IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz na V piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 5162
  Liczba postów : 4469
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Korytarz na V piętrze   Pią 11 Cze 2010 - 18:20

First topic message reminder :

Wspaniale sklepienie łukowo żebrowe wyróżnia korytarz na piątym pietrze. Ściany, tak samo ja podłoga zrobione są z jasnoszarej cegły. Z wysokich okien, które od podłogi sięgają niemal ku samemu sufitowi, rozciąga się piękny widok na błonia i odległy Zakazany Las.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Baltimore
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 89
  Liczba postów : 130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11604-gabriel-richard-myers-iv
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11608-gabriel-wino-muzyka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11607-gabrielowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11606-gabriel-richard-myers-iv




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Czw 8 Paź 2015 - 8:34

Gabriel słuchał uważnie, co Jesper mówił na temat uczniów, którzy przyjechali po pożarze Salem. Miał rację, stwierdził. On sam był już tutaj kilkukrotnie wytykany palcami, nie wiedząc szczególnie dlaczego. Nie był negatywnie nastawiony do Hogwartowiczów, wręcz przeciwnie. Poznawanie nowych ludzi zawsze sprawiało mu przyjemność.
- Spotkałem się z już ksenofobią tutaj, to prawda. Ksenofobia wynika z ignorancji, więc sądzę, iż już niedługo ta postawa zaniknie. A przynajmniej mam taką nadzieję, bo Salemczycy też zaczynają szeptać między sobą niezbyt miłe rzeczy o Hogwarcie.
Chłopak nie do końca rozumiał jeszcze jak funkcjonują podziały w tej szkole. W Salem sytuacja przedstawiała się prosto; osoby z jednakowych roczników mieszkały w tych samych komnatach i chodziły razem na zajęcia. A tutaj? Na razie wiedział jedynie, że istnieją cztery grupy do których uczniowie mogą przynależeć. I że każda z nich ma inne kolory i symbol. Jesper też był tutaj od niedawna, ale dłużej niż on sam, więc pewnie zdążył już połapać się, o co w tym wszystkim chodzi. No i jeszcze sam należał do jednej z tych grup.
- Mógłbyś mi wyjaśnić, na czym polega ten przydział do domów tu w Hogwarcie? Nigdy wcześniej nie spotkałem się z czymś takim. - uśmiechnął się miło, przyglądając się niebieskiemu krawatowi Jespera. Spotkał już niebieskich, wczoraj w sali jadalnej rozmawiał z kilkoma podczas lunchu. Wydawali się bardzo mili..
Uśmiechnął się do chłopaka gdy ten zachwycił się sztuczką z kolorem koszuli. Miło, że ktoś go doceniał.

Szli szybkim krokiem w stronę schodów, a Gabe dalej ciągnął Krukona za rękaw. Co chwilę oglądał się za siebie, by sprawdzić jaki dystans dzieli ich od zbliżającej się grupki.
- Coś Ci powiem.. Tak szczerze to nie mam ochoty iść na te zajęcia. Wasz zamek jest śliczny, wolałbym się gdzieś przejść niż siedzieć w klasie. - Gabe puścił szaty Jespera i szedł teraz obok niego, starając się dotrzymać mu tępa. Z tej perspektywy nie było to wcale łatwe.
- Poszedłbym na wieżę, z góry musi być piękny widok. Byłeś kiedyś na którejś?
Proponuję Ci wagary, chodź ze mną. Proszę, proszę, proszę, zgódź się.
Gabriel nie wiedział co nim teraz kierowało. Chciał uciec przed tymi uczniami? Może. A może wcale nie. Gabe nie opuszczał często zajęć. Ostatni raz był na wagarach z Carterem, w zeszłym roku.. Cóż, tego doświadczenia nie zapomni nigdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Göteborg, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 190
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8284-jesper-tahti-sie-jeszcze-tworzy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8287-jesper#230912
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8286-pisz-duzo#230911
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8285-jesper-tahti#230910




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Czw 8 Paź 2015 - 9:40

Przytaknął kilka razy Gabrielowi, a później odwrócił się za siebie i spojrzał na grupkę uczniów idących za nimi. O mało nie wpadł przez to na zbroję, która wyrosła przed jego nogami. Był pewny, że jak się odwracał na ten ułamek sekundy niczego tam nie było.
- Do nas byli nastawieni inaczej. Ale to może dlatego, że wcześniej było coś na kształt obozu zapoznawczego, gdzie spędziliśmy razem miesiąc albo coś koło tego. Co prawda i tak większość czasu spędzaliśmy na różnych zajęciach i się dużo uczyliśmy, ale był inaczej - tak mniej więcej zapamiętał czas, który był przygotowaniem do Sfinksa, a raczej ostatnim jego etapem.
Jesper sam się gubił w tym wszystkim. Kiedy już myślał, że zrozumiał mechanizm dzięki któremu wszystko funkcjonuje tak, a nie inaczej coś od nowa zaczynało się walić. Nie zniechęcał się i za każdym razem próbował od początku, może starzy mu czasu, aby to wszystko poznać. Niewiele już mu czasu zostało, ale nie zamierzał się zniechęcać.
- Jest taka stara Tiara, która przedziela wszystkich do jednego z czterech domów. Założyciel każdego z nich cenił sobie inne wartości i… - zaczął opowiadać w między czasie plącząc się kilka razy we wszystkim. Widać nie było to dla niego najprostsze, ale naprawdę starał się, aby nic mu nie umknęło. Bo wszystko było tak ważne! Dobrze, że Gabriel prowadził, bo robienie dwóch rzeczy na raz czasem przerastało Jespera. A w swoje słowa wkładał tyle emocji, że na niczym innym się nie skupiał. Paplał już od dłuższego czasu i robiłby to nadal gdyby nie propozycja Gabriela.
- Jedne zajęcia niczego nie zmienią. Jeszcze nie poznałem całego - przyznał szczerze, ale nie było mu głupio z tego powodu. Co innego było kiedy się gubił w gąszczu korytarzy i na schodach, które żyły własnym życiem.
- Mam dormitorium w jednej z nich, ale tam zawsze ktoś jest. Znam inne miejsce, które powinno Ci się spodobać - już najchętniej zabrałby Gabriela do swojego pokoju i nie widział w tym nic nie na miejscu. Jesper jakoś nie odczytywał niektórych rzeczy tak jak inni, więc często zostawał źle odbierany. Szczególnie w momentach kiedy chciał zrobić coś dobrze albo pomóc innym - Tędy - złapał Gabriela za dłoń i pociągnął nie za mocno w kierunku schodów. W tym również nie dostrzegł niczego dziwnego.

ztx2 i poszli tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie 27 Mar 2016 - 22:44

Jak ona się niezmiernie cieszyła, że lekcja transmutacji się skończyła. To był jakiś jeden wielki dramat. W sumie na jej dramacie się skończyło ale nawet nie próbowała sobie wyobrazić co działo się wcześniej, skoro jak przyszła to na miejscu byli już prawie wszyscy. Caro nie spieszyła się szczególnie z wyjściem z klasy - niespiesznie zebrała rzeczy, założyła na ramię torbę, poprawiła ją jeszcze kilka razy, poprawiła włosy (w końcu nawet w najgorszym momencie tego dnia musiała wyglądać zabójczo pięknie) i dopiero była gotowa do wyjścia. Niemalże jako jedna z ostatnich, a to nawet i lepiej bo w ten sposób łatwiej jej było uniknąć dramatów innych (bo czemu mieliby się powstrzymywać akurat na sam koniec?). Wolała też uniknąć Katherine żeby przypadkiem nie zacząć za dużo gadać, niestety miała dziś w posiadaniu swój czarnomagiczny przedmiot więc wolała przemilczeć sprawę coby nie powiedzieć za dużo. Zaczęła iść już prawie pustym korytarzem i to dosłownie jak poparzona żeby najlepiej nikt nie zadawał jej żadnych pytań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie 27 Mar 2016 - 22:54

Modliłem się już o koniec tej, stanowczo za długiej, lekcji. Miałem wrażenie, że w czasie tych minut wydarzyło się niemalże wszystko. I przynajmniej tą część, bezpośrednio dotyczącą mnie, chciałem dość sprawnie wyjaśnić. Nie miałem nic przeciwko konfliktom, ale niekoniecznie odpowiadały mi one w połączeniu z osobami, które były dla mnie istotne.
- Caroline, poczekaj - zawołałem za nią, doganiając ją i dotrzymując jej tego szybkiego kroku. Tak naprawdę nie wymieniliśmy ani słowa podczas tych zajęć, ale i tak, gołym okiem widać było, że coś tu mocno nie gra. Nie musiałem mieć przedmiotu wykrywającego prawdę, by wiedzieć z jakiego powodu.
- Chyba nie jesteś zła? Wiesz, że zaciągam tych ludzi do bractwa? - Zacząłem od razu, bo pamiętałem jej piekielne spojrzenie, jakie mi tam posłała. No ja miałem powody by robić pewne rzeczy, a wciąż przecież przy tym nie przekraczałem granic. Byłem taki grzeczny, naprawdę!
Swoją drogą, nawet jakbym nie chciał być grzeczny, to przez ten jej piekielny artefakt, który wyciągał ze mnie wszystkie sekrety, miałbym bardzo trudne życie. Tymczasem ja z tym swoim mogłem co najwyżej biegać za wilkołakami. I gdzie tu sprawiedliwość?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie 27 Mar 2016 - 23:09

Zajęcia z transmutacji były beznadziejne. Nie miała ochoty na nich przebywać. Cieszyła się, gdy tylko dobiegły końca, jedyne co wywołało u niej smutek to fakt, że Cyrus po prostu opuścił je bez słowa. Opuściła je też pospiesznie blondynka z Salem, która wcześniej patrzyła na nią nienawistnym spojrzeniem. Katherine miała wręcz fotograficzną pamięć. Szkoda, że Oriane nie zapytała się jej o zaklęcie, które rzucił Lucas. Od razu by jej powiedziała coś więcej, no ale przecież się nie przyjaźniły nawet, więc po co pytać. Jej ojciec posiadał w domu niezwykłe księgozbiory. Miała przy sobie torbę z książkami, a w ręku list. Tu było piąte piętro, ale ona musiała się dostać wyżej do sowiarni. Chciała wysłać trzy listy od razu po zajęciach. Zamyślona ni zwróciła uwagi, że praktycznie wpadła na Blondynkę. Listy wypadły jej z dłoni. Szybko jednak rzuciła zaklęcie niewerbalne przyciągające je i po chwili te na powrót leżały w jej dłoniach.
-Jak lezie....- zaczęła swój agresywny wywód, gdy nagle dostrzegła coś istotnego. Od razu zmieniła ton w swojej wypowiedzi.
-To ty, wybacz, zamyśliłam się- powiedziała starając się brzmieć całkiem szczerze. Przecież w gruncie rzeczy Kath była bardzo pozytywną i miłą osobą, ale pod grubą skorupą starała się grać przed każdym w tej szkole zimną sukę i królową skandalu. Od razu też przeniosła wzrok na Cyrusa.
-Nie wiedziałam- powiedziała prawie bezgłośnie i już odwróciła się od nich by po prostu udać się dalej przed siebie. Gdy się jednak podniosła po pióro leżące na ziemi, to z jej torby wypadł nóż. Elegancki i stylowy ze szmaragdowymi zdobieniami z kamieni. Jej ukochane cacko, ale była teraz nieostrożna. W myślach przeklęła samą siebie i szybko kucnęła chowając go do torby i modląc się by nikt nic nie skojarzył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie 27 Mar 2016 - 23:36

Caro miała nadzieję, że jednak Cyrus się z kimś zagada albo magicznie wypadną mu z torby wszystkie rzeczy i nie zdąży za nią wyjść. Nie miała ochoty niczego sobie wyjaśniać, miała zdecydowanie zbyt kiepski humor na to żeby nie pogrążyć sytuacji jeszcze bardziej. No i nie chciała nic wyjaśniać trzymając przedmiot wymuszający prawdę. Wolała rozmawiać bez wpływu na którekolwiek z nich no ale stało się i Cy złapał ją w połowie drogi. Sapnęła pod nosem nieco niezadowolona, zatrzymała się na chwilę i powoli odwróciła w jego stronę.
-Wiem, że zaciągasz ich do bractwa - iście teatralnie przewróciła oczami - Ale wiesz, że ona chce zaciągnąć cię do łóżka? A ty sprawiasz wrażenie jakbyś łapał haczyk - spojrzała na niego splatając ręce na piersi, a jej mowa ciała aż krzyczała, że żąda jakichkolwiek wyjaśnień. Bo może i nieco przesadziła ze sceną, którą zrobiła ale widząc jak ślizgonka całuje go niemalże w usta, a on przesuwa ręką po jej talii każdy miałby prawo do mieszanych uczuć.
Wyobraźcie sobie jej zdziwienie kiedy naprawia problemy w raju w szczególnie niefortunny dzień, a tu jeszcze jakimś cudem wpada na nią laska, która ślini się do jej chłopaka. Caro jakimś cudem zachowała równowagę i kiedy tylko usłyszała jej agresywny ton spojrzała na dziewczynę wzrokiem zabójcy w stanie gotowości. O dziwo mina od razu jej złagodniała kiedy Russeau wysiliła się na bycie miłą, a z jej obserwacji wynikało, że bardzo rzadko to się zdarzało. Nawet mogło się wydać nieco podejrzane.
Kiedy zdobiony sztylet wyleciał z torby dziewczyny, blondynka od razu przeniosła spojrzenie na Cyrusa i lekko uniosła brew. Miała nadzieję, że pomyślał o tym samym, co ona. Nie widziało jej się prowadzić konwersacji ze ślizgonką ale, na boga, nie mogła się powstrzymać od komentarza.
-Chciałaś zasztyletować prof. Craine'a czy to jakiś nowy krzyk mody? - rzuciła pół żartem, pół serio i to o dziwo z cieniem uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon 28 Mar 2016 - 0:40

Wsunąłem rękę we włosy, przeczesując je, jakby gest ten, który swoją drogą często wykonywałem, miał mi zesłać idealne odpowiedzi w tej rozmowie. Patrzyłem na Caroline, czując, że realnie przejmuję się tym, że ona przejmuje się tą sytuacją. Wiedziałem tak naprawdę doskonale, że jeśli przyjrzeć się bliżej mojemu zachowaniu, to wcale nie byłem do końca poprawny, chociaż bardzo niechętnie przyjmowałem to do myśli.
- To tylko wrażenie. - Odparłem stanowczo, wreszcie mogąc jej wyjaśnić to, czego nie mogłem zrobić w czasie zajęć. Nie mogłem rzucić jej jakimikolwiek bardziej rozbudowanymi wyjaśnieniami, bowiem nagle wpadła na nas Katherine. Nie przeczę, mocno zaskoczyła mnie tutaj jej obecność. A może jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że wykazywała się jakąś inną postawą? Obawiałem się jakiejś kontynuacji konfliktu z klasy, ale było inaczej.
Rzuciła do mnie bezgłośne wyjaśnienia, których ja wcale nie potrzebowałem, bo jeśli dobrze je odbierałem, dotyczyły tego całego zamieszania. Ja tu byłem ostatnią osobą, która mogła mieć do kogokolwiek pretensje. Uważałem, że Kath jest w porządku, pasowała mi do moich znajomych, ale pewnie powinienem czasem zachowywać dystans. O iluż to ja rzeczach miałem pamiętać?
Komentarz Caro był mocno trafiony, bo i ja byłem trochę zaskoczony, widząc, że ciemnowłosa rzuca jakimiś nożami po podłodze. W sumie ja ten swój też miałem przy sobie, więc może nie powinienem mieć aż tak zdziwionej buźki? Widać nie tylko my mieliśmy tutaj sekrety.
- Wygląda na unikalny - skomentowałem obserwując Kath i zastanawiając się, czy ten jej przedmiot ma jakieś konkretne właściwości. Próbowałem to wyczytać czy to z wyglądu przedmiotu, czy też wyrazu jej twarzy. - Powinnaś z nim uważać. - Pewnie nie byłoby dobrze, jeśli ten miał dodatkowe właściwości i mógłby zostać przypadkiem użyty. A i jeszcze była inna kwestia, u nas w szkole tego typu przedmioty tajemniczo znikały i przechodziły w inne ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon 28 Mar 2016 - 1:14

Katherine myślała, że uda się jej uniknąć rozmów na temat jej sztyletu. To nic, że to był prezent od dziadka, który z kolei otrzymał to gdzieś podczas swoich podróży w Ameryce. Wiedział, że Kath może się on przydać, ale gdy nagle dostała dziwne pytanie na temat noża, to jej oczy się rozszerzyły.
-Nie, nie powinnam już nikogo dźgać tym nożem. Wystarczy, że ma na sobie krew jednego chłopaka. Pożałował, teraz zjada go robactwo- powiedziała pewnym siebie tonem, uśmiechając się przy tym lekko nerwowo.
-Może i jest unikalny, nigdy takiego nie widziałam. Dostałam go w prezencie od dziadka. Podróżował kiedyś po Ameryce i lubował się w czarnej magii. Nie umiem się z nim rozstać. Źle mi bez niego więc noszę go zawsze blisko- oznajmiła po czym dotknęła dłonią sztyletu leżącego na dnie torby. Tym razem postara się być ostrożniejsza, by już więcej jej nie wypadł przy ludziach.
-Czemu mam z nim uważać? To tylko sztylet- zapytała z lekko zainteresowaną nutą w głosie, jednakże po chwili chyba się wycofała. Nie podobało jej się to, że obce osoby z takim pożądaniem patrzą na jej zabawkę jakby była czymś groźnym. Dlatego też, zastanawiało ją skąd u nich takie pobudki do tego typu działań.
-Wiecie co? To może ja już pójdę dalej, mam coś do załatwienia w innym miejscu, tylko przechodziłam- powiedziała tym samym dając lekko do zrozumienia, że pora się powoli żegnać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon 28 Mar 2016 - 1:39

Oboje patrzyli na siebie w milczeniu przez dłuższą chwilę. Na jego miejscu też nie wiedziałaby od czego zacząć. Pewnie, że przejmowała się tą sytuacją. Niby wciąż okłamywała się, że chodzi o jej reputację bo w sumie nigdy żadna laska nie odbiła jej chłopaka, a tu czuła się upokorzona przed całą klasą (przecież ludzie musieli widywać od jakiegoś czasu ją i Cyrusa razem). Chwilowo przez obecność panny Russeau blondynka przemilczała słowa chłopaka ale na pewno jeszcze nie powiedziała wszystkiego i do tego wróci. Jakoś nie wydawało jej się to tylko wrażeniem, jego stanowczy ton nie spełnił swojej roli, Caro miała tylko coraz więcej wątpliwości. Z resztą czemu ona witała go w ten sposób? Musiał dać jej do tego jakiś powód, cień szansy, że może go zdobyć. No i w końcu czemu skoro to nie było nic takiego nie podszedł do niej normalnie jak gdyby nigdy nic tylko odwrócił się i poszedł?
Pewnie, że nie tylko oni mieli tutaj sekrety tylko Carrier po prostu nie potrafiła jeszcze skutecznie wydobywać ich z innych. Cały czas z coraz większym zainteresowaniem obserwowała brunetkę. Nie tylko ze względu na wyraźne podenerwowanie, że oboje zauważyli jej nożyk. Na boga, z tego co słyszała to jej przedmiot właśnie działał i to na szkolnej złośnicy. Obserwowała sytuację dalej i ledwo powstrzymywała się od śmiechu, zwłaszcza kiedy usłyszała, że Katherine JUŻ nie powinna nikogo dźgać. No ładnie.
-Ale czy to dozwolone nosić przy sobie sztylet cały czas kiedy już raz się go użyło? - każde kolejne słowo ślizgonki było miodem dla jej uszu. Ameryka. Czarna magia. Słowa klucze sypały się co sekundę. Oj chyba musieli mieć ją w bractwie, ewentualnie wykończyć i odebrać to, co należy do nich. Dobrze, że angielka nie wiedziała co Caro myślała w tej chwili.
-No dobra, to do zobaczenia - rzuciła podejrzanie wesoło, z jeszcze bardziej podejrzanym uśmieszkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon 28 Mar 2016 - 22:29

Osobiście niekoniecznie chciałem dłużej zagłębiać się w sytuacji na lekcji, rozkładając na czynniki pierwsze. Rozumiałem całe przesłanie, że Caro się to wszystko nie podobało i wydawało mi się wystarczającym, by pamiętać o tym na przeszłość, jeśli nie chciałem widzieć jej złości. Wiedziałem, że przede wszystkim chodziło o położenie, w jakim ją postawiłem. To nie było mądre na tle całej klasy. Ale działałem impulsywnie, trochę zbyt dumnie, też później do niej nie podchodząc.
Słowa Kath działały na mnie podobnie, jak na Caro. Z każdym kolejnym "Ameryka", "Czarna magia", tylko unosiłem brwi, spoglądając na ten jej przedmiot. To brzmiało bardzo dobrze, ale nie byłem pewien, czy jest tym co szukamy. Dlatego, że Kath mówiła o dźgnięciu nim kogoś. Cóż czarnomagicznego było po prostu w dźganiu nożem? Dlatego interesowało mnie przede wszystkim, czy za tym stało coś więcej. Ale to chyba nie była dobra okazja na tego typu pogawędki.
- Nie wiem, nie wszystko jest tym, na co wygląda - uznałem jakże enigmatycznie, wzruszając ramionami, na pytanie, czemu ma uważać, na zwykły, tylko sztylet, wciąż mu się przyglądając. Miałem wrażenie, że nawet jeśli to jest coś więcej, to Brytyjka nie ma o tym za wielkiego pojęcia. Nasze przedmioty miały ukryte właściwości, których wyciąganie na wierzch nieraz było długotrwałym procesem. Bez względu na to, czym był jej nóż, poprzez zainteresowanie, jakie wyrażała tymi zakazanymi rzeczami, wiedziałem, że mogłaby się przyłożyć do bractwa, odkrywając właściwości paru naszych rzeczy.
- Ta, do następnego - rzuciłem do Kath, która praktycznie już nas wymijała, jednocześnie obejmując Caro ramieniem i zaciągając ją w jakiś odleglejszy kąt tego korytarza, gdzie znów nie wpadlibyśmy na kogoś z klasy. Towarzystwo brunetki, choć ta niewątpliwie potrafiła zaintrygować tym swoim nożem, nie było teraz mi konieczne. Wolałem z nią pogadać przy innej okazji o tym, co to z tej ameryki przywiozła.
- Chyba będzie trzeba to sprawdzić - dodałem do Caro, ostatni raz oglądając się za oddalającą się Russeau. Nie byłem pewien tego co zobaczyłem, poza tym, że najwyraźniej czarnowłosa dźgała swoich wrogów, jeśli Ci zaszli jej za skórę. Może powinienem jej podrzucić mój kastet, by zapolowała na wilkołaka, jak taka odważna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1477
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1345
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon 28 Mar 2016 - 22:55

-Czy jest dozwolone? Pewnie nie, ale ja łamię większość zasad. Ojciec dużo pieniędzy włożył już w tą szkołę- powiedziała pewnym siebie tonem siląc się przy tym na delikatny uśmiech. Dobrze, że nie słyszała ich myśli bo uznałaby, że są jacyś nienormalni i myślą, że posiada w dłoniach jakiś magiczny artefakt.
-W pewnych przypadkach mam usprawiedliwienie jako iż cierpiałam na chorobę psychiczną, która po śmierci mojego dziadka terapeuty się pogłębiła. Objawia się to zwykle mocniej gdy ktoś mnie zrani. To złe, ale mam ochotę zrobić krzywdę każdemu, kto mi choćby w drobny sposób zaszkodzi. Mam jeszcze trochę fajnych zabawek u siebie- wyjawiła dalej, zastanawiając się po co to praktycznie mówi. Sama była zdziwiona jak może być tak otwarta wobec ledwo co znanych jej osób.
-Więcej nie mogę powiedzieć, bo musiałabym na was rzucić obliviate dla mojego bezpieczeństwa i reputacji w tej szkole- powiedziała po czym zaśmiała się odrobinę nerwowo. Pewnie gdyby Cyrus zaproponował jej wyjście na bój z wilkołakiem od razu by to zrobiła, zwłaszcza gdyby tym wilkołakiem miała okazać się Vittoria. Zaś tych dwoje mogło się tylko dziś dowiedzieć, że Kath może być bardzo niebezpieczną osobą, gdy ma zły dzień.
-Na razie, fajnie że staracie się jakoś odnaleźć w tej szkole- powiedziała po czym odwróciła się w swoim kierunku i szybkim krokiem ruszyła przed siebie, już się nie odwracając ani przez chwilę. Miała wiele spraw do załatwienia.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Wto 29 Mar 2016 - 16:59

Caroline przez cały czas patrzyła na Katherine i słuchała coraz to lepszych rewelacji. W sumie może i jej przedmiot nie był tak użyteczny jak blondynka by chciała i często obracał się przeciwko niej ale za to czasem potrafił nieźle poprawić jej humor. Swoją drogą to dziwne, że jak Caro nosiła przy sobie kostkę to, że ludzie nie orientowali się, że coś jest z nimi nie tak i są aż nazbyt otwarci. A tak swoją drogą Caroline prędzej ukatrupiłaby ich oboje niż spokojnie puściła ślizgonkę na polowanie na wilkołaki z jej facetem.
-Paa! - Kiedy Katherine odchodziła, Caroline aż nie mogła się powstrzymać od pomachania jej z szerokim uśmiechem, a chwilę później Cy zaciągnął ją w jakiś ciemny kąt. Swoją drogą to szkoda, że on nie był chociaż w połowie tak wylewny jak brunetka. Niby spędził już trochę czasu z kostką ezopa w rękach Caroline i może trochę się uodpornił ale jednak ta sytuacja wymagała wielu słów. Bo ona w przeciwieństwie do niego chciała się zgłębiać w tą sytuacją. Znała siebie za dobrze żeby nie wiedzieć, że jak nie rozgrzebie tematu tylko zacznie udawać, że nic się nie stało to nigdy nie da jej to spokoju i w końcu zacznie wariować.
-Oj jestem pewna, że ona na pewno da ci okazję żeby to sprawdzić - powiedziała ze wściekle przymrużonymi oczami. To nie tak, że trochę się pośmiała ze ślizgonki i już nie będzie zła.
-Naprawdę wybrałeś sobie bardzo ciekawy obiekt do poniżenia mnie przed wszystkimi - znowu splotła ręce na piersi i bardzo po woli i wręcz bezczelnie zmierzyła go wzrokiem.
-Pewnie jak ci jej nie oddam to mnie zadźga na następnych zajęciach - rzuciła ironicznie, zdając sobie sprawę jak bardzo nie chce tu teraz z nim być. Wolałaby się oddalić zanim zacznie mówić zbyt dużo, a opieranie się tym wszystkim komentarzom samym przychodzącym na język było zbyt ciężko i z pewnością nie wolała katować się przeszywającym bólem głowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sro 30 Mar 2016 - 17:27

Oparłem głowę o zimną ścianę tych obcych Hogwarckich murów, patrząc na Caroline, której nastrój ewidentnie nie miał tak szybko złagodnieć. Rzucała mi spojrzenia tak wrogie, że nagle siedzenie na dwóch końcach jednej klasy i jedynie myślenie o tym wszystkim, wydawało się być bajką w porównaniu do realnego stawiania czoła temu wszystkiemu. A ja głupio liczyłem, że jak stamtąd się wydostaniemy i już Russeau nie będzie w pobliżu to będzie łatwiej. Nie było.
- To Daisy powiem, żeby ją sprawdziła - odparłem bardzo spokojnym tonem, gdy Carrier zasugerowała, że Kath na pewno da mi okazję do pogadania z nią o tym tajemniczym nożu. Może rzeczywiście nie powinienem się teraz zajmować tą sprawą. Nie zamierzałem dolewać oliwy do ognia, a moja kuzynka nie powinna mieć wiele przeciwko by pogadać ze Ślizgonką. Ewentualnie nigdy się nie dowiemy, czy to był super cenny przedmiot, też będziemy żyć.
- Caroline, chryste, nie chciałem Cię wcale poniżyć - dużo w swoim życiu nakłamałem, ale mówiłem to szczerze, nie tylko ze względu na to, że być może oddziaływała na mnie jej kostka, ale i dlatego, że realnie rozumiałem, że poniżanie przed innymi ludźmi to naprawdę spore paskudztwo. Wiedziałem doskonale jak to jest grać o dobry wizerunek i zupełnie nie chciałem by Carrier sądziła, że jej zaszkodzę. - Na prawdę wolałabyś, jeśli bym do Ciebie przyszedł tam w klasie, widząc niezadowolenie, jakbym miał się przyznawać, że złapałaś mnie na czymś? - Zapytałem obserwując ją uważnie, bo najwyraźniej problem był taki, że co innego wydawało nam się najlepszym podejściem tam, w klasie. - Zostałem z nią, żeby tam nie robić zamieszania. Jeśli przez to jakoś cię poniżyłem to przepraszam - Jak życzyła sobie wylewności, tak też się o nią postarałem. Miałem tylko nadzieje, że tym razem już naprawdę wszyscy z klasy sobie poszli bo nie chciałem, by ktokolwiek był świadkiem tej naszej wymiany zdań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Sro 30 Mar 2016 - 18:04

Gołym okiem widziała jego zrezygnowanie no ale cóż, ona też myślała, że to będzie o wiele prostsze. Jeśli to jest w jakimkolwiek stopniu pocieszające to ona też w tym momencie nie czuła się najlepiej. Coś nieustannie ściskało ją w gardle i w żołądku. Prawdę mówiąc to pierwszy raz była w takiej sytuacji i nie miała pojęcia jak się zachować, a jej uczucia były tak cholernie pomieszane, że sama nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Rzeczywiście siedzenie na drugim końcu klasy i mordowanie jego i Katherine było dużo prostsze niż ta rozmowa, która z każdą minutą stawała się coraz większą torturą. Bo jak opisać jak się czuje i nie wyjść na kompletnie pierdolniętą?
-Przecież nie zabraniam ci z nią rozmawiać. Jesteś wolnym człowiekiem, możesz robić co chcesz - wzruszyła ramionami ze straszną obojętnością. Przez chwilę przeszło jej przez myśl, że byłoby łatwiej gdyby jednak uległ urokowi ślizgonki i do niej odszedł. Wtedy nie musiałaby mierzyć się ze swoimi popapranymi emocjami i pytaniem czemu w ogóle tak jej zależy. W ogóle czuła się paskudnie z tym, że sprawiała wrażenie jakby zabraniała mu spotykać się i rozmawiać z Russeau, a postanowiła, że nigdy nie będzie nikogo ograniczać.
-Może i nie chciałeś ale to zrobiłeś - z rezygnacją spuściła głowę i wbiła wzrok w ziemię. Może i nie zrobił tego celowo ale bardzo łatwo jest popsuć komuś reputację, a tutaj z opinią publiczną nie szło jej tak gładko jak w Salem i coś czuła, że już nie odbuduje swojego statusu.
-Nie dość, że wyszłam na kiepską dziewczynę, którą nie bardzo się interesujesz to jeszcze wyszłam na wariatkę i furiatkę, którą raczej na pewno jestem. Tak, miałeś przyjść i przynajmniej udawać, że wszystko dobrze, a nie mnie ignorować. Jak ty będziesz na mnie zły to mam się odwrócić na pięcie i odejść do momentu kiedy ci przejdzie? - popatrzyła na niego z uniesioną brwią. Bo może i ten pocałunek na środku klasy i bleh, macanie tamtej tępej dzidy po talii, nie wyglądały najlepiej ale nie byłoby tak źle gdyby po wszystkim jednak do niej przyszedł. Wtedy nawet otwarcie uznałaby to za zwykłe przywitanie, a swoją reakcję za sporą przesadę.
-A jak ty byś się zachował gdyby było odwrotnie i jakiś piekielnie seksowny hogwartczyk pocałowałby mnie na powitanie przy samym kąciku ust i objął w talii, a ja poszłabym z nim siedzieć? - owszem, doceniała fakt, że wyraził jakąkolwiek skruchę i ją przeprosił ale ona nadal nie poradziła sobie ze swoimi uczuciami i cholernie się tego bała więc ciągnęła temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Czw 31 Mar 2016 - 20:30

Być może byłoby łatwiej, gdybym wyszedł z Kath. Uniknęlibyśmy tej rozmowy i wszystko byłoby jasno przesądzone. Zachowałbym się jak totalny palant, przekreśliłbym jakiekolwiek szanse na pokojową relację, ale nie prowadzilibyśmy teraz tej rozmowy, która sprawiała, że co chwila nerwowo przeczesywałem włosy i ważyłem słowa, jakby w obawie, że zaraz sam się nimi pokaleczę.
Tylko, że wcale tego nie chciałem. Mimo wszystko wolałem stać naprzeciw Caro próbując to naprawić, niż pozwolić, by zupełnie się rozpadło, tylko dlatego, że w czasie jednej lekcji minęliśmy się z tym, co było wedle nas właściwym zachowaniem.
Wiedziałem, że Caro nie chodzi o zabranianie mi spotkań z Kath, dlatego nie chciałem komentować jej zapewnienia, że wolno mi robić co chcę. Tu raczej chodziło o to, co w danym momencie było właściwe i odpowiednie adekwatnie tego, co namieszałem. Przecież wiedziałem, że jeśli chce zrekompensować Caro nadszarpnięcie reputacji, to na pewno niewłaściwą drogą byłoby paradowanie po szkole z Russeau. Doskonale wiedziałem na czym to wszystko polega.
Uważałem, że Caro bardzo mocno patrzy na to wszystko wyłącznie ze swojej strony. Nadal sądziłem, że jeśli przyszedłbym do niej tam, wówczas w klasie, wyszedłbym bardziej na zbitego psa, który prosi aby go nie karcić za to, że zrobił coś niewłaściwie. Ale możliwe, że przejmowałem się swoją opinią. Taki chyba był nasz problem. Tak bardzo martwiliśmy się o to, jak nasze zachowanie postrzegane jest przez innych, że w sytuacjach konfliktowych, nie potrafiliśmy spojrzeć racjonalnie, co było właściwym wyjściem. A jedynie próbowaliśmy nagiąć drugą stronę do swoich oczekiwań i swojej, tak naprawdę, reputacji.
- Ani nie jesteś kiepską dziewczyną, ani furiatką, ani też wariatką. - Zacząłem, wysłuchawszy jej słów. Spoglądałem jej w oczy, analizując, jak właściwie mam naprawić tą zagmatwaną sytuację. - Może to kwestia tego, że nie jesteśmy długo razem? Chyba nie do końca znamy swoje oczekiwania - wyjaśniałem, próbując ująć różnice w tym spojrzeniu na tamtą sytuację. Miałem wrażenie, że zabrakło nam wtedy po prostu zrozumienia, co było zaskakujące, bo dotychczas miałem przeczucie, że idealnie wiemy wzajemnie o co nam chodzi. Tak często bywało, te cudowne zrywy i przekonanie o dopasowaniu najlepszym z najlepszych, potem weryfikowało życie.
- Nie wiem, pewnie wybrałbym najpaskudniejszą klątwę z bractwa i mu nią przywalił - odparłem zupełnie automatycznie, gdy wyobraziłem sobie Caro z jednym z tych Hogwarckich playboyów, którym w takim wypadku ochoczo pokazałbym, dlaczego powinni się trzymać z dala od Salem.
- Wiesz, że bym wcale tego wszystkiego nie chciał, ani nie chcę, żebyś się przeze mnie czuła ignorowana. Inaczej nie próbowałbym teraz tego naprawić - patrzyłem na nią w sposób ostrożny, jakbym do końca nie był pewien, czy ona pewno rozumie, że mi zależy. I mimo tych chęci i wątpliwości, pewien nie byłem, co Caroline chciała bym zrobił. To też wciąż jakby oczekująco na nią spoglądałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Nie 3 Kwi 2016 - 23:07

Z pewnością byłoby łatwiej gdyby poszedł z Katherine i zakończyli by to w milczeniu ale chyba nie do końca im obojgu o to chodziło. Może i blondynka trochę by się namęczyła ze znalezieniem i rzuceniem na oboje jak najokrutniejszej klątwy ale dla niej przekleństwem było to, że w ogóle by się tym przejęła. Fakt, oboje musieli w tym momencie uważać na słowa żeby przypadkiem jeszcze bardziej wszystkiego nie posypać, a Caro niestety miała do tego wyjątkowy talent. Gdzieś w środku rodziła się myśl, że i tak niedługo ich związek się posypie przez jej zazdrość bo na pewno szybko napatoczy się inna laska, która będzie się do niego ślinić, a ona jak było widać źle na to reagowała.
Wydawało jej się, że w tym momencie to już nie ważne czy Lynford będzie cały czas unikał Russeau czy paradował z nią po szkole. Reputacja blondynki i tak została już nadszarpnięta i tak właściwie to dziewczyna nie miała żadnego pomysłu jak to naprawić. Coś ostatnio straciła kondycję, a w głębi serca czuła, że kiedy przestanie być królową to Cy weźmie się za jej następczynię. Bo po co wtedy byłaby mu potrzebna? W ogóle chyba pierwszy raz w życiu czuła się niepewnie i to na więcej niż jednym polu.
Caro patrzyła na to wszystko mocno ze swojej perspektywy ale on tak samo. Jak dla niej gdyby wtedy normalnie przyszedł to nie byłoby sprawy, a Cy byłby najlepszym chłopakiem na świecie. Ale być może tacy ludzie jak oni powinni być ze zwykłymi szaraczkami żeby naginać ich tak żeby ich reputacja pozostała nietknięta. W sumie to sama nie wiedziała czemu to było dla nich takie ważne.
-Jak widać jestem - jęknęła zrezygnowana. Również na niego popatrzyła zastanawiając się co on chce wyczytać z jej zachowania. W sumie sama nie wiedziała czego chciała. Niby przecież wiedziała, że Cyrus nic nie zrobił i już wszystko ok ale jednak czuła jakiś dystans i masę niepewności.
-W sumie nawet o tym nie rozmawialiśmy, przez cały czas za dobrze się bawiliśmy i to wszystko samo z siebie wyszło, nie z rozmów o naszych oczekiwaniach. Ja tylko nie chciałabym być okłamywana i żebyś mnie nie ignorował jak jakaś laska się do ciebie ślini. Możesz co najwyżej ignorować ją, o ile nie chcesz żebym podała jej jakiś swój eliksir albo rzuciła klątwę - powiedziała pewnie. Na samym początku powinni przeprowadzić tą rozmowę, a nie dopiero teraz. A ona w sumie nie oczekiwała zbyt wiele bo w większości kwestii było między nimi idealnie, no chyba że o czymś nie wiedziała.
-No i widzisz? Ja ograniczyłam się do trzaśnięcia drzwiami. Z resztą gdybym stała z jakimkolwiek playboyem z Hogwartu i zobaczyłabym ciebie to od razu bym go odepchnęła na bok i przyszła - wzruszyła ramionami. Skoro Cyrus wiedział jak by się zachował to czemu nie rozumiał jej zazdrości? Tylko ona nie miała żadnego prawa do furii? Z resztą to, co zrobiła było bardzo dalekie od furii w jej definicji.
-Wiem, że byś tego nie chciał. Ale czy wiesz jak ja się teraz paskudnie czuję? Chciałabym tylko zapaść się pod ziemię i nigdy więcej nie wyjść z łóżka. W tym momencie czuję się naprawdę beznadziejnie - powiedziała już z łzami w oczach. Wiedziała, że się starał i mu zależy, a mimo to strasznie się męczyła. Być może dlatego, że w ogóle pierwszy raz w życiu była w takiej sytuacji i nie wiedziała jak sobie odpuścić. Chciała tylko żeby ją przytulił, już nic nie mówił i zaniósł ją do łóżka, gdzie będzie mogła schować się przed całym światem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon 4 Kwi 2016 - 13:41

Dopiero z czasem dostrzegałem, jak na nas wszystkich wpłynął ten pożar. Nasze dawne pozycje gwałtownie się zmieniały, zrzucając z wysoka tych, co niegdyś tam stali, robiąc miejsce dla kolejnych. Dla Caro najwyraźniej zmiana szkoły i utrata tego, co tam zbudowała przez wcześniejsze lata, była rzeczą trudną do przeskoczenia. Chyba nawet nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego, jak sporym było to wszystko dla niej problemem. Głównie dlatego, że ja na ruinach Salem odbudowywałem sobie reputacje. Jakkolwiek by to o mnie nie świadczyło, zaczynałem dostrzegać, że ta zmiana miejsca powoli wychodziła mi na dobre. Byłem tutaj nowy, do tego otulała mnie tajemniczość spłonięcia Salem i plotek o naszym domniemanym udziale w tamtej sprawie. Ludzie się interesowali, a ja najwyraźniej próbowałem to wszystko jeszcze podsycać. Może dlatego dobrze dogadywałem się z Anglikami, bo po prostu chciałem, żeby Ci się mną interesowali i poniekąd to prowokowałem?
Chyba tego potrzebowaliśmy, takiej rozmowy, która trochę bardziej rozjaśni naszą sytuację na płaszczyźnie nieco bardziej codziennej, niż planowanie podbicia Anglii. A jednak Caro miała konkretne oczekiwania, które były zupełnie zrozumiałe i logiczne. Słuchałem ją przez dłuższą chwilę, dając jej moment by wyrzuciła to z siebie i powiedziała do końca, to co, widać mocno ją męczyło, ani przez chwilę jej nie przerywając. I mimo, że wszystko się klarownie układało, ja więcej rozumiałem, to wciąż nie byłem pewien co mam z tym wszystkim zrobić. Caroline traciła siłę, a ja wcale nie byłem pewien, czy potrafię dodać jej nieco więcej.
Łatwo wywnioskowałem, że to czego teraz potrzebowała to urwać się z tego publicznego miejsca. Widząc, w jak kiepskim jest stanie, automatycznie ją objąłem, przytulając do siebie i lekko gładząc po jasnych włosach. Miałem wrażenie, że nie chodzi wyłącznie o zamieszanie w klasie, a całokształt, to, że w ogóle tutaj byliśmy, a to bycie tutaj, nie do końca przypominało życie w Salem.
- Hej, nie dawajmy się rozsypać przez pierwsze takie nieporozumienie - szepnąłem do niej, myśląc jednocześnie o tym, że nie chciałem dawać komukolwiek satysfakcji, że ta cała sytuacja jakoś na nas wpłynęła. - Rozumiem o co Ci chodzi, nie chcę, żebyś sądziła, że w przyszłości źle wpłynę na twoją reputację. Po prostu chyba na chwilę zapomniałem, że tutaj wszystko jest mniej stabilne - przyznałem zgodnie z prawdą, jednocześnie stwierdzając, że teraz będę bardziej uważny. Sam przecież chciałem, żebyśmy swoim działaniem wzajemnie budowali sobie podporę w tym zdobywaniu Hogwartu, a nie stanowili dla siebie kulę u nogi.
- Chodźmy stąd. Niech żyją w przekonaniu, że nic nam nie zaszkodzi - powiedziałem chcąc, byśmy się stąd urwali, nie będąc narażonym na spotkanie kolejnych Anglików. Plus tego wszystkiego był taki, iż przypomniałem sobie, jak to wszystko miało wyglądać. Dlaczego w ogóle zapomniałem? Może ten zamek ostatecznie też nie wpływał na mnie zbyt wybitnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon 4 Kwi 2016 - 23:01

No cóż, całkowita zmiana otoczenia dla nikogo nie była prosta. W Salem po tylu latach było oczywiste kto gdzie stoi w drabinie społecznej, a tutaj? Wszystko było niestabilne. Być może w poprzedniej szkole Caroline zbyt długo czuła się bezpiecznie, nigdy nie narodziła się godna konkurencja czy ktoś, kto chciał ją zniszczyć. Możliwe, że przez to wszystko zasiedziała się w miejscu i straciła wolę walki. Choć prawdę mówiąc w Salem nawet nie musiała zbyt wiele pracować na swoją pozycję, na początek wystarczyło nazwisko, a potem przynależność do bractwa. Chyba naprawdę musiała zacząć się integrować i zacząć pozyskiwać zwolenników. Czuła się trochę pokrzywdzona bo Cyrusowi to wszystko przychodziło z taką lekkością. Oczywiście to kwestia tego, że wszystkie panienki chciały wskoczyć mu do łóżka. Caro na samą myśl zagotowała się od środka i przewróciła oczami tak, żeby nie widział i żeby nie musiała mu tego tłumaczyć. Najchętniej ustawiłaby pod ścianą te wszystkie napalone panny i pobawiła się z nimi w zbijaka. Zaklęciami. Tymi zakazanymi i wykańczającymi najokrutniej.
Racja, plany podbicia Anglii i nawet całego świata dodawały ich związkowi namiętności, a im obojgu aż iskrzyły od tego oczka ale to był bardzo powolny proces i nijak miał się do rzeczywistości, w której musieli żyć. Przecież nie przeskoczą czasu. Pewnie, że miała dosyć konkretne oczekiwania. Z jej punktu widzenia i tak nie były jakieś bardzo wygórowane i surowe. W sumie to nawet nad nimi wcześniej nie myślała, od razu wiedziała czego chce. Jednak to, że Cyrus nie miał nic od siebie do wtrącenia trochę ją zawiodło. Znowu zachowywał się jak kompletny ignorant. I od początku dostrzegała w nim tą niepewność. A wiedziała, że nie powinna przed nim aż tak obnażać swojej duszy i okazywać jakiejkolwiek słabości. Nienawidziła siebie za zaufanie, którym go obdarzyła.
-Nie masz nic do dodania? Zupełnie nic? - popatrzyła na niego z lekkim szokiem wymalowanym na twarzy, chwilę przed tym kiedy ją objął. Fakt, jego dotyk był nieziemsko kojący dla nerwów dziewczyny. W sumie to Cy miał rację, że nie chodziło o to, co się stało w klasie. To jedno wydarzenie tylko dołożyło cegiełkę do całości, która już od samego początku się sypała. Może Caro po prostu nie miała zdolności adaptacyjnych. Nawet tutejsza pogoda sprawiała, że ciągle chodzi ospała, bez jakiejkolwiek energii do życia.
-Nie martwię się, że zrujnujesz moją reputację. Sama chyba wprowadziłam się w tryb autodestrukcji. Tu nie ma żadnej stabilności - westchnęła ciężko. Powinna mimo wszystko emanować mocą i tym jak bardzo ma to wszystko gdzieś. Pluła sobie w twarz za to, że pozwoliła sobie choćby na tą jedną chwilę słabości i pokazała ją całemu światu, a zwłaszcza, że pokazała ją Cyrusowi. Do tego momentu miała wrażenie, że wiedzą o sobie więcej niż ktokolwiek inny i sobie ufają ale dopiero teraz dotarło do niej jak bardzo bała się, że zostanie sama kiedy chłopak dostrzeże jej mankamenty.
Caro ruszyła przed siebie kiedy zasugerował żeby już się stąd zbierali. Wytarła skórę pod oczami, uniosła głowę i zaczęła dumnie kroczyć korytarzem niczym prawdziwa królowa, nie ważne jak strasznie się czuła. Wiedziała, że jeśli nie zachowa pozorów i pokaże ludziom słabość choć na sekundę to zrobią wszystko żeby ją zdeptać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Wto 5 Kwi 2016 - 0:06

Wiedziałem, że powinienem był więcej powiedzieć. Zawsze próbowałem przemilczeć połowę słów, by nie rzucić czegoś niepotrzebnego. Próbowałem zachować wszystko w doskonałym stanie, nie grzebiąc w niczym zanadto. To była moja spora wada, wyglądała, jakbym traktował wiele rzeczy powierzchownie. Może w istocie tak było? Caro miała na mnie dobrą metodę, nie pozwalając milczeć i dopominając się o swoje, chociażby z tego miało wynikać kolejne zamieszanie. Czasem było warto. Gdyby odpuszczała, ja bym milczał, nigdy nie mówiąc ani o słowo za dużo.
- Rozumiem, nie będę Cię przecież więcej przy kimkolwiek ignorować - przypomniałem, bo wydawało mi się, że już złożyłem tego typu obietnicę. A przynajmniej takie miałem wrażenie, na podstawie cało kontekstu rozmowy, jaką przeprowadziliśmy. Czułem jej zaskoczenie, wnioskując, że mówiłem za mało, by poczuła się pewniej i zrozumiała na czym stoi. Ja też nie lubiłem niepewności. Spojrzałem uważnie w jej oczy, dłonią lekko ujmując jej twarz.
- Caro, chcę po prostu, żebyśmy tworzyli coś silnego. Chodzi o zwykłe oparcie, z resztą wiesz, jakie to tutaj ważne. Jeśli do tego potrzebujesz tych rzeczy, to w porządku, wiesz, że spróbuję Ci je dać - zapewniłem stanowczo, wiedząc, że mówiąc o sile, miałem przede wszystkim na myśli tą, prezentowaną przed oczami innych. Chciałem przynajmniej spróbować spełnić jej oczekiwania, chociaż tyle mogłem zrobić.
Patrzyłem na nią, czując odrobinę zdezorientowanie tym, jak Caro słabo się teraz czuła. Nie biła od niej taka siła, jaką prezentowała niegdyś na korytarzach Salem. Jeszcze wtedy, gdy była ode mnie daleko, a ja widywałem ją bardziej przelotnie, gdy była poza moim zasięgiem. Nie wiedziałem jak mam jej tu pomóc, ani czy ona w ogóle tego wszystkiego chciała. Kiedy mówiła o tym, że serwuje sobie autodestrukcję, kłóciło się to z jej pragnieniem władzy. To wszystko okazywało się być bardziej skomplikowane niż sądziłem.
- Co się dzieje? Przecież wiesz, że musimy iść do przodu, po tym co się wydarzyło - odezwałem się w końcu, nie mogąc pojąć, co się działo z Carrier. To sprawiało, że nie wiedziałem na czym ani właściwie, przy kim, stoję. Realnie mnie to martwiło. Jakby jej cała siła gdzieś ulatywała i chociaż to jeszcze mogłem jakoś zrozumieć, to nie to, jak ją przy niej zatrzymać. Z resztą miałem wrażenie, że było w niej coś teraz apatycznego. Po głowie tylko kręciły mi się myśli, czy spowodowane było to moim zachowaniem, czy przedmiotem, który wysysał z niej pewnie energię.
Podałem jej rękę, by mnie pod nią chwyciła, abyśmy te korytarze wspólnie mogli jakże dumnie przekraczać. W jak paskudne bagno byśmy nie wdepnęli, trzeba było zachowywać dobrą minę do złej gry. Tak naprawdę, w Salem było pod tym względem, dokładnie tak samo.
Odkąd nie miałem pieniędzy, doskonale o tym wiedziałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Wto 5 Kwi 2016 - 21:15

[Jeśli w którymś momencie to nie będzie miało żadnego ładu i składu to wybacz, dopiero wstałam, wolę ostrzec]

Caro przez czas trwania ich znajomości już zdążyła zauważyć, że Cyrus nie był zbyt wylewny, no chyba, że po alkoholu albo paleniu lulka. Chyba musieli razem palić częściej. Może i jego metoda była dobra dla większości ludzi i może nawet się nie orientowali ale Caroline wiedziała. Im dłużej była w posiadaniu kostki ezopa tym bardziej to wrażenie było wyraźne. Przedmiot zdawał się jakoś tak dziwnie pulsować kiedy nie mówił wszystkiego. No i racja, starała się mu nie odpuszczać bo z przemilczanych słów czasem było więcej problemów w późniejszym czasie niż kiedy od razu wszystko było przegadane.
-Wiem, mówiłeś mi to. Ale to mogą być tylko puste słowa - rzuciła wzdychając, nie bacząc już na to ile te słowa przyniosą kolejnej bezsensownej dyskusji. Już po woli to wszystko ją męczyło. Przecież to oczywiste, że tutaj jeszcze przez długi czas nie będzie wiedziała na czym stoi. Może nigdy się nie dowie. Boże, jak ona by chciała żeby rodzice zabrali ją z powrotem do Ameryki. Chyba w wakacje postanowi się poświęcić, pojedzie jako wolontariusz do Salem i własnoręcznie odbuduje jego ruiny.
-Wiem, że będziesz chciał mi dać wszystko czego zażądam dlatego staram się nie chcieć zbyt wiele. I tyle chcesz? Solidności i dobrych pozorów? Nic więcej? - popatrzyła na niego nawet nie próbując ukryć szoku. To ona się tu uzewnętrznia, a on sprawia wrażenie takiego... zimnego jak lód.
-Wybacz ale muszę cię zapytać... czy spotykanie się ze mną jest dla ciebie tylko polityką? - lekko uniosła brew i czekała na odpowiedź z niecierpliwością. W kieszeni najmocniej na świecie ściskała swój czarnomagiczny przedmiot, może trochę pomoże. Oczywiście wiedziała, że zachowanie pozorów było tu bardzo ważne, inaczej zjedliby ich żywcem. Ale póki co Caro była pewna, że nawet gdyby ktoś obciął jej palec od stopy to i tak dumnie kroczyłaby korytarzem w szpilkach, wykrwawiając się na śmierć. Tak już była wychowana przez ojca.
Jej siła reprezentowana na korytarzach Salem też czasem była tylko świetnie zagraną scenką. Każdy miał gorsze dni. No, może pomagał fakt, że jej poprzedni facet też był oblegany przez dziewczyny ale ignorował je i to czasem w bardzo okrutny sposób, poza tym Caroline nie była do niego zbytnio przywiązana emocjonalnie. Bardziej byli jak przyjaciele pomagający sobie w polityce, Caro miała na boku kochanków ale bardzo dobrze ukrywanych, a on nie chciał ale nawet gdyby to i tak nie byłaby zazdrosna. A tutaj? Nie było dla niej żadnej skutecznej pomocy, ludzie jej po prostu nie lubili, a nie było też wianuszka adoratorów, na czym w swojej sytuacji korzystał Lynford. I to nie tak, że pragnęła autodestrukcji i sama ją sobie serwowała. To po prostu się działo i ona nie okłamywała siebie, że tego nie widzi. Nadal całą sobą pragnęła władzy, dlatego czuła się coraz gorzej widząc jak jest coraz bardziej niepopularna i widząc jak Cyrus tutaj kwitnie.
-Nie wiem co się dzieje, tu jakoś nie potrafię zdobyć uwielbienia tłumów i w ogóle nic mi nie chce wychodzić - skrzywiła się. Chyba potrzebowała kilka dni przerwy od wszystkiego. Uciec w las i nie wrócić albo po prostu polecieć na długi weekend do ciepłych krajów żeby podłapała trochę endorfinek. Swoją drogą to miała coraz większe wrażenie, że nawet przy nim musiała udawać cały czas. Wyglądał na strasznie zawiedzionego kiedy ona była taka słaba. Nie zmartwionego... zawiedzionego. Bardzo. Co do jej apatii to na pewno przedmiot wysysał z niej znaczną ilość energii, a i dzisiejsze wydarzenia w klasie nie pomogły. Ale przecież show must go on więc blondynka szła z nim korytarzem z najpiękniejszym uśmiechem, jaki miała w swoim repertuarze. I ten uśmiech zrzedł tylko na sekundę kiedy w jej ręce dostał się nowy numer obserwatora z imieniem Cyrusa wymienionym jakieś milion razy. Wolała nie czytać dokładnie w miejscu publicznym bo i tak już jej się zakręciło w głowie, ale nadal wyglądała jakby dokładnie wiedziała czego chce i właśnie szła to zdobyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : California i Alaska
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 464
  Liczba postów : 439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11628-cyrus-milos-lynford
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11637-troche-sporo-spie-ale-i-tak-chce-miec-ziomkow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11636-lisciki-i-inne-duperelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11638-cyrus-milos-lynford




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Czw 7 Kwi 2016 - 15:52

Już nie mogłem darować sobie uniesienia brwi, gdy usłyszałem, że moje obietnice mogą być pustymi słowami. Oczywiście, że nimi mogły być. Wszystko co gadam, mogło być ogromnym kłamstwem. Ale jako, że w gruncie rzeczy, nigdy większych ściem Caroline nie rzucałem, to raczej nie miała też podstaw, by zakładać, że gadam cokolwiek, byle tylko mieć całą tą sytuację za sobą. Zaczynała mnie drażnić ta podejrzliwość, czy tam brak zaufania. Miałem wrażenie, jakbym miał słuchać tego jeszcze tygodniami, tylko dlatego, że przez chwilę zrobiłem coś niewłaściwie. Że teraz jakbym już zawsze miał słyszeć "ale".
Jednak, nic nie powiedziałem. Bo prawda, byłem człowiekiem chłodnym i zdystansowanym, zachowywałem dobrą minę do złej gry i bardzo rzadko dawałem się sprowokować. Nie byłem typem, który bywałby agresywny, kłótliwy. Jak lubiłem o sobie mówić - wolałem zachowywać się dyplomatycznie i często wyrażać tylko to, co ktoś chciał usłyszeć. Oczywiście to wszystko przy Caro i jej kostce ezopa było dla mnie wprost niemożliwe. Dlatego, czasem może nie dopowiadałem pewnych słów, ale jednak, jeśli już coś gadałem - to głownie dość szczerze.
Chciałem, żeby to było proste. Żebyśmy za dużo nie grzebali w tym i skupiali się tylko na byciu, o tak. Ale chyba takie już były dziewczyny, że lubiły drążyć, szukać zapewnień i potwierdzeń... sam nie wiedziałem czego. Caroline rzuciła ostatnie słowa, które mocno mnie zaskoczyły. Zatrzymałem się gwałtownie, zapominając nawet rozejrzeć się dookoła, czy ktoś nie towarzyszy nam zbyt blisko, w czasie tej rozmowy. Przeniosłem wzrok na nią, wciąż spoglądając na nią z jakimś niedowierzaniem. Nie wiedziałem, że jest aż tak niesamowicie dociekliwa. Przeczesałem swoje włosy, po tym, jak lekko pokręciłem głową.
- O co Ci właściwie chodzi? Szukasz zapewnień o wielkiej miłości? - Zapytałem chcąc się dowiedzieć, czego ona w ogóle oczekuje. Wydawało mi się, że się jasno rozumiemy z tym wszystkim, ale teraz zaczynałem się już gubić. Niby wiedziałem, jak ona na to spogląda, ale czasem miałem wrażenie, że jednak nie do końca. - Dobrze wiesz, że Cię lubię. W porządku się rozumiemy, jest spoko. Do tego bycie parą jest czymś, na czym oboje doskonale korzystamy, nie zaprzeczysz - ja miałem pozycję, ona urodę (bo popularność chyba się jej wymykała) i rozsiewaliśmy ten doskonały czar, pewność siebie i takie tam. Nie pasowało mi bycie samemu, a Caro stanowiła mego mocnego sojusznika. Chociażby w zdobywaniu pozycji w bractwie. Oczywiście, że to była polityka. Ale wydawało mi się, że oboje zdajemy sobie sprawę. - Co chcesz usłyszeć? - Mówiłem trochę bardziej pod wpływem emocji, niż cokolwiek innego tego dnia. Nie chciałem tak naprawdę poruszać tego tematu, bo uważałem, że prędzej czy później, będzie kłopotliwy.
Uważałem, że nasz związek jest wyjątkowo specyficzny. Nie wielka chemia, ani stuletnia przyjaźń nas powiązała, a wyłącznie pragnienie osiągnięcia podobnych rzeczy i świadomość, że w parze uda nam się to łatwiej. Nie byłem pewien, czy w tym wszystkim będzie coś jeszcze, bo tak naprawdę, to wszystko mogło pojawić się wyłącznie z czasem. Sądziłem, że to, iż fajnie się rozumieliśmy, było dobrym początkiem. Albo i na tym miało się to skończyć - kto wie?
Sam nie wiedziałem, skąd nabywałem kolejne znajomości z Anglikami. Chyba wystarczało chodzenie do ich klubów, gadanie z nimi, a później się to jakoś kręciło. Żadna większa filozofia. Po prostu, bywanie, a nie uciekanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Nowy Jork
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 246
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Pon 11 Kwi 2016 - 20:53

Niestety Caroline znała go na tyle dobrze, że wiedziała, że ściemnianie przychodzi mu z wielką lekkością. Ogólnie akceptowała go za wszystkie mankamenty, dostrzegając w nich zalety, ale obawiała się, że dojdzie do momentu kiedy i z nią przestanie być kompletnie szczery. I Caro raczej nie przewidywała powracać do tego tygodniami bo ta rozmowa i tak zaszła już zdecydowanie za daleko. Chciała jak najszybciej o tym zapomnieć. Na zawsze.
Jedną z niewielu rzeczy, których blondynka nienawidziła to był ten jego chłód i dystans. Fakt, na co dzień też stwarzała dokładnie takie same pozory ale przy przyjaciołach była normalna, wręcz jak otwarta księga. A co do Cyrusa to zaczęła odczuwać potrzebę upewnienia się, że nie jest tylko jego pionkiem politycznym, że żywi do niej choć trochę sympatii i nadal może mu ufać.
-Po prostu nie wiem czy w ogóle mogę ci ufać na stopie prywatnej czy tylko bawimy się w polityczne gierki - rzuciła już z zupełną obojętnością. W sumie to sama nie wiedziała o co jej chodzi ale w końcu doszła do wniosku, że nie ma sensu się tym w ogóle emocjonować. Co do pozycji to Cy nie miał co się wywyższać bo Caro też była przewodniczącą bractwa. I owszem, popularność może ostatnio wymykała jej się z rąk ale liczyła na to, że w pewnym momencie powstanie jak feniks z popiołów i może przy odrobinie szczęścia połowa tej budy pójdzie przy tym z dymem.
-Niczego nie chce usłyszeć, po prostu zostawmy już ten temat w spokoju - burknęła przyspieszając nieco kroku. Oczywiście kiedy mijała ich grupka młodych dziewcząt z Hogwartu blondynka uśmiechnęła się do Cyrusa promiennie, rozsiewając wokół nich blask i aurę niekończącego się szczęścia. A w duchu jej ulżyło kiedy była już kilka kroków od swojego pokoju.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : USA, Phoenix
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 45
  Liczba postów : 52
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12851-alexandra-holder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12852-relacje-alex
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12853-listy-do-alex
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12862-kuferek-alex




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Czw 9 Cze 2016 - 20:10

Wieczory są najlepsze. Nie musisz udawać szczęśliwej i uśmiechniętej od ucha do ucha dziewczyny. Właśnie o tej porze Alex uwalniała wszystkie swoje uczucia. Dopiero wieczorem pozwalała sobie na płacz. Tylko wtedy. Nie będzie pokazywać innym tego jak słabo psychicznie jest zbudowana. W dzień wolała być pewną siebie osobą, być szczęśliwa. To tak jakby była dwoma innymi osobami. Ta pierwsza Alex, z fałszywym uśmiechem pojawiała się tylko w dzień. W nocy beczała jak dziecko. Dosłownie. A potem zasypiała ze zmęczonymi powiekami. I tak mniej więcej wyglądała każda noc. Każda następna cholerna noc. Ta była taka sama. Tylko, że tym razem zdecydowała się przejść. Musiała coś ze sobą zrobić. Było już ciemno. Szła pewnym siebie krokiem. Może ten spacer dobrze jej zrobi? Westchnęła cicho. Samantha. Jej siostra również uwielbiała spacery, szczególnie z Alex. Godzinami potrafiły przechadzać się po Phoenix gadając o wszystkim i o niczym. A teraz jej nie ma. Spłonęła. Salem spłonęło. Zatrzymała się i poczuła, że ogarnia ją fala paniki.
-Co się ze mną dzieje...-wyszeptała do siebie ze łzami woczach. Mózg Alex był na tyle okrutny, że co noc przypominał jej o siostrze. Co noc. Jej oddech przyspieszył. Znów zaczęła iść, w zasadzie to biegła. Na oślep. No bo w końcu co można widzieć mając łzy w oczach? W pewnym momencie w coś wpadła. Odleciała do tyłu.


Pomyślałam, że tak może będzie fajnie. Nikt nie widział jeszcze Alex gdy płacze. Czuj się zaszczycony Ing face
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 302
  Liczba postów : 225
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12768-evan-randle
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12854-moj-maly-zakatek-spokoju
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12855-poczta-z-opoznieniem
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12856-moje-wlasnosci-i-talenta




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Czw 9 Cze 2016 - 20:31

Gratulacje Evanie, właśnie twój podręcznik od eliksirów wylądował za oknem. Taka jest nagroda za uczenie się przy oknie. Co za niezdara z Ciebie! Ten chłodny wieczorny wiatr był tak przyjemny że było to jedyne miejsce dla niego w tym momencie. Co go podkusiło aby trzymać podręcznik za oknem ? Całe szczęście że nie spadł na nikogo. Takie opasłe tomisko na pewno wyrządziło by spore szkody tam na dole. W jego głowie tliła się już myśl jak ktoś dotyka jego ulubiony tom od eliksirów. Aż się gotował gdy o tym pomyślał! Jego rzeczy są jego! I nikt nie miał prawa ich dotykać. Czym prędzej ruszył przed siebie biegiem. A to wszystko tylko po to żeby ochronić swój ukochany podręcznik. Biegł przed siebie jak oszalały! Nie zważając na ludzi, skupiony na swojej własności wpadł na kogoś. Tym kimś była Alexandra Holder, uczennica z wymiany. Kobieta pochodziła ze Stanów Zjednoczonych. I w sumie na tym kończyła się wiedza Evana na jej temat. Że też musiał staranować kogoś ! Zderzenie z tą przepiękną kobietą naprawdę odsuwało w czasie obronę książki, jednak zdrowie drugiej osoby było o wiele ważniejsze niż książka. Chłopak od razu sprawdził czy kobieta jest przytomna. To był dla niego priorytet
-Przepraszam, przepraszam, przepraszam- Ciągle mamrotał pod nosem bacznie obserwując reakcje dziewczyny. Jeśli nic jej się nie stało na pewno pomoże jej wstać i upewni się że nic jej nie jest
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : USA, Phoenix
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 45
  Liczba postów : 52
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12851-alexandra-holder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12852-relacje-alex
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12853-listy-do-alex
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12862-kuferek-alex




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na V piętrze   Czw 9 Cze 2016 - 21:06

Spojrzała w górę. Miała nadzieję, że uderzyła w ścianę. Okazało się, iż był to chłopak. Cudownie. Otwarła szybko łzy i przypatrzyła się chłopakowi. Evan. Kojarzyła go. Nigdy z nim sumie nie rozmawiała. Znała go raczej z widzenia. Wydawał się być sympatyczny. Zdała sobie sprawę, że chłopak widzi jak płacze. W sumie płakała, na szczęście wytarła błyskawicznie łzy. Oby ich nie zauważył. Nikt nie wiedział jak Alex płacze i niech tak zostanie. A jak komuś powie? Wszyscy się dowiedzą? Z tej pewnej siebie dziewczyny wyjdzie na jaw jej prawdziwa osoba. Chociaż nie znała go, nie może od razu zarzucać mu najgorszego. Podniosła się za pomocą chłopaka. Posłała mu krzywy uśmiech.
-Nic się nie stało-powiedziała starając się przybrać obojętny ton głosu. Jednak to na nic. Jej głos drżał. Cała drżała. Spojrzała na niego smutno.
-Wybacz, że w ciebie wpadłam...-wybełkotała starając się ukryć drżenie głosu. Poprawiła włosy, zawsze tak robi gdy się denerwuje. Jest ciemno, to dobrze. Evan nie zauważy zaczerwienionych oczu Alexandry. Uroki nocy.


Krótko, brak weny ;_;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Korytarz na V piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz na VII piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Tajemniczy korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
piate pietro
-