IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz na VI piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4484
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Korytarz na VI piętrze   Pią Cze 11 2010, 18:23

First topic message reminder :

Jest to zwykle najrzadziej odwiedzany korytarz, raczej dość trudno wpaść tu na tłumy osób. Być może właśnie dlatego, że na tym poziomie zamku, wykładane są przedmioty nie cieszące się wielką popularnością. Liczne witraże w oknach nie przepuszczają wiele światła. Atmosfera jest tu więc dość tajemnicza i spokojna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Skąd : Japonia/Londyn
Galeony : 442
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 448




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw Kwi 19 2012, 18:22

To było bardzo głupie z jej strony, że włączyła się do walki, ale nie mogła tak normalnie stać i się przyglądać. To nie było fair. Nie chciała, by Ikuto stała się jakakolwiek krzywda. Draco ją nie obchodził. Mógłby zostać rozerwany na kawałeczki, albo zabity piłą mechaniczną, albo po prostu zaklęciem niewybaczalnym. Ale jej bliscy przyjaciele byli najważniejsi, a Ikuto właśnie się do nich zaliczał. Ale czy tylko do przyjaciół? Dla Kaoru powiem, że tak, ale tak naprawdę to… biedny Puchonku walcz o nią ile sił! Bo jeżeli dłużej zostanie z nim na sam, to ona się w nim po prostu zakocha! O wiem! Załóż jej smycz! Będziesz ją wszędzie za sobą ciągnął i pilnował.
Nagle dłoń chłopaka ruszyła w jej stronę. A ona? Nawet nie drgnęła. Wstrzymała oddech i dłoń Ślizgona zatrzymała się przed samą jej twarzą. Bała się. Już raz od niego oberwała i nie był to takie uderzenie, by zrozumiała, że coś tam coś. On uderzył ją wtedy bardzo mocno. Użył całej siły, bo jeśli chodziło o samochód, on nie ma litości. Dlatego tak bardzo bała się jego ciosów. Wydawały się być… bardzo szybkie. A ona czuła się wtedy jak ślimak, który mimo iż się stara nie może uciec szybko przed niebezpieczeństwem.
Dokładnie słyszała jak kości zaczynają chrupotać. Po jej ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a ona zrobiła krok w tył. Biorąc od uwagę, że stała blisko niego, to teraz opierała się o jego tors.
- I… Ikuto… proszę… przestań… zostaw go… - wyszeptała – on nie jest tego wart… więc zostaw go tutaj – Naprawdę wątpię, by jej słowa zadziałały, ale warto próbować, ne?
Kiedy różdżka znalazła się w dłoni Draco, nie czekała, adrenalina jej skoczyła, a ona odruchowo złapała koszulkę Ikuto i przesunęła go dosyć mocno w prawą stronę sprawiając, że wpadli na ścianę, ale udało im się ominąć. Gorzej, że zaklęcie kogoś musiało trafić, ale nieważne. Musieli się stąd oddalić… natychmiast.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 27
Skąd : New York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 241




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Kwi 21 2012, 12:32

Dracon miał dość ten całej sytuacji. Jego najlepszy przyjaciel naprawdę przesadził. Prychnął pod nosem wkładając różdżkę do kieszeni, kiedy to zaklęcie trafiło jakiegoś puchona przechodzącego korytarzem, a nie tą dwójkę. Miał dość. Ręka go naprawdę diabelnie bolała. Zresztą widząc ich migdalenie się miał ochotę się zarzygać. Koniec tego dobrego. Odwrócił się do nich plecami.
- Gratulacje Ikuto... Właśnie straciłeś przyjaciela – Skomentował cichym szeptem. Wypowiedział to tak cicho, obojętnie. Jakby to nic dla niego nie znaczyło. Z drugiej jednak strony bolało to bardziej niż nadgarstek. Szczególnie, że ślizgon w głębi serca wiedział, że to jego wina. Ale ma wytłumaczenie: Jest poddenerwowany ostatnimi wydarzeniami z Jaredem i Abigail. Wszystko się w jego życiu pierdoli. Dlaczego więc i teraz miałoby się stać coś innego. Uniósł zdrową dłoń w geście pożegnania. Ruszył przed siebie. Miał jeden cel. Chciał za wszelką cenę znaleźć Corin. Chociaż ona nie sprawiła mu jeszcze zawodu. Nie tak, jak dziewczyna, która okazała się mieć narzeczonego, za którym wiecznie lata. I nie tak, jak przyjaciel dla którego głupi bachor jest najważniejszy na świecie. Nim jeszcze cokolwiek mogło się zdarzyć zniknął za rogiem kierując się prosto do skrzydła szpitalnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 156
  Liczba postów : 155




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Kwi 21 2012, 12:48

Miał zamiar odwrócić się do niego plecami i oberwać tym zaklęciem. Z Lilly byłoby ciężko go uniknąć. Na szczęście ona znalazła na to sposób i nim się spostrzegł uderzył o ścianę nadal mocno ją przy sobie trzymając. Jego ślimaczek był szybszy, niż myślał. Sam Tsukiyomi miał bowiem jedną wadę. Za długo rozmyślał nad każdym działaniem. Dlatego nawet walka wręcz sprawiałaby mu problem gdyby nie to, że uderzenie w punkty witalne było dla niego rzeczą naturalną, którą wykonywał szybko i instynktownie. Nad tym nie trzeba było się rozwodzić, tutaj nie mógł już popełnić żadnej pomyłki. To była jedyna dziedzina, w której śmiało mogę powiedzieć, że był mistrzem. Bo oczywiście skrzypce, to całkiem co innego. Jeśli chodzi o ten instrument, był raczej... pasjonatem i fanatykiem.
- Yh... Chodźmy – Odpowiedział cicho na jej poprzednie słowa, na które wcześniej nie zdążył zareagować. Widział, że jest przerażona Draco. Znał go bardzo dobrze i wiedział, jaki potrafi być. I najwyraźniej Lil nie raz nie dwa doświadczyła tego wszystkiego.
- Gratulacje... – Słowa przeszyły go jak strzała. Mocno, szybko i na wylot. Dłonie, które tak mocno przytulały dziewczynę nagle lekko się osłabiły. To krukon powinien to powiedzieć! To on miał powód! To Ikuto był wściekły na niego za to, co zrobił Lillyanne i to Draco powinien być w tym momencie przejęty tymi słowami. Jednakże... To był jego najlepszy przyjaciel odkąd pamiętał. Nie wiedział, kiedy dokładnie się poznali. Pewnie na jakimś balu. A tak! Już pamiętam.
Oboje zostali wtedy wyciągnięci przez rodziców na kolejny, nudny podwieczorek w towarzystwie najczystszych rodów. Mały blondyn biegał po sali ciągnąc kobiety za suknie. Ojciec spoglądał złowrogo na syna, a matka uśmiechała się patrząc na swoją pociechę. Ikuto był całkiem inny. Mocno trzymał rękę Trishi i spoglądał na grubego pana, który właśnie rozmawiał z poważnym tatą. Nie śmiał się nawet bujać na nogach, nawet odezwać. Nawet rozejrzeć. Spotkali się ze sobą dopiero jakiś czas później. Kiedy Ikuś podpierał ściany, a Draco nagle podleciał do niego i pociągnął go za rękę. Już wtedy ten maluch był silny, chociaż był o głowę niższy od czarnowłosego. Wybiegli razem na dwór. Młody Tsukiyomi został wrzucony do wody, wyśmiany. Nieudany żart sprawił, że ostro się pokłócili kąpiąc się w fontannie, a potem śmiejąc się dopóki nie przyszedł Arturo wraz z Sasuke, by jednoznacznie dać im szlaban.
- T...to idziemy? Lepiej... Żebyś poszła do Skrzydła Szpitalnego... Na pewno jest sposób, by sprawdzić czy ci nic nie zrobił... i w ogóle – Wyjąkał z przerwami. Coś pękło. Widać to było w jego oczach. Dlaczego mam wrażenie, że mógłby się zaraz popłakać? Oczywiście nie wyglądał tak, jakby miał to zrobić. Miał zimną twarz, na której jednak dużym cieniem odznaczał się smutek. Schował twarz w jej pachnących włosach. Boże. Poświęca dla tej dziewczyny wszystko. Nawet kogoś, kto jest mu tak bliski. Dlaczego ona do cholery jasnej nie może zrobić w końcu tego samego? W końcu mógłby mieć każdą inną, a już pierwszego dnia wybrał właśnie ją! Wszystko przez zasrane opowieści Corin o tym, jak wiele ma lat, które w jego świadomości przemieniły się w zalety. Tak wiem. Wzbudzam teraz litość w otoczeniu. On by nigdy tego nie chciał. Nigdy nie przyjmował i nie chciał nawet, by proponowano mu jamłużnę. Sam sobie poradzi. Zawsze radzi sobie sam. Nawet z czymś takim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 260
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 252




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Sty 30 2013, 16:59

Lynnette miała dość tłumów, zaręczyny Eleny, jej urodziny, przyjaciele...po prostu jak dla niej to na razie za dużo. Potrzebowała chwili oddechu, samotności i świętego spokoju. Od jakiegoś czasu zachowywała się bardzo dziwacznie, raz była smętna, nieżywa jednym słowem wrak człowieka a zaraz potem była uśmiechnięta, pełna energii niczym małe pięcioletnie dziecko. Może to ta zima tak na nią działa? Może za długo jest ta zamieć i przez to jej mózg nie może się dotlenić? Oczywiście mogła łebek wystawić za okno ale to nie było by to samo jak spacer po zakazanym lesie czy też błoniach. Z rozmyśleń wyrwała ją głucha cisza, rozejrzała się a zaraz na jej twarzy pojawił się smętny uśmiech. Nie było tutaj nikogo, pół mrok panujący panujący na korytarzu troszeczkę poprawił humor dziewczynie. Powoli skierowała się dalej, usiadła gdzieś w najciemniejszym koncie na ziemi i plecami oparła się o ścianę. Swój wzrok wlepiła w okno z witrażem i westchnęła cicho. Zaraz przed jej oczami i w głowie pojawił się Bruno to była chyba najbardziej wkurzająca chodząca istota na ziemi. Jego ciekawość strasznie działała na nerwy dziewczynie, jego pytania były tak...denerwujące że czasem miała ochotę przywalić mu z pięści porządnie w jego ładny pyszczek. No ale Lynn o nie był taki zły, przystojny był to przyznać mu było trzeba, po za tym was obojga łączy jedno. Nie nie nie ten sam dom w szkole ale sposób spostrzegania świata. Oboje widzieliście bardzo dużo w małym prawie najmniejszych szczegółach. Oboje umieliście z małej rzeczy wyczytać wielkie piękno. No ale co ja ci tu będę tłumaczyć jak ty jesteś tępa. Uparciuch jeden! Lynnette gumką z nadgarstka związała swoje brązowe falujący włosy w luźny kucyk. Podrapała się po lewym policzku i dalej zatopiła się w krainę zamyśleń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 166
  Liczba postów : 171




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Sty 30 2013, 18:29

Wychodził skądś, co znajdowało się na piętrze IV. W zasadzie przez swoją ciekawość Bruno często spacerował po zamku, szukając czegoś nowego, niespodziewanego. Nie potrafił się skupić na Historii Hogwartu, wiec sam próbował wszystko odkryć na nowo. Bo ważne było, aby poznawać (nawet tego samego człowieka) tysiąc razy i do końca życia. Każdy z nas miał kilka twarzy, które były przeznaczone do czego innego. Dowodem na to było przede wszystkim to, że posiadaliśmy dużo rodzajów uśmiechów. Dla kogoś ten, z jakiegoś powodu tamten.A Bruno tylko kolekcjonował i uśmiechy, i łzy, i spojrzenia.
Dowiedział się dziś wielu rzeczy, zwłaszcza że połowę dnia przesiedział w bibliotece. Zaskakujące było to, ile człowiek może poznać "nowego" w zaledwie kilka godzin. Mowa nie tylko o nowych słowach, lecz o samej istocie świata. Oczywiście Bruno powypisywał na rękach przeróżne wyrazy niebieskim długopisem i nawet niezbyt przejmował się, że rozmazały się pod wpływem długich rękawów koszuli w kratę.
Widząc znajomą postać, uśmiechnął się jednym z "tych" uśmiechów. Wiedział, że właśnie dzień nabrał kolorów: przestanie się nudzić. Chociaż podobno nudzą się tylko osoby mało inteligentne... Poprawiając więc, po prostu jego wieczór przejdzie do historii. Podszedł do dziewczyny, przytulając ją tyłu. W tym krótkim momencie zapamiętał zapach skóry, lekką mgiełkę perfum, miękkość włosów Lynn. Miał do dziewczyny pewną słabość: uroczo się złościła na niego.
- Rozbierasz mnie w myślach czy potrafisz spać z otwartymi oczami?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 260
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 252




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Sty 30 2013, 18:49

Thomspon nie mogła się skupić, odkąd pomyślała o Bruno przed oczami przewijają się jej niektóre scenki. Widziała wszystko na nowo, co chwilę na jej twarzy pojawiały się inne uśmiechy, nos się zabawnie marszczył raz nawet udało się jej prychnąć żałośnie. Kto by pomyślał że w takim człeku jest pełno...wszystkiego. Tego chłopaka nie można określić jednym zdaniem, po każdej rozmowie Lynn zmienia o nim zdanie. No ale dobra koniec o nim, bo jeszcze ktoś pomyśli że biedaczka zauroczyła się w chodzącym wesołku i co by było wtedy? Nie ważne. No i o wilku mowa! Dziewczyno ty chyba zbyt często kraczesz!
- Właśnie miałam zamiar pozbawić cię szmatki, którą nazywasz bielizną.
Syknęła przez zaciśnięte zęby, czuła że chłopak położył jej głowę na lewym ramieniu a więc głowę przekręciła w tamtą stronę. Spojrzała na niego uważnie, lewy kącik jej ust podniósł się delikatnie w górę na wzór uśmiechu.
- Możesz zabrać te dłonie? Czuję się jak jakaś przytulanka.
Powiedziała znacząco. Kurde no owszem mogła wyrwać się z jego uścisku no ale gdyby mu coś strzeliło do głowy i podstawił jej haka? Albo w najgorszym razie sama by się potknęła. Ale z drugiej strony ciepło bijące od chłopaka było przyjemne. Ej, dziewczyno! Ogarnij się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 166
  Liczba postów : 171




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Sty 30 2013, 21:05

Czyli myślała o nim! Och, zbereźna i napalona. Bruno zdecydowanie żartował, bo przecież on za nic nie pomyślałby na korytarzu o Lynn, która cały czas go odpycha. Słodko się złościła, lecz nie skradła chłopaka myśli. Jeszcze. Obserwując jej reakcje (na szczęście był z tyłu, więc nic nie widział) mógłby spokojnie pogłębić temat „pozbawiania szmatek”. Dlaczego akurat myślała właśnie o nim? Miał niesamowitą ochotę zapalić, ale najpierw musiał się dowiedzieć, co kryje się w głowie słodkiej Ślizgonki. Zaśmiał się cicho, otulając ciepłym oddechem skórę dziewczyny.
- To na co czekasz?
Czyż nie irytowała się uroczo? Naprawdę miał ochotę zrobić jej zdjęcie, powiesić na łóżkiem i codziennie po przebudzeniu oglądać jak marszczy brwi, przygryza wargę… Było w niej coś tak kuszącego, że czasami po prostu nie mógł się powstrzymać.
- A mi tak dobrze – stwierdził bezceremonialnie, co więcej splótł palce ze sobą tak, że łatwo nie wyrwie się z uścisku, co to to nie! Nie miał zamiaru się ruszać absolutnie. Czubkiem nosa przejechał po szyi dziewczyny, zastanawiając się, dlaczego mając tak piękne włosy, spięła je w kucyk. Zapamiętał, że przy najbliżej okazji musi zniszczyć jej wszystkie gumki do włosów. Leniwie wręcz ospale rozchylił wargi, dotykając nimi szyi dziewczyny.
- Jaki był więc scenariusz? – spytał się, zastanawiając się po raz kolejny, co też sobie wymyślała z nim w roli głównej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 260
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 252




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Sty 30 2013, 21:22

Po co ona w ogóle odpowiedziała na jego pytanie? Mogła się domyślić że będzie dalej drążyć temat dopóki nie wyciągnie od niej to co go zadowoli. Chwila...czy jakaś sensowna odpowiedź go zadowoli? Ten chłopak był naprawdę trudny, ciężko mu dogodzić. Lynnette zastanowiła się co ma mu odpowiedzieć, musiała dobrać słowa tak żeby nie było kolejnych pytań. Jak tu się skupić skoro on smyra ją po szyi?! Tak czy siak Thomspon musiała przyznać że było to całkiem przyjemne, po jej ciele delikatnie przeszły ciarki, tak jak zawsze kiedy codziennie wstaje z łóżka i czuje chłodny powiew na skórze.
- Ty i ja, z dala od wszystkiego i wszystkich w kominku niedaleko wesoło tańczą płomienie. Głuchą ciszę przerywają nasze ciche szepty, nawzajem pieścimy się dotykiem...
Szeptała cicho rozmarzonym głosem, głowę nadal miała odwróconą w bok. Wpatrywała się w okno po ich lewej stronie. Uśmiechała się delikatnie przed oczami mając scenkę jaką opisywała. Jej słowa i ton doszły do niej po chwili, fuknęła cicho coś pod nosem sama na siebie za to jakim głosem zaczęła gadać. Głowę przekręciła przed siebie, wzrok skierowała w głąb korytarza. Teraz to wpadła jak śliwka w kompot, po co ona znów się odezwała?! Co on sobie teraz o niej pomyśli? Dziewczyna opuściła głowę i spojrzała na splecione dłonie chłopaka, które obejmowały jej biodra. Skrzywiła się delikatnie, gdyż głupio się tak czuła.
- Mówił ci ktoś że jesteś no nie wiem....irytujący i zbyt ciekawski?
Zadała po dość długiej chwili pytanie, podniosła wzrok z jego dłoni i spojrzała przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 166
  Liczba postów : 171




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw Sty 31 2013, 07:51

A co to za pytanie? Przecież nie mogłaby zostawić taką opowieść w powietrzu. Powinna starać się go zadowolić za wszelką cenę, w końcu o to chodziło w tej grze! Mogłaby opowiadać, rozwijać chłopaka wyobraźnie, a on po prostu tego wszystkiemu by się poddał. Bruno co innego powie, a co innego będzie czuł. Tak naprawdę tylko on będzie wiedział, czy odpowiedź Lynn była satysfakcjonująca. Był pewny, że jak dziewczyna się postara, to wywoła uśmiech na jego twarzy. Nikt stojący obok nich nie pomyślałby o niechęci czy nienawiści. Dalej muskając lekko, leniwie a nawet ospale wargami jej szyję przechodził pocałunkami ku uszom.
- I co dalej? – spytał, nie przejmując się tym, że mówienie o takich rzeczach może być po pierwsze rzeczą, o której nie wspomina się na co dzień, a po drugie, że może onieśmielać dziewczynę. Ale była Ślizgonką! Roześmiał się w duchu, spoglądając na jej reakcje. Rozmarzenie, nieobecne spojrzenie, które niewyobrażalnie szybko przerwała. Zacmokał niezadowolony, wręcz ostentacyjnie to pokazał.
- A mówił Ci ktoś, że nieładnie urywać myśl w środku zdania? Jak się powiedziało a, to należy powiedzieć i b. – rzucił tym samym tonem co ona, zastanawiając się, o co chodzi ten dziewczynie. Od kiedy po pierwsze nie pasuje komuś dotyk? Zwłaszcza takiego Francuza! Czy robił jej krzywdę? Nie wydaje mi się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 260
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 252




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw Sty 31 2013, 13:27

No i co z tego że była i jest Ślizgonką!? Nie zapominajmy o tym że ona też jest DZIEWCZYNĄ! Jako ludzka rasa płci damskiej ma prawo czasem być niezdecydowana, wstydliwa i trochę skrępowana. Rzadko co u niej widać dwie ostatnie cechy no ale...bywa. Za bardzo nie słuchała co mówiła do niej Bruno była zbyt zajęta ogarnianiem burzy hormonów w swoim ciele. Przez te jego pieszczenie szyi Lynn w jej ciele jest istny bałagan, serce zabiło delikatnie szybciej, dłonie zaczęły się powoli pocić a nogi były jak z waty. Dobrze że trzymał ją bo za pewne padła by na ziemię jak worek ziemniaczków. Jego następne słowa słyszała z bardzo daleka no ale usłyszała, dobra teraz głęboki wdech i wydech. Spokojnie to tylko malutka pieszczota!
- Sprawnie pozbywamy się naszych zbędnych ubrań, gdy dotykasz mego ciała po nim przechodzą przyjemne, ciepłe dreszcze. Ja cicho mruczę ci do ucha opuszkami palców błądząc po twojej klatce piersiowej, potem oboje nadzy padały na białą pościel łóżka. Nasze usta łączą się w czułym lecz bardzo namiętnym pocałunku, języki tańczą namiętny taniec. Po jakimś czasie odpływamy w jak najdalszą krainę przyjemności i wracamy oboje spełnieni, ja wtulona w ciebie kładąc głowę na twojej klatce piersiowej, ty obejmujesz mnie ramieniem, całujesz w czubek głowy a potem oboje zmęczeni zasypiamy w swoich ramionach.
Wyszeptała potok słów, zamyślony wzrok miała wbity w jakiś punkt na ścianie. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech wraz z wypowiedzianymi przez nią słowami. Postanowiła nie odzywać się przez jakiś czas, po za tym gdyby nawet chciała coś powiedzieć nie wiedziała by już co. Delikatne pocałunki chłopaka były bardzo przyjemne tak samo jak jego dłonie obejmujące jej biodra, owszem nie robił jej tym krzywdy ale ona chciała to przerwać bo coraz bardziej jej się to podobało. Najbardziej bała się tego, że któregoś dnia po prostu będzie chciała spędzić w ramionach Bruna całą wieczność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 166
  Liczba postów : 171




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw Sty 31 2013, 15:49

Charakter Ślizgona różnił się zdecydowanie od innych domów. Bruno rzadko kiedy spotykał dziewczynę, która nosząc godło domu węża na piersi, była zakompleksiona czy nie znała swojej wartości. Niezdecydowana była każda kobieta. Nawet krążył po świecie żart, w którym oznajmiało się, że naukowcy dowiedzieli się, o co chodzi kobiecie, lecz ona zdążyła zmienić zdanie. Bruno obrazi się. Jak można go nie słuchać? Przecież to były zwykłe, leniwe pocałunki. Równie ospale odsunął się od niej, tym samym przestając ją przytulać, a następnie oparł się o ścianę, słuchając jej wywodu. Naprawdę go zaskoczyła. Czy ta Thompson w ciągu minuty była skłonna wymyślić fantazję seksualną z nimi w roli głównej? To było po prostu… satysfakcjonujące, ale tylko dlatego, że po prostu wydało się, że o nim myśli tuż przed pójściem spać!
- Trochę nuda – odparł, spoglądając na rozmarzoną Lynnette. Podała mu klasyczny opis seksu, który aż kwiczał od rutyny. Mógłby pokusić się o stwierdzenie, że to wymarzony pierwszy raz dziewczyny, a akurat nie sądził, że Lynnette może być dziewicą i będzie snuła scenariusze godne filmów romantycznych.
- Zaskocz mnie, co to w ogóle ma być – dodał po chwili, pstrykając palcami tuż przed jej nosem. Znała Bruna, on przecież bał się nudy. Może nie był jakiś specjalistą od „całowania w czółko”, ale nie rozumiał kompletnie postawi dziewczyny. Postanowił dalej kusić los. Uśmiechnął się zachęcająco, patrząc w oczy dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 260
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 252




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw Sty 31 2013, 16:33

Kiedy chłopak ją puścił odetchnęła głęboko, leniwie poczłapała pod okno i usiadła na parapecie plecami opierając się o lodowatą szybę. Zakompleksiona ona nie jest, swoją wartość zna bardzo dobrze no ale...trudno jest być dziewczyną. Jeszcze jakiś czas temu Lynnette nawet nie powiedziała by ci o czym myśli, po prostu uciekła by jak najdalej od każdego spotkanego chłopaka. Mogła jakoś bardziej podkoloryzować wizję seksu z chłopakiem ale jakoś nie miała na to ochoty. Może dlatego że u niej seks zawsze wyglądał inaczej? Szybki numerek a potem 'na razie', może seks opisany przez nią jest takim seksem jaki ona by chciała? Nad tym też trzeba się zastanowić!
- Idź szukaj sobie rozrywki gdzie indziej.
Warknęła i spojrzała na niego spod byka, przyszła tu bo chciała wszystko przemyśleć, zastanowić się nad sobą, swoim życiem i o takich innych duperelach. A tu nagle pojawił się on ze swoim wkurzającym pozytywnym humorem, swoją ciekawością, dotykiem i głosem! Po prostu całym sobą! Skoro zdaniem chłopaka ona słodko wygląda jak się irytuje to ciekawie jak będzie wyglądać kipiąc ze złości na niego. No ale wracając do dziwnej Thomspon. Dziewczyna coraz bardziej zastanawia się nad tym czy dobrze zrobiła idąc do tej szkoły, czy dobrze zrobiła zaczynając studia? Mogła żyć sobie gdzieś tam w dalekim świecie, zaszyć się gdzieś i żyć swoim życiem. Była by zimna i oschła dla mugoli a nie dla ludzi takich jak ona! Dziewczyna nigdy nie umiała dopasować się do społeczeństwa, zawsze odstawała od normy, mówiła to co myśli, snuła własne fantazje, czasem [lub bardzo rzadko] ulegała innym żeby dopasować się ale to też nie wychodziło! Dziewczyna zeskoczyła z parapetu okna, powoli podeszła do chłopaka, który stał pod ścianą. Swoje dłonie położyła na jego biodra, swoim ciałem przyległa do jego. Szepnęła mu cicho, jej głos był obojętny.
- Może zamiast mówić co mam przed oczami może po prostu ci pokażę?
Delikatnie zagryzła płatek jego ucha, swoimi ustami zaczęła składać pocałunki na szyi chłopaka. Po chwili przekręciła głowę i spojrzała mu w oczy, jej wzrok był taki mieszany. Szczęście, rozbawienie, wielki ból i smutek były mieszanką jej oczów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 166
  Liczba postów : 171




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Lut 02 2013, 09:39

Dziwnie się poczuł, gdy zapach Lynnette nie pieścił jego zmysłów. Obserwował ją, bo traktowała go trochę jak dziecko. Albo sama się tak zachowywała i chciała, aby wszedł z nią w pewną grę. Bruna jednak to uraziło. Nie rozumiał mimiki twarzy dziewczyny, ale jak zwykle chciał po prostu ją rozwikłać. Była jak zagadką, która daje jeden klucz do bram piekieł. Na raj przecież nigdy nie liczył. Trochę trudno byłoby Francuzikowi stać się kobietą i stać się ją zrozumieć. Zwłaszcza Lynnette, bo jak widzimy na załączonym obrazku, zmienia zdanie bardzo szybko. Niezbyt kojarzył poprzednie związki Ślizgonki. Można było powiedzieć, że unikał takich plotek z oczywistego powodu: nie chciał być zazdrosny i przez to rozwalać całej szkoły. On doskonale wiedział, jak bardzo nie potrafił sobie radzić z gniewem, co nie oznaczało, że musi wiedzieć też o tym Hogwart.
- Rozrywki? Skoro wolisz, żebym traktował Cię jak okaz w zoo… - szepnął urażony. Czy on nie był jak na Bruna milutki? Nie wymachiwał przed nią ani różdżką ani jęzorem, nie mówiąc już o tym, że nie traktował dziewczyny jak królika doświadczalnego. Powinna być mu wdzięczna a nie fukać jak rozjuszona kotka. Jasne, miała w tym trochę uroku, lecz był niewinny. Na pewno gdyby usłyszał o życiu seksualnym Ślizgonki, zapytałby czy żartuje, następnie przetarł oczy, a potem dopiero się spytał, jak mogła na to pozwolić. Później pewnie pokazałby jej, że nic nie musi zaczynać się szybko, a co więcej kończyć ochrypłym „na razie”. Co ona za facetów w ogóle znajdywała? Nawet Bruno na takich nie trafiał! Zaraz coś skutecznie odciągnęło go od rozmyślania nad życiem seksualnym dziewczyny. Nie wiedział, kiedy nagle stała tuż przy nim. Wciągnął gwałtownie powietrze, z jednej strony zawsze chciał mieć kontrolę nad wszystkim, lecz taki obrót rzeczy trochę mu się podobał. Do czasu gdy usłyszał ten obojętny ton głosu. Cholera, czy kobieta zapomina o seksownej chrypce?!
- Twoja obojętność rozpala mnie od środka, Lynn – skomentował, chcąc cofnąć się o krok, ale przecież nie mógł się ruszyć: był przyszpilony do ściany. Może jak każdy z jej facetów, powinien mocno chwycić ją za biodra, momentalnie odnaleźć usta i jeszcze szybciej pozbawić zbędnych ubrań, aby przejść do szybkiego seksu? Bruno tylko się zaśmiał, gdy zaczęła całować jego szyję.
- Ale z Ciebie maluch – rzucił, widząc jak wspina się na palce ledwo dotykając wargami rejony gdzieś koło obojczyka. Gdyby był dobroduszny, zapewne lekko by się zgarbił, a może nawet wziął ją na ręce? Ale przecież to był Bruno! Chwycił jej nadgarstki w żelazny uścisk, spoglądając dłuższą chwilę w oczy dziewczyny. Nie pasowało mu coś. Nie chciał, aby go teraz dotykała, musiał się skupić na emocjach, które drażniły jej ciało.
- Naprawdę pożerasz mnie tym wzrokiem. – rzekł sarkastycznie, co miało w sumie znaczyć „Lynn, powiedz, co się dzieje?”, mocno pchnął ją tak, że teraz to ona była przyszpilona do ściany. Uniósł ją nieznacznie, aby nie garbić się, spoglądając jej w oczy, tak że bez problemu mogła objąć biodra chłopaka nogami. – Więc? Powiesz mi, o co chodzi? – spytał, nie chcąc zbytnio dodawać, że może zacząć stosować przeróżne tortury, a że była chudziuteńka, to długo mógł trzymać ją tak w powietrzu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 260
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 252




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Lut 02 2013, 16:05

Może zacznę od początku, nic nie będę dodawała czy też odejmowała. Powyższe słowa były trafne nawet bardzo trafne a więc od nich się od czepię. Życie seksualne tej Ślizgonki było strasznie...dziwne, nawet gdyby Bruno nagadał jej ona pokiwała by tylko głową udając że zrozumiała a potem i tak stało by się to co zawsze. Może zamiast łapać ją za biodra jak każdy jej facet i całować, chłopak złapał by ją za ramiona jak przyjaciel, kolega czy jeszcze tam ktoś i nieźle ją wytrząchnął. Może wtedy jej głupota wyleci z mózgu? Warto też zastanowić się nad tym żeby wydrzeć się na nią no ale...nie ważne. Po mimo tego że dziewczyna duchem i umysłem była po za swoim ciałem, doskonale słyszała słowa chłopaka. I co z tego że jest mała?! Czyżby Francuz nie słyszał o tym CO MAŁE TO PIĘKNE? Po chwili jednak powróciła czując jak chłopak łapie ją za nadgarstki, spojrzała na niego nadal z tymi samymi emocjami w oczach ale w duchu była zdziwiona. Za chwilę działo się dużo rzeczy na raz, teraz to ona poczuła za plecami ścianę, syknęła cicho kiedy chłopak zrobił to mało delikatnie. Czując jak chłopak ją unosi objęła swoimi nogami jego biodra. Słysząc jego słowa Lynnette przekręciła głowę w lewy bok. Co miała mu powiedzieć?! Że od swoich urodzin chodzi jakaś dziwna? Z jednej strony ma ochotę komuś wpakować zaklęcie w plecy a z drugiej ma ochotę usiąść gdzieś w jakimś ciemnym pokoju i po prostu się zaryczeć. Dziewczyna jak na razie zachowuje pozory ale na jak długo? W środku powoli zaczyna się kruszyć, rozpadać niczym mur. Powoli ale w dużych kawałkach.
- Bruno ja....ja naprawdę nie wiem.
Szepnęła cicho, nie patrzyła na niego nadal. Swój wzrok po prostu wbiła w jakiś punkt na ścianie. Dziewczyna miała cichą nadzieję że chłopak nie będzie pytał, dociekał ale ona i tak wiedziała że będzie inaczej. Ślizgonka nie powinna się tak zachowywać, wiecznie powinna iść z dumnie uniesioną głową, patrzyć na wszystkich z pogardą i takie inne. Thomspon nigdy taka nie była, ta brutalna rzeczywistość ją tak zmieniła. Odkąd znalazła się w Hogwarcie jest wzorową ślizgonką ale teraz po kilkunastu latach, kiedy poznała nowych ludzi znalazła prawdziwych przyjaciół zaczyna stawać się tą samą Lynnette, którą była pierwszego dnia w domu dziecka. Słodka, wiecznie uśmiechnięta i pełna życia brunetka o bujnych kręconych włoskach i dużych, błyszczących brązowych oczach. W swoim sercu Lynn chciała być taka jak kiedyś no ale wiedziała że nie może stać się miękka. Ani teraz ani nigdy! No ale wracając tam na korytarz, dziewczyna nie spojrzała na chłopaka bo bała się że wyczyta z jej oczów każdą emocję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 166
  Liczba postów : 171




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Wto Lut 05 2013, 11:05

Dlaczego w ogóle rozpatrujemy, że Bruno jej nagada jakie denne posiada zycie seksualne? W sumie nigdy z nia nie spal. Zawsze tylko kusil, czarowal i co bylo az nader oczywiste - zostawial. Oczywiscie bardzo chetnie moglby jej pogadac, ci to znaczy nie konczyc stosunku krotkim "na razie", ale tez nie przesadzajmy. Brunowi zdarzaly sie takie sytuacje, lecz nie stanowily zwyczaju czy codziennosci. Swietoscia nie grzeszyl, a przede wszystkim byl slizgonem. Hoho, czy Bruno stal sie nagle "kazdyn facetem"? Naprawde sadzila, ze chlopak z blond czupryna ma zamiar kochac sie z nia tu pod sciana? W jakim byla bledzie! Zapewne zaskoczylaby go ta pewnoscia siebie. Bruno w ten sposob ja tylko podniosl, aby pozniej nie bolal go kark. Mogla otulac cialo chlopaka lodowatymi spojrzeniami, a on i tak wiedzial swoje. Potrafil przeciez rozgryzc czlowieka. Zwlaszcza takiego jak Lynn.
Czy tak trudno bylo jej powiedziec prawde? Bruno nie mial cierpliwosci nigdy na kobiece zagrywki. Wielkie tak nie lub nie wiem. Skoro poswiecil dla niej swoj cenny czas, to powinna to docenic, a nie dodatkowo go denerwowac. Szarpnal ja na tyle mocno, ze pewnie bedzie miala posiniaczone plecy. On naprawde nie mial sily do niezdecydowanych osob. Albo sie snula albo zamulala: a teraz byla z nim, sam na sam, on miedzy jej nogami, i nadal miala niezadowolona mine! Bruna to okropnie wkurzalo. Puscil nadgarstki dziewczyny jedna dlonia, aby zlapac ja za podbrodek. Musiala spojrzec na niego, moze niekoniecznie w oczy. Jedyne na co mial ochote, to zwiazac ja i lac zimnym strumieniem z rozdzki jej twarz, aby w koncu sie ogarnela.
- Nie zachowuj sie jak pizda wolowa i nie trac mojego czasu - warknal, patrzac w jej oczy. Zawsze byl dla niej: nawet w nocy. Wielokrotnie przeciez wkradal sie do dormitorium dla studentek i po prostu wsuwal sie pod koldre Thompson, zeby ta miala lepszy humor. Odganial jej mysli, przytulal, rozsmieszal. Ale teraz mial tego dosyc.
- Zapytam po raz ostatni: co sie dzieje? - jego glos byl niski i przesiakniaty gniewem. Moze rzeczywiscie powinien ja przytulic, poklepac po ramieniu i powiedziec: rozumiem Cie, moja droga. Bruno jednak bardzo szybko sie zlosil. W koncu byl chory i Lynnette znajac go tyle, powinna doskonale o tym wiedziec. Wyczekiwal na odpowiedz dziewczyny, probujac nieco wynormowac przyspieszony oddech. Wiedzial, ze sie zaczelo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 260
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 252




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Wto Lut 05 2013, 14:43

Prawda nie spał z nią, może to nawet i lepiej? Nie będę ciągnęła dalej tematu seksu bo prawdę mówiąc robi się to nudne! Po za tym kogo obchodzi z kim sypiała Lynn czy też jaki w łóżku był Bruno. Tak tak wiem sama zaczęłam temat i teraz jako pierwsza pragnę go zakończyć. Każdy ma inne poglądy na temat współżycia i nie każdy musi się zgadzać z innymi, czyż nie? Dobra wracam do tematu. Nie nie nie i jeszcze raz nie. Bruno dla Lynn nie stał się 'każdym facetem' on był jedyny, niepowtarzalny i bardzo wyjątkowy! NIE JEST KAŻDYM FACETEM! To mamy już wyjaśnione teraz idziemy do kwestii tego seksu przy ścianie, nie ona tak nie myślała nawet nie chciała. Od Francuza oczekiwała tylko pocieszenia bądź czegoś takiego żeby jakoś ją ogarną. To związanie i lanie wodą po twarzy chyba było by skuteczne! Dla niej mówienie prawdy nigdy nie było trudne, zawsze waliła prosto z mostu ale teraz...sama nie wiedziała co się z nią dzieje. Jej zachowanie było nieprzewidywalne jak wiatr na dworze, może być delikatna a za chwilę będzie ostra.
- Cholera Bruno to boli!
Wydarła się na cały pusty korytarz, nie obchodziło ją to czy ktoś ją usłyszy i przybiegnie. Ona nie jest jakimś workiem czy popychadłem, po za tym nadal jest człowiekiem a nie twardym kamieniem! Bolało ją to, nie chciała mieć siniaków na plecach, jeszcze tego jej brakowało! Teraz była wściekła, patrzała mu w oczy a temperatura jej ciała delikatnie podrosła po przez wściekłość, która się w niej gromadziła.
- Nie wiem! Raz mam ochotę komuś przywalić, zabić, skrzywdzić a innym razem po prostu chcę zamknąć się gdzieś, siedzieć i ryczeć!
Znów podniosła głos ale nie tak jak wcześniej. Szarpała dłonią, którą chłopak trzymał w nadgarstku. Bo mimo tego że na niej pojawiają sie czerwone ślady i boli to szarpała. Owszem Lynnette wiedziała że chłopak jest chory, łatwo było go wyprowadzić z równowagi no ale ona nie zamierza być też potulna jak baranek. Thomspon nie pozwoli się mu szarpać! No ale teraz muszę poruszyć temat wieczornych/nocnych wizyt chłopaka w dormitorium studentek. Lynn cieszyła się że był obok niej, nawet w nocy! Doceniała to że stara się jakoś ją rozruszać no ale czasem każdy musi posiedzieć w dołku. Ten rok jest jakiś dziwny zdaniem brunetki oczywiście. Nie będę tu tego pisać, najwyżej pomęczę się w następnym poście. Miejmy nadzieję że krzyk Lynn i wściekłość Bruna nie wywoła trzeciej wojny światowej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 166
  Liczba postów : 171




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw Lut 07 2013, 08:29

Och, seks nigdy nie robi się sam nudny, ale jak tam uważasz. Tak naprawdę chodziło o zaufanie. Nie można było ukryć tego, że Bruno był apodyktyczny, że nie słuchał się innych, a tylko jego zdanie się liczyło. Jak w ogóle śmiała pomyśleć, że Ślizgon zrobi jej jakąkolwiek krzywdę? Jego siła nie miała żadnego związku z płaczem czy bólem, którego ona nie jest w stanie znieść. O wiele bardziej cierpiała, gdy bolała ja głowa czy brzuch. Naprawdę była tak naiwna, że sądziła, iż dostanie od Bruna słowa pocieszenia, przytulenie, całus w czółko i zaniesienie do łóżka? To wspaniały żart! Tak samo to, że była nieprzewidywalna. Niestety była przewidywalna jak chorągiewka na wietrze, co znacznie ułatwiało Brunowi sytuację, bo to on nią rządził.
- No tak krzycz bo robię Ci wielką krzywdę. GWAŁT! GWAŁT! – zaczął się drzeć równie głośno jak ona. Nie była aż tak delikatna przecież. Biedna bała się siniaków… Jest człowiekiem, który użala się nad sobą zamiast po prostu żyć. Ile jeszcze okazji zmarnuje w życiu? Już oczywiście nie mówię o seksie pod ścianą, bo to zbyt oczywiste! Jęczała i snuła się przez cały miesiąc, doprowadzając wszystkich do szału. Zwykle kobiety tak reagowały albo zaczynały iść w tango z byle kim albo zamykały się w sobie, przeżywając najciemniejszą z nocy, w których nie ma szansy na świt. Przykro mi, moja droga, świt zawsze nadchodził. Taki absurd życia.
- To zrób to! – równie odpowiedział krzykiem, bo chciał jej pokazać, że nic nim nie wskóra. Mógł szeptać czułe słówka, gładził ją po policzku, obiecywać Merlin wie co, ale to był Bruno. Dążył do wszystkiego ostrym środkiem przekazu. Dlatego też nagle po prostu ją puścił, a ta wylądowała tyłkiem na posadzce.
– Rycz, siedź, użalaj się nad sobą, aż zobaczy Cię jakiś nauczyciel. Oczywiście nic mu nie powiesz, bo jesteś skomplikowaną kobietą, a raczej taką udajesz. Zachowujesz się jak pierdolona Puchonka, więc przestać obrażać Salazara Slytherina i powiedz o co Ci chodzi. – warknął, odsuwając się od niej. Wtedy już przestał krzyczeć tak jak Lynnette. On przecież unikał podnoszenia głosu. Znów był niski, gardłowy. Nawet obita siedząca na podłodze nie wyglądała dla niego jak osoba, która potrzebuje pomocy. Cofnął się o te kilka kroków, aby oprzeć się o ścianę naprzeciwko. Obserwował ją, ciekawy co zrobi, chociaż w głowie doskonale już to widział.
- Na Merlina, jaka Ty stałaś się nudna, ograniczona. – jęknął niezadowolony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Toowoomba, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6239-venice-aisha-bee-irvine#176571
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6241-pszczolka-wenecja#176574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6240-listy-do-sue#176573
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7373-venice-irvine#207299




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Pią Paź 11 2013, 19:22

Venice nie miała wielu kreatywnych pomysłów na spędzenie tych kilku wolnych chwil, więc postanowiła zabrać Kiwiego na spacer po zamku. W trakcie swojej wycieczki chadzała po nieznajomych zakątkach Hogwartu (utwierdzając się w przekonaniu, że wszystkich tajemnic tej budowli nie poznał ani nie pozna absolutnie nikt) i zahaczała o różne ciekawe miejsca, między innymi kuchnię, w której dostała herbatkę i trochę czekolady. Podziękowała ślicznie skrzatom, dodając na odchodnym, że mogą ją znaleźć, jeśli bardzo będą chciały, bo przecież herbaty nigdy nie za wiele, nawet jeśli była bez alkoholu!
Wyszła sobie z kubeczkiem i trafiła, podejrzanie szybko, na szóste piętro, gdzie znalazła wygodny parapet. Jakimś cudem miała przy sobie pergamin i pióro, więc wzięła się za skrobanie listu o swoich ostatnich przeżyciach, a Kiwi szalał, wpychając się jej w ramiona, które niestety były zajęte, smutek.
I tak właśnie, z uśmiechem na ustach, wrabiała siostrę, opisując jej swoje zetknięcie z nieistniejącym dilerem. Wymyślanie faz szło jej trochę ubogo, ale to nic, chciała głównie towarzystwa, a jak inaczej zmusić Sherisse do przybycia w jakieś miejsce? Tylko strasząc, hehe.
W każdym razie, część o skarbie była jak najbardziej prawdziwa, a Irvine nie mogła się doczekać wyprawy pod tajemnicze drzewo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 135
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 203
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6665-sherisse-irvine#188315
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6666-sheri-sheri-lady-c#188323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6667-sowka-sheri#188327




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Paź 12 2013, 15:56

Och, ależ oczywiście, że Venice nie miała żadnych kreatywnych pomysłów na spędzenie wolnych chwil, bo się najzwyczajniej w świecie obijała! Sherisse nie widziała jej na ostatnim treningu, który zresztą pokazałby jej prawdziwy wysiłek, bo Kai zaszalał i na samą rozgrzewkę kazał im biec dziesięć okrążeń wokół całego boiska, a to było niezmiernie męczące. Dziewczyna trochę martwiła się o swoją siostrę, z tego prostego powodu, że teraz zobaczą się po raz pierwszy od dłuższego czasu. Póki co widywały się - a to i tak rzadko - na korytarzu, ciągle nie mając dla siebie nawzajem nawet chwili. Oczywiście to starszej z nich brakowało go częściej, a młodsza za nic nie mogła wyciągnąć z niej jakiejkolwiek informacji na temat tego, dlaczego akurat tak się dzieje. No przecież nie opuściłaby treningu, gdyby nie miała do zrobienia czegoś naprawdę ważnego, prawda? A może po prostu nikt jej nie powiedział? Lee założyła, że jej siostra trzyma rękę na pulsie i nie ma po co jej informować, jednak nikt nie zagwarantuje nam, że reszta drużyny nie miała podobnego nastawienia i biedną Wenecyjkę po prostu ominęła ta jakże ważna wiadomość!
To jednak nie zmienia faktu, że Risse głupio czuła się będąc tak zgrabnie podpuszczoną. Jej wcale nie trzeba było zastraszać, żeby gdzieś przyczłapała, a w ten sposób zaczęła się tylko bezsensownie martwić o bezpieczeństwo swojej trochę zbyt lekkomyślnej, ukochanej siostry. Oczywiście to, że Pszczółka miałaby wziąć od jakiegoś nieznajomego typa cukierki i wcale nie podejrzewać go o nic było trochę niedorzecznym, ale młodsza z dziewczyn tworzących najzajebistszy duet na świecie miała to do siebie, że w kwestiach związanych z Ven wszystko brała aż nazbyt poważnie, przez co niewinne żarty potrafiły doprowadzić do całkiem sporej afery, która potem momentalnie znikałaby przez jedno, krótkie stwierdzenie - "O matko, to ty żartowałeś/ałaś!". Najpierw chciała biegiem pędzić gdzieś do lasu, szukać Sue albo chociaż Kiwiego i ratować dziewczynę przed zrobieniem sobie jakiejś krzywdy, ale kiedy okazało się, że cała ta farsa z cukierkami była tylko zmyśloną historyjką, siedemnastolatka przybrała oburzony wyraz twarzy, powoli kierując się na szóste piętro.
Przybywszy na miejsce od razu dostrzegła swoją siostrę, na którą była oczywiście obrażona, bo przecież podle ją oszukano i było to tak bardzo poważne, że mogła zginąć albo wplątać się w jakieś podejrzane interesy, z pewnością! Uśmiechnęła się jednak, widząc szalejącego Kiwiego i przyspieszywszy trochę, podeszła do parapetu, a królika zaczęła od razu głaskać. Uwielbiała tą jego puszystość, niecierpliwość, ogólnie królikowość, tak samo jak w Vennie uwielbiała praktycznie wszystko. Spojrzała na nią, przybierając wyraz podniosłego obrażenia.
- Obijasz się! - rzuciła, trochę prowokacyjnie, a trochę szczerze. Wolałaby, żeby najlepsza ścigająca jaka chodzi po tej planecie przyłożyła się troszkę do ćwiczeń.
No i oczywiście wolałaby, żeby jej tak nie podpuszczała!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Toowoomba, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6239-venice-aisha-bee-irvine#176571
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6241-pszczolka-wenecja#176574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6240-listy-do-sue#176573
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7373-venice-irvine#207299




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Paź 16 2013, 18:14

Skarbie, który leżysz pod drzewem, kusisz niesamowicie! Venice, ściągnąwszy brwi w wyrazie zniecierpliwienia, przebierała paluszkami, oczekując na przybycie jaśnie siostry. Młodsza Irvine prawdopodobnie nie przypuszczała, że Pszczółka będzie chciała wybrać się po swoje znalezisko właśnie tego wieczoru. Rzecz jasna po wypiciu herbatki, w końcu nie będzie ciągnęła Sheri na chłodek bez wypicia ciepłego napoju życia! Pomińmy szczegół, że różnica temperatur i te sprawy, kto by myślał o takich rzeczach, gdy w ziemi czekał SKARB.
Zanim Australijka przybyła na miejsce, Vence skończyła się herbatka, ale jakimś cudem złapała skrzata, który bardzo uczynnie zobowiązał się do dostarczenia jeszcze dwóch kubków. Super, w tym czasie Kiwi pomykał sobie chyżo po posadzce, a dziewczyna zajęła się kreśleniem prowizorycznej mapki. Skończyła ją, dodając pod spodem podpis Huncwoci, 1976 i rozglądając się, czy Lee nie zauważyła jej konspiracyjnych działań, zaśmiała się cicho, ale jakże złowieszczo. Jasne, że pod nosem. Wolała żeby nie słyszała jej cała szkoła.
Ostatecznie, kiedy mapa była już gotowa, kiwi znów wskoczył na parapet, a Mała Szukająca wyłoniła się zza rogu. Jej oskarżenia prawie zostały zagłuszone przez trzask aportacji skrzata. Z tacą. I herbatą. Sue szybko mu podziękowała, postawiła kubki na parapecie (z dala od Kiwiego), zrobiła fochniętą minkę i podparła się pod boczki, wyrażając tym samym swoje niezadowolenie z oskarżeń.
- Nie - zaprzeczyła, jakże elokwentnie, poruszając głową na boki. - Szukam skarbów i skutecznie je znajduję. Ile skarbów ostatnio znalazłaś? Siedem? Dwadzieścia siedem? HA, żadnego - zakończyła, wystawiając siostrze język.
- Dlatego, wspaniałomyślnie, w ten cudowny wieczór, pozwalam ci towarzyszyć w mojej wyprawie po skarb, który od teraz możesz nazywać w piętnastu procentach twoim skarbem. Kiwi bierze dziesięć procent, a reszta jest dla mnie - ogłosiła tonem nie znoszącym sprzeciwu, zgrabnie wskakując na parapet i machając nóżkami.
- Ciekawe co tam jest. Duuuużo słodyczy, ale byłoby super. Chociaż nie, to tak głupio przed treningami. Mogłyby się przydać do jakiegoś eliksiru, podalibyśmy go Madison... Nie, nie, tam na pewno jest coś innego. Złoto nie, nuda, garnce galeonów są na końcu tęczy, nie zakopane pod drzewem. A może tu kiedyś była tęcza, jak myślisz? Nie, to na pewno nie to. Pewnie jakieś ważne artefakty, duża moc magiczna. Albo może kraina wielorożców? - zakończyła na wydechu.
- A baj de łeeeej, patrz - powiedziała, poważniejąc przy podawaniu mapy Sherisse. - Włamałam się przy okazji do gabinetu woźnego i znalazłam w jego dokumentach jakąś taką szafeczkę z napisem "różne niezbadane rzeczy", większość była nieciekawa, ale znalazłam to - zmyśliła, wskazując zgrabnym ruchem dłoni na pergamin ze świeżym tuszem. E tam, nikt nie widział! - Widzisz, to to drzewo, a tam dalej urywa się szlak, ale wyraźnie idzie w stronę Zakazanego Lasu. To też przydałoby się sprawdzić.
Czyli Venice i jej sposoby na brak adrenaliny!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Skąd : Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 135
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 203
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6665-sherisse-irvine#188315
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6666-sheri-sheri-lady-c#188323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6667-sowka-sheri#188327




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Paź 19 2013, 14:30

Och, ale gdyby się tak porządnie zastanowić, to można by bez problemu domyślić się, że Vennie zechce po skarb lecieć już, teraz, zaraz. Ba, można to było nawet przeczytać w liście, bowiem napisała to dosłownie, trzeba tylko było znać ją trochę lepiej niż ot taki zwyczajny przyjaciel,  a także być trochę mniej wpatrzonym w nią jako w swój ideał. Sherisse właśnie tak na nią patrzyła, więc typowe dla niej racjonalne myślenie było mocno przyćmione. Zresztą ta cała afera z dilerem narkotyków, który w ogóle nie istniał, zmartwiła ją na tyle że nie miała zamiaru domyślać się, czy one rzeczywiście będą biegły po jakieś zmyślone skarby, czy nie. Jej biedna siostra była pod wpływem, a to przecież mogło wyrządzić jej jakąś wielką krzywdę! Ale przecież okazało się, że żaden tajemniczy facet nie istniał, więc całe zmartwienie zostało zastąpione oburzeniem. Ale i tak wychodzi na jedno. Dobrze, że Wenecyjka była przynajmniej na tyle kochająca, że chciała swoją siostrzyczkę nagrzać, zanim będą musiały wyjść na dwór i zamarznąć na tym lodowatym, jesiennym wietrze.
Siedemnastolatka podskoczyła mimowolnie, usłyszawszy nagły trzask nieopodal. Spojrzała przerażona w stronę, z której dobiegł ów dźwięk i zrozumiawszy, że to skrzat przybył na korytarz, uspokoiła swoje serce, bijące jak u wystraszonego królika, który jeszcze został parę chwil wcześniej napojony kawą. Swoją drogą zastanawiające było to, że te stworki mogły się bez najmniejszego problemu teleportować na terenie Hogwartu, a oni, młode gwiazdy Quidditcha podlegali bezwzględnemu zakazowi - którego nawet nie dało się złamać, bo był chroniony przez jakieś zbyt potężne czary i nikt nie mógł spróbować. Cóż, są równi i równiejsi, ale to nic. Lee i tak bardziej skupiła się na przyniesionej przez malca herbacie, niż na nim samym, uśmiechając się szeroko zaraz po tym jak dotarło do niej, że ten drugi kubek ma opróżnić samodzielnie. Momentalnie złapała jego ucho, podnosząc go do ust, aby upić kilka łyków swojego ulubionego napoju. Na twarz oczywiście wpełzł jej szeroki uśmiech, który Pszczoła mogła błędnie odebrać za próbę wyśmiania jej.
- Ale złapałam znicz, prawda? To prawie jak skarb, też jest złoty! I na pewno wart więcej od wszystkich twoich procentów, ot co - odparła i również wystawiła swój język, nie chcąc być gorszą od siostry. Ona i tak się obijała, a Sher bardzo dobrze o tym wiedziała. Jedyne, czego nie wiedziała to to, jak kochaną Ven zachęcić do jakiegoś bardziej systematycznego trenowania. Miała się nad tym przez chwilkę zastanowić, ale dziewiętnastolatka nie dała jej na to nawet sekundy, więc znów popijając sobie trochę herbatki, słuchała jej entuzjastycznych rozważań na temat rzekomego skarbu, który rzekomo miał spoczywać gdzieś na terenie szkoły. Iskierki od czasu do czasu tańczyły w jej oczach, momentami zmieniając się jednak w jakieś dziwaczne chmury - wszystko zależnie od tego, jaka teoria akurat towarzyszyła rozmyślaniom Sue. O ile słodycze były świetne, o tyle podawanie ich Madison było trochę pozbawione smaku, bowiem Risse znała ją i lubiła, nawet jeśli walczyła po przeciwnej stronie barykady. A potem znów co innego - Pszczółka stwierdziła, jakby na przekór swojej siostrze, że złoto jest nudne, potem zaś, że zamiast złota gdzieś tam spoczywa jakiś przepotężny artefakt, zmieniając go na poczekaniu w krainę wielorożców. Młodsza z dziewczyn westchnęła cichutko, odstawiając kubek na parapet i spoglądając w międzyczasie na Kiwiego, czy on przypadkiem nie ma tam dostępu.
- Vennie... - zaczęła, napotykając jednak przeszkodę w podysvi niezamykających się ust swojej towarzyszki. Spojrzała na podsuniętą jej pod nos mapę, biorąc ją w dłoń i oczyma przejeżdżając po wszelkich kreseczkach, iksach i innych symbolach nabazgranych na pergaminie. Kciuk trzymała na jednym z nich, ale póki co nie zorientowała się, że atrament był świeży. To się dopiero stanie!
- Po co ty się w ogóle włamujesz do gabinetu woźnego, jeszcze cię uziemią i co wtedy? - spytała, spoglądając chwilowo na dziewczynę. Potem zaczęła dokładnie badać napis "Huncwoci", bowiem tę nazwę już skądś kojarzyła, nie mając jednak pojęcia skąd.
- Kto to są Ci Huncwoci tak w ogóle?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Pią Kwi 18 2014, 21:20

Mathilde biegła. Gdy tylko otrzymała list, a jego treść spowodowała podskoczenie serca prawie do gardła, zerwała się z wygodnego fotela w pokoju wspólnym i wciągnąwszy na siebie luźny sweter wybiegła z dormitorium po drodze prawie przewracając się o próg, na co wszyscy na obrazach poruszyli się współczując jej, albo obrzucając spojrzeniem pełnym pożałowania. Cóż. Math była już przyzwyczajona do tego, ze namalowani bohaterzy po prostu byli dość sfrustrowani czterema ramami obrazu, które zwykle były pokryte kurzem. Teraz nie miała już na to wszystko czasu. Przecież właśnie dzisiaj przyjechały do zamku nowe dusze! Nowi ludzie! A do tego pośród tych ludzi była zarówno Sheila, jak i Shane. Acz najpierw należało znaleźć Inigrid, która potrzebowała pomocy. Przecież była zagubiona, prawda? Zatem Mathilde biegła teraz po wszystkich możliwych schodach mijając sto różnych osób. Gdy tylko wpadła na jakiś korytarz rozglądała się rozgorączkowana, aby w końcu ruszyć biegiem dalej. Najgorszą część podróży stanowiły ruchome schody. Gdy tylko Puchonce udało się na nie wpaść, to te bezsensu zaczęły się przesuwać, na co Mathilde pisnęła ze złości. W końcu jednak wyszło jej to na dobre, bo gdy tylko wylądowała na piętrze wyżej zauważyła jakąś znajomą sylwetkę, która machała nogami siedząc na parapecie. Mathilde uśmiechnęła się szeroko i pobiegła energicznie w stronę dziewczęcia, które być może było Inigrid! Jakże się ucieszyła, gdy znalezisko okazało się trafne, a ona z zaskoczenia pojęła dziewczynę w swoje ramiona!
- Boże Inigrid! Nie wyobrażasz sobie jak tęskniłam! Nie wyobrażasz sobie! Pięknie tutaj, prawda? Matko kochana, ale się przez Ciebie nabiegałam! Nie trenowałam od zakończenia rozgrywek, bo wiesz... Bo jakoś się nie układało! Ale ogólnie Boże, opowiedz mi o tym co u Ciebie, jaka dziedzina i czy w ogóle tutaj będziesz brała udział w tej całej zabawie? Opowiedz mi proszę Ciebie wszystko, bardzo chcę posłuchać Twojego głosu, no opowiedz! - Paplała szczęśliwa, co raz przytulając się mocniej do Inigrid, ale w końcu opuściła ją ściskając teraz tylko jej dłoń i władowując się obok na miejsce na parapecie. Przecież zanim ją oprowadzi to musi teraz wysłuchać historii życia przyjaciółki. Naprawdę tęskniła za dobrymi duszami, które niosły sporo nadziei na lepsze jutro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Göteborg, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : ścigająca, UWAGA! Oszukana orientacja :||||
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8030-ingrid-westerberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8042-ingrid
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8045-gulfryda#224864
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8044-ingrid-westerberg#224862




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Pią Kwi 18 2014, 22:26

Ingrid siedziała na wspomnianym już parapecie, wdychając głęboko świeże, zupełnie nowe dla niej powietrze. Delektowała się tym, że wszystko okazało się tak bardzo nieznajome, że nie miała zielonego pojęcia, co może znaleźć za rogiem. Czuła się jak na pierwszej wymianie w Indiach, gdzie biegała w kółko po jednym obszarze, ciągle znajdując całkiem nowe rzeczy. Wielka Brytania nie była - rzecz jasna - czymś specjalnie zjawiskowym, ale wydarzenia z nią związane, wręcz przeciwnie. Projekt Złoty Sfinks. Coś, na co Seona przygotowywała i ją, i Astrid od samego początku ich pobytu w Stavefjord, nawet jeśli nie dawała tego po sobie poznać. Zresztą, jak na wzorową matkę przystało, zaraziła swoim entuzjazmem Ingę. Kiedy już na sto procent okazało się, że siostry pojadą do Hogwartu, aby w owym projekcie uczestniczyć, Ruda nie mogła wysiedzieć na miejscu. Gadała do siebie godzinami, rozwiązując przykładowe problemy związane z zaklęciami, chodziła do biblioteki z dwieście razy dziennie, kuła ile tylko się dało, a kiedy już przyszło co do czego - skakała z radości. Oczywiście żałowała trochę, że ich przyszywana mama  nie pojechała razem z nimi, ale nie dała temu przesłonić pozostałej wspaniałości całego wyjazdu. Przyrzekła sobie, że porządnie zaopiekuje się Astką, a także że zdobędzie złoty medal, tak bardzo pożądany przez wszystkich czarodziei świata. I z tą właśnie myślą przesiedziała całą drogę z własnej szkoły na południe Anglii, a im bliżej celu się znajdowała, tym większe czuła podekscytowanie. Kurs wcale nie był prosty, ale to nawet lepiej. Gdyby było inaczej, Sfinks nie byłby uznawany za tak prestiżowe wydarzenie. Zresztą - to dopiero początek. Zbliżały się zadania o wiele trudniejsze, jednak o nich nie czas jeszcze było myśleć. Póki co, należało się rozgościć w nowym miejscu zamieszkania. Znakomita większość członków Vesper została poinformowana o ich przynależności do Gryffindoru, czyli domu, którego nazwy Ing jeszcze nie umiała do końca wymówić. Twierdzono, że to możliwie najbardziej prestiżowy ze wszystkich. "Gdzie kwitnie męstwa cnota, gdzie króluje odwaga i do wyczynów ochota." Jak gdyby charakter Vesperowiczów w pełni odpowiadał ich zdolnościom magicznym! Rudzielec szedł Wielkimi Schodami z ogromnym podziwem wymalowanym na twarzy, prowadzony przez jakiegoś prefekta razem z grupką innych przyjezdnych. To nie był zamek z lodu, prawda, ale jego majestatyczność wcale nie była mniejsza niż ta, którą czuło się na każdym kroku w Stavefjord. Dziewczyna już teraz była pewna, że nadchodzący rok będzie dla niej pełen miliarda niespodzianek, wyzwań i wspaniałych przeżyć.
Jednakże, gdy tylko rzuciła na przydzielone sobie łóżko kuferek, zmniejszony przepięknym zaklęciem podpatrzonym od Kvasira, przyszło jej do głowy, że nie będzie jej się przecież chciało siedzieć tu ze swoimi rzeczami, rozpakowywać ich oraz czekać na jakieś oficjalne otwarcie projektu. O nie, ona musiała stąd jak najprędzej czmychnąć. Wyjąwszy z torby swojego ukochanego, Maksymiliana Aleksandra I, z mianem prawie tak szlachetnym, jak twórca mugolskiej dynastii Habsburgów (który, nie wiem czy wiecie, miał magicznego brata, ale ten został po narodzinach momentalnie porwany i świat nigdy nie dowiedział się o jego istnieniu, spoczywaj w pokoju, Karolu Michale I, zamordowany od razu po przyjeździe do hrabstwa Wessex) oraz uwolniwszy Gulfrydę z jej pięknej, posrebrzanej klatki, postanowiła wyruszyć na wycieczkę. Najpierw wyjrzała przez okno, czy aby nie widać stąd jakiejś konkretnej, naprawdę fajnej lokacji do odwiedzenia i pomimo znalezienia z dziesięciu, stwierdziła że najpierw musi poznać zamek od środka. W ten właśnie sposób wystrzeliła jak rakieta z pokoju wspólnego, trzymając w dłoni duży zwitek papieru, z wbijającą desperacko pazury w ramię sową (biedna bała się, że spadnie!), nie pamiętając hasła potrzebnego dla Grubej Damy, z chęcią zwiedzania w głowie. W końcu trafiła na szóste piętro, dochodząc do wniosku, że teraz byłby dobry moment na napisanie do Mathilde - pierwszej znajomej z Wielkiej Brytanii, o której tak naprawdę pomyślała. Pewnie miała ich więcej, ale na chwilę obecną nie mam żadnej takiej relacji, więc załóżmy, że po prostu nie pamiętała. Tak więc Ingrid przycupnęła sobie na jednym z parapetów, naskrobała parę słów, a niedługo po wysłaniu drugiego listu była już miażdżona uściskiem Villadsenówny. Cóż, obie były chudzielcami, ale stęskniona i rozentuzjazmowana Mattie wydawała się być silniejszą niż ktokolwiek na tym świecie.
- Na Odyna, Mattie, luźnieeeeeej! - wycedziła, udając duszoną, a gdy została (najpewniej w przypływie paniki) puszczona, roześmiała się ciepło - No czekaj, rany, niech to jakoś ułożę, co? - tu zrobiła krótką przerwę, westchnęła, pogłaskała siedzącą jej na ramieniu Gulfrydę (która miała chyba przodków w papugach!) i spojrzała znowu na Matyldkę, która już wgramoliła się obok niej na parapet.
- No to cóż, nie działo się nic bardzo ciekawego, wszystko pisałam ci w listach, ale teraz jesteśmy już z Astrid zakwaterowane, nie mam nawet pojęcia dokąd ona poleciała, wiesz? Uciekła z pokoju wspólnego szybciej niż ktokolwiek z nas! No i ogólnie kułam bardzo ostro do tego Złotego Sfinksa, Seona mówi że jesteśmy z Jelonkiem faworytkami, ale zobaczymy jak będzie. Na pewno nie dam się łatwo pokonać, ot co! - zadeklarowała niczym Winston Churchill wypowiadający wiekopomne "we shall fight on the beaches" i tak dalej. Proszę się przy tym nie dziwić tak częstymi wstawkami o mugolach, bowiem Ingrid była nieco bardziej spokrewniona właśnie z nimi, niż z czarodziejami. Ale to nic, naprawdę, z tymi drugimi już też bardzo zaczynała się bratać! Ot chociażby gest objęcia blondyneczki i przytulenia do siebie. No co, nie bra...tała się? (Wybacz Mattie, Ferdydurke mi się udziela!)
- A co u ciebie? Podobno Kanada wygrała turniej, ale słyszałam, że daliście im niezły wycisk w paru meczach, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Kwi 19 2014, 18:35

Tęskniła. Tak bardzo tęskniła za tymi dobrymi twarzami, na których wypisane było dobro. Nikt nie patrzył na nie jak piąte koło u wozu, wszyscy byli w stanie poświęcić choć jedno spojrzenie. Tęskniła. Bo bardzo chciała być Mathilde Villadsen. A nie Mathilde Villadsen ukrytą pod połami śmierci siostry, której tumany kurzu rozchodzą się na całe jej życie. Chciała to zatrzymać w sercu jako najsmutniejszą chwilę i uszczęśliwić swoją drugą połówkę, ale życie było gorsze. Życie kazało cierpieć, przekraczać granice pełne kolców, które przebijały porcelanową skórę naznaczając ją nowymi bliznami, plamami krwi. Nie była stworzona do takiego cierpienia, a musiała takie cierpienie znieść. Niemożliwe. Staje się możliwe, nie? Tak czy owak, w tym jej sercu rozkładała się teraz ponura strefa pełna niebezpieczeństw. Może dlatego z takim żywym zainteresowaniem poświęcała czas Ingrid. Zdawała sobie sprawę bowiem jak bardzo ona nie lubiła chwil, gdy nie mogła na nikogo liczyć. Gdy najważniejsza dla niej osoba po prostu się rozpłynęła, a teraz? Cóż, nadal jej nie było. Teraz jednak przyszedł czas godzenia się z tym, że to nie wróci. Popłynęło z wiatrem przechodząc przez granice miejsc, do których ona by się nie zapuściła. Była tą rozkapryszoną córeczką Ministra Magii, możesz już iść dalej, zostawić ją. Ale była to też dziewczyna, która teraz ściskała dłoń przyjaciółki i topiła się w jej spojrzeniu słuchając opowieści, która zaraz mogła im pozwolić na prowadzenie burzliwego dialogu do rana. Przecież zawsze miały ze sobą dobry kontakt, a po wyjeździe Australii Mathilde czuła się bardzo osamotniona. Venice, Sherisse, Curtis, Kaia... One zostawiły ją bez pożegnania. Nawet Venice, która obiecała pisać... Nie pisała. Złamane serce przez przyjaźń, przez Younga. Czego by więcej chcieć? Ona bardzo chciała się poskładać. Tylko tyle. Niepewnie przeniosła wzrok na szarą podłogę na korytarzu na moment popadając w zamyślenie.
- Och! Złoty Sfinks! - Pisnęła z zainteresowanie powstrzymując się od tego, co by znów nie przytulić przyjaciółki, bo przecież właśnie na to miała teraz największą ochotę!
- Okurczę! Tata do mnie pisał, że Sheila i Shane przyjeżdżają z okazji tego nowego konkursu. Będą chyba ze mną mieszkały! Wiesz? Piekielnie się cieszę, bo dom od wyjazdu Felixa jest bardzo pusty. Smutno mi, że sobie pojechał. Ale to nic. Lepsze to niż Gilbert, który zniknął bez śladu, bo tak. Jestem bardzo na niego zła! Ale nie chciałam o tym mówić. Chciałam powiedzieć, że skoro Shane i Sheila będą brały udział w Sfinksie i będziecie konkurować, to wcale nie znaczy, że będziecie się kłócić, prawda? Bo ja zrobię taki duży transparent, który będzie kibicował wam wszystkim! Ale musicie obiecać, że nie będziecie się kłócić, oki? Bo nie chcę, żebyście się kłóciły... - A gdy padło to pytanie "co u ciebie", to z trudem przełknęła ślinę, a szmaragdowe oczy zaszły mgłą.
- To zależy co chcesz wiedzieć. Od śmierci V. wszystko idzie nie tak. I w sumie nie potrafię chyba tego poskładać. Myślę, że samodzielność, której chcialam mnie trochę przerasta. To smutne. Mam przecież dziewiętnaście lat, a jestem jak dziecko we mgle, które we wszystko wszystkim wierzy... - Wydukała cicho po raz pierwszy przyznając się przed sobą do tego kim jest...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Göteborg, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : ścigająca, UWAGA! Oszukana orientacja :||||
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8030-ingrid-westerberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8042-ingrid
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8045-gulfryda#224864
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8044-ingrid-westerberg#224862




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Kwi 19 2014, 20:35

A Ingrid nie tęskniła. Nigdy. Za nikim ani za niczym. Nie dlatego, że była wredna i do niczego ani nikogo się nie przywiązywała, a dlatego, że wierzyła w rychły powrót tam, gdzie spotkała kogoś lub coś za czym skłonna była rzeczywiście kiedyś zatęsknić. Dzięki temu jej życie było pewnie o wiele lżejsze, bo będąc w jakimś miejscu z reguły od razu planowała powrót do niego jakiś czas później. Tak to też było z Mattie, poznaną jednego pięknego lata, które trochę mi się teraz nie zgadza bo Sheila chyba była u sióstr Westerberg sama albo tylko z Shane a nie z Mathilde, ale to nic, ją też kiedyś tam poznała i to właśnie z nią się najbardziej zaprzyjaźniła! Tak więc ponowne spotkanie z nią planowała już wtedy, kiedy zamieniały coraz więcej słów i coraz bardziej przypadały sobie do gustu. Tak naprawdę nie było innej opcji, urok tej Villadsenówny był akurat bardzo nieodparty, przez co nawet gdyby reszty osobników o tym samym nazwisku Inga miała nie polubić, to jej po prostu by nie potrafiła. Sto sześćdziesiąt osiem centymetrów ogromnej słodyczy i niebanalnej Matyldkowości przyciągało Rudą jak przepotężny magnes. To właśnie siedząca obok niej Puchonka, tak mocno ściskająca teraz jej dłoń, była najlepszą kandydatką na przyjaciółkę od serca. Taką, która zawsze pocieszy, rozbawi, zainteresuje czymś nowym, w zamian żądając tylko sporadycznego pocieszenia. Ot, od czasu do czasu.
- No właśnie, Złoty Sfinks! - powiedziała z prawie takim samym, świeżo zrodzonym zainteresowaniem, jak gdyby o całym turnieju nie słyszała od paru lat i dopiero teraz ktoś łaskawie jej o tym przypomniał. No cóż, mimika rudowłosej podążała śladem każdej myśli, którą Olivia w kilka krótkich chwil zdołała upchać do swojego małego wywodu. A to coś w stylu "o, serio?" kiedy padła wzmianka o nowych lokatorkach Puchoneczki, a to "no pewnie, masz rację!" kiedy mówiła o Gilbercie, aż do "cóż, zobaczymy" kiedy dziewczęta weszły na temat konkurowania ze sobą w projekcie. Ingrid bardzo chciała wygrać. Ze wszystkimi, którzy należą do Vesper, nieważne czy to przyjaciele, czy nieznajomi, czy najgorsi wrogowie. Chciała pokazać, że nie jest tak beznadziejna jak jej matka, że to ona właśnie, odcięta od swojej pseudo-rodziny - nawet jeśli początkowo wbrew własnej woli - jest z nich wszystkich najbardziej utalentowana. Że to ona zasługuje na medal i że to ona obejmie kiedyś posadę w Ministerstwie, a stamtąd zmieni realia wszystkich czarodziei na lepsze. Na razie niespecjalnie jej to szło. Oblała egzamin na teleportację, a na zajęciach z patronusa uciekła z piskiem z sali. Kto wie, czy była to presja Sfinksa czy po prostu własna beznadziejność? Ings nie chciała o tym myśleć.
- Cóż, Mattie, bardzo zależy mi na wygranej, na pewno to rozumiesz. Ale nie sądzę, żebym miała z nimi wszczynać jakiekolwiek kłótnie. Pokonają mnie, niech będzie, mam prawo być zła tylko na siebie, ale jeśli ja je pokonam, to one też mają prawo być złe tylko na siebie. Jeśli wszystkie będziemy o tym pamiętać, to nic złego się nie stanie - odpowiedziała pokrzepiająco, poklepała platynkę po głowie i chcąc nie chcąc, spojrzała w jej oczy. Właśnie wtedy dostrzegła zmianę ich wyrazu, momentalnie domyślając się jej powodu. Przygryzła wargę, ledwo widocznie, delikatnie, tak jak to się robi, kiedy popełnia się mimowolnie spore faux pas, a o którego istnieniu człowiek dowiaduje się dosłownie sekundę po tym, gdy je popełnił. Nie pytając o więcej, przytuliła dziewczynę do siebie, szukając w głowie jakichkolwiek słów, które mogłyby ją trochę rozweselić.
- To już dziewiętnaście? Odynie, jak ten czas szybko leci! I nawet po tobie nie widać! Myślę, że mogłabyś jeszcze ze dwa lata zaczekać z dorosłością, ale jeśli chcesz, to możesz na mnie liczyć, zawsze ci pomogę, rozumiesz? - i chyba ta chwila zastanowienia zadziałała całkiem dobrze!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   

Powrót do góry Go down
 

Korytarz na VI piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz na VII piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Tajemniczy korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-