IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Basen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Basen   Sob Kwi 07 2012, 16:13

First topic message reminder :


Basen
Może z pozoru wygląda na zwykły, ale ten basen tak naprawdę jest przesiąknięty magią - woda co jakiś czas zmienia kolor, wpadając w przeróżne odcienie tęczy, a każda barwa nadaje wodzie  określonego smaku. Mimo iż dno basenu wydaje się być wyrównane, to jednak w pewnych miejscach woda sięga po szyję, a kawałek dalej można nurkować w nieskończoność. Znajduje się tutaj niewielka zjeżdżalnia mająca zaledwie kilka centymetrów, lecz gdy wsiądzie się na nią, można jechać poprzez niezwykłe zakręty i z ogromną szybkością tak długo, dopóki nie będziesz mieć dość. W barku szklanki napełniają się same napojami ze wszystkich stron świata. Pozornie twarde, plastikowe leżaki okazują się być miękkie i wygodne jak łóżko. Można wypożyczyć sobie pływki, kółka i dmuchane zwierzątka, które pod wpływem wody zdają się ożywać, a więc można popływać na grzbiecie dmuchanego krokodyla lub orki czy postraszyć znajomych szczerzącym się rekinem.  Trampolina podnosi się na tak dużą wysokość, z jakiej pływak ma ochotę skakać.

    Jednorazowe wejście do obiektu - 10 g

    Rozliczeń dokonuj w tym temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pią Wrz 11 2015, 20:20

Naprawdę nisko upadłeś skoro uznałeś, że dzisiejszą noc spędzisz właśnie tutaj. A może obrzydły ci bary i spanie w rzygowinach nieznanych ludzi? Nie wnikam, ale z zaciekawieniem patrzę jak próbujesz niepostrzeżenie dostać się na basen o trzeciej nad ranem. Dobrze, że tachasz ze sobą plecak w którym masz wszystko niezbędne do życia. Słychać tylko jak obijają ci się w nim puste fiolki po eliksirach i na pół niedopita ognista, którą w przypływie olśnienia zwinąłeś, wychodząc z pubu. Z ukrycia biję ci brawo. Liczysz na to, że nikogo tutaj nie będzie. Że w spokoju będziesz mógł żalić się nad sobą i swoim marnym losem. Pogratulować. Wybierasz jeden z rozstawionych dookoła leżaków i kładziesz się na nim z nadzieją, że ta noc będzie należeć do spokojnych. Możesz się cieszyć jeszcze z pogody. Przynajmniej nie zmarznie ci tyłek, kiedy nad ranem będziesz jęczał, że słońce niszczy twoje oczy. Bo wiem, że tak będzie.
Nie wiem dlaczego, ale nie możesz długo usiedzieć w jednym miejscu. Nim się spostrzegam stoisz na krawędzi basenu i patrzysz przed siebie, pociągając z butelki kolejny łyk. Pij roztropnie, bo zaraz się skończy, a na następną nie masz już galeonów. Znów przegrałeś wszystko, a może miałeś dobry dzień i w przypływie dobroci serca zacząłeś stawiać wszystkim drinki. To mało ważne, bo widzę jak się chwiejesz. Mam wrażenie, że nawet niewielki wiaterek przyczyni się do tego, że wylądujesz w basenie w ubraniu. Mógłbyś chociaż się rozebrać i wskoczyć do wody. Może otrzeźwiałbyś na chwilę, bo nie pamiętam kiedy ostatnio nie piłeś. Nie tłumacz się tylko znowu, że masz powód. Że przeszłość zapukała do twoich drzwi i z butami wdarła się do umysłu, który już zdążył zakopać niektóre wspomnienia. Przymykasz ze zmęczenia oczy i jak przewidywałem lądujesz w basenie. Machasz chaotycznie rękami, ale przecież lubisz być na dnie, więc nie musisz się wysilać. Odrzucasz pustą już butelkę za siebie i podpływasz do krawędzi. Otrzeźwiałeś trochę, więc może przy odrobinie szczęścia uda ci się posłużyć różdżką, aby osuszyć ubranie. Zanim jednak dotarłeś do miejsca gdzie pozostawiłeś cały swój dobytek ściągasz koszulkę, która nieprzyjemnie przykleiła się do ciała. Teraz lepiej, co nie? A mówiłem już dawno żebyś się rozebrał. Nawet jesteś zadowolony, że nie ma nikogo kto mógłby podziwiać twój upadek do wody. Jednak nie mów hop… Zatrzymujesz się w pół kroku, bo na twoim leżaku ktoś siedzi. Z daleka nie jesteś w stanie dojrzeć, ale jakiś cichy głosik z tyłu głowy podpowiada, że ta noc nie skończy się dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Pią Wrz 11 2015, 20:47

Było coś niesamowitego w nocnych przechadzkach. Cisza. Samotność. Wielu ludzi nienawidziło nocy. W nocy człowiek stawał się swoim największym wrogiem. Ale nie ona. Ona lubiła siebie taką jaką była. Nie miała sobie przecież nic do zarzucenia. Prócz niewielkich niedoskonałości ciała, ale każdy je posiadał. I tak wiedziała jak je ukrywać, więc czym się przejmować? Charakter już dawno zdążyła wypracować i cele… Cele były najważniejsze. Żebyś wiedział co czego dążył. I należało mieć pasję. Ona… na pewno też jakąś miała. Chociaż niewielu ją znało. Przechodząc obok siatki ogradzającej basen, nie planowała się tu wcale zatrzymywać, ale jakiś odgłos zza ogrodzenia ją zastanowił. Przystanęła w miejscu, obracając z wolna głowę w tamtym kierunku. Zrzuciła z siebie lekką, skórzaną kurtkę, przerzucając ją przez płot, zanim wspięła się na niego, przeskakując zgrabnie na drugą stronę. Przynajmniej dopóki nie nastąpiło twarde zderzenie z rzeczywistością. Inaczej zapamiętała takie wyczyny w Nowym Orleanie. Tam wypracowała sobie bardziej wprawne ruchy. Kucnęła tylko na chwilę, przytrzymując chwilę dłonie przy obolałych kostkach, po których przeszedł jej prąd przy nieamortyzowanym skoku, a zaraz potem zgarnęła kurtkę z ziemi, otrzepując ją z piachu.
Dostrzegając Jego sylwetkę w nikłym blasku, jaki dawał wyłącznie sam księżyc, zmarszczyła brwi, upewniając się czy na pewno oczy jej nie mylą. Ale to musiał być on. Pamiętała go dokładnie. Jego sylwetkę, sposób poruszania się. Nawet jeśli dzisiejszego dnia był bardziej nieporadny. Oparła dłoń na biodrze, obserwując z kpiącym uśmieszkiem feralny upadek. Miał szczęście, że nie chciała go nigdy potem komentować. Zajęła miejsce na leżaku, z dobrym widokiem na ten teatrzyk. W tym momencie rzucił jej się w oczy pozostawiony tu przez Niego ekwipunek. Dalej nie znała jego imienia, ale może zawartość torby mogła zdradzić o nim więcej niż tak błahe rzeczy. Bez zawahania sięgnęła po jego własność, bardzo wnikliwie badając wnętrze wora. Kilka pustych flakoników i cholera wie co jeszcze, niewiele jej mówiło. Wyciągnęła jeden z nich, obracając go w dłoniach.
W momencie, w którym ją zauważył, spoglądała na niego z nad szkła, z zainteresowaniem. Odrzuciła buteleczkę na swoje miejsce, prostując się. Noga założona na nogę, swobodna pozycja, chociaż wkraczała w jego prywatność, zdecydowanie spokojna mimika twarzy, świadczyła o tym, że czuła się bardzo luźno. Wplotła dłoń we włosy, opierając głowę na ręce, kiedy jej wzrok, z jego twarzy, bezwstydnie zbłądził na tors. Powoli przeciągała spojrzeniem po jego ciele, przyglądając się wyraźnie zarysowanym mięśniom. Cienie, jakie dawało obecne światło tylko czyniło ten widok bardziej interesującym. Uśmiechnęła się kątem ust, nie podnosząc się z leżaka. Po prostu na niego patrzyła, czekając aż ruszy w jej kierunku i odległość między nimi zmieni się na tyle, żeby mogła mruknąć cicho:
Cześć, mon cher.
Nienaganny tylko w niektórych słówkach francuski akcent przeciął ciszę panującą wokół. Jej głos, melodyjny i cichy, rzucony w eter, zdawał się zmięknąć w tym otoczeniu, zanim dotarł do jego uszu.
Dochodzimy do punktu, w którym się przede mną odsłaniasz, kochanie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pią Wrz 11 2015, 21:52

Nie zatrzymał się na długo, nie dał wybić się z rytmu. Po prostu nie spodziewał się tutaj o tej porze nikogo. Żałuje tylko tej resztki ognistej, która rozpłynęła się po basenie. Mogłaby się teraz przydać jak nigdy, bo z niewiadomych przyczyn zaschło mu w ustach. Działasz na niego w dziwny sposób, którego nie umie określić. Nie żeby poświęcił temu dużo uwagi. Po drugim drinku i trzecim buchu udaje mu się zapomnieć o rzeczach, które na trzeźwo go irytują. A może intrygują? Z tobą jest tak dziwnie, że bez problemu możesz się znaleźć w obydwu kategoriach. I jeszcze kilku innych, które przychodzą mu na myśl jak tylko usłyszy twoje imię. Mira. Zapamiętał, chociaż nie chciał mieć z tobą nic wspólnego. Jest niemal pewien, ze to zdrobnienie, ale nie wie od czego. Tak, o tym też zdążył pomyśleć zanim zamówił drugiego drinka. Siedziałaś mu przed oczami o wiele za długo i zbyt intensywnie. Odpuścił sobie nawet warzenie eliksirów. W obawie przed tym, że zniszczy drogie składniki które ma obecnie na wykończeniu. Dlatego nim wieczór zdążył się zacząć on leżał pod stołem, bo chciał wypić jak najwięcej w obawie, że może jeszcze pojawisz się w jego myślach. To wszystko było tak tylko na wszelki wypadek.
Z daleka nie widział, że grzebałaś w jego plecaku, ale jak tylko omiótł spojrzeniem miejsce gdzie siedzisz, dostrzegł, że coś jest nie tak. Zwija jeszcze mokrą koszulkę w kłębek i kiedy znajdujesz się na wyciągnięcie ręki bez ostrzeżenia ciska ją w twoją stronę. I ma tylko nadzieję, że nie wykażesz się refleksem.
- Znalazłaś coś ciekawego? - rzuca niby od niechcenia, ale tak naprawdę w środku zaczyna się w nim gotować. Nikt nie lubi kiedy grzebie się w jego rzeczach, a już na pewno on. Zawsze ma przy sobie coś przez co może wpaść w kłopoty, ale ty nie musisz o tym wiedzieć. I tak wiesz za dużo, co jak tylko sobie przypomni drażni go jeszcze mocniej. Skoro i tak już wywróciłaś wszystko do góry nogami nie kłopocze się, aby przyciągnąć do siebie swoje rzeczy. Teraz to bez znaczenia. Zachodzi tylko głowę jak długo tutaj siedzisz i jak wiele miałaś czasu na spokojne przeglądanie jego własności. Już nie żałuje, że wpadł do basenu, bo to chociaż trochę go otrzeźwiło. Jednak i tak za mało na kolejną potyczkę z tobą. - Ostatnio jako amulet nosiłem uschnięty język dziewicy, ale przegrałem go w karty. Myślę, że twój idealnie zastąpi tamten - mówi spokojnie, a kiedy słowa kończą wypływać z jego ust, przygryza zwyczajowo wargę. Patrzy na ciebie, jakby serio rozważał to co przed chwilą powiedział. Marnym byś była amuletem, ale przynajmniej w końcu byś zamilkła. To zawsze jakiś plus - Mam w plecaku tępy nóż, który nada się do tego idealnie. Zaklęcia są przereklamowane.
Nie ma zamiaru stać dalej w mokrych rzeczach. Nie zważając na ciebie zdejmuje spodnie, a później bokserki. Wyciera się ręcznikiem, który leżał zwinięty pod jednym z leżaków, a później przepasa się nim w biodrach. Wszystko czego potrzebuje ma w plecaku, ale ten leży za tobą. Więc wyciąga tylko rękę w wymownym geście ze złośliwym uśmiechem, pod którym kryją się niewypowiedziane słowa. Chociaż raz poszedł po rozum do głowy i nie skomentował wszystkiego. Ciekawe tylko jak długo wytrzyma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Pią Wrz 11 2015, 22:37

Nie przeglądała jego plecaka aż tak długo. Zawiesiła na nim spojrzenie, ciekawa, dlaczego zawsze zadawał jej pytania, właśnie w ten sposób, w jaki je ujmował. Jakby obawiał się tego, czego jeszcze mogła się o nim dowiedzieć. Czyli nie wiedziała jeszcze wszystkiego? Zgadywała, ze mogło tak być. Przecież byli sobie zupełnie obcy. Ot co, facet, który zgwałcił dziewczynę, czego może nie była naocznym świadkiem, ale co dokładnie wiedziała, pamiętając dobrze okoliczności ich spotkania. Uśmiechnęła się kwaśno. Dlaczego próbowała zrozumieć… akurat jego? To była chyba jej ogromna wada. Nie lubiła nie znać człowieka. Chciała znać wszystkie jego wady, zalety, każdą słabość, przede wszystkim. Bo kiedy już poznało się czyjeś słabości, można było je odpowiednio wykorzystywać. Tak jak znała własne. Dlatego manipulowała nimi. Lękami, obawami, złymi wspomnieniami. A miała się czym pochwalić. Wbrew wszystkiemu też miała swoje fobie. Własne krzywe zwierciadło. Tylko zaglądała w nie często, żeby nie wyjść z prawy, jak tonie się w gównie. Tonęła w nim wprawnie. Nie z klasa. Nie dało się z klasą tonąć w takim burdelu, ale mogła udawać, że był to dla niej chleb powszedni. On był inny. Uciekał od przeszłości. W alkohol, w ciężkie używki. Nie wiedziała jeszcze tylko dlaczego.
Ani co znalazła w jego plecaku.
Głębokie dno — zaryzykowała stwierdzeniem, nie mówiąc nic i mówiąc jednocześnie wszystko. Bo taki był jej sposób prowadzenia rozmowy. Wpatrywała się w jego tęczówki, trochę przymglone, jeszcze chyba nie dość trzeźwe. Musiał się bardziej postarać, jeśli chciał wyjść w tej rozmowie z twarzą. Uśmiechnęła się do niego rozbawiona jego słowami. Zanurzyła smukłe palce we wnętrzu jego plecaka, szukając tępego ostrza o którym mówił. Nie spuszczała wzroku za często na fakturę materiału, który plątał się jej między palcami, jak i zimne fiolki, ocierając się nieprzyjemnie o jej opuszki. Zerkała jednak co jakiś czas na niego. Przezornie, wolała go mieć na oku. Nie powiedziałaby dla bezpieczeństwa. Tylko naiwni wierzyli w prawdziwe bezpieczeństwo przy kimś, kto był w stanie kiedyś w przeszłości tak mocno skrzywdzić człowieka. Ona po prostu przygotowywała się na zagrożenie. To było chyba coś co najlepiej dostosowywało ją do jego towarzystwa.
Mówisz? Słaby byłby amulet z niedziewiczego języka — mruknęła uśmiechając się do niego w ten najbardziej nieznośny sposób. Kokietowała go, chociaż robiła to świadomie, wcale nie czekała na to, że złapie haczyk. Oblizała lekko wargi, zagryzając dolną z nich, kiedy przyglądała się jego następnym poczynaniom. W szczęśliwym momencie, może wcale nie chciała minąć się z bluzkę, którą rzucił w jej kierunku, ale wychyliła się do przodu, przesuwając się na leżaku bliżej niego. Koszulka przeleciała jej koło ramienia. No cóż… nie trafił. Ale przynajmniej mógł być pewien, że nie minęła się z nią umyślnie. Uniosła do niego spojrzenie, uciekając nim od twarzy, przez tors, niżej. Owszem, zdecydowanie była większą pasjonatką kobiet, ale nie potrafiła nie docenić męskiego ciała. Nie planowała nawet ukrywać swojego spojrzenia, które zachłannie objęło odsłaniane przez niego fragmenty jego ciała. Wstała, kiedy akurat on zdążył opleść luźno biodra ręcznikiem, wyciągając w jej kierunku dłoń. Plecak wylądował gdzieś za leżakiem. Odrzuciła go do tyłu, w dłoni trzymając jedną tylko rzecz. Zimna stal dotknęła jego skóry, tuż obok kości biodrowej. Dziewczyna delikatnie obróciła nadgarstek. I tyle starczyło. Ostrze obróciło się, dotykając ostrą krawędzią męskiego ciała, ale nie ranił go do krwi. Nie zostawiła żadnego śladu. Tylko ręcznik podważony tym ruchem opadł na ziemię. Już chwilę potem, mężczyzna nie mógł wiedzieć kiedy, ale dziewczyna, trzymając jedną dłonią przegub jego ręki, wyciągnęła ją po nóż. Jego rękojeść zatrzasnęła w Twojej dłoni, cały czas patrząc Ci w oczy.
Touché. Jeszcze nie słyszałeś mnie jak śpiewam — mruknęła prawie szeptem. Naprawdę szkoda byłoby pozbawiać ją możliwości wydania z siebie tak pięknych tonacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Wrz 12 2015, 14:58

To co się dzieje w jego nietrzeźwym umyśle trudno określić jednym słowem. Nawet całym ich ciągiem jest to niemożliwe. Bestwisz się nad nim i wyraźnie sprawia ci to radość. A on błądzi, próbując wyjść z tego z twarzą, którą zatracił już dawno. Gdzieś w połowie pierwszej butelki. Nawet orzeźwienie niewiele mu daje. Jest powierzchowne i tylko pozornie zyskał coś dzięki niemu.
- Głębokie? Jak twoje gardło? - chwyta się tanich sloganów zaraz plując sobie w brodę, że upada z każdym słowem jeszcze niżej. Sama powiedziałaś, że musi siebie nie szanować, więc teraz masz kolejne potwierdzenie swoich słów. Które tylko pozornie nie zrobiły na nim wrażenia. Jednak nie wiesz tego. Możesz zgadywać, że jest inaczej albo zdajesz sobie z tego sprawę lepiej niż on sam. Już gubi się w tym co nosi w plecaku. Co przegrał w karty, a co sprzedał, aby mieć na kolejną butelkę. Smutny jest jego żywot, ale nie zwierzy ci się z tego. Najwyżej usiądzie w samotności i załka jak małe dziecko. Zakwili nad sobą, ale nie przyniesie to oni krzty ukojenia. Wie, bo próbował. Pozory. Trzyma się ich kurczowo jak tonący brzytwy. Ranić przy tym nie tylko ciało, ale i duszę którą dawno zostawił w czyiś rękach. Nie stawiaj więc na niego, ani galeona. Bo przegrasz z kretesem.
Miażdżysz go. Nieprzewidywalnym zachowaniem i spokojem. Wziął głębszy oddech, aby nie powiedzieć zbyt wiele i nie zdradzić kolejnych rzeczy, które pragnie zachować tylko dla siebie. Schować jeszcze mocniej w pamięci, zakopać możliwie jak najgłębiej. Nie jest w stanie przewidzieć twojego kolejnego ruchu, nie umie odczytać nic z twojej twarzy i to niepokoi. Nigdy nie był mistrzem w interpretacji cudzych uczuć, ale przy tobie ponosi konkretną porażkę za każdym razem. Rzucasz mu rękawice, którą bez wahania wszystkiego podnosi. Schyla się po nią i wtedy zaczyna rozumieć, że popełnił błąd. Jest jednak na późno na wycofanie się. Nie da ci satysfakcji, nie odsłoni się jeszcze mocniej. Będzie brnął dalej dopóki starczy mu tchu, a może i jeszcze dłużej. W końcu tonął nie raz, a inni go ratowali. Szlachetność była zawsze przereklamowana. Patrz na niego z odrazą. Z grymasem na twarzy jakby ktoś pod nos podsunął ci gówno. Nie rozmawiaj z nim, bo tylko mieszasz. Mącisz coś co od długiego czasu spokojnie stało. Przyzwyczaił się do tego tak mocno, że teraz jest zdezorientowany, a ty nie dajesz mu chwili. Nim zdąży złapać oddech rzucasz w niego kolejną kłodą, która ma go ściąć z nóg. Desperacko stara się utrzymać i nim zdąży złapać równowagę, kolejna leci w jego kierunku. Narzucasz mu tempo, które ledwo utrzymuje. Jednak z jego postawy wynika, że wciąż mu mało. Nie mruży oczu i nie ucieka wzrokiem. Prowokuje i jest prowokowany. Nie zna zasad tej gry, ale chętnie zobaczy gdzie są jej granice. Przyjmuje wyzwanie.
- Wycięcie przez gardło jest trudniejsze, ale daje więcej satysfakcji - wprawnie złapał rękojeść noża i wolną dłonią rękę, którą mu podałaś narzędzie. Wykręcił ją bez wahania i zaraz już stoisz do niego tyłem, a on nożem zabiera twoje włosy z szyi. Jeszcze nim nie dotyka delikatnej skóry, ale spokojnie. Zdąży. Ma czas. Nie czuje się komfortowo stojąc za tobą zupełnie nagi. Nie ufa swojemu ciału, ale nie schyla się po ręcznik, który obecnie leży na jego stopach. Drażni go to i wprawnym ruchem przesuwa go na bok. Wciąż masz jeszcze zaśpiewać, więc proszę, pokaż na co cię stać. Ostrze dociska gdzieś na wysokości obojczyka i leniwym ruchem przesuwa w górę. Nie ma wyczucia, robi to mocniej niżeliby chciał. Nie zostawia za sobą krwawego śladu, ale doskonale czujesz ostrze, które zatrzymuje zaraz przy twoim uchu - Co powiesz jeszcze na to, aby powiększyć ci uśmiech. Będziesz piękniejsza niż teraz, a przecież wszystkie tylko do tego dążycie - drażni się z tobą, mocniej dociskając nóż. A w miejscu gdzie to robi pojawia się niewielka kropelka krwi. Wciąż kontroluje nacisk na wykręconą dłoń, zwiększając ją wedle uznania, a może testując twój poziom bólu. Nie wiem, niby siedzę w jego głowie, ale nie mogę nic z niej teraz odczytać. Może tobie się to uda? W końcu jesteś w tym najlepsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Wrz 14 2015, 21:46

Uśmiechnęła się do niego. Głębokość gardła mógł sprawdzać sam, skoro już zadeklarował się odcinać jej niedziewiczy język na bardzo dziewiczy amulet. Przemilczała jednak temat, kwitując go tylko tym uśmiechem. Nie bawiła jej ta treść, ale też w żaden sposób nie obrażała. Należało się bardziej postarać, żeby zdenerwować Mirabelle, o ile to w ogóle było możliwe. Zdawało się czasem, że ją modła wyprowadzić z równowagi tylko ona sama, skoro większość rzeczy, które doświadczała traktowała z przymrużeniem oka, odbierając to, co chciała odebrać. Tym razem jego bardzo desperacką próbę stoczenia tej dyskusji na prawidłowy tor. Tylko jeszcze bardziej zboczył tym z drogi. Ale Mira nie była tu po to żeby wskazywać mu ścieżkę. Od mącenia, wbrew pozorom, też nie. Ona sama pozwalała mu wybierać, gdzie sam chciał dojść, a że sam zaganiał się dokładnie w te miejsca, w których czuł się dokładnie tak, jak się czuł. Leblanc na to nic nie potrafiła, ani chyba nie chciała poradzić. Ani na gesty, jakie jej okazywał. Ręka, pamiętająca jeszcze jego ciężki dotyk, obarczona kilkoma, blaknącymi dopiero siniakami, została wykręcona do tyłu. Prawie w tym samym momencie ściągnęła nadgarstek w miejsce, w którym sprawiał jej swoim ruchem najmniej bólu. Obróciła głowę w jego kierunku, patrząc na bok jego twarzy, bo tylko tyle była w stanie dostrzec. Opuszki palców musnęły skórę jego podbrzusza, jak tylko szarpnął ją w swoim kierunku, blokując w tym pełnym agresji uścisku. Jej ruchy były zupełnie inne, delikatne smagnięcia paznokci sprawiały wrażenie, jakby dotykała jego skórę opuszką, zresztą zaraz, dla złagodzenia, wierzchem wykręconej dłoni połaskotała ciepłą skórę za sobą. Ponieważ żadne z nich nie znało granic.
Sam wyznaczył im brak zasad, dostosowała się.
— Próbowałeś już? — spytała zadzierając głowę do góry, uśmiechając się do niego nieznacznie zanim, przechyliła lekko szyję, mrużąc przy tym delikatnie oczy, w momencie, w którym poczuła jak ostrze, od tego ruchu wbija się głębiej w jej skórę, ale zaraz je uchyliła patrząc wysoko w księżyc nad ich głowami. Uchyliła wargi, wypuszczając z ust ciepły, miarowy, jak od początku dyskusji oddech — Bo trzymasz krawędź noża o dwa cale za wysoko.
Wolną rękę, której nie trzymałeś w swoim uścisku, podniosła do góry, przez chwilę przemknęła ona obok ostrza, między nim, a Twoim ramieniem, zanim spoglądając przed siebie, odnalazła ręką Twój kark, gładząc go opuszkami palców, chwilę potem lekko masując, przymykając oczy. Ten spokojny ruch ją odprężał. W taki sposób, że nawet kiedy wbiłeś ostrze w jej delikatną skórę, pozwalając skromnej kropelce krwi spłynąć po jej szyi, zginąć w biuście, pozostała opanowana. Zagryzła własną wargę, też do krwi. To tylko… jedna kropla. Ssąc lekko własną wargę, zacisnęła palce na Twojej szyi.
— Nie podoba Ci się mój obecny uśmiech?
Zaśmiała się, ale krótko, bo drżenie strun, powodowało bolesne starcie się z krawędzią ostrza, które zarysowało płytko rankę na jej skórze, wzdłuż całej długości noża.
— Nie zmieniłabym w sobie nic — mruknęła szeptem. Tak, żebyś wiedział, ze nie dałeś szansy jej śpiewać. Mówić nawet, bo każde poruszenie ustami odbijało się nieprzyjemnym dyskomfortem na krtani. Ostrze było tak ciężkie, jak Twoje intencje. Docisnęła się do Twojego ciała, oddalając się tym samym od ostrza, wbijanego w jej skórę, choć musiała wykręcić sobie przy tym bardziej rękę do góry, zaciskając jednak wargi, nie wydając z siebie żadnego stęknięcia.
— Kiedy już skończysz tą grę… — już nawet uśmiechnęła się do swoich myśli, ale nie skończyła wypowiedzi. Nie miała nawet gwarancji, że chciał skończyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Wrz 14 2015, 23:18

Zaczął kroczyć po kruchym lodzie w nieznanym kierunku, bez różdżki i pomocy przyjaciela. Jest sam, ale to żadna nowość zdążył odepchnąć od siebie wszystkich wartościowych ludzi, a zostawił tylko tych gówno wartych. Brawo, Bastian! Oby tak dalej. Aż mam ochotę poklepać go po plecach. Kpię z niego przy każdej nadarzającej się okazji, co tylko pcha go do kolejnych desperackich ruchów. Szamota się, a liny zaciskają mocniej. Niby swoje już przeżył, ale wciąż popełnia te same błędy. Aż przykro patrzeć jak chowa się za maską, a ty sprawiasz, że w jednej sekundzie jest ona gówno warta. Niby ma nad tobą przewagę, a nie umie jej wykorzystać. Przyczyniają się do tego narkotyki i alkohol, których nadużywa, choć obiecuje sobie za każdym razem, że to ostatni raz. Nie myśli trzeźwo. Nie przewiduje, nie składa wszystkiego w całość. Ma puzzle, ale brak mu woli do poskładania ich. Woli machać na oślep rękami licząc, że w końcu trafi w odpowiedni punkt. Chciałby. A nawet jeżeli mu się uda to tego nie zauważy. Mógł więcej pić dzisiejszego wieczoru, a byłoby mu łatwiej. Zbyt często patrzył za siebie i dlatego zabłądził. Stracił z oczu cel.
Pomóż mu kto go znaleźć…
- Przekonasz się czy zrobię to wprawnie, czy na wyczucie - nadal nie zamierza przestać. Brnie ślepo w kierunku, który jest zły i nie słucha głosu, który mu podpowiada, aby przestał. Nie wzrusza go uwaga o tym, że trzyma nóż na nieodpowiedniej wysokości. Zdąży jeszcze go przesunąć kilka razy zanim zdecyduje co dalej. Chce poczuć strach. Cokolwiek, aby wiedzieć, że nie jesteś bezduszna. A może jesteś? Uczucia są przereklamowane, a strach dla słabych. Są jednak we wszystkim pewne granice, których przekroczenie źle się kończy. Wie coś o tym. Już dawno jest po tej drugiej stronie, ale nadal oszukuje się, że jest inaczej. Może tak bez końca. Bestwić się nad sobą i karać, ale wciąż mu będzie mało. Nazwij go masochistą. Zwierzęciem. Bydlakiem bez serca. Wykrzycz mu w twarz, że jest nic nie wartym śmieciem. Każ mu wrócić do przeszłości. Zmierzyć się z nią i dopiero później pozostawić za sobą, bo inaczej nadal będzie krążył po lodzie bez różdżki czy chociażby wizji pomocy. Ofiaruj mu coś, a później zgnój. Niech czuje upokorzenie, ból i strach. Wymaga tego od ciebie, ale sam nie jest chętny, aby cokolwiek pokazać. Woli się nieudolnie kryć za tym co przez lata kreował. Tylko, że jest jeden mały szkopuł, który wszystko psuje. Byłaś wtedy i nagle pojawiasz się teraz. Nie masz pojęcia co się działo przez te lata, nie widziałaś jak walczył ze sobą i coraz bardziej się staczał. Wkraczasz i myślisz, że wiesz wszystko, a tak naprawdę gówno wiesz. Może jest zdolny do tego, aby jednym płynnym ruchem rozkroić ci gardło? Może źle go odczytałaś? Nic nie stawiaj za pewnik. Nie kiedy masz do czynienia z Bastianem.
- Czegoś w nim brakuje - patrzy uważnie na każdy twój najmniejszy ruch. Już nie bawi się w rozszyfrowywanie ciebie. Walenie głową w mur ma też swój koniec, a jego właśnie teraz nastał. Nie odsuwa się, chociaż mocno na niego napierasz. Stoi nadal w tym samym miejscu, może się zdawać, że przyrósł do niego. Póki będzie w stanie utrzymać równowagę tak właśnie będzie. Przestaje się z tobą bawić. Przesuwa nóż na policzek i wyznacza linię dzięki której twój uśmiech będzie pełniejszy. Zostawia na skórze zaczerwienioną kreskę, którą wystarczy tylko pogłębić. Patrzy z uśmiechem na zalążek swojego działa.
- Jeszcze jej nie zacząłem - kłamie, ale trwa ona tak długo, że sam zapomniał kiedy to było. Wypycha z myśli to pytanie, bo rodzi od razu zbyt wiele odpowiedzi. Przywołuje wspomnienia, które przecież tak skrupulatnie zakopywał. Powiedziałaś o kilka słów za dużo. Ma wrażenie, że to nie on prowadzi swoją rękę tylko ktoś zupełnie inny. Nóż przesuwa się po twoim policzku, a spod niego wypływają strużki krwi, których jest coraz więcej. A on stoi i nie przerywa, czuje jakby czas się wokół niego zatrzymał. Jakby patrzył na wszystko z boku, a był sprawcą wszystkiego.
Kiedy tak nisko upadłeś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Wto Wrz 15 2015, 11:57

— Wolałabym nie chcieć się tego dowiadywać — mruknęła prawie szeptem, nie wiadomo czy do Ciebie czy do siebie. Nic nie było w porządku w tym, jak dalej potoczyło się wasze spotkanie. W jednym momencie Mirabelle ciągnęła za wszystkie sznurki, w drugim, nie zrobiłeś niczego co mogło ją zaskoczyć, ale za to, niezadowolić. Nie lubiłeś sprawiać kobietom przyjemności, prawda? Wolałeś, żeby to był ból, czyż nie? Ale czy ten, fizyczny, jaki jej zadawałeś, naprawdę krzywdził ją w poważny sposób? Mogłeś oszpecać jej twarz, chociaż szkoda tych równych rysów, nienagannie gładkiej skóry, teraz rozcinanej przez krawędź ostrza. Syknęła w stłumiony sposób, mimowolnie opuszczając swoją wolną dłoń ku sobie. Nie przepraszała, bo nie miała za co. Nie prosiła, bo nie miała o co. Nie okazywała strachu, bo nie bała się fizycznego bólu. Nie skomlała, tylko dlatego, że będzie miała w tym miejscu bliznę. Nie była żadną z kobiet jaką znałeś. W gruncie rzeczy, była dość wyjątkowym człowiekiem. Nie mogła, nie chciała i nie okazałaby Ci słabości, nawet wiedząc, czym mogła to przypłacić. Była na to… zbyt obojętna wobec życia.
— Może brakuje mu szczerości? — zasugerowała ochryple, bo nawet wtedy, kiedy zachowywała zimną krew, ciało wiedziało, jak reagować samo. Zaschło jej w gardle z pierwszym momentem, w którym z jej policzka poleciały poważniejsze strużki słodko wyglądającej, żywo czerwonej krwi. — ranisz mnie. Trudno, żeby mój uśmiech mógł Cię teraz przekonywać.
Nie było poprawnej złości w sposobie, w który nagle, wolną cały czas ręką, wymierzyła w Ciebie różdżką. Tylko zdrowa analiza. Instynkt samoprzetrwania.
— Reducto — szepnęła, a proste zaklęcie, odrzuciło Cię do tyłu, aż na krawędź basenu. Siła odrzutu zwaliła Cię do tyłu. Znów wylądowałeś w wodzie. Potrzebowałeś otrzeźwienia. A ona stała dalej, obserwując Cię z lekkiego dystansu. Oprzytomniej… bo dalej jesteś tylko zapijaczonym cieniem człowieka, bez samokontroli, bez cienia rozsądku. A może specjalnie zostawiłeś ją uzbrojoną, żeby mogła się przed Tobą obronić? Mogła tylko zgadywać. Kucnęła przed Tobą, przy załamaniu dna basenu kolejnym zaklęciem oddalając od Ciebie ostrze. Krew plamiła jej szyję, spływając z policzka, więc starła ją skrupulatnie dłonią, oblizując wargi z metalicznego smaku.
— Chcesz mnie znów krzywdzić? — spytała, szukając Twojego spojrzenia. Była masochistką, albo była po prostu odważna w swojej głupocie, bo mogłeś być pewien, że nie naiwna, nie okazując Ci strachu.
I wyciągnęła do Ciebie dłoń…
Bo jeszcze nie byłeś tak do końca stracony, wiesz?
— To nie wykorzystuj do tego siły, ani ostrych narzędzi. Życie chuja wszystkich równo. Znajdź lepsze sposoby upodlenia.
Co zamierzałeś teraz zrobić?
Zdradzić wyciągniętą w Twoim kierunku dłoń?
Mogłeś jej nawet złamać rękę… jeśli byś chciał, bo swoją różdżką odrzuciła drugą ręką za siebie, wpatrując się w skupieniu w Twoje oczy. Nie zrozum mnie źle. Ona nie ufała Tobie. Nie mogła. Gdyby chociaż przez chwilę sobie pozwoliła, zawiódłbyś jej zaufanie już setki razy, choć nawet nie znaliście się tak długo. Za to mocno wierzyła w swój własny instynkt. Nie poddawała go żadnym, najmniejszym wątpliwościom. To właśnie on kazał jej działać właśnie w ten sposób.
— Nie jestem Twoim wrogiem. Jesteś nim sam dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 32
Skąd : sandavágur, wyspy owcze
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 152
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11454-bastian-madsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11456-uwarze-dla-ciebie-specjalny-eliksir#307898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11457-co-dzis-potrzebujesz#307899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11458-bastian-madsen#307901




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pią Wrz 18 2015, 10:44

Wolałby , aby ciebie tutaj nie było. Ale nie można mieć wszystkiego. W innym wypadku... Gdybanie odłóżmy na inny czas, a jeszcze lepiej na nigdy. Nie chciałbyś w tym kierunku podążać jeszcze mocniej zatapiając się w beznadziei i gównie. Masz tendencję do tego, więc uważaj, bo kiedyś nie wypłyniesz. Nie znajdziesz w sobie tyle siły, aby to zrobić, a moje marudzenie na niewiele się zda. Nie będzie mi ciebie szkoda. Zasługujesz na o wiele gorszy los, każdym swoim zachowaniem przypieczętowując wszystko co najgorsze. W tej chwili nie jest inaczej. Wbiłeś się w skórę jak w masło, nie zawahałeś się choć powinieneś. Przekraczasz kolejny próg. Podążasz głębiej, a jeszcze przed chwilą szeptałeś, że dążysz na powierzchnię. Wybacz. Nie powiedziałem, że to w przeciwnym kierunku.
Nie wiesz kto kieruje twoją ręką, ale nie próbujesz się temu przeciwstawić. Widzisz już pierwsze efekty swoich czynów, jednak to wciąż mało. Nie oprzytomniejesz. Znów zawędrowałeś za daleko i nie umiesz wrócić. Kaleczysz, bo to wychodzi ci najlepiej. Tylko, że do tej pory nie potrzebowałeś do tego ostrych narzędzi. Zawsze znajdowałeś inny sposób, ale widać kiedyś musi być ten pierwszy raz. Pytanie tylko czy to cię podnieca i będziesz chciał więcej? Odsłoń się, Bastian. Zareaguj, żebym wiedział czy przypomnieć ci, aby naostrzyć noże...
Nic nie mówisz. Milczysz, a krew spływa po jej policzku. Powiększasz ranę na policzku, nie zważając na to, że przecież masz przed sobą człowieka. Istotę, która też ma uczucia jak ty. Oprzytomnienie przychodzi w momencie, którym lądujesz w basenie. Nie do końca zdajesz sobie sprawę z tego co się stało, a twój zaćpany mózg zdaje się jeszcze bardziej wszystko utrudniać. A chciałeś tylko spokojnie spędzić noc. Jesteś pod wodą i na chwilę chcesz pod nią zostać. Już na zawsze. Taki rodzaj ucieczki, może nie najlepszy, ale zawsze jakiś. Jednak po chwili wynurzasz się na powierzchnię i łapiesz łapczywy oddech. Wciąż mało, aby zacząć myśleć trzeźwo.
- Ty suko - mówisz ostrzej niż początkowo zamierzałeś, ale nie szkodzi. Próbujesz zepchnąć na nią winę za wszystko co się tutaj wydarzyło. Gdyby nie znalazła się w tym samym miejscu co ty, spałbyś spokojnie na jednym z leżaków. Znów przyśniłby ci się koszmar z którego nie umiesz się obudzić i dopiero nad ranem, zlany potem odrzuciłbyś od siebie wszystkie obrazy, które nocą jawiły się w twojej głowie. Zamiast tego masz nią. Który koszmar jest gorszy?
- Lubisz być krzywdzona? Ból cię podnieca? - obijasz piłeczkę i zanurzasz się w wodzie. Odpływasz, aby nie musieć patrzeć w jej oczy, przynajmniej jeszcze przez chwilę. Dopiero po chwili wracasz na poprzednie miejsce i odpowiadasz na jej spojrzenie. Wzrok masz zimny, nieprzenikniony i nie wyrażający kompletnie nic. Próbujesz zachować spokój, choć w środku wszystko buzuje. Miesza się wiele emocji, ale tłumisz je. Póki co skutecznie, ale co będzie później? Uda zachować ci się rozsądek? Sięgniesz po wyciągniętą dłoń czy odtrącisz jak wszystko inne. I wszystkich.
Już od tak dawna nikt nie wykonał w twoim kierunku takiego gestu, że szukasz podstępu. W każdym najmniejszym słowie. Geście. Skinieniu palcem. We wszystkim. Nie wiem dlaczego, bo niczego sobą nie reprezentujesz. Nie masz nic cennego. Jesteś nikim, więc jak już ktoś wyciąga dłoń to nie dlatego, że coś od ciebie chce. Jesteś marnym cieniem człowieka. Czarodziejem, który przez większość czasu nie jest w stanie używać różdżki, bo jest na to zbyt pijany i naćpany.
- Będziesz mi teraz pierdoliła takie gadki. Zobacz co ci zrobiłem. Nie zawahałem się nawet na sekundę, a ty nadal tu jesteś - wyskakujesz z basenu i schylasz się po ręcznik, aby ponownie nim się przepasać, może tym razem pozostanie z tobą dłużej - Wiesz co zrobiłem wcześniej, więc lepiej spierdalaj póki jeszcze możesz - podchodzi do ciebie i zbiera włosy z policzka który przed chwilą ranił. Nie zważając na to czy może cie to boleć przesuwa po ranie palcem, rozmazując krew jeszcze mocniej. Chce ci pokazać, że to jest prawdziwe. Uświadomić ci, że powinnaś przed ni uciekać, a nie wyciągać w jego kierunku pomocną dłoń - Myślisz, że coś zmienisz takim gadaniem? - nadal trzyma twoją twarz w dłoniach i nie przestaje wpatrywać się w twoje oczy. Zrozum, jego nie da się uratować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Pią Paź 02 2015, 23:21

Dłoń, którą wystawia w jego kierunku zostaje zignorowana. Nie rusza jej to? Jak wiele rzeczy, można by powiedzieć. Ale przecież on jej wcale nie zna. Nie próbuje jej poznać. Nie ma żadnej gwarancji czy nie jest to tylko poza. Ona się nie otwiera. Nie daje mu sposobności, żeby zajrzał głębiej, dostrzegł ją, taką jaką była. A widziała, jaką, tylko ona sama. Nie miała w zwyczaju z kimkolwiek dzielić się swoim usposobieniem. Dla świata była pustą lalką. Tylko, że manewrowała sobą sama. Skorupa, która działała, jak chciała, w zależności od okoliczności. Uśmiecha się pod nosem do siebie, chociaż nie ma dlaczego. Mężczyzna właśnie ją lekceważy. Mija ją, a ona z dalej wyciągniętą ręką przed siebie, powoli obraca się w jego kierunku. Cofa rękę, jeszcze wolniej, opierając ją na chwilę obok siebie, zanim wstanie. Kiedy wstaje, jej włosy falują za nią, z wiatrem przerzucając się z ramion na plecy. Podchodzi do niego, wpatrując się w jego tęczówki oczu, dokładnie tak, jak ona sama chce. Jeśli coś widzi, nic nie mówi. Jeśli coś czuje, nic nie pokazuje. Jeśli jest głupia, to ma wyjątkowo mądre spojrzenie. Nie cofa się, ale już wiesz, że nie robi tego nigdy. Nie opiera się mu, mimo, że potrafi i już to udowodniła. Milczy. To akurat coś nowego. Śledzi go spojrzeniem bardzo uważnie, cofając się dopiero moment później, ale nie dlatego, że się boi. Robi sobie przestrzeń. Pozostawia sobie dystans do rozmachu, bo już w kilka sekund później mężczyzna dostaje otwartą dłonią w twarz. Nie używa pełnej pięści. Nie chce się dzielić z Tobą wiedzą, że potrafi uderzyć faceta bardzo wprawnie, dokładnie wiedząc gdzie uderzyć w szczękę, żeby ją uszkodzić. Nie robi tego. Nie używa różdżki. I tak jest przecież przeciętną czarownicą. Zabiera swoje graty z ziemi, swój kawałek drewna, ale nie opuszcza terenu basenu wkurzona. Mimo, ze idzie szybko. Żeby nie dać mu czasu na reakcję. Obraca się za nim przez ramię, ale bez cienia nienawiści czy niechęci, żadnego obrzydzenia, jest w jej spojrzeniu coś irytującego. Kompletnie ją na siebie zobojętnił. Widać pusty wyraz, kiedy żegna go tym wzrokiem. Już nie ma o nim żadnego zdania. Jest człowiekiem bliższym dna, niż sądziła. Już nie chce mieć z nim nic wspólnego, ale dlatego, ze nie mogło być więcej ich. Bo był na to zbyt zepsuty. A ona nie chciała go naprawiać. Dlatego nie mogła mieć z nim nic wspólnego. Nie mógł być jej wrogiem, bo był swoim własnym. Dlatego zostawia go samego. Niech walczy. Niech się wije, ale bez niej. Ona była mu tu niepotrzebna. A on nie był jej niezbędny, szczególnie do szpecenia jej własnej twarzy. Wiedziała, co zrobi. Uda się do medyka. Bo chociaż ona te blizny uzna za ciekawą odmianę, kurewsko boli. Nie upodlenie. Nie była upodlona, tylko zraniona fizycznie. Potrzebowała ukojenia. Najlepiej w czyichś ramionach. To naturalnie nie mógł być on. Dlatego nie był jej dłużej potrzebny.
Ale może jeszcze mieli się spotkać.
Przecież życie jest tak kurewsko śmiesznie ironiczne…

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 346
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pią Maj 26 2017, 23:29

Nie sądziłem, że Lotta zacznie mnie porównywać do magicznego stworzenia. Miała to szczęście, że dodała więcej przymiotników niżeli samo „rozumne”. Pokręciłem głową z niedowierzaniem i uśmiechnąłem się krzywo słysząc jej śmiech. Dawno nie widziałem, żeby ktoś się tak śmiał, przede wszystkim – nie ze mnie. Miałem jednak tę przewagę, że dziewczyna nie miała żadnego pojęcia o tym gdzie ją zabieram. W mojej głowie już tworzył się szatański plan zemsty. Na moją twarz wypełzł tajemniczy uśmiech kiedy szliśmy ulicami Hogsmeade. Większość sklepów była już pozamykana, ale miałem nadzieję, że miejsce, w którym spędzimy resztę wieczoru będzie otwarte. To nie było miejsce, na typową randkę, ale my tez do typowych par nie należeliśmy. Nie pamiętałem kiedy ostatnim razem tam byłem. Chyba kilka dobrych lat temu, więc liczyłem na swoją pamięć, kierując się do celu. Pamięć mnie nie zawiodła, a ja byłem z tego powodu zadowolony.
Pani przodem. – powiedziałem i przepuściłem dziewczynę przede mną
Zapłaciłem całe dwadzieścia galeonów za naszą dwójkę i weszliśmy na basen. Był pusty, nikogo poza nami nie widziałem. Wiedziałem  jakie są zasady dobrego wychowania, więc jasne dla mnie było, że należy kobiety przepuszczać przodem. To jedna z życiowych lekcji, która naprawdę zapadła mi głowie. Zanim Lotta zdążyła cokolwiek powiedzieć już niosłem ją na rękach i „przypadkiem” potknąłem się przy jednym z basenów. Dziewczyna wylądowała z pluskiem w wodzie. Może to było szczeniackie, ale nie mogłem się powstrzymać. Na tym się skończyło moje obeznanie w zasadach savoir-vivre’u.
Hudson, jesteś mokra, wiesz? – rzuciłem i się zaśmiałem.
Rozłożyłem się na jednym z leżaków śledząc uważnie poczynania Lotty. Wiedziałem, że woda jest ciepła, więc nie przejąłem się tym, że mogłaby zmarznąć. Zresztą na dworze również nie było znowu tak zimno. Wiał wiatr, to tyle. Wiedziałem, że długo sam nie pozostanę suchy. Rozkoszowałem się więc tymi chwilami kiedy jeszcze dziewczyna mnie nie dopadła. Zdjąłem płaszcz, nie specjalnie chciałem go moczyć, zdecydowanie go lubiłem, więc wolałem nie ryzykować. Wyszczerzyłem się bezczelnie do Lotty, czekając na to co za chwilę miało nastąpić. Nie wątpiłem w to, że dziewczyna będzie chciała się zemścić. Gdyby postawić się na jej miejscu, chyba każdy by tego pragnął. Całe szczęście to ja byłem inicjatorem zajście taj całej sytuacji. Cóż, przyjmę wszystkie konsekwencje, ale przynajmniej było zabawnie. No, w moim mniemaniu.

@Lotta Hudson
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 614
  Liczba postów : 611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Maj 27 2017, 14:40

Nie miałam pojęcia gdzie prowadzi mnie Will - zaczęłam się nawet odrobinę niepokoić gdy wyszliśmy z Hogsmeade, bo zastanawiało mnie czy Krukon nie wymyślił czegoś nieodpowiedzialnego. Gdy doszliśmy na miejsce odrobinę się uspokoiłam, aczkolwiek czułam się lekko skonfundowana. Basen? No cóż - totalnie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, nie sądziłem, że Will wpadnie na tego typu pomysł. Nie żebym nie lubiła pływać - po prostu nie byłam na to przygotowana, nie miałam ze sobą stroju kąpielowego.
Ku mojemu zdziwieniu mimo dość późnej pory pływalnia wciąż była otwarta, ale po wejściu (Will zachował się bardzo miło i zapłacił za nas oboje) okazało się, że na basenie oprócz nas i ratownika (którego w gruncie rzeczy też można uznać za nieobecnego, bo zasnął na swoim stanowisku cicho pochrapując) nie było już nikogo. Jasne, był wprawdzie środek tygodnia, ale w moim mniemaniu tak czy siak to było dosyć dziwne.
Zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy - mój chłopak zrobić mi naprawdę chamski numer i szczerze powiedziawszy nagłe lądowanie w wodzie było chyba najgorszą rzeczą jaka spotkała mnie w tym tygodniu. W jego mniemaniu to może było całkiem zabawne, ja jednak czułam złość. Gdy tylko wynurzyłam się z wody krzyknęłam:
- Walker, ty chuju!
Wyszłam z basenu, po czym zdjęłam z siebie przemokniętą kurtkę i buty, które w kontakcie z wodą stały się piekielnie ciężkie. Moja koszula przykleiła się do skóry, włosy zupełnie się poczochrały, a tusz z moich rzęs spływał po policzkach.
Podeszłam w stronę chłopaka ze wściekłą miną, po czym z wypisaną na twarzy złością wzięłam jego płaszcz i wrzuciłam go do wody z szatańskim uśmiechem wymalowanym na twarzy. Zachowanie Krukona było niemiłe i na dodatek strasznie nieodpowiedzialne, więc nie zamierzałam brać jeńców. Wiedziałam, że chłopak niemal od razu ruszy na ratunek swojego wierzchniego okrycia dlatego zanim zdążył to zrobił usiadłam mu na kolanach przy okazji mocząc jego ubranie.
- Nienawidzę Cię - powiedziałam autentycznie wkurzona, wyciskając wodę z moich włosów wprost na jego twarz.

______________________


Lotta Hudson

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 346
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Maj 27 2017, 16:19

Śmiałem się wniebogłosy, to było naprawdę zabawne. Wiedziałem, że Lotta się wkurzy, byłem tego pewien. Nie sądziłem jednak, że jej zemsta będzie polegała na zniszczeniu mojego ulubionego płaszcza. Zmrużyłem oczy kiedy specjalnie na mnie usiadła żebym nie mógł go wyjąć z wody. Uniosłem brwi. Faktycznie szkoda tego ubrania, ale nie przywiązywałam się. Tylko było to dla mnie lekkim marnotractwem. Byłem jednak za bardzo rozbawiony żeby poważnie się tym przejąć. Mimo to, mój wzrok uciekał do tonącego płaszcza.
Lotta, nie wiedziałem, że aż tak kochasz zwierzęta żeby zamieniać się w pandę... – rzuciłem wciąż się śmiejąc. – Mówiłem ci już, że wyglądasz uroczo kiedy się złościsz?
To chyba był ten moment. Zdetonowałem bombę. Co mogłem na to poradzić, naprawdę wyglądała słodko. Była taka bezbronna, w dodatku wiedziałem, że prędzej czy później mi wybaczy. O chwili detonacji świadczyło wykręcanie włosów wprost na moją twarz. Unieruchomiłem jej ręce chwytając je w swoje dłonie i uniemożliwiłem tym dalsze wykonywanie czynności.
Nie prawda, kochasz mnie. – odparłem i przygryzłem wargę. Cała ta sytuacja była komiczna. Może niekoniecznie dla dziewczyny, ale z mojej perspektywy? Już nawet zapomniałem o tym płaszczu. W moim życiu nie było czasu na sentymenty.
Musiałem przyznać, że naprawdę ciężko było mi się opanować, gdy Hudson siedziała na mnie (!) w mokrej, prześwitującej koszulce. Może to jej kazanie o powściągliwości powinno właśnie w tej chwili do mnie dotrzeć? Nie stało się tak. Chyba niespecjalnie przemyślałem to wszystko. Odpowiedzialność, nie była jedna z moich licznych zalet. Zerknąłem na ułamek sekundy na ratownika, który był pogrążony w głębokiej drzemce. Może palił wcześniej Rêve Forty?
Uśmiechnąłem się cwaniacko i nachyliłem się jakbym chciał ją pocałować. Po chwili jednak zrzuciłem ją z siebie i nie tracąc ani chwili wskoczyłem do basenu. Nie pamiętałem kiedy ostatnio pływałem, ale chyba byłem w tym całkiem niezły. Cóż i tak byłem już całkiem mokry od momentu, kiedy to Lotta postanowiła wykręcić swoje włosy.
Długo każesz mi na siebie czekać, pani miss mokrego podkoszulka? – zawołałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 614
  Liczba postów : 611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Maj 27 2017, 18:39

Skoro on doprowadził do zamoknięcia moją kurtkę (nie wiedziałam czy uda mi się ją ocalić) to nie czułam się w żadnym stopniu winna, że zrobiłam to samo z jego płaszczem. Niestety William mnie zawiódł - płaszcz w wodzie nie zrobił na nim wrażenia, chłopak nawet nie przeklął, wręcz przeciwnie - wciąż wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie.
Jego złośliwa uwaga sprawiła, że poczułam jeszcze większą złość - syknęłam gniewnie i otarłam rozmazany tusz z twarzy - zupełnie nie dotarło do mnie jak intymna jest ta sytuacja, jakimś cudem wyparłam z głowy fakt, że moje mokre ubranie zupełnie ukazuje moją bieliznę. Zupełnie nie widziałam kontekstu seksualnego w tym całym zdarzeniu, gdyż moja głowa była całkowicie pochłonięta złością.
Gdy powiedział, że go kocham prychnęłam z irytacją, nie zamierzając okazać ani odrobiny uczuć - o nie, nie Walker, teraz to masz przerąbane.
Kiedy pochylił się w moją stronę liczyłam, że okaże odrobinę skruchy, tudzież przynajmniej współczucia - tymczasem zamiast tego chłopak zrzucił mnie z siebie i pobiegł w stronę basenu. Jęknęłam cicho - trudno ukryć, że zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy.
Gdy chłopak mnie zawołał westchnęłam cicho i z lekko gniewną miną wskoczyłam do wody, po czym podpłynęłam do niego i ochlapałam mu twarz.

______________________


Lotta Hudson

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 346
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Maj 27 2017, 21:03

Lotta była tak koszmarnie zirytowana moim zachowaniem, a ja doskonale zdawałem sobie sprawę, że mój śmiech tylko pogarszał sytuację. Ale co mogłem zrobić skoro to wszystko było dla mnie takie komiczne. Całe szczęście nie kazała na siebie zbyt długo czekać. Miałem wcześniej rację, woda była ciepła, więc nie zamierzałem póki co wychodzić. Dziewczyna do mnie podpłynęła i ochlapała, a ja nie pozostałem jej dłużny. Oddałem dwa razy mocniej. Niekoniecznie specjalnie, po prostu miałem więcej siły. Podpłynąłem do niej i podniosłem, by zakręcić się z dziewczyną wokół własnej osi.
Oj już się nie gniewaj, z cukru jesteś? – zapytałem wciąż rozbawiony.
Basen co kilka minut zmieniał swój kolor, a całość była ogólnie ładnie oświetlona. Urokliwe miejsce, dobrze, że je wybrałem. Uśmiechnąłem się do Lotty i uprzednio kontrolując czy ratownik nadal śpi, wpiłem się w jej usta. Przyciągnąłem ją do siebie, zupełnie zmniejszając odległość między nami. Wplotłem palce w jej włosy. Odsunęliśmy się od siebie po dość długim czasie, oboje ciężko dysząc.
Jeśli cię to pocieszy, wyglądasz seksownie w mokrych ubraniach... Możemy to częściej powtarzać. – powiedziałem i moje usta rozciągnęły się w łobuzerskim uśmieszku.
Miałem nadzieję, że już jej chociaż trochę przeszło. To była tylko woda, zresztą nie wierzyłem tak do końca, że ani trochę się nie bawiła. Mimo, że była napuszona jak obrażona mała dziewczynka, cieszyłem się, że jest obok.  Czułem się jakby wszystkie moje problemy i zmartwienia nie istniały.
Mówiłem całkiem poważnie, że chcę aby dziewczyna pamiętała każdą chwilę ze mną. Teraz miałem przynajmniej pewność, że ten wieczór zapadnie jej w głowie na długo. Czyli nie wszystko było przekreślone.  Zacząłem się zastanawiać kiedy zamykają placówkę. Nie miałem pojęcia, ale nie martwiłem się tym za bardzo. Z moimi umiejętnościami wybrniemy z każdej sytuacji. Zerknąłem na miejsce ratownika i zmarszczyłem brwi.
Nasz przyjaciel zniknął. – powiedziałem wskazując miejsca, na którym jeszcze przed chwilą siedział.
Nie zdziwiło mnie to, że nie zauważyłem jak odchodził. Równie dobrze mógł się teleportować. Zresztą byłem tak skupiony na dziewczynie, że sam Minister Magii mógłby tutaj tańczyć w różowych kalesonach, a ja bym nie zwrócił na niego uwagi. Tego wieczoru, nawet moje myśli należały do Hudson.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 614
  Liczba postów : 611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Maj 27 2017, 22:40

Byłam zupełnie przemoczona, a fala wody, którą potraktował mnie Walker nie byłą szczególnie przyjemna - trudno ukryć, ze chłopak był znacznie silniejszy ode mnie, więc gdy oberwałam zaczęłam żałować, że w ogóle go zaczepiłam.
- Nie jestem z cukru - krzyknęłam dość mocno wkurzona śmiejąc się sarkastycznie - Tylko ze srebra i przez Ciebie ulegam korozji!
To porównanie było może głupie, nie wiem skąd mi przyszło do głowy - byłam zbyt zirytowana by myśleć logicznie. Po chwili jednak chłopak odrobinę mnie udobruchał - unosząc mnie i całując. Początkowo oponowałam - w końcu byłam na niego jeszcze odrobinę wkurzona, jednakże po chwili zatonęłam (hehe) w jego ustach.
- Czyli w suchych nie wyglądam seksownie? - rzuciłam przekornie udając, że jest mi smutno. Jeszcze trochę się na niego gniewałam, ale złe emocje powoli odpływały.
Spojrzałam na krzesełko ratownika - w moim mniemaniu ta sytuacja była co najmniej kuriozalna. Basen był pusty, a na dodatek zniknął ratownik! Trochę się obawiałam, że mogą nas tu zamknąć, ale w sumie zostanie tutaj na noc byłoby całkiem ciekawym doświadczeniem. Zresztą ucieczka nie byłaby chyba zbyt trudna, skoro mieliśmy ze sobą różdżki - raczej nikt nie zabezpiecza basenu szczególnie wyrafinowanymi zaklęciami.
- Świetnie - rzuciłam ze śmiechem, który tym razem był już wesoły i szczery - Czyli mogę Cię bezkarnie utopić, Walker?
Zawiesiłam ręce na jego ramionach uśmiechając się szelmowsko.

______________________


Lotta Hudson

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 346
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Sob Maj 27 2017, 23:10

Uniosłem jedną brew? Jest ze srebra i ulega korozji, przepraszam bardzo: co? Ona była niemożliwa, wybuchnąłem śmiechem i złączyłem nasze dłonie. Wywróciłem oczami na te jej fochy. Nic wielkiego się nie stało, tylko wylądowała w basenie, bez swojej zgody, w ubraniach. To nic wielkiego. Zupełnie nie rozumiałem o co jej chodzi.
Hmm, nagle stajesz się cenniejsza, skoro ze srebra... – mruknąłem, odwracając wzrok.
Rzecz jasna żartowałem. Dla mnie była najcenniejsza na świecie, nieważne co miała na sobie. Zerknąłem na zegarek. Cóż godzina mogłaby wyjaśniać tajemnicze zniknięcie ratownika. Dziwne tylko, że tak kompletnie nas olał. Może i spał, ale my nie zachowywaliśmy się wcale cicho. Zresztą rzecz jasna i tak byśmy zostali, po coś jestem tym legilimentą. Nie robiło mi to więc żadnej różnicy.
Wyglądasz, ale najlepiej ci bez. – odparłem bez ogródek.
Taka była prawda. Nie chodziło mi wcale o to, żeby nagle zrywać z niej ubrania. Zresztą one i tak jej teraz niewiele dawały, jasna koszulka była najlepszą rzeczą, którą Lotta mogła ubrać. Dziewczyna trochę się spięła gdy zauważyła, że ratownik zniknął. Ja tymczasem kompletnie się tym nie przejąłem. Nawet lepiej, teraz byliśmy zupełnie sami i o to w gruncie rzeczy chodziło.
Możesz spróbować, Hudson. – odparłem i objąłem ją od tyłu splatając swoje dłonie na jej brzuchu.
Skutecznie ją tym unieruchomiłem. Zacząłem składać pocałunki na linii jej szczęki i zszedłem na szyję z tą samą czynnością.
Nadal chcesz mnie utopić? – zapytałem, szepcząc jej do ucha, a potem delikatnie musnąłem jej policzek ustami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 614
  Liczba postów : 611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Nie Maj 28 2017, 17:40

Nic wielkiego się nie stało? W moim mniemaniu stało się, ale już prawie zdążyłam puścić to w niepamięć - byłam skłonna wybaczyć Williamowi jego skandaliczne zachowanie.
- Mam nadzieję, że Ty jesteś chociaż pozłacany, bo w innym przypadku ten związek przestaje mi się opłacać - zażartowałam parskając śmiechem.
Przez moment zastanawiałam się czy ratownik wróci tutaj by nas opieprzyć i wygonić z basenu, jednakże po chwili stwierdziłam, że nie warto zaprzątać tym sobie głowę. Jeśli przyjdzie to sobie pójdziemy, no trudno.
Skwitowałam jego uwagę na temat moich ubrań pogardliwym parsknięciem - Walker bywał bezczelnym flirciarzem mimo, że byliśmy razem. Poza tym ta uwaga była dla mnie dość.. hm.. niezręczna? W każdej sytuacji, w której widział mnie bez ubrań był otumaniony, dlatego uważałam, że postrzeganie mojego ciała przez niego mogło być mocno zaburzone.
Na moment z rozkoszą oddałam się jego pocałunkom cicho pomrukując i delikatnie głaszcząc rękoma jego ciało. Po chwili jednak, gdy zadał mi pytanie ocknęłam się z letargu.
- Nie muszę - powiedziałam parskając śmiechem - Zaraz Ty utopisz nas oboje.
Gdy na moment się rozproszył wyrwałam się z jego ramion i zanurkowałam, by po chwili wynurzyć się kilka metrów za nim. To nie tak, że nie chciałam jego bliskości, wręcz przeciwnie, ale miałam również ochotę trochę się z nim przekomarzać.
- Nie że coś, ale życie wciąż jest mi miłe - wykrzyczałam śmiejąc się. Po chwili jednak wpadłam na pomysł, który wskazywał na to, że niekoniecznie jestem przywiązana do swojego życia.
- Myślę, że nie dasz rady mnie złapać - rzuciłam dość impulsywnie, nie za bardzo zastanawiając się nad tym czy to aby na pewno dobry pomysł, po czym popłynęłam w głąb basenu. Wiedziałam, że Will mnie dogoni, byłam jednak na tyle szybka, że spodziewałam się, że zajmie mu to dłuższą chwilę.

______________________


Lotta Hudson

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 346
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Maj 29 2017, 16:35

Byłem zdania, że Lotta przesadzała. Gdybym tego nie zrobił, na pewno zaczęłaby marudzić, że nie ma stroju i tak dalej. Tak nie miała nawet szansy. Powinna mi dziękować, że rozwiązałem problem za nią.
Ja kochana, jestem niczym prawdziwy diament. – odparłem, szczerząc się do dziewczyny.
No owszem, bywałem flirciarzem, przez cały czas tak naprawdę, ale co mogłem na to poradzić? Chyba już taka była moja natura. Zresztą teraz nie mogłem podrywać każdej spotkanej dziewczyny, więc Hudson musiała przyjmować wszystkie te moje teksty. Coś za coś, skoro miała mnie całego, myślę, że może to wytrzymać. Ponad to nie sądziłem, żeby jej to jakoś bardzo przeszkadzało.
Przynajmniej zginiemy we dwójkę, jakież to romantyczne, niczym Romeo i Julia... – mruknąłem.
Rzecz jasna to była ostania rzecz, o której bym marzył. Chociaż teraz rozumiałem postawę tytułowych bohaterów. Nie byłbym w stanie żyć bez Lotty, była trochę jak tlen, którym oddycham. Nie bez powodu jesteśmy teraz tutaj. Gdybym tylko potrafił ją zostawić... Wiedziałem, że jej serce by się w końcu zrosło. Ale byłem cholernym egoistą i postanowiłem wziąć ją kompletnie dla siebie. Trudno, inni jakoś to przeżyją. Zresztą teraz nie potrafiłem o tym myśleć. Stała tutaj przede mną, piękna, zdrowa, cudowna.
Trochę się pospieszyłem z tym, że stała przede mną. Wyrwała mi się i popłynęła kilka metrów dalej. Po jej kolejnych słowach uniosłem jedną brew.
Naprawdę tego chcesz Lotta? – pomyślałem.
Nie długo mi zajęło ocenienie sytuacji. Szybko stwierdziłem, że dużo szybciej będzie jeśli wyjdę z wody i przebiegnę kawałek. Tak też zrobiłem. Po kilku sekundach już biegłem na skróty, by za chwilę wskoczyć z powrotem do basenu przed Hudson. Chwyciłem ją w ramiona, sprawiając, że średnio mogła się w ogóle ruszyć. Taki los, byłem od niej szybszy i silniejszy. Nie sądziłem, że spodziewała się innego zakończenia.
I co masz zamiar teraz zrobić, dziewczynko? – zapytałem rozbawiony wciąż ją trzymając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 614
  Liczba postów : 611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Maj 29 2017, 18:14

Uśmiechnęłam się delikatnie - jego zabójcza pewność siebie totalnie mnie rozbrajała, ale momentami również rozczulała. Mój chłopak był momentami piekielnie irytujący i czasami zachowywał się jakby miał podły charakter, ale mimo to kochałam go i wiedziałam, że w gruncie rzeczy jest naprawdę wartościową osobą. Pewnie jakiś postronny obserwator mógłby zapytać jak to się stało, że pokochałam kogoś tak innego niż ja. Nie znam odpowiedzi - chyba nie istnieje jakiś konkretny powód do kochania.
- Naprawdę uważasz, że jest coś romantycznego we wspólnym umieraniu - rzuciłam z ironicznym uśmieszkiem, bo w gruncie rzeczy uważałam Romeo i Julię (których znałam dość pobieżnie, u nas w domu czytało się raczej czarodziejską literaturę) za dwójkę nastoletnich kretynów z wiórami zamiast mózgu - No może gdybym oddała za Ciebie życie miałoby to odrobinę romantyczności w sobie, ale też bez szału.
Naprawdę byłam pewna, że dogonienie mnie zajmie chłopakowi dłuższą chwilę, William był jednak sprytniejszy niż sądziłam - zamiast grać uczciwie i się ze mną powygłupiać chociaż przez moment, od razu znalazł szybsze i w jego mniemaniu lepsze rozwiązanie - chłopak ewidentnie nie widział frajdy w procesie gonienia mnie, dla niego liczyło się osiągniecie celu jak najprostszą drogą. Zastanawiałam się czy w sytuacji większej rangi postępowałby tak samo.
- No cóż, uczciwością to Ty nie grzeszysz - powiedziałam patrząc na niego z udawaną pogardą w międzyczasie usiłując się oswobodzić. Tak jak sądziłam - nie udało mi się to.
Postanowiłam pokonać go jego własną bronią.
- Kto mieczem wojuje, od miecza ginie, Walker - powiedziałam przyciskając go ściany basenu i zatapiając usta w jego wargach.

______________________


Lotta Hudson

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 346
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Maj 29 2017, 18:56

Znałem masę książek. Trudno było się dziwić, skoro od dziecka to była moja jedyna rozrywka. Qudditch nigdy mnie nie kręcił. Okej fajny sport i super, że inni go lubili, ale ja nie widziałem nic ciekawego w przerzucaniu piłek przez obręcze. Nudy...
Uciekałem więc do świata wyobraźni, a książki dały mi poczucie, że nie jestem sam. Szybko znudziła mi się literatura czarodziejów, więc zacząłem czytać też mugolskie książki. Nie wszystkie były dobre, ale niektóre naprawdę miały w sobie „coś”.
Kto by pomyślał, że to ja będę romantyczny w tym związku... – zaśmiałem się.
Jakby nie patrzeć to było trochę komiczne. Ja, który uchodziłem za największego gnojka na świecie? No cóż, życie nas lubi zaskakiwać. Mimo to, cieszyłem się, że to Hudson jest moją dziewczyną. Nie wyobrażałem sobie kogokolwiek innego.
Jak to nie? Uczciwość to moje drugie imię!
Zawsze wybierałem taką drogę, która da mi zwycięstwo. Zawsze dążyłem do jednego – osiągnięcia celu. Nie o to chodziło? Każdy powinien do tego dążyć. To tego, żeby osiągnąć stawiane sobie cele. Dlatego trzeba było wybierać takie drogi, które to umożliwią. Nieważne jakie. Czy to będzie droga prosta, czy niczym na górskim szlaku, liczył się cel i jego osiągnięcie.
Teraz moim celem było dogonienie Lotty. Zrobiłem to, co w tym złego, że nieco po swojemu? Nie zawsze będę robił to czego oczekują ode mnie inni. No dobra, nigdy tego nie robię. Mam swoje własne ścieżki, którymi chodzę.
Po chwili poczułem jak mnie całuje, a ja z przyjemnością oddałem pocałunek. Podobało mi się to, że przejęła kontrolę. Trochę odmienne uczucie, bo to zazwyczaj ja rozdawałem karty, ale przy tej dziewczynie dość często bywało odwrotnie. Przynajmniej tym razem nie jestem niczym otumaniony. Nie miałem jej tego za złe. Tak naprawdę już dawno puściłem te incydenty w niepamięć.
Chyba od takiego miecza mogę ginąć codziennie. – mruknąłem w jej usta.
Złożyłem na jej wargach kolejny pocałunek. Wplotłem dłonie w jej mokre włosy i w całości oddałem się emocjom. Nie wiedziałem co ta dziewczyna ze mną wyprawiała, ale przy niej byłem kimś zupełnie innym. Nigdy wcześniej się tak nie czułem, ale... podobało mi się to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 614
  Liczba postów : 611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Pon Maj 29 2017, 20:59

- Któreś z nas musi stąpać twardo po ziemi - powiedziałam nie do końca zgodnie z prawdą. Trudno było ukryć, że byłam osobą piekielnie emocjonalną i chociaż nie należałam do romantyczek to trudno byłoby mnie określić jako kogoś odpowiedzialnego, a tym bardziej jako osobę opanowaną. Wyprowadzeniem nie z równowagi zajmowało kilka sekund, a trudno ukryć, że gdyby ktoś urządzał zawody w tej dziedzinie, to William bez problemu stanął by na podium, a o pierwsze miejsce najpewniej zawalczyłby z Calumem.
Lubiłam nie tylko łapać króliczka, ale również go gonić, więc sam proces osiągania celu dawał mi mnóstwo satysfakcji. Nie do końca rozumiałam dlaczego Will nawet w głupiej zabawie musiał korzystać z analitycznego spojrzenia na świat, ale nie zamierzałam tego krytykować.
- Mam dla Ciebie przykrą wiadomość - wyszeptałam z trudem tłumiąc śmiech - Możesz zginąć tylko raz.
Trochę rozluźnił uścisk, więc mogłam przejąć kontrolę - oplotłam go nogami, a dłonie złożyłam na jego koszuli, która szczelnie przylegała do jego torsu. Wiedziałam, że jest już późno i że powinniśmy się zbierać, ale mimo to przymknęłam oczy i wpiłam się w jego usta po raz kolejny.
Trudno ukryć, że spotkanie Walkera zmieniło moje życie. Żaden poprzedni chłopak nie wywoływał we mnie takich uczuć - zarówno w kontekście pożądania, jak i czystej miłości i troski o drugiego człowieka. Delikatnie odsunęłam głowę i szepnęłam:
- Co Ty ze mną zrobiłeś, Walker??
To nie było pytanie o teraz - to było zapytanie natury egzystencjalnej, a jego dokładna treść brzmiała: Walker, co ty zrobiłeś z moim życiem?

______________________


Lotta Hudson

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 346
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Wto Maj 30 2017, 17:47

Dobra, dobra, nie widziałem sensu stąpania po ziemi w tamtej chwili. Cóż, może dlatego, że czułem się jakbym śnił. Nie przejmowałem się niczym, ani porą dnia, ani zadaniami, które miałem na następny dzień. Jeśli w ogóle pojawię się w szkole...
No, nieważne, w gruncie rzeczy byłem najszczęśliwszym chłopakiem na całej kuli ziemskiej i nawet jeszcze dalej. Cieszyłem się, że wymyśliłem to wszystko. No dobra. Tak naprawdę wcześniej wymyśliłem tylko spacer w parku, a pomysł z basenem wpadł mi do głowy przy którejś z alejek. Nie chciałem żeby było nudno, pomyślałem sobie, że przyda nam się trochę rozrywki.
Ach tak? Jesteś tego pewna, Hudson? – zapytałem ze śmiechem. – Zaręczam, że jestem jak kot, a skoro tak świetnie znasz się na zwierzętach to powinnaś wiedzieć, że każdy kot ma dziewięć żyć.
W mojej naturze leżał sarkazm, ironia i beznadziejne żarty. Ale mimo świadomości jak kiepskie one były, wciąż je powtarzałem. Najlepsze w tym wszystkim było to, że ludzie się śmiali. To tylko potwierdzało moją ogólną opinię, że ludzie to idioci.
Podobała mi się ta lekka dominacja Lotty. Nie specjalnie się tym przejąłem, bo doskonale wiedziałem, że nie dużo potrzeba abym to ja z powrotem przejął kontrolę. Na razie jednak pozwalałem dziewczynie trochę się wykazać. Jej dłonie rozgrzewały moje ciało w miejscach, w których dotknęła mojej klatki. To było świetne uczucie i tylko przy niej czułem je tak mocno. Miałem wrażenie, że przy Hudson moje każde uczucie, każda emocja jest dwa razy silniejsza niż dotychczas.
Całe szczęście nie wywróciłem cię na drugą stronę, bo myślę, że jednak straciłabyś na atrakcyjności. Słyszałem, że skóra od wewnątrz nie jest zbyt urodziwa... – odparłem.
Chyba w tym momencie mój romantyzm spadł do poziomu minusowego, ale nie mogłem się powstrzymać. Zdawałem sobie sprawę, że ten tekst był z tej samej rodziny, co wypowiedź Lotty o korozji srebra. Też się dobraliśmy.
Oczywiście doskonale wiedziałem o co chodziło w tym pytaniu. Sam zadawałem sobie podobne, ale dajmy spokój, nie zawsze trzeba brać wszystko całkiem poważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 614
  Liczba postów : 611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Basen   Wto Maj 30 2017, 20:10

Wzdrygnęłam się udając obrzydzenie i symulując, ze się od niego odsuwam.
- Skoro Ty jesteś kotem, to chyba jestem strasznym zwyrodnialcem - rzuciłam ze zbolałą miną, by po chwili wybuchnąć śmiechem i ponownie przytulić się do chłopaka.
Bezustannie przerzucaliśmy się sarkastycznymi uwagami i suchymi żartami - trudno ukryć, że w tej materii dobraliśmy się niemalże idealnie. To musi być okropne uczucie - być człowiekiem sucharem i mieć chłopaka z wyrafinowanym poczuciem humoru! Dwójka tego typu ludzi najpewniej umarłaby w swoim towarzystwie z zażenowania. U nas sytuacja wyglądała zgoła odmiennie - żenujący żart był odpierany kolejnym.
Chwilowo miałam kontrolę nad tą sytuacją, ale wiedziałam, że Will może ją w każdej chwili przejąć - chłopak lubił się rządzić, poza tym był znacznie silniejszy ode mnie, ale szczerze powiedziawszy niespecjalnie mi to przeszkadzało.
- Bleee - wyrzuciłam z siebie krzywiąc się lekko - Chyba odrobinę poniosła Cię fantazja, Walker
Po chwili wybuchnęłam jednak perlistym śmiechem i złożyłam delikatny pocałunek na linii szczęki Williama wciąż głaszcząc go po torsie, by po chwili przerwać pieszczotę i zwerbalizować swoje obawy.
- Chyba powinniśmy powoli się zbierać? - zapytałam z lekko zasmuconą miną. W gruncie rzeczy byłam gotowa spędzić tu nawet całą wieczność, ale zaczynałam się martwić, że będziemy mieli z powodu przebywania tutaj o tej porze jakieś problemy.

______________________


Lotta Hudson

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 346
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 280
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14408-william-walker#381575
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14185-william-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Basen   Wto Maj 30 2017, 22:31

Dochodziłem do wniosku, że dla kogoś z zewnątrz nasza relacja wydawałby się nieco dziwna. Wydaje mi się, że ludzie mieli inne wyobrażenie o miłości. Ale czy nie o to właśnie w tym wszystkich chodzi? Żeby znaleźć jedną mowę i iść w tym samym rytmie. Nieważne było to co żeśmy robili, albo co mówiliśmy. Chodziło o to, że czuliśmy się dobrze, że czuliśmy się szczęśliwi. Że dawaliśmy sobie to szczęście nawzajem.
Świadomość jak wiele razy zraniłem dziewczyną, która właśnie przytulała się do mojego torsu, mnie niszczyła. Mimo, że działałem w dobrej wierze. Patrząc na nią widziałem, małą kruchą dziewczynkę, którą chciałem chronić przed całym złem świata. Mimo, że taka nie była, była silniejsza od wszystkich innych. Chciałem zapewnić jej bezpieczeństwo, ale bałem się, że ze mną spotkają ją tylko i wyłącznie kłopoty.
Cóż, nie sądziłem, że kiedykolwiek przyjdzie mi porównywać cię do zoofila. – parsknąłem.
To było nienormalne, ale właśnie ta nienormalność mi tak bardzo odpowiadała. Lotta kompletnie zawróciła mi w głowie, a ja nie umiałem z tym walczyć. To ciągłe pieprzenie o tym żeby się nie poddawać, było kompletnie nieistotne gdy w grę wchodziła Hudson. Ta nienormalność, była po prostu naszą rzeczywistością.
Nawet nie wiesz jakie fantazje mam w głowie, dziewczynko. – odparłem i do niej mrugnąłem, jednocześnie szczeniacko się uśmiechając.
Tak, znów to zrobiłem. Rzuciłem tanim, flirciarskim tekstem, ale i tak wiedziałem, że jakoś to na nią wpłynie. Nie potrafiłem się powstrzymać. Moje słowa zdążyły opuścić usta zanim w ogóle skojarzyłem co dokładnie chcę powiedzieć. Właśnie dlatego miałem tyle kłopotów. Najpierw mówię, potem myślę, zawsze, bez wyjątku.
Już chcesz ode mnie uciec? – uniosłem jedną brew. – Nie martw się, nie będziemy mieli kłopotów.
Tego byłem pewien. W gruncie rzeczy właśnie dlatego Jules mnie tego wszystkiego nauczył. Tylko po to żebym unikał niepotrzebnych kłopotów. Wiadomo, nie zawsze mi się to udawało, ale z reguły jakoś dzięki temu sobie radziłem. Położyłem dłonie na ramionach Lotty i zacząłem je delikatnie masować.
Rozluźnij się trochę. – powiedziałem i się szczerze uśmiechnąłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Basen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Basen i leżaki
» Basen
» Basen [SW]
» Basen "Tanoshi"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-