IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Tyły cieplarni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Sankt-Petersburg, Rosja
Galeony : 45
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 419




Gracz






PisanieTemat: Tyły cieplarni   Nie Cze 27 2010, 16:03

First topic message reminder :


Tyły cieplarni

Na samym końcu cieplarni, za najróżniejszymi roślinami, można schować się i pozostać niezauważonym. Niewielką, prostokątną przestrzeń wypełniają wszelkie możliwe narzędzia ogrodnicze, ktoś najwyraźniej wykorzystuje to miejsce jako schowek. Znalazło się miejsce na maleńką ławeczkę, gdzie można usiąść, ale to rośliny przysłaniające szyby cieplarni, tworzą zieloną kotarę oddzielającą od rzeczywistości. Można się tu ukryć i pozostać niewidzialnym dla wszystkich innych, nawet czasem dla nauczycieli, którym do głowy by nie przyszło, że uczniowie zdolni są kryć się w roślinach.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Czw Maj 16 2013, 01:00

W sumie jedną z rzeczy, jakich się nauczyła w szkole było to, że tak to już często bywało, że otrzymywane oceny rzadko kiedy pokrywały się z rzeczywistymi umiejętnościami. I w przypadku Rivera i jego ocen z zielarstwa było bardzo podobnie, bowiem chyba już większość uczniów Riverside, a i zapewne część z Hogwartu przekonała się na własnej skórze, że Quayle doskonale wiedział, co robić z roślinkami.
River mógł być zupełnie spokojny, przecież znał Madison na tyle, żeby wiedzieć, że ona nie z tych, które z błahego powodu odstawiają dziwne numery i zachowują się, jakby stało się nie wiadomo co. Nie będę się tu powoływać na „dobro drużyny” i inne takie wzniosłe powody, bo mogę się założyć, że to były ostatnie motywy kierujące Richelieu. Dziewczyna po prostu za bardzo ceniła sobie znajomość z Indianinem, żeby zaprzepaścić ją, nawet nie próbując się dogadać! Zresztą sądziła, że skoro River wysłał jej list z prośbą spotkania i to utrzymany w dość swobodnym tonie, a nie sztywnym i oficjalnym, sprawy muszą się potoczyć dobrze.
- Tamto testowanie smaku wcale nie było aż takie straszne – zażartowała, odnosząc się głównie do neutralizowania złego wina czekoladą i tego, do czego to doprowadziło, ale stosunkowo szybko urwała swoją wypowiedź, dochodząc do wniosku, że może taki tekst jest odrobinę nie na miejscu i wbiła spojrzenie w stertę poobrywanych listków, przytakując jeszcze na jego słowa odnośnie braku skutków ubocznych. Kiedy jednak zaczął wymieniać inne cudowne działania, nie mogła zachować powagi. Może i nawet owe ziółka posiadały któreś z wymienionych właściwości lecz sposób, w jaki zachwalał je River, zarzucając jednocześnie włosy do tyłu sprawił, że pomimo chwilowego speszenia Madison spojrzała na chłopaka rozbawiona i wyszczerzyła ząbki w uśmiechu – Dobrze, że jestem tu tylko ja, bo właśnie zdradziłeś swój patent na super urodę, ktoś mógłby to niecnie wykorzystać i zbić fortunę! – zaśmiała się, po czym odebrała od niego miseczkę i wysłuchała uważnie instrukcji, żeby w głupi sposób nie zniweczyć dzieła Rivera. Przytaknęła jeszcze na znak, że zrozumiała i przez chwilę patrzyła prosto w jego oczy, jednak chwilę później odchrząknęła trochę zmieszana i udając, że to niby tak do zaklęcia, wyciągnęła z kieszeni różdżkę i mruknęła pod nosem „Incendio”, skupiając się na tym, żeby zamiast wysadzić miseczkę w powietrze, tylko delikatnie i stopniowo ogrzać jej zawartość.
Zerknęła ponownie na Rivera, gdy ten wymówił jej imię aż trzykrotnie, nie wiedząc czy zwiastuje to coś złego czy dobrego lecz słysząc ciąg dalszy wypowiedzi rozpogodziła się nieco, a nawet była pozytywnie zaskoczona!
- Wydaje mi się, że nie różnimy się zbytnio w tej kwestii. Bardzo bym nie chciała, żeby coś takiego stanęło na drodze naszej znajomości. Zresztą tak na dobrą sprawę nie ma czego żałować! Znaczy ja przynajmniej nie żałuję. – stwierdziła już bardziej ośmielona, jednak przy ostatniej wypowiedzi ponownie wbiła wzrok w trzymaną w rękach miseczkę, gdyż uznała, że chyba trochę się zagalopowała. Dopiero po chwili dotarło do niej co dokładnie powiedział Quayle i po raz kolejny przeniosła na niego uważne spojrzenie, marszcząc przy tym lekko brwi. – Widywali się trochę częściej? Co masz na myśli? – zapytała, żeby uniknąć jakichkolwiek niedomówień spowodowanych jej nadinterpretowaniem wypowiedzi Rivera czy czymś takim. To by dopiero była niezręczna sytuacja!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Czw Maj 16 2013, 15:20

No tak, tak znał ją dość dobrze, dlatego ostatecznie nie sądził, by dziewczyna rzeczywiście miała olać ich znajomość przez jedną sytuację po pijaku. Niemniej jednak, zawsze pozostawała taka ewentualność! I właśnie dlatego napisał do dziewczyny, żeby się z nią spotkać i też uspokoić głupie myśli podsyłające wizje, że tak niefortunnie mogłoby się to ułożyć. No, ale te zmartwienia, niby słabe, a jednak gdzieś tam kwitnące, obecnie można było odłożyć na bok, bowiem jak się okazało, oboje dość swobodnie do tego podeszli i teraz dla podsumowania mieli jeszcze zapalić indiańską fajkę pokoju.
- Nienie, ale wiesz, nie wziąłem ze sobą czekolady, a tutaj przy odrobinie szczęścia znajdziemy najwyżej tylko borówki - odparł na jej słowa o tym, iż ostatecznie próbowanie win nie było takie złe. Pewnie, że nie było, nie licząc kaca na następny dzień. - A to i tak nie będzie takie proste, ostatnio chyba wszystkie zebrałem - dodał, bo przecież był szalonym zbieraczem owoców, który na ostatnią imprezę w ramach prowiantu przyniósł owoce ze szklarni!
- To była moja największa tajemnica, musisz obiecać, że nikomu jej nie wyjawisz, bo jeszcze wszyscy zaczną stosować ziółka i będę mieć za dużą konkurencję - odparł przybierając wysoce zmartwioną minę, jakby rzeczywiście jego świat mógł runąć jeśli tylko Madison nie będzie trzymać języka za zębami.
Przez następną chwilę, River zajął się rwaniem roślinek, które miał w ręce, a jednocześnie obserwowaniem Madison zajmującej się podgrzewaniem miseczki. Prawdę powiedziawszy średnio przy tym skupiał się na tym, by przyglądać się, czy czasem nie przegrzewa ziółek, bowiem w jego głowie kołatały się bardzo chaotycznie myśli dotyczące tego, co chce powiedzieć. Jego rozmyślania nad tym przerwały jej słowa, że nie żałuje tego co się wydarzyło.
- Nienie, ja też nie, nie. Właściwie wprost przeciwnie - odparł trochę chaotycznie i dość szybko, jakby tylko pod wpływem jej słów od razu postanowił wyrzucić z siebie owe wyjaśnienia, tak by było jasne na czym stoją. Przy tym wszystkim bardzo uważnie ją obserwował, ale już zupełnie nie skupiając się na tej przeklętej misce, tylko na oczach i gestach dziewczyny. Niestety jej kolejne pytanie trochę go rozbiło, bowiem kompletnie już nie wiedział co ma powiedzieć. Błyskotliwie więc wplótł wolną dłoń we włosy, lekko drapiąc się po głowie i sprytnie zauważając, że to piekielnie skomplikowana rozmowa.
- No wiesz w sumie... Cholera, jednak mogłem jak pierwszoklasista wysłać Ci sowę z pytaniem czy będziesz ze mną chodzić i odpowiedzią tak lub nie, do zaznaczenia. Do tego właściwie zmierzam. Znamy się od dawna i podobasz mi się, więc pomyślałem, że ciekawie będzie po prostu spróbować czegoś innego - ostatecznie chyba zgrabnie wybrnął, wplątując nawet w to wszystko drobny żarcik, przy którym to lekko się uśmiechnął. Chociaż to wszystko było jakieś niesłychanie skomplikowane i wcale nie tak łatwe do mówienia, to spróbował zachować ten swój charakterystyczny luz, acz dziewczynę bardzo uważnie obserwował. Jakby z jej oczu chcąc wyłapać najmniejsze reakcje i ewentualnie, w przypadku odrzucenia, wymyślić, że tylko żartował! Prawdę powiedziawszy, kiedy tylko ów myśli zakwitły w jego głowie, po pocałunku w kuchni, okropnie go kusiło, by porozmawiać z Madison i przedstawić jej swój punkt widzenia. Tajne miłostki i podkochiwanie się w kimś miesiącami bez żadnego działania zupełnie nie były w jego stylu. Wszakże jego wprost nosiło, żeby powiedzieć całemu światu co myśli, tym bardziej więc, by przedstawić swój pogląd Madison.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Czw Maj 16 2013, 22:19

Rzeczywiście, jeśli bierzemy pod uwagę stan ogólny następnego dnia trzeba przyznać, że ranek był wyjątkowo upiorny, dlatego też Madison wyjątkowo ochoczo przytaknęła, kiedy River zapewnił ją o braku tego typu niepożądanych skutków.
- Kurczę, w ogóle o tym nie pomyślałam i nie przyniosłam nic z zamku, więc nie pozostaje mi nic innego jak wierzyć Ci na słowo i liczyć na to, że obecne tu zielone cuda nie są tak paskudne w smaku jak wina ze spiżarni! – stwierdziła nawiązując jeszcze do braku słoika z czekoladą na podorędziu i jednocześnie omiotła spojrzeniem wszystko co miała w zasięgu wzroku, jakby spodziewając się, że gdzieś nagle zauważy borówki, które ostały się przy ostatnich zbiorach Indianina.
- Spokojnie, Twój sekret jest przy mnie bezpieczny! – zarzekła się super poważnym tonem, po czym jeszcze, żeby uwiarygodnić swoją wypowiedź, nakreśliła palcem wskazującym prawej dłoni duży znaczek „X” w miejscu, gdzie znajdowało się jej serce. Prawdziwe słowo harcerza, nie ma to tamto! Nie ma żartów, może teraz się śmieją z owych ziółek na urodę, ale może naprawdę coś w tym jest!
Niczego nieświadoma Richelieu w wielkim skupieniu podgrzewała miseczkę, nawet doleciał do niej odrobinę dziwny zapach, jaki zaczęły wydzielać ziółka pod wpływem temperatury i wtedy spojrzała pytająco na Rivera, nie wiedząc właściwie czy tak powinno być, czy oznacza to, że mimo wszystko trochę przedobrzyła. I kiedy tak zerknęła na chłopaka i ich spojrzenia się spotkały, przez głowę przemknęła jej myśl, że chyba jeszcze nigdy w życiu nie czuła się przy Riverze tak nieswojo i w sumie już chciała coś powiedzieć, żeby przerwać niezręczną ciszę i jak najszybciej wyjaśnić tę dziwną sytuację, w którą się wpakowali, ale mniej więcej w tym momencie Quayle rozpoczął swoją wypowiedź.
Uśmiechnęła się krótko, kiedy powiedział, że nie żałuje, w końcu to musiał być dobry znak! Z tą optymistyczną myślą Madison postanowiła już nie uciekać spojrzeniem nie wiadomo dokąd, tylko przenieść je właśnie na chłopaka. I troszeczkę w tym momencie się rozproszyła i zapomniała na chwilę o miseczce, którą dalej przecież podgrzewała, w wyniku czego ręka z różdżką przesunęła się w niekontrolowany sposób, celując płomień nie w miseczkę, a w trzymającą ją dłoń. Richelieu wydała z siebie dziwny dźwięk, będący raczej oznaką zaskoczenia niż jakiegoś tam niewiarygodnego bólu.
- Jezu, indiańskie obrzędy chyba jednak nie są moim powołaniem – jęknęła, oddając miseczkę Riverowi i pocierając lekko zaczerwienione miejsce na dłoni. Śmiesznie, niby proste zadanie, a ona nawet z nim dała sobie radę coś schrzanić! Pewnie dodałaby jeszcze coś równie błyskotliwego, ale jej uwagę pochłonął ciąg dalszy wypowiedzi chłopaka.
- Och ale wiesz, sowy to już chyba staromodna metoda, w naszych czasach takie sprawy załatwia się chyba przez wizzbooka! – zażartowała jeszcze, próbując sobie wyobrazić taką sytuację, z dość marnym skutkiem. Zupełnie nie czegoś takiego się spodziewała. Myślała raczej, że powie mniej więcej, żeby wrócili do poprzedniego stanu rzeczy, a nie żeby poszli dalej tym tropem, huhu! Przez chwilę zastanowiła się nad tym wszystkim, ale tylko przez króciutką, gdyż właściwie nie było zbyt wiele do rozważania. – Wiesz co, gdybyś mi jednak przysłał taką sowę, zaznaczyłabym tak. – odpowiedziała nawet całkiem pełnym powagi tonem, pochylając się przy tym nieznacznie do przodu i spoglądając uważnie prosto w oczka Rivera.
– Właściwie nie myślałam wcześniej o tym, że nasza znajomość może się potoczyć w tym kierunku, ale nie widzę żadnego powodu, dla którego nie miałoby tak być. Dobrze się ze sobą dogadujemy i w ogóle jest fajnie, więc dlaczego mielibyśmy nie spróbować? – dodała elokwentnie, dochodząc do wniosku, że może takie zwykłe „tak” to trochę za mało w tej kwestii. – No i co, jeśli tak właśnie miało być i bogowie wina i czekolady nas połączyli? Nikt nie powinien się im sprzeciwiać! – powiedziała po chwili pełnym przejęcia głosem, oczywiście na żarty powołując się na przeznaczenie i nadprzyrodzone siły rządzące światem, żeby rozluźnić trochę atmosferę, która zrobiła się wyjątkowo poważna jak na tę dwójkę. I nie będzie chyba przegięciem, jeśli stwierdzę, że Madison naprawdę ulżyło, kiedy ustalili, że ich poglądy w tej kwestii się pokrywają i że już nie będzie musiała się zastanawiać, jak powinna się odnieść do minionych wydarzeń i może wychodzić z propozycją obgadania całej sprawy. Chwała więc Riverowi, że nie należał do grupy tych osób, które dusiły wszystko w sobie, zostawiając swój los zdarzeniom losowym!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pią Maj 17 2013, 16:07

Prawdę powiedziawszy, gdyby owe magiczne roślinki mieli jeść, to River też by się przestraszył i to chyba na tyle, że momentalnie zerwałby się i poleciałby do kuchni po ich nutellę. Mimo wszystko, ów ziele nie wyglądało zbyt zachęcająco, a jego smak na pewno daleki od wyśmienitego, kto wie, może nawet od znośnego.
- Wiesz co, jestem właściwie pewien, że są dość ohydne w smaku, ale obiecuję, że przy paleniu będą lepsze niż najgorsze wino, które ostatnio wypiliśmy - zapewnił, mając jednocześnie nadzieję, że to co mówi rzeczywiście będzie się pokrywało z prawdą. Jakby nie patrzeć, on był przyzwyczajony do tego smaku i pewnie wydawały mu się w miarę okej, ale jak już je dziewczyna oceni, pozostawało odrębną sprawą.
Kiedy on tu sobie wygłaszał swoje przemyślenia, zupełnie jak Madison, zapomniał o tej nieszczęsnej miseczce ziół. Prawdę powiedziawszy, o jej istnieniu przypomniał mu dopiero syk poparzonej dziewczyny. Prędko więc odebrał od niej ziółka w jednej ręce je trzymając, a drugą łapiąc rękę dziewczyny, by ją obejrzeć, czy czasem za mocno się nie poparzyła, ba nawet ją podmuchał w zaczerwienione miejsce! Poza tym, całkiem milutko mu się ją trzymało za rączkę.
- Spoko, spoko, pięknie Ci poszło, im właściwie nic już nie trzeba - powiedział kładąc je obok siebie i chociaż powinien się właściwie dalej nimi zająć, to zbyt skupił się na ich rozmowie, by ogarniać teraz jakieś mało istotne zioła. Dlatego, kiedy tylko je odłożył, w ogóle przestał poświęcać im uwagę, a swój wzrok kierując tylko na Madison.
- Cholera, jestem taki niemodny. Mogłem ustawić sobie status na wizie, że jestem z tobą w związku i czekać na twój komentarz - powiedział uderzając się wolną dłonią w czoło, jakby właśnie zrozumiał najprostszą rzecz na świecie. To wszystko wyszło bardzo spontanicznie. Bo chociaż River wcześniej wcale nie rozważał jakby to było być z Madison w związku, tak ostatnio często chodziło mu to po głowie. Dlatego też na jej kolejne słowa nie mógłby się nie uśmiechnąć wesoło i nie poczuć zwykłej ulgi związanej z brakiem ewentualnego odrzucenia.
- Bardzo się cieszę, że jesteśmy tacy dojrzali, że podeszliśmy do tego niemal jak do umowy lokatorskiej, czy jakiejś tam. Więc, moja bogini wina, mam nadzieję, że zgadzasz się ze mną, że by podsumować umowę, należy przejść do najważniejszej części. I pan młody może pocałować pannę młodą - rzekł ostatnie słowa wymawiając nieco bardziej podniośle, jakby rzeczywiście im dopiero co udzielał ślubu. I po tym po prostu, przybliżył się, a wolną dłonią dłonią ku jej jasnym włosom, lekką ją w nie wplatając. Spojrzał raz jeszcze w jej duże oczy, a potem po prostu zrobił to na co miał ochotę od momentu, gdy tylko się spotkali, najpierw lekko, a potem znacznie namiętniej, pocałował jej usta.
Teraz z czystym sumieniem mogli zmienić swoje statusy na wizbooku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Maj 18 2013, 21:42

Och no w sumie racja, zupełnie zapomniałam o tym, że przecież te ziółka są do fajki pokoju, a nie do jedzenia. Chyba za bardzo skupiłam się na tym przygotowywaniu i już stwierdziłam, że robią pyszną zieloną potrawkę! Ale fakt, może działanie miały super, ale sądząc po zapachu unoszącym się znad miseczki, do jedzenia średnio by się nadawały.
- W takim razie chwała Twoim przodkom za indiańską fajkę! – stwierdziła ucieszona, unosząc przy tym rączki tak, jak błogosławiący kogoś ksiądz. Ale spokojnie, Madison już próbowała różnych dziwnych substancji i mieszanek w swoim życiu i przeważnie kierowała się zasadą, że jeśli coś faktycznie działa, niemiłe skutki w postaci przykrego zapachu czy smaku to kwestia drugorzędna, więc raczej fajka jej nie odrzuci. Zresztą teraz, kiedy jest dumną dziewczyną Indianina, powinna już w ogóle dobrze to znosić hihi.
Richelieu zrobiła obolałą minkę, kiedy River ujął jej rękę i zaczął oglądać jej poparzenie, po czym ślicznie podziękowała, kiedy podmuchał na zaczerwienioną skórę zupełnie jak jej mama, kiedy jako dziecko wpadała na genialne pomysły w stylu łapania dłonią pary wylatującej z czajnika czy inne takie. Chwilę później podniosła spojrzenie i przeniosła je na chłopaka, uśmiechając się z wdzięcznością, to było naprawdę urocze, że tak zareagował!
- Chyba jednak trochę przegięłam, wyglądają jak średniej jakości zupa – zaśmiała się, zerkając jeszcze na zawartość miseczki, która wyglądała jak zielona breja z fusami, mając jednocześnie nadzieję, że mimo wszystko nie zmarnowała roślinek, które tak pieczołowicie zbierał i rozrywał Quayle, chociaż to wszystko w jej myślach zeszło na trochę dalszy plan, a ona sama skupiała się głównie na rozmowie, bo w końcu ziółka były tylko pretekstem i dodatkiem, a spotkali się z innego powodu.
- Wybaczę Ci to, w końcu jesteśmy barbarzyńcami z Kanady, możemy mieć problemy z takimi nowinkami jak wiz – rzekła pokrzepiająco, posyłając mu przy tym swój charakterystyczny uśmieszek. Może tak właśnie było lepiej, kiedy coś toczyło się spontanicznie? Żadne z nich nie myślało wcześniej w tych kategoriach, a jednak jakiś impuls zadziałał, więc może coś w tym było! – Riverze Quayle, myślę, że to może być jedna z bardziej udanych umów jakiegokolwiek rodzaju w całym moim dotychczasowym życiu. – oznajmiła poważnym tonem, starając się nie zaśmiać i nie popsuć podniosłej atmosfery. Gdy River wypowiedział następne słowa, uśmiechnęła się szeroko i już chciała ochoczo się zgodzić, ale w sumie jednak w ostatniej chwili stwierdziła, że już chyba dosyć zbędnych słów z jej strony i skoro River sam im udzielił pozwolenia (w końcu był bogiem czekolady, więc miał do tego prawo!), pochyliła się nieco do przodu i wpiła się dość zachłannie w usta chłopaka, oplatając tym samym jego szyję łapkami i przyciągając go do siebie jeszcze bliżej. Tak tak tak, pomimo że cała sytuacja była wyjątkowo zaskakująca, to zdecydowanie była bardzo dobra decyzja. I nawet zdążyła już zapomnieć o swoim nieszczęśliwym poparzeniu!
To się dopiero zdziwią ich znajomi z drużyny!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Nie Maj 19 2013, 01:51

No tak, jako dziewczyna Indianina zapewne będzie w ogóle miała jeszcze wiele okazji do spróbowania różnych mieszanek z magicznych ziółek, a i jeszcze zdąży się podszkolić w ich warzeniu. W sumie to całkiem zabawne, że musieli przyjechać do Anglii, żeby zrozumieć, że chcieliby być ze sobą, kiedy tymczasem spędzili już wiele lat mając się pod ręką. Ach, co ten Hogwart robi z ludźmi!
- Kto wie, może opatentujesz jakąś superancką zupę z tych ziółek? Na koniec dodamy do niej nutelli i na pewno będzie ekstra - rzekł na temat zielonej papki w miseczce, jakby ich czekolada mogła wszystko zdziałać. W końcu był jej bogiem, zapewne powinien reklamować swój produkt, jakby był idealny na wszystko. Niemniej jednak, River w gruncie rzeczy zupełnie nie przejmował się stanem ziółek, bowiem widział je już w gorszym stanie i naprawdę dziewczyna nie powinna się przejmować tym, jak obecnie wyglądały. Do palenia wszakże wciąż całkiem nieźle się nadawały! Z resztą, tak samo jak Kanadyjka, i Quayle zaraz zapomniał o całej tej misce, a nawet o ich fajce pokoju, bowiem skupił się na rozmowie, znacznie ważniejszej niż stan zielonej papki. Palenie rzeczywiście było tylko pretekstem do ich spotkania, elementem o którym z biegiem słów, oboje zapomnieli, czymś co było dziś jak przełamanie lodów.
- Pewnie, u nas w Kanadyjskiej dziczy wciąż przecież nie sprowadzono wizbooków. My jeszcze na glinianych tabliczkach ryjemy swoje upodobania i ewentualne zmiany statusu - potwierdził słowa blondynki dotyczące poziomu ich cywilizacji, przynajmniej w oczach Anglików, gestykulując przy tym dłonią i wizualizując używanie dłuta. Jednak zaraz po tym uspokoił się z tym machaniem ręką, bowiem prowadził z Madison dalszą rozmowę dotyczącą ich życiowego statusu.
- Umowy z panią to czysta przyjemność. Jestem bardzo wdzięczny za pomyślne rozpatrzenie mojego wniosku - rzekł równie podniośle, co ona przed chwilą, wykonując przy tym lekki skłon głową, podkreślający owe podziękowania. Matko święta, jacy oni potrafili być dyplomatyczni! Całe szczęście już niebawem przeszli do najprzyjemniejszej, tak naprawdę, części tego spotkania, tym samym zaprzestając rozmów, a robiąc zupełnie inny pożytek ze swoich ust! W chwili, gdy dłonie Madison powędrowały na jego szyję i blondynka lekko go do siebie przyciągnęła, Riv oczywiście nie protestował, tylko jeszcze bardziej się do niej zbliżył. A ponieważ w gruncie rzeczy, cały czas siedzieli na przeciw siebie i to nie było, aż tak wygodne, jakby być mogło, to River lekko pociągnął pannę Richelieu, zupełnie lądując z nią na ziemi. A dokładnie, nad ową panną. I tak było znacznie przyjemniej, bo mogli sobie pięknie leżeć na ziemi, wśród ziółek nie tylko tych w misce, ale i takich rosnących nieopodal, zupełnie swobodnie zajmując się tylko całowaniem siebie! Ach, istna sielanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pon Maj 20 2013, 23:03

Jak tak myślę o tym podszkalaniu się w warzeniu ziółek nie mogę odpędzić od siebie wizji Madison w indiańskim stroju, z setkami rzemyków, orlim piórem we włosach, z tajemniczymi kolorowymi symbolami na ramionach, mamroczącej, a może nawet wyśpiewującej jakieś szalone indiańskie mantry mieszającej wesoło mieszanki ziół w wielkim glinianym garze ustawionym na palenisku pomiędzy wigwamami. Ach aż się łezka w oku kręci! Chyba wakacje mi szkodzą, już zaczynam mieć dziwne wyobrażenia, ale co tam, już wracam do tematu. Rzeczywiście dosyć śmiesznie się to złożyło, ale może właśnie dopiero tu, we wcale nie tak deszczowej Anglii odkryli swoje role wcieleń bóstw czekolady i wina oraz to, że te dwa bóstwa mogą lepiej działać, występując w tandemie.
- Tak tak, karmiłabym naszą drużynę taką zupką przed każdym meczem i odnosilibyśmy druzgocące zwycięstwa! – oznajmiła radośnie, jednak jej rozważania zatrzymały się na słowie „drużyna”. I choć aż wstyd się przyznać, jedną z pierwszych myśli, które przemknęły przez głowę Madison było to, że teraz Teddra już w ogóle będzie reagować na nią alergicznie, bo raczej nie łudziła się, że zostanie zaakceptowana przez wzgląd na Rivera, do tego potrzebowałyby chyba naprawdę duuuużej ilości alkoholu, bowiem tylko wtedy były w stanie przyjaźnie rozmawiać. Ale co tam, przynajmniej będzie ciekawie!
Skoro Quayle widział już ziółka w gorszym stanie, nie ma o co się martwić i mogli je jeszcze trochę z czystym sumieniem zaniedbać. W sumie jakby nie patrzeć, owa fajka przydałaby im się, gdyby ich rozmowy potoczyły się zupełnie inaczej i gdyby faktycznie potrzebowali czegoś na pojednanie się i zawarcie pokoju, to jednak na szczęście nie nastąpiło, a Richelieu czuła się tak niesamowicie, że dosłownie mogłaby ruszyć na podbój świata i nie potrzebowałaby do tego żadnych wspomagaczy. Ach ta magia ulgi, jaką daje nawet lepsze rozwiązanie problematycznej kwestii niż się spodziewało!
- Śmiej się, ale ja wizbooka założyłam dopiero po przyjeździe tutaj! – stwierdziła, śmiejąc się przy tym z jego bogatej gestykulacji. Właściwie wcześniej, w Riverside wiz był dla niej zupełnie zbędnym narzędziem, gdyż wszystkie ploteczki i tak zawsze do niej docierały, a ludzi dla niej istotnych kojarzyła wystarczająco dobrze i nie potrzebowała ściągi kto jest kim i co lubi. Tutaj jednak ciężko było jej spamiętać nowe twarze, których było zbyt dużo w krótkim czasie, a ponadto wizbook pomagał jej znaleźć więcej informacji na temat europejskich znajomych, dlatego odważna Richelieu postanowiła się ucywilizować.
- Z panem również. Z miłą chęcią rozważę następne pańskie wnioski. – oświadczyła oficjalnym tonem, powstrzymując się od ponownego roześmiania się, gdy River się skłonił w podzięce. To niesamowite, że akurat ta dwójka, będąca raczej lekkoduchami, podeszli do wszystkiego tak poważnie i rozsądnie, ależ z nich szaleni romantycy! Chociaż i tak, pomimo tego, że trochę na żarty, była to chyba najpoważniejsza rozmowa w historii ich całej znajomości, może więc dobrze, że w krótkim czasie chłopak dość skutecznie ją uciszył, bowiem jeszcze trochę i w Mads obudziłaby się natura erudytki i retoryka jednocześnie i już w ogóle zaczęłaby ględzić niesamowicie, jakby naprawdę omawiali jakąś umowę, a nie zupełnie przyjemną kwestię.
- Hehehehe ale będziemy śmiesznie wyglądać tacy umazani ziemią – zaśmiała się, odrywając się na krótką chwilę od Riverowych ust, kiedy tak uroczo wylądowali na ziemi pośród tych wszystkich roślin i pomimo że w pierwszym momencie przed oczami Richelieu stanął jej jasny sweter cały przeraźliwie brudny, niemal natychmiast doszła do wniosku, że przecież po coś jest czarodziejką, więc da sobie z tym radę, a poza tym nie mogła zaprzeczyć temu, że teraz było o niebo wygodniej niż wcześniej. Dlatego też uśmiechnęła się lekko i złożyła na ustach chłopaka następny pocałunek, nie przejmując się już żadnymi głupotami. W końcu pewnie i tak już wyczaił ich szalony Obserwator, więc i tak stan, w jakim będą się znajdować ich ubrania w trakcie powrotu do zamku nic nie zmieni!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Wto Maj 21 2013, 17:19

O matko, wizja Madison w indiańskim stroju, najlepiej jeszcze siedzącej w wigwamie jest tak urocza, że chyba któregoś dnia River będzie musiał rozbić namiot na błoniach, przygotować jakieś pióropusze i inne indiańskie atrybuty, które będzie mogła przywdziać jego dziewczyna. I w takich też okolicznościach będą sobie siedzieć, palić i uczyć przyrządzać ziółka. Ach jakież to będzie niecodzienne! Wszakże ile osób miało okazję bawić się w prawdziwych Indian na szkolnych błoniach?
River kompletnie nie zastanawiał się nad tym jaki stosunek będzie mieć Ted do jego nowej dziewczyny. Wcale nie dziwne, on nigdy nad takimi rzeczami specjalnie nie rozmyślał! Chociaż tak, kojarzył, że dziewczyny mają średnio pozytywne kontakty. Jednak jak to będzie wyglądało obecnie, miał się dopiero przekonać. Aczkolwiek w ogóle nie był złej myśli, w ogóle nie przypuszczał, że mógłby tu istnieć jakikolwiek problem! Może gdyby się nad tym wszystkim w ogóle zastanowił, to wpadłby na to, że Ted nie okaże zbyt wielkiej radości na jego nowinę, iż spotyka się z Mad. On przecież też nie lubił chłopaków jego przyjaciółki, zwłaszcza tych z którymi się rozstała, a którzy wciąż się przy niej kręcili. To wszystko utrudniało i zamiast ćwiczyć układ do ich zespołu country latała na jakieś randeczki, skandal!
- Onie, naprawdę jesteś zacofana - przyznał słysząc jej skandaliczne wyznanie, że wizbooka założyła dopiero po przyjeździe do Hogwartu. Jednak w tym wypadku Riv nieco wyprzedził swoją dziewczynę. Ów wynalazek idealnie służył mu podglądania zmian statusów u znajomych, do przekazywania ploteczek i innych rzeczy bez których przecież nie dało się życ! A już szczególnie lubił poprzez wizbooka śmiać się z różnych osób, który wypisywali tam niekiedy bardzo zabawne rzeczy, czy też wrzucali świetne fotki.
Owszem, rozmowa którą dziś odbyli na pewno stanowiła jedną z poważniejszych, jakie dane im było kiedykolwiek prowadzić, a jednak w tym wszystkim wcale nie mówili z pogrzebowymi nastrojami, wprost przeciwnie, ciągle gdzieś wplatali nawet drobne żarty. Jakby w obawie, że powaga mogłaby ich tu zupełnie i realnie przygnieść! A jednak najlepszą częścią tego spotkania były dla Rivera końcowe wydarzenia, czyli słodkie tarzanie się po ziemi i obdarowywanie się pocałunkami.
- Teraz już nikt nie będzie wątpić w nasze barbarzyństwo - odparł na jej wzmiankę o brudnych ubraniach, jakby obawiał się, że ktoś przez moment mógłby wziąć ich za cywilizowanych ludzi (dokładnie tak samo jak w chwili, gdyby ktoś ich przyłapał na piciu wina ze szklaneczek!). Prawdę powiedziawszy w ogóle się nie zastanawiał nad tym, czy czasem się nie ubrudzi ziemią. River chyba często chodził wysmarowany, szczególnie, gdy często wdawał się w różne bójki. Poplamione ciuszki były więc dla niego najmniejszym zmartwieniem, poza tym, jak już słusznie zostało zauważone, po coś te czary znają!
- O nieeee - zawołał nagle, po serii dłuższych pocałunków, którymi bardzo ochoczo obdarowywał swoją nową dziewczynę. - Prawie zapomniałem, musimy już iść - rzekł mało jasno, podnosząc się z pozycji leżącej i wyciągając rękę do blondynki, żeby i ta wstała. Oczywiście wcale nie zamierzał jej wyjaśniać o co dokładnie chodzi.
- Chodź, chodź. Obiecali, że jak zapomnę, to mnie ugotują w kotle razem z tymi moimi ziołami - powiedział podnosząc z ziemi miseczkę z ich ziółkami i szybko przekładając jej zawartość do małej lufki, którą miał cały czas w kieszeni spodni. Zaraz podpalił je różdżką i mocno się zaciągnął, podał ów przedmiot Madison, by i ona zapaliła, acz już po drodze, bo pociągnął ją jeszcze raz i tak też nasza dwójeczka opuściła cieplarnie, a popalając po drodze indiańską mieszankę skierowali się na błonia.

ztztzt!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Coconut Cove
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 467
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t536-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5044-ci-dobrzy-i-ci-zli-czyli-elenowe-powiazania-postaci?highlight=ci+dobrzy+i+ci+%C5%BAli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1070-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9392-elena-marion?highlight=Elena+Marion




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sro Cze 05 2013, 19:54

Weszła do cieplarni z torbą pełną martwych szczurów. Obrzydliwe? być może, ale jej to jakoś nie przeszkadzało. Przeszła na tyły cieplarni i wyjęła różdżkę. Jedno machnięcie, a spod półek przy ścianie wysunęły się dwie ogromne donice. Najlepsze jest to, że roślinki w nich zasadzone były... "żywe". Miały ogromne purpurowe pąki z kolcami przypominającymi zęby i czymś co wyglądało jak język wypełniony jakimiś nasionami.
-Witajcie maluszki.- przywitała się z troszkę złośliwym uśmiechem. Słysząc słowo "maluszki" rosiczki wystrzeliły w jej stronę kolczastymi pnączami. Dziewczyna szybko się nachyliła i pogłaskała je tuż pod kielichami. Pnącza cofnęły się potylnie, a kwiaty "zaskomlały" z lubością.
-Tak lepiej.- powiedziała cicho i rzuciła każdemu ze swoich pupilków po szczurze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Nantes, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3
Dodatkowo : wężoustość, teleportacja
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5176-cait-pierre
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5178-relacje-kajtka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5177-cait-pierre




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sro Cze 05 2013, 20:22

Ciepło i burzowo, piętnaście stopni - idealna pora na przechadzkę! Wzięła tylko parasolkę i w lekko już pomiętej szacie wyszła z zamku. Wszystko byłoby najzupełniej w świecie zwyczajne... Jakieś dzieciaki się szwendały, niektóre biegały po kałużach, drzewa się kołysały wiatr szumiał. Nie spodziewała się jednak zobaczyć swojej kuzynki z jakimś dziwnym workiem, która ewidentnie kieruje się za szklarnie. Worek, ona- ok, ale po co łazić za szklarnię? W końcu teraz jest tam mokro i nieprzyjemnie...
Kat postanowiła, że to sprawdzi, w końcu może jej kuzynce źle się zrobiło i miała zamiar wymiotować czy coś? A wiadomo, że na widoku by tego nie robiła... Co jak co, ale choć Pierre była wredna i zimna, to jednak o rodzinę dbała w miarę swoich możliwości. Poczucie przynależności, tradycje i te sprawy - to chyba u większości czystokrwistych normalne.
Poszła cicho za Eleną. Najwyraźniej ma potencjał na ninje, bo dziewczyna się nie zorientowała! Widzicie jaka sytuacja? Po prostu tylko przyklasnąć... Po chwili zorientowała się jednak, ze tamta kombinuje coś z jakimś zielskiem (w końcu w doniczkach to raczej eliksirów się nie waży). Podeszła najzwyczajniej w świecie do niej od tyłu i popukała po ramieniu.
- Wszystko w porządku?-Nie było w tych słowach słuchać troski, którą niewątpliwie panna Pierre kryła gdzieś w głębi siebie. Przypadek? Nie sądzę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Coconut Cove
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 467
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t536-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5044-ci-dobrzy-i-ci-zli-czyli-elenowe-powiazania-postaci?highlight=ci+dobrzy+i+ci+%C5%BAli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1070-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9392-elena-marion?highlight=Elena+Marion




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sro Cze 05 2013, 20:38

Nawet się nie odwróciła, gdy poczóła, że ktoś puka ją w ramię. Nie zrobiła tego również słysząc głos kuzynki.
-Czego tu szukasz?- spytała chłodno ignorując jej pytanie. Dla niej nie liczyła się rodzina. A przynajmniej ci, którzy olewali ją do tej pory. Czyli praktycznie wszyscy. Fakt, potrafila na pokaz być dobrą córkeczką i wgl, ale nic poza tym. Z Cait też się nigdy jakoś specjalnie nie lubiały, ale ale też nie kłuciły się i nie probowały zabić. Cait miała tę irytującą cechę, że zawsze wszystkim chciała pomóc i pchała się w kłopoty rodzinne. Elena nigdy nie chciała jej pomocy. Była na to zbyt dumna i zawzięta.
Rzuciła roślinkom jeszcze po szczurze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Nantes, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3
Dodatkowo : wężoustość, teleportacja
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5176-cait-pierre
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5178-relacje-kajtka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5177-cait-pierre




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Czw Cze 06 2013, 16:34

Ah, ta miłość w rodzinie! Oczywiście, najprościej stwierdzić, ze jak ktoś ma trochę dobrych wartości wpojone, to już jest nadgorliwy i wszystkim chce pomagać! Dumna i zawzięta? A może po prostu bała się, że to, co dla niej było nie wykonalne nagle ktoś da rade zrobić? Ewentualnie, że później powinna być "wdzięczna"? Łaski bez, Cait nie zależało by kuzynka chciała jej pomocy, ale skoro są rodziną, to czy się jej to podoba czy nie i tak Ślizgonka będzie podawać pomocna dłoń. To nie kwestia bycia irytującym, a szacunku do rodziny... Tradycji!
-Jak zawsze pałasz empatią- Po co być miłym dla kogoś, kto nawet tak najprostszych wartości nie uznaje? Skoro ona nie miała za grosz szacunku, by do dziewczyny się odwrócić jak mówi, to Pierre nie musi odpowiadać na pytania.
Spojrzała na jakąś kolejną, obrzydliwą, mięsożerną roślinę, którą z chęcią przetransmutowałaby w mysz czy inne przyjemne, nieśmierdzące zwierzątko. Po co w ogóle coś takiego hodować? Takie rzeczy dobrze wyglądają jedynie w cieplarni lub dziczy... Choć niektóre cieplarnie to dzicz sama w sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Coconut Cove
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 467
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t536-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5044-ci-dobrzy-i-ci-zli-czyli-elenowe-powiazania-postaci?highlight=ci+dobrzy+i+ci+%C5%BAli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1070-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9392-elena-marion?highlight=Elena+Marion




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Czw Cze 06 2013, 19:12

Tradycje... Cait od dawna powinna wiedzieć, że Elena uznaje tylko te tradycje, które były jej na rękę. A dla wychowanej w przekonaniu, że przyjęcie pomocy to oznaka słabości, dziewczyny, tradycja pomocy była bezwartościowa. Sama nigdy nie pomagała i nigdy pomocy nie przyjmoała. Taka już jej natura.
Zerknęła na Ślizgonkę akurat, gdy jej twarz wykrzywił grymas zdegustowania na widok Rosiczek. Eleena prychnęła rozbawiona.
-Chyba nigdy nie zrozumiesz, co ja w nich widzę, co?- spytała rzucając koejnego szczura.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Nantes, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3
Dodatkowo : wężoustość, teleportacja
  Liczba postów : 450
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5176-cait-pierre
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5178-relacje-kajtka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5177-cait-pierre




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pią Cze 07 2013, 16:25

Owszem, ale to właśnie tradycje i wartości wpajane w domu tworzą kulturę człowieka, dużą część jego osobowości... Więc odrzucanie ich, jest tak naprawdę ranieniem samego siebie. Osoba taka w głębi duszy jest pusta, nie ma swoich kanonów, których by przestrzegała. Wielu filozofów, nie tylko współczesnych zaznaczało, że opinia by miała sens musi mieć podstawy... A niby jak taka Elenka miałaby oceniać tradycje innych, nie posiadając swoich? Niby, ze natura? Nie sądzę...
Tak... Bardzo zabawne do prawdy. Nie ma to jak jakąś niemyślącą roślinę karmić myszami, które żył, myślały, tworzyły rodziny. Na dłuższą metę to własnie te myszy są ważniejsze niż te całe roślinki... W końcu rośliny nie mają uczuć, instynktu. One tylko egzystują, bo życiem to tego nazwać nie można.
- Owszem, w końcu nie wiem po co hoduje się rośliny, które są cudzożywne. - Bo wiadomo, takie świerki czy sosny to dają tlen, cień czy w ostateczności drewno na opał. A taka rosiczka to co? Śmierdzi, zjada inne istoty, nie wygląda zbyt pięknie. Bardziej nadaje się do szpanu dla zdołowanych IV-klasistek niż na porządne żyjątko, którym się człowiek opiekuje i je kocha...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Coconut Cove
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 467
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t536-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5044-ci-dobrzy-i-ci-zli-czyli-elenowe-powiazania-postaci?highlight=ci+dobrzy+i+ci+%C5%BAli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1070-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9392-elena-marion?highlight=Elena+Marion




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pią Cze 07 2013, 16:49

Ojojoj... Cait chyba zapmina w jakich przekonaniach i warunkach była wychowywana Elena. między innymi dlatego nie uznaje wielu tradycji rodzinnych. Albo po prstu twierdzi, ze to głupota, np. ta, mówiąca o białych strojach w każde święto. Odkąd Elena skończyła 13 lat przestała ją kwestionować i usunęła z szafy praktycznie wszystkie jasne ubrania.
Ale wracając do roślinki. Z tym "nie myśleniem" to trochę przesadziłaś. Nie zapominaj, ze mamy tu do czynienia z Magicznymi Roślinami. Oznacza to, że niejedna z nich może na swój sposób myśleć i nawet posiadać coś na kształt charakteru. Między innymi za to Elena lubiła te reśliny. Nie można było tego nazwać miłością, czy czymś takim. Pio prostu jej się spodobały i zaczęła je chodować. Stało się to jej stałym zajęciem, na które nie narzekała, ale i nie zatęsknilaby, gdyby ich zabrakło. Choć nie powiem, nieźle by ją to wkurzyło, w końcu włożyła w nie nie mało pracy.
-Każdy lubi co innego.- powiedziała spokojnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Czw Sie 22 2013, 11:12

Tak więc przybyła. Puchonka zmarnowanym krokiem szła w kierunku cieplarni. Chciała się schować, schować przed NIM. Musiała znaleźć jak najlepszą kryjówkę, żeby choć na chwilę odsapnąć. JAK ONA MOGŁA SIĘ NA TO ZGODZIĆ! To cholerne poczucie obowiązku, że jak już coś obieca, to nie złamie słowa. No i teraz ma! Musi się ukrywać, żeby chłopak jej nie dopadł.
Nikola weszła na tyły cieplarni z nadzieją, że nie znajdzie jej tutaj żadna żywa dusza. Usiadła zmęczona na jednym z kamieni (czy co tam jest) i rozejrzała się wokoło. Przyjemne miejsce… można było tutaj odpocząć od zgiełku i hałasów świata zewnętrznego… można powiedzieć, że mogłaby to być jej osobista Dolina Godryka, zamiast Aureli wpisalibyśmy wtedy w tytule Nikola… Nikola w Dolinie Godryka… pasuje! Od razu można by było napisać nową wersję, gdzie Nikola podążyła za białym królikiem, czy co tam było z zegarkiem w ręce.
Zaśmiała się pod nosem na swoje myśli. Odrzuciła głowę do tyłu i rozsiadła się wygodnie. Cisza i spokój... podejrzewam, że gdyby posiedziała tak dłużej, to padłaby jak narkoleptyk na posadzkę i zasnęła pogrążona w głębokim śnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Francja
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5439-elijah-o-conneght#158647




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Czw Sie 22 2013, 14:02

To doskonałe miejsce by się zaszyć i w spokoju poczytać książkę. Nikogo tu nie będzie o tej porze. Lekcja zielarstwa zaczyna się później. Teraz będzie tu całkiem pusto. On jeszcze nie wie. Szedł bardzo cicho. Ukradkiem wpełzł do cieplarni i prawie bezdźwięcznie zamknął za sobą drzwi. To miejsce było tak tajemnicze i lekko dziwne, że Elijah jakoś tak automatycznie zaczął się zachowywać cicho. Znalazł małe krzesełko zaraz przy wejściu. Usadowił się wygodnie i rozejrzał. Zapadł grobowa cisza i chłopak poczuł się jak w scenie z horroru. Tylko on, pusta sala i... szeleszczące roślinki. Ktoś tu jest? Ostatnie wydarzenia i wilkołaki sprawiły, że bez najmniejszego namysłu wyciągnął różdżkę. Wstał szybko ale cicho. Jeden krok. Drugi, trzeci i czwarty. Dostrzegł głowę. Podszedł bliżej. To była dziewczyna. Zaraz...
-Nikola? -spytał lekko zdziwiony przy czym zapomniał o opuszczeniu różdżki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Czw Sie 22 2013, 14:11

O Jezu… biedna dziewczyna. Kiedy usłyszała szelest i usłyszała swoje imię podskoczyła jak oparzona i wystawiła w stronę chłopaka ręce w chęci samoobrony, jakoś nie wyglądało to na dobrą pozycję do walczy, czy obrony, ale bynajmniej próbowała! Kiedy ujrzała, że ten krukon, to nie ten, od którego ‘uciekła’ rozluźniła się i opadła na kolana wykończona całą tą sytuacją.
- Elijah… – wyszeptała biorąc głęboki oddech – chcesz żebym zawału dostała? – spytała zmarnowana i posłała mu delikatny uśmiech.
No cóż… może nie koniecznie ucieka… ona po prostu chciała pobyć chwilę sama, tak do następnego tygodnia, a pewien krukon chciałby ją mieć przy sobie 24/7 przez ten tydzień.
Nikola wzięła kolejny głęboki wdech i zaczęła się wachlować wolną ręką. Naprawdę się przestraszyła! Pierwsze co jej przyszło na myśl, to fakt, że Naoki wszczepił jej pluskwę, żeby nie chowała się przed nim i unikała swojej pracy, no może, do tego stopnia by się nie posunął. Ale kto go tam wie… to on chciał ją zamknąć w klatce…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Francja
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5439-elijah-o-conneght#158647




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pią Sie 23 2013, 10:40

Tak, to Nikola. Elijah odetchnął z ulgą. Spostrzegł także, że nadal trzyma różdżkę uniesioną w górze i skierowaną w dziewczynę. Natychmiast opuścił ją i schował.
-Przepraszam -były to przeprosiny jednocześnie za mierzenie w nią różdżką i przestraszenie jej. -Nie sądziłem, że ktoś tu będzie tak wcześnie. Ty pewnie tez nie -uśmiechnął się wesoło. Dalsze tłumaczenie nie miało sensu więc Francuz po prostu dosiadł się do koleżanki. Po raz kolejny ich spotkaniu towarzyszyło zaskoczenie, zdziwienie lub niepewność, czy to drugie na pewno żyje (pierwsze spotkanie przy dębie w zeszłym roku). Na wieść o nadchodzącej lekcji zielarstwa chłopak ucieszył się bardzo. To jest taki odprężające i przyjemne. Swojej przyszłości nie wiązał absolutnie z tym zawodem. Zdecydowanie bardziej interesowała go Historia Magii, choć tak na prawdę wszystko czego uczono w Hogwacie było warte wędrówki z Wieży Krukonów do klasy. Elijah wrócił do Puchonki.
-Dlaczego się tu zaszyłaś? -spytał z cwaniackim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pią Sie 23 2013, 12:30

Dziewczyna zaśmiała się pod nosem. Nie była zła, była trochę już przewrażliwiona. Chciała chwilę odpocząć, mimo iż nie powinna. Nie łamała danego słowa, tylko uważała zasługuje na trochę wolności, prawda? PRAWDA? Ech… pewien krukon złapał ją na jej nieuwadze i teraz musi za to płacić… ale czemu, aż tak bardzo?
Słysząc jego pytanie, dziewczyna spojrzała na niego kątem oka i zamyśliła się. Jakby to ująć?
- Ukrywam się… – powiedziała, a po chwili pokręciła głową i powiedziała – Albo nie… to nie brzmi za dobrze… zgubiłam się? – chyba ta cała rozmowa nie była kierowana do chłopaka, wyglądała tak jakby wymyślała wymówkę dla kogoś. Westchnęła pod nosem i spojrzała na chłopaka z delikatnym uśmiechem – Nie lubię łamać danego słowa, ale musiałam odpocząć, w samotności… – powiedziała. A chłopak tak jak nic nie wiedział, nadal nic nie wie. Pewnie dziewczyna powiedziałaby mu to bez problemu, ale się nie pytał…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Francja
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5439-elijah-o-conneght#158647




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Sie 24 2013, 10:01

Elijah roześmiał się. W jego odczuciu Niki zabrzmiała lekko ironicznie. Zgubiłam się? Jak myślisz, która historyjka brzmi lepiej? Więc zgubiłam się? Tak? Okej... Oh, nie! Zgubiłam się! I co ja teraz pocznę?! Przeczesał włosy ręką, co było już prawie odruchem albo nawykiem. Słowa Nikoli przywiodły mu na myśl bajkę o dziewczynce zagubionej w lesie i złym wilku, którego napotyka.
-Co tu robisz dziewczynko?
-Wciągam prochy... nie, nie, nie. Wyszłam na spacer. Albo nie. Poczekaj, jeszcze mnie nie pożeraj. Hmmm... Zgubiłam się? Tak, to brzmi spoko.
-Mogę cię już zjeść?
-Poczekaj. Najpierw wrzucę słit statusik na wizbooka: "Pożarta przez złego wilka". Zrobisz sobie ze mną focię?
Ten, krótki dialog mógł być częścią większego opowiadania. Zastanowię się później nad nim.
-Nie martw się. Odnalazłem cię i jesteś uratowana -zażartował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Sie 24 2013, 12:17

Dziewczyna westchnęła pod nosem i spojrzała na krukona z delikatnym uśmiechem. Gdyby słyszała bajkę którą wymyślił wybuchłaby pewnie śmiechem nazywając go geniuszem i składając mu pokłony… no cóż może niekoniecznie z pokłonami.
Humor pewnie by się jej poprawił i było wszystko w porządku, a tak trzeba powoli do niej dochodzić, ponieważ jest pewnie nieprzytomna, po tym co się stało.
Słysząc jego słowa uśmiechnęła się i złapała jego ręce patrząc mu głęboko w oczy. To było dziwne… mimo iż zawsze od wszystkich odwracała spojrzenie nie pozwalała nikomu patrzeć w swoje oczy, to jakoś przy nim nie mogła sobie tego podarować. Zawsze się w niego wpatrywała nieważne jak bardzo by chciała nie mogła przestać się patrzeć w jego oczy.
- Więc jesteś moim rycerzem w lśniącej zbroi, który wyswobodzi księżniczkę z rąk złego króla? Uwolni ją z klatki, tfu – przejęzyczenie się nie było przypadkowe, ale któż wie o czym ta dziewczyna myśli – z wieży i obroni przez mocną straszliwego kameleona? – spytała wpatrując się w niego z nadzieją. – No co? – spytała widząc jego reakcje na zamiennika smoczego potwora – Lubię smoki! Nie mogłyby mnie więzić, bo byłabym pewnie wtedy szczęśliwa! – powiedziała nie puszczając go i nie odrywając od niego spojrzenia. Uśmiech nie schodził z jej twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Francja
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5439-elijah-o-conneght#158647




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Sie 24 2013, 13:11

Chłopak zaśmiał się. O wiele spokojnie, niż poprzednio ze względu na sytuację w jakiej się znaleźli. Zabrzmiało to jak jakiś "kod czerwony". Ciekawa, bardzo ciekawa reinterpretacja bajki o księżniczce uwięzionej w wieży.
-Tak -odpowiedział patrząc jej w oczy. -Czy odlecisz ze mną na białej miotle w stronę wschodzącego słońca? -spytał również przerabiając lekko bajkę. Mugolskie bajki miały to do siebie, że zawsze to co piękne było tym co dobre. Kalokagatia. Czarny charakter absolutnie nie mógł być postacią piękną. Patrząc z drugiej strony, ci dobrzy są zazwyczaj piękni. Bardzo fajnym przełamaniem tego schematu była bajka o dzwonniku z Amsterdamu. Trochę przerażał go fakt, że znał więcej mugolskich historii niż tych pochodzących ze świata czarów. No cóż. Mugole też robią coś dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Sie 24 2013, 14:24

Nikola przechyliła lekko głowę w bok pozwalając, by niektóre niesforne kosmyki przysłoniły jej twarzyczkę.
- Jak mogłabym odmówić? – spytała czułym tonem. Jej głos się odrobinę zmienił, był bardziej delikatny i odrobinę odważniejszy. Nie był smutny, nie był radosny, a dumny. Jak głos księżniczki, która z wdzięczności wręcza chustę swojemu rycerzowi… właśnie – Czy zechciałbyś przyjąć tą oto… – zamyśliła się. Co ona mogłaby mu dać? Nie miała chusty! W końcu wpadła na pomysł, w końcu go puściła i zdjęła z włosów wstążkę, którą miała je przewiązane i uśmiechnęła się w jego stronę. – wstążkę, w ramach mojej wdzięczności? – wydukała jakże aktorskim tonem. Dobrze jej szło, trzeba przyznać – Wraz z nią me oddanie dla ciebie do końca mych dni. – powiedziała i spojrzała na niego z dołu, po czym zaśmiała się pod nosem zadowolona. Podobała się jej ta zabawa, ciekawa odmiana zwykłej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Francja
Galeony : 151
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 173
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5439-elijah-o-conneght#158647




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Sie 24 2013, 22:56

Odjadą w stronę zachodzącego słońca i... wezmą trzydziestoletni kredyt na dom. Będą żyć od wypłaty do wypłaty, od weekendu do weekendu z trójką dzieci na utrzymaniu. Lata będą mijały, a dzień nie różnił od poprzedniego i następnego. On będzie ciągle przesiadywał w pracy i się rozpije. Ona przestanie się nim interesować i znajdzie kogoś nowego. Wezmą rozwód, majątek podzielą. Jej romans okaże się tylko romansem. Będzie bez środków do życia, zacznie się prostytuować. On popadnie w totalny nałóg. Ich dzieci będą zawieszone między jedną tragiczną przestrzenią, a drugą lub Czarodziejska Opieka Społeczna im je odbierze. Ich życia zakończą się: samobójstwem, marskością wątroby, chorobą weneryczna lub czymś takim... i żyli długo i szczęśliwie.
-Przyrzekam na mój... -miecz? Nie. Przyjął wstążkę i nie za bardzo wiedział co z nią zrobić więc zawiesił sobie na szyi. Zaczął szukać różdżki, nie z tej strony, z drugiej. Jest. -Przyrzekam na mą różdżkę, że będę strzegł tej wstążki -wyrecytował podnosząc różdżkę patetycznie jak miecz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   

Powrót do góry Go down
 

Tyły cieplarni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Cieplarnia numer trzy
» Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
cieplarnie
-