IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Klasa Numerologii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4484
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Klasa Numerologii   Pią Cze 11 2010, 18:22

First topic message reminder :


Klasa Numerologii


Na szóstym piętrze znajduje się niewielka klasa przeznaczona do zajęć z numerologii. Wewnątrz, na jej ścianach, wiszą różne tablice pełne cyfr i systemów liczenia. Na półkach natomiast, widnieje kilka grubych tomów dotyczących znaczenia liczb.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Luss, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 33
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15706-mallory-colquhoun
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15718-mal-wal-jakas-fajna-relke-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15725-poczta-poczta#423973
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15716-mallory-colquhoun




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Sob Lut 10 2018, 15:49

Numerologia nigdy nie sprawiała jej większych problemów, a nawet można by rzec, że darzy ją niemałą sympatią. Być może jest to kwestia tego, iż wszelkie cyfry nie są jej straszne, a nauczycielka prowadząca ten przedmiot potrafi wywołać uśmiech chyba u każdego wchodzącego do sali ucznia. Dlatego właśnie Mallory postanowiła pojawić się na lekcji, na którą tradycyjnie się spóźniła. Wparowała do sali, trochę głośniej niż zamierzała, po czym posłała staruszce przepraszające spojrzenie i szybkim krokiem ruszyła do jednej z wielu wolnych ławek. Rozsiadła się wygodnie, wyjęła czysty pergamin i poczekała na podręcznik, który już zmierzał w jej kierunku, trzymany w rękach kogoś ze Slytherinu. 
Gdy nauczycielka skończyła tłumaczyć ich pierwsze zadanie, dziewczyna zabrała się do roboty. Wydawało jej się to o wiele lepszą formą prowadzenia lekcji, niż pisanie notatek albo nie daj boże słuchanie nudnych wywodów dotyczących historii magii, na których jedynym zajęciem dziewczyny było staranie się nie zasnąć. Zgodnie z instrukcją, zaczęła wypisywać swoją datę urodzenia i sumować poszczególne cyfry. 

18.03.1999-->1+8+3+1+9+9+9=40-->4

Po otworzeniu książki na odpowiedniej stronie i przeczytaniu informacji na temat "czwórek", zmarszczyła brwi, uświadamiając sobie, że w sumie w większej części jest to prawda. Nigdy nie lubiła bawić się z związki, a zdanie "Nie lubią związków na kocią łapę, dlatego unikają ludzi nieodpowiedzialnych i niedojrzałych", opisywało ją niemal w stu procentach. Nie zgadzała się jednak z tym, że miałaby w całym swoim życiu kochać tylko jedną osobę, wydawało jej się to trochę mało prawdopodobne, wręcz niemożliwe. Zgodnie z prośbą profesorki, Mall szybko napisała to, z czym się zgadzała, po czym odłożyła pióro i oparła się wygodnie o krzesło, czekając na dalsze kroki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 687
  Liczba postów : 1011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12490-ettie#336602
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12491-poczta-ettie#336603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Nie Lut 11 2018, 00:19

Ette miała mieszane uczucia względem numerologii. A raczej lekcji numerologii, bo samą dziedzinę uważał za głupią. Wracając jednak do zajęć: z jednej strony u Fran można było bez przypału robić co się tylko chciało - czytać jakąś niezwiązaną z tematem książkę, spać, rozmawiać, można było nawet w połowie wyjść jeśli nie bawiło się zbyt dobrze. Z drugiej strony Ette należała do tej grupy uczniów, która patrząc na starą profesor drżała ze strachu, że kobieta zaraz zejdzie na ich oczach. Tak więc Ettie mimo tego, że można było dużo, na ogół na tych właśnie lekcjach była nad podziw wręcz spokojna. Przynajmniej jak na nią.
Weszła do klasy niemal na palcach, jakby najmniejszy hałas mógł przyprawić profesor Fran o zawał i równie cicho usiadła w ławce z @Ben Rogers. Przez chwilę próbowała nawet uważać, żeby nie robić przykrości Fran, ale po krótkim czasie jej mózg się poddał. Urwała sobie kawałek pergaminu i próbowała na nim rysować, ale koślawy goblin, który wyszedł z pod jej pióra przypomniał jej, że nie potrafi. Pod "goblinem" napisała 8 poziomych kresek i przesunęła pergamin w stronę Krukona, trącając go łokciem, żeby zgadywał litery.
Tymczasem dostali też zadanie od profesor. Ettie zsumowała swoją datę urodzenia i przeczytała opis, żeby jak najszybciej móc zając się z powrotem dużo ciekawszą grą w wisielca.
29.12.2000 -> 2+9+1+2+2=16=7
- Ale bzdury... - wyrwało jej się szeptem, kiedy przeczytała charakterystykę siódemki. Zawsze uważała, że numerologia jest naciągana, a te opisy tak jak wróżby były robione w ten sposób, żeby każdy mógł się z nimi w pewnym stopniu zgodzić, tym razem jednak opis był jej zupełnym przeciwieństwem. Zgodnie z prawdą powinna była napisać, że nie zgadza się z niczym, ale ponownie nie chciała robić przykrości profesor. Może gdyby wybrała sobie jakąś cyfrę i dopasowała do nie datę? Wątpiła, żeby Fran wiedziała, kiedy Ette przyszła na świat. Nie chciało jej się jednak czytać wszystkiego, więc licząc na szczęście zmieniła grudzień na listopad i spojrzała na opis szóstki. Z początku wydawał się w porządku, ale jej wzrok utknął na słowach "obiekt seksualny", "sprawianie połówce niespodzianek" też dodawało jej pewności. I nie chodziło o to, że opis do niej pasował lub nie - po prostu nie czuła się chyba zbyt komfortowo zdając relację ze swojej seksualności profesor Fran. W sumie to... wydawało jej się to trochę ohydne. Te rzeczy zawsze były dla niej tabu i szczerze mówiąc jej preferencje seksualne były da niej jedną wielką niewiadomą, wcale jej to jednak nie przeszkadzało. Mimo, że była pewna tego, że nie jest "nieśmiała" i nie "izoluje się od społeczeństwa" tak jak powinna przykładna siódemka, postanowiła jednak zostać przy pierwszym opisie - wydawał się bezpieczniejszy. Nadal nie chciała być niemiła, więc napisała po prostu "Opis jest niewiarygodnie precyzyjny. Wykapana ja. Nic dodać, nic ująć."

Ben, jak chcesz grać w tego wisielca , to mam pomysł na zasady :D:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Glasgow/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 149
  Liczba postów : 201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15401-maili-o-l-lanceley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15404-in-mollis-sonus-est-difficile-verba
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15407-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15402-maili-o-l-lanceley




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Nie Lut 11 2018, 16:56

Może to było mocno dziwne, ale Maili naprawdę lubiła numerologię. Liczby były dokładnym porządkiem, co dawało jej chwilowe poczucie stabilności, a tej, co trzeba było przyznać, jej brakowało. Ciągły stres, konkursy i wieczne ćwiczenie - czyli zwyczajne artystyczne życie nie było wcale uporządkowane i stabilne, więc czuła, że numerologia była świetną odskocznią i co więcej - była w tym niezła. Zaciągnęła więc @Hero Ontario Thìdley na lekcję, bo była wręcz przekonana, że chłopak nie miał jeszcze okazji poznania profesor Fran, więc chciała to zmienić. Staruszka była jej zdaniem niesamowita kobietą, ale patrzyła na nią z lekką obawą, że za chwilę się połamie przy najmniejszym ruchu. Maili zastanawiała się czy gdyby numerologii uczył ktoś inny, też by ja tak lubiła, ale po cholerę miała to roztrząsać skoro nikt inny niż długowieczna nauczycielka jej nie uczył. W każdym razie spotkała się z Hero przed salą.
- Mam dla ciebie ten podręcznik, o którym pisałeś w listach. - powiedziała, wciskając mu w dłonie wielką książkę, która chyba była wielkości profesor Fran. - Przepraszam, że nie dałam rady się wcześniej ogarnąć, konkurs i tak dalej... Ale niedługo będę po nim, więc będę miała więcej czasu. - wylała z siebie potok słów i weszła do klasy, licząc na to, że Hero pójdzie za nią.
Przywitała się z nauczycielką i zajęła miejsce gdzieś po lewej stronie i przesunęła się tak, by Hero miał miejsce. Profesor podniosła się z fotela i Maili mimowolnie się lekko spięła.
- Przecież ona za chwilę się rozpadnie na naszych oczach. -mruknęła.
Wysłuchała jednak co miała zrobić i zabrała się do pracy, cóż za dużo liczb nie miała do dodania.
10.01.2000 -> 1+1+2=4
Nachyliła się nad podręcznikiem szukając czwórki, a kiedy ją znalazła przeczytała co miała oznaczać.
Maili zmarszczyła brwi, prawdę mówiąc niewiele tam się zgadzało. A może tylko jej się tak wydawało? Może faktycznie szukała kogoś odpowiedzialnego i dojrzałego, skoro ona sama była niespecjalnie życiowo ogarnięta?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 212
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13026-destiny-rogers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13037-destiny#349765
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13038-destiny#349767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13039-destiny-rogers#349775




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Nie Lut 11 2018, 17:20

Czy Destiny lubiła numerologię? To naprawdę ciężko stwierdzić. na zajęcia przychodziła nieregularnie. w końcu to nie było nic obowiązkowego. Nie przejmował się tym, że czegoś na pewnej lekcji nie ogarnie i zrobi z siebie totalną idiotkę! Te lekcje polegały na tym, że z lekcji na lekcje było coś nowego. Nie musiała być na bieżąco. jeśli mam być szczera to gryfonka przychodziła na nie jeśli potrzebowała chwili spokoju, kiedy musiała coś przemyśleć.
Profesorka nigdy nie unosiła głosu, zawsze była opanowana. trochę jej było żal jej. Wydawało jej się, że nikt nie traktuje jej przedmiotu naprawdę poważnie. Większość tutaj siedziała z innym podręcznikiem, jadła czekoladowe żaby, które udało im się przemycić, rozmawiała, wysyłała liściki (jakby nie mogli tego robić na walentynki!) albo co nie tylko. Nurtowało ją dlaczego jeszcze nie poszła na emeryturę. Chciała tutaj umrzeć na oczach tylu osób? Co prawda, na te zajęcia nie przychodziło ich wiele, ale to jednak szok dla przeciętnego ucznia. Usiadła w ławce posyłając uśmiech bratu oraz kilku innym osobom.
Zadanie nie było takie nudne jak myślała. Całkiem nawet przyjemne. Ale domyśliła się, że to dopiero może być początek. W jakim celu to wszystko obliczali? Coś za tym musiało się kryć. Spojrzała na nauczycielkę podejrzliwie i chwyciła za pióro. Oby obliczenia tym razem w stosunku do niej się nie pomyliły.

12.05.2000 --> 1+2+5+2=10-->1

Zajrzała do książki i jej uśmiech od razu zgasł z jej twarzy. To była po części prawda. Nie była ani trochę nie śmiała, mogła zrobić wiele by podbić serca. Robiła to wszystko by być adorowaną. Jaka dziewczyna nie lubi tego? Była również perfekcjonistką. Wśród takiego licznego rodzeństwa dążenie do perfekcji nie było niczym złym! Wciąż musiała z kimś rywalizować. Wciąż musiała się starać! Nie było łatwo. Ale weszło to jej w krew. Lubiła także w swoich związkach dominować. Facetom jej dominacja nie przeszkadzała! Przynajmniej się nie skarżyli, ale dawała im czasem przejąć pałeczkę! Nie była osobą, która domaga się ciągłej uwagi. Tą osobą była jej siostra bliźniaczka. Hm... w końcu urodziła się tego samego dnia co ona! To musiało być to! Zapisała kilka słów na kartce przyglądając się przez chwilę jak radzi sobie reszta uczniów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 163
Dodatkowo : Ćwierć wil, Kapitan Drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 957
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14409-lyskowe-relki#381609
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14410-krysia#381611
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Nie Lut 11 2018, 18:32

Numerologia nie należała do przedmiotów leżących w spektrum mojego zainteresowania, a fakt, że w ogóle na nią zawitałem była dziełem przypadku - chciałem iść poćwiczyć zaklęcia w pustej sali numerologii zupełnie nieświadomy, ze odbywają się tam zajęcia. Nie dość, że wlazłem do klasy w trakcie zajęć to jeszcze zrobiłem to w taki sposób, ze nie dało się z niej wyjść niezauważonym, więc żeby nie sprawić przykrości nauczycielce przeprosiłem za spóźnienie i zająłem miejsce u boku @Destiny Rogers. Nie znaliśmy się dobrze, wiedziałem jednak, że jest na roku z Ette, więc przywitałem się z nią krótkim "Hej", po czym zabrałem za ćwiczenie. Nie byłem zbyt dobry w te klocki i łatwo się rozpraszałem, dlatego udało mi się to policzyć dopiero za trzecim razem.

Liczenie:
 

Zajrzałem do leżącego na ławce podręcznika i wybuchnąłem śmiechem.
- Co za wierutna bzdura - rzuciłem trochę do siebie, a trochę do mojej sąsiadki. Wcale nie dziwiło mnie, że ta durna notatka nie miała odniesienia do rzeczywistości - numerologia była w końcu dziedziną wróżbiarstwa, które uważałem za co najmniej głupie. Owszem, wierzyłem jasnowidzom, ale dodawanie cyferek nie miało wiele wspólnego z prawdziwymi przepowiedniami. Nabazgrałem coś dla Fran, ale w gruncie rzeczy nie miało to wiele sensu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn/Hogsmeade/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 530
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13936-relki-lotki#368318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13932-lotta-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Nie Lut 11 2018, 19:11

Nie byłam wielką wielbicielką numerologii, a tym bardziej miłosnych wróżb, które bardzo nie pasowały do mojego statecznego życia przyszłej matki i żony, ale tego dnia czułam się na tyle dobrze, że zdecydowałam się wybrać na zajęcia. Nie szukałam jednak towarzystwa znajomych, więc zajęłam miejsce z tyłu klasy i po zadaniu polecenia przez profesor Fran wzięłam się do pracy. Bezproblemowo wykonałam wszystko obliczenia, po czym zajrzałam do podręcznika.

19/01/1998 - 1+9+1+1+9+9+7=37 -> 3+7=10 -> 1+0=1

Z pierwszym zdaniem mogłam się zgodzić, zaś wszystkie kolejne zdawały mi się coraz to bardziej bezsensowne. Trudno ukryć, że byłam tym bardzo zawiedziona - od zeszłego roku bardziej przykładałam się do wróżb, bo zaczęłam widzieć ich odbicie w realnym życiu. Nie zamierzałam załamywać się głupią wróżbą, bo miałam poważniejsze problemy na głowie, wiec pośpiesznie sporządziłam wymaganą przez nauczycielkę notatkę.

______________________

What sort of creature must he be who merely liked Charlotte,
whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Pon Lut 12 2018, 03:49

Przesuwał się po korytarzu niemal na wpół zgięty, by dosięgnąć ręką do najniższych partii szaty. Zawsze starał się prezentować schludnie, ubierając się w nienagannie proste koszule, a przy tym troskliwie dbając, by były one czyste. Niestety trzymał w pokoju małego sabotażystę, który nie potrafił zrozumieć powagi sytuacji, wdzięcznie zwijając się w kulkę na przygotowanym mundurku chłopaka, pozostawiając mnóstwo swoich kłaków na ciemnej tkaninie. Miał to nieszczęście, że długa sierść kota nie tylko była niesamowicie widoczna, ale i uparcie nie chciała zejść i żadne rozpaczliwe strzepywanie nie mogło tutaj pomóc.
Dał w końcu za wygraną, przechodząc przez próg drzwi wejściowych do sali.
Kulturalnie przywitał się z nauczycielką, by zaraz przywołać na twarz szeroki uśmiech, gdy tylko dojrzał rude włosy jednej ze swoich koleżanek. Nie zastanawiając się długo, podszedł do @Maili Lanceley.
- Cześć! Mam wrażenie, że dawno cię nie widziałem. - powitał ją ciepło, choć mówił dość cicho, wiedząc, że zajęcia lada chwila miały się zacząć, a przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji tak uroczej kobiecie, jaką była profesorka, nie mieściło się w kanonie rzeczy w porządku Liama. Co prawda domyślał się, że jego „dawno” oznaczało ledwie dzień czy dwa, gdy akurat nie mieli okazji minąć się razem w dormitorium, ale nie potrafił nie zagadać podobną uwagą, gdy po prostu ucieszył się na widok przyjaciółki. Nim szybko zajął miejsce tuż za Puchonką, nie omieszkał przywitać się również z jej kolegą, którego niestety nie potrafił skojarzyć z nikim znajomym. To nie przeszkodziło mu, by i jemu skinąć głową z uprzejmym uśmiechem, choć nie zdążył się niestety przedstawić, ponieważ Pani Fran zaczęła prowadzić lekcję.

18.08.2000 r. -> 1+8+8+2=19   1+9=10

Skrzywił się na własne wyliczenia, nie będąc do końca pewnym co powinien zrobić w takiej sytuacji. Skala sięgała zaledwie dziewiątki, więc to oznaczało, że wybiegał poza skalę? Pogłowił się jeszcze dobrą minutę, nim nie uznał, że w zasadzie zero stojące obok jedynki nie powinno być specjalnie znaczące, więc weźmie sobie wyłącznie pierwszą cyferkę.

1+0=1

… a potem zanurzył nos w księdze, dowiadując się, że był nieśmiałym dominatorem…
Nie potrafił nie parsknąć śmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Pon Lut 12 2018, 07:40

Mefisto ma przeklętą broszkę (szczegóły w podpisie) i jest bardzo czarujący!

Numerologia nie należała wcale do przedmiotów, które odgrywały szczególną rolę w życiu Mefisto. Zdecydowanie bardziej podobało mu się brudzenie rączek na ONMS, albo Zielarstwie; nawet machanie różdżką zdawało się być praktyczniejsze od takiego sumowania cyferek. Mimo wszystko pojawiał się czasem na zajęciach, jak gdyby dla podtrzymania swojej opinii, jakoby nie było to nic wspaniałego. Prawda była taka, że lubił profesor Fran. Szalenie sympatyczna staruszka wprowadzała do klasy specyficzną atmosferę i Noxowi zwyczajnie się to podobało. Oczywiście, nijak nie wpływało to na jego poczucie obowiązku czy przyzwoitości - spóźnił się. Przekroczył próg sali w momencie, w którym jedni kończyli notatki, inni jeszcze walczyli z prostą matematyką. W kwestii tej atmosfery w sali...
Cóż, Ślizgon wparował do środka ze słodkim uśmiechem przyklejonym do ust i kryształową broszką przyczepioną do koszuli. Humor miał fenomenalny, a przyczyna znajdowała się, pod postacią pogiętego z wrażeń listu, w jego dłoni. Przeprosił grzecznie nauczycielkę za to drobniutkie spóźnienie (Fran była najkochańszą istotą na świecie) i postanowił znaleźć sobie cichutko jakieś miejsce. Emocje go rozpierały, toteż dyskrecja nie wchodziła w grę.
- Hej skarbie - mruknął, mrugając wesoło do @Ezra T. Clarke, gdy mijał jego ławkę. W wyjątkowo bezczelnym geście przesunął dłonią po jego włosach, subtelnie roztrącając palcami kilka kosmyków. Przyjemne ciepło rozchodzące się od broszki jakby przybrało na sile, a uśmiech Mefisto tylko się powiększył. Och, spodziewał się zaciekawionych spojrzeń i cielakowatych zachowań, ale nie przeszkadzała mu wizja czyjegoś narzucania się. Właściwie, trochę chyba chciał z kimś porozmawiać, z kimkolwiek, z...
Z Liamem?
Podszedł do chłopaka z cichą myślą z tyłu głowy, że akurat jemu mógłby te cyrki odpuścić. Puchon zachował się wobec niego bardzo w porządku... a jednak Mefisto zdusił to coś przypominającego przedwczesne poczucie winy. Nie zamierzał go w żaden sposób wykorzystać, prawda? Zerknął wesoło na @Maili Lanceley, tym samym się z nią witając; wskoczył zgrabnie na puste krzesło obok siódmoklasisty, zaraz siadając po turecku i uśmiechając się chyba jeszcze szerzej, o ile było to w ogóle możliwe.
- Jak tam, młody? - Zagadnął go cicho, przysuwając podręcznik trochę do siebie, aby rzucić okiem na stronice i zobaczyć co w ogóle robią. Pochylił się przy tym nad Liamem, nie biorąc pod uwagę tego, że jego dobry humor aktywuje broszkę. Każdy reagował na nią inaczej, prawda? Jedni bardziej stopniowo, inni gwałtownie... - I co tam ci wyszło, co? Jeden? „Potrafią być bardzo namiętnymi kochankami”... - Mruknął znacząco, rozpisując na szybko swoją datę urodzenia.

25.10.1997 -> 2+5+1+1+9+9+7=34=3+4 => 7

Wyszło mu, że jest numerologiczną siódemką - dalej nieco zawieszony nad Liamem, przemknął spojrzeniem po tekście. Trochę aż go zatkało, gdy okazało się, że z większością tekstu jest w stanie się po prostu zgodzić. Zapisał na pergaminie, że rzeczywiście często potrzebuje trochę czasu dla siebie, a wytrwałość jest konieczna przy jakiejś poważniejszej relacji z nim. Wspomniał także o wątpliwościach odnośnie tej „nieśmiałości” i wspomniał coś o wrażliwości; przełknął jednak dumę i wykreślił to drugie. Wszystko zależało od sytuacji, ale... Mefisto miał serce we właściwym miejscu, dobra? Nawet jeśli było skute lodem.
- Tak dla jasności - raczej się przed flirciarzami nie bronię. Czemu moja liczba nie przepowiada jak sobie radzę w łóżku? Czy to znaczy, że po prostu muszę to zaprezentować? - Pozwolił aby w powietrzu zawisło niezwerbalizowane „tobie”, jak gdyby rzeczywiście składał Liamowi propozycję. Dla żartu szturchnął go leciutko, kreśląc piórem jakieś bliżej niezidentyfikowane wzorki w rogu pergaminu.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 913
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1329
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13807-love-letters#365644
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Pon Lut 12 2018, 12:30

Profesor Fran była tą nauczycielką, do której chętnie się chodziło. Nawet ci, którzy za numerologią nie przepadali, lubili posiedzieć na lekcjach tej przesympatycznej staruszki. Leo się pod tym względem wcale nie wyróżniał - chociaż męczyły go trochę obawy, że jakimś swoim durnym zachowaniem doprowadzi tę kobietę do stanu zawałowego. Wydawało się, że głośniejsze tupnięcie zatrzyma serce Fran, a ciężar książki połamie pomarszczone palce o pergaminowej cerze. Leo nie dawał się zatem zwieść subtelnym urokom zajęć i koncentrował się raczej na swojej drobnej niechęci do numerologii. Z jego ADHD ciężko było skupić się na cyferkach, a jeśli jedynym celem miało być późniejsze analizowanie opisów... cóż, nie radził sobie najlepiej. Mimo wszystko, gdy z ust Ezry padło hasło „lekcja Fran” uznał, że nie zaszkodzi się pojawić. Podążył za swoim chłopakiem z cichym westchnięciem rozbawienia - Krukon dbał o to, aby Vin-Eurico się nie nudził. Działalność artystyczna, astronomia, numerologia... wszystko to, od czego tak stronił, odsunięty wspomnieniami z Tecquali lub zwyczajnie pchnięty odrobinką lenistwa (czy braku pewności siebie?).
Po tym jak już powitał nauczycielkę i wcisnął się w ławkę, nie pozostało nic innego jak zabrać się za wykonywanie zadania. Był prawie pewny, że już to kiedyś liczył, ale cholera wie co mu tam wyszło. Nasunął okulary na nos i przygryzł lekko wewnętrzną stronę policzka, zamaczając stalówkę w atramencie.

14.02.1996 -> 1+4+2+1+9+9+6=32=3+2 => 5

Fakt faktem, początkowo wyszło mu 4, ale Gryfon szybko zorientował się, że uciekła mu 1 z dnia urodzin; poprawił się dyskretnie (czyt. Zamazał przypadkiem połowę obliczeń). Jak się okazało, ten opis był bardziej trafny - szalenie prawidłowy, tak właściwie. Leo zamyślił się nieco (na jego pergaminie pojawił się kolejny kleks), toteż niemal podskoczył, czując dyskretne kopnięcie. Przebiegł spojrzeniem po tekście Ezry i uśmiechnął się pod nosem, zanotowując wzmiankę o komplementach. Niestety wpadło mu w oko drobne kłamstewko, więc zaraz postukał palcem w ten fragment notatki, w której Clarke wypierał się przesadnej dbałości o wygląd. Humorzasta natura jeszcze mogła jako tako umknąć... choć i jej brak skwitował krytycznym uniesieniem brwi.
- Ale szczerze, słońce - mruknął do niego, a potem z pytającym wyrazem twarzy wskazał na zdanie ze swojego opisu. „Sprawią, że partner poczuje się jakby życie było wielką przygodą.” Z niewinną minką zaczął notatkę. Musiał zgodzić się w kwestii wolności (ile to on próbował być wolnym strzelcem!), miłości do zmian i nieodpowiedzialności. Najbardziej zatkała go sprawa kompleksów, która wydawała się napisana dosłownie pod niego. Kończył już, gdy do sali wparował spóźniony Ślizgon i powitał Ezrę tak, jak nie powinien; Leonardo nie miał pojęcia, czemu jego serce zabiło trzy razy szybciej, ani czemu nie mógł przez dłuższą chwilę oderwać wzroku od wilkołaka. W końcu jedynie potrząsnął lekko głową i naskrobał jeszcze coś w temacie niebywałego uroku osobistego, który oczywiście posiadał. I podsunął kartkę Krukonowi, tak jakby szukał potwierdzenia - w rzeczywistości chyba po prostu chciał ściągnąć do siebie jego uwagę.

______________________

I AM A FIGHTER AND I


I AIN'T GOIN' STOP.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Edynburg
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 50
  Liczba postów : 84
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15751-nicholas-finley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15756-nicholas
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15759-poczta-nicholasa#424886
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15753-nicholas-finley




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Pon Lut 12 2018, 13:03

Nicholas przyszedł na zajęcia spóźniony, jakby sam zdziwiony własną obecnością tutaj. Nie był pilnym uczniem, nie chodził na połowę zajęć i wybrał numerologię? Cóż, może magia walentynek to sprawiła, bo wszedłszy do sali nie pożałował. Momentalnie namierzył @Mallory Colquhoun i pewnym krokiem ruszył w jej kierunku.
Przy okazji przywitał się z większością obecnych, których lepiej lub gorzej, ale jednak - znał. Nie pytając o zgodę zajął miejsce obok dziewczyny - Dzień dobry, Mallory - przywitał ją szerokim uśmiechem i perskim okiem - Wybacz, niezbyt klawy ze mnie uczeń, zechciałabyś mi zdradzić czym będziemy się dziś zajmować? - poprosił ze świetnie odegraną skruchą w głosie i gdy Ślizgonka udzieliła mu odpowiedzi niechętnie sięgnął po pióro i zapisał datę urodzin na pergaminie.

25.02.1998
2+5+2+1+9+9+8=36
3+6=9

Zanim zabrał się za opisywanie swojego wyniku, rzucił okiem na kartkę towarzyszki - Jakie to szczęście, że odpowiedzialność to moje drugie imię - mruknął pod nosem, ale na tyle głośno, by dziewczyna zdołała usłyszeć te słowa i posłał Mallory szelmowski uśmiech spoglądając na jej twarz z ukosa.
Przejrzał szybko opis dziewiątek i stwierdził, że zgadza się z większością, toteż nie tworząc przesadnych wywodów zapisał zaledwie kilka zdań świadczących o posiadaniu przez niego wszystkich pięknych cech opisanych w podanej przez panią Fran notce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Wto Lut 13 2018, 00:06

Był nieznacznie pochylony nad kartką, próbując doszukać się jakiegoś głębszego sensu z tego, co oferowały mu jego własne wyliczenia. Bawiły go niemożliwie, ale poza zabawą miał jeszcze zadanie do wykonania, a to wymagało od niego trochę więcej udziału, niż „siedź i śmiej się do liczb”. Wczytał się trochę mocniej w treść opisu jedynki, by wtem…
Odwrócił głowę w kierunku spóźnialskiego, nie potrafiąc ukryć zdziwienia. Trudno powiedzieć czy zaskakiwała go obecność persony pokroju Mefistofelesa na podobnej lekcji, czy po prostu nabawił się klątwy i teraz każdy widok wytatuowanego mężczyzny gdziekolwiek będzie go dziwić równie mocno, co śnieg w sierpniu. To nie tak, że go nie polubił… miał poważne obiekcje co do jego sposobu myślenia i bycia, ale w gruncie rzeczy nie miał Ślizgonowi nic więcej do zarzucenia – dla Liama był nadzwyczaj miły, ba, nawet miał poczucie humoru. Problem leżał w ostatnim spotkaniu, po którym zrobiło się okrutnie niezręcznie… i szatyn nie potrafił sobie poradzić ze zmianą tego stanu rzeczy. Nie miał w zamiarach być dla niego nieuprzejmy, z drugiej strony… rozmawiać też już raczej nie chciał.
Wyraz delikatnego zakłopotania wbiegł na twarz Puchona, gdy dodatkowo zauważył, że Mefistofeles zmierzał prosto w jego stronę, ale… nie musiał kłopotać się o własne zachowanie, ponieważ im bliżej był Nox, tym Liam zaczynał czuć większe podekscytowanie jego obecnością, co sfinalizowało się najcieplejszym i najsłodszym uśmiechem, jaki tylko był w stanie przywołać na buzię, gdy mężczyzna w końcu zdecydował się zająć miejsce obok niego.
- Cześć, Mefi! – powitał go niesamowicie serdecznie, jakby moment zawahania na jego widok, gdy dopiero wchodził do sali, w ogóle nie istniał. Z jednej strony wciąż czuł się nieco niepogodzony z własnym zachowaniem, nie wiedząc jak je logicznie wyjaśnić… z drugiej tłumił w sobie to przekonanie bardzo rzeczowo, poprzez dziwaczne przeświadczenie, że przecież niemożliwym było się na widok tej wytatuowanej mordki nie ucieszyć. – Co jesteś w takim dobrym humorze, hm? – zagadnął, bez problemu pozwalając mu zajrzeć w podręcznik. Nawet sam mu go trochę przysunął, wpatrując się w nieco ze szczerym zaciekawieniem, jakby naprawdę zaraz miał mu opowiedzieć historię swojego życia….
… i jak jakiś kretyn patrzył tak na niego dobrą minutę, nim nareszcie go nie tknęło, że dobrze będzie odwrócić wzrok. Było mu z tym odrobinę… nieswojo, aczkolwiek zbył wszystko lekkim uśmiechem, w tym wypadku do samego siebie, próbując skupić się na własnych zadaniach… i uspokoić, że nie, wcale nie robił głupot.
- Dokładnie. Żałuj, że na jednej randce się skończyło. – powiedział szeptem, nie chcąc, by jego uwaga została usłyszana przez kogokolwiek innego, niż sam adresat. Uśmiechnął się do niego figlarnie, choć czuł przy tym… okropne zmieszanie, które nieśmiało wyłaniało się spomiędzy zaczepnego błysku w oczach Puchona. Po co mówisz takie rzeczy, Liam? Ale brnął dalej. – Kto wie, może kolejne byłyby zdecydowanie ciekawsze, hm…? Choć może to akurat moja wina. Przecież jako „urodzony dominant” sam powinien wyjść z propozycją, a nie kazać sobie czekać. – tutaj wydał się już szczerze rozbawiony podsumowaniem własnej osoby, dla wzmocnienia efektu przesuwając palcem po wyczerpującym opisie jedynek… gdzie jego zdaniem nie zgadzało się absolutnie nic.
Całymi swoimi siłami starał się nachalnie na niego nie gapić, choć nic nie poradził na to, że oko uciekło mu do notatek Mefistofelesa, tym samym poznając jego datę urodzenia. Zobaczone. Zapamiętane. Cóż… nawet gdyby broszka nie zmuszała go do tych wszystkich krępujących rzeczy, Liam najprawdopodobniej i tak permanentnie zakodowałby sobie ten dzień we łbie, mając po prostu doskonałą pamięć do dat. Kojarzył istotne wydarzenia całej swojej rodziny i przyjaciół… a nawet kota, który prędzej wydawał się cierpieć na takiej umiejętności opiekuna, niechętnie pozując w urodzinowej czapeczce na łbie.
- Oho.. brzmi jakbyś był moim przeciwieństwem. – zauważył, wczytują się w opis siódemki. – I chyba się z tym zgodzę, choć może pod innymi aspektami. – wzruszył ramionami, śmiejąc się delikatnie. Na lekcjach musiał trochę bardziej uważać z tym swoim rechotem i gadulstwme, nie chcąc być nadto uciążliwym dla przemiłej pani profesor. Skutkowało to tym, że i mówić starał się mniej, w obecnej sytuacji chyba wychodząc na tym tylko lepiej. Zaraz jednak odwzajemnił nieco sugestywne spojrzenie i zerknął na niego z zainteresowaniem, podpierając łeb ręką.
- O ile nie jesteś zbyt nieśmiały, siódemko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Wto Lut 13 2018, 00:30

Chyba trochę inaczej patrzyli na pewne sprawy. Dla Mefisto w gruncie rzeczy wcale nie było tak niezręcznie; wyjaśnili sobie coś, ale to nie było nic istotnego. Ślizgon nie był mistrzem w wyrażaniu na głos swoich myśli i emocji, dodatkowo podczas jednego krótkiego wieczoru nie sposób było wszystkiego wyjaśnić. Natrafili na przeszkodę, ale jego zdaniem nic to nie skreślało. Prawdę mówiąc Mefistofeles z zadowoleniem przyznawał, że to mu się całkiem podobało. Nie potrafi dogadywać się z ludźmi, z którymi... No, z którymi się za dobrze dogadywał. O wiele lepiej radził sobie z problemami, które ambitnie usiłował pokonać. Potrzebował wyzwań.
- Powiedziałbym, że to na twój widok... Ale tak serio, to w końcu udało mi się załatwić mieszkanie - pochwalił się bez zastanowienia, puszczając koło ucha to rozkoszne zdrobnienie, które powoli wchodziło Liamowi w nawyk. - I powiem ci, że to cholernie cieszy, w szczególności w obliczu tych zalanych lochów. - Nie zamierzał nawet ukrywać, że nie podobało mu się w nowym dormitorium. Być może uparcie chciał trzymać się tego, co już znał? Jakimś cudem dawne kwatery przyjezdnych z Salem zupełnie do niego nie przemawiały. Z odrobinką zamyślenia w ogóle nie zwrócił uwagi na to zagapienie i dopiero po chwili zorientował się, że Rivai wyglądał na bardziej zakłopotanego, niż przy wcześniejszych spotkaniach. Chociaż zdjęcie broszki kusiło, Ślizgon dał chłopakowi jeszcze trochę czasu, ciekaw co może się wydarzyć. Nie spodziewał się niczego wielkiego, a jednocześnie wiedział, że im dłużej nosił ozdobę i im więcej emocji mu towarzyszyło, tym mocniejszy mogła mieć czar.
- Żałuję - palnął, zaraz przywołując na usta cyniczny uśmieszek, by Puchon nie miał pewności czy jest to stwierdzenie szczere, czy też nie. - Ale wiem, co poszło nie tak - kolacja i kwiaty, zabrakło piosenki. - Oderwał się od notatek i drobna kropelka atramentu odnalazła swoje miejsce na samym rogu pergaminu; wsiąkła szybko, przybierając bardziej stonowaną barwę. - Śmiało, młody. Teraz to ja czekam. Przeciwieństwa się podobno przyciągają, nie? - Rozejrzał się dyskretnie po sali, sprawdzając, czy nie przyciągają trochę za dużo uwagi. Liczył bardzo na wyrozumiałość ze strony profesor Fran... jak miałaby się gniewać, kiedy Mefisto uśmiechał się tak niewinnie, a Liam śmiał cichutko? Najwyraźniej numerologia mogła nie być aż taka zła; nie tylko liczba się zgadzała, ale i potrzeba luźnej konwersacji była zaspokajana. Odłożył pióro i zabawił się w lustrzane odbicie, przyjmując taką samą pozę, jak jego towarzysz z ławki. Przygryzł zaczepnie dolną wargę i chociaż to wszystko wyglądało tak, jak wyglądało, to Nox w rzeczywistości dokładnie zachowanie Puchona analizował. Chciał wiedzieć, kiedy przestać; nie chciał dopuścić do jakiejś bardziej niepokojącej sytuacji. Nie chciał musieć się później tłumaczyć...
- Nie bierz tego do siebie, ale zwykle to raczej ja onieśmielam ludzi. - Czy to źle, że trochę chciał się oszukiwać? Łatwo było choćby na kilka sekund zapomnieć o tym, że na nastrój Liama wpływał czarnomagiczny artefakt; Mefistofeles chciał wierzyć, że na ich "randce" tematy potoczyły się wyjątkowo niefortunnie, a ogólnie rozmawiać potrafili. Bo, na Merlina, jeśli nie był w stanie porozumieć się z tym uroczym, wiecznie uśmiechniętym chłopakiem, to chyba faktycznie musiał być potworem.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 13
Skąd : Londyn
Galeony : 18
  Liczba postów : 13
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15764-zoltan-blackwood
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15767-no-pain-no-gain#424998
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15766-zoltan-blackwood-korespondencja#424995
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15765-kuferek-zoltana#424991




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Wto Lut 13 2018, 01:45

Zoltan biegnąc korytarzem, zdyszany jak nigdy wcześniej, ujrzał drzwi prowadzące do sali lekcyjnej, gdzie miał odbyć lekcję numerologi z Profesor Marcy Fran. O ile sam przedmiot budził w nim wyłącznie negatywne wspomnienia, o tyle sympatyczną nauczycielkę darzył dużą estymą. Zanim wszedł do sali, poczekał chwilkę aby ustabilizować oddech, przetarł czoło, które zroszone było kroplami potu, na skutek maratonu po schodach.
"Co ja tutaj w ogóle robię ? Nie dość, że moje umiejętności matematyczne są na tak powalająco niskim poziomie, że za każdym razem się tylko ośmieszam, to dodatkowo jak zwykle jestem spóźniony. Trzeci rok.. Trzeci rok chodzę do tej szkoły i nic tylko się gubię. Ale co tam, chyba wszyscy już się do tego przyzwyczaili."
Kończąc krótką kontemplację na temat jego odwiecznego problemu, którym była punktualność, doszedł w końcu do siebie i ruszył pewnym krokiem do sali, udając że jakoś szczególnie się nie spieszył.
- Witam Panią Profesor, chciałbym wytłumaczyć swoje spóźnienie, ale nie sądzę, żeby mi Pani uwierzyła, mimo iż jest to niezwykle wiarygodna historia... To tego.. Ekhmm.. To ja pójdę i sobie usiądę w jakimś mało rzucającym się miejscu, aby nie zwracać na siebie Pani uwagi.
Zoltan wiedział, że jakiekolwiek próby tłumaczenia się ze swojego spóźnienia nie miały większego sensu. Patrząc przez pryzmat jego dotychczasowej kariery w Hogwarcie, zdążył już wyrobić o sobie odpowiednią opinię wśród nauczycieli, która raczej nie stawiała go w świetle grona osób wiarygodnych i prawdomównych. Podszedł do biurka i szybkim ruchem ukłonił się po po czym natychmiastowo obrócił na pięcie i pomaszerował dalej, jakby w obawie, że staruszka Marcy chwyci go za rękę i udzieli reprymendy. Oddalając się od jej stanowiska, uznał że fortel, który zastosował póki co jest skuteczny, koniec końców jeszcze mu się nie oberwało. Widząc, że inni uczniowie siedzą już w ławkach, zdał sobie sprawę, że zajęcia już jakiś czas trwają, on nie zna zadania, a wszyscy dookoła zdawali się nieznajomi, a jeżeli już, to tylko z widzenia. Na domiar złego, każdy z uczniów był od niego starszy i nie mówimy tutaj o różnicy 1-2 klas, a przedziale 3-6 lat wprzód. Idąc wolnym krokiem spoglądał po ławkach, widząc napalonych amantów, znudzonych, nie rozumiejących swojej obecności w tej sali leni oraz kilka zacnych niewiast, które stety niestety były starsze, co nie stawiało go wysoko w hierarchii klasy patrząc przez pryzmat atrakcyjności.
"Dobra, jakoś przebrnąłem przez najtrudniejszy etap, teraz jeszcze ogarnąć zadanie, żeby nie wyjść na kompletnego matoła"
W tym momencie, jego uwagę przykuła Destiny Rogers, którą kojarzył ze względu na wspólną przynależność do Gryffindoru. Postanowił więc przejść obok jej ławki, bacznie się jej przyglądając aczkolwiek nie na tyle namolnie, żeby sobie czegoś dziwnego nie pomyślała, a kobiety lubią myśleć nad dziwnymi rzeczami. Gdy zbliżył się dostatecznie blisko jej ławki, przykląkł tak, by ta nie widziała jego udawanego wiązania buta, który był zasznurowany. Cała czynność pozwoliła Zoltanowi podpatrzeć zadanie, które trzeba było wykonać. Na całe szczęście było ono na tyle proste, by móc je szybko zapamiętać. Gdy zakończył cały manewr zwiadowczy, usiadł w ławce, obok Destiny, pozdrawiając ją przytaknięciem głowy skwitowanym skromnym uśmiechem, tym samym, nie dając szans na wygonienie z jej rewiru. Przystąpił więc do liczenia. Sam był zdumiony faktem, że potrafi rozwiązać zadanie, bez dodatkowej pomocy.

Rozwiązanie Zadania:
 

Zachwycony faktem, że chyba pierwszy raz coś mu poszło tak sprawnie jak dzisiaj, otworzył podręcznik, aby sprawdzić symbolikę swojego numeru drogi życia, czy jak to się zwało. Gdy przeczytał opis swojej liczby, raz jeszcze policzył zadanie, czy przypadkiem się nie machnął. Wszystko robił nad wyraz spokojnie, udając pewnego siebie i zadowolonego z wyniku, tak by nikt nie podejrzewał go o tak pechowy numer. Sam, jako osoba, która specjalizuje się w szyderze, doskonale zdawał sobie sprawę, że taki argument dawałby ogromne pole manewru dla innych osób jego pokroju. Jego zadowolenie szybko przeminęło i zaczął żałować faktu, iż pierwszy raz w życiu coś dobrze policzył i źle na tym wyszedł.
" Dobrze, że te bzdury mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, bo inaczej to jedyną alternatywą dla mnie byłaby pętla.. Lepiej zakryje zadanie ręką, bo jeszcze ktoś przeczyta i dopiero zrobi się sajgon "
Nie mając nic ciekawszego do roboty, oparł głowę na dłoni i obserwował bacznie otoczenie. Widząc zachowanie Mefistofelesa, od razu wiedział, że facet nie jest do końca normalny i może spróbować go zaatakować. Najmłodsza osoba na sali zawsze jest najłatwiejszą ofiarą dlatego nie marnując czasu układał w głowie cięte riposty, aby być gotowym, gdy jego czarnowidztwo znajdzie odniesienie w rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Wto Lut 13 2018, 05:34

- Mieszkanie? – zainteresował się już ze zdecydowanie większą prawdziwością w głosie, na krótki moment odganiając prześwitujące zakłopotanie. Liam mógłby uchodzić za wspaniałego złodzieja, ponieważ ledwie sekundę zajęło mu zapożyczenie tego samego entuzjazmu, którym odznaczał się Mefistofeles do podjętego tematu. – To świetna wiadomość! Jakie jest? Duże, przestronne? Nie pasujesz mi do przytulnego, małego mieszkanka z babcinymi meblami w kwiatowe wzory… choć z całym szacunkiem do mojej babci; w jej mieszkaniu wygląda to oczywiście fenomenalnie. – uśmiechnął się psotnie, jakby babcia Melody naprawdę miała usłyszeć jego spontaniczne komplementy - Gdzie? W Hogsmeade? – dopytał się… ale nie byłby sobą, gdyby zaraz z miejsca nie zaczął się rozgadywać, ani myśląc odlepić wzrok od swojego rozmówcy. Powtórka z rozgrywki z pytania o znaczenie imienia? Źle rozgrywasz karty, Liam… znów grozi ci perfidne nieotrzymanie odpowiedzi. – Zazdroszczę ci samodzielności. Co prawda nie żyje mi się źle w dormitorium w Hogwarcie, ani tym bardziej u rodziców, choć momentami chyba lepiej byłoby mieć coś więcej, niż jeden pokój czy łóżko. – aż się rozmarzył, najprawdopodobniej wertując w głowie jak w katalogu wszystkie możliwe aranżacje wnętrz, które wykorzystałby w pomieszczeniach własnego mieszkania. Poza stroną wizualną, nie potrafił ukryć, że pociągała go również większa wolność wyborów; na przykład tych dotyczących czasu wolnego. Nigdy nie był specjalnym buntownikiem, ani tym bardziej nie wykłócał się nigdy z własnymi rodzicami, choć bywał zmęczony ciągłą inwigilacją w temacie nauki i rozwoju; zupełnie jakby do niczego więcej nie był rodzinie potrzebny, jak do przynoszenia dumy własnemu nazwisku. Szkoda, że nie potrafili zrozumieć, że co innego mu w duszy grało, a zadanie pozostania nowym Ministrem Magii czy aurorem zamierzał przydzielić przyszłym wcieleniom.
Niemniej obudził się z marzeń, zaraz kierując zaczepny uśmiech w kierunku Ślizgona.
Oczywiście nie odbieraj tego jako formy bezczelnego wproszenia się… ale kiedy zamierzasz mnie zaprosić? – rzucił, ubierając słowa w – wydawało mu się – stosownie żartobliwy ton, choć w obecnym stanie nie potrafił kontrolować szczerości we własnym głosie. Czy przez urok broszki naprawdę brzmiał w swoim pytanie bardziej wiarygodnie, niż zakładał? Nie czuł się specjalnie uprzywilejowany do zadawania tak śmiałych pytań na poważnie, wiedząc, że z Mefistofelesem nie poznał się jeszcze na tyle dobrze, by od razu zwalać mu się na chatę, niemniej… nie potrafił nie brzmieć, jakby naprawdę tego chciał.
„Żal” mężczyzny został odebrany przez Liama z rozbawieniem, a szybki wniosek załatwił sprawę niemal natychmiastowo, znowu sprawiając, że chłopak przez jedną straszną chwilę naprawdę wydawał się wahać, by zaraz znowu pokiwać z entuzjazmem głową, jak gdyby absolutnie nie walczył z żadnym przeświadczeniem, że mógłby się z Mefisto w czymkolwiek nie zgadzać.
- Właśnie, piosenka! – aż pstryknął palcami, zaraz tego żałując, ponieważ wydawało mu się, że zwrócił na siebie niepotrzebnie uwagę kogoś innego, niż Ślizgona. Z nieco niezręcznym uśmiechem położył grzecznie ręce na biurku (nie będzie pstrykać, nie…), zaraz znowu zaczynając cichszym tonem głosu. – Aż czuję niesmak do samego siebie, że się o nią nie upominałem! Tak nalegałem na romantyzm, a pominąłem niemal najważniejsze... – zażartował, przez chwilę śmiejąc się z samego siebie - Napisałeś już chociaż tekst czy jednak powinienem cofnąć swój komplement, co do twojej słowności? – zagadnął wesoło, nawiązując do ich ostatniego spotkania, gdzie docenił dotrzymywanie obietnic przez mężczyznę, gdy ten w istocie zaaranżował ich wspólną kolację z udziałem kwiatów; co prawda były to wyłącznie kwiaty w nazwie samej restauracji, ale Liamowi absolutnie to wystarczyło.
„Śmiało, młody.”
Wpatrzony w niego jak w obrazek, naprawdę wydawał się przez moment gotowy choćby w tej bieżącej chwili pociągnąć go za rękę i zabrać w jakieś milsze miejsce, ale ten cichutki, niemal doszczętnie tłumiony głos rozsądku, w tym wypadku nie dał się całkowicie stłamsić, wybijając szatynowi podobne akcje z głowy.
- Mogę z tobą pójść, gdziekolwiek będziesz chciał. – odparł z tak chybotliwym zapewnieniem w oczach, że ciężko było uznać tę propozycję za wydaną z głębi serca, choć otumanionemu Liamowi z pewnością wydawało się inaczej. Wyglądał, jakby był na swój sposób skołowany, choć uśmiech jak zawsze nie schodził mu z twarzy, dając trochę… groteskowy efekt? Brnął dalej przez bagniste ścieżki, choć poniekąd czuł, że nie obierał dobrej drogi.
- A chcesz mnie onieśmielić teraz? – rzucił mu szeptem wyzwanie, wydając się niepodobny do samego siebie. Porządny, grzeczny, niewinny chłopak wypluwał z ust takie słowa podczas zajęć? To się w jego karierze nienagannie prowadzonego ucznia raczej nie zdarzyło… a na pewno nie z tonem głosu, który bez wątpienia w tym wypadku nie żartował już z niczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Wto Lut 13 2018, 12:36

Szybko przypomniał sobie, po co w ogóle odstawiał całą tę szopkę z broszką. Numerologiczna siódemka chrzaniła coś o nieśmiałości, ale teraz każda odrobinka chęci samotności zginęła pod mocną potrzebą ściągnięcia uwagi tylko i wyłącznie na siebie. Szkoda, że o egocentryzmie cyferka nie wspomniała; chociaż może to i lepiej, bo prawda mogła być zbyt bolesna. Z zadowoleniem zatem przyjął całe zainteresowanie, którym obdarzył go Liam - nie zastanawiał się, jak wiele wymusiła broszka. Przecież jak rozmawiali wcześniej, to chłopak właśnie tak trajkotał...
- Kawalerka, duża i przestronna. I pusta - skrzywił się leciutko, nie chcąc wspominać o swoim nieszczęsnym portfelu, który też był pusty. Był prawie pewien, że było warto; szukał mieszkania od dłuższego czasu, nie mógł jednak znaleźć kogoś, kto chciałby dać mu umowę najmu. - Mhm, Hogsmeade. Cóż, mam niewiele więcej niż jeden pokój, ale za to jest cały tylko mój. - Była to przyjemna odmiana po tłuczeniu się po Pokoju Wspólnym (albo raczej Pokojach; Nox nie potrafił przestać denerwować się na ten cyrk z zalaniem lochów. Byli czarodziejami, ile jeszcze mieli odkręcać taką głupotę?). - Niecałe pół roku i będziesz wolny - zauważył, jakby z nudy przerzucając strony podręcznika. Nie znalazł nic więcej o Jedynkach i Siódemkach, chociaż fakt faktem ledwie przykładał wagę do tekstu. Zaśmiał się cicho na pytane Puchona i zerknął na niego z ukosa, szukając pewności w jego błękitnych tęczówkach. - Aleja Amortencji, kamienica 17, mieszkanie numer 21. Wpraszanie się mi nie przeszkadza.- Nie spodziewał się jakiegoś faktycznego narzucania i był prawie pewien, że chłopak i tak nie wpadłby do niego w pełni spontanicznie. Powoli zaczynało do niego docierać, że widać było w pewnym momencie dziwne ociąganie u Liama, jak gdyby walczył z broszką i nie chciał się jej poddać. Mefisto powstrzymał się od zdjęcia jej, pamiętając o swoim planie - wybadaniu, na jak wiele może sobie pozwolić.
- Skarbie - syknął na to pstryknięcie, błyskawicznie unosząc rękę, aby przechwycić bezczelnie dźwięczną dłoń Puchona. Ostatecznie chłopak sam dostrzegł swój błąd, więc Nox po prostu przykrył jego rękę swoją - nie pozwolił sobie na okazanie ani odrobiny zakłopotania. Zamiast tego pogładził wierzch dłoni siódmoklasisty z nieco cyniczną czułością. - Daj mi więcej czasu, moja romantyczna natura jest trochę uśpiona... - Kwiaty faktycznie były zbiegiem okoliczności, ale Mefisto nie widział w tym nic złego - w szczególności teraz, gdy miał świadomość, że wieczór i tak nie przebiegł zbyt... szczególnie. Zostawił dłoń Liama w spokoju, swoją kładąc nieopodal na blacie. Naprawdę nie miałby nic przeciwko wyjściu z klasy numerologii; nie był aż takim fanem tego przedmiotu, aby szczególnie żałować. Gdyby tylko w perspektywie miał coś podobnego do spędzenia czasu z kimś, kto (o dziwo) nie doprowadzał go do szału... cholera, czemu nie? Wystarczyło jednak proste zapewnienie ze strony Puchona, aby nieco ostudzić zapał Noxa.
- To tyle z tej dominacji, hm? - Przyglądał się uważniej temu uśmiechowi. Ciekaw był, co się wydarzy, gdy już zdejmie broszkę i jej urok stopniowo przestanie działać. Jak bardzo Liam miał zastanawiać się o co chodziło? Być może należał do tych osób, które potrafiły dziwną atmosferę zrzucić na przypadek, urok sytuacyjny... Kto, na Merlina, doszukiwałby się od razu spisku? Każdy, kto choćby trochę znał Mefistofelesa. Jedyną możliwą strategią było odsunięcie od siebie myśli dotyczącej tożsamości tego chłopaka; jak Ślizgon by się zachowywał, gdyby się wcale nie znali? Gdyby nie miał gdzieś z tyłu głowy, że to tego uczniaka tak niefortunnie wystraszył, że jemu próbował zrekompensować tamto zdarzenie i to jego do siebie zniechęcił, chociaż plan miał zupełnie inny.
- To zależy na jak wiele mogę sobie pozwolić - puścił chłopakowi oczko. Był zdecydowanie zbyt zaabsorbowany jego osobą, aby zwrócić uwagę na kogokolwiek innego w sali; powinien za to pewnie przejąć się bardziej tym, że inni mogli na niego pozerkiwać. Odchrząknął cicho, odsuwając się trochę od Liama - uśmiechał się przy tym słodko, niemal obiecująco. - Ale hej, ja myślałem, że ty jesteś ten grzeczny...
I chyba dobrze myślałeś.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 213
  Liczba postów : 254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Wto Lut 13 2018, 19:10

Ben chodził na numerologię tylko dwa lata. Widząc jednak, że jest to tak samo naciągane, jak wróżbiarstwo i że jest w tym tak beznadziejny, jak we wróżbiarstwie, zrezygnował, pragnąc skupić się na ważniejszych dla niego przedmiotach. W tym roku jednak stwierdził, że właściwie nic mu nie szkodziło przychodzić na te lekcje. Szanował panią profesor, nawet ją lubił. Numerologia za to nie była znów taka zła. Czasem nawet bywała ciekawa... Ledwie usiadł w jednej z wolnych ławek, a już dosiadła się do niego @Harriette Wykeham, do której przyjaźnie się uśmiechnął. Nic jednak nie powiedział, jedynie uśmiechnął się na powitanie.
Wysłuchał w skupieniu słów pani profesor, a jego uśmiech z każdym słowem coraz bardziej zanikał. Zniknął całkowicie, gdy usłyszał o numerologii partnerskiej. Ciekawie. Będzie bardzo ciekawie. Musiał z całych sił powstrzymywać się przed wywróceniem oczami. Święto zakochanych naprawdę go, do jasnej ciasnej, prześladowało. Gdy już miał wykonywać zadanie, Ette go szturchnęła, przesuwając kawałek pergaminu po ławce. Przygryzł lekko dolną wargę i napisał na kartce kilka liter, które jako pierwsze wpadły mu do głowy. Napisał kolejno litery takie jak: C, E, A, B, J, I, H, D, G, Z, K i L. (trzy ostatnie dobrane przeze mnie, bo się ciągle dublowały, gdy losowałam w kostkach, mam nadzieję, że mnie za to nie zjesz, ale nie chciałam dalej tam spamować :x) Przesunął znów kartkę papieru w stronę Gryfonki i wtedy zabrał się za ogarnianie wróżby. Jeśli dobrze rozumiał, miał jedynie zsumować cyfry ze swojej daty urodzenia. Spoko. Nic trudnego. Na przygotowanej wcześniej kartce zaczął szybko liczyć.
20.03.1999=2+3+1+9+9+9=33—>3+3=6
Od razu sprawdził opis szóstki i równie szybko uniósł brwi do góry i niemal prychnął pod nosem. Przewrócił oczami, myśląc o tym, co właśnie przeczytał. Tłum wielbicielek? Niechęć do monotonii w związku? Skąd miał wiedzieć to, czy ją lubi, czy może nie, skoro jego najdłuższy związek trwał trzy dni? I był w drugiej klasie, więc nie zaliczał się do niczego poważnego? Reszta jednak nawet się zgadzała. Co prawda nie miał doświadczenia i nie wiedział, czy faktycznie to, co myślał, że się zgadzało, zgadzałoby się w praktyce, ale... Wiedział, jaki jest. Z pewnością nie chciałby być traktowany jako obiekt seksualny. Lubił też czuć się kochany i doceniany przez innych i wiedział, że byłby romantyczny w związku. Z pewnością zagłaskałby przysłowiowego kota na śmierć. To też postanowił napisać na kartce. Chciał to zrobić starannie jak zwykle, ale trochę mu to nie wyszło. Zapewne ze zwykłego roztrzepania i z tego, że znów dopadły go te dołujące myśli, które dopadały go ostatnio średnio dziesięć razy dziennie.
Opis wydaje się w zupełności zgodny z moim charakterem, jednak nie mogę zgodzić się z tym tłumem wielbicielek. Moimi jedynymi wielbicielkami jest mama i babcia, a i one nie są wielbicielkami w tym sensie, więc szczerze powiedziawszy, ciężko mówić o jakimkolwiek tłumie. Kolejną rzeczą, z którą definitywnie nie mogę się zgodzić z niechęcią do monotonii. Wcale mi ona nie przeszkadza. Nabazgrał te słowa jak kura pazurem i dopiero po chwili postanowił skreślić i pozakreślać ostatnie dwa zdania. Nie wiedział. Wolał się więc nie wypowiadać. Mógł być przemądrzały i niekiedy lubił zadzierać nosa, przemądrzać się i poprawiać osoby, które popełniały błędy, ale nie był typem osoby, która nie wie, więc się wypowie. Nie był taki. Po prostu. Już wcześniej usłyszał słowa koleżanki, ale był tak skupiony na pisaniu własnego komentarza, że dopiero po dłuższej chwili na nie zareagował.
— Aż tak źle? — zapytał równie cichym szeptem, co ona i zerknął na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Sro Lut 14 2018, 10:33

Nie zamierzał żartować z braku większego wyposażenia w nowym lokum Mefistofelesa, domyślając się, że początki mogą bywać ciężkie i świat nie wyglądał w ten sposób, że ludzie z miejsca byli w stanie wykupić piętro w nowoczesnym apartamentowcu, z meblami żywcem wyjętymi z własnej fantazji; chyba, że było się naprawdę bogatym. Liam widział przez całe życie, że nawet jego rodzice musieli przebyć pewną drogę, by znaleźć się w miejscu, na którym teraz byli całą rodziną, dlatego szatyn domyślał się, że młody student miał jeszcze czas, żeby wszystko dopasować pod siebie. Póki co Rivai uznał, że lepiej skupić się na samym fakcie załatwienia mieszkania; krok w samodzielność, dorosłość! Imponujące dla kogoś, kto jeszcze się nad tym szczerze nie zastanawiał.
- Spędziłeś już pierwszą noc w nowym lokum? Jak to jest? – zagadnął, żeby pociągnąć temat dalej, zaraz uśmiechając się nieznacznie na krótką uwagę co do jego przyszłości. – Pół roku i trochę dłużej, jeśli miałbym przez chwilę odegrać realistę. – brzmiało to niebywale abstrakcyjne, wymawiane przez kogoś wiecznie uśmiechniętego, wydającego się patrzeć na życie przez różowe okulary, by ocenić coś trzeźwiejszym okiem, nie doszukując się plusów na siłę. Niemniej Liam potrafił realnie oszacować pewne szanse i w przypadku mieszkania musiałoby się coś stać, żeby ot tak opuścił rodzinny dom. – Chciałbym sam na nie zarobić, żeby nie dawać rodzicom pretekstów do zbyt częstych odwiedzin (wiesz… jeszcze by pomyśleli, że jestem im coś dłużny i uznali moje mieszkanie za swoje własne), a to pewnie zajmie trochę czasu. Nie zrozum mnie źle… najpewniej będę za nimi potwornie tęsknić, gdy już nadejdzie dzień wyprowadzki, ale miło będzie nie czuć niczyjego oddechu na swoim karku. – uśmiechnął się, znowu łapiąc się na tym, że wlepiał w niego wzrok zdecydowanie za długo. Fakt faktem… gadał jak najęty przez cały czas; to się nie zmieniło. Różnicę było czuć wyłącznie w jego mimice. Co jakiś czas łapała go konsternacja, by zaraz znowu odgonić się od niej rękami oraz nogami i powtórnie zagapił się na Mefistofelesa, jakby był co najmniej jednym z cudów świata. – Twoi rodzice muszą być z ciebie dumni. Też zamierzają wpadać ci do domu i robić niezapowiedziane kontrole? – zapytał wesoło, absolutnie nie zdając sobie sprawy po jak grząskim gruncie się przemieszczał. W jego świecie było zdecydowanie bardziej kolorowo i ciepło, niż w świecie wilkołaka. Miał kochającą rodzinę, małą, bo małą, ale zawsze własną. Rodzice i dziadkowie byli dla niego najważniejsi na świecie i nawet jeśli marudził na ciągłą inwigilację z powodu ocen i nauki, sam przyznał się – nawet przed momentem – że tęskniłby za każdym z osobna bardzo mocno, gdyby już doszło do bardziej permanentnej wyprowadzki, choćby tylko na papierze, ponieważ chłopak domyślał się, że nie byłoby większej różnicy, niż jak teraz siedzi w Hogwarcie. No, ale samo przeświadczenie, że jest na swoim już zostaje inaczej odebrane, prawda?
- Amortencji? – ożywił się, uznając samą nazwę tej ulicy za żart, który nie trzeba było wyjaśniać żadnymi słowami, a jednym aluzyjnym spojrzeniem, za który najpewniej by się pogryzł, gdyby nie ta przeklęta broszka. Wydawał się kreować na poważnego gracza, z tej przyczyny jego niezobowiązujące uwagi w kierunku Mefistofelesa, już nie bardzo na takie niezobowiązujące wyglądały.
- A masz dla mnie jakieś porady jak ją przebudzić? – zagadnął zaczepnie, zmrużając nieco oczy dla lepszego efektu. Pozwolił na dotyk, już nawet nie wydając się specjalnie zakłopotany faktem, że w ogóle wystąpił, najpewniej omotany większą siłą przeklętego artefaktu. W normalnych okolicznościach na pewno wolałby rozgrywać wszystko subtelniej… ale teraz? Teraz niech Mefisto spróbowałby się na niego rzucić z ustami; Liam zapomniałby raz dwa, że w ogóle są na lekcji.
„Myślałem, że ty jesteś ten grzeczny...”
Nie zmazywał zaczepnego uśmiechu z twarzy, delikatnie przechylając się w kierunku mężczyzny.
- Najwyraźniej się pomyliłeś. – szepnął i puścił mu oko, by zaraz znowu się wyprostować i przesunąć ręką po otwartej na opisie liczb książce. – W końcu jestem jedynką, prawda? „Są w stanie zrobić wiele, by podbić serce obiektu swoich uczuć”. Mogę być nawet niegrzeczny. – odparł znów szeptem, upewniając się, że słyszeć będzie go wyłącznie Mefistofeles. Wydawał się tak upiornie przekonany co do swojej postawy, że przestawał przypominać siebie bez tej charakterystycznej żartobliwej nuty w głosie. Zresztą… naprawdę działał wbrew sobie. Sam parę chwil temu uznał opis swojej cyfry za dobry powód do wyśmiania; nie zgadzało się tam naprawdę nic, a Liam nigdy się nikomu nie narzucał…
… chyba, że ten ktoś nosił zaczarowaną broszkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Sro Lut 14 2018, 16:44

- Zimno - stwierdził bez chwili namysłu. To mieszkanie nieszczególnie nadawało się jeszcze na wprowadzenie; przez wiele lat puste i zaniedbane, nijak nie przypominało lokali z Hogsmeade, które cieszyły się świetną renomą. Fakt faktem Mefisto doskonale o tym wiedział i podobną rozmowę odbył z starszym właścicielem kamienicy. Mężczyzna nie potrzebował już starej graciarni, a pieniądze gotów był przyjąć - skrzętnie zbył pytania młodego wilkołaka odnośnie innych mieszkań. I wszystko wskazywało, że numer 21 był Ślizgonowi pisany. Nie potrafił jednak nie myśleć o tym, jak koszmarnie urządzało się cokolwiek z tak szwankującą magią. Niby przyzwyczaił się do bardziej mugolskiego trybu, dorastając pod opieką rodziców gardzących czarodziejami i przychylnie zerkających jedynie na tych, którzy magią się nie parali. Widział również przy okazji, jak ciężko było odciąć się od świata zaklęć, który co i rusz wciągał głębiej. Walczył zatem mozolnie z nieco rozwalonym kominkiem, obsypującymi się ceglanymi ścianami i przeskakującymi pod nogami deskami. Pracy miał sporo, jednak doskonale wiedział, że nie stać go zupełnie na zorganizowanie jakiejś pomocy (może profesjonalisty? Nie znał się na hydraulice za cholerę...). - Ale przynajmniej nikt mi się nie plątał pod nogami - dodał zaraz, nieco optymistyczniej. Nawet kiedy wytykał niezbyt przyjemne aspekty tej zmiany w swoim życiu, to dalej było widać, że mimo wszystko się cieszył. Ciężko było w ogóle wyjaśnić komukolwiek, jak istotny to był krok. Nie polegał na odcięciu się od rodziców, czy próbie wzięcia odpowiedzialności za własne wydatki, czy cokolwiek innego... Nox nigdy nie miał domu rodzinnego, poza starym mugolskim vanem - ten zaś od kilku dni stał w kącie garażu znajomego, rozpadając się i czekając, aż właściciel uzbiera fortunę na konieczne części wymienne. Brak wspomnień związanych z przytulnym apartamentem, albo starym domem, cały czas w jakiś sposób go dręczył. W końcu z tyłu głowy dalej pamiętał, jak nie miał gdzie wrócić na wakacje; jak jeszcze przed Hogwartem przemykał się pomiędzy uliczkami, nie posiadając czegoś tak błahego, jak dom nad głową.
Zasłuchał się w głosie Liama, z małym uśmiechem zastygniętym na ustach. Nie mógł przestać myśleć o tym, jak bardzo Utopia Nox byłaby dumna; jak chętnie wparowałaby do mieszkania i zaraz zabrała się za robotę, prawdopodobnie kończąc ją szybciej, niż ktokolwiek by się mógł spodziewać. Asmoday z kolei zagoniłby syna do pracy, ale po dziesięciu minutach zaraz by się do niego przyłączył - wspólnymi siłami dopięliby swego. A potem zostawiliby go i nie odezwaliby się pierwsi, aby mógł odetchnąć i wykazać, jak ważna była dla niego więź rodzinna.
- Co? - Drgnął z zaskoczeniem, w pierwszej chwili niezbyt rozumiejąc pytanie. Przez ułamek sekundy można było dostrzec u Mefistofelesa szczere zagubienie, jak gdyby dopiero teraz zorientował się, ile stracił. - Chyba śmiało mogę stwierdzić, że nie... biorąc pod uwagę, że moja mama nie żyje, a ojciec jest w więzieniu. - Nie dopuścił Puchona do głosu, wymuszając na sobie spokój, pełne opanowanie. - Zanim zapytasz - miałem siostrę, ale... - głos mu się załamał odrobinę, co dwudziestolatek odebrał jako wielką skazę na swojej godności. Przełknął z trudem ślinę i przywołał na twarz ten beznamiętny wyraz, który pomagał mu w ukryciu emocji. Nie, zdecydowanie nie zamierzał się uzewnętrzniać. To były tylko suche fakty. - Też nie żyje.
Chętnie skoncentrował się na temacie tak błahym jak jego pozornie istniejąca romantyczna natura; potrząsnął głową ze śladem rozbawienia na twarzy, gdy Rivai poprosił o radę. Tutaj nie było żadnego schematu i uczeń sam musiał rozwikłać zagadkę zamkniętego na ludzi serca Ślizgona.
- "Tylko wytrwałością i szczerością zdobędziesz ich względy" - zacytował z książki fragment o Siódemkach, ale zaraz potem odsunął ją od nich, bardziej na skraj ławki. - Bardziej nie pomogę. Jeśli podejmiesz się prób, to będziesz pierwszy. - Żarty żartami, ale napomknięcie o rodzicach skutecznie zepsuło całą zabawę z broszką. Nie miał ochoty już na... na nic, prawdę mówiąc. - Narobisz mi nadziei, młody - zacmokał cichutko z udawanym niezadowoleniem, początkowo jakby poprawiając broszkę, a potem w końcu ją odpinając. Wylądowała bezpiecznie w jego kieszeni, a sam Mefistofeles bawił się wygładzaniem materiału, jakby to przez drobne fałdki skłoniły go do pozbycia się ozdoby. Dobrze wiedział, że przedmiot nie działa jak magiczny włącznik i wyłącznik, efekt osłabnie dopiero po chwili, a Liam... cóż, Liam raczej nie domyśli się, co skłoniło go do takiej bezpośredniości. - Aż się boję, jak ta lekcja się skończy - dodał szeptem. Ze względu na spóźnienie nie słyszał informacji odnośnie numerologii partnerskiej, acz łatwo było się domyślić, że zajęcia nawiążą do zbliżającego się wielkimi krokami święta. Nox wrócił do bazgrania na marginesie swojego pergaminu; nie przykładał zbyt wielkiej wagi do drobnego rysunku, który zaczynał tam powstawać. Atrament nie był zbyt dobry na bawienie się w kreślenie tak drobnych elementów, toteż kilka z nich rozmazało się nieelegancko, brudząc zewnętrzny kant dłoni chłopaka. Nie przejął się tym, ale znacznie mniej spodobała mu się myśl, że teraz, bez narastającego wpływu broszki, Liam po prostu zamilknie. - Jakieś plany na jutro? - Spytał nieco głośniej niż planował, jednak na szczęście wciąż w granicach lekcyjnej przyzwoitości. I chociaż poważnie nie miał pojęcia czemu akurat temat Walentynek postanowił poruszyć, tak gotów był na nowo utonąć w słowotoku siódmoklasisty.

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 316
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15634-hero-ontario-thidley#421057
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15640-i-m-too-hot#421254
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15639-hotline#421250
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15632-hero-ontario-t#421053




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Sro Lut 14 2018, 23:02

Plotki o profesor Fran chodziły niesamowite, a choć Hero nigdy większej wagi nie p1rzykładał do numerologii, tak na zachęty @Maili Lanceley nie dało się znaleźć negatywnej odpowiedzi. Nauczycielka brzmiała na przeuroczą kobietę, która nigdy uczniowi by krzywdy nie zrobiła; Gryfon postanowił zatem grzecznie się zachowywać i podążył do klasy za młodszą dziewczyną.
- O Merlinie, cudownie - ucieszył się, przejmując od Puchonki obiecany podręcznik. Pogłaskał czule okładę i zaraz postanowił odłożyć książkę na brzeg stolika; tomiszcze było ogromne i nijak nie dało się z nim nic innego zrobić. Torba chłopaka z pewnością nie wytrzymałaby tego cholerstwa. - Nie no coś ty, zero problemu. I dzięki w ogóle. A co do konkursu... No wiesz, wymęczę cię, jak już wszystkich oczarujesz swoją grą - wyszczerzył się promiennie i zaraz ściszył głos, pozerkując na Fran.   Przywitał się jedynie uprzejmym mruknięciem "dzień dobry", gdy przyglądał się kobiecie uważnie. Teraz rozumiał, czemu ludzie uważali, że w jej obecności najlepiej po prostu szeptać. Tak czy inaczej, przygotował sobie pióro i kałamarz, wyjął także trochę pergaminu, a potem grzecznie czekał, nie zagadując Puchonki za bardzo; obawiał się, że jak już z Maili zaczną plotkować, to nic ich nie zastopuje. Na całe szczęście pani profesor rozpoczęła zajęcia i okazało się, że istotniejsze jest wyliczanie swoich cyferek na podstawie daty urodzenia... W międzyczasie jeszcze przywitał się z nimi jakiś Puchon, którego Hero niezbyt kojarzył, ale i tak obdarował wesołym uśmiechem. Znajomy Maili, nie?
20.08.1997->2+8+1+9+9+7=36=3+6 => 9
- Bez przesady - powstrzymał się od śmiechu, a jednak kiedy znowu przeniósł spojrzenie na prowadzącą zajęcia, musiał przyznać Lanceley rację. - Dobra, wyszła mi dziewiątka - wymamrotał jeszcze częściowo sam do siebie, jak gdyby chciał się upewnić, że ta prosta matematyka go nie pokonała. Przebrnął przez ścianę tekstu i dotarł do właściwego opisu. Musiał się zgodzić odnośnie tej pasji, uważał siebie również za osobę romantyczną, wyzwania lubił... Ten mistycyzm brzmiał nieco niepokojąco, ale Hero i tak po prostu przytaknął, wspominając o swojej ciekawskiej naturze, którą ciężko było pohamować. Może jednak numerologia nie była stertą bzdur?

______________________

Hero Ontario Thìdley
"We can dance until we die"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Luss, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 33
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15706-mallory-colquhoun
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15718-mal-wal-jakas-fajna-relke-zaprasza
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15725-poczta-poczta#423973
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15716-mallory-colquhoun




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Sro Lut 14 2018, 23:49

Z niemałym zdziwieniem patrzyła na coraz to nowsze osoby, wpadające spóźnione do sali i zajmujące pierwsze lepsze miejsca. Musiała przyznać, że na dzisiejszych zajęciach pojawiło się nadzwyczaj dużo ludzi i gdy już myślała, że nikt więcej się nie pojawi, wyjęła z torby książkę, bo powoli zaczynało jej się nudzić. Jednym uchem słyszała ponownie otwierające się drzwi i z pewnością nie zwróciłaby najmniejszej uwagi na kolejnego spóźnionego ucznia, gdyby nie fakt, że sam zainteresowany zajął miejsce koło niej. Leniwie uniosła głowę, chcąc zobaczyć kogo do niej przywiało i momentalnie jęknęła, niezadowolona z takiego obrotu spraw. -Merlinie, dlaczego. -Rzuciła i schowała głowę między leżące na ławce ręce. Nie lubi Nicholasa, bardzo go nie lubi. Wydaje jej się, że chłopak ma jakieś poważne problemy ze zrozumieniem zdania: Nie jestem tobą zainteresowana, które Mall wielokrotnie do niego kierowała, gdy ten nieudolnie ją podrywał. Nie mówiąc już o jego przekonaniu o własnej boskości i bezczelności, która biła od Gryfona na kilometr. 
Spojrzała się na niego z wyrzutem, gdy ten poprosił ją o streszczenie słów profesor Fran, po czym niechętnie powiedziała mu co ma zrobić, mając wielkie nadzieje, że na tym zakończy się ich dzisiejsza rozmowa. Jakie było jej zdziwienie, gdy przez dobre 5 minut Gryfon nie odezwał się do niej słowem -już się cieszyła, że nie będzie musiała słuchać jego durnych zaczepek i w spokoju przebrnie przez numerologię, kiedy usłyszała tak typowy dla chłopaka tekst. 
-Jakie to szczęście, że zdążyłam Cię poznać i dowiedzieć się jakim jesteś idiotą, zanim cokolwiek zdążyłeś zrobić. -Odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła się nader słodko. Współczuła każdej dziewczynie, która kiedykolwiek poszła z nim do łóżka, przede wszystkim głupoty. A z tego co słyszała, w Hogwarcie było ich całkiem sporo. Cóż, ich problem, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palanga, Litwa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 33
  Liczba postów : 40
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14743-migle-vaidilute-hitchcock
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14758-migle-vaidilute-hitchcock
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14757-migle-vaidilute-hitchcock
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14753-migle-vaidilute-hitchcock




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Czw Lut 15 2018, 00:11

Miglė z uwagą wsłuchiwała się w słowa profesor Fran. Niespecjalnie wierzyła w to, że przepowiednie z liczb spełniają się za każdym razem, jednak numerologię lubiła. Najciekawszym jej aspektem było to, że nieważne, jaką wyliczyło się sobie cyfrę, coś zawsze się zgadzało. Cóż, akurat to nie zależało od magii, a od opisów, które ktoś tak sformułował. Krukonka ucieszyła się, że zadanie postawione przed nimi nie wyglądało na trudne, akurat nie miała zbyt wielkiej ochoty głowić się nad zawiłymi sprawami.
Dziewczyna przygryzła końcówkę pióra, jeszcze raz patrząc na instrukcję, by nie popełnić żadnego, głupiego błędu.
24.11.1999
2+4+1+1+1+9+9+9 = 36
3+6 = 9

A więc była numerologiczną dziewiątką. Cyfra jak cyfra, zresztą nic nowego, bowiem Krukonka już wcześniej to liczyła. Zerknęła do opisu, który, zdaniem profesor Fran, miał do niej pasować. Miglė zgadzała się tylko z częścią notatki - rzeczywiście lubiła robić różne rzeczy, by inni poczuli się lepiej, a jednocześnie chętnie oglądała pozytywne efekty swoich działań. Jednak druga połowa opisu nie do końca pasowała do dziewczyny. O ile niektóre tajemnice od biedy mogły ją zainteresować, tak nie czuła potrzeby podbijania serc innych za wszelką cenę. Mniej więcej to właśnie napisała na kartce i odsunęła ją odrobinę od siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 13
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 46
  Liczba postów : 70
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15453-finnegan-u-g-gilliams
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15480-ebin-frindshibs-hir-ddddd#415786
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15481-jakas-fest-szybka-szkolna-sowa#415787
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15479-finnegan-u-g-gilliams




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Czw Lut 15 2018, 02:37

Nie było to zbyt logiczne, ale przez te wszystkie wypadki z obscurusami Finn bała się siedzieć sama. Właściwie to w ogóle nie było logiczne i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, mimo wszystko instynkty często przejmowały nad nią stery, a w grupie po prostu czuła się bezpieczniej. Na szczęście w Hogwarcie nie obowiązywały ministerskie dekrety i grupy były wszędzie. Mniej pomyślny był fakt, że Finnegan nie umiała ot tak zwyczajnie podbić do obcych, a aż tylu znajomych, żeby non stop mieć kogoś przy sobie też nie posiadała. Pozostawało jej tylko chodzenia na lekcje - swoje, nie swoje - wszystkie. Tam ludzi raczej nie brakowało. Dodatkowo byli tam nauczyciele, którzy również zapewniali jakieś dodatkowe poczucie bezpieczeństwa. Może profesor Fran nie byłaby jej pierwszym wyborem (ani drugim, ani nawet dziesiątym - za nią był tylko Craine) w kryzysowej sytuacji, ale i tak...
Usiadła sama w jakiejś ławce na uboczu. W klasie oczywiście byli przede wszystkim starsi uczniowie, ale zauważyła też @Zoltan Blackwood - Gryfona z jej roku. Ten raczej miał inne powody przyjścia na lekcję. Siedział już z jakąś laską ze swojego domu, więc i tak nie mogła zagadać (i tak pewnie by tego nie zrobiła, ale przynajmniej miała przed sobą wymówkę). Gdyby Finn była z Gryffindoru też pewnie siedziałaby z innymi - nawet z ludźmi ze starszych klas. Gryfoni wydawali jej się zawsze zgraną ekipą, no i nie byli takimi zjebami jak Krukoni. Gdyby była Gryfonką... to przede wszystkim byłaby odważna i nie zastanawiałaby siew jaki sposób do kogoś zagadać, tylko by to zrobiła... Tak czy owak, w gruncie rzeczy, chodziło o to, że Ravenclaw ssał - koniec tematu.
Zanim Finn pogubiła się we własnych rozważaniach, Fran zaczęła lekcję. Nadszedł ten moment, w którym Gilliams zaczynała żałować, że się na niej w ogóle pojawiła - to było już swego rodzaju rytuałem. W tym paśmie niezręczności, jakim była jej cała egzystencja, jedyną nadzieją zdawała jej się czasem wyłącznie możliwość, że zejdzie szybko z tego świata z powodu zawrzodziałego od stresów żołądka. Wracając do tematu - numerologia partnerska... A co jeżeli ona nigdy nie miała partnera i o partnerskim życiu nie wiedziała zupełnie nic. Ba! Nawet nie umiałaby powiedzieć czy woli brunetów czy blondynów, ani czy to w ogóle było istotne. Nie dość, że i tak była młodsza od większości osób w klasie, to dodatkowo ewidentnie była też jakaś cofnięta w rozwoju. Super.
Obgryzając paznokcie szybko policzyła swoją liczbę, przeczytała opis, znów obliczyła liczbę, sprawdziła obliczenia dwa razy, sprawdziła opis i ponownie obliczenia. Czy możliwe było, że wypisując akt urodzenia ktoś się machnął i dał złą datę? A może podmienili dzieci w szpitalu (to by na pewno wiele wyjaśniało)? Ósemką to ona w każdym razie nie była w żadnym calu. Jaki "mocny charakter"? Chyba mocno pojebany.
Oparła się na łokciu i rozplaszczając twarz na dłoni czytała opis dziesiątki razy - coś tam musiało jakoś pasować. W ostateczności... nie wiedziała - może w związku byłaby zupełnie inną osobą. Trudno było to sobie wyobrazić, ale okej. "Osiąganie celów i pokonywanie wyzwań" - biorąc pod uwagę, że dla niej wyzwaniem było poproszenie o coś w sklepie, mogłoby to właściwie odniesienie do całego jej życia. Dalej: "muszą czuć się doceniane i uwielbiane" - nie była pewna czy kiedykolwiek doświadczyła czegoś takiego, więc gdyby z Merlin wie jakiego powodu, ktoś jej to zaczął okazywać, może i by na niego poleciała. CO do kolejnego zdania, to zupełnie nie rozumiała dlaczego ktoś miałby być w związku z osobą, której nie szanuje. "Może być agresywny"... to fakt - irytowała się łatwo, tylko tego nie okazywała, dopóki kogoś dobrze nie znała, a skoro mowa była o związkach, to całkiem możliwe. Mało kto nie wyprowadzał jej z równowagi, a debile i życiowe niedojdy szczególnie (no racja, gdyby chciała kogoś, kto sobie z życiem nie radzi, umawiałaby się z lustrem). "Szybkie tempo życia" też miało sens. Pierwszą część ostatniego zdania zdecydowanie można było o kant dupy rozbić - Finn nie znała nikogo bardziej nie asertywnego od siebie - ale zapewne żaden opis nie pasował w stu procentach.
Mając już taką zgrabną analizę, wzięła czysty kawałek pergaminu i zapisała:
13.07.2004 -> 4
Standardowy celowy błąd, żeby tylko Morgano broń nie zdobyć punktów dla domu. Czwórka była jej ulubioną cyfrą, bo pierwiastek. Dopiero później spojrzała na opis, bo napisać też coś wypadało. Zawsze można było nazmyślać. Skrzywiła się nieznacznie, bo "brak serca na dłoni" trochę bolał. Jak już miała kogoś udawać, to wolałaby nie dupka, ale cóż... Przeczytała dalszy opis i doszła do wniosku, że nie jest taki zły. Pod "obliczeniami" dopisała coś w stylu "Faktycznie wolałabym stały związek, ale to nie prawda, że nie zakochuję się łatwo". Wyglądało to na wiarygodną odpowiedź nastolatki. Z Finn w prawdzie na bank było coś nie tego, bo nigdy zakochana nie była i nie miała zdania o związkach, ale wszystkie jej koleżanki owszem i o niczym innym prawie nie gadały. Ten opis był w sumie obserwacją. Dobrze było być normalnym przynajmniej na papierze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 432
Dodatkowo : kapitan drużyny Huffu
  Liczba postów : 692
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13545-gemma-harper-twisleton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Czw Lut 15 2018, 03:25

Życia nie dało się zresetować. Miesiąc po powrocie do szkoły zaczynało to do niej docierać. Podświadomie miała nadzieję, że wszystko wróci do stanu sprzed roku, jeżeli ona znajdzie w sobie to kim przed rokiem była. Tak jakby jej samopoczucie było powodem, a nie skutkiem wszystkiego co działo się wokół niej. Taktyczny odwrót, który wykonała przed Świętami cofnął jednak tylko ją. W Hogwarcie wszystko toczyło się swoim tempem. Nie odczuwała tego w listach od znajomych, ani w czasie krótkich wizyt, przez co czuła się trochę oszukana, przede wszystkim jednak winiła siebie i swoje wygórowane oczekiwania. Za dobrze jej było w życiu i najwidoczniej zapomniała, że świat nie kręcił się wokół niej. Cóż - zdarzało się pewnie lepszym od niej - grunt, że ogarnęła dupę. Teraz musiała tylko zaakceptować zmiany i znaleźć swoje miejsce w nowej rzeczywistości. Jak? Jeszcze nie wiedziała. Na razie płynęła z prądem i czekała na rozwój wypadków.
Przydryfowała na lekcję numerologii, na której wszyscy których znała byli już zajęci sprawami, które ją ominęły, albo były Noxem, którego nadal unikała. Przywykła już do takiego stanu rzeczy, więc nie poświęcając temu większej myśli, powędrowała do jakiejkolwiek ławki, okupowanej tylko przez jedną osobę. Nowy rok, nowi znajomi, stara Gemma - brzmiało to to dużo rozsądniej niż sentymentalne wzdychanie do czasów przedstudenckich.
- Klapnę sobie - zwróciła się do @Peter Brown kładąc obok niego torbę - Gemm jestem.
Po chwili zaczęła się lekcja i w klasie ucichło. Gemma nawet oddech wstrzymywała, kiedy profesor Fran coś mówiła. W połowie po to, żeby w ogóle staruszkę słyszeć, a w  drugiej dlatego, że zapierało jej dech w piersiach, ze strachu, że profesor zaraz wyzionie ducha.
Puchonka bez entuzjazmu zsumowała cyfry (4.04.1999 -> 9), a czytając opis, parsknęła śmiechem.
- Co masz? - spytała Krukona obok, jakby liczby Drogi Życia losowało się na loterii - Ja rozkładam nogi przed "odrobiną mistycyzmu".
Zawsze bawił ją podniosły charakter tych opisów. W gruncie rzeczy bawił ją podniosły charakter wszystkiego, może z wyjątkiem tekstów naprawdę dobrych piosenek, pod warunkiem, że pasowały do muzyki.
Całe zadanie byłoby nawet śmieszne, gdyby nie to, że coś na ten temat trzeba było napisać. Przyłożyła pióro do pergaminu i zastygła gapiąc się w nie bezmyślnie. Tak w sumie to podkochiwała się w głuchoniemym chłopaku, który przez większość czasu nie wiedział nawet o jej istnieniu, a do tego po głowie zawsze, gdy go widziała chodziła jej Enigma Amandy Lear, więc ten cały pociąg do odrobiny mistycyzmu, do tego trudnego do zdobycia, nie był chyba tak całkiem z dupy. Swoją drogą dobrze jej to nie wróżyło...
Pomijając już fakt, że w ogóle nie chciało jej się pisać, to nie miała ochoty na własne psychoanalizy, ani na zwierzanie się z wniosków profesor Fran - szczególnie jeżeli dotykały one Yngve.
- Chcesz mi może złamać nadgarstek? - westchnęła do sąsiada z ławki. Spojrzała znów na pergamin, który teraz zdobił spory kleks z nadal opartego o papier pióra. To był jakiś tam pomysł...
Trąciła kałamarz tak, że przewrócił się na jej nieistniejącą pracę i podniosła go dopiero, gdy atrament zalał prawie całą kartkę.
- Och nie! - udała zmartwienie, podrywając pergamin z ławki i potrząsając nim lekko żeby wysechł - Moja wspaniała analiza! A niech to! Trzminorkowa noga! Jaka szkoda!
Nie była raczej bardzo przekonująca (nawet nie starała się być), ale u Fran przechodziło wiele, a jej się tak strasznie nie chciało, że gotowa była spróbować wszystkiego.

______________________



THE NAME'S TWISLETON. GEMMA TWISLETON.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 104
  Liczba postów : 59
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15707-liam-a-rivai#423856
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15777-liam#425298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15717-liam#423907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Czw Lut 15 2018, 05:53

Zrobił szczerze zatroskaną minę, gdy padł tak krótki komentarz, podsumowujący pierwszą noc w nowym mieszkaniu Mefistofelesa. Cóż, mieli intensywną zimę tego roku, a do tego sam mężczyzna określił swoje nowe lokum jako dość przestronne, więc Liam domyślał się, że ciężko byłoby z ogrzaniem tego miejsca w stosunkowo krótkim czasie. Co prawda mieli różdżki, ale ostatnimi czasy magia potrafiła płatać im figle, więc może faktycznie lepiej było przemęczyć się jedną noc z niewygodą.
- Nie brzmi zbyt bajkowo. – skomentował rzeczowo, ale zaraz uśmiechnął się nieco pokrzepiająco, jakby przymierzał się do wyrzucenia z siebie jakichkolwiek słów pocieszenia… wtem Mefistofeles rzucił Liamowi w twarz stwierdzeniem, które miało dużo poważniejsze zagwozdki z tytułu podnoszenia na duchu i zdecydowanie nie dotyczyło tak trywialnej rzeczy jak nieogrzane mieszkanie.
Szatyna dosłownie w pierwszej chwili zamurowało.
Rozchylił nieznacznie wargi, wlepiając w niego spojrzenie, które nie miało w sobie ani krzty maślanego zauroczenia, a jakby na ten moment gwałtownie wytrzeźwiało. Broszka oczywiście dalej skupiała całą uwagę Londyńczyka na rozmówcy, ale w obecnej sytuacji niepotrzebny był żaden artefakt, by skłonić chłopaka do skoncentrowania się na poruszanym temacie. Mrugnął ze dwa razy, nim nareszcie nie zamknął ust, chyba pierwszy raz w życiu tak intensywnie zastanawiając się, jakim słowem powinien sfinalizować ten nieprzyjemny skok w rozmowie. Przeprosić? Wyszłoby głupio, bo w gruncie rzeczy nie miał za co… skąd mógł wiedzieć, że sytuacja rodzinna Noxa była tak druzgocząca? Powiedzieć, że mi przykro? Czy Ślizgon był typem osoby, która przyjęłaby to z niemal instynktownym pokiwaniem głową czy jednak mógłby się zdenerwować? Rivai mówiłby szczerze, uważając się za bezdusznika, gdyby faktycznie nie czuł do niego żalu, ale istniały osoby, które podobne pocieszenia uznałyby za puste. Skąd wszak Liam mógłby wiedzieć jak to jest ponieść tak wielką stratę…? Gwałtownie zmienić temat? To mogłoby wypaść bardzo niegrzecznie, a nawet okrutnie. Jakby kwestia śmierci matki i siostry, a także odsiadki ojca były mniej istotne, niż bezwiedna paplanina Rivaia. Czuł się w kropce, wyraźnie mając problem z chwyceniem się następnego słowa, nim Mefistofeles nareszcie nie uwolnił go od zakłopotania zmianą tematu. Nox musiał zadowolić się inną reakcją Liama, niż pociągnięcie rozmowy dalej, ale jego wyraźna walka z samym sobą, czy i jak coś powiedzieć,  przynajmniej dawała mężczyźnie jakiś pogląd, że nawet dla tak roześmianej osoby jak Puchon istniało pojęcie powagi.
Przesunął palcami między kosmykami włosów, drapiąc się po głowie wyjątkowo nieporadnie. Jakby tym niezręcznym gestem próbował nieudolnie ukryć fakt, że było mu najzwyczajniej w świecie głupio za wywlekanie bólu Mefistofelesa na wierzch. Ale. Milczeniem sytuacji nie polepszy, a skoro sam Nox ciągnął za inne tematy, to trzeba chwytać się ich jak tonący brzytwy.
- Och… pierwszym? – zagadnął może trochę koślawo zważywszy na zmianę atmosfery, ale im dalej szedł w zdanie, tym wydawał się bardziej naturalny. – Pierwszym, który fatyguje się rozbudzać w tobie romantyczne wnętrze czy pierwszym w ogóle? – rzucił mu odrobinę zaczepny uśmiech, próbując pociągnąć za język i zmusić do podzielenia się informacjami o wcześniejszym życiu uczuciowym. Miał pewną siebie minę – jak zawsze, gdy żartował – starając się absolutnie nie pokazywać po sobie, że sam nigdy się nawet nie całował.
Nie zwrócił najmniejszej uwagi na broszkę, która z niewiadomych Liamowi powodów została poddana szybkiej deinstalacji i przetransportowaniu do kieszeni Ślizgona, skąd stopniowo przestawała mącić chłopakowi w głowie. Co prawda zmiana nie była ani gwałtowna, ani szybka… a na tyle subtelna, że szatyn miał czas na spokojnie wydedukować jak idiotycznie zachowywał się przez cały czas, co było mu znieść dużo łatwiej, niż jakby świadomość zbłaźnienia się miała uderzyć go prosto w twarz sekundę po tym, jak stracił artefakt z oczu. Pierwszym objawem, że nic więcej nie zmuszało go do robienia maślanych ślepi, było odwrócenie wzroku. Zmiana niezbyt spektakularna, ale przynajmniej otrzymał szansę na bardziej naturalne zachowanie. Skupił się na książce, własnych notatkach, piórze… w zasadzie spokojnie błądził spojrzeniem gdzie chciał, zawieszając uwagę na błahostkach… nim ponownie nie usłyszał głosu Mefistofelesa, który wydobył w nim nieco mieszane uczucia.
Spojrzał na niego niemal pytająco, nagle zdziwiony, że w ogóle się do siebie odzywają. W zasadzie… dlaczego czuł po policzkach, że uśmiechał się przy nim tak długo? Przecież kilka dni temu oboje pragnęli być jak najdalej od siebie. Niemniej Liam, choć mógłby robić za spersonifikowaną wersję słowa konsternacja, dopiero dochodził do pewnych wniosków, a że jednak wspomnienia z ostatnich sekund były dość pozytywne, nie czuł się jeszcze na tyle skołowany, by nie rzucić się na nowy temat, zauważając rysunek w kącie pergaminu Noxa.  
- O! W końcu doczekałem się widoku twoich prac. – powiedział wesoło, nim znowu nie wydał się odrobinę zbity z tropu, ale brnął uparcie dalej. Wyglądał naprawdę nietypowo tak tracąc przekonanie do własnych słów w połowie zdania i wcale nie chodziło tu o brak wiary w umiejętności Mefistofelesa. Liam jakby sam gubił się w tym, co się stało te kilka minut temu. – Jeżeli takie rzeczy potrafisz stworzyć z nudów na lekcji, to nie mogę się doczekać tych, którym poświęciłeś więcej czasu. – uśmiechnął się do niego, z całych sił próbując nie wyglądać na zagubionego. Spojrzał przed siebie, znów drapiąc się delikatnie po głowie.
… żartowałem? Cały czas wtedy żartowałem czy nie?
Aż zrobiło mu się ciepło na twarzy, gdy zorientował się… że nie. Nie brzmiał absolutnie w swoich słowach, jakby żartował, a naprawdę uprawiał ostry flirt w samym środku lekcji numerologii z tabunem ludzi naokoło, którzy mogli dokładnie usłyszeć każde jego słowo. Zsunął się nieznacznie na krześle, rozpaczliwie próbując znaleźć powód tak dziwnego zachowania, ale nim do czegokolwiek doszedł, podskoczył na krześle na nagłe pytanie Mefistofelesa.
- Eh.. jutro? – zamrugał zaskoczony, w pierwszej chwili absolutnie zapominając o jutrzejszych walentynkach. Szybko jednak spróbował się zreflektować cichym śmiechem, który w tym wypadku trochę słabo ukrył mieszane uczucia szatyna… a słysząc to, postanowił jeszcze odchrząknąć, jakby jeden niezręczny śmiech był niewystarczająco niezręcznym, więc trzeba było go doniezręcznić jakimś niezręcznym pseudo-kaszlem.  – Ach, no tak, jutro... Um.. nie. Nie mam. Znaczy... miałem. – spróbował na powrót wyprostować się na krześle, decydując się prowadzić normalną rozmowę z Mefistofelesem dalej. Hej, przecież musiał mieć jakieś powody, dla których tak miło spędzał z nim czas przez ostatnie minuty. Przecież nie przerwie kontaktu w połowie lekcji, jakkolwiek nie zastanawiałby się jak do tego kontaktu w ogóle doszło. – Miałem swoją walentynkę! Ale Neirin postanowił wykazać się niedyspozycją i wystawił mnie do wiatru na kilka dni przed… jakby nie mógł znaleźć sobie lepszego terminu do zamykania się w skrzydle szpitalnym, prawda? – wyszczerzył się, czując, że ma ochotę umrzeć wewnętrznie. Merlinie najsłodszy… czy my trzymaliśmy się przez chwilę za ręce na tej lekcji…!?Neirin to chłopak, z którym byłem wtedy w lesie na ONMS. Wysoki, rudy… mój najlepszy przyjaciel. Znamy się od dziecka. – próbował się rozgadać, ale coś ciężko mu szło. W zasadzie wyglądał jakby mówił bez zaangażowania w omawiany temat. Bardziej skupiał się na panice w swojej własnej głowie, którą jakimś cudem ukrywał pod przyjaznym uśmiechem. – ... więc nie mam żadnych planów. A czemu pytasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 31
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 472
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15139-kind#403356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   Czw Lut 15 2018, 10:07

„Nie brzmi zbyt bajkowo” - to zdanie spokojnie mogło uchodzić za opis całego życia Mefisto, w którym było zdecydowanie więcej upadków, niż wzlotów. Fakt faktem chłopak poniekąd (częściowo świadomie, częściowo nie) sam sobie na szczęście nie pozwalał; zupełnie tak, jakby obawiał się, że równowaga na świecie zostanie zaburzona. Mimo wszystko te wszystkie okropieństwa i nieodłączna nuta pesymizmu nauczyły Ślizgona cieszyć się nawet w takiej sytuacji, gdy mieszkanie przypominało bardziej plac budowy, a nie normalne lokum. Co z tego, że miał mnóstwo pracy i planował pozarywać trochę nocek? Już poprzednią spędził na zabawie w remont - stąd ten dobry humor, będący mieszanką dumy i zmęczenia.
Nie oczekiwał, prawdę mówiąc, niczego. Liam nie musiał silić się na jakieś wylewne wyrazy współczucia, przepraszanie również niewiele by dało. Mefisto wychodził z założenia, że jego obecna sytuacja była trudna do zrozumienia, a przy tym nie szukał wcale głaskania po ramieniu i pocieszania. To nie było coś, z czym miał pomóc mu żal zebrany od niemal obcej osoby. Radził sobie sam - musiał. Na swój sposób, oczywiście, bo przecież faktycznie w pewien (chwilami dość desperacki) sposób szukał towarzystwa, które mogłoby zapewnić mu nieco normalności. Milczenie ze strony Puchona nie było gafą, a jedynie zapewnieniem, że z całym tym trajkotaniem wcale nie plótł głupot. Wiedział, kiedy lepiej chwilę pomilczeć; nie wyrzucał z siebie pustych słów. Mefistofelesowi nie przeszkadzało pociągnięcie teraz konwersacji. Nie wspominał przecież o rodzinie po to, aby wypłakać się uczniakowi w ramię.
- „Pierwszym” w kontekście romantycznej natury - wyjaśnił krótko, zadowolony z tego znikającego z ich atmosfery zakłopotania. Dalej było go za dużo - Nox ciekaw był, jak wiele myśli kłębiło się w głowie Liama, gdy jeszcze zaraz broszka odeszła w odstawkę. Nie rozwodził się za szczególnie na temat swoich podbojów miłosnych, głównie po prostu nie mając czym się chwalić. Związki mu nie wychodziły i nawet jeszcze nigdy żadnego nie zapragnął; bardziej podobała mu się idea krótkotrwałego nawiązania relacji. Pewnie magiopsycholog chłopaka wiele by na ten temat mógł powiedzieć... Szalenie zżyty z rodziną Ślizgon zwyczajnie unikał ulokowania silnych emocji gdzie indziej, bojąc się straty. Wychodziło na to, że dopiero teraz szukał jakichś zastępstw, punktów zaczepienia.
Sam również jakby odetchnął, bez palącego ciepła broszki. Przestał czuć się w obowiązku tak uważnego obserwowania (pilnowania?) Puchona, sam również przemknął spojrzeniem po klasie. Nie wiedział, czego się może spodziewać. Chłopak był po prostu cholernie sympatyczną osobą i wyglądał na kogoś wystarczająco odważnego, aby podarować jakiejś istotce drugą szansę. Nox zebrał się w sobie i uśmiechnął łagodnie, zerkając na Liama, który zwrócił uwagę na jego rysunki. Chyba obaj pragnęli zażegnać w pełni to zmieszanie.
- Przez długi czas nie brałem rysowania na poważnie i wydawało mi się dość naturalnym pracowanie nad własnymi tatuażami. Nawet nie chcę mówić, ile to jest projektów - przewrócił oczami z rozbawieniem. Malunków na ciele miał w końcu mnóstwo. - Wychodzi na to, że coś mi to dało...
Najwyraźniej przeniesienie tematu na tak uniwersalne zdarzenie zwane Walentynkami, nie było dobrym pomysłem. Mefisto sam trochę załamał się mentalnie, gdy zrozumiał jak idiotycznie zabrzmiał - potem jego uwagę ściągnął z powrotem śmiejąco-kaszlący borsuk. Wtedy i u niego pojawiło się trochę rozbawienia, teraz już tego bardziej naturalnego; niegroźnie pół-szyderczy uśmiech wykwitł na wargach Ślizgona, przyzwyczajonych do tym podobnych, złośliwych wygięć.
- Mhm, pamiętam go. Wszystko w porządku, młody? - Rzucił niby od niechcenia, wyłapując brak zaangażowania w Liamowym słowotoku. Nie dał mu odpowiedzieć... - Pytam z ciekawości, wyluzuj. No chyba, że byłbyś na tyle znudzony, że chciałbyś do mnie wpaść i pomóc z malowaniem ścian... W takim wypadku czuj się zaproszony.
To nie brzmiało jak randka, prawda?

______________________


I'm at war with the world,
'Cause I ain't never gonna sell my soul.

WAŻNE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Klasa Numerologii   

Powrót do góry Go down
 

Klasa Numerologii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Klasa Numerologii
» Klasa Numerologii
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Pusta Klasa
» Klasa Artystyczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-