IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Opuszczona Kapliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Opuszczona Kapliczka   Sob Maj 05 2012, 14:07

First topic message reminder :


Opuszczona Kapliczka

Właściwie nie wiadomo, skąd na obrzeżach Hogsmeade wzięła się kaplica, jedno za to jest pewne - ten, komu zależało na ulokowaniu jej właśnie tutaj, dawno już odszedł, a miejsce sprawia wrażenie zaniedbanego. Użyto tu potężnego zaklęcia zmniejszająco-zwiększającego, dlatego też to, co z zewnątrz wydaje się być malutką kapliczką, w środku okazuje się być całkiem pokaźnych rozmiarów budynkiem. Może wnętrze nie jest zbyt bogato wystrojone, co jest zapewne sprawą grasujących tu od lat szabrowników, jednak jeśli komuś tęskno za duchami mniej przyjaznymi od hogwarckich, jest to idealne miejsce!



Ostatnio zmieniony przez Cornelia Somerhalder dnia Sob Maj 05 2012, 17:45, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Reykjavík, Islandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 81




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Pon Cze 11 2012, 23:46

Pf, jak to nie? Przecież mi się bardzo podoba, niezwykle. Co ja poradzę, że zamiast kierować się dobrem ogółu, sprawiam przyjemność sobie? Bosz, jak to dziwne brzmi. No nic, zobaczysz. Znajdę coś takiego co się poruszy i nie oderwiesz wzroku, kierwa no! Coś z moim jest nie tak, ja się pytam? Tak, a ona zawsze podziwiała go za ten spokój, który potrafił w sobie wyzwolić. Za to, że od czasu, do czasu zamykał się w sobie, będąc obojętnym na wszystko, na cały ten parszywy świat i ludzi którzy sprawiali jednemu i drugiemu masę kłopotów. Miał w sobie tą ułożoną, spokojną i zarazem delikatną naturę, mimo tego, że nie pokazywał jej publicznie zbyt często. Ileż mu zawdzięczała? Niezmiernie dużo. Kto jak nie Bartuś pokazał Kostce technikę zamknięcia umysłu i wyciszenia siebie, zamiast reagowania na wszystko wzburzoną agresją, czy stekiem przekleństw? Kto jak nie Bartuś, utrzymał ją w jednym, dość nietypowym i jak na jej poglądy, nudnym miejscu, do takiego stopnia, że nawet przestała mu się wyrywać, wiergać swoimi chudymi kończynami, czy krzyczeć, żeby ten wstręciuch ją w końcu puścił! Mimo tego, że to ona sama, uporczywie trzymała się rękawa od jego bluzy, kurtki czy kto wie czego. Przy kim innym, jak nie przy Bartku, była nadzwyczaj łagodna, pokazując cechy, o które nikt, w życiu by jej nie podejrzewał! Ach, te piękne czasy. Wróćmy, do rzeczywistości. Brutalnej, niestety. No proszę, zboczyliśmy na temat, który dziewczyna w ostatnim czasie poruszała niechętnie. Jednak kocioł, mętlik i wyrzuty sumienia, które miały miejsce, kompletnie nie dawały jej spokoju. Dręczyły o każdej porze dnia, nie pozwalając na spokojne i błogie zmrużenie oka, podczas deszczowych wieczorów. Ciężko było przyznać się do winy, to fakt. Czarnulka gnieździła wszystkie te parszywe uczucia, ból, wyrzuty, żal i całą resztę, gdzieś tam głęboko w sobie, pod wątrobą, niedaleko nerek, albo jelita. Wszystkie, czarne wydarzenia wracały bardzo szybko. Nie licząc obecności, osobnika, przez którego czuła, to wszystko i którego obecność nieopodal Kostki, była częstsza niż trafienie 3 w totolotka. A już nie wspomnę o dyskrecji znajomych, przyjaciół oraz zwykłych, niezwykle głupich osób trzecich, nie potrafiących trzymać jęzora za zębami. Plugawi i niedyskretni! Kostka, nigdy w życiu nie wylała, aż tylu łez, niż przez ten burzliwy i ciężki okres. Ale nie, stwarzajmy pozory, że wszystko jest w porządku. Idźmy przez świat z dumnie podniesioną głową, a wnętrze niech płonie żywym ogniem, no gratuluję postawy! Niezwykle przemyślane zagrania.
Cisza, była potworniejsza od wszystkiego, co w jakiś sposób przerażało Jokinen. O wiele bardziej potrafiła skupić swój umysł w przenikliwym gwarze, czy dźwiękach chorej i głośnej muzyki. Oby z dala od ciszy i natychmiastowego uczucia, pustki. Dziewczyna rozejrzała się pospiesznie po nietypowym miejscu, wyciskając z włosów resztki zimnej, deszczowej wody. Kiedy ktoś, mimowolnie się poruszył, jej ciemne, duże oczy natychmiast skierowały się w to miejsce, ażeby po chwili usłyszeć lekko zachrypnięty, obojętny głos bez emocji. To było okrutne, żołądek mimowolnie powędrował jej do gardła, a oczka zrobiły się jeszcze większe. Tylko nie on, wszystko zaczęło się od nowa. Nie odezwała się, głos ugrzązł jej w gardle, zatykając je od wewnątrz. Stała tak przy wejściu oniemiała, otępiona, oddychając ciężko i nierównomiernie. Rozmiękczona fajka, sama z siebie wysunęła się ze smukłych placów. To było straszne, nieswoje, nie z tego świata.
- Może po prostu wyjdę, zanim kolejny raz się na mnie wyładujesz? - jej ton głosu, nie był już tak pewny i głośny, jak przed chwilą. Mówiła z dystansem, dźwięk głosu, zdawał się zlewać z szumem deszczu. Brzmiał jak głos, człowieka rozchwianego emocjonalnie. Tak, dodam jeszcze chwilowe kichnięcia, które właśnie się nasiliły połączone z dziwnym dreszczem. Cudownie, po prostu cudownie. Jeszcze tego brakowało. Nie, nie, na ten moment wyczerpała limit wody, wypływającej z oczu. Brakowało jej go, za cholerę. Oddała by wszystko, gdyby ostatni raz spojrzał na nią, jak to robił kiedyś, tak charakterystycznie, cudownie. Jokinen koniec rozklejania. Postawa człowieka obojętnego, to była jej broń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Bratysława, Słowacja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 44
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 40




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Wto Cze 12 2012, 13:24

Oj tak, dziwnie zabrzmiało. A w ogóle to nie kieruj się dobrem ogółu tylko moim dobrem. Jak to w ogóle mogło nie być dla ciebie oczywiste? To ja sie tu wgapiam w te twoje posty z najwiekszą miłością jaka jest możliwa, więc mi musisz zrobić dobrze. Jakkolwiek by to teraz nie brzmiało.
Oj tak, Bartuś pokazał jej naprawdę wiele. Pozwolił jej wejść do swojego świata do którego raczej ludzi nie przyjmuje, zazwyczaj tego nie rozumieją, to wszystko przecież nie jest zbyt modne i zabawne dla przeciętnego studenta. A jednak gryfonka była gotowa na to poświecenie, na wytrzymanie tych pierwszych chwil i zrozumienie, że potem to wszystko nabierze dla niej sensu, stanie się niesamowicie ważne i pomocne. Zamykanie własnego umysłu to cudowna umiejętność, biorąc pod uwagę jej wybuchowość to już w ogóle. Zrozumienie wielu aspektów własnego ja i dogadanie się z tym na kim naprawde nam zależy, choćby z samym sobą. Tego wszystkiego próbował jej nauczyć przy okazji obdarzając ją tym co miał najcenniejsze, własną duszą i największym zaufaniem jakie mogła mieć. I to wszystko postanowiła zniszczyć. Czemu? Aż bał sie pytać. Nie chciał wiedzieć, nie było okazji żeby analizować to z nią pod tym względem, w ich relacji było teraz za dużo krzyku i ochrony wściekłością przed dalszym ranieniem. Może to i lepiej, że nie wiedział dlaczego to zrobiła? No dobra, to wcale nie było lepsze. Ale fakt, tego się panicznie bał. No taki dzielny i odważny on, gotowy na wszystko, tego boi się jak mała dziewczynka. No właśnie. ODwaga, gotowość, uwalnianie emocji w bardziej wybuchowy sposób. To wszystko dała mu Jokinien i to kiedyś było dla niego tak ważne. Co nie zmienia faktu, że nie będzie jej za to wdzięczny do końca swych dni. Niestety, złe emocje i zawód wzięły górę nad dobrymi chwilami i wszystkim co jej zawdzięcza. Radość z każdej chwili stała się niemożliwa, już nie chciał uczyć się jej na pamięć. Mimo, że cholernie za tym tęskni, po prostu nie jest w stanie zabrać się w sobie i znów do tego dopuścić.
- Niestety, ja nie mam doświadczenia w wyładowywaniu się - Odparł znów po chwili milczenia. Cisza była dla niego w wielu wypadkach ucieczką, ukojeniem duszy, możliwością skupienia się i pojednania ze światem. Kto by pomyślał, że osoby tak różne mogą stać się dla ciebie tak ważne. Niczym ogień i woda, żadne nie może drugiego zgasić, żadne nie wyparuje. No tak, zakochany jest jak ta ćma, która leci do tej lampy jak pojebana mimo, że czeka ją tam śmierć i to bolesna. Właśnie tacy byli oni. Jak głupie, nocne motyle. Niezbyt to chwalebne, ale musieli się z tym pogodzić. Bo pogodzenie żywiołów było coraz mniej możliwe. Chłopak na moment schylił głowę, wykonał ten jakże paskudnie niemodny znak obecnych czasów, wyszedł z ławki wsuwając różaniec znów pod koszulkę, która zdążyła już trochę wyschnąć. W przeciwieństwie do stojącej na przeciwko Gryfonki. Ściekało z niej jakby wyszła przed momentem spod prysznica. I jeszcze kichała jak nienormalna psując akustyczny efekt tego miejsca. Bartolomej odruchowo sięgnął do kieszeni, jakoś to miejsce wkładało w niego za dużo empatii i chęci pomocy potrzebującym. Co zrobił? Cóż, grzecznie podleciała do niej paczka chusteczek i zaczęła krążyć wokół jej głowy domagając się użycia, a ubranie i ciało zostało otulone na moment ciepłym powietrzem co dało choć trochę komfortu. No za dużo nie mógł zrobić akurat w tak opuszczonym miejscu jak to.
- Okaż mu szacunek. Nam. Przez moment - Stojący do tej pory bokiem do ołtarza Jaro, obrócił się do niego przodem. Aż taka fala szacunku do krzyża? Czy po prostu trudność z patrzeniem dziewczynie w oczy? Stawiałbym na to drugie, ale trzebia sprawiać pozory i udawać jak zwykle tego rozsądniejszego, poważniejszego i dojrzalszego, który chce po prostu świętego spokoju w świętym miejscu. A komu jak komu, ale i jemu i jego Panu szacunek się należy. Biorąc pod uwagę jego podejście do religii i to, że doskonale zdawała sobie z tego sprawę, liczył że nie będzie na tyle bezczelna żeby dojebać mu i na tej sferze życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Reykjavík, Islandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 81




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Wto Cze 12 2012, 20:01

W naszym przypadku, wszystko brzmi dziwnie, nie zauważyłeś? Twoje dobro, to jest akurat, zawsze wysunięte na pierwszy plan. Bez wgapiania, ja ci robię dobrze. Bosz, wycinają mi drzewa za oknem! Ciężko mi jest powiedzieć, co tak naprawdę przyciągnęło, zahipnotyzowało i zawróciło w głowie Jokinen, że była skoro, do tak ogromnych, nietypowych poświęceń, ze swojej strony. Przyglądając się temu wszystkiemu, bliżej, głębiej, wnikając w tajniki osobowości naszych dwóch, przesłodkich istotek, każdy, doszedłby do wniosku, że te dwa, skrajne bieguny, powinny omijać się szerokim i krętym łukiem. A nie, jak to w ich przypadku, przyciągać się jak dwa naelektryzowane ładunki, które bardzo ciężko, w jakikolwiek sposób od siebie oddzielić. Huhu, pojechałam tu z fizyką. Był taką chodzącą, nierozgryzioną dotychczas zagadka, która stanowiła dla Kostki, nie lada wyzwanie. Wyzwanie, któremu pragnęła się poddać, ażeby poczuć się bardziej wyjątkowo? Udowodnić sobie, że potrafi? Potrafi dotrzeć do dna czyjegoś wnętrza i poznać go całkowicie, na wylot, mimo, że co chwila zaskakiwał ją czymś nowym? Jakże zacny i szczytny cel, nie da się ukryć. Chłopak ją sobą zafascynował. Wróć, zauroczył! Wstrętna cholera! Rzeczywiście, przy Bartolomej'u dziewczyna potrafiła zachowywać się zupełnie inaczej, co nie umknęło uwadze ogółu. Był dla niej niczym mentor, który zawsze stał nieopodal, podszeptując cudowne słowa ukojenia, dające wewnętrzne opanowanie, spokój i wyjście z sytuacji bez najmniejszego obrażenia, konfliktu, czy przerośniętych problemów. Biedactwo, tyle razy wyciągał Kostkę z opałów. Cóż, był dzielny, trzeba przyznać. Dlaczego to zrobiła? Kolejna, wielka niewiadoma, która obecnie jest wielką czarną dziurą w głowie Jokinen. To była chwilowa, nieprzemyślana, spontaniczna sytuacja, która nie powinna ujrzeć światła dziennego, a jednak! Plotki i pogłoski, bardzo szybko się w tej szkole rozchodzą. Kto nie pamięta chwil, w których każde spojrzenie ucznia, mijającego naszą gryfonkę, wyglądało niczym szpikulec wbity w jej biedne ciało. Miała wrażenie, że każdy, dosłownie każdy osobnik, najchętniej zaciśnie swoje brudne łapki na jej szyjce i wykona idealne zadośćuczynienie, wszystkim jej parszywym występkom. Ależ oczywiście, broniła się. Próbowała przejść przez to wszystko z maską obojętności, ażeby pod koniec dnia, wyciskać słone łzy z pierzastej poduszki. Każdego dnia, zbierała w sobie siły, żeby pójść, wyjaśnić mu tą całą sytuację, naprawić wszystko! Wrócić do tych cudownych chwil. Pragnęła żeby jej wybaczył, zapomniał, schował uraz. Ciężkie wyzwanie, co? Jedne z największych boginów na całe jej życie, do tego Jaro jej tego nie ułatwiał. Nie pozwalał dojść do słowa, ignorował, unikał, odpychał, traktował obojętnie, jak gdyby nigdy w życiu, tak naprawdę nie istniała. Chęci i nadzieje, umykały, okrutnie smutny scenariusz. Tego, jeszcze nie było. Gdzieś tam głęboko, miała nadzieje, że Bartuś żywi do niej choćby najmniejszy skrawek tego silnego uczucia, może nie wszystko stracone? Obecnie, zrobiłaby wszystko, żeby zacząć od nowa.
- Od pewnego czasu, jesteś w tym prawdziwym mistrzem. - dodała, beznamiętnie. Bez, jakichkolwiek przemyśleń. Zdanie, tak po prostu, wysypało się z jej ust, a lekko zniesmaczony wzrok, mimowolnie powędrował w stronę posadzki, skupiając się na niezwykłych kształtach, wymalowanych na zimnej podłodze. Czymś, w takiej sytuacji, trzeba się zająć, prawda? I znów milczenie. Ależ to było frustrujące i irytujące. Wtedy, o wiele intensywniej można było wsłuchać się w myśli, które echem odbijały się w umyśle dziewczyny. Zapomniała, jaki był podstępny. Skrucha, jaką sobą prezentowała, była widoczna na kilometr, mimo tego, że tak uporczywie próbowała ją zatuszować. Niezwykłe. Podobno przeciwieństwa, się przyciągają. Oni byli tego, idealnym przykładem. Tylko, dlaczego, ktoś tak niezwykle mądry, nie dodał, że niesie to ze sobą tak silne konsekwencje, które końcowo doprowadzają, do nieszczęścia? Ten ktoś, był głupcem. Kiedy chłopak, pochłaniał się w swoim rytuale oddania i błogiego spokoju, ona przeskakiwała wzrokiem z jego sylwetki, na sam środek robiącego wrażenie ołtarza. To takie dziwne uczucie, stać tutaj niczym skazaniec, albo największa grzesznica. Brr. A już na pewno, nie spodziewałby się takowej reakcji z jego strony! Kiedy wychodził z ławki, dziewczyna w końcu wyszła z chwilowego osłupienia, będąc bardziej zaskoczona niż przerażona. A kiedy tak zmierzał w jej stronę, uporczywie szukała miejsca, w którym mogłaby się ukryć. Skończyło, się jedynie niezgrabnym cofnięciem w tył, równającym się z przyszłym, bolesnym upadkiem. Dobrze, że się opanowała. Każdy znał, jej wrodzone kalectwo. Kiedy jego dłoń, wędrowała w jej stronę, odruchowo miała ochotę, wpleść i zacisnąć tam swoje place. Rozczarowanie? Musiała pocieszyć się jedynie paczką chusteczek i niezwykłą, bliską obecnością Jaro, rzadkość. Westchnęła tylko ciężko, hamując wszystkie swoje odruchy. Kiedy kolejny raz się odezwał, tysiące argumentów, natychmiastowo ulotniło się gdzieś w przestworza. Milczała, niezwykle dziwny stan. Wpatrywała się w niego, jak w obrazek ciesząc swoje oczy, każdą spędzoną sekundą, nawet w tak dziwny sposób.
- Stawiasz mnie w niezręcznej sytuacji. Dlaczego mi to robisz? Pozwól mi w końcu dojść do słowa, jeżeli ty, żywisz do mnie chociaż odrobinę, jakiegokolwiek szacunku. - to brzmiało tak żałośnie. Słowa, tak ciężko było z siebie wydobyć. Od kiedy, to było tak cholernie trudne? Ten smutny wyraz twarzy i wzrok cały czas, utkwiony w jego sylwetce, odwróconej do niej plecami. Nakazujący, aby w końcu, i on na nią spojrzał, choćby przelotnie. Powinien widzieć, że się stara!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Bratysława, Słowacja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 44
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 40




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Sro Cze 13 2012, 22:57

Dobra nie. Trzeba się brać za ten post mimo wszystko. I mimo nastroju i mimo tego jak teraz na mnie krzyczysz i mimo Boxxy gadajacej mi do ucha, bo ty wiesz, że ja nie lubie jak ktoś czeka na mój post.
Oj Jaro również bardzo to wszystko przeżył. Pomijając te idealne chwile jakie razem przeżyli, wszystko czego nauczyli to drugie i w ogóle pomijając wszystko co dobre, wiadomo, było troche zła. A tym złem była głównie zazdrość. Zazdrość, która kipiała w nich niesamowicie. Oboje byli gotów rozszarpać każdego kto spróbuje zbliżyć siędo tego drugiego. Niech by tylko ktoś spojrzał bardziej pożądliwie na Jokinien, Bartolomej natychmiast uznałby to za większe dobro i rozszarpał osobnika na drobne kawałeczki, choćby gołymi rękami. I pomyśleć, że to samo tyczyło się jej. Żadna inna niewiasta nie miała szans przeżycia przy Gryfonce, a przynajmniej nie miała szans poderwania Słowaka w jakikolwiek sposób. Kto wie, może to wszystko wina tej zazdrości? Jakkolwiek przyjemna by nie była, jednak potrafi wyniszczać. Ale czy przez to, że jest się o kogoś zazdrosnym decyduje się na oddanie komuś innemu? No co, próbowała mu zrobić na złość? Oj nie pojmuje tego, będziesz musiała się nieźle napocić żeby wymyślić jej jakąś logiczną wymówkę. Ale wierze w ciebie i twoje doświadczenie tłumaczenia takich spraw. Taki tam żarcik, nie krzycz na mnie więcej i nie strasz biciem, bo dopiero wtedy się zamknę w sobie i ty będziesz temu winna moja droga. Co nie zmienia faktu, że w ciebie bardzo wierze. Trzeba wymyślić coś co stopi lód z serca Słowaka, pozwoli jej uśpić sumienie i wymaże z pamięci każde wściekłe spojrzenie tłumu i ból wręcz wyciekający z patrzałek Bartusia. Mission impossible można by rzec, ale ponoć dla chcącego nic trudnego. A jak to jeszcze Polak, a Polak potrafi to w ogóle magia świąt.
- Stopniowo. To ty umiesz zrobić raz, a dobrze - I jeb, prawy sierpowy za otrzymany lewy sierpowy. Tylko dlaczego dogryzanie jej sprawiało mu więcej bólu niż przyjemności? Na tym świecie zdecydowanie nie było sprawiedliwości, a to jest okropne. To on tu powinien wychodzić zwycięsko, on powinien mieć uniesioną w górę głowe i dumnie ją olewać. A jednak nie potrafi, mimo wszelkich pozorów jakie starał się sprawiać. To wszystko było dla niego zbyt wielkim wyzwaniem, którego nie był w stanie ogarnąć jakkolwiek by się nie starał. Ponad to był pewien, że czas tu niczego nie zmieni, po prostu nie będzie w stanie tego przetrawić i koniec. Skazaniec, największa grzesznica. Oj tak, to była magia tego miejsca. Magia, którą ją nauczył. Gdyby nie zaszło między nimi to wszystko co zaszło, na pewno by się tak nie czuła. Pokłóciliby się o byle gówno i zwyczajnie by teraz na siebie warczeli, ona by miała najzwyczajniej w świecie wyjebane. A jednak nie mogła. No i jeszcze świadomość grzechu jaki popełniła, to że cała trójka obecna w pomieszczeniu doskonale zdaje sobie z niego sprawę i uważa to za karygodne i raniące, to wszystko było dość przytłaczające. Potęga sił wyższych była wręcz niezmierzona, nieskończona i nie do ogarnięcia dla umysłu Jaro, a co dopiero jej. Zapewne stąd jego fascynacja tym wszystkim. I sam już nie wiedział co w nim teraz buzowało. Czy owa fascynacja czy wszystkie duszone emocje jakie żywił do niej? Nie miał pojęcia, ale czuł że zaraz dosłownie wybuchnie. Robiło mu się coraz mniej gorąco, ręce zaczęły mu drżeć. Powinien się teraz odważyć, powinien w końcu stawić czoła Szatanowi, he he. I na to przyszła najwyższa pora i koniec kropka. Odwrócił się na pięcie i błyskawicznie znalazł się tuż przed nią. Od zetknięcia ich ciał dzieliły ich milimetry, które z wyraźną premedytacją zachował. Nie chciał jej dotykać, nie w tym momencie. Ależ musiał zebrać w sobie siły żeby spojrzeć jej w oczy i nie zrobić niczego złego. Żeby po prostu stać i czekać. Skinął głową na znak, że pozwala jej mówić, że daje jej tą jedyną okazje do wypowiedzenia się, że on jej wysłucha. Za wszelką cene starał się w sobie tłumić emocje, ale wszyscy wiemy że to oczy są zwierciadłem duszy i nie był w stanie powstrzymać ich przed okazywaniem jej swojego bólu, bezsilności, wściekłości, żalu i wszystkiego co w sobie gromadził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Reykjavík, Islandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 81




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Pią Cze 15 2012, 01:18

Krzyczę czy krzyczałam na ciebie, tylko i wyłącznie z troski i z powodu tego, że czasem gadasz, to, co nie trzeba. Ktoś, kiedyś musi. Wiem, wiem.
No tak, zazdrość. Przez jakiś czas, udawało mi się ją jakoś powstrzymać, tłumacząc sobie, że to przecież takie ludzkie. Tłumacząc, że przez tworzenie przez to dziwnych i często niepotrzebnych problemów, zburzy się ich więź, która się między nimi utworzyła. Nikt, nie przewidział faktu, że oszukiwali samych siebie i coraz bardziej się w tym wszystkim zatracali, wywołując sprzeczki, konflikty, niezręczne sytuacje, czy wybuchy emocji, na samym środku korytarza. Bo przecież wśród ludzi, było łatwiej. A czym to było spowodowane? Brakiem zaufania? Innym rozumieniem pojęcia "troska"? Chęci posiadania, drugiej osoby jedynie na własność, co wiązało się z tak zwanym "usidleniem"? Nie mam pojęcia, każde miało, swoją, nie koniecznie współgrającą definicję, na tą całą trudną, zaistniałą sytuację. A to, że podświadomie, niszczyli osoby trzecie, które odważyły się zakręcić w towarzystwie jednego i drugiego. Nie mówię już o jakimś śmielszym geście, to już zupełnie inna sprawa. Tak musiało być, ale z drugiej strony, jakie to cudownie? Walczyć o siebie, jak dwa wygłodniałe lwy, albo tygrysy. Kto, by tak nie chciał? Może i to szlachetne posunięcie, jednak w końcu i z takim zachowaniem nie potrafiliby sobie poradzić, co doprowadziłoby, do kolejnych, rujnujących sytuacji. No nie powiem, mieli ciekawie. No pewnie, że ja muszę odwalić całą czarną robotę, a ty nawet nie zechcesz mi w tym pomóc. Będzie ciężko, musisz zaakceptować wszystko. Nie masz wyjścia. Będę krzyczała i straszyła pyśku, kiedy to będzie konieczne. I nie zamykaj się w sobie, bo to nie jest potrzebne. Wtedy ja otworzę cię drugi raz, jak puszkę po konserwie,o! Epickie, porównanie. Tak, ty zawsze, we mnie wierzysz mój drogi, a to mnie tak uskrzydla! Aż, nie wiem wtedy co mam zrobić! No pewnie, ale to nie zmienia faktu, że w ogóle mi nie pomagasz. Będę ci marudzić i się żalić. Wzrok Jokinen stał się jeszcze bardziej intensywny, kiedy chłopak wypowiedział, dość mocne i niezwykle uderzające zdanie, powodujące jakieś dziwne uczycie braku komfortu i wewnętrznego strachu. Ogromne oczy, momentalnie zwężyły się do ciasnych szparek, przykrywając przy tym ich chwilowe zaszklenie się słoną cieczą. Tak, właśnie, tak wyglądała ich codzienność. Nie potrafili rozmawiać ze sobą inaczej. Bez raniących słów, kąśliwych uwag, czy niestosownego zachowania. To było okrutne, wręcz brutalne.
- Przestań w końcu wytykać wszystkiego innym, a choć raz spójrz na siebie i swoje błędy. Nie tylko ty cierpisz Jaro... - to, nie miało zabrzmieć jak kolejny atak z jej strony. Cała gama, argumentów, w jednej chwili ulotniła się niczym para, pozostawiając niezwykle irytującą pustkę. Próbowała nawet mówić to z odpowiednim naciskiem. Nic, na to nie poradzę, że przy kolejnym sznurku słów, głos jakoś tak, sam się załamał? Krew się wzburzyła, a postawa nieco ożywiła? To on, powodował w niej takie skrajności, którym do tej pory ulegała. Jak na razie, jego gra wypadała niezwykle dobrze. Jokinen nie potrafiła odczytać z jego twarzy i postawy kompletnie niczego, czując się jeszcze bardziej zagubiona, w miejscu, w którym on zawsze miał przecież "większą władzę". Przewagę? Fakt, faktem, był odwrócony w kompletnie inną stronę, ukazując swój prawdziwy stosunek, nie dziewczynie, a komuś, kto liczył się dla niego najbardziej. Nie miała pewności, czym jest to spowodowane. Czy tak ogromny uraz i niechęć jaką pokazywał w stosunku do niej, jest autentyczna. Czy, jest to po prostu sprytna przykrywka, zatuszowanie, prawdziwych, wewnętrznych odczuć, których bał się teraz okazać. Pokazać swoją słabość. Jokinen, jednym słowem się w tym wszystkim pogubiła, utwierdzając się w przekonaniu, że najokrutniejszej rzeczy, jakiej się podjęła nie da się już w żaden sposób odwrócić. To byłby koniec. Nie wiem, jakby to wszystko się potoczyło. Na pewno ,nie zbyt pozytywnie, eh. Tak, gdyby nie Jaro, dziewczyna prawdopodobnie, nigdy nie znajdowała się w takim miejscu, z tak wysoką frekwencją. Na pewno, miał w pamięci moment, kiedy po raz pierwszy pokazywał jej pomieszczenie. Jej brak przekonania, uważanie tego wszystkiego za niepotrzebne i bezsensowne, słowa krytyki wysypujące się, za każdym argumentem, którym próbował się obronić. A jednak, coś powodowała, że od czasu, do czasu musiała tutaj wracać. Może nie czuła tego samego co on, jednak jego wrodzony spryt, manipulacja i doszczętne znanie słabości Jokinen, właśnie teraz, perfidnie zostały wykorzystane. Byli w miejscu jego świętości, dziewczyna wiedziała, że każde słowo liczy się tutaj niezmiernie. Każdy gest, błąd, niestosowne zachowanie, może rozdrażnić go jeszcze bardziej. Miejsce, pochłaniało jej prawdziwą naturę, wpasowując się w potrzeby Słowaka. Dziewczyna dostrzegała wszystko, każdą reakcje, zachowanie, drżenie ciała. Była tak blisko, że tak delikatne i niepostrzegalne detale, nie stawały się teraz tajemnicą. A kiedy, Bartuś w końcu się odważył, znów pojawił się ten odruch. Syndrom ucieczki, który nakazywał, na jak najszybszą ewakuację z tego miejsca. Po raz pierwszy, od długiego czasu miał go go przy sobie tak blisko. Och, ile dałaby teraz, żeby móc wtulić się w ciepłe ciało Jaro i zapomnieć o wszystkim co jest i co było. Ależ to było trudne, kiedy jego wzrok, rozdzierał człowieka od środka. Powodował niesamowity wewnętrzny ból i nasilenie wszelkich obaw, a ten paniczny strach. Nie spodziewała, się, że w końcu, do tego dojdzie. Nie była na to przygotowana, mimo tego, że na moment wyjaśnień zbierała się już kupę czasu. Oczy, znów przybrały kształt monet 5 złotowych, a usta nieco rozchyliły na znak "Ale jak to, ty, ty pozwalasz mi dość do słowa? To niebywałe". Starając się zablokować w sobie, wszystkie, obecne doznania, dziewczyna odetchnęła ciężko, cofnęła się nie znacznie, lekko skinęła głową i postanowiła wytrzymać to wymowne spojrzenie. Jedyna szansa? Nie wolno, było jej zmarnować.
- To wszystko jest niezwykle skomplikowane. - zaczęła niemalże szeptem, który, ledwie słyszalny był w tym momencie idealny, żeby w miarę spokojny sposób wyrazić swoje myśli. Może nie do końca, Jokinen czuła, że niedługo wybuchnie.
- Pamiętasz, jak opowiadałeś mi historię związaną z kuszeniem Ewy, przez szatana? Mam, ją w pamięci do tej pory. Właśnie,coś takiego działo się ze mną... Skusiłam się na "zakazany owoc" żeby poczuć się wolna? Jakkolwiek to zabrzmi. Chciałam mieć rozeznanie, co tak naprawdę jest dla mnie dobre, a co złe. W tamtym momencie przestraszyłam się wszystkiego . Przestraszyłam się uczucia, obawiając się, że mnie zmieni, obejmie nade mną kontrolę. - znów przystopowała, szukając odpowiednich słów. W sumie, nie wiedziała, co mówi. Czy to wszystko, spaja się w logiczną całość, czy w jakikolwiek sposób, do niego trafi. Oczy też spuściła, znajdując coś niezwykle ciekawego w czarnych, czubkach swoich glanów.
- To nie było dlatego, że cię nie kochałam, a już na pewno nie specjalnie. To co uczucie do ciebie robiło ze mną, było niezwykłe i nieswoje. Potrzebowałam wyjaśnienia, rozjaśnienia umysłu. wiadra zimnej wody, dla ochłonięcia i wybrania co jest właściwe. Nie wiedziałam, że to skończy się w taki sposób... Nie chciałam, pogubiłam się. Nawet nie wiesz jak ja się teraz czuję.Zrobiłabym wszystko... - zaczęło się. Nie licząc drobnych kichnięć i głosu, który stawał się delikatnie, zachrypnięty oczy Kostki zaszkliły się wodą, a pojedyncze łzy, powoli skapywały z ogromnych źrenic. Jak ona się bała! Nie chciała nawet patrzeć na jego wyraz twarzy, spojrzenie, reakcje, bojąc się zranienia, dobicia i sytuacji, w której nie będzie już żadnego odwrotu. Z emocji, aż cała drżała , kompletnie zapominając o zimnie, które pochodził oz przemoczonego ubrania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Bratysława, Słowacja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 44
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 40




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Nie Cze 17 2012, 12:24

A żebyś ty jedna krzyczała. Swoją drogą, to magiczna jesteś. Najpierw piszesz post na półtorej strony, a potem na mnie krzyczysz, że odpowiadam takim długaśnym. Oj młoda, młoda. Ale dobra, co mi tam. Nie walne ci aż takiego długiego, masz pecha kochanie.
- Jakoś ciężko mi to sobie wyobrazić - No tak, to było dla niego niepojęte. Skoro to ona jednak wykonała ten ostatni nacisk na biedną, łamiącą się gałązke i ostatecznie rozwaliła ją na miliard kawałeczków, to niby dlaczego miała cierpieć? Najwyraźniej tego jej właśnie było trzeba. Nie próby sklejenia jej czy odgięcia w drugą stronę, ale ostatecznego zakończenia bujania się z tym. Swoją drogą, to ciekawe. Osoba wierząca i rozwijająca własne półkule mózgowe w sposób jaki robił to Jaro nie jest w stanie sobie czegoś wyobrazić. Owe coś musi być naprawdę niezwykłym zjawiskiem skoro Krukon nie potrafi dorobić sobie do tego własnej teorii, czyż nie? No proszę, kolejna rzecz jaka go fascynowała w dziewczynie. Była w stanie całkowicie zablokować jego sposób myślenia i wrzucić mu do głowy wszystko czego by się nigdy nie spodziewał. Na pewno wszystko byłoby prostsze gdyby nie byli dla siebie stworzeni, o losie. Podobnie jak i to miejsce było stworzone dla niego co również obracało się przeciwko jemu. No proszę, przestaje mnie dziwic, że patrzą na wszystko całkowicie na odwrót. Oczywiście miał w pamięci ich początki, jej pierwsze chwile tutaj i jego cierpliwe tłumaczenia wszystkiego co ich otaczało oraz kolejne opowieści wyczytane bądź zasłyszane. To wszystko sprawiało mu wtedy tak wielką przyjemność. Widział przed nimi świetlaną przyszłość i był tak dumny i wdzięczny, że jednak to wszystko do niej dociera, że chce pojąc jego sposób myślenia. A teraz co? W tak małej kapliczce miał najważniejsze istnienia na całym świecie. Oczywiście we własnej hierarchii wartości. A co gorsze, oba istnienia wydawały się być do niego wrogo nastawione, każdy z nich miał mu coś do zarzucenia. Biedaczysko, czuł się jak ten Atlas dźwigający nasz piękny świat na swych barkach, kręgosłup mu najzwyczajniej w świecie wysiadał.
Oczywiście ją wysłuchał. Taka już jego natura i dziwne, słowiańskie poczucie taktu. Ale jej słowa wcale go nie uspokoiły. Wzruszył ramionami, a na jego wargach na sekudne pojawił się kpiący uśmiech jakby chciał powiedzieć coś w stylu, no po prostu wymówka życia, dojebałaś fest. Ale tego nie powiedział, no nie przesadzajmy. Nigdy nie spodziewał się takiego przebiegu własnego żywota. Proszę bardzo, stał przed nim symbol grzesznicy, która sięgnęła po zakazany owoc. A on był tu tym sprawiedliwym. Tym sędzią, który powinien decydować o jej losie. Zbyt wielka odpowiedzialność, do Ojca mu przecież było daleko. A tu proszę, takie oczekiwanie z jej strony.
- A pamiętasz co było dalej? Ewa dała się skusić, nie była już w stanie żyć przy Panie tak jak wcześniej. Może i żałowała, może i chciała wrócić do Edenu. Ale wybrała inną drogę ślepo podążając za mózgiem zamiast za duszą. W takich sytuacjach nigdy nie słucha się mózgu - No i weź tu taką ucz. Powtarzasz jej po sto razy, że jeśli kogoś kochać musisz za wszelką cene odrzucać rady mózgu, który robi się nad wyraz aktywny, a ona co? Wyjebane, bo po co komu rady Bartka. A on się biedaczysko tak starał żeby nie kierować się przy niej rozsądkiem, co dla niego jest naprawdę ogromnym wyzwaniem. I tak mu odpłacano. Zbudował jej rajski ogród, a ona wpierdala to jedno jabłko, które miało być na ozdobę i w ogóle nie do ruszenia. Bezczelność.
- A pamiętasz jak to się skończyło? Wygnał ich z raju nakładając karę, a przy okazji dając możliwość powrotu za godny żywot. Grzechy należy odpokutować. Oczekujesz ode mnie tego samego? Mam ci kazać odmówić sto Zdrowasiek? - Oj, niedobrze. Biedny Jaro zaczął się denerwować, emocje go zwyczajnie ponosiły. Nie był w stanie zachowywać swojego stoickiego spokoju, sytuacja naprawdę zaczęła go przerastać. Może faktycznie tak miał zrobić? Tak jak robią to często ci bezmyślni braciszkowie w habitach? Kazać takiemu bezmyślne odbębnić różaniec i zachowywać się jak gdyby nigdy nic? Samo przyznanie się do winy wydawało się być błahostką. Wyrzucenie z siebie tego wszystkiego klepiąc bezmyślną formułkę, a potem pokuta taką samą formułką i wina wybaczona? Jeśli to się zaraz okaże sensem wszystkiego w co wierzył od tylu lat to pójdzie się przybić na krzyż obok tego, którego tak długo wyznawał. I kompletnie przestaną go ruszać jej łzy, jebać system. No ludzie kochani.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Reykjavík, Islandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 81




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Pon Cze 18 2012, 00:21

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem jedyna. Ale dobrze, mam sprzymierzeńców. No co mi poradzisz? Taki już mój urok, lubisz go. Oho, odezwał się niezwykle stary. Pecha? Jak zawsze, jeszcze ty chcesz mnie dobić tym faktem, jesteś wstrętny.
- Aż takie to niezwykłe? Spróbuj, to wcale nie boli. – a ona mimo wszystko z lekka tego nie rozumiała. Był tak nieogarnięty, w tej chwili coś przyćmiło jego mózgownicę, czy to miejsce, wyłączało jego trzeźwe myślenie? Czy mógł w końcu przestać zważać, tylko i wyłącznie na sobie i skupić się na ich zacnej dwójce? Co z tego, że to zburzyła? Nie chciała, nie zrobiła tego specjalnie, nie kierowała się, żadnym, większym uczuciem. To było takie, niepotrzebne. Fakt, który nigdy, tak naprawdę nie powinien się wydarzyć. Dlatego to wszystko tak ją uderzało i mówiła o tym w taki, a nie inny sposób. Czy to tak niezwykle trudne? Właśnie, to wszystko było w nim obecnie zaskakujące. Chłopak, który potrafił znaleźć rozwiązanie z każdej, możliwej sytuacji, niezależnie od natężenia emocjonalnego jakim była przyozdobiona. Mający miliony odpowiedzi, na większość nurtujących pytań, nie mógł poradzić sobie z czymś takim? Niezwykle to niebywałe. I to niby jeszcze przez Jokinen? Czy to moja, wina, że sama jej obecność działa na niego właśnie w taki sposób? Czy to nie, powinien być jakiś wymowny znak, żeby w końcu powoli, pomaleńku, zaczął zmieniać swoje podejście? Oczywiście, można to zwalić na fakt, przeznaczenia ich dla siebie przez los, ale to, trochę banalne i nie pasujące, fakt. Tak, a Kostka pamiętała jak z zaciśniętymi zębami, próbując zatrzymać wtedy ciało, które, aż rwało się do opuszczenia miejsca, oczywiście niezwykle czujnie pilnowana, przez samego Jaro, potulnie wsłuchiwała się w jego opowieści i rady, zawsze, pozytywnie kiwając głową. Och, przecież rozumiała to, jak nikt inny. To oczywiste, za takiego nauczyciela jak Bartuś oddała by wszystkie skarby świata. Kto wie, może kiedyś przerzuci się na indywidualne nauczanie? Ale do tego jeszcze długa, długaśnaaa droga. I właśnie wtedy Skandynawka, chciała wypaść przed nim jak najlepiej. To było chyba jeszcze wtedy, kiedy z ich „głębokie uczucie” dopiero co się rozpoczynało. Wcale nie dziwiła mnie, niecierpliwość i lekko zażenowana mina, brakiem skupienia czarnucha. A przecież, jedno i drugie, tak niezwykle się starało, no proszę was. Ok., wróćmy do obecnej sytuacji, strasznie trudnej, muszę przyznać. Ciężko mi się w to wgryźć. Jokinen stała tak bez ruchu, ze wzrokiem dalej skupionym na posadzce. Co jakiś czas, mimowolnie zerkała na twarz Jaro, wyczekując jakiegokolwiek uczucia, reakcji, gestu z jego strony, który mógłby opanować i uspokoić kołatające serce i wywrót wnętrzności o 180 stopni. Ten cholerny strach. A jednak, w końcu wrócił do życia. Jednak, nie takiej reakcji Jokinen spodziewała się w duchu, zatrzymała swoje oczka lekko je marszcząc na jego mordce. Ten uśmiech, ta postawa, to wszystko jej się nie podobało. Wyglądała przy nim jak sierotka, albo dziecko, które właśnie zostało skarcone, a teraz guru powinno wymierzyć mu najwłaściwszą karę. To nie miało być tak. Wiem, może jej porównywanie wszystkiego, do tak głębokiego przykładu, było dość niestosowne i nie jasne, no ale ON! Powinien to pojąć, a nie wpatrywać się w nią właśnie tak, uh. Znów kichnęła, a nawet pociągnęła nosem. Okropieństwo.
- W moim przypadku Ewa dała się skusić, będąc wypruta ze wszystkich emocji, które powinny towarzyszyć jej w takich sytuacjach. Nie wybrała innej drogi, porzucając wszystko, nawet swoje potrzeby, ślepo próbowała odbudować drogę do Pana, którą zniszczyła. Jednak, ktoś niezwykle ważny, stał jej na przeszkodzie… - że co proszę? Co to za teoria? Nie słuchaj rozumu idź, za głosem serca? Od kiedy, to ta droga, była efektywniejsza i doprowadzała ludzi do celu? Proszę, daj mi przykład, bo nie uwierzę. Inaczej, w jej przypadku wszystkie zdrowe rozsądki gdzieś tam uciekły. Była niczym marionetka, która za łatwo poddała się bez walki, dlatego uległa. Czy to takie trudne? Pf, od razu odrzucać? Nikt, o nich nie zapomniał. To prawda, zniszczyła im wizję pięknego świata, wpieprzając się w niego ze swoimi ciężkimi buciorami, dlatego teraz tak nachalnie próbowała to zmienić! Tak, oczy dalej się szkliły, ale nie okazywały już tak ogromnej skruchy, dziewczyna powoli zaczynała się denerwować.
- To jak mam to zrobić? No, proszę! Wyrzuć w końcu to wszystko z siebie Jaro, bo jesteś zbyt mało precyzyjny. Mogę cię wysłuchać i zniknąć, jeżeli to będzie dla ciebie idealnym rozwiązaniem! – nie tylko go, Kostka też nie kontrolując swoich odruchów nieznacznie podwyższyła ton głosu. Niewdzięcznik, jak on mógł ją tak traktować? Czyli dla niego, wszystko to co powiedziała było bezwartościową formułką, tak mam to rozumieć? Tak? No okej, dobrze, mega super. To niech Jaro, jak najszybciej to zakończy, bo dojdzie tu niedługo do gorszych rzeczy, tak przypuszczam. Nie wiem, jaki miał w tym wszystkim cel, co chciał przez to osiągnąć? Ewidentnie, sam się w tym wszystkim gubił. A ona, wcale już nie płakała. Raczej drżała, nie wiadomo czy z nerwów, emocji czy zwykłego, podłego zimna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Bratysława, Słowacja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 44
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak lunarny
  Liczba postów : 40




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Czw Cze 21 2012, 18:22

Ej nie no dobra, trzeba w końcu na tego posta odpisać. Nie może tak wisieć bez sensu, wiesz że ja tego nie lubie. Młoda. Młodsza ode mnie i to mi wystarcza. Gówniarzu, he he.
- Zrezygnuje - Nie miał zamiaru wdawać się z nią w głupie sprzeczki słowne i dociekać kto co złego zrobił, jak powiedział i jaką strone powinien wziąć i w ogóle najlepiej zmienić sposób myślenia. Nie miał na to wszystko siły, szczególnie przy niej. A właściwie tylko przy niej. I dlaczego on nie był w stanie pojąć skąd ten stan, że tak powiem, to ja nie wiem. A umiał być przy niej taki mądry, taki spokojny. To on robił za mózg w tym związku, zdecydowanie. Tyle ją nauczył, potrafł tyle wybaczyć i tyle przewidzieć. A teraz nie było go stać absolutnie na nic i miała do niego o to pretensje. Co się będzie dziwił, była przyzwyczajona do jego stoickiego spokoju i ogarnięcia mózgu. Ja pierdole, mówie to samo chyba w kolejnym poście z rzędu, nie mam weny od paru dni, a chce mieć wreszcie ten post za sobą, będzie tak krótki i chujowy jak to tylko możliwe, wyjebane na stylówy.
- Życie polega na pokonywaniu przeszkód - Mruknął beznamiętnie nie wgłębiając się w te metaforyczne gadki pełne religijnych sugestii. Dlaczego? Bo mój mózg nie działa i nie mam pojęcia co ty pierdolisz. Załóżmy, więc że uznał ich za niegodnych porównywania się do czegoś takiego czy cokolwiek innego. No po prostu zostawił ten temat w świętym spokoju i koniec kropka. Właśnie stąd teoria, że w takich chwilach powinna się kierować duszą, a nie mózgiem. Podobnie jak i on. Jego umysł zwyczajnie tego nie ogarniał, podobnie jak i on. A pójście za uczuciami zawsze było bardziej efektywnie, choć niekoniecznie prostsze.
- Nie podnoś na mnie głosu - Może i był pogubiony, ale an to sobie nie pozwoli. I pomyśleć, że miał nadzieje, że ją tego oduczył. A tu dupa. Nadal robiła mu takie numery i to jeszcze w takim miejscu, gdzie nienawiść jest niepożądana. Jaro usiadł w końcu na chłodnej posadzce opierając się plecami o bok jednej z ławek. Czemu nie usiadł w niej? Nie ukrywajmy, były niewygodne. Zresztą, jego przemyślenia mogły mu na to najzwyczajniej nie pozwolić
- Nie umiem. Nie jestem w stanie. Nic. Nie potrafię być dzieckiem bożym, nie potrafię cie kochać, nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć. Daruj sobie to dobijanie mnie lub zwyczajnie mnie ukamienuj - Wyjaśnił, a właściwie wyszeptał po chwili milczenia. Nie patrzył już na żadne z nich. Oparł nadgarstki na podciągniętych kolanach splatając dłonie jakby miał zamiar się modlić. Wpatrywał się w ławke przed nim, czuł jak wszystko zżera go od środka. Tyle razy ją tego uczył. Jeśli nie potrafisz wybaczać wszystkiego, nie jesteś prawdziwym chrześcijaninem, nie potrafisz kochać. Wrogość powinna być mu obca, powinien po prostu wybaczyć, nie musi przecież zapominać. A nie był w stanie. O ironio, jedna z najważniejszych osób na świecie uświadomiła mu, że nie jest w stanie żyć przy drugim najważniejszym. Kurwa, Bóg tak chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Reykjavík, Islandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 41
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 81




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Pią Cze 22 2012, 22:15

Wiem, wiem bardzo dobrze. Młodsza, ale o niewiele i to nic nie znaczy. Ani mi się waż nazywać mnie gówniarzem!
- Twoja strata. - mruknęła równie krótko i równie od niechcenia jak zrobił to sam Jaro. Skoro, taki był jego stosunek, okej zrozumiałam. Niech tak zostanie, a gryfonka, oczywiście, jak zawsze spróbuje się dostosować. Nie tylko on nie miał siły, widząc tak entuzjastyczne i zaangażowane podejście do tej sprawy, każdy, normalny człowiek, straciłby siły. Dlaczego? Widocznie, coś jednak się zmieniło, coś pękło i teraz sam Jaro nie potrafi wrócić do poprzedniego, utęsknionego stanu, mimo tego, że w sprytny sposób próbuje go u siebie wywołać. Niestety, to, że jest zakłopotany i zdezorientowany, wręcz zagubiony było widać, bardzo dobrze. Nie ma co ukrywać. To i mój będzie krótki, spoko. Każdy ma gorsze dni.
- Czyli, mam pokonać ciebie? – dodała pytająco, wzruszając przy tym ramionami i coraz bardziej zniechęcając się do dalszych wyjaśnień, które chłopak traktował jako, bezmyślna gadka o niczym. Cicho bądź, już nie pierdolę. Aha, czyli sprytnie uciekliśmy od tematu? Super, no, na pewno na jej twarzy wymalowała się przez to dezorientacja, albo i zdumienie, ponieważ spodziewała się, kolejnej, filozoficznej, tak charakterystycznej dla Krukona odpowiedzi. Zawiodła się? Czy to tylko niezwykłe zaskoczenie? A kto, to wie? Nie ważne. Aha, powiem ci, że Jaro nie kieruję się ani rozumem, ani dusza, ani uczuciami. Chyba, że tymi negatywnymi.
- Będę robić co mi się rzewnie podoba! Nie masz już na mnie wpływu. – najpierw głos o tym samym natężeniu, później nieco cichszy, skierowany niczym ogromna szpila, przeciwko studentowi. Nie potrafiła już nad sobą zapanować. Nie kontrolowała odruchów, gestów, słownictwa, po prostu to wszystko ją przerastało. W tym samym momencie, miała gdzieś, wszystkie jego słowa, które kiedyś jej wpajał. Nakazy, zakazy, prośby i inne pierdoły. Patrzyła tylko na niego z tym samym zagubionym wzrokiem i miną bez emocji. Nie miała pojęcia, co ten człowiek robi, jakie ma zamiary? W sumie, po co się nad tym rozczulać.
- W takim razie rób co chcesz.. Zatrać się w tym wszystkim. Uciekaj. Żyj sobie w samotności, bo przecież to jest dla ciebie najwygodniejsze i najlepsze. Nie martw się, już nigdy nie zakłócę twojej cholernej harmonii życiowej. NIGDY - przez chwilę utrzymywała przenikliwy wzrok czarnych i drapieżnych tęczówek, na jego ciele. Wyglądał teraz jak męczennik, który resztkami sił, próbował przywrócić sobie chęć do życia. To był taki żałosny, a za razem niezwykle smutny widok, który niezwykle rozdzierał serduszko naszej Jokinen. Ale cóż, los chciał inaczej. Jaro chciał inaczej, dlatego też, nie było najmniejszego sensu, aby ciągnąć to wszystko dalej. Licząc jeszcze na ostatnie, wymowne spojrzenie, gryfonka nadal trwała nieporuszona. Bez skutku? Z jej ust, wydobył się dziwny dźwięk zawodu, rozpaczy, irytacji? Nie potrafię tego określić. W tym samy momencie, po prostu odwróciła się na pięcie, zakładając przemoczony kaptur, na ciężkie i wilgotne włosy. Wyszła, po prostu wyszła, z hukiem zamykając za sobą drzwi do kaplicy, które tak naprawdę z ogromną siłą, zamknął przeciąg, który utworzył się po ich otwarciu. Wtopiła się w tą paskudną mgłę i zatopiła to okrutne uczucie bezradności, bólu i żalu w zimnych kroplach deszczu, które miały doprowadzić ją do porządku. Bez skutku, to wszystko było okropne, czuła się taka bezsilna i bezradna. Czuję, że będą to najgorsze wakacje w jej życiu. Ale jak postanowiła, tak zrobi. Postara się na dobre zejść z jego uświęconej drogi. Najbardziej bolał fakt, że to wszystko miało się tak naprawdę zakończyć na dobre. I chyba, nic nie da się zorbić. Peszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Sheffield/Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 193
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5149-jude-chelsea-jackson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5154-hey-jude?highlight=jude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5159-platon?highlight=platon




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Pon Kwi 08 2013, 21:25

Chyba właśnie zdecydowała się na zrobienie kolejnej głupoty. Cóż ją pokusiło, żeby dobrowolnie spotykać się z osobą, której unikać powinna jak ognia? Bezmyślna puchoneczka. To nie skończy się dobrze. Nic w jej przypadku nie kończyło się dobrze. A jednak się zgodziła. Ale chyba jeszcze nic straconego, miała przecież całą godzinę, na rozmyślenie się, na wysłanie kolejnej sowy, w której bardzo ładnie tłumaczy, że akurat ma małe załamanie i chciałaby w łazience przesiedzieć resztę swojego życia, spuścić się w kanał i popłynąć gdzie jej miejsce. Nie napisała by tego dosłownie, mogłoby to zepsuć całą zabawę. Ale im dłużej o tym myślała, tym bardziej uświadamiała sobie, że nie potrafi znaleźć słów na metaforę, że chwilowo nie potrafi myśleć.
Nie śpieszyła się, wyszła dwadzieścia minut przed czasem. Po drodze zatrzymywała się kilkanaście razy. Odwracała się w stronę Hogwartu i zastanawiała, czy nie powinna przypadkiem zawrócić. Powtarzała sobie, wrócę przy następnej ławce, przy kolejnym drzewie, a kiedy była już na ucieczkę gotowa, spojrzała za siebie i stwierdziła, że przeszła spory kawałek, więc jaki był sens teraz z tego wszystkiego rezygnować?
Teraz stała przed kapliczką i podziwiała jej specyficzne piękno. To dziwne, tyle razy była w Hogsmeade, tyle razy pałętała się po lesie i okolicach, a jeszcze nigdy tu nie trafiła. Kilka głębokich wdechów i była gotowa. Mogła już tam wejść. Wnętrze oczarowało ją jeszcze bardziej, ale jednocześnie przerażało. Ogrom tego miejsca sprawiał, że czuła się niezwykle mała, zagubiona, a przecież na zewnątrz kapliczka wyglądała na malutką chatkę, która jest w stanie pomieścić maksymalnie pięć osób, żeby było im w miarę wygodnie. Jej kroki odbijały się echem. Zatrzymała się mniej więcej na środku i zadarła głowę do góry, aby podziwiać strop.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 54
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 59




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Pon Kwi 08 2013, 22:30

Po spotkaniu w pokoju rozrywek, Mael niewiele myślał o Jude. Był bardzo zajęty sobą, jak zwykle zresztą, bo jego rozwój duchowy wymagał wiele uwagi, jak uważał. Tak naprawdę po prostu podczas użalania się nad sobą nie miał zamiaru myśleć o kimkolwiek innym, chyba że był akurat bohaterem jednej z dramatycznych historii nagromadzonych w kolekcji Rosseau.
Ale w tym czasie kilka razy sięgnął po pióro. Raz nawet zaskrzypiało na pergaminie, ale ucichło po kilku minutach. Nie miał bladego pojęcia, gdzie podziało się jego natchnienie, które zazwyczaj go nie opuszczało, może momentami. W czasie kiedy bywało, że z pogardą czytał to, co udało mu się napisać, tak nie pamiętał, kiedy ostatnio zdarzyło się, aby w ogóle nie wiedział, co napisać. Pustka, otchłań w głowie, pochłaniająca wszystkie myśli, tańczące między uszami echo. Nie znał tego stanu, był mu obcy i Mael nie miał pojęcia, co mogłoby być tego przyczyną. Przez kilka godzin bezczynnie leżał, zastanawiając się nad genezą problemu.
I w końcu wymyślił. Wszystko przez Jude. Wszystko przez to, że wciąż nie poznał jej historii, jej obaw i myśli, wciąż nie podzieliła się z nim swoim smutkiem. Napisał od razu.
Zdziwił się, w gruncie rzeczy, że zgodziła się na spotkanie. Spodziewał się, że i tym razem nie pozwoli sobie na zbytnią poufałość. Z jakichś przyczyn Jackson miała duże opory przed chociażby spotkaniem z nim i chociaż jego ego czuło się tym poniekąd usatysfakcjonowane, to nie potrafił zrozumieć jej obaw, zwłaszcza, że zazwyczaj kiedy przybierał postawę godnego zaufania kompana, ludzie otwierali się przed nim, wierząc w to, że rozmowa z Rosseau może przynieść ulgę. Zresztą starał się im ją przynosić, mimo egoizmu. Przez zaparcie w unikaniu go, JJ intrygowała go coraz bardziej.
Wyszedł z Zamku dość późno, długo szukając potrzebnego ekwipażu, ale nie wystarczająco, by być spóźnionym. Dobrze znał drogę do kapliczki; poniekąd było to jego miejsce, naznaczone setkami spędzonych tam na myśleniu godzin, a od dłuższego czasu także baza startowa jego szaleńczych wypraw. Miał wydeptaną swoją własną ścieżkę do tego miejsca, prowadzącą okrężną drogą, przez manowce, dlatego Jude dotarła tam pierwsza; będąc już prawie u celu, zauważył, jak wchodzi do wnętrza budynku. Podążył za nią. Zostawił ekwipunek przed wejściem, opierając go o ścianę kapliczki tuż przy wejściu i stanął w progu.
Dobrze znał klimat tego miejsca i nie dziwił się wcale temu, że Jude zdawała się być nim oczarowana.
- Jednak przyszłaś - powiedział, zamiast przywitania, opierając się ramieniem o ścianę, a jego głos odbił się lekkim pogłosem po pustym wnętrzu. - Sądziłem, że się wycofasz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Sheffield/Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 193
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5149-jude-chelsea-jackson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5154-hey-jude?highlight=jude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5159-platon?highlight=platon




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Wto Kwi 09 2013, 18:06

Dopiero teraz, pogrążona w zupełnej pustce, dostrzegła pewną niepokojącą rzecz. Właściwie wszystko, co było związane z Maelem automatycznie stawało się niepokojące, ale przypomniała sobie to przenikające spojrzenie. Ale z tych oczu wyczytać mogła nie tylko niesamowitą chęć poznania, wręcz nachalność, zobaczyła w nich też pewnego rodzaju smutek. Jeszcze nie potrafiła go zdefiniować, jeszcze nawet nie była pewna, czy to przypadkiem nie było jakieś przywidzenie. W końcu ona miała wiele przywidzeń, ale nawet jeśli to tylko omam wzrokowy to i tak skłonił ją do poważnych refleksji. Lepiej, skłonią ją do myślenia o nim. To nie było dobre, nie powinna się teraz jeszcze tym gryfonem rozpraszać. Z gryfornami sama były kłopoty, oni tak mają, oni są specyficzni, a Jude do ich specyficzności miała słabość.
- Też tak myślałam. - Powiedziała cicho, nadal obserwując sufit. Wydawało się jej, że faluje. Jeśli by się wycofała, to jaki sens miałaby ich wcześniejsza korespondencja? Ten jego specjalny sposób, który mógł jej pomóc, zostałaby tajemnicą, a ona zmarnowałaby swoją szansę, zostając w swoim dziwnym i chyba nawet nieszczęśliwym stanie, na wieki. Jeszcze nie zeszła na ziemię, jeszcze była nieobecna, gdzieś daleko, jak zawsze. Przecież prawie nigdy nie można jej było spotkać twardo po ziemi stąpającej. Ona nawet kiedy wydawała się obecna, to lewitowała dwa centymetry nad ziemią. Westchnęła trochę rozmarzona i odwróciła się w stronę chłopaka. Znowu spotkała jego spojrzenie. Posłała mu ten swój małym firmowy uśmieszek, po którym na pięć kilometrów poznać można było jej zamyślenie i wędrówkę po własnym świecie. Może znowu przed wyjściem wypiła swoje magiczne herbatki? Nie. Właściwie to już dawno nie miała z nimi styczności To weszło jej w krew, przychodziło jej z niezwykłą łatwością, potrafiła odurzyć się powietrzem. A może odurzała się samą sobą? Tym dziwactwem, które dookoła siebie roznosiła? Nieważne, teraz po prostu stała, patrzyła na Rosseau i czekała. Może dla odmiany on się rozmyślił? Tylko...z czego miałby się rozmyślać? Coś w nim było, coś niedobrego, a Jude właśnie walczyła z własnymi lękami. Konfrontowała się z Maelem. Głupia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 54
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 59




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Wto Kwi 16 2013, 22:30

Dziwnym było, że w odbiorze Maela z perspektywy Jude cokolwiek dominowało ponad smutkiem i to do tego stopnia, że zagłuszało go do niknącego w oczach akcentu. Bo nawet pomimo tego, że czasami rozpacz chłopaka była sztucznie generowana, zdecydowanie nie była wymuszona i było to jak najbardziej szczere i definiujące go do szpiku kości. I nawet niezbyt często zdarzało się, by Mael starał się to okazywać; było to czymś tak naturalnym, ja mruganie lub oddychanie, właściwie niezależnym od niego i kontrolowanym tylko w chwilach, gdy się o tym pomyśli. Bywały chwile, gdy jego samodestrukcja była skrzętnie planowana, ale wcale nie było to zasadą. Wcale nie starał się też tego ukrywać, wręcz przeciwnie, pysznił się tym niczym Gryffindor szkarłatem, mówiąc sobie, że daje mu to lepszy pogląd na rzeczywistość. Zazwyczaj więc ludzie wychwytywali spod wszelkich innych afektywnych warstw i starali się okazywać mu empatię.
Ale może na tym polegała tajemnica chęci odkrycia myśli JJ; pomimo tego, że jak na dłoni widać było jej współczucie dla każdego cierpiącego, jej emocjonalność i wrażlwość, coś sprawiało, że traktowała go inaczej niż wszyscy. Zupełnie jakby znała się na ludziach w podobnym stopniu, co on...?
Zaśmiał się płytko na jej słowa; zdziwiła go barwa jej uśmiechu i spojrzenia, chyba pierwszy raz nie spoglądała na niego z podejrzliwością i przestrachem. A teraz się nawet nie starał, na czym przyłapał się przy okazji, a co jednak nie absorbowało jego uwagi zbyt długo. Może to i gorzej, ale skupił się na czymś innym.
- Wszystko jest przygotowane - poinformował ją, wciąż nie zdradzając szczegółów, wciąż też opierając się niechlujnie o próg i przyglądając się jej z pewnym oczekiwaniem na moment, w którym się wycofa i zniknie. - Jesteś pewna tego, co robisz? - zapytał, w sumie nie mając niczego konkretnego na myśli, a zabrzmiało to przynajmniej jakby proponował jej narkotyki, a nie przysługę i uwolnienie umysłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Sheffield/Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 193
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5149-jude-chelsea-jackson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5154-hey-jude?highlight=jude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5159-platon?highlight=platon




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Wto Kwi 16 2013, 23:04

Chciała widzieć w człowieku coś więcej, niż tylko człowieka. Chciała w Maelu widzieć istotę wyjątkową. Niby podobną, a jednak całkiem inną. I chociaż chciała zindywidualizować wszystkich ludzi, zbitych w szarą masę, to Rosseau był jej górą lodową, której zdobyć nie potrafiła. Szukała słowa, którym mogłaby go opisać, szukała odpowiedniego stwierdzenia, szukała jakiegokolwiek znaku, który zapewni ją, że po nim może spodziewać się tego i tego. Jude bała się nieprzewidywalności, a to właśnie biło od gryfona. Ale nieprzewidywalność Maela była całkiem inna, to nie była szaleńcza nieprzewidywalność jak u Alana. Tej nieprzewidywalności powinna się bać, powinna od niej uciekać, nigdy nie dawać mu okazji, na jej rozwinięcie, a godząc się na to spotkanie, sprowokowała taką właśnie sytuację. To nieważne, że miliard tu powtórzeń, potrzebne mi były do patetycznego i dramatycznego nastroju.
- Wszystko już przegrałam. Jak źle może jeszcze być? - Pewna nie jestem, ale wydaje mi się, że w jej świecących oczach utworzyła się szklista otoczka z łez, które natychmiast zdławiła. Posłała chłopakowi smutny uśmiech i podeszła jeszcze bliżej. Nie wiedziała jeszcze, co zaplanował, ale coś jej mówiło, że jeśli nie podejdzie, to się nie dowie. Czy powinna myśleć teraz o Alanie? Czy powinna myśleć o tym, co mu zrobiła? Czy nadal mogli nazywać się parą? Chyba nie. Jego ostatnie słowa odebrała jako rozstanie. Swoje wyjście, odebrała jako pożegnanie. Definitywne, od którego nie będzie wyjątków. Pożegnanie, przez które już nigdy nie będą mogli się powitać. Skreśliła ich drżącą ręką. Linia była niezwykle krzywa, miejscami w ogóle nie było jej widać. A może to jednak nie był koniec? Może to tylko chwilowa przerwa? Ale od niego bił chłód, z którym ona nie potrafiła sobie poradzić. Od niej natomiast biła szaleńcza rozpacz, miksacja wszystkiego, co w jej głowie. Chaos. Jude była jednym, wielkim chaosem, a Mael sprawiał wrażenie człowieka w tej samej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 54
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 59




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Pon Kwi 22 2013, 22:55

Szybko rozpracowała ogólne mechanizmy, jakie nadawały jego osobie kształtu. Owa nieprzewidywalność często tłamsiła też jego samego; była skutkiem ubocznym zadawania sobie razów na psychice i czymś niezwykle uciążliwym. Mael nie był w stanie określić, jak postąpi w danej sytuacji, a prawie każde postanowienie i tak brało w łeb w praktyce, jakby jego wolą sterowało upiorne alter-ego, chcące wyżyć się na nim jak najdotkliwiej. Nawet teraz nie wiedział, dlaczego właściwie znalazł się tu, w kaplicy, z nią. Dlaczego umówił się z nią w miejscu, na które wielokrotnie przelewał swoje emocje? To była przecież jego Oaza, nie chciał tu nigdy nieproszonych gości.
Jej słowa były dla niego jak afrodyzjak. Brzmiące niezmiernie znajomo, przyjemnie gorzko. na sam ich dźwieęk Maelowi zrobiło się smutno. Cierpiał z powodu jej krzywdy, chłonął ją teraz od niej porami, niczym wampir emocjonalny. To było przyjemne.
- Podejrzewam, że nie chcesz o tym mówić - powiedział cicho. Nie chciał jej poganiać, to byłoby nie na miejscu. Może i chciał ukraść jej emocje, ale wciąż miał do nich respekt. Miał też respekt do niej. Przekonała go do siebie jako jedna z nielicznych osób w Hogwarcie. Na pewno nie była pełna bezmyślego człowieczeństwa, jak większość. Była do niego podobna.
Nie dał milczeniu długo zalegać w przestrzeni. Za chwilę gestem przywołał do siebie Jude, odwracając się, by sięgnąć przez próg i chwycić przyniesioną ze sobą szkolną miotłę. Była trochę stara i trochę pokiereszowana, ale dla niego było to nawet lepiej.
- Adrenalina w większości sytuacji jest pomocna - wytłumaczył, trzymając przedmiot w wyciągniętej ręce. - Na chwilę. Ale można zdążyć dać upust negatywnym emocjom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Sheffield/Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 193
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5149-jude-chelsea-jackson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5154-hey-jude?highlight=jude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5159-platon?highlight=platon




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Wto Kwi 23 2013, 17:37

Gdyby tylko wiedziała, że Mael tak rozpaczliwie próbuje dostać się do jej smutku… no właśnie… co by wtedy zrobiła? Jak miałaby postąpić? Odseparować się od jego osoby twierdząc, że tylko mu to zaszkodzi? Że powinien cieszyć się swoim szczęściem, a nie usilnie zalewać duszę nieszczęściami? Nie było dobrego wyjścia z takiej sytuacji, ostatnio tylko takie sytuacje ją otaczały. A już najbardziej Jude nie chciała, by ktoś z jej powodu na twarzy wymalowany miał smutek. Chociaż sama miała go w sobie o wiele więcej, niż pokazywała, to wszystkich dookoła pragnęła uszczęśliwić. Nawet Rosseau, którego nie znała za dobrze, którego się nawet bała. To nieważne, wszyscy zasługiwali na szczery uśmiech, za którym nie kryło się nic innego, na oczy pełne wesołych ogników. A oczy Maela przysłonięte były gęstą mgłą. Wzrok choć utkwiony w jej sylwetce, to jednak jakiś odległy, zmiękczony, nierealny. On cały był jakby z tragedii wyciągnięty, nieustannie szukał czegoś. Nie wiedząc czemu, Jude wymyśliła sobie, że gryfon już się w tych swoich pragnieniach zagubił.
Na to trafne spostrzeżenie uśmiechnęła się tylko delikatnie i flegmatycznie przeczesała swoje włosy. To chyba było najlepsze, co mógł powiedzieć. Chyba tego jednego zdania potrzebowała. Kiedy na lekcji stała z Lailą to czuła, że siostra Alana oczekuje szczegółowego sprawozdania, którego ona nie była wstanie jej dać, a Mael pozwolił jej milczeć. Jaka szkoda, że miało tak być do czasu. Do czasu, aż w końcu się przed nim otworzy.
- Może czując serce w gardle, przynajmniej je wypluję. – Ale obawiała się tego trochę. Latanie na miotle nigdy nie było jej mocną stroną, zawsze udało się jej spaść na ziemię i nabić kilkanaście siniaków. Pewnie dlatego tak niepewnie, z lekkim strachem, na klimatyczną miotłę patrzyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 54
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 59




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Czw Kwi 25 2013, 19:18

To stanowiło spory problem - kiedy ludzie zaczynali chcieć pocieszyć Maela, jeśli zależało im na Rosseau na tyle, by źle się czuć z powodu jego smutku. On nigdy nie miał zamiaru im na to pozwalać, ucinał wszelkie próby wywołania w nim radości, nie chcąc dać się wciągnąć w niebezpieczny wir, wchłonąć przez oślepiający blask. Ale doceniał te starania. Często tych ludzi obdarzał uczuciem i przywiązaniem. Dla obu stron stanowiło to jednak zagrożenie. Było niczym innym, jak gwarancją bólu i głębokich ran. A chociaż Rosseau był uzależniony od własnego smutku, patrzenie na szkody wyrządzone innym przy umartwianiu się wprawiało go w stan dysonansu poznawczego i niemożności pojęcia umysłem swoich pragnień. Wolał w ogóle nie kochać i nie przywiązywać się, albo czuć to wszystko w stosunku do kogoś, komu na zawsze pozostanie obojętny, by ze swojego odrzucenia czerpać ten przyjemny rodzaj smutku, ten niezbędny.
Z Jude ten ostatni scenariusz na pewno nie był możliwy. Ona zdawała się kochać wszystkich, niezależnie od tego, kim są, jacy są, czy w ogóle ich zna. A może to tylko on miał takie wrażenie, bo nie rozumiał, jak można posiadać aż tak wielkie pokłady empatii i współczucia.
- Nie warto - odparł na jej słowa, mając na myśli coś zupełnie innego, niż, jak zakładał, Jude się spodziewała. Ale nie powiedział tego nieszczerze. Raczej tylko odniósł się do samego siebie. Nie spodziewał się, żeby JJ w ten sposób na to spojrzała.
Czas, by odlecieć. Gestem przywołał do siebie dziewczynę, wychodząc na zewnątrz. Wsiadł na miotłę i poprosił, by Jude usiadła za nim.
- Mocno się trzymaj - powiedział i nie czekając na reakcję, odbił się mocno nogami od ziemi, wzbijając się w przestrzeń, w zatrważającym tempie oddalając się od bezpiecznej ziemi, od kapliczki. Drzewa z każą sekundą malały, tak samo jak porozrzucane klocki domów w mieście, widoczne za lasem. Wiatr szumiał mu w uszach, a serce biło mocno i głośno, gdzieś w okolicach przełyku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Sheffield/Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 193
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5149-jude-chelsea-jackson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5154-hey-jude?highlight=jude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5159-platon?highlight=platon




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Czw Kwi 25 2013, 19:52

Jude tej empatii nauczyła się od matki. Biorąc pod uwagę okoliczności, to takie stwierdzenie brzmi wręcz śmiesznie. Ale właśnie przez to, że kobieta nigdy nie okazywała jej uczuć innych niż niechęć, a w chwilami nawet nienawiść, Jackson ubzdurała sobie jeszcze dzieckiem będąc, że nie była wystarczająco dla matki dobra. Jakaś mała duma nie pozwalała jej jednak zabić rodzicielki życzliwością, musiała przelewać to na każdą inną, żywą istotę po ziemi stąpającą. I kiedy już w jej głowie zrodziła się myśl, że nigdy godną miłości swojej matki nie będzie, że jest czarną owcą rodziny, której tak po prostu się pozbyli to mogło być tylko gorzej. Jude była śmietnikiem na własne myśli i trywialne kompleksy, była niezwykle prosta, ale sprzeczne zachowania kreowały zagmatwany obraz w oczach innych. Nie chciała, by ktoś ją zrozumiał, nie pozwalała na to, bo ze zrozumieniem ciągnęły się niekończące historie. No i tutaj następstwo wylewności, pocieszanie. Pod tym względem była z niej trochę hipokrytka, też nienawidziła, kiedy ludzie patrzyli na nią z politowaniem, kiedy mieli zamiar mówić, że przecież wszystko będzie dobrze. Dlatego ona najzwyczajniej w świecie, nie mówiła. Kochała ciszę, która była muzyką dla jej uszu. I według niej jeden, mały uścisk wystarczył, żeby drugiej osobie dać do zrozumienia, że się przy niej jest. Taka to jej filozofia.
Może faktycznie nie warto? Czym byłaby bez serca? Czy potrafiłaby wtedy potrafiłaby kochać tak, jak teraz? Czy wtedy jej rozmowy, jej przebywanie z Maelem byłoby tak samo intensywne? Bez słowa wyszła z nim na zewnątrz i bez słowa na tą miotłę... wsiadła? Chyba to się właśnie z miotłami robiło, ale ona mioteł się bała, nigdy nie potrafiła nad tym trzonkiem zapanować. Teraz byli bliżej niż kiedykolwiek i nie wiadomo dlaczego, Jude poczuła, że to ma dwa znaczenia. Trochę ją onieśmielił fakt, że musiała objąć Maela w pasie, zrobiła to bardzo nieśmiało i delikatnie, ale on kazał trzymać się mocno... I ruszyli. A włosy rozwiał wiatr. Starała się być dzielna! Naprawdę się starała, długo patrzyła w dół, ale kiedy chłopak nagle skręcił, w jej głowie pojawiła się karuzela. Musiała przymknąć oczy i schować się gdzieś w jego... plecach? Ramieniu? No jakoś tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 54
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 59




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Sob Maj 18 2013, 19:43

Mael tak bardzo chętnie wysłuchałby tej historii... Kiedyś usłyszy. Był cierpliwy. 
Tak jak i Jude, Mael od swoich rodziców różnił się niemiłosiernie. Nie przyjął od nich chyba nic z tego, co mu oferowali. Żadnych nauk. Nie miał pojęcia, dlaczego tak było, ale ani ojciec, ani matka w żaden sposób go nie ukierunkowali, mimo starań pozostawał poza zasięgiem ich rodzicielskiej siły. Sam nie zauważył momentu, w którym stał się taki, jakim był. I nie miał pojęcia, co miało na niego taki wpływ. Zresztą nie roztrząsał tego. Dobrze mu było z samym sobą. Dziwnie mu było patrzeć na rodziców, którzy każdego dnia byli niesłychanie szczęśliwi i do wszystkiego optymistycznie nastawieni, a on wiedział, że to kiedyś się na nich zemści, nie będą mogli na zawsze utrzymać się w stanie nieważkości. Szkoda, że nie mógł ich ostrzec. Przynajmniej on sam nie popełni ich błędów.
Lecieli. To było dziwne doświadczenie. Niezwykłe ze względu na to, że pierwszy raz w takiej chwili nie był sam. Tej, w której uwalniał myśli, oczyszczał się i naładowywał. Nigdy nie chciał nikogo przy sobie podczas tych operacji, a tym razem przytulona kurczowo do jego pleców Jude skupiała jego uwagę bardziej, niż lot. Sam ją zaprosił. To najdziwniejsze. Tak, to było tylko działanie mające doprowadzić go do upragnionego celu, ale chyba nie myślał o tym, ani wcześniej, ani teraz.
Szarpnął miotłą, skręcając gwałtownie i nurkując jednocześnie w dół. Lecieli teraz tylko trochę ponad drzewami, prawie zaczepiając o ich czubki stopami.  Prowadził miotłę z wyczuciem, ale wykonywał niebezpieczne manewry jeden za drugim, przyspieszając do zawrotnej prędkości, mając nadzieję, że JJ trzyma się wystarczająco mocno. Ich podróż trwała kilka minut. W końcu wylądowali miękko, znów przed kapliczką. Przez chwilę Rosseau nie mógł się nawet poruszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Sheffield/Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 193
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5149-jude-chelsea-jackson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5154-hey-jude?highlight=jude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5159-platon?highlight=platon




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Pon Maj 20 2013, 14:59

W padła w jakiś dziwny nastrój. Z jednej strony, miała ochotę oddać się panice. W powietrzu nigdy nie było pewnie. Bała się, że jeszcze kilka metrów, a ona ześlizgnie się z miotły i spadnie. przerwie idealną harmonię drzew, zakłóci spokój kwiatów i unieruchomiona wyląduje gdzieś w krzakach. Pochłoną ją leśne stworzenia, wsiąknie w ziemię. Ogarniało ją to absurdalne poczucie nieustannego znikania. Potrafiła wyłączyć je na chwilę, zapomnieć, ale w chwilach takich jak ta, kiedy czuła znacznie więcej niż powinna, kiedy podskakiwała jej adrenalina, nie panowała nad niczym. A z drugiej strony, zasiała w sobie liche i marne ziarna zaufania. Do Maela. Do osoby, przed którą tak zawzięcie się broniła. Przecież nie zabrał jej tutaj, żeby ją zabić, przecież nie miał zamiaru zrzucić jej w przepaść. Tak jej się przynajmniej wydawało, nie zachowywał się jak człowiek z planem tak brutalnym. Bo to, że jakiś plan musiał mieć, było dla Jude oczywiste. Zignorowała szept zdrowego rozsądku, nie chciała teraz myśleć racjonalnie. Kiedy po raz kolejny skręcili, postanowiła skupić się na czymś innym. Postanowiła skupić się na selekcji myśli. Chciała poczuć przyjemną pustkę, chciała, żeby wiatr przewiał wszystkie jej wątpliwości. Jeszcze nie wiedziała, że to spotkanie z Maelem bardzo się jej przyda, przy kolejnym spotkaniu z Alanem. Jeszcze nie wiedziała, że będzie mu wdzięczna bardziej niż w tej chwili, kiedy w końcu ponownie znalazła się na stabilnym gruncie. Przez chwilę nieruchomo stała i wpatrywała się w niebo. W końcu, z lekkim uśmiechem, odwróciła się w stronę Rosseau. Co powinna teraz zrobić? Właściwie, to nie myślała. Delikatnie musnęła policzek chłopaka i ciche 'dziękuję' wyszeptała. Teraz zostało jej tylko jedno. Ruszyć przed siebie.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Kill Devil Hills, Anglia
Galeony : 40
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 36
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6811-wolfgang-vermonth-atwood-hansavritson#193905
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6812-wolfa#193907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6822-wolfgang-vermonth-atwood-hansavritson




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Sob Paź 26 2013, 11:13

Nawet Wolf czasem chodzi tak jak w tym momencie. Powoli, jakoby z rozmysłem stawiając każdy kolejny krok. Dla postronnego obserwatora musiał wyglądać niebywale śmiesznie. W końcu większość osób znała go jako nauczyciela zacnej gry, a wcielając się w taką rolę Hansavritson stawał się żywiołowym człowiekiem, którego nic nie zdoła powstrzymać. Po raz kolejny możemy zobaczyć jak wielkim kontrastem raczy nas świat. Nie zdecydowałem się jeszcze czy to pastwienie się czy też zwyczajna zabawa w kotka i myszkę. I jedno i drugie jest zapewne nijaką zniewagą dla osoby pragnącej zostać obserwatorem.
Właściwie nie wiedział gdzie idzie. Możliwe, że pragnął po prostu odczuć ukojenie podążaniem przed siebie albo zapomniał gdzie zmierza. I jedna i druga opcja nie sprzyjała jego egzystencji, jednakowoż tym faktem od dawna już nie powinniśmy się przejmować.
Jednak gdy otrząsnął się chwilowego zamroczenia umysłu, okazało się, ze znajduje się w opuszczonej kapliczce. Nawet nie widział kiedy skierował swe kroki właśnie w to miejsce. Powiedźmy, że to na zawsze ma zostać tajemnicą.
Usiadł na jakiejś ławce i zaczął myśleć. Można byłoby sądzić, że to anomalia... Jednak zapewne nie obrazi go to, nawet gdyby ktoś bardzo tego pragnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 29
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 55
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 55
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6792-polly-m-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6793-parowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6841-pola#195053




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Nie Lis 03 2013, 17:57

Najmocniej przepraszam, że dopiero teraz, ale jakoś słabo ostatnimi czasy mi idzie odpisywanie. Generalnie rzecz biorąc nie mam absolutnie zielonego pojęcia, co Pollyanna mogłaby robić w okolicach kapliczki, bo to raczej nie jest miejsce, w którym spędza wolny czas, ale załóżmy, że ziemia w tej okolicy jest szalenie żyzna i Pola raz na jakiś czas są podbiera, coby użyźnić hodowane roślinki. W końcu im lepiej towar jest traktowany, tym lepiej smakuje a im lepiej smakuje, tym częściej klienci wracają. To motto sprawdza się zarówno w gastronomii jak i w dilowaniu.
W każdym razie w danym momencie, kiedy Wolfie pojawił się gdzieś na horyzoncie, dziewczę moje drogie znajdowało się skrzętnie schowane za kapliczką, w najlepsze kopiąc różową łopatką w ziemi, którą to zresztą od razu wrzucała do dużego wiaderka - różowego, bo było w komplecie z łopatką.
Zadowolona z życia - chociaż nie wiem czemu, bo wcale takie kolorowe to ono nie jest - pogwizdywała, z trudem podnosząc się z klęczek. Starość nie radość i te sprawy, a stawy które zesztywnieją bolą jak cholera. W każdym razie po krótkiej i jakże bolesnej chwili, którą skwitowała żałosnym jęknięciem, udało jej się wyczłapać zza kapliczki, przy czym nieomal się potknęła o wykopany przez nią dołek. Jakież było jej zdziwienie, gdy o tej porze - porze w której przecież nikogo nie powinno tu być! - wpadła na kogoś.
Cóż, wiaderko i łopatka rzucały się w oczy i nie dało się już ukryć dowodów zbrodni, toteż Polly stanęła jak wryta, rozdziawiając buźkę i wlepiając tępy wzrok w intruza.
A cóż innego mogła zrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 983
Dodatkowo : teleportacja, animagia (szary niedźwiedź)
  Liczba postów : 318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5538-clement-appius-wellington
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5564-clement-wellington?highlight=clement
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5548-puchacz-clementa?highlight=puchacz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7851-clement-a-wellington




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Nie Lis 24 2013, 12:17

Ja tym bardziej nie mam pojęcia, co Clement tam właściwie robił, biorąc pod uwagę, że nieczęsto opuszcza swoją samotnię i zwykle kursuje między własną chatką a Zakazanym Lasem, od czasu do czasu wpadnie do Hogsmeade na kufel piwa. Ostatnio co prawda wybrał się do Londynu, ale to już zasługa Gai, której urokowi i nieustającemu entuzjazmowi jakoś nigdy nie mógł się oprzeć. Właściwie to była całkiem niezła przygoda - ich niewinne zabawy w fontannie zostały uznane za przejaw rozwiązłości, wandalizmu, chuligaństwa i Bóg wie czego, noc spędzili w areszcie, na twardych pryczach, przy akompaniamencie chrapania policjanta czy tam strażnika miejskiego, nieważne. W dodatku wlepiono im roboty społeczne, malowanie jakichś okien! Clement nie był pewien, czy bardziej go to bawi, czy złości, ale co tam! Gaja wydawała się świetnie bawić, więc on również nie narzekał.
W każdym razie spacerował sobie niespiesznie, z rękami wciśniętymi w kieszenie sfatygowanego płaszcza, kiedy jego uwagę zwrócił jaskrawo różowy kubełek i łopatka, którymi ktoś zawzięcie pracował. Wellington zmarszczył brwi. Dlaczego przy kapliczce? To dosyć... niewłaściwe, prawda? W dodatku twarz dziewczyny wydawała mu się dziwnie znajoma, chociaż nie mógł sobie przypomnieć skąd. Patrzyła na niego ze zdumieniem i miną osoby, która została przyłapana na gorącym uczynku, więc z pewnością robiła coś, czego robić nie powinna. Gajowy odchrząknął i spojrzał na nią pytająco.
- Dobra ziemia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Wiek : 29
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 55
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 55
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6792-polly-m-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6793-parowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6841-pola#195053




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Czw Gru 05 2013, 15:16

Oooo proszę, chwilę mnie nie ma i nie śledzę tego, co się dzieje na forum a tu już się jakieś romanse między moimi ziomami zawiązują! Że już nie wspomnę o nowych postaciach i życiowych dramatach innych czarodziejów, ale mniejsza o to. Z góry przepraszam za taką zwłokę, ale ostatnimi czasy pisanie idzie mi jak krew z nosa, a życie bardzo, bardzo pochłania, niestety.
Swoją drogą właśnie zauważyłam, że coś często nie idzie mi to odpisywanie. Lol.
Załóżmy, że Wolfganga tu w ogóle nie było (podły człowieku nie odpisać tak długo i nie dać znaku życia, to nawet ja tak nie robię raczej!) i skoro od początku to Clement przyłapał Polly na tej jakże niegodziwej zbrodni, dziewczę stało nieco mniej spięte i zaskoczone. To znaczy, z początku w ogóle go nie poznała i spięła się, przełączając mózg na najwyższe obroty, by wymyślić jakiś logiczny powód kopania ziemi przy kapliczce - co jej swoją drogą nie wyszło - szczęśliwie chwila konsternacji, dodała dwa do dwóch, skojarzyła twarz i jej oblicze rozjaśnił uśmiech. Wbrew pozorom ludzie aż tak strasznie z wyglądu się nie zmieniają (o ile nie zrzucą 30 kilo bądź tylu też nie przytyją), a Clement wyglądał tak sam, jak za starych lat. No, różnica może była, bo pojawiły się zmarszczki a jego oblicze zdawało się być udręczone, ale to wciąż był ten sam Wellington, którego Pola znała ze szkoły.
- Och, dobra przyłapałeś mnie. - rzuciła z udawaną uległością, smętnie zwieszając ramiona po obu stronach swojej talii. - Nie wiem jakim cudem, ale ziemia tutaj jest o wiele bardziej żyzna niż w okolicach Grzybka, a moje rośliny i zioła ostatnimi czasy słabo rosną, więc chciałam je trochę wzmocnić przez największymi mrozami. Nie mam czasu na poszukiwania jakichś nawozów. Poza tym jestem fanką naturalnych sposobów użyźniania ziemi. Mam nadzieję, że na mnie nie doniesiesz, Clemencie. - dodała, ujmując wiaderko przed sobą w obie dłonie i postępując kilka kroków do przodu. Mimo iż miała ochotę rzucić się w ramiona mężczyzny i wyściskać za te wszystkie lata, które się nie widzieli i nie mieli kontaktu, nie zrobiła tego, powstrzymana przez własną powściągliwość. Zresztą Clement też nie wyglądał jakby palił się na tak czułe powitania.
- Kopę lat, co? - zagaiła, z ciekawością przyglądając się z bliska staremu kompanowi. - Brzuszek ci urósł. I masz zmarszczki!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 31
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 983
Dodatkowo : teleportacja, animagia (szary niedźwiedź)
  Liczba postów : 318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5538-clement-appius-wellington
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5564-clement-wellington?highlight=clement
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5548-puchacz-clementa?highlight=puchacz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7851-clement-a-wellington




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczona Kapliczka   Pią Gru 13 2013, 20:31

Na początku przepraszam, że dopiero teraz, trochę się nam akcja rozlazła, ale zaraz to nadrobimy.
Clement wpatrywał się przez chwilę w dziwnie znajomą twarz, próbując umiejscowić ją w czasie i otoczeniu, uświadomić sobie, dlaczego ma wrażenie, że dobrze ją zna, i dlaczego gdzieś w zakamarkach mózgu kołacze się jej imię, którego jednak nie może przywołać. Czuł się dziwnie, jakby nagle cofnął się w czasie, ale nie potrafił określić, który to moment w jego życiu. W dodatku był na gorszej pozycji, bo mimo że odpowiedział czymś na kształt uśmiechu, nie potrafił sobie przypomnieć, kim dokładnie jest ta dziewczyna i jakie stosunki go z nią łączyły, a ona wyraźnie go rozpoznawała. Dopiero po chwili jakaś klapka w jego pamięci odskoczyła gwałtownie i na jego oczy błysnęły zrozumieniem. Sugestia, że mógłby na nią donieść, głęboko go uraziła, ale nie dał tego po sobie poznać. Może kopanie pod kapliczką i zabieranie stamtąd ziemi nie było najwłaściwsze, ale z pewnością nie nielegalne. Wzruszył więc lekko ramionami i uniósł lekko brwi, ale na ustach zaigrał cień uśmiechu.
Och, cieszył się, że ją widzi, za czasów szkolnych mieli dobry kontakt mimo dwóch lat różnicy. Właściwie nie pamiętał, jak się poznali, to znaczy byli w jednym domu, ale mimo wszystko zdarza się, że przez te wszystkie lata człowiek nie zamieni słowa z kimś, z kim nie ma wspólnych lekcji. Możliwe że to była jakaś impreza, może po jednym z wygranych meczów, kiedy Clement jeszcze grał na pozycji obrońcy w gryfońskiej drużynie quidditcha, a Todd był ścigającym. To były dobre czasy, chyba najlepsze i właśnie dlatego ich wspomnienie tak bardzo bolało. Ona też się nie zmieniła, to było niesamowite, choć może wcale nie? W końcu nie minęło dwadzieścia lat, a zaledwie kilka, może nie powinien się tak bardzo dziwić?
- Całe wieki, Polly. Brzuszek? Być może - prawdę mówiąc w jego przypadku trudno mówić o jakiejkolwiek zbędnej tkance tłuszczowej - nie należał do osób, które przy każdej pracy fizycznej wysługują się magią, wręcz przeciwnie, lubił to uczucie, że panuje nad własnym ciałem, że zmusza je do wysiłku, a ono jest w stanie mu sprostać, więc pod jego skórą kryły się twarde supły mięśni. - Zmarszczki? Na pewno, chociaż rzadko patrzę w lustro - odruchowo przesunął dłonią po zarośniętym policzku. - Co u ciebie? A co do ziemi, mogę ci jakąś podrzucić. Mam trochę we własnych zapasach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Opuszczona Kapliczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Opuszczona Kapliczka
» Opuszczona stacja kolejowa
» Opuszczona radziecka baza
» Opuszczona Kuźnia
» Opuszczona klasa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-