IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Korytarz na VI piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Londyn/Hogsmeade
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4484
http://czarodzieje.my-rpg.com/t58-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t649-bellcia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t243-bell-rodwick
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7785-bell-rodwick#216614




Administrator






PisanieTemat: Korytarz na VI piętrze   Pią 11 Cze 2010 - 18:23

First topic message reminder :

Jest to zwykle najrzadziej odwiedzany korytarz, raczej dość trudno wpaść tu na tłumy osób. Być może właśnie dlatego, że na tym poziomie zamku, wykładane są przedmioty nie cieszące się wielką popularnością. Liczne witraże w oknach nie przepuszczają wiele światła. Atmosfera jest tu więc dość tajemnicza i spokojna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Tønsberg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13509-david-monroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13518-let-s-be-friends
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13516-raffaell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13517-david-monroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro 12 Paź 2016 - 20:58

Był lekko zaskoczonym tym, że chłopak rzucił się na niego. Tak zupełnie bez jakiegokolwiek powodu? Dave nie przypominał sobie aby z kimś ostatnio się kłócił. Albo bił. Nie, z tym już skończył dawno temu. Nie miał ochoty pakować się ponownie w kłopoty. Chłopak wyglądał na młodszego i był niższy.
Znał go jedynie z widzenia. Parę razy widział chłopaka w pokoju wspólnym, lecz nie zwrócił na niego uwagi. Gdy chłopak przycisnął Dave'a do ściany, nie zrobiło to na Davidzie wrażenia. Nawet kiedy przycisnął mu pięść pod gardło.
Westchnął.
-Jakie zdjęcia?-nie pamiętał aby ostatnio robił jakiekolwiek zdjęcia. Ewentualnie chłopak albo się pomylił, albo po prostu mu się nudzi.
-I mógłbyś mi do cholery wytłumaczyć, dlaczego się na mnie rzuciłeś?-wymamrotał patrząc na ślizgona. -Słuchaj, nie mam ochoty ani czasu na żadne pojedynki, okej?-miał nadzieję, że chłopak sobie odpuści. Naprawdę nie chciał znów mieć przez to problemy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro 12 Paź 2016 - 21:10

Shane nie był jakimś wielkim fanem bójek.
No dobra, może trochę był, ale starał się do tego nie przyznawać. Lubił stawać w obronie swojego brata, który nie był w stanie dostrzec zła w innych ludziach. Lubił czasem po prostu się podroczyć. Lubił, gdy chwilami nie mógł okiełznać swoich emocji i dawał im upust poprzez bardzo nieleeganckie zachowanie.
Był półkrwi, więc załatwianie spraw za pomocą pięści, a nie zaklęć, nie było mu obce. Z doświadczenia wiedział, że nie tak łatwo było go powalić - może i nie był szczególnie masywny, ale miał w sobie tego rodzaju spryt, który zaskakująco wyprowadzał go z podbramkowych sytuacji.
W całej swojej karierze szkolnego boksera nie spotkał się z takim przypadkiem, jak kompletne zignorowanie ciosu. Chłopak, przyciśnięty do ściany, był niesamowicie spokojny. Nawet nie mrugnął na uderzenie w brzuch, co wydawało się Carswellowi... No, niemożliwe. Na Merlina, jakieś ludzkie odruchy by się przydały!
Ten spokój, ta nonszalancja, to wszystko wydało się młodemu Ślizgonowi niesamowicie bezczelne. Jak ten idiota mógł nie wiedzieć, o co chodzi? Prześladował więcej osób, niż tylko Naeris? Bo Shane nie zamierza tolerować czegoś tak... Tak... Tak paskudnego!
- Doskonale wiesz, o co mi chodzi. - burknął, niesamowicie niezadowolony. No nie, to tak się nie skończy. Przycisnął dłoń mocniej do gardła nieznajomego, prawdopodobnie nieco utrudniając mu jakiekolwiek wydawanie dźwięków. - Masz usunąć wszystkie zdjęcia, które zrobiłeś tej Krukonce. Wtedy może nie będziesz musiał marnować swojego cennego czasu na jakieś pojedynki. - dodał cicho, ale ostro. Tak, Shane nie był wielki - nie kojarzył się pewnie nikomu z niezwyciężonym wojownikiem. Zwyczajnie jego postura nie wzbudzała szacunku... W przeciwieństwie do głosu.
Jeśli ktoś mógł zabijać samym głosem, to był to właśnie Carswell.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Tønsberg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13509-david-monroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13518-let-s-be-friends
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13516-raffaell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13517-david-monroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro 12 Paź 2016 - 21:35

-Weź te łapy.-powiedział po czym popchnął chłopaka, dość mocno, ale tak aby ten nie trzymał już swoich dłoni na szyi Davida. Co on sobie myśli? Rzeczywiście, może nie wzbudzał przerażenia swoją postawą, ale ponoć najmniejszy piesek szczeka najgłośniej. Wpatrywał się w niego ze szczerą nienawiścią w oczach. David nie raz się już bił, nie był z tego powodu dumny, lecz można powiedzieć, że jakieś tam doświadczenie ma. Wiedział gdzie uderzać, tak by najbardziej zabolało. Ale co to za zabawa gdy przeciwnik pada po zaledwie paru ciosach.
-A, chodzi ci o nią. Naeris, tak?-zapytał i lekko przechylił głowę w bok. Miał jej zdjęcie, ale jakim cudem on się o tym dowiedział? Nikomu nie mówił ani nie pokazywał, więc jak?
-Hm, jesteś jej przyjacielem? Może chłopakiem?-skoro tak bardzo zależało chłopakowi na tych zdjęciach, musiał ją znać. I z pewnością mieli dobre relacje. Kolega, przyjaciel czy chłopak, nie robiło to mu różnicy. Jeśli tak bardzo tego chciał, proszę bardso. Starał się porozmawiać pokojowo, lecz ślizgon serwując Davidowi cios w brzuch całkowicie przekonał Dave'a, iż nie miał zamiaru rozmawiać. Nie chciał mówić mu nawet o swojej chorobie! Chciał zobaczyć jego minę. To chyba najbardziej satysfakcjonowało Davida. Mina przeciwnika, który nic nie wie. Uśmiechnął się szeroko.
-O to zamierzasz się bić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro 12 Paź 2016 - 21:51

Jak on śmiał w ogóle wypowiadać jej imię?!
Mógł popychać Shane'a, mógł robić to nawet mocniej. To nie było istotne. Ślizgon był w stanie przyjąć kilka ciosów, o to nie trzeba było się martwić. Ale mówienie w taki sposób o Naeris? To było jak uderzenie w serce, którego chłopak kompletnie nie mógł zignorować. Może i wcześniej była jakaś opcja na zakończenie tego konfliktu w sposób pokojowy? Tak czy inaczej, teraz nie pozostał po niej nawet cień.
- Po co ci to w ogóle? Jesteś jakimś głupim stalkerem, czy coś? - wyrzucił z siebie na jednym wydechu, czując dziwne ciepło na policzkach, na wzmiankę o byciu "chłopakiem" Krukonki. Cóż, bardziej David mylić się nie mógł. Shane był raczej tym upierdliwym, wiecznie niezadowolonym i ponurym znajomym, nad którym blondynka się litowała.
A konkretniej, to tak sam siebie widział.
Coś było dziwnego w zachowaniu starszego Ślizgona. Nawet najbardziej pewni siebie przeciwnicy nie podchodzili do bójki aż tak spokojnie.
Ten nieznośny uśmiech zmienił wszystko. Ta chwila zatrzymania momentalnie się zakończyła. Durne pytanie w ogóle nie dotarło do Carswella, bo ta mina... Ta mina była jakby pretekstem na pociągnięcie tematu w sposób fizyczny.
Kompletnie automatycznie, szybko i precyzyjnie wyprowadził może nie najmocniejszy, ale jednak porządny cios, prosto w nos Monroe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Tønsberg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13509-david-monroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13518-let-s-be-friends
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13516-raffaell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13517-david-monroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro 12 Paź 2016 - 22:23

-A co cię to tak bardzo obchodzi?-nie miał zamiaru rozwieszać ich po szkole, dziewczyna nic mu nie zrobiła. Jednak zachował zdjęcia.
-W takim razie, ustalmy zasady. Jeśli wygrasz to oddam ci wszystkie zdjęcia a ty będziesz mógł zanieść je do Naeris i zgrywać bohatera, co ty na to?-mówiąc to szczerzył się i patrzył na ślizgona. Jasne, jeśli wygra, Dave przyniesie mu wszystkie jej zdjęcia. Skoro tak bardzo mu na tym zależało. Miał coś jeszcze dopowiedzieć, ale chłopak bez chwili zastanowienia wymierzył mu cios w nos. Głowa Davida obróciła się lekko w prawo, lecz nawet się nie skrzywił. Nic nie powiedział. Żadnego 'au'. Obrócił się i uważnie wpatrywał w ślizgona. Nie był w stanie powiedzieć nawet czy cios chłopaka był silny. Przecież nic nie czuł. Hah, ciekawe kiedy on się zorientuje.
-To może teraz moja kolej, hm?-wziął lekki rozmachl, zacisnął pięśç i uderzył chłopaka w szczękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sro 12 Paź 2016 - 22:49

- Obchodzi mnie, kto robi takie rzeczy mojej... Mojej przyjaciółce, a ja wcale nie muszę zgrywać boh... - najzwyczajniej w świecie się zaciął.
Ten układ był fantastyczny, normalnie Shane pewnie pogratulowałby jeszcze Davidowi pomysłu. Szybko to załatwią, zdjęcia zostaną zniszczone, a Naeris straci jedno zmartwienie. I prawdopodobnie Ślizgon już dawno by się zafiksował na punkcie wykonania zadania, gdy okazało się, że coraz bardziej zaczyna ono wyglądać na... Niewykonalne?
Monroe nie zareagował na uderzenie. No dobra, odwrócił głowę, ale minimalnie! Poza tym, nawet się nie skrzywił. Znowu, do cholery, nie mrugnął. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku.
Prawdę powiedziawszy, Carswell poczuł się, jakby walczył z maszyną. To z całą pewnością nie był zwykły student. Bardziej jakiś cyborg.
Dobra, poinformowanie przeciwnika o zadaniu ciosu przed faktycznym zadaniem ciosu nie należało do najlepszej taktyki i Shane chętnie by to Davidowi wytknął, gdyby nie fakt, że dalej nie dowierzał temu, co się dzieje. Zaciął się i tkwił tak aż do momentu, gdy pięść starszego Ślizgona namierzyła jego szczękę w niezwykle bolesny sposób.
A może to nawet nie było takie bolesne? To chyba duma siedemnastolatka tak zawodziła.
- Co z tobą...? - wybełkotał ze szczerym zaskoczeniem, jakby na kilka sekund zapominając o całej swojej złości. Niestety, gdy już do niego wróciła, to jakby ze zdwojoną siłą. Przynajmniej taka dawka adrenaliny dała mu niezłego kopa, bo jak wyrwał do przodu...!
Shane w wyjątkowo prymitywny sposób rzucił się na swojego przeciwnika, wymierzając mu krótką serię uderzeń kolejno w szczękę, szyję i splot słoneczny. Do cholery jasnej, coś musiało powalić tego cyborga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Tønsberg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13509-david-monroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13518-let-s-be-friends
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13516-raffaell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13517-david-monroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw 13 Paź 2016 - 8:16

Nie miał zamiaru od razu kończyć zabawy, dlatego go ostrzegł. Mógł zrobić unik, jest wiele możliwości. Jednak dokładnie uderzył ślizgona w szczękę. Ciekawe czy bolało. Podobało mu się coraz bardziej, jego mina, zakłopotanie. Zastanawiał się czy może mu powiedzieć, lecz z tego zrezygnował. Zapomniał zupełnie co sobie obiecał. Żadnych bójek. Przecież to nie takie proste!
Co miał zrobić gdy ten chłopak rzucił się na niego z pięściami? Przytulić go? No cóż, nie miał wyboru. Ten jeden, ostatni raz. Słysząc pytanie chłopaka, Dave zacisnął mocno usta by nie wybuchnąć śmiechem. Ślizgon rzucił się na niego i wymierzył krótką serię uderzeń. David nie zareagował, starał się jedynie go odepchnąć. Miał nadal nadzieję, że chłopak sobie jednak odpuści. Ale najwyraźniej David nie miał wyboru, westchnął łapiąc ślizgona za ramiona, pochylił chłopaka mocno do przodu i z dużą siłą uderzył go kolanem w brzuch. Nie zamierzał go oszczędzać, sam się w to wpakował.
Na twarzy Davida nadal było widać promienny uśmiech.



Jestem okropny, wiem ;_;.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw 13 Paź 2016 - 8:53

Sam ból był do wytrzymania. Jasne, Shane'owi wyrwał się cichy jęk bólu, gdy stracił oddech na tę parę nieznośnych sekund. Odruchowo zacisnął palce na koszulce Davida, żeby nie upaść na ziemię, bo, cholera, po prostu nie.
Tak, ból zdecydowanie był całkiem znośny, o szczęce Ślizgon już prawie zapomniał. Gorsze było to paskudne upokorzenie, zalewające falami jego ciało. I dezorientacja, bo nadal nie miał pojęcia, co się dzieje. Może gdyby wiedział o chorobie chłopaka, to by go nie zaatakował?
Nie, pewnie rzuciłby się na niego jeszcze bardziej zawzięty, a tak to... Tak to po prostu zaczął 'lekko' i teraz się to na nim odbijało.
Wyprostował się z nienawiścią, wlepiając spojrzenie łaknące mordu w przeciwnika. Dobrze, przynajmniej było widać po Monroe obrażenia. Byłoby słabo gdyby nie czuł bólu I JESZCZE był niezniszczalny. Ta myśl jakoś pocieszyła Carswella, który... No, czuł się teraz wyjątkowo malutki, drobniutki i w skrócie, zgnojony.
- Mówił ci ktoś kiedyś, że wyglądasz jak psychopata? - wysapał. W gębie był mocny, musiał to jakoś wykorzystać! Odsunął się nieco od tego dalej uśmiechniętego Ślizgona, chcąc chociaż na chwilę złapać oddech. Miał wrażenie, że on skacze i się wścieka, a Monroe... Monroe miażdży go jednym uderzeniem i tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Tønsberg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13509-david-monroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13518-let-s-be-friends
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13516-raffaell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13517-david-monroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw 13 Paź 2016 - 18:25

Patrzył z satysfakcją jak ślizgon kuli się z bólu. Uczepił się nawet jego koszulki, by nie upaść. Śmieszne. Pchnął go. Czy to już koniec? Miał nadzieję, że tak.
-Owszem.-odparł i wzruszył ramionami. Ale czy to on tu jest psychopatą. No tak, może i zrobił te zdjęcia, lecz ma pewnie nie rzuca się jak wariat na nieznajomych. Wzrok skupił ponownie na chłopaku. Nie wyglądał już na tak pewnego jak przed chwilą.
Niech odpuści, unikną dalszej walki, to bez sensu. Jednak z drugiej strony... chciał dokończyć to co zaczął. Najprawdopodobniej ponownie obudził w sobie coś, czego chciał się pozbyć. No cóż, odwrotu nie ma.
-Już masz dosyć?-uśmiech ponownie zagościł na jego twarzy. To nie tak, że ślizgon w ogóle go nie ranił, rzeczywiście zostawały jakieś ślady, ale... ale Dave tego po prostu nie czuł. Nie czuł wymierzonego ciosu w brzuch, tego w nos czy w twarz. Nic.
-Rzucając się na mnie powinieneś dwa razy pomyśleć.-westchnął i zaczął odchodzić powolnym krokiem od chłopaka. Co za idiota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw 13 Paź 2016 - 18:38

Dobra, samopoczucie z całą pewnością zaczęło podupadać, żeby nie powiedzieć - leżało wciśnięte w posadzkę. Shane kompletnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw, zupełnie nie pomyślał i teraz był... No, nie widział dobrego rozwiązania z tej sytuacji. Co miał zrobić? Odpuścić? Ani to w jego stylu, ani szczególnie mężne. To nie dowiodłoby jego przesłankom, co więcej, jeszcze bardziej by go osłabiło w oczach starszego Ślizgona. Z drugiej strony, ponowne rzucenie się na niego prawdopodobnie skończyłoby się tak, jak dotychczas - on by się zmęczył, a David tylko by sobie wzdychał, niewzruszony i pewnie jeszcze znudzony. Bo ileż można odpierać ataki siedemnastolatka?
Z całą pewnością nie było to nic szczególnie zajmującego.
- Chciałbyś - rzucił mało elokwentnie, ale za to bardzo nienawistnie. Co się podziało ze starą dobrą zasadą "jeśli krwawi, to można zabić"? Jej skuteczność bardzo by się teraz przydała. Monroe jakby nie odczuwał bólu, a przez to nawet najmocniejszy cios nie mógł go ogłuszyć albo wytrącić z równow...
Równowaga?
Shane z niedowierzaniem obserwował, jak chłopak zaczyna sobie od niego odchodzić. Ot tak, z tą swoją nieznośną nonszalancją, odwrócił się do niego PLECAMI. Był aż tak głupi, czy próbował Carswella podpuścić?
Nieistotne, warto było zaryzykować. Młodziak z impetem niemalże wskoczył na Monroe, powalając go na twarz na posadzkę korytarza. Chwycił jego prawy nadgarstek i wykręcił go mocno, dociskając do lędźwi.
- To jak z tymi zdjęciami? - spytał z uśmiechem, czując się chyba trochę zbyt zwycięsko, niż powinien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Tønsberg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13509-david-monroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13518-let-s-be-friends
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13516-raffaell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13517-david-monroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw 13 Paź 2016 - 19:02

Co za idiota. Dał się złapać. David zacisnął mocno usta by nie wybuchnąć śmiechem. O nie, nie miał zamiaru się poddawać. To było tak oczywiste, że chłopak go przewróci. Siedział teraz czując się jak wygrany. Właśnie przegrał. No, może będzie to trochę trudniejsze niż sądził Dave. Ale da radę.
-Myślałem, że jesteś mądrzejszy.-wymamrotał i zaczął się wyrywać, tak mocno się wiercił, że w końcu udało mu się wyślizgnąć z "pułapki". Trzeba przyznać, chłopak nie był aż tak słabym przeciwnikiem jak sądził Dave. Co za niespodzianka.
-A czy ja się wycofuję?-zaśmiał się cicho.
Teraz jego kolej. Korzystając z tego, że ślizgon jeszcze nie wstał, David szybko do niego podszedł, złapał za włosy i z rozmachem walnął nią o kamienną podłogę. Może rzeczywiście przesadził, ale... w tamtej chwili był za bardzo rozgniewany, tym, że ten chłopak bez przeszkody go powalił. Sam go do tego sprowokował, lecz nie wiedział, że chłopak jest silny. Pf, ale z rozbitą głową już nic nie zrobi. Nie walnął nim aż tak mocno by pękła czaszka, dostanie ewentualnie jakiegoś ostrego bólu, który zwali go z nóg i Dave pozbędzie się go w ten sposób. Szybko i skutecznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Czw 13 Paź 2016 - 20:40

Ciężko było mu uwierzyć, że David miał o nim jakiekolwiek dobre zdanie. On sam na jego miejscu nie uważałby siebie za osobę mądrą nawet w najmniejszym stopniu. Ot idiota, rzucający się bez wyraźnej przyczyny, z drobnym kompleksem bohatera.
Doskonale wiedział, że takie jawne wystawienie się nie było przypadkowe. Monroe go podpuścił, ale trudno. Przynajmniej Shane'owi udało się potriumfować przez jakieś...
Kilka sekund, hm.
- A mógłbyś? - westchnął, z całych sił usiłując utrzymać chłopaka przy ziemi. Nie był pewny, czy przez takie szamotanie starszy Ślizgon nie skończy ze zwichniętą ręką, albo coś... Nieszczególnie go to na daną chwilę interesowało, ale no. Najwyraźniej ból mu nie doskwierał, jednak to przecież tylko bodziec, mający cel istnie ostrzegawczy.
Zupełnie się nie zorientował, kiedy David nagle się wyswobodził i złapał go za włosy, jedynie po to, by pchnąć nim w podłogę. Carswell nijak nie zdołał zareagować, tracąc kontrolę. Nie był pewny, czy przypadkiem nie wrzasnął, bo ból, który go ogarnął, kompletnie go zamroczył. Dotarło do niego donośne chrupnięcie w nosie, a w oczach automatycznie stanęły mu łzy. W dodatku już czuł rosnącego na czole guza.
Podniósł się na klęczki, dysząc ciężko. Uparcie walczył ze łzami i mroczkami, które latały mu przed oczami i ograniczały pole widzenia. Podparł się dłońmi o chłodną posadzkę w pełni świadomy, że zawiódł.
Zawiódł to za delikatne słowo, on spierdolił po całości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Tønsberg
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
  Liczba postów : 82
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13509-david-monroe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13518-let-s-be-friends
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13516-raffaell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13517-david-monroe




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 15 Paź 2016 - 10:54

Chyba rzeczywiście przesadził. Ślizgon już raczej nie wyglądał na chętnego do dalszej walki. Może uderzenie głową o podłogę to przesada? Ale z drugiej strony, ten widok był nawet trochę satysfakcjonujący.
Przecież przed paroma minutami chłopak jeszcze stał na nogach. Zdjęć nie odzyskał. Szkoda. Naprawdę szkoda. Dave patrzył na ślizgona z mocno zaciśniętymi ustami. Będą przez to problemy. Będzie masa problemów. Podszedł do niego, kucnął oraz poklepał chłopaka po ramieniu. Z kieszeni wyciągnął zdjęcie, na którym tak bardzo zależało przeciwnikowi, zgniótł je i rzucił mu pod nogi.
-To nie było zbyt mądre.-powiedział patrząc na jego twarz. Nos na pewno złamany.
David był w pełni świadomy tego, że Naeris nie będzie go tylko nie lubić, teraz to go znienawidzi. Chyba naprawdę miał szczęście do robienia sobie wrogów.
Po krótkiej chwili wstał, odwrócił się tyłem do ślizgona i powolnym krokiem zaczął się oddalać. Nie tak miał wyglądać ten dzień. Zapowiadało się spokojnie a tu taka niespodzianka.

z/t


Ostatnio zmieniony przez David Monroe dnia Sob 15 Paź 2016 - 18:32, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 2085
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 15 Paź 2016 - 14:27

Bez przerwy padało, a świat stał się mroczny i ciemny. W końcu nadeszła angielska jesień.
Naeris kochała deszcz, więc taka pogoda poprawiała jej humor, a nie niszczyła go, tak jak większości ludzi. Z chęcią siadała na parapecie w swoim dormitorium z ciepłą herbatą i dobrą książką obok. Lubiła wpatrywać się w spływające po szybie krople, mogła moknąć i tańczyć na wilgotnej trawie. Dlatego idąc korytarzem głównie wpatrywała się w wysokie, gotyckie okna. Nie musiała się spieszyć, bo niedawno skończyła zajęcia. Teraz czekało ją parę godzin nauki w pokoju wspólnym, a to chciała trochę opóźnić.
Nagle jednak jej ucho wyłowiło jakieś dziwne, przytłumione odgłosy. Odgłosy szamotaniny, wyciszony łomot, czyjeś głosy. Momentalnie zatrzymała się i zaczęła nasłuchiwać, ale tamci znajdowali się za daleko. Spojrzała niepewnie w drugą stronę, zastanawiając się, jak postąpić. Czuła, że serce zaczyna jej szybciej bić. Rozsądek i krukońska natura rozkazywały iść po jakiegoś prefekta albo nauczyciela i powiadomić o tym, że co się dzieje. Natomiast ciekawość popychała ją naprzód. Poza tym, co jeśli pomoc przyjdzie za późno? Może dzieje się coś poważnego? A może wręcz przeciwnie... Może to tylko grupka przyjaciół na żarty urządzająca popychanki. Przez chwilę po prostu toczyła bitwę z samą sobą, ale słysząc wyjątkowo głośny huk i chyba nawet czyjś krzyk, bez wahania pobiegła w tamtą stronę. Miała bardzo złe przeczucia co do tego, co kryło się za rogiem. Wyminął ją jakiś chłopak, nie zdążyła skojarzyć skąd zna jego twarz.
Wciągnęła głośno powietrze i stanęła jak wryta. Jej wzrok przemknął po całym "polu bitwy". A właściwie utkwił w zbroczonej krwią twarzy Shane'a. W jednej chwili znalazła się przy nim, przerażona tym co się mu stało. Wyglądał, jakby właśnie pobił się z tamtym chłopakiem, którego widziała... Dlaczego...
- Shane! - Naeris wyrwało się jego imię. Nie miała pojęcia, co zrobić. Dotknęła lekko i niepewnie jego ramienia, jakby bojąc się, że zaraz ją odtrąci. Słyszała, jak ciężko oddychał i serce ściskało jej się mocniej. Dlaczego on to zrobił? - Mam... mam chusteczki... - wyjąkała, zdejmując torbę z ramienia i grzebiąc w niej szybko. Chusteczki... Głupia, powinnaś od razu wziąć go do skrzydła. Nae zauważyła, jak mocno drżą jej dłonie. Zerknęła na posadzkę. Musiał uderzyć głową o podłogę, widać było ślady krwi. Boże, na pewno ma złamany nos. Już szukała w myślach zaklęcia, które mu pomoże, kiedy zobaczyła też jakąś... kartkę? Sięgnęła po nią i odwróciła. Doskonale pamiętała, kiedy zrobiono to zdjęcie... Momentalnie poczerwieniały jej policzki, bo zrozumiała, o co poszło. Shane się dowiedział. Shane zażądał zdjęć. Shane nie wytrzymał. Shane nie dał rady. Minęła Davida... Nagle nabrała ochoty by go dogonić i walnąć jakimś paskudnym zaklęciem. Jak mógł go tak potraktować?!
- Nie powinieneś był tego robić. - szepnęła zrezygnowana, nie wiedząc czy jest zła czy wdzięczna za stanięcie w jej obronie. Po prostu poczuła smutek. Wątpiła, czy chłopakowi podobało się jej towarzystwo właśnie teraz, ale miała to gdzieś. Nie zamierzała na pewno tak po prostu zostawić go samemu sobie. Nigdy by tak nie postąpiła. Musiała mu pomóc. Popatrzyła na tę zmaltretowaną twarz i odetchnęła, uspokajając się. Powinna myśleć chłodno i racjonalnie, żeby ukrócić jak najszybciej cierpienia Shane'a.
- Musisz pochylić głowę... Poczekaj, wytrę trochę tej krwi. - wyciągnęła dłoń, żeby musnąć chusteczką jego policzki. Robiła to tak delikatnie, żeby nie sprawić mu więcej bólu. Specjalnie omijała wzrokiem jego oczy, nie wiedziała co może zobaczyć w jego spojrzeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 15 Paź 2016 - 14:53

Kiedy David zaczął do niego podchodzić, Shane spodziewał się jakiegoś ostatniego uderzenia. Prawdę powiedziawszy, już prawie czuł nogę chłopaka na swoim brzuchu, dlatego skulił się w sobie i po prostu spróbował zająć myśli czymś innym.
Nie żałował, w gruncie rzeczy. Niby wszystko poszło nie tak, ale równie źle czułby się, gdyby tak po prostu nic z tą całą sytuacją nie zrobił. Teraz przynajmniej miał świadomość, że próbował...
Wzdrygnął się, czując delikatne klepnięcie w ramię. Prawdę powiedziawszy, to chyba jeszcze bardziej uwłaczało jego dumie, niż gdyby dostał jeszcze jedną dawkę bólu.
Mimo to, nie mógł się nie zgodzić z Monroe. Zacisnął powieki, kiedy na podłogę przed opadło pogniecione zdjęcie. Nie chciał na nie patrzeć.
Podniósł się nieco do bardziej siedzącej pozycji i odszukał spojrzeniem starszego Ślizgona, który majestatycznie się oddalał, cholernie zwycięsko. Shane starł trochę krwi, która zalewała mu usta. Niewiele to dało, nos miał kompletnie rozwalony.
Otworzył szerzej oczy i chwilę myślał, że ma zwidy. W końcu kręciło mu się w głowie, nie? Ale to była Naeris, prawdziwa Naeris.
- Hej, spokojnie - mruknął słabym głosem, chyba bardziej zszokowany od niej samej. Cholera, jej nie powinno tu być, ona nie powinna tego widzieć. Obserwował jak szuka chusteczek, jak kombinuje co zrobić i próbuje się domyślić, co się wydarzyło, gdy... - Nie! - cóż, jego refleks nie był zbyt szybki, bo Krukonka podniosła zdjęcie i teraz doskonale już wiedziała, o co poszło.
Chyba wolałby, gdyby nie wiedziała, że tak elegancko poległ w jej imieniu.
Zacisnął wargi, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Nie wiedział, czy David już odszedł czy może to wszystko widział... Carswell poczuł się nieco lepiej, bo mimo, że Nae nie miała o tym wszystkim wiedzieć, to jej bliskości nigdy nie miał dość.
- Za późno na rady, ale dzięki.
Zerknął jej w końcu w oczy tylko po to, aby zorientować się, że ona omija jego, nie chcąc by ich spojrzenia się złączyły. Musiała być zakłopotana, ale... To Shane powinien czuć się źle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 2085
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 15 Paź 2016 - 20:05

Shane najwyraźniej był równie mocno zaskoczony. Bo z setek uczniów to właśnie ona musiała przechodzić w tamtej chwili tamtym korytarzem. Los potrafi spłatać niezłego figla. W gruncie rzeczy Naeris niezwykle cieszyła się z tego zbiegu okoliczności. Czuła, że Shane nie chciałby jej później powiedzieć, co mu się stało. Jednak wiedziała, że nie dałaby mu żyć dopóki w końcu nie powiedziałby o co chodziło.
- Spokojnie? - prychnęła cicho pod nosem. Może i za bardzo się przejęła, w końcu to jedynie złamanie nosa, a krwawienie powinno samoistnie ustać... Ale to nie był byle kto, tylko Shane. Shane cierpiał i przez to Naeris nie potrafiła za bardzo myśleć jasno. Tylko tego brakowało, żeby zaczęła panikować. Nie słyszała jeszcze, żeby mówił tak słabym głosem. Ślizgon nie chciał, żeby zobaczyła zdjęcie i rozumiała dlaczego. Nadal czuła z tego powodu wielki wstyd, tyle że teraz to nie miało żadnego znaczenia. I nie należało teraz o tym myśleć.
- Ech, Shane... - westchnęła, mając ochotę go teraz po prostu mocno przytulić, ale musiała wyciągnąć różdżkę i coś poradzić na ten nos. Nie chciała pytać, czy bardzo boli. W ogóle nie wiedziała, co powiedzieć, bo miała wrażenie, że lepiej będzie zrobić wszystko bez słowa. Wiedziała, że Shane nie postąpił rozsądnie, ba, postąpił jak ostatni kretyn i nie była zadowolona z tego, że się o wszystkim dowiedział. Na pewno widział też te przeklęte zdjęcia. Po co się wplątywał w sprawę, która go nie dotyczyła? Rozumiała, że byli przyjaciółmi, ale... ale to zbyt wielkie poświęcenie. I to bezsensowne. Ale gdzieś tam głęboko czuła wielką wdzięczność choćby za samą próbę. Na razie nie umiała się do tego przyznać. Bo to co zrobił Shane było cholernie rycerskie.
Ujęła jego podbródek i zmieniła jego kąt, tak żeby światło padało wyraźnie na ranę. Wyglądało dość paskudnie, zwłaszcza że pełno było krwi, która już splamiła palce Naeris. Wycelowała różdżką, unosząc ją parę centymetrów nad nosem chłopaka.
- Asinta mulaf - powiedziała, opanowując drżenie głosu. Zdawało się, że całą sytuację przeżywała o wiele mocniej niż Shane. Zaklęcie powinno zadziałać poprawnie, uśmierzając ból. - Locus - rzuciła i obserwowała, jak złamana kość się nastawia. Ciche chrupnięcie i było po wszystkim. Przez najbliższe minuty chłopak nie będzie odczuwać bólu, ale i tak należy zabrać go do skrzydła szpitalnego, żeby pielęgniarka go jeszcze opatrzyła.
Naeris odgarnęła włosy do tyłu, nieświadomie brudząc sobie czoło odrobiną krwi chłopaka. Zapomniała o Chłoszczyść. Zaufała swoim zdolnościom leczniczym i chyba nie było tak źle. Podniosła się z klęczek i wyciągnęła dłoń do Shane'a, żeby mógł się na niej podeprzeć i wstać.
- Mam prośbę. - spojrzała mu głęboko w piwne oczy, zmuszając do uważnego słuchania tego, co ma do powiedzenia. - Trzymaj się z dala od tej sprawy. Nie zwracaj uwagi na Davida. Po prostu zapomnij, Shane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 15 Paź 2016 - 23:02

Nie lubił się czuć taki nieporadny. Jasne, to było niesamowicie miłe, że Naeris tak się nim zajmowała, ale raz jeszcze: ona w ogóle miała nie wiedzieć o całym zajściu.
- Tak, spokojnie. Żyję. - odchrząknął cicho, bo zaczynał brzmieć dość żałośnie. Obserwował jak dziewczyna oczyszcza go z krwi i rzuca zaklęcia. Starał się nie ruszać i jej nie przeszkadzać. Widział zaniepkojenie w jej oczach i czuł, że jej dłonie dalej nieco drżą. Miał ochotę je złapać i przytrzymać, zaczekać aż się uspokoi... Ale pewnie byłoby łatwiej to zrobić, gdyby nie wyglądał jak pobity wampir.
Przymknął lekko powieki, gdy dziewczyna ujęła jego podbródek. Jej dotyk był niesamowicie delikatny i czuł się trochę jak porcelanowa lalka, której Krukonka nie chciała przypadkiem potłuc.
Podniósł się za jasnowłosą, obserwując plamkę krwi na jej czole. Cholera, Naeris Sourwolf była jak jego osobisty anioł stróż. Zjawiała się w, z pozoru, najgorszych momentach, po czym jakimś cudem radowała sytuację. Może chodziło o to, że Shane w jej obecności był jakby inną osobą? Jasne, mógł się dalej wyzłośliwiać... Ale robił się łagodniejszy, jakby potulniejszy.
Nie zapominajmy o tym, że godzina z Naeris przebijała jego roczny rekord uśmiechów.
- To nie takie proste. - przyznał, bo choć bardzo chciał w pełni wysłuchać i zastosować się do prośby przyjaciółki... To już miał ochotę dogonić Davida i tym razem przygnieść go do ziemi jakimś dobrym zaklęciem. Pewnie nawet by to zrobił, gdyby to ktoś inny znalazł go na tym korytarzu.
- Nic ci nie obiecam. - starł delikatnie resztkę krwi z czoła dziewczyny i nagle dostrzegł, że znajdują się tak... Blisko. Jedną dłonią dalej trzymał jej, bo pomogła mu wstać i po prostu jej nie puścił. Druga z kolei spoczywała zawieszona tuż przy jej twarzy.
Czuł, że jego serce wariuje. Merlinie, to było bardziej emocjonujące, niż jakakolwiek bójka!
Walić to.
Przysunął się jeszcze bliżej i już, prawie pocałował Naeris, gdy dotarło do niego, co robi.
Nie miał u niej szans, nawet najmniejszych. Doskonale wiedział, że kręci się obok niej James i coś mu podpowiadało, że to on zdobędzie serce dziewczyny. Poza tym, blondynka zasługiwała na kogoś o wiele lepszego niż wiecznie ponury i niezadowolony Carswell, który nie był w stanie odzyskać dla niej nawet kilku durnych zdjęć.
Bardzo chciał to zrobić. Wiedział, że jeszcze milimetry i ich usta się zetkną - nawet przechylił lekko głowę, w taki sposób, by pasowali do siebie idealnie. Bolała go świadomość, że jeśli to zrobi, to wszystko zepsuje. Jak mieli potem wrócić do codzienności? Nie mógł nagle wskoczyć na miejsce jej chłopaka, a zdecydowanie nie był gotowy na porzucenie tej przyjaźni.
Bolesnej, ale jednak przyjaźni.
Zsunął dłoń po policzku dziewczyny na jej kark, dalej ramię... Przyciągnął ją do siebie w stanowczym, mocnym uścisku, którego prawdopodobnie nikt by się po nim nie spodziewał. Może dla innych to było zwykłe przytulenie, ale dla Shane'a... Dla Shane'a to było przekazanie większej ilości emocji, niż kiedykolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 2085
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Nie 16 Paź 2016 - 0:19

Naeris niosła pomoc każdemu, kto jej potrzebował. Wtedy tylko i wyłączne druga osoba się liczyła. Nawet dla nieznajomego była gotowa rzucić niemal wszystko w cholerę, a co dopiero, gdy cierpiała osoba tak cenna jej sercu. Wtedy dosłownie przełączał się jakiś trybik w jej głowie i działała wbrew zdrowemu rozsądkowi. Teraz też mogła postąpić inaczej. Po prostu pójść do skrzydła szpitalnego. A co jakby źle użyła zaklęcia i jeszcze pogorszyłaby sytuację? Zrobiła jednak to, co powinna i na szczęście wszystko się udało. Dużo zależało też od samego Shane'a, który mógł równie dobrze odrzucić jej pomoc. Niezwykle wielką ulgę poczuła, zauważając, że nie zamierza tak zrobić.
Skoro mógł wstać spokojnie, to nie mogło być aż tak źle. Wypuściła powietrze trochę swobodniej, bo najwyraźniej po prostu za bardzo dramatyzowała i przesadziła... Ale co mogła poradzić, że aż tak się przestraszyła? Tego, że może Shane'a stracić. Nawet nie umiała sobie wyobrazić tego, że nie usłyszałaby więcej od niego uszczypliwego komentarza, nie złapałaby z nim przypadkowo kontaktu wzrokowego na korytarzu, że nie zatańczyliby już żadnego tańca. Zwyczajnie nie. Świat bez uśmiechu Carswella straciłby wszystkie swoje barwy.
- Musisz, Shane... Musisz obiecać. - powiedziała cicho, bo nie zniosłaby, gdyby taka sytuacja się powtórzyła. Za bardzo jej zależało i byłaby gotowa mu to wszystko powiedzieć, jeśli to mogłoby go przekonać. Dlaczego to nie było proste? Po prostu mógłby odpuścić. Pozwolić jej radzić sobie samej. Dlaczego Shane tak bardzo nie chciał?
Chłopak starł jedynie kroplę krwi z jej czoła, ale ten dotyk zadziałał na Naeris jakoś dziwnie. Jakby dreszcz przebiegł jej po kręgosłupie. Zerknęła w oczy Shane'a próbując odgadnąć, dlaczego nic nie robi, dlaczego się nie odsuwa, dlaczego jest tak blisko, dlaczego tak się w nią wpatruje, dlaczego się pochyla, dlaczego...
Zdecydowanie zbyt dużo pytań. Zdecydowanie zbyt szybkie bicie serca. Momentalnie poczuła ciepło na policzkach, bo jeszcze nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji... Pomijając wypadki, kiedy nie była do końca sobą. Tkwiła tak nieruchomo, bojąc się wykonać najmniejszy ruch, żeby nie spłoszyć Shane'a. Przestała nawet oddychać. Ten moment zdawał się przedłużać o kolejne sekundy, minuty, godziny... Odruchowo czuła, że powinna to przerwać. Zrobić cokolwiek, odwrócić głowę, powiedzieć stanowczo "nie" albo po prostu puścić jego dłoń i się odsunąć. Ale ani trochę tego nie chciała. Zresztą, sama już niczego nie była pewna. Po prostu chciała już, by stało się to co ma się stać, a ona się podporządkuje wydarzeniom. Skupiła całe swoje myśli na oddechu Shane'a, który czuła tak blisko.
Co się właściwie dzieje?
Nawet nie chciała się zastanawiać, co widzi w tych piwnych tęczówkach, bo natężenie emocji kompletnie ją przytłoczyło. I czuła, że jest jej coraz bardziej gorąco i że powinna w końcu zaczerpnąć oddech, bo inaczej się udusi. Zadrżała mimowolnie, czując jego palce na jej karku i ramieniu. Shane, do cholery, co ty robisz? Co robisz, głupku? Wreszcie objął ją mocno, a Naeris zrozumiała, że od bardzo dawna tego potrzebowała. Właśnie od tego człowieka. Nigdy nie odczuła aż takiej ulgi, zupełnie jakby jedno przytulenie zdjęło z jej ramion cały ciężar zmartwień, niepokoju, strachu i bólu. Zwłaszcza, że to Shane'a dłonie spoczywały na jej plecach, to jego policzek ocierał się o jej policzek, to na jego ramieniu mogła oprzeć brodę.
Chciała coś powiedzieć, ale nie mogła. Więc po prostu wtuliła się najmocniej jak potrafiła. Musnęła dłonią jego potargane po bójce włosy, zacisnęła powieki, starając się wyrównać oddech.
- Powinniśmy iść do skrzydła szpitalnego. Muszą cię... opatrzyć i w ogóle. I nadal nalegam na złożenie obietnicy. - powiedziała po bardzo długiej chwili, nadal się nie odsuwając. Naeris zdawało się, że jej głos przeciął dotychczasową atmosferę napiętą od wiszących w niej uczuć. I pomyśleć, że ten dzień miał przebiec zupełnie inaczej. Na razie dziewczyna nie była gotowa jeszcze na myślenie o tym, co się niemal wydarzyło.
Po prostu nie chciała, żeby Shane ją puszczał, ale wiedziała, że to musi nastąpić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 123
  Liczba postów : 99
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13119-shane-carswell
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13120-shane-c
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13121-listy-shane-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13123-shane-carswell




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Nie 16 Paź 2016 - 0:44

Mógł z czystym sumieniem przyznać, że jeszcze nigdy nie pragnął niczego tak mocno, jak bycia blisko Naeris. Miał wrażenie, że wczepia się w nią każda cząsteczka jego ciała, że jeśli jeszcze chwile tak postoi to rozpłynie się w nicość z niesamowitym zadowoleniem.
Wdychał ten zapach bzu, który kojarzył mu się tylko i wyłącznie z blondynką. Czuł miękki materiał jej szaty pod palcami. Jej delikatne kosmyki włosów łaskotały go w policzek.
Był szczęśliwy, a jednocześnie miał wrażenie, że zaraz się przewróci i rozpłacze jak małe dziecko. Bo w pewnym sensie mu to wszystko nie wystarczało. Shane chciał wiedzieć, jaki posmak pozostawiają usta Naeris. Chciał wiedzieć, czy w trakcie pocałunku lubi dotyk dłoni na policzku, czy wytrwałaby w nim długo. Chciał wiedzieć, czy przychodziłaby do niego w chłodne dni i czy siedzieliby razem, próbując się ogrzać. Chciał wiedzieć, czy dla niego włamałaby się w środku nocy do ślizgońskiego dormitorium.
Cholera, on po prostu chciał wiedzieć, jak to jest z nią być.
Carswell mógł śmiało stwierdzić, że oczy mniej mu łzawiły po bolesnym złamaniu nosa, niż teraz. Starał się nie rozkleić, bo to byłoby chyba jeszcze gorsze od tego, co już zrobił. Gapił się na nią i pewnie domyślała się, że chciał ją pocałować...
Ale go nie odpychała, wręcz przeciwnie. Była w niego wtulona, cały czas, a przecież chwila już minęła. Dalej mógł napawać się jej towarzystwem, które działało na niego uśmierzająco prawie we wszystkich przypadkach. Niestety, sprawy sercowe były oddzielnym bytem.
- Naeris, nie. - powiedział stanowczo, pozwalając swojej dłoni delikatnie przejechać po jej plecach. Nie chciał przesadzić, ale zwyczajnie nie mógł się powstrzymać. Miał wrażenie, że po części oboje tego potrzebują.
- Nie obiecam ci. Wolę to, niż potem taką obietnicę złamać. - wyjaśnił dobitnie, po czym odsunął się delikatnie. Chciał spojrzeć w te jej piękne oczy i posłać jej nikły, blady uśmieszek. Chwycił ją raz jeszcze za rękę i ścisnął ją w geście podziękowania i uznania. Była dla niego tak cholernie ważna.
- Nie musisz iść ze mną, to pewnie zajmie tylko chwilę. Dam radę. - Ślizgon przeczesał palcami włosy, chcąc jakoś wrócić do siebie. Był stanowczo zbyt wytrąciny z równowagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 27
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12605-edmund-cormac#340723
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12609-relacje-edka#340738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12608-azmond
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12610-edmund-cormac#340742




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 7 Sty 2017 - 15:32

Jeśli się komuś nie chce czytać całości to można skwitować to słowami "Edmund co Ty odwalasz". Edmund po powrocie ze szpitala odkrył w sobie talent artystyczny. Zaczął szkicować wszystko co wpadło mu w oko, swojego smoka, dormitorium, znajomych, ładne dziewczyny, krajobrazy. Można by dalej tak wymieniać, zaczął nawet odwiedzać salę artystyczną i przerysowywać cudze malunki. Parę z nich zostało ulepszonych przez Percego kiedy zionął na nie ogniem i delikatnie przypalił albo podgryzł. Właśnie z jednego z takich wypadów wracał, korytarz był pusty jak zawsze, przyciemniony przez piękne witraże pozwalał na wyciszenie swoich emocji i artystyczne refleksje. Parę razy zastanawiał się czy klasa i korytarz mają właśnie takie połączenie. Cormac postanowił zostać chwilę na korytarzu i pooglądać witraże. Może któreś wpadnie mu w oko i je przerysuje? Był dość skupiony i głuchy na otaczający go świat. Może nikt go nie zabije w najbliższym czasie. Biedny Percy zostałby wtedy sierotą, nie godzi się tak!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Zakynthos, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 84
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 97
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13909-flora-melete-louzar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13913-bogini-kwiatow-i-zametu#367826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13914-ligia#367828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13911-flora-melete-louzar#367823




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 7 Sty 2017 - 15:44

Po ostatniej wizycie u nowego magopsychiatry miała zakaz brania leków, który był jej nie na rękę. Wiedziała jednak, że lekarz miał rację mówiąc jej, że się uzależniła i tym samym ucieka od rzeczywistości, ale po co miała się męczyć, skoro taka mała tabletka była lekiem na wszystko? Wyszła wtedy ze szpitala bez nowego zapasu, chociaż dalej miała przy sobie te ostatnie trzy tabletki, które w pierwszej chwili chciała wyrzucić. Później jednak uznała, że zostawi je na czarną godzinę i przy okazji sprawdzi zdolności detektywistyczne Xaviera.
Czarna godzina przyszła chyba szybciej, niż sobie to wyobrażała. Tego dnia wstała nie dość, że w nie za dobrym humorze, to dodatkowo okropnie bolała ją głowa przy nagłej zmianie ciśnienia. Postanowiła więc, że spróbuje w siebie wmusić cokolwiek do jedzenia, by nie drażnić pustego żołądka silną dawką lekarstw a kiedy wracała z Wielkiej Sali, jej kroki skierowały się w zupełnie przeciwną stronę, niż dormitorium. Przechodziła tym razem przez korytarz na szóstym piętrze, kiedy poczuła okropne ukłucie w głowie, dwukrotnie silniejsze niż zwykle. Spowodowało, że aż zatrzymała się w miejscu, pochylając do przodu i opierając ciężko o parapet. Nie była pewna czy ma przed oczami mroczki, czy może zaraz zemdleje, dlatego zapobiegawczo osunęła się na ziemię, dłonią wyszukując w kieszeni małe opakowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 27
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12605-edmund-cormac#340723
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12609-relacje-edka#340738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12608-azmond
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12610-edmund-cormac#340742




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 7 Sty 2017 - 16:06

Parę razy próbował namalować witraż ale było nieco za ciemno. Rzucenie lumos zbytnio nie pomagało, bo albo świecił na notes albo na witraż, a musiał widzieć obydwa na raz. Bardzo żałował, że nie ma fotograficznej pamięci albo tego aparatu. Nawet taki mugolski by wystarczył, o ile nie zacząłby wariować jak to z mugolskim sprzętem bywało. Ostatecznie dał za wygraną i tylko oglądał, były zbyt piękne by przeszedł obok. Oczywiście dalej był zbyt zauroczony by dostrzec, że nie już sam. Zatrzymał się dosłownie o krok od Flory słysząc ostrzegawcze warczenie Percy'ego. Zamrugał parę razy i się rozglądnął. Tuż przed nim ktoś klęczał. Było to strasznie dziwne, kto normalny coś takiego robi? Minęła chwila nim w jego głowie zapaliła się lampka. O cholera...
-Hej, nic Ci nie jest? Halo?
Złapał delikatnie ktosia za ramiona. Nie wiedział czy przypadkiem nie zemdlał, zbliżył się szukając śladów krwi. Było zbyt ciemno by rozróżnić kolory a nie miał ręki by wyciągnąć różdżkę. Stwierdzając, że nie widzi żadnych plam na podłodze to osoba przed nim nie krwawi. Powstrzymał się przed pójściem po pomoc i rozwiązanie chwilowo sprawy samemu. Edmund, Ty bohaterze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Zakynthos, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 84
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 97
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13909-flora-melete-louzar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13913-bogini-kwiatow-i-zametu#367826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13914-ligia#367828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13911-flora-melete-louzar#367823




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 7 Sty 2017 - 18:20

Nic jej nie było, poza tym, że przez jej głowę przebijało się teraz tysiące igiełek, drzazg, czy czegokolwiek innego, adekwatnego do bólu. W każdym razie nie miała zbyt wesołej miny, kiedy spojrzała na Gryfona. Początkowo nawet nie rozumiała jego słów, zajęta nerwowym szukaniem swoich leków. Migrena i nerwica w jednym, czy mogło być coś gorszego?
- Nie, nic... to znaczy, nie przejmuj się, po prostu boli mnie głowa - wyjaśniła szybko, wyciągając różdżkę. Oświetlając korytarz przyjrzała się najpierw Edmundowi, by następnie wydobyć z kieszeni małe pudełeczko. Gdyby chłopak znał się na tych dziedzinach lub spędził trochę czasu w szpitalu wiedziałby jak silne leki zażywa.
- Dam sobie radę - zapewniła gorączkowo, nie podnosząc się z ziemi. Jedynie usiadła, opierając się o ścianę a potem wyjęła z opakowania jedną tabletkę. Widać było, że się waha przed zażyciem jej, głównie przez to, że zdążyła obrócić ją między palcami kilka razy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 27
  Liczba postów : 379
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12605-edmund-cormac#340723
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12609-relacje-edka#340738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12608-azmond
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12610-edmund-cormac#340742




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 7 Sty 2017 - 20:52

Jak się okazało tym ktosiem była uczennica. Sama najwidoczniej nie chciała tego dostrzec ale coś było nie w porządku. Kiedy poświeciła na niego lumosem też dostrzegł jej twarz. Niezadowolenie aż od niej raziło, nie wiedział tylko czy z jego obecności czy z innego powodu. Mając doświadczenie z mimiką ludzką dostrzegł skrywany wyraz bólu. Czy to się pannie podobało czy nie złapał ją za czoło. Nie miała gorączki ale zdecydowanie coś w tym obszarze się działo. Przystawił Florze różdżkę do głowy i użył Asinta mulaf do uśmierzenia bólu. Skoro ją tylko boli głowa to na chwilę pomoże. Teraz zerknął na leki które trzymała w ręce i aż usiadł z wrażenia.
-Czy...skąd masz tak silne leki? Znasz ich działanie? Kto Ci je w ogóle dał, tylko w Mungu się z nimi spotkałem.
Cormac był przerażony. Teraz na pewno go nie przekona, że sama sobie da radę. Wziął głęboki oddech i zaczął myśleć. Miał do czynienia już z tym lekiem przeciwbólowym, odurzenie po jego zażyciu było większe niż po jakimś narkotyku. Dostał jedną dawkę i miał dość na całe życie, a ona macha mu przed nosem całym pudełkiem! Minęła dłuższa chwila zanim zdołał się ponownie odezwać. Starał się by jego głos zabrzmiał łagodnie, ale był zbyt zszokowany by do końca wyszło.
-Proszę Cie, oddaj mi to. Niezależnie jak bardzo Cie boli nie możesz tego zażywać. W dużej ilości dawka jest śmiertelna, nikt o tym nie powiedział? Powiedz mi, krwawił Ci nos? Tylko odpowiedz szczerze, mój smok wykrywa kłamstwa.
W tym samym momencie Percy wychylił łepek i wystrzelił dymek jak na potwierdzenie. Oczywiście było to kłamstwo ale chciał jakoś zachęcić dziewczynę do zwierzeń. Prawdopodobnie będzie próbowała uciec albo trzasnąć go jakimś zaklęciem, będzie miał mimo wszystko spokojnie sumienie że próbował pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Zakynthos, Grecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 84
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 97
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13909-flora-melete-louzar
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13913-bogini-kwiatow-i-zametu#367826
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13914-ligia#367828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13911-flora-melete-louzar#367823




Gracz






PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   Sob 7 Sty 2017 - 21:16

Wiedziała, że zażywa silne leki, dlatego przeważnie nosiła ze sobą kwitek od lekarza, w którym było napisane o jej przypadłości a poza tym zapewniano ją, że szkoła została poinformowana o tym, co zażywa. Właśnie, by uniknąć podobnych sytuacji. Spojrzała na Edmunda, marszcząc czoło w tym samym czasie, w którym przyłożył jej różdżkę do głowy. Ból na chwilę przeszedł, więc była w stanie z nim porozmawiać, jednak migrena nie była porównywalna z nerwicą, która teraz dała o sobie znać. Trzymała tabletkę w jednej dłoni, opakowanie z dwiema pozostałymi zaciskając w drugiej. Poczuła się mocno zdenerwowana jego nagłym zainteresowaniem i traktowaniem jej jak niedoszłego samobójcy.
- Moi lekarze. Od całych dwóch lat je biorę. Nic mi nie krwawiło, przestań tak dopytywać - odparła, spoglądając na zwierzątko na jego ramieniu. Nim Gryfon zdążył zareagować połknęła tabletkę, uśmiechając się z nieukrywaną ulgą.
- Mój nowy lekarz zabronił mi ich brać, ale zostały mi ostatnie trzy. Na nerwicę i migrenę są idealne, mogę chodzić legalnie naćpana - zakręciła pojemniczek. Lekarstwa miały to do siebie, że zaczynały szybko działać.
- Hej, nie patrz na mnie takim wzrokiem - wskazała podbródkiem na jego wyraz twarzy. - Nie traktuj mnie jak samobójcy. Wybrałabym inny sposób - zapewniła uśmiechając się wesoło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Korytarz na VI piętrze   

Powrót do góry Go down
 

Korytarz na VI piętrze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 11, 12, 13  Next

 Similar topics

-
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz na VII piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Korytarz na IV piętrze
» Tajemniczy korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
szóste pietro
-