IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zachodni brzeg jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Delft, Holandia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 30
  Liczba postów : 16




Gracz






PisanieTemat: Zachodni brzeg jeziora   Nie Wrz 23 2012, 15:48

First topic message reminder :


Zachodni brzeg jeziora


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Doncaster, Anglia
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 269
  Liczba postów : 327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6085-allistair-silverstone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9682-allistair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6088-wyplosz-allistaira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7312-allistair-silverstone




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sro Wrz 24 2014, 18:03

Nie ma to jak powrót do Hogwartu… i rozpoczęcie życia tam na nowo od lekcji wróżbiarstwa. Ciągnęło go jednak do tej klasy pomimo lęku wysokości, bo miał okazję zobaczyć po długiej nieobecności swoją opiekunkę. No i potajemnie liczył na jakieś ciasteczka, bo nieco zgłodniał, wspinając się po schodach.
Allistair przyjrzał się z uwagą swojej wróżbie, dostrzegając w niej motyla. Symbol nadchodzących, ale pozytywnych zmian. Natychmiast podzielił się swoim odkryciem z profesor Glaber. Nawet się nie spodziewał, ze pójdzie mu aż tak łatwo. Najwyraźniej szczęście było domeną głupców, bo przecież Silverstone nie należał do najinteligentniejszych. Ciągle wplątywał się w różne kłopoty i podejmował ani trochę nie przemyślane decyzje. Pojawienie się na tych zajęciach było jednak udanym celem.

Zt

Kostki: 5 i 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 895
  Liczba postów : 921
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6354-raphael-theodore-de-nevers#178291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6355-ekscentryk-i-marzyciel#178298
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6356-ludzie-listy-pisza#178305
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7207-raphael-theodore-de-nevers#204480




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Czw Wrz 25 2014, 11:12

Lekcje wróżbiarstwa były jednymi z nielicznych, na których Raphael uważał. Nie żeby był ograniczony czy mało ciekawy świata - po prostu jego myśli zawsze krążyły gdzieś w przestrzeni, oczami wyobraźni widział nowe postaci, sytuacje, obrazy, w głowie rozbrzmiewały mu wymyślone rozmowy... Jednym słowem działo się tyle, że skoncentrowanie się na nauczycielu, który sam jest znudzony tym, co wbija do głów uczniom, wydawało się mało atrakcyjne. A że Raphael należał do ludzi inteligentnych, choć roztrzepanych, był oczytany i potrafił lać wodę jak mało kto, uchodził za zdolnego, lecz leniwego osobnika, nad którym nauczyciele nieodmiennie załamywali ręce.
Z profesor Glaber było inaczej. Raph przepadał za nią, za jej sposobem prowadzenia lekcji, a samo wróżbiarstwo było czymś, do czego miał pewien talent.
Jednak dziś... dziś nie poszło mu najlepiej. Według niego to wcale nie był motyl, ale jaguar skradający się gdzieś w amazońskiej dżungli. Dopiero przy pomocy nauczycielki zdołał właściwie odczytać swoją wróżbę. Zmiany, zmiany, zmiany... Czy Raphael potrzebował zmian? Nie był tego pewien, ale skoro miały być to zmiany na lepsze, to dlaczego nie? Spojrzał z czułością na woskowy kształt, w którym nagle zaczął rzeczywiście dostrzegać rozłożone skrzydła motylka. Dobra wróżba... Dlaczego jej nie zaufać?
Wychodząc z klasy, uśmiechał się pod nosem, próbując odgadnąć, co w jego życiu może ulec takiej radosnej przemianie. Oczekiwanie na szczęście jest lepsze niż ono samo.

5 i 4

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sro Cze 24 2015, 22:45

Podczas, kiedy większość amerykanów spekulowała nad sufitem w wielkiej sali, ty odwracałaś głowę w kierunku zupełnie przeciwnym, spoglądając przez strzeliste okna w kierunku jeziora, które okalało niemal całe wzgórze zamkowe. Ogromny akwen fascynował cię od pierwszych dni pobytu w Hogwarcie, choć równie mocno ciągnęło cię do działu ksiąg zakazanych – ale ciepłe dni nigdy nie zachęcały cię do duszenia się w zamkniętych komnatach, nie ważne, jak bardzo chciałaś poznać wszystkie sekrety. Woda też je skrywała. Wczoraj w końcu udało ci się zwrócić uwagę wielkiej kałamarnicy (swoją drogą – czy w Hogwarcie wszystko musi być ochrzczone epitetem wielki?), która połaskotała twoje kostki zimnymi mackami. Ale to nie ona spędzała ci sen z powiek. Bo w głowie już od pierwszych dni układałaś sobie wizję, że może odpowiednimi zaklęciami mogłabyś pobudzić spokojną taflę jeziora i wywołać fale, chociażby minimalne i...
I żałowałaś, że do kufra nie spakowałaś ze sobą żadnej deski. Wszystkie grzały się teraz zapewne w słońcu wpadającym do twojego mieszkania w Santa Monica. Musiałaś znaleźć sposób, by ściągnąć chociażby skimboard. Już wiedziałaś, że brzeg jeziora posiadał idealne warunki do tej zabawy, choć była ona jedynie substytutem surfingu. Wychowałaś się na wybrzeżu Kalifornii. Piasek, fale i ocean towarzyszyły ci od zarania. A ty oddałaś im swoje serce, bo oddawanie serca rzeczom martwym przychodziło ci lekko, zupełnie naturalnie, jak oddychanie. Choć uważałaś, iż nie byłaś jeszcze gotowa na opuszczenie Ameryki, nigdy nie myślałaś o kontynuacji nauki w Hogwarcie jak o karze zesłanej przez siły wyższe. Traktowałaś to raczej jak ciekawe wyzwanie, a bliskość jeziora sprawiała, że wcale nie czułaś się tu obco, pomimo tego, iż nadal nie potrafiłaś poruszać się po zamku nie gubiąc drogi. Zwłaszcza, kiedy będąc w połowie schodów, te postanawiały kapryśnie obrócić swój bieg. Ale ty nawet w błądzeniu potrafiłaś odnaleźć zabawę, przecież towarzyszył ci brat. Trudno było was rozdzielić, rzadko kiedy występowaliście pojedynczo, choć każde z was posiadało naturę kota i równie mocno lubiło chadzać własnymi ścieżkami. Tak jak ty teraz, stojąca boso na mokrym piasku.
Tak przyjemnie łaskotał.
Brakowało tylko szumu oceanu, który muskałby płatki twoich uszu i zmoczył włosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Praia, Republika Zielonego Przylądka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 127
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10879-octavia-alfa-moreira#297774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10886-z-tej-strony-tawka-kto-tam#297916
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10887-fitz#297919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10888-octavia-alfa-moreira#297920




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Czw Cze 25 2015, 10:49

Jeśli ktokolwiek uznałby w tym momencie, że Tawka śledziła Ceres w drodze nad jezioro, to byłby on o dziwo zarówno w wielkim błędzie, jak i bardzo blisko sedna całej sprawy. Ale od początku: tragedia w Salem mocno naszą kolorowowłosą zaintrygowała. Może nie tyle przez fakt śmierci wielu niewinnych osób, bo gdyby skupiała się na tym, to dawno przefarbowałaby się na czarno, a raczej przez mających przyjechać do Hogwartu Amerykanów. Oczekiwała na nich z dosyć niewinną niecierpliwością, głównie dlatego że miała pod koniec edukacji w Uchawi kilkunastu znajomych, którzy właśnie Salem wybrali na szkołę mogącą zaspokoić ich potrzeby w kwestii dalszego kształcenia. Nie otrzymała jakiejkolwiek informacji na temat tego, żeby ktoś kogo znała stracił w pożarze życie (całe szczęście), ale też nie zauważyła żadnej znajomej buźki wśród noszących jakby żałobne szaty ludzików zza oceanu. Nie można jednak stwierdzić, jakoby to przeszukiwanie nowych twarzy nie dało jakiegokolwiek rezultatu. Otóż wśród wszystkich tych w miarę niewyróżniających się osób, wyglądających jednak na niesamowicie dziane, odstawała jedna, dosyć konkretna, za którą stalowoniebieskie oczy wodziły przez całą jej trasę po Wielkiej Sali w dzień ogłoszenia przez dyrektora wszem i wobec przybycia nowych uczniów. Ciężko powiedzieć, co tak naprawdę przykuło uwagę Octavii, bowiem na pewno nie były to chorobliwie jasne włosy, pchające na język określenie "białe", nie były to też z pewnością jej ciuchy, pokazane parę dni później, każdy z nich pojedynczo kosztujący pewnie więcej niż cała szafa Kabowerdenki, a już na pewno nie były to wymienione między nimi słowa, bowiem poza jednym, nieco dłuższym utkwieniem nawzajem w swych oczach wzroku, nie miały jeszcze okazji bliżej ze sobą obcować. Tavia, której trzy sekundy patrzenia w błękitne tęczówki rekordowo pozwoliły na stracenie dla dziewczęcia głowy, postanowiła to jednak jak najprędzej zmienić. Tyle że wyjścia nad jezioro wcale nie planowała. Miała jednak szczęście, że wypatrzyła zupełnie samotną O'Shea gdzieś na błoniach i, siłą rzeczy, ostrożnie za nią podreptała.
Jakimś dziwnym trafem wypadło, że śledzona panna skupiła się na swoim celu tak bardzo, iż wcale nie odczuła bycia obserwowaną. Choć może jednak odczuła, tylko zupełnie to ignorowała - kto wie? W każdym razie, niepewna tego, czy jasnowłosa się przypadkiem z kimś nie umówiła, Moreira usiadła sobie pod którymś z niedalekich drzew, dając Komuś blisko dziesięć minut na pojawienie się. W tym czasie obserwowała, zupełnie oczarowana, jak Amerykanka zdejmuje buty i zupełnie boso czerpie wszelkie rodzaje przyjemności z delikatnej bryzy, rozwiewającej jej bezładnie włosy. Alfa aż westchnęła z zachwytu, całą uwagą skrupulatnie pochłaniając scenę, której była świadkiem, aż wreszcie zerwała się na równe nogi. Ten cały Ktoś wybitnie przekroczył granicę dobrego smaku, jeśli chodzi o spóźnianie, toteż wszystkie prawa wszechświata, czasu i istnienia powinny zgodnie przyznać jej prawo do skradnięcia całej uwagi tej jakby-wili, a nawet jeśli nie, to niech się wypchają. Zaczesawszy fioletową partię włosów za ucho, zdjąwszy buty i zawiesiwszy je na dwóch palcach lewej dłoni, ruszyła w stronę przyjezdnej, układając w głowie kilkaset mających się okazać dobrymi planów, aby pokazać się z jak najlepszej strony i - co najważniejsze! - nie spłoszyć tej, której chciała zaimponować. Dziwne podobieństwo sytuacji do tej z udziałem Rienca, prawdziwego potomka wili (choć sama Tawka nie miała o tym tak na dobrą sprawę pojęcia), nie umknęło uwadze dziewczyny i nawet dodało trochę otuchy, bo w tej chwili czuła się o wiele bardziej skazana na sukces niż na kończącej Sfinksa imprezie. Może to wszyscy ci ludzie wokoło tak mocno ją wtedy stresowali?
- Hej - powiedziała miękko, mocno pilnując się, żeby nie wyrwać dziewiętnastolatki z zamyślenia zbyt brutalnie - Mogę się z tobą pozachwycać wodą? - dodała, pełna wewnętrznej dumy z tak wieloznacznego pytania, niesugerującego wcale żadnych złych zamiarów, a przy tym zupełnie niewinnego, niedającego żadnego powodu do ucieczki. Och Tawko, ty geniuszu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pią Cze 26 2015, 18:45

Myślami odpłynęłaś już daleko. Oto zbliżała się do ciebie niemal pięciometrowa fala, palce mocno zacisnęłaś na chropowatej faktury deski, by po chwili prężnym skokiem złapać równowagę i stanąć na jej powierzchni, pędząc prosto w gardło oceanu. Połaskotałaś go opuszkami, a on odwdzięczył ci się tym samym. Żyliście w cudownej symbiozie, i choć czasem zdarzałomu się ciebie połknąć, zawsze wyluwał na brzeg w jednym kawałku, bez przeżuwania. A ty tak bardzo chciałaś, żeby cię przeżuł. Wytarmosił. Ugniótł. Rozszarpał. Powinnaś pływać na Maverickach, Luno. Oceanowi giganci. Morski bóg cię lubi, ale oni... oni nie są mu podwładni. Chyba się nie boisz, co? Chyba nie uważasz, że jesteś zbyt słaba, by spróbować?
Zawsze chcesz więcej.
Jesteś zachłanna. Ta cecha niesie ze sobą tyle samo zalet, co wad. Ale nie myślisz o tych drugich. Nigdy nie myślisz o negatywnych stronach, trzymasz fason i kroczysz przez życie z podniesioną głową. Byłoby jednak szkoda ją stracić, nie uważasz?
Z letargu, który przeniósł cię aż nad wybrzeże San Francisco, przywrócił cię głos słodki jak dżem porzeczkowy, którym zwykłaś się zajadać w odległych czasach. Odwróciłaś głowę, rozpoznając kolorowe pasma włosów. Widziałaś je już w wielkiej sali. Widziałaś je w korytarzu na trzecim piętrze i wczoraj na krużgankach. I choć nie znałaś imienia właścicielki, byłaś niemal pewna, że jest w niej zamknięte jakieś szaleństwo. Zwykli ludzie nie robią takich rzeczy. Zwykli ludzie pozostają szarzy, neutralni, nie wystają. Stanowią tło. Dla takich jak ty. Dla takich jak ona. Ale w twoich genach nie było choćby ćwierć nitki kodu, w którym byłaby zapisana informacja czyniąca z ciebie wpół mistyczne stworzenie. Ludzie lubili jednak spekulować. Snuć domysły. Łudzić się. Prawda zawsze okazywała się rozczarowaniem. Skupiałaś wokół siebie tłumy będąc jedynie sobą. Cóż za pragmatyzm.
Nie udzieliłaś odpowiedzi od razu. Bez użycia magii zatrzymałaś na chwilę czas, kiedy uśmiech błąkał się po twojej twarzy.
- Możesz. Możesz mi też zdradzić wszystkie sekrety tego miejsca. Albo pokazać takie, dla których warto stracić duszę.
Chyba jako jedna z nielicznych, którzy tutaj przybyli, nie narzekałaś na swoje położenie i starałaś się doszukiwać jedynie dobrych stron. Musiałaś przecież poznać każdy kąt. I ludzi. Ludzie byli ważni, zwłaszcza ci tutejsi. Nie zamierzałaś prowadzić zimnej wojny nawet z tymi, którzy od razu spisali cię na straty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Praia, Republika Zielonego Przylądka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 127
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10879-octavia-alfa-moreira#297774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10886-z-tej-strony-tawka-kto-tam#297916
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10887-fitz#297919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10888-octavia-alfa-moreira#297920




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pią Cze 26 2015, 20:53

Zabawne porównanie słodkości głosu Tawki do słodkości dżemu porzeczkowego niestety musiało jej umknąć przez zamknięcie go w myślach Ceres. Gdyby jednak udało się w jakiś cudowny sposób wydobyć na zewnątrz ich fragment, aby właścicielka rzeczonego głosu również mogła wyrazić na ów temat swą własną opinię, z pewnością grzecznie zaprzeczyłaby całej tej porzeczkowości i zastąpiłaby ją raczej brzoskwiniowością. Oczywiście podobna metafora bardzo by jej się spodobała w pierwotnej wersji, ale nie byłaby sobą, gdyby nie zbliżyła jej w chociaż minimalny sposób do rzeczywistości, a przecież miałaby do tego pełne prawo jako właścicielka opisywanego głosu. Problem w tym, że wszystkie te gdybania mało dają w sytuacji, gdzie umysł amerykanki pozostawał zamknięty na dwieście i jeden spust, z kluczami powyrzucanymi najpewniej w wodach wybrzeża zarówno Los Angeles, jak i San Francisco. Wiedząc jednak, że wiele odpowiedzi na temat obu dziewcząt tkwi w wodzie, nie sposób wątpić w rychłe ich uzyskanie. Czy to kluczy, czy odpowiedzi, czy to przez Amerykankę, czy przez Kabowerdenkę.
Zatrzymania czasu nie poczuła fizycznie, ale za to psychicznie, chyba nawet z potrojoną siłą. Utknęła wzrokiem w oczach blondynki na znacznie dłużej niż na razie by chciała, zauważając momentalnie, że błękitne tęczówki z zainteresowania twarzą prędko przestawiają się na zainteresowanie włosami. Nic dziwnego, a szkoda, bo ten drobny fakt bardzo brutalnie wrzucał przyjezdną z powrotem w szereg wszystkich napotkanych przez Octavię ludzi. A jednak, nawet to nie było tak do końca zwyczajne. Choć Ceres wgapiała się w kolorowe loki jak każdy, to jednak w jej oczach błysnęło w ten sposób, kiedy wysyłają one do mózgu informację o zauważeniu czegoś znajomego. Uderzyło to w dwudziestolatkę wystarczająco, aby wrzuciła na twarz nieco nieśmiały, ale bardzo żywy i prawdziwy uśmiech, który pojawił się tam niemal jak lustrzane odbicie tego widniejącego u blondynki. Czyli nie zagapiła się wtedy przez przypadek i wbrew pozorom rejestrowała wszystko, co widziała. Och, Moreira z pewnością nie mogła wyśnić sobie w najpiękniejszych snach lepszego scenariusza, o czym przekonały ją usłyszane słowa. Słowa brzmiące wyjątkowo. Nie tak, jak brzmią słowa nieznajomej osoby odpowiadającej na błahe pytanie, nie tak, jak brzmią słowa nieznajomej osoby, gdy nieco zbita z tropu zasłania się ostentacyjną, sztuczną uprzejmością i nie tak, jak brzmią słowa nieznajomej osoby próbującej uwolnić się czym prędzej od niechcianego towarzystwa. Tych kilka konkretnych wyrazów można swobodnie uznać za bezpowrotnie pieczętujące pierwsze wrażenie, jakie O'Shea wywołała na Tavii - była najbardziej wyjątkową osobą, jaką tęczowogłowa miała w najbliższym czasie poznać. Kabowerdenka aż wzięła głębszy, choć bezgłośny wdech, podekscytowana bezmiernie tymi okolicznościami. Ruszyła brwiami, sygnalizując swoistą złożoność odpowiedzi, jaką miała zamiar udzielić, ale najpierw bez pośpiechu usiadła sobie na piasku, mocząc nieco stopy w wodzie. Buty odstawiła na bok, a po krótkiej chwili zebrała dłońmi włosy, aby związać je tkwiącą dotychczas na nadgarstku w towarzystwie kilku bransoletek gumką.
- Myślę, że tutejsi ludzie mają więcej sekretów. O przyjezdnych nawet nie wspominając - w tym momencie spojrzała sugestywnie na blondynkę, uśmiechając się w dosyć trudny do zdefiniowania sposób - Ale jeśli już z całych sił chcesz coś wiedzieć akurat o tym jeziorze, to mogę powiedzieć, że wielu nieszczęśliwie zakochanych uczniów, spojrzawszy jeden, jedyny raz w oczy pewnych nieziemsko pięknych dziewcząt, przychodziło zanurkować w spokojnej toni, aby już nigdy więcej się z niej nie wynurzyć - zakończyła, równocześnie stwierdzając, że stworzony przez siebie kucyk można już uznać za godny pokazywania światu. Historyjkę, rzecz jasna, zmyśliła od początku do końca, ale stwierdziła że mogłaby nadać temu rzekomo przypadkowemu spotkaniu jakąś wyjątkową atmosferę. Czy leżące na dnie trupy osiemnastoletnich naśladowców Abraxasa mogły rozsiać w powietrzu romantyzm, na którym zależało Tawce? W pewnym sensie na pewno, wszak to w tej właśnie epoce motyw nieszczęśliwej miłości był najpowszechniejszy, ale to nie w nieszczęśliwą miłość dziewczyna w tym momencie celowała. Była swoją towarzyszką zafascynowana w ogromnym stopniu i na razie po prostu planowała z nią dzieci, a nie ckliwe rozstania. Dosyć ekstremalnie, biorąc pod uwagę co najwyżej pięć minut znajomości, ale nikt chyba nie zaprzeczy, że dodawało to Octavii swoistego uroku, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pią Cze 26 2015, 23:07

Twój umysł był zamknięty na znacznie więcej spustów niż dwieście i jeden. Nie mogłaś pozwolić temu chaosowi rozpanoszyć się po świecie i siać spustoszenia. Nie wyznaczałaś granic, pozwalałaś ludziom czuć się swobodnie w swoim towarzystwie, ale potrafiłaś być ulotna jak mgiełka, na wypadek, gdyby ktoś zechciał podążać twoim tropem po tych ścieżkach, po których chadzałaś samotnie. To nie był strach. Pomimo tego, iż potrafiłaś brylować w towarzystwie, nie posiadałaś poczucia jedności z ludźmi. Rządził tobą indywidualizm, bo bez względu na wszystko, zawsze wiedziałaś, jak dopiąć swego. Nie lubiłaś dzielić się wiedzą, którą sama zdobyłaś. Ciebie kosztowało to wiele poświęcenia, i choć nie byłaś absolutnie przeciwna akcjom charytatywnym, altruizm nie szedł z tobą w parze.
Czy wobec tego Tavia była z góry skazana na porażkę? Trudno było powiedzieć jednoznacznie. Ciebie cechował upór i wytrwałość – nigdy nie lekceważyłaś ludzi, którzy potrafili ci dorównać. Może dlatego, że spotkałaś ich na swojej drodze zaledwie garstkę. I choć niektóre z dróg się rozwidliły, niektóre gwałtownie urwały w połowie, przywołując te wybrane twarze trudno było ci powstrzymać uśmiech.
Mierzyłaś ją wzrokiem, czując, jak robi dokładnie to samo, kawałek po kawałku badając twoją skórę, twoje oczy, włosy, dłonie. Nie mogłaś mieć jej tej nachalności za złe, podczas kiedy sama robiłaś to samo – ale przywykłaś do tego. Ludzie zawsze ci się przyglądali, a ty nie pozostawałaś dłużna. Uwaga za uwagę. Ciężkim grzechem byłoby zignorowanie kogoś, kto mógłby ci pomóc odkryć to nowe miejsce, w którym się znalazłaś. Ciężkim grzechem byłoby odwracanie się plecami w momencie, kiedy ktoś wyciągał w twoją stronę dłoń. Towarzyskie faux pax przestałaś popełniać równo z dniem, kiedy skończyłaś dziewięć wiosen.
Nie potrafiłaś oceniać ludzi. Zdawałaś sobie sprawę z tego, jak bardzo pozory mogły mylić – ale przyznaj, Luno, że urzekły cię te kolorowe włosy, ten niewymuszony uśmiech i sposób, w jaki do ciebie mówiła. Nie lubiłaś zadowalać się byle czym. Nie każdemu dawałaś do zrozumienia, jak bardzo interesuje cię wieloznaczność.
- A więc ilość sekretów też jest powodem do rywalizacji? Chyba jesteśmy na zgoła przegranej pozycji, patrząc na liczebność – w twoim głosie nie ma goryczy. Ciebie bawi ta wzajemna, z dnia na dzień narastająca niechęć, choć obserwujesz te zjawiska z rozkoszą. Nazwali was przyjezdnymi. Już samo to odseparowało was od reszty Hogwartczyków. Ale nie rozpaczasz, czekasz na rozwój wydarzeń. Kiedy ziemia się zatrzęsie, chcesz być w epicentrum. – Ludzie od zawsze lubili tajemnice. One przyciągają jak magnes. Może czasem jest lepiej nie wiedzieć wszystkiego, bo osiąganie absolutów kończy zabawę, spala całą satysfakcję.
Co za ulga, że na świecie było do odkrycia tyle miejsc, iż nie był w stanie ci się znudzić. Gdybyś zwiedziła każdy kąt... cóż, nie pozostawałoby ci nic innego, jak zabić się i zacząć odkrywać nowe wymiary.
- Poetycki, ale niezbyt mądry sposób, żeby umrzeć, zdaje się, że modny nieco ponad dwieście lat temu. Umieranie w ogóle zdawało się być modne w tych czasach, w większości przypadków zupełnie bezsensowne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Praia, Republika Zielonego Przylądka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 127
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10879-octavia-alfa-moreira#297774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10886-z-tej-strony-tawka-kto-tam#297916
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10887-fitz#297919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10888-octavia-alfa-moreira#297920




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Nie Cze 28 2015, 13:51

Chaos był, jest i będzie - wbrew większości wyobrażeń - najpotężniejszą siłą napędową całego świata, toteż trzymanie go w zamknięciu, zwłaszcza pod tyloma zamkami, trochę kłóciło się z ideą samorozwoju. Nie powinno więc nikogo dziwić, że cały artystyczny bałagan tkwiący w głowie dwudziestoletniej Kabowerdenki uciekał na zewnątrz kiedy tylko mu się żywnie podobało, pomijając momenty zbyt ważne na taką samowolkę, ze sztandarowym przykładem w postaci tego jednego, zupełnie niby-przypadkowego spotkania z Ceres. Oczywiście ograniczeń tego typu Octavia nakładała na swój umysł stosunkowo niewiele, bo chyba dosyć prędko przyszłoby jej zwariować. Na razie dobrze się czuła ze swoimi kolorowymi włosami, z trzema wężami stanowiącymi niesamowicie istotną część jej życia, na tyle istotną że z nimi rozmawiała, aż wreszcie z popadaniem w stan głębokiego zakochania w osobach widzianych po raz pierwszy w życiu po ośmiu sekundach (lub też rekordowych trzech, gdyby tylko Ceres mogła to docenić!). Cieszyła się też faktem, że ludzie nie zrażają się do niej po doświadczeniu którejkolwiek próbki jej chaotycznego usposobienia, a nawet wręcz przeciwnie, zdają się tylko coraz częściej pojawiać w pobliżu. Wniosek posiadania w sobie jakiejś cząstki wili wyjaśniał to wręcz znakomicie, toteż wiele osób zdążyło już poznać tę historyjkę - jasnowłosa Amerykanka niechybnie dołączy do tego grona, ale najpewniej w bardziej stosownych okolicznościach, o ile nie postanowi zbytnio dać się ponieść swemu indywidualizmowi. A skoro jak na razie bez mrugnięcia okiem dawała się niewinnie zjadać stalowoniebieskim tęczówkom, to może wcale nie trzeba jeszcze nikogo spisywać na straty?
Tawka roześmiała się nieco w odpowiedzi na siłowe wtrącenie do ich drobnej rozmowy tematu międzyszkolnej rywalizacji. Akurat wtedy, kiedy próbowała podobne niesnaski zupełnie wyrzucić, one powracały niczym jakieś upierdliwe muchy. Cóż jednak na to poradzić, skoro niewielu uczących się w Hogwarcie uczniów miało podobnie pacyfistyczne podejście do obcych co sama Moreira, mimo że ona jakiś czas temu sama przecież też była podobną obcą. Odchyliwszy się nieco do tyłu, oparła ciężar ciała na ramionach, aby na parę chwil przenieść wzrok ku niebu.
- A może właśnie przez to macie pewną przewagę? Zresztą, o żadną rywalizację mi nie chodziło. Liczyłam na próbkę tego, co potrafią skryć błękitne oczy - znów spojrzała na Ceres, tym razem nie przywdziewając na twarzy żadnego konkretnego wyrazu, choć niedługo potem mógł tam mignąć pewien cwaniacki uśmieszek. Następnie przez jakiś czas grzecznie słuchała podanej sobie riposty, której w sumie nie komentowała mimiką twarzy, ale z pewnością miała zamiar prędzej czy później to zrobić.
- Myślisz że dlaczego nie znamy jeszcze swoich imion? Właśnie przez piękno tajemnicy - powiedziała i uśmiechnęła się sama do siebie, przenosząc wzrok z powrotem na jezioro, poruszywszy też przy tym nieco nogą, aby trochę ożywić taflę wody. Zapatrzyła się w nią na dłuższą chwilę, popadając w swój typowy zachwyt marynistyką, choć teraz w troszkę upośledzonej formie, bo przecież nie miała do czynienia z morzem. Obecność blondynki miała jednak wystarczającą siłę, aby Tavia nie odpłynęła zbyt daleko w odmęty swoich myśli, przez co jej nieco cyniczne podsumowanie losów tych wszystkich biednych chłopców nie umknęło w przestrzeń bez zostania zarejestrowanym przez Krukonkę.
- Nie ma mądrego sposobu na śmierć. Niektóre bywają po prostu piękniejsze od innych i utopienie się z twarzą tej jedynej przed oczyma wydaje mi się być na samym szczycie listy - mruknęła z rozmarzeniem w głosie, nie zauważając nawet, że całe jej skrupulatnie budowane bi-curious runęło właśnie w gruzach. Nawet gdyby miała tego świadomość, to chyba nie za bardzo by się przejęła. Wygląda więc na to, że planowanie dzieci nie byłoby takie znowu idiotyczne, skoro Ceres miała na nią podobny wpływ, ale nadal byłoby dosyć ekstremalne.
- Nie bolą cię nogi od takiego sterczenia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pon Cze 29 2015, 22:38

Dla ciebie samodoskonalenie leżało na antypodach chaotyczności. Bliższe były mu dyscyplina i samozaparcie, wszak wspinanie się na szczyty wymagało skupienia i precyzji, a każde rozproszenie mogło skutkować katastrofą. Z tym pierwszym miałaś szczególny problem, bo choć twój umysł zwykle pracował na najwyższych obrotach, trudno było mu poświęcić całkowitą uwagę dla wyłącznie jedynego tematu. Wielowątkowość samoistnie wytyczała ci nowe ścieżki, na których łatwo można było stracić orientację. Ale pod osłoną nocy, kiedy nikt nie patrzył, chętnie zrzucałaś z siebie odpowiedzialność, dając się ponieść emocjom, bo lubiłaś kosztować życia bez żadnych ograniczeń.
Masz w sercu dzikość, a we krwi pulsuje ci szaleństwo. Doskonale wiesz, że spuszczanie tego wściekłego psa ze smyczy przy nieodpowiednich ludziach nie wniesie nic dobrego. Przerabiałaś tę lekcję dekadę temu. Ale przecież dajesz się poznać, dotknąć, ugryźć, dajesz się nawet palić na stosach i wrzucać w bezkresne głębiny, gdzie łatwo nabrać w płuca wody zamiast powietrza. Ludzie cię fascynują i nigdy ich nie odtrącasz. Masz po prostu w sobie coś takiego jak kot, twój brat wie to najlepiej, że czasem odwracasz się ogonem i gnasz w swoją stronę, że umykasz, gdy ręce niepowołane zaczynają wbijać ci paznokcie pod skórę.
Jakie dłonie miała Tavia? Czy były smukłe i miękkie, jak spody kocich łapek? Przecież ktoś z takim głosem rozsiewający aurę beztroski nie mógł być kimś, przed kim byś uciekała. Stałaś więc w miejscu, wpatrzona ciągle w taflę wody, ale ta pozostawała spokojna, więc obróciłaś się w stronę Krukonki.
- Pewnie, że nie. Gdyby tak było, pewnie już próbowałabyś mnie utopić w jeziorze – śmiejesz się. Nie masz permanentnych skrzeli, choć bardzo byś chciała. – Ludzie o błękitnych oczach podobno mają też błękitną krew, ale ja wolę myśleć, że są potomkami boga z oceanu.
Ty jesteś. To więcej niż pewne.
- Ty pewnie masz na imię Ogień albo Wiatr – wolałabyś, żeby to był ogień, prawda? Lubisz z nim igrać, lubisz, jak cię pali, ale wiatr też jest taki cudowny, mistyczny i potężny przyjaciel, który może wzburzać lustro oceanu. – I w tym sęk! Po co odchodzić w niebyt, podczas gdy świat jest na wyciągnięcie ręki? Nieszczęśliwa miłość nie jest wytłumaczeniem. Kapitulacja życia na rzecz emocji. To musi być straszne – trochę jesteś zniesmaczona, trochę smutna, trochę rozbawiona, ale od romantyzmu dzieli cię gruby mur. Luno, ty się nigdy jeszcze nie zakochałaś i nie wiesz nawet, o czym mówisz. – Przecież o tych wszystkich samobójcach tak się opowiada z politowaniem. Najwięcej emocji wzbudzają spektakularne wypadki, zwłaszcza, kiedy jest się mistrzem w swym fachu. Wyobraź sobie, że zawodnik quidditcha ginie, spadając z miotły. Artykuł na pierwsze strony gazet i rzesze fanów roniących szczere łzy, niedowierzających, ale szczęśliwych, że w ostatnich chwilach swojego życia ktoś oddał duszę za swoją pasję.
Mówisz o tym takim głosem, jakbyś sama chciała tak kiedyś zginąć. Pasji masz wiele i każdej jesteś gotowa oddać się w całości, przekraczając najśmielsze granice.
- Och, skąd. Kiedy pływam na desce, potrafię przestać na niej pół dnia, ale... – zakładasz włosy za uchu, robisz kilka kroków w stronę Tavii, aż w końcu siadasz obok niej. – siedzieć też lubię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 22
Skąd : Praia, Republika Zielonego Przylądka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 127
  Liczba postów : 144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10879-octavia-alfa-moreira#297774
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10886-z-tej-strony-tawka-kto-tam#297916
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10887-fitz#297919
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10888-octavia-alfa-moreira#297920




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Wto Cze 30 2015, 15:51

Ależ tak, kierując się tym powszechnie przyjętym rozumieniem samodoskonalenia prędko dotrze się do opartych na antypodach wniosków, a jednak gdyby spojrzeć z punktu widzenia ewolucji - ba, nawet początków świata w kulturze antycznych Greków, wszak, według tychże, świat powstał z Chaosu - od razu dostrzeże się prawidłowość w postaci nieporządku świata pchającego ewolucję naprzód. To z kolei gadka chorobliwie mugolska, więc nikogo nie zdziwi gdy stwierdzę, że Octavia nie spoglądała na całą sprawę w ten sposób, acz nadal wypuszczała swój własny umysłowy bałagan na zewnątrz, żeby nie dopuścić do autodestrukcji. Porównując jednak obie podziwiające w danej chwili jezioro dziewczęta, bez problemu dałoby się starszą z nich uznać za bardziej "uporządkowaną". Może i była do swojej obecnej towarzyszki w pewnym stopniu podobna, ale z całą pewnością nie traciła skupienia wokół jednej rzeczy w tak zawrotnym tempie, przy czym dzikości i szaleństwa też próżno byłoby u niej szukać, a przynajmniej w takiej samej dawce. Wszak do chodzenia dzień w dzień z wyraziście pomalowanymi włosami nie da się przekonać bez odrobiny wariactwa w krwi, choć większej niż ta, którą ludzie dostają na początek.
Moreira zaśmiała się głośno na niebywale trafne spostrzeżenie o topieniu rywali z Salem, choć tak na dobrą sprawę wcale nie powinna, bo była to sprawa o wiele poważniejsza niż w tym momencie obie pokazywały. Świat toczyło wiele okrutnych chorób, z nadmierną, nieuzasadnioną nienawiścią na czele. Widać to było po części w wydzieleniu przyjezdnym specjalnego dormitorium, co zresztą przejawiało wychodzącą poza granice przyzwoitości chęć do uczynienia im życia łatwiejszym po stracie wielu przyjaciół w pożarze. Cel niby szczytny, a jednak wykonanie go wybitnie przegięte, jeśli wierzyć plotkom głoszącym rzeczy podobne do "te ich łóżka są tak wielkie, że dziesięciu uczniów by się zmieściło" i tak dalej. Oprócz tego wzajemne spojrzenia, zupełnie różne od tego, którym Tavia wymieniła się z Ceres, o wiele bardziej wrogie. Nikogo nie powinno zdziwić, gdyby jakiś Hogwartczyk wdałby się w zawzięty pojedynek z jakimś Salemczykiem, lub też odwrotnie. Tak to już jednak z ludźmi zwykle było, że potrafili się szczerze nienawidzić z zupełnie błahych powodów. Całe szczęście że pomiędzy tęczowogłową a prawie-białowłosą pojawiło się coś zupełnie innego, choć ciężko byłoby nazwać to miłością, nieważne jak bardzo jedna z nich mogłaby tego chcieć. Lepszym określeniem zdaje się "wzajemna fascynacja", której niebywale jasny ogień zapłonął w oczach Kabowerdenki, kiedy sama została Ogniem nazwana. Gdy padło słowo "Wiatr", dwa ogniki zatańczyły wesoło, choć ani jednego z tych manewrów Ceres najpewniej nie dostrzegła. Chyba że potrafiła patrzeć naprawdę.
- Chciałabym - odparła, rozważając moment nad oznaczającym "urodzoną jako ósma z kolei" Octavią i chcąc w stosowny sposób dorównać dziewczynie w nazwaniu jej jakimś pięknym słowem, które z wielkim oporem przychodziło jej do głowy - W takim razie ty najpewniej masz na imię Tajemnica - stwierdziła wreszcie, uśmiechając się do siebie z dumą i rzucając okiem na blondynkę - Pasowałoby ci. Albo Luna. Wiesz, przez włosy - wyjaśniła jeszcze, dotykając przelotnie swojego kucyka, instynktownie wspomagając wyjaśnienia gestykulacją. Zupełnie nieświadoma szalenie nieprawdopodobnego trafienia, skupiła się na dywagacjach w kwestii samobójców i pokręciła nieco głową, połowicznie rozbawiona, a połowicznie załamana, że na taki właśnie temat musi rozmawiać z kimś, kto jednym niezbyt nawet specjalnym spojrzeniem zupełnie zawrócił jej w głowie. Spojrzała więc na Ceres raz jeszcze, chwilę po tym jak odwróciła głowę w stronę wody, aby to jej poświęcić trochę uwagi. Odepchnęła się następnie od ziemi, zmieniając nieco pozycję i zezwalając ramionom na wymarzony przez nie odpoczynek - wszak nie można wiecznie podpierać niemal całego ciała bez jakiegokolwiek zmęczenia. Ucieszyła ją informacja o zamiłowaniu do siedzenia, jakie jej towarzyszka rzekomo wykazywała.
- Różni ludzie, różne opinie. Ustalmy może tyle, że... śmierć jest po prostu smutna - zakomenderowała wreszcie, po o wiele zbyt długiej, zupełnie zbędnej przerwie - Czyli jesteś... surferką, tak? Hm, pamiętam, że latem wybrzeże Prai było pełne takich jak ty. Zawsze zazdrościłam im tego, że umieli się utrzymać w równowadze, więc pewnie tobie też zaraz zacznę zazdrościć. I nie - nie chcę, żebyś mnie nauczyła. Przynajmniej na razie. Najpierw powinnam się nauczyć pływać. To jaką inną ciekawostkę na swój temat możesz mi wyjawić, droga Tajemnico, żebyś nie przestała jeszcze być wystarczająco tajemnicza, ale żebym ja mogła się z zadowoleniem uśmiechnąć? - zapytała na koniec, wbijając w towarzyszkę wzrok. Dopiero teraz, kiedy Ceres wystarczająco się zbliżyła, Tavia mogła doświadczyć bijącego od niej, przyjemnie odurzającego zapachu. I choć użyto tu słowa "bijącego", to woń była zaskakująco delikatna. Bezsprzecznie osiągała ten legendarny balans, o którym zawsze się mówi w kwestii perfum. Moreira eksperymentowała z nim na co dzień, ale dziś coś podpowiedziało jej, że lepiej się powstrzymać. Kto wie, może zapach cytrynowego szamponu ciągle trzymał się na kolorowych włosach i był zupełnie wystarczający?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sro Cze 22 2016, 11:28

/prosto z mieszkania Carlssona

Atria nie chciała tam zostać. W mieszkaniu Mikkela. Zresztą, co miałaby tam robić. Osoby, które zjawiły się na tej imprezie i tak nie należały do grona jej znajomych. Znała je tylko z korytarzy lub zajęć, nic poza tym. Nie zamierzała też stać uczepiona jego ramienia, bo nawet go za bardzo nie lubiła. Mocniej ją irytował, niż wzbudzał w niej jakieś pozytywne odczucia. Już idąc tam wiedziała, że nie zostanie, a wyjdzie zaraz po wręczeniu swojego podarku.
Teraz znów była nad jeziorem. Ostatnio nie miała za wiele czasu do ćwiczeń nad sobą. Najpierw wizyta jej ojca, w której po prostu powiadomił ją o tym, że została zaręczona, a później egzaminy. Wybitny, dwa Powyżej Oczekiwań i dwa Zadowalające. Wiedziała doskonale, że dostanie burę za te Zadowalające, ale te rośliny w cieplarni zdecydowanie się na nią uwzięły. W końcu doszła do punktu, w którym zawsze się zatrzymywała, niezależnie od tego, czy był to wschodni, czy zachodni brzeg jeziora. Po obu stronach, mniej więcej dziesięć metrów od wody. Na granicy trawy i piasku. Wiatr owiał lekko jej twarz i poruszył rozpuszczone włosy. Sukienka zafalowała lekko na wietrze. Atria wzięła wdech i przymknęła na chwilę oczy, a jej myśli powędrowały do wspomnienia boginów z którymi zmierzyła się podczas egzaminu. Od czasu wydarzeń na pacyfiku każdy z boginów przyjmował postać bezkresu. Te zaś objawiły się jako wielkie obrączki. Czy aż tak bardzo obawiała się małżeństwa, że nawet nie zdawała sobie sprawy, że swojego strachu?
Schyliła się i rozpięła zapięcia przy butach, z których po chwili wyswobodziła stopy. Czuła letnią trawę po stopami. Uniosła nogę i zrobiła krok, a serce zatrzymało jej się na chwilę, bo po raz pierwszy w życiu udało jej się wejść na piasek. Potem jeszcze jeden i kolejny. I nim się obejrzała, a stała już w połowie piaszczystej drogi ku jeziorze. Zakrzyknęła radośnie i nawet podskoczyła, a potem zaśmiała się sama do siebie wiedząc, że dzisiejszy dzień jest tym przełomowym. Zaraz jej dobry humor odszedł, bo naszła ją myśl, że łatwość z jaką pokonuje swój największy strach spowodowana jest, nie jej silną wolną i zacięciem, a faktem, że znalazł się strach większy od tego. I poczuła tylko chęć na rozwalenie czegoś. Czegokolwiek. Ale nie było nic pod ręką. Opadła na kolana, a potem usiadła tak. I przymknęła powieki, pozwalając by wiatr dalej owiewał jej twarz, sama oddała się medytacji, by odegnać od siebie jakiekolwiek uczucia i emocje, by znów być sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1853
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1083
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sro Cze 29 2016, 01:00

Od dłuższego czasu odczuwała, że odrobinę zaplątała się w swoim życiu. Miała wrażenie, że jeszcze jeden nieuważny krok i runie jak długa na ziemię. Nie miała nawet czasu, by pomyśleć o Atrii, z którą już tak długo nie rozmawiała. Co nie znaczyło, że przestało jej zależeć na tej znajomości - wręcz przeciwnie, nie zamierzała się poddawać.
Naeris słyszała o tej imprezie u jednego ze Ślizgonów, ale szczerze to nie miała zamiaru przychodzić. Wątpiła, żeby jej przyjaciele się tam zjawili, a poza tym nie wiedziała, czy w ogóle by ją wpuszczono. Wpraszać też się nie zamierzała, jej wrodzona uprzejmość na to nie pozwalała. Po otrzymaniu dziwacznego listu od Atrii, który wprawił ją w prawdziwą konsternację i zmartwił porządnie (cały czas zastanawiała się, o co w tym wszystkim chodzi), chciała odnaleźć dziewczynę. Z jakiegoś powodu szukała jej nad brzegiem jeziora. W końcu dostrzegła siedzącą na plaży postać.
- Atria! - zawołała, rozpoznając rude włosy i podbiegając bliżej. Na szczęście okazało się, że się nie pomyliła i to była ona. Kiedy znalazła się już przy niej przyjrzała się uważnie Krukonce. - W porządku?
W jej głosie można było usłyszeć prawdziwe zmartwienie. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić, więc po prostu usiadła na piasku naprzeciwko dziewczyny. Wiatr zdmuchnął na twarz Naeris blond włosy, więc odgarnęła je zniecierpliwionym gestem. Podkuliła nogi, by móc je objąć ramionami. Nie obchodziło jej to, że może pobrudzić spodnie, najwyżej wyczyści je zaklęciem. Na usta cisnęło jej się mnóstwo pytań, ale miała już niewielkie doświadczenie w rozmowach z Atrią i zdecydowanie bardziej wolała, by to ona mówiła. Nawet jeśli będzie ciężko, postara się z niej wydusić co się stało i może jakoś pomóc. Jeśli będzie w stanie. Chciałaby wiedzieć nie tylko o tym, co się wydarzyło, ale - co najważniejsze - jak się teraz czuje rudowłosa. Choć Naeris już zauważyła, że ma lekki problem z wyrażaniem emocji, liczyła na to, że zdoła je jakoś odczytać. Wystarczyły mi drobne znaki, które naprowadziłby ją na dobry trop.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Czw Cze 30 2016, 20:37

Atria dawno, może nie tyle co nie widziała, bo widywały się dość często, raczej nie rozmawiała z Naeris. Jakoś każda z nich skupiła się na egzaminach i swoim życiu. Poza tym, Atria nie należała do osób, które robiły sobie gorące kakao z piankami w liczbie dwóch, a potem nie zabierała go do przyjaciółki i nie siadała z nią na ploteczki. Tak robili inni ludzie, normalni ludzie. Ona do tej grupy nie należała. Nawet w Norwegi nie miała zbyt wielu znajomych, a już o przyjaciołach wspominać nie będę. Znaczy, oczywiście, przyjaźniła się z Løsnedahl'ami. Chociaż w sumie o przyjaźni można było mówić tylko w stosunku do Yangve. Ingrid strasznie ją rozsierdzała, była zbyt... jak Naeris, chociaż dziwnym trafem tej krukonce Atria zezwoliła na zbliżenie się. Co śmieszniejsze, znalazła przyjaciela tylko dlatego, że początkowo ojciec kazał jej utrzymywać z nimi kontakty, co za ironia.
Teraz siedziała na piasku, już po chwili zmieniła pozycję, na pozycję lotosu, stopy układając na miednicy a dłonie w połowie uda. Podobał jej się ten lekki wiatr, który owiewał jej twarz, rozwiewając rude kosmyki, których tak bardzo nie lubiła. Jakby z daleka usłyszała swoje imię i skrzywiła się lekko. Chciała być sama. A przynajmniej tak się jej wydawało. Samotność była jej najlepszą przyjaciółką od wielu lat, czemu dziś miałoby być inaczej? Uchyliła jedną powiekę i dostrzegła przed sobą Naeris.
Czy wszystko w porządku? Och jak ona nie lubiła tego pytania. Przecież teoretycznie, wszystko było okej, żyła, oddychała, odżywiała się zdrowo i rosło prawidłowo, więc teoretycznie odpowiedź na to pytanie powinno brzmieć "tak". W praktyce jednak, mimo, że nie widać tego na zewnątrz, Atria czuła się rozbita. Wcześniej myślała, że może tak po prostu przyjąć do wiadomości i pogodzić się z faktem, że została zaręczona, jednak egzamin z OPCM i walka z boginem uświadomiła sobie, że obawia się go bardziej niżby chciała.
Otworzyła drugie oko i westchnęła. Tak, naprawdę, Atria westchnęła. Nie zmieniła pozycji nawet odrobinę, mogła w niej wytrzymać długie godziny, po czym podniosła tylko dłoń na której widniał pierścionek i zatrzymała ją między nimi na wysokości ich twarzy, oczkiem skierowanym w stronę Naeris.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Newcastle, Anglia
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1853
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1083
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12511-naeris-sourwolf#337284




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sro Lip 13 2016, 16:15

Naeris pod pewnym względem była paradoksem. Niby miała mnóstwo znajomych i sporo przyjaciół, ale gdyby ktoś ją tak szczerze spytał, czy wiedziałaby do kogo się zwrócić w razie problemów, to miałaby mały kłopot. Więc trochę się jednak utożsamiała z Atrią. Swoją drogą, dopiero teraz zorientowała się, jak blisko wody siedzi Ashworth. Czyżby nie wspominała w liście, że jej boginem był właśnie bezkres wody? Cała ta sprawa wydawała się Naeris poważna i to bardzo. Bo na pewno nie podchodziłaby tak blisko brzegu zupełnie bez powodu. Wiedziała już, że się zaręczyła, ale nie miała pojęcia o niczym więcej. Kto to był, czy go kochała, czy się obawiała, czy mogłaby jakoś jej pomóc? Starała się ukryć przejęcie, ale trochę nie wychodziło. Nie umiała panować nad sobą tak jak rudowłosa.
- Kto? - spytała, widząc pierścionek na palcu dziewczyny. Nie znała się na biżuterii, jedyna jakiej używała to był jej naszyjnik. Ten wydał jej się ładny. Mimowolnie jej myśli pomknęły w kierunku jej własnej przyszłości. Zastanowiła się, czy chciałaby kiedyś wyjść za mąż. Z jednej strony przydałby jej się w życiu ktoś, kto ją pokocha (z własnej nieprzymuszonej woli), z drugiej bała się tego, co może to ze sobą przynieść. W sprawach dotyczących miłości była może nawet bardziej nowicjuszką niż Atria. Westchnęła, tak jak rudowłosa.
- Nawiasem mówiąc dzięki za to, że życzyłaś mi powodzenia. Egzaminy się udały. - powiedziała, starając się lekko uśmiechnąć. Nie popisała się jakoś szczególnie, ale doceniała swoje oceny. Miała nadzieję, że Atrii też poszło całkiem nieźle. Co prawda nie wiedziała, czy jej rodzice są wymagający czy nie. Jakby tak się zastanowić, bardzo mało o niej wiedziała. Nawet, gdy ostatnio próbowała z nią porozmawiać, nic z tego nie wyszło.
- Powiesz, jak to się stało? - miała oczywiście na myśli małżeństwo. Patrzyła na Atrię i widziała silną, ale nieprzygotowaną do tego dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Oslo, Norwegia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 176
  Liczba postów : 314
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10512-atria-amelia-ashworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10536-animagiczny-anonimowy-alkoholik#289574
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10529-lisner
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10537-atria-amelia-ashworth#289575




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sro Lip 20 2016, 18:37

To był właśnie problem naszych czasów. Że mimo dżungli osób i możliwości, które posiedliśmy, nadal jednak w środku pozostawaliśmy samotni. Dobro jakby wyparowywało z nas z każdym nowym udogodnieniem, a my sami, powoli przestawaliśmy być dla siebie mili. Atria nigdy nie ukrywała tego, jaka była. Uśmiech na jej ustach, mimo, że pięknie ją przyozdabiała, trafiał się tak rzadko, jak rzadko trafiała się czterolistna koniczyna. A bezwzględny trening, który przeszła jakby wyprał ją z emocjo. Nadal jednak posiadała to najważniejsze przeczucie, które mówiło jej, którego wilka należy karmić.
I choć starała się tego dobrego, wiedziała, że prędzej czy później i ten zły dostatnie jeść. Nie było innej opcji, zwłaszcza, że była zabójcom. Z założenia i definicji była zła. Siedziała na piasku tak blisko wody, że aż sama dziwiła się, że nie ma w niej tej wielkiej ochoty by odejść na bezpieczną odległość. Teraz jednak miała wrażenie, że nie istnieje dla niej coś jak bezpieczne odległość. Wodny bezkres przestawał być dla niej problemem. Raczej jak natrętna mucha, po prostu był, ale przy machnięciu dłonią można się było jej bez problemu pozbyć.
-Mikkel Carlsson. – wypowiedziała spokojnie jego imię i nazwisko. Normalnie, bez żadnej nuty, która mogłaby sprawić, czy dać komukolwiek jakieś spojrzenie na to, jak podchodzi do całej tej sprawy. Neutralnie. Tak brzmiała. Jak Szwajcaria. Wzruszyła ramionami. – Nasi ojcowie stwierdzili, że to najwyższa pora.
Zmarszczyła nos, przez chwilę wpatrując się w blondynkę. A potem podniosła się i otrzepała kolana z piasku. Z góry Naeris wydawała się tak mała i krucha, że sprawiała wrażenie, jakby mogła zostać zdmuchnięte przez wiatr. Przez chwilę Atria zastanawiała, czy i ona wygląda dla innych w ten sposób.
-Nie mam ochoty na rozmowę. Pójdę się przejść. – oderwała wzrok od dziewczyny i zamierzyła nim wodny krajobraz nadal ze zmarszczonym czołem. Potem jak zwykle, bez słowa odwróciła się i odeszła, po drodze zgarniając swoje buty z trawy. Nie miała ochoty na rozmowy. Rozmowy nie były w stanie naprawić jej sytuacji. Nic nie było.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Nie Wrz 18 2016, 22:47

/pewnie kilka dni po lekcji eliksirów
Och, jak Ben tęsknił za Hogwartem! A szczególnie za Wielką Kałamarnicą, której w sumie się trochę bał, ale wciąż go niesamowicie ciekawiła. Dzisiejszego popołudnia stwierdził więc, że wybierze się na błonia, dokładniej nad brzeg jeziora i sprawdzi co u Kałamarnicy. Oczywiście tylko w przenośni sprawdzi, bo nie zamierzał wskakiwać do wody, nawet jeśli potrafił i kochał pływać. Jednak nie był tak szalony, choć podejrzewał, że Axel by to zrobił.
Jako, że miał dużo nauki, wziął ze sobą książki, pergamin, pióro i kałamarz. A to wszystko w torbie. Na dworze było przyjemnie, choć dało się odczuć to, że lato minęło już dawno i jedyne co po nim zostało to wspomnienia.
Gdy dotarł już nad brzeg jeziora, usiadł na ziemi i zaczął pisać wypracowanie z zaawansowanej transmutacji. Co w sumie tylko sprawiło mu frajdę, bo kochał ten przedmiot i się nim interesował. Dostatecznym dowodem na jego zainteresowanie było to, że bardzo chciał zostać animagiem i od dawna starał się tego nauczyć, choć póki co nie wychodziło mu to. Może niedługo, może jak znowu zacznie uczyć się wraz z Naeris...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : obecnie Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13426-zoja-yordanova#357984
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13429-relacje-zoi#357994
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13427-skrytka-pocztowa-panny-yordanovej#357987
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13428-zoja-yordanova#357988




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pon Wrz 19 2016, 08:17

Dla Zoi było to wolne popołudnie. Nie należała do systematycznie odrabiających lekcje uczniów, dlatego wg jej filozofii: "dzisiejszą pracę domową odrób jutro". Na samotny spacer po błoniach zbierała się już od tygodnia. Reunion w wieży Gryffindoru trwał troszkę dłużej niż zwykle i Bułgarka się rozleniwiła. Nie chciało jej się wychodzić z pokoju wspólnego, chyba że na lekcje. Po dziesiątej przegranej grze w gargulki, w końcu postanowiła ruszyć tyłek. Nie widziała się jeszcze z paroma znajomymi spoza klasy, a to już zaraz przecież koniec września! Po drodze wstąpiła do biblioteki i wypożyczyła sobie książkę historyczną o Magicznych Piratach oraz odwiedziła skrzydło szpitalne, bo jej koleżanka miała od wczoraj problemy z wypryskami. Na bank sięgnęła nie po tą czekoladkę, co potrzeba... Następnie ruszyła na zewnętrzne tereny zamku: krużganki, fontanna na dziedzińcu, droga na boisko i w końcu skręciła w stronę jeziora.
Ubrana w ciepły szkolny sweter i podkolanówki do spódnicy, szła brzegiem jeziora, uważając na zapadającą się ziemię od wilgoci. Tęskniła już za jesienią i cieplejszymi ubraniami. Tego lata szło się zapocić w samych majtkach, więc dopóki jest to trochę chłodniejsza pogoda to jest całkowicie za.
- Ben!
Zauważyła chłopaka na molo (bo chyba nie pisał wypracowania na gołej plaży?) i postanowiła się podkraść. To nie było trudne, skoro był zajęty odrabianiem zadania z Transmutacji. W pół kroku od niego doszła do wniosku, że nie może go jednak przestraszyć, kiedy macza pióro w atramencie. Na pewno są uczniowie, którzy potrafiliby plamę usunąć za pomocą czarów, ale dla Bułgarki to wyższa szkoła jazdy. Stąpnęła więc głośniej za Krukonem, żeby już wiedział, że nie jest sam i nagle opadła na miejsce obok niego.
- Przyznaj, że specjalnie zapuszczasz włosy, żebym miała później zabawę. - Przywitała go, od razu patrząc na fryzurę chłopaka. W zeszłym roku pozwolił jej się raz ostrzyc i wyglądało na to, że od tamtej pory nie obcinał włosów. Wetknęła mu za ucho kwiatka wrzosu zanim zdążył odszczeknąć i dodała z uśmiechem: - Hej Rogers.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 207
  Liczba postów : 242
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12923-benjamin-rogers#347675
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12928-listy-benia#347689
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Czw Wrz 22 2016, 20:49

okay, od razu z góry najmocniej przepraszam za zamuł, ale kompletnie nie mam czasu przez natłok nauki, a jak nie mam czasu to moja wena ulatuje i no :c Przepraszam mocno :c teraz postaram się już tak nie mulić, przynajmniej w weekend

Ben nie potrafił się nie uczyć. Zawsze czuł się wyjątkowo źle, gdy wiedział, że ma jakieś nieodrobione zadanie domowe. No ale nie jego wina, zawsze chciał mieć mniej na kolejne dni, bo może akurat wtedy nic nie będzie miał zadane i będzie mógł pograć w szachy czarodziejów. Albo w spokoju poczytać jakąś przyjemną powieść, a nie podręcznik dla zaawansowanych. Nie żeby marudził, ogółem lubił się uczyć. Choć, swoją drogą, słabo znosił presję. Co było czasami widać, a teraz, gdy owutemy idą wielkimi krokami, będzie to widać jeszcze wyraźniej niż wcześniej.
Chłopak kompletnie nie spodziewał się, że ktoś go zaczepi, ale gdy tylko usłyszał kroki, odwrócił się i uśmiechnął na widok przyjaciółki.
- Hej, Zoja. - przywitał się i lekko zmarszczył brwi, słysząc jej uwagę o swoich włosach. Odłożył książkę i prawą ręką je przeczesał. - Muszę je obciąć. Definitywnie muszę coś z nimi zrobić, bo choćbym nie wiem jak kochał swoje włosy, nie mogę wytrzymać z grzywką, opadającą mi na oczy. - dlatego musiał je zaczesywać ostatnio do tyłu, choć po godzinie lub dwóch te już zaczynały żyć własnym życiem. Ciężka sprawa z tymi jego włosami. Szczególnie, gdy własnie są takie jak teraz, choć kiedyś miał dłuższe. Nim jednak wypowiedział te słowa, wetknęła mu kwiatek za ucho na co się zaśmiał, bo musiało to zabawnie wyglądać. I w sumie na swój sposób uroczo. - Nie masz nauki? - zapytał, gdy przestał się śmiać. No chyba, że już swoje zrobiła i tylko on miał zwyczaj tyle ślęczeć nad lekcjami...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : obecnie Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 23
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13426-zoja-yordanova#357984
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13429-relacje-zoi#357994
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13427-skrytka-pocztowa-panny-yordanovej#357987
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13428-zoja-yordanova#357988




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Pią Wrz 23 2016, 09:09

// nie ma sprawy, rozumiem. Też tak nieraz miałam

- Pewnie może się nawet od tego popsuć wzrok - skomentowała poważnym tonem. Każdy w życiu słyszał przynajmniej jeden babciny mit, taki jak: nie jedz ciepłego ciasta, bo będzie bolał Cię żołądek, albo nie bujaj diabełka, bo Cię zabierze. Grzywka na oku też należała do grona podobnych powiedzeń.
- Więc trzeba w ten weekend umówić się na wypad do Łazienki Jęczącej Marty. Mam nowe nożyczki! - powiedziała, poprawiając włosy zaczepione za uchem. Ucieszyła się widząc jego rozbawienie z powodu prezentu. W sumie to tym lokom bardzo by pasowały leśne kwiaty, ale z doświadczenia już wiedziała, że chłopaki nie lubili, gdy robiło się z nich laleczki.
Słysząc jego następne pytanie, uniosła jedną brew w niedowierzaniu. Zapomniała, że z Krukonów takie prymusy, ale Ben chyba nie zwykł wypytywać ją o szkołę.
- A co, przeszkadzam? - spytała wymijająco i wystawiła mu język. Jeśli rzeczywiście zależy mu bardziej na nauce, niż spędzeniu z nią paru minut to może pójść dalej w swoją stronę, proszę bardzo! Choć... miejmy nadzieję, że nie to miał na myśli... - Nawet jeśli, to muszę chwilę odpocząć. Nałaziłam się po tym zamku jak głupia.
Odchyliła się do tyłu z westchnięciem, żeby plecy leżały na zimnych deseczkach molo, a nogi zwisały swobodnie w stronę wody. Spojrzała w coraz ciemniejsze niebo i falujące się chmury na niebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1424
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sob Gru 24 2016, 15:33

Casper był bardziej zniszczony fizycznie, natomiast Blaithin nie mogła powiedzieć, że z jej zdrowiem psychicznym wszystko w porządku. Wprawiła się po prostu w kłamanie, zapominając już odrobinę co jest prawdą, a co fikcją, aczkolwiek w innym sensie niż Cassie. Zbudowanie nowej osobowości pod która się zawsze kryła, nie zajęło aż tak dużo czasu. Ludzie chętnie wierzyli w to, że jest okej, nie zadając zbędnych pytań. Dear miała dzięki temu święty spokój, nawet jeśli czasami zbliżała się niebezpiecznie do granicy wybuchu. Wychodziło na to, że Tease'm ludzie się zwyczajnie interesowali, stąd te ciekawskie pytania i chęć poznania go bliżej. Natomiast Fire automatycznie odrzucała każdego na kilometr, nie pozwalając w niemal żadnym przypadku na jakiekolwiek zaufanie. Dlatego z góry każda relacja była nastawiona na koleżeństwo, ewentualnie wrogość. Zdawała sobie sprawę z tego, że "przyjaciele" natychmiast odwróciliby się od niej, gdyby tylko wiedzieli o wszystkim. Dlatego nie znosiła wścibstwa i najchętniej przebywała z osobami, które traktowały ją neutralnie. A wyjątki? Wyjątki szybko się poddawały, a z każdym kolejnym Fire miała mniej ochoty na próby otworzenia się.
Przynajmniej fobii oboje mieli pod dostatkiem. Zauważyła, że spochmurniał, ale nie zwróciła na to uwagi. Sama czuła, że Eliksir Euforii już na nią wpłynął. Cassie wyglądem przypominał wiecznie niewyspanego ćpuna z różnymi tikami nerwowymi, choć nie bywał zawsze posępny. Fire nie przeszkadzał fakt, że był dziwakiem. Miała wrażenie, że z takimi ludźmi właśnie najlepiej się dogadywała. Ciągnie swój do swego.
- Łzy są oznaką słabości. - odparła machinalnie, choć to nie były jej słowa. Ojciec wbił do głowy Blaithin wiele rzeczy, których starała się teraz pozbyć. W Durmstrangu wcale nie stanowiło to łatwego zadania, ale Hogwart dawał więcej możliwości. Fire płakała ostatnio, jak była małym dzieckiem. I nie zamierzała zmieniać tego stanu rzeczy.
- Nie zamierzam, kto będzie mi wtedy płacić? - parsknęła, obserwując reakcję Tease'a na te wszystkie świąteczne ozdoby. Wcześniej wydawał się wyraźnie skonsternowany, natomiast teraz chyba już nie. Dostrzegła nawet ten delikatny uśmiech.
Na zewnątrz wszystko się po prostu skrzyło. Od wszechobecnych dźwięków kolęd nie dało się uciec. Hogsmeade świętowało, chociaż ulice świeciły pustkami, jeśli chodzi o czarodziejów. Wszyscy jedli uroczystą kolację w gronie rodzin przy ciepłym kominku. Tylko nie Fire i Cassie. Oni po prostu szli obok siebie przez małą wioseczkę, pozwalając żeby śnieg opadał na ich ramiona. Gryfonka miała bardzo swobodny, lekki styl chodzenia, choć w środku czuła się zawsze spięta.
Bladymi dłońmi bez rękawiczek wyciągnęła paczkę Wizz-Wizzów, jeszcze nie zaczętą.
- Poczęstujesz się? Czekoladowe. - podniosła wzrok na mężczyznę. Sama wzięła jednego papierosa i podpaliła go różdżką. Zauważyła, że opuścili już Hogsmeade i z lekką niechęcią spojrzała na białe, rozciągające się w nieskończoność pola, zwieńczone gdzieniegdzie lasami. Skuliła się bardziej pod swoim czarnym płaszczem.

______________________



Dear Santa,
All I want for Christmas is a list of all your bad boys...
with their numbers.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 800
  Liczba postów : 352
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Moderator






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Sob Gru 24 2016, 16:05

Starał się nie zwracać większej uwagi na te wszystkie bibeloty porozstawiane na każdym kroku. Nie rozumiał tej szopki. Czuł się, jakby nagle do miasteczka zawitał wielki fan baroku i wszędzie wcisnął ten swój przepych, tak sprzeczny z upodobaniami Caspra.
- Zgadzam się - przytaknął, bo również uznawał łzy za coś mało honorowego. Nie był płaczkiem - nie mógł być, w sierocińcu tacy traktowani byli najgorzej. Widział tam dzieciaki płaczące za rodzinami. Ona pozwolił sobie na takie zachowanie raz. Od tamtej pory nie tylko pilnował się, aby tego nie powtórzyć, ale zwyczajnie nie odczuwał takiej potrzeby. Oczy łzawiły mu jedynie czasem ze zmęczenia, ale nie był to płacz. To był zwykły odruch ludzkiego ciała, nad którym nie miał szans zapanować.
Ulice były puste i Tease zapragnął przenieść się w miejsce, które zawsze jest opuszczone. Czuł się dziwnie, gdy ruchliwe okolice nagle tak wymierały. Wiedział, że ludzie teraz rozkoszują się towarzystwem najbliższych, jedzą różne pyszności i wręczają sobie prezenty.
- Nie trzeba, mam własne. - Wyjął paczkę Volde-Mortów i uniósł ją lekko, jakby na dowód. Zapalił jednego i wetknął go w usta, wdychając ten specyficzny zapach. Ciekaw był, czy Blaithin kiedykolwiek paliła taki rodzaj - jeśli tak, czuła teraz ten sam zapach, co on. Lekko jakby zatykający, przypominający paloną gumę, jednak mniej drażliwą niż w rzeczywistości. Casper uwielbiał ten zapach i sam nie wiedział czemu.
Wypuścił ustami obłok zielonego dymu, zerkając na jezioro hogwarckie, do którego się zbliżali. Sam nie wiedział, kiedy opuścili Hogsmeade i zaczęli spacerować brzegiem pokrytego grubą warstwą lodu zbiornika.
Szli tak przez chwilę w milczeniu i Cas nagle poczuł się, jakby stracił kontrolę nad własnym ciałem. Zakręciło mu się aż w głowie, ale ocknął się szybko i zamrugał kilka razy szybciej, zaciągając się ponownie papierosem. Zgubił na chwilę krok przez ten tzw. "mikrosen", ale miał nadzieję, że Fire nic nie zauważyła. Zorientował się przy okazji, że nie wiedział kiedy ostatnio spał - z całą pewnością nie w przeciągu ostatnich 24 godzin...
- To jedno z moich ulubionych miejsc w Hogwarcie, ten brzeg jeziora. - Oznajmił. Po części chciał przerwać ciszę, a po części musiał po prostu ruszyć swój umysł, żeby nie zaczął przysypiać na stojąco. - Zawsze było tu dość mało ludzi... Ewentualnie właśnie w zimę ktoś jeździł na łyżwach.

______________________


Casper Angel T.

Gdzie był Cas?:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1424
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Nie Gru 25 2016, 00:47

Fire po prostu nienawidziła momentów słabości, w których nie potrafiła już dłużej powstrzymywać bólu rozrywającego ją od środka. Nie znosiła chwil w których upadała, choć zawsze sama się podnosiła. Odtrącała każdą pomocną dłoń. Próbowała udowodnić tym sobie, że jest silna. Nie pozwalała sobie na okazywanie delikatności ani nawet na proszenie innych o coś.
Nawet odpowiadała jej panująca atmosfera. Nie to, żeby wyjątkowo przepadała za Bożym Narodzeniem, bo to zależało od wielu czynników. Bywały czasy, kiedy marzyła tylko o tym, żeby się jak najszybciej skończyły. Tegoroczne wyjątkowo przypadły do gustu Gryfonki, dlatego z chęcią przyglądała się świecidełkom. Święta wisiały w powietrzu, kiedy byli już daleko nadal wyczuwała zapach pierników i poczuła lekki ścisk w żołądku. Zdecydowanie za mało jadła, ale nie miała apetytu. Papieros stanowił coś czym zastępowała jedzenie. Cassie nie chciał wypalić Wizz-Wizza na co Fire wzruszyła ramionami. Więcej zostanie dla niej.
- Trujesz się, bo lubisz czy może stoi za tym jakiś głębszy powód? - spytała, zaciągając się mocno tytoniem. Przymknęła oczy, chcąc odczuć jak największej przyjemności. Paliła wiele rodzajów w swoim życiu, dlatego rozpoznała zapach Volde-Mortów. I wtedy uświadomiła sobie, że stanowił też element mieszanki otaczającej Tease'a. Zapewne teraz będą kojarzyć się Fire z jego osobą.
Byli przy jeziorze, a Fire nie zamierzała prosić o zmianę trasy. Wytrwale stawiała naprzód kroki, patrząc w stronę przeciwną do zbiornika. Na myśl, że woda jest tak blisko, że wręcz wystarczyłoby przejść parę metrów i stanęłaby na lodzie, czuła, jak trzęsą jej się dłonie. Oddychała szybko, nakazując sobie opanowanie strachu. Nie chciała, żeby Cassie wiedział. Paliła papierosa nerwowo, bardziej skulona niż zazwyczaj, choć dalej wydawała się swobodna. Otchłań wręcz ściągała Gryfonkę do siebie. Było o tyle lepiej, że wszystko zamarzło. Inaczej nie zbliżyłaby się aż tak wodnego zbiornika.
- Co jest? - spytała natychmiast, mierząc go nieufnym spojrzeniem. Co spowodowało ten chwilowy zastój? Zupełnie, jakby Cassie na chwilę odpłynął. - Chyba dziwne masz te papierosy. - mruknęła, choć tak naprawdę wcale nie sądziła, że to ich wina. Nie działały w taki sposób. Nie zamierzała męczyć Tease'a o odpowiedź, więc nie naciskała. Choć patrzyła teraz na niego częściej, jakby próbując dostrzec kolejny taki moment.
- Moje także. Często przychodzisz na tereny Hogwartu? - rzuciła szybko, nie chcąc skupiać się na samej istocie tego miejsca. Nie bywała tutaj i nie zamierzała bywać. Kłamstwo przeszło Fire bardzo płynnie przez usta. Zaciągnęła się znów papierosem, czując jak wpływa na nią uspokajająco. Dopiero po zadaniu pytania przypomniało jej się, że Cassie szmugluje towar dla niektórych uczniów. Sama wolała zdobywać produkty u źródła.
- Zabrzmiało to tak jakbyś lubił przebywać w samotności. Ty, właściciel klubu, w którym codziennie przewijają się setki osób? - parsknęła krótko, bo trochę to nie pasowało do siebie. Sama wolałaby pracę w jakimś cichszym miejscu, bo klienci potrafili nieźle wkurzyć Fire. Najlepiej byłoby ją w ogóle odizolować od innych. Oszczędziłoby to światu wielu afer.
Sama nie zauważyła, kiedy tak odsunęła się od Caspra bardziej, choć pewnie ze względu na to, żeby był dalej od jeziora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 800
  Liczba postów : 352
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Moderator






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Nie Gru 25 2016, 01:06

Nie wiedział, co jej odpowiedzieć w temacie swojego nałogu. Lubił palić, sprawiało mu to przecież sporo przyjemności... Ale to nie od tego się zaczęło. Szukał czegoś, co pomogłoby mu z somnifobią - czegoś, co pomoże mu odepchnąć sen. Potrzebował solidnych środków dodających mu energii i zatruwał się w ten sposób cholernie długo. Potem doszedł do wniosku, że może również czasem sięgnąć po coś, co wręcz zmusi go do przespania kilku godzin. I tak poprzez różne leki i eliksiry zatrzymał się na używkach, stosując je zamiennie.
- I to i to, tak myślę. - Uznał w końcu zgodnie z prawdą, nie patrząc na swoją rozmówczynię. Było ciemno, przez co nie mógł jakoś szczególnie podziwiać otoczenia, jednak to co było widoczne sprawiało nieziemskie wrażenie. Zarys zamczyska odznaczał się nieco w mroku, a lód połyskiwał zachęcająco. Casper nie był jakimś wielkim fanem sportów, ale zdarzyło mu się kiedyś założyć łyżwy. Teraz nagle doszedł do wniosku, że nie robił tego od tak dawna... Że aż chętnie by spróbował, o zgrozo.
Przez chwilę miał wrażenie, że coś w postawie Fire się zmieniło - jakby jeszcze bardziej się spięła. Niestety, nim zdążył poczynić jakiekolwiek kroki w kierunku dowiedzenia się o co może chodzić, rudowłosa zauważyła jego drobne "potknięcie".
- Och, nic. Dzięki za troskę. Jestem po prostu trochę zmęczony. - Świadomość, że wcale tak na prawdę nie skłamał, sprawiła mu dziwną przyjemność. Obrócił w palcach papierosa, pilnując się aby znowu nie odlecieć. I tak czuł się już jakby chwiał się na granicy jawy i snu...
- A jak rozumiesz "często"? Wpadam czasem coś komuś dostarczyć. - Wzruszył ramionami. - Klub to co innego... Lubię czasem pobyć sam. Nie wiem czy zauważyłaś, ale nie należę do szczególnie otwartych osób.
Prawda była taka, że przy jakimkolwiek bliższym kontakcie Casper bywał nieznośnie odpychający, a przy tym ludzie często go denerwowali. Raczej uznawał siebie za samotnika, a tłum wykorzystywał do zarobku w Oasis. Lubił wiedzieć, dlatego nie był w stanie ograniczać kontaktów z innymi - potrzebował jakichś źródeł informacji.
- Co tak uciekasz? - spytał z zaskoczeniem, bo dziewczyna zaczęła wyraźnie się od niego oddalać. Miał wrażenie, że ta rozmowa przebiega dość luźno i wcale nie jest męcząca, przynajmniej nie w jego przypadku. A jednak, Blaithin musiała mieć powód, żeby tak się odsunąć. Może specyficzny zapach Volde-Mortów jej przeszkadzał?

______________________


Casper Angel T.

Gdzie był Cas?:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1424
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13638-blaithin-astrid-dear
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13646-not-a-bad-girl
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13684-dziobek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Nie Gru 25 2016, 01:52

- Och, a więc jakieś tajemnice? - pozwoliła sobie na krótki uśmiech. Sama paliła, bo miało być to wyrazem buntu, jak bardzo wiele innych rzeczy, które w sobie zmieniła. Na początku nie znosiła papierosów i kaszlała po nich praktycznie cały czas. Teraz przyzwyczaiła się na tyle do dymu w płucach, że już nie wyobrażała sobie dnia bez choćby jednego wypalonego Wizz-Wizza. Przeczesała palcami związane w kucyk rude włosy, żeby nocny wiatr nie zwiewał ich na jej twarz.
- To nie była troska. - powiedziała twardo, wyraźnie bardzo wierząc w swoje słowa. Nie było wielu ludzi na tym świecie o których się troszczyła, a Tease na pewno do nich nie należał. Mógł się marnować, mógł nie dbać o swój organizm, mógł to wszystko robić, a Fire by nie komentowała. Sama nie oczekiwała też, żeby ktokolwiek dbał o nią. - Właściwie to jeszcze wczesna pora.
Zastanowiła się przez chwilę nad tym. Cassie dużo pracował, co uważała za głupie. Rozumiała całą tę papierkową robotę związaną z klubem, ale... ona wolałaby częściej bawić się na sali wśród innych gości. Tease nie mógł narzekać na brak pieniędzy, a mimo to robił coraz więcej i więcej. Posłała mu jeszcze raz badawcze spojrzenie, zastanawiając się, czy też nie kłamał.
- Nie miałam okazji tego zauważyć, ale w takim razie coś nas łączy. - uśmiechnęła się blado, słuchając wyjaśnień czarnowłosego. Co prawda, widziała przecież, że często przebywał w towarzystwie. Czy to pięknych kobiet czy podejrzanych typków. Przyciągał innych swoją charyzmą i tym "czymś", jak słyszała. Chyba musiała być jakaś dziwna, bo Fire wydawał się kolejnym dupkiem myślącym, że ma w sobie coś wyjątkowego. Ale taka wydawała jej się większość mężczyzn. Dopaliła papierosa i wyrzuciła niedopałek w śnieg. Zapach czekolady nadal miło unosił się w powietrzu wokół dziewczyny.
- Nie uciekam. - powiedziała z naciskiem, unosząc odruchowo podbródek. Nikt nie miał prawa zarzucać jej, że przed czymś ucieka jak jakiś tchórz. Zorientowała się w tym, jak zwiększyła odległość między nimi i zrobiła parę zdecydowanych kroków. - Ja tylko...
Nie dokończyła, bo w ciemności nie zauważyła, gdzie dokładnie stawia nogę. Śliska nawierzchnia utrzymywała się już od dawna, a Fire nie miała szans zaradzić jakoś upadkowi. Glan przesunął się błyskawicznie po lodzie, pociągając Gryfonkę do przodu. Zdążyła tylko machnąć rękoma i już zsunęła się z drobnej górki wprost do... jeziora. Kiedy wylądowała w końcu na twardej powierzchni, stanęła twarzą w twarz z ciemnością ukrytą pod białym lodem. Serce Fire zabiło gwałtownie i odepchnęła się natychmiast do tyłu.
Nawet nie przeklinała tego, że się wyłożyła. Musiała jak najszybciej wydostać się z powrotem na brzeg. Podniosła się na tyle niezgrabnie i nieostrożnie, że od razu znów wpadła w poślizg.
- Cassie - wydusiła przez ściśnięte gardło. Z pewnością musiało to wyglądać komicznie, gdy tak w panice wygrzebywała się z małego zagłębienia na płytkim jeziorku. Mogłaby spokojnie wstać i najzwyczajniej w świecie się wydostać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Nottingham, Anglia
Galeony : 800
  Liczba postów : 352
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13550-casper-angel-tease#360782
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13560-potrzebujesz-czegos-zapraszam#361160
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13562-anielska-poczta#361164
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13561-casper-angel-tease#361163




Moderator






PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   Nie Gru 25 2016, 02:09

- No wiesz, nie mogę ci tak od razu powiedzieć wszystkiego... Trochę tajemnic nie zaszkodzi. - Zdecydował, chociaż było ich raczej dużo niż trochę.
Wcale nie spodziewał się, że Blaithin się o niego troszczy, albo że w ogóle zwraca na niego większą uwagę. Zwykle starali się nie wchodzić sobie w drogę i utrzymywali relacje na tyle biznesowe, na ile tylko się dało. Raz na jakiś czas Casper upominał ją, żeby milej traktowała klientów - ona z kolei czasem rzucała w jego stronę ciętym komentarzem.
- Wiem, Fire. To było... Coś pomiędzy sarkazmem a żartem. Nie musisz mi się od razu tak tłumaczyć, nie spodziewałem się żadnej prawdziwej troski.
Cóż, Cas dawał się pochłonąć pracy, która odtrącała jego myśli od mniej przyjemnych aspektów związanych z egzystencjowaniem. Faktycznie ostatnio pozwalał sobie na solidne grzebanie w papierkowej robocie... Ale wciąż wychodził na salę, wciąż stawał za barem i wciąż starał się poświęcać chociaż odrobinę czasu na to, na czym naprawdę mu zależało. Inna sprawa, że teraz chciał nie tylko utrzymać reputację Oasis, ale nawet jeszcze bardziej ją podnieść. Był ambitny i nie odpuszczał...
- Merlinie, jaka ty jesteś buntownicza. Czego nie powiem, to zaraz zaprzeczasz, jakby od tego zależało twoje życie. Chyba nigdy nie zauważyłem, że jesteś aż taka spięta. - Pokręcił lekko głową. Pewnie nie był odpowiednią osobą do mówienia takich rzeczy, w końcu sam bywał drażliwy i nieznośny. Teraz jednak miał całkiem niezły humor i pomimo zmęczenia jakoś dawał radę - a normalniejsza rozmowa z Blaithin pozwoliła mu zauważyć niektóre istotne drobiazgi jej osobowości.
Nie zdążył nijak zareagować, gdy poślizgnęła się i wpadła na taflę lodu pokrywającą jezioro - zresztą, nie było to nic takiego. Nie spytał się jej nawet czy nic sobie nie zrobiła, bo niezbyt wiedział, czy to w ogóle było możliwe. Przystanął za to, czekając aż się podniesie. Hm, miał w sumie z czego się ponaśmiewać.
Bo hej, on sobie radził na śliskim podłożu!
Rudowłosą jednak jakby zatkało i Tease uniósł z zaskoczeniem brew, gdy wykrztusiła jego imię (wciąż zdrobnione...) w tak dziwny sposób. W dodatku wcale się nie podniosła - albo raczej, spróbowała bez większego powodzenia.
- No, chodź tu. - Pochylił się, aby dosięgnąć jej ze wzniesienia, na którym stał. Nie czekając na jakiekolwiek pozwolenia ani nic z tych rzeczy chwycił ją za rękę stanowczo, ale zarazem dość delikatnie. Podciągnął ją do pozycji stojącej i przyciągnął do siebie, żeby nie stała już na zamarzniętym jeziorze. Wyglądała na bardzo wytrąconą z równowagi, co z kolei i jego nieco zbiło z tropu. Do tego stopnia, że nawet nie zorientował się, iż wcale nie puścił jej dłoni.

______________________


Casper Angel T.

Gdzie był Cas?:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Zachodni brzeg jeziora   

Powrót do góry Go down
 

Zachodni brzeg jeziora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Zachodni brzeg jeziora
» Brzeg jeziora
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Prawy brzeg rzeki
» Jezioro

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
jezioro
-