IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pub "U nieudacznika"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : wilkołak, teleportacja
  Liczba postów : 386




Gracz






PisanieTemat: Pub "U nieudacznika"   Czw Cze 28 2012, 21:20

First topic message reminder :


Pub "U nieudacznika"

Mimo względnie niepozornej nazwy (ale za to jakże adekwatnej!) wnętrze jest naprawdę wypasione, tak samo zresztą jak menu. Tanie alkohole, pyszne przekąski, dobra muzyka i miła, profesjonalna obsługa, która w dodatku rzadko pyta o dowód przy sprzedaży napojów wyskokowych - czego chcieć więcej? Pub mieści się przy ulicy głównej Hogsemade i robi naprawdę dużą konkurencję Trzem Miotłom. Zapraszamy!

Piwo kremowe
Ajerkoniak
Kłębolot
Jagodowy jabol
Miętowy Memortek
Smocza Krew  
Dymiące Piwo Simisona
Absynt
Bass
Boddingtons Pub Ale
Jagodowy jabol
Różowy Druzgotek
Stokrotkowy Haust
Sok Dyniowy
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Ognista Whisky
Wino skrzatów
Wino z czarnego bzu
Sherry
Rdestowy Miód
Łzy Morgany le Fay
Papa Vodka
Tuică
Uścisk Merlina
Wino pokrzywowe
Zezowaty Iwan

Boginy
Błękitne Gryfy
Hogsy
Morgana Le Fay
Wizz-Wizz

Dyniowe paszteciki
Zapiekane paluszki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Mexico City
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 276
  Liczba postów : 269
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6246-karin-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6247-kto-kochanek-a-kto-wrog
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6248-poczta-karin




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sro Lis 23 2016, 12:41

HAHA! Ktoś tu próbował obrazić Karin! Jakby to było możliwe! Dobre sobie. Chłopak podczas swojej wypowiedzi cały czas patrzył w jej oczy uśmiechając się uroczo. Ooo... jak słodko.
-Ojej,  jakiś ty miły. Nie wiedziałam, że jesteś stylistą!- zawołała uśmiechając sie szeroko i udając zachwyt. No cóż, pannę Cortez raczej nie łatwo obrazić, a juz na pewno nie w ten sposób.
Niejednokrotnie słyszała gorsze obelgi, gdy jeszcze wystawała na ulicach Mexico City. Po prostu nauczyła sie je ignorować lub obraca w żart.
-A tak swoją drogą nie ładnie pytać kobiety o wiek.- dodała puszczając mu oczko.
No cóż. Wino okazało się dość mocne jak na trunek tego gatunku. A ona dodatkowo lubiła prowokować i denerwować ludzi dookoła. Co poradzić. Chłopak chciał być słodko-wredny? No cóż, ona też to potrafiła.
Gdy mężczyzna nazwał je "dziewczynkami" znów uroczo się do niego uśmiechnęła.
-Niech pan uważa z tym winem. Nie jestem pewna, czy takie dinozaury powinny je pić. Jeszcze Panu pikawa stanie i będziemy musiały pana ratować, a nie mam ochoty sobie popsuć swojego kurewskiego make up'u.- powiedziała teatralnie udając troskę.
Dopiero po chwili dotarło do niej co tak właściwie wcześniej powiedziała Fire. Ona również słyszała plotki, ze coś sie szykuje, ale jakoś nie miała chęci dociekać o co chodzi. Natomiast teraz ją to zaintrygowało.
-Co miałaś na myśli mówiąc, że mają zorganizować coś dużego?- spytała opróżniając do połowy swój kieliszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 204
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13596-shawn-e-reed#362311
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13598-shawn#362326
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13600-wrona-shawna#362330
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13601-shawn-e-reed#362331




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Czw Lis 24 2016, 06:07

Nie chodziło mu głównie, żeby po prostu obrazić Karin, a jedynie zniechęcić, co wydawało się prawie niemożliwe, obie uczennice przyssały się do niego jak kleszcz do swojego nosiciela. Wiedział, że nie zamierzają go szybko opuścić, dlatego Shawn próbując jakkolwiek sobie umilić ten czas, wdał się w dyskusję.
- Czy ja muszę być stylistą, by ocenić kurwę, że jest kurwą? – Zapytał się z miną głupka, który faktycznie nie zna odpowiedzi. Mógłby być dobrym aktorem, elementy takie jak emocje czy zachowania, Shawn potrafił idealnie odegrać. Że w pierwszej chwili można było się zawahać, czy on mówi serio. Po kolejnych słowach jedynie zmarszczył czoło, grając dalej nieinteligentnego i nierozumnego człowieka.
- Kobiet się nie pyta, ale… ty jesteś jeszcze dzieckiem przecież. - Mówił to, tak jakby to było oczywiste, że jak ona mogła w ogóle myśleć inaczej. Reed tak bardzo się śmiał w duchu z całej tej szopki. Kiedy skończyło mu się wino, nie poprosił o następne, a zwyczajnie pozostał już o suchym pysku. I tak tutejsze wino nie jest najwspanialsze.
Kolejny „żart” Karin wprowadził go w otumanienie. Nie wiedział już, czy ona na serio myślała, że co, poczuje się źle? Coraz bardziej wydawało mu się, że siedzi w towarzystwie dzieci w przerośniętym ciele.
Zwrócił się do panny Fire. Uniósł brwi, patrząc na nią jak na debila. Tak, jego tatuaż miał coś związanego ze zniczem. Ale czy samego ptaka Znikacza można pomylić z tym małym ustrojstwem?
- Wygląda to jak znicz czy jakiś ptak? – Odpowiedział na pytanie pytaniem, może sama zrozumie swój błąd, nie będzie musiał jej w tym pomagać. Ten sam tatuaż miał również na nadgarstku, tak btw.
Zapowiadał się dość ciekawy wieczór, jedyne co było dla niego pewne, że nie wyjdą stąd jako trzej najlepszych przyjaciół. Zastanawiał się bardziej czy w ogóle wyjdą stąd w trójkę, czy na przykład ktoś nie zostanie już w pubie do końca świata i jeszcze dłużej.
Panna Blaithin się mu przedstawiła. Super, teraz jego kolej? Meh.
- Shawn. – Odpowiedział jej dość chłodnym tonem, czekając aż Karin odpowie kolejnymi, super inteligentnymi żarcikami. Oh, jak on to kochał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 638
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 884
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Czw Lis 24 2016, 19:44

Naprawdę nie żałowała, że się tu zjawiała. Mogła równie dobrze spędzić ten wieczór samotnie przy barze, marnując swoje ostatnie papierosy i smakując w wyjątkowo słodkim alkoholu. Ale nadarzyła się okazja posłuchać całkiem ciekawej "rozmowy". Fire myślała, jak sprowadzić ją na tematy, podczas których dowiedziałaby się o tajemniczym nieznajomym więcej.
- Zresztą, skąd mogłaś wiedzieć, Cortez. Nie znamy go. - dziewczyna wzruszyła ramionami, zastanawiając się, czy któreś z nich odpuści sobie słowne przepychanki. Miała wrażenie, że nie. Zastanawiające jednak, że wytatuowany mężczyzna dalej ich nie opuścił. Obserwowała go swoimi ciemnymi oczami, starając się nie tonąć ciągle w dymie papierosowym. Cortez grała w jego grę, natomiast Fire nie przekonywała perspektywa bawienia się teraz w teatrzyki. Dlatego zamówiła sobie kolejną szklankę, czując przyjemny wpływ alkoholu, otępiający lekko jej zmysły.
- Chyba nie jesteśmy godne towarzystwa pana dorosłego. - zwróciła się do swojej znajomej, krótko wybuchając śmiechem. Tak naprawdę nie przepadała za osobami, które uważały ją za dziecko tylko ze względu na wiek. Nikt nie miał prawa osądzać Fire, nie znając historii tej Gryfonki. Co prawda, paradoksalnie robiła wszystko byleby nikt nie zapragnąć jej poznać. Skrzywiła się na wzmiankę "pomocy" nieznajomemu. Prędzej oddałaby całą swoją kolekcję czarodziejskich kart niż zbliżyła się do tego faceta. Nie to, że ją odrzucał. Ale po prostu wzbudzał w niej sprzeczne emocje. Jednoczesną chęć zmycia mu z twarzy tego głupiego wyrazu jakimś ładnym zaklęciem, z drugiej pociągnięcia go za język, żeby powiedział coś więcej. Choćby na temat książki.
- Teraz widzę, że to Znikacz. Ale właśnie na tych ptakach są wzorowane znicze - odparła, zdziwiona tym, że jeszcze popisuje się swoją wiedzą z Quidditcha. Poza tym nie miała szyi nieznajomego tuż przed sobą, więc nie widziała dokładnie.  - Shawn. - powtórzyła dziwnym tonem. - Wolę Ponuraka.
Wypiła jeszcze trochę swojego napoju, pilnując się jednocześnie, żeby nie przesadzić. Fire nie mogła polegać na swojej głowie tak, jak by tego chciała.
- Mistrzostwa w Quidditchu. Nie rozumiem, jak połowa szkoły może się tym aż tak fascynować. - prychnęła cicho, wyrażając tym samym swoją pogardę dla tego sportu. Wolałaby jakieś inne wydarzenie niż nudne rozgrywki, na których nawet się nie zjawi. Do tego zjadą się ci wszyscy zawodnicy, na widok których będą piszczeć wszystkie dziewczęta. Żenujące. Przez myśl przemknęło jej, że być Shawn także zjawił się tu z tej okazji. Pytać w każdym razie nie zamierzała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Mexico City
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 276
  Liczba postów : 269
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6246-karin-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6247-kto-kochanek-a-kto-wrog
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6248-poczta-karin




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sob Lis 26 2016, 09:34

Karin powoli zaczynała się nudzić i rozważać zmianę lokalu. Ale tak właściwie czemu to ona miała sobie iść skoro była tu pierwsza? To Pn Ponury psuł miły wieczór swoim twierdzeniem że jest lepszy od wszystkich. Szczerze mówiąc już nawet nie zwracała uwagi na to co mówił. Siedziała i patrzyła na zebranych udając zainteresowanie.
-To skoro takiemu staruchowi jak ty przeszkadza towarzystwo takich pieprzonych smarkul jak my, dlaczego po prostu sobie stąd nie pójdziesz?- spytała obojętny, tonem.
-Daj mi Bass słodziutki.- rzuciła do barmana.
W sumie to dziwne. Po winie powinna mieć fajny humor, skory do żartów, a nie doła i obojętność na otoczenie. Oczywiście znowu zaczęła myśleć o Meksyku i tym mugolskim śmieciu który się nią zajmował.
Z zamyślenia wyrwał ją komentarz Fire o Quidditchu.
-Też tego nie rozumiem. Jakby wiszenie na drewnianym kiju 30 metrów nas ziemią i obrywanie zaczarowaną piłką mogło być męczące i ekscytujące. Bez sensu.- mówiąc to otrzymała juz swoje zamówienie i pociągnęła z butelki spory łyk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 204
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13596-shawn-e-reed#362311
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13598-shawn#362326
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13600-wrona-shawna#362330
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13601-shawn-e-reed#362331




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Pią Gru 02 2016, 00:48

Rozmowa z tą dwójką zaczynała go jeszcze bardziej irytować i denerwować. Nastawił się już psychicznie na to, że będą się kłócić, w dość długiej wymianie zdań, natomiast Karin już okazała obojętność, zanim zdołali w ogóle się rozkręcić. Spojrzał na Cortez z znużeniem i z uniesioną brwią, lecz kiedy dziewczyna odezwała się w dość "njetypowy" sposób do kelnera, nie mógł się powstrzymał i wybuchnął czystym śmiechem.
- Prosze pani, odzywając się tak do pracowników, naraża ich pani na niebezpieczeństwo, związane z twoją osobą. Co jeśli spodoba im się twój wykwintny makijaż i jeszcze zechcą pójść z tobą do łóżka. - Uśmiechnął się do niej słodko, a po chwili jeszcze dodał: -Co jeśli mi się spodoba? - Przybrał minę tak poważną i wydawającą na prawdziwą, że niejedna osoba by się pomyliła. Przerzuciwszy wzrok na drugą dziewczynę, zaczął studiować każdy cal jej ciała, jakby chciał zapamiętać najmniejszy szczegół. Kiwnął jej także głową z aprobatą, kiedy panna Dear pochwaliła się wiedzą o Quidditchu. Na jego szyi był największy paradoks o jego osobie - posiada tatuaże poświęcone Quidditchowi, sam zaś nie lubił tego sportu.
Zignorował zaczepkę Fire, ale następne słowa Karin znów spowodowały u niego nieokreślony śmiech. No dobra, on nie przepadał za tym sportem, ale wiedział o co w nim chodził, rozumiał go. A to co powiedziała teraz Karin jeszcze bardziej ją ośmieszyło w jego oczach. Nie komentował tego nawet, zwracając się do drugiej dziewczyny.
- Tobie również Quidditch się nie podoba? Czy tak samo nie rozumiesz tego sportu, podobnie jak nasza koleżanka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 426
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 522
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11479-morticia-slippery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11484-morticia-slippery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11485-poczta-morta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11486-morticia-slippery#308559




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Wto Gru 06 2016, 19:56

Nie miała kompletnie ochoty na siedzenie w domu i nudzenie się, po prostu nie była w nastroju. Poszłaby gdzieś, gdzie mogłaby spędzić miło czas i przy okazji napić się czegoś innego niż herbatka.
Stwierdziła więc, że przejdzie się do pubu o iście zacnej nazwie ,,U Nieudacznika". Już wcześniej tam bywała, miejsce było jej dość dobrze znane i nawet nieźle się tam bawiła. Miała tylko nadzieję, że nie powieje tam nudą.
No cóż, co tu dalej mówić. Dziewczyna się ogarnęła, wyszła z domu i jakiś czas później znalazła się u drzwi swojego celu.  Otworzyła je niemalże na roścież, wchodząc z typowym dla siebie hukiem i trzaskiem zamykanych dość mocno drzwi. Przeszła się po pubie, jakby nigdy nic i pomyślała gdzie by tu usiąść.
Mort miała taki talent, że pojawiała się wszędzie w nieodpowiednim momencie. Tym razem nie mogło być inaczej. Akurat trafiła na wymianę zdań między dwiema gryfonkami i dorosłym mężczyzną. Tak po prostu, jakby nigdy nic, podeszła do towarzystwa i oparła się dłońmi o stół. No dobra, jednak znała Karin! Podeszła i ją ładnie przytuliła, z panienką Fire zrobiła oczywiście to samo.
- Karin! Fire! Co tu się dzieje i dlaczego nikt mi nie powiedział, że powinnam się zjawić?
Zapytała, jakby nigdy nic. Od czegoś były te cholerne puby. Nie usłyszała w sumie zbyt wiele z rozmowy, głównie coś o Quidditchu, ale mogło jej się przesłyszeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 638
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 884
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sro Gru 07 2016, 20:30

Zmysł Fire zarejestrował, że naprawdę niewiele brakowało do przekroczenia pewnej granicy i wywołania prawdziwej kłótni. Co innego dogryzać sobie przy kieliszku, bo to zajęcie lubiła często praktykować, a co innego wysłuchiwać, jak ktoś najwyraźniej ma ochotę na czyste kpiny, mające wbić szpilę w serce danej osoby.
- Może łaskawie odpowiesz na pytanie Cortez? - Fire pozwoliła sobie zdjąć glany z oparcia i usiąść w miarę prosto. Lubiła Gryfonkę i w sumie tym razem przyznawała jej rację. Shawn mógł w każdej chwili swobodnie wyjść, ale z jakiegoś powodu został. A sytuacja wcale nie zamierzała się wyciszyć. - W końcu nie musisz marnować tu czasu.
Dziewczyny nie za bardzo obchodziło, czy zacznie obrażać także ją, bo na razie czuła jedynie lekkie rozbawienie. Kiedy nie śmiał się pogardliwe był nawet przyjemny dla ucha. Sama nie zamierzała zostać tu długo, choć jeśli akcja się niebezpiecznie rozkręci to zapewne zmieni swoje plany.
- To w końcu kurwo czy proszę pani? - spytała Fire, wciągając kolejną porcję nikotyny do swoich płuc, które już przyzwyczaiły się do takiego funkcjonowania. Poczuła, że nieznajomy jej się przygląda. Kościsty tyłek Blaithin raczej nie przyciągał spojrzeń, poza tym nie lubiła być obserwowana. Uniosła wysoko podbródek, odwzajemniając się równie śmiałym taksowaniem ciała Shawna. Odstawiła w międzyczasie pustą szklankę po alkoholu, aby kelner nalał jej jeszcze. Obiecała sobie, że więcej nie wypije.
- Rozumiem jego ideę, choć nie interesuje mnie ona w najmniejszym stopniu. Denerwują mnie tylko te głupie faneczki i zawodnicy, którzy uważają, że należy ich traktować wyjątkowo.  - odparła tonem, który według niej kończył już dyskusję. Nie znosiła tego uczucia, które ogarniało ją za każdym razem, kiedy musiała wsiąść na miotłę. Sprawiało, że powietrze stawało się cięższe, a żołądek zdawał się wiązać w supeł. A później Fire bolały dłonie od kurczowego zaciskania ich na trzonku. Nie, zdecydowanie nie lubiła się bać.
Huk zwiastował kolejną osobistość. Tym razem szybko rozpoznała rudy łeb dziewczyny, do której czuła coś na kształt prawdziwej sympatii. Co nie zmienia faktu, że jak każdy człowiek, czasami ją wkurzała. Na przykład zapominając o tym, że nie toleruje bliskości. Nie zdążyła się odsunąć, zresztą za bardzo nie miała jak, więc tylko spięła wszystkie mięśnie, czując obejmujące ją ramiona. Wciągnąwszy powietrze powstrzymała gwałtowny odruch nakazujący jej sięgnąć po różdżkę. Zagrożenie minęło jednak już po chwili, ale ta rozciągnęła się dla Fire o parę wieczności. Przez moment siedziała, jakby ją sparaliżowało, czując jeszcze w ustach czekoladowy smak papierosa połączony ze słodkim alkoholem. Nie mogła pozwolić sobie na takie zachowanie, także rzuciła szybko prawie normalnym tonem:
- Część, Wężu.
Nie było takiej osoby, do której zwracała się po imieniu, no chyba, że mocno skróconym. A Morti jakoś tak od zawsze kojarzyła jej się z wężami i Slytherinem, pomimo że były z tego samego domu. Co budziło w Fire dość sprzeczne emocje. Wyjaśnianie co się dzieje zostawiła Karin, sama natomiast odłożyła niedopałek swojego papierosa i podniosła się, nawet nie tak bardzo sztywno, jak myślała. Wyciągnąwszy różdżkę, machnęła nią stanowczo w powietrzu.
- No nie mogłam tego dłużej znieść. - wyjaśniła, kiedy nudna popowa muzyka zmieniła się na taką w guście Gryfonki. Czuła, że spojrzenie barmana robi się coraz ostrzejsze, ale nie nazywałaby się Blaithin Astrid Dear, gdyby się tym przejęła. Usiadła z powrotem przy towarzystwie, pocierając nieznacznie swoją kurtkę, jak gdyby wciąż przeżywając najzwyklejsze w świecie przytulenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Mexico City
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 276
  Liczba postów : 269
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6246-karin-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6247-kto-kochanek-a-kto-wrog
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6248-poczta-karin




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Czw Gru 08 2016, 15:30

Serio, ten cały Shawn zaczynał nudzić Karin. Na prawdę myślał, że w ten sposób robi na nich jakiekolwiek wrażenie? Aż tak głupi był? Spojrzała na niego obojętnie i wypiła kilka łyków piwa.
-Grozisz, czy obiecujesz?- spytała spytała odnośnie tego, ze cokolwiek mogłoby mu sie spodobać. Przy okazji w jej spojrzeniu pojawił się lekko wyzywający błysk, lecz szybko zgasł.
Nie miała siły tłumaczyć Ponurakowi, że rozumie Quidditch'a, tylko nie rozumie jak można go tak ubóstwiać. Osobiście wolała uprawiać sporty bardziej stawiające na kondycję i wytrzymałość fizyczną niż po prostu siedzieć na kawałku drewna i łykać wszystkie owady na swojej drodze.
-Fire, przez ciebie chce mi się palić.- rzuciła od niechcenia i poprosiła barmana, by przyniósł jej torebkę. Gdy to uczynił wyjęła ze środka prawie pełną paczkę papierosów i odpaliła jednego.
-Jak dostane raka płuc to przez ciebie- powiedziała do Gryfonki z uśmiechem puszczając jej oczko.
Zaciągnęła się porządnie dymem i w tej chwili drzwi lokalu po raz kolejny sie otworzyły. Karin również od razu rozpoznała nowo przybyłą istotkę. Wypuściła dym z płuc i zeszła ze stołka by się przywitać.
-Cześć Mortko!- zawołała ściskając Morticię po czym wróciła na swoje miejsce.
Hm, jakby jej tu w skrócie opisać sytuację?
-Dręczymy biednego Starego Ponuraka udowadniając mu jakie z nas dzieci. A on myśli, ze jest super zajebisty i w końcu sie go wystraszymy.- powiedziała wskazując na Shawna.
-A ciebie co tu sprowadza?- spytała znów upijając z butelki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 204
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13596-shawn-e-reed#362311
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13598-shawn#362326
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13600-wrona-shawna#362330
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13601-shawn-e-reed#362331




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Pią Gru 09 2016, 06:40

Naprawdę czuł się już tak śpiąco, słysząc odzywki dwóch dziewczyn, że najchętniej poszedłby spać. Ale nie zrobi tego, zaśnie tutaj i skończy się, że z torby znikną mu wszystkie monety, książka i ostatecznie barman, Karin i Fire się wzbogacą przez niewinny sen. Czemu nie odchodził? Bo wciąż się łudził, że może się coś stać, co byłoby ożywiające i ciekawe dla Shawna. Na chwilę obecną, on rzicał pozbawione sensu i taktu zaczepki, a one w tak samo nudny sposób odpowiadały. Jakby chociaż się wysiliły i powiedziały coś ekstrawaganckiego, abstrakcyjnego, a nie coś co na ogół jest dla Reeda przewidywalne.
Zignorował już każde, nic nie znaczące słowo, czekając na coś woow.
I może się doczekał, bo za nim usłyszał jakiś huk trzaskanych drzwi i osoba, ktòra zaszczyciła ich swoim towarzystwem okazała się kimś znanym dla dwóch jego koleżanek.
Kiedy Karin opowiedziała cała sytuację, nie miał zamiaru już się poniżać, po prostu ją olał. Nowoprzybyłej kiwnął tylko głową na przywitanie, jakby znali się od lat i dalej wypuszczał z ust dym papierosowy, skupiając całą swoją uwagę na właśnie tym zajęciu.
Dopiero po chwili, kiedy już prawie dopalił papierosa, spojrzał na wszystkie i przyglądał się ze spokojem. Myślał jeszcze nad kwestią Quidditcha. Cóż denerwowanie przez fanki to jedno i w pełni usprawiedliwione, lecz, tak jak wcześniej mówiła to Cortez to już inna sprawa.
- Fanki to jedno. Jednak wiszenie na drewnianym kiju 30metrów nad głową i rzucanie zaczarowaną piłką, uważając to za zupełnie bezsensowny sport i nie męczący to zupełnie inna sprawa - wrócił do kwesti Q. Teraz, Karin nie mogła mu wmówić, że też jej chodzi o "faneczki", wcześniej rzucając słowa wnioskujące, że ona ogólnie po prostu tego nie rozumie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 638
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 884
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear#362967
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl#363014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear#363019




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Czw Sty 19 2017, 01:26

Wszystko sprowadzało się do tego, że cała trójka czuła się znudzona, zmęczona i poniekąd zirytowana sobą nawzajem. Fire nie zamierzała przebywać zbyt długo w takiej atmosferze, bo najwyraźniej jej towarzysze byli zbyt opanowani, żeby naprawdę doszło do jakiejś poważnej awantury, a na taką liczyła. Pościgi, wybuchy, wyzwiska, latające krzesła i najlepiej płonący pub... To ostatnie chciałaby zobaczyć najbardziej. Nie lubiła ignorowania, a "Shawn", jeśli to w ogóle prawdziwe imię nieznajomego, najwyraźniej nie zamierzał prowadzić gierek słownych. Właściwie siedziała tu już tylko po to, żeby może zahaczyć w jakiś sposób o temat książki, którą czytał przed przybyciem rudowłosej... Ale wątpiła, by udało się coś z niego wyciągnąć. Najwyraźniej wolał temat Quidditcha, którego z kolei nie lubiła Fire.
- Nie czuję się ani trochę winna. - stwierdziła, dopalając swojego Wizz-Wizza z lekkim uśmiechem. W końcu czemu miałaby się przejmować zdrowiem kogoś, kto sam je sobie psuł? Gryfonka lubiła papierosy, a jednocześnie potrzebowała ich często w stresujących sytuacjach. Dlatego nie rezygnowała z tego uzależnienia. Zresztą wierzyła, że magicznie ją jakoś uleczą w razie czego. Podsumowanie sytuacji przez Karin w ogóle było jednocześnie śmieszne i głupie. Bo czy nie zachowywały się jednak trochę znudzone dzieciaki szukające zaczepki? Blaithin zaczęła się nad tym zastanawiać, jednocześnie słuchając następnych słów o czarodziejskim sporcie.
- Niestety, z tym muszę się zgodzić. Ale nie chce mi się rozmawiać o Quidditchu. Było naprawdę bardzo miło. - posłała całkiem ładny uśmiech w stronę Shawna, Karin i Morti, a następnie chwyciła swój płaszcz i go założyła. - Musimy to kiedyś powtórzyć, Ponuraku!
Może następnym razem uda się go zirytować bardziej. Blaithin skierowała się do wyjścia, znów stawiając na ten lekki, swobodny styl poruszania się. Zastanowiła się, czy nie będą mieli już żadnej okazji do ponownego zamienienia paru słów... W sumie chciałaby.

zt!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 20
Skąd : Mexico City
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 276
  Liczba postów : 269
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6246-karin-cortez
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6247-kto-kochanek-a-kto-wrog
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6248-poczta-karin




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sob Sty 28 2017, 22:03

Serio, Czy dla facetów nie ma ciekawszych tematów niż ta idiotyczna gra? Karin głośno westchnęła i dopaliła papierosa.
-Miło, ze rozumiesz.- rzuciła nawet na niego nie patrząc.
Chwyciła butelkę piwa i pociągnęła kolejny łyk.
Pomimo przybycia kolejnej osoby atmosfera robiła się co raz cięższa i nudniejsza. Fire widocznie miała już tego dość, bo szybko się pożegnała i wyszła.
Morticia zniknęła gdzieś w głębi lokalu kompletnie ich ignorując.
-No to zostaliśmy sami...- mruknęła pod nosem zerkając na Shawna.
Nie miała ochoty na kolejne bezcelowe przepychanki słowne więc dopiła piwo.
-Nalej mi Absynt Słonko.- rzuciła do barmana przyglądajac się równocześnie butelkom za jego plecami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Wto Kwi 18 2017, 22:51

Wszyscy mamy swoje tajemnice. Wszyscy mamy swoje problemy, zmartwienia i gorsze dni. Jesteśmy nieufni, podejrzliwi i nie uśmiechamy się z byle powodu. Jednak są tacy, którzy w ciszy odnajdują wytchnienie i drogę, która prowadzi ich do celu. Szukają w niej odpowiedzi i logiki, a jeśli ją znajdą, budują w tej ciszy dom i dokują swoje statki wątpliwości. Jednak cisza jest trudnym do opanowania przeciwnikiem...
Ruth znała kilka knajp w Hogsmeade, mieszkając tu od jakiegoś czasu, znała też część barmanów i klienteli, toteż z prawie stuprocentową celnością potrafiła stwierdzić, że nikt, ale to absolutnie nikt, kto przychodził do pubu napić się kremowego piwa do "Nieudacznika", nie będzie jej zaskakiwał szwedzką mową, toteż całkiem lubiła tu przychodzić wieczorami i wśród przygaszonych, żółtawych świateł studiować swoje sprawy, te bardziej poufne dyktując pióru właśnie po szwedzku.
Tego wieczora, grubo po dziesiątej, nie było w pubie już właściwie nikogo. Barman czyścił szklanki, praktycznie straciwszy zainteresowanie młodą dziewczyną, która z ogromnym kubkiem czarnej kawy przyglądała się małemu kawałkowi pergaminu, wyglądającemu jak odpis lub kalka czegoś, co nie było oryginalnie zapisane na papierze.
Obok jej pióro posłusznie notowało to, co dziewczyna miała mu do powiedzenia i choć mówiła bardzo cicho, siedząc przy barze dało się usłyszeć nieznany język wydobywający się z jej ust.
-Punkt pierwszy, Swearowie. Wykreśl, to bzdurna hipoteza. Punkt drugi, Suevi. Punkt trzeci, Mare Suebicum, w nawiasie pierwszy wiek AD. Punkt czwarty, podkreśl proszę. Sueus, klątwa lub pieczęć - wciąż mówiła w swoim ojczystym języku i wciąż dość cicho, dlatego trochę zagłuszyły ją otwierające się drzwi. Nie podniosła wzroku.
Poprawiła okulary na nosie i różdżką przewertowała kilka kartek w książce na swoich kolanach. Upiła też łyk kawy, odstawiając ją ostrożnie w bezpieczniej odległości od kopii ryciny przedstawiającej zapis z kamienia z Kylver, osłoniętej poduszką powietrzną w stylu magicznego laminatu.
Nie było praktycznie nikogo, a muzyka z głośników mieszała się z zapachem starego drewna i spokojnego wieczoru. Nie było nic, co mogłoby ją teraz rozproszyć, szczególnie, że drobnostka na lekcji spowodowała, że Ruth przestudiowała dokładnie wszystkie warianty zapisu wszystkich run, przy sowilo odkrywając magiczny palindrom i choć zdawała sobie sprawę, jak taktycznie zagrał jej na nosie nauczyciel niewiele obchodziło ją już to, czy dostała trolla, czy nędzny, czy cokolwiek, a tajemnicze słowo, którego znaczenie chciała poznać. Cóż, nie potrafiła i nie chciała zmienić swojego charakteru. Zawsze stawiała wiedzę na pierwszym miejscu, sprawiała jej przyjemność i satysfakcję, a brak ograniczeń, jakie dawał obecny świat wprost wpychał młodą Szwedkę w wir poznawania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 133
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sro Kwi 19 2017, 01:24

Dwadzieścia cztery dni, jedenaście godzin i trzydzieści dwie minuty. Około. Tyle minęło odkąd wypalił ostatniego papierosa. Nie był idiotą – wiedział, że rzucanie prędzej czy później weźmie w łeb. Szczególnie, że znowu zmieniał szkołę i musiał sobie tę bandę matołów, eufemicznie zwaną uczniami, tresować od nowa.
Wiedza ta jednak nie zmniejszała gorzkiego smaku porazki. Papierosy zresztą były w jego przypadku skomplikowanym tematem. Nie potrafił zdzierżyć faktu, że będąc tak inteligentnym, nie był w stanie przezwyciężyć nałogu. Z drugiej strony, istniało spore prawdopodobieństwo, że gdyby nie uspokajające właściwości fajek, już dawno gryzłby piach. A może było to tylko usprawiedliwienie podyktowane nikotynowym głodem? W kwestii papierosów nie ufał do końca w swój obiektywizm i właśnie to denerwowało go najbardziej.
Dwadzieścia cztery dni, jedenaście godzin i trzydzieści dwie minuty (około) i znów się poddał. Wszedł do pustego niemal baru, w którym ponoć mieli szlugi i jak zwykle nie zwracając na nikogo uwagi podszedł od razu do baru. Nie mieli jego medycznie wręcz wskazanego Trójkąta Bazyliszka, zadowolił się więc Hogsami. Od nich zaczynał. Właściwie to już po tym jak wycofano je z produkcji. Wtedy paczka starczała mu na miesiąc. Pierwszego dał mu starszy brat, na zapleczu sklepu rodziców. Kolejny dowód na to, że jego rodzina powodowała więcej strat niż korzyści.
Zaciągnął się papierosem, wpadając w coś, co w jego przypadku można by nazwać na upartego błogostanem. Oparty o bar, przyglądał się nielicznym klientom baru, z typową dla siebie niechęcią. W głowie zaś zajął się roztrząsaniem odwiecznego problemu papierosów. Faktem było, że w śpiączkę zdarzało mu się wpadać tylko wtedy, kiedy akurat rzucał. Może więc całe to rezygnowanie z nałogu wcale nie było dobrym pomysłem. Czy to w ogóle była jego konkluzja, czy nikotyny?
Przywoływał wszystkie stresujące sytuacje w życiu, analizując je pod kątem palenia papierosów. Jego wzrok spoczął pokrytych runicznymi zapiskami pergaminach, rozłożonych na jednym ze stolików. Odłożył na bok rozważania o nałogu. Natknięcie się w pubie na kopie zapisu z Kylverstenen, były znacznie bardziej fascynujące. Wystarczył mu jeden rzut oka, żeby je rozpoznać. Wypalił nad tym przeklętym kamieniem z połowę rocznej pakistańskiej produkcji tytoniu.
Zapalając kolejnego papierosa, przeniósł wzrok na badacza. Wittenberg. To dopiero ciekawe. Leżące przed nią materiały zupełnie nie kleiły się z jej pracą, którą ostatnio sprawdzał. Obok takiej nieścisłości nie dało się przejść obojętnie.
- Powinna pani albo nauczyć się szybciej pisać – zwrócił się do niej po szwedzku, jak zwykle z nutką pogardy i cynizmu w głosie – Albo uczyć się podstaw z bardziej jednoznacznych źródeł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sro Kwi 19 2017, 16:53

Tak na dobra sprawę to nauczyciela nie zauważyła nawet w chwili, w której się do niej odezwał. Inaczej, zarejestrowała czyjąś obecność w barze, ale nie będzie się przecież oglądać na wszystkich wchodzących, bo jeszcze godzinę temu musiałaby podnosić oczy co dwie minuty. I po co?
Edgar mógł usłyszeć cichy pomruk niezadowolenia w odpowiedzi na jego słowa, po których Ruth przeniosła w końcu na niego swój poirytowany zaczepka wzrok. Już otwierała usta, żeby uskutecznić jakiś krótki komentarz, że to nie jest jego sprawa, ale w momencie w którym rozpoznała nauczyciela w sylwetce palacza zamarła.
Powinnam, to przestać łazić wieczorami w miejsca, gdzie mogą mnie otruć, pobić lub co gorsza-natknę się tam na Fairwyna – jęknęła w duchu. Ze wszystkich chyba nauczycieli był jedynym, przy którym trudno było Ruth upilnować jej komentarze, mimo że kierowała się zasadą, iż to nauczyciel właśnie ma zawsze racje. O wiele gorzej zapatrywała się teraz na swój spokojny wieczór spędzony na rozszyfrowywaniu zapisów z kamienia z Kylver, do których - cóż za przewrotność losu - dotarła właściwie głownie dzięki poprawce Edgara. Choć sama Ruth nigdy nie oceniłaby tego w ten sposób. Dla niej to była taktyka, którą podjął, aby zmusić dziewczynę do nauki, bardzo zresztą skuteczna. Nie przewidział jednak istotnej rzeczy - ona już to umiała, a koszmarna praca była skutkiem jej prywatnych zatargów i próbie odwiedzenia matki od wpychania jej na sile do Wizengamotu.
Wtedy tez jego dwa krótkie zdania stały się dla młodej Szwedki zupełnie jasne, bo w polaczeniu z autorem skojarzyła genezę ich wyprodukowania. Odnosił się do jej kartkówki? Czy przy tak socjopatycznym charakterze i takim nastawieniu do uczniów mógł w ogóle pamiętać jej twarz, a co dopiero pracę klasową?
-Dobry wieczór - odparła spokojnie, bez grama irytacji, którą zastąpiła skupieniem wynikającym z próby ogarnięcia tej niecodziennej sytuacji, w której się znalazła. Cholerny poliglota, po każdemu musiał rozumieć.
-Wydaje mi się, że piszę całkiem szybko, ale dziękuję za radę - skinęła głową, odpowiadając już po angielsku a wzrokiem wędrując za unoszącym się wokół niego papierosowym dymem. To, co popełniał nazywało się błędem przeżywalności, ale ze względu na to, że Ruth po pierwsze w życiu nie powiedziałaby nauczycielowi, że zrobił błąd to jeszcze Fairwyn nie mógł mieć pojęcia o jej ukrytych celach, do których ani ona nie chciała się przyznawać, ani o których on nie chciałby słuchać. Jej oceny nie do końca były jego sprawą, dopóki był dobrym nauczycielem, a nie ma co się spierać - o ile był socjopatycznym sukinsynem o tyle wciąż pozostawał znakomitym specjalistą.
-Dla autora prawdopodobnie zapis był jednoznaczny - znów spojrzała na nauczyciela. Ile ten człowiek palił fajek, litości!
-Z całym szacunkiem profesorze, ale nie mam w zwyczaju odrabiać lekcji w podejrzanych barach przed północą. Analizuje tę inskrypcję prywatnie. Staroskandynawskie czary ochronne nie są może najszczęśliwsze, ale wciąż dobre do kawy. - Czy to aby nie kłóciło się z wizerunkiem kompletnie olewającej lekcję dziewczyny, która nie dość, że przylazła na zajęcia z jakaś inna książka do czytania to jeszcze nawet nie kryla się ze swoim brakiem wiedzy? Kolejnym elementem układanki były lustrzane odbicia sowilō w jej pracy, ale na chwilę obecną w temacie tej runy bardziej interesowało ją magiczne ‘sueus’ i wersje sławetnego nawet w czasach wojennych ‘s’, niż jakiś tam papier z lekcji.
Starała się tak dobierać słowa, żeby nie rozzłościć nauczyciela i móc dalej pracować, ale prawda była taka, że i tak utknęła w martwym punkcie i po przypisaniu znaczeń dla poszczególnych run zapisu za nic nie potrafiła ułożyć tego w logiczną całość. A jeszcze Fairwyn wysyłał raz po raz znaki dymne do swoich przodków kolejnymi fajkami i najwidoczniej znalazł sobie świetną rozrywkę w zrównaniu biednej studentki z ziemią, rozjeżdżając ją jak żabkę na płaszczyźnie potyczki intelektualnej.
A mogła wypić kawę w domu? Mogła. Ma nauczkę.
Odłożyła różdżkę na stolik i zamknęła książkę. I pomimo swojego opanowania musicie dać wiarę, że się trochę zestresowała.
Trochę.
Tak trochę, że jakby Edgar zaproponował jej teraz papierosa to pewnie wzięłaby dwa. Spieszę zawiadomić – Ruth nie pali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 133
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sro Kwi 19 2017, 23:57

Właściwie to jego „taktyka” polegała na zniechęceniu miernot pokroju Twisleton czy - jak mu się dotąd wydawało - Wittenberg do dalszego studiowania jego przedmiotu. Uważał, że to strata czasu zarówno jego, jak i ich, chociaż to drugie akurat średnio go obchodziło.
Skinął głową na jej powitanie i przewrócił nieznacznie oczami, słysząc jej odpowiedzi. Typowa nastolatka – zawsze musi mieć ostatnie słowo, choćby i kompletnie bezsensu.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że jest pani autorem - mruknął beznamiętnie.
Wittenberg ostatecznie okazała się mało ciekawą zagadką, bo niemal od razu sama wyjaśniła całą sytuację. Nie dosłownie, ale dane, które mu następnie w kilku zdaniach dostarczyła, prowadziły w gruncie rzeczy do jednej konkluzji.
- A więc na lekcji zgrywała pani ignorantkę – nie było to pytanie. W ogóle nie kierował tych słów do niej, a gdzieś przed siebie. Zgniótł drugiego papierosa i jego końcówką zaczął rozprowadzać równomiernie popiół zgromadzony w brudnej popielniczce – Tak czy owak, panno Wittenberg, nie potrzebuję w klasie głupców. Ani prawdziwych, ani udawanych - posłał jej oziębłe spojrzenie. Nie był nauczycielem z powołaniem. Interesowały go przede wszystkim wyniki, a nie faktyczna wiedza jego podopiecznych. Ktoś, kto faktycznie miałby coś w dziedzinie run osiągnąć na pewno skorzystałby na jego lekcjach, ale Edgar nie zamierzał bawić się w zaszczepianie miłości do swojego przedmiotu tym, którzy sami jej nie odkryli.
Uczniom wydawało się, że ich oceny mają wpływ wyłącznie na ich życie, podczas gdy w rzeczywistości bardziej rzutowały na jego karierę. Z kiepskimi wynikami szkolnymi można było jeszcze wiele osiągnąć, ale nauczycieli punktowano za zdawalność grupy. Jednak to nie zaniżanie klasowej średniej drażniło go najbardziej w zachowaniu Wittenberg, a jej umyślne robienie z siebie idiotki. Nie obchodziły go jej motywy. Domyślał się, że były kretyńskie i niedojrzałe. Kogoś może zajmowała geneza głupich zachowań, on jednak i te osoby uważał za głupie. Bezmyślności, jego zdaniem, nic nie usprawiedliwiało.
Stracił już właściwie zainteresowanie Krukonką, ale nie mógł powstrzymać sięod komentarza, kiedy zamknęła książkę.
- Dalej zapewne i tak by pani nie doszła – podcinanie skrzydeł było jago specjalnością. Była to najlepsza znana mu metoda eliminowanie słabych jednostek. W tym momencie jednak nie miał na celu zmotywowania dziewczyny. Nie mówił też tego ze złośliwości. Stwierdzał tylko fakt. Lepsi od niej bezskutecznie pochylali się już nad kamieniem z Kylver i nie miał nawet na myśli siebie. Prędzej czy później każdy badacz run nordyckich roił sobie, że odkryje znaczenie tajemniczego „sueus”, nie wyłączając jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Czw Kwi 20 2017, 00:52

Ona się tu tylko przyszła napić kawy i przejrzeć kilka odpisów. Nic więcej. Grzecznie sobie siedziała, nie przeszkadzając nikomu i studiowała swoje pergaminy, kiedy to nie do końca wiedząc czemu została zaczepiona przez nauczyciela z Hogwartu. I naprawdę robiła co mogła, żeby zakończyć tę wątpliwą dyskusję jak najszybciej, ale cóż, chyba nie było im dane rozejść się dziś w pokoju.
Wysłuchała Fairwyna do końca, prawie nie zmieniając wyrazu twarzy, jedynie w momencie jego komentarza o jej domniemanym autorstwie przekrzywiając głowę w wyrazie zastanowienia. Czyżby się nie zrozumieli? Nie było to jednak tak istotne, jak cel nadrzędny postawiony samej sobie przez krukonkę w tym momencie - nie spuścić nerwów z wodzy. Jaki Fairwyn był, każdy widział, ale czego by nie mówił i jakich komentarzy nie używał, dopóki jawnie nie obrażał i nie groził uczniom wypadało, żeby go słuchali.
Wyciągnął słuszne wnioski, choć w gruncie rzeczy nikt nie twierdził, że Ruth była runicznym geniuszem i tylko odgrywała swoje braki w wiedzy, bo przecież mogła z czystej ciekawości zabrać się za jedną z najcięższych przepraw badaczy języka starogermańskiego - kamienia z Kylver. Czuła, że w normalnej rozmowie prawdopodobnie odpowiedziałaby na zaczepkę dotyczącą głupców w klasie, bo z wiekiem nauczyła się, że ludzie właśnie tego wymagali - dialogu, jakikolwiek by nie był. Edgar nie był jednak jej kolegą, tylko profesorem i zwyczajnie nie uważała, że może z nim sobie ot tak dyskutować.
Czy ruszyły ją jego słowa? Raczej nie, niespecjalnie przykładała wagę do komentarzy osób atencyjnych, rozwścieczonych czy z zaburzeniami emocjonalnymi, poza tym ustalmy - opinie są po to, żeby je wygłaszać, ale prawdę mówiąc Ruth spodziewała się raczej, że nauczyciel omiecie ją zażenowanym spojrzeniem i wyjdzie, dlatego początkowo nawet jego ostatnie zdanie, które już zdołało spowodować, że dziewczyna zmarszczyła brwi w wyrazie irytacji, wywołało u niej raczej zdziwienie, aniżeli gniew.
Te sekundy przeważyły jednak czarę goryczy w znoszeniu Fairwyna przez barmana, który znał dziewczynę i miał przy tym wprawę w pozbywaniu się nastroszonych delikwentów ze swojego pubu. Niby nieudacznik, a jednak jego pięść idealnie pasowała do zadartych nosów nieproszonych klientów.
-Profesorze, nie potrzebuję pańskiej aprobaty, żeby podejmować działania. Wiem co robię, a nie robię to co wiem - odpowiedziała w końcu po serii nieznacznych kiwnięć głową na jego poprzednie komentarze.
I naprawdę robiła co mogła, żeby nie wchodzić Fairwynowi w drogę, bo mieli zaskakująco podobne podejście do samodzielnej pracy i uniezależnienia od innych osób, jednak mimo starań Ruth odnośnie złagodzenia sytuacji dla wspomnianego wcześniej barmana był to już kres.
-Mała, przywalę mu i wyniosę za drzwi. Nie ma człowieka, nie ma problemu - zwrócił się wysoki, muskularny człowiek stojący za barem, taktycznie tym razem w swoim ojczystym języku - po niemiecku, sądząc,że tylko Ruth go zrozumie. Naiwnie.
Dziewczyna aż zamknęła oczy, zaciskając bezwiednie usta, z wyrazem twarzy "ty idioto".
-On cię rozumie. Wszystko jest w porządku - uśmiechnęła się po raz pierwszy od dłuższej chwili, zachęcając wyrywnego barmana do zaniechania działań, na które złożyła się już zaciśnięta pięść podniesiona walecznie do góry.
-Naprawdę pana przepraszam - ponownie zwróciła się do nauczyciela, ponownie po szwedzku. Żonglerka językami nie wychodziła jej na zdrowie, ale w końcu i tak uznawszy, że tę dyskusję już zakończyli skinęła głową na Fairwyna i powróciła do dyktowania pióru, jak gdyby nigdy nic.
-Brakteat z Vadstena, zdublowane "na niebie",formuła magiczna. Różnica wieków, około jednego - dodała całkiem pewnie. Mugole nie widzieli raczej korelacji między tymi dwiema formułami magicznymi, a czarodzieje mieli to chyba gdzieś, albo ukrywali tę wiedzę przed światem, bo Ruth nigdzie, ale to absolutnie nigdzie nie znalazła spisanych wzmianek o podobieństwach czaru z Kylver i Brakteat, toteż zaczęła przypuszczać, że ktoś mógł się zwyczajnie tą wiedzą nie chwalić, a to już było warte zawieszenia przez nią oka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 133
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Czw Kwi 20 2017, 03:39

Wzmianka o autorze była oczywiście sarkastyczna, ale biorąc pod uwagę, że ton jego głosu zawsze przebrzmiewał szyderstwem, można było nie zorientować się, kiedy mówił poważnie, a kiedy nie. On wychodził z założenia, że logicznie myślący człowiek sam się spostrzeże.
Edgar właśnie nie cierpiał dialogu. Była do niego potrzebna druga osoba, a przecież trudno było wskazać większego od niego mizantropa. Nie licząc odpowiedzi na pytania, odzywał się tylko wtedy, gdy stykał się z czymś alogicznym lub skrajnie idiotycznym. Nie po to żeby  pokazać absurd  otoczeniu, a raczej w celu wyrzucenia z siebie spowodowanej nim frustracji. A może była to tylko podświadoma potrzeba rozruszania zaniedbanych strun głosowych? Z resztą nie robiło to żadnej różnicy.
Wcale nie miał zamiaru wywoływać w Krukonce ani smutku, ani gniewu, ani w ogóle żadnych emocji. Świat musiał trwać w równowadze, toteż obdarzony wieloma talentami Fairwyn w pewnej kwestii był zupełnie upośledzony. Mianowicie empatii. Nie umiał za bardzo określić co czuje stojący przed nim człowiek, a już całą pewnością nie potrafił przewidzieć jaką reakcję wywołają w nim jego czyny. Przy całej jego pogardzie dla wszelkich afektów, wcale go te braki nie bolały.
Po swoim ostatnim stwierdzeniu, którego nawet nie planował kierować bezpośrednio do niej, uznał wymianę zdań za zakończoną. Zdążył już zająć umysł czymś znacznie bardziej fascynującym, gdy znowu usłyszał głos dziewczyny. Pokiwał głową na odczepnego, nie odbiegając myślami od leżących w jego gabinecie huryckich tabliczek, które porzucił na korzyść papierosów.
- Nada się na tatuaż – skomentował patetyczną odpowiedź panny Wittenberg, bezdusznie ją trywializując. Miał nadzieję, że da jej tym samym do zrozumienia, że jego również ta rozmowa przestała interesować.
Wtedy też wtrącił się barman. Edgar nawet nie podniósł na niego wzroku. Patrzył gdzieś w dal przywołując przed oczami tekst tablic i dalej wyrównywał zawartość popielniczki. Nie po to miał różdżkę, żeby przejmować się pięściami prymitywnego indywiduum zza baru. Uniósł delikatnie brwi słysząc jego ostatnie zdanie.
- Niezwykle trafne spostrzeżenie – przyznał po niemiecku. Jak zwykle nie kierował tych słów do nikogo. Pomiędzy językami, którymi władał biegle przeskakiwał tak swobodnie, że ledwie to zauważał. Nieudacznikowi zapewne chodziło o co innego, jednak „Nie ma człowieka, nie ma problemu” można by śmiało uznać za życiowe motto Edgara. Urzekające swą prostotą.
- Mhm… – mruknął tylko na przeprosiny Krukonki. Przyzwyczajony do dziwnych ludzkich zwyczajów, nie tracił czasu na okazywanie niezrozumienia dla przepraszania za kogoś, na kogo nie miało się wpływu.
Od niechcenia, również skinął jej głową. Mógłby już wrócić do zamku, jednak bardzo dobrze myślało mu się grzebiąc  w popielniczce. W swoim pedantycznym gabinecie nie miał zbytnio czym zająć rąk. Wygładziwszy popiół, zmienił peta w wykałaczkę i dalej coś tam porządkował. Był pochłonięty własnymi badaniami, ale dyktowane przez Szwedkę spostrzeżenia gdzieś tam do niego docierały.
Kiedy już z popielniczką nie dało się nic więcej zrobić, odłożył ją na bar. Równiutko rozprowadzony po dnie naczynka popiół ozdabiała inskrypcja w starszym futharku: ferwjn : fuþarkgw : hnijïpzs : tbemlŋod. Taki sytuacyjny dowcip od człowieka bez poczucia humoru.
Schował papierosy odchodząc od baru.
- Charnay fibula – rzucił do Krukonki na odchodne bez dodatkowych tłumaczeń – Jeżeli chce się pani w to bawić. Dobranoc – pożegnał się po szwedzku i ruszył do wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Czw Kwi 20 2017, 17:52

Podczas tej słownej szermierki i próbie sprowadzenia sytuacji na normalne tory, w narracji mógł zagubić się pewien niezwykle istotny detal. Ruth nie była dobra z run. Tak jak nie była dobra z eliksirów, numerologii i zielarstwa. Tym, czym ją fascynowało i czemu poświęcała praktycznie cały swój wolny czas były zaklęcia. Kochała czary prawie tak mocno, jak kochała się uczyć wszystkich wartych jej zdaniem zachodu kwestii, dlatego o ile pominę jej niezdrową miłość do nauk ścisłych, o tyle już warto pamiętać, że młoda Szwedka temat zaklęć rozwijała swojej głowie bardzo skrupulatnie.
Nie było tak, że dwudziestolatka przyszła sobie do baru czytać alfabet na kamieniu. Dotarła do tajemniczych, niewyjaśnionych (podobno...) słów dzięki Fairwynowi, owszem, ale to już w jej gestii leżało , czy się nimi zainteresuje. Nie mogła sobie odpuścić przeanalizowania tego zagadkowego słowa ze względu na swój charakter, a nie próby udowodnienia komukolwiek czegokolwiek.
Zdawała sobie także sprawę z tego, że nie odgadnie znaczenia słowa zapisanego na kamieniu z Kylver, ale cóż, nie potrzebowała wszystkich elementów układanki, żeby odkryć, czego dotyczy. Chciała zostać tym cholernym analitykiem i taką też miała naturę. Lubiła przeszywać tematy na wylot, pod warunkiem, że widziała sens w ich odkrywaniu. Uczenie się wymarłych języków może niekoniecznie było czymś takim, ale za to tajemniczy czar już z całą pewnością.
Nauczyciel był tak miły, że zajął się swoimi sprawami, czyli rozgrzebywaniem popiołu w popielniczce, dlatego zakończywszy dyktowanie machnęła różdżką raz, żeby schować wszystkie swoje papierki i podeszła do baru, oddając pusty kubek barmanowi. Zerknęła na zapis, który rozrył w popiele. Hu hu, Fairwyn, ty śmieszku. Ruth wypuściła powietrze przez nos, zaciskając usta w lekkim uśmiechu, ale ostatecznie się nie odezwała. Wychodził, więc mogła zamówić sobie jeszcze jedną kawkę i w spokoju pracować.
-Noch einen Kaffee, Tom. Danke - uśmiechnęła się do kolegi zza baru, a ten odwzajemniając promienne spojrzenie zniknął na zapleczu. Prawie w tym samym momencie swój ostatni komentarz wypuścił z ust nauczyciel.
-Przecież to w ogóle nie ma związku z tematem - powiedziała do siebie, podnosząc w wyrazie zdziwienia jedną brew do góry, zdecydowanie za późno gryząc się w język.
Słyszał. No fajnie.
Wciąż trzymała w dłoni czarne, hebanowe drewno. Nieustępliwość i pewność swoich przekonań. Szykuje się ciężka dyskusja, zważywszy na fakt, że za nim stało doświadczenie, a za nią świeża wiedza, czyli jedyna płaszczyzna, na której student z wykładowcą w ogóle mieli rację dyskusji (której Ruth naturalnie za wszystkie skarby świata chciała teraz uniknąć, jak mogła...).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 133
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Pią Kwi 21 2017, 02:35

Wspaniale. Czyli nie dane mu było wyjść. Irytowało go, kiedy ludzie zakładani, że każde słowa kierował do nich, a mimo to sam popełniał nierzadko ten sam błąd. Z cichym westchnieniem, odwrócił się do Krukonki, przekonany, że mówiła do niego. Właściwie, to powoli dochodziła do tego, co próbował jej przekazać, wcale go jednak jej postępy nie obchodziły.
- Owszem - odparł lekceważąco - Podobnie jak Brakteat z Vadsena.
Wahał się przez chwilę czy tłumaczyć jej co miał na myśli, podsuwając jej akurat ten artefakt. W między czasie wyjął kolejnego papierosa. Nie zapalił go, a jedynie przewracał go w palcach.
- Kamień nagrobny i moneta - odezwał się w końcu kąśliwie. Dziewczyna zapewne nie doszukiwała by się sensu w jego radzie, tylko idąc na łatwiznę uznałaby, że jest głupi. W zasadzie to powinien był dać sobie z nią spokój i pozwolić jej krążyć w kółko. Najwidoczniej pierwszy od niemal miesiąca papieros naprawdę zmniejszył trochę jego zgorzkniałość, skoro aż tak jej pomagał - Jedyne co je łączy to pełen futhark dopisany, do właściwej inskrypcji. Skoro to dla pani jakiś ślad, uważam, że powinna pani przyjrzeć się wszystkim podobnym artefaktom - mówił to oczywiście sarkastycznie i nie zamierzał jej już bardziej naprowadzać.
Papieros trzymany w ręce aż się prosił, żeby go w końcu zapalić, ale to zrobić mógł dopiero po wyjściu. Dlatego też z niecierpliwością patrzył na studentkę, czekając czy nie ma przypadkiem czegoś jeszcze do powiedzenia, żeby nie musieć się ponownie zawracać.


Łooooł! Jaki krótki post. Zapomniałam już jak się takie pisze xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Pią Kwi 21 2017, 18:50

Wpatrując się w blat, który w tym momencie wydawał się Ruth zadziwiająco ciekawy, zaczynała żałować, że nie zamówiła wódki zamiast kawy. Choć w chwili, w której zorientowała się, że nauczyciel jednak nie planował jej odpuścić studenckich wydumek pomyślała, że rozcieńczony wodą czysty spirytus byłby nawet lepszy. Oparła się o blat jednym bokiem, przekręcając powoli w stronę profesora.
Czy ciebie już pogrzało do reszty?! Nie dyskutuj z nim – powtarzała sobie w myślach, całkiem zresztą zasadną radę, bo przecież z run nie była nawet w połowie tak dobra, jak chciała a przy Fairwynie to już w ogóle poziom jej umiejętności był – lekko mówiąc – kompletnie śmieszny.
Jednak jego ironiczne stwierdzenia były zapalnikiem, którego umysł Wittenberg nie potrafił już stłumić. Doskonale wiedziała, czego oczekiwała po swoich poszukiwaniach i tak też kategoryzowała przedmioty pokryte pismem runicznym, które mogły dotyczyć tematu. Nie miała za bardzo czasu analizować, czy profesor próbuje ją wpędzić w błędne koło, ale roboczo założyła, że tak, bo nie wierzyła, że ot tak będzie wspaniałomyślnie pomagał jej w czymkolwiek, w dodatku w swoim wolnym czasie na fajki.
A propo papierosów to ten, który obracał w palcach zaczął w bardzo zrozumiały sposób irytować kobietę, toteż zawiesiła wzrok na dłoni profesora i mocno zmarszczyła brwi. W Bridget, poprawiającą włosy co piętnaście sekund, cisnęła w końcu zaklęciem na ich związanie, w nauczyciela chyba trochę nie wypadało. Jeszcze chciała trochę postudiować w Hogwarcie, a nie w areszcie.
-Na Charnay fibula jest zwykłe błaganiejakiegoś przegrywa dodała już w myślach, bo przecież nie będzie teraz wyrażać swojej opinii, co sądzi o tym, że mugole myślą, że to „urok miłosny”. Od uroków miłosnych była amortencja, a to było po prostu życzenie zwykłego biednego chłopaczka, którego prawdopodobnie nie chciała dziewczyna i próbował wyłuskać coś od bogów, czy kogo tam czcili w tych czasach. Wiedziała, że nauczyciel doskonale o tym wiedział, dlatego nie marnowała powietrza – Pozostałe łączą zaklęcia – skończyła spokojnie, ale ze zdecydowanie większą pewnością siebie. Wkroczyli na jej podwórko – czary, na którym nie pozwalała sobie przegrywać. Tak czy owak jedna część jej mózgu modliła się, żeby Fairwyn machnął ręką i poszedł, kolejna, żeby w końcu zapalił tego cholernego papierosa, bo już ją szlag jasny trafia, a ostatnia zaczęła wymyślać, dlaczego sueus nie widniało w żadnym znanym jej spisie zaklęć. Po chwili jednak i to się rozjaśniło. Po tej konkluzji Fairwyn wydał jej się o wiele bardziej przebiegły, niż zakładała na początku. Standard.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 133
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sob Kwi 22 2017, 02:07

Zmęczonym spojrzeniem obserwował jak Krukonka powoli odwraca się w jego stronę. Nie zamierzała odpuścić. Nie mogła przyjąć po prostu do wiadomości faktu, że miał od niej większe doświadczenie i go posłuchać? Tracili tylko czas, a on swój bardzo cenił.
Wysłuchał jej argumentów z pozbawionym emocji wyrazem twarzy.
- Prawdopodobnie - zaznaczył, przypominając jej, że nikt oficjalnie nie potwierdził znaczenia słów na kamieniu z Kylver i brakteacie z Vadstena - Ale ma pani rację wciąż jest nadzieja... To nadzwyczajne - kontynuował z sarkastyczną emfazą - być może koneksja pomiędzy Avis i Custos Mysteria również pomoże rozwiązać jakąś odwieczną tajemnicę.
Być może, gdyby panna Wittenberg nie uważała, że nauka wymarłych języków i kultur nie miała sensu, wiedziałaby, że zaklęcia zamieszczane na monetach, których setki walały się do tej pory po całej Europie, były niczym w porównaniu do potężnych uroków, którymi ktoś ozdobił kamień nagrobny. I bardzo dobrze. Taka wiedza w nieodpowiednich rękach mogła być bardzo niebezpieczna. Edgar w prawdzie podejrzewał, że jeżeli Szwedka zdecyduje się kontynuować badania, co najwyżej sama sobie zrobi krzywdę. Już nie jeden głupiec skończył źle za bardzo grzebiąc przy kamieniu z Kylvar. Fairwyna w sumie to nie obchodziło, ale istniało też ryzyko, że wiedza o klątwie stanie się powszechna, a to z pewnością nie byłoby korzystne dla świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1449
  Liczba postów : 858
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13356-ruth-wittenberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13361-relacje-ruth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13357-soho
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sob Kwi 22 2017, 17:38

Kobieta powoli przestawała rozumieć, czego nauczyciel tak naprawdę oczekiwał od sytuacji. Kiedy czytała jego książki, spotkała na lekcji i przeprowadziła mocno okrojoną dyskusję tutaj w barze z początku myślała, że jest osobą nastawioną na wiedzę, na rozwiązania, a nie – jak większość – na poprawne kontakty z innymi ludźmi. To dość logiczne, że znajomości pomagały załatwić nawet najbardziej beznadziejne problemy, jednak wiele osób było na tyle samodzielnych, że ze swoim życiem potrafili radzić sobie sami. Jak bardzo musiała się jednak pomylić, wiedział chyba tylko sam Fairwyn. Ruth nie słyszała jego myśli, stąd też nie mogła skonfrontować jego maniery uporczywego stawiania kropki nad i w każdym temacie oraz jednoczesnej frustracji, że siedzi mu na głowie jakiś głupi studenciak, który ma czelność mu w ogóle odpowiadać. Czyżby był więc nastawiony na wygraną w każdej sytuacji? Trudno się dziwić, było więcej niż pewne, że w temacie, który był jego konikiem nie przegrał chyba nigdy. Zwycięstwa mają słodki smak, dla każdego.
Mimo wszystko wciąż pozostawał nauczycielem i czegokolwiek by nie powiedział, Ruth w ogóle nie powinna z nim dyskutować. Po jego przedstawieniu z modulacją głosu zaczęła nawet szukać w pamięci, czy owa osobistość była kiedykolwiek w posiadaniu żony i czy ta żona była głuchoniema, czy po prostu nie rozumiała w żadnym języku, w którym mówił. Tym razem hipokryzją popisała się sama Wittenberg, która zmarnowała dwa swoje związki przez fakt, że była trochę – bardzo eufemistycznie rzecz ujmując – mało romantyczna. A mniej eufemistycznie, za każdym razem zachowała się jak suka, bo bardziej zależało jej na karierze i zdobywaniu wiedzy niż na kimś, kto ją kocha. Nie miała prawa nikogo oceniać. Nawet Fairwyna.
Barman wychylił się zza zaplecza i z przepraszającą miną stwierdził, że kawa wyszła. Ruth podziękowała więc i chwyciła swoją torbę.
Wracając do słów profesora. Cóż, wyjątkowo słaby blef. Żadne z nich jednak nie miało teraz ochoty na kolejne przepychanki słowne, więc uznawszy, że czas kończyć przedstawienie dziewczyna otworzyła usta po raz ostatni.
-Możliwe. A teraz przepraszam, ale powinnam już wracać. Dobranoc profesorze – skinęła głową i skierowała się w stronę wyjścia. Charakter nauczyciela miał jedną dużą zaletę – Ruth była praktycznie pewna, że kompletnie nie będzie go teraz obchodziła i mogła sobie spokojnie przewrócić do góry nogami cały dział ksiąg zakazanych, karty pacjentów i raporty z departamentu katastrof, żeby znaleźć to mętne zaklęcie bez obawy, że zostanie zawieszona. Good guy Fairwyn.
zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 133
  Liczba postów : 241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14355-edgar-t-fairwyn#379705




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sro Kwi 26 2017, 02:34

Gdyby wiedział, że Wittenberg podejrzewa go o potrzebę utrzymywania dobrych stosunków z innymi, prawdopodobnie straciłby do niej resztki szacunku. Nie przypominał sobie nikogo z kim miałby poprawną relację. Nie psuł ich celowo, ale właśnie przez jego obojętność, prędzej czy później każdy nastawiał się do niego negatywnie. Nie żeby go to w ogóle obchodziło.
Być może zależało mu trochę na wygrywaniu dyskusji, z tym, że on w ogóle nie lubił się w nie wdawać. Właściwie to odzywał się tylko wtedy, kiedy głośno myślał, albo odpowiadał na skierowane do niego pytanie (albo coś co za takowe uznał).
W ich krótkiej rozmowie nie było zwycięzców ani przegranych. Oboje nadal byli przekonani do swoich racji i oboje nie mieli ochoty ich przepychać. Edgarowi było już wszystko jedno, co Krukonka zrobi. Znajomość historii podpowiadała mu, że opowiadanie uczniowi za dużo o czarnej magii, było nierozsądne, o czym przekonał się w swoim czasie Horacy Slughorn. Do tego dochodził jeszcze fakt, że Edgar ogólnie nie był zbyt pomocnym człowiekiem. Wychodził z założenia, że jeżeli ktoś nie potrafił odkryć czegoś sam, nie zasługiwał na tę wiedzę.
- Dobranoc, panno Wittenberg – odpowiedział samorzutnie, nie patrząc nawet na nią, kiedy go mijała. Spoglądał na barmana, który mierzył go teraz rozjuszonym wzrokiem. Edgara fascynowało poniekąd jego zezwierzęcenie. Oglądał teraz bardzo charakterystyczny dla mniej rozwiniętych ewolucyjnie od człowieka stworzeń zestaw zachowań agonistycznych. Najpierw zastosował grożenie poprzez nadawanie sygnałów werbalnych, później, przystopowany przez studentkę wrócił do czyszczenia szklanek (typowe zachowanie przerzutowe), a po jej oddaleniu wrócił do wysyłania ostrzeżenia poprzez mimikę. Fairwyn eksperymentalnie zrobił pół kroku w jego stronę, oczekując agresywniejszej reakcji. Zadziałało – barman ponownie uniósł pięść. Jeszcze krok i zapewne by się na niego rzucił. Interesujące…
Edgar odpalił spokojnie papierosa i rzucił właścicielowi pubu ostatnie, pozbawione emocji spojrzenie.
- Gute Nacht, Versager.
Po czym opuścił lokal.

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : Cannes, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : -10
  Liczba postów : 97
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14565-mabel-lorraine
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14635-swita-mabel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14634-chouette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14633-mabel-alexandra-lorraine




Moderator






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sro Cze 21 2017, 19:43

Pub "U nieudacznika". O ironio, jak ta nazwa jej pasowała. Minęło już pół roku od czasu, kiedy zrobiła kurs na asystenta uzdrowiciela, a wciąż nie zebrała się do tego, żeby się gdzieś zatrudnić. Robiła jakieś dorywcze prace, zajmowała się dziećmi sąsiadów, ale nie na tym jej przecież zależało od dziecka. Chciała być uzdrowicielką, więc co jej w tym przeszkadzało? Chyba tylko jej własna głowa. Po ostatnim zadaniu na kursie usłyszała, że powinna się jeszcze douczyć, więc od pół roku robi dokładnie to. Doucza się. Czy to już trwa wystarczająco długo? Czy już naprawdę się nadaje do pracy? Z takimi myślami bije się od bardzo długiego czasu i ciągle ją to przerasta. Dlatego w piątki wieczór po zakupach zrobionych w Hogsmeade trafia tutaj. Do tego konkretnego pubu. W trzech miotłach zawsze jest większy tłum i pełno tam dziwnych ludzi. Ten pub też jest czasem oblegany, ale nie do takiego stopnia. Zresztą zawsze jest miło poznać kogoś nowego, kogoś wartościowego. Tego dnia akurat miała już wszystkiego dość. Wypiła już dwa drinki samotnie przy barze. Barman, który tu pracuje zna ją już bardzo dobrze i chyba ma dość słuchania jej marudzenia. Ona zresztą też nigdy nie usłyszała z jego strony nic specjalnie inspirującego, więc nie wdawała się już w pogaduszki. Wypiła ostatni łyk drinka i postanowiła wyjść zapalić. Paląca uzdrowicielka? Za pierwszym razem brzmi okropnie, ale kiedy się o tym pomyśli, to zupełnie logicznie. Nikt nie musi się zmagać z taką ilością stresu. Używki to jej sposób na odreagowanie. Dlatego wyszła z pubu, stanęła opierając się o witrynę i odpaliła swojego ulubionego Słodkiego Pufka. Próbowała już wielu marek papierosów, ale te chyba już zawsze będą jej ulubioną.

______________________

Mabel Alexandra Lorraine

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 141
  Liczba postów : 73
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14596-thc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Pub "U nieudacznika"   Sro Cze 21 2017, 21:02

Odkąd Thijs przybył do Hogsmeade nie potrafił znaleźć miejsca dla siebie. Nauczanie w zamku miał zacząć dopiero po wakacjach więc miał sporo wolnego czasu na zwiedzanie okolicy. Dobrze było wiedzieć na czym stoi i fajnie było poznać współpracowników. Szkoda tylko, że piątkowe wieczory spędzał w barach i dawał kiepski przykład przyszłym uczniom zamiast zająć się czymś bardziej pożytecznym. Niestety taki już był urok młodego nauczyciela i nie miał zamiaru niczego w sobie zmieniać. Lubił poznawać ludzi przy dobrym piwie i drinku. Nie miał trudności w nawiązaniu rozmowy, a gadanie o głupotach często bywało zabawne. Był dosyć otwartym człowiekiem z luźnym podejściem i brakiem jakichkolwiek uprzedzeń do ludzi.  
Z ulubionym Lordkiem zatrzymał się obok jakiegoś baru. Zerkając na szyld miał nieco mieszane uczucia. Pub „U Nieudacznika” brzmiał naprawdę jak dobra zabawa. Szczególnie, gdy przed wejściem dostrzegł jakąś młodą kobietę. Nieco dziwnie się czuł, gdy pierwsza myśl jaka przeszła mu przez głowę, to czy jest może studentką. Nie przeszkadzało mu to jednak, by podejść i zagadać.
-Palenie samemu nie jest zbyt zdrowe. Mogę się przyłączyć? – spytał wypuszczając przy tym przyjemny w smaku dym z płuc. Kochał Lordki za tą szczyptę magii w nich. Zawsze pachniały świetnie i nigdy się nie nudziły. Słodka jagoda wymieszana z intensywnym zapachem lasu. Dosyć dziwne połączenie, ale obecnie nie znał niczego lepszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Pub "U nieudacznika"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Pub "U nieudacznika"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
-