IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz na V piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4606
  Liczba postów : 4405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Korytarz na V piętrze   Pią Cze 11 2010, 18:20

First topic message reminder :

Wspaniale sklepienie łukowo żebrowe wyróżnia korytarz na piątym pietrze. Ściany, tak samo ja podłoga zrobione są z jasnoszarej cegły. Z wysokich okien, które od podłogi sięgają niemal ku samemu sufitowi, rozciąga się piękny widok na błonia i odległy Zakazany Las.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Wto Wrz 02 2014, 00:03

Taki lot nie był specjalnie przyjemny. Echo lubiła latać, ale nie w taki sposób - nie dało się tego w żaden sposób porównać do meczu quidditcha czy lewitowania po lodowej kulce. Przedmioty, kiedy rzucało się na nie Wingardium Leviosa, też latały jakoś inaczej. A ona musiała lecieć akurat tak - mając uczucie że spada, a do tego spada w bok. I to w człowieka.
Łupnęła w Emmeta, przez co oboje wyłożyli się na podłodze, wcześniej pokonując sporą drogę. Jedynym plusem był fakt, że zielsko znajdowało się teraz trochę dalej i nie sięgało do nich swoimi dziwnymi odnogami. Lyons miała zdecydowanie więcej szczęścia - jej upadek był zamortyzowany, za to Puchon oberwał podwójnie. Mimo tego Echo musiała przeznaczyć chwilę na zorientowanie się w sytuacji, dopiero po kilku sekundach, kiedy już się odezwał, zerwała się z miejsca, nieco niezgrabnie podnosząc się na klęczki, żeby móc sprawdzić, kogo tak zjawiskowo poturbowała.
- Emmet, przepraaaaaszam - zaczęła. Świetne powitanie! Jej nic się nie stało, może poza lekkim wstrząsem i drobnymi siniakami, których na razie nie było widać. -Nie mam pojęcia, jakiś cwel rozbił donicę i tak się rozrosło. Momentalnie. Alealeale, nic ci nie jest? - zapytała, ale przecież widziała, że nie skończył tego wypadku najlepiej. Na szczęście swoją różdżkę miała w pogotowiu. I fartem nie dźgnęła nią Puchona, gdy tak wdzięcznie mknęli przez korytarz. - Accio - zaczęła, wskazując swoją różdżką różdżkę Emmeta, która posłusznie do nich wróciła. - Łap i nie ruszaj się chwilę - powiedziała, podając mu własność. - Asinta mulaf - wymamrotała, mając nadzieję, że zaklęcie jej nie zawiedzie.
- Pomożesz mi? Trzeba coś z tym zrobić, ale nie mam pojęcia co to za cholerstwo ani jak to wyplenić... O nie, patrz - jęknęła, wskazując ręką, ewidentnie drżącą na roślinę.

Kostki - zaklęcie Asinta mulaf:
Echo ma dużo punktów z zaklęć więc:
1, 3, 4, 6 - zaklęcie udane
2, 5 - zaklęcie nieudane


Kostki - roślina:
1, 5 - okazuje się, że roślina chwyciła pierwszoroczniaka, któremu trzeba koniecznie pomóc. Chwilę po "patrz" dzieciak zaczyna się drzeć i szarpać, na co roślina nie reaguje zbyt przyjaźnie. Jest jednak skupiona na swojej ofierze i ma naszą dwójkę w głębokim... korzeniu.
2, 3, 4, 6 - szalona roślinka sięga swoimi mackami do portretów, które robią ogromne zamieszanie - uciekają ze swoich ram do sąsiednich, tłocząc się w końcu po dwóch stronach korytarza. Rozwrzeszczane damy i dystyngowani panowie zgodnie drą się na Echo i Emmeta, mając zamiar zmusić ich do szybkiego działania. Kilka ram zostaje zniszczonych, a roślina może nimi swobodnie rzucać na boki. (2, 6 - odłamki ramy roztrzaskują się o ścianę za E&E, rozsypując się w drzazgi i sypiąc im na głowy; 3, 4 - rama leci wysoko, w kierunku schodów, po czym zaczyna opadać, wcale nie w zwolnionym tempie. Spada z trzaskiem pod nogi uczennicy, która zmaga się z Irytkiem. Duch zainteresowany zamieszaniem dołącza do utrudniania życia. Chyba jest po stronie rośliny... )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Szkocka wieś
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1135
Dodatkowo : Wilkołak, Kapitan Hufflepuffu, Ścigający
  Liczba postów : 541
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9348-emmet-andy-thorn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9349-nie-podchodz-bo-zagryze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9350-sowa-emmeta#260306
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9351-emmet-andy-thorn#260313




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sro Wrz 03 2014, 12:06

Kostki: 4 - zaklęcie, 6 - roślinka, później 2
Patrzenie na wijące się pnącza tego wielkiego czegoś całkowicie pochłaniało uwagę Emmeta. Ledwie zwracał uwagę na słowa Echo, na różdżkę trzymaną w dłoni. Przez chwilę wyglądał jak najbardziej żywy przypadek kogoś, kto stracił kontakt z rzeczywistością. Nawet on, jedyny zainteresowany tym stanem, nie przejmował się tym faktem, gdy przed oczami miał to coś. Merlinie, jakie to wielkie. Skąd się wzięło? I dlaczego znajdowało się z dala od cieplarni? Jak nauczyciel mógł pozwolić uczniowi wynieść to poza obręb jedynego bezpiecznego miejsca do przechowywania niebezpiecznych roślin? Jak? Oczywiście Thorn nie znał odpowiedzi na żadne z tych pytań i nie wątpił, że Echo była w takiej samej sytuacji. Za to zaczął zastanawiać się, po co wszedł aż tak wysoko, jeśli nie miał żadnego powodu. Pomijając wszelkie możliwe trasy spaceru po zamku, nie istniało żadne inne wytłumaczenie. I o co pytała dziewczyna?
- Przeżyję - wymamrotał przez zęby dokładnie w chwili, gdy rzucała zaklęcie. Cały promieniujący ból zniknął, ale siniaki zostaną. Na to nie było rady, chociaż kto martwiłby się paroma fioletowymi plamami na skórze... to wielkie zielsko ich atakowało! Odruchowo wycelował różdżką w pnącze, które walnęło w ramy obrazów i posypało drzazgi prosto na ich głowy, jednak jakie zaklęcie miał rzucić? Nie zniszczy tego czymś prostym, choć przez myśl przemknęło mu coś, o czym uczył się dawno temu. Może to coś da, warto spróbować.
- Diffindo! - krzyknął, machając patykiem tak, by chociaż kawałek tego czegoś odpadł od reszty. Zaklęcie nie posiadało żadnego efektu w postaci światła i nie widział czy odniosło pożądany skutek, gdyż szybko zajął się powrotem do pionu. - Echo, nie mam pojęcia, co to jest, ale w takim tempie zniszczy cały korytarz. - Rozejrzał się, czy komuś nie działa się krzywa, poza tym dzieciakiem uwięzionym w odnóżach rośliny. - Masz jakiś pomysł, jak to.. uspokoić? - Spytał, biegając wzrokiem w każdym możliwym kierunku. Sam zaczął szukać jakiego sposobu, ale zielarstwo nigdy nie było jego mocną stroną, toteż znajomość roślin automatycznie tkwiła na naprawdę niskim poziomie. Po tym wszystkim należałoby wziąć jakieś korepetycje albo chociaż więcej czytać na ten temat, inaczej sum z zielarstwa stał pod wielkim znakiem zapytania.

kostki - zaklęcie Emmeta:
parzysta - nie udało się, parzysta - działa

kostki - zaklęcie Echo:
3,5 - nie działa; 1,2,4,6 - działa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sro Wrz 03 2014, 21:49

Neptun jak zawsze każdą swoją wolną chwilę spędzała w pokoju muzycznym. Nic dziwnego w końcu gdy się jest artystą. To może nie każdą wolną chwilę, przecież niektóre chwile spędzała na malowaniu. Powiedzenie więc, że każdą wolną chwilę spędzała w pokoju muzycznym było nieprawdą. Niemniej jednak często zdarzało jej się tam siedzieć. Właściwie bywała tam prawie codziennie, chyba że nadmiar pracy domowej jej na to nie pozwalał. Wtedy grzecznie siedziała w pokoju lub bibliotece i odrabiała zadania.
Jednak nie dzisiaj. Dzisiaj Neptune miała o dziwo dużo czasu. Może z tego prostego względu, że rok szkolny dopiero się zaczynał, a co za tym szło nie mieli jeszcze za dużo zadane, bo nauczyciele zazwyczaj na początku roku bywali dość mili. Dość. Nie całkiem. Nie mylcie pojęć.
Skupiała się właśnie na swoim nowym utworze który próbowała skomponować. Próbowała to bardzo dobre słowo. Na korytarzu było zdecydowanie za głośno. Tak głośno, że nawet ona to słyszała. A może właśnie słyszała to, bo działo się to obok niej. Próbowała to ignorować. Naprawdę. Posiadając ósemkę rodzeństwa Nep wiedziała jak zabierać się do ignorowania czegoś. Jednak to, co działo się na korytarzu było zdecydowanie zbyt głośnie. Odłożyła gitarę i postanowiła że porządnie opieprzy tych pierwszoklasistów, którzy rzucają pewnie łajnobombami. Na wszelki wypadek wzięła różdżkę, boby sprzątnąć po nich i ponownie wziąć się do roboty. Mina jej jednak zrzedła gdy tylko otworzyła drzwi do klasy i na przeciw siebie zobaczyła celujących w ścianę studentów. Zaś po jej prawej stronie rosło wielkie zielsko, bo inaczej tego nazwać nie mogła.
-Na gacie Merlina. -krzyknęła wybiegając z sali o w ostatniej sekundzie uciekając przed wielka macką opadającą w jej stronę. -pomogę
Dodała jeszcze podbiegając do dwójki, która starała się jakoś uporać z rośliną. Zerknęła na nich, po czym przystanęła z różdżką wystawioną w kierunku rośliny.
-Jakiś pomysł? Próbowaliście bombardy albo Diminuendo, przynajmniej byśmy to cholerstwo zmniejszyli?-zapytała, zerkając to na jednego to na drugie. Sama nie chciała od razu rzucać zaklęć, bo nie miała pojęcia, czy roślina ma zostać przy życiu, czy może należy ją definitywnie zniszczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pią Wrz 12 2014, 14:42

Echo procesy myślowe miała chyba zaburzone w dziwny sposób, bo nie zastanawiała się skąd trzecioklasista wytrzasnął takie okropieństwo. W jej głowie historyjka wyglądała banalnie - wziął, przyniósł, rozbił donicę i zwiał, nie pozostawiając jej szans na wymierzenie stosownej kary. Miała zamiar go dopaść i wysłać do opiekuna domu (na pewno do Callisto Marquett, taki pasożyt musiał, no po prostu musiał być Ślizgonem i nie przyjmowała do siebie żadnej innej opcji), ale teraz nie było na to czasu. Mieli ważniejsze zadanie do wykonania. W takim tempie zielsko mogłoby zniszczyć pół szkoły, bo Lyons wcale nie zdziwiłaby się, gdyby nagle wykorzystało swoje macki jak ogromne nogi. Fakt, wyobraźnię miała trochę wybujałą, ale cóż poradzić? Bywało i tak.
Zaklęcie Emmeta zadziałało i odcięło odnóże rośliny, które z plaskiem spadło na posadzkę, rozlewając wokół jakąś dziwną maź. Gryfonka przyjrzała się roślinie, próbując dojść do tego, czy ma jakiś móżdżek, który pozwoliłby jej na odczucie straty. Nie wyglądało na to, ale ostatecznie ich wróg był tylko rośliną, nie zwierzęciem.
- Yhym, całą szkołę - sprostowała, zgodnie ze swoimi wcześniejszymi przemyśleniami. - Uspokoić? Ja bym to rozwaliła, bo kołysanki jej nie zaśpiewamy - odpowiedziała, przypatrując się jeszcze chwilę roślinie. Działo się z nią coś dziwnego, ale ciężko było określić, co konkretnie. Zachowywała się jakoś inaczej niż dotychczas. Echo nie zdążyła wykminić, co się zmieniło, bo podbiegła do nich Neptune.
- O, cudnie - zareagowała na jej pomoc. - Nie wiem czy zmniejszające coś tu zmieni, ale... Diminuendo - wypowiedziała zaklęcie, słuchając rady Krukonki. Trafiło w jedną z macek, konkretniej w tą, przed którą wcześniej uciekła Leighton. Macka zmniejszyła się i wyglądała przekomicznie, kiedy zielsko wywijało nią, nie mogąc nic zrobić. - Bombardy lepiej nie próbujmy, bo nie wiadomo co w tym siedzi, a poza tym rozwalenie korytarza to średnia opcja - dopowiedziała.

Kostki: 1 i 6, zaklęcia Echo i Emmrta udane (EMMET TROLL)

Kostki dla Emmeta:
Odcięcie maci skutkuje:
1, 4 - niczym specjalnym, roślina nie reaguje na to w żaden sposób, więc chyba można ją całą w ten sposób pociachać.
2, 3 - z odciętego miejsca wytryskuje paskudna maź, która rozlewa się po podłodze; jest śliska i śmierdzi, pewnie wywołuje jakieś super niepożądane efekty, które możemy sobie wymyślić.
5, 6 - w miejscu poprzedniej macki wyrastają dwie - mniejsze, ale tak samo silne.


Kostki dla Neptune:
Zmniejszenie macki skutkuje:
1, 5 - macka po chwili zaczyna rosnąć jeszcze bardziej i sięga już naszej trójki, rozwalając balustradę obok nich.
2, 3 - niczym, macka zostaje zmniejszona i wszystko jest w porządku.
4, 6 - na macce wyrastają kwiatki <3 żeby nie było tak wesoło, kwiatki też mogą atakować w jakiś super wymyślny sposób, pozostawiam do wymyślenia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Szkocka wieś
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1135
Dodatkowo : Wilkołak, Kapitan Hufflepuffu, Ścigający
  Liczba postów : 541
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9348-emmet-andy-thorn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9349-nie-podchodz-bo-zagryze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9350-sowa-emmeta#260306
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9351-emmet-andy-thorn#260313




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sob Wrz 20 2014, 12:13

Emmet, zapewne podobnie jak Echo, nie potrafił zrozumieć całej sytuacji, ale oboje niewątpliwie byli tak samo przekonani, że trzeba działać. Na dodatek pojawiła się jeszcze jedna dziewczyna, której nieszczególnie kojarzył i teraz już całkowicie nie wiedział, co z tym wszystkim zrobić. Poza tym, był pewien jednego - jego zaklęcie oderwało mackę i zaczęła wylewać się jakaś śliska, śmierdząca maź.
- Echo? - mruknął bez większego powodu, w dalszym ciągu celując różdżką w roślinę. Zaklęcie zaproponowane przez tę drugą dziewczynę mogło im pomóc, ale Emmet zdecydowanie nie należał do grupy posiadającej szczególny talent w rzucaniu zaklęć. A przynajmniej nie takich. Owszem, radził sobie, ale kombinowanie, jak zastosować jeden czar w jakiś całkiem inny sposób to zdecydowanie nie jego działka.
- Jak to śmierdzi - wyjęczał, zatykając usta i nos lewą dłonią. - Merlinie, gdzie to świństwo wyrosło? - Dalsze wąchanie tego czegoś wywołałoby dość gwałtowne zwrócenie jedzenia, tudzież widowiskowe omdlenie. W każdym razie, jeszcze się trzymał i miał nadzieję, że nie padnie jak długi w to zielonkawe coś.

Kostka: 2, heheszki
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : London
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Wrz 21 2014, 13:47

Tuna miała to do siebie, że jakimś dziwnym zdarzeniem losu znajdowała się zawsze w miejscu, w którym się coś działo. Nic więc dziwnego, ze trafiła akurat w sam sodek jakiegoś wielkiego pojedynku z ogromnych rozmiarów rośliną.
Zaproponowała do pierwsze zaklęcia, które jej przyszły do głowy ale nie chciała nimi rzucać na oślep, wolała je po prostu zaproponować i zobaczyć, co na to powiedzą jej kambraci. Dziewczyna zaś całkiem rozważnie zauważyła, że nie ma co rzucać bobardą, bo rozwalenie korytarza z jakiejkolwiek przyczyny na pewno poskutkowałoby szlabanem zamiast wdzięczność ze strony nauczyciela.
W końcu Echo postanowiła za nich. I dobrze, Tuna nie chciałby mieć ciężaru tej decyzji na karku. Chłopak zaś sprawnie zaklęciem pozbawił rośliny jednej macki, która upadła na podłogę. Rozlało się z niej coś zielonego i marnie pachnącego, aż Tunie oczy zaszły łzami z tego smrodu, który ich ogarnął.
-Diminuendo-rzuciła Tuna, myślała, że pewnie, ale coś poszło jej nie tak, bo zamiast zmniejszyć mackę sprawiła, że wyrosły na niej kwiatki. - O nie. Z kwiatków zaś zaczął wydobyć się błękitny pyłek. Tuna cofnęła się o krok i pociągnęła za sobą stojącego obok chłopaka. Owy krok nie pozwolił, by dosięgł ich ten pyłek. Niestety, mając nie udało jej się też pociągnąć Echo z tego prostego względu, że stała ona po drugiej stronie puchona.

kostki dla Echo
parzyste-nie wpadasz w błękitną mgiełkę na czas cofając się o zbawienny krok.
nieparzyste - spóźniłaś się odrobinę, pyłek dosięga Twojej dłoni, którą pokrywa swędząca wysypka

kostki: 4, i potem 4(parzyste udany unik, nieparzyste na nieudany zrobiłam)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Lackock
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 26
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10844-aithne-ayers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10882-przemadrzala-krukonka-zaprasza#297786
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10881-aithne#297785
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10880-aithne-ayers#297784




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Maj 31 2015, 17:28

Aithne biegła tak szybko, jak tylko się dało. Woźny nie mógł jej złapać, w końcu stłukła już trzeci wazon w tym tygodniu, bo niby czemu nie miałaby urządzić sobie małego pojedynku… Z bratem i to w dodatku w zamku? Niestety zawsze kończyło się rozwaleniem jakiejś cennej rzeczy, a następnie dzikim bieganiem po szkole, w celu uniknięcia kary. Tak było i tym razem, kiedy tylko usłyszała tłuczone szkoło i swoje imię, które na cały korytarz wykrzykiwał woźny, rzuciła się biegiem w głąb zamku, oczywiście z uśmiechem na twarzy. Jednak kiedy znalazła się na korytarzu piątego piętra, postanowiła obrócić głowę i sprawdzić, czy pan woźny jednak zostawił ja w spokoju, chyba miała szczęście, bo nikogo za nią nie było. No dobra szczęście to za dużo powiedziane, jeśli metr dalej zaczęły plątać się jej nogi i nie zdążyła złapać równowagi, co skończyło się przytulaniem dość twardej i niewygodnej posadzki. Uniosła głowę odgarniając włosy, które podczas upadku dostały się na jej twarz, a następnie zobaczyła buty, tak, buty. Znajdowały się dokładnie kilka centymetrów przed nią, podniosła wzrok na posiadaczkę butów.
-Hej!- krzyknęła, jakby nic dziwnego się nie wydarzyło, podniosła się na czworaka, a następnie usiadła na podłodze. Z nieładem na łbie i głupim uśmieszkiem obserwowała dziewczynę, przed którą przed chwilą leżała- Te podłogi w Hogwarcie są takie wygodne!- powiedziała z pasją w głosie i poklepała posadzkę. No co? Przecież nie mogła przyznać, że się zaplątała o własne nogi, lepiej było wymyślić coś dziwnego, prawda? Rozglądnęła się po korytarzu, kilka osób nieźle się uśmiało a inni z zażenowaniem na twarzy obserwowali Aithne. Nigdy nie należała do osób normalnych, dlatego nie wiedziała o co im chodzi. Upewniła się, że różdżka, którą miała przy sobie była cała i zdrowa. Na jej szczęście znalazła ją całą, a nie w kawałkach. Znów wyszczerzyła się do tamtej i czekała na jej reakcję, która mogła być ciekawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Maj 31 2015, 17:45

Elizabeth właśnie znajdowała się na korytarzu na piątym piętrze. Zmierzała w stronę Wielkiej Sali, a wiadomo że droga z Wieży Krukonów jest dość długa. Jak zawsze szła sama, a swój wzrok miała wlepiony w podłogę. Różowe włosy które sięgały jej po łopatki, opadały niesfornie na jej twarz. Ubrana była z czarną katanę ze skóry, niebieską bokserkę, skórzane rurki oraz czerwone glany. Nagle nie wiadomo skąd usłyszała huk a po chwili korytarz wypełnił się szczerym śmiechem przechodniów. Pewnie ktoś się przewrócił, nic nadzwyczajnego.Liz nie podniosła swojego wzroku, aby zaobserwować upadek dziewczyny. Nadal była wlepiona w swoje czubki glanów, i właśnie to uratowało ową dziewczynę przed zdeptaniem. Przystanęła przed nią i uraczyła ją spokojnym wzrokiem.-Hey- uśmiechnęła się delikatnie i zagryzła delikatnie kącik wargi. -No tak, sprawnie amortyzują upadki-zaśmiała się i podała dziewczynie pomocną dłoń. Przecież nie zostawi jej tak tutaj samej, może coś się jej stało ?. Nigdy by sobie nie wybaczyła tego. Liz nie należała do takich osób, które zostawiają kogoś w potrzebie, a przecież ona potrzebowała pomocy. No może nie takiej wielkiej pomocy zaraz, ale warto poczekać chwilę i zobaczyć czy nic się jej nie stało. -Cała jesteś ?- spytała się z delikatnym uśmiechem, pokazując przy tym swoje dołeczki w policzkach. Odgarnęła jedną ręką włosy z twarzy i czekała .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Lackock
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 26
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10844-aithne-ayers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10882-przemadrzala-krukonka-zaprasza#297786
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10881-aithne#297785
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10880-aithne-ayers#297784




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Maj 31 2015, 18:38

Przewracanie się na środku korytarza było normą dla Aithne, lądowała na ziemi minimum raz w tygodniu. Tu w coś wbiegła, tam się o coś zaplątała, codzienność. Jednak rzadko kiedy robiła sobie krzywdę, podczas ucieczki przed kimś! To takie nieprofesjonalne, bracia nie byliby z niej dumni, jednak nadal udawała, że nic się nie stało. Uśmiechnęła się do dziewczyny i wspierając na jej ręce, podniosła do pionu. Odgarnęła gęste włosy do tyłu i otrzepała czarne spodnie, oraz koszulkę na ramiączkach tego samego koloru, w dodatku poprawiła wianek, który mimo upadku spoczywał na jej głowie. Był jednym z jej ulubionych, z małych różowych kwiatuszków zebranych na błoniach niedaleko szkoły, dlatego cieszyła się, że był cały. Popatrzyła z rozbawieniem na dziewczynę i machnęła ręką.
-Przecież ja nie upadłam! Jedynie witałam się z przyjaciółką, ma na imię podłoga, ale uważaj niekiedy jest zimną suką- powiedziała udając poważną, a żeby utwierdzić w swoim przekonaniu różowowłosą pokiwała znacząco głową. No co? Niech wie, ze posadzka bywa nieobliczalna! Miała ponownie się odezwać, ale na korytarz wpadł woźny, świetnie. Oczywiście wykrzykiwał jej imię i coś mamrotał pod nosem, Aithne w duchu modliła się żeby jej nie zauważył. Nieco zasłoniła twarz włosami i czekała aż obok niej przejdzie. Serce łomotało jej jak głupie, a palce mimowolnie stukały o jej udo. Jednak woźny rozglądnął się tylko po korytarzu i przeszedł dalej, Ayers wypuściła powietrze z płuc i oparła się o ścianę, głupi ma zawsze szczęście.
-Aithne Ayers- powiedziała podając dziewczynie rękę, pasowałoby się przedstawić, skoro pomogła jej wstać z ziemi. Skądś ją kojarzyła, nawet wydawało jej się, że dziewczyna jest z tego samego roku, obróciła głowę w prawo chcąc przypomnieć sobie tę twarz, lecz nadal nic jej nie świtało.
-Znamy się?- zapytała z uśmiechem na twarzy, to że ona nie pamiętała jej mordki, to nie oznaczało, że i tamta nie pamiętała.- Zresztą nieważne! Jak coś to się poznamy, nie? Nie widziałaś tu może takiego chłopaczka podobnego do mnie, pewnie też biegł jak głupi i może też przytulił posadzkę?- zapytała z nadzieją w glosie, w końcu chodziło o jej brata, który był jej najbliższy w końcu urodził się kilka minut przed nią! Oczywiście to z nim rozwaliła ten cholerny wazon, on zwiał a ją gonił woźny, no gdzie tu sprawiedliwość?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Maj 31 2015, 19:00

-Dziękuje za radę, będę uważać - zaśmiała się i puściła oczko do dziewczyny.-Ja też nigdy nie upadam na posadzkę, ja ją atakuję- Powiedziała to z takim samym przekonaniem jak dziewczyna, przed chwilą. Nie oczekiwanie jak dla Liz na korytarz wpadł woźny i wykrzykiwał kogoś imię. Już chciała zapytać swojej towarzyszki kogo ten stary wąs może szukać. Nawet otworzyła usta i zwróciła swój wzrok ku niej, ale widząc jej reakcje zrezygnowała i poznała odpowiedz na swoje pytanie. Nieco schowała dziewczynę za siebie, a raczej starała się. Przecież ona była od niej wyższa, z boku pewnie wyglądało to dość zabawnie. Nisza o jakieś 30 centymetry dziewczyny, próbuje zasłonić wyższą, komedia. Gdy woźny już zniknął z widoku, odsunęła się od brązowowłosej i oddała jej przestrzeń prywatną. Uścisnęła jej dłoń -Miałam takie przeczycie że to ty.-odparła z uśmiechem. -Elizabeth Benoit, ale rodzina zwraca się do mnie Liz lub Eliza - Brawo Liz! Zamiast chociaż raz w życiu skłamać i zamiast rodzina, powiedzieć przyjaciele albo znajomi, to nie, musiałaś się ośmieszyć. Jesteś już na VI roku i nawet nie możesz pochwalić się znajomymi. Liz oblała się rumieńcami i zagryzła wargę, teraz będzie wyglądała dziwacznie w oczach Aithne...-Nie wydaje mi się, byś my miały okazję się już poznać-odparła cichszym głosem niż zawsze i przegryzła policzek od środka. -No tak, zawsze można się poznać-dodała bardziej odważnym głosem. -Chłopaczka ?- Rozejrzała się po korytarzu, tak jakby miało jej to jakoś pomóc, sobie coś przypomnieć -Nie, nie widziałam nikogo. Może po prostu wybrał inną drogę ?- Przecież nie jest powiedziane że nie pobiegł w inną stronę. Gdyby ona uciekała przed woźnym z kimś, oczywiście że wybrałaby inną drogę. Najlepiej tą w którą Filch i panna Noris by nie pobiegli .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Lackock
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 26
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10844-aithne-ayers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10882-przemadrzala-krukonka-zaprasza#297786
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10881-aithne#297785
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10880-aithne-ayers#297784




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Cze 01 2015, 15:52

Krukonka uśmiechnęła się lekko, jak kto woli, ona przepadała za przytulaniem posadzki, a Liz za jej atakowaniem i niech mi ktoś powie, że niebiescy są tymi inteligentnymi i sztywnymi w szkole. Ukłoniła się przed dziewczyną, a po chwili szybko podniosła, stając niczym jakaś arystokratka.
-Do usług. Ale serio uważaj, atakowanie jej może się źle skończyć- powiedziała wskazując niewielką bliznę na łokciu prawej ręki, doskonale pamięta, kiedy ją zdobyła! Już na pierwszym roku Ayers biegała po szkole jak powalona, szukając jakiegoś ciekawego miejsca. Oczywiście, jak na nadpobudliwe dziecko przystało nie wyhamowała na schodach, przez co się z nich sturlała… Cóż, może nie było to jakoś wybitnie ciekawe przeżycie, jednak zdobyła tę bliznę, którą mogła chwalić się przed innymi. Bo w końcu co jest złego, w wmawianiu innym, ze zaatakował ją hipogryf! Albo jakieś inne niebezpieczne zwierzę? Co prawda chyba jeszcze nikt jej nie uwierzył, w końcu blizna miała może trzy centymetry… Ale cicho! Dobrą historię zawsze dało się wymyślić.
To wszystko musiało wyglądać komicznie, w końcu chowanie za sobą osoby o wiele wyższej było dość śmieszne, ale udało się, więc było dobrze. W dodatku Aithne nieco się schyliła, żeby przynajmniej trochę wyrównać wzrost, jednak to zbytnio nie pomogło. Aż dziwne, że woźny był aż tak ślepy. Uśmiechnęła się do niej promieniście i odgarnęła włosy.
-W takim razie witaj Liz! Do mnie mówią… Młoda? Albo krowo? Ewentualnie buraku, tak- powiedziała nieco zamyślając się nad odpowiedzią, w końcu miały sporo rodzeństwa, a każde z nich zwracało się do niej inaczej. Jedynie najstarsza dwójka mówiła jej po imieniu, zaszczyt! Rozglądnęła się po korytarzu, w poszukiwaniu brata, jednak nigdzie go nie ujrzała, dlatego nieco zrezygnowała ponownie spojrzała na Krukonkę.
-Tak, w moim wieku… Hm, to chyba już nie taki chłopaczek… Ale nieważne! Zawsze wybiera inną drogę, jemu udaje się uciec a mnie goni woźny, gdzie tu sprawiedliwość?- powiedziała oburzonym głosem, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
-Jesteś od nas, w sensie niebieskich?- zapytała z uśmiechem na twarzy, była tego prawie pewna, jednak wolała się upewnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Cze 01 2015, 18:07

Spojrzała się uważnie na bliznę dziewczyny, która znajdowała się na prawy łokci. W sumie nic dziwnego, ale jednak. -Widzie że już się przekonałaś o tym. No cóż, będę się uczyć na Twoich błędach, jeśli chodzi o posadzkę- Uśmiechnęła się szczerze. Liz jeszcze nie miała żadnych bliznowatych pamiątek. Ona jest bardziej z tych spokojnych molów książkowych. Które wiecznie siedzą w Bibliotece, nosem w książkach. Nigdy w życiu nawet nie złamała żadnej zasady!Ryzyko i dobra zabawa, to dla niej obce słowa. A szkoda, bo najwyraźniej Aithne dobrze się bawiła, uciekając przed woźnym. Więc żadną blizną pochwalić się nie mogła, ale czy żałowała ?Pewnie nie! Zawsze stara się niczego nie żałować, bo gdzie była by w tym zabawa ?. Robić coś a potem żałować.Widzę że dużo masz tych przezwisk, aż nie wiem które wybrać !-zaśmiała się i pokręciła głową, po czym oparła się plecami o pobliską ścianę. Od tego stania rozbolały ją nogi więc, czemu nie mogła by iść w ślady młodej i oprzeć się o ścianę?. -Ale- odparła po chwili namysłu-Jeśli nie masz nic przeciwko, będę się do Ciebie zwracać Aithne, dopóki nie wymyślę nic pasującego-zaśmiała się i odgarnęła swoje włosy do tyłu. Taki nawyk, dość często majstruje coś przy tych włosach. To inaczej upnie, to pofarbuje, zetnie ,zapuści. Takie błędne koło. Parsknęła śmiechem na jej słowa o sprawiedliwości-Najwyraźniej nie istnieje, no wiesz ktoś musi mieć gorzej, aby drugi miał lepiej -puściła do niej oczko. Swoimi dużymi zielonymi oczami. -No tak jestem od "was"- pokiwała głową z uśmiechem -Aż tak to się rzuca w oczy ?A tak na marginesie to byłam w drodze do Wielkiej Sali, na coś dobrego, jakąś gorącą czekoladę. Masz ochotę się przyłączyć ?- Zapytała dziewczynę z przyjaznym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Lackock
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 26
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10844-aithne-ayers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10882-przemadrzala-krukonka-zaprasza#297786
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10881-aithne#297785
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10880-aithne-ayers#297784




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sro Cze 03 2015, 15:48

Ayers miała mnóstwo blizn, po upadkach, atakach niezbyt przyjemnych zwierząt i oczywiście od rodzeństwa, z którym często toczyła niegroźne wojny, a te blizny były jedynie nieuwagą przy pracy. Z każdą z nich wiązała się jakaś historia, dziwna, śmieszna i czasami niebezpieczna. Jednak mimo tego uwielbiała każdą bliznę na swoim ciele, w końcu to było tyle niesamowitych wspomnień! Mogłaby o nich gadać, przez kolejne dwa dni. Na słowa o posadzce jedynie się uśmiechnęła, kiwając głową. Miała rację, Aithne zdecydowanie to przetestował, więc lepiej było nie uczyć się na jej błędach, to mogło być lekko niebezpieczne. W końcu on była przyzwyczajona do przytulania podłogi, więc wiedziała jak upaść, żeby się nie połamać, albo nie potłuc, jednak inni nie byli aż tak doświadczeni jak panna Ayers.
-Jak ma się tyle rodzeństwa co ja, to zdecydowanie ma się dużo ksywek- powiedziała podnosząc dwa kciuki do góry. Właściwie każde z nich musiało jej coś wymyślić, choć te najdziwniejsze typu: Wiewiórka lub szyszka. Pochodziły od jej dwóch najbliższych braci. Tych, z którymi tworzyli święta trójcę. Brunetka ucieszyła się na wieść, że Krukonka ma zamiar zwracać się do nie po imieniu, to było raczej rzadkie, ale jednak ktoś się znalazł!
-Tylko, że to ja zawsze mam gorzej! On sobie zwiewa bez żadnych konsekwencji, a ja mam szlaban. Cały czas to samo, chyba trzeba zmienić brata...- oznajmiła robiąc minę zbitego szczeniaka. Przecież taka współpraca była nieopłacalna. Nie dość, ze to ona zawsze obrywała, to jeszcze nic z tego nie miała, skandal.
-Nie, raczej nie. Po prostu wydaję mi się, że Cię kojarzę, w dodatku w naszych szatach- powiedziała przeczesując palcami włosy. Właściwie to znała wiele osób, ale często zapominała ich imion, albo twarzy… Zależy, czy byli dla niej interesujący- Jasne! Właściwie to jestem głodna, takie bieganie po korytarzach jest wyczerpujące- stwierdziła ze zmęczeniem na twarzy, lubiła ćwiczyć i hasać wesoło po błoniach, ale jeśli nie gonił jej straszny woźny, grożący wizytą u dyrektora, ale przynajmniej coś się działo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sro Cze 03 2015, 19:56

Aithne możliwe że miała wiele blizn i pewnie dużo do powiedzenie, na ich temat. Co na pewno musi być interesujące, przecież blizny nie robią się od tak..Zawsze coś się za tym kryje ! Złe lądowanie itd... Benoit może nie miała takich pamiątek. Za to miała do powiedzenia dużo o książkach, oraz o swoich opowiadaniach, które są o wszystkim. O cyborgach, ludziach z księżyca, wampirach, wilkołakach, zwykłych szarych ludziach. Jej wyobraźnia nie miała końca, po jednej wymyślonej historii przychodziła następna, i tak bez końca. Gdyby chciała pewnie wydałaby już dobry tuzin książek. Ale przecież czytanie i pisanie to nie wszystko. Eliz chciała się zmienić, a raczej bardziej rozbrykać, zacząć żyć. Zazdrościła gdzieś tam w głębi swojej koleżance, tych historii którymi mogła się podzielić, rodzeństwem które jej się nie bało. Piękne życie.
-Sami braci ? Czy może również jakaś siostra ? -zapytała zaciekawiona. -To może następnym razem uciekaj razem z nim, wtedy woźny na pewno pobiegnie za wami, nie tylko za Tobą -puściła do niej oczko. Nie mówcie że to zły pomysł. Bo według niej był ewidentnie genialny. -A no tak szaty, czasem zapominam że je mam -parsknęła śmiechem- No to zapraszam na gorącą czekoladę, oraz coś do przekąszenie -puściła do niej oko i zaczęła iść w stronę Wielkiej Sali. Oczywiście szła wolnym krokiem, aby dziewczyna za nią nadążyła. Co pewnie dla niej to nie problem, jeśli codziennie tak biega po korytarzach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Lackock
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 26
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10844-aithne-ayers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10882-przemadrzala-krukonka-zaprasza#297786
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10881-aithne#297785
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10880-aithne-ayers#297784




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sob Cze 06 2015, 23:20

Właściwie wszystkie blizny były pamiątką, albo po czymś nieudanym, albo niesamowitym, ale jednak niebezpiecznym. Pewnie inni uznaliby to za chore. Cieszenie się z niewielkich blizn? Nie, Ayers nie była masochistką. Zwyczajnie potrafiła dostrzec tę lepszą stronę, dosłownie we wszystkim. Czy to się wywróciła, czy skręciła kostkę, a może zgubiła książki? Jakiś plus zawsze musiał się znaleźć. Dlatego te małe szramy, o których mogła mówić wiele godzin, były dla niej czymś wspaniałym. Nigdy nie była typem utalentowanego dzieciaka, nie umiała śpiewać, malować, lub rzeźbić. Jej talentem była przygoda, oczywiście nie zaliczana do talentów, w końcu to nic takiego. Ale jednak panna Ayers potrafiła cieszyć się z życia, jak nikt inny! Skakać, śmiać się i wiecznie uśmiechać. W dodatku  lubiła adrenalinę i nowe wyzwania. Być może to przez liczną rodzinę, a może przez swoje towarzystwo Aithne stała się kimś łapiącym życiem garściami? Zwyczajnie była szalona, co na to poradzić?
-Mam kilka sióstr! Starszą i kilka młodszych. Moja rodzina jest wielka, w dodatku większość z nas często wpada w tarapaty, dlatego wiecznie słychać ‘Ayersowie’, ale przynajmniej jest śmiesznie- powiedziała z uśmiechem kiwając głową, w końcu sam pomysł nie był zły, ba, był genialny, ale jednak jej bracia byli bardziej przebiegli- Oni zawsze mnie gdzieś gubią! W dodatku, kiedy zdarzy mi się przytulić podłogę- wymruczała z żalem w głosie, ona im pomaga, a Ci ją spławiają! Ayers zaśmiała się, kiedy Krukonka wspomniała o szatach. Właściwie Aithne miała podobnie, w końcu nigdy za nimi nie przepadała, przy wszelkich ucieczkach, lub dzikich biegach po korytarzu, strasznie krępowały ruchy, dlatego brunetka jeszcze częściej spotykała się z podłogą.
-Jasne!- krzyknęła uradowana i ruszyła za Liz.- Uwielbiam kolor twoich włosów- powiedziała w zamyśleniu przyglądając się kudłom Krukonki. O swoje strasznie dbała i wiecznie bała się ich przefarbować na jakiś jasny kolor, a zawsze się jej to podobało! Kochała wszystkich ludzi z kolorowymi włosami. Nie raz cieszyła się jak głupia, do nowo poznanych ludzi tylko dlatego, że ich kudły były zielone lub niebieskie. Takie tam małe zboczenie. Sięgnęła ręką w stronę włosów Liz, ale na chwilę zatrzymała dłoń w powietrzu, zdając sobie sprawę, że chyba nie wypada. Popatrzyła na nią wzrokiem w stylu: Mogę macnąć? I głupio się uśmiechnęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Rieux, Francja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 274
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10867-elizabeth-benoit#297693
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11294-somebody-someone-anybody-anyone#304234
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10875-elizabeth-benoit
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10876-elizabeth-benoit




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pią Cze 12 2015, 12:40

-Zazdroszczę Ci, tak wielkiej rodziny -posłała jej mały niewinny uśmiech- Pewnie jesteście ze sobą zżyci.
Liz zwyczajnie zazdrościła Aithne, takiej rodziny, w sumie to wszystkim którzy taką mieli. Duża szczęśliwa kochająca się rodzina. Elizabeth mogła tylko o takiej pomarzyć, chociaż jeszcze jak jej mama żyła, wszystko wyglądało inaczej. Nie odczuwała tego że jest inna i odrzucana przez swoich najbliższych. Cóż, wszystko się zmieniło rok temu, mama odeszła a ona przestała zostawać zauważana i już nikt nie cieszył się z jej przyjazdu i z jej opowieści. Czasem ojciec nawet bał się na nią spojrzeć, jakby mogła zabić go wzrokiem, tak samo jej brat. Który unikał jej całe życie, tylko siostra od czasu do czasu okazywała jakieś uczucia. Różowowłosej pozostało tylko poczekać do osiemnastki i się wyprowadzić. Gdzie? Jeszcze nie wiedziała, ale na pewno jak najdalej.
-No widzisz, Twoje dzisiejsze przytulenie podłogi samotnie jednak jakoś wyszło na dobre -pokiwała rytmicznie głową- A na pewno wyszło mi na dobre, przynajmniej nie muszę sama iść do Wielkiej Sali.
Iż dziewczyna lubiła przebywać sama, czasem miała ochotę z kimś porozmawiać i otworzyć się przed daną osobą. Ileż można siedzieć samemu ? No i te chodzenie po tych schodach, góra, dół, góra, dół. Zawsze się jej dłużyło, a dzisiaj szło jak po maśle, jeszcze chwilka i dojdą do Wielkiej Sali.
-Wiesz, chyba jesteś pierwszą osobą której się podoba, i w sumie pierwszą która mi to powiedziała -uśmiechnęła się szerzej, jak każdy uwielbiała komplementy !.-Ale jeśli Ci się tak podoba to czemu, sama nie zmienisz swojego koloru -zapytała zainteresowana.
Spojrzała się na wyciągniętą dłoń , która zatrzymała się przed jej włosami. Wywróciła oczami z uśmiechem, widząc do tego wzrok dziewczyny i skinęła tylko głową na tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Lackock
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 26
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10844-aithne-ayers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10882-przemadrzala-krukonka-zaprasza#297786
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10881-aithne#297785
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10880-aithne-ayers#297784




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sob Cze 13 2015, 23:35

-Czy ja wiem? Chyba nie ma czego, znaczy według mnie- powiedziała odwzajemniając uśmiech. Aithne pochodziła z naprawde wielkiej rodziny i czuła się w niej dobrze, jednak mając tyle rodzeństwa nie było łatwo. W końcu jej rodzice strali się wysłuchiwać każdego z nich, a co więcej traktować wszytskich tak samo. Jednak Ayers nie mogła usiąść spokojne z matką i rozmawiać długimi godzinami przy wielkim kominku. Jednak zawsze to rozumiała, bo w końcu była jedym ze straszych dzieci, dlatego często opiekowała się rodzeństwem. Tak więc, wielka rodzina miała swoje plusy i minusy, zresztą jak wszystko.
-Krukońskie szczęście- podsumowała dziewczyna, ukazując Ellie swoje białe ząbki. Panna Ayers należała do osób, którzy uwielbiali towarzystwo ludzi, ba, nie mogłaby bez nich żyć. Jej życie było bardzo dynamiczne, a wszystko działo się tak szybko. W końcu jak sama twierdziła, musiała z niego korzystać, jak tylko się dało, a tym bardziej jeśli miała okazję. Dlatego robienie kawałów, czy spiskowanie z braćmi przeciwko całemu światu było dla niej normą.
-Naprawdę?!- zapytała oburzonym tonem, jak ludziom mogły nie podobać się jej włosy. W końcu były takie żywe, a Aithne kojarzyły się ze szczęściem i wiosną. Zresztą jak wszelkie kolorowe rzeczy, a tym bardziej włosy. Niestety takich osób w Hogwarcie było mało, a szkoda bo szkoła była dość nudna i ponura, zdecydowanie potrzebowała takich kolorów- Sama nie wiem, boje się, że coś pójdzie nie tak i nie będę mogła wrócić do starego koloru- powiedziała po chwili zamyślenia, co prawda miała magię, ale jakoś nigdy nie była najlepsza z transmutacji, no dobra może trzymała wysoki poziom, ale jednak nadal się nieco obawiała. Mocno dbała o kudły, które były dla niej naprawdę ważne. Kiedy Ellie pozwoliła jej dotknąć włosów, Ayers zapiszczała niczym dziecko i pogladziła po nich dłonią, szeroko się uśmiechając.
-Są świetne! Mówię Ci! Kojarzą mi się z jednorożcami- oznjamiła cicho się śmiejąc, zawsze miała jakieś dziwne skojarzenia, ale to szczegół. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że stoją już przed drzwiami do Wielkiej Sali. Aithne uśmiechnęła się i wślizgnęła się do środka z uśmiechem na ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Baltimore
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 89
  Liczba postów : 130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11604-gabriel-richard-myers-iv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11608-gabriel-wino-muzyka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11607-gabrielowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11606-gabriel-richard-myers-iv




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Wrz 27 2015, 15:52

Gabrielowi szybko minęły pierwsze dwa tygodnie w Hogwarcie. Rozmawiał z tutejszymi uczniami, cicho śmiejąc się z ich angielskiego akcentu i chodził na lekcje ze starymi znajomymi, którzy tak jak on znaleźli się w tej szkole. Odwiedził też pobliską wioskę, jak to ona się zwała? Hogmake? Hogmade? Pal licho nazwę, ważne, że był wtedy w dobrym towarzystwie. Nie myślał wiele o przeszłych wydarzeniach. Nie wiedział, dlaczego Salem spłonęło, nie rozmyślał kto za tym stoi, wiedział tylko, że jego ojciec ma teraz poważne problemy. Całe jego biurko jest teraz pewnie zawalone listami ze wszystkich stanów i miast. Jako Minister był przecież w pewnym sensie odpowiedzialny za szkołę i za jej bezpieczeństwo, a tu nagle przychodzi noc, po której po zamku nie zostaje nawet ślad, ludzie giną, świat staje w płomieniach.
Idąc tak w zamyśleniu trafił na piąte piętro. Dreptał korytarzem zapatrzony w pustkę, gdy nagle ocknął się i zorientował, że nie ma pojęcia gdzie jest. Co prawda zamek Hogwart był mniejszy niż ten Salemski, ale chłopak nie zdążył jeszcze zapamiętać wszystkich tych przejść, połączeń, skrótów za obrazami, które pokazali im prefekci na początku września. Na szczęście ma przy sobie mapę! Uradowany zaczął przeszukiwać kieszenie. Po chwili jednak mina mu zrzedła. Nie, nie ma mapy bo zgubił ją w Wielkiej Sali na wczorajszej kolacji.
Westchnął głęboko i rozejrzał się wokół. Na korytarzu nie było nikogo poza wysokim, ciemnowłosym chłopakiem stojącym w kącie.
Gabriel klasnął w ręce i ruszył w jego stronę. Jest nadzieja, że nie spędzi następnej godziny na błądzeniu wśród czterech ścian.
- Najmocniej pana przepraszam, że przeszkadzam, ale chyba .. chyba się zgubiłem. Gabriel Myers, z Salem. - uśmiechnął się szczerze i wyciągnął ku niemu dłoń. - Mógłby mi pan powiedzieć gdzie mogę znaleźć salę z zaklęć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Göteborg, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 190
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8284-jesper-tahti-sie-jeszcze-tworzy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8287-jesper#230912
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8286-pisz-duzo#230911
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8285-jesper-tahti#230910




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Wrz 27 2015, 16:28

Jesper, gdzie znów się zgubiłeś?
Krążył bez celu po zamku już od dłuższego czasu. Zatrzymywał przy obrazach, aby porozmawiać z namalowanymi na nich ludziach. Hogwart wciąż był dla niego niemal taką samą zagadką jak pierwszego dnia. Nadal nie mógł zapamiętać na które schody należy uważać czy jak najszybciej dojść do wielkiej sali. Nie przeszkadzało mu to i dlatego z radością przyjął fakt, że po zakończeniu Złotego Sfinksa, będzie mógł zostać w tej szkole. Nie chodziło tyle o sam budynek, ale fakt, że będzie mógł być daleko od ojca. Napisał mu tylko krótki list, na który nie dostał żadnej odpowiedzi. I dobrze, tak to sobie tłumaczył i chociaż go nienawidził i tak poczuł drobne ukłucie żalu, że nie dostał choć jednego słowa od Maltego. Dziwny mętlik miał w głowie jeżeli przychodziło co do czego i za nim nie mógł tego ułożyć. Było to widocznie za trudne.
Siedział chwilę w bibliotece, bo liczył na to, że będzie mógł się bezkarnie przypatrywać takiemu jednemu… Niestety nie zastał go tam. Liczył na to bardzo, bo takie momenty na chwilę rozjaśniały mu dzień. A ten dzisiejszy był wyjątkowo szary i smutny. Wracał więc ze zwieszoną głową i masą książek, pergaminów, piór i kałamarzem do pokoju wspólnego krukonów. Mógł wcześniej pomyśleć i zabrać ze sobą torbę do której mógłby wszystko schować, ale śpieszył się okrutnie i teraz miał tego żałować. Balansował z tymi wszystkimi rzeczami, co nie było wcale prostą sprawą szczególnie jak się nie wiedziało którędy iść… Stracił również rachubę na którym piętrze się znajduje. Chciał stanąć przy oknie, aby zorientować się mniej więcej w sytuacji, ale ktoś mu przeszkodził. I w dodatku nazwał go panem. Wychylił się zza stery rzeczy które niósł i w tym samym momencie wszystko upuścił. Od razu je jego twarz wpłynął mocny rumieniec i gdyby miał długie włosy to pozwoliłby, aby zasłoniły mu policzki, a tak musiał sobie sam z tym radzić.
-Eee… - zaczął niezwykle elokwentnie i schylił się, aby zacząć zbierać swoje rzeczy z podłogi. Najgorzej było z kałamarzem, który się rozbił i narobił najwięcej bałaganu - Jesper… Mów mi po prostu Jesper - wyjąkał w końcu i walcząc ze sobą podniósł spojrzenie na Gabriela. Dopiero wtedy zauważył wyciągniętą dłoń w swoim kierunku i szybko chciał wstać, więc podparł się ręką o podłogę, oczywiście w miejscu gdzie atrament zebrał się w największą kałużę. Aż dziwne, że tego nie poczuł i dopiero po chwili zorientował się co zrobił - Och… nie chciałem… przykro mi, że ciebie pobrudziłem… co ze mnie… za kretyn - wyjąkał cicho, nie licząc na to, że chłopak będzie chciał z nim dalej rozmawiać. Założył, że od razu weźmie go za łamagę z którym nie warto się zadawać i na pewno zaraz źle mu wskaże drogę. Co byłoby i może wielce prawdopodobne, ale… Na domiar złego pobrudzoną dłonią dotknął nerwowym ruchem swojego policzka i częściowo zahaczył również o usta. Czego nie zanotował i nie był świadom tego, że wygląda jeszcze bardziej żałośnie niż wcześniej.
- Salę zaklęć? Och… To jest… - łatwiej by mu było gdyby wiedział na którym jest piętrze i nie stał przed nim najprzystojniejszy chłopak w szkole. Przy nim nie mógł się skupić i dziwne było, że jeszcze nie powiedział nic głupiego.
Chciałeś zrobić wrażenie, a wyszło jak zawsze. Jak się teraz czujesz, Jesper?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Baltimore
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 89
  Liczba postów : 130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11604-gabriel-richard-myers-iv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11608-gabriel-wino-muzyka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11607-gabrielowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11606-gabriel-richard-myers-iv




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie Wrz 27 2015, 18:02

Z niepokojem przyglądał się pokaźnemu stosowi książek, które targał chłopak. Lada chwila to wszystko może.. runąć na podłogę.
- Ojej. - tyle był w stanie z siebie wydobyć w tej chwili. Jasper złapał go za rękę i podniósł się, a głowa Gabriela wykonała płynny ruch z dołu w górę, gdyż w jednej chwili znowu stał się niesamowicie wysoki.
Widząc jego zmieszanie, tylko potrząsnął ubrudzoną ręką i uśmiechnął się do rozmówcy.
- Nic się nie.. - nie dokończył, bo wybuchnął głośnym śmiechem na widok twarzy Jaspera.
To na pewno zmieszało go jeszcze bardziej, a przecież Gabe nie chciał nikogo gnębić czy poniżać. Po prostu.. wyglądał prześmiesznie.
- Wybacz mi.. - z trudem przełknął ślinę, trochę się dusząc. Kaszlnął dwa razy i spróbował uspokoić oddech. - Masz atrament na twarzy. A ja tak po prostu reaguję, nie potrafię powstrzymać śmiechu.
Wyciągnął różdżkę i kilkoma machnięciami ułożył książki w pierwotny stosik.
- Wiesz.. może zanim pokażesz mi gdzie jest ta sala, to pójdziemy do jakiejś łazienki, co? Chyba, że sobie zostawisz tą plamę na dłużej. Ładnie podkreśla twoje oczy, więc.. przemyśl to. - zaśmiał się, tym razem ciszej i bardziej serdecznie.
A oczy Jaspera w istocie były ładne; niebieskie, błyszczące, trochę zagubione..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Göteborg, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 190
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8284-jesper-tahti-sie-jeszcze-tworzy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8287-jesper#230912
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8286-pisz-duzo#230911
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8285-jesper-tahti#230910




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Wrz 28 2015, 19:16

I na co Ci to wszystko?
Żałował teraz, że wziął ze sobą tyle zbędnych rzeczy. Gdyby zostawił ze dwie książki i kilka pergaminów w czytelni nie byłoby teraz tego całego bałaganu. Było mu głupio i nie wiedział gdzie ma podziać wzrok. Wcześniej nie raz spoglądał na twarz Gabriela, ale działo się tak dlatego, że był pewny tego, że on o tym nie wie. W dodatku zbłaźnił się przed nim rozwalając wszystko na podłogę i brudząc nie tylko jego, ale również siebie atramentem.
- Dzięki… - patrzył z jaką łatwością Gabriel posługuje się różdżką. Sam zebrałby je ręcznie z obawy, że zaklęcie mu nie wyjdzie albo wyrządzi więcej szkody niż pożytku. Obiecywał sobie co roku, że w końcu podszkoli się z zaklęć, a czas leciał nieubłaganie. Jeszcze nie tak dawno zaczynał szkołę, później brał udział w Sfinksie, a teraz zaczynał trzeci rok studiów - Zawsze mylę zaklęcia i robię jeszcze większy bałagan - przyznał tak cicho, że sam ledwo się słyszał. Zapatrzył się na jego płynne ruchy, że zapomniał o atramencie i tym, że ma w nim umazaną twarz. Na chwilę totalnie się wyłączył, bo podążał wzrokiem za jego dłonią i dopiero kiedy książki leżały ułożone zdał sobie sprawę z tego. Na policzkach Jespera pojawił się jeszcze mocniejszy rumieniec i najchętniej schowałby się w ciemny kąt. Zaczął się nawet za takim rozglądać, ale nie znalazł niczego odpowiedniego w zasięgu wzroku. I kiedy myślał, że przybrał najbardziej czerwony odcień na twarzy na jaki było go stać okazało się, że się mylił. Po uwadze o swoich oczach uśmiechnął się prawie niewidocznie.
- Nie wiem po kim mam oczy, ale uśmiech po mamie. Ojciec mnie za to nienawidził… Nienawidzi - poprawił się szybko, bo Malte przecież żyje. A Zarah nie. Nie było to coś o czym Gabriel musiał wiedzieć, ale Jesper nie zawsze przemyślał to o czym mówił - Chyba wolę się pozbyć tego atramentu z twarzy - przyznał po chwili zastanowienia, po czym zaczął brudną dłonią trzeć miejsce gdzie myślał, że jest brudny. Nic dobrego z tego nie wyszło, ale nie zdawał sobie z tego sprawy. Zrobił to zupełnie nieświadomie - Sala zaklęć… Na pewno wiem gdzie to jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Baltimore
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 89
  Liczba postów : 130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11604-gabriel-richard-myers-iv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11608-gabriel-wino-muzyka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11607-gabrielowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11606-gabriel-richard-myers-iv




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon Wrz 28 2015, 19:46

- Może mógłbym Ci pomóc w zaklęciach? Nie jestem w tym najgorszy. - odezwał się swoim typowym, dość wysokim, Gabrielowym tonem.
Uśmiechnął się odruchowo, gdy Jesper potarł brudną dłonią drugi policzek. Straszna niezdara, pomyślał. Strasznie urocza niezdara.
- Zgaduję, że też jesteś tutaj przyjezdnym. Twój akcent jest inny, z pewnością nie angielski. Możemy poszukać tej sali razem, jeśli chcesz. Będzie nam raźniej, co?
Poprawił kapelusz delikatnie, starając się nie dotknąć go plamą z atramentu. Tego jeszcze brakowało, żeby jego ulubione nakrycie głowy było czymś ufajdane. Gdy chłopak podniósł różdżkę, a książki automatycznie wzbiły się w powietrze i podążyły za nim. Powoli ruszył w głąb korytarza, dając swojemu towarzyszowi znak, by do niego dołączył.
- Twoja matka musiała być bardzo piękną kobietą, skoro to jej genom zawdzięczasz uśmiech.
Gabriel odwrócił się za siebie i zwolnił kroku.
Oh my, ależ on jest krasny. Tylko mógłby się odrobinę pospieszyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Göteborg, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 190
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8284-jesper-tahti-sie-jeszcze-tworzy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8287-jesper#230912
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8286-pisz-duzo#230911
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8285-jesper-tahti#230910




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sro Wrz 30 2015, 16:43

Obiecywał sobie każdego roku, że weźmie się za zaklęcia. Nawet w każdym miesiącu to sobie powtarzał, a i niekiedy każdego ranka. Zawsze później pojawiała się jakaś wymówka ważniejsza niż obietnice składane bez końca. Czasem mu smutno było z tego powodu i później chodził bez humoru pół dnia, ale w końcu zapominał.
- Naprawdę? No wiesz… Czasem się zastanawiam czy dobrze trzymam różdżkę, bo jakby mnie zupełnie nie słuchała. Może kiedyś przez przypadek się z kimś zamieniłem i teraz ona wie, że nie jest moja, więc wychodzi jak wychodzi - większość zaklęć w jego wykonaniu była porażką. Wstydził się z tego powodu i dlatego niechętnie chodził na te zajęcia. Wolał zdecydowanie historię magii czy starożytne runy, ostatecznie też eliksiry nie były najgorsze - Byłoby fajnie, tylko nie wiem czy… Może później napiszę ci jakąś pracę na historię magii? Albo… Oprowadzę po szkole i okolicy. Chociaż nie… Znów się zgubię i będzie mi wtedy podwójnie głupio, bo samem to zawsze inaczej, a tak z kimś… Sam nie wiem… Jak myślisz? Masz rację, nie jestem stąd. Teraz już jestem, ale przyjechałem na Sfinksa.
Trochę się peszył, więc z tego wszystkiego zaczął bawić wykręcać palce. Teraz już cały był ubrudzony atramentem, chciał się go pozbyć z rąk, więc bez pomyślenia o tym co robił wytarł dłonie w koszulkę. Chciał dobrze, a wyszło jak zawsze.
- Popatrz, ta przypomina trochę żyrafę. Byłem kiedyś z ojcem w mugolskim zoo, ale te zwierzęta wyglądały na bardzo nieszczęśliwe. Chciałem je powypuszczać, ale mi zabronił… Też byłbym nieszczęśliwy jakby mnie zamknęli w klatce - powiedział smutno, a później raz jeszcze wytarł dłonie. Skoro i tak pobrudził koszulkę to niech chociaż ręce ma czyste. Ruszył powoli za Gabrielem, ale zaraz zatrzymał się i uciekł wzorkiem gdzieś daleko w drugi koniec korytarza. Niezwyczajny był słuchać takich słów, które były bardzo miłe.
- Wiesz… zanim się mnie zapytałeś o drogę sam trochę zabłądziłem. Nawet nie wiem na którym piętrze jesteśmy - przyznał cicho dorównując mu kroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Baltimore
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 89
  Liczba postów : 130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11604-gabriel-richard-myers-iv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11608-gabriel-wino-muzyka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11607-gabrielowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11606-gabriel-richard-myers-iv




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sro Wrz 30 2015, 17:16

- Pokażesz mi później co jest nie tak z tą twoją różdżką. Może rzeczywiście trzymasz ją źle? Niewykluczone.. a, i byłbym dozgonnie wdzięczny jeśli pomógłbyś mi z historią albo eliksirami. - Uśmiechnął się do niego serdecznie i ruszył dalej w głąb korytarza.
Gabriel słuchał swojego nowego z uwagą kolegi. Humor do śmiechu dawno mu przeszedł. Jesper ma poważny problem. Chociaż dobrze słyszeć, że z historią magii sobie dobrze radzi. Skąd się biorą tacy ludzie? Nie wiedział co ma o nim myśleć. Z jednej strony był przeuroczy w tej swojej nieporadności, a z drugiej zrobiło mu się go żal, bo pewnie non stop był ofiarą jakiś głupich żartów. On potrzebował czyjejś pomocy, potrzebował kogoś kto go złapie za rękę i poprowadzi..
Obejrzał się i zobaczył jak Krukon wyciera ręce w białą koszulę. Skrzywił się instynktownie, gdyż widok jakichkolwiek brudnych ubrań zakłócał jego poczucie estetyki. Jednocześnie znowu miał ochotę się śmiać z Jespera i jego niezdarności.
- Wiesz co.. Czekaj.- Gabe podszedł do niego rozglądawszy się dookoła. Hańbą byłoby gdyby ktoś znajomy zobaczył go teraz w towarzystwie gościa umazanego atramentem. Machnął różdżką i wypowiedział zaklęcie, a koszula zmieniła kolor na jaskrawo-kobaltowy.
- Voila. Teraz nie ma śladu. Jeśli o mnie chodzi to wcale nie muszę iść na te zajęcia, i tak nic nowego mnie nie nauczą. Jedna opuszczona lekcja więcej czy mniej to żadna różnica. - uśmiechnął się spoglądając w górę spod kapelusza. Skoro Jesper dostał się na wymianę szkolną to musi być bystry.. w jakimś sensie.
- Jesteśmy na piątym piętrze. Przepraszam, co mówiłeś o tej żyrafie?
Delikatnie złapał go za rękaw i pociągnął za sobą, gdyż dostrzegł grupkę uczniów po przeciwnej stronie korytarza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Göteborg, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 190
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8284-jesper-tahti-sie-jeszcze-tworzy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8287-jesper#230912
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8286-pisz-duzo#230911
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8285-jesper-tahti#230910




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sro Wrz 30 2015, 20:41

Może teraz mu będzie łatwiej wytrwać w obietnicy, którą łamał więcej razy niż ręce, a tym też wiódł prym. Po dłuższym zastanowieniu uznał, że co może nie być najlepszy pomysł. Trudno będzie mu się skupić przy Gabrielu, a już na pewno nie na tyle, aby jakieś zaklęcie wyszło mu poprawnie. Wszystko na dwie strony, a druga była taka, że chętnie spędziłby w jego towarzystwie więcej czasu. Wybór wydawał się oczywisty, ale nie dla Jespera, który toczył istną walkę w głowie.
- Sympatyczny jesteś, a wszyscy tak źle mówią o uczniach, którzy przyjechali z Salem. Nie rozumiem zupełnie dlaczego… Jak można powiedzieć, że się kogoś nie lubi, a ani razu się z nim nie rozmawiało. Nie rozumiem niektórych. I jeszcze te wszystkie wstrętne plotki, które nie mają końca. Myślałem, że chociaż krukoni sobie odpuszczą, ale niestety nie… - kiedy przybył do Hogwartu nie miał pojęciach o co chodzi z tiarą przydziału i domami. Z czasem otworzyły mu się oczy na wszystko, ale nadal uważał, że to nie był dobry podział. Cztery różne domy, a w tym roku i pięć. Tylko, że ten ostatni był najbardziej różnorodny.
Nawet jeżeli był ofiarą ciągłych głupich żartów to nie odczuwał tego. Nie przejmował się tym zbytnio, więc i dowcipnisiom z czasem się nudziło. Owszem był nieporadny w większości sytuacji, szybko się stresował i niejednokrotnie był zupełnie oderwany od rzeczywistości, ale taki już chyba był jego urok.
- Dzięki od razu lepiej - przyglądał się przez chwilę swojej koszulce, która teraz wyglądała o wiele lepiej. Sam powinien się tego nauczyć. Kiedyś na pewno - Zawsze możesz się dowiedzieć czegoś nowego albo ktoś spojrzy na coś z innej perspektywy, a później okaże się, że jednak warto był na nie iść… Chyba. Ja tak czasem mam. To musimy zejść dwa piętra niżej - był tego pewny. O ile w przypadku Jespera można zaryzykować takie stwierdzenie.
- Nic takiego, tak po prostu coś mi się przypomniało. Och… - wyrwał mu się kiedy poczuł, że Gabriel ciągnie go za rękaw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Korytarz na V piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz na VII piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Tajemniczy korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
piate pietro
-