IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz na VI piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4484
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Korytarz na VI piętrze   Pią Cze 11 2010, 18:23

First topic message reminder :

Jest to zwykle najrzadziej odwiedzany korytarz, raczej dość trudno wpaść tu na tłumy osób. Być może właśnie dlatego, że na tym poziomie zamku, wykładane są przedmioty nie cieszące się wielką popularnością. Liczne witraże w oknach nie przepuszczają wiele światła. Atmosfera jest tu więc dość tajemnicza i spokojna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Nie Kwi 20 2014, 14:27

Bo wszystko co czujesz determinuje przede wszystkim miejsce, w którym tymczasowo się znajdujesz dotykając tego świata. Kto wie, może to grząski grunt smutku, który rzuca Cię w otchłań, gdzie szaleje fałsz? To chyba możliwe. A może to zupełnie inna ścieżka tętniąca dobrem? Poza tym osobowość każdego z nas była inna, zbudowana z miliona kolorowych kamyków o różnej powierzchni raz chropowatej, a raz nie, bo tak. Bo musimy być inni by tęsknić za odrębnością, która była naszym wypełnieniem. Mathilde wyjechała z Red Rock, szukała ucieczki ze ścisłych ramion zmarłej bliźniaczki, która rozpadła się nie wiadomo gdzie. Gdzieś tam w głębi siebie zazdrościła Ingrid tego, że ma taki dobry kontakt z Astrid i tamta jest na wyciągnięcie ręki pomimo wielu problemów. Ona nie miała już tego luksusu. Nawet żyjące rodzeństwo po prostu wystawiło ją do wiatru porzucając byle jak, bo przecież dobrze tak jest. Bez zbędnych słów odeszli... Nie chciała tam wracać. Nie widziała siebie pośród korytarzy tonących w głębinach wodnych. Bała się wrócić do miejsc, w których ta historia się zaczęła. Nawet rozgrzany piasek na plaży nie byłby w stanie zagwarantować jej spokoju w życiu. Musiała wybrać, albo zostać tu, albo spakować się i jechać do Kopenhagi. Nigdy Red Rock, nigdy kolejna zmiana uczelni. Dość tych zmian, albo wóz albo przewóz i nieważna była splątana siatka uczuć, w której się była zniewolona. Te ludzkie odruchy dyktujące jej negatywną zazdrość, złość, płacz... Chciała to z siebie wyrzucić, nawet jeśli ceną byłoby wyrwanie jeszcze jakiegoś elementu. Uśmiechnęła się do przyjaciółki słuchając jej głosu, czarując się w jej racjonalnym podejściu do wszystkiego, gdzie błądziła po co ciekawszych miejscach, aż w końcu można powiedzieć, że przeszła do tej najczarniejszej części ich rozmowy i otoczyła Math ramionami, a ta na moment zamknęła oczy chowając się w chmurze perłowych włosów.
- Dwa lata? To mało czy dużo? Jak to się ima do wieczności? Hm? Saszka mi ostatnio mówiła, że nie liczy się wiek fizyczny, ale wiek duszy. Bagaż doświadczeń itp. Co sądzisz? Na co można w tym liczyć? Czy jest w tym ziarno prawdy? Sheila i Shane na pewno tu będą, cieszę się, że nie będziecie się kłócić. To naprawdę dobre wieści i czuję się dzięki temu dobrze... To takie ciepłe, że nareszcie jest ktoś, kto nie zniknie jutro, ale że zostaniecie tutaj chociaż przez jakiś czas. - Mruczała zadowolona, bo przecież obecność Ingrid to była jedna z najlepszych wiadomości w ostatnich czasach. Cieszyła się z tego Złotego Sfinksa, który wniósł świeży powiew powietrza do jej życia i zabrał zeszły rok do kufra, w którym był cały gorzki żal... Chcesz trochę? To sobie weź, ale nie uwalniaj go za wiele, co by nie rozprzestrzenił się ponownie wszędzie. Dopiero teraz Mathilde była gotowa na wiosenne porządki, które inni rozpoczęli zdecydowanie wcześniej. Potrzebowała bodźca. Jeden z nich właśnie ją przytulał, inny kręcił się po zamku w postaci Sheili i Shane. I chciała, żeby tak zostało, żeby to uczucie spokoju choć przez chwilę było tuż obok niej.
- W ogóle co u Astrid? Jak spędziłyście ostatni rok? Opowiedz mi coś o tym tajemniczym obozie. Co robiliście? Bardzo bym chciała o tym posłuchać! - Ożywiła się wyrywając się z ramion Ingrid, by otrzeć pojedynczą łez, co by uśmiech mógł wrócić na jej twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Göteborg, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : ścigająca, UWAGA! Oszukana orientacja :||||
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8030-ingrid-westerberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8042-ingrid
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8045-gulfryda#224864
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8044-ingrid-westerberg#224862




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Nie Kwi 20 2014, 17:55

Och, Ingrid na pewno nie zgodziłaby się z teorią zakładającą, że ludzi kształtuje miejsce, w którym tymczasowo się znajdują. Postawiona przed żądaniem wytłumaczenia swojego stanowiska, bez zastanowienia przywołałaby przykład z życia wzięty, chociaż praktycznie nikomu nie znany. Mówiłaby o dziewczynce, wykorzystywanej przez matkę do żebrania i kradzieży, o takiej dziewczynce, która nie dała się złemu wpływowi, nawet jeśli rzeczywiście wykonywała powierzone jej zadania. Wspomniałaby też oczywiście o tym, że to dzięki solidnej opiece pewnego fotografa owa dziewczynka mogła w pełni rozwinąć skrzydła i zacząć szerzyć dobro, tak jak to chciała robić od początku, a tak jak zrobiła nakłaniając go do przygarnięcia swojej późniejszej siostry. W tenże sposób doszłaby do wniosku, że to właśnie sama osoba, jej wewnętrzne "ja", które istnieje od samych narodzin, decyduje o tym co czuje i jak się zapatruje na wydarzenia wokół siebie. Rzecz jasna, nie jest to wcale racjonalne podejście do życia, bowiem pogląd tego typu wyglądałby zupełnie inaczej. W każdym razie, to że poszczególne osobowości są zbudowane z różnych, kolorowych kamyczków, Westerberg uznałaby za przepiękną wizję i właśnie z nią zgodziłaby się w stu procentach. Gołym okiem widać przecież jej prawdziwość. Można to porównać nawet na Indze oraz Astce, które - niby siostry! - drastycznie się od siebie różniły. Kamyczki Rudej miałyby pewnie stonowane, gorące odcienie, a kamyczki blondynki mieniłyby się miliardem różnych barw, chaotycznych, niemożliwych do opanowania. Niby tak drobny szczegół osobowości, a jaki istotny! Ings martwiła się tylko, że kamyczki Mathilde podczas ich spotkania wydawały się być jakieś szare, smutne, niecodzienne. Starała się tego na zewnątrz nie pokazywać, ale w głębi duszy dzwoniły jej wątpliwości. Ich potwierdzenie znajdowała we wszystkim, co platynka dziś mówiła. Entuzjazm jawił się w każdym, najmniejszym nawet słówku, ale był słabszy niż wtedy, kiedy się poznały. Zmiana na pewno zaszła.
- Och, no wiesz, nijak to się do wieczności nie ma, ale jak na razie bardziej obchodzą cię twoje fizyczne lata. Duszę też masz na pewno bardzo młodą, sądzę, że Baldur uszył cię ze wszystkiego, czego jest patronem, czyli dobra, piękna i mądrości, a wypuścił ledwie dziewiętnaście lat temu. Dopiero w Walhalli, jako wojowniczka walcząca właśnie w imieniu Baldura, będziesz się martwiła swoim duchowym wiekiem. Ale pójdziesz tam wtedy, kiedy swój bagaż doświadczeń wypełnisz aż po same brzegi, dobrze? - skończyła, przez cały wywód głaszcząc śliczne włosy przyjaciółki. Bardzo ich jej zazdrościła - nie w sensie koloru, a w sensie tego, jak dobrze do niej pasowały. Czysta, niewinna, może nawet trochę naiwna. A Ingrid? Cóż, jej loki też były bardzo ładne i nawet by na nie nie narzekała, gdyby nie to, że robiły z niej kogoś żywiołowego, może nawet trochę bezmyślnego. Ratował ją chyba tylko odcień, tak bardzo trudny do rozróżnienia. Czy to rude, czy to brązowe? A może jaki inny diabeł? Dobrze było w ten sposób zbijać ludzi z tropu, jednak czasem marzyła o zostaniu blondynką. I nawet zostawała, ale momentalnie dochodziła do wniosku, że dziwnie jej tak, więc nigdy nie zmieniała barwy swych kudłów na stałe. I już nie zmieni, Koczewską zdążyłam znienawidzić za takie przemalowanie!
- Kułyśmy jak głupie, żeby nie wyjść na idiotki podczas projektu. Mała ma chyba teraz spory problem z aklimatyzacją, ale nie zmienia to wcale faktu, że biega po zamku nie myśląc zupełnie o tym, czy się zgubi, czy nie. W sumie bardzo dobrze, bo nie mam zamiaru jej ciągle niańczyć, ale martwię się. Ogólnie to jesteście podobne, ale tak sobie myślę, że ona trochę gorzej by sobie poradziła, gdyby miała wszystko robić na własną rękę. No w każdym razie, na tym szkoleniu wszyscy mieli taki miesiąc integracyjny. Poznawaliśmy się, robiliśmy dużo rzeczy wspólnie i sprawdzali trochę nasze umiejętności, żeby oczywiście je potem polepszyć, sama rozumiesz. Kiedyś ci jeszcze dokładniej opowiem! - skończyła wreszcie, uśmiechając się znowu i spoglądając na witraż za ich plecami. Gulfryda troszkę się uaktywniła, wskakując jej pani na kolana, aby stamtąd podziobać delikatnie palce dziewczyny, tak jak to zawsze robiła, kiedy domagała się pieszczot. Rudowłosa syknęła cicho, ale za moment już głaskała milutkie pióra swojej pupilki. Westchnęła cicho, przenosząc na nią wzrok.
- Nie mogę się doczekać pierwszych zadań. Cały rok na to czekałam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Kwi 26 2014, 12:30

Racja, to właśnie tak wyglądało. Nikt nie potrafił Ci dokładnie powiedzieć którędy masz iść, ale wiedzieli co masz robić. Nikt nie wiedział kim będziesz, ale od początku mówili, że masz ciężko pracować pomijając cały bagaż doświadczeń, który z dnia na dzień robił się co raz cięższy. Mathilde tęskniła za momentami, gdy siedziała na schodach w domu z lalką w ręku i po prostu głaskała ją po główce bardziej uspokajając tym siebie niż "podopieczną". Zwykle czekała wtedy na Veronique, śpiewała coś pod nosem, by uciszyć kłótnie rodziców, by przywołać Gilberta, albo Feliksa. Zwykle zabierali ją wtedy do siebie do pokoju i mogła podpatrzeć, jak bawią się prawdziwi mężczyźni! Była córeczką Ministra Magii i to chyba też w końcu ukształtowało ją. Z trudem to wszystko widziała tak jak trzeba, ale bardzo się starała. Przecież wtedy jej kamyczki były kolorowe jasne. W końcu jednak minęły pewne lata, pierwsze zakochania, nieudane spotkania... I związek z Kaiem, który przebarwił ją, włożył w nowy krajobraz, gdzie jedno nienawidziło drugiego. Bardzo długo walczyła, spostrzegała siebie w tym wszystkim przez chwilę, potem zniknęła tonąc w wielkim żalu, w zaprzepaszczaniu związku, który mieli tworzyć. Younga już nie było, bliźniaczki nie było, Romeo wyjechał, Felix przynajmniej się pożegnał. Tak bardzo chciała, by Young i Villadsen stanęli na wysokości zadania, by powiedzieć jej, że ma spadać, zapaść się w bagno, bo jest im zbędna... I choć byłyby to przykre słowa, może wtedy potrafiłaby stać się obojętną wobec nich. Może nie rozglądałaby się nerwowo na korytarzu, nie płakałaby, spałaby... A jej kamyczki nie byłyby teraz szarawe, jak to stwierdziła Ingrid. Gdzieś tam w środku wiedziała, że nie należy się wiecznie rozliczać z kłamstw, rozpowiadać gorzkich prawd. Ale czy stosowała to w praktyce? Bezpowrotnie wszystko minęło. Skończyła się era Red Rock, a ona miała ochotę chwilami wybuchnąć płaczem. Nie potrafiła tego zatrzymać, zbyt wiele sytuacji ułożyło nową Mathilde Villadsen, która uczyła sie, że w życiu jest zdecydowanie więcej ostrych krawędzi, porozstawianych pułapek... Wszystko co możesz tu zobaczyć, to przecież same brzydkie rzeczy. Gdybyś jednak miał wgląd do wszystkich ludzkich umysłów, spostrzegał to jacy są, a jacy mieli być w zamyśle Boga... Może rozpadłbyś się w szoku? Kto wie, może to perłowłosa miała być silniejszą, odrzucającą Kaia, nienawidzącą brata, brnącą dzielnie przez szare odmęty porażek, by wreszcie pokazać, że jest zwycięzcą? Ale okazała się być zupełnie innym typem. Niespodzianka? Wypadek przy pracy? Czy działanie jakiegoś magicznego eliksiru, którą mama poiła ją za młodu?
- Powinnaś mi pożyczyć książkę o tych bogach. Chciałabym chyba ich namalować. To byłoby fajne doświadczenie, mało wiem o tamtejszych wierzeniach. - Przyznała się. Gdyż choć uważała, że inne kultury mogą być inspirujące, to nauka Historii Magii i innych tego typu podobnych, była nieco demotywująco trudna.
- Astrid jest silna. Musisz w nią uwierzyć. To najpiękniejszy prezent, który możesz jej dać. Wiara zaplatana zaufaniem. Zawsze wtedy człowiek czuje się być o krok bliżej swoich marzeń. To oczywiście nie oznacza, że masz ją zostawić. Bądź przy niej, bądź. Ale nie rób niczego za nią. Jest bardzo mądra, jest wyjątkowa. Ona też musi w to sobie odnaleźć. Tak jak Ty. - Dodała poważnym tonem uśmiechając się pod nosem, bo przecież to była racja. Ludzie potrzebowali czyjejś wiary, zaufania, by odgrzebać w sobie siłę. Siłę do tego by ocalić każdy świt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Göteborg, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : ścigająca, UWAGA! Oszukana orientacja :||||
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8030-ingrid-westerberg
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8042-ingrid
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8045-gulfryda#224864
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8044-ingrid-westerberg#224862




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw Maj 01 2014, 11:27

I właśnie to kształtuje człowieka - jego osobiste przeżycia. Nie to, że obcuje z konkretnymi ludźmi, w konkretnym miejscu, w konkretnym celu, a to, jak z nimi obcuje. Czy jest to pozytywna relacja, czy może jednak negatywna? Wszystko na tym naszym pięknym świecie jest względne, a Ingrid bardzo często potrafiła i chciała brać owe względności pod uwagę, zanim w ogóle wykształtowała sobie na jakikolwiek temat opinię. W przypadku Mattie zawierały się one właśnie w tym, iż nie miała najwspanialszej rodziny na świecie oraz tym, że jej pewnie najlepszy związek rozpadł się niedawno na kawałki. Układając równanie dotyczące swojej przyjaciółeczki, Ruda nie mogła wziąć drugiej względności pod uwagę, bowiem nic o niej nie wiedziała, a w tym wypadku otrzymywała trochę zakłamany wynik - Tillie jest zbyt delikatna, więc to na pewno dlatego ostatnimi czasy kamyczki, z których się składała, były zbyt szare. Fałszywa teoria i fałszywa rozwiązanie, jakiego Ings zaczęła szukać, z pewnością nie wyjdą ani jednej, ani drugiej na dobre, ale to nic, tak długo jak pomoc od Szwedki nie będzie zbyt nachalna. Chociaż z nią nigdy nic nie wiadomo!
- Ooo, dziewczyno, w takim wypadku miałabyś do przeczytania z milion stron, bo po przerobieniu podstawowej, bardzo ogólnikowej książki, nie wytrzymałabyś i zaczęłabyś studiować nawet najstarsze księgi. Hehe, nie żeby coś, ale ja jestem obecnie na ósmym tomie dwudziestoczęściowej historii Skandynawii. Zresztą, tacy z nich bogowie jak z nas dwóch, Mattie. Wszyscy byli czarodziejami, tyle że trochę bardziej utalentowanymi niż reszta. A mugole, tak bardzo łatwowierni, stwierdzili że są bóstwami. To takie ciekawe, kurczę no! - skwitowała i zamyśliła się na chwilę, czy gdyby przypadkiem nie zaczęła pokazywać jakimś niemagicznym ludziom swoich zdolności, to i jej nie uznaliby w końcu za boginię. Pomijając oczywiście interwencję Ministerstwa, które na takie wybryki za nic nie wyraziłoby zgody!
Pokiwała w milczeniu głową, słysząc chyba najlepszą radę co do opiekowania się Astką, jaką kiedykolwiek mogła dostać. Uśmiechnęła się też przy tym, aby zaraz zejść z parapetu z Gulfrydą na ramieniu. Powiedziała Villadsenównie, że już najwyższy czas, aby ta oprowadziła ją po szkole, a za chwilę obie zniknęły gdzieś w zawiłym labiryncie hogwarckich korytarzy.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 244
  Liczba postów : 185
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8355-wojtek-zielinski
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8357-kloc-sie-ze-mna#235046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8358-skoro-juz-musisz#235049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8356-wojtek-zielinski#235042




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Maj 17 2014, 19:38

Znów to robił, rozpamiętywał, rozmyślał maltretując swój umysł. Odpuszczał na kilka chwil i zaczynał od nowa, raz i raz sięgając po rzeczy z którym zmierzyć się nie chciał. Zadania ze Sfinksa zajmowały mu wiele czasu, zbyt wiele. Nie szło po jego myśli. Nie tak jak powinno. Coś tam niby mu się udało zrobić, jedno i drugie zadanie. Początki bywają najtrudniejsze. Chyba. Tak mówią. Zieliński w to nie wierzył. Myślał, że to tylko rozgrzewka przed tym co będzie czekać ma niego dalej. Myślał, że jest gotowy. Nie przyjechał do Anglii tylko po to, aby zrobić z siebie pośmiewisko, a czuł że powoli do tego zmierza. Stawia kolejne kroki nie w tym kierunku co potrzeba. Jaśmina gdzieś mu ciągle umykała. A chciał ją zapytać o Tobyego. Wybić jej z głowy słuchanie jego wymówek. Każdy miał w życiu jakiś syf, który ciągnął za sobą dokładając do worka co i raz kolejne rzeczy. Sam też go miał, jak wszyscy. Przeszedł kolejne schody skręcając w następny z korytarzy. Początkowo myślał, że pusty. Za zbroją dopiero zobaczył ją. Mandy. Słodką Mandy. Wyglądała teraz niewinnie przy blasku księżyca, który wkradał się przez jedno z tych wielkich okien. Stała sama. Bez nikogo. Nie skradał się. Szedł tak jak wcześniej. Powoli z dłońmi wciśniętymi w kieszenie.
- Jesteś - stwierdził rzecz oczywistą, podchodząc od tyłu i obejmując ją w pasie. Różnica wzrostu była znacząca. Brodą mógł bez problemu dotknąć czubka jej głowy, jednak nie zrobił tego. Wolał się nachylić, aby ciepłym oddechem podrażnić skórę karku na którym złożył przelotny, niemal niezauważalny pocałunek. Krótki. Bardzo. Mocniej tylko przyciągnął ją do siebie. Tak żeby mu nie uciekła. Jak to miała w zwyczaju. Ostatnio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Maj 17 2014, 21:16

Późna godzina, a ona dopiero co wyszła z biblioteki kreśląc teraz na parapecie ostatnie litery w swoich przegenialnym wypracowaniu z zaklęć niewerbalnych, które zadał profesor Blythe. Cóż, nie było jednak łatwo. Ostatnie wypracowanie zniknęło w tajemniczych okolicznościach, a ona spędziła kilka godzin w bibliotece nad szukaniem odpowiednich książek, które wynagrodziłyby profesorowi jej spóźnienie. Przecież wcale nie chciała, nie wiedziała że on ma takiego hopla na tym punkcie. Aczkolwiek uśmiechała się delikatnie na fakt, że znów będzie mogła rzucić się w wir nauki. Tak oto właśnie kluczyła pomiędzy półkami pachnącymi starymi pergaminami i gdy wyciągnęła odpowiednie lektury to przebrnęła przez setki stron, by teraz pisać podsumowania na rolce pergaminu. Bawiła się piórem przygryzając jego końcówkę, gdy tylko zastanawiała się nad dalszym ciągiem jakiegoś zdania. I w sumie to, chciała już iść do dormitorium. Przecież był wieczór. Odpowiedni na to, by położyć się wcześniej w łóżku, zasnąć. Nie myśleć. Tak, potrzebowała odmóżdżenia. I nim do tego doszła poczuła, jak w pół obejmują ją ręce, które znała, ale które były teraz tak cholernie obce. Wyprostowała się jak struna wciskając rolkę pergaminu do torby... Westchnąwszy poczuła jak uścisk się wzmacnia, ale znając dalszy ciąg takich spotkań ugodowo zbiegła dłońmi do splotu rąk i delikatnie odplątała je by teraz oswobodzić się i odwrócić się w jego stronę z uśmiechem. Z uśmiechem, który był pożegnalnym? Cóż ta Mandy mogła mieć na myśli?
- No jestem. Chcesz mi sprzedać bajeczkę o tym jak tęsknisz i jak bardzo mnie potrzebujesz? Mów waćpan, chętnie posłucham. - I właśnie na te słowa wskoczyła na parapet zakładając nogę na nogę i przyglądając mu się z żywym zainteresowaniem. Co go do niej sprowadzało? Ulotne chwile na obozie w Złotym Sfinksie? Oczywiście. Było bardzo, ale to bardzo przyjemnie odstresować się we własnym towarzystwie... Ale dla swojego dobra nie powinien jej teraz tak obejmować. O ile ma ochotę uczestniczyć w dalszych rozgrywkach. Bo chyba ma, prawda? Seth by raczej nie pozwolił mu wyjść z tego cało. Wyciągnęła dłoń w jego kierunku, by z czoła odgarnąć kilka złośliwych kosmyków włosów.
- Co słychać chłopczyku o dziwnym imieniu? - Zdecydowanie Mandy po raz pierwszy miała styczność z Polakiem, a jego nazwisko było tak trudne dla niej w wymowie, że po prostu unikała sytuacji, kiedy musiała się z nim zetknąć. Pomimo to lubiła jego śmieszny akcent w angielskim. Może dlatego namawiała go do tego by mówił, a nie dotykał. Mowa nie jest zdradziecka, mowa im nie zaszkodzi. Dotyk tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 244
  Liczba postów : 185
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8355-wojtek-zielinski
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8357-kloc-sie-ze-mna#235046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8358-skoro-juz-musisz#235049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8356-wojtek-zielinski#235042




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Nie Maj 18 2014, 00:29

Nie trzymał na siłę. Pozwolił rozplątać swoje ręce i teraz patrzył na nią jak ona na niego. Nie dostrzegał Zieliński w tym uśmiechu nic pożegnalnego. Nie widział albo nie chciał.
- Wolisz usłyszeć o tym jak bardzo Ciebie pragnę czy jak zaćmiewasz urodą wszystkie inne w tym zamku? Jedno i drugie Ci powiem. Spokojnie, czasu mamy dużo. W każdej bajce jest trochę prawdy, może i więcej się w którejś znajdzie - podszedł zaraz za nią do parapetu, oparł się tyłem o niego Zieliński i nachylił w stronę Mandy. Zmniejszył od razu dzielący ich dystans. Tak bardzo teraz niepotrzebny i niechciany przez niego. Chwile ulotne, których teraz mu brakowało. Nie ważne, że obóz się skończył. Napięcie nie opadło. Stres też nie, bo zadanie goniło zadanie. Tylko, że Mandy miała kogoś. Tak na poważnie, podobno. Zielińskiemu sama powiedziała, taka z nim szczera była. Nie wiedział tylko chłopak co ma z tym zrobić. Bo nie obeszła go ta wiadomość wcale. Przekazać dalej? Też jakaś myśl. Zieliński nie chciał związku, tylko tych ulotnych chwil. Niczego więcej. Żadnego angażowania, wypatrywania siebie w dalekich krańcach korytarzy, pisania listów miłosnych, wspólnej przyszłości. Nic z tych rzeczy. Nie myślał o tym, co może zrobić mu Seth. Zieliński go nie znał, więc i nie obawiał się kogoś kogo na oczy nie widział. Złapał dłoń, którą odgarniała mu te niesforne kosmyki. I przyciągnął do siebie. Blisko.
- Co słychać dziewczynko, co bajek chce słuchać? - Zapominając o tym, że najpierw mógłby odpowiedzieć, odbił tylko pytanie. Trochę nieświadomie to zrobił. Może mu Mandy wybaczy i sama zacznie mówić. Zieliński taki skory do słów nie był. Wolał dotyk. Sunął ustami po tej dłoni co to wcześniej bliżej przyciągnął do siebie. Nie zamierzał szybko skończyć. Wieczór był, późny bardzo. Większość już dawno siedziała w dormitoriach i pokojach wspólnych. Nie obawiał się, że ktoś mógł na nich wpaść. Przeszkodzić. Nic złego nie robili. Nie na korytarzu. W myślach Zielińskiego i owszem. Nie złego może, ale odebrane by to było niedobrze przez innych. Gdyby na korytarzu zaczęli to robić, a nie tylko w myślach jego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Wto Maj 20 2014, 17:55

Mandy nie panowała nad emocjami, często uległa wpływowi chwil poszukując desperacko bliskości. Nie raz znajdowała jej źródło, z której czerpała pełnymi garściami, aż do znudzenia. Czy jednym z tych źródeł był Zieliński? Otulała go ciepłym spojrzeniem zielonych oczu ukrytych pod wachlarzem wytuszowanych rzęs. Słabo go znała. Albo może nie tyle co słabo, co tyle że nie dałaby poświęcić swojej ręki za pseudo niewinność, za coś co jedni nazywają zwykłą potrzebą bycia czystym. W oczach jego było coś straszniejszego, bardziej obcego, czego ona nie potrafiła nazwać. Pewnie dlatego,że szybko przestała z tym obcować, a teraz krążyła między kolejnymi myślami unikając nieprzyjemnych spojrzeń. Problem w tym, że znalazł ją, a ona teraz próbowała się uwolnić z tej dziwnej nici ich znajomości mimo tego, że chciała ją zachować na później, na chwilę pod tytułem "gdyby coś się stało", ale gdyby ceną kolejnego pasma szczęść było zakończenie tej znajomości odeszłaby z tego korytarza nie oglądając się ani razu do tyłu. Materialistka w sferze uczuciowej pragnąca być w centrum uwagi, w centrum twojego dotyku, głosu, postrzegania świata. Ile na jej ustach zostawisz niewypowiedzianych słów, nawet tych agresywnych, niegrzecznych... Ile myśli teraz rodziło się w jego głowie... Gdy MMS siedziała grzecznie na parapecie z założoną nogą na nogę i głaszcząc go po czole nawet nie zarejestrowała momentu, gdy zatrzymał jej rękę przy sobie. Wydawało się jej to tak naturalne wplecione w splot dziwnych chwil, słów, że dopiero po kilku sekundach drgnęła czując, jak przebiega ją po plecach zimny dreszcz. Mimo to uśmiechnęła się cwaniacko prezentując diastemę.
- Bajek. Kiedy ostatni raz słyszałeś prawdziwą bajkę? Może czas pójść do biblioteki, by jedną z nich odświeżyć w pamięci? Przeczytasz, potem mi opowiesz ze zmienionymi elementami, które będziesz uważał za lepsze. Hm? Lubisz opowiadać bajki, których chcę słuchać? - Zadała mu podchwytliwe pytanie, bo któż wie co rodziło się w jej głowie gdy była mała. Wszak jej matka jest pisarką. A ona sama krążyła między półkami w domowej biblioteczce, by oglądać kolorowe ilustracje nim poznała wszystkie litery. Chciała być jedną z tych księżniczek w różowej sukience, które przeżywały potem mnóstwo przygód okazując się mistrzyniami w strzelaniu z łuku. Tego nigdy się nie nauczyła, a szkoda... Może idealną inscenizacją ich znajomości byłby moment, kiedy strzeliłaby mu w oko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 244
  Liczba postów : 185
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8355-wojtek-zielinski
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8357-kloc-sie-ze-mna#235046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8358-skoro-juz-musisz#235049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8356-wojtek-zielinski#235042




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw Maj 22 2014, 20:28

Bawić się chciał jej włosami. Niesfornym kosmykiem co go po policzku łaskotał. Przyjemne to było, podobało się Zielińskiemu, więc nie zrobił nic, aby się pozbyć go z twarzy. Czuł wtedy, że Saunders jest blisko. Nie tak jak wtedy. Na obozie. Przed tym wszystkim. Zanim jeszcze poznali swoje imiona. Albo później. Kiedy już je poznali. To dziwne takie było trochę. Dla niego. To wszystko. Ten projekt. Anglia. Zamek. Mandy. Ona była najdziwniejsza. Miała w sobie co Zielińskiego ciągnęło do niej. Ten uśmiech może. Coś więcej musiało w tym być. Nie tylko uśmiech się liczył czy wygląd. Owszem przyjemnie było popatrzeć, ale to nie wszystkim było. Banalnie jest kiedy inni mówią o wnętrzu. Duszy. Czy czymś jeszcze bardziej odległym czego dotknąć nie można. Chodziło o inne rzeczy. Zieliński nie umiał ich nazwać, ale wiedział. Czuł, że nie liczyła się tylko ładna buzia. Zgrabne ciało. Miękkie usta. Głębokie oczy. Mógł wymieniać tak długo. Nie robił tego. Nie pozwalał, aby takie słowa płynęły przez jego usta. Nie w jej kierunku. Nie w kierunku żadnej. Odsłoniłby siebie wtedy. Ładne słówka to co innego. Tych to mógł powiedzieć wiele. Tutaj chodziło o coś innego.
Dobrze mu było tak tutaj z Mandy. Cicho jakoś się na korytarzach zrobiło. Nie musiał Zieliński być teraz tak blisko, aby ją usłyszeć. Nic go jednak nie powstrzymywało przed tym, aby przysunąć się jeszcze kawałek. Bliżej. Odrobinę. Nie myślał o tym co będzie później. Jutro. Za kilka minut czy sekund. Nie było ważne. Najważniejsze było tu i teraz. Tak się już nauczył. Nauczyło go tego życie. Trwał tak bez końca nie rozpamiętując przeszłości i nie patrząc w przyszłość.
- Nie muszę nic czytać. Opowiem Ci bajkę i bez tego. O dziewczynce co chłopca miała. Szczęśliwa z nim podobno była. Trwała tak z nim. Dzień i noc, noc i dzień. Jednego go miała. A mogła mieć ich wielu. Znasz bajkę taką? - spytał Zieliński, kiedy ustami już doszedł szyi Mandy. Lekko ją przygryzł. Tak, żeby nie został ślad. Na razie. Owiał oddechem płatek ucha Saunders, drażnił dalej jej skórę nie mając zamiaru przestać. - Może i była szczęśliwa. Dla mnie to było tak, że sobie to wmawiała. Wierzyć w to chciała. I nic więcej. Powinna ta dziewczynka zapomnieć o tym chłopcu na chwilę. Emocjom dać się ponieść. Zobaczyć co przyniesie los. Który bywał przewrotny, ale przynosił czasem i dobre rzeczy - kontynuował opowiadanie. Drażnienie oddechem również. Drogą ręką położył na kolanie Mandy. Przypadkiem. Celowo. Tak, celowo. Na udzie już za chwilę była i nie przerywała wędrówki ta ręka Zielińskiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Nie Maj 25 2014, 11:41

Mandy uwielbiała taniec zmysłów. Gdy czuła, że każda komórka jej ciała jest poddana trunkowi pełnemu alkoholu połączonego z delikatnym dotykiem, który nawet przy rozdzieraniu materiału ulubionej sukienki, uhonoruje ją bez względu na to jak bardzo będzie potem żałować swoich czynów. Zawsze żyła w cieniu, nie potrzebowała egzystować w blasku fleszy bo dość konkretnie spychana była przez swoją siostrę... Od jakiegoś czasu, gdy zaczęła podążać swoją drogą wszystko się zmieniło. Pewne zasłony opadły z okien, by podarować jej więcej słońca... Bajek, które przy śnie będą dobrą melodią opowiadającym o ostatnim dniu. I choć już teraz mogła podejść do grupy ludzi nazywanych szczęśliwymi to nie do końca wiedziała czy to nie będzie kłamstwo. Bo czy apetyt nie rośnie w miarę jedzenia? Czy teraz nie chciała więcej i mocniej? Przeżywała wszystko. Trzęsły się jej ręce gdy otrzymywała list z kolejnej agencji, która zapraszała ją na sesje zdjęciową. Wydawała się być wtedy przez chwilę nieśmiała, ale przechodziła proces, w którym po prostu stawała się najbardziej naturalną osobą na świecie i to właśnie przed obiektywem. Na samo wspomnienie pewnych sesji na jej twarz wpełzał uśmiech. Taka właśnie była Mandy Maurine Saunders. Potrzebowała uwielbienia, uwagi, kogoś kto troskliwie będzie jej mówił komplementy. Słowa, które tylko podkreślą jej przekonanie o tym jak jest ładna, zgrabna i tak dalej. Bo sama w to nie wierzyła. To ludzie sprawiali, że czuła się perfekcyjna. Przed lustrem obserwowała każdą swoją wadę co raz bardziej wymagając od siebie restrykcyjnych diet i zaklęć, które rzekomo miały utrzymać przez x czasu tę samą wagę. Z dotykiem natomiast, który darował jej teraz Wojtek czuła się tak jakby przebiegał po niej prąd elektrycznych roztaczający ciekawą łunę, która wzbierała się w podbrzuszu. Z trudem przywracała się do świata realnego z nieznaczną siłą próbując go od siebie odciągnąć. Ale znowuż nie tak, co by mógł poczuć to odrzucenie na własnej skórze. Przecież potrzebowała adoratorów bardziej niż tlenu. Czasem bywała zbyt próżna, by być prawdziwą.
- A może ta dziewczynka wiedziała już, że ten to ten i że szczęście to pojęcie bardzo względne, indywidualne, ale jej... I może wiedziała, że nigdy nie będzie szczęśliwa... Ale to jest ten. I niekoniecznie potrzebowała eksponować siebie dla innych. Hm? Czy to nie byłby odpowiedni morał, który zaserwowałaby kolorowa książeczka dzieciom? - Spytała zastanawiając się czy to co powiedziała rzeczywiście jest o niej i znów postarała się go od siebie odepchnąć co by mogła patrzeć mu w oczy z jakiegoś tam dystansu. Nie za blisko... Dotyk uzależniał. Ale to nie był dotyk, który do niej należał. To po prostu był jeden z dotyków, które miały pragnąć, ale obejść się smakiem.
Bo Mandy Maurine Saunders miała dobry smak... Jak wino? Cóż, to już chyba zależy od alkoholu, który popijasz gdy chcesz się dobrze bawić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 244
  Liczba postów : 185
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8355-wojtek-zielinski
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8357-kloc-sie-ze-mna#235046
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8358-skoro-juz-musisz#235049
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8356-wojtek-zielinski#235042




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Wto Maj 27 2014, 10:21

W tych krótkich chwilach Zieliński odnajdował spokój. Nie pogrążał się w myślach. Obcował z Mandy to wystarczało. Nie na długo. Na kilka chwil. Zawsze to lepsze niż nic. Tak myślał. Choć wiedział, że zawsze to wszystko wracało do niego ze zdwojoną siłą. Mocniej atakowało niż na początku. Uczucie niemiłe. Bardzo. Jednak po raz kolejny tak robił. Obiecywać mógł sobie, że przestanie. A później zadawał sobie jedno pytanie Po co miałby to robić? Dlaczego miałby przestawać? Nie robił nic złego. Chyba. Tak myślał. Ciągnęło go do Mandy. Inaczej niż do innych dziewczyn. Na obozie wszystko było proste. Zieliński wtedy wiedział, że ona była. Tak czasem na wyciągniecie ręki nawet. W Hogwarcie jakoś inaczej się stało. Uciekać zaczęła. Kogoś miała. To nie ważne dla niego było. Miłostka jakaś. Tak uważał. Myślał tak zresztą o wszystkich związkach. Nie pchał się sam w łapy żadnego. Nie był z tych. Nie widział siebie w żadnym takim układzie. Wolny musiał być. Tak dla niego najlepiej było. Bez ograniczania. Wyznaczania twardych ram za które poruszać się nie można. Linii nie do przekroczenia, które kuszą bardziej jak głośno się powie, że za ruszyć się nie wolno. Tak widział to Zieliński. Z boku wszystko takie mu się wydawało. Inaczej nie było. Nie od środka. Z boku. Wtedy kiedy najłatwiej wszystko komentować. Wiedzieć. Wypowiadać się o czymś czego się nie doświadczyło. Najłatwiej wtedy głos zabierać.
- Gdyby ten był tym to dziewczynka byłaby szczęśliwa. Zawsze bez względu na wszystko. Tak powinno wyglądać jej życie. Robić powinna wszystko co tylko sobie wymarzyła. Pójść tu i tam. Z każdym. Na spacer do parku, nad rzekę, do teatru na wspaniałe przedstawienie. Wszędzie. Tak żeby dziewczynka wiedziała, że cokolwiek by nie zrobiła to jej wybranek będzie przy niej. Zawsze. Bez względu na wszystko. Oparcie w nim mieć powinna. Bo jeden chłopiec nie może dać takiej dziewczynce wszystkiego. Jeden to za mało. Morał zawsze ten sam płynie z tych bajek. Dziewczynka nigdy nie jest szczęśliwa. Wmawia sobie, że tak jest, aby chłopcu zawodu nie zrobić - nie znał się Zieliński na tych bajkach wszystkich. Owszem kiedyś ich słuchał. Czytała mu nawet matka pewnie. Ale nigdy nie był przekonany co do ich zakończenia. Zawsze na wyrost było. Wszyscy musieli być szczęśliwi. Bo tak. Denerwujące to było. Pokazywać miało, że świat jest idealny i jak się bardzo w coś wierzy to się to stanie. Zieliński już dawno wiedział, że tak nie było. Nie mogło tak być. Szybko zostało mu pokazane, że nie wszystko ma szczęśliwe zakończenie. Dlatego bajek wcześnie przestał słuchać. Albo negował ich zakończenie doprowadzając czytającego mu je do szału. Nie chciał być Zieliński odepchnięty, ale skoro po raz kolejny Mandy próbowała to zrobić to stanął teraz przed nią. Dłonie na jej udach położył i rozchylił je, aby stanąć między nimi. Bliżej, ale nie za blisko. Tak, aby w oczy mogli patrzeć sobie. Rąk nie zabrał do siebie. Nie włożył ich w kieszenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 441
  Liczba postów : 710
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7706-mandy-maurine-saunders#213812
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7707-no-czesc-to-ja-twoj-setny-mms#213814
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7708-sowia-mmska#213816
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7712-mandy-maurine-saunders#213857




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Pią Maj 30 2014, 01:03

Marność, wszystko marność. Słowa którymi operował by poruszyć jej słabe punkty, gdzieś świdrowały pośród tego jakim człowiekiem była, a jakim chciała być. Dotyk? Istnieje uzależnienie na dotyk? Mandy lubiła gdy ktoś w delikatny sposób wodził opuszkami palców po jej skórze rysując kolejne wzory, których ona nie byłaby już nigdy w stanie powtórzyć, jedynie tworzyłaby swoje ślady... Coś, co jej obiekt badań mógłby uznać za szczególny indywidualny prezent. Nie kłamała kręcąc się pośród tych wszystkich ludzi. Podobało się jej to, że ma swój świat i nikt jej nie przeszkadza w tym by mogła być jednocześnie dobrze uczącą się dziewczyną, ale też modelką i uczestniczką prestiżowego projektu. Liczyła, że już sam udział przyniesie jej nowych adoratorów w postaci przyszłych pracodawców. Bo tylko głupiec nie skorzystałby z szansy jaką było poznanie nowego świata, rozszerzenie znajomości. Jedną z tych znajomości był Zieliński, który dobrze całował, dobrze odwracał uwagę i dobrze wiedział co powiedzieć by zmiękczyć jej asertywne myśli. Teraz jednak było inaczej. Musiała dbać o jego bezpieczeństwo.. Jesli chciał dalej brac udział w projekcie... Wolałaby nie być na jego miejscu, gdyby Seth ich teraz razem zobaczył. Choć nie robili nic złego. Choć tylko rozmawiali, choć on tylko stał wsunięty w jej nieco rozszerzone nogi co by stać bliżej, to wszystko jednak krążyłoby to gdzieś w myśli, która chciałaby zaistnieć. Tak zatem nie do końca ogarnęła czego powinna zażądać od życia. Przyłożyła chłodną dłoń do jego ramienia, by przesunąć ją na szyję i zahaczyć paznokciem o ciepłą skórę Wojtka, na której zostawiła zarys linii.
- Dziewczynka... - Wymruczała gdzieś pomiędzy kolejnymi zdaniami jego opowieści by uśmiechnąć się pod nosem i prychnąć, gdy nadal kontynuowała rysowanie po wojtkowej szyi. Tym razem kreśliła okrąg.
- Dziewczynka kocha. Dziewczynka lubi być kochana. Dziewczynka lubi mieć wszystko. Masz wszystko by dać to dziewczynce? Dziewczynka wie jakimi rzeczami handlują osoby nie z jej bajki... Hm? Dziewczynka wie, ze zdrada jest zła, że to nadaje się do pieca. Bo zdrada tylko komplikuje sprawy i dziewczynka wie, że chłopiec który wystawia ją na pokuszenie potrafi to robić. - Uśmiechnęła się ponownie płasko przykładając dłoń do jego klatki piersiowej i zdobyła się na nieco oddechu głębszego, który był chyba westchnięciem po czym pochyliła się aby pocałować go w policzek.
- Po prostu wiesz Wojtek. To co było to było. Musisz wiedzieć, że przeszłość to nie teraźniejszość, ale lubię widzieć w Twoich oczach ten głód. Podoba mi się to. - Rzuciła cicho, jakby składała mu niemoralną propozycję. Kto by pomyślał, że Mandy teraz odmawia czegoś, co wydawałoby się jedną z głównych jej potrzeb. Bliskość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Sie 30 2014, 23:09

Patrolowanie korytarzy było tym, co ostatnimi czasy podobało jej się najbardziej. Zwłaszcza tych korytarzy, które były raczej opuszczone. Mogła spędzić trochę czasu z własnymi myślami, a to wbrew pozorom było całkiem ważne nawet dla uzdolnionych legilimentów czy oklumentów. Albo dla szczęściarzy, którzy potrafili jedno i drugie. Nie była tylko pewna czy to, co jej się przydarzyło, można było nazwać szczęściem. Wciąż miała ochotę wrócić do Nowego Jorku, odnaleźć faceta, który śmiał nazywać się jej ojcem i pokazać mu, co myśli na ten temat. Nie sądziła jednak, żeby takie zachowanie było jej godne. W końcu zemsta... Zemsta musiała być wyrafinowana, a w tym, co wyobrażała sobie wieczorami, gdy potrzebowała szybkiej poprawy nastroju, nie było absolutnie nic wyrafinowanego. Na szczęście nikt o tym nie wiedział, a jej umiejętności były na tyle znane w hogwarckich murach, że nikt nawet nie próbował się dowiedzieć. Zdawało jej się czy usłyszała jakieś dźwięki tuż za rogiem? Nie spieszyło jej się. Jeśli znowu trafi na parkę, która nie potrafiła powstrzymać swojego popędu płciowego do czasu, aż moment i okoliczności będą dogodniejsze, zrobi dokładnie to samo, co ostatnio. Chociaż nie do końca pasowało to do metod, które stosowano w tej szkole, kilkuminutowe zaklęcie przylepca sprawiło, że dzieciakom na jakiś czas odechciało się harców na opuszczonych korytarzach. Nie tak całkiem opuszczonych, jak stwierdziła Callisto po tamtym incydencie. Dlaczego te wszystkie młode dziewczyny miały tak mało szacunku do siebie samych? O gustach wprawdzie nie powinno się dyskutować, a przynajmniej dyskutować zbyt dużo, ale czy jedwabna pościel i szerokie łóżko nie brzmiały znacznie lepiej niż kamienne, kanciaste boki parapetów? Westchnęła. Może po prostu się starzała... Finezja wydawała jej się teraz czymś znacznie piękniejszym od szybkiego zaspokojenia byle gdzie. Subtelność. Romantyzm. Przecież nawet jednorazowa przygoda nie musi odbywać się w obskurnym pokoju obskurnego pubu, bez prywatnej łazienki, a czasem nawet bez pościeli... Wyprostowała się. Czy ona przypadkiem nie miała patrolować korytarza? Uciszyła myśli i ruszyła dalej, mijając zakręt. Jak się okazało, był to doskonały moment na zatrzymanie się i przyjrzenie się przez chwilę całej scenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1738
  Liczba postów : 871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Nie Sie 31 2014, 16:46

Spędzanie czasu na łamaniu kilku zasad jeszcze nikogo nie zabiło, a już na pewno nie Eiv, która musiał się opanować po zajęciach ze starożytnych run, które były nadzwyczajnie dziwne. Nie dość, że ktoś się pod nią podszywał, to jeszcze straciła pieprzone pięć punktów. Dlaczego krukoni ich nie tracili, gdy wywoływali taką burzę? Dość ciekawe doświadczenie, z pewnością ten kretyn, bądź kretynka, którzy zabrali z szaty Henley włosy, mieli niezły ubaw. Szkoda, że jak gryffonka się dowie kim był ten bezmózgi frajer, to… Wyleci ze szkoły, bo wypchnie go z najwyższej wieży astronomicznej. Zmarszczyła brwi zatem nieco bardziej, gdy tylko przypomniała sobie niecodzienną sytuacje. Nie. Dość. Nie mogła do tego wracać, zwłaszcza że w tym momencie jej myśli gnały po zupełnie innych torach, jak chociażby papierosy, które trzymała w kieszeni swoich dość luźnych spodni. Wyciągnęła jednego, a gdy tylko włożyła go między czerwone wargi i poczuła dym wypełniający jej płuca, oparła się wygodniej o ścianę. Była tutaj sama. Tkwiła pomiędzy pustym korytarzem, upijając się samotnością i ciszą, której tak bardzo jej brakowało. I nie myślała już o krukonce, ani nie chciała wracać do Noela, a może jednak powinna – patrząc chociażby na fakt, że za jej plecami działo się o kilka spraw za dużo, a ona jak zawsze była pochłonięta wszystkim – tylko nie własnym życiem.
I wciągając kolejną porcję dymu, usiadła na parapecie jak gdyby nigdy nic. Poprawiła jeszcze tylko przytrzymując w ustach fajka piersi, a zaraz potem podciągnęła sukienkę nieco wyżej, oceniając to, że nie wygląda najgorzej, a dzisiejszy wieczór będzie wieczorem zakrapianym. Jakby nie patrzeć – Eiv nie słynęła z grzeczności i dobrego wychowania. Może to przez to miała gdzieś zasady i regulaminy? Może przez to się wolała bawić i korzystać z życia, które bywa tak cholernie przewrotne, bo przecież kto o tej porze spodziewa się nauczyciela za rogiem? Z pewnością nie studentka, która łamie kolejny punkt regulaminu. Nie. Właściwie… Nie robiła nic zdrożnego. To oni ustalili chore, wręcz niemoralne zasady, a jeśli ktoś nie posiada samokontroli, to nie zastanowi się nad tym, że to czego się dopuszcza jest złe i karalne? Och, może szlabanik? Jasne, tyle że Eiv będzie miała to w głębokim poważaniu, żeby nie powiedzieć w dupie. Nawet względem – ulubionej – nauczycielki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Nie Sie 31 2014, 21:05

A już miała nadzieję, że to będzie spokojny dzień. Zerknęła przelotnie na Gryfonkę, zanim zmierzyła wzrokiem cały korytarz. W pobliżu nie było nikogo innego. Przynajmniej to nie wróżyło najgorzej. Trudno nie było jej nie rozpoznać. O Henley powoli robiło się głośno nawet wśród nauczycieli. W końcu mieli swoje sposoby, żeby dowiedzieć się tego i owego o swoich wychowankach. Callisto zastanawiała się, czemu tak ładna i, trzeba to było przyznać, całkiem inteligentna dziewczyna ładuje się w kółko w tarapaty, nie mówiąc już o tarapatach związanych z mężczyznami.
Jej kroki rozbrzmiewały echem wśród kamiennych ścian, kiedy powolnym krokiem zbliżała się do Evelyn. Zgniłozielona sukienka, którą na sobie miała, kołysała się lekko na jej biodrach, dopasowując się do ich rytmu. Chłodny uśmiech zagościł na jej twarzy, kiedy zatrzymała się przed dziewczyną. Zmierzyła ją wzrokiem, zatrzymując go na sekundę dłużej na podciągniętej sukience. Uczniowie stanowili dla niej czasem kompletną zagadkę.
- Panno Henley? - zaczęła łagodnie, unosząc brew. Nie, żeby sądziła, iż Evelyn tak po prostu porzuci swojego papierosa, przeprosi i będzie błagać o szlaban. A nawet gdyby, to ostatnie zdecydowanie nie było w planach. Henley stanowiła dla niej zagadkę, której rozbieranie na elementy legilimencją nie wchodziło w grę. A zagadki, jak wiadomo, bywają niekiedy zbyt intrygujące. Zbyt... kuszące.
Jej ręka sama wystrzeliła w kierunku dłoni Gryfonki, wyciągając spomiędzy jej palców skręta. To, co przeszło jej przez myśl, zupełnie nie pasowało do obejmowanego przez nią stanowiska. Świata, w którym się wychowała. Zasad, jakie jej wpojono. Ale gdyby Henley kiedykolwiek próbowała się wygadać, nikt by jej nie uwierzył. Smukłe dłonie poprowadziły palącego się papierosa wprost do ust Marquett, by po chwili zgasić go na parapecie tuż obok studentki. Może odrobinę zbyt blisko jej uda.
- Nie marnuj sobie zdrowia - rzuciła po chwili, nachylając się do Eiv. - I nie pal więcej w szkole. To pierwsze ostrzeżenie. - Jej rysy zaostrzyły się nieco, kiedy uśmiech zniknął z jej twarzy. - Następnym razem Gryffindor straci punkty.
Wyprostowała się, mruknęła coś, machnęła różdżką i niedopałek rozpłynął się w powietrzu. Chociaż Henley nie wyglądała na bojowo nastawioną, Callisto miała wrażenie, że to jeszcze nie koniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1738
  Liczba postów : 871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Nie Sie 31 2014, 23:01

Eiv z natury była buntowniczką. Ona chce – ona musi mieć. Nie ma jasno określonych zasad, których się trzyma. One po prostu nie istnieją. Nie mają racji bytu, bo Henley stanowiła jedną regułę. Sama w sobie była kimś na wzór… Bo ja wiem? Spisu praw i obowiązków, których można się dopuścić, lub całkowicie je ignorować. Wszystko zależy jedynie od nastawienia, a co za tym idzie – rozpadamy się. Upadamy i rezygnujemy ze wszystkiego co jest złe i niekorzystne. A Eiv? Lata wysoko. Jej upadek nie jest straszny, bo nigdy nie upadnie. Nikt nie ma prawa stanąć na jej drodze. Nikt nie ma prawa złamać jej serca, a póki lata wysoko – nie obejrzy się na to, co może zmienić jej patrzenie na otaczający świat. Była destrukcyjna, dla siebie i dla innych. Nie uciekała przed taką opinią. Nocne w night club’ach, zabawa z eliksirami brata, wszystko – ale nie to co jest właściwe. Jednak zarzuć jej, że nie chodzi na lekcje. Powiedz w twarz, że jest czegoś nie warta, bo nadużywa życia. Potrafisz? Nie, a wiesz czemu? Bo chcesz być taka jak ona, ale… Spokojnie, ona chwyci Cię za rękę i pociągnie za sobą. Jak gdyby nigdy nic.
Dlatego zachowanie profesor od transmutacji w żaden sposób jej nie zaskoczyło. Wręcz przeciwnie, uśmiechnęła się cynicznie z tą dozą wyrafinowana w tęczówkach, a chwilę później gdy tylko skręt został zgaszony… Podniosła się, opierając o ścianę i wbijając jeszcze bardziej spojrzenie w Callisto. Nie wiedziała czy powinna się odzywać, bo w ostatnim czasie kosztowało ją to utratę kilku punktów, ale z drugiej strony, przecież tak naprawdę miała to w dupie.
-Oczywiście… – Uśmiechnęła się jeszcze bardziej złośliwie, bo nie miała zamiaru zważać na jakiekolwiek rozkazy i to jeszcze dodatkowo kogoś, kto tak naprawdę w ostatnim czasie nie był dla niej wzorem do naśladowania. Nie chodziło o brak szacunku, wręcz przeciwnie. Tego akurat Eiv miała w nadmiarze względem nauczycielki. Chodziło raczej o coś innego.
-Mogę już iść? – Spytała beznamiętnie, a po chwili oderwała się od ściany. Dość leniwie, co prawda, ale nadal tkwiąc ze wzrokiem wbitym w kobietę, jakby chciała ją przewiercić zimnym spojrzeniem na wylot. Miała wrażenie, że to nie jest dobre, a wręcz przeciwnie – bardzo złe, bo za swoją bezczelność i poufałość również mogła zostać ukarana, ale czy nie wspominałam, że tego typu sytuacje raczej jej nie obchodzą? Takie po prostu jest życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Wrz 03 2014, 11:20

Callisto nie czuła potrzeby irytowania się zachowaniem Evelyn. Czy to nie właśnie to zwykle ich napędzało? Uwaga nauczyciela? Jego wściekłość? Czy to nie właśnie to było ich celem? Uśmiechnęła się chłodno, obserwując, jak Henley odbija się od ściany i najwyraźniej przymierza do zniknięcia z korytarza. Gryfonka patrzyła na nią wzrokiem, który spokojnie mógłby być podstawą do odjęcia punktów czy szlabanu. Być może nie wyglądała na kogoś, kogo obchodziła którakolwiek z tych rzeczy, ale Marquett była pewna jednej jedynej rzeczy - nikt nie lubi, kiedy reszta ma powód do linczowania go. Poza tym była opiekunką Ślizgonów. Nie musiała tłumaczyć się z kar, jakie wyznaczała innym domom. Wprawdzie nigdy nie była skłonna faworyzować swoich podopiecznych i jeśli łamali regulamin, karała ich tak samo, jak pozostałych. W pewien sposób udało jej się jednak powielić formę, jaką posługiwali się zwykle opiekunowie tych małych, przebiegłych żmijek. Jej chłodny charakter tylko to napędzał.
Chociaż Henley wciąż nigdzie nie poszła, Callisto odruchowo wyciągnęła rękę, układając płasko dłoń na chłodnej ścianie i blokując jej drogę ucieczki. Przynajmniej w tym kierunku... Chłód muru był całkiem przyjemny. Lubiła, kiedy ją otaczał i wypełniał. Kiedy przychodziły upały, czuła się diabelnie nieswojo, ale w chłodnych murach zamku zawsze potrafiła odnaleźć miejsce dla siebie. Gdzieś, gdzie było najzimniej i najspokojniej.
Evelyn była teraz bliżej. Zbyt blisko. Chociaż Marquett nie straciła nic ze swojej pewnej postawy, trudniej było jej się skupić. Te wielkie oczy i pełne usta... Bunt, który się z nich wylewał. Sukienka, pod którą swobodnie można by wsunąć dłonie. Skarciła się w myślach. Henley była już niemal w pełni dojrzałą kobietą, a Callisto doskonale umiała nad sobą panować, ale... Rozejrzała się po korytarzu. Miała wrażenie, że jeszcze chwila i Henley zacznie się niecierpliwić. Momentalnie powróciła wzrokiem do swojego celu. Chłodny uśmiech powrócił na jej usta. Nawet jeśli to Gryfonka wygrywała, kiedy chodziło o buntowanie się, Marquett miała władzę, gdy szło o zasady.
- Możesz, panno Henley - zaczęła cicho, obserwując reakcję Gryfonki i zabierając rękę ze ściany. Niemal poczuła tęsknotę za chłodem. - Możesz również stawić się na szlabanie jutro po południu.
Do czego właściwie prowadziła ta mała wojna? Callisto nie miała pojęcia, ale odnajdywała w niej sporo rozrywki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1738
  Liczba postów : 871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9492-eiv-cara-henley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9496-jestemeiv#264107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9493-sowawow#264093
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Wrz 03 2014, 13:10

Buntowniczość. To coś jak… Walka z samym sobą. Głośnie mówienie poglądów, które często nie należą do nas, jednak co stoi na przeszkodzie, prawda? Nikt nie zna tego co tkwi głęboko w naszej podświadomości, co ukształtowało naszą psychikę w taki, a nie inny sposób, a finalnie odnajdujemy drogę do destrukcji. Psychologiczna analiza pozwoliłaby stwierdzić co jest przyczyną problemów emocjonalnych nastolatków, ale każdy ma złożoną historię. Jeśli chodzi o tę uczennicę, to była to kwestia pamięci, którą traciła przez ostatnie dziesięć lat. To tylko obrona na ewentualny atak.
Patrzyła więc teraz na Callisto, która w odsłonie wrednej i wyrachowanej nauczycielki, urzekała jeszcze bardziej. Nienawidził ciapowatych profesorów, którzy jedynie za przewinienia potrafią odbierać punkty. Może to też dlatego, przy personach takich jak Call – Eiv rozkwitała. Jej buńczuczność stawała się jeszcze bardziej widoczna, a co za tym szło… Nie miała żadnych zahamowań. Spoglądała z tymi samymi ognikami w oczach na kobietę. Te same iskierki skakały w jej tęczówkach, co na każdej lekcji. Teraz jednak wymieszane były jeszcze dodatkowo z czymś w rodzaju… Olewczego podejścia, ale nie. Eiv szanowała Callisto, podobnie jak Withmana. Kwestia tego, że ciężko było zapanować nad tak pokrętną jednostką. Faktem nie ukrywanym było także to, że dziewczyna uwielbiała igrać z ogniem, a moment, w którym mogła się sparzyć nie przekreślał jej „zapału”.
-Szlaban od nauczycielki transmutacji? – Uśmiechnęła się szerzej, a prawy kącik mimowolnie powędrował do góry, w nieco prześmiewczym i ironicznym uśmieszku. Taka wizja była nadzwyczaj zabawna, wszak… Każdy dobrze wie, jak niektóre szlabany się kończą, prawda? To była kwestia wprawy, wyczucia i przede wszystkim – poznania dość dobrze osoby, z którą miało się do czynienia. To nic złego, że nauczycielka ma ochotę na seks z uczniami. Czy nie taki był chociażby Aden Morris albo Lucas Godfrey? Nie ma czego się wstydzić – kwestia życia. -Proszę powiedzieć gdzie, a z pewnością się zjawię. W końcu… Nie warto Pani zawodzić, prawda? – Jej głos był delikatny, zawarta w nim była nuta obietnice i czegoś w rodzaju spełnienia rozkazów, ale nie. Eiv nie myślała o kobiecie, jak o obiekcie, który można zaliczyć. To, że jej słowa mogły wydawać się jakby coś sugerowała, wcale nie oznaczało, że tak będzie. To gra, nieco chora, ale jakże zabawna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Wrz 03 2014, 13:37

Szlaban od nauczycielki transmutacji? Callisto nawet nie próbowała zrozumieć. Skoro Gryfonka jeszcze nie miała okazji sprawdzić, jak wyglądają szlabany w jej gabinecie, może faktycznie powinna tam zajrzeć. Obserwując tę wyjątkowo buntowniczą postawę, jaką przyjęła jej studentka, odsunęła się o kilka kroków. Ironiczny uśmieszek Evelyn tylko bardziej napędzał myśli o tym, co Callisto może z nią zrobić podczas szlabanu. Co może kazać jej zrobić. Uśmiechnęła się szyderczo, dorównując dziewczynie.
- Ósma. Mój gabinet. - Przechyliła lekko głowę, mrużąc oczy. - Wierzę, że odnajdziesz drogę.
Głos Evelyn stał się łagodny, zupełnie jakby poddała się kompletnie władzy Marquett. Ale Callisto doskonale wiedziała, że tylko ją zwodzi. Nie musiała grzebać nikomu w umysłach, żeby przejrzeć go na wylot. Nie po to tyle miesięcy jej życia zostało zmarnowanych na naukę legilimencji. Choć musiała przyznać, że nie raz ta umiejętność okazywała się niezwykle cenna. Wolałaby tylko opanować ją w nieco innych okolicznościach.
Nie zamierzała poddać się urokowi Gryfonki. Wiedziała, że to by ją zgubiło. Eiv mogła grać niewinną, ale nie było w niej absolutnie nic niewinnego.
- Nie spóźnij się - dodała, odchodząc powoli korytarzem. - Istotnie, nie warto mnie zawodzić.

zt x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 144
  Liczba postów : 347
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2286-haerowen-trowsent
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2287-skusisz-sie-na-here#78815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5210-poczta-hery-powraca




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw Wrz 08 2016, 19:59

Siedem lat życia w Hogwarcie nauczyło ją wybierania odpowiednich miejsc w odpowiednim czasie. Korytarz na VI piętrze był wręcz idealny dla większości jej pomysłów. Rzadko odwiedzany, odpowiednio daleko od dormitoriów i często pomijany jako miejsce dyżurów.
Nikt więc nie zauważył Hery z trudem ciągnącej wielki wór po wszystkich schodach aż od kuchni. No dobrze, pełno osób ją zauważyło, ale Herę mimo wszystko się kojarzy i po prostu się wie, że czasami lepiej nie wiedzieć, co kombinuje, by przypadkiem nie zostać w to wmieszanym. Jeden dzieciak jednak popełnił ten błąd i zapytał czy potrzebuje pomocy. I tak oto biedny, uczynny azjata stał z nią na korytarzu i musiał słuchać jej wywodów.
- I to wcale nie jest wina szatana. Wiesz jak to jest, jak ktoś kogoś puknie w ramię i szybko odejdzie. Ta osoba się odwraca i widzi ciebie, próbujesz się tłumaczyć, że to nie ty, ale nikt ci nie wierzy - westchnęła głośno, wyciągając karton z worka. - I ludzie powinni zrozumieć, że tak naprawdę szatan jest dobry, tylko został wrobiony! To wszystko wina korupcji, Bóg ich wszystkich przekupił.
Spojrzała na przestraszonego dzieciaka i zmarszczyła brwi. Nic z niego nie będzie, nawet jej nie słucha. Zerknęła na zegarek i zdała sobie sprawę, że Rebeca powinna już tu być. Pogoniła chłopca, a ten z ulgą pośpiesznym krokiem udał się w stronę schodów. Cóż, wykorzysta ten czas, by rozstawić swój kartonowy "fort". Dziewczyna zapewne swoje rzeczy przeniesie za pomocą zaklęć, ale cóż... Hera im nie ufa. Z resztą sama już nie pamięta dlaczego muszą stoczyć tę bitwę. Jest prawie pewna, że rzeczywiście był ku temu jakiś powód. Tak czy inaczej nie zamierza przegrać i skończyć w bitej śmietanie. Spojrzała zadowolona na swoje niestabilne dzieło, oparte o krzesło przemycone z sali i usiadła na ziemi, by tworzyć papierowe kule, które następnie Rebeca będzie miała za zadanie zamoczyć w wodzie z mydłem.

Zawiła logika rzutu kostkami na przyszłość:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Anglia
Galeony : 84
  Liczba postów : 136
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13370-rebeca-clarity
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13371-wiec
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13372-fafik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13373-rebeca-clarity




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw Wrz 08 2016, 21:47

Rebeca nie jest osobą, która daje się wciągać w byle głupoty. To poważna kobieta, do tego dość aspołeczna. Na prawdę trzeba było być kimś wyjątkowym, by jej zdrowy rozsądek i uprzedzenia nie wzięły góry. By najzwyczajniej w świecie z kimś się polubiła. Puchonka należała właśnie do tego rodzaju ewenementów. Była jedną z niewielu osób, z którymi Krukonka wyjątkowo chętnie rozmawiała, a czasem i wykłócała bez zbytniej przemocy. O nie. Ich kłótnie kończyły się całkiem inaczej. Zupełnie nieprzewidywalnie. Wiele osób widząc jak przy tej wariatce zachowuje się chłodna i zdystansowana Rebeca powiedziałoby jedno - to jakiś klon, albo obcy który zeżarł prawdziwą pannę Clarity.
Ubrana w krótkie spodenki i białą, luźną koszulkę (lepsze cichy zostawiała na spotkania ze znajomymi, którzy nie czerpali przyjemności z bitwy na żarcie) spieszyła na korytarz, na którym to miały rozwiązać swój spór o... O... Właściwie, to już kompletnie nie było jej wiadome o co! Ich kłótnię słyszało chyba pół Hogwartu, a teraz jedyne, co pozostało to ją rozwiązać... Nie znając powodu! Ale Rebeca się nie poddaje i nie potrafi przegrywać, więc mimo wszelkiej niespójności twardo stąpała stopami po zimnym kamieniu schodów. Jeszcze kilka metrów.
Pod jedną z rąk trzymała wszystkie kartony, jakie udało jej się znaleźć. W jednym nawet były jakieś rzeczy koleżanki z dormitorium, które w amoku bezczelnie wywaliła na ziemię. Musiała mieć ich jak najwięcej. W drugiej natomiast trzymała małe wiaderko z mydlinami (gdyby Hera zapomniała wziąć i dla niej) oraz kartki papieru. Była przygotowana na każdą ewentualność. Tak obładowana wyłoniła się zza rogu. Od razu dostrzegła fort Puchonki.
- To niesprawiedliwe! Spóźniłam się tylko 2 minut. Będziesz musiała i tak na mnie poczekać - Od razu zbeształa ją za to, że zaczęła bez swojej rywalki. Sama nie miała krzesła, ale miała nadzieję, że mimo to kartonowy fort jakoś się utrzyma. Bez chwili zwłoki zabrała się do budowy. Musiał być większy, groźniejszy! Ostatecznie jednak wyszedł mniej więcej takiej wielkości, jak miał jej obecny wróg numer jeden.
-Powtarzamy zasady raz jeszcze, czy chcesz od razu zacząć i przegrać z kretesem? - Zagaiła dostawiając w odpowiedni miejscu ostatni karton i czekając na odpowiedź. Była czujna na wszelki wypadek, gdyby nastąpił jakiś falstart.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 144
  Liczba postów : 347
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2286-haerowen-trowsent
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2287-skusisz-sie-na-here#78815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5210-poczta-hery-powraca




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob Wrz 10 2016, 12:18

Usłyszała kroki i w tym samym momencie skończył jej się papier na kulki. W skupieniu wpatrywała się w róg korytarza, mając nadzieję, że nie ujrzy zaraz nauczyciela lub kogoś innego, kto mógłby zepsuć im zabawę. Z ulgą przywitała widok zgrabnej sylwetki przyjaciółki. Ta to miała ponętne kształty. Nie to co Hera, która patrząc w lustro widziała parówkę.
- Na wojnie nie ma czegoś takiego jak spóźnienie! - krzyknęła, chociaż nie miała pewności co do racji swych słów. - Musisz być zawsze gotowa na atak - dodała szeptem, rzucając w dziewczynę papierową kulką, która bez większych fajerwerków po prostu się od niej odbiła i spadła na ziemię. Jak będą mokre, to będzie trochę fajniej. Naprawdę. Uwierzcie mi na słowo.
- Nie ma czasu - machnęła ręką. - Jak jakiś nauczyciel tu nagle wparuje, to wynik jest nieważny. Gramy aż nam obu skończy się amunicja. - Spojrzała na swój stos kulek. - Po trzydzieści chyba wystarczy. Spróbuj nadrobić, a ja lecę rzucić jakąś barierę czy coś. - Chwyciła niepewnie swoją różdżkę i przeszła się na koniec korytarza. Nigdy nie była zbyt dobra w zaklęciach, ale jak trzeba to trzeba. Przeszukała swoją pamięć w poszukiwaniu odpowiedniego zaklęcia. Nie mogła sobie przypomnieć tego, które objęłoby je bańką, przez którą stałyby się niewidzialne dla przechodniów.
- Cave Inimicum - powiedziała, wykonując odpowiedni ruch ręką. Każde zaklęcie wymagało od niej maksymalnego skupienia, by zadziałało. Zaklęcie powinno je zaalarmować, gdy ktoś wejdzie na teren objęty barierą.
Uradowana wróciła do Rebeci i spojrzała na wiaderko z mydlinami.
- Coloreata - rzuciła bez ostrzeżenia, celując w wodę. Z różdżki wydobył się jaskraworóżowy strumień farby, która gładko zmieszała się z mydlinami. Cóż, tego w planach nie było, ale tak będzie ciekawiej, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Anglia
Galeony : 84
  Liczba postów : 136
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13370-rebeca-clarity
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13371-wiec
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13372-fafik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13373-rebeca-clarity




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Nie Wrz 11 2016, 08:58

Rebeca zdecydowanie skomentowała by to jako przesadę. Poza tym sama chętnie urosłaby jeszcze trochę, by mieć chociaż te 170 cm. Zdecydowanie czułaby się lepiej nie będąc kurduplem. Chociaż ostatnio poznała wyjątkowego krasnoludka, więc i tak nie czuła się znowu taka najniższa.
Jeszcze nawet nie zdążyła się rozłożyć, a już dostała papierową kulką. To zdecydowanie był głupi pomysł ta cała wojna. Jednak jej słowa tylko zagrzały ją do bardziej upartej walki. W końcu musi wygrać. Inaczej wyjdzie, że nie miała racji! W tej... Tamtej... No tej sprawie, o którą się pokłóciły.
- Jak będę zbyt gotowa, to nie będziesz miała najmniejszych szans - To mówiąc wystawiła w jej stronę język, ale tylko na krótką chwilę, bo w końcu musiała dokończyć budowę swojej fortecy.
Słysząc propozycję by rzucić jakąś barierę kiwnęła tylko głową. To był dobry pomysł. Zdecydowanie nie chciała, by jakiś nauczyciel im się w to wtrącił. Przede wszystkim dlatego, że obie powinny być na lekcjach. No, a jakoś tak wyszło, że Rabcia już od dłuższego czasu się na nich nie pojawiała. To musi być zabawne. Krukonka, która nie chodzi na lekcje i zdaje z roku na rok na najniższych stopniach. Nic dziwnego, że przyciąga samych dziwacznych znajomych.
Dorobiła tyle kulek ile ustaliły. Teraz już chyba wszystko było gotowe. Bariera rzucona. To dodatkowe zaklęcie nie do końca ją przekonywało. Nie była pewna, czy to dobra myśl. Jednak spodziewała się, że będą po tym wszystkim bardziej niż na początku zakładały, więc ta farba jej nie zdziwiła. No dobra. Jak już tu przyszła, to przecież nie zrezygnuje. W końcu ona nigdy nie przegrywa!
- Zaczynaj. Daję Ci fory - Rzuciła tylko przygotowując się do zaciekłej walki, która się tu rozegra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Tønsberg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13509-david-monroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13518-let-s-be-friends
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13516-raffaell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13517-david-monroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Paź 12 2016, 18:10

W sumie to nie wiedział po co tu przylazł. Może dlatego, że jest tu znacznie ciszej i spokojniej. Mógł również przejść się do jakiegoś baru czy kawiarni, ale pogoda zdecydowanie nie sprzyjała spacerom. A to miejsce jako pierwsze przyszło mu na myśl, często tu przychodził. Szedł powoli i słuchał jak deszcz stuka o liczne witraże w oknach. Dlaczego ciągle musi padać? Bez przerwy. Taka depresyjna ta pogoda. W sumie nie powinno mu to przeszkadzać, przecież nic nie czuje. Zimno nie było dla niego przeszkodą. Jednak rzeczywiście wolał aby świeciło słońce, byłoby mniej ponuro. Jednak takie są uroki jesieni.


Krótko, nie lubię zaczynać ;_;.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro Paź 12 2016, 18:30

Snuł się po korytarzach, jakby był duchem.
Nie wiedział kompletnie, co ze sobą zrobić. Taka pogoda wcale nie działała dobrze na jego humor - zresztą, żadna tego nie robiła. Zwykle po prostu miał zły humor i tyle, bez względu na deszcz czy słońce. Teraz jednak miał wymówkę!
Poza tym, wciąż nie mógł pozbyć się z głowy pewnego obrazu. Siedział sobie kulturalnie w Pokoju Wspólnym Slytherinu, gdy jakiś starszy od niego chłopak przyszedł z aparatem. W sumie, Shane miał to gdzieś... Ale dostrzegł jedno zdjęcie, które przeglądał nieznajomy. I mimo, że to były sekundy, to był pewny, że dobrze widział.
Na tym zdjęciu była Naeris. Naeris, która wcale nie wyglądała, jakby pozowała.
Carswell potrząsnął lekko głową. Gdyby nie to, że chłopak tak szybko uciekł, to z całą pewnością coś by zrobił. Teraz jednak mógł jedynie sobie gdybać i czekać, aż w końcu nieznajomy nawinie mu się pod rękę.
Hogwart to niesamowita szkoła i Shane doskonale o tym wiedział, ale nie spodziewał się, że korytarze czytają w myślach i spełniają najszczersze marzenia. Bo oto, jak na zawołanie, tuż przed nim spacerował sobie TEN właśnie chłopak!
Carswell nie myślał. Nie zawahał się ani przez pół sekundy, po prostu doskoczył do Ślizgona, z impetem przyciskając go do ściany. Z ręką na jego gardle dał pełen upust swojej złości w kilku krótkich słowach:
- Co to były za zdjęcia?!
Nie obchodziło go, że byli w szkole i w każdej chwili mogli zostać złapani. Nie obchodziło go, że chłopak mógł w każdej chwili wyciągnąć różdżkę i po prostu jakimś trafnym zaklęciem pozbyć się tego małego, zdenerwowanego napastnika.
Obchodziło go jedynie to, żeby jego wolna pięść zapoznała się raz, a dobrze (na początek!) z brzuchem przyciśniętego do ściany chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   

Powrót do góry Go down
 

Korytarz na VI piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz na VII piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Tajemniczy korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-