IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zachodni brzeg jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Delft, Holandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 30
  Liczba postów : 16




Gracz






PisanieTemat: Zachodni brzeg jeziora   Nie Wrz 23 2012, 15:48

First topic message reminder :


Zachodni brzeg jeziora


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Sheffield/Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 193
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5149-jude-chelsea-jackson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5154-hey-jude?highlight=jude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5159-platon?highlight=platon




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pią Mar 29 2013, 18:33

Chwilę jeszcze zastanawiała się nad ortografią i odpowiednią wymową tego zaklęcia, w głowie nawet próbowała odtworzyć ruch ręką, ale ponieważ nie patrzyła na nikogo tak uważnie, to nie była w stanie zrobić tego porządnie. I właściwie nie wiedziała, co ma myśleć na temat tej dziwnej uwagi ze strony nauczyciela. Przecież wcale nie myślała teraz o jedzeniu. Myślała o Analu.
- Nie myślę. - Mruknęła jakby chciała się bronić. To też byłą chyba prawda. Nie myślała, ostatnio źle jej to wychodziło. Tyle sprzeczności! I dlaczego Charlie tek blisko był Anala? Ja rozumiem tą ksywkę jego, ale no...no!
No trudno, najwyżej polecą jej po punktach, które przed chwilą zdobyła Laila. Nagle obok pojawiła się jedna z tych okropnych kukiełek, z którymi Jude wcale nie chciała się jakoś bliżej poznawać. Mimo wszystko wodziła za nią wzrokiem i kiedy do połowy ożywiona laka zaczęła plątać się we własnych nogach, uśmiechnęła się, jeszcze chwila, a zaczęłaby się tak po prostu śmiać. Tak jak to miała w zwyczaju, jakby wszystkie jej zmartwienia wyparowały. Chociaż, może jeszcze nie wyparowały. Zamarzły. Ponownie machnęła różdżką i udało się. Woda zamarzła, a ona mogła odetchnąć z ulgą. Stała nad zimną taflą i przyglądała się swojej smutnej twarzy. Zdecydowanie nie powinna tak wyglądać. Nie powinna się tak zachowywać. Ponownie spojrzała na Alana. Lekko zdziwiona, bo naprawdę nie rozumiała, dlaczego cała ich trójka, z Lailą, która właściwie mało krzywdy wyrządziła, na czele sądzili, że jest wściekła.
- Nie jestem wściekła. Nie jestem nawet zła. Stało się, nic już z tym nie zrobisz. - Wzruszyła ramionami i schowała różdżkę do kieszeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pią Mar 29 2013, 18:35

Świetnie... Więc utknęła tu z niedoszłą żoną brata, a jej bratową z bratem i ogólnie z Cornelią, która nie współpracowała i nie zgodziła się stąd wyjść. I co biedna Howett ma zrobić? Gdyby miała tutaj komórkę z mugolskiego świata to zadzwoniłaby do Herki błagając o pomoc i truskawki w czekoladzie (ta zachcianka to taka ciążowa, ale cóż... Może Howett też nosiła w sobie pasożyta?). Wzruszyła ramionami i wszystko zaczęło ją denerwować.
- Em. Corni, nie wiem. Nie patrzę tak na nauczycieli, choć nie wykluczone, że może być idiotą. Uśmiechaj się. - I tyle z jej mądrych rad. Po prostu wiedziała, że nie ma co walczyć z wiatrakami. Zawsze mądrzejsi, fajniejsi i ogólnie och ach ech! Cudowne... Szkoda tylko, że byli swoimi jednoosobowymi fanclub'ami... Ale na razie nie chciała nikogo obrażać. Nie po to tu przyszła... Zanim zdążyła odkryć, że jej brat do niej przemawia, to wtedy się okazało, że nauczyciel poszedł już go obmacywać. A Jude z miną: "zostaw, to moje mięso!" już chyba miała ochotę kogoś zajeździć. Ale to nic. W takiej sytuacji zignorowała tego człowieka i przeszła do neutralnej rozmowy z koleżanką, której dawno nie widziała. Przecież trzeba nadrobić zaległości i ogólnie wspólnie wypić kilka drinków.
- E. Nie. Wszystko w porządku. Zaufaj mi. - Chociaż te dwa ostatnie słowa powinny zostać wykreślone chociażby dlatego, że brzmiały teraz co najmniej nietaktownie w świetle tego kim była... Kłamcą i krętaczką przede wszystkim, ale może nie wszyscy tak uważali? Jeśli sama do siebie nie będzie miała szacunku to kto jej go okaże. Uśmiechnęła się słabo do Corneli próbując jeszcze uratować skrawek humoru, który się w niej tlił.
- Hm. W porządku. To jak coś to jesteśmy umówione. - Przesadny entuzjazm, który miał bić z tej wypowiedzi został zabity przez pustkę. Witamy w Wariatkowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Bristol
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pią Mar 29 2013, 18:47

jedyneczka <\3

Ależ oczywiście, co tam szkodzi spróbować jeszcze raz! W przypadku Clary z pewnością można to powtarzać jeszcze co najmniej trzydzieści razy, bez gwarancji, że za trzydziestym pierwszym się powiedzie, ale cóż, nadzieja umiera ostatnia.
Trochę się zdziwiła kiedy nauczyciel tak przeczesał jej włosy, ale nic nie powiedziała, bo po pierwsze nigdzie w pobliżu przecież nie było Danielka, więc nikt by się nie oburzył, a po drugie, jednak chciała, żeby ktoś pomógł jej opanować te zakichane zaklęcia, które nijak nie chciały jej wychodzić. Później to właśnie taki wstyd przed wszystkimi, jak przegrywa się pojedynek z najlepszą przyjaciółką, a wynik to 5:1. Talent i pasja z Clary to aż biły, no naprawdę. Odwzajemniła uśmiech, który posłała jej Jude. Ach, jak miło, że nie tylko jej woda tak zabulgotała!
- Glacius- postąpiła zgodnie z zaleceniami nauczyciela, starała się trzymać różdżkę pewniej, wykonała nią lekki ruch do przodu, ale cóż za smuteczek, nie udało jej się. Z różdżki wysypał się tylko snop iskier, na co Clara odskoczyła, automatycznie ją upuszczając. Kiedy pierwszy szok (dobra, nie oszukujmy się, to nawet nie było zdziwienie) minął, dziewczyna z głębokim westchnieniem podeszła do różki i podniosła ją z ziemi.
- Chyba powinnam zostać cofnięta do pierwszej klasy, no jaaaaa - westchnęła poirytowana, już naprawdę miała dość tych ciągłych niepowodzeń. Ech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 150
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5325-charlie-brown
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5331-relacje-czarliego-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5326-charlie-brown




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sob Mar 30 2013, 13:27

Charlie rozglądał się wokół. Okej, dzisiaj chyba już nikt nic nie zrobi, nikt nowy nie dojdzie.
Po raz kolejny rzucił spojrzenie na wyniki uczniów, rzucających zaklęcia. Był pewien, że zaklęcie jest na tyle proste, że wszyscy dadzą radę, ale może mógł zacząć od teorii.
Wyciągnął pióro i kawałek pergaminu, na którym zaczął spisywać nazwiska obecnych. Cornerlia Villiers, Jude Jackson, Clara Hepburn, Laila Howett, Alan Howett...

-Okej młodzieży, na dzisiaj wystarczy! Dzięki bardzo za przybycie, wkrótce spotkamy się znowu. Wszyscy obecni zyskują po 5 punktów dla swojego domu, a panny Villiers i Howett zyskują dodatkowe 10 za prawidłowo wykonane zadanie. Dziękuję - zakończył i machnął różdżką w kierunku zamarzniętej wody, która natychmiastowo zmieniła się w ciecz. I to by było na tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Skąd : Kilkenny, Irlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 18
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5626-sheila-o-brian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5655-kompletnie-was-wszystkich-nie-ogarniam#163214
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5656-sheilowa-korespondencja#163224




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pon Maj 20 2013, 22:22

Borze wszechlistny, ci ludzie dookoła to by tylko o magii gadali, no jak tak można. Idziesz korytarzem, a tam co druga osoba chwali się, ile to punktów zdobyła na ostatnich zajęciach z transmutacji albo innej obrony nad bardzo czarną i bardzo mroczną magią, czy jak to się tam nazywało. Jak już dzielą się między sobą swoimi spostrzeżeniami na temat jakiegoś zespołu, ten musi być złożony z samych czarodziei, to samo z filmami czy spektaklami teatralnymi — wszystko było kompletnie niemugolskie, przytłaczało ją jak diabli i w ogóle to sprawiało, że jej się niedobrze robiło. Masakra jakaś, bite pięć lat siedzieć po pas w czymś takim i nie móc się wygrzebać, serio. Tracenie orientacji przez te kilkadziesiąt miesięcy opanowała do mistrzostwa, gorzej z szybkim przywróceniem jej, niestety.
W sumie to nawet na terenie szkoły się gubiła, jeśli nie szła do Pokoju Wspólnego, bo tak to nogi jej się jakoś tak dziwnie plątały, na ściany wpadała, kręciła się dookoła własnej osi i błądziła po prostu, opcjonalnie panikowała na środku korytarza, nieudolnie próbując przywrócić się do porządku.
Tak ogólnie, to najchętniej pojechałaby do domu i już tam została, bo tam jest brat, tam jest dobra herbata i dużo cukru, nawet stały dostęp do Internetu się znajdzie. A tu to dupa. Tylko by się różdżką machało, opcjonalnie na pergaminie coś krzywym pismem bazgrało. No albo czytało, ale to tylko te książki, co to się rodzicom udało pocztą wysłać jej na święta, bo reszta to tylko o zaklęciach traktuje, no.
W każdym razie, to jej się sowa zgubiła. Popierniczona płomykówka co się zawsze na wszystkich krzywo patrzy (zjem wasze dusze, skurwysyny, czy coś takiego) i jakoś tak dziwnie głowę trzyma, poleciała sobie hen daleko w najmniej oczekiwanym momencie. No i wyszło na to, że nawet listu napisać nie mogła (to znaczy, w sumie to mogła, ale przecież i tak by nic z nim nie zrobiła, bo zanim sówka by wróciła, już dawno rozkładałby się gdzieś w koncie dormitorium, zupełnie zapomniany, samotny, niekochany...). I to było dziwne.
Bo w sumie to wiele mogła, ale jej się albo nie chciało, albo migała się od wykonywania jakichkolwiek czynności poprzez argument ale to przecież zbyt magiczne! Głupio tak trochę, nie? No właśnie. Ale tak wyszło, trudno się mówi. A Shy to chyba ma ADHD, bo na tyłku usiedzieć nie umie i jak nie ma konkretniejszego zajęcia od liczenia wys na suficie wspólnej sypialni Krukonek, to sobie łazikuje tu i tam, a potem to się gubi jeszcze na dodatek, więc jest zmuszona koniec końców, późnym wieczorem, prosić prefektów o odprowadzenie.
Zrobiła wyliczankę (no dobra, nie zrobiła) i padło na błonia. Wiało tam jak diabli, także chudzinka jedna dygotała na całym ciele, ale pal to licho, bezcelowy spacer dobra rzecz, nawet jakby miała ryzykować zapaleniem płuc. Tak czy inaczej, pałętała się teraz nieopodal jeziora i przeklinała pod nosem na swój zdradziecki zmysł orientacji.
No ale było całkiem nieźle. Była sama. Lepsze to, niż słuchanie jakichś przemądrzałych czarodziejów, o właśnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 27
  Liczba postów : 40




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Wto Maj 21 2013, 03:18

Tyle ludzi chodzi po tym Hogwarcie, narzekając na życie. Anorektycy, sadyści, mordercy, narkomani, piromani, o najróżniejszych rasach, preferencjach seksualnych czy innych rzeczy, a jeszcze Favian nie spotkał nikogo kto najzwyczajniej w świecie nie mógł się przyzwyczaić do magicznego świata. A przecież żyjąc jak mugol, w dobie komputerów, telefonów, czy nawet zwyczajnych długopisów, musiało być trudno przystosować się do nowego życia. W końcu sam Whinery na początku był przekonany, że świat magiczny nie istnieje, a list do Hogwartu wziął za kiepski żart swoich znajomych. On jednak, nieszczęśliwy w świecie mugolskim, odnalazł się tu bez problemu, jakby trafił w końcu do domu, w którym jest lepiej niż jego własnym. Pozostawił wszelkie wspomnienia po świecie mugolskim, w którym spędził tak długi okres, wtapiając się od razu w swoje nowe życie. Niepojęte jak długo mógł ktoś się przyzwyczajać do nowej rzeczywistości i na dodatek, wciąż się w niej nie odnajdywać!
Kiedy po raz pierwszy Favian poznał Sheilę ogarnął, że coś jest nie tak. Chociaż wydawała się raczej pewna siebie, bardzo spoko, miał wrażenie, że była jakaś niepewna. A to dlatego, że był mistrzem psychologii, nie? W końcu nie obiera ludzi ze skóry, bo mózgi są za łatwe na rozpracowywanie. Dobra tak serio, może takim królem umysłu nie był, ale co tam.
W każdym razie dzisiejszego dnia Whinery postanowił połazić sobie ze swoim zwierzęciem z ONMS. Wylosował on na lekcji jakiegoś niebieskiego ptaszka, którego nie mogę sobie przypomnieć nazwy i nie chce mi się jej za bardzo sprawdzać. Zwierzak był naprawdę świetny, ładny i… niesamowicie nudny. A ponieważ Favian ogólnie się odrobinę nudził w pokoju wspólnym, zajmowanie się nim wcale nie sprawiało mu wyjątkowej rozrywki. Dlatego w końcu postanowił wziąć klatkę, podreptać do zakazanego lasu i najzwyczajniej w świecie (tak przecież robią chyba normalni ludzie), poszukać w ziemi jedzenia dla swojego zwierzaka. Tak więc klęczał gdzieś na brudnej ziemi i wygrzebywał bardzo obleśne robaki, sprawdzając, czy ptaszek zje wszystko cokolwiek podsunie mu Whinery. Naprawdę, bardzo mądre. Zdążył się jednak zmęczyć dość i spocić, więc ściągnął sweter i podciągnął rękawy koszuli i wtedy zauważył, że jest cały ubabrany. Niesamowite. Jasne spodnie też na kolanach wyglądały żałośnie. Z westchnieniem wziął klatkę i postanowił pójść nad jezioro, gdzie chociaż przemyje ręce najpierw. Zostawił na brzegu klatkę i sweter, po czym podszedł do wody, by obmyć trochę swoje czarne dłonie. Kiedy to robił zobaczył wychudzoną dziewczynę, która dreptała sobie wokół jeziora. Wyprostował się, by zobaczyć kto to i przez chwilę zastanawiał się, czy nie udawać, głuchego, niemego, czy coś w tym stylu i wrócić do mycia rąk. Zrezygnował jednak z tego pomysłu i machnął jej lekko wciąż trochę brudną ręką. Ale co miał powiedzieć, był taki ufajdany brzydko, na dodatek O’Brian jego zdaniem była interesująca. Wyglądała inaczej, zachowywała się inaczej, chociaż była sporo od niego młodsza i tak uważał, że jest fajna. Kto wie, może jeszcze do wszystkich jego wad, był też pedofilem.
- Zgubiłaś się? – zapytał w końcu, powiedzmy, że przypominając sobie jak gdy się spotkali za trzecim, czy czwartym razem praktycznie odprowadzał ją do ich wieży, bo ona wydawała się zupełnie nie ogarniać gdzie jest. Próbował też skupić się na próbie nawiązaniu normalnej rozmowy, a nie tym jak chuda jest dziewczyna naprzeciwko niego i jak bardzo chciałby wiedzieć czy pod skórą od razu będzie widać kość oraz jak niewiele byłoby tam mięśni. Uroczy chłopak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Skąd : Kilkenny, Irlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 18
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5626-sheila-o-brian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5655-kompletnie-was-wszystkich-nie-ogarniam#163214
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5656-sheilowa-korespondencja#163224




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Wto Maj 21 2013, 22:55

Krążyła sobie bez celu dookoła jeziora, myśląc nad tym, jak wróci. Bo zamek niby widziała, nawet był dość blisko, ale tak, jak drogę do Pokoju Wspólnego znała, tak jej wiedza ograniczała się tylko do niektórych miejsc, od jakich mogła zacząć. W zasadzie, to miała pojęcie o tym, jak trafić stamtąd do biblioteki, Wielkiej Sali i kilku klas, w których najczęściej miała lekcje. A tak to szła zwykle z tłumem, ukradkiem trzymając kogoś znajomego za brzeg szaty, co by jej chudego ciała nie zniosło na sama tyły motłochu, albo coś takiego. W każdym razie, nie dość, że się telepała jak galareta, a na skórze pojawiły jej się krostki od wszechogarniającego chłodu, to jeszcze ja nogi bolały od tego piekielnie wyczerpującego spaceru, o właśnie.
Bo tak w sumie to Sheila nigdy nie miała dobrej kondycji. Zawsze szybko się pociła, zawsze szybko zaczęła dyszeć i wywalać jęzor na zewnątrz, ale jak już się uparła, to robiła nawet brzuszki, i to ze dwadzieścia pod rząd co ileś tam. Bo tak. Dla kaprysu. Żeby marudzić nad swoim zmęczeniem i już nazbyt chudym ciałem (JEŻU, NAWET GDYBY CHCIAŁA SIĘ ODCHUDZAĆ, TO NIE MIAŁABY Z CZEGO, tak bardzo wielki smutek), a nie nad czarodziejami i ich magicznymi zabaweczkami albo innym niemugolskim szajsem.
No ale jak zobaczyła, że ktoś do niej macha, i że ubabrany jest z lekka ziemią, to się przeraziła, że już po nią grabarz jakiś przyszedł, bo bardziej jak kościotrup wygląda i w sumie to do trumny pasuje jak ta lala — ale miała (chyba/prawie/w sumie to raczej nie) szczęście, to tylko Favian. Wprawdzie czubki butów jej się biły w rozmokłe podłoże i prawie wyrżnęła orła, ale nie było źle. Nawet wygrzebała się z ziemi i zdobyła się na kilka kroków w jego stronę.
Bo Favian to był spoko. Był dziwny, ale był spoko. Albo przynajmniej tak jej się wydawało, bo jak z nim rozmawiała, to mało raczej mówił i się uśmiechał, jakby jej normalnie przytakiwał, czy coś. I to było okej, bo ona lubiła, jak komuś jej się gadka podobała albo przynajmniej nie wydawała się nurząca przez to przeklęte marudzenie i normalnie miała plus sto do samozadowolenia. A on się pewnie zastanawiał wtedy, jakby wyglądała obdarta ze skóry. Milusio.
Zmarszczyła lekko brwi, siląc się na poważna minę.
— Nie. Absolutnie nie — oświadczyła twardo, ale zaraz jej wyraz twarzy zmienił się na kompletnie nieogarniający, kiedy mocniej zawiał wiatr i prawie ją do jeziora wrzucił. Barbarzyńca jedne, kto to widział spychać biedne dziewoje do zimnej wody. — Chociaż w sumie to tak. Trochę. Trochę bardzo. No i mi zimno. I głowa mnie boli. I brzuch też. I nogi. W ogóle, wszystko mnie boli. I katar mam. I zimno mi. I głodna jestem. Zimno jest. Ogólnie to w sumie jest jak zawsze. Ale jest zimno. — Wzruszyła ramionami, krzyżując ręce na poziomie klatki piersiowej. — A co u ciebie, ubabrańcu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 27
  Liczba postów : 40




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Wto Maj 21 2013, 23:28

Spoko, nie każdy musiał mieć dobrą kondycję. Najwyżej Favian będzie ją kiedyś nosił do klasy, czy coś w tym stylu. Chociaż tez pewnie się zadyszy strasznie i będzie umierał, nawet z takim kościotrupem na plecach, ale doniesie. I chyba powinna dziękować komuś tam na górze, że jest taka chuda, a nie narzekać nieustannie. Ale chyba ona po prostu lubiła to robić i nie lubiła jak wszystko było spoko.
I w zasadzie nie pomyliła się za bardzo, bo machał jej syn grabarza, ale spokojnie nie zamierzał jej grzebać, ani przymierzać do trumny. Co prawda z chęcią rozciąłby jej szczupły brzuch i patrzył jak krzyczy, a potem mierzył długość jelit, ale nie ma czym się martwić. Nie zrobi tego z pewnością w najbliższym czasie. A szczególnie nie jej. Whinery uśmiechnął się lekko, widząc jak dziewczyna o mało nie wylądowała na ziemi, kiedy zagrzebała się w tym jeziornym błotku i może podszedłby jej pomóc, czy coś, ale i tak na niewiele by się mu zdało, bo złapałby ją brudnymi łapskami, to jeszcze miałaby do niego jakieś pretensje czy coś. Dlatego poczekał na nią tam gdzie stał, w międzyczasie ogarniając dłonie, by czyściutkie były.
No tak, Sheila była naprawdę idealną osobą na myślenie o takich rzeczach. Po prostu aż samo mu się nasuwało wszystko na myśl, kiedy stała przed nim taka wychudzona, marudząca, zziębnięta. Trudno było się powstrzymać. Mógłby zbadać szczegółowo każdą kość, a potem zabrać się do układu krwionośnego, albo na odwrót. Szczególnie, że ona nie posiadała zwodniczej umiejętności ligilmencji, więc nie miał się czym przejmować.
Uniósł brwi, kiedy twardo oświadczyła, że oczywiście się nie zgubiła, a kiedy okropny wiatr zawiał, a ona zaczęła się turlać w stronę jeziora, on automatycznie niczym rycerz podszedł dwa kroki i złapał ją za ramię, żeby się chociaż nie wywaliła biedaczka. Miał jednak mokrą dłoń, więc zostawił jej wilgotny ślad na ubraniu.
- Przepraszam- powiedział szybko ją puszczając i patrząc na mokre miejsce, po czym przeniósł wzrok, by wysłuchać krótkiej tyrady Krukonki. Już pogubił się w tym wszystkim co ona powiedziała i nie ogarniał co jej jest, pamiętał tylko słowo zimno.
- Nudziłem się. Karmiłem moje zadania na ONMS. Dlatego wyglądam jakbym tarzał się w błocie – wytłumaczył pokazując palcem na klatkę z niebieskim ptaszkiem stojącą nieopodal i sam na niego zerknął.
- Co zamierzasz teraz zrobić, skoro świat okazał się być taki niesprawiedliwy?- zapytał, po czym sięgnął po swój sweter, by podać go zziębniętej dziewczynie, po czym wyjął jeszcze różdżkę, mruknął Bullae, więc stworzył bańkę wokół nich, która zatrzymuje ciepło. Dlatego wiatr przestał wiać wokół nich i przestało być tak chłodno, a z czasem pewnie mogli się ogrzewać w tej szalonej bańce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Skąd : Kilkenny, Irlandia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 18
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5626-sheila-o-brian
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5655-kompletnie-was-wszystkich-nie-ogarniam#163214
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5656-sheilowa-korespondencja#163224




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sro Maj 22 2013, 20:23

— Nie no, spoko — mruknęła zaraz po swoim wywodzie, wbijając wzrok w mokre miejsce. Trochę jej tam bardziej wiało, w ogóle to w całym tym zimnie, to tam akurat było super strasznie lodowato, no ale trudno, chciał dobrze, a chęci się podobno liczą najbardziej. Potem spojrzała przelotnie na klatkę, którą wskazał, i się skrzywiła. I normlanie wyglądała chyba jeszcze drobniej niż zwykle. I jeszcze szpetniej, ale to tak przy okazji tylko. W każdym razie, fuj, to było magiczne. I obrzydliwe, jej bardzo skromnym i wcale nie aż tak istotnym zdaniem. Chociaż w sumie to nie. Skinęła głową w ramach czegoś w rodzaju podziękowania i wzięła jego sweter. Był taki fajny, nawet całkiem miękki i cieplutki, to się nim owinęła i chyba wyglądała jak jakaś gąsienica od podbródka po uda, bo dalej to jej wystawała końcówka spódnicy i chude nogi.
Co zamierzała zrobić? Wzruszyła ramionami. Jej zdaniem to świat zawsze był taki niesprawiedliwy, zawsze wszystko było do dupy i aż ją ta dupa zresztą od tego bolała. Jak żyć, jak żyć?
— Pewnie sobie jeszcze trochę pomarudzę. Trochę bardzo. Pewnie będę się powtarzać wiele razy, ale mniejsza o to. Marudzenie jest spoko. Jak nie będę marudzić, to pewnie umrę. W ogóle wszyscy umrzemy, koniec świata będzie. Chcesz posłuchać? Tak swoją drogą, fajny bajer taka bańka. Ale jest magiczny. To dupiato. Niszczy wszystkie jej pozytywne cechy, to smutne. Nie lubię niemugolskich rzeczy, wiesz? W ogóle magii nie lubię. Dziwna jest. Jak byłam mała, to czytałam dużo książek fantastycznych, no i tam magia była okej, ale tak normalnie to nie jest. Czarodzieje w ogóle są dziwni. Ja jestem dziwna, ty jesteś dziwny, ona też jest dziwna, wszyscy są dziwni. Masakra jakaś — mruknęła, pod koniec swojej wypowiedzi zataczając krąg ramieniem, tak żeby mniej-więcej wiedział, o której dziewczynie mówi. — Chyba jestem nieuprzejma. Zapytałam, a nawet nie czekałam na odpowiedź. Dostałabym za to po dupie od babci. Pewnie się teraz w grobie przewraca, że ja to taka niewychowana jestem i w ogóle, savoir vivre jest z mojej perspektywy zbędny, jaka ja zła.
Tak w sumie to dziewczyna lubiła babcię. Babcia była spoko. Dawała jej cukierki, kiedy rodzice się na nią złościli, nie odzywali i, oz grozo, nie pozwalali na słodycze, a jak brat ciągnął ją za warkocze albo przeżywał, to go prała po tyłku. Ale babcia zmarła, dwa czy trzy lata temu, więc już nie musi się z marudną wnusią użerać, w ogóle to musi jej być teraz super przyjemnie, bo dobrym była człowiekiem, czy jakoś tak. No a Sheila była na nią w związku z tym zła, no bo kto to widział, żeby umierać tak wcześnie, zaledwie rok przed setką, co? No właśnie, tak nie może być. Zwłaszcza, że teraz nie ma kto jej bronić przed mamusiną złością albo tatusinymi wyrzutami. Albo bratowymi idiotyzmami. W ogóle nie ma kto jej bronić, to smutne. Musi sobie poszukać nowej tarczy, takiej wyrozumiałej, co wysłucha, co przytuli nawet, co jej załatwi grzejnik, co będzie takim drugim 36,6 obok, takim co się nie będzie na nią złościć i w ogóle będzie ja kochać. Jak babcia.
A tak w ogóle, to ją chyba trochę drażniło to, że musiała zadzierać głowę, jak z nim rozmawiała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28620
  Liczba postów : 31689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Wto Paź 08 2013, 20:27

I uwaga uwaga, oto rozpoczynamy trzecią rundę naszych tajniackich rozrywek bludgera! Tajny Cwaniak Organizator porozsyłał do losowo dobranych w pary zwycięzców pierwszych rund następne wskazówki, nakazujące stawić się delikwentom w podanych miejscach i o podanym czasie. Dalsza część bitwy o niesamowitą nagrodę i chwałę na wieki, rozpoczęta!
Na polance zagrają: Teddra Manseley oraz Deven Quayle
Zasady bludgera tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Kanada, Montreal
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 106
  Liczba postów : 278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5481-teddra-manseley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5487-teddy-bears
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5492-tedtedtedted#159646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7194-teddra-manseley#204412




Moderator






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Wto Paź 08 2013, 21:22

Bludger! Teddra naprawdę uwielbiała tę niesamowitą grę. Ostatnio równa prała australijskie tyłki i wręcz nie mogła się doczekać kolejnej okazji do tego! No dobra, było jej trochę smutno, że Riley od niej tak mocno oberwał, a Manseley nie okazała się za dobrą partnerką na randki, ale cóż, życie. W każdym razie miała nadzieję, że będzie kontynuować szczęśliwą passę i może trafi znowu na jakąś sierotę w stylu ostatnio poznanej Sheri. Ted akurat leżała sobie na łóżku w dormitorium, przeglądając jakieś notatki na następne zajęcia. Bo nie wiem, czy ktoś pamięta, ale tutaj czasem uczniowie się też uczą, taka tam ciekawa informacja, o której chyba mało kto pamięta w tych czasach! Powiedzmy, że Teddra czytała sobie na temat historii czarów i odrabiała pracę domową. To naprawdę niesamowite, że jeszcze nigdy moje postanie nie robiły coś tak teoretycznie normalnego. Jestem wprost zaskoczona, że udało mi się na to wpaść!
Przerywając swoje popadanie w jakiś samozachwyt i wracając do Teda, dziewczyna zerwała się z łóżka. Chciała już wybiegać w wyznaczone miejsce, ale zorientowała się, że jest na pewno odrobinę zimno na dworze. Dlatego opuściła nogawki swojego szerokiego dresiku i szybko przeleciała pokój w poszukiwaniu swojej ciemnozielonej kurteczki, w wojskowym stylu. Z ukoronowaniem wyjęła swoją miotłę oraz złapała pałkę i tłuczek. Po chwili zastanowienia po prostu otworzyła okno w dormitorium, wsiadła na miotłę i wyleciała przez nie, zamykając je za sobą zaklęciem. Swoją drogą nie wiedziała, ze czy takie wylatywanie jest w ogóle legalne, ale co tam. Przez chwilę latała wokół jeziora, próbując zorientować się który to jest zachodni brzeg jeziora, bo przecież nie miała kompasu w oczach. W końcu wybrała najbardziej prawdopodobne miejsce i zaczęła związywać włosy, oczekując na jakiegoś Australijczyka, którego będzie mogła skopać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2284
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 742
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Moderator






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Wto Paź 08 2013, 22:26

Szedł spokojnym, równym krokiem, pozwalając myślom szybować gdzieś w przestworzach. Lubił tę jasność, klarowność umysłu, kiedy wszystko zdawało się przepływać jakby obok niego. Wydawało się, że jest idealnie zsynchronizowany z naturą, zresztą tak właśnie powinno być. Człowiek nie jest władcą przyrody, ale jej integralną częścią, składową, tyle że nieco bardziej destrukcyjną niż wszystkie inne. Odetchnął głęboko, przymykając na chwilę oczy. Zabawne, tutaj nawet powietrze smakowało zupełnie inaczej, chociaż Deven nie potrafił określić, na czym ta różnica polegała. To był bardziej instynkt niż cokolwiek innego.
Nie był nawet zdenerwowany. Emocje zepchnął gdzieś na samo dno świadomości, koncentrując się na stawianiu analizowaniu różnic między angielskim a kanadyjskim powietrzem. Kanadyjskie wygrywało. Zdecydowanie. Nie spodziewał się rywalizować z nikim z własnej drużyny. Właściwie nie wiedział, dlaczego, ale wydawało mu się logiczne, że będzie to jeden z Krabów albo Znikaczy. Ku jego zdumieniu na brzegu jeziora stał nie kto inny tylko Teddra we własnej osobie. Przez chwilę rozważał, jak się z tym czuje, ale nie czuł absolutnie nic, bo pewnie Manseley nie miała z tym specjalnego problemu. Pewnie też zakładała, że da młodszemu bratu swojego przyjaciela i współlokatora niezły wycisk, ale Deven nie należał do osób, które się łatwo poddają. Skoro przeszedł eliminacje, teraz da z siebie wszystko, taki był!
- Cześć, Ted. To co? Wskakujemy na miotły- rzucił lekkim tonem. Już po chwili oboje unosili się w powietrzu. Tłuczki poszły w ruch. Deven poczuł, jak krew zaczyna mu szybciej krążyć i nawet się nie zorientował, kiedy wredna piłka poszybowała w jego kierunku. Trzasnął ją z całej siły i ku swojemu zaskoczeniu zobaczył, że nie tylko trafił, ale w dodatku trafił prosto w głowę i Ted dość zgrabnie ześlizgnęła się z miotły i runęła na ziemię. Deven zaklął szpetnie i wyciągnął swoją różdżkę.- Wingardium leviosa!- zaklęcie co prawda złagodziło upadek, wręcz mu zapobiegło, bo Manseley wylądowała mięciutko na trawie, ale z pewnością nie uleczy to jej ego. Quayle zeskoczył z miotły i ukucnął przy niej, delikatnie poklepując ją po policzku.- Ted...? Ted, żyjesz?- nie bardzo go obchodziło, że oto właśnie wygrał pojedynek. Znaczy w tej chwili, bo zaraz pewnie szalenie się ucieszy, ale na razie bał się o Teda.


6!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Kanada, Montreal
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 106
  Liczba postów : 278
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5481-teddra-manseley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5487-teddy-bears
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5492-tedtedtedted#159646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7194-teddra-manseley#204412




Moderator






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sro Paź 09 2013, 02:32

Ted nie miała nigdy takich przemyśleń jak Devan. Nie obchodziła ją natura i takie tam bzdury. Obecnie próbowała zatopić się w swojej kurtce, robiąc parę obrotów na miotle, w nadziei, że jakoś w ten sposób się rozgrzeje. Bardziej irytowała się tym, że jej chłodno, a nie całą rozgrywką. Chociaż już nie mogła się doczekać swojego przeciwnika.
Kiedy zobaczyła kierującego się w jej stronę Devana na początku nawet nie przypuszczała, że mógł tu przyjść grać. Uniosła do góry pytająco brwi i kiwnęła mu głową, już chciała zapytać co tutaj robi, kiedy zorientowała się, że to musi być jej przeciwnik.
- O nie, co ty tutaj robisz? Myślisz, że wykasowaliśmy całą Australię, że musimy przeciwko sobie grać? – zapytała niezadowolona, kiedy wchodził na miotłę. W końcu to co innego pokonywać swoich naturalnych wrogów, a co innego takiego młodego Quayle’a. Chciała skopać innym tyłki, a nie swoim ziomkom z drużyny. Dlatego raczej niechętnie podeszła do tej rozgrywki machając pałką luzacko i nie przykładając się do wszystkiego tak jak powinna. Kiedy tłuczek poszedł w ruch, Ted przyjęła pozycję i kiwnęła głową na jego pytanie.
Szczerze mówiąc Manseley była przekonana, że Dev nie będzie tak agresywny jak jej brat. Spodziewała się, że dostanie w ręce, nogi, ale nie przypuszczała, że Quayle od razu przepuści atak prosto na jej głowę. Tak bardzo nabrała się na jego miły charakter, że zapomniała o jakiejś pradawnej woli walki, czy innym duchom, które mu pomogły i sprawiły, że agresywnie zaatakował Teda trafiając idealnie. Manseley zrobiło się ciemno przed oczami, puściła swoją miotłę, by osunąć się zgrabnie  na ziemię. Leciała z dość dużej wysokości, całe szczęście upadek był złagodzony przez Quayle’a. Mimo to leżała jeszcze chwilę na ziemi, nieprzytomna po tak mocnym spotkaniu z tłuczkiem. Dopiero potem zaczęły dochodzić do niej jakieś głosy i powoli otworzyła oczy, próbując uzmysłowić sobie, że to na pewno jeden Devan, nie trzech.
- Kurwa, ja pierdolę – mruknęła próbując wstać, ale bardzo kiepsko jej poszło i z jękiem osunęła się na ziemię. – Zabierz mnie do dorimotirum, tylko nie do SS – wybełkotała z trudem łapiąc się Indianina, by pomógł jej jakoś wstać. Chciała jak najszybciej gdzieś się położyć, a w skrzydle już wystarczająco dużo osób siedziała po bludgerze. Na pewno już się czegoś domyślają, a Ted nie chciała mieć żadnych problemów z tego powodu.  Nie przejmowała się póki co przegraną. Przynajmniej dobrze, że to ktoś z Kanady, a nie innej drużyny. Ktoś z nich chociaż przeszedł dalej, nabijając jej siniaka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2284
Dodatkowo : szukający, kapitan, prefekt fabularny
  Liczba postów : 742
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Moderator






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Czw Paź 10 2013, 21:59

Cóż, jeśli Teddra była w stanie przeklinać, był to nieomylny znak, że tragicznie nie jest. W każdym razie taką nadzieję miał Deven, który bez ociągania się pomógł jej wstać, sumitując się trochę, ale nie za bardzo, w końcu już tak ta gra wygląda i Ted dobrze wiedziała, w co się pakuje. Tak przynajmniej sobie powtarzał, holując ją dzielnie przez błonia i zastanawiając się, czy to aby na pewno dobry pomysł, żeby zawlec ją do mieszkania zamiast do Skrzydła Szpitalnego. Spojrzał kątem oka na poturbowaną dziewczynę i zdecydował, że wykłócanie się z nią nie ma większego sensu. Lubił ją szczerze i było mu przykro, że tak ją potraktował, ale... ale tak wyszło! W końcu to nie od wybierał sobie przeciwnika, ktoś ich ustawił w ten sposób i tyle! Odetchnął głęboko, zastanawiając się, czy ma jakieś zioła, które złagodziłyby ból i sprawiły, że wielki guz na głowie Manseley szybko zniknie.
Znając Rivera i jego pociąg do wszelkiego rodzaju roślinek, których używał w niewłaściwy sposób, w każdym razie według Devena, w mieszkaniu powinno się coś znaleźć. Tak, teraz najważniejsze to doholować biedną Teddrę do jakiegoś zacisznego miejsca, zrobić okład i dopiero potem pozwolić sobie na cichy, wewnętrzny triumf. Po chwili do umysłu Devena dotarło, że Manseley mówiła coś o dormitorium, a przecież mieszkała razem z Riverem w przytulnej kawalerce, której im szczerze zazdrościł. Do żeńskiego dormitorium i tak by nie wszedł, a to znaczy...
- Mam cię zabrać do mojego dormitorium?- upewnił się Quayle, chociaż pytanie o takie detale osoby, która dosłownie lała się przez ręce nie wydawało się najlepszym pomysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Stirling, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 556
  Liczba postów : 266
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7370-logan-darren-ruthven
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7389-ten-fajniejszy-blizniak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7390-lisciki-milosne-logana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7391-logan-d-ruthven




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pon Kwi 07 2014, 17:32

Zabrał ją więc z daleka od żenującej muzyki w miejsce, które nie było zbytnio oddalone od centrum wydarzeń, ale i jednocześnie zapewniało im odrobinę prywatności. Stwierdził, że tak byłoby najlepiej, bo gdyby przecież nie chciała z nim rozmawiać to zawsze mogłaby wrócić na zabawę, a nie zgubiłaby się, przecież z Zachodniego brzegu jeziora było widać całe to skupisko hałaśliwych ludzi. Ich rozmowa nie zapowiadała się zbyt ciekawie, a Logan jak nigdy czuł na sobie ogromną presję. Będzie brał udział w takiej rozmowie… to było krępujące, bo widzicie, musiał przemóc się i opowiedzieć Echo coś, czego nie wiedzieli jego najlepsi przyjaciele. Nie lubił się zwierzać, aż tutaj nagle musiał to zrobić, bo wiedział, że w przeciwnym wypadku mógłby ją stracić, a ta myśl sprawiała, że po plecach przebiegały mu dreszcze, nasyłając na skórę gęsią skórkę.
Wreszcie się zatrzymał i odwrócił w stronę Echo, wsuwając połowicznie dłonie do kieszeni. Denerwował się, a to wszystko znajdowało wyraźne odbicie na jego twarzy.
- Dobra, to… eee… może zacznę od początku… - rozpoczął, raczej mało zgrabnie, przerzucając spojrzenie na spokojną taflę jeziora. - Jak zapewne się domyślasz, łączy mnie coś z Margaret Reeve. Widzisz, była kiedyś moją przyjaciółką, ale w pewnym momencie zaczęliśmy ze sobą chodzić. Byłem zaborczy, chciałem ją mieć tylko dla siebie, bo widzisz, nie jestem taką osobą, na jaką wykreował mnie obserwator. Nie skaczę z kwiatka na kwiatek, a związek z Margo był w gruncie rzeczy pierwszym, który zaczynałem traktować poważniej, a wtedy ona się spłoszyła. Uciekła ode mnie i unikała mnie aż do ferii w Lynwood. Nie zapomniałem jednak o niej, wysyłałem listy, prosiłem o rozmowę - tutaj zaśmiał się gorzko - nie chciała o tym słyszeć, aż wtedy zgodziła się na spotkanie. Spotkaliśmy się w barze, to fakt i chciałem żeby do mnie wróciła. Jestem monogamistą, nie obdarzam innych uczuciem zbyt łatwo, ale też nie potrafię od tak o kimś zapomnieć. Zależało mi na niej, jednak ona i tym razem nie chciała brać pod uwagę innej relacji niż po prostu znajomych. To mnie zabolało, odsunąłem się od niej, dałem sobie czas. Gdzieś w tej chwili pojawiłaś się Ty. Spotkaliśmy się kilka razy, uwiodłaś mnie swoim poczuciem humoru, niewinnością, której tak bardzo brakowało mi w większości dziewczyn. Zdawało mi się, że zaczynamy rozumieć się naprawdę dobrze. Poszliśmy nawet razem na Walentynki, a tego wieczoru poruszyłaś moje serce. Poczułem, że jestem rozdarty wewnętrznie. Byłem zakochany w Margaret, a z drugiej strony czułem, że zaczynam zakochiwać się w Tobie, Echo. Nie wiedziałem co mam zrobić, więc po powrocie z ferii wybrałem się na Pokątną. Rozmyślałem, szlajałem się po mieście kilka godzin i natknąłem się na Reeve. To nie było istotne o czym rozmawialiśmy, jednak wciąż czułem, że nie potrafię sobie jej odpuścić i zaakceptować tego, że wolała kogoś innego. Widzisz, powiedziała mi, że już kogoś ma i znienacka pojawił się Bonnet. Rzuciła mu się na szyję, a ja nie wytrzymałem i go uderzyłem. Chyba złamałem mu nos… - przytknął palec wskazujący i kciuk do grzbietu swojego nosa, ściskając go lekko - zachowałem się strasznie i bardzo tego żałuje, ale dzięki temu zrozumiałem, że jesteś dla mnie ważna. Nie zależy mi na niej, a to co tak uparcie brałem wtedy za zakochanie okazywało się być jedynie przywiązaniem i przyzwyczajeniem, bo jakże mógłbym ją kochać, skoro już wtedy byłaś w moim życiu? Przepraszam Cię Echo. Bardzo Cię przepraszam, bo czuje się jakbym faktycznie zdradził swoje uczucia do Ciebie przez to, że wtedy tak desperacko pragnąłem zatrzymać ją przy sobie. To… to było dla mnie trudne, ale nie wyobrażam sobie jak musiałaś się poczuć, gdy przeczytałaś ten paskudny artykuł. W dodatku wtedy też pojawił się Seth. W dość dosadnych słowach wytłumaczył mi co się dzieje w osobami, które chcą krzywdzić jego siostrę. Zdaje mi się, że na razie wystarczyły mu moje gorące zapewnienia o czystych intencjach - uśmiechnął się słabo, wyciągając rękę w stronę dziewczyny, aby musnąć ją palcami po ramieniu.
- Jesteś dla mnie najważniejsza, niechże nie zepsują tego te głupie plotki… - wyznał, ale zaraz jego mina nieco posmutniała, aż cofnął rękę, ponownie umiejscawiając dłoń w kieszeni. Najwyraźniej postanowił wyrzucić z siebie dosłownie wszystko.
- Po tym liście trochę zwątpiłem w to czy… no wiesz… czy zapatrujemy się na siebie podobnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sro Kwi 16 2014, 10:44

Echo dziwiła się, że z nerwów nie dostała jeszcze czkawki. Był to tak kretyński odruch, że nie mogłaby sobie wybaczyć, gdyby rzeczywiście się uruchomił. Było poważnie i wiedziała to, czuła strach, zwykły, ludzki lęk. Właściwie sama miała problem z określeniem, skąd się brał. Zaklasyfikowała go gdzieś w kategoriach lęku przed nieznanym, bo właściwie nic innego nie przychodziło jej do głowy. Idąc za Loganem myślała właśnie o klasyfikowaniu strachu, chcąc odegnać na jeszcze jedną chwilę dziwne scenariusze, które układały jej się w głowie. Nie było z nich żadnego pożytku. Nie mogły wpłynąć na rzeczywiste wydarzenia. Ale mimo uporczywego odciągania myśli, nie mogła zapobiec oczywistościom, które ciągle gdzieś krążyły, w formie domysłów i niewyraźnych znaków. Była pewna jednego. Nie chciała, aby ten wieczór kończył się porozumieniem na zasadzie "chyba się pomyliliśmy". O ile można było mówić o pomyłkach, skoro nie zaszło nic, co mogłoby wskazywać na... nieważne. Echo po prostu nie chciała rozstania w jakiejkolwiek formie. Przez większość drogi obserwowała swoje stopy, które jakimś cudem stawiały kroki. Zatrzymała się jednak, wyczuwając odpowiedni moment i podniosła wzrok, wpatrując się w Logana. Częściowo wyczekująco, częściowo z jakąś dziwną melancholią, która ujawniała się rzadko, być może w jej minie odbijały się również nerwy. Wzięła oddech, chcąc coś powiedzieć, ale ubiegł ją, zaczynając. Tym lepiej. Kiwnęła krótko głową i również przeniosła spojrzenie na jezioro, jednak już po chwili znów wpatrywała się w Logana, słuchając uważnie jego słów. I z każdym kolejnym zaczynała żałować.
Miała wyrzuty sumienia, że tak go potraktowała. Odkładanie spotkania zdecydowanie nie było zbyt dobrym pomysłem, choć dawało czas na przemyślenie wszystkiego. Jednak o ile ten czas mógł przydać się Gryfonowi, tak Echo zmarnowała go, wciąż uciekając od swoich myśli. Broniła się przed uczuciami, bo były trudne i nowe. Tłumiła zazdrość i wściekłość, która ujawniała się, gdy tylko dostrzegła gdzieś Margo. Dusiła w sobie emocje, robiąc to w sposób tak skuteczny, że w końcu o nich zapominała. I teraz uderzyły w nią z całą swoją mocą, wypełniając oczy łzami i przyspieszając bicie serca. Wszystko szumiało nieznośnie i wciskało jej w ręce panikę, która rosła z każdym słowem. Bo Echo bała się, że nie potrafi odwzajemnić tego, co chciał jej dać. Przerastało ją to, a tak przynajmniej myślała. Miała problem z dopuszczeniem do siebie miłości. Nie wiedziała, czy jest zakochana. Mogłaby powiedzieć, że tak, ale z drugiej strony wcale nie była pewna. A Math mówiła, że to się wie. Wszyscy zawsze mówili, że to jasne i oczywiste. Że to się czuje. Lyons czuła, tak. Tylko utrudniała sobie odbiór. I nie kochała nigdy wcześniej. Zgubiła się gdzieś po drodze, ograniczając swoje odczucia, żeby się nie zgubić. Twierdziła, że to jeden z lepszych sposobów na uniknięcie nieszczęścia, a teraz widziała tego wady.
Doceniała szczerość i odwagę, była świadoma, że wyznania nie są łatwe. Wciąż, czując się niewyobrażalnie głupio, sterczała i patrzyła mu prosto w oczy, ze swoją niewinnością i niepewnością, które toczyły jakąś dziwną walkę z innymi emocjami, z całym mnóstwem emocji, nawet sprzecznych ze sobą. Coś mówiło jej, że tak, to właśnie to, że JEST zakochana. Wyrzuty sumienia wzięły jednak górę. Odpowiedziała dopiero, gdy skończył. Dziwna rozpacz odezwała się, kiedy zabrał rękę z jej ramienia.
- Ten list, i to wszystko... Um, nie, nie bierzmy pod uwagę żartów - powiedziała, potrząsając lekko głową.
- Logan, nie masz za co przepraszać - zaczęła, próbując na szybko ułożyć sobie w głowie jakiś plan, poukładać słowa w logiczną całość, żeby wyszło zrozumiale i bez niepotrzebnego chaosu. Ale to niepotrzebnie ją zestresowało, bo planów układać nie potrafiła. Wzięła więc wdech, wypuściła powietrze i kontynuowała. - Jeśli już, to Bonneta. To wszystko jakoś szybko się rozwinęło i ja sama nie wiem, na czym stoję, czy przypadkiem nie lewituję gdzieś nad ziemią. Kosmos. Ja... chyba potrzebuję czasu, przepraszam - jęknęła, odwracając się i robiąc trzy kroki w jakąkolwiek stronę, bo wcale nie zwracała uwagi na to, gdzie idzie. Oby nie w jezioro. Zatrzymała się jednak, zacisnęła pięści i warknęła na siebie w myślach. Ucieczka nie mogła wejść jej w krew. Dlatego, uniosła lekko głowę do góry i rozluźniła mięśnie, starając się ogarnąć swoje zachowanie, a przede wszystkim uczucia. Nie miała pojęcia, czy stała tak dwie sekundy, czy dwie godziny. Czas nie miał teraz większego znaczenia.
Postanowiła przypomnieć sobie kilka sytuacji, nie narzucając głowie konkretnych momentów. Pięknie się złożyło, bo te wspomnienia mieściły się w grupie "miłe i najmilsze". Uśmiechnęła się do siebie, widząc norkę europejską. Nie potrzebowała czasu. Potrzebowała wreszcie dorosnąć. Wróciła więc, już nieco spokojniejsza.
- Przepraszam, nie potrzebuję czasu, nie mogę uciekać - podjęła na nowo, decydując się, jakże odważnie, na chwycenie palców Ruthvena, w które mogła wpleść swoje. Podeszła bliżej i oparła głowę o jego tors, spoglądając na spokojne jezioro. Mogłoby ją tak uspokoić. - Nie chcę kłamać i mówić, że czuję dokładnie to samo, bo widzisz, nigdy nie spotkałam się z takimi uczuciami i nie chcę nic określać, zanim nie będę pewna. To nowe, to trudne. Wiem tylko, że przejęłam się głupią plotką, więc coś w tym musi być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Stirling, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 556
  Liczba postów : 266
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7370-logan-darren-ruthven
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7389-ten-fajniejszy-blizniak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7390-lisciki-milosne-logana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7391-logan-d-ruthven




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sro Kwi 16 2014, 12:02

Czy to było dziwne, że nie chciał na nią naciskać? Raczej nie, w jego przypadku to było właśnie bardzo normalne i ludzkie zachowanie. Nie chciał mieć powtórki z czasów, kiedy to wyznał swoje uczucia Margaret. Czuł się wtedy okropnie. Podał jej swoje serce na złotej tacy, a potem wcisnął jeszcze w ręce sztućce. Mogła z nim zrobić wszystko co tylko chciała, bo ją kochał. Był jej bezgranicznie oddany, chciał być jej i mieć ją dla siebie, czy to było tak straszne, na jakie wykreowała to przeszłość? Nie sądził, ba, powiem wprost - uważał, że popełniała kategoryczny błąd, wtedy, gdy to się wydarzyło. To było jednak jego subiektywne odczucie z perspektywy osoby odrzuconej, odepchniętej. Nie wiedział jak w gruncie rzeczy myślała o nich wtedy Margo. Nie potrafił wczuć się w jej sytuację, bo czy tak naprawdę kiedyś wystarczająco dobrze ją poznał? Tego również nie wiedział. Jak się mógł więc czuć teraz, gdy znowu wpadał w sidła tego otępiającego uczucia? Patrzył na Echo i widział gwiazdy w jej oczach, a także lśniące wstęgi księżyca, buszujące w jej jasnych włosach. Chciał ją móc wziąć w ramiona i nie przejmować się tym co pomyślą sobie inni, pragnął być integralną częścią jej serca i umysłu, lecz czy miał do tego prawo? Może po raz kolejny popełniał ten sam błąd? Pomyślałby kto, że przecież ludzie powinni się na nich uczyć… jeśli nawet nie na swoich to na czyiś, a Logan… on nie potrafił działać w ten sposób. Najwyraźniej musiał dostać od losu tyle razy w twarzy, ile tylko razy coś podobnego wpadłoby mu do głowy i wypowiedziałby to magiczne wyznanie.
Kocham Cię.
Czy tak było? Nie wiedział, nie rozumiał tego, zagubiony w tym co nazywa się przeszłością, stawiając przyszłość pod ogromnym znakiem zapytania. Wiedział, że Lyons była dla niego ważna, w przeciwnym wypadku najprawdopodobniej uciekłby, gdy tylko dowiedział się o istnieniu jej brata, o dość charakterystycznym podejściu do sprawy związków jego siostry. Lecz czy to już było zakochanie? Bardzo nawet możliwe. Znowu czuł ten dziwny ucisk w piersi oraz dziwne zawirowania w żołądku, gdy tylko widział jej uśmiech, co zresztą ostatnimi czasy zdarzało się naprawdę rzadko. To było smutne i dawało takie odczucie, jakby niewidzialna ręka chwytała go za gardło ściskała uporczywie, pozbawiając tlenu, a następnie jeszcze napierając na pierś by ostatnie jego drobinki wydusić z jego ciała. Nie rozumiał swoich uczuć, ale mimo wszystko zdecydował się jej zwierzyć. To była albo niewyobrażalna głupota z jego strony, albo przeogromny krok naprzód. Światło latarni w mroku wywołanym gęstą mgłą i swoisty sygnał alarmowy dla ich relacji. Takie małe „hej, do cholery, ratujcie to!”. No cóż, a przynajmniej on to teraz tak zobaczył.
Dawał jej czas, bo tyle przecież mógł, niech ułoży sobie to wszystko, przecież to wcale nie jest takie proste, wiedział to, zwłaszcza po tym co się między nimi stało, a już zwłaszcza po tym artykule. Już nigdy nie chciał narzucać nikomu swoich uczuć i może właśnie dlatego, gdy powiedziała że potrzebuje czasu, jedynie przymknął lekko oczy, kierując spojrzenie na lśniącą w mroku taflę mrocznego jeziora. Jakże mógłby odebrać jej wolność? Nie przyznałby się do tego za nic na świecie, ale poczuł jak rozlewa się w nim fala gniewu, jednak nie było to destrukcyjne uczucie. Co najwyżej dołujące i krzywdzące. Odrzucenie. Tak właśnie się poczuł, jak ktoś odstawiony w kąt, zanadto zaangażowany, chociaż nigdy nie kochliwy, to było po prostu bolesne. Był już nawet zdecydowany że odejdzie, ale mimo tego trwał naprzeciw niej, poddając swoje uczucia coraz większym wątpliwością.
Jej słowa go zaskoczyły. Nie spodziewał się tego, że jednak zmieni zdanie, gotów już opuścić ją, odejść i dać czas na myślenie, nie zakłócać jej życia swoją osobą, a mimo wszystko zdarzyło się coś takiego. Poczuł jak jej słowa otulają jego uszy, stając się dla nich balsamem. Jak delikatne, drobne dłonie wsuwają się w jego, splatając ich palce w uścisku. Jak jej głowa przylega do jego torsu, w którym serce gwałtownie załomotało, starając się wyrwać z tej piersi i stopić się w jedno z serduchem Echo. Wydostał jedną z dłoni, nieśmiało umiejscawiając ją na plecach Gryfonki, jakby w ten sposób mógł ją przy sobie zatrzymać, a on po prostu chłonął jej bliskość, napawał się tym, co zrodziło się między nimi w tej chwili.
- Rozumiem - powiedział, zaskakując się tym z jaką łatwością przyszło mu wypowiedzenie tego słowa. W gruncie rzeczy tego właśnie nie rozumiał, jednocześnie rozumiejąc. Wiecie o czym mówię? To trochę zawiłe, ale sam Logan czuł, że wie co tak naprawdę czuje do Lyons, jednocześnie odpychając od siebie to uczucie, nie chcąc znowu dostać w twarz od losu. To było coś w tym stylu.
- Echo - zaczął zginając nieco kark, aby niemalże przytknąć swoje wargi do czubka jej głowy, zatapiając twarz w burzy jasnych włosów. - nie chce byś czuła się osaczona. Masz ode mnie tyle czasu ile zechcesz. Zastanów się nad tym, pomyśl czy chcesz aby między nami tworzyło się coś więcej niż teraz. Wiesz już co tak naprawdę mną kieruje, ale czy to już jest miłość? Ja też tego nie rozumiem, jednak, gdy tylko stanąłem przed tym faktem, że mógłbym Cię bezpowrotnie stracić… cóż, wtedy chyba to poczułem. Jesteś dla mnie ważna i nie chce tego spieprzyć. Nic nie musimy sobie obiecywać, ani wyznawać. Po prostu bądź przy mnie Echo… moje serce już masz. Rób z tym co tylko pragniesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Czw Kwi 17 2014, 15:30

Echo, choć nie chciała nikogo ranić, miewała egoistyczne pobudki, objawiające się głównie w jej spontanicznych działaniach. Nie myślała nad nimi zbyt wiele, nie chcąc analizować wad czy konsekwencji, po prostu parła dzielnie naprzód, starając się zmieść je z powierzchni ziemi. W swojej pogodni za szczęściem, którą równocześnie można było nazwać ucieczką od nieszczęścia, pomijała innych, przysłaniała ich marzeniami. Logan jednak zdołał wybić się ponad te przeszkody, które sama mu stawiała. Po jakimś czasie i tych kilku spotkaniach, mniej i bardziej istotnych, był na tyle ważny, że Echo nie potrafiła zepchnąć go na drugi plan i skupić się na celach, jakie sobie obrała. Próbowała, właśnie przez odkładanie myślenia o tym "co mogłoby być, gdyby". Złudzenia, które sobie serwowała były złe, bo przysłaniały prawdziwy pogląd na sprawę. Teraz miała do siebie pretensje, czuła, że coś ją blokuje i wiedziała, że nie tak łatwo będzie to z siebie wydobyć. Tym razem znów poplątała się w faktach i wymysłach. Potrzebowała czasu, choć przed momentem powiedziała, że wcale go nie potrzebuje. Teraz próbowała decydować na siłę, w jakiś magiczny sposób dorosnąć w ciągu kilku sekund, ewentualnie minut. Zamknęła oczy, poddając się przyjemnemu dotykowi Logana. Było je dobrze, ciepło, bezpiecznie. Nie chciałaby teraz odejść. Pomyślała nawet, że byłoby to najgorszą opcją, wyciskającą łzy z oczu, wywołującą jakąś dziwną, nieuzasadnioną panikę. Lyons była wrażliwa, choć starała się ukrywać swoją romantyczną naturę, traktując ją jak słabość. Odetchnęła głęboko, z delikatnym uśmiechem przyjmując szybkie bicie serc, Logana i swojego, bo ono także nie chciało być spokojne. Chyba była mistrzynią w tworzeniu sobie problemów, bo wszystko dawało jej wyraźne znaki, świadczące o zakochaniu, a ona wietrzyła jakiś spisek. Świetnie, doszło już do tego, że nie ufała nawet sobie.
- Dziękuję - odpowiedziała cicho, zaciskając mocniej powieki, jakby miało pomóc jej to w koncentracji. Wolną dłoń podniosła, aby móc położyć ją na ramieniu Logana i dotknąć palcami jego szyi. Poruszyła się lekko, dziwiąc się, że tym sposobem nie da się bardziej wtulić. Potrzebowała tej bliskości i była tego świadoma. - Ty też jesteś dla mnie ważny, ale ciągle nie rozumiem. To takie strasznie nierealne. Co z tego, że przebieram się w te wszystkie cudaczne stroje i uciekam do innych światów, skoro nie potrafię nawet określić, co czuję - fuknęła zrezygnowana. - To zabrzmiało jakby nie miało ze sobą związku, co nie? Hm, bo chodzi o to... Czy ja nie jestem zbyt dziecinna? Wszyscy mi to powtarzają i nigdy nie robiło to na mnie większego wrażenia, ale teraz to zwyczajnie uciążliwe. Może to mi przeszkadza, nie wiem. Ale nigdzie się nie wybieram. Nie wiem, czy już to słyszałeś, ale jesteś bardzo wygodny - powiedziała, uśmiechając się do siebie mimowolnie. No cóż, chyba zaczynała wracać do siebie, skoro znalazł się taki cudny tekst.

/wiemżekrótkoniebij:<
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Stirling, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 556
  Liczba postów : 266
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7370-logan-darren-ruthven
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7389-ten-fajniejszy-blizniak
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7390-lisciki-milosne-logana
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7391-logan-d-ruthven




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Czw Kwi 17 2014, 19:40

Chłonął jej obecność w sposób dla siebie niecodzienny, czując się teraz zupełnie tak, jak musiał czuć się narkoman po wyczekanej działce swojego ulubionego narkotyku. Przebijał igłą warstwę naskórka, raniąc własne ciało, aby móc rozpłynąć się w przyjemności i szaleństwie, jaką dawały mu używki, a Logan, zatapiając nos w jej włosach czuł, jak w głowie mu wiruje. Stał, a jednak frunął, obejmował ją, a jednak gdzieś tam w swojej głowie ją wręcz obłapiał, obściskiwał się, sięgając wyobraźnią tak daleko, jak jeszcze nigdy wcześniej. Chciał ją przy sobie zatrzymać na tak długo, jak tylko będzie potrafił. Czuć się pierwszym, tym jedynym i niezastąpionym. Być może ta potrzeba bliskości, którą teraz realizowali, stojąc tak wtuleni w siebie, pod deszczem dogasających fajerwerków sprawiała, że w gardle urosła mu gula, przez którą nie mógł nic powiedzieć przez dłuższą chwilę. Zresztą, nawet nie chciał tego robić. Wsłuchiwał się w szaleńcze galopy ich serc, składające się na symfonię najpiękniejszą dla słuchu.
Nie poruszał się, zatopiony w obecnej chwili, wsłuchując się również w barwę jej głosu, w jej słowa, wciągając w nozdrza zapach jej perfum i ciała, kompozycja pełna szczęścia i zapomnienia w chwili. Jej dotyk, delikatny i wabiący jego zmysły sprawił, że na moment przymknął oczy, napierając nieświadomie nieco mocniej na jej plecy, przytulając się w taki sposób, w jaki dawno już nie miał okazji.
- Nie - powiedział po prostu, odpowiadając na dwie sentencje jednocześnie, ale wtedy wyrwany został ze swojego błogostanu, spadając znowu na ziemię. Powietrze płynące znad jeziora było chłodne, a zabawa jakby gdzieś milkła im w tle. Może to już był ten moment, w którym idą do zamku? Tak, chyba tak.
- Echo, nie ma dla mnie znaczenia to czy jesteś dziecinna czy nie. Bądź sobą, a będziesz tą, którą pokochałem - jej, odważnie. Powiedział to wreszcie, ale to nie zmieniało faktu, że był na to gotowy. Natychmiast odwrócił wzrok, wyplatając się z jej objęć, ale śmiało chwytając ją za rękę. Jak dobrze, że byli z jednego domu. Mój ją bez problemu odprowadzić pod drzwi dormitorium dziewcząt.
- Chodź, późno już i raczej chłodno.

[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 789
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t947-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t951-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t948-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7897-morpheus-phersu#




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sob Kwi 26 2014, 16:26

Morpheus pojawił się nad jeziorem, przeglądając jeszcze po drodze swoje notatki. Miał pomysł na to, jakie zaklęcie chce otrzymać, ale nie miał wystarczających umiejętności, żeby takowe otrzymać. Wolał przekazać swoją wizję komuś dobremu z zaklęć i liczyć na to, że wszystko pójdzie po jego myśli.
Gdy dotarł na miejsce, zrzucił z siebie większość odzienia. Aleks na pewno ucieszy się, widząc półnagiego Morpha, heheh. Miał zamiar wielokrotnie zanurzać się przy testowaniu zaklęcia i mieć nadzieję, że Aleksander przypadkiem go nie zadusi, gdy będzie pod wodą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sob Kwi 26 2014, 16:35

Szedł na spotkanie na obrzeża naszego pięknego głębokiego i mroźnego jeziora. Gdy zobaczył Kapitana, zamachnął mu ręką.
-Witaj, czegoż po mnie dokładnie oczekujesz.-Zwrócił się dążąc do sedna, czas to waluta której ostatnimi czasu wartości przybyła dla Aleksa. -Czemu bąblogłowa lub skrzeloziele nie odpowiada, twoim celom wydawało mi się że idealne i łatwe rozwiązanie, twego kłopotu.- powiedział spokojnym tonem podchodząc do Morpha. Stając tuż obok niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 789
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t947-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t951-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t948-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7897-morpheus-phersu#




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sob Kwi 26 2014, 16:41

Zatarł ręce, widząc Aleksandra i posłał mu szeroki uśmiech.
- Ahoj - przywitał go krótko, lecz dążąc za przykładem mężczyzny, też od razu przeszedł do sedna. Wręczył mu stos notatek. - Masz, przejrzyj jeśli chcesz, ale i tak od razu sam ci powiem - rzekł. Notatki miały na sobie sporo różnych słów, równań i rysunków, w tym ten:










Znalazło się też kilka niezwiązanych z dzisiejszym spotkaniem sformułowań, które Morpheus w roztargnieniu zapisał na nieodpowiednich pergaminach i zapomniał zetrzeć, jak np. gareth jest spoko albo znów zapomniałem, że skończył mi się rum.
- Skrzeloziele na trzydzieści osób? Nie mamy tyle w zapasie, zresztą nie chcę fundować im stresu i skrzeli. Bąblogłowa jest zbyt prosta i obawiam się, że mogłaby zostać zniszczona w trakcie. Chodzi mi raczej o coś... nie wiem, jakieś pole odpychające wodę i zapewniające możliwość swobodnego poruszania się i oddychania? Albo Aqua Aspiro, czy coś takiego i to drugie na dodatek? Chcę, żebyśmy nie musieli pływać. Żeby grawitacja działała tak, jak bez wody, żebyśmy mogli iść po gruncie i mieć w zanadrzu przewagę, że reagujemy równie szybko jak w środowisku powietrznym, niespowolnieni gęstością wody - tłumaczył chaotycznie, mając nadzieję, że Aleks rozumie jego pomysł, a co więcej, będzie potrafił coś z niego wykombinować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sob Kwi 26 2014, 16:49

Zamyślił się:
-Stawiasz specyficzne wymagania, jeśli dobrze rozumiem potrzebujesz zaklęcia które po pierwsze zmniejszy lepkość i gęstość wody otaczających ciało, przez co nie mielibyście problemów z poruszaniem sie , dodatkowo usuwając wyporność, przez co mielibyście odczucie przebywania w środowisku powietrznym, dodatkowo pozwalające wam oddychać. Może jeszcze różowych jednorożców Ci zachciewa. - pokręcił głową- i jeszcze potem żebyś rzucił takowe skomplikowane zaklęcie na 30 uczniów, dobra ile czasu mamy na badania-Powiedział kręcąc głową
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 789
  Liczba postów : 440
http://czarodzieje.my-rpg.com/t947-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t951-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t948-morpheus-phersu
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7897-morpheus-phersu#




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sob Kwi 26 2014, 16:54

- Dokładnie tak! - W pierwszej chwili zareagował entuzjastycznie i klasnął w dłonie, ale gdy za sekundę zorientował się, że Aleks ironizuje, roześmiał się gromko.
- Nie no, za jednorożce podziękuję.
Tym razem to i on się zamyślił, drapiąc się w brodę i wpatrując się w jezioro.
- A to zmniejszenie wyporności nie zadziałałoby już tak, że nie trzebaby kombinować z gęstością wody? - zapytał. - W sumie nie musi być to tworzenie atmosfery pod wodą, wystarczy coś, co zapewni nam szybkość i swobodę ruchów. Zajęcia chcę zrobić w czwartek lub środę, a do tego czasu będę twoim królikiem doświadczalnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sob Kwi 26 2014, 17:18

- Hmm jeśli chodzi o poruszanie się, znam jedno zaklęcie ale wymaga masy ćwiczeń by je opanować. O oddychanie to jest z 3 czy 4 różne zaklęcia które pozwalają oddychać. Niech no pomyśle może zamiast zmieniać właściwości wody zwiększymy opływowość i zmniejszymy współczynnik tarcia i lepkości uczniów, jeśli dobrze do tego podejdziemy to zdołamy przygotować odpowiedni strój to powinno być mniej wyczerpujące i bezpieczniejsze niż rzucanie eksperymentalnego czaru na żywy organizm. Do tego szklana bańka z zaklęciem zapewniającym świeże powietrze w odpowiednim ciśnieniu. Zaczął szykować wzór i listę składników- Odpowiednio to rozpisawszy będziemy mieli narzędzie wielokrotnego użytku, do tego wyjdzie taniej i mniej wyczerpująca. Co o tym sądzisz, dodatkowo nie będzie trzeba słuchać studentów którym zmoknie ulubione wdzianko, zaś będą bezpieczniejsi bo w strój można wpleść zaklęcia obronne.- Uśmiechnął się
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Zachodni brzeg jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Zachodni brzeg jeziora
» Brzeg jeziora
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Prawy brzeg rzeki
» Jezioro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-