IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Basen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Basen   Sob Kwi 07 2012, 16:13

First topic message reminder :


Basen
Może z pozoru wygląda na zwykły, ale ten basen tak naprawdę jest przesiąknięty magią - woda co jakiś czas zmienia kolor, wpadając w przeróżne odcienie tęczy, a każda barwa nadaje wodzie  określonego smaku. Mimo iż dno basenu wydaje się być wyrównane, to jednak w pewnych miejscach woda sięga po szyję, a kawałek dalej można nurkować w nieskończoność. Znajduje się tutaj niewielka zjeżdżalnia mająca zaledwie kilka centymetrów, lecz gdy wsiądzie się na nią, można jechać poprzez niezwykłe zakręty i z ogromną szybkością tak długo, dopóki nie będziesz mieć dość. W barku szklanki napełniają się same napojami ze wszystkich stron świata. Pozornie twarde, plastikowe leżaki okazują się być miękkie i wygodne jak łóżko. Można wypożyczyć sobie pływki, kółka i dmuchane zwierzątka, które pod wpływem wody zdają się ożywać, a więc można popływać na grzbiecie dmuchanego krokodyla lub orki czy postraszyć znajomych szczerzącym się rekinem.  Trampolina podnosi się na tak dużą wysokość, z jakiej pływak ma ochotę skakać.

    Jednorazowe wejście do obiektu - 10 g

    Rozliczeń dokonuj w tym temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2154
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 23:29

Brandon donosiciel? Taka plotkara? Przecież nie pójdzie do koleżanek (i siostry) na plotki i malowanie paznokci. Błagam, wyobraźcie sobie pana Russeau w towarzystwie nieletnich dziewcząt malujących mu paznokcie na intensywnie różowy kolor, żeby pasował to piżamy w jednorożce. Różne rzeczy się widziało, ale...
- Widzisz, tak się wydaje. Pokażesz jednej osobie i proszę, robi się niezły rozpierdol. Wiem coś o tym. Świetna sprawa. Tylko wiesz, gdyby w moim wypadku chodziło o tatuaże, to jeszcze by mi było wszystko jedno - machnęła zdawkowo ręką, bo nie przyszła tu, żeby opowiadać historię swojego życia i żalić się na prawo i lewo, jakby to miało coś zmienić.
- Dwanaście. Wiem, że wyglądam na starszą, ale to przez seks, alkohol i papierosy. W tym wieku to człowieka niszczy - pokiwała z pełną powagą głową, zaciskając wargi, po czym przygryzła tą dolną i pozwoliła sobie sprostować, chociaż jej odpowiedź chyba była zbyteczna: - Jakoś tak wyszło, że osiemnaście, więc piję legalnie. Nie wiem, czy pamiętasz, jak to w tym wieku jest, jak na swoje lata to i tak bystry jesteś. - Zaśmiała się. Dwadzieścia jeden? A był chyba na drugim roku studiów... Ale kiedyś mówił coś o podróżach. Pewnie to przez to.
Chodzenie w szatach. Chyba nie ma osoby, która nosiłaby je z przyjemnością, a jeśli jest, to pokażcie ją dla Lloyd albo innej osoby tępiącej wygląd identyczny do reszty. Idzie trzydziestu Puchonów i wszyscy tacy sami - uśmiechnięci, w mundurku, z jakimiś żółtymi elementami. Idzie trzydziestu Gryfonów i wszyscy tacy sami, prawie jak Puchoni, tylko zamiast żółtego - czerwony. Litości.
- Nie umiałeś wtedy całować, czy jak? Bo wiesz, jak to zrobisz tak, jak trzeba, to każda panna zmięknie. I może nawet straci przytomność, żebyś mógł ją zreanimować. Wiesz, jak kobieta nie chce, to trzeba subtelnie... Albo założyć spodnie z tytanu - powiedziała pół żartem, pół serio.
- Mało? Ogarnij. W ogóle, znasz kogoś, kto tatuuje? Znajomy gdzieś wyjechał, a mi się marzy nowa dziara - spytała, bo faktycznie miała ochotę na ten powiew świeżości na swojej skórze już od pewnego czasu, ale ani pieniądze, ani czas, ani osoby się nie zgadzały. Przykra sprawa. W każdym razie przyglądała mu się uważnie, dopóki miała szansę, po raz kolejny przyłapując się na myśli, że Piątek wygląda nieźle. Dobra, przyznajmy, wyglądał spoko. A teraz zapomnijmy już o tym.
- Uratowałbyś mnie - uśmiechnęła się delikatnie, z zadowoleniem, cichym pomrukiem aprobaty kwitując ruchy Ambrożego. Nie spanikowała, gdy ją puścił, bo jakoś palcami dna sięgała, więc nie było źle, a gdy objął ją od tyłu... Było świetnie. Czuła się zrelaksowana, po raz pierwszy od dawna, więc wielkie brawa dla Piątka.
- Tak jest dobrze... - powiedziała cicho, pozwalając sobie ułożyć się wygodniej na jego ramieniu, gdy już oparł się o ściankę basenu. Mógł nie palić. Albo chociaż dać jej też się zaciągnąć, bo narobił jej cholernej ochoty na papierosa. Albo na palenie po studencku, to zawsze dwie przyjemności w jednym. - Taak, jestem świetna we wszystkim, za co zabiorę się na poważnie.

______________________


I just want to dance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 1374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 08 2015, 23:54

Tak. W wieku dwunastu lat generalnie wszytko niszczy człowieka. Wszystko co nie jest płatkami z mlekiem na śniadanie, jakimś owocem i kanapkami na drugie, oczywiście chodzeniem punktualnie na zajęcia, odrabianie pracy domowej, napierdalanie jaka to chujowa jest ta płeć przeciwna, albo rozmawianie o tym, jak to ten kolega/koleżanka smali cholewki do koleżanki/kolegi, bo przecież rozmawiali razem, pisaniem listów do rodziców niemal co dwa dni żeby powiedzieć tylko, że nosi się szalik, pamięta o czapce i kładzie spać dość wcześnie, z resztą to prawda. Zaraz po dobranocce. Przepraszam, dzieciaki w Hogu raczej nie wiedzą co to dobranocka. No to przejebane. Wychodzi na to, że tracą cenne trzydzieści minut życia, które mogłyby poświęcić na jakiegoś Tabalugę, albo inne Smerfy. Żyć nie umierać. W każdym razie jak na dwanaście lat, panna Voice trzymała się bardzo, ale to bardzo dobrze. No i była.. szalenie rozwinięta. A więc jednak miała osiemnaście?! Cholera! No, ale w sumie i lepiej! Przynajmniej nikt go o pedofilię nie oskarży SZKODA.
Uwagę o stalowych spodniach przemilczał, albo raczej prześmiał, bo jakoś tak złapało go wtedy na to wszystko. Na jakieś dziwne śmiechy, zabawy i w ogóle jakieś wielkie fazowanie. Masakra, masakra. Masakra. Nie no ale uwaga celna była i to bardzo. Mało się chłopak nie udusił i mówię poważnie. Z resztą, wyobraził to sobie. Chodzącego tak w stalowych spodniach, co by czasem nie dostać w krocze. Haha. Już widział te spóźnienia. Musiałby chyba tydzień wcześniej opuszczać mieszkanie, by dojść chociaż do Hogwartu, bo teleportacja przy takiej masie mogła się źle skończyć. Bardzo źle wręcz. Nie wiadomo więc co bardziej Piątka w tym momencie śmieszyło – „wspomnienie” jakże bolesne, jej słowa? A może właśnie wyobrażenia tamtej chwili. Albo raczej chwil. Prawdopodobnie to ostatnie. Chyba.. – Wiesz.. każdy kiedyś zaczyna. Ale niektórzy mają do tego naturalny talent. Ja chyba mogę się do tej grupy zaliczyć.. – powiedział, jedynie uśmiechając się szelmowsko, ostatecznie postanawiając w jakiś sposób odpowiedzieć na jej uwagę. Znaczy się, zrobił to z jednego tylko powodu – zwyczajnie nie chciał, co by sobie Panna Wojs pomyślała, że nie potrafi się całować, czy coś.
- No, mało. Nie jest ich tak dużo, jak powiedzmy… chciałbym, żeby było? – odparł, przyglądając się jej z pewnym wyrzutem. Nie lubił, gdy ludzie mówili mu, że tatuaże pokrywają jakąś tam dużą, albo znaczną przynajmniej powierzchnie jego ciała. Nic z tego bowiem nie miało miejsca. Znaczy okej, trochę ich było, no ale Piątek, który miał świadomość tego, jak miała całość wyglądać, nie był raczej z tego zadowolony. Podobnie jak nie był zadowolony z jej pytania. Ostatecznie ciężko było mu na nią znaleźć odpowiedź. Poza tym, nie chciał też za bardzo mówić o tym, gdzie je zrobił, no ale chyba to najlepiej zrobić, nie? – To znaczy, wiesz, chyba Ci nie będę w stanie pomóc. W zasadzie wszystkie te dzieła powstawały w różnych częściach świata, żadne w Londynie, czy w ogóle Wielkiej Brytanii. Pierwszy zrobiłem na Nowej Zelandii, a potem Niemcy, Francja, Hiszpania, Rosja, Grecja, Bułgaria, gdzieś po drodze jeszcze Chiny i tak dalej.. – mówił z uśmiechem. Oj tak. Cudowne wspomnienia wracały. Cudowne widoki, wspaniali ludzie, gorące kobiety. Wtedy po raz pierwszy w życiu mógł powiedzieć, że był panem własnego losu. Pojawiał się tam, gdzie chciał, a co ważniejsze kiedy chciał. Tak.. cudowny okres. Szkoda tylko, że tak brutalnie przerwany powrotem do szkoły i codzienności, związanej z rozpoczęciem studiów. W końcu trzeba to kiedyś było zrobić, prawda? – Cieszę się mocno. – odparł równie cicho, na jej wyznanie.
To głupie, ale przez chwilę poczuł się tak, jak gdyby wszystkie te tłumy dzieciaczków i studentów, mających mgliste pojęcie o zabawie, biorąc pod uwagę fakt, jak się zachowywali w większości – nie, że mieli ćpać, czy pić na umór. Ale kurwa. Basen. Koncert. A oni wszyscy siedzieli przy stolikach? Coś było nie tak, chyba? – ostatecznie były z jakiegoś innego świata. Mało tego. Były w innym świecie. Mimo całego nagromadzenia ludzkości na metr kwadratowy, z jakim teraz można było się spotkać, dziwnie Piątek miał wrażenie, jak gdyby tylko on i Wojs byli teraz na tym świecie. Przynajmniej tę dwójkę rejestrowała jego świadomość. To straszne, bo chłopak sam nawet nie wiedząc kiedy, począł bardzo delikatnie wodzić opuszkami palców po jej talii. Oczywiście pod wodą nie dawało to takiego efektu, jaki powinno, no ale.. – Chcesz? – spytał, podkładając jej papierosa niemalże pod usta. Palenie po studencku? Byłoby świetne. Ale nie w tej sytuacji. Za dużo ludzi, chociaż to może była właśnie jakaś opcja na pocałunek przy całej tej zgrai ludzi, nie mających własnego życia i tylko wyczekujących afery, sensacji, oraz innych tego typu gówien? Uwagę o świetności postanowił mimo wszystko przemilczeć. Czemu? Bo za dużo dwuznaczności, zbędnych w rozmowie z nią, piętrzyło mu się w głowie. Cóż, musiała mu wybaczyć. Takie tam.. zboczenie zawodowe, nazwijmy to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2154
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Basen   Wto Cze 09 2015, 15:15

Zalet bycia dzieckiem jest dużo. Własne pieniądze wrzuca się do skarbonki, bo za wszystko i tak zapłacą rodzice. Ewentualnie, trochę później, wszystkie te pieniądze rozrzuca się na prawo i lewo, bo w życiu każdego człowieka przychodzi taki okres. Praca jest pojęciem daleko odległym, no i jeszcze się rośnie do góry, bo od pewnego momentu to już tylko w pasie. Niektórzy są dziećmi krótko, niektórzy dłużej, a niektórzy całe życie... W oczach mugoli czarodzieje to właśnie wieczne dzieci. Jaki normalny pełnoletni człowiek wierzy w jednorożce i zbiera kamienie, żeby posiąść więcej magicznej mocy? Właśnie.
Wypalony pacek mocno na niego działał, ale Lloyd nie zapominała, co działo się z nią za każdym razem, gdy urozmaicała swój dzień narkotykami. Bardzo rzadko jej się to zdarzało, ale, cóż, bywa.
- Naturalny talent? Rozumiem kształtowany od dawna? - Nie dało się nie zauważyć, że ich rozmowa powoli przesiąkała coraz większą dawką podtekstów, ale czasami i tak trzeba.
- Czyli arcydzieło nadal powstaje? Zawsze powtarzałam, że tatuaże to sztuka, tylko... Taka najbardziej ludzka, jeśli rozumiesz, o co mi chodzi. - Ten, kto wymyślił dziary, zdecydowanie był geniuszem. Obrazy na skórze, historie, chwile, wspomnienia, symbole... Majstersztyki.
- Też bym chciała kiedyś podróżować. Generalnie jestem ograniczona do Anglii i... No, kiepsko się z tym czuję - zaśmiała się, patrząc w niebo, wspominając, ile miejsc kiedyś pragnęła zwiedzić. Przez tyle lat to wszystko gdzieś umknęło. Może wakacje powinna zorganizować sobie sama? Chociaż przez chwilę poczuć, że ma kontrolę nad tym, co chce robić? W sumie równie dobrze mogłaby wskoczyć do Tamizy albo zrzucić się z Wieży Wiatrów, bo to też dałoby jej chwilowe wrażenie bycia panią własnego losu. Chwilowe, po później nie byłoby już nic, a wcześniej nadal czułaby się nikim i niczym. Tak jak przez osiemdziesiąt procent swojego czasu, który starała się poświęcać na rzeczy przyjemniejsze, niż rozmyślanie o samej sobie. To by było samolubne.
Towarzystwo faktycznie zdawało się nie należeć do rozrywkowych, ale co poradzić - niektórzy po prostu powinni częściej chodzić na imprezy i przyzwyczajać się do znaczenia tego słowa. Bo na imprezach nie siedzi się na dupie i nie miesza palcem w drinku lub, co gorsza, wodzie. Fakt, nie trzeba pić flaszki po flaszce, palić peruwiańskiego zioła ani rzucać bielizną na scenę, ale... Przydałoby się więcej luzu. Po prostu luzu.
Jego ruchy faktycznie były amortyzowane przez wodę, ale nadal wyczuwalne, tak, że Lloyd zapomniała o tym, że z Piątkiem rozmawia drugi raz w życiu. Był absolutnie w porządku i nie pogardziłaby takim towarzystwem, gdyby zdarzało się częściej.
-  Jasne - odparła, chwytając delikatnie ustami papierosa i zaciągając się, niezbyt mocno, by już po chwili móc odchylić głowę do tyłu, wydmuchując wąską strugą dym. No, ale zrobiło się trochę zbyt spokojnie, więc korzystając z tego, że do pewnego momentu basen wcale nie był głęboki, postanowiła trochę Piątka rozruszać, żeby nie przyrósł do ścianki. W mgnieniu oka odeszła dobre trzy duże kroki do przodu. - Hej, złap mnie - rzuciła wyzwanie, oddalając się sprawnie i szybko, zupełnie jakby woda nie spowalniała jej ruchów. Nie minęło pięć sekund a Lloyd już szła na palcach, ale zdawała się tego nie zauważać. Bo nie zauważyła, bystre dziewczę. Dopiero po chwili odwróciła się tyłem do Piątka, żeby nikogo nie staranować i... Straciła grunt pod nogami. Ups. W każdym bądź razie wylądowała pod wodą i wcale nie machała rozpaczliwie rękami i nogami, tylko pozwoliła sobie opaść na dno i mocno odbić się do przodu. Płynęła. Przez chwilę bynajmniej, bo błyskawicznie znalazła się na powierzchni, śmiejąc się i w miarę zgrabnie utrzymując głowę ponad fioletową tonią.

______________________


I just want to dance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Wto Cze 09 2015, 18:31

Zdaje się, że im dalej Rience znajdował się od Atrii, tym szybciej zaczynał gubić swoje początkowe zawstydzenie sytuacją. Tak właściwie to nie było w tym nic dziwnego. Wystarczyło mu jedynie to, aby szybko zastanowił się czy jest w tym jakaś jego wina. Oj była, zdecydowanie. Kawał winy leżący po stronie jego matki i ojca, którzy przekazali mu w spadku geny wil. Z jednej strony pewne wyróżnienie od losu, a z drugiej dodatek, który o wiele bardziej przeszkadzał niż przynosił jakikolwiek pożytek. Nie miał wpływu na to czy dwie panny zaczną sobie go „wyrywać” czy może będzie wprost przeciwnie - poczują się zawstydzone jego obecnością i czym prędzej się oddalą. Najwyraźniej na Octavię oddziaływał o wiele skuteczniej niż na Atrię, wszak w innym wypadku właśnie nie siedziałby w basenie…. Albo to kolorowłosa potrafiła zażarciej walczyć o jego uwagę? W każdym razie chyba wreszcie doszedł do wniosku, że nie powinien specjalnie przejmować się tym czy zachował się wystarczająco poprawnie. Dziwne rozszczepienie jego osobowości na dwa fronty (jeden dopingujący zachowywanie się w bardzo poprawny sposób oraz drugi, który sugerował bycie egoistą) potrafiło skutecznie namieszać w głowie każdemu. Teraz właściwie niespecjalnie wiedział jak powinien ugryźć tę sytuację. Im dłużej znajdował się w oparach dobrej zabawy tym większą miał ochotę, aby i samego siebie wyzwolić ze wstępnie pętających go więzów samokontroli. Ci wszyscy ludzie wcale nie pomagali mu w podjęciu decyzji. Odkąd rozpoczął studia w Hogwarcie, nigdy nie przyznał się nikomu, że w jego żyłach płynie krew magicznych istot, a mimo, iż pewne podejrzenia prawdopodobnie istniały, tak nigdy nie stały się na tyle skonkretyzowane, aby musiał się nimi przejmować. Jednak przy takiej liczbie świadków, Hargreaves czuł się zwyczajnie nieswojo z tym co chodziło mu po głowie. Niemniej jednak nie odlatywał, wciąż był przy Tavii i wciąż zamierzał wycisnąć z tej cytryny jak najwięcej lemoniady. Ująwszy jej dłoń, starał się pomóc jej w wygodnym wsunięciu się do wody i nawet aż tak bardzo nie przeszkadzało mu to, że rozemocjonowana dziewczyna miażdżyła mu palce w silnym uścisku. Oczywiście to było za dużo powiedziane, ale czuł, że czymś się stresuje. Czy próba odstresowania jej będzie wystarczająco udana? Słysząc jej słowa, uśmiechnął się z pewną tajemniczością, jakby to wszystko od początku było elementem jakiegoś zawiłego planu… a nawet jeśli nie było to nikt nie musiał o tym wiedzieć.
- Rience Hargreaves, naczelny porywacz bransoletek ze szkiełkami, szukający. - przedstawił jej się, specjalnie w nieco przerysowany sposób, mając nadzieję, że chociaż się uśmiechnie. Potem, wciąż zważając na to, że ściskała go za rękę, owinął ją swoim ramieniem, przyciągając do swojego boku.
- Ahoj, przygodo! Chodźmy trochę głębiej, strasznie tutaj płytko. - zaproponował i nie zważając nawet na mimikę twarzy Moreiry (zapewne nawet jej nie obserwował), postawił kilka kroków naprzód, prosto w stronę spadku głębokości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Dover, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 63
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 50
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10860-ruby-e-howell#297857
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10899-zatrzymaj-sie-na-chwilke-i-kliknij-w-ten-temat-ok#298134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10898-mow-mi-dobrze-jezykiem-jakim-chcesz#298131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10897-ruby-e-howell#298130




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Wto Cze 09 2015, 23:47

Oh, gdyby świat faktycznie opierał się na działaniu człowieka w taki sposób, w jaki mu się żywnie podoba, byłby albo rajem, albo totalnym chaosem i anarchią. Człowiek jest wolny, ale nigdy nie w taki nieskazitelny, czysty sposób. Zawsze znajdzie się coś, co go choć trochę ograniczy. Prędzej czy później zderzy się z cudzą wolnością i będzie zmuszony spojrzeć na własną z innej perspektywy. Ruby miała taką świadomość, więc zawsze starała się zachowywać tak, by być fair w stosunku do samej siebie i innych. Było to nie lada wyzwanie i ciężki orzech do zgryzienia. Jak sobie radziła? Cóż, dość pokracznie, biorąc pod uwagę jej zdanie na temat popełniania błędów i potrzeby ich wybaczania. Nic tak nie psuje stosunków międzyludzkich jak popełnienie świństwa przez jedną ze stron i jeszcze przekonanie, że miało się do tego prawo, bo jest się człowiekiem. Ale nie to było przedmiotem dzisiejszego wieczoru, oj nie.
Słysząc to „po pierwsze”, Ruby jedynie przewróciła teatralnie oczyma, jakby słyszała to już wiele razy. I niewykluczone, w końcu osoba zawsze szukająca kontaktu fizycznego i kochająca odczuwać świat poprzez dotyk zadawała się z taką, która od wszelkiej cielesności raczej stroniła. Zabawne połączenie. Co było w tych przeciwieństwach, że tak się do siebie garnęły? Pewnie mógłby mi to wytłumaczyć jakiś zapalony fizyk, podając przyczynę przyciągania magnesów o przeciwnych biegunach i tak dalej, ale i tak nic bym z tego nie zrozumiała, Howell tym bardziej. Szatynka lubiła obarczać winą podobnych zjawisk ironiczny los, który lubował się w splataniu i łączeniu tego, co pozornie kompletnie do siebie nie pasowało.
„Po drugie” widocznie jeszcze bardziej nie zadowoliło Ruby, bo prychnęła niczym kotka.
- Próbujesz wmówić to sobie, czy mi? Bzdura.
Zerknęła w stronę sceny, z której dochodziły naprawdę porządne, energiczne dźwięki. Ciało samo podrygiwało, musiała tylko przekonać do tego Atrię. A do tego przydatna mogła okazać się zawartość piersiówki, co ruda oczywiście także musiała zanegować. Ruby zaśmiała się uroczo.
- Naprawdę.
Sugestywnie uniosła przedmiot i brew. W międzyczasie zauważyła, że Piątek nie taplał się sam w tej wodzie, ale na ugryzienie się w język i tak już było za późno. Na szczęście wyglądało na to, że nie udało jej się popsuć mu podrywu i dalej kombinował przy ładnej blondynce. Zabawnie było obserwować go w tak typowo samczym wydaniu. No, ale wróćmy do Atrii, trzeba było ją przywrócić do pionu! A właściwie trochę nagiąć, żeby ten odwieczny pion straciła.
- Kurwa, Atria, kiedy masz zasmakować odrobiny szaleństwa, jak nie teraz? W Norwegii z rodzicami? Jesteś młoda, stoisz wśród imprezujących ludzi. To najlepsza pora na opuszczenie gardy. – rzekła spokojnie, patrząc przyjaciółce w oczy.
- Zresztą jesteś ze mną, nie pozwolę robić Ci głupot, a tu – pomachała piersiówką – tyle alkoholu, co kot napłakał. Co najwyżej będziesz miała lekki szum. No już, bądź dobrą przyjaciółką i nie każ mi pić samej. – i powiedziawszy to, pociągnęła porządnego łyka nim rudowłosa zdążyła wymyślić jej jakąś wymówkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Londyn, ulica Tojadowa
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 229
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8429-brandon-russeau#238382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8453-brandzio
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8455-sowa-brandona#239495
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8456-brandon-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sro Cze 10 2015, 14:07

No i jaki jest sens w tym by starać się być dla kogoś miłym? Wymyślać jakieś motywujące bzdury w które sam do końca nie wierzył. Bo co do jednego się zgadzał z dziewczyną. On nie potrzebował pomocy, prawie nigdy. Jeśli była tak słaba i sama się do tego przyznawała to nawet i mikstura jej nie pomoże, w końcu jej efekt minie i znów będzie ofiarą zawadzającą innym.
Wysłuchał jej słów z spokojem i co do jednego to się Piątek mylił. Brandon ani na moment nie stracił drobnego uśmiechu z ust. Nie wyglądał na zaskoczonego, zawiedzionego tym, że jego starania zostały zgaszone niczym jego pet. Bo coś co było mu obojętne nie mogło mu sprawić jakiejś przykrości, a co najwyżej utwierdzić go w tej myśli, że bycie dobrym się nie opłaca. A może to była jedynie kolejna gra? Przybieranie wyuczonych masek i typowa dobra mina do złej gry? Kolejne kłamstwa, oszustwa.
Poznał przy okazji jej charakter, a to głównie o to mu chodziło. Zobaczyć, czy wystarczy kilka przesłodzonych słów by przypodobać się dziewczynie, jak się okazało działały one w zupełnie drugą stronę, co zaakceptował ze spokojem i jedyna reakcja jaką mógłby okazać na jej słowa byłoby obojętne wzruszenie ramionami, a także nieco szerszy uśmiech kiedy to powiedziała, o wrzuceniu go do basenu. Bowiem nawet i wtedy nie będzie potrzebował jej pomocy, a może i jeszcze by na tym skorzystał? W końcu jest do wygrania obiad, a skoro jest do wygrania to musi być i jakiś konkurs, więc najlepszy skok, bądź wylądowanie w basenie wbrew swojej woli wygrywa ten konkurs?
- W zasadzie to porażki. - Odpowiedział zastanawiając się przez moment o co chodziło z tym ubieraniem krunkonów. Bo w zasadzie to już nawet o tym zapomniał i dopiero po chwili zrozumiał o czym ona mówi.
- A także rzadko staram się być aż tak miły pewnie dlatego mi to nie wychodzi - dodał i nabrał ochotę aby się napić. Zdecydowanie musiał się napić, by jakoś przetrwać ten wieczór.
W trakcie jak to dziewczyna ruszyła po coś do picia on wyciągnął różdżkę i przywołał do siebie dwa piwa. Nie miał zamiaru stać w kolejkach, aż ktoś go obsłuży, a tym bardziej ruszać się z swojego miejsca. Kiedy to ponownie przyszła musiałby być chyba ślepy by nie widzieć tego, że był tutaj tym przysłowiowym piątym kołem u wozu. I tak jak pewnie Piątek mógłby go za pewnie jeszcze tolerować, tak ślizgonce jego towarzystwo bardzo musiało nie odpowiadać, wnioskując po jej późniejszych słowach na temat właśnie osób z którymi to będzie musiała przesiadywać. Pytanie teraz, czy go to zabolało? Otóż szczerze, mówiąc prawdę i tylko prawdę, i Brandon mógł dać swoje słowo o prawdomówności - to odpowiem, że nie. I mogę Was zagwarantować, że z tego powodu ani jeden aktyn jego serca nie drgnął.
Później parka poszła sobie popływać, na co też zareagował cichym westchnięciem. Przynajmniej będzie miał spokój i ciszę by badać co tutaj się w zasadzie dzieje, a także co można by było zmajstrować.
Mogli być pewni też tego, że Brandon do nikogo z tym nie poleci, a w zasadzie to sam pomysł o czymś takim był skrajnym idiotyzmem. Ponieważ to on w rodzinie pełnił rolę Cerbera i ostatnią rzeczą jaką mógłby zrobić to skarżyć się siostrze. Ba! Nawet jeśli była by to ostatnia rzecz jaką może zrobić w swoim życiu to i tak by tego nie zrobił. Nie istniała nawet taka opcja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28620
  Liczba postów : 31696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Basen   Sro Cze 10 2015, 15:28

Muzyka ucichła, wykonawcy zniknęli ze sceny, a wszystkie dekoracje razem z nimi. Działo się coś? Oczywiście, że tak! Na scenę wkraczoł sam dyrektor Hogwartu, a za jego plecami pojawił się mały stos paczek. Wszyscy zebrani zostali wezwani pod scenę i już po chwili przed widowiskiem znajdowało się liczne grono uczniów i nauczycieli wyrwanych z zabawy. Jednak ubrany w garnitur dyrektor uprzedził, że nie na próżno, bo oto za jego plecami i na pozostałych płótnach pojawiły się nazwiska osób biorących udział w Sfinksie. Fajerwerki w kolorach grup wystrzeliły, a do uszu dochodziły piski pomieszane ze słynnym utworem "Jesteśmy Zwycięzcami".
- Witam was tutaj zebranych. Nadszedł czas, aby oficjalnie pogratulować zwycięzcom projektu! - dumnie rozpoczął, wskazując ręką w stronę listy. Uśmiechnął się, złączył przed sobą dłonie i mówił dalej - Enzo Halvorsen, Lavern Earl, Evelyn Henley, Ettore Halvorsen! - rozlegają się głośno i wyraźnie nazwiska zwycięzców. Gdy ci w końcu pojawiają się na środku, zostaje im wręczony złoty puchar w odpowiednim kształcie. Zwycięzca Mane otrzymał ten w kształcie jednorożca, który w rękach właściciela podrygiwał kopytami, Austri zwój, na którym w języku runicznym były wygrawerowane gratulacje, Vesper - różdżkę, a Noctis złoty teleskop. Po oficjalnym wręczeniu trofeów, wszyscy stanęli obok dyrektora, kłoniąc się i machając gospodarzom. Nagrodzeni mieli też zaszczyt uściśnięcia ręki z dyrektorem Hampsonem, a oprócz pucharu otrzymali tajemnicze pakunki, które mogli otworzyć dopiero po zakończeniu ceremonii.
- Moi drodzy, nie sądzicie, że należą się im brawa? - spytał retorycznie siwy mężczyzna, a zaraz potem można było słyszeć głośne i długie oklaski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 1374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sro Cze 10 2015, 16:09

Słuchał jej słów z należytą uwagą, palił papierosa, rozkoszowaał się chwilą, wykorzystywał miejsce, przeznaczone na jego przestrzeń, wypełniając luki czasowe w które mogłaby się wedrzeć cisza, swoimi słowami, opiniami. Zdaniami. Tak jak teraz o tatuażach.. – Nie. Nie do końca.. – rzekł bez przekonania, z pewnym niesmakiem malującym się na twarzy. – To znaczy, tatuaże same w sobie nie są do końca sztuką. Okej, jest wiele rzeczy, które można pod to podpiąć, ale gdybym wytatuował sobie na nadgarstku dajmy na to, pionową kreskę, to jeszcze wcale nie musi być sztuka. – powiedział bardzo rzeczowo. I tak… mądrze? Śmieszne, bo już dawno nie wyrażał swojej opinii na podobne tematy. – Ja bym raczej powiedział, że niektóre projekty, w zasadzie całe mnóstwo, to jest sztuka. No, ale. I tak jest masa chłamu, podobnie jak z rysunkami, obrazami i innym tego typu gównem. – uśmiechnął się ironicznie na samą myśl o tym. Nie żeby Friday był jakimś cudownym i wielkim artystą, ale był na pewno świadomym artystą. No i.. jakby to powiedzieć? Miał jakiś poziom, widać było pewne doświadczenie. Może nie wnosił nic innowacyjnego, jakiś najcudowniejszy też nie był, ale i do szaraczków nie należał. Podobnie jak do amatorów. Mimo wszystko, uważał się za lepszego i bardziej świadomego odbiorcę oraz twórcę sztuki, niż nie jeden jego znajomy „Artysta”. – Ale tak. Rozumiem. Rozumiem doskonale. – powiedział z uśmiechem, po czym ucałował dziewczę w policzek. Następnie przeprosił za swój wywód, który niewiele wniósł w końcu do życia tej dwójki.
- Skoro chcesz podróżować, zwiedzić trochę świata, to co Ci stoi na przeszkodzie? – zapytał z wyraźnie słyszalną w głosie ciekawością. Miala wystarczająco dużo lat, by podróżować. Okej, on sam w szalonego tripa po świecie ruszył dopiero po VII roku, niemniej jeździł gdzieś, czy to z matką, czy to ojcem. Na jakieś misje, wakacje, albo konferencje. I tak, zanim jeszcze na dobre rozbujał się po świecie, znana była mu dość dobrze Francja, Niemcy, częściowo Afryka. Cudowne lata. I cudowni rodzice, którzy pozwalali mu na takie wypady, nie robili wyrzutów związanych ze szkołą, czy nauką. I wtedy na to wpadł. Że może właśnie tutaj leżał cały problem? – Konserwatywni rodzice? – spytał ze smutkiem. A może problem leżał gdzieś indziej? Zdawało się, że na pewno nie w jej horyzontach intelektualnych, bo skoro jej smutno z tego powodu. Szkoda, szkoda. Kto wie, może jak się skumają kiedyś, to wyjadą gdzieś razem? Na przykład do Japonii, za którą Ambroge coraz bardziej tęsknił, albo Nową Zelandią, ku której kierował swoje pełne rozmarzenia spojrzenie. No, albo spełnić jedno z jego ukrytych marzeń i wyruszyć do Tybetu?
Palii sobie spokojnie i serio robiło się zbyt spokojnie. Powoli zlewali się z resztą towarzystwa, które NAPRAWDĘ CZEMU NIE RZUCAŁO TYMI STANIKAMI W KIERUNKU SCENY?! Nie było zbyt przyjemnie nastawione i nieco opozycyjnie, jeśli chodzi o dobrą zabawę. Chociaż może to właśnie była ich definicja rozrywki? Cholera, jeśli tak to coś słabo było z tym całym środowiskiem. A przecież to młodzi ludzie, tak samo jak ona, czy on. Co z nimi było nie tak? Chociaż może to ta dwójka miała jakikolwiek problem ze sobą? Nieważne, nie interesowało go to. Poza tym, od zawsze lubił sądzić, że to z nim jest wszystko w porządku i ludzie nie rozumieją go dlatego właśnie, że są głupi i naiwni mocno. No, ale musiał te myśli i tak oddalić, bowiem Wojs jak gdyby nigdy nic postanowiła zapomnieć o swoim braku umiejętności pływackiej, a może chciała go sprawdzić? Czy by ją poleciał uratować, jak te wszystkie książęta na białych rumakach, w bajkach którymi katowane są dzieciaki. Oczywiście rzucił się w szaleńczy pościg za ślizgonką, w końcu złapał ją, mocno do siebie przytulił i zaczął głośno i niesamowicie intensywnie się śmiać. Maniakalnie wręcz. Cóż, jednak. Jakoś musiał dać upust temu strachowi, jaki towarzyszył mu w ciągu tych kilkunastu sekund. – Nie rób tak, proszę. Moje serce jest zbyt zniszczone alkoholem, narkotykami, fajkami i sztuką, żeby pozwolić sobie na zawał. Okej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2154
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Basen   Sro Cze 10 2015, 17:01

- Nie musi. Chociaż... Pojęcie sztuki jest dosyć względne, nie sądzisz? Jest używane zbyt często lub zbyt rzadko. I każdy postrzega sztukę na swój sposób. Rozumiesz, nie każdy uważa Picassa za artystę, ale przyjęło się, że nim jest. Tak samo przyjęło się, że pionowa kreska nie jest sztuką, a może coś przekazywać. Może dla osoby, która ma ją wytatuowaną nie znaczy nic, ale dla obserwatora może znaczyć dużo. Widziałeś kiedyś takie mugolskie urządzenie do sprawdzania bicia serca? Gdy się umiera, kreska jest pionowa. Przynajmniej w serialach - dodała, pewna, że Piątek jest w kulturze mugoli obeznany. - Jasne, że dużo rzeczy to chłam, a przynajmniej w teorii, ale punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wiesz, wszyscy podziwiają akty i martwą naturę, a dla mnie to jest nic - odparła zgodnie z prawdą. Nie zamierzała opowiadać niestworzonych bajek, chciała być szczera.
Przygryzła na chwilę dolną wargę. Zadał trudne pytanie, jasne, ale wtedy nie spodziewała się, że następne będzie jeszcze trudniejsze. Konserwatywni rodzice? Jej matka była trudna do zdefiniowania, a tym bardziej ojciec, który chyba po prostu był tchórzem. Albo wolnym duchem, który chyba jednak z konserwatywnością miał niewiele wspólnego. Lloyd nabrała więcej powietrza.
- Mam tylko matkę, która może i jest konserwatywna, ale... Nie wiem. Boję się jej reakcji. Gdy byłam mała pocięła mi dłonie - tu wynurzyła z wody jedną rękę, żeby zademonstrować siatkę blizn. - Chcę wyjechać gdzieś daleko i zapomnieć o tym, że ona istnieje. Mam gdzieś jej nakazy i zakazy, ale... Nie wiem, czy rozumiesz, o co mi chodzi - dodała. Przez jej twarz nie przewinęła się żadna zmarszczka, a oczy były obojętne. Maska wpłynęła na jej twarz naturalnie; maska świetnie wyćwiczona, której Voice nie musiała sobie sama narzucać. Usta i oczy były silniejsze od niej i same podejmowały się wysiłku, jakim było ukrywanie emocji. - Kiedyś pojadę wszędzie, gdzie będę chciała i kiedy będę chciała i będę miała to wszystko w dupie.
I wiedziała, że dotrzyma słowa.
Cóż, chyba musiał faktycznie mocno się zdenerwować, więc Voice przytuliła go i delikatnie pocałowała w policzek. - Zawał? Nie przesadzaj. Uwierz, ja naprawdę nie zamierzam dzisiaj wyruszyć na misję samobójczą - zaśmiała się. No, ale nagle ustała muzyka i na scenę wkroczył Hampson. I jeszcze wszystkich pod nią zawołał. - Nie zwrócą uwagi, jak tu zostaniemy, nie? - spytała, bo kompletnie jej się nie chciało nigdzie ruszać, a zwłaszcza się ubierać.

______________________


I just want to dance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 1374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sro Cze 10 2015, 18:28

- Pionowa kreska może faktycznie to nic nieznaczącego. Niemniej, były w historii takie okresy, kiedy takimi rzeczami się zachwycano. Mówię oczywiście o mugolskiej historii, bo magiczni twórcy zdają się ciągle tkwić w renesansowych i barokowych wzorcach. – rzekł. Doskonale pamiętał, jak kiedyś sam stworzył obraz na modłę impresjonistyczną. Tak. Doskonale go pamiętał. Wielkość, kolor, nawet tytuł. Nic nie utkwiło mu jednak w pamięci tak dobrze, jak opinie, rozmaite recenzje swoich czysto krwistych kolegów, w stylu: "Wow, Ambroge! To będzie prawdziwy przełom!”, albo „To naprawdę mi się podoba! Ludzie powinni już dawno pójść w tę stronę!!!”, serio? – I wiesz, co? Raczej wydaje mi się, że dla osoby tatuowanej taka pionowa kreska może znaczyć więcej niż dla zwykłego obserwatora. – dodał z uśmiechem. Niemniej miała racje. Tylko… że tatuaże. Akurat o nich miał swoje własne zdanie, po części wynikające z jego osobistego podejścia do tatuowania sobie ciała. Dla niego nie musiały one nic znaczyć, były przecież elementem jakieś większej instalacji, w jakiś sposób miały go wyrażać. Zarówno w ilości, jak i jakości, przede wszystkim jednak w kształtach oraz barwach użytych do ich stworzenia. Stronił jednak od całej otoczki robienia tatuażu z powodu uczczenia czegoś/kogoś ważnego. Takim był człowiekiem i choć szanował odmienność poglądów – zarówno w tej, jak i w innych sprawach – z bólem musiał przyznać, że inna racja niezbliżona do jego własnej, raczej z góry była spalona.
Zadał trudne pytanie? Powiedzmy, że był tego świadomy. To znaczy, nie był do końca, bo przecież nie każdy miał wypisane na twarzy „Moja matka jest alkoholiczką”, „ojciec zmarł w wypadku”, albo „rodzice się rozwiedli”, czy też „Zginęli w wypadku”. No, a sama Panna Wojs nie wyglądała na taką, co to pochodzi z rozbitej rodziny, o ile to można po kimś tak na pierwszy rzut oka stwierdzić. Jasna sprawa, że rodzice to nigdy nie jest ten lekki i przyjemny temat, jaki by nie byli. Czemu? Bo albo się będzie o nich wyrażać dobrze, czy wręcz przesadnie dobrze, albo tak samo, tyle że w drugą stronę. Natomiast dość neutralne podejście, zazwyczaj skutkuje licytacją, kto ma lepiej/gorzej. Mimo tego wszystkiego, piątek zapytał o rodziców, bo w nich pierwszych doszukiwał się przyczyny takiego przywiązania, czy wręcz uwiązania do rodzimej ziemi Voice. Prawda go…. Zaskoczyła? Zdecydowanie. Naprawdę nie wiedział, co ma odpowiedzieć. W dodatku, kiedy zobaczył te blizny. Oczwiście, zachował się ludzko, przytulając dziewczę do siebie. Jak twarda by nie była, nie można o takich rzeczach nigdy swobodnie mówić, bo bardzo wyobcowany ton, czy obojętny świadczył najczęściej o wyzbyciu się jakichkolwiek uczuć. Zostaniu taką pustą otoczką, skorupką, w której nie było nic. Szczęśliwie Ślizgonka nie była taką skorupką. – Tak, rozumiem. – tylko tyle. Na nic więcej nie mógł się zdobyć. Było mu szalenie przykro, nawet jeśli nie powinno. I tu już nie chodziło  o nią, ale o człowieka. Tak po prostu. No i znowu uderzyła chłopaka smutna prawda  o tym świecie – nie każdy miał tak bajtowych rodziców, jak Piątek. Nie każdy miał taką matkę, która była bardzo oddana sprawie, oraz ojca poświęcającego się nauce. Mimo tego.. oboje mieli swoje wady, o których Krukon nie do końca chciał rozmawiać. Z nikim. Kiedy natomiast podzieliła się z nim swoim pragnieniem wyjazdu, z uśmiechem pożyczył jej tylko powodzenia.
I TAK. MOCNO SIĘ ZDENERWOWAŁ. BO….? POMYŚLMY…..? Nie umiała pływać? Mogło jej się coś stać? Obiecał na nią uważać? Tak, coś może w tym być, ale niekoniecznie musiało. Może chodził o coś innego, a może zrobił to z takich pobudek? Nieważne, grunt, że do niej podpłynął i nie dał jej świadomie, czy też nie, pójść pod wodę. Nawet nie dojrzał, że w międzyczasie gdzieś tam pod sceną zaczęli się zbierać ludzie. Dopiero echo głosu Hampsona sprowadziło go na ziemię. No i pytanie swojej nowej koleżanki. – Nie powinni, choć i tak nie mają innego wyjścia, bo ja nie zamierzam się stąd ruszać. Nie wiem jak Ty? – sugerowanie odpowiedzi, to prawda jednak coś mu tam w głowie mówiło, że podzielała jego zdanie. Inaczej to pytanie nie miałoby najmniejszego sensu. – Tylko może się schowajmy…? – powiedział cicho, zastanawiając się, gdzie też mogliby się ulokować, aby nie wychodzić z basenu. Opcje były dwie – zanurkować i wytrzymać tam tak długo, albo po prostu zająć miejsce gdzieś w rogu zbiornika, od strony sceny, by nikt nie był w stanie ich zauważyć. Drugie wyjście wydawało się bardzo rozsądne, choć rodziło to pytanie, czy w ogóle powinni się chować?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2154
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Basen   Sro Cze 10 2015, 21:02

- Magiczny świat w ogóle wydaje mi się trochę... Ograniczony. Mamy magiczne farby, pędzle, potrafimy tchnąć w obrazy życie; najlepiej wiemy, jak wyglądają syreny i jednorożce, a w rzeczywistości w ten sposób trochę... Zapomnieliśmy o wyobraźni? Uczą nas o tym, co mają mugole, więc teoretycznie wiemy więcej od nich, ale oni za to są bardziej twórczy. Przynajmniej w kwestii sztuki. Co z tego, że każemy instrumentom grać, chociaż nie zawsze wiemy, jak trzymać je w dłoniach? To wszystko jest po prostu zabawne - bo dla niej było. I to mocno. Czarodzieje mogliby się wydawać leniwi - zaklęcia zaszyją, zaklęcia ugotują, zaklęcia pościelą, zaklęcia, zaklęcia, zaklęcia. Niewiele osób, które je znało, pomalowało samodzielnie ściany w swoim domu i poustawiało meble.
Jasne, niektórzy mają w domu patologię. I to widoczną - jak nie zwrócić uwagi na to, że ojciec tego małego znowu wraca pijany, a matka tamtej rudej znowu idzie za rękę z młodym kochankiem? Niektórzy rodziców stracili. Jedni się rozwiedli, inni zginęli, jeszcze inni oddali potomstwo do domu dziecka zanim nadali mu imię. Niemniej niektórzy także mieli szczęście - kochających ojca i matkę, ciepły dom i dużo swobody. A niektórzy byli jak Voice - bez jednego rodzica, ze zrozpaczonym drugim. Ale z każdą raną trzeba żyć, i z każdą blizną. I z każdym wspomnieniem.
- Dzięki - szepnęła cicho z krzywym uśmiechem, bo poczuła się... Po prostu słaba. Chociaż Piątek nic nie sugerował, ale ona po prostu nienawidziła, gdy ktoś jej żałował. Z drugiej strony było jej miło, że nie wzruszył ramionami i nie powiedział, że to przecież było dawno.
- Wiadomo, że nie - odparła. Z resztą, zwycięzców mogła oklaskiwać z wody. Nie było wśród nich nikogo, komu chciałaby pomachać spod sceny, a poza tym, była zbyt rozleniwiona i nie chciała znaleźć się w tłumie. - Chodź - rzuciła krótko, podpływając dosłownie metr w stronę sceny (w miarę zgrabnie), tam, gdzie sięgała już palcami dna. Po chwili była już z Piątkiem znów przy ściance. Mogła spokojnie stać, trzymając szyję ponad wodą i nie być widoczną. W chwili, gdy Ambroży do niej dotarł, wystrzeliły fajerwerki. No po prostu impreza noworoczna.

______________________


I just want to dance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Praia, Republika Zielonego Przylądka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 127
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10879-octavia-alfa-moreira#297774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10886-z-tej-strony-tawka-kto-tam#297916
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10887-fitz#297919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10888-octavia-alfa-moreira#297920




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pią Cze 12 2015, 12:16

Może niekoniecznie była to kwestia silniejszego oddziaływania, a raczej słabszej obrony przed nim. Specyfika Tawki polegała na jej kurczowym trzymaniu się filozofii "udawaj silną, to silniejsi się odczepią". Zachowywała się więc jak dusza towarzystwa, zawsze rozgadana, przyjacielska a co najważniejsze - dziarska i odważna. Kiedy jednak przychodziło co do czego, z wnętrza wypełzał bezwstydny tchórz, który nic nie robił sobie z podstawowej, niepisanej zasady savoir-vivre, polegającej na trwaniu w kłamstwie do samego końca. Rzecz jasna, teraz wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Chcąc jak najbardziej przypodobać się Riencowi, kurczowo trzymała się tej "fajnej" siebie, żeby nie wyparować na miejscu. Co prawda czasami taka taktyka zawodziła, widać to doskonale w momentach zawstydzenia, ale ogólnie rzecz biorąc, dawała znośne efekty. Pytanie tylko, czy wpakowanie się do basenu, nie umiejąc ani trochę pływać, zaliczałoby się do tychże efektów, bowiem przyjrzawszy się wyczynom Krukona, można stwierdzić, że była to gra niewarta świeczki. Choć tak naprawdę cały strach Octavii oscylował wokół niechęci do pokazania się przed blondynem ze złej strony, a nie wokół samej idei utopienia się. Dobrze, że dwudziestoletni drapieżnik potrafił chociaż uspokoić swoją ofiarę na kilka chwil przed tym, jak zamierzał ją w całości pożreć.
- Hm - mruknęła, jak gdyby miała zamiar prychnąć, ale jednak nie do końca - Uznajmy, że w idei kredytu zaufania zadowolę się tak mdłym wypełnieniem przez waćpana jego obowiązku - stwierdziła, po czym zaśmiała się, wyraźnie rozbawiona własną zdolnością do tak swobodnej wypowiedzi - Octavia Alfa Moreira, czołowa producentka podobnych błyskotek, obrońca z przypadku, preferująca nazywanie się Tavią, dumna matka rozszczepionego widłowęża, absolutnie zakochana w marynistyce i może odrobinkę lubująca się w niezobowiązującym pouczaniu innych ludzi. Wielka przyjemność waćpana poznać, paniczu Hargreaves. Dobrze, że taki z ciebie utalentowany szukający, bo przez twoje zagadywanie puściłam wtedy kilka goli - skwitowała, odpuściwszy już sobie stylizowanie na renesans wszystkiego, co mówiła. Przez tą gadatliwość jakoś umknął jej fakt stopniowego zbliżania się do głębszych rejonów basenu, a ocknęła się dopiero wtedy, kiedy padła wyraźnie nieznosząca sprzeciwu propozycja pójścia naprzód. W pewien sposób uspokoiło ją to całe owinięcie ramieniem, ale mimowolnie wtuliła się w Krukona, kierowana najzwyczajniejszym w świecie odruchem obronnym. Może raczy zauważyć, że dotychczas wybitnie rozgadane dziewczę zupełnie ucichło, jeśli samo wyraźne zbliżenie wcale nie przemówi mu do rozsądku. Alfa straciła kontrolę nad tempem oddychania, czując, jak coraz trudniej jest jej dosięgnąć stopami dna. Zagryzła wargę od wewnątrz, po raz kolejny, nie zwracając większej uwagi na przemówienie dyrektora Hogwartu. Ważniejsze były fajerwerki, przez wystrzał których Tawka krzyknęła mimowolnie, kurczowo złapała Rienca, skuliła się cała i w stu procentach przekonana, że tak to wygląda, kiedy ludzie się topią, wstrzymała oddech. Trwała tak dłuższą chwilę, dopóki nie zorientowała się, że dalej jest na powierzchni i trochę brakuje jej powietrza. Wzięła więc głęboki wdech, zluzowała uścisk, po czym zawstydzona spojrzała w bok.
- Tsaaaaaaa... - mruknęła zniesmaczona, wyraźnie dając do zrozumienia, że wie, jak żałośnie to wyglądało - Może... może ten. Może... powinnam wspomnieć... - kłamać czy nie kłamać? - że... nie umiem pływać i trochę... boję się utonąć - wydusiła wreszcie, stwierdzając że kłamstwo ma jednak zbyt krótkie nogi, przynajmniej w tej sytuacji. Nie patrzyła oczywiście na blondyna, spodziewając się prośby o wyjaśnienia. Na razie jednak czekała, utwierdzona w naiwnej nadziei, że może uda jej się uniknąć podobnej odpowiedzialności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 1374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Cze 13 2015, 11:47

Magiczny świat…? Ograniczony? I to mówi Ślizgonka? Boże. Buddo. Allahu i wszyscy Inni święci. Od kiedy to członkowie domu Salazara używają takich pojęć? Myślą w ten sposób? Coś się działo z nim? Z nią? A może w ogóle Ślizgoni zmieniali myślenie na ten temat? Jakoś Piątek nie zakładał, że ta ostatnia opcja ma jakiekolwiek szanse powodzenia. Zatem.. albo go uszy mylą, albo jest już tak spacowany ze totalnie nie wie, co się wokół dzieje. Nie, to też odpadało. Zatem…? Może po prostu ona była inna? Inna. Wyjątkowa? Ciekawa? A może bardziej… pociągająca? Nie bardzo wiedział, którego epitetu dokładnie użyć, ale miała sporo racji w tym ,co mówiła. Dodatkowo, fakt uznania do dziewczęcia był o tyle duży, że przecież nie tak dawno rozmawiał na temat mugolstwa z pewną koleżanką z Pokoju Wspólnego.. No i został zapytany o to, czy leczy się z mugolstwa. Gdzież przesuwają się granice tego świata, skoro czysto krwiści, ksenofobiczni i na swój sposób rasistowscy Ślizgoni tak się zachowywali? Nie miał zielonego pojęcia, ale mu się to szalenie podobało, trzeba przyznać.
Kiedy ta cała impreza się zaczęła, Hampson ich wezwał i w ogóle, szybko przenieśli się w róg, by nie można było ich zobaczyć. Sprytnie, bardzo sprytnie. Niemniej. No. To jakoś mało prawdopodobne, by ktokolwiek poza obsługą i innymi uczniami, którzy postanowili sabotować swoją obecność pod sceną, mógł ich zauważyć. Mimo tego, Piątkowi naprawdę to zwisało. Zupełnie go to nie obchodziło, nic a nic. Zanim tam się jednak znaleźli mógł w spokoju obserwować, jak Voice robi postępy w pływaniu. Zabawne, bo wychodzi na to, że nabyła tę umiejętność, przynajmniej jej podstawy w dość prymitywny sposób, po prostu rzucając się na wodę. Cóż, instynkty samozachowawcze kiedy już wezmą górę nad człowiekiem, to są w stanie nieźle namieszać i dużo ciekawych rzeczy stworzyć. Tak było i tym razem. Jednak, szybko ruszył za dziewczęciem. I w momencie gdy do niej dotarł na niebie pojawiły się fajerwerki. Istotnie, impreza noworoczna. Przez chwilę nawet poczuł się tak, jakby owacje i całe fajerwerki miały nagrodzić jego trud w pokonaniu tej dość małej odległości jaka dzieliła go od Wojs. Teraz jednak patrzył w niebo, obserwował – przynajmniej po części – pokaz sztucznych ogni i jakoś mimowolnie zbliżał się w kierunku dziewczęcia. Zbliżał, w końcu wyciągnął ręce w jej kierunku i objął. Jakoś tak.. to wszystko działo się instynktownie. I tak samo jak bezmyślnie ją przytulił, tak bezmyślnie spojrzał jej w oczy, po czym nadal trwając w błogim stanie pustki, pocałował ją w policzek. Potem kolejny raz i kolejny, niebezpiecznie zbliżając się w kierunku ust. Ostatecznie zrobił to, wcześniej jednak zahaczając o ich kącik, by finalnie pocałować dziewczynę, jak powinien. Bardzo delikatnie, ledwo musnął jej wargi. Oderwał się po kilkunastu sekundach, po czym spojrzał gdzieś w bok i z udawaną skruchą w głosie rzekł tylko – Przepraszam...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2154
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 14 2015, 03:38

Jasne, że Lloyd miała czystą krew. Jasne, że była Ślizgonką. Z tym, że ta jej czysta krew zasadniczo była chyba z przypadku - jej matka po prostu zadurzyła się w facecie, który, tak jak ona, mógł się pochwalić okrągłym 100%. I właśnie z tego powodu, gdy pan XYZ postanowił ją zostawić, przeniosła się w miejsce pełne mugoli, nauczyła się żyć jak mugolka, obsługiwać telewizor i nie używać zaklęć. A Voice? Voice była po prostu w tym wszystkim i patrzyła, jak żyje się bez magii. Wiedziała o niej, jasne, ale nie pojmowała jej jako czegoś wyższego. Wręcz przeciwnie, dorastanie pośród mugolskich dzieci otworzyło jej oczy na wiele spraw i pozwoliło pozostać obiektywną i nieskażoną typowym ślizgoństwem. Inną. Może wyjątkową. Może po prostu otwartą.
Stereotypy etniczne, homofobia, rasizm, nadmierna tradycjonalność. Zawsze ją to denerwowało - i u mugoli, i u czarodziei. W każdym razie ta ostatnia cecha najbardziej odznaczała się właśnie w magicznym świecie, gdzie ustawiane małżeństwa wcale nie były tylko historią, a czysta krew stawiana była na piedestale. Jasne, że to wszystko trąci średniowieczem. Voice czasami wydawało się, że czarodzieje utknęli na etapie palenia czarownic.
A dzisiaj wydawało jej się, że jest lekka jak piórko i nikt i nic nie jest w stanie jej w żaden sposób zaszkodzić. Może dlatego, wsłuchując się w dźwięk wystrzeliwanych fajerwerków, lekko objęła Piątka za szyję. I może dlatego mimowolnie rozchyliła usta, gdy jego wargi zaczęły muskać jej policzek, i może dlatego tak nieznacznie się uśmiechała, przechylając ostrożnie głowę.
Ale czy dlatego odwzajemniła pocałunek? Delikatnie, z pewną... Nieśmiałością? Prawie się nie znali, ale to, jak całował... Wprawiało ją w swego rodzaju błogość. I chciała w tym trwać i trwać, ale nie mogła. Gdy odwrócił głowę palcami jeden dłoni przesunęła po linii jego żuchwy i spłynęła nimi po szyi przez bark aż na ramię, które objęła dłonią, sunąc nią tuż przed nadgarstek.
- W ramach przeprosin powinieneś mnie pocałować jeszcze raz - odparła z uśmiechem, przenosząc rękę z powrotem tak, by objąć go lekko za szyję.

______________________


I just want to dance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28620
  Liczba postów : 31696
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 14 2015, 13:10

Kiedy wrzawa związana z wręczaniem nagród zwycięzcom Sinfksa ucichła, basen dał o sobie znać. Wysoka temperatura zachęcała do schłodzenia się nawet tych nieśmiałych, a jeśli jednak nie skusili się na kąpiel, z chęcią wylegiwali się przy brzegu i opalali. Śmiech, pluskanie, zabawa, uśmiechy prawie wszystkich zgromadzonych - tego było wam trzeba!
- Skoro już mamy to za sobą... - znajomy głos (najprawdopodobniej jednego z nauczycieli) wydobył się z dna basenu i po chwili przerwy kontynuował - Możemy chyba pożegnać naukę! - ryknął tak, że nawet z drugiego końca imprezy można go było usłyszeć - Ogłaszamy konkurs skoków do wody, w którym można zdobyć niesamowite nagrody! - wzywał śmiałków do walki o coś więcej niż tylko darmowy obiad.
Z prawej strony basenu stał przystojny ratownik (w końcu trzeba dbać o bezpieczeństwo uczniów, prawda?) i z teczką w dłoni ewidentnie czekał na pierwsze zgłoszenia. Po chwili wszyscy zapisani stawili się przy brzegu, czekając na swoją kolej. Po przeciwnej stronie znajdowała się długa ława, przy której zasiadło jury, w którego skład wchodzili dwaj uczniowie, nauczyciel i gość specjalny - Micha Pelps, od którego można było zdobyć nawet autograf!


Chętnych zapraszamy do udziału w zabawie! Rzucamy dwoma kostkami i im większa ilość oczek, tym lepiej poszło waszym postaciom. Powodzenie skoku zaczyna się od 5 oczek. Będą nagrody Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Luksemburg, Schoenfels
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 153
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9207-cherisee-s-lepeltier#257971
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9221-cherisee-s-lepeltier#258239
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9213-cherisee-s-lepeltier#258085
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9214-cherisee-s-lepeltier




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Cze 15 2015, 15:16

Zlustrowała pojedynczym, uważnym spojrzeniem chłopaka, uciekając nim zaraz potem za jego ramię. Kiedy wszyscy inni oklaskiwali zwycięzców, jej wzrok powędrował w kierunku innej wili w pobliżu, dla odmiany, płci męskiej. Osobiście nigdy wcześniej takiego osobnika nie poznała, dlatego właśnie jej błękitne tęczówki utkwiły na nim na dłuższy czas. Nie zdawała sobie z tego sprawy, że skupiła na sobie uwagę hejtera rudowłosych, zupełnie nieświadomie. Zauważyła to dopiero w momencie, w którym ze zrezygnowaniem wróciła do rzeczywistości, w której wypadałoby zaplanować jakąś intrygę, żeby móc znaleźć się bliżej blondyna. Wydawało się to trudniejsze, kiedy postępując krok do przodu, w oczy rzuciła jej się przeszkoda w postaci chłopaka ubranego w sportowe ciuchy. Zatrzymała się zgrabnie niewielką odległość od niego zanim oparła jedną rękę na biodrze, wpatrując się w niego zaledwie przez ułamki sekund krytycznie. Chwilę potem jej spojrzenie złagodniało, a uśmiech, jaki wkradł się na jej usta, zdawał się być całkiem uprzejmy.
—Nie jestem pewna czy zrozumiałam. Nie powiedziałam niczego śmiesznego.
Lekko wyczuwalny francuski akcent w tej wypowiedzi, dodawał jej trochę niewinności, mimo, że normalnie słowa mogłyby się zdawać odrobinę zbyt suche, czy nawet przesądzone pretensją. Nie w jej przypadku, szczególnie kiedy uśmiechnęła się do niego promiennie, chwytając go lekko pod ramię.
— Zastanawiałam się… potrafisz pływać?
Wskazała głową na mężczyznę ogłaszającego konkurs skakania, zanim wróciła wzrokiem na młodego mężczyznę. Patrzyła mu bezpośrednio w tęczówki oczu, jakby bardziej bądź mniej świadomie próbowała wywrzeć na nim wpływ. Wyprostowała się i cofnęła krok, w kierunku basenu, sugerująco ciągnąc go za sobą.
— Liczyłam na to, ze ktoś nauczy mnie skakać. Mam nadzieję, że to możesz być ty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Edynburg, obecnie Hogs
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 28
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10818-kyle-reid
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10825-where-do-people-like-us-float#296756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10821-to-nie-jest-moja-sowa#296747
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10820-kyle-reid#296746




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sro Cze 17 2015, 20:46

Kiedy dziewczyna ponownie się odezwała, czar jakby prysł, czułem, że mógłbym sobie stąd pójść, ale ona znowu otworzyła usta, a ja posiadałem jeszcze jakieś strzępki dobrego wychowania, żeby nie odwracać się plecami do kogoś, kto był w połowie zdania. Nawet, jeśli urodził się rudy.
- Od jak dawna jesteś w Wielkiej Brytanii? Znasz dobrze angielski? – szybko zmieniłem temat, nawiązując do jej nierozumienia.
Może nawet nie była taka zła? Coś mnie w niej irytowało, ale szczerzyła ryja i ogólnie była niebrzydka, z łóżka raczej bym jej nie wyrzucił.
- Umiem, ale jakoś nie bawi mnie pluskanie się w wodzie – odparłem, a nim zdążyłem się zorientować, dziewczyna zaczęła mnie ciągnąć w stronę basenu. Nie byłem instytucją charytatywną, ale z jakiś niewyjaśnionych dla mnie powodów nie potrafiłem jej powiedzieć nie, mimo, że nie miałem najmniejszej ochoty wchodzić do basenu.
- Wiesz, jak to mawiają o nadziei... jeszcze się poślizgniesz i zwichniesz kostkę. Ale niech ci będzie. Tylko wiesz, jak to działa? Przysługa za przysługę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Luksemburg, Schoenfels
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 153
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9207-cherisee-s-lepeltier#257971
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9221-cherisee-s-lepeltier#258239
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9213-cherisee-s-lepeltier#258085
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9214-cherisee-s-lepeltier




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Sro Cze 17 2015, 21:30

Czasami rozumiała więcej niż pokazywała, ale wygodnie było zbyć wiele kwestii niewiedzą. Nikt nie powinien próbować tłumaczyć Francuzce prostych rzeczy, skoro zdawała się ich w języku angielskim nie łapać. Kosztowało to zwykle zbyt wiele zachodu. Uśmiechnęła się kącikiem ust na jego słowa, kierując się przed siebie, korzystając z okazji, że nie widział jej wyrazu twarzy. Dopiero przystając w miejscu, zniknęła ewentualnie wypisana w jej tęczówkach zgryźliwość. Odwróciła się do niego przodem, splatając wygodnie ręce za sobą, trochę jak mała dziewczynka, albo wcale, jako, że małe dziewczynki nie powinny przy ty prezentować swoich ewentualnych walorów, które i tak skupiały wcześniej wzrok chłopaka wyjątkowo skutecznie, nawet jeśli wcale nie próbowała przykuć jego spojrzenia. Mężczyznom naprawdę wydawało się, że da się ukryć kierunek patrzenia? Dla przypomnienia gdzie miała twarz, próbując nie ponawiać tego, co wcześniej miało miejsce, odgarnęła rude pasma za ucho, licząc na to, że jego wzrok automatycznie powędruje za jej szczupłymi palcami.
— Osiem miesięcy? — próbowała zgadnąć, nie wspominając nic o tym, że z językiem angielskim miała styczność już wcześniej. Chłopak nie musiał nic o tym wiedzieć. — Cały czas szukam kogoś, kto mógłby mnie do niego bardziej przekonać. Brak motywacji w nauce to ponoć duża bariera.
Przystanęła przy brzegu basenu, poruszając się wzdłuż niego w równej linii, wystawiając ręce na boki, żeby czasem nie stracić równowagi i nie wpaść do wody, kiedy balansowała na krawędzi pływalni. Przystanęła w miejscu słysząc jego pretensjonalny ton. Stała akurat tyłem do niego, wiec odwróciła się przez ramię, żeby na niego spojrzeć. Mimo jej wewnętrznych odczuć, które kazały go określić, jako bezczelnego gnojka, odezwała się przyjemnym, niezmiennym tonem.
— Naprawdę? Znam tylko dwa powody, dla których można się wybrać na basen. Skoro nie przyszedłeś popływać, jesteś tutaj, ponieważ…
Zawiesiła ton, obracając się przodem do niego i zbliżyła się kilka kroków do niego, pozwalając mu skończyć. Jakoś ciężko było sobie wyobrazić, żeby z jej ust miało spłynąć proste wyjaśnienie: „Obczajasz damskie biusty?” – pozwoliła mu samemu dokończyć, sprawiając wrażenia, jakby zapomniała o tym drugim powodzie wizyt nad wodą. Przy okazji zrzuciła z siebie część garderoby, mrucząc coś niepochlebnego we francuskim, czując, że część szwu zaplątała jej się we włosy. Przystanęła obok chłopaka, przechylając głowę na bok, przerzucając miedziane pasma razem z odzieniem na jedno ramię.
— Pomożesz, czy to będzie kolejna przysługa? — spojrzała na niego uważnie, w nadziei, że pomoże jej się wyplątać z sukienki, której bądź co bądź nie chciała pomoczyć. W tym celu miał jej posłużyć strój kąpielowy. Przy okazji pociągnęła temat zwichnięcia kostki, zauważając chyba dość naiwnie:
— Jak ją zwichnę, przecież będziesz tutaj, żeby mi pomóc, prawda?
Odwróciła w końcu spojrzenie, dając mu przez chwilę poczuć trochę swobody, od kiedy jej błękitne tęczówki spoczęły na czymś innym niż na jego źrenicach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Edynburg, obecnie Hogs
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 28
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10818-kyle-reid
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10825-where-do-people-like-us-float#296756
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10821-to-nie-jest-moja-sowa#296747
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10820-kyle-reid#296746




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Cze 27 2015, 09:20

Nigdy nie próbowałem niczego ukryć. A już na pewno nie to, gdzie kieruję swoje oczy. Czy naprawdę było w tym coś złego? Zły byłbym bijąc szczeniaka, a do takich odruchów było mi daleko. Trudno też mówić o bezczelności w dobie dwudziestego pierwszego wieku, kiedy z każdej strony byliśmy zalewani produktami propagandy negliżu. Tak właśnie wyglądała rzeczywistość. Skąpo ubrana i wyuzdana. Naprawdę nie rozumiałem, o co niektórzy robili aferę.
W moim tonie nie było absolutnie nic pretensjonalnego. Pretensjonalne to były kobiety. Nawet, jeśli z czymś się nie zgadzałem, uważałem to za coś całkowicie naturalnego. Różnica charakterów. Poglądów. Każdy był inny. Ale żeby mieć o to od razu pretensje? Nie. Ja najzwyczajniej w świecie nie chciałem dziś wchodzić do wody.
- Życzę owocnych poszukiwań. Ja się nie nadam. Wolę zajmować się czymś innym, niż gadanie.
Pewnie nie byłabyś zadowolona, gdybym ci powiedział czym.
Bezczelny. Większość ludzi przyszywała mi tę łatkę tylko ze względu na to, że byłem szczery, nie potrafiąc docenić tej zmarginalizowanej w dzisiejszych czasach cechy. Ale że gnojek? Hola, ktoś tu jeszcze kisił się z murach Hogwartu, który ja dawno skończyłem. Pal sześć, że na życzenie własne. Szkoła mnie nudziła.
- No, dalej, dalej, dokończ.
I nazwij mnie później jak chcesz. W sumie było mi wszystko jedno, jakich użyje epitetów, skoro obrywa mi się za samo lustrowanie. Jak wszystkim tak bardzo to nieodpowiada, trzeba było nie wbijać się w skąpe stroje kąpielowe. Bo, właśnie – od czego są imprezy przy basenach? Pokazujesz ciało? Licz się z tym, że będziesz pod obstrzałem męskich oczu. I zapewne niejednych, zazdrosnych spojrzeń twoich koleżanek. Przecież o to w tym właśnie chodzi.
Podążyłem za nią, tym razem z własnej woli – a przynajmniej tak mi się wydawało.
- Nie, to akurat będzie przyjemność. – odpowiedziałem, pomagając rozplątać jej sukienkę. – Uzdrowiciel ze mnie słaby, ale nie powiem, że nie.
Czułem się jakiś nieswój. Przecież miałem się z tej imprezy zwijać, a niewiedząc czemu ciągle stałem z tą dziewczyną, skakając wokół niej jak piesek. Dlaczego nie potrafiłem po prostu jej odmówić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 1374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Cze 27 2015, 12:59

Ewidentnie jej się podobało. Z resztą, jemu też. Bo w sumie z drugiej strony jak mogło być inaczej? Ładna panna, świetnie całuje. W dodatku w jego typie. Chyba nie można było lepiej trafić, nie? Chyba nie. Ale coś w niej było, serio. Może dlatego że widział w niej to coś, czego nie potrafił nazwać, zrobił to tak delikatnie? Cholera wie, naprawdę. W każdym razie, trzeba przyznać, że atmosfera była mocno dogodna. Fajerwerki i to wszystko. Jezu. Tak. No. Siadło mu, pyknęło, nie ma co się kłócić. Aż był z siebie dumny, naprawdę. Szkoda tylko, że szybko ten klimat się zmienił. Czemu? Z prostej przyczyny, coś tam ktoś tam postanowił urządzić konkurs skoków do wody. Cudownie nie żeby właśnie byli w wodzie. I cała intymność poszla się, za przeproszeniem, jebać. Dlategóż właśnie pocałował ja jeszcze raz. Tak na przeprosiny. – Wiesz, co? Może chodźmy w jakieś bardziej ustronne miejsce i skończmy przy okazji tego skręta? – spytał, po czym jeszcze raz, bardzo szybko ułożył swe wargi na usttach blondynki, jakby chciał w ten sposób dodatkowo ją zachęcić. Taki był. No, ale perswazja to bardzo ważny element marketingu i każdej dyskusji, prawda? Prawda. – To jak ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2154
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-lloyd




Administrator






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Cze 27 2015, 15:11

Jasne, że jej się podobało. Ale równocześnie było tak... Trochę nieswojo. Kompletnie jakby Leoś stał gdzieś tam obok i patrzył na nią z wyrzutem... I znowu żałował, że kiedykolwiek ją poznał. Lloyd szybko jednak odtrąciła natrętne myśli. Czech miał ją głęboko w dupie, więc ona też powinna go tam mieć i w końcu zacząć cieszyć się wolnością. Miłość, związek, przywiązanie - wszystkie synonimy klatki. Wszystkie synonimy ograniczenia, a ona przecież nie chciała się ograniczać. Chciała mieć skrzydła, całe, niepodcięte. Dzisiaj mogła spróbować na nich polecieć.
Zaczynało robić się naprawdę przyjemnie. Fajerwerki, basen, Piątek... I nagle konkurs skoków do wody. Voice nie powstrzymała się przed zdegustowanym westchnieniem. Mieli ludzie wyczucie czasu, nie ma co. Bynajmniej uśmiechnęła się, mogąc jeszcze na chwilę chwycić usta Ambrożego.
- Co masz na myśli, mówiąc bardziej ustronne? - spytała. W końcu znajdowali się w samym środku imprezy - dookoła ludzie, ludzie, alkohol, muzyka, ludzie. Co prawda wszystko było bardziej ustronne, niż basen ze skaczącymi do niego śmiałkami, ale... - W sumie to chodźmy gdziekolwiek, zanim ktoś mi spadnie na głowę - zaśmiała się, puszczając Piątka, by wycofać się jeszcze kawałek do ścianki basenu, chwycić się jej brzegów i podnieść, by usiąść na brzegu. Propozycja zapalenia skręta brzmiała kusząco, zwłaszcza przy pamięci, że w końcu zbliżał się koniec roku szkolnego i początek wymarzonych przez wszystkich wakacji.

______________________


I just want to dance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 220
  Liczba postów : 1374
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Cze 28 2015, 14:46

Leoś… Tak, kimkolwiek był, na pewno go tu nie było, zatem nie powinna czuć się skrępowana. Chyba. Chociaż z drugiej strony.. Piątek również czuł na plecach ten dziwne i pełne spojrzenie pogardy panienki Lee. A przecież nie było jej tu. Nie było i w sumie nie powinno. I dobrze. A nawet jeśli jest, to niech patrzy. Patrzy i wie, że Friday jest człowiekiem, który owszem przejmuje się takimi rzeczami jak zerwanie, pozostawienie go i tak dalej, ale umie sobie z tym radzić. Nawet jeśli w taki oto sposób.. – Mam na myśli miejsce znajdujące się jak najdalej stąd. – powiedział rzeczowym i chłodnym tonem. Zdecydowanie, tutaj zostać nie mogli. Ludzi było już zbyt wiele, by mieć jakiekolwiek, nawet najmniejsze poczucie intymności, a chyba żadne z nich nie należało do tego obscenicznego gatunku osobników Homo Sapiens, tak perfidnie obnoszących się ze swoją seksualnością. Cóż, to mogłoby być w sumie ciekawe, ale Ambrożego jakoś średnio taka perspektywa pociągała.. Miał nadzieję, że jego „partnerkę”, również. – Znam jedno świetne miejsce, dość rzadko uczęszczane i spokojne. Pytanie, czy mi zaufasz na tyle, żeby się tam ze mną wybrać? Obiecuje Cię nie zgwałcić, ani zabić. I w ogóle nie robić niczego, na co tylko nie będziesz miała ochoty.. – ciekawe swoją drogą, na co będzie miała? Zostawmy to jednak upływowi czasu. A gdy oboje wyszli już z wody, Friday złapał rzeczy ich obojga i zabrał ją daleko poza teren basenu. I bardzo dobrze. Dosłownie Voice wyszła z wody, kiedy jakiś dzieciak postanowił wskoczyć z całym swoim impetem i dość pokaźną masą do wody.. To była dobra impreza. Szkoda, że tak krótka, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?



z/t x2
wypatruj pw z linkiem do lokacji. :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pią Lip 10 2015, 23:36

Jej gadatliwość była mu na rękę. Im dłużej mówiła, tym blondyn miał więcej czasu na analizę nie tylko swoich własnych odczuć, ale także otoczenia czy samej Tavii. Obserwacja była czymś co pozwalało mu istnieć we względnym, ale głównie niezmąconym spokoju, dlatego lubił ludzi, którzy potrafili wykrzesać z siebie aż tyle. Chyba nigdy nie znudzi mu się samo słuchanie, tylko szkoda, że nie potrafił czytać w myślach, wtedy dopiero miałby zajęcie na długie godziny. Teraz jedynie się w nią wpatrywał w taki sposób, jakby każde jej kolejne słowo zasługiwało na osobne spojrzenie, monitorujące sposób wysławiania się czy mimikę twarzy, a zdawszy sobie wreszcie sprawę z tego, że może to być nieco natarczywe, nieznacznym ruchem wplótł palce we własne włosy, przeczesując je szybko i przez chwilę wpatrując się w mieniącą się w okolicy ich łydek kolorową wodę.
- Wybacz, moja droga, miałem nadzieję, że będziesz mogła sama odkryć co skrywa moje serce. Nie lubię od razu ujawniać wszystkich kart. - rzucił to dość swobodnie, zupełnie tak, jakby zawoalowana sugestia pt. „poznajmy się bliżej” tak naprawdę wcale nie istniała czy nie padła. Jednocześnie uśmiechał się dalej nieznacznie, lecz tym razem patrzył już prosto w oczy tęczowowłosej dziewczyny, bo i przecież wymagała tego kultura! Jakże mógłby błądzić spojrzeniem w chwili, w której odkrywała przed nim tyle nowych interesujących faktów.
- Długo już się tym zajmujesz? Znaczy mam na myśli bransoletki... widłowęże też. Tak właściwie to nigdy nie widziałem żadnego na żywo. Poza tym co ma znaczyć „rozszczepienie”? Rozdzieliłaś go na trzy pojedyncze czy może coś sprawiło, że został podzielony? - zasypał ją kilkoma pytaniami, jak zwykle, gdy się czymś zainteresował, ale zaraz nieco przystopował, ale tylko po to, aby rzucić w jej stronę kolejną wątpliwością. - Przez moje zachowanie… czym zawiniłem? Rozumiem, że kradzież bransoletki mogła być trochę rozpraszająca, ale czyżby aż tak?
Wtedy też poszli dalej. Zagłębianie się w niezbadane przez nich dotąd fragmenty basenu było czymś, na czym Riencowi poniekąd zależało. Chciał móc wejść do pasa i nieco zrelaksować się wśród nieruchomej wody, a że był dość wysoki to odrobinę musiałby się przejść. Niestety jego ambitne plany nie miały możliwości na dojście do skutku. Niestety lub stety, bo i Hargreaves nie potrafiłby po takim nieśmiałym wyznaniu po prostu kontynuować tej pielgrzymki. Zatrzymał się, nadal obejmując ją ramieniem i zdając się nawet nie zauważać jak przylgnęła do jego boku, dopóki nieco nie rozluźniła uścisku. Nie puszczał jej, ale spojrzał na nią z góry, drugą ręką, nieco wilgotną od wody, gładząc ją w pojedynczym ruchu po włosach.
- Nie martw się, nie wejdziemy głęboko. W wodzie sięgającej do pasa nawet nie dałabyś rady się utopić, chyba że byłabyś wybitnie niezdarna. Zresztą nie dałbym Ci utonąć, za kogo Ty mnie masz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Praia, Republika Zielonego Przylądka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 127
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10879-octavia-alfa-moreira#297774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10886-z-tej-strony-tawka-kto-tam#297916
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10887-fitz#297919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10888-octavia-alfa-moreira#297920




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Lip 12 2015, 14:53

Właściwie to można bez problemu stwierdzić, że gadatliwość Tawki była większości jej znajomych na rękę, bo wtedy sami nie musieli z wielkim wysiłkiem utrzymywać rozmowy. Ona sama czuła się co prawda nieco nadmiernie obarczona tego typu obowiązkiem, ale siłą rzeczy mówienie zwykle przychodziło dla niej zupełnie naturalnie i bez wysiłku. Teraz jednak, otoczona z niemal wszystkich stron zbyt blisko położoną wodą, nie mogła z siebie wycisnąć zbyt wielu słów. Te kierowane w jej stronę przez Rience'a jeszcze w pewnym stopniu dawały radę przebić się przez niewystarczająco grubą barierę strachu, ale traciły przy tym znakomitą większość swojego sensu. Najwidoczniej jednak nie rzuciło mu się to w oczy tudzież uszy, bowiem pozwolił na doprowadzenie sytuacji do momentu przerażonego krzyku i powiązanego z nim nierozłącznie niezręcznego tłumaczenia dziwacznych zachowań. Moreira drgnęła nieznacznie z zachwytu, rejestrując obecność wilgotnej dłoni na własnych włosach, momentalnie wracając tęczówkami do oczu półwila. Trochę niedowierzała w tak zaskakująco dobry rozwój wydarzeń zawarty w jego reakcji, ale równocześnie otrzymała zbawczy zastrzyk pewności siebie, tak bardzo teraz potrzebny. Prychnęła żartobliwie, nieco rozbawiona, przenosząc spojrzenie na wodę przed nimi.
- Hm, pomyślmy - zaczęła z wyraźnie wyczuwalnym rozluźnieniem, może nawet nieco zbyt prędkim - Mam cię za prawie zupełnie nieznajomego mi chłopaka, z niesprecyzowanymi zamiarami i o wiele zbyt małą wiarą w moją niezdarność - oznajmiła, spoglądając z przekonaniem po raz kolejny na blondyna. W pewnym momencie, wbrew wszystkim swoim lękom, nawet pociągnęła go trochę naprzód, pozwalając przyjemnej wodzie obejmować trochę więcej chuderlawego ciała. Ostatecznie stwierdziła jednak, że znacznie wygodniej będzie się skupić na czymś innym, niż stale oddalającym się dnie, toteż postanowiła uczepić się tematu widłowęża, który zainteresował parę chwil wcześniej jej towarzysza.
- Pytałeś o to rozszczepienie, ale trochę cię olałam bo no, sam widziałeś. Ale ogólnie rzecz biorąc, wolę określenie "rozszczepił się", bo niby zaklęcie poleciało z mojej różdżki, tylko że ostatecznie to niezmierna siła przypadku obdarzyła mnie trzema skarbami zamiast jednego. Chociaż w sumie oni od zawsze byli trzej, tylko wcześniej mieli jakieś tam właściwości magiczne. A po rozszczepieniu, kiedy stali się zupełnie zwykłymi, można powiedzieć mugolskimi wężami, mogłam je bez problemu zabrać, Uchawi wolało taką opcję niż przywracanie ich do poprzedniego stanu. Ano właśnie, ja tak w ogóle jestem z Republiki Zielonego Przylądka i do szóstej klasy włącznie byłam uczennicą Uchawi. Chociaż może już to wiesz? Ach, ci nieznajomi ludzie! Zawsze tyle tajemnic! - mówiła już o wiele swobodniej, jak gdyby strach przed utonięciem, skumulowany ze strachem przed pokazaniem się ze złej strony i pewnym oczarowaniem wynikającym z wilowatości, utworzył mieszankę wykraczającą poza wszelkie skale nieśmiałości, tym samym kompletnie je resetującą. Kto wie, może rzeczywiście tak było, niemniej jednak Alfa znowu zastygła w jednym miejscu i czerpała całą przyjemność z zapewne mocno niesatysfakcjonującej Irlandczyka głębokości. Cóż, i tak było lepiej niż wcześniej!
- Napiłabym się jakiegoś mocnego drinka. Ale tylko jednego, nie mogę być jutro skacowana, ech... - westchnęła na koniec, wystosowawszy przebiegły plan stchórzenia przed konsekwencjami swojego impulsywnego pomysłu, który ostatecznie zadziałał perfekcyjnie. Po Atrii ni widu, ni słychu, teraz niech tylko Hargreaves nie ubzdura sobie, że musi ją odnaleźć, bo Moreira bardzo źle by się z tym poczuła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Thurles, Irlandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2879
Dodatkowo : pół-wil, szukający
  Liczba postów : 763
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9116-rience-hargreaves
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9127-rience-owe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9130-sowa-rienca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9128-rience-hargreaves




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Lip 12 2015, 18:05

Nic nie mógł na to poradzić, że uśmiech niemalże sam cisnął mu się na twarz. Octavia była jedną z tych osób, które potrafiły być w stosunku do niego niemalże stuprocentowo kompatybilne, gdy chodziło o rozmowę. Ona mówiła, a on słuchał. Zdaje się, że byli w tym naprawdę dobrzy i szkoda byłoby to przerywać. Nie ma co, nic nie może przecież wiecznie trwać. Opuszczenie imprezy wydawało się być im coraz bliższe, zwłaszcza, że po ogłoszeniu wyników, nikt jakoś nie kwapił się do zaostrzania zabawy, co Hargreavesowi było nawet na rękę. Nie czuł potrzeby brania udziału w szalonych schadzkach znajomych, na których potajemnie przyniesione litry Ognistej Whisky lałyby się szczodrze.
Zachichotał cicho, kwitując w ten sposób jej wypowiedź o nieznajomych z niesprecyzowanymi zamiarami.
- Każdego nowo poznanego chłopaka uważasz za potencjalnego mordercę, który czym prędzej uciekłby z miejsca wypadku? - spytał, chociaż i niespecjalnie był ciekaw czy tylko on zasłużył na ten wyjątkowy tytuł, bo i przecież nie było to ważne. O wiele ciekawsza była rozprawa o widłowężach, więc Rience ponownie pozwolił sobie na zasłuchanie się w wywodzie kolorowowłosej niewiasty. Zdaje się, że miał teraz tę niepowtarzalną możliwość na poszerzenie swojej wiedzy z zakresu magicznych stworzeń, zwłaszcza, że nigdy nie słyszał o przypadku rozszczepienia trójgłowego gada (nie żeby specjalnie poszukiwał takiej informacji). Zakończyła swą wypowiedź pewnym ciekawym stwierdzeniem, więc jakże mógłby odpuścić sobie możliwość odpowiedzi?
- Więc wychodzi na to, że ja tkwiłem w Trausnitz o rok dłużej. Przyjechałem do Hogwartu na studia. - powiedział, po czym zmierzył ją nieco rozbawionym spojrzeniem. - Nie, nie wiedziałem tego.
Cóż, stalker z niego pierwszoligowy, ale niekoniecznie nieomylny i zawsze poinformowany. Cóż tutaj dalej pisać. Opuścili wspólnie basen, bo przecież półwil nie mógł pozostawać obojętny na tak wyraźną sugestię Moreiry. Co prawda sam nie skusił się na żadnego „mocniejszego drinka”, ale zawsze mógł potowarzyszyć jej przy spożywaniu takowego. Nawet nie spostrzegli kiedy impreza na basenie już dobiegała końca i musieli się rozstać. Żadna strata, bo z pewnością nie był to ostatni rozdział napisany przez tych dwoje. Jednakże jak będzie wyglądał kolejny?

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Basen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Basen i leżaki
» Basen
» Basen [SW]
» Basen "Tanoshi"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-