IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Tyły cieplarni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Sankt-Petersburg, Rosja
Galeony : 45
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 419




Gracz






PisanieTemat: Tyły cieplarni   Nie Cze 27 2010, 16:03

First topic message reminder :


Tyły cieplarni

Na samym końcu cieplarni, za najróżniejszymi roślinami, można schować się i pozostać niezauważonym. Niewielką, prostokątną przestrzeń wypełniają wszelkie możliwe narzędzia ogrodnicze, ktoś najwyraźniej wykorzystuje to miejsce jako schowek. Znalazło się miejsce na maleńką ławeczkę, gdzie można usiąść, ale to rośliny przysłaniające szyby cieplarni, tworzą zieloną kotarę oddzielającą od rzeczywistości. Można się tu ukryć i pozostać niewidzialnym dla wszystkich innych, nawet czasem dla nauczycieli, którym do głowy by nie przyszło, że uczniowie zdolni są kryć się w roślinach.

UWAGA: Aby wejść obowiązkowo należy rzucić kostką w pierwszym poście. Nieparzysta – udaje Ci się wejść, parzysta – niestety nie udaje Ci się wejść. Jeśli już raz odkryjesz lokację możesz odwiedzać ją bez ponownego rzucania kością. Zezwala się zdradzić lokalizację tematu dwóm osobom towarzyszącym.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Coconut Cove
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 467
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t536-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5044-ci-dobrzy-i-ci-zli-czyli-elenowe-powiazania-postaci?highlight=ci+dobrzy+i+ci+%C5%BAli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1070-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9392-elena-marion?highlight=Elena+Marion




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Nie Sty 22 2012, 13:52

Po Elenie te "ciosy" spływały. Przywykla, ze ktoś ja obraża i w ogóle. Ale nie pozwoli sobie, zeby taka smarkula sobie na tyle powtażala. Z torebki wyciagnęła jeszcze jedna myszkę i rzuciła jednej z roślinek, która równiez sie juz niecierpliwiła. W chwilę później chwyciła za różdżkę i wycelowała ja w stronę dziewczyny.
-Incarcerous!- i liny związały mlodą, bezczelną sóbkę, ktora wierciła sie i szamotała, próbując uwolnić.
-Jeżeli twierdzisz, ze ty sobie poradzisz, to teraz masz okazję to pokazać.
elena rzuciła jeszcze ostatnie przekąski roślinkom i wsunęła je pod stół. A małą bezczelną osóbkę razem z nimi. Elena Podniosła z podlogi kasiazkę, którą wcześniej czytła dziewczyna, znalazła sobie odpowiednie miejsce, tak, zeby być zasłoniętą przez rośliny i żeby wszystko widziec i zaczęla "czytać". tak an prawdę, czekała, co tamta zrobi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Nie Sty 22 2012, 14:24

Ona zareagowała błyskawicznie, ale niezauważalnie gdy dostrzegła różdżkę dziewczyny. Na początku szarpała się, ale nie długo. Zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech. Jej usta poruszyły się wypowiadając słowa.
- Diffindo
Więzy zostały rozcięte, a ona odskoczyła spoglądając z pogardą na roślinki. Uśmiechnęła się chytrze i wycelowała w roślin różdżką.
- Wingardium Leviosa - wydukała i rzuciła owym biednym stworzeniem, o ile stworzeniem można to nazwać w wredną dziewczynę. Jej policzki były czerwone ze złości i wpatrywała się w nią zirytowana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Coconut Cove
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 467
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t536-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5044-ci-dobrzy-i-ci-zli-czyli-elenowe-powiazania-postaci?highlight=ci+dobrzy+i+ci+%C5%BAli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1070-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9392-elena-marion?highlight=Elena+Marion




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Nie Sty 22 2012, 14:35

Elena błuskawicznie zareagowała na rzucanie jej pupilkami. Szybko chwyciła doniczkę jeszcze w locie i ostrożnie odstawiła ją na ziemię. I teraz Elena była juz na prawde wkurzona... W jednym z rękawow miaął schowany sztylet. Drugi nosiła przy pasku, ale tego wolałą nie używać... (to był ten z trucizną) Tak więc podeszła powoli do dziewczyny i chwyciła ją za ubrania pod szyją podnoszac delikatnie do góry jednak dziewczynka nie oderwała stóp od podłogi.
-I teraz pozałujesz, ze w ogóle tu przyszłaś.- powiedziałą chłodno, twardo i szorsto zaraem, a jej oczy płonęły nienawiścia do ów dziewczyny.
Wolną ręką wyciagnęla z rękawa sztylet i dźgnęła dziewczynę prosto w brzuch. Przeciagnęła ostrze w dół, w gorę i jeszcze na boki, po czym puściła nadal zywą dziewczyne na ziemię tuż obok jednej z doniczek. Sztylet schowała do rękawa, po czym schowała drugią roślinkę spowrote pod stół, odwróciła się na pięcie i ruszyła jakby nigdy nic przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Nie Sty 22 2012, 14:41

Lillyanne spoglądała spokojnie i widocznie zdziwiona na dziewczynę. Kiedy ta ją uniosła próbowała się wyszarpać, ale nic nie zrobiła, bo poczuła niesamowity ból w okolicy brzucha. Nie krzyknęła, nie piszczała, tylko zacisnęła zęby zaciskając mocno oczy. Kiedy opadła na ziemię, nie miała zamiaru się poddać. Uniosła się na przed ramionach z wielkim trudem i uniosła różdżkę w stronę dziewczyny. Obraz zaczynał jej się rozmazywać. Nie wierzyła, że tak po prostu może się teraz wszystko dla niej skończyć. Ale nie pozostanie jej dłużna. Uchyliła usta i wypowiedziała pół szeptem.
- Incendio
Jest to zaklęcie podpalające, które podpaliło jej sukienkę. Dopiero po tym opadła na podłogę kuląc się z nieopisanego bólu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Coconut Cove
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 467
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t536-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5044-ci-dobrzy-i-ci-zli-czyli-elenowe-powiazania-postaci?highlight=ci+dobrzy+i+ci+%C5%BAli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1070-elena-marion?highlight=Elena+Marion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9392-elena-marion?highlight=Elena+Marion




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Nie Sty 22 2012, 14:49

Eena poczółą jakies dziwne ciepło w okolicach nóg. Spojrzała za siebie i spostrzegła, że jej sukienka sie apli. Wycelowała różdżkę w płomienie i mruknięł "Aquamenti" szybko gasząc pozar. Na szczęście plonienie nie dosięgnęły skury, więc nawet się nie opażyła. rzuciła jeszcze tylko jedno obojętne spojrzenie na bezwładne ciało dziewczyny i uśmiechnęła się wrednie i z zadowoleniem. Wyszła na głonia i dalej szła przed siebie. A w cieplarni nie został nawet ślad po jej obecności. Zadnych dowodow, ze to ona dźgneła dziewczynę, musiałą tylko wyczyścić nóż, ale to był akurat najniejszy problem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Nie Sty 22 2012, 15:23

- Eh i co ja mam z tą Eleną zrobić, myślał spokojnie nic tylko ból i zniszczenie z jej strony. Wszedł szybkim krokiem do Cieplarni, i przyklęk przy leżącej uczennicy. Delikatnie obrócił ją by zobaczyć ranę kłutą podbrzusza, obficie krwawiła, przez dłonie dziewczyny, cały jej mundurek jest zalany krwią a ta biedna dziewczyna blednie z minuty na minutę.
-Spokojnie zajmę się tym powiedział spokojnym głosem, bądź tak dobra i spójrz mi w oczy.- Spojrzał w jej lekko migdałowe oczy, zaczął delikatnym i głębokim głosem wymawiać w jej kierunku, słowa, których nauczył się jeszcze w Durmstrangu, odpowiednio intonując głos, powtarzał jej w koło słowa po rosyjsku- Spójrz w me oczy, spójrz w ich głębie, wkrocz w tą głębie i zanurz się w niej, niech jej spokój da ci ukojenie, usłysz głos mój, poczuj go niech Ci wskaże drogę, słuchaj go.- Wprowadzał ją tym bardziej w trans aż zatonęła w nim.
Gdy był pewien, że wpadła w trans dostatecznie głęboko, szybko zajął się jej raną. Odsłonił ją spod jej rozluźnionych rąk, otworzył szybko swoją torbę, wyciągając z niej serię eliksirów. Wydobył malutki flakonik zawierający przeźroczystą ciecz, a potem drugi w nieprzeźroczystym flakonie. Szybko odsłonił ranę na brzuchu, rozrywając i odsuwając poszczególne warstwy odzieży. Wycelował różdżką na zabrudzony krwią brzuch-Chłoszczyść- rzucił zaklęcie oczyszczając jej brzuch, ujawniając lokalizację rany, sięgnął po przeźroczystą ciecz, otwarł ją i wylał kilka kropel na ranę, która bardzo szybko zaczęła się goić, schował fiolkę z łzami feniksa. Sięgnął po drugi eliksir, delikatnie napoił nim Lilly, by uzupełnić jej straty krwi, mógł zrobić to zaklęciem, ale nigdy mu nie ufał, a poza tym zawsze maił z nim problem, nie wiedząc kiedy ma je przerwać. Zostało mu tylko nałożyć na ranę kompres i zabandażować brzuch.
-Czas byś otwarła swe oczy, wróć do mnie- powiedział do jej uch, wybudzając ją z transu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pon Sty 23 2012, 17:27

Dziewczyna leżała zaciskając zęby. Nie wiedziała co się dzieje i ile czasu minęło, wszystko kręciło się w koło i nie chciało się zatrzymać.
Czy ja tutaj zginę? Nie chce kończyć w tak głupi sposób… Ale.. czy ktoś znajdzie mnie tutaj?
To było dla niej zagadką i męczyła ją ta myśl niezmiernie. Aż nagle ujrzała czarnowłosego mężczyznę. Nie kojarzyła go zbyt dobrze, kim był i co go przywiało? A skąd ma do jasnej Anielki wiedzieć? Na razie leżała cierpiąc i powstrzymując krzyk, który chciał wydobyć się z jej krtani. Mężczyzna spojrzał w jej oczy i zaczął wypowiadać mieszaninę słów, których nie rozumiała. Jednakże nagle poczuła się bardzo rozluźniona i jak gdyby straciła świadomość tego co się z nią dzieje. Jej oczy stały się przerażająco puste, bez jakiejkolwiek oznaki życia. Dopiero kiedy usłyszała szept odzyskała świadomość. Wraz z szeptem oddech owej osoby połaskotał ją w ucho. Zamrugała kilka razy i postarała się usiąść. Udało się jej to, ale jak na razie nic nie powiedziała. Wpatrywała się w tępo w podłogę, próbując sobie za wszelką cenę przypomnieć co się stało. Kiedy nie dała rady sobie przypomnieć spojrzała na nauczyciela.
- Co… co się stało? – spytała niepewnie, lekko zakłopotana i zamrugała kilka razy jakby w potwierdzeniu, że nie wie o co chodzi. Przez głowę przeleciał jej obraz dziewczyny, która wbija w jej brzuch sztylet i odchodzi z podpalonym ubraniem.
- Aha.. Elena mnie zaatakowała - wydukała żeby bardziej siebie w tym uświadomić, niż mężczyznę stojącego przed nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pon Sty 23 2012, 17:41

-Wiem o tym, jak i o twoich dokonaniach odzieżowych na niej-odpowiedział spokojnie. Chowając flakoniki do torby, zamknął ją i jeszcze raz spojrzał na opatrunek nie widać już było krwi, to dobrze.
-Teraz czas co zrobić z twoim ubraniem, zaraz wróci do normy,-machnął różdżką, korzystając z niewerbalnego Reparo i chłoszczyść, przywrócił jej odzież do stanu wręcz idealnego, nie było śladu po rozerwaniach, krwi i dziury po sztylecie.
-Popraw sobie mundurek i zasuwaj do skrzydła szpitalnego, niech Cię tam obejrzą, Aha nim zapomnę masz tu eliksir zażywaj regularnie 2 razy dziennie po łyżeczce przez tydzień, to by usunąć ubytki krwi i pomóc z ewentualnymi ranami wewnętrznymi-podał jej flakonik.
-A teraz Wybacz muszę pewną warth i deulu o darddiad y mages dynol, złapać- Wstał i ulotnił się z Tyłów cieplarni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pon Sty 23 2012, 17:59

Ona wpatrywała się w nauczyciela zakłopotana. Również zaśmiała się drapiąc po głowie. Była tak rozkojarzona, że nawet nie dostrzegła, że jej ubrania były rozerwane… Kiedy wróciły do normy obejrzała się dokładnie i spojrzała niepewnie na mężczyznę. Poprawiła mundurek, tak jak ją o to poprosił i wstała zakłopotana.
- Dziękuje za pomoc… i przepraszam za kłopot – wydukała. No cóż zawsze sprawiała problemy i o tym wiedziała. Ścisnęła w dłoni eliksir i spojrzała na odchodzącego czarnowłosego. Sama nie siedziała tam zbyt długo, więc gdy się ulotnił wyszła z cieplarni kierując się prosto do skrzydła szpitalnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Tokio/Perth
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 253
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 414




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Mar 03 2012, 09:11

Chłopak był teraz w swoim żywiole. Był niezwykle szczęśliwy tego popołudnia, więc z szerokim uśmiechem wędrował sobie wśród swoich ukochanych roślinek. Te wszystkie zioła i kwiaty..Kaoru chodził tak przez jakieś pół godziny wdychając zapachy rozchodzące się po cieplarni i doglądał roślin. Jeny, jak on kochał zielarstwo! Niesamowity przedmiot, tyle się można było nauczyć...Puchon wiedział wszystko na jego temat, już teraz mógłby zostać nauczycielem. Ale oczywiście się tym nie chwalił, jakże by mógł, nie? No więc uznawszy, że roślinkom niczego nie brakuje usiadł sobie z tyłu cieplarni na ławeczce wśród jakiegoś rosnącego ziela, tak że prawie go zasłaniało i wpatrzony w zieleń panującą w tym miejscu po prostu się zamyślił nad ostatnimi wydarzeniami w swoim życiu.



Ostatnio zmieniony przez Kaoru Matsumoto dnia Pon Mar 05 2012, 20:13, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn/ Osaka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1320




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Mar 03 2012, 10:54

Mógł nie wracać... Czuł się w tej szkole jak więzień, a teraz, to już szczególnie! Namida chciał tylko POŻYCZYĆ kilka składników do sporządzenia eliksiru euforii, co by zwyczajnie sobie humor poprawić, a tym czasem został oskarżony o kradzież. Kradzież?! Jakie to poniżające. A mógł zwyczajnie posłać sowę do ojca, żeby mu je wysłał, ale że... ostatnio ich stosunki nie były w najlepszym stanie, postanowił załatwić to na własną rękę. Wycieczka do Hogsmeade? Po co, skoro składzik ze składnikami znajduję się tak blisko pokoju wspólnego Ślizgonów? No, ale wtedy jakiś durny nauczyciel, którego nawet nie znał! wpadł do klasy i oskarżył go o tę plugawą kradzież. A on nawet jeszcze nic nie zdążył wziąć! I tak właśnie wylądował tutaj... Za kare miał posprzątać cieplarnie. Cieplarnia. Miejsce, którego nienawidzi, pełne brudu, ziemi, kurzu i niebezpiecznych roślin. Nienawidził zielarstwa. Nawet, jeśli ono w pewnym sensie było powiązane z eliksirami. No po prostu jego arystokratyzm nie mógł znieść takiej dawki brudu pod paznokciami!
Dlatego też wziął ze sobą książkę z biblioteki na temat wszelkich cech i właściwości i pełną instrukcji na temat tegoż eliksiru, który pragnie uwarzyć i różdżkę, której, mimo zakazu, planował użyć podczas ogarniania tego miejsca. Wpierw jednak musiał oczyścić sobie jakieś miejsce, jak najdalej od tych wstrętnych roślin, żeby mógł sobie spokojnie poczytać. W ogóle nie zdawał sobie sprawy z towarzystwa, bo też kompletnie starał się nie rozglądać, co by jakiejś morderczej roślinie nie spojrzeć... w między liście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Tokio/Perth
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 253
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 414




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Mar 03 2012, 12:38

Kaoru czuł się dobrze...zawsze był radosny i lubił tą szkołę, zdecydowanie bardziej niż jakieś japońskie szkoły, albo nie daj Boże, Durmstrang. Ale od kilku dni...Hogwart nabrał dla niego nowego, jeszcze lepszego znaczenia. Bo właśnie ją tu spotkał. Tak sobie siedział i rozmyślał. Nie zauważył, że nie jest sam, dopiero gdy ktoś zaczął się żwawiej poruszać chłopak podniósł wzrok. Przez chwilę nie poznał Ślizgona, widział go taaaaak dawno temu, jakieś trzy miesiące, a Nami zmienił fryzurę i w ogóle, więc dopiero po kilku minutach Kaoru zajarzył z kim ma do czynienia. Kurczę, stęsknił się trochę za swoim kuzynem. O tym, że są spokrewnieni dowiedział się zupełnie przypadkiem i zupełnie niedawno. Okazało się, że jego mama ma w rodzinie mugolkę, której synem jest właśnie ten o to uczeń Domu Węża. Zdziwiło to chłopaka niezmiernie, do tej pory myślał, że jego krewni byli tylko i wyłącznie czarodziejami, a tu proszę. Mama ukrywała mugoli. Puchon nie miał nic do niemagicznych ani mugolaków, ale jego tata...Właśnie, pewnie matka ukrywala ten fakt by nie dosięgnął jej gniew męża. Dopiero Hideko, z którą mieszkał obecnie nasz Kaoru, wyjawiła mu tą tajemnicę. Myślał, że Namida nie będzie chciał mieć z nim nic wspólnego. Puchon i Ślizgon...to mogło się nie udać. A jednak, ich relacje były nadzwyczaj przyjazne. Dlatego Kakao ucieszył się, że spotkał kuzyna. Uśmiechnął się szeroko zastanawiając się co Namiś tu robi. Może i nie znali się aż taaaak dłuuuugo i dobrze, ale akurat o wstręcie Japończyka do zielarstwa wiedział i niezmiernie się temu dziwił. Dla niego nie istniał żaden lepszy przedmiot, więc nie rozumiał jak ktoś może go tak nie lubić. Szczerze, zdziwiła go obecność chłopaka. Czyżby szlaban polegający na oczyszczeniu cieplarni i posprzątaniu? Jakby co to Kaoru pomoże! A i obroni przed niebezpieczną rośliną, a jakże! Więc gdy Nami zblizył się dostatecznie Kaoru wstał i ruszył w jego stronę. -Bu! Heeeeeej, co tu robisz? - spytał z uśmeichem zaglądając chłopakowi przez ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn/ Osaka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1320




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Mar 03 2012, 13:41

Starał się skupić na czytaniu, jednak co rusz wyrywało go z zamyślenia jakieś syczenie, a później... kroki? Podskoczył, kiedy usłyszał "bu", szybko jednak się uspokajając, kiedy zobaczył znajome, skośne oczęta. No, wreszcie coś znajomego! Znaczy się, ktoś, oczywiście. Bo odkąd wrócił, Namiś jakoś nie mógł znaleźć nikogo znajomego, no, prócz Simona, oczywiście. Ale z nim spędzał czas, no... dosyć monotematycznie. Właściwie, to musi coś wymyślić, bo jeśli do ich związku wkradnie się nuda, to... Nie, Namida W OGÓLE nie obawiał się, że krukon go zostawi, czy coś... obawiał się bardziej, że to on sam się znudzi i zacznie szukać czegoś ciekawego po zamku. No, ale nie ważne!
Odgarnął nieco już zapuszczone włosy do tyłu i uśmiechnął się szeroko.
- Kaoru! - pisnął niczym małe, dżapońskie dziewczę, oczywiście strasznie przesadnie, ale strasznie go to bawiło. - Co tam? Trochę czasu minęło, co? Ja ledwo co wróciłem, w Japonii byłem. Małe wakacje w ciągu roku, polecam gorąco. Coś cudownego, szczególnie, kiedy pod scena ma się stado piszczących fanek.
Mówił już całkiem normalnie, zamykając książkę, nie chcąc wyjść na przesadnego intelektualistę. Bo po co. Nie chciał też mimo wszystko opowiadać zbyt szczegółowo, dlaczego zrobił taką przerwę, chociaż nie sądził, aby zaraz potem Kaoru miał lecieć na łeb na szyję pisać list do rodziny, co tam dzieje się w ich haniebnym mugolskim odłamie. Cóż, chociaż tyle szczęścia, że ich stosunki były naprawdę dobre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Tokio/Perth
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 253
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 414




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Mar 03 2012, 15:32

Uśmiechnął się do kuzyna szeroko. Cieszył się, że go spotkał. Serio, oprócz cioci Hideko i jej rodziny nie miał kontaktu z żadnym krewnym oprócz Namidy, wszyscy się go wyrzekli, wyklęli go. A on tylko chciał być szczęśliwy, robić to co kochał i być z tą, którą kochał. Czy to tak wiele? Czy to tak trudne do spełnienia? - Nie przeszkadzam? Taki zaczytany jesteś. - zaśmiał się lekko słysząc pisk Ślizgona. -Namiiiiiiida! - wykrzyknął Puchon naśladując głos chłopaka. - Hmm...Obecnie przeżywam najpiękniejsze chwile w swoim życiu, ot co. - tak, miał zamiar się tym chwalić komu popadnie. Ba, wykrzyczałby to całemu światu. - A no dużo dużo...kurczę, od pięciu lat nie byłem w Japonii. Tęsknię za nią...Jakoś nie mam motywacji żeby tam pojechać...nadal używam języka, świętuję japońskie święta, jem sushi i inne japońskie potrawy, ale...kurczę, nie wiem. Japonia zawsze kojarzyła mi się z rodziną. A teraz jak już nie mam rodziny oprócz ciebie, cioci Hideko, Josuke, Mariko i Takahiro nie mam żadnej rodziny. Ale niedawno przypomniało mi się, że mam pewną sprawę do załatwienia właśnie niedaleko domu rodzinnego, i muszę to wykonać...nie wiem jak to zrobić żeby mnie nikt z dawnych znajomych nie rozpoznał i nie doniósł moim rodzicom, ale chyba dam radę. Więc pewnie w wakacje choćby na jedną dobę zawitam do Tokio. -musiał dorwać tamtych chłopaków, musiał...w sumie nie wiem ci musiał ale miał zamiar coś zrobić, w końcu obiecał to sobie kilka lat temu. Roześmiał się na słowa o fankach. - O, to widzę, kariera się rozwija. Mam nadzieję, że kiedyś zaprosisz mnie na koncert, co? A w ogóle, co tam u ciebie? Kurczę, fajnie cię widzieć. - stwierdził Kaoru. Oczywiście w życiu nie wysłałby do nikogo listu naskarżającego na Namidę. Bo po pierwsze, nie mógłby zrobić temu kogoś kogo lubił, a poza tym- on już nie miał rodziny. Puchon zapewne wśród rodziny z Japonii był traktowany na równi z mugolami. Wyrzekli się go, nie chcieli mieć z nim nic do czynienia. Nie miałby więc po co do nich pisać. A oni nie pisali do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn/ Osaka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1320




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Nie Mar 04 2012, 12:53

Gadatliwość to cecha rodzinna. Pomyślał, uśmiechając się lekko. To w sumie było nawet zabawne.
- Przeszkadzasz? Ależ skąd! - spojrzał niepewnie na swoją lekturę. No, zaznaczy sobie, gdzie przerwał i skończy w swoim dormitorium albo w jakimś innym zaciszu. W tej chwili chyba... potrzebował po prostu z kimś pogadać. A, jakby nie patrzeć, Kaoru był naprawdę dobrą do tego osobą.
- Oooo, szczęście widzę Cię rozpiera!! Kto to, kto to? - spytał domyślnie. No, bo przecież to było TAKIE OCZYWISTE! No, a poza tym... no przecież Namida na samym początku też się tak zachowywał... Szalał ze szczęścia i chciał się nim dzielić ze wszystkimi, nawet z największym wrogiem. Co oczywiście nie znaczy, że teraz też się nie cieszył. Jasne, że się cieszył! Ale... czuł się już na tyle doświadczony, że starał się podchodzić do wszystkiego nieco bardziej sceptycznie.
- Wiesz, w końcu nie dla picu jesteśmy czarodziejami, nie? Zawsze coś się wykombinuje. - wspomniał na temat tego, co by nie być rozpoznawanym. On już sam wiele razy się nad tym zastanawiał, no bo w końcu przed szalonymi fankami będzie jakoś musiał się ukrywać.
- Ba, dostaniesz nawet bilet dla vipa, na before i after party! A wierz mi, tam się zaaawsze dzieją cuda! - zaśmiał się w głos, przypominając sobie koncerty w Japonii. Tak, stanowczo bardzo dobrze je wspominał, jako jedne z najlepszych imprez, jakie przeżył kiedykolwiek.
- A u mnie... No, kręci się. Wiesz, pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem właściwie, to spotkałem się z Simonem, choć w sumie bardziej przypadkiem, ale jednak... No, i... no, grzeczny nie byłem za bardzo... Ale Simon jest tak cudownym facetem, że naprawdę go to nie interesowało. No i jakby nie patrzeć, nadal jesteśmy zaręczeni. - dodał nieco ciszej, zerkając w dół na swoją dłoń, gdzie na kciuku był pierścień rodowy a na palcu serdecznym obrączka zaręczynowa. Faktem było, że zdjął ją na cały swój wyjazd, ale kiedy tylko wrócił, ona od razu wróciła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Tokio/Perth
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 253
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 414




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Nie Mar 04 2012, 15:44

Zdecydowanie rodzinna. Kaoru uwielbiał dużo gadać, często przy tym gestykulował. Cieszył się, że spotkał kuzyna. Dawno się nie widzieli, a pomimo, że nie byli może zbyt bliską rodziną, to dogadywali się niezwykle dobrze. Nawet mimo różnicy domów. -To dobrze. -uśmiechnął się do Namisia. Przyjrzał się jego książce. Wiedział, że chłopak lubi eliksiry. -Zamierzasz coś uważyć? Bo jakbyś chciał...to mogę ci pomóc, w wyborze jakiejś rośliny czy coś. - zaproponował, w końcu od czego jest rodzina. Wiedział, że Ślizgon niezbyt się w tym orientuje, więc podziwiał to, że gotów był się poświęcić dla swojej prawdziwej pasji. Kiedyś nawet próbował go namówić do zielarstwa, ale się nie dało, więc zrezygnował, nie chcial męczyć Namidy.
Usłyszawszy pytanie zaśmiał się głośno. -Aż tak jestem przewidywalny? Przyjaciółka z przeszłości. Do dziewiątego roku życia się przyjaźniliśmy, byliśmy niczym papużki nierozłączki, aż nagle jej rodzice dostali pracę w Londynie i musiała wyjechać. Kontakt się urwał a ja umierałem z bólu i tęsknoty. Szczególnie było to bolesne, że wtedy właśnie zrozumiałem co do niej czuję. Byłem wiecej niż pewien że nigdy jej nie zobacze, więc starałem się jakoś normalnie żyć, z dosyć dobrym skutkiem. Ale nigdy nie zapomniałem o Lilly. A teraz ona jest w Hogwarcie! Nasza przyjaźń myślę, że przetrwała przez te wszystkie lata, chociaż o mnie zapomniała, straciła pamięć w wypadku. Ale...chyba będzie dobrze. A co z tego wyjdzie...nie wiem. -zakończył tą mocno skróconą opowieść aby nie zanudzić kuzyna wieńcząc ją szerokim uśmiechem. Wiedział, że się zachowuje bardzo dziwnie i może trochę przesadza. Ale był taaaaaaaaaaki szczęśliwy, że ją spotkał, że...no nie wiedział co tak naprawdę z nimi jest, ale cokolwiek było sprawiało mu niewysłowioną radość, którą chciałby się podzielić z całym światem. - No pewnieeeee. Magia czasem się nieźle przydaje. -pokiwał entuzjastycznie głową. Nie wiedział co prawda jak to jest uciekać przed szalonymi fankami, no ale mógł się domyślić, że były one nieco męczące.
- O kuuuurczę, serio? Nie mogę się doczekać teraz! To co mowisz jest bardzo zachęcające. - roześmiał się. Lubił imprezować, bawić się, czuć się niezwykle rozluźnionym. A i kochał muzykę, więc połączenie tych dwóch rzeczy to po prostu raj na ziemi.
Słuchał uważnie opowieści chłopaka. Z jego relacji wiedział o jego stosunkach z Simonem i szczerze kibicował ich miłości. Dlatego zdziwił się gdy się dowiedział, że Namidy nie ma, bo wiedział o tym, popytał paru osób. Z Krukonem nie znał się osobiście, ale parę razy widział go z kuzynem, a i bez niego, w czasie jego nieobecności także. I to nie był zbyt przyjemny widok, gdyż było widać że student cierpi. Kaoru pokręcił głową. -Ech...wiesz, widziałem go parę razy jak ciebie nie było. Wyglądał na niezwykle załamanego. Nawet chciałem do niego podejść, znasz mnie, lubię pomagać ludziom i w ogóle, ale jakoś nie miałem odwagi i nie wiedziałem czy Simon by tego chciał. Ale cieszę się, że wszystko w porządku. -uśmiechnął się patrząc na obrączkę zaręczynową na palcu Śligona. - Pasujecie do siebie. - stwierdził. To, że kuzyn był szczęśliwy i jego niezmiernie ucieszyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn/ Osaka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1320




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pon Mar 05 2012, 22:17

Namida nigdy nie zwracał uwagi większej, niż potrzebna, na to, kto z jakiego domu pochodzi. No, może kiedyś bardziej, ale teraz, kiedy był dojrzały i nieco bardziej rozgarnięty, zwracał uwagę na człowieka, a nie na to, czy pochodzi ze Slytherinu czy Hufflepuffu, jak w tym wypadku. Poza tym, naprawdę się cieszył, że ma kogoś magicznego w rodzinie, kto nie był od strony ojca. Z nimi nigdy nie umiał się dogadać.
- No, planuję. - odparł z rezerwą, nie będąc pewnym, czy mówić dalej, ale no przecież... - Chcę uwarzyć eliksir euforii... Wiesz, ostatnio kiepsko u mnie z dobrym humorem i pomyślałem, że to by mi bardzo pomogło. Zastanawiam się, bo na pewno będę potrzebował figi abisyńskie... i mięte. - zajrzał jeszcze raz do książki, co by się upewnić. Cóż, mógł nawet wcześniej o tym pomyśleć. W końcu z nich dwóch, to Kaoru był mistrzem zielarstwa!
- "Przyjaciółka", hmm? Tak to się teraz nazywa? Mam nadzieje, że Twoja przyjaciółka jednak odzyska pamięć... - Namida zamyślił się na moment, zastanawiając się, co on by począł w takiej sytuacji. Gdyby tak Simon stracił pamięć i on musiałby tak od nowa...? Ciekawe, czy w takim wypadku Simon nadal wybaczałby mu jego zdrady i flirty, czy ta część jego osobowości uległaby zmianie...?
Gdy Nami usłyszał o tym, jak mógł wyglądać Simon pod jego nieobecność... Oh, co tu dużo mówić, strasznie zrobiło mu się przykro. W końcu nie wyglądał też najlepiej, gdy zobaczył go pierwszy raz. Stanowczo za chudy, blady, przemęczony. A to wszystko z jego winy.
- Wiesz... jak tchórz jeden uciekłem. Nic mu nie napisałem i zniknąłem na te dwa głupie miesiące. Niby sam sobie sie tłumaczę, że to dlatego, że nie wiedziałem, czy wrócę i nie chciałem mu robić nadziei, myślałem, że zapomni... Ale widać za mocno namieszałem mu już w życiu. I nie da się ukryć, że on mnie też. - zaśmiał się smętnie, nadal spoglądając z nutą melancholii na pierścionek, po czym jednak uśmiechnął się wesoło do kuzyna. Dobrze było się jednak czasami wygadać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Tokio/Perth
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 253
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 414




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sro Mar 07 2012, 17:04

Kaoru także nie zwracał uwagi na dom. Tak samo jak na czystość krwi, orientację seksualną, kolor skóry, wiek czy narodowość. Dla niego takie rzeczy nie miały żadnego znaczenia. Jednakże niestety wielu ludzi z jego otoczenia nie miało takiego samego zdania co on. I dostawało mu się. Za to że jest Puchonem, za to że jest niezbyt mądry, za głupie żarty, które tak kochał...za wiele rzeczy. No cóż, ludzie są niesprawiedliwi. Ale chłopak cieszył się, że kuzyn go akceptuje pomimo tego wszystkiego choć jest Ślizgonem, którym jak wiadomo, nigdy nic nie pasuje. Kaoru nie miał dobrego kontaktu ze swoją rodziną. Jedynie właśnie z Namim, z Hideko, z Josuke, z Mariko i Takahiro.
Pokiwał głową. -Hmmm...akurat ten eliksir znam, to ci chętnie pomogę. Mięta...- rozejrzał się wokół i ruszył w sobie tylko znanym kierunku. Znał tą cieplarnię jak własną kieszeń, wiedział co gdzie jest. Pomyślał chwilę i doszedł na właściwe miejsce. - Tu jest! - powiedzial z entuzjazmem i począł zrywać ją dla kuzyna. Wiele razy zajmował się tu roślinkami i nauczyciele czy inni pracownicy pozwalali mu tu przebywać i korzystać z tego czego bedzie potrzebował. Wziął w garść kilka gałązek i dał kuzynowi. Potem znalazł figi. Na szczęście Eliksir Euforii nie był zbyt skomplikowany i nie wymagał jakichś szczególnie niebezpiecznych czy niedostępnych roślin, było ich pod dostatkiem. Gdy już dał Namidzie wszystko o co pytał wrócił do niego i uśmiechnął się. - Proszę, jakbyś jeszcze kiedyś miał z czymś problem to chętnie pomogę. Tylko uważaj żebyś się od tego eliksiru nie uzależnił czy coś. - ostrzegł ze śmiechem, kto jak kto ale Nami znał się na tym i na pewno nie stanie mu się krzywda. - Kurczę...mam nadzieje, że już niedługo tak ci się humor polepszy, że nie będziesz potrzebował eliksiru. - troskliwy Kaoru zawsze do usług.
Słysząc kolejne słowa Namidy wyszczerzył się do niego i dźgnął go żartobliwie palcem w żebra. - no mówię ci, że przyjaciółka! Kurczę, siostra prawie. I to raczej niemożliwe, nie wiem czy odzyska ją do końca...Ale czasem jakaś tam wizja z przeszłości ją nawiedza. Całe szczęście, że dzięki mojemu charakterowi i urokowi osobistemu nie potrzebowała sobie mnie przypominać tylko po prostu polubiła mnie od nowa. I znowu jesteśmy przyjaciółmi, tak jakby nie minęło te siedem lat...Ale...- zamyślił się. I nagle zdał sobie z czegoś sprawę. Zrozumiał. Że nie powinien mieć takiego podejścia do sprawy. -Ale ja się nie poddam, Nami. Nie po to tak długo tęskniłem, tak długo ją kochałem. Nie zrezygnuję z niej, będę walczył aż do końca. - mówił całkowicie poważnie i pewnie. Był zdziwiony, że dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nie powinien się poddawać. Jeśli Ci na czymś zależy nie poddawaj się, walcz z całych sił! Nie chciał tracić przyjaźni Lilly. I dopóki się przyjaźnili było dobrze, lecz...Kaoru chciał więcej. Zawsze chciał. Przez te wszystkie lata. Nie miał pojęcia co ma robić, jak...ale nie zrezygnuje. Nie wiem co go tknęło by akurat teraz zmieniać swój sposób myślenia, no ale ja tego człowieka nie znam i za niego nie odpowiadam więc jakby coś to nie moja wina. Oczywiście nie miał zamiaru jakoś od razu dawać jej do zrozumienia co do niej czuje, czy broń Boże, wyznawać jej cokolwiek. Wolał działać w ukryciu, małymi kroczkami. Gryfonka po wypadku wciąż była tą samą Lilly którą znal jak był dzieckiem. Nie zmieniła się wiele. Może przybyło jej trochę nowych cech charakteru, ale pewne przyzwyczajenia i przypadłości pozostały niezmienne. Większość jej osobowości była taka sama jak dawniej. Więc pewnie i Simon zachowałby tą cechę. A zaczynanie od nowa wcale nie jest takie trudne. Puchonowi udało się praktycznie od razu, ach ten wdzięk i urok osobisty.
Słuchał uważnie słów kuzyna. Nie potępiał go oczywiście, ale musiał przyznać, że to co zrobił Ślizgon to było głupie. Pokręcił głową z dezaprobatą. -To było strasznie dziecinne, wiesz...Jak się kogoś bardzo kocha to nie da się tak łatwo o nim zapomnieć. Choćby i nie było go milion lat, to dalej tęsknisz, twoje uczucie zamiast słabnąć rośnie. A jak ktoś ucieka bez uprzedzenia, nie dając znaku życia...to się człowiek dodatkowo jeszcze martwi o tą ukochaną osobę. Jak jeszcze raz odpalisz takie coś to uprzedzam, poskarżę na ciebie. - pogroził chłopakowi palcem udając wielce oburzonego i groźnego, ale nie wyszło to mu zbyt dobrze bo prawie od razu zaczął chichotać chcąc rozluźnić atmosferę. Wygadanie się jest bardzo potrzebne, pozwala nam spojrzeć na nasze problemy z innej perspektywy. - Wiesz...dobrze, że jednak wróciłeś. - uśmiechnął się do kuzyna szeroko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Kwi 28 2012, 20:34

Tup, tup, tup. Śmierć, śmierć, śmierć.
Nienawidziła się tak czuć, nienawidziła samotności, ale nie potrafiła inaczej sobie z tym poradzić. Hayley miała żyć. Tyle niewypowiedzianych słów skrytych pod wargami posmarowanymi pomadką ochronną. Skuliła się i ruszyła w stronę mostu, gdzie miała się spotkać z Puchonem. I chociaż Słońce nadal mocno grzało to.. Straciła wszelką nadzieję. Skryła się pod warstwami swetrów, wyglądała jak nieboskie stworzenie, ale czy ktokolwiek się tym przejął?
Po drodze zboczyła z trasy, sama nie wiedziała kiedy, jednak czuła, gdzieś tam w głębi wiedziała, iż Andrew ją znajdzie. Zawsze trafiał, odnajdywał drogę. Czemu ona nie miała takiego daru i nie umiała zapobiec śmierci Hayls?
Dotarła na tyły cieplarni, gdzie rośliny szczelnie otoczyły ją swoimi zarośniętymi ramionami. Chciała kwitnąć razem z nimi, ale przecież.. jeszcze zima, jeszcze czas. Najpierw trzeba zginąć, dopiero potem się odradza. Usiadła na ziemi i czekała.
Słoneczko świeci, wszyscy umierają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin
Galeony : 157
Dodatkowo : +200% do zajebistości!
  Liczba postów : 392




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Pon Kwi 30 2012, 08:17

Każde uderzenie serca traktował ostatnio jak błogosławieństwo. Śmierć Hayley wywołała nawet u niego katastrofalne skutki. Niby nic się w jego zachowaniu nie zmieniło, niby nadal był idiotą z wiecznym bananem na twarzy. Ale ostatnio ten banan nie miał w sobie za dużo szczerości. Bądź, co bądź, ale był wrażliwym… dzieckiem jeszcze, więc nic dziwnego, że go ta śmierć poruszyła.
Jednak dzięki niej zaczął dostrzegać wagę życia. Jego kruchość, ulotność. Skojarzył je sobie z motylem, a nie jak wcześniej z ogromnym dębem, którego poruszyć może jedynie bardzo silny wiatr.
Biegł teraz szybko, mając na sobie tylko cienką bluzkę i spodnie. Chłód miał w dupie, najwyżej się przeziębi i będzie się leczył aspiryną czy innym gównem. Teraz najważniejsza były Kathleen, bo w końcu… Hay była dla niej kimś bardzo bliskim. Dobiegł do mostu, ale zauważył, że nikogo tam nie ma. Rozejrzał się dookoła, a jakiś cichutki głosik kazał mu się cofnąć i skręcić w stronę szklarni. Już myślał, że się pomylił, ale dojrzał w kącie malutką sylwetkę Ogrodnika. Bez słowa podszedł do niej, starając się nie tupać za mocno, i usiadł, obejmując ją ramieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Gryffindor
Wiek : 22
Galeony : 304
  Liczba postów : 799




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sro Maj 02 2012, 10:48

Było tak pięknie, wszystko budziło się do życia, ptaszki śpiewały, trawka zielona, pąki na drzewach, wiosna, Słońce, istna sielanka. Naprawdę chciała się tym cieszyć, bardzobardzobardzo, ale.. Hades widocznie zabrał ze sobą nie tylko Hayls. Spojrzała w górę gotowa przeklinać Zeusa za to, że nie powstrzymał brata, że mu pozwolił, że jest przeokropnym bogiem, że... Zapach miłości dotarł do nosa Kathleen i wszystko się jakoś rozmyło.
Andrew, Andrew, Andrew. Oparła się o niego i złapała go za rękę. Całe zło miało odpłynąć, rozkaz Agenta, duchy uciekały, powoli wsiąkały w ziemię jak pojedyncze łzy Gardner.
- Ona nie chciała być drugą Persefoną, błagałam ją, żeby tu została, ale nie chciała, bała się, że wszyscy umrzemy. Byłam gotowa podzielić jej los, byleby tylko została tutaj, ale pomyślałam za późno i.. - wzięła głęboki wdech, za dużo głupich liter łączących się w jeszcze głupsze wyrazy tworzące idiotyczne zdania.
Potrząsnęła oklapniętymi loczkami, ciesząc się, że nie musi siedzieć tu sama. - Nawet jeden kaktus mi usechł - wyżaliła się. - Był z nich najsilniejszy, młody, jeszcze młody, ZA MŁODY. Był jak ona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Dublin
Galeony : 157
Dodatkowo : +200% do zajebistości!
  Liczba postów : 392




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sob Maj 12 2012, 01:33

Wiosna czasem odrodzenia tak? Nowego życia i tych innych bzdur? Cóż… ta wiosna była inna. Przyniosła coś potwornego i nawet on zdawał sobie z tego sprawę. Bał się, bał się, bał się. Nie o siebie, nawet nie o Hayley, która na pewno jest szczęśliwa tam, gdzie jest, ale o Kathleen. Zdawał sobie sprawę, jak bardzo ją to bolało i zamierzał pokazać jej, że na niego może liczyć zawsze i że zostanie. Nawet jeśli jakieś potwory go zabiją.
Automatycznie objął ją ramieniem, kładąc swoją głowę na jej. Czekoladowe włosy przyjemnie łaskotały go po twarzy, a on siedział cicho jak mysz pod miotłą i czekał. Kiedy mówiła, uspokajająco głaskał ją po ręce, patrząc gdzieś w dal i próbując przetrawić jej słowa.
- Podzielić jej los? Kath, co ty wygadujesz, słońce? Ona by tego nie chciała. Nikt by nie chciał, ale przede wszystkim ona. Ciągle o ciebie dba i nie pozwoli ci na to. – Przytulił ją mocno do siebie, starając się nawet nie myśleć, co by było, gdyby pomyślała wystarczająco wcześnie. Nie, wyrzucił to z głowy. Nie zrobiła tego. Wszystko jest na swoim miejscu. Prawie.
- Może to był JEJ kaktus. Może teraz broni jej swoimi igiełkami. Na pewno trzymają się razem. Muszą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sro Maj 15 2013, 20:16

ach pozdrawiam mojego kumpla z "Charliego", powyżej <3

Coś czuję, że te cieplarnie będą ulubionym miejscem Rivera w Hogwarcie. Tak niedługo tu przebywa, a jestem absolutnie pewna, że to własnie do szklarni wpadł już nie raz! Anglicy mieli bardzo dobre zaopatrzenie, jeśli chodziło o hodowaną roślinność. Prawdę powiedziawszy spodziewał się, że będzie gorzej i sam będzie musiał na parapetach w doniczkach, zamiast paprotek, sadzić magiczne odurzające roślinki! Całe szczęście zabawa w ogrodnika nie będzie konieczna.
Quayle w przeciwieństwie do swojej Kanadyjskiej koleżanki całkiem dobrze pamiętał, że obiecał jej zbieranie roślinek. W ogóle, mimo alkoholu, który wypił, miał dość sporą świadomość co robił i mówił, mimo, że czarująco chwiał się wówczas na nogach! Ach ta mocna, Indiańska głowa! A więc tego popołudnia, nie mając za wiele do roboty, nasz chłopaczek postanowił przejść się do cieplarni, jednakże wcześniej jeszcze wysłał Madison list, by również do niego dołączyła. Troszkę mu chodziło po głowie, że ostatnio po pijaku, szaleńczo się ogarnęli i chyba chciał po prostu przekonać się, czy między nimi wszystko jest ogółem okej i nadal w porządku. Bo przecież mogli się dziko do siebie przestać odzywać, czy coś! Różnie to bywa. A nie o to chodziło, właściwie wprost przeciwnie, nasz Quayle nie pogardziłby spędzeniem nieco większej ilości czasu w towarzystwie ów niewiasty. Dlatego też pomyślał, że milutko będzie to z nią pozbierać trochę magicznych ziółek.
Nasz chłopaczyna do cieplarni przyszedł ubrany w brązowe rurki, białą koszulkę z jakimś szalonym nadrukiem, oraz fioletową marynarkę z podwiniętymi rękawami, odsłaniającą jego nadgarstki licznie zdobione ciemnymi rzemyki z cicho pobrzękującymi, drewnianymi i metalowymi koralikami. Jako, że Madison wciąż nie było, to sam postanowił rozejrzeć się po otoczeniu i pozbierać trochę odpowiednich roślinek i potrzebnych naczyń. Wszystko to przeniósł w rękach na tyły cieplarni, gdzie usiadł na ziemi i wysypał zdobycze przed siebie. Glinianą miseczkę postawił z boku, obok niej rzucił różdżkę, a potem zaczął oddzielać zebraną roślinność, jakby układając wedle jakiegoś systemu. A ponieważ roślinki miał naprawdę różne, to owe rozdzielanie zajęło mu cały ten czas nim dołączyła do niego Kanadyjska koleżanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Trois-Rivières
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1827
Dodatkowo : metamorfomagia, rezerwowy pałkarz
  Liczba postów : 707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5525-madison-chloe-richelieu#160262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5529-pancake-karma-is-coming-after-you#160278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5528-madisonowa-sowa#160270
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7198-madison-richelieu




Gracz






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Sro Maj 15 2013, 22:03

Cóż, Madison nigdy nie była zbyt dobra z zielarstwa, więc w kwestiach roślinności po prostu wierzyła Riverkowi, ale może Anglicy nie byli do końca świadomi, co za cuda rosły u nich w cieplarniach albo może któryś z uczniów okresowo poczuł powołanie do sadzenia magicznych roślinek, a później zmienił hobby, zostawiając swoje dzieci na pastwę losu? Tak czy inaczej, ktoś powinien się nimi zająć zanim się zmarnują!
Proszę mi wierzyć, to nie tak, że nie zamiast wspomnień z wieczoru integracyjnego miała czarną dziurę! Po prostu czasami po mocno zakrapianej nocy miała wrażenie, że w jej wersji wydarzeń nie ma żadnych niejasnych luk, a dopiero później w trakcie rozmowy z kimś innym odkrywała, że coś jej jednak umknęło i tak też właśnie było w tym wypadku. Doskonale na przykład pamiętała ich szalony taniec na poprawę smaku wina i uśmiechała się trochę nieobecnie za każdym razem, gdy to wspomnienie do niej wracało. Nawet przez to zaliczyła w drodze do cieplarni dziwne spojrzenie od jakieś obcej dziewczyny, która najwyraźniej zraziła się tym, że Kanadyjka tak nagle bez sensownego powodu głupawo się uśmiechnęła, ale co tam. Faktycznie, ich ostatnie spotkanie potoczyło się dość niespodziewanie i w sumie w główce blondynki też zaświtała myśl, że wypadałoby to obgadać, więc ucieszył ją list od Rivera.
Richelieu troszkę czasu szukała drogi i wydawało jej się nawet, że pomimo tego, jak długo siedziała w dormitorium, wybierając w co powinna się ubrać i ostatecznie decydując się na super proste zestawienie zupełnie zwyczajnych szortów i letniego, jasnego sweterka, udało jej się szybko dotrzeć na miejsce. Kiedy jednak zobaczyła, że chłopak już na nią czeka i to, sądząc po jego zbiorach, najwyraźniej już od jakiegoś czasu, wytłumaczyła sobie, że pewnie siedzi tu od rana i wysyłał list właśnie z cieplarni, a nie że ona się grzebała czy coś. Pozytywne myślenie górą.
- Mam nadzieję, że po tych Twoich cudach nie grozi mi żaden kac-morderca tak jak po zdradliwym winie – rzuciła pogodnie zamiast jakiegokolwiek przywitania, wskazując palcem na imponującą kolekcję różnych listków, po czym klapnęła sobie na ubitej ziemi naprzeciwko Riverka i jego ziółek, zastanawiając się, czy właściwie ich rozmowa będzie poważna czy będą po prostu udawać, że nic się nie stało.

wybacz super tempo, ta prezentacja pochłonęła mi więcej czasu niż myślałam :c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 279
  Liczba postów : 420
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5479-river-quayle#159453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5482-indianski-wigwam-riverka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5483-rzekowa-sowa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7165-river-quayle#204302




Administrator






PisanieTemat: Re: Tyły cieplarni   Czw Maj 16 2013, 00:03

Tak naprawdę wiele osób powiedziałoby, że River też nie był dobry z zielarstwa, bo tak właśnie mówiły jego oceny. Jednakże w praktyce chłopak miał naprawdę sporą wiedzę, najzwyklej odziedziczoną po rodzicach - właścicielach sklepu zielarskiego. Inaczej mówiąc, mimo wszystko, Madison wierząc Riverowi w sprawach ziółek mogła być spokojna. A co do tego wszystkiego rosnącego tutaj, to myślę, że uczniowie po prostu nie byli świadomi, że niektóre z tych roślinek, którymi zajmują się na co dzień podczas zajęć, mają też dodatkowe zastosowanie. Zwłaszcza, gdy zostaną połączone z innymi. O takich rzeczach też zwykle nie uczyli na zajęciach w Hogwarcie!
River przywitał Madison uśmieszkiem, obserwując jak siada na ziemi na przeciw niego. Właściwie uznał, że już są na dobrej drodze, skoro dziewczyna nie zignorowała jego wiadomości, ani nie umówiła się, ostatecznie nie przychodząc. Wprost przeciwnie, pojawiła się, wcale nie tak wielce spóźniona, jak to mogło się jej wydawać i do tego wesoło go przywitała. Chyba trochę odetchnął, bo najgorszą wizją byłoby zerwanie tej znajomości przez jakieś szalone ekscesy po pijaku i brak chęci na przejście z nimi do porządku dziennego.
- Nie, nie spokojnie, wybrałem te najlepsze i te sprawdzone. Tak, że po pierwsze, nie musimy próbować kilku mieszanek, żeby sprawdzić ich smak i wybrać najsmaczniejsze, a po drugie, nie mają skutków ubocznych w postaci samopoczucia bliskiego stanu zgonu na drugi dzień. Poza tym na pewno poprawiają cerę, działają odchudzająco, odmładzająco i w ogóle są ekstra zdrowe, czy coś tam - wymieniał i chwalił roślinki, urywając parę listków z małej gałązki, które po chwili wrzucił do miseczki. Oczywiście te ostatnie słowa były już zmyślone. No ale przecież zioła są ogółem bardzo zdrowe, więc kto wie, może i miały takie zastosowanie? - W końcu widać, że jestem ich wielkim koneserem - dodał niezbyt poważnie i odgarnął do tyłu swoje długie włosy, jakby reklamował produkt na urodę. Po tym podniósł miseczkę i położył w dłoniach Madison.
- Podgrzej je trochę Incendio, z tymi razem - powiedział spoglądając jej w oczka, po czym dorzucił do miseczki kilka listków kolejnej roślinki. Po tej czynności sam zajął się zgniataniem listków kolejnego ziela, zastanawiając się, co on właściwie ma powiedzieć na temat ich ostatniego spotkania, jego finału dokładniej.
- Mad, Mad, Mad - powtórzył jakby to imię miało mu podpowiedzieć co i jak chce powiedzieć dalej. - Nie wiem, czy mamy na to podobny pogląd, ale ostatnio było całkiem miło. Nie pogniewałbym się, gdybyśmy widywali się trochę częściej - sprytnie rzekł, w gruncie rzeczy, całkiem wprost, raz to spoglądając na swoje zioła, raz na panną Richelieu. W końcu po prostu dorzucił do jej miseczki resztkę roślinności. Na boga, był taki super gadatliwy i zawsze mający wiele do powiedzenia, więc wypadałoby żeby i tutaj wiedział jak to wszystko rozegrać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Tyły cieplarni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Cieplarnia numer trzy
» Ukryta, zarośnięta łączka niedaleko cieplarni

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
cieplarnie
-