IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 20
Skąd : Holandia, Amsterdam
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 75
  Liczba postów : 146




Gracz






PisanieTemat: Herbaciarnia   Sob 22 Wrz 2012 - 19:29

First topic message reminder :


Herbaciarnia
Niedaleko spokojnie sobie płynącej rzeczki, która przepływała przez Londyn można było zauważyć wiele rzeczy. Możesz zobaczyć statek przepełniający się turystami, którzy robili zdjęcia wszystkiemu co się ruszało, jednak mogłeś też zobaczyć tam niewinnie pływającą sobie kaczkę, która poszukiwała nerwowo pożywienia niedaleko brzegu. Wszystko to zależało od czasu, miejsca, a nawet i twojego humoru. Od godziny dziesiątej do siedemnastej mogłeś udać się do nie zatłoczonej i jakże uroczej herbaciarni tuż obok rzeki zwanej Tamizą. Tylko stali bywalcy o niej wiedzieli dlatego zazwyczaj nie panował tam ruch. Można było sobie wygodnie usiąść na jednym z foteli i sączyć gorącą herbatę przyglądając się spokojnie sobie płynącej rzeki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro 29 Sty 2014 - 16:01

Coco była załamana. Wszystko zaczynało się sypać. Jak to się mówi? Jak nie urok to sraczka, tak? Niech wszyscy te pieprzone zdania wyrzucą ze swoich mózgów i po prostu odpuszczą moralizowanie kogoś takiego jak Ruda. Fakt, Oliver nie zostawił jej samej, bo przecież zostawił ją razem z Yurą i Felicie, dzięki czemu nie musiała myśleć o bzdetach, które były zbędnymi w jej życiu. Nie musiała też zastanawiać się jak to będzie, bo tak naprawdę każdą wolną chwilę wypełniała jej siostrzyczka, ta jeszcze nieskażona przez życie, co było oczywiście w niej najpiękniejsze. Dziwi was ta miłość? Coco wiele by oddała, by maluch nie przeżył nawet kilku procent z tego co przeżyła cała trójka starszych Watsonów. W ogóle to niesamowite, że Rosie… Nie. Nic nie było niesamowite. Stagnacja. Marazm. Nuda, a mimo to udało się Felicie namówić Coco na wyjście z domu. Podejrzewam, że gdyby nie fakt ciąży to właśnie w tej chwili dobrze by się bawiła na feriach zimowych. No bo co jak co, ale gryffonka nie nadawała się do przesiadywania w domu, grzecznie – jak gdyby nigdy nic. Miała siedemnaście lat, a w głowie miała co najwyżej zaliczenia kolejnych egzaminów z eliksirów czy czegokolwiek, a już na pewno nie wychowywanie dziecka. Gdzie w tym miejsce na szkołę? Na dostanie się na dobre studia, a przecież wszyscy wiedzą, że chciała iść albo na wydział artystyczny, w ostateczności na magomedycynę, a teraz? Teraz pies pogrzebany. Jednak właśnie – Felicie i Yura zręcznie uniemożliwiali dziewczynie myślenie o tych wszystkich przykrych sytuacjach, które miały miejsce w jej życiu.
Wymieniła ostatnio kilka listów z Charlie. Ciekawe na jak długo wróciła. Ruda przecież była taka ufna. Tak bardzo wierzyła, że siostra zostanie. Jednak nie oszukujmy się… Jedyne co w życiu blondynki wychodziło perfekcyjnie – to wieczna ucieczka. Czy Coco zwiała jak dowiedziała się o dziecku? Skąd. Zwiała gdy Oliver zdychał w szpitalu? Bynajmniej. Spieprzyła gdy Casper przyznał się do zdrady? Tak. To był ten moment, w którym powinna spakować wszystkie swoje rzeczy i uciec jak najdalej, a mimo to tkwiła tu, bo miała przecież Kaia. Miała Isolde. Miała Juno. Miała tych, których powinna mieć, i nawet… Z Oliverem się pogodziła, a to przecież w tym wszystkim było najpiękniejsze. Jednak ćpuna nie było teraz z tą trójką. Nie siedział z nimi. Bawił się w Kanadzie – i dobrze. Coco naprawdę się cieszyła, a dodatkowo gdy patrzyła na Felicie widziała w niej podobieństwo do brata. I Merlinie – żeby to tylko na fizyczności się skończyło. Gdyby ta mała istota się stoczyła, to zapewne żadne z trójki „dorosłych” Watsonów by sobie tego nie darowała.
-Mam nadzieję, że jak wrócisz do domu to będziesz grzeczna, co? Mama będzie narzekać, że my Cię tak rozpuściliśmy! – Mruknęła Coco, lekko szturchając w ramię Felicie, i puszczając do niej oczko. Siostra jednak wierzyła w to, że dziecko będzie nieco rozsądniejsze, bo to było mimo wszystko bardzo ważne. Tej rozsądności brakowało rudej i to fenomenalnie. I o to mamy efekt. Szósty miesiąc ciąży.
-Ale ja nie chcę wracać. Chcę poznać tego dzidziusia, który jest tu… - wskazała palcem na brzuch dziewczyny, a Yura przy tym pokiwał głową jakby sam chciał przesiadywać z tym dzieciakiem, tylko po co? Przecież to dziecko Kaia i Rudej, a teraz jeszcze…
-O kurwa. – jęknęła cicho, gdy tylko jej wzrok spoczął na Villiersie. Czy tego się spodziewała? Zdecydowanie nie tego, ale dlaczego miałaby się przejmować śliz gonem? No nie wiem, może dlatego, że widziała go pierwszy raz od kilku tygodni, a mało tego… Pierwszy raz po tym jak przyznał się do zdrady. Aż serce ją zabolało, ale nie dała po sobie tego poznać. Nie tym razem. Uśmiechnęła się do niego szerzej, jak gdyby nigdy nic. Jakby koszmar ostatnich miesięcy wcale się nie wydarzył.
-Kjuwa? – spytał Yura jakby nie ogarnął tego o co rudej chodzi, a to dziwne, przecież słowo kurwa było takie zajebiste. Tak bardzo znane. Wszyscy je ogarniali, wyrażało więcej niż tysiąc słów.
-Coco? – zadrżał głos Felicie i od razu odwróciła głowę w stronę chłopaka, na którego patrzyła starsza siostra. Diabelski uśmieszek wpełzł na jej usta, a po chwili zerwała się z krzesła i ruszyła w stronę Villiersa. Zanim się zdążył obejrzeć, i zanim Coco zdążyła zareagować, widziała jak Felicie chwyta rękę Caspra, co było niemałym szokiem dla Rudej. Co powinna teraz zrobić? A no, tak. Kwitnąć jak frajer przy stoliku. Jednak tym razem zaskoczę wszystkich. Dziewczyna wzięła głębszy wdech i po chwili podeszła do siostry i byłego chłopaka.
-Coco się na Ciebie gapi. I jak przyszedłeś to powiedziała „o kurwa!” – wyrecytowała jedenastolatka, akurat wtedy gdy Ruda zjawiła się tuż przy niej, i chwyciła ją za ramię, wymuszając na sobie uroczy uśmiech.
-Jesteś za smarkata by używać takich wulgarnych słów. – Skarciła ją Coco, ale chyba Ruda zapomniała po jak niebezpiecznym gruncie pływa. Chciała już wrócić do stolika, kiedy to nagle ją olśniło.
-Cześć Casper. Wybacz, ale Felicie jest niereformowalna. Wybacz, ale musimy już iść. – Ucięła krótko, a po chwili naprawdę miała zamiar wracać, przecież nie mieli o czym rozmawiać z Villiersem.
-Coco przecież on Ci się podoba, a my wcale nie musimy nigdzie iść. – Wyszczerzyła uroczo ząbki. A rudzielec jeszcze trochę a zaraz wyjdzie z siebie. Wiedziała, że jej siostra potrafi przywalić z grubej rury ale to już przegięcie.
-Felicie, cholera jasna, przestań. Kacper to… – zawiesiła głos jakby nie wiedziała co powiedzieć. Nie miała siły się tłumaczyć. Nie tym razem.
Niech się dzieje wola nieba. Z nią się zawsze zgadzać trzeba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro 29 Sty 2014 - 17:31

Sporo czasu już minęło od ich ostatniego spotkania. Tak wiele, że prawie zapomniał o tym jak intensywny jest kolor jej włosów, jak mogą świdrować jej oczy... Nie był jednak na tyle słaby, by dać po sobie poznać, że ruszyło go to w jakiś sposób. Pił kawę. Zaraz miał wyjść. Wrócić do mieszkania i po prostu ogarnąć kolejne rzeczy do zaliczenia, tym razem z Transmutacji. Uda mu się, nie ma wyjścia. To ten jeden moment, w którym musi wygrać wszystko, co zostało na planszy... Ale cóż. Nie bez powodu poczuł na swojej dłoni dotyk. Obcy dotyk. Dziecięcy. Wzdrygnął się zaskoczony odruchowo zabierając rękę. Obejrzał się do tyłu. CoCo, ktoś i ktoś. Mały ktoś. Westchnąwszy popatrzył na małą dziewczynkę, która teraz wesoło gawędziła, jakby wiedziała więcej niż trzeba... Casper przybrał na twarz jeden z tych swoich uśmiechów, które miałyby mówić "a nie mówiłem". Aczkolwiek cóż. Przyłożył dłoń do karku i zmrużył powieki wstając z siedzenia.
- Cześć CoCo. - Nie umknął jego uwadze dość sporawy brzuch... Cóż, był nawet duży. Nie przyglądał się jednak zbyt długo. I tak czuł, że przebrnął przez jakąś granicę intymności, która nie powinna zostać pokonana. Nie powinna. Dlatego cofnął wzrok na neutralne dziecko, które mówiło coś bez ładu i składu. CoCo taka matka zwracająca uwagę. Nie pasował jej ten brzuch. Była za młoda. Pamiętał ją szczuplutką, nieskrzywdzoną, idealna sylwetka obleczona w ciuszki, które podkreślały seksapil... Teraz cóż. Teraz pozostało właśnie: cóż. Mieli za sobą kawał wspólnej historii, a teraz weź to wszystko przestrzel, żeby ktoś znowu poczuł ból. Nie miał pojęcia, co ma właściwie powiedzieć. Dziewczynka zaskoczyła go swoją otwartością. To przypadkowe spotkanie powinno się skończyć, ona powinna stąd wyjść, albo on. Raczej on. Ona dopiero przyszła, on już kończył kawę. Mógł zapłacić i uwolnić ją od swojego widoku.
- Tak, to moja ksywka na dzielni. Wszyscy na mój widok krzyczą: "o kurwa". - Zwierzył się dziecku puszczając do niej oczko, aczkolwiek przestał sobie żartować, bo jeśli dzieciak faktycznie zacznie latać i krzyczeć: "o kurwa" to może być trochę nieciekawie. W sumie nie jego dziecko, nie jego problem, więc po co w ogóle bawił się w te ceregiele?
- Kacper to ja. - Dokończył za nią przedstawiając się rozgadanej... Dziewięciolatce? Dziesięciolatce? Kogo to w sumie obchodzi!
- Ćwiczysz matkowanie? - Spytał CoCo serio zastanawiając się skąd to dziecko. I co to za dziecko. Czy dorabiała pilnując dziecka koleżanki, sąsiadki, a może to... Co to właściwie mogło być?
- Nie jesteś na feriach. - Zauważył inteligentnie patrząc na rudą. Huh. Ach te błyskotliwie wnioski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro 29 Sty 2014 - 22:57

A ich historia była zdecydowanie za długa, mimo że jeszcze wszystkiego nie przeżyli. Zagubione szczeniaki, które nie potrafiły odnaleźć drogi do domu. Błądziły pomiędzy realnymi problemami, a życiem wyimaginowanym, do którego tak chcieli uciekać. Czy choć raz im się udało? Tak, pierwszej nocy. Dlatego teraz kiedy patrzyła na Villiersa, odczuwała piekielny ból, który rozlewał się w niej, i wypełniał całą.
Pamiętała każde słowo Kaia, Caspra, Joshuy. Każdy z nich powiedział, że to ona zjebała. A, że ponoć (?) byli kumplami, to zapewne mieli racje. Ja osobiście  jednak coraz bardziej wątpię w to, że coś takiego jak uczciwość i lojalność wśród znajomych istnieje. Wystarczy tylko spojrzeć na Villiersa i Younga. Och, tak. Chciałaby zobaczyć ich jeszcze razem, a jedyne wspomnienie jakie miała z nimi, to… Impreza, na której pili we trójkę – za życie, które jest niekończącą się imprezę, wypełnioną po brzegi magią. I to zdjęcie. Cholernie zdjęcie, na którym są jako kumple. Jako przyjaciele. Ludzie, których nigdy nie miał łączyć seks, ani tym bardziej… Dzieciak. To było chore. Abstrakcyjne. Absurdalne. Nie, to nie powinno się stać.
-Kacper… Ona ma dziesięć lat! – Burknęła niezadowolona, wbijając wzrok w ślizgona jakby co najmniej chciała go zabić, ale jednak nie. Nie zabiłaby go. Szkoda byłoby jego mordy, zwłaszcza, że kiedyś komuś się przyda. Jak już ktoś będzie mógł wytrzeć nim podłogę, czy coś. I bynajmniej to nie będzie Coco.
-Nieprawda. Dziesięć i pół. Kłamczucha z Ciebie Rosie! – Dziewczynka wywróciła oczami tak jakby to co powiedziała siostra było obelgą.  Jednak wcale tak nie było. Coco się martwiła. No umówmy się, że gdyby ktokolwiek zbliżyłby się do małej Felicie zostałby zapewne poćwiartowany i ani Charlie, ani Oliver nie musieliby przykładać do tego ręki.
-Och, taaak. Jesteś tak dorosła jak ja… - Ros wywróciła oczami, a jedyne co miała w głowie to, to by przytulić się do Villiersa, bo potrzebowała tego jak niczego innego. Jednak wiedziała, że tego nie dostanie. Przynajmniej jeszcze nie teraz, no bo… Co mogło ich rozjebać? Kolejna śmierć w tą czy w tamtą – czilers.
-Ale ja przynajmniej nie mam takiego wielkiego brzucha jak Ty! A po za tym, staram się być miła, bo ty tylko potrafisz mówić „o, kurwa”. A ostatnio zdarza Ci się to za często. Oliver mi mówił, że jesteś niegrzeczna! A ten fajny chłopak to na pewno potwierdzi! – Felicie wypięła dumnie pierś, a sama Coco parsknęła śmiechem. Nie, nie była zła na siostrę, ta ją fenomenalnie bawiła.  Zamknęła oczy, spuściła głowę, i z szerokim uśmiechem zaczęła kręcić głową, a po chwili spojrzała na Kacpra… Tak jak wtedy, w klubie. Znowu te oczy, wypełnione czymś nieznanym. Czymś za czym lubił gonić, i ten uśmiech. Tak bardzo prowokacyjny. Zrobiła to specjalnie? Nie, nie tym razem.
-Tak, myślę, że Villiers nie zaprzeczy… - Rzuciła przeciągle, a po chwili chwyciła Felicie za ramię, i wskazała jej stolik, przy którym siedział Yura i ewidentnie był zniecierpliwiony i wiecie co? O, dziwo to wredne maleństwo posłuchało.
W końcu.
-To moja siostra. Oliver mi ją zostawił. I wiesz dobrze, że się nie nadaje na matkę. Oboje to wiemy. – Wzruszyła ramionami, jak gdyby wcześniejszego tematu wcale nie było. Jakby go nie kokietowała. Co było barierą między nimi? Tylko ten brzuch? Nie. Był jeszcze seks z Arienne, który bolał ją do tej pory. Nie potrafiła mu tego wybaczyć, i prawdopodobnie nigdy nie dojdzie do sytuacji, w której będzie miała wybaczać coś tak podłego.
-Ty też nie pojechałeś na ferie. – Odgarnęła ogniście rude włosy za ucho, a po chwili wbiła w niego wzrok jakby chciała mu coś powiedzieć. Coś, co jest po prostu tajemnicą. A ileż tajemnic skrywał jej umysł? Nawet to, przestała ogarniać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro 29 Sty 2014 - 23:46

Kacper miał cholerne szczęście, że spotkał ją teraz, a nie kilka godzin później gdy otworzył już pocztę. Zbyt cholerny fuks. Zbyt... Patrzył na nią nie zaciskając już pięści, jego oczy wcale nie przebijał strach, ani inne uczucie, którego musiałby unikać. Nic z tych rzeczy. Po prostu sobie tu stał pełen jakiegoś dziwnego spokoju. W porządku, oto siostra. Nie brzydka dziesięciolatka, uroczy, rozgadany dzieciak. Kolejny Watson. Nie wdawał się w szczegóły dlaczego ta dziewczynka tu jest i z jakiej to okazji. Wszak to nie była jego sprawa. Już nie. Wszystko, co dotyczyło CoCo był winien wykreślić z listy swoich zainteresowań już dawno. Problem polegał na tym, że teraz zostało już na tej liście tylko jej imię, a pod jej imieniem stało wszystko. Może zminimalizował myśli, ale to nie oznaczało, że zaprzestał cokolwiek. Pewnie spłonąłby na popiół przed nią, gdyby dowiedział się o tym wszystkim teraz, ale brnął w nieświadomości. W nieświadomości się uśmiechał, mówił, kpił, karmiony błędnym przeświadczeniem, że jest cień szansy, że będzie dobrze. Przecież trenował. Przecież ćwiczył, przecież był najlepszy w grupie... Mistrz swojej dziedziny. A teraz? Teraz już nic.
- Dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści. To chyba mała różnica, co? - Spytał CoCo jakby ją prowokując jakby doszukując się w niej tego, co zajarało go w Rozingu. Czy miała to w sobie nadal? Pytanie powinno raczej zabrzmieć czego nie miała w ogóle. Gdyby nie to wybrzuszenie mógłby powiedzieć, że cofnęli się w przeszłość. W ich głowach nowa wiedza gotowa odpaść przy prostym zaklęciu... Ale obudziliby się, a pomiędzy nimi byłby ten brzuch... Brzuch, który jego kumpel wypełnił czymś, czego on miało prawo nienawidzić. I to tam wkładał całą swoją nienawiść. Do niego, do tego co zaczynało w niej żyć. Nie do niej. Gdyby jej nienawidził nie stałby tu teraz gotowy na pogaduszki. Nie byłby tym fajnym chłopakiem, o którym mówiła Felicie, bo z jego oczu wypływałoby zło. Zło gorsze od tego, które możesz zobaczyć w ciemnym zaułku ulicy... To byłoby zło przesiąknięte bólem i żalem, goryczą. Jak ona mogła mu to zrobić? Jak mogła oddać swoje ciało na dziewięć miesięcy, jak mogła mu siebie zabrać? Jak mogła? No jak? Kacper nie chciał odpowiadać. Zakopał te pytanie pod grobem swojej matki, nad którym ostatnio stał. Nie modlił się, ślepo ufał, że napis "Julie Villiers" będzie jakąkolwiek wskazówką. Nie był. Nie szukał odpowiedzi w zimnym nagrobku, nie... Gdyby próbował sam nazwałby się głupcem. Choć może jeszcze jeden krok i zrobi to od tak po prostu? Westchnąwszy przejechał dłonią po karku, westchnąwszy wysilił się na półuśmiech.
- Nie mi oceniać Twój instynkt macierzyński. - Wysilił się na półżart, choć chyba oboje się nie będą z niego śmiać. Zdecydowanie nie.
- Pracuję, ćwiczę. Nie mogę się poddać. Jeśli ogarnę stypendium dostaniesz zajebisty prezent. Może już nigdy mnie nie zobaczysz i nie powiesz "okurwa". - Nie żartował. Chciał się rozpłynąć. Problem w tym, że nie miał dokąd iść. A w pustkę? Pustka go przerażała, ale do tego się nie przyzna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Czw 30 Sty 2014 - 13:59

Owszem, oboje mieli szczęście, że spotkali się właśnie teraz. Gdyby nastąpiło to jutro, pojutrze… Wszystko byłoby inne, ale przecież właśnie takie się stanie. Ale czy życie nie bywało przewrotne? Mieliśmy na nie wpływ, choć jak widać nie do końca. Tu mogę się utwierdzić w tym, że ludzie to egoiści. Zawsze nimi byli, ale przecież mają jedno życie. Mogą być kim chcą jakby nie patrzeć, co nie? Zaskakujące? Zabawne? Nie. Normalne. Zwyczajne. Przeciętne. Te złe emocje, te fale… Te pocałunki.
Nie, powinna o tym przestać myśleć. To wspomnienie, i choć bardzo chciała je zostawić w sobie to nie było teraz takiej możliwości, czyż nie? Nie mogła pozwolić na to by myśleć o tym co mogło być. O tym co mogło się stać, a teraz zostali sami. Tak zwyczajnie sami. Nie trzyma ich tu nic, więc dlaczego nadal patrzyli na siebie?
Każdy z nich musiał iść oddzielną drogą. I kiedyś powie mu, że wszystko spoko. Czy uwierzy? Teraz wierzył w to głęboko.
-Na tyle mała, że lepiej nie brać jej w ogóle pod uwagę. Dziś mogę przepijać tylko sokiem. – Uśmiechnęła się znów tak samo, jak wtedy. Znowu była taka jak kilka miesięcy temu. Taka normalna, zwyczajna, a mimo to dla niego atrakcyjna. Jednak właśnie.
Mogli iść do jego mieszkania. Mogli iść uprawiać seks. Mogli robić wszystko czego chcieli. Mogli, ale nigdy więcej nie skończą razem, w jednym łóżku. Nigdy więcej. Dzieliło ich coś więcej niż tylko „brzuch”. Wiesz jak to jest gdy uczucia biorą nad Tobą władzę? Tak, Coco chciała mu to powiedzieć. Chciała powiedzieć to co się nie wypaliło, bo każdego dnia utwierdzała się w tym, że to nie cząstkę Kaia będzie mieć przez całe życie przy sobie. Jednak Kacper miał już rodzinę. Miał syna. Na co mu taka Watson? Przecież nie zatańczą już w ogóle, choć za każdym razem oboje będą odmawiali sobie z trudem. I może powinna wyjechać w pizdu, przecież już nic jej tutaj nie trzymało.
-Nie chcę prezentów Kacper… - Zagryzła dolną wargę, bo gdy tylko wspomniał że już nigdy go nie zobaczy, aż poczuła to dziwne ukucie w sercu. Nie wyobrażała sobie tego. Nie mógł uciec. Może i owszem, układał sobie już życie, ale nie potrafiła go wyrzucić ze swojej głowy. Ze swojej pamięci. Nie chciała tego, on powinien tkwić. Być. Tutaj. Z nią. Dla niej. Dlaczego nie?
To nie jego dziecko. Czyżby, panie Villiers? Czyżby, panie Young?
-Chodź na spacer. Być może ostatni… - Wyrzuciła z trudem, a po chwili ich dłonie zupełnym przypadkiem się dotknęły. I Coco tkwiła w tym dotyku. Nie uciekała. Nie chciała uciekać. Nie było takiej potrzeby. Jednak wiedziała, że to jedna z tych ulotnych chwil, do których będzie wracała wieczorami, gdy łzy będą spływały po jej policzkach.
Rosie odwróciła się na pięcie, podeszła na chwil kilka do stolika, poinformowała Yurę, że wychodzi i żeby grzecznie wrócił niebawem z Felicie do domu, a ona wróci… Może jutro.
Zabrała płaszcz, i wróciła do Villiersa. To był dobry pomysł? Przecież to kończące spotkanie.
-Chodź.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pią 30 Maj 2014 - 11:37

A więc spotkanie z Kath? Tak, to był zdecydowanie dobry pomysł. W końcu.. musieli, on musiał, coś zrobić w tym kierunku. Czemu? Bo jakoś nie chciał słuchać pomówień na temat swój i Aiko. Po prostu miał zamiar to wszystko wyjaśnić. Zwłaszcza teraz, gdy Aiko leżała w łóżku i chorowała. Dawało mu to pewne możliwości. Mógł spokojnie spotkać się z Kath, a także z innymi, ustalać pewne rzeczy, a także poczynić pewne kroki w sprawie, o której nikt nie miał się dowiedzieć. W każdym razie. Punkt pierwszy – spotkanie z Russeau. Tylko gdzie? W liście napisał do niej, że będzie czekał w Herbaciarni, przy Tamizie. Na pewno wiedziała, gdzie to jest. Przynajmniej tak sądził, po braku jakichkolwiek obiekcji. W każdym razie, Piątek spędził tam dość dużą część dzisiejszego dnia, zamawiając herbatę za herbatą. W tak zwanym międzyczasie rysował, coś poczytał, a także pisał. Konstruował listę ważnych rzeczy, które koniecznie musiały się na niej znaleźć. Nieważne. Gdy Katherine przekroczyła próg przybytku akurat zajęty był swoim nowym rysunkiem. Postanowił uwiecznić swoją filiżankę, ponieważ miała taki piękny kwiatowy wzór. Strasznie mu się spodobał, więc postanowił go jakoś zapamiętać. Potem skoczy do jakiegoś sklepu, czy na targ w poszukiwaniu takiego sprzętu i całej zastawy, zakładając, że była tego częścią. – Witaj! – powiedział po chwili, kiedy podniósł wzrok znad swojego szkicownika. Mocno już grubego trzeba dodać. Schował go do torby, zastanawiając się w myślach, czy to zaklęcie zwiększające liczbę stron itd. ma swój limit? Cóż, jeśli tak, zapewne się o tym dowie niedługo. – Napijesz się czegoś? – spytał grzecznie, z uśmiechem, samemu dopijając swój herbaciany wywar do końca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1486
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pią 30 Maj 2014 - 13:02

No dobrze. Punkt pierwszy. Katherine nie miała bladego pojęcia w jaki sposób dotrzeć na litość boską aż nad Tamizę. W końcu wymyśliła, udała się do Hogsmeade by tam za pomocą sieci fiuu w jednym z kominków przenieść się do Londynu. Gdy już tam będzie powie Piątkowi by z powrotem deportował ją do zamku. Dlatego trochę jej zajęło nim dotarła do herbaciarni. Wcześniej musiała się jeszcze przygotować, a także ubrać odpowiednio na tę okazję. Nie, żeby jej na tym zależało. No może trochę ponieważ Piątek był kimś przy kim czuła się naprawdę dobrze. Teraz gdy i jej siostra była w Ravenclaw było jej wszystko jedno co jej brat i ojciec powiedzieliby na związek z kimś z tego domu, a nie ze Slytherinu. Najważniejsza przecież była czysta krew prawda? No właśnie. Troszkę też zajęło jej to by nie spotkać brata w pobliżu. Ten zaraz by się dopytywał gdzie się wybiera albo co gorsza zacząłby ją śledzić. Nic się takiego na szczęście nie stało i bezpiecznie dotarła z Hogsmeade do Londynu. Ludzie potrafią być czasem bardzo uczynni i pomocni gdy się jest dla nich wyjątkowo miłym i serdecznym. Tak więc po wyjściu z jakiegoś sklepu skierowała swe kroki w stronę owej rzeki, zwanej Tamizą. Tam podobno była tylko jedna herbaciarnia. Gdy już zbliżała się do lokalu stanęła tylko na moment by poprawić rozwiane loki i przygładzić czarną sukienkę, którą miała na sobie w chwili obecnej. Nigdy nie zakładała sukienek, chyba że na specjalne okazję. Teraz więc zrobiła to wyjątkowo. Nie wiedziała jak będzie wyglądało ich spotkanie i trochę ją to przerażało. Ostatnim razem ich znajomość zakończyła się dość burzliwie. Weszła do lokalu pełna obaw, starała się grać jednak tak by wyglądało, że to ona wykłada karty. Oczywiście miała na szyi swój ukochany wisiorek.
-Cześć Ambroge- przywitała się z nim siląc się też przy tym na delikatny uśmiech. Zadał jej pytanie czy się czegoś napije więc szybko zerknęła na listę napojów, które można było tutaj zamówić.
-Poproszę jedną zieloną herbatę- stwierdziła po czym odłożyła listę i spojrzała prosto w oczy Piątkowi.
-Czy Aiko wie o tym, że się ze mną spotkałeś? Nie chcę znowu jej zrobić krzywdy gdy wyskoczy do mnie niczym trzynastoletnia niemyśląca szczeniara- powiedziała w miarę łagodnym tonem. Nie zwróciła zbytnio uwagi na to co szkicuje bo nie było jej to potrzebne.
-Cieszę się, że poprosiłeś mnie o spotkanie, dlatego tu jestem, chcę cię jednak prosić byś potem teleportował mnie do zamku. Nie mam jeszcze zdanych kursów- poprosiłą z lekkim uśmiechem przy tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sob 31 Maj 2014 - 0:41

No tak.. tego też nie wziął pod uwagę. W sensie faktu, że dziewczyna może nie wiedzieć gdzie to jest. Przecież to Kattie. Ona nie powiedziałaby tego. Nie tak łatwo. A nawet gdyby, to na pewno nie dałaby za wygraną, prawda? Może właśnie dlatego przyszła tak późno, a może dlatego, że miała inne rzeczy na głowie? Jakby na to nie patrzeć, to przecież nie umówili się na konkretną godzinę. Piątek podał tylko miejsce, zarzucił informacją, że tu będzie i tyle. W zasadzie nawet nie musiała tu przychodzić. Zrobiła to bo chciała. I bardzo dobrze, bo pewne sprawy trzeba było raz na zawsze wyjaśnić.
Oczywiście jej wygląd, konkretnie strój, rzucił się w oczy od razu. Nie codziennie w końcu można było zobaczyć Katherine w takich kreacjach. Niemniej, jego uwagę sukienka przykuła ze względu na porę. Może to dlatego, że sądził, iż takie rzeczy lepiej wyglądają wieczorem? Cóż, co by nie było, jedno należało oddać Ślizgonce – wyglądała bardzo ponętnie i kusząco, z czego pewnie zdawała sobie sprawę. Może przed, albo po spotkaniu z nim była z kimś umówiona i to na tę okazję się tak wystroiła? Cholera wie. Gdy już wyraziła swoje preferencje Friday przywołał kelnerkę. Ta podeszła, więc przeszedł do składania zamówienia. Zielona herbata dla niej, Yerba Matte dla niego. – Ładnie wyglądasz.. – powiedział, skupiając wzrok w wisiorku. Gdzieś już go widział. Skądś go kojarzył. – Czyżby randka z jakimś przystojnym studentem? – zapytał niby to od niechcenia, starając się tym samym uciec od odpowiedzi na pytanie zadane mu przez Katherine. Czy wiedziała? Oczywiście, że nie. Przecież zabiłaby go, gdyby się dowiedziała. Dobra, bez przesadyzmu, ale.. nie byłaby zadowolona. Może dlatego jej o tym nie wspomniał? – Nie, nie wie. I chciałbym, żeby ta rozmowa została między nami. Nie chciałbym w nasze sprawy mieszać osób trzecich, dobrze? – rzucił, bardz poważnym, stanowczym tonem. To ona miała wykładać karty? Coś nie bardzo. Na pewno nie ona będzie to robić, lecz spokojnie – Piątek również nie miał zamiaru. Na wieść o kursach nieco się rozchmurzył, uśmiechnął, skinąwszy głową w geście zrozumienia. – Ale wracając do wątku głównego. Aiko nic Ci nie zrobi. Rozmawiałem z nią na ten temat. Wyjaśniłem bardzo dosadnie, że nie mam zamiaru rezygnować z naszej.. – zatrzymał się, jakby szukał odpowiedniego słowa. – przyjaźni. Zrozumiała. Ciebie chciałbym prosić o to samo. Nie musicie się lubić, ale byłoby miło, gdybyście się jednak znosiły i chociaż tolerowały.. – skończył, bowiem do ich stolika ponownie zawitała kelnerka. Z uśmiechem podziękował jej, po czym odprowadził wzrokiem przez chwilę, by po wszystkim wrócić do swojej rozmówczyni. – I jest jeszcze coś. Jeśli na prawdę zależy Ci na mnie. Na jakiejkolwiek relacji ze mną, to proszę, powściągnij języka w mojej obecności. Mówię tu o sytuacjach, gdy wyrażasz się o Ice. Tu już nawet nie chodzi o nią. Po prostu nie czuje się komfortowo, gdy ktoś obraza moich znajomych, o bliskich mi osobach nie wspominam.. – urwał. W zasadzie powinien jeszcze poruszyć kwestię tego pentagramu na czole dziewczyny. Powinien,ale to jeszcze nie ten moment. Musieli iść na pewne ustępstwa. Oboje. A taki krok mógłby się okazać bardzo nierozważny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1486
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pon 2 Cze 2014 - 20:47

Katherine nie uśmiechała się zbytnio. Starała się nawet mieć wyjątkowo poważny wyraz twarzy. Nic przecież nie poradzi na to, że Ambroge się jej podobał. To po prostu było od niej silniejsze. Starała się to wszystko stłumić skupiając się na innych, pojedynczych jednostkach ale to po prostu nie działało.
-Dziękuję Loczku. Sukienka wisiała w szafie nienoszona to postanowiłam chociaż raz ją ubrać- powiedziała nie do końca zgodnie z prawdą. Nie była to jej sukienka. Kiedyś zabrała ja w domu z szafy Nadii i do tej pory jej nie oddała. Przyglądał się jej uważnie, przez chwilę myślała że bezczelnie gapi się jej w biust, ale potem przypomniała sobie, że ma na szyi swój ukochany śliczny wisiorek.
-Tak, to jest ten cenny wisiorek, którego szukałam, a który przykleił się do rączek Aiko- powiedziała spokojnie i bez nerwów, jednakże na jej twarzy nie było już uśmiechu, jak w momencie gdy dziękowała za komplement wypowiedziany w jej stronę.
-Tak, mam spotkanie z przystojnym Studentem o zabójczym i hipnotyzującym spojrzeniu, ale teraz. To prawda, jednakże nie musisz tego nazywać randką. Bardziej spotkaniem dwóch dobrych znajomych- zażartowała sobie lekko, bowiem tylko w ten sposób mogła sobie poprawić humor i miała nadzieję, że Ambroge podchwyci żart i też się zaśmieje. Potem dostała swoją herbatę więc upiła łyk kojącego, ciepłego napoju o zielonym zabarwieniu. W końcu nazwa mówiła sama za siebie prawda?
-Jasne, może to zostać między nami, będę lojalna. Nikt nie będzie się w to mieszał, zwłaszcza moje rodzeństwo. Masz moje słowo- powiedziała pewnym siebie tonem, no i szczerym, jednakże już nie wspomniała o tym, że jeśli tylko któraś z tych osób, chociaż bardziej wkurzyła by ją Aiko niż Piątek, zawiedzie albo jej podpadnie to ona rozpęta swoje małe ziemskie piekiełko i załatwi ją w moment. Piątek nie miał pojęcia jak wielu złośliwych Slizgonów i nie tylko, ma pod sobą Katherine. Byli to też w dodatku wierni ludzie, którzy za drobną przysługę gotowi byli zrobić wszystko. W zamian mieli przyjaźń Katherine. Znowu upiła łyk herbaty po czym poprawiła swoje puszczone luźno loki.
-Czyli mówisz Loczku, że Aiko chciałaby zawiesić broń i żałuje tego, że jest kleptomanką tak? Rozumiem, oczywiście że rozumiem. Jeszcze jak mi powie, że jak z biednego domu to tym bardziej jej wybaczę bo rozumiem w jakim jest punkcie. Mi nigdy niczego nie brakowało. Jeśli chce z chęcią kupię jej podobny wisiorek, który będzie mogła nosić na szyi- powiedziała uprzejmym tonem, a przynajmniej starała się by był miły i ciepły przy chłopaku. Później jednak uśmiech znowu znikł z jej twarzy.
-Jak chce przeprosić to tylko w cztery oczy. Jeśli nie zacznie szczekać czegoś złośliwego w moim kierunku to nic jej nie zrobię. Dobrze wiesz, że jestem bardzo tolerancyjną osobą względem innych. Zwłaszcza na zajęciach gdy często przypisują nas do osób, których nie znamy. Jeśli mi nie będzie podpadać i szczerze żałuje to ja będę ją tolerować. To działa oczywiście w obie strony. Nie zdobywamy szacunku ot tak po prostu, jeśli raz go straciliśmy prawda?- spojrzała mu prosto w oczy tymi swoimi ciemnymi prawie jak sadza ślepiami. Ponowny łyk herbaty by zwilżyć lekko chore gardło i mogło dalej mówić.
-Co do twojej prośby.Zależy mi, nawet nie wiesz jak bardzo. Dobrze, zrobię to dla ciebie. Będę kontrolowała mój cięty język gdy będziesz w pobliżu. Pasuje?- zapytała uśmiechając się delikatnie.
-Powiedz mi tylko. Jakim prawem nazwała mnie dziwką? Nagadałeś jej głupot o mnie? Bo niby skąd wywnioskowała, że się puszczam. Nie puszczam się z nikim, szanuję siebie i swoje ciało- powiedziała pewnym tonem, nie było tu nawet nutki agresji. Była tylko ciekaw jego odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro 4 Cze 2014 - 12:41

Ambroge się jej podobał? A to ciekawe, bardzo ciekawe, bo raczej nie obstawiałby na to, zapytany. Wcześniej, kiedy się poznali mógł z całą świadomością swoich słów stwierdzić, że tak było. No, ale potem…? Nie, zdecydowanie by nie powiedział. Nawet ta cała sprawa z Aiko jego zdaniem wynikała głównie z całej afery o ten nieszczęsny naszyjnik. Nigdy jednak nie mieszałby w to jakiś uczuć wyższych, takich jak zazdrość, czy miłość. Zatem.. No. Może lepiej, że o tym na daną chwilę nie wiedział? Z resztą, jakie może. Zdecydowanie lepiej. – I bardzo dobrze. – skwitował słowa o sukience. – Pomijając walory estetyczne, szkoda żeby się marnowała w szafie.. – powiedział spokojnie, obrzucając ją spojrzeniem od stóp do głów. Loczki. No tak.. loczki. Kiedyś mu o tym mówiła. Zapomniał o tym i dlatego ostatnim razem pomylił siostry.. Cóż, mimo wszystko szkoda, że Nadia tak oschle go traktowała.
Następnie ich rozmowa przeszła na wisiorek, z czego w duchu się ucieszył, bo dawno już kobiecego biustu nie widział. A tak przynajmniej mógł choć przez chwilę nacieszyć nim oko, asekuracyjnie zwalając całą winę na wisiorek. Jego radość nie potrwała jednak zbyt długo, bowiem musiał się zdenerwować. Matko. Przecież nie spotkali się tutaj po to, aby wzajemnie obrzucać oskarżeniami, prawda? No też tak sądzę. – Nie mógłbym nazwać randką spotkania przy herbacie. Nie w biały dzień i nie będąc tak ubranym. – dodał, oczywiście załapując dowcip. Sam się nawet zaśmiał, bo ta myśl wydała mu się wyjątkowo głupia. Okej, może i nie dbał jakoś specjalnie o to, jak go odbierano i jego „kreacje” przywodziły na myśl najczęściej różne, dość pejoratywne skojarzenia, to przecież i tak nie założyłby na spotkanie z dziewczyną, takie o randze randki oczywiście, tak znoszonych spodni, trampek z dziurami, za dużej koszulki i bluzy. Pewnie i z włosami coś by zrobił, no i obowiązkowo przywdział na siebie swój cały piercing, którego dziś brakowało, ku uciesze Krukona. W końcu tak rzadko go zdejmował. Kiedy kelnerka przyniosła ich napoje Friday tylko się uśmiechnął, nie wiedząc czy bardziej do niej, czy do swojego zamówienia. Yerba. Tak bardzo dobra. – Jak można pić zieloną herbatę? – spytał ją nagle, ni z tego ni z owego, nie komentując w żaden sposób przytaknięcia na swoją prośbę. W zasadzie doskonale wiedział, że nie musiał tego mówić, ale.. czasem lepiej powiedzieć, niż nie powiedzieć. Zostawić pewną furtkę otwartą. – Tu nie chodzi o jej pochodzenie. – powiedział chłodnym tonem, ucinając krótko temat kleptomanii Japonki. Oczywiście tak skończyć nie mógł, toteż szarpnął się na wyjaśnienia. – Po prostu.. wzięła go, bo chciała w ten sposób udowodnić mi pewne rzeczy… pewne prawdy o mojej osobie. Te same, o których namiętnie wypisuje Obserwator. – dodał, spuszczając wzrok. Oboje wiedzieli o co chodzi, dlatego też nie trzeba było mówić o tym wprost, dosłownie. – Dlatego właśnie zarzuciła Ci puszczalstwo. Widzisz.. musiała pomyśleć, że skoro ten wisiorek został u mnie, po twojej ostatniej wizycie, to zapewne coś między nami zaszło. Z resztą, nie mów, że nie pomyślałabyś podobnie, gdybyś znalazła takie „skarby” w sypialni swojego faceta.. - skończył, po czym nachylił usta do swojego naczynka z Yerbą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1486
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Czw 12 Cze 2014 - 11:05

Katherine spojrzała smutnymi oczyma na chłopaka, gdy wspomniał coś o jej sukience, uśmiechnęła się delikatnie. Szkoda, że wszystko potoczyło się właśnie w ten sposób, że nie mogła być z tą osobą z którą być by chciała. Jednakże wiadomo, nie wchodzi się do tej samej rzeki dwa razy, nawet jeśli zanurzyło się tam tylko do kolan i stwierdzono, że pójście głębiej jest zbyt niebezpieczne bo nurt jest zbyt silny.
-Tak, szkoda żeby się marnowała. Czasem musimy odświeżyć to co leżało już dość długo w szafie. Ciuchy też mają uczucia i czasem chciałyby ujrzeć światło dzienne- powiedziała całkiem poważnie, a gdy spostrzegła jego lekko zdziwioną minę, wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem.
-Żartuję, poważnie. Chodzi o to, że ja tak rzadko nosze sukienki. Jestem typem sportowca. Sukienki mi nie pasują na treningi- wyjaśniła, gdy tylko przestała się śmiać. Piątek dawno nie widział już kobiecego biustu? No a Aiko to co? Ograniczała mu oglądalność? Ciekawe, bardzo ciekawe.
-Ostatnio tylko ciągle trenuję. Nie przerażają już nikogo moje siniaki. Często obrywam tłuczkiem, więc gdy oberwę od kogoś z pięści w nos, poza treningiem nie mając pałki w ręku, oddam z namiastką. Każdy kto już długo tu się uczy o tym wie- powiedziała po czym wzruszyła ramionami, znowu upijając łyk swojej herbaty. Lubiła zieloną herbatę i często ją zamawiała w herbaciarniach.
-Każdy nazywa randką inny rodzaj spotkania misiaczku. Dla jednych mogą to być eleganckie stroje i wykupione miejsce w eleganckiej restauracji, dla innych spacer po plaży, albo po szkolnych błoniach. Każdy inaczej to interpretuje- stwierdziła uśmiechając się lekko przy tym. Odgarnęła lok, który spadł jej na prawe oko, zasłaniając delikatnie widoczność. Zawinęła go za uchem. Uwielbiała swoje loki, dzięki nim czuła się po prostu pewna siebie i wyzwolona. Loki dodawały jej odwagi a dodatkowo sprawiały, że robiła wrażenie kobiety która wie czego chce.
-Normalnie, zawartość kofeiny w suchych liściach zielonej herbaty jest dwukrotnie wyższa niż w suchych ziarnach kawy. Dodatkowo powoduje zwiększenie spalania tkanki tłuszczowej podczas spoczynku oraz zapobiega otyłości. Ja jestem sportowcem, więc zielona herbata pozwala mi zachować dobrą figurę i dobrze działa przy moich intensywnych treningach. Codziennie wcześnie rano biegam około 2 kilometry- wyjaśniła na spokojnie chłopakowi dlaczego pije właśnie zieloną herbatę i wbrew pozorom, nie, nie była wcale okropna w smaku, ale mocna i intensywna. Wypiła już całą herbatę więc odstawiła pusty kubeczek na blat stolika.
-Nie zarzucam innym czegoś czego nie jestem pewna w stu procentach. Może i bym pomyślała podobnie, ale nie biorę tego co moje. Takich wartości nauczył mnie ojciec. To bardzo uczciwy człowiek. Czasem do granic rozsądku stosuje się do reguł, które sam tworzy i nikomu nie wolno ich łamać- powiedziała z lekkim smutkiem w głosie, no bo czasem to co robił jej ojciec było naprawdę denerwujące.
-Ale rozumiem, zapomnę o tym, ale będzie chciała przeprosiny usłyszeć osobiście, jestem strasznie honorową osobą i głęboko żywię sobie urazy- wyjaśniła po czym założyła nogę na nogę i poprawiła sobie sukienkę na udach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro 25 Cze 2014 - 23:03

Zdecydowanie wielka szkoda, że wszystko poszło w tą stronę. Że nie mogli budować normalnej relacji, że z takiej ładnej znajomości, choć rozpoczętej może w niezbyt normalny, a zarazem przyzwoity, sposób nieomal stali się wrogami. Piątkowi było bardzo wręcz szkoda tego, iż musieli się tu dziś spotkać z takiego powodu. Że nie mogli normalnie wyjść na kawę, herbatę, jakieś piwo, we trójkę. Ona, Aiko i on..Cóż. Zazdrość potrafi zniszczyć niejedną przyjaźń i niejedną miłość. A w tym przypadku chyba obie były zazdrosne. Co gorsza – o niego. Z tym ostatnim jakoś najbardziej nie mógł sobie poradzić. Czemu? Kto wie, może to przez wzgląd na ostatnie doświadczenia, albo raczej zawody, miłosne? – Czy ciuchy maja uczucia nie wiem. Ale wiem, że gdyby moje je miały, to raczej nie czułyby się pokrzywdzone. W końcu wiesz, nie kupujesz ich po to, żeby Ci wisiały w szafie.. – powiedział całkiem obojętnie, jakby ten temat nie był najważniejszy. Bo i nie był. Ale fakt, ładnie wyglądała. Bardzo ładnie. I tutaj już mógł wejść z nią w polemikę. – To, że trenujesz jest tylko dodatkowym atutrem, bo inaczej nie można tego nazwać. – rzucił zaraz po tym, jak ona wyraziła swoją opinię co do pasowania sukienek i tego typu rzeczy, na treningi. – W końcu.. jakby na to nie spojrzeć, twoje ciało jest przez to dużo lepsze, lepiej wyrzeźbione, zgrabniejsze.. No wiesz, co mam na myśli! – rzucił, czując, że powoli zaczyna się gubić w zeznaniach. Uratowała go na szczęście wtedy kelnerka, niosąca zamówienie, a wspominana tutaj już kilka razy.
- Och, a więc mam rozumieć, że w twojej interpretacji to jest randka? – zapytał z wymownym uśmiechem, wyrażającym nieukrywane zainteresowanie. Wyraźnie nie miał zamiaru ustąpić przed uzyskaniem odpowiedzi. Ba! Postanowił nawet pójść dalej, toteż po przerwie służącej na złapanie oddechu, postanowił kontynuować. – Wiesz, w końcu kiedy ostatni raz spotkaliśmy się na czymś, co można by nazwać randką, również byłaś pięknie ubrana i w ogóle.. – rzucił, jakby ten fakt nie miał znaczenia, choć nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że było coś na rzeczy. Przynajmniej według niego. Wyjaśnienia na temat herbaty przyjął ze spokojem, kiwając głową w geście zrozumienia. Wszystko jasne, wszystko jasne.
Dużo bardziej ożywił się natomiast, kiedy powiedziala o przeprosinach. Tak.. z tym.. mógł być pewien problem. – A ja? Może ja będę mógł Ci to jakoś wynagrodzić? – rzucił, pochylając się ku niej, ręce opierając jednocześnie na stoliku. Ciekaw był jej odpowiedzi. Oczywiście grobową minę zachował, choć tak naprawdę był z siebie bardzo zadowolony. Nie myślał, że zada to pytanie. W zasadzie, wyszło ono zupełnie niespodziewanie i jakby poza jego świadomością. Mimo tego, jakoś nie żałował tego. - To jak? Chyba jest jakiś sposób, żeby Ci to zrekompensować?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1486
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Nie 29 Cze 2014 - 13:34

Czy Piątek był wrogiem Katherine? Nie do końca tak to powinno się nazywać. Nadal chłopaka lubiła i żywiła do niego jakieś uczucia, chociaż sama nie wiedziała jak teraz powinna je określić. Na pewno już tak do niego nie lgnęła, no i pewnie łatwiej by jej było się mu oprzeć niż wtedy w jego mieszkaniu. Miała przyjaciół, również czystej krwi i to ich się trzymała, a nie osób które potrafiły w jednej chwili kochać a już w drugiej po prostu ranić.
-Bardziej wyrzeźbione, zgrabniejsze, bardziej wytrzymałe, seksowniejsze. Oczywiście. Zależy jak kto lubi. Jedni wolą chude szkapy, inni wysportowane dziewczyny takie jak ja, a inni delikatną słoninkę- powiedziała może niezbyt miłym porównaniem, jednakże dzięki temu było chociaż wiadome o co jej dokładnie chodziło. No a przecież każdy wie, że zazwyczaj Katherine mówiła wprost to co myśli.
Ambroge wspomniał coś o randce, a ona pokręciła przecząco głową.
-Randka? Nie- skomentowała krótko i pewnym siebie tonem, który wręcz nie domagał się powtórzenia.
Wspomniał też coś na temat tego, że ostatni raz na ich spotkanie, które było randką też się pięknie ubrała. Uśmiechnęła się do niego szeroko i puściła mu oczko, zakręcając na palec jeden ze swoich loczków. Zachowywała się troszkę zbyt luzacko, no ale niby czemu miała być spięta prawda?
-Misiek, ja zawsze jestem pięknie ubrana, zawsze noszę też koronkową bieliznę- powiedziała, chociaż to o bieliźnie bardziej szeptem. Chłopak jak to chłopak, na pewno zareaguje nawet na takie słowa. Już teraz pewnie wyobraża sobie delikatną koronkę na ciele dziewczyny. Spojrzała mu prosto w oczy tym swoim kobiecym magnetycznym spojrzeniem.
-Czy ty mógłbyś mi to jakoś wynagrodzić? Nie mam pojęcia jak. Zostaw ją. Czemu chcesz być z kimś kto ogranicza ci kontakt ze znajomymi i zabrania się z nimi spotykać, a także ich obraża? To my jesteśmy sobie panami i decydujemy o naszym życiu- powiedziała stanowczo, potem jednak poprawiła sukienkę, obróciła lekko kubkiem który stał na stoliku, ot tak po prostu.
-Nie no, serio to nie wiem. Sam coś wymyśl. Możliwe że przyjmę wszystko, ewentualnie zarobisz w twarz- powiedziała żartobliwie, lekko się przy tym uśmiechając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Nie 13 Lip 2014 - 23:12

Nikt nie powiedział, że byli wrogami. Pewne jednak było, że przez jedną małą i pełną i uroku osobistego Japonkę mogłoby tak się zdarzyć. To nie tak, że wszystkie ciepłe uczucia Kattie do Ambroge’a były czysto platoniczne. Co to, to nie. Wręcz przeciwnie. Fakt, może nie zaczęli w tradycyjny sposób, może to wszystko poszło w tą a nie w inną stronę, no ale, nadal ją lubił. I ona chyba jego też. Mimo wszystko, to spotkanie tutaj, chyba o czymś świadczyło, prawda? W końcu mogliby się spotkać w jakimś innym miejscu, wymierzyć do siebie różdżką i w ogóle. Albo nawet nie rozmawiać, tym bardziej w tak cywilizowany sposób, tylko obrażać się wzajemnie, ewentualnie w ogóle nie rozmawiać ze sobą, nie? Dokładnie. A co do Piątka i jego miłości.. Czy on naprawdę kochał Katherine? Czy to było coś więcej poza pociągiem fizycznym? Nie wiedział, nie miał czasu się nad tym zastanowić. W końcu.. nie. Nie było czasu, aby się nad tym porządnie zastanowić.
- No tak. To rzecz gustu. Zgadzam się w stu procentach. Jednakże właśnie mój gust mi podpowiada, że lepiej dla mojego oka, jeśli nadal będziesz ćwiczyć i twoje ciało będzie właśnie takie, jak mówiłem.. – wymownie się uśmiechnął, po czym zajął swoim zamówieniem. Upił łyk herbacianego naparu, po czym mało się nie zakrztusił, usłyszawszy uwagę o bieliźnie. – Nie wiem skarbie, nie widziałem.. No, może poza jednym razem.. – rzucił z wymownym uśmiechem w jej stronę, po czym wygodnie się rozsiadł, trzymając nadal w dłoniach naczynie ze swoją herbatą. Więcej nie widział jej w samej bieliźnie. Dobrze, nie dobrze? Nie dane było mu tego oceniać. W sumie, nawet się cieszył, w sensie, był dumny z siebie, że wtedy do niczego nie doszło. Po prawdzie miał kiepski okres i w ogóle, niemniej.. Miał jakieś dziwne wrażenie, że wielu facetów w takiej sytuacji z nią by się nie wycofało. On to zrobił. Słusznie, niesłusznie, miał wrażenie że zarobił u panny Russeau wielkiego plusa.
- A co jeśli Ci powiem, że ją zostawiłem? – zapytał nagle, kiedy skończyła wymieniać potencjalne rozwiązania a także drogi przeprosin. Ciekaw był co odpowie. Mogła mu w sumie nie uwierzyć. Nie wyglądał na specjalnie smutnego. Cóż. Zdołał się z tego „otrząsnąć”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1486
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Wto 15 Lip 2014 - 10:11

Katherine sama nie wiedziała co ma myśleć o tym chłopaku. Słyszała o nim, że chciałby mieć każdą pannę, później nie ulega jej urokowi, a na sam koniec okazuje się, że ma inną i to z nią chce się związać. Sama Katherine miała wielu adoratorów i nawet przyjaciół, którzy chcieliby z nią być i oddaliby za nią swoje życie, a Piątek z tego zrezygnował.
-Zostawiłeś kleptomankę...dlaczego?- zapytała ze stoickim spokojem w głosie. Nie miała pojęcia czy mówi prawdę czy kłamie, ale rzeczywiście był zbyt radosny jak na taką sytuację. No i czemu od razu o tym nie powiedział, tylko mówił że nie mówił nic jej o wizycie z Kattie. Upiła łyk herbaty i uśmiechnęła się lekko. Włosy lekko podwiał jej wiatr. Była naprawdę śliczna, więc tylko gej mógł się jej oprzeć.
-Oczywiscie, moje oko i rozum też mi mówią by nie rezygnować z ćwiczeń. Mam wyjątkowo silne uda- powiedziała odrobinę zalotnym głosem.
-Każdy mi ulega,ale ty mi nie uległeś ani razu, a od razu poleciałeś do łóżka za małą, chudą japoneczką, która nigdy nie poradziłaby sobie w takich sytuacjach jak ja. Daleko jej do mnie, więc co ci się nie podoba we mnie? Co ma ona, czego nie mam ja misiek?- zapytała z tą swoją powagą w głosie, chciała od niego usłyszeć konkretną i w szczególności szczerą odpowiedź, a nie wymigiwanie się od odpowiedzi. Może jeszcze mieliby jakąś szansę, ale w chwili obecnej mogli być tylko przyjaciółmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro 16 Lip 2014 - 18:58

A więc takie plotki o nim chodziły? No to świetnie, świetnie. Ciekawie, swoją drogą. Sam zainteresowany słyszał już o tym, że ciśnie na jakiś eliksirach, które zapewniają mu popęd seksualny, zażywa jakieś mugolskie albo magiczne środki na potencje, przekupuje dziewczyny aby szły z nim do łóżka, albo wręcz przeciwnie – nie szły, ale gadały że poszły i w ogóle. Ludzie potrafią naprawdę wymyślać głupie, bardzo głupie rzeczy. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nikt tak naprawdę nie zdawał sobie sprawy dlaczego to robi.. Prawda, lubił to i owo, ale chyba jak każdy komu dane było tego spróbować, prawda? Poza tym.. To nie było tak, że tylko o seks, ewentualnie mniej/bardziej zaawansowany flirt mu chodziło. Tak naprawdę, zawsze lądował w łóżku z dziewczynami, które wyrażały nim zainteresowanie. Co się zaś tyczyło związków.. Cóż. Nieustannie ich szukał. Miłości. Spełnienia. Radości. Przyjemności w obcowaniu z drugą osobą. Pechowo jednak za każdym razem kiedy już myślał, że to ta – w niewyjaśniony sposób znikała. Ulatniała się z jego życia.
- Tak. Zostawiłem. – odpowiedział równie spokojny. No co? Miał płakać? Nie. Oj nie. Był o wiele, wiele za stary i zbyt dojrzały, aby tak reagować. Zgoda może nie był tuzem dojrzałości, no ale te wszystkie doświadczenia.. Powiedzmy, że nieco go uodporniły. – Dlaczego? To proste – nie nosiła koronkowej bielizny. – dodał z uśmiechem. No, ale żarty na bok. Chyba należała jej się odpowiedź. Prawdziwa, nie zakłócona niczym. Zgodna z duchem wydarzeń. – No cóż.. Okazało się, że nie była tak wyjątkowa, jak myślałem. No i.. nie ufała mi. Rozumiem, że mam taką a nie inną reputacje, ale nie chodzę do łózka z każdą dziewczyną, z którą przywitam się na korytarzu, albo do której uśmiechnę się. – skończył, po czym upił łyk swojej herbaty. - Co ma ona? Raczej, czego nie ma.. – powiedział spokojnie znad kubka, kiedy usłyszał jej wywód. – To nie tak, że mi się nie podobasz. Dobrze wiemy oboje, że jesteś niezwykle pociągająca i nie jeden facet, łącznie ze mną, chciałby nie tyleż dzielić z Tobą łóżko, co po prostu być. Trzymać Cię za rękę, przytulać, całować Cię, pokazywać na mieście.. – nie skończył, bo chyba wszystko było jasne, nie? Zamiast tego, zmienił ton wypowiedzi, na bardziej poważny. Cóż, należało jej w końcu odpowiedzieć, prawda? – No, ale.. Czemu ona. Mogę być z Tobą zupełnie szczery? – spytał, a widząc jak skinęła przyzwalająco głową, wziął głęboki wdech. – Z prostej przyczyny. Masz racje, nie jest tak ładna, tak doświadczona i w ogóle, jak Ty. No, ale będąc z nią, mogłem spać spokojnie. Wiesz, dużo razy już kobiety mnie zostawiły. Może dlatego nie chciałem się angażować w związek, relacje, z Tobą. Bałem się tego, że niektórzy mężczyźni nie odpuszczą, mimo tego, że jesteś zajęta. I nie chodzi o Ciebie. Bardziej o mnie.. – powiedział, spuszczając wzrok. No, chciała znać prawdę. To i powiedział jej wszystko. Wyciągnął papierosa. Odpalił go spokojnie, po czym wyciągnął paczkę w jej stronę – Pani Kapitan? – spytał, próbując ją jednocześnie poczęstować fajką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1486
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1356
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7534-kat-russeau
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro 16 Lip 2014 - 20:01

Katherine słuchała go uważnie jednakże nie okazywała tego w żaden sposób. Nie chciała pokazać, że któreś z jego słów w jakiś sposób go poruszyło. Niby go bardzo lubiła, ale minął ten czas gdy ona chciała z nim być, bo ją zostawił nagle dla innej i przestała być jego muzą. Wróciły u niej wspomnienia miłosne do jej przyjaciela, Matthewa Templesa, a było to wszystko po to by zapomnieć jakie upokorzenie spotkało ją ze strony Friday'a.
-Wiesz, nie śledzę twojej historii na bieżąco więc nie wiem ile kobiet cię zostawiło oraz w jaki sposób i czy przypadkiem ty ich nie zostawiłeś tak jak mnie wtedy- powiedziała ze spokojem w głosie, dokładnie analizując wszystko to co chciała mu przekazać w tych kilku słowach. Pamiętała jak poznali się bliżej podczas epidemii w zamku. To było zaraz po feriach zimowych. Pamiętała jak chciał by mu pozowała. Wiecznie szkicował jej wizerunek. Później dowiedziała się, że część prac, które ją przedstawiały zostały spalone.
-Jak mogłeś pozwolić by ta dziewczyna zawładnęła tak solidnie tobą i twoim światem? Byłeś niczym jej piesek prowadzony na krótkiej smyczy. Jak mogłeś pozwolić by spaliła szkice, które były dla ciebie taką radością gdy je tworzyłeś. Widziałam ile pasji w to wkładałeś- stwierdziła pewnym siebie tonem. Trochę się rozgadała to prawda, ale w jej głosie widać było wyraźną dominację i to iż wiedziała doskonale co powiedzieć. Niczym doskonały dyplomata, ale czyż taki właśnie nie był jej ojciec albo dziadek? Każdy z nich potrafił pięknie mówić i umiejętnie dobierać słowa. Kiedy przerwać i kiedy mówić dalej. Teraz wiedziała, że chwilowo musi przerwać by dać się chłopakowi wypowiedzieć. Myślała też nad tym co powiedział na jej temat. "Nie jest tak ładna, tak doświadczona jak ty" .
-Co chciałeś powiedzieć poprzez słowa doświadczona Loczku?- zapytała z lekkim zainteresowaniem w głosie. Przecież nawet nie wiedział czy była doświadczona czy nie. Mógł jednak wiedzieć, że nigdy nikogo szczerze nie pokochała, albo też nie była z nikim długo ponieważ nie wytrzymywała z nimi, albo to też oni nie wytrzymywali z nią. Była piekna, była uwodzicielska i potrafiła być rozkoszna, gdy tego właśnie chciała. Potrafiła być też jednak złośliwa no i niestety bardzo nieprzyjemna, o czym właśnie owa Aiko mogła się przekonać.
-Mężczyźni nigdy nie odpuszczają nawet gdy jestem zajęta. Taki już mój urok osobisty, który nie przeminie ot tak nagle, jak za dotknięciem różdżki. Mogłeś być jednak moim przyjacielem, nikt nie każe ci mnie kochać. Nie musisz mnie kochać Ambroge- powiedziała dobitnie po czym wstała i czekała aż on wstanie. Potem przybliżyła swoją twarz do jego twarzy.
-Nigdy nie musiałeś mnie kochać, wystarczyło tylko okazać trochę przyjaźni i sympatii. Miłość nie przychodzi nigdy od razu, tylko samo zauroczenie. Tak samo fascynuje nas dopiero co zauważony piękny obraz, albo sukienka na manekinie za niebotyczną kwotę- wyszeptała mu wręcz prosto w usta tak, że mógł czuć jej oddech i oczywiście jako iż stała bardzo blisko to także jej perfumy. Gdy zaproponował jej papierosa, pokręciła przecząco głową.
-Jestem sportowcem, nie palę. Nie powinnam palić- oznajmiła, jednakże gdy odpalił swojego papierosa, uśmiechnęła się tylko lekko i nagle wypaliła- ale możemy zrobić to po studencku- po czym zbliżyła jego usta do jego ust by przejąć od niego dym, który przefiltrowała przez płuca by potem oddać mu go znowu. Tak to mniej więcej wyglądało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1395
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sob 19 Lip 2014 - 21:21

Słuchała, nie słuchała. Czy to miało jakieś znaczenie? Równie dobrze mogła w tym samym czasie myśleć o tym, na jaki kolor pomalować paznokcie. Nie będzie się powtarzał, nie miał zamiaru. Całą sprawę wyłoży jeden, jedyny raz. Nie zamierzał do tego wracać. Bardzo milo zrobiło mu się na sercu, kiedy powiedziała, że nie śledzi jego historii. Dobrze, bardzo dobrze. Po prawdzie Kattie nie należała akurat do osób, przynajmniej jego zdaniem, z radością i wypiekami na twarzy śledzących Obserwatora i w ogóle. Nawet jeśli tak było, to w porządku. Zasadniczo nie obchodziło go z jakich pobudek, grunt że nie interesowała się tym za bardzo. Przynajmniej mogła o nim zachować względnie dobre zdanie. To już połowa sukcesu. Na resztę musiał sobie sam zapracować, a to jak wiemy ostatnimi czasy nie wychodziło mu najlepiej, co wie chyba każdy, kto widział go z Aiko..
Słuchając zarzutów dotyczących bycia z Aiko, szukał odpowiedzi. Wszystko określiła dokładnie. Zgodnie z prawdą i wydarzeniami. Najdziwniejsze, że doskonale znał odpowiedź, mimo to jednak nie był w stanie znaleźć idealnej, najlepszej formy dla swojego przekazu. Pokorną postawę odrzucił dopiero, gdy usłyszał o szkicach, które spaliła. – Co takiego? Kto Ci powiedział, że moje prace zostały spalone? – zapytał w sumie zdezorientowany. Skąd ona to wiedziała? Czyżby jej o tym powiedział? Nie, raczej nie. A może. Kto wie? Nie bardzo pamiętał, aby coś takiego miało miejsce. Szybko jednak zabrał się za wyjaśnienia, bowiem przeszła mu przez głowę myśl, iż Ślizgonka mówiła o jej podobiznach. – To prawda, że zostały spalone. Sam jej na to pozwoliłem. I były to tylko i wyłącznie szkice przedstawiające jej osobę. Nikogo więcej. – dodał spokojniej, o wiele spokojniej. – Kiedyś.. Pokłóciliśmy się. Bardzo mocno. W obieg poszły różne argumenty, w tym także jeden dotyczący mojego warsztatu plastycznego. Nie spostrzegłem kiedy złapała za szkice, po czym cisnęła mi nimi w twarz. Powiedziała, że nie może na mnie patrzeć, że są okropne i jak ona w ogóle mogła dla mnie pozować. – przerwał. Wziął głęboki wdech. A jednak te wspomnienia były zbyt świeże. – Pozwoliłem jej zniszczyć je, jeśli naprawdę uważa, że są tak straszne. Zrobiła to. Wtedy się rozstaliśmy. – skończył, po czym kolejny raz upił łyk swojej herbaty. Potem zapalił. Albo raczej zapalili. Po studencku. Tak bardzo dziecinnie. A Piątek poczuł się tak dziwnie. Dziwnie inaczej. Dawno jej nie całował. Prawie zapomniał jakie to uczucie. – I w tym problem Katherine. Nie musiałem Cię kochać. Nie musiałem czuć do Ciebie niczego. – rzekł cicho, po tym, jak już skończyli „palić”. – Problem w tym, że nie chciałem być tylko przyjacielem. Ale Ty, to Ty.. Zazdrość nie idzie w parze z miłością. Może dlatego wybrałem Japonkę.. – skończył, po czym delikatnie przybliżył swoje usta do jej ust. Z nadziej, że się nie odsunie i dane będzie mu ją pocałować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28895
  Liczba postów : 36453
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Nie 31 Sie 2014 - 19:22

Przerwa od pracy? Całkiem możliwe. Dlaczego padło na tę herbaciarnię? Nie wiadomo, jednak jedna rzecz jest całkowicie przerwa. Przypadki nie mogą mieć miejsca. Nigdy. Nawet w mugolskim świecie.
Zatem co robił tutaj Lucas Godfrey, hogwarcki nauczyciel? Czyżby wybrał się na przerwę od szkolnego zgiełku i hałasów? A może uwielbiam podawaną tutaj herbatę? I dlaczego w tym samym czasie, w tym samym miejscu przebywała Rhaenys Marmouget? Mistrzy Gry śpieszy z wyjaśnieniami dosyć nieprawdopodobnymi, jak na jego standardy.
Otóż oboje trafili na siebie w drzwiach herbaciarni, gdy jakaś mugolska staruszka koniecznie chciała zagadać naszą prawniczkę. Z pomocą pośpieszył jej Lucas, widząc w jak niezręcznej sytuacji się znalazła i powitał ją niczym dobrą znajomą, po czym zaprosił do stolika. Kryzys zażegnany, ale czy na pewno? Z odpowiedzią na to pytanie Mistrzy Gry zostawia was samych.
Zaczyna którekolwiek z was. Powodzenia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Francja, Bordeaux > Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 390
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9403-rhaenys-mormouget-budowa#261861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9418-rhaenys-pierwsza-tego-imienia-dziedziczka-rodu-mormouget#262118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9419-dajesz-lista-moze-ci-odpisze#262120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9420-rhaenys-mormouget#262130




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pon 1 Wrz 2014 - 17:37

Ten tydzień minął jej strasznie. Najpierw klient, który nie miał niczego, żadnych argumentów do obrony, czy nawet trochę osłabienia kary. Później miała samych debili, którzy nie wiedzieli co to różdżka. A mimo to byli czarodziejami. Nie miała w ogóle odpoczynku, ciągle praca i praca. Więc musiała trochę odpocząć nie? Dlatego właśnie pojawiła się w mugolskiej herbaciarni. Nie wie sama dlaczego przyszła do miejsca mugolskiego, ale po prostu nie chciała siedzieć w miejscu gdzie jest tłum. A tu przychodziło w miarę mało osób. Dlatego gdy była już przed wejściem zaczepiła ją jakaś staruszka i zaczęła gadać i gadać. Rhaenys nie słuchała jej, przeprosiła i chciała ją obejść, ale ta jej zastąpiła drogę i zaczęła gadać coś o polityce, czy ona chce się wybrać z nią na spacer. Rhaenys nie wytrzymywała, już miała jej coś zrobić, ale w ostatniej chwili pojawił się jakiś facet i odstąpił ją od tej starszej pani. Nie wiedziała dlaczego ten pan miał u tej pani taki posłuch, ale mężczyzna wprowadził ją do herbaciarni i zaprosił do stolika. Kobieta zatrzymała się i spojrzała na niego.
- Nie znam cię, a nawet jakbym znała to nie usiadłabym z tobą. - Oczywiście nie wiedziała, że jest on z tego samego świata co ona i nie musi wcale tak na niego reagować. Ale ona nie jest wszystkowiedzącym!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gość












PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Wto 2 Wrz 2014 - 11:27

Cóż Lukas dziś miał ogromne przeczucie, że stanie się coś dziwnego, przeczucie które kierowało go do świata mugolskiego, chociaż nie miał nic do tej rasy...A jeszcze nie tak dawno żądza krwi podpowiadała mu że żaden mugol nie ma prawa wtrącać się w sprawy czarodziei, czyż to nie zabawne? Gdy już się pojawił na jednej z Londyńskich ulic od razu poczuł się dziwnie, te miejsca przypominały mu coś...dreszcz przebiegł po jego plecach, nie można powiedzieć że był to nieprzyjemny dreszcz. W niektórych miejscach zatrzymywał się by spojrzeć na budynki, a obrazy przelatywały przez jego głowę jak szalone. Oparł się dłonią o ścianę budynku i położył dłoń na głowie. Większość przechodniów nawet się nie zatrzymało by zapytać czy wszystko w porządku. Cóż mogło to wyglądać jakby Lukas był pod wpływem więc kto by się zatrzymał by podać pomocną dłoń? W dzisiejszych czasach bardzo mało osób zainteresuje się inną osobą która by potrzebowała pomocy. Jedna staruszka zatrzymała się przy nim i położyła rękę na jego ramieniu starając się zapytać czy wszystko dobrze, a zarazem gadając o różnych innych sprawach, nie wiadomo co się w tym momencie stało lecz Lukas spojrzał na nią jak dawniej...z nieodzowną chęcią zamordowania kobiety. Ta natychmiast cofnęła rękę i pośpiesznie odeszła.
Gdy już udało mu się pozbierać w sobie, postanowił udać się w miejsce gdzie będzie mógł pomyśleć nad tym co się stało. Niedaleko dostrzegł herbaciarnie więc uznał że będzie to doskonałe miejsce. Rozejrzał się przed przejściem przez ulicę i przeszedł na drugą stronę. I znów w drzwiach dostrzegł staruszkę która przed kilkoma minutami była natrętna dla niego samego. Tym razem napastowała kobietę, którą Lukas postanowił wybawić z opresji. Podszedł do Rhenys i objął ją w pasie.
-No cześć skarbie... Postanowił odegrać drobną rólkę i posłał spokojne spojrzenie staruszce, po czym wszedł do herbaciarni. Cóż inaczej takie kobiety by się nie odczepiły. Po przekroczeniu progu Lukas zabrał dłoń z talii kobiety i ruszył do najbliższego stolika. Gdy kobieta się odezwała spojrzał na nią z uśmiechem. -Wystarczyłoby powiedzieć dziękuję...mugole czasem nie wiedzą kiedy przestać. Dopiero po chwili złapał się na tym że dziewczyna również może być mugolem, a on zarzucił tekstem znanym wyłącznie czarodziejom. Wziął kartę która przed nim leżała i otworzył ją, wypadałoby wybrać herbatę skoro tutaj zawitał.
Powrót do góry Go down



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Francja, Bordeaux > Anglia, Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 390
  Liczba postów : 94
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9403-rhaenys-mormouget-budowa#261861
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9418-rhaenys-pierwsza-tego-imienia-dziedziczka-rodu-mormouget#262118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9419-dajesz-lista-moze-ci-odpisze#262120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9420-rhaenys-mormouget#262130




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sob 6 Wrz 2014 - 23:51

Mimo tego, że pomógł jej w sprawie z mugolską staruszką nie miała do niego zbyt wielkiego zaufania. A do tego w jaki sposób. Trzeba było przyznać, że mężczyzna jest przystojny, ale Rhaenys nie jest dziwką by robić takie rzeczy z pierwszym napotkanym mężczyzną. Może miał rację inaczej takie kobiety by się nie odczepiły, ale Rhaenka pozostała nieskruszona.
Mimo że miała ochotę wydrzeć się na niego nie zrobiła tego. Dlaczego? Byli w środku mugolskiego miasta, nie mogli się zbytnio pokazywać. Taka rola czarodzieja.
Mimo swojego oporu do tego człowieka coś jej podpowiadało jednak by z nim usiąść i pogadać. I właśnie tak postąpiła. Zwróciła uwagę na to, że mężczyzna powiedział "mugol"... czyli jednak jest to czarodziej. Rhaenys nie chciała jednak się ujawniać.
- Mugol? Kto to ten "mugol"? To jakaś nazwa własna? - Zapytała udając zdziwienie. Wzięła kartę i przeglądnęła ją. Zawsze nie rozumiała skąd ludzie biorą pomysły na inne sposoby przyrządzania herbaty... Ona robiła to zwyczajnie, prosto i łatwo. Dlatego zamówiła zwykłą herbatę z cytryną. Więcej do szczęścia jej nie potrzeba.
- Masz rację, powinnam podziękować. Przepraszam cię za tamten wybuch emocji. Nie wiem co bym zrobiła tamtej pani, gdybyś ty nie przyszedł. jestem Rhaenys. - Uśmiechnęła się do mężczyzny. Wielu ludzi dziwiło jej imię. Było niecodzienne, sama nawet nie wiedziała w jakim kraju uznają te imię za normalne. Nie pytała o to rodziców.
- Czym się zajmujesz? Mieszkasz tu, w Londynie czy gdzieś dalej? - Chciała dowiedzieć się o nim jak najwięcej. Miała taki kaprys.
Gdy zamówiła wraz z Lucasem wiedziała już trochę o mężczyźnie. Czy dalej chciała udawać mugola? Niech się chłopak jeszcze trochę pomęczy.
- Masz jakąś rodzinę? - Zapytała tak znikąd, tak nagle. Dawno nie rozmawiała z kimś o tematach niedotyczących pracy. Rhaenys kochała swoją pracę, uwielbiała ją, ale czasem potrzebowała takiego luzu. A luzu nie miała odkąd skończyła Beauxbatons. Na samym początku staże, później kursy... Wszystkim tym już można było rzygać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Wto 25 Sie 2015 - 19:00

„taaaak...
naprawdę nie mogłem nie napluć mu w m
ordę”
Zaiste, ten poeta naprawdę był cudowny. Będzie musiał jakoś szerzej tego poetę, to bardziej niż pewne. Zarówno ten, jak i pozostałe wiersze, które znajdowały się w tym cieniutkim zbiorze jego twórczości, bardzo przypadły mu do gustu. Ten chyba jednak najbardziej. W końcu omal nie popluł się herbatą, dochodząc do jego puenty. Tak, takie teksty lubił najbardziej. Z pazurem i nieoczekiwanym zakończeniem. – Przepraszam serdecznie. – powiedział jedynie cicho, zauważając, że niemal wszyscy goście, siedzący nieopodal jego stolika patrzyli w tamtej chwili na niego, dość dziwnym i pełnym dezaprobaty wzrokiem. Co poradzić? No zdarza się, tak? Tak! Nawet najlepszym. Najgorzej, jeśli ktoś pomyślał, że herbata mu nie smakowała, bo to oczywiście nie prawda. Czerwony specyfik, którym właśnie się raczył naprawdę przypadł mu do gustu, a to – trzeba podkreślić – rzadkie dla jego kubków smakowych! Zdecydowanie, będzie musiał zamówić jeszcze jeden imbryczek, zwłaszcza, że ten powoli kończył się, poza tym dość poważnie tracił na cieple, a przecież zimna herbata nie należy do najlepszych. Nawet mrożona, ostatecznie nie jest kawą, prawda?
Wracając jednak. Może jeszcze półtorej filiżanki wychylił, zanim postanowił, że skusi się na kolejną. Kelnerka miała dość spory ruch, tak więc uznał, że bezpieczniej będzie to zrobić teraz. Z tego, co wykalkulował, dostanie wtedy świeżą porcję naparu nim skończy tę obecną. Taki był z niego mózg, nie ma co! Gdy ta urocza pani, obsługująca jego stolik oddaliła się, zostawiła go samego wraz z twórczością tego poety. Niejakiego Bursy. Popijając zatem swoją, mocno już letnią, herbatę wodził oczami po kolejnych wersach, krótszych i niekoniecznie, utworów. Jakieś trzy czwarte książki za nim było. Drugi imbryk już od jakiegoś czasu był w zasięgu, stary zapewne wymyty i wyparzony, mieścił kolejną herbatę. I wtedy właśnie stało się coś nieoczekiwanego.
Jego uwagę przykuwały bowiem coraz to insze rzeczy. Zaczęło się od zapachu. Bardzo ładny. Perfumy. To zdecydowanie nie był aromat herbaty, tego był pewien tak bardzo jak wyniku dwa plus dwa. Zatem..? Co to było? Albo raczej.. kto. Tak. Perfumy. Zdecydowanie. Wytrącony z równowagi, coraz bardziej zdekoncentrowany, począł śledzić oczami za źródłem tego przyjemnej woni. W końcu ją znalazł. To znaczy tak mu się wydawało. Jakaś pani. Panna. Dziewczyna. Młoda. Przechodziła tutaj przed chwilą. A teraz siedziała przy sąsiednim stoliku. To ona? Chyba tak, w końcu ludzie przelewali się dziś, ale nie aż tak stadnie. Gdy ona naruszyła niejako jego przestrzeń, poczuł ten zapach. Tak to była ona. Co tu robiła? Przyszła na herbatę, to pewne, jednak nie o to szło. Co tutaj robiła, czemu przyszła na herbatę… sama? Czemu nie z nim? Czemu zamiast iść pozować mu do zdjęć, przyszła na herbatę? Jaki był powód, dla którego odwołała randkę z nim, by przyjść tu na herbatę..? Okej, okej powód był oczywisty – nie znała go. Tyle to i ja wiem i prawdopodobnie kelnerka, oczywiście ona, goście zgromadzeni w lokalu, jej znajomi, przyjaciele, większa część świata. I to właśnie trzeba było zmienić. Musieli się znać, by już nigdy nikt nie zadał tego pytania. Dlaczego olała jego kosztem samotności i herbatki tutaj. Po kilkunastu sekundowym namyśle, czy na pewno warto, Joshua wstał, po czym bez większych już oporów zbliżył się do jej stolika. – Dzień dobry. Ja przepraszam, ale chciałem tylko powiedzieć Pani, że jest Pani bardzo ładna i nie powinna Pani siedzieć tutaj sama, aby właśnie nikt nie pomyślał, że jest Pani sama i próbował to jakoś wykorzystać, tak jak właśnie ja teraz, toteż zdecydowałem się poświęcić i uratować Panią przed ewentualnym spotkaniem z jednostką gorszego ode mnie gatunku. Tak więc. Miło mi, jestem Joshua, ale możesz mi mówić Josh. A Ty? – mówił w najlepsze, dosiadając się do jej stolika, kładąc imbryk, wziąwszy wcześniej ze swojego, lejąc jej herbatę, a na koniec podtykając pod nos filiżankę i rękę w geście powitania. Czasem odwaga popłaca. Czy tak miało być i tym razem? No cóż dowie się za chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1321
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Wto 25 Sie 2015 - 22:13

Czy miała dziś dobry humor? Zdecydowanie tak. I wręcz byłoby to niczym nadzwyczajnym gdyby nie fakt, że to właśnie dziś postanowiła się wyrwać z rodzinnego domu. Zdawała sobie sprawę, że czeka ją jeszcze dużo pracy i zapewne nie skończy tego w ciągu jednego dnia, jednak świadomość bycia wolną uskrzydlała ją. Z tej radości postanowiła wyjść trochę do ludzi. Spytacie pewnie czemu wybrała akurat tą kawiarnię... Prawda była taka, że Ori sama nie wiedziała. Idąc ulicą nie zastanawiała się nad konkretnym miejscem swojego postoju. Od tak chciała napić się czegoś ciepłego i zjeść przy okazji coś słodkiego. Było by bosko gdyby była to czekolada. Jednak zdawała sobie sprawę, iż człowiek nie może mieć wszystkiego. A może i może... W końcu ona zawsze dostawała to co chciała.
Z ociąganiem weszła do środka jednej z mijanych kawiarni. Wnętrze było przytulne, a i ludzi nie było zbyt dużo co wręcz jej odpowiadało. Na krótką chwilkę zatrzymała się w drzwiach. Szybko zlustrowała pomieszczenie w poszukiwaniu wolnego stolika. Oczywiście znalazła takowy jednak aby dostać się do niego musiała przejść lawirując między stolikami. Z satysfakcją malującą się na jej twarzy usiadła na jednym z krzeseł. Właśnie miała ściągnąć szal który założyła na swoje ramiona gdy usłyszała głos tuż obok niej. Z nieskrywaną ciekawością spojrzała na osobnika. Na swój sposób był naprawdę przystojnym mężczyzną. Jednak pierwsze co zwróciło jej uwagę były jego oczy. Zresztą jak zawsze. To na nie zwracała uwagę. Jeśli jej się nie spodobały - nie miałeś szans.
Przez dłuższą chwilę słuchała tego co mówił. Nawet ją to trochę rozbawiło. Jeszcze nigdy nie spotkała tak intrygującej, a zarazem potrafiącej ją rozśmieszyć bez trudu osoby.
-Dzień dobry. Zdaję sobie z tego sprawę aczkolwiek pierwszy raz ktoś mi to mówi w ten sposób. - delikatny uśmiech zagościł na jej ustach. - Pański ratunek wiele dla mnie znaczy. Będę dozgonna do końca naszej rozmowy. - o tak, miała zamiar porozmawiać z tym człowiekiem. Skoro się przysiadł nie miała zamiaru być nieuprzejma. A może wydarzy się coś ciekawego podczas tej konwersacji? Kto wie, niezbadane są wyroki Merlina. - Jestem Oriane ale możesz mi mówić Ori. I dziękuję bardzo za filiżankę herbaty. - upiła parę łyków trunku. Musiała przyznać, iż herbata była przepyszna. Jednak nie miała zamiaru pokazywać tego w jakikolwiek sposób.
- Co robisz w tej kawiarni i to w dodatku sam? I proszę, nie mów do mnie pani. Nie jestem jeszcze aż tak stara. - zaśmiała się lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Wto 25 Sie 2015 - 23:08

No i tak się zostaje bohaterem! Spotyka uroczą i urodziwą pannę w herbaciarni, chamsko dosiada, po czym jeszcze mówi, że to wszystko dla jej dobra. Czy on nie był genialny? Był. Cudownie być aktorem. Tak wiele rzeczy można zamarkować. Znaczy to oczywiście nie była prawda, bo przecież jego nowa towarzyszka mogła po prostu być miła. Albo postanowiła się zabawić jego kosztem, ostatecznie mnóstwo różnych rzeczy można przypuszczać. Cóż, cholera wie. Grunt, że się udało i teraz z nią rozmawiał. Ratując tym samym z ewentualnej opresji. Takim był bohaterem! A może jej się spodobał? A może? A może właśnie liczyła na to, że coś ciekawego się zdarzy. Kto wie? Ostatecznie, to raczej mało prawdopodobne, bo przecież byli w kawiarni, dodatkowo stosunkowo bezpiecznej i cichej. Zatem ewentualny deszcz meteorytów im nie groził. Podobnie jak to, że ktoś jeszcze postanowi się do nich dosiąść, choć..? Niezbadane są wyroki Merlina, jak słusznie zostało to stwierdzone. Tak, czy inaczej. Co on tu robił sam..? Dobre pytanie. – Co tu robię? A co jeśli Ci powiem, że czekam. Czekałem w zasadzie. Na jakiś obiekt zainteresowań potencjalnej większości mężczyzn, który mogliby zaatakować? Co jeśli czekałem właśnie na taką osóbkę, którą byłbym mógł uratować, ocalić z opresji nachalnych i przede wszystkim nudnych, ludzi? – spytał, darząc ją przenikliwym spojrzeniem. Nie jest jeszcze tak stara. Okej. – Dobrze, Ori. A tak poważnie, to przechadzałem się po mieście. Muszę się do niego przyzwyczaić, chciałem je nieco poznać, no i wpadłem tutaj na herbatę. A potem wpadłaś Ty. Resztę historii znasz. – dodał z uśmiechem. Kelnerka tymczasem do nich podeszła. Dla siebie wziął to samo. Już trzeci raz. Może dostanie jakąś zniżkę? Kto wie? Natomiast dla niej..? No właśnie. – A dla Ciebie? Jeśli mógłbym Ci coś doradzić, powinnaś spróbować tutejszego Roiboosa, szczególnie tego pistacjowo, pomarańczowego. Ma niesamowity smak i niezwykle przyjemny aromat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   

Powrót do góry Go down
 

Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Herbaciarnia pani Puddifoot
» Księgarnia Esy i Floresy
» Herbaciarnia Rozmarzony Hipogryf
» V piętro - Sklep i Herbaciarnia
» Herbaciarnia "Zielony Smok"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
Tamiza
-