IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 20
Skąd : Holandia, Amsterdam
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 75
  Liczba postów : 146




Gracz






PisanieTemat: Herbaciarnia   Sob Wrz 22 2012, 19:29

First topic message reminder :


Herbaciarnia
Niedaleko spokojnie sobie płynącej rzeczki, która przepływała przez Londyn można było zauważyć wiele rzeczy. Możesz zobaczyć statek przepełniający się turystami, którzy robili zdjęcia wszystkiemu co się ruszało, jednak mogłeś też zobaczyć tam niewinnie pływającą sobie kaczkę, która poszukiwała nerwowo pożywienia niedaleko brzegu. Wszystko to zależało od czasu, miejsca, a nawet i twojego humoru. Od godziny dziesiątej do siedemnastej mogłeś udać się do nie zatłoczonej i jakże uroczej herbaciarni tuż obok rzeki zwanej Tamizą. Tylko stali bywalcy o niej wiedzieli dlatego zazwyczaj nie panował tam ruch. Można było sobie wygodnie usiąść na jednym z foteli i sączyć gorącą herbatę przyglądając się spokojnie sobie płynącej rzeki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 718
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Czw Lip 06 2017, 02:10

Jeśli ich rozmowa będzie dalej przebiegała w ten sposób, Theo będzie gotów pomyśleć, że różowy to naturalny odcień skóry Bridget. Dziewczyna poniekąd czuła się niesamowicie onieśmielona tą sytuacją, gdy Theo patrzył na nią w ten sposób i dawał jej do zrozumienia, że jest szalona skoro myśli, że mógłby o niej zapomnieć, a z drugiej strony taka świadomość dawała jej niesamowity przypływ pewności siebie. Świadczyło to o tym, że udało jej się jednak zrobić na chłopaku jakieś wrażenie, że nie odpuścił sobie, mimo że pod koniec roku zdarzyło się dużo rzeczy, po których mógłby stwierdzić, że gra nie jest warta świeczki. Fakt, że siedział tu z nią oraz jego kolejne słowa tylko utwierdziły ją w przekonaniu, że stało się wręcz przeciwnie. Pytanie tylko kto wpadł w czyje sidła?
Temat profesora Fairwyna szybko wygasł, lecz Bridget nie czuła się z tego powodu gorzej. Zdecydowanie wolała, by Theo opowiedział jej o swojej podróży do Polski (wciąż nie zdecydowała w głowie, czy faktycznie wie, gdzie znajduje się ten kraj...), ponieważ sam fakt tego, że była to podróż zagraniczna czynił ją znacznie bardziej interesującą dla Puchonki, która łaknęła podróży. Z tego powodu nie mogła się doczekać kolejnej wycieczki szkolnej. Słuchała go z lekko rozchylonymi ustami, a oczy aż błyszczały jej z całego tego zainteresowania sprawą.
- Pewnie, jasne, z przyjemnością - powiedziała szybko, gdy zaproponował jej odwiedzenie nieznanego jej kraju (jakby się przypadkiem miał rozmyślić). Informację o stadninie koni również przyjęła z zaskoczeniem. - Nie wiedziałam, że jeździsz konno! Kiedyś bardzo chciałam spróbować, lecz do tej pory mi się nie udało usiąść w siodle - zwierzyła się. Krukona chyba powinien przywyknąć do tego typu wyznań, ponieważ na świecie istnieje jeszcze milion podobnych sportów czy atrakcji, które są raczej popularne, a których Bridget do tej pory nie spróbowała.
Na pytanie chłopaka nieco się skrzywiła, aczkolwiek jej ręka powędrowała bardzo szybko w jego dłonie. Była niesamowicie spragniona kontaktu, a poza tym liczyła, że dotyk Theo doda jej nieco otuchy przy opowiadaniu o owutemach.
- Większość w porządku. Nie mam powalających ocen, ale zdałam dużo przedmiotów. Z run i opieki mam nawet wybitny - pochwaliła się na początku. - Niestety nie poszło mi tak dobrze z eliksirów i teraz mój tata jest okropnie niepocieszony. Dodatkowo zielarstwo również nie poszło mi znakomicie, więc nie mam pojęcia, czym będę się zajmowała podczas studiów, skoro ta droga już niestety jest dla mnie zamknięta - dodała jeszcze i nieco posmutniała. Nie bardzo, bo będąc w towarzystwie tak przystojnego chłopaka nie mogła doznać drastycznego pogorszenia humoru, jednak mimo wszystko nie czuła się dobrze z tym, że poniosła porażkę w dwóch dziedzinach, z których myślała, że jest niezła i z którymi chciała wiązać przyszłość.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Czw Lip 06 2017, 13:58

Theo lubił próbować nowych rzeczy i z pewnością miał jeszcze parę asów w rękawie, także Bri mogła przyzwyczaić się do takich drobnych niespodzianek. Niestety, nie był szczególnie konsekwentny, tak więc większość jego hobby koniec końców po prostu jakoś znikała. W przypadku jeździectwa jednak mógł szczerze przyznać, że nie była to tak w pełni jego wina. Po prostu nie miał zbyt wielu okazji do uczęszczania na jakieś zajęcia, czy też po prostu do stadniny. Skoncentrował się na czymś innym i tyle.
Mógłby kiedyś poinformować Puchonkę chociażby o łucznictwie, albo hipnozie... Swoją drogą, Evermore coraz częściej miał przemyślenia na ten temat. Martwił się trochę, że dziewczyna posądzi go o nieodpowiednie zachowanie, jakim było używanie hipnozy. Wiedział jednak, że im dłużej czeka, tym gorzej będzie.
- Och, musisz spróbować. Ja zacząłem jeździć właśnie w Polsce, potem uczyłem się przez chwilę w szkole Volshebnik, a tam jest to bardzo popularne. - Uśmiechnął się łagodnie, obserwując dziewczynę. Lubił o sobie opowiadać, ale nie chciał przypadkiem zanudzić jej na śmierć, czy po prostu ściągnąć całej rozmowy na siebie.
Trzymał delikatnie dłoń Bri i jeździł kciukiem po jej wierzchu, wyznaczając zupełnie nic nie znaczące wzory. Widział, że owutemy nie są zbyt prostym tematem i dziewczyna nieco posmutniała.
- Masz jeszcze sporo czasu, żeby się na spokojne zastanowić - zauważył, chociaż nie było w tym aż tak dużo prawdy - bo aż tak "sporo" tego czasu nie było. Tylko jak inaczej pocieszyć? - No i gratuluję opieki i run! Fairwyn cię nie zniszczy... - Zaśmiał się krótko, mając nadzieję, że Hudson nie zacznie się za bardzo zamartwiać. Popołudnie relaksu chyba nie zaszkodzi, prawda?
- Piękne miejsce. Często tu przychodzisz? - Zainteresował się, zerkając przez okno na przepływającą obok rzekę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 718
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pią Lip 07 2017, 01:59

Niestety wewnętrzny strach przed rzeczami, które chodź trochę niosą ze sobą ryzyko zranienia, upadku czy też zagrożenia życia (pod co Bridget jest w stanie podciągnąć prawie wszystko, włącznie z pływaniem) często uniemożliwiał dziewczynie ich wykonywanie. Niekiedy myślała, że wspaniale byłoby się nauczyć czegoś nowego, lecz w chwilach prawdy tchórzyła. Taką właśnie sytuację miała z wodą, do której nie mogła przekonać się od dziecka. Lotta nie wykazywała podobnych problemów, szybko załapała, jak trzeba ruszać rękami i nogami, żeby się przemieszczać, natomiast Bridget za każdym razem panikowała, histeryzowała i tak jej zostało. Gdy zobaczyła na balu basen, przeszedł ją dreszcz i już wiedziała, że bardzo nie chce uczestniczyć w większych atrakcjach imprezy. Szkoda, że jej się to nie udało i i tak wylądowała w basenie...
Jak na razie Bridget nawet nie podejrzewała chłopaka o hipnozę i jestem pewna, że w ogóle nie zdawała sobie sprawy z istnienia takich umiejętności poza jakimiś trudnymi zaklęciami czy też niewybaczalnym imperiusem. Ciężko stwierdzić, co by sobie pomyślała, lecz wypadałoby, aby kiedyś dowiedziała się o całej tej sprawie.
Dziewczyna uwielbiała słuchać Theo i jego opowieści o sobie, swoich zainteresowaniach i doświadczeniach. Był światowym chłopakiem, bardzo wrażliwym i niesamowicie interesującym, więc dla Bridget dowiadywanie się o nim kolejnych faktów było samą przyjemnością. Czasami żałowała, że była zwykłą Angielką, która większość swojego życia spędziła w Londynie na ulicy Pokątnej, która nie widziała tak wiele świata i nie miała aż tak dużej wiedzy na tematy kulturalne.
- Niewykluczone, że spróbuję - powiedziała, kiwając głową, chociaż na samą myśl czuła to dziwne ściskanie w brzuchu. Konie były wysokie, prawda? Mniej więcej takie jak jednorożce... A to oznaczało duże prawdopodobieństwo upadku z wysokości. Cholercia...
Uśmiechnęła się do niego delikatnie, po czym przeniosła wzrok na ich splecione dłonie. Obserwowała przez chwilę ruchy jego kciuka i myślała, że jest prawdziwą szczęściarą, skoro ten cudowny i wyrozumiały chłopak okazywał jej takie uczucia. Poczuła się całkiem pocieszona, fakt, miała jeszcze dobre trzy lata, żeby zorientować się, czy to aby na pewno była jedyna droga, którą mogła podążyć i czy nie istnieje nic innego, co interesowałoby ją w podobny sposób. Parsknęła śmiechem na uwagę o profesorze.
- Mam wrażenie, że i tak niewiele mi to pomoże. Po tym żałosnym błaganiu o autografy dla mamy raczej do końca szkoły zapamięta moje imię i nazwisko - powiedziała. W sumie całkiem bawiła ją ta sprawa, nauczyciel powinien się cieszyć, że w wtedy gabinecie zjawiła się Bridget, a nie jej matka - to drugie mogłoby się skończyć bardzo dziwnie. - Och, tak! Spędzam tu dużo czasu - przyznała. - W zasadzie jest to jedno z moich ulubionych miejsc w całym Londynie. Niestety bywam tu teraz wyłącznie w wakacje i to jeszcze na krótko, przez co nie mam czasu na odkrywanie nowych zakamarków, więc cieszę się, że mam tą jedną sprawdzoną herbaciarnię - dodała rozmarzonym głosem, patrząc przez szybę na płynącą Tamizę. Wróciła jednak na ziemię i otrząsnęła się, po czym spojrzała na Theo. Po jej twarzy błąkał się delikatny uśmiech. - Cieszę się, że przyszedłeś. Przez moment naprawdę myślałam, że się zraziłeś... tym wszystkim - dokończyła, nawiązując delikatnie do zdarzeń na balu. Nie była pewna, czy chłopak podchwyci temat, ale chciała chociaż spróbować się z tego jakoś wytłumaczyć. Należały mu się wyjaśnienia chociażby odnośnie jej relacji z Ezrą.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sob Lip 08 2017, 21:18

Theo miał zawsze mnóstwo opowieści, mógł pozabawiać znajomych anegdotkami z różnych stron świata. Tu już nawet nie chodziło o jakieś przechwalanie się - on po prostu pozwiedzał, posmakował codziennego życia w najprzeróżniejszych miejscach. Zawsze jednak żałował, że nie ma takiego swojego prawdziwego domu... Więc gdy Bridget opowiadała mu o ulubionej herbaciarni, do której często przychodziła, to gdzieś w sercu odczuwał zazdrość. Pewnie, urodził się we Włoszech i czuł się mocno związany z tym krajem, to był jego język i koniec. To było jednak tylko jego dzieciństwo. W Polsce również czuł się dobrze, choć nie spędził tam wcale dużo czasu, ani nie opanował mistrzowsko języka. Tutaj w grę wchodziła rodzina, a Theo ze swoją babką był niesamowicie blisko. Francji nie polubił, w Drakensberg mu się podobało, ale do Afryki zbyt mocno się nie przywiązał. Szkoła miała piękne otoczenie i widoki były niezwykłe, lecz to tyle. Kazachstan, Indie - nic, co mogłoby go chwycić za serce.
Z zamyślenia wyrwały go kolejne słowa Puchonki. Posłał jej kolejny uśmiech. Miałby się zrazić?...
- Potrzeba o wiele więcej, żeby zrazić się do takiej dziewczyny - mrugnął do niej wesoło. W sumie nawet ucieszył się, że zarzuciła ten temat. Usłyszał wtedy wiele, ale co innego poznać historię w ferworze walki, a co innego nad filiżanką herbaty. - Chociaż muszę przyznać, że to było dość, hm, specyficzne. Mam nadzieję, że nie macie takich akcji zbyt często? - Niezbyt wiedział, jak inaczej to zaintonować, więc po prostu poszerzył uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 718
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Nie Lip 09 2017, 07:19

Może Theo miał rację a'propos posiadania miejsca, które można było nazwać domem oraz związanego z tym komfortu psychicznego, jednakże Bridget przez większość życia zmagała się z odwrotną sytuacją. Posiadała swój dom, miejsce, do którego mogła wracać, miała też Hogwart, który pełnił podobną funkcję w jej życiu, lecz poza tym nie miała nic innego. Nie podróżowała, nie poznawała nic nowego, nie uczyła się niczego na temat innych państw i kultur z doświadczenia, a wyłącznie dzięki książkom, które były jej jedynym podparciem w tej kwestii. Dlatego też wprost uwielbiała słuchać opowieści ludzi światowych, a za takiego czlowieka uważała Theo.
Ogólnie chłopak okazał się być wszystkim tym, czego Bridget potrzebowała. Pominę już oczywistości typu "był starszy i przystojny", ponieważ tu chodziło o coś więcej niźli wyłącznie aparycję. Krukon posiadał w sobie taki... wewnętrzny spokój, którego Bridget chyba nigdynie posiadała. Jego obecność zazwyczaj wiązała się z jakimś kojącym wpływem na zszargane nerwy nastolatki, aczkolwiek teraz nie czuła się tak komfortowo, jakby chciała. Nie wiedziała, czy to w dobrym guście, by na randce z Theo (btw. Czy to randka???) wypadało jej w ogóle wspominać o swoim byłym chłopaku, z drugiej strony czuła się winna chociażby odrobiny wyjaśnień w tej sprawie. Zresztą, skoro już zapytał...
- Niestety obawiam się, że teraz będziemy miewali wyłącznie kłótnie - powiedziała i westchnęła ciężko. - Kiedyś byliśmy parą, niedługo minie mniej więcej rok, odkąd ze mną zerwał. Chciał się przyjaźnić, lecz początkowo ja nie umiałam się do tego zmusić, a teraz najwyraźniej on nie potrafi. Ale ja wiem, że tylko łudziliśmy się, że taka relacja ma prawo bytu - po tych słowach sięgnęła po filiżankę herbaty i upiła łyk (bo zakładam, że coś zamówili w miedzyczasie i nie siedzą o suchym pysku). - W każdym razie z mojej strony to już raczej koniec. Nie wiem, czy mu wybaczę to, co zrobił na tym balu... W ogóle nie powinieneś być w to zamieszany, a już tym bardziej padać ofiarą jakiegoś ataku zazdrości. Za to Cię naprawde przepraszam - zakończyła i spojrzała na niego poważnym wzrokiem, ostatecznie jednak uśmiechnęła się ciepło i ścisnęła delikatnie rękę Theo, którą cały czas trzymała. - [b]Nadal bardzo Cię lubię, chyba nawet bardziej niż wtedy... nie chciałabym, żebyś miał mi za złe i źle o mnie myślał[b] - dodała jeszcze, licząc na słowa pocieszenia i jakieś zapewnienie, że jest zupełnie odwrotnie.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wenecja, Włochy
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 670
Dodatkowo : Hipnoza
  Liczba postów : 355
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14432-theo-romeo-u-evermore#382217
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14439-i-will-be-true#382241
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14442-false#382249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14440-kuferek-theo#382245




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Nie Lip 09 2017, 12:33

Theo był tylko człowiekiem, dobra? Męczyły go pokusy i robił błędy, miał do nich prawo. Słuchając Bridget nie mógł poradzić nic na to, że chciał zadać pytanie "czemu z tobą zerwał?". Wiedział, jak nietaktownie to zabrzmi i gryzł się w język, żeby nic nie palnąć. Gdyby zrobiła coś złego, to chyba by starała się ukryć fakt, że to Ezra z nią zerwał. Może skończyło się samoistnie? Tylko, że wtedy nie urządzaliby sobie scen zazdrości. To się jakoś wszystko nie składało w całość i Krukon bardzo chciał poznać szczegóły. W gruncie rzeczy, nie posądzał Bri o nic złego! Poważnie, widział u niej złote serce i zachwycało go to na każdym kroku.
Zmarszczył brwi, słysząc to "raczej". Dziewczyna strasznie przepraszała...
- Nie zrozum mnie źle, ale może troszkę zbyt ostro go osądzasz? Z tego co powiedziałaś wynika, że też miałaś problem z tą przyjaźnią. Ezra zachował się źle, jasne, ale był dla ciebie ważny i nie wiem, czy warto taką znajomość po prostu kończyć. Wie, że postąpił głupio, ale każdy robi jakieś błędy...
Próbował przełożyć to na swój dawny związek. Nie sądził, żeby Bri dopuściła się zdrady, jak jego były...  ale gdyby spotkał teraz swoją dawną miłość, to chyba nie dałby rady go ignorować. Theo łatwo nie wybaczał i pewnie potrzebowałby czasu i chęci z obu stron, ale koniec końców po co robić sobie wrogów? Taka relacja oznaczałaby jedynie wybaczenie, ruszenie do przodu. To byłoby oficjalne zakończenie jednego rozdziału.
Miał wrażenie, że Bri i Ezrze by to nie zaszkodziło. No, albo nowi partnerzy - ale i dla niej, i dla niego!
- Bri, nie mam ci nic za złe - przewrócił oczami z rozbawieniem. Czego się spodziewała? Że ucieknie, bo był świadkiem tak niefortunnej sytuacji? Nikt nikogo nie zamordował, nikt poważnie nie ucierpiał... Jedynie zostali bardziej przyciśnięci do wyjaśnienia czegoś między sobą. - I też bardzo cię lubię. Swoją drogą... Mogę?
Rozpromienił się wyraźnie, wyjmując z kieszeni niewielką materiałową saszetkę, w której widać było srebrny łańcuszek z niewielkim wisiorkiem. Wstał, stanął za swoją towarzyszką i zapiął ostrożnie na jej szyi drobny naszyjnik.
- Podobno masz jutro urodziny... Pozwoliłem sobie na zakup takiego drobiazgu. Niestety, jutro już mnie nie będzie w Londynie, dlatego wszystkiego najlepszego! - Cmoknął ją w policzek i wrócił na swoje miejsce, dalej się uśmiechając. To była w pełni mugolska biżuteria, ale zdaniem Theo miała w sobie wiele uroku. Nie miał większego problemu z podłapaniem daty urodzin Puchonki, bo przecież miał Willa, a ten z kolei miał Lottę. Idealnie zaplanowana operacja, ot co!
- To kamień księżycowy - dodał, wskazując na kamyk znajdujący się na łańcuszku. - Podobno wpływa korzystnie na życie emocjonalne i uczuciowe, harmonizuje, stabilizuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 718
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1052
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13874-bridget-hudson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13912-bridget#367825
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13915-bridget-hudson#367829
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Nie Lip 09 2017, 23:32

Bridget sama chciałaby znać dokładny powód, dla którego ich związek się rozpadł. Jakkolwiek to brzmi - sama nie do końca wiedziała. Ogólnie chodziło o to, że wolałby ją mieć jako przyjaciółkę, a nie jako dziewczynę. Prawdopodobnie przestał darzyć ją głębszymi uczuciami, niestety w przeciwieństwie do Bridget, która naiwnie uznała, że lepsza przyjaźń niż nic i może jeszcze uda im się wrócić do wcześniejszego stanu - bo przecież ich związek był idealny, prawda? Z czasem dopiero zaczęła przypominać sobie o gorszych chwilach, o sytuacjach, które mogły jej już wtedy pokazać, jaką drugą twarz skrywał Ezra, lecz które wyparła ze świadomości, ponieważ wierzyła, że przetrwają wieki.
Dziewczyna zamrugała gwałtownie, gdy Theo zwrócił jej uwagę, że za mocno osądza Clarke i jego wygłupy.
- Nie wyglądał, jakby było mu głupio - powiedziała i była zupełnie pewna swoich słów. Ezra pokazał wszystko tylko nie skruchę w związku ze swoim wybrykiem. - I wybacz, ale sama osądzę, o jaką znajomość chcę walczyć, a o jaką nie. Przez rok wypruwałam sobie flaki i spotykałam się wyłącznie z odrzuceniem. Jakoś miesiąc temu się w końcu dogadaliśmy, miało być w porządku, to mnie olał. Okej, też miałam mniej czasu, bo egzaminy, ale nie odzywał się do mnie ani słowem i co? Nadal mam się starać? - wyrzuciła z siebie wszystkie te żale i zamilkła. Nie, na pewno nie powinna tego mówić do Theo, nie wypadało jej się aż tak zwierzać z jej wcześniejszego związku. - Wiesz co, nieważne. To są moje problemy i nie powinnam Cię w to mieszać - zakończyła szybko głosem, który nie znosił sprzeciwu. Rzadko kiedy przyjmowała taką postawę, lecz teraz, gdy w końcu wypowiedziała na głos myśli, które kołatały jej się w głowie przez przynajmniej pół roku, poczuła delikatne uczucie w sercu. Nie z tęsknoty, lecz z żalu, że tak to się potoczyło. Przecież sam jej mówił, że miało być inaczej, prawda?
Nieco straciła humor, więc wróciła szybko do picia herbaty. Nie chciała, aby jej kiepski nastrój przeszedł na Theo, więc wymusiła delikatny uśmiech w związku z jego następnymi słowami. To nie tak, że się nie cieszyła, wręcz przeciwnie, ale wciąż huczało w jej głowie wspomnienie kłótni nad basenem. Gdy chłopak wstał od stolika, Bridget zmarszczyła brwi w geście niezrozumienia, a jego wypowiedź niewiele jej rozjaśniła.
- Co? - zapytała i dopiero po kilku sekundach dotarło do niej, że chłopak miał rację - jutro były jej urodziny! - Dasz wiarę, że zupełnie o nich zapomniałam z tego wszystkiego? - rzuciła do niego, sama nie wierząc w swoje słowa, ale niestety tak właśnie było. Dała sobie założyć naszyjnik i automatycznie powędrowała dłonią do zawieszki, obracając ją w palcach. Uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi na całusa i skupiła się na wisiorku, który był wprost prześliczny. - Bardzo Ci dziękuję, Theo, jest wspaniały - powiedziała, po czym zaśmiała się. - Wiedziałeś, co wybierasz! Jak dla mnie brzmi idealnie, nic więcej mi w tej chwili nie trzeba - dodała. Jak to się działo, że ten chłopak potrafił w kilka sekund wyciągnąć ją z emocjonalnego dołka i sprawić, że znów się cieszyła?

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good thats when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 161
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Wto Gru 26 2017, 23:48

List od Segovii wprawił go w naprawdę... Trudny do opisania nastrój. On sam od bardzo dawna nie szukał z nią kontaktu - urwał się jeszcze za czasów szkoły, kiedy to łączyło ich wiele dziwnych emocji, i od tamtej pory nie uświadczył ani jednej sowy od dziewczyny. Te święta jednak były okresem bardzo wielu zmian w życiu Faulknera, który nie spodziewał się otrzymania listu od swojej dawnej lubej praktycznie chwilę po wysłaniu jej prezentu świątecznego, również pierwszego od lat. Przeczytał notkę z wielkim skupieniem, zwracając uwagę na każdy szczegół, na każde drżenie ręki podczas pisania jej treści, na każdą stawianą na "i" kropkę, a przede wszystkim na niedokładne skreślenie. "Może chcesz się spotkać?" rozszyfrował bezproblemowo i za każdym razem, gdy wodził spojrzeniem po owej linijce, jego serce traciło swój rytm, a oddech przyspieszał. Czy chciał?
Jeszcze jak.
Ale nosił się z tym długi czas. Nie odpisał od razu, nie mógł ubrać w słowa tych wszystkich emocji, które wzbudził w nim list od Segovii. Chodził w kółko po salonie, główkując i wymyślając coraz to nowsze wersje jego wiadomości do Niej. Ostatecznie postawił na powściągliwość, jednie zaakceptował swoje szczere zaskoczenie. Z jednej strony otwarcie chciał ją gdzieś zaprosić, przystać na propozycję, lecz z drugiej skreślenia w jej liście świadczyły raczej o tym, że ona sama aż tak dużego zdecydowania w tej sprawie nie wykazywała. Postanowił zagrać po trochu jej metodą, więc sam z siebie zaproponował spotkanie, po czym skreślił tę linijkę, ale bardzo delikatnie, by dała radę odczytać jej treść. Liczył, że zrozumie.
I siedział samotnie w herbaciarni nad Tamizą, wyglądają przez okno, na poły oglądając przyjemny widok, na poły wyglądając Jej. Co jeśli się nie zjawi?

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -94
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro Gru 27 2017, 16:08

Była bardziej zdziwiona od niego. Może jej wierzyć lub nie. Kiedy naszedł ją pomysł aby napisać do starego... Przyjaciela? Nigdy nie wiedziała jakim mianem powinna go nazywać. Kim był dla niej Claude Faulkner? Jest to wielką zagadką. Przypominał jej o czasach, o których chciałaby zapomnieć... I skrupulatnie odcięła się od tego świata. Dlaczego w takim razie...
Odwiedziła ojca. Wtedy natknęła się na stare rzeczy brata. W przeciwieństwie do niej, jej rodzice nigdy nie odpuścili sobie syna. I za każdym razem kiedy sie z nimi widziała, jego temat powracał... Dlatego już ich nie odwiedza. Te święta były wyjątkiem. I od jednej rzeczy do drugiej, przed jej oczami stanął chłopak, który jako jedyny potrafił zrozumieć, przez co przechodziła.
Teraz nie wie co ją pokusiło do tego, aby do niego napisać. Nie była sentymentalna. A ten jeden glupi wieczór sprawił, że na jeden krótki moment coś poczuła. I zdała sobie sprawę, że nie miało to związku z Vlad'em. Może to za sprawą jej zapomnienia...
Weszła do herbaciarni. Jeszcze przed samym wejściem zastanawiając się, co ona do cholery wyprawia. Zapewne obydwoje się zmienili, pytanie brzmi jak bardzo. Boze, od kiedy Segovia zastanawia sie nad takimi rzeczami.
Podeszła do stolika, przy ktorym siedział. Uśmiechnęła się delikatnie, czuła jak kąciki jej warg napinają się. Mięśnie, których dawno nie używała właśnie się odezwały.-Cześć.-Przygladała mu sie przez moment, a po chwili usiadła naprzeciwko niego. Nie miała dla niego żadnego prezentu. Po prostu nie wiedziała, co mogłaby mu wręczyć. Nawet jeżeli miałby to być drobiazg. Nic nie było wystarczająco dobre.
Fotel był miękki, od razu odnalazła w nim swoje miejsce. Wszakże uwielbiała zimę, ale jej dłonie już nie za bardzo. Twarz pełna kolorów powracała do swojego naturalnego stanu rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 161
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pią Gru 29 2017, 00:11

Sam nie wiedział, czemu wyszło tak, a nie inaczej. Wydawało mu się, że te wszystkie wspólne dni spędzone na analizie run, książek dotyczących skandynawii czy w ogóle związanych jakkolwiek z tematami, które podrzucił mu Vlad tuż przed swoim zniknięciem, nieco zbliżyły ich do siebie. Myślał, że zdołali nawet przełamać pewną barierę, która dzieliła ich do tej pory. Sądził, że się do siebie... Zbliżyli i to nie tylko fizycznie, lecz także psychicznie, emocjonalnie, dzieląc z sobą wiele przeżyć i uczuć. Minęła chwila i okazało się, że wszystkie jego przekonania legły w gruzach, gdy pewnego dnia skończyło się.
Oni się skończyli.
I nie wiedział, co miałby zrobić, jak się zachować, by to naprawić. Nigdy nie był dobry w te klocki, często nie rozumiał cudzych pobudek, tych kobiecych w szczególności. Połączyła ich wspólna miłość do Vlada, lecz czy w tym wszystkim nie odebrali tego uczucia błędnie, interpretując je jako wzajemne? Claude nie miał w tamtym momencie złudzeń, lecz może Segovia sądziła inaczej?
Minęło sporo czasu, a Claude, mimo iż czasem wspominał tą nieco zimną, posągową, piękną dziewczynę, nigdy nie myślał, że ich drogi ponownie się skrzyżują. Te święta były bardzo zaskakującym okresem. Niecierpliwił się i jednocześnie mocno stresował z powodu zbliżającego się spotkania. Nie wiedział, czy przyjdzie i czy przypadkiem nie marnował czasu w tej herbaciarni, lecz był dobrej myśli. Przecież nie stanie się nic złego, jeśli wypije herbatę w samotności, prawda?
I nagle zobaczył ją zmierzającą do miejsca, w którym siedział. Chwała Merlinowi, że nie miał nic w ustach, bo z pewnością by się zadławił przez to obezwładniające uczucie na pograniczu paniki, ściskające wszystkie jego wnętrzności i odbierające dech w piersi. Wydawał się nie oddychać, gdy Segovia podeszła do stolika i usiadła w fotelu naprzeciwko. Z lekkim niedowierzaniem spojrzał na jej uśmiech, dopiero po sekundzie uświadamiając sobie, że on również posiada aparat mowy.
- Segovia - przywitał się lekko drżącym głosem, a jego usta zaczęły rozszerzać się w szerokim uśmiechu. - Kopę lat - stwierdził jeszcze, wodząc wzrokiem po jej twarzy, która początkowo rumiana od smagającego ją wiatru i mrozu z zewnątrz, zaczęła odzyskiwać swoją naturalną bladość. - Na co masz ochotę? Ja stawiam - dodał, przesuwając w jej stronę po stoliku jedną z kart, które zatrzymał.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -94
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pią Gru 29 2017, 23:13

To nie oni ulegli zmianie, choć niewątpliwie stosunki, w których się znaleźli, przy samym końcu ich znajomości były dość zażyłe. Przynajmniej na te standardy, do których była przyzwyczajona. Nie miała w zwyczaju obdarowywać ludzi sympatią, raczej trzymała ich na dystans, co zawsze przynosiło, zamierzamy skutek. Po prostu była jaka była, nie widząc w tym nic nadzwyczajnego czy dziwnego.
W tym przypadku to ona stanowiła ten problem, który w pewnym momencie po prostu nie pasował do całej reszty. Chciała ułatwić im to obojgu, po prostu znikając. Odcięła się kompletnie od życia, które znała... Ruszyła do przodu, wiedząc, że nie czeka ją nic, kiedy będzie spoglądała w przeszłość. Dlaczego więc zostawiła teraźniejszość, którą w dużej mierze stanowił Claude? Może po to właśnie przyszła, chciała wyjaśnić mu to, czego nie potrafiła te kilka lat temu. Fakt, że zostawiła go z obawy przed kolejną stratą w jej życiu. Już raz w końcu została odrzucona, czemu musiała przechodzić przez to kolejny raz? Czy było to egoistyczne? W pewnej mierze na pewno. Na pewno zachowała się poniżej swojej godności, jak tchórz zadecydowała o wszystkim samodzielnie.
A może to tylko i wyłącznie jej mylne wyobrażenia.
Spojrzała na niego... Nie był tym samym chłopakiem, którego znała. Jakaś dziwna jej część chciała poznać osobę, która siedziała właśnie przed nią. Druga wiedziała, że wyrządziłaby więcej szkód niż pożytku. Postukała palcem w kartę i lekko przegryzła wargę.- Dziękuję za prezent... Niestety nie wiedziałam, co mogłabym dać Tobie. Może więc to ja dzisiaj zapłacę?-"Dzisiaj" jakby kiedyś już bywali w podobnych miejscach, jakby to spotkanie nie było wyrwaniem od rzeczywistości. Nie musiała patrzeć w podane menu, aby wiedzieć, czego chciała. Była raczej zdecydowaną kobietą. Przynajmniej w wyborze herbaty.
Nie było chyba sensu udawać, że to wydarzenie należało do normalnych. Czy powinni przekraczać ten próg, za którym stali przez tyle lat? Poniosła ją chwila nieuwagi i tej dziwnej ciekawości. Nie do końca potrafiła zidentyfikować swojego stanowiska, co było dla niej nowością. Czuła się dziwnie nieswojo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 161
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sob Gru 30 2017, 01:45

Segovia zawsze była taka... Twarda. Znacznie twardsza i silniejsza niż Claude. Chłopak wielokrotnie zastanawiał się, czy to on popełnił jakiś błąd w ich relacji, czy przypadkiem się nie pospieszył, czy nie interpretował źle jej sygnałów - czy ona w ogóle je wysyłała? W jego głowie kłębiło się wiele pytań bez odpowiedzi, a tych nigdy się nie doczekał, bowiem dziewczyna zniknęła z jego życia niemal z dnia na dzień, obwieszczając jedynie, iż wszystko TO straciło sens. Utrata Segovii zabolała go, w końcu wtedy stała się dla niego naprawdę ważną osobą w życiu. Podczas gdy ona ruszyła do przodu, Claude cofał się, rozpamiętując i analizując minione dni, wspominając wspólne chwile i po prostu nie rozumiejąc.
Ale nie miał jej niczego za złe. Dawno temu przebolał całą tą sytuację i w tej chwili jedyne co odczuwał w związku ze spotkaniem z nią, to zniecierpliwienie i ekscytacja, jedynie odrobinę wymieszana ze strachem. Nie miał pojęcia, kim teraz jest ta kobieta o bladej cerze, kruczoczarnych włosach i przenikliwych, zielonych oczach, w których niegdyś bezapelacyjnie utonął. Poczuł nagłą suchość w gardle, gdy zdał sobie sprawę, że ich spotkanie faktycznie się odbywa i ma miejsce w rzeczywistości, a nie jest jedynie wymysłem jego skłonnej do marzeń głowy. Nie spodziewał się podobnego zdenerwowania ze swojej strony, starał się zwalczyć je i zamaskować (zbyt) szerokim uśmiechem. Słysząc uwagę na temat prezentu i płacenia za zamówione napoje, machnął ręką, zaśmiawszy się krótko.
- Daj spokój, to nic takiego, nie kłopocz się tym - powiedział, wciąż gotów do zapłacenia rachunku. Miał nadzieję, że korona jej z głowy nie spadnie, jeśli przystanie na jego propozycję. - Wciąż nieco nie dowierzam, że się widzimy. Tyle lat - rzucił, wciąż nie mogąc oderwać wzroku od jej twarzy, wodząc spojrzeniem po jej rysach. Odchylił się nieco na krześle, splatając ręce przed sobą. - Prawie się nie zmieniłaś. Wizualnie rzecz jasna - dodał jeszcze, mając nadzieję, że odbierze jego uwagę jako komplement. Trudno było nie usłyszeć uznania w jego głosie, gdy wypowiadał owe słowa.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -94
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sob Gru 30 2017, 13:26

Taka była odkąd tylko pamięta, cóż, zapewne każdy by był, gdyby wychował się w podobny sposób co ona. Sytuacja z jej bratem uświadomiła ją jedynie w tym, że właśnie taka powinna być. Musiała być.
Gdzie by się znaleźli, gdyby od razu się poddała? Nigdy by go nie poznała. Przekonała się, że istnieje coś poza tym, co dotychczas znała. Może też w inny sposób spoglądała na siebie samą, w ten mniej surowy sposób. Nie czuła ciążącego nad nią obowiązku... I może to był ten problem. Claude był ostoją, z czasem przerodził się w nierealne marzenie...
Nie powinna nigdy tak myśleć. Nie powinna zapominać kim była.
Wydaje jej się, że nie polubiłby tej osoby, którą się stała. Byli kompletnie różnymi osobowościami, o czym wiedziała od zawsze. Wydaje jej się, że z wiekiem ich charakter jedynie bardziej się umocnił. W jej przypadku na pewno tak było.
I właśnie tę odmienność lubiła. Urzekła ją jego swoboda, bezinteresowność i oddanie.
-Wiesz, że spieranie się z Tobą sprawiłoby mi radość.-Powiedziała spokojnie, choć przez jej wargi przeszedł cień rozbawienia. Była uparta i stawiała na swoim... Dzisiaj nie czuła tej palącej potrzeby. Zobaczymy, jak długo Segovia wytrzyma podczas tego okresu odpuszczania.
Każda minuta z Tobą będzie dla mnie cenna...
Słowa sprawiały wrażenie wypalonych w papierze. A może wypalały dziurę w kompletnie innym miejscu.
Spojrzała na widok za oknem. Wybrał idealne miejsce... Choć ta spokojna tafla wody wywoływała w niej mieszane uczucia. Czuła na sobie jego wzrok, postanowiła nie pozostać mu dłużna.
Nigdy nie była dobra w przyjmowaniu i interpretowaniu komplementów. Nie zwracała na nie uwagi, a większość była zwykłą grzeczności. Jego wydawały się szczere, dlatego przez moment nie wiedziała co zrobić. Zaczesała luźny kosmyk włosów za ucho.- Pewne rzeczy pozostają niezmienne. Najwidoczniej ten surowy wyraz twarzy pozostanie ze mną do końca.-Przekrzywiła delikatnie głową.-Claude... Przyszłam, bo chcę Ci coś wyjaśnić. To, co zrobisz później... Cóż nie mam na to już wpływu.-Konkrety Ivanowa. Czyli nie zmieniłaś się nawet pod tym względem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 161
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Wto Sty 02 2018, 00:37

Claude wielokrotnie żył marzeniami. Może nie pokusiłabym się o stwierdzenie, że siedział wieczorami w fotelu i myślał, co by było gdyby Segovia nie porzuciła go w ten sposób i czy obecnie mieliby obrączki na rękach i gromadkę krzyczących dzieci, bowiem szczerze mówiąc nigdy na to nie liczył. W zasadzie jedyne, co rozważał, to właśnie owe poszukiwania. Czy gdyby nie one, nigdy by się do siebie nie zbliżyli? Jakby to było, jeśli Vlad przypadkowo nie pchnął ich ku sobie? A co, jakby wspólne poszukiwania, mimo upadających chęci i niknącej motywacji, połączyły ich na nieco dłużej? Czasem o tym myślał, a ostatnio, gdy tylko dostał od niej wiadomość odnośnie spotkania, procesy te wzmogły się.
I teraz siedzieli naprzeciwko siebie, a Claude zapomniał o wszystkim, o czym tak gorączkowo rozmyślał ostatnich kila dni. Choć początkowo był bardzo zatroskany, teraz odczuwał mieszaninę emocji składającą się z rosnącej ekscytacji i nieopadającego stresu i niepewności. Obawiał się tego, jak teraz go postrzega. Czy stwierdzi, że wydoroślał? Spojrzy na niego przychylniej? Zaśmiał się krótko, słysząc jej uwagę. Zdążył przekonać się o jej uporze jeszcze za czasów szkolnych.
- No wiesz, nie będę się bił o kilka galeonów - stwierdził, pozostawiając sytuację w bardzo neutralnym punkcie. Jeśli zapomni lub zrezygnuje, Claude zapłaci, a jeśli się uprze, nie będzie się z nią przecież kłócił, że to koniecznie on musi wydać galeony w tej herbaciarni. Zaraz jednak rozmowa przeszła z wymieniania uprzejmości przeplatanych z ukradkowymi uśmiechami, na temat znacznie poważniejszy i Claude w mig wyczuł zmianę atmosfery. Jego żołądek wywinął fikołka, a jemu trochę zakręciło się w głowie, lecz jego twarz (o dziwo) pozostała niewzruszona. Ton jej głosu świadczył, że skończyła już żarty i przepychanki słowne, a Faulkner był na to przygotowany, jedynie nie spodziewał się, że dojdą do tego tak szybko. Liczył na nieco więcej chwil w jej towarzystwie, nim będą wyjaśniać sobie stare sprawy. Niemniej jednak zamienił się w słuch, głośno przełykając ślinę i wbijając w nią spojrzenie swoich jasnych oczu.
- Więc co chciałaś wyjaśnić? - zapytał, sygnalizując gotowość do podjęcia tej konwersacji.

Strasznie Cię przepraszam za jakość tego posta :c

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -94
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Wto Sty 02 2018, 02:42

Ona nie potrafiła nimi żyć, mogła jedynie pozwolić sobie na chwilowe zapomnienie. Musiała z tym skończyć jak najszybciej, jeszcze zaczęłaby wierzyć, że jest to prawdziwe. Nieistotne jest to, gdzie teraz by byli. Czy byliby razem, możliwe nawet że szczęśliwi. Czy jednak ich drogi rozeszłyby się... Pozostawiając pewnego rodzaju niesmak. W świetle tego, jaką drogę przebyli, aby znaleźć się tutaj, to naprawdę nie ma znaczenia.
Byli tutaj i tyle.
Segovia nie rozpamiętywała przeszłości. Udało jej się odciąć od historii związanej z najbliższą jej osobą. Jedyną i prawdziwą rodziną... Była bezwzględna i nie oglądała się za siebie. Na tym właśnie wychodziła najlepiej. Claude nie uciekł, był prawdziwy w każdym tego słowa znaczeniu.
Była chłodna, trzymała innych na dystans powtarzając sobie, że tak po prostu powinno być. Czy osoba, która z góry zostaje osądzona potrafi odczuwać lęk i zdenerwowanie? Zapewne tak, skoro właśnie tak się teraz czuła.
Kilka szybszych uderzeń serca, nierówny oddech za każdym razem, kiedy zatrzymywał wzrok na sekundę dłużej. Jedna, druga, trzecia sekunda. Widziała jego wzrok i rozumiała to, co starał się ukryć. Czy poczuła odrobinę satysfakcji z tego, że nie była mu taka obojętna?
-W takim razie poproszę waniliową herbatę.-Nie będzie dzisiaj się spierała. Usiadła wygodniej i założyła nogę na nogę, opierając złączone dłonie na kolanie. Nie widziała potrzeby, aby przedłużać ich zdenerwowanie. Chciała wiedzieć, na czym stoi, chciała, aby poznał prawdę. Jego reakcja była dla niej dosyć istotna, dlatego całą swoją uwagę skupiła właśnie na jego twarzy. Tej, którą tak dobrze znała. Wiedziała jak układają sie zmarszczki, wokół jego oczu i ust, kiedy się uśmiecha... I jak zaciska wargi, kiedy się nad czymś zastanawia. Może robił to kompletnie nieświadomie, może nie.
-Zostawiłam Cię... Bez żadnego wyjaśnienia. Nie cofnę tego, nie mogę powiedzieć też, że całkowicie tego żałuję... Ja...-Zagryzla lekko wargę, szukając odpowiednich słów. Nie była przyzwyczajona do takich sytuacji, nie miała problemu ze zbudowaniem sensownego zdania.-Już raz zostałam porzucona. Tym razem sama chciałam zadecydować o tym, w jaki sposób kogoś stracę. Jeszcze zanim będzie to zbyt bolesne...-Jej wargi lekko drgnęły. Jakby to kiedykolwiek było proste...-To tchórzostwo... Jesteś... Nie na to zasłużyłaś. Zachowałam się jak Vlad.-Szepnęła cicho imię swojego brata. Minęło kilka lat, odkąd użyła tego imienia, na głos. Aż ją zmroziło.
Nie było jej łatwo, jemu też nie było. Westchnęła cicho i objęła dłońmi filiżankę herbaty, która znalazła się na stoliku. Jej zamarznięte dłonie poczuły ulgę, kiedy zetknęły się z gorącym naczyniem. Musiała przyznać, w swojej głowie brzmiało to mniej żałośnie. I miało sens. -Odpowiem na każde pytanie, na które chciałbyś otrzymać odpowiedź.-Zamrszczyla delikatnie brwi.

/jest świetny ;*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 161
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro Sty 03 2018, 02:13

Wszystko to było niesamowicie dziwnym przeżyciem z perspektywy Claude'a Faulknera.
W ostatnim czasie przeżył mnóstwo zawirowań na tle prywatnym. Nawiązał dwie całkiem obiecujące znajomości z kobietami, które wywierały na nim niesamowite wrażenie. Beatrice, młodsza siostra jego szefa, wpadła mu w oko niemal od razu za sprawą pięknego uśmiechu, bystrego spojrzenia i niezwykłej swobody, z jaką przebywała w jego towarzystwie. Za każdym razem, gdy ją spotykał, musiał się mocno pilnować, gdyż utrata w jej oczach wydawała mu się najgorszą rzeczą świata. W chwili, gdy wspominał Beatrice, jego usta automatycznie rozciągał uśmiech, a oczy zasnuwała mgiełka, gdy przenosił się w świat wyobrażeń.
Drugą panną była odważna Amerykanka, która zagadała go w barze i z którą wspomnienia miał nieco zatarte ze względu na spore upojenie alkoholowe - lubił jednak myśleć, że to nią się upijał, jej widokiem, tymi żartami, tą kipiącą wręcz kobiecością owej tajemniczej dziewczyny. Nigdy nie zdarzyło mu się tak szybko stracić dla jakiejś głowy, tak prędko zapomnieć, że nie powinien spieszyć się w tym wszystkim. Nie potrafił jednak zapanować nad tym, co Rosalie potrafiła zbudzić w jego ciele.
Jakim sposobem Claude nagle zapomniał o istnieniu tych kobiet? Jeszcze niedawno wymieniał listy z Rosalie, a Beatrice gościł w swoim salonie. Jeszcze tak niedawno nie mógł nie myśleć o tym, jak cudownie byłoby usidlić którąś. A teraz? Mając przed oczami Segovię, niewyimaginowaną, rzeczywistą, wręcz namacalną, nie mógł myśleć o nikim innym. Jej obecność działała w inny sposób, nie tak gwałtowny. Tajemnica wypisana w buzi pięknej Segovii wwiercała się nieznośnie w podświadomość Faulknera, budząc w nim nieposkromioną ciekawość, by odkryć, kim naprawdę była owa kobieta i kogo skrywała pod maską chłodu.
Słuchał jej słów z niemal zapartym tchem w piersiach. Ciężko stwierdzić, czy spodziewał się owych "przeprosin", czy były one dla niego zaskoczeniem. Poniekąd pewnie podejrzewał, że ich rozmowa kiedyś zejdzie na TEN temat, lecz nie tak prędko. Czuł, jak serce łomotało mu w piersi, a w głowie czuł dziwne mrowienie. Po prostu patrzył, z nieco rozwartymi ustami, bez cienia uśmiechu, bez ani krzty swojego wrodzonego entuzjazmu. Czy było mu przykro? Trochę tak. Segovia rozbudziła w nim wspomnienia, które mimo wszystko stanowiły bolesne momenty jego życia, kolejne odrzucenie, kolejne niepowodzenie i ogrom tęsknoty, który do niej żywił.
A teraz była tuż przed nim i dzielił ich tylko stół. Gdyby położyła ręce na jego blacie i Claude zrobiłby to samo, możliwe, że nie dzieliłoby ich już nic.
Zmarszczył nieco brwi, po czym pokiwał głową, trawiąc w umyśle dopiero co zasłyszane zdania. Spojrzał w jej oczy, swoimi okazując jedynie troskę i współczucie. Uniósł jeden kącik ust w krzywym, jednostronnym uśmiechu. Nie był ukontentowany.
- Seg... Ja Cię poniekąd rozumiem. Rozumiem i szanuję twoją decyzję, choć wtedy nie było to dla mnie takie oczywiste - powiedział na początku. Chciał też dorzucić coś od siebie. W końcu każdy posiadał własną wersję tej samej historii. - Nie mam do Ciebie żalu o to, co się stało. Czy było mi przykro? Pewnie. Poczułem się trochę wykorzystany, to w sumie wszystko. Ty przeszłaś znacznie więcej, straciłaś brata... - urwał, spoglądając na nią niepewnie. Nie wiedział, na ile dobrym posunięciem było w ogóle poruszanie tematu jej brata, lecz na swoją obronę musiał przyznać, że to ona poruszyła go jako pierwsza. - Nawet nie wiem, o co mógłbym Cię zapytać. Może opowiesz mi, jak się czujesz teraz? - Zadał jej dość naiwne pytanie, biorąc pod uwagę, że ich kontakt urwał się kilka lat temu. Skoro jednak chciałam odpowiedzieć na wszystkiego jego pytania...

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -94
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro Sty 03 2018, 16:28

Podczas tych świąt, coś naprawdę dziwnego się stało. Jakby już nie rozumiała tej osoby, którą widziała przed lustrem. Czy było to za sprawą nowych obowiązków, które na nią spadły wraz z pojawieniem się w rodzinnym domu? Czy to przez ten cholerny sygnet, który nosiła i cały czas obracała na palcu, jakby nie potrafiła przyzwyczaić się do jego ciężaru? Za każdym razem, gdy na niego spoglądała, czuła, że to nie jej miejsce. Nie jej własność zdobi jej dłoń. Tak jak teraz.
Dotychczas cały swój czas poświęcała pracy. Nie pamięta już, kiedy ostatnio spokojnie spędziła wieczór, wśród ulubione książki lub przy starym dzienniku ojca, w którym zawarte były wszystkie tajemnice związane z jego eksperymentami.
Będąc z Claude, jeszcze, kiedy tliły się w niej resztki nadziei, czuła, że postępowała słusznie. Zorientowała się, że szuka jego towarzystwa... Nie dlatego, że mógł jej pomóc w poszukiwaniu brata. Czuła, że ktoś ją rozumie... Nie musiała nic mówić, a w jego spojrzeniu doszukała się wszystkich potrzebnych słów. Potrafiła z niego czytać jak z otwartej księgi, ale nie dlatego, że powinna wiedzieć z kim ma do czynienia.
Budził w niej coś, czego nie rozumiała. To był ten jeden szczególny powód, dla którego przyszła tutaj dzisiaj. Nie były to same altruistyczne pobudki. Segovia chciała się przekonać, czy po tylu latach wciąż nie może oderwać od niego wzroku. Jak intensywna staje się atmosfera, kiedy patrzą w swoją stronę, nie mówiąc za wiele. I jak bardzo czuła się żywa... Pomimo tego, jak nie codzienne było jej zachowanie.
A czego się spodziewał? Sama nie wiedziała jakich słów powinna użyć... Może źle do tego podchodziła, może najpierw powinna się zastanawiać, czego ona sama chciała. Od siebie. I od niego, choć w tym przypadku nawet nie powinna brać tego pod uwagę. Kim była, aby czegokolwiek od niego oczekiwać?
-Chyba byłoby łatwiej, gdybyś zwyczajnie powiedział, że nie chcesz mnie widzieć. -Powiedziała, wciągając głęboko powietrze do płuc. Jego wyrozumiałość sprawiała, że czuła się jeszcze gorzej. Jednak jej usta wygięły się w delikatnym uśmiechu, przywołując kilka wspomnień, naprawdę się nie zmienił. Oparła łokieć na fotelu, podtrzymując podróbek na zaciśniętej pięści. Dopiero teraz mogła ponownie na niego spojrzeć.
-Na początku właśnie tak było... Wykorzystywałam to, co wiedziałeś... Musisz jednak wiedzieć, że mój brat nie był dłużej najważniejszym elementem naszej znajomości. -Powiedziała to, to przed czym usilnie się broniła. Jak mogła żądać szczerości, jeżeli sama nie byłaby fair wobec niego? -On odszedł. Ty zostałeś, jesteś tutaj, nie możesz być bardziej autentyczny... W co kiedyś trudno było mi uwierzyć.-Szepnęła.
Upiła łyk herbaty i odstawiła kubek na swoje pierwotne miejsce. Uniosła delikatnie brwi, nie ukrywając, że zaskoczył ją tym pytaniem. Nie wiedziała, do jakiego momentu miała się odnieść. -Teraz? Zapracowana, nie mam nawet czasu myśleć o tym, jak pusta się czuję kiedy... -Lekki zagryzienie warg, orientując się, że nie o tym chciała teraz rozmawiać. Głupia.-A tutaj? Z Tobą? Nie chcę po prostu, aby to było nasze ostatnie spotkanie... -Wzruszyła lekko ramionami, choć wcale nie tak łatwo było wykonać jej jakikolwiek ruch w tym momencie. Przejrzała się po pomieszczeniu, dostrzegając, że o dziwo nie było ono zaludnione. Dobrze.
Jak daleko jesteś w stanie, posunąć się ze swoją szczerością?
Czy wiedział? Ile dla niej znaczył? - To jednak nie zależy już ode mnie. -Uśmiechnęła się lekko. Aż dziw, że pozwalała komuś decydować, mieć nad nią chociaż tę odrobinę władzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 161
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sob Sty 06 2018, 21:24

Claude od razu zaprzeczył jej słowom:
- Nie, nie! Musiałaś coś źle zrozumieć - powiedział, machając szybko rękami, jakby chciał odgonić jej wątpliwości. - To nie tak, że nie chciałem się z Tobą widzieć, przeciwnie, pragnąłem tego. Bardzo - dodał, a jego mina oraz spojrzenie, którym patrzył w twarz pięknej Segovii powinno jej powiedzieć znacznie więcej, niż słowa mogły wyrazić. Naprawdę chciał tu być, z nią, rozmawiać z nią i przebywać w jej towarzystwie - tak zaplanował dzisiejszy dzień i jeśli tylko ona chciała tego samego i nie traktowała ich spotkania jako wyłącznie elementu dnia, nic nie znaczących minut przykrego obowiązku, to byli w domu. Oboje chyba tego pragnęli, prawda? Claude nie był najlepszy w analizowaniu szeregu ukrytych w jej oczach emocji, lecz czuł podświadomie, że ona też była tu z jakiegoś powodu. Na moment wstrzymał oddech, gdy powiedziała, że Vlad był rdzeniem ich znajomości jedynie przez chwilę - czy to oznaczało, że poza nim łączyło ją z Faulknerem coś jeszcze? Ta zuchwała myśl obudziła w nim wielką nadzieję, lecz czy słusznie? Wytężył słuch, próbując wyłapać każde wyszeptane przez nią słowo, wchłaniając je niczym gąbka wodę, karmiąc się nimi i... ciesząc. Nie mógł powstrzymać wpełzającego na jego usta uśmiechu. - Jestem. I nie zamierzam wychodzić - rzekł, unosząc kąciki ust. Czy spieszył się w osądzie sytuacji? Zdecydowanie tak, nie powinien od razu zakładać, że tych kilka zdań rozbudziło w obojgu dawne uczucia. - Seg, możesz mówić - dodał, gdy zawiesiła się i nagle zmieniła temat. Przecież po to tu był, by jej słuchać, by wysłuchać, posłużyć ramieniem i w ogóle całym sobą.
Kolejne słowa wywołały w Claudzie uczucie prawdziwej euforii, którą jednak zdusił, nie chcąc wystraszyć Segovii. Liczyła, że nie będzie to ich ostatnie spotkanie? Miała to jak w banku. Z miejsca mógłby zaproponować jej schadzkę o każdej porze dnia i nocy przez najbliższe dwa tygodnie. Cudem zdusił również potrzebę złapania jej dłoni w swoją, wykonał jedynie jakiś mało znaczący ruch, ledwie drgnięcie, aczkolwiek wciąż zauważalne.
- Więc ode mnie oczekujesz tej decyzji? - zapytał z lekkim niedowierzaniem. Czy nie było widać jak na dłoni, że Claude wprost marzył o kolejnym spotkaniu? - Ja bym chciał - dodał jeszcze, gdyby miała jakiekolwiek wątpliwości, choć patrząc wyłącznie w jego oczy nie powinna mieć żadnych.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -94
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro Sty 10 2018, 17:38

Pokręciła delikatnie głową. Uśmiechnęła się jednak szeroko, mimo że jej spojrzenie było... Właśnie, jakie, odległe? Trochę smutne? Jeszcze nie potrafiła do końca zidentyfikować tego, jak się czuła.
-Chyba obydwoje źle się zrozumieliśmy. Claude, jesteś zbyt wyrozumiały... Wiesz, nie jestem do tego przyzwyczajona.-Powiedziała i spojrzała wprost w jego oczy. Sama nie była oazą wyrozumiałości, choć czy to też jest prawdą? Czemu nagle, zaczęła powątpiewać w to, kim jest?
Nigdy nie miała z tym problemu. Tak właściwie, była to jedyna rzecz, której była pewna. Nie chciała jednak dać mu wrażenia, że to miało wpływ na ich spotkanie. Na to, że pojawiła się dzisiaj tutaj. Nic bardziej mylnego. Pomógł jej na wiele sposobów, o czym niekoniecznie zadawał sobie sprawę.
Upiła łyk herbaty, ukrywając za ciepłem uśmiechy, który mógłby konkurować z temperaturą ów napoju. Nie miała wątpliwości co do szczerości jego słów. Zapewne i tak szybko wyszukałaby kłamstwo, nawet drobne. Nieważne jak zaślepiona była, czy ile ich łączyło. Już dawno nauczyła oddzielać się pewne rzeczy w swoim życiu.
Znał ją, nieważne w ilu kwestiach się zgadzał, a w ilu jedynie zgadywał. Jeżeli czegoś nie chciała, nie zmuszała się do tego. Siedziała tutaj z nim, bo zwyczajnie w świecie chciała go zobaczyć. Porozmawiać, dowiedzieć się, czego doświadczył i co widział przez ten czas. Dziwnie istotne było dla niej przekonanie o tym, czy jest szczęśliwy. Objęła kubek palcami i pochyliła się lekko do przodu, opierając łokcie na kolanach. Jakby bliższy kontakt miał jej w czymś pomóc.
-Brzmi jak obietnica. Jakbyś był naprawdę przekonany o jej spełnieniu.-Powiedziała, co raczej brzmiało, jakby mówiła sama do siebie. Upewniając się? Być może. Również nie chciała brać niczego za pewnik, tak było bezpieczniej. Segovia nie miewała wchodzić tam, gdzie wcześniej nie zaplanowała. Tak była. Dotknęła wargami ciepłego naczynia, chcąc ogrzać się w każdy możliwy sposób.
-Nie przyszłam po to, aby zawalić Cię moimi małymi koszmarkami.-Powiedziała i przekrzywiła lekko głowę .-I tak do tego dojdzie, znając Twój wpływ na mnie. Jednak nie dzisiaj.-Dodała i posłała mu znaczące spojrzenie. Zdecydowanie miał na nią jakiś wpływ. Wiedziała, że to ta kompletna odmiana tak na nią działała.
Spojrzała na jego dłoń. Na smukłe palce, które w tym momencie wykonały dosyć niespotykany ruch. Powinna mu to ułatwić, szczególnieszczególnie że doskonale zdawała sobie z walki, jaką właśnie teraz toczył. Nie słyszała głosu z tyłu głowy, który mógłby jej czegokolwiek zabronić. Dlatego sama wyciągnęła swoją dłoń i objęła jego, uśmiechając się ostrożnie.
-Ktoś musi podejmować męską decyzję, padło na Ciebie. Wiesz z grzeczności.-Powiedziała. Nie musieli się dłużej zapewniać. Obydwoje chcieli tego samego, co poniekąd zrzuciło pewien ciężar, który nosiła. Nie zdawała sobie z niego sprawy, dopóki zwyczajnie tego nie poczuła. Szybko zabrała dłoń i objęła kubek, ponownie chcąc ogrzać dłonie.

/to uczucie kiedy po dwóch miesiącach zwracają Ci kompa :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 161
Dodatkowo : super płodny do 20.06.2018
  Liczba postów : 282
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15209-claudius-faulkner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15231-claude-faulkner#406748
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15222-claude-faulkner#406465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sob Sty 13 2018, 17:51

Przez ten czas zdążył zapomnieć, że w ogóle zamówił cokolwiek do picia. Przypomniał sobie, dopiero gdy Segovia zaczęła popijać swoją ciepłą herbatę - jego była już nieco chłodna i z racji, że znajdowali się w miejscu raczej mugolskim, a wokół panowały magiczne zakłócenia, nie chcąc przy okazji łamać prawa czarodziejów zrezygnował z podgrzewania jej różdżką spod stolika. Musiał zadowolić się takim napojem jaki miał. Również upił łyk, potem kolejny, a ostatecznie odstawił niemal opróżnioną filiżankę na bok, skinąwszy osobie z obsługi, że chciałby jeszcze jedną.
- Jestem przekonany - odparł. W końcu sam najlepiej wiedział, czy zamierza stąd wyjść, czy nie. Poza tym w końcu przyszedł tu właśnie po to - by z nią być, nie by przed nią uciekać. Segovia wciąż jednak zdawała się tego nie przetwarzać. Może w chwili, gdy zrozumie, że Claude działa bezinteresownie, jedyne korzyści czerpiąc z jej obecności obok, bardziej się rozluźni?
Znał ją - to trochę za dużo powiedziane. Poznał jakąś jej część, jakiś ułamek jej osobowości, a reszta była jedynie wyimaginowaną wizją tego, jaka jest w całości. Chciał wiedzieć więcej, rozbierać ją z jej coraz to nowszych masek, lecz czekał na znak przyzwolenia. Nie teraz, nie od razu, wszak długi czas nie mieli kontaktu. Jednak tych kilka słów, że "dojdzie do tego, lecz nie dzisiaj", dało mu ogromne pokłady nadziei. Była szansa!
Czy miał na nią wpływ? Może, choć raczej nie był tego świadomy. Zawsze starał się, żeby Segovia w jego towarzystwie czuła się dobrze, aby miała poświęcone dokładnie tyle uwagi, ile potrzebuje. Nigdy za mało, również nie zbyt wiele. Claude nie chodził w koło plotkować, zachowywał tajemnice i powierzone tylko jemu słowa. Możliwe, że dlatego była tak skłonna do mówienia mu o swoich problemach, do dzielenia się tak wieloma przemyśleniami?
- Wiesz, że zawsze możesz mi się wygadać - powiedział, uśmiechając się ciepło i zachęcająco. Trochę go zaskoczyła, gdy chwyciła jego dłoń. Zrobiło mu się głupio, bo w sumie sam mógł to zrobić, skoro ona również tego chciała, lecz jej dłoń zniknęła równie szybko co się pojawiła. Rozprostował palce, patrząc na nią z dziwną miną, pełną zaskoczenia i radości.
- Chyba oboje znamy odpowiedź - rzekł, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. - To na pewno nie będzie nasze ostatnie spotkanie - zapowiedział, po czym upił łyk nowej, ciepłej herbaty, którą przyniósł mu kelner. - Widzę, że marzniesz. Chcesz zmienić miejsce na jakieś bardziej w głębi? Dać Ci mój płaszcz? - zapytał, oferując przewieszone przez oparcie krzesła okrycie wierzchnie. - Jakbym mógł to bym Ci pomógł inaczej - dodał, mając na myśli oczywiście rzucanie zaklęć rozgrzewających. Niestety w tym miejscu nie mógł sobie na to pozwolić.

______________________


Patrząc na kogoś takiego jak Claude miało się ochotę zapytać,
o czym złym mógłby śnić ktoś, kto cały czas śni na jawie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   

Powrót do góry Go down
 

Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

 Similar topics

-
» Herbaciarnia pani Puddifoot
» Księgarnia Esy i Floresy
» Herbaciarnia Rozmarzony Hipogryf
» V piętro - Sklep i Herbaciarnia
» Herbaciarnia "Zielony Smok"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
Tamiza
-