IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Basen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Basen   Sob Kwi 07 2012, 16:13

First topic message reminder :


Basen
Może z pozoru wygląda na zwykły, ale ten basen tak naprawdę jest przesiąknięty magią - woda co jakiś czas zmienia kolor, wpadając w przeróżne odcienie tęczy, a każda barwa nadaje wodzie  określonego smaku. Mimo iż dno basenu wydaje się być wyrównane, to jednak w pewnych miejscach woda sięga po szyję, a kawałek dalej można nurkować w nieskończoność. Znajduje się tutaj niewielka zjeżdżalnia mająca zaledwie kilka centymetrów, lecz gdy wsiądzie się na nią, można jechać poprzez niezwykłe zakręty i z ogromną szybkością tak długo, dopóki nie będziesz mieć dość. W barku szklanki napełniają się same napojami ze wszystkich stron świata. Pozornie twarde, plastikowe leżaki okazują się być miękkie i wygodne jak łóżko. Można wypożyczyć sobie pływki, kółka i dmuchane zwierzątka, które pod wpływem wody zdają się ożywać, a więc można popływać na grzbiecie dmuchanego krokodyla lub orki czy postraszyć znajomych szczerzącym się rekinem.  Trampolina podnosi się na tak dużą wysokość, z jakiej pływak ma ochotę skakać.

    Jednorazowe wejście do obiektu - 10 g

    Rozliczeń dokonuj w tym temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Praia, Republika Zielonego Przylądka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 127
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10879-octavia-alfa-moreira#297774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10886-z-tej-strony-tawka-kto-tam#297916
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10887-fitz#297919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10888-octavia-alfa-moreira#297920




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 11:32

Podstawowym mankamentem męskiej logiki było właśnie przeświadczenie o tym, że dziewczyny od czasu do czasu odsłaniają więcej ciała tylko po to, żeby płeć przeciwna mogła się napatrzeć. Ilekroć Tavia to słyszała, zawsze załamywała się nad ludzką głupotą. Oczywiście nie mogła, ani też nie potrafiła zaprzeczyć, że czasem takie panny się zdarzały. Ale nie przyszło nikomu do głowy, że czasem może być po prostu gorąco i trzeba się jakoś ratować? Lato połączone z noszeniem długich włosów rzadko kiedy się dobrze kończyło, więc chociaż mniejszą ilością (oraz, nierozłącznie, powierzchnią) ubrań trzeba było sobie pomagać. A że przed przyjściem tutaj Moreirze przyszło usłyszeć, że organizatorzy chcą zaczarować atmosferę, żeby przypadkiem nie spadła temperatura, to i przygotowała się zawczasu. Ale z drugiej strony, tęczowogłowa mogłaby nawet Kyle'a trochę zrozumieć. Sama od pewnego czasu błądziła w labiryntach własnej seksualności, technicznie nadal bliższa relacjom miłosnym z facetami, a jednak oficjalnie ciekawa obu stron. Też zaczęła lubić to, jak dziewczyny pachną, kiedy są zadbane, kiedy nie boją się wyzwań. I rzeczywiście, lubiła to od zawsze, ale teraz w ten drugi, nieco inny sposób. Rzecz jasna, wiedzieć na pewno nie sposób, zanim się nie spróbuje. Tyle że Octavia miała to do siebie, że nie potrafiła, ale to zupełnie nie potrafiła ustawić się tak, aby stworzyć sobie okazję. Pozostało więc liczyć na przychylność świata, albo - choć według Reida to dosyć nieprawdopodobne - interwencję angielskich dżentelmenów, którzy odciągnęliby ją od takich rozmyślań na dobre.
- Zdaje mi się, że wszystko w porządku. Ale znając ją, będzie się od tego wszystkiego trzymała z daleka. Nawet próbowałam ją namówić, tyle że dostałam tą, no, sam wiesz. Uprzejmą, elitarną odpowiedź. "Jeszcze się zastanowię". Czyli równie dobrze mogę powiedzieć, że na pewno nie przyjdzie - skwitowała z pewnym humorem, w głębi ducha nieco smutna, bowiem nikogo chyba nie cieszy porażka przy używaniu swoich zdolności retorycznych, a już zwłaszcza osoby tak gadatliwej, jak ona.
Wymiana uśmiechów, imion i uścisków dłoni przebiegła wystarczająco sprawnie, żeby wprawić Alfę w dosyć dobry humor, przy tym znacząco poprawiając jej przewidywania na dalszą część imprezy. Nie spodziewała się jednak, że jego wielmożność, panicz Reid, tak się obruszy w kwestii jego wizyt w kamienicy nr 66, zwłaszcza że sąsiedzi nieopodal siódemki zwykle byli w pełni świadomi tego zwyczaju. Ściągnęła nieco brwi, delikatnie zawiedziona porażką podkówki, ale w najmniejszym nawet stopniu nie zamierzała się ot tak poddać. Obrzuciła przyjaciela nieprzychylnym spojrzeniem.
- To chyba poczekam na dzień, w którym legendy okażą się prawdziwe. Zresztą, ostatnio tak się chyba dzieje. Słyszałeś kiedyś o Stowarzyszeniu Zaginionych Bardów? Podobno ostatnio ktoś ich wszystkich poznajdował i... - urwała, bo poczuła pewną charakterystyczną obecność, która ostatnim razem na dość długi czas ją sparaliżowała, przy okazji zmuszając do puszczenia jednej lub dwóch bramek. Usłyszawszy ten jeden, właściwy głos, momentalnie przestawiła się na tryb zupełnego ignorowania wszystkich wokoło, całą uwagę skupiając na przybyłym blondynie. Uśmiechnęła się błogo, wpadając w swoiste ogłupienie. Biedny Rience trzymał wyciągniętą rękę o wiele dłużej niż powinien, bowiem Tawka w żadnym wypadku nie zamierzała się zbyt prędko wyrywać z zachwytu nad jego twarzą. Ostatecznie dotarło do niej, że półwil powiedział chyba coś innego niż "Cześć, przyszedłem tu żebyś się swobodnie mogła pozachwycać" i z wahaniem zgarnęła swoją bransoletkę. Momentalnie założyła ją na nadgarstek, błyskawicznie wracając wzrokiem na chłopaka, wszak to prawie zbrodnia nie poświęcać mu całej swojej uwagi. Słysząc pochwałę dla swojej gry, oblała się momentalnie rumieńcem i zachichotała nerwowo, potem zasłaniając usta obiema dłońmi. Szkoda, bo chyba go tym spłoszyła. Nie potrafiła oczywiście wydukać z siebie żadnej prośby o pozostanie w okolicy, więc tylko z zaszklonymi oczyma patrzyła, jak odchodzi. Westchnęła błogo, śmiejąc się jeszcze do samej siebie przez parę chwil.
- Patrz... i ucz się... - podsumowała, podpierając głowę o ramię ustawione na stoliku, nie spuszczając wzroku z odchodzącego Krukona. Pewnie siedziałaby tak rozmarzona jeszcze długo, gdyby nie fakt, że uosobienie wszystkich jej marzeń zaczęło rozmawiać ze znienawidzoną przez Tavię Atrią Ashworth.
- Chwila, czy on... czy on właśnie gada z tą rudą szmatą? - zerwała się prawie z miejsca, a gdyby miała dłuższe uszy, to sterczałyby jej jak u psa, który właśnie zauważył coś niepokojącego - No jak mamę kocham, on gada z tą rudą szmatą! - stwierdziła z oburzeniem, wpuszczając na twarz wyraźne niezadowolenie. Zacisnęła dłonie w pięści, wyraźnie gotując się do bohaterskiej szarży, aby odbić z powrotem uwagę półwila i przywrócić ją do prawowitej właścicielki.
- Kyle, wstawaj - rozkazała, szturchając przyjaciela - No już, idziemy! Ty bierzesz rudą i wpychasz ją do basenu, a ja porywam tego chłopaka. Ruchyyyyyyy, albo już cię nigdy do domu nie wpuszczę! - dodała jeszcze, podnosząc się z miejsca - Piętaszek, trzymaj nam miejsce, co? Dzięki! - powiedziała, chociaż wcale nie była pewna, czy do Ambrożego prośba dotarła, i czy została bez oporów przyjęta.
Zło zwycięża, gdy dobrzy ludzie nic nie robią!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 13:02

Co miał o tym wszystkim myśleć? Sam już nie wiedział czy kiedykolwiek będzie w stanie odpowiedzieć sobie na tę wątpliwość. Przyszedł na basen, bo poprosiła go o to jakaś dziewczyna, a teraz sam gubił język w gębie. Nie potrafił zrozumieć takiej sytuacji i nie trudno mu się dziwić. Głównym elementem jego codziennej rozrywki było wpatrywanie się w nieco oszołomionych rozmówców i ponawianie prób przywrócenia im czasem zdrowego rozsądku, a teraz? Teraz on sam chyba potrzebował, aby mu wrócił rozsądek. Sądził, że zachowywała się dziwnie, więc spróbował ją albo rozbawić albo zawstydzić. Nie wyszło mu ani jedno ani drugie. Uznała, że sobie zwyczajnie kpi. Chłód jej głosu w połączeniu z czerwonymi wypiekami barwiącymi twarz go konfundował. Chyba jeszcze nigdy nie trafił na dziewczynę, z którą aż nie wiedział co powinien zrobić. Zazwyczaj urok, jaki mimowolnie wokół siebie roztaczał sprawiał, że towarzystwo dzieliło się na dwie grupy. Na takich, którzy tracili odrobinę rozsądku, zachowywali się bardziej wylewnie czy wręcz głupio i takich, którzy zupełnie nie reagowali na starożytną magię jego przodów. Miał wrażenie, że Atria jest osobą, którą można sklasyfikować jako niezdecydowaną i siedzącą okrakiem na płocie rozdzielającym obie te strony. Chyba, że jednak mylił się w ocenie i ją zwyczajnie wiatr już dawno zrzucił na stronę ignorującą ten fakt. Nie rozumiał o co w tym wszystkim chodzi. Wreszcie westchnął, w sposób, jaki można było uznać za wywieszenie białej flagi i oparłszy łokieć na stoliku, podparł sobie brodę o dłoń, spoglądając w zamyśleniu na rudowłosą. Mimowolnie zaczął porównywać odcień jej włosów do tego, który zobaczył u obrończyni Hufflepuffu na ostatnim meczu. Coś było w niej intrygującego i przyciągającego, ale w sumie to sam nie potrafił powiedzieć co to może być. Może zwyczajnie jej pożądał? Wątpił w to, aby mogła być z nim w jakikolwiek sposób spokrewniona genetycznie. Do tej pory nie zdarzyło się jeszcze, aby spotkał potomka wili, który chociażby w najmniejszym stopniu by go nie przypominał. Te rude włosy…
Przetarł oczy, jakby w ten sposób chciał przywrócić się do rzeczywistości i ponownie skoncentrował spojrzenie na Atrii. Zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, że gdzieś tam dalej dziewczyna o barwnych włosach knuje spisek, a więc i nie spodziewał się żadnych szalonych akcji. Dlatego rozważał w myślach poszczególne etapy rozmowy z Ashworth, jakby próbując zrozumieć jej sposób postępowania nagle natrafiał na ścianę i odbijał się od niej w widowiskowy sposób.
- Nie rozumiem Cię. - przyznał wreszcie, marszcząc czoło. Przyznanie się do porażki było chyba jedynym co mu pozostawało w obecnej sytuacji. - „Ponoć ważna część jednostki”? To znaczy, że zazwyczaj tych kontaktów nie utrzymujesz? W takim razie dlaczego akurat ja?
Zadawał pytania i naprawdę chciał uzyskać na nie odpowiedzi. Zdaje się, że rozgryzienie Atrii stało się poniekąd naczelnym celem numer jeden dla blondyna.
- W takim razie co robisz zazwyczaj, skoro rzadko utrzymujesz kontakty społeczne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 19
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 13:25

Zmrużyła wściekle oczy, odgradzając się od niego splotem rąk na piersi. Nie ignorowała faktu, że zmniejszył między nimi odległość, ale nie znaczyło to, że ulegała jego stanowczości. Wręcz przeciwnie, zmiana dystansu i konieczność zadzierania głowy jeszcze wyżej zadziałała motywująco do pobudzenia kolejnych jeszcze nieporuszonych we wściekłości komórek do życia. Spięła się, jakby powstrzymywała się od czegoś, czego mogłaby potem zacząć żałować. Wbrew pozorom, nie żałowałaby tego wcale bardziej niż tego, co stało się chwilę później. Miała jeszcze dosłownie tylko naście sekund, żeby cieszyć się żywą kłótnią w całkowitym braku konsekwencji.
Nawet mi się nie chce myśleć…
Nie zdążyła skończyć, bo szarpnął ją za ramiona. Poprzednia wypowiedź straciła sens, kiedy miotał nią zupełnie tak, jakby myślał, ze mógł sobie na to pozwolić. Automatycznie jej wzrok stał się jeszcze ostrzejszy. Niemal pociemniał w momencie, w którym ponownie się odezwała, tym razem w innym kontekście, wyraźnie niezadowolona z tego, co robił.
… co ty sobie wyobrrr….
Głoska utknęła jej w gardle, nie dlatego, że przyblokował ją, odbierając możliwość ruchu, czy nie z faktu silnych palców ostrzegawczo zaciskających się na jej skórze, w miejscu, w których na pewno chłopak pozostawi siniaki. Mogła cedzić słowa prosto w jego twarz, bo dzieliły ich od siebie teraz zaledwie centymetry. Drobny szczegół, że jej przedramiona opierały się pod jego piersią na żebrach wcale jej nie dekoncentrował. Jej gniew zdawał się odpowiednio ogniskować się na jego osobie. Nic nie było w stanie powstrzymać jej od wściekle rzucanych z wrogą nutą słów. Oczywiście nic prócz ust opadających na jej własne. Czuła jego bojowość i złość i czuła nawet coś więcej, co nie było wcale chłodem jego koszulki, przenikającej przez cienki materiał jej tuniki. Kontrast temperatur zdawał się ją palić, w synchronizacji z jej wrzącymi emocjami.
Co… — szarpnęła się za późno, akurat kiedy ją puścił i zanim zdążyła rozpleść ręce splecione przed sobą, jego już nie było. Nie było już ani sensu tłuc na oślep powietrza przed sobą ani próbować kończyć wypowiedź. Charakterystyczny trzask w powietrzu zdawał się być dostatecznie wymowny, żeby móc sobie to odpuścić — KURWA!
Nie mógł się teleportować daleko. Byli w Hogsmeade. Londyn zdawał się być za dalekim dystansem, a jedyne co znajdowało się bliżej to Hogwart, tam przecież nie mógł się aportować. Syknęła pod nosem, chwilę później kierując się w stronę basenu. Musiała się przebić przez cały ten chory tłum, żeby ruszyć do wyjścia. Trzask, który temu towarzyszył prawdopodobnie znaczył tyle, ze kopnęła szklankę, która leżała na ziemi. Zignorowała ją całkowicie, podobnie jak ludzi, których już niedługo później mijała.
Przystanęła tylko przy Tavii żeby pociągnąć ją za szeroką bluzkę w swoim kierunku.
Nie będziesz mi przeprowadzała żadnych ukrytych ataków na członków drużyny!
Jej podniesiony ton, mocne warknięcie, musiało dotrzeć nawet ostrzegawczo do uszu Rience’a i Atrii. Wyraźnie branie kogoś z zaskoczenia to nie było coś, co D’Angelo chciałaby teraz aprobować. Wyminęła krukonkę posyłając jej wściekłe spojrzenie.
Spróbuj coś zrobić komuś ze składu, a wylecisz z drużyny.
Chociaż Tavia mogła nawet przegapić moment, w którym w ogóle do niej trafiła. Dla D’Angelo nie miało to najmniejszego znaczenia. Śpieszyła się, żeby znaleźć gnoja, który deportował się w najmniej odpowiednim momencie. Puściła dziewczynę; szybkim krokiem ruszyła przed siebie, przeciskając się pomiędzy Riencem, a Atrią, zaburzając ten i tak już zaburzony tok rozmowy, torując sobie najkrótszą drogę do wyjścia. Tylko jedna krótka wypowiedź zabrzmiała w powietrzu:
To znaczy, ze dziewczyna się z Tobą nie prześpi, Hargreaves!
Skomentowała słysząc urywek ich dyskusji. I tylko jej włosy zafalowały w powietrzu pomiędzy nimi, zanim zniknęła gdzieś w ciemności poza wyjściem z basenu. Wcale nie czekała na niczyją odpowiedź.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Edynburg, obecnie Hogs
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 28
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10818-kyle-reid
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10825-where-do-people-like-us-float#296756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10821-to-nie-jest-moja-sowa#296747
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10820-kyle-reid#296746




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 14:15

Nie uważałem autoreklamy za coś obraźliwego. Wręcz przeciwnie, funkcjonowaliśmy w tym świecie łaknąc atencji drugiego człowieka, a każdy robił to na swój sposób. Trawka, chyba nie liczyłaś na to, że jak zrobisz sobie tęczę na głowie, to zostaniesz marginesem społeczeństwa, gdzieś pośród szarych szeregów, obok których każdy przechodzi obojętnie. Ja nie wierzę w bajki, że takie rzeczy robi się nieświadomie, dziaram ludzi i sam jestem chodzącą reklamą dziarek, o, popatrz, mam wytatuowane pół twarzy, drugie pół podziurawione kolczykami. Lubię to, lubię też, bo ludzie zaczynają do mnie mówić, chociaż czasem tylko łapią swoje dzieci mocniej za ręce i ciągną w drugą stronę, jakbym był wcieleniem szatana, gotowym porwać ofiarę w piekielne czeluści. Zmierzam do tego, że w dzisiejszych czasach każdy z nas jest wyjątkowo konformistyczny w swoim nonkonformizmie, ale wszystko sprowadza się do jednego – wołamy o uwagę. Ja, ty. Oboje tak samo. Bo nie chcemy być nudni, ja mówię popatrz, wyglądam, jakbym wyszedł ze stypy, ale oboje wiemy, że to nie przypadek.
I nie ma w tym absolutnie nic złego.
Więc będę się patrzył na twoje cycki i na twoje nogi. I krytykował. I zachwycał się. Bo lubię, jestem dość szczery i prostolinijny.  
- Mogłem do was przyjść, zrobilibyśmy konkurs na to, które z nas dysponuje większym skillem w perswazji. Ja myślę, że Espe byłaby zachwycona w roli obiektu testowego.
Gdybyśmy żyli w średniowieczu, pewnie byłbym mistrzem w dziedzinie wymyślania najgorszych, personalnych tortur.
Nie no, wiadomo, że moje panoszenie się do tajemnic nie należało, oj Trawka, ty chyba też potrzebujesz kilku batów, żeby zacząć łapać mój schemat myślenia. Swoją drogą kilka razy prawie się pomyliłem, na dobrą sprawę to byłem pewien, że znali mnie absolutnie wszyscy mieszkańcy kamienicy. Chociaż tyle, jeśli chodzi o sławę. Ale na czerwony dywan to ja się nie nadawałem.
- O stowarzyszeniu zaginionego czego? Nie bardzo wiem, o czym mówisz, Trawka, cokolwiek to jest za stowarzyszenie faktycznie musiało się nieźle zgubić, skoro nic o nim nie wiem – odparłem, chociaż chyba każde moje słowo odbiło się od niej bez najmniejszej próby absorpcji.
To oderwanie od świata rzeczywistego trwała tak długo, że nawet zdążyłem w międyczasie skręcić packa.
- Czego? – spojrzałem na nią, liżąc bibułkę i dopełniając dzieła skręcania. – Jak zostać pedałem? Nie, podziękuję. – Nie no, nie chiałem chłopaczkowi ubliżać w żaden sposób, ale nie wydawało mi się, żebym się szczególnie pomylił.  – Ej, Trawka, spokojnie, ja rozumiem, że rudy to stan umysłu, ale to nie jej wina, że się taka urodziła. Nie można tak dyskryminować ludzi. – powiedziałem, zupełnie spokojnie, odpalając jointa. Ale zamiast chwili na chill, zostałem na siłę odciągnięty od stolika, więc jedyne, co zdążyłem zrobić podczas tego porwania, to oddać packa Piątkowi.
- Że co? – łączenie wątków zajęło mi chwilę, a Trawka już mnie ciągnęła w stronę rudej i pedała. Swoją drogą – odważne połączenie.  – Ej, weź, to nie w porządku, mam dotknąć rudą, żeby dostać przepustkę do twojego domu? To cios poniżej pasa.
Albo może po prostu wyrosłem z takich dziecinnych zabaw? Poczułem się trochę na siłę wpychany w sytuację, w środku której bardzo nie chciałem się znaleźć. No weź, Trawka, ja tam miałem swoje neutralne, zupełnie niezobowiązujące chillowanie, a tu nagle jakieś dramaty. Że chodzi o tego ziomeczka, poważnie?
Trochę załamałem ręce, jeszcze nas zaczepiła jakaś inna dziewczyna, a ja nie ogarniałem tematu.
No, wiedziałem, że trzeba zostać, bo będzie epicko.

+EDIT, jeszcze Voice

Zanim zostałem porwany, zmierzyłem dziewczynę wzrokiem, kodując sobie w głowie, że wygląda nieźle, ale już po chwili jej imię zupełnie wyparowało z mojej głowy.
Naturalna kolej rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 313
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 15:00

Oczywiście, że zachowywała się dziwnie. Z swoją nieumiejętnością obycia i zrozumienia innych ludzi nie mogła zachowywać się normalnie. A może to brak empatii tak wpływał na jej zachowanie. I starała się, naprawdę próbowała dać z siebie jak najwięcej, ale jednocześnie otoczenie basenu  sprawiało, że nie czuła się komfortowo, a ilość ludzi, którzy mogli okazać się potencjalnymi problemami była liczna. To znów sprawiało, że Atria w żaden sposób nie mogła się rozluźnić. Stała więc, lewo co dotykając pośladkiem krzesła, jedną dłonią trzymając stolik, drugą trzymając niedaleko ukrytej różdżki. Choć na pierwszy rzut okaz jej postawa wydawała się swobodna, tak już po chwili wpatrywania można było dostrzec napięte mięśnie.
Co zaś się tyczy szukającego z jej drużyny, nie miała pojęcia o jego genach i umiejętnościach.
Chociaż może przebywanie od urodzenia z willem sprawiło, że w jakiś sposób była na to uodporniona. Jednocześnie jej wzrok ciągle wracał do jego twarzy, jakby automatycznie ustawiony był na powrót do tego celu. Wydawał się sympatyczny, może dlatego właśnie do niego napisała. Może Ruby byłą tak genialną osobą, że wiedziała, kto będzie w stanie wytrzymać z nią rozmowę. A może po prostu strzeliła na oślep trafiając.
Na jego stwierdzenie, w którym wyznawał, że jej nie rozumie zawiesiła głowę uśmiechając się lekko. Ale nic wesołego w tym śmiechu nie było. Bardziej dzwonił w nim smutek i zrozumienie wszystkiego. Nie można było jej zrozumieć, bo jak, skoro nie potrafiła werbalnie porozumieć się pomimo tego, że znała tyle języków. Westchnęła lekko. Zastanawiając się co odpowiedzieć.
Zadał bardzo właściwe pytania. Zwłaszcza to, dlaczego on? Właśnie. Dlaczego? Dlaczego z tych wszystkich, właściwie obcych jej ludzi właśnie z nim postanowiła wdać się w dyskusję. A co dziwniejsze, dlaczego zgodziła się napisać mu list, choć nigdy tego nie robiła. Teraz to ona zmarszczyła czoło, patrząc na niego, jednocześnie usilnie próbując znaleźć odpowiedź w swojej głowie. Otworzyła już usta, by powiedzieć cokolwiek, bo cisza przedłużała się niemiłosiernie, kiedy to kawałek dalej jej uwagę zwrócił znany jej głos pani kapitan. Uniosła lekko brwi po jej pierwszym zdaniu i tylko zerknęła na chłopaka na przeciwko, by po chwili wzrokiem powrócić do She. Ta przebierała nogami w zawrotnym tempie i szła prost w ich stronę. Atria musiała przyznać, że jej dłoń zbliżyła się do różdżki jeszcze bardziej, ale krukonka tylko minęła ich przeciskając się obok i zostawiając ich z swoją jakże uroczą wypowiedzią.  Atri twarz znów przyjęła odcień czerwonego a usta zasznurowała w linijkę. Spojrzała spod powiek na Rience'a, czując się jak kompletna idiotka. Zrobiła krok jakby chciała sama ulotnić się stąd w ślad za D'Angelo, ale jednocześnie została, zastanawiając się, czy należy tak odchodzić, czy może coś zrobić. Zaprzestała odpowiadania na pytania, bo nie wiedziała, że nadal one obowiązują. Jedyne więc co robił, to stała przesuwając swój wzrok z dziewczyny z kolorowymi włosami do będącego na przeciw szukającego. Jej analizujący wszystko umysł podsuwał wniosek, że zupełnie nieświadomie nadepnęła komuś na odcisk i że jej obecność wcale nie była mile widziana. Łokieć wsparła na stole a w dłoni zatopiła t-twarz.
-Ćwiczyć, trzeba było zostać i ćwiczyć. - mruknęła do siebie, co jednak Rience mógł usłyszeć, bo nie zrobiła tego znów za cicho. Przy okazji też, dowiedział się, co robiła, gdy olewała kontakty społeczne. Przetarła twarz dłonią i spojrzała na niego nie bardzo wiedząc jak się zachować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Praia, Republika Zielonego Przylądka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 127
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10879-octavia-alfa-moreira#297774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10886-z-tej-strony-tawka-kto-tam#297916
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10887-fitz#297919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10888-octavia-alfa-moreira#297920




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 16:11

Tawki jakoś wcale nie dziwiła kompletna ignorancja Kyle'a, bo przecież to był ten właśnie typ człowieka, który z reguły w ogóle nie interesuje się niczym, poza czubkiem własnego nosa. Opowiastka o Bardach nie byłaby może materiałem na literacki bestseller, ale miała swój urok, który Kabowerdence przypadł do gustu. Oczywiście sama stchórzyła przed poszukiwaniem lutni, ale gdyby Reid uczył się jeszcze w Hogwarcie, to z pewnością zagoniłaby go do roboty w tej kwestii. Siłą rzeczy, efekt otrzymałaby pewnie podobny do obecnego. Pacnęła chłopaka w łeb, kiedy nazwał uosobienie jej wszystkich marzeń pedałem, gromiąc go przy tym jeszcze bardziej nieprzychylnym wzrokiem, niż kiedykolwiek dotychczas. Potem zresztą to samo uczyniła wobec Shenae, ale po kolei: najpierw jeszcze fuknęła na swojego przyjaciela, bo w całej jej wściekłości wcale nie chodziło tylko o to, że Atria miała rude włosy. Ba, te włosy były nawet śliczne, ale przecież zdenerwowana Moreira nigdy w życiu nie chciałaby tego przyznać.
- Nie chodzi o rudy stan umysłu, tylko o suczy stan umysłu! Jeszcze się pewnie kiedyś przekonasz. No wstawaj! - jęknęła żałośnie, siłą odciągając tatuażystę od stolika - A co ona, trędowata? - zapytała jeszcze, wyraźnie niezadowolona z ogromnego oporu, jaki Kyle stawiał wobec jej planu - Zresztą to żaden cios poniżej pasa, tylko wyświadczanie przyjacielskiej przysługi. Z twojej strony. Co ci zaszkodzi jak sobie... - urwała, słysząc wyraźnie poirytowany głos Shenae i czując, jak ktoś ciągnie ją za bluzkę, choć bliżej jej było do specyficznego poncza, które swoją drogą cholernie łatwo porwać. Nic więc dziwnego że Tavia, nie zorientowawszy się jeszcze, z kim rozmawia, rzuciła w stronę d'Angelo oburzone "co jest, kurwa?", aby potem w ułamku sekundy przycisnąć dłoń do ust, w celu ich zasłonięcia. Wysłuchała wszystkiego grzecznie, a jednak w tej samej chwili, w której siódmoroczna oddaliła się, tęczowogłowa wystawiła jej język i poprzedrzeźniała ją trochę, na uspokojenie. Rzeczone uspokojenie zajęło jej jednak kilka długich chwil, podczas których wciąż trzymała za rękaw koszulki Kajla. W końcu odetchnęła ciężko, puściła swoistego niewolnika, po czym skrzyżowała ręce na piersi, spoglądając zmrużonymi oczyma w stronę dwójki Krukonów, którą minęła wcześniej She, układając w głowie jakiś misterny, diaboliczny plan z małą szansą niepowodzenia.
- Dobra, zrobimy inaczej, jak taki z ciebie maruda - zaczęła, kiedy jakaś koncepcja wreszcie postanowiła nawiedzić jej myśli - Wracaj do stolika i pilnuj mi torebki. Zapomnę o tym piwie, które nadal miło byłoby otrzymać - stwierdziła, spoglądając na Kyle'a. Potem ruszyła w stronę Rienca i Atrii, wszystkie siły przekierowując na dwa zadania, jakie sobie postawiła. Po pierwsze - zupełnie olać rudowłosą, żeby przypadkiem nie skoczyć do niej z pazurami tak, jak skoczyła do pewnej macochy parę lat temu. Po drugie - nie dać sobie zmienić nóg w watę i nie stchórzyć przed blondynem. To już nieskończenie trudniejsze. Poza tym czuła, że z każdym krokiem jest coraz słabsza, ale cała zazdrość o półwila, połączona z niechęcią do Ashworthówny, zdawała się przezwyciężać onieśmielenie. Tęczowogłowa zadarła więc brodę, wzięła głęboki wdech i przyspieszyła kroku.
- H-hej, emm... - mruknęła, co musiało dosyć komicznie wyglądać, bowiem z postawą sygnalizującą największą na świecie pewność siebie, jąkanie się niespecjalnie współgrało - poszedłbyś ze mną... popływać? - spytała, splatając dłonie za plecami, żeby nie było widać, jak z nerwów katuje każdą z rzeczonych dłoni potężnym ściskaniem - Kumpel mi stchórzył i zostałam trochę na lodzie - dodała, wskazując kciukiem gdzieś w przestrzeń za sobą, nie do końca pewna, czy w ogóle na Kyle'a udało jej się tymże kciukiem wskazać. Co za idiotyzm. Przecież ona nie umiała pływać.
No, ale tonący brzytwy się chwyta.
Albo półwila dryfującego obok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Edynburg, obecnie Hogs
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 28
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10818-kyle-reid
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10825-where-do-people-like-us-float#296756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10821-to-nie-jest-moja-sowa#296747
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10820-kyle-reid#296746




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 17:01

Fakt, iż nie ogarniałem życia nie miał absolutnie nic wspólnego z brakiem zainteresowania ludźmi, w sumie trochę szkoda, że Trawka miała o mnie takie zdanie. Na dodatek tego wszystkiego prawie mnie pobiła, a ja tylko nie chciałem brudzić sobie rąk. Wolałem zająć je tym packiem, co go zostawiłem u Piątka i który zapewne zamienił się już w popiół.
- Nawet trędowata byłaby lepsza niż ruda.
Ja nie wiem, co tu jest więcej do zrozumienia. Ona była r u d a.
Chociaż może po prostu trafiłem do świata, który dawno przestałem ogarniać umysłowo, i który równie mocno przestał ogarniać umysłowo mnie. Nie wiem, jakiś konflikt pokoleniowy. A może po prostu spaliłem już w życiu tyle zielska, że trwałem w permanentnym stanie wyższej świadomości. Śmiesznie jest wpadać do waszego mieszkania w środku nocy, jeszcze zabawniej przekraczać granice, ale wciąganie mnie w jakieś mody na sukces czy inne bevery hills nie imało się rzeczywistości. Nie bawiło mnie to.
- No spoko – na dobrą sprawę to nie wiedziałem, co innego mógłbym powiedzieć, bo cała zaistniała sytuacja była dla mnie zbyt dziwna, dlatego przytaknięcie wyszło jakoś tak machinalnie. Nie miałem też w zwyczaju podnoszenia głosu, ogólnie w życiu było mi bardzo wszystko jedno, dlatego machnąłem na to ręką i poszedłem w całkowicie inną stronę.  
I poważnie, przyniósłbym jej to piwo, ale poczuwałem się do lepszej roli, niż rola sługusa.
Czas na packa, w końcu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 18:40

Ej jezu. To wszystko działo się zbyt szybko, żeby piątkowa percepcja, nieco jeszcze wczorajsza, była w stanie to ogarnąć. Bo kurwa. No. Wszyscy siedzą, zaraz Kajl zaczyna rolować packa. Wcześniej jeszcze kurwa jest świadkiem jakieś mocno motywującej gadki ze strony Ślizgona. Słucha tego, popija swoje cudowne modżajto, cały czas spala cudowny wyrób tytoniowy, nie będący chyba do końca akceptowanym przez Pana Russeau. W każdym razie, słucha i nie wierzy. No kurwa. Nie. Serio? Co ten gość brał? Aż się z wrażenia o mało nie udusił, kiedy też o mały włos nie spadł z krzesła, wijąc się ze śmiechu. – Stary, Ty serio to powiedziałeś? – pyta. Chyba już rozumie, czemu Kajl zaczął rolować tego packa. No, ale to nie koniec.  Zaraz przechodzi ten gość, który jest szukającym u Kapitanowej, Tawka ma mokro.. A potem? Zupełnie nie wiedział, co się kurwa podziało. Bez kitu. Niby wszyscy coś tam gadali i w ogóle, ale kurwa. Nagle ktoś tu kogoś obraża, cisną po rudych, no kurwa. Co jest? Po czym Tawa podbija do tamtego chłopaka, bierze Dziaranego ze sobą, a sam Piątek dostaje packa.. A potem już nic nie wiadomo. Kłęby dymu, jakimi był łaskaw się raczyć zasłoniły mu to i tamto. Słyszał jedynie głos Kapitanowej, potem też Kajla, który znowu wracał. Chyba chciał odzyskać swojego dżoja. Cóż, nie widział problemu. Oczywiście pod warunkiem, że zamierzał się podzielić. Ostatecznie, impreza była całkiem całkiem, ale zawsze można było ją jeszcze trochę rozruszać, prawda? No, wiadomo nie musieli się nim dzielić ze wszystkimi, w zasadzie nie trzeba było nawet nikomu mówić o tym, że mają dostęp do narkotyków. To mogłoby niespodziewanie tylko ściągnąć kłopoty na nich wszystkich. No, ale. Ale. – Zakładam, że za nim tęskniłeś. – rzucił z uśmiechem do wydzieranego kolegi. Dopiero teraz przyuważył tatuaż na jego czole. No, ciekawie, ciekawie. Uznał jednak, że zapyta go o nie, w nieco mniej otwartej rozmowie i przy mniejszym audytorium. Szybko przeniósł więc wzrok i uwagę na jedynego osobnika płci pięknej w tym dość męskim, nie ukrywajmy towarzystwie. – Tak więc Voice.. Co słychać? Jak życie? Co Cię tu sprowadza, a także dlaczego jeszcze nie pijesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 19:01

Od chwili, gdy tylko otworzył usta już z trudem powstrzymywała się od przewrócenia oczami. Czuła szykującą się grę w pozory, historię o rycerzach ratujących panny z opresji i noszących na rękach swoje białe rumaki, żeby się przypadkiem nie zmęczyły. Typowe Ślizgoństwo. Czy wyglądała na naiwną, albo starą i zapominalską? W każdym razie niemalże bez zastanowienia postanowiła przez chwilę poudawać nieumiejętną księżniczkę, którą ktoś wyciągnął z otchłani pełnej poszkodowanych przez wykolejenie się pociągu. Wiecie, taką delikatną, skromną dziewoję, która zasłania dłonią usta, gdy się śmieje i mimowolnie trzepocze rzęsami, gdy obok znajduje się mężczyzna. No, może bez tych wszystkich fizycznych objawów zakłopotania i zagubienia, bo zdecydowanie nie umiała na zawołanie oblać się rumieńcem ani nerwowo chichotać. Nie była idiotką. Potrafiła założyć spodnie i nie czuć się jak facet, potrafiła wskoczyć w worek i wyglądać kobieco, i potrafiła zadać szyku w szpilkach i sukience - tak, Lloyd to stuprocentowa kobieta, ale nie nazbyt wymuskana. I nie nazbyt miła.
- Wcale nie pomogłam tak dużo. Dopóki mnie samej nie zaczęły mocniej boleć plecy wszystko szło dobrze, ale później jak zwykle musiałam nawalić. - Jeden, skromność. Wzruszyła jeszcze ramionami, jakby była już pogodzona ze swoim losem tej-która-nawala, siadając obok niego. Umiała rozpoznać tanie bajery i próby pocieszania, ale wszyscy przecież lubimy się bawić! A Lloyd lubiła się bawić, nabierając ludzi.
- To jeden z nielicznych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałam, ale nie jestem kolekcjonerką, więc nie zbieram suchych kwiatów ani eliksirów. Poza tym, nie przyjmuje się prezentów od nieznajomych. - Dwa. Grzeczna dziewczynka. Nie bałagani, nie trzyma w pokoju śmieci, a przede wszystkim nie zadaje się z nieznajomymi, nie zjada cukierków, które dostaje od sąsiadów i nie głaszcze kotów, które biegają po ulicy. I nie powinna też żartować z obcych. Należy jej się lanie! Chyba, że tata się nie dowie. A taty nigdy nie było. Lloyd, oto błogosławieństwo, idź i rób co chcesz.
Okej, koniec zabawy. Bycie miłym to wyzwanie, zwłaszcza dla Ślizgona, tak więc wysłuchawszy kazania o hartowaniu się i tych sprawach uśmiechnęła się naprawdę przyjaźnie, zupełnie tak, jakby wszystko zrozumiała i zmieniła zdanie, po czym odgarnęła palcami wolnej ręki włosy z ramienia, uniosła bardzo nieznacznie brodę, przygryzła dosłownie na moment dolną wargę i rozpoczęła całkiem spokojnie:
- Słuchaj, Russeau, nie wiem, co wzmacnia twój charakter, a tym bardziej nie wiem, jak często bajerujesz kobiety kłamstwami, ale wiesz, ze mną jest problem. Rzucanie zaklęć mnie nie wzmacnia. Owijanie Krukonów cudzymi ubraniami też nie. W dodatku ciężko się mnie bajeruje i uspokaja. Nie wiem, która z tych dwóch opcji była bliższa tej twojej gadce, w każdym bądź razie trzymaj eliksir i następnym razem wypij, zanim przyjdzie ci do głowy coś równie głupiego jak wpajanie mi, że być może będziesz potrzebował mojej pomocy. Może byś jej potrzebował, gdybym wrzuciła cię to basenu, a ty nie umiałbyś pływać, ale nie zamierzam być miłosierna dwa razy - najpierw przyjmując prezent od ciebie, a później cię ratując. Dzięki - dodała jeszcze z krzywym, kpiącym uśmiechem i wymalowaną w szaroniebieskich tęczówkach ironią, przesuwając po stole w jego stronę buteleczkę z eliksirem. Odwróciła się w stronę Piątka i na nim zawiesiła oko, przyjmując przyjemniejszy wyraz twarzy, uśmiechając się lekko i szczerze, bo naprawdę potrafiła być uprzejma i szczera. Kto odważny, niech sprawdzi.
- Widzisz, za każdym razem jak na ciebie wpadam jestem akurat po, powiedzmy, zerwaniu. Kurwa mać, Friday, mam nadzieję, że jeszcze się kiedyś spotkamy, bo nigdy więcej się nie zwiążę z żadnym facetem, a przynajmniej nie po raz kolejny z tym samym - wywróciła teatralnie oczami, ale nie okazywała złości. Nie była zła. Może trochę znużona? - Piję. Po to tu przyszłam - odparła, dopiero zauważając, że jej szklanka z alkoholem postanowiła wyparować. - A przynajmniej piłam. Mam nadzieję, że ktoś się tym ginem udławi - zaśmiała się. - Ej, czekaj moment - dodała, wstając i ruszając w stronę budki z alkoholem. Po chwili wróciła ze szklanką whisky i tym razem nie usiadła koło Brandona, a koło Piątka, już z daleka lekko sugerując mu ręką, żeby zrobił jej tyłkowi trochę miejsca po swojej stronie stolika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 20:18

Naprawdę był ciekaw kilku rzeczy.
Pierwsza z nich niejasno odpowiadała sama sobie. Ciekawość względem tego, co Shenae chodziło po głowie, zazwyczaj nie sprowadzała na Rienca magicznego olśnienia w dziedzinie działania kobiet. Od każdej zasady istnieje zazwyczaj chociaż jeden wyjątek, który powinien ją potwierdzać, także półwil nie zdziwił się, kiedy odkrył, że w tej sytuacji zrozumiał jej dziwaczną uwagę, połączoną z przepchnięciem się obok niego i Atrii. Wyglądała na tak wściekłą, że gdyby nie był sobą, zapewne zacząłby się martwić o swoje bezpieczeństwo. Nie było jednak nawet najmniejszej szansy, aby to on rozsierdził ją do tego stopnia, zwłaszcza kiedy konwersował sobie z dziewczyną, która grała w ich drużynie na meczu.
Drugą wątpliwość stawiała przed nim sama obecność rudowłosej na tej zabawie. Zdawała się nie czuć zbyt komfortowo wśród takiej liczby ludzi. Chociaż może to była kwestia czegoś innego? Może nie lubiła pływać lub zwyczajnie nie była zainteresowana muzyką i towarzyszącym im rozgardiaszu spowodowanego prowadzeniem konwersacji przez wiele osób jednocześnie. Może to była także jego wina? To, że nie sprawdzał się jako towarzysz rozmowy można było zobaczyć już na pierwszy rzut oka. Częściej wolał po prostu patrzeć. Patrzeć i oceniać, obserwować, analizować. Tym łatwiej przychodziło mu przebywanie w większej grupie ludzi, a już najlepiej, gdy było ich troje. Dwie osoby rozmawiały, a Rience słuchał. Uczył się o ludziach i ich zachowaniu. Lubił manipulować polem manewru jakie dawała mu ta pozycja, a teraz było to odrobinę utrudnione. Nie potrafił w żaden sposób ugryźć ani tej rozmowy ani sytuacji, w której poniekąd się znalazł. Przesunął zębami po dolnej wardze, jakby w zamyśleniu, ale słowa, które Ashworth wypowiedziała do samej siebie ani mu w niczym nie pomogły, ani, o dziwo, nie zaciekawiły go na tyle, aby chciał pociągnąć ją za język. Chociaż kto wie. Może nawet zacząłby rozważać tę możliwość, gdyby to Tavia nie postanowiła wkroczyć do akcji. Nie zwracał na nią uwagi przez całą jej drogę do stolika jego i rudowłosej. Zareagował dopiero na wymruczane dość niepewnie słowa, które zwieńczyło jąkanie. Po tym poznał, że powinien i jej poświęcić chwilę uwagi (wszak, jąkanie się w jego obecności nie stanowiło jakiegoś wielkiego dziwu), więc zmierzył ją spojrzeniem, uśmiechając się przy tym uprzejmie. Zwrócił uwagę na to jak jej ciało się spięło. Wydawała się być wewnętrznie rozdarta i może nawet zacząłby głębiej to analizować, gdyby nie wyrzuciła z siebie kolejnych słów. Podążył wzrokiem za ruchem jej kciuka, a potem spojrzał ponownie na barwną czuprynę Moreiry, aby zaraz zerknąć na Atrię. Nie wiedział co ma z tym fantem zrobić.
- Emm… - mruknął elokwentnie, najwyraźniej próbując szybko przemyśleć wszystkie za i przeciw, ale nie zamierzał kierować się egoistycznymi pobudkami. Jakieś smętne nuty dobrego wychowania, jakie wpoili mu rodzice nagle upomniały się o swoje i kiedy wreszcie blondyn przemówił, miał na uwadze nie tyle własny komfort psychiczny, co raczej martwił się tym czy uda mu się zadowolić jednocześnie Atrię jak i Octavię.
- W sumie czemu nie. - zaczął, starając się starannie dobierać słowa. - Może koleżanka też ma ochotę popływać?
Spojrzał wyczekująco na Atrię, nie wiedząc czy zostawienie jej w tej sytuacji byłoby wystarczająco nieodpowiednie, aby się na niego pogniewała czy powinien raczej kierować się swoim poczuciem wypełniania obywatelskiego obowiązku, za jakie uważał ratowanie dam z opresji, kiedy partnerzy je wystawiają. Próba upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu mogła być ryzykowna. Jak żyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 313
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 21:09

Atria nie była jedną z tych osób, które wchodząc do pokoju sprawiały, że cała uwaga skupiała się na nich. Jeśli już coś skupiało na sobie spojrzenie innych, to z pewnością kolor jej włosów. Zdecydowanie odcinał się na tle brązów i różnych odcieni blondu panujących w tych stronach. Jeszcze dziwniej wyglądała w Norwegii, a cała jej rodzina nie mogła pojąć, skąd ten rdzawy kolor wziął się u nich w rodzinie.
Przez włosy miała też wiele różnych przygód, niektórzy nie lubili już jej przez sam ich kolor. Chociaż jej umiejętność funkcjonowania w grupie wcale nie przysparzała jej przyjaźni. Wręcz przeciwnie unikała kontaktów międzyludzkich, bo zazwyczaj sprawiały jej więcej trudności niż przejście po jednym z torów treningowych znajdujących się w jej posiadłości w Norwegi.
Choć od samego poczatku próbowała znaleźć odpowiedź na pytanie, nadal nie wiedziała, dlaczego w sumie napisała do Rienca. Dlaczego do niego, a nie do kogoś innego. Mogła przecież napisać list do kogokolwiek ze swojego domu. Nie musiał to być on, a jednak podświadomie, przy pomocy Ruby napisała do niego. Teraz znaleźli się w tej niekomfortowej dla obu sytuacji i Atria nie miała pojęcia co robić. A niewiedza dotycząca zachowana w danej sytuacji zdarzała jej się niezwykle rzadko.
Cisza między nimi się przedłużała, choć rudowłosa wytłumaczyła to sobie próbą ochłonięcia po dość energicznym przejściu pani kapitan. Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć. Nie miała pojęcia co wydukać, czuła jednak, że coś należałoby powiedzieć. Kiedy to dziewczę o kolorowych włosach - Octavia, podeszło do nich. Czy może raczej podeszło do Rience'a, ją ostentacyjnie ignorując. Miały okazję porozmawiać kilka razy wcześniej. Ale nieumiejętność zawierania znajomości i prowadzenia pogawędek sprawiły, że Atria nie pokazała się z najlepszej strony, odpowiadając na zadane pytania rzeczowo i chłodno. Musiała więc którąś z odpowiedzi urazić koleżankę z domu, skoro ta teraz postanowiła ignorować ją. Atria nie miała pojęcia co powiedziała źle, to było tylko przeczucie, że to właśnie na tym polu zawiniła. Przerzucała spojrzenie od Tavii do Rienca, słuchając ich wymiany zdań i przez chwilę czując się jakby była niewidzialna. Jeśli właśnie z takim zamiarem podeszła tu dziewczyna, udało jej się cel osiągnąć.  Kiedy Rience wrócił do niej z pytaniem zamrugała kilka razy, jakby próbując rozeznać się w sytuacji. Ona popływać? Dobre sobie. Skrzywiła się w myślach, pastwiąc się nad swoją słabością. Nie umiała pływać. Właściwie starała się nie znajdować za blisko wody. Przerażały ją wielkie zbiorniki wodne. Przy takim basenie, było jeszcze okej, ale stojąc po kostki w oceanie dostawała nieposkromionego ataku pani. Wolała więc, by nikt nie dowiedział się o jej fobiach, bo zawsze mógł je wykorzystać przeciwko niej. Nie sądziła też, by Tavia była zadowolona z jej towarzystwa. Jej postawa jasno wskazywała, że ruda jest jej obojętna, a właściwie nie istnieje. Nie miała pojęcia czym tak mocno się naraziła kolorowowłosej, ale miała nieodparte wrażenie, że rozmowa z szukającym była wierzchołkiem góry lodowej.
-Nie wzięłam stroju. - odpowiedziała, znajdując marną wymówkę, uniosła kącik ust i posłała lekki uśmiech w kierunku Rience'a - Poza tym, sądzę, że propozycja Tavii tyczy się tylko Ciebie.
Zerknęła na krukonę, a w jej spojrzeniu nie dało się zauważyć żadnych złych emocji. Wręcz przeciwnie, lustrowała ją z zaciekawieniem, z może nawet i zazdrością. Miała swobodność w kontaktach międzyludzkich, o których ona mogła tylko pomarzyć. Cóż, wychodziło na to, że zdobywanie nowych doświadczeń społecznych nie zawsze jest przyjemne, a czasem sprawia, że zostaje się samemu. Niby nie było to do końca pewne, ale Atria miała wrażenie, że w towarzystwie Octavii Rience czuje się lepiej i na pewno mniej musi się namęczyć. Nie winiła więc go, za chęć odetchnięcia od niej. Nie zamierzała też się wykłócać i próbować na siłę go zatrzymać, bo nawet gdyby chciała, kompletnie nie wiedziała jak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Praia, Republika Zielonego Przylądka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 127
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10879-octavia-alfa-moreira#297774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10886-z-tej-strony-tawka-kto-tam#297916
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10887-fitz#297919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10888-octavia-alfa-moreira#297920




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 07 2015, 22:20

Łup. Łup. Łup.
Słyszała, jak serce łomocze jej głośniej niż poirytowany chochlik zamknięty w małym, szczelnym pudełku, gdzie najprędzej ze wszystkiego, można było zwariować. Oprócz tego czuła, jak rzeczony organ podchodzi jej pod same gardło, sprawiając, że była bliska omdlenia. Choć tak naprawdę nigdy wcześniej nie miała podobnie dobrej okazji do zapoznania się z podobnymi sensacjami, to od samego rozpoczęcia wędrówki w stronę Rienca i Atrii była pewna, że tychże odczuć nienawidzi. Zresztą, nie sposób było się o podobnych perypetiach innych ludzi wcześniej nie nasłuchać. A że z Tavii to jednak dosyć gadatliwa była osoba, to nic dziwnego, że i podobnych historii miała okazję poznać dosyć wiele. Teraz nie było jej niestety w smak wspominanie którejkolwiek z nich, skoro tworzyła swoją własną. Znając życie, obecność Ashworthówny zostanie przemianowana na obecność "jakiejś tam dziewczyny", ale w końcu nie można Tawki za to winić. Tęczowogłowa świdrowała wzrokiem błękitne oczy blondyna, widząc w nich wyraźne zakłopotanie sytuacją. Kącik ust drgnął jej, gotowy do wyrysowania na bladawej twarzy triumfalnego uśmiechu, ale jak to ładnie wcześniej zauważono - była zbyt spięta. Zagryzała dolną wargę od wewnątrz tak mocno, że aż bała się poczuć w ustach krew. Pewnie jeszcze przestępowałaby z nogi na nogę, gdyby nie to, że rudowłosa na sto procent obserwowała każdy jej ruch i z pewnością oceniała je surowiej, niż najsurowszy z najsurowszych profesorów Durmstrangu oceniał najlepszych swoich uczniów. Octavia pewnie dawno zamordowałaby mnie za sugerowanie, że jest uczennicą swojej młodszej koleżanki z domu, czyż nie? W każdym razie, do jej uszu dotarło stwierdzenie oczywistego faktu, przez co nie miała innego wyjścia, niż delikatnie - jak gdyby się nieco wstydziła prawdy - skrzywić twarz i po dłuższej chwili nieśmiało pokiwać głową, aby potwierdzić, że rzeczywiście kierowała swoją propozycję tylko i wyłącznie do półwila.
Kiedy już oddalili się od panny Ashworth, a Tavia odetchnęła z głęboką ulgą, zadowolona z faktu niespojrzenia na rudzielca nawet jeden, jedyny raz, przyszła pora na konfrontację z samą sobą. Bo przecież zaprosiła uosobienie wszystkich swoich marzeń (a przynajmniej takiego była przekonania, przeklęty urok!) do pływania, podczas gdy sama pływać w ogóle nie umiała. Oczywiście, na naukę od Rienca byłaby chętna nawet w środku nocy, tyle że na szali leżała teraz tęczowa godność. Nie mogła się przecież przyznać, że palnęła pierwszą lepszą wymówkę która miała uratować Hargreaves'a ze szponów siódmorocznej. Choć ciężko stwierdzić, czy prawda nie była zgoła odwrotna. Moreira ściągnęła swoje stylowe niby-klapki-niby-japonki, które położyła na krawędzi basenu, a sama usiadła obok nich, zanurzając ostrożnie nogi w wodzie. Ciepła. Tyle szczęścia.
- Rozbierasz się? - palnęła; trzy sekundy; rekordowy rumieniec - Znaczy, no! W... ten... będziesz pływał w u-ubraniach? - znów zacisnęła dłonie w pięści, odwracając niedawno prawie nieodczepialny od blondyna wzrok gdzieś w dal. Merlinie, jeśli gdzieś tam jeszcze rzeczywiście czuwasz, to lepiej prędko interweniuj!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Dover, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 63
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 50
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10860-ruby-e-howell#297857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10899-zatrzymaj-sie-na-chwilke-i-kliknij-w-ten-temat-ok#298134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10898-mow-mi-dobrze-jezykiem-jakim-chcesz#298131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10897-ruby-e-howell#298130




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 00:08

Plany Ruby na ten dzień nie obejmowały imprezy na basenie, ale jak wiadomo plany lubią podlegać wszelkim przekształceniom, co właściwie jest i zaletą i wadą. W tym przypadku jednak cała rzecz wyszła na plus, bo przegapić coś tak pięknie przygotowanego byłoby nie lada grzechem. Tych kilka wiadomości wymienionych z Atrią zmotywowało Ruby do podniesienia tyłka z łóżka i porzucenia bezkształtnego bazgrania po pergaminie. Howell czym prędzej wskoczyła w swoje ulubione jeansy, białe trampki i włożyła pierwszy lepszy t-shirt, jaki wpadł jej w rękę – łaskawie pasujący biały, spływający delikatnie z jednego ramienia. Jeszcze tylko niewielka torebka, jako nieodłączny atrybut kobiety, skrywający jej tajemnice, oraz związanie włosów w całkiem szykowny jak na kilkusekundowe wykonanie kok i voilà, Ruby gotowa do wyjścia.
W drodze na miejsce wydarzenia Howell rozmyślała o Atrii, sprawczyni całego zamieszania. Specyficzna z niej była dziewczyna, ale na pewno niebanalna. Czasami Ruby nie mogła wyjść ze zdziwienia, kiedy okazywało się, że sprawy tak oczywiste dla większości ludzi, dla jej przyjaciółki były nieznajome i pokomplikowane. Niewątpliwie miała problemy z kontaktem z drugim człowiekiem i odnalezieniem się w wielu sytuacjach, ale hej, to nie jej wina. Świat jest dziwny, strasznie pokręcony i wywiera różny wpływ na ludzi. Jedni łatwiej coś przyswajają, a drudzy gorzej, wybijając się za to w odmiennych dziedzinach. Ruby uważała Atrię za wyjątkową osobę, z całą pewnością wartą uwagi i podziwu za ogrom wiedzy i determinacji. Denerwowało ją, gdy ktoś tego nie dostrzegał w rudowłosej Norweżce. I tutaj wkraczała ona – miała pomóc przejrzeć niektórym na oczy, a Atrię sprowokować do bycia bardziej emocjonalną i impulsywną. Czy słusznie? Nie była pewna, ale część niej poczuwająca się za guru życia uważała, że to dobre i właśnie ta część miała dzisiaj pełne prawo głosu.
- Wow. – wydobyło się z ust szatynki, kiedy zobaczyła wystrój pomieszczenia. Trzeba przyznać, że robił wrażenie. Gra świateł, muzyka, ustawienie poszczególnych elementów.. pięknie. Ruby uśmiechnęła się pod nosem, rozglądając dookoła i dostrzegając bawiących się znajomych. A wśród nich..
- No, tutaj jesteś! – uśmiech Howell poszerzył się, kiedy podeszła do rudowłosej. – Nie wiem, jak się czujesz, ale wyglądasz ślicznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Luksemburg, Schoenfels
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 153
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9207-cherisee-s-lepeltier#257971
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9221-cherisee-s-lepeltier#258239
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9213-cherisee-s-lepeltier#258085
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9214-cherisee-s-lepeltier




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 00:29

Właśnie wyszła z jednej z budek, uzbrojona w wodę z cytryną, kiedy usłyszała fragment czyjejś rozmowy. Stanęła za plecami nieznajomego sobie chłopaka, ciekawa co jeszcze było takiego szkaradnego w rudych, czym nieznajomy chciałby się jeszcze podzielić. Stała bezpośrednio za jego plecami, a chociaż podsłuchiwanie było wyjątkowo paskudne, nie planowała przecież nikomu mówić, że właśnie to robiła. Słysząc koniec dyskusji, chciała się wycofać, ale akurat ktoś inny przeszedł jej za plecami, więc próbując uniknąć kolizji stanęła dokładnie naprzeciwko domniemanego szanownego pana lepszego od rudych. Trwało to kilka sekund, w których Cherisee analizowała czy ktoś w zasadzie mógłby zauważyć, ze woda, którą trzymała w ręku wcale się jej w dłoni nie zachwiała, ale mogła… wszystko trwało zbyt szybko, żeby to zauważyć. W jednym momencie stała pewnie, w niezbitej pozie przed Kylem, a w drugiej zawartość szklanki wylała mu się na czarną bejsbolową koszulkę w akompaniamencie melodyjnie rzuconego:
Pardon, mon cher — nieprzecedzonego nawet żadną wredną nutą, chociaż najchętniej wlałaby w tą wypowiedź całą swoją dezaprobatę dla złego wrażenia, jakie na niej wywarł nieznajomy.
Zachowując pozory wcale nie dała mu tak właśnie pomyśleć, kiedy sięgnęła dłonią do różdżki zaczepionej o bransoletkę na ręce, skoro jej basenowy strój nie pozostawiał żadnego miejsca na jakąkolwiek kieszeń. Uniosła chwilę potem magiczny przedmiot, jednym machnięciem różdżki pozbywając się wody z jego stroju, choć bardzo chętnie spaliłaby mu przy tym ciuchy, udało jej się z tym wstrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 00:44

A więc pan Kajl nie wrócił do niego? Zatem do kogo on mówił? A może nie zwracał się do nikogo? Czyżby zatem to zielsko aż tak bardzo uderzyło mu na banie? Być może, kto wie. Ale cholera. Przecież.. nie było takie mocne, prawda? Prawda! To tylko była chwilowa zaćma. Ale kurwa. I tak. Mimo tego. Dobry, dobry, starannie wyselekcjonowany towar, jak widać. Tylko najlepsze z najlepszych. Zero podróbek, albo jakiejkolwiek taniochy. To właśnie lubił najbardziej w używkach – nie tyleż smak, co pożądany efekt. A im bardziej ten efekt końcowy był bliższy pożądanemu, tym lepiej. O tak, zdecydowanie! Tym razem.. to chyba przeszło jego najśmielsze oczekiwania, no ale może po prostu mu się zdawało? Poza tym, był jest tak bardzo niedzisiejszy. I nietutejszy przy okazji. No, ale to. Ten pacek.. przeszedł jego najśmielsze oczekiwania. Był tak bardzo dobry. W swoim efekcie. Zwłaszcza, że piątek nie czuł się z tym źle, a wręcz przeciwnie. Całkiem miło. Naprawdę. I bez większych oznak odurzenia. #Najlepiej.
Zielsko musiał jednak odstawić, bowiem #lepiej działo się dokładnie tuż obok niego. Otóż, to teraz dokładnie panna Voice postanowiła przejść do ofensywy. O matko. Ale isę podziało. A zaczęło siętak grzecznie. Tak niewinnie. Tak miło.. Szybko jednak być przestało. Nie można powiedzieć, bawił się przednio słuchając tego. Jak to jest, że niektórzy z taką gadką mimo wszystko wyrywają panny, a jemu się nie udało. Ten jeden raz? Cóż, może po prostu źle trafił? Niemniej, gadka motywacyjna była bardzo przednia. Chyba będzie musiał się do Ślizgona zapisać celem jakiś korepetycji, albo innych douczek. Ostatecznie taki talent, taki potencjał retoryczny, jaki kryły w sobie jego przemówienia musiał zostać należycie wykorzystany. Teraz jednak był zbyt przejęty wiciem się w konwulsjach śmiechu, a także dopalaniem tego packa – zostawi na później – z powodu słów dziewczyny. Żeby to Brandon widział teraz swoją minę. Więc tak się załatwia rodzinę Russeau? A może tylko jego? I co na to Kattie do cholery jasnej?! Gdzie ona jest?! DLACZEGO NIE UŻYWA JAKIŚ ZAKLĘĆ, NIE KNUJE INTRYG?! Tego jednego, nie bardzo mógł pojąć. Miło natomiast zrobiło się Krukonowi, kiedy to już dziewczę skierowało się w jego kierunku. – Kurwa mać Voice wychodzi na to, że wręcz musimy się spotkać jeszcze kilka razy! Co najmniej kilka, nie żebym Ci źle życzył, ale może w końcu znajdzie się ten, który dotrwa do kolejnych naszych spotkań? – rzucił z uśmiechem, podłapując temat mocno. Odpalił papierosa. Oczywiście w jej stronę również paczkę wyciągnął, celem poczęstunku. Następnie panienka Voice oddaliła się od nich nieco, celem pójścia po alkohol. Friday w tym czasie, stosownie do jej prośby, przygotował trochę wolnego miejsca, po czym rozejrzał się po ludziach zgromadzonych na basenie. No tak.. Tawka dalej się moczyła z radości. Czyli tam nic nowego, natomiast reszta… nie. nic ciekawego. I to miała być impreza? – Nudno tu, nie sądzisz? Może chodźmy popływać? – zagadnął nagle Ambroge. Nie do końca uśmiechała mu się bowiem wizja spędzenia nudnego czasu przy stoliku, zwłaszcza w towarzystwie niezbyt lubianego przez pozostałą dwójkę ślizgona. Sorry, taki mamy klimat!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 313
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 00:49

Sprytne spojrzenie Ashworthówny prześlizgiwało się z człowieka na człowieka, na żadnym na dłużej nie zawieszając wzroku. Nie podobało jej się zachowanie Tavii, ale nie była w stanie nic na nie poradzić, jednoczesnie też, starała się pohamować swój temperament, który zazwyczaj gdy coś szło nie po jej myśli podpowiadał, by odnieść się do działania siłowego. Jakkolwiek efektowne byłoby złamanie nosa koleżance z domu, tak zdecydowanie spotkałoby się z dezaprobatą tłumy.
Czekała więc, co jakiś czas przestępując na drugą nogę. Od czasu gdy Rience wraz z Królową Wszystkich Kolorów odeszli od stolika, przy którym Atria próbowała prowadzić normalną rozmowę, wysłała kilka sów i wyciągnęła z dormitorium swoje społeczne guru. Żałowała tylko, że owe guru nie przemieszcza się szybciej.
Krukonka tak naprawdę nie wiedziała, dlaczego Ruby chciała się z nią zadawać. Zazwyczaj jej nieumiejętność i nieznajomość zachowań międzyludzkich sprawiała, że ludzie omijali ją szerokim łukem. Była rzeczowa i chłodna w większości rozmów. Choć nie daltego, że chciała bardziej dlatego, że tak ją nauczono. Zwykłe znajomości w jej rodzinie były zbędę i nie skutkowały niczym przydatnym, dlatego nie przykładano do nich wagi. Znajomości w których można było wymienić się dobrami, czy usługami były tymi, których poszukiwano i które ceniono.
Hogwart odmieniał Atrię i na całe szczęście jej rodzina tego nie widziała. Ona jednak zaczynała rozumieć, dlaczego Aleksander uciekł i o ile mądrzejszym był, jeśli chodziło o analizę wszystkiego.
Jej rozmyślania przerwały słowa wypowiadane dobrze znanym jej głosem. Odwróciła twarz w stronę właścicielki głosu i odprowadziła ją wzrokiem do miejsca, które jeszcze chwilę tamu zajmował Rience.
-Czuję, że nie powinnam dzisiaj w ogóle wyścibiać nosa poza pokój. - odpowiedziała marudząc. Z jednej strony cieszyła się, że dała się namówić Ruby na wysłanie listu i spotkanie z Riencem. Nie była to kwestia odwagi. Założone cele Atria realizowała, a uczucia strachu wyzbyła się już dawno. Nie nie wyzbyła, nauczyła się jak go pokonwyać. Z drugiej jednak strony miała wrażenie, że przegrała tą społeczną potyczkę i nadal była na końcu społecznego łańcucha pokarmowego. Czy raczej na jego początku. No była ofiarą losu i tyle
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 13:26

Pewna niewłaściwość sceny, która właśnie rozgrywała się przed nimi trapiła Hargreavesa bardziej niż można by przypuszczać. Nigdy nie był osobą, która w jakiś sposób chciałaby krzywdzić innych, nawet jeśli nie było to specjalnie, dlatego teraz, gdy poniekąd znalazł się między młotem, a kowadłem, odczuwał jednocześnie zażenowanie, jak i dziwną niechęć do znajdowania się na basenie. Najłatwiej byłoby mu po prostu stąd odejść i jednocześnie zawieść obie dziewczyny, ale i nie mieszać się w tę dziwną grę, jaka właśnie się rozgrywała. Było już jednak za późno, gdyż Atria zwyczajnie pozwoliła mu odejść i zanim się obejrzał, Octavia już ciągnęła go w stronę basenu. Okej, może nie ciągnęła, a po prostu do niego szli. Przyglądał jej się, kiedy ściągała buty i westchnął cicho, przeczesując dłonią włosy, kiedy zrozumiał, że tak, niestety będzie musiał się rozebrać. Cóż, nie żeby miał z tym jakiś specjalny problem, ale zrzucanie z siebie ciuchów w miejscu publicznym nie zawsze było szczytem jego marzeń, a już zwłaszcza teraz, kiedy zaczynał już mieć wyrzuty sumienia z powodu zostawienia rudowłosej przy stoliku. Obejrzał się jeszcze w jej stronę, posyłając jej krótkie, ale przepraszające spojrzenie (kto wie, może je złowi?), po czym odwrócił głowę w stronę tęczowowłosej dziewczyny, przyglądając się jak siada na skraju basenu. Policzki miała czerwone i zdawała się być sama zawstydzona swoim komentarzem na tyle, aby nie musiał w żaden sposób jej pomagać w poczuciu się jeszcze gorzej. Zachichotał jednak, dość cicho, ale zauważalnie, po czym ściągając buty, uśmiechnął się do niej z rozbawieniem.
- Cóż, wygodniej jest w stroju, więc tak, rozbieram się. - odpowiedział, chociaż wcale nie trzeba było w żaden sposób reagować na słowa Tawki. Ściągnął spodnie oraz koszulę, w kilku ruchach składając je w odruchu bardzo perfekcjonistycznej nerwicy natręctw, po czym odłożywszy je na buty, również usiadł na brzegu basenu. Wpatrzył się w fioletową wodę, zastanawiając się kto wpadł na taki głupi pomysł. Jemu nie podobała się ani trochę, ale to może dlatego, że Rience zwyczajnie nie lubił udziwniania czegoś co samo w sobie już prezentowało się odpowiednio. Mimo wszystko nie wygłaszał na ten temat żadnych opinii i po prostu ześlizgnął się po krawędzi, wskakując zgrabnie do basenu. Zerknął na Octavię i wyciągnął w jej stronę dłoń w bardzo staromodnym geście.
- Czy zechce pani do mnie dołączyć? - zapytał i obdarzył ją szelmowskim uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Praia, Republika Zielonego Przylądka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 127
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10879-octavia-alfa-moreira#297774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10886-z-tej-strony-tawka-kto-tam#297916
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10887-fitz#297919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10888-octavia-alfa-moreira#297920




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 14:12

Była w stu procentach pewna, że lepiej się w tej chwili rzucić do wody i utopić, niż siedzieć na brzegu, paplając co jej ślina na język przyniesie. Wewnętrzna strona dolnej wargi ostatkami sił broniła się przed agresorem w postaci zębów, które za wszelką cenę zdawały się chcieć wypuścić kilkanaście litrów krwi ze swojej biednej ofiary. Tavia jednak nie bardzo lubiła ten smak, więc czasami wracała do świadomości i powstrzymywała się przed dręczeniem samej siebie podobnymi odruchami. Chichot Rienca był niejasny. Tęczowogłowa nie była pewna, czy ma się uspokoić, czy może zacząć drżeć ze wstydu. Spojrzała na niego wreszcie, z ulgą dowiadując się, że to pierwsza opcja jest tą właściwą. Widząc jego uśmiech, aż sama się momentalnie wyszczerzyła. Miała ku temu - rzecz jasna - jeszcze inny powód, dosyć zresztą prosty. Półwil oświadczył wszem i wobec, że się rozbierze, zaś Alfa nie byłaby normalną dziewczyną, gdyby się przez to mocno nie cieszyła. Życie jednak nie jest tak piękne, jak się zwykle wydaje, albowiem w związku z pojawieniem się półnagiego przystojniaka, wszystkie okoliczne wilki prędko powinny się na niego rzucić. Ach, nie wilki, tylko dziewczęta. Prosty błąd, skoro jedno i drugie z równie zawrotną prędkością skakało na swoje ofiary. W każdym razie, trzeba było korzystać, póki miało się okazję. A nuż za chwilę przyjdzie jakaś panna, którą pokierują motywy identyczne do tych, jakie pchnęły samą Tawkę do odbicia Krukona swojej prawie-nemezis. Nie zdążyła niestety wystarczająco zaspokoić potrzeb dotyczących pożerania sylwetki chłopaka wzrokiem, bowiem ten względnie szybko wskoczył do fioletowej wody, kierując nawet kilka zabłąkanych kropel na nią samą. Siedziała sobie, w błogości machając zanurzonymi w wodzie nogami, bez większej świadomości nadchodzącej zagłady. Odzyskała ją w momencie, w którym zadane zostało pytanie. I mimo że uwielbiała podobną staromodność, to otworzyła nieco szerzej oczy w przestrachu, myśląc intensywnie nad sposobem na wykręcenie się. Prędko doszła do wniosku, że dukanie słabych wymówek wcale jej nie pomoże, a nawet może zaszkodzić. Choć wybaczyłaby mu od razu, to jednak wolałaby nie zostać wciągniętą przez wilowatego chłopca do wody na siłę. Przewróciła w zachwycie oczyma, po czym z delikatnym trudem ściągnęła z siebie ponczo, które położyła nieopodal ubrań Hargreavesa. Zastanawiała się jeszcze moment nad szortami, ale postanowiła ich jednak nie ruszać. Zawsze można je wysuszyć zaklęciem, a przecież nie powinny jakoś specjalnie przeszkadzać. Choć tak na dobrą sprawę nie znała się na tym i nie miała zielonego pojęcia, czy ma rację.
- Ależ oczywiście - powiedziała ze specyficznym, zadowolonym wydźwiękiem, po dłuższej chwili wybierania odpowiedniego zwrotu. Uśmiechnąwszy się ciepło, podała mu swoją dłoń i w pewnym stopniu uspokojona, zsunęła się w toń wody. Dziękowała Merlinowi ze wszystkich sił, że było tu jeszcze tak płytko, a jednak zaczęła nieco drżeć ze strachu, że czarodziejski basen wywinie jej niemiły żart polegający na znacznym oddaleniu dna. Trzeba było prędko improwizować, aby odciągnąć uwagę blondyna od jej nieporadności. Spojrzała na niego, wkładając maskę z pewnym siebie wyrazem twarzy.
- Waszmość zdajesz się niesamowicie ociągać z podstawowymi procedurami towarzyskimi. Czekam od tego pamiętnego meczu, bez skutku - stwierdziła, wplatając do rozmowy kolejną dozę przeszłych wieków, a mając na myśli najprostsze na świecie przedstawienie się. Zdumiewające, że wypowiedziała wszystkie te słowa bez najmniejszego nawet zająknięcia, a jednak ciągle trochę zbyt mocno ściskała dłoń dwudziestolatka. Czuła, że jeśli tylko ją puści, niechybnie zostanie porwana w bezmierne głębiny. A raczej nie planowała dzisiaj zostać topielcem. Może kiedyś. Ale na pewno nie dziś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 15:31

Przynajmniej rozśmieszyła Piątka. Jak widać, jego i Ślizgona wcale nie połączyły nowopowstałe więzi przyjaźni. Może całe szczęście, bo ostatnio w Hogwarcie i tak działo się sporo, a przecież miało się wydarzyć jeszcze więcej... W każdym razie Lloyd powstrzymała uśmiech tryumfu i rozbawienia, tylko delikatnie kopiąc Ambrożego pod stołem, bo przecież był bardzo nieuprzejmy! Pomińmy fakt, że czasami ta cecha jest pożądana.
Szkoda, że podzielił się papierosami, a packiem nie, ale nie zamierzała się narzucać i wyrywać mu skręta z ręki. Chociaż niby jak dają, to bierz, a jak nie dają, to bierz i uciekaj... Wzięła fajkę, dziękując mu skinieniem głowy, a gdy ją zapalił, dopiero podjęła się odpowiedzi:
- Wiesz, możemy się spotykać kiedy chcesz, o ile towarzystwo będzie ciekawe - zaśmiała się, zaciągając się mocno, tak, jak z reguły kobiety boją się zaciągnąć przy mężczyznach. Ona się nie bała. I tak pewnie zamiast płuc miała suchy wiórek, a poza tym, podobno z papierosem między wargami wyglądała najlepiej. Zwłaszcza w oczach pewnego artysty. - Dotrwa czy nie dotrwa... Nie zapominaj o mnie w swoim planie dnia, Friday - dodała jeszcze, wypuszczając wąską smugę dymu i puszczając mu już po raz kolejny tego dnia oko. Wypiła kilka łyków whisky, przymykając oczy, gdy już zajęła nowe miejsce. Wieczór zapowiadał się świetnie.
- Jasne! Słyszałam coś o twoich tatuażach... - zagadnęła, zostawiając szklankę z alkoholem na stole, biorąc Piątka lekko pod łokieć i podnosząc się z ławki. Już z daleka woda wyglądała kusząco. Gdy już docierali do basenu niedopałek Lloyd wylądował na ziemi, gdzie został przygnieciony butem. Wkrótce później stali już tuż przy fioletowej toni. Zwykła woda prezentowałaby się atrakcyjniej, bo nie przywodziłaby na myśl zamulonego jeziora pełnego ryb... W każdym razie Voice bezpardonowo zdjęła buty, po czym zabrała się do rozpinania spodenek. Miała ochotę wskoczyć do basenu w ubraniach, ale pamiętała o tym, że w stroju przecież będzie wyglądała atrakcyjniej. I będzie jej się lżej pływało, chociaż... Pływać nie umiała.
- Tylko wiesz, chodzi o to, że... Nie umiem pływać. Błagam, pilnuj, żebym się nie utopiła, co? - zaśmiała się, mimo że w głowie migała jej czerwona lamka. Zsunęła z bioder spodenki i zdjęła koszulkę, jakby z namysłem. Może nie powinna wchodzić do wody? Skapitulować? Nie, nie. Miała na sobie jasnoniebieski, dwuczęściowy kostium z czarnymi elementami i modliła się, żeby nadal wyglądał tak dobrze, jak wtedy, gdy go kupowała. Swoje rzeczy pospiesznie złożyła na butach i usiadła na brzegu basenu, zanurzając w wodzie stopy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Edynburg, obecnie Hogs
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 28
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10818-kyle-reid
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10825-where-do-people-like-us-float#296756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10821-to-nie-jest-moja-sowa#296747
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10820-kyle-reid#296746




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 17:51

Piątek, polecam się na przyszłość.
Nie zamierzałem jednak na razie wracać do stolika, niech tam Piąteczek lepiej zajmie się blondyną. W zasadzie to przez chwilę już byłem zdecydowany zwinąć się z imprezy, ale wpadłem na jakąś dziewczynę. Rudą. Jakaś plaga dzisiaj. To nie był mój najlepszy dzień. Tak poważnie nie miałem niczego przeciwko rudym, poza faktem, że byli rudzi. O tej tutaj mógłbym nawet powiedzieć, że była całkiem ładna, gdyby nie fakt, że nadal pozostawała ruda.
I chyba była Francuzką (żaden ze mnie poliglota, ale francuski był chyba jedynym językiem, który trudno było pomylić z jakimkolwiek innym). To było jak kara zesłana przez kogoś na górze, kto chyba za mną nie przepadał.
Generalnie to nie tak, że miałem coś przeciwko francuzom. Znałem kilku, byli naprawdę w porządku. Poza tym robili dobrą muzykę, jeszcze lepsze wino i najlepsze croissanty. Uwielbiałem croissanty. I te wszystkie śmieszne, kolorowe ciastka. Ale żadna z tych zalet nie zmieniała ich francuskiej mentalności, przeświadczeniu o lepszości od innych narodów, a do tego absolutnym zamknięciu kulturowym, wliczając w to pogardę dla obcych języków. Po części ich rozumiałem, bo faktycznie mieli być z czego dumni – ale nadal potrafili mi działać na nerwy. Chociaż kiedyś... kiedyś podróżowałem autostopem przez Francję. Wszyscy Francuzi, jakich spotykałem, palili za kółkiem baty. Tyle mogłem o nich powiedzieć dobrego. A tak zupełnie poważnie było mi absolutnie wszystko jedno.  
Woda z cytryną faktycznie mogłaby uchodzić za niebezpieczną broń, gdybym był zrobiony z cukru. Na całe szczęście do babeczki z kremem było mi daleko. No bo kto piecze czarne babeczki?!
- E... no spoko. Nic się nie stało – machnąłem ręką, a ona machnęła różdżką i w ogóle była klasa, z resztą to były tylko ciuchy.
W sumie chciałem iść dalej, ale zamiast tego stałem i znowu gapiłem się tam, gdzie podobno nie powinienem, ale ja wiem, że powinienem. Jakoś tak wyszło, że nie mogłem się ruszyć. Pewnie mnie ruda wiedźma zaczarowała. Nic dziwnego. W końcu ruda.
- No, zabawne – przytaknąłem jej, będąc przekonanym, że faktycznie spetryfikowała mnie jakimś niewerbalnym zaklęciem, przy tym jednocześnie nie będąc pewnym, czy w ogóle ogarniała angielski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 20:22

Ciekawa ta panienka Voice, naprawdę ciekawa. Przy ich pierwszym spotkaniu nie wydawała się tak… sympatyczna? Nie, to złe słowo. Pozytywna, o! Z drugiej strony jednak, okoliczności w jakich się poznali nie napawały nikogo radością. Zima, do tego mroźna, Syberia więc temperatura mocno minusowa, do tego wszystkiego także trzeba dodać fakt tej całej katastrofy no i zaginionych bagaży i w ogóle jeszcze kilka innych, dość niemiłych dla człowieka czynników. – O ile będzie ciekawe?! Co to ma znaczyć? Czy moja osoba sama w sobie nie jest ciekawa i zajmująca?! No wiesz..?! – zaoponował, udając oburzonego. Nawet na przytup sobie pozwolił taki był. Oczywiście szybko mu przeszło, sam zaczął się z tego śmiać. Jakby nie patrzeć, potraktował to jako dowcip. Pewną uszczypliwość, choć.. chyba niekoniecznie w jego kierunku? Nie był do końca pewien, ale czy nie chodziło czasem o Brandona? Licho wie. – Planu dnia powiadasz..? Wiesz, z tym może być ciężko. Zwłaszcza, ze jesteś kobietą, a takowe cieszą się odpowiednią pozycją w rozkładzie dziennym, tylko jeśli są moimi matkami, albo kochankami. O ile wiem, nie jesteś żadną z nich, chyba że planujesz akurat coś, o czym ja nie wiem.. – teraz to on puścił jej oko, oczywiście zza chmury dymu. Mimo wszystko nie dbał o to, czy widziała to, czy też nie. Z całą pewnością, uśmiechnął się doń szelmowsko. Następnie zawzięli się za ten basen. Krótkim "cześć… Brandon?" chłopak pożegnał Ślizgona. Zanim jeszcze doszli Piątek poczuł się wręcz w obowiązku wypytać towarzyszkę o dość enigmatyczną wypowiedź na temat jego wyglądu – Ej właśnie! Co słyszałaś o moich tatuażach? – spytał rzucając papierosa gdzieś tam za siebie. Szybko sobie jednak o czymś przypomniał, toteż przeprosił Ślizgonkę na chwilę, podbiegł do wyrzuconego kiepa, po czym przydeptał go i zgasił. – Jeden stosunek seksualny więcej. – rzucił do niej z niewinnym uśmiechem i miną przepraszającego dziecka.
gdy już dotarli na basen, Piątek przez chwilę przyglądał się wodzie. Istotnie, kolor wody był dość.. niefortunny? Jakikolwiek inny, ale nie ten. Jemu bowiem kojarzył się z jakimiś ściekami, albo jeziorkiem właśnie tyle, że w pobliżu elektrowni atomowej – mugole wiedzą o co chodzi. Niemniej, począł się rozbierać, bo on w przeciwieństwie do dziewczyny nawet nie pomyślał o kąpieli w ubraniu. Niespiesznie więc rozpinał guziki swojej koszuli, przyglądając się z ukosa Voice. Trzeba przyznać, ładna i zgrabna była z niej panna. – Obiecuje zrobić wszystko, żebyś się nie utopiła. Chociaż.. To może być niezła opcja.. Wiesz gdybyś tak straciła przytomność, trzeba by Ci zrobić sztuczne oddychanie… - rzucił z uśmiechem, po chwili kojarząc dopiero, że przecież niekoniecznie musiała wiedzieć o mugolskich sposobach resuscytacji. Chłopak niemal już się rozebrał, pozostał jedynie w samym stroju kąpielowym, bardzo ubogim z resztą, bo składającym się wyłącznie z jakiś tam kąpielówek. Bez większych oporów wskoczył do wody. – No dalej, chodź. Ładne masz ciało, gruba nie jesteś, dobrze wyglądasz, a jak jakiś napalony samiec będzie za bardzo podziwiał twoje wdzięki to ja się nim zajmę. – zachęcił ją, po czym zanurkował lekko i korzystając z siły nóg odbił się na tyle, by wyskoczyć mniej więcej ponad pas z wody, złapał Voice i razem ze sobą wciągnął do basenu. Pamiętając oczywiście o tym, że nie umie pływać, toteż nie puszczał jej przez cały czas, co by czasem nie znalazła się dłuższej chwili pod wodą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2545
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 21:43

Sympatyczna? Faktycznie słabe określenie na Ślizgonkę, pozytywna brzmi lepiej, przynajmniej w przypadku tej panny, która potrafiła być sympatyczna bądź nie, w zależności od humoru i osoby, z jaką rozmawiała. I pewnie od pogody, bo Syberia faktycznie nie jest dobrym miejscem do zawierania znajomości - niby gdy jest zimno, jest pretekst, żeby się przytulić, ale śnieg za kołnierzem i skostniałe dłonie raczej nie powodują euforii i chęci ściskania ręki nieznajomym.
- Ty? Ciekawy? Interesujący? Za wysoko siebie oceniasz - odparła, nabierając na moment powagi, po czym zaczęła się po protu śmiać, bo humor miała niezły, oburzenie Piątka wyglądało zabawnie, a poza tym - sam się śmiał, a to jest zaraźliwe. - Wyglądam, jakbym mówiła o tobie? - dodała, żeby był pewien, że przecież mowa tu o lubianym przez wszystkich panie Russeau. - Wiesz, dla pozycji w twoim planie dnia mogę nawet zostać twoją matką, jeśli ci zależy. Albo kim tam chcesz, wystarczy, że powiesz, na co są wolne miejsca. - Co do własnych planów na znajomość z Piątkiem, to nie miała żadnych, chociaż kochanką zawsze mogła się stać nawet z przypadku - cnotką w końcu nie była. Kto nie wierzy, niech zapyta Villiersa. Którego z resztą gdzieś wywiało, tak jak Greya, który też pewnie z radością odpowiedziałby na kilka pytań dotyczących swojej przyjaciółki. Oczywiście zauważyła, że do niej mrugnął, bo obserwatorką była bardzo pilną i nie umykały jej najmniejsze drgnięcia palców. Pewnie to przez takie, a nie inne dzieciństwo, które jakoś musiała przetrwać. W każdym razie, na ten mały gest odpowiedziała uśmiechem.
Do Brandona nawet nie machnęła ręką. Generalnie zdawała się zapomnieć o jego obecności, bo po tym całym motywującym wykładzie, jaki został jej przedstawiony, Lloyd kompletnie straciła tym panem zainteresowanie. Może zgłosi się, gdy będzie potrzebowała kogoś w stylu pocieszę-i-okłamię.
- Jakieś małolaty kiedyś sobie opowiadały, że masz fajnie wydziarany tors, ale żadnej nie było dane zobaczyć. Biedne maleństwa, ktoś powinien im uświadomić, że masz... Ile? Dwadzieścia lat? - spytała, bo zasadniczo na ten temat nie wiedziała zbyt wiele i w sumie mówiła tak na oko. Gdy poszedł zgasić papierosa odczekała spokojnie w miejscu. Przypomniało jej się, jak miała dziesięć lat i podbijała miasto z trzy lata starszym chłopakiem, mugolem, który szpanował tym, że pali papierosy. Kiedyś siedzieli na tarasie w jego domu, aż nagle zobaczyli, jak do bramki zbliża się jego matka... Rzucił niedopałek właśnie do tyłu, na drewnianą podłogę... Trochę rzeczy się spaliło, trzeba przyznać. A tego chłopaka (nazywał się Cae czy Audre? Byli do siebie tak podobni!) nigdy więcej nie zobaczyła.
Jego słowa skwitowała śmiechem i nawet nie zastanawiała się nad odpowiedzią, bo trafili już pod basen. Ścieki to dobre skojarzenie, z resztą jeziorko przy elektrowni atomowej też. Powoli zdejmując ubrania nie odważyła się na niego spojrzeć, chociaż ciekawiły ją te tatuaże i cała reszta, ale to wlepianie wzroku jakoś tak... Nie wypadało. W każdym bądź razie czuła, że on na nią patrzy i - nie wiedzieć czemu - jakoś to ją zakłopotało, ale nic nie okazała. Może gdyby było ciemniej nie broniłaby się przed rumieńcem? Nie ważne.
- Usta usta? Wiesz, zawsze może ci się tylko wydawać, że straciłam przytomność. Próba reanimacji jest dobrym wytłumaczeniem na wszystko - odparła, również się uśmiechając. Całe swoje życie przed Hogwartem spędziła wśród mugoli, z mugolskimi dziećmi, a więc o mugolach wiedziała dużo nie tylko z ciekawości, ale też trochę z przymusu.
Dopiero gdy wszedł do wody przyjrzała mu się dokładniej. Wydziarany był fajnie i wyglądał całkiem nieźle. I podobał jej się ten kolczyk w wardze, ale zapomnijmy o tym.
Ups, i się zaczerwieniła. A taka była dzielna i wyszczekana! W sumie to miała nadzieję, że Piątek zostanie pod wodą chwilę dłużej, żeby rumieńce zdążyły zejść z jej policzków, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło - nie minął moment i była już w ramionach Ambrożego, co niekoniecznie ratowało sytuację, ale w końcu twarz trzeba było zachować cały czas, więc na jej korzyść działało to, że cała ta sytuacja okropnie ją bawiła, w związku z czym zaczęła się śmiać. Całkiem uroczo. Chłodna woda przyjemnie studziła jej ciało, więc długo zaczerwieniona nie była.
- I co, będziesz mnie tak cały czas trzymał? - uśmiechnęła się, bo z jednej strony niekoniecznie musiało to być dla niego przyjemne, a tym bardziej wygodne, a z drugiej - przecież miała się nie utopić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Dover, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 63
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 50
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10860-ruby-e-howell#297857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10899-zatrzymaj-sie-na-chwilke-i-kliknij-w-ten-temat-ok#298134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10898-mow-mi-dobrze-jezykiem-jakim-chcesz#298131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10897-ruby-e-howell#298130




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 22:10

Rodzina to zazwyczaj pierwszy wzorzec, jaki człowiek dostaje i który kształtuje jego osobowość. Sposób wychowania i atmosfera w domu tak naprawdę wpływają na całe życie, czego nie każdy jest zawsze świadomy. Jako dziecko rozwijasz się i dorastasz w otoczeniu, które przyjmuje takie, a nie inne zasady postępowania, wytycza określone normy i decyduje o tym, co wypada, a co nie. Oczywiście można się buntować i szukać własnej ścieżki, jednak to, co widzimy i posłyszymy za malucha, gdzieś tam w człowieku zostaje i z czasem daje o sobie znać. Ruby wychowała się w domu pełnym, choć jest jedynaczką. Kiedy rodzice mieli dyżury w szpitalu, zawsze mogła przesiadywać u dziadków, a tam non stop było gwarno i tłumnie, bo ludzie chętnie odwiedzali dom znakomitej zielarki, nierzadko szukając pomocy lub porady. Howell nauczyła się, że wobec ludzi trzeba być otwartą i życzliwą, bo nigdy nie wiadomo z czym dana osoba musi mierzyć się na co dzień. Swoją postawą można jednak podarować komuś chwilę zapomnienia, wytchnienia, ciepła. Może dlatego właśnie tak bardzo polubiła Atrię, społeczną sierotkę ; chciała przekazać jej tyle ciepła i empatii, by zaczęła nimi sama emanować.
Wzrok szatynki spoczął na miejscu, które niemo wskazała jej rudowłosa. Ten chłopak, który wydawał jej się świetny do dogadania z Atrią, pływał właśnie z niewątpliwie dającą się zauważyć, kolorową Tavią. I choć pokrzyżowała szyki rudej, nie można było odmówić jej jakiegoś uroku, więc Ruby uśmiechnęła się pod nosem, choć zaraz zrehabilitowała chrząknięciem. Wsparciem bądź, Howell, wsparciem.
- No porwała Ci kolegę. – stwierdziła oczywiste, wzruszając ramionami. Spojrzała z malutkim rozbawieniem na towarzyszkę, gdy ta zaczęła marudzić.
-  Spokojnie, księżniczko! Ta mina mówi: nie podchodź, gryzę.
Śmiejąc się, uszczypnęła Atrię delikatnie w policzek, by chociaż tak sprowokować ją do uśmiechu. Czy skutecznie? Sprawdźmy.
- Wieczór jeszcze młody, może po prostu rozluźnimy się i spróbujemy zignorować Twoją złość na cały świat, co? Chcesz stąd iść?
Mówiąc to, szukała równocześnie w torebce papierośnicy, ale palcami natrafiła na coś w tej sytuacji być może ciekawszego.
- Aaaaalbo – wyciągnęła zgrabny przedmiot – możemy poszukać inspiracji na dnie i trochę potańczyć, ten zespół jest niezły, nie sądzisz?
Pomachała Atrii przed nosem piersiówką wypełnioną Ognistą. Chwała torebkom i niespodziankom w jej kieszeniach!
- O, Ambroge! – zauważyła taplającego się w wodzie Piątka, któremu energicznie pomachała. – HEJ!
Nie, wcale nie wydarła się na cały basen, przecież to było normalne powitanie, pełne gracji i polotu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 224
  Liczba postów : 1379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 22:45

Na co są wolne miejsca..? Tak bardzo cisnęła mu się na usta odpowiedź, że tylko noce zostały niezagospodarowane pod względem spotkań z różnymi osobnikami, nieważne jakiej płci, ale powstrzymał się od tej odpowiedzi. Przynajmniej na razie. Poruszył ten wątek późnej, kiedy miał stuprocentową pewność, że odeszli od Brandona który może sympatyczny i niegroźny – jak sam go zapewnił (!!!) – mimo wszystko był bratem dość.. niezrównoważonej Kattie? Nie, to wcale nie o to chodziło, że mógłby jej coś powtórzyć, a ona biedna wzięłaby to do siebie i zupełnie nieproszona przez nikogo, postanowiła jakoś mu pomóc, na przykład skutecznie odstraszając wszystkie zainteresowane Krukonem dziewczęta i niektórych chłopców. Zupełnie nie ot o chodziło, broń boże.
- Małolaty? Jezuuu… - rzekł, mocno tym faktem… przerażony? I guess. – Przecież.. kurwa. Tatuaże na klacie mam jakiś rok..? I jakoś mało osób z Hoga je widziało. Tak sądzę przynajmniej. Ja pierdole.. Miło wiedzieć, że masz jakieś psychofanki wśród dzieci.. – powiedział, w sumie nadal z przekąsem i uśmiechem. To chyba ten joint. Tak sądził, ale może po prostu miał dobry humor, dodatkowo podsycany towarzystwem pięknej kobiety? Nie. To chyba ten pacek. Zdecydowanie on. – Dwadzieścia jeden od niedawna w zasadzie. – poprawił ją. – A ty kochanie…? Czternaście? Piętnaście? – spytał, przyglądając się jej z góry na dół. Doskonale wiedział, że ma trochę więcej. Z tego co słyszał, a chyba dobrze słyszał mimo swojego wieku, panna Wojs kończyła ten poziom edukacji, kiedy jeszcze wymaga się od adeptów młodych wiedzy magicznej chodzenia w szatach. Na co dzień.
- Zgadzam się. To dobra wymówka. Gorzej kiedy osoba, którą próbujesz „reanimować” nie jest wcale nieprzytomna, ba! Nie wymaga od Ciebie takiej pomocy.. Uwierz mi wiem, co mówię. Do dziś na wspomnienie tamtej sytuacji odczuwam ból w okolicach krocza. – zwierzył się, bezskutecznie próbując utrzymać powagę, po czym ewidentnie już wylądował w wodzie. I podobnie jak ona, teraz on czuł na sobie jej spojrzenie. To chyba te dziary. Ostatecznie wielu ludzi na nie patrzyło. Z aprobatą lub nie. Grunt, że zawsze wzbudzały zainteresowanie. No i jemu samemu się podobały. – Nic specjalnego, w zasadzie jest ich trochę mało. No, ale grunt, że wyglądają, to dużo dla mnie znaczy. Że są częścią jakieś większej całości. Całości, co prawda nieskończonej jeszcze, no ale. Kompozycja powoli powstaje. – skwitował jej obserwacje, oddalając się na chwilę, następnie kładąc całkowicie na wodzie, by mogła w pełnej okazałości dojrzeć jego ręce, nogi, tors. To w końcu tam miał wspomniane tatuaże. Potem wciągnął ją do tej wody. Fakt. Trzymał ją cały czas. Tylko co z tym zrobić. – No wiesz.. Zasadniczo, mógłbym Cię teraz puścić, ale kto wie jak mogłoby się to skończyć. Co jeśli byś utonęła…? – zapytał, rezygnując z kontaktu wzrokowego, na rzecz sfokusowania się na jej szyi. Odgarnął włosy z jej policzka, po czym jak gdyby nic ucałował. – Jednak jestem zdania, że na tej głębokości nic Ci nie będzie.. ale! – podniósł głos, po czym puścił ją na chwilę, zabrał się z miejsca, przetoczył wokół niej, tak by w końcu nadal trzymać ją w objęciach od tyłu. – Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Będzie mi wygodniej, przepraszam.. – rzucił, po czym zbliżył się trochę do ściany, żeby znaleźć oparcie. Jednocześnie korzystając z okazji, pozwolił sobie wyjąć rękę z wody, obejmując panne Wojs wyłącznie jedną, i odpalić papierosa. Taki Casanova, żeby nie powiedzieć alfons. No, ale było mu całkiem miło z tym. Było mu miło, kiedy nagle usłyszał głos. Ktoś go wołał. O KURWA. OCHUJ! RUBY! ZIOMECZEK! No, tym razem niestety będzie się musiała obyć bez jego towarzystwa, ale chyba mu to jakoś wybaczy. Zrekompensuje jej to jakąś kawą, czy czymś i będzie w porządku.. – Jak na osobę, nie umiejącą pływać całkiem dobrze Ci idzie nie-tonięcie, wiesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 313
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 23:23

Po pierwsze, to Atria wcale nie pozwoliła odejść Riencowi, bardziej stwierdziła fakt, że propozycja Tavii nie była skierowana do niej. Co ważniejsze, starsza krukonka pewnie wolałaby zjeść glebę, niż razem z nią iść popływać. Nie musiała się jednak niczego obawiać, Atrii nie śpieszyło się by zanurzać się w wodzie, samo wejście do niej było czasem nie lada wyzwaniem. Fakt, że nie zareagowała na odciągnięcie go przez Tavię był prosty. Nie wiedziała jak. Nie wiedziała też po co. Każdy robił to, co chciał. Na tym ten świat się opierał i gdyby Rience chciał zostać, właśnie to by zrobił. Nie winiła go jednak w żaden sposób, przyjmowała po prostu do wiadomości suchy fakt. Atria odprowadziła wzrokiem ich plecy i obserwowała jeszcze chwilę, zanim nie zjawiła się Ruby. W ciągu tej chwili spojrzenie jej i szukającego spotkały się. Nie odwróciła wzroku jak zawstydzona gówniara, tylko utrzymała kontakt wzrokowy mając wrażenie, że chce jej coś tym spojrzeniem przekazać. Nie miała jednak pojęcia co to jest.
Co do wynoszenia zasad z domu. Było to chyba podstawą. Zakorzenione nawyki trudno było zmienić. Dlatego też dla Atrii wiele zachowań ludzkich było nielogicznych. Nauczona analizowania i postępowania zgodnie z logiką nie rozumiała zrywów emocjonalnych. Choć z drugiej strony wszelkie problemy najchętniej załatwiałaby siłą. Znała swoje możliwości i wiedziała, że mało która osoba w tej szkole jest jej zrobić krzywdę.
Mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają i te dwie tutaj były tego żywym przykładem. Nie rozumiała dlaczego i w jaki sposób to działało ale ich znajomość sprawdzała się. No, może poza (nie)genialnymi pomysłami Ruby. Tak jakby chociaż ten z pisaniem listów do blondyna.
- No porwała Ci kolegę - stwierdziła jakże oczywisty fakt Ruby, a Atria najpierw spojrzała na basen w którym dryfowała już Tavia z Riencem, a potem spojrzała na przyjaciółkę. Ale nie, jak można by przypuszczać, z pod byka, tylko normalnie, lekko marszcząc brwi.
Ruby miała szczęście, że Atria ją lubiła, normalny człowiek za tak bezczelne dotykanie jej już dawno miałby złamany nos i kilka żeber. Zamiast jednak uszkadzać puchonki Atria skrzywiła się tylko i spojrzała na nią z wyrzutem.
-Po pierwsze, - zaczęła spokojnie, lodowym tonem - następnym razem złamię Ci nadgarstek. -oho, chyba właśnie doszliśmy do miejsca, w którym łatwo zrozumieć, dlaczego mało kto lubił Atrię. A ona sama nie potrafiła pojąć prostej rzeczy, że dla ludzi trzeba być miłym, nie rzeczowym. I zamiast wyrzucać groźby, łagodnie poprosić, by ktoś tego więcej nie robił. Ta, jeszcze czego. - Po drugie, wiesz, że nie tańczę. -Mówiła dalej nie spuszczając brązowych spojówek z dziewczyny. Atria tańczyła i Ruby o tym wiedziała. Ale Atria nie tańczyła przy ludziach. Nie umiała pląsać z boku na bok bez większego celu. Jej taniec przekazywał jej emocje, jednocześnie łącząc z sobą sztuki walki, zdecydowanie nie nadawał się na salony. - Po trzecie - alkohol, naprawdę?
Atria nie piła z zasady. Głównie dlatego, że miała wpojone, że trzeźwość umysłu to rzecz nadrzędną i niezbędna, bo nigdy nie wiadomo, kiedy z owego umysły skorzystać będzie. Czuła jednak, że Ruby już powoli układa w głowie plan, jak to ją upoić, żeby pokazać jej, że ten stan wcale nie jest taki zły-a nawet przyjemny.
Za to ostatni popis głosowy który Ruby odstawiła sprawił, że Atria schowała głowę w dłoniach zastanawiając się, jak ludzie mogą tak funkcjonować. Kompletnie nierozwiązalna zagadka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Basen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 7, 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Basen i leżaki
» Basen
» Basen [SW]
» Basen "Tanoshi"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-