IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Cmentarz   Sro Lis 02 2011, 10:32

First topic message reminder :


Cmentarz

W miasteczku nie mogło zabraknąć miejsca, w którym mieszkańcy mogą pochować swoich bliskich. Cmentarz ten istnieje w tej okolicy od czasu, gdy czterej założyciele otworzyli Hogwart, a Hogsmeade stało się popularną wioską. Znajdują się tu zarówno te niebywale wiekowe nagrobki, jak i te postawione zupełnie niedawno. Kierując się na północ, można natrafić na kilka imponujących krypt, czy też tajemnicze groby bez nazwisk. W centralnym punkcie cmentarza znajduje się wysoki pomnik upamiętniający założycieli Hogwartu, którzy to byli także odpowiedzialni za budowę tego miejsca.
Zwykle panuje tu tajemnicza aura i nienaganna cisza, którą od czasu do czasu przerywają jedynie kroki osób odwiedzających zmarłych.



   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 328
  Liczba postów : 357
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8779-jasper-h-beckett#247587
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10841-hejt-drama-i-nietykalny#297301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8782-jasper-h-beckett#247598
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8780-jasper-h-beckett




Administrator






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Lip 06 2014, 12:05

Czy spodziewał się odrzucenia? Z całą pewnością. Niewielu było w stanie znieść coś takiego i zachować ten sam poziom co wcześniej. Jasper nie wiedział, czy Lilian to potrafiła. Znali się tyle czasu, a jednak nie mówili sobie wystarczająco wiele, by wszystko stało się nieprzyjemnym uściskiem w piersi. Ten zelżał, kiedy wydusił z siebie to, co skrywał przed dziewczyną przez prawie dwa lata. W końcu mógł jej to powiedzieć. Tylko, czy oczekiwał takiego obrotu spraw.
Wyjęty z dłoni papieros powędrował do ust Puchonki, a on był w stanie unieść lewą brew w delikatnym zdziwieniu. Przynajmniej ona nie zamierzała jakoś specjalnie krytykować go za palenie. Może faktycznie rozumiała więcej, niż przypuszczał. Skrycie miał niewielką nadzieję na coś takiego.
- Pamiętaj, że znajdzie się dodatkowa różdżka za twoją sprawę. I kilka odpowiednich zaklęć - odpowiedział dumnie, odbierając papierosa. Zaciągnął się nim, wydmuchnął dym. I jeszcze trzy razy, aż spalił do końca. Niedopałek rzucił gdzieś pod siebie i przydeptał ciężkim butem. - Ty jesteś jak siostra - odpowiedział nieśmiało, całkowicie sprzecznie ze swoim zachowaniem przed niecałą minutą. Chyba już mógł przy niej trzymać się jednej konkretnej emocji albo chociaż osiągnąć jakiś kompromis między nimi? Chyba.
- Tak, chodźmy. - odpowiedział i ruszył z Lilką, kiedy go chwyciła.
Chyba wszystko było w porządku. Tak mu się wydawało. Trzeba poczekać, aż emocje opadną. A w międzyczasie, wrócili do Hogwartu tym samym przejściem, którym dotarli do wioski.
[zt x2]
(Gomen, ale nie mam pomysłu jak byśmy to mieli ciągnąć dalej)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Hrabstwo Wiltshire, UK
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 119
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8520-sarah-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8531-sara-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8542-sowka-sary
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8523-sara-sullivian




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sro Wrz 03 2014, 18:24

Kto jest na tyle głupi by dać się zaciągnąć na cmentarz wieczorną porą? Sara.
Och, teraz w połowie drogi na to cholerne miejsce, jej usta opuszczały coraz to zmyślniejsze przekleństwa na wszystko co mijała, co ją obecnie otaczało a najwięcej wyrafinowanych określeń padało na tego pieprzonego Ślizgona. Znała go już dłuugie lata, odkąd trafiła do krainy magii i czarodziejstwa czyli potocznie mówiąc do Hogwartu i już na samym, samiuteńkim starcie - znienawidziła ów osobnika. Nie znała dokładnej przyczyny, dlaczego. Być może już sam jego wygląd, irytujący styl bycia i szczyt chamstwa ją od niego odrzucał -  i to co najmniej na odległość wyciągnięcia różdżki. Ze złością zdmuchnęła ze swoich pociemniałych tęczówek swoje miodowe kosmyki włosów i warcząc pod nosem, kopnęła jakiś kamień, który poleciał gdzieś dalej i zniknął w gęstwinie dziko rosnącej trawy. Ciemność już na dobre zapadła i młodą Sullivian mimowolnie przeszedł nieprzyjemny dreszcz, ciągnący się wzdłuż kręgosłupa. Co jej do głowy strzeliło by wybrać się na wycieczkę po cmentarzu! Już wolałaby zarobić jakiś porządny szlaban i żeby jej odjęto sto punktów a nawet i kubeł zimnej wody na głowę - byleby móc zawrócić.
Och, nie. Przecież jeden szlaban już ma za włamanie się po Zakazanego Działu. Zajebiście.
Zaciskając swoje drobne dłonie w pięści, po krótkim marszu dobrnęła do tej piekielnej bramy i wypuszczając z frustracją powietrze ze swoich płuc, zadarła do góry głowę by móc się zorientować jak wleźć na cmentarzysko.
Och czyli kolejne włamanie.
Może powinna się zastanowić nad swoim przyszłym zawodem, raz jeszcze. Nie mając innego wyjścia, sprawnie złapała się zardzewiałych prętów i bez żadnego kłopotu podciągnęła się do góry by móc z łatwością przeleźć na drugą stronę. Z cichym odgłosem zeskoczyła na podmokłą trawę i podnosząc swoje spojrzenie na ukochane a aktualnie zabrudzone trampki, warknęła ze złością.
- Ja pierdolę! Nie mógł sobie innego miejsca do kurwy nędzy wybrać tylko te jebane cmentarzysko! - o tak sobie ładnie zaklęła i tym samym ulżyła swym napiętym do granic możliwości nerwom. Oczywiście, że wyszła z tej cholernej kałuży i złorzecząc pod nosem, ruszyła wzdłuż tejże bramy - w międzyczasie muskając opuszkami palców, po kolei każdy z poszczególnych prętów. Także różdżka w mgnieniu oka pojawiła się w jej smukłych palcach w ręce od mocy, by w razie czego odbić niespodziewane zaklęcie Toinen ’a.  I to żadna nowość - przecież po nim się wszystkiego można spodziewać. Ostatecznie ta złotowłosa istota, przystanęła w miejscu i spoglądając wymownie w niebo, naraz oparła się o bramę.
W końcu co ma być to będzie czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Nefyn, Walia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 605
  Liczba postów : 435
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7759-madness-toinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7761-bedetwoimszalenstwem#215854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7765-piszdomnieoszalenstwie#215942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7762-madness-toinen




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sro Wrz 03 2014, 19:14

Chodź tutaj.
Zrobimy sobie imprezę na twoim nagrobku.

Noce co prawda nie były już tak ciepłe jak jeszcze kilka tygodni wcześniej, ale to nie było żadną przeszkodą, aby spotkać się gdzieś na świeżym powietrzu. Zresztą nie po to starał się sprowokować Sarę do spotkania, aby rozsiąść się teraz w ciepłym pubie przy dobrym alkoholu. Nie żeby nie miał ze sobą żadnego. W końcu kiedyś dostał piersiówkę i od tamtej pory z niej korzystał. Tak samo było i teraz kiedy tylko zszedł po schodach kamienicy w której mieszkał od jakiegoś czasu. W Hogwarcie nie zamierzał bywać więcej niż to koniecznie szczególnie ze względu na Voice, która miała niebywały talent do znajdowania do wszędzie gdzie tylko się pojawił. Była w tym mistrzynią, a on musiał od niej odpocząć. Nie miał na razie ochoty na oglądanie jej szpetnej twarzyczki, więc odpuszczał sobie wszystko. Na razie. Bo w końcu przyjdzie moment kiedy będzie musiał się ze wszystkim zmierzyć. Ale to później. Bo teraz wszedł w ślepą uliczkę i z niezbyt głośnym trzaskiem teleportował się na cmentarz. Nie śpieszył się za bardzo, bo i tak sądził, że przyjdzie mu czekać na Sarę. Jakoś życie go nauczyło, żeby nie wymagać od kobiet punktualności. Nigdy.
A jeżeli chodziło o Sarę… To go irytowała. Jej głos i ogóle cała ona. Wszystko. Od czubka głowy po duży palec u stopy. Od zawsze. Więc kiedy przyjął zakład i później się okazało, że chodziło o nią miał ochotę wgryźć zęby w stół, aby tylko dać jakoś upust irytacji. Zamiast tego przyjął wszystko wiązanką przekleństw i zapamiętał, żeby więcej w ciemno się na nic nie zgadzać. Mogło trafić na wszystkich, a oczywiście musiało na nią. Wiedział, że było to zrobione z premedytacją i dlatego tym bardziej nie zamierzał się poddać. Nawet po pewnym czasie przestała być taka męcząca. Ta cała Sara. A może tylko miał takie wrażenie, po tych dwóch miesiącach przez które jej nie widział? To już mniej ważne. Cmentarz może nie był jakiś ogromny, ale i tak na początku musiał poczekać aż oczy przywykną mu do panującego tutaj mroku. Nie przeszkadzało mu to, co najwyżej było lekko irytujące. I kiedy już myślał, że zabłądziła albo rzeczywiście padła gdzieś przed bramą usłyszał jej zirytowany głos. Siedział na niskiej ławeczce z nogami wyciągniętymi przed siebie i czekał aż w końcu przelezie przez bramę. Że też ze wszystkich sposób na jej pokonanie musiała wybrać akurat ten.
Sullivan, ty idiotko.
Tak jakoś zaczęło mu to krążyć po głowie i tylko utwierdził się w swoich myślach kiedy znalazła się w kałuży. Doprawy, ludzie lubili sobie z niego kpić. Aby ze wszystkich musiało chodzić o nią. Pierdoloną Sarę od puchonów, która nie dość, że mówiła sama do siebie, zachowywała się jak typowa mugolka, to jeszcze była więcej niż niezdarą.
- Suceratos - wypowiedział formułę zaklęcia w momencie kiedy wstał z tej niewielkiej ławeczki. Nie chciał jej w tym momencie sprawić bólu, a jedynie zmoczyć i jakoś pokazać jej, że już jest. Spóźniona. Co najwyżej kula wody mogła lekko ją pchnąć w tył, ale nie na tyle mocno żeby wylądowała na ziemi. Chociaż… To była Sara więc wszystko z nią było możliwe. - Upsss. Chciałem Ci pomóc wyczyścić trampki, ale chyba znów pomyliłem zaklęcia. Wiesz uczynność i inne bzdury - powiedział od niechcenia, kiedy już znalazł się zaraz obok niej i bawił się różdżką, której to nie zamierzał na razie chować. Może tak będzie mu prościej zirytować Sarę. Od zaklęcia do zaklęcia…
Wystawiam się.
Pokaż, że umiesz władać różdżką.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Hrabstwo Wiltshire, UK
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 119
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8520-sarah-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8531-sara-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8542-sowka-sary
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8523-sara-sullivian




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sro Wrz 03 2014, 20:24

Na moim nagrobku? Na twoim, Toinen. Dzisiejszej nocy na twoim.
Sullivian była zła. Była zła, zirytowana, rozdrażniona - pomijając fakt, że nie było jej jakoś cholernie ciepło w skórzanej kurtce i w przemoczonych trampkach. Rozglądając się wokół i próbując cokolwiek dojrzeć w tej piekielnej ciemności, wydała z siebie ciężkie westchnienie i od razu zacisnęła gniewnie wargi. Jasne, że miała z powrotem sobie z stąd pójść, gdyż nie uśmiechało jej się stać w miejscu, gdzie ciało obraca się proch i pył - i najpewniej się kręcą tutaj sami psychopaci.
Ach zjawił się i jeden z nich!
Oczywiście jego przybycie, ciut wcześniej zapowiedział cichy szept zaklęcia. Jednakże na całe swoje puchońskie szczęście, młoda dość szybko zareagowała i odsunęła się z toru szybko mknącego w jej stronę promienia. Swoją drogą jakby oberwała ów kulą wody w ramach czułego przywitania - to jej różdżka w tempie ekspresowym by znalazła ujście w jego gardle. Czy to nie dziwne, że to właśnie przy jego przeklętej osobie, czuła jak jej wszelkie mordercze instynkty biorą górę? Nie umiała tego wyjaśnić, doprawdy. W końcu sześć lat czystej nienawiści, gorących wyzwisk, niezliczonych pojedynków słownych jak i tych na zaklęcia - nie mogło pozostawić w niej innych odczuć, prawda? Nieustanna rywalizacja dolewała jeszcze tylko oliwy do ognia do ich jakże pięknej znajomości. Znajomość zaklęć, zarówno tych z poziomu ewidentnie dla zaawansowanych jaki i zakazanych, mieli oboje w małym palcu - co Sullivian musiała z niechęcią osobiście przyznać. Ilekroć chciała rzucić w niego nowo odkrytym przekleństwem gdzieś w ciemnym korytarzu - ten jej umykał bądź bez żadnego wysiłku się bronił. To jeszcze bardziej ją denerwowało i napędzało do poznania wszelkich uroków z tematyki tych najmroczniejszych. By móc jednym sprawnym przekleństwem się go pozbyć ze swojego życia. Jednym stanowczym ruchem nadgarstka uciąć dzielące ich nicie zaciekłej nienawiści i z satysfakcją móc wtedy odetchnąć pełną piersią - gdy on zniknie jak kamfora.
Gdy uleci do gwiazd, rozpadnie się na miliard kawałeczków i zostanie pogrzebany sześć stóp pod aksamitną ziemią, okryty całunem. Nie miała pojęcia z skąd te myśli brały się w jej głowie - uważała je za czyste zło, czystą nienawiść. To ona ją prowadziła dalej - krętymi ścieżkami jednocześnie nęcąc ją do zbaczania z tych dobrych i prostych dróg życia. Teraz gdy jego zarys sylwetki pojawił się jakby wynurzając się z mroku ciemności, Sara mimowolnie wygięła wargi w grymas i obracając swój magiczny przekaźnik mocy w palcach, spojrzała na niego spode łba, rzucając mu przy okazji ciężkie spojrzenie swoich ocząt.
- Wal się. - skwitowała jakże dobitnie jego całą domniemaną pomoc i mrużąc oczy, zjechała go tęczówkami z góry na dół - i o ile to było możliwe - jeszcze bardziej się skrzywiła i pokręciła z wolna swoją głową. Zamierzała się jedynie dowiedzieć po co jej kazał zapierdalać w ten zimny wieczór na jakieś cholerne cmentarzysko - ewentualnie mu raz a porządnie przyłożyć by w ten sposób zainkasować sobie jakąś zapłatę za to, że musiała się tutaj zjawić - i z powrotem wrócić do swojego zajebistego mieszkania na obrzeżach Hogsmeade. Ręce ją niemiłosiernie paliły do rzucenia pierwszego lepszego na niego przekleństwa i to takiego by odczuwał je co najmniej przez pełną dobę gdy niespodziewanie nakazała sobie wewnętrzny spokój. Przeczucie jej podpowiadało, że po raz milionowy zamierza ją sprowokować do ataku - a poza tym nie raz i nie dwa - ich rozmowa dokładnie tak samo wyglądała jak teraz. Stek wyzwisk i przekleństw, paręnaście uroków i obopólna wściekłość.
- Ach, Toinen. Na drugi nie wypowiadaj na głos zaklęcia, jeżeli chcesz zobaczyć jego zajebiste efekty. Chyba, że nadal niewerbalnych nie potrafisz. - stwierdziła z paskudnym uśmiechem, który ukazał się na jej bladej twarzy i unosząc nieznacznie swą różdżkę ku górze, jakby celując nią w nocne niebo, uniosła lekko brew do góry.
- A teraz mów, czego chcesz i do czego dążysz, że musiałam aż tutaj przyłazić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Nefyn, Walia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 605
  Liczba postów : 435
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7759-madness-toinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7761-bedetwoimszalenstwem#215854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7765-piszdomnieoszalenstwie#215942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7762-madness-toinen




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sro Wrz 03 2014, 22:08

Jak wypolerujesz go cyckami to może być i na moim…
Bo to wszystko jest bez znaczenia.

A Madness? Nie. On nie był zirytowany. Nie był też zły. Na razie miał tylko lekki ubaw kiedy Sara przechodziła przez ogrodzenie. Był co najwyżej tym wszystkim zmęczony. Do rozdrażnienia też mu było daleko. Miał inne sprawy które właśnie tak na niego działały. A Sara była tylko niedokończonym zakładem, który nie dawał mu spokoju. Chciał w końcu to wszystko zakończyć. Tak byłoby najlepiej. Zresztą w obecnej sytuacji każda kasa mu się przyda. Nawet te galeony z zakładu, który nadal nie był rozstrzygnięty. Może właśnie dlatego usiadł dzisiaj i napisał do niej te kilka słów. Aby ponownie o sobie przypomnieć i o tym, że wcale nie jest tak dobra z zaklęć jak o tym myślała. Irytacja zawsze w cenie. Podobno. Pewnie nauczył się tego od kogoś, ale teraz już nie pamiętał. Nigdy nie pamiętał. Albo inaczej. Pamiętał tylko to co chciał.
- Uuuu nie możesz tak mówić. Puchońskie dzieci nie używają takich słów. A fe! Zresztą ty zawsze byłaś inna, więc co za różnica. - Nie musiał mówić głośno. O tej porze  oprócz nich nie było żywej duszy. Zresztą szeptanie pasowało do scenerii o wiele lepiej i jak nigdy postanowił się w nią choć w taki sposób wpasować. Jemu zazwyczaj było obojętnie gdzie się z kimś spotykał. Nie przywiązywał wagi do miejsca, a to wybrał ze względu na Sarę. Specjalnie dla niej, więc powinna się teraz czuć wyróżniona i to bardzo. No dobra, bez przesady nie jakoś bardzo, bardzo.
- W taki sposób za szybko skończyłaby się zabawa. Tupnęłabyś nogą i pognała przed siebie jak spłoszona łania czy jakieś inne zwierzę. Marudziłabyś, że ci zimno zamiast wysuszyć się zaklęciem  i tak dalej. Jesteś czasem więcej niż przewidywalna. Tylko sobie nie zrób nią krzywdy. - Wskazał głową na różdżkę, którą celowała w niebo. Jeszcze nigdy nie widział, aby ktoś w tak absurdalny sposób zrobił sobie krzywdę, ale kiedyś musiał być ten pierwszy raz. Lubił w taki sposób z nią rozmawiać. Jak z małym dzieckiem, które niepewnie pierwszy raz trzyma swoją pierwszą różdżkę. Nie ważne, ze wiedział doskonale, że jej wiedza jest o wiele większa. Znacznie w porównaniu z innymi. Podobnie jak on sam na własną rękę zagłębiała się w książkach, aby być lepszą. Czasem wręcz go zaskakiwała niektórymi zaklęciami, ale nigdy nie dawał tego po sobie poznać. Nie mógł. Nie należał do osób, które spojrzą z podziwem na kogoś. On tak nie miał. On po prostu na każdym kroku udowadniał, że jest lepszy. Mógł zawsze rzucać pustymi słowami, ale one nie były ważne. Najważniejsze były czyny. Dlatego nie przekrzykiwał się z nią jak głupi wtedy, tylko odbijał zaklęcie, aby posłać w jej kierunku kolejne.
- Zmuszałem cię? Sama przybiegłaś i zabawiłaś się w kaskaderkę. Dopingowałem ci żebyś zawisła na tym płocie, ale coś poszło nie tak. Szkoda. Psujesz jak zawsze całą zabawę. - Mógł powiedzieć od razu o co mu chodziło, ale jeżeli swoim gadaniem miał jeszcze bardziej zirytować Sarę to nie mógł z tego zrezygnować od tak. Złapał ją za rękę kiedy zaczęła przekręcać może i nieświadome różdżkę w jego kierunku. Nie lubił kiedy ktoś w niego celował, więc zaraz wykręcił ją tak, aby to na nią była skierowana. - Co powiesz na naukę kilku zaklęć? Może uda ci się nie zrobić przy tym krzywdy. No sama wiesz nie wydłubiesz sobie oka, ani nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Hrabstwo Wiltshire, UK
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 119
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8520-sarah-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8531-sara-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8542-sowka-sary
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8523-sara-sullivian




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Czw Wrz 04 2014, 21:23

Śnij dalej Toinen, już tylko to pozostało w twym słodko - gorzkim życiu.
Za jakie grzechy sam Merlin ją pokarał, że musi teraz stać w tym tragicznym i paskudnym miejscu, w jeszcze gorszej scenerii dodatkowo w taką cholernie zimną noc i to w towarzystwie swojego wroga publicznego numer jeden? Młoda Sullivian nie miała pojęcia jakim cudem ją w to wszystko wmanewrował - jednak i tak zdecydowanie wyczuwała w tym wszystkim jakiś diabelski podstęp. Teraz gdy zadzierała jeszcze wyżej głowę by móc na niego spojrzeć, zaklęła mimowolnie pod nosem na swój niemalże skrzaci wzrost. Och, ile by dała by móc nad nim górować! Natomiast na jego szept, który rozniósł się wręcz nieprzyjemnym echem po starym i zdecydowaniem opuszczonym cmentarzysku - Sara się odruchowo wzdrygnęła i wstrząsnął nią pojedynczy dreszcz. Nie miała jednak pojęcia czy ze strachu czy bardziej z wszechogarniającego chłodu, który już z powodzeniem przeniknął przez jej skórzaną kurtkę.
- Nie siedzisz w mojej głowie, więc nie masz pojęcia jaka jestem i doprawdy wielka szkoda, że nigdy się o tym nie przekonasz, Madness. - odparła równie szeptem jakby bojąc się, że jednym głośniejszym tonem, spowoduje burzę stulecia i wyginając wargi w coś na kształt sarkastycznego uśmiechu, potrząsnęła swoją jasnowłosą głową .
- I niestety ale ty od zawsze byłeś dokładnie taki sam jak wszyscy wokół. Szukasz więc odmiany i dlatego do mnie napisałeś? Bo życie ci się uprzykrzyło? Albo masz niewątpliwie fascynujący interes życia do ubicia, to już znacząco bardziej prawdopodobne. Takie ślizgońskie i w twoim stylu, czyż nie? - stwierdziła i w pewnym momencie odwróciła od niego swój wzrok, który z kolei wbiła gdzieś ponad ramieniem swojego osobistego i męczącego kata - lustrując przy tym poszczególne nagrobki jakby były o wiele lepszym obiektem do podziwiania od jego przeuroczej osoby. Nie, żeby go podziwiała bez przesady. To nawet przez jedną, jedyną sekundę by jej nie wpadło do głowy. Być może odrobinę zazdrościła jego zdolności odnośnie dziedzin zaklęć. Poniekąd na wszelkie możliwe sposoby - jeszcze nigdy dotąd, nie udało jej się go zaskoczyć żadnym z uroków jakie w jego stronę rzucała. A trzeba przyznać, że takowych było już mnóstwo. Teraz gdy trzymała różdżkę uniesioną w stronę bezgwiezdnego nieba i mimowolnie zastanawiała się nad wystrzeleniem w niego snopu kolorowych iskier - jego kolejne słowa tak zaskoczyły Sarę, że dość nieświadomie skierowała zwieńczenie swojego cisowego a zarazem magicznego przekaźnika mocy na serce Toinen ‘a. Nie spodziewała się, że okaże się z niego aż tak dobry obserwator. Koniec końców, gdyby jednak trafiła w nią ta głupia kula wody to najpewniej by właśnie strzeliła focha jak i teatralnie tupnęła po czym zyskując najlepszą z możliwych wymówek - że jej zimno - zwiałaby do swojego mieszkania.
Marszcząc swój nos, spojrzała na niego niezadowolona i wymawiając ciche :
- Cholera. - zrobiła dość obrażoną minę a chwilę później wywindowała wysoko swoją brew gdy ten śmiał zacisnąć swoje palce wokół jej ręki i posunął się nawet do tego by wykręcić jej jedyną broń w stronę jej własnego serca. Och, nie bała się. Z pozoru nigdy się go nie bała ani jego poczynań względem niej. Ostatecznie wiele słów rzucał na wiatr, które z kolei nigdy nie docierały do tej niepozornej puchonki ani tym bardziej nie zamieniały się w czyny.
Na razie.
- Być może, ty w drodze powrotnej na nim zawiśniesz. - odburknęła na jego jakże ckliwe słowa i usiłując wyszarpać z jego uścisku swój nadgarstek, w końcu z rozdrażnieniem tupnęła jak iście niezadowolone z życia dziecko, by ją w końcu puścił. Jasne, że nie obyło się bez  jej palącego i niezbyt zachęcającego spojrzenia, jakim go obdarzyła. Jednak na wieść o nauce zaklęć..  mimowolnie przestała się szarpać i przez krótką, króciutką chwilę nawet rozważyła jego propozycję w swojej głowie - jednocześnie w dalszym ciągu rzucając mu swoje gniewne spojrzenia z spode łba.
- W co ty grasz, Toinen. Za korepetytora chcesz nagle robić boś taki dobry ślizgon? Ach, taki uczynny! Zapomniałam, no. - wymamrotała cicho, zaciskając przy tym mocno swoje wargi i ponownie spróbowała wyszarpnąć swoją rękę z jego głupiego uścisku. Nienawidziła gdy ktoś ot tak - zaciskał  na niej swoje łapy a zwłaszcza uniemożliwiał jej manewrowanie różdżką. Dlatego, wręcz odruchowo zacisnęła mocniej na niej swe smukłe palce i warknęła cicho z narastającej w niej irytacji.
Och, tak. W tej chwili zachowywała się  tak, totalnie nie po puchońsku.
Spójrz do czego ją doprowadzasz Madness.
Do czystej złości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Nefyn, Walia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 605
  Liczba postów : 435
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7759-madness-toinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7761-bedetwoimszalenstwem#215854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7765-piszdomnieoszalenstwie#215942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7762-madness-toinen




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pią Wrz 05 2014, 08:55

Utulisz mnie do snu, Sullivan?
Miejsce nie było złe. Miało w sobie jakiś osobliwy urok i klimat, więc można zaryzykować nawet stwierdzenie, że Madness się postarał z wyborem. Jeszcze tylko do idealnego scenariusza brakowało gęstej mgły i odgłosów jakiś zwierząt w tle. Chociaż nie wiadomo czy wtedy Sara wraz ze swoją odwagą zdobyłaby się na przejście przez bramę. Oczywiście, że za każdym razem pod wątpliwość kładł jej nieustraszoność. I nawet jeżeli teraz zaczęłaby się trząść z zimna, to i tak pierwsze i jedyne o czym by pomyślał to właśnie to, że się po prostu boi. Jak wszyscy.
- Zgaduj dalej może w końcu trafisz dlaczego tutaj jesteś. No i prawie zapomniałem, jak zawsze wszystko musisz wiedzieć najlepiej. Tylko szkoda, że za każdym razem jeżeli chodzi o zaklęcia jesteś daleko, ale to daleko za mną - to już nudne było, że wszyscy zawsze wszystkich wrzucali do jednego wora. Każdy puchon był taki, a każdy ślizgon taki i tak dalej. Wiadomo, że z jakiś powodów znaleźli się w takim, a nie innym domu, ale już bez przesady, żeby wszystkim przypisywać takie same cechy.  A co do zaklęć lubił w taki sposób ją denerwować. Przypominać, że wcale nie jest taka zajebista jak się jej wydaje. Bo nie była, a wracanie do tego było dla niego swoistą zabawą z której nigdy nie rezygnował. Patrzenie jak Sara się wścieka za każdym razem tak samo albo i mocniej było czymś czego Madness nie umiał sobie odmówić. I nie musiał wkładać w to wielkiego wysiłku. To było tak samo proste jak zabieranie dziecku lizaka, chociaż czasem się zastanawiał czy dziecko nie walczyło bardziej. Bo z Sarą wystarczyło, że powiedział słowo i już widać było jak się irytuje i zaraz próbuje odszczeknąć. Co było śmieszne z jednej strony, ale z drugiej i trochę żałosne.
- Cholera bo zgadłem? Czy cholera, bo boli? A może na jedno i drugie… - zacisnął mocniej palce, jakoś nie miał nigdy umiaru. O czym Kendra ostatnio mogła się ostatnio przekonać, zresztą Voice też miała coś do powiedzenia w tej kwestii.  Samo myślenie o nich go irytowało i dobrze, że teraz były gdzieś daleko, bo jeszcze gotów byłby dać upust swojej frustracji na Sarze. Dwie cholerne ślizgonki, które w sposób niebywały zawładnęły teraz niemal wszystkim. O czym nie powie głośno, ale jakiś cholerny cichy głosik przypominał o tym każdego dnia. - Bo widzisz, Sullivan. Tak łatwo zgadnąć czasem wszystko. - Nie rozluźniał uścisku na jej dłoni, palcami mocniej wbijając się w jej skórę. Wiedział doskonale, że później zostaną po tym wszystkim ślady, ale mogła nie celować w niego kiedy stał tak blisko. Niech nauczy się na przyszłość, że to nienajlepsza opcja i należy jej unikać.
-  Jak ci powiem, że przegrałem zakład i to moja pokuta to będzie ci lepiej? Albo w ramach szlabanu mam jakąś puchonkę nauczyć podstawowych zaklęć? Wybierz sobie jedną z opcji. Taką która będzie ci bardziej odpowiadać i po sprawie. Zresztą i tak wątpię, że jesteś w stanie się czegokolwiek nauczyć ale wiesz… szlaban to szlaban - Rozluźnił uścisk i teraz stał z różdżką wycelowaną w niebo, tak jak wcześniej ona. Z każdym kolejnym słowem mijał się coraz bardziej z prawdą, ale ona nie była najważniejsza. A skoro musiała już wiedzieć co robią razem na cmentarzu to równie dobrze mógł jej opowiedzieć bardziej fascynującą bajeczkę. Swoją drogą niedługo mu się przyda ta umiejętność.
- Nawet gdybym teraz stał tutaj z zamkniętymi oczami i bez różdżki to i tak niewiele byś mi zrobiła. Mocna starasz się być tylko w słowach, ale i tak nie za bardzo ci to wychodzi. Ach tak samo jak buszowanie w bibliotece. Też nie za dobrze ci poszło ostatnio, nie? - Spytał z jakąś nieskrywaną satysfakcją. Bo w sumie sam wiele razy bywał tam po zmroku i jakoś nie dostąpił tej wątpliwej przyjemności, że go na tym złapali. Widać Sara ściągała na siebie kłopoty albo po prostu nie umiała robić rzeczy jak należy.
W trzy sekundy od puchonowatości do złości.
Brawo Madness.
Oby tak dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Hrabstwo Wiltshire, UK
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 119
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8520-sarah-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8531-sara-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8542-sowka-sary
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8523-sara-sullivian




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pią Wrz 05 2014, 23:24

Nie, Toinen. Wrogowie takich zacnych rzeczy, nie robią.
Wzrok ciskający błyskawicami i coraz to bardziej ponure nastawienie do całego ich, jakże fascynującego spotkania - taka była dzisiejsza postawa młodej Sullivian. Zamiast być coraz bardziej rozzłoszczona i rozdrażniona, miała dość ich przepychanek słownych i najchętniej by usiadła na podmokłej ziemi i dała mu znać ręką by powiedział co mu ciąży na jego paskudnej i sczerniałej duszy. Ona by wtedy tylko skinęła nieznacznie głową (oczywiście dla świętego spokoju) i szybkim krokiem się oddaliła w miejsce swojego przeznaczenia. A tak musiała tu tkwić, co jej się bardzo ale to bardzo nie podobało. Drgnęła gdy jego zimne palce jeszcze bardziej wzmocniły uchwyt na jej zbyt drobnym nadgarstku by się samej wyrwać - i prawie niewidocznie się skrzywiła na palący ból. Była niemal pewna, że gdy za parę chwil podwinie rękaw skórzanej kurtki do łokcia to dostrzeże czerwone wykwity na skórze w postaci długich palców a za parę godzin pojawią się pierwsze sińce. Podnosząc wojowniczo głowę do góry, spojrzała na niego z spod zmrużonych ocząt i ponownie starając się wyszarpać z jego uścisku, posunęła się nawet do tego by mu chociażby nadepnąć na stopę. I cóż z tego, że panowały wręcz egipskie ciemności a ona ledwo co widziała na oczy.
Zawsze musiała wyjść na swoje. Zapamiętaj to, Madness
- Jestem zdecydowanie bliżej ciebie niż myślisz. Gdybym była daleko.. - tutaj spojrzała na niego z dość wymownym i kpiącym spojrzeniem i nabierając nieco więcej powietrza do swych płuc, wypuściła go szybko, jakby przetrzymywanie w nich życiodajnego tlenu było dla niej nie lada torturą. A może chciała szybko wyrzucić z siebie kolejne słowa? - .. to miałbyś mnie gdzieś, Toinen. Byłabym jedynie powietrzem, czymś niewidzialnym. I uwierz, że chciałabym by właśnie tak było niźli nieustannie cię mijać na korytarzu i ogółem ciebie.. znać. A tak zapewne czujesz mój oddech na karku. Masz mnie za konkurenta, za rywala. I zakładam, że właśnie to nie daje ci spokoju. Że w każdej chwili mogę stać się lepsza, a to byłoby dla ciebie swoistym ciosem prosto w twoją marną, ślizgońską i zbyt wybujałą dumę jak i ego. A teraz bądź na tyle odważny i spójrz mi prosto w oczy by zaprzeczyć, moim słowom. By powiedzieć, że nie mam racji. Stać cię na taki wyczyn, co Toinen? - spytała cichym głosem, który pod koniec jej wypowiedzi brzmiał niemalże jak warczenie. Oczy błysnęły nieprzyjemnym blaskiem, gdy jego palce jeszcze bardziej się wbiły w jej nadgarstek, jakby chcąc go przełamać na pół niczym suchą gałązkę. A ona, nie miała mu siły się przeciwstawić. Mogłaby go uderzyć, kopnąć, zacząć się nawet z nim szarpać a później w najgorszym przypadku krzyczeć o pomoc.
Och, nie. Sullivian taka nie jest.
Nigdy, nawet w swej ostatniej chwili życia - nie błagałaby o pomoc. W każdym razie nie dla siebie. Kiedyś wspominała innej osobie, że nie ceni swojego żywota jak i skóry, zbyt wysoko. I to była prawda. Dziewczę to, z pewnością było zbyt honorowe jak i dumne. Nie, nie wyniosłe.- nie mylić tego.
- Nie boję się ciebie i powinieneś w końcu tą gorzką prawdę przełknąć i zaakceptować. W sumie możesz iść sobie postraszyć innych niewinnych puchonów bądź gryfonów, a mnie zostawić w spokoju, o. - wymamrotała z niezadowoleniem i westchnęła przeciągle gdy mamrotał coś tam pod nosem o jakimś szlabanie czy też zakładzie. Czy naprawdę był na tle naiwny, że myślał iż, ona uwierzy w jego pierwszą lepszą bajeczkę? Zamykając na chwilę swoje oczy, przekrzywiła nieznacznie głowę na prawą stronę i czując jak poluzował swój uścisk, automatycznie wykonała krok w tył co by się odsunąć od niego na bezpieczną odległość. Jakoś nie miała ochoty by ponownie ją dotykał. Tak, nienawidziła czyjegoś dotyku. A zwłaszcza tego niechcianego i nie oszukujmy się - nie zamierzała obnosić się ze wszelkimi sińcami, jakie już pozostawił na jej ciele.
- Madness. Nie miej mnie za idiotkę. Żaden profesor o zdrowym umyśle, nie zadałby ci takiego szlabanu. - odparła z nieznacznym rozbawieniem, gdy uchyliła lekko swoje powieki i spoglądając na niego uważnie, wzruszyła swymi ramionami w tym swoim jakże wszechwiedzącym geście.
- Nie daliby takiego szlabanu bo wszyscy wiedzą, że przegiąłbyś pałę. Zresztą i tak nagminnie łamiesz wszelkie zasady. - mruknęła, wywracając przy tym oczami i krzyżując ręce na piersiach, poczęła lekko przytupywać, a na jego wręcz irytujące zadowolenie odnośnie jej nieskończenie długiego szlabanu za jej jakże cudowny włam - warknęła cicho.
- Bujaj się, Toinen. Jak się dowiem, że to ty nasłałeś na mnie tego całego Stenharda, to następnym razem ja ci załatwię dożywotni szlaban. - obiecała mu solennie i w końcu przysiadła na jakimś nagrobku. Bo co i tak będzie stać? Wystarczy, że on stoi nad nią jak kat.


wybacz, że tak późno, krótko, głupio, źle i ogółem do dupy ale z gorączką dość chujowo mi się pisze. ;-; oprócz tego, internet mi siadł więc grr. jak coś to odezwę się do Ciebie na gg bo widzę, że podałeś numer, heh. :>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Nefyn, Walia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 605
  Liczba postów : 435
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7759-madness-toinen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7761-bedetwoimszalenstwem#215854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7765-piszdomnieoszalenstwie#215942
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7762-madness-toinen




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Sob Wrz 06 2014, 14:07

Nie? To pokaż mi jakie robią.
Po raz kolejny tkwił w czymś dziwnym. Dziwnym na tyle, że już jakiś czas przestał to wszystko ogarniać. Pozwalał się losowi wplątywać w zdarzania z którymi nie chciał mieć nic wspólnego. A najgorsze było to, że za każdym razem miał wrażenie, że sam się podkłada i wręcz prowokuje wszystkie te pojebane rzeczy z których później nie może się wyplątać. I nie tyle co nie może, a próbując to zrobić wnika we wszystko jeszcze mocniej i bardziej. Ruszy ręką czy powie słowo i jak wcześniej stał w czymś po kostki tak już jest po kolana, a im bardziej próbuje tym głębiej się zakopuje. Taki Madness ze swoimi problemami. Źle podchodził do wszystkiego i dobrze o tym wiedział, ale widać nie umiał inaczej, a później tkwił z taką Sarą na cmentarzu. No i po co mu było to wszystko? Jeszcze gdyby później wiedział, że będzie miał z tego jakąś cholerną satysfakcje… Ale nie miał takiej gwarancji, a po niej można było się spodziewać wszystkiego. Nawet kiedy ściskał jej rękę musiała pokazać, że przecież tak łatwo się nie da. I nie ważne, że nie wyrwała swojego nadgarstka z uścisku, musiała go chociaż podeptać. Co przyjął tylko wywróceniem oczami.
- Wyrzucą cię drzwiami, a i tak wpierdolisz się oknem. Nie powinnaś być jakimś osłem czy innym mułem? - Wyciągnął stopę spod jej buta, aby stanąć inaczej. Nie zamierzał się z nią teraz deptać na zmianę, bo jeszcze odnalazłaby w tym zabawę i staliby tak bez końca. - Bliżej? Było powiedzieć, że chcesz. Da się zrobić - Przyciągnął ją do siebie, co nie było jakoś specjalnie trudne. - Teraz może i tak, ale bliżej nie jesteś i nie będziesz w niczym. Możesz sobie wmawiać, że jest inaczej. Proszę bardzo skoro lepiej ci się później od tego zrobi to nie będę w to wnikał co i komu opowiadasz, bo tak ci podpowiada twoja bujna fantazja. Weź już lepiej nic nie mów, bo zaczyna mi się robić niedobrze z każdym twoim wypowiedzianym słowem jeszcze bardziej - Wykrzywił się mocno, ale chyba jak Sara jest w pobliżu to zawsze ma taki wyraz twarzy, więc to już bez większego znaczenia. Bo nawet nie próbował ukryć tego jak bardzo go tym wszystkim już nudzi. Gadanie i gadanie.
- Pierdolenie z każdym słowem coraz większe. Tak, tak siadaj. Niech jakiś trup ugryzie cię w tyłek. Udowodnij, że to nie tylko puste słowa i masz się za chuj wie kogo i znasz chuj wie ile i jakich zaklęć. - Stał cały czas w tym samym miejscu tylko, że tym razem wycelował w nią różdżkę i czekał, aż w końcu podniesie swój tyłek i stanie naprzeciwko niego. W tym momencie jego przekaz był bardzo prosty. Prostszy już nie mógł być. Skoro jest taka pewna swoich umiejętności to niech to mu zademonstruje w pojedynku. Poza tym powinna być zadowolona z tego, że poćwiczy zaklęcia i władanie różdżką. A skoro według niej byli sobie równi to nie powinno być z tym większego problemu. Zacięty pojedynek zawsze mile widziany.
- Wiesz podobno każdy dostaje drugą szansę i może właśnie odkupuje swoje winy? Wiesz kolejny rok, pusta kartka i takie tam inne pierdoły. Nie moja wina, że niektórzy lubią pokładać nadzieję w beznadziejnych przypadkach. - Złośliwy uśmiech przebiegł mu po twarzy, nie przestawał jej obserwować jakby nagle zachciała rzucić w niego zaklęciem. Nigdy nie wiadomo czy aby nie zyskać przewagi nie zacznie w dowolnej chwili. Lepiej być na wszystko przygotowanym. O ile w ogóle będzie chciała się pojedynkować. Bo zawsze istniała również opcja, że jednak odwróci się na pięcie i jednak zawiśnie na bramie cmentarza.
- O tak rzucaj swoimi groźbami na prawo i lewo. Tak bardzo się boję - powiedział, przeciągając ostatnie słowa, żeby pokazać jak bardzo podziałała na niego jej groźba, która była więcej niż śmieszna. Czy ona nie mogła po prostu pojąć, że samymi słowami nic nie zdziała? Że jednak potrzeba czegoś więcej, aby był w stanie się przejąć jej osobą. - Tak kurwa, bo nie miałem lepszych zajęć. Nie moja wina, że tak łatwo dajesz się złapać na łamaniu regulaminu. To żałosne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Hrabstwo Wiltshire, UK
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 119
  Liczba postów : 511
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8520-sarah-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8531-sara-sullivian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8542-sowka-sary
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8523-sara-sullivian




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Wrz 07 2014, 23:34

Madness jeszcze się nie nauczyłeś, że na mnie takie sztuczki nie działają?
Na jego wszelkie słowa jak i obelgi, wargi Sary wygięły się w lekkim uśmiechu, który miał w sobie za dużo złośliwości. Lubiła doprowadzać Toinen ’a do ostateczności i niemalże białej gorączki. Lubiła także ten moment, gdy tracił nad sobą panowanie oraz tą jego prowokację, by wyciągnąć różdżki przeciw sobie i stoczyć chociażby jeden pojedynek. Nie musiał o tym wiedzieć, ale dzięki temu to puchońskie biedactwo miało możliwość systematycznego wyzwalania swych negatywnych emocji i w pewien sposób się rozładowywała - jednocześnie nie trzymając w sobie tego wszystkiego. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej czując się niczym wariatka, gdy obracając sugestywnie w swych palcach różdżkę, rzuciła mu jedno ostrzegające i niemalże chmurne spojrzenie by nie przeginał i najlepiej powściągnął swój ostry język w jej towarzystwie.
W końcu takie to maleństwo nieobliczalne bywa, no.
Starając się rozluźnić i wypuszczając przy okazji ociężale powietrze ze swych warg, wbiła w niego nieprzeniknione spojrzenie swych ciemnych tęczówek i robiąc mu na złość, wyciągnęła nogi przed siebie tym samym ukazując, że coś nie za bardzo jej się śpieszy do walki.
A to było zgrywanie jedynie pozorów. Bądź odciągnięcie tej słodkiej chwili w czasie – ale i tak w końcu zetrze z jego gęby ten głupi uśmieszek.
- Ależ ja wiem, że jesteś beznadziejnym przypadkiem. - wcięła mu się w połowie zdania z niezwykle uroczym uśmiechem i otwierając szerzej swoje oczy, pochyliła się naraz do przodu jakby delektując się samym tym wyznaniem i złośliwie zagwizdała pod nosem. Jasne, że specjalnie zmieniła cały kontekst jego wypowiedzi na swoją niewinną puchońską korzyść. Ale czemuż by miała tego nie robić, skoro wiedziała, że tym sposobem najłatwiej go rozzłości?
- I radziłabym ci grzecznie opuścić różdżkę i nie celować nią we mnie. - stwierdziła z nieznacznym rozbawieniem gdy bez żadnego strachu, podniosła się nagle z cholernie zimnego nagrobka i spoglądając mu niemalże wyzywająco w oczy, ruszyła powolnym krokiem w jego stronę. Wystarczyły zaledwie cztery by móc już poczuć jak koniec jego różdżki wbija się dość nieprzyjemnie w jej ciało a sama zainteresowana naraz zmrużyła swoje oczy i prychnęła cicho.
- Madness, Madness. - zakpiła z ledwie wyczuwalną ironią w swoim głosie gdy przesunęła się jeszcze o krok bliżej i przekrzywiając lekko głowę do boku, musnęła kciukiem swoją różdżkę. Jednocześnie się zastanawiała czy rzeczywiście wszcząć z nim jakikolwiek pojedynek. Nie miała przy sobie żadnego eliksiru a jakoś nie śpieszno jej było, by transmutować jakiś kamień w kociołek i hasać sobie w taką czarną noc jak ta, w jakieś niebywale dzikie gąszcze w poszukiwaniu odpowiednich składników chociażby do regenerującego eliksiru.
Głupia. W jego towarzystwie powinnam być uzbrojona co najmniej w Veritaserum i dla swojego własnego bezpieczeństwa - w Wywar Żywej Śmierci. Jedna kropla utajonej trucizny w jego kielichu i miałabym spokój przynajmniej na czterdzieści osiem godzin, gdy ten udając tymczasowo trupa, by smacznie spał w jakimiś najbardziej ponurym i zakurzonym kącie Hogwartu. - taka właśnie rozkoszna i dość frywolna myśl zagościła w jej jasnej łepetynie gdy zmierzyła go dość podejrzliwym spojrzeniem. Skrzywiła się nieznacznie na samą jego bliskość jaką im zafundowała, przyłażąc do niego jak święta dziewica i mimowolnie się wzdrygnęła by po chwili zrobić coś szalenie głupiego i tym samym metaforycznie zdmuchując ze swej świecy życia, płomień. Nie oszukujmy się. Młoda Sullivian była zbyt drobną istotą by rzucić się na praktycznie dorosłego w ich prawie, czarodzieja. Gdyby usiłowała z okrzykiem bojowym na swych ustach, przetrącić mu szczękę - to miała dziwne przerzucie, że sama by się znalazła w dość opłakanej sytuacji życiowej. Po drugie, każdy facet pod względem fizycznym jest silniejszy, ale Sara oczywiście jako życiowy buntownik numer jeden w Hogwarcie - zrobiła coś, czego zapewne by się po niej ten ślizgon nie spodziewał. Mianowicie trzymając swoją różdżkę w jednej ręce a drugą mając tak totalnie swobodną i nie zajętą.. postąpiła zdecydowanie jeszcze krok do przodu i bez pardonu z całej swojej siły pchnęła Toinen ‘a na cmentarzową bramę. Na tym to się jednak nie skończyło bo dziwnym trafem, całym swym ciałem zastąpiła mu ewentualną drogę ucieczki a jej cisowa różdżka znalazła się pod jego brodą. Jasne, że mogła rzucić na niego bez ostrzeżenia pierwsze lepsze zaklęcie i to nieważne czy werbalnie czy też nie. Mogła odwrócić jego uwagę, powodując przy tym niemałe zamieszanie - wyrzucając przykładowo jakiś pomnik w powietrze, podpalając najbliższy krzew bądź nawet wypuścić najzwyczajniejsze fajerwerki wprost w nocne niebo. Jednakże ona wolała zadziałać iście po mugolsku. Czyli najzwyczajniej w świecie zaskoczyć i co się z tym wiąże - być górą.
- Toinen, czy naprawdę to właśnie ja mam cię uczyć kultury? Po pierwsze, nie przyciąga się na chama, żadnej ale to absolutnie żadnej kobiety w tak obcesowy sposób jak ty to czynisz. Po drugie, pohamuj swój słowotok bo jeszcze trochę a i mnie przebijesz. Po trzecie, nie próbuj mną manipulować za pomocą swoich gładkich słówek. Nie jestem pieprzoną ślizgonką, która z zachwytem się będzie na ciebie patrzyła jak na jakiś cholerny, ósmy cud świata. Wyobraź sobie, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego aniżeli to konieczne, a sama twoja obecność przyprawia mnie o niezły ból głowy. Wciągasz mnie notorycznie w jakieś idiotyczne gierki! - warknęła z narastającą złością i zaciskając gniewnie swoje szczęki - nachyliła się ku niemu z wymalowanym niezadowoleniem, rozdrażnieniem i wszelkimi innymi negatywnymi i jakże gorącymi uczuciami nienawiści do niego.
- Ach. I nienawidzę cię. - stwierdziła marszcząc lekko nos i trzymając go dosłownie na muszce czy też lepiej wypada powiedzieć, różdżce, Sarę przeszedł nagły dreszcz najczystszego strachu. Przecież nie będzie go w nieskończoność trzymać przed sobą na wyciągnięcie różdżki.. jednakże chyba nie zareaguje aż tak gwałtownie, prawda?
Wyciągnięta ręka w jego kierunku niedostrzegalnie jej zadrżała, a oddech przyśpieszył jakby tylko czekając na odparcie jego ataku. Bo takowy na pewno nastąpi.
W końcu to Toinen. Madness Toinen – tak dla sprecyzowania.
Chociaż kto to wie.. Ona jest nieobliczalną istotą, a ten tym bardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 22 2016, 13:34

Kolejna bezsenna noc... Jak długo można tak pociągnąć? Jak widać długo, spory udział w normalnym funkcjonowaniu ma też kofeina zawarta w kawie wypijanej przez Roya litrami.
Odziany w wygodne sportowe buty, jeansy, biały t-shirt, oraz skórzaną kurtkę szedł wolnym krokiem w kierunku cmentarza. Cmentarza, na którym została pochowana najważniejsza osoba w jego życiu.
Jak można się domyślić dzisiaj raczej nie tryskał radością, wręcz przeciwnie - miał naprawdę bardzo podły nastrój. Wszystko szło nie po jego myśli, nie miał nikogo z kim mógłby porozmawiać, więc tak jak zwykle to robił postanowił odwiedzić grób swojej matki. W lewej dłoni trzymał bukiet kwiatów, w drugiej papierosa, którego raz po raz unosił do ust, by wpuścić do swoich płuc kolejną dawkę nikotyny. Pieprzony nałóg.
Wszedł na cmentarz wzdychając cicho... Nienawidził tego miejsca, panującej tutaj ciszy, nawet powietrze tutaj wydawało się być jakieś inne. Hmm... Ale tak zwykle bywa na cmentarzach, nie?
Drogę do grobu swojej rodzicielki znał na pamięć, w końcu bywał tutaj tak często... Tak czy siak dotarł do niego po kilku minutach i przyklęknął, by przetrzeć zimną kamienną płytę kawałkiem materiału, który wydobył z kieszeni. Położył na nim kwiaty i podniósł się wbijając spojrzenie w miejsce, gdzie pochowana została Rosemarie Harper.
- Tyle lat minęło.. - mruknął sam do siebie pod nosem, a jego dłoń odruchowo powędrowała do medalionu zawieszonego na szyi. Zdjął go i otworzył przyglądając się ukrytemu w nim zdjęciu. Jak zawsze kobieta z fotografii uśmiechała się do niego wesoło, ale jemu nie było do śmiechu.
I stał tak sobie pogrążony we wspomnieniach, a jedyną rzeczą trzymającą go jeszcze przy rzeczywistości był papieros, który raz po raz wędrował do jego ust.
Gdyby tylko wraz z dymem można było wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 22 2016, 14:02

Mała Lilith ruszyła w stronę cmentarza dosyć wcześnie, jednak wcale nie umiała się zmusić, żeby tutaj przyjść. Nie była na pogrzebie rodziców – nie została o tym poinformowana. Przez bardzo długi czas szukała informacji o tym, gdzie znajdują się ich ciała. Chciała ich zobaczyć, chciała się z nimi spotkać, porozmawiać, powiedzieć, że u niej wszystko w porządku, że tęskni, że kocha. Nie chciano jej dać tej szansy. Musiała się nieźle namęczyć, by dowiedzieć się czegokolwiek. Kiedy w końcu poznała wszystkie szczegóły… ogarnął ją strach, którego nie była w stanie opisać. Chciała tu przyjść, a jednocześnie odwlekała ten moment tak długo jak się tylko da. Nie widząc grobu z wygrawerowanym imieniem, wciąż miała nadzieję, że to głupi żart. Chociaż było to kilka miesięcy temu, to wciąż wierzyła, że dostanie list od matki, że wszystko jest w porządku.
Ta dziecinna naiwność nie pozwalała jej działać. W końcu postanowiła zerwać z przeszłością. Podziękować jej za trwanie, ale również przeprosić ją i ruszyć dalej. Jednak żeby to uczynić, musiała się z nimi spotkać. Długo to trwało, ale wydaje mi się, że w końcu zrozumiała jak ważne to dla niej jest.
Panna Nox szła przed siebie w wielkim zamyśleniu, na sobie miała zwykłą czarną sukienkę, a na nią narzuconą skórzaną kurtkę. Do piersi przyciskała bardzo mocno bukiet białych lilii, które bardzo mocno kontrastowały z jej ubiorem. Można powiedzieć, że ten kontrast prezentował stan jej serca. Rozpacz i nadzieja na to, że będzie lepiej.
W trakcie tego krótkiego spaceru, przyglądała się każdemu grobowi z wielką dokładnością. Czytała nazwiska i daty, które zostały na nich wygrawerowane. Nie do końca wiedziała, gdzie znajduje się grób jej rodziców, ale postanowiła przeczesać cały cmentarz do momentu, w którym go znajdzie. Jej poszukiwania zostały przerwane przez głos, który wyrwał ją całkowicie z myśli. Gryffonka przyglądała się bardzo uważnie chłopakowi, którego kojarzyła skądś, ale skąd? Najprawdopodobniej z Hogwartu, jeżeli dobrze pamiętała, to był również Gryffonem, jednak nie miała takiej pewności.
Przez dłuższą chwilę stała w oddali, wpatrując się w chłopaka w całkowitej ciszy. Nie robiła nic innego tylko spoglądała na niego, a w jej sercu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Zawsze była bardzo empatyczna i widząc u kogoś smutek reagowała prawie natychmiast. Jej instynkt podpowiadał jej, że ktoś cierpi i pragnęła za wszelką cenę uratować tą osobę przed smutkiem. Nawet teraz, zapomniała o powodzie, dla którego tutaj przyszła. Martwi nie uciekną, gdy żywi potrzebują wsparcia. Nieświadomie podeszła do chłopaka i najzwyczajniej w świecie stanęła obok niego wlepiając swoje szare oczka w napis na grobie przy którym stał. Zacisnęła dłonie na bukiecie przytulając go do siebie jeszcze bardziej. Co ona ma powiedzieć? Wszystko to zrobiła bardzo instynktownie, nawet nie pomyślała, jak powinna się zachować.
- Ktoś bliski? – wyrzuciła w końcu z siebie i zwróciła swoje oczy ponownie na chłopaka. Przy okazji posłała mu delikatny uśmiech jakby chcąc dać mu jakiekolwiek… może nie wsparcie. Wyglądało to tak, jakby chciała mu oddać część swojej radości, która malowała się na jej twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 22 2016, 14:22

Czy ja wiem, czy taka mała? No dobra, w sumie patrząc na różnicę w ich wzroście można ją tak nazwać... Z resztą nie ważne. Skupmy się na poważniejszych kwestiach.
Pewnie, że przyjście tutaj nie było dla niej proste, dla kogo by było? Gdy traci się ukochane osoby ciężko pogodzić się z ich śmiercią, a widok grobu z wygrawerowanym imieniem w pewnym sensie uświadamia, że oni już nie wrócą, nie ma ich, nigdy więcej nie będzie możliwości rozmowy, czy chociaż zobaczenia ich. Tak jak mówiłem - na pewno nie jest to łatwe.
Zerwanie z przeszłością... Hmm, Roy do tej pory nie potrafił tego zrobić, choć minęło tak wiele lat... On dalej tonął we wspomnieniach, każdej nocy, wszystko przypominało mu o minionym czasie, o ojcu tyranie, poza tym... Blizny, które pozostały na jego ciele nie pozwalały mu zapomnieć, za każdym razem, gdy widział się w lustrze wracał wspomnieniami do tamtych chwil, gdy strach, oraz samotność byli jego najlepszymi przyjaciółmi.
Oczywiście usłyszał, że ktoś się zbliża - już dawno nauczył się rejestrować takie rzeczy, po tych wszystkich przeżyciach zachowała się w nim pewna czujność na sygnały napływające z otoczenia... Czy było to dobre? Czasem na pewno, w końcu żyjemy w niebezpiecznych czasach, ale czasami było to wręcz chorobliwe, nie na miejscu, gdy rozglądał się tak szukając wzrokiem potencjalnego zagrożenia tam, gdzie go nie było.
Tak czy inaczej... W tej chwili kompletnie nie obchodziło go to, kto przyszedł na cmentarz. I prawdopodobnie nawet nie zaszczycił by dziewczyny spojrzeniem, gdyby nie podeszła do niego bliżej. Po raz kolejny uniósł papierosa do ust, by uraczyć swoje płuca kolejną dawką nikotyny i leniwie przeniósł na nią wzrok.
Była... Młoda. To była rzecz, którą zarejestrował jako pierwszą. Następnie przeniósł wzrok na Lilię i spojrzał jej w oczy.
- To... Tak. Ktoś bliski. Bardzo bliski. - odparł cicho ponownie wbijając spojrzenie w grób. Zamknął medalion i zacisnął na nim mocno palce.
Kątem oka dostrzegł również delikatny uśmiech, który wymalował się na jej ustach. Nie odwzajemnił go, ale w głębi duszy był jej w sumie... Wdzięczny.
Za to, że tak po prostu tutaj przyszła i zainteresowała się nim, niestety nie potrafił tego okazać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 22 2016, 14:38

Jego słowa wyryły się w jej głowie, a ona wróciła wzrokiem do wygrawerowanego imienia. W milczeniu rozmyślała o tym kim ta kobieta mogła dla niego być. Matką, siostrą, kochanką? Było wiele możliwości, jednak nie było to coś o co powinna pytać. To nie jej sprawa. Sam fakt, że odpowiedział jej na pytanie był dosyć przełomowy.
- Rozumiem – wydukała i spojrzała na swój bukiet, po czym bez zastanowienie wyjęła z niego jeden kwiat. Uklękła przed grobem i złożyła pojedynczą lilię na zimnym kamieniu. Dlaczego to zrobiła? Nie miała zielonego pojęcia. Po prostu poczuła taką potrzebę, by wesprzeć nie tylko jego, ale i kobietę, która już nie jest w stanie zrobić cokolwiek na tym świecie. Kiedy dziewczyna się podniosła i otrzepała brud z kolan ponownie zwróciła się do chłopaka. Uśmiech nawet na chwilę nie schodził z jej twarzy.
Wszystko to, co robiła, nie wymagało czyjejś wdzięczności, wychwalania jej pod niebiosa. Nie potrzebowała słów, prezentów czy nawet gestów. Robiła to, bo uważała to za słuszne i potrzebne. Chciała komuś pomóc, pokazać temu komuś, że życie nie jest wcale takie złe jak mogłoby się wydawać. Że wszystko co się dzieje na pewno ma jakieś wytłumaczenie, a naszym zadaniem jest tylko akceptacja właśnie tych celów.
Tak bardzo pragnę odwrócić czas – pomyślała zamykając oczy – wrócić do dni, kiedy kłóciłam się z ojcem, kiedy mama śpiewała mi kołysankę do ucha – czuła jak całe jej ciało drży. Nawet jeżeli nie znalazła jeszcze miejsca ich spoczynku, to już powoli zaczynało to na nią oddziaływać.
Co ona robi? Dlaczego to robi? Powinnaś się zająć sobą Nox, a nie pomagać obcym ludziom na cmentarzu. Dobrze o tym wiesz, a jednak wciąż pragniesz to zrobić.
- Wspomnienia – było to pierwsze słowo, które mimo iż wypowiedziała głośno, nie było kierowane do chłopaka. Może nawet nie kierowała ich do samej siebie – to bardzo przydatna rzecz – zaśmiała się pod nosem i w końcu znowu spojrzała na grób kobiety. Rosemarie Harper, to nazwisko, miała z nim sporo wspomnień, bardzo dobrych, smutnych, nawet trochę strasznych. Bała się go, kochała go i czuła się przy nim szczęśliwa. Jednak teraz nie powinna o tym myśleć. Miała ruszyć dalej, bez względu na to jak będzie to trudne – bez względu na to, czy ktoś odejdzie… nigdy nie zostaniemy sami – uśmiech pogłębił się delikatnie, a dziewczyna w końcu zwróciła uwagę na gryffona – jeżeli mamy w pamięci czyjś uśmiech, to ta osoba zawsze będzie z nami, nie sądzisz? Tak jakby chciała nas wspierać, bez względu na wszystko. Nawet, kiedy nie jest już w stanie, to wciąż jest blisko – musiała wierzyć w swoje własne słowa. Mówiła to z wielkim przekonaniem. Czy miała rację, nie wiem, jednak wydaje mi się, że taki stan rzeczy pozwalał jej normalnie funkcjonować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 22 2016, 14:54

Faktycznie, raczej ciężko było odgadnąć kim mogła dla niego być, ponieważ odeszła w dość młodym wieku, a on zdecydowanie nie wyglądał na 20 lat, chociaż tyle faktycznie miał. Ludzie zawsze dawali mu więcej, conajmniej 24, 25.
Poza tym nie znali swoich imion, nazwisk... Więc tak jak zauważyłaś - Lilith mogła mieć problem ze zrozumieniem kim była Rosemarie... No cóż, zawsze można zapytać. Chociaż nie jestem pewien, czy by na to odpowiedział.
Stał w milczeniu obok dziewczyny nie odrywając wzroku od wyrytych na grobie liter. Studiował je tysiące razy, każdy zawijas, każdą literkę, cyferkę... Sam nie wiem czemu to robił. Przyzwyczajenie.
Nie masz nawet pojęcia jak wielkie było jego zdziwienie, gdy Lilith przyklęknęła przy grobie jego matki i złożyła na nim jedną lilię. Spojrzał na nią i podrapał się nieco zakłopotany po głowie.
- Dziękuję.. - wyszeptał cicho i uwierz, że było to naprawdę dla niego coś nowego. Wyrażanie emocji, uczuć... Cóż, śmiało można było go nazwać emocjonalną kaleką.
Nie miał pojęcia dlaczego to zrobiła, ale jak już mówiłem wcześniej - był jej naprawdę wdzięczny. Z drugiej strony nie rozumiał dlaczego tutaj jest, dlaczego w pewnym sensie pomaga kompletnie obcemu chłopakowi i prawdopodobnie nigdy tego nie zrozumie. Na swojej życiowej drodze nie spotkał osoby zachowującej się w taki bezinteresowny sposób. No dobra, była taka jedna, ale... Ale to już zamknięty temat i nie chciał do niego wracać. Nie tutaj. Nie dzisiaj.
Odwrócić czas, huh? Kto by tego nie chciał... Można byłoby naprawić tyle błędów, zapobiec wielu przykrym zdarzeniom, odwrócić się i pójść w inną stronę... Niestety było to niemożliwe, przynajmniej na razie i mimo, że żyli w świecie, gdzie rzucanie zaklęć było czymś normalnym, to dalej podróże w czasie wydawały się czymś bardzo odległym, niemożliwym.
Nox ponownie się odezwała, a on po prostu słuchał nie odwracając się w jej kierunku. Dał jej dokończyć i przeanalizował kilka razy to co powiedziała..
Milczał przez dłuższy czas, aż w końcu rzucił:
- A co, jeśli mamy w pamięci taką osobę z połamanymi rękoma, siniakami i łzami w oczach? Jeśli nie daje nam spokoju to, że mogliśmy zapobiec jej śmierci, ale tego nie zrobiliśmy? Co, jeśli człowiek, który odebrał jej życie siedzi sobie w wygodnej celi? - powiedział nie unosząc się nawet przez chwilę, wszystko to mówił tak... W taki sposób, jakby rozmawiali o pogodzie, co było chyba trochę przerażające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 22 2016, 15:10

Była zaskoczona. Nie wiedziała czy to co mówi jest prawdą. Ale prawdopodobność tego, że po prostu przytoczył swoje doświadczenia życiowe były bardzo wysokie. Tak po prostu się otworzył? Na jej słowa? Wpatrywała się w niego przez dłuższy czas w ciszy myśląc nad odpowiedzią. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Wątpię, żeby ta kobieta chciała być tak zapamiętana, a ona sama nigdy nie miała kontaktu z takimi nieprzyjemnymi wydarzeniami. Dziewczyna zwróciła swoje oczy ku niebu dumając nad tym co chłopak właśnie powiedział.
- Zawsze pamiętaj mój uśmiech – powiedziała wciąż zastanawiając się nad tym co ma powiedzieć – jeżeli jest Ci bliska, to na pewno masz w głowie, gdzieś ukryty jej uśmiech – wzięła głęboki oddech. Miejmy nadzieję, że mężczyzna jej za to nie skatuje. Tak jak mówił. On wygląda tak jakby miał 24-25 lat, ona ma podobnie, bo ludzie mylą ją z 14 latką zazwyczaj. Jednak odwaga z jaką podeszła do niego i słowa jakie wypowiadała mogły świadczyć o tym, że jest starsza, może nawet starsza niż w rzeczywistości? – gdybym to była ja – nie może powiedzieć, że wie czego chce kobieta, której nie zna i której nigdy na oczy nie widziała – chciałabym, żebyś pamiętał mnie z uśmiechem na twarzy – była świadoma tego, że czasami jest to niemożliwe. Jak można pamiętać kogoś z uśmiechem, gdy widziała się go w takim… stanie. To było bardzo trudne, a ona nie miała najmniejszego prawa się wypowiadać, a jednak nie była w stanie się powstrzymać. Słowa same z niej wypływały – wspomnienia… czasami po prostu chcemy coś zapamiętać bardziej. Nieprzyjemne wspomnienia są silniejsze i… bardziej atakują nasz umysł – wzięła głęboki oddech. Denerwowała się. Jednak skoro już zaczęła mówić, powinna skończyć – ale tak naprawdę to od nas zależy… co chcemy pamiętać. Czyjeś cierpienie, czyjś uśmiech. Każde z tych wspomnień tworzy tą osobę. Nie można zapomnieć o jednej czy drugiej rzeczy. Nie możemy idealizować tej osoby, ale nie możemy też zabierać jej pozytywnych wspomnień… – zamknęła oczy. Jest źle. Wyobraziła sobie jakby sama była w takiej sytuacji. Jej twarz wciąż skierowana była ku niebu, a ona sama powstrzymała łzy, które chciały wylecieć – mamo…z połamanymi rękoma, siniakami i łzami w oczach… musiała cierpieć, co? – wyszeptała bardziej do siebie i zacisnęła swoją dłoń na końcówce sukienki – Ale… – opuściła wzrok i wypuściła nerwowo powietrze. Zaśmiała się pod nosem i dopiero kiedy uznała, że opanowała wszelkie uczucia podniosła w jego stronę twarz.
- Przepraszam, nie jestem osobą, która ma prawo mówić coś takiego. Po prostu… przepraszam – w oczach miała zalążek łez, a jednak uśmiech nie zmalał nawet na chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 22 2016, 23:04

No cóż, nie miał powodów, by ją okłamywać. Sam nie wiedział dlaczego właściwie jej to powiedział, skoro z nikim nie chciał o tym rozmawiać, ale... No, stało się. Podzielił się z nią małą częścią swoich wspomnień. Czuł, że może to zrobić, sam nie wiem, może to ten cmentarny klimat, czy coś... A może po prostu podświadomie czuł, że jest osobą godną zaufania? Podobno takie rzeczy się czuje. Podświadomie.
No i pewnie masz rację - Rose na pewno nie chciałaby zostać zapamiętana przez syna w ten sposób, nie chciałaby, by nawiedzały go co noc te cholerne koszmary, ale nie mógł nic na to poradzić. Mimo, iż dawno powinien zamknąć ten temat... To nie było łatwe. W tej chwili wydawało mu się to wręcz awykonalne, a jego stan psychiczny znacznie się pogorszył odkąd stracił kolejną ukochaną osobę, to jednak nie jest temat na teraz.
Warto zauważyć, że z zewnątrz wyglądał na człowieka twardego jak skała, jego zimne spojrzenie, oraz obojętny wyraz twarzy wskazywał na to, że nic go nie rusza - w środku właściwie był podobny, ale... Bywały takie dni. Momenty, w których i on się załamywał. Zwykle radził sobie z 'drobną' pomocą alkoholu, ale nie dzisiaj. Nigdy nie przyszedłby tutaj pijany. To... Wydawało mu się, że w ten sposób obraziłby spoczywającą w tym grobie damę.
- Twój? Prawdopodobnie zapamiętam. - odparł dość chłodnym tonem, chociaż wcale nie chciał, by to tak zabrzmiało. Kwestia przyzwyczajenia.
Tak czy inaczej... Chyba miała rację. Pamiętał wesołą matkę, ale była to naprawdę rzadkość - ujrzeć jej kąciki ust uniesione. Dlatego miał coś, co mu o tym przypominało.. Zdjęcie.
Ukryte w medalionie zdjęcie, w medalionie, który mężczyzna po chwili ciszy zwyczajnie wsunął jej w dłoń zaraz po tym wszystkim, co powiedziała.
Czekał, aż go otworzy i ujrzy zawarte w nim zdjęcie, aż kobieta uwieczniona na fotografii uśmiechnie się do Lilith zupełnie w ten sam sposób, w który uśmiechała się, gdy on na nie patrzył.
- Nie przejmuj się. Nic się nie stało. Cierpiała. Bardzo. Codziennie. Moja... Moja mama była najsilniejszą osobą jaką znałem. - powiedział cicho i zaciągnął się ostatni raz, by podejść do stojącego nieopodal śmietnika i wyrzucić tam peta. Ponownie wrócił do swojej rozmówczyni.
- Nie potrafię odrzucić od siebie wspomnień, choćbym chciał. To... One są ze mną od zawsze. Każdej nocy widzę jej twarz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Pon Maj 23 2016, 09:40

Podświadomie ludzie są w stanie wyczuwać bardzo wiele rzeczy. Niektórzy nazywają to przeczuciem, dla Lilith to był instynkt, któremu wierzyła ponad życie. Nawet teraz. Widząc tego mężczyznę, z tym chłodnym spojrzeniem, niewzruszonego całą ta sytuacją, tak silnego i wytrzymałego… nie była w stanie odrzucić myśli jak może cierpieć tam w środku. To, że ktoś potrafi unieść sto kilko ciężaru, nie oznacza, że będzie w stanie unieść ran psychicznych. A ona wyczuwała to. Wyczuwała głęboko w sobie kiedy ktoś cierpiał, kiedy komuś było smutno. Czuła jak żołądek się jej zaciska, a serce przyspiesza. To była dla niej bardzo nerwowa sytuacja, a jednak wciąż podchodziła do takich ludzi i chciała dać im odrobinę radości. Część swojego uśmiechu. Wciąż nie znalazła powodu, dla którego zachowuje się właśnie w ten sposób.
Słysząc jego słowa, podniosła na niego oczy zaskoczona. Na jej policzkach  pojawił się delikatny rumieniec. Nie chodziło jej o to, tylko… chciała dać jakąś przenośnie, która pozwoliłaby jej to wytłumaczyć. Zakłopotana wlepiła swoje oczy w grób i wydukała pod nosem niewyraźne: „Dziękuję”.
W tym momencie do jej ręki trafił medalion. Bez zastanowienia, jednak nie zachłannie, otworzyła go i widząc oblicze kobiety w środku, mimowolnie jej twarz rozjaśniała. Kciukiem przejechała po brzegu medalionu nie mogąc oderwać od niej swojego spojrzenia.
Jego mama… więc i on stracił rodzicielkę, jednak… po tym co powiedział, jego ciężar był trochę większy do uniesienia. Sam fakt, że mówi jej to wszystko… Może chociaż trochę uda jej się odciążyć serce nieznajomego… więc ma na nazwisko Harper… prawdopodobnie. Kiedy zostawił ją na kilka chwil zamyśliła się.
- Jest piękna – powiedziała kiedy ledwo wrócił ocierając zalążki łez, które wcześniej się wytworzyły.
Słysząc jego kolejne słowa uśmiechnęła się delikatnie i wystawiła uśmiech kobiety w jego stronę.
- W takim razie ich nie odrzucaj – jej twarz również jaśniała uśmiechem – im bardziej walczysz, tym one stają się silniejsze – dziewczyna złapała gryffona za dłoń i włożyła w nią medalion zamykając ją szczelnie. Kwiaty cały czas przyciskała do piersi w taki sposób, by móc mieć wolne ręce. Nie puściła jego dłoni, swoimi drobnymi rączkami trzymała je tak długo, jak jej na to pozwolił.
- Ten obraz jest dla ciebie bardzo ważny, prawda? – zapytała, mimo iż nie potrzebowała odpowiedzi na to pytanie – Skoro jest dla ciebie ważny to powinien pokonać złe wspomnienia… ten uśmiech… wydaje mi się, że jeżeli skupisz się właśnie na nim to uda mu się pokonać każdą przeszkodę! – naiwny tok myślenia. Jak dziecko, które chce wierzyć w niemożliwe. Do tego ten uśmiech, który nie chciał zniknąć z jej twarzy, nie ważne co się działo, pragnęła się uśmiechać – teraz już nie tylko dla siebie, ale również dla niego.
- Wystarczy, że będziesz czuł jej obecność właśnie w tym zdjęciu… ja… – zadrżała  - mi nie zostało po rodzicach nic. – wydukała szczerze, a kiedy to mówiła, tylko na ułamek sekundy jej wyraz twarzy się zmienił – Mam tylko wspomnienia i bez względu na to jak nienawidziłam ojca, staram się go zapamiętać w tych pozytywnych barwach… to trudne… bez względu jak się staram, gdy o nim myślę widzę tylko złe wspomnienia – zaśmiała się pod nosem widocznie zakłopotana tą sytuacją – a to dlatego, że przez całe życie tak bardzo pielęgnowałam to złe uczucie, te złe wspomnienia. Były ważne, ważniejsze od pozytywnych. Uczucie niechęci do niego pokonało wszystko, co było w nim dobre… – jej ton głosu był niższy. Widać było, że siedziało w niej to bardzo mocno – szkoda tylko, że zrozumiałam to dopiero tak późno – zawsze powtarzała jak go nienawidzi. Pozwoliła tym uczuciom zaistnieć i przejąć kontrolę nad jej jestestwem. Mimo iż był samolubnym, egoistycznym dupkiem, to jednak zależało mu na niej. Na swój własny pokręcony sposób chciał się troszczyć o swoją jedyną córeczkę. Ona tego nie widziała, nie chciała tego widzieć. Szukała w nim wad, by tylko potwierdzić swoje odczucia co do niego.
- Wydaje mi się – ton głosu  wyraz twarzy wrócił do poprzedniego stanu – że to my pozwalamy cierpieniu, nienawiści i smutkowi wejść do naszego serca. On nie robi to sam, pyta nas o pozwolenie, a my zgadzamy się beż żadnego oporu… to nie jest proste, wiem o tym. Mimo iż moja sytuacja nie jest, aż taka skomplikowana, to jednak staram się przestać widzieć jego wady. Szukam wspomnień, które już prawie nie istnieją, by tylko pokazać, że mogłam się mylić i może nie był w rzeczywistości taki zły - wyglądała jak czternastoletnie dziecko. A jej słowa miały w sobie dużo mądrości, przynajmniej tak mi się wydaje. Że jak na swój wiek, to były dojrzałe słowa, co najlepsze ona sama nie zdawała sobie z tego sprawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 29 2016, 16:07

Nie wiem, nie znam się. Roy na pewno nie potrafił wyczuwać smutku innych ludzi i na pewno nie posiadał czegoś, co nazywano 'empatią'. Właściwie obcy byli mu kompletnie obojętni, nie interesowali go. Nienawidził ludzi. Nie lubił przebywać w ich towarzystwie. Był samotnikiem. Jego spojrzenie zawsze było takie samo - zimne, często odstraszało ludzi, podobnie jak sama jego postawa. Mogłoby się wydawać, że jego poziom odczuwania czegokolwiek, jest zbliżony do poziomu kamienia, ale no... Nie była to do końca prawda. Każdy się czasem załamuje, nie ważne jak wiele potrafi znieść - przychodzi moment, gdy po prostu nie da się odrzucić bólu, nie da się go zignorować - nawet, jeśli ma się w tym naprawdę spore doświadczenie.
Mimo wszystko, nie twierdzę, że takie osoby jak Lilith nie są potrzebne - wręcz przeciwnie. Dobrze wiedzieć, że istnieją jednostki, które zwyczajnie chcą pomagać - tak po prostu, bezinteresownie, nie dla siebie, ale dla kogoś. Postacie, dzięki którym świat wydaje się lepszy.
Zignorował pojedyncze słowo, które wydobyło się z jej ust. Nie było za co dziękować, taka była prawda - na pewno zapamięta tą chwilę, podobnie jak kolor jej oczu, jak jej uśmiech, drobne rzeczy, na które nie każdy zwraca uwagę, ale Roy przecież nie był 'każdym'. Gdyby tylko trochę lepiej go poznała, zdecydowanie sama by to zrozumiała. Daleko było mu do normalności. Oj daleko.
Nie patrzył na dziewczynę, ale na pewno jej nie olewał. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że patrzy w tej chwili na zdjęcie, które... Było od zawsze ukryte dla oczu wszystkich innych, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Chciał się z nią tym podzielić, choć nie do końca rozumiał dlaczego.
- To prawda. Była piękna. - odparł mimowolnie, chociaż tak naprawdę nie chciał się wcale odzywać. Te słowa same wypłynęły z niego ust. Odwrócił twarz w jej kierunku. Kąciki jego ust nieznacznie drgnęły, jakby chciał się uśmiechnąć, ale nie potrafił. Jeśli potrafisz sobie to wyobrazić.
- To trudne. Nie chcę pamiętać wielu rzeczy. Zapomnienie... W pewnym sensie byłoby dla mnie zbawieniem. Ale chyba... chyba go nie doświadczę. - mruknął patrząc jej w oczy. Westchnął cicho spojrzał przelotnie na grób, a następnie odwrócił się do niego plecami.
- Uwierz, widząc swojego ojca również mam w głowie tylko złe wspomnienia. Zdejmując koszulkę widzę za każdym razem ślady jego obecności w swoim życiu. Mój ojciec był mordercą. Jest nim. W końcu.. To on odebrał jej życie. - powiedział patrząc gdzieś w dal, daleko poza horyzont, jakby myślami był gdzieś... Gdzieś daleko.
- Chodźmy stąd. Przejdziesz się ze mną?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 29 2016, 16:32

Morderca. To słowo było tak ciężkie i pełne dziwnych emocji, że szkoda gadać. Trudno jej było na to w jakikolwiek sposób zareagować. Morderca. Kiedy wypowiedział to jedno słowo poczuła jak sztylety wbijają się w jej serce, a ona nie jest w stanie się przed nimi obronić. Morderca. To było straszne. Jego ojciec nie tylko skrzywdził jego matka, a swoją żonę, a jeszcze ją zabił. Czy ona byłaby w stanie wtedy odnaleźć pozytywne wspomnienia? Czy pochłonęłaby ją nienawiść i zapomniałaby o świecie i o tym kim jest? Seraphia… Dziewczyna na myśl o tej kobiecie przegryzła dolną wargę i zadrżała. To nie tak, że nie chciała jej pamiętać, wręcz przeciwnie dzięki niej miała świadomość, że powinna widzieć pozytywy w swoim życiu, a te złe emocje, które się w niej kotłują, powinny uciec daleko, odlecieć jak czarny motyl, tak by ona pozostała czysta.
Nie chciałaby się znaleźć w jego sytuacji. Nie mogłaby wtedy wyzbyć się złych uczuć, bałaby się samej siebie, bałaby się świata. A zaufanie? Byłoby dla niej jedną z najtrudniejszych rzeczy. Jak mogłaby zaufać komukolwiek, skoro jej własna rodzina okazała się być potworem? Oprócz tego w jej krwi również płynęłaby krew tego potwora, czy byłaby w stanie powiedzieć: „wybaczam”. To było trudne i nie chciała zaprzątać tym sobie głowy. Nie miało to najmniejszego sensu. Nie będzie w takiej sytuacji nigdy, jej rodzice już nie żyją. Zostali zamordowani, bądź jak to mówią ‘dorośli’, zginęli w tragicznym wypadku.
- Zapomnienie - zaśmiała się pod nosem rozmyślając nad tą kwestią. Nie chciałaby zapomnieć o przeszłości, bez względu na to jak byłaby zła. Dzięki temu wie już jakich błędów nie popełniać. Nauczyła się czegoś. A oprócz tego, czy zapomnienie nie wiązało się z pozbyciem się wspomnień matki? Byłby chłopak zdolny do tego poświęcenia?
Dziewczynę tak bardzo pochłonęły myśli, że nie zareagowała na pierwsze jego słowa, nawet nie zauważyła tej małej próby uśmiechu – a szkoda. Dopiero propozycja wybudziła ją ze snu, a ona spojrzała na niego zaskoczona.
- Ja… – zaczęła niepewnie nie odrywając od niego spojrzenia – muszę zanieść kwiaty na grób rodziców – jakby chcąc potwierdzić szczerość swoich słów, przytuliła mocniej do siebie bukiet. Cały czas trzymała go w dłoniach bardzo blisko siebie, jakby bała się, że upadną. Chciała się zgodzić, ale obiecała sobie, że załatwi to dzisiaj. Bez względu na wszystko.
- Ale… – zaczęła niespodziewanie i z… wyraźną nadzieją w oczach wlepiła w niego ponownie spojrzenie – może później? – wyszeptała z lekkim uśmiechem. Poszukiwania ich grobu pewnie zajmie jej z pół godziny o ile nie więcej, a nie chciała zmuszać do poszukiwań chłopaka, który widocznie chciał się stąd ulotnić jak najszybciej.
- Właśnie! – wystrzeliła nagle i zasłoniła usta, by powstrzymać się od krzyku, zaśmiała się zakłopotana – Rozmawiam z nim, a nawet się nie przedstawiłam… – no cóż, zdarza się, ale wydaje mi się, że jeżeli chcą spotkać się później to powinni chociaż znać swoje imiona – jestem Lilith… Lilith Nox.

/Jak chcesz możesz zakończyć w następnym poście za nas obu i ew. zacząć gdzieś :3/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 91
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11950-roy-harper
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11951-roy-harper#320888
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12869-arwyn#346420




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 29 2016, 17:08

E tam. Samo słowo, to... No cóż, tylko słowo. To, co się za nim kryje, człowiek, którego nazywamy w ten sposób.. Hmm... Nie wiem, wiem tylko, że jego ojciec na pewno właśnie nim był. Człowiekiem, przez którego zawalił mu się cały świat, kimś, kto postanowił odebrać mu wszystko, co było dla niego ważne. Szczerze? Gdyby go spotkał... Gdyby wyszedł z więzienia - przykładowo za dobre sprawowanie - nie jestem pewien, czy Harpera nie możnaby było określić takim samym słowem. Mordercą.
Pewnie, że to było straszne, zwłaszcza, że działo się, gdy Roy był ledwie dzieckiem, takie wydarzenia na zawsze pozostają w pamięci, zostawiają ślad, trwały ślad na psychice. Między innymi przez to jest taki, jaki jest.
Pozytywy? Ciężko je dostrzec, jeśli za każdym razem, gdy tylko wszystko wydaje się iść wreszcie w dobrym kierunku życie postanawia po raz kolejny kopnąć Cię w dupę. Chłopak przyjął już tyle takich butów, że chyba zaczął się przyzwyczajać. Tak, to była dla niego norma. Rutyna.
Zdziwił go jej śmiech, właściwie cały jej sposób bycia zdecydowanie go dziwił. Była... Inna, inna niż wszystkie znane mu osoby. Było w niej coś niezwykłego. Mimo młodego wieku, tak dojrzała, tak doskonale rozumiejąca sprawy, które powinny być dla niej odległe. Nie przeszkadzała mu (na pewno zauważalna) różnica wieku. Cieszył się mogąc być obok niej.
- Zapomnienie.. - powtórzył po niej cicho, ale nie zaśmiał się. Tutaj nigdy nie było mu do śmiechu. Nie, gdy wisiało nad nim to cholerne ciężkie powietrze, gdy wisiały nad nim wspomnienia, gdy był tak blisko tego pieprzonego grobu.
- A więc też masz tutaj kogoś... Jeśli chcesz mogę pójść z Tobą. Chyba, że to raczej... Osobiste. - powiedział, no i w sumie miał rację. Takie odwiedzanie krewnych to sprawa raczej intymna, nie? Nie każdy życzy sobie, by ktoś nad nim stał.
Kąciki jego ust ponownie drgnęły, a nawet uniosły się trochę, gdy dziewczyna tak wybuchła, a następnie się roześmiała.
- Roy. Roy Harper.
//Nie wiem, czy kończyć, czy nie. Jak chcesz : D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : V
Wiek : 17
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 229
  Liczba postów : 1077
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12138-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12140-lilith-nox
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12139-lilith-i-jej-bianeczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12141-lilith-nox




Gracz






PisanieTemat: Re: Cmentarz   Nie Maj 29 2016, 17:37

Kwestia przypadku ktoś powie? No cóż. Jay Harper, Roy Harper… kiedy powiedział swoje imię miała ochotę wystrzelić coś w stylu: „Jeszcze mi powiedz, że masz 20 lat i jesteś gryffonem!”. Ledwo się powstrzymała. Nie można porównywać do siebie ludzi, to jest dla nich obraza, ale nie była w stanie powstrzymać tych myśli, które przybiegały zanim dziewczyna zdążyła je odrzucić.
- Będzie mi miło, jeżeli mi potowarzyszysz – wydukała z lekkim uśmiechem i ruszyła przed siebie w całkowitej ciszy. Z wielką uwagą przyglądała się każdemu nagrobkowi lustrując wyryte na nich imiona i nazwiska, aż w końcu dotarła do tego właściwego, a jej reakcja mogła być dosyć niecodzienna.
Emily & Jonathan Nox zm. 5 marzec 2016r.
Złote litery wyryte na nagrobku, które ozdobione było kwiatami. Jej rodzice mieli dużo bliskich, widać było to po tym jak zadbany był grób mimo tego, że przyszła tutaj po raz pierwszy. Lilith wpatrywała się w ciszy w zimny kamień i chyba po raz pierwszy, w trakcie tego spotkania, z jej twarzy zniknął uśmiech. Ślepo wpatrywała się przed siebie, poczuła jak jej spojrzenie się rozmazuje, a ona sama trzęsie się pod wpływem tych wszystkich emocji. Dziewczyna opuściła głowę i zaśmiała się pod nosem, choć musiało to wyglądać bardzo irracjonalnie ze łzami i drżącym ciałem.
A więc jednak nie żyją… teraz mogę stwierdzić to na pewno – uderzyło to w nią z wielką siłą. W pierwszej chwili chciała ukryć swoje łzy, swój smutek przed całym światem… jednakże…
Lilith podniosła oczy odsłaniając twarz. Po jej policzkach spływały łzy, a ona… ona znów się uśmiechała. Ten smutny i bardzo czuły uśmiech skierowany był do leżących w ziemi rodziców, których już nigdy nie zobaczy.
- Jestem tu pierwszy raz – powiedziała łagodnym i spokojnym głosem. Jej drobne ciało wciąż reagowało w ten sposób, a mimo wszystko spokój jaki prezentowała w swojej wypowiedzi… to wszystko sobie zaprzeczało. W niej samej kotłował się taki wielki mix emocji, że nie była w stanie wyrazić ich wszystkich na raz, a one same mieszały się ze sobą w dziwnych kombinacjach i ukazywały dosyć niecodziennie.
Dziewczyna otarła dłonią policzki i uklękła na ziemi kładąc bukiet lilii na grobie.
- Dowiedziałam się o śmierci rodziców przez list… – wyszeptała. To nie tak, że chciała wyrzucić z siebie wszystkie smutki, po prostu… wydawało jej się, że chłopak zasługuje na słowa wyjaśnienia z jej strony – to było dla mnie tak bardzo nierealne – zaśmiała się pod nosem, chodź chłopak spoglądając na jej plecy mógł dostrzec, że kuli się w sobie, tak jakby szukała odrobiny bliskości z jakiejkolwiek strony – ja trafiłam pod opiekę… przyjaciela mojego ojcaboję się go – za niedługo zaczną się wakacje, a na samą myśl o mieszkaniu u Javiera przechodziły ją ciarki. Jedna noc spędzona w tym strasznym miejscu sprawiła, że przez długi czas kuśtykała i chodziła z bliznami na połowie twarzy. Nie zapomni do końca życia tego bólu, tego uczucia, tego dźwięku tłuczonego szkła. Kiedy zamknęła oczy poczuła jakby zdarzyło jej się to raz jeszcze, jej ciało leci w bok, a twarz uderza z całej siły w tafle lustra. Po policzku zaczyna spływać ciepła ciecz, a ból odbiera jej zdrowy rozsądek. Chwilę później leży już na korytarzu kuląc się i z całego tego zamieszaniu usłyszała tylko jedno słowo – Sectusempra, a później przeraźliwy ból.
Mimo wszystko nie wspominała tego źle. To co się wtedy stało pozwoliło jej zareagować. Może i oberwała mocno, ale udało jej się uratować inne istnienie. Zmieniła się w tamtym momencie. Właśnie wtedy zrozumiała, że bez względu na konsekwencje chce pomagać, chce sprawić, by drugi człowiek się uśmiechnął i… po prostu żył z myślą, że może być dobrze. Chciała tego bardzo.
- Pogrzeb odbył się bez mojej wiedzy – wyszeptała podnosząc się z ziemi i przyciskając dłonie do klatki piersiowej, serce waliło jej jak oszalałe, a ona nie była w stanie go uspokoić, oprócz tego łzy powoli znów wypełniały jej oczy – a później nie miałam odwagi tutaj przyjść – wyszeptała przegryzając wargę, po jej policzkach znów spłynęły samotne krople, ale tym razem uśmiech nie zmył się z nimi, wręcz przeciwnie, wszystkie pozytywne uczucia przekazywała właśnie w tym uśmiechu. Ciepło i miłość, którą obdarzyła rodziców.

/Ależ skądże znowu! Nie chcę tego kończyć tak długo jak to tylko możliwe *-*/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Cmentarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Cmentarz Zwierząt
» Cmentarz, Durham
» Stary Cmentarz
» Cmentarz w Ohlsdorfie
» Cmentarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-