IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz na V piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4606
  Liczba postów : 4407
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Korytarz na V piętrze   Pią Cze 11 2010, 18:20

First topic message reminder :

Wspaniale sklepienie łukowo żebrowe wyróżnia korytarz na piątym pietrze. Ściany, tak samo ja podłoga zrobione są z jasnoszarej cegły. Z wysokich okien, które od podłogi sięgają niemal ku samemu sufitowi, rozciąga się piękny widok na błonia i odległy Zakazany Las.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Mar 10 2014, 16:40

Nie był pierwszym, który chciał nosić jej świat na rękach. Nie był pierwszym, który był gotów stanąć na głowie, jeśli chodziło o zadowolenie jej. Jednak był jednym z pierwszych, który zapamiętała, a imienia z pewnością nigdy nie rzuci w nie byt. Jeden Seth na całe życie. Tak myślała, a może za wszelką cenę wypierała się tego błądząc w szarych odmętach tego kim była, a kim mogłaby być. Zdecydowanie to problem, którego nie chciała teraz rozwiązywać. Czuła się przytłoczona momentami swoją osobą, ciężarem bycia bliźniaczką, która zawsze będzie na drugim miejscu. Mimo tego, że wygrała w wielu kategoriach, a nazwisko Saunders niosło się echem w świecie modelingu z duetem, który stanowiło jej imię... To w żaden sposób nie mogło oddać smaku porażki, który odczuwała patrząc na takiego Setha. On bez problemu przeszedł na drugą stronę, pobiegł do Scarlett. Zostawił ją na pstryk, bo kochana Maya właśnie tego chciała. Niedościgniony ideał. Może i Mandy chciała klasnąć w dłonie, by obok niej wyrośli ludzie, których to ona wybrała? Może dlatego tak często znikała Merlinowi, a z każdym powrotem uświadamiała mu, że jej potrzebuje? Ile to jeszcze razy ucieknie, gdy poczuje, że nie masz już gruntu pod nogami. Nawet teraz stąpała po grząskim terenie, który powodował, że każdy krok wydawał się co raz mniej odpowiedni, przystosowany do tego co powinna czuć. Bo w tej chwili patrząc na Setha... Czy coś czuła? Bawił ją swoją miną tak pewną siebie, odczuła dość znaczące łaskotanie w okolicach jej ego, gdy odchylił się po uderzeniu, złapał za policzek, przez moment syknął coś przez zęby, by zaraz ją złapać i przygwoździć do ściany. Na ile się jej to podobało? Na ile chciała mu na to pozwolić? Jęknęła gdzieś pomiędzy kolejnymi pocałunkami, które spokojnie rozprowadzał po jej szyi. Nie mogła. Powinna odmówić, postawić granicę. Odejść jako ktoś, kogo on może podziwiać przez szklaną szybę, której niczym nie przebijesz. Zatem czemu ułożyła dłonie na jego podbrzuszu i niezdarnie ciągnęła koszulkę w górę, by na nagiej skórze poprowadzić dotyk zimnych palców, które kroczyły najróżniejszymi ścieżkami opuszczone dwa lata temu. Jak bardzo go znała? Jak bardzo mogła dryfować po starych przyzwyczajeniach? Powinna zmądrzeć, wyrosnąć z tego. Mógł mówić. Wiedziałaby, że to kłamstwa, lecz czy nie urocza byłaby tymczasowa wiara w to co mogłoby się między nimi wydarzyć?
- Tęskniłam, a w między czasie byłam w stanie przeklinać Twoje imię Seth. Doskonale wiesz, że mnie się nie ignoruje. Nie rób tego. - Powiedziała mu, choć odrobinę mniej despotycznym tonem co wcześniej, choć w oczach nadal czaiło się zło. Zło, które gotowe byłoby go rozszarpać, gdyby okazało się, że nie poświęca jej teraz całej swojej uwagi. Zasługiwała na to. Chciała to brać. No daj więcej, wiem że możesz dać, a nawet wyskoczysz za chwilę z ubrań jeśli ona Ci powie, że jest jej zimno.
- Tylko tyle Seth potrafisz? Przyprzeć mnie do muru? Udowodnij mi, że jest w tym coś więcej. - Prowokowała go tasując swoje walory jak karty. Wysuwając dotyk co raz wyżej, a potem niżej. W górę, w dół... Oddając pocałunek niezgrabnie złożony na jego policzku. Ale nie w usta. To przysięga, przy której składaniu nie wypadało krzyżować palców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Mar 10 2014, 18:46

Może i nie był pierwszym, który starał się zakręcić jej światem według jej własnego widzimisię, jednak na pewno nie było wcześniej w jej życiu drugiego takiego jak on. Huh, no chyba, że Mandy Saunders to skryta masochistka i ludzie pokroju Setha niejednokrotnie przewijali się przez jej życie, najpewniej z różnym skutkiem. Widzicie, kiedy jest się wariatem to wszystko jest prostsze. Nie ma dla Ciebie odcieniów szarości, bo twój mózg odbiera tylko i wyłącznie mocne i kontrastujące ze sobą barwy - dla przykładu weźmy standardową biel i czerń. Miłość i przywiązanie są więc pojęciami dość abstrakcyjnymi, bo mimo tego, że wie się o ich istnieniu to nigdy nie potrafi się wykształcić u siebie czegoś podobnego. Być może zwykli dysfunkcyjni ludzie to potrafili, ale nie ktoś taki jak Morfeusz. Niejednokrotnie próbował, lecz na pewno nie można mu zarzucić tego, że zbyt słabo się starał albo niszczył wszystko swoim podejściem. Skoro nie potrafiono go zaakceptować w stu procentach to czy tak naprawdę można było mówić o tym, że się go znało i pragnęło? Dla niego to była banalna sprawa - dziewczyna krzyczała w gniewie, że jest sadystycznym świrem, a on po prostu odchodził. Nie wiedział czy to, że ją lubił było prawdziwe, bo to nie miało znaczenia. W jednej chwili czuł się jak pijany, gdy na nią patrzył, tak potrafił być zaślepiony, a w drugiej była dla niego obca i zupełnie mu obojętna. Trochę tak jakby rozmawiali po raz pierwszy w życiu, a ona nagle zapragnęła mieć go na własność. Jednak im dłużej zastanawiał się nad swoim postępowaniem tym rzadziej znajdywał w nim jakąkolwiek logikę i uporządkowanie, a jeszcze trudniej było gdy rozpoczynał analizę własnych odczuć. To był prawdziwy chaos. Zamęt tak trudny do rozszyfrowania, że jeszcze żadnym filozofom nie śniło się coś podobnego, a dojście do jakichkolwiek wniosków musiałoby być zapisane za pomocą co najmniej kilku skomplikowanych wzorów fizycznych. To było po prostu dziwne tak spoglądać na siebie z takiej perspektywy, a Gryfon doskonale o tym wiedział. Nie umiał sobie ze sobą radzić, ale jednego mu nie można było odmówić - potrafił spojrzeć na siebie krytycznie od czasu do czasu i nawet mimo swej niemożności zachowywania się poważnie lub odpowiedzialnie wiedział, że nie jest zbyt dobrym człowiekiem. Czy on kiedykolwiek zastanawiał się co czuje druga osoba? Tak… i nie przypadkiem do tego grona zaliczała się MMS.
Kiedy ją zobaczył wszystko w nim odżyło. Stare, wyblakłe przez czas wspomnienia stały się wyraziste i nadały jego światu ciekawszych barw. Zapewne chciałby z nią porozmawiać o tym co wtedy między nimi zaszło, ale nie miał na to szansy. Był dzisiaj spokojny, bo i zmęczony po porannym treningu, a dodatkowo wypalił dzisiaj całkiem sporo, więc to, że teraz rzucił się na dziewczynę było dziełem przypadku i jej braku rozwagi. Kto wie czy może o to jej nie chodziło? Wszak kobiety były skomplikowane i często nie chciały stosować się do ogólnie przyjętych norm i zasad postępowania, obierając własne ścieżki, nawet jeśli prowadziły one okrężną drogą do celu. Seth tego nie rozumiał, on nie był trudnym do przewidzenia człowiekiem.
W związku z powyższym nie potrafił teraz nad sobą zapanować. Zwariowany na jej punkcie oraz na bólu palącym mu twarz był całkowicie poza kontrolą i nic sobie nie robił z tego, że przecież nie powinien, bo to chociażby nieetyczne i wręcz niesmaczne tak osaczać drobną blondyneczkę na korytarzu szkoły. Dostał już wyzwanie. Odrzuciła go i próbowała skrzywdzić, a on zareagował jak poszczuty pies i dlatego właśnie kąsał ją po szyi naznaczając swoimi zębami, a paznokciami kreśląc ostre znaki na jej skórze. Nie miał świadomości, że to robi, bo to nawet nie było dla niego ważne. Nie był w stanie skoncentrować się na tyle aby jej odpowiedzieć, bo po prostu żadna logiczna myśl nie przemykała teraz przez jego głowę, a to wszystko znajdowało odbicie w coraz większej zachłanności. Przypłaszczał ją do ściany, a ona mimo, że zdawała się opierać to tak naprawdę nie robiła nic co mogłoby go tylko jeszcze bardziej podjudzić. Stawała się uległa i być może właśnie to zdecydowało o tym, że pociągnął ją teraz za włosy, nie jakoś specjalnie mocno, a na tyle by odchylić jej głowę. Powinna to docenić, wszak on nigdy nie był wzorem delikatności. Jego usta odnalazły jej wargi, które zmiażdżyły w zachłannym pocałunku.
- Tutaj? - spytał po prostu, odchylając ją nieco od ściany i chwytając mocno za pośladki, które ścisnął zaczepnie, gdy przysunął ją tak blisko do siebie, aby mogła poczuć jak bardzo jest podniecony jedynie przez sam materiał spodni. Był gotów dać jej możliwość wyboru, wszak Mandy nie była dziwką, którą rżnęło się gdzie popadło, chociaż wiedziała, że on bez najmniejszych przeszkód mógłby ją zerżnąć tu i teraz, nawet na oczach całej szkoły. To nic, że mieliby wtedy siniaki i otarcia od niewygodnego kamienia skoro mieliby siebie, nieprawdaż?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Mar 10 2014, 21:33

To był ten moment, gdy doskonale wiedziała jak jej potrzebuje... Dlaczego by mu tego nie zabronić? Dlaczego by nie kazać obejść się smakiem? Dlaczego? Dlaczego właśnie nie? Mandy nie potrzebowała być ciągle łatwą zdobyczą. Miała być trofeum w czyiś ramionach, którym byłaby cały czas delikatnie kołysząc się na podium zwanym wiecznością. Tak piekielnie seksowna, ułożona Francuzka. Poznaj ją. Bo jej poznanie na ciele się nie kończy. Musisz to wiedzieć zanim wejdziesz w kolejny etap, w którym rozmawiacie... Może dlatego jej związek z Sethem się rozpadł? Bardziej polegał na cielesności niż na zwykłych rozmowach, a przez to najzwyczajniej w świecie nie oferował nic ponad stan? Czuła jego obecność zbyt dobrze. Może jej wnętrze rozkołysało się nieco bardziej niż powinno pragnąc objąć go jak małpka potrzebująca trochę ciepła, a nie tylko seksu... Aczkolwiek jego zdecydowane ruchy nawet nie chciały powiedzieć "przytul się Mandy", raczej krzyczały zupełnie coś w innym klimacie. Coś wulgarnego, na co zazwyczaj odpowiedziałaby aprobatą. A dziś? Jaką decyzje podejmie? Zaśmiała mu się w twarz przez moment tkwiąc w jego silnym uścisku, a potem najspokojniej w świecie zaczęła się z niego oswobadzać wierzgając się nieznacznie, aż powstała pomiędzy nimi luka, która w końcu ich rozdzielała ich ciała. W tym momencie przyłożyła dłoń do policzka, w który jeszcze kilka minut temu przyłożyła mu dość mocno. Tym razem był to dotyk delikatny, niczym niespaczony... No może zainteresowaniem, którym nagle obdarzyła go z tego pożądania. W końcu jednak przyłożyła palec wskazujący do jego warg i rozpoczęła delikatne krążenie po jego ustach uśmiechając się do niego szeroko, tym samym ukazując charakterystyczną dla niej diastemę. Skradła mu pocałunek z kącika ust, a później musnęła go w policzek.
- Dziś będziesz musiał się bardziej postarać. Sam fakt obmacania mnie przy zimnej ścianie mało Ci da Seth. - Wyjaśniła mu wprost. Przecież nie po to tak się wystroiła, aby teraz zepsuł całkowicie to jak wyglądała. Jak chciała wyglądać... Cóż to za przyjemność jeśli nie możesz przez moment karmić się samym widokiem, a dopiero później dotykiem. Chciała być dziś przede wszystkim doceniona. W jej oczach nie było zmęczenia, ale pewien głód, który dotyczył po prostu podziwu sprzedanego w najprostszych kwestiach, nawet jeśli miałoby mieć to postać komplementów, przypadkowych spotkań dłońmi. Był w stanie jej to dać, po to tu przyszła tak? Wszak był to wytworny tancerz, który potrafił z niej zrobić uległą nie tylko w kwestii zwykłego aktu, ale też dotyczyło to parkietu... Więc dlaczego teraz miałaby od niego nie zażądać poskromienia jej na tej płaszczyźnie?
- No już Seth, zabierz mnie gdzieś, a przemyślę Twoją propozycję dotyczącą tego co mogłoby się wydarzyć pod tą ścianą. - Rzuciła mu wyzwanie? Kilka słów, które mogły zburzyć porządek dnia, który ustalili sobie z góry. Choć Mandy dziś była całkowicie spontaniczna... Wyszła z niej Krukonka. Może poszła na spacer? Może właśnie dlatego powinni przerwać, aby odnaleźć rozważną Mandy, która dodałaby tej sytuacji tylko pikanterii?
Chcesz bierz, nie chcesz nie bierz. Jednak zrób wszystko, aby nie zapomniała dzisiejszej nocy. Wszak byłoby bardzo przykro, gdyby jednak rzuciła to w nie pamięć.
A potem? A potem to chyba logiczne, że nieopacznie złapała Setha za dłoń i pociągnęła przez korytarz. Ucząc go przy okazji, że to on ma ją prowadzić.

zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 26
  Liczba postów : 18
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7863-natalie-miller
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7866-natalie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7878-natalie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7865-natalie-miller




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sob Kwi 05 2014, 22:08

Natalie szła przez korytarz w wyśmienitym nastroju. Uśmiechnięta od ucha do ucha, nuciła cicho melodię jakiejś piosenki. Chociaż ją zwykle można taką spotkać, nawet, jeżeli w danej chwili powinna mieć okropny humor. Co jakiś czas zatrzymywała się i zamieniała kilka słów z postaciami z obrazów, po czym ruszała dalej w znanym sobie kierunku. Kierowała się na zewnątrz, by korzystając z pogody posiedzieć ze znajomymi lub polatać na miotle na boisku. Zresztą w budynkach zawsze czuła się jak w klatce i wolała przebywać na powietrzu. Możliwe, ze to sprawa jej klaustrofobii lub po prostu wrodzonej potrzeby wolności. Przystanęła na chwilę przy jednym z okien spoglądając na rozpościerające się wokół błonia i Zakazany Las. Przez chwilę zastanawiała się nad tym, że tak naprawdę ponad połowa czasu w Hogwarcie dla niej już minął i jeżeli podjęłaby decyzje o nie kontynuowaniu dalej nauki, mogły być to jej ostatnie miesiące tutaj. Czego ona nie chciała, ponieważ uwielbiała to miejsce. Hogwart był dla niej praktyczniej jak drugi dom. Nieświadomie ścisnęła w dłoni wisiorek, który dostała od matki, przed jej pierwszym wyjazdem tutaj. Uświadamiając sobie, co robi, uśmiechnęła się i wiedziała ze nawet, jeżeli opuści kiedyś to miejsce, coś jej pozostanie. Wspomnienia, przyjaciele no i oczywiście osoby mniej lubiane. Otrząsając się z zamyślenia z powrotem zaczęła iść szybko przez korytarz nadal się uśmiechając. Właśnie miała skręcić w inny korytarz, gdy wpadła na inną osobę, sprawiając, że obie wylądowały na zimniej kamiennej posadzce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 32
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7905-erin-johnson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7906-podbijesz-serducho-p#221050
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7907-sowka-erin#221052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7908-erin-johnson#221083




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Kwi 06 2014, 00:55

/początek

Odkąd wrócili z Japonii, Erin czuła się jakoś tak niepewnie. Głównie przez wydarzenia, które miały miejsce na wakacjach. Niemniej jednak, trochę się zmieniła, stała się nieco bardziej nerwowa. Tego dnia miała nieodpartą chęć przebywania w swoim dormitorium, dlatego właśnie tuż po zajęciach szybkim krokiem przemierzała szkolne korytarze. Choć była piękna pogoda i było naprawdę ciepło, Erin marzyła tylko o tym, by znaleźć się już w swoim łóżku lub opatulić kocem i usiąść przed kominkiem. Uwielbiała wieczory, bo tylko wtedy mogła się wygodnie rozłożyć w Pokoju Wspólnym, czasem porozmawiać z jakąś koleżanką lub kolegą z jej domu a czasem zagłębić w lekturze.
Gdy tak sobie planowała wieczór, wpadła niespostrzeżenie na kogoś. Wywołało to u niej tak ogromne zdumienie, że nie podniosła się od razu, tylko siedziała tyłkiem na zimnej posadzce z otwartą buzią. Dziwne, przecież ją zawsze wszędzie słychać. Szczególnie jej stukot obcasów, a tu ktoś, kogo kroki były ciche zupełnie jakby unosił się nad ziemią, nie słyszał jej! I ze zdziwieniem rozpoznała, co w sumie nie powinno być trudne, jej przyrodnia siostrę. Jej twarz wykrzywiła się w lekkim grymasie, po chwili ciężko westchnęła i obdarzyła ją trochę niechętnym spojrzeniem. Podniosła się z niezwykłą gracją, jak to na nią przystało i wyciągnęła pośpiesznie rękę w stronę swojej... siostry. Bądź co bądź, nie była jędzą.
- Miło, że na siebie wpadłyśmy - mruknęła ironicznie blondynka, mrugając szybko, nawiązując do tego, że rzadko kiedy się widują, co jest dziwne, zważywszy na to, że są siostrami i są w jednej szkole. Odrzuciła swoje włosy na plecy i poprawiła grzywkę, mierząc brunetkę uważnym spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 26
  Liczba postów : 18
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7863-natalie-miller
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7866-natalie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7878-natalie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7865-natalie-miller




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Kwi 06 2014, 16:02

Zderzenie z kimś, miało bardzo bolesne skutki, ponieważ Lie lądując na posadzce, nieźle uderzyła o nią nogą, więc zamiast od razu podnieść głowę i sprawdzić, kto był drugim poszkodowanym w tym „wypadku” , zaczęła masować obolała nogę. Przy okazji zaklęła pod nosem, coś o nieuwadze. Akurat, gdy miała już przepraszać, zobaczyła na kogo wpadała. Przez chwile można by było uznać dwie dziewczyny za odbicie lustrzane, ponieważ twarz Natalie wykrzywiła się w tym samym czasie co jej przyrodniej siostry. Ze wszystkich osób z Hogwartu, akurat gdy miała dobry humor, musiała wpaść na swoją przyrodnią siostrę. Spoglądała uważnie jak ta wstaje i wyciąga do niej rękę, jednakże Natalie zignorowała ją i wstała o własnych siłach. Nie żeby nie doceniła gestu Erin, ale upór i duma jej na ta to nie pozwoliły.
- Co za miła niespodzianka.- Odpowiedziała także z ironią, wkładając ręce do kieszeni. Czasami patrząc na nie dwie, trudno było pomyśleć że tak naprawdę mieszkają ze sobą od praktycznie ośmiu lat i są przyszywanymi siostrami. Możliwe ze to dlatego że ich relacja, od czasu gdy miały po 10 lat niewiele się zmieniła. Gdyby zapytać Natalie dlaczego nie dogaduje się z Erin, za zapewne wymieniła by jakiś powody ale żadnego prostego i wytłumaczalnego. W domu ich poskramiaczem najczęściej był Caleb, a tutaj w Hogwarcie zazwyczaj się omijały. Jednakże teraz obie stały na pustym korytarzu, a jedynymi zainteresowanymi był kilka postaci z portretów szepczących coś do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 32
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7905-erin-johnson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7906-podbijesz-serducho-p#221050
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7907-sowka-erin#221052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7908-erin-johnson#221083




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Kwi 07 2014, 04:07

Erin spodziewała się, że uparta Natalie nie przyjmie jej gestu jako coś miłego. Widząc jak dziewczyna wstaje o własnych siłach, odgarnęła włosy za uszy i obdarzyła i obdarzyła ją tylko przeciągłym spojrzeniem. Cóż, płakać z tego powodu na pewno nie zamierzała, pomimo tego, że poczuła się lekko urażona. Czego okazać bynajmniej nie miała zamiaru.
Powodem nieporozumienia było zapewne nastawienie obydwóch dziewczyn i niechęć, która narodziła się miedzy nimi już przy pierwszym spotkaniu. Erin jakoś nie mogła się przekonać do przyrodniej siostry i prawdę mówiąc, mało kto w Hogwarcie wiedział, że te dwie są rodziną. Owszem, Caleb na pewno był łącznikiem, który sprawiał, że przy rodzinnej kolacji nie zapadała grobwa cisza. W tej chwili, Erin zabrakło Caleba. On na pewno wiedziałby co w tej sytuacji powiedzieć. Owszem, blondynka mogła wyminąć siostrę i pójść w swoją stronę, ale ta cisza... wręcz drażniła jej uszy.
- Wybierasz się gdzieś? - spytała może nieco trochę wyniośle, ale dziewczyna już tak po prostu miała. Założyła ręce na piersi i spojrzała na nią z wymuszonym uśmiechem. Przestąpiła z nogi na nogę, sprawiając, że stukot obcasów potoczył się echem po korytarzu. Przekrzywiła głowę, przyglądając się brunetce z udawanym zainteresowaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pią Kwi 25 2014, 17:58

Z cichym skrzypieniem uchylił jedno z okien, pozwalając szalejącemu wiatru wkraść się do zamku. Podwinął rękawy w granatowej marynarce, a następnie z kieszeni wyciągnął paczkę Zjednoczonych Wili, by po chwili zapalić jednego z papierosów. Ta sama marka fajek towarzyszyła mu już od lat, był idiotycznie sentymentalny w tym pojedynczym przypadku. Miał je ze sobą nawet ostatnio w podziemiach, a tańcząca, miniaturowa wila do nich dołączana, miała być ostatnią jaką miał widzieć. W tej chwili wila też tańczyła, gdzieś w pudełku, nie zwracał jednak na to najmniejszej uwagi. Zaciągał się papierosem, po chwili wypuszczając kółka z dymu w stronę pogrążonych w ciemności błoni. Podtrzymywał ramę okna, by za sprawą wichury nie trzasnęła z hukiem. Ostatnio pogoda w Wielkiej Brytanii była paskudna. Nocny patrol na jaki go wysłano cholernie mu się dłużył. Te ostatnie tygodnie w Hogwarcie zdawały się trwać wieczność, a każde zadanie związane z prefektowaniem było dla niego zwyczajnie niewygodne. Zamek pełen był kolejnej bandy przyjezdnych, a jemu nawet nie chciało się organizować na ich powitanie imprezy, bowiem zwyczajnie wolał uchlać się w Londynie. Ostatnio zamek mu się przejadł. Wciąż nie rozumiał, po co każą mu po nocy pilnować jakieś puste korytarze. Twierdzili, że nowych uczniów trzeba pilnować i przypominać im o zasadach. Inna sprawa, to już to, że kompletnie nie ogarniał, co za różnica, czy chodzą nocą po zamku. On to robił notorycznie.
Powrócił wzrokiem do pudełka fajek, które wciąż trzymał w ręku, by wyciągnąć ze środka tańczącą wilę. Za bardzo kojarzyła mu się z tunelem. Zamachnął się, po czym daleko wyrzucił ją przez okno, patrząc jak ląduje gdzieś między liśćmi gęsty drzew zakazanego lasu.
Dopali i pójdzie poszukać sobie jakiegoś towarzystwa. Może tym razem prawdziwej wili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pią Kwi 25 2014, 20:53

To nie była najlepsza noc w życiu Isolde.
Nie potrafiła pogodzić się z myślą, że pewnie już nigdy nie zobaczy Kapitana Haka. Właśnie tego u siebie nienawidziła - za łatwo się przywiązywała, choć z drugiej strony to samo mogła powiedzieć o młodym gryfie, który do ostatniej chwili zdawał się nie rozumieć, czy raczej nie wierzyć, że naprawdę się rozstają. Na dobre. Wyrywał się w jej kierunku, a ona mogła tylko patrzeć i łykać łzy, choć miała ochotę objąć go za szyję i zabrać z powrotem do swojego mieszkanka, w którym z trudem się mieścił, ale był przynajmniej szczęśliwy.
- Coś ty mu dziewczyno zrobiła? Chyba się w tobie zakochał, a to przecież wielkie, bezduszne bydlę - mruknął facet, zdaje się, że pracownik Ministerstwa, któremu musiała oddać Kapitana, patrząc na nią z niechętnym podziwem.
- Sam pan jesteś bezduszne bydlę! - wypaliła, dusząc się łzami i odwróciła się na pięcie, ignorując rozpaczliwe okrzyki Kapitana Haka.
Miała żal do Dextera za tamtą zimną odpowiedź, choć tak naprawdę nie była nią zaskoczona. Bo co go mógł obchodzić gryf, którego widział może trzy razy? To ona się nim opiekowała, zajmowała, wychowywała... A jednak było jej przykro. Poza tym ciągle gniótł ją fakt, że Vanberg ulotnił się z tej mini imprezy integracyjnej ze Scarlett. Właściwie może nocny patrol był dobrą opcją? Chodzenie, sam fakt ruchu, daje jakieś złudne poczucie celowości - jeśli dokądś idziesz, na pewno dokądś dojdziesz, nawet jeśli nie znasz celu. To było z pewnością lepsze od bezsensownego wpatrywania się w sufit i tęsknoty za jakąkolwiek żywą istotą znajdującą się w tym samym pomieszczeniu czy chociażby mieszkaniu.
Nie przewidziała tylko, że patrol będzie odbywać razem z Dexterem. Jego widok odrobinę wytrącił ją z równowagi, bo zupełnie się tego nie spodziewała, co było z jej strony głupotą, bo w końcu Vanberg był prefektem, tak samo jak ona (choć nigdy nie mogła zrozumieć, kto mu przydzielił tę funkcję). Nie miała siły na potyczki słowne, na rozgrzebywanie tych dziwnych sytuacji, w których się znaleźli. Czuła się słaba i rozbita. I trochę senna. Miała nadzieję, że Vanberg oszczędzi jej przykrości. Chociaż ten jeden raz.
- Hm... cześć, Dexter - odezwała się cicho. W jej głosie nie było wrogości, tylko odrobina smutku, choć wątpię, by Vanberg to wychwycił. Poprawiła bladoniebieski sweterek narzucony na czarną bluzkę z dekoltem i przygryzła dolną wargę. - Wygląda na to, że spędzimy tę noc razem. To znaczy na wspólnym patrolu - dodała szybko, mając ochotę palnąć się w czoło za tę głupią, niecelową dwuznaczność.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pią Kwi 25 2014, 21:43

Co on miał zrobić z jakimś jebanym gryfem?
Isolde zajmowała się nim przez większość czasu, ale w pewien sposób Vanberg lubił fakt, że go dostali na wychowanie. Oczywiście całą robotę zwalił na dziewczynę, wszakże sam wykazał nim zainteresowanie rzeczywiście dwa lub trzy razy. Mimo to, podobało mu się, że ten gryf gdzieś tam był. Zapewne, gdyby nie był Vanbergiem, zabrałby go sobie, nie pozwalając jej go oddać ludziom z ministerstwa. I głęboko w dupie miałby protesty wszystkich dookoła. Tyle, że był tym Dexterem, który jednocześnie miał świadomość, że nie miał głowy i czasu do opieki nad jakimś dzikim zwierzęciem. Dlatego nie kiwnął nawet palcem, gdy poszła go komuś oddać. Co więcej, nie chciał nawet zobaczyć tego stworzenia. Skoro nie robił tego wcześniej, nie było sensu nagle strasznie stawiać się na łzawe pożegnania.
Głos Isolde go zaskoczył, choć nie chciał dać tego po sobie wielce poznać. Mógł się jej tutaj spodziewać. Co jakiś czas przydzielali prefektów do wspólnych patroli, a nie było ich tak dużo, by ta dwójka miała się wiecznie mijać. Lekko odwrócił głowę w jej stronę, by posłać jej krótkie spojrzenie i leniwe kiwnięcie głową na przywitanie. Właściwie sądził, że przywita go z góry bardzo wrogo. Przecież zasłużył.
- Spoko. Możesz się zająć tamtą częścią korytarza - kiwnął głową w stronę oddalonej części zamku, słabo rozświetlanej przez leniwie palące się świece. Dość sprawnie powstrzymując się od znacznie mniej przyjemnego komentarza odwrócił się ponownie w stronę ciemnego lasu, który jeszcze przed chwilą doskonale sobie podziwiał, jednocześnie myśląc tak naprawdę o tym towarzystwie, które to zamierzał sobie poszukać.
Był dziś dobrym chłopcem, nie skomentował jej dwuznacznego komentarza, chociaż niewątpliwie przyszło mu to do głowy. Dziś był obojętnym Vanbergiem, tak jak to być miało zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sob Kwi 26 2014, 20:33

Miała na końcu języka kilka odpowiedzi - część kąśliwych, część pełnych żalu i niechęci... ale chyba nie miała siły na utarczki, zwłaszcza, że tak naprawdę Dexter wcale nie próbował jej sprowokować, co już było podejrzane i świadczyło o pewnym wysiłku z jego strony.
Była zmęczona, choć w głębi duszy czuła, że wymiana zdań z Vanbergiem wpłynęłaby na nią ożywczo. Wzdrygnęła się na wspomnienie tamtego wieczoru, kiedy... kiedy trochę ją poniosło. To było dziwne, nie mogła wyrzucić z pamięci tego uczucia, gorąca płynącego jej żyłami, uderzającego do głowy, sprawiającego, że traciła kontrolę. Zagryzła usta ze złością i zdecydowanym krokiem ruszyła we wskazanym przez Vanberga kierunku, choć wcale nie podobał się jej fakt, że robi to, co on jej polecił, zalecił, zasugerował... Jednak było to lepsze niż stanie z nim w niezręcznej ciszy i proszenie się o kolejne kłopoty, kolejne niezręczności, kolejne kłótnie i gorzkie słowa.
Stąpała lekko, przywiązując irracjonalnie dużą wagę do sposobu, w jaki stawiała stopy, jakby to mogło cokolwiek zmienić. Trzymała głowę wysoko, zastanawiając się, co ją właściwie to obchodzi, że jacyś głupi gówniarze latają po Hogwarcie, pieprzą się po kątach...? Jeśli będą chcieli to robić, to i tak to zrobią, a ona przynajmniej mogłaby się wyspać.
Po chwili zawróciła i stanęła niedaleko Vanberga, opierając się plecami o ścianę. Prawie żałowała że nie pali, to mogłoby jakoś rozładować sytuację.
- Musiałam oddać Kapitana Haka - wyrwało się jej mimo woli. Spojrzała kątem oka na Dextera, zastanawiając się, co się u niego ostatnio działo, w jakie tarapaty się władował... Na Merlina, przecież wcale nie chciała z nim rozmawiać, dlaczego więc słowa same wypływały jej z ust. Nagle zrobiło się jej bardzo smutno. Przygryzła dolną wargę i wbiła spojrzenie we własne stopy. - Ciekawe, gdzie go teraz będą trzymać. W sumie dobrze, że nie przyszedłeś - stwierdziła, choć w jej głosie zabrzmiał lekki wyrzut.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Kwi 28 2014, 14:57

W gruncie rzeczy nie mógł jej wiecznie prowokować. Skoro mieli spędzić tu jeszcze ostatnie miesiące razem w jednym zamku, wpadając na siebie właśnie podczas podobnych patroli, czy po prostu w pokoju wspólnym, no to wypadałby nie obrzucać się wiecznie złośliwymi komentarzami. Z resztą ileż można wałkować stary temat. Był zły, ale w gruncie rzeczy, umiał szybko olewać dawne sytuacje.
Słyszał jej kroki, odwrócił nawet głowę, by spojrzeć jak posłusznie sobie idzie, po czym wrócił do robienia kółek z dymu. Założył, że ma ją z głowy i nie będą musieli więcej dyskutować. Nie tylko dziś, a ogółem. Wedle jej życzenia miał zniknąć z jej życia, to też zamierzał pilnie się do tego stosować, przynajmniej od teraz.
Nagle jednak odgłos jej kroków zamiast się oddalać, zaczął się zbliżać i chociaż Vanberg miał nadzieję, że po prostu postanowiła iść w przeciwnym kierunku, to jednak dziewczyna niespodziewanie zatrzymała się obok niego. Odsunął się od okna spoglądając na nią z lekkim zdziwieniem i czekając, aż wytłumaczy mu, o co chodzi. No tak, gryf. Zaciągnął się ostatni raz papierosem, po czym wyrzucił go przez uchylone okno. Odszedł na parę kroków, zapominając o tym, że szalała silna wichura. Kiedy tylko przestał trzymać uchyloną ramę okna, ta ze sporym hukiem się zatrzasnęła.
- Po co miałem przychodzić, sama stwierdziłaś, że mnie on nie obchodził. - Rzekł wsuwając ręce do kieszeni czarnych spodni. Tylko przez krótką chwilę miał ochotę go zatrzymać, nie pozwalając jej go oddać. Jak szybko ta myśl zaświtała w jego głowie, tak równie prędko zniknęła. - Zawsze możesz kupić dom z ogrodem i go odzyskać - stwierdził wzruszając ramionami. Skoro go tak chciała, to niech sobie go weźmie. Nie zastanawiał się, gdzie zwierze teraz przebywało, ale pewnie miało jakiegoś w miarę dobrego opiekuna. W nieco gorszym wypadku przerobili go na składniki do eliksirów. Z resztą, co on tam wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Maj 04 2014, 21:49

To nie była noc, kiedy Isolde chciałaby być sama. Była zła na siebie, że szuka towarzystwa Vanberga, ale nie mogła na to nic poradzić. Zamek nocą był w jakiś sposób przytłaczający, a odgłos samotnych kroków sprawiał jej trudną do wyjaśnienia przykrość. Nie chciała być sama. On potrafił to wszystko po prostu olać, zapomnieć o tym, co było w jakiś sposób niewygodne albo nieprzyjemne. Jej to nie wychodziło. Z jakiegoś powodu chciała mu wytłumaczyć, dlaczego wtedy go odepchnęła, a z drugiej strony chyba brakowało jej odwagi - czuła, że on tego nie potrzebuje, że jego to nic nie obchodzi, podobnie jak ona sama. Że jest męczącym elementem krajobrazu. Bardzo jej to nie pasowało, choć z drugiej strony czego innego mogła oczekiwać, skoro sama była na niego rozżalona, zła i nie mogła mu wybaczyć tamtych złośliwych komentarzy w Skrzydle Szpitalnym. Tyle że... zawsze miała wrażenie, że pod tą fasadą hedonizmu i obojętności kryje się coś interesującego, coś wartościowego, co czasem prześwitywało, kiedy rozmawiali. Lubiła z nim rozmawiać, mimo że zwykle kończyło się to w jakiś dziwny, niekontrolowany sposób, a ona zawsze się bała takich sytuacji i broniła się przed nimi, jak tylko mogła.
Wzdrygnęła się, słysząc huk i nerwowo spojrzała w stronę okna. Dobrze że nie poszła szyba.
- Naprawdę uważasz, że wszystko można tak łatwo rozwiązać, czy po prostu nie myślisz o przeszkodach? - spytała, jednak w jej głosie nie było złośliwości. Naprawdę była ciekawa, bo taki sposób myślenia był jej całkowicie obcy. Owinęła się szczelniej sweterkiem, bo jednak noce w zamku bywały chłodne, a ona ostatnio miała wrażenie, że wystarczy jej byle pretekst, żeby uciec w chorobę, zakopać się w pościeli i umierać na grypę, którą oczywiście można wyleczyć błyskawicznie eliksirem pieprzowym, ale nie wtedy, kiedy człowiek po prostu marzy o urlopie od życia. Patrzyła na niego w zadumie, jak na ciekawy okaz istoty żywej, zastanawiając się, co sprawiło, że wtedy w kuchni ją pocałował. I co sprawiło, że wtedy, w przedpokoju ona pocałowania jego.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sro Maj 21 2014, 13:41

Oparł się plecami o zimną, gładką ścianę, uderzając o nią placami, tym samym wybijając rytm melodii. Ostatnio muzyka wyjątkowo mocno chodziła mu po głowie, co w stosunku do ostatniego roku, było naprawdę czymś odmiennym. Delektując się tym artystycznym stanem, próbował znów coś tworzyć. Z resztą idealnie składało się to z tym, że lada chwila miał skończyć te jebane studia i spróbować znaleźć poza zamkiem tyle zajęć, żeby nie siedzieć i nie chlać każdego dnia. A to nie małe wyzwanie! Koncertowanie, nagrywanie muzyki, cała ta promocja były niebywale pochłaniające i tego właśnie teraz potrzebował. To wszystko jednak później, póki co wciąż był w zamku i prowadził pewnie jedną z ostatnich rozmów z Is. Wszelakie punkty zaczepne między tą dwójką już niebawem miały zniknąć. Wiosenne powietrze przypominało, że to wszystko już się kończy.
Ciężko westchnął słysząc jej pytanie, sam nie wiedząc, czy ona realnie go nie rozumie, czy z zasady przyjmuje, że wszystko co on powie powinna negować, by podkreślić, iż żyje w odrębny sposób.
- A ty za to naprawdę myślisz wyłącznie o przeszkodach? Jak się czegoś chce, to nie ma przeszkód takich, jakich nie można by pokonać - wzruszył ramionami, obserwując swą rozmówczynię. Vanberg był całkiem dobrym przykładem teorii, którą własnie wygłosił. Osiągnął nieco w branży muzycznej, ignorując fakt, że i tak wszyscy będą gadać o tym, że nagrywa muzykę wyłącznie przez to, że ma znanego ojca. Realnie wychodził z założenia, że jeśli tylko czegoś chce, wystarczy po to sięgnąć. Oczywiście nie tyczyło się to wyłącznie muzykowania, ale i kwestii bardziej przyziemnych, najczęściej tych dotyczących relacji międzyludzkich!
Zrobił niewielki krok w jej kierunku.
- Tak jest, prawda? Myślisz na tyle o tym, ile rzeczy może się nie udać, o tym, dlaczego coś nie może wyjść, aż pod natłokiem tego, rezygnujesz? - mówił to z pewnym rozbawieniem. Trafił na dziewczynę, która zdawała się nie móc żyć bez tony zmartwień. Ostatecznie, przynajmniej wyróżniało ją to w pewien sposób na tle reszty znajomych mu kobiet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Czw Maj 22 2014, 22:05

Oczywiście, Isolde nigdy nie powiedziałaby tego głośno, ale nigdy nie rozumiała, po co Vanberg w ogóle studiuje. Uważała go za inteligentnego faceta, ale niezaprzeczalnie nauka nie była jego największą pasją, przewalał się po zamku i zastanawiał, jak wymigać od jakichś zajęć, przynajmniej ona tak to odbierała. Mury Hogwartu wydawały się go dusić, choć z drugiej strony wyrywanie się z nich albo ignorowanie faktu, że nie powinien czegoś robić wychodziło mu naprawdę dobrze. Tylko po jakie licho chciało mu się tak męczyć, skoro i tak niewiele wynosił z zajęć?
Ona też zdawała sobie sprawę z faktu, że pewnie nie będą już mieli zbyt wielu okazji do rozmów. Sama nie wiedziała, jak się z tym czuje - z jednej strony wiedziała, że dzięki temu prawdopodobnie odzyska spokój ducha, nikt nie będzie jej wciągał w dziwne sytuacje ani budził jakichś trudnych od określenia uczuć, ale z drugiej... miała wrażenie, że jej utarczki z Vanbergiem dodawały życiu kolorytu, choć wcale nie chciała się do tego przyznać. Kilka razy ta myśl zaświtała jej w głowie, ale odepchnęła ją ze złością, bo przecież nawet nie lubiła Dextera. Prawda?
- Nie myślę tylko o przeszkodach. Raczej o tym, jak je pokonać, kiedy już się pojawią - sprostowała z lekką irytacją w głosie. - Lubię mieć plan "B", do którego mogę płynnie przejść - miała ogromną ochotę cofnąć się o krok, gdy Vanberg zmniejszył dystans między nimi, ale wyglądałoby to dziwnie, jakby się go bała albo ustępowała mu pola, a na to nie mogła się zgodzić, więc nawet nie drgnęła, patrząc mu tylko w oczy i czując, że wzbiera w niej jakaś irracjonalna złość, bo Dexter tak często patrzył na nią jak na niemądre dziecko, które robi niepojęte głupstwa, a on... on przecież wie lepiej, jak należy żyć. - Po prostu nie lubię marnować energii na coś, co i tak nie ma racji bytu. Nie lubię bezsensownych działań. I nie lubię tłuczenia głową w mur - powiedziała chłodno, nie spuszczając z niego wzroku i zastanawiając się, dlaczego sama sprowokowała rozmowę, która przybrała taki a nie inny obrót. Może oni po prostu byli skazani na wytykanie sobie różnic, przypominanie o wszystkim, co ich dzieli, mimo że złośliwy los tak często sprawiał, że na siebie wpadali. - I nie lubię rozczarowań - dodała zupełnie mimowolnie, zanim zdążyła ugryźć się w język. Tak było bezpieczniej - oszczędzić sobie goryczy porażki. To nie tak, że Isolde nigdy nie próbowała - próbowała tylko wtedy, gdy widziała cień szansy, że może się udać. Wtedy wkładała w to całe serce. Tylko że... ostatnio żadna gra nie była warta świeczki.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pią Maj 23 2014, 15:04

Jednakże, jeśli tylko zechciałaby go zapytać po co studiuje, o dziwo udzieliłby jej konkretnej odpowiedzi. Oczywiście dziewczyna miała rację, zakładając, że dyplom nie jest mu potrzebny, a bardziej niż na zajęciach, skupia się na tym, jak na nie nie chodzić. A jednak, Hogwart był mocnym punktem zaczepienia, pozwalającym wszystko utrzymać mniej więcej w równowadze. Chociaż robił przerwy, chociaż wiecznie się wymykał, to jednak wracał. Miał do czego i po co. Ukończenie studiów było w jego przypadku odrobinę absurdalnym celem, a jednak istotnym.
Spojrzał na nią spod uniesionych brwi, automatycznie poddając jej słowa pewnej weryfikacji.
- Wychodzi na to samo, zastanawiasz się jak pokonać przeszkody, których jeszcze nie ma - skwitował wzruszając lekko ramionami. Nigdy nie tworzył w głowie planów awaryjnych, przeważnie nie posiadał nawet tego głównego.
Prawdę powiedziawszy przy Isolde trochę tak się czuł. Jakby znacznie lepiej wiedział jak żyć, zaś ona, jakby zapomniała, jak się to robi. Być może niesłusznie, bo przecież to jaką egzystencję prowadził, dla wielu na pewno było bardzo kontrowersyjną sprawą, on zaś nikomu nie powinien mówić jak powinien działać. A jednak, nie mógł wyzbyć się takiego odczucia. Coś go podkusiło, gdy zrobił jeszcze jeden nieśpieszny krok, zmniejszając między nimi dystans.
- Zapomniałaś dodać, że nie lubisz braku kontroli. No niezupełnie, podoba Ci się nieprzewidywalność u innych, ale nie lubisz, gdy zahacza o Ciebie - rzekł bez cienia wątpliwości, na zasadzie obserwacji, jakie to miał okazję już poczynić. Spojrzał jej w oczy, przez chwilę nic nie mówiąc. Is z góry założyła, że ich znajomość będzie dla niej rozczarowująca. A jednak, jak dotąd, chyba, mimo wszystko nie była aż tak rozczarowana, jak być by mogła.
- Za to lubisz zakładać, że te rozczarowania muszą Cię spotkać - stwierdził, nie odwracając ani na moment wzorku. Jasne, wiele osób w swoim życiu rozczarował, zwłaszcza tych, co to mieli za duże oczekiwania. Jednak nim dotarł z kimkolwiek do punktu dotyczącego niespełniania pewnych wymogów, było zawsze po prostu dobrze. Tylko tyle, by utrzymać tamten stan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pią Maj 23 2014, 20:46

Na to Isolde nigdy by nie wpadła - że Hogwart jest dla Dextera swego rodzaju punktem odniesienia, jakąś kotwicą, która nie pozwala mu tak zupełnie podryfować w odległe zakątki świata, a może nawet życia. Nie wpadłaby na to, bo uważała, że Vanberg ucieka od wszystkiego, co może zapewnić mu jaką taką stabilność. Że on się tego boi albo po prostu nie potrzebuje, jednak ta pierwsza ewentualność wydawała się bardziej wiarygodna, choć Is sama nie potrafiła powiedzieć dlaczego tak sądzi.
Miała poczucie, że Dexter ją atakuje - przypierał ją do muru słowami, próbował rozgrzebać psychikę, kierując rozmową tak, że musiała się bronić i tłumaczyć. Nie chciała tego, ale jakoś nie potrafiła się odciąć, zakończyć tego bezsensownego dialogu, który sprawiał, że czuła się coraz bardziej rozdrażniona i osaczona. Z niepokojem poczuła, że za plecami na tylko zimny mur - nie mogła się wycofać, mogła co najwyżej cofnąć stopy o kilkanaście centymetrów, tylko po to, by natrafić piętami na ścianę, odcinającą jej odwrót.
- Staram się być prze-wi-du-ją-ca - wyskandowała, splatając ramiona na piersi, jakby chciała stworzyć barierę między sobą a Vanbergiem. Miała ochotę go odepchnąć i ruszyć sama na patrol, ignorując fakt, że teoretycznie mieli się tym zajmować w parach. Nagle ta rozmowa zaczęła nabierać innych odcieni, a może tak tylko się wydawało? Is nie była pewna, czy Dexter ma na myśli coś konkretnego, czy tylko strzela na oślep, ale czuła się coraz bardziej niekomfortowo. Przez chwilę nie wiedziała co powiedzieć, czując, że pod spojrzeniem Vanberga oblewa się idiotycznym rumieńcem, którego pewnie nie było widać ze względu na panujący półmrok. - Chcesz mi coś jeszcze powiedzieć na mój temat? Nie, wcale nie lubię nieprzewidywalności u innych. Nie można na nich liczyć, nie można im ufać - powiedziała ze złością, patrząc mu w oczy. Bała się rozczarowań. Bała się, że znów będzie cierpieć, bo w przeciwieństwie do Dextera nie była tak dobrze opancerzona, jakby się mogło wydawać. Bała się przywiązywać, a jednak robiła to, bo nawiązywanie bliskich relacji leżało w jej naturze. Chciała być silna, była silna, ale tylko do momentu, kiedy zaczynało jej zależeć i ukazywała całą swoją delikatność. Nie chciała być zabawką. Miała zbyt dużo godności.
- Niektóre rany goją się latami. Nie lubię zakładać. Po prostu nie chcę... nie umiem... zresztą, co cię to w ogóle obchodzi? - warknęła gniewnie, przywierając plecami do muru i patrząc na niego wrogo, jakby chciał jej zrobić krzywdę. Nie ufała mu, nikomu nie ufała, bo nikomu nie zależało na tym, by czuła się bezpieczna i ważna. Nikogo nie obchodziła. To oczywiście nie była prawda, ale w tej chwili tak się czuła, przygwożdżona słowami i spojrzeniem Vanberga, zła i zagnana w kozi róg. Oparła dłonie na jego klatce piersiowej i odsunęła go od siebie kawałek, patrząc mu w stanowczo w oczy i mając ogromną ochotę go zwymyślać. Tak po prostu.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sob Maj 24 2014, 18:47

Rzeczywiście unikał rzeczy zanadto zobowiązujących. Po pierwsze, dlatego, że wolność sobie bardzo cenił, pewną niezależność i możliwość robienia dokładnie tego, na co ma ochotę, a nie tego co musi. Po drugie, chodziło o pewnego rodzaju oczekiwania, które niosło za sobą deklarowanie gotowości do stałego wykonywania czegokolwiek. Czy to chodziło o relacje, czy własnie o studia, uparcie nie chciał, nie potrafił mieć w tym wszystkim wyników wysokich. Nie było się czym chwalić. Od początku jego życie było zbyt chaotyczne, by miał nauczyć się regularnego trybu życia, z codziennym wstawaniem o siódmej i innymi systematycznymi duperelami. Nie, bo nie, bo tak. A jednak, chciał mieć właśnie tego typu kotwicę. Chociaż była ona w żałosnym stanie, chociaż się nią nie interesował, to jednak czasem z niej korzystał, dzięki czemu nie odpływał za daleko. Zwykły, zardzewiały przedmiot na dnie mętnego morza.
Miast ze złością, to z pewnym rozbawieniem pokręcił głową słysząc jej kolejne zaprzeczania. Oczywiście, była przewidująca, a najbardziej w innych podobała się jej stabilność i to na pewno tą cechę dostrzegała w Vanbergu za każdym razem przyzwalając, bądź inicjując pocałunki. Znów miał wrażenie, że zaprzecza, byle to robić, byle tylko się z nim nie zgadzać. Wykonał ostatni krok, tym samym stając naprawdę blisko niej. Swą lewą rękę oparł o ścianę za nią, mniej więcej na wysokości jej głowy, odrobinę ją w ten sposób otaczając i blokując możliwość ewentualnej ucieczki z jednej strony. Ach niech nie myśli o zwiewaniu, kiedy tak wspaniale znów rozmawiają!
- Próbujesz siebie samą okłamać, czy tylko mi tak wmawiasz? - Zapytał całkiem poważnie, zastanawiając się, czy zdaje sobie sprawę z tego, że to co mówi, tak naprawdę wcale nie ma sensu. Być może tego nie dostrzegała, a może chciała go tak zbyć, ciężko stwierdzić.
Ledwo jednak wypowiedziała kolejne słowa, a Vanberg nie zdążył odpowiedzieć, ta bezpiecznie nieco go od siebie odepchnęła. Cofnął się o ten krok, tym samym odrywając dłoń od ściany, acz w pewnym momencie zawahał się, jakby rezygnując z robienia tego, co chciała. Miast tego złapał ją za nadgarstki, gdy jeszcze nie zdążyła opuścić rąk.
- Wchodzisz mi cały czas w drogę, zachowując się tak, a nie inaczej, więc mnie to interesuje. Nie wiesz czego chcesz, nie wiesz nawet czego nie chcesz - ze zniecierpliwieniem, może nutą niechęci, mówiąc to cały czas trzymał jej ręce, wpatrując się w jej oczy, ot jakby ładnie przemówić jej chciał do rozsądku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Maj 25 2014, 11:39

W gruncie rzeczy Isolde też była bardzo niezależną istotą, może nawet za bardzo, przez co cierpiały jej dotychczasowe związki, bo nie potrafiła podporządkować się nikomu, a jednocześnie nie spotkała jeszcze faceta, który potrafiłby jej dotrzymać kroku, jednocześnie nie krępując, pozwalając na nabranie oddechu. Ale ona, w przeciwieństwie do Dextera, potrzebowała ram, w których mogła się umościć, poczuć bezpiecznie. Były to co prawda ramy, które sama sobie tworzyła, starając się dopasować je do swojej psychiki, swojego podejścia do życia, choć ostatnio to wszystko zaczynało się jakby przewartościowywać, zmieniać, wykrzywiać i Isolde czuła się potwornie zagubiona, rozdarta między pragnieniami a poczuciem, że łamie własne zasady, co nigdy dotąd się jej nie zdarzało.
Może właśnie tak było. Może Isolde zawsze zaprzeczała dla samej przyjemności zaprzeczania Dexterowi, udowadniania mu, że nic nie wie - o niej, o jej świecie, o tym, czego ona chce i co myśli. Nie chciała dopuścić do siebie myśli, że być może Vanberg widzi więcej niż ona sama, że pewne rzeczy wmawiała sobie tak uparcie, aż w nie uwierzyła, a może po prostu nie zdążyła się oswoić z faktem, że się zmieniła, że pragnie czegoś innego niż do tej pory, że czas spojrzeć na siebie pod innym kątem, przyjrzeć się swoim potrzebom i tęsknotom świeżym okiem, zobaczyć je takimi, jakimi są, a nie takimi, jakimi były dawniej. Ta bliskość wzbudzała w niej całą gamę emocji - przede wszystkim złość, bo nienawidziła, gdy ktoś ją osaczał, ale i niepewność i coś na kształt ekscytacji, z której nawet nie zdawała sobie sprawy, koncentrując się na gniewie i fakcie, że traciła grunt pod nogami. Przywarła plecami do ściany, nie mogąc znieść myśli, że Vanberg ma nad nią przewagę i raczej nikt jej nie wybawi z tej nieprzyjemnej sytuacji, pojawiając się niespodziewanie i przerywając rozmowę, która zaczęła zbaczać w innym kierunku.
Nie raczyła odpowiedzieć na tamto pytanie, które było zupełnie pozbawione sensu i w dodatku bezczelne, bo przecież ona doskonale wiedziała, co mówi, a Vanberg najwyraźniej chciał jej wmówić, że on wie lepiej. Też coś. Odpychając go, zyskała na chwilę przewagę, którą jednak szybko straciła, gdy złapał ją za nadgarstki. Syknęła ze złością, próbując się wyszarpnąć z jego uścisku i czując, że ogarnia ją ślepa furia.
- A nie wpadłeś na to, że może to ty wchodzisz mi w drogę?! Wiem dokładnie, czego chcę! Chcę, żebyś mnie do ciężkiej cholery puścił! - powiedziała wibrującym ze złości głosem, wpatrując się mu w oczy i bezskutecznie walcząc z jego uściskiem. Oddychała płytko, jak pod długim biegu, wściekłość tamowała jej oddech, a bezsilność jeszcze pogłębiała to uczucie.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Maj 26 2014, 14:03

To go irytowało. To zaprzeczenie jego słowom i niechęć do przyznania mu racji. Jak i ta niepewność Isolde, brak świadomości czego chce i o co właściwie jej chodzi. Ostatni raz wychodząc z jej mieszkania, no przed ostatni, nie na imprezie, a gdy siedzieli tam tylko w dwójkę, był zwyczajnie zirytowany jej ambiwalentnymi odczuciami. Lubił konkretne decyzje, ale wiedział, że przecież nie może ich wymagać od wszystkich. To też pochodziwszy przez pewien czas zły na Bloodworth, na jej "sama nie wiem czego chcę", w końcu odpuścił. Szczególnie, gdy to inne rzeczy zwaliły mu się na głowę. W przenośni jak i dosłownie! Kiedy jednak teraz znów przypominała mu o swoim braku zdecydowania, nie mógł się powstrzymać od wygłoszenia paru komentarzy. Słyszał jej słowa i jednocześnie ochotę miał pokręcić głową, widząc w tym tylko celowe zaprzeczenia.
Porwawszy się uczuciu irytacji, trzymał stanowczo ją za nadgarstki nie pozwalając jej wyrwać się z uścisku. Wpatrywał się w jej rozzłoszczone oczy, czując dziwną satysfakcję, widząc, że jest zła. W jakiś sposób chciał, by czuła zirytowanie, tak jak on ostatnio. Kiedy próbowała się wyszarpać, tylko na nią naparł, tym samym przygwożdżając do ściany za jej plecami. Jakby do zrozumienia chciał jej dać, by nie próbowała z nim walczyć. Czego pewnie i tak nie myślała, by go posłuchać. Ni to prychnął, ni się zaśmiał słysząc jej słowa. Już jej nie wierzył.
- Gówno prawda, Bloodworth - odparł z wyczuwalną irytacją, bez cienia nawet zawahania. W tej samej chwili puścił jeden z jej nadgarstków, by wolną dłonią złapać i unieść jej podbródek. Nie czekał na specjalnie przyzwolenie, zaproszenie, na tajemniczy znak, czy jakąkolwiek inną reakcję. Zamiast tego gwałtownie i bezczelnie pocałował jej usta. Przelewając tym samym swoją złość w ten pełen pasji i niespodziewany czyn. Sam czując, że cała ta sytuacja wywołuje w nim nie tylko przyśpieszenie bicia serca, ale i pewnego rodzaju oczekiwanie, nieodpartą chęć zabrnięcia jak najdalej. Nie. Już jej nie puści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Maj 26 2014, 20:38

Ją też to irytowało. Zwykle wiedziała bardzo dokładnie, czego chce, czego oczekuje od życia. Dexter był tym czynnikiem, który wywrócił wszystko do góry nogami, sprawiał, że zaprzeczała sama sobie, że nie potrafiła dojść do ładu - po raz pierwszy w życiu była rozdarta między zasadami a pragnieniami. Może Vanberg rzeczywiście pokazywał jej prawdziwy świat, w którym nic nie było jednoznaczne, czarne lub białe, pozbawione odcieni szarości, gdzie nie istniały łatwe odpowiedzi na pozornie proste pytania. Nie mogła się zgodzić, by kontrolę przejęły instynkty, ukryte pragnienia, z których wcale nie była dumna, które na poziomie świadomości chciała od siebie odsunąć możliwie najdalej, udawać, że wcale ich nie ma. Nie chciała tego zaakceptować, przyznając pierwszeństwo zdrowemu rozsądkowi, co było w gruncie rzeczy aktem samoobrony, bo doskonale wiedziała, że potem do końca świata będzie się zadręczała wyrzutami sumienia, analizami sytuacji, rozmyślaniami nad tym, co zrobiła źle, dlaczego zrobiła źle i jak mogła postąpić.
Poza tym denerwowała ją myśl, że byłaby tylko jedną z wielu. Nie było jej to obojętne, chciała być wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Chciała, żeby jej ciało było ubóstwiane, doskonałe, mimo pewnych niedoskonałości. Chciała... chciała pewnie zbyt wiele.
Im bardziej na nią napierał, tym bardziej walczyła. Próbowała go od siebie odepchnąć, ale przyparł ją swoim ciałem do zimnej ściany. Jego słowa, jego gesty... wszystko to doprowadzało ją do szału, nienawidziła go w tej chwili z całego serca, odbierał jej wolność, wykorzystywał fakt, że jest od niej silniejszy, nie słuchał jej słów, negował wszystko, co mówiła. Szamotała się bezradnie, ciskając mu wściekłe spojrzenia, oddychając coraz szybciej i mając poczucie, że pod jej skórą płyną gorące strumyki lawy, która pali ją od środka. Krew pulsowała w skroni, dudniąc głucho.
- Jak... - zaczęła, ale Vanberg nie pozwolił jej dokończyć tego wściekłego okrzyku, bo nagle puścił jej rękę, złapał za podbródek i zachłannie pocałował w usta. W pierwszym odruchu szarpnęła się, a widząc, że nic to nie daje, zamiast odpowiedzieć pocałunkiem przygryzła mocno jego dolną wargę, czując, że traci kontrolę, że wbrew wszystkiemu, sprawia jej to przyjemność. Metaliczny posmak krwi uderzył jej do głowy, sprawił, że wszystko zawirowało, zamazało się i pozostało tylko dotyk Vanberga, który palił jej skórę, jego namiętne pocałunki i gwałtowne bicie serca. Wolna dłoń wbrew jej woli przesunęła się na jego kark, początkowo przesuwając po nim palcami, by po chwili wbić lekko paznokcie. Przyciągnęła twarz Dextera do swojej twarzy, oddając pocałunki agresywnie i chciwie, jakby chciała mu udowodnić, że wcale jej nie pokonał, że wcale jej nie zdominował, choć złamał jej opór, choć udowodnił, że naprawdę go pragnęła.

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2343
  Liczba postów : 1899
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Wto Maj 27 2014, 19:38

Ostatecznie wyrzuty sumienia odnoszące się do tego, że coś się zrobiło są znacznie lepsze, niż te, które dotyczą spraw, w których zabrakło nam odwagi, by je pociągnąć. To też mógłby jej powiedzieć, by ona mogła zaprzeczyć, upierając się, że lepiej pozostawać na bezpiecznym lądzie. Nie lubił odsuwać od siebie pewnych pragnień, chciał sięgać po wszystko, otrzymując to natychmiast. Zachłanność też miała swój koszt. Lubił się zatracać, a pewnie po prostu miał skłonności do wpadania w nałogi. Ot, sam sobie w tej potrzebie niezależności i wolności zakładał mocne łańcuchy definiujące jak ma żyć i postępować.
Niewątpliwie mało kto mógłby powiedzieć, że dzięki Vanbergowi czuł się wyjątkowo, niepowtarzalnie. Że nie był jedną osobą z wielu. Nie potrafił sprawiać, by ludzie myśleli, iż są niezastąpieni. Z resztą nawet nie chciał. Nie lubił obiecać, nie lubił łamać danego słowa. Preferował podchodzenie do wszystkiego obojętnie. W paru przypadkach tylko orientując się, gdzieś później, że to wcale nie było nieważne. Co z resztą i tak zachowywał przeważnie tylko dla siebie.
Im dłużej walczyła, tym słabsza jednocześnie mu się wydawała. To szamotanie się z nim, było dla niego wyłącznie szamotaniem się z samą sobą. Chciał by w końcu przestała i po prostu była szczera, z nim, z sobą, z tym wszystkim co się działo. Mocno ją pocałował, chcąc w ten sposób sprawić, by się poddała. Zaciągnął gwałtownie się powietrzem, czując niespodziewane ugryzienie i towarzyszący temu ból. Mimo tego, mimo posmaku krwi, nie zamierzał dać tak łatwo za wygraną. Wprost zdawać by się mogło, że uznał to za atut. Z uczuciem satysfakcji przyjął jej ostre paznokcie wbijające się w jego plecy i, co ważniejsze, oddawane pocałunki. Całe to tempo, cała pasja, pewnego rodzaju nawet agresja w tych pocałunkach, sprawiały, że realnie czuł się oderwany. Zupełnie pochłonięty tą chwilą, tym, że chce więcej i bardziej, totalnie zapomniał gdzie i po co właściwie tu są. Wszystko za sprawą jednego zbliżenia, jakby zrównane zostało z powierzchnią ziemi. W ciemnym Hogwarckim korytarzu przywarł do Isolde mocniej, na sekundę nie przerywając nawet swych pieszczot. W końcu puścił jej nadgarstek, który wciąż trzymał, by dłońmi wreszcie powędrować do jej ciała. Na oślep wędrował po jej kształtach, podwijając to tu, to tam materiał jej ubrań, tak by spragnione dłonie, wkraść się mogły i dotknąć bezpośrednio jej gładką skórę. By nienasycenie przesunąć palcami pod bluzką, by zbadać jej sylwetkę, by dotrzeć do delikatnego materiału jej biustonosza. Potem nagle przeniósł dłoń na jej plecy, gwałtownie przyciągając ją do siebie. Nakłaniając, by ruszyła wraz z nim, by nie przerywała całowania go, by odnaleźli drzwi do pierwszego lepszego pomieszczenia, jakie tylko mieli pod ręką.
Upadek moralny prefektów! No, jednego z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3632
  Liczba postów : 1796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Moderator






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Wto Maj 27 2014, 21:30

Zachłanność prowadziła do rozrastania się potrzeb i oczekiwań do monstrualnych rozmiarów, zachłanność wymykała się spod kontroli i przejmowała dowodzenie na pokładzie. Zachłanność była niebezpieczna. Isolde wolała rozkoszować się drobiazgami, znajdować małe przyjemności i nadawać im większe znaczenie niż miały w rzeczywistości, niż zachłystywać się nadmiarem doznań, który prowadził do przesytu i znudzenia wszystkim. Przynajmniej tak uważała do tej pory.
Fakt, że sprawiła Vanbergowi ból przyniósł jej dziwne zadowolenie. Nawet jeśli rzeczywiście miał rację, nawet jeśli rzeczywiście wszystko, co robiła do tej pory, było bezsensowną walką ze swoją podświadomością, która popychała ją w jego ramiona, to nie chciała poddawać się bez walki, kapitulować, omdlewać mu w ramionach z wypisanym na twarzy "och, zawsze o tym marzyłam, tylko bałam się przyznać przed sobą, przed tobą, przed światem". Nie. To nie było tak. W tych pocałunkach i agresywnych pieszczotach zawierała się cała złość na Vanberga, cała pretensja do niego, że wyciągnął z niej cechy i pragnienia, które powinny spokojnie drzemać na dnie jej psychiki, nie dochodząc do głosu. Tak było prościej, tak było bezpieczniej. Po prostu lepiej.
Zachłystywała się tą chwilą, tą pasją, tą namiętną walką, jaka toczyła się między nimi, zamazując wszelkie granice, stawiając w centrum ich spragnione dotyku ciała, zmysły, które odbierały resztki rozsądku. Jego dotyk palił, a jednocześnie wywoływał w niej bolesną tęsknotę, pragnienie jeszcze większej intensywności doznań. Nie protestowała, gdy zaczął błądzić po jej skórze, gdy zaczął poznawać miejsca, które dotychczas były tylko białymi plamami na mapie jej ciała. Czuła rozkoszne dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa, wypełniające gorącem jej podbrzusze, sprawiające, że jedyne, czego pragnęła, to kolejny smakujący krwią pocałunek, kontakt skóry ze skórą, urywane oddechy, dyktujące rytm tej walki ciał i charakterów. Wodziła dłońmi po jego plecach, wbijając w nie paznokcie, wyczuwając pod skórą każdy mięsień, każdą kość.
Pozwoliła mu się prowadzić w nieznanym kierunku, nie przerywając zachłannych pieszczot, całując go zachłannie, gniewnie, z pasją, o którą nigdy się nie podejrzewała. Tak, upadała. Ale może Dexter zrobi coś, by ten upadek prócz bólu przyniósł jej coś jeszcze.

z/t x 2

______________________

But I still haven't found what I'm looking for...

I have climbed highest mountain,
I have run through the fields only to be with you.
I have run, I have crawled, I have scaled these city walls,
these city walls only to be with you.
But I still haven't found what I'm looking for.
But I still haven't found what I'm looking for
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Czw Sie 28 2014, 20:46

Rok rozpoczął się obowiązkami i póki co nie zapowiadało się na to, aby miało ich zabraknąć. Echo, jako przykładny prefekt, przemierzała korytarze, patrolując je regularnie i dokładnie. Nic nie mogło umknąć jej czujnemu spojrzeniu, a już szczególnie zarośla zajmujące pół korytarza. Właśnie kończyła tłumaczyć pierwszoklasiście, że różdżka nie służy do dłubania w nosie (biedaczyna, musiał wybrać się na wycieczkę do skrzydła szpitalnego ze starszym kolegą!), ale do rzucania zaklęć, kiedy usłyszała za sobą dźwięk tłuczonego... nie wiedzieć czemu od razu skojarzyło jej się z donicą. I bardzo trafnie, po momentalnym obrocie o sto osiemdziesiąt stopni zauważyła wypierdka z trzeciej klasy, który znikał za zakrętem, a z pękniętego pojemnika, na wszelkie strony, zaczynało rozprzestrzeniać się jakieś zielsko, którego Echo nie znała, bo nie była orłem z zielarstwa.
- Co to za diabelstwo - jęknęła pod nosem, odsuwając się o krok do tyłu. Wyglądało to nieco przerażająco, miało ohydne macki i rozrastało się w przerażająco szybkim tempie. Nim zdążyła zareagować, już trzymało niewinnego pierwszoklasistę. - Osz ty szujo - burknęła do rośliny, mając nadzieję, że zwróci na nią uwagę. Mózgu toto pewnie nie miało. Wyciągnęła różdżkę i spróbowała kilku zaklęć, ale żadne nie było skuteczne, a kilka nawet w jakiś dziwny sposób WCHŁONĘŁO w paskudztwo i sprawiło, że wredna macka owinęła się na kostce Gryfonki, żeby zaraz wywinąć nią młynka i rzucić w losowym kierunku. Tak jakoś wyszło, że w kierunku Emmeta, który wylądował na podłodze, nieco poturbowany przez Echo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Szkocka wieś
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1135
Dodatkowo : Wilkołak, Kapitan Hufflepuffu, Ścigający
  Liczba postów : 541
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9348-emmet-andy-thorn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9349-nie-podchodz-bo-zagryze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9350-sowa-emmeta#260306
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9351-emmet-andy-thorn#260313




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pią Sie 29 2014, 16:36

Życie jest pasmem niespodzianek, rzekł ktoś, kiedyś, gdzieś. Podchodząc do tego racjonalnie, należało każdego dnia oczekiwać jakiejś zmiany, wypadku, szczęścia. Czegokolwiek. Emmet nie szukał niczego, a jednak trafiał na takie sytuacje, choć zawsze miał wybór. Nikt nie zmuszał go, by nieść pomoc, wplątywać się w kłopoty. Nie potrzebował dodatkowych problemów, gdyż zajmował się własnymi. Jednak, mimo wszystko, brał udział w życiu innych. Dzisiaj trafił na nieco inną sytuację.
Urządził sobie spacer po korytarzach Hogwartu, szukając spokoju w chłodnych murach. Dotarł aż na piąte piętro, aby stać się świadkiem dość makabrycznego - w jego opinii - zdarzenia. Jakaś roślina, nie mógł sobie przypomnieć, co to było, siała zniszczenie. Kto normalny wynosił takie zielsko z cieplarni?! Nie słyszeli o względach bezpieczeństwa? Szczyt głupoty, gdyby ktoś pytał Thorna o opinię. Odruchowo wyciągnął różdżkę i celując nią w to coś ruszył do dziewczyny próbującej wszelkich możliwych zaklęć. Nawet sam chciał jakiegoś użyć, ale nie zdążył, gdyż macka owinęła się wokół jej nogi, po czym machnęła prosto w Puchona.
Przyciśnięty ciężarem Gryfonki z odznaką prefekta, oboje przelecieli chyba połowę długości korytarza, a Emmet dodatkowo przyłożył potylicą w podłogę albo ścianę. To bez znaczenia, kiedy promieniujący ból rozchodził się pod czaszką, powodując jeszcze większe zamroczenie. Palcami otarł zgromadzone w oczach łzy, skomląc przy tym niczym zbity pies. Szlag, bolało. Jeszcze trzymanie na sobie Echo wszystko utrudniało.
- Żyjesz? - spytał, chwytając ją za ramię. Ostrożnie szarpnął w obawie, czy sobie czegoś nie uszkodziła i zabrał się za zmienianie własnej pozycji tak, by on sam mógł usiąść pod tą przeklętą ścianą. Okropnie twardą ścianą. Jęknął, szukając wzrokiem różdżki. Leżała jakieś dwa metry dalej i póki co nie zamierzał po nią sięgać. - Echo, co to za paskudztwo? - Rzucił głośnie, zerkając sugestywnie na wijące się macki. Merlinie, ależ to było wielkie. Jakim cudem nagle przybrało na sile? Kto wyniósł to coś z cieplarni? Mało udany żart. Z kategorii najmniej zabawnych, ściślej rzecz ujmując. I kto miał sprzątać skutki tego czegoś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Korytarz na V piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz na VII piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Tajemniczy korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
piate pietro
-