IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sala Pojedynków

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1004
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 1900




Gracz






PisanieTemat: Sala Pojedynków   Czw Sie 09 2012, 22:29


Sala pojedynków


Sala Pojedynków jest specjalnym pomieszczeniem na pojedynki czarodziejów. Jest długa, w sam raz dla walczących par. Na czas dodatkowych zajęć są tu ustawiane niedługie podesty, a gdy nic się nie odbywa - sala jest po prostu pusta. Od czasu do czasu zaglądają tu uczniowie, zwykle z nudów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Amritsar, Indie
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : animagia (kot) , teleportacja
  Liczba postów : 201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4531-nafisa-dhaliwal
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4532-powiazania-postaci-nafisa-dhaliwal
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4533-poczta-nafisy




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Sie 21 2012, 13:12

Stało się! Wiedziałam, że tak będzie! Dostałam list od mojej ukochanej mamy, w której to oznajmiła, że szykuje nam się wesele w rodzinie. Na ślubnym kobiercu miała stanąć moja najstarsza siostra, Lavenda ze swoim wybrankiem. Chwała Bogu, że ślub nie został zaaranżowany, jak to czasami bywa w Indiach, lecz ten odbędzie się z miłości dwójki młodych ludzi. No w sumie nie takich młodych. Moja siostra skończyła dwadzieścia lat już kilka lat temu. Na mugolskie obyczaje, Lavenda była już starą panną. Dostałam jednak jeszcze jedno zadanie, które uważałam za awykonalne. Mama poprosiła mnie, by nauczyć Sunila, mojego brata, podstawowych kroków tańca indyjskiego. Postanowiłam się zgodzić głównie dlatego, że naczytałam się sporo pochwał od niej na temat mojego tańca. Nie ukrywam. Byłam w tym całkiem dobra i od małego do niego ciągnęło. Najbardziej uwielbiałam szalone tańce, na środku ulicy, dzięki którym wyzwalałam swoją energię. Przewróciłam tylko oczami i zaczęłam rozmyślać, gdzie mogłabym przeprowadzić próbę z moim bratem i czy w ogóle będzie chciał. Dorwałam chłopaka gdzieś na korytarzu i niemalże siłą go zaciągnęłam go do Sali Pojedynków. Nic szczególnego się tutaj nie działo, toteż postanowiłam tutaj go uczyć, w pustej, ogromnej sali.
- Słuchaj! Wiem, że jesteś Ślizgonem i zapewne znienawidziłeś swoją siostrę Puchonkę, ale jako że jesteś w rodzinie Dhaliwal to do czegoś zobowiązuje! - Zaczęłam wymownie. - Lavenda bierze ślub i mama kazała ciebie podszkolić w podstawowych krokach tańca indyjskiego.
- Nafisa, no nie rób mi tego, jestem chłopakiem! - Wykrzyczał zdegustowany Sunil.
- Ty chyba nie widziałeś prawdziwego hindusa... - Odparłam zażenowana. - Ach... gdzie te czasy, gdy mężczyźni kradli serca kobiet swoim tańcem? Nieważne! Mam taki rozkaz, to muszę go wykonać, bo jak nie... - Zmarszczyłam oczy i od razu wyciągnęłam różdżkę i w niego wycelowałam.
- No przestań! Dobrze, zgadzam się. - Odparł od razu chłopak. - Ale najpierw ty mi pokaż jak tańczysz. - Wyszczerzył się w chytrym uśmiechu mały chłopiec. Mały? No mały, dopiero co zaczął naukę w Hogwarcie. Stanęłam niemalże na środku sali i zaczęłam tańczyć, dyktując sobie muzykę w swoich myślach. Muzyka w mojej głowie była szybka, energicznie, toteż tak samo wyglądał mój taniec. Ruchy były zgrabne, energiczne, skoordynowane ze sobą. Biodra szybko drżały wraz z dłońmi, w których to każdy palec był wygięty niemalże w zupełnie inną stronę. Szal, który miałam zarzucony na szyję, falował w rytm tańca, a moje włosy podskakiwały i falowały niczym na wietrze. W tańcu puściłam oczko mojego bratu z szerokim uśmiechem.
- Ty chyba jesteś nienormalna, że się tego nauczę! - Krzyknął zdezorientowany Sunil, do którego nic nie odpowiedziałam, tylko tańczyłam. Nagle chłopak odwrócił się czuje w stronę wejścia do sali.
- Nafisa.. chyba ktoś nas obserwuje.
- Głupoty opowiadasz... - Wydukałam ledwo w tańcu, który kontynuowałam.

// wątek oczywiście zarezerwowany < 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Sie 21 2012, 16:29

Dominic wyszedł z ostatniej lekcji na dzisiaj. Była to transmutacja, która na ogół nie sprawiała mu większych problemów, chociaż dzisiaj musiał się nieco wykazać. Mimo wszystko jakoś się udało nie tyle zaliczyć zajęcia, co uniknąć szlabanu. No naprawdę przypadkiem zamienił innego ucznia w mysz! No przysięgam! Czemu mi nikt nigdy nie wieży…?
Dominic, jako jedyny nie skierował się do swego dormitorium. Było dopiero południe a on za specjalnie głodny nie był. Chciał wykorzystać ten czas na poćwiczenie zaklęć nie werbalnych. Nie było to takie proste jak mu się wcześniej zdawało a chciał to, jak najszybciej opanować. W tym celu Dominic powędrował do Sali pojedynków. Była to duża sala, gdzie w spokoju mógłby ćwiczyć swe zaklęcia.
Podróż Dominica jak zawsze była ciężka i bolesna. Jak zwykle, gdy dotarł do celu musiał połknąć aż dwie tabletki. Jak tak dalej pójdzie to zapas na cały rok szkolny skończy mu się za miesiąc lub dwa?
Gdy chłopak dotarł do celu zobaczył coś , co go kompletnie zbiło z tropu. Coś, co go zaskoczyło, ale także oczarowało. Był to piękny taniec w wykonaniu pięknej dziewczyny. Chociaż na zewnątrz wyglądał tak jak zawsze, a może nawet tak, jak gdyby był tym znudzony to tak naprawdę głęboko w sobie był tym zachwycony. Niestety, nie długo pozwolono mu się nacieszyć tym widokiem. Dominic stanął wyprostowany i wskazał na dziewczynę za pomocą laski.
- Ja w sprawie ataku padaczkowego. – Powiedział spokojnie wciąż obserwując dziewczynę, chociaż bardziej mówił to do chłopaka. Gdyby wiedział, że właśnie ratuje mu skórę przed nauką tańca byłby z tego wielce zadowolony. Od ślizgonów najlepiej było odbierać długi wdzięczności. Czasami trzeba komuś przetrącić palce lub inne części ciała. Tak to już bywa, że, kiedy ktoś zajdzie za skórę Dominicowi nie wie, ile złego na niego czeka. Kiedy, gdzie i jak spotka go kara, ale nigdy nie jest to nazbyt miłe chyb a ze ktoś jest masochistą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Amritsar, Indie
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : animagia (kot) , teleportacja
  Liczba postów : 201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4531-nafisa-dhaliwal
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4532-powiazania-postaci-nafisa-dhaliwal
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4533-poczta-nafisy




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Sie 21 2012, 16:39

W końcu zaczęłam kręcić się w kółko, nucąc sobie piosenkę, używając do tego mojego ojczystego języka hindi. Nagle usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny wchodzącego do środka. Sunil miał jednak rację, ktoś tu był. Założę się, że widział mój taniec, ale nie wstydziłam się tego. Dlaczego? To był dar. Dar, że posiadam umiejętność tego tańca. Natychmiast jednak przerwałam moje aktualne zajęcie, mając rękę uniesioną ku górze, gdyż na takiej pozycji tanecznej akurat skończyłam.
- Hę? - Spojrzałam dość wymownie na ów chłopaka. Nie wiedziałam tak dokładnie o co mu chodziło, ale chyba 'atakiem padaczkowym' nazwał mój taniec. Mój brat zaczął się tylko śmiać. Tak... Taki z niego będzie Hindus z tradycjami, jak ze mnie zakonnica, którą nie zamierzam zostać. Westchnęłam ciężko, patrząc smutnym wzrokiem na mojego brata, jednakże na chłopaka, który wszedł do sali, spojrzałam dość złowrogo. Poirytowana tym faktem, który ogólnie mnie nie rozśmieszył, wyjęłam szybko różdżkę i podeszłam do niego, przystawiając końcówkę mojej różdżki do jego szyi. Nie chciałam zrobić mu żadnej krzywdy. Ogólnie nie byłam aż taką odważną, na jaką teraz wyszłam. Zresztą.. sama nie wiem dlaczego to zrobiłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Sie 21 2012, 16:59

No tego to nawet ja się nie spodziewałem! To znaczy spodziewał się, ale nie tak szybko. Zazwyczaj pod twarzy lub zaklęciami Dominic obrywa w nieco późniejszym tempie.
- Hmm.. – Mruknął patrząc jej się w oczy. Trudno, by było tego nie robić z takiej odległości. – I co zamierzasz teraz zrobić? – Zapytał ze szczerą ciekawością. Czy się bał? Dominic nie odczuwał w tym momencie leku, lecz zaciekawienie. Nie wątpił w to , że tego nie zrobi. Wręcz przeciwnie! Był święcie przekonany o tym, że ta dziewczyna jest do tego zdolna. Chociaż to dziwna i nie codzienna sytuacja, by Puchona miotała zaklęciami na każdego, kto obrazi jej taniec. Tak naprawdę Dominic go nie obrażał tylko zachwalał, ale któż zdoła zrozumieć jego irracjonalną mowę i zachowanie? On nie zachwala i nie schlebia. Nie wprost. Nie mówi ze kogoś lubi lub, że mu zależy. Im bardziej kogoś lubi, tym bardziej pokazuje tej osobie swą obojętność. Im bardziej coś mu się podoba, tym bardziej to wyśmiewa. Od taka chora i nie codzienna logika..
- Ja bynajmniej będąc na twoim miejscu wypaliłbym dziurę aż do podniebienia. To nie uśmierca, ale zadaje piekielny ból i uniemożliwia mowę aż do czasu operacji, która nie często przywraca pełną sprawność gardła. – Powiedział spokojnym głosem. Jeśli ktoś teraz chciałby nazwać go wariantem to mógłby, to zrobić. Także masochistą i bóg wie, kim jeszcze. Jedyne, co go teraz interesowało to reakcja dziewczyny. To jak zareaguje na jego słowa i propozycje. Czy się wycofa, czy zrobi to , co mówi lub coś innego. Jeżeli, chociaż w połowie jest tak interesująca, na jaką obecnie wygląda to Dominic nie pożałuje tej znajomości. Czego oczywiście nie można powiedzieć o dziewczynie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Amritsar, Indie
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : animagia (kot) , teleportacja
  Liczba postów : 201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4531-nafisa-dhaliwal
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4532-powiazania-postaci-nafisa-dhaliwal
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4533-poczta-nafisy




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Sie 21 2012, 17:10

Automatycznie schowałam swoją różdżkę. Przecież nie odważyłabym się tego zrobić. Nie, nie dlatego, że mogła spotkać by mnie kara, ale dlatego, że najzwyczajniej w świecie chłopak nie był tego wart. Nie pod względem negatywnym, a pozytywnym! Spojrzałam z zainteresowaniem w jego oczy. Miał takie mądre, ładne oczy. Nie widziałam go nigdy wcześniej i w pewnym momencie pożałowałam tego, że poznałam go dopiero teraz. Kto wie. Może teraz bylibyśmy przyjaciółmi, albo wrogami... Nie wiadomo.
- Nie zrobię tego. - Wyszeptałam z indyjskim akcentem. - Ale w sumie masz bardzo ciekawe propozycje okaleczania człowieka. Jeżeli ktoś zajdzie mi za skórę to już wiem do kogo mogę się zgłosić. - Uśmiechnęłam się delikatnie, zerkając ukradkiem w jego oczy. Od razu jednak oprzytomniałam i ruszyłam w stronę mojego małego braciszka.
- A ty?! Zniknij mi z oczu! Napisz do matki, że to przez Ciebie nie będziesz umiał tańczyć na ślubie! Wszyscy będą się z Ciebie śmiali! Zobaczysz! - Mówiłam szybko, niespokojnie, bowiem wyprowadził mnie z równowagi. - Albo nie. Ja jej to napiszę... wyjdź! - Wskazałam na drzwi, a w moich oczach pojawiły się łzy. - Pagal! - Krzyknęłam na jego odchodne w języku ojczystym. Ten spojrzał na mnie tak, jakby chciał mnie zabić i zniknął z Sali Pojedynków.
- Grr! Nie mam do niego siły. - Odparłam zażenowana i bezsilna, siadając 'po turecku' na chłodnej podłodze, wycierając dłonią łzy z policzka. Mój braciszek był jakiś inny... Inny niż cała nasza rodzina. I jeszcze to... trafił do Slytherinu... Nie wiedziałam co z nim będzie. Spojrzałam ukradkiem na mojego towarzysza, uśmiechając się do niego delikatnie, jednakże można było zauważyć, że ów uśmiech wymusiłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Sie 21 2012, 17:48

Dominic obserwował wszystko z szczerym nieudawanym zaciekawieniem. Był ciekawy każdej jej reakcji. Wręcz połykał każde jej słowo. Za to jej brata jak zrozumiał lub kogoś z rodziny praktycznie nie dostrzegał. Nie był dla niego interesujący. Mimo wszystko odprowadził go wzrokiem, by upewnić się, że poszedł a w sumie pobiegł. Teraz Dominic zrozumiał, że uratował mu skórę.
- Interesujące.. – Mruknął na tyle głośno, by mogła usłyszeć to dziewczyna. Kiedy odwrócił się w jej kierunku dostrzegł ten uśmiech. Wymuszony. Nienawidził tych uśmiechów. W duchu westchnął i wszedł, a raczej pokuśtykał w głąb Sali.
- Nie zwykła zmienność emocjonalna. Gniew, zainteresowanie, łzy, gniew i sztuczny uśmiech. – Cały czas zdawało się, jak, by mówił sam do siebie, ale oczywiście tak nie było. Układał w głowie obecne wydarzenie, które poprawiły mu nastrój. Chłopak rozglądał się po Sali, by w końcu jego wzrok spoczął na dziewczynie.
- W moim kierunku nie musisz się silić na takie uśmiechy. Jeśli jeszcze nie miałaś z zemną sztuczności ani nikt cię nie ostrzegł to sama się przekonasz, że takie uśmiechy to jedynie strata czasu i wysiłku. – Stwierdził obojętnym tonem. Nie ona jedna wysilała się na taki pozytywny gest, który zamiast przygaszać ogień wobec Dominiciem a drugiej osoby tylko go podsycał. Miał dosyć fałszywej uprzejmości w jego kierunku. Był wrednym sukinsynem i tak miało pozostać. Tak mu odpowiadało. Bynajmniej na pozór, ale przecież nikt nie wie , co jest głęboko w, nim. Czego pragnie, czego oczekuje. Tak właściwie on sam nie do końca to wie i raczej nie chce wiedzieć.
- Czarna owca w rodzinie łamiąca tradycje? – To było bardziej stwierdzenie niż pytanie a tyczyło się oczywiście pierwszoklasisty, który wcześniej był tu obecny. – Nie miej do niego żalu za własny błąd. Przywiązanie do tradycji. Przywiązanie do rodziny. Przywiązanie do nazwiska. To ohydne rzeczy, które ograniczają ciebie i wyznaczają twoją wielkość. Głupota, która każe bać się i nienawidzić to, co nieznane. Tamten chłopak, jeśli ma dosyć oleju w głowię się pójdzie własną ścieżką. Własną drogą i osiągnie to , co nie udało się nikomu z waszej rodziny. – Powiedział Dominic obojętnym tonem głosu, by trochę pokuśtykać po Sali. – Im bardziej będziecie mu wpajać tradycje i zasady rodzinne, tym bardziej ich znienawidzi i nie będzie ich przestrzegać. – Powiedział Dominic z głębi Sali. – Jeśli chcecie go zmienić to go zignorujcie. Sam określi, co jest ważne, a co nie. Czego warto przestrzegać, a co warto łamać. Kto wie… - Chłopak doszedł do dziewczyny i usiadł obok prostując nogę, na którą wiecznie kuleje. – Może wyjdzie na wasze. – Stwierdził sięgając po tabletki i biorąc dwie, po czym schował je z powrotem do kieszeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Amritsar, Indie
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : animagia (kot) , teleportacja
  Liczba postów : 201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4531-nafisa-dhaliwal
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4532-powiazania-postaci-nafisa-dhaliwal
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4533-poczta-nafisy




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Sie 21 2012, 17:58

Patrzyłam teraz uważnie na chłopaka, a właściwie szłam za nim wzrokiem, ponieważ ten ciągle chodził. W pewnym momencie czułam się przez niego otoczona i czułam się jak na jakimś przesłuchaniu w Ministerstwie Magii, co raczej nie należało do miłych rzeczy. Przynajmniej tak mi opowiadał mój ojciec, a ja mu wierzyłam. Ów chłopak, którego przed chwilą poznałam mówił całkiem mądre rzeczy. Miał także sporo racji. Zrobiło mi się głupio, że wymusiłam ten uśmiech, który mu się nie spodobał, no ale chciałam jakoś załagodzić całą tą sytuację i pozbierać się po aferze z bratem. Westchnęłam cicho, podpierając twarz na dłoniach i zaczęłam patrzeć przed siebie, na naprzeciwległą ścianę.
- No tak, wiem, że nie powinniśmy mu niczego narzucać, ale w naszej rodzinie różne rzeczy są robione od wielu, wielu, wielu pokoleń. Jego bunty dotyczące naszych tradycji, to jakby wyrzeczenie się swojego kraju. Ojczystego kraju. - Westchnęłam ponownie, zerkając na niego. - Jak dla mnie... to niech robi sobie oczywiście, co chce, ale moja matka... Ona wszystkich trzyma razem, łączy całą rodzinę. Dlaczego zatem nie być jej wdzięcznym? Nie ma na świecie drugiej takiej osoby. Wychowałam się głównie przy niej, bo ojciec ciągle ślęczał w Ministerstwie i co? Nie jestem złą dziewczyną. Staram się. Znam tradycje, kulturę... i to czyni mnie wyjątkową, oryginalną. - Tłumaczyłam, patrząc na siedzącego obok mnie mężczyznę. - No, a tak właściwie.. To jak Ci na imię? - Zapytałam tym razem ze szczerym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia / Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 108
  Liczba postów : 253




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Sie 21 2012, 19:04

Dominicowi znudziło się w końcu siedzenia, więc położył się na zimnej płycie i zaczął przyglądać się sufitowi. I nagle, co się stało? No? Hę? Nagle wszyscy zaczęli się zgadzać z każdym słowem Dominica. Czy to jakiś globalny spisek, by nie dostarczać mu jego ulubionej rozrywki. No prawie ulubionej. Sprzeczki słowne zajmowały trzecie miejsce, ale co tam!
- Rodzina.. – Mruknął znienacka, bo po ostatnich słowach dziewczyny długo milczał i zdawać, by się mogło, że już się nie odezwie. – Rodzice narzucają nam swoją wolę i ograniczają nasze pole działania. Z czasem jesteśmy od niech tak bardzo zależni, że nie śmiemy zaprotestować w najbardziej skrajnych przypadkach jak na przykład zaaranżowany ślub. Ślub dwójki osób, które pierwszy raz na oczy się znają, ale od dzieciństwa i szczerze się nie cierpią. Wyobraź sobie, że matka cię informuje, iż masz się ożenić z zemną a ty nie masz na tyle siły, by się jej przeciwstawić. Twoje życie staje się w jednej chwili puste i bez znaczenia. Wszystkie dobre chwile ulegają a w głowie masz jedyna myśl, że tego nie chcesz. Zostajesz rozdarta pomiędzy tym, czego chcesz, a co powinnaś zrobić. – Dominic zamilkł i wziął swą laskę, która zaczął zataczać młynka w powietrzu. Ostatnio robił to coraz częściej. – W ten sposób zostajesz ograniczona do decyzji tak zwanej rodziny a przeciwstawienie się jej staje się obrazą i hańbą. Możesz poślubić kogoś, kogo kochasz tylko w, tedy, kiedy będzie to opłacalne dla twej rodziny. Szczęście ogółu staje się twoim nieszczęściem. Tak właśnie działa ta cała tradycja i przywiązanie do rodziny. – Chłopak zatrzymał laskę w powietrzu mrużąc oczu. Tak naprawdę w końcu sam kontynuował tradycje rodziny. Przecież każdy w jego rodzinie był lub jest lekarzem. Jedni lepsi drudzy gorsi, jedni bardziej znani inni mniej, ale wszyscy nimi są. Sam przecież pracuje w szpitalu podczas przerw szkolnych. Sam przecież dowodzi zespołem ojca, bo ten w, tedy wyjeżdża. Ale są dwie zasadnicze różnice. Po pierwsze chłopak kocha zagadki zwłaszcza medyczne. Po drugie robi to, bo i tak wie, że długo jeszcze nie pożyje nie daje sobie więcej niż kilka lat a patrząc na to, jak jego choroba przebiega pomimo brania eksperymentalnego leku na opóźnienie objawów to jego czas może być krótszy niż mu się wydaję.
- Ja? Dominic Lind. – Powiedział krótko. Z reguły się nie przedstawia, bo każdy go zna lub kojarzy a teraz zrobił wyjątek, bo dziewczyna powinna wiedzieć, kogo w przyszłości unikać. O jej imię nie pytał, bo i po co? I tak zapomni, chyba , że nada jej jakiś pseudonim w, tedy będzie o niej pamiętał zaś ona, by tego nie chciała. W sumie można się dziwić, czemu Dominic nie oberwał jeszcze od kogoś zaklęcie usuwającym pamięć. W każdym bądź razie na ich miejscu Dominic, by tak postąpił. Odzyskaliby święty spokój i możliwość nie popełnienia drugiego błędu, jakim jest rozmowa z Krukonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Amritsar, Indie
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 193
Dodatkowo : animagia (kot) , teleportacja
  Liczba postów : 201
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4531-nafisa-dhaliwal
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4532-powiazania-postaci-nafisa-dhaliwal
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4533-poczta-nafisy




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Sie 21 2012, 19:26

Pokiwałam tylko przecząco głową, jakbym nie zgadzała się z tym, co on aktualnie do mnie mówił. Mieliśmy odmienne poglądy i to już było widać na pierwszy rzut oka, jednakże taka rozmowa, gdzie każdy ma coś do powiedzenie jest o wiele ciekawsza niż od takiej, gdy ktoś tylko przytakuje, najczęściej z grzeczności. Poza tym czułam, że mamy w miarę podobne charaktery, toteż siłą rzeczy, albo się polubimy, albo znienawidzimy. Wolałabym oczywiście pierwszą wersję, bowiem nie lubiłam wkoło siebie wrogów. Zresztą... nie wiem, czy umiałabym być wredna. Złożyłam swoje delikatnie dłonie, jakbym się modliła, jednakże ja patrzyłam przed siebie, koncentrując się, co by mu tutaj odpowiedzieć.
- Wiesz... ślub aranżowany nie ma zupełnie nic do tańca. - Spojrzałam w końcu na niego dość wymownie, bowiem ewidentnie nie widziałam różnicy. - A tradycje to w sumie podstawa każdego kraju... Wyobraź sobie gdyby tak każdy myślał, żeby postępował jak on chce... to kraj by zginął! Może nie praktycznie, bo by nadal funkcjonowało, ale tak nijak. Bez tego ciepła. Wszędzie tylko pogoń za pieniądzem. Nie mówię tylko o świecie mugolskim, ale o czarodziejach też. A jak jest?! - Zaczęłam mówić swoje poglądy na ów temat. - Oczywiście i tak jest coraz gorzej, bowiem kiedyś bardziej dbało się o tradycje. A tradycje są piękne i trzeba o nich pamiętać i je szanować! Takie jest moje zdanie. Ty możesz mieć inne, bo ludzie są inni.. - Zakończyłam temat. - A tak poza tym.. śluby aranżowane w Indiach już nie są tak częste jak dawniej i moja siostra wychodzi za mąż z miłości. Moja matka nie jest tyranem. - Uśmiechnęłam się wesoło, zerkając na chłopaka. - Dominic... Ładne imię. Mimo, że mnie nie pytasz to i ja się przedstawię.. - Odparłam szybko, wyciągając do niego dłoń. - Nafisa. Nafisa Dhaliwal. - Wypowiedziałam niemalże uwodzicielskim szeptem, patrząc prosto w oczy mężczyzny.


no cóż.. nie ma mnie tutaj już. (zakończenie wątku)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 34
Skąd : ZSRR, Petersburg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 402
Dodatkowo : Teleportacja, leglimencja & oklumencja
  Liczba postów : 393




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Czw Wrz 13 2012, 18:56

Nero wszedł do sali, mając nadzieję, że zastanie tam kogoś. Faktycznie było kilku uczni, którzy chcą zobaczyć jak walczą dorośli. Ustał na podeście, na przeciwko Elki. Puścił do niej, oczko ukłonił się i przybrał postawę do walki. Skupił się, wycelował różdżką w Elisabeth i wykonał Rictusemprę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 53
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 51




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Sob Wrz 15 2012, 18:49

Do sali wkroczyła Elisabeth.
Uśmiechnęła się widząc Nero. Kątem oka zauważyła też paru uczniów. Oni już mniej obchodzili pannę Shepherd. Jedyna osoba, która siedziała w tej chwili w jej umyśle to Nero. Nawet nie myślała o James'ie, czy Jonathanie.
Szybko wycelowała różdżkę w mężczyznę i wykonała zaklęcie Confundus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 34
Skąd : ZSRR, Petersburg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 402
Dodatkowo : Teleportacja, leglimencja & oklumencja
  Liczba postów : 393




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Sob Wrz 15 2012, 19:30

Zaklęcie Elci przebiło się przez Rictusemprę Nero i pędziło w jego stronę. Szybko użył zaklęcia Protego, a Confudus odbił się w Elisabeth i ugodził ją. Następnie szybko rzucił Drętwotę na Elisabeth, ale niestety zaklęcie chybiło.

Nero - 7 punktów wytrzymałości
Elisabeth - 7 punktów wytrzymałości, czeka 1 turę, za Confudusa

/Żeby było jasne. Nie możesz atakować, ale napisz posta, że dostałaś, jak się czujesz itp. :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 53
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 51




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Sob Wrz 15 2012, 20:42

// Osz ty cholero! Ing face

Elisabeth była już pewna, że jej zaklęcie uderzy w mężczyznę, a tu niespodzianka. Nero użył zaklęcia Protego i zaklęcie ugodziło w Elisabeth.
Poczuła, że nie może nic zrobić. Była skonfundowana. Właściwie w pewnym sensie trochę zniewolona przez zaklęcie. W środku była wściekła jak jasne jest słoneczko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 34
Skąd : ZSRR, Petersburg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 402
Dodatkowo : Teleportacja, leglimencja & oklumencja
  Liczba postów : 393




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Pon Wrz 17 2012, 16:07

Zauważył niepowtarzalną szansę na zaatakowanie Eli. Więc zamachnął się, wypowiedział Drętwota, jednak zaklęcie chybiło. Cholera! Coś profesorowi nie szło dziś!

Nero - 7 PW
Elisabeth - 7 PW
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 53
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 51




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Wrz 18 2012, 20:15

Gdy zaklęcie przestało działać Ell szybko się podniosła i rzuciła w stronę Nero zaklęcie Inscius Somono. Niestety nie trafiła w Nero, tylko w ścianę obok.
Najwyraźniej zaklęcie, które ją trafiło musiało osłabić jej koncentrację, bo chybiła, a to się rzadko zdarza w jej wypadku. W końcu miała pamięć doskonałą, a talentu też jej nie brakowało.
Może następnym razem będzie lepiej. Może odzyska swoją sprawność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 34
Skąd : ZSRR, Petersburg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 402
Dodatkowo : Teleportacja, leglimencja & oklumencja
  Liczba postów : 393




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Pon Paź 08 2012, 17:18

Był już zdenerwowany. Żadna ze stron nie uderzyła się czarem póki co. Czas było to zmienić. Wykonał efektowny obrót i rzucił zaklęcie Petrifikus Totalus. Zaklęcie udało się świetnie.


//1. Używaj tylko czarów z listy w ogłoszeniach :)
2. Tak dla pewności masz 2 wyjścia. Albo zrobisz unik i powodzenie w przypadku wyrzucenia 1,3,5, lub odbijesz zaklęciem Protego, powodzenie w przypadku 1 i 6. Czytaj zasady kotek!//

Nero - 7PW
Elisabeth - 7PW
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Wto Sty 07 2014, 19:47

Echo potrzebowała dużo miejsca. Mega dużo miejsca. Przeraźliwie wielkiej przestrzeni.
Z całym tobołkiem farb, pędzli o przeróżnych rozmiarach, czterema paletami, szpachelką i różnymi innymi sprzęciorami dotargała się na trzecie piętro skrzydła zachodniego, aby ostatecznie rzucić wszystko na podłogę ogromnej sali pojedynków. Zamknęła prędko drzwi i przebrała się w swoje robocze łaszki. Luźne, szare dresy, noszące ślady w postaci plam o wszelakich barwach sięgały do kolan. Starą koszulę, której brakowało dwóch górnych guzików, zawiązała nad talią, żeby nie plątała jej się niepotrzebnie, bo była, krótko mówiąc, o dwa rozmiary za duża. Stąpała sobie boso po zimnej posadzce, rozwijając gruby papier, o rozmiarach trzy na pięć metrów, w międzyczasie oceniając, jak dużo miejsca zostaje na ekspresję. Wyglądało na to, że powinna się zmieścić w tym podłużnym prostopadłościanie.
Ustawiła puszki z farbą bez większego porządku i ładu, oby tylko były pod ręką, po czym obeszła kartkę ze wszystkich stron i podeptała ją chwilę, rozkoszując się lekko chropowatą fakturą. Wyciągnęła się nieco leniwie, rozciągnęła nieco i machnęła różdżką kilka razy, przygotowując się do przetestowania swojego nowego sposobu malarstwa. Dziś chciała pracę z bałaganem.
Szybkim aquamenti napełniła miskę wodą. Chwyciła małą puszkę z purpurową farbą i za pomocą Wingardium Leviosy uniosła ją centralnie nad wielką kartką, aby przerwać zaklęcie i szybko rzucić Confrigo, idealnie zgrywając ten moment z wparowaniem do środka nieproszonego gościa. Farba rozprysnęła się przecudownie, ale Echo spojrzała krytycznie na przybysza, który śmiał przerwać jej twórcze działania.

//zarezerwowane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś Edynburg, teraz Londyn.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 7
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7049-blake-j-sykes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7053-i-m-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7054-sterta-papierkow-blake




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Sro Sty 08 2014, 23:06

Merlinie słodki, w gaciach tęczowych, to nawet ja nie napisałam tyluuuu magicznych zaklęć przez całą kadencję w Hogwarcie, co Ty w tym poście. Propsy maleńka. Zastanawiam się czy chociaż Blejk dwa zna. Nie, no dwa na pewno zna, ale więcej? Dajże spokój, taki nieogar, i nawet nie wiem dlaczego zawędrował do tej jakże zajebistej klasy? Klubu? Nie ważne. Chciał po prostu pobyć sam. No ale jak widać… nie dane będzie mu myśleć o życiu, szczęściu, smutku, samotności i w ogóle będzie skazany na obecność pewnej pseudo gryffonki, która działała mu na nerwy. Nie, nie żeby jej nie lubił, no ale jednak – dla zasady trzeba się nienawidzić, a on z rozkoszą pokazuje takim słodkim laleczkom gdzie ich miejsce. I nie, nie mylcie pojęć – Laila nie była słodka. Pokazała to ostatnim razem, jak do krwi mu tors zadrapała. No, ale to zrobiła z Blake’a jeszcze bardziej menskiego menszczyzne, toteż mógł trochę poszaleć teraz.
Chociaż nie. Był dupkiem, ale nie teraz. Musiałby go ktoś bardzo zdenerwować…
-Cześć mała, irytująco dziewczynko… - Uśmiechnął się tym jednym ze swoich zabójczych uśmiechów numer dwa, i mało tego nawet puścił do dziewczyny oczko, aczkolwiek… Lepiej żeby się w nim gryffonka nie zachowywała. Przecież on był uosobieniem cnót i dóbr wszelakich, prawda? Laila potwierdzi. Nawet poleci, chociaż prędzej wydrapie oczy. Takie życie.
-Artystka, gryffonka. Jakie to zwyczajnie nudne, jednak jak chcesz… - Zawiesił nieco głos by podejść bliżej i kuknąć jej przez ramię co tam bazgroli, bo na pewno nie robi jakiejś super sztuki. Zresztą… Umówmy się. Inne zajęcia ludziom z Gryffindoru wychodziły zdecydowanie, dużo lepiej.
-Możesz namalować mnie. Wszystko będzie lepsze, od rysunku, który nie ma sensu, a moja facjata ozdobiłaby Twoje płótno. – I tu znów wyszczerzył ząbki, bo trzeba się jednak liczyć z tym, że Blake naprawdę nie miał na nic ochoty, a już bynajmniej nie na to co się w tym momencie działo. Nie lubił się droczyć, chyba, że robił to w jakimś super logicznym celu. Teraz chciał się po prostu rozerwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Czw Sty 09 2014, 19:06

Serdeczne gratulacje, zaklęcia wbrew pozorom czasami były użyteczne, ale przecież wcale nieirytujący chłopcy nie potrzebowali takiej wiedzy! Echo całkowicie zignorowała przywitanie Ślizgona, wciąż mierząc go nieugiętym wzrokiem, obrazującym idealnie jej niezadowolenie z obecności Blake'a. Ooo, wolałaby, żeby pobył sobie sam, więc owszem, trafił jakoś niefortunnie. Ale spoko, Lyons nie miała zamiaru długo go tu zatrzymywać. Zabójczy uśmiech numer dwa nie zrobił na niej wrażenia, jedynie trochę pobudził nerwy, wręcz czekające, aby coś odszczeknąć.
- Ślizgon, szmaciarz, jakie to oryginalne. Mainstream nie jara takich jak szanowny pan - odpowiedziała, wzdychając teatralnie, lecz wcześniej przelewając w wypowiedź tyle sarkastycznego tonu, ile mogło pomieścić się w całych stu pięćdziesięciu siedmiu centymetrach wzrostu jej osoby. Dodała do tego lekki ukłon z wywrotem dłoni. Cnotliwy i dobry Ślizgon. Jakże powinna dziękować Merlinowi, że mogła przebywać w jego towarzystwie!
- Moje płótno mogłaby ozdobić jedynie twoja śledziona, Sykes - skomentowała wielce pogardliwie. - Wiesz jak cudownie można rozwalić ciało za pomocą bombardy? Ach, sorka, przecież nie wiesz co to jest śledziona! - zreflektowała się, przykładając rękę do piersi. Oczywiście w geście zdziwienia. Fakt, że mógł też nie wiedzieć czym jest bombarda. Tacy jak on zazwyczaj mieli problemy z domyślaniem się po nazwie, chociaż widząc napis "burdel" od razu reagowali. Ciekawe, czy spodobałaby mu się różdżka w gardle?
Echo zdecydowanie nie miała ochoty na jego towarzystwo. Był taki jak ci wszyscy niefajni ludzie, którzy myśleli tylko o zaliczeniu kolejnych lasek, chowając się w kątach szkoły. Gardziła takimi, którzy nie potrafili przemóc się i wymóc na sobie trochę ambicji. Miłość? Pfffh, teraz miłość oznaczała seks, co nie? Dlatego bez większych wahań chwyciła jeden z większych pędzli i ignorując Ślizgona, zaczęła nakreślać swoje zamysły na papierze. Mógł sobie kpić ile chciał, zupełnie to po niej spływało. Zero wrażliwości, zero.
- Nie musisz patrzeć na słabe rysunki. Wyjście jest tam, jakbyś już zapomniał. Wchodziłeś nim chwilę temu - wskazała z przesadnym uśmieszkiem, udając miłą. - Trzeba cię do niego zaprowadzić, czy może sam sobie poradzisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś Edynburg, teraz Londyn.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 7
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7049-blake-j-sykes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7053-i-m-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7054-sterta-papierkow-blake




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Pią Sty 17 2014, 19:57

Och to nie tak, że ślizgon czy jak tam, co poniektórzy twierdzili „tępy dupek” nie znał zaklęć. On znał bardzo dobrze zaklęcia, sporo czasu nawet poświęcił na naukę, ale… Tym razem chodziło o to, że ta jakże żałosna postawa gryfonki była irytująca. Rozumiał pojęcie niechęci, ale z takimi jak ona grało się nieco inaczej. Sam fakt, że Sykes dla zasady nie lubił napuszonych uczniów wielkiego Gryffindora – sprawił, że miał ochotę w tym momencie zabawić się nieco inaczej. Nie, nie był psychopatą, skąd – tą funkcję oddajemy komuś innemu. Chodziło o to, że… Ta urocza dziewczynka za bardzo się panoszyła.
-Och moja droga… Szmaciarz? Chyba się trochę zapominasz… - Wywrócił oczami, a po chwili podszedł do dziewczyny na tyle blisko, że mogła poczuć jego perfumy, a także ciepło. Dzieliło ich kilka centymetrów, i jedyne co miało znaczenie to, to by sprowadzić by to maleństwo cierpiało. Ewentualnie by Cię nie przerazić… Sprawić, że przybastuje, bo niepotrzebne klepanie tak zmysłowym językiem może się skończyć dla niej nie najlepiej. Przecież można jej atuty wykorzystać zupełnie inaczej.
-Ale wiem co to jest dystans i zdrowy rozsądek. Na Twoim miejscu używałbym częściej mózgu, ale jak widać gryffoni nie dość, że tępi to jeszcze tak ryzykują własnym zdrowiem. Upadek z wieży astronomicznej, może się kiedyś dla Ciebie naprawdę źle skończyć. – Puścił jej oczko, i nie trwało to nawet sekundy jak jednym płynnym ruchem chwycił dziewczynę w pasie i przyciągnął do siebie. Wolną dłonią odgarnął upierdliwy kosmyk, który opadł na twarz Echo, a swoim intensywnym spojrzeniem świdrował ją na wskroś. Chciał jeszcze więcej. Chciał widzieć to jak walczy, uwielbiał ten moment, jednak… Miał świadomość, że dziewczyna może mu tego nie dać. Stchórzy. Jak każda, która zbyt mocno igra z losem.
-Możesz mnie odprowadzić do mojego łóżka, a potem gwarantuję, że długo z niego nie wyjdziesz. Z tego co słyszałem… Villiers rozstał się z tą tępą suką, to może mu podstawię pod nos jakiś prezent, co Ty na to? Byłabyś idealna. Jak facet Cię zerżnie to skończysz skakać niczym rozjuszona kotka w rui. – Warknął ostrzej, a po chwili odepchnął ją na tyle mocno, że jeśli za nią znajdował się jakikolwiek stół, podest, cokolwiek… To swoim zgrabnym tyłkiem uderzyła właśnie o niego.
-To jak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Sob Sty 18 2014, 23:51

Zazwyczaj nie panoszyła się tak bardzo, bo nie miała potrzeby, chęci ani ambicji do takich rzeczy. Problem zaczynał się przy snobistycznych typach, uważających się za lepszych, zbyt pewnych siebie i perfidnych, właściwie takich jak Blake. Jeśli postawa Echo była irytująca, lepiej nie wspominać o postawie Ślizgona, nieprawdaż? Napuszeni z kolei byli Krukoni, nie Lyons. Za takie określenie najprawdopodobniej byłaby blisko przywalenia Sykesowi w tę wymuskaną twarzyczkę.
Przez chwilę postanowiła go ignorować, licząc na to, że po prostu zamknie gębę i ruszy do wyjścia, więc zajęła się swoimi sprawami, przywołując krótkim Accio kolejną puszkę. Wzięła pędzel i zaczęła działać, nakreślając kolejne wymysły. Przerwał jej najbardziej irytujący głos na świecie.
- Sorka, chyba rzeczywiście się zapominam - prychnęła, malując zamaszyście. W tym zdaniu było tyle prawdy, tyle prawdy... Przewróciła oczami, gdy usłyszała kroki Ślizgona i poczuła jego perfumy. Jakieś nowe strategie? Chyba średnio nowe. Nie wzruszył jej swoją bliskością. Nie dała się i wciąż robiła swoje, słuchając jego bezsensownej paplaniny, z której nie wynikało nic, co byłoby rozsądne i zdystansowane. Uśmiechnęła się pogardliwie, zamierzając odpowiedzieć, ale została bezczelnie złapana w pasie. Zrezygnowała z wyrywania się. Bądź co bądź, był silniejszy i większy niż Echo. Narobiłaby sobie niepotrzebnych siniaków.
- Dystans, powiadasz? - zapytała, równie bezczelnie wpatrując się w oczy Ślizgona. Nie odwróciła wzroku. Warto wspomnieć, że Gryfoni nie mieli zwyczaju tchórzyć. Chyba zbyt słabo ją oceniał. Nie musiała być taka jak inni, żeby mieć swoje zdanie. - Właśnie widzę. Podziwiam rozsądek, który podpowiada upadki z wieży astronomicznej, jestem, doprawdy, pełna podziwu, Sykes. Masz moje serce, jak nic - odrzekła poważnym tonem, marszcząc na moment brwi i kiwając głową, wrzucając w ten sposób sporo sarkazmu w wypowiedź.
-Pędzę, już, teraz, chodźmy, czas ucieka - wyrzuciła z siebie, szeptem imitując ton uwiedzionej nastolatki. Nie zdążyła dodać nic więcej, bo zaczął gadać o Villersie, uderzając przy okazji w czuły punkt. Zauważenie wściekłości, która zamigotała niewesoło w oczach Echo było banalnie proste. Z każdym kolejnym słowem robiła się coraz bardziej rozjuszona. Świetnie, skoro tego chciał. Miała zamiar przywalić mu bardzo konkretnie, ale ręce miała przyblokowane. Jedną tak niefortunnie, akurat tą z różdżką, że zdążyła wbić magiczny patyczek w lewy bok Ślizgona, tuż przed tym, jak została odepchnięta.
Niefortunnie wpadła na stół, uderzając w niego plecami, przez co syknęła mimowolnie, a oczy zaszły jej łzami. Usiadła, masując krzyż wolną ręką. Musiała oswoić się z bólem, dlatego nie odpowiedziała od razu na pytanie chłopaka. Podniosła głowę i spojrzała na niego z nienawiścią. Dzięki za siniaka, Sykes. Chcesz wojny? Będziesz ją miał.
- Jak? - zapytała, śmiejąc się cicho. Odwracając uwagę od różdżki, którą dyskretnie skierowała w kierunku Blake'a. - Levi corpus - mruknęła, przerywając na chwilę w połowie, szybko orientując się, że zaklęcie nie zadziała. Ręka, którą rozmasowywała swojego nowego super-siniaka natrafiła na jakiś bardzo niefajny punkt, przez co zawahała się przy formule zaklęcia. No nic, i tak zareagowała momentalnie. - Everte Statum! - powiedziała głośniej i pewniej, posyłając celne zaklęcie w barbarzyńcę, który uderzył ciałem o ścianę. Satysfakcja gwarantowana.
- Rozumiem że kobiety szanujesz - prychnęła, rozprostowując plecy. Zacisnęła zęby i udawała, że nic nie zaszło. Nic nie boli. Nicnieboli.

// kostki 5 i 4, pierwsze nie wyszło, ale drugie tak Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Kiedyś Edynburg, teraz Londyn.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 7
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7049-blake-j-sykes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7053-i-m-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7054-sterta-papierkow-blake




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Nie Sty 19 2014, 15:20

Z racji, że czasami jak człowiek jest zły i wkurwiony robi głupie rzeczy - to teraz założę, że Echo w przyszłości bardzo mocno będzie żałowała tego, że… Podniosła różdżkę na kogoś takiego jak Sykes. On nigdy nie robił tak głupich rzeczy, w końcu jak miał świadomość, że ktoś jest od niego lepszy to, wolał odpuścić. Czasami ryzyko prowadzi do śmierci, a jemu akurat do umierania się nie spieszyło.
Wbił wzrok w swoją przeciwniczkę, która mimo wrednego charakteru budziła coś więcej niż tylko obrzydzenie. Była ładna, zgrabna ale nie miała tego czegoś. To raczej jak młodsza siostra, której można dokuczać. Chociaż akurat dobrze, że nie była spokrewniona z Blakem, miałaby naprawdę niemały problem i na co jej to potrzebne?
Uśmiechnął się cynicznie gdy pierwsze zaklęcie jej nie wyszło. Biedactwo takie niedorobione, które nie umie czarować. To doprawdy smutne. Jak mogła nie poradzić sobie z tak prostym zaklęciem? Dopiero gdy drugie jej wyszło, poczuł jak odlatuje na sporą odległość, i upada na ziemię, zaraz po tym gdy odbił się od ściany. Ciężko dyszał, bo jednak uderzenia plecami o betonową ścianę był nieprzyjemny. Odkaszlnął dwa razy, a po chwili wbił nienawistne spojrzenie w Echo.
-Ty głupia suko! – Krzyknął, i mimo że nigdy nie odzywał się w ten sposób do dziewczyn, tak teraz nie umiał powstrzymać całej furii jaka zapanowała nad jego ciałem. Wyciągnął różdżkę z kieszeni spodni i wycelował ją wprost w dziewczynę. Był wściekły, nie potrafił zapanować nad złością, dlatego teraz kiedy miał szansę rzucić zaklęcie rozbrajające czuł, że może spierdolić, bo przecież nie myślał trzeźwo. Dopiero co oberwał zaklęciem, i już miał się wybronić? Dobrze, niech i tak będzie.
Expalliarmus może i nie zadziałał, ale liczył, że zaraz spęta tą małą jędze zaklęciem Orbis, ale jak widać to też mu nie wyszło, bo przecież cała złość została przelana teraz na jej osobę. A może powinien dać jej zupełnie inną nauczkę? Biedna Echo, wypadnie sobie z wieży.
- Terra mora ventis – i zaraz po rzucenia zaklęcia wiedział, że mu nie wyszło. Zdał sobie sprawę, że w nerwach pomylił inkantację i zamiast ventis powinno być vantis, ale przecież to Sykes, on życia nie ogarnia.
-Kurwa mać… - Warknął, a po chwili pospiesznie podszedł do dziewczyny. Nie panował nad sobą, chwycił ją za przegub i przyciągnął do siebie jakby chciał wysyczeć jej w twarz najgorsze obelgi, a przecież taki nie był. Nie tym razem. Taki był jego ojciec, ale nie on.
-Nie wchodź mi więcej w drogę.


/jebane, pierdolone kostki. Rzucałam 4 razy. Wyszło mi 1,1,3,1 xddd żałosne!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Nie Sty 19 2014, 22:25

Echo starała się nie wiązać swoich decyzji z późniejszymi porażkami. Była to część pancerza, który sama sobie wymyśliła, uznając, że im mniej rozpamiętywania, tym lepiej. Po co się martwić tym co było albo będzie, skoro coś już się zdarzyło i nie ma jak na to wpłynąć (zmieniacze czasu odrzucamy!). Głupio też gdybać i przewidywać. Nie była fanką wróżbiarstwa i tarota.
Sęk w tym, że Echo miała "to coś". Nie była jednak na tyle głupia, żeby dać się na tym złapać, szczególnie komuś, za kim nie przepadała. Potrafiła być czarująca i urocza w zupełnie normalny sposób, potrafiła się zaczerwienić i odwrócić wzrok. Jeśli nie była kierowana czystą nienawiścią i takiej nie otrzymywała. Dlatego właśnie nie złamała się przy Ślizgonie, który emanował uczuciami, jakie nie przekonywały Lyons. Racja, jakiekolwiek pokrewieństwo w ich przypadku było bardzo niewskazane. 
Skrzywiła się, słysząc obelgę, którą głośno posłał w jej stronę. Autentycznie podziwiała dziewczyny, które potrafiły dostrzec w nim kogoś innego. Wyszło szydło z worka, ciekawe jakby się bawiły na miejscu Echo. Gryfonce nawet zrobiło się przykro z powodu tej części płci pięknej, która została przez Sykesa niecnie wykorzystana.
Na jej twarzy wciąż dominowała mieszanka wściekłości, nienawiści i ogólnego niezadowolenia z całej sytuacji. Tak kończy się chęć namalowania obrazu? Cała wena schowała się pod stół, przy którym wciąż siedziała. Satysfakcję z nieudanych prób rzucania zaklęć dzielnie trzymała w sobie, nie zmieniając swojej miny, wolała nie pogarszać sprawy.
Właśnie, Echo Merope Lyons wolała nie pogarszać sprawy, error, error. Normalnie odszczeknęłaby na obelgę i wyśmiała jego umiejętności. Teraz jednak nie była w stanie. Poczuła nieprzyjemne, ale znajome uczucie, rozpływające się po całym ciele. Krawędzie świata zrobiły się niewyraźne, raz wyostrzone, raz rozmyte. Moment, w którym podszedł i szarpnął ją do siebie, był jednym z gorszych w ostatnich dniach. Jęknęła mimowolnie, ale podniosła głowę, dzielnie utrzymując ją w pionie. Prawdopodobnie była bardzo blada. 
- Jesteś chujem - stwierdziła, podnosząc rękę, aby wymierzyć mu policzek, ale nieco wyolbrzymiła swoje siły. Ostatecznie opuszki jej palców ledwie musnęły policzek Blake'a, nie mając czasu na jakikolwiek znak uderzenia, bo Echo zemdlała. Ups!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Brazylia
Galeony : 339
Dodatkowo : Opiekun Ravenclawu, Animag (Pantera), Zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 426
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3264-nauczyciele-fabularni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3552-marco-ramirez




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   Nie Mar 02 2014, 18:06

Pojedynek 01


Neva Ruby Drayton vs. Nickodem Hamillton
Sekundant: Sapphire Sparks


W razie nie pojawienia się przeciwnika, po upływie 5 dni gracz, który przybył na pojedynek wygrywa walkowerem.

Reszta zasad tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sala Pojedynków   

Powrót do góry Go down
 

Sala Pojedynków

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 13Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Skrzydlo zachodnie
 :: 
trzecie piętro
-