak to chyba jakoś tak szło. Mimo wszystko jednak pewności nie mam.
- Och nie udawaj, że cię to obchodzi, bo mdłości dostanę. – Powiedział robiąc teatralną minę. Mówił już normalnie. Zdążył się uspokoić i przybrać maskę. Tylko przy niej udawał, że jest kimś, kim nie jest. Przy niej wyglądał na silnego i zdecydowanego. Nawet na szczęśliwego, chociaż nie dzisiaj. Jednak jak tu się nie dziwić, że akurat dzisiaj jest przygnębiony? W tym dniu kilka miesięcy temu jego przyjaciel umierał mu na rękach! Tak czy inaczej przy niej zawsze miał na sobie maskę, której nie w sposób było przejrzeć. Doskonale wiedział, że umiał skrywać bardzo głęboko swoje uczucia i wyglądać tak jak sobie tego życzył. Jednak nigdy czegoś takiego nie robił po za chwilami, kiedy znajdował się w jej towarzystwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Maj 15 2012, 17:51

Corin w gruncie rzeczy czerpie pewną przyjemność z ranienia niektórych osób. Zresztą wcale nie jest aż takim nieskończonym potworem. Gdyby Ramiro nie odszedł bez słowa – gdyby chociaż list wysłał, cokolwiek to nigdy by nie zdeptała jego uczuć. Jared ma narzeczoną! Więc bez przesady. Jedynie Finn nie miał nic za uszami i pewnie dla tego z nim była. No i nie chciała go zostawić, chociaż nie wiem ile jest w tym miłości, a ile litości. I pewnie gdyby nie to, że mimo iż rani i chce zostać sama, to jednak nie cierpi samotności... To całe życie by wyglądało tak, jak ta chwila. Samotnie, wśród deszczu. Po cichu.
To chyba niecały rok. Czas tak wolno płynął od tamtego momentu, że zdawałoby się, że minęło dopiero parę dni. Że jeszcze właściwie nic się nie skończyło, że śmiało można się cofnąć i wszystko naprawić. Ale oczywistym jest to, że nie ważne jak bardzo by się pragnęło nie zmieni się przeszłości, nie można się do niej przenieść by przestawić jeden kamyczek i zmienić losy całego świata. Albo przynajmniej swoje życie.
Kiedy odwrócił się w jej stronę i spojrzał w jej oczy... Na chwilę zesztywniała. Luke... Jej dłoń momentalnie się cofnęła. Bokiem palca wskazującego dotknęła ust i zrobiła jeden kroczek do tyłu. Obserwowała go. Kopę lat. Dawno go nie widziała. Kto by pomyślał, że to właśnie dzisiaj? Że właśnie tutaj przyjdzie i spotka właśnie tego chłopaka sprzed lat? Mało już ma problemów? Dlaczego ktoś rozpoczyna kolejny odcinek brazylijskiej telenoweli bez uzgodnienia z nią, czy ta rola jej się w ogóle podoba... A zdecydowanie nie podobała!
No tak. Nadal jest wściekły. Nadal jej nienawidzi. Westchnęła i odwróciła twarz w bok. Kiedy usłyszała piorun gdzieś za sobą jej ciało mimowolnie przeszedł dreszcz, a ona delikatnie się skuliła. Nie to, że się bała... A może troszkę? Po prostu dźwięk był tak głośny, że przez chwilę wydawało jej się, że piorun może uderzyć dosłownie w któregoś z nich.
- Dawno się nie widzieliśmy... Zaproponowałabym ci spacer, ale chyba faktycznie lepiej, żebyś poszedł do domu – Spojrzała w stronę grobów. Skądś kojarzyła nazwiska, ale nie miała zielonego pojęcia skąd. Znajome... Czy to też ktoś z dawnych lat? Nie, raczej by pamiętała. Więc może Luke opowiadał jej niegdyś o tych dwóch osobach, czy coś. Ciekawe, od jak dawna nie żyją. I ciekawe dlaczego. Spojrzała na chłopaka, ale w jej oczach nie było pytającego wyrazu. O takich rzeczach się nie mówi. Ona przecież też nigdy nie wspomina o śmierci rodziców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Sierociniec w Londynie
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 69




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Maj 15 2012, 18:14

Tak, tak wyjechał bez słowa i nie dociera tłumaczenie, że zrobił to dla niej. Zresztą, po co po raz kolejny to wałkować…
Coś tam mi się obiło o uszy, że ma. I ona chyba jest z kimś innym. A może to nie ta bajka?
A jednak nie ma żadnego tłumaczenia na to, co mu zrobiła. Żadnego. Nie chciała go chronić ani nie chciała dla niego dobrze. Po prostu chciała się z nim zabawić i patrzeć jak się męczy. Wbijać kolejne igły do jego serca i patrzeć jak się potyka ze zmęczenia i utraty krwi. By w końcu wielkiej finale miał ze łzami w oczach dokonać a raczej zakończyć swój żywot…. Jednak udało mu się podnieść. Nie dokonał tego sam, bo to było nie możliwe. Pomogli mu w tym bliskie mu osoby. Udało mu się odzyskać samego siebie. I naprawdę starał się nie mieć żadnych pretensji do Corneli. Po prostu nie umiał inaczej. To była jego samoobrona by znowu nie popaść w miłosną pułapkę. Bronił się przed nią i przed uczuciem z sprzed czasu. Inaczej nie umiał. Nie był na nią wściekły, chociaż nadal go bolało to rozstanie i jej słowa. To mimo wszystko gniew i złość gdzieś zagubiły się w czasie.
Teraz stał i obserwował ją. Czuł się nie swoją patrząc na nią, kiedy jest słaba. Chciał dać jej swój płaszcz i uchronić przed deszczem, lecz nie mógł. To by znaczyło, że nadal żywi do niej jakieś uczucia a przynajmniej się o nią troszczy! Chciałby ją przytulić i zająć się nią, ale wiedział, że to nie możliwe. Każdy błąd z przeszłości można naprawiać, jeśli się chcę. Ale Cornelia już się nie zmieni. Zawsze będzie taka sama a on nie ma najmniejszej ochoty ponownie być karmiony kłamstwami. Nie chce ponownie przeżywać tego wszystkiego jeszcze raz od początku. Jedna taka życiowa lekcja w zupełności mu wystarczyła.
- Phi! – Usłyszała w odpowiedzi na jej słowa. Jeszcze nie wiem czy była na odpowiedź na jej propozycje spaceru czy też na to, że miał iść… Do domu? Czy ona już całkiem postradała zmysły i zapomniała gdzie się znajdują? Wyglądała kiepsko, ale żeby aż tak?
- Sama sobie idź. To ty trzęsiesz się z zimna. – Powiedział bardziej oschle niż zamierzał. Jak już wspominałem nie umiał inaczej. Nie w stosunku do niej.
Dopiero teraz przyjrzał jej się uważnie. Zmęczona twarz i podkrążone opieki. Niedotlenienie i sine paznokcie. Wychudzone i jak by mało tego było miała na sobie za duże ubrania. Cud, że nie dostała jeszcze gorączki!
Luke podszedł do niej wolnym krokiem. W sumie wystarczyły dwa kroki. Zdjął swój płaszcz i powiesił na dziewczynie. Opatulił ją swoim płaszczem i zapiął go na guziki. Cały czas milczał a jego twarz była w skupieniu jak by to była nie wiem jak ważna praca. Ręce mu się lekko trzęsły, chociaż raczej nie zauważalnie. To wszystko dla tego, że ich twarze były stanowczo za blisko a on ponownie dotykał jej ciała! Dla niej to nic nie znaczyło, ale on poczuł się jak w niebie. Jak za dawnych lat.
Chrzanić to…
- Oddasz jak wyschnie…. – Powiedział robiąc krok za nią. – Mam nadzieje że przeżyje przez te kilkanaście miesięcy nim znów się zobaczymy. Polubiłem ten płaszcz. – Powiedział odwracając się od niej. Dlaczego polubił ten płaszcz? Ano może dla tego ze to właśnie ONA mu wybierała ten płaszcz jak kiedyś byli razem na zakupach.
Jeszcze tylko jedno spojrzenie na nagrobki. I tak za kilka dni będzie tu z powrotem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 32
Skąd : Polska/Hogsmeade
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 492
Dodatkowo : Jestem śliczna i wiecznie pijana
  Liczba postów : 479
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3802-mormija-cajger
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3803-mormija-i-jej-polswiatek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3951-mormija-cajger
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10671-mormija-dalgaard#293063




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Maj 15 2012, 18:50

W pewnym momencie niedaleko paru pojawiła się niewielka, jasna, błyszcząca mgiełka. Z każdą chwilą robiła się większa i wyraźniejsza, aż w końcu przybrała postać lecącej kaczki. W pewnym momencie zatoczyła koło nad Cornelią oraz Lukem.
Patronus Mormiji nie pojawił się tu oczywiście bez powodu. Niósł ze sobą wiadomość. A raczej naganę - Cornelia nie powinna znajdować się poza szkołą w czasie szlabanu. Jeżeli dziewczyna dalej będzie łamać zasady kary, którą otrzymała stosunkowo niedawno... cóż, zostaną wyciągnięte konsekwencje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Wto Maj 15 2012, 21:47

A czy ona kiedykolwiek się tłumaczyła? Gdyby miała jakiś konkretny, ważny powód, żeby tak potraktować tego chłopaka, to błagałaby go o wybaczenie i ze wszystkich sił starałaby się, by usłyszeć od niego chociażby jakże głupi tekst „zostańmy przyjaciółmi”. Nie robiła tego. Po prostu pewnego dnia zniknęła, przestała odpowiadać na listy, na jakiekolwiek inne próby kontakty. A gdy chłopak mimo wszystko szukał jej – pewnie bał się, że stała jej się krzywda i nie ma się co dziwić, bo zawsze sobie coś robiła, kiedy zostawała sama – potraktowała go jak starą, brudną ścierkę, która wielokrotnie wykorzystana i przesiąknięta tanim płynem do mebli w końcu zostaje wyrzucona na śmietnik i nikt za nią nie tęskni, nikt nie pamięta. Tak właśnie miał się czuć. Taki miała zamiar. Żeby się nie starał, bo chyba by jej serce pękło. W końcu ma uczucia. A one czasem w niej górują, więc gdyby obwiniał o to wszystko siebie pewnie by wróciła do Luke'a, sama poddałaby się temu wszystkiemu zaprzepaszczając szansę na prawdziwą miłość i obecnie jedną z najważniejszych na świecie przyjaźni.
Oh, jak on bardzo się mylił. Cornelia zmieniła się już sporą ilość czasu temu. To nie była już ta sama dziewczynka, która bawiła się w pszczółkę skacząc z kwiatka na kwiatek. Teraz zdawała się być nie „dziwką”, jak wiele osób o niej mówiło, a takim filigranowym aniołkiem, na którego widok ma się właśnie takie odczucia. Zamiast standardowego wyszczerzania się – nikły uśmiech. Koniec krzyków, śmiechów – pozostał taki zewnętrzny spokój nawet, jeśli w jej wnętrzu szalała nieogarnięta wichura. I od dawna nie kłamała, teraz mówiła już zawsze tylko prawdę. Od momentu, kiedy to pewien krukon okłamał ją, że zawsze będzie przy niej nie ważne co się stanie. Tak, nadal miała o to pretensje o Ramiro. I tylko i wyłącznie o to. O nic więcej...
Jej oczy delikatnie zadrżały. Jeszcze raz cicho westchnęła i odwróciła twarz w bok ocierając policzki z kropelek deszczu. Może faktycznie powinna wrócić. Ale jak przyjdzie w takim stanie do domu, to pani Mitchy znowu zacznie się nią przejmować i w ogóle. Ogólnie nie chciała już dłużej kłopotać tek kobiety. Więc powinna po prostu się stąd trochę oddalić i schować się pod jakimś dachem, czy coś.
Kiedy ruszył w jej stronę sama zrobiła kroczek do tyłu. Instynktowny, ale tylko jeden. W gruncie rzeczy to była jedyna osoba, z którą kiedykolwiek była w poważnym związku, a która nigdy nie zrobiła jej nawet najmniejszej krzywdy. Ufała mu zdecydowanie bardziej niż Finnowi, z którym była w tym momencie – taka upiorna prawda, nie mogę temu zaprzeczyć. Jednakże teraz wpatrywała się w niego nie chcąc nawet na chwilę odwrócić spojrzenia. Nic więc dziwnego, że i ona zauważyła tą bliskość. Ostatnimi czasy potrzebowała ciepła. Dlatego nie były dla niej szokiem myśli, które nakłaniały ją do tego, by zbliżyła się i jak za dawnych lat pocałowała go mocno, a potem wtuliła się w jego tors i zamknęłaby oczy napawając się jego ciepłem. Ale nie zamierzała tego wykonać. To by było najgorszym świństwem z jej strony.
- Dziękuję... Może... Spotkamy się jutro? Postawię ci... Kawę? Albo coś... - Zaproponowała nie chcąc mieć u niego żadnych długów i jednocześnie chcąc mu się za to odwdzięczyć. Otuliła się rękami bawiąc się z lekkim uśmiechem przydługimi rękawami. Pamiętała ten płaszcz. „No jak nie chcesz kurtki, to ten jest fajny! Kyaaaa i patrz jak mi w nim ładnie! Ne?”. Przegryzła lekko dolną wargę i uniosła głowę chcąc coś powiedzieć. W tym momencie zobaczyła światło. Patronus... Odwróciła się w stronę, z której to zaczął dochodzić głos. Ponownie zadrżała mimo iż było jej zdecydowanie cieplej. Nie. Nie nie nie nie nie! Ona nie może wrócić do zamku. Nie teraz. Nie w takim stanie! Przecież mogłaby komuś zrobić krzywdę, a profesor eliksirów w życiu jej nie pomoże i nawet nie spytałaby się go o pomoc. Spuściła głowę pozwalając, by włosy oblepiły jej policzki i rzuciły cień na twarz. Wpatrywała się w ziemię z niby to ogromnym zainteresowaniem. Ughm. Dlaczego znowu wszystko się pierd... Pieprzy. Pieprzy tak, jak ona w zeszłe wakacje cholera no!
- Luke... Czy ty... Umiesz... Znasz się na eliksirach? Albo kojarzysz kogoś, kto się zna? - Spytała cicho, prawie niedosłyszalnie. Drgnęła przy kolejnym grzmocie. Był naprawdę bardzo blisko. Nie jest więc zaskoczeniem to, że pisnęła momentalnie łapiąc się jego ręki i przytulając do niej policzek. Nawet się nie zorientowała, że to zrobiła. Wpatrywała się w miejscu, z którego doszedł ów dźwięk płytko oddychając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 24
Skąd : Sierociniec w Londynie
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 43
  Liczba postów : 69




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sro Maj 16 2012, 12:19

A tylko ten jeden dzień rozpoczął się jak idealny sen. Ona jak nigdy pokazała mu, że kocha on ze szczęścia żegnał ją zalany łzami. Ten jeden dzień miał naprawić to, co rozkruszało się. Dwie postacie z jednej opowieści, które pisarz dzieli dopisując wersy. Dlaczego tak jest? Że najpiękniejsze chwile życie psuje na siłę. On znowu spędzi samotny dzień wierząc, że jutro znów zobaczą się. Pustym oddechem serce malowane i kilka słów wyczytanych z zamkniętych ust. „Kocham cię i poczekam tu…”
Rozcinał płaczący świat zimne krople deszczu wklejone wiatr. Leciał coraz szybciej by oszukać strach. Chciałby być przy niej blisko teraz. Przy niej żyć przy niej chciał umierać. Wiedział ze gdyby coś się stało oddałby własne życie za nią….

Czy w tedy chciał się zabić? Uwierzcie mi, że tak. Chociaż może nie do końca, bo gdyby naprawdę chciał to zrobić to po prostu by to zrobił. Chciał też żyć i uwierzyć, że to jedynie zły sen. Że obudzi się i zobaczy ją. Jednakże w tamtym momencie cały świat mu się zawalił. Ona była jego światem, gdy mu powiedziała, że go nigdy nie kochała i że… Po prostu dla niego to był koniec. Nie wiedział, co zrobił źle. Ro bił wszystko by przysłonić się jej niebo i by zawsze mogła się uśmiechać. Jednak to chyba było za mało.
Który raz stał poszukując wspomnień. Obserwując tamtych dni gasnący płomień nie ma tego już i nie będzie jak rozmawiać z zachodzącym dźwiękiem. Kto wysłucha go? Kto zrozumie? Kto poczuję to, co tylko on czuję? Nie ma szans rozdział trzeba zamknąć warto ogrzać się żeby nie zamarznąć. Znaleźć miłość ruszyć z miejsca zacząć kochać. Nowa przyszłość, ale inna niż wyśniona Plany jutra kiedyś dziecko nowe życie, ale z kimś innym niż mówiły obietnice. Trzeba składać to łącznie z samym sobą by wędrować nawet drogą rozkopaną. Gdzie ma szukać skoro niebo nie pomaga. Wszystko inne tylko on taki sam.
Nawet, jeśli naprawę się zmieniła to cóż z tego? Ból zawsze zostanie bólem a niespełniona obietnica zawsze nią pozostanie. Wspomnienia nigdy nie odejdą. Kiedy tulił ją w swoich ramionach a ona przymykała oczy i mruczała. To zawsze będzie w jego psychice i nic tego nie zmieni. Może stać się aniołem lub kimkolwiek chce, ale jakie to ma znaczenie skoro wcześniej komuś zamieniła życie w piekło? Żadnego!
Może i chodziło o to by się poczuł jak taka stara szmata. I tak też się poczuł z tym, że i tak obarczał siebie. Zastanawiał się, co robił źle. W którym momencie popełnił błąd i pozwolił jej odejść. Bo jeśli naprawdę było im dobrze to nigdy by nie odeszła. Nigdy by nie zaryzykowała stabilnego i dobrego związku dla czegoś nieznanego. Ale najwidoczniej nie było jej dobrze i wyszło jak wyszło. Jemu pozostały wspomnienia i setki zdjęć wczorajszego jutra.
Nagle nie wiadomo z skąd pojawiło się światło. Luke zmarszczył swoje brwi i przeniósł spojrzeń ile na Cornelie.
- Z którym nauczycielem tym razem się pokłóciłaś? – Zapytał bez wahania. Kto, jak kto ale ona kłóciła się z nauczycielami niemalże za każdym razem. Taka była i za to ją… W sumie nie wiem, co. Nie wiem czy ją kochał. Nigdy jej tego nie powiedział, chociaż mogła być tą pierwszą.
Nagle wtuliła się w niego a on instynktowi objął ją ramieniem pozwalając by zapadła się w jego objęciach. To wszystko trwało moment. Moment, którego pożałował, ale nie zamierzał jej wypuszczać. Znów mógł poczuć ciepło jej ciało i czuć bicie jej serca. Znów ją miał w objęciach tak jak niegdyś.
- Zależy, o jakim eliksirze mowa. Jeśli zdołam go uwarzyć to zrobię to. Jeśli nie to poproszę Ramiego lub Villemo. To prawdziwi mistrzowie eliksirów i lepszych w zamku nie znajdziesz. – Powiedział szeptem. Nie miał pojęcia, co dzieje się z Villemo. Ostatni raz widział ją przed feriami. On wyjechał do sierocińca zaś ona na Słowacje. Od tamtej pory już jej nie widział. Martwił się o nią zwłaszcza, że nie odpowiadała na jego sowy. Zresztą tak jak Cornelia. Przynajmniej teraz mógł ją tulić w swych ramionach tak jak kiedyś. Znowu móc się nią opiekować, chociaż przez tą jedną krótką chwilę wszystko jest znów tak jak kiedyś. Tak jak by nic się nie stało. Luke mógł uwierzyć w miłość. I mógł walczyć mógł być silny, jeśli tylko ona tego pragnęła. Ale nie chciał znów wierzyć jej kłamstwom. Nie chciał ponownie przeżywać tego wszystkiego. Chciał być przy niej na zawsze. Budzić ją pocałunkiem i przenosić śniadanie do łóżka. Dawać prezenty tylko za to, że jest. A jednocześnie nie chciał jej znać i móc żyć spokojnie. Słoneczny dzień i burza szalały w jego wnętrzu. Miłość i nienawiść. Tak bardzo pragnął, że sam nie wiedział, czego chce…
Deszcz, który padał coraz mocniej szybko sprawił ze Luke zmókł do suchej nitki. Lecz jakie to miało to teraz znaczenie? Może być chory, ale to nic. Najważniejsze było, że trzyma ją w objęciach i tylko to się liczyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sro Maj 16 2012, 14:59

Potwór nie był dobrą partią nawet, jeśli ubierze na siebie różowe wdzianka, baletki i będzie się do wszystkim uśmiechał. To w gruncie rzeczy nadal nic nie zmieni. Tutaj musi się już pojawić miłość, żeby zaakceptować ten ogrom wad, jakie posiada Corin i zapomnieć o tym, jaka była kiedyś patrząc tylko na to, jaka jest teraz. Choć w gruncie rzeczy to mało możliwe. W końcu i ona nie może pewnym osobą wybaczyć błędów przeszłości.
Naprawdę było im dobrze. I naprawdę kiedyś myślała „Co by było gdybyś mi się kiedyś oświadczył?” i inne marzenia głupiutkiej nastolatki. Jednakże mimo wszystko ideału nie znajduje się na co dzień. Rzadko która kobieta ma okazję być z kimś, kto w każdym calu posiada takie cechy, o które Corin wręcz błagałaby boga, gdyby w niego wierzyła. Takiej możliwości się nie marnuje i nawet, jeśli to wszystko i tak od początku miało zawieść i zniszczyć jej bratu życie, to jak wspomniałam drugi raz zrobiłaby dokładnie to samo. Słowo w słowo, czyn w czyn. Idealne powtórzenie.
- Nie pokłóciłam!... No trochę... No, może bardzo... No, nie może... Bardzo i tyle – Jak zwykle swoją wypowiedź zapoczątkowała długim zaprzeczaniem samej sobie i monologiem, który w gruncie rzeczy nie miał większego sensu. Na dodatek słowa wystrzeliwały z jej ust jak karabin maszynowy. Ta sama szybkość. Chociaż co do tego się nie zmieniła i chyba nigdy nie zmieni – Po prostu byłam na imprezie i tam były narkotyki czy coś. I wszyscy dostaliśmy szlaban – W końcu powiedziała mu o co konkretnie chodzi. Bo w końcu nie było co ukrywać, o tej sprawie i tak wie cała szkoła, a ona nadal uważa, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Może trochę napyskowała, ale w jej świadomości to po prostu była dyskusja, z powodu której wyciągnięto przesadzone konsekwencje.
Dopiero, kiedy ją przytulił zrozumiała, co zrobiła. Była zaskoczona tym, że to zrobił. Przez chwilę stała sztywno, potem się trochę rozluźniła. W końcu w taką pogodę dodatkowe 36 stopni piechotą nie chodzi. No i lubiła się do niego przytulać. Szkoda, że od tak długiego czasu nie miała okazji.
- Ja... Mi się wydaje, że raczej tylko ty mi będziesz musiał pomóc. Już szukałam tej Vilemo. A Rami ma własne problemy. Więc... Em no. Eliksir tojadowy... Moja przyjaciółka go strasznie potrzebuje, chociaż nie wiem po co – Kłamstwo ma krótkie nogi, ale w tej sytuacji idealnie jej się udało. Nawet jej głos nie zadrżał, kiedy o tym mówiła. Nawet nie wiedziała, że nauczyła się tak perfekcyjnie oszukiwać. Ale nadal nie lubiła tego robić, choć teraz nie było wyboru.
Spoglądała w miejsce, gdzie chwile temu stał patronus. Wtuliła się w niego jeszcze bardziej czując ponownie, że przechodzą ją dreszcze. Uniosła spojrzenie, by przyjrzeć mu się. Potem poczęła się powoli odsuwać. Złapała delikatnie jego dłoń i pociągnęła go powoli przed siebie. Skoro już mają rozmawiać tak... Normalnie, to nie na deszczu. Ciągnęła go w stronę domku staruszki u której się zatrzymała.

/ http://czarodzieje.my-rpg.com/t4004-domek-pewnej-staruszki#119524 /
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Cmentarz Zwierząt
» Cmentarz, Durham
» Stary Cmentarz
» Cmentarz w Ohlsdorfie
» Cmentarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-