IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wodospad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 26
Skąd : Miami
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 377
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1211




Gracz






PisanieTemat: Wodospad   Sob Sty 14 2012, 00:53


Wodospad






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Hiszpania / Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 152
Dodatkowo : wilkołactwo, teleportacja
  Liczba postów : 136




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Sob Sty 21 2012, 20:40

Ramiro prosto z jadalni udał się... Właśnie tutaj! Bez zastanowienia, się rozebrał i wskoczył, do przeraźliwie zimnej wody. Woda wymieszała się z łzami. Młody Hiszpan zanurkował, i pozostał pod wodą przez dłuższy czas. Wszystko w jednej chwili, stało się tak skomplikowane! I na co on właściwie liczył? Dobrze wiedział że nie może być z nikim, a mimo to uwierzył! Chciałby teraz spotkać się z Cass. Albo nie! Cofam to. Teraz powinno się pojawić Eveline Aquila. Ona by wiedziała co mu powiedzieć. Chociaż pewnie nazwała by go idiota, który nie walczy o dziewczynę swych marzeń. Jego mała siostrzyczka. No fakt spokrewnieni nie byli, ale to nie zmieniało faktu że traktuję ją jak swa młodszą siostrę. Ciekawe tylko, kto w tym rodzeństwie był tym silniejszym? Ramiro zawsze był tym inteligentniejszym, lecz czy silniejszym? Przy niej zawsze mógł być sobą, niczego nie udawać. Niemal jak przy Cass. Tyle że tamta nie wiedziała, iż Ramiro jest wilkołakiem. W przeciwieństwie do małej Evci.
Ramiro wypłynął na powierzchnie. Czy już mu przeszło? Raczej nie. Lecz odpuszcza już całkowicie. Musi się pogodzić z tym faktem, z tym jak jest. Zresztą tak jest lepiej, a bynajmniej łatwiej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Sob Sty 21 2012, 21:56

Dziewczyna o brązowych lokach przechadzała się znudzona przez las. Słyszała o imprezie, która miała mieć miejsce w domku, ale nie pojawiła się na niej, nie miała najmniejszego zamiaru. Dlaczego? Może za bardzo bała się i wstydziła, albo po prostu nie przepadała za takimi imprezami. Zresztą nie chciała widzieć Corn ponownie pijanej i... nawet wolała nie myśleć, co ona mogłaby robić po pijaku! Westchnęła idąc na ślepo i oglądając piękno ośnieżonego lasu. Nagle usłyszała szum wody, który bardzo ją zainteresował, zdziwiona ruszyła w stronę odgłosu i dotarła do wodospadu. Z zachwytem wpatrywała się w piękny ośnieżony wodospad wraz z iskierkami w oczach. Jednak większe zainteresowanie poświęciła mężczyźnie, którego dostrzegła pod taflą lodowatej wody. Odruchowo schowała się za jednym z drzew i przyglądała mu się z ukrycia. Była ubrana cała na biało, więc można by powiedzieć, wtapiała się w otoczenie. Do głowy napłynęło jej milion myśli, których nie umiała opanować. Każda z nich domagała się odpowiedzi, której nie dostała. Co tutaj robi? Czy jest stąd? Czy nie jest mu zimno? Obserwowała go z nadzieją, że nie zostanie dostrzeżona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Hiszpania / Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 152
Dodatkowo : wilkołactwo, teleportacja
  Liczba postów : 136




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Sob Sty 21 2012, 22:14

Ramiro pływał sobie, próbując jakoś to sobie wszystko pookładać w głowie. Wiedział że tak jest lepiej, wiedział ze tak powinno być. lecz czy to musiało tak boleć? Czy do głowy musiały, na nowe przychodzić myśli, iż mogło być inaczej? Wyrzuty sumienia nadchodziły, wciąż na nowo atakując zmęczony umysł chłopaka. Tamta scena...
Ramiro ponownie się zanurzył w lodowatej wodzie, i podpłynął pod wodospad. Nagle usłyszał charakterystyczne "Tup, tup tup" Ktoś nie był na imprezie, i przyszedł właśnie tutaj? Właśnie teraz? Ramiro naprawdę, nie miał ochoty na żadne towarzystwo, dla tego zignorował dziewczynę. Miał jedynie nadzieje że w końcu jej się znudzi, stanie na mrozie i sobie pójdzie. Najlepiej by było, jak by wszyscy sobie poszli. Zwłaszcza te myśli, ten natrętny obraz. Nie mógł sobie wybaczyć, że tak mocno się zaangażował. Lecz przecież wiedział że tak będzie. Przewidział to. Więc czemu tak postąpił? Czemu dał się ponieś emocją?
Ramiro wynurzył się, prosto pod wodospadem. Lodowata woda spadała na niego, było mu przeraźliwie zimno. A on na nic nie zważał. Równie dobrze mógł umrzeć, i nic go to nie obchodziło. Jedynie Evka i Cass. Znaczyły dla niego tyle, by zostać na tym świecie. Lecz na pewno poradzą sobie bez niego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Sob Sty 21 2012, 22:28

Lillyanne stała w ukryciu i wpatrywała się w chłopaka cały czas. Najwyraźniej nie miała najmniejszego zamiaru odchodzić, a tym bardziej podchodzić do niego i rozpocząć rozmowę. Wiele rzeczy nachodziło do jej głowy gdy widziała jak pływał taki jakby nieobecna. Stała tak dosyć długo, aż nagle zrobiła krok do tyłu i odbiegła dosyć szybko. Nie było jej przez jakiś czas. Można było pomyśleć, że wreszcie dała sobie spokój i zostawiła go samego, tak jak sobie życzył. Jednak po kilku minutach słychać było ponowne kroki, jednak tym razem owa osoba zbliżała się szybciej, więc musiała biec. Zielonooka wróciła do miejsca, w którym stała przed chwilą i spojrzała w miejsce, w którym przed jej odejściem był chłopak. Jej policzki były zaróżowione. Oddychała ciężko, więc z jej ust wydobywała się para. Mogła robić się powoli irytująca stojąc w ukryciu i wpatrując się w niego tak zawzięcie, aż nagle wyszła i ruszyła w jego stronę wolnym krokiem. Zatrzymała się przed jeziorkiem i uśmiechnęła się szeroko. Niepewnie wydukała.
- Hej... nie jest ci zimno? - spytała od razu po przywitaniu się. Chłopak mógł dostrzec, że w rękach trzymała biały ręcznik, który przyniosła z domku. Miała nadzieję, że dzięki temu, chociaż trochę uda się jej złagodzić zimno, które zapewne go uderzy w momencie opuszczenia jeziora. Dopiero gdy była tak blisko mogła dokładnie mu się przyjrzeć. Czarne niczym noc włosy, które mokre wydawały się dla niej czarniejsze niż najciemniejsza otchłań i te błękitne oczy, które mogły by ją przeszyć na wylot, przynajmniej tak jej się wydawało. Nie odrywając od niego spojrzenia i w zniecierpliwieniu wyczekując jego odpowiedzi, zaczesała za ucho opadające jej na twarz kosmyki przytulając do siebie niepewnie ręcznik.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Hiszpania / Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 152
Dodatkowo : wilkołactwo, teleportacja
  Liczba postów : 136




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 12:55

Ramiro pływał, próbując przegonić wszelkie złe myśli, i emocję. Nie należało to do najłatwiejszych zadań, lecz lodowata woda działała cuda. Nasłuchiwał i obserwował dziewczynę, która zachowywała się nieco dziwnie. Jakie miała zamiary, kim jest? Nie wiedział, lecz nie przejmował się tym. Nawet gdyby zjawił by się tutaj Lord Voldemort lub ktoś w jego pokroju, i powiedział by mu że zaraz go zabiję. To Ramiro przyjął by to, jakoś tak bez większego przejęcia się. Zresztą nie chciał by w tedy, widzieć reakcji Evki. Po ciężkich męczarniach i torturach. Być może była by łaskawa dobić takiego czarnoksiężnika. Chociaż wątpił by Evka była by zdolna, by kogoś zabić, to jednak wiedział że za najbliższe jej osoby, jest gotowa przekroczyć każdą granicę. Prawdziwa Gryfonka nie ma co!
Kiedy dziewczyna wróciła, zbiła biednego Krukona z tropu. Pobiegła specjalnie dla niego po ręcznik? Przejęła się jego losem? Tym że może być mu zimno? Ramiro nie dowierzał w to wszystko, ale chyba tak właśnie było. Podpłynął do niej, i wyszedł z wody. (Tak mam te cholerne slipki na sobie.) Wziął od niej ręcznik, z miłym lecz łagodnym uśmiechem i wytarł się. Faktycznie było zimno! Ramiro szybko się ubrał, lecz nie mógł przestać drżeć z zimna. Ta kąpiel to chyba nie był najlepszy pomysł, lecz z drugiej strony pomogła mu. Wcześniej czuł się jak w upojeniu alkoholowym. Nie zdolny do trzeźwego myślenia, i działając pod wpływem chwili. Wierząc w coś co nie ma prawa się stać. Ta kąpiel sprawiła że całkowicie wytrzeźwiał. Zdał sobie sprawę gdzie jest jego miejsce. Przypomniał sobie kim jest, i gdzie leży granica. Której nie należy przekraczać.
- Dziękuje. - Powiedział do dziewczyny, lecz jeszcze na nią na patrząc. Niech trwa jeszcze błoga chwila, kiedy nic o sobie nie wiedzą! Zamiast tego wsłuchiwał się w żałobną pieśń wiatru, i patrzył się hen daleko przed siebie. Jego ciało szybko przyzwyczaiło się do chłodnej temperatury. Nie jest łatwo marznąć, mając w sobie owłosioną bestię. Chociaż akurat wątpię, że to przez to iż Ramiro jest wilkołakiem. Ale co ja tam wiem.
- Jestem Ramiro. - Powiedział, wciąż się na nią nie patrząc. Wziął trochę śniegu, i zaczął się nim bawić. Jego ręce zaczynały powoli sinieć z zimna. Lecz on jak by na to nie zważał. Patrzył się wciąż w jeden punkt. Lecz co tam widział? To mógł dostrzec, jedynie inny wilkołak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 12:58

Biegła. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się by poczuła się tak osłabiona. Lecz biegła. Alkohol powoli uderzał jej do głowy ze zdwojoną siłą. W końcu na libacji zorganizowanej przez nią wypiła go nie mało. Jakieś dwie pełne butelki. Zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień. Oddychała tak ciężko jakby właśnie przed chwilą własnoręcznie przeniosła ze trzy ciężarówki. W końcu nie zatrzymywała się od dobrych trzydziestu minut.
Nie chciała za nim iść. Nie miała zamiaru. Nie miała powodu. On nie był dla niej wszystkim. On nie był nikim najważniejszym. Nie był idealny. Więc czemu? Czemu jak jakaś idiotka czy psychopatka biegnie w czarnej, krótkiej, mocno wydekoltowanej sukience? Dlaczego przeszła po wszystkich pokojach w całym domu w górach? Po jaką cholerę wyszła po zmroku na potworne zimno nie znajdując czasu by się nawet przebrać, a w ostatniej chwili łapiąc stare trampki?
Zostawiła za sobą trzy butelki niedokończonego sake. Teraz, gdy podjęła decyzję przed nią był tylko zmrok. Nie było nic poza otaczającą ją ciemnością. Wiatr uderzał w jej zgrabna twarzyczkę wraz z porcjami płatków śniegu sprawiając, że zazwyczaj blade policzki lekko poczerwieniały podczas gdy cała reszta ciała była prawie biała jak kartka papieru, jak te zaspy wokoło niej. W takim stanie śmiało można ją było pomylić z wampirem. Z krwiożerczą istotą, która w taka noc jak dziś pragnęła wyłącznie kogoś zabić. Ale nie o to chodziło. Ona nie chciała życzyć komuś śmierci, ona chciała ratować! Ratować tego, który przecież nie powinien jej obchodzić w takim stopniu. A może jednak? Bo ten moment kiedy przyciągnięta jego spojrzeniem wpiła się w jego usta był dla niej niesamowity. To ona podjęła tą decyzję, on tylko uległ. I to ona to w tym momencie zniszczyła. Zepsuła i kto wie czy to nie najgorsze co kiedykolwiek sprawiła swoim spontanicznym zachowaniem?
Biegła dalej. Powoli zwalniała, ale starała się utrzymywać równe tępo. Starała się ułożyć w głowie plan działania. Chciała z góry założyć co powie, jeśli go znajdzie. Ale wszystkie znane jej miejsca były puste i nawet zwierzęta nie chciały tam zaglądać. Dlaczego wszystko jest takie trudne? I dlaczego to tak ma wyglądać?
W przypływie nagłej słabości organizmu musiała stanąć. Oparła się o pobliskie drzewo. Wiatr śmiało rozwiewał jej włosy na wszystkie strony. Może były długie, do pasa, ale okryć się nimi nie mogła, niestety nie były płaszczem.
Usłyszała plusk. Plum, plum, plum. Woda. Tak bardzo chciało jej się pić. To sprawiło, że ruszyła w tamto miejsce. Nie spodziewała się, że to właśnie ono będzie dla niej aż tak zbawcze. Z daleka usłyszała głosy. Przygaszone wiatrem i przez niego zniekształcone przez co nie mogła rozpoznać czy to znane jej osoby, czy nie. Ale może on widziały Ramiro?
Z daleka widziała ośnieżony wodospad. Była już coraz bliżej ku niewielkiej radości jaka zagościła w sercu. Słychać było jej ciche kroki. Mocniejsze stąpanie prawą nogę. Napije się, chwile odpocznie i wróci do poszukiwań. Gdy znalazła się już blisko na tyle, żeby widzieć ów dwie osoby poczuła, jakby ją strzelił piorun. Stał tam właśnie on. Jego ciemne włosy i jego ciemne oczy prawie zlewały się z otoczeniem. Jejku, jak on wyglądał. Był przemarznięty. W dłoniach miał ręcznik. Czy on kąpał się na tym mrozie? Oby nie, przecież mógł zrobić sobie krzywdę. Mało brakowało, żeby był siny. Do czego ona doprowadziła... Ale nie był sam. Stała z nim dziewczyna, którą poznałaby wszędzie. Nie było to dla niej łatwe do zrozumienia, co tutaj robi Lillyanne. Czyżby Latif, pan gwiazdeczka, nie pomylił się co do Ramiro? Czyżby właśnie był pocieszany przez kochankę? Nie. Lilly by jej tego nie zrobiła. Ale zaraz, ona nie wiedziała. Nikt nie wiedział. Nikomu się nie przyznała aż do dzisiaj, że ma kogoś. Dlaczego wszystko się komplikuje? Jednak dobrze wiedziała jedno. Lillyanne nie działa szybko, a do tego jest nieśmiała. Nie pozwoliłaby sobie na zbliżenie z nim. Dlatego nie była wściekła. A czy zazdrosna? Ups.
- Ramiro – Wykrztusiła szeptem między kolejnymi płytkimi oddechami. W jej głosie słychać było ogromną ulgę. Mimo wszystko nic mu nie jest. Czuła się jakby ktoś włożył jej do gardła wielką bryłę lodu, który nie chciał się roztopić, a w klatkę piersiową wbijano jej milion lodowych sopli. Miała przygotowany długi monolog, ale każde zdanie i każde słowo wyleciało jej z głowy. Stała tam. Tępo wpatrywała się to w jedno to drugie. Zacisnęła dłonie w piąstki. Nie może stać tak jak słup soli. Głośno przełknęła ślinę.
- Rami, to nie tak jak myślisz – Zaczęła chyba w najgorszy sposób jaki mogła! Cholera! Starała się nie pokazywać tego, jak bardzo jest padnięta tym sprintem. Nigdy więcej, zdecydowanie. A Lilly? Zdecydowanie ją rozpraszała. Miała do niej tyle pytań! Brakowało jej tylu odpowiedzi. Nie, na razie nie może się do niej zwracać. Nie chciała, żeby Ramiro ją znienawidził. Nie chce, żeby ktokolwiek ją nienawidził, a zwłaszcza... Zwłaszcza on. Dlaczego...
- Ja wiem, że to wyglądało jednoznacznie, ale ten chłopak to mój przyjaciel. Najlepszy przyjaciel. Często zachowujemy się w ten sposób, ale to są żarty. Ani ja nie mam nic poważnego na myśli ani on... Naprawdę... Proszę nie rób niczego głupiego – Spuściła głowę. Objęła się lekko ramionami tak, jak to robiła zawsze kiedy coś ją bolało. Ale to nie o nią teraz chodziło. Tylko o krukona. Stale robiła z siebie ofiarę, a nie powinna! Bo to przecież jej wina. Ona się do niego zbliżyła, ona go pocałowała. A teraz... Odwraca kota ogonem. Nie może. Trzeba przyznać, że zdarzało jej się być okropną. Tak jak dzisiaj.
Czy jednak jej zależało? Stale mówiła, że nie. Więc czy mogło być inaczej skoro spotkali się dopiero drugi raz?
- Ja wiem, że cię zraniłam. I żałuje tego. Nie chce żebyś... Żebyś... Po prostu nie wiem co mam ci powiedzieć. Nie chciałam za tobą biec – Nadeszła chwila szczerości z jej strony. Jakże rzadko pojawiająca się chwila. Ale jednak.
- Nie wyobrażałam sobie, że można się aż tak zaangażować się w to wszystko. Nie myślałam, że zrobisz to w takim stopniu. Miałam cię po prost olać. A... Ale ktoś powiedział mi coś mądrego. Że jeśli ci na mnie zależy to jesteś wyjątkowy. Ktoś taki jak ty nie zdarza się często. Nigdy nie spotkałam kogoś, kto byłby do ciebie podobny i kto potraktowałby mnie w taki sposób. Może dla tego się boję tego wszystkiego – Chwilkę milczała. Potem zaśmiała się cichutko i podniosła na niego oczy chcąc spojrzeć prosto w głębie jego źrenic. Jej nie były przeszklone, nie miała zamiaru płakać. Chyba, że wiatr stale suszył zalążki tego, co mogłoby wypłynąć w przypływie sporawych emocjo jakie nią teraz targały.
- Stoję dla ciebie tutaj... Pijana... W za małej sukience na chłodzie i mam wrażenie, że zaraz serce rozwali mi żebra... Więc proszę. Może to dobry powód, żeby dać mi jeszcze jedną szansę? - Skończyła spoglądając na niego z lekkim uśmiechem przepełnionym nadzieją i niecierpliwością. Musiała to powiedzieć. I nie pozwoliła wejść mu w słowo nawet raz. Musiał to wysłuchać bez przerywania. Zanim podejmie jakąkolwiek decyzję.
Po zaledwie kilkunastu sekundach najbardziej nieprzyjemnej ciszy jaka mogła zapanować odezwała się. Nie mogła słuchać tego złowrogiego milknięcia, które przedzierał tylko szum znienawidzonego dzisiaj wiatru. Jej głos był jakby lekko rozpaczliwym wołaniem o pomoc, której tylko on był w stanie jej udzielić.
- Przepraszam Ramiro... Proszę... Zabierz mnie do pokoju...


Ostatnio zmieniony przez Cornelia Somerhalder dnia Nie Sty 22 2012, 13:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 13:22

Ona wpatrywała się w niego całkowicie zakłopotana. No cóż, na jej policzkach pojawił się dorodny rumieniec, kiedy wyszedł z wody i ukazał jej swoje ciało. Oglądała go dokładnie, cal po calu zatrzymując się na każdym milimetrze chcąc go zapamiętać. Zaczesała za ucho niesforne kosmyki włosów, które przysłaniały jej widok (no cóż :D). Była niesamowicie szczęśliwa, że mogła mu w jakikolwiek sposób pomóc, a jeszcze bardziej uszczęśliwiło ją to, że przyjął tą pomoc, bez jakiś ale, tak po prostu… Przymknęła delikatnie powieki starając się uspokoić, by móc wydusić z siebie jakiekolwiek słowa. Czuła, że gdyby teraz zaczęła mówić, to skrzeczałaby, bądź coś w tym rodzaju próbując wyrzucić z krtani słowa, które w niej utknęły. Kiedy usłyszała zwykłe dziękuje drgnęła i uchyliła ponownie powieki ukazując soczyście zielone oczy z wesołymi iskierkami, które skakały po jej oczach ożywiając je do granic możliwości.
- Nie masz za co dziękować… - wydukała zakłopotana i odwróciła wzrok zabierając to uczucie, którym tak go naciskała przez ostatnie kilkanaście minut. Było to uczucie wielkiego zainteresowania, ale również delikatniej troski, która z niej wypływała. Gdy usłyszała ponowne słowa wydobywające się z jego ust drgnęła i powtórzyła w głowie jego imię, jakby chcąc poznać głębosze jego znaczenie. Nie wypowiedziała swojego, może była zbyt oszołomiona tym wszystkim? Zresztą bardziej zwróciła uwagę na jego sine ręce, do który wziął jeszcze śnieg. Odruchowo złapała go za dłoń wytrącając puch z jego rąk. Spojrzała na jego twarz i wydukała troszkę zdenerwowana.
- Nie powinieneś jeszcze bardziej odmrażać sobie dłoni. Znając życie i tak będziesz wystarczająco chory z powodu tej kąpieli w jeziorze.
W przeciwieństwie do jego ciała, jej było niezwykle ciepłe. Może rozgrzane tym biegiem, który przed chwilą wykonała? Zapewne tak, albo po prostu zawsze takie było. Uśmiechnęła się delikatnie i gdy uchyliła usta by coś powiedzieć usłyszała znajomy głos. Ujrzała swoją najlepszą przyjaciółkę Corin. Zastanawiała się co ona tutaj robi i dlaczego jest tak cienko ubrana. Nic nie powiedziała, zwłaszcza, że zaczęła rozmawiać z owym chłopakiem. Słysząc jej wszystkie słowa odruchowo puściła jego dłoń troszeczkę oszołomiona tym wszystkim. No cóż logicznie rzecz biorąc nie powinno jej tu być, a tym bardziej znając swój poprzedni charakter, nie powinna tak zareagować… właśnie… znając swój poprzedni charakter. Tak naprawdę przecież nawet nie wiedziała jaka jest więc czemu wpadła jej do głowy ta dziwna myśl. Szybko ją odpędziła ponownie wsłuchując się w słowa swojej przyjaciółki. To wszystko było dla niej niesamowicie wzruszające. Zaczęła sobie wyobrażać czarnowłosego chłopaka, który trzyma w ramionach Cornelię i… wszystko pękło jak bańka mydlana, gdy zaczęła się szczerość z jej strony. Wsłuchiwała się tępo we wszystkie jej słowa. Więc byli razem… Może ona powinna stąd odejść i zostawić ich samych? Zapewne tak byłoby najlepiej. Zrobiła krok do tyłu nie spoglądając na chłopaka, a wlepiając spojrzenie w udeptany już śnieg. Chciała uciec, ale coś ją korciło by usłyszeć ciąg dalszy tej historii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Hiszpania / Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 152
Dodatkowo : wilkołactwo, teleportacja
  Liczba postów : 136




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 14:01

Czy w głębi duszy, nie oczekiwał tego? Czy nie miał nadziei, że jednak przybiegnie? Nie. Rozsądek nie dopuszczał takiej możliwości. A serce? Serce milkło w obliczu sytuacji. A jednak przyszła. Ramiro spojrzał się na nią. Była w okropnym stanie, i robiła coś, co zdecydowanie nie leżało w jej naturze. Co teraz? Teraz pewnie Ramiro wstanie, pocałuję ją i powie że wszystko jest w porządku. Lecz nie jest. Nic nie jest w porządku. Całe jego spieprzone życie, od tamtej chwili. Od tamtych ferii. Ile to już czasu minęło? Dwa lata? Od tamtej chwili, wszystko zmieniło się zbyt gwałtownie. Stał się poważny, dla niektórych nawet nie czuły. Bez szansy na związek. Bez szansy na miłość. I co teraz? Co się stało kiedy uwierzył, kiedy zaryzykował? Ta dwójka miała szansę, mogło im się udać. W pewien sposób pasowali do siebie. Gdyby nie ten jeden, przeklęty fakt.
A co jeśli jej zależy nie na nim. Lecz na tym, iż tylko Ramiro widzi w niej piękną i wartościową dziewczynę. A nie damskiego chłopa, który potrafi przyjebać? Co jeśli to wszystko, jest spowodowane tym że ona po prostu nie liczy na kogoś innego, a on okazał się być ostatnią deską ratunku? Zresztą po co to rozważanie.
Ramiro wstał, i spojrzał się na dziewczynę. Jego twarz była spięta. W środku targały nim różne emocje. Rozsądek walczył z uczuciem. Jaką decyzję podejmie Ramiro? Chłopak spojrzał się na niebo, było jeszcze daleko do pełni. Gwiazdy zaczynały jaśnieć na niebie, księżyc był przykryty, za zasłoną chmur. Prawie romantyczna chwila. Prawie. Było by dużo łatwiej, jak by dziewczyna po prostu go olała. Nikt by nie miał do nikogo pretensji.
Ramiro zdjął swą kurtkę, i podszedł do dziewczyny, nadal nie patrząc jej w oczy. Pomógł jej założyć, swoją kurtkę i zaczął zapinać ekspres kurtki.
- Wierze ci. I nie mam do ciebie, żadnych pretensji. - Powiedział głosem otępiałym, smutnym i może pełnym łez? Chociaż jego oczy się nie szkliły, a twarz była poważna. To czy znów się popłacze przed nią? Na razie nic na to nie wskazywało. Ramiro zapiął ekspres do końca, i spojrzał dziewczynie w oczy.
- Nam.... - Na chwilę urwał, bo nie był w stanie mówić. Westchnął ciężko, jak gdyby nie chciał tego mówić. Jak gdyby nie chciał podejmować tej decyzji, która była najsłuszniejszą. Bowiem co teraz? Ma ja pocałować? Mają być razem i stanowić szczęśliwą parę. Wiem że pewnie im by się udało. Lecz jakie to ma znaczenie? Sami pomyślcie, jak by zareagowała dziewczyna, na wieść o tym. Że jej chłopak jest wilkołakiem, i okłamuje ją od samego początku. Co by zrobiła? Zrozumiała i zaakceptowała go takim jakim jest? Na pewno nie. Nie można kogoś zaakceptować, jeśli sama osoba siebie nie akceptuje. On ma już spieprzone życie. I nie chciał by ona, przez niego także miała. Już nie mówię o potomstwie, bo na takie rozważania jest zdecydowanie za wcześnie. Lecz jeśli wyjdzie na jaw kim jest. Będzie ogromna afera, same nieprzyjemności i upokorzenia, na które dziewczyna także była by narażona będąc z nim. A nie zasługiwała na to. Zasługiwała na normalne życie. Na to by ktoś dał jej szczęście. Ramiro chciałby, być kimś takim. Lecz nie jest. Gdyby nie to że jest wilkołakiem, pewnie teraz utworzyła by nam się, piękna romantyczna scena. Gdyby nie to że jest wilkołakiem. Żył by jak każdy w jego wieku, bez zmartwień i konsekwencji swoich działań. Nadal byłby głupim młokosem, który pragnie rządzić światem, łamie zasady. I jest ogólna Anarchia. Ale jest tym wilkołakiem. Stał się dojrzały ponad wiek. Odtrąca inne osoby, i chowa swój sekret.
Młody Hiszpan, jak by w letargu. Dotknął policzek dziewczyny, i o puszkiem palców badał każdy milimetr jej policzka.
- Nam i tak by się nie udało. - Powiedział szeptem, który tylko ona mogła usłyszeć. Musiał tak zrobić, nie było innego wyjścia. Czy będzie tego żałować? Już żałuje. Lecz dziewczyna nie powinna być z kimś, to co miesiąc staje się żądną krwi bestią. Będąc z nią tylko by ją skrzywdził. A on pragnął dla niej, tego co najlepsze. Ramiro odwrócił się od niej.

Czy pokochałabyś człowieka - potwora
Czy zrozumiałabyś piękno bestii
Zrobiłbym dla ciebie wszystko,
Czy ty zrobiłabyś wszystko dla mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 14:40

Gdyby Cornelia kierowała się tylko rozsądkiem, to by jej tutaj nie było. Jeśliby posłuchała ludzi wokół niej, to też by nie leciała do niego jak szalona, nie narażałaby się na chorobę, na to, że coś jej się może po drodze stać. Może rzeczywiście powinna działać racjonalnie. Ale czy jej życie kiedykolwiek było wypełnione zastanowieniem i mądrością? Nigdy przecież nie była normalna. I nigdy nie będzie taka jak wszyscy chcą żeby była. Ona przede wszystkim myślała sercem. I właśnie dlatego tutaj jest.
Dlatego stoi tutaj przed nim i wpatruje się w niego z takim ogromem nadziei. Dlatego robi rzeczy, o które nigdy by się nie podejrzewała. Między innymi dotarło do niej to, że zachowała się podle wobec przyjaciół. Była taka wściekła, kiedy się dowiedziała, że Ramiro ją widział i, że aż tak się przejął. Tak bardzo była zirytowana, że zachowała się wobec Summer i Finna tak, jakby byli robakami na ścianie, które należy tylko zdeptać, a oni chcieli jej tylko pomóc. Ona nie potrzebowała pomocy. Ona potrzebowała... Jego? Tak. Chciała po prostu żeby wystawił w jej kierunku ręce i ją do siebie mocno przytulił. Szczególnie teraz, kiedy jej jest tak zimno, a i on wygląda na przemarzniętego. Czy może się to tak skończyć? Błagała o to los. Nawet zacznie wierzyć w boga. Byle by tylko sprawił, żeby zagościł między nimi chociaż chwilowy Happy End.
Dziewczynie nie chodziło wyłącznie o to, że mężczyzna ją traktuje inaczej, mimo iż jej słowa mogły na to wskazać. Nie widziała w nim tylko kogoś, kto nie wyśmiewa jej za to, że przecież w gruncie rzeczy powinna być chłopakiem. Zdecydowanie to nie było tylko to, chociaż oczywiście również się liczyło. Ramiro był... Był sobą. Był tajemniczy, był opanowany, był uczciwy i uczuciowy. Nic więcej o nim nie wiedziała, ale to i tak sprawiało, że jej serce waliło jak oszalałe. To i tak doprowadzało Corin, która zawsze wie co robić i nigdy się nie waha przed działaniem, do stanu rozsypki. Bo jeśli ktoś potrafi tak głęboko w nią wejść, jeśli ktoś robi z nią coś takiego... To czy nie powinna trzymać się tej osoby za wszelką cenę i prosić, by ta osoba również chciała z nią być. Błagać wręcz na kolanach. Tak się czuła, czuła, że w każdej chwili opadnie przed nim na kolana. Może ze zmęczenia, może z bezsilności. Z bezsilności w czekaniu.
Zdjął swoją kurtkę i podszedł do niej. Był równie zmarznięty, jeśli nie bardziej, a zajął się nią. To kolejna cecha chłopaka, którą pokazał jej już na samym początku. Już w pokoju życzeń wiedziała, że taki jest. Powinna powiedzieć mu, żeby tego nie robił, ale kurtka była przesiąknięta jego zapachem, jego ciepłem, jego obecnością. A ona w tym momencie potrzebowała właśnie tego. Obserwowała go dokładnie. Więc nie był zły? Tak bardzo... Tak bardzo się ucieszyła. Było to po niej widać prawie od razu. Uśmiechnęła się tak, jak to robiła kiedy wszystko zdawało się być w porządku, a ona była sobą – starą, wesołą Cornelią, która nigdy nie jest smutna.
„Nam?” Co nam? Nie wyobrażała sobie co może chcieć powiedzieć. Żadne słowa nie pasowały jej do dalszej części. Żadne pozytywne słowa, żadne, które mogłyby się skończyć dla niej negatywnie. Nagle ta cała radość wyparowała. Nie wiedziała czego spodziewać się z jego strony. Znów był dla niej zagadką. A to westchnięcie. Czyżby dla niego ta sytuacja była równie ciężka jak dla niej? A skoro tak, to oznacza tylko jedno. Wprowadziła go w zakłopotanie, a on nie wie jak jej delikatnie dać do zrozumienia... Jak jej rzucić subtelną aluzję, która miała na celu powiedzieć jej „Odpierdol się”.
Czekała. Niech przestanie ją trzymać w tej niepewności. Niech po prostu przestanie i to powie. Niech powie...
„Nam i tak by się nie udało” - Więc to tak. To miało być ostatnie co do niej powie nim ona odejdzie? Miał rację. Nie pasowali do siebie. Byli całkiem inni. Nie miało prawa ich połączyć żadne uczucie. Powinni zniknąć ze swojego życia na zawsze. Tak by było najlepiej.

"Ale skoro tak, to dlaczego twoje palce dotykają mojego policzka z taką czułością? Dlaczego po prostu nie weźmiesz Lillyanne i mnie nie zostawisz? Czy to ona jest sprawką zmiany twojej decyzji? Czy nagle to przerzuciłeś się na nią? Nie. Nie możliwe... Znowu patrzysz na mnie w ten sposób. Dlaczego mówisz coś, czego nie chcesz powiedzieć. Przecież ja to widzę. Nie znam cię... Ale znam twoje uczucie lepiej niż ktokolwiek inny."

Kiedy odwrócił się by dać jej po prostu odejść poczęła drżeć. Zamknęła oczy najmocniej jak mogła. Coś się z nią działo. Coś, co nigdy nie powinno się dziać. Było to coś podobnego do tego, co czuła wiele lat temu. W momencie kiedy przyszedł do niej i do Jonatana do domu mężczyzna pracujący w Rumunii. Powiedział wtedy zimnym, bezbarwnym tonem te proste słowa „Wasi rodzice nie żyją”. Czy to mogło być coś podobnego? Sytuacje diametralnie się od siebie różniły. A mimo to poczuła, że ma mokry policzek. Natychmiast otworzyła oczy zszokowana. Jej źrenice mocno się pomniejszyły. To nie był płacz, to nie były potoki słonych kropel. To była tylko jedna łza, która zatrzymała się dokładnie w połowie znamienia na policzku. Spojrzała na plecy wyższego od niej chłopaka. Zrobiła krok do tyłu. Czuła się, jakby jej zrobił potworną krzywdę. Jakby nagle zniszczył wszystko co wierzyła. Chciała od niego uciec.
Zrobiła jeszcze trzy kroki. Jednak nie w stronę domu, a w stronę chłopaka. Powoli ułożyła zmarznięte dłonie na jego plecach. Zacisnęła je na wilgotnej bluzce. Jeszcze jeden kroczek. Położyła czoło na jego ciele i delikatnie wtuliła je w niego. Nie chciała nic mówić. Nie było potrzeby. Miała nadzieję, że ten jeden gest wyraża wszystko. Wszystko co równie dobrze mogłaby schować w zdaniu „Nie odchodź”.

Tak.
Po prostu tak...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 14:54

Brązowowłosa wpatrywała się w Ramiro i Cornelię z takim jakby utęsknieniem. To była dla niej niesamowita scena, ale stała zirytowana troszeczkę, że została całkowicie zlekceważona. Ponownie za ucho zaczesała kosmyki włosów robiąc kolejne kroki do tyłu, starała się za wszelką cenę nie potknąć, ani nie poślizgnąć, by nie wpaść do jeziora. To było dla niej nie do opisania. Nie powinna stać i na to patrzeć, ponieważ była to ich prywatna sprawa. Zamknęła oczy i odwróciła się na pięcie. Odeszła szybko, ale nie zniknęła, nie wróciła do domku. Bała się, że jeżeli coś się stanie i Corin będzie zrozpaczona, to będzie jej potrzebować. Więc oparła się wystarczająco daleko o drzewo, gdzie mogła czekać na rozwój wydarzeń nie podsłuchując ich rozmowy i nie wtrącając się w ich prywatne sprawy. A może powinna po prostu odejść… Może tak byłby lepiej… Ale chciała być pierwszą, którą będzie mogła pocieszyć Corin…
Nie! O czym do diabła myślisz Lilly! Przecież… Corin się ułoży, będzie szczęśliwa jak zawsze… Na pewno się pogodzą, bo to było niemożliwe, żeby ona została odrzucona!
Wierzyła w to, że jej przyjaciółka będzie szczęśliwa. Wyprostowała się i chciała odejść… No ale do jasnej Anielki nie umiała po prostu sobie pójść!!!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Hiszpania / Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 152
Dodatkowo : wilkołactwo, teleportacja
  Liczba postów : 136




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 15:45

Ramiro musiał odejść. To musiało się tak zakończyć. Nie będzie żadnego Happy End. Nie w ich przypadku. A mimo to, nadal stał w miejscu, nadal nie odchodził. Dlaczego wciąż się wahał? Dlaczego nie mógł wykonać, zamierzonego planu? Dlaczego dziewczyna, wciąż tu była? Dlaczego jest mu tak cholernie ciężko! Przecież nie po raz pierwszy, odtrąca zaloty innych kobiet. Tyle że tamte, nic dla niego nie znaczyły, i w wzajemnością. Teraz było inaczej. Młody Hiszpan, był zbyt zaangażowany w to wszystko. Zbyt bardzo mu zależało na niej. Kiedy już podjął decyzje, i zebrał się w sobie. Został zatrzymany, przez dziewczynę. Zamknął oczy. Nie poruszył się nawet o milimetr. Przestał oddychać i zamknął oczy. W końcu się odwrócił, i przygarnął do siebie dziewczynę, zatapiając się w jej włosach. I wdychając je, jak jakiś narkoman który, nie brał zdecydowanie za długo. "Jesteś moją własną porcją kokainy" Normalnie, scena jak z tego filmu. Z tym że on był wilkołakiem, a nie wampirem. No dobra, to zamiast Kokainy, damy Heroinę. I jest wszystko dobrze, prawda?
Ramiro przestał wierzyć w Boga, już dawno temu. Więc w takim wypadku, kogo miał prosić o siłę? Kogo błagać by dziewczyna odeszła, i była z kimś szczęśliwa? Zawsze się błaga Boga. A kogo on miał?
Chłopak odsunął się trochę, i spojrzał jej w oczy. Ona naprawdę tego chciała. Chciała być z nim. Przezwyciężyć wszelkie, przeciwności. Teraz to on był nie pewny, a ona pewna. Normalnie jak w Pokoju Życzeń. Tylko zamienili się miejscami. Teraz to ona płakała. Ramiro uśmiechnął się delikatnie, i pogładził ręką jej policzek. Ten policzek z blizną, czy też tatuażem. Jak to się mogło stać, że w jednej chwili dziewczyna znaczyła dla niego tak wiele? Że za sprawką jednego spojrzenia. Serce przyśpieszało, w głowie szumiało. A ciało samo się do niej pchało? Jak to możliwe że za sprawką jednego spojrzenia, tracił wszelką kontrolę. Opadały wszelkie mury i wszystko traciło na znaczeniu? Jak to było możliwe że wystarczyła jej obecność, by przestał odczuwać chłód, a ręce przestały być sine. Jak to było, możliwe że zapominał o tym CZYM jest. Że zapominał gdzie jest jego miejsce, i że on nie znajduje się na liście, tych szczęśliwców. Jak to wszystko mogło być możliwe?!
Chłopak pochylił się nad nią.
- My po prostu nie możemy być razem. - Powiedział szeptem. Czy zdecydowanym? Chciałby żeby tak było. Zamiast tego był pełny wahania i czułości. A nie powinno tak być! Sam sobie to wszystko utrudniał!
Młody Hiszpan, odsunął się od niej i stanął bokiem, patrząc na księżyc. Co teraz miał zrobić? Nie potrafił od niej odejść. Ona nie chciała odchodzić od niego. Chciał z nią być, lecz nie mógł. Chciał by dziewczyna była z kimś szczęśliwa. Lecz co jeśli, jej szczęście jest u jego boku?
Chłopak przymknął oczy. Niech się dzieje co chce. Może nawet dziewczyna o tym wszystkim powiedzieć, komu zechce. Mogą go wywalić ze szkoły. Nic nie jest ważne. Byle by odeszła, i ułożyła sobie z kimś życie. Tylko to było ważne. Na pewno istniał ktoś lepszy niż on.
- W tedy kiedy się spotkaliśmy. - Zaczął szeptem. - Była to noc kończąca pełnie księżyca. Dla tego byłem taki słaby fizycznie, i emocjonalnie. Dla tego wyglądałem na chorego. Dla tego nie możemy być razem. - Bo jestem przeklęty. Bo zasługujesz na prawdziwe szczęście, z kimś tego wartym. Dokończył w myślach chłopak. Odwrócił swoje spojrzenie, patrząc się prosto w oczy dziewczyny. Jego twarz była śmiertelnie poważna.
- Bo jestem wilkołakiem - Powiedział, takin tonem. Który nie dawał najmniejszych złudzeń, iż mówi poważnie. Teraz dziewczyna powinna uciec. Wilkołaki były najbardziej znienawidzonymi istotami, w tym świecie. Zresztą nie bez powodu. Dla tego żaden wilkołak, nawet ten "dobry" Czyli ten który spożywa eliksir z tojadu. Nie mógł liczyć, na szczęście z drugą osobą. Ludzie brzydzą się i boją takich stworzeń jak on. Ramiro nie miał tego za złe nikomu. Rozumiał ich. Ludzie boją się tego, czego nie rozumieją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 16:19

Proszę nie odchodź. Proszę cię zostań. Zostań tutaj ze mną. Nawet jeśli będziesz chciał odejść, to pójdę za tobą. Nie pozwolę ci tak po prostu zrezygnować. Nie ma takiej siły na świecie, która zmieniłaby moje zdanie. Więc proszę cię... Zostań...

Te myśli wybrzmiewały w jej łowie kiedy mocno trzymała się jego bluzki. Nie chciała go puścić. Jeśli będzie chciał stąd odbiec, jeśli będzie chciał się wyszarpać to musi albo potargać swoje ubranie, albo ją uderzyć. Innego wyboru nie ma. Miała jednak ogromną nadzieję, że jednak zostanie. Że da się ponieść temu co naprawdę nim kieruje i po prostu będzie z nią tak stał chociażby do samego rana. Niech on wreszcie przestanie starać się ją od siebie odrzucić. Corin jest uparta. Corin nie rezygnuje. Corin zawsze ma to co chce, jeśli wie czego chce. A w tym momencie była na sto procent pewna że to, czego chce i to czego potrzebuje pokrywa się w całości. I ona chce po prostu krukona.
Czekała na to, co zrobi. Czy wreszcie zrezygnuje? Odwrócił się. Więc wreszcie będzie tak, jak powinno być? Jejku.
- Jeju, jaki ty jesteś ciepły – W takim momencie, w takiej temperaturze docierała do niej ta informacja ze zdwojoną siłą. Nie była świadoma tego, że wyszeptała to na głos. W każdym razie wtuliła się w niego całym ciałem również wdychając jego zapach. Nie miała pojęcia czy to perfumy, dezodorant, a może jego własne feromony. Nie ważne. Jednak było to tak wspaniałe, że nie potrafiła się od niego oderwać. Zamknęła oczy.
Cornelia nawet nie została wychowana w wierze. Zawsze uważała, że to co jest to jest, a to co ma być to będzie. Nie ma co z tym polemizować, nie kieruje naszym losem nikt z góry. Jednakże teraz zaczynała mieć wątpliwości. W końcu coś musiało sprawić, że chłopak jednak mimo wszystko chce z nią zostać... Ale czy na pewno? Dlaczego znów się odsunął? Może po prostu chciał na nią popatrzeć. Pozwoliła mu więc na to, by ich spojrzenia trwały tak w skupieniu, skrzyżowane. Ona nie potrafiła wybadać o czym on teraz myśli, nie czytała w świadomości ludzkiej. U niej można było jednak dostrzec... Jak składniki ciasta. Szklankę stanowczości, pół szklanki zmartwienia, szczyptę strachu i zaledwie ziarenko pełnej radości. Dlaczego? Bo nadal to wszystko... Nadal nie utwierdził ją w przekonaniu co ma zamiar z nią... Z nimi teraz zrobić! Nie chciała na przemian się cieszyć i smucić. To by ją wykończyło. Dlatego czekała.
Jego uśmiech sprawiał, że topił się jak masełko na gorącej grzance. Szczególnie, kiedy znowu jego palce dotknęły jej policzka. Zadrżała czując, że ściera z niego łzę. Co mi chcesz powiedzieć?
- Przestań w końcu. Dlaczego robisz to sobie? Dlaczego mi to robisz? - Odpowiedziała kiedy po raz kolejny powtórzył to, co najbardziej raniło ich oboje. Jej głos był lekko zachrypnięty i nadal przytłumiony nawałem emocji, które starała się trzymać na wodzy. Między innymi dla tego, że w tym momencie miała ochotę najzwyczajniej w świecie strzelić mu w pysk, a potem pocałować tak, żeby mu tchu zabraklo.
Pamiętała ich spotkanie dokładnie. Każdą sekundę, każdy najmniejszy gest, każdy dotyk. Zresztą, nadal miała siniaka na zgrabnym tyłku przez nagłe uderzenie o ziemię spowodowane jego pojawieniem się i jej upadkiem z krzesła. Co jednak do tego ma pełnia księży... O boże. Przecież on wtedy zapytał ją. Spytał ją czy boi się księżyca, czy wilkołaków. Jakby wiedział, że dziewczyna nie spogląda na pełnię. Jakby czytał w niej jak w otwartej książce. Wtedy nie wydawało jej się to normalne, teraz już tak. Nie musiał dokańczać. Bardzo szybko przeanalizowała sytuację. I chociaż czekała na potwierdzenie to było już zbędne.
Zdążyła zrobić już kilka kroków w tył. To było oczywiste, że się przestraszy. W końcu wilkołaki figurowały w świadomości wszystkich jako bezduszne potwory. Nawet niegdyś, za czasów Voldemorta były po jego stronie, co jeszcze gorzej stawiało ich pozycję. Małe dzieci straszono tym, że podczas pełni przyjdzie taka kreatura i je zje. Ona była jednym z takich dzieciaczków. Jeszcze jeden krok. „Bo jestem wilkołakiem”. Cały czas chodziło jej to po głowie. Był tak poważny, tak bezpośredni. Nie chciał jej tego powiedzieć delikatnie. Świadomie powiedział to w taki sposób, żeby się bała. Na pewno nie chciał, żeby go zaakceptowała, a nawet jeśli to pokazał raczej, że chce jej strachu. Że na tym mu zależy, żeby go wreszcie zostawiła.
Odwróciła się. Miała zamiar odbiec. To był oczywiste, że tak postąpi. Przecież musiałby to wszystko przemyśleć. Teraz... Była pijana, była zmęczona, źle się czuła. I to ostatnie właśnie nie pozwoliło jej uciec. Dziewczyna w pewnym momencie, nawet jeszcze nie zdążyła zacząć biec, poczuła się fatalnie. Ogarnęła ją fala duszącego niemiłosiernie kaszlu. Prawie tak jakby zaraz miała wykaszleć z siebie całe płuca. Musiała aż kucnąć, żeby się nie przewrócić. Zamknęła oczy. Gardło zabolało. Aua... W momencie czuła się taka słaba. Jakby straciła wszystkie swoje siły. Zaciskała mocno powieki. Oparła się dłonią o ziemię i usiadła na śniegu. Wciąż nie otwierała oczu. Jakby się bojąc, że kiedy je otworzy będzie widziała rozmazany obraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 16:31

Brązowowłosa stała wpatrując się sennym spojrzeniem w niebo, które przysłaniały jej szczyty ogromnych drzew. Robiło się coraz później i co gorsza, coraz zimniej. Nie martwiła się o siebie, mimo iż jej policzki były już mocno czerwone i zmarznięte. Martwiła się o tamtą dwójkę, która stała nad jeziorem. Ramiro był zapewne nadal mokry, a Cornelia w tej cienkiej sukience. Znając życie, oboje pewnie trzęśli się z zimna. Zastanawiała się czy na pewno wszystko z nimi w porządku. Wyobraziła sobie jak odwraca się i spogląda w ich stronę i widzi jak oboje stoją zamarznięci. Pokiwała głową i zamknęła oczy.
- Lilly no Baka – wyszeptała w swoim języku i skończyła mówić w myślach.
O czym ty myślisz, muszę im przerwać tą rozmowę, bo nie za ciekawie się to skończy… Może i nie będzie to zbyt grzeczne, ale mogą równie dobrze skończyć rozmawiać w domku.
Zielonooka wyprostowała się i wychyliła delikatnie zza drzewa chcąc ruszyć w ich stronę. Jednak stanęła sparaliżowana, kiedy wraz z wiatrem do jej uszy dotarły słowa, które wypowiedział chłopak, z tą przerażającą powagą na twarzy. Wróciła na swoje miejsce i spojrzała niepewnie na niebo powtarzając te słowa w głowie dla upewnienia.
Jestem wilkołakiem… Przecież… to niemożliwe…
Wraz z tym słowem w jej głowie pojawiło się milion myśli, które nie pozwalały wyjść z ukrycia. Wtedy jej soczyste zielone oczy, niczym wiosenna trawa, ujrzały prawie okrągła tarczę księżyca. Już teraz była pewna i wiedziała, że dobrze zrobiła zostawiając i czekając na Corin. Wiedziała również, że Cornelia nie odejdzie tak łatwo, zwłaszcza, że może być sparaliżowana strachem. Spojrzała kątem oka na parkę, czekając na rozwój wydarzeń. Spoglądała w ukryciu, a serce waliło jej jak oszalałe, jakby miało zaraz wyskoczyć z piersi i odbiec w stronę domku, pozostawiając bezwładne ciało. Nawet nie zauważył, że przestała drżeć, że to mocne bicie serca ogrzało całe jej ciało. Nie bała się tego, że zaraz może się zamienić w … w potwora, bała się o Corin. Zwłaszcza po tym jak zaczęła się odsuwać. Zareagowała tak jak myślała. Chciała już powoli odchodzić, z nadzieją, że jej przyjaciółka również to zrobi, ale… ona kucnęła i skuliła się przy ziemi. Zdenerwowana i trochę zestresowana wychyliła się bardziej zza drzewa przyglądając się temu co się z nią dzieje. Nie była pewna czy to atak alkoholu w jej organizmie, czy atak zwykłego kaszlu. Postanowiła podejść bliżej tak by nie zostać niezauważoną, a w razie czego interweniować i pomóc przyjaciółce. Wszystko w jej głowie się układało powolutku.
Dlatego ją odrzucił… Bo się o nią martwił, o jej przyszłość… Jest niesamowity.
Takie myśli napłynęły jej do głowy, gdy była już bliżej nich. Dobrze że była drobna, ponieważ mogła schować się bez najmniejszego problemu. Wyciągnęła różdżkę, którą po ostatniej sytuacji, w której nieźle ucierpiała, ciągle nosiła i zerknęła ponownie na stojącą dwójkę. Nie podbiegnie, nie teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Hiszpania / Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 152
Dodatkowo : wilkołactwo, teleportacja
  Liczba postów : 136




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 17:25

Ramiro patrzył się na reakcje dziewczyny. Było tak jak się spodziewał. Było tak jak powinno być. Więc dlaczego, omal nie zalał się łzami? Dlaczego tak go to zabolało? Dlaczego w głębi duszy, oczekiwał czegoś innego? Czy dobrze postąpił? Tak. Nawet jeżeli mieli być razem, to cóż to za związek, jeśli on by ją okłamywał? Kiedyś by jej powiedział. Lecz kiedy? Czy potrafiłaby mu wybaczyć, to kłamstwo? Raczej wątpliwe. Więc lepiej że wie teraz, nim nie jest za późno by się wycofać.
Tak wilkołaki zawsze byli potępiani, w świecie gdzie miała panować równość. I wolność słowa, która okazuje się bluźnierstwem. Co gorsza jest to bardzo krzywdzące. Bowiem ilu jest wilkołaków, którzy zostali przemienieni, wbrew swojej woli? Ilu ma przesrane życie, bo znalazło się nie tam gdzie powinni. Ilu musi się ukrywać, i jest skazanym na potępienie, wobec innych osób? Tylko dla tego, że byli kimś kim nie chcieli być. Każdy taki wilkołak, pragnął mieć normalne życie. Mieć dzieciństwo, dobry okres dojrzewania. By wszystko działo się w tedy, kiedy powinno się dziać. A nie tak jak w jego przypadku. Kiedy wszyscy się dobrze bawili. On samotnie rozpuszczał lód z Finlandii. Kiedy wszyscy przezywali swoją pierwszą miłość, lub też rozstanie. On siedział samotnie, i zachwycał się naturą. Która jako jedyna zdawała się go, tolerować. Kiedy wy wszyscy będziecie mieć dzieci. On będzie patrzył na was z zazdrością, zadając sobie pytanie. Dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało? Nie każdy wilkołak był zły, nawet za czasów Lorda Voldemorta. Chociaż by profesor Lupin. Czy on był zły? A przecież także był skazany, na to przekleństwo. Także spotkał się z pogardą, i nie zrozumieniem. A mimo to walczył za nas! Zginął za nas! Za lepszy świat, za wolność. I jak myślicie, opłacało mu się to?
Ramiro odwrócił się plecami do dziewczyny. Nie mógł patrzeć, na nią. Rozumiał ją, i nie miał jej tego za złe. Tylko żeby to tak nie bolało! Bądź co bądź, zrobił to specjalnie. By ostatecznie odepchnąć od siebie dziewczynę. Więc dlaczego, teraz chciał podejść do niej i ją przytulić? Dlaczego chciał przerosić, i... I co? Pocałować ją? Pewnie by został odrzucony. I pewnie by mu tak walnęła, że by się dwa razy zawinął obok własnej osi. Ale to już, pozostawało bez znaczenia. Zrobił to co musiał. Tak jak mówiłem. Nawet jeśli mieli by być razem, to i tak musiałby jej to powiedzieć. Cóż to by był za związek, z taką tajemnicą, która nie było drobnostką? Związek budowany na kłamstwie od samego początku, nie miałby szans na przetrwanie. Lecz o czym ja myślę? Nie ma i nie będzie żadnego związku. To było więcej niż pewne.
Ramiro westchnął głęboko, i odwrócił się nie patrząc na dziewczynę. Wiedział że jeżeli spojrzy na dziewczynę, to nie da rady odejść. Wiedział że nie starczy mu sił. Ta było najlepiej. A przynajmniej najrozsądniej. Dziewczyna zasługuje na kogoś lepszego. I to zdecydowanie. A co z nim? Na pewno o niej już nie zapomni. Stałą się dla niego kimś bardzo ważnym. Być może jest jedną z najważniejszych osób w jego życiu. Teraz w cieniu będzie patrzył, jak będzie sobie układać życie z jakimś wspaniałym, mężczyzną. Może z tym chłopakiem? Tym jej przyjacielem? Od przyjaźni do miłości, jest bardzo cienka linia, która dzieli tą granicę. Lecz jeśli on ma dać jej szczęście, to niech tak się stanie. Ona na to zasługuję. Na porządnego faceta. A nie na zbyt poważnego wilkołaka. Który czasami zachowuje się jak duch, a w rozmowie przypomina starego dziadka, którego już nic nie czeka. I może jedynie opowiadać o tym, co przeżył. Gdyby nie był wilkołakiem... Czy byli by razem? Czy tamtej nocy spotkali by się? Jakim by w tedy chłopak był? Czy byłby mniej poważny, a bardziej szczęśliwy? Czy miałby takie zmartwienia, jak każdy z was? Czy ubrać zielone skarpetki, czy czerwone. Jedno pozostaje pewne. Na pewno nie odliczałby dni dzielących, go od pełni. Wiedział że są obserwowani. Wiatr niósł zapach słodkich perfum, które poznał nie dawno. Słyszał jak się waha czy podejść czy nie. Jeden krok w tył, drugi do przodu. By otrzeć się o drzewo. Niestety, będąc w towarzystwie wilkołaka, nie tak łatwo jest się ukryć. Lecz nie obchodziło go, czy dziewczyna to słyszała czy nie. Teraz był gotowy wykrzyczeć to całemu światu. By w końcu zrozumiali, jak ciężko jest niektórym, żyć w takim przekleństwie. Jak ciężko jest odtrącać ukochaną osobę. Jak ciężko jest wciąż pozostać samemu, i patrzeć na szczęście innych. Czy właśnie dla tego, tak szybko poczuł do dziewczyny to co poczuł? Dla tego że dziewczyna była inna, i mogła go zrozumieć? Nie. Poczuł to bo była piękna i wartościowa. Lecz nie miało to nic wspólnego z jego przekleństwie. Szkoda że zrobił to dopiero teraz. Powinien pozwolić jej odejść. W tedy, w Pokoju Życzeń.
Chłopak minął dziewczynę z wielkim bólem w sercu. Lecz wiedział że odchodząc dobrze robi. Przynajmniej dla niej.
Zapomnę o tobie...
Dopiero w grobie...
Gdy me powieki...
Zamkną się na wieki...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 18:38

Cornelia nie wiedziałaby czy wolała kłamstwa, jednakże uświadomienie ją w tym, w co się wpakowała w sposób delikatny, w sposób przemyślany i w momencie, kiedy nie będzie już miała żadnej wątpliwości, że to miłość. Czy w zimnie, ledwo po pierwszej stracie Ramiego, powiedziane to właśnie po to żeby odeszła. Nie, chwila. Zdecydowanie wolałaby pierwszą opcję. Może ostrzegł ją w co mogła się wpakować, ale w niewłaściwy sposób. To nie tak miało wyglądać. Nic nie miało tak wyglądać!
Corna przepełniała rozpacz, nieskończony ból i owego bólu jeszcze więcej. Nie rozumiała tego, że Ramiro nienawidzi siebie i, że to nie była jego wina, że uległ przemianie. Ona myślała coś całkiem innego. Podejrzewała, że skoro tak prosto to powiedział może szczycić się z tego, że jest potworem. Nie patrzała na jego twarz. Nie mogła zobaczyć, że targają nim całkiem inne uczucia. Podejrzewała raczej, że to jej nienawidzi. A skoro tak... Dlaczego się tak po prostu nią bawił? Już tego pierwszego dnia mógł ją od początku traktować niemiło. Mógłby zimny, mógł pójść dalej i nie wejść wtedy do pokoju muzycznego. A nawet jeśli potrzebował wtedy się uspokoić właśnie tam, to mógł ją poprosić, żeby wyszła i zostawiła go samego. Co ona mu takiego zrobiła wcześniej, że po prostu chciał się nią pobawić, jak jakąś zabawką, którą można rzucić w kąt kiedy się tylko uzna, że nie jest już potrzebna. Gdyby jej nie przytulał, gdyby nie dotykał jej z taką czułością, to i tak by ją to zabolało, i tak by ją to przestraszyło, ale nie w takim stopniu. On ją po prostu nienawidził. Musiał grać przez cały czas. A skoro nie chciała się odczepić, to cóż. Powiedział to i owo.
Powinna w tym momencie znienawidzić go. W końcu jest potworem i jej to pokazał. Pokazał jej to może nie w pełnej klasie, ale poczuła się jakby był obojętny jak będzie na to wszystko reagować. Taki pusty, zimny. Ramiro... Skąd mogła wiedzieć, że jest inaczej, skoro nie powiedział jej tego. Nie prowadził ją w zakamarki swojego życia. On chciał po prostu, żeby go zostawiła. A skoro tak, to co więc jej pozostało? Nie wyczuła w jego głosie różnicy ze swoimi myślami. Za głęboko dotarło to, że jest wilkołakiem. Zdecydowanie bardzo głęboko, tam gdzie chowała uczucia, którymi go darzyła.
Gdyby teraz ją przeprosił. Gdyby ją przytulił... Nie wiadomo. Naprawdę nie wiedziała co by zrobiła. Jednocześnie tego chciała. Żeby pokazał, że jednak mu na niej zależy. Z drugiej strony zapewne gdyby to zrobił nie poruszyła by się lub odepchnęłaby go. Bo bała by się, że może zrobić jej krzywdę. Ale nie cielesną, chociaż obawa przed tym oczywiście też w niej drzemała, ale w mniejszym stopniu. Bała się, że ma jeszcze inne tajemnice, z którymi czeka, żeby w razie czego ponownie pokazać jej, że jednak nic o nim nie wie i nie nadaje się do tego, żeby przebywać z nim blisko. Bardzo blisko.
Czuła, że na nią nie patrzy. Dobrze wiedziała, że nie chce na nią patrzeć. Gdyby spoglądał na nią miałaby jeszcze cichą nadzieję. Głęboko schowaną nutkę pomiędzy ogromnym strachem i bólem.

Ramiro dlaczego tak po prosty nie możesz zostać? Dlaczego nie chcesz się wytłumaczyć? Dlaczego nie chcesz po prostu żebym z tobą została, żebym zrozumiała, żebym dopiero wtedy podjęła decyzję, że jednak chce bądź nie być przy tobie? Dlaczego nie możesz pokazać, że ci na mnie zależy? Proszę. Jeśli w ogóle nie ma w tobie tego... Nawet jeśli chcesz tylko mnie ponownie zranić. Uwierzę we wszystkie twoje kłamstwa. Tylko udawaj nadal, że mnie kochasz. Spraw, żebym uwierzyła...

W końcu otworzyła oczy. Tak jak myślała, widziała przed sobą wyłącznie zamazane cienie. Czuła się słabo. Czuła się tak zmęczona. I chciało jej się płakać. Naprawdę chciało jej się płakać. Te całe wahania emocji. Ten dylemat, czy on chce dla niej dobrze czy nie. Te wzloty szczęścia i upadki smutku. Sprawiły, że jej spojrzenie zamgliło się kroplami, których nie chciała wypuścić. Już raz to zrobiła. Przecież nie jest słaba. Nie, jednak jest. W gruncie rzeczy jest tylko dziewczyną. Nie jest odporna na wszystko. A szczególnie na coś takiego. Kiedy ona zdała sobie sprawę, że jednak jej zależy, on pokazał.. Pokazał... Po jej policzkach tym razem obficie spływały łzy. Nie ocierała ich, bo po co. I tak ich przecież nie zatrzyma. Głowę miała spuszczoną. Włosy przyklejały się do jej ciała. Kleiły się do mokrych policzków.
Minął ją. Tak po prostu ją minął i odchodzi. Przecież to, że jej stan jest nieciekawy widać było na kilometr. A on tak po prostu odchodzi. Cóż Corin myślała, że Lilly stąd uciekła. Przecież zawsze unikała kłopotliwych sytuacji. Teraz jednak najbardziej na świecie pragnęła, żeby wróciła. Niech wróci. Niech jej pomoże... Niech... Niech ona go zatrzyma. Ramiro zostań. Rami...
- Ramiro... - Szepnęła niezwykle cicho. Coś nie pozwalało jej krzyknąć za nim. Przecież jeszcze nie był tak daleko. Jeśli krzyknie, to przecież usłyszy prawda? Dlaczego nie potrafi. Jej głos skrzypiał. Dławiła się niepożądanymi łzami. Jeszcze raz. Tym razem się uda.
- Ram... RAMIRO! – Ostatnią literę przedłużyła. Głos odbił się echem po lesie. Wstawała powoli opierając się o drzewo. Prawie nic już przed sobą nie widziała. Czarne rzęsy skleiły jej się spuszczając tusz na jej cerę. Nie miała pojęcia czy wróci, czy nie. Niech tylko nie zostawia jej tutaj samej. Przecież ona sobie nie poradzi. Raz w życiu nie da rady sobie poradzić sama. Lilly. Błagam, jeśli jeszcze gdzieś jesteś to proszę. Chodź tutaj. Zrób coś. Lillyanne... Błagam cię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 18:58

Lilly stała opierając się o drzewo. Wyraźnie widziała dylemat, który ukazał się na twarzy chłopaka. To musiało być dla niego bolesne, to musiało być straszne. Objęła się dłońmi czując jak całe jej ciało zaczyna drętwieć. Dlaczego? Może to z zimna… tak… na pewno zimna. Jednak nadal nie wiedziała, dlaczego czuła się tak źle i tak okropnie. Może… gdyby jej tu nie było… On nie odrzuciłby jej… Była już pewna, że nie zrobi jej krzywdy i nie ma co się obawiać. Schowała więc różdżkę do swojej kieszeni i wyprostowała się. Czekała na to co się stanie… Na rozwój wydarzeń. Jednak nigdy w życiu nie pomyślałaby i nie wpadłaby na to, że on tak po prostu zostawi ją obolałą, może nawet chorą na ziemi. Zacisnęła powieki czując kłujący ból w sercu. Nie miała zielonego pojęcia dlaczego ją tak rozdzierało od środka. Nie potrafiła spoglądać na przyjaciółkę, ale gdy przez las przeszedł rozdzierający powietrze jej krzyk zacisnęła pięści i wyszła z ukrycia szybko biegnąc w stronę Corneli. Przebiegła obok Ramiro, nie zwróciła na niego większej uwagi rzuciła mu jedynie przelotne spojrzenie, które pytało się go, dlaczego? Ona nie wiedziała nic… Nic co łączyło tą dwójkę, to wszystko było dla niej bardzo odległe. Ale mimo wszystko nie zatrzyma go, nie może wmawiać mu, że musi z nią być, że to wszystko dla niego powinno być priorytetem. Nie może zmusić go, by wmawiał Corneli, że mogą być razem. Chociaż ona wiedziała… ona widziała jak on na nią patrzał, jak ona z utęsknieniem wylewała łzy. Ten ułamek sekundy, kiedy przebiegła obok niego, zaważył o wszystkim. W jej głowie ponownie pojawiła się gęstwina myśli, które nie pozwalały jej działać racjonalnie, ale się starała. Nagle pojawiła się przy przyjaciółce przytrzymując ją w pionie.
- Co… corin –jej słowa się nie kleiły, jąkała się pierwszy raz odkąd się obudziła. Zacisnęła oczy i odwróciła się.

Ramiro… Samotny wilk błądzący przez las. Tak nie musiało się skończyć… powinieneś o tym wiedzieć. Zresztą to nie jest czas, żeby podchodzić do ciebie i powiedzieć co tak naprawdę myślę. Najważniejsze jest, by pomóc Corneli…

Dziewczyna oparła ją o swoje drobne ciało i podejrzewając, że przyjaciółka jest osłabiona i oprze cały swój ciężar (przepraszam Corin że tak to wyraziłam xD) na jej. Ugięła się i spojrzała przed siebie. Nie myślała o różdżce, chociaż dobrze znała zaklęcie, które mogłoby jej pomóc. Może miała nadzieję, że on wróci? I pomoże jej? A ona będzie mogła zniknąć i pozwolić im porozmawiać w spokoju.
- Corin, będzie dobrze… obiecuję Ci, że doniosę Cię do domku! – powiedziała pewna siebie. Jednak gdy zrobiła pierwszy krok zachwiała się. Spojrzała przed siebie widząc jeszcze plecy chłopaka. Teraz to się niesamowicie wkurzyła. Wyszczerzyła zęby i ile sił w płucach wrzasnęła.
- Ramiro do jasnej cholery!!! Wracaj się tutaj w tej chwili, bo jak cię złapię w przyszłości to wybiję ci wszystkie zęby jakie posiadasz! Masz mi do świętej anieli pomóc !! – jej głos rozniósł się echem i w tym chwili jeszcze jej krzyk. Oddychała ciężko zmęczona, nie miała zbyt wiele siły, więc w tym momencie leżała na ziemi z twarzą w śniegu. Spojrzała na przyjaciółkę i postanowiła wstać, co nie było dla niej dobrym pomysłem. Poczuła pulsujący ból w okolicach kostki. Zamknęła oczy zaciskając zęby i wstała ignorując ból i ponownie podnosząc przyjaciółkę.
- Przepraszam, że rzuciłam cię, jak szmacianą lalką. – wydukała, chciała zrobić cokolwiek co ja rozśmieszy, ale nie wychodziło jej to za bardzo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 23
Skąd : Hiszpania / Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 152
Dodatkowo : wilkołactwo, teleportacja
  Liczba postów : 136




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 19:48

Dlaczego tak ciężko było odejść? Dlaczego wciąż serce kierowało się w jedną, a rozsądek w drugą stronę. Jeśli chce dla dziewczyny tego co najlepsze, musi z stąd odejść. To było oczywiste. Lecz każdy z nas, miła coś z egoisty. Każdy z nas chciałby się z kimś związać na stałe. Lecz nie każdy może. Czy Ramiro sobie to wmawiał? Może po części. Może faktycznie, przeszli by przez wszelkie trudności, może im by się udało razem, mimo przekleństwa chłopaka. A może by nie wyszło, lecz chociaż by spróbowali! Lecz Ramiro każdego miesiąca, ryzykuje zdemaskowanie. Nie jednokrotnie Profesor Aleks. Musiał interweniować, bo było o krok od wydanie się, kim jest "geniusz" Jeżeli to wszystko się wyda. Rozpęta się istne piekło. Ramiro nie mógł, prosić dziewczyny by przy nim trwała, w takich momentach. Nie mógł prosić by była z nim na złe i dobre. Po prostu nie mógł i już. Więc dlaczego jeszcze tutaj jest?
Kiedy dziewczyna z anim zawołała. Instynktownie się odwrócił. Było jasne czego chce. Kiedy już zadecydował że pójdzie do niej, że ją przeprosi. Że będzie błagał o wybaczenie. Że zrobi wszystko, by mu wybaczyła i dała im szansę. W ten pojawiła się dziewczyna, która jak dotąd ograniczała się, jedynie do biernej obserwacji. Ramiro patrzył na całą scenę. Była w bezpiecznych rękach...

Ramiro podszedł do Corneli. Złapał ją, i mocno objął. Po jego policzkach spłynęły łzy. Jego ręka, delikatnie lecz czule dotknęła jej policzka, i otarła jej twarz z łez. Uśmiechnął się do niej, poprzez kapiące łzy.
"Przepraszam"
Wyszeptał. Nie był w stanie, zdobyć się na coś innego. Możliwe że dziewczyna, jest jeszcze pijana i nie zdaje sobie sprawy, z tego wszystkiego. Możliwe że jutro, dojdzie do niej przerażająca prawda. Możliwe że w tedy wszystko zrozumie, i go odtrąci. O ile w ogóle będzie coś pamiętała, z dzisiejszego dnia. Lecz czy to było ważne? Liczyło się jedynie dzisiaj i teraz. Złapał ją delikatnie, lecz czulę za podbródek. Podniósł jej głowę i spojrzał, jej głęboko w oczy. Tak głęboko, jak jeszcze nikomu nie patrzył. Po woli. Nie śpiesząc się, by jej nie spłoszyć. Zbliżył swoje usta, do jej ust...


Ramiro otworzył oczy, nie wiedząc nawet że je zamknął. To wszystko działo się jedynie, w jego głowię. To tylko jego szaleńcza wizja. Chłopak przełknął ślinę.
- Użyj zaklęcia. Aresto Momentum. - Powiedział, po czym zdecydowanie się odwrócił i odszedł. Po jego twarzy kapały łzy, których już nie był w stanie powstrzymywać. Których już nawet, nie chciał powstrzymywać. Czy postąpił słusznie? Po raz kolejny powtórzył sobie w myślach to samo. Ona zasługuję na kogoś lepszego, nie na niego. Lecz czy to była prawda, czy zwykłe wmawianie sobie?

Ramiro doszedł już bardzo daleko. Nikt go tutaj nie mógł dostrzec. W końcu musiał dać upust, narastających w nim uczuć. Wrzasnął wściekle na całe gardło. Jego twarz była pełna bólu i łez. Bezmyślnie zbliżył się do najbliższego drzewa, i zaczął w nie walić gołymi pięściami z całej siły. Nie zważał na ból. Nie zważał na krew. Nie zważał że może połamać sobie kości. Był w szalę. W istniej białej gorączce. Stracił panowanie nad sobą, niczym wilkołak w pełnie bez eliksiru z tojadu. Walił w to drzewo, z całych sił, aż do utraty tchu. Aż do utraty ostatniej rezerwy siły. Oparł się czołem o drzewo. Był zlany potem. Jego ręce były zmasakrowane. Wcale nie przypominały jego rąk. Możliwe że kości były połamane i rozmiażdżone. Leciały z nich, masakryczne ilości krwi. Która mieszała się z białym śniegiem. Skóra z rąk poschodziła. Widok był po prostu straszny....
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Wodospad   Nie Sty 22 2012, 20:30

Nie spodziewała się, że jej modły zostaną wysłuchane. Te ważniejsze niestety nie zostały. Po prostu ją zostawił. A to przesądziło o wszystkim. Ona po prostu nic dla niego nie znaczyła, skoro pozostawił ją na zimnie samą. A przecież go zawołała. Zawołała go. Przecież to powinno sprawić, że zostanie z nią tutaj! On jej nienawidzi...
Chciała iść w jego stronę. Chciała zrobić krok. Ale nogi stanowczo odmawiały posłuszeństwa. Jakby nagle posiadły korzenie, które wrosły w ziemię znajdującą się pod śnieżną pierzynką. Możliwe, że po jakimś czasie udałoby jej się jednak pójść za nim. Ale przecież on jest szybszy. I tak go nie dogoni.
Mało brakło by osunęła się po drzewie. Jednak dostała jakąś szansę. Poczuła drobne dłonie na zmarzniętej skórze... Nie, dłonie padły na materiał kurtki, którą miała na sobie. Kurtki od Ramiro. Znów wstrząsnął ją nieskończony dylemat. Przecież znów zadbał o nią. Była tak głupia. Czy naprawdę jako jedyna nie potrafiła pojąć tego, co tu się dzieje? Może dlatego, że będąc w środku tego zamieszania nie mogła na wszystko spojrzeć obiektywnie, z pozycji trzeciej osoby. Nie mogła tak na to spojrzeć jak Lillyanne. A właśnie, Lilly.
Przyjaciółka złapała ją. Dobrze słyszała swoje imię w jej ustach. Więc ona się nią przejmuje. Mogła odejść, zostawić ich samych. Ale to była przecież ona. Gryffonka musiała za wszelką cenę upewnić się, że jej ukochanej siostrze się nic nie stanie. Chwała jej, że jest takim aniołem stróżem. Chociaż może, gdyby Japonka się nie pojawiła, to on by został. On by wyjaśnił. Albo chociaż odniósł by ją do pokoju. Rami...
Cornelia dobrze wiedziała, że jest ciężka. Ważyła dużo więcej niż kurdupelek z niedowagą (Odwet!). Dlatego oczywiste było, że dziewczyna długo nie wytrzyma, ale nawet o tym nie pomyślała. Chciała po prostu jej pomóc. Kochana dobroduszna Lillyanne. Idealnie pasowała do domu, w którym się uczyła. W końcu robiła dla przyjaciół dokładnie wszystko.
Słysząc jej wrzask otworzyła szeroko oczy. Co ona robi? Czy naprawdę myśli, że to coś da? Czy naprawdę wróci? Nie zrobił nic, kiedy to ona krzyczała. Nie podbiegł do niej. Nie wziął jej na ręce. Zresztą, jest wilkołakiem. Więc i groźba wybicia zębów na sto procent nie była dla niego ani odrobinę straszna.
I w końcu się stało to, czego Gryffonka była pewna. Runęły razem na ziemię. W normalnej sytuacji wybuchnęłaby śmiechem. Ale to nie była zwykła sytuacja... Czy od tego momentu jej życie może być w ogóle takie pospolite jak innych? Skoro zna tajemnica krukona i skoro tak po prostu ją zostawił, mimo iż zmienił ją. Tego dnia coś w niej pękło. Nie wiedziała jeszcze coś, ale wydawało jej się, że było to coś przynajmniej tak ważnego, jak wątroba, śledziona czy inny organ. Może to nawet było serce? Nie. Przecież by umarła. Dramatyzuje. Jednak coś ucierpiało.
Kiedy dziewczyna podniosła ją po raz drugi Cor postanowiła, że musi się wziąć w garść. Jonatan zawsze mówił, że siła nie leży w wytrzymałości fizycznej, a w umyśle. A starszy brat przecież nigdy się nie mylił! Spojrzała naprzyjaciółkę. W momencie przestała się na niej opierać w całości, potem prawie wcale. Stała. Jakoś stała. Ale z chodzeniem... Nie! Ma większe jaja niż nie jeden facet i nie będzie tutaj teraz płakać bo ją cokolwiek boli.
- Oberwie ci się za to potem – Odpowiedziała najlepszej przyjaciółce tonem doszczętnie zniszczonym sztucznością, która miała wprowadzić pozory nagłej wesołości. Niech jej najlepsza przyjaciółka wie, że udało się ją rozbawić. Co oczywiście nie było w tym momencie możliwe.
Teraz widziała go jeszcze. Właściwie jego zarysy. Stał tam. Jeszcze tak po prostu się gapił. Na co czekał do kurwy nędzy? Na co on do cholery jasnej jeszcze czekał. Stoi sobie jak gdyby nic się nie działo, z zamkniętymi oczami. Zadrżała z bólu, zimna, strachu i przede wszystkim z wściekłości, jaka w niej narastała dając jej lekki przypływ energii.
Tym razem już nie krzyczała. Tym razem nie starała się już. Wyczerpała już swoje możliwości. Przynajmniej na te kilka minut. Nie miała przecież powodów. Nie wiedziała, że chłopaka też to boli. Że płacze tym razem nie przez słabość emocjonalną następującą po pełni, a przez nią. Spojrzała na Lilly. Spuściła głowę i odetchnęła głęboko. Potem znów uniosła twarz pokrytą maską. Maską, która rzadko się na niej pojawiała. Maską zimna.
- Sama pójdę – Powiedziała krótko, zanim ta chciała użyć zaklęcia, które polecił jej chłopak. Nie chciała pomocy, w której miałby mieć jakikolwiek udział. Jeśli chce jej pomóc, to niech wraca... Skur*ysyn...
- Chodźmy do pokoju dobrze? Proszę... - Wyszeptała robiąc ten jeden krok w stronę domu. Potem drugi. Spojrzała na przyjaciółkę czekając na nią. Ona chciała być już tylko w domu. I porozmawiać z przyjaciółką. Należą jej się wyjaśnienia. Obfite w szczerość słowa.

/Odpisz na to wszystko co tutaj jest już w domu. I teraz nie wiem gdzie. W moim pokoju? najwyżej tam powyższy watek się zignoruje, się przedawnił :D/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Wodospad   

Powrót do góry Go down
 

Wodospad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Niewielki wodospad leśny
» Wodospad Słodkości
» Wodospad Tysiąca Szeptów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Slowacja
 :: 
Gory
-